Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1

#1 19-03-2019 o 22h02

Straż Cienia
Mijaku
Oficer Straży
Mijaku
...
Wiadomości: 1 428

https://i.imgur.com/DiYiPal.png

A little rain
please your majesty

A little bit of heart

please my highness

Dwie osoby | romans | dramat | komedia | magiczne

Ona | Methrylis
On | Mijaku

Ostatnio zmieniony przez Mijaku (21-03-2019 o 21h55)


https://i.imgur.com/1EogxEa.gif

Offline

#2 20-03-2019 o 18h37

Straż Cienia
Mijaku
Oficer Straży
Mijaku
...
Wiadomości: 1 428


https://i.pinimg.com/originals/66/ff/52/66ff528a0703b566af1a0a0dc3c1cd0c.jpg?fbclid=IwAR1wqWjlM2Z0WW72x9JnlEbloBTtqZqbGGBLPjhhU0VCHGgLiAP7CZ41i3A

Saya z rodu Nihiri | 23 lata | mężczyzna

długie włosy w kolorze bieli | niebieski kolor oczu o jasnym odcieniu| blada cera | 193 cm | wysmukła sylwetka | pod warstwą luźnych ubrań kryję mięśnie - efekt dbania o ciało

spokojny | miły | uwielbia obcowanie z naturą | przyjacielski | łątwo go rozbawić | introwertyk

| Włada magią wody |
| Rozwinął dobrze umiejętność panowania nad deszczem |
| Uczy się okiełznać burzę | 
| Często medytuje w poszukiwaniu spokoju i zgłębianiu mocy |
| Ma przyjaciela i jak wierzy, duchowego przewodnika- sukę Emrakul

https://i.etsystatic.com/13931379/d/il/a3ca54/1567239743/il_340x270.1567239743_ssdv.jpg?version=0

Ostatnio zmieniony przez Mijaku (21-03-2019 o 21h55)


https://i.imgur.com/1EogxEa.gif

Offline

#3 21-03-2019 o 22h02

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 22 588

https://i.imgur.com/SpLk09n.png
https://i.imgur.com/3x4p9k2.png                                                      https://i.imgur.com/DdBRnJZ.png

Lyrei Minuvae Tishia van Therieth,  19 lat
córka Merovecha VII, króla Thopis

Oczko w głowie króla i całego królestwa
Dziewczę z głową w chmurach
Nadzwyczaj pięknie śpiewa i maluje

Różowe, bardzo gęste włosy
Blada cera, bardzo jasnoróżowe oczy
Chuda, 166 cm wzrostu
Kolorowe, nierzadko wyzywające suknie
Kwiatowe, wiosenne motywy

.     ⸮?     .
O b ł ą k a n a
D z i w n a
C h o r a      p s y c h i c z n i e
.     ⸮?     .

https://i.imgur.com/6BrHOCo.png                                                                           https://i.imgur.com/vLM4JGi.png



https://i.imgur.com/3x4p9k2.png                                                                           https://i.imgur.com/DdBRnJZ.png
"Majowa Królowa Zmarłych
Między Gwiazdami
"
                                                                         https://i.imgur.com/6BrHOCo.png                                                     https://i.imgur.com/vLM4JGi.png

Ostatnio zmieniony przez Methrylis (24-03-2019 o 21h16)


Bardzo   f a j n e   O G   do fajnego pisania: tu   w a m p i r y,    a   tu     c z a r o d z i e j e 

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#4 24-03-2019 o 21h04

Straż Cienia
Mijaku
Oficer Straży
Mijaku
...
Wiadomości: 1 428

Słońce wlewało się do powozu przez otwarte na oścież okiennice. Sunęło rozleniwione po moich kolanach i głowie Eku, tak pieszczotliwie nazywałem swoją kompankę- Eemrakul. Podróż bała nam się we znaki, trwała całą wieczność.
Nigdy jeszcze nie byłem w tak odległej krainie. Teraz jednak jadę w słusznej sprawie, nawet jeśli niesłusznie wyśmiewano mnie w rodzinnych stronach.
- Zamek na horyzoncie! - donośny głos woźnicy dosięgnął moich uszu, Eku zbudziła się i zaczęła nasłuchiwać.
Wychyliłem się aby spojrzeć na cel całej mojej drogi. Wiatr puścił moje włosy wzdłuż rzeźbionej ścianki powozu.
- Już niedługo Eku - szepnąłem do psiny zadowolony, czułem jednak pewien niepokój, jestem w zupełnie nowym miejscu z diametralnie innymi ludźmi.

*

Kopyta koni uderzyły o kamienną posadzkę, którą wyścielone były okolice wejścia do zamku. Na schodach ujrzałem sporą grupę ludzi ubranych w najróżniejsze, troszkę dziwne stroje.
Dało się wywnioskować kto jest kim- zdarzali się ludzie odziani w fartuchy, niektórzy w skromniejsze wersje osoby w centrum, otulonej drogimi tkaninami. Na jego włosy spływał blask złotej korony. To nie mógł być nikt inny, tylko król.
U jego boku zauważyłem kobietę, ona również odziana była w piękną kreację, słyszałem o niej odrobinę- księżniczka. Wiosenne słońce uwydatniało intensywny kolor jej włosów kierując na nie swoje promienie.
Wysiadłem z powozu, błękitna peleryna zsunęła się na ziemię wraz z moimi stopami. Lud stłoczony przy wejściu zdawał się oczekiwać kogoś jeszcze zerkając dyskretnie za moje ramię, jednak z powozu wyskoczył już tylko pies, przysiadając obok mojej nogi, puchatą głową dosięgała do mojego uda.
Spojrzałem się na króla a następnie ukłoniłem nisko w wyrazach szacunku. Tę samą czynność powtórzyłem  stronę księżniczki a następnie oddałem należyty szacunek służbie i podwładnym króla którzy będą zajmowali się mną podczas pobytu.
Wyprostowałem się czekając na powitanie. Mam szczerą nadzieję, że zostali poinformowani jak się nazywam, ponieważ jak na razie nikt mnie nie przedstawił.


https://i.imgur.com/1EogxEa.gif

Offline

#5 24-03-2019 o 22h12

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 22 588

..............................................................https://i.imgur.com/G7XEzyg.png
     Jej ekscytacja sięgała zenitu. Lecz, wbrew temu, co sobie niektórzy wyobrażali, nie skakała z radości, nie piszczała dworkom do ucha i nie rozpowiadała dookoła wyssanych z palca plotek. Wolała gnieździć tę słodką radość wewnątrz — nigdy nie lubiła okazywać uczuć. Uczucia to słabość. A ona każdego dnia przeżywała ich setki, tysiące i miliony! Kolorowe, przewiewne, wymyślne i wspaniałe.
     Ekscytacja sięgała zenitu, gdyż to właśnie jutro miał przyjechać gość z dalekich krain. Księżniczka Lyrei Minuvae Tishia van Therieth, następczyni tronu Thopis, usiadła na wysokim krześle ustawionym tuż przy wąskim okienku. Jej sypialnia mieściła się w jednej z wyższych wież, skąd miała doskonały widok na niebo. Uwielbiała tak sobie siadać i próbować policzyć wszystkie migoczące punkciki. Dość szybko zaczynała się mylić i rezygnowała z tej matematycznej łamigłówki, lecz porażka jej nie zrażała, a wprawiała w radosny nastrój. Z uśmiechem wymalowanym na swojej jasnej twarzyczce w kształcie serca, chwyciła dwoma palcami kosmyk swoich różowych włosów i, mimowolnie się nim bawiąc, zaczęła myśleć o jutrzejszym dniu. O dniu, który miał zmienić wiele.
     Lyrei od zawsze miała wybujałą wyobraźnię. Przez to niejeden w królestwie uznawał ją wręcz za obłąkaną. Lecz mimo to… nawet mimo tak otwartego, kolorowego umysłu, księżniczka nawet nie podejrzewała, jak wiele zmieni ta wizyta.
     Gwiazdy zamrugały jak gdyby dając znak, że wreszcie wszystko będzie dobrze.

     Tajemniczy jegomość miał się zjawić mniej więcej w południe. Lyrei, chcąc nie chcąc, wstała wcześniej, niż to miała w zwyczaju: okrutny upał od miesięcy dawał się we znaki, nie tylko nie dając spać, ale przede wszystkim działając na ogromną szkodę królestwa. Thopis było niewielkim kawałkiem ziemi pozbawionym złóż cennych surowców i dostępu do morza, dlatego jego gospodarka opierała się przede wszystkim na rolnictwie. A to zdychało wraz z falą niebotycznie wysokich temperatur.
     Księżniczka, tańcując niczym duch po rozkosznie chłodnych korytarzach zamku, bawiła się swoimi różowymi włosami, kompletnie ignorując witającą się z nią służbę. Gdy wpłynęła do sali tronowej, wysoki, choć przysadzisty jegomość o gładkiej, jasnej cerze i istnej szopie ciemnobrązowych włosów rozmawiał właśnie ze swoimi doradcami, mimowolnie tarmosząc wystający klejnot swojej korony. Lyrei rozumiała, że jej ojciec zajmował się właśnie królowymi sprawami i nie należało mu przeszkadzać, lecz wszyscy już zdążyli przywyknąć do tego, że księżniczka pojawiała się bezszelestnie i równie cichutko i niezauważalnie znikała, dlatego nikomu to nie przeszkadzało. Musiała po prostu wyładować z siebie te rozkoszne nerwy, które towarzyszyły przybyciu wielkiego magika z dalekich krain.
     Gdy wybiła wskazana godzina, jej ukochany ojciec zaprosił wszystkie wskazane osoby do wyjścia, by razem przywitać przybysza. Księżniczka dreptała lekko u boku króla, z uwielbieniem wpatrując się w niebo. Po jasnobłękitnym bezkresie wolno i swobodnie płynęły białe chmurki i, zupełnie jak uprzednio gwiazdy, one też wysyłały sygnały, że oto wreszcie nadszedł dobry czas.
     A gdy czas nadszedł, na plac podjechał duży powóz. Lyrei wychyliła się zza pleców ojca, z największym zainteresowaniem przyglądając się karocy. Duża, drewniano, elegancko zdobiona wyglądała na bardzo cenną. Lyrei wiedziała, że magów było stać na taką wygodę, dlatego wcale nie dziwiła się temu widokowi, w przeciwieństwie do dam dworu stojących za jej plecami. Wtem z powozu wysiadł młody, bardzo wysoki mężczyzna. Księżniczka jeszcze bardziej wysunęła się do przodu, przechylając głowę. Wyraz twarzy miał uprzejmy, choć hardy, a podkreślały to mocno zarysowane kości policzkowe. Jego długie włosy miały kolor chmur, które jeszcze niedawno dziewczyna obserwowała z taką radością, strój zaś, złożony z długiego płaszcza, koszuli, marynarki, szerokich spodni i wysokich skórzanych butów, w większości miał barwę nieba, po którym owe chmury pływały.
     Kiedy mag ukłonił się nisko, król przystąpił do oficjalnego powitania gościa na dworze królestwa Thopis. Lecz księżniczki nie interesowały ceremoniały, choć i ona powinna w nich uczestniczyć. Interesował ją pies, który wyskoczył z wozu za swoim panem. Duże psisko o jasnoszarej sierści stało sztywno tuż przy nodze maga, oglądając się dookoła z lekką dezorientacją. Lyrei domyślała się, że zwierzę jest zaniepokojone obcym, tłumnym miejscem, w którym się znalazł. Żal jej było zwierzęcia, choć wyglądało przepięknie i księżniczka miała szczerą nadzieję, że czarodziej pozwoli jej się pobawić z tym dużym sierściuchem.
     Jak zwykle ignorując poważne, stonowane i okropnie oficjalne pogawędki w drodze do sali gościnnej, Lyrei krążyła między tłumem, coraz bardziej nachalnie przyglądając się czarodziejowi. Dziewczyna od razu uznała, że nie wyglądał jak czarodziej z książek: nie był stary i gruby, nie miał też ze sobą drewnianej laski. Jego włosy zaś nie były siwe, a białe, a wyraz twarzy nie odstraszał przemądrzałym skupieniem, a ciekawością i uprzejmością. Chciała się na niego napatrzeć, bo domyślała się, że czarodziej, zajęty sprawami, przez które go tu wezwany, nie będzie miał czasu na przyjazne pogawędki.
     Gdy znaleźli się w przyjemnie chłodnym pomieszczeniu, zaproszony mag zajął zaszczytne miejsce tuż obok króla. Księżniczka, ma się rozumieć, zajęła swoje stałe miejsce po drugiej stronie stołu. Z tego punktu mogła jeszcze dłużej wpatrywać się w maga, nie czując przy tym ani odrobiny krępacji.
     — Czy potrafiłbyś to zrobić, Mistrzu Saya? — charknął król po krótkim, choć treściwym wyjaśnieniu istniejącego problemu. — Czy potrafiłbyś przegnać stąd suszę?
     — Zważ na to, mości Mistrzu — odezwał się sir Sentras, jeden z doradców króla — że Thopis nie ma nic poza rolnictwem. Ci rolnicy ciężko pracujący na polach to wszystko, co mamy. Za to wyżywiamy nasz lud i tym handlujemy na wschodzie i zachodzie, na południu i północy. Bogowie odebrali nam złoto i diamenty, ale w swej sprawiedliwości ofiarowali nadzwyczaj żyzną ziemię, na której zakwitają rośliny niespotykane w żadnym innym zakątku świata. Te towary są bardzo cenne i tak samo pożądane. Nie stać nas na ich utratę.
     Lyrei wyjęła żółty kwiat wpięty w jej gęste włosy, przyglądając mu się z największą uwagą. Nudziły ją te narady, choć wiedziała, że są ogromnie ważne, a ona, jako córka króla, miała obowiązek w nich uczestniczyć. Wiedziała, że jej ojciec oraz jego doradcy będą długo wyjaśniać każdy, nawet najdrobniejszy aspekt tego problemu i że potrwa to całe godziny. Jednak nie marudziła i siedziała cichutko, ponieważ ciekawa była odpowiedzi maga. Ciekawa była, co powie, jak powie, jak zareaguje, czy się uśmiechnie, jak się uśmiechnie.
     Rzadko przybywał tu ktoś z aż tak daleka. Lyrei fascynowało wszystko, co pochodziło z daleka.
     Także ten enigmatyczny czarodziej.

Ostatnio zmieniony przez Methrylis (24-03-2019 o 22h26)


Bardzo   f a j n e   O G   do fajnego pisania: tu   w a m p i r y,    a   tu     c z a r o d z i e j e 

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#6 24-03-2019 o 22h58

Straż Cienia
Mijaku
Oficer Straży
Mijaku
...
Wiadomości: 1 428

Zaproszono mnie do ogromnej, wystawnej sali. Mimo iż monarcha i jego służba przedstawiali mi się, większą uwagę zwracałem, na ogrom pomieszczenia. Może to kamienne ściany, które mimo upału doskwierającemu krainie wydawały się chłodne i niewzruszone, strażniczki tajemnic rozgrywających się w czeluściach zamku.
Zasiedliśmy przy długim, topornym stole. Król usadził mnie tuż przy sobie. Cieszę się jego otwartością, szczególnie znając sytuację magów. Wsłuchując się w ich historię, starałem się wybadać choć kapkę charakteru każdego z nich. Niektórzy mówili z przejęciem, inni jakby byli uczonymi w dziedzinie katastrof. Może faktycznie byli, większość jednak wyglądała na nieco zbyt spiętych, mentalnie i w pasach. To było jednocześnie zabawne i niedorzeczne. Miałbym przejechać całą tę drogę tylko po to, aby oznajmić im, że nie dam rady nic zrobić?
   Uśmiechnąłem się pogodnie, choć nutka ironii tańczyła na moich ustach.
- Panowie, Pani, toż to okropna tragedia, szczególnie biorąc pod uwagę gospodarkę kraju. Niezwłocznie zajmę się tą sprawą. Prosiłbym, o przygotowanie skromnego stanowiska, abym jutrzejszego dnia mógł rozpocząć obrzęd – wymawiając ostatnie słowo, rozłożyłem ręce na boki, a rękawy zsunęły mi się odrobinę w dół. Udzielam im swoich usług, dobry efekt jest ważny.
Zebrani wyglądali na zadowolonych, u niektórych aż nazbyt słychać było oddech ulgi. Księżniczka natomiast siedząca na drugim końcu stołu zdawała się skupiać na czymś zupełnie innym. Już jakiś czas temu zawiesiła uwagę na kwiecie w swoich rękach, obracając go i studiując płatki, zerkała jednak raz po raz w moją stronę. Posłałem jej ciepły uśmiech.
- Mistrzu Saya, co będzie mistrzowi potrzebne, od razu wezmę się do pracy! – niski jegomość z siwiejącymi włosami i twarzą niczym księżyc w pełni zapytał gorączkowo. Zdawał się najbardziej zestresowany z wszystkich.
- Nic wielkiego – oparłem podbródek na złączonych dłoniach, opierając się o stół. – Skupienie to najtrudniejsze zadanie, będę medytował. Najbardziej przyjaznym do tego środowiskiem są oczywiście ogrody. Prosiłbym o zaprowadzenie jutro do ustronnego miejsca w cieniu, zważając na upał. Nie trudźcie się, im większy kontakt z naturą, tym lepiej. Usiądę na ziemi. Prosiłbym jedynie o napój i spokój – niewiele z nich zdawało się mieć pojęcie o magii. Niektórzy kiwali mi ze sztucznym zrozumieniem, inni posyłali mi błędny wzrok, chyba nie tego się spodziewano, nie takiej prostoty.
- Nie bójcie się do mnie podchodzić, nawet jeśli będę w stanie medytacji. Skromne towarzystwo nie przeszkodzi mi w pracy – posłałem spojrzenie członkom narady oraz księżniczce. Jestem ciekawy czy ktokolwiek będzie chciał spędzić ze mną czas, czy wciąż stronią od nas, kiedy nie jesteśmy potrzebni.

Ostatnio zmieniony przez Mijaku (24-03-2019 o 23h02)


https://i.imgur.com/1EogxEa.gif

Offline

#7 27-03-2019 o 19h46

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 22 588

..............................................................https://i.imgur.com/G7XEzyg.png
     
     Kiedy narady wreszcie dobiegły końca, Lyrei odczuła ogromną ulgę. Z największą radością obserwowała, jak kolejni goście opuszczają salę gościnną, pozostawiając ją samą. Nawet ojciec wyszedł, prosząc jednego ze swoich doradców o prywatną rozmowę. Nie czuła się tym rozczarowana, ponieważ już dawno przywykła do takiego stanu rzeczy. Poza tym pocieszała się faktem, że jej ukochany ojciec zawsze poświęcał jej odrobinę swojego królewskiego czasu wieczorem, kiedy cały zamek powoli szykował się spać. Zwykle dyskutowali wtedy o niedawno powstałych plotkach i grali w szachy, które oboje tak uwielbiali. Król zawsze dotrzymywał słowa i nawet najważniejsi goście nie byli w stanie tego powstrzymać.
     Dlatego pod tym względem nie musiała być zazdrosna o młodego maga, który budził wielką sensację. Również sama Lyrei była go ciekawa i postanowiła, że gdy tylko czarodziej dotrze do swojej komnaty, rozgości się i rozpakuje, na pewno go odwiedzi. Ogromne ją interesował, ponieważ czarodzieje w Thopis nie byli zbyt popularni; wielu ich wręcz nie znosiło i niejednokrotnie próbowało przekonać króla, że ściąganie na ich dwór magika to bardzo zły pomysł. Wszystko przez jakiś zatarg czarodziejów z dziadkiem Lyrei: podobno ówczesny władca wdał się w jakąś potyczkę z magami, co przyczyniło się do zakorzenienia w obywatelach Thopis niechęci do magii. Księżniczka jeszcze nigdy nie widziała czarów ani osoby, która takie zdolności posiada, dlatego koniecznie musiała to nadrobić.
     Dała magikowi godzinę: więcej nie mogła czekać, nie zniosłaby takiej niepewności. Poza tym była przecież księżniczką, dlatego miała pewność, że gość nie odmówi jej wizyty. Radosnym, prężnym krokiem wybrała się więc do odpowiedniej komnaty mieszczącej się na trzecim piętrze. Wiedziała, co to za pokój, ponieważ doskonale znała tu wszystkie zakamarki, a poza tym służba cały czas biegała do tej komnaty, zadbawszy o to, by pościel pachniała świeżością, czyściutkie okna wpuszczały niezakłamane promienie słońca, a zegar punktualnie wybijał dwunastą. Wszystko musiało wyglądać tam perfekcyjnie; tak, by czarodziej jak najlepiej sobie pomyślał o królestwie.
     Jednak Lyrei pomyślała, że o jednym zapomnieli. O kwiatach. Czarodziej powiedział, że lubi towarzystwo natury, a w komnacie nie było niczego więcej poza wazonem z polnymi kwiatkami. Księżniczka zastanawiała się, czy przeszkodzi mu to w magikowaniu.
     Cieszyła się, że zaraz go o to zapyta, ponieważ stała już przed drzwiami do jego komnaty.
     Zapukała tylko raz, chwilkę odczekała i, nie czekając na żaden sygnał ze strony lokatora, weszła do środka. Zmarszczyła brwi, gdy zobaczyła, że mag dopiero się rozpakowywał. Cóż więc robił dotychczas?
     O to też zamierzała go zapytać.
     — Księżniczka Lyrei Minuvae Tishia van Therieth — odparła wyniośle, wyciągając nadgarstek do ucałowania. — Jako córa władcy tych pięknych krain, witam cię serdecznie, mości szlachetny czarodzieju.
     Lyrei gorączkowo przyglądała się walizce, mając nadzieję, że ujrzy tam jakąś czarodziejską różdżkę lub kryształową kulę. Obejrzała też pospiesznie pokój i, tak jak podejrzewała, nie było tam żadnych kwiatów.
     — Proszę przyjąć ode mnie przeprosiny w imieniu służby. Winni lepiej poznać pana potrzeby i wstawić tu więcej roślinności. W każdej chwili mogę po nich posłać, by naprawili ten błąd, jeśli pan czarodziej sobie tego życzy. Czy nie przeszkodzi to aby w pańskim magikowaniu?

Ostatnio zmieniony przez Methrylis (27-03-2019 o 19h47)


Bardzo   f a j n e   O G   do fajnego pisania: tu   w a m p i r y,    a   tu     c z a r o d z i e j e 

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#8 27-03-2019 o 21h23

Straż Cienia
Mijaku
Oficer Straży
Mijaku
...
Wiadomości: 1 428

Po naradzie udałem się do swojej komnaty. Krążąc, niezliczonymi korytarzami zmuszony byłem, skupić się na zapamiętaniu choćby najprostszej drogi do wyjścia. Zamek budził we mnie podziw swoimi rozmiarami. Przypominał mi bardziej fortecę, choć pewnie to tylko różnica kulturowa, której właśnie doznaję.
Gdy służba opuściła moją komnatę, pierwszy raz od kilku dni poczułem się faktycznie sam. Przydrożni kupcy, woźnice ani parobkowie nie zawracali mi już głowy. Odetchnąłem z ulgą, opadłem na pachnące świeżością łóżko i skrzyżowałem nogi, jak uczono mnie od dziecka.
Wieczór wdzierał się przez okno ciepłymi pomarańczowymi promieniami i ostatnim śpiewem ptaków. Susza, susza, woda. Musiałem dowiedzieć się gdzie dokładnie na tych ziemiach spotkać można zbiorniki wodne i rzeki, bagna i mokradła. W niektórych częściach krainy może być potrzebna bezpośrednia interwencja, aby młyny ruszyły, a rybacy nie tracili łowisk. Gdy przywitałem do tych ziem, wydawało mi się, iż po prostu potrzebują zmiany pogodowej, jednak sytuacja okazała się o wiele gorsza.
Skupiłem uwagę na mocy drzemiącej wewnątrz mnie. Poczułem ją głęboko w klatce piersiowej, jak pulsuje w przy sercu i umyka żyłami. Wypełniała moje dłonie i stopy, czułem ją pod oczyma. Kropelki potu odkleiły się leniwie z powierzchni mojej skóry i uleciały w powietrze. Skierowałem myśli na zamek, jego ogrody, szukałem wody, jej cichego szeptu i drgań. Chciałbym zanurzyć się w niej już teraz, bez wahania. Nie był to najlepszy pomysł, zważywszy na okoliczności.

Pukanie do drzwi wyrwało mnie z medytacji. Nim głos uciekł z mojej krtani, ujrzałem księżniczkę wchodzącą przez drzwi. Przywitała się wdzięcznie i wystawiła dłoń zawieszoną na szczupłym nadgarstku. Zsunąłem się z łoża i ująłem jej rękę, była jak pergamin, delikatna i blada, niesplamiona.
- Moja Pani, Saya z rodu Nihiri - ukłoniłem się, tak jak wydawało mi się to w zwyczaju tutejszych stron i złożyłem motyli pocałunek na jej dłoni. - Pozwoli Pani - wyprostowałem się nad nią, złożyłem ręce razem i ukłoniłem się w pasie. - W ten sposób okazujemy szacunek tam, skąd pochodzę. Dziękuję za tak piękne powitanie.
Uchwyciłem jej wzrok na walizce, lecz nim zdążyłem pośpieszyć z odpowiedzią, rozpoczęła temat o kwiatach.
- Nie ma takiej potrzeby, choć dziękuję niezmierne za troskę - uśmiechnąłem się, tłumiąc odrobinę niewinny śmiech. - Pani, nie musi Pani tytułować mnie czarodziejem, Mistrz Saya- takie noszę mienie. Spokojnie jednak czarodziej nikomu nie ubliży. - Uśmiechnąłem się pogodnie, nie chcąc wprawić księżniczki w zakłopotanie. - Brak kwiatów nie przeszkodzi w tkaniu wody, jednak umiliłyby pobyt. Pani, nie gań jednak służby, możesz za to towarzyszyć mi jutro przy zbiorze najlepszych roślin z waszych ogrodów. Chciałbym poznać tutejszą florę, z której tak słyniecie. Mógłbym liczyć na twoją przychylność? - może uda mi się wywołać dobre wrażenie na tutejszym ludzie.
Dotąd spotkałem się z mieszanymi reakcjami. Mości Panowie udają lub szczerze cieszą się z mojej obecności, służba nie jest już tak przychylna, dawna sprzeczka musiała odbić się na starszym pokoleniu, a to przekazać niechęć młodszemu. Nie spotkałem jeszcze ludności miejskiej ani wiejskiej, nie spodziewać się jednak wielkiego entuzjazmu. 
- Mógłbym przybliżyć Pani moc i jej działanie, jeśli zechce Pani poznać mnie i moje dziedzictwo.

Ostatnio zmieniony przez Mijaku (27-03-2019 o 21h27)


https://i.imgur.com/1EogxEa.gif

Offline

#9 31-03-2019 o 18h08

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 22 588

..............................................................https://i.imgur.com/G7XEzyg.png

     Przechyliła głowę na bok, długo wpatrując się w tego jakże niecodziennego gościa. Wyglądał na takiego spokojnego i skupionego. Wyglądał na takiego, który rzeczywiście wiedział, co powinien zrobić. Na takiego, który ma światły umysł, który przeczytał całe tysiące najróżniejszych ksiąg i przemierzył dziesiątki najróżniejszych krain, poznając je od podszewki. Lyrei bardzo mu tego zazdrościła; choć jako księżniczka nie narzekała na wygody, a po kiwnięciu palcem mogła uzyskać wszystko, czego tylko zapragnęła, niewiele podróżowała. Od czasu do czasu wprawdzie wyjeżdżała z ojcem do obcych krajów, ale nie na wakacje, a dla polityki, która męczyła ją i nudziła. Nie wypadało wówczas zwiedzać zabytków, wstępować do najróżniejszych, kolorowych sklepów, rozmawiać z przechodniami, by poznać ich kulturę czy tak po prostu się zabawić. Lyrei westchnęła przeciągle i marzycielsko, wyobrażając sobie to, co ten czarodziej mógł widywać w czasie swoich licznych podróży. Uznała, że koniecznie musi się tego dowiedzieć.
     Bez najmniejszej krępacji, tanecznym krokiem podeszła do wysokiego, bogato ścielonego łoża, po czym, za pomocą lekkiego podskoku, usiadła na skraju łóżka, uporczywie wpatrując się w czarodzieja. I choć nie ukazywała tego w żaden sposób, zaskoczona była, że jej towarzysz w żaden sposób nie zdradzał skrępowania czy zawstydzenia jej niemal nachalną obserwacją.
     — Ja bardzo lubię kwiaty — odparła ze stoickim spokojem, cały czas nie spuszczając z maga wzroku. — Najlepiej, by były duże i bardzo kolorowe. Pocieszają mnie i odprężają! Ale nie znam się, niestety, na ich uprawie. Wybacz mi, Mistrzu — wyrecytowała, nie zdradzając  w swoim głosie ani odrobiny skruchy. — Mogę za to wezwać na jutro służki odpowiedzialne za dbanie o nasze rośliny. Jestem pewna, że dostarczą ci niezbędnej wiedzy.
     Jednak pytanie o towarzyszenie mu podczas jutrzejszego obchodu wielce księżniczkę uradowała. Jej twarzyczka natychmiast się rozpromieniła, przyozdobiona szerokim uśmiechem i błyszczącymi radośnie jasnoróżowymi oczami. Lyrei pod wpływem wielkiej ekscytacji zaklaskała swoimi drobnymi, delikatnymi dłońmi, dając tym samym znać, jak bardzo spodobał jej się ten pomysł.
     — Z wielką przyjemnością będę ci towarzyszyć, Mistrzu! Zresztą — dodała, nagle poważniejąc — to byłoby najrozsądniejsze wyjście. Wiesz zapewne, Mistrzu, że tutejszy lud nie jest zbyt przychylny magikom. Mogliby być dla Mistrza nieprzyjemni — ci odważniejsi oczywiście, bo reszta pewnie się wystraszy, że pozamieniasz ich w ropuchy! — Księżniczka roześmiała się perliście, wyraźnie zadowolona ze swojego żartu. Jednak w ułamku sekundy znowu gwałtownie spoważniała, wpatrując się uporczywie w czarodzieja. — Czy umiałbyś to zrobić? Pozamieniać chłopów w ropuchy? Oczywiście nie chcę, byś to robił — zaznaczyła natychmiast, unosząc blade dłonie w geście obrony — ale… jakże ciekawie byłoby to zobaczyć! Czy mógłbyś mi pokazać jakieś magiczne sztuczki? Czary jakoweś? Kolorowe, wspaniałe? Gdybyś zechciał, o Mistrzu… byłabym ci bardzo wdzięczna! Jutro! Jutro, o samiuśkim wchodzie słońca, gdy udamy się na obchód. Co o tym sądzisz, o Mistrzu? Jak podoba ci się ten pomysł?
     Wciąż nieskrępowana swoją nachalnością i gadulstwem, z zaczerwienionymi policzkami czekała na jego odpowiedź. Jakże była ciekawa tego, co powie! Tego, co potrafi i tego, co jej pokaże! Jakże nie mogła doczekać się jutrzejszego dnia, kiedy to wyruszą oboje, by przynieść pomoc tej przepięknej, lecz udręczonej suszą krainie. Jakąż dumę czuła na myśl, że, towarzysząc temu wielkiemu magowi, przyczyni się do pomocy i zapisze się w kartach historii jako księżniczka, która nie tylko leżała i pachniała, ale i przyczyniła się do uratowania królestwa przed zagładą!
     Ekscytacja sięgała zenitu, dlatego przeszczęśliwa księżniczka, po uzyskaniu wszystkich odpowiedzi, zeskoczyła radośnie z łóżka, z największą gracją kłaniając się czarodziejowi.
     — Nie przeszkadzam wam więc, o Mistrzu. Zapewne potrzebujesz wypocząć po długiej podróży i przygotować się na jutrzejszy obchód. Odpoczywaj więc, wielki Magu. Do zobaczenia rychło!
     Ach, jakże nie mogła się doczekać następnego dnia!


Bardzo   f a j n e   O G   do fajnego pisania: tu   w a m p i r y,    a   tu     c z a r o d z i e j e 

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#10 02-04-2019 o 20h21

Straż Cienia
Mijaku
Oficer Straży
Mijaku
...
Wiadomości: 1 428


Księżniczka z pewnością nie należała do kobiet typowego pokroju. Była jak księga obcej cywilizacji, co stronę ukazywała zupełnie nowe, nieznane, zachwycające obyczaje i niewątpliwie kryła w sobie wiele tajemnic. Nie przystało mi zgłębiać te tajemnice, nie przystało. Mimo tego, gdy o nich pomyślałem skrępowanie wymuszane na mnie od dziecka nikło gdzieś w odmętach myśli tak barwnych i egzotycznych jak włosy księżniczki.
- Niestety, nie jestem jeszcze na tyle potężny, aby uczynić z mężczyzny żabę, jednak postaram się, przedstawić najcudowniej jak mogę swoje umiejętności nazajutrz — zaśmiałem się ciepło na wyobrażenia księżniczki.
Gdy gustowna kobieta opuściła komnatę, wypuściłem z płuc zalegające tam powietrze. Nie byłem pewien czy dobrze robię.

Jeszcze zanim bogowie wznieśli słońce na horyzont, udałem się do jednej z większych sal, jak mi się wydawało. Jak nakazywała mi etykieta, chciałem czekać na damę, gdy ta zjawi się o poranku. Nie czekałem jednak długo, moja kompanka dołączyła do mnie niedługo potem. Wyglądała jeszcze piękniej niż wczoraj, w łunie wczesnoporannego, lekko chłodnego światła. Ukłoniłem się nisko z dłońmi założonymi razem.
- Witam jaśnie Panią, prosiłbym skromnie o pokazanie drogi do ogrodu.


https://i.imgur.com/1EogxEa.gif

Offline

#11 06-04-2019 o 23h16

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 22 588

..............................................................https://i.imgur.com/G7XEzyg.png     

     Po wyjściu z komnaty czarodzieja, Lyrei natychmiast poleciła służkom, aby następnego dnia obudziły ją godzinę przed wschodem słońca. Jako księżniczka, musiała się właściwie prezentować, dlatego potrzebowała czasu na odpowiednie przygotowania. Kąpiel, dobranie stroju, ułożenie fryzury i lekkiego, choć zauważalnego makijażu trwało wcale niekrótko, a Lyrei uparła się, że wywrze na magu zniewalające wrażenie.
     Następnego ranka, kiedy zaspane, czerwonawe słońce ledwie wystawało zza ciemnej linii horyzontu, gotowa do drogi księżniczka dumnym krokiem ruszyła w stronę Sali Tronowej. Nie było dla niej zaskoczeniem, że o tej porze cały zamek tętnił już życiem: służba krzątała się po korytarzach, posłusznie pochylając głowy nad jej majestatem, a zza okien, przez które powoli wdzierało się blade światło ranka, można już było usłyszeć odgłosy radosnego, dworskiego życia. To, według Lyrei, nigdy nie spało, a i głęboką nocą, wymykając się między wysokie, smukłe budynki, tak dalekie od zamku, słyszało się, jak cały dwór tętni życiem, jak oddycha, śmieje się i tańczy. Księżniczka marzyła o tym, by bliżej poznać te obce jej zakamarki, lecz zdawała sobie sprawę, że nie może zawieść ojca, który byłby wielce rozczarowany jej niedojrzałością i nieposłuszeństwem.
     Także on, ukochany król tych ziem, nie spał już o tej porze. Ucałowawszy go w jego lekko zarumienione policzki, pospiesznie wyjaśniła z niemałą dumą, że zamierza oprowadzić maga po ich włościach i przedstawić w praktyce problem, z którym od tygodni zmaga się królestwo. Tak jak Lyrei się tego spodziewała, jej ojciec pokraśniał z dumy i oznajmił, że bardzo się cieszy z tej okazanej mu pomocy.
     Nie była zaskoczona, gdy zastała maga przed czasem. Dumnie wyprostowany, w schludnym, nienagannym stroju i gładko ułożonych, długich, białych włosach, obserwował księżniczkę z lekkim, nieco tajemniczym uśmiechem. Gdy się ukłonił, Lyrei odpowiedziała tym samym gestem, dodatkowo wyciągając ku magowi dłoń do ucałowania. Nie panowała nad tym odruchem, ponieważ był niemal automatyczny i wyuczony. Na szczęście czarodziejowi nie sprawiło to problemu i raz jeszcze wykazał się nonszalancją i znajomością etykiety.
     — Proszę zatem za mną — odparła księżniczka, rada z faktu, że będzie mogła oprowadzić maga po ogrodach królewskich.
     Nic więcej nie mówiąc, ruszyła do przodu, nawet nie oglądając się za siebie. Nie musiała tego robić, ponieważ chwilę później usłyszała delikatne postukiwanie obcasów o posadzkę. Radosna i odprężona, uśmiechnęła się błogo, gdy wyszła na zewnątrz. Natychmiast uderzyło w nią poranne, przyjemnie chłodne i rześkie powietrze. Zatrzymując się na chwilę i biorąc głęboki oddech, wsłuchiwała się w słodką muzykę ranka. Ptaki najróżniejszej maści odśpiewywały swoją cudowną pieśń, koła wozów ze stukotem toczyły się powoli po kamiennych drogach, a kupcy, kowale i gospodarze przekrzykiwali się nawzajem, miarowo ożywiając całe otoczenie.
     Lyrei tak bardzo to uwielbiała! Tak bardzo kochała fakt, że właśnie te koła wozów, te ptaki, ci kłócący się ze sobą handlarze, usługujący wokół służący czy rolnicy pracujący od świtu na polach — że oni wszyscy tworzyli to piękne królestwo. To, które należało uratować. To, które uratować zamierzał niejaki Saya z rodu Nihiri.
     — Ogrody są tam — odezwała się księżniczka po kilkunastu minutach ciszy, wskazując na, bogato ozdobioną, metalową bramę, wysoką na około dwa metry. Broniło jej dwóch szerokich w barach strażników. Być może mag dziwił się tym zabezpieczeniom, lecz musiał przestać, gdy przeszli przez bramę, stając na ścieżce otoczonej najwspanialszymi kwiatami, krzewami i drzewami. W oddali wiła się wąska nitka strumyku, przemykająca lekko między tymi jakże rzadkimi odmianami roślin.
     Podczas gdy zwykle ten widok wprawiał księżniczkę w największą radość, tak wtedy jej uśmiech lekko zbladł. Podszedłszy skocznym krokiem do strumyka, przyjrzała mu się uważnie. Zauważyła, że wody nieco ubyło od jej poprzedniej wizyty. I choć ten ogród był specjalnie nawadniany, i właśnie dlatego tak pilnie strzeżony, także on powolutku usychał. Rośliny wolniej się rozwijały, a niektóre, wyjątkowo mocno pragnące wilgoci, powoli umierały. Lyrei wprost nie mogła na to patrzeć.
     — Tak jak wspominałam — odezwała się księżniczka, odwracając się ku magowi — nie znam się niestety tak dokładnie na tutejszej florze. Ale, jak sam widzisz, Mistrzu, ten ogród jest specjalnie zabezpieczany, ponieważ to nasza ostatnia zielona wyspa. Tam — wskazała kilku ogrodników skrytych między krzewami — znajdziesz szlachetnych zielarzy, którzy jak nikt wyznają się na rosnących tu kwiatach i drzewach. Proś ich o co zechcesz, a posłusznie odpowiedzą na wszystkie pytania. Także ja pozostaję na każde twoje skinienie.


Bardzo   f a j n e   O G   do fajnego pisania: tu   w a m p i r y,    a   tu     c z a r o d z i e j e 

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#12 18-04-2019 o 20h29

Straż Cienia
Mijaku
Oficer Straży
Mijaku
...
Wiadomości: 1 428

Ruszyliśmy do ogrodów. Nasze kroki zmieszały się z odgłosami porannego życia. Było tu głośno, patrząc na to, do czego byłem przyzwyczajony. W moich rodzinnych stronach cisza była jedną z największych wartości, jakie mógł zachować człowiek. Nie było przekupek wykrzykujących swoje towary na wszystkie strony świata, ludzi w ciężkich zbrojach obijających się o mury budynków, nie wśród wyższych sfer. Plebs pozwalał sobie na niechlujne, zawstydzające rozrywki, lecz nie mieliśmy z nimi większego kontaktu. Widok, który rozpościerał się przede mną i dźwięki dobiegające do moich uszu w pewien sposób obrzydzały mnie, ale jakże ciekawiły.
   Owszem, zdziwiłem się, gdy ujrzałem pokaźnych mężczyzn strzegących wejścia do zielonych połaci. Było to dość słuszne, zważając na sytuacje, jednak nie do końca pasowało mi, jak natura zamykana jest za szczelnymi murami i podporządkowywana ludzkim zachciankom. W tym momencie zabrakło mi nieskrępowanie zielonych świątyni.
Ogród musiał być niegdyś piękny. Teraz zdecydowanie należał do ładnych, lecz spora część roślin obumierała. Strumień hojnie oddawał porcje wody rosnącym wokół drzewom, wkrótce sam miał jednak umrzeć. Zasmucił mnie ten widok tak jak księżniczkę.
Spojrzałem na pracujących ludzi. Zerkali na mnie zaciekawionym wzrokiem. Starszy mężczyzna został uciszony przez kobietę, parsknął i odszedł w stronę studni stojącej niedaleko, rzucając mi nieprzychylne spojrzenie znad krzaczastych brwi. Tak jak wszędzie, spotykałem się z mieszanymi reakcjami. Nikt jednak nie powitał mnie w tych stronach i nie odnosił się do mnie tak serdecznie, jak księżniczka i jej ojciec. Powody króla rzecz jasna znałem, mojej obecnej kompanki, kompletnie nie.
   Wyrwałem się z chwilowego otępienia. Miałem pokazać szczyptę umiejętności. Wracając do zdenerwowanego mężczyzny. Niósł on teraz wiadro, które wyciągnął ze studni. Spuszczał ją bardzo głęboko, domyślam się, że niewiele w niej teraz zostało. Podlał kilka roślin o przerzedzonych płatkach i mdłych kolorach. Zatopił brudne palce w ziemi, a wyciągając je, parsknął z niezadowoleniem. Chwycił wiadro i wrócił do studni. Pomaszerowałem za nim, księżniczka spoglądała mi przez ramie wyraźnie zainteresowana. Odwróciłem się i posłałem jej uśmiech.
Starszy mężczyzna spuścił umocowane na linie wiadro w głąb studni. Wyciągnął je po chwili, lecz było do połowy pełne. Przeklął pod nosem, lecz zaniemówił, gdy stanąłem obok.
- Czy mogę pomóc? – zapytałem, spoglądając na wiadro.
Ogrodnik odpowiedział niemrawym skinieniem głowy. Jeszcze chwile temu wydawało mi się, że chce wykopać mnie za mur, teraz jednak patrzył na moje ręce jak dziecko oczekujące słodkości. Ułożyłem smukłe palce razem, stanąłem bokiem do studni, zwracając uwagę, aby odwrócić się twarzą do Księżniczki i reszty służby, wpatrującej się teraz we mnie. Prawą ręką wykonałem kilka obrotów, tymczasem lewa zdawała się ciągnąć coś tkwiące w drugiej. Woda faktycznie była głęboko. Wziąłem głęboki oddech, skupiłem się na cieczy i mocno pociągnąłem lewa ręką. Strumień wody wytrysnął ze studni, zatoczył koło wokół głowy starszego ogrodnika i wpadł do wiadra. Nie uroniłem ani kropli. Cały proces trwał oczywiście dłużej, niż mógł, jednak była to magia czysto pokazowa. Tak zamaszyste ruchy używane są do tkania ogromnych ilości wody, nie zaszkodziło jednak wykonać małego pokazu, gdyż ogrodnik kiwał energicznie głową, dziękując przy tym kilka razy. Część służby wciąż nie zdawała się zadowolona, teraz może nawet zdenerwowana, przestraszona. Księżniczka jednak należała do tej drugiej, zadowolonej strony.
- Manipulację wodą opanowałem już jako dziecko, to jedna z podstawowych sztuk nauczanych w moich kraju – rozpocząłem, dołączając do mojej towarzyszki.
Starszy mężczyzna i kilka kobiet z tyłu po kryjomu dotykali wody palcami, jakby miała być w jakikolwiek sposób odmieniona niż była wcześniej. Wysłuchałem odpowiedzi Księżniczki i skierowaliśmy się w stronę wysokiego drzewa rosnącego nieopodal strumienia. Jego korona rzucała mozaikę cienia na nieco suchą trawę. Usiadłem, krzyżując nogi i prostując mocno plecy.
- Zajmę się najpierw tym ogrodem, szkoda byłoby, gdyby wszystkie rośliny obumarły – zwróciłem się do księżniczki. – Najprawdopodobniej deszcz spadnie też wokół zamku, na wcześniejszych ludzi, koło których przechodziliśmy w drodze tutaj. Chyba będą uradowani.
   Zamknąłem oczy i powoli wyciszyłem umysł. Nie do końca już słyszałem ogrodników i księżniczkę, stojącą obok i wpatrującą się we mnie, jedynym co pieściło mój słuch, był dźwięk wiatru kołyszącego liśćmi i szum wody, słodkiej wody. Wsłuchałem się w podmuchy, a moja wewnętrzna moc zdawała się unosić wyżej i wyżej, ku chmurom, które zaczęły zbierać się powoli nad naszymi głowami.
Szare i ciężkie od gromadzącej się w nich wody obłoki otuliły niebo nad zamkiem. Nie wiedziałem, czy ludzie zaciekawili się owym faktem, wydawało mi się jednak, że był to widok długo wyczekiwany.  Wziąłem oddech, otworzyłem powieki i spojrzałem na księżniczkę. Nie traciłem z uwagi chmur wiszących nad głową, więc mój głos wydobył się z gardła monotonny i zgaszony.
- Jeśli księżniczka nie życzy sobie być mokra, radze schować się pod dachem – wolałem ostrzec jej wysokość, spuszczenie zimnego deszczu mogłoby obrazić jej majestat. Nie wiedziałem, czy tak by się stało, czy wręcz odwrotnie.
Poczułem ciężar kropli pragnących wyrwać się z sideł chmur. Raz jeszcze wpuściłem powietrze do płuc, dźwięki w moich uszach zamarły i…
spadł.
   Ulewny deszcz popędził prostym lotem w dół. Grube krople rozbijały się o liście, bruk, wpadały do strumyka. Ogrodnicy wydali z gardeł zduszony krzyk.
A ja, w tym właśnie momencie, gdy moje włosy spadały płasko na plecy, osuwając się z czoła pod ciężarem gromadzącej się w nich wody. Zatrzymywała się na rzęsach, drażniąc delikatnie oczy, spływała po policzkach i za kołnierz  koszuli, wypełniała uszy chóralnym bębnieniem. Właśnie w tym momencie czułem się prawdziwie wolny.

Ostatnio zmieniony przez Mijaku (18-04-2019 o 20h30)


https://i.imgur.com/1EogxEa.gif

Offline

#13 05-05-2019 o 23h23

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 22 588

..............................................................https://i.imgur.com/G7XEzyg.png

     Lyrei uśmiechnęła się półgębkiem na widok zaskoczonej miny maga. Niejeden się dziwił temu, że wielcy, szerocy i uzbrojeni po zęby strażnicy pilnowali ogrodów i uznawał ten stan za nienormalny. Jednak z tym niestety należało się zgodzić — to nie był stan normalny, a wręcz nadzwyczajny. Początkowo nie traktowano zbyt poważnie prognoz zapowiadających żar spływający z nieba, lecz bogowie nie okazali ani odrobiny miłosierdzia, przez co rzeczywistość okazała się okrutniejsza niż zapowiedzi. Prędko rozumiejąc, że susza to poważne zagrożenie, natychmiast zadecydowano o ochronie ogrodów. Zdążono z tym rychło w czas, ponieważ pierwszy patrol musiał wygnać kilku śmiałków wdzierających się do świętych ogrodów po wodę. Czyn ten uznawano za absolutnie niedopuszczalny, lecz, jako że skwar był wyjątkowo dokuczliwy i wręcz odbierający dech, „włamywaczy” potraktowano jedynie niewielką karą — znacznie mniejszą, niż kodeks przewidywał.
     — To konieczność — wyjaśniła cicho księżniczka, posłusznie odpowiadając na ukłony i uśmiechy pracowników. — To miejsce jest wyjątkowo ważne dla naszego ludu. Wierzymy bowiem, że przed tysiącami lat, kiedy ta ziemia rodziła pierwsze źdźbła trawy, Pani Yathanae, nasza Matka Ziemi, obchodząc to, co właśnie stworzyła, wybrała właśnie to miejsce na swoje ogrody, od których miało się zacząć całe istnienie. To dlatego tutejsza roślinność jest odporna na wiele nieprzychylności natury, a woda pozostaje nieskazitelnie czysta. Jednak ta susza… — Lyrei na powrót posmutniała — jest problemem nawet dla tych świętych ogrodów. A niewyczerpalne źródło jest kąskiem dla złaknionych chłodnej, czystej wody mieszkańców. Chcielibyśmy rozdać ją wszystkim, którzy o nią tylko poproszą, ale to niemożliwe.
     Młódka westchnęła męczeńsko, rozmyślając nad losem swoich poddanych. Wiedziała, że jedyną nadzieją był mag, który jej towarzyszył. Lyrei zerkała to na niego, to na otaczający ich lud i nie mogła zauważyć, że ludzie zupełnie inaczej reagowali na nią, a inaczej na „tego obcego”. Co więcej, maga najwyraźniej i to zaskoczyło, choć był ostrzegany, że tutejszy lud ma wręcz we krwi niechęć do czarodziejów. Odczuwając silne pragnienie, by go pocieszyć, uśmiechnęła się pokrzepiająco.
     — Niechęć jest chwilowa — odparła, nadal szeroko uśmiechnięta. — Jesteśmy dumni i pamiętliwi, co w tej chwili jest wadą, ale może być zaletą! Pokaż im tylko, panie, że jesteś zdolny uratować nasze plony przed zatraceniem, a nigdy ci tego nie zapomną.
     Lyrei nie spodziewała się efektów tek krótkiej przemowy, więc tym razem to ona się zdziwiła, gdy mag, mrugając do niej tajemniczo, podszedł do jednego z pracowników zmagającym się z wyciągnięciem wody ze studni. Miała pewne obawy, ponieważ ogrodnik początkowo nie wyglądał na zadowolonego i już się bała, że mężczyzna odrzuci pomoc czarodzieja, lecz na szczęście stało się inaczej.
     A to, co wydarzyło się później, było najpiękniejszą magią, jaką w życiu widziała.
     Z największą radością i zachwytem obserwowała pokaz umiejętności Sayi, który z nadzwyczajną wręcz swobodą manipulował jednym z najgroźniejszych żywiołów. Jedynie za pomocą swoich szczupłych palców sterował strumieniami wody tak, jak gdyby były żywym, rozumiejącym organizmem postępującym wedle zaleceń swojego pana. I o ile Lyrei sądziła, że takie czary mogą być męczące, tak mag wydawał się zrelaksowany i może nawet trochę… rozbawiony. Tak czy inaczej, efekt był zniewalający, choć, ku wewnętrznemu zdumieniu księżniczki, nie każdemu ten występ przypadł do gustu. Cóż, podejrzliwość leżała głęboko w naturze tego ludu, choć na szczęście większość była pod równie wielkim wrażeniem co księżniczka.
     Prawdziwie się zdziwiła w momencie, w którym mag uznał tę umiejętność za podstawową.
     — Ciekawa więc jestem, cóż jest uznawane za prawdziwą sztukę czarodziejską, jeśli tak wspaniałe czary określa pan jako postawę — odparła Lyrei, uśmiechając się zachęcająco.
     Od początku wiedziała, że towarzyszenie gościowi będzie dobrym pomysłem, lecz dopiero teraz odkryła, że u jego boku czuła się naprawdę dobrze i, przede wszystkim, swobodnie. Zastanawiała się nawet, czy czarodziej to odwzajemniał, choć nie zamierzała go o to pytać.
     Nie odezwała się także ani słowem, gdy czarodziej zaproponował, że zajmie się najpierw nawadnianiem ogrodu. Domyślając się, że zamierza rozpocząć swoją pracę natychmiast, księżniczka pokiwała gorliwie głową, a następnie odsunęła się kilka metrów, nie wiedząc dokładnie, jaką odległość mogła uznać za bezpieczną. Wielce zaciekawiona, mimowolnie parsknęła śmiechem, gdy także ogrodnicy przystanęli na moment, ze skupieniem, ciekawością i powątpiewaniem obserwując przygotowującego się do pracy czarodzieja. Ten z kolei stanął nieruchomo, zamknął oczy i… nic więcej. Lyrei zmarszczyła brwi, ponieważ liczyła na coś równie efektownego jak poprzednia sztuczka. A może on się dopiero przygotowuje? Co też on najlepszego robi, ten czarodziej?
     Po niedługim czasie okazało się, że to żadne przygotowania, a konkretne działania, których efekty można było odczuć zadziwiająco szybko. Parne powietrze, duszące ich już o tak wczesnej godzinie, jakby odpuściło, złagodniało, by po chwili zupełnie zniknąć na rzecz chłodnych podmuchów wiatru. Lyrei odetchnęła pełną piersią, rozkoszując się tym orzeźwiającym zapachem i kątem oka widziała, że podobnemu rozluźnieniu poddali się niemal wszyscy zebrani dookoła. Jednak rześkie powietrze było dopiero początkiem, ponieważ nie o parnotę tu chodziło, a o deszcz.
     Księżniczka zaśmiała się wesoło, słysząc wokół siebie głośne, pełne zdumienia i radości ochy i achy. Także i ona otworzyła szeroko oczy, z największym uwielbieniem obserwując snujące się po niebie chmury. Początkowo białe i porozrywane niczym ozdobne obłoczki, powoli łączyły się w całość, a następnie poczęły gwałtownie ciemnieć. Po kilku minutach nad ogrodami krążyły wielkie, szaro-granatowe chmurzyska o nadętych, żółtawych brzuchach, z których niemal prześwitywały całe hektolitry deszczu, który za chwilę miał opaść.
     I opadł. Wszystko wokół opętał przepiękny odgłos uderzających o ziemię i mlaskających w błocie kropel deszczu, a wokół nosów popłynęła cudowna woń świeżości. Zniknęła duchota, zniknął wszędobylski ostatnio pył. Deszcz szumiał śmiało, przykrywając swoją ciemną kurtyną wszystko, co tylko znajdowało się w jego zasięgu, a ciemne chmury, które go zrodziły, krążyły bezustannie nad zamkiem, niczym psy obronne pilnujące wskazanego terenu.
     Jednak w tym wszystkim paradoksalnie nie deszcz był najwspanialszy, a ludzie. Ludzie i ich reakcje. Lyrei raz jeszcze tego dnia roześmiała się perliście, obserwując tych przepięknie uradowanych pracowników, którzy wpatrywali się w ciemne niebo z niedowierzaniem i ogromną radością. Niejeden nawet płakał z radości, przez co krople deszczu mieszały się ze słonymi łzami.
     Księżniczka ani myślała skorzystać z rady maga i nie zamierzała się chować pod daszkiem. Zamiast tego, przemoczona już do suchej nitki, dała się porwać spontanicznej radości i zaczęła tańczyć, jak gdyby znajdowała się na najwspanialszym balu. Obrała się wokół własnej osi, ręce wyprostowała, jakby chciała nimi objąć cały świat, a głowę odrzuciła do tyłu, cały czas patrząc na cudownie granatowe niebo, mając nadzieję, że prędko nie zniknie. Chichotała za każdym razem, gdy ciężkie krople wręcz boleśnie cięły ją po twarzy, a gdy wreszcie zabrakło jej tchu, skierowała swoje roześmiane spojrzenie na maga, który stał jak gdyby nigdy nic i z łagodnym uśmiechem obserwował radość mieszkańców. Lyrei, niewiele myśląc, rzuciła się mężczyźnie na szyję, całując go w oba policzki.
     — Jest pan wspaniały! — wołała, sama poddając się łzom wyciekającym z oczu. — Wspaniały! Niesamowity! Nie wiem, jak panu dziękować! Obsypiemy pana złotem, zostanie pan bohaterem! Jest pan wspaniały! Naprawdę pan to zrobił!
     Jeszcze jakiś czas tak krzyczała, czując ogromną potrzebę uzewnętrznienia wszystkich pozytywnych emocji, jakie się w niej kłębiły. Dopiero kiedy ubrania zaczęły się lepić do jej zmarzniętego ciała, nieco się opanowała.
     — Nie moknijmy już więcej, i tak jesteśmy cali mokrzy! — zawołała, zaśmiawszy się perliście. — Zapraszam do zamku, panie, gdzie się ogrzejemy, najemy i napijemy. Ojciec mój, panujący tu miłościwie król, z pewnością zechce wysłuchać tej wspaniałej  opowieści, jak wywołał pan deszcz — coś, czego my wszyscy łaknęliśmy od całych tygodni! Potem wróci pan do pracy, jeśli pan zechce!
     I, nie czekając nawet na jego odpowiedź, pomknęła do przodu niemal w podskokach. Czuła się lekka jak piórko, nawet mimo tego, że przemoczone ubrania zaczynały na niej coraz bardziej ciążyć.
     Czuła, że mogłaby stąd odlecieć niczym mały, kolorowy motylek.
     Motylek w strugach deszczu.


Bardzo   f a j n e   O G   do fajnego pisania: tu   w a m p i r y,    a   tu     c z a r o d z i e j e 

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#14 20-05-2019 o 19h48

Straż Cienia
Mijaku
Oficer Straży
Mijaku
...
Wiadomości: 1 428

Radość księżniczki uzewnętrzniała się w każdym jej kroku. Poruszała się jak motyl, któremu niestraszne ciężkie krople spadające z nieba. Nieco chaotycznie, jednak z gracją i lekkością tańczyła w ogrodzie, powoli budzącym się do życia. Gdy jej chude ramiona otuliły moją szyję, a chłodne usta pieściły policzki poczułem, iż własne ciało mnie zdradza gdyż na twarzy wstępowały rumieńce. Nie wiedzieć czemu mimo lekkiego zakłopotania poczułem się uradowany tym nagłym wybuchem emocji, jaki zafundowała mi księżniczka. Rozsądek podpowiadał, że to nie było jej miejsce, ale serce umieściło moją rękę na drobnej talii kobiety, druga zaś odsłoniła z czoła pasma mokrych włosów. W ranach rekompensaty pozostawiłem motyli pocałunek na czole Lyrei.

- Wszystkim się tu zajmę – oświadczyłem pokrzepiająco.

Chwila mogła trwać. Nie bacząc na ogrodników wlepiających w nas zdziwione spojrzenia, było to całkiem miłe, może nawet w pewien sposób romantyczne, oczywiście w poetycki sposób, jakiż by inaczej. Mimo, mojego zamiłowania do wody i zahartowanego zdrowia, nie byłem pewien, czy księżniczka jest równie silna fizycznie. Wróciliśmy do zamku w towarzystwie strażników czekających wcześniej przed bramą do ogrodów.

     Ludzie na ulicach nieopodal zielonego serca zamku stali wpatrzeni w niebo. Woda wlewała się przez niezamknięte okiennice, lecz nikt się tym nie martwił, nie do końca nawet zauważyli nasz szybki powrót. Poprosiłem Lyrei czy moglibyśmy jak najszybciej spotkać się z królem. Bałem się, że mógł mieć zajęty harmonogram, lecz z pomocą księżniczki na pewno znajdzie dla mnie chwilę, dla mnie samego.

- Czy mógłbym prosić o przysługę – zacząłem temat, gdy znaleźliśmy się już w zamku. – Wiem, że to dość nagłe, nie uprzedzałem, jednak czy mogłabyś w moim imieniu poprosić króla o spotkanie, gdy tylko mu pasuje, lecz dzisiaj najlepiej. To zuchwałe z mojej strony, lecz do tego momentu nie zdawałem sobie sprawy z powagi sytuacji. Jeśli ten obumierający księżniczka wybaczy, ogród jest w dobrym stanie, porównując pozostałe tereny, boję się, że im dłużej będziemy zwlekać, tym mniej uda nam się uratować – czy faktycznie aż tak się tym wszystkim przejmowałem? Sam nie wiedziałem.

Gdy uzgodniliśmy wszystko z księżniczką, udałem się do mojej komnaty aby zażyć kąpieli i przebrać się w suche ubrania. Jakiś czas później usłyszałem pukanie do drzwi. Gdy otworzyłem, ujrzałem dwóch pokaźnych mężczyzn odzianych w pancerz, straż, niewątpliwie kogoś ważnego.

  - Merovech VII, król Thopis zgodził się na spotkanie. Czego na Wielkiego mistrza w bawialni – metal, w który odziane były jego usta, nieco stłumił basowy głos, lecz usłyszałem go doskonale i bezzwłocznie podążyłem za obstawą.

Pozwoliłem sobie na pozostawienie włosów rozpuszczonych, płomień pochodni wypełniających korytarze barwił je na pomarańcz i żółć. Biała, bawełniana szata do ud poruszała się wraz ze mną, a jej długie rękawy zakrywały całe moje dłonie. Czułem zafascynowane spojrzenia na plecach, były to głównie służki, gdyż nie spotkałem po drodze nikogo ważnego. Faktycznie średnio pasowałem do nieco topornego i dzikiego wystroju zamku. W tej części najwyraźniej zamkniętej dla niższych statusem ściany uginały się pod ciężarem obrazów przedstawiających bitwy i popiersia. W ich obecności, obrazów, wypchanych głów i od stóp do głów odzianych w metal strażników przypominałem raczej delikatny kwiat niż potężnego maga. Cóż, element zaskoczenia często przesądza o wygranej.
Król czekał zatopiony w wysokim fotelu ustawionym niedaleko kominka. Utrzymywał prostą postawę i spoglądał na mnie niego zadumany. Naprzeciwko stał drugi fotel, na którym niebawem zasiadłem, między nami przygotowana była partia szachów.

- Nie znam do końca kultury Mistrza, czy potrafi Mistrz grać w szachy? – Król zapytał szczerze, lecz z ogładą.

- Oh, dawno nie widziałem tej planszy – pochwyciłem piona, obracając go w dłoni. Wykonany był z jasnego drewna, wysmukły i opływowy z góry. Odstawiłem go na miejsce i zważając na to, iż postawiono przede mną białą stronę rozpocząłem, przesuwając piona dwa miejsca do przodu.  – Ostrzegam, nie będę najlepszym przeciwnikiem. Faktycznie, nie jest to popularna gra w moich stronach – zaśmiałem się, śledząc posunięcie Króla.

W trakcie gry omawialiśmy powód tego rychłego spotkania. Słońce otulone było grubymi chmurami, wciąż delikatnie padało.

- Zanim nie ujrzałem ogrodów królewskich, a później min ludzi, gdy sprowadziłem deszcz na zamek, nie zdawałem sobie do końca sprawy, jakie spustoszenie przeżywa królewska kraina, wasza Wysokość – rozpocząłem.

- Niestety tak się dzieje, co zamierzasz począć teraz, Mistrzu? – był szczerze zatroskany.

- Pragnę jak najszybciej wyruszyć w podróż, aby uleczyć ziemie należące do królestwa. Zatrzymywalibyśmy się wraz z orszakiem na kilka dni w poszczególnych miejscach, a ja sprowadzałbym na nie deszcz. Myślę, że te miejscowe załamania pogody pomogą przywrócić harmonię nad waszą krainą, wasza Wysokość. Wody znów zacznie cyrkulować – odparłem, domyślałem się bowiem, co było powodem tej suszy.

- Znów zacznie? To znaczy? – król ciągnął temat, przy okazji zdejmując z planszy mojego konia. Uśmiechnąłem się, widząc to posunięcie, faktycznie dużo brakowało mi do tutejszego oświeconego.

- Z jakiegoś, jeszcze mi nieznanego powodu, deszcze nad tą krainą ustały. Woda parowała i unosiła się do nieba jak zawsze, lecz nie skraplała się w chmurach. Gdy nadmiar wody znów się pojawi, powietrze powinno się ochłodzić, wilgotność znacznie podnieść a deszcze wrócić do normy. Podczas podróży postaram się zbadać przyczynę zatrzymania dreszczów – wystawiłem wieżę, lecz od razu rozpoznałem pułapkę zastawiona przez mojego rywala. – Oh, to był błąd.

- Zaiste był. Potrzebny więc będzie Mistrzowi powóz oraz straż. Zapas żywności, nie wiadomo, ile do zaoferowania będą mieli ludzie – król skupił się na materialnej stronie wyprawy.

- Owszem, jednak poprosiłem waszą Wysokość o prywatne spotkanie z jednego powodu. Pragnąłbym kogoś, kto zna tę krainę. Zdaję sobie sprawę, że wszelacy strażnicy są niezwykle umiejętni, oraz iż wasz kraj posiada z pewnością utalentowanych nawigatorów, lecz potrzebowałbym też kogoś, kto wprowadzi mnie w łaski, kogoś, kogo lud uwielbia. Z całym szacunkiem, nie pragnę nikogo obrazić, miałbym też skromną prośbę o kogoś, kto nie będzie traktował mnie jako wroga, a tym bardziej jako boga – to mówiąc, miałem na myśli oczywiście doradców, których spotkałem na uczcie.

Król zdawał się rozumieć moje intencje.

- Przedyskutuję tę sprawę z moimi doradcami, jednak rozumiem powagę. Decyzja ogłoszona zostanie na dzisiejszej uczcie. Szach mat – spojrzałem na planszę, w tej rozgrywce byłem bez wyboru.
Położyłem mojego białego króla i uśmiechnąłem się do tego właściwego.

- Gratuluję genialnych posunięć.

Druga rozgrywka jednak dopiero się zaczynała.


https://i.imgur.com/1EogxEa.gif

Offline

#15 06-06-2019 o 22h56

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 22 588

..............................................................https://i.imgur.com/G7XEzyg.png
     Lyrei wprost uwielbiała wszelkiego rodzaju uczty. Uczty, bale, przyjęcia, zabawy, festyny i zjazdy — to wszystko napawało ją ogromną ekscytacją, a rumieńce wraz z szerokim uśmiechem natychmiast wstępowały na jej śliczną twarzyczkę, gdy księżniczka choćby pomyślała o zbliżających się tańcach, oraz — jakżeby inaczej — istnej rewii mody, jaka miała powstać na sali balowej.
     Wieść o uczcie mocno ją zaskoczyła i to był akurat ten element, z którego nie była zadowolona. Choć ojciec starał się wychować córkę na kobietę empatyczną, kochającą i dobrą, powstrzymując ją tym samym od haniebnych występków, podłego traktowania i wykorzystania służby czy chwalenia się innym swoim majątkiem, Lyrei, bądź co bądź, pozostawała księżniczką. Księżniczki, w jej mniemaniu, uchodziły za jedne z najważniejszych person na dworze. W związku z tym koniecznie musiały wiedzieć o wszystkim, i to nie tylko o pałacowych plotkach. Dlatego Lyrei poczuła się lekko zawiedziona, gdy zrozumiała, że ojciec ukrył przed nią informację o balu. Z całą pewnością planował ją od bardzo dawna, ponieważ jeszcze dzień wcześniej nikt o niczym wiedział, a dziś Wielka Sala lśniła złotem niczym największe i najwspanialsze bogactwo świata. Kolumny, tkane złotymi nićmi, wspinały się aż pod sam dach wypełniony najcudowniejszymi ornamentami, przez co wyglądało to tak, jakby filaru nie pootrzymywały tylko dachu, ale wręcz całe jaśniejące niebo. Stoliki szorowano tak, aby lśniły czystością, służba krzątała się nerwowo, doprowadzając każdy najmniejszy szczegół do perfekcji, a orkiestra przygotowywała się do wielkiego przedstawienia. Gdzieś między tym całym zgiełkiem znajdował się jaśnie panujący władca tych ziem.
     — Ojcze — zawołała z oddali, doskonale wiedząc, że krzątająca się wokół służba zwolni swoje ruchy i zamilknie tylko po to, by król zdołał usłyszeć głos swojej córki.
     Ta, nie zważając na służących pracujących dookoła, popędziła w stronę ojca, lekko marszcząc brwi. Bardzo nie lubiła być poinformowana, co koniecznie musiała mu uświadomić.
     — Moje drogie dziecko — ucieszył się król, uśmiechając się szeroko. — I jak ci się podoba? — spytał, z dumą rozglądając się dookoła. — Wygląda imponująco, czyż nie?
     — Dlaczego o niczym mi nie powiedziałeś? — zaatakowała. Księżniczka bardzo rzadko podnosiła głos, a jeszcze rzadziej się gniewała. Zazwyczaj było to słodkie dziecko z głową w chmurach, lecz cały dwór wiedział, że gdy już to dziecię zejdzie na ziemię, tupie po niej twardo.
     Niestety, ku jej pogłębiającemu się niezadowoleniu, król nie sprawiał wrażenia przejętego. Zamiast tego pochylił się ku niej znacząco, jakby właśnie zamierzał jej wyjawić największy sekret świata.
     — To miała być niespodzianka — wyjaśnił ściszonym głosem. — W końcu musimy jakoś godnie przywitać naszego gościa. A teraz, kiedy tak szybko ujrzeliśmy efekty jego działań, ten bal będzie nie tylko powitaniem, ale i podziękowaniem, a przede wszystkim wyrazem głębokiego szacunku i okazaniem wielkiego zaufania.
     Król znowu się wyprostował, przez co znowu wyglądał nie jak jej radosny ojciec, ale mądry i dumny władca.
     — Pragniemy zatrzeć rysę waśni, jaka przez lata istniała na naszych relacjach z czarodziejami. I w związku z tym, właśnie dzisiaj, uroczyście, zamierzam ogłosić pewną informację. Kwestię najwyższej wagi.
     — Co za kwestię…
     Król uśmiechnął się szeroko, lecz Lyrei błyskawicznie dostrzegła w jego oczach charakterystyczny blask, który miał dar natychmiastowego ucinania wszelkich dyskusji. W związku z tym Lyrei, choć bardzo z tego powodu niezadowolona, musiała ustąpić.
     — No już — popędził ją ojciec — biegnij, moje dziecko, do swoich komnat. Musisz się przygotować na bal!
     — Krawcowe nie zdołają uszyć mi sukni w kilka godzin — zauważyła, nadal lekko naburmuszona.
     — Jestem pewien, że w szafie znajdziesz wiele kreacji, których nigdy nie założyłaś. Ach, i jeszcze jedno! — zakrzyknął, jakby dopiero sobie przypomniał o czymś nadzwyczajnie ważnym. — Uśmiechnij się słodko do sir Eugara. Myślę, że będzie wysoce rad z twojego towarzystwa.
     Ojciec puścił jej oczko, a Lyrei wprost musiała się uśmiechnąć. Dobrze ją znał i nie pomylił się w żadnej kwestii: ani w przypadku sukien, których rzeczywiście miała mnóstwo, ani w wyborze partnera. Sir Eugar d’Arhai pochodził ze sławnego i bardzo dumnego rodu. Większość mężczyzn z tym nazwiskiem wysławiła się jako dzielni rycerze i wojownicy, damy zaś, niezwykle piękne, wychodziły za największych lordów w kraju. Sir Eugar także wpisał się do tej wspaniałej rodzinnej tradycji, kiedy dwa lata został pasowany na rycerza i podkomendnego Głównego Dowódcy Gwardii Królewskiej. Dwudziestoczteroletni młodzian nie tylko aspiracje przejął po rodzie, ale także zniewalający wygląd: wysoki, muskularny, choć i bez przesady, o wyraźnych rysach twarzy, niby wyciosanych dłutem przez samych bogów, migdałowych, liliowych oczach i szerokim, nonszalanckim uśmiechu, doprowadzał do omdleń i niekontrolowanych chichotów większość panien na dworze. Lyrei nie była pod tym względem inna: gdy była malutką dziewczynką, podkochiwała się w rycerzu. Z czasem ta nieco zbyt silna fascynacja ustała, lecz nadal go podziwiała i niezwykle się cieszyła, mogąc spędzać wolny czas w jego towarzystwie.
     Stąd też Lyrei niezwykle się ucieszyła, gdy sir Eugar oznajmił, że będzie nad wyraz zaszczycony, mogąc towarzyszyć jej na balu. Muskając przy tym delikatnie jej dłoń, nie spuszczał z niej swoich pięknych oczu, czym sprawił, że księżniczce zmiękły nogi.
     Już nie mogła się doczekać tego wieczoru.
     Znalezienie odpowiedniej kreacji nie było prostą sprawą i nawet cztery służki przez jakiś czas spierały się, która suknia najlepiej trafi w ton uroczystości. Ostatecznie padło na kremową, bardzo prostą suknię o średniogłębokim, ozdobionym delikatną koroną dekolcie. Jej syreni fason idealnie spływał po talii, biodrach i udach, znakomicie podkreślając jej kobiece kształty, a zadziorne rozdarcie po lewej stronie, biegnące od kolana w dół, miało zapewnić jej niegasnące zainteresowanie. Jej białe włosy ułożono z tyłu głowy w bardzo szeroki, choć płaski kok, w który wpięto kilka młodych kwiatów konwalii. Perfumy tego samego zapachu miały dopełnić całość i właśnie wtedy księżniczka poczuła, że jest gotowa.
     Jej towarzysz, tak samo szarmancki i przystojny jak zawsze, czekał na nią tuż pod jej komnatą. Uśmiechając się wdzięcznie, pozwoliła ująć delikatnie swoją dłoń i poprowadzić się ku Wielkiej Sali, do której wartkim i kolorowym strumykiem wlewali się kolejni goście. Według zakurzonych zasad, księżniczka powinna poczekać na koniec z prezentacją, lecz na szczęście mało kto już zwracał na to uwagę, a ona była zbyt niecierpliwa, by zwlekać, dlatego tym razem to ona pociągnęła rycerza za sobą, wyraźnie sugerując, że to czas, by wejść do środka.
     Uwielbiała moment, w którym wszystkie oczy zwracały się tylko ku niej. Herold głośno oznajmił jej przybycie, perfekcyjnie recytując wszystkie jej imiona i tytuły, co tylko powiększyło ciekawość gości, a następnie wzmogło ich zachwyt nad pięknem księżniczki. Ta, uśmiechnięta dumnie, spływała z gracją po schodach, wciąż uczepiona ramienia równie pewnego siebie i uśmiechniętego sir Eugara. Bez trudu dostrzegała wokół siebie znajome twarze najważniejszych szlachciców i polityków, lecz przede wszystkim wreszcie dostrzegła swojego ojca, zasiadającego już na swoim zaszczytnym miejscu i czekający, aż wszyscy goście się zbiorą, by wstać i oficjalnie ich powitać. Księżniczka miała obowiązek towarzyszyć mu w podobnych grzecznościach, zwłaszcza że jego żona, a jej matka zmarła wiele lat temu. Tym samym Lyrei, chcąc nie chcąc, musiała przejąć wiele jej obowiązków, zwłaszcza tych dotyczących oficjalnych spotkań.
     Przywitawszy cię cicho z ojcem, rozejrzała się z ciekawością po sali. Dziwiła się, że nigdzie nie mogła dostrzec honorowego gościa: czarodzieja. Nie sądziła, by odmówił przybycia na tak ważne spotkanie, a już na pewno nie splunąłby na honor i, mimo przyjęcia zaproszenia, nie przyszedłby do sali o wskazanej porze. Lyrei czuła nawet lekki niepokój, choć, zerknąwszy kątem oka na ojca, ten wydawał się całkowicie spokojny i odprężony. Wiedziała, że powinna pójść za jego przykładem, lecz dziwny, niezrozumiały lęk cały czas zatruwał jej serce.
     Aż wreszcie go zobaczyła.
     Przybył.


Bardzo   f a j n e   O G   do fajnego pisania: tu   w a m p i r y,    a   tu     c z a r o d z i e j e 

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#16 04-07-2019 o 22h40

Straż Cienia
Mijaku
Oficer Straży
Mijaku
...
Wiadomości: 1 428

Kolejnego dnia o poranku udałem się do ogrodów, aby raz jeszcze zapewnić rośliną błogie deszcze. Po śniadaniu, które spożyłem sam w altanie, otoczony służbą stojącą w odpowiedniej dla swojego i moje komfortu odległości ponownie zasiadłem do medytacji. Tym razem jednak korciła mnie pewna myśl. Spojrzałem w górze, na niebo zasnute ciężkimi chmurami. Ich nabrzmiałe, kłębiaste ciała raz po raz roniły deszczowe łzy, tak upragnione i tak ukochane przez stworzenia żyjące tu, na ziemi, że wydawało się, jakby sami bogowie zasiadali na nieboskłonie, pławiąc się w zachwycie swego ludu.
Myśl owa towarzyszyła mi do obiadu, a następnie do wieczornej medytacji, która zakończyć się miała lada chwila. Poinformowany zostałem o godzinie i miejscu balu. Służba zaproponowała mi przygotowanie stroju, lecz poprosiłem ich jedynie o odświeżenie jednej z szat, którą przywiozłem ze sobą. Na tę okazję wybrałem strój uszyty przez dumne kobiety mego rodu. Każdy jej ścieg był idealny, w przeciwnym razie byłaby nie do przyjęcie, tak przynajmniej mówiła tradycja, której te akurat kobiety trzymały się kurczowo.
Raz ostatni spojrzałem na ciemniejące niebo. Delikatny deszcz wciąż sączył się spod gwiazd. Moje skupienie na balu spadnie z pewnością do poziomu zera, przynajmniej te związane z magią postanowiłem więc przedłużyć nieco opady, aby następnego dnia świat obudził się świeży i rześki.
Niska służąca o słonecznych lokach prosiła mnie już cicho o udanie się do komnat w celu przygotowania się na ucztę, lecz oddaliłem ją machnięciem ręki, oznajmiając, że zjawię się za chwilę. Za plecami usłyszałem cichy pomruk. Emrakul patrzyła na mnie zaciekawiona, wyczuwając moje intencję. Ucieszyłem się z jej obecności, często medytowałem razem ze swoich duchowym zwierzęciem.
Zająłem miejsce na wilgotnej trawie, a suczka położyła się za moimi plecami, kładąc głowę na łapach, otulając mój krzyż swoim miękkim ciałem. Sięgnąłem myślami głęboko w istotę swojej magii, w morze, strumień, chmurę, pojedynczą kroplę. Deszcz wzmorzył swój żywot nad zamkiem, lecz nie to było moim celem. Czułem go blisko, niemal na wyciągnięcie ręki, jednak umykał mi gdzieś, gdzie nie potrafiłem go jeszcze złapać.
Wstałem zniechęcony i udałem się do swojej komnaty, zatopiony w myślach o tej jednej, specjalnej rzeczy.

Ubierałem się nieświadomie. Czarna koszula z golfem podkreślała moją długą szyję i dosyć szerokie barki. Brakowało mi nieco mięśni, przynajmniej w porównaniu z tutejszymi mężczyznami. To pokazywało jak skrajnie różne cele nam przyświecały. Czarne, lniane, dopasowane spodnie otulały moje smukłe nogi. Na górę zarzuciłem delikatną, białą szatę wypełnioną niebieskimi kwiatami, pąkami i ich płatkami tańczącymi na wietrze. Przewiązałem się pasem, spiąłem śnieżne włosy w wysoki kucyk, pozwalając im spływać po plecach i wpół świadom udałem się za służącą, samotnie do sali balowej.
Byłem już tak blisko celu, czy przystoi sięgać po niego teraz? Nie wiem, lecz nie potrafiłem oprzeć się pokusie. To mógłby, to będzie duży krok, przełom w mojej sztuce i umiejętnościach. Drzwi sali otworzyły się i oblało mnie jaskrawe, żółte światło miliona świec.
Wygłoszono moje egzotyczne tytuły i... oczekiwano aż przywitam się oficjalnie skinieniem, aż zejdę po schodach i udam się w stronę króla, ale ja stałem. Uniosłem głowę w górę, ponieważ oto była, złapałem ją, udało mi się, nadeszła na moje życzenie.
Jasna błyskawica przeszyła niebo po wschodniej stronie sali, rozświetlając noc na ułamek sekundy. Zaraz za nią echem poniósł się grzmot. Sala ucichła, domyślam się, iż takiej burzy nie widziano tu dawno. Nie była niebezpieczna dla okolicznych wiosek, ponieważ skupiła się na zamku, jednak rozrywające noc pioruny ciosały chmury,  których wylewał się deszcz. Pobliskie rzeki powinny podnieść się przez noc, wracając choćby w połowie do swojego pierwotnego stanu a wszechobecny pył zmyje świeży deszcz.
Odetchnąłem nieco, skinąłem głową i wyrwałem się z medytacji. Burza, choć obecna nieco ucichła, gdyż nie podsycałem jej już swoją magią, lecz z pewnością będzie nam towarzyszyła jeszcze przez jakiś czas.
Na tle gości wyglądałem bardzo inaczej. Zarówno wzory jak i kroje były obce. Skinąłem głową w wyrazach szacunku siedzącym przy stole królewskim gościom i sam zająłem wyznaczone mi miejsce niedaleko księżniczki i króla, widoczny dla gości, w zasięgu głosu królewskiej pary.
Miejsce koło Lyrei zajmował muskularny młodzieniec, który przyglądał mi się nieco, z wzajemnością. Goście również byli zainteresowani, nie wiem jednak czym bardziej, burzą, czy moją osobą.

Ostatnio zmieniony przez Mijaku (04-07-2019 o 22h40)


https://i.imgur.com/1EogxEa.gif

Offline

#17 14-07-2019 o 19h31

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 22 588

..............................................................https://i.imgur.com/G7XEzyg.png
     Wiedziała, że wszyscy zebrani na sali czekali tylko na niego. Wszak bal został zorganizowany między innymi właśnie na cześć gościa, aby go godnie powitać i zaprezentować swoje pełne zaufanie. Zaprezentować zakopanie topora wojennego i udowodnienie, że mieszkańcy Thopis zapomnieli o dawnych krzywdach wyrządzonych im przez czarodziejów i traktują pana Sayę z rodu Nihiri jak przyjaciela. Właśnie dlatego wszystko musiało ociekać złotem i diamentami; dlatego wszystkie stoły były suto zastawione najwytworniejszymi potrawami, dlatego wyciągnięto z piwnic wina o najlepszych rocznikach i to dlatego wynajęto muzyków będących mistrzami w swoim fachu.
     Król postanowił ugościć czarodzieja najlepiej, jak tylko potrafił, mając nadzieję, że to go zachęci do niesienia pomocy. Nie
spodziewał się, że ta pomoc nadejdzie aż tak szybko.
     Wieść o porannym deszczu nad ogrodami błyskawicznie obiegła całe królestwo, dzięki czemu o magu mówiono w samych superlatywach. W ciągu tego jednego dnia powstał nawet mały kult czarodzieja, dzięki któremu małe dzieci urywały z uschniętych drzew gałązki i wymachiwały nimi, wykrzykując wymyślne zaklęcia, starcy grający w szachy z podziwem prześcigali się w opowieściach o sprowadzeniu deszczu, a młode panny ukradkiem śledziły przybysza, wzdychając nad jego urodą i umiejętnościami. I to właśnie dlatego tym balem żyła cała stolica, a wieść o nim poniosła się po całym kraju.
     Dlatego, kiedy tylko czarodziej wszedł na salę, wszystkie oczy natychmiast zwrócono ku niemu. Także księżniczka, nerwowo oczekująca tej chwili, wygięła się do przodu, by lepiej widzieć lekko stąpającego po schodach maga. Jej uwagę odwróciła błyskawica, tak nagle przecinająca swym blaskiem czarne niebo. Wszyscy zebrani jak jeden mąż odwrócili głowy, ktoś z tyłu nawet krzyknął, kilka panien pisnęło lękliwie. A potem nastała cisza. Trwała tylko chwilkę, lecz było w niej coś równie elektryzującego co w tej błyskawicy, która dla wielu była symbolem ratunku. I gdy ta cisza osiadła, łagodząc napięcie, całe ogromne pomieszczenie wypełnił odgłos łagodnych, choć stanowczych oklasków. Goście, spoglądający z największym szacunkiem na czarodzieja, kłaniali mu się, gdy ich mijał i nawet sam król podszedł bliżej, by przyspieszyć to spotkanie. Gdy wreszcie ta chwila nadeszła, król, zamiast uroczyście uścisnąć mu dłoń, objął go ramionami niczym przyjaciela, okazując tym samym największy szacunek. I wtem jak na znak wszyscy zebrani w sali uklękli na jedno kolano, a król wysunął się do przodu, gotowy do przemowy.
     — Najmilsi! — zakrzyknął. Zawsze zwracał się w ten sposób do poddanych, co jedni uznawali za znak, że traktuje ich jak równych sobie, a inni uważali, że taka beztroska nie przystoi monarsze. — Kiedy królestwo obiegła wieść, że na nasz dwór wkrótce przybędzie mag z dalekich krajów, wielu z was miało nietęgie miny. Wielu z was przypomniało sobie o zamierzchłych i jakże nieaktualnych czasach, w których czarodzieje nie byle tu mile widziani. I wielu z was nie wierzyło także, że jeden człowiek zdoła uchronić nasze ziemie przed pożerającą plony suszą. Ta susza, napawająca nas zgrozą, wysuszyła także nasze dusze, wyzbywając się wszelkiej nadziei. Lecz właśnie wtedy — król podniósł głos — przybył do nas Mistrz Saya z rodu Nihiri! Przybył do nas, by wlać w nasze ziemie nowe życie. I tak właśnie zrobił! Już wczoraj na nasze święte ogrody spadł pierwszy od miesięcy, błogosławiony deszcz! Już teraz jesteśmy nieskończenie wdzięczni naszemu gościowi, zwłaszcza że, jak zapewnia, to nie koniec. Mistrz Saya pokazał nam, jak wiele potrafi i ja ogromne są jego możliwości. Dlatego przywitajmy go najlepiej, jak potrafimy i uchylmy mu nieba, ponieważ nikt tak na to nie zasługuje jak on. Wypijmy toast! Za zdrowie Mistrza Sayi!
     Po sali rozległ się chór toastujących gości, w napięciu czekający na choć kilka słów ze strony gościa. Księżniczka też była bardzo ciekawa, co powie. A może nic nie powie? Co zrobi, a czego nie zrobi? Lyrei uważnie mu się przyglądała i czekała. Co teraz zrobi? Co trraz zrobi?
     Co teraz zrobi?


Bardzo   f a j n e   O G   do fajnego pisania: tu   w a m p i r y,    a   tu     c z a r o d z i e j e 

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#18 26-07-2019 o 20h24

Straż Cienia
Mijaku
Oficer Straży
Mijaku
...
Wiadomości: 1 428

Otwartość króla była... zaskakująco przyjemna. Poczucie bycia potrzebnym, chwalonym i akceptowanym to nie coś, co często się czuje, przebywając na ziemiach magów wody, a szczególnie w świątyniach. Powściągliwość i małostkowość moich rodaków tak bardzo różniła się od postawy zwykłych ludzi, że poczułem się nieco wyizolowany. To uczucie jednak szybko minęło, gdy zobaczyłem klękających ludzi. Owszem, ukłony i padanie na ziemie nie było mi obce, jednak ten wyraz szacunku różnił się od tego, którym obdarzano mnie w rodzimych stronach. Te zgięte kolana i pochylone głowy wyrażały szacunek i pochwałę, nie strach. Mimo iż chciałem zachować należytą powagę, co przychodziło mi coraz trudniej, kąciki ust załamały mi się w ciepłym uśmiechu. Odwróciłem się w stronę poddanych króla, którzy teraz wlepiali we mnie oczy.

- Odważni rycerze, przepiękne damy, starszyzno, księżniczko, królu, zebrani, chciałbym wyrazić najgłębszy szacunek za to niesamowite powitanie i ciepłe przyjęcie. Muszę przyznać, iż lękałem się z lekka spotkania z ludźmi, z którymi od tak dawna toczyliśmy spory. Teraz jednak widzę, że tak jak po tych ziemiach krążyły legendy o niosących zgubę magach, tak w mich ojczystych stronach nieprawdą okazały się opowieści o odzianych w stal mężczyznach wybijających magicznych i niemagicznych, plamiących ostrza krwią. Nie zaprzeczam, iż dawniej tak nie było, lecz teraz wszyscy powinni przejrzeć i zdać sobie sprawę, że nastała nowa era, era dobrobytu i przyjaźni. Dziękuję i proszę, miejcie mnie w opiece — to mówiąc, ukłoniłem się do pasa w stronę ludu, a następnie do majestatu jego wysokości i księżniczki.

Gdy zasiedliśmy przy stole biesiadnym, zająłem miejsce obok króla, po drugiej stronie usytuowano Lyrei i jej towarzysza, o który jeszcze nie było mi wiadomo.

- Dziękuję za takie powitanie, to dla mnie zaszczyt — jeszcze raz wyraziłem szacunek dla króla i jego balu. - Od pewnego czasu zastanawiam się, co wywołało tę suszę, jednak nie jestem nawet blisko odpowiedzi — byłem szczery, gdyż uznałem, że lepiej zaskarbić sobie ufność króla niż odwrotnie. - Wracając do naszej poprzedniej rozmowy, czy wybrał już król kogoś dogodnego do podróży?

Być może ostatnią część wypowiedziałem nieco głośniej, być może pod konkretnym pretekstem i być może tym pretekstem była księżniczka Lyrei.


https://i.imgur.com/1EogxEa.gif

Offline

#19 05-08-2019 o 13h02

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 22 588

..............................................................https://i.imgur.com/G7XEzyg.png
     Lyrei ucieszyła się, że te całe ceremonialne wymiany grzeczności zostały zakończone i zarówno król, jak i mag, powiedzieli już wszystko, co mieli oficjalnie do przekazania. Ucieszyła się jeszcze bardziej, kiedy usadzono czarodzieja naprzeciwko niej, dzięki czemu z największym skupieniem mogła obserwować jego zachowanie, mimikę, gesty. Mogła obserwować, jak niedawny, delikatny, jakby nieco wstrzymywany uśmiech pomału niknie, a na jego bladej, szczupłej twarzy pojawia się wyraz największego skupienia, powagi i… rozczarowania. Przez moment Lyrei poczuła lęk na myśl, że to przez bal, króla, lub — co gorsza — przez nią. Poczuła niemałą ulgę, kiedy mistrz Saya wyznał odrobinę sfrustrowanym tonem, że nadal nie zna przyczyny tej gwałtownej i śmiercionośnej suszy. Księżniczce cieplej zrobiło się na sercu, gdy pomyślała, że ten człowiek naprawdę bardzo się zmartwił losem mieszkających tu ludzi. Właśnie dlatego wbiła w niego uporczywe, choć jednocześnie łagodne spojrzenie, zamachała zalotnie rzęsami, po czym posłała mu uśmiech. Chciała w ten sposób okazać swoją wdzięczność… choć miała nadzieję, że będzie miała jeszcze okazję to zrobić, i to niekoniecznie mimiką.
     — Och, mój drogi, nowy przyjacielu — odezwał się wesoło król — wszak jesteś tu dopiero od paru dni, a już zdołałeś nam ogromnie pomóc, zsyłając deszcz na nasze święte ogrody! Już za to jesteśmy ci ogromnie wdzięczni, ponieważ nawet w najśmielszych snach nie sądziliśmy, że jakiekolwiek efekty nadejdą tak szybko! Dlatego nie obawiaj się, mistrzu. My, lud Thopis, w pełni ci ufamy i wierzymy w twoją mądrość.
     — Po tym, jak sprowadziłeś deszcz na święte ogrody — odezwała się słodkim głosem księżniczka — nasz lud uznał cię za naszego zbawcę. Ja również tak uważam.
     Bardzo zaciekawiła ją kwestia podróży, którą mistrz Saya miał poruszać z jej ojcem. O niczym takim nie słyszała, a Lyrei bardzo nie lubiła, gdy coś przemyka koło jej ucha, dlatego ostentacyjnie pochyliła się nad stołem, wpatrując się to w króla, to w maga.
     — O jaki wyjazd chodzi? — spytała niewinnie. — Czyżbyś już chciał nas opuścić, mistrzu? 
     — Nie obawiaj się, moje dziecko! — odparł dziarsko król. — I owszem, mistrzu, rozmawiałem o tym z moimi doradcami. Uznaliśmy, że przyznamy ci sztab złożony z moich najlepszych geografów. Doskonale znają te tereny, a dodatkowo są wyszkoleni w wielu dziedzinach, między innymi w ziołolecznictwie i ogrodnictwie. Jestem pewien, że doskonale będą ci służyć.


Bardzo   f a j n e   O G   do fajnego pisania: tu   w a m p i r y,    a   tu     c z a r o d z i e j e 

https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1