Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3

#51 10-05-2019 o 22h47

Straż Obsydianu
Morenn
Akolita Jednorożców
Morenn
...
Wiadomości: 295

Gabriel Byrne



         Kiedy skulony w krzakach obserwował z przerażeniem niebo poczuł nagle jak cała determinacja go opuszcza. Nie da rady. Dlaczego pomyślał, że może dać? Trzeba było od razu powiedzieć Yvonne, że nie powinna powierzać mu dowodzenia. Co oni wszyscy o nim pomyślą? Że jest słaby i dziwny. Nie pewno tak. I będą mieli rację.
Dron zatoczył kilka pętli nieopodal nich, badając teren. Nie sposób było stwierdzić czy ich zauważył, czy nie. Nagle rozległ się niski huk wystrzału, a po nim trzask i uderzenie - najpierw o gałęzie drzewa, w które dron spadł gwałtownie wytracając wysokość, a później o podłoże, gdy zarył w ziemię metalową obudową. Gabriel aż sapnął z wrażenia, gdy w bezruchu jaki zapanował, Davis opuścił broń z  której zestrzelił maszynę. Był w zbyt wielkim szoku by dociec czy to był dobry pomysł, czy też nie - ale ostatecznie to biolog był tym, kto zdecydował się zrobić cokolwiek, podczas gdy jego plan sprowadzał się do siedzenia w krzakach, z których najchętniej w ogóle by już nie wychodził. Nie był w stanie podnieść się z miejsca i odezwać do swoich towarzyszy. Zacisnął powieki, powtarzając sobie, że nie może zawieść zaufania jakie pokłada w nim Yvonne, ale stopniowo ogarniała go coraz większa panika. A jeśli kogoś przyślą? Czy będą chcieli sprawdzić, co stało się z dronem? Co, jeśli ich zauważył zanim Clarence się go pozbył?
Na szczęście dla nich wszystkich Davis zachował zimną krew. Jego uwaga zaczęła przywracać Gabrielowi trzeźwe myślenie i chłodną ocenę sytuacji. Poczuł ulgę i wdzięczność, że ktoś to zrobił za niego w chwili, kiedy sam nie był w stanie się pozbierać.
          Ruszyli na dalsze poszukiwania miejsca na obóz - Gabriel miał nadzieję, że mimo wszystko im się to uda. Teraz rozglądał się nie tylko za zagrożeniem czającym się na ziemi, ale też tym mogącym ich zaskoczyć z powietrza. Nie był pewien, które przeraża go bardziej.
Kiedy Dominic się do niego odezwał, drgnął zaskoczony. Sam powinien był wcześniej mu podziękować, ale oczywiście o tym nie pomyślał. Dopiero teraz, kiedy usłyszał z jego ust pytania, które w gruncie rzeczy sam sobie zadawał, zrozumiał że odpowiedź musi przecież być prosta.
Ale nie była.
Gabriel trwał w niezręcznym milczeniu przez dłuższą chwilę, zanim odpowiedział, odchrząknąwszy wcześniej niewyraźnie i poprawiając na nosie okulary, jak robił to zawsze, gdy był zakłopotany.
- Ech, znamy się z Yvonne już od jakiegoś czasu. Widocznie uznała, że to co o mnie wie, wystarczy... Nie wiem czy miała inny powód, a jeśli tak, nic mi o nim nie wiadomo. Dziękuję za twoją szybką reakcję, ja -
Nie zdążył dokończyć, gdy poczuł, jak na jego plecy opada jakiś ciężar. W zaskoczeniu nie zdążył wydać z siebie żadnego dźwięku, a już leżał na ziemi. Rąbnął o nią całą powierzchnią pleców, jednak wydał z siebie jedynie niewyraźne stęknięcie. Przygwoździł go ciężar o masie stosunkowo mniejszej od jego własnej i przynajmniej w teorii byłby w stanie się tego ciężaru z siebie pozbyć, gdyby nie strach, który w tym przypadku zupełnie dosłownie go zmroził - to KM się na niego rzuciła. Pierwszą jego myślą - i jak się spodziewał, ostatnią - było to, że zaraz umrze. Ile potrzebowała, by zamienić jego serce w bryłkę lodu, skrzepnąć krew w żyłach, zamrozić płuca? KM wciskała jego przedramiona w ziemię, siedząc na nim okrakiem i prawie całkowicie go unieruchamiając, ale to "prawie" wystarczyło, by w jego umyśle zrodziła się niemrawa myśl o zapalniku, po który mógłby sięgnąć... I zgasła tak szybko, jak się pojawiła.
Zapalniki zostały z Yvonne, bo on, skończony idiota, o nich zapomniał.
A teraz umrze. Z rąk własnego ochroniarza. Śmiercią skończonego idioty.
Przez przepełnioną grozą chwilę wpatrywał się w jej twarz, znajdującą się niespełna kilkanaście centymetrów od jego własnej i ku swojemu przerażeniu poczuł to, czego tak się potwornie bał - przeszywające zimno, jakby w jej żyłach popłynął ciekły azot. Zacisnął powieki modląc się w duchu o szybką śmierć. Cokolwiek zrobisz, zrób to szybko, myślał. Słyszał krew huczącą mu w uszach i nerwowe bicie swojego serca.  Sekunda, dwie, trzy...
Cztery.
Nic się nie wydarzyło.
Dlaczego nic się nie wydarzyło?
Trochę wbrew sobie uchylił powieki i zrobił to dokładnie w chwili, gdy KM na niego spojrzała.
- Nie musisz dzię... - zaczęła by zaraz urwać, a w jej oczach, ku zaskoczeniu Gabriela, pojawiło się zaskoczenie pomieszane z przestrachem. Zerwała się jak oparzona, natychmiast odskakując od niego na kilkanaście kroków, rozglądając się dookoła spłoszonym wzrokiem. Zaraz, dziękować? Gabriel niepewnie podniósł się do pozycji półleżącej, odruchowo poprawiając przekrzywione okulary i rozglądając się, zupełnie niczego nie rozumiejąc. Rzuciła się na niego, a później uciekła? Co się właśnie wydarzyło?
I wtedy sobie przypomniał zdanie z teczki. "Obiekt reaguje paniką na wszelkie próby kontaktu fizycznego, nieobliczalne reakcje." Czy to możliwe, że jej fobia właśnie uratowała mu życie?
Jego wzrok padł na coś, co srebrzyło się przy jego lewym bucie, dziwny i nienaturalny kształt odcinał się wyraźnie od zieleni trawy. Odruchowo cofnął stopę, by lepiej się temu przyjrzeć i podniósł się do siadu. Cokolwiek to było, ktoś zamienił to w mrożonkę. Zagapił się na przedmiot, a potem wolno przeniósł wzrok na KM, która właśnie wymamrotała coś pod nosem, patrząc w zupełnie innym kierunku.
Kojarzenie faktów przychodziło mu z trudem, ale jego analityczny umysł wreszcie dodał dwa do dwóch - nie chciała go zabić. Przekroczyła barierę własnego strachu, żeby uratować mu życie przed tym czymś... cokolwiek to było. Nawet zaryzykowała własne. Gdyby była tutaj Yvonne ze swoimi zapalnikami i zobaczyłaby, że KM się na niego rzuciła... Gdyby on miał swój pod ręką...
Serce z wolna powróciło do swojego normalnego rytmu, ale wciąż nie był w stanie wydusić z siebie czegokolwiek artykuowanego.
- O, Boże. - szepnął tylko niewyraźnie i jeszcze raz spojrzał to na unikającą jego wzroku KM - O, Boże. - powtórzył znowu, całkiem wyraźnie czując narastającą falę mdłości, kiedy przeniósł wzrok na srebrzystą rzecz na ziemi.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (11-05-2019 o 09h08)


https://78.media.tumblr.com/1d11000dfd5d185b23f4c954204358d0/tumblr_mkqtqyaXsU1rob81ao7_r1_250.gif

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3