Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 3 4 5 6 7

#101 09-07-2019 o 22h22

Straż Obsydianu
Morgiana
Szeregowiec
Morgiana
...
Wiadomości: 75


https://cdn.pixabay.com/photo/2018/03/21/16/50/woman-3247382_960_720.jpg

Godność 
Elizabeth McKenzi

Wiek 
22lata

Data urodzenia 
23 Maja

Zodiak 
Bliźnięta

Płeć 
Kobieta

Wzrost 
153,5cm

Waga 
56kg

Włosy 
Rude, do połowy szyi

Oczy 
Niebieskie

Ciekawostki 
~Wychowała się w domu pełnym mężczyzn, jej matka umarła niedługo po porodzie przez powikłania, a przed nią zdołała urodzić kilkoro dzieci... niestety~
~Ma aż 7 braci, co nie jest normalne, ale przyzwyczaiła się, szczególnie że rodzili się po sobie jedno po drugim, w tym jedna para bliźniąt~
~Studiuje inżynierię, można sie domyślić kto zapalił w niej te miłość~
~Dorabia sobie jako kelnerka, a do tego ojciec wysyła jej co miesiąc jakieś pieniądze. Ale bez przesady, nie ma ich nie wiadomo ile, w końcu nie ona jedyna sie wyprowadziła, ale zarazem kilkoro dzieci zostało z ojcem~
~Żeby nie było, potrafi chodzić w sukienkach, szpilkach czy spódnicach ale jak nie musi to tego nie robi~




****

  Elizabeth McKenzi 

Już od kilku miesięcy wiadome było, iż się wyprowadzam. Od kilku miesięcy pakowałam co moje i szukałam mieszkania blisko pracy.
Jaki był więc mój szok, gdy oznajmiłam że sie spakowałam, a Tony zapytał gdzie idę bo przecież środek tygodnia. Naprawdę, za jakie grzechy nie mam siostry? Nawet dostał w łeb, ale nie ode mnie.
Po raz kolejny przeczesałam swoje włosy i niezadowolona spytałam ile jeszcze, chciałam być daleko od nich, a raczej dalej niż głupia ściana.

xxx

Wstałam z samego rana, ubrałam swoje ulubione dżinsy i sweter, nie zapominając o adidasach. Adidasy zawsze i wszędzie. Byłam zdziwiona iż nikt nie łazi po domu, nie zaklepuje kolejki w łazience, ani nie kłóci sie o to co na śniadanie. Podmieniono mi dom? Zagadka sie rozwiązała gdy tylko zbliżyłam sie do drzwi łazienki, patrząc po ręcznikach oni już umyci a do tego pewnie na dole. Cóż, cieszy mnie to. Jak błyskawica szybko umyłam zęby, przeczesałam włosy i ułożyłam je lakierem. Do tego lekki makijaż i już byłam na dole delektując się kawą i śniadaniem. Kawa za bardzo mleczna a kanapki miały tony masła, ale lepsze to niż nic. Pora w drogę!

Już z dobra godzinę wpatrywałam się w okno w samochodzie, na zmianę przekomarzając się z ojcem i braćmi. Nie jechali wszyscy, tylko 4,  plus ojciec, aby miał mi kto graty zanosić do mieszkania. W ich wykorzystywaniu byłam już chyba mistrzynią, ale trzeba się w końcu usamodzielnić i przy okazji ich.
Byłam prze szczęśliwa gdy ojciec rzucił, że jesteśmy. Spory van zaparkował przed kamienicą, a my zapiliśmy się na ostatni guzik, no przynajmniej ja. Sześć osób wysiadło z tego pojazdu i każdy wziął część moich rzeczy, choć Michael dostał syknięcie, bo niósł szkło. Na samym przodzie ja z tatą, a za nami oni jak wierne pieski. Dość łatwo znalazłam swoje mieszkanie od razu otwierając drzwi i wchodząc do niego.-Odkładajcie wszystko ostrożnie.-rzuciłam ostro, samej odkładając swoją torebkę i plecak byle jak. Zamiast tego szybko ich wyminęłam i poleciałam po resztę moich rzeczy. Czas znoszenia tego wszystkiego.

Ostatnio zmieniony przez Morgiana (09-07-2019 o 22h23)

Offline

#102 14-07-2019 o 20h54

Straż Absyntu
ClockworkWho
Straż na szkoleniu
ClockworkWho
...
Wiadomości: 164

http://i65.tinypic.com/ay54i9.jpg
Shine like a million stars.


[Mieszkanie numer 2]

     Twarz Kurta wyrażała coś więcej niż zmieszanie. Siedział po prostu z kubkiem w dłoni, bez konkretnej miny na twarzy. Było to coś pomiędzy zażenowaniem, strachem a może nawet nieśmiałością. To ostatnie było dość ciekawe. Nieśmiały Kurt? Tego jeszcze nie grali. Ale tak, dokładnie tak było. Po prostu nie chciał napisać  nic źle, nie chciał zrobić czegoś nie tak, bo zależało mu na nitce sympatii, którą nawiązali podczas pracy przy pokazie. Gdyby teraz to zepsuć to byłoby to zupełnie załamujące i depresyjne. A i tak bywało. Po prostu, gdy myślał o jego uśmiechu, o tych piegach na bladej twarzy to... Robiło mu się gorąco w piersi i czuł się tak Hellpless, jak nigdy Hellpless się nie czuł. Życie.
     - Do reszty chyba upadłeś na głowę Connor matko boska! - mruknął oburzony, spoglądając na mężczyznę. - Jak nawiążę z nią kontakt, to z nim też będę musiał bo o niego zapyta nie rozumiesz? To inteligentna dziewczyna. Ale jest mi tak głupio, że mu nie odpisywałem, że aż mi się chce płakać nie rozumiesz? Nie zdobędę się na to, bo byłoby mi okropnie głupio spojrzeć mu w twarz. A co jak mi nie wybaczy? Albo już jest obrażony na amen? Connor toż to na prawdę poważna sprawa ja nie wiem co mam z tym faktem zrobić - powiedział, nadal spanikowany. Nawet bardziej spanikowany niż zawsze.

Offline

#103 14-07-2019 o 23h40

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 907

https://cdn.discordapp.com/attachments/365080667937177602/530809952328089630/fa2f21562d544b22eca1cbcd8a04ac19.png
korytarz sutereny
         Reakcja Joela na moje słowa była… urocza. Przez chwilę zastanawiałem się, skąd mu się to wzięło, ale kiedy tylko zdałem sobie sprawę jak mogły zabrzmieć moje słowa, powstrzymałem cisnący mi się na usta uśmieszek. Nie miałem na myśli siebie i jego. Nie żebym nie ucieszył się i z takiej opcji, ale miałem raczej na myśli cały ogół żyjący gdzieś w pobliżu. Niemniej jego reakcja była rozkoszna i niewinna, aż miałem ochotę zrobić coś jeszcze, byle tylko zaburzyć równowagę jego myśli i koloryt twarzy. Zarzucić mu rękę na ramię? Opleść w pasie i przyciągnąć do siebie? Imitować stającą w drzwiach parkę i po prostu oprzeć się na nim całym ciałem? Możliwości było wiele i każda z nich była niezwykle kusząca, ale zanim zdołałem którąś wybrać i zastanowić się, czy ja naprawdę chciałem biednego listonosza przyprawić o palpitacje serca, w korytarzu pojawiła się kolejna osoba.
             Kolejny raz tego dnia przygryzłem wargę, powstrzymując się od głośnego wyrażenia rozbawienia sytuacją. Wszyscy mieszkający w tej kamienicy zdawali się w jakiś sposób nieogarnięci i uroczy. Matt ze swoją za dużą bluzą, rozczochraną czupryną i skromnymi zakupami w reklamówce idealnie wpasowywał się w towarzystwo korytarza.
- Cześć, Matt – przywitałem się na jego kiwnięcie głową, nie pomijając filuternego przymknięcia jednej powieki.
             A skoro zwrócił uwagę wszystkich na trzymany przez Joela czerwono-serduszkowy widelec wetknięty w zmysł estetyczny każdej normalnej istoty, mogłem dołożyć swoje dwa grosze. Uniosłem skrzypce i podczas gdy odziany na czerwono chłopak tłumaczył o co chodzi, ja z radością zaintonowałem „Miłość rośnie wokół nas” z „Króla lwa”, dodając do tego popisową solówkę własnego autorstwa, która wyjątkowo mi się udała.
- Jedzenie i muzyka w jednym zdaniu obok siebie? – rzuciłem zainteresowany, zmniejszając odrobinę nacisk smyczka na struny przez co dźwięki wydobywane z instrumentu stały się delikatniejsze i bardziej subtelne. – To brzmi jak idealne miejsce dla mnie – uśmiechnąłem się do chłopaka, unosząc radośnie jeden kącik ust. Skoro już miałem sam spędzić te Walentynki w towarzystwie kota, równie dobrze mogłem stracić trochę czasu z ciekawymi sąsiadami. No i miałem wrażenie, że oni mieli mi więcej do powiedzenia niż moja kotka.
             Skoro były Walentynki, a ja dostałem zaproszenie na imprezę singli, wypadało pojawić się na niej z czymś więcej niż dobrym humorem i chęcią napełnienia żołądka procentami i dobrym jedzeniem. Zacząłem się zastanawiać, co takiego mógłbym przynieść, poza obowiązkowymi przytulasami i figlarnym uśmiechem dla każdego samotnego singla, ale nic poza ciasteczkami ryżowymi nie przychodziło mi do głowy. Ewentualnie mógłbym spróbować zrobić bungobbang, ale kiedy ostatnim razem babcia sprzedawała mi na nie przepis mój farsz z czerwonej fasoli był raczej słony niż słodki, a rybki z ciasta wyglądały jak potwory morskie… Ostatecznie stwierdziłem, że nawet jeśli coś mi nie wyjdzie, to oni nie musieli wiedzieć, że tak nie miało być, a Lewiatany z nadzieniem z czerwonej fasoli naprawdę w Korei stanowią przysmak. Tak, czasem opłacało się mieszkać po drugiej stronie globu.
               Nagle nad naszymi głowami rozbrzmiały kroki kilku osób i odgłosy jakiejś rozmowy.
- Oho, ktoś się wprowadza – zauważyłem, podchodząc bliżej klatki schodowej, by zaraz zmienić repertuar na najbardziej znaną wszystkim z memów smutną melodię, która niezmiernie mnie bawiła, choć miała wywoływać zupełnie inne uczucie.
               Nowa lokatorka nie zawiodła moich oczekiwań i zaraz pojawiła się w korytarzu poniżej poziomu parteru z miną pytającą co tu się odjaniepwala z samego rana. Uśmiechnąłem się do niej, machając na powitanie smyczkiem.
- Dzień dobry, właśnie pożegnałem się w twoim imieniu z ciepłą wodą i spokojem – oświadczyłem radośnie, wracając do wygrywania pieśni Disneya, aczkolwiek w powstałej sytuacji uznałem, że adekwatnie będzie zagrać „Mężczyzn zrobię z was” skoro kamienica dostarczała rozrywki w postaci hartowania ciała i ducha.


https://data.whicdn.com/images/308951332/original.gif

Offline

#104 15-07-2019 o 21h18

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 390

_______________________________ Anthony Fortescue

> Dziesięć 'a'

Zdecydowanie nie byłem przygotowany na to, co po chwili zaczęło się rozgrywać na moich oczach — w tym pewno śmiejącą się w duszy z mojego nieszczęścia Gwen. Chociaż na szczęście jej nie widziałem, skoro stała do mnie tyłem i zasłaniała moje, ubrane jedynie w piżamę aka gacie, ciało przed wzrokiem ‘gości’. O tyle chociaż dobrze, bo naprawdę, ale nie musiałem chyba już gorszego wrażenia na innych robić, nawet jeśli jeszcze pięć minut temu spałem, śniadanie mi stygło, i to na pewno nie była moja wina, że nie miałem czasu się ubrać.
Wracając jednak do rzeczywistości, to jakoś tak zrobiło mi się lepiej po słowach Azjaty, bo wolałem nie strzelać z jego narodowością, nie byłem dobry w takie zabawy. Miałem wrażenie, jakbym wcale aż tak źle się nie zaprezentował — przeciwne do tego, które odniosłem po popatrzeniu na jego towarzysza, więc strategicznie skupiłem swoją uwagę bardziej na muzyku. Przynajmniej póki nagle nie dało się słyszeć kolejnego nieznanego mi głosu, krzyczącego coś o listonoszu.
To naprawdę było za dużo jak na jeden dzień, przysięgam, a dopiero się zaczął. I zdecydowanie nie chciałem już go kontynuować, nie żebym miał jakiś wybór w tej kwestii.
Posłałem nowo przybyłemu lekki uśmiech, nim znów spojrzałem na kupidyna — za dużo czerwieni, nawet jak na moje, chociaż wyjątkowo jakoś dobrze to na nim wyglądało. Aż kusiło, by zapytać, czy to sprawka Heather, ale wolałem nie ryzykować, że znowu palnę coś głupiego, a niestety ona i głupoty pasowało do siebie aż za bardzo. I tyle ze skupienia się na jego słowach, naprawdę, za mało czasu miałem jednak na to rozbudzenie. Chociaż jakimś cudem słowa o imprezie już udało mi się wyłapać.
- Co…? - i tak, cóż, jak już połączyłem te kilka faktów i ten gest ode mnie i Gwen, pewno zacząłem przypominać buraka, albo pomidora, bo pieczenie w policzkach już zrobiło się nieznośne. - Nie patrz tak na nas, proszę, nie jesteśmy parą, gdybyśmy byli to bym nie musiał sypiać na kanapie. Obudziliście mnie, miałem prawo nie wiedzieć, co mówię! - odparłem, robiąc najbardziej urażoną minę, jaką tylko potrafiłem. A nie bylem dobry w te klocki, więc nie zdziwiłbym się, gdyby i tak stwierdzili, że kłamię.
I jakby było nas za mało to już po chwili w dół zeszła kolejna osoba, chociaż dopiero po kolejnej serenadzie od naszego muzykanta, i jego komentarzu. Już szczerze nie byłem pewny czy jej współczułem mieszkania, czy nie, ale czasami sam chciałem wyklinać Heather, że namówiła mnie na tę kamienicę, a mogłem zostać gdzie wcześniej, płacić więcej i mieć trochę więcej spokoju. Chociaż nie wiem, jak dałbym radę bez mojego rycerza.
- Radzę też pożegnać jakąkolwiek poczytalność, to dom wariatów. I przy okazji, Anthony, a ta dama przede mną to Gwendolyn. W środku jest jeszcze Betty, jeśli ktoś chciałby się przywitać, ale wątpię, by ktoś poza mną uważał, że maszyny mają duszę. - rzuciłem na powitanie i tak w ramach przedstawienia się prawidło, a nie w wersji wołania mnie przez Gwen. Nie, żeby tamto nie było skuteczne, jednak nie wszyscy ją wtedy słyszeli, tak? - To… Cóż, chce ktoś wpaść na angielską herbatkę o dziewiątej nad ranem, czy jakakolwiek jest teraz godzina? Bo to raczej mało gościnne trzymać wszystkich w progu. - dodałem jeszcze, robiąc zapraszający gest i odsuwając się z Gwen na tyle by w razie czego było przejście.

Offline

#105 16-07-2019 o 15h38

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 579

_________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/533381930176217099/106k47r.png
______________________________.[ Korytarz w suterenie ]

        Zastanawiałem się ile czasu zdążyło minąć od momentu, kiedy zapukałem do pierwszego mieszkania, aż do teraz. Choć zdawało się to zaledwie krótką chwilą, to takie okazywały się być tymi najdłuższymi. Zdążyłem zjeść, pogadać ze zgrają odmiennych ludzi. W takim tempie, pozostawało mi rozważyć, czy zdążę obejść wszystkich sąsiadów i przygotować obiad? Trzeba było jeszcze skoczyć do sklepu i uszykować rzeczy na domówkę. Kilka przystawek musiało zostać przygotowane wcześniej i odstać w lodówce... Może jeszcze wypadałoby popytać, czy ktoś nie chce przynieść coś swojego. Dużo tego.
        Wzruszyłem ramionami z uśmiechem. Anthony w jakiś sposób zdążył się wytłumaczyć z oczywistego związku, ale nie był w tym zbyt przekonujący. Bestia, nie chciał się nawet przyznać do romantycznych relacji, a my nawet nie byliśmy jego rodzicami. Nie przed nami musiał odpowiadać. Współczułem Gwen. Musiało jej być ciężko. Mimo to jednak, jeśli tak bardzo mu zależało, mogłem wyjątkowo przymknąć na to oko.
        - Na własną odpowiedzialność - rzuciłem po krótce i skierowałem swoje spojrzenie na Koreańczyka, który zaabsorbowany spoglądał w kierunku schodów.
Faktycznie. Wyglądało na to, że w tym dniu pod czwórkę miał wprowadzić się nowy lokator. Oznaczyłem to sobie wcześniej na kartce, ale w ogólnym chaosie, jakoś znowu mi to umknęło. Spodziewałem się raczej, że pojawi się dopiero wieczorem. Zresztą, to nie było aż tak istotne. Wypadało się po prostu przywitać.
        - Dzień dobry, właśnie pożegnałem się w twoim imieniu z ciepłą wodą i spokojem - błyskotliwie zarzucił J...Min.
Nie mogłem powstrzymać śmiechu, kiedy zagrał do tego, aż za dobrze znany mi utwór z filmu Disneya. Idealnie tu pasował. Aż nazbyt.
        - Jestem Joel spod dziewiątki - pomachałem nowo przybyłej na powitanie. - Upewnij się, że weźmiesz udział w walentynkowej zabawie i wrzucisz coś do skrzynki. Dzielimy się miłością z sąsiadami. A  tymczasem... - tu spojrzałem w stronę zakochanej dwójki - Muszę udać się na moją diabelną misję. Zostawię wam numer telefonu. Jeśli chcecie coś przynieść na domówkę, upewnijcie się, że uprzedzicie mnie o tym przed osiemnastą. Potwierdźcie też swoje przyjście. I ty - wróciłem wzrokiem do rudej dziewczyny - Również jesteś zaproszona.
Puściłem jej jeszcze szybkie oczko, postawiłem skrzynkę na podłodze i wyjąłem z kieszeni spodni, pliczek karteczek samoprzylepnych. Zapisałem na kilku swój numer telefonu i oderwałem je, żeby wręczyć je każdemu lokatorowi po kolei. Tę dla Anthony'ego wzbogaciłem jeszcze o dodatkową notkę o treści "Na własną odpowiedzialność".
        Mieszkanie dziesięć 'a' odhaczone. Kiedy tłoczący się na korytarzu, pakowali się w odwiedziny i na herbatę, zapukałem już pod jedenastkę. Myślałem przy tym, nad samotnymi odwiedzinami pozostałych mieszkań. Prawdopodobnym było, że muzykalny towarzysz również wpakuje się tam do środka.

Ostatnio zmieniony przez Berrine (16-07-2019 o 15h40)


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#106 18-07-2019 o 20h45

Straż Cienia
Satomi-iko
Straż na szkoleniu
Satomi-iko
...
Wiadomości: 251

____________________https://cdn.discordapp.com/attachments/395327892067713025/530765456777412609/26854566424d43cfd7546a9910fb2cb7.png
///////////////////////////////Korytarz piętro pierwsze a na koniec schody na parter
     W normalnych okolicznościach w tej chwili Heather odwzajemniała pocałunek, brała mnie na ręce i niosła do pokoju (optymalnie mogłyśmy zostać na korytarzu…) Ale coś było nie tak! Muzyka przestała grać, a ja - sama sobie - zostałam odsunięta. ODSUNIĘTA.
Co się dzieje? Dlaczego? Patrzyłam na nią szeroko otwartymi oczami.
-A, tak. Randka. Jasne.
Zbita z tropu stałam tak jak słup. Myśl! Miałam wrażenie, że w tej chwili wszystko zwolniło. Miałam tylko tę jedną okazję, aby coś zrobić. Wytłumaczyć to. Noora do jasnej…!
-To było powitanie!
Krzyknęłam nagle, kiedy ta już zmieniła temat.
Brawo. No nie ma co Noora, zaczynasz głupieć jak Joel. Matko… wiedziałam, że mieszkanie z nim tylko zmniejszy mój poziom inteligencji… dlaczego ja się na to zgadzałam?!
     Odchrząknęłam.
-Ten pocałunek. To było powitanie. Znaczy wiesz… pospieszyłam się, przepraszam.
Sama byłam zaskoczona swoimi słowami. W każdej innej sytuacji bym odpuściła. Dlaczego więc teraz? Mogłam użyć tej samej wymówki, której używał Joel za każdym razem, gdy całował dziewczynę (a raczej ośliniał ją jak rasowy buldog, bo całować to on nie umiał. Nie żebym mówiła bez doświadczenia… STOP!!! Nie wracamy do przeszłości. LALALALA Zobacz Heather na ciebie patrzy. Zrób coś.)
-Joel wypad z mojej głowy - warknęłam sama do siebie.

Ach
Wiem.
Wystarczyło jedno spojrzenie w te piękne oczy aby wiedzieć, że zatonęłam. Nie było już dla mnie ratunku.
-Zdjęcia. Tak. Na wszystkie piętra - uśmiechnęłam się w końcu szeroko.
Schyliłam się po plakaty i resztę rzeczy, po czym podałam jeden z nich dziewczynie - wcale nie przypadkiem przejeżdżając dłonią po jej dłoni. Taki tam niewinny geścik.
-Jeszcze jeden tutaj i idziemy na dół. Jak myślisz, Joel króliczek wielkanocny czy Joel sex bomba będzie dobry?
Wyszczerzyłam zęby uśmiechu.
-Jestem pewna, że dzięki temu w końcu znajdziemy mu chłopaka!

     Po niespełna kilku minutach, kiedy to schodziłyśmy już na dół, zatrzymałam dziewczynę.
-Ekhem - odkaszlnęłam, po czym kucnęłam przed nią. - Mam nadzieję, że wybaczysz mi poprzednią wpadkę i dasz się zaprosić na randkę, o której wspomniałaś - moje oczy zabłysły - Jutro. Ty i ja. Gwarantuję, że to będzie najlepsza randka w twoim życiu.
     Nie dodałam, że zanim ją zorganizuję, będę musiała dowiedzieć się o niej wszystkiego, co się da. No i że już trochę wiedziałam od niej samej - chociaż pijanej. Już miałam plan, żeby zmusić Joela do zrobienia przewspaniałych - i moich ulubionych - babeczek w kształcie serca. Ależ to będzie dzień! Tak dawno nie cieszyłam się na walentynki… chyba nigdy w życiu jeszcze.
-Nie daj się prosić - dodałam z wyraźnym błaganiem w głosie.

Ostatnio zmieniony przez Satomi-iko (05-08-2019 o 19h58)


https://66.media.tumblr.com/ca1bfc8ed29ac84be8bb0a44a4c6824c/tumblr_ol62lcC4kj1ru0b90o3_500.gifv

Offline

#107 18-07-2019 o 23h06

Straż Obsydianu
Ermira
Pokonała kurę
Ermira
...
Wiadomości: 916

                                                                               g    w    e    n    d    o    l    y    n        s    u    l    l    e    n
                                                                               mieszkanie 10A


     Well, that escalated quickly — pomyślała Gwen, krzyżując ręce na piersi.
     Nigdy nie pomyślałaby, że relacja jej i Tony'ego może być odebrana w taki sposób. W pierwszej chwili niemiłosiernie ją to rozbawiło i nawet chciała nieco pociągnąć to małe nieporozumienie, coby nieco podroczyć się z Anthony'm i poobserwować jego całkiem urocze, zakłopotane reakcje, jednak kiedy ich zaproszenie na imprezę zostało postawione pod wielkim znakiem zapytania, musiała zadziałać.
      Z opóźnieniem. Po tym jak Tony zdążył już nieporadnie wytłumaczyć sytuację.
   — Hej, po pierwsze, nie jesteśmy parą — tutaj proszę wstawić intensywną gestykulację ze strony blondynki — Po drugie, Tony ma jeszcze jakieś standardy, a po trzecie, Ethan jest zdecydowanie bardziej w moim typie — zaczyna wyliczać na palcach.
     Wszystkich przybyłych obdarza zmęczonym, jednak całkiem przyjemnym uśmiechem. Azjatę, który dzierżył w dłoniach skrzypce, kupidyna, który zdawał się patrzeć na nią i Anthony'ego spode łba, Matta, na którego widok z trudem powstrzymała chichot, bowiem jego zachowanie było too cute for this cruel world oraz tę osobę, która właśnie się wprowadzała.
     Po tym jak niejaki ``Joel spod dziewiątki`` dał im karteczkę z numerem telefonu, oddalając się kilka kroków dalej, pod jedenastkę, wychyliła się jeszcze zza drzwi.
   — Będziemy na pewno — wyszczerzyła zęby — I przyniesiemy jakieś dobre jedzenie, ale co do tego jeszcze damy Ci znać — macha energicznie, tak jakby wcale nie dzieliło ich pięć metrów, a co najmniej pięćdziesiąt.
     Wtedy też przypomina sobie o wcześniejszej propozycji Tony'ego. Zaproszonych gości, nadal stojących na korytarzu, mogła obdarzyć jedynie przesłodzoną herbatą oraz jajecznicą, którą czasem zapominała posolić, oraz najgorszymi żartami w całej tej zapyziałej dzielnicy. Ewentualnie bardzo rozbudowaną osobowością i charakterem, oczywiście.
   — Ah, ale zanim, może pomóc ładnej, rudej pani z bagażami? — wychodzi z propozycją — Tak ponoć tworzy się najlepsze więzi! — mówi bardzo entuzjastycznie — Wiecie, jej coś spada, razem się po to schylacie, wasze palce się stykają... — zaczyna z lekka rozmarzonym tonem.
     Z trudem powstrzymuje się od przemienienia tej wypowiedzi w motywacyjne przemówienie, zawierające złote myśli, takie jak: ``Kiedy życie daje Ci cytryny``, bądź ``No pain, no gain``.

Ostatnio zmieniony przez Ermira (18-07-2019 o 23h14)


vape i w*******

Offline

#108 23-07-2019 o 15h25

Straż Obsydianu
Morgiana
Szeregowiec
Morgiana
...
Wiadomości: 75

___________________________  Elizabeth McKenzi 

korytarz sutereny

Poszłam za dźwiękiem skrzypiec, co bardziej mi się kojarzyło z badziewnym rzępoleniem, choć pewnie się czepiam i nie odróżniam dobrego grania. Byłam ciekawa kamienicy i jej mieszkańców, a to była prawdopodobnie dobra okazja by kogoś poznać, poza tym miał mi kto wnosić rzeczy, więc po co ja im tam?
Szybko wlazłam na samą górą, rozglądając się od razu i widząc grupę ludzi, którzy pewnie byli moimi sąsiadami. A przynajmniej jedno z nich. Z jawnym zdziwieniem i prośbą o jakieś wyjaśnienie do nich podeszłam. Nie tylko to jak sie zachowywali, ale i to co mówili w moim kierunku, sprawiło jedno. Zastanawiałam się czy ja się wyniosłam z jednego wariatkowa do drugiego? Za jakie grzechy? Wzięłam głęboki wdech, nie chcąc nic fuknąć ani warczeć jak wściekły szczeniak.
-Dziękuje za pożegnanie w moim imieniu ciepłej wody i prądu, choć już się przyzwyczaiłam do tego.-zaczełam spokojnie, uśmiechając sie lekko, by nie odrzucić od siebie sąsiadów.
-Po pierwsze, miło mi poznać nowych sąsiadów. Po drugie, mój drogi azjato bez imienia, to co sie dzieje w tej chwili to nic, widziałam i słyszałam gorze rzeczy. A po trzecie ten blok w porównaniu z moim domem to co najwyżej żłobek, no może przedszkole.-dodałam, uśmiechając się łagodnie. Chciałam się w sumie jeszcze przedstawić, ale nagle facet spod 9 zwiał, a raczej przesunął sie pod drzwi obok, od razu w nie pukając. Mhm, na pewno będzie ciekawie.-Ta kamienica to na bank za grzechy mojego rodzeństwa.-wymamrotałam pod nosem, przeczesując włosy ręką.
Nie zdążyłam nawet nic dodać, gdy na schodach usłyszałam bieg a na korytarz wpadł pewien rudy idiota z szerokim uśmiechem.
-Lizzy, twoje rzeczy zniesione, coś jeszcze bo chce już wracać.-rzucił Steven, przecierając tylko swój policzek.
-Tak, jeszcze ogarnijcie kartony z podpisem kuchnia do części kuchennej, sypialnia do sypialni, łazienka do łazienki, niepodpisane tam gdzie stoją.-rozkazałam, odwracając się do niego plecami. Nie odpowiedział nawet, słyszałam ten jego jęk cierpiętnika i kroki w dół.
-Elizabeth jest, a to coś co zeszło na dół to mój starszy brat i nie, nie potrzebuje pomocy, mam darmowe konie robocze, w sensie rodzinę.-wyjaśniłam jeszcze, tak by i Joel mnie usłyszał, a przynajmniej moje imię.

Ostatnio zmieniony przez Morgiana (23-07-2019 o 20h33)

Offline

#109 24-07-2019 o 20h35

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 390

_______________________________ Heather Stapleton

> Parter aktualnie (wcześniej korytarz na pierwszym piętrze i schody)

Miałam ochotę się naprawdę zaśmiać… I cóż, możliwe, że i tak prychnęłam lekko rozbawiona, gdy moja towarzyszka wypaliła z tym, że pocałunek był jedynie formą powitania. Co swoją drogą było ciekawe, bo chyba nigdy nie witałam tak nikogo — albo nie byłam w ten sposób witana, chyba że będąc z drugą osobą w związku. Tym bardziej sama idea mnie bawiła, bo naprawdę, ale raczej mało kto by uwierzył w taką uwagę. Jednak nie umiałam jej jakoś wytknąć, że to raczej nie było to, wyglądała w tym wszystkim tak, jakby miała mi się zaraz rozpaść, więc pozwoliłam temu odejść w niepamięć, tym bardziej przy nowym temacie.
I szczerze, to ja już nie do końca wiedziałam, co się dzieje, gdy nagle padło znowu imię Joela i to nie w kontekście zdjęć — ani w sumie żadnym, tak na dobrą sprawę. Nie byłam do końca pewna czy to przez nagłe zamyślenie Noory, czy co innego, ale tak, to było dziwne tak odrobinę. Wciąż w dobrym guście jednak.
Nie pierwsze i nie ostatnie odpłynięcie, jak już po chwili się przekonałam, co w sumie było nawet zabawne. I może tak odrobinę niezręczne, ale no, skupmy się na razie na pozytywach, przynajmniej póki się da na nich skupiać.
Gdy dostałam potwierdzenie, uznajmy, co do zdjęć, to szybko jeszcze sięgnęłam za drzwi po jakiś młotek, co by było łatwiej na dwa, i wzięłam się wraz z Noorą do roboty. Co prawda nie byłam pewna czy miało to pomóc Joelowi, czy bardziej go w sumie upokorzyć, ale jakoś i tak nie umiałabym teraz odmówić zaproponowanej pomocy. Poza tym wyglądał uroczo na większości tych zdjęć, więc ewentualnie poza kilkoma złośliwymi komentarzami miał dostać tłumek fanek lub fanów rozpływających się nad jego słodką, pucołowatą buźką.
Posłałam dziewczynie delikatny uśmiech, gdy poczułam dotyk jej dłoni na swojej ręce. Cóż, a byłam pewna, zę to ja uchodziłam za dotykalską — przynajmniej po pijaku, ktoś na bank by to potwierdził. Bez tego potrafiłam się zachowywać jak normalna, odpowiedzialna osoba.
- To drugie, urozmaicimy jakoś jego… Dziecięce zdjęcia. - odpowiedziałam, z lekkim rozbawieniem w głosie. Naprawdę, ten entuzjazm był zaraźliwy, tylko byłam jakoś słabo przekonana co do tego, czy jej współlokator był w stanie docenić te starania. Szczerze wątpiłam, ale w razie czego się nie przyznam i tyle, tak? Albo zrobię mu coś uroczego w ramach przeprosin, najlepiej zielonego. Jak to, co mu naszykowałam na jutro jako walentynkę. - Albo tłum psychofanów, ale to prawie to samo. - dodałam jeszcze.
Zaraz po tym znów praca wzięła górę, a rozmowa wróciła dopiero w momencie, gdy schodziłyśmy na parter. I… Szczerze, nie spodziewałam się tego z pewnością. Dobra, sama mówiłam o tej randce, ale nie sądziłam, że Noora mnie na takową serio zaprosi. I to jeszcze w walentynki! Co doceniałam, naprawdę, ale nie dość, że było to mało czasu na przygotowania i wszystko, to jeszcze — bądźmy szczerzy, to było oklepane. Tak odrobinę.
Wdech i wydech, umiesz to zrobić, nawet patrząc w te błagające oczęta.
- Moja piękna… Mówię to z ciężkim sercem, ale mam już plany na jutrzejszy wieczór. - powiedziałam, dziękując w duchu Joelowi, bo prawdopodobnie właśnie ratował mnie przed bardzo niezręczną randką. Nie, żebym nie chciała, bo wielką ochotę miałam ją gdzieś wyciągnąć, ale… Zdecydowanie za mało o niej wiedziałam, by to mogło wyjść dobrze.
I chyba też nie chciałam wiedzieć, co ja jej paplałam po pijaku, bo znowu bym się przez to upiła, a to też niekoniecznie miało się dobrze skończyć. Przy okazji, zdecydowanie miałam ostatnio za dużo procentów w życiu, co nie mogło się skończyć dobrze, więc tak. Czas było przystopować. Ale to po jutrzejszej imprezie.
- Chciałabym cię wcześniej lepiej poznać, bez późniejszych ewentualnych niezręczności związanych ze zrywaniem i mieszkaniem w tym samym budynku, bo cóż, nie uznaje poznawania się w barze przez nas, połowy pewno nawet nie pamiętam. - rzuciłam, tak na wyjaśnienie, mając nadzieję, że wyglądałam tak przepraszająco, jak się czułam. - Więc tak, zróbmy to szybko… Znaczy, plakaty… I czy ty też coś słyszałaś z sutereny? - dodałam jeszcze trochę ciszej, zwracając uwagę na kolejne odgłosy rozmów. Może i przytłumione, ale naprawdę, byliśmy w starej kamienicy, dźwięk się rozchodził tu z łatwością. - Dobra, naprawdę zróbmy to szybko, bo wolałabym nie wpaść na Joela. Jeszcze cenię sobie swoje życie. - dodałam, zaraz po tym biorąc się do roboty.
Oh, to zdecydowanie było szybsze, jakbyśmy miały wkrętarkę, ale cóż, nie teraz.
- Na drugim piętrze już rozwieszałaś czy też na szybko będzie trzeba je zrobić? - zapytałam, tak w pół drogi do końca pracy na parterze.

Offline

#110 29-07-2019 o 22h04

Straż Cienia
Meilene
Rekrut
Meilene
...
Wiadomości: 45


-----------------------------------
https://fontmeme.com/permalink/190106/8e81a3a9623c949e48d5ea6fabc16e3c.png

-----------------------------------
korytarz sutereny, później dziesięć 'a', hehe

          Nie śpieszyło mu się do jego uroczej suterenki i na szczęście nie dostawał żadnych powodów, by się tam już udać w tej chwili. No, może oprócz odstawienia reklamówki z reklamą sklepu, w którym jeszcze niedawno był i kupił swoje wysokiej jakości produkty. Na następny raz pobierze aplikację sklepu w telefonie dla większych zniżek, bo ekspedientka z brwiami jak znaczkami Nike podczas robienia jego hot doga ochoczo go do tego przekonywała. Mówiła też, że życie jest niesprawiedliwe i że Matt ma fajną bluzę, ale to już dobrze wiedział. Widział też z kartki wywieszonej na drzwiach, że szukają nowego pracownika, co wzbudziło go do głębokich przemyśleń w drodze do mieszkania. Czy nadawałby się do stania za ladą, kręcenia kiełbasek i proszenia o dowodzik małolatów, którzy chcą strzelić sobie piwko po szkółce? Może. Może tak wygląda właśnie jego powołanie na najbliższy miesiąc lub dwa. Ta firmowa czapeczka i koszulka pewnie nieźle by mu pasowały.
Teraz za to słuchał z podzielną uwagą wyjaśnień Joela przy okazji kończąc powoli swojego hot doga. Dwa sosy to była trafiona decyzja. Boże, jakie dobre.
          — O, w końcu bycie singlem po coś mi się przyda, jak zapewnia mi wejściówkę na domówkę — uśmiechnął się szeroko na kuszącą propozycję. Wbiłby tak czy owak, coś musi mu odwrócić uwagę od zakochańców. Zastanawiał się co by mógł przynieść ze sobą, by wykazać się należytą kulturą, ale nie był pewny, czy mocne procenty będą odpowiednie na pierwszą wizytę w czyiś czterech kątach. Z drugiej strony to impreza dla samotnych, nie wiedział co mogłoby się lepiej nadawać na taką okazję.
          Nagle przy akompaniamencie piosenek disneya uwaga została skierowana do nowej rudej, a Matt przy okazji dostał na karteczce samoprzylepnej od Joela jego numer. Przyda się. Przylepił ją sobie do bluzy, żeby nie zgubić i nie zniszczyć w kieszeni. Główka pracuje.
           — Aha, to pozdrów koniki — odpowiedział tylko na odmówienie pomocy przez widocznie pesymistycznie nastawioną już do kamienicy rudą błądząc jeszcze spojrzeniem za jej bratem. Nie myślał jeszcze na tyle trzeźwo by stwierdzić, czy porównanie ich do przedszkola to obelga czy nie, ale skoro widziała gorsze rzeczy to może się jej tu spodoba, kto ją tam wie. Ta kamienica to chyba działa w ten sposób, że albo pokochasz albo uciekasz.
           — Ja się zgłaszam na herbatkę! Znajdzie się miętowa? Albo owocowa? Zwykła jest dość nudna, nie żebym coś do nich miał, czy osób ją pijących, ale no. Albo wiecie, w sumie to obojętnie, co ja jakaś księżniczka jestem, wy i tak za mili jesteście, byleby mógłbym do niej sobie sypnąć trochę cukru i będę bardziej niż szczęśliwy, rozumiecie, dopełnienie tego słodkiego poranka — zaczął niezrozumiale gestykulować wolną dłonią i po zapraszającym geście Anthony’ego wpakował się do dziesiątki.


https://media.giphy.com/media/ls4tJlWgBetMceqZDD/giphy.gif https://media.giphy.com/media/kD55PFAT72khqeS2vG/giphy.gif https://media.giphy.com/media/XBcJgY6vdc7iFwKj2R/giphy.gif

Offline

#111 30-07-2019 o 20h58

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 907

https://cdn.discordapp.com/attachments/365080667937177602/530809952328089630/fa2f21562d544b22eca1cbcd8a04ac19.png
korytarz sutereny z Joelem
    Słysząc dźwięczny śmiech Joela, uśmiechnąłem się z zadowoleniem. Przynajmniej on zareagował tak jak zareagować powinien, co niezmiernie mnie ucieszyło. Nowa lokatorka nie wykazała jednak żadnego zachwytu, ewentualnie rozbawienia, raczej jakby nikt i nic nie mogło jej zaskoczyć. Poczułem przypływ zranionej dumy. Poza tym, wyrosłem już z mentalności przedszkolaka! Nie mówię, że dalej niż podstawówka, ale to i tak lepiej!
        Humor poprawiła mi niepozorna karteczka z numerem telefonu Joela. No proszę, a ja myślałem, że dłużej będę musiał posuszyć zęby i uwolnić cały zapas azjatyckiego uroku żeby dostać coś takiego, a tu proszę bardzo. Nie mogłem się powstrzymać i kiedy dostałem swój kawałek papieru posłałem chłopakowi flirciarski uśmiech, który jednak zaraz utonął w rzece innych propozycji. Wnoszenie bagażu, jakaś herbatka, wszystko to brzmiało bardzo kusząco, ale pomyślałem, że to byłoby nieładnie z mojej strony zostawić Joela samego z jego Walentynkową misją, nawet jeśli o nic mnie nie prosił.
- Cóż, ja spasuję – uśmiechnąłem się skromnie, podchodząc do stojącego pod następnymi drzwiami Joela. – Najwyżej później dołączę, o ile zaproszenie nie straci na ważności? – spojrzałem z zapytaniem na twarzy na uroczych właścicieli mieszkania numer dziesięć. Lubiłem herbatkę, ale wiadomo, że taka zrobiona przez kogoś innego smakuje lepiej.
             Przyjęcie herbaciane zniknęło za drzwiami, a ja znowu zostałem sam na sam z przystojnym listonoszem. Uśmiechnąłem się do niego najbardziej uroczo jak potrafiłem i unosząc moje skrzypce zacząłem cicho wygrywać jakieś przypadkowe melodyjki, typu motyw przewodni z Pottera, Skyrimu, z jakichś popularnych i nieco mniej filmów, seriali i gier, chcąc się zorientować, co mogłoby przypaść mojemu towarzyszowi do gustu.  Zaintonowałem nawet kilka klasyków, bo może akurat któryś z nich był w typie chłopaka. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że w sumie to stoimy jak kołki pod drzwiami numer jedenaście i gapimy się w drewno, albo w siebie nawzajem.
- Hmm… Chyba nikogo nie ma? – rzuciłem, zagryzając lekko wargę. Nie żebym narzekał, mogłem spędzić z sąsiadem jeszcze trochę czasu.
             Przesunęliśmy się pod następne drzwi i znów Joel zapukał do drzwi, a ja wybrałem z szerokiego repertuaru moich pieśni miłosnych Kołysankę Belli ze Zmierzchu. Co prawda nie przepadałem za samym filmem, ani książkami, ale ta melodia przypadła mi do gustu. Była delikatna i naprawdę oddawała uczucie jakim mogła darzyć się dwójka kochających się ludzi. W tej kwestii twórcy się postarali. Przynajmniej w tej… I chociaż najbardziej podobała mi się w wersji na pianinie, na skrzypcach nie brzmiała najgorzej.


https://data.whicdn.com/images/308951332/original.gif

Offline

#112 01-08-2019 o 13h44

Straż Absyntu
Endine
Akolita Jednorożców
Endine
...
Wiadomości: 305

______________________https://media.discordapp.net/attachments/478520636759867415/606449957523816458/Alexbanner.png?width=400&height=80

     Widziałem po minie Alli, że nie wygląda na specjalnie ucieszoną moim widokiem, jednak na tą chwilę musiałem to kompletnie olać. Potrzebowałem czasu aby wytłumaczyć jej sytuacje, aby mnie nie wylała z mieszkania tak szybko. Na szczęście i ona miała dość tego iż Joel ich olał, a po jej pytaniu co jest zawartością siatki uśmiechnąłem się.
     - a tam moja droga, jest starter pack do obsmarowania drzwi Joelowi - rzuciłem - jak będzie je czyścił to poczuje naszą złość i do nas wróci na klęczkach!
     Plan... Plan ten lepiej brzmiał w mojej głowie, jednakże teraz nie miałem jakiegoś lepszego pomysłu
     - ewentualnie moglibyśmy wejść mu do mieszkania i owinąć wszystko w jego pokoju folią - powiedziałem - ale Nora musiałaby nas wpuścić i pozwolić na to...  No i tego naszego zdrajcy musi tam nie być.
     Gorączkowo chodziłem po jej salonie, potem poszedłem do kuchni, wróciłem się, usiadłem na fotelu i jeszcze dla spokoju pogłaskałem Tsuki. Musiałem wybrać idealny plan aby ten pożałował.
     - Poza tym - odezwałem się wreszcie patrząc na biedną i zmęczona Allie, to pewnie przez kaca...  ja miałem swoje sposoby na niego,  więc już mi dość przeszło, jednak sam fakt, że mam sklejone okulary, pełno siniaków i zadrapań to inna bajka. W sumie cały ten spacerek był jakimś dziwnym chorym tripem, przez który musiał zakupić bandaże i plastry, bo może i jakoś dotarł do mieszkania ale i w nim nie skończyło się na zwykłym wrzuceniu się do wyrka. - Z kim on się wozi? Z jakimś chinolem co nie? Mu też powinniśmy ochrzcić drzwi?
     Zapytałem luźno, może i nic nie zrobił, ale będzie to pewnego rodzaju wiadomość ostrzegawcza.
     Pogłaskałem jeszcze kota po czym wstałem i powędrowałem do zaspanej Alli, która już chyba pozbyła się kaca. Przez chwile coś mnie uderzyło. Co jeśli Joel zakochał się w tym żółtku? Dlatego spędza z nim tyle czasu? O mój boże... Ja przecież tak dopingowałem ship Allia x Joel. (Co prawda kiedy zrozumiałem, że mi z nim nie wyjdzie, ale no...).

______________________https://media.discordapp.net/attachments/478520636759867415/606449939354091521/Connorbanner.png?width=400&height=80

     Connor już czuł się rozbudzony przez Kurta, który zaczął się robić coraz bardziej nerwowy odnośnie swoich problemów. Na tyle nerwowy, że nawet Sumo spojrzał na nich znad swojej miski aby zobaczyć co tak dokładnie się dzieje, czyżby znowu dostawał opieprz za pogryzienie czegoś?
     Con nawet nie miał jak chłopakowi pomóc, czuł, że go nie przekona do napisania do chłopaka, a skoro nie przekona to musi znaleźć inne rozwiązanie... Tylko jakie?
     Jedno z nich to pogodzenie się z modelkami, które zostały mu przydzielone, ale wątpił by Kurt się na to zgodził... To jak się o nich wypowiadał dało mu 100% pewności, że chłopak na pewno tego tak nie zostawi.
     No a drugim to znalezienie kogoś innego...  Tylko kogo? Nie wiedział czy Kurt ma wielu znajomych, ale tak mu się wydawało, olśniewał swoją osobą i miał coś takiego magnetycznego w sobie, że powinien być oblegany ludźmi. Tylko czy ci jego przyjaciele się nadają...
     - dobrze...  - powiedział, starając się brzmieć uspokajająco. Nie lubił, gdy się ktoś denerwował. Wolał jak wszystko jest na spokojnie, bo ani to pomaga tylko się jeszcze bardziej nakręcić można.  - Nie masz innych znajomych, którzy nadawali się na modeling? Jacyś przyjaciele, ktokolwiek?
     To chyba dobry pomysł, prawda? Wydawał się nawet jedynym, który mógłby zadziałać. Miał nadzieje, że odpowiedź będzie pozytywna i Kurt zaraz znowu będzie szczęśliwy i spokojny.
Rozmyślania na temat rozwiązania problemu młodego projektanta zostały nagle przerwane przez dźwięk rozrywanych kartek.
     Rozrywanych kartek? Przez chwilę Connor musiał przeanalizować skąd miałby się ów dźwięk wydobywać, a gdy wreszcie jego spojrzenie padło w stronę stołu, na którym miał  wszystkie notatki,książki i zeszyty dostrzegł jak jego poczciwy i milusiński pies, robi sobie wyżerkę z jego ciężkiej pracy.
     Od razu poderwał się z kanapy na ten widok i przeszedł się wyjątkowo spokojnie w stronę Sumo, który widząc zdenerwowanego pana od razu się odsunął. oczywiście zdenerwowany Connor nie wyglądał na takiego, może ktoś bardziej by go określił  jako wpienionego, jednak wkurzony był, po prostu nasz drogi przyszły policjant stara się redukować złość do minimum.
     Spojrzał na kartkę, którą przeżywał pies i odetchnął z ulgą. To tylko jakieś zwykłe bazgroły, które nie miały za wiele na znaczeniu. Mimo to posprzątał to szybko i lekko ochrzanił psa.
     - wybacz - powiedział zakłopotany - nie wiem co w niego wstąpiło. Normalnie tak nie robi i jest grzecznym psem...
     Ta, Sumo to ten pies, który musi dostawać dużo uwagi a jak jego pan gadał teraz z Kurtem to poczuł się zagrożony.

Lubię pomarańcze, takie soczyste mniam mniam

Ostatnio zmieniony przez Endine (01-08-2019 o 13h49)


https://i.imgur.com/PsO8WDR.gif

Offline

#113 02-08-2019 o 19h35

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 390

_______________________________ Anthony Fortescue

> Dziesięć 'a'

I tak oto trójka ludzi uciekła spod naszych drzwi, a jedna osoba dała się zaprosić na poranną herbatkę, albo południową — powinienem zainwestować w jakiś zegar, bo bez telefonu pod ręką nie miałem za grosz poczucia czasu. A gdzie akurat się znajdowało to małe urządzenie, to wolałem się teraz nie domyślać, bo znając mnie to razem gdzieś z papierologią na naszych półkach. Z tym że na dobrą sprawę mógł być nawet w sypialni, bo miałem tendencję zostawiania go tam, gdy gasiłem po nocy Gwen światło, tak przy okazji. Jak się po czymś takim dziwić, że chodziłem spać nad ranem albo w ogóle?
Zamykając drzwi, zorientowałem się, że nadal stałem, jak jakiś baran, w samych gaciach. I na dobrą sprawę normalnie by mi to nie przeszkadzało, moja kochana współlokatorka widywała mnie tak niemal każdego poranka od tych dwóch tygodni razem, jednak… Wypadało się ubrać, chyba. Co prawda ludzie normalnie robili to w odwrotnej kolejności — najpierw zakładali coś na swoje cztery litery, a dopiero zapraszali ludzi do środka na herbatę.
- Tak więc… Rozgość się? I w sumie wybacz bałagan, ale to taki dodatek do tego salonu, tu nigdy nie ma porządku, zbyt trudno go osiągnąć z moim rozrzucaniem wszystkiego wszędzie. - powiedziałem do jedynej osoby, która się na moje zaproszenie zgodziła, posyłając mu przy tym delikatny uśmiech, zanim postanowiłem na chwilę zniknąć w sypialni.
Szybko przywdziałem coś na siebie, nawet nie do końca patrząc, co chwytam, byle było moje. Zresztą, w ciuchy Gwen raczej miałbym pewien problem, by wejść, albo jawnie by na mnie nie leżały. Już odziany powróciłem do salonu, sprawę z herbatą zostawiając na głowie mojej kochanej współlokatorki. Najwyżej później miało mi się oberwać za generalizowanie roli kobiet, czy jakkolwiek to inaczej nazwać, naprawdę nie umiałem w takie terminy.
- Formalności mamy za sobą, więc dawno się tu wprowadziłeś, Matt? I mogę chyba założyć, że jesteś studentem? Chyba wszyscy tutaj są, przysięgam, że przynajmniej połowa znalazła ten budynek drogą pantoflową, przez Heather czy coś. Sam jestem wśród tych ludzi, dręczyła mnie, tak długo aż jej uległem. Znaczy, wytrzymałem tylko tydzień, ale przy niej czasem to sporo. - odezwałem się, siadając na kanapie. Wyjątkowo niczym niezawalonej z uwagi na fakt, że jeszcze niedawno na niej spałem. I chyba tylko to ją aktualnie ratowało, chociaż i tak nie raz udało mi się zasnąć wśród papierów. - Swoją drogą, powinniśmy bać się tej twojej paczki?
Dopiero w tym momencie zacząłem się zastanawiać czy my w ogóle mieliśmy jakieś smakowe herbaty, ale wydawało mi się nie tak. Sam niby piłem tylko earl grey’a, jednak czasem coś kupiłem innego, bądź do kupienia zostałem zmuszony, jednak — na dobrą sprawę sam nigdy nie wiedziałem co mam w szafkach.
- Słońce moje, żadne z nas nie umie dobrze gotować, więc ja nie wiem, jak ty chcesz im coś przynieść i nie otruć. - rzuciłem, przypominając sobie, że Gwen wspominała coś o jedzeniu na imprezę. I tak, miałem prawo być trochę przerażony samą tą wizją, i może odrobinę też rozbawiony, bo to nie mogło się skończyć dobrze.

Offline

#114 02-08-2019 o 23h55

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 503

Ethan MacKintosh

Mieszkanie 12a i korytarz


Kilka dni wcześniej


          W późnowieczornej ciszy pod kamienicą rozległ się nagle trzask energicznie zamykanych drzwiczek samochodu i szczęk blokowanych centralnie zamków. Zabłysły światła, na moment oświetlając dwie zmierzające w stronę wejścia do kamienicy postacie. Ethan w opiekuńczym geście obejmował siostrę, trzymając dłonie na jej ramionach i prowadząc obok siebie do mieszkania. Dziewczyna miała rozmazany po policzkach tusz do rzęs i nie przestawała drżeć pod okryciem z koszuli Ethana, którą ten oddał jej od razu, gdy tylko ją znalazł. Przeszli korytarzem do lokum z numerem 12A widniejącym na krzywej tabliczce przyczepionej na drzwiach, a kiedy Ethan wpuścił Emily do środka i zamknął za nimi, od razu został przywitany przez Wyndę, która musiała warować tam od chwili, gdy tylko ich wyczuła. Emily poklepała po łbie obwąchującą ją suczkę, wymachującą ogonem z takim entuzjazmem, jakby zamierzała wprawić ogon w ruch wirowy i odlecieć przy pomocy prowizorycznego śmigła.
- Och, Wynda. Też tu jesteś?
- Oczywiście, że jest. Niby gdzie miałbym ją zostawić?
Ethan wcisnął najbliższy drzwi włącznik światła i pod przykurzonym kloszem wiszącym pod sufitem rozbłysła pięćdziesięcio watowa żarówka, zalewając pomieszczenie pomarańczowawym światłem. Z braku alternatyw, posadził siostrę na chybotliwym taborecie, a sam wsparł się biodrem o blat, uchylił jedno z niewielkich okienek pod sufitem i wygrzebał z kieszeni kurtki paczkę papierosów oraz zapalniczkę Zippo, którą to zresztą dostał na urodziny dwa lata temu właśnie od Emily.
- Jesteś pewna, że nic ci nie jest? - zaczął, kiedy już dwukrotnie się zaciągnął i nieco go to uspokoiło.
- Nie, Ethan. Mówiłam, że nie.
- Możemy iść z tym na policję. Pamiętasz, jak wyglądał?
- Nie… nie. Było całkiem ciemno, a poza tym… nic nie zrobił.
- Bo nie zdążył.
- Ethan… - dziewczyna widziała doskonale, jak wyprowadzony z równowagi jest jej brat - Miałam dużo szczęścia, ale nic mi nie jest. Naprawdę.
- Przysięgam, że gdy tylko dorwę tego… - rzucone po szkocku epitety sprawiły, że Emily aż się wzdrygnęła. Nie pozwoliła mu dokończyć, przerywając w pół słowa epatujący chęcią mordu wywód.
- Nie dorwiesz, bo nie mam pojęcia, kto to.
Mężczyzna rzucił jej spojrzenie spode łba.
- Nie mam na myśli jego, chociaż Bóg mi świadkiem, że najchętniej bym drania wypatroszył. Mam na myśli tego… tego…
- Jeremy nie ma z tym nic wspólnego! - zawyła kobieta jakby w obawie, że jej brat z miejsca pójdzie sprawdzić, czy część ciała jej chłopaka, w której plecy tracą swoją szlachetną nazwę, nada się w charakterze łuczniczej tarczy strzelniczej - To nie jego wina!
- Zostawił cię tam samą! Oczywiście, że to jego wina!
- Zrobił to, co mu kazałam. - Emily uniosła głowę nieco wyżej - Powiedziałam mu, żeby szedł do diabła i to właśnie zrobił.
Ethan potarł palcami szczyt nosa. Uśpiony ból głowy coraz bardziej dawał o sobie znać, tępym pulsowaniem pod czaszką.
- Powinien był cię odprowadzić. - powiedział po przedłużającej się chwili ciszy, starając się że wszystkich sił zachować spokój - A potem mógłby iść nawet do diabła, jeśli rzeczywiście takie było twoje życzenie.
- Był zdenerwowany. Oboje byliśmy. Ja…
- Przestań go usprawiedliwiać! Zachował się jak zwykła łajza, zostawiając cię tam i nic tego nie zmieni!
Emily, choć wyraźnie zamierzała dodać coś jeszcze w obronie swojego chłopaka, ostatecznie zamilkła, zaciskając usta w wąską kreskę. Wiedziała, kiedy nie ma sensu kłócić się z bratem i to była jedna z takich chwil. Nawet nie wychwyciła momentu, w którym z angielskiego przeszli na gaelicki.
- Dlaczego nie odpowiadałaś na moje telefony? Od momentu gdy wysłałaś mi wiadomość z prośbą żebym przyjechał, nie było z tobą kontaktu.
- Przepraszam, Ethan. Tamta wiadomość… będziesz wściekły, ale prawda jest taka, że wysłałam ją, gdy byłam lekko wstawiona po koncercie i nie bardzo myślałam, co robię. Potem zostawiłam telefon w klubie. Dziś wieczór wróciliśmy tam, by go odzyskać. Potem pokłóciłam się z Jeremym, wyszłam przed klub, bo chciałam zadzwonić do ciebie że spokojnego miejsca i wtedy pojawił się ten typ… nie wiem co by się stało, gdyby nie przestraszył go radiowóz.
- Nie mogłaś zadzwonić do mnie wcześniej, z innego telefonu? Albo odezwać się przez Facebooka, cokolwiek? - przerwał jej. Przez całą drogę powrotną próbował pocieszać Emily, co tylko ją drażniło i bez końca powtarzała, że nic jej nie  jest. Ethan doszedł do wniosku, że skoro jej zdaniem nic się nie stało, może mu wytłumaczyć tę akcję. Miał wrażenie, że jest bardziej niż ona przejęty całą sytuacją.
Dziewczyna raptownie zamknęła buzię i wyraźnie widać było, że nie przyszło jej to do zajętej zgubą głowy albo faktycznie nawet nie pamiętała, że to zrobiła. - Masz jakiekolwiek pojęcie, ile mnie to wszystko kosztowało?!
Ethan miał wyraźnie dość. Emily widząc, w jakim jej brat jest stanie, wstała ze swojego miejsca, podeszła do niego i mocno przytuliła. Dopiero po sekundzie odwzajemnił uścisk i objął siostrę, która wcisnęła twarz w jego klatkę piersiową. Chciał i powinien być na nią o to wszystko zły, ale nie potrafił, zbyt wielką czuł w tym momencie ulgę. Może to przez fakt, że już od dawna powinien był to zrobić, zebrać się i do niej przyjechać, a wiadomość była jedynie pretekstem i impulsem, który go do tego zmusił? Tak czy siak, cieszył się, że mógł być akurat na miejscu, kiedy go potrzebowała. Oparł policzek o czubek jej głowy, jakby zmęczenie nie pozwoliło mu już dłużej trzymać pionu. Emily kilkukrotnie pociągnęła nosem, zanim się odezwała.
- Przepraszam, Ethan. Jestem okropną siostrą. A ty jesteś najlepszym bratem. Dziękuję, że przyjechałeś. Mam szczęście, że jesteś.
- Oczywiście, że przyjechałem. - mruknął w odpowiedzi - Zabiorę cię do domu i wszystko się ułoży. Zobaczysz.
Emily nagle odsunęła się od niego z westchnieniem i oparła o blat u jego boku, ze wzrokiem wbitym w czubki swoich butów.
- No tak. Mogłam się tego spodziewać.
- Nie rozumiem?
- Ethan, ja nigdzie się stąd nie ruszam.
Ból głowy stał się tak mocny, jakby chciało mu rozerwać głowę od środka. Musi wziąć na to jakieś tabletki, pomyślał, zanim usmaży sobie mózg.
- Nie powtarzaj tego, bo zwariuję. - jęknął, bardziej do siebie, niż do niej.
- Nie mogę stąd teraz wyjechać. Mam tutaj przyjaciół, mam Jeremy'ego…
- Przecież podobno wysłałaś go do diabła!...
- ...Mam studia. - dokończyła, nie zważając na uwagę, którą poczynił - Chcę je skończyć. Nie mogę stąd teraz wyjechać, Ethan. Po prostu nie mogę. Jestem ci wdzięczna, ale…
- Czy ty ze mnie żartujesz? Jeśli myślisz, że cię tu zostawię, to widocznie te studia niewiele ci już pomogą!
- Więc zostań ze mną! - podchwyciła natychmiast wykorzystując fakt, że jej brat z oburzenia aż się zapowietrzył - Przecież masz mieszkanie, możesz się tutaj urządzić. Możesz zmienić uczelnię. Mają tutaj genialny wydział historyczny, spodobałoby ci się.
- Nie wiesz, o czym mówisz. - wycedził przez zęby Ethan, sięgając po swój znów bliski rozładowania telefon - Zamierzam zarezerwować najbliższy wolny lot do domu, Emily.
- Ethan, co ci szkodzi ze mną zostać? - nie poddawała się dziewczyna, coraz bardziej zdeterminowana - To wspaniały kraj, jeśli zostaniesz tu trochę dłużej, na pewno się do niego przekonasz. A to mieszkanie… Da się tutaj urządzić…
- Niby jak? - Ethan poczuł, że jego cierpliwość jest na wyczerpaniu - Całe moje oszczędności wpakowałem w ten wyjazd, Emily. Zostało już mi niewiele więcej ponad to, co potrzebujemy na powrót. Muszę wrócić. Nie mogę... i nie chcę tutaj zostawać. Też mam studia, przyjaciół i powody, dla których chcę żyć do Szkocji.
- Oddam ci te pieniądze, Ethan. To z mojego powodu tutaj jesteś i chcę ci to zrekompensować na ile tylko będę w stanie. We wszystkim ci pomogę. Mógłbyś się tutaj urządzić, przenieść się na uczelnię w Houston, a po skończeniu college'u moglibyśmy wrócić. Proszę cię tylko o czas na studia, Ethan. Nic więcej. - zmusiła go, by spojrzał jej w oczy i położyła dłoń na jego ręce, ściskającej telefon - Przynajmniej się nad tym zastanów. Tylko tyle.
Ethan był zbyt zmęczony, obolały i zdenerwowany, by jasno myśleć. Chciał tylko, by dała mu wreszcie święty spokój. Kilka razy głośno wypuścił powietrze przez nos, zanim odpowiedział.
- Zastanowię się nad tym tylko dlatego, że jesteś moją siostrą, a ja mam dzisiaj już wszystkiego dość. Ale niczego nie obiecuję.


***


Został, oczywiście.

          Ta decyzja nie należała do łatwych, klasyfikował ją wręcz jako najtrudniejszą w całym swoim życiu. Wiedział, że nie może zostawić Emily samej w tym kraju i wiedział też, że by zabrać ją do domu musiałby pozbawić ją przytomności, bo sama z siebie na pewno z nim się nie zabierze - była równie twarda i nieustępliwa wobec powziętych decyzji, co ich świętej pamięci babka. Zresztą nie tylko ona. Już ponad pół roku wcześniej, gdy wiedzieli się ostatnio na jej pogrzebie, Emily usiłowała go nakłonić, by leciał z nią do Stanów. Nie chciała zostawiać go samego i w żałobie i powiedziała mu to, jednak Ethan nie chciał wtedy ustąpić. Nie widział swojego życia poza Szkocją, ale widocznie będzie ono musiało poczekać, myślał. Życie poczeka. A on nie może stracić Emily. Czy zresztą nie to było ostatnim życzeniem babci? Czy nie to mu powiedziała podczas swojego ostatniego tygodnia życia, który Ethan spędził w szpitalu u jej boku, jeszcze zanim powiadomił siostrę, że jest bardzo źle i powinna przyjechać? Emily jest twoim domem. Musicie trzymać się razem. Musicie się sobą opiekować. Obiecał jej, że to zrobi, a jednak dwa tygodnie później, gdy Emily próbowała go namówić, by z nią wyjechał, odmówił. Ze złości, z żalu, sam nie wiedział.

           Ubiegły tydzień był dla niego niezwykle intensywny. Większość czasu spędził z Emily, która uczepiła się go jak rzep, od kiedy zapewnił ją, że zostanie. Dokonał już pierwszych formalności w procesie przenosin na nowy uniwersytet i przede wszystkim zaczął rozglądać się za pracą. Jego rzeczy miały dotrzeć ze Szkocji nie wcześniej niż w przyszłym tygodniu, ale chłopak nie próżnował. Czekał na odzew ze strzelnicy sportowej, gdzie zostawił namiary na siebie z nadzieją, że instruktor im się przyda. Jakby nie było, to potrafił najlepiej - celować.
          Poprawił swoją pozycję na nowym stołku barowym. Emily nazwoziła mu trochę nowych mebli, dzięki czemu mógł się pozbyć części tej graciarni, którą miał w mieszkaniu. Entuzjazm jego siostry był zaraźliwy, więc Ethan nie miał wyjścia, jak tylko też go czuć - w dużo mniejszym natężeniu, ale jednak.
Od dłuższej chwili nasłuchiwał odgłosów z korytarza. Miał wrażenie, że pod jego drzwiami obóz rozbiła sobie połowa mieszkańców tej zacnej kamienicy. Słyszał mnóstwo głosów, męskich i damskich, ale rozróżniał tylko te należące do Gwen oraz chole... Anthony'ego. Tylko ich tutaj znał, bo jakoś poprzedni tydzień nie dał mu szansy na poznanie reszty ferajny, która a to budziła go dźwiękami skrzypiec w środku nocy, albo - jak dzisiaj - waleniem młotkiem w ścianę na korytarzu, chyba piętro wyżej.
           Starał się mimo wszystko cieszyć swoim beznadziejnym śniadaniem, na które składała się czarna kawa, papieros i jajecznica, gdy w końcu doczekał się i w jego drzwi ktoś również zaczął głośno się dobijać. Zerknął na Wyndę, która już zrywała się, by zaszczekać, ale ją uprzedził.
- Sìth, Wynda. Sìos.
Suczka usłuchała, karnie kładąc pysk na przednich łapach, podczas gdy chłopak już wciągał przez głowę koszulkę. Kiedy przekręcił gałkę i zdjął łańcuch uchylając drzwi, dostrzegł najdziwniejszą parę, jaką widział w całym życiu - chłopaka w czerwonym kombinezonie, trzymającego przed sobą wielkie pudło obsypane brokatem, przez co sam też w sumie cały był nim uwalany oraz trochę niższego jegomościa o wschodnich rysach twarzy, uzbrojonego w skrzypce. No i cóż, chyba właśnie rozwiązała się zagadka nocnego grajka. Ethan nie rozpoznawał wygrywanej przez niego melodii, ale była bardzo miła dla ucha. Prawie tak miła, jak te wszystkie stare piosenki, które Emily włączała o wiele za głośno, kiedy do niego wpadała, czasem nawet pląsając po pokoju gdy myślała, że Ethan nie patrzy.
- Eee, dzień dobry. - rzucił bardzo ciekaw, co właściwie się odwala i mając nadzieję, że nie zostanie zaraz poproszony o przekazanie datków na jakiś szczytny cel. W sumie by pasowało - grajek robił klimat. Tylko ten czerwony kombinezon czegoś nie wzbudzał zaufania.
Wynda, ciekawa gości, wystawiła kasztanowo - czarny pysk zza nogi chłopaka, obserwując uważnie by się upewnić, czy nie zamierzają oni okazać się jakimiś zbirami chcącymi wypatroszyć jej pana.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (11-08-2019 o 07h34)

Offline

#115 04-08-2019 o 21h19

Straż Obsydianu
Ermira
Pokonała kurę
Ermira
...
Wiadomości: 916

                                                                               g    w    e    n    d    o    l    y    n        s    u    l    l    e    n
                                                                               mieszkanie 10A


        Ostatecznie do mieszkania pod wdzięcznym numerem dziesięć A weszła tylko jedna osoba, skrzypek oraz kupidyn udali się pod drzwi Ethana. Gwen właściwie dość dawno go nie widziała — nie zadręczała się tym oczywiście po nocach, ani nic, ale mimo wszystko w jakimś stopniu interesowała się tym, czym zajmował się jej sąsiad i dlaczego tak trudno w ostatnim czasie było go złapać. Miała szczerą nadzieje spotkać go na dzisiejszej posiadówie. No ulterior motivies, oczywiście.
         Wyjęła z szafki kilkanaście herbat, wzdychając ciężko. Aż trudno było uwierzyć, że mimo tak dużego zagęszczenia tego napoju w tym domu, z Tony'm pili go tylko w czarnej, najzwyklejszej wersji.
      — Znajdzie się owocowa, miętowa, myślę, że jakbym dobrze poszukała to nawet jakaś pomidorowa-czekoladowa z dodatkiem chili by się znalazła, Antony nawet nie wie ile zdążył tego nakupić — wzruszyła ramionami — Szczególnie polecam tę z granatu, tę Ci zrobię, odmów nie przyjmuje, super jest, mój ojciec bardzo ją lubi — zabrała do ręki jeden z kubków, ten w niebieskie kwiaty, przyniesiony jeszcze przez nią ze starego mieszkania.
         Zalała torebkę, poczekała chwilę, a później wyjęła ją i wyrzuciła do kosza. Sobie i Tony'emu herbat nie robiła z prostej przyczyny — te już od kilku minut stały na stole, czekając aż ich właściciele wreszcie ruszą swoje leniwie tyłki spod wejściowych drzwi i się za nie zabiorą. (jak tak teraz myślę to to w innym kontekście mogłoby zabrzmieć perwersyjnie, prove me wrong)
      — A, Matt, co studiujesz? Pracujesz gdzieś? — przyniosła herbatę i cukier, mniej więcej w tym samym czasie dołączył do nich Tony.
         Przyniesione rzeczy położyła na małym stoliku, próbując ominąć wszystkie ważne papiery. Następnie uśmiechnęła się szeroko i spytała, czy ich gość życzyłby sobie coś jeszcze — nie mieli co prawda jakoś dużo do zaoferowania, ale pewnie jakieś ciastka gdzieś by się znalazły.
         Pytanie Anthony'ego nieco wybiło ją z rytmu dobrego gospodarzowania.
      — E, Matt, umiesz gotować? Bo mam dla ciebie propozycje nie do odrzucenia — zaczęła, siadając po turecku na ziemi — Bo może byśmy poudawali na te dwie godziny, że z nami mieszkasz i ty byś zrobił jakieś jedzenie, a my byśmy się pod nim podpisali, że niby wiesz, tacy zdolni jesteśmy jak Ty — jej ton był niebywale poważny — Znaczy, pomoglibyśmy Ci oczywiście, nie ma to tamto — dodała niemal od razu. Teraz tylko pozostało liczyć na to, że chłopak umiał gotować.
         W razie czego mogli też poprosić o pomoc sąsiada spod dwunastki, co prawda jego kulinarnych umiejętności też nie znali, ale tak na oko wydawał się zdecydowanie bardziej kompetentny, niż Gwendolyn czy Anthony. Jej współlokator wspominał też czasem o jakiejś Heather, której panna Sullen niestety jeszcze nie miała przyjemności poznać, może ona też mogłaby im jakoś pomóc.
         W normalnych okolicznościach pewnie zadzwoniłaby do matki czy ojca, ale niestety po tym, jak wyprowadziła się ze starego mieszkania, straciła ten przywilej.
      — A, i trzeba się też wybrać na zakupy, bo wygląda na to, że brak zrobienia jakiejkolwiek walentynki może skończyć się akcją rodem z gry `Sąsiedzi z piekła rodem`, a tego wolałabym uniknąć, tańszego mieszkania nie znajdę, a do starego nie wrócę — wzruszyła ramionami.

Ostatnio zmieniony przez Ermira (04-08-2019 o 21h57)


vape i w*******

Offline

#116 05-08-2019 o 19h57

Straż Cienia
Satomi-iko
Straż na szkoleniu
Satomi-iko
...
Wiadomości: 251

____________________https://cdn.discordapp.com/attachments/395327892067713025/530765456777412609/26854566424d43cfd7546a9910fb2cb7.png
///////////////////////////////parter, a potem piętro drugie. Na koniec pokój Noory

      Ratowanie życia miłosnego mojego najdroższego przyjaciela z tak wspaniałym towarzyszem jak Heather, było niczym spełnienie marzeń. Być może przez uniesienie, jakiego doznałam słysząc dźwięki Titanica, albo też na widok jej piękna i wieści, że mieszka tuż pode mną!, pospieszyłam się, klękając przed nią. Odrobinę tego żałowałam, czując się niezręcznie, gdy mi odmówiła. Z drugiej jednak strony, nie powiedziała nie. Powiedziała, że jest zajęta. Czy w takim razie mogłam liczyć na inny dzień? Ale czy pytanie jej o to teraz nie będzie zbyt nachalne? Ach dylematy miłosne! Byłam pewna, że ostatni raz miałam je w drugiej liceum, kiedy to piękna Sybilla zerwała z czterooka wariatka imieniem Timinna.
-Okej - powiedziałam tylko, już sekundę później żałując, że z moich ust nie wydobyły się słowa "jak coś to wiesz, gdzie mnie znaleźć" a oczy nie posłały jej tego uwodzicielskiego spojrzenia, które topiło serca już wiele.
    Musiałam przyznać, że ta kobieta miała coś w sobie. Nie potrafiłam tego zdefiniować, ale to właśnie ta cecha, ta gracją a może nawet wygląd, sprawiały, że czułam się znów jak dwunastolatka zakochana po raz pierwszy. Like a virgin, jakby to zaśpiewała madonna.

    Musiałam znów odpłynąć w swoje myśli, bo nawet nie wiem kiedy Heather kontynuowała wyjaśnienia. Otrząsnęłam się metaforycznie (tak naprawdę to otrzepałam się niczym ten przesłodki duży zwierzak Sumo, którego tak uwielbiałam, kiedy to wracał z Connorem ze spaceru w deszczu).
-Oczywiście, tak, masz rację. Pospieszyłam się, przepraszam.
Nieprawda byłoby stwierdzenie, że nie czułam nic. Wątpliwości tej kruchej istoty o gołębim sercu, stojącej przede mną, sprawiały, że nie mogłam być na nią zła. Jakże ona się martwiła o innych. Ale zarazem były one jak szpilka skierowana prosto w moje serce. "Dlaczego zakładasz, że nam się nie uda?" Chciałam ją spytać. Ale usta milczały, zaciśnięte w półuśmiechu, który miał wszystko zatuszować. No już, Noora. Naprawdę chcesz, aby jeszcze twoje złe samopoczucie miała na sumieniu?

    Z wdzięcznością przyjęłam jej nagłe spostrzeżenie, iż nie jesteśmy same. Faktycznie miała rację. Jeśli ktoś mianowicie zobaczyłby nas wieszające te plakaty, mógłby omylnie uznać to za żart (zupełnie jak kiedyś…) a Joel miałby przez to problemy. Nagle zaczęłam się zastanawiać, czy mój prawie brat kiedykolwiek docenił tak wspaniałomyślny gest z mojej strony (gdyż nie był to pierwszy taki przewspaniała prezent niespodzianka). Najwyraźniej nie, ale jako osoba nie cyniczna oraz skromna, nie miałam zamiaru się upominać. Zrobię to dopiero, gdy będzie miał problem z usmażeniem mi podwójnej porcji naleśników z syropem klonowym i świeżymi jagodami z bazaru 2km stąd, gdy wracam po północy do domu.
-Przesadzasz, Joel będzie wprost zachwycony ta niespodzianka! I wiesz, nie niepokój się o swoje życie. -Nagle zniżyłam głos do konspiracyjnego szeptu - napewno nie będzie ci się naprzykrzał. Tak naprawdę jest gejem, ale wstydzi się przyznać.
I jak gdyby nigdy nic wróciłam do plakatów.
     -O matko! Zapomniałam o moim piętrze. Szybko, musimy tam iść.
Olewając, jak to miałam w zwyczaju, fakt istnienia piwnicy, bądź innego niż zwyczajne piętra, elementu budowli, szybko weszłam po schodach. Teren czysty!
Zawieszając ostatni plakat, na którym idealnie powiększony (rozpikselowany do granic) Joel spoglądał na mnie z fotografii uwieczniającej jego pierwszego utraconego mleczaka (płakał tak bardzo, że osmarkał sobie całą koszulkę), poczułam rozpierająca mnie dumę. Ale zarazem coś spodnie przypomniałam.
-Wspominałaś, że uszyłaś mu coś, prawda? Pomogłabyś mi?
Nie czekając na odpowiedź, szybko weszłam do mieszkania, ciągnąć ja za sobą. Następnie do pokoju. Tam wyciągnęłam spod łóżka karton i szybko wytłumaczyłam jej, jak bardzo potrzebuje szybko zszyć kawałki materiałów, aby uszczęśliwić Joela.
-Pomożesz mi? Proooosze?
Zrobiłam prosząca minę numer siedem i pół (ulepszona o przekręcenie głowy w lewą stronę i wysunięcie dolnej wargi) której nawet wściekły Joel się nie oparł.

Ostatnio zmieniony przez Satomi-iko (05-08-2019 o 19h59)


https://66.media.tumblr.com/ca1bfc8ed29ac84be8bb0a44a4c6824c/tumblr_ol62lcC4kj1ru0b90o3_500.gifv

Offline

#117 06-08-2019 o 14h30

Straż Absyntu
Neyu
Pokonała kurę
Neyu
...
Wiadomości: 786

___________________________Allia Zelmerlöw
ósemka, piętro drugie, suterena, piętro drugie, parter.

   Słuchała uważnie swojego zwariowanego, a zarazem ukochanego nerdziocha, który przypisał sobie jej mieszkanko, jako jego drugi domek. Poważnie, Alexander, był tu częściej niż w swojej zaśmieconej norze i było to całkiem urocze z jego strony, że tak pamiętał o jej egzystencji - chociaż on. Jakby jeszcze on ją olał dla kogoś innego, to nie zdzierżyłaby tego. Oboje wtedy posmakowaliby jej gniewu i wracaliby na klęczkach do swojej horror queen - cudowny widok. Wzięłaby ich w swe ramiona, ucałowała ich piękne główki i powiedziałaby, że ich bardzo kocha, a potem, a potem... skarciłaby im karki. Rozpromieniła się psychopatycznie, gdy wyobraziła sobie tenże obraz wraz z dźwiękiem tegoż czynu - perfekcyjne - aż ciary przeszły przez jej ciało. Następnie złoży ich w ofierze, odmówi jakieś tam szatańskie wersety, gdzie w ten sposób wskrzesi ich, oddając im skrawek swojego pozostałego czasu egzystencjonalnego, po czym wykona ten czyn jeszcze raz, aż końcowo przywróci im życie i powie im, że to wszystko zrobiła ta okrutna i obrzydliwa lafirynda, która tak bezczelnie ukradła ich sprzed nosa Allii. No i w ostateczności - zamordują ją i odprawią rytuał, dzięki jej zwłokom - koniec historii. Plan był aż nazbyt cudowny, aby był realistyczny. Ale przynajmniej humor jej się poprawił, a to było najważniejsze w tym wszystkim.
   Plan Alexandra był uroczy i na tyle dziecinny, że w głowie być może zdaję się być strzałem w dziesiątkę, aczkolwiek na żywo i do tego wypowiedziany z jego ust, brzmiał niczym totalny gniot - seryjnie. Nie chciała jednak mu tego mówić wprost, bo jeszcze ostudziłaby jego zapał do tejże słodkiej zemsty, a przecież do tego Allia nie miała zamiaru dopuścić. Mimowolnie uśmiechnęła się do niego, gdy ten chodził w tą i wewte, aż końcowo zajął się małą Tsuki.
   - Wiesz, wątpię, aby Noora nas wpuściła, żebyśmy owinęli wszystko folią w ich pokoju. - potwierdziła jego przypuszczenia, podkreślając, że Joel nie mieszkał w samotności. - Nie powinniśmy wciągać w to Noorę. - skarciła go na wszelki wypadek, gdyby ten zaczął wymyślać inne, dziwne pomysły, które ingerowałyby Solberg w te całe bagno. Ona niczemu nie była winna.
   Pomimo tego, że jako tako, rozbudziła się i jakoś niespecjalnie myślała o kacu, który - o dziwo - ucichł na chwilę obecną, to i tak widoczne wory pod oczami Allii mówiły same za siebie. Przewróciła oczami na wzmiankę o "jakimś chinolu" i o ochrzczeniu jego drzwi.
   - Nie, nie wydaję mi się. Przynajmniej nie widziałam Joela w towarzystwie... Yuona? Chyba tak mu było na imię. - oznajmiła, nie będąc pewną, czy dobrze zapamiętała imię nowego sąsiada, w szczególności, że z tego szalonego spaceru niczego nie pamiętała. Możliwe, że przekręciła coś lub źle wypowiedziała.
   - Chodzi mi o taką lafiryndę od tych głupich babeczek, które rozdawała wszystkim, podczas jej pierwszego dnia pobytu w tej kamienicy. - niemalże wycedziła to przez zęby.
   - To z nią non stop się prowadzi i piecze jakieś twory, przez co nie ma dla nas czasu. - dodała z wielkim bólem malującym się na jej twarzy, lecz dzisiaj piekielny duet miał to zmienić. Dzisiaj było ich dniem zemsty, ataku i rekompensaty ze strony Joela. Trójca święta nie może się rozpaść przez jakąś lochę. Nie może.
   Złość Allii ponownie ujrzało światło dzienne.
   - Bierz manatki. Pora zrobić piekło na ziemi. - oznajmiła grobowym tonem głosu.
   Na odchodnym wytarmosiła Tsuki za ucho, po czym oboje opuścili ósemeczkę. Zamknęła za sobą drzwi na klucz. Niech każdy wie, że jej nie ma. Allia jest jak duch - nikt nigdy nie wie, kiedy wyskoczy ci przed oczami. Lepiej trzeba mieć się na baczności w takich okolicznościach.
   Podeszli do mieszkania z numerem dziewięć. Wpatrywała się przez chwilę w drzwi od znajomego i potulnego miejsca - wróć - od miłych wspomnień, które już były tylko miłymi wspomnieniami, a nie rzeczywistością. Westchnęła boleśnie, po czym machnęła ręką.
   - Rób, co do ciebie należy, Alexandrze. - stwierdziła, nie racząc go swym wzrokiem. Takie "oficjalne" zdanie nie było w stylu mrocznej Zelmerlöw. Wpatrywała się gdzieś w dal, nawet sama nie wiedziała, co dokładnie obserwuje. Odwróciła się nagle ku jej ukochanemu, piekielnemu wspólnikowi.
   - Mam pewien pomysł. Muszę tylko zdobyć do tego odpowiednie materiały. Zajmij się realizowaniem swoich planów zemsty - znajdę cię później. - odparła, po czym ruszyła w swoją stronę, nie czekając na odpowiedź przyjaciela. On dobrze wiedział, co ona ma na myśli. W końcu ich umysły były połączone.
   Uśmiechnęła się pod nosem, gdzie następnie wspięła się po schodach na korytarz sutereny. Miała zamiar udać się do Matthiasa, a potem będzie musiała zahaczyć o parter, o pokój tego freaka Connora. Wszystko miała idealnie zaplanowane, lecz gdy postawiła swoją nogę na korytarzu, to nie spodziewała się, że w oddali ujrzy znajomą sylwetkę. Zacisnęła zęby, widząc go w jakimś karnałowym stroju i to jeszcze w towarzystwie tego Yuoona lub Younna, a kij wie. Zresztą jaki był dziś dzień, że Joel się tak odwalił? W sumie nie interesowało ją to. Miała jedynie sprawę do Matthiasa. Ruszyła pewnym krokiem niczym strzała, podchodząc do drzwi z numerkiem trzynaście A. Zapukała dwa razy. Odpowiedziała jej cisza. Nie miała zamiaru zostawać tu dłużej. To było niezręczne. Nie widzieli się tydzień albo nawet i dłużej. Ależ beznadziejna sytuacja, że też Matthias musi mieszkać w tej zakichanej suterenie.
   Nagle do jej uszu dotarły jakieś śmiechy. Poszła za nimi, gdzie końcowo stanęła przed mieszkaniem z numerem dziesięć A. Nawet nie wiedziała kto tu mieszka. Uniosła rękę, by zapukać, lecz jedynie położyła ją na drzwiach.
   Miała ochotę się zaśmiać z nerwów, z szaleństwa, z wariactwa, z bezradności, z pustki w głowie. W sumie z wszystkiego na raz. W ostateczności, jedynie uśmiechnęła się pod nosem, po czym zmieniła swój kierunek. Później go złapię. Przecież jej nie ucieknie. Nikt przed nią nie umie uciec. Szybkim krokiem pognała do schodów, żeby zejść na piętro drugie i gdy już na nim się znalazła, to wręcz podbiegła do Alexandra, który kończył swoje dzieło. I tak pewnie Joel wraz z jego towarzyszem, nie zdołali jej zauważyć, a nawet jeśli, to trudno. I tak nie znajdą jej przez następne paręnaście godzin.
   - Widziałam Joela! Był w towarzystwie z Youonem. - wyznała w dokładnym skrócie. - Musimy się pośpieszyć. Musimy zejść na piętro i włamać się do dwójki. T E R A Z. - wyrzuciła z siebie, podkreślając ostatnie słowo, po czym chwyciła go za nadgarstek i brutalnie pociągnęła za sobą, biegnąc jak w szale na sam dół budynku.
   Puściła go, gdy już byli u celu, po czym Allia podeszła do mieszkania z numerem dwa.
   - Myślisz, że ktoś tu jest? A nawet jeśli, to kogo to interesuje. Masz tylko jedno, jedyne zadanie, które nie możesz schrzanić, rozumiesz? - mówiła jak w transie.
   - Zapukaj do tych drzwi. - wskazała palcem. - Zagadaj tego sąsiada. Mów o wszystkim i o niczym. Pleć jakieś głupoty i to jak najdłużej! Muszę zdobyć coś bardzo cennego.
   Była śmiertelnie poważna. Teraz to się zacznie... impreza.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (06-08-2019 o 14h52)


https://i.imgur.com/zgPPpzo.gif

Online

#118 07-08-2019 o 03h06

Straż Obsydianu
KaMinaRi
Akolita Sargousetów
KaMinaRi
...
Wiadomości: 5 645

https://i.pinimg.com/originals/42/3e/e2/423ee2a1d3f806e0c91c2ff234aa737b.png

https://i.pinimg.com/564x/1e/23/d0/1e23d07bd8d06d975b22205245b98771.jpg

■  Lucas James   ■    Finnegan    ■   Dla   przyjaciół    Luke/Finn   ■    23 lata   ■
■  Mężczyzna   ■   Urodzony  17  Kwietnia    ■   Zodiakalny  Baran  ■
■  Studiuje Aktorstwo  ■  Heteroseksualny  ■  Mieszkaniec siódemki  ■ 

https://66.media.tumblr.com/3d4758169c624f50aa3ad999958e9c61/tumblr_inline_nsolcucJjW1so30uk_250.gifhttps://66.media.tumblr.com/bb863f3c135f80b6b44864a635212959/882c91e60638192f-dd/s540x810/d2978623f52854b30f9774d41729ba4a2733d31a.gif

■  Piwne  oczy  ■  Brązowe włosy  ■  Jasna karnacja  ■
■  180 cm  wzrostu  ■ 72  kg  wagi ■  Wysportowana sylwetka  ■
■  Jonathan Dominic Finnegan (ojciec)  ■  Charlotte Amanda Marsden (matka)  ■
https://66.media.tumblr.com/30256524d8481915a9a0a265ff9752f5/tumblr_inline_n5u213mXUF1s2djns.gifhttps://i.gifer.com/YfGv.gif
■ Ten Brytyjczyk zerwał kontakt z rodziną zaraz po tym,
jak ojciec oznajmił mu na jakie studia go zapisał i
przedstawił mu jego narzeczoną (Lucasa, żeby było jasne) ■
■ Umuzykalniona morda. Co drugi wieczór gra na fortepianie w jednej z
ekskluzywnych francuskich restauracji. No i czasem, zdarza mu się nocami
dawać koncerty sąsiadom, na pianinie lub gitarze. Zależy od weny ■
■ Mieszkanie dzieli z Magnusem,psem rasy buldog francuski,
z którym biega codziennie (rano i wieczorem) po parku ■
■ Przez 13 lat mieszkał w Buenos Aires, dzięki czemu
biegle mówi po hiszpańsku. Przy okazji matka zapisała
go na lekcje włoskiego i francuskiego, aby jej syn
zasmakował też innych kultur i języków. Jak można się
domyślić, francuski często przydaje mu się w pracy ■
■ Ojciec licząc na to, że jego syn wyrośnie na silnego mężczyznę,
zapisał go na judo. Lucas trenował je przez 10 lat, ale niezbyt dobrze
wspomina te czasy. Grunt, że czasem mu się w samoobronie przyda ■
■  Ma młodszą siostrę (Katie), która jest jego oczkiem w głowie.
Często w tajemnicy przed rodzicami wysyła jej pieniądze,
na realizację swoich marzeń o szkole baletowej ■
■ Wytrych to jego drugie imię, no może i jednak nie, ale Finnegan zawsze ma
w kieszeni bądź w portfelu agrafkę i wsuwkę. W końcu, nigdy nie wiesz co i kiedy
się przyda...zwłaszcza do otwierania drzwi. Także ten, nie zdziw się jak pewnego
dnia wejdziesz do mieszkania, a tam na jego środku będzie stała kura ■
■ Zwykle przyjazny osobnik, który jednak czasami pozwala sobie na
drobne złośliwości i żarty. No dobra. Nie czasami, a często. No, ale
przynajmniej jest skory do pomocy, nawet w ogień wskoczy. Co więcej
nawet wrogowi pomoże, co prawda po chwili namyślenia, ale jednak ■
■ Gdy ma wolne, to zdarza mu się zaliczyć trzy jednej nocy...
imprezy oczywiście. Jeśli chodzi o alkohol, to uważaj na tego
cwaniaczka. Może próbować cię wkręcić, że kończy już dziesiąte
piwo, a tak na prawdę ledwie dopija trzecie. Biedna słaba główka ■
■ Nie jest przekupny. No chyba, że załatwisz mu pizze z podwójnym serem
i krewetkami, wtedy to inna rozmowa. A skoro już mowa o jedzeniu. To
gościu ma alergię na ananasy.Raz już siedział przez nią dwa tygodnie w
szpitalu, więc nigdy więcej. W kwestii jego superowych umiejętności
kulinarnych, to dramatu nie ma. Chociaż jedzenie smakuje lepiej, niż wygląda ■
■ Przez rygor i dyscyplinę jaki panował w domu, w mieszkaniu Finna nie
dostrzeżesz chociażby plamki na blacie. Zaraz po wejściu do domu czyści
łapy swojemu pupilowi, a sam buty zmienia jeszcze przed przekroczeniem
progu drzwi.Wszystkie jego buty są ustawione na baczność, a ciuchy
prasuje zawsze przed włożeniem do szafki i rano po ich wyciągnięciu.
W końcu na bluzie nie może być nawet małego zagniecenia. Ot taki
pedancik, ale na szczęście tylko w obszarze swojego lokum ■
■ No i najważniejsza rzecz. Jeśli nie ma w planach żadnego wyjścia i
nie uprzykrza swoim towarzystwem życia sąsiadom, to pewnie siedzi
w swej jaskini razem z Magnusem i przebrany za Jedi, Batmana czy
innego Thora,  gra lub ogląda te swoje Marvele, Star Warsy albo inne DC ■

https://66.media.tumblr.com/45b394fe39ff5d6ef41e434e5ae00d5e/tumblr_inline_ngin72uaMb1sggcf2.gifhttps://media0.giphy.com/media/N14Kzewa6sR7W/giphy.gif

Ostatnio zmieniony przez KaMinaRi (28-11-2019 o 23h33)



https://i.imgur.com/KzDanb8.jpg

Offline

#119 07-08-2019 o 17h46

Straż Absyntu
ClockworkWho
Straż na szkoleniu
ClockworkWho
...
Wiadomości: 164

http://i65.tinypic.com/ay54i9.jpg
Shine like a million stars.


[Mieszkanie numer 2]

     Kurt westchnął cierpiętniczo na chęć pomocy ze strony jego sąsiada. Doceniał, że ten chce pomóc, ale zdawał się w cale nie rozumieć jak działa ten świat. Nie może po prostu zapytać jakiegokolwiek znajomego o modeling, bo po pierwsze nie wszyscy się nadają a po drugie pytanie kogoś o coś takiego, gdy ledwo sobie mówicie cześć na ulicy, byłoby... Nietaktowne. Zaczął wystukiwać jakiś rytm paznokciami o swoje kolano, przetwarzając to co powiedział mu Connor. W zasadzie jego spokój w cale nie uspokajał jego, wydawał się może nawet nie rozumieć powagi sytuacji przez jaką ten przechodzi? A może to on się za bardzo nakręca?
     - Ale ja nie mam żadnych znajomych, którzy by się nadawali - powiedział nadal swoim załamanym głosem. - Do nich nie napisze za żadne skarby.  Jeszcze  zrobię z siebie idiotę co obchodzą go tylko jego własne interesy, skoro odzywam się tylko jak czegoś potrzebuje...
Złapał się za głowę, jakby to miało w jakiś sposób pomóc nad pędzącymi myślami, które co chwile uderzały o jego  czaszkę.
     - A z kamienicy - tu się skrzywił - na pewno nikt nawet nie zechce mi pomóc, albo będą zajęci swoimi własnymi  sprawami.
     Wywód blondyna został przerwany przez szybkie podniesienie się Connora z kanapy i dopiero teraz zrozumiał, że tym powodem był jego pies, który bezczelnie zaczął gryźć jego notatki. Na chwilę zmarszczył brwi, czyżby Connor nie słuchał go na tyle aby tak szybko zareagować? Może już go powoli nudził? Potem jednak wytłumaczył sobie, że to w końcu przyszły policjant, musi mieć podzielność uwagi. Teraz Kurt bardziej zainteresował się co właściwie gryzł Sumo, po stosie książek i zeszytów domyślił, się że to coś ważnego, jednak Connor zaraz odetchnął z ulgą.
     - Wszystko dobrze? To nic ważnego? - zadał pytanie, lekko wychylając się do przodu, by lepiej widzieć chłopaka. Czuł się trochę zażenowany ów sytuacją.

Ostatnio zmieniony przez ClockworkWho (03-09-2019 o 18h25)

Offline

#120 07-08-2019 o 22h01

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 390

_______________________________ Heather Stapleton

> Parter/mieszkanie nr.9/korytarz na 2 piętrze

To naprawdę nie była moja wina, że w momencie, gdy powiedziała, że Joel na pewno będzie zachwycony tymi rozwieszonymi zdjęciami, byłam sceptyczna. Przynajmniej sama, gdyby mi tak młodsze rodzeństwo zrobiło, nie zareagowałabym dobrze, a na pewno nie od razu, bo może i była to zabawna idea, tak trzeba było spojrzeć z perspektywy osoby na tych zdjęciach. Chociaż tak przez sekundę. Ale, na dobrą sprawę to nie ja miałam później oberwać, nie? Mogłam się więc skupić na tej bardziej pozytywnej perspektywie całej sprawy.
Zakrztusiłam się. Własną śliną. Nie widziałam Joela jako krypto-geja, na pewno nie, ale też w sumie nie widziałam go jakoś z nimi, więc pozwoliłam temu być. Sama też nie patrzyłam na niego jak na potencjalnego chłopaka, bardziej jak na kumpla, co sprawiało, że tym bardziej nigdy się nad tym, do tej pory, nie rozwodziłam. Ale na pewno nie był krypto-gejem albo się z tym świetnie krył.
- Nie… - nic jednak więcej nie zdążyłam powiedzieć na temat Joela, bo nagle Noora się zerwała, przypominając sobie jeszcze o drugim piętrze. Od razu też zerwała się w kierunku schodów, więc tylko dokończyłam ostatni plakat na parterze, i pobiegłam za nią.
Przynajmniej się nie nudziłam i nawet jeśli w domu na pewno bym znalazła sobie coś do roboty w końcu, to nie narzekałam. To jak żywiołowa teraz okazywała się Noora naprawdę było miłym doświadczeniem, i zdecydowanie coś mówiło, skoro ja nie dawałam rady za nią nadążyć.
Jeszcze chwila pracy na drugim piętrze, i mogłyśmy pójść odpocząć po tym szybkim wysiłku, prawie, bo ktoś - Noora — raczył mi przypomnieć jeszcze o mojej pasji, chociaż w tej kwestii sama się wcześniej wkopałam swoim długim językiem. Niby mogłam nic nie mówić o stroju Joela, ale cóż, było już za późno by nad tym myśleć.
I tak z każdym pomysłem Noory zaczynałam się bardziej zastanawiać czy ja na pewno chcę brać w tym wszystkim udział. Nie, żebym miała teraz duży wybór, prawda? Tym bardziej, gdy zrobiła tę proszącą minę, byłam już w tamtym momencie zgubiona. Aż zaczynałam myśleć, że Allia przy niej wyglądała jak potulny baranek.
- To nie tak, że mam teraz coś do powiedzenia w tej kwestii, czyż nie? - zażartowałam. Zaraz po tym podpytałam ją dokładniej co mam niby z tego zrobić, bo limitu czasowego już się domyślałam. Cała rozmowa chwilę zajęła, bo mniej więcej pokazywałam możliwe ułożenia niektórych rzeczy, i dopytywałam prawdopodobnie za dużo razy czy jest pewna doboru kolorów, jednak w końcu do czegoś w tym całym szaleństwie. A gdy już wszystko wiedziałam, mogłam w końcu chwycić w ręce karton, z zamiarem skierowania się do swojego mieszkania. - Nie wiem, czy chcesz mi teraz towarzyszyć, bo z pewnością nie będę rozmowna w trakcie szycia, więc… Cóż, pozostawiam to tobie i tak. - rzuciłam, uśmiechając się do dziewczyny z lekkim zakłopotaniem.
Decyzja zapadła*, więc z niedużym balastem skierowałam się do wyjścia z mieszkania numer dziewięć. I nie, nie spodziewałam się tego, że pierwszym, na co wzorkiem natrafię na korytarzu, będzie znajoma sylwetka, próbująca się dostać pod siódemkę. I olewając całkiem ostatnią część, skupmy się na tym, że nie sądziłam, że znowu go spotkam, a na pewno nie po tamtym ‘małym’ pożarze.
- Lewis! - wyrwało mi się radośnie i niemal od razu karton szybko odstawiałam na podłogę, by rzucić się na chłopaka. Wpaść mu w ramiona, skoczyć na niego, cokolwiek, w każdym razie, nie pozwolić w żaden sposób na spokojne przywitanie. Tak, skończyliśmy na podłodze, tak częściowo, bo w pozycji pół siedzącej, tak mniej więcej, nie byłam pewna w sumie. Skupiłam się bardziej na tym, by ująć jego twarz w dłonie i wycałować każdy jej skrawek, poza ustami, bo to by było okropne. I niezręczne tak do kwadratu. - Jak ja za tobą tęskniłam i za Magnusem, i za naszymi wspólnymi wieczorkami, i bałaganieniem ci w mieszkaniu… - rzuciłam, gdy w końcu zaprzestałam swojej wcześniejszej czynności, na rzecz po prostu uściśnięcia go mocniej. Jakbyśmy nie widzieli się latami, a nie zaledwie kilka tygodni, w ciągu których ostatnio nie miałam zbytnio czasu na spotkania.




*Sunshine zasnęła, więc do decyzji na później, a ja nie precyzuję.  [edit: została w mieszkaniu]

Ostatnio zmieniony przez Nieve (08-08-2019 o 14h12)

Offline

#121 09-08-2019 o 00h47

Straż Obsydianu
KaMinaRi
Akolita Sargousetów
KaMinaRi
...
Wiadomości: 5 645

------------

https://i.pinimg.com/originals/ac/29/48/ac2948168d892e5e53dbe47022aaa090.png


*Korytarz na 2 piętrze*

Czasami sam nie wiem, czy mam aż tak duże szczęście, czy wyjątkowego pecha, a tylko szukam pozytywów na siłę, tam gdzie ich nie ma. No, bo wiecie. Pożar. Niby straszna rzecz, część dóbr materialnych spalona, dobra lokalizacja utracona , nie mówiąc o dachu nad głową. Wiecie, totalny dramat. Ale… ale… nie dla mnie, w końcu nie będę musiał znosić tego skośnookiego żółtka! Dzięki ci Zeusie, że masz mnie w opiece.
W każdym razie,  znalezienie nowego mieszkania nie było tak łatwe, jakbym chciał. Dobra miałem dach nad głową, zaoferowany przez mojego szefa Jean-Pierre’a. więc teoretycznie nie powinienem narzekać, ale no błagam… Normalnie  było mi ciężko się uwolnić od jego córki, a co dopiero gdy tam zamieszkałem.  No i skończyły się moje wolne wieczory, bo przez cały pobyt u niego musiałem grać, grać i grać.  Masz egzamin z historii sztuki, na który musisz się przygotować? Zapomnij Finnegan, dzisiaj cała sala pęka, a klienci narzekają na brak muzyki na żywo. Naprawdę nie wiem jak mi się udało zaliczyć te egzaminy.
Gdy kumpel dał mi znać o mieszkaniu w kamienicy z niskim czynszem, od razu chciałem się wprowadzić, ale nope. W tym samym czasie wypadł mi wyjazd do Nowego Jorku, którego nie chusteczki nie mogłem przesunąć. W końcu możliwość zagrania w reklamie - nawet tej żelu do układania włosów - nie pojawia się zbyt często, a już zwłaszcza w przypadku nieznanych nikomu twarzy,  studentów.  Cóż… Ogarnąłem numer do właściciela kamienicy i bum, zaklepałem sobie mieszkanie - tak, tak, natychmiastowy przelew zrobił swoje - by mieć pewność że nikt mi go nie zawinie sprzed nosa. I co? Wracam  z Nowego Jorku. Proszę Jean-Pierre’a o pomoc w przewiezieniu  części rzeczy - bo przecież  do pianina i mebli trzeba było ogarnąć osobną drużynę pierścienia - a tu zonk. 
Dzwoni do mnie pan z ekipy o wdzięcznym, nietutejszym zresztą imieniu Henryk Górski(pozdrowienia dla fanów Magneto, mówiącego po polsku) , że niby nie mogą wnieść rzeczy do mieszkania, bo jakiś łepek im nie pozwala i coś dziabuta, że to jego mieszkanie.
- Panie Henryku, proszę powtórzyć bo chyba nie zrozumiałem… Co ma znaczyć, że to jest jego mieszkanie?...Przecież je opłaciłem z góry, za trzy miesiące… Dobrze...Dobrze, Panie Henryku, będę za półgodziny… Proszę poczekać, ja już dzwonię do właściciela… Tak, tak… No dobrze, widzimy się na miejscu.-  Nosz kurde, co to za powalona akcja? Żeby obcy typ rządził się w moim mieszkaniu? O ni chu chu…
Wkurzony, wystukałem numer telefonu do właściciela kamienicy i jak tylko usłyszałem jego głos po drugiej stronie, od razu zrobiłem mu awanturę. Biedny gościu, chyba nie docierało do niego co się dzieje. W każdym razie jego próby uspokojenia mnie, przez telefon nie bardzo mu wychodziły. Gościu obiecał, że się spotkamy na miejscu, żeby wszystko wyjaśnić. No już się nie mogłem doczekać.
No i tak w końcu przybyłem do tej malowniczej kamienicy. Ogólnie miejscówka wstępnie wydawała się spoko,  do pracy i na uczelnię nadal niedaleko, park do biegania z Magnusem się znajdzie. Więc propsiki były. No póki nie zobaczyłem tych „pięknych” plakatów z dziwnie znaną mi mordą, ale nie mogłem skojarzyć skąd. Co jak co, ale ktoś tu komuś wywinął niezły żart.
- Na pewno chcesz tu mieszkać?- spytał Jean-Pierre, gdy  wchodząc na drugie piętro ujrzał  plakat z zasmarkanym dzieckiem.  Przyjrzałem się dokładnie twarzy tego dziecka.
- O kurna… Joel…- parsknąłem śmiechem, tak że momentalnie brzuch zaczął mnie boleć. A zastanawiałem się skąd znam tę krzywą mordę, teraz już wiem. – Na pewno szefie, na pewno. Czuję, że będzie tu niezła zabawa. O ile nie będzie tu następnego Lina, to Joela jakoś przeżyję. Dodałem w myślach.
Pod drzwiami mieszkania numer siedem - które zdawało się, że było moje - kłócił się jakiś staruszek z młodym łepkiem, na oko w moim wieku. Skinąłem im na przywitanie, ale nic się nie odzywałem, żeby nie dolewać oliwy do ognia.
- Ale ja Panu przecież tłumaczę, że doszło do pomyłki. To mieszkanie należy do tego młodzieńca – staruszek wskazał na mnie ręką. – opłacił je z góry na trzy miesiące.
- Ale to ja dostałem klucze.
- Mój wnuk się pomylił dając je Panu, za co najmocniej przepraszam. Ale niestety musi się Pan wyprowadzić.
Chłopak pomarudził coś jeszcze pod nosem i wrócił do mieszkania. Wymieniłem spojrzenia z właścicielem, ba nawet próbowaliśmy podjąć rozmowę. W sumie nie zaliczyłbym wymiany zdań na temat pogody, jako rozmowy, ale no jakaś tam próba była. Po około 10 minutach, chłopak  w końcu wyszedł. Wręczył mi klucz do mieszkania, rzucił na odchodne tekst w typie „Masz szczęście, że się jeszcze nie rozpakowałem” i opuścił korytarz. Cóż, nawet gładko poszło. Nie trzeba było używać siły.
- Przepraszam najmocniej za zamieszanie – rzekł staruszek i oddalił się ,w stronę zachodzącego słońca ( tak naprawdę, po prostu sobie poszedł).
Skinąłem Henrykowi głowią, że może wreszcie z kumplami wnosić pianino i meble, a sam przez ten czas zacząłem wnosić ocalałe po pożarze kartony z ciuchami i częścią filmów, no i oczywiście z zestawem najszczęśliwszego psa na świecie, Magnusa.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu czy aby na pewno wszystko przyniosłem z auta: laptop, gitara, kartony, Magnus, wszystko niby było. Zszedłem jeszcze na dół z Magnuskiem, podziękować mojej drużynie pierścienia i Pierrowi za pomoc. Oczywiście wynegocjowałem u Pierra wolne do końca tygodnia, żeby się tu jakoś ogarnąć. Fakt faktem, pokręcił trochę nosem, ale przyjął do wiadomości, że musi załatwić sobie za mnie zastępstwo. No i wreszcie wróciłem z Magnusem do budynku.
A tam, ledwie przekręciłem kluczyk w drzwiach i coś mi zapiszczało w uszach. Lew… Nie zdążyłem dokończyć w myślach, bo już leżałem na podłodze z ciężarem na sobie w postaci wycałowującej mnie Landryny, fuj. Powiedzcie, że to mam zwidy, proszę. Co ona tu…Fuuuuj… Zacząłem się momentalnie wycierać twarzą o ramiona, by chociaż trochę zetrzeć ślady Heather z mojej twarzy.
- Ogoliłabyś ten dziewiczy zarost, bo strasznie drapiesz – odparłem z wrednym uśmieszkiem. No dobra, tęskniłem trochę za denerwowaniem tej fioletowej czupryny. Musiałem okazać, tę „miłość” w typowy dla mnie i dla tej relacji sposób.
- Dobra, dobra. Już zejdź ze mnie i przywitaj  się z tym chrumkaczem – kiwnąłem głową na Magnusa i ściągnąłem z siebie Heather, by móc wstać. – Rzuciłaś się na mnie jakbym co najmniej wrócił zza grobu, a przecież nie umarłem. – dodałem, otrzepując się przy tym z kurzu  – A tak po za tym, to wydaje mi się czy ci się przytyło? – uśmiechnąłem się diabelsko do Landryny i podałem jej dłoń by pomóc jej wstać. W końcu jestem gentlemanem.



https://i.imgur.com/KzDanb8.jpg

Offline

#122 10-08-2019 o 10h38

Straż Absyntu
Endine
Akolita Jednorożców
Endine
...
Wiadomości: 305

https://zapodaj.net/images/119d484a71f88.png


     Alex ze zmęczenia jakim było noszenie ów ciężkich przedmiotów, takich jak jajka, mąka... Zapewne też majonez i kepucz, usiadł na podłodze krzyżując nogi. Zmęczył się ten nasz poczciwy,  chuderlak-grafik-informatyk-nerd,  ale co poradzisz ostatnio ćwiczył w 3 klasie liceum, nie żeby w ogóle teraz miał czas i siłę na takie ekstremalne wysiłki. Noszenie książek w plecaku były wystarczającym treningiem.
     Spojrzał na Allie, która bardzo trafnie zauważyła, że Noora z tą całą akcją nie miała nic wspólnego i nie fair byłoby aby doznała takiej niesprawiedliwości z jej strony.
     A Alex każe tylko złe dzieci, takie jak Joel.
     - Ale Allia... - zaczął wzdychając - oni nie mają razem pokoju... Co nie? Czy mają...?
     Już sam nie wiedział, w końcu chciał tylko jego rzeczy owinąć... W jego sypialni, ale skoro Allia mówi, że nie to może lepiej jak posłucha.
     No a na tekst o chinolku to mu troszkę głupio się zrobiło, trochę bardzo go pomylił... Ale kobiecą urodę ma niech mu wybaczą za taki błąd...
     - dobra, dobra... - uniósł ręce do góry w geście obronnym - przez cały tydzień zapieprzałem i to ostro, mogłem się pomylić co do osób, z którymi teraz przystaje nasz drogi autograf, znaczy fotograf...
     Ale gdy usłyszał o "lafiryndzie od głupich babeczek", od razu poczuł jakiś taki wyrzut sumienia... W końcu ta dziewczyna nakarmiła go jak był głodny.
     Bardzo głodny...
     Mimo wszystko nie miał odwagi powiedzieć, że w sumie ta dziewczyna nie jest taka zła... Tym bardziej, że Allia widać baaardzo jej nie lubiła.
Wstał niemal od razu i wziął swoje rzeczy, gdy jego mroczna wspólniczka wydała taki rozkaz, co poradzi? To nie on tu ma władze, więc wykonuje polecenia.
     "Rób co do ciebie należy, Alexandrze"...  Gdy to usłyszał aż otworzył szerzej oczy, jeszcze nikt nie zwrócił się do niego tak wyszukanymi słowami, ani pełnym imieniem. No chyba, że matka... Ale to jak chciała powiedzieć, że jest z niego dumna.
     Czyli...  Nigdy.
     - Wykonam to zadanie z wyjątkową dokładnością Allio - odpowiedział poważnie i wyjął, ze swojej szmacianej torby, swoje wszystkie potrzebne rzeczy.
     Teraz tylko pytanie czy chce zrobić jakiś obrazek, a może notatkę? Chyba, że będzie to tylko abstrakcja na ów drzwiach. Pstryknął palcami i się przeciągnął, czas zacząć zabawę. Najpierw oczywiście zaczął od jajek, przecież mąka musi się na coś przykleić, trochę keczupu, majonezu, wody po ogórkach, na taśmę klejową przykleił kilka śledzi, rzucił jeszcze pomidorem i spojrzał na ów arcydzieło.
     Będzie głodował, ale przynajmniej było warto. Dopisał jeszcze tylko małą notkę "niech posprząta Dżoel". Tak, ten cudowny błąd w jego imieniu, który sam często popełniał na początku ich znajomości. Chciał w sumie coś jeszcze dodać, ale nagle Allia wyskoczyła znienacka i porwała go za ramię ciągnąc w nieznane.
     Osobiście nic nie usłyszał co mówiła, tym bardziej że produkty takie jak słoik majonezu potoczyły się w dół po schodach. Alex widział to ze smutkiem, chciał to jeszcze zabrać do siebie... I w dodatku zostawił swoją piękną torbę z Pinkie Pie i Rainbow Dash.
     Dopiero, gdy został już przetransportowany (dosłownie! Bo miał  wrażenie jakby Allia ciągnęła go z taką siłą i szybkością, że unosił się w powietrzu) mógł wreszcie wziąć wdech i spojrzeć na dziewczynę, która dała mu bardzo szybkie instrukcje, a on sam nie wiedział czy im podoła. W każdym bądź razie, musiał spróbować. Wziął głęboki wdech i zapukał do drzwi.

https://zapodaj.net/images/9ba15193cec3a.png


     Na pytanie Kurta pokiwał głową, wszystko było totalnie w porządku.
     - to tylko zapisane rzeczy na brudno - powiedział i spojrzał na psa - ale żeś mnie przestraszył...
     Pogłaskał swojego towarzysza po głowie i spojrzał na Kurta.
     - Słuchaj, gdybym się nadawał to bym ci pomógł, jednak wątpię bym był dobrym materiałem na modela.
     Tym bardziej, że był bardzo nieśmiały w gronie ludzi, a co dopiero jakby miał iść na wybiegu. Wiedział, że wzrok spoczywałby na ubraniach, jednak co jeśli potknąłby się? Wtedy by mu wszystko zrujnował! A tego by na pewno nie chciał, za żadne skarby świata.
     Jego rozmyślania zostały przerwane przez pukanie do drzwi. Kto znowu? Czemu nagle jego mieszkanie stało się, miejscem do którego ludzie się zlatują? Westchnął i ruszył do drzwi, a gdy zobaczył kto jest przed nimi w pierwszej chwili pomyślał, że powinien szybko pójść do kuchni i zrobić coś do jedzenia, w końcu to Alex, wiecznie głodny student. Dlatego też już chciał otworzyć usta aby zapytać na co chłopak ma ochotę, jednak został ubiegnięty przez okularnika.
     - cześć wam! - powiedział wchodząc jak do siebie, przynajmniej ściągając buty. - Potrzebuje rozmowy z ludźmi, normalnie ich nie lubię, ale nawet i ja potrzebuje trochę kontaktów!
     Chłopak klasnął w dłonie i spojrzał to na Connora, to na Kurta.
     - Napijesz się może czegoś? - zapytał czarnowłosy patrząc ukradkiem na Kurta, bo sam za bardzo nie wiedział co się dzieje.
     Widocznie chłopak chciał o czymś pogadać, jednak nie wiedział, czy jego gościowi się to spodoba, z drugiej strony nie chciał go wyganiać, bo byłoby to niegrzeczne...
     - Bardzo chętnie mój drogi - powiedział nowoprzybyły siadając na fotelu - to o czym gadaliście? O czymś ciekawym? Zabawnym? A może o jakichś sprawach między wami?
     Connor nie za bardzo załapał o co chodzi chłopakowi, nawet gdy ten Zaczął poruszać brwiami, po prostu robił dalej herbatę.
     - Kurt szuka odpowiednich modeli... - powiedział, jednak jego wypowiedź została brutalnie przerwana.
     - Uuuuu! modeli! Ja się nadaje! - powiedział wstając i przechadzając się wzdłuż pokoju, przy okazji poruszając biodrami. - A tak serio mój drogi blondynie, to Poszukaj w necie jak ci tak zależy, zapłacisz ale będziesz miał chociaż jakiś wybór.


https://i.imgur.com/PsO8WDR.gif

Offline

#123 10-08-2019 o 13h53

Straż Absyntu
Neyu
Pokonała kurę
Neyu
...
Wiadomości: 786

___________________________Allia Zelmerlöw
dwójka, parter, piętro drugie, ósemka, piętro drugie.

   Posłała przyjacielowi delikatny uśmiech, po czym czmychnęła na zewnątrz kamienicy. Przebiegła pod oknami, szukając tego, który należy do mieszkania z numerem dwa. Usłyszawszy znajome głosy, które dobiegały z uchylonego okna, sprawiły, że jedynie dyskretnie rzuciła okiem na salon, w którym już był Alexander wykonujący swoje zadanie. Bezszelestnie przeszła do okna obok, które było przymknięte, lecz otwarte. Dzisiaj wyjątkowo szczęście jej dopisywało. Podskoczyła wysoko, po czym wspięła się na parapet i gdy pchnęła okno, to wskoczyła do sypialni Connora. Kolejnym plusem było to, iż drzwi były przymknięte. Przeszła na palcach, by nie zbudzić Sumo, który mógł ją w każdej chwili wyczuć, nawet gdy przebywał obok swojego właściciela w salonie. Alexander świetnie improwizował, więc z pewnością Alli, uda się zdobyć to, czego potrzebuje. Czuła w kościach, że to będzie prank stulecia. Rozejrzała się porządnie po pomieszczeniu, szperając w półkach, w szafie - wszędzie gdzie popadnie.
   Nie mogła tutaj dłużej balować. Musiała się pośpieszyć, jeżeli chciała, aby ten plan się ziścił. W pewnej chwili spojrzała na łóżko, do której wręcz doskoczyła, odkrywając kołdrę, pod której nic nie było. Chwyciła poduszkę, którą szybko zabrała, by spojrzeć, co pod nią się znajduje. Nie uwierzycie, co znalazła. Kto trzyma nóż pod poduszką? Zamrugała kilkukrotnie oczyma, po czym powoli odłożyła poduszkę na miejsce, doklepując ją, jakby to miało cokolwiek dać. Momentalnie rzuciła się na podłogę, żeby przejrzeć "zawartość" znajdującą się pod łóżkiem. W jej oczy rzuciła się jakaś walizka.
   Wyciągnęła tajemniczy skarb, zachowując przy tym idealną ciszę. Próbowała ją otworzyć, lecz jej próby zdały się na nic. Obejrzała ją wzdłuż i wszerz; na boku znajdował się kod cyfrowy.
    - Szlag by to... - mruknęła pod nosem.
   Jaki mógł być kod na walizce Connora? Data jego urodzin? Źle. Data urodzin jego matki? Źle. Może data wprowadzenia się do tej kamienicy? Też źle. Jakim cudem nic nie pasowało? Allia miała świetną pamięć do rzeczy mało istotnych, więc nie było możliwości, żeby ta za każdym razem wprowadzała coś błędnego. Nagle lampka zaświeciła się w jej umyśle. Sumo... Sumo... ten pies jest niczym złoto dla Connora. Może coś związanego z nim? Wpisała datę urodzin psa. Może bardziej datę narodzin.
   Weszło. Nie sądziła, że to będzie dobrze. Myślała, że to będzie coś bardziej skomplikowanego. Otworzyła walizkę i przyjrzała się dokładnie jej zawartości. Koleś miał ewidentnego fioła na punkcie broni, chociaż jeszcze nie jest żadnym gliną. Och, a może udaje takiego miłego i spokojnego, a tak naprawdę jest jakimś mordercą, zbirem lub gangsterem? Wyszczerzyła oczy w przerażeniu, po czym zaśmiała się cicho. Ona ma dziewięć żyć, więc jak raz zginie, to jeszcze będzie miała osiem. Wzięła dwa podręczne pistolety, a potem zamknęła walizkę i wrzuciła ją pod łóżko. Nie musiała się niczym martwić, czy są naładowane, czy nie. I tak nie zamierza ich użyć. One mają być po prostu atrapą. Podbiegła do otwartego okna, gdzie następnie wspięła się na parapet i zeskoczyła po drugiej strony. Spróbowała przymknąć okno za jego ramę. Udało się jej odrobinę, ale nie na tyle, jak go zastała parę chwil wcześniej. Nie było to jednak ważne. Misja zakończona pomyślnie. Teraz tylko odbić Alexandra.
   Wróciła do kamienicy, po czym stanęła przed drzwiami dwójki. Musiała go jakoś wyciągnąć, tylko jak? Rozejrzała się po korytarzu. Kwiatki czasem są przydatne, chociaż było jej niezmiernie szkoda to robić, ale nie miała innego wyjścia. Wrzuciła bronie do doniczki, żeby potem zacząć nawalać w drzwi. Nie czekając na odpowiedź, wprosiła się do mieszkania.
   - Alex, jesteś mi mega potrzebny! - wręcz wykrzyczała, łapiąc go za nadgarstek.
   - O, cześć Connor i Kurt, kopę lat. - przywitała się z dziwnie promiennym wyrazem twarzy. Było to trochę creepy...
   - Przepraszam za nagłe najście, ale zabieram moją czarną owieczkę. - oznajmiła, po czym pociągnęła Andersona za sobą, zamykając drzwi z charakterystycznym hukiem. Podbiegła do doniczki, w której były pistolety-atrapy i jedną podała nerdziochowi.
   - Spokojnie, posłużą jako atrapy. - uspokoiła go. - Masz przy sobie paintballa, prawda? - podpytała go, gdzie wkrótce potem jej oczy powędrowały do jego... rąk, a żadna z nich nie miała tej charakterystycznej siatki z kucykami pony.
   - Gdzie ty posiałeś tę siatkę? - spytała wyraźnie zaaferowana jego roztrzepanym łbem.
   Pociągnęła go za sobą na drugie piętro. Zastanawiała się, skąd miała tyle siły na takie bieganie. Ciekawe, ile już kalorii zdołała zrzucić. Na horyzoncie zobaczyła siatkę Alexandra pod mieszkaniem z numerem dziewięć. Szybko podbiegła, żeby przejąć zgubę, lecz jej oczy przykuła pewna parka na korytarzu. Szybko schowała swoją zdobycz do siatki, cofając się do tyłu, aż przy niej stał piekielny przyjaciel.
   - Mam nadzieję, że nie urządziłeś tych drzwi z widownią. - oznajmiła lodowatym tonem głosu.
   Złapała go znów za nadgarstek i pociągnęła pod drzwi ósemki, które jednym ruchem ręki odkluczowała, gdzie wkrótce potem wrzuciła nerdziocha do środka. Kolejny raz zamknęła za sobą drzwi z wyraźnym hukiem.
   Upuściła siatkę, nie przejmując się w ogóle tym, co jeszcze znajdowało się w niej, po czym pobiegła do swojej sypialni. Wyciągnęła z półki dużą kopertę, która jeszcze nie była szczelnie zamknięta. Otworzyła ją, wyciągając rysunek ich szczęśliwej trójki. Uśmiechnęła się pod nosem. Chciałaby znów spędzić razem z nimi czas. Liczyła na to, że zrozumie przekaz i chociaż spodoba się mu ten mały drobiazg. Miała pewne przypuszczenia, co się zbliżało po brokatowym pudle, który przyjaciel trzymał. Pewna nostalgia ją złapała. Pokręciła głową, po czym prędko schowała prezent do koperty, którą następnie szczelnie zakleiła. Wybiegła z pokoju, kierując się do siatki, do której schowała ważną rzecz. Wyciągnęła paintballe i jeden wręczyła Alexandrowi.
   - Pora się zabawić. - oznajmiła z tym wariackim uśmiechem.
   Chwyciła broń, którą podwinęła Connorowi. Przyjrzała się jej uważnie.
   - Hej... wiesz co? - zaczęła lekko zamyślona. - Nie przyda nam się to. - wyznała, wskazując na łupy z dwójki.
   Wyrwała z jego ręki drugi pistolet, po czym odłożyła je na stolik w salonie. Wróciła do przyjaciela z wyraźnym uśmiechem na twarzy. Chwyciła siatkę i swój paintball.
   - Teraz musimy znaleźć pewną osobę. - powiedziała, słodko się uśmiechając.
   Oboje wyszli z mieszkania.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (10-08-2019 o 13h54)


https://i.imgur.com/zgPPpzo.gif

Online

#124 11-08-2019 o 00h30

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 390

_______________________________ Heather Stapleton

> Korytarz na 2 piętrze/mieszkanie nr 7

To było niemal kochane z jego strony, gdy oczywiście zaczął całą rozmowę od zaczepek ze swojej strony. Nie narzekałam, chociaż i tak dałam mu pstryczka w noc, niemal od razu po tym, jak wypowiedział te słowa. I nie, nie byłam zła, co z pewnością było widać, bo naprawdę, ale w tym momencie czułam taki poziom euforii w żyłach, że nie było szans na zamaskowanie tego. I tak, to było lepsze niż moment, w którym zobaczyłam Noorę, jednak głównie z uwagi na to, że Lewisa znałam dość dobrze i po prostu kochałam spędzać z nim czas, dręczyć go, i włamywać się do jego mieszkania.
Nawet jeśli nie było tam Magnusa. Kochany piesek, dla którego zrobiłabym wszystko, a skoro już o nim mowa... To skoro jakoś Lewis dał radę się spode mnie wydostać, to się przykleiłam do tej uroczej kuleczki, układając sobie Bane'a w ramionach niczym małe dziecko. Póki nie narzekał, to mogłam, tak?
- W życiu towarzyskim umarłeś, a to prawie to samo. - powiedziałam, tuląc przy tym Magnusa bliżej do siebie. I prawie bym była urażona jego słowami, ale... Tak, naprawdę nie umiałam się tym razem przejmować. Zanim też odpowiedziałam mu coś w sprawie mojej wagi, znikąd pojawił się Alex.
Szczerze powiedziawszy, to gdy nas ominął, jakbyśmy byli duchami, chyba mózg mi się chwilę zawiesił, więc powędrowałam za nim wzrokiem, a widząc, co robi — cóż, chyba dostałam jeszcze większego laga. Co się właśnie stało na moich oczach i czemu? Pojęcia nie miałam. I, nie. Mózg mi się całkiem zresetował, bo jak niespodziewanie się pojawił, tak i zniknął, tylko że z ciągnącą go gdzieś Allią. Co. Się. Właśnie. Działo.
- Nie chcę wiedzieć. - mruknęłam, ujmując w końcu dłoń Finnegana, by stanąć na własnych nogach. Oczywiście nie wypuszczając mojego maleńśtwa, co to, to nie, schudło ono, jak go nie dokarmiałam, a tak nie mogło zostać, tak? Więc choćby nie wiem co, miałam zamiar znów zacząć dokarmiać Magnusa. - Wezmę cię następnym razem do moich rodziców, to się wtedy pośmiejesz z mojej wagi. - odpowiedziałam, pokazując przy tym język Lewisowi. - Dzięki, że przywiozłeś moje bubu, ale już możesz wracać, skąd przyszedłeś. I jezu, karmili cię tam w ogóle? Przysięgam, że wyglądasz jak kościotrup bardziej niż zwykle. - rzuciłam jeszcze do niego, końcowo niemal przerażonym tonem. Pojęcia nie miałam, co on robił, że chudnął, ale udawało mu się.
Ewentualnie to moje instynkty się odzywały, a tedy bym go uznała za chudzielca, nawet jakby miał z dwieście kilo wagi. Nie miał, na razie, ale zawsze mogłam spróbować podjąć to wyzwanie, tak?
- To kiedy najbliższy wieczorek filmowy? - rzuciłam, komicznie poruszając przy tym brwiami. Oczywiście, chodziło mi tylko o coś związanego z DC czy Marvelem, bo z reguły w innych kwestiach się do końca nie zgadzaliśmy. Dość mocno, swoją drogą.
Zanim też zdążyłam powiedzieć coś więcej, wyżej wspomniana dwójka pojawiła się znowu, wchodząc zaraz do mieszkania numer osiem. O co do jasnej anielki dzisiaj chodziło? Nawet się nie przywitali, a to przecież nie tak, że naszej dwójki nie znali, a dodatkowo Lewisa na bank już dłuższy okres czasu nie widzieli.
-Nie chcę wiedzieć. - powtarzałam się, to prawda, ale co poradzić, skoro naprawdę wolałam się nad tym tematem nie rozwodzić. I to nie tak, że miałam zamiar na nich nakablować do Joela, czy coś, sama dzisiaj robiłam coś 'nielegalnego' wraz z Noorą, więc wtedy bym musiała i siebie wkopać. A w tym wypadku lepiej było siedzieć cicho. - To, gdzie moje zaproszenie? Wiesz, moja wampirza natura go potrzebuje, czy coś. - powiedziałam wesoło, szczerząc się do niego radośnie. Przynajmniej przez moment, bo już po chwili, wchodziłam do środka, przecząc moim słowom sprzed chwili. Wciągnęłabym go za sobą, co by znowu nie trafił na tamtą dwójkę, jednak... Cóż, to było jego mieszkanie, sam się mógł zaprosić do środka, a ja musiałam wcześniej sprawdzić, czy wyglądało równie sterylnie co jego poprzednie. Znaczy te, które pamiętałam ze spalonej kamienicy.

Offline

#125 11-08-2019 o 22h03

Straż Obsydianu
KaMinaRi
Akolita Sargousetów
KaMinaRi
...
Wiadomości: 5 645

------------

https://i.pinimg.com/originals/ac/29/48/ac2948168d892e5e53dbe47022aaa090.png


*Korytarz na 2 piętrze/mieszkanie nr 7*

Uśmiechnąłem się widząc jak Heather wtula się w Magnusa, ale też zacząłem obawiać się tego, że go udusi. To było tylko, małe biedne stworzenie, a ona w ten uścisk wkładała tyle, że mi mogła spokojnie żebra połamać a co dopiero mojemu kochanemu buldogowi. No ale przyznaję, że nawet nasza dwójka się troszeczkę przez ten czas za nią stęskniła, może po mnie aż tak nie było tego widać, ale Magnus, to prawie szalał ze szczęścia.
I szczerze powiem, że nawet nie wiem ile czasu minęło odkąd tak stałem z wyciągniętą dłonią do Heather, ale na pewno dłuższą chwilę, bo aż mi ręka drętwieć zaczęła. Brrrr nieprzyjemne mrowienie. Ale przecież nic nie mogłem zrobić, najpierw była zbyt zaaferowana Magnusem, później zamurowało ją na widok jakiegoś okularnika, który przeleciał obok nas jak meserszmit. Zaraz… Ten okularnik… Co tu kurna robi Alex? Czy to jakiś zlot starej kamienicy? Serio, jak tylko zobaczyłem Alexa - który potraktował nas jakbyśmy mieli na sobie z Heather pelerynę niewidkę - to nawet i mnie zlagowało.
Obserwowaliśmy w ciszy, to co Alex robił na naszych oczach z drzwiami do mieszkania numer dziewięć. I nie wiem, czułem lekkie zażenowanie? Jakbym przyłapał właśnie młodszego brata na czymś… Stop. Nie. Nie. Nie. Nie idźmy w tę stronę.
W każdym razie, gdy tylko nasz drzwiowy barbarzyńca zniknął z czarnowłosą kobietą – dziwnie mi zresztą znajomą - mój mózg próbował przetworzyć, co się właśnie stało na naszych oczach. Ale chyba nie był w stanie. To. Było. Dziwne. Z ciągłego buforowania wyrwała mnie Heather chwytająca wreszcie moją dłoń.
- Miło, że wreszcie zapraszasz mnie do moich teściów - ująłem jej dłoń w swoje ręce i przyciągnąłem do swojego policzka – Chętnie ich w końcu poznam. – powiedziałem, siląc się na jak największą powagę. Taki tam niewinny żarcik. Wprawdzie dla osób postronnych mogłoby wyglądać to dość jednoznacznie, ale umówmy się kto normalny, widząc naszą dwójkę, wziąłby tego typu scenę na poważnie? No właśnie. Z drugiej strony… Ta kamienica nie wygląda na pełną normalnych, więc cóż… Upsik.
No a uwagę o tym, że mam wracać skąd przyszedłem, puściłem mimo uszu. W końcu za bardzo się cieszyła na mój widok, by mówić poważnie. No i przecież doskonale wiem, że mnie uwielbia.
- Jaki kościotrup?- podwinąłem bluzę do góry, wciągnąłem brzuch i zaprezentowałem ledwie widoczne żebra.   – Przesadzasz. Po prostu upasaczka z ciebie. Jakby tutaj się jakaś kluska z pięćdziesięciokilogramową nadwagą przewinęła, to też byś powiedziała, że jest szkieletem. – opuściłem bluzę i wzruszyłem ramionami. Naprawdę Landryna miała jakiegoś świra na punkcie wpychania jedzenia w ludzi. Zawsze za mało. Zawsze.
- Daj mi się najpierw rozpakować. Ogarnąć trochę w domu, wtedy pogadamy o wieczorku filmowym. No, chyba że zapraszasz do siebie, to w każdej chwili możemy coś odpalić…- zrobiłem przerwę, widząc nadchodzącą znowu dwójkę. Zmarszczyłem podejrzliwie brwi i odprowadziłem ich wzrokiem do mieszkania numer osiem. Co raz mniej byłem przekonany do tego piętra. Oj coraz mniej.   – Do oglądania oczywiście. – dopowiedziałem potrząsając przy tym głową. Jakoś nie wiem czemu odpalenie i przechodząca chwilę wcześniej obok nas dwójka, źle mi się ze sobą skojarzyły.
  - To jakiś dzień pranków? Najpierw te plakaty z tym napuszonym biedakiem, później ta- zamyśliłem się, by dobrać odpowiednie słowa, co niekoniecznie w tej sytuacji było łatwe    – sztuka abstrakcyjna na drzwiach, co będzie następne?
Słysząc pytanie Heather odnośnie do zaproszenia, aż uniosłem brwi ze zdziwienia, od kiedy to ona czekała na zaproszenie gdziekolwiek? I w sumie to chyba czytała mi w myślach, bo nim zdążyłem się odezwać, już mnie wciągnęła do środka mieszkania.
  - Ta sama stara Heather – przewróciłem oczami   – Jak widzisz, dopiero muszę się ze wszystkim ogarnąć, bo na razie moje serce się rozpada na kawałki, widząc ten bajzel. Ale jak już tu jesteś, to możesz mi pomóc z przesuwaniem mebli i rozpakowywaniem kartonów– wręczyłem jej z uśmiechem jeden z cięższych kartonów wypełniony książkami, a sam legnąłem się na stojącą na środku pokoju kanapę.
Ale w tym mieszkaniu, to już muszę podłączyć klamkę pod prąd. I ogarnąć sobie zamek na łańcuch od środka, bo przy panience Stapleton to mieszkanie nie było bezpieczne.

Ostatnio zmieniony przez KaMinaRi (22-08-2019 o 22h59)



https://i.imgur.com/KzDanb8.jpg

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 3 4 5 6 7