Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2

#1 14-04-2019 o 22h46

Straż Obsydianu
Rosaviel
Oficer Straży
Rosaviel
...
Wiadomości: 1 743

https://funkyimg.com/i/2Ta7R.png
https://funkyimg.com/i/2Ta9W.png


https://78.media.tumblr.com/4a8cc9f0d8e071eb62a7f839904bd569/tumblr_nkoilykZTD1s3r70co1_500.gif

Offline

#2 15-04-2019 o 12h18

Straż Obsydianu
BookLover1313
Szeregowiec
BookLover1313
...
Wiadomości: 107

https://fontmeme.com/permalink/190415/01be277cf5cb41877b97eb7a2e4e59c6.png


https://66.media.tumblr.com/tumblr_m99ptsy7Y51r8m7ivo1_250.gifhttps://66.media.tumblr.com/tumblr_m99ptsy7Y51r8m7ivo4_250.gif
https://66.media.tumblr.com/tumblr_m99ptsy7Y51r8m7ivo3_250.gifhttps://66.media.tumblr.com/tumblr_m99ptsy7Y51r8m7ivo6_250.gif

/G O D N O Ś Ć/    \E V E L I N E  "E V I E"  C A R R I N G T O N\

/W I E K/    \D W A D Z I E Ś C I A  T R Z Y  L A T A\

/U R O D Z O N A/    \P I E R W S Z E G O  W R Z E Ś N I A\

/Z N A K  Z O D I A K U/    \P A N N A\

/P Ł E Ć/    \K O B I E T A\

/O R I E N T A C J A/    \H E T E R O S E K S U A L N A\

/S T A T U S/    \W O L N A\

/R A S A/    \H Y B R Y D A\

/Z A W Ó D/    \S T U D E N T K A\

/O J C I E C/    \J A M E S  C A R R I N G T O N   47 L A T\

/M A T K A/    \E L I Z A B E T H  C A R R I N G T O N   44 L A T A\

/R O D Z E Ń S T W O/    \L I L L Y  C A R R I N G T O N   11 L A T\ \L U C A S  C A R R I N G T O N   25 L A T\

/K O L O R  W Ł O S Ó W/    \R U D Y\

/K O L O R  O C Z U/    \B R Ą Z\

/S Y L W E T K A/    \S Z C Z U P Ł A, K O B I E C A\

/C E R A/    \J A S N A\

/W Z R O S T/    \1 6 6 C M\

/W A G A/    \5 7 K G\

/G R U P A  K R W I/    \0 R H +\

/S Z C Z E R A/    \N I E C I E R P L I W A\

/O D W A Ż N A/    \U P A R T A\

/U P R Z E J M A/    \Ł A T W O W I E R N A\


https://66.media.tumblr.com/a6cf137328851598cf63e1ae355d0c50/tumblr_nfg1plCUVu1tr7m5to10_250.gifhttps://66.media.tumblr.com/fc2d0e794a93559c4f9113e599cae3f1/tumblr_nfg1plCUVu1tr7m5to6_r2_250.gif
https://66.media.tumblr.com/b082e6323e2fe27a5fd493b211e48930/tumblr_nfg1plCUVu1tr7m5to4_r3_250.gifhttps://66.media.tumblr.com/cc06b37da8fa9633dc35804f379ef1e6/tumblr_nfg1plCUVu1tr7m5to7_r1_250.gif


https://fontmeme.com/permalink/190415/b1f520270c91ac143c18f96a8fe74e0d.png


https://68.media.tumblr.com/ec803ca27e760b7462020996af58d766/tumblr_n6rgxqH8uL1tazdqno1_250.gifhttps://68.media.tumblr.com/a31a3162ff463a20360583c9e703a000/tumblr_n6rgxqH8uL1tazdqno4_250.gif
https://68.media.tumblr.com/a54b1b11041ebc03f3e595f78c4a5bf7/tumblr_n6rgxqH8uL1tazdqno5_250.gifhttps://68.media.tumblr.com/6756f074114baeb71165ed20ed6ee307/tumblr_n6rgxqH8uL1tazdqno2_250.gif

/G O D N O Ś Ć/    \A L E X A N D E R  "A L E C"  A L N A I R\

/W I E K/    \2 6 9  L A T\

/U R O D Z O N Y/    \D W U N A S T E G O  S I E R P N I A\

/Z N A K  Z O D I A K U/    \L E W\

/P Ł E Ć/    \M Ę Ż C Z Y Z N A\

/O R I E N T A C J A/    \H E T E R O S E K S U A L N A\

/S T A T U S/    \W O L N Y\

/R A S A/    \W A M P I R\

/Z A W Ó D/    \B Y Ł Y  Ż O Ł N I E R Z\

/O J C I E C/    \S A M U E L  A L N A I R   N I E  Ż Y J E\

/M A T K A/    \F L O R E N C E  A L N A I R   N I E  Ż Y J E\

/R O D Z E Ń S T W O/    \N I C H O L A S  A L N A I R   2 7 3   L A T A\

/K O L O R  W Ł O S Ó W/    \B L O N D\

/K O L O R  O C Z U/    \N I E B I E S K I\

/S Y L W E T K A/    \W Y S P O R T O W A N A\

/C E R A/    \O L I W K O W A\

/W Z R O S T/    \1 8 2 C M\

/W A G A/    \7 3 K G\

/G R U P A  K R W I/    \A B R H -\

/P E W N Y  S I E B I E/    \A R O G A N C K I\

/R O M A N T Y K/    \W Ś C I B S K I\

/S Z A R M A N C K I/    \N I E R O Z S Ą D N Y\

https://68.media.tumblr.com/5704dec10529f78dd49eb2b6956b1d90/tumblr_nk5rxwK1I31s664seo2_250.gif https://68.media.tumblr.com/2e0e202909cf3368fc89ff357cd5b8bc/tumblr_nk5rxwK1I31s664seo5_250.gif
https://68.media.tumblr.com/66d705d6d05c26d64b41e1cd8a47f5b7/tumblr_omix0eXumZ1s664seo3_250.gif https://68.media.tumblr.com/3140ca2006dce8ab2c7aac4871f3ffc3/tumblr_omix0eXumZ1s664seo2_250.gif


https://68.media.tumblr.com/9f0d4a032ec4b54e430c25e1eeb3c9cc/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco2_250.gif https://68.media.tumblr.com/1668f3f49d48dbc8c42071e5d7c9c034/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco3_250.gif https://68.media.tumblr.com/b11059662508021eab3b89c243c40aa4/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco4_250.gif https://68.media.tumblr.com/e4fc780304cd200bc598fbe41c2169ea/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco6_250.gif

Offline

#3 15-04-2019 o 13h57

Straż Obsydianu
Rosaviel
Oficer Straży
Rosaviel
...
Wiadomości: 1 743

https://fontmeme.com/permalink/190415/3237d8b664d883eb71ef771dd54007d0.png

STAY STRONG, KEEP MOVING
CAN’T LET THE DARKNESS BLIND US
CARRY ON, WE’LL BE THE ONES
THAT PULL THE STARS DOWN TO US

⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬  ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬

https://i.pinimg.com/564x/dc/68/29/dc6829fe3536370704eb88ddd7ffd1f2.jpg

⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬  ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬


P O D S T A W O W E   D A N E
⊙   données de base   ⊙
vinona angelica schulyer    nona/ an    czarownica
urodzona 27 kwietnia gdzieś we francji      24 lata
kobieta     zamożna     heteroseksualna     panna
studentka    kryminologia i kryminalistyka    4 rok
theme song


A P A R Y C J A
⊙   physicalité   ⊙
ciemnobrązowe włosy z ombre    szarozielone oczy    jasna cera
172 cm    64 kg    kobieca klepsydra    szersze biodra    długie nogi
kilka niewidocznych tatuaży     piercing w uszach    kilka blizn
największa blizna na lewym boku i wiele mniejszych na rękach
oczy    cichy chód    dwa kolczyki więcej w lewym uchu


R O D Z I N A
⊙  famille   ⊙
starsza córka jaenette oraz theodora
ta średnia z czwórki ich pociech 
młodsza siostra dla alexandra
starsza dla caspra i lilly-anne

                                                                                   


https://fontmeme.com/permalink/190415/3cb8d2ab0b5497c9172853fd6e3fffc3.png

MORTAL KINGS ARE RULING CASTLES
WELCOME TO MY WORLD OF FUN
LIARS SETTLE INTO SOCKETS
FLIP THE SWITH AND WATCH THEM RUN

⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬  ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬

https://i.pinimg.com/564x/9e/44/ba/9e44ba61dc27a737bfdccfe950e0867e.jpg?b=t

⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬  ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬   ⚬


P O D S T A W O W E   D A N E
⊙   basic information   ⊙
jonathan timothy harvey     jona/tim     człowiek
urodzony 17 listopada w stanach zjednoczonych      27 lat
mężczyzna     zamożny     heteroseksualny     kawaler
młodszy syn komendanta i lekarki – rozwiedzeni
student     stosunki międzynarodowe    ostatni rok
theme song


A P A R Y C J A
⊙   appearance   ⊙
płowy brąz w artystycznym nieładzie i przenikliwe, czekoladowe tęczówki
184 cm    73 kg    smukła, acz umięśniona    silne ramiona i braki
tatuaż na ramieniu    piercingu brak    kilka pomniejszych blizn
nosi kolorowe szkła kontaktowe    rękaw    uśmiech


R O D Z I N A
⊙  family   ⊙
jedyny syn rozwiedzonych adama i veronici
jako ośmiolatek przełknął rozwód rodziców
doczekał się dwóch nowych rodzin i rodzeństwa
mieszka z babcią, z rodzicami nie utrzymuje kontaktu

Ostatnio zmieniony przez Rosaviel (16-04-2019 o 13h56)


https://78.media.tumblr.com/4a8cc9f0d8e071eb62a7f839904bd569/tumblr_nkoilykZTD1s3r70co1_500.gif

Offline

#4 15-04-2019 o 20h22

Straż Obsydianu
BookLover1313
Szeregowiec
BookLover1313
...
Wiadomości: 107

https://fontmeme.com/permalink/190415/01be277cf5cb41877b97eb7a2e4e59c6.png


    Eveline Carrington była typową dziewczyną z niewielkiego miasta w New Jersey. Chodziła do dobrego liceum, miała dużo przyjaciół, chłopaka, wspaniałą rodzinę. Wszystko to jednak rozmyło się w chwili, kiedy po pewnej imprezie postanowiła po kilku drinkach wsiąść za kółko i przejechać te kilkanaście kilometrów do domu. Jadąc przez las z dość dużą prędkością nie zauważyła jadącego na rowerze mężczyzny i spowodowała śmiertelny wypadek tym samym wyzwalając klątwę, która ciążyła od jej rodziny od wielu pokoleń. Przy każdej pełni księżyca odczuwała ogromny ból spowodowany każdą łamiącą się kością w jej ciele. Jednak to nie było najgorsze co jej się w życiu przytrafiło. Kilka lat później została poddana pewnemu rytuałowi, który odmienił ją i jej życie. Gdy następnego dnia się obudziła jej ciało mocno pragnęło krwi. To właśnie wtedy wszystko jej się rozsypało. Jej stado odtrąciło ją przez to czym się stała. Nie chcieli jej już w mieście. Zerwała wszelkie kontakty z jej rówieśnikami, oprócz jej jedynej najlepszej przyjaciółki, która wiedziała o jej zdolnościach i nie opuściła jej jak własna rodzina. Pomagała jej w trakcie jakichkolwiek słabości i była przy niej za każdym razem. Obie przeprowadziły się do miasteczka Cranwood w Północnej Karolinie do college’u, gdzie miały rozpocząć nowe życie. A przynajmniej się starać.
     Rudowłosa zmierzała właśnie pomiędzy uliczkami przyglądając się smukłej kobiecie, która trajkotała już od kilkunastu minut przez telefon. Kiedy kierowała się do miejsca, gdzie rzadko kto chodzi, Evie nieco przyśpieszyła kroku i w końcu dopadła swoją ofiarę wbijając kły w jej szyję. Wypiła trochę krwi, a potem kompletnie pozbawiła ją wspomnień tego co się stało i za pomocą swojej nadnaturalnej szybkości w mgnieniu oka znalazła się pod akademikiem. Wytarła wargi z resztek karmazynowej cieczy i weszła do pokoju, w którym przebywała Vinona.
   -Byłam pobiegać – uprzedziła jej pytanie i upiła łyk zimnej wody. Wiedziała, że nie powinna jej okłamywać, ale było jej wstyd, że zamiast pić krew zdobytą ze szpitali to żywiła się na ludziach. Jednak była w połowie wilkołakiem, a co za tym idzie – lubiła polować na swoje ofiary.
   -Więc jakie plany na dziś? – spytała opadając na swoje pościelone łóżko.


https://fontmeme.com/permalink/190415/b1f520270c91ac143c18f96a8fe74e0d.png

   Alec już od rana nie był w najlepszym stanie. Wczoraj nieco przesadził z alkoholem i był przekonany, że zrobił coś niezbyt legalnego w tym mieście. Przeczesał swoją rozczochraną czuprynę, kiedy tylko podniósł się z kanapy i skrzywił się na widok kilkunastu pustych butelek po trunkach, które walały się po podłodze. Wzruszył tylko ramionami, a potem poszedł wziąć zimny prysznic. Od razu poczuł jak delikatne chłodne krople pobudzają go do życia. Kiedy wyszedł z kabiny prysznicowej, dokładnie wytarł swoje ciało i założył na siebie luźny T-shirt i przetarte ciemne jeansy, po czym skierował się do kuchni. Nalał sobie do szklanki karmazynową substancję i wypił ją duszkiem. Od razu mu się polepszyło.
    Zanim jednak zaczął ogarniać w domu i patrzeć czy po tej całej imprezie nic mu nie zginęło, usłyszał głośne i irytujące walenie do drzwi. Westchnął ciężko, po czym otworzył je, a widząc komendanta policji, teatralnie przewrócił oczami.
   -Wczoraj wieczorem odbyły się nielegalne wyścigi uliczne. Zakładam, że nie masz z tym nic wspólnego, co Alnair? – zapytał mężczyzna podejrzliwie. Alec uśmiechnął się tylko perliście i oparł się o framugę drzwi jakby chcąc swoim ciałem zasłonić bałagan w jego salonie.
   -Ależ skąd komendancie Harvey… Całą noc siedziałem sobie spokojnie w domu – powiedział, na co mężczyzna uniósł brwi i spojrzał na motor stojący przed garażem.
   -Zapach spalonej gumy i otarcia na oponach mówią mi co innego. Wyścigi uliczne są zakazane w tym mieście i kto jak kto ale ty powinieneś o tym wiedzieć – odparł wyjmując ze swojej kieszeni nieduży plik kartek -Dam ci mandat, ale pamiętaj, że następnym razem będzie to wygodna cela na komisariacie.
   Alnair przyjął papierek i zaśmiał się słabo przytakując, a gdy zamknął już drzwi przeklnął głośno. To już szósty jego mandat w tym miesiącu! Rzucił świstek na stolik i zajął się zbieraniem pustych butelek. Później jakoś to ogarnie. Kiedy w jego domu było już w miarę czysto, odetchnął. Musiał się trochę przewietrzyć, więc chwycił tylko kluczyki od swojego ukochanego motoru i opuścił dom. Nie mógł się nie uśmiechnąć na widok maszyny stojącej na podjeździe, która tylko czekała, aż ktoś odpali jej silnik. Założył więc kask na głowę, usiadł wygodnie i przekręcił kluczyk w stacyjce. Słysząc kojący dla uszu warkot, nacisnął gaz i ruszył w kierunku dobrze mu znanego baru. Oczywiście zanim tam dotarł, zrobił kilka rundek po mieście, starając się nie potrącić ani jednego przechodnia.
   Na miejsce dotarł po kilkudziesięciu dobrych minutach jazdy. Zaparkował, a potem zsiadł z motoru i wszedł do niedużego i dość oldschoolowego budynku mieszczącego się w centrum Cranwood. Od razu po przekroczeniu progu lokalu, uderzył go zapach naleśników, które podawali w porze śniadaniowej. Przysiadł przy stoliku znajdującym się zaraz przy oknie i wziął do ręki menu zastanawiając się czy na cokolwiek ma ochotę.

Ostatnio zmieniony przez BookLover1313 (16-04-2019 o 11h51)


https://68.media.tumblr.com/9f0d4a032ec4b54e430c25e1eeb3c9cc/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco2_250.gif https://68.media.tumblr.com/1668f3f49d48dbc8c42071e5d7c9c034/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco3_250.gif https://68.media.tumblr.com/b11059662508021eab3b89c243c40aa4/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco4_250.gif https://68.media.tumblr.com/e4fc780304cd200bc598fbe41c2169ea/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco6_250.gif

Offline

#5 15-04-2019 o 20h54

Straż Obsydianu
Rosaviel
Oficer Straży
Rosaviel
...
Wiadomości: 1 743

https://fontmeme.com/permalink/190415/3237d8b664d883eb71ef771dd54007d0.png


          Gdy tylko przybyły do tego miasta – te dwa, straszliwie długie dni temu – dziewczyna nie miała jeszcze pojęcia, ani czym podyktowała sobie tak lekkomyślny krok, ani tym bardziej nie miała żadnego pomysłu, co może jej przynieść kolejny dzień. Zwłaszcza, gdy dowie się o tym ojciec. Z jednej strony męczyło ją ciągłe wytykanie potknięć, pomniejszanie sukcesów i zasług dla rodziny i miasteczka. Z drugiej nie dziwiła mu się – doskonale rozumiała, że teraz nie ma już miejsca na błędy. Szkoda jednak, że dopiero stara Olivia jej to uświadomiła. I to bez krzyku, za to na spokojnie, przytaczając rzeczowe argumenty i anegdotki. Dopiero teraz mogła uznać, że kierowała nim rodzicielska troska o dziecko. Nadal jednak pokręcona i często zakrawająca na absurd. A wszystko za sprawą leciwej i schorowanej, za to nad wyraz żywotnej babuni.
          Zastanawiało ją jedno. Czy mimo tych kilku lat spędzonych z dala od nich wszystkich potrafiłaby spojrzeć mu w oczy i podziękować. Może wspomnienia wzięłyby górę i – jak zawsze – z przyjemnego rodzinnego obiadu zrodziłaby się kolejna wojna…
          Nie powinna o tym myśleć. Nie teraz, gdy – znowu – zaczyna kolejny rozdział, w kolejnym miejscu. Stojąc te kilka chwil tuż przy szklanej szybie okna i zerkając z niemal dziecięca ciekawością zza grubej kotary w przyjemnym odcieniu butelkowej zieleni była już pewna, że zna słowo, najtrafniej opisujące to, co pchnęło ją ku tej decyzji. I wcale nie była to coraz bardziej zaogniająca się sytuacja z okolicznymi wilkołakami. Była przecież potężną i kreatywną – choć dość często słabo rozgarniętą –  czarownicą, więc znalazłaby na nie sposób. Wszelkie szlochy i żale Evie szybko zepchnęła więc w kąt. 
          Kaprys – tym właśnie był impuls, który przygnał przyjaciółki tu – do Północnej Karoliny .
          Ciemny chodnik i – dalej – sporej wielkości dziedziniec z kwadratowej kostki brukowej powoli wypełniali ludzie. Spojrzenie na zawieszony na jednej ze ścian zegarze upewniło ją, że jeszcze wcześnie – dopiero dochodziła ósma.
          Gdy do jej uszu dotarły szybkie kroki niesione po klatce schodowej, leniwie obróciła się ku drzwiom. Nadal ubrana była w czarną koszulkę ze Star Warsów, robiącą jej aktualnie za piżamę i materiałowe spodenki, zdecydowanie zbyt krótkie, by w nich wyjść. W dłoniach trzymała kubek niemal całkowicie wystygłej już kawy. Nigdy nie potrafiła pojąć, jakim cudem niektórzy są w stanie ją wypić, zanim całkowicie ostygnie. Dla niej nadal pozostawało to zagadką - a i często dopijała ją zimną, pod wieczór. Odczekała jeszcze chwilę, nim otwarły się drzwi i stanęła w nich jej współlokatorka i przyjaciółka. Uśmiechnęła się pod nosem.
          – Widziałam. – skwitowała, po czym wskazała na stolik po jej lewej stronie. – Ja w tym czasie przygotowałam śniadanie i prześledziłam wiadomości z okolicy. Chyba w końcu trafiłyśmy do jakiegoś w miarę spokojnego miasteczka.
          Przyjrzała się badawczo dziewczynie, po czym niespiesznie dodała:
          – Co do planów… co powiesz na to, by w końcu obejrzeć miasto?
          Pytanie było w sumie jedynie formalnością. Nawet jeśli Evie będzie się wzbraniała, koniec końców i tak z nią pójdzie. Zawsze szła, choćby i pod groźbą sprawdzenia jednego z czarów, których Nona pewna nie była, a które koniecznie chciała dodać do wachlarza swych umiejętności.
          – Tak, to pytanie retoryczne, kochanie. Wczoraj dzwoniła moja mama, szczebiocząc, że mieszka tu dawny znajomy ojca. Ma syna mniej więcej w naszym wieku, który na pewno zechce pokazać nam okolice. – rzuciła z przesadnym wręcz entuzjazmem, starając się odegrać dokładnie to, co usłyszała w słuchawce, gdy zadzwoniła jej matka. – Tak więc wydaje mi się, że nie mamy większego wyboru...


https://fontmeme.com/permalink/190415/3cb8d2ab0b5497c9172853fd6e3fffc3.png


          Od samego rana ktoś czegoś od niego chciał. To sąsiadka zapukała o dwie szklaneczki cukru; sąsiadowi zepsuł się samochód i nie miał jak odwieść swej teściowej do lekarza. Dwie ulice dalej dzieciaki wybiły szybę zgorzkniałemu staruszkowi, domagającemu się natychmiastowego wezwanie odpowiednich służb i zadośćuczynienia w postaci zakazu gry w piłkę. Ojciec Jonatana na nieszczęście żył z sąsiadami w tak wielkiej zgodzie, powszechnemu poczuciu szanowania bliźniego i pomocy, że – na nieszczęście jego syna – rozdał „kilku zaufanym” sąsiadom numer ich telefonu domowego. Prywatnego. Co za tym idzie – dziennie dostawali koło trzech mało ważnych telefonów typu „kot sąsiada nastał mi na trawnik. Zróbcie coś z tym sierściuchem”. Szkoda tylko, że mało kto brał pod uwagę to, że mężczyzna nie mieszkał obecnie w swym starym domu, a z chwilą złożenia dobrze ponad dziesięć lat temu drugiej przysięgi małżeńskiej, wyniósł się z domu z większością swoich gratów. Tym sposobem pozostawił synowi i matce jedynie żądnych sprawiedliwości sąsiadów.
          Jona przeszedł przez salon, łapiąc przy okazji w rękę dzisiejszą gazetę. Siłą przyzwyczajenia wolał wiedzieć, co i jak, gdyby dla przykładu ktoś znowu zaczepił go z jakąś – w jego mniemaniu – nieważną pierdołą, która jednak okazała się tą właśnie pierdołą, która na najbliższe cztery miesiące zburzyć mogłaby doszczętnie jego względnie ułożony i spokojny świat. Albo co gorsza i cały światopogląd, gdyby przypadkiem ktoś znowu w okolicy zaginał lub – co zdarzało się bez wątpienia częściej – znalazł w losowym miejscu z doskwierająca nagle amnezją. 
     Zasiadł więc za stołem z gazetą, kątem oka zerkając na krzątającą się po kuchni babcie. Biedaczka dopiero co wróciła ze szpitala, a już nie była w stanie usiedzieć na miejscu.
          – Prosiłem, żeby babcia odpoczywała. Jeszcze krzywdę sobie zrobi…
          – Nonsens kochanieńki. – rzuciła hardo kobiecina, obracając się tak, by mogła go zobaczyć bardziej, niż tylko zwyczajowo, kątem oka. – Jajeczniczka na boczku i grzaneczki same się dla mojego ulubionego wnusia nie zrobią…
          Westchnął więc tylko i uśmiechnął się wdzięcznie do kobiety wiedząc doskonale, iż z nią dyskusji po prostu nie ma. Nie dość, że by się obraziła, to jeszcze potem wypominałaby mu to przez najbliższy tydzień. Podobnie jak jego matka, tak i babcia Aurelie była kobietą, która nie tylko nie dawała sobie w przysłowiową kaszę dmuchać, ale i jakakolwiek dyskusja z nią skazana była z góry na porażkę… Dlatego ponoć właśnie małżeństwo jego rodziców tak szybko i hucznie się rozpadło. A to, że już rok później widywano była małżonkę komendanta z brzuchem i z innym mężczyzną było sprawą zupełnie inną i z tym niezwiązaną. Podobno.
          Jedynym, co mógł w tym momencie zrobić było zalanie przygotowanych kubków – odpowiednio z kawą dla niego i cappuccino dla babci – i zasiąść w ciszy w oczekiwaniu na posiłek. Ten nadszedł już w kolejnej chwili. Starsza kobieta zasiadła naprzeciw niego i patrzyli na siebie kilka kolejnych, dłuższych chwil. W końcu staruszkę olśniło.
          – A to nie dziś miałeś oprowadzić te dwie dziewczynki po mieście? Twój ojciec coś wczoraj wspominał…
          – Tak… córka pana Schuylera z koleżanką… – mruknął bez entuzjazmu, wiedząc do czego zmierza rozmowa. – Niestety, ale nie jest mi to na rękę, babciu.
          – Nonsens, dziecko. To podobno bardzo miłe dziewczynki są. I ładne też. Chyba najwyższa pora zapomnieć o Cordelii i wziąć się w garść, nie uważasz?
          Uniósł wzrok na babcię, a nabity na widelec bekon aż spadł na talerz. Skąd w ogóle wiedziała, że się rozstali?
          – Całe miasteczko aż huczy od wyczynów tej latawicy. – uprzedziła jego pytanie, zamykając jednym ruchem pomarszczonej ręki nieelegancko otwarte usta młodzieńca.
          Już miała kontynuować wywód, gdy rozdzwonił się telefon mężczyzny. Wyciągnął go z kieszeni spodni i skrzywił, widząc numer. Automatycznie odrzucił połączenie i wystukał kilka słów na potwierdzenie, że pamięta aż za dobrze, kto przyjechał i co on sam w związku z tym ma zrobić. Kiedyś – gdy był młody i głupi, a ona jak i jej rodzice mieszkali jeszcze tu, w Cranwood – sam się do tego zobowiązał, tak naprawdę nie znając żadnej z dziewcząt. Osobą, którą pamiętał była pyzata dziewczynka o mysich warkoczykach, ale to na miłość boską było jakieś dwadzieścia lat temu. Oboje nie byli już dziećmi, więc i on, niekoniecznie czułby się komfortowo wiedząc, że ma przejść demonstracyjnie po mieście z dwoma (!) nikomu nieznajomymi kobietami i to jeszcze praktycznie świeżo po tym, jak okazało się, jak bardzo nie zainteresowana monogamia była jego połówka. Szczęśliwie była już.
          Mimo to wysłał zaraz kolejną wiadomość, umawiając się z dziewczynami w najbardziej reprezentacyjnym miejscu. Po kilku chwilach zastanowienia napisał jeszcze jedną wiadomość. Tak się szczęśliwie składało, że pewna osoba miał wobec niego dług wdzięczności, a on właśnie był w sytuacji, w której z chęcią owy dług wykorzysta. Alec nie należał do osób, które sam Jonathan tolerował dłużej, niż było to konieczne. Teraz jednak sytuacja wymagała od niego podjęcia nadzwyczajnych kroków. Wystukując kolejną wiadomość, w której uświadomił krwiopijcy, że nadeszła właśnie ta chwila, w której będzie mógł spłacić swój dług i wyjść na czysto, dołączył do niej miejsce i godzinę – piętnaście minut wcześniej, niż miały pojawić się dziewczyny.
        Godzina jedenasta czterdzieści, park za ratuszem. Pełen zwyczajowo rodzin z dziećmi i emerytów. Idealny, by zacząć miłe spotkanie po latach.

Ostatnio zmieniony przez Rosaviel (15-04-2019 o 21h13)


https://78.media.tumblr.com/4a8cc9f0d8e071eb62a7f839904bd569/tumblr_nkoilykZTD1s3r70co1_500.gif

Offline

#6 15-04-2019 o 22h02

Straż Obsydianu
BookLover1313
Szeregowiec
BookLover1313
...
Wiadomości: 107

https://fontmeme.com/permalink/190415/01be277cf5cb41877b97eb7a2e4e59c6.png

   Zerknęła na niewielki stolik, na którym był talerz z kanapkami, po czym chwyciła jedną i zaczęła się nią zajadać. Co prawda odkąd została hybrydą nie musiała spożywać regularnych posiłków, jednak sprawiało jej to przyjemność. Przypominało jej to też o tym, że kiedyś była w miarę normalna, a poza tym... to jedzenie było tak pyszne, że grzechem byłoby z niego zrezygnować. Przełknęła to co miała w ustach i spojrzała na przyjaciółkę z uwagą. Szczerze mówiąc wolałaby zwiedzić miasto tylko i wyłącznie u boku Nony, jednak uznała, że miło by było się z kimś tutaj przynajmniej zakolegować. Szczególnie, jeśli miałyby zostać w tym mieście na dłużej.
   -Dobra, niech ci będzie. Zresztą kto wie... Może ten cały syn znajomego twojego taty będzie całkiem, całkiem - zaśmiała się i otarła wargi, które podczas jedzenia kanapki, ubrudziły się masłem.
   Co prawda nie udało jej się dziś rano pobiegać, jednak Evie czuła, że potrzebuje długiego, gorącego prysznica przed spotkaniem.
   -Idę pod prysznic - rzuciła w stronę brunetki wciąż stojącej przy oknie, po czym podniosła się z łóżka, wzięła czyste ubrania na przebranie i zniknęła w niedużej, ale przytulnej łazience. Wiedziała, że w akademikach mogły panować gorsze warunki, niż to co wraz z Vinone dostały, dlatego rudowłosa starała się nie narzekać. Oczywiście wolałaby zamiast ciasnej kabiny prysznicowej mieć szeroką wannę, w której mogłaby siedzieć godzinami. Mimo wszystko doceniała to, że w ogóle miały w pokoju łazienkę i nie dzieliły jej z każdym studentem mieszkającym na tym samym piętrze.
   Zrzuciła z siebie wcześniejsze ubranie i weszła prosto pod gorącą wodę. Odetchnęła błogo czując jak pod wpływem ciepła jej mięśnie powoli się rozluźniają. Nie chciała jednak długo oblegać łazienki, szczególnie że pewnie Vinona również chciała z niej skorzystać, więc czym prędzej umyła swoje ciało oraz włosy i wyszła na nieduży ręcznik leżący na chłodnej posadzce. Dokładnie się wytarła, a potem włożyła na siebie czyste ciuchy składające się z obcisłych spodni oraz krótkiego topu i zaczęła suszyć swoje długie, miedziane włosy, które były czasami nie do ogarnięcia.
   Po parunastu minutach, w końcu opuściła łazienkę i posłała przyjaciółce uśmiech.
   -Dobra, łazienka wolna. Możesz iść się ogarniać, a ja tu trochę posprzątam - powiedziała i odniosła talerz z kanapkami do niedużej kuchni, po czym pozmywała zalegające w zlewie brudne naczynia. Kiedy udało jej się trochę ogarnąć ten mini bałagan, zajęła się robieniem delikatnego makijażu. Podkręciła lekko swoje naturalnie długie rzęsy i przejechała jeszcze błyszczykiem po malinowych ustach, a na koniec założyła na nogi swoje ulubione koturny i przysiadła przed włączonym telewizorem, czekając na Nonę.

https://fontmeme.com/permalink/190415/b1f520270c91ac143c18f96a8fe74e0d.png

   Kiedy tak dumał, starając się wybrać coś z menu, usłyszał dźwięk przychodzącego smsa. Włożył dłoń do kieszeni spodni i wyciągnął z nich smartfona, a widząc od kogo dostał wiadomość, ściągnął delikatnie brwi. Z Jonathanem znali się dość długo, jednak nie pałali do siebie sympatią. Co prawda zdarzały się sytuacje, w których stawali ze sobą ramię w ramię, jednak nie miały miejsca zbyt często bowiem Jona miał zupełnie inny światopogląd niż Alec. Według wampira, chłopak był zbytnio ułożony, poważny i miał wrażenie jakby ciągle chodził z kijkiem w tyłku. Dochodziło do tego również to, że jego szanowny ojczulek był w Cranwood komendantem i to przez niego głównie Alnair miał kłopoty związane z prawem.
   Westchnął ciężko widząc treść wiadomości i przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią. Szczerze powiedziawszy nie miał zbyt wielkiej ochoty na wałęsanie się po mieście z jakimiś obcymi dziewczynami. Zwłaszcza w towarzystwie tego pajaca. Nie rozumiał czemu Harvey nie mógł załatwić tego wszystkiego sam. Czyżby bał się płci pięknej? Uśmiechnął się rozbawiony na tą myśl po czym przesunął palcem po ekranie i odpisał mu, że zjawi się na spotkaniu. Niestety nie miał wyjścia, bo miał wobec tego gościa dług do spłacenia i stwierdził, że im szybciej go spłaci tym lepiej. Nie lubił być u nikogo dłużny.
   Odłożył telefon na stolik i znów zerknął na tekturową kartką z napisem "menu". W końcu zdecydował się na porcję naleśników z syropem klonowym oraz, dla odmiany, czarną herbatę. Po wczorajszym musiał trochę odpocząć od alkoholu. I nie, pora dnia nie miała tu nic do rzeczy. Alexander mógł pić nawet od siódmej rano, gdyby naszła go taka ochota. No bo w końcu... kto mu zabroni?
   Szybko wszamał jedzenie, które podała mu młoda kelnerka, a potem popił gorącą herbatą co jakiś czas obserwując otoczenie. O tej porze w barze nie było zbyt wielu ludzi, jednak wieczorem lokal aż pękał w szwach od klienterii. Zerknął na zegarek, a widząc że powinien już się zbierać, przewrócił tylko oczami. Zostawił pieniądze za posiłek na stoliku i opuścił bar. Stwierdził, że zostawi tutaj swoje cudeńko i pójdzie piechotą, bo miejsce w którym miał się spotkać z Jonathanem oraz dwiema nieznajomymi był niedaleko. Założył okulary przeciwsłoneczne na nos, bo dziś niesamowicie mocno świeciło słońce i ruszył w kierunku parku.


https://68.media.tumblr.com/9f0d4a032ec4b54e430c25e1eeb3c9cc/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco2_250.gif https://68.media.tumblr.com/1668f3f49d48dbc8c42071e5d7c9c034/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco3_250.gif https://68.media.tumblr.com/b11059662508021eab3b89c243c40aa4/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco4_250.gif https://68.media.tumblr.com/e4fc780304cd200bc598fbe41c2169ea/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco6_250.gif

Offline

#7 15-04-2019 o 23h37

Straż Obsydianu
Rosaviel
Oficer Straży
Rosaviel
...
Wiadomości: 1 743

https://fontmeme.com/permalink/190415/3237d8b664d883eb71ef771dd54007d0.png


          Pojawienie się Evie standardowo wniosło do pomieszczenia zdecydowanie więcej – jak czasem śmiała się Nona – dziecięcej radości blasku słońca. Zdawała sobie doskonale sprawę, że dziewczyna miała niejedno za uszami, jednak w tych czasach każdy coś tam miał, a mniejsze i większe grzeszki pozostawały nieodzowną częścią życia wszystkich istot żywych. Od razu zauważyła, że jej plan niekoniecznie przypadł dziewczynie do gustu. Wywróciła więc jedynie teatralnie oczami i sięgnęła po swój telefon. Choć chwilę jej to zajęło, zaraz zabrała się za wyszukiwanie w mediach społecznościowych odpowiedniego profilu, podsunęła zdjęcie pod nos przyjaciółki.
          - Pamięta mnie z czasów, jak sikałam w piasek. Chcesz, to bierz, ja jestem w jego oczach kompletnie spa-lo-na. – rzuciła rozbawiona, wyginając przy tym usta w szelmowskim uśmiechu.
          Na wieść o kierunku podróży dziewczyny, sięgnęła po swoją porcję jedzenia. Ona w przeciwieństwie do rudej musiała i lubiła jeść. Dlatego też często spędzała długie godziny w kuchni, a każde ich kolejne lokum obowiązkowo musiało być wyposażone w kuchnię. Choćby taką malutką. W tak zwanym międzyczasie przygotowała sobie odpowiedni w jej mniemaniu strój, a po dobraniu do niego jeszcze kilku dodatków, przejrzała raz jeszcze wiadomości, jakimi już od samego rana huczały media – poprzednie miasto, w jakim postanowiły się zatrzymać nawiedziła seria dziwnych mordów – Nona skrzywiła się momentalnie, zastanawiając się, czy to ktoś niekoniecznie umiejący się kontrolować, czy może raczej próbujący zrobić wielką aferę swa egzystencją. Sama nie lubiła rozgłosu i trzymała swe pochodzenie w tajemnicy tak długo, jak tylko mogła.
          Choć nie zawsze to wychodziło…
          W chwili, w której Evie opuściła łazienkę, Vinona zajęła zaraz jej miejsce. Po odłożeniu ubrań na szafkę i rozebraniu się weszła pod strumień wody, najpierw upewniając się, że ta nie będzie dla niej za ciepła.  Ogarnięcie się w całości zajęło jej jakieś pół godziny – tylko dlatego, że włosy umyła jeszcze zanim przyszła jej współlokatorka – jednak wyszła już całkowicie wyszykowana. Ubrana w białą hiszpankę odkrywająca jej ramiona i sięgające nad kostkę, zwykłe spodnie w kolorze granatowym wyszła do przyjaciółki i po upewnieniu się, że obie są gotowe i niczego im nie brakuje, za zgodą Evie pstryknęła im dwóm zdjęcie w lustrze i wysłała do Jonatana, by w ogól wiedział, kogo powinien się spodziewać.
          - Podobno pod ratusz droga prosta. Podobna. Jak z Twoją orientacją w terenie, Evie? – Spojrzała żywo zainteresowana na towarzysząca jej hybrydę.
          Vinonie los zarówno orientacji w terenie, jak i przestrzennej poskąpił. I dziewczyna ani trochę się z tym nie kryła – każda jedna osoba, która miała wątpliwą przyjemność bycia przez nią prowadzoną błądziła często co najmniej godzinę. Razem ze zirytowaną czarownicą.


https://fontmeme.com/permalink/190415/3cb8d2ab0b5497c9172853fd6e3fffc3.png


          Wiadomość zwrotna, jaką otrzymał w dużym stopniu uspokoiła go. Nie będzie musiał sam paradować z dwójką kompletnie obcych, młodych – i wedle słów babci najpewniej urodziwych – kobiet. Już mógł wyobrazić sobie potem te wszystkie docinki koleżaneczek jego ex nad tym, które z nich miało w tym związku bardziej wątpliwą moralność. I nie wyjaśniłby, że to znajoma. Dwie znajome. Za którymi najpewniej dość szybko ustawi się wianuszek fanów płci męskiej. Nony nie kojarzył za dobrze, jednak ich babcie nadal łączyła silna więź i wedle jej słów dziewczyna bardzo się zmieniła. Z reszta miała wtedy jakieś pięć lat, kto przez kolejne dwadzieścia by się nie zmienił? Wampir… Z drugiej strony Jonatan szybko zaczął zastanawiać się, na ile Alec wykorzysta to przeciw niemu. Zgodził się o wiele za łatwo. Za szybko. Musiał coś kombinować.
          Harvey zaklął pod nosem. Łącznie z nim będą trzy osoby, w tym dwie zupełnie nieświadome ewentualnego zagrożenia ze strony wampira kobiety. Mrużąc oczy wyszedł z domu, powoli kierując się już w stronę umówionego miejsca. Wolał być nie tylko przed dziewczynami, ale i chwilę przed Alecem. Miałby pewność, że wyjaśnią sobie wszystko, a tamtemu nie przejdzie przez myśl zrobienie z którejś przystawki. Słońce już od rana przebijało się uparcie, rozdając wszelkim istotom swe ciepłe promienie i to niezależnie od tego, czy taka postać rzeczy im się podobała, czy też nie. Gra światła i cienia na rozgrywająca się na budynkach, drzewach i ulicy sprawiła, że nawet poważnemu zazwyczaj Jonatanowi drgnął kącik ust. Szybko uznał, że park będzie miejscem idealnym choćby na to, by dowiedzieć się, czy dziewczyny miały jakiekolwiek plany związane z tym miastem. Słyszał od babci, że dużo podróżowały po kraju i często zmieniały miejsce zamieszkania, jednak szczegółów nie znał.
          Urokliwy parczek zajmowały dziś głównie rodziny z dziećmi. Maluchy ganiały się między drzewami i krzewami, krzyczały rozbawione, gdy co starsi przepędzali je z równych rabat obsadzonych bajecznie kolorowymi kwiatami, a za plecami mężczyzny i ławką, którą zajął rozciągał się uroczy stawek. Specjalnie wybrał to miejsce i ta konkretną ławkę, bo miał z niej dobry widok i sam był widoczny.
          Szybko dostrzegł Aleca, a unosząc rękę, dał mu znać, gdzie jest.
          - Właśnie zaczynałem się zastanawiać, czy mnie jednak nie zechcesz wystawić. – Uśmiechnął się krzywo. – Nie mniej jednak dzięki. Jakby okazały się wredne, to będę miał przynajmniej komu je wcisnąć. A teraz na poważnie mam nadzieję, że nie liczysz na domowy obiadek i kilka kropel świeżej krwi
          Przyjrzał się wampirowi, nie mogąc tak do końca uwierzyć, że tacy jak on naprawdę chodzili po tym świecie. Z resztą… Ostatnimi czasy jego światopogląd lubił się rozsypywać, nim zdołał się podnieść, więc nie zdziwiłby się, gdyby zaraz wyskoczył mu zza rogu ratusza jeszcze jakiś mamut. Chciał podjąć rozmowę, jednak przerwał mu tu dźwięk obwieszczający nadejście kolejnej wiadomości. Przez myśl przeszło mu nawet, że Nona zechciała odwołać spotkanie, a on zostanie z wampirem na głowie. Zamiast tego odczytał wiadomość – Dwadzieścia lat to kupa czasu, więc pomyślałam, że chciałbyś wiedzieć, na kogo w ogóle czekasz. – i przewinął dalej do zdjęcia. Przyjrzał się dwójce urokliwych młodych kobiet i z miejsca doszedł wo wniosku, że zapowiada się dobrze.
          Zaraz spojrzał na Alexandra.
          - Po chwili namysłu stwierdzam, że niekoniecznie potrzebuję twojej pomocy. Jak nie chcesz nie musisz zostawać. – Spojrzał na zdjęcie, wampira i znowu zdjęcie. – Nie chciej, serio.


https://78.media.tumblr.com/4a8cc9f0d8e071eb62a7f839904bd569/tumblr_nkoilykZTD1s3r70co1_500.gif

Offline

#8 16-04-2019 o 11h49

Straż Obsydianu
BookLover1313
Szeregowiec
BookLover1313
...
Wiadomości: 107

https://fontmeme.com/permalink/190415/01be277cf5cb41877b97eb7a2e4e59c6.png

   Kiedy tak skakała po kanałach telewizora, natknęła się na wiadomości, w których wspominali o mieście, w którym wraz z Noną wcześniej mieszkały. Zatrzymała się na chwilę słuchając jak reporterka opowiada o serii morderstw, które nawiedziły miasto.
  -Znajdujemy się właśnie w klubie, w którym doszło do niewyobrażalnej tragedii. Szóstka młodych ludzi została znaleziona martwa w jednej z toalet. Ich ciała były kompletnie wysuszone z krwi, a na szyi widoczne są znaczne ślady po ugryzieniach. Policja podejrzewa o całe zajście dzikie zwierzęta, które mogły poszukiwać pożywienia i wtargnęły do klubu przez otwarte drzwi zaplecza - Evie uniosła brwi na słowa reporterki i powoli pokręciła głową. Przecież wiadomym dla niej było, że żadne zwierzę nie miało z tym nic wspólnego. Zresztą... Które z nich żywiłoby się tylko i wyłącznie krwią?
   Dziewczyna zaczęła się zastanawiać czy to przypadek, że kilka dni od ich przeprowadzki zaczęły w tym mieście dziać się tak niewyobrażalne, makabryczne rzeczy. W końcu, kiedy tam mieszkały rzadko słyszało się o jakichkolwiek zabójstwach, szczególnie tych spowodowanych przez wampiry. Westchnęła ciężko i wyłączyła telewizor nie chcąc już o tym wszystkim myśleć. Może kiedy zostałyby kilka dni dłużej w Darnwell udałoby się im złapać tego mordercę?
   Chwilę rozmyśleń przerwał jej odgłos otwieranych drzwi od łazienki. Vinona poprosiła Eveline, aby zrobiły sobie zdjęcie dla tego chłopaka, aby wiedział kogo wypatrywać. Dziewczyna od razu się zgodziła i poprawiła delikatne loki, a potem uśmiechnęła się do zdjęcia.
   -Dobra, możesz wysyłać - - stwierdziła tym samym akceptując zrobione zdjęcie. Co jak co, ale jeśli jej przyjaciółka miała zamiar je wysłać do nieznajomego przystojniaka to Evie musiała choć trochę dobrze wyglądać. Na pytanie brunetki przez chwilę zastanowiła się, czy udałoby jej się przeprowadzić je do wyznaczonego miejsca. Powoli skinęła głową i uśmiechnęła się szeroko.
   -Chyba nie jest najgorsza. Zresztą w razie czego, od czego są mapy w telefonie, prawda? Damy radę! - skwitowała i zarzuciła jeszcze na ramię niedużą torebkę, która idealnie komponowała się z jej strojem. Chyba wzięła ze sobą wszystko co było jej potrzebne do tej całej wycieczki. Telefon, dokumenty, jakieś pieniądze... Nic innego nie potrzebowała.
   Razem z Vinoną opuściły ich jakże ekskluzywny apartament, zamykając go oczywiście na klucz, a potem wyszły z budynku. Od razu po wyjściu na zewnątrz uderzyło ich jasne słońce, które nie tylko dawało nieźle po oczach, ale i przyjemnie grzało im skórę. Na szczęście Eveline nie musiała przejmować się tym, że jako pół wampir spali się i zostanie z niej garstka popiołu. To była zaleta bycia hybrydą. Mogła spokojnie cieszyć się taką pogodą jaka była dziś.
   -No to w komu w drogę temu czas -powiedziała wesoło i obie skierowały się do parku.
   Cranwood było przyjemnym miasteczkiem. Nie mieszkało w nim wielu ludzi, co było dość dziwne bo znajdowało się przy nim przepiękne jezioro, gdzie spokojnie można było wypocząć, na południu od miasteczka znajdował się teren górzysty, natomiast na północy, kilkanaście kilometrów dalej, można było przejść się piaszczystą kilkumetrową plażą, wsłuchując się w szumiący dźwięk nadmorskich fal. Dlatego to miasteczko było tak bardzo wyjątkowe. Po przejściu kilku dość podobnych uliczek, Evie w końcu zatrzymała się i zmarszczyła brwi. Teoretycznie ratusz nie powinien być daleko od ich miejsca zamieszkania, więc dlaczego idą już dobre dwadzieścia minut, a żadnego parku ani tym bardziej ładnego, starego budynku nie widać?
   -Dobra. Czas na odpalenie map -stwierdziła i wyciągnęła telefon z torebki i tak jak powiedziała, tak zrobiła. Wpisała w wyszukiwarkę odpowiednią lokalizację i elektroniczna mapa wskazała im właściwy kierunek.

https://fontmeme.com/permalink/190415/b1f520270c91ac143c18f96a8fe74e0d.png

   Alexander starał się nigdzie nie zatrzymywać po drodze, jednak co mijał jakiś sklep, musiał zajrzeć chociaż przez szybę, czy nie mają niczego ciekawego. Ogólnie już dawno stwierdził, że powinien sobie odświeżyć garderobę. Przejrzał się w jednej z szyb sklepowych i nieco poprawił swoje włosy. W końcu na spotkaniu, na którym mają być aż dwie panie, musiał jakoś wyglądać, prawda? Nie śpieszył się też jakoś zbytnio, bo w końcu to Jonathan potrzebował coś od niego, więc może te kilka minut sobie poczekać. Zatrzymał się jeszcze przy budce z lodami i wziął dwie gałki - truskawkową i waniliową, zapłacił a potem skierował się, już na sto procent, do parku.
   Od razu jego oczom ukazał się plac zabaw dla małych dzieci, które biegały w tą i z powrotem jakby miały silnik wbudowany w pupkę oraz ganiających ich dorosłych i krzyczących, że tego nie wolno i tamtego nie wolno. Pamiętał jak sam kiedyś, dawno temu, był takim małym szkrabem, jednak za jego czasów rodzice się tak nie patyczkowali i nie traktowali go jakby był z jakiejś porcelany. Przewrócił tylko oczami i polizał słodką substancję, która przy tym upale powoli zaczynała się roztapiać, a potem się rozejrzał w poszukiwaniu swojego... ekhem towarzysza. Praktycznie od razu zauważył go przy jednej z ławek, więc leniwym krokiem się ram skierował.
    -Wystawić? Ja? To do mnie niepodobne, szczególnie, że dzięki temu spłacę ten twój durny dług -- odparł i opadł na drewnianą ławkę przysłuchując się śpiewającym ptakom. Rzeczywiście można było się przy tym wyciszyć. Na kolejne słowa Jona uniósł brew i parsknął śmiechem. Czy on naprawdę myślał, że zgodził się przyjść tu tylko po to, aby pożywić się na delikatnych szyjach tych dam? Zabawne...
    -Jestem najedzony i dla twojej wiadomości to przerzucam się teraz na krew szpitalną. W końcu nie chcemy, aby w Cranwood rozpętała się afera o ofiarach mających na szyi ślady po kłach i do tego dziury w pamięci, prawda?- mruknął rozbawiony. Wiedział, że gdyby media oraz policja zainteresowała się dogłębnie taką sprawą, mogłoby być naprawdę źle i po raz kolejny musiałby się wynosić ze swojego rodzinnego miasta. Na szczęście inne wampiry, które tutaj mieszkały również miały tego świadomość. Rozmowę przerwał im dźwięk telefonu chłopaka, który po odczytaniu wiadomości zaczął mieć wątpliwości do tego, czy wampir powinien tu z nim być. Alec praktycznie od razu zmarszczył brwi, słysząc że wcale nie jest tu potrzebny, a potem podniósł się z ławki i wsadził dłonie do tylnych kieszeni spodni.
    -No coś ty stary... Muszą być śliczne, skoro tak chcesz mnie od nich odsunąć -stwierdził, a potem za pomocą swojej wampirzej zwinności, szybko stanął za brunetem i zapuścił żurawia w stronę smartfona. Najpierw zagwizdał na widok rudowłosej, uśmiechającej się piękności, a gdy przeniósł wzrok na tą drugą, głos mu ugrzązł w gardle. Przepiękna brunetka o szarozielonych oczach przypominała mu jego starą miłość. Poznali się, kiedy to Alec po przemianie w wampira chciał popełnić samobójstwo, dokładnie w roku 1776. Cassandra - bo tak miała na imię dziewczyna, uratowała go wtedy i pokazała, że bycie wampirem również ma swoje plusy. Spędzili ze sobą mnóstwo czasu jako przyjaciele, a potem po prostu się w sobie zakochali przysięgając, że będą ze sobą już na wieki. Niestety 148 lat później, Cassie została ugryziona przez wilkołaka i zmarła zostawiając Alexandra samego w smutku i rozpaczy.
    -To niemożliwe...-wydukał, a później przetarł oczy chcąc upewnić się, że na pewno nie śni. Cassandra zmarła w jego ramionach i tego był pewien, więc jakim cudem na zdjęciu, ta dziewczyna wyglądała zupełnie jak ona. Od razu poczuł przyśpieszone bicie serca, a potem usiadł z powrotem na ławce czując, że zaraz ugną się pod nim kolana.
    -Ta dziewczyna... brunetka. Kim ona jest? Jak się nazywa? -zapytał po chwili zdezorientowany całą sytuacją.


https://68.media.tumblr.com/9f0d4a032ec4b54e430c25e1eeb3c9cc/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco2_250.gif https://68.media.tumblr.com/1668f3f49d48dbc8c42071e5d7c9c034/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco3_250.gif https://68.media.tumblr.com/b11059662508021eab3b89c243c40aa4/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco4_250.gif https://68.media.tumblr.com/e4fc780304cd200bc598fbe41c2169ea/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco6_250.gif

Offline

#9 16-04-2019 o 13h28

Straż Obsydianu
Rosaviel
Oficer Straży
Rosaviel
...
Wiadomości: 1 743

https://fontmeme.com/permalink/190415/3237d8b664d883eb71ef771dd54007d0.png


          Słowa Evie podniosły ją na duchu na tyle, by naprawdę była w stanie uwierzyć, że nie tylko dadzą radę dotrzeć na miejsce o czasie, ale i finalnie nie zbłaźnić się prawie wcale w kwestii utrudnionego dotarcia na umówione miejsce spotkania. Zdążyła przecież sprawdzić i uświadomić sobie, że Jonathan wybrał ten najbardziej rozpoznawalny punk t miasta, którego nijak nie dawało się pomylić z żadnym innym. Dlatego już po zrobieniu im zdjęcia i wysłaniu go w świat, zgarnęła z krzesełka swój czarny plecaczek ze skóropodobnego materiału i po przerzuceniu go przez ramię, sprawdziła zawartość. Miała portfel, telefon i wszystkie dokumenty, nie wyciągała także podręcznej wersji swej magicznej książki kucharskiej pod postacią czarnego notesu na złotej spirali.
          Obie były już bardziej, niż gotowe na podbój Cranwood.
          – W sumie racja. Mapy i Google ostatnią deską ratunku… – mruknęła pod nosem czarownica, spoglądając przez ramię, jak i przyjaciółka sprawdza zawartość torebki.
          Po upewnieniu się, że niczego jej nie brakuje, obie opuściły swe obecne lokum i nie spiesząc się ruszyły schodkami na dół i – dalej, po opuszczeniu budynku akademika – przed siebie na miejsce wyznaczonego spotkania. Zostawiły sobie dość pokaźny margines czasu, w razie, jakby jednak los kazał im pobłądzić zanim trafią do parku przy ratuszu. Z resztą jakby frustracja Nony weszła na zupełnie nowy poziom, najpewniej pokusi się o wykonanie odpowiedniego telefonu i ściągnięcie uroczego szatyna tam, gdzie się znajdą. A wcześniej demonstracyjne usadowienie się na pierwszej, nie wyglądającej podejrzanie powierzchni.
          Pogoda była cudowna, choć ciemnowłosa szybko pożałowała tego, że nie zabrała ze sobą okularów przeciwsłonecznych. Mrużąc oczy, skierowała twarz do przyjemnie pieszczącego ciepłymi promieniami słońca, a po chwili nawet i uśmiechnęła się delikatnie. Jako typowy zmarzluch na to właśnie między innymi liczyła wybierając Północną Karolinę Jako kolejne miejsce ich wędrówki – ciepło.
          – Jeśli wierzyć temu, co powiedziała mi wczoraj kierowniczka, ratusz znajduje się w samym centrum miasta i dojść do niego można praktycznie z każdego miejsca, trzymając się głównych uliczek. Powinno pójść nam szybko. – Choć jej słowa brzmiały entuzjastycznie, sama Vinona skrzywiła się nieznacznie. Teoria rzeczywiście rysowała się prościutko. Z praktyką niestety najpewniej będzie gorzej.
          Jako typowe małe miasteczko Cranwood nie wyróżniało się zupełnie niczym. Spokojni, uśmiechnięci ludzie, witający na ulicach sąsiadów, jak i nieznajomych skinieniem głów, a tych drugich często dodatkowo ciekawskim spojrzeniem lub wymianą kilku zdań nad tym, co sprowadza ich do urokliwej mieściny. Znaczną częścią przyjezdnych byli najzwyczajniejsi w świecie turyści, którzy dali się uwieść miasteczku już jakiś czas temu i teraz wracali w jego okolice praktycznie każdego roku. Powodu były różne – przyjemna dla oka architektura, okolica, która zapierała dech w piersiach, czy legendy, jakie narosły dokoła miasta, a które potrafiły zaprzeć dech w piersiach. Inni – i tych było zdecydowanie mniej – byli studenci. Cranwood dysponowało jedną uczelnią wyższą, kilkoma wydziałami o skromnej ofercie. Szczęśliwie obie znalazły tu interesujące je kierunki. 
          Tułaczka po brukowanych uliczkach zajęła im o wiele więcej czasu, niż założyły, a na dodatek dwie ciekawskie pannice co i rusz schodziły z głównych ulic, w tym momencie zachowując się jak typowe turystki rozentuzjazmowane pięknymi widokami i zabytkami architektury, w których rozkochana od lat była Vinona. Pierwsza ich sytuacji stanowcze nie powiedziała Evie. Istnienie kolejnych i kolejnych, bliźniaczo podobnych uliczek zdawało się ciemniejszej z nich dwóch powoli doskwierać, więc bez słowa pokiwała jedynie na znak, że się z nią zgadza. I nim ta znalazła i wbiła odpowiedni adres w sieci, Nona zrobiła jeszcze tylko jedno zdjęcie urokliwej kamieniczki z parapetami obwieszonymi przez różnobarwne kwiaty.
          Dopiero po kilku długich minutach Nona spojrzała badawczo na przyjaciółkę.
          – Mam nadzieję, że coś jadłaś przed wyjściem. Wiesz… to syn naczelnika albo komendanta policji. Nie jestem pewna, ale ogólnie wysoko postawiona osoba w mieście. – Spojrzała na dziewczynę. Nie chciały kłopotów i miała nadzieję, że Evie zrozumie jej przekaz. – Jak cokolwiek zacznie się dziać masz mi od razu powiedzieć. Może ustalmy jakieś bezpieczne słowo by nie wzbudzać podejrzeć i się zmyć? Lody czekoladowe? Udar? O, a może kociaczek albo żelazko? Ewentualnie zupa na gazie… W sumie zjadłabym jakiś dobry krem z dyni.
          Powaga na twarzy Nony zupełnie nie pasowała do słów, jakie kolejno padały z jej ust. Przystanęła, łapiąc rudą za nadgarstek. Ratusz majaczył już między kolejnymi budynkami, więc i im dotarcie nie zajmie za wiele czasu. Kwestia kilku minut i staną twarzą w twarz z człowiekiem, który miał robić dziś za ich przewodnika. Błędy nie powinny mieć miejsca, a choć Nona bezgranicznie ufała przyjaciółce, wolała być przygotowana na wszystkie ewentualności. I Evie powinna być tego świadoma. 


https://fontmeme.com/permalink/190415/3cb8d2ab0b5497c9172853fd6e3fffc3.png


          Tylko się pojawił i już pierwsze jego słowa, sama postawa i wyraz twarzy sprawiły, że Jonathan jeszcze bardziej zastanowił się, czy aby na pewno chce jego obecności tu. Ich relacje nigdy nie były choćby i poprawne, a kolejne dziwaczne intrygi, jakie splatały ich losy wcale nie polepszały i tak nieciekawego początku znajomości dwójki panów. We wszystkim tym było tyle dobrego, że ciężkie początki tak ukształtowały całą relację, że chociaż obaj nie trawili się na dłuższa metę, tak jeden mógł na drugiego liczyć. Przynajmniej, póki któryś miał dług wdzięczności.
          – Przyznam, że po Tobie spodziewałbym się wszystkiego. Łącznie z wystawieniem i wyśmianiem przy pierwszym następnym spotkaniu. – rzucił poważnym tonem, przyglądając się mu uważnie. – Przynajmniej wyglądasz w miarę jak człowiek i nie przyniesiesz mi wstydu. 
          Harvey uśmiechnął się pod nosem. Mimo skomplikowanej relacji lubił droczyć się z wampirem i to nawet, jeśli wiedział, że może tym sprowadzić na siebie poważne kłopoty. Mógłby, gdyby nie znał jego tajemnicy, nie nosił na szyi naszyjnika z werbeną i nie trzymał dobrze schowanych kilku informacji i dowodów, których ujawnienie po zniknięciu Jonathana byłoby jedynie kwestią czasu. Tak więc atak na człowieka w tym momencie zakończyłby się i dla wampira prawdopodobnym linczem.
          Skrzywił się za to na jego kolejne słowa i przyglądając się ukrytym za szkłami okularów oczom, zamyślił się na chwilę.
          – Wolę dmuchać na zimne i się upewnić. Zwłaszcza, że jeśli cokolwiek się im stanie, ojciec Nony mnie najpewniej zamorduje. A potem mój ojciec mnie ożywi i zamorduje raz jeszcze, bo ostrzy sobie podobno pazury na wygodne miejsce u jego boku. – rzucił zaraz chłodno, dając mu do zrozumienia, że nie tylko w jego przypadku dmuchałby na zimne.
          Wiedział, że wampirów jest tu więcej. Wiedział też, że dwie nowe twarze mogą stać się nad wyraz interesującym i całkiem nowym celem. Chciał kontynuować rozmowę, jednak przerwał mu ten zamiar dźwięk przychodzącej wiadomości. Domyślał się, że to nikt inny, niż jego dawna znajoma, z którą kiedyś w ramach przypieczętowania dziecięcej przyjaźni ze smakiem żarli piach na placu zabaw najbliżej domu, w którym obecnie mieszkał. I o ile o urodę Nony się nie martwił – wedle słów babci była już zaprawdę urokliwym dzieckiem – o tyle widokiem uroczej rudaski miło się zaskoczył. Może miło spędzony dzień rzeczywiście mu się przyda, a i wcale nie powinien martwic się o pozostanie z nimi samemu? Z resztą już wyobrażał sobie minę Cordelii, gdyby ich tak zauważyła, a skoro na złamane serce najlepsza miała być nowa miłość, to czemu by nie spróbować…
          Przeniósł wzrok na wampira ponownie dopiero w chwili, w której ten się odezwał, wyrywając go z plątaniny myśli i knutego właśnie planu. Przyjrzał się mu i spoglądając na niego wymownie, westchnął jedynie, gdy wampir zniknął, by zaraz pojawić się za jego plecami. Drgnął, słysząc gwizd za sobą. Nienawidził tej prędkości, jak i tego, że nigdy nie mógł być pewien tego, co siedzi w głowie wampira. Skąd mógł w końcu mieć pewność tego, czy nie zostanie zaraz kolejną ofiarą bestii? Nie mniej jednak kolejna reakcja mężczyzny go zaciekawiła. Spojrzał na niego kątem oka, unosząc znacząco jedną brew. Miał dwie możliwości – powiedzieć prawdę, albo gładko skłamać i sprawdzić, co wampir zrobi.
          Spojrzał na Aleca zainteresowany, gdy ten usiadł na ławce obok niego.
          – Nie wiem. Ty mi powiedz. – rzucił spokojnym tonem, zakładając nogę na nogę raz jeszcze zerknął na zdjęcie. W niczym nie przypominała zasmarkanej pięciolatki, jaką pamiętał. Czas leciał szybko… – Jena z nich to moja stara znajoma, ale po dwudziestu latach niekoniecznie jestem w stanie stwierdzić, która to.
          Kłamał. Wiedział doskonale, Nona nadal miała to samo spojrzenie i szczery dziecięcy uśmiech. Początkowo zamierzał się z nim jeszcze podroczyć, powodzić za nos, jednak widząc zdezorientowanie malujące się coraz silniej na twarzy wampira, zmrużył oczy i przeniósł spojrzenie na zdjęcie. Przyjrzał się ciemniejszej, by zaraz ponownie zawiesić spojrzenie na rudej.
          – Prawdopodobnie znamy ją jako dwie zupełnie inne osoby. Na pewno tak jest. Skoro ja pamiętam ją jako delektującą się piachem pięciolatkę, a Ty robisz wielkie oczy do jej aktualnego zdjęcia, nie może to być ta sama osoba. Chyba, że spotykałeś się z nią potajemnie, ale wtedy byłbyś świadomy, kto to. 
          Nie odpowiedział na jego pytania, rozwiewając jednak tymi słowami – przynajmniej w swym własnym mniemaniu – wszelkie wątpliwości wampira. Kimkolwiek była kobieta, którą znał, nie mogła być Noną, którą znał on sam.


https://78.media.tumblr.com/4a8cc9f0d8e071eb62a7f839904bd569/tumblr_nkoilykZTD1s3r70co1_500.gif

Offline

#10 16-04-2019 o 22h35

Straż Obsydianu
BookLover1313
Szeregowiec
BookLover1313
...
Wiadomości: 107

https://fontmeme.com/permalink/190415/01be277cf5cb41877b97eb7a2e4e59c6.png

   Dziewczyna przyglądała się niedużemu urządzeniu, które trzymała w ręce, co jakiś czas odświeżając wygaszający ekran. Mapa pokazywała, że jeszcze tylko kilkaset metrów dzielą je od dotarcia we właściwe miejsce. Niby informacja, którą dostały odnośnie ratusza miasta były dość proste. Iść wzdłuż głównych uliczek i dotarcie na miejsce zajmie im tylko kilkanaście minut. Niestety, obie były typem ciekawskich osobników i kiedy tylko na ich drodze pojawiało się coś interesującego, momentalnie zbaczały z wyznaczonej trasy, aż w końcu po prostu się zgubiły. Stojąc przy jednej z ładniejszych kamienic, Evie próbowała coś wyczytać z ekranu, na który padało odbicie słoneczne. Rudowłosa miała ochotę wyrzucić ten telefon, gdzieś do pobliskiego ogródka. No bo w końcu powinno być większe pojaśnienie, które umożliwiałoby odczytanie z urządzenia czegokolwiek, kiedy jest taka pogoda, prawda? Weszła do pobliskiego cienia i od razu obraz stał się bardziej przejrzysty.
   -Nareszcie, cokolwiek widać na tym złomie -mruknęła pod nosem i oddaliła elektroniczną mapę. Według niej, musiały się cofnąć i dojść do głównej ulicy, którą potem powinny iść cały czas prosto, aż do niedużego parku przy którym znajdował się ratusz miasta.
   Eveline wraz z Vinoną od razu ruszyły odpowiednią trasą. Mimo wszystko nadal podziwiały walory niedużego miasteczka, jednak tym razem postanowiły, że nie zboczą z kursu. Evie uniosła wzrok znad telefonu, kiedy jej przyjaciółka uprzedziła ją o jej problemie z wytrzymaniem głodu. Wiedziała, że jeszcze nie do końca jest w stanie się opanować, szczególnie kiedy wcześniej się nie pożywiła, ale mogła przysiąc, że od kilku dni zrobiła dość spore postępy. Dlatego na słowa Nony tylko przewróciła teatralnie oczami, jakby chciała powiedzieć, że jest już duża i umie o siebie zadbać.
   -Nie musisz się o to martwić -rzuciła i odgarnęła swoje rude loki na plecy czując się lekko urażona. Naprawdę nie zaatakowałaby przecież tego chłopaka. Zdarzały jej się jednak pewne... stany, w których nie powinna być blisko ludzi, więc przystała na propozycję brunetki nieco rozbawiona jej pomysłami.
   -Może być udar. Jest tak gorąco, że przynajmniej będzie to wiarygodna wymówka do tego, aby się zmyć -powiedziała śmiejąc się pod nosem i lekko szturchnęła wiedźmę. Czasami miała wrażenie, że dziewczyna strasznie buja w obłokach. Po dziesięciu minutach ciągłego marszu, w końcu zauważyły nieduży, zielony park, w którym było pełno energicznych dzieciaków, a spomiędzy drzew mogły zauważyć biały, zadbany budynek - ratusz.
   -Nareszcie. Teraz tylko znaleźć naszego przewodnika -skomentowała hybryda i uważnie się rozejrzała. Po chwili dostrzegła na ławce dwóch, przystojnych facetów, a jeden z nich był łudząco podobny do tego, którego Vinona wcześniej pokazywała jej na portalu społecznościowym.
   -To chyba on, chodźmy -odparła i chwyciła przyjaciółkę za rękę, a potem ruszyły w kierunku obleganej ławki.

https://fontmeme.com/permalink/190415/b1f520270c91ac143c18f96a8fe74e0d.png

   Alec był zdezorientowany jak nigdy dotąd. Nie spodziewał się, że jeszcze kiedyś ujrzy tą uroczą, przepiękną twarz. Raczej myślał, że spotka swoją ukochaną po śmierci, bo w końcu po drugiej stronie wszyscy się spotykają, prawda? Czuł, że jego ręce powoli zaczynają drżeć z tego wszystkiego. Nie potrafił nawet wykrztusić z siebie słowa. Może lepiej byłoby, aby rzeczywiście nie towarzyszył Jonathanowi w tej całej wycieczce.
   Przeniósł wzrok na brunetka, który najwyraźniej miał z niego niezły ubaw. W końcu nigdy wcześniej się tak nie zachowywał. Pokręcił głową, jakby chcąc przekonać siebie, że ta dziewczyna wcale nie przypomina Cassie. Może rzeczywiście było jakieś podobieństwo, ale nie mogły wyglądać tak samo. To było niezgodne z prawami natury. Serio Alec? Niezgodne z prawami natury? A ty niby jesteś z nimi zgodny? - pomyślał zaraz niewidzialną dłonią uderzając się w czoło.
   -J-Ja...- zaczął ale zaraz ugryzł się w język. Czy to na pewno był dobry pomysł, aby opowiadać Jonathanowi o swojej przeszłości? Aby jeszcze bardziej mieszać mu w głowie światem nadnaturalnym? Jednak może skoro jest znajomym z tą dziewczyną to będzie miał jakieś informacje na temat jej pochodzenia. Chwilę tak dumał, ale w końcu stwierdził, że może ujawnić ziarna tajemnicy.
   -Kiedyś znałem dziewczynę, która wyglądała dokładnie tak jak ona. Identycznie, przysięgam...-powiedział i znów zerknął na zdjęcie w telefonie Jonathana.
   -Zmarła w poprzednim wieku, dlatego tak się zdziwiłem widząc twoją znajomą. Możliwe, że ona i dziewczyna, którą znałem pochodzą z tego samego rodu i są sobowtórami, ale nie mam stuprocentowej pewności. Musiałbym poczytać...-przeczesał palcami włosy i zatrzymał swój wzrok na martwym punkcie przed sobą. Powinien mieć jakieś stare księgi w domu, które opowiadają o czymś takim, więc postanowił poświęcić wieczór na poszukiwania.
   Po chwili usłyszał czyjeś kroki niedaleko, więc powrócił wzrokiem w tamtym kierunku. Zauważył dwie dziewczyny zmierzające w im kierunku, które odpowiadały tym postaciom na zdjęciu. Nie zamierzał się zachowywać zbyt dziwacznie, bo w końcu nie wiedział, czy owa brunetka ma świadomość tego, że na tym świecie nie istnieją tylko ludzie.
    -Bardzo przepraszamy za spóźnienie, ale architektura i ogólny wygląd Cranwood jest tak zachwycająca, że nie mogłyśmy przejść obojętnie i przez to trochę... zabłądziłyśmy -odezwała się rudowłosa piękność, która aż promieniała od nadmiaru radości  -Jestem Evie.
   Wyciągnęła rękę najpierw do brunetka, a później do Aleca, który z wielką przyjemnością ucałował jej dłoń.
     -Alexander, ale wszyscy mówią mi Alec. Jestem kolegą Jonny'ego, bo sam niestety trochę krępował się być wśród tak pięknych i uroczych dam - odparł z lekka rozbawiony zerkając na swojego "kumpla". Mimo wszystko uwielbiał mu dogryzać i wykorzystywał do tego każdą okazję. Kiedy podeszła do niego urodziwa brunetka również ujął jej dłoń i czule ucałował skórę.
     -Bardzo mi miło -dodał jeszcze nie odrywając wzroku od jej hipnotyzujących oczu.

Ostatnio zmieniony przez BookLover1313 (16-04-2019 o 22h35)


https://68.media.tumblr.com/9f0d4a032ec4b54e430c25e1eeb3c9cc/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco2_250.gif https://68.media.tumblr.com/1668f3f49d48dbc8c42071e5d7c9c034/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco3_250.gif https://68.media.tumblr.com/b11059662508021eab3b89c243c40aa4/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco4_250.gif https://68.media.tumblr.com/e4fc780304cd200bc598fbe41c2169ea/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco6_250.gif

Offline

#11 17-04-2019 o 19h54

Straż Obsydianu
Rosaviel
Oficer Straży
Rosaviel
...
Wiadomości: 1 743

https://fontmeme.com/permalink/190415/3237d8b664d883eb71ef771dd54007d0.png


          Vinona choć uciekła w swe własne myśli, kątem oka nada śledziła przyjaciółkę. Jej ruchy, mimikę, wszystkie – nawet te najmniejsze zmiany – jakie zachodziły na jej twarzy tryskającej zazwyczaj entuzjazmem i radością. Wiedziała przecież, że dziewczyna nie chciałaby nikogo skrzywdzić. Z drugiej jednak strony coś głęboko w jej niej szeptało, że powinna nadal uważać i mieć na nią oko, by w razie problemu móc sprawnie zareagować. Ze swoimi czarami powinna być w stanie ją powstrzymać. Powinna…
          Zareagowała dopiero, gdy hybryda szturchnęła ją w bok, a po zakodowaniu i przetworzeniu jej słów, wygięła usta w smutną podkówkę.
          – Heee… A już myślałam, że wybierzesz lody czekoladowe albo krem z dyni. Swoją drogą co Ty na to, by dzisiaj zjeść jakiś kremik w jakiejś przytulnej knajpie? – rzuciła smętnym tonem, choć zaraz uśmiechnęła się do przyjaciółki spokojnie. Nie oczekiwała odpowiedzi. Evie nie będzie miała wyjścia. Z resztą… Jonathan najpewniej też.
          Nie, nie była póki co głodna, lecz to nie znaczyło, że nie myślała nad tym, co zjeść. Tak, zdarzało jej się myśleć żołądkiem i – nie – nie zdarzyło jej się jeszcze, by ten organ ją kiedykolwiek zawiódł. Ruszyły znowu, tym razem mimo największych chęci pilnując się, by nie zboczyć z wyznaczonej przez gogle mapy trasy. Po niespełna dziesięciu minutach ich oczom ukazała się biała bryła zadbanego budynku. Samą swoją wielkością – jak na to niewielkie miasteczko – robił wrażenie. Podążając dwa kroki za przyjaciółką, Nona rozkoszowała się zarówno cudowną pogodą, jak i widokami rozciągającymi się dookoła. Spokój całego parku zakłócały jedynie bawiące się dzieci, za którymi  czarownica wodziła z rozczuleniem wzrokiem.
          Uwielbiała je – szczerze i z wzajemnością – przynajmniej póki nie nauczyły się używać swoich paszcz do czego innego, niż jedzenie i nie stawały się maszynkami do zadawania pytań. Przed osiągnięciem tej magicznej granicy jakichś czterech lat, były najbardziej kochanymi i niewinnymi stworzeniami, jakie kiedykolwiek nosił świat. Oderwała spojrzeniu od uroczego malucha dopiero, gdy nagłe przeczucie uratowało ją przed wyrżnięciem się o niski płotek odgradzający ścieżkę od trawnika. No… chociaż okoliczne Duchy dbają o to, by nie pogrzebała swych szans na jakiekolwiek znajomości już pierwszego dnia.
          – Powinien siedzieć na jednej z bardziej rzucających się w oczy ławek. Wspomniałam mu o moim upośledzonym poczuciu kierunku.
          Szczerze wierzyła w dobre serce Jonathana i to, że weźmie sobie do serca jej słowa, które wcale, a wcale przesadzone nie były. W chwili, w której Eveline prawdopodobnie dostrzegła kogoś, kogo ona sama jeszcze nie zauważyła, dała się jej pochwycić za rękę i pociągnąć w kierunku nie do końca nieznajomego mężczyzny… I jego kolegi. Nona zmrużyła chwilowo oczy. Jonathan ani nie wspominał, by zabierał ze sobą kogoś, ani nie kojarzyło jej się, by ten miał mieć brata…


https://fontmeme.com/permalink/190415/3cb8d2ab0b5497c9172853fd6e3fffc3.png


          Zachowanie wampira sprawiło, że miał ochotę parsknąć śmiechem. On, wielki, nieustraszony i nieczuły Alexander Alnair zdawał się trząść portkami przed kobietą. Przynajmniej tak to wyglądało ze strony Jonathana, który ją znał i wiedząc, że ona nigdy wcześniej tu nie była – a i nie kojarzyło mu się, by Alec ostatnimi czasu opuszczał miasto – nie widział nijak możliwości, by owa dwójka mogła się spotkać. Pokręcił jedynie głową, wysłuchując jego kolejnych słów i westchnął. Wolał nie wnikać w całą tą nadnaturalną breję, ani tym bardziej nie próbować zrozumieć tego, jakim cudem Nona mogłaby być kimś sprzed stu lat. Bo tak właśnie Jona zrozumiał słowa wampira.
          Odpowiedź nasunęła mu się niemal natychmiast – nie mogła.
          – Pytaj jej. Prędzej będzie cokolwiek na temat podobieństwa do przodków wiedziała niż ja. – rzucił, zgodnie z resztą z prawdą. Ale jeśli dziewczyna rzeczywiście miała twarz jego zmarłej ukochanej…
          Jonathan spojrzał na wampira kątem oka, mrużąc oczy. Powinien go pilnować. Nie mógł pozwolić, by sprowadzenie tu Aleca jakkolwiek odbiło się na nieświadomej niczego Vinonie. Tym bardziej, że zaraz dostrzegł dwie, zbliżające się do nich dziewczyny odpowiadające tym ze zdjęcia, które otrzymał. Doszedł do wniosku, że mimo tych dwudziestu lat, które minęły, Vinona nie zmieniła się aż tak bardzo. Owszem – bez dwóch dorosła i wypiękniała, jednak nadal przypominała mu tą niezbyt poradną i wystraszoną dziewczynkę, z którą w piaskownicy sąsiadów stawiał babki z piachu. Uśmiechnął się do obu, nim zdążyły podejść bliżej, uznając, że na żywo obie wyglądają dużo lepiej.
          Na słowa rudej uśmiechnął się pod nosem, spoglądając znacząco na towarzysząca jej ciemniejszą, która jednym tylko znakiem – z ustami ściągniętymi w wąską linię – dała mu do zrozumienia, by niektóre fakty zatrzymał dla siebie. Wywrócił jedynie oczami, zaraz skupiając się na tym, co mówiła ruda. Z uśmiechem uścisnął jej dłoń, uznając z miejsca jej imię za urocze. Nim jednak zdążył się odezwać, ubiegł go Alec, za co natychmiastowo zgromił go wzrokiem.
          - Oh tak… Nona wspominała, że miasto urzekło ją na tyle, że prawdopodobnie postanowi się w nim zgubić, ale nie myślałem, że zrobi to od razu… A jego nie słuchajcie. Jako dobry kolega uznałem, że przyda mu się towarzystwo inne, niż alkohol lub motor. – spojrzał na Alnaira, zaraz uśmiechając się kpiąco. – Wiecie, trochę ciężko tu niektórym z zawieraniem nowych znajomości.
          – Ej, nie spóźniłyśmy się. Chyba. – zaczęła, a zaraz dla pewności sprawdziła jeszcze godzinę na wygrzebanym z plecaka telefonie. Nadal miały pięć minut w zapasie. Spojrzała na Jonathana i przyjrzała się mu dokładnie. W końcu jednak uśmiechnęła się spokojnie. – Dwie dyszki zleciały, co? Jestem Vinona, kiedyś przyjaźniłam się z tym tu aspołecznym osobnikiem. Wyganiał dzieciaki z piaskownicy, a potem zbierał manto od ich starszego rodzeństwa.
          Rzuciła z uśmiechem, chcąc uścisnąć rękę drugiego z mężczyzn, ale jako, że nadziała się z tym swoim paskudnym uśmiechem na ostre spojrzenie Jonathana, nie widziała, jak blondyn potraktował jej przyjaciółkę. Spojrzała na niego zaskoczona gestem jaki zaraz skierował i w jej stronę, jednak uśmiechnęła się ciepło. I to chociaż jej instynkt szeptał, by się odsunęła. Uciekła. Trzymała od niego z daleka. Miał w sobie coś, co ja urzekło.
          – Proponuję jakąś herbatę, ewentualnie mrożoną kawę. Za rogiem jest całkiem przyjemna kawiarenka. – zaczął Jona, co sprawiło, że brunetka przeniosła na niego wzrok. – Mała Wiedźma i jej urocza koleżanka poopowiadają co chcą zobaczyć i skąd pomysł na nasze małe Cranwood, a my postaramy się nie zepsuć waszych planów. – tu spojrzał wymownie na Aleca.
          Poczekał chwilę, aż wszyscy doszli do wniosku, że pomysł brzmi nieźle i dwójkami ruszyli w stronę wspomnianej kawiarenki.


https://78.media.tumblr.com/4a8cc9f0d8e071eb62a7f839904bd569/tumblr_nkoilykZTD1s3r70co1_500.gif

Offline

#12 18-04-2019 o 21h15

Straż Obsydianu
BookLover1313
Szeregowiec
BookLover1313
...
Wiadomości: 107

https://fontmeme.com/permalink/190415/01be277cf5cb41877b97eb7a2e4e59c6.png

   Rudowłosa od razu mogła stwierdzić, że znajomy jej przyjaciółki nie tylko jest przystojny, ale również bardzo uprzejmy z zabawny. W końcu facet nie może tylko dobrze wyglądać, jego osobowość też musi być niczego sobie. Jeśli jednak chodzi o tego drugiego chłopaka to naprawdę nieźle się zaskoczyła, kiedy ten ucałował jej dłoń. Nie sądziła, że jeszcze ktoś tak szarmancki istnieje na tym świecie. Uśmiechnęła się tylko delikatnie, a potem nieco się odsunęła, dając Vinonie również się przedstawić. Z rozmowy chłopaków wywnioskowała, że chyba niezbyt za sobą przepadali, jednak po kilku zdaniach postanowiła, że nie będzie tego do końca oceniać. Praktycznie od razu przystała na propozycję Jonathana. Był taki upał, że chętnie napiłaby się czegoś zimnego. Jednak, gdy nazwał Nonę "małą Wiedźmą" wymownie na nią spojrzała. Czyżby chłopak wiedział o jej tajemnicy? A nawet jeśli tak to dlaczego tak po prostu o niej mówi? Na szczęście, gdy brunetka na nią spojrzała, Evie ogarnęła, że to tak naprawdę taki przydomek i chłopak nie ma pojęcia o tym, że dziewczyna naprawdę jest czarownicą. Odetchnęła cicho, a potem uśmiechnęła się delikatnie.
   -Brzmi jak plan -powiedziała wesoło i schowała swój telefon, który nadal trzymała w ręce do torebki.
   Później kiedy wszyscy przystali na jego pomysł ruszyli we właściwym kierunku. Przodem szli oczywiście panowie, ponieważ Evie wraz z Noną nie miały pojęcia, gdzie jest ta kawiarenka, więc posłusznie szły kilka kroków za nimi. Rudowłosa postanowiła później porozmawiać z przyjaciółką na temat Jonathana oraz Alexandra, bo bała się, że z tak małej odległości mogliby ją usłyszeć. Nie szły jednak zbyt długo tylko we dwie, bo chwilę później dołączył do nich Alec, ze zniewalającym uśmiechem. Najwyraźniej był zainteresowany Noną, więc dziewczyna stwierdziła, że nie będzie im przeszkadzać, więc dołączyła do jego kumpla.
   -Więc... Mieszkasz tu od dziecka, tak? Na pewno znasz dużo fajnych miejsc w tym mieście. Jestem studentką, więc rozumiesz... muszę mieć gdzie się od czasu do czasu rozerwać -- odparła rozbawiona i odgarnęła swoje rude kosmyki z twarzy.

https://fontmeme.com/permalink/190415/b1f520270c91ac143c18f96a8fe74e0d.png

   Alec uśmiechnął się zadziornie widząc lekkie speszenie brunetki, które praktycznie od razu mu się spodobało. Wiedział, że powinien uważać na to co robi i co mówi, szczególnie że dziewczyna nie była tą dziewczyną, którą znał przed laty. Zerknął na Jonathana i przewrócił oczami na jego słowa.
   -Ja przynajmniej umiem się bawić -odparł rozbawiony i znów zerknął na Vinonę. Nie mógł od niej oderwać wzroku, szczególnie że wszystko w niej przypominało mu Cassandrę. Później skinął głową na słowa Jony. Nie miał zamiaru przecież im psuć planów. Mało tego mógł sprawić, że ta cała wycieczka stanie się bardziej ekscytująca i ciekawa. Zastanawiał się czy brunetka pozwoliłaby, aby przewiózł ją swoim cackiem.
   Kiedy wszyscy zgodzili się na propozycję kawiarni, od razu nie tracąc czasu, ruszyli w tamtym kierunku. Na początku szedł ramię w ramię z Jonathanem, jednak nie miał zamiaru tego dłużej robić, więc się zatrzymał i za chwilę był już pomiędzy dziewczynami.
   -Wybaczcie, że tak wparowałem ale trochę dziwnie wygląda, jak idę z nim w parze -odparł rozbawiony, po czym przeczesał swoje lekko rozczochrane, brązowe włosy.
   -Więc... Vinona, tak? Bardzo ciekawe imię. Francuskie? -zapytał po chwili, aby jakoś zagaić rozmowę. Wiedział, że nie może tak prosto z mostu rzucić "hej, wiesz coś o swoich przodkach? Kim byli? Skąd pochodzili?" Musiał to wszystko załatwić powolutku i z wyczuciem, aby się nieco zbliżyć do dziewczyny.   
   -Ah uwielbiam Francję. Byłem tam chyba z pięć razy i jeszcze mi się nie nudzi -mruknął i na chwilę się rozmarzył. Wcale nie kłamał. Francja była przecudownym krajem, nie tylko pod względem krajobrazowym, ale poznał tam również bardzo wielu sympatycznych ludzi.
   Nie zajęło im zbyt dużo czasu dotarcie do niewielkiej kawiarni u Lucy. Weszli do środka i od razu uderzył ich silny zapach mielonej kawy. W środku nie było zbyt dużej ilości ludzi, bo zazwyczaj większość z nich bierze napoje po prostu na wynos. Przy ścianach znajdowały się regały z wieloma gatunkami książek, na samym środku znajdowała się lada, gdzie robiono napoje od kaw, po czekolady, koktajle, lemoniady, ale również można było tu zjeść bardzo dobre desery.
   Cała czwórka zajęła stolik zaraz przy oknie i po chwili podeszła do nich niska blondynka w jasnobrązowym fartuszku z logo kawiarni.
   -Witamy w kawiarni u Lucy. Czy mogłabym przyjąć zamówienie?- zapytała uprzejmie.
   Eveline zerknęła na nieduże menu i zdecydowała się na shake'a czekoladowego z bitą śmietaną, natomiast Alec postawił na mrożoną herbatę.


https://68.media.tumblr.com/9f0d4a032ec4b54e430c25e1eeb3c9cc/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco2_250.gif https://68.media.tumblr.com/1668f3f49d48dbc8c42071e5d7c9c034/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco3_250.gif https://68.media.tumblr.com/b11059662508021eab3b89c243c40aa4/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco4_250.gif https://68.media.tumblr.com/e4fc780304cd200bc598fbe41c2169ea/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco6_250.gif

Offline

#13 19-04-2019 o 18h21

Straż Obsydianu
Rosaviel
Oficer Straży
Rosaviel
...
Wiadomości: 1 743

https://fontmeme.com/permalink/190415/3237d8b664d883eb71ef771dd54007d0.png


          Decyzja o przeniesieniu się w przyjemniejsze i osłonięte od słońca miejsce zapadła niemal natychmiastowo. Mało tego, Nona poczuła momentalnie przyjemne łaskotanie w żołądku na myśl o mrożonej kawie, najlepiej takiej ze słonym karmelem i bitą śmietaną. Do tego ciasteczka korzenne i byłaby w niebie. Jeszcze tylko wymowna reakcja Evie na słowa jej dawnego znajomego sprawiła, że Vinona wywróciła oczami, pokazując jej, by zachował spokój. Jonathan nie miał prawa wiedzieć tego, kim ciemnowłosa jest. A nawet jeśli by się w tej kwestii myliła i wiedziała, że mężczyzna nie wydałoby jej sekretu tak szybko i prosto.
          Spoglądając na przyjaciółkę uśmiechnęła się i zaraz wszyscy ruszyli w odpowiednim kierunku. Nie minęła jednak chwila, a pary przemieszały się. Alexander wszedł między je dwie, a w efekcie Eveline ruszyła do Jonathan, a tworząc z nim całkiem uroczą parkę. Nona zaśmiała się pod nosem.
          – Masz być miły dla mojego maleństwa. Inaczej zrobię Ci krzywdę, Jona. – rzuciła rozbawiona, w stronę ich dwójki, w chwili w której kumpel się do niej odwrócił puściła mu z szelmowskim uśmieszkiem oko.
          Dopiero po chwili zainteresowała się tym, co mówił do niej Alec. Uniosła jedną brew zastanawiając się chwile, do czego mężczyzna zmierza. Nigdy nie interesowało jej po prawdzie pochodzenie imienia, a wszystko, co na ten temat wiedziała, zawdzięczą przeważnie dziwnym historyjkom ojca.
          – Nie i tak jednocześnie. Imię jest indiańskie, ale moja rodzina rzeczywiście pochodzi z Francji. – Poprawiła go i wyjaśniła wszystko. – Sama nigdy tam nie byłam i nie zanosi się na zmianę tego stanu.
          Zamyśliła się na kilka dłuższych chwil, zaciskając bezwiednie rękę na pasku plecaka.


https://fontmeme.com/permalink/190415/3cb8d2ab0b5497c9172853fd6e3fffc3.png


          Na słowa Aleca przewrócił oczami, co chyba było jakąś tradycją, gdy oni dwaj się spotykali. Przynajmniej dla Jonathana – któryś już raz w ciągu tych kilkunastu minut wampir zmusił go do tego gestu swymi słowami. Tym chętniej przyjął jego zniknięcie i pojawienie się w miejscu nadętego krwiopijcy uroczej rudaski. Spojrzał jeszcze przez ramię na Nonę, a słysząc jej słowa tylko się uśmiechnął. Zaraz wzniósł jedną brew i zerkając jeszcze na Aleca, odezwał się:
          – Gdyby zaczął molestować masz pełne prawo rozwalić mu łeb.
          Dopiero po upewnieniu się, że dziewczyna zrozumiała jego słowa – a uznał za to uniesiony kciuk i śmiertelnie poważną minę Vinony – wrócił do swej nowej towarzyszki. Przyjrzał się jej uważnie, a na kolejne słowa padające z jej ust, uśmiechnął się ciepło.
          – Potwierdzam. Ty jesteś studentką, Nona jest studentką, ja jestem studentem. Prawdopodobnie będziemy na jednym wydziale, bo na dobrą sprawę to mieszanka wszystkiego, co tylko się utworzyło, więc będziemy się spotykać na studenckich imprezach. – uśmiechnął się pod nosem, przenosząc spojrzenie z niej, na drogę. – Ale mogę później pokazać kilka przyjemnych miejsc w tej bliższej okolicy.
          Do kawiarni dotarli szybko, zajęli czteroosobowy stolik tuż przy oknie i zaraz zabrali się za przeglądanie kart. Nona zgodnie z pomysłem sprzed kilku chwil postanowiła na mrożoną kawę z syropem i bitą śmietaną, Jonathan zaś zadowolił się biała kawa z kardamonem. Odczekali chwilę, aż wszyscy dostali swe zamówienia. Jonathan sącząc ciepły napój przyjrzał się obu kobietom.
          – Przy wpływach Twojego ojca mogłabyś wybrać każde jedno miejsce na ziemi, a z tego, co obiło mi się o uszy podróżujecie już od jakiegoś czasu i kilka takich postoi macie za sobą… No więc czemu Cranwood?
          – A uwierzysz, jeśli powiem, że to sentyment? – Przyjrzał się Vinonie uważnie, zastanawiając nad tym, co mogło kryć się pod jej słowami. Widząc jego minę, dziewczyna skrzywiła się, unosząc do ust wysoką szklankę. – Długa i mało przyjemna historia, może kiedyś, ale dziś nie psujmy sobie humoru, dobrze?
          Nona uśmiechnęła się promiennie, odbijając piłeczkę do obu panów i zapytując o to, czym oni się zajmują.


https://78.media.tumblr.com/4a8cc9f0d8e071eb62a7f839904bd569/tumblr_nkoilykZTD1s3r70co1_500.gif

Offline

#14 20-04-2019 o 20h27

Straż Obsydianu
BookLover1313
Szeregowiec
BookLover1313
...
Wiadomości: 107

https://fontmeme.com/permalink/190415/01be277cf5cb41877b97eb7a2e4e59c6.png

   Kiedy tylko usłyszała słowa swojej przyjaciółki miała wrażenie, że zaraz zapadnie się pod ziemię. Wiadomo, kochała ją najbardziej na świecie, ale heloł! Czy niewyraźnie dawała jej sygnały do tego, że Jonathan wpadł jej w oko? A ona wylatuje z takim tekstem, który brzmi na groźbę. Co prawda chłopak nie zdawał sobie z tego sprawy, ale brunetka potrafiła ją spełnić swoimi czarami, którymi nota bene posługiwała się świetnie. Westchnęła tylko pod nosem, jednak zaraz rozchmurzyła się kiedy to Jona mówił o imprezach studenckich i o pokazaniu jej kilku miejsc, w których może mogliby poimprezować razem.
   -Bardzo chętnie -rzuciła dziewczyna wesoło.
   Po dotarciu do małej, uroczej kawiarni od razu zajęli miejsca. Evie domyślała się, że w takim małym miasteczku, takie kawiarnie miały swój urok. Gdy dostała swojego zamówionego wcześniej shake'a czekoladowego z bitą śmietaną i wisienką na wierzchu ucieszyła się jak małe dziecko. Oblizała słomkę ze śmietany, a potem wzięła dużego łyka zimnego napoju przysłuchując się rozmowie.
   Spięła się delikatnie słysząc pytanie Jonathana. Oczywiście nie mogły powiedzieć prawdy, która wiązałaby się z wyjawieniem tajemnicy nadnaturalnego świata, więc kiedy tylko Nona mu odpowiedziała, Evie pokiwała tylko głową potwierdzająco. Później zerknęła na chłopaków ciekawa ich wypowiedzi. Cóż wiedziała, że Jona jest studentem, jednak chciała się dowiedzieć nieco więcej.
   Rozmowa przebiegała naprawdę miło, mimo że co jakiś czas Jona wraz z ALeciem co jakiś czas ciskali w siebie piorunami z oczu. Mimo wszystko Eveline wyczuwała, że gdzieś w głębi uważają się za przyjaciół. Po chwili usłyszała dźwięk roztrzaskującego się szkła. Zerknęła więc w tamtą stronę, a widząc klnącą kelnerkę od razu domyśliła się co się stało. Każdemu mogło zdarzyć się cokolwiek stłuc, prawda? I wszystko byłoby w porządku, gdyby minutę później Eveline nie poczuła przyjemnego dla niej zapachu krwi. Ścisnęła mocniej swoją pustą już szklankę, przez co ta pękła z jednej strony, po czym momentalnie się zerwała.
   -Ja... Skoczę do łazienki -powiedziała nieco zdenerwowana. Kiedy znalazła się w łazience oparła się dłońmi o umywalki i odetchnęła głęboko starając się powstrzymać narastające pragnienie. Rozluźniła się nieco słysząc otwierające się drzwi, jednak gdy się zamknęły z powrotem poczuła napięcie mięśni. Wcześniej myślała, że to Vinona, ale była to ta sama kelnerka, która podczas podnoszenia szkła pokaleczyła sobie ręce. Przy jej oczach powstały delikatne żyły i miała wrażenie, że jak zaraz się nie pożywi to ją rozsadzi od środka. Momentalnie więc znalazła się przy niskiej blondynce i delikatnie przygniotła ją do ściany.
   -Nie krzycz - rzuciła tylko po czym wpiła się w jej szyję. Poczuła błogość, gdy karmazynowa ciecz przepływała jej przez gardło, jednak gdy ogarnęła co właśnie robi szybko puściła dziewczynę.
   -Zapomnij o tym, zmyj tą krew i wracaj do pracy -odparła w kierunku dziewczyny, która zrobiła dokładnie to co Evie powiedziała i opuściła łazienkę. Rudowłosa zsunęła się po ścianie na podłogę i po prostu się rozpłakała.

https://fontmeme.com/permalink/190415/b1f520270c91ac143c18f96a8fe74e0d.png

   Chłopak był naprawdę poirytowany zachowaniem Jonathana. Coraz bardziej miał ochotę po prostu stąd pójść i zostawić go samego, ale chciał się dowiedzieć czegoś o tej całej Vinonie i nie chciał przepuścić takiej okazji, kiedy powoli się poznawali. Puścił więc jego uwagę mimo uszu i skupił się na brunetce opowiadającej o swoim imieniu. Delikatnie skinął głową słysząc jej słowa. Zauważył też lekką zmianę jej nastroju oraz delikatne spięcie mięśni, więc postanowił nie poruszać już tego tematu.
   -Cóż... Wiem, że Cranwood to małe miasteczko i to nie to samo co Francja ale ma bardzo bogatą historię. Jeśli chcesz to mógłbym ci kiedyś pokazać stare dzienniki tego miasteczka - powiedział łagodnie. Słyszał wcześniej, że ona wraz z przyjaciółką były zainteresowane tym miasteczkiem, więc stwierdził, że dawne zapisy jego samego oraz jego ojca mogłyby zainteresować Vinonę. -Oczywiście nie naciskam
   Podziękował kelnerce, gdy dostał swoją ulubioną herbatę i upił łyka. Była idealna na taki upał. Zerknął na dziewczyny, gdy Jona zadał im pytanie dlaczego przeniosły się do Cranwood, a kiedy praktycznie uniknęły tej odpowiedzi, chłopak tylko uniósł brew. Czyżby było to jakąś tajemnicą? Postanowił jednak później zaspokoić swoją ciekawość i tym razem powiedzieć coś o sobie, tak jak sobie życzyła brunetka.
   -Cóż ja w przeciwieństwie do tego tutaj nie studiuję. Żyję chwilą - odparł rozbawiony upijając łyka orzeźwiającego napoju. Tak naprawdę w poprzednich latach podjął się studiów i nawet je ukończył. Tylko co z tego, skoro to było powtarzające się koło. Nie mógł przecież wiecznie wykonywać jednego zawodu, a jego dyplom ukończenia studiów po latach mógł wyglądać nieco dziwnie, więc stwierdził, że chyba mu to po prostu niepotrzebne i podejmował się roboty, która sama wpadała mu w ręce. Chwilę jeszcze rozmawiali, ustalając gdzie później się wybiorą. Alec miał plan, aby pokazać Vinonie swój ukochany motor i już miał to jej zaproponować, kiedy usłyszał rozbicie szkła. Nie było to nic nadzwyczajnego, jednak zadziwiło go później zachowanie Eveline, która szybko się zmyła. Wyczuł delikatną woń krwi, jednak nie przejął się tym za bardzo. Nie był głodny i potrafił się powstrzymać.
   -Więc chciałem powiedzieć, że możemy też pójść do baru, gdzie czasami można się dobrze pobawić. Rano zostawiłem tam swój motor, więc może chciałybyście go później obejrzeć -zwrócił się do brunetki i uśmiechnął pod nosem. Miał nadzieję, że dziewczyna lubiła chociaż lekki posmak adrenaliny i niebezpieczeństwa.


https://68.media.tumblr.com/9f0d4a032ec4b54e430c25e1eeb3c9cc/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco2_250.gif https://68.media.tumblr.com/1668f3f49d48dbc8c42071e5d7c9c034/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco3_250.gif https://68.media.tumblr.com/b11059662508021eab3b89c243c40aa4/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco4_250.gif https://68.media.tumblr.com/e4fc780304cd200bc598fbe41c2169ea/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco6_250.gif

Offline

#15 23-04-2019 o 17h08

Straż Obsydianu
Rosaviel
Oficer Straży
Rosaviel
...
Wiadomości: 1 743

https://fontmeme.com/permalink/190415/3237d8b664d883eb71ef771dd54007d0.png


          Na słowa Aleca spojrzała na niego kątem oka, spod połowicznie przymkniętych powiek. Zastanowiła się chwilę. Nie wiedziała, czy w jakikolwiek sposób zdradziła się, z tym, że może w jakikolwiek sposób interesować ją historia miasteczka, jednak puściła jego słowa mimo uszu. Udała, że ani nie dotyczą jej personalnie, ani ich nie dosłyszała. Mało kulturalne, jednak nie przyszło jej nic innego na myśl. Do kawiarenki doszli szybko, równie sprawnie dostali zamówione napoje.
          Widząc powątpiewające spojrzenie, jakie rozlało się po twarzach dwójki panów na jej mocno lakoniczną odpowiedź, przewróciła teatralnie oczami. Jednocześnie przesunęła wolno spojrzeniem po zgromadzonych w lokalu osobach. Było południe, a on praktycznie świecił pustkami. Poza ich czwórką dostrzegła jeszcze jedynie kilka osób.
          – Mało… Odpowiedzialne podejście. – rzuciła Nona, unosząc do ust szklankę pełną słodkiej, mrożonej kawy.
          Ostatecznie ich rozmowa zeszła na tematy tego, co dziewczyny chciałyby zobaczyć, jak i tego, co pokazać chcieli im panowie. Ostatecznie zostali przy oprowadzeniu po mieście i wskazaniu dwójce nowo przybyłych kilku miejsc, na których lokalizacji szczególnie zależało Vinonie. Jonathan przejrzał listę i spoglądając na dziewczynę, zmarszczył brwi, nic jednak w pierwszej chwili nie powiedział. Nie zdążył. Zimny dźwięk tłuczonego szkła wypełnił pomieszczenie, a brunetka jakby odruchowo spojrzała na przyjaciółkę. Chciała jej zaproponować wyjście, jednak ta była szybsza. Wyszła, zostawiając po sobie puste miejsce, a wiedźma spojrzała tylko na pozostawioną szklankę. Pękniętą. 
          Zmrużyła oczy i spokojnie wstała.
          – Przepraszam, może kiedy indziej. – Tu spojrzała na Aleca, by zaraz przenieść wzrok na puste miejsce i drzwi do łazienki. – Sprawdzę, co z Evie. Za chwilę wrócę. Albo nie wrócę. Za piętnaście minut możecie zacząć nas szukać. – rzuciła rozbawiona, choć wiedziała, że czarami głodnego wampira może nie zdążyć powstrzymać…
          Uśmiechnęła się do obu pięknie, po czym skierowała się do łazienki, za drzwiami której wcześniej zniknęła jej Evie. Nieszczęśliwe w chwili, w której się obróciła dostrzegła blond czuprynę, znikająca za drzwiami. Zaklęła, momentalnie przyspieszając. Widok, jaki zastała sprawił, że momentalnie wygięła usta, ostre spojrzenie wbijając w przyjaciółkę. Minęła się w drzwiach z dziewczyną, na którą wyraźnie ruda musiała naskoczyć.
          Jednym ruchem sprawiła, że drzwi zamknęły się, a zamek zaskoczył – wolała, by nikt przypadkiem się nie napatoczył pod wampirze kły.
          – Kurna udar miało być. U-D-A-R. Nie spierdzielando, Evie. – przyjrzała się jej, po czym westchnęła. – Dasz rade sama, czy Cię uśpić i załatwić krew?


https://fontmeme.com/permalink/190415/3cb8d2ab0b5497c9172853fd6e3fffc3.png


          Jonathan spojrzał na brunetkę, marszcząc brwi, a zaraz potem pogrążył się jeszcze w rozmowie z nową, rudą znajomą. Doszli do wniosku, że wspólna zabawa na imprezach organizowanych przez uniwersytet będzie idealnym przerywnikiem między trudami dnia codziennego, a próbując wkręcić w to jeszcze None, która – zwłaszcza widząc jej minę – widocznie nie była typem osoby kochającej imprezy do białego rana. Do kawiarni dotarli szybko, zajęli swoje miejsca. Po otrzymaniu zamówionych napojów pogrążyli się w spokojnej rozmowie, które szybko zeszła na kwestię pokazania dziewczynom miasta i kilku punktów, które mocno zainteresowały None. Dziwnie mocno. Za mocno. Zwłaszcza, że między kolejnymi punktami nalazł się stary cmentarz pamiętający jeszcze okres wojny secesyjnej. Jona spojrzał na nią dziwnie, momentalnie pogrążając się w rozmyślaniach nad tym, czy istnieje jakiekolwiek powiązanie. Spojrzał na Aleca, szukając w jego mimice jakiegokolwiek potwierdzeni, zaprzeczenia, czy wskazówki. Czegokolwiek. 
          – Dobra. Ale mam jedno podstawowe pytanie. Kościół, cmentarz… – przyjrzał się liście, którą nakreślił szybko na chusteczce. – kaplica. Dziwne miejsca na wycieczki. Więc czemu?
          Otoczenie przeciął dźwięk tłuczonego szkła. Pierwsza zniknęła Evie, chwile po niej i druga z kobiet. Jonathan spojrzał na Aleca.
          – Coś tu nie gra. Ostro nie gra, nie uważasz?
          Jonathan wstał i ruszył w stronę łazienki. Złapał za klamkę i spróbował otworzyć drzwi. Nie ustąpiły. Za drugim razem tez nic. Zaklął pod nosem, ruchem głowy przywołując wampira.
          – Nona, otwórz drzwi!
          – Zapomnij!


https://78.media.tumblr.com/4a8cc9f0d8e071eb62a7f839904bd569/tumblr_nkoilykZTD1s3r70co1_500.gif

Offline

#16 24-04-2019 o 14h17

Straż Obsydianu
BookLover1313
Szeregowiec
BookLover1313
...
Wiadomości: 107

https://fontmeme.com/permalink/190415/01be277cf5cb41877b97eb7a2e4e59c6.png

   Wszystko działo się tak, szybko że aż Evie zakręciło się w głowie. Cały czas przed oczami miała twarz tej młodej kobiety oraz wszędzie dostrzegała krew. Nawet nie zauważyła, kiedy do łazienki wtargnęła jej przyjaciółka. Czuła się okropnie zawstydzona tym, że tak łatwo przyszło jej utracenie nad sobą panowania. Nie wiedziała co się stało, bo przecież rano udało jej się pożywić.
   Otarła swoje mokre od łez policzki i powoli podniosła się z zimnej podłogi. Nie chciała, aby Vinona była na nią zła. Doskonale pamiętała na co się umawiały i wiedziała, że po raz kolejny ją zawiodła.
   -Przepraszam...-wykrztusiła z siebie, po czym spojrzała w lustro. Właśnie w tym momencie wyglądała jak siedem nieszczęść. Jej oczy były lekko podpuchnięte i zaczerwienione, rozmazany tusz wylądował na jej policzku, a włosy wyglądały tak, jakby na zewnątrz przewiała je ogromna wichura. Nie mogła przecież wrócić do chłopaków w takim stanie.
   -Dam radę bez krwi, ale... nie wiem czy dam radę dzisiaj pozwiedzać. Zresztą spójrz na mnie... wyglądam jak nieszczęście -powiedziała, a potem odkręciła kran i zaczęła zmywać ze swojej skóry resztki mascary.
   -Ale ty idź. Nie możesz ciągle ze mną siedzieć i mnie niańczyć. Powinnaś się rozerwać no i może nieco poznać bliżej Aleca? Wygląda na to, że jest tobą zainteresowany -rzuciła słabo uśmiechając się w stronę brunetki. Oczywiście, że nie chciała jej zostawiać, ale co mogła zrobić. Nie chciała przez jej stan, aby atmosfera między nimi była zła i napięta. Mogła sobie kiedy indziej zwiedzić Cranwood.
   Kiedy usłyszała za drzwiami znajome głosy oraz pociągnięcie za klamkę, spojrzała w tamtym kierunku i westchnęła.
   -Dam sobie radę -zapewniła jeszcze przyjaciółkę i przytuliła ją, po czym podeszła do drzwi. Skinęła jeszcze głową w jej kierunku, aby otworzyła zamek, a gdy puścił nacisnęła klamkę. Od razu przed sobą zobaczyła zdezorientowanego Aleca oraz Jonathana, którzy pewnie chcieli dokładnie wiedzieć co się stało.
   -Przykro mi ale chyba muszę zrezygnować z naszej wycieczki. Trochę... kiepsko się czuję --odparła zerkając na Nonę.


https://fontmeme.com/permalink/190415/b1f520270c91ac143c18f96a8fe74e0d.png

   Chłopak, tak samo jak Jonathan był nieco zaskoczony miejscami do zwiedzania wybranymi przez Vinonę, jednak tego nie skomentował. Cóż... może dziewczyna lubiła się krzątać po takich miejscach. Dopił swoją mrożoną herbatę i odstawił pustą szklankę na bok, aby i on nie zbił przez przypadek szkła. 
   Szczerze powiedziawszy nie spodziewał się odmowy. Zamrugał kilkakrotnie i delikatnie zmrużył oczy widząc, że Vinona po wyjściu jej przyjaciółki zachowywała się co najmniej dziwnie. Była lekko poddenerwowana, słyszał jak jej serce diametralnie przyśpieszyło, jakby czegoś się obawiała. Zanim jednak zdążył cokolwiek powiedzieć, brunetka szybko poszła w ślady Eveline i zaraz zniknęła za drzwiami łazienki. Później Jona, który najwyraźniej miał takie samo przeczucie jak on, podniósł się z miejsca i ruszył w kierunku toalety. Alexander na początku nie wiedział czy dobrym pomysłem jest im przeszkadzać, jednak potem widząc spojrzenie Harvey'a postanowił zobaczyć o co tam chodzi. Wyjął portfel i zostawił na stoliku zapłatę za ich wszystkie napoje, po czym podszedł do Jonathana i lekko nacisnął klamkę. Drzwi były zamknięte.
   -Wszystko w porządku?-odparł i delikatnie zapukał. Ton Vinony wskazywał na to, że mogło stać się coś niepokojącego, więc Alec tym bardziej był tym wszystkim zainteresowany. Nie zdążył jednak usłyszeć odpowiedzi, kiedy zamek puścił, a w drzwiach stanęła Evie. Nie wyglądała już tak jak wcześniej. Uleciała z niej ta pozytywna energia, a jej oczy wskazywały na to, że przed chwilą musiała płakać.
   -Skoro kiepsko się czujesz może nie powinnaś sama wracać? Może ktoś powinien cię odprowadzić?-zapytał przyglądając jej się uważnie, na co rudowłosa delikatnie pokręciła głową.
   -N-Nie trzeba. Poradzę sobie--odparła poprawiając lekko poczochrane włosy.


https://68.media.tumblr.com/9f0d4a032ec4b54e430c25e1eeb3c9cc/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco2_250.gif https://68.media.tumblr.com/1668f3f49d48dbc8c42071e5d7c9c034/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco3_250.gif https://68.media.tumblr.com/b11059662508021eab3b89c243c40aa4/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco4_250.gif https://68.media.tumblr.com/e4fc780304cd200bc598fbe41c2169ea/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco6_250.gif

Offline

#17 24-04-2019 o 21h47

Straż Obsydianu
Rosaviel
Oficer Straży
Rosaviel
...
Wiadomości: 1 743

https://fontmeme.com/permalink/190415/3237d8b664d883eb71ef771dd54007d0.png


          Evie nie wyglądała najlepiej – ba, zdecydowanie jej stan sprawiał, że nie tylko nieprzyjemnie się na nią spoglądało, ale i jej widok, zwłaszcza przez widoczne wampirze atrybuty nawet None przechodziły nieprzyjemne dreszcze. Wzdrygnęła się chwilowo, zaraz spoglądając na krew, która kilkoma plamkami nadal znaczyła umywalkę. Pokierowała kilka kolejnych kropel wody tak, by ją zmyły, po czym mrużąc oczy przeniosła je na przyjaciółkę.
          – Nie mnie powinnaś przepraszać. Prawdę powiedziawszy spodziewałam się tego. Worek w pokoju nietknięty, sprawdziłam, gdy poszłaś pobiegać. – Przyjrzała się jej dokładniej, opierając się barkiem o zimną, wykafelkowaną ścianę obok rzędu umywalek. – Wiem, że tego nie lubisz, ale czy mam znowu zacząć Cię pilnować z jedzeniem?
           Przyjrzała się dziewczynie ciekawa tego, co ta ma jej jeszcze do powiedzenia, a na kolejne jej słowa wywróciła jedynie oczami, zaraz ponownie zawieszając spojrzenie na rudej. Czarne ślady tuszu zmieszanego ze łzami poznaczyły pręgami jej policzki, a zmierzwione silnie włosy sprawiły, ze brunetka zastanowiła się poważnie, czy aby na pewni owa ich mała kelnereczka nie odczuje eskapady hybrydy bardziej, niż odczuć powinna.
          – Wyglądasz gorzej, niż nieszczęście. – poprawiła przyjaciółkę spokojnym tonem, nadal nie ruszając się z miejsca ani o milimetr.
           Nie skomentowała jej kolejnych słów, jednak uznała, że dziewczyna ma rację. Nie powinna w takim stanie hasać po mieście, wśród ludzi i najpewniej dzieciaków, które lubowały się przecież we wszelkiego rodzaju rozbijaniu i ocieraniu kolan. Ostatecznie więc tylko jej przytaknęła, a słysząc odgłos szarpanej klamki, spojrzała za siebie. Zaklęła pod nosem widząc, że drzwi pozbawione są zabezpieczenia, którym mogłaby wyjaśnić zatrzaśnięcie. Ściągnęła usta w wąską linię, wyraźnie niezadowolona. Gdy Evie ja objęła, poklepała ją po głowie, po czym – w razie konieczności powtarzając sobie już odpowiednią inkantację do zwalenia rudej z nóg – odpowiednim ruchem odbezpieczyła drzwi.
           Widząc dwójkę panów, uśmiechnęła się do nich słodko, przepraszająco.
           – Biedna czymś musiała się zatruć rano. A powtarzam, żeby sprawdzała terminy… Wychodzi na to, że trzeba będzie odstawić biedaczkę do akademika… –Tu spojrzała po obu, po czym zastanawiając się chwilę, złapała Jonathana za nadgarstek i odciągnęła go delikatnie. – Pardonsik, musimy zamienić dosłownie dwa słowa.
           Uśmiechnęła się do obydwojga, a  rzucając jeszcze odpowiedni, wygłuszający przed wyostrzonym słuchem Nony czar zarówno na siebie, jak i na Jonathana, była pewna, że to, co mu powie nie dojdzie do nieodpowiednich uszu.


https://fontmeme.com/permalink/190415/3cb8d2ab0b5497c9172853fd6e3fffc3.png


          Drzwi pozbawione zamka były zamknięte. Jakim cudem jeszcze nie wiedział, jednak zdecydował w tym właśnie momencie, że jak tylko Nona wyjdzie, będzie musiała gęsto się tłumaczyć. Wątpił, by była w stanie przytrzymać je na tyle mocno, by ani drgnęły. Nie wyglądała na silną, a z resztą nawet jeśli, wiedział doskonale, że przewyższał ją siłą jako mężczyzna. Widząc zaraz jak drzwi otwierają się pod lekkim naciskiem rudej, zmarszczył brwi, w pierwszej chwili chcąc na nią zaskoczyć. Dopiero pisząc, w jakim była stanie, odpuścił, przenosząc spojrzenie na None.
           Jej słowa sprawiły, że uśmiechnął się pobłażliwie, spoglądając na zmarnowanego rudzielca. Za to zachowanie drugiej z nich – gdy siła odciągnęła go zarówno od Evie, jak i Aleca sprawiło, że wbił w nią pełne niezrozumienia spojrzenie. Wyraz, jaki zagościł na twarzy drugiej z nich sprawił, że zaraz i on sam spoważniał.
           – Nona, co tu się dzieje? Bez kłamstw.
           W pierwszej chwili nie odpowiedziała. Przerzuciła tylko plecak przez ramię i zaczęła w nim bez słowa – za to z nad wyraz zaciętą miną – grzebać. Spojrzeniem szarozielonych oczu zaszczyciła go dopiero po odnalezieniu małego wisiorka z ociosanym w słupek, zielonofioletowym kryształem. Wcisnęła go w jego ręce. Spojrzała na niego poważnie, a dopiero po chwili i ciężkim odetchnięciu, podrapała się po głowie.
           – Amuletchronny, z werbeną. W razie… komplikacji. Powinna być spokojna, ale wolę dmuchać na zimne. – Widząc konsternacje, jaka rozlała się na twarzy Jonathana, dziewczyna tylko westchnęła, drapiąc się po głowie. Uniosła na niego spojrzenie, po czym zastanowiwszy się chwilę, zerknęła na pozostałą dwójkę. – Obiecuję, że jak wrócisz, wszystko wyjaśnię. Absolutnie wszystko, Jonathan.
           To powiedziawszy poklepała go po ramieniu i po chwyceniu pod łokieć, zaciągnęła go do pozostałych.
           – Tak więc… Komisyjnie stwierdziliśmy, że Jona odprowadzi Cię na wszelki wypadek do akademika. Zna drogę, bo jest tu tylko jeden, więc bez problemu traficie.
           – Ty uznałaś…
           – A Ty nie powiedziałeś nie, co jest dla mnie jednoznaczne ze zgodą. – Spojrzała najpierw na Jonathana, potem na rudą. – A do Ciebie wrócę, jak tylko sprawdzę kilka rzeczy. I mam szczerą nadzieję, ż mój nowy, przemiły znajomy da się namówić na rundkę po mieście…
           Spojrzała na Aleca – jako ostatniego – i uśmiechnęła się do niego przeuroczo. Jonathan przewrócił jedynie oczami patrząc za dziewczyną, jak wychodzą, po czym przeniósł spojrzenie na rudą. Chwilę zamyślał się jeszcze nad tym, co usłyszał od brunetki, a wnioski, jakie nasunęły się mu na myśl wcale nie były optymistyczne. Amulety ochronne, werbena, dziwne zachowanie Evie i zamknięcie drzwi bez zamka. Westchnął, unosząc wzrok na dziewczynę.
           – Dasz radę iść sama, czy wolisz pomocne ramię? – Uśmiechnął się do niej trochę blado, próbując robić dobrą minę do złej gry.


https://78.media.tumblr.com/4a8cc9f0d8e071eb62a7f839904bd569/tumblr_nkoilykZTD1s3r70co1_500.gif

Offline

#18 24-04-2019 o 22h53

Straż Obsydianu
BookLover1313
Szeregowiec
BookLover1313
...
Wiadomości: 107

https://fontmeme.com/permalink/190415/01be277cf5cb41877b97eb7a2e4e59c6.png

  Dziewczyna na słowa swojej przyjaciółki tylko teatralnie przewróciła oczami. Oczywiście, że torba z krwią była nietknięta, bo rano skosztowała czegoś ze świeższych rzeczy. Nie  powiedziała jednak tego na głos, bo wiedziała że może to jeszcze bardziej rozzłościć dziewczynę. Skinęła tylko głową skruszona, jakby chcąc zapewnić brunetkę, że naprawdę jest jej przykro i że rozumie jakie mogły wyniknąć z tego wszystkiego konsekwencje.
   -Nie trzeba. Przecież wiesz, że przez ostatnie dni było o wiele lepiej niż kiedyś. Panuję nad sobą. Muszę panować -powiedziała z ciężkim westchnieniem.
   Kiedy już znaleźli się na zewnątrz łazienki, rudowłosa starała się pokazać taką miną, jakby rzeczywiście czymś się zatruła. Później spojrzała podejrzliwie na Vinonę odchodzącą wraz z Jonathanem, jakby wyczuwała że jej przyjaciółka ma zamiar zrobić coś co dla obu z nich będzie niezbyt wygodne. Próbowała podsłuchać ich rozmowę, jednak wiedźma zdążyła rzucić zagłuszający czar, więc nici było ze szpiegowania. Zerknęła więc na Alexandra, który również patrzył w ich kierunku, a potem postanowiła się odezwać.
   -Podoba ci się, co? To moja najlepsza przyjaciółka i chcę żeby była szczęśliwa, więc zaopiekuj się nią jak mnie nie będzie, dobrze? I jak chcesz do nie startować to biada ci jeśli ją skrzywdzisz -mruknęła i lekko pokiwała palcem na znak groźby, po czym wróciła spojrzeniem na wracającą Nonę i Jonathana.
   Zerknęła na przyjaciółkę, gdy oznajmiła że to Jona odprowadzi ją pod akademik i zgromiła ją spojrzeniem. Przecież ona nie potrzebowała niańki. Zaraz potem ona wraz z Alexandrem opuścili lokal zostawiając Evie sam na sam z Jonathanem.
   Dziewczyna odetchnęła cicho, a gdy chłopak się odezwał od razu wyczuła lekką zmianę w jego głosie. Jakby był nieco zestresowany.
   -Nie trzeba. Dam radę sama -odpowiedziała. Nie wiedziała czy dobrym pomysłem było bycie tak blisko bruneta, zważając na jej stan. Odesłała mu leciutki uśmiech, a potem oboje wyszli z kawiarni i ruszyli w stronę akademika, gdzie mieszkała  Evie.
   -Wszystko w porządku? Wydajesz się być jakiś taki... zdenerwowany -skomentowała przyglądając mu się uważnie. Oczywiście słyszała jego każdą oznakę życiową. Szybsze tętno, przyśpieszone bicie serca... Tego nie dało się ukryć przed Eveline.


https://fontmeme.com/permalink/190415/b1f520270c91ac143c18f96a8fe74e0d.png

   Alexander zerknął na odchodzących Vinonę i Jonathana, po czym zmarszczył brwi w zamyśleniu. Zastanawiał się co takiego u licha stało się w tej łazience. Wiedział, że w drzwiach prowadzących do strefy mycia rąk nie było żadnego zamka więc jakim cudem drzwi były zatrzaśnięte? Próbował cokolwiek podsłuchać z tej konwersacji, jednak wszystko co słyszał to nieprzyjemny dla uszu szum, więc postanowił skupić się na czymś innym. Zerknął na Evie, która nieco zaskoczyła go swoimi słowami, jednak nie zamierzał w żaden sposób zaprzeczać. Uśmiechnął się tylko pod nosem i wsadził dłonie do kieszeni swoich spodni, po czym zerknął jeszcze raz na brunetkę.
   -Twoja przyjaciółka przypomina mi kogoś. Kogoś kto kiedyś był dla mnie ważny. Może dlatego od razu, kiedy ją zobaczyłem to się zauroczyłem -mruknął w odpowiedzi na słowa dziewczyny, a potem powoli pokręcił głową. -Nie martw się. Nie zamierzam jej skrzywdzić i masz na to moje słowo.
   Kiedy ta dwójka wróciła z powrotem do niego i Evie rozpoczęła się krótka dyskusja, a on z uśmiechem przyjął to, że teraz zostanie z Vinoną sam na sam. Bardzo mu to ułatwiało sprawę.
   -Oczywiście, w końcu po to tu jestem -odpowiedział na słowa Nony, po czym pożegnał się z rudowłosą i Jonathanem opuszczając wraz z jego nową znajomą lokal.
   Wcześniej zwinął serwetkę, na której Jona zapisał wszystkie miejsca, które dziewczyna chciała odwiedzić, więc zerknął na nią chcąc pójść tam, gdzie mieli najbliżej.
   -To co? Najpierw kościół? Jest tylko dwie ulice stąd -powiedział chowając serwetkę do tylnej kieszeni spodni i ruszyli w tamtym kierunku. Przez dłuższy czas żadne z nich nie odezwało się słowem, aż w końcu Alec postanowił zrobić to pierwszy i wyłożyć karty na stół.
   -Więc... Całkiem urocza z ciebie wiedźma -rzucił, a widząc spojrzenie brunetki cicho się roześmiał.
   -Miałem pewne podejrzenia, ale byłem pewien, kiedy zagłuszyłaś waszą rozmowę z Jonathanem. On jest człowiekiem, więc jedyną osobą, która mogła to zrobić byłaś ty. Nie martw się, twój sekret jest u mnie bezpieczny, nie pisnę słówka, szczególnie że sam nie jestem za bardzo normalny -mruknął rozbawiony i otworzył dziewczynie furtkę prowadzącą na dziedziniec kościoła.
   -Jednak skoro już wiem kim jesteś to miałbym do ciebie jedno pytanie... Wiesz coś o swoich przodkach? Kim byli? Jak wyglądali?-- zapytał po chwili wchodząc po niedużych schodkach, aż do bram prowadzących do wnętrza kościoła.


https://68.media.tumblr.com/9f0d4a032ec4b54e430c25e1eeb3c9cc/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco2_250.gif https://68.media.tumblr.com/1668f3f49d48dbc8c42071e5d7c9c034/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco3_250.gif https://68.media.tumblr.com/b11059662508021eab3b89c243c40aa4/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco4_250.gif https://68.media.tumblr.com/e4fc780304cd200bc598fbe41c2169ea/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco6_250.gif

Offline

#19 25-04-2019 o 13h59

Straż Obsydianu
Rosaviel
Oficer Straży
Rosaviel
...
Wiadomości: 1 743

https://fontmeme.com/permalink/190415/3237d8b664d883eb71ef771dd54007d0.png


          Nie była w tym momencie pewna praktycznie niczego. Poza tą jedną, uparcie gryzącą ją kwestią możliwości niekontrolowanego wydania całej ich tajemnicy. Czasem wyklinała na wszystkie możliwe i znane jej sposoby upartość Eveline, jednak wiedziała doskonale, że całe to jej psioczenie na niewiele się zda. Hybryda była na tyle dumna i uparta, że za każdym jednym razem słowa przyjaciółki po niej spłyną zupełnie jak po kaczce. Nawet, jeśli ją zabolą. Będzie udawała, że wszystko jest w jak najlepszym porządku – nawet, jeśli od owego stanu będzie dalekie.
          Na słowa Alexandra kącik jej usta drgnął nieznacznie, a sama wiedźma powstrzymała się przed jakąś mniej kontrolowaną reakcją. Dopiero, gdy opuścili lokal, a ona raz jeszcze rzuciła okiem za siebie, próbując utwierdzić się, że wszystko będzie dobrze, usłyszała jego głos. Co prawda kościół był na jej osobistej liście ostatni, jednak skoro miał być blisko… co jej szkodziło w zmianie kolejności? Nic.
          Uniosła na niego wzrok.
          – Niech będzie. – rzuciła, zastanawiając się, czy przypadkiem nie mijała go pierwszego dnia, ciągnąć walizkę w stronę akademika. – Mówisz jest blisko… Jak z pozostałymi dwoma? Cmentarz jest chyba na obrzeżach miasta z tego, co kojarzę z mapy.
          Po jego odpowiedzi zapanowała cisza. Vinona pogrążyła się we własnych myślach uparcie oscylujących dokoła tego, czego miała to szukać. I chociaż nie spodziewała się tak naprawdę odkryć tu czegokolwiek, co jakkolwiek mogłoby ją naprowadzić na cokolwiek związanego z jej rodziną, uznała, że powinna spróbować. Stąd się w końcu wywodziła i nawet jeśli osobiście dowiedziała się o tym przypadkiem, a i jej babka nie wydawała się szczególnie szczęśliwa odpowiadając na te kilka pytań uznała, że Nona miała prawo wiedzieć. 
          Dopiero kolejne słowa Aleca sprawiły, że w pierwszej chwili – na ułamek sekundy – zatrzymała się w pół kroku, by zaraz wbić w niego chłodne spojrzenie zmrużonych oczu. W pierwszej chwili myślała, że się przesłyszała, albo że mężczyzna podchwycił najzwyczajniej w świecie to, jak nazwał ją Jona. Kolejne jednak słowa utwierdziły ją, że wcale nie były tak przypadkowe, jakby tego chciała. A jej reakcja ani trochę jej nie ratowała. Ba – pogrążyła ją i Nona doskonale zdawała sobie z tego sprawę.
          Westchnęła ciężko, odgarniając włosy a ucho.
          – Mam dylemat. Udawać, że kompletnie nie mam pojęcia, o czym mówisz, czy rzucić jakiś paskudny urok od którego zapomnisz… Uprzedzę pytanie. Z wampirami, wilkołakami i hybrydami też daję radę. – Jeszcze chwile przypatrywała się mu, z pełną powagą na twarzy, po czym przeniosła spojrzenie z blondyna na drogę przed nimi. Zaraz uśmiechnęła się półgębkiem, uciskając obie ręce do tylnych kieszeni dżinsów. – Z resztą, byś się nie zdziwił… Nie jest tego świadom, ale nasze rodziny mają swe korzenie w Salem. Można powiedzieć, że to mój niemagiczny kuzyn. Bardzo daleki i zupełnie nieświadom swego pochodzenia…
          Mruknęła pod nosem, zamyślając się nad jego kolejnymi pytaniami. Uśmiechnęła się pod nosem.
          – Przenieśli się tu gdy w Salem rozpoczęły się polowania na czarownice. Mój przodek posprzeczał się ze swoim bratem, jeden osiadł w Cranwood, drugi szukał szczęścia po praktycznie całych Stanach. Można powiedzieć, że jego potomkowie mieli podróżowanie we krwi. – Nostalgiczny uśmiech, jaki rozciągnął się na jej ustach pozostał tam kilka dłuższych chwil, a ona sama zaczęła się zastanawiać nad kolejną kwestią. Spojrzała na niego kątem oka, przyjrzała się mu uważnie. – Podobno jestem podobna do młodszej siostry mojej prababki. Zaginęła, gdy była mniej więcej w moim wieku, uciekła sprzed ołtarza.
          Nona wzruszyła ramionami, przekraczając najpierw mury i wkraczając na dziedziniec, potem zapuszczając się w chłodne wnętrze starego, gotyckiego kościoła. Zawiesiła chwilo o spojrzenie na kolorowych witrażach w okiennicach, przesunęła spojrzeniem po kolejnych figurach i późniejszych malowidłach zdobiących ściany. Objęła się ramionami, przechodząc obok ławek. W porównaniu z przyjemnie grzejącym skórę słońcem na zewnątrz było tu wręcz przeraźliwie zimno. 

https://fontmeme.com/permalink/190415/3cb8d2ab0b5497c9172853fd6e3fffc3.png


          Nim Nona wyszła z wampirem spojrzała jeszcze na ich dwójkę, jakby szukając potwierdzenia zasadności swej decyzji. Sam Jonathan zaczął się poważnie zastanawiać, w jakim stanie ruda musiała być, by jej przyjaciółka zdecydowała się uchylić mu w bardzo dosadny sposób rąbek tajemnicy. I jak bardzo musiała jej ufać, pozwalając, by człowiek ją bezpiecznie odprowadził w odpowiednie miejsce. A skoro czarownica – bo był pewien, że z tym właśnie wiązało się tworzenie amuletów ochronnych, jakim obdarowała go brunetka – mimo wszystko nie podniosła paniki, uznał, że nic poważnego mieć miejsca nie powinno. Zwłaszcza, że podłużny kryształ wydawał się wydrążony w środku, a on sam miał wrażenie, że owa ampułka gotowa jest do rozbicia jednym tylko świadomym ruchem. Wspomniała przecież o werbenie…. Spojrzał na rudą. Musiała być wampirem.
          Nie dostrzegł jednak na jej ciele żadnej biżuterii z lapisu lazuli umożliwiającej stworzeniom nocy poruszanie się w promieniach słońca. Przyjrzał się jej jednak badawczo, próbując odszukać jakiekolwiek wskazówki. Wyszli z kawiarni i powoli ruszyli w stronę uczelni, jak i usytuowanego w jej bezpośredniej okolicy akademika. Tą samą drogą, którą powinny pokonać dziewczyny idąc na spotkanie, która szczęśliwie tego dnia okazała się jedną z tym mniej uczęszczanych.
          Zignorował jej pytanie, uzmysławiając sobie, że rzeczywiście jego reakcje pozostawiały wiele do życzenia. Powinien się uspokoić i nie dawać jej powodów do snucia dziwnych pomysłów. Ale – na Boga! – miał do czynienia z wampirzycą, która prawdopodobnie straciła nad sobą na kilka chwil panowanie. Nawet, jeśli czarownica zapewniła go swym gestem i prezentem, że powinien być bezpieczny, nadal nie mógł mieć pewności.
          - Nie widzę lazulitu. Jakim cudem chodzisz w słońcu? Alec bez pierścienia troszkę… się przypieka.
          Spojrzenie wbite miał w odległy punkt gdzieś na horyzoncie, a twarz zamyśloną.
          Ciekawiło go, jakie tajemnice dziewczyny jeszcze mogły skrywać. Jedna widocznie była wampirzycą, druga wiedźmą. A jemu przyszło być między nimi i jeszcze jednym, nadętym i zadufanym w sobie wampirem, który widoczne odczuł jakąś dziwną chuć na widok Vinony. Westchnął ciężko, zastanawiając się, jak silnie pojawienie się dwójki kolejnych dalekich ludziom istot odbije się na jego kochanym, spokojnym miasteczku.
          Ni zdążyli przejść połowy z drogi, jaką mieli do pokonania, a na horyzoncie, w ujściu jednej z mniejszych uliczek Jonathan dostrzegł jakiś kształt. Ludzki, męski. Chwiejący się na nogach i rozbieganym, głodnym wzrokiem skanujący okolicę. Jonathan zaklął pod nosem, gdy jego spojrzenie padło na ich dwójkę. Zachwiał się raz jeszcze, po czym ruszył. Nowo przemienione wampiry zwłaszcza ostatnimi czasy były prawdziwą plagą Cranwood. A on już nie raz boleśnie to odczuł.
          – Mamy problem… Wiesz. Ostatnimi czasy mamy tu kilka problemów. Dla przykładu nowo przemienione wampiry. Jak ten tam. Jakiś plan, czy uciekamy i mamy nadzieję, ze go zgubimy, ewentualnie trafimy na kogoś mniej wściekłego niż ten tu, który go zadziubie łyżką??
          Pierwsza osobą, jaka przyszła mu do głowy był – o zgrozo – Alec. Niestety miał dziwne przeczucie, że teraz, jak odstał w ręce None, mało co będzie w stania go od niej odebrać. Złapał Eveline za przegub ramienia i przyciągając ją do siebie, wycofał się w istny labirynt uliczek. Nie chciał rozlewu krwi. Musieli go zgubić.
          Niestety tamten widocznie miał inne plany. Jonathan oparł się o coś plecami, a odwracając się, dostrzegł tylko ciemne oczy, żyły dookoła nich i zakrwawioną twarz. Polował.


https://78.media.tumblr.com/4a8cc9f0d8e071eb62a7f839904bd569/tumblr_nkoilykZTD1s3r70co1_500.gif

Offline

#20 26-04-2019 o 09h47

Straż Obsydianu
BookLover1313
Szeregowiec
BookLover1313
...
Wiadomości: 107

https://fontmeme.com/permalink/190415/01be277cf5cb41877b97eb7a2e4e59c6.png

   Evie nie spuszczała wzroku z Jonathana jakby chcąc odczytać z jego twarzy o czym myśli. Wiedziała, że raczej Nona nie zostawiłaby jej z chłopakiem, który chciałby ją skrzywdzić, a sądziła że jednak uchyliła mu nieco rąbka tajemnicy, którą obie skrywały. Przeniosła swoje spojrzenie na chodnik po którym powolnym krokiem się poruszali, a kiedy w końcu usłyszała głos Jonathana, momentalnie uniosła głowę.
    -Oh... A więc ty wiesz - skomentowała łagodnie, a potem słabo się uśmiechnęła     -Chociaż chyba nie do końca, bo ja wcale nie jestem w pełni wampirem. Jestem hybrydą. W połowie wampir, w połowie wilkołak, więc dlatego nie potrzebuje tego słonecznego kamienia.
   Kopnęła przed sobą nieduży kamyk, który poleciał kilka metrów przed nich, po czym westchnęła. Zauważyła, że chłopak nie był jakoś za bardzo szczęśliwy. Bał się, czuła to. Jednak mimo wszystko zgodził się na odprowadzenie jej do akademika i szczerze mówiąc zastanawiała się, dlaczego?
    -To długa historia, może kiedyś ci opowiem - rzuciła jeszcze machając ręką. Co prawda już przyzwyczaiła się do swojej postaci, jednak za każdym razem, kiedy przypominała sobie jak to się stało i ile przez to musiała stracić coś nieprzyjemnego ściskało jej żołądek. Nie wiedziała czy udałoby jej się przeżyć gdyby nie Nona. Ona od zawsze ją wspierała, nawet jeśli Evie krzywdziła przez to wszystko innych.
   Z zamyślenia wyrwały ją dopiero słowa bruneta, który brzmiał na nieco zaniepokojonego. Nie była to jednak jej obecność, a innego, nowo przemienionego wampira, który najwyraźniej miał ochotę na krew któregoś z nich. Rudowłosa oblizała nerwowo usta, jednak zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, czy zrobić Jona chwycił ją za ramię i pociągnął ją w jakąś uliczkę, z dala od łaknącego krwi wampira. Zaszli kilkanaście metrów, jednak tak jak się dziewczyna spodziewała, stworzenie wcale ich sobie nie odpuściło. Mężczyzna, a właściwie chłopak, który został niedawno przemieniony wyszczerzył swoje kły z zamiarem rzucenia się na Jonathana. Eveline szybko zareagowała i odciągnęła go kilka metrów od wygłodniałej bestii.
    -Zostań tu - rzuciła w jego kierunku, po czym podeszła nieco bliżej przemienionego chłopaka, a potem ugryzła się w nadgarstek, przez co po jej dłoni pociekła karmazynowa ciecz.
    -Hej! Chcesz krwi? To chodź i sobie weź - zwróciła się w stronę wampira, któremu od razu oczy mocniej zaświeciły na widok swojego pożywienia i ruszył w kierunku rudowłosej. Ta szybko zareagowała i gdy chłopak był wystarczająco blisko po prostu jednym, prostym ruchem skręciła mu kark, a jego bezwładne ciało opadło na ziemię. Ukucnęła obok niego i uważnie mu się przyjrzała, po czym westchnęła pod nosem. Pamiętała jak sama, kiedy tylko obudziła się jako hybryda, łaknęła potwornie krwi i nie mogła się powstrzymać. Wtedy obok siebie miała Vinonę, a ten chłopak... chyba nie miał nikogo.
    -Przenieśmy go do akademika. Chcę z nim porozmawiać jak się obudzi - powiedziała w kierunku Jonathana i stanęła na prostych nogach. Zerknęła na niego uważnie, gdy podchodził bliżej niej oraz ciała wampira, po czym spojrzała mu prosto w oczy.
    -Boisz się?- zapytała wprost poważnym tonem. Nie chciała aby się jej obawiał. Nie skrzywdziłaby go.

https://fontmeme.com/permalink/190415/b1f520270c91ac143c18f96a8fe74e0d.png

Alexander zamyślił się przez chwilę na jej słowa, po czym wyjął jeszcze raz serwetkę z kieszeni i zerknął na pozostałe miejsca, które chciała odwiedzić dziewczyna.
  -Rzeczywiście cmentarz znajduje się lekko poza miastem, co prawda to nie jest aż tak daleko, jednak szybciej dotarlibyśmy tam jadąc motorem, więc może skusisz się na krótką przejażdżkę - odparł rozbawiony i spojrzał na Vinonę z delikatnym uśmiechem na ustach. Naprawdę chciał jej pokazać na czym polega jazda z nim taką maszyną. Szczególnie, że było to jego oczko w głowie.
  -Co do tej kaplicy to moglibyśmy ją zostawić na sam koniec, bo jest niedaleko waszej uczelni. Przy okazji odwiózłbym cię do akademika, do twojej przyjaciółki. Co ty na to? - mruknął i z powrotem schował papier. Miał nadzieję, że się zgodzi na taki układ. Chciał z nią pobyć sam na sam jak najdłużej i dlaczego miałby nie wykorzystać takiej okazji, jaka mu się nadarzyła.
   Chłopak zerknął na dziewczyną, a widząc jak jej mimika twarzy zmienia się diametralnie po nazwaniu ją wiedźmą, delikatnie uniósł kąciki ust. Stwierdził w myślach, że dziewczyna była doprawdy urocza.  Zamyślił się na chwilę na jej słowa, po czym lekko pokręcił głową.
  -Wolałbym, abym pozostał przy świadomości tego, że mam do czynienia z wiedźmą i jej przyjaciółką... wampirzycą prawda? Wtedy w łazience miała swój epizod z krwią, a nie z problemem żołądkowym i dlatego tak szybko się zmyła. Trochę dziwi mnie, że zostawiłaś Jonathana samego z niekontrolowaną Eveline, chociaż... pewnie go w jakiś sposób zabezpieczyłaś, zgadza się? - mruknął unosząc brew dumny z tego, że praktycznie przejrzał dziewczynę na wylot.  Potem zasłuchał się w jej opowieść o jej dawnych przodkach co jakiś czas kiwając głową, jakby na potwierdzenie jej słów. Siostra prababki... Czyli możliwe, że mogło być to akurat w latach, kiedy on i Cassandra byli razem. Zresztą coś wspominała o niedoszłym ślubie, z którego uciekła.
   Weszli do dość sporego kościoła, który stał tutaj jeszcze zanim Alec stał się wampirem. Pamiętał, że jego rodzice często kazali mu do niego chodzić, ale msze po prostu go nudziły, więc zamiast tego wymykał się gdzieś z kolegami. Uśmiechnął się do siebie nostalgicznie, po czym zerknął na Nonę. Zastanawiał się czego ona tutaj w ogóle szukała, bo na pewno nie chciała podziwiać tutejszej architektury. Jednak zanim postanowił ją o to zapytać, to sam chciał powiedzieć jej dlaczego wypytywał ją o to wszystko. Zrównał więc z nią krok i zerknął na nieduży ołtarzyk.
   -Wiesz... Jesteś bardzo podobna do kogoś kogo kiedyś znałem. Zresztą nawet nie bardzo podobna, a identyczna i zastanawiałem się jak to jest możliwe... - mruknął po czym sięgnął po swój portfel i z mało widocznej kieszonki wyciągnął złożone, czarnobiałe zdjęcie przepięknej brunetki. Podał je Nonie i spojrzał na nią uważnie.
  -Możliwe, że była siostrą twojej prababki, tylko jeszcze nie rozgryzłem dlaczego wyglądacie tak samo - dodał.


https://68.media.tumblr.com/9f0d4a032ec4b54e430c25e1eeb3c9cc/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco2_250.gif https://68.media.tumblr.com/1668f3f49d48dbc8c42071e5d7c9c034/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco3_250.gif https://68.media.tumblr.com/b11059662508021eab3b89c243c40aa4/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco4_250.gif https://68.media.tumblr.com/e4fc780304cd200bc598fbe41c2169ea/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco6_250.gif

Offline

#21 26-04-2019 o 15h14

Straż Obsydianu
Rosaviel
Oficer Straży
Rosaviel
...
Wiadomości: 1 743

https://fontmeme.com/permalink/190415/3237d8b664d883eb71ef771dd54007d0.png

          Stare miejsca, odrapane przez mijający nieubłaganie czas mury, wszechobecny chłód i zapach wilgoci zawsze sprawiały, że młoda czarownica odczuwała swego rodzaju fascynację. Zarówno całą historią, jak i tworzącymi ją, poszczególnymi wydarzeniami. Nierzadko bolesnymi i okrytymi szczelnie całunem utkanym z kłamstw i obłudy. Nona wiedziała doskonale, że nie wszystko było takim, jakim pokazywała to historia. Boleśnie już nie raz się o tym przekonała. Nim jeszcze weszli na dziedziniec, zatrzymała się. Dając sobie chwilę na obejrzenie kamiennych murów budynku o strzelistej, acz masywnej wieży zegarowej, ze spokojem na twarzy wsłuchała się w słowa mężczyzny, spoglądając na niego kątem oka.
          Czyli jej informacje jednak były zgodne z prawdą… A to nie wróżyło za dobrze, tym bardziej, że będzie musiała jeszcze tam wrócić, najlepiej sama... Do ostatniej chwili miała jeszcze cichą nadzieję, że do każdego z trzech punktów będzie mogła dostać się sama. Niestety Alec rozwiał wszelkie jej wątpliwości.
          Westchnęła cicho.
          –  Nie ukrywam, że odległość nie jest mi na rękę. – mruknęła pod nosem, zastanawiając się chwilę nad jakimś rozwiązaniem problemu. Co prawda teraz blondyn zaoferował jej swa pomoc, ale nie zamierzała przecież ciągać go ze sobą za każdym razem. – I niech będzie. Skuszę się skoro tak ładnie nalegasz.
          Spojrzała na niego kątem oka, uśmiechając się pod nosem. Jego kolejne słowa i jakże celna uwaga sprawiły jednak, że Vinona zaczęła całkiem poważnie zastanawiać się nad tym, czy aby nie powinna po wszystkim zabawić się jego wspomnieniami. Co prawda nie zawsze przynosiło to dokładnie taki efekt, jaki zamierzyła, jednak sama uważała, że niewielkie potknięcia przy niektórych czarach były wpisane w granice błędów na jakie popełnienie mogła sobie pozwolić. Natomiast na słowa odnośnie Evie zmarszczyła momentalnie brwi. Wampir? Oh, gdyby tylko wiedział, jak mocno się pomylił.
          – Oh, uważasz, że podróżowałabym z wampirem? Musisz więc nie wiedzieć, ze czarownicom i krwiopijcom nie jest zbytnio po drodze. Wilkołakom i owszem. Ewentualnie hybrydom… A to by bardzo prosto wyjaśniało moje mieszane uczucia w Twoim kierunku. Nie mylę się, prawda, panie wampir? – wzruszyła ramionami, ruszając przed siebie.
          – Owszem, zostawiłam go samego, jednak nie zrobiłabym tego, gdybym wiedziała, że może się to zakończyć w sposób… niekontrolowany. Powiedzmy, że w swoim życiu stworzyłam już kilka świecidełek przez którym wampirom dość boleśnie przechodzi uczucie głodu…
          Jej usta wykrzywiły się w mało przyjemnym uśmiechu, a sama wiedźma spokojnie ruszyła w stronę kościoła, zanurzając się w krótką, acz obfitującą dla niej samej w różnorakie, tłumione w sobie emocje i wspomnienia opowieści. Szczęśliwie nie naciskał na ciąg dalszy – czuła, że mógł go sobie dopowiedzieć o wiele lepiej, niż zrobiłaby to ona. Powiodła spojrzeniem po różnobarwnej mozaice, jaka rozlała się pod wpływem przepuszczonego przez kolorowe szkiełka witraża słońca. Spojrzała na zdjęcie, które jej pokazał. Znała je, znała tą twarz. Wiedziała, o kim mówił i kogo przedstawiała stara, wymięta przez czas fotografia…
          Odwróciła jednak wzrok, ruszając w stronę ołtarza, przechodząc po kilku, wybranych przez nią samą płytach. Przeczuwała, co może być powodem tego podobieństwa. Wolała jednak się z tym nie ujawniać.
          – Możesz sprawdzić chór? Ja zerknę w okolicy ołtarza… – zapytała, wskazując mu delikatnym ruchem ręki barierkę i organy za nią. Musiała zostać chwilę sama. – Szukam ruchomych płytek i tak dalej.[/b]
          Jak powiedziała tak zrobiła – ruszyła we wskazanym chwile temu kierunku, rozglądając się po okolicy.


https://fontmeme.com/permalink/190415/3cb8d2ab0b5497c9172853fd6e3fffc3.png

          Reakcja dziewczyny nie zaskoczyła g ani trochę. Na jej miejscu tez nie czułby się swojo, gdyby ktoś komu ufał – a przynajmniej miał wrażenie, że dziewczyny łączy silna więź – zdradził jeden z największych sekretów. W końcu kto normalny wszedłby do jego go pomieszczenia z nie kontrolującym się chwilami wampirem? Nona musiała jej ufać, a to najpewniej spotkało się z tym samym uczuciem z drugiej strony. Między innymi dlatego nie buntował się na prośbę wiedźmy, choć w pierwszej chwili miał na to wielką ochotę. Na jej spojrzenie i ten nikły uśmiech na zmarnowanej twarzyczce rudej coś ścisnęło mu aż serce. Boleśnie.
          – Nona nie powiedziała mi wprost, a werbena szybko nasuwa jedną odpowiedź. Szkoda tylko, że nie wie, że Cranwood nadnaturalni nie są obcy, a ci bardziej wtajemniczeni pijają choćby herbatę z wkładką z werbeny… – I że sama została z jednym z nich, dodała zaraz w myślach. Podążył spojrzeniem za kamykiem, a słysząc jej słowa, uśmiechnął się pod nosem. Uniósł obie ręce w poddańczym geście. – Do niczego nie zmuszam…
          Chwile przypatrywał się dziewczynie, po czym przeniósł wzrok na drogę przed nimi. I szybko tego pożałował. Widząc nowo przemienionego wampira momentalnie zaklął szpetnie pod nosem, a dziewczynę instynktownie złapał za przegub ramienia o odciągnął w boczną uliczkę. Niestety nie zdało się to im na wiele. Nie zorientował się, w której chwili został obrany na ofiarę, jednak dzięki szybkiej reakcji rudej łapska żądnego krwi potwora go nie dosięgły. Spojrzał tylko na nią, w pierwszej chwili nie mogąc nic z siebie wydusić. Powiódł wzrokiem za nią, gdy odchodziła.
          Wszystko trwało zaledwie kilka chwil. W jednym ruchu ruda po prostu… skręciła mu kark. Szarżującemu na nią, silnemu wampirowi, zaślepionemu trudną do zaspokojenia żądza krwi. Słysząc jej słowa, zmrużył oczy. Nie mówiła chyba poważnie…
          Dopiero po chwili zebrał się w sobie i z niekoniecznie zadowoloną miną podszedł bliżej.
           – Ty chcesz. Co na to Vinona, jak wróci?
          Sam poważnie zastanowił się nad swoimi słowami, przyglądając się to twarzy dziewczyny, to mężczyźnie i jej krwawiącemu nadgarstkowi. Miał mocno mieszane uczucia w kierunku tego, co zobaczył. Co prawda nie znał Nony na tyle, by jakkolwiek wydawać wyroki nad jej zachowaniem, jednak miał wrażenie, ż nikt nie przywitałby z otwartymi ramionami trudnego do poskromienia, nowo przemienionego wampira zaślepionego tylko jednym. Kolejne pytanie, jakie skierował do niego dziewczyna sprawiło, że uniósł na nią raz jeszcze wzrok.
          – Ciebie, czy jego? – Odbił piłeczkę, nie patrząc na nią, a na nieprzytomnego, a może i martwego wampira. O ile wampir mógł być martwy tylko po złamaniu karku…
          Po chwili zastanowienia zdjął z szyi naszyjnik, jaki wcisnęła w jego ręce Vinona w czasie ich krótkiej rozmowy, a raczej monologu, jaki dziewczyna poprowadziła, nie dając mu dojść do słowa. Obwiązał go dokoła szyi wampira, mając nadzieję, że dziewczyna miała rację nie tylko co do zaufania przyjaciółce, ale i w kwestii użyteczności tego małego świecidełka…
          – Dobra, zabierajmy go stąd, byle szybko.
          Zajęło im to chwile, jednak w końcu doszli do porozumienia i sprawnie skierowali się do akademika.


https://78.media.tumblr.com/4a8cc9f0d8e071eb62a7f839904bd569/tumblr_nkoilykZTD1s3r70co1_500.gif

Offline

#22 28-04-2019 o 18h34

Straż Obsydianu
BookLover1313
Szeregowiec
BookLover1313
...
Wiadomości: 107

https://fontmeme.com/permalink/190415/01be277cf5cb41877b97eb7a2e4e59c6.png

    Eveline nie miała zamiaru dyskutować z Jonathanem. Domyślała się, że próba przeniesienia niekontrolowanego wampira do akademika, w którym mieszkały wraz z Vinoną mógł nie wyglądać na zbyt dobry pomysł, jednak dziewczyna z całych sił czuła, że chciałaby pomóc temu chłopakowi. Szczególnie, gdy w jego pełnych żądzy krwi oczach, dostrzegła samą siebie.
    -Vinona nie musi o wszystkim wiedzieć. Pewnie zanim wróci już go tam nie będzie – odpowiedziała lekko wzruszając ramionami. Rozumiała, że czasami w ich relacji to Nonę postrzegano za głos rozsądku i wcale jej to nie przeszkadzało. Evie w swoim życiu zrobiła mnóstwo błędów, które jej przyjaciółka czasami musiała naprawiać, jednak wiedziała że uczyła się na nich i miała wrażenie, że od kilku lat stała się o wiele dojrzalsza.
   Słysząc słowa Jonathana zerknęła na niego, a potem na ciało wampira.
    -Mnie. Szczególnie teraz, kiedy ściągnąłeś naszyjnik, który prawdopodobnie otrzymałeś od Nony, aby cię chronił przede mną bo nie zauważyłam, abyś wcześniej go nosił – skomentowała, widząc jak przenosi wisiorek na szyję nowoprzemienionego wampira, prawdopodobnie aby w drodze transportu ich nie zaatakował.
   Później gdy już oboje doszli do porozumienia, chwycili wampira pod ramię i ruszyli w kierunku akademika. Na szczęście nie mijali po drodze zbyt wielu przechodniów, a kiedy tak było to wyglądali jak dwójka osób niosących pijanego kolegę do domu.
   W końcu doszli pod nieduży budynek, w którym mieszkały dziewczyny i wnieśli wampira na piętro. Evie szybko otworzyła drzwi kluczem, po czym gdy weszli do środka przygotowała krzesło i dość grube liny, które posłużyły do związania chłopaka.
    -No co? Mnie Nona też czasami wiązała jak miałam swoje zachcianki. Pomagało – mruknęła widząc minę Jonathana. Zwłaszcza liny przydawały się podczas pełni, kiedy rudowłosa jeszcze nie do końca mogła panować nad swoją przemianą w wilka. Co prawda do gry wchodziły również łańcuchy, ale na szczęście do tej pory liny były niezawodne. Dziewczyna wyjęła z półki w lodówce dwie torebki wypełnione krwią, a później podeszła do nieprzytomnego wampira, który powoli zaczynał się wybudzać.
    -Nie musisz tu być – zwróciła się do Jonathana. Wiedziała, że to co robi też nie jest w stu procentach bezpieczne, a czuła że gdyby chłopakowi się coś stało to Nona urwałaby jej głowę. Gdy wampir zaczął się szarpać na krześle po wybudzeniu, Evie odchyliła mu głowę i nakarmiła krwią z woreczka. Oczywiście jeden nie wystarczył, więc zużyła i drugi.
       -Hej, spokojnie. Oddychaj. Nikt cię tu nie skrzywdzi – powiedziała łagodnie i ukucnęła przed nim na wyciągnięcie ręki    -Jestem Evie, a ty?
  -Leon… - wydukał biorąc jeszcze kilka głębokich oddechów. Widać było, że jest przestraszony i zestresowany całą sytuacją.
    -Cześć Leon. Widzę, że masz problemy z głodem ale nie możesz się żywić na ludziach, rozumiesz? To zbyt niebezpieczne. Nie tylko dla nich, ale dla ciebie również. Ja też jestem inna i zapewniam cię, że są też inne formy pożywienia. Pomogę ci, dobrze? – odparła łagodnie, na co chłopak powoli pokiwał głową, a jego oczy momentalnie się zaszkliły od łez, które zaraz spłynęły po jego policzku -Teraz cię rozwiążę, ale musisz mi obiecać, że nie rzucisz się na mnie i na mojego kolegę, dobrze?
   -O-Obiecuję… - wydukał chłopiec pociągając nosem. Rudowłosa skinęła więc głową i poluźniła więzy, a potem po prostu je rozwiązała cały czas będąc czujną. Miała świadomość tego, że chłopak może kłamać, więc była gotowa w razie czego obronić Jonathana.
    -Więc powiedz Leon… Jak do tego doszło? Jak stałeś się wampirem? Bo z tego co widzę to nie masz nawet osiemnastu lat – stwierdziła przysiadając na swoim łóżku i gestem przywołując Jonathana do zrobienia tego samego. Chłopak otarł swoją skórę ze słonych łez i przez chwilę nic nie mówił, jednak po pewnym czasie postanowił się odezwać.
   -Kilka tygodni temu wracałem wieczorem od kumpla. Zrobiliśmy sobie wtedy wieczór gier na konsoli i wyszedłem od niego jakoś grubo po 23. Nie miałem daleko do domu. Włożyłem słuchawki, puściłem muzykę… Po kilku minutach poczułem silne szarpnięcie, a potem okropny ból w szyi. Nie wiedziałem co się dzieje, próbowałem się wyrwać, ale ten koleś był zbyt silny… W końcu się ode mnie odczepił, spojrzał mi prosto w oczy, uśmiechnął się i wcisnął mi do ust swój zakrwawiony nadgarstek. Potem ogarnęła mnie ciemność i… i…. obudziłem się taki –opowiedział nerwowo stukając palcami w kolano. Eveline zmarszczyła delikatnie brwi. Nie wyglądało to na normalne zachowanie. Ten cały „koleś” specjalnie przemieniał ludzi, ale nie wiedziała co miałoby to na celu? Szczególnie w tak małym miasteczku jakie jest Cranwood.

https://fontmeme.com/permalink/190415/b1f520270c91ac143c18f96a8fe74e0d.png

Alec nie spodziewał się tego co przed chwilą usłyszał. Czyli Eveline była hybrydą? Mieszanką dwóch gatunków? Kiedyś czytał o takich stworzeniach, ale uznał że skoro nie były widziane od tysięcy lat, uznał że to tak naprawdę legenda, którą straszyło się małe dzieci. Z drugiej strony wampiry, wiedźmy czy też wilkołaki nie były w świecie ludzi uznawane za coś prawdziwego, więc dlaczego i hybryda miałaby być fikcją? Stwierdził, że to bardzo fascynujące i będzie musiał zamienić kilka słów z rudowłosą dziewczyną. Może dowie się czegoś więcej o wampirzej naturze, co umknęło w jego zachowaniu czy też przeanalizowanych informacjach?
    -Bardzo trafne spostrzeżenie, ale uwierz że żyję na tyle długo, aby wiedzieć że tak naprawdę to wiedźmom nie można ufać bardziej niż wampirom. Są bardziej przebiegłe i potrafią rzucać naprawdę silne zaklęcia, szczególnie kiedy są blisko swoich przodków. A gdzie taka samotna wiedźma, jak ty mogłaby szukać źródła swojej mocy? W kościele, na cmentarzu i kaplicy –  rzucił rozglądając się po terenie kościoła, którego ogród był nieco zaniedbany. Chyba ksiądz nie ma siły w koszeniu trawy.
   Kiedy weszli do środka od razu do jego nozdrzy dotarł nieprzyjemny zapach kurzu. Potarł więc nos i podreptał za brunetką aż do samego ołtarza. W kościele na szczęście nie było nikogo z wierzących więc na spokojnie mogli rozmawiać o rzeczach, które nie należały do świata ludzi. Kiedy pokazał jej fotografię, liczył na jakieś nakierowanie. Może dziewczyna mogła coś wiedzieć o powiązaniach między nią a Cassandrą. Ta jednak nie odezwała się ani słowem, jednak gdy w końcu udało jej się coś powiedzieć, co oczywiście nie było związane z fotografią jego dawnej ukochanej, wychwycił lekką zmianę w jej głosie. Lekko zmarszczył brwi, jednak postanowił jak na razie nie naciskać na dziewczynę i posłusznie ruszył w kierunku miejsca, gdzie stały organy. Rozejrzał się uważnie nie za bardzo wiedząc czego powinien szukać, więc zgodnie ze wskazówkami Nony zaczął stawać na każdej płytce znajdującej się na górze. Nie dało to żadnego rezultatu, więc znudzony oparł się o jedną ze ścian i obserwował uważnie brunetkę. Nie wiedział co dziewczyna chciała tu znaleźć. Jakieś tajne przejście jak w filmach? A może jakąś ukrytą wiadomość? Zerknął na organy, a potem uśmiechnął się pod nosem i nacisnął kilka klawiszy. Instrument wydał dźwięk, który rozniósł się po całym kościele.
    -Nie ma tu nic wartego uwagi, księżniczko więc chyba trzeba szukać gdzieś indziej –  odparł i wampirzym tempie znalazł się przy dziewczynie.
    -Czego właściwie szukamy? – zapytał wkładając dłonie do tylnych kieszeni spodni.

Ostatnio zmieniony przez BookLover1313 (28-04-2019 o 18h39)


https://68.media.tumblr.com/9f0d4a032ec4b54e430c25e1eeb3c9cc/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco2_250.gif https://68.media.tumblr.com/1668f3f49d48dbc8c42071e5d7c9c034/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco3_250.gif https://68.media.tumblr.com/b11059662508021eab3b89c243c40aa4/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco4_250.gif https://68.media.tumblr.com/e4fc780304cd200bc598fbe41c2169ea/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco6_250.gif

Offline

#23 29-04-2019 o 12h07

Straż Obsydianu
Rosaviel
Oficer Straży
Rosaviel
...
Wiadomości: 1 743

https://fontmeme.com/permalink/190415/3237d8b664d883eb71ef771dd54007d0.png

          Wysłuchując tego, co wampir miał jej do powiedzenia, spojrzała na niego przez ramię. Zatrzymała się w pół kroku i uniosła lekko jedną brew. Nie była pewna jedynie jednego. Skoro rzeczywiście uważał wiedźmy za tak podstępne, niebezpieczna i niegodne zaufania, czemu – po pierwsze – nadal tu z nią był i – po drugie – wiedząc, że tu jej magia może być szczególnie silna, zdecydował się ciągnąć ten temat.
          Uśmiechnęła się krzywo, przechodząc bramę i zapuszczając się w głąb kościoła.
          – Oh, i dlatego, wiedząc, że może stać Ci się tu z mojego powodu niemałe kuku brniesz w ten temat? Odważnie. Albo głupio. – Kącik jej ust drgnął, a ona sama oparła się biodrem o brzeg drewnianej ławki. Przechyliła lekko głowę i skrzyżowała ramiona pod biustem. – Powinieneś sobie jeszcze dorzucić, że często łatwo je urazić i piekielnie trudno udobruchać.
          Szkoda tylko, że – choć wampir wiedzieć tego nie mógł – ona swych korzeni szukać nie musiała. Wiedziała, gdzie leżą, wiedziała, że równie dużą potęgę da jej możliwość przywołania duchów jej przodków i odpowiednie ukierunkowanie całej zgromadzonej w tej sposób mocy. Zawsze też mogła pokusić się o proszenie o pomoc zjawy związane bezpośrednio z poszczególnymi miejscami, choć tego wielką zwolenniczką nie była.
          Sama spokojnym krokiem ruszyła dalej w stronę ołtarza, jego raz jeszcze prosząc, by sprawdził chór i organy. Na chwilę obecną chciała się jedynie zorientować, czy budynek, który tu stoi nadal jest tym samym, którego szukała. Jeśli poprzedni został wyburzony, a jego kamienie posłużyły wznoszeniu dla przykładu jakiegoś domu, będzie przed nią niemały kłopot. Dopiero po wejściu między figury i rozejrzeniu się dookoła westchnęła cicho, odgarniając włosy z twarzy. Związała je w niedbałego koka i po daniu sobie samej chwili na oddech, wróciła do poszukiwań. Przerwał jej dopiero rozchodzący się po okolicy dźwięk. Głęboki, odbijający się od każdej ze ścian, wdzierający się wraz z echem w najdalsze zakątki umysłu. Nim jeszcze ucichł, usłyszała dodatkowo głos Alexandra.
          Niecierpliwy…
          – Cierpliwości, pijaweczko. – mruknęła pod nosem, spoglądając w jego stronę, a gdy zaraz pojawił się tuż przed nią, cofnęła się o dwa kroki. Nie lubiła tego. Zdecydowanie nie lubiła. – Wskazówek, Alexandrze. Szukamy wskazówek. – rzuciła tajemniczo, wracając jeszcze do kilku ciemnych cegieł, z których odpadł już tynk.
          Wyglądały dostatecznie staro, by mogła pokusić się o stwierdzenie, że budynek jednak nie został naruszony i odbudowany. A to już dawało jej jakiś cień nadziei.
          – Ale wiem już, co chciałam wiedzieć. Najwyżej za jakiś czas tu wrócę… Co kolejne? Cmentarz, tak?
          Spojrzała na niego, po czym wyciągnęła swój mały, mądry, czarny notesik, zapisując na ostatniej stronie kilka zdań. Luźne podsumowanie tego, co tu odczuła, widziała, jak i tego, co znaleźć się spodziewała, lecz było widocznie poza jej zasięgiem.


https://fontmeme.com/permalink/190415/3cb8d2ab0b5497c9172853fd6e3fffc3.png

          Wysłuchując tego, co hybryda miała mu do powiedzenia, zmrużył oczy. Nie był pewien, czy dziewczyna próbuje robić sobie z niego w tej chwili żarty, czy jest całkowicie poważna. Faktem pozostawało dla niego tylko jedno – cokolwiek miała na myśli i miała zamiar zrobić, była kompletnie niepoważna. Dlatego też nie odezwał się, woląc nie wchodzić już w dalsza dyskusję. Jedynie zabezpieczył wampira przed ewentualnym atakiem.  Dopiero na jej kolejne słowa, uśmiechnął się jedynie półgębkiem.
          – Gorzej na tym wyjdziesz. Nawet, jeśli jesteś hybrydą, to masz w sobie jakiś pierwiastek wampira. Więc werbena w mojej krwi zadziała równie skutecznie, jakby zadziałała na Aleca. – rzucił w celu uświadomienia, że jest równie chroniony jak w chwili, w której Nona podarowała mu naszyjnik. Nie mogła w końcu wiedzieć, że Jonathan pija herbatę z werbeną codziennie od wielu lat.
          Bez rozwodzenia się nad tą kwestią dłużej, pomógł jej podnieść wampira i dbając o to, by miało to wygląd odnoszenia pijanego studenta do jego pokoju w akademiku. Zajęło im to chwilę, jednak gdy już zapakowali się do odpowiedniego pomieszczenia, wcześniej tłumacząc starszej kobiecie w portierni, że kolega trochę zabalował – dzięki Bogu, że znała Jonathana i mu dość dobrze mu ufała – wspięli się po schodach. Evie przygotowała wszystko, czego potrzebowała, a on chwilę zastanowił się, czemu miało to służyć. Nona potraktowała ją podobnie? Czy może raczej nie było to już jej pierwsze spotkanie z noro przemienionym wampirem? Odpowiedź przyszła szybko.
          – No patrzcie, a nie wygląda na taką, co się bawi w wiązanie. – rzucił z przekąsem, przyglądając się, jak ruda oporządza swego nowego kolegę. – Prędzej bym powiedział, że rzuciła jakiś czar na unieruchomienie…
          Na słowa dziewczyny machnął jedynie ręką. Został – może przy okazji dowie się czegoś ciekawego. W chwili, w której chłopak się ocknął i zaczął szarpać, przez jego głowę przeszła myśl, czy aby na pewno chciał tu być. Z drugiej strony wyobraził sobie, co zrobiłaby wiedźma, widząc, co się tu wyprawia… Został. A to, co usłyszał sprawiło, że zamyślił się. Powinien chyba poważnie porozmawiać z Alecem.
          Więzy kilka chwil później, a Jonathan siadł obok Evie – na jej łóżku – gdy ta go przywołała. Odczekał kilka dłuższych chwil, próbując zachować spokój, co takie łatwe, zwłaszcza w towarzystwie wampira, mogącego w każdej chwili stracić nad sobą panowanie nie było. W końcu jednak zaczął mówić. Wysłuchał, a uświadamiając sobie, co się stało, zaklął pod nosem.
          – Nie jest dobrze… Jak zaroi się tu więcej nowo narodzonych, wszyscy będziemy mieli niemały problem. Wiem, że nie chcesz, ale trzeba ściągnąć tu None. I Aleca.


https://78.media.tumblr.com/4a8cc9f0d8e071eb62a7f839904bd569/tumblr_nkoilykZTD1s3r70co1_500.gif

Offline

#24 29-04-2019 o 21h38

Straż Obsydianu
BookLover1313
Szeregowiec
BookLover1313
...
Wiadomości: 107

https://fontmeme.com/permalink/190415/01be277cf5cb41877b97eb7a2e4e59c6.png

Dziewczyna wsłuchała się w historię chłopaka i przez chwilę się zamyśliła. Nie wiedziała za bardzo co o tym myśleć. Oczywiście Jonathan miał z jednym rację, jeśli ten cały wampir zacznie przemieniać ludzi na potęgę to w Cranwood może zrobić się naprawdę nieciekawie. Ugh dlaczego za każdym razem jak się wraz z Vinoną przeprowadzają do innego miasta to coś musi się dziać? Powoli podniosła się z łóżka i przeszła kilka kroków po pokoju zastanawiając się czy aby na pewno dobrym pomysłem było ściągnięcie tu Vinony wraz z Aleciem, przeszkadzając im w czymś pewnie dość ważnym.
    -Dobra… Musimy jakoś wytropić tego wampira nie dopuszczając tym samym do przemiany innych, niewinnych ludzi. Im szybciej to zrobimy tym lepiej, więc chyba musimy do nich zadzwonić – powiedziała przytakując tym samym Jonathanowi.
   Wyciągnęła telefon i wybrała odpowiedni numer, po czym przyłożyła go do ucha w myślach licząc przeciągające się sygnały. Niestety włączyła się poczta, więc rudowłosa zamiast tego napisała krótkiego sms-a do Nony, aby wróciła do akademika wraz z Alexandrem bo dzieje się coś naprawdę ważnego. Była pewna, że przyjaciółka niedługo go odczyta. W międzyczasie zerknęła na dwójkę chłopaków siedzących w pokoju i westchnęła pod nosem. Nie miała pojęcia co powinna teraz z nimi zrobić…
-Więc może zrobię jakiejś herbaty? – mruknęła łagodnie i weszła do ich niedużej kuchni, po czym wstawiła wodę co jakiś czas zerkając czy Leon, aby na pewno dobrze się zachowuje. Na szczęście nie wyglądało na to, aby miał sprawiać jakiekolwiek problemy więc Evie powoli rozluźniła swoje mięśnie, które były nieco spięte od stresu i tej całej dziwnej sytuacji. Kiedy zalewała trzy kubki wrzątkiem do kuchni wszedł Jonathan, który na pewno był tak samo spięty jak ona. Uśmiechnęła się delikatnie i wyjęła cukier z szafki.
     -Nie odpowiedziałeś w końcu na moje pytanie, czy się mnie boisz – skomentowała czekając aż herbata się zaparzy.
    -Przez to wszystko nie wydaje już ci się tak atrakcyjna jak wcześniej, prawda? – oparła się biodrem o blat i skrzyżowała ręce na piersi  – Cóż… nie wybrałam dla siebie takiego życia. Staram się jak mogę, żeby nie krzywdzić innych ludzi. Nie zawsze mi to wychodzi ale… ale się staram. I chciałabym, żebyś wiedział, że nie zrobiłabym ci krzywdy celowo.
   Powiedziała łagodnie się uśmiechając, a potem wzięła zaparzony napar i zaniosła do pokoju podając jeden kubek Leonowi. Podziękował jej lekkim, bladym uśmiechem co wywołało u niej delikatne ciepło na sercu.

https://fontmeme.com/permalink/190415/b1f520270c91ac143c18f96a8fe74e0d.png

Wampir roześmiał się rozbawiony słowami Vinony, jednak nie zamierzał ich komentować. Oczywiście wiedział, że igra z ogniem i dziewczyna jednym ruchem swojej dłoni mogła sprawić, żeby niemiłosiernie cierpiał, jednak był przekonany, że podczas tych kilku spędzonych razem godzin chociaż trochę go polubiła. Później posłusznie ruszył do organów w poszukiwaniu czegokolwiek co mogło być warte uwagi, jednak nic tam nie znalazł. Kiedy zwrócił uwagę dziewczyny organami szybko znalazł się przy niej, a widząc jak się lekko cofa na bezpieczną odległość tylko uśmiechnął się chytro pod nosem. Czyli jednak troszeczkę się go obawiała. Uwagę o „pijawce” puścił mimo uszu, a na jej pytanie skinął tylko głową.
    -Tak. Mój motor stoi dwie ulice stąd więc chodźmy – rzucił łagodnie i wskazał na drzwi prowadzące na zewnątrz kościoła. Od razu po wyjściu z chłodnego pomieszczenia uderzył ich niesamowity gorąc. Alec przetarł lekko czoło i założył swoje przeciwsłoneczne okulary, a później wraz z dziewczyną skierowali się pod bardzo znany mu bar.
    -Bardzo polecam to miejsce. Mają najlepsze naleśniki w Cranwood, a wieczorem urządzają spoko imprezy – oznajmił wskazując na budynek, a potem podszedł do czarnej maszyny stojącej na podjeździe. Wsiadł na nią i wskazał na siedzenie za sobą.
    -Wsiadaj księżniczko, chyba że strach cię obleciał – mruknął rozbawiony, a gdy brunetka zajęła miejsce, odpalił silnik  -Trzymaj się mocno –
   Uśmiechnął się pod nosem czując jak jej drobne ramiona obejmują go w pasie i kilka chwil później ruszył w drogę kierując się na cmentarz. Droga nie była zbyt zatłoczona, więc mógł się trochę popisać prędkością. Dosłownie po kilkunastu minutach byli już przy murze otaczającym nagrobki zmarłych. Alexander zaparkował i zsiadł z motoru, a potem pomógł przy tym Vinonie.
    -Tutaj też szukamy wskazówek? – zapytał zaciekawiony.


https://68.media.tumblr.com/9f0d4a032ec4b54e430c25e1eeb3c9cc/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco2_250.gif https://68.media.tumblr.com/1668f3f49d48dbc8c42071e5d7c9c034/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco3_250.gif https://68.media.tumblr.com/b11059662508021eab3b89c243c40aa4/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco4_250.gif https://68.media.tumblr.com/e4fc780304cd200bc598fbe41c2169ea/tumblr_o3l14e3aUH1rhs5nco6_250.gif

Offline

#25 06-05-2019 o 20h57

Straż Obsydianu
Rosaviel
Oficer Straży
Rosaviel
...
Wiadomości: 1 743

https://fontmeme.com/permalink/190415/3237d8b664d883eb71ef771dd54007d0.png

          Początkowo nic nie zapowiadało ani żadnej większej w swych ewentualnych konsekwencjach tragedii, ani nieprzyjemności, na które ona pozwolić by nie chciała. Nie znała go, nie wiedziała nic ponad to, że jest wampirem i kiedyś miał styczność z kobietą wyglądającą dokładnie jak ona sama. Dlatego w miarę możliwości chciała rozstać się w stosunkach jak najbardziej neutralnych, pozbawionych wrogości. Zwłaszcza, że nie była pewna, ile czasu pozostaną tu z Evie, a posiadanie sprzymierzeńca – wampira mogło w razie kłopotów uratować im skórę.
          Biznes i – na chwile obecną – nic ponad niego.
          W chwili, w której pojawił się tuż przed nią, zacisnęła wargi w wąską linie. Był wampirem, nie znała go, jak miałaby mu zaufać, gdy widzą się pierwszy raz w życiu? Nawet Evie nie zawsze w pełni ufała – za co było jej wstyd – ale ją znała… praktycznie całe swoje życie! Była też częściowo odpowiedzialna za dopełnienie jej przemiany i miała mocne podstawy, by dziewczynie ufać. Nie to, co jemu. Wyszli z kościoła i pod palącym słońcem skierowali się w stronę baru, przy którym mężczyzna pozostawił motor.
          – Miło… Może kiedyś wyciągnę Evie… – zaczęła spokojnym tonem, na kilka chwil myślami uciekając do przyjaciółki i towarzyszącemu jej Jonathanowi.
          Chwilę nawet korciło ją, by wyciągnąć telefon i sprawdzić, co u nich, jednak ostatecznie powstrzymała się. Miał amulet, nic mu nie groziło.  Śladem wampira zbliżyła się do motoru, a na jego słowa wywróciła jedynie oczami. Nie bała się – miała już nie raz możliwość zasmakowania większych prędkości, jednak w tej chwili nie mogła mieć pewności co do stylu jazdy mężczyzny. Jakkolwiek na to nie patrzeć, była stworzeniem o wiele bardziej kruchy, niż on sam i stłuczka po której on wstałby i się otrzepał jakby nigdy nic, dla niej mogła skończyć się tragicznie. I chyba właśnie z tego tylko powodu do głowy przyszedł jej pomysł.
          Objęła go – ostrożnie i delikatnie – przesuwając powoli rękoma po jego umięśnionym torsie. Tak, by na pewno poczuł jej obecność z tyłu i jednocześnie mógł odczuć, że nie ma do czynienia z istotą taką jak on – teoretycznie nieśmiertelną, silną i groźną. Choć to ostatnie mogłaby poddać pod dyskusję. Wtuliła jeszcze twarz w jego plecy, pozwalając otulić się przyjemnej woni męskich perfum. Przymknęła powieki. 
          Dotarli na miejsce stosunkowo szybko, a na pewno o wiele szybciej, niż Vinona się tego spodziewała. Dopiero, gdy się odezwał przeniosła wzrok na otoczone kamiennym murkiem kolejne dziesiątki grobów. Mimowolnie skrzywiła się, odsunęła od Aleca. Nie lubiła tego typu miejsc – czuła się w nich co najmniej źle, często obserwowana. Nierzadko co odważniejsze byty decydowały się manifestować przy niej swą obecność i choć w większości (jeśli nie kłóciło się to z jej planami) starała się je ignorować, czasem jedno spojrzenie sprawiało, że wszystkie jak na zawołanie obierały ją sobie za ofiarę. Nieczęsto w końcu mogły mieć styczność z kimś, kto je widział i słyszał.
          Sięgnęła jeszcze po telefon, chcąc się upewnić, że wszystko w porządku. Nie było… Jednak tylko wiadomość od jej ulubionego rudzielca sprawiła, że skrzywiła się momentalnie.
          – Poniekąd, ale to raczej innym razem. – rzuciła miękkim tonem, przystając na chwilę przy bramie i wodząc spojrzeniem bliżej i dalej usytuowanych nagrobkach. – Coś się stało i Evie chce żebyśmy wrócili. Oboje. Nie podała szczegółów, ale mam niezbyt dobre przeczucia…
          Spojrzała na niego, szukając w wyrazie twarzy wampira jakiegokolwiek śladu sprzeciwu. Nie odnalazła go, a chwile później już mknęli ponownie drogą. Tym razem w kierunku odwrotnym – ku akademikowi.


https://fontmeme.com/permalink/190415/3cb8d2ab0b5497c9172853fd6e3fffc3.png

          Nowo przemienionego mężczyzna słuchał jedynie połowicznie, marszcząc na co niektóre słowa brwi i uciekał w świat własnych myśli, by móc rozgraniczyć to, co mogło być w jego słowach prawdą, co fikcją. Zamyślał się poważnie, jednocześnie dochodząc do wniosku, że nieocenioną pomocą byłby w tej chwili Alexander. Owszem, kodował padające informacje, jednak robił to w sposób mocno wybiórczy. Do rzeczywistości wrócił dopiero, gdy ruda ruszyła się. Podniósł na nią oczy i powiódł ich ruchami za przemieszczającą się sylwetką dziewczyny.
          Na jej słowa jedynie przytaknął, chcąc już sięgać po telefon do kieszeni, jednak dziewczyna go wyprzedziła. Z chwilą jednak, gdy wiedźma nie odebrała, a w nim zalęgło się dziwne uczucie rosnącego z wolna problemu. Przeszło mu przez myśl zadzwonienie do Aleca, jednak widząc, że Evie nie odpuszcza i zabiera się za pisanie wiadomości, spasował. Zarzucenie ich obojga mogłoby przynieść zupełnie odwrotny skutek do zamierzonego. Z resztą mając u boku osobę o identycznej twarzy jak ta jego dawnej ukochanej, nie łudził się nawet, że Alexander jakkolwiek by zareagował na jego próby dobicia się.
          Na pytanie o herbatę uśmiechnął się pod nosem.
          – Z chęcią. Pomogę Ci. – zaproponował i po chwilowym, uważnym przyjrzeniu się młodemu wampirowi, ruszył w ślad za rudą.
          Oparł się o ścianę przy oknie. Kilka kroków od dziewczyny. Przyjrzał się, jak kilka chwil później zalewała trzy przygotowane odpowiednio kubki wrzątkiem. Chwilę wpatrywał się we wzory na nich, myśląc nad beznadziejnością całej sytuacji. Prawda była taka, że byli w kropce i nawet jeśli chłopak mówił prawdę, szukanie wampira po Cranwood będzie jak szukanie igły w stogu siana. Cała nadzieja – choć niekoniecznie mu się to podobało – leżała w tej chwili w Alexandrze i sama ta myśl uwierała go nieprzyjemnie.
          – Jeśli dasz mi powód, to zacznę.. – skwitował obojętnym tonem, na chwilę zawieszając wzrok na jej twarzy.
          Wsłuchał się w jej kolejne słowa, a kącik jego ust mimowolnie drgnął. Była pewna siebie, za pewna, jak na jego oko. Musiał przyznać, że ładna była rzeczywiście, jednak był również świadom tego, że uroda i umiejętność głębokiego zaintrygowania była jedną z częściej używanych na polowaniach cech wampirów. Uwodziły swe ofiary, z obietnicą czegoś więcej zaciągały w ustronne miejsce… I tam wykorzystywały… jako posiłek.
          – Daleko idący wniosek. – skrzywił się, przyglądając się jednak uważnie całej jej sylwetce. – Jesteś, ale to akurat cecha łącząca wszystkie znane mi wampiry. – odpowiedział jej zdawkowo.
          – Wiem, że byś tego nie zrobiła. Vinona jeszcze jako małe dziecko ostrożnie dobierała sobie znajomych… Nie prowadzałaby się z kimś, kto mógłby jakkolwiek zagrozić jej planom, czy bliskim. Dlatego dziwi mnie, że od razu nie pogoniła Aleca.
          Zaraz wrócili do salonu i odczekali jeszcze kilka niemiłosiernie dłużących się chwil, nim w drzwiach pojawiła się wiedźma i towarzyszący jej wampir. Szarozielone tęczówki kobiety przebiegły po pomieszczeniu , by finalnie paść na twarz nieznanego jej chłopaka. Zamrużyła oczy, przyglądając się mu z bezpiecznej odległości.
          – Evie… Kim jest nasz gość? – zapytała spokojnym tonem, nie spuszczając jednak spojrzenia z chłopaka.
          – Wampir. Nowo przemieniony.
          Spojrzenie Nony momentalnie padło na Jonathana, który z kolei spoglądał na rudą. Tam też powędrowało i jej spojrzenie.
          – Evie, wytłumacz.
          Jej ton był spokojny, choć słuchać było, ż utrzymanie go przychodzi jej z trudem. Widok młodego wampira jej nie ucieszył. Wręcz przeciwnie – była zirytowana, bardzo.


https://78.media.tumblr.com/4a8cc9f0d8e071eb62a7f839904bd569/tumblr_nkoilykZTD1s3r70co1_500.gif

Offline

Strony : 1 2