Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3

#26 31-03-2019 o 22h54

Straż Obsydianu
Tama
Szeregowiec
Tama
...
Wiadomości: 125

TM-2003

- To prawda, że jesteś zmutowanym człowiekiem? - zapytała bez pardonu nieznajoma. TM-2003 uśmiechnęła się szerzej.
- Wolę się nazywać - ulepszonym człowiekiem -   rzuciła przelotne spojrzenie doktorowi, któremu serce omal nie wyskoczyło z piersi. Co prawda, jej nowa „właścicielka” mogła ukarać dziewczynę za tak śmiałe słowa, ale widok bezradnego Murphego wynagradzał jej potencjalną karę. Jej odpowiedź była szczera. Miała wrażenie, że ludzie bez jej wzroku w pewien sposób coś tracą.
- Nazywam się Maeve Stuart – Wishniewsky - Kobieta wyciągnęła do TM dłoń. Dziewczyna zamarła. Co powinna zrobić? Widywała taki gest u lekarzy i pracowników stacji, ale ona była obiektem. Nie spodziewała się otrzymać cudzej dłoni od kogoś ze statusem Maeve. Niepewnie odwzajemniła uścisk i spojrzała w jej gałki oczne. To może być ciekawe… pomyślała mrużąc oczy i uśmiechając się do siebie.
-  Znajomi mówią mi Mewa. Na ogół ten rzeczownik to nazwa gatunku ptaków, żyjącego głównie nad morzem. Widziałaś kiedyś mewę na hologramie? Nie są to najpiękniejsze ptaki, pawie są zdecydowanie piękniejsze, ale mają swój urok - przedstawiła się Mewa, a TM słuchała każdego jej słowa z zaciekawieniem.
Co znaczy, że pawie są piękne? Dla TM piękni ludzie nie mieli miażdżycy i nadmiernej tkanki tłuszczowej. Pawie nie mają nadmiernej tkanki tłuszczowej?
- Nie, nigdy nie widziałam mew, ani żadnego hologramu… - podrapała się po głowie. Maszyny wyświetlające hologramy wydzielały ciepło, ale same hologramy były wyłącznie wiązkami światła - Na pewno są piękne, Pani Mewo. Być może uda nam się je zobaczyć na Ziemi - starała się używać zwrotów grzecznościowych, by nie wykopać swojego grobu zbyt szybko.
-Zostałam wysłana na misję jako specjalista od języków i prawdopodobnie będę pełniła rolę tłumacza. A Ciebie, dlaczego wybrano, na moją ochronę? - zadała kolejne pytanie Mewa.
Specjalista od języków… tak? To znaczy, że nie umie walczyć. TM zastanowiła się przez chwile, po czym wybuchnęła śmiechem.
- Nie mam zielonego pojęcia - przyznała TM – 2003, łącząc ze sobą fakty - Musisz wiedzieć Pani, że mam zerowe doświadczenie bojowe.
Co prawda wiedziała do czego służy pistolet i kilka razy miała go w dłoniach, ale z pewnością nie była w tym dobra. Czy doktor i jego przełożeni właśnie wysłali oboje na śmierć?
Zanim Mewa zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, albo wyjść z pomieszczenia, przy TM błyskawicznie pojawił się Murphy.
- Fakt, umiejętności bojowe obiektu o numerze TM – 2003 pozostawiają wiele życzenia. Mieliśmy ograniczony zasób czasu, dlatego mogliśmy doszlifować wyłącznie jedną umiejętność. Ja oraz mój oddział postanowiliśmy postawić na zapobieganie, niżeli samą walkę. Wykalkulowaliśmy, że szansę na wygraną w starciu wyćwiczonego w boju obiektu wynoszą 1-3. Dlatego nauczyliśmy eksperyment z łatwością dostrzegać potencjalne zagrożenia na ziemi nawet z dalekiej odległości. Dzięki temu unikniecie starć. Zapewniam cię Panno Wishiniewsky, pod ochroną mojego obiektu będziesz najbezpieczniejsza.
Doktor przedstawił ją prawie tak dobrze, jak stara pielęgniarka Betty przedstawiała swojego niezamężnego syna co ładniejszym asystentką Murphego. Ale miał zasadniczą rację. Potrafiła to zrobić. Doktor przez miesiąc kazał jej obserwować jaszczurki.
- Jeżeli chodzi o dopasowanie… - zaczął Murphy - Uznaliśmy, że termowzrok pomoże Ci rozszyfrować znaczenie słów. TM – 2003 potrafi zauważyć przyśpieszone bicie serca, co może naprowadzić cię na zabarwienie rozmowy.
TM nawet na to nie wpadła, ale faktycznie mogło się to okazać przydatne.  Gdy podniosła spojrzenie, dojrzała, że doktor nareszcie się uspokoił, a Mewa wciąż się jej przyglądała.
- Czyli od teraz mam cię chronić? Od tego momentu wszędzie chodzimy razem? - zapytała splatając dłonie.
- Od momentu wylotu – warknął Murphy – i nie odzywaj się nie pytana.
Dziewczyna zamarła. Ośmieliła się na taką odwagę, bo miała nadzieje już nigdy nie zobaczyć Murphego. Wolała nie myśleć co może ją teraz czekać …
- Byłbym zapomniał Panno Meave - doktor wyjął z kieszeni niewielkie urządzenie – pilot - to uruchomi jej obroże. Na wszelki wypadek proszę go mieć przy sobie - powiedział wręczając urządzenie.
TM – 2003 dotknęła palcami obręczy na własnej szyi. Pod tym kontem nie mogła jej zobaczyć. Nie była do końca pewna, dlaczego postanowili ją jej założyć. W gruncie rzeczy nie była zabójczą bronią, tak jak pozostałe eksperymenty. Może chcą się upewnić, że nie zdezerteruje…

Ostatnio zmieniony przez Tama (31-03-2019 o 22h57)


„Życie ponad śmiercią. Siła ponad słabością. Podróż ponad celem.”

https://orig00.deviantart.net/ecb1/f/2016/269/a/1/air_potion_by_planet_spatulon-daiwvca.gif

Offline

#27 02-04-2019 o 23h02

Straż Cienia
Acerola
Akolita Jednorożców
Acerola
...
Wiadomości: 365

Z  W  ―  1  9  0  5

          Eliza nie wydaje się specjalnie zadowolona z tego, że musi być tu, gdzie jest. Z drugiej strony ZW odnosi wrażenie, że w ogóle się... Cóż, nie wydaje. Zdecydowanie zbyt wygodnie poczuł się z otwartością swojej opiekunki. Nie wszyscy ludzie byli tacy, jak ona. Mimo tego chłopak nie rezygnuje z uśmiechu i rozluźnionej postury. Do wszystkich da się dotrzeć ciepłem, twierdziła Francisca. A on miał go w sobie więcej, niż ktokolwiek - w przenośni i dosłownie. Niestety kobieta pozostaje niewzruszona, jej ton monotonny, choć nie nieprzyjemny, gdy tłumaczy kwestię przydzielonej im misji. Ku jego zdumieniu, okazuje się wiedzieć niewiele więcej niż on sam. Jako żywa tarcza nie musiał wiedzieć więcej, niż to konieczne, ale żeby nie wtajemniczyć medyczki w szczeóły programu? Mogła niby kłamać. Wolał nie zakładać z góry takiej opcji, bo zaufanie było we współpracy kluczowe. Zresztą, nie widziałby w tym żadnego sensu.
          Wzdycha ciężko, gdy zostaje zapytany o możliwość prezentacji swoich umiejętności. Oczywiście, może ją zaprezentować, ale przygryza lekko wnętrze policzka, zastanawiając się po co. Nie była ona w żaden sposób fascynująca, ani nawet przydatna. Mógł co najwyżej posłużyć komuś za okład na opuchliznę, jak kiedyś uczynił dla TS, lub ciepłą, niechcianą poduszkę dla KM. To granice jego możliwości - powtarza sobie i choć wie, że łże, kłamstwo to trochę go uspokaja. Po chwili ciszy, ostrożnie wyciąga przed siebie dłoń. Każdy jego ruch, każde najmniejsze drgnięcie palców jest bardzo spokojne w obawie przed spłoszeniem Elizy. Spodziewa się po niej najwyższej przezorności, a nie ma ochoty przypomnieć sobie działania obroży. Wreszcie jego lodowate opuszki stykają się z czubkiem jej nosa i pozostają tam na dłuższą chwilę. Czuje, jak krążąca w żyłach krew powoli rozgrzewa całe ciało od nowa, dobija do naturalnie ludzkiej temperatury, po czym w ogromnym tempie przekracza ją o kilkanaście - może nawet kilkadziesiąt - stopni. Nic w wyglądzie, ani tym wiecznie spokojnym uśmiechu i zmrużonych oczach do granicy niewidocznych tęczówek się nie zmienia.
- To wszystko - oznajmia wreszcie, oddalając rękę aby wzruszyć ramionami. Było dokładnie tak, jak powiedział. Nic ciekawego.
          Jego powieki swędzą nieznośnie. Okrutny, znajomy świeżb doprowadza go do szału, ale wie, że nie może sobie pozwolić na zbyt wiele w obecności kobiety. Modli się po cichu, żeby wyszła - już, teraz. Nie chce widzieć rozczarowania na jej twarzy kiedy zrozumie jak bezużytecznego otrzymała partnera. Nie chce widzieć jak myśli o tym, że mogła trafić na ciekawszy eksperyment. Nie chce, żeby zapach kobiecych perfum na dłużej utrzymał się w małym, odizolowanym pomieszczeniu. I jakakolwiek opatrzność przygląda się mu z góry, zsyła swoje błogosławieństwo w porę. Drzwi pokoju otwierają się, a zza nich nieśmiało wychyla się pielęgniarka o znajomych piegach. Czasami przynosiła mu jedzenie, kiedy Francisca albo Alexander byli zbyt zajęci innymi obowiązkami. Była przy incydencie tamtego wieczoru, więc niepokój w jej uśmiechu absolutnie go nie dziwi. Mówi coś o ważnym pacjencie, do piersi przytula plik dokumentów. Chce wykonać swoje zadanie i wydostać się z tej części stacji jak najszybciej, a to przecież mu bardzo odpowiada. Tak długo, jak zabierze ze sobą także tą Elizę.
          - Chyba musisz iść... Szkoda - oznajmia szeptem, trzęsienie spoconych rąk stara się schować za plecami - Mam nadzieję, że odwiedzisz mnie jeszcze przed rozpoczęciem misji? Nadal chcę się dowiedzieć więcej na Twój temat, Elizo - to imię brzmi bardzo dziwnie w jego ustach. Nie był przyzwyczajony do czegoś tak ludzkiego. Nie miał prawa się przyzwyczajać.

Ostatnio zmieniony przez Acerola (02-04-2019 o 23h11)


https://66.media.tumblr.com/2e9625761e3375eba72887ad5ccfb84f/tumblr_p2q7g4lP8p1qc9mvbo8_400.gifv https://66.media.tumblr.com/bcdfa0358cb12dee198ef9c47ee42fc8/tumblr_p2q7g4lP8p1qc9mvbo5_400.gifv

Offline

#28 05-04-2019 o 17h35

Straż Absyntu
Ilian
Obrońca Straży
Ilian
...
Wiadomości: 12 426

Maeve Mewa Stuart - Wishniewsky



       Mewa się zastanawia nad tym co mogło kryć się za pojęciem ulepszony człowiek, ale tylko chwilę. Według niej, ostatecznie wychodziło, że eksperyment była człowiekiem, tylko trochę innym. Kiedyś ludzie tłukli się z bardziej błahych powodów, odmawiając innym człowieczeństwa, chociaż byli ludźmi. To było zdecydowanie bardziej poważne, a jednak dziewczyna miała wrażenie, że wcale nie.
    -Nie mów mi pani, nie jestem taka stara – zwraca jej uwagę. – To nie brzmi dobrze, kiedy zwracasz się do mnie moim pseudonimem, ale nadaj używasz zwrotów grzecznościowych – kontynuuje swobodnym tonem. – Aczkolwiek, żywię podobną nadzieję – dodaje, mając na myśli zobaczenie ptaków.
    Uważnie słucha co naukowiec i eksperyment mają do powiedzenia.  Nie podoba jej się ton Murphy’iego, ale nie komentuje tego. Jest ciekawa umiejętności dziewczyny. Nie za bardzo potrafi sobie wyobrazić jak dziewczyna widzi, ale rozumie dlaczego nie potrafiłaby zobaczyć żadnego hologramu.
-Podoba mi się twoja umiejętność – mówi w trakcie ich rozmowy. – Wykrywać, zapobiegać i nie walczyć, brzmi dla mnie jak całkiem dobry plan – dodaje, po chwili. W ogóle nie ma w niej strachu, że TM jej nie obroni. Mewa w ogóle nie widzi powodu, dla którego c o k o l w i e k mogłoby pójść nie tak. Ostatecznie mogą przecież rzucać kamieniami, prawda?
    -Och, już pan nie będzie dla niej taki surowy – Mewa zwraca się najpierw do naukowca, uśmiechając się przyjaźnie. Kiedy odwraca się w stronę dziewczyny, nieco zmienia swój wyraz twarzy. Podchodzi do dziewczyny bardzo blisko. Zdecydowanie zbyt blisko. Są sobie niemal równe.
-Możesz za mną chodzić, ale to ja zdecyduję czy będziesz mogła chodzić ze mną – mówi, pozwalając sobie na dwuznaczność. Mewa nie ma zielonego pojęcia, czy dziewczyna rozumie co do niej powiedziała. Czeka jeszcze chwilę i się odsuwa, zerkając na widocznie speszonego mężczyznę. Uśmiecha się radośnie w jego stronę.
    Słucha uważnie, co ma jej do powiedzenia na temat obroży i kontroli nad TM.
-Nie wydaje mi się, żeby było mi to potrzebne – mówi, patrząc się na pilot z wielkim zwątpieniem w oczach. – No patrz pan, jaka ona urocza, muchy nie skrzywdzi – śmieje się, zerkając przelotnie na dziewczynę. –Wątpię, żeby wyszedł z niej Raskolnikow – dodaje.


https://66.media.tumblr.com/8aed94d120a24a59fc6c60bbf9db9857/tumblr_pa3wc3q9jB1th3f4no3_540.gifv

Online

#29 05-04-2019 o 20h55

Straż Obsydianu
Eowyn
Młody rekrut
Eowyn
...
Wiadomości: 17

Clarence Dominic Davis
"Dawno dawno temu w odległej galaktyce"

      Biologowi trochę zajęło przetrawienie informacji, że coś, co powinno go zainteresować było tyle czasu ukryte tuż pod jego nosem. Nie wprawiło go to w dobry nastrój, jednak - o ironio, zamiast złości, wzbudziło w nim tylko ciekawość i jeszcze większy zapał do uczestniczenia w tym projekcie. Nie mógł się już doczekać, by jego stopa stanęła na ponownie dziewiczej Ziemi. Na ich kolebce, którą ludzkość opuściła..., żeby po fakcie obudziły się wątpliwości, dotyczące tego, czy ona naprawdę istnieje.
      Clarence nie zwlekał z odwiedzeniem eksperymentu, który miał na celu go ochraniać. Wcześniej przejrzał dokumenty i nie mógł uwierzyć, że ktoś mógł pasować do niego tak dobrze. Oczywiście miał się o tym dopiero upewnić, jednak samo to, że mężczyzna był biologiczną zagadką był dla niego wystarczającym bodźcem, by tak sądzić. Wyczytał z nich fakt, że spotka osobę uzdolnioną i do tego z heterochromią. Jednocześnie miał nadzieję, że prowadzenie tych badań nie zaszkodzi ludzkości, ale było tak za każdym razem. Gdy rozwijał się jakiś dział nauki pojawiał się niepokój. Lęk, że może doprowadzić to do wyniszczenia populacji. Jako naukowiec zdążył się z tym spotkać wiele razy, zważywszy na to, że jego badania ostatnio obejmowały również genetykę. Wszakże temat klonowania nie był mu nieznany. Wiedział, więc że na każdym kroku trzeba było zastanowić się nad tym, czy to co robią jest etyczne i, czy to, co z tego wyniknie będzie na pewno dla nich bezpieczne.
       Tak więc przemierzał korytarz, by napotkać swoje przeznaczenie. Ocenić swoje szanse przeżycia na wrogim terenie - musiał to niechętnie przyznać, że ziemska natura nie była już sprzyjająca człowiekowi, ale stanowiła dla nich jedyną drogę wyjścia z problemu kończenia się żywności i wody. Gdy ojciec Clarence'a zauważył ów problem od razu pokierował ich kroki w kierunku tego, by przedłużyć ich szanse na przeżycie, jednak czas biegł nieubłaganie. Jego ojciec miał już swoje lata i oboje byli zdania, że czas, by to młodzi zaczęli dążyć do tworzenia nowej, lepszej przyszłości. Stąd to właśnie młody biolog na tym etapie mogący pochwalić się swoim doktoratem, a nie starszy już, doktor Grayson, stanął przed drzwiami celi.
        Skoro już zdecydował się na spotkanie pewnie wszedł do środka. Oto biolog stanął przed białowłosym. Pierwszym na co zwrócił uwagę była obroża oraz jego wygląd. Wyglądał jak normalny nastolatek, ubrany w luźny T-shirt i dopasowane, młodzieżowe spodnie. Ubiór ten zdecydowanie nie sprawiał nadzwyczajnego wrażenia. Doktor zdziwił się, że zjawił się tu dla kogoś takiego. Było to, jednak wrażenie pozytywne. Miał nadzieję, że obiekt nie będzie wiecznie niewolnikiem i nawet u niego można wykryć ludzkie emocje. Nie mógł, jednak tego na razie ocenić. Musiał najpierw poznać, jaki jest ten tajemniczy DM-1311.
    - Jestem doktorem biologii, Clarence Davis - przedstawił się, wyciągając przyjaźnie i bez obaw dłoń na przywitanie do eksperymentu, uśmiechając się zachęcająco. Spotkanie to byłoby zdecydowanie za krótkie, by wszystkie pytania Graysona mogły zostać zadane, a on mógł uzyskać na nie odpowiedź. Miał nadzieję, że w czasie wyprawy zdąży się wszystkiego dowiedzieć i, że oboje przeżyją to, co ich tam czeka. - A więc wyczuwasz drgania... uważasz to za użyteczne? Jak cię traktowali… DM-1311? - skrzywił się lekko, myśląc o tym, że nikt nie zasługiwał, by zwracano się do niego liczbą, co z tego, że połączoną z literami. - Nie masz prawdziwego imienia?
          Wolał spytać najpierw o to, sprawdzając również to, co o sobie myśli stojąca przed nim osoba. Odruchowo wyciągnął swój notes i, chwytając ołówek zza ucha skrzętnie coś zanotował. Równie bezwarunkowo przeprosił, zrzucając to na przyzwyczajenie, dotyczące jego zawodu. Clarence zdziwił się, że poczuł współczucie do białowłosego. Ciekawy był tego, jakiej samotności musiał on doświadczyć i jak to na niego wpłynęło. Miał nadzieję, że nawiąże z nim znajomość i będzie mógł uzyskać odpowiedź na to, co go w tym momencie zajmowało. Pomyślał, że o to może będzie mógł się przekonać, czym jest ludzkość i co znaczy przymiotnik "ludzki". Nie sądził, by przyszło to do niego od razu, zważywszy na, czekającą na nich misję. Mógł, jednak poczekać, a słuszne wnioski pojawią się we właściwym czasie.


https://www.gifmania.com.hr/Gif-Animacije-Disney/Gif-Slike-Pixar-Filmove/Animirane-Gif-Gore/Gore-83871.gif https://www.gifmania.com.hr/Gif-Animacije-Disney/Gif-Slike-Pixar-Filmove/Animirane-Gif-Gore/Gore-83872.gif

Offline

#30 05-04-2019 o 22h16

Straż Obsydianu
Ermira
Pokonała kurę
Ermira
...
Wiadomości: 834

                                                                                                                            Y   V   O   N   N   E         B   Y   N   E   S

     Obiekt ją irytował. Zdawał się w ogóle nie zwracać uwagi na pozycję, w której się teraz znajdował. Wiele miesięcy zajęło jej wyrobienie sobie pozycji wśród innych naukowców, a jakaś marna jednostka tak po prostu, bez konsekwencji ją znieważała. Nie czuła potrzeby, żeby słodzić obiektowi, nie mogąc pojąć, że jej życie już za tydzień znajdzie się zależne od jego kaprysu. Uważała, że będzie w stanie poradzić sobie sama. Była przekonana o swojej sile i umiejętnościach, a fakt, że jej noga mogłaby się podwinąć zdawał się być dla niej czymś nie do pomyślenia. To nie ona go potrzebowała, to on potrzebował ją.
     Podeszła do niego i bez zastanowienia chwyciła go za kołnierz. Stanęła na palcach, ażeby ich oczy znalazły się na tej samej wysokości.
   — Gówno mnie obchodzi do kogo należysz — odwarknęła, krzyżując ręce ne piersi — Na misji nie będzie Marthy Stuart, będę JA i to JA będę decydowała o każdej Twojej cholernej czynności — czuła się urażona, że ten marny eksperyment nie potrafił pojąć kto zaledwie za tydzień stanie się jego "nowym właścicielem".
     Jego pokaz umiejętności oglądała w ciszy. Nie pokazała po sobie ekscytacji, podziwu, strachu.
     Utrzymała pokerową twarz, gdy krzesło o mało nie roztrzaskało się o sufit, kiedy obiekt się przeteleportował czy podczas otrzymywania notatnika. Po prostu obserwowała, a jedynym czym mogło zdradzić jej prawdziwe uczucia było przyspieszone i głośne bicie serca.
     Yvonne sama nie była pewna, co w tym momencie czuła. Sama przed sobą nie potrafiła przyznać się do niektórych emocji — strachu, będącego dla niej domeną słabych, żałosnych ludzi czy podziwu, który mimo bezczelności i beznadziejności przypadku TS-2709, powoli zaczął się w niej budować. Nie była to jednak rzecz typowo odczuwalna wobec ludzi ważniejszych, starszych czy mądrzejszych, a ugryziona z innej strony — był to podziw wobec dobrze wykonanej, niewadliwej zabawki, która w momencie pociągnięcia za sznurek wykonywała wymagane od niej czynności.
   — "Czy coś jeszcze, SIR" — powtórzyła, jakby w próbie utrzymania się na swojej dominującej pozycji — Nie bądź bezczelny — syknęła z irytacją.
     Martha Stuart ustawiła go sobie jak w zegarku. W dodatku przekazała mu swoje wszystkie najgorsze cechy — głównie ten sztuczny, denerwujący uśmiech, którym ważna naukowiec tak bardzo lubiła szpecić swoją twarz.
   — Obroża już pewnie jest włączona — mówiąc to, wyszła z pomieszczenia. Gdyby mogła to zapewne z impetem trzasnęłaby drzwiami.
     Notatnik i długopis wrzuciła do Trójkąta Bermudzkiego.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -  tydzień później,  godzina 9:35,  Ziemia  - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

     Metalowe drzwi małego statku miały otworzyć się za dwadzieścia pięć minut, ukazując przed nimi Ziemię. Nie tę, o której uczyli się w książkach historycznych.
     Zostali wysłani w paszczę lwa. Nikt nie wiedział, czego się spodziewać. Roznoszących się wokoło trujących gazów? Nowej, nie śniącej się filozofom roślinności? Dinozaurów, o których tak skrupulatnie pisała wczorajsza gazeta?
     Yvonne spojrzała na pulpit. Siła grawitacji zdawała się działać na planecie nieco mocniej, niż na Illumination. Wilgotność powietrza była niebywale wysoka, natomiast temperatura osiągała prawie trzydzieści stopni. Zawartość tlenu w powietrzu przekraczała dawne dwadzieścia procent, będąc niemal porównywalna z ilością azotu. Byli przygotowani na niesprzyjające warunki. Maski tlenowe zostały zapewnione nawet eksperymentom. Bynes szybko zorientowała się, że jednej brakuje.
     Powstrzymała irytację na zespół techniczny, pijący sobie teraz poranną kawusię na Illumination.
   — Davis, Szypula*... — zaczęła wymieniać, każdemu powierzając w ręce jedną z nowoczesnych masek — Nie mam jej ze względu na wcześniejsze przygotowanie do misji — skłamała monotonnym, jednak rzeczowym tonem, niemal od razu po wyczuciu na sobie pytającego spojrzenia.
     Jej zachowanie nie wynikało ze zwykłego, marnego współczucia, jakiegoś chorego obowiązku czy nienormalnego zapędu autodestrukcyjnego. Yvonne po prostu była człowiekiem, który uważał, że jest w stanie ze wszystkim poradzić sobie sam. Zresztą od zawsze czuła się dominującym ogniwem — również wśród ludzi, zdawałoby się, równym sobie.
   — Za dziesięć minut znajdziemy się na nieznajomym terenie — podniosła głos, próbując skupić na sobie całą uwagę statku — Na początku nie rozdzielamy się, jeżeli złapię kogoś na czynności wyjątkowo nieodpowiedzialnej to osobiście ukręcę mu łeb — dodała, a jej ton zdecydowanie nie wskazywał na wyjątkowo słaby żart — Z początku musimy znaleźć miejsce na rozbicie obozu, znalezienie wody, jedzenia... — nie kontynuowała, dodając, że to już pewnie wie każdy z nich — z raportów, bądź od swoich naukowców — Zapalniki posiadam ja, dostaniecie je wyłącznie w momencie poinformowanego opuszczania przez was mojego wzroku — dodała, spoglądając z nieukrywaną ekscytacją na zegarek.
     Ogarnęło ją wyjątkowo przyjemne uczucie.
     Ziemia była pełna zieleni. W pobliże zdawało się nie być żadnej dzikiej zwierzyny. W okolicy wzroku nie było żadnego źródła, a jedynie wysokie drzewa o wyjątkowo grubych pniach. Nie znajdowały się ściśle koło siebie. Wychodząc na zewnątrz nie poczuła się szczególnie ociężale. Chodziło jej się nawet lepiej, niż dotychczas.
     Yvonne położyła Gabrielowi rękę na ramieniu i wygięła usta w grymasie — to w jej wykonaniu miało zastąpić szczery, pokrzepiający uśmiech.
   — Trzymaj się mnie — sięgnęła ręką do broni.
     Choć zdawała się zupełnie nie zwracać uwagi na obiekty — wcześniej posadzone za grubą, kuloodporną i przepuszczającą dźwięki szybą — to w rzeczywistości obserwowała je z niebywałą uwagą i niepewnością.

* - Iwonce wypowiedzenie eŁ po prostu sprawia problem, dont judge her, she no polish

Ostatnio zmieniony przez Ermira (06-04-2019 o 13h19)


L     O     S     T                      I     N                      M     Y                      B     O     O     T     S     ,                      S     A     F     E                      I     N                      M     Y                      R     O     O     M

https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616562734716289024/1.gif  https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616563237734973471/2.gif  https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616563253858009099/3.gif  https://s3.gifyu.com/images/411d65a387673f8a8.gif  https://s3.gifyu.com/images/5a6701b8bd09977e0.gif

U     N     D     E     R                    T     H     E                    C     O     V     E     R     S     ,                    T     H     E     Y                    S     M     E     L     L                    L     I     K     E                    Y     O     U

Offline

#31 06-04-2019 o 12h05

Straż Obsydianu
Morenn
Akolita Jednorożców
Morenn
...
Wiadomości: 379

Gabriel Byrne

   
          Gdy statek zgrabnie osiadł na gruncie i Gabriel mógł wypuścić wstrzymywane w płucach z napięcia powietrze, od razu pomyślał że poszło łatwo. Miał nadzieję, że nie nazbyt łatwo. Całą podróż był tak zdenerwowany, że nie był w stanie nawiązać rozmowy z siedzącą najbliżej niego językoznawczynią, której teraz posłał jednak przepełnione ulgą spojrzenie. Zaczepy utrzymujące go na miejscu w swoim fotelu puściły z cichym sykiem, do wtóru przeciągłego dźwięku systemów informujących, że blokady są zwalnianie. Oswobodził się słuchając głosu Yvonne... to znaczy kapitan Bynes, poprawił się natychmiast w myślach. Rozdzielała pomiędzy podwładnych maski tlenowe, mające ułatwić im oddychanie w niesprzyjającej już ludziom ziemskiej atmosferze. Tej samej, która przecież przed tysiącami lat ich zrodziła, kolejny gatunek w porażająco długiej historii Błękitnej Planety. Kolejny, skazany na wymarcie, gdyby tylko nie ta zdolność do abstrakcyjnego myślenia i wola przetrwania. Odrobina nauki.
- Byrne! - z zamyślenia wyrwał go głos Yvonne, która wywołała go i teraz spoglądała na niego z wyczekiwaniem, wyciągając w jego stronę dłoń z maską tlenową. Przyjął ją natychmiast i założył, zasłaniając tym samym usta i nos, słuchając dalszych instrukcji. Poczuł się zaniepokojony gdy zdał sobie sprawę, że jednej maski brakuje, ale nie ośmielił się odezwać, by zaproponować Yvonne swoją. Może zrobi to później i nie wobec całej załogi.
Poczuł ulgę na myśl, że nie on będzie dzierżył zapalnik przez większość czasu. Ciężar odpowiedzialności, który się z tym wiązał, był dla niego zbyt wielki. Co prawda powtarzał sobie, że nie ma do czynienia z ludźmi, ale...
Bezwiednie zerknął w stronę KM-0101, która z resztą eksperymentów siedziała całą podróż w tyle statku, oddzielona od nich opancerzoną szybą. Przypomniał sobie chłód jaki poczuł, opuszczając biały pokój na Illumination i nie związany tylko z oziębłym tonem jej głosu, gdy  pożegnała go bezpośrednią uwagą na temat tego, że śmiał zignorować jej pytanie. Z początku kompletnie nie wiedział o jakie pytanie idzie, a gdy sobie je przypomniał od razu doszedł do wniosku, że wiele by nie zmieniło, gdyby nie uznał go w tamtym momencie za pytanie retoryczne. Jak mógł jej odpowiedzieć na to, czy jest poważny? Czy gdyby nie był poważny, śmiertelnie poważny prawdę mówiąc, zadawałby sobie trud pójścia do niej, chociaż przecież wcale nie musiał? Pełna chłodnej logiki część jego osobowości nie była w stanie przyjąć do wiadomości tego, że mógł popełnić w swojej ocenie sytuacji błąd. Ta uraza dźwięcząca w tamtym momencie w jej głosie była tak prawdziwa, tak niemalże dosłownie ludzka, jakby...

          Metalowe drzwi rozsunęły się z szumem siłowników. Proces dekompresji został zakończony pomyślnie, a Gabriel poczuł na twarzy chłodny, rześki wiatr. Kiedy w ślad za Yvonne podążył na zewnątrz statku uzmysłowił sobie, że nic, żadna książka o Ziemi nie mogła go na to przygotować. Ciepło słońca przenikało przez kombinezon bojowy, który miał na sobie, przyjazne i miękkie jak otaczająca go zieleń drzew i traw, jak niebywale błękitny kolor nieba. Poczuł irracjonalną chęć zdjęcia z twarzy maski i wciągnięcia w płuca unoszących  się  w powietrzu zapachów. Czy to możliwe, że ludzie opuścili tak piękne miejsce na rzecz metalowej konstrukcji Illumination? W tamtym momencie nie mieściło mu się to w głowie. W jego umyśle przesuwały się tabelki i wykresy dotyczące poziomu skażenia gruntów, wody i powietrza świadczące o tym, jak bardzo Ziemia była miejscem niegościnnym w momencie opuszczenia jej przez ludzkość. To nie miało znaczenia. W jego głowie zastąpił je najcudowniejszy odcień błękitu, jaki widział w całym swoim życiu.
Przypomniał sobie mapę informującą, że lądują w granicach kontynentu dawniej zwanego Europą. Niegdyś był to kontynent bardzo gęsto zamieszkały, spodziewał się więc zastać tutaj pozostałości po ludzkiej cywilizacji.
Przez chwilę zapomniał nawet o strachu, że może tutaj zostać już na zawsze, pochowany w miękkiej ziemi, o ile nie skończy jako przekąska dla jakiegoś głodnego jaszczura.
- Trzymaj się mnie. - usłyszał po swojej lewej głos Yvonne, która w krzepiącym geście położyła mu dłoń na ramieniu i porozumiewawczo wskazała swoją broń, jakby odgadując jego myśli. Spojrzał na nią z wdzięcznością.
- Tak, pani kapitan. Oczywiście. - odparł machinalnie.
Patrząc jej w oczy wyczytał, że to powinien odpowiedzieć. Nawet, jeśli Yvonne którą znał z dzieciństwa wciąż jeszcze przed nim stała, ta sama, którą tamten niedorzeczny żart z robotem obrażającym ludzi bawił równie bardzo, co jego, to póki co pozostawała dobrze ukryta. Gabriel nie zamierzał w jakikolwiek sposób nawiązywać przy wszystkich do czegokolwiek, co mogłoby podważyć jej autorytet wobec reszty grupy. Zamierzał pokazać jej, jak bardzo ją ceni i wspiera, okazując jej należny szacunek. Teraz nie była Yvonne, teraz była kapitan Bynes i obiecał sobie, że będzie o tym pamiętał bez względu na okoliczności. Zawsze to ona była tą starszą i odważniejszą, więc oprócz tego niewiele więcej mógł dla niej zrobić, wobec czego powziął postanowienie, że zrobi to najlepiej, jak może.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (06-04-2019 o 13h18)


https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746762542252083/morenn1.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746780116647990/morenn2.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746808084135965/morenn3.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746830158888980/morenn4.gif

Offline

#32 09-04-2019 o 23h07

Straż Cienia
Acerola
Akolita Jednorożców
Acerola
...
Wiadomości: 365

Z  W  ―  1  9  0  5

          Dni mijają mu szybko w oczekiwaniu na rozpoczęcie tej misji, o której nie przestawało być głośno pośród naukowców. Od pamiętnego dnia odwiedzin swojej przyszłej "podopiecznej", ZW nie ma przyjemności ponownie jej spotkać. Zamiast tego, większość czasu zajmują mu znane aż do znudzenia testy sprawności psychicznej oraz fizycznej, bo takowych musi - jak twierdzi Alexander - przejść setki zanim najwyższy zarząd będzie pewien zaangażowania go w misję. Cokolwiek mniej niż wynik idealny nie spełniłoby ich oczekiwań, eksperyment wie to nie od dziś. Dlatego wiedząc od Francisci, że jego sprawa wciąż pozostaje kwestią sporną, stara się bardziej niż kiedykolwiek. Ta misja, czymkolwiek by nie była, jest kluczem do wydostania się z tego małego pomieszczenia. Zakosztowania świata leżącego daleko poza przytłaczającymi ścianami Illumination. ZW odpłaci się swojej rodzinie, Wade'om, za ciepło z jakim się nim zajmowali. Przysłuży się ludziom, a ich nazwisko jako naukowców prowadzących zapisze się w kartach historii wielkimi literami. Tego własnie pragnął.
          Podróż statkiem jest niezwykle dziwnym doświadczeniem. Zamiast luźnych, nieco nieschludnych ubrań ma na sobie dopasowany kombinezon. Jego włosy związane w kitkę dla wygody, a na głowę nasunięto kask, który przywoływał mdlące uczucie zamknięcia. Mężczyzna wie jednak, że nie może narzekać. Przynajmniej zostawili mu ten plaster naklejony pod prawym okiem po tym, jak znów przypadkiem zrobił sobie krzywdę. Zajmuje prawdopodobnie najlepsze miejsce w kabinie, bo najbliżej szyby głównej, jak tylko było to możliwe dla wydzielonych eksperymentów. O kosmosie czytał niejednokrotnie w książkach, ale widząc go przed sobą - nagiego i nieomalże namacalnego, ZW zaczyna rozumieć prawdziwy jego majestat. Bezkresna czerń upstrzona jaskrawymi punktami, kolorowymi szlakami oraz wieloma widokami, których nawet nie umie nazwać, przypomina sobie po co były te lata spędzone pod opieką badaczy.
          Jeśli widok kosmosu zaparł dech w jego piersiach, to powoli zarysowujący się w oddali, niebieski kształt sprawia, że zamiera mu serce. Są już tak blisko, że powoli dostrzega szczegóły powierzchni planety. Widzi zielone kształty rozdzielające wielkie płaty błękitu, a ponad nimi puszyste, białe chmury niczym pierzynka otulające atmosferę. Ale czy Ziemia nie miała być zrujnowana? Niezdatna do życia? Nie tak ją sobie wyobrażał... Nie taką spokojną i piękną. Czego nie powiedzieli mu naukowcy? Co takiego musiała kryć, że Illumination wysyła starannie wyselekcjonowany zespół wraz z grupą ochroniarzy o nadnaturalnych zdolnościach? ZW przygryza wargę, nieomalże przebijając się przez cienką wartwę skóry swoimi ostrymi zębami. Pierwszy raz od dawna naprawdę nie może się czegoś doczekać.
          Na powierzchnię najpierw wychodzą naukowcy z Panią Kapitan Bynes i jej towarzyszem - nie dostał więcej nazwisk, niż uznano to za konieczne. Jeśli chodzi o eksperymenty, różowowłosy nie pozwala sobie czekać. Wyskakuje jako pierwszy z energią kilkuletniego dziecka, które właśnie zostało wpuszczone na plac zabaw. Pod warstwami otaczającymi stopy czuje miękki, acz stabilny grunt. Bardzo plastyczny - dodaje w myśli, zanurzając palce w ciemnej ziemi i bawiąc się nią w dłoni przez krótką chwilę. Zza ciemnozielonych chaszczy wyglądają na nich lśniące, jasnoniebieskie grzybki zamieszkujące pobliskie drzewo. Tylko zdrowy rozsądek i potencjalna kara za niesubordynację powstrzymuje go przed nierozważnym sięgnięciem w ich stronę.
- Niesamowite... - szepcze do siebie, tym razem zadzierając głowę w górę. Z trudem utrzymuje balans na piętach, kiedy próbuje jak najbardziej odchylić swoje ciało do tyłu, aby objąć wzrokiem całość nieboskłonu. Co, oczywiście, ostatecznie mu się nie udaje i siła grawitacji ściąga jego plecy na ziemię z donośnym hukiem. ZW okazuje się jednak zbyt zafascynowany widokiem, aby nawet wstać, czy pokornie przeprosić za swoją głupotę.
          Nagle jest ciekaw przyczyn tej wyprawy bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.


https://66.media.tumblr.com/2e9625761e3375eba72887ad5ccfb84f/tumblr_p2q7g4lP8p1qc9mvbo8_400.gifv https://66.media.tumblr.com/bcdfa0358cb12dee198ef9c47ee42fc8/tumblr_p2q7g4lP8p1qc9mvbo5_400.gifv

Offline

#33 10-04-2019 o 16h08

Straż Obsydianu
Tama
Szeregowiec
Tama
...
Wiadomości: 125

TM-2003

Mewa coraz bardziej podobała się TM. Wydawała się inna od wszystkich osób spotkanych na oddziale. A TM – 2003 lubiła inność. Sama była inna. Tylko inna i nic ponad to. Z całą pewnością nie była potworem, za jakiego wszyscy ją mieli.
- Możesz za mną chodzić, ale to ja zdecyduję czy będziesz mogła chodzić ze mną – powiedziała Mewa, ale te słowa nie spodobały się dziewczynie. Zmarszczyła brwi. Jakby to nie zależało od obu stron… Dlaczego wszyscy zakładali, że to ona ma im cokolwiek udowadniać? Przychodzili tu z wymalowaną na twarzy wyższością i traktowali ją z góry. Oczywiście nikt nigdy nie powiedział jej dlaczego. Dlaczego to ona była tym gorszym? Dlaczego to ona musiała znosić kary Murphego? Nie odzywać się nie pytana? Siedzieć w tym durnym pokoju?
- Dziękuje… – TM obróciła się do Mewy z kiepsko maskującym irytacje uśmiechem – …ale na razie wystarczy mi to pierwsze.
Kiedy doktor pokazał Mewie pilot, kobieta zdawała się wyraźnie nie przekonana. Ta niepewność w oczach językoznawczyni, zaciekawiła TM.  Dziewczyna zmrużyła oczy i nasłuchiwała wyraźnie każdego słowa.
- Nie wydaje mi się, żeby było mi to potrzebne - odparła Mewa, a TM omal nie zakrztusiła się powietrzem - No patrz pan, jaka ona urocza, muchy nie skrzywdzi – kiedy Mewa obróciła się do dziewczyny, TM błyskawicznie przywołała niewinny uśmiech dla nadania pozorów. Miała nieodpartą ochotę wybuchnąć śmiechem. Postać Mewy wydawała się skrajnie nieodpowiednim kompanem według standardów Murphego. Kwestionowała rozkazy przełożonych i działała doktorowi na nerwy, nawet bardziej niż sama dziewczyna. Eksperymentowi ciężko było uwierzyć, że ktoś taki został przydzielony właśnie do niej!
- Wątpię, żeby wyszedł z niej Raskolnikow – dodała Mewa, a TM nie zrozumiała znaczenia tych słów. Mimo wszystko zabawne brzmienie tego zdania, tylko poprawiło dziewczynie humor.
Doktor odwrócił się do Mewy, a jego serce biło jak szalone. Przez chwilę przyglądał się pilotowi we własnych dłoniach, po czym schował go do kieszeni. Jego dłonie trzęsły się jak szalone. Najwyraźniej, to do Mewy należała ostateczna decyzja.
Kiedy językoznawczyni opuściła pomieszczenie, a elektryczna zasuwa zatrzasnęła się za nią, TM poczuła, że od nowa uderzają w nią wszystkie przyswojone dzisiaj informacje. Mewa nie stosuje się do zasad. Leci na Ziemię bez pilota. Murphy omal nie szedł na zawał. Wszystko co się przed chwilą wydarzyło, wydawało się niezwykle nieprawdopodobne i… zabawne. Dziewczyna nie wytrzymała i wybuchnęła  głośnym śmiechem.
Doktor nie czekał długo z reakcją. Murphy rzucił jej spojrzenie, po czym podniósł dłoń i beznamiętnie ją spoliczkował. TM poczuła impet uderzenia, kiedy jej twarz odchyliła się, a skóra zaczęła piec. W momencie gdy dziewczyna dotknęła policzka, odkryła jak niewiele obchodzi ją ten ból i jak wcale nie czuje się urażona czynem Murphego. Spojrzała mu w oczy, uśmiechnęła zadziornie, po czym ponownie się roześmiała.
***

Lot na Ziemię był dla TM nie przyjemnym doświadczeniem. Co prawda mimo zgaszonych świateł, widziała wszystkich swoich towarzyszy wyraźnie, ale siedzenie związanym w ciasnym pomieszczeniu nie było ani to trochę przyjemne. Źle jej się kojarzyło. Poczuła ulgę, kiedy wszelki huk minął, a kolor światła na suficie zmienił się. Naukowcy zaczęli powoli wychodzić na zewnątrz, a TM prędko odpięła swój pas, przyglądają się wychodzącym przełożonym. Nawet nie zauważyła, kiedy jeden z eksperymentów wyszedł ze statku. TM – 2003 już czując się spóźniona, ruszyła do wyjścia. Nie wahała się nawet przez moment, ale wtedy poczuła uderzenie widokiem, jaki się przed nią rozpościerał. Cofnęła się do tyłu, pod ciężarem jaki musiały przyjąć jej oczy. Ziemia była przepiękna. Wszystko wydawało się tu żyć, jakby wylądowali na bardzo dużym człowieku. TM widziała tysiące żywych organizmów chowających się w zaroślach, drzewach itd. Sama gleba wydawała się być pełna życia. Pod powierzchnią chodziło mnóstwo niewielkich stworzonek, drążąc tunele i węsząc pożywienie. TM powoli opuściła statek, chcąc z bliska się im przyjrzeć. Postawiła stopy na dziwnej trawie, która trochę przypominała dywan. Ruszyła do przodu, ale poczuła, że uderza o coś palcami stopy. Westchnęła zaskoczona i spuściła wzrok, widząc zanurzony w trawie eksperyment Wade’a. Dziewczyna kojarzyła go jedynie z widoku, ale Murphy czasami wypowiadał się o nim i jego doktorze. Mężczyzna wyśmiewał Wade, uważając, że dostał pod opiekę najsłabszy eksperyment. Zaniepokojona dziewczyna przykucnęła przy wpatrującym się w niebo ZW. Jeśli był słaby, to mógł sobie wyrządzić krzywdę. Czy to dlatego tak leżał?
- Wszystko w porządku? – zapytała z troską.
Zawsze bardzo ciekawił ją ZW - 1905, słyszała, że potrafił zmieniać temperaturę własnego ciała. TM uważała, że musiało to wyglądać niesamowicie.

Ostatnio zmieniony przez Tama (12-04-2019 o 10h02)


„Życie ponad śmiercią. Siła ponad słabością. Podróż ponad celem.”

https://orig00.deviantart.net/ecb1/f/2016/269/a/1/air_potion_by_planet_spatulon-daiwvca.gif

Offline

#34 10-04-2019 o 22h16

Straż Obsydianu
Ermira
Pokonała kurę
Ermira
...
Wiadomości: 834

                                                                                                                            Y   V   O   N   N   E         B   Y   N   E   S

     Słysząc słowo kapitan wzdrygnęła się. Jego brzmienie drażniło ją, a odpowiedzialność na nim złożona zdawała się być teraz jeszcze bardziej przytłaczająca, niż wcześniej. Na jej twarzy pojawił się niewyraźny grymas, ręce niemal mechaniczne zacisnęły się w pięści. Była panem tego cyrku. Musiała zająć się tymi cholernymi małpami. Nawet jeśli od samego początku nie chciała tego robić.
     Zachowanie kobiety z pozoru mogło wydawać się lekceważące. W rzeczywistości od kilku dni porzucała cenne godziny snu na przeczytanie wszystkich raportów, zapamiętanie imion załogi, ich słabych i mocnych cech. Choć była osobą zimną i nieprzyjemną w obyciu to troszczyła się o jak największe prawdopodobieństwo przetrwania osób i obiektów, nad którymi miała sprawować dowództwo. Lubiła wszystko wiedzieć i mieć dopięte na ostatni guzik. Niewiedza gryzła ją, wzmacniała poczucie niepewności i niezadowolenia z samej siebie.
     Zachowanie jednego z eksperymentów zezłościło ją. Niemal natychmiast utkwiła w nim karcące, przeszywające spojrzenie, które chwilę później skierowała również na kolejny obiekt, który zamiast upomnieć pobratymca postanowił najzwyczajniej w świecie prowadzić z nim przyjemną konwersację. Yvonne to postępowanie zirytowało nawet bardziej.
      Podeszła do eksperymentów i oparła ręce ne biodrach. Jej cała postawa zdawała się wyrażać niechęć i poczucie wyższości.
   — ZW-1905 — wypowiedziała to wyjątkowo powoli — W dupie Ci się poprzewracało, jeśli myślisz, że takie zachowanie będzie traktowane z przymrużeniem oka — dodała, wszystko dokładnie akcentując — To, że masz bezużyteczną zdolność, wcale nie znaczy, że tak po prostu możesz zachowywać się jak kretyn, biegając wokoło i kładąc się na jeszcze NIEZWERYFIKOWANEJ i MOŻLIWIE NIEBEZPIECZNEJ ziemi — z trudem powstrzymała nerwowe drżenie rąk — Na mnie jest zastępstwo, na Ciebie nie ma — powiedziała nieco łagodniej, wystawiając rękę w stronę obiektu, ażeby pomóc mu wstać.
      Nie martwiła się o eksperyment, a o siebie. Doskonale wiedziała, że jeżeli cokolwiek stanie się któremuś z nich to właśnie jej się oberwie — nawet jeśli dla niej oni nie byli ludźmi, a zwykłymi, ulepszonymi urządzeniemi. Zwłaszcza jeżeli miałoby się to stać przez ich małą wiedzę, a nie w czasie obrony przydzielonego im naukowca.
      Westchnęła przeciągle, kierując wzrok na drugi obiekt.
   — TM-2003, POWINNAŚ od razu go upomnieć — powiedziała po dłuższej chwili — Nie mam zamiaru tolerować takich zachowań — dodała — Wasze postępowanie odebrałam jako brak szacunku wobec WASZEGO DOWÓDCY i lekkie podejście do POWAŻNEJ MISJI  — tym razem skierowała słowa do obojga eksperymentów.
      Ich niewiedza była winą reguł panujących na Illumination, odpowiedzialnych za obiekty naukowców oraz 'ludzkiej' załogi obecnej na tej misji. Teraz pluła sobie w brodę, że nie odwiedziła każdego z eksperymentów osobno, ażeby wyedukować ich o podstawowych zachowaniach i ostrożności, którą trzeba było zachować na Ziemi. Przede wszystkich powinna ich wtedy nauczyć szacunku wobec dowódcy i wachlarza kar, które będą ich czekały za niesubordynację.
   — Nocna warta — z początku powiedziała ciszej, bardziej do siebie — W ramach kary spędzicie ze mną trzy najbliższe nocne patrole — dodała pewniej.
      Przy okazji chciała również wykorzystać ten czas na nauczenie obiektów wymaganych od nich zachowań.

Ostatnio zmieniony przez Ermira (10-04-2019 o 23h19)


L     O     S     T                      I     N                      M     Y                      B     O     O     T     S     ,                      S     A     F     E                      I     N                      M     Y                      R     O     O     M

https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616562734716289024/1.gif  https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616563237734973471/2.gif  https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616563253858009099/3.gif  https://s3.gifyu.com/images/411d65a387673f8a8.gif  https://s3.gifyu.com/images/5a6701b8bd09977e0.gif

U     N     D     E     R                    T     H     E                    C     O     V     E     R     S     ,                    T     H     E     Y                    S     M     E     L     L                    L     I     K     E                    Y     O     U

Offline

#35 11-04-2019 o 08h25

Straż Obsydianu
Eowyn
Młody rekrut
Eowyn
...
Wiadomości: 17

Clarence Dominic Davis
      Przez dni, które zbliżały go do wyprawy starał sobie wszystko entuzjastycznie poukładać. Stąd zdziwiło go to, że czas ten tak szybko mu minął i, zanim się obejrzał już znajdował się w podróży na Ziemię. Planetę, która była jego przeznaczeniem, nie mógł w to wątpić. Jeżeli na Illumination wierzono by w jakieś bóstwo, Clarence czułby, że to ono sprawowało nad nim pieczę w tej sprawie. Miałby również nadzieję, że pozwoli mu przetrwać i wyzbędzie go lęku, dotyczącego tego, co zastaną na miejscu.
      Mimo wszystko wśród załogi czuł się swojsko, nie obawiał się również swojego eksperymentu. Zdecydowanie bardziej martwiłby się o swoją śmierć. Miał jeszcze sporo do zrobienia i do grobu go nie ciągnęło, co w razie czego nie ośmieli się nie sprostować. Niestety, żeby tak nie skończyć, prawdopodobnie będzie musiał wykazać się sprawnością swojego umysłu i stronić od zagrażających mu zachowań. Ciężkie było to, że nie do końca wiedział, czego się spodziewać. Na razie stwierdził również, że z braku laku powinien zaufać, że Yvonne będzie wiedziała, co robi i nie skaże ich wszystkich na zbyt szybkie opuszczenie tego świata.
     Gdy wylądowali założył maskę i wyszedł na dziewiczy ląd, ten o którym śnił. Obserwował Ziemię z góry, jednak na żywo była o wiele piękniejsza. Starał się powstrzymać na razie myśli o tym, ile próbek mógłby wziąć do badań i, jeśli udałoby się założyć tu jakieś uprawy lub nawet zasiedlić ponownie te tereny, jak mógłby usprawnić życie ich wszystkich. Uświadomił sobie, że chciałby poznać to otoczenie takim, jakim było niegdyś. A świadomość tego, że ludzie dawniej mogli chodzić tu bez kombinezonów wprawiła go w osłupienie. Może nic straconego i uda się do tego wrócić.
     Doktor odruchowo sprawdził, gdzie znajduje się Mewa i jak zareagowała na szerzące się przed nimi widoki. Ich znajomość była nieco niezręczna, o tyle, że mogli być rodziną. Cieszył się, jednak że do tego nie doszło. Rodzina płaskostacjonistów nie była najlepszą, jaką można było wybrać. Dziwiło go to, że wśród niej jedynie jego ojciec i sam biolog mieli klepki na swoim miejscu. W każdym razie musieli jakoś odnaleźć się w nowych warunkach.
    Oczekiwał również, że skonsultuje się z panią medyk odnośnie tego, jak widzą nowe otoczenie. Dla Clarence'a znalezienie się tutaj było możliwością poprawy warunków ludzi na stacji. Dlatego się tu znalazł. By ziemski wpływ zapobiegał chorobom, które trudno było wyleczyć na Illumination. By rodzina nie musiała przeżywać tego, co on, czyli śmierć bliskich, które miały przed sobą lata życia. Taki był cel biologa i zamierzał przyczynić się do tego, by zakończyć to cierpienie.
    W trakcie, gdy Bynes zajęta była przywracaniem dyscypliny w zespole rozejrzał się, czy jest gdzieś miejsce, do którego powinni się skierować, by wykonać podstawowe czynności, o których wspomniała dowódca. Stwierdził jedynie, że z całą pewnością można znaleźć tu opał, jednak najpierw powinni wyznaczyć miejsce na rozbicie obozowiska. Tymczasem zanotował jedynie w swoim dzienniku, z którym nawet teraz nie mógł się rozstać, że na razie są bezpieczni, ich nastroje są optymistyczne, jednak nie obywa się bez niesnasek i brakuje im obycia. Nie mówił tak jedynie o eksperymentach. Było to jak najbardziej normalne, że nie mogli od razu wiedzieć, co mają robić i czego unikać. Wkrótce, jednak może będą w stanie wypełnić misję, od której zależały losy ludzkości.

Ostatnio zmieniony przez Eowyn (11-04-2019 o 08h33)


https://www.gifmania.com.hr/Gif-Animacije-Disney/Gif-Slike-Pixar-Filmove/Animirane-Gif-Gore/Gore-83871.gif https://www.gifmania.com.hr/Gif-Animacije-Disney/Gif-Slike-Pixar-Filmove/Animirane-Gif-Gore/Gore-83872.gif

Offline

#36 11-04-2019 o 13h02

Straż Absyntu
Ilian
Obrońca Straży
Ilian
...
Wiadomości: 12 426

Maeve Mewa Stuart - Wishniewsky



    Lądowanie na Ziemi odbywa się bez przeszkód, jednak Mewa jest podenerwowana. Pierwszym powodem jest Clarence Grayson. Teraz podobno Davis. Mewa nie wiedziała czy się ożenił, czy wyszedł za mąż, czy co zrobił, ale cały czas ukradkiem zerka w jego stronę. Przecież to płaskostacjonista! Mewa boi się, że Clarence ma zamiar sabotować misję. Czytała bardzo dużo książek o spiskach, więc czeka na okazję, by powiedzieć o wszystkim kapitan Iwonce.
    Zapomina o tym wszystkim w momencie lądowania na Ziemi. Podekscytowana wychodzi ze statku. Ma na sobie maskę i strój jaki kazali jej ubrać przed wylotem z Illumnation. Przechodzi kilka kroków, całkowicie podekscytowana. Nie patrzy się na innych. Patrzy się na drzewa, na krzaki, na trawę. To wszystko było takie pełne koloru! Całkowicie inne niż na hologramach!
    Nieco oddala się od grupy. Bez słowa, korzystając z okazji, że pani kapitan Iwonka coś psioczy na innych. Ale z niej marud, myśli Mewa. Tyle drzew dookoła! A tamtej chce się być niemiłą. Ale to nie ma dla Mewy znaczenia. Na początku ściąga rękawiczki i zaczyna dotykać drzew. Dotyka ich korę, bada ich strukturę. Trochę się klei, kiedy natyka się na żywicę. Chyba tak to się nazywa. Takie trochę siki drzew, ale gęste. Może bardziej kupa?
    Dotyka też liści i igieł do których potrafi dosięgnąć. Nawet zrywa szyszkę! Z wielkim uśmiechem na twarzy patrzy, jak drzewo kompletnie nie reaguje na to wszystko! Czyli nie jest entem! Mewa wstępnie potwierdza swoją teorię, że Tolkien pisał fantastykę. W końcu żadne drzewo jeszcze nie zaczęło do niej mówić.
    Ciągle zachwyca się korą drzew, strukturą liści, zrywa trawę, ciągle oddalając się od grupy.  W końcu, rękami lepkimi od żywicy, ściąga maskę. Rzuca ją na ziemię. Bierze głęboki wdech. I wydech.
-Ale to cudowne! – mówi inhalując się prawdziwym, ziemskim powietrzem. Oddycha! Takim prawdziwym powietrzem!
    Nie interesuje ją to, że jest daleko od wszystkich i nie ma pojęcia gdzie jest. Spokojnie idzie dalej, aż w końcu staje przed drzewem. Czytała, że ludzie kiedyś chodzili po drzewach. Postanawia sprawdzić czy to prawda. Pomimo totalnego braku siły i kondycji (nie postrzega wspinaczki jako aktywności fizycznej, więc nie wie, że nie powinna i powinna na siebie splunąć za jakąkolwiek chęć do jej uprawiania), chwyta za gałąź, podpiera się nogą i powoli zaczyna się wspinać.
    Już po chwili ciężko oddycha, jest cała spocona, ale nadal nie zdaje sobie sprawę, że wspinanie to aktywność fizyczna, więc uparcie wchodzi wyżej i wyżej. W pewnym momencie zatrzymuje się i patrzy w dół.
-Kurcze pszypał - lekko się chwieje, po czym ciasno przytula do drzewa. Boi się. Nie spodziewała się po sobie, że ma lęk wysokości. Lekko się trzęsie, co raz mocniej przytulając do drzewa. Już wie, że żadna siła jej z tego drzewa nie ściągnie, umrze na nim z głodu i wycieńczenia.


https://66.media.tumblr.com/8aed94d120a24a59fc6c60bbf9db9857/tumblr_pa3wc3q9jB1th3f4no3_540.gifv

Online

#37 11-04-2019 o 16h58

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 368

____________________________KM-0101
   Tydzień jej minął z niewyobrażalną prędkością; w porównaniu do tych, o wiele wcześniejszych dni, które z każdą sekundą coraz bardziej się dłużyły, jakby te momenciki trwały ileś minut, a nie sekund. Możliwe, że ta nagła zmiana była spowodowana zbliżającą się misją i ochroną tego konkretnego człowieka, by przypadkiem gdzieś nie zginął w jakimś gąszczu zarośli i równie przypadkiem - nie stał się smakowitym kąskiem dla dzikich zwierząt zamieszkujących planetę. KM-0101 nie zdecydowała jeszcze czy faktycznie będzie odgrywać rolę bodyguarda Gabriela przed czyhającym zagrożeniem, aczkolwiek zadanie, które zostało jej przydzielone jest najważniejsze z tej całej listy innych, odrębnych zadań. Wykonanie go było niemalże rzeczą konieczną do zrealizowania, gdyż ponieważ miało ono swoje skutki, jeżeli zignorowałaby i olałaby to, co musiała zrobić. Prawdopodobnie skończyłoby się to dla niej śmiertelną karą - takie miała przypuszczenia i chociażby to była jedyna ścieżka, dzięki której mogłaby wyzwolić się od tego bezsensownego żywotu, które posiadała, to i tak coś dziwnego trzymało ją przy tym, by jednak jeszcze trochę pofunkcjonować. KM-0101 była przekonana, iż te siedem dni minęły jej tak prędko, ponieważ spędziła je samotnie w czterech ścianach, nie odzywając się do nikogo, a poza tym ten bezczelny osobnik - Gabriel Byrne - ani razu nie odważył się przerwać jej błogiego spokoju. Był to fakt, wręcz niesamowicie pocieszający, jak i zarazem przepiękny. Mogła siedzieć i gapić się w sufit, w ścianę, a nawet robić fikołki, bo nikt nie sprawował nad niej pieczy. Samotność dla KM-0101 była jej najbliższą przyjaciółką, a niżeli wrogiem, który z niebywałą satysfakcją ciągnie ją na dno oceanu depresji.
   Jednak dzisiaj jest taki dzień, w którym została wypuszczona z tego obrzydliwego, białego pomieszczenia, które nienawidziła całym swym sercem, o ile w ogóle je posiadała, ale uznajmy, że posiadała ów narząd, pełniący rolę za żywot. Zaprowadzono ją do innego miejsca, w którym przebywały inne eksperymenty - niebezpieczne i niedorzeczne - tak jak i ona sama. Fenomen był taki, iż została ściśle zapięta pasami, jakby miała co najmniej rzucić się na kogoś i przy okazji rozwalić połowę pokładu statku kosmicznego. No w sumie nie ma co zaprzeczać, w przypadku KM-0101 było to całkowicie możliwe. Nie zmienia to faktu, że takie zachowanie zirytowało ją i bardziej zraziło do ludzi, lecz postanowiła zachować zimną krew i nie dać tego po sobie poznać, iż ta zniewaga krwi wymaga. Kolejny aspekt, który ją zaskoczył swoją absurdalnością - gruba szyba oddzielająca pomieszczenie przeznaczone dla eksperymentów od pomieszczenia przeznaczonego dla ludzi. No i plus do tego pasy bezpieczeństwa dla mechanicznych bodyguardów. Czy to nie było śmieszne? KM-0101 zaśmiała się niewidocznie i cicho pod nosem z wciąż apatycznym wyrazem twarzy. Po co im było tyle środków bezpieczeństwa? Aż tak się bali swoich żywych tarcz? To w takim razie niech sami siebie chronią, jak już mają tyle tych rzeczy, które zapewniają im świadomość bezpieczeństwa.
   W trakcie podróży na planetę Ziemia - wlepiała swoje ślepia przed siebie, nie odrywając ich choćby na ułamek sekundy. Kątem oka dostrzegła, jak Gabriel spojrzał na jej lazurową osobę, ale nie rozumiała po co i dlaczego, i lepiej, żeby nic o tym nie wiedziała. Siedziała w kompletnej ciszy, nie przejawiając chęci do jakiejkowiek rozmowy. Zauważyła jeszcze różową czuprynę, która sprawiła, że dostała aż gęsiej skórki. ZW-1905 - specyficzny eksperyment, który myśli, że może sobie ot tak ją przytulać i tarmosić; całkowicie nie zważając na jej fobię. Bała się go, tylko dlatego, bo nigdy nie wiedziała, co on też planuje zrobić wobec niej, gdy ta przebywa w jego towarzystwie. Zwykle KM-0101 szuka wtedy dyskretnego miejsca, by prędko czmychnąć z pola widzenia ZW-1905.
   W końcu Illumination wylądował na zielonej planecie, która sprawiała wrażenie, jakby tętniła własnym życiem. Gdy pasy zostały odpięte, to KM-0101 podniosła się i jakoś nie śpieszyła się, by jak najszybciej opuścić pokład statku. Założyła maskę, którą trzeba było nałożyć na twarz, zanim opuści się Illumination. W tym momencie baczniej przyjrzała się swojemu stroju. Był to niby kombinezon, który również miał ją w jakiś sposób chronić. Uważała, że jest to jej niepotrzebne, skoro jest kupą sprzętu, ale przystała na zlecenia ludzi, niestety. Była ciekawa, co ją czeka po wyjściu, aczkolwiek nie należała do tych, co się wszędzie gdzieś śpieszą. Żyła swoim własnym trybem życia i czasu. Pierwsze co ją przykuło, gdy już opuściła progi statku kosmicznego - niebo - błękitne, tak samo jak jej skóra, która bardziej wpadała w odcień lazurowy. Fascynujące. Rozejrzała się dokładnie, przy okazji badając teren. Przeraźliwie zielono - gigantyczna roślinność, która przypominała dżunglę. Jej wzrok zatrzymał się na ZW-1905, który leżał zadowolony na trawie, a tuż koło niego była jakaś inna pani eksperyment - wydawali się być bardzo beztroscy. Po chwili kapitan tego burdelu ich ochrzaniła, pouczając, że się niestosownie zachowują podczas bardzo poważnej misji. KM-0101 mruknęła coś niewyraźnego pod nosem, po czym zrobiła kilka kroków przed siebie i się zatrzymała, będąc wciąż w zasięgu grupy. Dalej obserwowała otaczający ją świat, lecz zaraz jej uwagę przykuła pani człowiek, która z ogromną fascynacją biegła na pożarcie olbrzymich jaszczurów, a tak serio, to chyba ją drzewa urzekły i jak gdyby nigdy nic - oddaliła się od wszystkich na tyle bardzo, że nawet KM-0101 nie wiedziała, gdzie ona tak naprawdę polazła. A może była nawiedzona?
   Momentalnie wzruszyła ramionami i odwróciła się na pięcie, by podejść do jakże pani Bynes? Zastanawiało ją to, czemu pani Bynes i pan Byrne mieli tak podobne nazwiska. Ludzie nawet nie potrafili być oryginalni i kopiowali od siebie nazwiska? Niedorzeczne. Odchrząknęła, aby zwrócić na siebie uwagę rozzłoszczonej kobiety.
   - Nie chce przerywać tego jakże czarującego spektaklu, ale jedna ludzka kobieta się oddaliła na daleką i nieokreśloną skalę odległości od naszej wspaniałej grupy. - oznajmiła chłodnym tonem głosu i dało się również wyczuć chłód, który bił od jej osoby. No i jak w stylu KM-0101 - jak gdyby nigdy nic - poszła w swoją stronę, nawet nie czekając na jej odpowiedź. Przykucnęła niedaleko grupy i z ciekawością wlepiała swe ślepia w błękit nieba. Postanowiła chociaż z tego pokorzystać, póki jeszcze miała czas zanim się zacznie "akcja ratunkowa".


https://i.imgur.com/9WX7JUV.gif

Offline

#38 13-04-2019 o 20h20

Straż Absyntu
Rissie
Pokonała Carcolha
Rissie
...
Wiadomości: 8 976

TeStosteron-2709

    Tydzień absolutnej ciszy był niczym, w porównaniu z kilkoma godzinami na statku. W swojej kwaterze mógł chociaż trenować swoje moce. Za szybą, zamknięty jak zwierzę w klatce, mógł co najwyżej przyglądać się swoim "znajomym". Część z nich kojarzył z widzenia i tylko jedną osobę lubił. Nawet to nie przekonało TS do otworzenia ust i powiedzenia czegokolwiek. Zachowywał całkowitą ciszę, analizował i oceniał. Ludzki zespół wydawał mu się całkowicie niezgrany. Czyżby zarząd nawet ich ze sobą nie poznał? Mężczyźnie wydawało się to nader idiotyczne, zważywszy na wagę misji i to, jak dobrano grupę eksperymentów.
    Może kryła się w tym jakaś logika, której on nie potrafił dojrzeć?
    Przyglądał się chwilę pani kapitan. Kilka godzin po ich pierwszy i jedynym spotkaniu, doktor Stuart zapukała - a raczej po prostu weszła - do jego pokoju i opowiedziała mu co nieco o tej  dziwnej, wybuchowej kobiecie. Może to było zbyt dosadne słowo, jednak TS-2709 był nią zaintrygowany. Jej sposób bycia podczas ich ostatniego spotkania był nienaturalny, a przynajmniej nie taki, jak nauczono go, że zachowują się ludzie. Na statku również zachowywała się dziwnie. Tłumaczył sobie, że obserwując ją, pilnuje, czy aby nie zrobi sobie krzywdy. Doktor Martha powiedziała, że jej nienawidzi - tej Yvonne - ale jeżeli on pozwoli, by coś ją zraniło, albo nawet zabiło, to po ich powrocie do bazy, ludzie wyciągną z tego konsekwencje. Mówiła to tak, jakby ich powrót był oczywisty.
    TS-2709 przyjrzał się innym eksperymentom. Nie wyglądali tak, jak powinni wyglądać agenci wysyłani na misje. Nieskromnie mówiąc, on uważał się natomiast za doskonały materiał. Jego ubrania były elastyczne i pozwalały jego ciału "oddychać", do tego nie krępowały ruchów i działały jak kamuflaż, zmieniając kolor zgodnie z otoczeniem. Oczywiście były one ostatnim prezentem od doktor Stuart, podobnie jak ciężkie, wojskowe buciory, absolutnie nieadekwatne do sytuacji. Oczywiście nie narzekał - kiedyś ktoś mu opowiedział, że reszta eksperymentów nie ma tak sielankowego życia i nie dostaje prezentów od swoich stwórców. Nic wtedy nie odpowiedział. Wszyscy naukowcy wiedzieli, że starsza kobieta ma do niego słabość, a on nie może jej niczego odmówić. Absolutnie niczego.
    Lądowanie było dziwne. Kiedy zniżali lot, ciało TS-2709 napięło się samoistnie, nieprzyzwyczajone tak szybkiej zmiany wysokości. Na szczęście wystarczyło kilka głębszych oddechów i rozprostowanie palców u dłoni, by się uspokoić. Ze statku wyszedł jako ostatni, upewniając się, że nikt nie próbuje zostać w środku. To była misja, a nie wycieczka krajoznawcza, a mężczyzna, obserwując jej uczestników, zaczynał się zastanawiać, czy aby nie pomylili lotów.
    On sam nie skupiał się na pięknie przyrody, tylko na tym, co się mogło w niej kryć. Czy w liściach czaiły się jakieś zmieniające rozmiary roboty? Nie wykluczał tego. Albo czy coś pływało w niedaleko położonym strumyku? To było jak najbardziej prawdopodobne. W tym dziwnym, cichym świecie mogło się stać wszystko to, na co nikt nie był w stanie przygotować eksperymentów. Nawet eksperci nie wiedzieli, co czeka ich w tym miejscu,
    Mężczyzna podrapał się po szyi, czując, jak maska obciera mu skórę. Nie dość, że była niewygodna, to ograniczała mu widoczność i śmierdziała jakimś detergentem. Tak przynajmniej uznał.
    Stanął z boku, przyglądając się, jak kapitan Bynes wydziera się na pozostałych członków ekspedycji. Na jej miejscu podszedłby do tego zdecydowanie spokojniej i z mniejszą chęcią mordu w oczach. Wyglądała jak małe dziecko, które ktoś właśnie uświadomił, że nie panuje nad emocjami. Może powinien to zrobić?
    Och, nocne patrole... Może jednak lepiej nie.
    TS był przyzwyczajony do dziesięciu godzin snu dziennie i nie zamierzał rezygnować z tego przyzwyczajenia, zwłaszcza że wojownik, by być gotowym do walki na śmierć i życie, powinien mieć zaspokojone podstawowe potrzeby. Kolejna nauka doktor Stuart.
    Jedna z eksperymentów - nawet nie wiedział, jak było jej na imię - powiadomiła kapitan o ucieczce jednej z załogi. Mężczyzna przywołał na twarz cierpki uśmiech, gotów dobić panią Bynes.
    - Jestem zdania, że powinniśmy zostawić ją samą - oznajmił dobitnie. - Nie jesteśmy na wycieczce, a niesubordynacja, według zasad, jest surowo karana. - Założył ręce na piersi i wzruszył nimi machinalnie. - Zbyt duże stężenie tlenu zabije ją prędzej, czy później. Ekipa ratunkowa może nawet nie zdążyć jej uratować. - Ponownie wzruszył ramionami, świadom, że igra z ogniem. - Ale to tylko moje zdanie. Niestety, lub stety, muszę chodzić za panią jak cień. Proszę o logiczne i przejrzyste rozkazy.


                                                                                                                             "I only act like I know everything."                       -Natasha Romanov
http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo3-400.png  http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-pn3bxpmqlt1xpjiuvo9-400.png  http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo10-40.png http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo9-400.png

Offline

#39 14-04-2019 o 09h58

Straż Cienia
Acerola
Akolita Jednorożców
Acerola
...
Wiadomości: 365

Z  W  ―  1  9  0  5

          Przejrzyste niebo wypełnia całe jego pole widzenia, kiedy ciałem zanurza się w suchym przestworze oceanu tworzonym przez wysokie, miękkie trawy. Pod palcami czuje ruch żywiątek wydostających się spod ziemii, aby zobaczyć co jest powodem takiego zamieszanie ponad ich głowami. Wszystko jest niemożliwie sielskie i gdyby nie myśl o misji oraz kamratach, z przyjemnością zostałby tu na dłużej, może nawet na zawsze. Daleko od laboratoriów Illumination. Tak daleko od przytłaczających naukowców i smutnych oczu Francisci. Czysty błękit zastępuje jednak niejako znajoma twarz, a zamiast szelestu roślin na wietrze słyszy zwykłe, ludzkie słowa skierowane właśnie do niego. ZW wdycha bezgłośnie, ukrywając swoją dyssatysfakcję pod promienistym uśmiechem. Eksperyment znajdujący się ponad nim to bodajże TM, ale nie był tego absolutnie pewien, natomiast numerków jej kodu identyfikacyjnego nie pamiętał już w ogóle. Alexander nie jest chyba w najlepszych relacjach z Murphym, więc nic dziwnego, że trzymał swoje eksperymenty z dala od niechcianych wpływów. Spotkanie z KM było wynikiem konieczności i pewnie gdyby na jej problem sprawdziłoby się cokolwiek innego, mężczyzna nigdy nie dopuściłby ZW do swojego najcenniejszego dzieła.
          W głębokim zamyśleniu nad innymi eksperymentami, różowowłosy unosi dłoń w stronę dziewczyny, która przerwała jego obserwację. Jego palce zatrzymują się dopiero na śliskiej powierzchni kasku i przesuwają po nim leniwie, zataczając drobne kółka tam, gdzie powinien dotknąć jej policzka.
- Przypominasz mi trochę Franciscę - mamrocze bardziej do siebie niż do niej, zastanawiając się po co w ogóle to powiedział. W najlepszym wypadku nie znała nawet jego matki. W najgorszym, Francisca brała udział w badaniach, nie mrugając nawet okiem na niehumanitarność metod innych naukowców. ZW kochał ją, to nie podlegało wątliwościom, ale właśnie dlatego wiedział jaka jest. Poza czterema ścianami jego bezpiecznej ścianami to Pani Wade, asystentka do spraw badań na obiektach eksperymentalnych.
- Powinniśmy dołączyć do reszty - głowa boli go od nadmiaru wspomnień, kiedy wreszcie wraca do rzeczywistości, gdzie dziewczyna nadal mu się przygląda. Gdzieś nieopodal Pani Kapitan wydziera się na nich za niesubordynację, TS i KM dorzucają swoje pięć groszy do sprawy oddalającej się bez pozwolenia członkini zespołu, a różowowłosy tylko uśmiecha się pobłażliwie na to wszystko.
          Postanawia nie wychodzić na ścieżkę wojenną z Panią Bynes, chociaż z przyejmnością powiedziałby jej to i owo do słuchu. W końcu gdyby faktycznie byli tacy niezastąpieni, naukowcy nie rozważaliby nawet wysyłania ich na potencjalnie niebezpieczną misję. A Wade odprawiając swojego podopiecznego miał minę, jakby to miało być ich ostatnie spotkanie w tym życiu.
- Przepraszam, zagalopowałem się. Miło mi będzie spędzić z Panią wieczór - odpowiada ostatecznie, przesuwając nerwowo po potylicy swojego kasku. Kapitan nie ma jednak czasu zajmować się nim dłużej, gdy pozostawał problem zniknięcia językoznawcy i nikt nie wyglądał się specjalnie kwapić, aby zrobić cokolwiek bez wyraźnego polecenia. Wbrew własnym instynktom to samo zdecydował się zrobić ZW, stając na baczność obok TS.


https://66.media.tumblr.com/2e9625761e3375eba72887ad5ccfb84f/tumblr_p2q7g4lP8p1qc9mvbo8_400.gifv https://66.media.tumblr.com/bcdfa0358cb12dee198ef9c47ee42fc8/tumblr_p2q7g4lP8p1qc9mvbo5_400.gifv

Offline

#40 15-04-2019 o 11h51

Straż Obsydianu
Ermira
Pokonała kurę
Ermira
...
Wiadomości: 834

                                                                                                                            Y   V   O   N   N   E         B   Y   N   E   S

      Czuła, że jeśli tak dalej pójdzie to prędzej czy później wyciągnie broń i wyceluje ją prosto w... swoją głowę. Sytuacja przerosła ją już pierwszego dnia, a wizja każdego kolejnego coraz bardziej wymykającego się spod kontroli przerażała ją. Nienawidziła, kiedy cokolwiek szło nie po jej myśli, nie będąc przyzwyczajoną do porażek. Nie miała cierpliwości swojego ojca, a każde, nawet najmniejsze niepowodzenie doprowadzało ją do konkluzji o własnej beznadziejności. Ona tłumaczyła to ambicją, inni nieumiejętnością przegrywania.
      Spojrzała na TS-2709. Jej ręce trzęsły się ze złości i wzrastającego stresu, a cała postawa zdecydowanie stała się mniej pewna, niż jeszcze kilkanaście minut temu. Zmarszczyła brwi, intensywnie zastanawiając się nad różnymi opcjami działania.
      Choć protokół przewidywał podobne sytuacje, to nie zawierał w sobie czynnika ludzkiego. On z łatwością mówił "należy zostawić taką osobę na śmierć". Człowiek natomiast nie potrafił z taką gładkością i łatwością skazać swojego pobratymca na pastwę losu. Dodatkowo irytował ją fakt, że musiałaby się tłumaczyć ze straty jednego z członków załogi już pierwszego dnia. Zdecydowanie nie pracowała tyle czasu na respekt czy szacunek, — nie obchodziło jej, że wielu wyklinało ją przy wspólnej kawce czy piwie — żeby jedna beznadziejna kobieta to wszystko roztrzaskała.
      Ostatecznie zdecydowała się na działanie nieodpowiedzialne, aczkolwiek ludzkie.
   — Byrne, ufam Ci, dlatego wiem, że tego nie spieprzysz — westchnęła, taksując wzrokiem pozostałych członków załogi — Rozdzielimy się, nie można tracić więcej czasu. Odkładanie szukania miejsca na rozbicie obozowiska jest niebezpieczne — dodała — Gabriel Byrne przejmie dowódco do mojego powrotu, wezmę ze sobą TS-2709 i TM-2003, jeśli nie wrócimy do dwóch godzin, zawiadomcie górę — posłała im gorzki grymas, mając nadzieję, że przyswoili informacje lepiej niż Stuart - Wishniewsky'a na statku.
      Drzewa były niebywale wysokie, sięgające nieba. W lesie nie dało się znaleźć wydeptanych ścieżek, a jedynie wysokie chaszcze i nieznaną dotychczas roślinność. Yvonne dbała o głośne stawianie kroków, obawiając się węży i żmii, mogących chować się w wysokich trawach. Niedawno przeczytała, że w ten sposób można je odstraszyć. Obawiała się również owadów, a natrafiając na pajęczynę od razu odskoczyła, niemal wpadając na podążające za nią eksperymenty.
      Spojrzała na obiekty nieco dłużej zatrzymując wzrok na TS-2709. Jego grubą, starannie wypełnioną przez Marthę Stuart, kartotekę przeczytała dopiero dwa dni temu. Zorientowała się, jak bardzo igrała z ogniem. Ta s*** wychowała go sobie na potwora, maszynę do zabijania, licząc, że ostatnia wizyta Bynes w tym okropnym, białym pokoju skończy się zdecydowanie gorzej.
      Nienawidziły się ze wzajemnością.
      To TM-2003 zauważyła Maevę na drzewie, Yvonne natomiast znalazła maskę leżącą zaraz pod nim. Z trudem powstrzymała się od krzyku i chęci zalania się łzami bezsilności. Pierwszy raz w życiu ktoś zirytował ją w tak dużym stopniu.
   — Dobra robota, TM — położyła rękę na jej głowie i delikatnie zmierzwiła włosy, a ten czyn zdawał się być dla niej niebywale uspokajający — TS, ściągnij tę kretynkę z drzewa — westchnęła, a kiedy Maeva znalazła się na Ziemi Yvonne niemal od razu przyłożyła jej maskę do twarzy — Ah, brawo — następnie postąpiła wobec TS tak, jak wcześniej z TM.

Ostatnio zmieniony przez Ermira (15-04-2019 o 11h54)


L     O     S     T                      I     N                      M     Y                      B     O     O     T     S     ,                      S     A     F     E                      I     N                      M     Y                      R     O     O     M

https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616562734716289024/1.gif  https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616563237734973471/2.gif  https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616563253858009099/3.gif  https://s3.gifyu.com/images/411d65a387673f8a8.gif  https://s3.gifyu.com/images/5a6701b8bd09977e0.gif

U     N     D     E     R                    T     H     E                    C     O     V     E     R     S     ,                    T     H     E     Y                    S     M     E     L     L                    L     I     K     E                    Y     O     U

Offline

#41 16-04-2019 o 23h03

Straż Obsydianu
Tama
Szeregowiec
Tama
...
Wiadomości: 125

TM-2003

Chłopak był wyraźnie pogrążony we własnych myślach. Może naprawdę uderzył się w głowę? ZW przeniósł spojrzenie na twarz dziewczyny. TM nie odezwała się, czekając, aż chłopak wstanie lub odpowie na zadane przez nią pytanie. To nie nastąpiło. ZW powoli uniósł dłoń i przyłożył ją do szklanej powierzchni kasku dziewczyny. Eksperyment nie cofnęła się. Nie czuła się tym czynem przestraszona, bardziej zdziwiona, a może zafascynowana? Ten gest nie był agresywny, ani nieprzyjemny. Był niespotykany. Dziewczynie zdawało się, że ZW próbuje dotknąć jej twarzy. Jednak nie był to dotyk z jakim zazwyczaj się spotykała. Ten dotyk nie krzywdził.
Przez chwile obserwowała ukrwienie dłoni chłopaka i patrzyła jak powoli zmienia kolor z pomarańczowego na czerwony, gdy przyciskał mocniej dłoń do kasku.
- Przypominasz mi trochę Fransicę - powiedział ZW-1905, a TM uśmiechnęła się do niego bez zrozumienia. Nie wiedziała kogo ma na myśli i...
-ZW-1905. W dupie Ci się poprzewracało, jeśli myślisz, że takie zachowanie będzie traktowane z przymrużeniem oka... - dziewczyna miała wrażenie, jakby momentalnie uderzył w nią huragan. Słowa wylewały się ciągiem z wyraźnie rozgniewanej kapitan Bynes.
- TM-2003, POWINNAŚ od razu go upomnieć - dodała kobieta.
Dziewczyna powoli wstała z ziemi, otrzepując swój kombinezon.
- Och, upomnieć go za leżenie na ziemi, na której za chwile wszyscy będziemy leżeć w obozie? - dziewczyna uśmiechnęła się przyjaźnie, w głębi duszy wiedząc, że prawdopodobnie rozgniewa tymi słowami kapitan Bynes.
Kobieta zdawała się jej nie usłyszeć:
- Nocna warta - dodała, a TM zmarszczyła brwi - W ramach kary spędzicie ze mną trzy najbliższe nocne patrole - skończyła, a TM przygryzła wargę.
Trzy nocne warty z pewnością nie były czymś przyjemnym... Zanim dziewczyna zdążyła jakkolwiek skomentować, prawdopodobnie jeszcze bardziej grzebiąc ich los, przy kapitan pojawiła się KM - 0101.
Dziewczyna o zdolnościach kriokinezy powiedziała o zniknięciu jednego członka wyprawy. TM - 2003 nie zajęło długo zorientowanie się, że ma na myśli Mewę. Ta informacja spowodowała, że dziewczynę ogarnął lekki niepokój. Zgubiła człowieka, którego miała chronić, po jednym dniu!
- Jestem zdania, że powinniśmy zostawić ją samą - dziewczyna uniosła wzrok, widząc przed sobą TS - 2709 - Nie jesteśmy na wycieczce, a niesubordynacja, według zasad, jest surowo karana. Zbyt duże stężenie tlenu zabije ją prędzej, czy później. Ekipa ratunkowa może nawet nie zdążyć jej uratować.
TM - 2003 otworzyła szerzej oczy. TS właśnie wykopywał grób zarówno dziewczynie, jak i Mewie. Eksperyment podeszła do obojga, mówiąc:
- Jestem zdania, że powinniśmy zignorować zdanie TS - 2709 - uśmiechnęła się szeroko do chłopaka - Na pewno nie odeszła daleko, mogę ją znaleźć... - powiedziała bardziej do siebie niż do nich. Zaczęła się rozglądać po okolicy w poszukiwaniu samotnego człowieka.
Kapitan Bynes na szczęście wybrała słuszną opcję - uratować Mewę. Wybrała TM i eksperyment doktor Stuart na swoją ekipę poszukiwawczą,  po czym wyruszyli w dzicz. Wokoło otaczała ich roślinność. Z bliska drzewa wydawały się dziewczynie znacznie piękniejsze. Przypominały trochę niewielkie wieże dla ziemskich organizmów.
TM zdjęła swój kask, czując, że bardziej się w nim dusi, niżeli oddycha. Bez ochronnej szyby przed twarzą, mogła poczuć wiatr na skórze i w płucach. To było wspaniałe! Mogła nawet umrzeć od tego czegoś, co TS określił "zbyt dużym stężeniem tlenu".
Po niedługim czasie poszukiwań TM zauważyła kobietę. To nie było trudne, tak duże organizmy rzucały się w oczy... oczy TM - 2003.
TS ściągnął językoznawczynie z drzewa i wszystko zakończyło się szczęśliwie.
Gdy wracali we czwórkę, wciąż było jasno. Co prawda TM nie mogła zobaczyć różnicy w ubarwieniu nieba, ale specjaliści na stacji nauczyli ją rozpoznawać zmiany w otoczeniu np. roślinności. Podobno było ważne, aby dziewczyna odróżniała pory dnia.
- Widziała jakieś mewy? - zapytała pół szeptem językoznawczynię, kiedy podążali za kapitan Bynes. Nie była zła na Mewę za jej "niesubordynacje". W gruncie rzeczy TM mogła być zdolna do gorszych wybryków.

Ostatnio zmieniony przez Tama (16-04-2019 o 23h18)


„Życie ponad śmiercią. Siła ponad słabością. Podróż ponad celem.”

https://orig00.deviantart.net/ecb1/f/2016/269/a/1/air_potion_by_planet_spatulon-daiwvca.gif

Offline

#42 17-04-2019 o 13h54

Straż Obsydianu
Morenn
Akolita Jednorożców
Morenn
...
Wiadomości: 379

Gabriel Byrne




          Gdy zorientował się, że językoznawczyni zniknęła, kompletnie go zatkało. W pierwszym momencie pomyślał, że coś ją porwało - wprawdzie według map, które udało im się przechwycić powinni być daleko od reptiliańskich siedzib, lecz czy można było być tutaj czegokolwiek w stu procentach pewnym? Zanim jednak zdążyły opanować go zimne macki strachu, KM podeszła do zajętej przywracaniem wśród eksperymentów dyscypliny Yvonne i oznajmiła, że Mewa po prostu sobie poszła. Gabriel poczuł, że jego umysł zupełnie nie radzi sobie z przetworzeniem tej informacji, więc dał sobie spokój. Podróże kosmiczne mogły obciążać organizm i powodować różne dolegliwości, ale jeszcze nie słyszał, by ktoś postradał w ten sposób zmysły. Mewa była albo szczególnym przypadkiem, albo jakimś cudem ominęła testy psychologiczne. Przysłuchiwał się krótkiej  wymianie zdań pomiędzy ochroniarzami - ten, który był przypisany do Yvonne nalegał, by kobietę po prostu zostawić, zaś eksperyment odpowiedzialna za Mewę chciała, rzecz oczywista, pójść jej poszukać. Gabriel spojrzał na Yvonne, w napięciu czekając jaką podejmie decyzję.
Byrne, ufam Ci, dlatego wiem, że tego nie spieprzysz. Rozdzielimy się, nie można tracić więcej czasu. Odkładanie szukania miejsca na rozbicie obozowiska jest niebezpieczne.  Gabriel Byrne przejmie dowódco do mojego powrotu, wezmę ze sobą TS-2709 i TM-2003, jeśli nie wrócimy do dwóch godzin, zawiadomcie górę.
Gabriel z całej siły spróbował nie dać po sobie poznać, jak bardzo go to przeraziło. Nie tylko to, że na jego barki spadła właśnie odpowiedzialność tak wielka, że niemalże namacalnie wyczuł jej ciężar - dotarło też do niego, w jak fatalnym położeniu znalazła się Yvonne, skoro ze wszystkich to właśnie on wydał jej się najlepszą osobą do tego zadania. Przełknął ślinę, czując na sobie spojrzenia reszty grupy. Z jednej strony cieszyło go zaufanie, jakie pokładała w nim Yvonne, z drugiej - był przerażony. Nie przypuszczał, że tak szybko będzie  zmuszony radzić  sobie sam zamiast trzymać się jej. Ale nie mógł poradzić na to wiele więcej ponad to, by zrobić wszystko, by tego zaufania nie zawieść.
- Rozkaz, pani kapitan. - powiedział tylko, pilnując, by głos mu nie zadrżał. A potem już ciszej, mając nadzieję, że tylko ona go usłyszała, dodał - Proszę, wróć szybko. - myśl, że scenariusz wymieniony przez nią na końcu mógłby się spełnić, przyprawiała go o zawroty głowy.

          Przez chwilę patrzył, jak Yvonne w towarzystwie dwojga eksperymentów znika między drzewami w miejscu, gdzie Stuart - Wishyniewsky'a była widziana po raz ostatni. Gdy poczuł, że nie jest w stanie dłużej ignorować wpatrzonych w niego uważnych spojrzeń, przeniósł wzrok na swoich współtowarzyszy - dwoje ludzi, Eliza Szypuła i Clarence Davis wraz z ochraniających ich eksperymentami, ZW-1905 oraz DM-1311. No i oczywiście KM-0101. Wszyscy czekali na jakieś polecenia i Gabriel pogratulował sobie w myślach pierwszego sukcesu - nikt nie wyglądał, jakby zamierzał zdjąć maskę i uciec na drzewo. Z jakiegoś powodu na tę myśl zachciało mu się płakać.
Odchrząknął. Spojrzenie KM nie pomagało mu zebrać myśli.
- Zgodnie z rozkazami kapitan Bynes, idziemy szukać miejsca na obóz. Trzymajmy się razem i miejmy oczy dookoła głowy... - to może nie zginiemy, chciał dodać, ale w porę ugryzł się w język. Głos mu lekko drżał, gdy nieudolnie starał się imitować ton jej głosu podczas wydawania rozkazów. Westchnął i postanowił dać sobie z tym spokój i skupić się na myśleniu nad tym, jak utrzymać ich przy życiu. - Mój pomysł jest taki, żeby trzymać się ściany lasu i unikać otwartej przestrzeni. Pójdziemy na północ. Nie ma z nami TM więc proszę, by DM skupił się na śledzeniu ewentualnych zagrożeń. Bóg raczy wiedzieć, co się kryje w tych lasach. Jeżeli coś zwróci waszą uwagę, mówcie od razu. Miejmy nadzieję, że Yv... Kapitan Bynes szybko do nas dołączy. Czy ktoś ma coś do dodania? - las wydawał się być spokojny. Drzewa szumiały jednostajnie, kołysząc się lekko pod wpływem wiatru. Kiedy Gabriel spojrzał na zachód zauważył zbierające się tam ciemne chmury - Chodźmy, lepiej znajdźmy sobie miejsce zanim złapie nas burza.

          Ruszyli przed siebie sześcioosobową grupą. Gabriel był zbyt zestresowany, by usiłować nawiązać z kimś rozmowę, a poza tym kompletnie nie wiedział, jak się za to zabrać. Rzucił jedynie spojrzenie KM, której obecność przez cały czas wyczuwał tak, jakby w jego pobliżu ktoś otworzył na oścież okno. Ciągnął od niej chłód nawet wtedy, gdy nic nie robiła.
W pewnym momencie przystanął, gdy jego uszu dobiegł dziwny dźwięk, przypominający brzęczenie. Gabriel zmarszczył brwi, usiłując zlokalizować przyczynę hałasu, który wydawał się narastać, nie mogąc go przypisać do niczego, co znał. Podczas sesji zapoznawczych z otoczeniem na Ziemi słuchał różnych odgłosów, na które mógłby się tutaj natknąć. To przypominało owada. Dużego owada, albo...
Spomiędzy drzew, ponad nimi wyłonił się srebrny kształt. Gabriel otworzył szeroko oczy i wciągnął gwałtownie powietrze w płuca, rozpoznając latającą konstrukcję prawie od razu. Odruchowo chwycił ramię najbardziej odsuniętej od ściany lasu Elizy, by przyciągnąć ją bliżej, zanim zostanie zauważona.
- Dron! Padnij! Wszyscy do lasu!
Urządzenie reptilian zawróciło w ich stronę, kiedy Gabriel dał znak do ukrycia się w leśnej gęstwinie. Jeżeli dron ich zarejestruje, będą mieli spore kłopoty. Miał nadzieję, że przynajmniej nie jest uzbrojony...

Ostatnio zmieniony przez Morenn (17-04-2019 o 16h47)


https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746762542252083/morenn1.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746780116647990/morenn2.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746808084135965/morenn3.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746830158888980/morenn4.gif

Offline

#43 18-04-2019 o 19h59

Straż Obsydianu
Eowyn
Młody rekrut
Eowyn
...
Wiadomości: 17

https://i.imgur.com/f3sp6Zw.png

        Właściwie to reakcje współtowarzyszy nie były mu, aż tak obce. Clarence wiedział, jednak że najlepiej będzie dla niego, jeśli podejmie jakieś kroki, idące ku jego badaniom, gdy przyjdzie na to odpowiednia pora. Na razie rozdzielili się z dowódcą, więc każdy musiał mieć głowę na swoim karku. Ruszyli w nieznane pod przywództwem Byrne'a. Uznawał jego zwierzchnictwo, skoro Yvonne mu ufała prawdopodobnie wiedziała co robi.
        Biologia cieszyła ta nieznajomość terenu, wreszcie coś się działo. Wszakże był człowiekiem czynu. Właściwie to, gdyby nie opamiętała go praca jego ojca, prędzej czy później sam wyszedłby z tej mary prawdziwego życia, jaką przedstawiał ruch płaskostacjonistów. Nie był stworzony do stania w miejscu. Jeśli mógł się do czegoś przydać, musiał to wykazać na własnych warunkach, co ukazał zmieniając swoje nazwisko, by mniej osób kojarzyło go po sławnym ojcu.
       Mimo emocji, które odczuwał, przemierzając w nieznane martwił się, czy Mewa się odnajdzie. Dawno nie było dane im rozmawiać, ciekawiło go czy nadal uważa, że nic, a nic się nie zmienił. Nie mógł się na to wcześniej zdecydować, a świadomość, że mógł już jej nie odbyć była strasznym uczuciem. Miał nadzieję, że nie dowie się szybko, a najlepiej w ogóle o... nie chciał nawet o tym myśleć i już wyczekiwał, gdy zespół ponownie połączy się z dowódcą i resztą eksperymentów.
        Ciekawił go również obiekt, który miał go ochraniać. Był ciągle blisko niego. Za blisko, gdy tylko usłyszeli ostrzeżenie o dronie ten wpadł na niego. Clarence nie pozwolił mu się przewrócić i znalazł dla nich kryjówkę w gęstwinie, w której wystarczyło dla nich miejsca. Tak pokierowała go, krążąca mu w żyłach adrenalina, która miała za zadanie od tysięcy lat pobudzać ludzi do zachowań, które mogą uratować im życie. Mało, kto czuł ją na Illumination, o czym uświadomił sobie czarnowłosy. Mało istniało rozrywek, które mogły jej dostarczać. Było to niesamowite uczucie. Nie chciał myśleć o tym, co by było, gdyby stanęli oko w oko z prawdziwym dinozaurem. A co gorsza z takim, który broniłby swojego gniazda. Zdziwił się, że nie wymarło to, będąc w praktycznie całkowitym uśpieniu.
     - Po co reptilianom drony? - zastanowił się na głos biolog. - Czy to obawa przed dinozaurami, czy sądzą, że ktoś może im zaszkodzić? A może wiedzą, że mamy się pojawić?
        Uważał, że to intrygujące zagadnienie, czyżby mieli spotkać tu kogoś jeszcze? Przybyszów z innych planet? Byłoby to wielce odkrywcze i może przydatne. Miał również nadzieję, że nikt inny nie wyda ich pozycji. Nie chciałby się przekonać, co takie drony potrafią zrobić. Gdyby trafili w niewolę reptilian... mogłoby to równać się z niepowodzeniem ich misji. Chociaż w najgorszym scenariuszu mogliby prawdopodobnie uszkodzić ten dron na tyle, by swobodnie się ukryć w dziczy, a ich obecność, choć zasygnalizowana, nie dałaby o nich żadnych informacji. Poza ich tężyzną i liczebnością. Okazała by się, jednak niepotrzebnym alarmem.

Ostatnio zmieniony przez Eowyn (18-04-2019 o 20h07)


https://www.gifmania.com.hr/Gif-Animacije-Disney/Gif-Slike-Pixar-Filmove/Animirane-Gif-Gore/Gore-83871.gif https://www.gifmania.com.hr/Gif-Animacije-Disney/Gif-Slike-Pixar-Filmove/Animirane-Gif-Gore/Gore-83872.gif

Offline

#44 19-04-2019 o 10h41

Straż Absyntu
Rissie
Pokonała Carcolha
Rissie
...
Wiadomości: 8 976

Tak To eS na tej ziemi - 2709

    Cała ta sytuacja była tak niemożliwie śmieszna i żałosna, że TS-2709 zastanawiał się, jakim cudem przekonano doktor Stuart do wysłania go na nią. Przecież nie pozwoliłaby mu na zadawanie się z takimi idiotami, myślącymi czymś, co powinni mieć w klatce piersiowej, a nie rozumem.
    Spojrzał na TM-2003 z wyraźną niechęcią. Starał się panować nad swoimi emocjami, zwłaszcza że ta właśnie zaoferowała się jako koziołka ofiarnego, jednak...
    - Czyli mam rozumieć, że twoim zdaniem powinniśmy łamać wszelkie zasady, narzucone przez górę, dla jakiejś niewydarzonej i nieodpowiedzialnej kobiety? - Uniósł wyzywająco brew. - Dobrze, bardzo chętnie zobaczyłbym, jak pożerają cię krwiożercze bestie.
    Że też eksperymenty mogły wykształcić w sobie tak bezużyteczną cechę, jak empatia. Doktor Murphy wydawał mu się porządnym człowiekiem, oddanym swojej pracy - jakim cudem stworzył coś takiego?
    I wtedy odezwała się kapitan Bynes.    TS-2709 przyglądał się jej kipiącym wściekłością i żądzą mordu oczom i zastanawiał się,  kiedy ta w końcu pęknie. Liczył na to, że zacznie się plątać w słowach, jednak nie obraziłby się również, gdyby nagle skuliła się na ziemi i zalała łzami.
    Potknij się, no dalej, potknij się.
    Nie spodziewał się u niej logicznego podejścia do sprawy, więc zdziwił się w duchu, widząc, że jest w stanie myśleć trzeźwo. Nie pozwolił sobie jednak na okazanie tego. Nie był jakimś pierwszym-lepszym eksperymentem, wziętym na misję, by móc się wykazać. Z jakiegoś powodu przecież był jednym z lepszych.
    Przysłuchiwał się kapitan z kamienną twarzą i na koniec jej wypowiedzi nawet nie wzruszył ramionami. Nie zamierzał się już dłużej sprzeczać, bowiem wyglądało na to, że kapitan popisowo zignorowała jego uwagę o uciekinierce. Ale tego przecież wymagały zasady, prawda? Bynes powinna zostawić tę kobietę na pastwę dzikich zwierząt, a nie narażać życie innych członków załogi na niebezpieczeństwo. Doktor Stuart na pewno będzie zadowolona z jego raportu.
    Zamknął usta na kłódkę i udał się za w ślad za kapitan. Miał TM-2003 po swojej lewej i przyglądał się jej ukradkiem. Miał wrażenie, że widział ją kiedyś na salce do ćwiczeń, ale nie dałby sobie uciąć za to głowy. Jedynym eksperymentem, którego nie uważał za bezużyteczny, i nawet darzył go całkiem pozytywnymi uczuciami, był ZW-1905. Jaka szkoda, że na poszukiwania kapitan nie zabrała właśnie jego...
    Nawiązywanie rozmowy wydawało mu się w tamtej chwili szalenie nietaktowne, zwłaszcza że chwilę temu pokazał, jak bardzo nie ma ochoty jej widzieć. Może powinien ugryźć się wtedy w język? Jakby nie patrzeć, eksperyment była całkiem ładna i - dali stwórcy - empatyczna. Mógłby znaleźć w niej sojuszniczkę, zamiast robić sobie kolejnego wroga. Myślał chwilę nad tym, w jaki sposób mógłby się do niej odezwać - gdyby zwrócił uwagę na przyrodę, TM-2003 mogłaby zjechać go, że przed chwilą stawiał na protokół, a teraz się od niego odcina. A gdyby spytał o jej moc? Nie, wtedy wyszedłby na gbura, który nie wie, z kim ma do czynienia.
    Widać jego charakter i szablonowe podejście do wielu rzeczy zapędziły go w kozi róg, bo nawet nie wiedział, co zrobić.
    Całe szczęście szybko udało im się znaleźć uciekinierkę. TS-2709 zadarł głowę wysoko, chcąc zobaczyć ciemny kształt, odcinający się kolorystycznie od drzewa. Rzeczywiście nie było ciężko ją znaleźć, jednak cieszył się, że to TM to zrobiła - gdyby on musiał cały czas iść z wyciągniętą do góry głową, byłby dość podirytowany.
    - Dobra robota - rzucił jej, hamując chęć przyłożenia samemu sobie w twarz.
    Co ci odwaliło, TS?
    Skupił się na Stuart-Wishniewsky, jej wysokości nad ziemią i kącie padania światła. Nie była tak wysoko, jak na początku przypuszczał, więc bez trudu mógł zdjąć ją, używając samych swoich wrodzonych umiejętności. Mocą umysłu pociągnął za nici, oplatające świat, i oderwał delikatnie jej palce od drzewa. Potem oplótł jej ciało własnym powietrzem i ściągnął ją na ziemię. Nie ważne, jak bardzo przeciwny był tej eskapadzie, i jak bardzo chciał zrobić krzywdę tej kobiecie - nie wypadało mu traktować ją jak worek ziemniaków.
    Ukrył poirytowanie, kiedy kapitan Bynes wspięła się na palce, by poklepać go po głowie.
    Oddychaj, oddychaj. Nie wytrąci cię z równowagi.
    Zakładał, że właśnie taki był cel działań kapitan, bo w jakim innym celu miałaby pozwolić sobie na kontakt fizyczny? Irracjonalne.
    Spojrzał niechętnie na językoznawczynię.
    - Czy coś panią boli? - zapytał. - Proszę mi wybaczyć, jeśli przypadkiem zbyt mocno pociągnąłem panią ku ziemi. Praca w terenie różni się nieco od tej w sali ćwiczebnej.

Ostatnio zmieniony przez Rissie (19-04-2019 o 10h41)


                                                                                                                             "I only act like I know everything."                       -Natasha Romanov
http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo3-400.png  http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-pn3bxpmqlt1xpjiuvo9-400.png  http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo10-40.png http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo9-400.png

Offline

#45 19-04-2019 o 22h18

Straż Obsydianu
Ermira
Pokonała kurę
Ermira
...
Wiadomości: 834

                                                                                                                            Y   V   O   N   N   E         B   Y   N   E   S

      Postanowiła poczekać, aż irytacja, uczucie beznadziejności oraz chęć zamordowania Maeve zastąpi logiczniejsze i trzeźwe myślenie. Głęboko oddychała, nawet na nią nie patrząc. Skoro ta pozwoliła sobie już na odejście od grupy, zdjęcie maski i wspięcie się na drzewo to znaczy, że nawet teraz nie przestanie zadziwiać Yvonne swoją nieodpowiedzialnością i... głupotą. Wolała nie psuć sobie nerwów bardziej, niż to było konieczne.
      Jedyne, czego Bynes nienawidziła bardziej od nieporadności życiowej była właśnie niepełnosprytność mózgu u, zdawałoby się, zdrowego człowieka.
      Zastanawiała się, co w takiej sytuacji zrobiłby jej ojciec. Na pewno nie dawałby się z taką łatwością pomiatać przez własne emocje. Zawsze był człowiekiem niebywale spokojnym, próbującym obiektywnie patrzeć na każdą sytuację. On nie zdobył szacunku strachem, ostrymi słowami, a mądrością, silną ręką i dobrocią. Yvonne mogłaby się zdawać jego zupełnym przeciwieństwem, przez zawieranie w sobie multum pokładów choleryzmu i nieumiejętność zmiany już raz ustalonego zdania, jednak miała w sobie dwie ważne cechy, które łączyły wszystkich Bynesów — chorą ambicję i dążenie po trupach do celu. Nie zawsze widoczne na pierwszy rzut oka.
   — Koniec tego dobrego — posłała Stuart-Wishniewsky'ej krzywy uśmiech.
      Nie zamierzała mówić zbyt wiele, uznając, że to zupełnie minęłoby się z celem. Miała nadzieję, że Maeve już sama doszła do oczywistej konkluzji odnośnie jej skretyniałego i niebywale nieodpowiedzialnego zachowania, które nie tyle mogło zagrozić powodzeniu misji, ile utrudnieniu życia chroniącej ją TM-2003.
Przeciągle westchnęła i wlepiła w nią przeszywający wzrok.
   — Skontaktuje się z górą i zdam im wyczerpujący raport z Twojego zachowania — powiedziała monotonnie i sucho — Poproszę również, żeby przy następnej takiej sytuacji sprowadzono Cię z powrotem na Illumination — dodała — Oczywiście zadbam o to, żeby potraktowano Cię tam jak sabotażystę i zdrajcę — na jej twarzy pojawił się sztuczny, wypełniony jadem uśmiech.
      Jeśli Maeve pogrywała w taki sposób, to Bynes zdecydowanie nie zamierzała powstrzymywać się od naginania zasad. To ona była tutaj kapitanem, to ona miała tutaj największą władzę — postanowiła więc nie dać im tak łatwo o tym zapomnieć. Mogli jej nienawidzić, obmawiać za plecami, utracić do niej cały szacunek — Yvonne nie obchodziło to tak długo, aż wykonywali jej rozkazy.
      Może i było to myślenie skrzywione, ale jedynym, na czym zależało Bynes było właśnie poczucie władzy. Przez nie odczuwała niebywały komfort. Ubzdurała sobie, że uczucie beznadziejności i niezadowolenia z własnych działań po osiągnięciu danego szczebla w hierarchii po prostu zniknie, zastąpione przez laury zwycięstwa i samoakceptację, że zaspokoi jej chore, wyżerające od środka ambicje.
   — TM-2003, TS-2709, przepraszam, że mimo niebezpieczeństwa i nieodpowiedzialności tego działania, zdecydowałam, żeby się rozdzielić i pójść szukać Maeve Stuart-Wishniewsky'ej — powiedziała, dochodząc do wniosku, że właśnie w taki sposób postąpiłby jej ojciec.
      Następnie skierowała wyczekujący wzrok na językoznawczynie.

Ostatnio zmieniony przez Ermira (19-04-2019 o 22h30)


L     O     S     T                      I     N                      M     Y                      B     O     O     T     S     ,                      S     A     F     E                      I     N                      M     Y                      R     O     O     M

https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616562734716289024/1.gif  https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616563237734973471/2.gif  https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616563253858009099/3.gif  https://s3.gifyu.com/images/411d65a387673f8a8.gif  https://s3.gifyu.com/images/5a6701b8bd09977e0.gif

U     N     D     E     R                    T     H     E                    C     O     V     E     R     S     ,                    T     H     E     Y                    S     M     E     L     L                    L     I     K     E                    Y     O     U

Offline

#46 20-04-2019 o 18h17

Straż Absyntu
Ilian
Obrońca Straży
Ilian
...
Wiadomości: 12 426

Maeve Mewa Stuart - Wishniewsky



    Mewa powtarza sobie, że wszystko jest w porządku. Że pogodziła się ze śmiercią z wycieńczenia na czubku drzewa. Że już nigdy nie będzie dręczyć studentów obowiązkowymi wykładami w piątki wieczorem.  Że już nigdy nie spotka pięknych chłopców, ani ślicznych dziewczyn. Że już nigdy nie będzie mogła czytać książek. Powtarza sobie, że to wszystko w porządku, że nie zrobi tylu cudownych rzeczy nigdy więcej.
    Tak naprawdę ma łzy w oczach i cała się trzęsie. Boi się spojrzeć na dół. Jej serce wali jak szalone. Mewa nie ma zielonego pojęcia co ma zrobić. Nie zauważa drużyny trojga, która przyszła jej na odsiecz. Nie słyszy, by cokolwiek do niej mówili. A najgorsze dopiero przed nią i sama tego nie wie.
    Mewa krzyczy.
Nagle oderwała się od drzewa. Serce jej zamiera. Boi się, że spada. Bierze głęboki wdech. Zamyka oczy. Wyobraża sobie niesamowity ból. Koniec z życiem.
    Nic się nie dzieje. Ląduje bezpiecznie na ziemi. Jej serce omija kilka uderzeń. Ostatecznie wypuszcza całe zgromadzone powietrze z siebie. Nadal się trzęsie. Nie za bardzo wie co się dzieje. Kolana lekko się pod nią uginają. Ale już jest na ziemi.
    Nieco trzeźwieje, gdy do rąk zostaje jej wepchnięta maska. Zamiera na chwilę. Otrząsa się. Już w porządku Mewa – myśli i tak sobie powtarza. Z myśli wyrywa ją TM. Mewa powoli obraca się w stronę dziewczyny i patrzy na nią tępym wzrokiem. Mija chwila nim jej pytanie dociera do niej.
-Niestety nie – odpowiada cichym, słabym głosem. – Mewy występuję nad morzem, a my jesteśmy w lesie – dodaje, równie cicho. Jednak przybiera uśmiech.
    Z trudem zakłada maskę. Idzie jej to mniej sprawnie niżby sobie życzyła. Ręce jej się trzęsą. Nadal oddycha płytko. Jednak już jest w masce. Znaleźli ją, ściągnęli. Już wszystko w porządku Mewa – powtarza sobie dalej.
    Lekko podskakuje na dźwięk nieznanego do tej pory głosu. Drugi z ulepszonych ludzi się do niej odezwał. Mewa mruga oczyma. Mija chwila nim rozumie co do niej mówi.
-Jestem Mewa, nie żadna pani – mówi najpierw. Stara się, by jej głos był lekki jak zwykle. Nie udaje jej się. Jednak uśmiecha się w jego stronę.  –Wszystko jest w porządku. Dziękuję – odpowiada. Niewiele jednak myśli. Podchodzi bliżej do mężczyzny i najzwyczajniej w świecie się do niego przytula.
    Swoimi trzęsącymi dłońmi obejmuje go. Wtula się w niego, jakby to wcale nie było nic dziwnego. Nieco ją to uspokaja. Jej oddech powoli się normuje. Kolana odzyskują władzę. Dziewczyna się nieco prostuje. Powoli się odrywa od mężczyzny. Patrzy na niego lekko się uśmiechając, po czym przenosi swoją uwagę na panią kapitan, która znów marudzi.
Yvonne przypomina jej dawnego ziemskiego kota. Nazywał się Grumpy Cat i tak po prostu miał, że wyglądał jakby nienawidził całego świata. Nawet jeśli się uśmiecha. Robi to dość krzywo. Jednak Mewa się tym w ogóle nie przejmuje. Wraca do niej cząstka jej wigoru. W odpowiedzi uśmiecha się promiennie.
    Słucha jej, ale niezbyt uważnie. Rozumie co się do niej mówi, ale im więcej mówi Yvonne, tym Mewa bardziej w nią wątpi. Jakby się uśmiechnęła, to byłaby całkiem śliczna, stwierdza w swoich myślach. Jednak tego nie ma zamiaru mówić głośno.
-Wystarczyło powiedzieć, że jesteś zazdrosna – mówi, po czym się śmieje. Nadal niezbyt pewna swoich kroków podchodzi do kobiety. Ją też do siebie przytula. Była mniejsza niż większość osób, do których Mewa miała się okazję przytulać, ale nie robi jej krzywdy. Chyba. Szybko się odrywa od pani kapitan, uśmiechając się szeroko.
-Nie wrócę na Illumination, póki sama nie będę tego chciała – mówi chicho, ale dość pewnym tonem. Tego była całkowicie pewna i nikt nie byłby w stanie tego podważyć. Mewa doskonale wie, że jest najlepsza, a jej rodzice należą do elity intelektualnej na stacji kosmicznej. Ona również, chociaż była wykształcona w mniej prestiżowej dziedzinie. –Nie ma lepszej osoby na to stanowisko niż ja – dodaje głośniej i cofa się o kilka kroków.
    -I przestańcie do mnie mówić po imieniu i nazwiskach – mówi już głośno i poważnie. –Jestem Mewa – dodaje z szerokim uśmiechem, patrząc się na strażników. TM już wiedziała. Drugi z tego co usłyszała nazywa się TS. Cyfr nie miała zamiaru pamiętać, ale zanotowała w swoim umyśle, że trzeba im wymyślić normalne imiona. –Chodź TM, jeszcze ty nie jesteś wyprzytulana – mówi po chwili i wbrew swoim słowom, to ona podchodzi do dziewczyny i ją przytula.
    Trzyma ją trochę w uścisku, jednak niezbyt długo. Odrywa się o chwili, uśmiechając się do niej szeroko. Patrzy w stronę pani kapitan.
-Jestem bardzo wdzięczna, że zdecydowałaś się mnie uratować – dziękuje, uśmiechając się szeroko. – Możemy już wracać do reszty?


https://66.media.tumblr.com/8aed94d120a24a59fc6c60bbf9db9857/tumblr_pa3wc3q9jB1th3f4no3_540.gifv

Online

#47 25-04-2019 o 21h58

Straż Obsydianu
Eowyn
Młody rekrut
Eowyn
...
Wiadomości: 17

https://i.imgur.com/f3sp6Zw.png

           Niebezpieczna sytuacja podniosła jego morale. Zakasał by jedynie rękawy, by zmierzyć się z tym, co dalej ich czeka. Wziął sprawę w swoje ręce, stawiając wszystko na jedną kartę. Zaopatrzony był w broń palną, o której nie mógł zapomnieć, a wręcz konieczne było to, by umiał się nią posługiwać. To jego strzał trafił prosto w, zmierzającego w ich kierunku drona, jednak w miejscu, w którym nie byłby w stanie go dostrzec.
     - Szukajmy obozu gdzieś indziej - stwierdził. - Może być ich tu więcej, a jeśli ich nie było to mogą sprawdzić, co się tutaj wydarzyło.
           Nie uznałby tego, co tu się wydarzyło za sprowadzenie na nich wszystkich niebezpieczeństwa. Musieli zrobić coś z tym, co im zagrażało, jeśli ich misja miała się powieść. W każdym razie nic nie było straconego, wciąż mogli się przemieszczać i żaden z nich nie był poważnie ranny. Clarence wykorzystał sytuację, w której mógł dowieść swojej wartości. Nie zamierzał, jednak przejmować dowodzenia. To nie był czas na bunt, gdy ekipa nie była w komplecie. Poza tym mógł to nie być dobry pomysł. Nie chciał się wpychać na stanowisko, któremu nie byłby w stanie podołać. Właściwie to w tej sytuacji nie miał ochoty wszczynać rebelii. Zdążył zacząć szanować Yvonne, choć nie miał pewności, czy byliby w stanie zostać przyjaciółmi.
           Poszukiwacze przygód znowu ruszyli przed siebie. Ich cel mógł być blisko, wszakże nie potrzebowali wiele. Wystarczyło, by otoczenie nie było wilgotne, a w okolicy powinien być zbiornik wodny. Grayson nieustraszenie podszedł do dowódcy, jako że odrobinę wpłynął na rozwiązanie tej sprawy.
     - Ekhm… - odchrząknął, zastanawiając się nad słowami, jakie powinien wypowiedzieć. - Yvonne Tobie ufa… czy też mogę obdarzyć Cię swoim zaufaniem w chwili, gdy jej nie ma? Jak to się stało, że to właśnie Ciebie wybrała byś nami przewodził?
           Nie było w tym wyzwania, jedynie ciekawość, a nie mieli na razie nic lepszego do roboty niż rozmowa. A szczera rozmowa mogła jedynie pozytywnie wpłynąć na ich przyszłe losy, jeśli Clarence będzie wiedział, że może polegać na Bynesie, może przetrwają trochę dłużej. Wszakże był nie tyle, co biologiem, co i dobrze wyćwiczonym mężczyzną, który mógł się przydać w walce, gdy będzie ona konieczna. Choć pewnie każdy z nich wolałby jej uniknąć. W całej tej sytuacji Clarence zaczął się zastanawiać nad tym, czy można oswoić dinozaura i nad metodą, w jaki sposób można by to uczynić. Nie miał oczywiście ochoty tego próbować. Zostawi to na czas, gdy wrócą do dowództwa z tym, po co tu przybyli.


https://www.gifmania.com.hr/Gif-Animacije-Disney/Gif-Slike-Pixar-Filmove/Animirane-Gif-Gore/Gore-83871.gif https://www.gifmania.com.hr/Gif-Animacije-Disney/Gif-Slike-Pixar-Filmove/Animirane-Gif-Gore/Gore-83872.gif

Offline

#48 02-05-2019 o 12h36

Straż Absyntu
Rissie
Pokonała Carcolha
Rissie
...
Wiadomości: 8 976

W życiu nie napisałam nic tak krótkiego aka TS-2709 na teraz

    To tylko misja. Tylko misja, powtarzał sobie TS-2709, przyglądając się całej tej akcji. Kapitan Bynes usiłowała pracować profesjonalnie, chociaż mężczyzna zdążył się przekonać, że tak naprawdę nie ma nad niczym kontroli. Zamierzała również zdać raport górze. I tak się składało, że eksperyment również miał taki zamiar. Doktor Stuart chętnie usłyszy o potknięciach młodej kapitan i doniesie o tym w stosowny sposób odpowiednim osobom. Myśl o tym poprawiła TS-2709 nieco humor i sprawiła, że wręcz nieco się uśmiechnął.
    To pozwoliło mu na nie rozszarpanie Maeve za to, że go przytuliła. Gdy go dotknęła, jego wręcz sparaliżowało. Gdyby obok była doktor Stuart, zapewne spojrzałby na nią, prosząc, by zabrała tę niewydarzoną kobietę. Tyle że nie było z nimi Marthy, a on nie miał kogo prosić o coś takiego.
    - Cóż... - zaciął się lekko, nie wiedząc, jak jej odpowiedzieć. Była "panią" i miał zamiar się tak do niej odzywać. Spoufalanie się z innymi nie było jego zadaniem. - To... dobrze.
    Obserwowanie, jak Stuart-Wishniewsky obejmuje wszystkich i zachowuje się, jakby właśnie nie złamała kilku protokołów, było czymś interesującym. TS-2709 przyglądał się jej, gdy przytulała TM-2003. Doprawdy... ta kobieta była interesująca i dziwna.
    I wtedy ponownie odezwała się kapitan Bynes. TS uniósł brew, zauważając lekkie ślady profesjonalizmu w jej zachowaniu. I to, można by wręcz powiedzieć, nie był pierwszy taki raz.
    - Proszę się nie martwić, pani kapitan - odpowiedział jej natychmiast. - Jesteśmy tu po to, by pilnować porządku i wykonywać, a nie, by działać samowolnie. - Uniósł nieco kąciki ust. - To jest nasz obowiązek.
    Bo tym to właściwie było, prawda? Ich misją.


                                                                                                                             "I only act like I know everything."                       -Natasha Romanov
http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo3-400.png  http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-pn3bxpmqlt1xpjiuvo9-400.png  http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo10-40.png http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo9-400.png

Offline

#49 03-05-2019 o 18h44

Straż Absyntu
Marcepani
Straż na szkoleniu
Marcepani
...
Wiadomości: 152

― ― ― ― ― ― ― ― ― ― ― ― ― ― ―  HE TOLD ME I BELONG IN A CHURCHYARD

K S — 3 0 1 2

HE TOLD ME I COULD WALK AWAY BUT I WOULDN'T GET FAR  ― ― ― ― ― ― ― ―
https://media.discordapp.net/attachments/375374554731642880/573834573977354279/7c328eaafd8321439fa42075504b2abf.jpg

—   1   —      eksperyment doktor Stuart stworzony 30 grudnia        klonowanie        kobieta   —
—   2   —      metr  sześćdziesiąt  cztery        chłopięca   sylwetka        rumiana,    jasna  cera   —
—   3   —      czarno-białe   włosy                zielone   oczy                rumiana  cera;   sporo   ran   —
—   4   —      ciekawa świata        wysoki poziom empatii        wykazuje buntownicze zapędy   —

karta jeszcze niekompletna, stay tuned

Ostatnio zmieniony przez Marcepani (03-05-2019 o 18h49)

Offline

#50 07-05-2019 o 15h49

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 368

____________________________KM-0101
   Obserwowanie błękitu nieba, okazało się być czymś kojącym dla KM-0101. To był jej pierwszy raz, gdy miała styczność z tak pięknym krajobrazem. O dziwo - nie chciała go przyozdobić swoją kriokinezą. Prędzej zrobiłaby to w tym przeklętym pomieszczeniu, w którym marnowała swój żywot, przy okazji zastanawiając się nad jego sensem. Sięgnęła dłonią ku kępom trawy i delikatnie przejechała palcami po tejże roślinności. Była w dotyku dosyć śliska, a zarazem niebywale gładka. Głębiej zanurzyła lazurową dłoń w trawie, z ogromnym zainteresowaniem w oczach. Uważała tę planetę za miejsce niepokojąco tajemnicze oraz spokojne, a dodatkowo naprawdę fascynujące. Westchnęła z niespotykaną melancholią. Zapragnęła mieć takowy błękit nieba w swoim "pokoju". Może wtedy nie czułaby się jak w klatce, no i również z pewnością nie irytowałby ją ta przeszywająca biel, bo w końcu zostałaby zastąpiona przez inną i to o wiele lepszą, a zarazem ważniejszą barwę.
   Tak ni stąd, ni zowąd - rzuciła okiem za siebie, by zbadać sytuację grupy. Wygląda na to, iż pani kapitan postanowiła zabrać ze sobą dwa eksperymenty na misję ratunkową. KM-0101 wzruszyła ramionami, po czym się podniosła, aby znaleźć się bliżej reszty i móc usłyszeć, co ma do powiedzenia niejaki Gabriel Byrne pod nieobecność kobiety sterującą tym całym cyrkiem. Splotła ręce pod klatką piersiową i chłodno badała wzrokiem twarze wszystkich, zebranych tu osób. Panowała taka cisza, że do jej uszu docierał cichy szum liści. Skierowała swe nietypowe oczy na Gabriela, który zdawał się jeszcze bardziej stresować, gdy KM-0101 znaczniej mu się przyglądała. Koniec końców - udało mu się w końcu coś z siebie wydukać, aczkolwiek ta nie miała ochoty niczego komentować, więc jedynie posłusznie podreptała za resztą w poszukiwaniu miejsca na obóz. Rozglądała się po terenie ze stoickim spokojem, lecz w powietrzu wyczuwała tę napiętą atmosferę pomiędzy nimi wszystkimi. Oczywiście - KM-0101 w ogóle się tym nie przejmowała, gdyż było jej to całkowicie na rękę, bo w końcu nie musiała z nikim rozmawiać. Nareszcie jakiś plus tejże całej misji. W pewnym momencie poczuła na sobie czyiś wzrok - tak na ułamek sekundy - nie była jednak w stanie stwierdzić; kto spoglądał na nią, jedynie miała lekkie podejrzenia, że to był ten bezczelny Gabriel Byrne. Prychnęła pod nosem, odwracając głowę w przeciwnym kierunku, w którym się znajdował człowiek, którego miała za wszelką cenę chronić.
   Nagle coś zaczęło się dziać, coś podejrzanego i coś, co zagrażało im życiu. Zdołała tylko dostrzec metalowe, latające urządzenie, po czym z prędkością światła schowała się za jednym z pni drzew. Był to dron, tak jak oznajmił to Gabriel. Obstawiła, że wspomniany wcześniej dron należy do tutejszych mieszkańców ziemii. Obserwowała z ukrycia każdy ruch nieznanego obiektu. Niedaleko niej znajdował się Gabriel wraz z jakąś kobietą. Dyskretnie spoglądała na nich, a bardziej na mężczyznę w oczekiwaniu na jakikolwiek sygnał z jego strony. Niestety, ale takowego się nie doczekała. Okropnie chciała coś zamrozić. Potrzebowała tego, potrzebowała uwolnić swoją moc, tak bardzo tego chciała. Do jej uszu dotarł niespodziewany huk, a potem trzask o podłoże. Ktoś postanowił pozbyć się problemu, który stanął na ich drodze. KM-0101 uniosła jedną brew ku górze, przysluchujac się slow jednemu z mężczyzn, który zaproponował zmianę okolicy. To on zastrzelił drona. Poczuła w tym samym czasie frustrację z irytacją. Niewątpliwie - ona chciała pozbyć się zagrożenia. Obiecała sobie, że przy najbliższej okazji wyładuje swoje napięcie na czymkolwiek - nieważne na czym - byleby jej skutecznie pomogło.
   Dalsza część jej podróży ponownie przebiegała w grobowej ciszy. Całe szczęście, że nikt nie przejawiał chęci, by z nią nawiązać kontakt międzyludzki. Było to jej na rękę, serio. Przyuważyła, że wcześniejszy mężczyzna, co odebrał jej satysfakcję z rozwalenia kupy złomu, podszedł do Gabriela. Pierwsza rozmowa w ciągu iluś tam minut. Progres! KM-0101 momentalnie przyspieszyła swój chód, znajdując się tuż za Gabrielem Byrne. Kątem oka przyglądała się mężczyznom, aczkolwiek na pozór starała się nie sprawiać wrażenia, iż non stop wlepia swoje oczy w ich sylwetki.
Wtedy też coś dziwnego przykuło jej uwagę. Zamrugała kilkakrotnie oczyma, wytężając swój wzrok do granic możliwości. Dostrzegła, iż metaliczny pająk próbował usadowić się na głowie Gabriela. Podeszła znacznie bliżej, obserwując urządzenie, które trzymało w nogach czip. Zadziałała w pod pływie chwili - rzuciła się na Gabriela, powalając go tym na grunt. Obejrzała się za siebie, mrużąc oczy, po czym bez wahania doszczętnie zmroziła obiekt. Odwróciła się na nowo w jego stronę, by bezpośrednio nawiązać kontakt wzrokowy.
   - Nie musisz dzię... - przerwała nagle, zdając sobie sprawę, że na nim leży, zdając sobie sprawę z tego, że w jakiś sposób weszła w kontakt fizyczny. Przekroczyła swoją sferę. Totalnie zbledła i wpatrywała się w niego nieobecnym, a zarazem przerażonym wzrokiem. Była kompletnie sparaliżowana. Spanikowała. Nie wiedziała co ma zrobić. I w ułamek sekundy, wręcz się odepchnęła od niego, cofając się z niebywałą prędkością na odległość kilkunastu metrów. Ciężko oddychając, objęła samą siebie, błądząc przerażonym oraz zagubionym wzrokiem po twarzach innych osób. Przełknęła niepewnie ślinę.
   - D-dziękować. - dokończyła pod nosem, dokładnie unikając wzroku Gabriela.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (07-05-2019 o 15h50)


https://i.imgur.com/9WX7JUV.gif

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3