Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1

#1 18-06-2019 o 20h14

Straż Cienia
Rain
Akolita Sylfy
Rain
...
Wiadomości: 1 315


https://i.ibb.co/6tVd835/156081544998657828-1.png
https://i.ibb.co/vZX2dBg/Be-Funky-design-10-1.png

postacie drugoplanowe

Ostatnio zmieniony przez Rain (20-06-2019 o 01h12)


https://i.ibb.co/VLKLyWB/nomnom.png

Offline

#2 18-06-2019 o 21h23

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 902

https://cdn.discordapp.com/attachments/579670931337641997/590617014658400259/PicsArt_06-18-08.57.29.png
|| Theo || Gwénaël || Babineaux ||
|| 22 lata || 1 listopada || Skorpion ||
|| Mężczyzna || Homo || Jedynak ||
|| 184 cm || 72 kg || Wysportowany ||
|| Brązowe włosy || Brązowe oczy || Brak kolczyków i tatuaży ||

|| Studiuje trzeci rok medycyny. ||
|| Jest częstym gościem galerii i muzeów, uwielbia sztukę, a przede wszystkim malarstwo. ||
|| Ma słabość do zwierząt. Sam posiada psa, białego owczarka niemieckiego o imieniu Picasso. ||
|| Dobrze gotuje, ale nienawidzi po tym sprzątać. ||
|| Gra w siatkówkę. ||
|| Ma wadę wzroku. Zazwyczaj zakłada szkła kontaktowe, jednak da się go spotkać w okularach poza domem. Zazwyczaj wtedy, kiedy chce wyglądać poważniej. ||
|| Ma dużo przyjaciół i grono wielbicielek wśród studentek pielęgniarstwa. ||


Pomyliłam niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
https://cdn.discordapp.com/attachments/579670931337641997/604051060125859841/picsart-07-25-09-04-25.png

Offline

#3 19-06-2019 o 01h49

Straż Cienia
Rain
Akolita Sylfy
Rain
...
Wiadomości: 1 315


https://i.ibb.co/LQTQvcS/156081544998657828-3.png

_________________________________________________♪♫♬♪♫♬
________+________Imiona  → DION  d a n t o n  Dallaire                                                       dwadzieścia dwa  ←  wieK
________________________Orientacja  →  why so curious ¿                              studiuje kryminalistykę  ←  wykształceniE
________________________Wzrost  →  sto osiemdziesiąt cztery                                                 wysportowana  ←  sylwetkA
________________________Włosy  →  czarne                                                                                                          błękitne  ←  oczY


postęp w śledztwie = 0 %


Ostatnio zmieniony przez Rain (19-06-2019 o 11h39)


https://i.ibb.co/VLKLyWB/nomnom.png

Offline

#4 19-06-2019 o 17h57

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 902

https://cdn.discordapp.com/attachments/579670931337641997/590931502171291658/3e7e4f783065dcf31b3930fb00263b11.png

        Sobotnie poranki zdecydowanie znajdowały się w pierwszej dziesiątce rzeczy ulubionych Theo Babineaux. Zaraz po kawie, ciepłych croissantach i spacerach z Picasso. Brunet cieszył się leniwym czasem, wpatrując się w majaczącą we mgle wieżę Eiffla. Pies leżał mu na brzuchu, domagając się porannej porcji pieszczot, której chłopak nigdy mu nie odmówił. Było miło, ciepło, nikt mu nie przeszkadzał, żaden ważny egzamin nie majaczył nad głową, jednym słowem istna sielanka, której nic nie mogło zaburzyć. Nawet świadomość, że od dzisiaj po jego małym, studenckim mieszkanku krążyć będzie jeszcze jedna osoba. Nie miał ochoty nikogo zgarniać, ale ceny w centrum poszły w górę, robota w kawiarni kolidowała ze studiami, a stypendium naukowe nie wystarczało by opłacić i mieszkanie i jeść w miarę normalnie do kolejnej wypłaty. Nie pamiętał nazwiska tego, który się zgłosił, ani nawet by ten się pojawił wcześniej by chociaż raz spojrzeć na panujące w kamienicy warunki, ale to nie była sprawa Theo, więc po prostu się zgodził. Pocieszał się myślą, że jeśli tamten będzie wkurzający, on i Louis dopilnują by wyniósł się najszybciej jak się da.
          Wyobrażał sobie właśnie brzydkiego, grubego kolesia z dziwnym akcentem, do tego z plamami potu pod pachami, kiedy Picasso uniósł niespokojnie głowę, stawiając uszy w sztorc.
- Co jest, piesku? – zdziwił się, przyglądając się jak zwierzak nasłuchuje uważnie, żeby zaraz zeskoczyć z łóżka i pobiec do drzwi, szczekając radośnie.
            Theo opadł z powrotem na poduszki. Skoro pies się cieszył, mogło to oznaczać tylko jedną osobę. Nie bardzo chciało mu się wstawać, ani tym bardziej patrzeć na gębę rudowłosego, ale kiedy dzwonek rozdzwonił się po raz piąty, do tego przyjaciel zaczął do niego wydzwaniać, niechętnie podniósł się do siadu. Przez chwilę szukał okularów na biurku stojącym tuż przy łóżku, a kiedy już je znalazł, wcisnął na nos, ciesząc się, że świat znów nabrał ostrości. Jego pokój tradycyjnie przypominał pobojowisko szalonego naukowca. Biurko stojące pod oknem zarzucone było wszelkimi papierami i zeszytami, blat uginał się od ciężaru grubych książek, a tablica korkowa wyglądała jakby Theo planował co najmniej morderstwo ze szczególnym okrucieństwem. Przy drzwiach znajdował się regał również zawalony książkami, ale tu pomiędzy atlasami anatomii i innym naukowym bełkotem ktoś uważny mógł znaleźć rzadkie egzemplarze fantastyki, czy kryminału.
            Chłopak odnalazł w bałaganie na podłodze spodnie dresowe i wcisnął się w nie, plując sobie w brodę, że jeszcze trochę i kolejne będzie musiał zaopatrzyć w dodatkową gumkę, albo sznurówki, bo te spadały mu z tyłka. Przeczesał włosy dłonią, poprawił spodnie i powlókł się do drzwi, odpychając na bok zniecierpliwionego psa.
- Dłużej się nie dało? – zapytał go z uśmiechem Louis, od samego progu szczerząc zęby w szerokim uśmiechu. Chłopak był od niego wyższy o co najmniej dziesięć centymetrów, rudy i z błękitnymi, wesołymi oczami. Tradycyjnie miał na sobie moro bojówki i czarną koszulkę z krótkim rękawem. Na szyi nosił nieśmiertelniki, a w prawym uchu błyszczał mu kolczyk.
- Nie powinieneś być na jakieś odprawie? – odgryzł się, przepuszczając chłopaka w drzwiach. Picasso zaraz znalazł się przy nim, merdając zawzięcie ogonem i domagając się uwagi.
             Theo zostawił ich samym sobie, przechodząc do malutkiej kuchni, w kształcie kwadratu gdzie ledwo mieściła się lodówka, kuchenka, jeden blat z wiszącą nad nim szafką i mikroskopijnych rozmiarów stolik z jednym krzesłem. Za drugie z powodzeniem mógł robić parapet, gdzie Babineaux i tak zawsze siadał. W pomieszczeniu było dosyć czysto jeśli nie liczyć stosu piętrzących się w zlewie naczyń. Tego jednego chłopak nienawidził z całego serca, więc zabierał się za pracę dopiero w momencie, w którym brakło mu czystych talerzy. Wstawił wodę na kawę, zagrzał na gazie mleko i w momencie, w którym raczył się płatkami z mlekiem, Louis zadowolony ze spotkania z psem pojawił się w pomieszczeniu, od razu ładując się na krzesełko.
- Posprzątałbyś – zwrócił uwagę rudowłosy, wskazując na walające się po podłodze papierki po zupkach chińskich i torby z pobliskiej piekarni. – No chyba, że chcesz wykurzyć lokatora jeszcze zanim się rozpakuje – parsknął, wyglądając znacząco do salonu. Tam też panował lekki bałagan, poza tym meble, które Theo załatwił dla nowego współlokatora leżały w pudłach i czekały na skręcenie.
- Jak go zobaczę to ci powiem – mruknął, wypijając resztkę mleka.
             Jednak kiedy tylko okazało się, że w zlewie nie ma miejsca na kolejną miskę, Theo przygryzł wargę, stwierdzając że może jednak Louis miał rację. Nawet jeśli chłopak z drugiej strony telefonu był grubym informatykiem, powinien chociaż udawać, że zależy mu na porządku.
- No dobra – westchnął wyciągając brudne naczynia, by odnaleźć na samym spodzie zlewu gąbkę. – Posprzątam. Pomożesz mi? – zapytał, rzucając przyjacielowi bezradne spojrzenie znad szkieł okularów.
- O nie! Nie ze mną te numery. Twój krótkowzroczny wzrok sarny na mnie nie działa! – rudzielec z prędkością światła podniósł się ze swojego miejsca i z salonu przyniósł smycz. Dźwięk breloczków przywołał do niego zadowolonego z możliwości spaceru Picasso.
- Zabiorę ci psa z domu, żeby nie przeszkadzał – zaproponował, uśmiechając się szelmowsko.
- Łaskawca – prychnął. – Chociaż śmieci mi wynieś. To po drodze – próbował przekonać przyjaciela do pomocy, wpychając na szybko wszystkie widoczne śmieci do worków.
- Chcę za to piwo. I umówisz mnie z kimś z twojego kierunku. Lekarze są seksowni w tych swoich fartuszkach – mruknął zmysłowo, wciągając przed siebie ręce, jakby macał kogoś po tyłku.
- Zboczeniec – prychnął Theo, rzucając w niego ścierką. – Ale stoi, zobaczę co da się zrobić. Ostatnio Pierre narzekał, że dobry towar w klubach się skończył – pokręcił głową z dezaprobatą, przypominając sobie obrzydliwą rozmowę, w którą został wciągnięty przez kumpli z roku.
- No to jesteśmy kwita, dawaj te wory – roześmiał się, widząc że brunet nie radzi sobie z trzema wielkimi workami, okularami i spodniami zsuwającymi mu się z tyłka.
            Louis wyszedł, ciągnąc podekscytowanego owczarka na smyczy, zostawiając Theo samego z mopem, ścierką i odkurzaczem. Brunet westchnął zrezygnowany, a potem odpalił na laptopie jakąś składankę dzieł Mozarta i zabrał się za sprzątanie. Stracił rachubę czasu, ale kiedy do ogarnięcia pozostał mu jeszcze jedynie jego pokój, był całkiem zadowolony ze swojej pracy. Kuchnia wyglądała czysto i przytulnie, pachniała ciastkami, które skręcił w międzyczasie, stwierdzając że połączy przyjemne z koniecznym i skoro już się zabrał za zmywanie, to przy okazji upiecze coś pysznego. Mała łazienka odzyskała zielony kolor kafelków, do tej pory poszarzały przez osad z mydła. Kosmetyki zostały poukładane równo, i upchnięte na jednej z dwóch półeczek, pranie wirowało w pralce. Salon nadal przypominał pobojowisko, ale bardziej ogarnięte. Theo przesunął szarą, rozkładaną sofę pod jedną ścianę, robiąc miejsce na ewentualne łóżko. Biurko do złożenia i mała szafka czekały aż ktoś się za nie zabierze, a staromodny telewizor z czterema kanałami znalazł się w miejscu, gdzie nikomu nie przeszkadzał, a i stwarzał możliwości obejrzenia czegoś bez okręcania głowy.
              Chłopak uśmiechnął się do siebie, zadowolony, po czym złapał za mop i już miał zamiar zaszyć się w Królestwie Medycyny jak nazywał swój pokój, kiedy rozległ się dzwonek u drzwi. Zmarszczył brwi, ale odstawił przyrząd, obiecując Louisowi, że jeśli to on, połamie mu wszystkie dwadzieścia siedem kości prawej dłoni.
- Zapomniałeś klu… - zaczął, otwierając gwałtownie drzwi, by przestraszyć przyjaciela, ale zamiast niego, na klatce schodowej dostrzegł… niezłe ciacho. Przełknął głośno ślinę, z wrażenia zapominając, że okulary zjechały mu na czubek nosa, ma na sobie luźne dresy i ostatnia porcja ciasteczek pali mu się w piekarniku.
- Emm… Nowy współlokator? – zapytał głupio, prostując się, żeby zaraz poczuć delikatny swąd spalenizny.
- Cholera, ciacha - warknął do siebie, biegiem znajdując się w kuchni. – Wejdź, rozgość się! – krzyknął do nieznajomego, walcząc z piekarnikiem. Z rozpędu zapomniał, że blacha będzie gorąca i złapał ją gołymi rękami. – Kur… - wyrwało mu się, kiedy ból rozlał się po jego palcach. Natychmiast odkręcił zimną wodę w kranie i wsadził pod nią poparzone dłonie.
- Ugh, sorry za zamieszanie – spróbował się uśmiechnąć do stojącego w progu przystojniaka, ale kiepsko mu szło. – Jestem Theo, to ze mną będziesz mieszkał –]/color] przedstawił się, myśląc niewesoło, że to najgorsze powitanie jakie mógł komukolwiek zgotować.


Pomyliłam niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
https://cdn.discordapp.com/attachments/579670931337641997/604051060125859841/picsart-07-25-09-04-25.png

Offline

#5 20-06-2019 o 22h37

Straż Cienia
Rain
Akolita Sylfy
Rain
...
Wiadomości: 1 315

x
__________________https://i.ibb.co/MctTvt6/Be-Funky-design-11-1.png

    — To już ostatnia...
    Dion otarł sobie czoło i uniósł ręce wysoko do góry, przeciągając się z westchnieniem. Udało mu się przenieść ósmą skrzynię z nowymi kwiatami i ustawić ją na wystawie kwiaciarni, tuż przy oknie, tak, aby przechodzący obok mogli podziwiać różnobarwne okazy natury. Od paru tygodni chłopak pracował w tym miejscu, ponieważ potrzebował pieniędzy na utrzymanie się. Czasy były ciężkie, ceny wynajmu nieruchomości niedawno podskoczyły prawie dwukrotnie. To od tego momentu zrozumiał, że jego średniej wielkości kawalerka była już dla niego za duża i musiał sobie poszukać czegoś bardziej przystępnego. W internecie trafił na ogłoszenie małego mieszkanka w centrum dla "niewymagającego studenta". Wydawało mu się, że pasował do tego opisu, więc wkrótce odezwał się do współlokatora na podany numer i umówił się na tę sobotę na wprowadzenie. Nie spodziewał się żadnych niespodzianek, choć jeśli ostatecznie wyszłoby na to, że ogłoszenie było przekrętem i miejsce nie wyglądało tak, jak mu obiecano, zawsze mógł jeszcze odstąpić od umowy.
    Wyrwał się z zamyślenia i zabrał do sprzątania kwiaciarni. Pozamiatał podłogę, pozbierał drobne kawałki wstążek i powyrzucał je do śmieci. Podlał niektóre okazy, nawiózł je, spryskał nabłyszczaczem i zamknął kasę na klucz. Był gotowy. Zabrał swoją sportową torbę i plecak napakowane potrzebnymi mu przedmiotami i wyszedł z kwiaciarni.
    Telefon zawibrował mu w kieszeni. Właśnie otrzymał wiadomość na messengerze. Pisał do niego jego dwuletni chłopak, Noe.

    Noe: jak nowe mieszkanie?ヾ(❀╹◡╹)ノ゙
    Dion: właśnie tam jadę
    Noe: jeśli zobaczysz jakiegoś szczura, natychmiast stamtąd wychodź (゚ω゚;)
    albo choćby kurz na szafie
    martwię się też, że ten twój współlokator może być niebezpieczny...

    Dion przewrócił oczyma.
    Dion: dam sobie radę. niedługo się odezwę
    Noe: pamiętaj, że moja propozycja jest ciągle aktualna


    Dion miał ją ciągle z tyłu głowy. Noe zaproponował mu przeprowadzkę do swojego mieszkania jeszcze na wiele miesięcy zanim tego potrzebował. Tym, co powstrzymywało studenta przed wprowadzeniem się, były dwie rzeczy: duma i obawa. Duma, ponieważ wiedział, że Noe dobrze zarabiał na swoich rzeźbach i nie zgodziłby się na jego dokładanie się do czynszu. Obawa... cóż, jeśli spędzaliby niemal każdą chwilę razem, każdą noc razem, to ciało Diona prawdopodobnie by tego nie wytrzymało. Noe miał swoje potrzeby i naprawdę bardzo go lubił.
    Dion przypomniał sobie, jak się poznali. To było w trakcie jego pierwszego roku na kryminalistyce. Gubił się jeszcze na uniwersytecie, nie potrafił powiedzieć, gdzie znajdował się który wydział, nie znał dobrze ludzi. Przyjechał ze wsi, więc ilość osób znajdujących się wokół nieco go przytłaczała — studentów było co najmniej kilka tysięcy. Pewnego dnia biegł na wykłady spóźniony i jak ten głupek znalazł się na korytarzu prowadzącym do pracowni artystycznych. Ujrzał ludzi malujących obrazy, fotografów, rzeźbiarzy. Wszyscy patrzyli na niego zdziwionym wzrokiem, gdy zaglądał do sal, a on, niezadowolony z siebie, szybko zamykał drzwi. Taki był z niego detektyw, ale w terenie genialnie się nie odnajdywał.
    Przyspieszył kroku, by nadrobić stracony czas i znaleźć swoje zajęcia. Wbiegł w kolejny zakręt... i wpadł na kogoś drobnego. Rozległ się bardzo dziwny dźwięk rozbijanego tworzywa, a kiedy Dion otworzył oczy, ujrzał niebieskowłosego chłopaka patrzącego na podłogę z przygryzioną ze zmartwienia wargą. Dion powiódł za jego spojrzeniem i powstrzymał przerażony wyraz twarzy. Właśnie doprowadził do zniszczenia rzeźby, w dodatku całkiem ładnej, przedstawiającej drzewo. Teraz gałęzie rośliny wykonanej ze szkła leżały połamane.
    — Tak bardzo mi przykro... — nie za bardzo wiedział, jak powinien się zachować, czy pomóc to posprzątać, pocieszyć nieznajomego, czy może zaproponować pokrycie kosztów. Obawiał się jednak, że na to ostatnie mogłoby mu nie wystarczyć.
    Ku jego sporemu zdziwieniu, niebieskowłosy podniósł się na nogi, otrzepał i spojrzał z obojętnością, a może i odrobiną pogardy na zniszczony przedmiot.
    — Nie ma o czym mówić, to i tak była tylko czyjaś wyjątkowo amatorska próbka — wzruszył ramionami i przejechał wzrokiem po Dionie; uniósł brwi i cicho zagwizdał. — Hej, jesteś niezły.
    Dion był skonfundowany. — Słucham?
    Nieznajomy uśmiechnął się tajemniczo i wyciągnął w jego stronę rękę.
    — Nazywam się Noe.
    — Dion... — odparł chłopak i z niewielkim skrępowaniem przyjął to, że drugi przez niepoprawnie długi moment trzymał jego dłoń w swojej. — Też tu studiujesz?
    Noe pokręcił głową. Wyglądał, jakby powstrzymywał się od śmiechu.
    — Dlaczego ludzie tak myślą? Jestem artystą, pomocnikiem nauczyciela — powiedział, a Dion rozszerzył oczy. Noe zmrużył swoje i uśmiechnął się. — Mówił ci ktoś, że można z ciebie czytać jak z otwartej książki?
    Student naprawdę nie wiedział, co na to odpowiedzieć. Z jakiegoś powodu w obecności tego nowego kolegi czuł się prawdziwie niezręcznie. Nie w takim sensie, że nie podobało mu się jego towarzystwo, tylko jakby... zależało mu na jego zdaniu. Ten Noe był taki cool, Dion nie chciał wyjść na niegodnego tej rozmowy.
    — Chcesz się umówić na kawę? — wyparował, zanim zdążył się zastanowić.
    Teraz niebieskowłosy wyglądał już na zbitego z tropu. Po momencie zawieszenia parsknął i schował sobie dłonie za plecami.
    — Jesteś odważny, by podrywać kogoś takiego jak ja — Dion zupełnie nie wiedział, co on mógł mieć przez to na myśli. — Ale jesteś też słodki, więc zgadzam się. Kończę o siedemnastej.
    Od tego czasu ich relacja przeszła wiele zmian, ale jedno było pewne — Noe był zafascynowany Dionem, który dotąd nie zaznał miasta, a Dion nie potrafił oprzeć się charyzmatycznej osobowości Noe. W całym chłopaku była tylko jedna rzecz, która do dziś Diona zastanawiała.
    Jego sekret.
    Dion był prawie detektywem. Pewne rzeczy po prostu nie uchodziły jego spostrzegawczości, a szczególnie nie jeśli chodziło o kogoś, kogo dobrze znał. Był przekonany, że Noe coś ukrywał, bo czasem po prostu udawał się na spotkania, których nie potrafił wyjaśnić, i tylko całował Diona w policzek mówiąc, że to sprawy dorosłych. Nie chciał go w nic wciągać, a Dion podejrzewał, że rzeźbiarz mógł mieć problemy, bądź też po prostu kogoś na boku. Ale tę koncepcję wolał od siebie odsuwać... przynajmniej dopóki nie straci do tego wszystkiego cierpliwości.
    Udało mu się dostać do jakiegoś autobusu i w telefonie znaleźć drogę do mieszkania. Był nieco podekscytowany tym, kogo tam spotka i jak jego życie potoczy się od tego momentu. Oczywiście jeśli zobaczy jakiegoś szczura, od razu odejdzie. Uśmiechnął się do siebie samego i oparł się o szybę, czekając na koniec podróży.
    Wreszcie stanął przed odpowiednią kamienicą, popchnął otwarte drzwi (chyba miały zepsuty zamek) i dotarł na górę, do mieszkania numer 9. Po drodze mignął mu jakiś chłopak z psem. Nie zdążył mu powiedzieć 'dzień dobry'.
    Zadzwonił dzwonkiem, prostując się i szykując na przyjazne przywitanie. Mina nieco mu zrzedła, gdy drzwi otworzyły się z nienaturalnie dużym impetem, a ktoś wyskoczył na niego tak, jakby chciał go przestraszyć. Uroczy, kasztanowowłosy chłopak stał przed nim i poprawiał sobie okulary, wykazując oznaki speszenia. Dion nagle został pozostawiony u progu, bo przyszły współlokator wbiegł z powrotem do środka, jakby się paliło.
    Niepewnie zamknął za sobą drzwi, gdy już, zdaje się, sytuacja podbramkowa dobiegła końcowi. Wszystko dzięki mniej lub bardziej poradnemu zachowaniu Theo, który właśnie mu się przedstawił.
    — Dion — student zbliżył się dwoma krokami i wyciągnął w jego stronę rękę, ale zarazem zauważył, że ta chłopaka wyglądała na mocno zaczerwienioną.
    — Może jeszcze potrzymaj je pod wodą — zaproponował ze zmartwieniem, odkręcając kran i zachęcając Theo, by tak zrobił. Zwrócił uwagę na ładny zapach unoszący się w kuchni, a to z kolei sprawiło, że dojrzał... tacę z ciastkami postawioną na małym stoliku. Przez głowę przemknęła mu myśl, że to mogła być przekąska powitalna dla niego, ale nie chciał stworzyć niezręcznej sytuacji przez taką sugestię — wciąż mógłby się mylić. Zamiast tego odłożył swoje bagaże na bok i poszperał w torbie, ostatecznie znajdując to, czego szukał.
    — Theo? — zapytał, pragnąc zwrócić na siebie uwagę chłopaka. W dłoniach trzymał doniczkę ze storczykami. — Jestem pewien, że będzie nam się przyjemnie razem mieszkało. To na dobry początek — ułożył kwiatek na stoliku. Jest dla ciebie.

Ostatnio zmieniony przez Rain (20-06-2019 o 22h38)


https://i.ibb.co/VLKLyWB/nomnom.png

Offline

#6 21-06-2019 o 14h42

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 902

_____________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/579670931337641997/590931502171291658/3e7e4f783065dcf31b3930fb00263b11.png
      Trzymając piekącą dłoń pod wodą, Theo nie mógł się nadziwić własnej głupocie. Od kiedy był taki niezdarny i nieporadny? Na dodatek w kuchni, która od zawsze była jego domem w domu i w której czuł się najlepiej. Gdyby Louis go zobaczył, nie dałby mu spokoju do końca życia. Na szczęście go tu nie było, był za to ten uroczy, ale seksowny chłopak, który patrzył na niego jakby nie wiedział, czy powinien się przywitać, czy raczej uciec jak najdalej. Theo miał ochotę poradzić mu to drugie, dopóki jeszcze ma szansę, ale wtedy chłopak się przedstawił. Dion. Imię słodkie i niewinne, pasujące jak ulał do stojącego przed nim studenta. Nawet jeśli do tej pory Babineaux miał jakieś wątpliwości, czy jego nowy współlokator będzie spokojny, jego aktualne zachowanie całkowicie je rozwiało. Wiedział, że może się mylić, a ten miły uśmiech być tylko na pokaz, tak samo jak jego sprzątanie, ale miał zamiar zaufać pozorom.
            Słysząc swoje imię, podniósł wzrok znad zaczerwienionej skóry, zastanawiając się czy balsam z liści aloesu nadal był na swoim miejscu, czy Louis zdążył mu go podwędzić, kiedy nie patrzył. Nie spodziewał się prezentu. A tym bardziej nie kwiatka.
- Nie musiałeś – powiedział odrobinę skonfundowany, nie bardzo wiedząc co zrobić z darowanym mu storczykiem. W kuchni nie mógł zostać, nie było w niej na niego miejsca, a gdyby zostawił go na parapecie, mógłby go przez przypadek strącić. – Niemniej dziękuję, jest… bardzo ładny – dodał szybko, nie chcąc wyjść na gbura, nawet jeśli nie bardzo wiedział jak się nim zająć. Trzeba będzie sprawdzić w necie – pomyślał, zakręcając kran. Zimna woda złagodziła ból, ale wiedział że to tylko chwilowe. Korzystając z chwili spokoju, przeniósł doniczkę na parapet, zapisując w pamięci, żeby nie ryć się z dupą na swoje miejsce, dopóki kwiatek nie znajdzie się w jego pokoju.
- Chcesz jakiejś kawy, albo herbaty? – zapytał już trochę pewniej, upominając się w myślach, że przecież jest u siebie i nic czego by nie zrobił nie może zostać odebrane jako nienormalne, czy nie na miejscu. W końcu też przypomniał sobie o ciastkach.
- O, właśnie, poczęstuj się ciastkami, póki są – zaprosił go do skosztowania, łapiąc w zęby dwa na raz, domyślając się, że dopóki Louis nie wróci jest jeszcze szansa, że zje chociaż jedno. Delikatne ciasto francuskie z dżemem rozpadało mu się w ustach, ale nie przejął się tym zbytnio, zajęty wyciąganiem ostatniej, lekko przypalonej porcji z piekarnika. Tym razem założył rękawice kuchenne.
- Chcesz zobaczyć resztę mieszkania? – zapytał nowego współlokatora, poprawiając zsuwające mu się z tyłka spodnie.
- To będzie twój pokój – powiedział, wprowadzając go do salonu. – Nie bardzo mnie stać na drugie łóżko, ale kanapa nie jest tak niewygodna na jaką wygląda – zapewnił, poklepując szary mebel po zagłówku. – Załatwiłem ci biurko i szafkę z Ikei, ale nie miałem kiedy ich skręcić, jak tylko wszystko ci pokażę to mogę się za to zabrać – zaproponował, jakoś tak nie czując się dobrze z tym, że ktoś o tak słodkim uśmiechu miałby to zrobić sam, skoro to on był gospodarzem.
- Tam nie musisz wchodzić, to mój pokój – machnął ręką na otwarte drzwi do Królestwa Medycyny, gdzie widać było tylko kawałek zawalonego wszystkim i niczym biurka.
- Tu jest łazienka, tylko ostrzegam, że zamek nie koniecznie chce współpracować, a jak próbowałem go naprawić to chyba zepsułem go jeszcze bardziej. Także radzę się nie zamykać… - powiedział ponurym tonem, przypominając sobie tą niewesołą sytuację, kiedy któryś z kumpli Theo o tym zapomniał i musieli wołać dozorcę.
              Pokazał mu półeczkę na kosmetyki, sprawdził czy jego pranie jest już dostatecznie wyprane, a kiedy okazało się, że nie, wrócili do kuchni. Jeszcze raz spytał o coś do picia, a słysząc niekoniecznie satysfakcjonującą go odpowiedź, wzruszył ramionami i wyciągnął z szafki dwa kubki. Jeden z motywem słoneczników Van Gogha, drugi z Mona Lisą. Zaraz po pomieszczeniu rozszedł się zapach aromatycznej kawy. Kiedy tylko Dion dostał swój kubek ze słonecznikami, a Theo przypomniał sobie, że ma stać, dopóki nie przestawi storczyka, zdał sobie sprawę z tego, że w zasadzie nie bardzo wie, co powinien powiedzieć. Wahał się czy zacząć rozmowę o jakichś zasadach panujących w mieszkaniu, czy zapytać, kim właściwie jest, bo z samego wyglądu nie był w stanie domyślić się w zasadzie niczego. Jedyne co wiedział, to że siedzący naprzeciwko niego chłopak jest przystojny i ma na imię Dion. Dziwnie mu było, gościć w swoim domu kogoś, o kim nie wiedział absolutnie niczego.
               Powstałą niezręczną ciszę przerwał szczęk klucza w zamku. Dopiero wtedy Theo przypomniał sobie o jednej, bardzo ważnej rzeczy.
- Cholera, zapomniałem zapytać – rzucił pospieszne spojrzenie na siedzącego na krześle bruneta. – Boisz się psów? – zapytał, ale było już za późno.
                Picasso, wyczuwając w domu obcą osobę, wpadł do pomieszczenia, ujadając głośno. Theo odstawił kubek na blat i dopadł do psa, łapiąc go za obrożę, w razie gdyby ten zechciał rzucić się na nowego lokatora.
- Cicho, narwańcu, siad. Siad, powiedziałem! – warknął głośno, chcąc zwrócić na siebie uwagę zwierzaka. A kiedy ten spojrzał na niego swoimi brązowawymi oczami, posłał mu spojrzenie pełne dezaprobaty. – No i czego się tak denerwujesz – westchnął, gładząc psa po głowie, kiedy ten w końcu posłusznie posadził tyłek na podłodze. – Nikt mnie, ani tobie nie robi krzywdy – zapewnił go, wiedząc że może i wygląda głupio, gadając do psa, ale święcie wierzył, że ten go rozumie. Picasso zaskomlał cicho, ale uspokojony ułożył się na kolanach Theo.
- Przepraszam za niego – westchnął Babineaux, przenosząc spojrzenie na Diona. – Zapomniałem o nim wspomnieć w ogłoszeniu – dodał, czując się strasznie głupio z tego powodu. W końcu Dion mógł mieć alergię, albo po prostu bać się psów. – Picasso jest trochę nerwowy przy nowych osobach, ale dopóki nie będziesz próbował go dotknąć będzie w porządku. Nie ugryzie cię. Później się przyzwyczai – zapewnił gorliwie, wiedząc że dopóki nie minie kilka dni, a Picasso nie będzie miał okazji obwąchać Diona i wszystkich jego rzeczy, może różnie reagować.
              Theo wierzył, że sytuacja została opanowana, nawet sięgnął dłonią po kubek zostawiony na blacie, kiedy z korytarza rozległ się pośpiewujący jakieś szanty głos Louisa. Szatyn wolał jeszcze raz dotknąć rozgrzanej blachy z piekarnika, niż musieć się teraz użerać z przyjacielem i zdenerwowanym psem.
- Czuję coś dobrego – rudzielec pojawił się na progu, węsząc w powietrzu jak pies myśliwski za zwierzyną. Oczy miał przymknięte, ale kiedy tylko je otworzył i dojrzał siedzącego Diona, jego usta rozciągnęły się w seksownym uśmieszku. – Ulala… więc to jest ten twój gruby informatyk, Theo? Chciałeś go zachować tylko dla siebie, co? – rzucił, znajdując się tuż przy chłopaku, żeby zaraz złapać go za dłoń i ucałować jej wierzch. – Cześć, jestem Louis. Słyszałem, że za mundurem panny sznurem, ale jestem ciekaw, jak to jest z takimi przystojniakami jak ty. Powiedz, lecisz na moro? – dopytywał go, poruszając sugestywnie brwiami.
- Louis czy chociaż raz możesz się zachować jak na normalnego człowieka przystało? – rzucił Theo zirytowany, żałując że ścierka została gdzieś na blacie, a jeśli dalej chciał trzymać Picasso, musiał zrezygnować z przyjemności rzucania w przyjaciela przedmiotami.
- Pomyślmy… Nie! – ucieszył się, ale wyprostował się i przestał naruszać przestrzeń osobistą nowego znajomego. Dopatrzył się za to ciastek i kubka Theo.
- Nie zwracaj uwagi na tego kretyna, Dion. Jego też nie było w ogłoszeniu, ale chyba rozumiesz dlaczego – mruknął złośliwie, posyłając rudemu ostre spojrzenie, z którego tamten nic sobie nie zrobił, popijając bezczelnie kawę z jego kubka. – Na szczęście on tu nie mieszka.
- Ale często wpada – dorzucił Louis puszczając chłopakowi oczko. – Czym się zajmujesz? Bo chyba informatykiem nie jesteś? – zapytał go rudzielec, pochłaniając w zastraszającym tempie ciastko za ciastkiem.

Ostatnio zmieniony przez Ischigo (21-06-2019 o 14h43)


Pomyliłam niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
https://cdn.discordapp.com/attachments/579670931337641997/604051060125859841/picsart-07-25-09-04-25.png

Offline

#7 23-06-2019 o 23h45

Straż Cienia
Rain
Akolita Sylfy
Rain
...
Wiadomości: 1 315

x
__________________https://i.ibb.co/MctTvt6/Be-Funky-design-11-1.png

    Dion przez moment nie był pewien, czy dobrze postąpił kupując kwiatek dla Theo. Nie chciał, aby chłopak opacznie coś zrozumiał lub był niezadowolony. Student był też gotów zaoferować, że sam zajmie się rośliną, dzięki pracy w kwiaciarni wiedział, czego jej potrzeba. Na razie została mu jednak zaproponowana herbata, a potem nadmieniono istnienie ciasteczek. Chłopak wziął jedno z nich i podążył za współlokatorem. Przyjrzał się salonowi, w którym miał od teraz mieszkać. Kanapa i jeszcze niezłożone dwa meble. Nie było tak źle. Trochę gorzej wyszło z łazienką, której drzwi podobno nie wolno było zamykać. Wolne żarty. Dion czuł się trochę niepewnie z tym, że ktoś miałby słyszeć jego czynności higieniczne lub  — co gorsza — go podglądać. Miał nadzieję, że da radę jakoś to ominąć dzięki skutecznym ustaleniom z Theo. Mógł też sam spróbować zabrać się za zamek.
    Potem znowu stanęli w kuchni i chłopak podziękował za kawę, przyjmując w dłonie kubek w słoneczniki. Niestety, nie minęło nawet kilkanaście sekund, a dłonie zatrzęsły mu się niebezpiecznie, powodując takie drżenie, przez które ciecz niemal nie rozlała się na podłogę. Dion z zaskoczeniem popatrzył na skaczącego w jego stronę psa. Tego się z pewnością nie spodziewał. I uważał, że to bardzo nie w porządku, że współlokator w żaden sposób nie poinformował go o tak dużym zwierzęciu także przebywającym w domu.
    Wysłuchał przeprosin i podrapał się w głowę.
    — Cóż, za tę cenę i tak nie znalazłbym lepiej... — mruknął. Obejrzał psa od góry do dołu. Wyglądał na zdrowego i bystrego. Kto wie? Może Dion mógł jeszcze wyjść z całej tej sytuacji na prostą. Gdyby tak nauczył go tropić albo...
    Jego tok myślowy został gwałtownie przerwany pojawieniem się kolejnej niespodzianki w ich mieszkaniu. Rudowłosy mężczyzna zareagował na obecność nowego lokatora dość nietypowo, wspominając coś o grubym informatyku, a potem z jakiegoś powodu ucałowując dłoń Diona. Chłopak uniósł brew, zastanawiając się, czy takie gesty przypadkiem nie wyszły już z mody i czy dobrze nie kojarzył, że stosowano je jedynie wobec kobiet. Theo szybko przyszedł z odsieczą, nazywając nawet Louisa kretynem. Dion popatrzył po nich obojgu, ale nie dostrzegł żadnej prawdziwej niesnaski. Po prostu się ze sobą droczyli, jak to bliscy przyjaciele.
    — Informatykiem? Czy tu chodzi o jakiś żart oparty na stereotypach? — zapytał. Właściwie wszystko mu było jedno. — Studiuję kryminalistykę. Chcę jeszcze pod koniec tego roku zostać detektywem — oznajmił, wzruszając ramionami i biorąc łyk ze swojej kawy.   
    Planował to od tak dawna, że mógłby zamiast dokładnej ilości lat podawać, iż 'robił to od zawsze'. W dzieciństwie grał w pewną zespołową grę dla dorosłych — Solve your case. Pamiętał, jak jego rodzina i znajomi nie rozumieli wielu z jej zagadek i spraw, on zaś był w stanie rozwiązać każdą, i to jako siedmiolatek. Gdy w telewizji pojawiały się informacje na temat różnych zbrodni, jako maluch zazwyczaj był w stanie przewidzieć, który z podanych podejrzanych miał okazać się sprawcą. Łatwo szło mu odgadywanie motywów przestępców. Jego tata był policjantem, więc zauważył Diona zapał i talent, i to on nauczył go wielu rzeczy związanych ze sprawami kryminalnymi.  Studia były ciekawym dodatkiem, ale Dion chciał już znacznie więcej. Przerastał swoich wykładowców i wiedział o tym. Teraz musiał im to tylko udowodnić. Istniał na to sposób; jeśli rozwiązałby osobiście jakąś sprawę i napisałby genialną pracę na jej temat, mógł zakończyć naukę w trybie przyspieszonym i otworzyć własne biuro detektywistyczne. Jedynym problemem było to, że... nie znalazł jeszcze żadnej intrygi, którą mógłby się zająć. A czas uciekał.
    — A jak ty radzisz sobie w wojsku, Louis? Ciężko jest na medycynie, Theo? — zapytał, z delikatnym uśmieszkiem ukrytym przez kubek w słoneczniki popatrując na chłopaków.


https://i.ibb.co/VLKLyWB/nomnom.png

Offline

#8 24-06-2019 o 01h33

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 902

__________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/579670931337641997/590931502171291658/3e7e4f783065dcf31b3930fb00263b11.png
       Siedząc na podłodze, Theo zastanawiał się, czy przyjmowanie pierwszego lepszego chętnego z ogłoszenia to był dobry pomysł. Niby Dion nie zrobił jeszcze niczego, co mogłoby mu się w nim nie spodobać, a jednak Babineaux czuł się dziwnie, kiedy patrzył na twarz bruneta i nie potrafił z niej wyczytać w zasadzie niczego. Kontakty międzyludzkie zazwyczaj przychodziły mu z łatwością, tak samo jak nawiązanie rozmowy, ale było coś w tym nieznajomym, co sprawiało, że czuł się jakby miał obok siebie kogoś, kto myślał inaczej niż on. I nie był do końca pewien, czy to tylko jego wyobraźnia, czy naprawdę Dion miał jakąś taką niecodzienną aurę. Wmawiał sobie, że to przez nieznajomość chłopaka i kiedy już pozna go trochę lepiej, przestanie dla niego być aż taką zagadką.
        Nadstawił ucha, chcąc dowiedzieć się, co studiuje jego nowy współlokator, a słysząc słowo „kryminalistyka”, szczęka niemal opadła mu do samej ziemi. Nie tego się spodziewał. Jakiegoś architekta wnętrz, artysty, przyszłego polityka – może, ale nigdy nie wpadłby na to, że chłopak z ogłoszenia okaże się przyszłym detektywem. Na dodatek bardzo ambitnym detektywem. Nie mógł ukryć zdziwienia, ale i podziwu. Dla niego zabawa w domysły i opieranie się na przeczuciach nie szło ze sobą w parze. Nigdy nie był dobry w grach, gdzie głównym atutem okazywała się intuicja, dlatego poszedł na medycynę. Czyste fakty, zero domysłów. A przynajmniej w większości przypadków. Siedział cicho, przetrawiając informację w spokoju, gładząc odruchowo aksamitną sierść na głowie Picasso.
          Louis nie szczędził za to ani reakcji, ani pochwał, ani niczego, co tylko każdy z nich mógł sobie w tej sytuacji wymyślić. Gwizdnął głośno, z uznaniem, gapiąc się bezczelnie na Diona z podziwem.
- No nieźle – powiedział z uśmiechem, spoglądając znacząco na Theo. – Geniusz nam się znalazł. Nie wiem jak ja z wami dwoma teraz wytrzymam – parsknął Louis, a Theo natychmiast wydał z siebie odgłos triumfu, wyrzucając w powietrze jedną dłoń zaciśniętą w pięść, jakby w końcu spełnił się jego najpiękniejszy sen.
- Przestaniesz przychodzić? – zapytał z nadzieją, za co zaraz oberwał po głowie kawałkiem ciastka.
- Chciałbyś – parsknął chłopak, kręcąc głową z niedowierzaniem.
                Trafione pytania Diona sprawiły, że Louis i Theo spojrzeli najpierw na siebie, potem na bruneta z zaskoczeniem wypisanym na twarzy.
- Skąd wiesz? – zapytał go rudzielec zafascynowanym tonem.
- Właśnie… skąd wiesz? – dodał Theo, ale bardziej podejrzliwym głosem. Niby cały czas był z Dionem i nie spodziewał się, by ten zapuścił żurawia do jego pokoju, ale może coś przeoczył?
               Wysłuchał odpowiedzi chłopaka ze zmarszczonymi brwiami, zastanawiając się, czy naprawdę mógł być tak bystry, by po tych kilku drobnych szczegółach domyślić się wszystkiego, czy raczej wcale nie był aż taką przypadkową osobą z ulicy, do której zadzwonił o mieszkanie. Może wcześniej go śledził? Tylko po co, skoro Theo nigdy nie zrobił nic, żeby zwrócić na siebie uwagę kogokolwiek poza tymi szalonymi studentkami pielęgniarstwa. Ale może był? Skoro chciał tak szybko stać się profesjonalnym detektywem, to może miał w zanadrzu jakieś ciekawe sztuczki.
- Odpowiadając na twoje pytanie, w wojsku radzę sobie świetnie – pochwalił się Louis, który w końcu otrząsnął się z szoku i przeszedł z rewelacjami Diona do porządku dziennego. Theo zawsze mu tego zazdrościł. Nie ważne co by się nie działo, Gauthier nigdy nie potrzebował dużo czasu by się zaadaptować do sytuacji. W przeciwieństwie do Theo. – Co prawda, na razie mam tylko stopień kaprala, ale już wyznaczyli mnie do szkolenia nowego oddziału. Nie narzekam, koty są zabawne no i zawsze znajdzie się ktoś ciekawy do poderwania – parsknął, a w niebieskich oczach pojawił się niebezpieczny błysk.
- Tobie tylko jedno w głowie – prychnął Theo, kręcąc głową z politowaniem, gdyby tylko Louis więcej pokazywał ze swojej artystycznej strony, rozmawiałoby się z nim znacznie prościej, a przynajmniej tak sądził Babineaux, który znał przecież wszystkie jego dobre i złe strony.
- Tobie też. Medycyna – parsknął Louis, patrząc na przyjaciela z rozbawieniem w spojrzeniu. – Jak twój staż w szpitalu? – zapytał, a szatyn natychmiast spochmurniał, jakby mężczyzna nieostrożnie nadepnął mu na odcisk.
- Nieważne – odpowiedział, podnosząc się z ziemi. Nadal trzymał Picasso za obrożę, ale widząc że ten wpatruje się tylko z postawionymi uszami na Diona, puścił go. – Chodźmy skręcić ci meble – powiedział do przyszłego detektywa, przepuszczając jego i Louisa przodem.
                  Obserwował przez chwilę psa, a widząc że ten spojrzał na niego, jakby nie koniecznie wiedział, co ze sobą zrobić, Theo wskazał mu głową swój pokój. Zwierzak zakręcił się w miejscu, niezdecydowany, a potem posłusznie poczłapał do Królestwa Medycyny, gdzie ułożył się na rozbebeszonym łóżku chłopaka.
           Kiedy Theo w końcu wszedł do salonu, Louis właśnie rozrywał karton z częściami do złożenia biurka. Musiał też poudawać zaradnego mężczyznę i spróbował wyrzucić instrukcję za okno, ale chłopak w porę zainterweniował i złapał ją w momencie, w którym ta szybowała w stronę otwartego nieba.
- Odbiło ci? – zapytał pozornie uprzejmym tonem, a Louis natychmiast spojrzał na niego z szerokim uśmiechem.
- Rozchmurz się, księżniczko. Mamy puzzle do ułożenia – powiedział, wskazując rozłożone na podłodze części, które wcale nie wyglądały jakby należały do jednego mebla ani tym bardziej do biurka.
- Przyłączysz się? – zapytał Theo Diona, kiedy za nic w świecie nie mógł skojarzyć narysowanego w instrukcji kawałka z tym co miał przed sobą. – A tak w ogóle, co trzeba zrobić, żeby zdać wcześniej studia kryminalistyczne? Musisz kogoś zapuszkować? – dopytał, szczerze zaciekawiony. Nie miał wśród znajomych nikogo, kto zagłębiałby tę profesję, a nawet jeśli sam nie miał w tym kierunku żadnych uzdolnień, kryminały były równie pociągające co atlas anatomii.


Pomyliłam niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
https://cdn.discordapp.com/attachments/579670931337641997/604051060125859841/picsart-07-25-09-04-25.png

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1