Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3

#26 26-07-2019 o 10h25

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 579

__________________https://fontmeme.com/permalink/190705/4e472c250212b19a49087a7a9ab29a1f.png

      Zaśmiałem się gorzko, słysząc odpowiedź nowego lokatora. Błahostki, spięcie ciała w części tylniej... Przeczuwałem, że się nie dogadamy.
      Obróciłem się na krześle i z przyklejonym na twarzy ironicznym uśmiechem, zlustrowałem go wzrokiem. Tak jak się spodziewałem, jego żałosny wygląd nie zmienił się ani na moment w przeciągu tych kilku minut. Nadal wyglądał godnie pożałowania.
      Gdybym był choć odrobinę bardziej szalony, zapewne skorzystałbym z okazji i skosił jego nos solidnym prawym sierpowym. Ze względu jednak na kulturę osobistą, odpuściłem sobie takie ceregiele. Moja ręka i tak nie była zbyt silna. W takich momentach marzyłem o specjalizacji ojca. Niszczenie od środka zdawało się być sto razy ciekawsze i przyjemniejsze.
      Krzyki brudnych skarpet, dochodzące z szuflady zaczynały mnie coraz to bardziej irytować. Miałem ochotę podbiec tam i wyrzucić je przez otwarte okno. Gadająca odzież to spora odpowiedzialność. Nie rozumiałem więc dlaczego ta szumowina postanowiła sobie takie kupić, skoro nawet o nie nie dbała...
      Mój wyraz twarzy pozostał niezmieniony. Ton głosu natomiast został wzbogacony o więcej chłodu i szyderstwa.
      - To zabawne, że w twojej sytuacji, wciąż potrafisz jeszcze pyskować - powiedziałem kierując swoje spojrzenie na paznokcie prawej ręki - Z tego co wiem nawet jedno chuchnięcie w moją stronę jest w stanie teleportować cię na drugą stronę płotu z tytułem przegrywa nad głową. Rozważ to i pilnuj swoich niewyparzonych ust.
      Wstałem, aby wybrać ubrania na wyjście i ponownie odwróciłem się do chłopaka plecami. Nie mogłem pójść na spotkanie z Amandą w byle jakim stroju.
Jacques. Co to za imię...
Przeglądając półki i wieszaki ze starannie wyprasowaną i złożoną odzieżą, w końcu zdecydowałem się na oliwkowe spodnie, jasnoniebieską koszulkę w białe paski, z kołnierzykiem oraz coś do narzucenia na wierzch w szarym kolorze.
      - Najlepiej będzie, jeśli sobie pójdziesz. Ja też wychodzę - rzuciłem w odpowiedzi. - Cornelius Axel Vaughn. Zapamiętaj, bo będzie cię dręczyć przez następne lata, jeśli wcześniej nie postanowię się ciebie pozbyć.
      Puściłem Jacquesowi oczko i stanąłem za osłoną, aby się przebrać. Jeżeli zamierzał cokolwiek w tym momencie dodać, nie planowałem odpowiadać.


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#27 27-07-2019 o 15h43

Straż Obsydianu
Doc
Straż na szkoleniu
Doc
...
Wiadomości: 190

Awww, man. Równie lodowate spojrzenie Corneliusa, pełne pogardy, było w tym momencie czymś zabawnym. Prawdę koszulki powiedzialy: był ze stolicy.
A czego nie lubił Jacques? Ważniaków ze stolicy...
- To zabawne, że jak na tak wzorowego ucznia, na jakiego wyglądasz, zachowujesz się w ten sposób... kompleksiki sobie leczymy, przyjacielu? W domu nie są zadowoleni? - odparł z równie wielką szyderą w głosie Jacques, stukając palcami wolnej ręki w blat stołu. Stuk, stuk.
Co to za wyższość? Aż taki głupi Jacques nie był; ludzie nie byli z natury aż takim bucami. Zawsze musieli takimi się stać. Często wystarczyło przyjrzeć się, w jakiej rodzinie ktoś się urodził i wychował. Czyżby to była sprawka rodziców lub innych krewnych? Jeśli tak, to Jacques szczerze Corneliusowi współczuł.
Z całego serca.
Stuk, stuk.
Musiał się zastanowić, jak do niego podejść. Ostatecznie nie chciał wplątywać się w Wielką Wojnę Pokojową.
Stuk.
- Słuchaj, nie wiem z jakiej choinki i rodziny się urwałeś, skoro grożenie dopiero co poznanej osobie jest u ciebie normalne... - rzucił ugodowym tonem - ...ale twoje groźby mam gdzieś. Nie robią na mnie wrażenia.
Och, człowieku, gdybyś tylko widział te lodowate spojrzenia obu chłopaków utkwione w sobie... to byłaby godna podziwu scena, prawie w sam raz na ilustrację do książek dla młodzieży, gdyby tylko ktokolwiek inny to zobaczył. Niestety, widziały to jedynie ściany i wąż, drzemiący w akwarium (więc właściwie trudno go zaliczyć jako świadka).
- ...przy okazji, misiu kolorowy, grożenie komuś, nie znając jego specjalizacji, nie jest zbyt rozsądne. A możesz mi uwierzyć, że gdybym użył mocy, mógłbym po tym bez problemu stuknąć cię młotkiem i byłoby po tobie. - ton Jacquesa zmienił się raptownie na łagodny; właściwie wydawał się być rozbawiony.
Jakby nie było, wizja Corneliusa z odłupanym nosem byłaby całkiem śmieszna.
Swoją drogą, czy po powrocie do ludzkiej formy nos by miał tak samo zdeformowany, czy jednak nie? Bo jeśli tak, to mogłoby to być interesującym kierunkiem w magii upiększająco-plastycznej.
- To jak? Odpuścimy sobie groźby, twoje rządzenie się i udawanie że jesteś kimś? Bo w zasadzie to mi nic nie robi. Najwyżej bawi, przyjacielu, a chyba nie to chciałeś osiągnąć.
Chociaż wyraz twarzy Jacquesa był wręcz pogodny, pod lekkim uśmiechem czaiła się niewypowiedziana wręcz irytacja, burzyła krew w żyłach... a oczy wciąż miały spojrzenie arktycznego lodu.
Właśnie w tej chwili wyobrażał sobie Corneliusa zamienionego w gustowny kamienny posąg. Posąg, trzymający nadal koszulkę w ręce.
A wtedy on, Jacques, nałożyłby na Corneliusa I Kamiennego swoją najbardziej wieśniacką, najgłośniej wrzeszczącą koszulkę i wyszedł na bardzo dłuuuugi czas...
Tak, ta wizja była bardzo kusząca...

Czy Cornelius nie skamieniał choćby na chwilę, nie poczuł, że jego dłonie są bardzo, ale to bardzo ciężkie? Nie czuł zmęczenia, opuszczających go wszystkich sił?
Jeśli nie, to Jacques bardzo tego żałował. Chociaż fakt faktem - nie rzucał na niego zaklęcia świadomie. Nawet, gdyby je rzucił, Vaughn zamieniłby się w posąg parę chwil później. A w tej chwili Jacques zamierzał wyjść i nie wracać przez cały dzień.
Czyli nawet jakby mi się udało, to i tak tego nie zobaczę.
- No. To spadam.
Tuż po tej... żywiołowej dyskusji Jacques wyszedł, nie omieszkawszy trzasnąć drzwiami. Właściwie uczynił to przeciąg - okno nadal było otwarte. Aż żałował, że wiatr nie zwieje firanki na tyle, by cała szkoła zobaczyła goły tyłek Corneliusa. Albo że nie przewrócił się na niego parawan.
Kto normalny przebiera się do obiadu? Że też nie żal mu tych wszystkich ciuchów non stop prać...

Kolejne kilometry szkolnych korytarzy mijały tym szybciej, im bardziej pragnął dotrzeć do celu; czyżby to była kolejna niepisana zasada fizyki magii? Może powinien to sobie zapisać...
Normalnie by to olał, ale to mogło się przydać w tworzeniu modyfikacji uzależniających szybkość dotarcia do celu od motywacji.
To całkiem chwytliwa nazwa, swoją drogą.
Miał tyle pomysłów co do szkolnego warsztatu! Tylko musiał przekonać nauczycieli... wobec tego zanotował pospiesznie na tylnej stronie jednej z książek swoje uwagi. Może bibliotekarka tego nie zauważy i nie przyłoży mu znowu kolejnym tomem Historii Magii.
To właściwie już się wydarzyło, kiedy jechałem tutaj. Znalazłem się tu szybciej niż zamierzałem... a może to wiąże się z magią czasu?

Właściwie... wypadałoby też napisać tę wiadomość Kostusze w końcu. Ile można żuć jeden i ten sam liść? Pewnie już zresztą nawet stracił swoją moc, o ile miał ją w ogóle kiedykolwiek.
Czasami zresztą Montagna zastanawiał się, jakim cudem jakiś liść, kwiatek, kamień miałby mieć tę moc; a może to wszystko to były tylko jakieś takie złudzenia umysłu? 
Nie no, jak mnie ten typ z pokoju będzie chciał jakoś uziemić, to muszę uważać. Chociaż to taki kujon, że pewnie najpierw poleci do dyrekcji, zamiast załatwiać sprawy jak prawdziwy mężczyzna.
Wobec tego Jacques wyciągnął z kieszeni jakiś zwiędły papier sprzed kilku tygodni (być może kiedyś był biletem, teraz raczej się sprał...) i naskrobał wiadomość.
- Wynocha - rzucił w stronę zwiędłego biletu, zdmuchując go z powietrza; jak dotąd liścik wisiał smętnie, zawieszony gdzieś w przestrzeni, zanim pod wpływem podmuchu pofrunął niespiesznie w siną dal.

"Po____bje mngry. 18? Wsz___t? J".
Taką wiadomość otrzymała Charlotte, gdy zapikował na nią sterany, zmęczony życiem w kieszeni Jacquesa stary bilet.
Montagna zawsze pisał wiadomości na byle czym - a jego koślawe pismo lekarza, które było w większej mierze prostą linią bez żadnych zakrętasów, pętelek i innych ozdobników, przyprawiłoby każdego o palpitacje serca. Trudno było się rozczytać, ale Charlotte dawała radę... albo udawała, że sobie radzi, kto wie? Potrafiła trzymać fason.
Może pomagała w tym ta jej wieczna grobowa atmosfera, jakby właśnie wyszła z rodzinnego grobowca na cmentarzu nieopodal Akademii.
Przynajmniej zawsze wiedziała, czego Jacques potrzebuje - tak jak teraz potrzebował mandragory i proponował spotkanie o 18 pod warsztatem.

Tuż po tym Jacques zawędrował do pracowni panny Underwood; nauczycielka jak zawsze lewitowała gdzieś nad powierzchnią biurka jak złota chmurka. Chociaż nie wydawała się wybitnie sympatyczna, Jacques jakoś ją lubił.
Może dlatego, że wykładała to co go interesowało. A może dlatego, że potrafiła wytłumaczyć temat krótko i przejrzyście, bez wchodzenia w zbędne szczegóły. Lekcje przynajmniej były konkretne.
I nie groziła nikomu na starcie, zazwyczaj.
- Dzień dobry, dzień dobry.. - zaczął w uśmiechu, zerkając na nauczycielkę. Chociaż ta nie wyglądała na kogoś w najlepszym humorze w tej chwili, musiał spróbować.
Bo jak nie teraz, to kiedy?
Po tym położył książki na blacie; dwie z nich należały do niej.
- Coś się stało? - zapytał najbardziej neutralnym tonem, na jaki było go stać; miał cichą nadzieję, że nauczycielka nie spróbuje go wrobić w jakieś korki czy kółka uczniowskie. Już wcześniej próbowała.
Ale korki to było zło, czyste zło.
- Nic szczególnego, Jacques - odparła burkliwym tonem. - Przydały ci się na coś te książki? Zajrzałeś do nich w ogóle? Patrząc na ciebie, stwierdzam że na mądrzejszego nie wyglądasz.
- Droga pani, pani mi tymi książkami życie uratowała. - na twarzy chłopaka pojawił się szczery, nieukrywany uśmiech pod wpływem uwagi panny Underwood. Jacques może nie znosił szkoły, ale ten okres na "wygnaniu", jak zwykł go nazywać, wykorzystał na praktyki w pracowni Mistrza Twistmane'a, Mistrza Metali.
Mistrz Metali potrafił wzbudzać w nich duszę... kształtować ich właściwości, przekształcać je w coś innego. Potrafił stworzyć srebro lekkie jak wiatr, złoto tak ciężkie, że przyginało szyję pod swoim ciężarem. Niektóre kamienie szlachetne były oplecione misterną siateczką delikatnej platyny, która pod wpływem magii Twistmane'a zmieniała swoje właściwości. Czysta magia, czysty talent. Jednocześnie Mistrz był zapalonym pasjonatą maszyn - zwłaszcza latających.
Chciał je wznieść w powietrze... chciał wzbudzać w nich duszę jak w swoich metalach, razem z nimi wznieść się na niebiosa, żeglować wśród chmur. Ludzie nadal nie potrafili poskromić mocy niebios; pragnienie stworzenia czegoś przełomowego stało się niedościgłym marzeniem Twistmane'a. Póki co musiał poprzestać na latających butach.
To wciąż jednak nie było to.
Co prawda Jacques wolał stać dwiema nogami na ziemi, a raczej dwoma kołami, mimo to doskonale go rozumiał. W tym wszystkim - badaniach, obliczeniach, poszukiwaniach - tkwiło gdzieś pierwotne pragnienie złapania Boga za nogi, przyłapanie go na boskim planie.
Nie, żeby Jacques w niego wierzył, Hell's Kings w niego niezbyt wierzyli. Mimo to rozumiał.
- Jako, że odbywałem praktyki u Mistrza Metali, założyliśmy, że w ramach kontynuowania praktyk i naszych badań zajmę się tematem fizyki i budowy maszyn, połączonych z fizyką sprzętów. Mistrz planuje poszerzyć badania nad metalami, lżejszymi od powietrza i nieodkształcającymi się bez magii, a ja połączę to z wiedzą czysto praktyczną. - dokończył. - Na wstępie chcemy sprawdzić, jakie przedmioty mają szczególne predyspozycje do latania... o, widzi pani... na wstępie zaproponowaliśmy fotel i krzesło, chociaż może sprawdziłyby się bardziej płaskie, lekkie rzeczy typu dywany. Trzymajmy się jednak pomysłu wstępnego.
Tuż po tym Jacques wygrzebał notatkę - rysunek poglądowy pokazywał tylko ludzika - patyczaka lecącego w koślawo narysowanym krześle; wokół niego znajdowały się gęsto nakreślone pytania, notatki, uwagi. "Wpływ pogody - ???". "Czy woda wpływa na sterowność fotela?". "Jak namoczenie fotela wpływa na możliwość jego latania?". "Czy drewno i użyte materiały mają wpływ na jakość lotu?".
Tuż po tym spojrzał na nauczycielkę, uśmiechając się blado; czasami, kiedy wpadał w ferwor badań, tłumaczył i wyjaśniał pewne rzeczy bardzo chaotycznie. Liczył jednak, że kobieta nadąży za nim. 
- I z kim zamierzasz je opracować? - wtrąciła pani Underwood, unosząc brwi; utkwiwszy swoje chłodne spojrzenie w twarzy Jacquesa, przez dłuższą chwilę czekała na odpowiedź. - Przydałby ci się do tego ktoś ze specjalizacją od pogody. Wiatr, deszcze, temperatury. I materiałowiec.
- Myślałem o wywieszeniu ogłoszenia - odparł pokornie chłopak. - W Głośnym Pokoju. Ewentualnie gdyby dało się dostać dodatkowe zaliczenie do oceny albo coś w tym stylu, może znaleźliby się jeszcze chętni despera... hmmm ,uczniowie... specjalistów też poszukam.
- Obiecaj tylko jedno: Na samym początku badań nie wyślesz żadnego ucznia w tym fotelu. Żadnego. Ucznia. Żadnej żywej osoby albo zwierzęcia. Inaczej ja ciebie wyślę i to drogą już bez powrotu. Eksperymenty przeprowadzasz po godzinach zajęć i pod opieką moją albo Granta z teorii ALBO Dettweillera z  magii technicznej. Rozumiemy się? - zagroziła pani Underwood, lewitując i migocząc w promieniach słońca.

Niebawem, gdyby ktoś zajrzał do Głośnego Pokoju, dosłyszałby gwar rozgadanych kartek i dostrzegłby Jacquesa, przypinającego na tablicy swoje ogłoszenie - prosta biała kartka z animowanym fotelem, wznoszącym się i lecącym przez niebo nad słońcem... Treść zaś, napisana jadowicie fioletowymi literami, brzmiała:

UWAGA! JEŚLI JESTEŚ SAMOTNYM DESPERATEM BEZ PRZYJACIÓŁ, UWIELBIASZ UDAWAĆ, ŻE ZAJMUJESZ SIĘ CZYMŚ KONSTRUKTYWNYM, NIE MASZ NIC DO ROBOTY LUB POTRZEBUJESZ PILNIE ZALICZENIA Z FIZYKI MAGII LUB TEORII MAGII LUB MAGII TECHNICZNEJ - ZAPRASZAMY DO EKSPERYMENTÓW.
Cele eksperymentów:
Czy latający fotel się dobrze sprawdza w roli środka transportu?
Jak daleko może latać fotel?
Czy fotel namoknięty deszczem jest w stanie nadal latać?
Czy fotel pod wpływem wiatru utrzymuje swoją wysokość i nie obraca się wokół własnej osi?
Czy fotel spadający z wysokości 100 metrów może być niebezpieczny?
Czy czując głęboką więź ze swoim fotelem można lecieć dalej?
Czy kochasz swój fotel i nie chciałbyś się z nim rozstawać nawet podczas bardzo dalekich podróży?
Czy chciałbyś umieć obliczać trajektorię lotu fotela i wylądować nim w ogródku sąsiada i bajerować jego dziewczyny (lub chłopaków) na swój nowy, potencjalny środek transportu?
Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się nad tymi pytaniami, oznacza to, że te badania są w sam raz dla ciebie. Być może razem stworzymy coś funkcjonalnego. Rehabilitacji dla uszkodzonych w trakcie eksperymentów uczniów nie przewidujemy.
Kontakt: Jacques Montagna, pokój 717, krypta w lochach strzeżona przez smoka lub Pani Underwood LUB profesor Grant LUB profesor Dettweiller.
Po przypięciu wyrywającej się kartki przetarł ręce z zadowoleniem. No, gotowe. Pora iść na obiad.


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

#28 28-07-2019 o 02h03

Straż Absyntu
Neyu
Pokonała kurę
Neyu
...
Wiadomości: 787

__________________________Ayame Nakane
   Dłoń brunetki kreśliła na kartce najrozmaitsze wzory - kółka, trójkąty, serduszka, krzyżyki i tak dalej, i tak dalej. Musiała zająć swój umysł czymś dynamicznym, żeby w którymś momencie nie palnąć głową o blat stołu ze zmęczenia. A szczerze, to nie widziało się jej oszpecenia tejże nieskazitelnie pięknej i delikatnej twarzyczki, w tak brutalny sposób. Gorączkowo spoglądała na wskazówki zegara, które wyjątkowo ślimaczyły się, najwyraźniej nie mając jakoś zamiaru zacząć współpracować z jej pragnieniem wydostania się z sali lekcyjnej jak najszybciej. Typowe zjawisko w piątkowy dzień szkolnych udręk.
   Czasem snuła sobie pewne tezy, że to może sprawka nauczycieli, iż godziny lekcyjne w ostatnim dniu tygodnia, były wręcz nie do wytrzymania. Uważa, że jest to bardzo możliwe, ponieważ jest ona pewna na sto procent, że zajęcia sprzed piątku mijały o wiele szybciej i sprawniej od tych aktualnych. Tak, z pewnością to ich sprawka, żeby musiała gnić na tychże nudnych pogadankach ze strony wykładowcy. Ayame nawet nie zorientowała się od kiedy zaczęła wpatrywać się w profesora Lighthorne spode łba. I jeszcze chwila, a jej wzrok zacząłby magicznie rozstrzeliwać jego wątłe ciałko.
   Spuściła swoje gniewne ślepia na zeszyt, w którym od początku lekcji nic nie zanotowała. Doprawdy - historia magii nie należała do jej najukochańszych przedmiotów szkolnych, nawet sam wykładowca nie potrafił ją przekonać do historii magii.
   Zdaniem Ayame, profesor Lighthorne powinien już dawno przejść na emeryturę, gdyż z każdym krokiem był bliski do zaliczenia całkiem przyzwoitej gleby na oczach uczniów. A poza tym jego przerażający garb mu wiernie pomagał z osiągnięciem tego celu. I nie żeby Nakane mu życzyła źle... po prostu ta martwiła się o jego życie, bo on naprawdę powinien już odejść z tej szkoły - w tej chwili. Ponadto jest ślepy jak kret, bo Ayame dosyć często odczytuje mu coś z tablicy, kartki lub czegokolwiek innego, gdyż zawsze tłumaczy to krótkim stwierdzeniem, że on na to nie ma czasu bądź nie ma ochoty nadwyrężać sobie strun głosowych. Niezły cwaniak, nieprawdaż? A taki z niego profesorek, który ma okularki z najwyższej półki, z najmocniejszymi szkiełkami, no i co z tego skoro wciąż jest ślepakiem? Pomimo tego, staruszek ma wyjątkowo wyostrzony słuch i wszystko bardzo dobrze oraz dokładnie słyszy, więc można sobie jedynie pomarzyć o dyskretnej rozmowie z sąsiadem obok bądź o wybawicielskiej muzyce na słuchawkach. Momentami brunetka ma wrażenie, że w sali lekcyjnej nawet nie słychać oddechów kolegów i koleżanek z klasy, i czasem zastanawia się, czy oni w ogóle oddychają, bo jak nie... to znaczy, że ona również powinna wstrzymać oddech na tyle czasu? Absurdalne. Niewykonalne.
   Z ogromną chęcią położyłaby się na ławce i zasnęłaby, ale nie mogła, naprawdę, a tak bardzo chciała - straszne uczucie. Opierała swoją ciężką głowę na prawej ręce, wpatrując się tępym i nieżywym wzrokiem na tablicę, na której widniały jakieś dziwne rozpiski, które okropnie zlewały się ze sobą. Ziewnęła cicho, by nie zwrócić na siebie uwagi. Profesor Lighthorne opowiadał o czymś związanym z historią magii, bo tylko tyle wiedziała i zrozumiała przez cały ten czas. Miał on okropnie monotonny i nużący głos, przez co nie dało się słuchać jego słów na dłuższą metę, bo prędzej odgrywał niezłą rolę jako nudna kołysanka na dobranockę od tej, którą powinien wykonywać pracując w tejże placówce. I to właśnie dlatego brunetka była źle nastawiona do tego przedmiotu. Nie potrafiła uważnie słuchać wykładów, bo były nudne i nużące, i w ogóle nieciekawe.
   Jednakże musi przyznać, że staruszek jest bardzo sympatycznym człowiekiem i pomocnym, ale za to zbyt rozgadanym, więc z pewnością odnalazł się na swojej posadzie, skoro wciąż nie udał się na emeryturę, masochista. Zawsze można na spokojnie i bez stresu podejść do niego, i podpytać się o coś, co nawet było na lekcji, gdyż nikogo nie skarci i nie ochrzani za nieuważanie na jego wykładzie, aczkolwiek to też podchodzi pod samobójstwo, ponieważ jak profesorek zacznie opowiadać temat i tłumaczyć na nowo, to zastanie cię jutrzejszy poranek, a nawet jutrzejsza noc, więc tę kwestię, to akurat trzeba rozsądnie rozważyć, zanim podejdzie się do niego z jakimś zapytaniem.
   Ociężałe powieki coraz bardziej przysłaniały jej obraz, a każde próby utrzymania świadomości przy rzeczywistości sprawiały, że te na nowo opadały jej na oczy i tak w kółko. Do momentu, aż zadzwonił upragniony dzwonek - w końcu.
   Ayame zerwała się jak oparzona, by spakować swoje rzeczy do torby i dosłownie wyparować z sali lekcyjnej. Sam dzwonek zdołał ją skutecznie rozbudzić - ciekawe dlaczego.
Szła prędkim i równym krokiem, zdalnie wymijając tłum uczniów. Nie zdołała jeszcze zauważyć ani spotkać nikogo znajomego. A szczerze potrzebowała z kimś spędzić czas, porozmawiać, tak jak zwykle ma to w zwyczaju. Nakane nie miała zielonego pojęcia; czemu jeszcze nie poszła na poszukiwania Audrey lub Charlotte.
   Brzuch nagle oznajmił o swoim istnieniu i o tym, że pora coś zjeść, coś smakowicie pysznego. Ayame zmieniła swój kierunek i pognała drogą prowadzącą do szkolnej stołówki, jadalni lub jak to tam się nazywa. W sumie najprościej do szkolnej wyżerki, zaś potem pójdzie poszukać Audrey lub Charlotte. Te dwie tak łatwo nie ukryją się przed nią.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (29-07-2019 o 09h54)


https://i.imgur.com/zgPPpzo.gif

Offline

#29 28-07-2019 o 22h21

Straż Obsydianu
Maelneth
Akolita Jednorożców
Maelneth
...
Wiadomości: 422

https://zapodaj.net/images/b664f85ab2635.png

Ostatnio zmieniony przez Maelneth (30-07-2019 o 00h59)


https://66.media.tumblr.com/f43ad6e582cf4c79b463a8d8ac1ab8b9/tumblr_py1nbzewmI1v4pixto1_540.gifv


https://i.imgur.com/H18tdnR.png[/img]    https://i.imgur.com/bHl8Yo3.png    https://i.imgur.com/rEHZsjf.gif    https://i.imgur.com/0jIPLtx.png    https://i.imgur.com/YHDHgFq.png

Offline

#30 29-07-2019 o 00h47

Straż Cienia
Agami
Akolita Sylfy
Agami
...
Wiadomości: 1 255

https://fontmeme.com/permalink/190707/8de9664c0d1e3d281ad7f5acf814cf71.png

        Spojrzałam na trzymane w ręku stokrotki. Wrzuciłam całą ich kępkę do toalety, chwilę pozachwycałam się nad tym osobliwym obrazkiem (ze szkicownikiem w dłoniach), po czym zbadałam kark jeszcze raz. Zerwałam resztkę wyrosłej tam zieleniny, a kiedy nie wyczułam pod palcami już nic poza gładką skórą, nacisnęłam spłuczkę. Głośny chlust wody otoczył moją niechlubną, kwiecistą przypadłość. Wyrastające na ciele kwiaty lub wypełniające przełyk trawy wskazywały na kotłujące się pod skórą emocje, których nie zwykłam przed nikim zdradzać. Zawstydzenie, gniew, podenerwowanie. Nie chciałam, żeby nagle całe otoczenie czytało ze mnie jak z otwartej księgi, dlatego czułam spore poirytowanie na myśl, że miałoby to się łączyć z jakąś roślinną specjalizacją. Uratować mógł mnie jedynie katalizator, ale jak na złość nic nie pasowało! Także każdego dnia moce wymykały mi się coraz bardziej spod kontroli, przez co stres rósł, a to znowu napędzało wzrost zieleniny. I tak w kółko!
        Gdy tylko opanowało mnie poczucie bezsilności, poczułam nieprzyjemne drapanie w gardle. Zaczęłam kaszleć, aż w końcu wyplułam do toalety kolejny ładunek chwastów. Z załzawionymi oczami, szaleńczo biłam w spłuczkę, chcąc w ten sposób zagłuszyć osobliwie brzmiący kaszel.
        Jak prze mgłę obserwowałam z wolna podnoszący się poziom wody. Otarłam załzawione oczy tylko po to, by... "No nie, no nie, no nie!" powtarzałam w głowie, próbując przy pomocy szczotki klozetowej uratować sytuację, ale nie byłam w stanie odetkać odpływu; woda powoli zaczynała się przelewać. Stres, stres, stres! I kwiatki, które teraz zaczęły rosnąć w okolicy pępka. Wdech-wydech dziewczyno!
        Pozostało jedno rozwiązanie...
        Jakby nigdy nic otworzyłam drzwi łazienki. Tym razem kwiatki rosły z wolna pod obszernym sweterkiem, mogłam więc udawać, że nic się nie dzieje, że ja tu tak tylko przypadkiem, że to nie w tej toalecie siedziałam i inne takie. Oszukiwanie samej siebie to ciężka sprawa, ale z innymi może pójść lepiej. Jeśli tylko uda mi się wymknąć po cichu z łazienki, nikt nie powinien podejrzewać, że to całe zalanie...
        Z tym że pod łazienką musiał ktoś stać. Zaśmiałam się koślawo, w środku ganiąc się za głupotę. Co teraz? Przyłapana na gorącym uczynku? Kwiatki pod sweterkiem załaskotały nieprzyjemnie.


https://66.media.tumblr.com/53da82494b00630cbc70244d4fb554bc/7a75f53ae3dbdd9d-8e/s640x960/5744d9d24f3c4ac1d9ae7ae2c7d76a3aa4d4d35b.gif

Offline

#31 29-07-2019 o 13h20

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 579

________________________https://fontmeme.com/permalink/190705/253149240a2405f173407e2952da2b88.png

       Kiedy w końcu zatrzymałem się w miejscu docelowym, na zewnątrz budynku, westchnąłem ciężko. Maghnus może nie był jakoś szczególnie ciężki, a ja przywykłem do wysiłku fizycznego, jednak wcześniejsze manewry, byle mu dokopać, były mocno obciążające dla nóg. Ale zawsze warto. Czego się nie robi, żeby podrażnić się z tym kartoflem.
       Z rozbawieniem patrzyłem jak mój przyjaciel ciężko opada na trawę. Wyglądał dwa razy starszej niż przed chwilą, a jego iluzja zakrywająca bliznę, poszła w niepamięć. Oparzenie naznaczyło delikatną skórę i zmieniło jego wizerunek na nieco bardziej złowieszczy. Prawdę mówiąc nie rozumiałem, dlaczego je ukrywa. Nie był kobietą, nie chodził w makijażu. Po co więc maskował coś, co czyniło go... nim? Groźniejszy dalej był uroczą kluchą o marudnej naturze. Charakter się nie zmieniał.
       Krew napłynęła mu do twarzy i dąsał się o coś, do czego sam doprowadził. Standardowo, jak zawsze, musiał trochę pojęczeć. Cierpliwie słuchałem fantazyjnej serenady na temat jego nienawiści do mnie i powstrzymywałem się od parsknięcia śmiechem. Trudno było w tamtej chwili o powagę. Moją uwagę skutecznie rozpraszały otaczające go kwiatki. Był jak księżniczka w różowej sukience, mówiąca o mordowaniu. Przeczył sam sobie.
       Kiedy szturchnął mnie w łydkę, usiadłem obok niego, przygniatając przy tym część biednych roślinek swoimi czterema literami. Kopnął mnie wystarczająco mocno, żebym to odczuł, zastanawiałem się więc nad tymczasowym fochem, który ostatecznie sobie odpuściłem. Podróż musiała być naprawdę traumatyczna, skoro w czasie jej trwania wpijał mi się w skórę paznokciami. Biedaczek. Zawsze poszkodowany przez tą samą osobę.
       - Wiem, że mnie kochasz - rzuciłem w odpowiedzi i niby to romantycznie, pochyliłem się w jego stronę. - Jak mnie tak zostawisz w porze obiadowej, to będę rozpaczać z tęsknoty. Wyobraź sobie te łzy, spływające po moich policzkach i mieszające się z sokiem pomarańczowym... To tragiczny widok. Zjedz ze mną. Prooooszę.
       Zrobiłem możliwie najbardziej urokliwą minę, jaką potrafiłem i zacząłem błagalnie tykać go palcem w ramię. Nie mógł mi odmówić. Nigdy mu nie wychodziło.

Ostatnio zmieniony przez Berrine (29-07-2019 o 13h21)


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#32 29-07-2019 o 20h29

Straż Cienia
Satomi-iko
Straż na szkoleniu
Satomi-iko
...
Wiadomości: 251

___________________https://fontmeme.com/permalink/190724/b19ef0633aba5564d7618e0500fb055f.png
     Prawdę powiedziawszy tego dnia nie nastawiłam budzika. Nie obudziło mnie także krzątanie się współlokatorki, która szykowała się do szkoły. Podobnie jak cały ten tydzień, spałam do południa, zupełnie nie przejmując się lekcjami ani obowiązkami. Następnie wstawałam, snułam się do stołówki, aby wybłagać kucharki o coś dobrego, po czym wracałam do pokoju niezauważona. No i po drodze podkradałam trochę leków. Ale tylko trochę.
      Najgorszy tydzień w miesiącu właśnie dobiegał końca, na co cieszyłam się jak wilkołak na wieść o nowiu. Nie chcąc się jednak rozczarować, pierw powolutku spuściłam jedną nóżkę. Nic. Druga. Dalej spokój. Poruszałam nimi. Poza ich jękami spowodowanymi całym tygodniem bez treningów, nie poczułam zupełnie nic. Zachwycona, spróbowałam użyć mocy. Ladys and gentelmans żadnych problemów! Moje ubrania posłusznie przyleciały na moje kolana. No, co prawda po drodze przywaliły w krzesło i się rozłożyły, ale kto by się przejmował.
     Jak z procy wybiegłam z pokoju, ubrana, odświeżona i - co najważniejsze - pełna życia. Biegłam co tchu korytarzem (nie, żeby było to bezpieczne…) ciesząc się wolnością. Nawet nie byłam głodna. W mojej głowie widniała tylko jedna myśl. Jeden cel. Jedno imię.
Calle.

     Najpierw jego pokój, ani śladu. Klasy? Nie ma co, już po lekcjach. Stołówka? Za wcześnie. Po wypytaniu kilku osób, które kojarzyłam z ich klasy (musieli się nieźle przerazić, kiedy rozczochrana od pędu i wiatru podbiegłam do nich i cała czerwona że zmęczenia, dysząc, zażądałam wiedzy na temat miejsca pobytu brata. Na odchodne usłyszałam jeszcze "co on jej zrobił?") wiedziałam dokładnie gdzie iść.

     Czupryna, która rozpoznała bym nawet w tłumie kibiców na ogólnoświatowych. Wysokość, przez którą zawsze pokonywał mnie w kosza.
-Call! - krzyknęłam z odległości co najmniej 200m. -Call! - 100 metrów. - Wreszcie. Cię. Znalazłam.
Uniosłam dłoń, co miało znaczyć, że ma mi dać chwilę. Wzięłam kilkanaście głębokich oddechów, czując, jak moje płuca płoną. Cóż za wspaniałe uczucie!
-Basen. Teraz.
Spojrzałam na niego prosząco ale i stanowczo.
-Siedziałam w pokoju tydzień zwijając się z bólu, a ty nie przyniosłeś mi mojej ukochanej czekolady z orzechami. Jesteś mi to winien.
Dopiero teraz przeczesałam włosy dłonią i spostrzegłam.
-O, Maguś, hejka. Też idziesz popływać?

Ostatnio zmieniony przez Satomi-iko (29-07-2019 o 20h35)


https://66.media.tumblr.com/ca1bfc8ed29ac84be8bb0a44a4c6824c/tumblr_ol62lcC4kj1ru0b90o3_500.gifv

Offline

#33 29-07-2019 o 23h30

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 579

Głupek "żyrafa" ją serio, serio uwielbiahttps://fontmeme.com/permalink/190705/253149240a2405f173407e2952da2b88.png

       Zanim przyjaciel odpowiedział na moje błagania, usłyszałem wykrzykiwane z daleka, moje imię. Głosik był melodyjny i dziewczęcy, dlatego automatycznie odwróciłem głowę do jego źródła. Wiedziałem do kogo należał. Prawdopodobnie aż za dobrze. Moja młodsza siostrzyczka z uśmiechem pędziła w moją stronę. Co prawda był między nami jedynie rok różnicy, jednak za każdym razem, kiedy tak robiła, wracały do mnie wspomnienia z dzieciństwa.
       Audrey zawsze była drobniejsza i delikatniejsza ode mnie, czy brata. Sprawiała, że miałem ochotę się nią opiekować i ją chronić. Zawsze stałem na straży, kiedy Mikkel wyjeżdżał z jednym ze swoich przytyków. Nadal pamiętałem jak zabrał jej urodzinowe słodycze i to jak bardzo wtedy próbowałem go pobić. Nie miałem tej siły co on, byłem drobnej postury i brat przewyższał mnie wtedy przynajmniej o głowę. Skończyłem z fioletowym okiem, które opornie się goiło, ale nie żałowałem.
       Dopiero potem wystrzeliłem w górę. Przerosłem brata w zaledwie rok i w ten rok również wiele się pozmieniało. Mikkel wydoroślał, stał się troskliwym dupkiem, a ja, dawniej jedyny obrońca, stałem się jednym z dwóch.
       Jak zaczarowany wpatrywałem się w jej kręconą czuprynę, poruszającą się wdzięcznie w biegu. Jeżeli Maghnus w tym czasie coś mi odpowiedział, zupełnie tego nie zauważyłem. Podzielność uwagi w moim przypadku leżała i popłakiwała w kącie. Byłem w tym beznadziejny.
       Kiedy moja księżniczka pojawiła się w końcu obok, z uśmiechem przysłuchiwałem się jej sapaniu. Tydzień bez ćwiczeń był zauważalny aż za bardzo. Musiałem zabrać ją może na ćwiczenia do...
       - Basen. Teraz - jak zwykle sprostała oczekiwaniom.
       Patrzyła na mnie przy tym z pewną stanowczością, a to rozbawiło mnie jeszcze bardziej. Przecież i tak zamierzałem się zgodzić. Jeżeli ktoś miał najprawdziwszą w świecie siłę przebicia i przekonywania mnie do czegoś prawie błyskawicznie, to była to właśnie moja siostra. Zdarzało mi się oponować, jednak miała dar do używania właściwych argumentów. Zwijanie się z bólu? Dlaczego nie miałem o tym pojęcia... Miała rację. Byłem jej to winien. Nawet jeśli właśnie zmyśliła tą część.
        - O, Maguś, hejka. Też idziesz popływać?
        Dałem brzydalowi kuksańca w bok i odpowiedziałem za niego
        - Oczywiście, że idzie. Prawda "Maguś"? - zwróciłem się do niego z uniesionymi brwiami i głupawym uśmiechem. Zanim jednak odmówił, przystawiłem mu palec do ust, niemal bezgłośnie wyszeptując "ćśś, nic nie mów".
        Byłem prawie pewien, że później solidnie mi się za to oberwie, ale wiedziałem, że na chwilę obecną trochę się ograniczy. A przynamniej powinien przy mojej siostrze.

Ostatnio zmieniony przez Berrine (29-07-2019 o 23h32)


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#34 30-07-2019 o 00h19

Straż Obsydianu
Maelneth
Akolita Jednorożców
Maelneth
...
Wiadomości: 422

.
.                                                                                   
CHARLES ORION CRAWFORD
.                                                                                         ––––––––––––––––––––––––

          Z niemałą ulgą zamknąłem wreszcie dość obszerną księgę, by zaraz po tym móc ją schować do torby. Na jej miejsce wyciągnąłem niewielki, ale za to odpowiednio gruby zeszyt z czarną, zniszczoną codziennym użytkowaniem okładką. Szybko odnalazłem ostatnią zapisaną stronę, po czym przejechałem palcem po dzisiejszej liście rzeczy do zrobienia. Niedbałym i bardzo pospiesznym ruchem odznaczyłem te pozycje, które udało mi się dzisiaj wykonać. Jeszcze raz omiotłem spojrzeniem kartkę zapełnioną moim starannym pismem. W tym samym momencie poczułem nagłą chęć poklepania własnego ramienia w geście uznania i pochwały.
          Dzisiejszy dzień już teraz mógł otrzymać miano udanego. Do tej pory o niczym nie zapomniałem, choć miałem dużo małych spraw do załatwienia pomiędzy zajęciami. W zasadzie to jedyne, co mi zostało, to pranie, ale tym zamierzałem zająć się dopiero wieczorem. Jednak kwestią ważniejszą od mojego dzisiejszego ogarnięcia było to, że od rana czułem się wyjątkowo stabilnie. Tak… normalnie. Ani razu nie dopadły mnie emocje innych osób. A przynajmniej nie były one na tyle drastyczne, bym mógł odróżnić je od własnych. Wolałem jednak myśleć, że dzisiaj to ja miałem kontrolę i wszystko, czego doświadczyłem, pochodziło ode mnie.
          No! Ale jak to mówią, nadzieja matką głupich. Przecież wspaniali Crawfordowie mogli mnie jedynie adoptować. Dlatego też powinienem poczekać z pochwałami przynajmniej do zachodu słońca.
          Wyszedłem z sali jako jeden z ostatnich. Jednak zanim chociażby pomyślałem nad celem swojej dalszej podróży, ktoś zawisnął na moich ramionach, omal nie zwalając mnie z nóg.
          – Charlie, jeśli powiesz, że idziesz do pokoju, obiecuję, tak ci skopię…
          – Okej, okej, zrozumiałem! – przerwałem Jerickowi, już na starcie wiedząc, że nie uda mi się uciec przed jego towarzystwem. W zasadzie to nawet nie miałem ochoty na żadne wymówki, a wizja rozpoczęcia weekendu z paczką znajomych wydawała się ciekawą opcją. – Jaki jest plan?
          Nie zdejmując mi ręki z ramion, jakby w obawie przed moją ucieczką, jasnowłosy chłopak zaczął mi opowiadać o zaplanowanych na dzisiaj atrakcjach. Według jego słów, reszta grupy czekała już na dziedzińcu i to właśnie tam teraz zmierzaliśmy.
          W pewnym momencie zatrzymałem się. Zrobiłem to tak gwałtownie, że ręka Jericka z impetem uderzyła w moją głowę, zmuszając mnie do skłonu. Usłyszałem pytanie w stylu „Stary, wszystko w porządku?”, jednak nie byłem w stanie na nie zareagować. Byłem tak zażenowany i zawstydzony tą sytuacją, że nie potrafiłem zmusić się do wyprostowania się i spojrzenia mu w twarz. Bałem się też, że wszyscy na mnie patrzą. Zdenerwowanie zaczęło mi mieszać w głowie, a poziom stresu wkroczył na niebezpieczny poziom. Nawet nie wiem, kiedy zacząłem zaciskać pięści. Chciałem się gdzieś ukryć, schować przed wiercącym spojrzeniem przechodniów. Nie chciałem, żeby ktoś mnie widział w takim stanie. Żałosny widok. W jednej chwili w mojej głowie pojawił się wielki komunikat, któremu od razu poddała się reszta ciała: biegnij. Ruszyłem przed siebie ile sił w nogach, zupełnie ignorując  wołający za mną głos Jericka. Zatrzymałem się dopiero po kilku zakrętach, w miarę pustym korytarzu. Oparłem się plecami o ścianę, próbując się w jakiś sposób uspokoić. Wdech! Wydech! Wdech…!
          Serce podskoczyło mi do gardła, gdy drzwi obok mnie niespodziewanie się otworzyły. Spojrzałem na dziewczynę, próbując jakoś ukryć panikę, która mną zawładnęła. Co mam zrobić? Zignorować ją i liczyć, że ona zrobi to samo? Odezwać się? Tylko co powiedzieć? A może jednak znowu uciec?
          Zanim zdecydowałem się na cokolwiek, szatynka zaśmiała się niezręcznie. I wtedy właśnie uświadomiłem sobie dwie rzeczy: pierwsza, to jej emocji właśnie doświadczałem; druga, wciąż wstrzymywałem oddech. Natychmiast wypuściłem z płuc powietrze, robiąc to ze zbyt widoczną ulgą. Idiota!
          – Mm… – zacząłem niepewnie. Odepchnąłem się też od ściany, by stanąć z dziewczyną twarzą w twarz. – Nie… Nie stresuj się aż tak. Wiem, jakie to przytłaczające – wiem, aż za dobrze – ale poradzisz sobie z tym. Jesteś wystarczająco silna. – Uśmiechnąłem się do niej, próbując przy tym wyglądać jak najbardziej przekonująco.

Ostatnio zmieniony przez Maelneth (30-07-2019 o 00h40)


https://66.media.tumblr.com/f43ad6e582cf4c79b463a8d8ac1ab8b9/tumblr_py1nbzewmI1v4pixto1_540.gifv


https://i.imgur.com/H18tdnR.png[/img]    https://i.imgur.com/bHl8Yo3.png    https://i.imgur.com/rEHZsjf.gif    https://i.imgur.com/0jIPLtx.png    https://i.imgur.com/YHDHgFq.png

Offline

#35 30-07-2019 o 00h41

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 503

https://fontmeme.com/permalink/190723/0ec9dd0f089330135e4e79bc13b61a4f.png


     
          Kiedy papierowy samolocik zniknął z pola widzenia, mój żołądek podpowiedział mi, że w oczekiwaniu na odpowiedź powinienem wreszcie pójść coś zjeść. Nie uszedłem jednak dwóch kroków, gdy moich uszu dobiegły bardzo niepokojące dźwięki, dochodzące z damskiej toalety, w pobliżu której się znajdowałem. Ktoś najwyraźniej zwracał właśnie swój posiłek, co w pewnym sensie szybko odebrało mi apetyt. Wielkie dzięki. Rozejrzałem się po korytarzu, sam nie wiem, po co - nie zamierzałem podejść i zapytać tego kogoś czy potrzebuje pomocy. W odwrotnej sytuacji bardzo bym nie chciał, żeby ktoś mnie przyłapał w takiej sytuacji i myśl o tym była niezmiernie krępująca.
Ze swojego miejsca od razu zauważyłem, że na korytarz wpadł Charlie. Znaliśmy się, bo nietypowa specjalizacja zmuszała go czasem do egzystowania o nietypowych porach. Zawahałem się, nagle rozumiejąc co go tutaj przygnało i szczerze mu współczułem w takich chwilach. Sam to zauważyłem, a co dopiero on. Pewnie musiał się strasznie poczuć.
          Wciąż stałem na korytarzu, gdy drzwi do łazienki otworzyły się i stanęła w nich ta sama dziewczyna, która wpadła na mnie pod klasą Underwood. Postanowiłem spróbować udawać, że niczego nie słyszałem i wszystko jest w porządku, jednak gdy mój wzrok zatrzymał się na jej twarzy - muszę przyznać, że o rysach bardzo przyjemnych dla oka - od razu dostrzegłem, że dziewczyna jest blada jak ściana. Trudno odgadnąć czy był to wynik wcześniejszych torsji czy niepokój spowodowany spotkaniem, ale i tak poczułem się w obowiązku jakoś zareagować. Bezpośrednie pytanie nie byłoby w moimi mniemaniu, wystarczająco dyskretne więc bez słowa zacząłem grzebać w torbie, aż znalazłem niewielką, szklaną butelkę zakapslowanej wody mineralnej, bo takie można było dostać w stołówce. Etykieta była zaczarowana i mieniła się neonowym napisem zapewniającym, że lepszej wody dostać się nie da, przynajmniej w tej części Wszechświata.
- Proszę. Możesz zatrzymać. Chociaż może koledze też się przyda? - powiedziałem tylko, zerkając przyjaźnie na Charliego i podałem butelkę dziewczynie. Na jej miejscu bardzo bym chciał przepłukać czymś gardło.
Nie zamierzałem dłużej ich zatrzymywać w tych niezręcznych okolicznościach i odwróciłem się, by zejść po schodach, kiedy na mojej twarzy wylądowała wiadomość, przez co z zaskoczenia zrobiłem krok w tył. Odpowiedź tak szybko? Nie czekając rozwinąłem papier i na mojej twarzy zagościł trochę niemądry uśmiech. Nie tracąc czasu na pisanie odpowiedzi, rzuciłem do tamtej dwójki że muszę już lecieć, machnąłem na pożegnanie i pognałem na dół, przeskakując po dwa stopnie.
          Przy głównym wyjściu przystanąłem na moment, obserwując niebo. Było pochmurno, ale nie wyglądało na to, by miało zaraz zacząć padać, więc zignorowałem stojak na czarne parasole z herbem naszej szkoły, czekające przy wyjściu. Gdy tylko jednak przestąpiłem próg, spadł pierwszy deszcz, który szybko zmusił mnie do odwrotu. Złapałem parasol - co jest w sumie dość żenujące, biorąc pod uwagę moją specjalizację - i rozłożyłem nad głową, idąc po kamienistej ścieżce, która po przekroczeniu bramy parku zmieniła się w żwirową alejkę. Te kamienie miały ciekawą właściwość świecenia w ciemności, co najwyraźniej miało ułatwiać poruszanie się po ciemku, kiedy to - rzecz jasna - szwendanie się po szkolnych błoniach było surowo zakazane regulaminem. A szkoda, bo łagodny połysk aż zachęcał do spacerów. Rozglądałem się po parku w poszukiwaniu Charlotte Blunt, a zadanie miałem w zasadzie ułatwione - większość osób zwiała gdy tylko spadł deszcz, a poza tym kolega, który podzielił się ze mną wiedzą o jej istnieniu, zarzekał się, że nie da się jej z nikim pomylić. W pewnym momencie zmartwiłem się, że po prostu również sobie poszła, ale nagle ją dostrzegłem, siedzącą przy fontannie. Całą w czerni, bladą bardziej niż tamta dziewczyna po bliskim kontakcie z muszlą klozetową, o sinych wargach i ponurym spojrzeniu. Jeśli to nie jest ona, od dzisiaj można się do mnie zwracać "Wellington" i nie zająknę się nawet słowem na temat Wellsa, przysięgam.
Podszedłem bliżej, przenosząc parasol nad jej głowę - miałem irracjonalne poczucie winy, że zmokła z mojego powodu, czekając na mnie i moją nadzieję podmienienia kart, które przewidziała dla mnie Fortuna.
- Charlotte Blunt? - zapytałem, by upewnić się, że dobrze trafiłem - Wells Fallows. To ja prosiłem o spotkanie.
- Nie mam pojęcia czy moja prośba jest typowa czy nie, ale to dla mnie ważne. Potrzebuję jakiegoś silnego amuletu czy czegoś podobnego, który byłby w stanie przegonić pecha. I chodzi mi o takiego prawdziwego pecha, który dosłownie mnie prześladuje na każdym kroku. Mam nadzieję, że dobrze trafiłem, przychodząc z tym do ciebie. - oznajmiłem. Patrząc jej w oczy miałem nadzieję, że oto właśnie spogląda na mnie kobieta, która raz na zawsze wybawi mnie od wpływu tej nieszczęśliwej gwiazdy, pod którą przyszło mi się urodzić.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (30-07-2019 o 07h01)

Offline

#36 30-07-2019 o 17h21

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 268

--------------------------https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8b2-b3ff2a1d-9582-429d-9b80-7d16709dd21a.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhiMi1iM2ZmMmExZC05NTgyLTQyOWQtOWI4MC03ZDE2NzA5ZGQyMWEucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.6NNAbKUwdNa2z02AVlRO93hhWf1GmcZq_-93oKFVX7w
          Dosyć szybko uporałam się ze znalezieniem na dworze, po drodze, chcąc nie chcąc, mijając Larkina i Sunga. Gdy w pewnym momencie odwróciłam się za siebie, słysząc cichy szelest papieru, kątem oka zauważyłam, jak do twej dwójki ktoś podbiega – prawdopodobnie była to Audrey, lecz zaraz potem całą uwagę poświęciłam umęczonemu biletowi w powietrzu. Zdecydowanie wolałam nie wiedzieć, co ten biedak przeżył. Kiwnęłam lekko głową. Delikatny powiew wiatru w miarę go rozprostował. Nie byłam pewna, czy chciałam brać liścik w ręce, dlatego utrzymałam go w powietrzu przy pomocy telekinezy. Rzut okiem na charakter pisma wystarczył mi, bym pozbyła się wszelkich wątpliwości co do tego, kto był nadawcą.
          Ruszyłam przed siebie, tym razem idąc trochę wolniej i trzymając przed sobą uniesioną dłoń, nad którą lewitował wymiętolony bilet. Nie miałem jako takiego katalizatora – nic materialnego jak rośliny, metale czy nawet rolki, lecz – niezależnie od używanego rodzaju magii – zdecydowanie łatwiej było mi zapanować nad mocą za pomocą gestów.
          Jeśli Cornelius pisał najstaranniejsze wiadomości pod słońcem i księżycem, to zwycięzcą na ich kompletne przeciwieństwo zdecydowanie można było ustanowić te wysyłane przez Montagnę. Jak zwykle mogłam na niego liczyć w kwestii estetyki i czytelności.
- „Potrzebuję mandragory. Osiemnasta? W… wsz…” – czytałam na głos, starając się rozszyfrować ostatnie słowo. – Wszy… wszystko? Nie, bez sensu. Skoro osiemnasta to godzina, to ostatnie słowo musi być… miejscem. A gdzie niby może być Jacques, jak już pojawia się w szkole? W warsztacie – powiedziałam tryumfalnie.
          Machnęłam dłonią, posyłając wiadomość do najbliższego kosza. Weszłam do parku, przysiadłam na fontannie. Po raz drugi w ciągu ostatniego kwadransa wyrwałam kartkę z notatnika i napisałam na niej odpowiedź, choć w tym wypadku nie kłopotałam się uprzejmościami:
Stoi. Będę tam z towarem.
K.

          Nie widziałam sensu w wybijaniu Jacquesowi  z głowy nazywania mnie Kostuchą. Szybko złożyłam kartkę w trochę krzywy samolocik.  Oznaczyłam jedno z jego skrzydeł literą N oznaczającą neutralność – w końcu do umówionej godziny było jeszcze sporo czasu. Wiadomość zaraz potem poleciała w stronę szkoły.
          Pozostało mi czekać. Kręciłam palcem wskazującym lewej ręki, tworząc nad nim malutką trąbę powietrzną. Przestałam dopiero wówczas, gdy ta zaczęła przybierać większe i już nieco niepokojące rozmiary.
         I wtedy zaczęło padać, a ja zaczęłam zazdrościć Corneliusowi specjalizacji. Naprawdę nie rozumiałam, co mu w niej nie pasowało – przecież była niezwykle praktyczna! Mimo prób skierowania chmur wiatrem w inne miejsce, niezbyt mi się to udawało.
          I wtedy pojawił się mój wybawca z parasolem w ręku. Skinęłam mu głową.
- We własnej osobie. Miło poznać, Wells. Czego potrzebujesz?
Przygotowana na pytanie o… pomoce naukowe czy jakieś rośliny spojrzałam na chłopaka z zainteresowaniem, gdy ten powiedział o swoim pechu.
- Może nie tyle nietypowa co rzadsza od innych, które zazwyczaj słyszę. Szczęście w życiu, co? Pomyślmy… – Zaczęłam szperać w torbie. – Hematyt, zwany też krwawnikiem z powodu dobrego działania na krew, powinien się nadać, a na dodatek jest powszechnym i stosunkowo tanim kamieniem, więc nie nadwyręży to za bardzo twojego portfela. Dodaje odwagi i radości, pomaga z pokonywaniem przeciwności losu i pozytywnie wpływa na kondycję psychiczną, zwłaszcza, jeśli jesteś Skorpionem albo Baranem – mówiłam powoli, nie chcąc przytłoczyć i wystraszyć chłopaka. – Trzeba tylko pamiętać, by go nie zamoczyć, bo inaczej przestaje działać. Dobre mogą okazać się też chryzopraz, kryształ górski czy ametyst… – wymieniałam w zamyśleniu, przyglądając się Wellsowi. Wtem uświadomiłam sobie, że zapomniałam o czymś dosyć istotnym. – Możesz mi podać swoją dokładną datę urodzenia? Dzień, miesiąc i rok? Wiem jak obliczyć, jaki kolor kamienia jest dla ciebie najlepszy.

Ostatnio zmieniony przez Ardentia (02-10-2019 o 18h56)


T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://i.imgur.com/AEYxFyr.gif

Offline

#37 31-07-2019 o 23h22

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 503

https://fontmeme.com/permalink/190723/0ec9dd0f089330135e4e79bc13b61a4f.png


           Przyglądałem się sinym ustom dziewczyny, kiedy ta opowiadała mi o minerale, nadającym się na amulet.
- Jestem skorpionem! - ucieszyłem się głośno i zaraz zamilkłem, by dać Charlotte dokończyć, słuchając jej z zachwytem. Nie miałem pojęcia jak wyglądają te kamienie i o co chodzi z tymi kolorami, ale myśl, że to jeden z nich będzie tym, który pomoże mi pozbyć się pecha była aż nazbyt przyjemna. Trudno mi było zachować powściągliwość. Dawno nie byłem tak podekscytowany.
- Jasne... 31 października roku dwutysięcznego. W tym roku kończę dziewiętnaście lat.
Deszcz przybrał na sile, bębniąc mocno o parasol, jednak nic mnie to nie obchodziło. Czekałem w napięciu na jej werdykt.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (04-08-2019 o 18h06)

Offline

#38 01-08-2019 o 11h44

Straż Absyntu
Neyu
Pokonała kurę
Neyu
...
Wiadomości: 787

__________________________Ayame Nakane
   Bez dwóch zdań - jadalnia szkolna była jej ulubionym miejscem w tymże budynku. Mogła najeść się tam za wszech czasy. Posmakować wielu potraw, zachwycić swe kubki smakowe nowymi pysznościami, które automatycznie lądowały na jej liście ulubionych, lecz nic nie przebije deserów. Ayame dla słodkości ma drugi żołądek i ich najwięcej potrafi wpakować sobie do buzi. Tłumaczy to tym, że uwielbia smakołyki i nie potrafi się im oprzeć, więc woli ulec niż powstrzymywać wszystkie swoje zmysły przed skosztowaniem jakiegoś ciasta, ciasteczek, galaretek lub czegokolwiek innego.
   I tak zadowolona oraz spełniona, szła szkolnym korytarzem, który zdołał się przerzedzić od wcześniej, wylewających się uczniów z klas. O tyle dobrze, gdyż nie zdzierżyłaby przepychanki z biegającymi w tą i wewte ludźmi. W tej chwili nie byłoby to na jej nerwy. Dyskretnie wodziła wzrokiem, szukając znajomych twarzy, lecz nigdzie nie widziała swoich przyjaciół. A jeżeli nie było ich w środku, to z pewnością byli na zewnątrz i też tam Nakane postanowiła się udać.
   Opuściwszy budynek szkolny, rozejrzała się dokładnie, w nadziei, że może tutaj wszyscy się zaszyli - z dala od tego przeklętego "więzienia". I nie myliła się, kilka przecznic dalej od niej, znajdowali się jej najukochańsii i najbliżsi przyjaciele - Audrey oraz Maghnus, gdyż z Callem, to miała relacje czysto opartą na tematyce jego słodziutkiej siostrzycze. Nie przeszkadzała jej taka znajomość z skośnookim chłopakiem i nie zmieniało to faktu, że go również bardzo lubiła i traktowała jak przyjaciela, nawet jeśli za dużo ze sobą nie rozmawiali na inne tematy, które nie były związane z jego siostrą. Bez chwili namysłu, zaczęła iść w ich stronę, lecz po parunastu krokach, zdołała zauważyć, że coś tam nie gra. Rodzeństwo szczerzyło się od ucha do ucha, jakby wpadli na ten sam szatański plan, zaś Maghnus... palec Calla uniemożliwiał mu odezwanie się. Zmrużyła oczy podejrzliwie, co oni tym razem wymyślili, że Larkin nie miał prawa głosu. Przyśpieszyła kroku, przywdziewając serdeczny uśmiech i znacznie łagodząc swój wzrok.
   - Hejka, moi mili przyjaciele! - przywitała się z nimi radośnie, gdy ci, byli w zasięgu jej ręki. Spojrzała na Audrey, która jak zawsze wyglądała uroczo, ale dzisiejszego dnia - zarówno zabawnie. Brunetka uśmiechnęła się, po czym zabrała rękę Calla od ust Maghnusa.
   - Jest takie przysłowie, że ryby i dzieci głosu nie mają, a Maghnus nie jest, ani rybką, ani dzieckiem. - oznajmiła przyjaźnie. - No może zachowaniem przypomina to drugie, aczkolwiek z wyglądu już nie. - dodała już ciszej, nie wiedząc, czy mówi do nich, czy może do siebie.
   Wydawało się jej, że Larkin potrzebuje pomocy, a ona była jedyną, która może go w obecnej chwili uratować, ależ romantycznie, nieprawdaż? A tak do rzeczy, to nawet nie miała żadnego pomysłu, co powiedzieć, by Maghnusa odciągnąć od słodkiego rodzeństwa. Chwila ciszy zdawała się trwać wieczność, ale w końcu! Wymyśliła coś sensownego. Przynajmniej tak jej się zdawało. Odwróciła się do Maghnusa z delikatnym uśmiechem na twarzy.
   - A skoro już cię znalazłam, Maghnusie, to czy miałbyś teraz czas oddać moje spinki? Wiesz, te kolorowe i błyszczące z perełkami. - słodkie kłamstewko, które tak swobodnie wypłynęło z jej ust. Czasem samą siebie zadziwiała tym stoickim spokojem w takich sytuacjach.
   - Przepraszam, że go wam zabieram, ale sami wiecie... potrzebuje tych spinek na dziś, naprawdę, a najlepiej na teraz. Muszę potem je pożyczyć mojej młodszej kuzynce do jej błyskotliwego przebrania na bal przebierańców. - wytłumaczyła, wyraźnie podekscytowana zbliżającym się "balem jej kuzynki". Mało mówiła o swojej rodzinie, więc nikt nie będzie ją o nic podejrzewać.
   Wzięła Maghnusa pod ramię.
   - To do później, słodziaki, a i Audrey, mam nadzieję, że jeszcze dziś się spotkamy. - oznajmiła przyjaznym tonem głosu, po czym zaczęła iść w przeciwnym kierunku z Larkinem u boku. Nie zamierzała go ciągnąć. Jeszcze przewróciłby się, a ona nie chciała mu robić krzywdy. W głębi duszy liczyła na to, iż kochane rodzeństwo łyknęło jej historyjki i nie podążą za nimi.
   - Aby tylko nas nie śledzili. - mruknęła pod nosem, ale na tyle głośno, że brunet, z pewnością te zdanie usłyszał.
   Uśmiechnęła się ponownie. Dziwne, jakoś dużo się uśmiecha... i wiedziała czemu, ale wolała tego nie rozgrzebywać - tak było najlepiej.
   - Później mi podziękujesz. - stwierdziła z minimalnym uśmiechem na twarzy. Powinna przestać się tak uśmiechać. Jeszcze wyjdzie, że jest to sztuczne, a to nieprawda. Przygryzła dolną wargę, że też teraz musiała wojować ze swoimi myślami.
   Gdy przekroczyli próg szkolny, Ayame, zatrzymała się wyraźnie czymś zamyślona, nie zdając sobie sprawy, że wciąż trzymała go pod ramię. Prędko go puściła.
   - Przepraszam, kompletnie o tym zapomniałam. - zaśmiała się nerwowo, czując takie zażenowanie samą sobą, że aż miała ochotę zapaść się pod ziemię. Odchrząknęła nagle, by dodać sobie pewności siebie.
   - Masz może jakiś pomysł, gdzie moglibyśmy pójść? - spytała z lekkim zaciekawieniem.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (01-08-2019 o 11h48)


https://i.imgur.com/zgPPpzo.gif

Offline

#39 01-08-2019 o 12h53

Straż Obsydianu
Ermira
Pokonała kurę
Ermira
...
Wiadomości: 916

                                                                                        https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/609298714003111969/eulucy.png
      — Ponoć w Głośnym Pokoju ktoś zawiesił ogłoszenie o szukaniu korepetytora na temat aur, wiesz, ten rudy dzieciak z pryszczatą twarzą, w okularach, Sullivan, czy jak mu tam było — uśmiechnął się, szepcząc tak dziwnie pod nosem. Lucius, nawet jeśli mógł porozumiewać się z Euphenią telepatycznie często nie robił tego, odpowiadając jej wyraźnie, a przede wszystkim na głos — takie spaczenie wyrobione jeszcze za dzieciaka. — Wiesz, ten dziwak, który w pierwszej klasie chciał Cię zabrać na rendez-vous, ha, pewnie znowu na coś liczy — kontynuuje, brnąc przez ten korytarz krzywo patrzących się na niego uczniów.
      — Niech mnie ręka boska broni, powiesz jeszcze jedno słowo, a skończysz z twarzą na posadzce, Lucius — jeśli by mogła, to pewnie przewróciłaby oczami.
      — Zchilluj Eu, bo jeszcze Ci się zmarszczki z tej całej złości zrobią... A chwila, przecież Ty nawet nie masz cia... — jego prawa ręka poszybowała w stronę policzka, z impetem w niego uderzając, tak, że aż go zamroczyło.
      — Chodźmy zobaczyć na to ogłoszenie — powiedziała tak, jakby wcześniejsza samo-przemoc zupełnie nie miała miejsca — Nie chcę, żeby jakaś biedna dusza w podobnej sytuacji do Twojej zgłosiła się do tego wariata — powiedziała, a przez ciało Luciusa przeszedł mimowolny dreszcz.
         Z początku miał jej jakoś na to odpowiedzieć, ale ostatecznie sobie odpuścił. Nie rozumiał dlaczego Euphenia aż z tak wielką rezerwą podchodziła do swoich kontaktów damsko-męskich, damsko-damskich, czy kto ją tam wie — Sullivan wysyłał jej przecież tylko kwiaty, kartki i czekoladki! W dodatku Lucius nie miał nic przeciwko, żeby się wyszalała (nawet kosztem jego ciała, chlip, chlip).
         Ah, gdyby on tylko wiedział, że to wcale nie jest takie proste.
         Wchodząc do sali z ogłoszeniami, nie spodziewał się, że dostrzeże tam znajomą, nieco wiekową twarz. Piekący policzek momentalnie przestał mu doskwierać, a usta wykrzywiły mu się w przyjemnym i miłym dla oka uśmiechu. Cenił sobie Jacquesa, miał bowiem naprawdę dużo cierpliwości i w dodatku, bez żadnych beznadziejnych pytań i czerpania korzyści, pomagał mu w spełnieniu prośby powierzonej Eu.
      — O, Jacq, siema, cóż to ciekawego wymyśliłeś? — oparł się nonszalancko o ścianę i na chwilę zamilknął — A, Eu też się wita, ale ozięble, ``witam ozięble`` dokładnie tak powiedziała, ostra sztuka, zgrywa niedostę... — jego ręka znowu omal nie wylądowała na jego policzku — Ha, no, właśnie — podrapał się nerwowo po karku.
         Dzisiaj miał wyjątkowo niewyparzony język, za co prawdopodobnie jeszcze wieczorem będzie przepraszał Euphenię. Nie wytrzymałby kolejnej dawki milczenia, którą zaledwie kilka miesięcy temu od niej dostał — może to dziwne, ale już nie potrafił funkcjonować bez niej. Miło było zawsze mieć do kogo gębę otworzyć. Wizja niedzielenia z nią ciała wydawała się surrealistyczna i wyjątkowo... samotna.
      — A właśnie, bo my tutaj pitu-pitu, a Eu miała jakieś interesy do zrobienia — powiedział, rozglądając się po sali — Widziałeś może ogłoszenie o aurach, takie emm, ogłoszeniowe, pewnie na kartce, z treścią, a nawet podpisem u dołu, ee, ``Sullivan`` — zaczął, dość szybko zdając sobie sprawę, że wraz z Eu, nie mają pojęcia jak to może wyglądać, a przeglądnie wszystkich w ogóle im się nie widziało — zwłaszcza, że choć byli w dwójkę, to mimo wszystko w pojedynkę.
         W skrócie kwas. Naprawdę duży kwas.

Ostatnio zmieniony przez Ermira (09-08-2019 o 10h18)


vape i w*******

Offline

#40 01-08-2019 o 22h32

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 390

_____________https://fontmeme.com/permalink/190705/020dd45f7f5d1229460d2b4e4772c5ee.png


Dupek. Inaczej nie mogłem podsumować zachowania mojego przyjaciela, bo właśnie jawnie wykorzystywał moją słabość do szczeniąt. Bo tak, wyglądał, jak cholerny pies, robiąc te wielkie, błagające oczy, a wszyscy wiemy, że tych stworzeń nie można krzywdzić, to by było nawet gorsze niż cios poniżej pasa. I nagle cała sytuacja obracała się przeciw mnie, bo ten baran jawnie wykorzystywał fakt, że aż za często mu ulegałem.
Nie moja wina, że powiedzenie ‘nie’ szczeniakowi jest praktycznie niemożliwe, chyba że ktoś cię uratuje z opresji i odciągnie od obiektu powodującego twój nagły brak asertywności. Chwilowo jednak się na to nie zanosiło, więc musiałem cierpieć wewnętrznie, gdy ten pajac pochylał się nade mną w tak głupi sposób i próbował przekonać do dotrzymania towarzystwa w trakcie posiłku. Jakby miał szansę mnie teraz przekonać! Znaczy, miał i to wykorzystywał, na moją niekorzyść.
- Tylko ty jesteś na tyle niezrównoważony, by do obiadu pić sok pomarańczowy.
Tak, dokładnie, to były pierwsze słowa, jakie uciekły z moich ust. Na dobrą sprawę obrażanie było znacznie łatwiejsze niż dosłowna odmowa — ta była zdecydowanie poza zasięgiem. I nawet jeśli wiedziałem, że akurat Calla to nie zniechęci, to i tak warto było spróbować.
Nim jednak zdążyłem powiedzieć więcej głupot, obok nas pojawiła się Audrey, ratując mnie tak odrobinę, bo przynajmniej na chwilę mogłem odwrócić uwagę od Calla. Co prawda, to jak zdrobniła moje imię, ani jej propozycja, mi się nie podobały. Przynajmniej, jak skupiałem się na niej, to jakoś łatwiej było mi się przygotować na znalezienie jakiejś wymówki, by uciec z tej sytuacji.
I czy ten pacan zdawał sobie sprawę, że używanie tego zdrobnienia ułatwiało mi sprawę? Z pewnością, dlatego już po chwili miałem jego palec przy swoich ustach i szeptał mi coś na ucho. W odpowiedzi dostał tylko zirytowane spojrzenie, bo naprawdę, ale dobrze wiedział, że ja oraz wysiłek fizyczny to dwa różne światy, a i tak mnie za często wyciągał na to, tak poza samymi treningami drużynowymi.
Ludzie pojawiali się znikąd, przysięgam, wychodzili z jakiejś pustki, innego wymiaru, czy cokolwiek, by pojawić się obok mnie i ratować mnie od mojego współlokatora. Bo gdy tylko już miałem zamiar mu ten palec odgryźć — znaczy, ugryźć, byle go zabolało — tuż przy nas zmaterializowała się Ayame. Normalnie nawet bym nie narzekał na bycie w centrum uwagi, ale… Tak, dzisiaj robiło się to jakoś tak męczące. Przy okazji nie musiałem wyciągać wymówki o obiedzie z dziadkiem, której Calle by nie kupił, ale dałaby mi ona bezproblemową ucieczkę od rodzeństwa Sung.
Za jedno mogłem być wdzięczny - Nakane wyciągnęła mnie z tej niezręcznej sytuacji, robiąc ją jeszcze bardziej niezręczną, ale przynajmniej nie musiałem sam się ratować. Każda księżniczka potrzebowała takiego rycerza. Machnąłem jeszcze tylko Audrey oraz Callowi na pożegnanie i dałem się prowadzić mojej prywatnej modelce, gdziekolwiek jej się uwidziało.
- Później? Wymaga to mojej mocy czy naprawdę chcesz odzyskać te spinki? Bo wiesz, chyba się do nich przywiązałem, i nie jestem pewien czy byłbym w stanie je oddać… - rzuciłem, z początku lekko sceptyczny, ale szybko przeskoczyłem do robienia teatrzyku, pokazując swoim tonem, i sztucznym omdlewaniem, jak to mi na owym przedmiocie zależało. Szczerze, zwyczajnie nie miałem jeszcze czasu ich użyć, więc musiały poczekać jeszcze zanim będą mogły wrócić do swojej właścicielki. - Co…? Ah, nie przeszkadzało mi to, naprawdę. - powiedziałem, gdy dziewczyna zabrała swoją dłoń.
I gdybym jej nie znał, to bym pomyślał, że się czymś stresowała, jednak — nie, zdecydowanie coś było nie tak, bo zwykle aż tak nerwowa nie była. Chyba. Albo mój zmysł obserwacji już poszedł się kochać, nie byłem pewien. Wolałem też tematu nie poruszać, bo na dobrą sprawę jakby chciała, to na bank coś by powiedziała.
- Na miasto, muszę zjeść coś poza szkolną stołówką w końcu. I przy okazji może skoczymy na małe zakupy, co ty na to? - odpowiedziałem, posyłając jej przy tym delikatny uśmiech. - Tylko nie możemy przejść chwilowo przez dziedziniec, więc… - dodałem jeszcze, na koniec robiąc jak najbardziej teatralny gest, że panie przodem. Nie ważne, że i tak pewno mieliśmy iść obok siebie, by chwilę się poszwendać po korytarzach. Albo jednak nie.
Nie mogłem ominąć tej znajomej czupryny, dość dobrze widocznej przez otwarte drzwi do ulotkowego wariatkowa. Pojęcia nie miałem, jak ludzie wytrzymywali w tym pomieszczeniu, ale ja zwyczajnie nie mogłem i omijałem je tak bardzo, jak tylko się dało, jednak — czego się nie robi dla przyjaciół, czyż nie?
- Lucy! - to mówiąc, krzycząc, cokolwiek, rzuciłem się na chłopaka, by go ująć w swe czułe ramiona. Czy mówiąc prościej, próbowałem mu połamać żebra w uścisku, nie żebym miał do tego wystarczająco siły, już prędzej mój tłuszcz by dał radę. - Jak miło cię widzieć. O, dziadek. Cześć.
To ostatnie już wyrwało mi się, gdy w końcu zwróciłem uwagę na pozostałe towarzystwo, i cóż, nie dało się nie zauważyć, że chłopak, mężczyzna, cokolwiek, jawnie nie pasował do obrazka szkolnego, chyba że jako opiekun. A jeśli obrażałem właśnie nauczyciela, to się nie umiałem przejmować.

Offline

#41 02-08-2019 o 08h08

Straż Obsydianu
Doc
Straż na szkoleniu
Doc
...
Wiadomości: 190

- Hmmm? - Jacques jak dotąd siedział skupiony nad tablicą ogłoszeń; kartki wrzeszczały przeraźliwie, jednak to Montagny nie zniechęciło, sprawiło jednak, że nie dosłyszał na początku Luciusa. Odwrócił się do niego w lekkim uśmiechu; mimo wszystko lubił tego dzieciaka, nawet jeśli na początku ten nie potrafił odróżnić młotka od klucza francuskiego. Zresztą był całkiem sympatycznym dzieciakiem, nawet jeśli uważał jego gadanie do siebie jako creepy.
- Mhm. Witam równie ozięble i uznajmy, że ta niedostępność twojej... przyjaciółki również mi odpowiada. - mruknął. Wolał zresztą nie myśleć, co by było, gdyby Euphenia była bardziej "dostępna". Nadal trzymał w ręku kilka kopii swojego ogłoszenia - zdążył już przykleić dwa, tak żeby nie zostały tak łatwo zasłonięte czymkolwiek innym. A te przyklejone robiły póki co ciche "wziuuuu" i dopiero po tym wykrzykiwały ogłoszenie.
JESTEŚ DESPERATEM?
- A co wymyśliłem? Chyba żartujesz, jeśli myślisz, że tak od razu ci powiem. - błysnął zębami w uśmiechu. W oczach chłopaka pojawiły się wesołe błyski - osobiście bawił go pomysł z latającym fotelem, nawet jeśli miał szczytne cele naukowe.
Zaraz i tak zresztą krzyczące ogłoszenia go zdradziły. Jacques rozpostarł ramiona w geście udawanej rozpaczy, nim się roześmiał.
- I po niespodziance. Chodzi o eksperymenty związane z lataniem. Chodzące w powietrzu buty to ryzyko, a fotel... teoretycznie powinien być stabilniejszy. Pytanie, czy na pewno. Chcemy się tego dowiedzieć. Jeśli fotel nie zda egzaminu, będziemy szukać czegoś innego. Magia lotnicza ma ciekawą przyszłość i fascynujące zastosowania. Chyba się ze mną zgodzisz? - odwrócił się, rozwieszając kolejne ogłoszenie w trudniej dostępnym do zerwania miejscu. Zaraz Luc i tak przeszedł do sedna.
Ogłoszenie związane z aurami? A co to za jakieś nowe diabelstwo? Montagna zmarszczył jedynie brwi, ale nic nie powiedział. Nie wtrącał się w cudze sprawy.
- Nie widziałem takiego ogłoszenia, ale pomogę ci go poszukać - dodał, rozglądając się po górnych warstwach kartek. A pod nimi były kolejne kartki, i kolejne, i następne... miał tylko nadzieję, że nie będą szukać tego ogłoszenia tego, jak mu tam... Sullivana milion lat.
- Ja będę przeglądać ogłoszenia na górze, a ty sprawdź te na dole. A przy okazji, rozmawiałem z Mistrzem Metali o twoim... przypadku - oczywiście, mówił o Euphenii. Już-już miał powiedzieć coś więcej, gdy do sali weszła Ayame i jakiś nieznany mu typeczek.
I tak wszyscy troje wyglądali bardziej luzacko od Corneliusa. Zaraz zresztą ten nowy przybysz - którego Jacques szczególnie nie kojarzył - spróbował połamać Luca w swoim uścisku. Ten spektakl sprawił, że Montagna aż się oderwał od przeszukiwania ogłoszeń, przypatrując im się z nieukrywanym zainteresowaniem.
To fascynujące. Jak dużą siłę uścisku muszą znieść żebra, zanim ulegną połamaniu? Jaka skala odniesie się do metalu?
- O, dziadek. Cześć.
- No siema, mordo. Widzę, że przystojny jesteś jak ja. Pasujemy do siebie, no nie? - rzucił żartobliwie w odpowiedzi Jacques; posłał zarówno nowemu, jak i Ayame lekki uśmieszek. I nie, nie gapił się na Maghnusa - jeden rzut oka mu wystarczył. Kiwnięciem głowy przywitał się z Ayame.
- Swoją drogą, gdyby nie wasze żywiołowe przywitanie, to już bym pomyślał, że wy dwoje chcecie się tu ukryć przed innymi - dodał rozbawiony, odwracając się od nich znowu. Przewracał kolejne kartki, zaglądając pod nie w poszukiwaniu ogłoszenia Luciusa.
- W zasadzie, powiedziałbym, że ładnie razem wyglądacie. Piękna i brzydal. Pasujecie do siebie estetycznie jeszcze bardziej niż my dwaj. - dodał, zerkając na nich przez ramię. Cały Jacques - nie mógł się oprzeć, by nie rzucić kilku żarcików na początek. A jeśli ktoś się o nie obrażał, to przynajmniej był to jasny znak, że nie należało z tą osobą rozmawiać.
- A może macie chwilę, by porozmawiać o latających fotelach? - dodał podchwytliwym tonem, wyrywając jedno z ogłoszeń i odwracając się do nich. W tej chwili zacierał ręce i wyglądał jak klasyczny mag bogactwa z klanu chytrych Żydów, których ryciny zawsze pojawiały się w szkolnych podręcznikach przy omawianiu zaklęć związanych z chciwością i pieniędzmi.


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

#42 03-08-2019 o 20h30

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 268

--------------------------https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8b2-b3ff2a1d-9582-429d-9b80-7d16709dd21a.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhiMi1iM2ZmMmExZC05NTgyLTQyOWQtOWI4MC03ZDE2NzA5ZGQyMWEucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.6NNAbKUwdNa2z02AVlRO93hhWf1GmcZq_-93oKFVX7w
          Czując się w swoim żywiole, lekko uniosłam kąciki ust.
- Niezmiernie mnie cieszy spotkanie kogoś, kto rozumie, że magia siedzi też w przedmiotach. Niby każdy to wie, wielu używa katalizatorów, a jak przychodzi co do czego, to się boją.
„…że się wygłupią przed kumplami czy coś” – dodałam w myślach.
- Zatem dobrze. Trzydzieści jeden plus dziesięć, dodać dwa tysiące… – Odchyliłam do tyłu głowę i przymknęłam oczy, chcąc się skupić. –  Teraz dodajemy cyfry i mamy siódemkę, czyli fiolet. Miałam nosa co do tego ametystu. Niestety hematyt jest tylko szary, czarny albo czerwony…
         Wyciągnęłam mały woreczek, a z niego sznurek. Nawlekłam na niego dwa koraliki zrobione z omawianych kamieni – ciemnoszary i jasnofioletowy.
- Jeśli masz coś, co ci się dobrze kojarzy, zawsze możesz to tu dodać – oświadczyłam, wiążąc sznurek na prawej ręce chłopaka. – Nie jestem specem od magii emocji, ale słyszałam teorię, jakoby silne uczucia przelewane w przedmiot mają nadawać im magiczne właściwości. Osobiście jestem zdania, że wiara to najsilniejszy rodzaj magii, bez którego nie ma całej reszty. Ale to tyle gadanie Wiedźmy – dodałam żartobliwie.
          Chciałam już sięgnąć po notatnik i zabrać się za obliczanie ceny, lecz w porę się zreflektowałam – to byłoby niestosowne, gdy nie byłam jeszcze pewna tego, co o tym wszystkim myśli Wells. A przecież jednoosobowa firma Charlotte Blunt zawsze dbała o swoich klientów.
- Pytania, skargi, chęć zmiany czegoś? Wszystkiego wysłucham.

Ostatnio zmieniony przez Ardentia (02-10-2019 o 18h57)


T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://i.imgur.com/AEYxFyr.gif

Offline

#43 04-08-2019 o 18h00

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 503

https://fontmeme.com/permalink/190723/0ec9dd0f089330135e4e79bc13b61a4f.png


           Nie miałem pojęcia czy zasłużyłem na komplement z ust kogoś tak genialnego, by sprawić, że wrodzony pech mnie opuści ot tak, za sprawą rosnącego w ziemi kamienia. Charlotte liczyła coś w pamięci, a ja gapiłem się jak cielę na jej torbę, pełną jakichś niesamowitych przedmiotów. Czego tam nie było! Zastanawiałem się właśnie, który z tych kamyków będzie odpowiednim dla mnie, ale Charlotte rozwiała moje wątpliwości, wiążąc na moim nadgarstku czarny sznurek z dwoma koralikami. Przyglądałem się temu jak zaczarowany, a kiedy skończyła, uniosłem dłoń do twarzy, by uważniej obejrzeć przedmiot. Niczego nie poczułem, co nieco zbiło mnie z tropu. W zasadzie sam nie wiem, czego się spodziewałem - że coś się wydarzy? Poczuję jakieś magiczne mrowienie czy coś? Jak mogłem sprawdzić czy pech wreszcie mnie opuścił?
Zastanowiłem się czy mam coś, co dobrze mi się kojarzy i nadawałoby się do powieszenia na nadgarstku. Teleskop raczej odpadał, że względu na gabaryty. Może gwiazdę? O, to by było niezłe. Gwiazdka z nieba. Moim pierwszym życzeniem byłoby urodzić się ponownie z tym cudem na ręce. O ile działało. Ale chyba musiało działać, prawda?
Zdałem sobie sprawę, że od dłuższej chwili nie wydusiłem z siebie ani słowa, gdy dziewczyna poprosiła mnie o opinię.
- Tak, potrzebuję czegoś bardziej męskiego. No wiesz, jak piłka albo sztanga do ćwiczeń. - wyszczerzyłem zęby w uśmiechu, podzwaniając koralikami i ciesząc się przy tym jak głupi do sera - I tak nie mam o tym pojęcia, więc raczej jestem na ciebie zdany. Przyjmujesz reklamacje w razie, gdyby pech nie chciał mnie opuścić? - miałem zdecydowanie aż za dobry humor - Ile jestem ci za to winien?
W czasie, gdy Charlotte pochylała się nad swoim notatnikiem coś skrupulatnie obliczając, myślałem. Miałem ogromną ochotę przetestować już, zaraz, w tej chwili czy amulet działa. Tylko jak to zrobić? Jak sprawdzić, czy nadal mam pecha?
Gdy dziewczyna podniosła na mnie wzrok, chyba chcąc podać cenę, już wiedziałem.
- Hej, Charlotte, może masz czas dzisiaj wieczorem? No wiesz, może dałabyś się gdzieś zaprosić? - wypaliłem, jeszcze zanim zdążyłem ten mój wyszukany pomysł jakkolwiek przemyśleć.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (04-08-2019 o 19h20)

Offline

#44 06-08-2019 o 19h08

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 268

--------------------------https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8b2-b3ff2a1d-9582-429d-9b80-7d16709dd21a.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhiMi1iM2ZmMmExZC05NTgyLTQyOWQtOWI4MC03ZDE2NzA5ZGQyMWEucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.6NNAbKUwdNa2z02AVlRO93hhWf1GmcZq_-93oKFVX7w
          Cierpliwie czekałam na odpowiedź chłopaka, ani na chwilę nie przerywając ciszy. Gdy ten się odezwał, na jego słowa pokiwałam ze zrozumieniem głową.
- Nawet jeśli zajmie to trochę czasu, spróbuję znaleźć bardziej… męską alternatywę – zapewniłam.
          Kolejne pytanie chłopaka potraktowałabym jako obrazę, gdyby nie to, że byłam przyzwyczajona do wątpliwości swoich klientów. Cóż, z logicznego punktu widzenia zawsze dobrze było brać pod uwagę margines błędu, nawet jeśli w grę wchodziło coś praktycznie niezawodnego.
- Powinno działać – odparłam z przekonaniem. – W innym wypadku cały dzień będę chodzić ubrana od stóp do głów na różowo, a wiesz mi, z mojej strony to ogromne poświęcenie. I oczywiście znajdziemy jakieś inne rozwiązanie. W końcu zobowiązałam się do pomocy ci w pozbyciu się pecha.
          Doradztwo i dwa kamienie, rabat dla nowego, obiecującego klienta… Po chwili wahania zapisałam cenę na kartce, następnie podtykając ją Wellsowi pod sam nos, czekając na jego reakcję… A przynajmniej taki miałam zamiar, bo w praktyce zatrzymałam się w połowie. Zamrugałam, w pierwszym momencie myśląc, że się przesłyszałam, lecz mój rozmówca nadal na mnie patrzył, czekając na odpowiedź. Rzadko zdarzało się, by ktoś, kogo prawie nie znałam, składał mi taką propozycję. Tak właściwie to nigdy. Nie do końca rozumiejąc, co jest na rzeczy, odparłam:
- Muszę dostarczyć komuś pewne zamówienie, ale po szóstej… piętnaście po szóstej jestem wolna – odparłam zgodnie z prawdą. Byłam ciekawa, do czego Wells zmierza.

Ostatnio zmieniony przez Ardentia (02-10-2019 o 18h57)


T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://i.imgur.com/AEYxFyr.gif

Offline

#45 06-08-2019 o 21h22

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 503

_____________________https://fontmeme.com/permalink/190723/0ec9dd0f089330135e4e79bc13b61a4f.png



          Ku mojemu zaskoczeniu, Charlotte potraktowała moje żartobliwe uwagi śmiertelnie poważnie, co sugerowało mi, że albo podchodzi do swojej pracy z niesamowitą starannością i profesjonalizmem, albo nie ma poczucia humoru. Ewentualnie mogła je mieć, z tym że oddalonym od mojego o całe eony, co właściwie z mojego punktu widzenia nie robiło wielkiej różnicy. Była jeszcze opcja, że moje żarty są tak beznadziejne. Prawdopodobna, ale wolałem o niej nie myśleć.
          Po tym, jak już wypaliłem ze swoim bardzo przemyślanym pomysłem, a Charlotte spojrzała na mnie, z początku bez słowa, z karteczką na której widniała cena zawieszoną wpół drogi od mojej twarzy, z zakłopotania sięgnąłem do portfela, by wysupłać odpowiednią kwotę i uciec na chwilę przed jej wzrokiem. Nie miałem pojęcia, co mi odbiło, miałem wrażenie że trwa to całą wieczność, w czasie której pojedyncza kropla deszczu spadła z parasola prosto na kartkę, rozmazując tusz, a Charlotte wreszcie odpowiedziała. I nie tak, jak się tego spodziewałem.
Zamarłem, z dłonią w której trzymałem odliczoną kwotę zawieszoną w powietrzu. Może jednak dobrze, że traktowała wszystko z taką powagą? W przeciwnym wypadku już by mnie wyśmiała. A może...?
W duchu cały się rozpromieniłem, co musiało odbić się też na mojej twarzy. Z opóźnieniem uświadomiłem sobie, że zaproszenie nie było przemyślane w ogóle. Nie byłem przygotowany na to, że je zaakceptuje. Podałem jej wreszcie należną sumę za bransoletkę i starałem się przybrać tak pewny siebie wyraz twarzy, jak tylko byłem w stanie.
- Jasne. Jeśli się zgadzasz, moglibyśmy się spotkać o siódmej? W głównym holu, jeśli ci pasuje. Moglibyśmy coś razem zjeść... - im dłużej mówiłem tym bardziej się orientowałem, że tego nie przemyślałem. Czy to normalne, że zaprasza się nowo poznaną osobę na kolację? Na kawę - owszem, ale chyba nie na wspólne spędzenie wieczoru? I gdzie ją niby zabiorę, skoro właśnie wydawałem resztki swoich funduszy na amulet przepraszający pecha? - Także. No. - deszcz wyraźnie mocniej zaczął uderzać w parasol, na co przysunąłem się trochę bliżej dziewczyny, żeby żadne z nas nie musiało moknąć - Odprowadzić cię do szkoły? Chyba powinniśmy się zmyć, zanim ten deszcz nas zmyje, ha. - kolejny dziwny żart, niby to dla rozluźnienia atmosfery. Jeśli odmówi z powodu mojej własnej głupoty, przynajmniej nie będę już mógł zasłaniać się pechem.

Offline

#46 07-08-2019 o 01h03

Straż Obsydianu
KaMinaRi
Akolita Sargousetów
KaMinaRi
...
Wiadomości: 5 645

https://i.imgur.com/zrWhQ80.png

https://i.imgur.com/rkj9k8d.jpg

■   Logan Christopher   ■    Alvers    ■   Dla   przyjaciół    Al    ■
■   Lat Dwadzieścia   ■   Mężczyzna   ■   Urodzony  26  Listopada    ■   
■   Zodiakalny  Strzelec  ■  Pochodzi z Greenville   ■  Biseksualny  ■  Geokineza  ■ 

https://66.media.tumblr.com/3d15cbabc1aead22ccf7774b0e993d60/tumblr_ndmfztLkSA1rzyxkfo9_250.gifhttps://66.media.tumblr.com/5577354abf3202a55e245b4e80704e1a/tumblr_o0577jdYSw1t6vipro7_250.gif

■  Ciemnobrązowe  oczy  ■  Falowane, brązowe włosy  ■  Jasna karnacja  ■
■  182 cm  wzrostu  ■ 74  kg  wagi ■  Wysportowana sylwetka  ■
■  Bezpośredni  ■  Zapominalski  ■  Złośliwy  ■  Impulsywny ■  Zaczepny  ■

https://media0.giphy.com/media/7GUg86ZT6RAOY/giphy.gifhttps://i.pinimg.com/originals/52/96/a2/5296a205250681be5177bba72f40dce7.gif

■   Jest właścicielem czarnego szczura o imieniu Rabbit, którego jeśli
akurat nie przemyca w kieszeni pod kurtką, to nosi na ramieniu  ■
■   Miłośnik papierosów. Zawsze ma przy sobie dwie paczki
żółtych Cameli, na wypadek skonfiskowania tej pierwszej  ■
■   Posiadacz alergii na truskawki, objawiającej się
pokrzywką, trudnością w oddychaniu i obrzękiem  ■
■   Jedyna rzecz, która go krępuje to śpiew przed publiką.
Unika tego jak ognia,aczkolwiek nawet on ma czasem chwilę
zapomnienia. Zwłaszcza gdy włączy muzykę na słuchawkach… ■
■   Nie zawsze potrafi kontrolować swój dar, więc stara się
trzymać ręce przy sobie. Jakakolwiek gestykulacja w
połączeniu z jego impulsywnością, grozi w najlepszym
wypadku małym trzęsieniem ziemi, a nawet i
pęknięciami. Tak to jest jak moce są zależne od emocji  ■
■  Szybsze zawinięcie się z zajęć, albo spóźnienie?
To niestety jego znak rozpoznawczy ■
■   Ze względu na swoje umiejętności, stara się nie
wdawać w bójki,ale jeśli ktoś do niego zbyt mocno
kozaczy, potrafi ustawić delikwenta do pionu   ■
■   W sprawy innych niechętnie się wtrąca, a jeśli już
komuś pomógł, to nie wrzeszczy o tym na około  ■

https://pa1.narvii.com/5989/34f62920f613cdc2acda155bb01a3a03ff7d853e_hq.gifhttps://media0.giphy.com/media/JBIQgiV9parde/source.gif

Relacje

Ostatnio zmieniony przez KaMinaRi (07-08-2019 o 20h30)



https://i.imgur.com/KzDanb8.jpg

Offline

#47 07-08-2019 o 01h16

Straż Cienia
Agami
Akolita Sylfy
Agami
...
Wiadomości: 1 255

https://fontmeme.com/permalink/190707/8de9664c0d1e3d281ad7f5acf814cf71.png

       Jestem Kwieta. Dziewczyna ze szkicownikiem, która o ile w ogóle zdarzało jej się pojawić na zajęciach, ukrywała się przed wścibskimi spojrzeniami klasowych kolegów w ostatniej ławce. Dziewczyna, która pospiesznie przemykała korytarzami Hogansville, tylko po to, by wyjść poza mury szkoły i na dziedzińcu, będąc osłoniętą przez najwyższe trawy rosnące w przyszkolnym parku, szukać weny twórczej.
        Do tej pory udawało mi się żyć w takim niespiesznym światku - poza hałasem rozwrzeszczanej młodzieży i wybuchów nieokiełznanych mocy. Prędzej czy później musiałam jednak i ja paść ofiarą znienawidzonej burzy magicznych "hormonów". Czułam już od jakiegoś czasu, jak pod moją skórą kiełkuje coś nieprzyjemnie szalonego. I z każdym dniem przybiera na sile. Zaczynałam być źródłem znienawidzonego chaosu. Oczywiście łączyło się to z kolejną nielubianą przeze mnie rzeczą - przykuwaniem uwagi...
         I to własnie dlatego stałam obecnie twarzą w twarz z dwójką nieznajomych chłopaków. Postawa jednego z nich sprawiła, że nie potrafiłam wykrztusić z siebie słowa. Chłopak zdawał się być czymś przytłoczony. Jego mimika, lekko zgięta sylwetka i słowa, które uderzyły prosto w każdą z moich wewnętrznych obaw. Coś załaskotało mnie pod sweterkiem - nie spuszczając z nieznajomego wzroku, machinalnie złapałam się za brzuch. Pod palcami wyczułam delikatne falowanie. Naciągnęłam sweter mocniej, chcąc w ten sposób zapobiec wydostanie się na świtało dzienne przypadkowej zieleniny.
        Zająknęłam się pod nosem, próbując w końcu powiedzieć coś sensownego, jednak w tym momencie wepchnięto mi do rąk butelkę wody. Nadal w szoku, nie rejestrując w pełni, że darczyńca pożegnał się i pomknął w sobie tylko znanym kierunku, odkręciłam korek, a następnie pociągnęłam spory haust.
        - Poradzę sobie, tak, poradzę. I ty też sobie poradzisz. - lekko przygarbiona, wymachiwałam plastikową butelką niczym rodowity pijaczyna. Kolejne absurdalne zachowanie. Co ja plotłam?! - Nic się nie dzieje, nic... - w tym momencie zza drzwi łazienki dało się słyszeć trzaśnięcie, a potem powoli rosnący szum. Kolejna chwila niezręcznej ciszy. Wskazałam butelką głąb korytarza.
        - Mam propozycję nie do odrzucenia. Ewakuujmy się w... - na końcu korytarza dostrzegłam sylwetkę jednego z nauczycieli. Dłoń pomknęła w przeciwnym kierunku - ...w tamtą stronę.
        Szum stał się głośniejszy, złapałam więc chłopaka za koszulkę i pociągnęłam jak najdalej od zdradzieckiej łazienki w której, o ile moje podejrzenia były słuszne, własnie dogorywała jedna z toalet.


https://66.media.tumblr.com/53da82494b00630cbc70244d4fb554bc/7a75f53ae3dbdd9d-8e/s640x960/5744d9d24f3c4ac1d9ae7ae2c7d76a3aa4d4d35b.gif

Offline

#48 09-08-2019 o 01h42

Straż Absyntu
Neyu
Pokonała kurę
Neyu
...
Wiadomości: 787

__________________________Ayame Nakane
   Miała ochotę sprzedać samej sobie takiego mocnego liścia, żeby w końcu przestała zachowywać się, jakby miała za chwilę dostać palpitacji serca. Stop, Ayame, naprawdę. Nie rób siary, dziewczyno. Była sobą ewidentnie załamana i pragnęła wręcz zatopić się pod ziemię, i pozostać tam do końca swojego życia. No może nie na tak długo. Nie mogła porzucić swojej ukochanej Audrey. Akurat to kompletnie nie wchodziło w grę.
   Uśmiechała się od ucha do ucha, gdyż tak było jej najłatwiej zamaskować swoje wcześniejsze zakłopotanie, które zdołało przerodzić się w uciążliwy stres. Seryjnie, zaczęła popadać w paranoję, jak w tych wszystkich młodzieżowych filmach o miłości. A przecież nie była pod tym względem niepełnosprawna umysłowo, żeby w taki sposób się zachowywać. Masakra, Ayame. Ma-sa-kra. Totalna porażka. Miała ochotę zanieść się gorzkim płaczem przez własną głupotę. Momentami tak bardzo nienawidziła samej siebie.
   W głębi serca dziękowała Maghnusowi, gdy wspomniał o spince, która była pretekstem ich słodkiej ucieczki. A raczej słodkiego przechwycenia Larkina w ręce Nakane. W końcu dziewczyna pomagała tym, co byli w potrzebie i nieważne kto to mógłby być. Każdego uratowałaby z opresji.
   Obdarowała go serdecznym uśmiechem, w między czasie, próbując zapomnieć o nerwach, które jeszcze dotychczas pożerały trzeźwość jej umysłu. Szło jej całkiem nieźle. Zdolna była z niej aktorka.
   - Och, nie martw się, nie potrzebuje ich na razie, więc trzymaj je do woli. - oznajmiła lekko rozbawiona jego zdolnościami teatralnymi.
   - Tylko ich nie zgub! - dodała dosyć prędko, przybierając przy tym bardzo poważną minę.
   Zignorowała jego uwagę, że mu nie przeszkadzało to, że się trochę zapomniała. Ayame uważała, że mimo wszystko, nie powinna o tym tak łatwo zapomnieć. Byli przyjaciółmi, prawda? Kontakt fizyczny jest dozwolony, ale to wydaje się jej być bardziej niż kłopotliwe, w obecnym stanie. Westchnęła teatralnie, w ostateczności odganiając od siebie wszystkie rozterki, gdyż ponieważ nie było teraz sensu rozczulać się nad nimi.
   Poskutkowało. Zdołała się rozluźnić na tyle, że końcowo miała nadzieję, iż Maghnus nie zauważył wcześniej, jakim kłębkiem nerwów była do niedawna. Głęboko w to wierzyła.
   Rozpromieniła się bardziej, gdy zasugerował również wyjście na zakupy. Tak! Zakupy z Maghnusem są czystą frajdą dla Ayame. No i szczerze mówiąc, to o lepszym spędzeniu czasu, nie mogła sobie wymarzyć. Już widziała w swojej głowie, jak Larkin za pomocą swojej iluzji, "zakłada" na nią tonę kreacji, o których jedynie sobie pomyśli, dzięki niemu miała o wiele łatwiejsze życie w centrach handlowych.
   - Nawet nie wiesz, jak bardzo mi sie podoba twój pomysł! - odparła, będąc normalnie całą w skowronkach.
   - A no i masz rację... - przyznała zasmuconym tonem głosu. - Ale...! Zawsze możemy wyjść bocznym wyjściem. - dodała z delikatnym uśmiechem na twarzy.
   Maghnus był uroczy jak się uśmiechał. Lubiła jak jej przyjaciele się uśmiechali i byli szczęśliwi - sam ten fakt napawiał ją ogromną radością. Nie potrafiła przestać odwzajemniać mu uśmiech. Może taki już był jego urok. A jego teatralne gesty, aż prosiły się oto, by Ayame chodziła z wielkim bananem na twarzy.
   Przeszli kawałek, a Maghnus niczym strzała wparował do jakiegoś pomieszczenia. Nakane zaskoczona jego reakcją, jedynie poszła w jego ślady, lecz znacznie spokojniej od Larkina. Ominąwszy próg, skapnęła się, że tutaj widniały te wszystkie ulotkowe sprawy. Uniosła jedną brew ku górze, gdy przed jej oczami, rozgrywała się niebywale romantyczna scena. Mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem. Uważała, to za całkiem uroczą reakcję.
   Dopiero, gdy Maghnus przywitał się z innym mężczyzną, określając go "dziadkiem", spojrzała na Jacquesa z delikatnym uśmiechem. Dawno go nie widziała i szczerze miło jej było go znów spotkać. Nakane również kiwnęła mu głową na przywitanie. Dyskretnie przyglądała się tym, którzy ściskali się na tyle mocno, że aż czuła, jak jej własne żebra krzyczą z bólu.
   Jacques jak Jacques, nie szczędził sobie od żartów na prawo i lewo. Dobrze, że nic a nic się nie zmienił. Rzuciła okiem na ogłoszenie, które trzymał w dłoni. Latające fotele?
   - Czego dokładniej potrzebujesz w tym projekcie? - podpytała lekko zaciekawiona.
   Mogłaby mu pomóc, jeżeli ten wytłumaczy jej, czego najbaedziej potrzebuje i co dokładnie musi zbadać przy latającym fotelu.
   Spojrzała na Maghnusa z wyraźnymi iskierkami w oczach.
   - Maghnusie, twój przyjaciel powinien razem z nami wyjść na miasto. - oznajmiła, z postawą, że nie przyjmuje żadnych protestów. Tak się słodko ze sobą witali, że aż szkoda byłoby ich rozdzielić.
   - Och, tak w ogóle, to jestem Ayame Nakane. Miło mi cię poznać. - przedstawiła się mężczyźnie, którego wcześniej nie miała okazji poznać, a który wydaje się być bliskim przyjacielem Larkina.
   Powiodła wzrokiem na Jacquesa.
   - A, no i skoro ty również tu jesteś, to ty też powinieneś z nami wyjść na miasto. - stwierdziła. - Nie przyjmuję żadnych protestów. - dodała aż nazbyt radośnie.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (09-08-2019 o 06h48)


https://i.imgur.com/zgPPpzo.gif

Offline

#49 09-08-2019 o 09h59

Straż Obsydianu
Ermira
Pokonała kurę
Ermira
...
Wiadomości: 916

                                                                                        https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/609298714003111969/eulucy.png
         Przeglądając wszystkie ogłoszenia i ulotki, bardzo ucieszyli się z propozycji Jacqa odnośnie pomocy szukania tego, które należało do Sullivana. W końcu co dwie głowy to nie jedna, a co trzy to już w ogóle high-lajfik.
      — Jacq, jesteś cudowny, gdybym był bardziej postępowy to już dawno bym Ci się oświadczył — odparł, będąc już niemal gotowym do klęknięcia i wyjęcia pierścionka.
         Jego następne słowa nieco bardziej przykuły uwagę Euphenii, która niemal od razu obróciła głowę Luciusa w stronę wiekowo wyglądającego czarodzieja. Teraz we wzroku Lucy'ego nie można było zobaczyć wyłącznie ulgi, ale i strach, jakąś niepewność, smutek - w ostatecznym rozrachunku trudno było określić, który odbiór sytuacji należał do kogo.
      — I co udał.. — kobiecy, ostry głos wyrwał się niekontrolowanie z Luciusa - tak czasem bywało, kiedy Euphenię opanowywały silne emocje — Ah-h — nagłe pojawienie się Maghnusa oraz jego towarzyszki niestety musiało tę rozmowę odłożyć na później. Prawdopodobnie dopiero po wizycie u piguły, bo po tak mocnym uścisku cudem byłoby nie połamać kilku żeber.
      — Zrobisz mu krzywdę, kretynie — odezwała się Eu, uderzając chłopaka w głowę — Ej, Eu, cholera jasna, weź mnie wcześniej uprzedzaj zanim zaczniesz sobie pożyczać różne części mojego ciała, dobra? — dziewczyna jedynie syknęła coś pod nosem - tym razem już telepatycznie i niesłyszalnie dla reszty szczęśliwego towarzystwa.
         Następne słowa Jacqa niemal od razu sprawiły, że na twarzy Luciusa pojawił się szeroki uśmiech. Nawet Eu złapała się na śmiechu — choć Ci się ze sobą szczególnie nie lubili, to ta doceniała jego cięte poczucie humoru, zwłaszcza jeśli było skierowana w stronę Maghnusa.
      — Oho, uważaj Jacq, bo się jeszcze zarumienię, ale z tym brzydalem to sobie mogłeś odpuścić, chyba nie jestem aż taki szkaradny, co? — wyszczerzył zęby, obejmując Larkina w pasie — Ale z Maggisiem to akurat trafiłeś w dziesiątkę, piękny ten mój chłopak, co? — dopiero teraz odsunął się od przyjaciela, coby bliżej przyjrzeć się jego towarzyszce.
         Była ładna. To musieli przyznać. Miała gęste, falowane włosy, drobną posturę oraz długie rzęsy, spod których wyglądały bursztynowe tęczówki. Euphenia złapała się na myśleniu, że to niesprawiedliwe, wobec innej młodzieży, która codziennie boryka się z trądzikiem czy jakimiś wypryskami, kompleksami. "Nie masz szans", powiedziała do Luciusa, "To się jeszcze okaże", odpowiedział jej Lucius — tym razem powstrzymując się od odpowiedzenia kobiecie na głos.
      — Obrazisz się, jeśli będę mówił do Ciebie Aya? — uśmiechnął się — A, no i jestem Lucius Moore, a ta panienka co uderzyła Maghnusa to Euphenia, też się przedstawia, wydaje mi się nawet, że się przy tym uśmiechnęła... Chociaż nie wiem, czasem trochę trudno mi to ocenić — zaśmiał się.
         Jakoś nie potrafił zdać sobie sprawy, że nie każdy musi znać jego sytuację i w przypadku normixów będzie po prostu wyglądał jak dziwak, który gada do siebie, w dodatku zachęcając innych, żeby oni też mówili do powietrza. Eu to przemilczała, dochodząc do wniosku, że obserwowanie reakcji Ayame może być bardziej zabawne, niż próba wyjaśnienia sytuacji za Luciusa.
      — A co do fotela i miasta to wiecie, ja za wami to nawet w ogień — unosi kciuk w górę — Ah-ha w ogień nie, Eu się nie zgadza, do fotela też nie jest przekonana i pyta czy to bezpieczne... "Ale ty to pewnie potrafiłbyś do tego nawet bez mojej wiedzy Luciusa przekonać, potrafiłbyś, co?"... No, tak powiedziała, ale ja bym się średnio przejął, trzęsiportek z niej i tyle — dodał, drapiąc się po karku — Tylko jeszcze muszę znaleźć ogłoszenie podpisane ``Sullivan``, później możemy lecieć na miasto — dodał, znowu przywierając do ściany.
         W czwórkę, ekhem, w piątkę powinno im to pójść zdecydowanie szybciej, niż jak wcześniej z Eu zakładali, w pojedynkę. Trzeba tylko mieć nadzieję, że zarówno Aya, jak i Mag wyrażą chęć pomocy. Wtedy to już wszystko powinno pójść z górki.
      — Ee-ejj, ludzie, nastała wiekopomna chwila! — zerwał jedno z ogłoszeń, cudem znalezione między stertą innych — Raz i dwa i trzy — przerwał je na kilka części i włożył do kieszeni. To jedynie wydało z siebie ostatni pisk i skończyło swój żywot na tym okrutnym świecie. Teraz Sullivan będzie musiał pożegnać się ze swoją możliwością korków, przynajmniej do momentu, kiedy odkryje, że jego ogłoszenie wyparowało.

Ostatnio zmieniony przez Ermira (09-08-2019 o 10h17)


vape i w*******

Offline

#50 09-08-2019 o 22h03

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 268

--------------------------https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8b2-b3ff2a1d-9582-429d-9b80-7d16709dd21a.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhiMi1iM2ZmMmExZC05NTgyLTQyOWQtOWI4MC03ZDE2NzA5ZGQyMWEucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.6NNAbKUwdNa2z02AVlRO93hhWf1GmcZq_-93oKFVX7w
          Wells wyglądał na zaskoczonego moją odpowiedzią, czego wówczas nie rozumiałam. Ej, może i dla niektórych wyglądałam jak trup i często snułam się samotnie po korytarzach, ale nie znaczyło to, że nigdy z nikim nie rozmawiałam ani  się z nim nie wybierałam! Ewentualnie chodziło o coś innego, ale za nic nie potrafiłam rozgryźć, o co… To w sumie było możliwe. Kiedy kłóciłam się o coś z Esther, ta czasami unosiła wzrok ku niebu (pewnie próbowała zesłać na mnie pioruny, ale – na szczęście – najwyraźniej nie miała ku temu takich predyspozycji jak Cornelius), potem patrzyła na mnie z wyrzutami, a na koniec obrażonym głosem mówiła „Charlotte, niby jesteś pomysłowa, ale jednocześnie taka niedomyślna w niektórych sprawach. Serio, nie wiedziałam, że tak się da”. Zawsze to powtarzała, słowo w słowo. Czasami zastanawiałam się, czy moja kochana siostrzyczka aby przypadkiem nie nauczyła się tej formułki na pamięć. Zważywszy na to, ze nawet mi się to udało, nie zdziwiłabym się, gdyby moje przypuszczenia się sprawdziły.
          Zaskoczenie i niedowierzanie ustąpiły miejsca… radości? Mimowolnie również się lekko uśmiechnęłam, spoglądając na chłopaka przyjaźniej. Schowałam zapłatę, słuchając jego słów.
- Dobrze, o siódmej w holu. – Skinęłam potakująco głową, chowając wszystko do torby i zasuwając jej zamek.
          Norma wyrobiona, byłam na plusie. Pokrzepiała mnie myśl, że przez weekend nie będę musiała ganiać za wybrednymi dzieciakami… znaczy nastolatkami… i wypytywać ich o to, czy przypadkiem nie potrzebują pilnie chabra bławatka, żółtego diamentu czy zaklęcia przemieniającego znienawidzonego nauczyciela w ropuchę. Nie, żebym się przyznawała do znania takiego delikwenta, jeśli coś potem szło nie tak. Kral? Że ten wysoki, w okularach, mój stały klient? Nie znam. Pierwsze słyszę, pani władzo… to jest dyrektor.
          Wells wyglądał na trochę spiętego. Czyżby należał do grona tych nieśmiałych? Jeśli faktycznie miał aż tak dużego pecha, jak twierdził, nie byłoby to zaskakujące.
- Jasne, byłoby miło. To…
Ugryzłam się w język. Kłóciło się to z moim nawykiem mówienia wszystkiego, co tylko przyszło mi do głowy, ale powiedzenie „To nawet urocze, jak się denerwujesz” dostarczyłoby biedakowi jeszcze więcej stresu. Chyba na razie wolałam mu tego oszczędzić.
- To dobry pomysł. Moja babcia twierdzi, że od deszczu się rośnie, ale obawiam się, że wbrew jej zapewnieniom on tak działa tylko na rośliny. – Uniosłam lekko kąciki ust, po czym wstałam. – Mam tylko nadzieję, że się rozchmurzy i nocą będzie dobrze widać niebo… – powiedziałam cicho, już uciekając myślami w stronę tego, jaka faza księżyca była najlepsza, gdy chciało się wywołać ducha. – Chodźmy.

Ostatnio zmieniony przez Ardentia (02-10-2019 o 18h57)


T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://i.imgur.com/AEYxFyr.gif

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3