Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 5 6 7

#151 25-12-2019 o 00h12

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 907

https://cdn.discordapp.com/attachments/365080667937177602/530809952328089630/fa2f21562d544b22eca1cbcd8a04ac19.png
   Yoon z entuzjazmem przyjął propozycję „zapodania” czegoś fajnego. Szklanka wina krążyła mu w żyłach procentami sprawiając, że bardziej niż chwilę temu miał ochotę grać i śpiewać. Ale co by to była za zabawa, gdyby tylko on i kilka najbliżej siedzących osób słyszało jego grę? Żadna! Dlatego na chwilę zostawił swoje skarbie w rękach przesympatycznego Joela i zbiegł do swojego mieszkania, zobaczyć czy Sexy jeszcze niczego nie zniszczyła, a widząc kotkę obrażoną za brak uwagi w walentynki leżącą w koszu na pranie, przestał się o nią martwić. Zabrał z pokoju kabel do gitary, którym mógłby się podłączyć do zauważonej w mieszkaniu Joela wieży stereo, a potem szybko wrócił na górę. Przygotowanie sprzętu zajęło mu chwilę, ale kiedy w końcu uporał się z elektroniką, dźwięki gitary słyszalne były najprawdopodobniej w całej kamienicy i budynkach naokoło. Przez chwilę jeszcze stroił gitarę, a kiedy uznał, że instrument wydaje z siebie odpowiednie dźwięki, zagrał pierwsze co przyszło mu na myśl…
She played the fiddle in an Irish band
But she fell in love with an English man
Kissed her on the neck and then I took her by the hand
Said, "Baby, I just want to dance"

              Nie miał pojęcia skąd mu się wzięło to “Galway girl”, ale skoro już zaczął miał zamiar skończyć, zwłaszcza że piosenka należała raczej do tych żywszych i bardziej nadawała się na imprezę niż na przykład takie „Supermarket flowers”. Nie żałował strun gitary, ani swoich głosowych, wczuwając się w występ i nie zapominając o interakcji z wdzięczną widownią. Joela wyciągnął na środek pokoju i uśmiechając się jednym kącikiem ust, zachęcał do rozruszania zgrabnych czterech liter. Ethana zaatakował filuternym przymknięciem jednego oka, a nad Gwen i Noorą po prostu sobie usiadł i zabawnie poruszając brwiami zachęcał je do dołączenia do jego małego koncertu.
           Po Edzie poleciały takie sławy jak Whitney, Michael Jakson, Avicii i wiele innych, aż w końcu chłopak stwierdził, że przyda mu się chwila przerwy i zwilżenie gardła czymś innym niż soczek porzeczkowy. Kiedy on opróżniał kubeczek, ktoś zaczął dobijać się do drzwi właściciela lokalu, a drugi ktoś rzucił z drugiego końca pokoju magiczne słowo „karaoke”. Yoon oczywiście nie mógł odmówić, kiedy ktoś rzucał przy nim tak piękne hasła, dlatego wcale nie dał się dłużej prosić. Dopił swoje procenty jednym duszkiem, a potem brzdąkając sobie takty „sweet Caroline” podniósł się z kanapy i rozejrzał po zebranym towarzystwie.
- To kto chce pierwszy? – zapytał zachęcająco. – Zagram wszystko – zapewnił pewny siebie, odwracając się do korytarza, widząc że do ich wesołego grona dołączyła nowa osoba.
- A może ty chcesz spróbować? – zapytał wesoło nową koleżankę, zmieniając na wypływającą mu spod palców melodię na delikatniejszą, pasującą do anielskiego uśmiechu, który pojawił się na jego ustach.
              Yoon nie potrafił pić. Taki był fakt, który doskonale znał i o którym zamierzał pamiętać. Szumiało mu w głowie, ale rytmu nie zgubił ani razu. Wiedział, że jeśli chce wszystko pamiętać z tej imprezy nie powinien więcej zaglądać na dno kubeczka, choć bardzo korciło. Dlatego zamierzał zabrać się za zabawianie wszystkich muzyką, która upajała go nawet bardziej niż jakikolwiek alkohol.


https://data.whicdn.com/images/308951332/original.gif

Offline

#152 26-12-2019 o 21h43

Straż Cienia
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 701

_______________________________M A D E L A I N E    M O I N E A U

    Siedziała na werandzie, okryta cienkim kocem i dopijała herbatę, patrząc na mijające dom wuja samochody. W porównaniu z Francją, w Houston było dość ciepło, jak na tę porę roku, co dziewczynie wyraźnie odpowiadało, bo nie musiała taszczyć ze sobą walizki z grubszymi, zimowymi ubraniami, tym samym gracąc cenną przestrzeń w swoim nowym mieszkaniu. Zastanawiała się, jak to będzie, jacy będą sąsiedzi, czy ją zaakceptują, czy będzie zmuszona siedzieć zamknięta w czterech ścianach i poruszać się po wyznaczonej ścieżce do pracy i z powrotem. Choć po ostatnich wydarzeniach miała awersję do poznawania nowych osób, to jakoś zaczynało jej pomału brakować towarzystwa — nie, żeby wujaszek był kiepskim rozmówcą. Brakowało jej po prostu zwykłej rozmowy z kimś w podobie jej wieku. Oczywiście, mogłaby porozmawiać z kuzynem, ale ten niezbyt tolerował dziewczynę. Uważał ją za „pustego, wytapirowanego i pozbawionego mózgu glonojada"... Nie, żeby było jej przykro z tego powodu, w dodatku nigdy nie pozostawała mu dłużna. Nim popadła w totalną nostalgię, z zamyślenia wyrwał ją dźwięk skrzypiących drzwi. Odwróciła się i spojrzała na wujaszka, który właśnie wynosił jej walizki.
    – Jesteś pewna? – zapytał. – Wiesz, że nie musisz tego robić, możesz jeszcze pomieszkać u mnie, na pewno Chris nie miałby nic przeciwko temu.
    Uniosła brew, dając wujkowi do zrozumienia, że powiedział najlepszy dowcip, jaki udało jej się ostatnimi czasu usłyszeć.
    – Dziękuję, wujku. Naprawdę jestem ci bardzo wdzięczna za gościnę, ale już czas, żebym stanęła na własne nogi. Mam pracę, dorabiam na korepetycjach i udało mi się znaleźć niedrogie mieszkanie w świetnej lokalizacji. To brzmi tak, jakby w końcu zaczęło się układać po mojej myśli, nie sądzisz? – obdarowała go najserdeczniejszym uśmiechem, który ten niemal natychmiast odwzajemnił. Zaniósł walizki na chodnik nieopodal ulicy i poczekał, aż Maddie do niego dołączy, po czym wsunął dłoń w kieszeń dżinsowych spodni i wyciągnął z niej małe pudełeczko.
    Dziewczyna uwielbiała otrzymywać prezenty, ale uznała, że to już za wiele. Znosił ją w swoim domu, niemal za darmo, a teraz jeszcze to. Jednakże nie chciała robić wujowi przykrości, więc przyjęła pudełeczko. Otworzyła je, a jej oczom ukazała się niewielka, srebrna zawieszka w kształcie wieży Eiffla. Podniosła wzrok, nie wiedząc do końca, co powiedzieć.
    – Nigdy nie zapominaj, kim jesteś i skąd pochodzisz – uśmiechnął się i objął dziewczynę ramieniem. Madelaine nie pozostała mu dłużna, wtuliła się w wuja i wyszeptała ciche: dziękuję za wszystko.

    Podróż taksówką wydawała się irytująco długa, a sam kierowca nie należał do osób wylewnych. Na jakiekolwiek zadane przez nią pytanie, odpowiadał grubiańsko, jakby praca na taryfie była jakąś karą, a nie wyborem. Maddie uznała, że najlepiej będzie w ogóle się nie odzywać, tylko wlepić wzrok w szybę i obserwować mijane po drodze budynki oraz ulice.
    Gdy znalazła się pod kamienicą, było już ciemno. Wygramoliła się z samochodu i ledwo wyciągnęła walizki z bagażnika na chodnik. Zapłaciła kierowcy odpowiednią sumę, a pozostałe banknoty wsunęła w tylną kieszeń jasnych dżinsów. Odwróciła się w stronę budynku, taksując go wzrokiem, następnie wzięła głęboki wdech, złapała obie walizki i ciągnąc je za sobą, ruszyła w stronę drzwi wejściowych, do których najpierw musiała pokonać niewielkie schodki. Problem napotkała już na samym początku, gdy musiała wciągnąć walizki do góry. Pokonując przeszkodę tyłem, potknęła się kilkakrotnie, na szczęście unikając większych obrażeń kości ogonowej, nie uniknęła jednak wiązanki siarczystych, francuskich przekleństw, które jak karabin maszynowy wystrzeliły z jej gęby.
    Stanęła u szczytu schodów z triumfem wymalowanym na twarzy, a fryzurą, jakby pokonała właśnie kilkuset kilometrowy bieg pod górkę. Z dumnie podniesioną głową, przeczesała palcami włosy i weszła do kamienicy, od razu udając się pod drzwi z numerem: 3, gdzie miała się od dzisiaj osiedlić. Postawiła walizki koło drzwi i sięgnęła do kieszeni po klucz.
    – Na trzy... – powiedziała pod nosem, po czym wsunęła klucz w otwór, wzięła głęboki wdech i... przekręciła. Nic się nie wydarzyło albo z nerwów jej się coś pomieszało. Rozejrzała się po piętrze, zastanawiając się, czy aby na pewno próbuje się dostać do właściwego mieszkania, wyciągnęła umowę i jeszcze raz ją na prędce przeczytała. Wszystko się zgadzało, mieszkanie numer trzy, parter. Więc dlaczego ten cholerny klucz nie chciał działać?
    To był idealny moment, by przekonać się o życzliwości sąsiadów tego przybytku. Choć wcześniej, nim jeszcze weszła do budynku, prawie w żadnym mieszkaniu nie paliło się światło, przez co z łatwością mogła stwierdzić, że nikogo tam nie ma. Postanowiła jednak spróbować.
    Mieszkanie numer jeden — cisza.
    Mieszkanie numer dwa — cisza.
    Wzięła głęboki wdech i ze świstem wypuściła powietrze z płuc. Spojrzała na walizki, na schody prowadzące na kolejne piętro, po czym ponownie na walizki. W końcu machnęła ręką i powędrowała na górę.
    Mieszkanie numer cztery — kolejna cisza.
    Oparła się plecami o ścianę i na chwilę wstrzymała powietrze, dzięki czemu do jej uszu dotarła przytłumiona muzyka. Złapała się balustrady i spojrzała przez schody na kolejne piętro.
    – Tam, gdzie muzyka, muszą być lokatorzy! – stwierdziła błyskotliwie, po czym ruszyła prosić o pomoc.
    Stanęła pod drzwiami do mieszkania numer dziewięć, uniosła zaciśniętą w pięść dłoń do góry i zapukała, po czym zaczęła tworzyć pod nosem formułkę, którą chciała przedstawić lokatorom mieszkania.
    – Przepraszam, że nachodzę państwa podczas imprezy, jestem tu nowa i jeszcze nie za bardzo się orientuje, ale nie mogę wejść do mieszkania, chyba mi klucz nie pasuje – powtarzała jak mantrę, licząc, że nie dostanie na dzień dobry żadnym bejsbolem.

Ostatnio zmieniony przez Sarahna (26-12-2019 o 21h43)



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#153 31-12-2019 o 00h22

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 579

https://fontmeme.com/permalink/191230/5a925dcd64211a79d5b4a99bccdb1eaa.png
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/661342339540975616/Islay3.png
https://fontmeme.com/permalink/191230/06114fa0eeaeac30062c6a73fc7ca344.png


imię   Δ   I S L A Y
drugie imię   Δ   G R A C E
nazwisko   Δ   W A K E F I E L D

pochodzenie   Δ   A N G I E L K A   
wiek   Δ   2 2  L A T A  Δ   2 6  M A R C A
płeć   Δ   K O B I E T A   
orientacja   Δ   N I E Z O R I E N T O W A N A
mieszkanie   Δ   N U M E R  8
studia   Δ   M U Z E O L O G I A   I   K O N S E R W A C J A   O B I E K T Ó W   
A R C H E O L O G I C Z N Y C H  (1 rok)


włosy   Δ   R U D E   oczy   Δ   Z I E L O N E
wzrost   Δ   1 6 8   C E N T Y M E T R Ó W   
sylwetka   Δ  S Z C Z U P Ł A,  K O B I E C A   karnacja   Δ   J A S N A

Δ     Δ     Δ

[ 1 ]  Jej imię wymawia się jako Eye-la (Ajla)
[ 2 ]  Urodziła się jako Grace Chapman, jednak jej matka porzuciła ją kilka miesięcy po porodzie.
Ojciec przejmując pełną opiekę, zdecydował się na zmianę i nadanie jej własnego nazwiska. Wychowała się w Londynie.

[ 3 ]  Zacięcie historyczne ma po ojcu, który ukończył archeologię, ale zamiast pracować w zawodzie, zajął się rekonstrukcjami historycznymi.
To on wprowadził ją w świat dawnej Szkocji. Opowiadał o heroicznych czynach jej dalekich przodków;
o pięknie i ambicjach klanu Stuartów, czy kłamliwych, choć walecznych Cameronach.

[ 4 ]  Ma małą obsesję na punkcie badania swojego drzewa genealogicznego. Niesamowicie ją to pochłania.
[ 5 ]  Większość czasu przesiaduje nad książkami. Z natury jest raczej spokojna i introwertyczna. Nie brakuje jej jednak temperamentu.
Od niemowlaka, bawiąc się na polach bitwy, nabyła walecznej natury. Biada tym, którzy nadepną jej na odcisk.

[ 6 ]  Nienawidzi, kiedy ktoś podważa jej pochodzenie, czy też zabrania jej się z nim utożsamiać. Jest wyjątkowo drażliwa w tym temacie.
[ 7 ]  Uczęszczała na "Historię" na uniwersytecie w Oxfordzie, jednak przez chorobę ojca, przeniosła się do Houston. Tylko tutaj było dostępne jakieś leczenie.
[ 8 ]  Pielęgnuje zwyczaj picia herbaty, o określonej godzinie, choć niekoniecznie typowo brytyjskiej. Ma całą kolekcję. Przosto z ulubionej herbaciarni!


https://fontmeme.com/permalink/191230/e294842698d7552fb299d69f3e6ccf7d.png

Więcej Islay

Ostatnio zmieniony przez Berrine (31-12-2019 o 00h50)


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#154 27-01-2020 o 17h27

Straż Cienia
Satomi-iko
Straż na szkoleniu
Satomi-iko
...
Wiadomości: 250

   bbbbbbbbbbbbbbbbbbbbb Noora Soldberg
~mieaszkanko, centrum imprezy, ps. Pisane z telefonu.


     Piękna nieznajoma nie była zbyt dobra towarzyszka rozmów. Niestety. Być może krępowała ja moja wspaniała osobą, dlatego też nie nalegałam, abyśmy chwilę dłużej siedziały razem na kanapie. Szczególnie że naprawdę czarujący chłopak zaproponował mi toż o czym marzyłam odkąd wyjechał Orlando.
     Mój kochany, wspaniały Orlando…. W głowie doliczyłam dla niego 20 sekund ciszy, po czym wstałam z kanapy - w końcu raczej by nie chciał, abym się smuciła, prawda? Oj nie… bardzo by pochwalił to, co chciałam teraz zrobić!
     Jednym haustem wypiłam podane mi wino, po czym uniosłam pusta szklankę.
-Mam nadzieje że jesteś gotowy na karaoke! - wykrzyknęłam.
Whitney już była. Poza tym… ona jest zarezerwowana tylko na spotkania pod gołym niebem z Orlando. A może z gołym Orlando pod niebem? Nie byłam pewna.

     Nie mniej.
Podeszałam do gitarzysty. Przecudownego Joo i zaczęłam:
-There's a stranger in my bed
There's a pounding my head
Glitter all over the room.
Wskazałam na Gwen na kanapie, po czym na swoją głowę. Gitarzysta szybko załapał, o co biega i zaczął mi podrywać.

O tak kochani.
Czas rozkręcić tą stypę!

-Pink flamingos in the pool
I smell like a mini-bar
DJ's passed out in the yard
Barbie's on the barbecue
There's a hickey or a bruise

     Poza flaminga, dj, przerażenie i pokazanie swojej szyi na której - no cóż… nie tak dawno przecież spotkałam się z Olą.

Następna część, jakieś tam ruchy, jakieś tam wrzaski i najlepsze.
Wskoczyłam jak dzika łania na stół i zaczęłam poruszać, tym co najlepsze.
-Last Friday night
Yeah, we danced on tabletops
And we took too many shots
Think we kissed but I forgot
Last Friday (...)

     A śpiewałam przy tym jak krzyżówka Beyonce z Taylor Swift, zachęcając przy tym wszystkich. Mamy walentynki, trzeba się bawić!!!

Nie wiem kiedy podebrałam krawat jakiemuś chłopakowi i wypatrzyłam jego. Mojego kochanka. Moja muzę na dobre i złe. Dystrybutora jedzenia i dilera czekolady miętowej.
Joela
W jednej chwili zarzuciłam mu krawat na szyję, tańcząc przed nim i wciąż śpiewając.
-No dawaj, teraz ty!
Krzyknęłam, pozwalając mu na jedyny i niepowtarzalny duet ze mną w ostatnim refrenie.


https://66.media.tumblr.com/ca1bfc8ed29ac84be8bb0a44a4c6824c/tumblr_ol62lcC4kj1ru0b90o3_500.gifv

Offline

#155 19-02-2020 o 00h07

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 579

_________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/533381930176217099/106k47r.png
_______________________________.[ Mieszkanie nr 9 ]

        Nie sądziłem, że na przyjęciu pojawią się i ludzie, o których nigdy wcześniej nie słyszałem. Na początku do drzwi zadzwoniła para, która okazała się być rodzeństwem. Chłopak znał się na rzeczy i błyskawicznie wkręcił dziewczynę w wir walentynkowego szaleństwa. Nie mówiłem za dużo. Po prostu wciągnąłem ją do środka i zachęciłem do zabawy. Joon nie pozostawał dłużny i to właśnie ją zapytał o propozycję kolejnego kawałka. Upór zmieniał się z biegiem czasu i w końcu została z nami.
        Impreza dość mocno się rozkręciła. JongMin zapodawał utwór za utworem, a Noora wypiła odrobinę za dużo, sądząc po jej energicznych ruchach bioderkami.
        Nie mogłem nie zawiesić na niej wzroku, kiedy przepełniona dziecięcym szczęściem po prostu się bawiła. Napawałem się tym widokiem, wspominając wszystkie przyjęcia, na których byliśmy razem. Pierwszy bal, na którym przebrany za Zorro, poprosiłem ją do wspólnego wolnego. Nie pamiętałem szczegółów, pomijając ból, który towarzyszył stąpaniu mi po stopach i jej minie mówiącej "Joel, to twoja wina". Oboje dobrze wiedzieliśmy, że to nieprawda, ale to już nie było istotne.
        Jej włosy kołysały się wraz z nią i falowały z gracją, którą od czasu do czasu gubiło ciało. Wyglądała pięknie. A przynajmniej tak mi się wydawało do momentu, w którym zaczęła śpiewać.
        Boże, uchowaj. Zaczyna się.
        Zarządziłem ewakuację i skierowałem się do drzwi, za którymi stała kolejna nieznana mi osoba. Drobnej budowy blondynka wyrecytowała na jednym wdechu deklarację o problemach z kluczem, jak gdyby szykowała ją przez ostatnie kilka minut. Pozwoliłem sobie nieznacząco zmierzyć ją wzrokiem, podejmując przy tym decyzję.
         - Dużo masz rzeczy? Zostaw je na korytarzu. Znaczy... - zwiesiłem się, przeklinając z lekka ostatnio wypite trunki. - Mam na myśli... Nikt ci ich nie ukradnie, a właśnie mamy tutaj walentynkową imprezę, na której nie moooooże cię zabraknąć. Trust me. Potrzebujemy rekrutów. Zapraszam. Obiecuję, że pomogę z drzwiami, jak tylko wytrzeźwieję. Jak ktokolwiek tutaj wytrzeźwieje... Heh. To wchodzisz?
          Pozostawiłem ją z tym pytaniem. Odrobinę niegrzecznie, ale machnąłem ręką, żeby weszła i wróciłem do salonu. Noora wbiła we mnie swoje spojrzenie i trzymając krawat w dłoni, doskoczyła do mnie i zarzuciła mi go na szyję.
           - No dawaj, teraz ty! - zakrzyknęła, zachęcając mnie do zaśpiewania ostatniej zwrotki bodajże "Last Friday Night" od Katy Perry.
           Chwyciłem ją w pasie i kołysząc się zawtórowałem, jak mnie prosiła. Po zakończonej piosence, zakręciłem jeszcze jej kształtnym ciałkiem i ukłoniłem się, pozwalając promilom, przejąć kontrolę nad moim wiecznie ostrożnym umysłem.
           Nalałem sobie złocistej cieczy, którą przyniósł ze sobą Ethan i łykając jednym haustem zawartość szklanki, zwróciłem się do towarzystwa.
           - A teraz, moi drodzy... Pora na grę. Losujemy partnerów na resztę nocy. Sekunda... - przeliczyłem towarzystwo, wpisałem ich imiona do "maszyny losującej" i pomachałem nią przed ich oczami.- Best of luck! Będą wyzwania, więc lepiej niech wam się poszczęści.
            Puściłem majestatycznie beznadziejne oczko w powietrze i uśmiechnąłem się szatańsko. Szkot wpadł na genialny pomysł. Prawdziwa zabawa zacznie się dopiero teraz.

Ostatnio zmieniony przez Berrine (19-02-2020 o 00h08)


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#156 02-03-2020 o 23h06

Straż Cienia
amelinie
Młody rekrut
amelinie
...
Wiadomości: 26

_________________________M o n i k a    C z a r k o w s k a _________________________
MIESZKANIE NR 9
Powinnam sie uczyć biochemii. Definitywnie

   Nie wierzyła w to co się dzieje. Dlaczego Szymon wkręcił ją na imprezę  do kompletnie obcych i nieznanych jej ludzi? Przecież mieli ich ochrzanić za zbyt głośną muzykę niczym starę czepiające się wszystkiego małżeństwo, a nie się z nimi bratać i imprezować… Jako w ogóle impreza Monika nie była gotowa na takie coś. Bez idealnego makijażu, wymuskanej fryzury i w za dużym, porozciąganym swetrze czuła się wręcz zagubiona wśród obcych jej ludzi.
   Skołowana postawą brata i lekko spanikowana perspektywą pokazania się publicznie w niezbyt lubianym przez nią wydaniu samej siebie nie protestowała, gdy właściciel mieszkania wciągnął ją do środka. Z opóźnieniem zarejestrowała zamykane za sobą drzwi i wredny uśmieszek posłany na odchodne przez jej brata. Zostawił ją. Samą. Zostawił ją w obcym miejscu, w obcym mieszkaniu z kompletnie nieznanymi przez nich ludźmi S A M Ą… Debil, no… Proszę państwa order starszego brata roku wędruje do Szymona Czarkowskiego.
  Jako pierwszy zaczepił ją azjatycki gostek z gitarą w rękach. Na początku spojrzała na niego zaszokowana i nierozumiejąca czego on właściwie od niej chcę… Chwila miał gitarę. Zmrużyła groźnie oczy, a jej początkowa niepewność powoli ulatywała. Przeniosła spojrzenie z mężczyzny na instrument, a następnie na wieże stereo. Mam cię Pomyślała podnosząc dumnie podbródek.
-A co? Nocny koncert cie nie usatysfakcjonował? - Zironizowała lekko przekrzywiając głowę . Była wręcz pewna, że przed nią stoi jej wczorajsza zmora, która swoim pożal się Boże występ nie dała jej spać. Menda społeczna, wrzód na zdrowym organizmie narodu. Umówmy się ile muzyków może zamieszkiwać starą rozpadającą się kamienice. - Jakbyś nie wiedział panie artysto niektórzy ludzie chcą spać, bo rano czeka ich dzień pełen obowiązków… Tak, obowiązków - Kiwnęła głową na potwierdzenie swoich słów szturchając mężczyznę w tors.- Obowiązki, umiesz to przeliterować dupku? Jeszcze jakieś układy, układziki z policjantami, a za kogo ty się w ogóle masz? A oni to co sobie w ogóle myślą, z pracą chcą się pożegnać?...- Jej tyrada mogła jeszcze trwać długo, ale mina rozmówcy delikatnie sugerowała, że chłopaczyna nie ma bladego pojęcia za co mu się obrywa. -  I co się patrzysz, deklu? Nie udawaj niewiniątka… A w ogóle... Ty…Znalazł się Mozart spod siódemki. - Biedna Monika zbulwersowała się na tyle, że nie potrafiła znaleźć właściwych słów. Spojrzała w bok i jej wzrok padł na bogato zastawiony stół. Alkohol, o tak tego jej było. Wypije jeden czy dwa shoty i wróci bezpiecznie do domu, o ile jej nędzne mieszkanko można nazwać domu.- A graj sobie co chcesz, ja muszę się napić.
   No dobrze nie skończyło się tak jak planowała, co nie powinno jej dziwić, bo cały dzisiejszy dzień odbiega od jej planów, ba ostatnie tygodnie to jak życie w krzywym zwierciadle. Wbrew początkowym założeniu żeby jak najszybciej uciekać z tego mieszkania została w nim. Duży wpływ miał na to darmowy alkohol, którym chętnie się częstowała. W sumie co jej szkodziło? Muzyka grała, ludzie się bawili, alkohol się lał. Co z tego, że nikogo nie znała? W klubie też nikogo nie znasz. To był wciąż lepszy sposób spędzenia walentynek niż przed ekranem laptopa. Tak przynajmniej w tamtym momencie uważał je podpity umysł.
   Ściągnęła z siebie sweter i rzuciła go na oparcie kanapy. W przylegającym do ciała czarnym podkoszulku prezentowała się nieco lepiej, choć dalej określiłaby swój stan jako tragiczny. Rozpuściła również włosy, a czarną gumkę założyła na nadgarstek jak to miała w zwyczaju. To był chyba pierwszy raz w jej życiu kiedy pojawiła się na jakiekolwiek imprezie w tak… Naturalnie.
   Dała się wciągnąć w wir zabawy. Tańcząc, podskakując i podśpiewując wraz z resztą. Nie przejmowała się że mogłaby rozmazać swój makijaż, rozwalić włosy bądź wyglądać za mało pociągająco na parkiecie. Dała porwać chwili.
   Właściciel mieszkania przykuł uwagę wszystkich bredząc coś o jakieś  grzę. Niby Monika patrzyła na niego sącząc swój alkohol, ale zupełnie go nie słuchała będąc w swoim świecie. Z letargu wyrwał jej dźwięk swojego imienia, rozejrzała się zdziwiona po towarzystwie szukając jakiejś innej Moniki, której mogłoby to dotyczyć.Wskazała na siebie palcem chcąc się upewnić czy na pewno o nią chodzi. Właściciel zapamiętał jak się nazywa. Jeden zero dla niego. Nawet jeśli się przedstawił już zdążyło jej to wyparować z głowy.
   Drogą dedukcji oszacowała także, kto mógłby być, tym chłopakiem, którego imię padło wraz z jej. Otaksował go wzrokiem poprawiając opadający na jej oczy kosmyk włosów. Nie wyglądał przynajmniej jak gwałciciel polujący co noc na swoje ofiary.
- Okey i co mam niby z nim robić? - Spytała niezbyt mądrze wlepiając swoje brązowe oczy to w Właścicela, to w jej imprezowego partnera.

Ostatnio zmieniony przez amelinie (02-03-2020 o 23h08)

Offline

#157 03-03-2020 o 13h33

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 503

_____________________Ethan MacKintosh

Impreza


          Ethan nie żałował sobie ani szkockiej, ani zabawy. Co prawda w tańce wciągnąć się nie dał - na to było jeszcze za wcześnie, ale podrygiwał śmiesznie, rozglądając się po pomieszczeniu i robiło mu się coraz przyjemniej i luźniej. W miarę wypitych drinków coraz bardziej szumiało mu w głowie, a jakiekolwiek skrępowanie zaczęło się stopniowo rozmywać. Już jakiś czas temu zniknęli mu z oczu Gwen i Tony i póki co nie umiał znaleźć ich z powrotem, zostawiając go nieco osamotnionego wśród nieznanych twarzy, których tylko przybywało. Joel wpuszczał do mieszkania kolejnych ludzi, których Ethan widział po raz pierwszy na oczy, chociaż z drugiej strony byłby zaskoczony, gdyby kogoś rozpoznał. Jedna z tych nowo przybyłych osób - jakaś ciemnowłosa dziewczyna - wdała się zresztą w jakąś awanturę z Yoonem, jednak Ethan w ogóle nie rozumiał, o co im poszło.
Wreszcie Joel - wyraźnie wcięty - wyszedł na środek pomieszczenia i postanowił zarządzić losowanie. Ethan już praktycznie zapomniał że mu to podsunął, poza tym nie do końca się spodziewał, że sąsiad potraktuje to poważnie. A że pomysł był jego - postanowił pójść na pierwszy ogień, zachęcany przez potrząsającego naczyniem Joela. Dopił drinka, sięgnął po pierwszą z brzegu kartkę i przyjrzał jej się w niesprzyjającym świetle, mrużąc oczy.
- Mo-niqe? - odczytał z trudem, przekonany że źle zaakcentował obco brzmiące imię. Rozejrzał się w nadziei, że jego właścicielka czy właściciel rozpozna siebie po tej koślawej próbie i z ulgą zobaczył wskazującą na siebie niepewnie dziewczynę. Ulga trochę zmalała, gdy rozpoznał w niej tą, która tak krzyczała na Koreańczyka. Ale może miała powód i nie powinien skreślać jej od razu?
Podszedł do niej, rozbawiony jej pytaniem.
- No nie wiem, a co byś chciała? - zaśmiał się niewinnie - Jestem Ethan. A ty jesteś... - Wziął kartkę i jeszcze raz uważnie przestudiował - Mo - nique? Nie, nie umiem, wybacz, zupełnie nie ten akcent. Nie jesteś stąd, prawda? - zagaił, patrząc na nią przelotnie. Nie wyglądała na niesympatyczną, prawdę mówiąc wyglądała zupełnie normalnie. Sprawiała wrażenie dość naturalnej, lekko zaróżowiona od tańca i splatająca ręce na piersi jakby w odruchu obronnym. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął w jej stronę paczkę papierosów - Palisz?

Ostatnio zmieniony przez Morenn (03-03-2020 o 15h12)

Offline

#158 16-03-2020 o 05h53

Straż Cienia
Satomi-iko
Straż na szkoleniu
Satomi-iko
...
Wiadomości: 250

           WCIĄŻ NOORA, WCIĄŻ PISANE NA TELEFONIE

     Widać Joel bawił się tak samo szampańsko, jak i ja się bawiłam. Co tu dużo myśleć… po prostu to moja zasługa. Kto inny potrafi wprowadzić go w imprezowy nastrój? Kto inny namówi go do śpiewu i tańca? Kto inny…
    I wtedy się stało.
Joel zarządził losowanie.
Nie, żebym miała coś przeciwko.
A właściwie to miałam. Nie bez powodu ludzie przychodzą na imprezę walentynkowa sami. Nie miałam większej ochoty pakować się w nowe relacje czy choćby udawać, że mnie interesują. Nie po tym, co niedawno stało się między mną a Heather.
A może to przez alkohol?
     
     -Kim na Boga jest Maddie? - zapytałam, losując karteczkę i rozglądając się po twarzach zebranych.
No, nie tylko twarzach. I wtedy dostrzegłam ją. Piękna, zapierająca dech w piersiach…. Jedyna w swoim rodzaju, która jakoś się zachowała między tłumem innych, choć pospolitych. Nie tak wyjątkowych.
Cudowna
Wspaniała
KOSZULA.

     To mi o czymś przypomniało.
-STOP! - krzyknęłam. -Nie możemy jeszcze zacząć.
Wybiegłam. Na szczęście ostatnio sprzątałam, więc odszukanie prezentu zajęło mi tylko 3 minuty, a nie ponad 10. Dumna z siebie wróciłam do salonu, postawiłam na środku krzesło i posadziłam na nim współlokatora. Nakazałam wszystkim ciszę.
     Oczami wyobraźni już widziałam jego radość.
-Wiem, że życie ze mną nie jest łatwe. Dlatego, jako że jesteś samotny, postanowiłam zrobić ci ten oto wspaniały prezent. Otwórz!!!
     Paczuszka niewinnie leżała sobie na jego kolanach. Kto mógł wiedzieć, że to w niej znajdują się wszystkie zaginione od tygodni koszule Joela? Albo, że zostały one brutalnie pocięte i zszyte w dziwny prostokąt, imitujący ceratę?
-Pamiętasz, jak kilka tygodni temu mówiłeś, że przyda nam się nowa cerata, po tym jak na tamtej wypaliłam dziurę?
(Istnieje spora szansa, że Joel powiedział to pod wpływem chwili, że Noorze wydawało się że to powiedział, lub że ona to powiedziała)
-Oto ona!!! Cieszysz się???
Rzecz jasna na domiar wszystkiego, na samej górze widniała szczekając kartka, tym razem z wizerunkiem Samojeda.


https://66.media.tumblr.com/ca1bfc8ed29ac84be8bb0a44a4c6824c/tumblr_ol62lcC4kj1ru0b90o3_500.gifv

Offline

#159 17-03-2020 o 20h24

Straż Absyntu
Endine
Akolita Jednorożców
Endine
...
Wiadomości: 304

https://media.discordapp.net/attachments/478520254058856459/689553689962348568/ConnorBanner2.png
     Widział, wiedział, a teraz nawet słyszał, jak nad jego głową rozpoczyna się impreza walentynkowa.
     - no nie wiem Sumo... - mruknął zrezygnowany, chciałby się zapoznać ze swoimi sąsiadami, ale obawiał się, że jego nieumiejętność prowadzenia rozmowy w dużej mierze mogłaby się przyczynić do spadku jego reputacji wśród nich...
     Oczywiście jakby wziął psa, byłoby o wiele łatwiej, ale raczej nie powinien wprowadzać tej ogromnej bestii do czyjegokolwiek mieszkania bez zgody osoby, do której ów mieszkanie należy.
Gdyby był ktoś, kto potrafi w ludzi, jest czarujący, przystojny i...
     Przecież on kogoś takiego zna.
    - Kurt! - sam sobie odpowiedział na pytania w głowie, a łeb Sumo uniósł się zainteresowany, nagłą reakcją właściciela.
Że też wcześniej na to nie wpadł, nie byłby sam a może i blondyn nawet ośmieliłby go do rozmowy z innymi.
     I może zapraszanie kogoś na taką imprezę, tylko i wyłącznie by nie być samotnym, jest złe, ale Connor usprawiedliwił sobie, że w zasadzie to Kurt nie jest mu taki obojętny, dlatego chyba ma prawo go zapytać, prawda?
     Zerwał się z kanapy i spojrzał na siebie w lustrze, wyglądał o dziwo dobrze, tym bardziej że ostatnio miał nawet czas się wyspać. Wziął wdech i zaczął w głowie układać sobie szyk zdania, który zaprezentowałby Kurtowi.
     - Czy... Nie, a może Kurcie... Nie, to zbyt oficjalne - Westchnął. - A może... Czy zechciałbyś wybrać się ze mną na imprezę? - mruknął. - Nie... To głupie...
     Westchnął i wziął ulotkę, po prostu zada pytanie, czy będzie chciał się z nim wybrać, bez udziwnień.
     Wyszedł z mieszkania i pokierował się do sutenery, biorąc głęboki wdech, przed tym, jak zapukał, przez chwile się wahał, ale dopiął swego. Poczekał chwile, a jak przez drzwi wychyliła się głowa blondyna, wypalił szybko.
     - Chciał... - i zamarł, tracąc jakby wątek, gdy stracił kontakt z rzeczywistością, wpatrując się w jego niebieskie oczy.
Cholera
     - No... Czy ty - wskazał na niego. - Chciałbyś ze mną - tu na siebie. - Iść... Tam? - wskazał na górę i szybko podał mu ulotkę.
     - W sensie może byłoby fajnie, nie uważasz? Ciekawie i w ogóle... Poznalibyśmy innych... - mruknął. - To jak?
     Patrzył na niego, oczekując szybkiej i pozytywnej odpowiedzi, bo po takim wygłupie odmowa świadczyłaby tylko o tym, jakim lamusem jest.
     A przecież nie chciałby by Kurt, tak o nim myślał, niestety nie mógł nic poradzić, że spytanie go o wyjście na głupią imprezę było trudniejsze niż przekonanie Sumo, że nie jest już małym szczeniaczkiem i nie może już mu wchodzić na kolana.
     A co to będzie dalej... Może wreszcie powinien coś zrobić z tym paraliżującym strachem, mogłoby mu to ułatwić życie na wiele sposobów. Bo jeśli pytanie osoby, którą lubisz, a może i nawet ci się trochę podoba o takie banalne rzeczy, sprawia mu tyle problemu...
     To nie chce widzieć swojej przyszłości, nawet w międzyczasie wyobraził sobie, jak wstydzi się przesłuchać podejrzanego na komisariacie w policji.


https://i.imgur.com/PsO8WDR.gif

Offline

#160 18-03-2020 o 17h34

Straż Absyntu
ClockworkWho
Straż na szkoleniu
ClockworkWho
...
Wiadomości: 164

https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/intermediary/f/6facae18-471a-4e9a-9040-403881eb2c34/dcwa6u2-2f3543f1-970b-4b90-a19d-f6c4c2817b4e.png

Suterena

     Z jakiegoś powodu Kurt nie wiedział o całej imprezie, ale może to wszystko dlatego, iż ostatnimi czasy był bardzo zajęty. Bardziej niż zajęty. Miał roboty potąd i nic mu się nie zmniejszało, a jedynie z dnia na dzień dochodziły nowe projekty. Zupełnie nie rozumiał, co ludzie się tak nagle uwzięli. To tak jakby te całe walentynki nagle przynosiły nie wiadomo jakie zyski w sprzedaży wszystkiego, do czego potrzebowali go jako modela. Dla francuza było to kolejne komercyjne święto, które nie znaczyło dla jego osoby zbyt wiele. Zupełnie olewał cały ten szał i dzięki temu czuł się o wiele zdrowszy. I jego portfel tak nie płakał.
     W obecnej chwili siedział w salonie, na swojej jakże cudownej i wygodnej kanapie z dwoma kawałkami materiału w jednej łapie a w drugiej z igłą. Mógłby szczerze powiedzieć, że  miał ochotę odłożyć kreację już wiele razy, ale termin dwóch dni wisiał nad nim jak ogranicznik siedzenia przed laptopem i oglądania jakiś głupich filmików. Postanowił dziś po prostu to dokończyć, bo ciągle to odkładając, nie  zrobi nic i jeszcze bardziej się rozleniwi. Musi ustawić swoje życie na najwyższe obroty, ale też też na najwyższą jakość by jakoś wyrobić z tym całym tabunem obowiązków. Chciałby móc manipulować czasem w  dowolny sposób, bo wtedy nie musiałby się martwić.
     Upił łyka kawy z kubka, który leżał na jego stoliku kawowym, i właśnie w tym momencie usłyszał pukanie. Kogo znowu nosi? Czego od niego chcą? Odłożył to, czym był zajęty, wstając i kierując się w stronę drzwi.
     - Już idę! Chwila - krzyknął, chcąc uspokoić tego, kto stoi po drugiej stronie. Och, najchętniej udawałby, że nie ma go w domu, ale to przecież nie przejdzie. Nie, dlatego, że z radia leciała spokojna muzyka, a nie zdarzało mu się zostawiać jej włączonej. Każdy by się skapnął, że jest w domu. Jak można tak pomyśleć.
      Otworzył wejście, stając w progu i chcąc się przywitać, ale to Connor pierwszy wydusił z siebie pierwsze słowo, po którym nastąpiło zacięcie się. To był jakiś żart czy co? Co miało znaczyć to dziwne chciał, które padło z jego ust? No ale spokojnie, dajmy mu się wykazać. Chwilowo postanowił być cierpliwy i oparł się o framugę, zakładając dłonie na klatce piersiowej. Jego bystre oczy lustrowały bruneta, gdy słuchał dalszej części wypowiedzi, która nadal była tak urywana, jak ser w dziury. Komuś albo przydałby się jakiś coach albo dużo pewności siebie. Przeboleje. Wziął w dłonie ulotkę, oglądając ją. Nie słyszał nic o imprezie, ale skoro wszyscy z kamienicy mogą się tam pojawić, to czemu nie miałby skorzystać? Uśmiechnął się i poklepał go ramieniu.
      - Pójdę z tobą tylko przestań już tak dukać, bo nie ma to najmniejszego sensu. Nie jestem nikim ważnym, więc nie masz się co stresować w tej sytuacji. Na serio. Znajdą się osoby, przed którymi będziesz stresować się bardziej - stwierdził, obracając się na pięcie.
     - Wejdź, proszę - powiedział, gdy był już znowu w mieszkaniu. - Powinienem mieć gdzieś kieckę odpowiednią na tę okazję - powiedział w ramach żartu. - Chyba, że idziemy tak jak jesteśmy - stwierdził.

Offline

#161 23-03-2020 o 11h06

Straż Cienia
amelinie
Młody rekrut
amelinie
...
Wiadomości: 26

__________________________M o n i k a    C z a r k o w s k a _________________________

Zobaczyłam na słodkiflircie nick Norenn, skojarzyło mi sie z Morenn, więc przyszłam odpisać xD

MIESZKANIE NR 9

Ona nie jest stąd? Dobre żart ona jest najbardziej amerykańską dziewczyną jaką on kiedykolwiek w swoim życiu widział. W szkole była liderką cheerleaderek, chodziła i machała pomponami dopingując szkolną drużynę futballa, w której grał jej były facet. Mogłoby być jeszcze coś bardziej amerykańskiego? Za tą zniewagę trzeźwa Monika odrzuciłaby włosy do tyłu i posłała chłopakowi oschłe, mrożące krew w żyłach spojrzenie wrednej królowej. Jednak podpita Monika... Och podpita Monika to zupełnie inna bajka. Przez alkohol stawała się znacznie łagodniejsza.
Parsknęła delikatnym śmiechem. Wciąż się podśmiewając przyjęła od  mężczyzny papierosa.
- Z nas dwoje - Wskazała palcem to na siebie do na Ethana. - To ty masz obcy akcent, więc ja powinnam zadać skąd jesteś.
Obróciła papieros między palcami. Mają palić w pomieszczeniu? Przecież wszystko przysięgnie zapachem dymu.
- Można palić w środku? Dobrze, że to nie moje mieszkanie
Uwagę Moniki zwróciła dziewczyna, która krzykiem zasygnalizowała, że nie mogą jeszcze zacząć zabawy po czym  gdzieś wybiegła. Panna Czarkowska spojrzała na swoje towarzysza zabawy szukając jakiegoś wyjaśnienia sytuacji. Zanim zdążyła zadać pytanie do pokoju wróciła tajemnicza nieznajoma z jakimś pakunkiem. Przedstawienie czas zacząć.
- Cerata z koszul? - Spytała rozbawiona bardziej siebie niż Ethana.- Tu jest tak zawsze?- Zwróciła się do chłopak.- Poza tym jak właściciel i jego luba się nazywają?

Offline

#162 24-03-2020 o 15h55

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 503

Ethan MacKintosh

Impreza


           Jego nowo poznana towarzyszka wydawała się być całkiem miła. Przez chwilę zastanawiał się nawet, czy to na pewno ona naskoczyła na Yoona, czy może z kimś ją pomylił. Ale chyba aż tyle nie wypił? A siostra bliźniaczka raczej odpadała.
- Powinnaś. - oznajmił z szelmowskim uśmieszkiem, ale nic więcej nie dodał póki co w tym temacie. Z paczki papierosów którą jej podsunął dziewczyna wyłuskała jednego i zaczęła obracać w palcach.
- Rację masz, Mo-nique. Nie widziałem, żeby ktoś palił w środku. - puścił jej wesoło oczko i powędrował wzrokiem gdzieś za nią, szukając gospodarza imprezy - Joel! Jo-el!
Nie udało mu się ściągnąć na siebie uwagi mężczyzny, a winę za to mogła ponosić pośrednio głośna muzyka i fakt, że uwaga Joela była skupiona obecnie na podarunku i Ethan był pewien, że podarunkiem jest to tylko z nazwy. Odpuścił wołanie pochłoniętego koszulami chłopaka i jego wzrok powędrował do okna, w stronę którego ruszył, zachęcająco kiwając głową swojej towarzyszce. Po drodze zgarnął plastikowy kubek, który miał im posłużyć za popielniczkę i otworzył okno mając nadzieję, że Joel go za to nie zamorduje.
- Jestem tu jakiś tydzień więc nie będę się wymądrzał, ale facet przybiegł przynieść zaproszenie na imprezę w czerwonym kombinezonie i ze skrzypkiem u boku. - powiedział, wyciągając sobie papierosa z paczki i sięgając po zapalniczkę, której płomień zbliżył najpierw do papierosa Moniki, a potem dopiero wsunął swojego do ust i zaciągnął się dymem, który wydmuchał w przestrzeń za oknem. Z drugiego piętra było przynajmniej coś widać, bo z malutkich okienek sutereny mógł sobie co najwyżej pooglądać chodnik.
- Właściciel mieszkania to Joel, a dziewczyna... - próbował sobie przypomnieć jej imię z momentu, kiedy przedstawiała się Gwen, ale kompletnie wyleciało mu z pamięci - Nie mam pojęcia, szczerze mówiąc.
Oparł się wygodnie łokciami o parapet, strząsając popiół do kubka. Zerknął kątem oka na Monikę, przywołując na usta półuśmiech.
- Nauczysz mnie wymawiać swoje imię czy będziesz patrzyła jak się męczę? Nie chcę go dukać przez resztę wieczoru - jego spojrzenie nienachalnie prześlizgnęło się po jej twarzy i sylwetce, od ciemnych włosów poprzez wyraziste brwi, bystre oczy i linię ładnie wykrojonych, pełnych ust. Nie nosiła makijażu, a drobną sylwetkę skryła pod obszernym swetrem. Ethan doszedł do wniosku, że jeśli jej nie podpadnie i nie zacznie na niego krzyczeć, to może być całkiem miły wieczór  - Odwdzięczę się potem jakoś, moje imię to dla ciebie żadne wyzwanie, ale język ojczysty... - uśmiech sięgnął jego oczu, w kącikach których pojawiły się lekkie zmarszczki - Z tym może być trochę zabawy.

Offline

#163 25-03-2020 o 12h15

Straż Cienia
amelinie
Młody rekrut
amelinie
...
Wiadomości: 26

____________________M o n i k a    C z a r k o w s k a _________________________

Who lives, who dies, who tells your story? ;P

MIESZKANIE NR 9

Zmarszczyła brwi. Próbowała sobie wyobrazić właściciela mieszkania w czerwonym kombinezonie rozdającym zaproszenia... I jeszcze skrzypek? Skąd on wytrzasnął skrzypka? Spojrzała na właściciela, który wciąż był zajęty ceratą z koszul. Cerata z koszul..?Przecież to jest okropnie niepraktycznie. Trzeźwa Monika już dawno wyszłaby z tego domu wariatów, przeklinając samą siebie, że w ogóle dała się tu zaciągnąć, ale pijana Monika miała do wypalenia podarowanego papierosa. Darmowego na dodatek, a w jej sytuacji musi korzystać z takich okazji.
- Och czyli ja nie znam tu nikogo, a ty nie znasz prawie nikogo? No to właściciel dobrze wybrał ludzi do pary- Zaciągnęła się papierosem i po chwili wypuściła kłąb dymu za okno. Zimne, lutowe powietrze otuliło jej twarz. Była zgrzana, więc z chęcią nastawiła się na chłód.- W ogóle Jo-el? Jesteś pewny, że to nie jest przypadkiem Dżoel?
Uniosła jedno brew do góry, gdy chłopak poprosił o naukę wymowy jej imienia. Nie ma tak łatwo niech się jeszcze trochę pomęczy, a co. Potrząsnęła delikatnie głową pokazują przy tym rządek śnieżnobiałych ząbków. Aparat ortodontyczny noszony za dzieciaka spełni doskonale swoją rolę. Uśmiech Moniki niczym nie odbiegał od uśmiechów hollywoodzkich aktorek.
- Czemu od razu dukać? Uroczo przekręcasz moje imię - Oparła się parapet, podpierając twarz wolną ręką. Spojrzała na towarzysza lekko przymykając oczy.- Zresztą to nie jest trudne imię. Mój brat nazywa się Szymon Jerzy Czarkowski. Powtórzysz? - Lekko uniosła kącik ust. Doskonale pamiętała jaki problem mieli amerykańscy nauczyciele podczas sprawdzania list obecności. Było to dosyć zabawne. Szczególnie dla bliźniaków.
- No dobra...- Zlitowała się w końcu nad chłopakiem.-Mo-ni-ka- Powoli sylabizowała patrząc zamyślonym wzrokiem w przestrzeń za oknem. Odwróciła się do mężczyzny.-Monika, podobnie jak Monica z Przyjaciół tylko przez "o", nie "a"... No i angielski nie jest moim ojczystym. Urodziłam się w Polsce. Wiesz gdzie leży ten kraj? Dawaj, zabłyśnij. - Posłała mu wyzywający uśmiech poruszając przy tym brwiami. Wypaloną końcówkę strząsnęła do prowizorycznej popielniczki z plastikowego kubka.- Informacja za informacje. To skąd pochodzisz?

Ostatnio zmieniony przez amelinie (25-03-2020 o 12h17)

Offline

#164 24-04-2020 o 21h14

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 579

_________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/533381930176217099/106k47r.png
_______________________________.[ Mieszkanie nr 9 ]

        Przysłuchiwałem się wypowiedziom gości, aby mieć pewność, że zaproponowana przeze mnie zabawa, zostanie ciepło przyjęta. Prychnąłem nawet parokrotnie, słysząc najbardziej szkocko wymówione "Moni-que" w historii. Starałem się bezbłędnie napisać tą inaczej brzmiącą formę tego dość popularnego imienia na kartce do losowania, jednak czułem, że mogłem ostatecznie przyczynić się do tej koszmarnej wymiany zdań. Wybacz Ethan.
        Z nieprzerwanym entuzjazmem kołysałem się do pobrzmiewającej w tle muzyki, ale świat powoli zaczynał mi wirować. Połączenie kilku trunków okazało się dosyć trudne do strawienia. Miałem wrażenie, że odpowiedzialny Joel odpływał wraz z sensownie ułożonymi myślami. Ucieszyłem się jednak na wieść o prezencie. Noora błyskawicznie mnie dopadła i posadziła na krześle. Nie opierałem się. Posłusznie wypełniałem jej polecenia, licząc na to, że kolejna szczekająca kartka mnie nie zawiedzie.
         Przyjaciółka miała dziwny zwyczaj, obdarowywania mnie kartkami z najróżniejszymi rasami psów. Nigdy nie byłem pewien, czy uznawała to za formę zadośćuczynienia za wieczny opór, przeciwko przygarnięciu jakiegoś pupila... czy też po prostu wydawało jej się to genialnym pomysłem. Niezależnie od przyczyny, nie miałem nic przeciwko. Doceniałem to, że pamiętając o tym jak bardzo kochałem te włochate stworzenia, chciała coś dla mnie zrobić. W gruncie rzeczy, wrzodek wcale nie była taka zła.
         Odbierając pakunek, machnąłem jeszcze palcem i powiedziałem coś w stylu "Jutro, zobaczysz najcudowniejszy walentynkowy upominek w życiu" (odnosząc się do małej kreaturki, którą starannie ukryłem) i spojrzałem na... Sam nie byłem pewien co.
        - Pamiętasz, jak kilka tygodni temu mówiłeś...cerata... dziurę - słowa zaczęły mi się zamazywać, podobnie jak i obraz.- Oto ona! Cieszysz się?
        Wpatrywałem się tępo w dzieło Noory. Jakaś część mnie miała nadzieję, że ten cały chaos to tylko złudzenie, że zaraz obudzę się, uszykuję do wieszania ulotek i ogłoszę całemu światu, że właśnie w tej kamienicy odbywa się czadowa impreza. Witając gości, przyodzieję swoją ulubioną, zieloną koszulę - ta obecna też była zielona, ale nie tak fajna jak tamta - i zasłynę jako przykład świetnego gospodarza. Charlotte uszykuje swoje najlepsze ciasteczka z pokruszonymi orzechami...
         Joel. Nie rób tego. Nie bądź żałosny. Nie... płacz. Moje oczy zalały się łzami. Nie wybuchnąłem jakoś szczególnie histerią, ale też nie potrafiłem powstrzymać słonej cieczy, spływającej mi po policzkach. A niech cię, przeklęta whisky.
          Wiedziałem, że to jest ten moment, kiedy totalnie straciłem kontrolę nad rzeczywistością. Przytuliłem do siebie to, co pozostało po moich wspaniałych koszulach i z bólem spojrzałem na wylosowanego wcześniej partnera.
           - Zagraj mi coś smutnego. Może ktoś zechce zatańczyć wolnego... Albo nie... Puść coś z głośnika.
            Nie chciało mi się już nawet reagować na unoszący się w powietrzu dym papierosowy. Życie Joela po raz kolejny tego dnia, osiągnęło dolną część sinusoidy.


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 5 6 7