Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 4 5 6 7

#126 12-08-2019 o 01h49

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 579

_________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/533381930176217099/106k47r.png
______________________________.[ Korytarz w suterenie ]

        Wyciągnąłem dłonie w obronnym geście. Zdziwiło mnie, że Gwen tak otwarcie postanowiła pozbyć się wszelkich złudzeń. "Ethan jest zdecydowanie bardziej w moim typie". Stosunkowo brutalny sposób, żeby dać do zrozumienia, że Anthony nie ma szans. Kimkolwiek owy Ethan był, miał chłopak większe szczęście niż jej współlokator. Biorąc pod uwagę jak wygląda relacja tej dwójki, pozostawało mi jedynie im współczuć. Niezręczne uczucia. Jak kiedyś u mnie i... Zastukałem po raz kolejny do drzwi. Nikt nie odpowiadał, a za sąsiadami obok pozostała głucha cisza. Zapakowali się do środka, pozostawiając rudowłosą Elizabeth na korytarzu. Odmówiła uczestwictwa w rytuałach parzenia herbaty. Nie oczekiwała nawet pomocy przy kartonach. Miała od tego konie. Chłopców na posyłki. Ustawiła się dziewczyna w życiu.
       Drzwi za sąsiadami zamknęły się z głuchym trzaskiem, w akompaniamencie ich głośnych rozmów. Posłałem nowo poznanej przyjazny uśmiech i przyjrzałem się jej lepiej. Nie wyglądała mi na taką, co by wytrzymała zbyt długo w zimnej wodzie spod prysznica, która czekała ją przez najbliższe kilka dni. Wierzyłem jednak, że jakoś sobie poradzi. Jeden z jej, prawdopodobnie, braci wpadł na dół i rozgorączkowany zakrzyknął, że mają problem. I tyle jej widziałem. Przynajmniej pod siódemkę nie musiałem już pukać.
       JongMin wykorzystał czas oczekiwania, żeby zagrać kilka znanych mi utworów. Mimowolnie cieszyło mnie, że jednak nie zrezygnował z dalszego pomagania mi w misji. Choć podchodziłem do tego tak ambitnie, miło było mieć kogoś u swego boku. Duet czerwony listonosz i Azjata-grajek może wypadał dość osobliwie, jednak nie miało to większego znaczenia. Ważne, że jakoś szło do przodu.
       Na fragmenty Władcy Pierścieni, Roszpunki, czy Harry'ego Pottera, zareagowałem nawet uśmiechem. W przypadku tego ostatniego, zostałem brutalnie rzucony do rzeki wspomnień.  Biegało się kiedyś z patykami i udawało, że Noora nie ma nosa. Zawsze się wkurzała, że wciskałem jej tę niewdzięczną rolę zmutowanego złola, ale skutecznie mściła się potem krzykiem "Avada Kadavra", kiedy tylko traciłem koncentrację. W ten sposób byliśmy kwita. Mordowała nie tylko wzrokiem, ale i krzywym badylem.
        - Hmm… Chyba nikogo nie ma? - towarzysz słusznie przerwał moje zamyślenie.
Faktycznie, stanie i gapienie się na drewno, nie miało zbyt wiele sensu. W dodatku, zajmowało czas, a ten gonił mnie coraz bardziej. Pod 12a Azjata zapukał sam, za co byłem mu niezmiernie wdzięczny. Takie "ja pukam, ty mówisz". Jak za dawnych lat.
        Wykorzystałem jeszcze chwilę, żeby napisać wiadomość do Allii i Alexa, których tak zaniedbałem przez ten tydzień. Wiedziałem, że zrozumieją, kiedy dowiedzą się, co zaplanowałem. To ubranie, skrzynka i ogarnięcie wszystkiego wymagały trochę mojego zaangażowania, a miałem tendencję do wyłączania się w czasie pracy. Robiąc zdjęcia widziałem jedynie to, co znajdowało się w obiektywie. Element piękna, który chciałem uchwycić. ze skrzynką było podobnie, choć do piękności było jej daleko.
         "Impreza. Jutro. Wieczór. Mamy walentynki, więc trzeba trochę uczcić bycie przegrywami. Cały tydzień to szykowałem, więc musicie się stawić! Mam nawet specjalne wdzianko.
PS: Jesteście odpowiedzialni za napoje! Możecie już tworzyć listę. Kupię, co wymyślicie."
         Oboje raczej chętnie podchodzili do uczestnictwa w wydarzeniach związanych z dobrym jedzeniem, napojami i muzyką. Wciskając więc "wyślij" uśmiechałem się pod nosem. Wspaniałe trio w końcu się jakoś zabawi.
         Drzwi otworzył chłopak o rozwichrzonych włosach. Przechodząc od razu do istoty rzeczy, byle nie tracić czasu na ceregiele, zacząłem mówić.
         - Joel, spod dziewiątki. Przyszedłem, żeby... Co za śliczności!
         Zza nogi nieznajomego wychynął uroczy czarny nosek. W tamtym momencie już całkowicie zignorowałem cel mojego przybycia. Przykucnąłem przy psiaku, z naklejonym na twarz uśmiechem i przyglądałem się jego cudownemu umaszczeniu. Czarno-brązowe futerko połyskiwało odrobinę, co potwierdziło mi odgórnie, że jego pan był dobrym człowiekiem.
         - Daje się głaskać? - dopytałem na prędce, zanim wyciągnąłem dłoń do przodu. - I... khym. Ta różowa skrzynka - rozejrzałem się, orientując przy tym, że wcisnąłem ją do rąk JongMina, pomimo tego, że miał w nich już skrzypce. W ogólnym chaosie, nawet nie zarejestrowałem tej czynności. - Różowa skrzynka jest na walentynki. Musisz coś do niej wrzucić do końca dnia, bo inaczej czekają cię przykre konsekwencje. Nawet nie każ mi tłumaczyć jakie. No i organizuję domówkę dla singli.
          Patrząc na to wspaniałe psisko, nie mogłem pojąć, dlaczego Noora nie pozwalała mi mieć własnego. Przecież to tyle miłości...


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#127 13-08-2019 o 14h08

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 503

_____________________Ethan MacKintosh

Na zewnątrz mieszkania 12a


          Ledwie zdążył się przedstawić, Joel skupił całą swoją uwagę na Wyndzie. Melodia skrzypiec raptownie się urwała, gdy w ręce drugiego gościa zostało wciśnięte pudło, sypiące dookoła brokatowymi drobinkami, które z wolna pokrywały wycieraczkę pod drzwiami Ethana, połyskując w świetle dnia.
Gdy tylko twarz Joela znalazła się na jej wysokości, Wynda dokładnie zaczęła ją obwąchiwać mokrym nosem.
- Ethan, miło mi. Aye, na pewno nie zrobi krzywdy, chociaż na początku zawsze jest trochę... - nie zdążył dokończyć, a suczka wbrew temu, do czego go przyzwyczaiła, zaczęła z coraz większym entuzjazmem wymachiwać ogonem, by ostatecznie przeciągnąć językiem przez całą długość policzka Joela - ...nieufna.
Przez chwilę po prostu gapił się na nich niemądrze, obserwując ten nietypowy pokaz czułości ze strony jego podopiecznej, a w końcu uniósł w uśmiechu lewy kącik ust - Chyba się nieźle dogadujecie - zauważył z rozbawieniem. Jako właściciel psa powinien jakoś zareagować i nie pozwolić jej tak czule witać się z gościem, jednak nie miał serca im przerywać. Joel wyglądał jak dziecko, które dowiedziało się, że Gwiazdka w tym roku będzie drugi raz. Dopiero po chwili przeniósł wzrok na pudło i zareagował na to, co obwieścił mu sąsiad.
- A! Walentynki! - wyraźnie się ożywił, odruchowo zaglądając do wnętrza mieszkania jakby chcąc sprawdzić, czy znajdzie w zasięgu wzroku coś, co może wsadzić do pudła. I faktycznie, praktycznie zapomniał, że to już jutro - W Szkocji też mamy imprezy z tej okazji. Na przykład spisuje się imiona wszystkich na kartkach i na początku każdy losuje parę, z którą musi spędzić wieczór. - paplał,  zadowolony, że w końcu trafił nas coś znajomego, do czego może się odnieść. W ostatnich dniach niewiele było takich rzeczy.
Wynda na chwilę zostawiła Joela, by sprawdzić czy drugi z sąsiadów jest równie przyjazny - Ta impreza to pod dziewiątką? - dopytał domyślnie, obserwując czujnie suczkę, która jednak ograniczyła się do obwąchania nogawki grajka i zdawkowego merdnięcia ogonem, zanim, zadowolona z siebie, wróciła do swojego faworyta - Chętnie się wproszę. I chyba zabiorę ją ze sobą, bo się obrazi. - zażartował. Był coraz bardziej ciekaw mieszkańców tej dziwnej kamienicy. No i chyba naprawdę dobrze by mu zrobiło towarzystwo kogoś innego, niż młodsza siostra i pies.

Piękne rzeczy od zdolniejszych ludzi, którymi się chwalę bo mogę ❤️

Ostatnio zmieniony przez Morenn (13-08-2019 o 14h22)

Offline

#128 13-08-2019 o 23h18

Straż Cienia
Meilene
Rekrut
Meilene
...
Wiadomości: 45


-----------------------------------
https://fontmeme.com/permalink/190106/8e81a3a9623c949e48d5ea6fabc16e3c.png

-----------------------------------
dziesięć 'a'

               Mieszkanie było większe od jego, ale do tego już jakby zdążył się przyzwyczaić. Zresztą mieszkają we dwójkę to obowiązują ich pewnie jakieś inne standardy wielkościowe i może powinien im nawet w takiej sytuacji współczuć, że gnieżdżą się razem w jakiejś starej suterenie. Ale Matt to nie ten typ od empatii.
              Poczekał kulturalnie, aż Anthony założy coś więcej zakrywającego niż gacie i tak jak mu zaproponowano, rozgościł się na kanapie. Oh, mógłby na niej siedzieć cały boży dzień.
              — Nah, mieszkam tu od jakiegoś tygodnia, aż dziwne, że nie słyszałeś, jak w dzień wprowadzki potłukłem cały swój dobytek. Może zrobiłbym lepsze wrażenie, jakbyś nie słyszał, ale teraz to już i tak za późno, co nie. I tak, kolejny student do tej oszałamiającej kolekcji. Znalazłem tę kamienicę jakimś dziwnym cudem, bo musiałem się szybko ewakuować ze starego mieszkania. A Heather, no, fajna babka  — podrapał się za uchem z szerokim uśmiechem i splótł dłonie na karku  — Sam w sumie chciałbym wiedzieć  — powiedział zamyślony na wspomnienie o jego paczce. Siostrzyczka nie ujawniła, co postanowiła mu takiego wysłać, ale z doświadczenia wiedział, że powinien otwierać ją w swoim zaciszu domowym, najlepiej z przysłoniętymi oknami dla większego bezpieczeństwa moralnego przechodniów, czy jakichś innych stalkerów.
              — Studiuję farmację i dorabiam sobie teraz jako masażysta, ale szukam czegoś nowego dla różnorodności i może też dlatego, że szef mnie nienawidzi, ale to już jakby szczegóły   —uśmiechnął się i podziękował za herbatę przyniesioną przez Gwen. Wsypał sobie dobre kilka czubatych łyżek cukru, pomieszał z należytą czułością i pociągnął pierwszy łyk z zadowoleniem. Uprzejmie odmówił jakichkolwiek dodatków, bo już i tak na razie dostał swój zapas cukru, a nie będzie stawiać ich gościnności na krawędzi.  — A jak z wami? Nie dostajecie konwulsji na myśl, jaki kierunek studiów sobie wybraliście i macie jakąś dobrą fuchę w okolicy?  — zapytał bębniąc palcami w podarowany kubek.
Kolejne pytanie trochę go zaskoczyło, ale w sumie ten fragment o propozycji nie do odrzucenia i coś, że jest zdolny go wystarczająco przekonywało.
              — Gotować? Miałem nadzieję, że na popijawę będą wystarczyć jakieś chipsy  — mruknął, gdy doszło do niego, że to chyba będzie jakaś bardziej ekskluzywna impreza, niż przypuszczał  — Znaczy mogę coś tam ten tego skombinować, dla miłych sąsiadów wszystko, jako kucharz też już harowałem, ale osobiście bym preferował jakieś olśniewające, nastrojowe ciasteczka w kształcie serca i w ogóle, wiecie, taka bajera  — rozłożył ręce przedstawiając swoją koncepcję  — Dobra, pomyślimy. Macie coś w lodówce, czy czas już teraz ruszyć do tego sklepu, bo na moją to już w ogóle nie można liczyć? Ah, właśnie, walentynkę trzeba zrobić. Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja jestem w dupie - puścił pod koniec jeszcze oczko na znak tej chorej solidarności i pociągnął kolejny łyk herbaty.

Ostatnio zmieniony przez Meilene (13-08-2019 o 23h19)


https://media.giphy.com/media/ls4tJlWgBetMceqZDD/giphy.gif https://media.giphy.com/media/kD55PFAT72khqeS2vG/giphy.gif https://media.giphy.com/media/XBcJgY6vdc7iFwKj2R/giphy.gif

Offline

#129 17-08-2019 o 15h24

Straż Cienia
amelinie
Młody rekrut
amelinie
...
Wiadomości: 26

KARTA W BUDOWIE




https://cdn.discordapp.com/attachments/614400884939554828/617490854537592833/PhotoEditor_20190901_004703259.jpghttps://photo.missfashion.pl/pl/1/108/gd/85796.jpghttps://data.whicdn.com/images/286484266/large.jpghttps://data.whicdn.com/images/334182459/large.png

Ostatnio zmieniony przez amelinie (01-09-2019 o 10h19)

Offline

#130 22-08-2019 o 14h06

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 390

_______________________________ Heather Stapleton

> Mieszkanie nr 7

Niczym dzieło Numernabisa budynek ten opierał się wszelkim prawom fizyki, czy innej nauki ścisłej, której nie pojmowałam, i mimo faktu, że każde mieszkanie miało inny układ pomieszczeń i rozstawienie ścian — stał. Chociaż z uwagi na to był chyba przeciwieństwem budynków tworzonych przez tego egipskiego architekta z bajki, bo kamienica nie zawaliła się ani razu po zamknięciu frontowych drzwi. Jakim cudem tak się działo? Naprawdę nie wiedziałam i zrozumieć nie umiałam, jednak tym ciekawsze były szybkie oględziny mieszkania Lewisa. Magnusa puściłam na wolność, by sam też mógł się rozejrzeć, z własnej perspektywy, a nie moich ramion, po swoim nowym lokum.
Był to raczej słaby pomysł, bo zaraz w miejsce mojej przytulanki, został mi wciśnięty jakiś karton, a Lewis jakby nigdy nic po tym rozłożył się kanapie. Dobra, nosiłam cięższe rzeczy, nie zmieniało to jednak faktu, że miałam ochotę kopnąć tego palanta w dupę za to. Ledwo się spotkaliśmy, a ten już robi coś takiego… Cóż, w sumie nie mogłam być do końca zła, bo to zwyczajnie była nasza dwójka, to zawsze kończyło się w tej sposób.
Dlatego ze słodkim uśmieszkiem, podeszłam do niego, by położyć mu wspomniany karton na brzuchu. Nie ma tak dobrze, nie będę mu przecież tego rozpakowywać — albo, pomogłabym mu, gdyby nie fakt, że w sumie miałam coś innego do zrobienia dzisiaj i miałam tak odrobinę ograniczony czas na to. A już wolałam jego wystawić do wiatru, niż potem się spotkać z zawiedzionym spojrzeniem Noory.
- Jesteś równie słodki, co zawsze, jeśli sądzisz, że ci pomogę. - rzuciłam, siadając przy tym na oparciu kanapy, by móc popatrzeć na jego cierpienie z góry. I już w głowie miałam, jak mu to życie uprzykrzyć bardziej, ale to już trochę później, najpierw miałam uszyć tę jedną rzecz dla mojej ulubionej barmanki, a potem mogłam dręczyć Lewisa do woli.
Bo o ile moje mieszkanie aktualnie było wolne od brokatu, to nie znaczyło to, że go już nie posiadałam, a gdzie lepiej go rozsypać niż u tego pedanta? No właśnie! Jednak to był plan na wieczór najwcześniej.
- A co do tych żartów… To chyba wszyscy tak oznajmiają Joelowi, że go kochają. W dość pokrętny sposób i jeśli będzie coś gorszego od tego, co już zauważyłeś to — będziemy mieli jutro w trakcie imprezy pewno jakieś przedstawienie. - powiedziałam do niego, przypominając sobie, co w sumie przed chwilą działo się na korytarzu i co też takiego mógł tam Lucas widzieć.
Wszyscy chyba się prześcigali w próbie sprankowania Joela, tylko miałam wrażenie, że to wszystko nie skończy się dobrze. Ale przynajmniej nikt nie mógł mnie w tę część dramy wciągnąć, a obwinić mnie za pomoc Noorze, gdy tak ładnie prosiła i nie wprowadzała w szczegóły, też mnie nie mogli.
- Swoją drogą, wpadniesz na zabawę, prawda? - dodałam, robiąc przy tym proszącą minkę i nachylając się trochę w jego stronę bardziej. Jakby, jasne, wiedziałam, że to raczej na niego nie zadziała, za dużo robiliśmy sobie po złości, ale i tak warto było spróbować. Zresztą, te wszystkie uszczypliwości i tak były z miłości, niczego innego, więc może? - Jutro w dziewiątce, Joel pewno ci jeszcze o tym później powie, bo zgubił się gdzieś po drodze w obchodzeniu sąsiadów chyba. Ostatnio jak kojarzę, to był w suterenie i nie wiem, czy udało mu się stamtąd w końcu wyjść. - dorzuciłam jeszcze, tak trochę dla wyjaśnienia.

Offline

#131 22-08-2019 o 19h38

Straż Cienia
amelinie
Młody rekrut
amelinie
...
Wiadomości: 26

M o n i k a  C z a r k o w s k a


Say hello, Monia. This is your new life



Roześmiała się, gdy w taksówce rozbrzmiała piosenka z lat siedemdziesiątych. Miała wrażenie, że los po prostu z niej kpi. Znalazł sobie biednego polaczka i teraz ma z niego świetny ubaw. Cichym chichotem zwróciła na siebie uwagę leciwego taksówkarza, więc wzięła się w garść i opanowała. Udawała, że znowu tępo wpatruje się w widok za oknem, ale uważnie przysłuchiwała się lecącemu utworowi. Musiała przyznać, że utwór, mimo wielu lat wciąż był chwytliwy i wpadał w ucho. Przynajmniej jej się podobał.
-Say money but it won't get you too far, get you too far.- Zanuciła cichutko, prawie bezgłośnie, gdy samochód skręcał w ostatnią prostą... Do miejsca, który od teraz miał się stać jej nowym domem.
-Naprawdę, aż tyle?- Spytała zdziwiona płacąc kierowcy za kurs. Nigdy wcześniej nie musiała przywiązywać uwagi do wydawanych pieniędzy, a teraz wydawało jej się to straszne. Prace dorywczą, którą podjęła w jednym z biur architektonicznych tylko po to, żeby mieć co w pisać w późniejsze CV, teraz musiała traktować jak swoje główne...Ba, jedyne źródło utrzymania. Parę tygodni temu ta pensja to były zaledwie drobne. Co najwyżej na waciki.
Auto odjechało, a Monika została sama na ulicy z dwoma walizkami i wypełnionym kartonem. Reszta rzeczy została w starym mieszkaniu i dziewczyna już była załamana tym, że będzie musiała wydać, tak potrzebne pieniądze na dojazd taksówka z centrum miasta.
Spojrzała po raz kolejny na starą kamienicę. Nie zyskiwała za pierwszym ani każdym kolejnym spojrzeniem. Dziewczyna była załamana tym, że musi w niej zamieszkać, ale na nic lepszego nie mogła sobie pozwolić.
Obładowana bagażem w pokraczny sposób podeszła do wejścia... I przystanęła... Tak bardzo nie chciała tam wchodzić. Równałoby się to z rozpoczęciem nowego życia... Życia, które tak bardzo odbiegało od jej marzeń. Przypominało bardziej koszmar.
Ciężko wzdychając oparła się o brudną, zimną ścianę budynku. Jeśli paliłaby papierosy, to najpewniej w ciągu tego dnia poszłaby już cała paczka.
Przymknęła oczy. Tak bardzo chciała, żeby to wszystko co się teraz dzieje, okazało się tylko głupim snem.






Sic! w karcie ma, że studiuje prawo. Tak naprawdę studiuje architekturę... Później to poprawie xD

Ostatnio zmieniony przez amelinie (22-08-2019 o 19h42)

Offline

#132 22-08-2019 o 20h52

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 907

https://cdn.discordapp.com/attachments/365080667937177602/530809952328089630/fa2f21562d544b22eca1cbcd8a04ac19.png
     Chwila minęła zanim drzwi z numerem dwunastym w końcu się otworzyły, ukazując kolejnego bardzo przystojnego mężczyznę do tego z uroczo nierozumiejącą miną na twarzy. Słowo daję, coraz bardziej podobała mi się ta kamienica i to stadko modeli mieszkających obok, pod i nade mną. Nawet zimna woda przestała mi przeszkadzać. Za to wciśnięte mi nagle w dłonie pudełko przeszkadzało bardzo. Przez chwilę miałem nawet wrażenie, że upuszczę skrzypce, a tego Joelowi bym nie wybaczył. Nie moich skrzypiec. Nie któregokolwiek z moich dzieciaczków – instrumentów. I to na rzecz jakiegoś… psa.
- Yoon Jongmin, zaproponowałbym uścisk dłoni, ale są trochę zajęte – parsknąłem, poprawiając uchwyt na brokatowym pudle Joela. Było bardzo niewygodne i to wcale nie tak, że mu o nim przypominałem…
         Pies zwrócił uwagę i na mnie, podchodząc na chwilę by obwąchać nogawkę moich dresów. Cóż, miałem tylko nadzieję, że Sexy nie wytarzała się w nich zostawiając masę sierści, ale chyba nie, skoro zwierzę zostawiło mnie w spokoju i podreptało z powrotem do listonosza.
- W Korei mężczyźni praktycznie nie przejmują się Walentynkami. Jesteśmy obsypywani miłością drugiej połówki, a w zamian odwdzięczamy się tym samym czternastego marca – dodałem ciekawostką swojej narodowości, przyglądając się ciekawie Ethanowi.  Byłem kiedyś w Szkocji, ale nie na długo i nie dane mi było zaznać święta zakochanych w tak miłym gronie.
- Joel masz tak duże mieszkanie, że pomieścisz w nich tych wszystkich singli? – zapytałem rozbawiony, czując że ręce mi ścierpły od niewygodnego ułożenia. Nie miałem jednak serca przerywać jego zabawy z psem. Nawet jeśli sam należałem raczej do grupy kociarzy, przyglądanie się większej kulce futra obdarzanej miłością było w jakiś sposób pokrzepiające.
- Może powinienem przynieść lody i znaleźć odpowiednią komedię romantyczną do obejrzenia? – zastanawiałem się dalej na głos, mając przed oczami przezabawny obraz grupy singli obu płci siedzących na kanapie, na podłodze i gdzie tylko się dało, każdy z pudełkiem lodów, łyżką w ręce, owiniętych kocami i z głupimi wyrazami twarzy, wpatrzonych w telewizor, na którym głupiutka para zakochanych uskutecznia bieg w zachodzącym słońcu.
- Hej, a może sami nakręcimy komedię romantyczną? Jest jeszcze wcześnie, ktoś na pewno potrafi się obsłużyć kamerką w telefonie i do jutra dalibyśmy radę!  - zaproponowałem podekscytowany swoim pomysłem. Towarzystwo herbaciane znajdowało się w jednym miejscu, prostym by więc było zapytać kilka osób na raz, co o tym sądzą.


https://data.whicdn.com/images/308951332/original.gif

Offline

#133 23-08-2019 o 01h39

Straż Obsydianu
KaMinaRi
Akolita Sargousetów
KaMinaRi
...
Wiadomości: 5 645

------------

https://i.pinimg.com/originals/ac/29/48/ac2948168d892e5e53dbe47022aaa090.png


*Nadal Lucasowe wygwizdowo*

Jak można się domyślić moje leniuszkowanie na kanapie, nie mogło trwać wiecznie. Ba, przy Heather nie mogło ono trwać dłużej niż pięć minut.
Prawie od razu położyła mi ten karton na brzuchu, bezczelnie się przy tym uśmiechając. Nie, to zdecydowanie nie był słodki uśmiech. W sensie jasne, dla kogoś obcego, kto nie jest z nią tak blisko, to będzie to niewinny i słodki, jak przesłodzona herbata uśmiech. Ale dla mnie, to był uśmiech wrednej żmijki, która uwielbiała mnie dręczyć. Zwłaszcza gdy rozsypywała, ten cholerny brokat po moim mieszkaniu na chwilę po tym gdy posprzątałem. Ugh.
Zeusie, proszę cię pięknie, zrób coś, by te świecące cholerstwo przestało istnieć.
- A ty jesteś równie złośliwa, co zawsze. A już miałem nadzieję, że masz, chociaż troszeczkę empatii dla starego kumpla, który musi się uporać z przeprowadzką – powiedziałem z wyraźnym fochem w głosie i ściągnąłem ze swojego brzucha karton z książkami, bo umówmy się, nie ułatwiał on prowadzenia konwersacji, po czym podparłem się na łokciach, by móc lepiej widzieć moją rozmówczynię. Jednak z leżącej pozycji, jest to trochę niewygodne.
- Jeśli to jest okazywanie sobie miłości, to ja i Lin, już dawno powinniśmy być po ślubie – pokręciłem głową z niedowierzaniem, gdy tylko dotarły do mnie wypowiedziane przeze mnie słowa, a w głowie zaświtała wizja stojącego w białej sukni, przed ołtarzem i co najgorsze u mego boku żółtka. Oh, nie! Stop!
Wynoś się przebrzydła wizjo z mojej głowy. Zacząłem machać na wszystkie strony głową, uderzając się przy tym pięścią o nią, jakby to miało w jakikolwiek sposób pomóc w pozbyciu się tego okropnego widoku. Bleh, bleh, bleh…
Przez te całe próby czyszczenia sobie pamięci, w ogóle nie zakodowałem słów Heather. Cóż… rzadko mi się zdarza, aż tak się rozproszyć, ale brawo. Udało mi się.
Przytakiwałem jej tylko jak ten piesek, co na desce rozdzielczej w samochodzie tylko kiwa głową. Przecież nie mogłem jej się przyznać, że przez chwilę jej w ogóle nie słuchałem, prawda? Jakby to wyglądało? Wyszedłbym na typowego buca, który ma gdzieś to, co kobieta mówi. Bądź co bądź, nawet jeśli ją traktowałem bardziej jak jakąś smoczycę, to mimo wszystko, nadal była kobietą. Z drugiej strony tak potakując, też na niego wychodziłem.
Okej, jednak byłem na przegranej pozycji.
- Zabawa? Co? – powtórzyłem za nią jedyne zarejestrowane słowo. Mówiłem już, że byłem rozproszony? Jak tylko Heather zaczęła się nade mną nachylać, od razu zostałem przywrócony do pionu. Przepraszam bardzo, ale żadna z niej Julia Roberts, czy Brie Larson, by te sztuczki działały. To była tylko Heather i aż Heather, moja wredna Landryna. Jakiekolwiek „damskie” zagrywki z jej strony na mnie nie działały w ten sposób. I dobrze, bo byłoby to dziwne. Przynajmniej dzięki temu, nie musiałem się ograniczać w robieniu jej na złość. Bo wiadomo, z tego chleba i tak pieca nie będzie.*
- Nie jestem przekonany, czy będę u Joela mile widziany. Nie wiem, czy pamiętasz, ale ewidentnie gościu miał ze mną jakiś problem – zamyśliłem się na chwilę, po czym zbliżyłem się delikatnie do niej i ująłem ręką jej dłoń. Tak. To się nie mogło dobrze skończyć.
- W porządku – zacząłem wpatrując się w jej dłoń - Jeśli Joel nie przywita mnie z pochodniami i nie będzie mieć nic przeciwko mojej obecności, to przyjdę – przejechałem szybko językiem po swojej dłoni i od razu przycisnąłem swoją rękę do wewnętrznej strony dłoni Heather, na znak obietnicy. Wiem. Obrzydliwe, ohydne, okropne. Ale w stosunku do panny Stapleton, normalne dla mnie zagranie. I nadal dość łagodne, patrząc na to, że mogłem wybrać tę drugą opcję, a była ona na tyle fuj i bleh, że na samą myśl o tym się wzdrygałem.
Never. Co innego terroryzowanie jej, a co innego terroryzowanie jej i siebie jednocześnie.
I chyba nawet Magnusowi spodobał się mój pomysł, bo sam wskoczył na kanapę i zaczął lizać Heather, tyle że po twarzy. Załatwiona z dwóch stron, tylko że w przeciwieństwie do mnie Magnusowi się nie oberwie.
- To mówisz, że za mną… znaczy się za nami, tęskniłaś? – posłałem jej jeden z moich, najbardziej zniewalających uśmiechów, po czym wytknąłem jej język. W końcu nie ma to jak dojrzałe zachowanie.






*celowy zapis, proszę mi tu bez hejtu xd

Ostatnio zmieniony przez KaMinaRi (23-08-2019 o 01h41)



https://i.imgur.com/KzDanb8.jpg

Offline

#134 03-09-2019 o 18h36

Straż Absyntu
ClockworkWho
Straż na szkoleniu
ClockworkWho
...
Wiadomości: 164

http://i65.tinypic.com/ay54i9.jpg
Shine like a million stars.


[Mieszkanie numer 2]

     Kurt odetchnął na wiadomość, iż były to notatki na brudno. W końcu to trochę jego wina. To jemu mężczyzna poświęcił czas i nie skupił się na tym co robi pupil. Tak to mógłby temu zapobiec lubią coś w tym rodzaju. A Kurt czułby się winny jak nie wiem co, po prostu, z powodu iż jest dość wrażliwy na innych. Nie wybaczyłby sobie tego. Nie po tym jak Connor słuchał jego gadek i wyżaleń. Całkowicie normalne prawda?
     - To dobrze - mruknął, zakładając kosmyk za ucho. - Bo bym sobie tego normalnie nie wybaczył chłopie - dodał. Zupełnie nie spodziewał się, że chłopak może mieć gości o tej godzinie. Ktoś kto nie był nim pewnie nie wpadłby na coś takiego co nie? Dużym zadziwieniem było to, iż był to nie kto inny jak Alex. Kurt miał do niego mieszane uczucia, przez to, jak mu powiedział o duchach. Od tego momentu długowłosy niespokojnie spoglądał w ciemne rogi pokoju. Brr. Aż normalnie człowieka bierze gęsia skórka. Jeszcze ciekawe skąd to wie. Dziwak jak nic. Wysłuchał ich wypowiedzi. Czuł się jak palant bo Connor od tak zdradził jego problem. To miał być ich sekret a tak go potraktował. Jak pierwszą lepszą.
     - Może masz rację. Pieniędzy mi nie brakuje - mruknął. - JEDNAK pragnę cię Connorzs poinformować iż złamałeś mi serce, zdradzając moje problemy - powiedział, wyjątkowo obrażony.

Offline

#135 02-10-2019 o 20h33

Straż Cienia
Satomi-iko
Straż na szkoleniu
Satomi-iko
...
Wiadomości: 251

Szalona Noora (poprawię na kompie za 284027 sekund i kilka dobrych wolnych dni oraz chęci ❤️) miłego czytania


Towarzyszenie podczas szycia nie było czymś, czemu odmówiłabym będąc trzeźwą na umyśle i duszy, jednak tym razem miałam inne plany. Plakaty w końcu nie wystarcza, aby 14 lutego przestał być dla Joela koszmarem, a zaczął najpiękniejszym wspomnieniem. I nie da mu tego nikt inny, jak najwspanialsza kobieta jego życia.

Tak więc, pożegnałam się z Heather, która swoją drogą była nieziemsko seksowna, gdy miała ten swój błysk w oku, jaki pojawił się na wspomnienie szycia. Albo to Już moja wyobraźnia... Pewnie tak. Pewnie to ona.

Nie mniej. Wbiegłam do domu i super szczęśliwa zaczęłam robić sobie kakao które... Śmierdziało.

Wąch
Wąch

No nie, na pewno coś z nim nie w porządku. Obawiając się o swojego współlokatora, otworzyłam śmietnik i mało myśląc, wyspałam całe pudełko kakaa do kosza.
Dobra
Sytuacja opa...
Wąch...
No nie! Coś dalej śmierdzi! Gorzej niż kible męskie w naszym liceum...

Mój zmysł węchu, zszargany przez te dwa lata pracy w barze, nie mógł rozpoznać tego dziwnego odoru, a już tym bardziej dopasować go do jakiegoś... Przedmiotu? Dlatego po chwili w koszu znalazł się też cukier, sól, herbata, masło, naleśniki oraz czekolada. Ta jednak wyjęłam po namyśle i zaczęłam jeść. Jakby... No nie mogła się zmarnować

Po tej krótkiej przerwie znów zaczęłam węszyć. No bo halo, ja Noora. Najwspanialsza współlokatorka i najlepsza obywatelka kamienicy nie mogłam zostawić tej sprawy bez rozwiązania. Tak jak kiedyś ratowałam kamienice przed szczurami (które okazały się nieodpowiedzialnymi działaniami  Joela, który zapomniał mi powiedzieć, że miał "przygodę na jedną noc" z kotem, podczas gdy ja ciężko pracowałam) - tak teraz podjęłam się cuchnącego problemu.

Minęło kilkanaście minut. Mieszkanie wietrzyli się, a ja - ubrana w swój kombinezon w postaci Joelowej bluzy, garnka, taśmy klejącej oraz chochelki (jakby coś miało mnie napaść, odnalazłam źródło odoru.
Ryba
Od
Aleksa
I
Alison

I już wiedziałam, że tego 13. Lutego. W piątek. Ktoś. Umrze.
Pewna. Dwójka.


https://66.media.tumblr.com/ca1bfc8ed29ac84be8bb0a44a4c6824c/tumblr_ol62lcC4kj1ru0b90o3_500.gifv

Offline

#136 13-10-2019 o 22h51

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 579

_________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/533381930176217099/106k47r.png
_____________________.[ Korytarz w suterenie/ Parter/ Sklep zoologiczny  ]

        Nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Nieufna? To urokliwe psisko wydawało się być definicją towarzyskości! Dostałem nawet mokrego buziaka na cały policzek. Pomimo faktu, że teraz pełnia, a przynajmniej mocne dziewięćdziesiąt procent mojej uwagi skupiło się na merdającej śliczności, starałem się słuchać tego co mówili młodzi mężczyźni. Spodobał mi się nawet pomysł z karteczkami.
        - Świetne! Wprowadzimy to... - zacząłem tarmosić pyszczek Miss Kamienicy - w życie. Musisz... - suczka trąciła mnie nosem w podbródek. - Musicie się zjawić. Koniecznie!
        Mała, włochata atencjuszka po przekazaniu mi swojej miłości, zmieniła pozycję ciała na nieco bardziej zabawową, co przywołało mnie trochę do porządku. Oczywiście, że najchętniej trwałbym w przykucu i się z nią bawił, jednak nadal miałem ogrom rzeczy do zrobienia. Jeszcze jedno zwierzątko czekało aż... Sprawdziłem na prędce ekran telefonu, aby upewnić się jaki mam czas, a widok cyferek momentalnie mnie zmroził. Na szczury w kamienicy! Miałem ledwie godzinę, zanim zamkną mi zoologiczny!
        Zerwałem się na równe nogi i zawiesiłem swój wzrok na ciemnych oczach JongMina. Plakaty były na wszystkich piętrach. Numery do większości, pozostałych sąsiadów miałem. Poczta pantoflowa jakoś zadziała... Musiałem biec. Wyrwałem z rąk Koreańczyka swój fantazyjny kartonik i bez konkretnego powodu, skinąłem mu głową.
        - Lody są dobrym pomysłem. Obchody uważam za skończone. Przesadziłem z czasem. Przepraszam. Miłego dnia. Widzimy się jutro. Pa - to wszystko udało mi się powiedzieć na jednym wdechu, zanim czmychnąłem w stronę wyjścia. Zostawiłem jeszcze karton na parterze, wsiadłem w samochód i ruszyłem do jednego ze swoich ulubionych sklepów.

         Poprawiłem włosy na wejściu, ażeby nie wyglądać jak istny chaos i otworzyłem drzwi. Przywitał mnie dość intensywny zapach psiej karmy oraz ciepły uśmiech pracującego tam chłopaka.
         - Już myślałem, że nie przyjdziesz - wypalił, marszcząc brwi w udawanym gniewie.
         - Myślisz, że przemycę to żyjątko tak, żeby Noora nie zobaczyła? - zapytałem z niepokojem, gładząc istotkę po białym brzuszku.
         - Przecież wszystko już uszykowałeś. Powinno pójść bezproblemowo - dodał mi otuchy.- Pamiętaj tylko, żeby nie trzymać go w szafie dłużej niż jedną dobę, bo biedny poczuje się zdezorientowany.
          Skinąłem głową w akcie zrozumienia i pożegnałem się z Eric'iem. Teraz musiałem jedynie zabrać małego do jego nowego domu... Połowa jednej misji zakończona sukcesem. Oby tak dalej.

Ostatnio zmieniony przez Berrine (13-10-2019 o 22h54)


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#137 16-10-2019 o 22h24

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 503

_____________________Ethan MacKintosh

Mieszkannie 10a, korytarz sutereny


          Ethan wciąż opierał się o framugę, bezwiednie obserwując Joela i Wyndę, którzy śmiało mogliby mieć potencjał na pierwszą parę święta zakochanych.
- Pewnie, przyjdziemy. Dzięki za zaproszenie. - uśmiechnął się lekko na myśl o tym, że zwyczaj z jego rodzinnych stron zostanie zaszczepiony na tak obcym gruncie i zastanawiając się przelotnie z kim połączy go los, po czym zerknął na Yoona, który zaproponował nakręcenie komedii romantycznej. Ethan w pierwszej kolejności wziął to za żart i nawet się zaśmiał, ale za chwilę przestał widząc, że sąsiad widocznie się ożywił.
- Nie wiem czy byłbym dobrym aktorem, ale mogę zostać operatorem kamery. Ewentualnie odstrzelić komuś tyłek z łuku, ale odmawiam z góry owinięcia się prześcieradłem i biegania ze skrzydłami na plecach, mam chyba jeszcze jakąś godność. - rozciągnął usta w wielkim uśmiechu i dopiero zagarniając Wyndę z powrotem do domu, która najchętniej porzuciłaby go dla Joela, który pospiesznie się z nimi pożegnał i gdzieś pobiegł w tym swoim czerwonym kombinezonie, dotarł do niego pełny sens wcześniejszych słów Yoona.
Ethan nie śmiał zgadywać, z którego azjatyckiego kraju pochodzi przybysz, a teraz nie mógł się powstrzymać przed pełnym podziwu spojrzeniem. Yoon nie wyglądał mu na takiego, który uprawiałby skoki przez płotki, zwłaszcza takie z drutem kolczastym, ale mimo wszystko zwizualizować to sobie jakoś potrafił. Wciąż patrzył na niego, wyobrażając sobie jego ucieczkę z kraju zbrodniczego reżimu, nie mając pojęcia, że tkwi w błędzie, wywołanym brakiem należytej uwagi poświęconej lekcjom geografii - Czekaj, jesteś z Korei? Uciekłeś temu...? Jak mu tam było? Jak to zrobiłeś? Wykopałeś tunel? - Ethan nie mógł powstrzymać ciekawości, ale szybko się zmitygował - Och, wybacz. To musi być dla ciebie trudny temat. - po czym poświęcił się pełnej powagi, niemej kontemplacji tej kwestii.
Wynda dała się zagonić do mieszkania, ale wystawiała nos zza jego łydki, żałośnie patrząc w stronę drzwi z kamienicy, najwyraźniej domagając się już porannego spaceru, ewentualnie wypłakując swoje psie serce za stratą pierwszej klasy towarzysza zabaw. Ethan powstrzymał się przed wywróceniem na nią oczyma. Wiedział, że i tak będzie musiał z nią wyjść, ale miał nadzieję przynajmniej dokończyć przedtem śniadanie, nawet jeśli nieco wystygłe.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (26-10-2019 o 08h17)

Offline

#138 12-11-2019 o 13h37

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 390

Hi, lekki skok czasowy — lud zagłosował, więc startujemy z imprezą, oby mieszkanie Joela było gotowe na TNT i inne takie, a jak nie to… Cóż, zawsze znajdzie się inny lokal, nie? Ktoś poleca swoje mieszkanie? (✧~ ͜ʖ ͡°)

_______________________________ Anthony Fortescue

> Na końcu już w mieszkaniu nr 9

Dręczenie Matta co do bycia naszą Marysią oraz wspólny wypad na zakupy nie był nawet taki zły — w końcu udało nam się nawet przygotować coś, co względnie nadawało się na imprezę i nie było paczką chipsów. Przy okazji napełniliśmy lodówkę i nawet zjedliśmy coś innego niż jajecznica. Dzień można było uznać za udany, tak samo, jak i robienie wspólne walentynek.
To ostatnie nadal było na mnie widać, bo mając pomysł dla jednej osoby, niestety skończyłem cały w brokacie. Na pocieszenie — nie oszczędziłem tego losu pozostałej dwójce, więc o ile któreś nie spędziło całej doby pod prysznicem, tak wątpiłem, że ten magiczny, świecący proszek, okażę się całkowicie niewidoczny dla innych. Chociaż na dobrą sprawę — adresat walentynki, jak i listonosz też powinni chociaż trochę zostać pokrzywdzeni, więc nawet nie powinienem się aż tak w tłumie wyróżniać.
Ostatni plus całej tej zabawy był taki, że ominął nas gniew gościa w czerwonym, cekinowym wdzianku. Czy cokolwiek miał on wtedy na sobie. Naprawdę wolałem nie sprawdzać, czy żartował wtedy, czy też nie, wolałem kopnąć swój pacyfistyczny tyłek i przygotować tych kilka karteczek, nawet jeśli późniejsze domycie się z tego wszystkiego było trudne.

***

Walentynkowy wieczór przyszedł szybciej, niż mógłbym się spodziewać i niż byłem gotów, by stanąć oko w oko z drapieżnikiem. A przy okazji też całą resztą mieszkańców tej dziwnej kamienicy. Wciąż nie znałem wszystkim, i nie okłamywałem się, że będzie tylko te kilka osób, które już spotkałem, a w tym wypadku… Mogłem spodziewać się dosłownie wszystkiego. Nikt mi nie wmówi, że mieszkają tu normalni ludzie, którzy zachowają się, jak na domową zabawę przystało, już prędzej się spodziewałem tego, że ktoś wniesie ładunki wybuchowe i poda je najmniej odpowiedzialnej osobie.
Grzecznie, jak na dobrze wychowana osobę, zapukałem trzy razy do drzwi, nim jednak którekolwiek z gospodarzy miało szansę zareagować, mniejsza, kolorowa postać minęła mnie, zwyczajnie wpraszając się do mieszkania. I nie mogłem się nawet dziwić, to zdecydowanie było w jej stylu.
- Non capisco davvero perché bussi. - usłyszałem, słowa oczywiście wypowiedziane we włoskim i z tą nutą zdziwienia, jakby to moje zachowanie w tym wypadku było nieodpowiednie. Wywróciłem na to tylko oczami, jednak wszedłem za dziewczyną do środka.
- Alora… Sei male cresciuto. - odparłem. I chyba powinienem zakwestionować fakt, że mówiliśmy w języku, którego reszta prawdopodobnie nawet nie była w stanie zrozumieć. To również nie było odpowiednim zachowaniem, ale na takie rozterki było już raczej za późno. - Il postino mi spaventa.
Ostatnie moje słowa spotkały się z głośnym śmiechem, który już musiał zaalarmować gospodarzy, że ktoś się zjawił w ich mieszkaniu. Nawet jeśli nadal staliśmy przy wejściu, rozmawiając.
- Jesteśmy! Gdzie ta muzyka i jedzenie, Hoel? - głos Heather rozniósł się po mieszkaniu, gdy zaczęła wchodzić głębiej, do salonu, gdzie już czekał na nas wspomniany mężczyzna. - Przyprowadziłam ci gościa, nie musisz dziękować, że otwieram drzwi za ciebie. - rzuciła, po czym do mnie cichszym tonem jeszcze powiedziała: - Joel è innocuo, è un cucciolo così dolce. - i z tą wypowiedzią poszła się witać w żywszy sposób, jak to ona.
A mnie chyba oślepiło, bo w końcu mogłem rozejrzeć się po mieszkaniu, do którego tak niegrzecznie wtargnęliśmy. Wszędzie były rozwieszone serduszka — czy to na łańcuchach, czy też zwisające z lamp, czy gdzieś poprzyklejane. Wszystko oczywiście w różu i czerwieni, w co nawet wpasowały się światła — kolorowe żarówki emitowały te kolorowe, przytłumione oświetlenie. Idealnie na imprezę, chociaż nie było to coś, czego się spodziewałem. I jeśli ktokolwiek miał wątpliwości, jaki dzisiaj dzień, to po wejściu tutaj musiał się ich wyzbyć.




_______________________________ Heather Stapleton

> j.w

To było obrzydliwe, jednak nie wyobrażałam sobie, by ten martwy wzwód potrafił postępować inaczej. I może, tak troszeczkę mi brakowało jego prostackiego zachowania, które zgarszało ludzi na każdym możliwym kroku. Tak bardzo, bardzo głęboko w duszy, więc na dobrą sprawę można było uznać, że się to nawet nie liczyło. Chociaż na ten moment miałam ochotę kopnąć go w krocze, wyjść i mieć go na ten moment z głowy.
Nie zrobiłam tego tylko z uwagi na moje słodkie bubu, które zaczęło okazywać mi miłość w ten uroczy sposób — a przynajmniej w wykonaniu Magnusa było to słodką zagrywką, bo w wypadku jego właściciela… Cóż, działało to zdecydowanie w drugą stronę. Tak, dokładnie.
- Masz szczęście, że Magnus cię broni. - rzuciłam do Lewisa, posyłając mu przy tym odrobinę przesłodzony uśmieszek. Tylko dlatego, że wiedziałam, jak uwielbiał moją mimikę w tym stylu.
Odstawiłam psiaka na Finnegana, tylko po to, by móc się bezproblemowo nachylić i złożyć mu całusa na policzku. Co nie było aż tak łatwe z zaburzonym źródłem równowagi, jednak jakoś się udało, po czym jak najszybciej się poderwałam do pionu, co by już nic nie zdążył mi zrobić. Bo naprawdę, ale z nim nigdy nie było wiadome czego się spodziewać, niezrównoważony człowiek. Przynajmniej weselej się zrobi, skoro Magnus jest tutaj.
- Widzimy się jutro, i nawet nie próbuj się spóźnić! Przyjdę i zaciągnę cię siła wtedy. - powiedziałam tak na odchodne, po czym skierowałam się do wyjścia z mieszkania Lewisa. Jeszcze miałam przed sobą trochę szycia, Noorę, i przygotowanie jakichś walentynek, bo wątpiłam, by Joel miał mi odpuścić to. Nikomu by nie odpuścił, za długo się na to wszystko szykował.

***

Następny dzień zastał mnie wraz z kilkoma walentynkami, oczywiście dostarczonymi przez Joela — i szczerze nie rozumiem, czemu mu się chciało to wszystko organizować, jednak było to słodkie. Tyle problemu tylko po to, by końcowo znów spalić swoje mieszkanie, a przy okazji zintegrować obcych sobie ludzi, mieszkających w jednym budynku.
Niemal cały dzień minął mi powolnym szykowaniu się i zwykłym lenieniu, z przerwami na wysłanie kilku SMS-ów do Lewisa z pogróżkami, które miały się spełnić w wypadku jego nieprzyjścia na imprezę. Już pomijając samo to, że był on na tyle blisko, że zwyczajnie bym mu wtargnęła na mieszkanie i z niego wyciągnęła, jeśli by było trzeba. A w razie jakby to się nie udało, to przeniesienie imprezy też nie byłoby problemem, co już niekoniecznie temu pedantowi by się spodobało.
Możliwe, że końcowo wyszłam od siebie odrobinę za wcześnie, jednak jak już się okazało piętro wyżej — nie tylko ja miałam taki drobny problem. Z tym że mnie raczej ciężko by było określić jako zagubioną owieczkę, co znów idealnie pasowało do Tony’ego. Jednak pytanie o to, gdzie zgubił swoją lokatorkę, czy jakiekolwiek znajomego z piwnicy, uleciało mi dość szybko, jak zobaczyłam, że postanowił zapukać. I nie, nie byłam w stanie tego zrozumieć, nie do końca przynajmniej, bo u Joela czułam się dość swobodnie, nie na tym samym poziomie co u Finnegana, ale w ostatnim czasie trochę czasu tam jednak spędzałam.
Szybko otworzyłam drzwi, zanim któreś z gospodarzy mogło zareagować, i wprowadziłam tam Fortescue, jednocześnie prowadząc z nim krótką rozmowę. A jak tylko można było uznać ją za zakończoną, tak zaraz witałam się z Joelem, poprzez zgarnięcie go w mocny uścisk.
- Niezłe dekoracje, wyjątkowo się postarałeś. - powiedziałam z wyraźnym rozbawieniem, które tylko się pogłębiło, gdy zobaczyłam wyraz twarzy Tony’ego. Jakby dopiero co dostał zapaści. Aż byłam ciekawa, ile jeszcze osób wejdzie tutaj z podobnym przerażeniem, wypisanym na tych licach. - Pomóc ci w czymś? Zanim reszta ludzi się zjawi i zrobi się totalny chaos.
W tym czasie mój ulubiony Brytyjczyk chyba przetworzył w końcu to, na co patrzy, bo rzucił słabe: - Devo ubriacarsi… - na co nie mogłam zareagować inaczej niż po prostu się zaśmiać. Ozdoby miały świetne działanie, skoro na dobrą sprawę już zgłaszał chęć dobrania się do barku.
- E chi è ora ignorante? - spytałam, posyłając mu półuśmieszek przy tym. Wystarczająco by zwrócił swoją uwagę na coś innego, wywracając przy tym oczami na moje słowa.
- Scusi… Ale tak, ze strony nas obojga to niemiłe, że rozmawiamy w innym języku, za co przepraszam. Miło cię znów widzieć, listonoszu, masz… uroczo urządzony salon. - odparł, zwracając się przy okazji do Joela. I naprawdę, ale dziwnie było go usłyszeć, gdy mówił coś po angielsku, bo mój mózg nagle nie potrafił przetworzyć jego akcentu, tak jakbym przez całą sprawę z włoskim, zapomniała, że jednak pochodził z Wysp.

Ostatnio zmieniony przez Nieve (13-11-2019 o 19h30)

Offline

#139 13-11-2019 o 22h14

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 907

https://cdn.discordapp.com/attachments/365080667937177602/530809952328089630/fa2f21562d544b22eca1cbcd8a04ac19.png
      Czternastego lutego Yoon przywitał zapachem wanilii i palcami udekorowanymi lukrem. Budząc się wcześnie rano wrzaskami domagającej się jedzenia Sexy, stwierdził, że rybki z pastą z czerwonej fasoli mogą zwyczajnie nie przypaść wszystkim do gustu w przeciwieństwie do ciastek w kształcie serduszek i z dużą ilością lukru, polewy czekoladowej i innych tego typu bzdetów. Chłopak nie przepadał za zmywaniem, więc z przerażeniem patrzył na powiększający się w zlewie stos naczyń, ale zbyt dobrze się bawił, uzewnętrzniając się artystycznie by tak naprawdę się tym przejmować. Dopiero kiedy ostatnia porcja kruchych serduszek dopiekała się w piekarniku, zdał sobie sprawę jakiego bałaganu narobił on i jego kotka. Sexy upaprana w mące zostawiła ślady na całej podłodze.
- No i czego narobiłaś, złośliwa jędzo, teraz muszę sprzątać całe mieszkanie – prychnął, spoglądając na winowajczynię, która jak gdyby nigdy nic czyściła sobie futerko.
           Większość dnia zajęło mu doprowadzenie do porządku najpierw mieszkania, potem Sexy i na koniec siebie, żeby wyglądać w miarę jak człowiek, nie dziecko Armagedonu. Ubrany w białą koszulkę i granatową marynarkę do czarnych jeansów, zaopatrzony w wielkie pudełko lodów, papierową torbę po brzegi wypełnioną ciastkami i gitarę akustyczną, upewnił się, że kotka pod jego nieobecność będzie miała co jeść nie narażając tym samym mieszkania na doszczętne zniszczenie i udał się do mieszkania numer dziewięć. Nie bardzo wiedział, jak potoczy się wieczór i czy dobrym pomysłem było zabieranie cudeńka ze sobą, dlatego zdecydował się na to, którego najmniej miało być mu szkoda w razie ewentualnych uszkodzeń.
              W końcu zatrzymał się pod drzwiami i zapukał uprzejmie, a kiedy po pięciu minutach nikt się nie pojawił, stwierdził, że nie będzie stał jak kołek, a jeśli pomyli mieszkania, może się ratować rzucając w gospodarza torbą ciastek. Widząc wnętrze mieszkania, pozbył się wszelkich wątpliwości. Wszędzie było cudownie czerwono i serduszkowo, jakby wcale nie byli grupą singli, tylko jedną wielką parą i spędzali wieczór na wspólnej randce. Nie mógł powstrzymać uśmieszku wkradającego mu się na usta. Nawet jeśli skrzynka Walentynowa Joela nie wyglądała zbyt estetycznie, jego mieszkanie robiło na nim większe wrażenie.
- Dzień dobry – przywitał się, podchodząc do zauważonej grupki, gdzie rozpoznał Heather i Joela. – Wprosiłem się – przyznał bez skrępowania, posyłając gospodarzowi oczko. – Przyniosłem lody, ciasteczka i siebie – parsknął, poruszając zabawnie brwiami. Dojrzawszy Anthony’ego, posłał mu uśmieszek i pomachał do niego torebką z wypiekami.


https://data.whicdn.com/images/308951332/original.gif

Offline

#140 14-11-2019 o 19h11

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 579

_________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/533381930176217099/106k47r.png
_______________________________.[ Mieszkanie nr 9 ]

        Cukier puder na wierzch i gotowe. Westchnąłem z ulgą, kończąc przy tym ostatni przysmak na dzisiejszą imprezę. Nie należałem do mistrzów cukierników, ale wychodziło mi to całkiem nieźle. Charlie zdążyła mnie przeszkolić już jakiś czas temu. Charlie... Byłem przekonany, że ucieszy się na wieść o zjednoczeniu sąsiadów i pomoże mi trochę z szykowaniem posiłków. Trochę się jednak przeliczyłem, bo już od dłuższego czasu nie dawała znaku życia. Prawdopodobnie miała już plany na ten wieczór. Być może właśnie teraz siedziała przy bogato zdobionym stole jakiejś niesamowitej restauracji i uśmiechała się do wysokiego, przystojnego mężczyzny znad lampki drogiego szampana... Samo wyobrażanie sobie tego było męczące. Lubiłem Charlotte. Nurtowała mnie i inspirowała, posiadając umiejętności, które ja chciałem udoskonalać. Była mentorką... Albo po prostu mi się podobała. Nie. To raczej nie to. Nie aż tak.
         Ułożyłem wypieki na ozdobnym talerzu i odwróciłem się z brudną blaszką w stronę zlewu, tylko po to, żeby załapać kolejne załamanie nerwowe w tym tygodniu. Góra. Przed moimi oczami piętrzyła się obrzydliwa wersja Mount Everest, której to wcale nie chciałem zdobywać.
         Dokładając na sam szczyt tzw. wisienkę na torcie, potarłem twarz z przejęciem. Musiałem pozmywać. Tym razem nie zamierzałem nawet liczyć na Noorę. Miałem dość. Spędziłem zdecydowanie zbyt dużo czasu, starając się zrobić coś wielkiego, dla wszystkich.
          Kiedy wróciłem dzień wcześniej do kamienicy, myślałem, naprawdę przemknęło mi przez myśl, żeby po prostu rzucić się gdzieś pod samochód. Nie wiem, co zrobiłem tym ludziom. Alex i Allia zostawili mi niespodziankę, której nie potrafiłem domyć i odkazić przez dobrych kilka godzin. Zrywanie plakatów ze ścian ukradło mi kolejny ogrom czasu. Rozwalenie pierdzielonej, sraczkowato-różowej skrzynki na kopane listy poszło szybciej. Dwie minuty i nic po niej nie zostało. Nikt nie widział, jak bardzo się wkurzyłem i mogłem tylko dziękować sobie za magię dyskrecji.
        Po wizycie w sklepie zoologicznym, wszystko potoczyło się dość szybko. Atak szoku, ustępował kolejnemu i kolejnemu. Nerwy związane z tym całym beznadziejnym zaangażowaniem w wydarzenie, które i tak nikogo nie obchodziło, osiągnęły próg skrajny. Wiedziałem, że byłem czerwony, kiedy otworzyłem drzwi. Wiedziałem, że wydzierając się na wrzodka, wcale sobie nie pomogłem. "Ty paskudna świnio!" nie były słowami, które powinny wtedy opuścić moje usta.
        Ona też nie czuła się wtedy najlepiej. Przekonałem się o tym, kiedy tylko podniosłem na nią głos. Coś ją dręczyło. Dodałem jej cierpienia. W tamtym momencie jednak, nie potrafiłem przeprosić.
        Kiedy schowałem małe żyjątko w odpowiednie miejsce, opuściłem mieszkanie w tempie błyskawicznym. Wsiadłem do samochodu i pojechałem do lasu. Deszcz nie był łaskawy. Kiedy stanąłem pośrodku jakiejś polany z głośnym świstami uderzał w moje ciało. Nie zależało mi na tym, żeby ciepło się ubrać. Nawet nie przemknęło mi przez myśl, żeby cokolwiek ze sobą zabrać. Przenikliwe uczucie zimna, wkrótce zaczęło mi doskwierać. Czerwona skóra z każdym kolejnym uderzeniem ciężkich kropel szczypała niemiłosiernie. Mokre włosy, przyklejone do twarzy zaczynały irytować. Właśnie to chciałem osiągnąć. Krzyczałem w złości. Próbowałem się wyżyć, żeby nie robić tego w domu. Noora nie zasługiwała na coś takiego. Już wystarczająco zraniłem ją tamtym zdaniem. Kiedy moje ciało miało już dosyć, a oddychanie zaczęło przychodzić mi z trudem, poczułem się lepiej. Musiałem wracać.
         Priorytetowo, pozbyłem się plakatów. Nawet tych robionych przez siebie. Nie odezwałem się słowem, ani nie spojrzałem w oczy nikomu dopóty, dopóki nie zabrałem się za szorowanie drzwi. Wtedy zapewniłem tylko współlokatorkę, że to zrobię i chcę być przy tym sam. Przeprosiłem ją, włączyłem SKAM i wyciągnąłem miętowe lody z zamrażalnika. Przynajmniej tyle mogłem zrobić, unikając przy tym dłuższej rozmowy. Chwilę przed północą zacząłem gotować, żeby skończyć o drugiej i pójść spać. Rano przebiegłem się po piętrach, zostawiając listy pod drzwiami i karteczki z notatką, że paczki będą do odebrania w czasie imprezy. Rozwaliłem skrzynkę... Zrobiłem zakupy, nie chcąc o to prosić A i A, udekorowałem mieszkanie, przygotowałem losy i znowu wróciłem do szykowania jedzenia.
          Tak dotarłem do tego momentu. Sterty brudów, ponownego horroru. Rozczulanie się nad wydarzeniami z wczoraj, pomogło mi pozbyć się ich szybciej, bez myślenia o tym jak tłusta jest patelnia, jak umaziane talerze itd. Mokre dłonie wytarłem w czerwony fartuch, który miałem na sobie i wtedy właśnie pojawili się pierwsi goście. Heather i Anthony. Upewniając się, że wokół panuje porządek, przeszedłem na przedpokój i przywitałem uśmiechem dobrą znajomą.
        - Niezłe dekoracje, wyjątkowo się postarałeś - zaczęła dziewczyna i objęła mnie na dzień dobry.
        Wbrew wszystkiemu, towarzyszył mi dobry nastrój. Byłem z siebie dumny, że doprowadziłem wszystkie sprawy do końca. Poradziłem sobie sam. Nie byłem jednak pewien, czy będę w stanie rozmawiać normalnie z dwójką, która zrobiła ze mnie sprzątaczkę...
         - Anthony... Ok. Rozgość się. Heather, mogłabyś rozłożyć wszystkie przekąski na stole? Muszę się przebrać.
         Kątem oka spojrzałem w lustro, aby dostrzec jakim chaosem byłem. Lekko rozczochrane włosy, mąka na policzku... Nie zdążyłem jej nawet wytrzeć, kiedy w progu stanął JongMin ze swoją gitarą.
         - Dzień dobry. Wprosiłem się. Przyniosłem lody, ciasteczka i siebie - wygłosił z dumą i puścił do mnie oczko. Zaśmiałem się i poprawiłem szybko fryzurę.
         - Ciasteczka możesz przekazać Heather, a tymczasem, ja się zwinę na moment...
         Po tych słowach, w lekkim popłochu, skryłem się w łazience. Jako gospodarz musiałem jakoś się prezentować. Doprowadzenie się do porządku, zajęło mi dłuższą chwilę, ale rezultat jeszcze bardziej poprawił mi nastrój. W końcu widziałem siebie w normalnym stanie.
         Moja luźna, butelkowo-zielona koszula może nie pasowała do ogólnego wystroju, ale nie martwiłem się o to. Pasowała do mnie. W końcu, ulubiony kolor... Uczesany, opuściłem łazienkę i prawidłowo przywitałem gości po raz kolejny, zakrzykując tym razem "Ale będzie imprezaaaa".
         Moje wewnętrzne, pozytywne zwierzę, zostało aktywowane.

Ostatnio zmieniony przez Berrine (14-11-2019 o 19h30)


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#141 28-11-2019 o 23h50

Straż Obsydianu
KaMinaRi
Akolita Sargousetów
KaMinaRi
...
Wiadomości: 5 645

------------

https://i.pinimg.com/originals/ac/29/48/ac2948168d892e5e53dbe47022aaa090.png

It's time.

*to tu, to tam*

Groźba Heather jakoś nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia. W końcu to małe  chucherko nie jest na tyle silne, by mnie wyciągnąć z domu siłą. Wróć. Nie jest na tyle silna by mnie z kanapy ściągnąć, a co dopiero mówić o mieszkaniu.
No zawsze w razie potrzeby, mogłem zamontować dodatkowe zamki, w końcu z tym tylko chwila roboty. Ewentualnie jeszcze mogłem podłączyć drzwi pod prąd… Ale to rozwiązanie jednak, było troszeczkę zbyt drastyczne. Z drugiej strony, przynajmniej byłaby pewność, że żaden nieproszony gość mi nie wparuje do mieszkania, ani nie zostawi żadnej niespodzianki na drzwiach. Hmm… Ten prąd, to jednak kuszący pomysł.
A propos kuszących pomysłów, gdy tylko pomachałem mojej ulubionej nowej - starej sąsiadce na pożegnanie i odpaliłem, następny w kolejności na liście odcinek Friends, to jeden pomysł wpadł mi do głowy. Ale nie wszystko na raz. Pod każdy pomysł trzeba się najpierw dokładnie przygotować, a w tym przypadku, trzeba dooobrze przygotować mieszkanie. A sąsiedzi, to hmmm… sprawa drugorzędna.
Z włączonym serialem w tle - razem z moim pomocnikiem w postaci leżącego na kanapie Magnusa -zabrałem się za rozpakowywanie rzeczy z kartonów i przestawianie mebli. W końcu trzeba było wszystko tak pięknie ogarnąć, by w powietrzu czuło się dobry przepływ energii.
Do nocy tłukłem się z przemeblowypakowywaniem i odkurzaniem, ale no nie moja wina, że jestem rąbanym perfekcjonistą, który musi mieć wszystko dokładnie wycyrklowane. To trzeba było przestawić pianino, to ustawienie biblioteczki mi nie pasowało, to kolumny stały krzywo, no i znowu trzeba było zmienić ustawienie pianina, bo jednak miejsce nie takie i krzywo stało. Oczywiście jak tylko coś przesunąłem, od razu musiał wjechać odkurzacz, no bo halo, nie mogłem pozwolić, żeby chociaż drobny paproch się zawieruszył. No ogólnie dramat.
Ale jak już się udało uzyskać zadawalający moją wybitnie wymagającą osobę, to co musiałem zrobić? Uczcić ten sukces. A w jaki sposób? Oczywiście dając koncert! I tak o to o godzinie trzeciej w nocy, niektórzy sąsiedzi mieli przyjemność usłyszenia  kilku piosenek ABBY w  wykonaniu moim i Magnusa. Tak, ta klucha pięknie wyje i szczeka w rytm muzyki. No, ale koncert nie potrwał zbyt długo, gdyż  przy szóstej piosence wjechali gliniarze, „bo sorry modro, sąsiedzi się skarżą”. Tyle z tego, że z mordeczkami na tyle dobrze się znamy – tak jak i chyba z całym komisariatem, ups – że udało mi się wynegocjować jedną piosenkę – taki tam prywatny koncert dla naszych miśków. Tak więc, jak tylko zagrałem ,,The Winner Takes It All’’ a moje policyjne ziomeczki się zmyły, przebrałem się w moje ulubione kacze kigurumi i padłem jak długi na łóżko.
Przez te nasze nocne harce z Magnusem, przespałem prawie cały dzień. No prawie, dlatego, że trzeba było z nim kilka razy wyjść na spacer, ale że wiedziałem, że po powrocie do domu, będę kładł się od razu spać, to nawet nie zajmowałem sobie głowy przebieraniem w jakieś dresy. Co jak się później okazało, nie było dobrą opcją, bo oberwałem od jakiejś starszej kobiety reklamówką z zakupami.
Wiecie. Ja tylko chciałem jej pomóc przejść przez ulicę, a ta zaczęła krzyczeć, że jestem kaczym bandytą czy coś takiego. Nie byłbym zdziwiony jakby znowu poszła farba, że po parku grasuje „duża kaczka na sterydach, atakująca bezbronne staruszki”. Cały ja.
Na nieszczęście dla mojej ulubionej nowej – starej  sąsiadki przypomniałem sobie o imprezie, gdy jej już nie było w domu. Czemu nieszczęście? Bo wykorzystałem okazję i wróciłem do swojego mieszkania po „prezent” dla niej.
Stojąc pod drzwiami do mieszkania Heather, wahałem się przez chwilę czy na pewno powinienem to robić. Z jednej strony, to takie dziecinne, ale z drugiej… Prezentu sama by nie przyjęła, więc skoro się powiedziało a, to trzeba powiedzieć b.
Przykucnąłem przy drzwiach, wyciągnąłem dwie nadużyte już lekko agrafki i zacząłem grzebać przy zamku. Otworzyć drzwi to nie problem, zamknąć je to już inna sprawa, ale przecież nie można się martwić takimi błahostkami, zwłaszcza że Landryna była na tyle roztrzepana, że mogła spokojnie uznać, że zapomniała je zamknąć. Gdy tylko usłyszałem, charakterystyczne dla otwieranych drzwi kliknięcie, od razu wparowałem do środka mieszkania i udałem się do sypialni, starając się przy tym nic nie przewrócić, ani nie zrobić nic, co by wcześniej mogło zdradzić moją obecność w tym mieszkaniu.
Kiedy tylko skończyłem moje dzieło i upewniłem się, że nikt nie zobaczy jak wychodzę z mieszkania numer 6, czmychnąłem na górę do swojego mieszkania. Umówmy się wystawianie się teraz na odstrzał jak kaczka nie było dobrym pomysłem. Najlepsze co można było zrobić, to wrócić i zabarykadować się razem z Magnusem w mieszkaniu.

Ostatnio zmieniony przez KaMinaRi (28-11-2019 o 23h52)



https://i.imgur.com/KzDanb8.jpg

Offline

#142 29-11-2019 o 12h54

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 503

_____________________Ethan MacKintosh

Mieszkanie 12a; apartament Joela i Noory




___________
Big      wheels      keep     on     turning
Carry    me    home   to   see   my   kin.
Singing  songs  about the  southland
I      miss'ole' 'bamy        once       again
(and        I       think        it's       a      sin).



          Wracając w sobotę wczesnym popołudniem do domu z miasta od razu się zorientował, że ma niezapowiedzianego gościa. Już odbierając wielką paczkę z zamówioną komodą od kuriera, który przydybał go przed drzwiami do kamienicy i podpisując pokwitowanie usłyszał przez uchylone okienko sutereny dochodzące z jego mieszkania jakieś szalone hałasy. Były to jednak hałasy poniekąd znajome - niewiele osób na świecie mogło słuchać równie głośno hitów starszych od siebie samych o dwadzieścia, trzydzieści lat. Nie mógł się powstrzymać przed ostentacyjnym, cierpiętniczym westchnieniem.
Kiedy już udało mu się wtaszczyć wielką paczkę na korytarz i donieść ją pod swoje drzwi, które następnie otworzył łokciem, aż zarzuciło go z wrażenia na ścianę. Dostrzegł Emily, balansującą na stołku i zawieszającą na starej lampie sufitowej girlandę z małych, czerwonych serduszek i bujającą się w rytmie piosenki ryczącej w radiu tak głośno, że aby w ogóle zwróciła na jego wejście uwagę, musiał przejść przez pokój i ściszyć muzykę.
- Sweet home Alabama! - dało się słyszeć, zanim Emily zorientowała się, że jej podkład muzyczny przycichł, przestała śpiewać i odwróciła się do brata.
- Zabiorę ci klucze. - oznajmił on zamiast powitania, w roztargnieniu głaszcząc łeb witającej go Wyndy, w oszołomieniu patrząc na dzieło siostry, które obejmowało rozwieszenie papierowych serduszek w oknach, na wszelkich elementach odstających ze ścian, a także kilka czerwonych balonów, bujających się tu i ówdzie.
- Ethan! - ucieszyła się dziewczyna, zaskakując ze stołka i przytulając go na powitanie - Co tam przyniosłeś? - zainteresowała się jeszcze, wskazując stojące przy drzwiach pudło.
- Komodę. - odparł z rozbawieniem, próbując ustać na nogach z siostrą uwieszoną na szyi - A ty? - spytał retorycznie, przesuwając spojrzeniem po pokoju, nagle oszałamiająco czerwonym - To jakiś projekt zachęcający do prokreacji czy...? - urwał, parskając śmiechem, kiedy Emily wbiła mu palce pod żebra. - A tak poważnie, kto to niby posprząta?...
- Mógłbyś chociaż raz nie zrzędzić? To dla poprawy humoru. Przyniosłam też obiad na wynos. - oznajmiła, wskazując leżącą na blacie kuchennym siatkę.
Ethan natychmiast zapomniał o serduszkowej powodzi i o ripoście, że humor miał całkiem niezły dopóki tego nie zobaczył i zajął się dwoma styropianowymi opakowaniami, których zawartość praktycznie od razu trafiła do mikrofalówki.
- Fish and chips?
- Aye. - Emily otrzepała ręce o spodnie - Masz na lampie pełno kurzu.
- Jak dziewięćdziesiąt procent społeczeństwa. I nikt ci nie kazał tam włazić.
- Potrzebujesz z tym pomocy? - ruchem głowy wskazała szary karton.
- Jak chcesz. Razem szybciej pójdzie.
- Skręciłam sama większości mebli kuchennych. - pochwaliła się, na co Ethan prawie prychnął i ostatkiem sił powstrzymał się od uszczypliwej uwagi na temat męskości jej chłopaka, Jeremy'ego.
Chwilę później zasiedli obok siebie na dwóch stołkach przy blacie i zabrali się za jedzenie.
- Wiesz, wpadłam wcześniej, bo potem będę... No, wiesz. Z Jeremym. Dzisiaj walentynki. - dodała tłumacząc jak krowie na rowie, jakby serduszkowa katastrofa mogła być dla niego niewystarczającą wskazówką - Będę zajęta.
Ethan spojrzał na nią z ukosa i pociągnął łyk ze szklanki. Bardzo nie chciał musieć sobie wyobrażać, czym Emily będzie zajęta.
- W porządku, to nie problem. Ale jeśli palant znowu wywinie jakiś numer... - zamilkł, widząc ostrzegawcze spojrzenie siostry - Właściwie i tak miałem plany.
- Plany? - Emily z wrażenia nie wcelowała widelcem z kawałkiem ryby do ust i zawiesiła sztuciec nad talerzem - Jakie plany?
W jej głosie była wręcz podejrzliwa nuta, ale chłopak jej się nie dziwił. W końcu był tutaj tydzień, praktycznie nikogo nie znał na tyle dobrze, by móc chcieć spędzić z tą osobą dzień zakochanych. A tylko jedną, właściwie, którą mógłby być potencjalnie zainteresowany.
- Idę na imprezę. - oznajmił nonszalancko. Emily wytrzeszczyła oczy.
- Ktoś cię zaprosił?
- To takie dziwne? - zapytał, dość urażonym tonem.
- Wiesz, co mam na myśli...
- Spokojnie. To sąsiad organizuje imprezę i najwidoczniej zaprosił wszystkich.
- O! - kobieta wyraźnie odzyskała entuzjazm - To świetnie! Poznasz nowych ludzi... Aż żałuję, że nie mogę pójść z tobą...
Ethan powstrzymał się przed oznajmieniem, że w takim wypadku zdecydowanie nie poznałby nikogo, a walentynki z młodszą siostrą to zapewne mogła być jakaś wymyślna forma tortur. Dokończyli posiłek, wzięli się za skręcanie komody, a kiedy skończyli - raz musieli połowę zdemontować i robić wszystko od nowa, bo instrukcja była wydrukowana do góry nogami - Ethan właściwie miał jakąś godzinę do wyjścia. Pogratulował sobie w myślach, że symboliczne kartki walentynkowe w postaci broszur zatytułowanych "Niepodległa Szkocja", które wydrukowała Emily przed rokiem na jakiś projekt na studiach w nadmiarze i teraz chętnie się podzieliła, są już wrzucone do skrzynki, a trochę mniej symboliczna paczka opisana numerem 10a leży obok niej praktycznie od rana.
Niedługo po wyjściu siostry wziął szybki prysznic, ubrał się może trochę staranniej niż na co dzień - bo w porządnie uprasowane rzeczy i z wpiętą w koszulę wypolerowaną przypinką - i poświęcił dobrą chwilę rozważaniu, czy faktycznie powinien zabrać ze sobą Wyndę. W końcu doszedł do wniosku, że skoro została zaproszona, to chyba tak i wyszedł z mieszkania, kierując się na drugie piętro.
          Pod dziewiątką było już parę osób. Ethan w pierwszej kolejności przywitał się z Joelem i złożył na jego ręce butelkę porządnej szkockiej whisky.
- Dziękujemy za zaproszenie... - zaczął i zaraz urwał, bo Wynda już szykowała się do dania Joelowi mokrego całusa - Socair sìos, Wynda. - przywołał ją do porządku i suczka karnie posłuchała, ale cofając się zerknęła na swojego pana z lekkim wyrzutem. Ethan westchnął.
- Dziękujemy bardzo. A jeśli ta niewychowana pannica będzie się za bardzo narzucać, to wyląduje pod kluczem i tyle.
Oprócz gospodarza zauważył Yoona, który uciekł babci i najwyraźniej wcale nie było to mniej traumatyczne przeżycie od ucieknięcia tyranowi oraz dziewczynę z bardzo oryginalną fryzurą. Podszedł do nich, rejestrując kątem oka, że własny pies go porzucił i poszła sobie, zadowolona, za Joelem. Zdrajczyni.
- Cześć. Jestem Ethan.- przedstawił się dziewczynie i przywitał z Yoonem. Po chwili dostrzegł jednak w głębi pokoju kogoś nawet bardziej znajomego, kogo mógłby zagadać - pana angola. Podszedł do niego, przywitał i poczęstował się ciastkiem z półmiska. Było całe w różowym lukrze. Nawet smaczne. Oparł się tyłem o stół, to zawsze lepsze niż opieranie się o ścianę - Fajna impreza. - dodał bez sensu, przyłapując się na tym, że szuka spojrzeniem blondwłosej sąsiadki - Dla-znajomych-Gwen nie przyszła z tobą? - zagaił, czując potrzebę sięgnięcia po papierosa, ale opanował się - ostatecznie niedawno wypalił dwa. Powinien zapytać Joela, czy palenie przy otwartym oknie będzie w porządku, czy będzie musiał w tym celu schodzić na dół. Ale to później. Na razie rozglądał się po mieszkaniu sąsiada czując, że będzie potrzebował sporo czasu, żeby poczuć się swobodnie. Już sam fakt, że ze wszystkich podszedł właśnie do Anglika...
Ironia losu. Ot, i tyle.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (02-12-2019 o 13h45)

Offline

#143 03-12-2019 o 18h17

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 390

_______________________________ Anthony Fortescue

> pisze się ok




_______________________________ Heather Stapleton

> Dalej dziewiątka, Lewis jeszcze jest bezpieczny.

Tylko kolejna osoba pojawiła się w mieszkaniu, a ja już widziałam, jak Anthony poszedł sobie polać czegoś mocniejszego z rozstawionych na stole rzeczy. I nie powiem, było to nawet zabawne do oglądania, jednak postanowiłam się chwilę skupić na powierzonym mi przez naszego kochanego Joelka zadaniu, toteż odebrałam ciasteczka od Yoona. Pomińmy fakt, że jedno od razu skradłam, biorąc od razu sporego gryza i rozkoszując się słodkim smakiem na języku.
- Powiedziałabym, że jesteś najlepszym prezentem na walentynki, ale… Cóż, te ciasteczka na razie mnie wygrały, ale kto wie, może Joelowi przypadniesz bardziej do gustu! - powiedziałam wesoło, zabierając się za to, o co prosił mnie nasz dzisiejszy gospodarz. Przynajmniej tymczasowy, bo nie wątpiłam, że co niektórzy mogą później wrócić nie do tych mieszkań, co trzeba i tam kontynuować zabawę. - Miło cię znów widzieć. I twoją gitarę, chociaż nie wiem, czy dobrze przemyślałeś zabranie jej tutaj, nie chcielibyśmy, by komuś znowu uszy odpadły. - dodałam jeszcze, posyłając mu przy tym oczko.
Wydarzenia ostatniego tygodnia tylko pokazywały, że niekoniecznie dobrze kończyło się dopuszczanie mnie to tych jego skarbów, już pomijając, że dali mi wtedy jeszcze śpiewać. Zła kombinacja, z pewnością, dla ich bębenków. Masochiści. Jednak kim ja byłam by im odmawiać, jak znów się okazja nawinie? Tym bardziej, jeśli nikt nie będzie mnie od tego powstrzymywał.
Szybko rozłożyłam przygotowane już rzeczy na stole, w klasyczny, artystycznym porządku — bo po co by to segregować jakoś rodzajami, skoro później i tak wszystko miało skończyć zmieszane gdzieś na chodniku. Optymistycznie zakładając, że ludzie zdążą dobiec do okna, gdy przyjdzie co do czego.
Joel wrócił, drąc się od wejścia, o tym, jak zajebista będzie zabawa. Prychnęłam tylko rozbawiona na to zachowanie, postanawiając polać wszystkim obecnym czegoś słodkiego, co znalazłam na stole. I dolać Anthony’emu, bo byłam prawie pewna, że inaczej on tego nie zniesie. Pełne szklanki miałam zamiar wcisnąć w ręce chłopaków, jednak nim zdążyłam to zrobić, zjawiła się kolejna osoba i to z psem, który od razu leciał do Joela.
Gdybym nie była takim ślimakiem, to pewno biedak już by miał całe winko na sobie i musiał się znowu przebierać, albo zrobić nam jakiś striptiz. Jakby życie już za mało go karało.
- Heather, zapraszam na ploteczki i coś słodkiego, przyjmę każde nowe dziecko. - przedstawiłam się, podając przy okazji chińczykowi szklankę z winem. Pewno powinnam go była wcześniej zapytać, czego by się napił, ale jaki student odmawiał taniemu, słodkiemu winu. Tak się zwyczajnie nie robiło. - Salute! - dodałam jeszcze, w małej parodii toastu, nim sama pociągnęłam łyka.
I mogłam usłyszeć, że przynajmniej Tony poszedł w moje ślady, nie żeby jego trzeba było dzisiaj do tego zachęcać, bo oczywiście powtórzył moją wypowiedź, zaraz po tym jednak zajmując się rozmową z nowoprzybyłym.
- To jak tam Noorka, nie wychodzi z pokoju czy może uciekła od ciebie do pracy? - rzuciłam zainteresowana, pochylając się nad blatem w stronę Joela.

Offline

#144 05-12-2019 o 22h43

Straż Obsydianu
Ermira
Pokonała kurę
Ermira
...
Wiadomości: 916

                                                                               g    w    e    n    d    o    l    y    n        s    u    l    l    e    n
                                                                               ho, ho, ho, imprezka


     Generalnie to Gwen nie była przygotowana na dzisiejszy dzień i generalnie to zdecydowanie wolałaby zostać dzisiaj w domu - pod ciepłą kołdrą, z herbatką i kompresem na brzuchu. A wszystko przez te "kobiece sprawy", "przypadłości", "TE trudne dni".
     Podniosła się z łóżka i przeczesała włosy ręką. Spojrzała na zegarek, mrużąc delikatnie oczy. Kiedy już się wybudziła to niemal od razu sprawdziła czy przypadkiem nie poplamiła - o zgrozo - jasnej pościeli. Westchnęła przeciągle. Impreza u niejakiego Joela spod dziewiątki pewnie już powoli zaczynała się rozkręcać, a ona zamiast być tam, była tutaj, w mieszkaniu 10a, po omacku szukając przeciwbólowych, bez nawet najmniejszej chęci spędzenia najbliższych kilku dni w towarzystwie większej ilości osób.
     Tony już wyszedł - bez niej. Powiedziała mu jeszcze tego ranka, że woli zostać w domu, zamówić samotną pizzę i czytać webtoony. Teraz natomiast zaczynała żałować tej decyzji. Po chwili namysłu doszła do wniosku, że właściwie to miała jeszcze czas na przygotowanie się.
     Upięła włosy, pomalowała usta czerwoną szminką, pomalowała oczy. Ubrała satynową sukienkę, nieco wyciętą, jednak zachowującą klasę. Nie zapomniała oczywiście o czarnych rajstopach i krótkich spodenkach - tak na wszelki wypadek - wolałaby na imprezie nie popełnić żadnej gafy. Wzięła torebkę i spakowała do niej leki przeciwbólowe, nie zapomniała oczywiście o prezencie dla gospodarza - otwórz-na-specjalną-okazję winie, które dostała od matki na dziewiętnaste urodziny oraz o walentynce, do której wcisnęła kupony rabatowe do Maca.
     Poszła pod dziewiątkę, gdzie niemal od razu wyhaczyła Joela, któremu wręczyła butelkę. Stał z dziewczyną ze specyficznymi włosami, aż dziwne, że Gwen nie kojarzyła jej nawet z widzenia.
   -- Dziękuję za zaproszenie -- uśmiechnęła się szeroko -- Powiem Wam, że nieźle się prezentujecie, pani sąsiadko i panie sąsiedzie -- mrugnęła do nich, kładąc ręce biodrach -- Gwen, miło poznać -- uśmiechnęła się do dziewczyny, po czym rozglądnęła się po mieszkaniu, a jej oczy niemal od razu wyhaczyły Ethana.
     Zwykle lubiła imprezy, teraz jednak nie czuła się do końca pewnie - pomyśleć, że tak prosta, biologiczna sprawa może nawet tak ekscentrycznej i otwartej kobiecie odebrać tyle pewności siebie. Z trudem powstrzymywała się od niepewnego garbienia się, przygryzania policzka i, o zgrozo, nerwowego miętoszenia rąk. Zawsze mogła się jeszcze wycofać - w końcu jak na razie widział ją tylko Joel i nie-do-końca-znajoma-kobieta, nie?
     Westchnęła, po czym uśmiechnęła się do nich, rzucając coś o przywitaniu się z resztą przybyłych.
   -- Ethyyy -- woła, rzucając się na Szkota (po prostu do niego podeszła, duh), który akurat rozmawiał z Tonym -- Hej, piękni -- uśmiechnęła się szeroko -- Znacie tu kogoś? Albo będziecie znali, jeśli przyjdą? Ty na pewno znasz... Tony, przedstawisz nas z resztą, nie? -- uniosła delikatnie brwi.
     Jej humor i zachowanie były co prawda delikatnie przez nią wymuszone, ale... fake it till you make it.

Ostatnio zmieniony przez Ermira (05-12-2019 o 22h44)


vape i w*******

Offline

#145 08-12-2019 o 15h37

Straż Cienia
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 701

https://i.imgur.com/Apgfmcg.png

@maddienau


relki


w i t a m   s i ę   j a ; )

Ostatnio zmieniony przez Sarahna (08-12-2019 o 15h51)



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#146 09-12-2019 o 20h55

Straż Cienia
Satomi-iko
Straż na szkoleniu
Satomi-iko
...
Wiadomości: 251

____________________https://cdn.discordapp.com/attachments/395327892067713025/530765456777412609/26854566424d43cfd7546a9910fb2cb7.png
/////////////////////////////// Mieszkanie, Sklepy, Lodowisko, Pizzeria, Park, Znów mieszkanie...

Uwaga foczki, Noorka wpada!
Nikogo nie wrzuciła do maszynki, co mieli mięsko na mielonki, z których Joel robi takie małe fajne kotlety dwa razy w miesiącu, bo on ją ubiegł. Soł... Allia i Alex jak (nie) żyją to ona nie ma nic z tym wspólnego!

Miłej lektury!



     To nie miało być tak.
Joel miał być zachwycony prezentem. W końcu tak się starałam! Poza tym byłam przekonana bardziej niż święcie, że właśnie dzięki temu odnajdę mu tego jedynego! A co dostałam? Zdechłą rybę, która ostatecznie wylądowała w skrzynce pocztowej Alex’a, i ogromną awanturę. Nawet lody tego nie naprawią. Byłam zła… Ale nie na niego.

Całą swoją złość skierowałam na Alex’a i Allię. Siedząc wtedy jako rozpływające się (ze smutku) kocowe buritto i oglądając po raz tysięczny SKAM, układałam w głowie plan na zemstę. Popamiętają mnie.
Na całe życie.

Szef obiecał mi wolne w walentynki, więc praca odpadała. Heather niezbyt chciała mnie chyba widzieć po tym, jak odebrałam od niej prezent dla współlokatora, więc postanowiłam udać się na randkę z samą sobą. Było to dość bezpieczne wyjście, aczkolwiek nie tak tanie. Zabrałam siebie pierw na zakupy, później na lodowisko, aż ostatecznie zaskoczyłam sama siebie rezerwacją stolika i ogromną pizzą hawajską z dodatkowym ananasem z puszki (mojej), na którego, po mały flircie i podaniu swojego numeru telefonu (raczej Joela ha!), udało mi się dostać zgodę kelnerki. Cóż… Dzisiejszego dnia jedyną kobietą, jaka się dla mnie liczyła, byłam ja sama.
Zwieńczyłam to udaniem się do parku, gdzie spotkałam przesympatyczną parę… labladorów, które wylizały mnie za wsze czasy. Byłam szczęśliwa. Nawet jeśli ich właściciele patrzyli na mnie nienawistnym wzrokiem, kiedy świergotałam jak najęta do ich pociech. No cóż… powinni być wdzięczni, że to ja się z nimi bawiłam, a oni mogli na spokojnie pomarznąć sobie.

Nadszedł czas na powrót do domu.

Stałam pod drzwiami do własnego mieszkania, nie wiedząc, co zastanę. Zapłakanego Joela? Niedźwiedzia na monocyklu? Karton miętowych lodów i kartkę z przeprosinami? Zapakowane walizki? Wyciskarkę do czosnku, która opanowuje nasze mieszkanie? Nie czej, to ostatnie to w halloween trzy lata temu...

Weszłam… i poczułam się 15 lat młodsza, gdy wraz z Joelem uciekliśmy z imprezy szkolnej i objadaliśmy się czekoladkami, jakie najpopularniejsza dziewczyna dostała od grona swoich wielbicieli, a które ukradliśmy z jej szafki. I tak na nie nie zasłużyła. Miała krzywe jedynki i pluła, gdy mówiła.

Nie mniej. Udałam się do salonu. Czas jakby zwolnił, gdy spojrzałam na Joela. Chyba obawiał się, co zrobię. Może wszyscy się bali? Może dalej miałam na sobie futro? Albo głośno mówiłam o tej wyciskarce do czosnku.
-Mam nadzieję, że załatwiłeś kolumnę, bo chętnie zatrzęsę tą kamienicą w rytmach Whitney. - Powiedziałam szeroko uśmiechnięta, po czym ukradłam lukrowane serduszko i uwodzicielsko odgryzłam jego kawałeczek.
Dobra, czas poznać naszych współ… kamiennicowców? Chyba tak. Do kogo by tu… Ach!
-Chyba nie będzie trzeba przynosić dodatkowego oświetlenia, taki blask bije z twoich oczu~
Przywitałam się głębokim głosem z uroczą kobietą (@Ermira~), ucałowując jej dłoń.
-Chyba się jeszcze nie znamy. Jestem Noora, mieszkam tu. No wiecie.. ta bardziej rozgarnięta współlokatorka.


https://66.media.tumblr.com/ca1bfc8ed29ac84be8bb0a44a4c6824c/tumblr_ol62lcC4kj1ru0b90o3_500.gifv

Offline

#147 10-12-2019 o 01h12

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 907

https://cdn.discordapp.com/attachments/365080667937177602/530809952328089630/fa2f21562d544b22eca1cbcd8a04ac19.png
Mieszkanie Joela i Noory
         W miarę rozrastającej się liczby osób na małej powierzchni kwadratowej, powietrze w mieszkaniu robiło się coraz cieplejsze, a hałas bardziej nieznośny. Yoon nie mógł sobie odmówić i kiedy tylko lody i ciasteczka zostały mu odebrane i rozłożone, te pierwsze w lodówce, te drugie po miskach, nic go nie powstrzymywało od delikatnego brzdąkania w struny do muzyki, która grała mu w głowie. Nie była to konkretna melodia, ot luźne dźwięki, które brzmiały obok siebie i nie raniły w  uszy. Wpasowały się w przyjemną atmosferę luźnych pogawędek i rozbrzmiewały gdzieś obok tworząc tło do zapoznania.
             Kiedy obok nich pojawił się właściciel uroczego psiaka, Yoon posłał mu powitalny uśmiech, cofając się o krok przed ciekawskim zwierzakiem, ale ten zaraz na dobre zadomowił się w pobliżu Joela, zostawiając go w spokoju. Nie żeby nie lubił psów, po prostu… będąc rasowym kociarzem czuł się swobodniej mając przy sobie to miauczące dziadostwo niż szczekające bydle. Potem Ethan sobie poszedł, Joel sobie poszedł, Heather wcisnęła mu szklankę wina w dłoń i też go zostawiła, aż przez chwilę nie bardzo wiedział, co ze sobą zrobić. Nie byłby jednak sobą, gdyby na dłuższy czas pozostał podpierając ściany. Nie Yoon Jongmin, który był raczej z natury towarzyskim zwierzem i nawet jeśli ktoś miałby spojrzeć na niego dziwnie, wolał chociaż spróbować się odezwać. No i miał swoją gitarę, więc żaden podryw/tekst na powitanie nie był mu straszny.
                 Dopił swoje wino, poprawił szelkę gitary i zapodając akordy skocznej melodii, brzmiącej jak nieco przyspieszona wersja jakiejś ballady, ruszył w stronę towarzystwa przy stole, gdzie widział kilka znajomych twarzy i jedną całkiem nieznajomą, której nie miał przyjemności poznać. Nieznajoma ślicznotka właśnie składała dżentelmeńskie pocałunki na dłoniach… Gwen o ile dobrze pamiętał i jakoś miał wrażenie, że nawet jeśli dziewczyny nie znał, chyba nie chciał się na razie w to wtrącać. Korzystając z okazji, złapał jedno z przygotowanych przez siebie ciastek, niemal od razu pakując je sobie w całości do ust.
- O czym rozmawiacie? – zapytał ciekawsko, zaraz po tym jak upewnił się, że przywitał się z wszystkimi przynajmniej jednym uśmiechem i filuternym spojrzeniem spod rzęs. A co, lubił niewinnie flirtować i widzieć zdziwione/zmieszane i jeszcze inne reakcje, zwłaszcza kiedy odbiorcą był drugi mężczyzna.
- A ciebie chyba nie miałem przyjemności poznać – zwrócił się do Noory, kiedy ta puściła dłoń Gwen. – Yoon Jongmin, nadworny grajek, do usług – parsknął, kłaniając się dwornie z gitarą, uśmiechając słodko do nowo poznanej.
- No dobra, to teraz wszyscy przyznać się, ile walentynek dostaliście w tym roku? – zapytał rozbawiony, łapiąc na próbę jakieś losowe akordy, żeby zaraz na dobre zacząć grać motyw przewodni z jakiejś gry, której nie pamiętał.
               Yoon miał to do siebie, że jak już trzymał jakiś instrument, nie potrafił powstrzymać odruchów i grał, pierwsze co mu przyszło na myśl, często dając się porwać i pozwalał robić wyćwiczonym dłonią co chciały, ciesząc się wypływającymi mu spod palców przyjemnymi dźwiękami akustycznej gitary. Lubił grać i lubił słuchać. Śpiewać też potrafił, choć nie tak dobrze jak grać. Muzyka zawsze istniała w jego sercu, w końcu rozrastając się do rozmiarów szczerej miłości, która stała się jego pasją i marzeniami. Nie wyobrażał sobie siebie bez instrumentów.


https://data.whicdn.com/images/308951332/original.gif

Offline

#148 21-12-2019 o 01h39

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 579

_________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/533381930176217099/106k47r.png
_______________________________.[ Mieszkanie nr 9 ]

        Drzwi otworzyły się po raz kolejny, a do pomieszczenia wszedł dobrze mi znany Szkot. W dłoni dzierżył butelkę połyskującej złotem whisky. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Zdarzyło mi się kiedyś poczytać co nieco o kraju jego pochodzenia. Konkretniej z  czasów bitwy pod Culloden, czyli bodajże XVIII wieku. Coś co utkwiło mi w pamięci to właśnie ten pędzony w domu alkohol i zaciętość Highlanderów. Klany to jeden wielki bałagan. Państwo w państwie, w państwie. Podział terenami, prywatni władcy... Dziwne, ale ciekawe. Musiałem dopytać o to sąsiada. 
        - Dziękuję - wybąkałem z niecierpliwością, kiedy spomiędzy jego nóg, wystrzeliła w moim kierunku jedna z najwspanialszych, włochatych kulek, jakie przyszło mi ostatnio poznać.
        Fakt. ALkohol. Jakiś dobry. Podobno "najlepszy", ale Wynda! Musiałem ją pogłaskać.
        Teraz.
        Machnąłem wolną dłonią, zbywając podziękowania chłopaka. Nie spuszczałem z oczu, wesoło podrygującego futerka. W końcu przykucnąłem i było blisko, a skończyłbym leżąc jak długi na podłodze. Utrzymanie równowagi okazało się wyzwaniem, kiedy ciałko psiny atakowało ze wszystkich ston, byleby dosięgnąć językiem mojego nosa.
        - Socair sìos, Wynda - przywołał ją do porządku Ethan.
        Suczka posadziła swoje zgrabne cztery litery, nie ukrywając przy tym oburzenia. Spojrzała na swojego pana i wróciła wzrokiem do mnie. Jej ślepia połyskiwały w euforii. Pogłaskałem ją między uszami i zachęciłem do podążenia za mną, w drodze do kuchni. Nie musiałem się szczególnie wysilać. Echo pazurków uderzających rytmicznie w deski, pojawiło się już po pierwszych dwóch krokach. Cudowna istota.
         - Noora powinna zaraz opuścić swoją jaskinię - odpowiedziałem na pytanie Heather. Wygiąłem się przy tym dość niezdarne, ażeby uniknąć, kierującej się niebezpiecznie w moją stronę bordowej cieczy, którą ta miała w kieliszku. Nie mogłem pozwolić na zaplamienie koszuli. To jedyna jaką posiadałem. Wszystkie inne zostały potraktowane wcześniej przez wrzodka.
        - Dziękuję za zaproszenie - usłyszałem głos współlokatorki Anthony'ego. - Powiem Wam, że nieźle się prezentujecie, pani sąsiadko i panie sąsiedzie - dodała jeszcze dziewczyna i podała mi butelkę.
        Postawiłem ją obok innych trunków i wtedy do mieszkania weszła Noora. Złapałem się na tym, że przez ten cały czas, byłem głupio przekonany, że siedzi w pokoju. Nie wiedziałem jakim cudem przegapiłem moment, kiedy go opuściła. To pewnie przez ten chaos organizacyjny.
        Poczułem, że atmosfera odrobinę się zagęściła. Odbierałem jakieś dziwne, może nerwowe, promieniowanie od strony Heather i chyba sam wydzielałem podobne. Nie byłem pewien co zrobi wrzodek. Po wczorajszym...
        - Mam nadzieję, że załatwiłeś kolumnę, bo chętnie zatrzęsę tą kamienicą w rytmach Whitney.
        Ta wypowiedź rozwiała wszelkie chmury kłębiące się nad moją głową. Będzie dobrze. Teraz byłem już tego pewien.
        Z uśmiechem obserwowałem szalone flirty najlepszej przyjaciółki. Heather wcisnęła mi, w tym czasie, do ręki szklankę wina i odeszła gdzieś w stronę łazienki. Nie poświęciłem temu jednak za wiele uwagi, gdyż obserwowanie Noory w jej żywiole pochłonęło mnie zdecydowanie bardziej znacząco. Do jej rozmowy wtrącił się jeszcze JongMin, a szkoda, bo liczyłem na rozkręcenie się akcji.
        *Pi-pik*
        Upiłem łyk i podszedłem do kanapy, po leżący na niej telefon. Wiadomość od Alexa. Mieszane uczucia. Pisał, że Allia gdzieś pojechała, a on oczywiście za nią. Na więcej detali miałem poczekać, bo nie miał czasu... Część mnie cieszyła się z takiego obrotu wydarzeń. Nie mogłem ukrywać faktu, że nie chciałem widzieć tej dwójki. Nie teraz. Nie po sytuacji z wcześniej. Odpisałem krótkie "ok" i rzuciłem urządzenie między poduszki.
        - JongMin, zapuść jakiś fajny kawałek! Może być z głośnika, albo na żywo. I szczerze nie liczyłem, ani nie czytałem jeszcze swoich - dodałem jeszcze, udzielając odpowiedzi na jego pytanie.

Ostatnio zmieniony przez Berrine (21-12-2019 o 03h58)


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#149 21-12-2019 o 18h03

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 503

_____________________Ethan MacKintosh

Mieszkanie nr 9


          Angol był dziwnie milczący, jednak Ethan prawdopodobnie i tak poświęciłby jego odpowiedzi mniej uwagi niż Tony na to zasługiwał, bo oto ukazała się ich oczom Gwen - niczym wilk wywołany z lasu podeszła do nich, z szerokim uśmiechem na ustach. Ethan uśmiechnął się również na jej entuzjastyczne powitanie, chociaż sama panienka Sullen wydawała się być jakoś bardziej przygaszona, niż miała to w zwyczaju. Może nie lubiła imprez? Kto wie.
- Ja znam taką jedną blondynkę, ale chyba już przyszła. - oznajmił wesoło, sięgając po coś do picia. Nalał alkoholu do plastikowego kubka i dopełnił colą - Napijesz się, Gwen? Jak mówiłem, blondynka. Uważaj na nią. Mówi językami. - z trochę zawadiackim uśmieszkiem podał dziewczynie drinka, nachylając się do niej konspiracyjnie, po czym zrobił sobie podobnego - już po chwili poczuł przyjemne, rozgrzewające ciepło. Dołączyła do nich jeszcze jedna, tym razem nieznajoma dziewczyna, ale poświęciła jemu i Tony'emu minimum uwagi, skupiając się na Gwen i to z nią się najwylewniej przywitała kurtuazyjnym pocałunkiem w dłoń i jakimś okropnym tekstem. Czy ona ją podrywa? Ethan prawie się zakrztusił - prawie, nie jak na herbacie podczas swojej pierwszej doby w kamienicy, kiedy Tony i Gwen robili sobie aluzje, a on prawie się udusił - ale na chwilę zamarł, trochę się zmieszał i ogółem miał bardzo zagubiony wyraz twarzy. Zakłopotanie zakrył kubkiem, który niepostrzeżenie opróżnił i musiał dolać więcej płynu. Tym razem drink był trochę mocniejszy. W chwilę później podszedł do nich jeszcze Yoon - który posłał mu bardzo flirciarski uśmiech, co sprawiło że scenariusz się powtórzył i Ethan zaczął się zastanawiać czy przypadkiem wszystko z nim w porządku.
Doszedł do wniosku, że najwyraźniej musi jeszcze trochę wypić więc zrobił sobie kolejnego drinka, a że właśnie rozbrzmiała muzyka, ewidentnie zwiastując rozpoczęcie wieczoru, postanowił sobie że tym razem będzie się dobrze bawił ze swoimi nowymi znajomymi. Którzy ani trochę nie byli dziwni. Było mu to zwyczajnie potrzebne po wydarzeniach ostatniego, niesamowicie intensywnego tygodnia. Ostatecznie daleko do domu nie miał, impreza się rozkręcała, towarzystwo było miłe, a Wynda wydawała się być w dobrych rękach na wypadek, gdyby jej pan zaliczył zgon. Idealne warunki żeby się trochę zresetować.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (21-12-2019 o 18h04)

Offline

#150 22-12-2019 o 12h51

Straż Cienia
amelinie
Młody rekrut
amelinie
...
Wiadomości: 26

_________________________M o n i k a    C z a r k o w s k a _________________________
MIESZKANIE 4, POZNIEJ POD MIESZKANIEM NR 9
Oh Gosh, nie chce mi się tak jak jej




       Wprowadzenie się do tej kamienicy nie należało do jakiś wielkich przyjemności. W  jej " n o w y m"  mieszkaniu zostały jeszcze rzeczy poprzedniego właściciela, który najwidoczniej opuścił je w ogromny pośpiechu. Monika nie potrafiła zrozumieć co mogłoby skłonić tajemniczego poprzednika do takiej dramatycznej decyzji, przecież ten budynek w jakże idealnej lokalizacji jest perfekcyjnym miejscem do osiedlenia się, założenia rodziny i dożycia późnej starości... Ta jasne. W pierwszym odruchu chciała wyrzucić wszystkie te, według niej, śmieci przez okna. Upiekłaby wtedy dwie pieczenie na jednym ogniu, nie dość ze oczyściła by klitkę w której przyszło jej mieszkać z niepotrzebnych pierdół, to jeszcze mogłaby się wyżyć. Oh, ile frajdy by jej to przyniosło. Jednak jej dwudziestotrzyletni, dorosły zdrowy rozsądek powstrzymał ją przed zrobieniem tego, a szkody czasami dobrze zachowywać się choć trochę irracjonalnie.
       W nocy. Podczas pierwszej nocy w tym miejscu, kiedy leżała po raz pierwszy w nowym łóżku próbując zasnąć zrozumiała dlaczego poprzedni właściciel mieszkania nr 4 postanowił... Uciec, delikatnie rzec ujmując. O ile ciągłe szuranie meblami, jakby kogoś szatan opętał, była w stanie zdzierżyć, bo sama robiła mniej więcej to samo starając wygospodarować trochę miejsca (tylko oczywiście ze znacznie mniejszą intensywnością), tak co działo się później nieźle zszarpało jej nerwy. Jaki buc w środku nocy puszcza tak głośno muzykę mieszkając w kamienicy z kilkunastoma osobami? Na dodatek to cholerne uwodzenie psa.
      Monika miała tego wszystkiego już na tyle dosyć, że zadzwoniła na policję skarżąc na zakłócenie ciszy nocnej. Zrobiła to pierwszy raz w swoim życiu, ba nigdy wcześniej nie wyleciał numeru 911, ale teraz miała kompletnie gdzieś jakiej patologii narazi się swoją skargą chciała po prostu się wyspać po naprawdę ciężkim dla niej dniu. Niczym żywy monitoring starczała przy oknie czekając aż w końcu nadjedzie radiowozów i panowie w granatowych zbrojach uratują ją od tego koszmaru. Przyjechali, prawie podskoczyła z radości na ich widok, nastała błoga cisza, Monika z uśmiechem na ustach legła na ustach, zamknęła oczy i… I ta menda społeczna piętro wyżej znów zaczęła grać. Dziewczyna doskoczyła do okna, ale ewidentnie policjanci wciąż byli na miejscu interwencja. Rozgoryczona tym, że jej rycerze okazali się brutusami zadzwoniła do swojego brata, ani ona nie była z tego faktu zadowolona, ani jemu nie przypadło do gustu budzenie w środku nocy. I dobrze mu tak, są bliźnietami, ona nie śpi to on też powinien znać ten ból. Po krótkiej, lecz intensywnej wymianie zdań podczas, której Szymon zobowiązał się do skontaktowanie się następnego z policją w Houston i omatenie ich prawniczą gadka tyle, aby następnym razem bali się zachować się choć odrobinie nieprofesjonalnie podczas jakiejkolwiek przyszłej interwencji w tej starej kamienicy.
     Muzyka na dobre ucichła, policjanci którzy mieli być wybawicielami, okazali si zdrajcami odjechali, a Monika w końcu zasnęła opatulona w kołdrę. Dobrze, że przed snem zdążyła wyłączyć swój poranny budzik, bo z pewnością nie zdołałaby  się zwlec z łóżka tak wcześnie rano jak miała to w zwyczaju. Nie pamięta kiedy ostatnio spała do południa, zawsze niezależnie od tego czy w środku tygodnia czy w weekend o 5 rano, poranny jogging bądź joga, srututu, orzeźwiająca chłodny prysznic, a później fit, instagramerskie śniadanie. Jednak nocne harce, kochanego pana sąsiada skutecznie zburzyły jej rutynę dnia. Czuła się niezwykłe rozbita i nie miała ochoty ani sił  na nic. Dopadł ją straszny marazm. Jej fit śniadania zastąpiły zwykłe płatki z mlekiem, a weekendowy aktywny dzień poszedł w odstawkę na rzecz seriali netflixowych. Po raz pierwszy od naprawdę dawna spędziła cały dzień kompletnie bezproduktywnie, siedząc niepomalowana w za dużym swetrze i przykryta kocem przed ekranem laptopa, a nie czuła  ani trochę wyrzutów sumienia z tego powodu.
     Zobaczenie Szymona z siatami zakupów  w drzwiach jej mieszkania było dosyć dziwne, tym bardziej, że rozmawiali ze sobą poprzedniej nocy i nic nie mówił o tym ze się zjawi. Brat od tygodni obiecywał , że przyjedzie pomóc uporać się jej z tym wszystkim co wpakował ich ojciec, ale dni mijały, matka zdążyła wyprowadzić się do Polski uciekając niczym szczur z tonącego statku, a chłopak się nie pojawiał. W końcu Monika przestała pytać kiedy w końcu przyjedzie, a on przestał wspominać, że zamierza.
Mike wraca do Stanów, niechciałabyś nim zamieszkać?[/color]- Zagdnął mieszając sos w garnku. Z podwiniętymi rękawami błękitnej koszuli i z drewnianą łóżka w ręce wyglądał jak żywcem wyjęte z tych wszystkich komedii romantyczno-kulinarnych. Z ich dwoje to on miał zawsze smykałkę do gotowania, Monika znaczenia bardziej wolała zjeść coś na mieście. W odpowiedzi pokręciła głową.
Nie chcę wyjeżdżać z Houston.- Odparła rrozpakowujac i chowając do szafek resztę zakupów  kupione przez Szymona, zaopatrzył ją jak najlepszą panią domu w zapasy na killa tygodnia jak i nie lepiej, ale czy ona skorzysta kiedykolwiek z tych wszystkich przypraw, sosów, mąk itp.?
     Zamieszkania z ich kuzynem byłoby jedynym z najlepszych wyjść. Koszty zamieszkania u niego z pewnością byłyby znaczenie mniejsze niż teraz, pewnie tylko symboliczne dopłacałaby sie do czynszu, o ile Michael pozwoliłby jej cokolwiek płacił, ale Monika była za dumna żeby kogokolwiek prosić o pomoc, jak narazie dobrze sobie radzi zmieniła mieszkanie, wzięła więcej godzin w biurze, a jeśli dobrze pójdzie to może wywalczy stypendium na przyszły roku. Da sobie radę bez pomocy bogatych krewnych.
     Za dzieciaka byli z bratem naprawdę blisko, ale gdy przyjechali do Stanów ich drugi się rozeszły. Mała Monia zmieniła się w Monicę, a Szymek…  Pozostał tym samym Szymkiem tylko trochę wyrośniętym I z zarostem. Nie zachłysnął się nowym krajem i statusem życia tak jak zrobiła to reszta jego rodziny, a więc strata rodzinnego majątku nie odbiła się na nim tak bardzo jak na jego siostrze. Szymon już po krótkiej rozmowie z dziewczyną zauważył jak przez ostatnie tygodnie zmizerniała, stała się jakby łagodniejsza, mniej zadziorna.
    Gdy kończyli jeść ugotowaną przez chłopaka kolację do mieszkania Moniki zaczęły przenikać dźwięk dobiegające z góry. Nie były one, aż tak głośne jak  ubiegłej nocy, ale bez wątpienia wskazywały na rozpoczynającą się  u góry impreze.
-Widzisz. - Odezwała się zirytowana kiedy muzyka u sąsiadów rozkreciła się na dobre.- W nocy było jeszcze gorzej.- Szymon powstrzymał ją zanim sięgnęła po telefon.
-A próbowałaś może tak… Porozmawiać zanim zadzwonisz na policję.- Dziewczyna oboruszyla sie na sam pomysł. Nie wiadomo przecież z kim mieli do czynienia, co nie? Jednak jakimś cudem jej bratu udało się ją przekonać i juz chwile później stali pod mieszkaniem numerek 9.
-A co jeśli ktoś rozbije ci na głowie butelkę albo zaatakuje cię rozbitą butelką? - Spytała zanim Szymon zdążył zapukać drzwi. Chłopak posłał jej zrezygnowane spojrzenie.
-Za dużo filmów się naoglądałaś.
-Raczej wiadomości.
    Stali po dziewiątka dłuższa chwile zanim ktokolwiek usłyszał natarczywę pukanie I dzwonienie dzwonkiem.  Gdy w końcu ktoś im otworzył Szymon strzelając swój firmowy uśmieszek, który potrafil ztopić serca nawet bab z dziekanatu, przestawił siebie, następnie swoją siostrę, właścicielkę mieszkania numer cztery. Monika zainteresowana wychyliła zza brata lustrując jego rozmówcę. Sądziła, że w tym miejscu otworzy im raczej łysiejący typ z wydatnyn brzuchem i czerwonym nosem, nie młody człowiek, wyglądający jak najbardziej… Normalnie.
-Trochę jej przeszkadza muzyka, ale jak będziemy mogli sie przyłączyć i zapoznać z nowymi sasiadami to obiecuję, że młoda złagodnieje.- Dziewczyna spojrzała zdziwiona na brata. Miał tu przyjść i strzelić swoją prawniczą gadkę o zakłócaniu ciszy nocnej i innych paragrafach tak, żeby im się odechciało na dobrę tak głośnych imprez. Właśnie  miał zakończyć tą imprezę, a nie sie na nią wprosić.

Ostatnio zmieniony przez amelinie (03-01-2020 o 14h02)

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 4 5 6 7