Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3

#1 03-07-2019 o 12h37

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 577

https://fontmeme.com/permalink/190703/cc2358d178bc9c73af059c3d45e6b135.png
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596065419744378880/unknown.png
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596076400100769792/cos2.png


Wkraczanie w dorosłość nie jest łatwe.
Pierwsze poważniejsze związki, praca, poszukiwanie własnego miejsca na świecie.
To wszystko potrafi przysporzyć człowiekowi bólu głowy, a co dopiero młodej wiedźmie, czy czarownikowi?!

Hogansville.
Stolica czarodziejów. Tak tytułują miejsce, gdzie znajduje się jedna z najlepszych magicznych uczelni na świecie.
Każdy zaczyna ją w wieku 18 lat, kiedy jego zdolności dochodzą do najbardziej rozwojowego punktu.
Ba! Niekontrolowane tryskają na boki. Niektórym wystarczy chwila, żeby znaleźć swoją specjalizację i wstępnie powstrzymać je od wyrządzania szkód. Inni potrzebują niestety nieco więcej czasu.


https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596076400100769792/cos2.png



https://fontmeme.com/permalink/190703/3726a4889f483d2215b79356d39787e1.png


O bałagan. Jesteśmy młodymi ludźmi, którzy starają się przeżyć w akademiku i nie zdemolować okolicy swoją magią.
To nie Hogwart. Czarujemy tylko siłą woli, machając łapką, czy z pomocą jakiegoś przedmiotu.
Każdy jest inny i ma własne spaczenia. Są i tacy, którym do skupienia potrzebny jest kijek w łapie, ale to wyjątki. Innym przydaje się dobrze ułożona fryzura. Kto by pomyślał, żeby tak z kitką rzucać uroki... No każdy miewa inaczej.




https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596076400100769792/cos2.png


https://fontmeme.com/permalink/190703/50438fee81e729b97eeedc70888a5c01.png


♂ Cornelius Axel Vaughn             @Berrine
♂ Calle Jae Sung                            @Berrine
♂ Magnus Reagan Larkin                 @Nieve
♂ Jacques Montagna                           @Doc
♂ Wellington Hallows                    @Morenn
♂ Charles Orion Crawford        @Maelneth
♂ Logan Christopher Alvers    @KaMiNaRi
♂ ?          @Kayleigh

♂♀ Lucius Moore/ Euphenia         @Ermira

♀ Amanda Grace Navathe           @Morenn
♀ Ayame Nakane                                @Neyu
♀ Kwieta Lilianna Duška                 @Agami
♀ Charlotte Florence Blunt       @Ardentia
♀ Ethne Lenz                                @Plamciak
♀ Audrey Cho Sung                @Satomi-iko


Nabór nieograniczony, zapraszam na priv :3




https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596076400100769792/cos2.png

https://fontmeme.com/permalink/190703/d7f9b9a388117e89a90e8e1e024dc836.png

1. Przestrzegamy regulaminu forum i OG. Mamy również na uwadze tematy wrażliwe.
2. Szanujemy i zachowujemy się kulturalnie wobec współautorów. Tylko postacie mogą skakać sobie do gardeł.
3. Zastanów się dziesięć razy przed dołączeniem. Zjedz coś, przeleć się na jednorożcu na drugą część globu, prześpij się.
4. Karta postaci MUSI zawierać realny wygląd i relacje (jeśli postaci znały się wcześniej). Wiek 18-21 lat.
5. Dłuższą nieobecność proszę zgłaszać do okrutnej pani detektor (ilość podwładnych musi się zgadzać).
6. Czytamy uważnie nasze posty. Nie chcemy rozbieżności np. w opisach czyjegoś pokoju.
7. Wulgaryzmów nie lubimy, a sceny +18 piszemy w wiadomościach prywatnych.
8. Wszystkie uwagi, pytania, zażalenia i wyznania miłosne proszę kierować na PW.
9. Staramy się trzymać bezpiecznego "bez przesady". Nikt nie jest aż takim chaosem, nie jest też nieśmiertelny itd.
10. Dobrze się bawmy i nie roznieśmy tej szkoły!

Ostatnio zmieniony przez Berrine (15-08-2019 o 22h55)


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#2 03-07-2019 o 20h34

Straż Absyntu
Neyu
Jackpot!
Neyu
...
Wiadomości: 777


fot. Yuqi Song
https://cdn.discordapp.com/attachments/506526075665514507/597221812887355425/yuqi4.png

A Y A M E     N A K A N E
❝   ɴ ᴏ ᴡ   ᴡ ᴇ ' ʀ ᴇ   ᴘ ɪ ᴄ ᴋ ɪ ɴ ɢ   ғ ɪ ɢ ʜ ᴛ s   ᴀ ɴ ᴅ   s ʟ ᴀ ᴍ ᴍ ɪ ɴ ɢ   ᴅ ᴏ ᴏ ʀ s
ᴍ ᴀ ɢ ɴ ɪ ғ ʏ ɪ ɴ ɢ   ᴀ ʟ ʟ   ᴏ ᴜ ʀ   ғ ʟ ᴀ ᴡ s
ᴀ ɴ ᴅ   ɪ   ᴡ ᴏ ɴ ᴅ ᴇ ʀ   ᴡ ʜ ʏ ,   ᴡ ᴏ ɴ ᴅ ᴇ ʀ   ᴡ ʜ ᴀ ᴛ   ғ ᴏ ʀ
ᴡ ʜ ʏ   ᴡ ᴇ   ᴋ ᴇ ᴇ ᴘ   ᴄ ᴏ ᴍ ɪ ɴ ɢ   ʙ ᴀ ᴄ ᴋ   ғ ᴏ ʀ   ᴍ ᴏ ʀ ᴇ   ❞

✁------------------------------------------------------

ᴅᴀɴᴇ ᴘᴏᴅsᴛᴀᴡᴏᴡᴇ
ᴀʏᴀᴍᴇ ɴᴀᴋᴀɴᴇ ★ ᴀʏᴀ, ᴍᴇʏᴀ 19 ʟᴀᴛ ★ ★ ʜᴇᴛᴇʀᴏʀᴏᴍᴀɴᴛʏᴄᴢɴᴀ ★ ʙɪsᴇᴋsᴜᴀʟɴᴀ ★ ᴀᴜᴅɪᴏᴋɪɴᴇᴢᴀ
ᴍɪᴀsᴛᴇᴄᴢᴋᴏ ᴘᴏᴅ ʜᴏɢᴀɴsᴠɪʟʟᴇ ★ sᴋᴏśɴᴏᴏᴋɪᴇ ᴋᴏʀᴢᴇɴɪᴇ ★ 23.09 ★ ᴡᴀɢᴀ ★ ᴀʙ ʀʜ+
ᴏᴘᴛʏᴍɪsᴛᴋᴀ ★ sᴀɴɢᴡɪɴɪᴋ ★ ᴇᴋsᴛʀᴀᴡᴇʀᴛʏᴋ ★ ᴡʏᴢɴᴀᴡᴄᴢʏɴɪ ᴛᴀᴏɪᴢᴍᴜ
ᴀʟᴛʀᴜɪsᴛᴋᴀ ★ ᴅᴜsᴢᴀ ᴛᴏᴡᴀʀᴢʏsᴛᴡᴀ ★ ᴇᴋᴏʟᴏɢɪsᴛᴋᴀ ★ ᴡᴏʟᴏɴᴛᴀʀɪᴜsᴢᴋᴀ
ᴍᴀʀᴢʏᴄɪᴇʟᴋᴀ ★ ᴘᴏᴢʏᴛʏᴡɴɪᴇ ɴᴀsᴛᴀᴡɪᴏɴᴀ ᴅᴏ ᴘʀᴀᴄʏ ᴢᴇsᴘᴏŁᴏᴡᴇᴊ ★ ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴄɪĘᴛᴀ ᴡ sŁᴏᴡɴɪᴄᴛᴡɪᴇ
sŁᴏᴅᴋᴀ, ᴜʀᴏᴄᴢᴀ ɪ ᴡʀᴇᴅɴᴀ ᴅᴏ sᴢᴘɪᴋᴜ ᴋᴏśᴄɪ ★ ɪɴᴛᴇʀᴇsᴜᴊĘĘ ᴍᴜᴢʏᴋĄ; śᴘɪᴇᴡ ᴏʀᴀᴢ ᴛᴀɴɪᴇᴄ

✁------------------------------------------------------

ᴀᴘᴀʀʏᴄᴊᴀ
162 ᴡᴢʀᴏsᴛᴜ ★ 43 ᴋɪʟᴏɢʀᴀᴍóᴡ ★ ᴘɪᴇʀᴄɪɴɢ: sᴛᴀɴᴅᴀʀᴅ ʟᴏʙᴇ ★ ᴍᴏᴄɴʏ ʟᴜʙ ʟᴇᴋᴋɪ ᴍᴀᴋɪᴊᴀż
ᴅʀᴏʙɴᴀ ★ ᴄʜᴜᴅᴀ ★ sᴢᴄᴢᴜᴘŁ★ ᴢɢʀᴀʙɴᴀ ★ ʟᴇᴋᴋᴀ ★ ᴡɪᴅᴏᴄᴢɴᴇ ᴋᴏśᴄɪ
Łᴀsᴋɪ ʙʀᴢᴜᴄʜ ★ ᴅŁᴜɢɪᴇ ɴᴏɢɪ ★ ɢŁᴀᴅᴋɪᴇ ᴅŁᴏɴɪᴇ ★ ᴋᴏʟᴏʀᴏᴡᴇ ᴘᴀᴢɴᴏᴋᴄɪᴇ ★ ʙʟᴀᴅᴀ ★ ɴᴀᴛᴜʀᴀʟɴɪᴇ ʙʀᴜɴᴇᴛᴋᴀ
ғᴀʀʙᴏᴡᴀɴᴀ ɴᴀ ʀóżɴᴇ ᴋᴏʟᴏʀʏ ᴡŁᴏsóᴡ (ᴀᴋᴛᴜᴀʟɴɪᴇ ʙʀĄᴢ) ★ ʀᴀᴢ ɢʀᴢʏᴡᴋᴀ, ʀᴀᴢ ᴊᴇᴊ ʙʀᴀᴋ ★Łᴏsʏ ᴢᴀ ᴋʟᴀᴛᴋĘ ᴘɪᴇʀsɪᴏᴡĄ
ᴄᴢᴇᴋᴏʟᴀᴅᴏᴡᴇ ᴏᴄᴢʏ ★ ᴘᴇŁɴᴇ ᴏʀᴀᴢ ᴢᴀʀóżᴏᴡɪᴏɴᴇ ᴜsᴛᴀ; ᴄᴢĘsᴛᴏ ᴘᴏᴛʀᴀᴋᴛᴏᴡᴀɴᴇ sᴢᴍɪɴᴋĄ ★ ᴍᴀŁʏ ɪ ᴘʀᴏsᴛʏ ɴᴏs

✁------------------------------------------------------

ɪɴғᴏʀᴍᴀᴄᴊᴇ ᴅᴏᴅᴀᴛᴋᴏᴡᴇ
❶ ɪᴍɪĘ "ᴀʏᴀᴍᴇ" ᴏᴢɴᴀᴄᴢᴀ "ɪʀʏs" ɪ ᴊᴇsᴛ ɴɪᴇᴢɴᴀɴᴇɢᴏ ᴘᴏᴄʜᴏᴅᴢᴇɴɪᴀ
❷ ᴘᴏsɪᴀᴅᴀᴄᴢᴋᴀ ᴀɢʟɪᴏғᴏʙɪɪ; ᴘᴀɴɪᴄᴢɴʏ ʟĘᴋ ᴘʀᴢᴇᴅ ʙóʟᴇᴍ
❸ ᴍᴀ ᴅᴏᴋᴜᴄᴢʟɪᴡĄ ᴀʟᴇʀɢɪĘ ɴᴀ ᴄᴢᴇᴋᴏʟᴀᴅĘ ᴏʀᴀᴢ ᴏʀᴢᴇᴄʜʏ ᴋᴏᴋᴏsᴏᴡᴇ
❹ ᴡɪĘᴋsᴢᴏść ʟᴜᴅᴢɪ ᴢ ᴊᴇᴊ ᴍɪᴀsᴛᴇᴄᴢᴋᴀ ʀᴏᴅᴢɪɴɴᴇɢᴏ ᴅᴢɪᴡɴɪᴇ sᴘᴏɢʟĄᴅᴀŁᴏ ɴᴀ ᴊᴇᴊ sᴋᴏśɴᴇ ᴏᴄᴢʏ
❺ ɴɪᴇ ᴛᴏʟᴇʀᴜᴊᴇ ʙʀᴀᴋᴜ ᴡɪᴀʀʏ ᴡ sɪᴇʙɪᴇ ᴏʀᴀᴢ ᴘᴏᴅᴅᴀᴡᴀɴɪᴀ sɪĘ ɴᴀ sᴀᴍʏᴍ ᴘᴏᴄᴢĄᴛᴋᴜ ᴅᴀɴᴇᴊ ᴄᴢʏɴɴᴏśᴄɪ; ᴛᴀᴋɪᴇ ᴏsᴏʙʏ ᴛŁᴜᴍᴀᴄᴢʏ sŁᴀʙᴇᴜsᴢᴀᴍɪ ɪ ᴛᴄʜóʀᴢᴀᴍɪ
❻ ᴡᴏʟɪ ɴᴀᴊᴏᴋʀᴜᴛɴɪᴇᴊsᴢĄ ᴘʀᴀᴡᴅĘ ᴏᴅ ɴᴀᴊᴘɪĘᴋɴɪᴇᴊsᴢᴇɢᴏ ᴋŁᴀᴍsᴛᴡᴀ
❼ ᴄᴢᴀsᴇᴍ ᴢᴀᴄʜᴏᴡᴜᴊᴇ sɪĘ ᴊᴀᴋʙʏ ᴢᴊᴀᴅŁᴀ ᴡsᴢʏsᴛᴋɪᴇ ʀᴏᴢᴜᴍʏ śᴡɪᴀᴛᴀ ɪ ᴛᴏ ᴡŁᴀśɴɪᴇ ᴡᴛᴇᴅʏ ɴᴀᴊᴄᴢęśᴄɪᴇᴊ ᴡʏᴄʜᴏᴅᴢɪ ɴᴀ ᴛĄ ɢŁᴜᴘɪᴜᴛᴋᴏ ᴜʀᴏᴄᴢĄ ᴋʀᴜsᴢʏɴᴋĘ
❽ ᴜᴡɪᴇʟʙɪᴀ ᴢᴍɪᴀɴʏ, ᴀ sᴡᴏᴊᴇ ᴡŁᴏsʏ ғᴀʀʙᴜᴊᴇ ᴄᴢĘśᴄɪᴇᴊ ᴏᴅ ᴛᴡᴏʀᴢᴇɴɪᴀ ᴡŁᴀsɴᴇᴊ ᴍᴜᴢʏᴋɪ
❾ ᴏᴅ ʟᴀᴛ ćᴡɪᴄᴢʏ ᴘʀᴢᴇʀóżɴᴇ ʀᴜᴄʜʏ ᴛᴀɴᴇᴄᴢɴᴇ ᴡʀᴀᴢ ᴢ ɢŁᴏsᴇᴍ; ᴍᴀʀᴢʏ sɪę ᴊᴇᴊ ᴋᴀʀɪᴇʀᴀ ᴘɪᴏsᴇɴᴋᴀʀᴋɪ ᴢ ᴄᴢᴀʀᴜᴊĄᴄʏᴍɪ ᴛᴀńᴄᴀᴍɪ, ᴀ ᴛʀᴢᴇʙᴀ ᴘʀᴢʏᴢɴᴀć, ɪż ᴀɴɪᴇʟsᴋᴏ śᴘɪᴇᴡᴀ ᴏʀᴀᴢ ɴɪᴇᴢᴡʏᴋʟᴇ sɪĘ ᴘᴏʀᴜsᴢᴀ ᴡ ʀʏᴛᴍ ᴍᴜᴢʏᴋɪ
❿ ɢᴅʏ ᴏᴅᴋʀʏŁᴀ sᴡᴏᴊĄ sᴘᴇᴄᴊᴀʟɪᴢᴀᴄᴊĘ, ᴛᴏ ᴏ ᴍᴀŁᴏ ᴄᴏ ɴɪᴇ ᴘᴏᴘŁᴀᴋᴀŁᴀ sɪĘ ᴢᴇ sᴢᴄᴢĘśᴄɪᴀ

https://data.whicdn.com/images/323679792/original.gif https://data.whicdn.com/images/323679870/original.gif
https://data.whicdn.com/images/323679947/original.gif https://data.whicdn.com/images/323679687/original.gif

voice

appearance



R E L A C J E

Ostatnio zmieniony przez Neyu (04-11-2019 o 22h35)


https://i.imgur.com/sphUjbK.gif

Offline

#3 03-07-2019 o 21h41

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 390

https://66.media.tumblr.com/3fb117d87aeada860058cf062c784dcd/tumblr_oz9m7rwFqS1sd7ih6o1_400.gif https://66.media.tumblr.com/639769d1f16ef7d0612be7707281a737/tumblr_oz9m7rwFqS1sd7ih6o2_400.gif

https://fontmeme.com/permalink/190705/020dd45f7f5d1229460d2b4e4772c5ee.png


Godność M a g h n u s   R a e g a n   L a r k i n
Specjalizacja I l u z j a

Wiek D w a d z i e ś c i a   l a t
Data Urodzin Ó s m y   l u t e g o  /  W o d n i k

Płeć M ę ż c z y z n a
Orientacja P a n s e k s u a l n y

Kolor Oczu B ł ę k i t n e   o c z y
Kolor Włosów B r ą z o w e   w ł o s y

Wzrost M e t r   s i e d e m d z i e s i ą t   o s i e m
Waga S i e d e m d z i e s i ą t   p i ę ć   k i l o


https://66.media.tumblr.com/036acbd35907ee4ac5ef856e4a59d310/tumblr_oz9m7rwFqS1sd7ih6o3_400.gif https://66.media.tumblr.com/dd9289e3b88bf69df3bf2e53b1594057/tumblr_oz9m7rwFqS1sd7ih6o4_400.gif

Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Nieve (11-07-2019 o 18h14)

Offline

#4 04-07-2019 o 10h46

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 501




https://fontmeme.com/permalink/190704/c89d4d5ea2b2197a6c790510fbe2c040.png



https://i.imgur.com/bgFeUyf.gif  https://i.imgur.com/1Wllp4q.gif  https://i.imgur.com/hf0fle4.gif




Kobieta           19 lat          Urodzona  16  października  w  Hogansville
   
       162 cm wzrostu          szczupła sylwetka          śniada karnacja
         
brązowe oczy          czarne, kręcone włosy          specjalizacja   uzdrowicielska





Sprawiasz wrażenie ducha,
który próbuje wywoływać żywych.

- W. Szymborska - Negatyw





❧          Amanda szybko odnalazła swoją specjalizację. Chce cały czas doskonalić swoje umiejętności w kierunku leczenia śmiertelnych ran i chorób, by w efekcie być również w stanie przywrócić do życia zmarłego. Na razie praktykuje w szkolnej przychodni, chodząc tam po zajęciach i spędzając większość swojego czasu w ciągu dnia na naprawianiu złamań, zwichnięć, stłuczeń i innych obrażeń. A jeśli akurat nikt nie potrzebuje jej interwencji - stara się jak najwięcej w tym czasie uczyć.



❧          Katalizatorem jej mocy są zioła. Konkretnie - ich zapach. Najlepiej działają na nią świeża lawenda, werbena, kolendra czy rozmaryn, ale zawsze ma przy sobie też mały, płócienny woreczek z suchą mieszanką, którą regularnie wymienia, by nie utraciła swoich zapachowych właściwości.



❧          Urodziła się w Hogansville w wielodzietnej rodzinie. Ma siedmioro rodzeństwa: cztery siostry i trzech braci.



❧          Z natury jest spokojna, miła, życzliwa i zrównoważona. Nie jest łatwo ją wyprowadzić z równowagi... i w sumie lepiej nie próbować tego nie robić. Nienawidzi czuć się wykorzystywana. Do tego obdarzona jest poczuciem humoru, które to jednak ostatnio rzadko znajduje ujście, w obliczu permanentnego przepracowania.



❧          Czasem widuje w swoim otoczeniu zwierzęta przybierające różne barwy, które zdają się być zrobione ze światła. Dziewczyna wierzy, że to dusze zmarłych, które przychodzą się pożegnać, ale równie dobrze mogą to być eksperymenty jakiegoś ucznia. Tak czy siak, Amanda bardzo je lubi.



❧          Ma w szafie wielką kolekcję różnych szali, choć tak naprawdę nosi tylko kilka ulubionych.







Wincyj gifów, wincyj


Relacje




✄--------------------------------------------------------------


https://fontmeme.com/permalink/190723/0ec9dd0f089330135e4e79bc13b61a4f.png

https://i.imgur.com/qPV3ukp.gif  https://data.whicdn.com/images/302356750/original.gif


  mężczyzna         19 lat          193 cm           szatyn            szare  oczy

   urodzony  w  noc  Halloween  w  mieście  niedaleko  Hogansville           

ma  dwóch  starszych  braci              jego  specjalizacją  jest  żywioł  wody



✮          Imię ma po pra - pradziadku i nie znosi jego pełnej wersji. Przedstawia się po prostu jako Wells, ewentualnie Well.


✮          Praktycznie od urodzenia prześladuje go pech, przez co ma niewielu znajomych. Jego rodzina uważa nawet, że ciąży na nim jakaś klątwa. Jeśli gdzieś na świecie jest jakaś luźna cegła to można być pewnym, że spadnie akurat wtedy, kiedy będzie przechodził tamtędy Wells, miażdżąc mu przy tym stopę. Próbował swoich sił w sporcie, ale nie skończyło się to dobrze właściwie dla nikogo, kto był na boisku w tym samym czasie, co on.


✮          Domyśla się swojej specjalizacji, ale całkowicie rozmija się ona z jego zainteresowaniami, przez co jej nie akceptuje. Katalizatorem jego mocy są wodorosty, na które jest silnie uczulony. Ich żucie powoduje u niego nudności, wysypkę i kołowacenie języka, a z drugiej strony bardzo pomaga się skupić. Dowiedział się tego mniej więcej w tym samym czasie.


✮          Całe noce spędza na dachu, gapiąc się w gwiazdy przez teleskop. Astronomia jest jego wielką pasją. Od jakiegoś czasu próbuje też odczytywać przyszłość z gwiazd i czasami nawet mu się ta sztuka udaje. Konsekwencją realizowania swojej pasji po nocach jest niestety chroniczne odsypianie za dnia, co sprawia że na zajęciach jest albo śpiący, albo nieobecny. A może po prostu znowu zasnął gdzieś w ostatniej ławce. Uzależniony od kofeiny, która i tak już nieszczególnie mu pomaga.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (23-07-2019 o 12h30)

Offline

#5 04-07-2019 o 16h54

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 577

https://fontmeme.com/permalink/190705/253149240a2405f173407e2952da2b88.png
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596477985805303808/wiochmen2.png

imię   Δ   C A L L E
drugie imię   Δ   J A E
nazwisko   Δ   S U N G

pochodzenie   Δ   M A Ł A   W I O C H A   
wiek   Δ   2 0  L A T   Δ   2  L I P C A
płeć   Δ   M Ę Ż C Z Y Z N A   
orientacja   Δ   B I S E K S U A L N Y
specjalizacja   Δ   M A T E R I A L I Z A C J A

włosy   Δ   K R Ę C O N E,  B R Ą Z   oczy   Δ   C I E M N Y   B R Ą Z
wzrost   Δ   1 9 7   C E N T Y M E T R Ó W   waga   Δ   N I E   M I A Ł   W A G I
sylwetka   Δ  W Y S P O R T O W A N A   T Y K A   karnacja   Δ   J A S N A

https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596484904800354315/ojjj2.gif

Δ     Δ     Δ

[ 1 ]  Większość osób skraca jego imię do prostego Cal. Brzmi praktycznie tak samo
[ 2 ]  Wychowywał się w obskurnych warunkach, dlatego bardzo docenia naturę. Lubi przesiadywać pod drzewami
[ 3 ]  Nie ogarnia swojej mocy, nie potrafi jej kontrolować
[ 4 ]  Dość niedawno odkrył, że kiedy trzyma w dłoni liście świeżej pokrzywy, rzadziej dochodzi do drobnych wypadków związanych z jego specjalizacją
[ 5 ]  Jego matka jest gospodynią domową, a ojciec handlarzem. Oboje są mimikami fauny - potrafią zmieniać się w zwierzęta
[ 6 ]  Ma dwoje rodzeństwa: 19-letnią siostrę Audrey (@Satomi-iko) i 28-letniego brata Mikkela, który trudni się w oszustwach podatkowych
[ 7 ]  Jego rodzina była jedyną skośnooką w wiosce, dlatego zawsze dziwnie się na nich patrzyli
[ 8 ]  Jest chaotyczny, niezorganizowany, spóźnia się... ale przynajmniej umie w sporty i lubi zwierzątka
[ 9 ]  Kompletnie nie umie śpiewać, cudownie fałszuje
[ 10 ]  Jest odkurzaczem na jedzenie. Potrafi pochłonąć ogromne jego ilości
[ 11 ]  Ma kilka małych gąsieniczek w >pudełku< którym nadał nawet imiona; Romeo, Juliet, Prince Furry, Brzydal, Absolem, Żaberzwłok.
Każde z imion ma swoje wytłumaczenie. Brak tu przypadków



https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596738853067292703/zolty.png

r e l a c j e

https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596738822079774741/ziel.png


https://fontmeme.com/permalink/190705/4e472c250212b19a49087a7a9ab29a1f.png
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596731400846180352/pokermen2.png

imię   Δ   C O R N E L I U S
drugie imię   Δ   A X E L
nazwisko   Δ   V A U G H N

pochodzenie   Δ   S T O L I C A   
wiek   Δ   2 0  L A T   Δ   1 9  W R Z E Ś N I A
płeć   Δ   M Ę Ż C Z Y Z N A   
orientacja   Δ   B I S E K S U A L N Y
specjalizacja   Δ   P O G O D Y N K A

włosy   Δ   B L O N D   oczy   Δ   N I E B I E S K I E
wzrost   Δ   1 8 3   C E N T Y M E T R Y   waga   Δ   O D P O W I E D N I A
sylwetka   Δ  N I E I S T O T N E   karnacja   Δ   J A S N A

https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596742415398993950/ojojojoj3.gif

Δ     Δ     Δ

[ 1 ]  Zazwyczaj przedstawia się jako Axel. To imię jakoś bardziej mu odpowiada
[ 2 ]  Jego ojciec jest prokuratorem i szanowanym czarodziejem, specjalizującym się w kontoli umysłu
- wpija się do głowy przesłuchiwanego i torturuje go od środka.
Matka natomiast pracuje w najokrutniejszym więzienu Hogansville dzięki specjalności w negacji (ucisza moce innej osoby)

[ 3 ]  Rzadko zdarza mu się nawiązywać przyjaźnie z plebsem. Dość mocno selekcjonuje znajomych
[ 4 ]  Jest niezwykle ambitny i zawzięty
[ 5 ]  Nie interesują go rozrywki dla przygłupów, woli spędzić ten czas, doszkalając się i czytając
[ 6 ]  Nienawidzi swojej specjalizacji. Kiedy ją odkrył, był naprawdę zawiedziony
[ 7 ]  Bardzo nie lubi wody i jest uczulony na pleśń
[ 8 ]  Ma >węża< , którego nazwał Voldevie


https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596738822079774741/ziel.png

r e l a c j e

Ostatnio zmieniony przez Berrine (27-07-2019 o 09h25)


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#6 04-07-2019 o 18h43

Straż Cienia
Agami
Akolita Sylfy
Agami
...
Wiadomości: 1 248

https://fontmeme.com/permalink/190707/8de9664c0d1e3d281ad7f5acf814cf71.png

✾---------------------------------------------------------------------------✾
https://i.imgur.com/7lbPSTv.png
✾---------------------------------------------------------------------------✾
B A C K G R O U N D   M U S I C

D A N E   P O D S T A W O W E

Godność ✾ Kwieta Lilianna Duška
Specjalizacja ✾ Manipulacja roślinnością

Wiek ✾ 19 lat
Data urodzenia ✾ 28.11 ♐︎

Płeć ✾ Kobieta
Orientacja ✾ Pan

Pochodzenie ✾ małomiasteczkowe

Rodzina
Ojciec Bazyli [45 lat]
Matka Laura [44 lata]
Brat Florian [17 lat]

✾---------------------------------------------------------------------------✾

A P A R Y C J A

Oczy ✾ Niebieskie
Włosy ✾ Brązowe, puszyste, do ramion

Wzrost ✾ 166 cm
Waga ✾ 60 kg

Karnacja ✾ jasna
Sylwetka ✾ ukryta pod sweterkiem

Znaki szczególne
mała niezapominajka wytatuowana za uchem


https://vk.vkfaces.com/841326/v841326647/14028/J82nsz2TbTA.jpg?ava=1
✾---------------------------------------------------------------------------✾

I N F O R M A C J E   D O D A T K O W E

✾ Gdyby zapytać kogoś z klasy, czy wie gdzie jest Kwieta, prawdopodobnie musiałby się przez chwilę zastanawiać o kim mowa.
Dziewczyna siada zawsze gdzieś z tyłu i nie zwraca na siebie większej uwagi.

Średnio przepada za nauką, za to bardzo lubi malować. Śmiało można stwierdzić, że jej najlepszym przyjacielem jest szkicownik.
Praktycznie nigdy się z nim nie rozstaje. Rysuje martwą naturę, krajobrazy, zwierzęta. Nikt nie widział jeszcze, by Kwieta narysowała człowieka.

✾ Czasami zapomina o zajęciach, a czasami z własnej woli na nie nie przychodzi, co sprawia, że końcówka semestru
to okres morderczego nadrabiania zaległości i walki o przetrwanie.

✾ Kwieta dopiero zaczyna podejrzewać, że jej umiejętność związana jest z kontrolą nad roślinami.

✾ Jej rodzina nie słynie z wybitnych umiejętności magicznych. Rodzice prowadzą niewielką herbaciarnię.

Typ cichego odludka, który zarazem jest bardzo dobrym obserwatorem.

✾ Ciężko wyprowadzić ją z równowagi, choć łatwo się stresuje.

Preferuje spokój i ciszę, dlatego przebywanie w Hogansville, gdzie wiele osób ma problemy z kontrolowanie mocy, bardzo ją męczy.

✾ Lubi leniwe spacery, naturę, ciasta z owocami, grube książki i świergot ptaków.

✾ Nie lubi głośnych dźwięków i natrętnych ludzi.

W jej pokoju zawsze unosi się kwiecisty zapach.

✾ Niewielu zna jej prawdziwą naturę...

✾MYŚLI KWIETY✾


x x x x

Ostatnio zmieniony przez Agami (12-07-2019 o 00h10)


https://66.media.tumblr.com/53da82494b00630cbc70244d4fb554bc/7a75f53ae3dbdd9d-8e/s640x960/5744d9d24f3c4ac1d9ae7ae2c7d76a3aa4d4d35b.gif

Offline

#7 04-07-2019 o 19h45

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 266


~○~


https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/dddfqyn-b9c75f17-a269-4197-95f2-c617f94166a8.jpg?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRkZnF5bi1iOWM3NWYxNy1hMjY5LTQxOTctOTVmMi1jNjE3Zjk0MTY2YTguanBnIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.OJhY6wrtCnrF23EDa5dB5ugKO2MOXrLnX12gFEto1Tkhttps://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/dddfr7x-dd932759-4c60-4bd6-be0c-09703ff37df7.jpg?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRkZnI3eC1kZDkzMjc1OS00YzYwLTRiZDYtYmUwYy0wOTcwM2ZmMzdkZjcuanBnIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.kh4hn7K779hmyQi_ZJ_4wfsMQjWsqU0oVLPgM7iog_I

Godność: Charlotte Florence Blunt
Pseudonimy: Duch, Wampir, Upiór, Wiedźma, Kostucha, Prorok... Do wyboru. Ludzie są niezwykle kreatywni, a aparycja Charlotte w połączeniu z jej zainteresowaniami sprawia, że skojarzenia same się nasuwają. A że zdążyła się już do tego przyzwyczaić... Ale wiecie co? O ile do pozostałych ma wybitnie neutralny stosunek, o tyle przydomek "Wiedźma" uważa za niezwykle trafny i nawet go lubi. Nie jesteście przekonani? Skoro wolicie się wyróżnić, to możecie dołączyć do zdecydowanie mniej licznego grona wołającego na nią Char. I pamiętajcie! Wszystko, tylko nie "Lottie"...

Wiek: 20 lat
Data urodzenia: 22 stycznia
Miejsce urodzenia: miasteczko niedaleko Hogansville

Orientacja romantyczna: bi
Orientacja seksualna: homo

Rodzina: Matka Joanne (48 lat, kwiaciarka, witakinetyczka), ojciec Robert (46 lat, bankier, telekinetyk), młodsza siostra Esther (16 lat)

Specjalizacja: manipulacja wiatrem

Charakter: Szczera, tolerancyjna, na ogół spokojna i nieprzejmująca się opinią pozostałych - Charlotte w pigułce. Zdawać by się mogło, że jej własne dziwactwa uodporniły ją na wszelkie niecodzienne zachowania innych. Zdziwiona mina Char to widok niezwykle rzadki, za to praktycznie zawsze dostrzec można na jej twarzy lekkie zaciekawienie. Mimo że Wiedźmy nie rusza praktycznie nic, co tyczyłoby się jej samej, stosunkowo łatwo ją zdenerwować, obrażając jej bliskich. A wtedy bójcie się, bo traci jakąkolwiek kontrolę nad swoją specjalizacją.
Być może ta szczerość i nieukrywanie swoich myśli sprawiły, że Charlotte ma problem z czytaniem między wierszami i jeśli ktoś nie nazwie rzeczy po imieniu, może błędnie odczytać jego zamiary bądź nastrój.


Wzrost: 174cm
Waga: 58kg
Włosy: kruczoczarne, proste, do pasa
Oczy: błękitne
Twarz: wyraźnie zarysowane kości policzkowe, pełne, blade usta, jasne piegi na policzkach, zgrabny nos
Karnacja: trupioblada
Sylwetka: szczupła
Ubiór: przeważają ciemne kolory i mniej lub bardziej wyraźne nawiązania do stylu gotyckiego lub wiktoriańskiego

Ciekawostki:
~ Pisze białe wiersze. Gdy akurat złapie ją przypływ weny, natychmiast zapisuje swój twór, czytając go przy tym na głos. Jej nieobecny wyraz twarzy oraz ignorowanie wówczas wszystkiego i wszystkich w połączeniu z melancholijnym, pesymistycznym lub nawet makabrycznym wydźwiękiem wierszy to zabójcza mieszanka. Nieraz zdarzało się, że ktoś niewtajemniczony zastanawiał się, czy przypadkiem nie jest jakąś jasnowidzką przepowiadającą jego rychłą śmierć.
~ Wierzy w życie pozagrobowe.
~ Jest zafascynowana tą mroczniejszą stroną magii. Szkoda, że jak dotąd ani razu nie udało jej się przywołać ducha... ale stara się!
~ Ma głęboką barwę głosu.
~ Ładnie śpiewa.
~ Jak wieść gminna niesie, po korzystnej cenie można u niej nabyć rozmaite amulety, magiczne kamienie... i ściągi.
~ Ma zielnik, który systematycznie uzupełnia.
~ W terrarium w jej pokoju mieszkają dwa pająki o dumnych imionach brzmiących Christophere i Emilian.


Relacje:


Ostatnio zmieniony przez Ardentia (01-11-2019 o 18h38)


T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://i.imgur.com/AEYxFyr.gif

Offline

#8 05-07-2019 o 20h27

Straż Obsydianu
Plamciak
Szeregowiec
Plamciak
...
Wiadomości: 81

http://i67.tinypic.com/o6mmvq.jpg
http://i64.tinypic.com/2nktl51.jpg
| WIEK | 19 LAT |
| ORIENTACJA | BI |
| URODZINY | 30 LIPCA |
| ZNAK ZODIAKU | LEW |

| WYGLĄD |
Ethne jest zgrabną i wysoką na 170 centymetrów kobietką o niebieskich oczach. Ma sięgające łopatek włosy, które zwykle zaplata w warkocz albo związuje w kucyk. Na jej ciele plecach i dłoniach widnieją liczne ślady po poparzeniach.


| CHARAKTER |
Ethne jest wulkanem energii, który łatwo wpada w gniew. Zawsze działa pod wpływem chwili i nigdy nie daje sobie w kaszkę dmuchać. Od dziecka odznaczała się zdecydowaniem i zdyscyplinowaniem, jak również i oślim uporem, który jej przyjaciele uznawali niemal za przekleństwo. Nigdy nie zastanawia się długo nad sytuacją – od razu wali prosto z mostu co myśli, co dla niektórych osób może być nieco kłopotliwe. Przez swoją lekkomyślność nieraz pakuje się w kłopoty. Jako niezwykle honorowa i lojalna osóbka zawsze dotrzymuje swoich obietnic. Uwielbia kupować nowe rzeczy, nawet jeśli ich nie potrzebuje, czego wynikiem są liczne problemy finansowe. Nienawidzi czekania i doprowadza ją to do szału. Nie przeszkadza jej pozycja, czy wiek rozmówcy – wszystkim wali na „ty”.

| SPECJALIZACJA | WŁADZA NAD OGNIEM |
Bardzo łatwo przychodzi jej wykonywanie wszelkiego typu ognistych zaklęć, ale szybko traci nad nimi kontrolę. Kiedy jest porządnie wkurzona, z jej rąk buchają płomienie, a oczy zmieniają barwę na czerwony. Jeśli szybko nie opanuje swoich emocji, może cała stanąć w ogniu, co najczęściej kończy się pożarem i kilkoma bolesnymi poparzeniami.


| ZAINTERESOWANIA |
Od dziecka interesuje się sztukami walki oraz sportem, głównie tym „magicznym”, ale i „zwyczajny” nie jest jej obcy! Codziennie rano stara się szybko zrobić parę ćwiczeń oraz, jeśli jest taka możliwość, wyjść pobiegać. Przez pewien czas chodziła na treningi siatkówki, jednak po paru latach zrezygnowała, niemniej jednak, wciąż ma sentyment do tej gry.
Kiedy ma chwilę wolnego czasu i chce po prostu odpocząć, projektuje i tworzy wszelkiego rodzaju biżuterię, żeby później ją sprzedać i zarobić trochę grosza.


| INNE |
Ma dwie szynszyle - Chrupkę i Ogoniastego, które kocha ponad życie i nie pozwala nikomu ich choćby tknąć.

Jej matka jest weterynarzem (Ethne dostała szynszyle od jednej z jej klientek), a ojciec, za młodu wojskowy, pracuje w lokalnej bibliotece, gdzie chętnie opowiada o swoich wspomnieniach z armii każdemu, kto wydaje się zainteresowany tym tematem.

Mimo, że bardzo dobrze dogaduje się z najbliższą rodziną, nienawidzi większości swoich kuzynów i ciotek, więc unika wszelkiego rodzaju spotkań rodzinnych.

Zdecydowanie nie należy do najlepszych uczniów – sama myśl o nauce przyprawia ją o dreszcze, ale mimo wszystko jakoś sobie radzi, w bardziej lub mniej uczciwy sposób…

Ma fioła na punkcie wietrzenia wszystkich pomieszczeń – zawsze, nawet w najgorszy mróz otwiera wszystkie okna na oścież.

Nałogowo pożera płatki czekoladowe z mlekiem.



Relacje


Ostatnio zmieniony przez Plamciak (13-07-2019 o 17h18)


https://i.pinimg.com/originals/28/45/47/284547b00187ff204f3fd6e92823255d.gif

Offline

#9 06-07-2019 o 17h34

Nowo przybyła
Krolia
...
Wiadomości: 6

https://i.imgur.com/08TB3Ii.pnghttps://i.imgur.com/GNhFyhj.png

Ostatnio zmieniony przez Krolia (07-07-2019 o 18h04)


https://i.imgur.com/wtx1j8j.gif

Offline

#10 13-07-2019 o 14h32

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 577

__________________https://fontmeme.com/permalink/190705/4e472c250212b19a49087a7a9ab29a1f.png

      "Pełne skupienie jest czynnikiem najistotniejszym, żeby osiągnąć większą kontrolę nad magiczną umiejętnością". Znowu te oczywistości. Miałem wrażenie,  że ostatnie czterdzieści-pięć minut było kompletną stratą czasu. Nie nauczyłem się niczego nowego. Fakt faktem, były to jedynie powtórki przed egzaminami teoretycznymi, ale wykładowcy mogli się odrobinę bardziej postarać. Nic by się nie stało, gdyby dołożyli odrobinę więcej materiału i wzbogacili mózgownice, tych przygłupów na krzesłach, o nową wiedzę. Chociaż... ci studenci i tak byli zbyt zajęci swoimi przyziemnymi sprawami. Jakaś blondyna plotkowała z koleżaneczką o randkowaniu, Kudłacz (Cal) z tępą miną przyglądał się czemuś za oknem...
      Banda bezużytecznych ludzi. Ot co.
      W końcu zebrałem swoje książki i wrzuciłem je do torby. Koniec tych żałosnych zajęć. Z zadowoleniem podniosłem się z siedzenia i wyprostowałem plecy. Otrzepałem swój szmaragdowy sweter ze zbędnego pyłku, który dziwnym trafem postanowił akurat na nim wylądować i ruszyłem do wyjścia. Szybko jednak się zreflektowałem i postanowiłem wrócić na miejsce. Przez swoje nadmierne zniesmaczenie, zapomniałem o bardzo istotnej rzeczy. Mianowicie piątku. To idealny dzień, aby udać się do biblioteki i odrobinę podszkolić, a nie byłbym sobą, gdybym nie zaprosił do towarzystwa i urokliwej Amandy. Przeszukałem swoje rzeczy, aby odnaleźć swój ulubiony papier listowy o kremowym odcieniu i ładnych zdobieniach. Wiadomości na papierze były nieodłącznym elementem życia każdego czarodzieja. W końcu, złożone, same wędrowały do odbiorców. Dlatego też uznawałem za istotne, aby okazać szacunek wobec słowa pisanego i nadawać je zachowując należyty estetyzm. Swoim ulubionym piórem, starannie wykaligrafowałem wiadomość do przyjaciółki.

      "Czy zechciałabyś może spotkać się dziś w bibliotece? Nie jestem pewien, czy w dniu dzisiejszym masz praktyki,
      dlatego dokładne ustalenie godziny, pozostawiam Tobie...
      Twój oddany przyjaciel,
      Axel"


      Pogoda i tak nie była jakoś szczególnie ładna, dlatego to wyjście zdawało się wręcz idealnym planem na dzisiejszy wieczór. Chłodno i pochmurno. Uwielbiałem, kiedy tak było. Bez zbędnych, hałaśliwych osobników, biegających po podwórku, czy zbierających się, żeby wyłożyć się, w słońcu,  na trawie. Spokój i cisza. Pogoda marzenie.
      Pogoda... Skierowałem swoje spojrzenie na stojące w koszyku przy wejściu parasolki. Gdybym nosił, którąś z nich, byłoby mi łatwiej. Znacznie łatwiej. W końcu to one okazały się moim katalizatorem. Z tą specjalizacją jednak, wzbudzały we mnie dość spore obrzydzenie. Nieposkromioną wręcz niechęć. Tęczowe, we wzorki, czy nawet czarne... Wszystkie wyglądały ohydnie.
      Nadal nie mogłem uwierzyć, że jako syn potężnych magów, dostałem coś tak banalnego i bezużytecznego. Co mogłem zrobić z tym... czymś?! Odwiać chmurki? Zarzucić rześkim deszczykiem? Nonsens.
      Złożyłem kartkę w idealnie równy, choć szybki samolocik i oznaczyłem jedno z jego skrzydeł literką A, oznaczającą priorytet. Powinien odnaleźć dziewczynę w ciągu kilku najbliższych minut. Zadowolony dmuchnąłem w jego skrzydła i obserwowałem jak znika za drzwiami. Byłem ciekawy odpowiedzi. Wręcz nie mogłem się jej doczekać. Tylko gdzie powinienem się teraz udać? Biblioteka i przychodnia zdawały się zbyt oczywiste. Pozostawał więc mój osamotniony (całe szczęście) pokój.  To tam skierowałem swoje kroki.

Ostatnio zmieniony przez Berrine (26-07-2019 o 01h14)


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#11 15-07-2019 o 19h48

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 266

--------------------------https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8b2-b3ff2a1d-9582-429d-9b80-7d16709dd21a.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhiMi1iM2ZmMmExZC05NTgyLTQyOWQtOWI4MC03ZDE2NzA5ZGQyMWEucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.6NNAbKUwdNa2z02AVlRO93hhWf1GmcZq_-93oKFVX7w
          Czułam pewną radość, gdy zabrzmiał dzwonek, a także dumę z samej siebie, że udało mi się dotrwać do końca bez przysypiania, mimo że zajęcia wydawały się nudniejsze niż zwykle. Albo to kwestia spania ostatniej nocy o kilka godzin za mało... Ale nie mogłam zmarnować takiej okazji! Układ gwiazd był wyjątkowo korzystny. Po prostu duchy znowu nie były w nastroju. Może następna próba będzie owocna...
          Zresztą i tak większość winy spoczywała na nauczycielach, którzy najwyraźniej się dzisiaj zmówili i wszyscy, jak jeden mąż, mówili o czymś nieszczególnie ciekawym, aż powieki same się kleiły. Na przykład... O czym to była ostatnia lekcja?
          Cóż, to dobre pytanie, na które niestety nie mogłam udzielić zupełnie satysfakcjonującej odpowiedzi – ograniczyłaby się ona do „o niczym ważnym”, a przynajmniej tyle mogłam wywnioskować z dokładnie jednego słowa, jakie zapisałam w zeszycie koło dzisiejszej daty – brzmiało ono „powtórka”. Powtórka czego? Minęło kilka minut od zakończenia lekcji, a już nie pamiętałam, więc pewnie czegoś, co już wiedziałam. Albo nie umiałam, ale uważałam za stratę czasu. To też możliwe. Wiele mi można było zarzucić, ale selekcję informacji dla mnie ważnych i nieważnych opanowałam wręcz do perfekcji.
          Powoli wyszłam z sali i skierowałam się do swojego pokoju. Nieszczególnie zwracając uwagę na to, czy moja współlokatorka akurat była w pokoju, zaczęłam wręcz machinalnie wykonywać wszystkie zwyczajowe czynności. Podeszłam do terrarium i wrzuciłam Christopherowi oraz Emilianowi świerszcza, chwilę się im przyglądając. Wypakowałam torbę, zostawiając w niej jedynie notatnik i piórnik. Na koniec, po chwili wahania, otworzyłam kluczykiem szufladę zawierającą część oferowanych przeze mnie gadżetów. Wyjęłam kilka losowych i wrzuciłam je do torby, którą zarzuciłam na ramię, po czym tak szybko, jak się w pokoju pojawiłam, tak szybko z niego wyszłam.
         Statystycznie piątkowe popołudnia były dla mnie najmniej dochodowymi – mało kto myślał wtedy o szkole (a jak już, to na ogół był Axelem lub kimś o podobnych, nieprzychylnych moim interesom poglądach); statystyczny uczeń cieszył się chwilową wolnością w gronie przyjaciół lub w swoim pokoju. Mimo to i tak postanowiłam obejść wszystkie korytarze. Nie miałam nic do stracenia. Nie mogłabym sobie darować, gdybym straciła okazję do zarobku lub jeśli akurat ominęłoby mnie coś ciekawego.

Ostatnio zmieniony przez Ardentia (02-10-2019 o 18h55)


T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://i.imgur.com/AEYxFyr.gif

Offline

#12 17-07-2019 o 16h49

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 501

https://fontmeme.com/permalink/190704/c89d4d5ea2b2197a6c790510fbe2c040.png


          Kompletnie nie rozumiałam, co zrobiłam nie tak.
Wszystko powinno być jak należy - odżywka, regularne podlewanie, słońce. Kwieta sugerowała nawet, że rośliny lubią, gdy się do nich mówi i nawet to robiłam, chociaż czułam się przy tym jak wariatka - nic to nie dało. Lawenda na moim parapecie wyraźnie dogorywała, chociaż jeszcze przedwczoraj sprawiała wrażenie całkiem zadowolonej z życia. Miała zdrowy, zielony kolor, a fioletowe kwiaty dumnie prężyły się w słońcu, roztaczając wokoło przyjemny aromat. Złapałam w dwa palce zwiędłą gałązkę, jakbym zamierzała postawić ją do pionu samą siłą myśli, ale w istocie pogodziłam się już z kolejną ogrodniczą porażką. Naprawdę powinnam wreszcie przekazać swoje ziółka pod opiekę mojej chwilowo nieobecnej współlokatorce, ale coś we mnie stawiało opór. Coś, co nie pozwalało mi się w tak jednoznaczny sposób przyznać do porażki i kazało szukać u niej pomocy jedynie w sposób pośredni. Z westchnieniem sięgnęłam po leżące obok nożyczki, żeby ukrócić cierpienia martwej flory i pozbyć się zbrązowiałych gałązek, z których nic już miało nie być, zazdrośnie popatrując przy tym na tonącą w zieleni stronę pokoju należącą do Kwiety. Nie dało się ukryć, że ją rośliny lubiły dużo bardziej. Przerwał mi gwałtowniejszy podmuch wiatru, który zarzucił mi włosy na twarz i rąbnął otwartą połową okna o ścianę. W pierwszym odruchu pomyślałam, że burza jest już blisko i powinnam zamknąć okiennice - ale to nie było to.
- Ałć! - syknęłam, bo dekoncentracja z nożyczkami w dłoni szybko poskutkowała skaleczeniem. Na serdecznym palcu lewej dłoni wykwitła czerwona plamka krwi. Nie miałam jednak czasu się tym zająć, bo przez otwarte okno wpadł równiutki samolocik, który zgrabnie opadł wprost na moje ręce. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Wiadomości od Axela były dokładnie takie, jak on - poukładane, eleganckie, schludne i takie... doskonałe. Nie wpadały na mnie zza rogu jak te od Charlotte, nie spadały znienacka na głowę jak przesyłki od Maghnusa, które ten gamoń często po prostu składał na pół, nie ganiały dźgając w plecy jak inne liściki, zwłaszcza priorytetowe.
Zdałam sobie sprawę, że gapię się za okno i uśmiechem niemądrze, kiedy samolocik zawibrował dyskretnie w moich dłoniach, chcąc przypomnieć mi, że wiadomość jest pilna. Nie zwlekając dłużej rozwinęłam go przed sobą, by odczytać treść. Jak zwykle - prosta, jasna i uprzejma. Gdybym nie znała go wystarczająco dobrze mogłabym pomyśleć, że maczał palce w dostosowaniu tej pogody do okoliczności, bo była ona wręcz podejrzanie idealna. Sięgnęłam po gęsie pióro i kałamarz, po czym trochę poniżej - żeby nie marnować papieru - zamieściłam odpowiedź.

Cieszę się, że to zaproponowałeś. Mogę być w bibliotece za pół godziny, dzisiaj nie mam dyżuru w przychodni i z przyjemnością spędzę z Tobą resztę dnia.

Jak zwykle, zabiorę coś na wynos.

Do zobaczenia,

A.


Starałam się, ale mój charakter pisma nijak nie wyglądał dobrze przy zamaszystych i starannych literach, które kaligrafował mój przyjaciel. Złożyłam samolocik po liniach, nie zmieniając priorytetu wiadomości widniejącego na skrzydle i wypuściłam przez otwarte okno patrząc, jak po drodze robi jeszcze salto w powietrzu i zawraca w stronę zamku. Dopiero wtedy zamknęłam okno. Dokończyłam swoje prace ogrodnicze, przebrałam się w coś wygodniejszego i mniej kolorowego, za to na ramiona zarzuciłam czerwony szal. Za rzadko go nosiłam. Zabrałam jeszcze swój notatnik, torebkę z ziołami, pióro z kałamarzem i podręczniki, po czym wyszłam z pokoju, zamykając drzwi na klucz.

          W pierwszej kolejności udałam się do jadalni, skąd zabrałam wystarczającą ilość prowiantu, żeby starczyło nam do późna - zwykle to ja dbałam, żeby pochłonięty nauką Axel zajął się czymś tak trywialnym, jak jedzenie. Miałam właściwie cichą nadzieję, że dzisiaj znowu zejdzie nam do wieczora - w tych nocnych powrotach do pokoju w otoczeniu opustoszałego zamku było więcej magii niż we wszystkich zajęciach razem wziętych. Uwielbiałam je, chociaż nie trwały przecież długo, a ja jakoś nigdy nie miałam odwagi poprosić przyjaciela o pójście okrężną drogą.

          Dopiero potem obrałam sobie za cel bibliotekę. Nie było to zbyt oblegane pomieszczenie, więc znalezienie wygodnego miejsca nie było trudne. Przygotowałam wszystko na stoliku i wyjrzałam za witrażowe okno, po którym zaczęły spływać pierwsze krople deszczu. W takiej atmosferze cisza, zapach zakurzonych książek i ciepło wydawały się wręcz mnie otulać.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (17-07-2019 o 18h16)

Offline

#13 17-07-2019 o 18h16

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 390

_____________https://fontmeme.com/permalink/190705/020dd45f7f5d1229460d2b4e4772c5ee.png


Koniec zajęć.
Chyba nigdy nic nie brzmiało mi tak cudownie, jak ten ostatni dzwonek — bo naprawdę, ale po takim czasie spędzonym jedynie na teorii i powtórkach szło sobie coś zrobić. A na koniec byłem niemal gotów wyzionąć ducha z nudów, i chyba nie tylko ja, bo uczniowie nie zwracali już w którymś momencie nawet uwagi na moje iluzje. Te też z czasem zaczęły przypominać bezkształtne masy z oczami jedynie, gdy nawet taka forma rozrywki nie przeszła w trakcie tych męczarni. Fakt, że w ich trakcie nie zasnąłem, był wywołany cudem chyba, i możliwie lekką niechęcią do kolejnej kary, jakbym już miewał ich za mało.
Na szczęście przyszedł w końcu koniec tego cierpienia, a w tym wypadku nie marnowałem ani chwili, odrzucając swe lenistwo na możliwie najdalszy plan, byle jak najszybciej wydostać się z sali zajęć. I przez te kilka sekund mogłem się nawet pochwalić większym zapałem od Calla, a to naprawdę było coś. Nawet jeśli cała energia od razu po tym mi uciekła i już marzyłem o zakopaniu się w łóżku, z lodami i kotem. Nie, naprawdę, nic przyjemniejszego chwilowo mój zmęczony umysł nie był w stanie wymyślić.
Stanąłem jakoś z boku, by móc obserwować wylewający się z pomieszczenia tłum, wśród którego wzrostem wyróżniały się zawsze tylko dwie osoby. A przynajmniej tylko te dwie osoby z reguły zauważałem, nie moja wina, że inni nie byli aż tak interesujący. Gdzieś w tłumie mignął mi Alex i Lottie, ale jakoś na razie nie miałem ochoty na zaczepianie tej dwójki, i dopiero widzą Calla wychodzącego z sali, uśmiechnąłem się szeroko.
I nie, z reguły nie zwiastowało to dużo dobrego, w tym wypadku właśnie dla mojego drogiego przyjaciela, któremu już po chwili wskakiwałem na plecy, jak taki dość ciężki worek ziemniaków. Próba złamania skośnookiemu kręgosłupa odhaczona, teraz zostało mi czekać na zemstę. Bo tak, nawet z jego dobrym serduszkiem zawsze się jakiejś spodziewałem, tak było bezpieczniej, nawet jeśli dla mnie samego wystarczającą karą było później ciąganie mnie na te wszelkie treningi.
Prawie jakbym był w jakiejś drużynie szkolnej… Znaczy, z założenia nawet byłem, co nie zmieniało faktu, że nadążenie za Callem było praktycznie niemożliwe, tym bardziej z tymi jego długimi nogami. Mógłby się o nie częściej potykać, czy coś, bym chociaż mógł nadążyć.
- Na świeżę powietrze, mój dzielny rumaku! - powiedziałem, wskazując jedną ręką kierunek do wyjścia, a drugą uporczywie nadal trzymając się przyjaciela, tak co by na pewno się nie ześlizgnąć bez wsparcia. - Jeszcze chwila w tym zapyziałym budynku i przysięgam, że wyjdę z siebie. I umieram z głodu, chodźmy coś zjeść, i wiedz, że nie zmusisz mnie dzisiaj do wysiłku. - dodałem jeszcze, na koniec z pewnością w głosie.
Chociaż pewno, jakby zrobił te swoje oczy, to bym się poddał, ale tego wiedzieć nie musiał.

Ostatnio zmieniony przez Nieve (17-07-2019 o 18h16)

Offline

#14 17-07-2019 o 19h12

Straż Cienia
Agami
Akolita Sylfy
Agami
...
Wiadomości: 1 248

https://fontmeme.com/permalink/190707/8de9664c0d1e3d281ad7f5acf814cf71.png


        Tik-tak, tik-tak, tik-tak... W tykaniu zegara jest coś intrygującego. Zaklęty czas, który w nienaturalny sposób zwalnia, gdy tylko zerknie się na zegarową tarczę. A może to własnie wtedy upływ czasu się stabilizuje, po czym gdy tylko odwróci się wzrok, zegar, nie czujący na sobie niemego ponaglenia, spowalnia bieg? Co robić? Wgapiać się, czy wręcz przeciwnie? Jakie jest właściwe rozwiązanie?! Chwileczkę... A co jeśli jest to po prostu sprawka jakiegoś magicznego wycieku? Może komuś "nie styka" katalizator?
        Gnana tą myślą, przesunęłam podejrzliwym wzrokiem po czuprynach klasowych kolegów. Po chwilowych oględzinach stało się jednak jasne, że nikt nie mógł mieć motywu na spowolnienie czasu ostatnich, piątkowych zajęć. Moja głowa opadła w ramiona, zupełnie zrezygnowana.
        Kogo chciałam oszukać? Przecież doskonale wiedziałam, że aby zaliczyć zajęcia, musiałam tu przyjść. Mojej frekwencji daleko było do idealnej. Ostatnie dni były jednak tak piękne, że za każdym razem, idąc w kierunku sal lekcyjnych (Słowo! Naprawdę miałam zamiar iść na zajęcia!), skręcałam na podwórze, gnana przypływem weny twórczej. To dlatego teraz byłam zmuszona siedzieć w szarej sali, walcząc ze ślimaczącym się czasem. O ja biedna i udręczona!
        Niechcący musiałam westchnąć o ton za głośno, bo momentalnie dopadł mnie karcący wzrok nauczycielki, a potem również i jej piskliwy głos:
        - Kwieto, doprawdy, radziłabym okazać trochę więcej zaangażowania. Niedługo egzaminy, a ty wciąż tylko bujasz w obłokach. - Obłoki? Przyjrzałam się jasnym lokom nauczycielki, starając się nie myśleć o tym, jak bardzo przypominają mi chmurkę. Do tego złoty berecik! Idealne słońce! Próbując powstrzymać się od śmiechu, pospiesznie przyznałam wykładowczyni rację, jednak gdy tylko się odwróciła, sięgnęłam po ołówek i zaczęłam szkicować puchate chmurki. I nagle czas jakby trochę przyspieszył.

***

        Pani Underwood wzrostem, w najlepszym wypadku, konkurować mogła z krasnoludami, a jednak emanowała aurę przytłaczającej wyższości. No i do perfekcji opanowała sztukę lewitacji, więc tę wyższość mogła wyrazić również realnie. Świdrowała wzrokiem czubek mojej głowy, podczas gdy ja, niczym zahipnotyzowana, wgapiałam się we własne paznokcie.
        - Zapewne wiesz dlaczego cię tu wezwałam. - przytaknęłam, próbując powstrzymać nadciągającą falę stresu. Pod skórą poczułam nieprzyjemne mrowienie. - Proszę spojrzeć tutaj. - Underwood pstryknęła, a na biurku pojawił się plik pokreślonych czerwonym długopisem testów. Och, na tym, w odpowiedzi na pytanie o prędkość lotu zaklęcia obuchowego, które po drodze napotyka barierę wodnej masy, narysowałam rybkę, uciekającą przed szczerzącym się złowrogo rekinem (w meloniku). Niestety odpowiedź warta była jedynie tyle co czerwony znak zapytania i wykrzyknik.
        - Wiem, że fizyka magii nie należy do przedmiotów uwielbianych przez uczniów, ale jest bardzo ważną podstawą, na której buduje się dalszą wiedzę magiczną. Dlatego radziłabym przyłożyć się do nauki. W innym przypadku mogę być zmuszona na zakończenie semestru wystawić ci ocenę mierną. Chyba rozumiesz powagę sytuacji?
        Nieprzyjemne mrowienie przybrało na sile. Ułożyłam dłoń w miejscu, gdzie pod skórą dało się wyczuć delikatne bulgotanie.
        - P-proszę powiedzieć, co mogłabym zrobić? Postaram się nadrobić materiał...
        - Może być ciężko, ale to prawda, że wciąż jest czas i jeśli przysiądziesz nad książkami, to istnieje cień szansy na uzyskanie zaliczenia. Ale pamiętaj, z dobroci serca nikogo nie przepuszczam. Proponuję więc udać się do biblioteki i tam spędzić weekend. Ten. Kolejny. Każdy? I znaleźć sobie kogoś do wspólnej nauki. Albo korepetytora. Na następnych zajęciach umówimy się na poprawkę ostatniego egzaminu.
        Wraz z każdym kolejnym słowem rosła we mnie potrzeba wyjścia z sali. Stres, spowodowany wyobrażeniami dni spędzonych w zakurzonej bibliotece, w otoczeniu kujonów, których na dodatek miałabym poprosić o pomoc, doprowadził do tego, że mrowienie stało się wręcz nie do zniesienia. Powstrzymałam nieodpartą chęć rozdrapania skóry karku, choć wiedziałam, że za chwilę i tak dojdzie do przebicia. Na szczęście to był koniec rozmowy. Podziękowałam za rady, szansę oraz całą resztę, i czym prędzej pognałam w kierunku wyjścia. A potem do łazienki. Tuż za rogiem! Tak! Jakie szczęście, że był piątek i  korytarze o tej porze, były już praktycznie opustoszałe. Zatrzaskując za sobą drzwi, opuściłam klapę toalety, a gdy tylko na niej usiadłam, zerwałam z karku kępkę młodych stokrotek.
http://www.i2clipart.com/cliparts/a/1/5/9/clipart-daisy-a159.png

Ostatnio zmieniony przez Agami (17-07-2019 o 19h23)


https://66.media.tumblr.com/53da82494b00630cbc70244d4fb554bc/7a75f53ae3dbdd9d-8e/s640x960/5744d9d24f3c4ac1d9ae7ae2c7d76a3aa4d4d35b.gif

Offline

#15 19-07-2019 o 21h17

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 577

________________________https://fontmeme.com/permalink/190705/253149240a2405f173407e2952da2b88.png

       Nie zrozumiałem nawet słowa wypowiedzianego przez profesora. Nie żebym sporo pojmował na co dzień, ale dzisiaj szło mi nawet gorzej. Tyle godzin wykładów zawsze kończyło się dla mnie tragicznie. Wolałem gdzieś wyjść, pobiegać, pograć... Powietrza! W tej chwili marzyło mi się jedynie teleportowanie się na drzewo po drugiej stronie szyby. Właściwie... Chyba mogłem to zrobić?!
       - Pełne skupienie jest czynnikiem najistotniejszym, żeby osiągnąć większą kontrolę nad magiczną umiejętnością - usłyszałem nagle głos wykładowcy.
Zazwyczaj wszystko zlewało mi się w jedną, bezsensowną papkę o niewielkim znaczeniu. Fakt, że akurat to zdanie wybiło się ponad pozostałe, musiał być znakiem. Tak Cal, teraz ci się uda!
       Wpatrywałem się w roślinę z maksymalną uwagą. Mrużąc oczy, wyobrażałem sobie, że jestem już na miejscu. Jak taka wiewiórka przesiaduję na gałęzi i z zadowoleniem zajadam się orzechami.
       Zauważyłem małe błyski i falowania powietrza, w miejscu, na które patrzyłem najdłużej. Czy to oznaczało, że mi się udawało?! To działo się naprawdę! Podekscytowany poruszyłem się na krześle. O tak! Jeszcze chwila, a zniknę z tego nudnego i przytłaczającego miejsca!
       Nic takiego jednak nie nastąpiło.
       Na zewnątrz, zamiast mnie, pojawiła się ruda kita. Martwa ruda kita. Materializowanie żywych istot było trudne. Nie wiedziałem czy stworzyłem ją sam, czy teleportowałem gdzieś z jakichś krzaków, ale widok był druzgocący... Małe wątłe ciałko błyskawicznie spadło na trawę. Byłem głodny.
       Co mogłem zjeść? Pierożki? Pizzę? Burgery? Co było dzisiaj dostępne na uczelnianej stołówce? Tęskniłem za makaronami. Biały sos, albo nawet ciemny. Każdy byłby dobry.
       Kiedy doczekałem się dzwonka, wpakowałem rzeczy, a konkretniej jeden długopis do kieszeni i wyszedłem, wciąż rozczulając się nad wymarzonym posiłkiem Z rozmyślenia wyrwał mnie dopiero atak od tyłu. Jakiś ciężki kartofel z dumnym imieniem rzucił mi się na plecy. To wołało o pomstę.
       - Na świeże powietrze, mój dzielny rumaku! - krzyknął ten, a wtedy na mojej twarzy zagościł banan.
        Spojrzałem do tyłu, niby przez ramię, żeby jeszcze zobaczyć twarz i minę tego zasranego kurdupla i rzuciłem się biegiem przez korytarz.
Starałem się przy tym robić w miarę najbrutalniejsze zakręty, ażeby Maghnusowi, któremu poprzewracało się coś w tyłku, poprzewracało się i w pustym żołądku. Masz za swoje dziadu. Patataj!

Ostatnio zmieniony przez Berrine (19-07-2019 o 21h17)


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#16 19-07-2019 o 21h31

Straż Obsydianu
Plamciak
Szeregowiec
Plamciak
...
Wiadomości: 81

______................................................................. http://i63.tinypic.com/dwffqo.jpg
   Już po raz setny tego dnia kuknęłam niezbyt dyskretnie na zegarek. Oczywiście, wskazówka nie raczyła przesunąć się nawet o milimetr od momentu, kiedy dwie sekundy wcześniej zerknęłam na nią, korzystając z faktu, że nauczyciel był odwrócony do nas plecami. Już nawet przestałam udawać, że słucham jego paplaniny o wszystkim i o niczym – nie mogłam się powstrzymać od ziewania, za co nasze kochane kujoneczki obdarowały mnie takim spojrzeniem, jakbym im co najmniej ojca siekierą zabiła. W innych okolicznościach wystawiłabym im język i może uznała ich zachowanie za zabawne, ale w tamtym momencie moje myśli krążyły wokół tylko jednej rzeczy – dzwonka.
   Tylko czemu piątkowe lekcje zawsze dłużą się bardziej niż powinny?
   Mój „wybawca” zbytnio się nie śpieszył, ale kiedy w końcu łaskawie zadzwonił, natychmiast poderwałam się z krzesła, które przewróciło się z hukiem na wypolerowaną posadzkę. Szybkim ruchem zgarnęłam walające się po całym stoliku rzeczy. Wybiegłam z klasy w tempie wyścigówki, nie zwracając uwagi na kolegów z klasy. Byle jak najdalej od tego przeklętego miejsca! Nogi i burczący brzuch same zaprowadziły mnie do mojego pokoju. Kiedy wreszcie dopadłam klamki i otworzyłam drzwi na oścież, nie mogłam powstrzymać radości. Ha! Piątek! Czekał na mnie cały weekend, który mogłam spędzić na jedzeniu, bieganiu i spaniu, a przynajmniej do momentu, kiedy mój wewnętrzny głosik rozsądku nakaże mi przynajmniej spróbować powtórzyć materiał przed egzaminami.
   Nie to, żeby dało to jakikolwiek rezultat. Dobrze wiedziałam, że jak zwykle będę musiała poskrobać się po kieszeni i wydać trochę grosza na zakup ściąg u Charlotte. W gruncie rzeczy to rozwiązanie bez wątpienia było szybsze, prostsze i mniej bolesne od bezsensownego zakuwania po nocach.
   Sprawdziłam, czy szynszyle mają co jeść i dolałam im świeżej wody do miseczki. Zwierzątka spojrzały na mnie tymi swoimi ogromnymi ślepiami i nie mogłam się powstrzymać, żeby ich nie podrapać za uchem, po czym delikatnie połaskotałam Chrupkę po jej tłuściutkim brzuszku. Swoją drogą ostatnio miałam wrażenie, że trochę przytyła. Fakt faktem, odkąd dostałam samiczkę od kuzynki, nie szczędziłam jej jedzenia, a ona sama najwyraźniej z tego korzystała.
   Po zadbaniu o swoich podopiecznych, przyszedł czas na zajęcie się moim własnym żołądkiem, który rozpaczliwie domagał się przegryzki. Wyciągnęłam spod łóżka – gdzie od początku roku chomikowałam wszelkiego rodzaju przekąski – paczkę chipsów. Wpakowałam sobie całą garść do gardła, zastanawiając się, co też ciekawego będę robić cały weekend.

Ostatnio zmieniony przez Plamciak (20-07-2019 o 19h58)


https://i.pinimg.com/originals/28/45/47/284547b00187ff204f3fd6e92823255d.gif

Offline

#17 22-07-2019 o 22h42

Straż Obsydianu
Doc
Straż na szkoleniu
Doc
...
Wiadomości: 182

https://i.imgur.com/3TWQ6qI.png


Jacques Montagna || 20 lat || 17.07 || ??? || 183 cm || szczupły || wiecznie podkrążone oczy ||

Specjalizacja: Spojrzenie zamieniające w kamień - co prawda, wolałby specjalizację w budowie i modyfikacji maszyn, jednak jest zdania że wszystkiego można się nauczyć.
Próbuje wykształcić inną specjalizację

Umiejętności: Jacques, choć w pewnej mierze potrafi kontrolować swoją moc Meduzy, niekiedy czyni to nieświadomie, sprawiając, że jego rozmówca zastyga jak kamień. Czasem bywa to przyczyną zabawnych sytuacji. Najbardziej pamiętna historia dotyczyła domniemanego dziadka Jacquesa - od niego zresztą zaczęła się cała historia (co okazało się niezbyt fortunne dla dziadka i stało się legendą wśród Hell's Kings).
>>kiedy nie potrafi się kontrolować?
Pomimo pewnej wiedzy w temacie - raczej wyuczonej i zdobytej drogą samouctwa, prób i błędów - czasem nie kontroluje swojej mocy, zwłaszcza w wyniku niekontrolowanych, silnych emocji takich jak długi gniew czy atak agresji. Historia z dziadkiem była tego idealnym dowodem.

No co tak się gapisz? Stary nie chciał oddać kasy!

>>co jeśli wymusza użycie umiejętności?
Jeśli Jacques wymusza użycie mocy Meduzy i stosuje magię za wszelką cenę, nie patrząc na naturalne bariery, tym bardziej się starzeje. Zresztą wygląd chłopaka jest przyczyną wielu pytań, zwłaszcza wśród obcych; kto by uwierzył, że ma 20 lat, a wszystko wydarzyło się przez pewnego Irlandczyka, który po prostu wszedł sobie do baru? Wypadki chodzą po ludziach...
A to, że po całej historii trzeba było zszywać Jacquesa i zasłaniać przed nim lustra, to już tylko taka smutna wzmianka.

>wzmocnienie i niwelacja umiejętności
Jacques często żuje w dziobie liść mandragory, który pomaga mu się skupić i wzmacnia jego umiejętności; jednocześnie, no cóż, mięta, na którą reaguje źle (i po której puchnie jak pamiętna ciotka Marge) jest bardzo, ale to bardzo do mandragory podobna w wyglądzie i smaku... efektem jest opuchlizna i brak możliwości użycia mocy Meduzy przez najbliższe kilka dni. Czy istnieje coś piękniejszego i smutniejszego zarazem?

"Dlaczego nikt nie może mnie zapytać o to, która jest godzina, albo powiedzieć "elo Jacques, mamy ładną pogodę, nie? Co tam u twojego starego?" tylko "*piiip*, Jacques, co się *piiip* stało z twoją twarzą?" albo "Cholewa, Jacques, dlaczego tak puchniesz? No *piiip* puchnę, bo tak mi się podoba, logiczne, no nie?"

Charakter: Chociaż Jacques wydaje się być spokojny i zrównoważony, to tylko pozory. Posiada też swoiste złośliwe poczucie humoru, które jednak znika, gdy ktoś pyta go, co stało się z jego twarzą. Ale jeśli poślizgniesz się na skórce od banana - super, Jacques się uśmiechnie. Spłonął ci dom i umarł chomik? A wiesz, ile chomików trzeba, żeby wkręcić żarówkę? Trzy, bo jeden stoi na środku karuzeli i wkręca, a pozostałe dwa kręcą karuzelą. Do podpalenia domu wystarczy tylko jeden. Jak twój.
Takie sytuacje będą dla niego tematem wielu dowcipów w ciągu kilku tygodni. Jest złośliwy i cyniczny - choć bywają momenty, kiedy rezygnuje z dopiekania drugiej osobie, stawiając na zwykłą, ludzką życzliwość.
Rzadko. Chyba musi mieć po prostu dobry dzień.

Jest synem wielu ojców, jak sam o sobie mawia; pochodzi ze środowiska Hell's Kings, które charakteryzuje się lekkością obyczajów i nader lekceważącym podejściem do życia, więc nic dziwnego, że przejął ich filozofię i sposób bycia. Kogo obchodzi, kto jest jego ojcem czy matką? Nikogo, więc jego też nie. Każdy jest równy.
Do nauki ma równie byle jaki stosunek, uważając, że jak będzie, tak będzie. Twierdzi, że w zasadzie znalazł się w Hogansville z przypadku i czeka tylko na moment, kiedy w końcu go wyrzucą. Komu by to robiło różnicę? Znowu? Na pewno nie jemu.

Nałogowo pali || ma tatuaże właściwie wszędzie - nietrudno go zidentyfikować || bezsenność || cyniczny || z trudem nawiązuje trwałe relacje || zawzięty || żartowniś || motocyklista ||

Niekiedy Jacques żartuje sobie z innych - np. sadząc kocimiętkę przy pokrzywie bądź lubczyku (który jest skądinąd składnikiem niektórych afrodyzjaków czy eliksirów miłosnych), czy podmieniając komuś parasol na parasolkę Mary Poppins (i ofiara odlatuje wraz z wiatrem) bądź podmieniając mapę konstelacji gwiezdnych na mapę zupełnie inną, łudząco podobną... choć kto by chciał doszukiwać się na niebie pewnych znanych całej ludzkości kształtów? Takie żarty, niekoniecznie subtelne, zawsze są w stylu Jacquesa.

>pasją Jacquesa są motocykle i mechanika - całkiem nieźle radzi sobie z fizyką magii czy pokrewnymi jej dziedzinami. To jedyne przedmioty, na które chętnie uczęszcza i nie wciska nauczycielom kitu, że był na zajęciach.
>co weekend można spotkać go buszującego po rozlicznych warsztatach w poszukiwaniu inspiracji i nowych części.
>masz problem z naprawieniem sprzętu? Zwróć się do Jacquesa. Niekoniecznie motocykl czy samochód - możesz po raz dziesiąty poprosić go o naprawienie swojego ulubionego elektrycznego czajnika... przyprawiając Jacquesa o załamanie nerwowe na swój widok.
>jeśli akurat nie przebywa na jednej z imprez Hell's Kings, można znaleźć go w... tak! Bingo! W warsztacie.
>w jego części pokoju co i rusz można znaleźć zaginione kiedyś śrubki, śruby, śrubokręty czy części do maszyn.
>Jacques mawia, że sprzęt ma często charakter i duszę właściciela. Coś w tym jest, gdyż dosiadanie motocykla Jacquesa - bez zgody właściciela - kończy się najczęściej przykrymi wypadkami. Motocykl będzie robił narowiste zrywy i zwroty, zrzucając samozwańczego motocyklistę z siebie i odjeżdżając w siną dal. Równie często przyczyną wypadków jest też zresztą wściekły Jacques... mało to razy gonił młodszych uczniów po dziedzińcu, lejąc ich ścierą?
>jeden z mechaników w Hell's Kings.

>kompletnie nie radzi sobie z tak przyziemnymi dziedzinami życia jak rośliny, magia gospodarcza czy przedmioty nawiązujące do jakichkolwiek innych sfer życia poza mechaniką. No nie. Jakoś nie. Zresztą jest zdania, że to dla dziewczyn.

Ostatnio zmieniony przez Doc (23-07-2019 o 08h55)


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

#18 23-07-2019 o 14h34

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 501

https://fontmeme.com/permalink/190723/0ec9dd0f089330135e4e79bc13b61a4f.png


          Uważam się za człowieka, który jest absolutnie przyzwyczajony do tego, że zostaje po lekcjach. Powody znajdują się same, zresztą - nie mogę powiedzieć, że ich nie dostarczam w ilości wystarczającej, żeby obdzielić większość uczniów w tej szkole. I to nie tak, że nie próbowałem ograniczyć moich wycieczek na dach w tygodniu - podchodziłem do tego kilka razy, jednak mój organizm jest już tak rozregulowany, że zwyczajnie nie mogę zasnąć w nocy. A jeśli jeszcze do tego noc jest bezchmurna, to mogę tylko leżeć i myśleć o tych wszystkich konstelacjach, planetoidach i asteroidach, które tylko czekają na to by je odkryć i opisać.
Jeśli coś na tym świecie jest mi pisane, to właśnie to. Zostawanie po lekcjach. Cóż, uważam że i tak płacę niewielką cenę.
           Wracałem właśnie na drugie piętro z naręczem dość ciężkich książek, po które wysłała mnie do biblioteki pani Underwood - nauczycielka fizyki magii, którą ze względu na nikczemny wzrost nazywam gnomem - oczywiście nie na głos - zastanawiając się nad tym, czy będę już mógł się zmyć. Miałem lepszy nastrój niż zwykle, a to dlatego że, po pierwsze był piątek i już cieszyłem się na te wszystkie godziny, które spędzę w nocy na dachu nie martwiąc się niczym, a po drugie - miałem nadzieję wreszcie rozwiązać problem swojego pecha. Raz na zawsze.
          Do rzeczywistości przywołało mnie zderzenie. Nie, żebym nie był przyzwyczajony - drzwi do klasy pani Underwood otworzyły się gwałtownie w momencie, gdy się do nich zbliżyłem i wypadła z nich - to dobre słowo, żeby opisać co właściwie zrobiła ta dziewczyna - brązowowłosa uczennica, która popędziła przed siebie jakby ją ktoś gonił i znikła za załomem korytarza w czasie, kiedy usiłowałem powstrzymać książki od upadku na podłogę. Nie zdążyłem za nią zawołać ani nic, zresztą wyglądało na to, że ma jakiś pilny problem, więc dałem spokój. Wszedłem do klasy i położyłem książki na biurku nauczycielki.
- Proszę. To wszystko, o co pani prosiła. Mogę już iść?
- Tak, Wellington. Na razie to wszystko.
Wellington. Wredna gnomica.
Pożegnałem się, złapałem torbę i ruszyłem do wyjścia z sali, gdzie zaraz za zakrętem przystanąłem sięgając do kieszeni po kartkę, na której kolega z klasy nabazgrał namiary na osobę, która miała raz na zawsze rozwiązać moje problemy. Powtórzyłem je kilka razy w myślach, żeby dobrze zapamiętać, do kogo mam wysłać wiadomość, po czym sięgnąłem po papier, który rozprostowałem na ścianie w niedalekim sąsiedztwie damskiej toalety, i ołówek. Ten złamał się, gdy tylko przycisnąłem go do kartki, ale nie dałem za wygraną i znalazłem drugi. Zamierzałem wypowiedzieć wojnę pechowi!
Pospiesznie napisałem wiadomość:

Cześć,

słyszałem, że można u Ciebie zaopatrzyć się w praktyczne przedmioty. Jestem zainteresowany złożeniem zamówienia. Kiedy moglibyśmy się spotkać w tej sprawie?

Pozdrawiam,

Well Fallows


Złożyłem wiadomość w nieco koślawy samolocik i dmuchnąłem w niego myśląc o tym, że ma znaleźć Charlotte Blunt. Ten okrążył mnie i dopiero będąc za mną śmignął w górę prawie trafiając mnie w głowę, ale udało mi się uchylić. Dzisiaj nic mi tak łatwo nie zepsuje humoru!

Ostatnio zmieniony przez Morenn (23-07-2019 o 22h32)

Offline

#19 23-07-2019 o 21h38

Straż Obsydianu
Ermira
Pokonała kurę
Ermira
...
Wiadomości: 916

https://cdn.discordapp.com/attachments/375374554731642880/603973133468172306/LUCY2.png https://cdn.discordapp.com/attachments/375374554731642880/603963790446297089/LUCY2.png
I                A  M            Y  O  U  R                N  E  I  G  H  B  O  R                 I                C  A  N            H  E  A  R                Y  O  U
I          G  O  T           T  H  I  S         T  I  N          C  A  N           W  I  T  H           A           S  T  R  I  N  G          T  H  R  O  U  G  H
https://cdn.discordapp.com/attachments/375374554731642880/603936608588398603/lucy.jpg https://cdn.discordapp.com/attachments/375374554731642880/603936637256204288/lucy1.jpg
A  N  D       W  H  E  N      Y  O  U  '  R  E      C  R  Y  I  N  G     I      H  E  A  R     Y  O  U  R      S  H  A  K  Y      B  R  E  A  T  H
A  N  D      W  H  E  N      Y  O  U  '  R  E      L  Y  I  N  G      I      H  E  A  R      Y  O  U  R      H  E  A  R  T      C  O  N  F  E  S  S

https://cdn.discordapp.com/attachments/375374554731642880/603967724594397184/ezgif.com-crop53.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/375374554731642880/603967693564936192/ezgif.com-crop52.gif
lucy   nieznana specjalizacja   dziewiętnaście lat     euphenia    niegdyś potężna czarownica    xx lat
mężczyzna         11.12        pochodzi z Hogansville     kobieta     zmarła xx lat temu, nie zna przyczyny
adoptowany   przez    wpływowego   czarodzieja     niespokojna  dusza  o  wyjątkowo   dużej   mocy
posiada  aurę,  która  przyciąga dusze  i demony     sama  uważa,  że  o  Luciusa  dba,  nie  widząc w
jego specjalizacją,  więc  powinien  być  ``urok``,     swoim zachowaniu nic uciążliwego  utrzymanie
niestety  w  wieku czterech lat jego ciało zaczął     się  w  jego  ciele  wymaga  zużycia  dużej  ilości
z   nim   dzielić   nowy   lokator,   odganiający  od     mocy     nie mówiąc o przejęciu nad nim kontroli
niego  pozostałych  interesantów                                czy zmianie aparycji (co mimo to się zdarza)       
jasna cera wypełniona pieprzykami   młodzień -     ciemna  karnacja       twarz  wypełniona  piegami
czy  trądzik             zielone  oczy,  przyozdobione     niebieskie  oczy         gęste  brwi         pełne  usta
długimi rzęsami    delikatna aparycja     kruczo -     dobrze zarysowany nos         kasztanowe, proste
czarne, z lekka kręcone włosy     174 cm     60 kg     włosy                         za  życia  170 cm  oraz  59 kg
szczupła  i  niewysportowana  sylwetka                    figura  marzenie  ;***                                                   


Choć  mogłoby  się  wydawać  inaczej to Lucy i Euphenia mają dobrą relację,  co  prawda  dużo  się
kłócą,  kobieta za często pożycza ciało chłopaka bez pytania,  on natomiast powie  czasem  trochę
za  dużo,   to  jednak  dbają  i  troszczą  się  o  siebie nawzajem  -  młody  Moore  nie  postrzega  już
czarownicy jako  pasożyta,  a  wierną  towarzyszkę.  Trudno nawet  opisać  jak  bardzo  spanikował,
kiedy ta po jakiejś gorszej,  nieprzyjemnej  wymianie zdań nie odzywała się do niego przez tydzień.

Euphenia czasami jest po prostu irytująca i myśląca wyłącznie o swojej  (i Luciusa,  choć  do  tego
się  głośno  nie  przyzna)  wygodzie.  Ma zbyt duże ambicje i zbyt wielkie mniemanie  o  sobie.   Nie
patrzy jednak na nikogo z góry, do wszystkich podchodząc jednakowo,  co  plusem  jest właściwie
tylko   wtedy,   kiedy   nie   dochodzi   do   ostrych   wymian   zdań   między   nią,   a  nauczycielami.

Lucy, chociaż jest całkiem miły i uczynny, to jednak strasznie gołosłowny.  Ile razy obiecał coś ko -
muś ostatecznie, nie ruszając nawet palcem  -  wynika to również z tego, że nie potrafi odmawiać,
a  później  po  prostu  nie  chce  wychodzić  ze  swojej  strefy  komfortu.  Dziwnym  trafem  zwykle
uchodzi                                                 mu                                                to                                                 płazem.

Nie przepadają za  zwierzętami,  zresztą  ze wzajemnością.  Koty reagują na tę dwójkę szczególnie
a                g                r                e                s                 y                w                n                 i                 e               .

☽ ☾

Ostatnio zmieniony przez Ermira (31-07-2019 o 11h22)


vape i w*******

Offline

#20 23-07-2019 o 21h59

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 390

_____________https://fontmeme.com/permalink/190705/020dd45f7f5d1229460d2b4e4772c5ee.png


Jedno spojrzenie od tego wysokiego pajaca, a już wiedziałem, że zaraz pożałuje swojej decyzji. I chyba jednak nie byłem na to aż tak szybko gotowy, chociaż nie mówię, że mu się od pleców odkleiłem, co to, to nie. Nie miałem pewności nawet czy w przychodni będzie ktoś, kto mnie poskłada w razie czego, więc tylko mocniej chwyciłem się koszulki przyjaciela, gdy zaczął biec.
Też dla lepszego utrzymania, oplotłem go nogami w pasie — przy okazji mogłem w trakcie tej czynności kogoś lekko potrącić nogą, jednak jakoś nie umiałem się tym przejmować. Miałem ważniejsze rzeczy na głowie jak chociażby uchronienie moich cennych czterech liter przed upadkiem na twardą ziemię. Lubiłem moją tylną część ciała i bynajmniej nie podobała mi się myśl o jakimkolwiek uszkodzeniu jej. A na pewno nie w taki sposób. Naprawdę, wystarczyły mi wszystkie upadki, które zaliczałem podczas treningów.
Przysięgam, że w porównaniu do tej przejażdżki to już nawet te niestabilne, latające buty był lepsze. Co z tego, że na nich też co chwilę się robiło fikołki, do tamtego przynajmniej byłem przyzwyczajony. Aktualnie zaś miałem ochotę wypluć sobie wnętrzności i przy okazji zrobić kilka Callowi kilka siniaków, bo jednak za coś takiego mu się należało. I byłem niemal pewny, że w którymś momencie zacząłem mu paznokcie w skórę wbijać, a nie tylko koszulkę.
Gdy w końcu dotarliśmy przed budynek szkoły, przyjąłem to z niejaką ulgą, tym bardziej, gdy się zatrzymał i mogłem bezpiecznie zejść na ziemię. Nie, żebym stał na niej długo, bo zaraz usiadłem w najbliższej rabatce, rozkładając się na nią całkowicie.
Nie zdziwiłbym się, nawet gdyby w tych emocjach iluzja z twarzy mi znikła, a że była ona jedynie wizualna, to sprawdzić tego bez lusterka nie mogłem.
- Nienawidzę cię. - rzuciłem do niego, lekko stłumionym głosem. - Ja do ciebie z sercem na dłoni, a ty mnie tak traktujesz, moje biedne, złamane serce… Chciałem zaprosić cię na jakiś dobry obiad, ale to odwołuje, zjem sam, albo z Chruchem. Albo lepiej, zaproszę jakiegoś dziadka, ale ciebie nie. Zjem sobie obiad, słuchając opowieści o dawnych czasach, zamiast bawić się w zakochanego kumpla z tobą. - zacząłem paplać po chwili, patrząc na niego z lekkim urazem.
Co też na pewno nie wyglądało przekonująco, patrząc po tym, że leżałem cały czas na ziemi, w rabatce kwiatków, i pewno zaraz miały mnie obleźć jakieś robaki. Sprawa do przejmowania się na później z pewnością.
- Albo zaproszę moich innych przyjaciół, to też w sumie dobry pomysł. Ayane, twoją siostrę… Chyba nikt inny mnie już w tej szkole nie lubi, ale to zdecydowanie wystarczy. I tak pewno zjedzą mniej niż ty. - dodałem jeszcze, szturchając go przy tym lekko nogą w łydkę. Tak za ten bieg.
I nie, żebym w sumie był poważny, ale chciałem wiedzieć, jak zareaguje, bo naprawdę… Ale jakby poprosił to pewno i tak bym uległ. Był w tym lepszy od Churcha, pewno dlatego, że nie miał wiecznie obrażonej miny.

Offline

#21 24-07-2019 o 10h16

Straż Cienia
Satomi-iko
Straż na szkoleniu
Satomi-iko
...
Wiadomości: 249

KARTA POSTACI W BUDOWIE
https://fontmeme.com/permalink/190724/b19ef0633aba5564d7618e0500fb055f.png
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596738853067292703/zolty.png
https://cdn.discordapp.com/attachments/395327892067713025/603363946434658344/siostrzyczka.png
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596738853067292703/zolty.png

imię   ♢   A U D R E Y    drugie imię   ♢   C H O
nazwisko   ♢   S U N G

pochodzenie   ♢   M A Ł A   W I E Ś   
wiek   ♢   1 9  L A T   ♢   X X  płeć   ♢   K O B I E T A   
orientacja   ♢   X X   specjalizacja   ♢   P S Y C H O K I N E Z A

włosy   ♢   K R Ę C O N E,  B R Ą Z   oczy   ♢   B R Ą Z O W E
wzrost   ♢   1 7 0   C E N T Y M E T R Ó W   waga   ♢   X X
sylwetka   ♢  K O B I E C A,   W Y S P O R T O W A N A     karnacja   ♢   J A S N A

https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596738853067292703/zolty.png

♢  Calle, bądź też jak go pieszczotliwie w dzieciństwie nazywała - Żyraaaaafcia- jest dla niej wzorem
♢  Często wygrywała w rozgrywkach z bratem - albo przez fory, albo przez moc
- więc uważa się za lepszego sportowca (a przynajmniej udaje)

♢  Gdy zdała sobie sprawę, że raczej nie dorówna bratu w normalnych konkurencjach, zaczęła tańczyć
♢  Najlepiej wychodzi jej telekineza, a kariokinezy i tej od zimna nie znosi, bo pojawia się zawsze wtedy, kiedy nie trzeba. Między innymi kiedy jest z kimś, kto jej się podoba, gdy jest zła itp.
♢  Łatwiej jej panować nad mocą, gdy skupia się np. na unoszeniu czegos
Dlatego nosi ze sobą szklane kulki

♢  Na ogół dość rozsądna dziewczyna, choć trochę rozpieszczona (dwóch braci, no cóż...)
♢  Ma zwariowane pomysły, ale już kiedyś zrozumiała, że nie każdemu trzeba się do nich przyznawać
♢  Gdy jest z kimś rozgadanym, raczej słucha i robi za tą "ogarnięta" ale to pozory moi drodzy

relacje

Edytowane przez maniaka-estetę @Berrine

Ostatnio zmieniony przez Satomi-iko (24-07-2019 o 21h55)


https://66.media.tumblr.com/ca1bfc8ed29ac84be8bb0a44a4c6824c/tumblr_ol62lcC4kj1ru0b90o3_500.gifv

Offline

#22 24-07-2019 o 13h39

Straż Obsydianu
Doc
Straż na szkoleniu
Doc
...
Wiadomości: 182

Gdyby nie to, że rano popatrzył na krzywo zawieszony kalendarz w kuchni Detrasa, nawet by nie zauważył, że jest piątek. A gdyby nie popatrzył na zegarek, to by sobie nie uprzytomnił, że jest już grubo spóźniony na swoje zajęcia - było już sporo po jedenastej.
Szlag, a obiecał sobie, że zacznie się w końcu starać.
Trudno jednak było pogodzić dotychczasowy tryb życia, znajomych mających zupełnie inne poczucie czasu (i nie posiadających zegarków) i pasje z systemem szkolnym. Chociaż normalnie rzuciłby wszystko już w diabły, było w tym całym magicznym światku coś, co mu się podobało. Może nie czuł się w nim tak pewnie i swobodnie jak inni - żyjący w nim od urodzenia, mający takich rodziców, krewnych od pokoleń - jednak znalazł swoją niszę i pasję. A mianowicie Jacques uwielbiał modyfikować cokolwiek, co miało dwa lub cztery kółka - był zresztą jednym z bardziej utalentowanych mechaników w Hell's Kings, mimo że oficjalnie jego specjalizacją było coś innego. Chciał jednak się przekwalifikować, jeśli nawet można było to tak nazwać; jaki mógłby mieć użytek z bazyliszkowego spojrzenia? Żeby straszyć kasjerki w sklepie, grozić dzieciakom na podwórku i robić za kamieniarza przy zakładach pogrzebowych? Dobry biznes, ale to i tak nie to.
Chociaż kwoty za ekspresowy nagrobek mogłyby być całkiem niezłe. Z drugiej strony, jakby bazyliszkowe spojrzenie kiedyś puściło, to pewnie by klienci przyszli z reklamacją... "panie, teściowa zeszła mi z nagrobka i pyta, czemu na tablicy jest jej nazwisko".
Pospiesznie zawrócił do pokoju, zbierając swoje rzeczy z podłogi i ciał innych, nieprzytomnych jeszcze z rana Hell's Kings; normalnie by tu wrócił na weekend, do swoich, ale coś mówiło mu, że bez jadowitych uwag dyrekcji i nauczycieli się nie obędzie, bądź jakiejś kary.

Kolejne kilometry mijały jak z bicza strzelił; warkot motocykla, droga uciekająca spod nóg i wiatr we włosach były tak harmonijnym doznaniem, tak upajającym, że nawet nie zauważył, że przejechał większość drogi, dopóki nie dostrzegł bramy Akademii. Zupełnie jakby zamontował sobie jakieś przyspieszenie.
To już? - dość nieprzyjemnie się zaskoczył; niezbyt przepadał za szkołą. Siedzenie w ławce i myślenie nad sobą wcale nie motywowało do nauki, nawet jeśli ta bywała niekiedy całkiem przyjemna i interesująca. Jedyną osłodą były zajęcia z magii maszyn (czy, jak to oficjalnie nazywano, magii technicznej) i fizyki magii, nawet jeśli nauczycielka tego ostatniego wyskakiwała zza ławki jak gnom z dziury w ogródku, doprowadzając większość uczniów do zawału.

Zostawiwszy niedaleko Akademii swoją maszynę, ruszył na tyły budynku - tak aby nie przeparadować dumnym krokiem tuż przed oknami dyrekcji. Aż taki głupi Jacques jeszcze nie był. Pewnie teraz akurat dyro patrzył, czy ktoś nie wchodzi główną bramą.
Przynajmniej jakbym ja był dyrem, to bym patrzył.
Zamiast tego przerzucił swoją torbę za ogrodzenie, później sam przeskoczył murek. Mur. W zasadzie sama próba przejścia przez ogrodzenie była całkiem niezłą rozrywką i zajęciem fizycznym. Czasami nawet bardziej wymagającym niż można by było przypuszczać.
Czy mu się wydawało, że usłyszał jakieś ciche jęknięcie? Może trochę za bardzo podeptał trawę, zostawiając ślady butów i torby, ale trudno...
Po tym powędrował dyskretnie do akademika, mając nadzieję, że przynajmniej zdołał się wmieszać między uczniów, którzy właśnie wysypywali się z klas. Wciskanie kitu opanował całkiem nieźle - chociaż tylko Grant od teorii magii nigdy mu nie wierzył... ale co się dziwić, chłop był zawzięty i Jacques miał z nim na pieńku już od pierwszego dnia.
W akademiku dość szybko znalazł swój nowy pokój; najwyraźniej dyrekcja przeniosła go tu za karę. Tylko co dyrekcji ten biedny typeczek z pokoju zawinił, żeby Jacques musiał z nim mieszkać? Zioła z doniczki sąsiada potajemnie sobie skręcał?
Zresztą, co z tego. Jakoś to będzie. Za każdym razem Jacques przekonywał się, ile w tych słowach było prawdy - zawsze "jakoś" to bywało, o ile druga osoba nie była nadętym jopkiem ze stolicy, bo zwykle wtedy kończyło się to "nie najlepiej", najczęściej w przychodni, gdzie co i rusz kolejny nawiedzony próbował wciskać mu jakieś okłady, maści, napary i inne pierdoły, licząc, że trafił na przewrażliwionego na punkcie swojego wyglądu naiwniaka. 

[3... 2... 1...]
Krótka obserwacja pokoju doprowadziła Montagnę do wniosku, że współlokator musiał być niezłym czyściochem - pomijając tego zapleśniałego węża ogrodowego w akwarium (może był jakimś nawiedzonym ogrodnikiem?). Wszędzie chyba nie było ani jednego pyłka. Kto normalny tak robi? Tak czyściutki pokój przypominał mu jakąś izolatkę albo celę w więzieniu. Tak samo białe ściany, ani jednej niepotrzebnej rzeczy ani mebla...
To chyba musi być jakiś maniak. A może już za dużo ziół wypaliłem i trafiłem w końcu do jakiegoś podrzędnego psychiatry z tytułem za dychę? Albo Kostucha dostarcza mi jakiś dziwny towar. Może ten lubczyk na dziewczyny to wcale nie był lubczyk?
W obliczu swoich myśli Jacques szybko otworzył okno, zamierzając się przewietrzyć. Chwilowo teoria o przedawkowaniu ziół przemawiała do niego najbardziej - a wszystkie podręczniki i doświadczenia życiowe mówiły, że trzeba otworzyć okno, przewietrzyć się i przewentylować... albo przewentylować pomieszczenie, wszystko jedno. I tak było otwarte, i tak, a trochę chłodnego wiatru nikomu jeszcze nie zaszkodziło. Co najwyżej mogłoby obudzić pleśniaka w akwarium.

[...boooom]
Skoro już i tak się postanowił przewietrzyć, to pora się też zadomowić. Jacques rzucił byle jak swoją torbę przy drzwiach, ciepnął kurtkę i kilka technicznych książek na najbliższe łóżko i zanurkował w szafie, zamierzając znaleźć sobie trochę wolnego miejsca.
Tak więc Cornelius po powrocie do pokoju mógł zastać byle jak rzuconą torbę przy drzwiach, z której wylewały się ciuchy i zdawały się same pełznąć do szafy; na jego łóżku leżała kurtka, zwisając tuż nad podłogą, a na podłodze, ukryte w zacienionych miejscach, śrubki. Małe, wredne i podstępne śrubki, które tylko czekały, aż Cornelius w nie wejdzie i sobie coś rozwali. W niczym nie pasowało to do ładu i porządku, jaki panował tu wcześniej. Obrazu nędzy i rozpaczy uzupełniał zapach przenośnej herbaciarni skumulowany na powierzchni dwóch metrów kwadratowych i dziwny typ, któremu pękły plecy - właśnie nurkował w szafie i najwyraźniej próbował upchnąć w szufladzie swoje skarpetki do wtóru przekleństw i mamrotania. Jednocześnie co i rusz trzaskał szufladą, otwierając ją i zamykając, najwyraźniej w nadziei, że skarpetki w końcu ułożą się same.

Ostatnio zmieniony przez Doc (24-07-2019 o 13h54)


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

#23 24-07-2019 o 17h45

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 266

--------------------------https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8b2-b3ff2a1d-9582-429d-9b80-7d16709dd21a.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhiMi1iM2ZmMmExZC05NTgyLTQyOWQtOWI4MC03ZDE2NzA5ZGQyMWEucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.6NNAbKUwdNa2z02AVlRO93hhWf1GmcZq_-93oKFVX7w
          Moje przypuszczenia na razie się sprawdzały: po końcu lekcji szkolne korytarze się wyludniały, a jak już kogoś napotykałam, to „nie miał czasu” i nagle leniwy spacer zamieniał się w przyśpieszony krok, nie był zainteresowany albo… albo nie zaliczał się do grona tych ludzi, z którymi mogłabym sobie uciąć pogawędkę. Nie udało mi się zidentyfikować tego, kto niósł Larkina, bo ledwo tę dwójkę zobaczyłam w oddali, już mi zniknęli z oczu, ale odpowiedź sama nasuwała się na język – Calle. Gdy odprowadzałam ich wzrokiem, nasunęło mi się na myśl, że w sumie, mimo nie najlepszej pogody, na dworze jednak ktoś mógł być. Postanowiłam sprawdzić to potem.
          Kontynuowałam swoją, dotychczas bezowocną, przechadzkę. O ile brak Jacquesa ani Amandy w zasięgu wzroku ani trochę mnie nie dziwił, bo ten pierwszy pewnie siedział w warsztacie, a druga w klinice albo bibliotece, o tyle nieco dziwiło mnie to, że nigdzie nie widziałam Ayame ani Ethne. Chociaż… Spotkanie z panią od ognia i tak było mi przeznaczone i stanowiło tylko kwestię czasu. I tego, kiedy Grant, Underwood lub ktoś jeszcze inny postanowi sobie poprawić nastrój, robiąc sprawdzian jakiejś grupie nieszczęśników, wśród której, dziwnym trafem, będzie Ethne.
          Nie dane mi było dalej włóczyć się bez większego celu i rozmyślać o rzeczach ważnych i mniej ważnych, ze szczególnym naciskiem na te drugie. Przede mną znalazł się samolocik, który najwyraźniej chciał mi wydłubać oko. W porę się uchyliłam. Zdziwiona zdałam sobie jednak sprawę, że papierowy twór zatacza dookoła mnie kręgi jak nabzdyczona pszczoła, jakby zniecierpliwiony. Rozejrzałam się. Nikogo nie było w pobliżu. Najwidoczniej to ja byłam adresatem.
          Pochwyciłam samolocik i rozłożyłam go. Krótki, zapisany niewyglądającym na znajomy charakterem pisma. Przeczytałam go dwukrotnie, za drugim razem wolniej i uważniej. Wyglądało na to, że to popołudnie jednak  nie będzie stracone. Poczta pantoflowa jak zwykle sprawowała się pierwszorzędnie.
          Nie obeszłam się z samolocikiem wystarczająco delikatnie i wolałam sobie nie wyobrażać, jak pokracznie wyglądałby jego lot, gdybym zapisała moją odpowiedź na tej samej kartce. Schowałam liścik do torby. Wyrwałam kartkę z notesu i, po chwili namysłu, zapisałam kilka zdań:

W chwili, gdy to dostaniesz, będę w parku. Spędzę tam trochę czasu. Jeśli z jakiegoś powodu jesteś dzisiaj zajęty, ustalimy inny termin.

Ślę pozdrowienia,
Charlotte Blunt


          Złożyłam prosty, lecz estetyczny samolocik, zapisałam na jego lewym skrzydle literę C, po czym wzięłam go w swoje dłonie i delikatnie dmuchnęłam. Chwilę patrzyłam na to, jak ten leci do adresata, po czym ruszyłam na dwór. I tak chciałam się tam udać, prawda?

Ostatnio zmieniony przez Ardentia (02-10-2019 o 18h56)


T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://i.imgur.com/AEYxFyr.gif

Offline

#24 26-07-2019 o 01h08

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 577

__________________https://fontmeme.com/permalink/190705/4e472c250212b19a49087a7a9ab29a1f.png

      Przewróciłem oczami, kiedy na korytarzu minął mnie rozpędzony kundel z worem wrednych śmieci na plecach. Duże dzieci nie mające za grosz wyrafinowania. Irytowali tym bardziej, że darli się jak samice kota w czasie rozmnażania. Nie do zniesienia.
      Przyspieszyłem kroku, aby prędzej znaleźć się w spokojnym miejscu. Ciekawiło mnie, czy Amanda otrzymała już moją wiadomość. Możliwe, że właśnie na nią odpisywała, chociaż... Chyba trochę za szybko. To był priorytet, ale minęła może z minuta, czy dwie. Biorąc pod uwagę różne przeszkody, które mógł napotkać samolocik, powinien znaleźć się na miejscu w przeciągu trzech minut. Ahh. Jak zwykle nie grzeszyłem cierpliwością. Chronokineza byłaby idealną specjalizacją dla mnie. Przyspieszanie czasu, zatrzymywanie go, manipulacja... Tyle możliwości w czymś tak prostym. Nie to co bycie pogodynką. Bezużyteczne.
       Przechodząc po ścieżce do osobnego budynku, posłyszałem jeszcze cichy dźwięk w rodzaju bzyczenia ustępującego małemu hukowi. Odrobinę spanikowany, w pół biegu rzuciłem się do drzwi akademika. Wiedziałem co oznaczały tamte odgłosy i nie wróżyły niczego dobrego. Zwłaszcza na świeżym powietrzu i przy takim zachmurzeniu.
       Kiedy nadmiernie krytykowałem własne umiejętności, te zdarzało się, że odpowiadały na niepochlebne uwagi i odpłacały się pięknym za nadobne. Zawsze przy sprzyjających warunkach. Tym razem przeczuwałem pioruny, dlatego moim nagłym priorytetem stało się ulokowanie własnego ciała w zamkniętym pomieszczeniu i bycie miłym... dla samego siebie? Moje życie było bałaganem. Jeśli natura nie pomagała mi w zostaniu potężnym czarodziejem, jak mój ojciec, musiałem zrobić to sam. Zamierzałem nauczyć się wszystkiego. Szkolenie się w odpędzaniu obłoczków wolałem zrzucić na drugi plan. I tak do niczego by się nie przydało.
      Stanąłem przed drzwiami swojego ukochanego pokoju i otworzyłem je nieco bardziej zamaszyście niż zwykle, dając się ponieść chwilowemu przypływowi motywacji i energii. Nie spodziewałem się jednak, że kiedy te staną przede mną otworem, zobaczę coś tak obrzydliwego, jak to co zastałem. Tuż przed moimi stopami spoczywała rozwarta, jak w krzyku o pomstę do nieba, torba, a z niej wypełzały i poszukujące wolności dzieci szatana. Nie dziwiłem im się. Sam miałem ochotę się ulotnić.
       Mrugnąłem kilkukrotnie ni to z niedowierzania, ni z czystego pragnienia, aby to co widziałem, okazało się jedynie przykrym koszmarem. Być może to wcale nie był mój pokój. To wydawało się dość sensowną odpowiedzią na moją ogólną dezorientację. Czasami wpadałem w roztargnienie i zamyślony ignorowałem otoczenie. Nigdy jednak nie zdarzyło mi się zrobić niczego tak głupiego, jak nieuprzejme odwiedzenie kogoś bez zapowiedzi.
       Krótka analiza wnętrza przywróciła mnie jednak do porządku. Bez wątpienia byłem u siebie. A to... Dyrekcja uprzedziła mnie wcześniej o przybyciu dość problematycznego lokatora, ale żeby dopuścił się takiego przywitania?! To nie przystoi nawet szumowinom.
       Z niemałym oburzeniem, zrobiłem duży krok, aby przejść nad pierwszą barykadą i odwróciłem się, aby domknąć drzwi. Nie mogłem odpuścić sobie i krótkiego rzucenia okiem na korytarz, aby upewnić się czy nikt przypadkiem nie został świadkiem tego znieważenia. Brak żywej duszy ucieszył mnie niemiłosiernie i choć trochę ulżył mojej znękanej, wstydem za współlokatora, duszy.
       W końcu wyprostowałem się po całej tej procedurze poszukiwania pustych przestrzeni po których mogłem stąpać i stanąłem obok skupionego na upychaniu skarpet, chłopaka. Zostałem poinformowany, że będzie wyglądał staro, przez... Nie pamiętałem, czy powodem było schorzenie genetyczne, klątwa, czy nieudolne używanie mózgu, ale powód jakiś był. Zmarszczki, które dostrzegałem pod tym kątem mimo to mnie jednak zadziwiły. Instynktownie pochyliłem się, aby przyjrzeć się im lepiej. Szybko jednak opamiętałem swoje zwierzęce odruchy i powróciłem do pionu. Niekulturalnym było wgapianie się w problemy skórne drugiej osoby. Równie niekulturalnym było też robienie bałaganu na wspólnej podłodze.
        - Ze względu na to, że jest to nasze pierwsze spotkanie, odpuszczę ci i nie zreportuję twojego zachowania - zacząłem mówić. - Daję ci jednak czas do północy, aby ogarnąć całe to pobojowisko i lepiej dla ciebie, żebyś to zrobił.
        Kopnąłem stertę jego ubrań, odchodząc kawałek dalej.
        - Śmieci - rzuciłem przez zęby, odwracając się, do jednego z najwybitniejszych przedstawicieli plebsu, plecami. W tym czasie przez otwarte, nie wiadomo z jakiej racji okno, wpadł mały samolocik ze znajomego mi papieru. Zatoczył kółko wokół mojej głowy, po czym wylądował w mojej prawej dłoni, jak to robił zazwyczaj. Moje nerwy ulotniły się na chwilę, kiedy zobaczyłem koślawe pismo przyjaciółki. Mimo, że sam zawsze pilnowałem tego, aby literki były równe, nigdy nie przeszkadzało mi jej pismo. Lubiłem jak nakreślała ostatnie "A". Pogładziłem kartkę w miejscu, gdzie znajdowała się jej część wiadomości i uśmiechnąłem się nieznacznie. Pół godziny zdawało się być wiecznością. Zwłaszcza w tym otoczeniu. Obawiałem się jeszcze, że ten postarzały osobnik sprawi, że  moja wizyta w bibliotece zostanie opóźniona, dlatego prędko przysiadłem do własnego biurka i wykaligrafowałem odpowiedź.

        "Cieszę się i jak zwykle, z niecierpliwością wyczekuję naszego spotkania. Odczuwam jednak powinność,
        aby poinformować Cię o moim możliwym spóźnieniu. Napotkałem pewne komplikacje  przy okazji ostatnich
        zarządzeń dyrekcji.
        Obiecuję załatwić tę sprawę jak najszybciej i stawić się na miejscu nie później niż dwadzieścia minut po czasie.
        Twój oddany przyjaciel,
        Axel"


Nadałem estetyczny samolocik z literką A na skrzydle i odetchnąłem ciężko. Nie lubiłem takich sytuacji.

Ostatnio zmieniony przez Berrine (26-07-2019 o 14h23)


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#25 26-07-2019 o 08h14

Straż Obsydianu
Doc
Straż na szkoleniu
Doc
...
Wiadomości: 182

Jacques nawet nie zwrócił uwagi, że ktoś wszedł - oburzone skarpetki były bardziej głośne niż nowy współlokator. I byłby nie zwracał uwagi na niego dalej, gdyby typek nie przykucnął obok, z zainteresowaniem obserwując jego twarz.
No tak, znowu to samo, westchnął w myślach.
- Ty widziałeś, jak nas ułożył?
- Oburzające!
- Moim zdaniem Julia nie powinna leżeć zbyt blisko Merkucja - wtrąciła się inna skarpetka, po głosie sądząc, najstarsza. - To nie przystoi.
- Babciu, a dlaczego masz taką dziurę w pięcie?
- To żeby więcej stopy się zmieściło, kochanie.
- Romeo, gdzieżeś ty jest, mój Romeo? - wołała płaczliwie różowa skarpetka.
- Zamknąć się - warknął Jacques do skarpetek. - Nie słyszałyście o zasadach współżycia społecznego? - co za głupi pomysł Detrasa. Dlaczego pomyślał, że śmiesznie będzie mu dać gadające skarpetki, które krzyczały po dwóch dniach nieprania, komentowały inne skarpetki i narzekały, jeśli nie zostały zacerowane?
- O popatrz, tamta to ma taką dziurę w palcach, wstydziłaby się.
- Lafirynda jedna.

Chłopak z hukiem zamknął szufladę, nim raptownie odwrócił głowę, rzucając Corneliusowi spojrzenie zdumionego bazyliszka. Dosłownie. Oczy Montagny w tej chwili przypominały kry lodu.
Bladoniebieskie, lodowate i chcące cię zabić.
- Nie wiem, czy spotkasz się ze zrozumieniem dyrekcji, jeśli będziesz zgłaszał takie błahostki jak chwilowy bałagan. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale takie rzeczy są normalne. - odparł, podnosząc się ze swojego miejsca. Po tym zebrał ciuchy z podłogi i wepchnął je byle jak do szafy, ignorując narzekanie "przesuń się trochę... ty! Rękawy do góry! Znowu nas wrzucił byle jak. A tamte równiutkie zawieszone to patrz, z jaką wyższością na na patrzą, pewnie to jakieś miastowe ze stolicy". Zamiast tego oparł się o drzwi szafy, obserwując Corneliusa z równie chłodną wyższością.
Zabawne, jesteśmy tego samego wzrostu.
- Przy okazji, na twoim miejscu udałbym się do przychodni, żeby przepisali ci coś na poważne spięcie ciała w części tylnej, bo założę się że jeszcze parę razy zdąży w moim towarzystwie pęknąć - dodał poważnym tonem, choć głos mu zadrgał w rozbawieniu; po chwili parsknął cichym śmiechem i odkleił się od szafy. - Nieważne. Nie będę marnował piątku na typa, który wzywałby dyrekcję do krzywo zawieszonej zasłony od wanny albo skarpetki na podłodze i pisze jakieś oficjalne listy zamiast porozmawiać jak normalny człowiek. Przy okazji, skoro twoje dobre wychowanie jest równie legendarne jak uprzejmość, pozwól że się przedstawię: Jacques Montagna.
O nie, Jacques nie zamierzał dać się traktować jak swoje skarpetki. Zdecydowanie nie planował zostać metaforyczną skarpetką Corneliusa.

Po tym zaczął kręcić się po pokoju, zgarniając kurtkę na ramiona i książki pod pachę. Miał trochę rzeczy do roboty.
Co prawda miał napisać Kostusze szybką notkę odnośnie dostawy mandragory, ale to zaczeka. Nie zamierzał pisać listu tak ostentacyjnie jak ten facet brzy biurku przed nim.
- Idę do Underwoodowej negocjować eksperymenty z fizy magii. Jakieś zasady przebywania w twoim KRÓLESTWIE chcesz jeszcze omówić, czy ja, niegodny twej obecności kmieć mogę już odejść? - dodał, poprawiając pod pachą tomiszcza. Wypadałoby je oddać do biblioteki...


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3