Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3

#51 28-07-2019 o 22h07

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 897

_
_______________________
https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/605130928192225280/unknown.png

     Jak to bolało. Bolało cholernie, bolało bardziej, niż dzień, w którym Sophia O’Winsther z trzeciej A odwołała randkę nad Atlantic Pond. Bolało bardziej, niż świadomość, że ulubione płatki śniadaniowe zostały wycofane ze sprzedaży. Bolało prawie jak wtedy, kiedy Darren uderzył go drzwiami od garażu, ale nie, nie, jednak bolało bardziej, ponieważ tym razem uderzył się sam i nie zrobił tego po raz pierwszy w ostatnim tygodniu. Wysoki wzrost był dobry w wielu sytuacjach, ale Naraj czasami oddałby komuś chociaż pięć centymetrów całkowicie za darmo. Na domiar złego, okazało się, że ktoś miał przyjemność oglądać jego przymrużone oczy, zdradzające myśli o wyłożeniu się na podłodze.
     Naraj zebrał się w sobie i nie odrywając lewej dłoni od bolącego miejsca, spojrzał na wpół zamazaną postać.
     -Och, pan wszystko widział?- zapytał tępo, mimo tego, że dobrze znał odpowiedź na pytanie. –Och- powtórzył jedynie. Kiedy jednak tamten chłopak, do którego raczej nie powinien był zwracać się na „pan”, uśmiechnął się do niego i przyjaźnie wyciągnął dłoń, Naraj mimowolnie odwzajemnił ten uśmiech. Francuski akcent był nieco zabawny, ale nie zapominał o tym, że nie jedna osoba nazywała akcent irlandzki tym komicznym. Sądził, że to kwestia przyzwyczajenia.
     Powstrzymał się od ponownego zamrugania i uścisnął dłoń sąsiada.
     -Mam na imię Naraj- powiedział, odrywając wreszcie drugą rękę od zaczerwienionego czoła. –I tak, wiesz, myślę że nie ma tyle smoków ile framug, z którymi zaznajomiłem się zdecydowanie zbyt blisko. A i na wzgląd na smoka też nigdy nie stała mi się krzywda.
     Patrzył na Sylvaina tym swoim przyjaznym, nieco głupkowatym lub naiwnym spojrzeniem. Ktoś zajmował wreszcie pokój obok! Nie był już sam samiuśki na tym cichym korytarzu.
     -Jestem w klasie defensywnej- oświadczył, jakby spodziewał się, że Sylvaina to zainteresuje. Jego interesowało, do której klasy trafił francuz i zdawał się pytać go niemo: „a ciebie? Do której przydzielono ciebie, Sylvian?”.
     -Widziałeś już inkubator?- To pytanie miało charakter nieco niepewny; Naraj nieświadomie ściszył nieco głos. Sam przed paroma chwilami pieklił się do tego, aby zajrzeć do swojej kwatery i zobaczyć, jak to wszystko wygląda oraz przekonać się, jaką rasę smoka postanowiono mu powierzyć. Pamiętał, że kiedy jeszcze dowiadywał się o tym, jak będzie wyglądał projekt i dotarła do niego informacja, że już na pierwszym roku będzie miał możliwość pracy ze smokiem przydzielonym tylko i wyłącznie do niego, nie potrafił od razu w to uwierzyć. Wydawało mu się, że potrzebuje kilku długich minut, aby uświadomić sobie, że to prawda. Uważał, że to rozsądne rozwiązanie, czuł nawet zaszczyt, a dodatkowo utwierdzało go to w fakcie, że selekcja nie była przypadkowa.
     W pewnym momencie uśmiech zniknął z jego twarzy. Chciał mieć dobre relacje z osobą mieszkającą najbliżej, ale czy nie zepsuł tego przesadnym entuzjazmem, czy nie zmęczył Sylvaina już na wstępie? A może mówił zbyt szybko, zbyt dużo na raz?
     -Mogę skracać twoje imię? Czy jednak wolisz całe, Sylvian?- Uparcie wmówił sobie, że niepewność, to nie jego działka. Temat nawrócił na imię dlatego, że zawsze zazdrościł osobom, których skróty imienia jakoś brzmiały- od „Naraja” żaden ze skrótów nie brzmiał dobrze. Nara brzmiało jak bardzo niechlujne „do widzenia” a „Raj” był… gdzieś tam musiał być jakiś raj.
     Pomyślał, że fajnie byłoby mówić na Sylvaina ”Sylv”, tak jak Junonę przyzwyczaił do tego, że zwraca się do niej ”Juno”.

Ostatnio zmieniony przez Airi (29-07-2019 o 02h07)


U W U

Offline

#52 05-08-2019 o 23h23

Straż Obsydianu
Chitaru
Pokonała kurę
Chitaru
...
Wiadomości: 731

-----------------------------------https://fontmeme.com/permalink/190614/5be26e54fd1514f40e7b381bedb2b9bd.png
     Po słowach Naraja miała ochotę wdać się z nim w głęboką dyskusję. Szczególnie po tym jak zauważył fakt, który nurtował dziewczynę od lat. Czy powinno się zaliczać smoki do zwierząt. Absolutnie nie! Harriet nie była pierwszym lepszym Mowglim czy Tarzanem, została wychowana przez stworzenie w wielu aspektach mądrzejsze od człowieka.
     Jednak zanim zdążyła sformułować swoją opinię, miłośnik smoków postanowił wybrać się na lot. Nie zatrzymywała go. O ile nie zrobi czegoś głupiego, powinna mieć jeszcze okazję go spotkać. O ile nie zrobi czegoś głupiego…
     Kiedy Naraj sadowił się na grzbiecie jednego z Leviathorgów, Harriet już podchodziła do drugiego. Niechętnie przyjęła pomoc instruktora, który nieustępliwie zabraniał jej samej wspiąć się na grzbiet gada. Tellun był zadziwiająco spokojny nawet jak na swój gatunek i w myślach Findlay już wertowała tutejsze metody tresury smoków, jednak w tym momencie najbardziej niezadowolona była z ograniczeń na nią nałożonych. Lot na smoku, którego nie kontroluje jeździec, a osoba idąca obok? Czego ją to miało nauczyć? Chyba cierpliwości do ludzi.
     Mimo nużącego spokoju podczas lotu, udało się jej nim nacieszyć. Obecność smoka potrafiła zdziałać cuda. Nawet jeśli wywoływała również tęsknotę za ojcem. Dziewczynę wypełniła taka nostalgia, że z żalem opuszczała grzbiet jaszczura.
     Dołączyła do grupy, akurat by usłyszeć, że mają się spotkać z samego rana o ósmej. Na szczęście dla Harriet wczesne wstawanie nie było problemem. Jednak kiedy spojrzała na pada, jak to określiła Junona, zorientowała się, że jednak będzie miała w tym miejscu jakieś trudności. Jak działa to diabelskie urządzenie?! W dłoniach innych osób zaczynały świecić, jednak ten należący do Findlay uparcie pozostawał w uśpieniu. Jak mogli jej zabrać jedyny, zabytkowy telefon, którym potrafiła się posługiwać. Włączał się od razu, kiedy podniosło się klapkę, ale w tym nie było klapki! Zdenerwowana dziewczyna warknęła i w końcu porzuciła próby zrozumienia tej skomplikowanej paczuszki. I tak była pewna, że trafiła do klasy ofensywnej. Do innej nikt by jej nie dopuścił.
     W końcu mogła udać się do pokoju. Kiedy o tym usłyszała spojrzała w stronę Quentina, ten jednak był zajęty uporczywym wpatrywaniem się w swoją Juno. Skoro tak go absorbowało myślenie o niej i robienie wszystkiego, żeby się jej przypodobać, to niech nadal się jej podlizuje. Harriet znajdzie swój pokój sama. A przynajmniej tak postanowiła, wiec nawet jeśli będzie błądzić, aż do tego spotkania z rana, to nie poprosi chłopaka o pomoc.
      Równym krokiem weszła do budynku i pewna siebie zaczęła iść w nieznanym kierunku. Jaki idiota nie daje mapy ludziom będącym w obcym miejscu po raz pierwszy? Może i jest ona w tych elektronicznych ustrojstwach, ale i do nich powinno się dostać instrukcję obsługi! Harriet znów powarkuje pod nosem i bez wiedzy, gdzie powinna zmierzać rusza na poszukiwania swojego pokoju. Zapominając o tym, że nie zna nawet jego numeru.
      Po dłuższym czasie zrozumiała w końcu, że nie ma pojęcia jak dostać się do celu. Ani nawet jak skontaktować się z kimkolwiek, kto by miał o tym pojęcie. Jednak w tym momencie usłyszała dobiegającą z oddali rozmowę. Nie myśląc wiele zaczęła brnąć w jej kierunku.
     U celu spostrzegła dwie dziewczyny, które na pewno już wcześniej widziała. Należały do jej grupy i o ile się nie myliła jedną z nich była ta, która za swój pierwszy lot na smoku otrzymała mnóstwo pochwał od „przyjaciółki” jej chłopaka.
     – Hej ty… z naszej grupy! – krzyknęła jedna z blondynek, podbiegając do Findlay. – Zgubiłyśmy się. Wiesz może jak trafić do pokoi? Zgubiłyśmy się… Dobra, to już mówiłam.
     Harriet stanęła jak wryta i przeklęła w myślach. Po co niby je goniła, skoro one też nie pomogą jej trafić do pokoju. Z drugiej strony, łatwiej było jej poprosić o pomoc osoby tak nieumiejętne jak ona, niż kogoś znającego drogę i uważającego ją za głupszą od siebie.
      – Tak. Ale w sumie… to nie – stwierdziła, przyznając się do błędu po pierwszej wygranej walce ze swoją dumą. – Nie mam pojęcia jak sprawdzić mapę na tym diabelskim urządzeniu, ani nawet jak już o tym wspomniałaś, numeru pokoju.
     Wiele wysiłku kosztowało ją przyznanie się do tego. Jednak była już tak zmęczona błądzeniem po budynku i tak zdenerwowana tym, że nie udowodniła Quentiniowi swojej samodzielności, iż zaczynało być jej wszystko jedno jak dostanie się do swojej kwatery.
     Druga z blondynek podeszła do Findley zaraz za koleżanką w kapeluszu, wyjęła i swój tablet, a po chwili przyglądania się mu i klikania w coraz to kolejne ikonki włączyła mapę, a potem przyjrzała się dokładniej planowi budynku.
     – Mapa? Ale ską… dobra, zapomniałam. – Mówiąc to kapelusznica uderzyła się otwartą dłonią w czoło, a po chwili wyjęła z kieszeni magiczny ekranik, w którym znajdowała się droga do ich celu. – Wedle tego, musimy pójść prosto, potem na górę w lewo i dojdziemy do swoich pokoi. Eeee, to jest proste.
     Harriet spojrzała niepewnie na dziewczynę, później mapę i powrotem na dziewczynę. Dla niej to nadal nie było proste. Znaczy, odczytywania map już się nauczyła, ale jak włączyć mapę w tym urządzeniu… to zdecydowanie przekraczało jej umiejętności informatyczne.
     – Słuchajcie, chyba wiem, gdzie powinnyśmy iść, a przynajmniej co wynika z mapy – druga blondynka spojrzała na korytarz przed sobą, a po chwili z powrotem na nowe koleżanki – jakie macie numery pokojów? Wygląda na to, że mi przypadła czwórka. Wydaje mi się, że powinnyśmy się zbierać, reszta już dawno jest pewnie w swoich apartamentach.
     Dziewczyny ruszyły zgodnie z kierunkiem wskazywanym przez wszechwiedzące pudełeczko, a w trakcie drogi nadal rozmawiały.
     – Czy ty przypadkiem nie jesteś tą bogatą? – spytała dziewczyna w kapeluszu z szokiem wymalowanym na twarzy, kiedy zorientowała się, kim jest Findlay.
     – Nie ja, tylko moi rodzice – stwierdziła Harriet sucho.  – Co to ma do rzeczy?
     – Ha, czy ty się  nie zaliczasz do rodziny? – zaśmiała się piegowata.
     Findlay nie była w nastroju do tłumaczenia swoich relacji rodzinnych, ale raczej nie mogła wybrzydzać, jeśli miała uzyskają jakąkolwiek informację o obsłudze świecących cegiełek.
     – Dopiero od trzech lat, nie sądzę, żebym miała prawo do majątku – wyjaśniła smocza córka. – Ale skoro już mówimy o pieniądzach, jak mam na tym drogim satanistycznym urządzeniu sprawdzić numer swojego pokoju? Albo chociaż go włączyć… – spytała dużo łagodniej, niż miała zamiar.
     Dziewczyna w kapeluszu wybuchła śmiechem w reakcji na słowa Harriet, a mówiąca nie była pewna, która część jej wypowiedzi dała taki efekt. Naburmuszyła się jednak i bez słowa czekała, aż salwy rechotu ustaną. W końcu blondynka podeszła do niej z wyłączonym urządzeniem i łapiąc Findlay za rękę, nakierowała jej palec do włącznika, a później kolejnych migających kwadracików na powierzchni opętanego lustereczka, aż w końcu dotarły do informacji o numerze pokoju, a nawet przynależności do klasy.
     – Na tym kończy się magia mojego pokazu. Będziesz pamiętać? – spytała po wyjaśnieniu.
     Harriet nadal otępiała, po szoku związanym z własnoręcznym używaniem diabelskiego zwierciadła, spojrzała w oczy dziewczyny i z całą pewnością siebie w głosie rzekła:
      – Nie.
      Później jednak zreflektowała się i postanowiła choć trochę pokazać, że lekcja nie poszła na marne.
     – Ale już pamiętam mój numer pokoju, klasę i mapę, więc nie będę tego potrzebować – stwierdziła dumnie.
     – A wiesz jak trafić do kibelka? – padło pytanie, przemieszane z cichym parsknięciem.
     – Na mapie było pokazane, że znajduje się obok pokoju – odpowiedziała ze spokojem szatynka, ukrywając tlącą się dumę, że nie dała się zaskoczyć takim pytaniem.
     – Serio? – Blondynka zerknęła na tablet zaskoczona. – O, masz rację.
     – Zmieniając temat, wiem, że Ingrid jest w grupie defensywnej, a ty? –  druga blondynka zwróciła się bezpośrednio do Harriet, zastanawiając się, czy może nie należą przypadkiem do tej samej.
     Dzięki temu zdaniu Harriet poznała już jedno imię swoich towarzyszek.
      – Ofensywa – odparła Harriet. – Do innej bym się nie nadawała.
     W końcu razem ruszyły w kierunku wskazanym przez mapę i dotarły do swoich pokoi. Właśnie w tym momencie do Findlay dotarło, że z jedną z tych dziewczyn będzie dzielić mieszkanie. Po trafieniu na miejsce rozdzieliły się, a Harry i Bella weszły do ich wspólnego apartamentu, który przypominał bardziej dwupokojowe mieszkanie. Clarke skręciła do części po lewej stronie, by dokładniej przyjrzeć się miejscu, które miało stać się jej nowym domem.
     – Całkiem tu nieźle – powiedziała na tyle głośno, by Findley usłyszała ją zza ściany.
     – Jak w domu rodziców – przyznała Harriet, nadal nie umiejąc nazwać go swoim. Bynajmniej, nie była zadowolona tym faktem.


https://cdn.discordapp.com/attachments/503937099876270082/531558728504442891/8ca001091e653568fcbed1c7e5816a01.png

Offline

#53 06-08-2019 o 14h02

Straż Absyntu
Rissie
Akolita Chochlików
Rissie
...
Wiadomości: 8 166

___________________________https://i.ibb.co/51G74DC/d.png
+ Nirusiowe wsparcie

    Następny dzień będzie ciekawy, myślę czekając, aż Dom Smoków wyludni się do końca. W chwili, gdy pomieszczenie opuszczają ostatnie osoby, telefon, ukryty w kieszeni mojego płaszcza, zaczyna wibrować. Zerkam na jego ekran i gdy widzę połączenie przychodzące od taty, oblewa mnie zimny pot. Siedzi teraz na jakimś spotkaniu w Australii, ale znajduje czas, by zadzwonić do swojej córki? Nie dowierzam, czując, że coś się święci.
    - Tak, tato? – Odbieram, jednocześnie odprawiając strażników lekkim skinieniem. Nie chcę, by którykolwiek z nich usłyszał, jak bardzo głos mi drży, kiedy tata przepytuje mnie z przebiegu dnia.
    - Cześć, córeczko! – Jego głos jest melodyjny, a on sam brzmi na niewiarygodnie szczęśliwego. Co się tam, u diabła, dzieje? Czy podpisuje jakieś plany wyrzutni rakietowych? – Jak ci mija dzień?
    Zaciskam mocno dłoń na telefonie, a drugą zaczynam bawić się kosmykiem, który uciekł chwilę wcześniej zza mojego ucha. Nie chcę, by tata poczuł, jak bardzo jestem zdenerwowana, ale wiem, że przed nim żadna tajemnica się nie ukryje.
    - Dobrze – odpowiadam, starając się mówić pozytywnie. – Cała drużyna się pojawiła, mamy już loty na smokach za sobą, i teraz oddelegowałam ich do pokoi.
    - Są mili? – dopytuje, jakby nie wybierał tych ludzi osobiście. – A chłopcy przystojni? Jak się miewa Najar?
    Wzdycham, kręcąc z niedowierzaniem głową.
    - Ma na imię Naraj, tato – poprawiam go, choć wiem, że zrobił to specjalnie. Pierwszy raz, gdy usłyszałam, że Donnan ma zjawić się szybciej, właśnie w ten sposób przekręciłam jego imię. Tata, wyraźnie, nie chce mi tego darować. – I jest dobrze. Wszyscy są… dobrze wychowani?
    Mam ochotę zdzielić się w twarz za takie kłamstwo wobec taty, ale jestem pewna, że gdybym powiedziała mu o sytuacji, w której musiałam wyciągnąć Żądło, nie byłby zadowolony. Albo dumny. Ta broń ma być ostatecznością, kiedy nie będę miała innej możliwości, by się bronić, a ja… pozbyłam się jej tajemniczości, jak jakaś niedorozwinięta idiotka.
    - Okej – kwituje tata – nie wierzę ci, ale uznajmy, że rzeczywiście wszystko jest w porządku. – W tle słychać jakieś wybuchy, więc momentalnie się wzdrygam. – No to ten, muszę już lecieć, nie daj się zabić, cześć!
    Rozłącza się, nim w ogóle mam szansę otworzyć usta i się z nim pożegnać. Wciąż drżącymi dłońmi chowam telefon do płaszcza i odwracam się w stronę sztucznego lasu. Zaciskam palce na barierce i pozwalam sobie na chwilę ciszy, przerywanej tylko skrzeczeniem jakichś smoków. Jesteś silna, powtarzam sobie, zaciskając mocno powieki. Próbuję uspokoić oddech i dopiero po chwili otwieram oczy, a gdy się tak dzieje, widzę przed sobą jakąś machającą rękę i słyszę „Żyjesz?”. Zrywam się jak poparzona i chwytam rękę napastnika, gotowa wykręcić ją na wszystkie strony świata. A potem patrzę na twarz delikwenta, jego złote włosy, i momentalnie sztywnieję.
    - Oh. Pan Hasselmann – dukam niepewnie, puszczając go. – Przepraszam. – Chrząkam. – Pański samolot się spóźnił? Przekazano mi wieści, bardzo mi przykro, że nie zdążył pan na loty na smokach… Ale w końcu po to tu jesteśmy, będą jeszcze okazje.
    - Nie szkodzi. – Chłopak uśmiecha się, aczkolwiek notuje sobie w głowie, by ostrożnie postępować, gdy Veyron jest myślami gdzie indziej. – Ah tak, ale to nic – bagatelizuje problem, bo ostatecznie dotarł na miejsce. Żałuje, a i owszem, że nie było mu dane polecieć na smoku, ale wszystko jeszcze przed nim. Kiwa głową i wsuwa ręce lekko do kieszeni. – Na pewno wszystko dobrze? – upewnia się, nie do końca przekonany.
    Patrzę na niego podejrzliwie, niepewna, jak mam zareagować na takie zainteresowanie moją osobą. Nie przywykłam do tego i kamery, obserwujące nas, niezbyt mi pomagają.
    - Tak, oczywiście – kwituję z uśmiechem. – Na pewno jesteś zmęczony, proszę, odprowadzę cię do pokoju. Jest w takim miejscu, że ciężko do niego dotrzeć.

    Śpię źle. Ten nowy pokój, który dzielę z Ingrid, nie wpasowuje się w moje standardy. Łóżko jest twarde, a ściany za jasne. Wiem, że by wrócić do mojego, wystarczy, że schowam się w szafie i otworzę drzwi na drugą stronę, ale nie chcę, by dziewczyna, albo ktokolwiek inny, miał szansę na podważenie mojego stanowiska. Samo to, że tata i Vincent zamontowali mi w szafie cholerną windę naraża mnie na nieprzyjemne skutki, jeśli ktoś się dowie.
    Zerkam na inkubator, oświetlony ciepłą lampą. W nocy to światło nie dawało mi zasnąć, denerwując swoją jasnością tak mocno, że nawet poduszka nie pomogła. Cały wcześniejszy wieczór spędziłam na czytaniu o rasie mojego nowego smoka. Patrząc na to małe, niepozorne jajko, czuję dziwny wstręt. Tęsknię za tym jedynym stworzeniem, które było moim przyjacielem na dobre i złe. To nowe nic mi nie zrobiło, ale… nie dam rady przywiązać się do niego tak, jak do Caecilliusa.  I nawet nie jestem pewna, czy chcę się do niego przywiązywać.
    Zbieram się szybko i cicho, nie chcąc sprawiać problemów Ingrid. Mam nadzieję, że choć ona się wyśpi i nie obudzi się przed czasem. Zakładam strój mojej Grupy i wzdrygam się lekko. Kto to, właściwie, projektował? Materiał może i wygląda na drogi – i zapewne taki jest – ale ułożenie poszczególnych warstw jest inne niż ubrań, które zawsze nosiłam. To jest zbyt strojne; zbyt nowoczesne… zbyt. Jest po prostu zbyt. Notuję w myślach, by pójść z tym do Vincenta i poprosić o zmiany strojów, albo chociaż zmianę zasad, by móc nosić to, co się chce.
    Wychodzę z pokoju i to, co ukazuje się moim oczom, nieco zbija mnie z tropu.
    - Nie śpicie? – pytam Naraja i Sylvaina. – Jest jeszcze dość wcześniej, na stołówce dopiero rozkładają się rzeczy…
    Podchodzę do nich, poprawiając ostatni raz nieudolnie wykonany kok.
    - W sumie, jeśli chcecie iść teraz i żeby was w ogóle wpuścili, to… możecie iść ze mną. Mam wstęp do większość pomieszczeń bez ograniczeń godzinowych – mówię, a potem się napominam. – To znaczy do godziny ciszy nocnej. Tak, po niej nikomu nigdzie nie wolno wychodzić.


Z SERII: RYŻ NA ROZSZERZONEJ MATEMATYCE
http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oqk5aet9ss1rrun4no1-400.jpg http://www.pomniejszacz.pl/files/tumblr-oqk5aet9ss1rrun4no5-500.jpg

Online

#54 08-08-2019 o 19h02

Straż Obsydianu
Ermira
Pokonała kurę
Ermira
...
Wiadomości: 821

https://cdn.discordapp.com/attachments/531087473007132672/609126860944572446/EHhH.PNG
S   T   A   N   D   I   N   G                I   N              T   H   E               B   A   L   A   N   C   E              O   F             C   O   M   P   L   E   T   E             A   N   D                I   N   C   O   M   P   L   E   T   E
I           I    D    E    N    T    I    F    Y            T    H    E           E    C    H    O            O    F          W    H    A    T          I    S            A    N    D           W    H    A    T           W    I    L    L           B    E

https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/609116327512375296/dziewczyna4.jpg https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/609116309329805322/chlopak3.jpg
────────────────────────────────────────           P     E     R     S     O     N     A     L     I     A           ────────────────────────────────────────
───────────────────────────────────────────────────────────────────────────────────────────────────────────

dwudziestojednolatkowie            walijczycy             urodzeni z czternastego na piętnastego listopada           bliźniaki
pochodzą z małego miasteczka pod dźwięczną nazwą llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch
heteroseksualni             jedyne dzieci abrahama i sary             ...

────────────────────────────────────────           A       P       A       R       Y       C       J       A           ────────────────────────────────────────
───────────────────────────────────────────────────────────────────────────────────────────────────────────

oboje posiadają kasztanowe, kręcone i gęste włosy            Miriam zwykle nosi je spięte w kok, bądź niechlujny kucyk
piwne oczy z przebłyskami zieleni                  wysportowane sylwetki                 z lekka odstające uszy                 piegi
Miriam ma niecałe 165 cm, Jeremiah 178                    ważą odpowiednio do swojego wzrostu                    cienkie usta
krzywe zęby zaopatrzone w aparaty                       zwykle cienie pod oczami                        mały problem z trądzikiem

──────────      S      M      O       K     I      ──────────

Ostatnio zmieniony przez Ermira (11-08-2019 o 21h13)


L     O     S     T                      I     N                      M     Y                      B     O     O     T     S     ,                      S     A     F     E                      I     N                      M     Y                      R     O     O     M

https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616562734716289024/1.gif  https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616563237734973471/2.gif  https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/616563253858009099/3.gif  https://s3.gifyu.com/images/411d65a387673f8a8.gif  https://s3.gifyu.com/images/5a6701b8bd09977e0.gif

U     N     D     E     R                    T     H     E                    C     O     V     E     R     S     ,                    T     H     E     Y                    S     M     E     L     L                    L     I     K     E                    Y     O     U

Offline

#55 09-08-2019 o 01h41

Straż Obsydianu
Eowyn
Młody rekrut
Eowyn
...
Wiadomości: 17

https://i.imgur.com/65aKFbe.png

Ucieszył się, gdy Junona zechciała zamienić z nim kilka słów. Uspokoił się na wieść, że wszyscy będą latać, a gdy tylko ich smoki się wyklują będą z nimi trenować. Nie mógł się doczekać, gdy zbuduje więź ze swoim. Czuł, że z czasem przywyknie do tego precedensu i zacznie mu się podobać to, że jest uczestnikiem projektu, a nie dusi się w zamkniętych pomieszczenia Hertfordshire. Rodzice nie zgodziliby się, by taka kaleka jak on uczestniczyła z nimi w spotkaniach. Oczywiście, był dziedzicem majątku, lecz wystarczało im to, że miał lotny umysł. Wpływy miał zdobyć we własnym zakresie. Przy tym też sprawował teraz rolę reprezentatywną i miał przyczynić się do sukcesu rządu. Nie zastanawiał się nad tym, czy miał jakikolwiek wybór.
Gdy wszyscy, a przynajmniej większość, odbyła swój pierwszy lot udał się do swojego pokoju. Nadszedł czas interakcji z jego współlokatorem. Okazało się, że był nim Quentin, Christopher stwierdził że się dogadają. Właściwie to nie sądził, by miał problem z kimkolwiek. Sam był nastawiony pokojowo, a jedyne zwady, jakie mogły wyniknąć, dotyczyły tego, do jakiej grupy należał. Miał nadzieję, że nikt nie będzie się chełpił swoim przydziałem. Sam wolałby być w grupie defensywnej, niestety nie pozwalało na to jego schorzenie, a Scar zdążył już się pogodzić z tą myślą. Nie wszystko musiało iść tak jak chciał. Doskonale wiedział, że nie tak działało życie, a doświadczenie nieprzyjemności mogło się zdarzyć w każdej chwili. Nie zawsze również człowiek mógł się przygotować na to, co może zgotować mu świadoma egzystencja, na którą tak czy inaczej rzadko się miało wpływ.
Nie umknęło jego uwadze to, że Quentin wodził oczami za Harriet, prawdopodobnie byli sobie blisko, a rozdzielenie z nią sprawiało mu przykrość. Nic nie mógł poradzić na to, że nie było mowy o koedukacyjnych pokojach.
     - Myślę, że nie będziemy sobie przeszkadzać, tak czy inaczej cieszę się, że dzielę pokój z Tobą, a nie osobnikiem o wyglądzie trolla, którego tu nie uraczymy. Z drugiej strony szkoda... Byłaby to miła odmiana, niż grono wysoko urodzonych osobników - rozpoczął konwersację, gdy znaleźli się na osobności. - Nie znudziły Ci się już te gładkie dłonie, idealne twarze i nienaganne maniery?
Wszystko odbyło się w ich części wspólnej, na neutralnym gruncie. Padła propozycja lokatorskiej, kameralnej, zapoznawczej nocy, lecz oboje byli zmęczeni i przejęci na tyle, że poza zbliżającą ich konwersacją, nie działo się między nimi nic więcej, gdyż wkrótce każdy wylądował we własnym łóżku. Przed tym, czarnowłosy zauważył to, co najbardziej go interesowało, inkubator, z którego wkrótce miał wykluć się jego smok. Przez chwilę przyglądał się temu z podekscytowaniem, lecz senność zwyciężyła.
Christopher sądził, że nie jest w stanie zasnąć w nowym miejscu, jednak w swoim pokoju czuł, że tu prawdziwie przynależy. Przy okazji nie obawiał się o swoje życie, nikt nie miał prawa włamać się do tego pomieszczenia. Było na pewno wystarczająco zabezpieczone. Śni o Anglii, o tym co zostawił i o tym, że wymarzona partia nigdy nie zwróci na niego uwagi. Był to pewnego rodzaju koszmar i choć Chrisowi niczego nie brakowało, obawiał się najbardziej tego, że nie był wystarczająco atrakcyjny, by przyjazne oko zawiesiło na nim swoje spojrzenie. Nie przeszkadzało mu to w podkreślaniu swojej sylwetki i eksponowaniu męskich pleców, które od czasu do czasu przykuwały uwagę, lecz tego nie mógł zauważyć. Nie wiedział również, że nie brakowało mu uroku, który zdobywał przychylność innych.

Wkrótce nastał poranek. Christopher obudził się za wcześnie, nie przeszkodziło mu to, jednak, by spotkał ponownie Quentina.
    - Jedno muszę Ci przyznać, dbają tu o wygodne łóżka. Jeśli miałbym tu tęsknić za domem, na pewno to przekonałoby mnie do pozostania. Teraz wystarczy jedynie sprawdzić, czy serwują tu smaczne śniadania - przywitał się na swój sposób z jasnowłosym, równym mu wzrostem, mężczyzną. - Pozwiedzamy razem? Może przy okazji spotkasz swoją księżniczkę, a przynajmniej tak minie nam czas do otwarcia stołówki.

Ostatnio zmieniony przez Eowyn (09-08-2019 o 01h50)


https://www.gifmania.com.hr/Gif-Animacije-Disney/Gif-Slike-Pixar-Filmove/Animirane-Gif-Gore/Gore-83871.gif https://www.gifmania.com.hr/Gif-Animacije-Disney/Gif-Slike-Pixar-Filmove/Animirane-Gif-Gore/Gore-83872.gif

Offline

#56 09-08-2019 o 09h04

Straż Absyntu
Ilian
Obrońca Straży
Ilian
...
Wiadomości: 11 791

____________________________________何海龙

    He stosunkowo szybko skończył rozmawiać z rodzicami. Obiecali mu, że będą go odwiedzać, przywozić ubrania, kosmetyki i czasem jakieś jedzenie, a ich syn obiecał im, że będzie dobrym uczestnikiem projektu, nie będzie sprawiał kłopotów i przyniesie dumę ich rodzinie. To co zwykle, nic nowego, ale w nowym otoczeniu.
    Kiedy wrócił do swojego pokoju odszukał jajo w inkubatorze. Było. Chińczyk nie czuł w związku z tym żadnych emocji. Nie wiedział czy powinien coś czuć, jednak nie wprawiało go to w stan zaniepokojenia. To było jajo z którego wykluje się smok. Ot, wszystko, nie czuł się tym przytłoczony, nie imponowało mu to.
    Może dlatego zasnął szybko i bezproblemowo.  Również obudził się szybko i bezproblemowo. Nawet nie spojrzał na smocze jajo, kiedy szedł do łazienki. Był bardziej zaaferowany tym, że nie wie czy może iść gdzieś pobiegać oraz czy w ogóle powinien, jako aspirujący do najlepszego członka projektu. Wydawało mu się to niedorzeczne, by ktokolwiek miał o to pretensje, jednak He był zdania, że w niektórych wypadkach ICARUS był niedorzeczny.
    Odświeżony, czysty i udał się w stronę stołówki. Już w swoim ohydnym mundurku. Było wcześnie, jednak dla He była to normalna pora, o której wstawał, jednak nie wpuszczono go na stołówkę. Musiał odnotować, by spytać gdzie może biegać, czy chociaż siłownia będzie z rana otwarta. Chociaż zdecydowanie wolał biegać na świeżym powietrzu i wolał z tego nie rezygnować.
    Oparł się o ścianę przy drzwiach na stołówce. Wyciągnął pada i zaczął czytać informacje w nim zawarte, mając nadzieję, że znajdzie odpowiedzi na jego pytania. Pojawiało się ich co raz więcej. Na dodatek nie wiedział czy kierownictwo zostało poinformowane o jego diecie z której nie miał zamiaru rezygnować i miał ją zamiar ściśle przestrzegać.

Ostatnio zmieniony przez Ilian (09-08-2019 o 09h04)



take shelter, take the pressure... do you what you want tonight, it's alright if you want to get used...
http://68.media.tumblr.com/41daba3a3c5ba44e62976285fef89fd9/tumblr_oj872tHpAT1u5j98uo8_250.gifhttp://68.media.tumblr.com/bcb17e9b05efb87e0f2cc78560c9cc97/tumblr_oj872tHpAT1u5j98uo7_250.gifhttp://68.media.tumblr.com/1413084c7df9cb055b89cd8bd3ab403c/tumblr_oj872tHpAT1u5j98uo5_250.gif

Offline

#57 09-08-2019 o 10h22

Straż Cienia
Lexi
Artylerzysta Straży
Lexi
...
Wiadomości: 3 927

https://1.bp.blogspot.com/-iwHaTp2IEtQ/XP0QQo_vbBI/AAAAAAAADNA/nYhEhMrfGZkLDhlsjBPM0wyqSElw0mY6QCLcBGAs/s1600/as.png

          Nessa spełniła tylko jeden z postawionych sobie celów tego wieczoru. Udało jej się odnaleźć jajo, które zostało jej przypisane i wraz z otrzymaną instrukcją w padzie, włożyła je do inkubatora i położyła w bezpiecznym miejscu.
          Drugi cel – poznanie jej współlokatorki – nie był już tak prosty do spełnienia. Nie usłyszała  jej krzątania się po sąsiednim pokoju w ogóle. Może była zbyt zmęczona na jakiekolwiek interakcje? Nessa zgadywała, że była jedną z niewielu osób, którym podróż nie zajęła całego dnia, jednakże mimo to również czuła się okropnie  wyczerpana. Nie wiedziała, czy to wina wszystkich emocji, które w niej wybuchły, a których od lat wydawała się nie odczuwać. Przypisała jednak winę wszystkim nowościom, które pojawiły się w jej życiu. Mimo wszystko pierwszy raz w życiu zobaczyła smoki, o których wcześniej tylko czytała w baśniach i legendach. A teraz miała być częścią ich życia, a one jej – wszystko to budziło w niej znienawidzony strach.
          Nessa, by tylko zapomnieć o nieprzyjemnym mrowieniu w ciele, ruszyła pod gorący prysznic i spędziła tam blisko dwadzieścia minut. Dopiero gdy poczuła, iż jej oczy samoistnie się już zamykają, opuściła łazienkę i skierowała się z powrotem do bezosobowego pokoju. Przykryła się kołdrą i niemal od razu – z łatwością która nie towarzyszyła jej od lat – usnęła, pogrążając się w myślach.

*** 
          Jej spokojny sen został zakłócony przez koszmar, który śnił się jej co jakiś czas. Wraz z nim pojawił się też pulsujący, lecz wyjątkowo krótki, ból przy starej bliźnie, która teraz stanowiła jedynie proste wspomnienie w jej życiu. Jednakże dziewczyna nie dała rady z powrotem usnąć, dlatego zaczęła się szykować.
Normalnie jej rutyna poranna nie zajmowała zbyt dużej ilości czasu – Nessa bywała w takich sprawach praktyczna: wolała pozwolić ciału odpocząć dodatkową chwilę, niżby spędzić czas na niepotrzebnym wypięknianiu się. Jednakże dzisiejszy zapas czasu do śniadania pozwolił jej na powolne szykowanie się.  Ubrała się w znaleziony w pokoju mundur, a następnie ułożyła włosy tak, by luźno opadały jej na ramiona. Spojrzawszy w lustro, przeklęła – nie czuła się w tym ubraniu tak swobodnie, jak byłaby, gdyby nosiła sukienkę. Nie była to jednak wina samej wygody ubrań – były dość luźne i na pewno przystosowane do jej zajęć, jednakże Nessa posiadała swój wyjątkowy gust i zmienienie go z dnia na dzień nie było czymś należącym do jej rutyny. Dlatego pozwoliła sobie na ciemnofioletową pomadkę, która choć trochę przypominała to, kim naprawdę była.
          A potem ruszyła opuściła pokój wraz ze swoim padem, który ponoć zawierał wszystkie potrzebne informacje. Tylko kilka minut zajęło jej dojście do stołówki – tuż przed drzwiami zobaczyła poznanego wczoraj Azjatę. Stanęła w bezpiecznej odległości, by zastanowić się przez chwilę – nie była pewna, czy chce do niego znowu podchodzić.
          Nie wydawałoby się, żeby brunet był w dobrym humorze, ale nie mogła powiedzieć tego do końca. He wpatrywał się w ekran swojego pada i uważnie czytał wszystko, co było tam wpisane. Nessa wreszcie jednak zdecydowała się chociażby przywitać, dlatego podeszła tylko kilka kroków. Nie chciała naruszać jego przestrzeni osobistej, tylko pojawić się w zasięgu wzorku, by zwrócił na nią chwilową uwagę. Na jej twarzy rozciągnął się malutki uśmieszek.
- Cześć ponownie – zaczęła, podnosząc delikatnie dłoń w geście powitania – Jak minęła Ci pierwsza noc? – Spytała niemal profilaktycznie.

Ostatnio zmieniony przez Lexi (09-08-2019 o 10h22)



;3;
https://66.media.tumblr.com/ab838bbc7deb9a35cf178c34c9fb9924/tumblr_px2pwyEyhB1sy0el2o5_250.gifvhttps://66.media.tumblr.com/ccd9e84eb0e662768f93f630f2549bbe/tumblr_px2pwyEyhB1sy0el2o2_250.gifvhttps://66.media.tumblr.com/72a1f50c248d87fcc70a427036b9ea9c/tumblr_px2pwyEyhB1sy0el2o3_250.gifv

Offline

#58 09-08-2019 o 14h59

Straż Obsydianu
Eadlyn03
Nowo przybyła
Eadlyn03
...
Wiadomości: 7

https://fontmeme.com/temporary/b5c2bc618e467902ace2ca4e32a6a773.png


        Uwagę Belli przykuwa inkubator ze smoczym jajem znajdującym się w jego wnętrzu. Natychmiast podchodzi do niego i przygląda się mu. Jest stosunkowo duże, w większości czarne, lecz w niektórych miejscach widoczne są pomarańczowe plamy. Dziewczyna uśmicha się do siebie, nie może bowiem uwierzyć, że już niedługo, z jajka wykluje się jej towarzysz, na prawdopodobnie długie lata. W tym momencie po raz kolejny zdaje sobie sprawę, jak bardzo cieszy się, że ma okazję brać udziała w projekcie.
        Clarke zastanawia się przez moment, czemu jajko zabrano od matki, przecież w naturalnych warunkach na potrzebny jest żaden inkubator. Chociaż, w zasadzie trudno mówić o naturalnych warunkach, skoro praktycznie wszystkie smoki od dawna są już wyłapane i żyją jedynie w hodowlach albo w tym miejscu. Bella niewątpliwie nie jest fanką zamykania smoków w de facto niewoli i używania ich jako broni, czy szybkiego, latającego środka transportu, a równocześnie czuje, że nie jest to jej walka, że powinna zaakceptować taki stan rzeczy. Delikatnie przykłada dwa palce do inkubatora, zastanawiając się nad imieniem dla jej nowego przyjaciela.
        Jeszcze chwile krząta się po pokoju, ostatecznie decydując, że pójście spać to najlepsze co może zrobić, więc kładzie się, ale nie może zasnąć. Po dłuższym czasie przewracania się z boku na bok wie, że nic z tego, że nie jest zmęczona i chociaż następnego dnia czeka ją poranna pobudka, za nic nie jest w stanie zmusić się do snu. Wyciąga interpad i szuka w nich informacji o gatunku smoka, który jest jej przydzielony. Z opisu wynika, że stworzenie będzie kiedyś ogromne, większe niż te, na któym odbywały się loty próbne i choć w teorii nie jest to dla Belli szczególnie szokujące, wie że będzie pod sporym wrażeniem. Smok wydaje się doskonały do grupy ofensywnej, chociaż dziewczyna zastanawia się czy mniejszy, ale za to szybszy i zwinniejszy smok nie byłby lepszym rozwiązaniem. Nie zamierza zastanawiać się nad tym za dużo, ale jest pewna, że jej ojciec napisał coś o Nevarranie.
        Po otwarciu jego notatnika, który zna prawie na pamięć, szybko przerzuca strony w poszukiwaniu interesującego ją gatunku. Gdy odnajduje go, ze smutkiem zauważa, że nie ma o nim zbyt wielu informacji, co więcej jest ich zdecydowanie mniej niż tych znalezionych przy pomocy tutejszego urządzenia i nie dowiaduje się niczego nowego. W porównaniu do innych wpisów ten jest wyjątkowo krótki, a dziewczyna zastanawia się, czym jest to spowodowane. Czyżby dotarcie do informacji o tym gatunku było za trudne nawet dla takiego znawcy jak jej ojciec? Clarke nie do końca rozumie, czemu notatka jest tak pusta, ale po wyjęciu z szuflady pióra, zaczyna dopisywać najpewniejsze informacje. Chce opisać stworzenie jak najdokładniej, przy pomocy swoich własnych doświadczeń, co na razie nie jest jeszcze możliwe.
        Bella budzi się z padem i notesem obok siebie, a gdy sprawdza godzinę, orientuje się, że  ma jeszcze dużo czasu. Co prawda, może jeszcze chwilę poleżeć na, ale woli szybko zacząć się szykować do wyjścia. Podnosi się z łóżka i przeciąga, podchodząc do szafy, w której wisi uniform grupy ofensywnej. Usta dziewczyny otwierają się lekko, gdy przygląda się czarnym ubraniom. Zdejmuje po kolei każdy element nie wiedząc jakim cudem ma to być wygodne do latania, czy też walki. Jest w stanie wpaść na mnóstwo innych pomysłów mundurków i każdy zdaje się być lepszym od tego, wykorzystanego w iCARUSIE. Gdy trzyma ubrania w ręku, udaje się do łazienki na poranny, zimny prysznic, po zakończeniu którego wkłada na siebie przygotowanie ubranie. Musi przyznać, jest mile zaskoczona, uniform mimo że wygląda co najmniej dziwnie, to po pierwszym włożeniu jest dośćpraktyczny i wygodny. Dziewczyna związuje swoje jasne włosy w kok z tyłu głowy, a po chwili wychodzi już z powrotem do swojego pokoju i chowa smartpyhona do jednej z wewnętrzynch kieszeni kamizelki. Bella czuje się w nowym stroju dziwnie, ale po zrobieniu kilku przysiadów, materiał staje się odrobinę lepiej rozciągnięty. Robi jeszcze kilka pompek – poranne ćwiczenia dają jej dużo energii. Przechodzi przez część wspólną i puka do drzwi pokoju Findley.
    - Idziesz ze mną na śniadanie? - Pyta Clarke dalej stojąc za drzwiami. – Zostało sporo czasu, ale przynajmniej się nie spóźnimy, nawet jeśli pomylimy drogę.
        Harriet wychodzi z pokoju, dołączając do Belli. Dziewczyny razem ruszają w stronę stółówki, tak przynajmniej wynika z drogi zapamiętanej poprzedniego dnia przez blondynkę.
    - I jak? Podekscytowana pierwszym dniem? - zagaduje koleżankę, uśmiechając się do niej lekko. Nie chce wyjść na nachalną, ale odczuwa potrzebę porozmawiania z kimś o tym co się dzieje, więc musi to być ktoś z Projektu, bo przecież swopjej rodzinie nie może zdradzić za dużo.
    - Tak w sumie... - zaczyna, z lekkim zawahaniem, którego nie jest w stanie sobie wytłumaczyć – jakiego smoka ci przydzilili?
        Po kilku minutach drogi docierają do wejścia do stołówki, gdzie ewidentnie nie są pierwsze. W dalszym ciągu nie zna imion wszystkich uczestników iCARUSA, ale kojarzy ich przynajmniej z wyglądu.     
    - Cześć – wita rozmawiających przed wejściem dziewczynę i chłopaka skinięciem głową. Mają na sobie stroje zupełnie nieprzypominające tych, w które ubrane są ona i Findley. „Pewnie są w innej grupie” - myśli. Zastanawia się, czy mogą już wchodzić już do pomieszczenia, ale przypomina sobie, że śniadanie rozpoczyna się o siódmej trzydzieści więc przekracza próg, odwracając się, by sprawdzić, czy Harriet idzie z nią.

Offline

#59 09-08-2019 o 19h18

Straż Absyntu
Sadystyczny
Rekrut
Sadystyczny
...
Wiadomości: 33

https://i.ibb.co/3CH56xJ/sd-2.png
E    M    B    R    A    C    E            T    H    E            U    N    C    E    R    T    A    I    N    T    Y
E  N  J  O  Y          T  H  E            B  E  U  A  T  Y            O  F           B  E  C  O  M  I  N  G

    W odpowiedzi na Pan Sylvain jedynie kręci głową i uśmiecha się przekornie, a potem ściska dłoń Naraja. Panem nie nazywały go nawet dzieciaki, z którymi bawiła się Elise, ani ekspedientki w supermarketach, chyba że akurat machał im  przed twarzą dowodem chcąc kupić papierosy bądź wino. Niektóre, co prawda z rzadka — bo kogo interesuje kupujący fajki dzieciak? — brały dokument do rąk, niekiedy na palcach odliczały datę widniejącą przy dniu urodzenia, a potem przenosiły wzrok ze zdjęcia, na chłopaka, i z powrotem. Z kolei sprzedawczynie w miejscowych sklepikach w Perols znały go, aż dobrze: te punkty omijał jak tylko mógł, nie chcąc niepotrzebnie denerwować matki — nawet gdy skończył osiemnaście lat i jeszcze na niedługo po tym,
    Sposób w jaki chłopak mówi jest dla Sylvaina czymś nowym i nie przypomina żadnego z akcentów, które słyszał do tej pory — chociaż nie da się ukryć, że lingwistyka nigdy nie interesowała go w jakiś szczególny sposób. Brunet zakłada ręce na piersi i przez chwilę wpatruje się we współlokatora; myśli o Nostradamusie, z którym ten obcował w holu i swobodzie z jaką mówi o smokach. Dostrzega też pewną sprzeczność pozorów względem sposobu bycia: gdyby spotkał Naraja stąpającego po holu z twarzą opatrzoną kamiennym wyrazem, nie pomyślałby o nim jak o kimś spolegliwym czy kontaktowym — ale chłopak, który stoi przed nim uśmiecha się w tak rozbrajający, pogodny sposób,  że spycha na drugi plan całą onieśmielającą posturę.
        Sylvain opiera się bokiem o framugę drzwi i zastanawia przez chwilę.
    — Przydzielili mnie do ofensywnej. — odpiera, pocierając delikatnie skórę na karku. — En fait, nie spodziewałem się tego. Wydawało mi się, że lepszy ze mnie mediator niż wojownik. — informuje wzruszając ramionami. — Zresztą czas pokaże.
    Na pytanie o inkubator mimochodem zerka przez ramie — wprawdzie smoki zaprzątały jego głowę jeszcze nim na dobre przekroczył lotniskowe bramki, ale wchodząc do pokoju nie zwrócił większej uwagi na to co znajdywało się dookoła.
    — Nie miałem jeszcze czasu, żeby się rozejrzeć. — przyznaje. Taksuje Naraja ciekawskim spojrzeniem i zastanawia się  przez chwilę, nim postanawia zmienić temat. — Ale ty chyba miałeś już do czynienia ze smokami, prawda? — pyta, pochylając się nieco w jego stronę.
    Myśl o jaju spoczywającym na komodzie nieco go pochłania, ale napomknięcie o imieniu sprawia, że nie potrafi powstrzymać uśmiechu.
    — Mów tak jak będzie ci wygodnie. — proponuje, a następnie robi krok w tył, układając dłoń na framudze drzwi. Dochodzi do wniosku, że musi zobaczyć inkubator teraz, w przeciwnym razie ciekawość zabije go nim zdąży zrobić to któraś z bestii pomieszkujących zachodnie skrzydło. — Zostawię drzwi uchylone, w porządku? — unosi brew, zerkając na Naraja.
    W domu zazwyczaj zostawiał drzwi otwarte, bądź przynajmniej niedomknięte, to samo nakazując Elise i Julienowi. Czysto profilaktycznie.

    Gdyby miał na palcach ręki zliczyć wszystkie razy gdy budził się wyspany to, właściwie, i tak nie miałby czego liczyć.
    Ranki spędzał na odkrajaniu skórek od kanapek i przelewaniu owocowych herbat do termosów. Julien nie był szczególnie problematyczny, pomijając fakt, że bojkotował wszelakie próby zwleczenia go z łóżka — poza tym był z niego dzieciak raczej spokojny i dający się wciągnąć do współpracy. Kłopot stanowiła Elise, która uparcie zwalczała wszystkie dążenia do  wciśnięcia jej czegokolwiek co miało dwie nogawki i kolorem nie przypominało waty cukrowej. Miała do to siebie, że przy niej Sylvain tracił całą swoją asertywność i, odkąd pamiętał, toczyła nieustanną, zażartą walkę o naleśniki jako repertuar pod każdy posiłek. I chłopak był prawie pewien, że jedyną osobą, która mogła rozpuścić ją do tego stopnia był ojciec — ale do odpowiedzialności pociągnąć go nie miał jak. A ile narobił się z siostrą zadań domowych na kolanie, tuż przed lekcjami, to już jego.
    Śniadanie punkt ósma brzmi jak świetny pretekst, żeby obudzić się zaraz o wschodzie — więc spędza ranek wpatrując się na zmianę w sufit bądź w stojący na szafce inkubator ze smoczym jajem, do momentu, aż promienie słońca nie zaczynają tłuc go między oczy. Stojąc nad umywalką o mało nie strąca soczewek do odpływu, a sam uniform grupy ofensywnej wprawia go w stan niemałej konsternacji — nigdy nie miał w zwyczaju lamentować nad własnym losem, więc nie robi tego również teraz, a wychodząc z pokoju trafia na Naraja, którego na powitanie częstuje sennym uśmiechem.
    Nie rozpatruje ewentualności zastania na korytarzu kogokolwiek, ale już na pewno nie spodziewa się, że będzie to akurat Junona Veyron — przez chwilę Sylvain jest pewien, że po prostu miną się w przejściu, więc jedynie kiwa jej uprzejmie dłonią, a kiedy dziewczyna podchodzi, zerka przelotnie na Naraja. Junona, twarzą w twarz, wydaje się nieco inna, znacznie mniej dystyngowana i nie tak znowu odległa. Na jej słowa szczerzy się w dość osobliwy sposób i marszczy nos. A wyglądamy jakbyśmy wciąż spali?
    Unosi pytająco brew, z wolna przetrawiając to co dziewczyna ma im do powiedzenia;  propozycja wydaje się być rzeczowa, a deklaracja warta zapamiętania.
    — Jasne, że do ciszy. — kiwa głową, uśmiechając się  zaczepnie. Lustruje brunetkę od stóp do głów.  Na dłużej zatrzymuje wzrok na dość niezwykłym kształcie u czubka jej głowy — sam uczył się tylko tych najbardziej tradycyjnych upięć, bo tego potrzebowała Elise. — Ładna fryzura. Taka ekstrawagancka. — mówi. aby po chwili przenieść wzrok na Naraja i trącić go łokciem. — Idziemy?
    Tym razem nie potrzebuje wspomagać się padem, bo do stołówki prowadzi ich sama Junona: trafiają do pomieszczenia, które mijali już poprzedniego dnia — nie odstającego desginem czy  kolorytem od żadnego innego. Właściwie, jadalnia wydaje mu się nieco przytulniejsza i kameralna od holu czy, chociażby, Domu Smoków. Przekraczając jej próg przeciera dłonią oczy, a do głowy nie przychodzi mu nic poza mocną, czarną kawą.

Ostatnio zmieniony przez Sadystyczny (21-08-2019 o 19h47)


G O T    C A U G H T    U N D E R    T H E    C O V E R S
W I T H             S E C O N D H A N D            L O V E R S
A L L       Y O U       S I N N E R S       S T A N D       U P
S I N G                                                H A L L E L U J A H


https://i.ibb.co/VgT8Msz/1.gif https://i.ibb.co/pzSk08k/2.gif https://i.ibb.co/SwDccW6/3.gif

Offline

#60 10-08-2019 o 17h05

Straż Absyntu
Ilian
Obrońca Straży
Ilian
...
Wiadomości: 11 791

__________________________________何海龙

    Najpierw stara się ignorować przychodzących ludzi. Udawać, że jest zaczytany, więc ich nie dostrzega. Jednak Nessa go zagaduje.
-Cześć – odpowiada jej.  – Wszystko było w porządku – mówi bez większego przejęcia. Nic mu nie zaimponowało. Jest bardziej rozgoryczony. Myśli, że jeśli projekt byłby bardziej różnorodny, byłby zdecydowanie lepiej zorganizowany. Nie mówi jednak tego na głos. Dla większości z uczestników smoki zapewne wynagradzały wszystko, a refleksja zapewne przyjdzie później. –A ty? Jak się czujesz? – pyta z czystej uprzejmości. Nie jest tym zainteresowany.
    Jadalnia w końcu się otwiera, a He wchodzi tam z innymi, którzy wstali wcześnie rano. Nie patrzy się w stronę ekspresu do kawy. Woda jest zdecydowanie zdrowsza. Nie widzi soku pomarańczowego. Ten również mógłby wypić z rana. Uznałby to za miły gest, podczas ich pierwszego dnia. Nie ma zamiaru jednak narzekać. Dopóki nie widzi co dostaje na śniadanie do zjedzenia.
    Nie dość, że jest do sztuczne jedzenie, to dostał takie, które wyglądało jak mięso. Obrzydliwe. Patrzy na tacę i nawet nie wie jak ma zareagować. Czy to jest żart? He nie jest człowiekiem z poczuciem humoru. Miał nadzieję dołączyć do poważnego projektu, a zamiast tego dostaje… Sztuczne jedzenie?
    Podnosi wzrok znad tacy. Tak nie będzie. He nie ma zamiaru dać siebie tak traktować. Uspokaja się w myślach dwa razy, żeby przypadkiem nie zacząć krzyczeć. Spokojnie podchodzi do stolika przy którym siedzi Vincent Darfur. Nie powstrzymuje się od głośnego uderzenia tacą o stół. Uznaje to za swój błąd, jednak zachowuje poważną twarz.
    -Dzień dobry – mówi spokojnym głosem, chociaż wszystko w nim wrze. –Czy mógłby mi pan wyjaśnić co to jest? – pyta, wskazując na jedzenie na tacy.  Sztuczne jedzenie.  Obrzydlistwo.

Ostatnio zmieniony przez Ilian (10-08-2019 o 17h05)



take shelter, take the pressure... do you what you want tonight, it's alright if you want to get used...
http://68.media.tumblr.com/41daba3a3c5ba44e62976285fef89fd9/tumblr_oj872tHpAT1u5j98uo8_250.gifhttp://68.media.tumblr.com/bcb17e9b05efb87e0f2cc78560c9cc97/tumblr_oj872tHpAT1u5j98uo7_250.gifhttp://68.media.tumblr.com/1413084c7df9cb055b89cd8bd3ab403c/tumblr_oj872tHpAT1u5j98uo5_250.gif

Offline

#61 12-08-2019 o 02h11

Straż Cienia
Airi
Pokonała kurę
Airi
...
Wiadomości: 897

_
_______________________
https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/605130928192225280/unknown.png

     Sylvain zdobył serce Naraja szybciej, niż zrobiła to Junona. Dorren nie był pewny, czy to przez uroczy uśmiech, którego francuz mu nie szczędził, czy też może ogólną przyjacielską postawę- choć porównywanie tych dwojga wydawało się z lekka dziwne, a Naraj porównywania samego w sobie nie potrafił się wyzbyć, porównywał ich ze sobą dalej, po cichu, skrycie. Junona nie uśmiechała się tak często, nie miała, nie obraźliwie mówiąc, zabawnego akcentu i nie mieszkała naprzeciwko. Chcąc nie chcąc, przy Sylvainie szybciej zatarła się ta granica poprawności słów, której przy Junonie pilnował przez kilka pierwszych dni. Naraj mówił do niego to, co chciał mówić, nie zastanawiał się długo, aż koniec końców poczuł się przy nim całkowicie swobodnie. Rozmawiali jeszcze jakiś czas- o smokach. Naraj wspomniał o swoich praktykach weterynaryjnych i wspomniał, że miał do czynienia ze smokami przez ostatnie dwa tygodnie. Podobnie jak współlokator, również zostawił uchylone drzwi, nim poszedł zajrzeć do inkubatora, którego zawartość mu przydzielono.
     Viridi zdecydowanie był typem smoka, który Naraj chciał u siebie widzieć. Myślał o jaju do późnej nocy. Kiedy Sylvain już spał, Naraj myślał o imieniu swojego małego podopiecznego.

     Mimo tego, że nie przespał w nocy ośmiu godzin- a, być może wątpliwe sześć, rano był pełen energii. Pod prysznicem nucił jazzową piosenkę. Starał się nie robić tego zbyt głośno, ponieważ całkowita rezygnacja ze śpiewania wydała mu się nierealna.
     Na śniadanie udał się razem z Peqiet’em. Nie byli jedynymi, którzy już pozrywali się z łóżek, choć zapewne jednymi z pierwszych, którzy opuścili pokoje. Do grupy tych osób należała też Junona Veyron- i Naraj się cieszył, bo mógł sobie dzięki temu wrócić do porównywania tych dwoje.
     -Jak widać, nie śpimy.- Chłopak nie powstrzymał się od udzielenia odpowiedzi na pytanie retoryczne. Uśmiechnął się głupawo, mrugając do Junony. Kiedy jednak Sylvain zwrócił uwagę na fryzurę dziewczyny, Irlandczyk przekręcił głowę niepewnie. Nie znał się ani na fryzurach, ani na modzie. Jego zdaniem, jego nowy uniform wyglądał dziwnie i wolałby taki, jak miał jego współlokator, ale nie zamierzał podejmować się tego tematu.
     -Lecimy- stwierdził Naraj, niemal śpiewająco. -Wiesz Juno, zawsze mogliśmy trochę poczekać. Miałaś jakieś plany?- zapytał
     Następnie przyszedł czas na zagadanie obojga na banalne tematy. Uśmiechnął się szeroko, jakby reklamował pastę do zębów.
     -Wyspani?- Patrzył wyczekująco, odpowiedziami zainteresowany prawie tak bardzo, jak smokami. Tamtym razem jednak starał się pamiętać o ewentualnych framugach i słupach. Od kilkudziesięciu minut udawał, że siniak na czole, którego przykrył trochę włosami, nie istnieje.
     Zastanawiał się, czy Junona usiądzie z nimi przy stole, czy też otworzy im drzwi i zniknie w związku z tajemniczymi sprawami, o które nigdy nie miał odwagi zapytać. Kiedy jednak dotarli, okazało się, że stołówka została już otwarta, a w środku znajdowały się znajome twarze z dnia poprzedniego.
     Naraj lubił jadać na zewnątrz. Zawsze wybierał miejsce blisko barierki, by co jakiś czas zerkać na pokryte lasami wzgórza. Lubił wychylać głowę, patrzyć w dół, a później w górę, wyobrażać sobie smocze manewry i siebie w roli głównej.

Ostatnio zmieniony przez Airi (12-08-2019 o 02h11)


U W U

Offline

#62 21-08-2019 o 00h22

Straż Obsydianu
Taneshja
Straż na szkoleniu
Taneshja
...
Wiadomości: 241

https://i.imgur.com/Jl6g4Zx.gif



    Zerwała się z łóżka z myślą o spóźnieniu. Rozejrzała się na boki, a nie ujrzawszy nigdzie Juno, wyskoczyła spod kołdry. Nawet nie miała czasu marudzić na brzydki strój ani znaleźć w walizce jakiś porządnie wyglądający kapelusz, praktycznie od razu wybiegając z pokoju. Wczoraj usłyszała ledwie parę słów o porannym śniadaniu, podczas którego, najpewniej, miały paść jakieś ważne informacje.
    Czuła się zupełnie jak w szkole, gdy biegła po długich korytarzach, aby tylko zdążyć na lekcje norweskiego. Kiedy większość nauczycielki można było określić jako „spoko” to ta jedna, w końcu obcokrajowiec, co się dziwić, wymagała, karała i każde przyjście o parę minut za późno równało się nieobowiązkowymi, ale obowiązkowymi zajęciami dodatkowymi. No i specjalną informacją do rodziców, że córka nielegalnie używała telefonu w budynku oświaty.
    Teraz było dokładnie tak samo, tylko z tą różnica, że dostała się do międzynarodowego projektu i spóźnienie, nawet jeśli nie karane, będzie bardzo źle odebrane.
    Ochroniarze patrzyli na nią za każdym razem, gdy zbyt szybko przebiegała obok nich, ale nawet nie skomentowali tego słowem. Wybiegając zza zakrętu wreszcie znalazła się przed stołówką. W gardle ją ścisnęło, gdy żadnej żywej duszy nie ujrzała przed sobą. Zwalniając kroku, z mocno ściśniętymi ustami, szła przed siebie, poprawiając kapelusz i włosy. Z głośno bijącym sercem otworzyła drzwi najciszej jak potrafiła. Wsuwając się powoli do środka liczyła, że nikt nie zobaczył jej nieobecności, choć to marzenia ściętej głowy. W grupie czteroosobowej ciężko jest być „nie zauważonym”.
    Rozejrzała się dookoła. Stołówka nie zbyt odbiegała od jej wyobrażenia. Na pewno nie nazwałaby jej wysokich, białych ścian ani ułożonych równo ław pospolitymi, ale znacząco to pomieszczenie nie wybijało się na tle innych. W szczególności pola treningowego, na którym miała możliwość przelecenia się na smoku. Nawet jeżeli jej żołądek w tamtym momencie fikał koziołki to i tak wspominała swój pierwszy lot dobrze i już nie mogła się doczekać następnej okazji, aby tylko wzlecieć w przestworza.
    Nagle przypomniała sobie o inkubatorze i jajku smoka. Ta myśl ją na chwilę zatrzymała, tuż przed tym, jak miała sięgnąć po filiżankę i nalać sobie odrobinę kawy. Powinna rano chociaż zerknąć na maszynę z jej przyszłym, niezbyt idealnym smokiem. Anleggi. Wcześniej liczyła, że dostanie drapieżnego, ciężkiego w opanowaniu gada, który da jej prawdziwe wyzwanie, a dostała smoczka kontrolującego roślinki. Na pewno w przyszłości pokocha swojego smoka (a przynajmniej liczyła na taki obrót spraw), ale teraz raczej myśl o nim przypominała jej niespełnione ambicje i lekkie rozczarowanie.
    Wreszcie sięgając po tę filiżankę nalała z ekspresu kawy, nie dodając ani grama cukru i poszła po swoje śniadanie. Z niemałym zaskoczeniem wymieszanym z niesmakiem spojrzała na swoją porcję. Pierwszy raz w swoim życiu, jak patrzyła na jedzenie, nie miała bladego pojęcia, co ma przed sobą. Bała się w ogóle tknąć to jedzenie, z obawy przed tym, co zawierało. Czy ktoś specjalnie przygotował dla niej te porcje? Pytała samej siebie, rozglądając się na boki. Znajdował się na sali jakiś kucharz? Robotyczny też mógł być. Wystarczyło, że znalazła tylko jedną osobę, która powiedziałaby jej, czy ta bliżej nieokreślone śniadanie zawiera gluten.
    Parę razy już męczyła się w życiu z powodu celiakii i tak potwornych bólów brzucha nie miała nawet w czasie okresu, nie wspominając o innych objawach.
    Z nietęgą miną rozejrzała się znów po sali. Jedyną osobą, która jakkolwiek mogła jej pomóc była Juno. Przez jej nagłe wyjście z hali treningowej i nieoczekiwane spotkanie Belii oraz Harriet (tej pyskatej gówniary) nie miała okazji porozmawiać z dziewczyną. Pomimo ogromnych pokładów powagi i ciupki raptowności, wydawała się być naprawdę sympatyczną osobą. Dlatego też podeszła do jej stolika, zatrzymując się parę kroków przed nim.
    Ten Azjata pytał dokładnie o to, o co ona chciała. Z lekkim uśmiechem na ustach podeszła bliżej. Cieszyła się, że nie ona jedyna zawracała głowę Juno… Nie, temu mężczyźnie, co miał na nazwisko… Szlag, zapomniała. Temu przystojnemu mężczyźnie po czterdziestce, co siedział razem z Junoną.
    – Ee, przepraszam, też dorzucę się do pytania… kolegi– zerknęła przelotnie na Azjatę. Chyba Japończyka, jakiś blady był.– Czy to jedzenie zawiera może gluten?– Najgrzeczniej jak potrafiła powiedziała to, uśmiechając się szeroko, z zakłopotaniem. Nienawidziła, co chwilę wspominać o swojej chorobie. Pomimo lat, jakie upłynęły od czasu zdiagnozowania jej przypadłości, nadal nie potrafiła z szerokim uśmiechem powiedzieć „mam celiakię”.– Bo jeśli tak to gdzie można poprosić o inną porcję.
    Przerzuciła swój wzrok z mężczyzny na Juno. Niewymownie ciekawiło Ingrid ile już takich osób jak one podchodziło do niej i męczyły salwą pytań i narzekań. Biedna, na pewno wysłuchała ich sporo.

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3