Forum

Strony : 1 2

#1 25-07-2021 o 15h11

Straż Absyntu
Evalyn
Pomocniczka Jednorożca
Evalyn
...
Wiadomości: 369

Kontynuacja opowiadania publikowanego na forum przed pożarem




https://64.media.tumblr.com/497dabb1a131734a53f2871355f10f4b/tumblr_pgr9r5ppgV1reyzwyo3_540.gifv

https://64.media.tumblr.com/6e5b9b8c7dad373362f236702fbdba90/tumblr_pgr9r5ppgV1reyzwyo4_r1_540.png
https://64.media.tumblr.com/352860bffcfcdeed76d5836cc6cdac2c/tumblr_pgr9r5ppgV1reyzwyo1_540.gifv



streszczenie wcześniejszych wydarzeń



https://64.media.tumblr.com/08f06a343ee6aa04d469f8aee518fb77/tumblr_pgr9r5ppgV1reyzwyo10_r1_250.png

Aida:
Riida
Nilfhaal
Arenvah

Evalyn
Ivran
Ildarin
Eleise

https://64.media.tumblr.com/d59a9d99b33b596f0948cbdaa319d7f7/tumblr_p85njwCqbx1reyzwyo5_r1_640.png

https://64.media.tumblr.com/3992fbef2d3230cf955ae06ef6b33c8a/tumblr_pfbg44lKuN1reyzwyo7_r1_250.png

https://64.media.tumblr.com/52c4e53235ed183cdd5894c0a7fabf07/tumblr_pgp882EzOM1reyzwyo10_r1_250.png
https://64.media.tumblr.com/3da0c1ecb89bf9347b1a9995cba323ee/tumblr_pfbg44lKuN1reyzwyo10_r1_250.png

Krainy


Istoty zamieszkujące Silegard




https://64.media.tumblr.com/76aa2e530d4acc24087f46ec7c003075/tumblr_pgr9r5ppgV1reyzwyo2_540.gifv

Ostatnio zmieniony przez Evalyn (12-09-2021 o 15h15)


https://64.media.tumblr.com/5927e058e4f1d2b965a7a07e31160e38/b66bf0f81e2ce8d0-71/s400x600/213eaaf67a5b84f8fda2375a7334ff9157a6fd55.gifv  https://64.media.tumblr.com/1f80c946b31e8edac55d3aa37b5632bb/b66bf0f81e2ce8d0-ea/s400x600/932353bf292d329edfdc1269ae420889b5553eeb.gifv

Offline

#2 25-07-2021 o 15h27

Straż Obsydianu
Aida
Pomocniczka Jednorożca
Aida
...
Wiadomości: 334


https://i.imgur.com/G0PXsY7.png

https://i.imgur.com/8OwM8EJ.png


--------------------------------------------------------------------------



https://i.imgur.com/U6L7OcR.png

https://i.imgur.com/oYqh7Fm.jpg

https://i.imgur.com/evmFOXF.jpg


--------------------------------------------------------------------------



https://i.imgur.com/SqFzajs.png

https://i.imgur.com/BdxdEWQ.png

Ostatnio zmieniony przez Aida (25-07-2021 o 16h05)

Offline

#3 25-07-2021 o 16h04

Straż Absyntu
Evalyn
Pomocniczka Jednorożca
Evalyn
...
Wiadomości: 369

https://64.media.tumblr.com/8472d263dc0f7d0a76373988e6de9f81/tumblr_prtf0zPoEj1reyzwyo1_640.png

__________________________________

https://64.media.tumblr.com/811fdf1c352a219c97958da3ffaa955b/tumblr_pozzd5s9XI1reyzwyo9_r1_640.png

__________________________________

https://64.media.tumblr.com/ef05d51d63bc628910acc6af4589306a/fe9843fd89a403ad-b1/s640x960/7d68fcb4aa3f2d0f733c0c484420d836d028fe60.jpg


https://64.media.tumblr.com/5927e058e4f1d2b965a7a07e31160e38/b66bf0f81e2ce8d0-71/s400x600/213eaaf67a5b84f8fda2375a7334ff9157a6fd55.gifv  https://64.media.tumblr.com/1f80c946b31e8edac55d3aa37b5632bb/b66bf0f81e2ce8d0-ea/s400x600/932353bf292d329edfdc1269ae420889b5553eeb.gifv

Offline

#4 31-07-2021 o 21h57

Straż Obsydianu
Aida
Pomocniczka Jednorożca
Aida
...
Wiadomości: 334

https://i.imgur.com/jrTOQln.png


Korytarz, który przemierzali zdawał się lekko opadać. Z każdym krokiem stawał się coraz chłodniejszy, ciemniejszy i cichszy. Huk ognia i uderzeń kilofów o skały zamieniały się w dudniące echo ich własnych kroków i przenikliwe dźwięki wody sączącej się po ścianach i spływających do rząpia. Nieznośny gorąc, który zostawili za sobą przeistoczył się w przenikający chłód i wilgoć a przemoczone wcześniej od potu koszule teraz drażniły nieprzyjemnym mrozem. Arenvah poczuł jak na jego skórze pojawia się gęsia skórka.
Po kilkuminutowym marszu do elfa zaczęły dobiegać nowe dźwięki, znowu kilofy. Ale tym razem te dźwięki były znacznie słabsze, cichsze, mniej energiczne. Korytarz rozświetlił się kilkoma, skąpo rozstawionymi pochodniami. Byli na miejscu. Jeśli ojciec Riidy gdzieś był, musiał być właśnie tutaj. Arenvah przeniósł spojrzenie na Ivrana, aby dodać sobie otuchy, ale jego przenikliwe oczy utkwione były w głębi pomieszczenia.
Za załomem korytarza natknęli się na półokrągłą komnatę. Zimny dreszcz przebiegł po kręgosłupie mężczyzny, gdy dotarł do niego pełny obraz tego, co tu było. Kilku mężczyzn przypominających kościotrupy obleczone pergaminową skórą siedziało na skałach i rozbijało inne skały na mniejsze odłamki. Ale tych było zaledwie kilku. Tych kilku jeszcze walczyło o życie, o jedzenie. Zasada była prosta, tylko ten, kto wykonuje pracę, może liczyć na wieczorną porcję chleba. Ale cała reszta...
Morze ciał. Przykurczone, zwinięte, wczepione z zimna jedno w drugie, otaczające się kościstymi ramionami i próbujące okryć się strzępami łachmanów, które na sobie miały. Leżące wprost na gołej skale. Niektórzy z nich trzęśli się jeszcze z zimna, inni pokasływali lub rzęzili. Tylko po tym można było poznać, że wciąż jeszcze żyją. Ale zdecydowana większość leżała bez ruchu w milczeniu.
Oto cmentarzysko najstarszych niewolników. Tych, którzy nie odnajdywali w sobie siły aby po raz kolejny podnieść kilof i zapracować na wieczorny kęs. Podejmowali decyzję i dobrowolnie oddalali się, aby zanurzyć się w morze takich jak oni i czekać.
Arenvah poczuł jak jego serce kurczy się, jakby ktoś zacisnął na nim stalową pięść. Machinalnie odwrócił wzrok od leżących i skierował go w stronę tych, którzy wciąż jeszcze pracowali.
-Starcze - elf klęknął obok jednego z niewolników, którego pokryte bielmem oczy utkwione były w niewidzialnym punkcie daleko przed nim. - Ojcze.
Więzień zareagował dopiero, gdy dłoń Arenvaha wylądowała na jego żylastym ramieniu. Kilof zatrzymał się nagle w powietrzu, a mężczyzna zastygł, jakby poczuł na karku dotyk ducha.
-Szukam przyjaciela - Arenvah odezwał się w południowej mowie blisko jego ucha, ale tamten nie zareagował. - Nazywa się Emryne.
Mężczyzna nasłuchiwał jeszcze chwilę, ale po kilku sekundach jego kilof opadł ponownie na skalny odłamek, a jego ramiona zaczęły wystukiwać rytmiczny, metaliczny dźwięk. Stuk. Stuk. Arenvah spojrzał na Ivrana i pokręcił głową.
-Po tylu latach pracy w takich warunkach tracą wzrok i słuch - wyjaśnił niemal szeptem, jakby bojąc się, że tamten mimo wszystko go usłyszy. - Nie mamy innego wyboru. Sprawdzaj każdego po kolei i szukaj niebieskich oczu, takich jak moje i Riidy. Tylko elfy z naszego klanu mają taki kolor, nie pomylisz się.
Ivran natychmiast zrozumiał, co Arenhowi chodzi po głowie. Elfy rozdzieliły się i po chwili każdy z nich rozpoczął swoje poszukiwania z dwóch różnych stron komnaty.
Najtrudniejszy był pierwszy krok. Arenvah ostrożnie postawił stopę pomiędzy dwoma ciałami, błagając w duszy, aby nie poczuć pod butem niczego, zwłaszcza głuchego trzasku. Powoli pochylił się nad ciałem i najdelikatniej jak mógł obrócił je twarzą do siebie, łapiąc za kościste ramię. Było lekkie jak piórko, zadziwiająco lekkie i nie stawiało żadnego oporu. Arenvah słyszał nieraz legendy o tym, że ciało po śmierci staje się tak lekkie, bo opuszcza je dusza.
Ogromne brązowe oczy wpatrywały się w niego, ale nic się w nich nie tliło. Elf zacisnął mocno powieki, walcząc z tym, co zaczynało się pod nimi zbierać i wyciągnął dłoń, ostrożnie zamykając powieki tamtego. Przeniósł spojrzenie na kolejnego mężczyznę leżącego tuż obok. Wiedział, że jeśli teraz podniesie wzrok i zobaczy jak wielu ich tu jest, po prostu nie da rady. Krok po kroku. Tylko tak się uda.

Offline

#5 02-08-2021 o 17h07

Straż Absyntu
Evalyn
Pomocniczka Jednorożca
Evalyn
...
Wiadomości: 369

https://64.media.tumblr.com/67db0c54400eceed2c0905ed27b03344/tumblr_pgv30la1hN1reyzwyo10_r1_400.png



    Ivran był już zmęczony. Zarówno psychicznie jak i fizycznie. Utrzymywanie iluzji wyglądu było coraz trudniejsze, jeszcze trochę musiał wytrzymać ale czuł, że zbliża się mocno do swojej granicy. Nie był pewien czy skoki temperatury, które czuje były wywołane jego wyczerpaniem wywołanym nadużywaniem magii czy warunkami panującymi w kopalniach. Miał też wrażenie, że przebywają tu już całe wieki; stracił całkowicie poczucie czasu a przemierzanie korytarzy, stało się tak monotonne, że czuł jakby znalazł się w jakimś dziwnym śnie. Nawet dźwięki kilofów, które po jakimś czasie zaczął znów wyłapywać wydawały się nierealne, jakby on sam znajdował się za jakąś grubą zasłoną, oddzielającą go od rzeczywistości, w której obecnie byli.
    Zadrżał lekko, kiedy pochodnie rozświetliły korytarz, ujawniając w pełnym kształcie widok. Dno piekieł. Przez dłuższą chwilę bezradnie patrzył co robi Arevnah, nie będac w stanie uczynić nawet kroku. Stał prosto jak słup, z dłońmi zaciśniętymi w pięści. Miał wrażenie, że chłód, który wcześniej ogarnął jego ciało, wkradł się teraz do wewnątrz i połączył z złością, którą cały czas, odkąd weszli do kopalni starał się stłumić. Jednak to zimno i złość, spowodowały, że udało mu się przynajmniej na chwilę wybudzić z tego dziwnego letargu, w który popadł.
    Zaczął robić dokładnie to co Arenvah; szukać jasnych niebieskich oczu. Czuł się potwornie niekomfortowo, zaglądając w twarze więźniów. Ręce drżały mu coraz bardziej i kilka razy prawie potknął się o własne nogi. Ci wszyscy ludzie… ich twarze, wzrok w którym nie było już światła… Potrząsnął głową; opanuj się Ivranie. Zrób to co zawsze robiłeś na północy; skup się na tym co robisz blokując uczucia. Dlaczego kiedyś było to znacznie łatwiejsze? Wziął wdech i teraz znacznie sprawniej wziął się za poszukiwania. Czas jednak mijał a nie przynosiły one efektów. W końcu oparł się o ścianę, czując nagłą słabość. Magia dookoła niego znów zawirowała, kiedy próbował ze wszystkich sił utrzymać nałożoną na siebie iluzje.


https://64.media.tumblr.com/5927e058e4f1d2b965a7a07e31160e38/b66bf0f81e2ce8d0-71/s400x600/213eaaf67a5b84f8fda2375a7334ff9157a6fd55.gifv  https://64.media.tumblr.com/1f80c946b31e8edac55d3aa37b5632bb/b66bf0f81e2ce8d0-ea/s400x600/932353bf292d329edfdc1269ae420889b5553eeb.gifv

Offline

#6 07-08-2021 o 21h26

Straż Obsydianu
Aida
Pomocniczka Jednorożca
Aida
...
Wiadomości: 334

https://i.imgur.com/jrTOQln.png


Arenvah przestał liczyć mężczyzn, nie miał pojęcia w jak wiele par oczu zajrzał, po pewnym czasie jego ruchy stały się metodyczne, niczym w transie. Jednak wszystkie tęczówki, w które spoglądał elf były brązowe, złociste, ostatecznie zielone. Żadnych niebieskich. Ocknął się dopiero, gdy jego oczy spotkały się z bardzo żywymi błękitnymi oczami należącymi do Ivrana. To oznaczało dwie złe wiadomości.
Po pierwsze magia elfa mocno słabła i lada moment jego magiczna wizja może zupełnie się rozpłynąć. A po drugie...
-Nie ma go tu - Arenvah wyszeptał nie wiedząc, czy bardziej do siebie czy do swojego towarzysza.
Elf poczuł, jak ziemia się pod nim ugina i tracąc wszelką nadzieję osunął się na jeden z pobliskich głazów, chowając twarz w dłoniach. Wszystko na nic. Przeszli to wszystko zupełnie na darmo, ryzykowali tak wiele. A teraz jeszcze będą musieli stąd wyjść i powiedzieć Riidzie prawdę. Oczami wyobraźni Arenvah przywołał obraz zaniepokojonej elfki, która z wielką nadzieją i sercem obijającym się o żebra wpatrywała się bezustannie w wyjście z kopalni. A oni wyjdą sami...
Niby od początku wiedział, że to beznadziejna sprawa. Wszyscy to wiedzieli. Jakie były szanse na to, że ktokolwiek pozostanie tu przy życiu przez ile? Ile to już minęło? 13? Nie... 16 lat... A jednak mimo wszystko w każdym tliła się jakaś nadzieja, jakaś drobna iskierka licząca na cud w tym piekielnym miejscu. Wolałby już tu zostać wraz z tymi ludźmi niż widzieć spojrzenie Riidy po tym, jak zorientuje się, jak wielkimi głupcami wszyscy byli.
Wiedział, że muszą wracać. Każda kolejna minuta spędzona w tym miejscu oddalała ich od tego, że wyjdą stąd cali. Ale jak po czymś takim znowu odnaleźć w sobie wolę walki? Jak stanąć na nogi i wyjść na powierzchnię, na słońce? Wszystko, co poświęcili...
Upiorną ciszę zawieszoną pomiędzy elfami przerwał cichy, nierówny odgłos wózka pchanego w skalnych koleinach. Echo odbijało turkot kółek od sklepienia kamiennego tunelu, który stawał się coraz głośniejszy i coraz bliższy.
Arenvah odsunął twarz od dłoni i przeniósł spojrzenie na chudego więźnia w łachmanach, który mozolnie posuwał wagonik przed siebie.
-Emryne - głos Arenvaha ugrzązł w gardle.
Pochylony mężczyzna przy wózku bardziej przypominał zjawę niż człowieka, ale elf nie miał wątpliwości. Przez chwilę czuł, jak krew, adrenalina i serotonina tworzą w jego żyłach koktajl, który zaciskał gardło i sprawiał, że nogi uginały się w kolanach. Elf zerwał się na równe nogi i otarł wierzchem dłoni wilgotne oczy.
-Emryne - powtórzył, gdy dopadł tamtego. Jego serce tłukło się w klatce piersiowej z nieopisanego szczęścia. To niemożliwe! A jednak. Stał obok niego, dotykał drżącą dłonią jego kruchego ramienia.
-To moje imię - odpowiedział tamten po chwili namysłu, jakby szukał głęboko w zatartych wspomnieniach, zaskoczony jego brzmieniem.
-Nazywam się Arenvah - krew buzowała tak głośno w żyłach elfach, że ten słyszał jej szum w uszach. - Syn Ravasha. Pamiętasz go? Byliście razem w klanie.
-Ravash - Emryne wyciągnął przed siebie dłoń i położył go na policzku elfa, starając się odczytać jego rysy twarzy.
-Jego syn - uśmiechnął się lekko. - Arenvah. Byłem dzieckiem, kiedy widziałeś mnie po raz ostatni. Jestem przyjacielem twojej córki.
-Riida? - dłoń Emryna zadrżała gwałtownie na wspomnienie imienia córki.
-Tak, ojcze - Arenvah chwycił jego dłoń delikatnie. - Riida jest tutaj. Cała i bezpieczna. Czeka na ciebie u wyjścia z kopalni.
Arenvah w ostatniej chwili podtrzymał mężczyznę, który stracił równowagę i obaj ostrożnie osunęli się na ziemię, lądując na klęczkach. Arenvah wymienił zaniepokojone spojrzenie z Ivranem. Ta ilość emocji i zaskakujących informacji musiała być dla Emryna szokiem, ale nie mieli czasu do stracenia. Musieli natychmiast się stąd wynosić.
-Jaka ona jest? - głos Emryna zachrypiał lekko słyszalnie.
-Wyższa, niż obaj zapamiętaliśmy - Arenvah uśmiechnął się szczerze. - Ale nie za wysoka. Taka sama jak wtedy. Radosna i z dobrym sercem. Posłuchaj ojcze, teraz do niej pójdziemy i już nigdy nie wrócimy do tego miejsca. Ale czeka nas bardzo długa i trudna droga na powierzchnię. Jest ze mną inny przyjaciel Riidy. To też elf, ale pochodzi z północy. Ma na imię Ivran, ale nie zna naszej mowy, więc gdybyś chciał się z nim porozumieć, wszystko mu przekażę, dobrze?
-Wyjdziemy - elf stanowczo kiwnął głową i zbierając w sobie wszystkie swoje siły, wczepił się w ubranie Arenvaha, aby wstać o własnych siłach. - Wyjdziemy do Riidy. Emryne, Arenvah syn Ravasha i Ivran z Północy.

Offline

#7 09-08-2021 o 20h13

Straż Absyntu
Evalyn
Pomocniczka Jednorożca
Evalyn
...
Wiadomości: 369

https://64.media.tumblr.com/67db0c54400eceed2c0905ed27b03344/tumblr_pgv30la1hN1reyzwyo10_r1_400.png



Ivran początkowo nie do końca rozumiał co się dzieje. Przez kilka okrutnych chwil byli pewni, że cała ta wyprawa była na nic. Z jednej strony spodziewał się tego; znalezienie tu kogoś, kto tak dawno został zesłany do kopalni graniczyło praktycznie z cudem. W zasadzie od początku było to szaleństwem i Ivran nigdy do końca nie wierzył, że się uda. Robił to... W zasadzie nie był pewny do końca dlaczego, jego uczucia ostatnimi czasy stanowiły jeden wielki chaos. Wszystko było łatwiejsze na północy, kiedy nie dzielił się nimi z nikim oprócz Venril. Teraz jednak zaczął dostrzegać, że powoli wytwarzał więzi z swoimi nowymi towarzyszami i chyba robił to głównie dlatego, że uważał, że tak trzeba. Czy nie o to chodziło w przyjaźni? Nawet jak sytuacja jest beznadziejna, przyjaciel zawsze jest obok i zrobi wszystko by pomóc. Czy nie robiono tak w jego klanie? W rodzinie...
Ale jednak, gdy stanęli twarzą w twarz z faktem, że ojca Riidy nie ma tutaj i kiedy Ivran uświadomił sobie to dogłębnie, poczuł jakby ktoś zadał mu bolesny cios w brzuch. Już widział oczami wyobraźni twarz elfki. I to nie był przyjemny widok.
A później, kiedy już chciał się odezwać, że muszą wracać pojawił się jeszcze jeden więzień z wózkiem. Niebieskie oczy, jak u Riidy. Wpatrywał się w Arenvaha i drugiego elfa, opierając się wciąż o ścianę a serce biło mu szybciej niż wcześniej. Nie rozumiał ani słowa z tego co mówili ale po ich gestach, tonie głosu wiedział, że to ten kogo szukali. Przykucnął, czując lekki zawrót głowy; nie był pewny czy to przez nagłe uczucie ulgi i euforii, które go opanowało czy przez jego na obecną chwilę beznadziejną kondycje fizyczną. Iluzja, którą podtrzymywał przez cały ten czas całkowicie znikła. Dookoła lekko jeszcze drgało powietrze, wyczuwając niedawne użycie magii. Cud. Inaczej nie można było tego nazwać. Ze wszystkich rzeczy, które w kopalniach wydawały się tak nierealne ta była chyba najbardziej niezwykła. A jednak prawdziwa.
Ivran milczał cały ten czas, czekając aż Arenvah skończy mówić. Obserwował uważnie obu mężczyzn. W końcu, jednak kiedy zapanowała cisza, odezwał się po raz pierwszy od dłuższego czasu.
-To będzie trudne- Spojrzał w kierunku ginącego w ciemności tunelu. Wciąż kucał opierając się o ścianę. Jego głos zabrzmiał dziwnie spokojnie i bez emocji, mimo że w głowie panował totalny chaos.- Mogę jeszcze na jakiś czas wrócić do postaci naczelnika ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że w pewnym momencie zaklęcie może całkowicie przestać działać. W najgorszym wypadku mogę wtedy stracić przytomność a wtedy będziemy w poważnych tarapatach. Będzie trzeba wyjść jak najszybciej się da.

Ostatnio zmieniony przez Evalyn (09-08-2021 o 20h14)


https://64.media.tumblr.com/5927e058e4f1d2b965a7a07e31160e38/b66bf0f81e2ce8d0-71/s400x600/213eaaf67a5b84f8fda2375a7334ff9157a6fd55.gifv  https://64.media.tumblr.com/1f80c946b31e8edac55d3aa37b5632bb/b66bf0f81e2ce8d0-ea/s400x600/932353bf292d329edfdc1269ae420889b5553eeb.gifv

Offline

#8 14-08-2021 o 20h13

Straż Obsydianu
Aida
Pomocniczka Jednorożca
Aida
...
Wiadomości: 334

https://i.imgur.com/jrTOQln.png


Arenvah wysłuchał słów Ivrana z największą powagą i przez chwilę rozważał w głowie wszystkie możliwości. Doszli już tak daleko. Dokonali niemożliwego. I po co to wszystko? Aby dać się złapać na ostatnim etapie? To byłyby największa porażka, z którą Arenvahowi najtrudniej byłoby się pogodzić.
A jednak. Stan Ivrana był fatalny. Północny elf jeszcze nie zdawał sobie z tego sprawy, a Arenvah nie chciał wcześniej o tym mówić aby nie martwić dodatkowo swojego współtowarzysza, ale już wcześniej magia elfa przestawała działać. Z twarzy naczelnika wyraźnie patrzyły błękitne oczy elfa, również jego rysy powoli wyłaniały się jak spod mgły. Arenvah nie znał się zbyt dużo na magii, ale nawet on wiedział, że ponowna, całkowita transformacja bez regeneracji magicznej siły nie mogła się udać. A oni nie mieli czasu.
Dodatkowo Ravash... On sam zastanawiał w jaki sposób miałby wspiąć się po tych pionowych drabinach kilkaset metrów w górę szybu. Nie było szans aby ojciec Riidy był w stanie je pokonać o własnych siłach. Więc jak inaczej...?
W tym momencie Arenvah przypomniał sobie platformę, która niemal oderwała mu głowę, gdy zajrzał pierwszy raz w głąb szybu.
-Musimy wszystko postawić na jedną kartę - elf odezwał się w końcu. - Na dnie szybu znajdują się platformy, do których Ravash i jemu podobni odrzucali skalne odłamki powstałe po drążeniu nowych tuneli. Ludzie pracujący na powierzchni wciągają je do nadszybia i tam rozładowują. Musimy dostać się na jedną z tych platform i wydostać na poziomie, z którego zaczęliśmy schodzić. Ale żeby się to udało, musimy odwrócić uwagę strażników.
Arenvah spojrzał w oczy Ivrana, które sugerowały, że ten wiedział, do czego zmierza południowiec.
-Sonra gelmek Erdreha - słowa wypowiedziane przez Ravasha sprawiły, że na ustach Arenvaha na chwilę zagościł uśmiech.
-Podążaj za smokiem - elf szybko przetłumaczył zdanie, które znał doskonale ze swojego dzieciństwa.

Offline

#9 15-08-2021 o 19h17

Straż Absyntu
Evalyn
Pomocniczka Jednorożca
Evalyn
...
Wiadomości: 369

https://64.media.tumblr.com/67db0c54400eceed2c0905ed27b03344/tumblr_pgv30la1hN1reyzwyo10_r1_400.png


Elf podniósł się z ziemi z ogromnym trudem i zadarł głowę spoglądając w górę w zamyśleniu. To nie mogło być bardziej szalone od reszty rzeczy, które tu zrobili. Skoro tak daleko zaszli głupio byłoby teraz przegrać.
Spojrzał na Arenvaha po tym, jak ten przetłumaczył mu słowa ojca Riidy. O dziwo roześmiał się cicho.
-To chyba najlepsza rada jaką można obecnie dostać- Odparł i po chwili spoważniał- Zatem bierzmy się do roboty. Odwrócę uwagę strażników. To było moje ulubione hobby na północy.
    Chociaż musiał przyznać, że nigdy nie sięgał do tak ekstremalnych środków w drażnieniu strażników, do jakich dziś zamierzał. Niedaleko platform, o których mówił Arenvah znajdował się kolejny smok. Wystarczyło tylko poluzować łańcuchy. Ivran nie próbował nawet przemieniać się na nowo w naczelnika, wolał zachować ostatnie okruchy energii na później, jeśli będzie taka potrzeba. Zresztą ciężko byłoby się skupić na zachowaniu wyglądu naczelnika, kiedy miało się przed sobą tak potężną kreaturę. Ivranowi żal było smoków. Był wściekły na to, że tak szlachetne zwierzęta, wręcz czczone przez niektóre elfie klany zostały zdegradowane do roli koni pociągowych. Ale teraz jak stał pierwszy raz w życiu tak blisko prawdziwego smoka, czuł jak serce wali mu jak szalone. Kreatura mogłaby go zmieść jednym uderzeniem łapy, gdyby chciała. Bez wątpienia była piękna; Ivran był pewny, że łuski smoka muszą przepięknie błyszczeć w słońcu, zapewne niesamowicie wyglądał w locie. Jednak patrząc na niego z tak bliskiej perspektywy wyraźnie widział potężne pazury i ostre kły. Wcześniej Ivran poczekał na dobry moment, więc smok chwilowo nie był przez nikogo pilnowany. Zmęczony pracą, szukając chwili wytchnienia położył potężną głowę na łapach i przymknął lekko oczy. Wyczuł jednak Ivrana i teraz uważnie wpatrywał się w niego jednym z oczu. Pewnie się zastanawiał co Ivran zamierza. Czy był jednym z tych okrutnych strażników? Czy przyszedł go dręczyć?
    Podchodzenie bliżej smoka wydawało się być szaleństwem. Ivran stał dalej jak słup, mimo że czas płynął. Musiał się wziąć w garść; w każdej chwili mógł wrócić strażnik i wywołać alarm. Łańcuch, do którego był przywiązany smok, przytwierdzony był do ściany za nim. Zwierzę prawdopodobnie musiało być mocno osłabione, skoro nie mogło go zerwać.
-Ceart ma, daimheach, dèanadhen lítt aimhreit*- Mruknął po elficku biorąc głęboki wdech.
    Nie miał pojęcia na ile smok rozumiał mowę, a tym bardziej północoelficką. W końcu był smokiem południowym. Jednak zwierze zamknęło oczy, jakby miało Ivrana w największym poważaniu. Lepiej być ignorowanym niż zjedzonym. Wciąż trzymając się w miarę bezpiecznej odległości dotarł do końca łańcucha. Ciężkie cholerstwo, trudno będzie go poluzować ręcznie. Został zrobiony tak, aby utrzymać wiele ton, sam Ivran nie był pewny, czy byłby w stanie podnieść ten łańcuch samodzielnie. Trzeba było postawić wszystko na jedną kartę, tak jak mówił Arevnah. Ivran miał mało energii ale proste zaklęcie chyba nie będzie aż tak wielkim problemem.
-Proszę, nie zabij mnie- Mruknął bardziej do siebie niż do smoka, kładąc rękę na łańcuchu. Smok drgnął i wydał z siebie ciężkie westchnięcie a Ivran na moment zamarł. Nic jednak się nie stało, oprócz tego, że zwierze znów otworzyło oko i uważnie obserwowało ruchy elfa. Ivran zacisnął dłoń na ogniwie łańcucha i wymamrotał kilka słów z zamkniętymi oczami. Poczuł chłód pod palcami. Część łańcucha pokrył lód. Skupił się bardziej, czując jak powietrze lekko drży; cholera jednak wykonanie tego zaklęcia z tak małą ilością energii było trudniejsze niż myślał. Drgnął, kiedy coś głośno strzeliło a jedna z części łańcucha spadła na ziemię, prawie przygniatając Ivranowi stopy. Smok gwałtownie podniósł głowę. Przez kilka krótkich sekund przyglądali się sobie jakby oboje byli zaskoczeni tym co właśnie się wydarzyło. Nagle smok skoczył do przodu a siła podmuchu, który wywołał tym susem sprawiła, że Ivran stracił równowagę i uderzył głową w ścianę. Syknął z bólu, podnosząc się z trudem. Smok rzucił się dalej korytarzem a chwilę później dało się słyszeć ostre krzyki strażników.
    Trzeba było jak najszybciej dobiec do platformy. Nie do końca wiedział na co stać kreatrurę, ale wolał się znaleźć daleko od zasięgu jej kłów i pazurów. To, że chwilowo go zignorowała to nie znaczyło, że później nie może stać się obiektem zainteresowaniia. Skrzywił się lekko, i ruszył chwiejnym biegiem w kierunku, w którym znajdował się Arenvah i ojciec Riidy.

* W porządku przyjacielu, zrobimy trochę zamieszania


https://64.media.tumblr.com/5927e058e4f1d2b965a7a07e31160e38/b66bf0f81e2ce8d0-71/s400x600/213eaaf67a5b84f8fda2375a7334ff9157a6fd55.gifv  https://64.media.tumblr.com/1f80c946b31e8edac55d3aa37b5632bb/b66bf0f81e2ce8d0-ea/s400x600/932353bf292d329edfdc1269ae420889b5553eeb.gifv

Offline

#10 21-08-2021 o 17h56

Straż Obsydianu
Aida
Pomocniczka Jednorożca
Aida
...
Wiadomości: 334

https://i.imgur.com/jrTOQln.png


Potężny ryk wstrząsnął fasadami kopalni. Chaos, który nastąpił chwilę po tym, był dokładnie tym, na co liczył Arenvah. Elf skrzywił się lekko, słysząc ludzkie wrzaski, odgłos ocierania łusek o wąskie skalne korytarze i potężne uderzenia ogona zakończonego ostrymi wypustkami. Smok sunął przed siebie, nie pozostawiając na swojej drodze absolutnie nikogo, kto nie zdążył umknąć.
Strażnicy zgromadzeni w korytarzu pędem ruszyli przed siebie, w ślad za rozwścieczonym zwierzęciem, zupełnie nie zauważając Arenvaha i kulącego się przy nim Ravasha. Wyciągając broń omal nie staranowali pustynnych półelfów, Arenvah w ostatniej chwili pociągnął ojca przyjaciółki i obaj wkleili się w kamienną skałę, przepuszczając uzbrojonych.
Arenvah wyjrzał ostrożnie zza załomu korytarza, platforma spoczywała na ziemi, nie pilnowana przez nikogo. Wszyscy zgromadzeni na dnie kopalni ruszyli w pościg za smokiem. To była ich jedyna szansa.
-Teraz! - elf rzucił się przed siebie, zważając na uczepionego jego ramienia mężczyznę.
Obaj dopadli do platformy i Arenvah machinalnie zaczął opróżniać płaską, drewnianą platformę zbitą z desek i przypominającą blat stołu. Gołymi rękami odrzucał skalne odłamki, aby ludzie wciągający platformę dali radę dźwignąć aż trzech dorosłych mężczyzn. Serce elfa biło jak oszalałe, miał wrażenie, że wszystko trwa niewyobrażalnie długo i że są zupełnie odsłonięci i podani jak na tacy. Musieli działać bez zastanowienia, jeśli chcieli się stąd wynieść żywi.
-Tutaj! - Arenvah zauważył kątem oka biegnącego Ivrana i pomachał do niego ręką.
Gdy tylko jasnowłosy elf wskoczył na platformę, Arenvah z całej siły pociągnął za jeden z łańcuchów przymocowanych do ogromnych haków umieszczonych w czterech kątach platformy. Niewidzialna dla ich oczu siła szarpnęła konstrukcją z niebywałym impetem, sprawiając, że cała trójka mocno się zachwiała. Ravash mający problem ze wzrokiem oraz wycieńczony pobytem w kopalni opadł na kolana, łapiąc się jednego z łańcuchów.
Arenvah spojrzał w dół, platforma unosiła się powoli, a ziemia pod ich stopami oddalała się z każdym szarpnięciem. Nieprzyzwyczajony do wysokości Arenvah poczuł jak jego żołądek wywraca się na drugą stronę, gdy platforma szybowała coraz wyżej i wyżej.
-Musimy ją zatrzymać na poziomie, z którego tu schodziliśmy - Arenvah odwrócił wzrok od oddalającej się ziemi i spojrzał w górę. To zdecydowanie był lepszy widok.

Offline

#11 27-08-2021 o 18h41

Straż Absyntu
Evalyn
Pomocniczka Jednorożca
Evalyn
...
Wiadomości: 369

https://64.media.tumblr.com/67db0c54400eceed2c0905ed27b03344/tumblr_pgv30la1hN1reyzwyo10_r1_400.png



Ivran obejrzał się za siebie z trudem łapiąc oddech. Platforma podnosiła się powoli do góry, nieco chwiejnie ale wyglądało na to, że pierwsza połowa planu wypaliła całkiem nieźle. Z dołu wciąż było słychać krzyki i hałasy. Elf zmarszczył brwi, czując nagłe uderzenie wyrzutów sumienia ale nie z powodu ludzi, których smok atakował ale samego smoka. W końcu nie ma szans, żeby zwierze wydostało się na zewnątrz; było zbyt osłabione. Prędzej czy później znów je złapią albo zabiją. Chociaż stawiał bardziej na to pierwsze; smoki prawdopodobnie były dla nich cennym narzędziem w kopalniach. Najgorsze, że on sam nie potrafił stwierdzić, który scenariusz byłby gorszy.
    Ciężko było mu zachować równowagę. Złapał się łańcucha, z obawy, że spadnie i zerknął w stronę Arenvaha i ojca Riidy. Pierwsza część planu się udała, to fakt. Ale co dalej? Na górze będą mieli poważny problem; prawdopodobnie wywiąże się większa walka. Nie mieli już przykrywki w postaci naczelnika, zresztą ona na wiele by się i tak nie zdała, w momencie kiedy wyszliby na górę z jednym z więźniow. Ojciec Riidy był zupełnie niezdolny do walki, miał nawet problem z poruszaniem się i praktycznie cały czas był uczepiony ramienia Arenvaha. A Ivran… Spojrzał w dół na swoje trzęsące się ręce. Nie pamiętał, kiedy ostatnim razem używał tak intensywnie swojej magii. Już od dłuższego czasu był na granicy wytrzymałości. Jedyne co trzymało go jeszcze przy siłach to pragnienie wydostania się z tego piekła za wszelką cenę. Za daleko zaszli. Pytanie czy to wystarczy, żeby przetrwać ten ostatni etap. Obawiał się, że jeśli użyje kolejnego zaklęcia to może stracić przytomność. Arenvah nie uniesie dwóch osób, szczególnie w takiej sytuacji.
    Westchnął głęboko unosząc głowę. Zbliżali się do poziomu, na którym należało zatrzymać platformę.
-Na górze będzie prawdopodobnie sporo strażników- Powiedział. Od jakiegoś czasu jego ton głosu był zaskakująco opanowany. Od momentu, kiedy przeszedł przez portal na północy, zmagał się z wieloma sprzecznymi uczuciami, które sprawiały, że coraz częściej tracił nad sobą panowanie i narażał towarzyszy swoją głupotą wywołaną przez niepotrzebnie narastające emocje. Należało z tym skończyć. Zresztą teraz cel był jasny; należało chronić przyjaciół za wszelką cenę. A poza tym pobyt w tym piekle uświadomił mu jeszcze kilka innych rzeczy- Jak zatrzymasz platformę uderzę z zaskoczenia zaklęciem, żeby oszołomić tych co będą najbliżej, zanim się zorientują co się dzieje. Niezależnie od tego co będzie później macie brać nogi za pas.
    Umilkł. Wypowiedzenie na głos tych słów jeszcze bardziej uświadomiło go jak bardzo to wszystko jest szalone. Oby tylko nie stracił przytomności.


https://64.media.tumblr.com/5927e058e4f1d2b965a7a07e31160e38/b66bf0f81e2ce8d0-71/s400x600/213eaaf67a5b84f8fda2375a7334ff9157a6fd55.gifv  https://64.media.tumblr.com/1f80c946b31e8edac55d3aa37b5632bb/b66bf0f81e2ce8d0-ea/s400x600/932353bf292d329edfdc1269ae420889b5553eeb.gifv

Offline

#12 27-08-2021 o 20h18

Straż Obsydianu
Aida
Pomocniczka Jednorożca
Aida
...
Wiadomości: 334

https://i.imgur.com/jrTOQln.png


Arenvah przeniósł poważne spojrzenie na twarz Ivarna.
-Wyjdziemy stąd wszyscy, lub nie wyjdziemy wcale.
Cokolwiek się stanie. Nie po to ryzykowali życiem, żeby wyciągnąć stąd Ravisha, aby zostawiać w zamian kogokolwiek innego. Wszyscy lub nikt. Nie mieli jednak czasu na dyskusję bo oto platforma powoli zbliżała się do "ich" piętra.
Arenvah dźwignął się na trzęsące się nogi i wyciągnął sejmitar, a następnie szybkim, silnym uderzeniem wepchnął go między skalne szczeliny. Okropny zgrzyt przeszył ich uszy, a snopy iskier na chwilę oślepiły Arenvaha, gdy siłował się z żelazem. Platforma zgrzytnęła i z impetem zatrzymała się pod kątem, jakieś półtora metra poniżej pułapu piętra.
-Teraz! - syknął zaciskając równo zęby, powieki i dłonie na rękojeści miecza. Wiedział, że ludzie na górze, nie mający pojęcia o tym, co właśnie dzieje się w kopalnianym szybie, za chwilę znów zaczną wprawiać w ruch ogromne drewniane koło, owijając na nim grube łańcuchy, wciągając platformę na górę.
Winda zakołysała się paskudnie i raptownie podskoczyła do góry tracąc na wadze, gdy jako pierwszy opuścił ją Ivran.
-Musisz się wspiąć - Arenvah otworzył na chwilę oczy i wciąż z całej siły zaciskając dłonie na rękojeści miecza, spróbował uklęknąć.
Ojciec Riidy wyraźnie się zawahał, ale nie miał ochoty na zbędne dyskusje w obecnej sytuacji. Huk na górze świadczył o tym, że Ivran właśnie rozprawiał się ze strażnikami i zdecydowanie potrzebował ich pomocy.
Arenvah zacisnął szczęki jeszcze mocniej, gdy stopy Ravisha znalazły się na jego ramionach, a mężczyzna całym ciężarem ciała oparł się na jego barkach, starając się wspiąć się na skalny wyłom.
W tym samym momencie elf poczuł, jak platforma zaczyna napierać, a drewno jęczy i trzeszczy, walcząc z dwiema przeciwległymi siłami. Ludzie u góry zaczęli ją wciągać. Impet sprawił, że ojciec Riidy został niemal wystrzelony i wylądował bezpiecznie na skalnej podłodze, za to jeden z łańcuchów trzymających platformę wystrzelił z hukiem, gdy metalowy hak nie wytrzymał oporu. Winda raptownie podjechała do góry, a Arenvah zsunął się po niej wraz ze skalnymi odłamkami, w ostatniej chwili łapiąc się jednego z łańcuchów. Jego serce biło jak oszalało, a każdy napięty do granic możliwości mięsień palił żywym ogniem.
Elf odważył się otworzyć oczy i uzmysłowił sobie, że jego podłoże zawisło niepewnie na trzech łańcuchach jakieś dwa metry nad poziomem, gdzie Ivran walczył ze strażnikami i wiele, wiele metrów nad dnem kopalni. Nienawidził wysokości. Naprawdę, z całego serca nich nienawidził i zwyczajnie się bał całym swoim elfim sercem. Uczepiony z całej siły łańcucha, spróbował się podnieść, ale wtedy platforma zakołysała się niebezpiecznie, jeszcze bardziej oddalając go od skalnej podłogi. Wiedział, że musi skoczyć. Z różnych powodów. Dlatego, że Ivran właśnie tracił ostatki siły na walce ze strażnikami. Dlatego, że kolejny z łańcuchów może znowu wystrzelić w powietrze i wtedy on runie w dół, roztrzaskując się na tym piekielnym dnie. Lub chociażby dlatego, że jeśli nawet przeżyje wjazd do góry, to będą tam czekać na niego inni strażnicy i w tym wypadku już lepiej było pozwolić sobie na lot w dół. Przynajmniej czekała go szybka śmierć. A jednak zamarł wczepiony w łańcuch, zupełnie niezdolny do tego, żeby wykonać jakikolwiek ruch.
Naprawdę nie chciał tego robić. Jego serce waliło jak oszalałe, a krew buzująca w skroniach wręcz oślepiała. Zupełnie jednak wbrew sobie powoli, ogniwo po ogniwie ponownie się wyprostował. Żeby doskoczyć do ziemi musiał odrobinę rozhuśtać windę i skoczyć w odpowiednim momencie. Wziął głęboki wdech i nie pozwalając sobie na zastanowienie się nad tym, co właśnie robił, szarpnął całym swoim ciałem w tył. Platforma drgnęła, elf powtórzył czynność jeszcze trzy razy i gdy miał już pewność, że to jedyny dobry moment, odbił się od desek i puścił łańcuch. Lecąc w dół, usłyszał tylko jak kolejny z haków wyrywa się z desek i ze świstem smaga powietrze. Elf wylądował twardo na ziemi i koziołkował,  wyuczonym odruchem złapał jeden z porzuconych przez strażników sejmitarów w trzęsącą się dłoń. Miał wrażenie, że jego nogi są tak dziwne, jakby wcale nie należały do niego. Tak samo, jak całe ciało.

Offline

#13 28-08-2021 o 16h56

Straż Absyntu
Evalyn
Pomocniczka Jednorożca
Evalyn
...
Wiadomości: 369

https://64.media.tumblr.com/67db0c54400eceed2c0905ed27b03344/tumblr_pgv30la1hN1reyzwyo10_r1_400.png


    Ivran gładko wskoczył na piętro; nie było już czasu na myślenie, należało działać. Przez kilka krótkich sekund strażnicy będący najbliżej patrzyli się na niego z wyraźnym zdziwieniem w oczach. Raczej średnio spodziewali się, z szybu nagle wyskoczy elf, szczególnie że jedyna osoba, która tu dziś wchodziła była ich naczelnikiem.
    Ivran nie tracąc czasu wyciągnął rękę i skupił się na najłatwiejszym zaklęciu oszałamiającym jakie znał. Błysnęło, na moment w tunelu zrobiło się jasno jak w dzień, a kilku strażników poleciało do tyłu, uderzając boleśnie plecami w ścianę. Ivran zachwiał się i zrobił krok do tyłu aby złapać równowagę. Odwrócił wzrok za siebie i uświadomił, że stoi zaraz nad przepaścią, jeszcze krok i runąłby ponownie na dół. To na moment sprawiło, że odzyskał sprawność i jak najszybciej odskoczył od szybu. Zrobił to jednak niezgrabnie, potykając się o jednego z nieprzytomnych strażników i lądując na kolanach, raniąc dłonie o ostre skały.
    Huk wywołany zaklęciem i blask, który spowodowało, sprawił, że ściągnął tym samym w jedno miejsce więcej strażników. Trudno, i tak musieli się z nimi rozprawić. Ich krzyki zlały się w jedno, Ivran zreszta nie rozumiał ich mowy i niewiele go to w tym momencie obchodziło. Skupił się tylko na jednym; na przeżyciu. Jeszcze jedno zaklęcie; jaskinia znowu na kilka chwil rozjarzyła się na biało. Ivran poczuł nagły bół w klatce piersiowej i pochylił się kaszląc. Opanował się z ogromnym trudem łapiąc oddech i spojrzał prosto przed siebie ale nie widział nic oprócz rozmazanego obrazu. Ktoś się zbliżał ale nie był w stanie dokładnie dojrzeć gdzie są strażnicy. Faere, nie jest dobrze. Jest nawet bardzo, bardzo źle. Gdzie na wszystkich bogów był Arenvah? A może uciekli? W końcu powiedział mu, żeby brali nogi za pas. Naprawdę nie miałby im tego za złe ale był jeszcze jeden scenariusz. Mogli gdzieś ugrząźć a on poddając się, teraz ściąga na nich pewną śmierć. Nie miał już energii, jeśli uderzy kolejnym zaklęciem, może skończyć się to dla niego bardzo źle. Dodatkowo przez to, że ledwo co widział nie miał pojęcia w którą stronę uderzać.


https://64.media.tumblr.com/5927e058e4f1d2b965a7a07e31160e38/b66bf0f81e2ce8d0-71/s400x600/213eaaf67a5b84f8fda2375a7334ff9157a6fd55.gifv  https://64.media.tumblr.com/1f80c946b31e8edac55d3aa37b5632bb/b66bf0f81e2ce8d0-ea/s400x600/932353bf292d329edfdc1269ae420889b5553eeb.gifv

Offline

#14 04-09-2021 o 18h46

Straż Obsydianu
Aida
Pomocniczka Jednorożca
Aida
...
Wiadomości: 334

https://i.imgur.com/jrTOQln.png


Arenvah rozejrzał się szybko, próbując zorientować się w sytuacji. Wielu strażników leżało bez ruchu oszołomionych magią Ivrana, część z nich zaczynała jednak z mozołem dźwigać się na nogi. Inni nadciągali już z dalszych korytarzy. Ivran słaniał się na nogach. Ravish wklejony plecami w ścianę obserwował chaos niewidzącymi oczami. Nie mieli szans. Jedyne co im pozostało to natychmiastowa ucieczka.
-Biegniemy - Arenvah złapał mocno dłoń ojca Riidy i bez pardonu pociągnął go za sobą. Przebiegając obok Ivrana, również jego szarpnął za kołnierz koszuli. Nie mieli czasu na uprzejmości.
Po chwili trójka elfów pędziła przed siebie w zupełnym milczeniu i ciemności. Nie mieli czasu na rozświetlenie tunelu pochodniami, więc gnali zupełnie na oślep, słysząc jedynie własne ciężkie oddechy. Potykali się czasem o wystające kamienie, ale bez słów skargi, biegli dalej przed siebie, trąc dech. Momentami Arenvah miał wrażenie, że traci świadomość, a ciemność, która go otacza to chwilowa utrata przytomności. Jasne mroczki pojawiające się niczym maleńkie muchy o spowolnionych ruchach świadczyły jednak o tym, że wciąż biegnie, chociaż powoli zaczyna tracić energię.
Nie mogli sobie jednak pozwolić na najkrótszą chwilę przerwy, bo za plecami słyszeli zbliżające się odgłosy pościgu. Jak blisko ich byli strażnicy? Jak daleko od wylotu tunelu byli? Dziesięć metrów? A może kilometr? Czy starczy im sił?
Jasne, wąskie snopy światła przebijające się przez ciemność Arenvah dostrzegł już z oddali. Już za parę metrów, już za kilka chwil... Ale odgłosy strażników zdawały się być już tuż za ich plecami...
-Nilfhaal! - Arenvah wykrzyknął najgłośniej jak tylko mógł.

***

Nilfhaal drgnął, jakby wybudzony z głębokiego snu. Podniósł wzrok na swoich towarzyszy, ale ci wydawali się być pogrążeni we własnych ponurych myślach, walcząc z przytłaczającym upałem. Musiał się przesłyszeć.
Po chwili Riida podniosła głowę, zerkając pytająco na Ildarina i Nilfhaala. A więc elfy musiały usłyszeć pierwsze.
-To oni! - Nilfhaal krzyknął krótko i wszyscy jak na komendę rzucili się w górę piaszczystej ścieżki, wprost do głazu barykadującego wyjście z kopalni.
-Jesteśmy tu - elf krzyknął, dopadając plecami do kamiennej powierzchni i zapierając się z całej siły nogami.
-Riida... - słaby głos po drugiej stronie sprawił, że ciałem drobnej elfki wstrząsnęła ogromna fala.
-Tato!- Riida poczuła jak łzy zbierają się w jej oczach i wszystko ściska za gardło, ale jeszcze nie byli razem. Jeszcze dzieliła ich ta piekielna, skalna przeszkoda. Dziewczyna słyszała po drugiej stronie odgłosy, które świadczyły o tym, że elfy są w niebezpieczeństwie. Czy po drugiej stronie było trzech elfów? Czyj głos słyszeli? Ivrana, czy Arenvaha? Riida nie umiała stwierdzić. Nie bacząc na ból, zaparła się dłońmi o ostrą skałę, pchając wspólnie z Nilfhaalem. Venril krążyła nad ich głowami niespokojnie, raz po raz rozbijając się skrzydłami i pazurami o skałę.
W końcu głaz się poruszył, a gdy tylko szczelina zrobiła się dość duża, z wnętrza tunelu wysypało się na słoneczne światło trzech elfów. W ostatnim momencie. Riida nie zastanawiając się długo, wślizgnęła się górną partią ciała do wnętrza ciemnego tunelu. Zwykle jej magia potrzebowała chwili, zwykle najpierw czuła ciepło w ramieniu, łokciu, mrowienie w palcach. Tym razem było zupełnie inaczej. Ciemne oczy strażników błyszczały w słonecznych promieniach, widziała dokładnie ich twarze.
Ognisty wystrzał z sykiem wypełnił wnętrze tunelu, zalewając je pomarańczowymi jęzorami ognia. Potężne wyładowanie energii odrzuciło elfkę do tyłu, zdążyła jeszcze osłonić twarz ramionami, gdy ktoś pociągnął ją na zewnątrz. Przez kilka sekund widziała jedynie rozmazane plamy, wszystko było chaosem, nierealnym jak sen. Ktoś przesuwał głaz, zamykając wejście do tunelu.

Ostatnio zmieniony przez Aida (11-09-2021 o 19h56)

Offline

#15 09-09-2021 o 18h04

Straż Absyntu
Evalyn
Pomocniczka Jednorożca
Evalyn
...
Wiadomości: 369

https://64.media.tumblr.com/67db0c54400eceed2c0905ed27b03344/tumblr_pgv30la1hN1reyzwyo10_r1_400.png


Od momentu, kiedy Ivran wykorzystał ostatnie resztki swojej energii, kompletnie nie miał pojęcia co się dzieje. Uciekali ale wszystko dookoła wydawało się mgliste, nie czuł nic oprócz potwornego zmęczenia i dezorientacji. Miał wrażenie że jeszcze kilka kroków i się przewróci ale nie mógł na to pozwolić, nie teraz, nie przy samym końcu. Wydawało się, że wszystko to trwało wieczność, nie słyszał już głosów strażników, nie słyszał swoich towarzyszy. Jedyne na czym się skupiał to własny ciężki oddech i szybkie bicie serca. Dodatkowo jego oczy wciąż nie widziały wyraźnie. Sylwetka biegnącego przed nim Arenvaha przypominała raczej jedną wielką plamę, niż cokolwiek innego.
    Później zdarzyło się dużo rzeczy na raz, których na wpół przytomny Ivran nie do końca potrafił zarejestrować. Pierwszą rzeczą jaką odczuł wyraźnie to jaskrawe światło. Wypadł z ciemnego korytarza prosto na ziemię. Mrugając szybko oczami i nie mogąc przyzwyczaić się do wszechobecnej jasności zacisnął dłonie na piasku, czując pod palcami jego chropowatą strukturę. Gdzieś w tle slychać było głosy, chyba głosy jego towarzyszy ale wciąż do końca nie był pewny co dokładnie się dzieje.
Udało się? Tak, chyba się udało. W końcu są na zewnątrz, wydostali się z tego piekielnego miejsca, jakim były kopalnie. Znaleźli ojca Riidy i przeżyli. To wszystko co miało miejsce, jeszcze parę chwil temu i zostało oddzielone od nich wielkim głazem, wydało się po raz kolejny Ivranowi tak potwornie nierealne i abstrakcyjne. Miał wrażenie, że właśnie obudził się z jakiegoś długiego i dziwnego snu. Całe to szaleństwo… Ivran wciąż nie zwracając uwagi na innych, przysłonił twarz dłonią i najzwyczajniej w świecie się roześmiał. Śmiech jednak szybko się urwał, bo całe jego ciało przeszył ból. Wykorzystał zdecydowanie za dużo energii magicznej, organizm ledwo to wytrzymał. Najchętniej położyłby się teraz na piasku i zasnął na następne kilka dni ale… Wciąż mrugając oczami, żeby przywrócić większą ostrość obrazu rozejrzał się dookoła, było to jednak nadaremne bo jaskrawe słońce i ogromne zmęczenie wciąż nie pozwalały mu wiele zobaczyć.
-Zabawne... byłem pewny, że zginiecie w tych kopalniach- Gdzieś z boku Ivran usłyszał głos zadumany Ildarina. Nie brzmiał na złego, nawet nie na zirytowanego. Bardziej na zaskoczonego, tym co się stało.
    Cóż, prawdę mówiąc Ivran też początkowo nie wiązał z tym planem wielkich nadziei. Ale to co się stało utwierdziło go w fakcie, że z obecnym nastawieniem i wolą walki w przyszłości mogą napsuć sporo krwi wrogom.


https://64.media.tumblr.com/5927e058e4f1d2b965a7a07e31160e38/b66bf0f81e2ce8d0-71/s400x600/213eaaf67a5b84f8fda2375a7334ff9157a6fd55.gifv  https://64.media.tumblr.com/1f80c946b31e8edac55d3aa37b5632bb/b66bf0f81e2ce8d0-ea/s400x600/932353bf292d329edfdc1269ae420889b5553eeb.gifv

Offline

#16 11-09-2021 o 19h26

Straż Obsydianu
Aida
Pomocniczka Jednorożca
Aida
...
Wiadomości: 334

https://i.imgur.com/gfezvjK.png


Riida potarła oczy nadgarstkami, próbując odzyskać wzrok. W chaosie, który dział się przed nią wyraźnie mogła usłyszeć głosy swoich towarzyszy, ale oni sami byli jedynie rozmazanymi plamami. Tak jakby to wszystko działo się w bardzo odległym śnie. W końcu obraz zaczął robić się coraz wyraźniejszy i wtedy Riida go rozpoznała.
Był o wiele chudszy niż zapamiętała, ale tak samo wysoki. Długie, czarne włosy zlepione w strąki opadały na jego zapadnięte ramiona. Jasne oczy pokryte mglistą poświatą rozglądały się zagubione, próbując odnaleźć w chaosie znany sobie język.
-Ayah - Riida dopadła do niego obejmując w pasie i wtulając się w ojca z całej siły.
-Riida - torsem mężczyzny wstrząsnęła fala wzruszenia. Jego dłonie automatycznie powędrowały ku jej twarzy. Kościste palce błądziły po jej policzkach, łukach brwiowych i czole, próbując znaleźć znane sobie kształty.
Słowa ugrzęzły w gardle elfki, więc ta jedynie kiwnęła głową, śmiejąc się i płacząc jednocześnie. Gorące łzy wielkości grochu spływały po jej uniesionych w górę policzkach i skapywały z brody prosto na wysuszony pustynny piach.
Od tak dawna marzyła o tym, że znowu się spotkają. Marzyła, ale bała się wyobrażać sobie ten moment, a teraz, gdy do niego doszło była zupełnie nieprzygotowana. Co powinna powiedzieć? Chciałaby mu powiedzieć tak dużo rzeczy. I wysłuchać wszystkiego, co ma do powiedzenia. A zamiast tego, po prostu patrzyła w jego twarz próbując wyczytać z bruzd na jego czole wszystko, co spotkało go od tamtego dnia, gdy ludzie króla po prostu go zabrali.

https://i.imgur.com/U6L7OcR.png


Od momentu, w którym usłyszał głos Arenvaha wszystko zdawało się dziać jakby w innym czasie. Niby był tu i wszystko widział na własne oczy, ale nie mógł uwierzyć w to, co widzi. W to, czego jest świadkiem i uczestnikiem. Z lekko otwartymi ustami spoglądał to na Riidę, to na jej ojca, to na Ivrana. Co tam się...
Bez słów kucnął obok Ivrana i podał mu bukłak ze świeżą wodą. Elf wyglądał fatalnie, ale po raz pierwszy od czasu ich znajomości Nilfhaal jakoś nie miał ochoty mu tego wygarnąć.
-Nie macie teraz czasu - głos Tegalla natychmiast przywrócił go do rzeczywistości. - Za chwilę ruszy za wami pościg. Mogę próbować mylić ślady, ale ludzie pustyni nie dadzą się oszukać. Musicie ruszać natychmiast i nie odwracać się za siebie.
Mały chłopiec uczepiony nogawki strażnika spoglądał na nich ogromnymi, przerażonymi oczami. Serce Nilfhaala ścisnęło się na chwilę. Doskonale wiedział, co będzie musiało za chwilę nastąpić, a o czym malec nie miał jeszcze pojęcia.
-W porządku - Nilfhaal starał się brzmieć możliwie opanowanie, chociaż doskonale wiedział, że to jeszcze nie koniec ich trudów. - Wiem, że nie wszyscy jesteśmy gotowi do drogi, ale nie mamy teraz wyboru. Arenvahu, dasz radę jechać z Ravishem? Ivran? Dasz radę utrzymać się w siodle?
Nilfhaal położył ostrożnie dłoń na jego ramieniu, chcąc zwrócić na siebie jego uwagę. Wiedział, że Ivran potrafił być uparty. I to cholernie.

Ostatnio zmieniony przez Aida (11-09-2021 o 19h57)

Offline

#17 12-09-2021 o 20h02

Straż Absyntu
Evalyn
Pomocniczka Jednorożca
Evalyn
...
Wiadomości: 369

https://64.media.tumblr.com/8f1d5ea6e78baafc9525d765c55ccd81/tumblr_pvyxk9A4dK1reyzwyo2_r1_250.png


Od momentu, w którym został uwolniony z więzienia i zabrany w drogę z elfami Ildarin był kimś w rodzaju obserwatora, który śledzi z boku jakąś interesującą, chociaż momentami naiwną historię. On sam nie czuł się częścią tych wydarzeń, był w końcu związanym jeńcem, który nie mógł nic robić oprócz przysłuchiwania się innym i wtącania czasem kąśliwych komentarzy. Wplątał się w to wszystko z własnej głupoty i nieostrożności ale nie czuł się częścią obecnych wydarzeń. W sumie nawet nie był pewny co się z nim stanie ale do tej pory podchodził do tego z obojętnością; jeśli przyjdzie potrzeba będzie musiał kombinować ale w tym momencie nie miało to jeszcze żadnego sensu. Dlatego trwał, mając poczucie, że jest tylko naocznym świadkiem wszystkiego co się działo.
    Słysząc pierwszy raz o planie dostania się do kopalni parsknął śmiechem. Jego zadaniem było wytropić elfy i doprowadzić je na egzekucje do Echos ale z takim podejściem sami się wykończą, prędzej czy później. Opracowany przez nich plan brzmiał tak niemożliwie i absurdalnie, że aż dziwne było, że racjonalny i zazwyczaj trzeźwo myślący Ivran zgodził się na to z taką łatwością. Chociaż jeśli chodzi o Ivrana sprawa była również interesująca. Coś musiało się stać w obozie rebeliantów, coś co spowodowało, że nieco się zmienił. Tak czy inaczej Ildarin był pewny, że plan nie wypali.
    A jednak teraz obserwował jak wszyscy cało wyszli z kopalń i dodatkowo przyprowadzili ojca Riidy. Cud? Szczęście głupców? Opatrzność bogów? Do tej pory mieli naprawdę dużo szczęścia, jak na osoby, które podejmują tak ryzykowne działania. Jeśli faktycznie bogowie maczali w tym palce, czemu wybrali akurat tą grupkę do opieki? Co było takiego wyjątkowego w Ivranie? Dlaczego wybrali do opieki tylko jego a nie cały ich klan? Przez kaprys? A może bogowie, w których kiedyś tak głęboko wierzył mieli wszystkich w poważaniu o ile w ogóle istnieli? I może było to chwilowe szczęście a karta za jakiś czas się odwróci na niekorzyść?
    Ildarin odwrócił wzrok od Riidy i jej ojca z niespodziewaną irytacją. Spojrzał na praktycznie czołgającego się po ziemi Ivrana, który półprzytomny próbował zapewnić Nilfhaala, że wszystko z nim w porządku i poradzi sobie sam. A może to była po prostu kwestia upartości i konkretnego celu? Ivran od zawsze był cholernie uparty i zawzięty. Ildarinowi zawsze tego brakowało, momentami mu zazdrościł. On sam za szybko odpuszczał. I nie miał konkretnego celu w życiu.
-Ten idiota ledwo się czołga, spadnie z siodła kilka chwil po tym jak wsiądzie na konia- Odezwał się Ildarin, patrząc z lekkim rozbawieniem na Ivrana.
-Zamknij się- Mruknął Ivran, wciąż starając się wyglądać na kogoś, kto wcale nie zemdleje przy najbliższej okazji. Jego stan nie przeszkodził mu w rzuceniu morderczego spojrzenia w kierunku Ildarina. Zwrócił się ponownie do Nilfhaala- Przetrwałem te cholerne kopalnie to i na koniu się utrzymam.
    Tak, to musiało chodzić głównie o upartość. Tak czy inaczej nie mogli tu zostać całą wieczność. Za chwile zjawią się posiłki i jeśli nie umkną do tego czasu, sukces szybko zamieni się w porażkę. Ildarin uznał, że byłoby to wyjątkowo niekorzystne, szczególnie, że znów był związany a to skazywało go na szybką śmierć w takim wypadku.

Ostatnio zmieniony przez Evalyn (12-09-2021 o 20h20)


https://64.media.tumblr.com/5927e058e4f1d2b965a7a07e31160e38/b66bf0f81e2ce8d0-71/s400x600/213eaaf67a5b84f8fda2375a7334ff9157a6fd55.gifv  https://64.media.tumblr.com/1f80c946b31e8edac55d3aa37b5632bb/b66bf0f81e2ce8d0-ea/s400x600/932353bf292d329edfdc1269ae420889b5553eeb.gifv

Offline

#18 18-09-2021 o 16h39

Straż Obsydianu
Aida
Pomocniczka Jednorożca
Aida
...
Wiadomości: 334

https://i.imgur.com/gfezvjK.png


Kiedy serce Riidy wypełniało szczęście, czyjeś właśnie pękało z rozpaczy. Riida pomagała ojcu wdrapać się na wierzch konia, gdy do jej uszu dobiegł rozdzierający serce, dziecięcy płacz.
Mały Sarion szarpnął się z całej siły i obiegł ojca, chowając się za jego nogami. Uczepiony ojcowych nogawek, płakał tak mocno, że jego dziecięca buzia zamieniła się w potok łez. Bezradny Nilfhaal kucający przed dzieckiem podniósł wzrok na przyjaciółkę.
Riida doskonale wiedziała, co właśnie przeżywa chłopiec. Dobrze pamiętała noc, w którą jej matka i babka wyprawiły ją z nieznajomym, ledwo mówiącym w południowym języku mężczyzną.
Ojciec pochwycił malca w silne ramiona i mocno przytulił go do piersi, głaszcząc jego głowę i szeptając uspakajające słowa. Drobne dłonie chłopca zacisnęły się na jego koszuli.
-Nie mamy czasu... - Nilfhaal odezwał się bardzo cicho, spoglądając na Tegalla błagalnie.
Wszyscy rozumieli, jak okropnego momentu w życiu ojca i syna są właśnie świadkami, ale Nilfhaal miał rację. Musieli ruszać i to natychmiast. Tegall również zrozumiał, że musiał podjąć najtrudniejszą decyzję w swoim życiu. Silnym ruchem oderwał chłopca od piersi i wyciągnął go ku Nilfhaalowi.
-Ja go wezmę - Riida wtrąciła się w mowie Dagpiss i wyciągnęła szczupłe dłonie w stronę chłopca.
-Poradzisz sobie? - brwi Nilfhaala uniosły się w górę, chłopiec wyglądał na walecznego, ale twarz elfki była niewzruszona.
Dziewczyna stanowczo kiwnęła głową i po chwili ciało kilkulatka wylądowało w jej ramionach. Z pomocną Nilfhaala wdrapała się na konia. Chłopiec wierzgał i rwał się do ojca, jego drobne ciało było napięte niczym cięciwa kuszy. Riida przycisnęła go mocno do serca, czując jak łzy malucha robią coraz większą plamę na jej rękawie.
Dziewczyna mocno spięła konia, ten zerwał się pędem, podnosząc za sobą chmury piasku. Nie obejrzała się za siebie, czuła, że gdyby spojrzała w oczy Tegalla, zawróciłaby. Wiedziała, że to co robi, jest dobre dla chłopca, chociaż nigdy, przenigdy, żadna rodzina nie powinna tego przeżywać. Czuła, że to musi być ona. Że to ona musi ponieść rozgrzane od szlochu ciało jej krajana. Bo ona właśnie kogoś zyskała, a chłopiec tracił.
-Twój tata bardzo cię kocha - odezwała się w południowej mowie, ledwo słyszalna, odgłos kopyt uderzających o piach zamieniał jej słowa w szelest.
Potem powtarzała to jeszcze wiele, wiele razy, aż w końcu zdanie zamieniło się w mantrę. Tagall i Ahavpala zostały daleko za nimi, zniknęły za horyzontem. Ostre słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, malując na granatowym niebie pomarańczowe smugi. Chłopiec robił się coraz cichszy i lżejszy, aż w końcu całkiem opadł z sił i zapadł w sen, wczepiony w płaszcz Riidy. A ona dalej powtarzała i chociaż serce miała ściśnięte, jej oczy pozostały suche.

Offline

#19 19-09-2021 o 21h23

Straż Absyntu
Evalyn
Pomocniczka Jednorożca
Evalyn
...
Wiadomości: 369

https://64.media.tumblr.com/67db0c54400eceed2c0905ed27b03344/tumblr_pgv30la1hN1reyzwyo10_r1_400.png


Jak bardzo Ivran by nie protestował przeciwko jeździe z Nilfhaalem, faktycznie nie był w stanie sam się utrzymać na koniu. Nie chciał dawać satysfakcji Ildarinowi ale był zbyt słaby a czas ich gonił. Słaby... coraz bardziej nienawidził tego słowa.
Woda, którą wcześniej wypił i przerwa w używaniu magii w końcu nieco rozjaśniły jego umysł a przynajmniej na tyle, że był w stanie orientować się co się dzieje. Riida pognała przed siebie jako pierwsza zabierając ze sobą syna strażnika. Ich rozstanie nie było przyjemnym widokiem, Ivran jeszcze długi czas po tym jak chłopiec się uspokoił słyszał w uszach jego płacz. Zaraz po tym jak ruszyli, obejrzał się jeszcze raz za siebie. Sylwetka Tegalla oddalała się z każdą sekundą, tak że nie był już w stanie dokładnie dostrzec jego twarzy. Może to lepiej.
Zdążyli uciec. Za niedługo będą już za daleko, żeby ich złapali. Naprawdę się udało. Ivran spojrzał na swoją rękę, po czym zacisnął ją w pięść. Początkowa euforia, wywołana wydostaniem się z kopalni nagle wyparowała. Zastąpiło ją coś całkowicie odwrotnego.
-Te kopalnie...-Odezwał się cichym głosem, tak że tylko Nilfhaal siedzący najbliżej mógł go usłyszeć- To prawdziwe piekło na ziemi.
Udało się wydostać ojca Riidy, cel ich towarzyszki został spełniony ale... jak wielu wciąż tam cierpiało? A to było tylko jedno z wielu miejsc, nie tylko w Dagpiss ale i na całym kontynencie. W jak wielu miejscach powtarza się podobny scenariusz? Wszędzie były niszczone życia za sprawą tych chorych rządów. I będzie to trwało tak długo dopóki nikt się temu nie sprzeciwi.
-Czasem mam wrażenie, że po prostu oni czerpią radość z cierpienia sła... tych, których wybrali na swoje ofiary- Dodał jeszcze ciszej.
Odwrócił się czując na plecach spojrzenie Ildarina. Rzucił mu chłodne spojrzenie, po czym zamilkł już na dłużej. Miał wrażenie, że jazda trwa całą wieczność. Powoli zaczynały mu się zamykać oczy i z trudem walczył z sennością. Słońce coraz bardziej chyliło się za horyzontem, cienie się wydłużyły a na niebie pojawiły się pierwsze gwiazdy. Przebyli już spory kawał drogi, na tyle duży, że tak łatwo ich nie odnajdą a na pewno nie na pustyni.
-Powinniśmy się zatrzymać- Odezwał się nieco głośniej ale jego głos wciąż brzmiał słabo- Konie powinny odpocząć, nie pociągną długo w takim tempie podróży.


https://64.media.tumblr.com/5927e058e4f1d2b965a7a07e31160e38/b66bf0f81e2ce8d0-71/s400x600/213eaaf67a5b84f8fda2375a7334ff9157a6fd55.gifv  https://64.media.tumblr.com/1f80c946b31e8edac55d3aa37b5632bb/b66bf0f81e2ce8d0-ea/s400x600/932353bf292d329edfdc1269ae420889b5553eeb.gifv

Offline

#20 30-09-2021 o 21h50

Straż Obsydianu
Aida
Pomocniczka Jednorożca
Aida
...
Wiadomości: 334

https://i.imgur.com/gfezvjK.png


Riida przykryła śpiącego chłopca szczelniej kocem i pogładziła jego policzek, na którym widniała błyszcząca smuga, w miejscu, w którym łzy spływały po pokrytej pustynnym kurzem buzi. Chłopiec pogrążony w mocnym śnie nawet nie drgnął. Elfka jeszcze przez chwilę wpatrywała się w jego zmęczoną twarz, czując ogromny ucisk w sercu.
Najciszej jak umiała wyślizgnęła się z niskiego namiotu, który rozbili naprędce i niemal bezszelestnie opuściła poły materiału.
Reszta towarzyszy siedziała skupiona wokół ogniska, z którego iskry strzelały wysoko w granatowe, roziskrzone niebo. Wzrok Riidy podążył za pomarańczowymi iskierkami, które ulatywały wysoko, aż w końcu stapiały się z milionem innych świetlnych punktów zawieszonych nad ich głowami, które tworzyły na niebie dwa jasne, szerokie pasma. Nocny dukt. Tak nazywały to zjawisko elfy z jej klanu. Czasami Riida wypatrywała Nocnego Duktu w Echos, ale nigdzie nie był tak wyraźny, tak piękny, tak nieskończenie nieskończony i jednocześnie przerażający jak tutaj, nad pustyniami w Dagpiss.
Dziewczyna przycupnęła obok ojca i opatuliła się szczelniej kocem. Uśmiechnęła się, widząc jak mężczyzna zjada ze smakiem przygotowaną przez Arenvaha potrawkę. Brał małe kęsy i jadł wolniej niż reszta, ale jedzenie miarowo znikało z jego miski. Ivran też wyglądał nieco zdrowiej, ale elfowi zdecydowanie potrzeba było kilku godzin porządnego snu, jego przekrwione oczy wyglądały na bardzo senne.
-Więc jak wiele widzisz? - Riida początkowo skarciła Nilfhaala wzrokiem za to pytanie, ale właściwie sama była ciekawa odpowiedzi. Przeniosła spojrzenie na ojca.
-Niewiele, ale więcej niż reszta tamtych - Ravish odpowiedział powoli, bez cienia gniewu, wpatrując się zamglonymi oczami w ogień. - Widzę poświatę ognia, jest pomarańczowa i złocista, faluje jak mętna woda. Ale nic poza tym. Gdy jest jaśniej, jest lepiej. Wtedy widzę kształty i cienie. Umiem je rozróżniać.
-A słuch? - Nifhaal wpatrywał się w niego zafascynowany. - Jakim cudem udało ci się go zachować?
-Szmaty - Ravish uśmiechnął się przebiegle, wokół jego oczu pojawiły się drobne zmarszczki, świadczące o tym, że dawniej wiele się uśmiechał. - I spleśniały chleb. Wpychałem je do uszu, gdy szliśmy do łupania kamieni i drążenia tuneli. Wiedziałem, że to jedyna szansa, żeby nie utracić chociaż tego jednego zmysłu.
-Mój tata był zawsze bardzo mądry - Riida ścisnęła dłoń ojca i oboje uśmiechnęli się do siebie. Wiedział, że tam była i nie musiał jej widzieć, żeby móc na nią patrzeć.
Ściszone głosy skupione wokół ogniska jeszcze jakiś czas prowadziły dyskusję, ustalono trasę do obozu rebeliantów, którą powinni obrać następnego dnia rano. Ustalono również, że tej nocy jedynie Riida i Nilfhaal podejmą warty, jako, że oni oboje są najbardziej zregenerowani, a ich podróż zacznie się już bladym świtem.
Chwilę później nieco zmniejszono ogień, aby nie był widoczny z daleka i w obozowisku zapanowała cisza. Riida, która jako pierwsza obejmowała wartę, kucnęła przy wejściu do niskiego na jakieś pół metra namiotu, pod którego osłoną znajdował się jej ojciec i oplotła kolana ramionami, spoglądając w niebo. Gwiazdy zawieszone w Nocnym Dukcie zdawały się do niej mrugać i pozdrawiać.
-Może niedługo uda nam się też odnaleźć mamę - wymruczała życzenie bardziej do siebie i do gwiazd niż faktycznie do ojca.
-Riida - Ravish podniósł połę namiotu i spojrzał w jej stronę bardzo poważnie. Po chwili mężczyzna ostrożnie wypełzł ze swojego schronienia i usiadł na piasku obok córki. Dziewczyna patrzyła na niego ogromnymi oczami, nie wiedząc, co tak ważnego ojciec zamierza jej powiedzieć. - Twoja matka... Nie szukaj jej.
-Co? - Riida powiedziała nieco zbyt głośnio, ale po chwili dodała już stłumionym szeptem: - Dlaczego nie?
-Ona... - mężczyzna wziął głęboki wdech i ponownie utkwił spojrzenie w niskim ogniu. - Jej życie jest teraz zupełnie inne. Ma inne obowiązki.
-Co ty opowiadasz? - dziewczyna czuła jak jej serce zaczyna bić coraz szybciej i szybciej. Co takiego ukrywał jej ojciec? Chciała, żeby wydusił to z siebie najszybciej jak to możliwe.
-Jakieś trzy... może cztery lata temu, dostałem od niej wiadomość - powiedział bardzo powoli.
-Zatem wiesz, gdzie ona jest? - Riida osunęła się na klęczki, zamykając dłonie ojca w swoich własnych w modlitewnym geście.
-Wiem tylko, że żyje. I że jest bezpieczna - dłoń ojca wysunęła się z jej drobnych dłoni i pogładziła ją po głowie. - Wkrótce po rozbiciu klanu została wraz z innymi kobietami wywieziona do innych miast. Po kilku latach pracy została żoną jednego z Gwardzistów. Urodziła mu dziecko. Syna. Twojego brata, Riido.
-Syna... - dziewczyna powtórzyła niemal bezgłośnie, czując jak wszystko w niej zapada się w otchłań. Opadła na pięty. - Ale możemy jej pomóc, tak jak tobie! Uciekniemy razem!
-Córeczko, to jest bardziej skomplikowane niż mogłoby ci się zdawać - dłoń ojca nadał gładziła jej ciemne włosy. - Matka nigdy by się na to nie zdecydowała, znam ją zbyt dobrze.
-Ale dlaczego nie? Przecież nie chciała nowego męża - oczy Riidy nabiegły łzami. Zupełnie nie umiała poradzić sobie z tą informacją, nigdy, przenigdy nie spodziewała się czegoś podobnego. Jej mama... Żoną...
-Nie zostawi chłopca - Ravish uśmiechnął się smutno. - W jej sercu jest zbyt wiele miłości.
-Mnie zostawiła - Riida szarpnęła głową w bok, zaciskając mocno powieki.
-Ciebie zostawiła, aby cię ocalić, aby jego ocalić, musi przy nim trwać, rozumiesz? - ojciec ciągnął dalej, chociaż ból ściskał jego serce tak samo jak serce jego córki. - Jeśli uciekłaby sama, jej mąż mógłby podjąć za nią pościg, lub nie. Jego wola. Ale jeśli uciekłaby z jego synem, ścigałby ją tak długo, aż w końcu by ich znalazł. Nigdy by nie spoczął. Syn w tym kraju... - jego głos i dłoń wyraźnie zadrżały. - Syn w tym kraju jest święty. Tak się wychowuje chłopców. Żelazną ręką i w przekonaniu, że są najważniejsi. Chowa się ich na żołnierzy. Jedyna miłość, jakiej ten chłopiec może zaznać, jedyne dobro i jedyne ciepło... może dać mu twoja matka. Jeśli zostawi go z mężczyzną, ten wychowa go jak innych. Z jej mądrością i czułością, chłopiec ma szansę rosnąć i rozwijać się na istotę kochającą.
Riida zaszlochała cicho, zaciskając pięści i powieki. Wiedziała, że jej ojciec miał rację, ale to było tak bardzo niesprawiedliwe. Ona musiała wyrzec się rodziny, a potrzebowała jej tak samo jak chłopiec. Znienawidziła go i pokochała równie mocno w jednej sekundzie. Czy to możliwe, aby serce człowieka odczuwało do drugiej osoby jednocześnie dwa, tak skrajne uczucia? Do kogoś, kogo nawet się nie zna i kto nie ma o tobie pojęcia?
-Jak on ma na imię? - Riida otarła oczy rękawem. - Ten chłopiec?
-Mama jest za mądra, żeby to zdradzić - ojciec ponownie uśmiechnął się do wspomnień. - Bez imienia nie wiemy, gdzie szukać.
Przez chwilę w obozie zapanowała idealna cisza, przekrywana jedynie miarowymi oddechami tych, którzy zdążyli zasnąć i trzaskiem gałązek w małym ognisku. Jaszczurka o błyszczącej w blasku ognia skórze przemknęła bezszelestnie, zostawiając po sobie dwie niemal niewidoczną smużkę na piasku.
-Może mieć innego męża - Riida mruknęła, wyczerpana emocjami. - Ale to ciebie kochała najbardziej.
-Wiem - ojciec objął ją ramieniem i przyciągnął do siebie. - I ciebie. Jesteś do niej bardzo podobna. Uparta, silna i sprawiedliwa. Masz wspaniałych przyjaciół. Tak wiele dla ciebie ryzykowali, to najcenniejszy skarb, dużo cenniejszy od wszystkich dagpisskich rubinów.
-A ja nawet im nie podziękowałam - Riida poderwała gwałtownie głowę, wpatrując się ogromnymi oczami w śpiących przyjaciół. Najchętniej rzuciłaby się od razu i wyrwała ich ze snu, tuląc i dziękując po tysiąc razy.
-Zdążysz to zrobić - Ravish uspokoił ją nieco. - I ja też. A teraz pozwólmy im spać, nie niepokojąc hałasami, to najlepsza podzięka, jaką możemy im teraz podarować.
Riida skinęła głową, czując, że w jej serce powoli znowu wkrada się spokój.
-Dobranoc tato - szepnęła jeszcze, gdy głowa mężczyzny ponownie wylądowała na tobołku.
Tak wiele było emocji, których tego dnia zaznała po raz pierwszy, takich których nie umiała nazwać i o których istnieniu nie miała pojęcia. Niektóre z nich były okrutne i wyrywały serce z ciała, inne tak dobre, że chciałoby się nimi obdarować pół świata. Ile jeszcze było takich, których nie posmakowała? Czy mogą być bardziej okrutne niż utrata ukochanej matki? Czy mogą być piękniejsze niż odzyskanie dawno straconego ojca?

Offline

#21 03-10-2021 o 20h42

Straż Absyntu
Evalyn
Pomocniczka Jednorożca
Evalyn
...
Wiadomości: 369

https://64.media.tumblr.com/67db0c54400eceed2c0905ed27b03344/tumblr_pgv30la1hN1reyzwyo10_r1_400.png



Ivran tej nocy spał jak kamień, bez żadnych snów, bez problemów z zaśnięciem. Zaledwie położył głowę na ziemi, całkowicie odcięło go od rzeczywistości. Obudził się nagle, przez chwilę zupełnie nie wiedząc gdzie jest. W nos załaskotały go pióra śpiącej u jego boku Venril. Podniósł się, opierając na łokciu i przez chwilę rozglądał się dookoła zaspanymi oczami. Większość towarzyszy wciąż spała; słońce jeszcze nie zdążyło wzejść, chociaż barwa nieba wskazywała, że za niedługo nadejdzie świt. Zostało niewiele czasu na odpoczynek. Elf usiadł a czujna Venril na moment podniosła łebek, żeby sprawdzić czy wszystko w porządku. Chwilę później wróciła jednak do snu. Po drugiej stronie ogniska siedział Nilfhaal, któremu przypadła warta; spojrzenia elfów na chwilę się skrzyżowały ale żadne nie powiedziało ani słowa.
    Poranki na pustyni były orzeźwiające. Co prawda różnica temperatur, względem dnia była dotkliwa ale Ivran, przyzwyczajony do chłodniejszego klimatu zawsze z radością witał noc w Dagpiss. Wciągnął głęboko powietrze do płuc, wstając z ziemi i przeszedł kilka kroków aby rozprostować kości. Po odpoczynku czuł się jak nowonarodzony, wczorajszy dzień, całe to piekło przez które przeszli i jeszcze większe piekło, które widzieli zdawały się być teraz dziwnie nierealne. A jednak zdarzyły się naprawdę.
    Wzrok Ivrana padł na jeszcze jednego elfa, który już nie spał. Ildarin siedział w pewnym oddaleniu od reszty, z nogami podciągniętymi pod brodę wpatrywał się zamyślony w pustynię. Przy całej nienawiści jaką żywił do jego osoby, zastanawiał się jednak co komuś takiemu jak on może chodzić po głowie. Czy opracowywał plan jak wydostać się z bądź co bądź bardzo niewygodnej dla niego sytuacji? Zdecydowano, że zabiorą Ildarina do obozu, jako zakładnika. Może uda się wyciągnąć z niego jakieś cenne informacje na temat wrogów? Zresztą nie mieli za bardzo innego wyjścia. Ivran dobrze pamiętał szeroki uśmiech Ildarina, kiedy przysłuchiwał się dyskusji na temat jego losów. Nie spodobało mu się to wcale a wcale.
    Jednak teraz twarz Ildarina była poważna. Odkąd w zasadzie pamiętał Ildarin był głośny, ruchliwy i pełen energii. Zazwyczaj zasypywał wszystkich pomysłami, zmieniał zdanie dziesiątki razy i śmiał się więcej niż reszta młodych elfów z klanu. Robił się poważny tylko wtedy kiedy był sam albo temat schodził na jego rodzinę. Wróć; kiedy temat schodził na jego rodzinę zwykle robił się podirytowany. Cóż, ostatecznie przyczynił się do śmierdzi całej rodziny. Całego klanu.
-Wyobrażasz sobie jak mnie zabijasz?
    Ivran drgnął wyrwany z zamyślenia. Ildarin odwrócił głowę w jego stronę, z tym samym irytującym uśmieszkiem co zwykle. Elf zacisnął dłonie w pięści, gniew znów uderzył go wręcz bolesną falą.
-Zdecydowałem, że cię nie zabiję. Nie teraz, nie w taki sposób- Odparł chłodno, odwracając twarz od Ildarina, żeby chociaż trochę stłumić w sobie gniew.
-Jakże miłosiernie.-Roześmiał się.
-To nie miłosierdzie- Powiedział Ivran marszcząc gniewnie brwi- Nie chodzi tu o mnie, nie chcę tego robić na oczach Riidy.
-Ta dziewczyna…- Mruknął Ildarin dziwnym tonem, który sprawił, że Ivran na chwilę spojrzał na elfa. Riida i on z pewnością mieli kilka ciekawych dyskusji po drodze. Nie żeby Ivrana szczególnie to obchodziło (a przynajmniej tak sobie wmawiał)- Więc chcesz się postawić w dobrym świetle, żeby przyjaciele myśleli, że jesteś tym dobrym i wyrozumiałym, który słucha próśb innych. Rozumiem, ja gram rolę tego złego.- Teatralnie dźgnął się palcem w pierś- Ach piękny czarno- biały świat, gdzie wszystko jest proste.
-O co ci na bogów chodzi?- Ivran na moment podniósł głos, nieco za bardzo. Potrząsnął głową i kontynuował wzburzonym ale znacznie cichszym głosem- Sam sobie wybrałeś taką rolę. Pragnę ci przypomnieć, że jesteś zabójcą…
-Tak tak, zabójcą naszego klanu, słyszałem to w ostatnim czasie już tak wiele razy, że twój głos śni mi się po nocach- Rzucił Ildarin tak lekko, że Ivran miał ochotę uderzyć go w twarz.- A ty jesteś zabójca wielu strażników czyż nie? Jak dużo ludzi wymordowałeś na północy Ivranie? Jak wielu z nich miało rodziny?
-To nie to samo. Jak możesz porównywać zdradę najbliższych towarzyszy, własnej rodziny do obrony własnej?- Ivran coraz bardziej żałował, że podjął się tej dyskusji.
-Obrony własnej, jasne- Mruknął Ildarin, dalej się uśmiechając jakby rozmawiali o pogodzie a nie o tak trudnych sprawach- Swoją drogą w temacie rodziny, mam dla ciebie propozycje. W pewien sposób może uratować wam tyłki, wszyscy wyszlibyśmy na tym korzystnie.
    Ivran patrzył na niego z pełnym niedowierzania milczeniem. Ildarin rozmawiał z nim jakby nigdy nic się nie stało, jakby wciąż byli przyjaciółmi sprzed lat i jeszcze miał czelność mówić o jakiś propozycjach? Naprawdę liczył, że Ivran zgodzi się na cokolwiek? Traktowali go zdecydowanie za łagodnie, czuł się zbyt pewny siebie, co zupełnie elfowi się nie podobało. W tym momencie miał ochotę go mocno poturbować.
-Nie patrz tak na mnie, to tylko propozycja. Wysłuchasz i sam zdecydujesz.
-Nie muszę cię słuchać, żeby znać odpowiedź. Ty też powinieneś ją znać.
    Z tymi słowami odwrócił się i wrócił do Venril, po czym usiadł wypuszczając z płuc powietrze. Ta rozmowa kosztowała go zaskakująco dużo energii, czuł się jakby właśnie rzucił jakieś potężne zaklęcie. Nie miał już nawet ochoty patrzeć w kierunku Ildarina, chociaż był pewien, że ten wciąż uśmiecha się szeroko swoim irytującym uśmiechem.
    Na horyzoncie pojawiły się pierwsze promienie słońca a niebo zaczęło przybierać różowozłoty odcień. Zbliżał się świt- na szczęście. Za niedługo trzeba będzie ruszać a tym samym Ivran będzie mógł zająć myśli czymś innym.


https://64.media.tumblr.com/5927e058e4f1d2b965a7a07e31160e38/b66bf0f81e2ce8d0-71/s400x600/213eaaf67a5b84f8fda2375a7334ff9157a6fd55.gifv  https://64.media.tumblr.com/1f80c946b31e8edac55d3aa37b5632bb/b66bf0f81e2ce8d0-ea/s400x600/932353bf292d329edfdc1269ae420889b5553eeb.gifv

Offline

#22 10-10-2021 o 19h58

Straż Obsydianu
Aida
Pomocniczka Jednorożca
Aida
...
Wiadomości: 334

https://i.imgur.com/jrTOQln.png


Arenvah odłamał kawałek chleba, który zabrali ze sobą z Ahavpali i bez entuzjazmu włożył go do ust. Wokół ogniska trwała już poranna krzątanina i wszyscy dojadali ostatki śniadania, zwijali koce i przygotowywali konie do dalszej drogi. Elf jednak nie umiał wykrzesać z siebie energii.
Rozmowa Riidy i Ravisha, którą chcąc nie chcąc usłyszał poprzedniego wieczora wzbudziła w nim wiele skrajnych emocji i sprowadziła na niego sny, które bardziej zmęczyły niż dały wymarzony po pobycie w kopalni odpoczynek. Z jednej strony, to co Riida usłyszała od ojca musiało być dla niej bolesne, ale dla niego okazało się jeszcze bardziej. Dopiero w tamtym momencie Arenvah poczuł, że został naprawdę sam. Riida odzyskała ojca i matkę, chociaż w inny sposób niż by sobie tego życzyła. Ale wiedziała przynajmniej, że ta jest cała i zdrowa.
Ledwo pamiętał ojca. Zmarł, gdy Arenvah był bardzo małym chłopcem. Zostali sami z matką i siostrą. Ostatni raz widział je obie dokładnie tamtego dnia, gdy ich klan został rozbity, a Strażnicy wywieźli ich wszystkich w przeciwne strony. Co się z nimi działo przez te wszystkie lata? Czy żyły? Czy wiodły bezpieczne i godne życie? Czy były szanowane? Nie miał pojęcia. Mógł jedynie trzymać się kurczowo myśli, że tak jak matka Riidy zostały wydane za mąż za mężczyzn, którzy traktują je z honorem.
Zabawne. Gdyby nie całe to przejęcie Dagpiss przez Echos, on sam byłby zapewne teraz mężem i ojcem. Zamiast zastanawiać się, co dzieje się z jego matką i siostrą, sam zastanawiałby się jak najlepiej zapewnić byt swojej rodzinie. Skąd wziąć wodę dla bydła. Gdzie znaleźć trawę, którą nakarmiłby kozy. Miałby zupełnie inne zmartwienia.
Drgnął wyrwany z myśli, gdy Nilfhaal trącił go w ramię. Podał elfowi tygielek, w którym wrzała gęsta jak smoła kawa, mieszając się przy tym nieco. Dopiero w tamtym momencie uświadomił sobie, że przez cały ten czas jego wzrok spoczywał na Riidzie i chłopcu, którego ta karmiła i przygotowywała do drogi. Dużym łykiem dopił resztki swojej kawy i natychmiast wstał. Musieli już ruszać w drogę, jeśli nie chcieli aby strażnicy z Ahavpali ich dogonili.

https://i.imgur.com/U6L7OcR.png



Podróż ciągnęła się w nieskończoność. Jak wzrokiem sięgnąć złote wydmy urozmaicone od czasu do czasu wyschniętym, ciernistym krzakiem, szkieletem jakiegoś biednego zwierzęcia, któremu nie udało się dotrwać do deszczu i skupiskami niewielkich skał. Nilfhaal czuł się znużony palącym słońcem i monotonnią podróży. Kiedy ostatnio byli w jakieś karczmie? O bogowie, ile by dał za jeden wieczór w najsłabszej karczmie w Echos, z rozwodnionym winem, fałszującymi muzykami i kapryśnymi dziewkami. Należało im się to. A zwłaszcza Ivranowi. Elf wlepił spojrzenie w plecy przyjaciela, który jechał tuż przed nim. Nie szło mu ostatnio najlepiej.
Najpierw to całe gówno z jego ojcem, potem te kopalnie... No i Ildarin. O czym oni w ogóle tak rozmawiali rano? Wiedział, że nie powinien się wtrącać, ale coś paskudnego zdecydowanie zjadało Ivrana od środka. Nie był taki ponury nawet w dniu, w którym się poznali. A poznali się w najlepiej strzeżonym więzieniu Echos po tym, jak Ivran niespodziewanie zjawił się w stolicy, został schwytany i wywołał krwawą masakrę w mieście. Takie coś zdecydowanie może człowiekowi zepsuć dzień.
-To, co mówiłeś wczoraj - Nilfhaal lekko spiął konia i zrównał się z Ivranem. - O tych kopalniach. Ilu więźniów może tam wciąż przebywać?

Offline

#23 16-10-2021 o 17h04

Straż Absyntu
Evalyn
Pomocniczka Jednorożca
Evalyn
...
Wiadomości: 369

https://64.media.tumblr.com/67db0c54400eceed2c0905ed27b03344/tumblr_pgv30la1hN1reyzwyo10_r1_400.png



Ivran pogrążony w myślach nawet nie zauważył, że Nilfhaal zrównał z nim tempo jazdy. Drgnął wyrwany z zamyślenia i spojrzał na przyjaciela z lekkim rozkojarzeniem. Dopiero po chwili, kiedy dotarł do niego sens słów spochmurniał i skupił ponownie wzrok na drodze przed sobą.
-Dużo- Mruknął niechętnie- Za dużo. W porównaniu z ilością osób pracujących... nie, to złe słowo.- Nachmurzył się jeszcze bardziej. Za pracę otrzymuje się opłatę a jedyne co otrzymywali w kopalniach ci ludzie to cierpienie i strach- W porównaniu z ilością ludzi tam więzionych, więzienia na północy są wręcz wyludnione. Władza w Dagpiss znalazła sobie doskonałą darmową siłę roboczą, więc korzystają na tym jak mogą. Może udało się wydostać ojca Riidy ale...- Westchnął- Jak dużo ojców będzie jeszcze zabieranych od dzieci? Jak wiele rodzin będzie rozdzielanych?
Skupił swój wzrok na plecach jadącej przed nimi Riidy, po czym przesunął wzrok na Arenvaha. Pobyt w Dagpiss jeszcze szerzej otwierał mu oczy na wszystkie problemy, z którymi borykał się ten świat. Żyjąc tak długo na Północy, nie widział zbyt wiele. Zamknął się w swoim małym świecie, skupiony na własnym przetrwaniu. Może tamto wydarzenie; przejście przez portal nie było przypadkiem. Może tak musiało być.
-Myślałem ostatnio nad tym sporo- Dodał po chwili, nieco cichszym głosem. Z jakiegoś powodu nie chciał żeby inni go słyszeli- To nie tylko problem Dagpiss, chociaż to jedno z miejsc, gdzie najbardziej jest widoczny. Cały ten świat jest chory przez obecną formę rządów. Władza coraz bardziej będzie zaszczepiać w innych nienawiść do magii, nienawiść do elfów i innych ras, których istnienie kojarzy się z magią, jeśli ktoś tego nie powstrzyma. Owszem, można ratować ludzi, tak jak teraz udało się nam z ojcem Riidy. Nie przeczę, że to sukces. Tylko jak wiele takie oddolne akcje dadzą na dłuższą metę? Jeśli ktoś chciałby to wszystko powstrzymać raz na zawsze musiałby uderzyć w samo źródło problemu. Zacząć od góry, nie od dołu.- Zacisnął mocniej dłonie na wodzach konia.


https://64.media.tumblr.com/5927e058e4f1d2b965a7a07e31160e38/b66bf0f81e2ce8d0-71/s400x600/213eaaf67a5b84f8fda2375a7334ff9157a6fd55.gifv  https://64.media.tumblr.com/1f80c946b31e8edac55d3aa37b5632bb/b66bf0f81e2ce8d0-ea/s400x600/932353bf292d329edfdc1269ae420889b5553eeb.gifv

Offline

#24 06-11-2021 o 22h57

Straż Obsydianu
Aida
Pomocniczka Jednorożca
Aida
...
Wiadomości: 334

https://i.imgur.com/jrTOQln.png



Podróż do obozu rebeliantów zajęła równo siedem dni. Siedem długich, wykańczających dni, podczas których zdążyli omówić wszystko, co stało się podczas ich rozłąki. I podczas których zdążyli wysuszyć niemal wszystkie bukłaki z wody wywiezionej z Ahavpali.
Dwa dni wcześniej stanęli przed wyborem, czy odbić na wschód i kierować się do oazy zaznaczonej na mapie, ale zrezygnowali z tego pomysłu. Nie mieli pewności, czy jeźdźcy z Ahavpali nie dotarli tam przed nimi. Mogli wpakować się w jeszcze większe tarapaty, a nawet jeśli wcześniej zorientowaliby się, że na miejscu czeka na nich niebezpieczeństwo, musieliby zawrócić z pustymi rękami. Wtedy na pewno nie wystarczyłoby im wody na dotarcie do obozu. Podjęli wspólną decyzję o próbie dotarcia do obozu na resztkach wody i teraz wszystkim wyraźnie dawało się to we znaki. Nawet zwykle radosna i trajkocząca Riida jechała w milczeniu, kołysząc się w rytm końskich kroków. Mały Sarion przeważnie spał i przebudzał się tylko po to, aby poprosić o wodę lub cicho zapłakać, wzywając ojca.
Ale ich trudy miały wkrótce się skończyć. Według map i obliczeń Arenvaha, obóz powinien pojawić się na horyzoncie lada moment, co nieco ożywiło całą grupę. W nieco lepszych humorach, pogrążeni w rozmowach, nie dostrzegli, gdy nagle przed ich oczami wyrosły z ziemi piaskowe tornada, uderzając w nich z ogromną siłą.
-Szlag by was! - Nilfhaal wykrzyknął, próbując zasłonić usta i nos płaszczem, jednak ostre drobinki zdążyły wcisnąć się do jego oczu i gardła. - Już raz nas tak załatwiliście! Nie poznajcie nas? To przez nas Gaed wylądował w waszej niewoli!
W tym momencie piaskowa osłona nieco osłabła, na tyle, że Nilfhaal mógł nieco otworzyć oczy. Machinalnie spojrzał przez ramię na swoich towarzyszy, którzy tak jak on kasłali i zasłaniali się czym mogli, ale byli cali.
-Zabiję sukinsynów - mruknął cierpko do siebie, następnie ponownie zwrócił się do niewidzialnych napastników. - Możemy pogadać z Syifem, Gaedem, Eleise, albo kimkolwiek kto nie będzie próbował pogrzebać nas żywcem?
-Macie konie królewskich strażników - głos zza piaskowej zasłony wydawał się niewzruszony.
-Poprzednim razem też mieliśmy - Nilfhaal warknął, wyraźnie tracąc cierpliwość. Piasek w suchym gardle był jeszcze mniej przyjemny niż w normalnych okolicznościach. -Niczego was to nie nauczyło?
-Jest z wami strażnik - głos nie dawał za wygraną.
-Były strażnik - elf mrużąc oczy, podjechał bliżej Nilfhaala. - Nazywam się Arenvah. Jedziemy z Ahavpali, jest z nami Sarion, syn Tegalla, brat Athana.
-A tamten związany?

Offline

#25 16-11-2021 o 19h40

Straż Absyntu
Evalyn
Pomocniczka Jednorożca
Evalyn
...
Wiadomości: 369

https://64.media.tumblr.com/f6548450b024567caebb63b6b09849ab/fe9843fd89a403ad-32/s400x600/e12a5d90617fd408e05b97fae5be3eaf6936b732.png



    Eleise przeciągnęła się z wysiłkiem, tłumiąc przy tym potężne ziewnięcie. Nigdy nie lubiła papierkowej roboty, ciężko było się jej skupić na tych wszystkich pisanych drobnym druczkiem informacjach, szczególnie jeśli były pisane w języku dagpisskim. Co prawda opanowała w miarę nieźle ten język ale czytanie wciąż sprawiało jej trochę trudności. A po ostatnich wydarzeniach papierkowej roboty było dużo. Sprzymierzenie się z drugim obozem i odbicie miasteczka z rąk ludzi króla, oznaczało że czas się przenieść w nowe miejsce. A to wiązało się z przeliczaniem broni, zapasów, spisywaniem wszystkiego i kontrolą aby każda z tych rzeczy szła sprawnie.
    Dodatkowo wszystko to musiało być przeprowadzone ostrożnie; przejęcie miasteczka było już samo w sobie bardzo prowokacyjnym ruchem. Starali się zatrzeć wszystkie ślady, ale istniało duże prawdopodobieństwo, że prędzej czy później strażnicy dowiedzą się o tym co się stało. Ostatecznie, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności była to dobra decyzja; praktycznie wszyscy ją poparli. Obozowi coraz bardziej brakowało sprzętu i pożywienia, sytuacja była coraz trudniejsza, więc przymierze i nowe miejsce z zapasami brzmiało jak idealna sposobność do wyratowania się z trudnej sytuacji. Chociaż, prawdę mówiąc ich dowódca nie miał szczególnie dużo do powiedzenia w tej sprawie, bądź co bądź został postawiony pod ścianą przez działania między innymi Eleise. Ich stary obóz zwykle starał się po prostu przetrwać, nie rzucając się bardzo w oczy, czasem kradnąc jedzenie ale był to wtedy szczyt ich nielegalnych działań. Teraz się to zmieniło. Według Eleise na lepsze a według przywódcy na gorsze. Z jednej strony go rozumiała, chciał chronić swoich ludzi. Ale z drugiej, jak długo można chronić ludzi polegając wyłącznie na ucieczce?
Syiaf od tego czasu był jeszcze bardziej podenerwowany niż zwykle, dlatego dziewczyna starała mu się schodzić z drogi cały ten czas; ich ostatnia duża sprzeczka, podczas której Eleise postanowiła, że się wyniesie przy pierwszej lepszej okazji miała miejsce kilka tygodni temu. Do tej pory ta okazja się nie pojawiła. Minęło sporo czasu odkąd Ivran i Nilfhaal ruszyli do Ahavpali, a z każdym kolejnym dniem do serca Eleise wkradał się coraz większy niepokój.
-Skup się- Gaed siedzący naprzeciwko, przy prowizorycznym stoliku, ustawionym z kilku skrzyni, skończył coś pisać i podniósł wzrok znad papierów. Eleise rzuciła mu ponure spojrzenie a mężczyzna westchnął i odsunął od siebie pergaminy- Też uważam, że to piekielnie nudne. Lepiej sprawdzam się na zewnątrz, niż przy tych papierach. Ojciec zrobił to specjalnie. To kara za tamtą akcję- Dodał niechętnie.
-W moim przypadku tak- Odparła Eleise, odchylając się lekko do tyłu- Jeśli chodzi o ciebie, Syiaf chce żebyś kiedyś przejął po nim dowództwo. Musisz się przyzwyczaić.
-Brzmisz podejrzanie rozsądnie- Gaed zerknął z ukosa na papiery leżące przed nim, jakby były wysokiej klasy przeciwnikiem- Nie żebym nadawał się na przywódcę.
-Zgadzam się- Mruknęła Eleise- Zanudzałbyś swoich podwładnych na śmierć, gdybyś tylko otwierał usta. To nie podwyższa morale.
    Gaed wywrócił oczami ale nic nie powiedział. Przez chwilę pracowali w ciszy.
-Który dziś dzień?- Zapytał nagle nie odrywając wzroku od dokumentu.
-Szestnasty-Odparła krótko dziewczyna.
-Ahavpala leży kawał drogi stąd.
-Mhm.
    Eleise tępo wpatrywała się w kartkę. Siedziała już dziś nad tym tak długo, że drobne dagpisskie pismo mieniło jej się przed oczami. Zacisnęła powieki. Wszyscy dają z siebie tyle ile są w stanie. Ona też powinna pomagać, póki jeszcze tu jest. Otworzyła oczy, czując chwilowy napływ motywacji. Jednak dokładnie w tym w tym momencie do namiotu wparował jeden z dobrych znajomych Gaeda. Niezłe wyczucie.
-Problem na granicy-Rzucił szybko w kierunku Gaeda- Piaskowi magowie napotkali przyjezdnych, przedstawili się jako twoi starzy elfi znajomi. Chcą potwierdzenia, zanim ich przepuszczą.
    Gaed zmarszczył lekko czoło, kiedy Eleise na wieść o elfich znajomych zerwała się z miejsca, niemal przewracając beczkę na której siedziała.
-Oczywiście musiało być to dziś, kiedy na granicy na patrolu nie ma nikogo z naszych a ojca nie ma w starym obozie- Mruknął ciężko- I cała odpowiedzialność spada na kogo? Na Gaeda. I komu się później znowu oberwie? Gaedowi oczywiście.
-Chyba czas przestać stosować podział na my i oni- Mruknęła Eleise, co jednak Gaed zbył milczeniem.
-Sprawdzę to osobiście- Westchnął ciężko. Udawał, oczywiście że udawał. Eleise była pewna, że w głębi serca Gaed się cieszy, że ma możliwość oderwania się od papierów- Jedziesz?- Rzucił do Eleise zatrzymując się w pół kroku.- A zresztą, głupie pytanie.
   
***


    Przejazd z obozu do granicy, którą ustalili jako linie bezpieczeństwa nie trwał długo. Podczas jednego z pierwszych spotkań dwóch obozów podzielili granicę na północną i południową, gdzie wysyłano patrole, mające kontrolować sytuację. To samo uczyniono w obozie magów. Żeby wzmocnić więzi między obozami grupy patrolowe wymieszano. Do tej pory odbywało się bez większych konfliktów, chociaż bywało że członkowie obu obozów docinali sobie w dosyć nieprzyjemny sposób. Gaed sam czasem z trudem się powstrzymywał. Syiaf i przywódca drugiego obozu jednak jasno dali do zrozumienia, że wszelkie spory mają zostać opanowane i stłumione. Należało nauczyć się żyć jako jeden obóz, mimo różnic które ich wszystkich dzieliły.
    Eleise zabiło szybciej serce, kiedy dostrzegła znajome twarze po przeciwnej stronie granicy. Wśród małej grupki elfów były też jednak dwie nieznane twarze. Udało im się? Musiało im się udać. Nie żeby Eleise nie wierzyła w ich determinację ale kopanie… Za dużo o nich już słyszała, a z każdym kolejnym dniem nieobecności elfów coraz bardziej traciła pewność czy wszystko pójdzie zgodnie z planem. Czy ich nie złapią. Czy przeżyją… Na jej usta mimowolnie zaczął cisnąć się uśmiech. Teraz będzie mogła spojrzeć w twarz Syiafowi i powiedzieć “a nie mówiłam?”. Udało im się, naprawdę się udało. Pogrążona w myślach i euforii przez chwilę zupełnie nie miała pojęcia o czym rozmawia Gaed i piaskowi magowie. Spojrzała na nich w momencie, kiedy skończyli rozmowę. Gaed ciężko westchnął i spojrzał ponuro na grupkę elfów.
-Na bogów czy wy zawsze musicie przyłazić w najmniej odpowiednich okolicznościach?- Zapytał oskarżycielsko.- I to jeszcze z obcymi twarzami, nawet nie mam pojęcia kim są ci nowi i czy można im ufać. Syiafa nie ma w obozie, nie mogę sam o tym decydować. Następnym razem jak tu wrócicie przyprowadźcie całe miasteczko? Nie odpowiadajcie, nie chcę wiedzieć.
-Tak naprawdę się cieszy, że was widzi ale jest bucem i nie chce się przyznać- Odezwała się Eleise- Nawet nie wiecie jak dobrze widzieć was całych i zdrowych!
-Staram się być dobrym następcą przywódcy, sama mi dziś powiedziałaś, że sporo mi brakuje- Wycedził przez zęby Gaed, przechylając się do Eleise, po czym westchnął ciężko patrząc w stronę grupki elfów- Piaskowi wyjaśnili mi wszystko w skrócie. Athan z pewnością ucieszy się na widok brata, to...szlachetny czyn- Powiedział wyjątkowo sztywno. Eleise stłumiła chichot.- Co do reszty, szczególnie do byłego strażnika i…- Gaed zawiesił wzrok na związanym Ildarinie. Ten miał teraz dodatkowo zasłonięte oczy. Elfy pomyślały rozsądnie, nie pozwalając mu zobaczyć drogi do obozu. To powinno rzutować jeszcze bardziej pozytywnie na całą sprawę.
-Jeńca- Mruknął Ivran, gapiąc się w niebo.
-I...jeńca- Gaed brzmiał jakby żałował, że to mówi- Zatrzymamy was na razie pod nadzorem jak ostatnio, do powrotu Syiafa. Ja nie mogę o wszystkim sam decydować, do niego należy ostatnie słowo.

Ostatnio zmieniony przez Evalyn (27-11-2021 o 18h46)


https://64.media.tumblr.com/5927e058e4f1d2b965a7a07e31160e38/b66bf0f81e2ce8d0-71/s400x600/213eaaf67a5b84f8fda2375a7334ff9157a6fd55.gifv  https://64.media.tumblr.com/1f80c946b31e8edac55d3aa37b5632bb/b66bf0f81e2ce8d0-ea/s400x600/932353bf292d329edfdc1269ae420889b5553eeb.gifv

Offline

Strony : 1 2