Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2

#26 08-06-2019 o 14h46

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 367

__________________________Yuumi Schneider
   Odruchowo spojrzała za siebie, by sprawdzić czy przyjaciółka nie postanowiła, w którejś chwili czmychnąć i zostawić ją samej sobie z obcym chłopakiem. Nadal stała w tym samym miejscu. Uśmiechnęła się delikatnie do niej, zaś Andrea w odpowiedzi pomachała dyskretnie ręką. Dodało to Yuumi trochę więcej pewności siebie. Nagła i bardzo słyszalna reakcja chłopaka sprawiła, że szatynka z prędkością światła odwróciła się ku niemu z zaskoczeniem wymalowanym na jej twarzy. Uważnie mu się przypatrywała. Wyglądał jakby zobaczył ducha. Momentalnie rzuciła wzrokiem na swoje nogi i ręce, czy aż tak przypominała nierealną zjawę? Powróciła niebieskimi ślepiami na Aarona. W pewnej chwili przygryzła dolną wargę w zamyśleniu; Aatrox i Aaron. Dosyć duża podobizna, aczkolwiek te pierwsze "imię" już gdzieś obiło jej się o uszy w szkole. Obstawiała, że to prawdopodobnie chodzi o jakąś grę, której nazwę za grosz nie mogła sobie przypomnieć.
   Propozycje Aarona przywróciły ją do świata żywych. Niespodziewanie rozpromieniła się, lecz wkrótce potem po jej całym ciele przebiegł zimny dreszcz, co sprawiło, że uśmiech zszedł z jej twarzy w trybie automatycznym. Teraz zdała sobie sprawę z tego, dlaczego nie mogły wcześniej dodzwonić się do kogokolwiek. Złapała się prawą ręką za łokieć u lewej ręki, po czym westchnęła ociężale. Sytuacja wydawała się być, aż tak absurdalna i zarazem nierealna, a jednak - koniec końców - była nieskazitelnie rzeczywista. Miała nadzieję, że Kieran ma się dobrze i za bardzo o nią się nie martwi. Uśmiechnęła się blado do Aarona, jednocześnie błądząc gdzieś wyraźnie posmutniałym wzrokiem. Dalej nie mogła uwierzyć w to, co się właściwie wyprawiało i pomimo jej natury pesymistycznej, to nie chciała tym razem wyobrażać sobie wszystkie czarne scenariusza. W obecnej chwili; szatynka liczyła na to, że gdzieś w tym czarnym korytarzu jest światełko nadziei, które nie należy do nadjeżdzającego pociągu, który swoją prędkością zakończyłby wszystko w jeden mig. Pokręciła głową, by odgonić od siebie, jak najdalej te wszelkie złe myśli, po czym spojrzała na Aarona zdeterminacją.
   - Powinniśmy trzymać się razem; w szczególności, gdy jesteś tu pierwszy raz. - oznajmiła stanowczo.
   - Dzieje się coś naprawdę złego, a ty zostałeś tutaj bez nikogo, więc pozwól, że będę w tej chwili twoim wsparciem, co ty na to? - spytała uśmiechając się od ucha do ucha. Miała w zwyczaju każdemu pomagać i szczerze mówiąc - za żadne skarby nie zgodziłaby się, żeby zostawić Aarona samemu sobie, bo kto wie, co czycha na nich w tym prawie bezludnym miasteczku. Odwróciła się za siebie, by przywołać Andreę bliżej nich. Przyjaciółka od razu zrozumiała przekaz Yuumi i prędko zjawiła się przy nich, przy okazji przedstawiając się Aaronowi. Szatynka wzięła głęboki wdech, po czym powoli wypuściła powietrze z płuc. Czynność ta pozwoliła jej zachować zimną krew i zbytnio nie panikować w tej chwili, bo jednak w końcu znalazły kogoś żywego i tak samo oszołomionego tą sprawą, co ona i jej przyjaciółka. Po krótce wyjaśniła im, że powinni przejść do działania i rozejrzeć się po okolicy, by znaleźć więcej żywych osób.
   - Chciałabym być dobrej myśli... - wypaliła nagle Andrea z wyraźnym zmartwieniem. Nie wyglądała najlepiej. Yuumi położyła jej rękę na ramieniu, by dodać jej choć odrobinę otuchy. Musiała gdzieś w sobie znaleźć siłę, która pomoże jej uporać się z tą sytuacją.
   - Nie jestem do końca pewna, czy tutaj kogoś znajdziemy, ale możemy przejrzeć pokoje wraz z recepcją na wszelki wypadek. Wydaję mi się, że ten dziwny przypadek dotknął dorosłe osoby, aczkolwiek nie jestem o tym w stu procentach przekonana. - tłumaczyła im na spokojnie swoje dotychczasowe przypuszczenia.
   - Zaopatrzmy się w jakieś jedzenie oraz napoje, zanim udamy się na komisariat. - uznała, po czym chwyciła oboje z nich za nadgarstki i poprowadziła za sobą ku drzwiom od hotelu.
Puściła ich dopiero wtedy, gdy już znaleźli się w środku. W holu wiało pustką i głuchą ciszą. Przełknęła ostrożnie ślinę. Zaśmiała się nerwowo pod nosem.
   - Czuje się trochę jak podczas apokalipsy, tylko brakuje jeszcze zombie albo innych kosmitów bądź stworów. - zażartowała, próbując rozwiać tę napiętą atmosferę, gdy nagle poczuła jak ktoś ją mocno szturchnął w ramię.
   - Nawet tak nie mów! Nie chce umierać w tak młodym wieku! - odparła Andrea z przerażonym tonem głosu, obserwując bacznie otoczenie wokół niej, jakby zaraz miało coś wyskoczyć i ją pożreć.
Yuumi zaśmiała się widząc jej minę i jedynie poklepała ją po głowie, tłumacząc przyjaciółce, że tylko żartowała. Następnie uniosła swój wzrok na Aarona.
   - Co ty na to, żebyśmy wzięli kilka kluczy i udali się do wybranych pokoi? - zapytała z zachęcającym uśmiechem.
   - Nie ma sensu brać wszystkich kluczy, bo przeszukiwanie pomieszczeń zajęłoby nam z dobre parę godzin, jak nie więcej, a poza tym może niektóre pokoje są nie zamknięte.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (08-06-2019 o 14h46)


https://i.imgur.com/9WX7JUV.gif

Offline

#27 09-06-2019 o 22h31

Straż Obsydianu
Chitaru
Pokonała kurę
Chitaru
...
Wiadomości: 739

>> ETAP Dzień I        Godzina 14:58        Piątek          10.05.2019r.       Perdido Beach       Kalifornia---------------------------------------------https://fontmeme.com/permalink/190505/85225de3744cdf5d623a9a1794aa78ad.png
     Mając już wszystko, czego potrzebowały, pospiesznie opuściły dom. Nie zamknęły oczu martwej kobiecie i nie oddały jej szacunku podczas pogrzebu jak na filmach. Były tylko nastolatkami, które właśnie zobaczyły trupa, który dla Niny był bardzo ważny za życia.
     O mały włos nie przegapiła pytania Ruth. Wpatrywała się w dziecko leżące w wózku. Bała się, że gdy tylko spuści je z oczu i jemu stanie się krzywda. Nie wiedziała jeszcze jak wielką wzięła na siebie odpowiedzialność.
      — Lily — odpowiedziała nastolatka.
     Teraz będzie musiała zająć się tym kwiatkiem, choć nigdy nie miała ręki do roślin. Cóż, na pewno nie będzie jej gorzej, niż jakby nikt nie zabrał jej z domu. Chyba. Nie wiadomo, co jeszcze może się wydarzyć.
      — Ciche miejsce? Hmm… — zastanowiła się przez moment — nie jestem zadowolona z tego pomysłu, ale farma babci na pewno, by się nadawała. Nie wiemy, kiedy wrócą rodzice i czy wrócą. A jeśli długo ich nie będzie, a skończy się jedzenie, będziemy czegoś potrzebować. Jajka, mleko i trochę warzyw to nie moje marzenie, ale chyba wolę to od przymierania głodem, kiedy całe jedzenie już się zepsuje.
      Powiedzenie tego wszystkiego na głos nie było pokrzepiające. Sprawiło, że wzięła to na poważnie i poczuła ciężar jaki ma na swoich barkach. Ich życie zmieniło się na zawsze.
       — Poszłabym też do jakiegoś sklepu. Myślę, że powinnyśmy zrobić zapasy, póki możemy. O ile już ktoś się nimi nie poczęstował.
     Zaczęła myśleć nad wszystkimi scenariuszami i choć na pewno pominęła wiele z nich, wiedziała, że odwiedzenie miejsca, gdzie można znaleźć prawie wszystko, na pewno nie zaszkodzi. Nie pomyślała nawet o szukaniu policji czy innych pomocnych dorosłych. W końcu od taty wiedziała wiele o ich działaniach i była pewna, że gdyby widzieli taki bajzel na ulicach, już by go ogarniali. Tak więc, musieli również zniknąć.
      Tato załamałby się wiedząc, że jego jedyna córeczka widziała miejsce zbrodni. A może to nie była zbrodnia, w końcu nie znalazła broni, a nic podobnego. Może to kobieta nie wytrzymała psychicznie, albo miała wypadek. W końcu jej życie nie było usłane różami. Gdy w końcu wzięła rozwód z facetem, który nic tylko pił, okazało się, że jest z nim w ciąży. Na dodatek on zaczął dopominać się o prawa do Lily. Mama wyjaśniła wszystko Ninie, by przestrzec córkę przed takimi ludźmi. Ale ona dobrze wybrała. Jo nie pił alkoholu i nigdy by jej nie uderzył.
      — Ruth, teraz zastanawia mnie jedna rzecz — zaczęła wywód. — Widziałaś tam jakąś broń albo coś ostrego? Coś, przez co mogła tak skończyć.
     Szła dalej, powolnym krokiem. Wiedziała, że są dwie ulice od przedszkola. Była tego w pełni świadoma, ale nie potrafiła skręcić i pójść w tamtą stronę. Bała się, że kiedy to zrobi, będzie musiała wziąć odpowiedzialność za wszystkie dzieci, które tam są.


https://cdn.discordapp.com/attachments/503937099876270082/531558728504442891/8ca001091e653568fcbed1c7e5816a01.png

Online

#28 10-06-2019 o 22h54

Straż Absyntu
Robespierre
Nowo przybyła
Robespierre
...
Wiadomości: 7

https://i.imgur.com/nw2yogh.jpg https://i.imgur.com/0KbBNb0.jpg
KEEP CALM AND . . .
run fast as you can, take to one's legs!

theme = = = song

dane podstawowe
Nazywa   się   Benjamin    Hackney,    ale   wszyscy   mówią   do   niego   Nemo.
Piętnastolatek. Urodzony dwudziestego lipca, na terenie obecnego ,,ETAPU''.
Uczeń      szkoły      prywatnej.     Kozioł      ofiarny      dla      swoich      ,,kolegów''.

wygląd
[ 173 cm ][ Niebieskie oczy ][ Czarne, lekko kręcone włosy ][ Ciemna karnacja ]


ciekawostki
# =   Posiada   czwórkę   rodzeństwa   -   dwóch   starszych braci,   jednego   młodszego
oraz   adoptowaną,   młodszą   siostrę,   którzy   nie   mieszkają   w   tym   mieście.

#  =  Już   pierwszego    dnia    podpadł   swojemu   rówieśnikowi,     a     jako,     że   ten
przyjaźnił  się  z  wieloma osobami w szkole,  Nemo  przestał  mieć  spokojne  życie.

# =   Jest   ścisłowcem  -  brał   udział   w   olimpiadach   z   fizyki   oraz   matematyki.

#   =     Jego      przezwisko      wzięło    się      od      bajki      ,,Gdzie    jest    Nemo?'',   
     ponieważ   ktoś   stwierdził,        że         wygląda        jak        rybka,            a         także     
z       powodu      pewnej      sytuacji.

# =  Odzywa   się   tylko   wtedy,  kiedy   musi.   Znacznie   bardziej   woli   pisać,   niż
rozmawiać    na    żywo.

# =  Potrafi    gotować   niektóre   proste   potrawy,    ponieważ    dopóki    mieszkał
w     domu,     musiał     to     czasem     robić.

# =  Jego  dziadek  pracował  kiedyś  w  tutejszej elektrowni.  Zresztą chłopak  był
mocno z nim związany i słyszał o tym co nieco. Niby mało interesujące historyjki,
które       jednak       wciągały       Benjamina       do       reszty.

Ostatnio zmieniony przez Robespierre (11-06-2019 o 13h16)

Offline

#29 13-06-2019 o 20h53

Straż Absyntu
Rissie
Pokonała Carcolha
Rissie
...
Wiadomości: 8 953

___________Aaron Hamilton

    Aaron wiedział, że ten cały wyjazd jest złym pomysłem. Powinien był zrobić awanturę rodzicom i zostać w domu, żeby grać na komputerze. I co teraz? Teraz jego rodzice wyparowali - i to dość dosłownie - i nie mieli zamiaru wracać. I, co gorsze, zabrali ze sobą jego power bank! Tego to chłopak nie był w stanie już ścierpieć, zwłaszcza że jego telefon prawie wył o naładowanie.    
    - Jakbym miał dostęp do Google Maps to niczego bym nie potrzebował - stwierdził, krzywiąc się. Nie chciał być niemiły dla dziewczyn, zwłaszcza że obie były bardzo ładne, a ładne i miłe dziewczyny, które potrafią mówić coś więcej niż "zasuperkuj mi zdjęcie bo wywalę cię ze znajomych" albo "follow cztery follow" mocno zyskiwały w jego oczach. - Znaczy, ten... Tak, trzymajmy się razem.
    Dziwnym było, że w całym hotelu nie ostało się za wiele ludzi. W takim miejscu powinno być raczej sporo dzieci, bo rodzice - tacy, jak jego - lubią ciągać Bogu ducha winne istoty po całym świecie.
    - Chcesz być moim supportem? - zdziwił się. - W rzeczywistości nie mam takich skilli, żeby móc pokonać wroga w ciągu piętnastu minut, sorry. Ale no okej, jak jesteśmy w jakimś horrorze, to trzeba pamiętać, żeby się nie rozdzielać.
    Ta druga dziewczyna, Andrea, wydała się Aaronowi jedną z typowych shopping girls, ale nic nie powiedział. Chyba włączyła mu się umiejętność logicznego myślenia, z której korzystał podczas gry, bowiem momentalnie zrozumiał, że potrzebuje wsparcia i nie może robić sobie wrogów.
    - Miło cię poznać - powiedział. - Znaczy mi miło. Tak, mi miło mi.
    Rzeczywistość nie była czymś, co Hamilton lubił. Grafika może i była lepsza, a renderowanie świata szybsze, niż w minecrafcie, ale tu nie można było korzystać z komend i hacków. A to był znaczny minus. Ten świat miał tylko kilka dobrych rzeczy - jedzenie, zwierzęta i WiFi. Tak, do tej pory tylko to liczyło się w jego życiu.
    Spoglądając na przyciemniony automatycznie ekran smartfona powstrzymał narastającą irytację. Czemu mama znowu zabrała mu tego power banka? I czemu zabrała go ze sobą, jak znikała? To było bardziej niż nie fair i nie powinno się wydarzyć.
    Czy Aaron był wrednym i wyrodnym dzieckiem? Owszem, był. W pakiecie z interesownością i krzywym kręgosłupem.
    - Jedzenie jest dobrym pomysłem - skomentował, chociaż dziewczyny nie prosiły go o zdanie. Dodał jeszcze w myślach, że ma ochotę na chrupki serowe. Przecież był taki głodny! - Ej, ale jakby były tu jakieś mobki, to to by było nie fair. Nie mamy zenchantowanej broni, żeby je pokonywać... Chciałbym zmienić poziom trudności, damn it.
    Chłopak czasem zastanawiał się, czy sposób, w jaki mówi, jest zrozumiały dla kogoś innego poza nim i jego znajomymi. W sumie nie wszyscy siedzieli w różnych gierkach i znali się na ichniejszym slangu. Ale przecież to było dość oczywiste, nie?
    - Okej, to chodźmy na polowanie.
    Schował telefon do kieszeni spodni i wrócił do budynku. Miał nadzieję, że dziewczyny za nim podążają. Udał się do recepcji i wziął z szafki za nią kilka przypadkowych kluczyków z wyższymi numerami, spodziewając się, że to w nich ludzie mogli mieć najfajniejsze rzeczy. I oby ładowarkę.
    - Okej, to zacznijmy od tego pokoju najbliżej. - Zerknął na karteczkę z numerkiem, 57. Lubił tę liczbę, bowiem autobus z nią jeździł spod jego domu prosto do centrum handlowego. - Sześćdziesiąt trzy możemy sobie odpuścić, bo to pokój mój i... rodziców, tam na pewno nic nie ma. Nie wzięliśmy żadnego dobrego jedzenia, ani nawet komputera!
    Ruszył schodami, rzucając tęskne spojrzenie windzie. Zdrowy rozum podpowiadał mu, że w obecnej sytuacji nie było sensu kusić losu włażeniem do metalowej puszki. I przecież musiał wyrobić minimalną ilość dziennych kroków w zawrotnej liczbie pięciu tysięcy.
    Kiedy Aaron znalazł się na pierwszym piętrze, poczuł dziwny zapach, jakby coś się paliło. Być może ktoś zostawił włączone żelazko i "zniknął"? Swąd dobiegał zza pewnych drzwi, w poszukiwaniu których chłopak zaczął się kręcić wokół własnej osi. Jednak to nie to, czego szukał, przykuło jego uwagę, a wielka, biała ściana. Hamilton zmarszczył brwi. Czy tu nie powinna znajdować się druga część korytarza z innymi pokojami?
    Hotel był dobrym punktem, żeby się schronić i być może nawet przeczekać tę dziwną falę znikających ludzi, jednak widok takiej dziwnej anomalii, jakby nie odblokowali jeszcze tej części mapy, wytrącił go z równowagi.
    Hamilton wybrał jedną z kart ze swojego zestawu, który miał przy sobie. Nie chciał dotykać dziwnej ściany ręką, pamiętając, jak działały takie rzeczy w Little Big Planet 3. Zbliżył plastik do dziwnej bieli, ale nic się nie stało. Zniesmaczony brakiem wybuchów schował ją z powrotem do kieszeni i przyłożył dłoń do ściany. Momentalnie poczuł, jak przez jego rękę przetacza się fala dziwnego bólu. Chłopak wrzasnął, cofając się. Spoglądał to na swoją mrowiącą bólem rękę, to na dziwną, białą ścianę, która musiała wyznaczać kolejny etap czegoś.
    - To coś... czuję się w jakiejś wieloosobowej grze i jeszcze nie odblokowaliśmy tego poziomu - oznajmił cicho, nie starając się ukryć przerażenia. - To jest... dziwne. Coś dzieli nas od tego pokoju... od tej części hotelu.

Ostatnio zmieniony przez Rissie (22-06-2019 o 18h36)


                                                                                                                             "I only act like I know everything."                       -Natasha Romanov
http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo3-400.png  http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-pn3bxpmqlt1xpjiuvo9-400.png  http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo10-40.png http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo9-400.png

Offline

#30 14-06-2019 o 23h43

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 484

.............................................................................https://fontmeme.com/permalink/190507/89eeaeb4346770da39f9c6a2763ad96c.png

         Szliśmy pustymi ulicami. Widziałem, że Sean stara się być dzielny, dlatego postanowiłem nie wspominać o tym, co widziałem do tej pory. Gdyby nie on teraz pewnie nadal siedziałbym w mieszkaniu, czekając na rodziców. Z napięciem patrzyłem, jak wystukuje numer alarmowy, jednak nikt nie odebrał. Ponownie objąłem się rękami, jak miałem w zwyczaju, kiedy byłem młodszy.
Kiedy dotarliśmy na posterunek chciałem coś powiedzieć, jednak Sean był szybszy. Po prostu nacisnął klamkę i wszedł do środka. Skrzywiłem się, słysząc wewnątrz tę nienaturalną ciszę, od której dzwoniło mi w uszach. Wielu dźwięków nie zauważa się, dopóki nie znikną. Brakowało mi hałasu wydawanego przez samochody i rozmów toczonych w tle.
Podążałem za Seanem ostrożnie, bojąc się i jednocześnie mając nadzieję, że zaraz pojawi się ktoś dorosły, żeby nas wyprosić. Niestety nic takiego nie miało miejsca, jedynym odgłosem w całym budynku było szczekanie psów Seana i hałas wydawany przez wiatrak. Po chwili i to umilkło. Spojrzałem na Seana.
Pokręciłem głową przerażony, kiedy zaproponował, żebyśmy wzięli broń.
- To niebezpieczne!
Mimo to złapałem kartę dostępu, kiedy ją do mnie rzucił. Celowość jego ruchów mnie przerażała. To wyglądało tak, jakbyśmy przejmowali komisariat. Mieliśmy prawo? I co ważniejsze, czy mieliśmy powód? Pochyliłem się odruchowo, by pogłaskać psa, który zaczął zabiegać o moją uwagę. Zamrugałem, kiedy Sean opowiadał mi o filmie detektywistycznym. Chyba go nie oglądałem, jednak przemilczałem ten fakt. Nie chciałem być jeszcze bardziej bezużyteczny. Wyglądało na to, że mój przyjaciel wie, co robi.
Ruszyłem do drzwi, żeby je zamknąć, lecz byłem zbyt powolny.
         Jonathan nie potrafił strzelać, ale Nathan tak. Może nie bardzo celnie, ale gdyby poćwiczył... Żałował, że nie zdążyli wziąć broni, kiedy usłyszał kroki od strony wejścia.
Wprostował się, nasłuchując, czujny i napięty. To była tylko dziewczyna. Całkiem ładna, zarejestrował obojętnie. Obrzucił ją beznamiętnym spojrzeniem, jednak coś błysnęło w jego oczach, kiedy wspomniała, że przewodzi dzieciom w szkole. Wątpił w to. Minęło bardzo mało czasu, poza tym było coś dziwnego w sposobie w jaki to powiedziała. Ludzie, którzy przewodzą nigdy nie mówią wprost, że to robią. Przechylił głowę, kiedy powiedziała, że wszyscy dorośli zniknęli. Uśmiechnął się.

          Uśmiechnąłem się. Zdawało mi się, że straciłem kilka sekund czasu, nie zarejestrowałem kiedy podeszła. Jednak nie zmartwiło mnie to, często się zamyślałem.
- Dajemy sobie radę, dzięki za propozycję, może zajrzymy.
Powiedziałem to tak, jakby właśnie zaprosiła nas na imprezę. Nie chciałem iść do szkoły, było tam zbyt wiele osób, zbyt wiele niewiadomych i okazji, żeby coś poszło źle.
- Och, ja jestem Jonathan, to jest Sean - Uśmiechnąłem się nerwowo. Chciałem, żeby już sobie poszła. To nie było zbyt miłe z mojej strony, ale nie czułem się komfortowo w jej towarzystwie. Poza tym nie chciałem, żeby którekolwiek z nas brało broń.


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?[/s

Offline

#31 17-06-2019 o 22h51

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 935

_________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/574625676439715864/unknown.png

     Zgrywał opanowanego i cwańszego, niż był. Na siłę próbował odnaleźć się w sytuacji, a prawdziwe względem jej uczucia ukrył głęboko w sobie. Kiedy zaczynało robić się trudno, wystarczyło, że po prostu nie patrzył na swojego przyjaciela- odliczał kilka sekund i znów był nieporuszony. Jeśli Jonatan miał zacząć panikować, on nie mógł sobie na to pozwolić. Miał jego i swoje psy, więc świat jeszcze do końca się nie zawalił. Musiał dbać o tych, którzy mu pozostali i wydawało mu się, że jest gotowy zrobić wszystko, byleby to ochronić. Dlatego, kiedy Jonatan stwierdził, że zabranie broni z komisariatu jest niebezpieczne, piętnastolatek przygryzł dolną wargę i zmusił się, aby spojrzeć na niego łagodnie.
     -Nie martw się, Jon. Nie mamy zamiaru strzelać do zombie. Może nie będziemy musieli jej używać. Pomyślałem tylko, że lepiej, żebyśmy my ją stąd zabrali, a nie ktoś inny- powiedział. Jonathan wyglądał, jakby mu ufał, a to tylko pobudziło pewność siebie Seana.
     Jon ruszył do drzwi, aby przystać na propozycję ich zamknięcia. Carter-Lee niepewnie otworzył kolejną szafkę, ale nie zdążył jej dokładnie obadać. Usłyszał jakiś obcy głos dochodzący z korytarza.
     Po karku przeszły mu nieprzyjemne ciarki. Wyminął ciężkie biurko i wyszedł na korytarz z udawanym opanowaniem. Nie był w stanie odwzajemnić uśmiechu blondynki, która stanęła im naprzeciw. Thor i Loki zaczęły szczekać. Widocznie przyzwyczaiły się już do tego, że na komisariacie były same znajome osoby, więc nagłe wyczucie i zobaczenie kogoś nowego sprawiło, że wystąpiło poruszenie. Wargi małych psów drgały do góry, obnażając kły. Szczekanie sprawiało, że Sean był dodatkowo poddenerwowany. Już miał kucnąć i je uspokoić, kiedy usłyszał westchnienie dziewczyny. Nie spodobało mu się, jakim tonem podała im bardzo istotną informację.
     ”Wszyscy dorośli zniknęli.”
     Dorośli.
     Jonathan i Sean nie byli jedynymi ludźmi, którzy nie zniknęli. Znikali tylko dorośli.
     -Do kogo chcesz strzelać?- zapytał szybko, ale głośno i wyraźnie. Jon załatwił już kwestię przedstawienia się i grzecznej odmowy.
     W Seanie się kotłowało. Nawet nie starał się ukrywać silnej nieufności w stosunku do dziewczyny. Denerwowało go to, że się uśmiechała. Miała wyraz twarzy, jakby pytała kogoś na ulicy o drogę lub godzinę, nie taki, jakby znalazła się w niebezpieczeństwie.
     -Miło, że przewodzisz grupie dzieciaków w szkole. My też mamy zajęcie, jak widzisz, wzięliśmy sobie za punkt honoru pilnowanie, aby pistolet nie dostał się w niepowołane ręce.- Powiedział. Nie musiała wiedzieć, że jeszcze kilka minut temu proponował Jonathanowi zabranie broni po to, aby mieć ją w razie konieczności obrony własnej. Nie ufał jej i chciał, aby się wycofała. Pomyślał, że nie uwierzy jej, póki nie zobaczy tego, o czym mówiła, z drugiej strony wcale nie miał ochoty opuszczać bezpiecznego komisariatu i iść do szkoły.
     Psy przestały szczekać, ograniczając się do powarkiwania. Ale Sean nie zamierzał odpuszczać.
     -Skoro się boisz, dlaczego wyszłaś ze szkoły sama?- zapytał.
     Splótł ręce na klatce piersiowej, nie spuszczając poważnego wzroku z twarzy blondynki.


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#32 21-06-2019 o 20h05

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 367

__________________________Yuumi Schneider
   Zignorowała nieuprzejmą uwagę chłopaka, który po paru sekundach poprawił się, potwierdzając tym jej zdanie, że powinni trzymać się razem. W odpowiedzi posłała mu serdeczny uśmiech oznaczający, iż jest zadowolona z tego, że wspólnie przystali na tę "zasadę". Kątem oka dostrzegła, że Andrea zaśmiała się pod nosem na kolejne stwierdzenie Aarona. Yuumi zmierzwiła brwi oraz przymrużyła oczy, wpatrując się w przyjaciółkę karcącym wzrokiem, na co brunetka speszyła się i spojrzała na nią przepraszająco. Pomimo tego, iż chłopak w zabawny i prześmiewczy sposób formułował zdania, to jej najbliższa przyjaciółka nie powinna z tego nabijać się. Yuumi zdążyła zauważyć, że chłopak jest pewnego rodzaju nerdem i posługuje się zapewne popularnym gamerskim slangiem, ale to nie powód, żeby brunetka naśmiewała się z tego. Była to jedna z wad, którą Yuumi wyjątkowo nie trawiła u niej. A w szczególności, w takiej sytuacji nie wypadało sobie robić wrogów i wolała uczulić z tym faktem swoją przyjaciółkę.
   Schneider tolerowała każdego. Najbardziej ją ciekawiły typy osobowości u innych ludzi. Było to coś, co lubiła poznawać u obcych osób, gdyż uważała, że każdy był na swój sposób wyjątkowy, dzięki swemu odmiennemu stylu bycia. Dryfując tak w otchłani swojego umysłu, sspojrzała na Aarona uprzejmym wzrokiem, po czym powiedziała bardzo krótkie zdanie: tak, będę twoim supportem. Znała znaczenie tego słowa i prędko domyśliła się, jaką rolę mógł odgrywać ten dialekt w jakiejś tam grze. Akurat swoimi zdolnościami z zakresu języków obcych, to mogła chwalić się i chwalić, niczym paw, który dumnie prezentuje swój ogon nielicznej grupie gapiów, którzy z zachwytem podziwiają jego piękno. Andrea przerzuciła wymownie oczami i postanowiła tego nie komentować, ale w ostateczności rozpromieniła się, gdy Aaron oznajmił, że jemu również miło ją poznać. Pomimo tejże tragedii, to atmosfera zdawała się być naprawdę pogodna. Przynajmniej tyle. Mogli być chociaż spokojni psychicznie.
   Yuumi westchnęła nagle z wyraźnym zmęczeniem odbijającym się na jej twarzy. Wyraźnie zawiesiła się na moment, gdy rozmyślała nad tym, co mogą potem począć, gdy już przeszukają niektóre pokoje w hotelu. Wkrótce potem ktoś w ekspresowym tempie na nią naskoczył od tyłu, przez co dziewczyna nastroszyła się, jakby co najmniej zauważyła ducha. Odruchowo przyłożyła dłoń do galopującego serca, gdzie następnie odwróciła się, szukając winowajcy tego zamieszania. Niewyobrażalna irytacja ją ogarnęła, że aż zaczerwieniła się ze złości.
   - Czy do reszty postradałaś zmysły?! - ochrzaniła przyjaciółkę poważnym tonem głosu. Brunetka zaśmiała się głupio, po czym przytuliła Yuumi, by ta dłużej nie złościła się na nią. Odwzajemniła uścisk powoli uspokajając się.
   - Przepraszam. - uśmiechnęła się delikatnie.
   - Wiem, że mówiłaś wcześniej, że mieliśmy trzymać się razem, ale wpadł mi do głowy pewien pomysł.
   - Jaki? - zlustrowała ją podejrzliwym wzrokiem.
   - Pomyślałam, że może znajdzie się jakiekolwiek jedzenie w kuchni. Przeszukałabym również teren, czy są tu gdzieś jakieś automaty z przekąskami... - przerwała nagle z obawą, że Yuumi wejdzie jej w słowo i skarci ją za tak bezmyślny pomysł, lecz nie stało się tak, gdyż szatynka słuchała ją bardzo uważnie. Andrea wzięła głęboki oddech, by dodać sobie pewności siebie.
   - No i uważam, że moglibyśmy zrobić tak, że ty i Aaron przeszukacie pokoje, a ja udam się do tutejszej kuchni, przy okazji badając teren hotelu. - dokończyła, będąc całą w skowronkach.
   - Uważam, że to wręcz idealny pomysł. - puściła jej oczko.
   - Wiem, że w tym wszystkim jest drugie dno, Andrea. - skomentowała chłodnym tonem głosu. Odruchowo spojrzała za przyjaciółkę, obserwując poczynania Aarona przy recepcie. Wzruszyła ramionami, powracając swymi niebieskimi ślepiami na Andreę.
   - Dobrze, idź. Spotkajmy się w tym holu za... 2 godziny, starczy ci tyle czasu?
   - Tak! Nie martw się o mnie. Dam sobie radę. - cmoknęła ją w policzek na odchodnym, po czym pobiegła przed siebie. Yuumi odprowadziła ją wzrokiem, zanim kompletnie nie zniknęła z jej pola widzenia. Wzięła głębszy oddech, po czym podeszła do lady, za którą Aaron szukał kluczy do pokoi.
   - Andrea, pobiegła polować na większe zapasy żywności. - oznajmiła zamyślonym tonem głosu. Przytaknęła głową, gdy chłopak poinformował ją, aby zaczęli od pokoju z numerem 57.
   Znaleźli się na pierwszym piętrze, gdzie do jej nozdrzy dotarł nieprzyjemny, a zarazem dziwny zapach spalenizny.
   - Czy to na pewno dobry pomysł...? - zapytała cicho, nie wiedząc czy siebie czy Aarona, lecz koniec końców podążyła za nim do pokoju, który miał być pokojem z numerem 52, z którego dobiegał ten zapach, lecz tak naprawdę znajdowała się tam nienormalna biała ściana.
   Splotła ręce pod klatką piersiową z ogromnym zaskoczeniem malującym się na jej twarzy. Niecierpliwie czekała, aż chłopak przyłoży kartę do tego czegoś i zdarzy się coś... niezwykłego i nietypowego. Może jakieś wybuchy, huki, fanfary, kto wie? Końcowo nic się nie wydarzyło. Dosłownie nic. Kompletna cisza i pustka. Yuumi wybałuszyła oczy z przerażenia. W jednej chwili wpatrywała się na rękę Aarona z idealnym stanem karty, a w drugiej na sztywną, mleczną łunę.
   - Bariera nas dzieli od tego pokoju...? - powtórzyła z niedowierzaniem.
   Podeszła bliżej do tego czegoś. Twarz znacznie jej zbledła. Niepewnie wyciągnęła ręke ku drzwiom, przynajmniej tak myślała, że znajdowały się tam drzwi. Ogarnęła ją przerażająca ciekawość. Co się stanie, jeśli tego dotknie? Rękę jej wypali? Obróci się w popiół? A może umrze...? Cofnęła w ostatniej chwili swoją rękę, przypominając sobie o Kieranie. Nadal nie wiedziała, co u niego. Nadal nie wiedziała czy on dalej istnieje. Po jej plecach przeszedł zimny dreszcz.
   Niespodziewany krzyk jej towarzysza sprawił, że podskoczyła jak oparzona, o mało przy tym nie tracąc równowagi. Przełknęła głośno ślinę, wpatrując się tępym wzrokiem w Aarona. Yuumi nie zarejestrowała tego, że chłopak dotknął tego niewytłumaczalnego zjawiska, które stało przed nimi. Była wtedy zbyt bardzo pochłonięta swoimi myślami. Nie wiedziała, że ta mleczna bariera sprawiła mu ból. Zdawała się funkcjonować w dwóch czasoprzestrzeniach równocześnie.
   - Przepraszam, wyłączyłam się na chwilę i nie wiem co takiego stało się przed chwilą. - przyznała się, uciekając swym wzrokiem najdalej od oczu Aarona, niezmiernie przy tym się pesząc. - Dlaczego nagle krzyknąłeś? Co się stało? - spytała z ogromnym zmartwieniem w głosie.
- To wszystko... tak mi miesza w głowie... - oznajmiła ciszej; momentalnie przykładając swe dłonie do skroni. Wzięła kilka wdechów i wydechów, po czym stanowczo spojrzała na Aarona. Nie miała w ogóle pojęcia, co się stało Aaronowi, lecz musiała te zjawisko dokładnie zbadać.
   - Musimy dowiedzieć się, co kryje się za tą białą ścianą. Może coś ważnego? Może tam jest odpowiedź na tę dziwną inwazję?
   - O ile jest to w ogóle możliwe do odkrycia... - mruknęła pod nosem.
   Pośpiesznie rozejrzała się, szukając czegokolwiek co mogłaby ofiarować tej barierze. Przypomniała sobie nagle, że nadal dźwiga na plecach ten szkolny ciężar. Zdjęła z siebie plecak i szybkim ruchem otworzyła jego wnętrze. Wyjęła dwie książki.
   - Nie będą mi już potrzebne. - uznała pod nosem, po czym pewnym krokiem podeszła do białej ściany. Wyciągnęła jedną książkę przed siebie, która została... no właśnie, której nic się nie stało. To wyglądało tak, jakby przykładała rzecz do rzeczywiście najnormalniejszej ściany na świecie, naprawdę. Wytężyła wszystkie swoje zmysły. Obserwowała każdy cal łuny. Wcześniej nie miała okazji przyjrzeć się temu z bliska. Parę chwil wcześniej nie dostrzegła niczego niepokojącego, ale myślała że jak przyłoży może coś większego, to coś się stanie. Jej przekonania zdały się na marne.
   Wypuściła nagle książki z rąk, mrugając kilkukrotnie. Nie wierzyła własnym oczom. Nie dało się nic zrobić tejże ścianie. Była niezniszczalna. Schyliła się, zbliżając się niebezpiecznie do bariery. Próbowała dostrzec coś poza nią, ale na marne. Mleczna ściana niczego nie ukazywała. Trudno było określić, co znajduje się po drugiej stronie. Spuściła wzrok w dół, na leżące książki, po czym powędrowała niebieskimi ślepiami ponownie na Aarona.
   - Chyba na nic nasze próby... - skomentowała cicho.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (22-06-2019 o 20h51)


https://i.imgur.com/9WX7JUV.gif

Offline

#33 21-06-2019 o 21h54

Straż Cienia
Ermac
Szeregowiec
Ermac
...
Wiadomości: 118



https://txt-dynamic.static.1001fonts.net/txt/b3RmLjI4Ljc1YjQ0MS5VblYwYUNCRGRXNXVhVzVuYUdGdC4x/jmh-grace.regular.png


         - Ładne imię. - przytaknęła, usłyszawszy odpowiedz na swoje pytanie dotyczące imienia dziecka, próbując zmusić się do, choć lekkiego uśmiechu, co spełzło na niczym. - Jak i sama imienniczka. – przyjrzała się dziecku, a przed oczami błysnęła jej wizja tego, jak ta mała twarzyczka wyglądała jeszcze parę minut temu – cała we krwi swojej tragicznie zmarłej matki…
          Przymknęła oczy i wciągnęła głęboko nosem powietrze, wypuszczając je powoli ustami, aby ukoić skołatane nerwy. Wspomnienia były zbyt świeże, aby taka młoda osoba jak ona — która nigdy nie widziała na własne oczy martwego człowieka – tak szybko się z nich otrząsnęła. Zanim przejdzie z tym do porządku dziennego, mogą minąć nawet miesiące. Wciąż czuła jak drży jej dolna szczęka, a przełyk walczy z torsjami napływającymi wciąż małymi falami. Nie pomagało spoglądanie na zdobyty pistolet i wyobrażanie sobie tego, do czego niedawno został użyty. Przez parę sekund miała ochotę porzucić go w cholerę, ale… W takich okolicznościach nie mogły sobie pozwolić na chodzenie po mieście, chociaż minimalnie nieuzbrojone. Dobrze zrobiła, zabierając broń – tym razem zostanie wykorzystany do właściwych celów. Chociaż, szczerze… Ruth wolała nie zostać zmuszoną do jej użycia…
          Zamieniła się siłą w słuch, gdy kuzynka zaproponowała jej ukryć się na razie na farmie jej babci. Dziewczyna ściągnęła brwi w zamyśleniu. Ruth kojarzyła to miejsce tylko ze spotkań rodzinnych – to miejsce nadawało się do nich idealnie. Ostatnimi laty takie zjazdy stawały się rzadsze, ale wydawało jej się, że potrafiłaby odnaleźć drogę do tego spokojnego, cichego miejsca.
          Żołądek się jej ścisnął na myśl o tym, że rodzice… wszyscy dorośli mieliby już nie wrócić. Przed oczami pojawili jej się matka z bratem. W sercu odczuła bolesny ucisk. Miałaby ich… Już więcej nie zobaczyć? Nie, to nie mogła być prawda! Oni musieli wrócić. Musieli…
          Odetchnęła, zanim ponownie zabrała głos.
          - Miejsce nadaje się idealnie. Dopóki do drzwi nie rzucą się nam wygłodniali ci, którzy również pozostali. – mruknęła, myśląc realistycznie.
           Trochę się również opierając się na filmach przez siebie widzianych, krążących wokół tematyki apokalipsy, epidemii i innych. Ogólnie przetrwania. Jednak w żadnych filmie nie spotkała się z tak dziwnym zjawiskiem, które dotknęło miasteczko, o ile tylko tu. Kto wie, co działo się w innych zakątkach świata? Być może nie byli osamotnieniu w tej sytuacji. Powinny to sprawdzić, póki jeszcze posiadały prąd i dostęp do sieci.
           Pomysł o pójściu do sklepu skwitowała skinięciem głowy, gdyż myślami dalej była daleko od rzeczywistości – jeszcze nigdy nie spotkała się z takim roztargnieniem ze swojej strony. Obudziła się, dopiero gdy Nina zaskoczyła ją pytaniem, którego się kompletnie nie spodziewała. Uniosła głowę z wyrazem konsternacji wypisanym na twarzy i już otwierała usta, żeby się zapytać kuzynki, czy aby wszystko w porządku z jej wzrokiem, ale się opanowała w samą porę. Nie mogła się w końcu dziwić temu, że w takich warunkach Nina mogła kompletnie zignorować dłonie kuzynki, które zaciskały się na pistolecie z taką siłą, że aż pobielały jej kostki. Potrafiła to… zrozumieć, sama się zastanawiała, jakim cudem odnalazła drogę do kuchni, a potem do wyjścia. Czuła się, jakby lunatykowała.
           - Pistolet. – powiedziała tylko i by potwierdzić swoje słowa, nieco uniosła dłonie dzierżące ciężki przedmiot. - Leżał praktycznie przy drzwiach. Wzięłam go… Dla pewności.
           Więcej nie przeszło przez jej usta, gdyż dalej nie potrafiła na spokojnie opowiadać o miejscu, gdzie ewidentnie musiało mieć miejsce zimnokrwiste morderstwo. Nie chciała wierzyć w nic innego.
           Zamiast na czymś, o czym wolała zapomnieć, postanowiła skupić swoje zmysły na odszukaniu najbliższego sklepu spożywczego – tak jak wspominała Nina, ktoś już mógł o tym pomyśleć przed nimi, więc im wcześniej, tym lepiej. Po drodze mogły wybrać sklep położony przy autostradzie, był niemal po drodze. W nim to kiedyś Ruth próbowała przekabacić sprzedawcę, aby ten sprzedał jej alkohol. Teraz te czasy wydawały się takie odległe…
           Obawiała się ujrzeć tego, co po zniknięciu dorosłych wydarzyło się na autostradzie, aczkolwiek liczyła na to, że już nic gorszego, niż to, co już ujrzały, ich tam nie spotka po drodze.



https://66.media.tumblr.com/9cf06399e12182545d8c018c508848f8/tumblr_px07f0oW8L1qelb9co3_400.gifvhttps://66.media.tumblr.com/abcb4ab326a31ae2592a25b38d8e7272/tumblr_px07f0oW8L1qelb9co10_400.gifv

Offline

#34 23-06-2019 o 13h43

Straż Absyntu
Robespierre
Nowo przybyła
Robespierre
...
Wiadomości: 7

N  E  M  O
Benjamin Hackney

         Postąpił zbyt pewnie - pomyślał, że jeżeli ,,skończy’’ wcześniej zajęcia, a  w praktyce zwyczajnie  je opuści, to uda ma się uniknąć tego, co zostało mu zapowiedziane. Może i był tchórzem, ale chciał przynajmniej żyć. W końcu co mógł zrobić, gdy otwarcie dostał wiadomość, iż tego dnia ktoś go zaciuka, delikatnie mówiąc? Błąd. Nie przewidział pewnego spotkania. 
         - Hej, Nemuś, rybko ty moja. Choć tutaj. Mamy do pogadania. - Dreszcz przeszedł mu po plecach, a następnie na przemian zrobiło zimno oraz gorąco. Już widział najczarniejsze scenariusze – wiedział, czego może się mniej więcej spodziewać. Tym razem miało być jednak gorzej, z tego co mu powiedzieli. Wierzył w to, dlatego próbował uciec. Przyspieszył kroku, ale przed samymi schodami poczuł mocne szarpnięcie  za koszulkę.
         Ten ktoś obrócił go i tym razem złapał za ubranie od przodu. Jego nogi przez chwilę młóciły powietrze. Przestał wierzgać dopiero, gdy uderzył plecami o ścianę, aż zaparło mu dech. Wydał z siebie coś na pograniczu jęku i kaszlnięcia, gdy próbował ponownie zaczerpnąć powietrza. Następne co zobaczył, to twarz swojego napastnika – o wiele  większego i można się nawet wyrazić: lepiej zbudowanego od niego. Rhys Tyrell – starszy brat jego ,,kolegi’’ z klasy patrzył na niego z satysfakcją i agresją płonącą w oczach.
         - Czego chcesz? – rzucił Nemo z wyraźnym strachem. Tamtemu się to oczywiście spodobało.
         - Wiesz, czego bardziej nie lubię od ciot? He? Tchórzy! A coś mi się tak wydaje, że przede mną uciekałeś. Dlatego zapłacisz podwójną karę.
         - Ja nie… – Rhys uciszył go ciosem prosto w żołądek. Był zwyczajnym młodocianym gangsterem, jak w filmach dla nastolatków. Takie postacie zazwyczaj nie grzeszą też rozumem – ten tutaj nie był aż tak bardzo głupi, ale jednak.
         - J-ja nie… - przedrzeźnił go – Słyszałem kiedyś o latających rybach. Więc, Nemuś. Umiesz latać? – Tyrell bez problemu mógł nim rzucać jak szmacianą lalką. Nic więc dziwnego, że gdy pchnął go w stronę schodów, piętnastolatek nie miał nawet szans obronić się przed  upadkiem. Ostatnie co pamiętał, to marmurowy schodek. Potem już tylko ciemność.

* * *

         Obudził się z okropnym bólem głowy. Piszczało mu w uszach. Jeszcze nie rozeznał się w sytuacji, ale Rhysa już tam nie było. Chwilę mu zajęło podniesienie się do siadu. Czuł, iż ma mokrą twarz, a kiedy odruchowo dotknął nosa, zobaczył na dłoni czerwony ślad. Możliwe, że miał wstrząśnienie mózgu. Co zrobiłby każdy, normalny człowiek w tej sytuacji? Gabinet pielęgniarki wydawał się kuszący. Musiałby tylko wytłumaczyć, iż ,,nie, nikt go nie zaatakował. Potknął się i spadł’’. Sądził, że tak trzeba. Gdyby jeszcze na niego doniósł… Nie, wolał o tym nie myśleć.
         Wstał więc i ruszył w jego kierunku, po drodze układając sobie w głowie, co ma powiedzieć. Miał kilka minut, zanim… wyciągał właśnie rękę w stronę klamki, gdy pojawił się ktoś niedaleko niego. Przestraszył się, ponieważ przez chwilę myślał, iż tamten wrócił go dobić, ale nie rozpoznał twarzy, którą zobaczył.
          - A ty co tu robisz?! Z drzewa spadłeś? – Poniekąd – Wszyscy zebrali się w akademiku, żeby omówić kwestię zniknięcia dorosłych. – Wyglądał na urażonego niewiedzą Nemo. Tymczasem on wydawał się skonfundowany.
      - Eee… – Chłopak westchnął z dezaprobatą i po chwili pobiegł dalej. Ben wzruszył ramionami, po czym wszedł do gabinetu. Nikogo tam nie było. Od razu go to uderzyło. Nie mogło długo minąć od opuszczenia przez niego lekcji. Poza tym pomieszczenie nie zostało zamknięte, a na biurku leżały kartoteki  zdrowotne uczniów, jedna wypełniona do połowy. Wyszłaby sobie, tak po prostu? Dziwne.
         Postanowił sam się obsłużyć, upewniwszy się, że nikt na razie tam nie idzie. Znalazł jakieś opatrunki i wziął ruloniki gazy, które wepchnął sobie do nosa. Miał gdzieś, iż wyglądał komicznie. Jeśli coś brzmi głupio, lecz działa, to widocznie nie jest takie głupie. Nie był z tego dumny, ale wepchnął sobie do kieszeni trochę plastrów, kilka innych opatrunków, a nawet słoiczek z aspiryną.
         Opuścił szybko gabinet. Od dawna planował ucieczkę, choć zazwyczaj rezygnował z tego pomysłu – bo gdzie miałby iść? Tym razem jednak mało go to obchodziło. Miał dość – wolał być bezdomny, niż więcej znosić bycie kozłem ofiarnym. Tak więc nie tyle z wiary, że dorośli naprawdę zniknęli, co z nagromadzonych powodów, zamierzał spakować swoje rzeczy i udać się w sobie znanym kierunku. Na razie jego celem było Perdido Beach, a później pomyślałby, co dalej.
         Tak jak mówił tamten chłopak – w salonie akademika zbierała się grupką osób. Nemo jednak chciał tylko udać się do swojego pokoju. Na szczęście nie spotkał żadnego swojego wroga, a reszta raczej nie zwracała na niego uwagi. Wpadł do pomieszczenia i wygrzebał plecak spod łóżka. Spakował tylko najpotrzebniejsze rzeczy – medykamenty z gabinetu pielęgniarki również do niego wrzucił. Zabrał też nie swoją rzecz, a mianowicie okulary przeciwsłonecznie współlokatora. Potrzebował ich bardziej, niż on. Do tego nałożył na głowę kaptur pomarańczowej bluzy i wyglądał jak gwiazda uciekająca przed paparazzi… z gazą w nosie.
         Musiał tylko jeszcze załatwić sobie środek transportu. Rower nie wchodził w grę – za  długa  droga. Pozostawało mu tylko jedno. Kiedyś nauczył się prowadzić auto, kiedy ukradł je swoim rodzicom. Autobus to była jednak zupełnie inna liga. Jak działać, to z rozmachem. Jesteś laureatem olimpiady matematycznej, dasz rade z pojazdem. Dostał jakby nowej siły, jak nigdy wcześniej.

Offline

#35 24-06-2019 o 22h27

Straż Obsydianu
Tama
Szeregowiec
Tama
...
Wiadomości: 125

-------------------------------https://i.imgur.com/y7vLyfT.png
   Betrice szybko odwzajemniła uśmiech, który posłał jej Jonathan, choć w jej geście nie było ani krzty szczerości. Przyglądając się  jego twarzy, analizowała osobę chłopaka. Nie znalazła w nim nic ciekawego – prosty, nieśmiały i wycofany uczeń. Nudy, choć użyteczny typ. Natomiast niejaki Sean automatycznie zwrócił uwagę dziewczyny, witając ją podejrzliwym tonem. Dziewczyna zmroziła go wzrokiem, ale postanowiła nie zdejmować swojej maski.
- Do ludzi, którzy będą atakować mnie lub dzieciaki, które próbuje chronić - odpowiedziała przyjaźnie i spokojnie.
Przysłuchiwała się temu, co ma do powiedzenia chłopak na temat ochrony broni przed potencjalnym zagrożeniem. Beatrice poczuła, jak zalewa ją złość. Wiedziała, że znajdą się głosy sprzeciwu, ale nie sądziła, że nastąpi to tak szybko. Niewielki błąd. Beatrice odetchnęła głęboko, obmyślając nowy plan działania.
-  Nikt nie zgłosił się na ochotnika, a ja nie chciałam wyciągać kogoś na siłę. Boję się, że broń może być mi potrzebna, ale nie sądziłam, że ktoś może mnie zaatakować po tak niedługim czasie od zniknięcia rodziców… - skłamała, odpowiadając na ostanie pytanie, nie siląc się już na uśmiech czy przyjazny ton.
   Gdy skończyła swój wywód, jeszcze raz przeleciała spojrzeniem po chłopakach, po czym splotła ręce na piersi. Beatrice nie chciała dawać im podstaw, przez które uznaliby ją za niebezpieczeństwo, ale nie zamierzała dać za wygraną.
- Postawię sprawę jasno – westchnęła z pod przymrużonych oczu – Nie ufam wam. Nie zrozumcie mnie źle - nie uważam, że możecie mnie lub kogoś innego zaatakować, ale nie wierzę, że sami obronicie komisariat. W gruncie rzeczy mamy ten sam cel. Broń mogę zdobyć w inny sposób, ale nie chce by tak duży arsenał trafił w niepowołane ręce. Jestem pewna, że dzieciaki z Coates Academy prędzej czy później obmyślą jakiś chory plan. Czy we dwójkę pokonacie całą ich grupę? – po tych słowach podniosła wzrok i spojrzała na nich z powagą – Daję wam wybór – albo będziecie współpracować, albo zbiorę broń, co zajmie mi trochę dłużej, po czym wrócę tu z dziesiątką ludzi i odbiję posterunek siłą.
   Rzuciła im, ostatnie spojrzenie. Na szczęście jednak nie mieli broni, więc nie mogli jej zaatakować, a nie sądziła, by zdążyli dobiec do arsenału, zanim opuści posterunek. Nie siliła się dłużej na przyjazny uśmiech i ton, bo wiedziała, że na nic się nie zdadzą. Już i tak jej nie ufali.


„Życie ponad śmiercią. Siła ponad słabością. Podróż ponad celem.”

https://orig00.deviantart.net/ecb1/f/2016/269/a/1/air_potion_by_planet_spatulon-daiwvca.gif

Offline

#36 28-06-2019 o 15h38

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 484

.............................................................................https://fontmeme.com/permalink/190507/89eeaeb4346770da39f9c6a2763ad96c.png

         Z początku byłem zdziwiony ofensywną postawą Seana, jednak szybko sam zganiłem się w myślach za własną naiwność. Nie byłem przekonany, że branie przez nas pistoletów to dobry pomysł, tym bardziej niepokojące wydały mi się jej słowa o tym, że „broń będzie potrzebna”. Wcześniej mi to umknęło. Potrzebna do czego? Ton głosu Seana był ostry, a pytania celne. Dlaczego sam o tym nie pomyślałem? Przy tym miałem wrażenie, że coś mi umknęło, coś, co powiedziała ta dziewczyna, na samym początku… Tak, zniknięcie rodziców. Dopiero teraz to do mnie dotarło. Przez kilka sekund stałem osłupiały. Co to znaczy, że rodzice zniknęli? Wszyscy dorośli? Takie rzeczy się nie zdarzają, po prostu nie. Na pewno jest na to jakieś logiczne wytłumaczenie. Przygryzłem wargi na wzmiankę o Coates. Kiedyś chciano mnie tam wysłać, jednak moja mama zrobiła rozeznanie i powiedziała, że nie ma nawet takiej opcji. Nie chciałbym poznawać osób stamtąd, jednak wizja strzelaniny była dla mnie po prostu surrealistyczna. Nawet jeśli wystąpiłby jakis konflikt, to nikt przy zdrowych zmysłach nie sięgnąłby po broń. Na pewno nikt nie chciałby skrzywdzić dzieci. Poza tym to niemożliwe, że dorośli tak po prostu zniknęli. Niemożliwe i tyle. Słuchałem blondynki i nawet nie zorientowałem się, w którym momencie sytuacja przyjęła aż tak nieprzyjemny obrót. Błagalnie spojrzałem na Seana. Nie bałem się dzieciaków, z którymi mogłaby przyjść ta dziewczyna. Bałem się co Nathan mógłby im zrobić.
- Na pewno jakoś się dogadamy – powiedziałem nerwowo. – Nie znamy się, dlatego, wiesz, sami też nie bardzo chcemy oddać ci to wszystko tak po prostu… Umiesz strzelać? Albo znasz kogoś, kto potrafi? – Zapytałem. Jeśli nie umiała posługiwać się bronią, to naprawdę nie powinna jej brać. A jeśli umiała… No cóż, to też nie był dobry pomysł. Mimo wszystko nie umiałem wprost jej się przeciwstawić, nigdy nie byłem typem lidera, a ona wydawała się bardzo pewna siebie. Nie potrafiłem z nią dyskutować. Pewnie gdyby nie było ze mną Seana po prostu bym się wycofał, ale jego postawa nieco mi się udzieliła. Jeśli on jej nie ufał, to ja też nie powinienem. Poza tym właśnie wprost nam zagroziła. Rzuciłem kolejne nerwowe spojrzenie Seanowi. Kręgosłup miałem napięty jak struna, plecy zaczynały mnie boleć.
- Czy wiesz coś więcej o zniknięciu dorosłych? Rozmawiałaś z dziećmi w szkole? – zwróciłem się do niej, z trudem utrzymując kontakt wzrokowy. Miałem wrażenie, że jej spojrzenie przewierca mnie na wylot. – Wydaje mi się, że większość z nich teraz poszła do domów… Jak bym tak zrobił – Uśmiechnąłem się lekko i schyliłem, żeby pogłaskać psy Seana. Kiedy tak staliśmy w trójkę naprzeciwko siebie miałem wrażenie jakby rodził się między nami jakiś konflikt. Nie chciałem tego, pragnąłem po prostu znaleźć mamę i tatę. Odpuściłem sobie ofensywna postawę, przecież dziewczyna była drobna i nie byłaby dla nas zagrożeniem. Poza tym na pewno była rozsądna. Podrapałem Lokiego za uchem. Psy nadal były niespokojne, lecz pod moim dotykiem nieco złagodniały, ja też odrobinę się uspokoiłem. Nadal byłem z nimi ostrożny, ale całkiem je polubiłem.
         Mimo mojej spokojnej postawy nie potrafiłem się zrelaksować. Myślałem, że ta dziewczyna, Beatrice, sobie pójdzie, ale nigdzie się nie wybierała. Mimo to nie potrafiłbym oddać jej broni. Nawet samemu sobie nie ufałem z pistoletem.


j' a i             c o n n u              l a             c h a l e u r             d e              t o n             p e r r o n,             a            t r a v e r s          l e             f r o i d,             j  e             r e t r o u v e r a i             m o n             c h e m i n              j u s q u ' à             t o i.

https://i.gifer.com/3NvsU.gif https://i.gifer.com/3NvsR.gif https://i.gifer.com/3NvsS.gif https://i.gifer.com/3NvsQ.gif https://i.gifer.com/3NvsT.gif

o h            n e              m' é p a r g n e             p l u s.             c' e s t             u n e              g e n t i l l e s s e              q u e              t u               n e              p e u x            é v i t e r  !           n e             m' e n t e n d s - t u            p a s              h u r l e r  ?[/s

Offline

#37 28-06-2019 o 21h36

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 935

_________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/574625676439715864/unknown.png

     Mimo tego, że prawdopodobnie był najmłodszą osobą w towarzystwie, Sean nie zamierzał odpuszczać. Nie miał zamiaru ułatwić dziewczynie dostępu do broni, myślał o niej jak o problemie i żałował, że w porę nie zdążyli zamknąć drzwi i udawać, że w środku nikogo nie ma. Miał ochotę wytargać ją za ramię na zewnątrz, a tłumienie emocji dodatkowo działo na niekorzyść racjonalnego myślenia. Przyjazny ton na niego nie działał- myślami dalej był przy zniknięciach, a osoba mówiąca do nich ze spokojem, że dorośli zniknęli była dla niego niewiarygodna.
     -Nie pozwolę nic stąd wynieść- powiedział stanowczo, tym razem nie siląc się na neutralny ton. W głębi siebie przestraszył się jej groźby, a wspomnienie o dzieciakach z Coates Academy było najzwyczajniej w świecie trafne. Jednak mimo wszystko zareagował wręcz agresywnie. Zrobił kilka kroków do przodu i spuścił głowę, aby móc spojrzeć prosto w przymrużone oczy blondynki. Niekontrolowanie zaznaczył, że jest wyższy i silniejszy.
     -Gdybyśmy się zgodzili, jak masz niby zamiar przetransportować broń do szkoły? Przyjechałaś tu furgonetką?- fuknął. –W tej chwili to nas jest dwóch, a ty jesteś jedna, więc nie pleć bzdur, że znajdziesz broń gdzieś indziej, następnie zbierzesz mini-armię i zmusisz do tego, żeby strzelała do Jonathana i mnie.
     Nie chciał jej dotykać, ale zrobił dodatkowy krok na przód, aby to ją zmusić do wycofania się.
     -Daj spokój Jon, to psychopatka. Nie daj się zwieźć na ładne oczy- powiedział do przyjaciela, nie odwracając się. Miał wrażenie, że chłopak kucnął, ponieważ psy nie powarkiwały już tak często.
     Sean nie zawahał się, kiedy nazwał Beatrice psychopatką. Znał wagę tych słów i jawnie oskarżał ją o bycie osobą niestabilną w kontekście niebezpiecznym dla innych. Jonathan, który naprawdę miał problemy zdrowotne ze swoją psychiką nigdy nie stanowił zagrożenia ani dla Seana, ani dla jego bliskich. Carter-Lee nie akceptował informacji o tym, że Jon w rzeczywistości jest w stanie zrobić komuś krzywdę- i to bardzo poważną. Był dla niego jak brat o którego się troszczył i czego by Jon nie zrobił, Sean czuł, że nie byłby w stanie go skreślić.
     -Czy ty siebie słyszysz?- zwrócił się do dziewczyny. –Zdajesz sobie sprawę, że właśnie zagroziłaś nam śmiercią? Nie pozwolę, aby to dłużej trwało.
     Z tymi słowami szarpnął za klamkę i popchnął drzwi główne, otwierając je na oścież.
     -Damy przodem- oznajmił, ponownie wbijając w nią gniewne spojrzenie.
     Planował już przeproszenie Jonathana. Przez rozmowę z Beatrice zmienił swoje nastawienie do komisariatu całkowicie- w tamtym momencie miał ochotę zamknąć całą broń z Perdido Beach w jakimś sejfie i dodatkowo zasłonić go dwumetrową szafą.
     Jednak w polu jego widzenia pojawiło się nagłe zagrożenie. Kilka budynków dalej, część jednego z niskich biurowców płonęła. Metrowe płomienie tańczyły w skwarze, a ciemny dym ulatywał z okien i drzwi. Z placu dobiegały krzyki.
     -O mój boże. Trzeba zadzwonić po…- urwał nagle. –Trzeba to ugasić.- Poprawił się.
     Ale był sparaliżowany. Nie mógł się ruszyć, a serce waliło mu jak młotem. Nigdy nie widział czegoś takiego. Pożar najwidoczniej się rozprzestrzeniał i lada chwila mógł strawić sąsiednie budowle. W dodatku, w środku ktoś mógł być, a oni nie mogli zadzwonić po wyspecjalizowaną pomoc. Musieli sobie radzić sami.
     Nie było już policjantów, nie było strażaków ani doktorów.
     Nie było grabarzy.


https://i.pinimg.com/originals/3e/85/f7/3e85f7e80a1b261d5d962dce4da294d9.gif https://i.pinimg.com/originals/29/56/38/295638f623ddd7c8b23db4b5c55c8d58.gif

Offline

#38 06-07-2019 o 22h08

Straż Obsydianu
Chitaru
Pokonała kurę
Chitaru
...
Wiadomości: 739

>> ETAP Dzień I        Godzina 15:27        Piątek          10.05.2019r.       Perdido Beach       Kalifornia---------------------------------------------https://fontmeme.com/permalink/190505/85225de3744cdf5d623a9a1794aa78ad.png
     Rozmowa nie potrafiła odciągnąć myśli Niny całkowicie od tego, co widziała, ale dawała złudzenie powrotu do normalności. Ot dwie kuzynki idą przez miasto. Tylko że nawet ich normalność tak nie wyglądała. Cunningham i Novara zazwyczaj kłóciły się o wszystko, zjednoczyć je mogła chyba tylko taka sytuacja.
      — W ostateczności, nie wierzę, że to mówię, ale możemy wypuścić Kajtka z kojca, żeby ich przestraszyć — stwierdziła.
     Kajtek był ogromnym psem, który samym spojrzeniem na Ninę sprawiał, że dziewczyna miała ochotę się rozpłakać ze strachu. Jednak babcia zawsze powtarzała, że on nie lubi tylko obcych i Novary na pewno, by nie skrzywdził. Dziewczyna nie ufała jej w tej kwestii, ale w podbramkowej sytuacji, mogłaby spróbować go wypuścić z kojca.
     Nie wiedziała jak zareagować na informację, że Ruth ma broń. Z ciężkim sercem przełknęła ślinę na myśl, że jej sąsiadka została zabita z pistoletu. A więc z całkowitą premedytacją. A to, że kuzynka zabrała narzędzie zbrodni jeszcze bardziej ją zszokował. Wiedziała, że zostawienie pistoletu bez opieki to zły pomysł, ale nie była pewna czy zabranie jej ze sobą było lepszym.
     W każdej chwili Nina mogła pójść do swojego domu po broń. Nie znała kodu do sejfu taty, ale była prawie pewna, że zgadłaby go w mniej niż kilka minut. Jednak przed zniknięciem rodziców, została nauczona, iż zabicie człowieka to poważne przestępstwo, a broń w posiadaniu osoby, która wcześniej jej nie używała, jest niebezpieczniejsza, niż u zawodowca. Miała nadzieję, że dzieciaki z miasta nie zaczną jej szukać po domach w komisariacie. Wtedy na tragedię nie trzeba by długo czekać.
     Idąc dalej przez ulice Nina zauważyła dym unoszący się nad miastem. Ruth na pewno też go dostrzegła. Chyba każdy przechodzień obracał się w jego stronę, ponieważ sam zapach sprawiał, że ludzie oglądali się skąd mógłby dochodzić.
      Novara nie była osobą, która pyta innych o zdanie, kiedy już coś sobie postanowi. A jej najnowszą decyzją było sprawdzenie, gdzie wybuchł pożar. Nie sądziła, by mogła tam jakoś pomóc, szczególnie z małym dzieckiem pod opieką, ale nie skupiała się na tym. Chciała mieć pewność, że nie płonie dom kogoś jej bliskiego.
       — Dom babci może poczekać — stwierdziła i przyspieszyła w kierunku, z którego ulatywał dym.
     Dziewczynom nie zajęło dużo czasu, by dotrzeć na miejsce. Jednak to właśnie wtedy zaczęła się najtrudniejsza część dnia. Budynek stał w ogniu, którego ciepło można było poczuć już stojąc na ulicy. Z resztą nie tylko one tam były. Zebrał się nie mały tłum, w którym cały czas słuchać było szepty i pomruki o tym, że ktoś powinien coś zrobić. Ktoś wspomniał o remizie przy Sheridan Avenue, inni o hydrancie na skrzyżowaniu. Kilka osób przyniosło wiadra z wodą, ale niezdarne polewanie nimi ścian niewiele dawało.
        — Powinnyśmy chyba coś zrobić — stwierdziła, tak jak większość zebranych i również jak oni, nic nie zrobiła.
     Z wnętrza budynku dobiegł krzyk. Ktoś wołał o pomoc.  W tłumie rozległo się poruszenie, jednak oprócz kilku osób, nikt nadal nie zrobił czegoś więcej, niż obserwacja. Kilka osób odeszło. Nina nie wiedziała czy poszli do remizy, czy zwyczajnie stwierdzili, że skoro nic nie robią, nie muszą tam stać i tylko zawadzać. Może mieli rację.


https://cdn.discordapp.com/attachments/503937099876270082/531558728504442891/8ca001091e653568fcbed1c7e5816a01.png

Online

#39 08-07-2019 o 11h44

Straż Absyntu
Rissie
Pokonała Carcolha
Rissie
...
Wiadomości: 8 953

Aaronek

    Młody Hamilton jeszcze nigdy nie czuł się tak dziwnie. Nie dość, że nie wiedział, gdzie byli jego rodzice (mama zniknęła z power bankiem – no jak tak można?), to jeszcze ta biała ściana oddzielała go od pokoju, gdzie coś się prawdopodobnie paliło.
    - To jest jakiś totalny koszmar. – Zaśmiał się cicho. – Jeszcze jak się rozdzieliliśmy, będzie jeszcze gorzej. Zaraz pewnie pojawią się jakieś zombie, i tyle po nas. – Pokręcił głową z niedowierzaniem. – No ale dobra, najwyżej zabunkrujemy się na dachu i będziemy strącać je miotłami na ziemię. Póki co trzeba ogarnąć podstawowe rzeczy.
    Spojrzał znów na białą ścianę, która oddzielała ich od całej reszty hotelu. Kontakt z nią był dość dziwny, ale Aaron chciałby spróbować jeszcze raz. Chyba czuł się jak swój telefon – rozładowany i bezużyteczny, a w końcu ta bariera mogła dać mu kopa.
    - Albo powinniśmy iść wzdłuż tego czegoś. – Wskazał na białą ścianę. – Może gdzieś jest jakaś wyrwa, dziura, czy inne ujście kanalizacji. Chociaż w sumie… co może być po drugiej stronie?
    Zamyślił się na chwilę, jednak pokręcił szybko głową. To było bez sensu. Pewnie trafili do jakiejś gry i jedynym sposobem na wyjście z niej było dotarcie do Final Bossa i pokonanie go. To było zupełnie jak nowe Jumanji. Tyle że nie mieli The Rocka. Albo Karen Gillan. O Boże, ile Aaron dałby za to, żeby mieć tę dwójkę przy sobie.
    Chociaż zapewne gdyby oni też znajdowali się na tym terenie – zniknęliby, zupełnie jak reszta dorosłych. To wydało mu się bardziej niż przerażające. A jeśli akurat w tym czasie w Kalifornii był Tom Cruise albo inna Angelina Jolie? Oni też mogli zniknąć! Na samą myśl o braku kolejnego filmu ze swoim ulubieńcem, Hamiltona ogarnął dziwny strach.
    - Dobra, nieważne. Musimy zaopatrzyć się w jakieś itemy, bo długo tu nie pożyjemy bez jedzenia. – Zmarszczył brwi. – Macie w tym mieście jakiego McDonalda? Albo chociaż KFC? Niby w KFC mogę jeść tylko frytki, ale gdyby to była apokalipsa, spróbuję zjeść zingera. Albo dobra, w sumie nieważne. W końcu pierwszy quest: zająć się hotelem.
    Ruszył dalej, wzdłuż białej ściany. Przechodziła przez pół okna, ale całe szczęście klamka była po ich stronie. To znaczy byłoby to dobre wyjście, gdyby pożar zza tej bariery rozprzestrzenił się również poza nią. Oby nic takiego się nie stało.
    Aaron użył klucza do następnego pokoju i przepuścił Yuumi w drzwiach. Pomieszczenie było dość przestronne, pełne porozwalanych ubrań, ale nie na to chłopak zwrócił uwagę.
    - Lodówka! – krzyknął z dziwną radością w głosie. – Jeżeli w reszcie pokoi też będą, możemy zabrać całe jedzenie z nich i… - Otworzył jej drzwiczki. Uśmiech zniknął z jego twarzy na widok roztapiających się lodów. – Huh, może mają tu jakąś chłodnię, pewnie przetrzymałaby jedzenie dłużej, niż te małe, chińskie podróbki. W każdym razie nie możemy próbować zjeść tego za szybko, bo jeszcze nabawimy się jakiejś choroby…
    Spojrzał na dziewczynę, mrużąc (to słowo uciekło mi jak pisałam Juno, ale fajnie, chyba powinnam teraz wrócić i ją poprawić) oczy.
    - Nie masz kontaktu ze swoją koleżanką, co nie? Kurczę. Powinniśmy dać jej znać, żeby poszukała jakieś chłodni.


                                                                                                                             "I only act like I know everything."                       -Natasha Romanov
http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo3-400.png  http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-pn3bxpmqlt1xpjiuvo9-400.png  http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo10-40.png http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oe1fcuezk81tloymvo9-400.png

Offline

#40 14-07-2019 o 00h54

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 367

__________________________Yuumi Schneider
   W ciszy przyglądała się mlecznobiałej ścianie, która stała sobie jak gdyby nigdy nic. Przecież to było niemożliwe, żeby takie coś działo się w realnym życiu, w realnym świecie, takie zjawiska jedynie występowały w filmach. Były czystą fikcją! Czymś niezdalnym do racji bytu! Próbowała wytłumaczyć sobie to, co widziała na własne oczy, lecz nie potrafiła tego zrobić. To było niewytłumaczalne i przede wszystkim absurdalne. Nie mogła w to uwierzyć, że rzeczy nieprawdziwe stają się prawdziwe.
   Kątem oka spojrzała na Aarona, który również niedowierzał całej tej sytuacji i był tak samo oniemiały tym wszystkim, tak jak ona. Zastanawiało ją to, czy chłopak nie porównuje tego zjawiska swym gamingowym slangiem, snując przy tym jakieś teorie, że to może jeden z jakichś popularnych motywów gier komputerowych. Nie uważa ona jednak, że trafili do wirtualnej rzeczywistości, ponieważ całe miasteczko jakie było takie jest - nie zaszła żadna diametralna zmiana, jedynie dorośli ludzie wyparowali, a to już samo w sobie było dziwne.
   Uśmiechnęła się do niego pobłażliwie i położyła swoją dłoń na jego ramieniu.
   - Wiem, że to zabrzmi absurdalnie, lecz zombie są tylko w filmach i grach. Jest to pewne, że znajdujemy się w tej samej rzeczywistości w jakiej byliśmy, jedynie tylko pełnoletnie osoby zniknęły. - wytłumaczyła spokojnym tonem glosu i z uśmiechem, który miał za zadanie ukoić ich nerwy.
   - Nie martw się o nią. Na pewno da sobie radę. -  uspokoiła go, po czym zdjęła dłoń z jego ramienia i na nowo z dużą dokładnością przyjrzała się barierze.
   Co ona za sobą kryła? Wiadome było, że drugą część hotelu, ale czy na pewno? Może tam było coś naprawdę istotnego? Jakieś odpowiedzi na tę "apokalipsę"? Przypomniawszy sobie o smrodzie dymu, który panoszył się za dziwną ścianą, zdała sobie sprawę, że nawet jak tam się przedostaną, to wszystko będzie pochłonięte przez ogień. A poza tym nieugaszony pożar rozprzestrzenia się w niewyobrażalnym tempie. Zmarszczyła nos, a jej mózg zdawał się pracować na pełnych obrotach.
   - Raczej na pewno powinniśmy się udać wzdłuż tej ściany, z pewnością gdzieś nas doprowadzi, ale wydaję mi się, że powinniśmy odpuścić z dociekaniem, co znajduję się po drugiej stronie, bo prawdopodobnie jedynie co zastaniemy, to ogromny i niebezpieczny pożar. - podzieliła się bardzo zwięźle swoją opinią.
   - Powinniśmy się pośpieszyć, jeżeli chcemy stąd wyjść żywi. - oznajmiła ponaglającym tonem głosu.
   Yuumi przytaknęła Aaronowi, gdy ten powiedział, że muszą zaopatrzyć się w żywność. Akurat to było mega konieczne, a bez tego, to nie ma mowy o jakimkolwiek przerwaniu i zresztą kto wie, co ich będzie czekać jeszcze dziś czy jutro, czy za parę dni, tygodni, miesięcy, a nawet lat. Wzdrygnęła się na tę myśl, po czym pomachała głową, chcąc pozbyć się tychże czarnych scenariuszy.
   - Jasne, jest to i to, do wyboru do koloru. - odparła z serdecznym uśmiechem.
   Przeszli kawałek wzdłuż mlecznobiałej ściany, aż dotarli do punktu, gdzie ściana nie zakrywała klamki po ich stronie, dzięki czemu mogli dostać się do hotelowego pokoju. Aaron przepuścił Yuumi w drzwiach, co było dla niej nie lada miłym zaskoczeniem. Chłopak prędko rzucił się ku lodówce, zaś Schneider uważnie rozejrzała się po pomieszczeniu. Był zwykły i przestronny, i wszędzie walały się cudze ubrania, czyli chyba typowe w takich miejscach.
   Podeszła do Aarona, który nagle się zawiesił w swojej wypowiedzi. Chciała się dowiedzieć, co takiego stało się, że nie zdołał dokończyć tego, co właśnie mówił. Zamrugała kilkukrotnie z zaskoczenia. Roztopione lody? Jakim cudem?
   - W hotelach lodówki nie są idealne, aczkolwiek zawsze działają, więc dlaczego? - spytała bardziej samą siebie niż chłopaka. Przyjrzała się lodówce dokładniej.
   - Sprawdzałeś, czy może jest podłączona do kontaktu? - spytała, mając pewne podejrzenia.
   Nawet jeśli, to było to niemożliwe, żeby lodówka byla wyłączona, odłączona lub całkowicie niezdalna do funkcjonowania.
   - Niestety, ale nie. Już wcześniej próbowałyśmy dodzwonić się do rodziców, a nawet na numer alarmowy. Nikt nie odbierał. Nie było w ogóle sygnału, jakby nas odcięto od sieci. - odpowiedziała, tłumacząc mu z przepraszającym wzrokiem.
   - Nadal nie wiem, co z moim bratem... - dodała znacznie ciszej, że tylko ona była wstanie to usłyszeć.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (14-07-2019 o 12h31)


https://i.imgur.com/9WX7JUV.gif

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2