Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3

#51 11-08-2019 o 03h02

Straż Obsydianu
KaMinaRi
Akolita Sargousetów
KaMinaRi
...
Wiadomości: 5 588

______

https://i.imgur.com/zrWhQ80.png

Tak to już w życiu bywa, że zawsze się znajdzie jakaś czarna owca, która nie bierze szkoły na poważnie. W tej szkole o dziwo roiło się od takich czarnych owieczek. Ta zaspała, ta się zerwała, a ta to już w ogóle nie przyszła. No i cóż zrobić, że akurat tym razem byłem reprezentantem ostatniego typu owcy.
Spójrzmy na to inaczej. W zeszłym tygodniu tylko zaspałem na drugą godzinę, dwa tygodnie temu zerwałem się z ostatnich zajęć, ale za to trzy tygodnie temu byłem cały dzień. Jak na piątek i na mnie, to duży wyczyn. Także ten, jeden dzień wolny różnicy nikomu nie zrobi. A już na pewno nie mi.
- Ej Al, ruszasz te swoje zgrabne litery na zajęcia? – zapytał mój współlokator Scott, karmiąc przy tym swoją papugę Fakera.
- Scott, wiesz, jak ja cię kocham i ten twój anielski głos, ale nie z rana. I nie, nigdzie się nie ruszam – odpowiedziałem zaspany, chowając głowę pod poduszkę.
- To ja Ci tylko przypomnę słowa Granta: „Jak nie będzie któregoś z was na zajęciach, to zrobię wam nalot w pokoju ,przyprowadzę siłą do sali i wstawię naganę”- powiedział, naśladując głos profesora, grożąc przy tym w ten sam sposób jak on palcem.
- Ach, ten wredny, zawzięty dziadyga Grant.
- Kha! Grant, dziadyga! Kha! Grant, dziadyga! – papuga zaczęła drzeć się na cały głos, przez co prawdopodobnie sąsiednie pokoje ją słyszały.
- Przymknij te cholerne ptactwo! – rzuciłem poduszką w Scotta, trafiając przy tym w jego twarz i powodując lekkie drgnięcie budynku. Co jak co, ale moje umiejętności przydatne, to raczej nie były. Chyba że ktoś potrzebowałby nagle trzęsienia ziemi, lawiny, albo nie wiem zamku z piasku i to też niezbyt dużego, bo większe konstrukcje, są dość… problematyczne. Wiecie, da się je niby zrobić, ale krew z nosa i zawroty głowy, niekoniecznie mnie przekonywały, do zabawy w Boba budowniczego. Ale tak ogólnie, to jasne, jestem jak na zawołanie. Ale mówię, ni to pożytecznie, ni zabawne.
Przeciągnąłem się ospale, pogłaskałem leżącego obok poduszki Rabbita i w końcu zacząłem szukać po podłodze jeszcze zdatnych ciuchów do ubrania. A znaleźć coś w tym pokoju, to była czysta magia. Takiego burdelu na kółkach, jak u naszej dwójki, to nawet u Montagny nie zobaczycie. Chyba.
W każdym razie te kilka godzin, które powinienem spędzić na zajęciach… Spędziłem razem z Rabbitem. No na pewno nie na zajęciach. Ale za to, żeby nie było, to w pobliżu sali, bo siedząc za oknem na drzewie ukryty między gałęziami, ze słuchawkami w uszach, książką w dłoniach, no i oczywiście Rabbitem na ramieniu.
Co jakiś czas zerkałem tylko znad książki, to na przechodzących obok drzewa ludzi, to na chmury, których z każdą chwilą przybywało coraz więcej i robiły się coraz ciemniejsze.
Zanosi się na deszcz. Mruknąłem pod nosem i schowałem książkę do torby. I co? I faktycznie wykrakałem, bo po chwili z nieba zaczęły spadać pierwsze krople. Przez chwilę zastanawiałem się, czy to pogoda, czy jakiś bucek nie potrafił się kontrolować i niechcący chcąc, przywołał deszcz.
Wpatrywałem się w krople deszczu obijające się o liście drzewa jak zahipnotyzowany. Wyrwałem się z transu dopiero po dłuższej chwili, uzmysławiając sobie, że jestem przemoknięty do suchej nitki, a Rabbit już od jakiegoś czasu układał się wygodnie w wewnętrznej kieszeni mojej kurtki. Przynajmniej ten miał gdzie się schować.
Nie chcąc dużej moknąć, przełożyłem torbę przez ramię, zeskoczyłem z drzewa i pobiegłem tak szybko, jak tylko mogłem do budynku. Oczywiście ślizgając się przy tym po mokrej trawie, walczyłem, by nie zaliczyć porządnej gleby. Normalne.
Ociekający z wody skierowałem się w stronę sali z ogłoszeniami, w końcu trzeba było zobaczyć, co w trawie piszczy, prawda? A nuż pojawiło się coś ciekawego. Co jakiś czas odwracałem się, by podziwiać mokre ślady, jakie za sobą zostawiałem. Może jednak trzeba było zainwestować w ten parasol?
Lekko zamyślony wpadłem do sali, potykając się o własne nogi. Nie wiem, jak ja to zrobiłem, ale miałem to nieszczęście, że w sali trafiłem na publikę pod mój upadek.
- A co to za zbiorowisko? Coś za darmo rozdają? – zagaiłem tłum stojący pod ścianą, próbując przy tym wstać z podłogi. A niech się tylko zaczną jakieś docinki. To nie ręczę za siebie.

Ostatnio zmieniony przez KaMinaRi (11-08-2019 o 03h16)



https://i.imgur.com/KzDanb8.jpg

Offline

#52 12-08-2019 o 14h14

Straż Obsydianu
Morenn
Akolita Jednorożców
Morenn
...
Wiadomości: 377

_____________________https://fontmeme.com/permalink/190723/0ec9dd0f089330135e4e79bc13b61a4f.png


   
       Charlotte zgodziła się ze mną spotkać. Naprawdę się zgodziła! Dopiero w chwili, gdy przytaknęła na propozycję spotkania "o siódmej w holu", w pełni to do mnie dotarło. Właśnie umówiłem się z nowo poznaną dziewczyną na wieczór, a ona chce ze mną wyjść. Ha! Miałem nadzieję, że nie zmuszała się do tego wbrew swojej woli, żeby mi udowodnić, że kamień działa, ale nie wyglądało na to. Sam siebie jednak przywołałem do porządku, po raz kolejny zapominałem, że nie wiem gdzie ją zabiorę.
Uśmiechnąłem się na jej uwagę, w zasadzie bardzo pocieszną. Gdyby nie to, że udało mi się urosnąć nawet ciut za bardzo, może bym i to rozwiązanie chętnie przetestował.
- Ach, te babcine mądrości. - Charlotte Blunt wstała, a ja starałem się zmieścić nas oboje pod parasolem. Woda i tak kapała mi na lewy rękaw, ale nie przejmowałem się tym.
- O, też mam taką nadzieję. - odpowiedziałem i raptownie zamilkłem, zaskoczony nieświadomym odkryciem, którego doskonała dziewczyna. Oczywiście! Może wcale nie musiałem zmieniać swoich dzisiejszych planów, a po prostu uwzględnić w nich Charlotte? Tylko czy to nie jest lamerski pomysł? Chociaż skoro interesowała ją pogoda na wieczór, może byłaby zadowolona? No ale nie zapytam jej przecież. Miałem udawać, że wiem co robię. - Lubisz patrzeć w nocne niebo? - zagaiłem, niby to nawiązując wyłącznie do jej wzmianki o pogodzie. Geniusz.
Weszliśmy do zamku frontowymi drzwiami, które ciężko zamknęły się za nami. Złożyłem parasol i wysunąłem go do stojaka, gdzie natychmiast magicznie sam się wysuszył. Żałowałem, że nie dotyczy to mojego rękawa bluzy, który wciąż był przemoczony, nieprzyjemnie klejąc się do ciała. Mogłem, co prawda, spróbować sam osuszyć go za pomocą magii, ale nie należałem do szczególnie skupionych w tym momencie i nawet biorąc pod uwagę to, że woda przeważnie mnie słuchała, nie chciałem ryzykować ośmieszenia. Co prawda miałem kilka sztuk katalizatora swojej mocy w kieszeni, na czarną godzinę, ale nie zamierzałem go przy niej używać. Efekt żucia wodorostów raczej by jej się nie spodobał.
Rozpiąłem suwak i zdjąłem bluzę, przewieszając ją sobie przez ramię. T-shirt z nadrukiem obrazującym konstelacje widoczne na zimowym niebie, który miałem pod spodem, na szczęście był suchy.
- Idziesz coś zjeść? Bo ja umieram z głodu. - oznajmiłem, zwracając się w stronę jadalni. Charlotte się zgodziła, więc razem pokonaliśmy hol, kierując się do stołówki. Będąc w środku rozejrzałem się w poszukiwaniu wolnych miejsc i skierowałem się do stołu, który wydawał się być najmniej zatłoczony, kątem oka patrząc, co jest dzisiaj przewidziane w menu.


https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746762542252083/morenn1.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746780116647990/morenn2.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746808084135965/morenn3.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746830158888980/morenn4.gif

Offline

#53 12-08-2019 o 18h18

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 384

_____________https://fontmeme.com/permalink/190705/020dd45f7f5d1229460d2b4e4772c5ee.png


Naprawdę, nie mam pojęcia, czym sobie zasłużyłem, ale zaraz mogłem poczuć uderzenie w głowę, na pewno spowodowane przez Euphemię. Nikt by w końcu nie uwierzył, że te słodkie bubu, jakim był Lucius, mógłby kogoś skrzywdzić. Jego słodkie, kochane serduszko wręcz koiło innym dusze, tak? I możliwe, że odrobinę przesadzałem, ale to taki tam drobny szczegół.
I chyba same doborowe towarzystwo nam się trafiło, bo zaraz dziadek raczył odpowiedzieć na moje słowa w dość słodki sposób, aż musiałem się zaśmiać. Odrobina dystansu nikomu nigdy nie zaszkodziła, a dodatkowo — osobiście tę bliznę lubiłem, więc mogłem to częściowo jako komplement traktować. W końcu nikt nigdy nie powiedział, że kolega Lucy wyglądał źle, tak? A skoro o nim mowa…
- Oj, misiaczku, uważaj, bo się zarumienię. - powiedziałem rozbawiony, i gdyby nie to, że Lucius postanowił się chyba zapoznać z Ayame, to jeszcze bym mu strzelił całusa w policzek. Tak co by zdenerwować trochę Euphemię, oczywiście, bo z nieznanych mi powodów za mną nie przepadała. Z wzajemnością, na szczęście. - Bo częściowo się ukrywamy, nie możemy iść do bramy przez dziedziniec, póki nasi znajomi tam stacjonują. - wytłumaczyłem nas, lekko zakłopotany. Ale od Calla uciekłem z dobrego powodu przynajmniej, więc będzie mi musiał to później wybaczyć, i bynajmniej nie mówiłem o spinkach. I tak nie powinien się spodziewać, że namówi mnie na pływanie, gdy nie podzielałem tej obsesji co do ćwiczeń, co rodzeństwo Sung.
Rozmowa jakoś popłynęła, a ja w większości wolałem się przyglądać i nie wtrącać, tym bardziej że Ayame zdążyła zarządzić, że Lucy oraz Jaques idą z nami na miasto coś zjeść. A jeśli po tym nie udałoby mi się ich namówić na zakupy,to pewno nie byłbym sobą. Temat na później, jak już zapełnią żołądki. Teraz można było pozostawić kobietom rządzenie się.
- Wyjątkowo się zgodzę z tą wiedźmą, to nie brzmi bezpiecznie i jak będzie trzeba, to cię przywiążę do łóżka, bylebyś na coś takiego nie wchodził, póki wszystkie testy nie wyjdą pozytywne. Bo inaczej to pewno będziesz pierwszym, by sobie krzywdę zrobić. - odezwałem się do Lucy, czochrając mu zaraz po tym te niesforne loki.
Jeszcze tylko chwila szukania jakichś ulotek, bo w takiej sytuacji już odmówić nie można była, a gdy wszystkie zostały znalezione — tak przez Luciusa, mogliśmy się w końcu zbierać. A skoro już nic nas nie powstrzymywało… Chwyciłem zarówno Moore’a, jak i Ayamę pod ręce, szczerząc się przy tym radośnie.
- To zapraszam państwa na miasto, dorosłego do opieki mamy to chyba nic nam nie będzie, nie? I lepiej się nie spierajcie, skoro Ayame już tak zarządziła, bo mogą was bębenki uszne zaboleć. - rzuciłem wesoło, od razu prowadząc trzymaną dwójkę do wyjścia z pomieszczenia i licząc, że dziadek podąży za nami. - Przy okazji Call nie będzie mógł się czepiać, jeśli naprawdę pójdę na obiad z dziadkiem, jak mu groziłem. Chyba będę używał tej wymówki częściej. - dodałem jeszcze, przypominając sobie, co wcześniej się działo tego popołudnia.
I... Wszystko by było dobrze, gdyby z ziemi nie odezwał się nagle jakiś głos. Czy ja się już ślepy robiłem, że wcześniej go nie zauważyłem? Bardzo prawdopodobne, za dużo iluzji czy coś takiego pewnie, a skoro przy nich - wypadałoby w końcu znów nałożyć tą na twarz, by jakoś wyglądać przy ludziach.
- Jedzenie i przytulasy, chcesz dołączyć? Bawimy się w rodzinkę i idziemy na wspólny obiad. Ayame to moja żona, Lucy to mąż, a dziadek to dziadek, zapraszamy. - powiedziałem, trochę z automatu, bo naprawdę, ale nie wiedziałem jak reagować na pojawiających się z powietrza ludzi.

Ostatnio zmieniony przez Nieve (12-08-2019 o 18h33)

Offline

#54 12-08-2019 o 21h41

Straż Obsydianu
Doc
Rekrut
Doc
...
Wiadomości: 73

- Czego potrzebuję w tym projekcie? Dobre pytanie. Na dobry początek ofiary, która zgodziłaby się polecieć w tym fotelu, ale prędzej to ja wylecę z tej szkoły, niż ten bajer wystartuje. Na początek szukamy kogoś, kto radzi sobie z magią pogody, magią techniczną i magią materiałów. No wiesz, metale, drewno, takie sprawy i tego typu szmery bajery - odpowiedział, odwracając się do Ayame.
Też fajny był z niej dzieciak, przynajmniej nie mówiła mu otwarcie "Jacques, ale nudzisz, weź skończ", w odróżnieniu od większości ludzi. Zaraz jednak z lekka pozieleniał, słysząc o "wyskoczeniu na miasto" - żołądek nadal krzyczał i protestował, gdy przychodziło myśleć o jedzeniu. Najwyraźniej wciąż miał żal za jajka z bekonem z zeszłego tygodnia.
Na szczęście ta wzmianka o obiedzie nie było do niego, dzięki bogu.
Niestety nie zdążył podziękować niebiosom, gdyż Ayame przypomniała sobie też o nim. A jeśli chodziło o protesty, to rzeczywiście - mimo sympatycznej, niewinnej powierzchowności nie wyglądała na osobę, której się odmawiało. Tuż po tym usłyszał uwagę Luca; zaśmiał się tylko na słowa o oświadczynach.
- Niestety nie jestem aż tak postępowy, nadal wolę dziewczyny i jednak nie w typie Euphenii, a ty na dziewczynę niestety nie wyglądasz. - odparł ze śmiechem, nie kryjąc rozbawienia. Spoważniał jednak, widząc minę - czy też raczej właściwie spojrzenie - dzieciaka. Ten smutek i lęk wiele mówiły, mimo że normalnie Jacques odznaczał się empatią tępego młotka.
- Później. - odparł tylko głosem nieznoszącym sprzeciwu. To nie był temat do rozmowy przy Maghnusie czy Ayame. Zaraz po tym przeniósł wzrok na Luca i Maghnusa.

- No ja wiem, piękni jesteście obaj, piękni. - przyznał, kręcąc głową z lekkim rozbawieniem na uwagę "przystojny ten mój chłopak, co?". Ich towarzystwo było przyjemną odmianą - będąc spadochroniarzem z zeszłego roku (co, jak dotąd, wydawało się prawie niemożliwe do osiągnięcia), prawie nikogo nie znał, a jeśli już, to bardzo powierzchownie. Jednak ich obecność była... sympatyczna.
Są jak te, no... elefanty. Sympatyczne elefanty. A przy okazji, ten brzydal coś za bardzo ci się podoba. A niech mi więcej nie stanie, jak kłamię, ale wcale by mnie nie zdziwiło, jakby coś tu się miało interesującego w tej relacji wydarzyć...
Słysząc uwagę o fotelu "Euphenia pyta, czy to bezpieczne", oderwał wzrok od ogłoszeń, na które szybko rzucił okiem; spojrzawszy na Luciusa, prychnął cicho.
- Pewnie że bezpieczne. A przynajmniej powinno takie być, jak wszystko dokładnie policzymy - dodał po lekkim zastanowieniu. Właściwie jakby tak pomyśleć, to jeszcze nie wysyłał żadnego ucznia w fotelu, a razem z Mistrzem planowali zamontować jakieś pasy, opcjonalnie przy brakach budżetowych konopny sznurek (najlepiej z gustowną pętelką)... chociaż niby to powinno działać, bezpieczniej byłoby się upewnić na eksperymentach na kimś innym.
I już mam nawet pierwszego kandydata. Detras powinien się zgodzić.
- Najpierw chcemy zrobić obliczenia i testy ze słomianą kukłą, mam nawet dla niej już wygląd i imię - odparł, drapiąc się po głowie niczym wyleniały szympans. - Później chcemy wziąć lekki fotel, stopniowo coraz cięższy, przeliczyć ciężar i dopasować go do zaklęć lewitacyjnych, zobaczyć, jak fotel będzie się zachowywał w zmiennych warunkach pogodowych... wiesz, wszystko zależy od wszystkiego. To znaczy, czy może niektóre gatunki drewna są bardziej podatne na magię? A może materiały mają wpływ na skuteczność zaklęć? I tak dalej. No i później, jeśli to zadziała, znaczy się kukła nie wypadnie z fotela, nic nie urwie jej głowy, ani fotel nie wyląduje w częściach, znaczy że będzie można wysłać człowieka... myślałem, żeby namówić do tego mojego najlepszego kumpla. No wiecie, jak mu wiatr skopie dupę, to przynajmniej się nie poskarży, no i nie jest uczniem, więc...
Urwał, słysząc jakiś łomot i rumor z podłogi. Och. Logan. Wobec tego podszedł do niego i wyciągnął rękę, by pomóc mu wstać.
- Zespół pląsających nóg zwykle pojawia się po kilku kieliszkach, brachu. Wpadłeś na paru naszych, czy taki dobry masz humor? - wyszczerzył się. - Przy okazji, za darmo to dają tylko wpie... - zająknął się, mając na uwadze fakt, że brzydkie słowa nie były mile widziane w tej szkole.
- ...rnicz. No, a co do tego obiadu, to tego... ja nic nie zjem, ale... - zerknął pobieżnie na zegarek, który miał w kieszeni. Napędzany magią i krystalizowany przez "kamienie czasu".
Takie szmery bajery, a tak naprawdę to było szkło, tylko większość z tych magicznych modnisiów - ciemniaków ze stolicy nie miała o tym zielonego pojęcia i szpanowała takimi zegarkami na ulicy.
- Jak się wyrobimy do osiemnastej to spoko, później spadam. - dodał, odkładając zegarek do kieszeni kurtki i patrząc - po kolei - na Maghnusa, Ayame, Luciusa (i Euphenię), oraz Logana.
- To jak? Siedzimy tu dalej jak ciapki w kąciku pederasty, czy idziemy w końcu?


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Online

#55 16-08-2019 o 00h14

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 544

__________________https://fontmeme.com/permalink/190705/4e472c250212b19a49087a7a9ab29a1f.png


      Groźby bez znajomości specjalizacji drugiej osoby. Czy ten typ miał mnie za głupca? Jak mogłem przystać na zarządzenia dyrekcji bez uprzedniego zapoznania się z podłożem?! Ten obleśny chłopaczyna nawet nie wiedział co mówi. Chociaż... Jego nieświadomość mogła później zadziałać na moją korzyść. Szczególnie, że w przeciwieństwie do mnie, on nie miał na mój temat praktycznie żadnych informacji.
      Przysłuchując się wypowiadanym przez niego, kolejnym nonsensom, złapałem się na zbyt długim wpatrywaniu w jego facjatę. Poczułem przy tym jak drętwieją i zaczynają ciążyć mi palce. Tym samym również potwierdziłem zgodność jego specjalizacji z przekazanym mi opisem oraz instrukcją. Zamiana w kamień. Zabawne. Wystarczyło przerwać kontakt wzrokowy i po problemie. Gdzieś w notatkach miałem nawet przedział czasowy w zależności od sytuacji. Jak prędko ma prawo zadziałać ta badziewnia.
       Odwróciłem głowę z powrotem za parawan, w stronę zestawu wcześniej uszykowanych ubrań. Upewniłem się jeszcze, że nie wymagają ponownego prasowania i przełożyłem koszulę przez głowę. Szary sweter, oliwkowe spodnie i byłem gotowy do wyjścia. Sprawdziłem jeszcze dopasowanie w lustrze i zatrzymałem się przy decyzji zapinania górnych guzików. Bardziej na luzie, czy poważnie? Przy Amandzie czułem się swobodnie niezależnie od stroju, jednakże mimo to, lubiłem wyglądać przy niej dobrze.
       Odrobinę nerwowo i w zamyśleniu wykonałem mechaniczny ruch zapinania i odpinania kołnierzyka, żeby ostatecznie skończyć z odsłoniętą szyją. Wygoda. To ona okazała się odpowiedzią.
       Zabrałem jeszcze kilka książek i potrzebnych rzeczy, wpakowałem to wszystko do torby i zamknąłem przeklęte okno. Nie mogłem sobie odpuścić i kopnięcia ubrań tamtego gnojka przy wyjściu. Same się prosiły. Leżały na ziemi.
       Dwa. Trzy. Cztery kroki. Czasami z nudów liczyłem je po drodze. Do drzwi wyjściowych musiałem ich wykonać około sześćdziesięciu. Potem natomiast trzysta do samej biblioteki. Niewątpliwie to ona była moim ulubionym miejscem do spędzania czasu. To tam czułem się najlepiej.
       Mieliśmy dwa ulubione stoliki. Jeden z nich był ulokowany wgłąb pomieszczenia, między opasłymi tomiskami o historii magii. Drugi natomiast w ładnie oświetlonym punkcie, tuż obok okna. To właśnie tam znalazłem moją przyjaciółkę. W zamyśleniu przyglądała się czemuś po drugiej stronie szyby. Kąciki moich ust uniosły się w nieznacznym uśmiechu, kiedy ją dostrzegłem. Zatrzymałem się jednak w bezpiecznej odległości. Pozwoliłem sobie popatrzeć chwilę na jej urokliwe rysy twarzy. Kiedy była pochłonięta własnymi myślami, wyglądała naprawdę pięknie. Jak bogini przesiadująca w świątyni, do której tylko ona sama miała dostęp. Wiedziałem, że jak tylko podejdę bliżej, jej oblicze się zmieni, a minę, wyrażającą skupienie, zastąpi promienny uśmiech. Amanda zawsze witała mnie tak samo. Niezależnie od pory dnia, mojego wyglądu, swojego zmęczenia, czy dobrego humoru.
         W końcu zbliżyłem się do niej i odsuwając krzesło naprzeciwko, sprawiłem, że odwróciła się w moją stronę. Kąciki jej oczu naznaczyły się lekkimi zmarszczkami, a oczy zabłysnęły jak zwykle, kiedy się spotykaliśmy. Mógłbym jednak przysiąc, że połyskiwały zawsze. Nawet wtedy, kiedy mnie nie było w pobliżu. Pochyliłem się odrobinę w jej stronę, wypakowując przy tym potrzebne podręczniki.
         - Mam nadzieję, że nie czekałaś zbyt długo -  spojrzałem jeszcze na zegarek na dłoni. Spóźniony pięć minut. Nienajgorzej. - - Wspominałem ci pewnie o tym, że będę miał współlokatora. Parszywy typ... Pięknie dziś wyglądasz...- otworzyłem zeszyt z notatkami i skupiłem na nich swoją uwagę.
          Jak zawsze.



o u t f i t

Ostatnio zmieniony przez Berrine (16-08-2019 o 03h05)


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#56 20-08-2019 o 19h03

Straż Obsydianu
Morenn
Akolita Jednorożców
Morenn
...
Wiadomości: 377

_____________________https://fontmeme.com/permalink/190704/c89d4d5ea2b2197a6c790510fbe2c040.png


     
      Przez witrażowe okno biblioteki mogłam obserwować nie tylko krople deszczu, zatrzymujące się po drugiej stronie i spływające wąskimi strumykami w ruchu zgodnym z prawami fizyki. Tym, co przykuło moją uwagę na nieco dłużej, było zamieszanie jakie wkrótce zapanowało na szkolnym dziedzińcu. Z rękami skrzyżowanymi na piersi obserwowałam wszystkich, którzy przeciągnęli swój pobyt na zewnątrz do ostatnich chwil i teraz pędem wracali do szkoły - ktoś zeskoczył z drzewa, ślizgając się na mokrych liściach, jakaś dziewczyna przecięła trawnik i z głośnym śmiechem popędziła pod zadaszenie, ciągnąc za rękę przemoczonego towarzysza. Deszcz się wzmagał i w miarę jak woda coraz obficiej zalewała szybę, a z oddali dało się słyszeć niskie pomruki grzmotów, czułam się coraz lepiej z tym, że mogę się cieszyć ciepłem i ciszą biblioteki, zamiast moknąć gdzieś tam, na dole. Mimo tego, że pora była jeszcze wczesna, było prawie całkiem ciemno. W oczekiwaniu na mojego przyjaciela - od którego wiadomość o spóźnieniu otrzymałam nieco wcześniej i teraz obracałam w rękach samolocik, pozwalając by wirował pomiędzy moimi dłońmi na podobieństwo jakiegoś przyjaznego owada - przechadzałam się trochę pomiędzy półkami a oknem, rozmyślając nad tym, co mogło go zatrzymać. Nie miałam wątpliwości, że sprawa musiała być pilna - Axel nigdy by nie przekładał spotkania z jakiegoś błahego powodu, tego akurat byłam pewna - pozostawało mi zatem mieć nadzieję, że szybko się zjawi i problem okaże się być łatwiejszy do rozwiązania, niż zapowiadał to w liście. Popatrując przez okno zauważyłam na dworze dwie sylwetki, skryte pod jednym z czarnych, szkolnych parasoli, z czego jedną z nich rozpoznałam z łatwością po bardzo charakterystycznym wyglądzie. Obserwując ich, znikających mi z pola widzenia gdy tylko weszli do szkoły, zastanawiałam się właśnie przelotnie, kto był towarzyszem mojej dobrej znajomej, gdy z zamyślenia wyrwało mnie szuranie krzesła przesuwanego po drewnianym parkiecie, zaraz za moimi plecami. Odwróciłam się odruchowo i zobaczyłam Axela, który z nieprzeniknionym wyrazem twarzy przyglądał mi się badawczo, robiąc sobie miejsce przy stole. Na jego widok jak zwykle coś we mnie drgnęło radośnie i nieco nerwowo, jak jedno z tych świetlistych stworzeń, które czasami widuję - ocierające się o moje kostki koty, warujące przy nogach psy, przebiegające po ramionach wiewiórki, które mogłyby wplątać się we włosy i utknąć, gdyby tylko były prawdziwe. Czułam wówczas to drgnienie bliskości, więcej niż pustkę, jednak wciąż mniej niż prawdziwą obecność. Tylko nieco więcej, niż nic, przynajmniej w sensie fizycznym. Pośredni stan.
Na widok Axela miałam zawsze wrażenie, że jedno z takich stworzeń zakradło się gdzieś wgłąb mnie i dawało o sobie znać wtedy, gdy go widziałam. Jakaś prężąca się, pomrukująca z zadowolenia istotka. Uśmiech zwykle pojawiał się sam.
- Nie, nie martw się. - odparłam, słysząc jego obawy i zajęłam krzesło naprzeciwko niego. Słysząc komplement z jego ust z zakłopotaniem zanurzyłam na chwilę dłoń we włosach i dziękowałam niebiosom, że na mojej ciemnej karnacji nie widać rumieńców, bo ani chybi moja skóra stopiła by się kolorystycznie z szalem. Ostatnio miałam wrażenie, że moje ciało reaguje na niego z dużo mniejszą rezerwą, niż jeszcze niedawno. Wiedziałam, że wyszykowanie się na kolejne spotkanie zajmie mi więcej czasu, niż zazwyczaj. Byłam w stanie tylko wybąknąć pod nosem ciche podziękowanie.
Podniosłam na niego oczy dopiero wtedy, gdy upewniłam się, że jego uwaga przeniosła się na notatki. W zamyśleniu przerzucał strony, z lekko ściągniętymi brwiami, dzięki czemu mogłam przez chwilę przyjrzeć mu się bezkarnie - od idealnie ułożonego kołnierzyka pasiastej koszulki polo, po cień rzęsy na policzku. Axel wyglądał jak młody arystokrata na niedzielnym obiedzie u krewnych, a nie przeciętny uczeń w piątek po lekcjach. Nie, żeby mnie to jakoś dziwiło. On zdecydowanie nie należał do osób w jakikolwiek sposób przeciętnych.
- Jest aż tak uciążliwy? - spytałam swobodnie, nawiązując do tematu współlokatora. Axel faktycznie wspominał coś o tym, że dyrekcja planowała w nienaganne środowisko, jakie stworzył w swoim, zajmowanym jak do tej pory w pojedynkę, pokoju zakwaterować kogoś ze zgoła odmiennym podejściem do życia. Najwyraźniej nie wzięto pod uwagę ciężkich przeżyć które czekały - cóż, byłam tego świadoma - w tym wypadku obie strony, jednak najwyraźniej potencjalne korzyści były tutaj głównym czynnikiem, który miał zaważyć na powziętej decyzji próby resocjalizacji delikwenta. Niemniej wciąż to komfort mojego przyjaciela był dla mnie ważniejszy.
- Jeśli będziesz w pilnej potrzebie, możesz liczyć na to, że znajdę dla ciebie kąt... - urwałam, nagle świadoma jak ta propozycja zabrzmiała i wbiłam wzrok we własne notatki, po raz drugi tego dnia dziękując opatrzności za ciemną karnację. Całą uwagę natychmiast przeniosłam na tematy, które chciałam dzisiaj z nim omówić, by nie mógł mnie posadzić o to, że mitrężę czas na - o, żeby tylko tak nie pomyślał! - dziecinnym flircie. Po chwili o czymś jeszcze sobie przypomniałam i wyjęłam przekąski, które zabrałam na wynos z jadalni, praktycznie przekonana o tym, że co najmniej od rana niczego nie jadł. Bibliotekarką się nie przejmowałam. Znała nas wystarczająco dobrze by wiedzieć, że nie zapaskudzimy niczym bezcennych woluminów - bo o tym, że kiedyś spędziliśmy wyjątkowo długą godzinę, szukając sposobu na usunięcie ciemnych plam po kawie z pergaminu, wiedzieć nie musiała - i pozwalała zapełnić czymś żołądki podczas naszych kilku- czasem i nawet kilkunastugodzinnych posiedzeń. Wyciągnęłam w stronę mojego przyjaciela plastikowy pojemnik z sałatką ziemniaczaną, którą zawsze dla nas zabierałam w piątki.
- Na pusty żołądek gorzej się myśli. - wyjaśniłam, z uśmiechem sugerującym, że czuję się winna odciągania jego uwagi od nauki, ale niczego nie żałuję.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (20-08-2019 o 20h50)


https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746762542252083/morenn1.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746780116647990/morenn2.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746808084135965/morenn3.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746830158888980/morenn4.gif

Offline

#57 20-08-2019 o 21h03

Straż Absyntu
Ardentia
Straż na szkoleniu
Ardentia
...
Wiadomości: 219

--------------------------https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8b2-b3ff2a1d-9582-429d-9b80-7d16709dd21a.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhiMi1iM2ZmMmExZC05NTgyLTQyOWQtOWI4MC03ZDE2NzA5ZGQyMWEucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.6NNAbKUwdNa2z02AVlRO93hhWf1GmcZq_-93oKFVX7w
          Deszcz ładnie pachniał i był pożyteczny, ale zdecydowanie więcej uroku miał wtedy, gdy patrzyło się na niego po uprzednim skryciu się pod jakimś daszkiem. Och, albo w swoim pokoju, gdy krople bębniły o szybę, a szum za oknem sprawiał, że oczy od razu się kleiły… Moknięcie jednak zdecydowanie nie było przyjemne, dlatego wstałam i ruszyłam razem z Wellsem w stronę budynku. Choć w pierwszym odruchu chciałam zaproponować, bym to ja teraz niosła parasolkę, szybko uświadomiłam sobie, że jestem tu tą niższą o jakieś dwadzieścia centymetrów i trzymanie przeze mnie parasola w ten sposób, by osłonić również chłopaka, byłoby dosyć trudne.
- Powiedzmy, że czasami. Rozświetlające ciemność punkciki na niebie są całkiem ładne… choć i tak dla mnie najważniejsza jest ich… użyteczność. Widoczne na niebie konstelacje czy fazy księżyca mogą nam wiele powiedzieć i pomóc w niektórych dziedzinach magii – wyjaśniłam.
           Wkrótce potem dotarliśmy do szkolnego budynku.   
- Dziękuję, zmokłabym, gdyby nie ty – powiedziałam… po czym uniosłam pytająco brwi na widok koszulki Wellsa. Jasne, to mógł być przypadek, po prostu mu się spodobała… Sęk w tym, że ja nie wierzyłam w przypadki. – Odnoszę wrażenie, że na gwiezdne tematy możesz powiedzieć więcej niż ja – stwierdziłam.
          Nic nie jadłam od dłuższego czasu, więc na pytanie chłopaka bez chwili zastanowienia kiwnęłam głową. Gdy tylko przekroczyłam próg stołówki, odruchowo machnęłam ręką, mocniejszym podmuchem wiatru zmieniając tor lotu jakiejś zbłąkanej kanapki. Gdzieś w rogu grupka głośnych znajomych najwyraźniej urządziła sobie bitwę na jedzenie. Naszła mnie ochota sprawdzenia, czy na pewno nie zgubiłam się drodze i nie zawędrowałam do podstawówki.
          Przewiesiłam swoją torbę przez krzesło przy stole, w stronę którego skierował się Wells, po czym również sprawdziłam, co dzisiaj jest do zjedzenia. Postanowiłam wziąć pieczonego kurczaka i ziemniaki z koperkiem, a do tego kompot. Z zapełnioną tacą skierowałam się w stronę stołu.

Ostatnio zmieniony przez Ardentia (02-10-2019 o 18h57)


https://zapodaj.net/images/42e8b6dbf894f.gif
#prayforKyotoAnimation

Offline

#58 22-08-2019 o 13h59

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 544

__________________https://fontmeme.com/permalink/190705/4e472c250212b19a49087a7a9ab29a1f.png


       Pokusa była silniejsza ode mnie. Udając, że wciąż jestem pochłonięty notatkami, podniosłem wzrok niezauważalnie i obserwowałem reakcję przyjaciółki. Komplement sprawił, że zmieszała się odrobinę, a jej dłoń powędrowała prosto w stronę włosów. Jak zwykle, kiedy się denerwowała. To wyjątkowo uroczy nawyk.
        Kącik moich ust zadrgał w nieznacznym uśmiechu, kiedy Amanda wybąkała ciche podziękowania. Chyba nie znałem istoty, która sprawiała, że czułem się właśnie tak, jak teraz. Zaabsorbowany. Pochłonięty obecnością drugiej osoby, niezrozumiale wciągnięty w wir... No właśnie. Czego?
        Tłumaczyłem to sobie wrodzoną ciekawością i chęcią poznania. Dziewczyna w końcu należała do wyjątkowo ambitnych. Oglądanie jej w pracy, czy odpowiadanie na jej pytania, sprawiało mi przyjemność. Może miało to swoje podłoże w jej specyficznych reakcjach na każde moje słowo. Traktowała je ze spokojem i w większości zapamiętywała. Nigdy nie postępowała głupio, nie pozwalała sobie na bezczelności, ani nietaktowność. Ceniłem to. Prawdopodobnie aż za bardzo. Była wyjątkowa. Mało kto, w obecnym, konsumpcyjnym, skupionym na zabawie i przyjemnościach, społeczeństwie, potrafił wykazać się takim wyrafinowaniem.
        Stroniłem od ludzi. Wolałem selekcjonować ich tak, aby uniknąć bezsensownych, bezużytecznych znajomości. Przyjaźń z Amandą natomiast uznawałem za naprawdę wartościową. Ostatnio jednak zachowywała się odrobinę inaczej. Z większą nerwowością traktowała moje miłe, skierowane tylko do niej, uwagi. Nie przeszkadzało mi to jednak. Nadal była sobą. Jedynie bardziej... Nie potrafiłem znaleźć na to odpowiedniego słowa. Każde wydawało się niewłaściwe. Najbardziej jednak pasowało mi nadużywane, w jej temacie, "urokliwa". Urocza. Ostatnio była bardziej urocza.
        - Czy aż tak? Jest nie do zniesienia. To pierwszy dzień, a ja już zastałem jego ubrania i śmieci porozwalane na całej podłodze. To się nie godzi. Tak na przywitanie! - uniosłem się odrobinę, jednak potem prędko wróciłem do opanowanego wyrazu twarzy. Nie chciałem, żeby Amanda oglądała mnie w tym stanie.
        Ostatnio miałem tendencję do większej wybuchowości. Musiałem nad tym popracować.
        - Jeśli będziesz w pilnej potrzebie, możesz liczyć na to, że znajdę dla ciebie kąt...
        Te słowa sprawiły, że po raz kolejny podniosłem wzrok. Tym razem nawet się nie kryjąc. Wpatrywałem się w dziewczynę, jak gdyby w poszukiwaniu odpowiedzi. Jej twarz nie wyrażała nic, a wzrok całkowicie skupiony był na zeszytach. Co znaczyły te słowa? Jak powinienem na nie odpowiedzieć? Czułem się nieco dziwnie. Taki... Poruszony? Zagubiony? Ciekawy? Sam nie byłem pewien. Ostatecznie zdecydowałem się potraktować te słowa jako podanie ręki ze strony najlepszej przyjaciółki. Nic dziwnego, ani sugestywnego... Chyba. Chrząknąłem cicho i w końcu odpowiedziałem, dalej badając ekspresję jej twarzy.
        - Obawiam się, że dyrekcja nie spojrzałaby przychylnym okiem na takie rozwiązanie. Jeśli jednak  sytuacja będzie krytyczna, możemy... Mogę faktycznie poszukiwać skrajnych rozwiązań. I rzeczywiście... Najlepiej będzie, jeśli coś zjemy.
        Odsunąłem książki na bok, żeby uniknąć ubrudzenia ich i sięgnąłem po widelce, starannie zawinięte w chusteczkę. Podałem jeden z nich Amandzie i otworzyłem pudełko. Sałatka ziemniaczana. Proste i pożywne. Idealne na wieczorne przesiadywanie w bibliotece.

Ostatnio zmieniony przez Berrine (22-08-2019 o 14h09)


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#59 27-08-2019 o 01h10

Straż Obsydianu
Morenn
Akolita Jednorożców
Morenn
...
Wiadomości: 377

_____________________https://fontmeme.com/permalink/190723/0ec9dd0f089330135e4e79bc13b61a4f.png


          Dobry humor mnie nie opuszczał ani na chwilę. Zresztą nie było w tym niczego dziwnego, moim zdaniem - sam byłem świadkiem, jak lecąca w moją stronę kanapka ot tak zmieniła tor lotu! Wszystko dzisiaj szło po mojej myśli, co z całą pewnością nie było normalne i dlatego było takie cudowne i ekscytujące. Nałożyłen sobie pełen talerz i usiadłem naprzeciw Charlotte, która już zabierała się za swój posiłek. Cały czas zastanawiałem się nad odpowiedzią na postanowioną przez nią tezę. Sęk w tym, że owszem - mógłbym opowiedzieć jej mnóstwo, ale należałem zdecydowanie do osób, które nie miały pojęcia jak mówić o rzeczach, które kochają.
- Opowiem ci, ile będziesz chciała. Tylko trzymaj kciuki za to czyste niebo. - powiedziałem mało konkretnie, może nawet tajemniczo? Czy ja właśnie z nią flirtowałem? Chyba nie. Nie miałem pojęcia. Chyba jeszcze nigdy nie rozmawiałem z dziewczyną spoza własnej rodziny tak długo. - Jak dobrze pójdzie, to może też będę mógł się czegoś od ciebie dowiedzieć. Próbowałem już odczytywać przyszłość z gwiazd, ale na razie niezbyt mi to wychodzi. Chociaż raz przewidziałem barszcz na obiad. Niesmaczny.
Nabrałem na widelec trochę kurczaka, myśląc o wszystkich tych dziwnych przepowiedniach, jakie wychodziły mi z układu ciał niebieskich na niebie. Spisywałem skrupulatnie te głupoty, a jeśli któraś się sprawdzała - byłem z siebie nieprawdopodobnie dumny. Chociaż chyba powinienem zostać przy obserwacji. Będę musiał na wieczór wyciągnąć jakieś porządne mapy i mieć nadzieję, że nie zanudzę pierwszej dziewczyny, która zgodziła się gdzieś ze mną pójść, na śmierć. Nie miałem pojęcia, jak się organizuje podobne... wyjścia. Tyle co z jakichś opowieści. Byłem głodny, więc w okamgnieniu pożarłem swoją porcję.
- Ubierz się ciepło, Charlotte. - podpowiedziałem jeszcze, dopijając swoją herbatę. Po chwili zacząłem znowu myśleć nad tym, czy powinienem jej to sugerować. Gdyby marzła, powinienem jej oddać swoją bluzę. Ludzie tak robią. To znaczy, normalni. Wziąłem wielki łyk ze szklanki, by ukryć zakłopotanie.


https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746762542252083/morenn1.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746780116647990/morenn2.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746808084135965/morenn3.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746830158888980/morenn4.gif

Offline

#60 27-08-2019 o 13h04

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 366

__________________________Ayame Nakane
   Śmiała przyznać, że przyjemnie obserwowało się tę dwójkę, którzy ściskali się na tyle mocno, że Nakane momentami zastanawiała się, czy zaraz oni nie zaduszą się z tego szczęścia. Zdobyła się nawet na cichy chichot, który prędko ucichł, w momencie, gdy oczom Ayame ukazała się drastyczna scenka. Przyjaciel Maghnusa pacnął go w łeb, naprawdę. Nie żartowała w tej chwili, a jej ogromne ślepia nie płatały żadnych figli. Nie potrafiła jednak w to uwierzyć. Może nie lubili się tak bardzo? Brunetka przyłapała się na tym, że zbyt długo wlepia swoje oczy w ich sylwetki. Zakłopotana uciekła wzrokiem w przeciwnym kierunku, zatrzymując go na ogłoszeniach, ulotkach i innych bzdetach, aby to trochę poudawać, że jakaś tam treść ją zainteresowała i z "zapałem" ją czyta. Niestety, ale nie potrafiła się powstrzymać, i kątem oka zerkała na Maghnusa i jego przyjaciela. Może myliła się? Ale wtem do jej uszu dotarło zdanie, które nie zostało skierowane do żadnej stąd osób, tylko do jakiejś "Eu". Faktycznie, usłyszała wcześniej obcy oraz kobiecy głos, ale nie przywiązała do niego jakiejkolwiek uwagi. A teraz jak on wspomniał o niejakiej "Eu", to puzzle tejże układanki zaczęły powoli się łączyć.
   Wróciła swym wzrokiem na mężczyznę, który parę sekund później, zadał jej pytanie, w kwestii zdrobnienia jej imienia. Zamrugała kilkukrotnie i nim zdołała zareagować, to chłopak przedstawił się jako Lucius. Lucius Moore. I potem przedstawił również tę kobietę, która "zapożyczyła" jego ręki, dzięki czemu uderzyła Maghnusa w głowę. Ayame nie zaprzeczyłaby, że była lekko zaskoczona i oniemiała. Czyżby Lucius miał wyimaginowaną przyjaciółkę, z którą sobie ot tak rozmawia? Albo może ona... była duchem... w nim? Co? Dłuższe rozmyślanie na ten temat prowadziło ją donikąd, a do tego na dokładkę kompletnie traciła głowę i wszelkie zmysły, gdy rozwodziła się nad tą sprawą. Nakane nie była detektywem i nie powinna tworzyć własnych teorii. Byłoby lepiej, jakby podpytała. Wtedy poznałaby prawdę, a nie tak jak teraz - tworzy sobie jakieś dziwne historyjki, które doszczętnie rozbrajają jej mózg na łopatki. Pokręciła głową, by skutecznie odgonić te wszystkie myśli, które zaprzątały jej cenny umysł, po czym posłała Luciusowi serdeczny uśmiech.
   - Miło mi was poznać. - oznajmiła w końcu spokojnym tonem głosu, chociaż miała wrażenie, że słowo "was" bardzo dziwnie zabrzmiało z jej ust. Całe szczęście, że to było po prostu głupie i mylne wrażenie, bo w rzeczywistości wypowiedziała je całkiem naturalnie. - Ach, wracając do twojego wcześniejszego pytania, to nie martw się, nie obrażę się, gdy będziesz zwracać się do mnie Aya. - dodała z uśmiechem na ustach.
   Euphenia... imię te wręcz huczało w jej głowie. Czyżby faktycznie uśmiechnęła się, gdy przedstawiła się Nakane? W sumie to była całkiem ciekawa jej uśmiechu i tego jak wygląda. Może kiedyś podpyta oto Luciusa albo samą Euphenie.
   Powróciła wzrokiem na Jacquesa, który rozgadał się na temat tego, czego dokładnie potrzebuje w tym swoim malutkim projekcie, który nie brzmiał na te z bezpieczniejszych. Brunetka w zamyśleniu złapała się za podbródek, wytężając swoje wszystkie komórki, chcąc jednocześnie sobie przypomnieć, czy zna kogoś, kto posiada chociaż jedną z tych zdolności, które wymienił Jacques. Po paru sekundach, jakby dostała olśnienia; żaróweczka rozświetliła zaciemniony umysł, a ta wyraźnie rozpromieniła się, gdy zdała sobie sprawę z tego, że jest osoba, którą kojarzy i która posiada jedną z wcześniej wspomnianych umiejętności.
   - Jak dobrze pamiętam, to Connor... Carlos.. nie, nie tak on miał na imię, chwileczkę... - przeniosła dłoń z podbródka na policzek; mocno go ściskając. Jej wzrok wyraźnie dawał do zrozumienia, że jest kompletnie skupiona na swoich myślach. - Ach, no tak! On miał na imię Cornelius! Cornelius Vaughn. - oznajmiła uradowana, po czym mina jej zrzędła. - Nie znam go zbytnio, ale wiem, że lubi "zabijać" swym wzrokiem osoby, które mu najwyraźniej nie podeszły. - dodała niemalże od razu do swojej wcześniejszej wypowiedzi.
   - I jak dobrze pamiętam, to on posiada magię pogody.
   Postanowiła, iż nie skomentuje tego, co ona uważa na temat żywej ofiary i niesprawdzonego, latającego fotelu. Takie niebezpieczeństwo nie wchodziło w grę i mimowolnie, Ayame, zmrużyła oczy i posłała dosyć groźne spojrzenie Jacquesowi, aby wyrzucił z swej głowy, tenże durny pomysł poszukiwania ochotnika do jego eksperymentu.
   Przeróżne wymiany zdań docierały do jej uszu, lecz Nakane postanowiła jakoś bardzo nie angażować się w te wszystkie konwersacje, bo po pierwsze zdołałaby się pogubić z odpowiedziami, a po drugie, jakoś nie lubiła roztrajać swojego umysłu i w jednej sekundzie wiedzieć, co powinna danej osobie odpowiedzieć. Westchnęła ociężale, gdy zauważyła, że Jacques próbuje wymigać się od wyjścia na miasto. Zagroziła mu, że jeśli spróbuje, w którymś momencie czmychnąć, gdy oni nie będą patrzeć, to zapamięta ją do końca swego życia. A miała na myśli to, co powiedział Maghnus, czyli piekielnie będą go boleć bębenki uszne, przez jakieś parę tygodni do miesiąca. Uśmiechnęła się niewinnie, jakby nie wymyśliła żadnego, demonicznego planu, w razie jakichkolwiek protestów.
   Lucius znalawszy to, czego szukał, oznajmił, że można już wyruszyć w podróż do miasteczka. Ayame wyciągnęła rękę ku górze; w geście zwycięstwa i miała już wybiegnąć z pomieszczenia, aby przywdziać rolę dzisiejszego przewodnika, lecz zostało jej to uniemożliwione przez Maghnusa, czego absolutnie się nie spodziewała, że on weźmie ją pod rękę. Oczywiście, nie była ona wyjątkiem, bo Luciusa również wziął pod rękę, aczkolwiek wciąż odczuwała lekkie zaskoczenie, które było zmieszane z radością. Uśmiechnęła się niczym radośnie promieniujące słońce, po czym odwróciła się i wolną ręką machnęła do Jacquesa, ponaglając go, by ten nie został zbytnio w tyle. No i też dlatego, by nie uciekł od nich, ale to już nie musiało być wiadomym faktem. Wystarczyło, że Ayame o tym wiedziała.
   I wtem wyruszyli z pomieszczenia, gdzie znajdowały się ogłoszenia i ruszyli korytarzem, niczym szczęśliwa rodzinka - haha, chciałoby się. W rzeczywistości nie zdołali postawić więcej niż dziesięć kroków, gdyż przed ich stopami runął jakiś chłopak, który dopiero co wyszedł spod prysznica. Wyglądało na to, że Jacques zna tegoż osobnika, jednakże Nakane pierwszy raz go widziała na oczy. Kolejna obca osoba dzisiejszego dnia!
   - Wyglądasz jakbyś wziął kąpiel w ciuchach. - oznajmiła żartobliwym głosem. - Albo jakbyś padł z wrażenia na nasz widok. - uśmiechnęła się.
   Spojrzała kątem oka na Maghnusa, który oznajmił, że Lucius, to jego mąż, a ona, to, to, to, co? Czy właśnie Larkin powiedział, że brunetka jest jego żoną? A Jacques jest dziadkiem... Och, czy to była faktycznie zabawa w rodzinkę? Poczuła jednak, jak jej policzki powoli zaczęły ją szczypać. Wlepiała swój wzrok w podłogę, po czym prędko szczypnęła się w policzek, aby powstrzymać nagłą falę tegoż uczucia, które sprawiało, że jej umysł wręcz wiał pustką i oniemieniem. Ayame uśmiechnęła się głupio i ustawiając sobie jakąś grę, wyciągnęła rękę ku leżącemu mężczyźnie.
   - Tak jak Maghnus powiedział, tak i ja powiem: chodź z nami, to również się załapiesz na wspólny obiadek. - zabrzmiało to raczej jak rozkaz, niżeli jak propozycja, ale zignorowała ten fakt, bo i tak najważniejszym było to, że "zaprasza" kolejną osobę w ich skromne, rodzinne progi, nieprawdaż?


https://i.imgur.com/9WX7JUV.gif

Offline

#61 29-08-2019 o 14h59

Straż Obsydianu
Morenn
Akolita Jednorożców
Morenn
...
Wiadomości: 377

___________https://fontmeme.com/permalink/190704/c89d4d5ea2b2197a6c790510fbe2c040.png


   
       Siedziałam wpatrzona w posiłek jak w jakieś wybawienie, czując wciąż na siebie wzrok Axela. Czemu tak mi się przyglądał? Nasza relacja nigdy nie była w żaden sposób... dwuznaczna. Lubiłam to, co nas łączyło. Ale czułam też pewną niezręczność, jaką wywołała moja nieprzemyślana uwaga. Nie byłam pewna, co to oznaczało, natomiast świadoma byłam aż za dobrze, że dyrekcja nie podzieliłaby mojego zdania w kwestii udzielenia azylu Axelowi.
- Jakkolwiek by nie było, możesz na mnie liczyć. W razie czego, pomogę ukryć zwłoki. - konspiracyjnie ściszyłam głos i nachyliłam się nieco w jego stronę, mając nadzieję, że żart chociaż trochę poprawi mu humor. Starałam się przy tym zachować całkowicie poważny wyraz twarzy, jak przystało na spiskowca z prawdziwego zdarzenia, którym w tym momencie byłam.
Wiedziałam, że mój przyjaciel sam doskonale sobie poradzi, ale mimo wszystko... Cóż, z egoistycznego punktu widzenia, nie lubiłam widzieć go w takim stanie. Czuć, że ta idealna równowaga została zachwiana.
Myślałam o tym kończąc swój posiłek i wycierając usta chusteczką. W następnej kolejności sięgnęłam po zeszyt i odnalazłam stronę, gdzie skrupulatnie zapisałam wszystkie zagadnienia, które chciałam dzisiaj omówić z Axelem. Było ich trochę, no dobrze, było tego mnóstwo, ale wiedziałam, że go to nie odstraszy. Egzaminy zbliżały się wielkimi krokami i zamierzałam być do nich jak najlepiej przygotowana. Nie byłam jakąś wybitną uczennicą, lekcje nie wchodziły mi do głowy same z siebie, ot tak, na pstryknięcie palcami. Moja jedyna przewaga polegała na tym, że nie byłam leniwa i starałam się wykorzystać swój czas, by przyswoić jak najwięcej wiedzy. Dobrze zdane egzaminy były furtką do przyszłości, której dla siebie chciałam i tylko przykładając się do nauki, zwłaszcza do przedmiotów, które najgorzej mi szły, mogłam to osiągnąć.
- Jeśli ci to nie przeszkadza, chciałam zacząć od historii magii. Widzisz, mam tutaj do przeanalizowania kilka okresów historycznych, jednak odkryłam pewną nieścisłość, zaraz ją znajdę... - mruknęłam, już kartkując podręcznik, gdy nagle poczułam coś dziwnego. Drgnęłam, bo uczucie obecności przy moim nadgarstku nasiliło się, a w miejscu, gdzie przed sekundą była tylko moja dłoń, pojawiło się znikąd coś jeszcze i przybrało formę niewielkiego wróbla, który podskakując pociesznie nerwowymi ruchami przekręcał łebek, przyglądając mi się badawczo. Połyskiwał fioletowym światłem. Odruchowo cofnęłam dłoń mając nadzieję, że mnie zostawi, ale on nigdzie się nie wybierał. Starałam się na niego nie patrzeć i osłoniłam się włosami, zerkając na Axela. Nigdy nie zdarzyło mi się, by któreś z nich nawiedziło mnie w czyjejś obecności, zawsze byłam sama, kiedy przychodziły. To oznaczało, że za chwilę się dowiem czy tylko ja je widzę... Miałam nadzieję, że moja dłoń nie drży, bo wewnętrznie czułam pożerające mnie nerwy. Nie chciałam, by zauważył, co się ze mną dzieje. Do tej pory nigdy mu o nich nie wspominałam, pamiętałam zresztą, że Ayame zareagowała raczej nieciekawie, co nie zachęcało mnie do zwierzeń. Co innego Charlotte, a co innego racjonalny i chłodny Axel. Musiałam zblednąć, bo czułam, że skóra mojej twarzy jest wyraźnie chłodniejsza.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (10-10-2019 o 14h42)


https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746762542252083/morenn1.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746780116647990/morenn2.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746808084135965/morenn3.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746830158888980/morenn4.gif

Offline

#62 07-09-2019 o 22h06

Straż Absyntu
Ardentia
Straż na szkoleniu
Ardentia
...
Wiadomości: 219

--------------------------https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8b2-b3ff2a1d-9582-429d-9b80-7d16709dd21a.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhiMi1iM2ZmMmExZC05NTgyLTQyOWQtOWI4MC03ZDE2NzA5ZGQyMWEucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.6NNAbKUwdNa2z02AVlRO93hhWf1GmcZq_-93oKFVX7w
          Zasiadłam do jedzenia. Gdy do moich nozdrzy dotarł jego zapach i poczułam skurcz żołądka, zdałam sobie sprawę, jak głodna byłam. Nie jadłam nic od ładnych paru godzin. Do tej pory miałam głowę zajętą innymi myślami, ale teraz w końcu do głosu doszły te najbardziej podstawowe potrzeby, więc czym prędzej chwyciłam sztućce i zabrałam się do jedzenia.
         Przełknęłam kęs i, lekko się uśmiechając, pokazałam Wellsowi uniesione kciuki na jego uwagę o czystym niebie. To będzie kolejny mały test dla amuletu szczęścia – nie, żebym sama chociaż na chwilę przestała wierzyć w jego skuteczność, ale gdyby akurat zawiódł… Może i nie byłam za dobra w czytaniu między wierszami czy odgadywaniu skrywanych emocji, ale nawet dla mnie sytuacja była klarowna: Wellsowi pech naprawdę dał w kość. Nie był tak pewien siebie jak niektóre osoby, które znałam czy nawet ja sama. I właśnie to sprawiało, że nie chciałam zawieść tego poznanego niedawno chłopaka. Radość, którą okazał po dostaniu amuletu, była zbyt szczera, by miała zostać wymazana przez jakieś głupstwo.
- To zawsze coś – stwierdziłam z lekkim rozbawieniem po wysłuchaniu anegdotki o niesmacznym barszczu. – Sama wiem, jak to jest. Jasne, praktyka czyni mistrza i czasami udaje mi się coś przewidzieć, ale niestety różnie z tym bywa. Prawdę mówiąc, wolałabym mieć trochę inną specjalizację. Przepowiadanie przyszłości, chronokineza, porozumiewanie się z duchami… Ale nie narzekam, kontrolowanie wiatru jest całkiem praktyczne. Taki substytut telekinezy i niezłe rozwiązanie, gdy chcę się kogoś szybko… powiedziałabym, że w lot… pozbyć. Gorzej, kiedy robię to przez przypadek.
            Kontynuowałam posiłek, z satysfakcją czując, że poczucie głodu mija. Milczałam, a przynajmniej do czasu, gdy Wells znowu się odezwał. Traktując jego słowa jako przyjacielską radę, z uśmiechem kiwnęłam głową.
- Będę pamiętać, w końcu noce robią się chłodne. Ty też na siebie uważaj, bo nie jestem pewna, czy mam coś na przeziębienie – spróbowałam zażartować. Wypiłam łyk napoju.
          Zachorowanie, gdy wisiało nad nami widmo zbliżających się powoli egzaminów, to ostatnie czego chciałam. Do orła było mi daleko, nie dorównywałam Axelowi czy Amandzie… Znaczy, gdybym się uparła, to być może radziłabym sobie tak jak oni, ale po co uczyć się czegoś, co mnie nie interesuje i nie przyda mi się w życiu? Nie widziałam w tym celu, nie mniej wypadałoby wszystko zdać na tyle dobrze, by nikt się do mnie nie przyczepił i przyłożyć się do tych kilku ważnych dla mnie przedmiotów. Ale to później. Teraz jeszcze nie musiałam o tym myśleć.

Ostatnio zmieniony przez Ardentia (02-10-2019 o 18h58)


https://zapodaj.net/images/42e8b6dbf894f.gif
#prayforKyotoAnimation

Offline

#63 12-09-2019 o 11h24

Straż Obsydianu
Morenn
Akolita Jednorożców
Morenn
...
Wiadomości: 377

_____________________https://fontmeme.com/permalink/190723/0ec9dd0f089330135e4e79bc13b61a4f.png


          Charlotte powoli kończyła swój posiłek, a ja słuchałem jej słów i zaczynałem układać sobie w głowie plan działania. Wcześniej przeszło mi nawet przez myśl by odwołać to nieoczekiwane spotkanie, żeby się nie rozczarowała, ale ostatecznie zarzuciłem ten pomysł. Miałem się spotkać z dziewczyną i musiałem stanąć na wysokości zadania, tym bardziej że miałem mój szczęśliwy kamień. W roztargnieniu musnąłem lekko palcami rzemyk bransoletki i z rozgrzanym od temperatury ciała ametystem. Może i byłem niezręczny jeśli przychodziło do bliższych relacji, zwłaszcza z płcią przeciwną, ale czułem że wszystko się teraz zmieni, jak układ gwiazd na niebie między zimą a latem.
- Ja jeszcze nie jestem pewien specjalizacji, ale się domyślam. Będziesz się śmiać. - uprzedziłem, myśląc o mokrym rękawie bluzy i parasolu - Magia związana z wodą dobrze mi wychodzi, ale z katalizatorem nie trafiłem najlepiej. - zamilkłem, zanim palnąłem, że nienajlepiej to ja trafiłem z tym, że w ogóle się urodziłem. Dziecko pecha. Ponury żart losu. - Jestem na niego uczulony. - wyjaśniłem, nie zagłębiając się w szczegóły.
Przelotnie zerknąłem na wiszący w jadalni wielki zegar i dokonałem w głowie pospiesznych obliczeń. Jeśli chciałem zdążyć z przygotowaniem wieczoru, nie miałem dużo czasu. Musiałem wziąć się do roboty.
- Wybacz mi, ale będę musiał już lecieć. Jeszcze raz dziękuję za pomoc. I do zobaczenia o dziewiętnastej? - to ostatnie zdanie miało być stwierdzeniem, nie pytaniem, ale źle je zaintonowałem, przez co tak głupio zabrzmiało. Odchodząc od stołu zgarnąłem swoje rzeczy, machnąłem jeszcze dziewczynie na pożegnanie i wyszedłem ze stołówki.
Miałem w głowie już jako taki plan działania, ale nie był precyzyjny. Po pierwsze, nie miałem pojęcia, w co się ubrać i tę kwestię chciałem załatwić w pierwszej kolejności - upewnić się, że mam w ogóle jakieś normalne, czyste ciuchy. Podczas siedzenia na dachu miałem w nosie, co akurat mam na sobie i najczęściej były to po prostu dresy, no ale przecież nie pójdę w nich na spotkanie z Charlotte.
A więc ciuchy, potem sala od astronomii, gdzie powinny być jakieś porządne mapy nieba, bo te z których korzystałem na co dzień się nie nadawały - były po pierwsze zużyte, po drugie odręcznie kopiowane i paskudnie niechlujne, a po trzecie kompletnie nieczytelne dla kogoś, kto nie był mną - a to przez masę dopisków, notatek i koślawych szkiców, od których się na nich roiło. Jeśli wezmę mój notes z notatkami, to w zupełności wystarczy. Bazgroły są zbędne. Miałem nadzieję, że pan Dods, nauczyciel astronomii, nie zaczął jeszcze weekendu i sala będzie otwarta. Jeśli nie, miałem awaryjny plan - bibliotekę. A potem wymyślę coś do przekąszenia i pójdę się odświeżyć. Powinienem zdążyć.
W pierwszej kolejności udałem się do pokoju. Charliego nigdzie nie było, ale przypomniałem sobie, że przecież widziałem go na korytarzu. Przejrzałem szafę i wygrzebałem z dna jakąś koszulę w biało - błękitną kratę. Była trochę za ciasna, ale jeśli jej nie zapnę i pod spód włożę podkoszulek, powinno być dobrze. Spodnie wezmę te, co mam na sobie. Chyba nie będzie najgorzej. Do torby spakowałem notatnik, żeby na pewno go nie zapomnieć. Wychodząc, zostawiłem Charliemu karteczkę na stoliku, że nie będzie mnie całą noc, na wypadek gdybyśmy mieli już na siebie nie wpaść - nie spodziewałem się, że Charlotte tyle ze mną wysiedzi, ale ja planowałem wykorzystać czas i zostać tam do rana. Potem obrałem kurs na położoną na najwyższym piętrze szkoły salę astronomiczną.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (14-09-2019 o 10h51)


https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746762542252083/morenn1.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746780116647990/morenn2.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746808084135965/morenn3.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/608746830158888980/morenn4.gif

Offline

#64 04-10-2019 o 19h03

Straż Absyntu
Ardentia
Straż na szkoleniu
Ardentia
...
Wiadomości: 219

--------------------------https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8b2-b3ff2a1d-9582-429d-9b80-7d16709dd21a.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhiMi1iM2ZmMmExZC05NTgyLTQyOWQtOWI4MC03ZDE2NzA5ZGQyMWEucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.6NNAbKUwdNa2z02AVlRO93hhWf1GmcZq_-93oKFVX7w
          Nie mogłam się powstrzymać: uśmiechnęłam się.
- To faktycznie kiepsko – przyznałam z typową dla siebie szczerością. – Ale twoja specjalizacja jest przynajmniej uniwersalna, znam takich, którzy trafili gorzej – dodałam. Mimo że mogło to brzmieć jak pocieszenie – i faktycznie po części nim było – to przede wszystkim wyrażałam swoją opinię.
    Nadal trudno mi było sobie wyobrazić, jak wielki musiał być pech chłopaka. Może tak wielki, że aż przysłaniał mu jego pozytywy? Nie wiedziałam. Nie znałam go długo, a i psycholog był ostatnim zawodem, do ko którego się nadawałam. Dlatego ledwo pojawiły się w mojej głowie myśli o uważaniu na słowa, a już je z niej wyrzuciłam, decydując się na rozmawianie z chłopakiem tak, jakby kłopot z niezwykle dokuczliwym pechem wcale nie istniał.
- Jasne. Do zobaczenia! – rzuciłam do oddalającego się Wellsa.
    Spokojnie dokończyłam posiłek, wstałam, zaniosłam naczynia i ruszyłam w stronę swojego pokoju. Czas mijał mi dzisiaj niezwykle szybko, ale nawet to nie sprawiło, bym przyspieszyła kroku. Czas to rzecz względna, prawda? Czyli jeśli uważałam, że mam go dużo, to tak naprawdę było, czyż nie?
          Nie było. Ale nikt nie mógł mi zabronić myśleć w ten sposób.
          Musiałam wyjąć coś ciepłego, żeby nie zmarznąć, może przydałby się notatnik albo jakieś źródło światła? Ach, jeszcze mandragora dla Jacquesa! Nie cierpiałam być niesłowna, więc najwyższy czas otworzyć szafkę wypełnioną donicami, słojami i pudłami i dostarczyć to, co obiecałam. A potem pójść na spotkanie z Wellsem.


https://zapodaj.net/images/42e8b6dbf894f.gif
#prayforKyotoAnimation

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3