Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1

#1 19-01-2019 o 12h22

Straż Obsydianu
VictaArs
Nowo przybyła
VictaArs
...
Wiadomości: 5

Widzę płomienie. Słodkie płomienie. Otulają ją z każdej strony. Piękne, a jednocześnie zabójcze. Słyszę krzyk,... błagalny krzyk, lecz nie mogę nic zrobić. Nie mam jej jak pomóc, jestem bezsilna. Próbuję się wyrwać,...nie daję rady. Patrzę w górę i widzę uśmiech. Diaboliczny uśmiech człowieka z szramą na twarzy, którą przed godziną mu podarowałam. Chce odwrócić wzrok, zakryć uszy. Widzą to, bierze moją małą głowę w mocny uścisk i wykręca w kierunku stosu. Zaciskam oczy, nie chce patrzeć.

-Spójrz, jak pięknie płonie...I ten zapach. Zwęglane ciało. Nie bój się. Płomienie są wybawieniem dla jej duszy. Twoją też niebawem zbawią. Obie wkroczycie na ścieżkę Pana, przez swe cierpienie. Odkupicie winy. Już nie długo. Nie lękaj się.- Mówi to tak spokojnie, naturalnie...Jakby jego słowa wcale nie skazywały mnie na śmierć.

Płaczę. Nie wiem czemu. Przecież to tylko kolejny koszmar.

Mama wyciąga do mnie czarną już od ognia rękę. Widzę delikatny ruch jej ust, a w głowie słyszę jej głos. "Phoenix, e mālama i kaʻu kaikamahine". Patrzę na nią nieobecnym wzrokiem. Płomienie zaczynają się zmieniać. Rosną w oczach. Pochłaniają ludzi dookoła. Wszyscy krzyczą. Cofam się o kilka kroków, jednak płomienie dopadają również mnie. Smugają czerwonymi językami po mojej brudnej od błota sukieneczce. Nikt już nie krzyczy. Umarli. Tak po prostu. A ja stoję. Nie wiem co mam zrobić. Płonę, ale nie spalam się.
Światło. Jakie piękne, przyciąga mnie do siebie. Wyciągam w jego stronę moją malutką rączkę. Ogrania mnie ciepło, błogie uczucie. Już nie płaczę. Patrzę tylko w piękne, lekko skośne, brązowe oczy. Głaska mnie po głowie.

-Nie boj się. Już ich nie ma. Zaopiekuję się tobą.

Offline

#2 20-01-2019 o 14h04

Straż Obsydianu
VictaArs
Nowo przybyła
VictaArs
...
Wiadomości: 5

Delikatnym ruchem podnoszę zasłonkę, zza której wyłania się piękny krajobraz. Zielone łąki pełne życia. Dzikie chowańce bawią się w coś co przypomina berka. Słońce spokojnie wychyla się zza miękkich chmur, ogrzewając moją twarz swoimi ciepłymi promieniami. Czuję, jak Huang-Hua dotyka mnie swoją dłonią.
-Znów łzy...-Melancholia jej głosu w pewnym sensie mnie uspokaja. Nigdy nie mogłam zrozumieć jej wszechobecnego spokoju.
-To nic. Wiem, że to tylko sny.-Mój głos mimowolnie drży.
Odwracam się do niej, patrzę w brązowe ciepło jej oczu. Rozumiemy się bez słów. Wiemy kiedy mamy milczeć, dlatego też trwamy w ciszy.
-Docieramy do bram Panno Huang-Hua.- Głos woźnicy przerywa nasze rozmyślenia.
-Gotowa?-Patrzy na mnie pytającym spojrzeniem.
    Machinalnie kiwam głową, choć nie wiem, czy wyraża to prawdę.
Do moich uszu dobiega odgłos otwieranych wrót. Po raz pierwszy zobaczę moje nowe miejsce na ziemi. Jakoś dziwnie mi z tym na duszy.
    Słoneczny blask wpada do środka powozu, przez otwarte drzwi. Pierwsza wychodzi Huang-Hua. Dzięki bogom, nie witają nas tłumy, lecz jeden postawny "ogr"? Sądząc po budowie, raczej nie jestem  w błędzie. Spogląda na mnie...ma piękne oczy, niebieskie jak ocean. Bije od niego dobroć.
-Miło mi Cię w końcu poznać Mercylio. Nazywam się Jamon, od dnia dzisiejszego przechodzisz pod moje skrzydła.- Mówi spokojnie i melodyjnie, delikatnie się do mnie uśmiechając.
Odwzajemniam uśmiech lekko się kłaniając.
-Chodźmy.-Huang-Hua przerywa nam z cichym chichotem.
Jamon krąży spojrzeniem między nami, po czym lekko kiwa głową do Feniksa.
    Idziemy spokojnie przez piękne ogrody. Mimo to trudno mi utrzymać tempo ogra, robi bardzo duże kroki. Patrzę na brązowooką, ona też ma trudności, ale jest już do tego przyzwyczajona. Napotkanie faery kłaniają się nam lekko, co odwzajemniamy. Wszystko wygląda tu o wiele nowocześniej niż w naszej świątyni. Budynki bardziej przypominają geometryczne bryły, niż proste chaty. Nie ma tu też wielu cywili, większość to członkowie straży. Wojownicy, alchemicy, zwiadowcy. Straż do, której mnie przydzielono nazywają "Obsydianem". Należą do niej tylko najlepsi wojownicy Eldaryi, w pewnym sensie jestem dumna, że to właśnie mnie spotkał zaszczyt dołączenia do Obsydianu. Docieramy do pałacu. Zatrzymuję się na chwilę. Potężny gmach, ma jakieś 5 pięter. Ozdobiony motywami zaczerpniętymi z natury. Nowoczesny lecz z klasą. Ponadto zamiast zwykłych okien, wszędzie wstawione są różnobarwne witraże. Wygląda na prawdę imponująco. Te, które udaję mi się dostrzec przedstawiają rozmaite rasy. Na jednym wysoki elf mierzy do czegoś z łuku, drugi z kolei przedstawia kitsune, władającą płomieniami. Czuję na sobie czyjś ciekawski wzrok. Szybko obracam głowę w stronę jego właściciela. Parę metrów ode mnie stoi naprawdę wysoki mężczyzna, ubrany w codzienny strój. Raczej jest już po służbie. Ma półdługie, białe jak mleko włosy zebrane w kucyk na karku. Taksuje mnie wzrokiem, lecz nie natarczywie.
-Mercy. Chodź.- Natychmiast podążam w stronę Huang-Hua oraz Jamona, nadal czując na sobie ciekawski wzrok.
    Przechodzimy przez duże, oszklone drzwi prowadzące do holu. Nie mam czasu przyjrzeć się wszystkiemu bliżej, lecz wiem jedno. Jest tu nad wyraz pięknie...

Ostatnio zmieniony przez VictaArs (03-02-2019 o 14h24)

Offline

#3 03-02-2019 o 15h09

Straż Obsydianu
VictaArs
Nowo przybyła
VictaArs
...
Wiadomości: 5

-To już chyba wszystko.- Jamon podsumowuje z lekko ulgą.
-W takim razie na mnie już czas.- Huang-Hua zaczyna powoli wstawać.
-Może zostaniesz jeszcze parę dni?- Pytam z nadzieją w głosie.
-Niestety, ale nie mogę. Wiesz przecież, że po ostatnim ataku mamy jeszcze dużo pracy w świątyni.- Brązowooka patrzy na mnie ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
-Tak, wiem.-Odpowiadam, a mój głos lekko drży. Nie chce zostać tu sama. Perspektywa zaczynania wszystkiego od nowa jest przerażająca.
-Więc zostań choć na kolacje. Karuto na pewno przyrządził coś wspaniałego.- Zachęta Jamona kusi, a Feniks jej ulega. Nie dziwię się. Ja też mam pustkę w brzuchu. Podczas podróży trudno o coś ciepłego do jedzenia...Ależ jestem głodna!
    Wychodzimy z sali kryształu. Kuchnia musi być niedaleko. W całym korytarzu rozchodzi się smakowity zapach. Wracamy do holu głównego, a ogr prowadzi nas pod szklane schody, którymi na początku weszliśmy.
    Jadalnia, a przynajmniej tak wygląda. Dość duża sala w słonecznych barwach. Nad wysokimi ścianami  w kolorze żywego pomarańczu góruje plafon przedstawiający ucztę. Przez witraże wpada tu dużo światła. Filary podtrzymujące całe sklepienie ozdobione są płaskorzeźbami wyrytymi w drewnie. Jest tu tak przytulnie...Wręcz idealnie, by spotkać się z kompanami i wrzucić coś na ząb. Jest tu około 10 stolików, a każdy z nich ozdobiony bukietem świeżych kwiatów oraz brązowym obrusem. Nie ma tu dużego tłoku, ledwie parę osób, zajmujących stolik pomiędzy dwoma witrażami. Żywo o czymś rozmawiają, nie zwracając na nas jakiejkolwiek uwagi. Podchodzimy do lady wykonanej z przepołowionej kłody. Zza wnęki widać kilka osób krzątających się pomiędzy szafkami.
    -Co dzisiaj dla szefa, szefie?- Zza ściany wychyla się kręcona blond czupryna, a zaraz za nią pojawiają się przerażająco żółte oczy. W pierwszej chwili widzę w nich radość...umie dobrze udawać...
-Trzy porcje. Mam tu głodne panny do nakarmienie.- Ze śmiechem odpowiada Jamon.
-Tymi pannicami to ja się chętnie zajmę.- Satyr puszcza mi oczko. Delikatnie się uśmiecham, co nie umyka uwadze kucharza.- Jednej już wpadłem w oko.- Huang-Hua i Jamon chichoczą. 
    Siadamy z naszymi porcjami przy jednym ze stołów. Jedzenie jest naprawdę wyborne, choć nie mam bladego pojęcia co to jest. Z niedaleka dobiega do mnie odgłos obcasów uderzających w drewniany parkiet.
    Do lady podchodzi wysoka kobieta, ubrana w zwiewną białą sukienkę. Z pomiędzy jasnoniebieskich włosów wystają długie szpiczaste uszy. Elfka...ale jaka? Stoi prosto, z uniesioną wysoko głową, żywo rozmawiając z satyrem. Najprawdopodobniej czując na sobie czyjś wzrok patrzy w moją stronę. Nad jej czołem, z pomiędzy jasnoniebieskich włosów wystaje ozdobny łańcuszek. Znak Elfów Wysokiego Rodu. Mamy tu kogoś z rodziny królewskiej...lepiej trzymać się od niej z daleka.
    Odwracam wzrok do Huang-Hua oraz Jamona. Skończyli już posiłki.
-Naprawdę bardzo dobre. Karuto się postarał.- Słowa Feniksa na pewno słychać w kuchni. Mówi głośno i wyraźnie, by słowa dotarły do uszu kucharza. Uśmiecham się do niej. Wstajemy od stołu odnoszą naczynia na specjalne okienko. Wolnym krokiem wychodzimy z jadani podążając w stronę Wielkiej Bramy. Gdy już pod nią stoimy Huang-Hua rzuca mi się na szyję. Odwzajemniam uścisk, nie wiem jak dam sobie bez nie radę.
-Opiekuj się nią.- Mówi nadal mnie obejmując, a jej słowa skierowane są do Jamona.
-Damy sobie radę.- Ogr odpowiada ze śmiechem.
    Feniks powoli mnie puszcza, po czym wsiada do powozu, a Jamon chwata mnie w braterski uścisk. Za karocą zamykają się skrzydła Wielkiej Bramy, a na mojej twarzy mimowolnie pojawia się uśmiech.
    Czas zacząć nowy rozdział  w życiu.

Ostatnio zmieniony przez VictaArs (09-02-2019 o 20h45)

Offline

#4 11-02-2019 o 17h51

Straż Obsydianu
BluVivien
Nowo przybyła
BluVivien
...
Wiadomości: 5

Super opowiadanie.
Nie mogę się doczekać nexta.

Ostatnio zmieniony przez BluVivien (11-02-2019 o 17h53)

Offline

Strony : 1