Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1

#1 21-12-2018 o 23h37

Straż Cienia
Charo
Pokonała kurę
Charo
...
Wiadomości: 743

......Któż to ci powiedział, że nie ma już na świecie prawdziwej, wiernej, wiecznej miłości?
......A niechże wyrwą temu kłamcy jego plugawy język!


...................................................................................................................

...............................................https://media.discordapp.net/attachments/364850969831276547/525699222196977664/4.png

...................................................................................................................

.....................................................................................................https://fontmeme.com/permalink/181221/bd6a64d3ee2b12a8b1b7ffd39065e235.png

.....Życie w magicznej społeczności nie zmieniło się wcale aż tak bardzo po wielu latach wojny z Czarnym Panem. Zwycięstwo Harrego Pottera zamknęło pewien rozdział w historii, ale otworzyło tuż obok kolejny, nowy. Czarodzieje trochę mniej zwracali uwagę na czystość krwi, jednak problem nie zniknął, o czym świadczyły pojawiające się co jakiś czas artykuły w Proroku Codziennym, dotyczące aktów wandalizmu i prześladowań. Prawda niestety była smutna i prawdopodobnie nie docierała do każdego, wszak nie da się wymazać z pamięci idei, która towarzyszyła czarodziejom przez dekady oraz przeświadczenia, że czysta krew jest szlachetna, a mieszańców należy tępić.
.....Nie wszystkie Czystokrwiste Rody przekonane były o swojej wyższości i obnosiły się z nią na każdym kroku. Bywali też tacy, jak rodzina Satterle, która praktycznie nie zwracała uwagi na pochodzenie i każdy, kto przekraczał próg ich domu był mile widziany. Częstym gościem, choć nazwać go można również jednym z domowników, był Theodore Green, przyjaciel Thomasa, najstarszego dziecka państwa Satterle. Ze względu na pracę rodziców, którzy często podróżowali, chłopak spędzał sporo czasu z rodziną przyjaciela i nawiązał z nimi zażyłe relacje.
.......Mijały lata i choć każdy z nich wybrał swoją własną drogę, ich przyjaźń cały czas trwała, a Theo nadal odwiedzał posiadłość Satterle, gdy tylko miał ku temu okazję. Thomas zawsze marzył o pracy Uzdrowiciela i podążył w tym właśnie kierunku, realizując swoje cele i zawieszając poprzeczkę coraz wyżej, tak że jego młodsza siostra ledwo do niej dosięgała. Rosalie zawsze porównywana była do starszego brata i choć starała się ze wszystkich sił, nie potrafiła mu dorównać, przez co odczuwała nieustanną presję i chęć udowodnienia swojej wartości za wszelką cenę. Musiała być najlepsza, bo tego od niej wymagała rodzina oraz nauczyciele, którzy cały czas wspominali o wspaniałym Uzdrowicielu, który robił międzynarodowa karierę i stał się chlubą szkoły, a ona powinna brać z niego przykład. Nigdy nie rywalizowała z Tomem, a wręcz przeciwnie, byli sobie bardzo bliscy. Niespodziewanie na horyzoncie pojawiło się rozwiązanie wszystkich jej problemów, gdy do grona profesorów dołączył nie kto inny, jak Theodore. Dziewczyna dostrzegła szansę, by w końcu wybić się na samą górę, jednak nie zdawała sobie sprawy z tego, do czego to wszystko doprowadzi. Zajęcia dodatkowe i spędzanie czasu tylko we dwoje prowadziło w zupełnie inną stronę niż celujący z Obrony Przed Czarną Magią.

.....................................................................................................https://fontmeme.com/permalink/181221/eb18d2a6f61b226cd55c4a3090142476.png

................................................................................................@Hidney - Theodore Green
................................................................................................@Charo - Rosalie Satterle

.....................................................................................................https://fontmeme.com/permalink/181221/4894052aff9ab01acecc75b6abb5bb3a.png

................................................................................................Miłość dla Wszystkich ♡
................................................................................................Wesołych Świąt ☃


https://i.pinimg.com/564x/82/82/32/828232d55b87f72e38db38c569b34947.jpg

Offline

#2 22-12-2018 o 17h42

Straż Lśniąca
Hidney
Zbieg Okoliczności
Hidney
...
Wiadomości: 3 964

https://i.imgur.com/UxIOifu.png


https://66.media.tumblr.com/432fefe3b1e15bd1bdf1c406190a6fcc/tumblr_ow4kssGKRv1slnlloo8_400.gifv https://66.media.tumblr.com/52f3c84ee0030703b7d42fe4176db2d8/tumblr_ow4kssGKRv1slnlloo4_400.gifv

Online

#3 23-12-2018 o 10h23

Straż Cienia
Charo
Pokonała kurę
Charo
...
Wiadomości: 743

https://zapodaj.net/images/3d50fdd90cf1f.jpg


https://i.pinimg.com/564x/82/82/32/828232d55b87f72e38db38c569b34947.jpg

Offline

#4 29-12-2018 o 15h30

Straż Lśniąca
Hidney
Zbieg Okoliczności
Hidney
...
Wiadomości: 3 964

______ __
        Popatrzył na szare, nieco obdrapane w niektórych miejscach ściany komnaty – pamiątkę po tych wszystkich zajęciach praktycznych, podczas których zaklęcia rzucane przez uczniów wymykały się spod ich kontroli, pozostawiając zapisy prób i błędów na poszczególnych fragmentach pomieszczenia. W zasadzie mógłby to po prostu odmalować jakimś nieskomplikowanym czarem, ale, prawdę mówiąc, nie spieszyło mu się do tego. W tych śladach było coś sprawiającego mu pewnego rodzaju satysfakcję – za każdym razem przypominały mu powód, dla którego się tu znalazł i wywoływały uśmiech na jego twarzy.
        Lubił pracę ze swymi uczniami. Wychodził z założenia, że dotąd nikt nie urodził się doskonały, a czyjeś porażki można było łatwo naprostować. Obserwowanie, jak osoby znajdujące się pod jego pieczą się rozwijają, za każdym razem przypominały mu o tym, że po prostu dobrze wybrał. Decyzja o pozostaniu w Hogwarcie przez lata była obiektem wątpliwości zarówno Theodora, jak i jego najbliższych – teraz jednak był w stanie ze stuprocentową pewnością stwierdzić, iż jego decyzja była właściwa. To było jego miejsce. Nawet, jeśli jego rodzice zawsze utrzymywali pogląd, że był stworzony do czegoś więcej, niż „tylko praca w Hogwarcie”.
        Kochani bliscy. Zawsze wiedzieli wszystko lepiej od niego.
        Świadomość, że już za parę dni będzie zasiadał razem z nimi przy jednym stole i wysłuchiwał o swoim straconym potencjale sprawiał, że robiło mu się słabo. Lubił święta, ale najchętniej, gdyby dano mu taką możliwość, spędzałby je samotnie z jakąś książką.
        Westchnął cicho. Mógł lubić efekty swojej pracy w postaci odpadającego tynku ze ścian i sufitu, ale z pewnością nie był to widok, który jakoś szczególnie odpowiadał mu w święta. Z tego też powodu zdecydował, że jeszcze przed rozpoczęciem dzisiejszych zajęć z VII rokiem ozdobi swoją salę. Niewielka choinka, o której ścięcie poprosił Hagrida, już stała w rogu pomieszczenia. Powiesił na niej bombki i rzucił zaklęcie, które powodowało, iż miało się wrażenie, jakoby wiecznie spadały na nią drobne płatki śniegu. Całość wydała mu się dość imponująca i był zadowolony z efektu swojej pracy.
        W końcu za pomocą zaklęcia uniósł jeden z wieńców, po czym zawiesił go, na razie wciąż w powietrzu, centralnie nad drzwiami wejściowymi. Przez chwilę przyglądał mu się w milczeniu, zastanawiając się czy aby na pewno to dobra lokalizacja – i w momencie, gdy jednak stwierdził, że widziałby go w całkiem innym miejscu, ktoś otworzył drzwi.
        Zaklęcie przerwało się, a wieniec upadł prosto na pierwszą uczennicę, jaka zdecydowała się wejść do sali. Theo zganił się w myślach za to, że w tak łatwy sposób pozwolił sobie na dekoncentrację, i niemal natychmiast machnął różdżką, aby ponownie unieść wieniec w powietrzu.
        - Wybacz, Rosalie. Przypilnuję, aby w tym pomieszczeniu nic więcej nie zaatakowało cię w podobny sposób.
        Spojrzał na dziewczynę i posłał jej delikatny, nieco zmieszany uśmiech. Po chwili wziął nieco głębszy oddech, po czym skupił się na zawieszeniu – tym razem już na stałe – cholernej ozdoby na jednej ze ścian.
        - Co tak szybko? Mamy jeszcze dobre dwadzieścia minut do rozpoczęcia zajęć. – to mówiąc, podszedł do swego biurka i rozwinął jeden z leżących na nim pergaminów. – Chyba, że chcesz porozmawiać o swojej poprawce. Ostatni test nie poszedł ci najlepiej. A eksperymenty z eliksirami na porost włosów nie zapewnią ci najszybszego zaliczenia przedmiotu.
        Oderwał wzrok od wykazu ocen znajdującego się na papierze, po czym przeniósł go ponownie na Gryfonkę.


https://66.media.tumblr.com/432fefe3b1e15bd1bdf1c406190a6fcc/tumblr_ow4kssGKRv1slnlloo8_400.gifv https://66.media.tumblr.com/52f3c84ee0030703b7d42fe4176db2d8/tumblr_ow4kssGKRv1slnlloo4_400.gifv

Online

#5 30-12-2018 o 15h40

Straż Cienia
Charo
Pokonała kurę
Charo
...
Wiadomości: 743

.........................................................................https://fontmeme.com/permalink/181230/b2d7387a977bb3cbe746216b7e0157b8.png

  Szybkim krokiem przemierzała korytarz, przeciskając się przez tłumy uczniów zmierzających na pierwsze zajęcia. W okresie świątecznym wszyscy byli jakoś tak bardziej poruszeni niż zazwyczaj, a choć Rosa przepadała za świętami, tak w tym roku nie zamierzała wracać do domu. Wiedziała, co ją tam będzie czekać, oczyma wyobraźni widziała miny rodziców, gdy podczas kolacji ciotka Prudence pod niebiosa będzie wychwalała Toma, pytając ją po raz setny, co ona zamierza zrobić ze swoim życiem. Mogła starać się ze wszystkich sił, mogła być najlepsza w szkole, a i tak im wszystkim będzie mało. Gdyby zdradziła, że jeszcze nie ma planu na przyszłość, że tak naprawdę nie wie, co chce robić, to pewnie od razu by ją wydziedziczyli. Raz słyszała rozmowę wuja z ojcem, gdy ten mówił, że miała za wiele swobody i niczego nie potrafi docenić. Odkąd jej brat stał się cenionym Uzdrowicielem, cała rodzina ma się za celebrytów i na lewo i prawo opowiada o Thomasie. On wydaje się tym nie przejmować i dalej robi swoje, ale też nie próbuje już jej chronić przed rodzicami, którzy naciskają coraz bardziej i wymagają niemożliwego. Dlatego właśnie Rosalie postanowiła, że zostanie w Hogwarcie pod pretekstem nauki i ominie ją nieprzyjemna atmosfera w domu. Wiedziała, że nie będzie sama, że Theo również zostanie w zamku a we dwoje będzie im raźniej. Pewnie coś zjedzą, pogadają, a może uda jej się namówić go na wycieczkę do Hogsmade.
    Kiedy weszła do sali lekcyjnej, zaatakował ją świąteczny wieniec i gdyby nie znała dobrze nowego nauczyciela OPCM, to pomyślałaby, że profesorowie założyli jakiś ruchu oporu przeciw niej i teraz na każdym kroku będą próbowali się jej pozbyć. W rogu już stała piękna choinka, od której w całym pomieszczeniu pachniało lasem, co nadawało świątecznej atmosferze jeszcze więcej magii. Green się postarał, co Rosa bardzo doceniała, zwłaszcza że inni nauczyciele nie wysilali się za bardzo, jeśli chodziło o ustrajanie sal lekcyjnych. Gdzie nie gdzie pojawiła się jakaś girlanda ze światełkami, ale nikt nie zwracał na to uwagi.
   - Ciebie też miło widzieć - odezwała się z lekkim uśmiechem po upewnieniu, że są sami. Nie chciała spoufalać się przy innych uczniach, zwłaszcza że nikt nie wiedział iż znają się także prywatnie. Poprawiła szybko włosy, które potargał jej wieniec ninja i spojrzała na profesora z taką miną, że zapewne zdołał domyślić się, że coś jest na rzeczy, że ma do niego jakiś interes. Gdy tylko dowiedziała się, że Green obejmie stanowisko profesora przedmiotu, który zdążyła znienawidzić, uznała to za znak z nieba i nadzieję dla siebie, by zmienić nastawienie do niego. Zamierzała poprosić Theo o pomoc, powołując się na ich znajomość i oczywiście swoje wielkie zaangażowanie do nauki.
  - Przyszłam wcześniej, bo się za tobą stęskniłam. Jak możesz myśleć, że czegoś od ciebie chcę? Ranisz mnie - wymruczała, udając oburzenie. Podeszła bliżej przyjaciela i uśmiechnęła się najładniej, jak potrafiła, by zmiękczyć te jego lodowate serce. Oboje wiedzieli, że to tylko gra pozorów, bo prawda była zupełnie inna.
  - No dobrze, przejrzałeś mnie, Theo. Chcę porozmawiać o poprawie egzaminu i wytłumaczyć się z tego wyskoku, bo to nie do końca moja wina. Okej, moja, ale plan był idealny! - zaczęła nieco nieporadnie tłumaczyć to, co stało się felernego dnia, gdy została przyłapana na gorącym uczynku.
   - Chciałabym prosić cię o pomoc. Chcę mieć celujący! - oznajmiła bez ogródek, wwiercając w niego błagalne spojrzenie z minką szczeniaczka, aby nie mógł odmówić. Rosalie obawiała się, że Theodore przez nawał obowiązków nie będzie mógł poświęcać jej tyle uwagi, jak to sobie wyobrażała. Swoja drogą, dobrze wyglądał w tej nowej marynarce. Mimowolnie jej policzki poczerwieniały, ale dziewczyna nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. To mógł zobaczyć tylko jej rozmówca.

Ostatnio zmieniony przez Charo (30-12-2018 o 15h46)


https://i.pinimg.com/564x/82/82/32/828232d55b87f72e38db38c569b34947.jpg

Offline

#6 30-12-2018 o 17h23

Straż Lśniąca
Hidney
Zbieg Okoliczności
Hidney
...
Wiadomości: 3 964

________
        Jeśli istniał jakiś powód, przez który mógłby wątpić w sens swojej kariery, to właśnie stał on tuż przed nim.
        Oparł się o blat biurka dłońmi, koncentrując wzrok na dziewczynie. Nagle wszystkie ostrzeżenia rodziny, wszystkie sugestie, jakoby jego pomysł o objęciu posady nauczycielskiej nie należał do najmądrzejszych, uległy znacznemu wyostrzeniu. Automatycznie rozejrzał się na boki, gdy palnęła, że się za nim stęskniła. To, że znali się prywatnie, nie upoważniało jej do zachowywania się w stosunku do niego w taki sposób! Darzył ją swego rodzaju sympatią – w końcu była siostrą jego najlepszego przyjaciela, jak mogłoby być inaczej – ale… tylko tyle. W Hogwarcie zamierzał zachowywać stuprocentowy profesjonalizm, a podejrzane schadzki sam-na-sam na dobrą chwilę przed rozpoczęciem zajęć już mogły robić za dobry powód do plotek. A ona jeszcze zwraca się do niego „na ty”! Na Merlina.
        - Satterle, jestem twoim nauczycielem, a ty moją uczennicą.
        Wyprostował się, na chwilę unosząc jedną brew, chyba starając się w ten sposób ją skarcić, albo chociaż wywołać wyrzuty sumienia. Najpewniej jednak wyszło dość nędznie, bo nagle uświadomił sobie, że tak na dobrą sprawę nigdy nie będzie w stanie być dla niej takim autorytetem, jakim powinien. Zresztą… właściwie działało to w obie strony. Patrząc na nią, nie mógł nie przypominać sobie wszystkich tych chwil, kiedy razem spotykali się w domu Satterle’ów. Skoro zatem ona nigdy nie byłaby dla niego tylko i wyłącznie jedną z wszystkich tych uczniów, którzy uczęszczali na jego przedmiot, to jakim prawem wymagał od niej tego, aby traktowała go tylko jako swego nauczyciela?
        W końcu zmieszał się nieco. Ponownie przeniósł wzrok na wykaz ocen, przyglądając się nakreślonej na czerwono literze „T” przy nazwisku Rosalie. 
        - Wybacz. Nie twierdzę, że chcę udawać, że cię nie znam, ale... To skomplikowane.
        Westchnął cicho. Pracował tu dopiero od września, zatem miał stosunkowo krótki czas na ocenę umiejętności swoich podopiecznych, niemniej jednak Rosalie, odkąd po raz pierwszy przekroczyła próg tej sali, stała się dla niego szczególnym przypadkiem.
        Chyba nigdy w życiu nie widział kogoś z tak fatalnymi umiejętnościami w zakresie zaklęć obronnych. Gdy podczas swych pierwszy zajęć z VII rocznikiem zrobił mini-turniej pojedynków, Gryfonka myliła najprostsze czary defensywne z ofensywnymi. Właściwie gdyby nie to, że sam stanął do walki przeciwko niej i w porę nie zareagował, to jedna z obecnych wówczas w sali Puchonek skończyłaby z sardynkami wypływającymi z jej nosa.
        Jednak… widział, że się starała. Zapał w jej oczach nie umknął jego uwadze. Dlaczego zatem miałby odrzucić jej prośbę? W końcu… nie życzył jej źle. Doskonale znał atmosferę, jaka panowała w jej domu i to, jakie wymagania stawiano jej na każdym kroku. Wiedział, że miała trudną sytuację, zwłaszcza zważywszy na fakt, że jej bratem był nie kto inny, jak Thomas – złote dziecko nieznające pojęcia „porażka”.
        Wyminął biurko i zbliżył się do niej na parę kroków, wciąż jednak pozostawiając między nimi pewien dystans.
        - Teraz jestem twoim nauczycielem, a do tego nie radzisz sobie z moim przedmiotem. Pomogę ci, ale nie chcę dawać innym pretekstu do plotek, jakobyś poprawiła oceny poprzez znajomość ze mną. Chyba oboje tego nie chcemy?
        To mówiąc, posłał jej delikatny uśmiech. Przez chwilę przyglądał jej się w milczeniu. Odezwał się dopiero po pewnym czasie, omijając ją i zaczynając iść środkiem sali, raz za razem machając różdżką i tym sposobem sprawiając, że na stołach zaczęły materializować się różne przedmioty – medaliony, pudełka, torebki, woreczki i sakwy.
        - Możemy umówić się na lekcje dodatkowe po zajęciach. W twoim przypadku będzie trzeba zacząć od samych podstaw, dlatego też program będzie nieco inny niż na normalnych lekcjach. Wracasz do domu na święta? Ja zostaję na miejscu, zatem wtedy możemy podwoić liczbę zajęć. A teraz zajmij miejsce.
        Wkrótce do sali zaczęli wchodzić inni uczniowie. Theo przystanął przy katedrze, obserwując, jak pomieszczenie powoli się zapełniało. Gdy nadeszła godzina rozpoczęcia, odezwał się.
        - Witam wszystkich na ostatniej lekcji przed przerwą świąteczną. Jako że już za chwilę będziecie zajmować się zarówno otwieraniem, jak i pakowaniem prezentów, mam dla was dzisiaj zadanie specjalne – macie sprawdzić, czy przedmioty znajdujące przed wami nadają się do natychmiastowego otwarcia i, jeśli nie, to dlaczego.
        Uśmiechnął się delikatnie do Kelly Hopkins, drobnej Puchonki, która zawsze zasiadała w pierwszym rzędzie.
        - Może panna Satterle powie mi coś o swoim przedmiocie?


https://66.media.tumblr.com/432fefe3b1e15bd1bdf1c406190a6fcc/tumblr_ow4kssGKRv1slnlloo8_400.gifv https://66.media.tumblr.com/52f3c84ee0030703b7d42fe4176db2d8/tumblr_ow4kssGKRv1slnlloo4_400.gifv

Online

#7 31-12-2018 o 15h41

Straż Cienia
Charo
Pokonała kurę
Charo
...
Wiadomości: 743

.............................................................https://fontmeme.com/permalink/181230/b2d7387a977bb3cbe746216b7e0157b8.png

  Zrobiło jej się strasznie głupio, kiedy Theo ją upomniał. Spojrzała na niego spode łba, oburzona, że mógł pomyśleć iż chce przysporzyć mu kłopotów. Przecież nikogo nie było w sali poza nimi i chyba mogli pozwolić sobie na odrobinę prywaty. Cóż, młody nauczyciel najwyraźniej bardzo poważnie podchodzi do swojej nowej roli, a przez to stał się nudziarzem, jak jej brat. Była mu wdzięczna, że zgodził się jej pomóc, chociaż nadal czuła się urażona jego wcześniejszą uwagą. Nie była idiotką i dobrze wiedziała, że gdyby ktoś dowiedział się o ich zażyłości, to w zamku mogłyby pojawić się plotki, które oczywiście nie byłyby prawdą, bo nie łączyło ją z Theo nic poza przyjaźnią. Ta myśl zaczęła ją strasznie uwierać i przeszkadzać, bo sprawiała że nie była w stanie skupić się na zajęciach. Nigdy wcześniej nie zastanawiała się nad tym, że przyjaciel jej brata był przystojny, że mogłoby ich coś łączyć. Nie oceniała go w takich kategoriach, ale najwyraźniej zaczęła zwracać uwagę na starszych od siebie mężczyzn. Nie było w całym Hogwarcie ani jednego chłopaka, którym byłaby zainteresowana, a tu proszę. Nagle pojawia się Green i mąci jej w głowie po krótkiej rozmowie. Theo zawsze był miłym i grzecznym chłopcem w porównaniu z Tomem, który chyba nadrabiał za nich dwóch swoją nadpobudliwością. Mimo, że przyjaciele bardzo się od siebie różnili, to dobrze się dogadywali i mogli na sobie polegać. Rosa nie wiedziała, co sprawiało, że jej brat i Green byli bratnimi duszami, ale bardzo im tego zazdrościła. Jako mała dziewczynka wszędzie za nimi chodziła i próbowała dołączyć do zabaw, które sobie wymyślali. Raz nawet była księżniczką, o którą mieli rywalizować rycerze, ale nie podobało jej się, że nie mogła sama się obronić, więc szybko zabawa się skończyła. Później atmosfera w domu nieco się zmieniła, kiedy rodzice zaczęli dostrzegać talenty syna i odepchnęli w kąt córkę, skupiając się tylko na starszym dziecku. Nie dostrzegali jej desperacji i chęci zadowolenia ich, pokazania że ona też jest coś warta. Stała się czarną owcą w rodzinie, kimś na kogo można zrzucić wszystkie niepowodzenia. Rosalie nie raz miała wrażenie, że wolą, by to Theo był ich dzieckiem, a nie ona. Nie raz opowiadali, jakoby to oni go wychowali, co poniekąd było prawdą, jednak nie mogli przypisywać sobie roli jego rodziców. I tak to trwało, wieczna pogoń za doskonałością, która przecież jest nieosiągalna.
  Pomieszczenie powoli zaczynało wypełniać się uczniami, więc Rosa zajęła swoje miejsce w ławce z tyłu sali i obserwowała, jak Hopkins szczerzy się do profesora. Zrobiło jej się nagle słabo i po raz pierwszy ucieszyła się, że akurat siedzi w ławce, bo gdyby stała, to pewnie padłaby jak długa na ziemię. Nie wiedziała dlaczego, ale moment w którym Green odwzajemnił uśmiech jednej z uczennic, wywołał u niej niekontrolowaną lawinę nienawiści względem koleżanki. Kiedy nauczyciel zwrócił się do niej i poprosił, aby opowiedziała coś o przedmiocie, dopiero zorientowała się, że coś przed nią leży. Dłuższą chwilę wpatrywała się w niewielki, okrągły rupieć, zastanawiając się, co to właściwie jest, nie wspominając już o otwarciu tego.
   - Klątwa, tu jest klątwa. Czuję charakterystyczny zapach bzu, więc ma coś wspólnego ze starzeniem się lub stratą bliskiej osoby. Najpierw należy rozbroić klątwę, a jeśli się nie da, to lepiej tego nie otwierać - odpowiedziała, odsuwając się nieco dalej z obawy, że klątwa na nią w jakiś sposób przejdzie. Czy Theo zwariował, że przyniósł tu coś takiego? Uniosła głowę, by na niego spojrzeć i tym samym utwierdzić się w przekonaniu, że miała rację. Dostrzegła w jego oczach coś na kształt aprobaty i zadowolenia. Być może w rzucaniu zaklęć była beznadziejna, ale za to pochłaniała wszelkie informację i miała doskonałą pamięć, więc przyswajanie wiedzy nie było dla niej wielkim wyczynem. Gorzej z praktyką.
    - To chyba stary sekstans. Mógłby połasić się na to jakiś kolekcjoner, ale marnie by skończył. Zazwyczaj takie urządzenia miały ukryty w środku drogi kamień, który był znakiem rozpoznawczym mistrza, który go wykonał. Im droższy i bardziej szlachetny, tym wyżej w hierarchii stał wykonawca, a towar był droższy i unikatowy. - dopowiedziała, uśmiechając się lekko. Gdyby sekstans nie zawierał jakiegoś skarbu, to nikt nie chciałby go otwierać, bo i po co? Dla kilku śrubek i zębatek?  Rosalie miała wielką wiedzę na temat mniej lub bardziej przydatnych przedmiotów magicznych, dlatego z taką łatwością potrafiła opisać to, co widziała przed sobą. Domyślała się jednak, że Theodore będzie chciał, by rozbroiła klątwę, a ona nie chciała jeszcze ginąć, a tym bardziej ośmieszyć się przed całą klasą. Nie dałaby rady zdjąć klątwy zaklęciem i pewnie wszyscy by się z niej śmiali.
   - A co ma Penelopa? - zagadnęła, zerkając w bok na dziewczynę siedząca przy oknie. Znała odpowiedź, ale chciała przenieść uwagę wszystkich na kogoś innego, by nie musieć czarować. Odetchnęła z ulgą, gdy uczennica zaczęła opowiadać o tym, co spoczywało na jej ławce, a oczy wszystkich zwróciły się ku niej.

Ostatnio zmieniony przez Charo (02-01-2019 o 04h47)


https://i.pinimg.com/564x/82/82/32/828232d55b87f72e38db38c569b34947.jpg

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1