Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2

#1 03-07-2019 o 19h21

Straż Absyntu
Ilian
Przyjaciółka Jamona
Ilian
...
Wiadomości: 14 442

U N I W E R S Y T E T  M A M U C I

https://s6.ifotos.pl/img/mamutypng_qsnwsna.png


______________________________________________________Wiedeń,  7 lipca 1914 roku   

                 Najdroższa Amando,
    Jak możesz się domyślać, dotarły już do nas straszliwe wieści o zamachu na życie następcy cesarza – Franciszka Ferdynanda. Jesteśmy głęboko zrozpaczeni tym co się stało i wiemy jakie będą konsekwencje tego wydarzenia. Kocioł bałkański już od dawna wrze, a ten zamach wywoła wojnę. Może nie jedną, może wiele, ale ten wiek naznaczy się tylko wojną. Jestem tego pewien Amando. Wymrzemy – wampiry i czarownice.
    Pamiętasz jak w 1776 spotkaliśmy się z Louisem? Mówił, że nawiązał kontakt z siedmioma klanami wilkołaków i arystokracją wampirów skandynawskich i słowiańskich. Pamiętasz jak opowiadał, że będą negocjować z Carycą warunki wygnania? Pamiętasz jak przekonywał sabat, by udał się z nimi do Petersburgu? Pamiętasz jak przekonywał nas, że to jedyna szansa na przeżycie dla nas?
    Myślałem, że o ty zapomnę. Sam mówiłem mu, że Katarzyna ich wszystkich zabije. Byłem zdziwiony, kiedy dotarły do mnie wieści, że otworzył uniwersytet w Catherbourg. Nadal byłem przekonany, że to miasto szybko upadnie. Cały wiek uważnie obserwowałem jak jego dzieło się rozrasta. Jak z więzienia na Syberii robi azyl. Kiedy naszych co raz częściej mordowano, ja co raz częściej przyłapywałem się na myśli, że żałuję, że nie poszedłem za nim.
    Teraz nie ma dla nas ratunku. Czarownice nawet się nie ratują, większość z nich spaliła swoje sabaty. My tego nie przetrwamy Amando. Nie ma dla nas ratunku. Wymrzemy. Minęło już kilka dni od zamachu. Cały dwór wrze. Moi przyjaciele mówią, że nie tylko Wiedeń jest niespokojny. Wszędzie jest niespokojnie. Ja to wiem. Wiem, że nie będzie lepiej. Za chwilę nastąpi Wielka Wojna i przeklnie ona ten wiek.
    Mogliśmy się udać do Catherbourg. Mogliśmy wieść nudne życie wykładowców na Uniwersytecie Mamucim. Ale wiesz, jak byłoby nam przyjemnie?

_______________________________________________________________Twój najdroższy,
___________________________________________________________________Phelipe



    Jest rok 2007. Przez świat przetoczyła się Wielka Wojna. Jej początek uważa się za 28 czerwca 1914 roku. Nikt nie ogłosił jej końca, nikomu nie udało się jej opisać. Wyniszczyła ona kulturę i cywilizację. Czasy są straszne, ale w tym wszystkim jest Miasto Wiecznego Pokoju i najlepszy uniwersytet na świecie – Uniwersytet Mamuci.
    Dawne Catherbourg, a obecne Særhetbourgh jest jedynym miastem, które ominęła wojna. Tylko w nim żyją wampiry i wilkołaki – reszta wymarła podczas Wielkiej Wojny. Tworzą one swój azyl, który skupia się wokół Uniwersytetu Mamuciego, najlepszej uczelni wyższej, słynącej ze swojego wydziału przyrodniczego.
    Jesteś szczęśliwcem, któremu udało się tam dostać. W jednej dłoni masz walizkę, w drugiej bilet kolei transsyberyjskiej, a już wkrótce zostaniesz prawdziwym studentem.


o  c o  c h o d z i ?


     Wcielamy się w studentów - zwykłych ludzi, którzy udają się do najbardziej niezwykłego miejsca na Ziemii - nie tylko dlatego, że jest to uniwersytet, a samo studenckie życie jest po prostu dzikie. Waszymi wykładowcami będą stare wampiry, a gdy będziecie uciekać na schadzki do lasu możecie spokać najprawdziwsze driady! Podczas zajęć terenowych na plaży możecie usłyszeć niezwykły śpiew selkie - kobiet-fok! Oczywiście, będziecie też zrzędzić, że stary wilkołak znowu wam ukradł cały alkohol na imprezę w akademiku i nici z balowania do rana.



r e g u l a m i n


1.    Wymagam discorda. Cały opis uniwersum jest na serwerze – bo jest to stworzone przeze mnie całe uniwersum, które jest całkiem rozbudowane. Nim zostaniesz oficjalnie wpisany na listę piszących tam wyżej, chciałbym, żebyś mi wprost napisał, że ogarniasz to co stworzyłam i dasz radę w tym pisać. Będę odpowiadać na wszystkie pytania, a mam nadzieję, że wspólnie dopracujemy to co stworzyłam.
2.    Chciałabym, żeby opowiadanie skupiało się głównie wokół studenckiego życia zwykłych ludzi na niezwykłym uniwersytecie.  Dostaniecie od czasu do czasu jakieś zadanie do wykonania, czasem będę udawała mistrza gry i wprowadzała nowe wydarzenia – jestem chętna na wszelkie propozycje.
3.    Jeśli chodzi o postacie – będą to głównie Europejczycy. Chciałabym, żeby pochodzili z różnych krajów. Jeśli, by ktoś chciał jest miejsce na jedną postać z Azji. Jest też kilka innych opcji, które można ogarnąć i się na nie zgodzę, jak ktoś sam do nich dojdzie. Ponadto chciałabym dodać, że opowiadanie mimo roku 2007, będzie miało klimat końcówki ubiegłego wieku – kobiety mają mniejszą rolę od mężczyzn, a homoseksualizm nie jest powszechnie akceptowany. U wampirów będzie wyglądać to inaczej, ale my nie gramy wampirami.
4.    Zgłoszenia przyjmuję w wiadomościach prywatnych! Jeszcze nie wiem jak szybko wystartujemy, ale myślę, że karty postaci (wygląd realny) powinny być gotowe 48 godzin po zgłoszeniu się ostatniej osoby. Wtedy
5.    OG to  p o w a ż n y  b i z n e s.  Tak naprawdę to nie, ale chciałabym, żebyśmy byli dojrzali i pisali w podobnym rytmie i nie psuli sobie nawzajem zabawy. O wszystkim co nam się nie podoba, co można zmienić etc. piszmy otwarcie. Kulturalna dyskusja yas, kłótnie nay.



s t u d e n c i
Ilian       - Nilo Kalevi
Hidney      - Irieen Crawford
Lexi        - Viviane Lacroix
devBelial   - Gilbert Schrödinger
Rosker      - Viktor RUmianof *
Eowyn       - Asmund Mikkel Bakker
Asame       - Daniel Sørensen
sladka      - Alida Nagy
Airi        - Leslie O'Shea


z a p r a s z a m !

Ostatnio zmieniony przez Ilian (08-09-2019 o 08h45)


https://66.media.tumblr.com/3b4f366a73e57927d6a9c6c505a0d477/tumblr_pb1m6nV9dB1vzy4yxo9_400.gifv https://66.media.tumblr.com/22af86515c0ca3ba6fc26799c30960b8/tumblr_pb1m6nV9dB1vzy4yxo10_400.gifv

Offline

#2 08-07-2019 o 00h33

Straż Lśniąca
Lexi
Nemesis
Lexi
...
Wiadomości: 4 909


https://1.bp.blogspot.com/-JgJqPfgmWF4/XSJyY09fQaI/AAAAAAAADeA/PhFtRDvgdX0LJDjPJI0U_fufY3UVE9uQACLcBGAs/s400/kp.png

VIVIANE SOPHIE LACROIX  urodzona w 1988 roku  w miejscowości Lille we  FRANCJI
zwana ANN     19 lat    02.01    koziorożec   od  urodzenia  stale zamieszkała    w    Lille
kobieta heteroseksualna  NAJMŁODSZA z rodzeństwa   JEDYNA wśród trzech braci
studentka    na    wydziale   nauk    PRZYRODNICZYCH   zafascynowana  GEOGRAFIĄ
■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■
sto siedemdziesiąt dwa centymetry wzrostu            pięćdziesiąt siedem kilogramów
ŚREDNIEJ  DŁUGOŚCI   FIOLETOWE   WŁOSY       brązowe oczy       porcelanowa cera
praworęczna                                    STAŁA  kontuzja  stawu  łokciowego  w  lewej  ręce
■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■
PRÓBOWAŁA  zostać   stypendystką        finalnie  rodzina  ZAPŁACIŁA  za  jej  studia
od  dziecka  UWIELBIAŁA  poszerzać  swoją  wiedzę, dlatego  korzysta  ze  wszelkich
okazji, które  mogą  jej  na  to  pozwolić     równie  dużą  miłością obdarzyła  MUZYKĘ
TANIEC jest jej drugim kochankiem        zaraz po grze na skrzypcach, którą MUSIAŁA
ograniczyć            przez           dokuczającą           jej       kontuzję       lewego          łokcia
DOBRZE  czuje   się   w   towarzystwie,  które   również   docenia  muzykę   i   zabawę
nie  ma  dobrych  kontaktów  z  ojcem,  jednakże    nadrabia  to   przyjaźnią  z  matką
ON      nigdy      nie      lubił,  gdy    marnowała   czas    na    muzykę    i     przyjemności
jest niezwykle CZUŁA i niesamowicie KOCHA         jednakże na jej miłość i prawdziwą
przyjaźń   trzeba   zapracować,   ponieważ    Ann   wydaje    się    być    bardzo   UFNA
ale w rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie                        jest TOWARZYSKA dla tych
którzy wiedzą, jak się z nią obchodzić                         WYDAJE SIĘ być dumna i pyszna,
ze względu na jej postawę ciała, o którą cały czas dba
■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■
   
   
   

Ostatnio zmieniony przez Lexi (13-07-2019 o 21h55)



https://i.imgur.com/wpjKsal.gif

Offline

#3 09-07-2019 o 13h26

Straż Absyntu
Ilian
Przyjaciółka Jamona
Ilian
...
Wiadomości: 14 442

https://s6.ifotos.pl/img/sampo22pn_qsnqqsn.png https://s6.ifotos.pl/img/sampo2png_qsnqxhs.png
N I L O  K A L E V I___________________________________urodzony 23.12.1988 roku, jeszcze o s i e m n a s t o l a t e k
F I N _________________________pochodzi z małej, przygranicznej wioski, jednak większość życia mieszkał w Helsinkach
S T U D E N T______________pierwszego roku lingwistyki [specjalność: języki Dalekiego Wschodu] na Uniwersytecie Mamucim

wysoki – 1,87m wzrostu, a przy tym szczupły. ma całkiem jasną karnację, brązowe włosy i ciemne oczy.  z a w s z e  jest ubrany nie-
odpowiednio do pogody
– rozpięty płaszcz, wieczny brak rękawiczek, szalik zostawił w domu, a teraz już nikt mu tego nie wypomni.

jego rodzice umarli w walkach trwających przy granicy, kiedy miał 8 lat, jednak nim to się stało, został odesłany do ciotki w Helsin-
kach. miał szczęście być mądrym dzieckiem i dostawał się do najlepszych szkół dla bogatych dzieci jako stypendysta.    również na
Uniwersytecie Mamucim jest stypendystą
   –   został zwolniony ze wszelkich opłat,   a jego bogaty wujek obiecał go utrzymywać na
czas trwania studiów.          nie do końca zdaje sobie sprawę z tego jakie ma szczęście, jednak nawet bez tego poszedłby na studia.

W Ł Ó C Z Y K I J_____________________________ Nilo zawsze można spotkać albo wśród znajomych, albo w bibliotece
– jednak jeśli nie da się go tam znaleźć prawdopodobnie gdzieś poszedł.               czasem wystarczy, że nikt go nie przypilnuje, a wróci
dopiero po kilku godzinach, dniach, a czasem nawet tygodniach.       często sypiał pod gołym niebem albo w opuszczonych miejscach.


Ostatnio zmieniony przez Ilian (16-07-2019 o 17h48)


https://66.media.tumblr.com/3b4f366a73e57927d6a9c6c505a0d477/tumblr_pb1m6nV9dB1vzy4yxo9_400.gifv https://66.media.tumblr.com/22af86515c0ca3ba6fc26799c30960b8/tumblr_pb1m6nV9dB1vzy4yxo10_400.gifv

Offline

#4 10-07-2019 o 18h35

Straż Lśniąca
Hidney
Zbieg Okoliczności
Hidney
...
Wiadomości: 4 810

https://i.imgur.com/O5ke3Pa.png https://i.imgur.com/SgM7EAh.png https://i.imgur.com/3ylGwzY.png

Irieen Crawford, urodzona 3 stycznia 1987 roku w Londynie. Obecnie dwudziestoletnia studentka biologii kryminalnej na Uniwersytecie Mamucim. Wyjechała,
skuszona  renomą  placówki  i  chęcią  rozwinięcia skrzydeł  w karierze  biologa  kryminalnego. W swoim życiu postawiła na edukację - zresztą, będąc obciążona
kredytem,   który   musiała   zaciągnąć,   aby   móc opłacić czesne, jest w pełni  świadoma  faktu, iż  nie  pozostaje  jej  nic  innego, jak skupić się na nauce. Nosi
charakterystyczne,   druciane  okulary,   gdyż   posiada   sporą wadę wzroku. Ma średniej długości, blond włosy, które najczęściej związuje w warkocz lub luźny
kok  i  duże,  niebieskie   oczy.  Blady kolor jej skóry dobrze współgra z białym kitlem, który zwykła nosić na zajęciach praktycznych. Gdy się nad czymś głęboko
zastanawia,   pomiędzy   jej   brwiami   pojawia  się  charakterystyczna zmarszczka. Mówi z brytyjskim akcentem, zwykle dość szybko, ale bardzo wyraźnie, tak,
jakby  chciała  być  słyszalna  i  dobrze  zrozumiana.  Rzadko patrzy  swoim rozmówcom w oczy, często zdaje się być pogrążona we własnych myślach. Ma dość
nieprzyjazny  wyraz  twarzy,  zupełnie  tak,  jakby  oceniała  kogoś,  zanim w ogóle miała okazję wejść z nim w jakąkolwiek interakcję, co z kolei skutkuje tym, że
często wywiera złe pierwsze wrażenie. Jest dość zamknięta w sobie, rzadko sama od siebie dzieli się z innymi swoimi spostrzeżeniami na temat otaczającej ją rzeczywistości i dużo zachowuje  dla  siebie, jednak gdy już ktoś ją do tego nakłoni, to nie ma problemu z wyrażeniem swojego zdania. Czyni to zresztą w spo-
sób  pewny  i  przemyślany.  Jest  nieco zdystansowanym obserwatorem, często dość oschło podchodzącym do zawierania znajomości. Typ analityka i osoby,
przez której umysł nieustannie przewija się tysiąc różnych myśli.


https://i.imgur.com/mPH27gx.png https://i.imgur.com/mqMwe5A.png https://i.imgur.com/jzBVICK.png


https://66.media.tumblr.com/b84ae39861a7a91b3dc76c9c8563f2e5/tumblr_o4rvdxdLMa1uumqtpo4_r2_400.gifv https://66.media.tumblr.com/515cc4605e2a69edae468747ce83b28d/tumblr_o4rvdxdLMa1uumqtpo6_r1_400.gifv
„ W E     M A Y     N E V E R     K N O W ,     U T H E R .     I     I N T E N D     T O     L I V E     F O R E V E R . ”

Offline

#5 12-07-2019 o 19h52

Straż Absyntu
Rosker
Straż na szkoleniu
Rosker
...
Wiadomości: 212

https://i.imgur.com/dDK98so.png

Viktor Rumianov, dwudziestoletni student geologii na  Uniwersytecie Mamucim ze specjalizacją
w geochemii, mineralogii, petrologii i geologii złożowej. Urodzony siedemnastego stycznia 1987
roku w Jakucku, w  rodzinie, która  od  ćwierć  wieku zarządza  kopalnią diamentów położoną na
obrzeżach   miasta.   Od  dziecka  wraz   z   dwójką  starszego   rodzeństwa   przygotowywany  na
przejęcie  schedy   po   rodzicach  –  w  związku z tym  w  rodzinnym  domu  nigdy  nie zachęcano
chłopców  do  interesowania  się   jakimikolwiek   innymi  dziedzinami  nauki  niż  te  wiążące  się
bezpośrednio  z  górnictwem  i  geologią.  Codziennością  były   cotygodniowe  prywatne  zajęcia
dotyczące  historii  świata oraz Jakucji  –  oczywiście w obu przypadkach z naciskiem na geologię,
nauka  francuskiego  i  chińskiego  czy  wdrażanie  w  zarządzanie kopalnią.  Wszelką  niesubordy-
nację dzieci karano  na wymyślne sposoby, co ostatecznie doprowadziło do ich bezwarunkowego
posłuszeństwa   i   ślepej   wiary   w   ścieżkę   kariery  wyznaczoną  przez  państwo  Rumianovów.
Na  podatnym  na sugestie i skorym do podejmowania  wszelkich niemożliwych wyzwań  Viktorze
„nauki”  te  odbiły  się najmocniej  –  przejawiający  we  wczesnym dzieciństwie talenty  muzyczne
chłopiec  porzucił  je  na  dobre  na  rzecz ambitnych  marzeń  własnych  rodziców.  To również ich
marzenia  (oraz  pieniądze)  sprawiły,  że rozpoczął naukę na Uniwersytecie  Mamucim, podążając
szlakiem przetartym mu już przez starsze rodzeństwo.  Odcina  się jednak od kontaktów z nimi – i
z  każdym  innym  zresztą  też  –  by  samemu pracować  nad swoją reputacją. Nie przeszkadza mu
zachowywać   się   przy   tym   jak   hipokryta   i   nie  ukrywać,  że  to  dzięki  wysokiemu  statusowi
społecznemu  jest w stanie utrzymać się na  uczelni.  Posiada  ogromne mniemanie na swój temat;
z  góry  uznaje, że mało kto jest w stanie dorosnąć  mu  do pięt  –  co niekoniecznie ma odzwiercie-
dlenie w rzeczywistości, bo nie jest aż tak wybitnym studentem, jak mu się zdaje. Wszystko zawsze
musi mieć dopięte na ostatni guzik, więc żeby nic nie wyleciało mu z głowy, tworzy listy – zakupów,
planu dnia, etapów nauki, rozmowy – generalnie: wszystkiego,  czego się da. Maniakalnie stroni od
ludzi,   a   kiedy   już   musi   przebywać  w  towarzystwie,  stosunkowo   łatwo  zauważyć,  że  mimo
posiadanej  przez  niego  wiedzy na temat savoir-vivre’u, jest dość nietaktowny.

Ostatnio zmieniony przez Rosker (14-07-2019 o 00h16)


https://78.media.tumblr.com/7ca872cb20a0640fa519f4cfb029eaff/tumblr_p0ula6lvw11r73dymo3_400.gif https://78.media.tumblr.com/cf4e43d793d99eeaaea1d7fb1bed5666/tumblr_p0ula6lvw11r73dymo4_400.gif
e  v  e  r  y  t  h  i  n  g     i  s     c  o  n  n  e  c  t  e  d

Offline

#6 12-07-2019 o 19h59

Straż Obsydianu
Eowyn
Młody rekrut
Eowyn
...
Wiadomości: 24

https://66.media.tumblr.com/5e1e3b806fa067d8a305edbfacc3256a/tumblr_n30ik00cWy1tw0ffno2_250.gif https://i.pinimg.com/originals/11/9e/e1/119ee1a72b943bcd4f4dafe5ffbe26e7.gif
https://i.imgur.com/dBLjPsZ.png
Asmund Mikkel Bakker     dwudziestodwuletni Norweg     na kierunku chemii stosowanej i zarządzaniu chemikaliami
długo walczył, by dostać się na Uniwersytet Mamuci     wcześniej piekarz i podróżnik     wrodzona miłość do chemii i chemikaliów
w swojej rodzinnej wsi nazywany synem czarownicy, podczas gdy jego mama była zielarką     wysoki status społeczny z racji profesji ojca
za młodu uważany za dobrą partię i rozchwytywany, z czasem uznany za niestabilnego mąciwodę i obieżyświata
zwiedzał głównie sąsiednie państwa na miarę swoich możliwości, gdzie poszerzał swoje zainteresowanie alchemią
sądzi, że zamierzchła praktyka alchemii miała w sobie sporo prawdy i próbuje łączyć to z chemią
zna język fiński, norweski i w sposób komunikatywny posługuje się angielskim, jednak nie jest on jego ulubionym
nauczył się rozpoznawać lecznicze rośliny i sporządzać z nich podstawowe mikstury i maści, było mu to przydatne w podróży
potrafi gotować gulasz i potrawy z jednego garnka, zdarzało mu się spędzać noce pod namiotem
ekscentryczny, samozwańczy, przyjacielski, dusza towarzystwa, uparty, zawzięty, skłonny do walki o swoje zdanie

Ostatnio zmieniony przez Eowyn (13-07-2019 o 11h16)


https://i.pinimg.com/originals/41/d7/e3/41d7e3f2332623a754e236b1193ecf3c.gif

Offline

#7 12-07-2019 o 21h20

Straż Obsydianu
DevBelial
Oficer Straży
DevBelial
...
Wiadomości: 1 495

https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.15752-9/66765842_2295877364074601_2058790189630750720_n.png?_nc_cat=110&_nc_oc=AQkCSqC6RDf2YAlsPRyu5HOZ31rJerdIw6EsMFPhG787Z0JQTXWA0Ff1LV9czv7BTxQ&_nc_ht=scontent-waw1-1.xx&oh=f46f2b0cbb57447aeeba3fd09456d082&oe=5DC0F5FB

Gilbert Schrödinger, urodzony 22 stycznia 1986 roku, mierzący tylko nieco ponad 1,70 m, pochodzący z Kilonii, a dokładniej w jej bliskiej okolicy. Studiuje astronomię i jest stypendystą z kredytem studenckim. 
Można chyba powiedzieć, że to dosyć niski, nieszczególnie silnie zbudowany mężczyzna. Długie blond włosy swego czasu były przyczyną mylenia jego płci od tyłu. Gorzej, kiedy ktoś od przodu wciąż uważał swoje, ale spojrzenie jasnych, podkrążonych przez liczne nieprzespane noce oczu zwykle wystarczało. A dlaczego tak wyglądają? Gilbert nie tylko jest kujonem, który najchętniej rozłożyłby sobie śpiwór w uniwersyteckiej bibliotece, ale również cierpi na bezsenność. Zwykł już wieczorem połykać "garści" leków nasennych, ale często to i tak na niewiele się zdaje, a on zasypia nad ranem może na godzinę, czy dwie. O ironio, kiedy akurat ma najwięcej nauki do nadrobienia, wtedy jego oczy kleją się najbardziej. Jak to się dzieje? 
Nie jest typem, który lubi się ładnie ubierać, a może nawet nie chodzi o to czy lubi, czy nie, ale zawsze było mu szkoda pieniędzy na coś takiego, dlatego jego szafę wypełnia mnóstwo wypranych, porozciąganych swetrów, czy koszulek, ciemnych spodni, które dotknięte czasem zostały przedarte tu, czy gdzie indziej. Stale nosi jedne, skórzane buty, z którymi nie lubi się rozstawać. Bo liczy się wygoda. A jednak należy do grona osób, które nigdy nie ubierają się wystarczająco ciepło. Z jego nawykiem częstego wychodzenia na papierosa bywa to kłopotliwe, skręcanie fajki zmarzniętymi dłońmi nie jest takie proste.
Równie stałą kwestią co buty i sprane kolory jest srebrny krzyżyk wiszący na jego szyi. Nigdy nie był wierzący, a ozdoba ta ma znaczenie tylko i wyłącznie sentymentalne, pozostała ona bowiem pamiątka po dziadku, który brał udział w wojnach. Nie należy jednak odbierać tego krzyżyka jako jakiś bunt wobec wampirzych profesorów, bo Gilbert nigdy nawet o tym w ten sposób nie myślał. Gdyby miał się wobec nich buntować to po co w ogóle by tu szedł? 
Z młodzieńcem nawiązać znajomość nie jest trudno. Wspólny papieros, rozmowa o gwiazdach, czy o życiu pozaziemskim w zupełności wystarczy, czasami nada się nawet gadka o tym, że pogoda się zepsuła. Problemy są w utrzymaniu jej, kiedy Gilbert wiecznie nie ma czasu. Niektórym może też przeszkadzać jego twardy, niemiecki akcent, czego nie umie zmienić. Jak się skupi to może się uda, ale czy naprawdę codzienna rozmowa ma byc stresująca ze względu na pilnowanie swojego akcentu. Już dawno doszedł do wniosku, że nie, dlatego przestał nad tym myśleć i mówi tak, jak mu to wychodzi, a czas zaoszczędzony na pilnowaniu akcentu woli poświęcić białej herbacie

Ostatnio zmieniony przez DevBelial (13-07-2019 o 22h31)

Offline

#8 13-07-2019 o 21h28

Straż Obsydianu
Asame
Pokonała Dahu
Asame
...
Wiadomości: 2 630

https://i.imgur.com/pai6p9Q.png
https://i.imgur.com/q0uY8N9.png

Daniel Sørensen – urodzony 31 sierpnia 1987 roku, mierzący 186 centymetry wzrostu, urodzony w Danii, przez całe swoje życie mieszkał wraz z rodzicami w Kopenhadze.
student pierwszego roku na kierunku kulturoznawstwo na Uniwersytecie Mamucim. Od dziecka wzorowy syn, potomek wysoko postawionych urzędników duńskich. Niezwykle pewny siebie, otaczający się gronem, które sam uważa za stosowne, ciężko wyprowadzić go z równowagi. Ma typowo północną urodę – jasne, wręcz platynowe włosy i przenikliwe spojrzenie. Swoją nienaganną sylwetkę zawdzięcza wieloletniej nauce tańca. Na pierwszy rzut oka wydaje się z góry oceniać i mieć nieprzyjemny wyraz twarzy, ale bliżsi znajomi nazywają  go duszą towarzystwa. Na uczelnie dostał się dzięki swojej ciężkiej pracy, choć większość osób kojarzących jego nazwisko myśli, że dostał się tam dzięki znajomościom, dlatego od zawsze walczy z łatką bogatego jedynaka z rozpoznawalnym nazwiskiem. W przyszłości chciałby wyjeżdżać w rejony objęte wojną i tam zdawać relacje dotyczące stanu wojny. Biegle posługuje się językiem duńskim, angielskim i francuskim. Jest osobą niezwykle zdyscyplinowaną, n i e n a w i d z i niedociągnięć, lenistwa i spóźnialstwa, dlatego ludzie często postrzegają go jako gbura. Na sobie ma najczęściej szare swetry i luźne spodnie, a na ramieniu wisi stara, skórzana torba. Przy pierwszym spotkaniu wydaje się małomówny i oschły, ale dla bliskich mu osób jest osobą niezwykle otwartą i pomocną.

Ostatnio zmieniony przez Asame (16-07-2019 o 17h56)


https://i.imgur.com/FNgEneE.png

Offline

#9 14-07-2019 o 12h39

Straż Cienia
Sladka
Szeregowiec
Sladka
...
Wiadomości: 76

https://i.pinimg.com/236x/c4/a6/c7/c4a6c703353f9e50664fc377839f0924.jpg

Alida Nagy | Węgierka | 20 lat
studentka chemii | genialnie fałszuje dokumenty, czasem też pieniądze
160 cm | 50 kg | szczupła


* opłaciła sobie pierwszy rok dzięki umiejętności fałszowania dokumentów - wie jednak, że lepiej, aby na uniwersytecie to nie wyszło, więc póki co wzięła jeden kredyt studencki na życie, planuje znaleźć jakąś pracę na miejscu, a fałszować w wolnej chwili i tylko osobom, które jej nie wydadzą
* była wychowywana przez parę oszustów, którzy nauczyli ją fachu
* nie wie, co się stało z jej rodzicami i ewentualnie rodzeństwem, jeśli jakieś miała
* lubi zwierzątka, ale uznała, że nie ma co wiązać z nimi przyszłości
* rozważała studiowanie fizyki, ale uznała, że chemia też da jej pewny zawód, a nawet jeśli jej z tym nie wyjdzie to może zwiększy jej fałszerskie umiejętności
* prócz węgierskiego zna francuski i dość nieźle rosyjski (główną motywacją do ich nauki było to, że mogą jej się przydać na uniwersytecie czy przy fałszowaniu)
* gotuje przeciętnie, ale patrząc na jej obecny poziom życia ciężko oczekiwać wykwintnych dań

Ostatnio zmieniony przez Sladka (19-07-2019 o 15h26)

Offline

#10 16-07-2019 o 17h31

Straż Absyntu
Ilian
Przyjaciółka Jamona
Ilian
...
Wiadomości: 14 442

no to witamy w dziwnogrodzie uwu

______________________________ N i l o  K a l e v i


_______________________________________________________29 września 2007

    Nilo ma ze sobą tylko jedną, dość lekką walizkę. Nie ma w niej nic, tylko to co najpotrzebniejsze – trochę ubrań, które będą przydatne w syberyjskiej tundrze, garść niezbędnych kosmetyków i niewiele więcej. Ciotka go prosiła, by spakował coś jeszcze, jednak chłopak rozglądając się po pokoju nie znalazł niczego, co byłoby warte wzięcia, a pokój dzielił z dwójką kuzynów. Jeden z nich wcisnął mu zeszyt, razem z piórem i kałamarzem, mówiąc, że to z pewnością mu się przyda.
    Z Helsinek udał się promem do Gdańska.  W Gdańsku musiał się przesiadać do Warszawy. W Warszawie wsiadł już do właściwego pociągu – kolei transsyberyjskiej. Kupił bilet na ostatnią chwilę, wsiadł do pierwszego przedziału i po prostu poszedł spać. Nie przejmował się tłumem studentów, którzy niecierpliwili się, by dostać się do Særhetbourgh. Wielu z nich wiasdło już w Wiedniu, a czekała ich cała noc jazdy. Nim zasnął zdążył usłyszeć, że większość z nich już się zna, a to ich kolejny rok studiowania. Nie odzywa się jednak, zmęczony podróżą zasnął dość szybko.
    Fin obudził się już kilka minut temu. Przeciągając się najpierw patrzy za okno – wszystko jest takie, jak w jego domu, w rodzinnej wiosce. Las jest gęsto pokryty śniegiem, lecz w ciepłym wagonie nie czuje tego zimna.  Nie uśmiecha się, chociaż ten widok powoduje, że rośnie na sercu. Lubi takie poranki. Wszyscy dookoła niego jeszcze śpią. Nilo zwija się z przedziału szybko i cicho, by nikogo nie obudzić. Na korytarzu uderza w niego zimna fala, jednak nie przejmuje się tym i nie zapina płaszcza. Ustawia walizkę tuż przy drzwiach, przysiada na niej i spokojnie czeka  - już za chwilę powinni dojeżdżać do miasta.
    Nie myli się. Mija kwadrans nim konduktorzy zaczynają chodzić po wagonach i budzić zaspanych ludzi. Nilo jest już ustawiony jako pierwszy w kolejce do drzwi i jako pierwszy ma okazję wyjść. Wyskakuje z pociągu i rozgląda się wokół siebie.
    Stacja w Særhetbourgh wygląda na niedawno odnowioną. Żelazne arkady robią wrażenie. Przy panującej temperaturze wydają się nawet przerażające. Wielu się zatrzymuje, by im się dokładnie przyjrzeć.  Niektórzy odpalają papierosa, niektórzy gnają do toalety. Tworzy się do nich bardzo długa kolejka. Ludzie są nerwowi i postrząsają nogami, by się jakkolwiek zagrzać. Nilo ma rozpięty płaszcz i jest mu zimno, ale nie przeszkadza mu to. Idzie zgodnie z tablicami w kierunku bramy do miasta. Przy okazji mija dwójkę strażników, którzy włóczą za sobą mężczyznę, który chciał załatwić się poza toaletą. Są wysocy, ubrani w charakterystyczny strój i powarkują między sobą – zapewne w swoim ojczystym języku.
    Nilo przez chwilę się zastanawia – jeśli wilkołaki przybyły tutaj z Europy to czy posługują się językiem ludności miejscowej – rosyjskim, czy może jednak językiem swoich przodków? Jest ciekaw, ale wie, że za niedługo się dowie. Nie zastanawia się nad tym dłużej i idzie dalej.
    Przed bramą widzi rozłożony ogromny namiot. Tuż obok niego, przywiązane są kuce. Małe, całkiem śmieszne i pokryte gęstym futrem. Pilnuje ich człowiek, który różni się od wszystkich, jakich miał do tej pory miał okazję zobaczyć. Jest niski, a jego twarzy niemal nie widać – jest gęsto zakryty szalami, a w ręku trzyma prymitywną dzidę. Obok stoi kolejna para strażników – wilkołaków, upewniających się, że w nikogo ten mały mężczyzna nie rzuci. Idąc dalej, Nilo widzi, że namiot jest otwarty, a w nim znajdują się przeróżne rzeczy  - zaczynając od skór i mięsa przez biżuterię, kończąc na rzeczach, których Nilo nie potrafi nazwać. Pilnująca tego grupka coś nawołuje, jednak Fin tego nie rozumie. Niektórzy studencki podchodzą i patrzą na towary jakie oferują, jednak nie Nilo – Nilo idzie w stronę bramy.
    W bramie jest bardzo dużo strażników. Niektórzy z nich zapewne obrali za cel straszenie nowych studentów i  przybrało swoją potworną formę – ni to ludzką, ni to wilczą. Nilo jest bardziej niż przestraszony, jest zafascynowany. Kontrola jego dokumentów przebiega szybko i sprawie, bo chłopak nie ma nic do ukrycia. Strażnicy są zdziwieni, że pierwszoroczny niemal nic ze sobą nie przywiózł. Udaje im się nawiązać krótką rozmowę, a nawet dostaje wskazówkę jak szybko dotrzeć na teren uniwersytetu – należy pojechać bezpośrednio linią trolejbusów numer trzy, której przystanek początkowy jest tuż przy bramie. Od razu kupić bilet, nie przesiadać się i jechać do końca. Nilo początkowo miał w planach po prostu się przejść na nogach, jednak postanawia skorzystać ze wskazówki.
    Kupuje w kasie biletowej bilet ulgowy. Pani w kasie patrzy na niego nieprzychylnie, jednak Nilo ma ruble. Pieniądze dostał już wymienione od wuja. Ci którzy nie wymienili jeszcze pieniędzy mieli kantor tuż obok. Czy opłacało się tam wymieniać pieniądze? Zapewne nie, ale Nilo zawsze miał szczęście. Z kupionym biletem czeka na przystanku razem z innymi studentami. Wielu z nich jeszcze przysypia, większość trzęsie się z zimna. Nilo nadal nie zapina swojego płaszczu, ani nie chowa dłoni do kieszeni.
    Trolejbus nadjeżdża po kilku minutach. Większość studentów się jeszcze nie zebrała, więc do pojazdu wchodzi całkiem sporo osób, ale nie zmienia się on w puszkę sardynek. Większość złudzi nie wysiada po drodze i jedzie do samego końca. Przejeżdżają przez las i wysiadają na przystanku Uniwersytetu Mamuciego. Mały park w którym się znaleźli nie zasłania w całości budynków uniwersytetu, a z pewnością nie Mamucią Halę, którą można poznać już z opowieści. Wielki, zbudowany z przepychem budynek, w stylu dawnej epoki wydaje się całkiem nie na miejscu, jednak to też sprawia, że budzi podziw.
    Na kampusie wita ich kilka osób – kobieta o niesamowicie bladej skórze, która zapewne jest wampirem i kilkoro mężczyzn. Większość z nich wygląda jak strażnicy, a tylko dwójka z nich wydaje się trzęść z zimna jak normalni ludzie. To oni pochodzą do studentów, tłumaczą im jak się dostać do akademików i zapraszają na wieczorną imprezę studencką w Klubie pod Mamutami przy rynku, gdzie mają się dowiedzieć co ich czeka w tym roku akademickim. Przeganiają ich szybko, mówiąc, że kolejny trolejbus przyjeżdża za chwilę i muszą się przygotować.
    Nilo razem z tłumem idzie do akademika.  Nim wchodzą w mały gąszcz drzew, obraca się, żeby zobaczyć wampirzycę. Jest naprawdę piękną kobietą, jednak trudno oderwać wzrok od jej bladej cery i bardzo widocznych cieni pod oczyma. Chłopak słyszał, że wampiry zwykle je chowają za okularami przeciwsłonecznym, jednak kobieta tego nie zrobiła. Czemu? Nilo nie wie, kompletnie nie zna się na psychologii, ani cudzych motywacjach.
    Akademik również wygląda jak budynek z poprzedniej epoki. Jest ogromny, wydaje się, jakby mógł pomieścić całe miasteczko. Nilo ustawia się w tworzącej się kolejce. W portierni jest starszy mężczyzna, który sprawdza książeczki studenckie. Nilo wyciąga z kieszeni swoją – dostał ją razem z listem gratulacyjnym. Po chwili nadchodzi jego kolej, więc podchodzi do mężczyzny. Wita się z nim w języku wspólnym i podaje mu książeczkę. Ten ją sprawdza, oddaje, a po chwili wręcza komplet pościeli razem z książeczką, w której ma być napisane wszystko na temat akademika. Mówi coś o imprezach, a Nilo ze zwoją poważną miną mu przytakuje, po czym otrzymuje klucze.
    Jego pokój ma numer 212 – na drugim piętrze. Nilo słyszy jak dziewczyna z trzema walizkami zawodzi, że musi się dostać na czwarte piętro. Studentka obok niej sugeruje, że może wnosić jedną walizkę za drugą. Fin nie czeka, by zobaczyć rozwiązanie, a sam bierze swoje rzeczy i idzie do pokoju.
    Jest pierwszym lokatorem swojego  nowego pokoju. Trochę nie dowierza, że na takiej przestrzeni będą mieszkały tylko dwie osoby. On ze swoimi kuzynami mieszkał na zdecydowanie mniejszej powierzchni. Zdaniem Nilo to jest marnowanie zasobów, ale nie przejmuje się tym tak długo, jak ma gdzie spać.
    Postanawia zostawić zadomowienie się na później. Zostawia walizkę na wybranym łóżku, wybierając z niej kosmetyki. Szybko się odświeża, a już po chwili – z mokrymi włosami, wychodzi na zimny korytarz. Jeszcze nie wie czy po prostu szuka nowych znajomych czy idzie dokąd nogi go poniosą.

Ostatnio zmieniony przez Ilian (16-07-2019 o 17h33)


https://66.media.tumblr.com/3b4f366a73e57927d6a9c6c505a0d477/tumblr_pb1m6nV9dB1vzy4yxo9_400.gifv https://66.media.tumblr.com/22af86515c0ca3ba6fc26799c30960b8/tumblr_pb1m6nV9dB1vzy4yxo10_400.gifv

Offline

#11 16-07-2019 o 18h40

Straż Obsydianu
Asame
Pokonała Dahu
Asame
...
Wiadomości: 2 630

https://i.imgur.com/pai6p9Q.png
29 września 2007


Daniel spędza swoje ostatnie chwile z rodzicami. Jego mama sprawdza bagaże jeszcze raz, choć ten zapewniał ją, że już wszystko ma i sam sprawdzał te walizki cztery razy. Razem z rodzicami stoją na przystanku kolejowym. Daniel ma szczęście – kolej transsyberyjska zahacza również o Kopenhagę, dlatego nie musi przesiadać się w trakcie podróży.  Jego mama ostatni raz poprawia mu płaszcz i swoją lodowatą dłonią przeczesuje jego platynowe włosy, a na jej twarzy pojawiają się łzy wzruszenia. Ojciec natomiast z poważną miną podaje rękę i mówi chłodno, żeby nie przyniósł wstydu nazwisku Sørensen.


Nadjeżdża pociąg, Daniel ostatni raz żegna się z rodzicami, bierze w ręce 2 walizki, odwraca się na pięcie i wchodzi do pociągu. Zza oszronionej szyby przedziału widzi swoją matkę nieśmiało machającą mu na pożegnanie. Przedział Daniela jest pusty, aż do Warszawy, kiedy dwie dziewczyny i jeden chłopak wsiedli do przedziału w którym był. Z rozmów wywnioskował, że znają się już dłuższy czas, a jedna dziewczyna studiuje fizykę na Uniwersytecie Mamucim. Reszta podróży przebiega spokojnie, Daniel jednak nie zmrużył przez całą podróż oka. Podekscytowanie i tym samym strach skutecznie odpędził sen z jego powiek na dobre kilkanaście godzin. Stacja w  Særhetbourgh wygląda dokładnie tak, jak opisywał ją jego ojciec kilka dni wcześniej. Zimny podmuch wiatru szybko przebudza Daniela ze zmęczenia. Przerzuca przez szyje szalik, krzyżuje ręce i idzie naprzód. Mija kilka ponurych strażników i plotkujących ze sobą studentów. Każda przechodząca obok Daniela osoba wydaję się być zagadką. Sam zadaje sobie pytanie czy tak wygląda wilkołak, czy to może być wampir, a może to jeden z wykładowców uniwersyteckich? Dochodzi do bram, przed którymi rozłożone są namioty w których tli się żółte światło lamp. Z niepewnością podchodzi pod jeden z nich i zauważa, że jest to najzwyklejszy na świecie targ z różnościami. Dostrzega namioty z ciuchami, artykułami spożywczymi, a nawet namiot z rzeczami „dla studentów Uniwersytetu Mamuciego”. Jest też jeden stragan z biżuterią. Srebrny wisior z fioletowym kryształkiem przywodzi mu na myśl jego mamę. Na twarzy Daniela pojawia się uśmiech nostalgii, ale szybko otrząsa się i idzie dalej. Brama obfituje w strażników strzegących jej wejścia. Teraz Daniel jest pewny jak wygląda prawdziwy wilkołak, a na jego twarzy pojawia się wymuszony uśmiech w kierunku jednego z nich. Kontrola dokumentów przeszła sprawnie, ale jak zwykle na widok jego nazwiska każdy jedynie z zaciekawieniem na niego patrzył mówiąc pod nosem – „ten Sørensen?”, Daniel jedynie twierdząco kiwa głową, jak zawsze na tego typu pytania. Po krótkim omówieniu działaniu linii trolejbusu bierze do jednej ręki swoje papiery, a do drugiej chwyta walizki i udaję się na przystanek. Chłód w tym miejscu wydaję się jeszcze bardziej przenikliwy. Po kilku minutach oczekiwania zjawia się trolejbus, który w ciągu kilku minut zapełnia się po brzegi. Jadąc lasem Daniel czuje się jak w ogromnej dżungli prowadzącej donikąd, a jego oczy połyskują z zaciekawieniem. Po wyjściu z trolejbusu jego oczom ukazuje się Mamucia Hala wyłaniająca się zza wysokich iglastych drzew. Chyba nie tylko mu ta hala zaparła dech w piersi, bo da się usłyszeć kilka cichych westchnień podziwu. Pięć osób ubranych w piękne szaty wita ich na Uniwersytecie Mamucim, opowiadając krótką historię tego miejsca. Po kilkuminutowym wstępie, dwóch młodych ludzi o bladej cerze wskazują palcem drogę do akademików, a wszyscy jak zaczarowani ruszają za nimi. Akademik jest tak ogromny, że Daniel nie jest w stanie nawet zobaczyć końca tego monumentalnego budynku. Po dziesięciu minutowej kolejce do portierni w końcu nadeszła kolej Daniela. Portier przyjmuje jego książeczkę studencką, podbija w niej kilka pieczątek i oddaje mu ją wraz z podstawowymi rzeczami i malutką ulotką zapowiadająca dzisiejszą imprezę studencką. Daniel sięga po klucz na którym wisi mała plakietka z liczbą 214 – od dzisiaj to będzie jego pokój. Posłusznie wysłuchuje poleceń portiera i rusza w kierunku schodów na drugie piętro. Wychodząc na piętro mija chłopaka z rozwianymi mokrymi włosami idącego korytarzem. Daniel jedynie unosi pytająco brwi i przechodzi obok młodzieńca,  który ślepo idzie przed siebie. Wchodzi do dużego, czystego pokoju w którym spędzi kolejny rok. Z zaciekawieniem rozgląda się po nim i zauważa, że jego współlokator się jeszcze nie pojawił. Wchodzi do łazienki i przemywa swoją zmęczona twarz zimną wodą. Wraca do pokoju, siada na łóżku i powoli zdejmuje z siebie szalik, potem płaszcz. Szalik składa w idealną kostkę, a płaszcz wiesza na metalowym wieszaku w swojej ogromnej drewnianej szafie. Kładzie się na łóżku i patrzy w sufit zastanawiając się jak będzie wyglądać jego przyszły współlokator.

Ostatnio zmieniony przez Asame (16-07-2019 o 21h25)


https://i.imgur.com/FNgEneE.png

Offline

#12 16-07-2019 o 21h34

Straż Lśniąca
Hidney
Zbieg Okoliczności
Hidney
...
Wiadomości: 4 810

Całe dziesiątki ludzi plątało się po dworcu. Wolna przestrzeń w budynku zdawała się nie istnieć – nawet jeśli przez moment udało się ją dostrzec, to już za chwilę wypełniana była przez czyiś tułów, głowę bądź nogi. Jedni szybko brnęli przed siebie, ciągnąc za sobą walizki i bagaże, inni szli wolniej, niepewnie rozglądając się na boki. Młodzi i starcy, dzieci i ich rodzice, pracujący i ci, którzy pracy dopiero szukali – wszyscy nagle zgromadzili się w tym samym miejscu. Z różnymi planami na przyszłość, ale z pewnością z tym samym celem.
Błądziłaś wzrokiem po bladych twarzach ludzi znajdujących się aktualnie przy kasach biletowych paryskiego dworca. Kłębili się w długich kolejkach, marszcząc brwi i wzdychając z niecierpliwieniem. Niektórzy z nich co jakiś czas zerkali na duży zegar, który wisiał na przeciwległej ścianie, jakby licząc na to, że im częściej będą na niego spoglądać, tym szybciej zaczną poruszać się jego wskazówki.
Powoli oderwałaś wzrok od tłumu i przeniosłaś go na książkę, którą cały czas trzymałaś w dłoniach. Nie spiesząc się zbytnio, rozchyliłaś strony w miejscu, które cały czas przytrzymywałaś palcem – uprzednio bowiem zamknęłaś lekturę, gdy twe myśli chwilowo rozproszył gnający przed siebie tłum, a wyjątkowo nie lubiłaś czytać bez pełnej koncentracji. Twoim oczom ukazał się widok dziesiątek mlecznobiałych, nieruchawych larw, które szarpanymi ruchami pełzały po twarzy denata. Największa ilość żerowała w okolicy oczu, nosa i ust – miejsc najbardziej wilgotnych, ciemnych i ciepłych, najlepszych do złożenia jajeczek.
Lekko przechyliłaś głowę, zupełnie tak, jakbyś przyglądała się typowej fotografii rodzinnej. W rzeczywistości starałaś się po prostu przyjrzeć zaistniałemu zjawisku, dojść do pewnych wniosków. Stwierdziłaś, że blade, zbite w jedną całość, poruszające się po dworcu lica śmiertelników nieszczególnie mocno różniły się od larw owadów, które miałaś przed sobą.
Usłyszałaś chrząknięcie. Wyraźnie dobiegało z gardła siedzącego tuż obok mężczyzny, starszego od ciebie o co najmniej czterdzieści lat. Powoli skierowałaś wzrok na jego twarz, a wtem zobaczyłaś w jaki sposób spogląda na zdjęcie znajdujące się na aktualnie otwartej stronie twojej dotychczasowej lektury. Beznamiętnie wbiłaś spojrzenie w jego oblicze, sama nieszczególnie przejawiając jakiekolwiek emocje. Nieznajomy w końcu oderwał wzrok od fotografii i przeniósł go na ciebie, by po chwili pomachać głową z dezaprobatą. Podniósł się z miejsca, mrucząc pod nosem coś na temat tego, jaka młodzież w dzisiejszych czasach jest niemoralna, a następnie odszedł, pozostawiając po sobie puste siedzenie. Długo jednak nie musiałaś czekać na towarzysza – miejsc na dworcu było sporo, ale nie na tyle, aby zagwarantować je wszystkim podróżnym oczekującym przyjazdu swojego pociągu.
Po piętnastu minutach w końcu usłyszałaś komunikat o nadjeżdżającym pociągu w stronę Særhetbourgh. Czekałaś już długo, wcześniej mając za sobą etap podróży z Londynu do Paryża promem. Zamknęłaś książkę, schowałaś ją do torby i udałaś się w kierunku właściwego peronu, ignorując raz za razem szturchające cię łokcie śpieszących się studentów. Wiedziałaś, że czas potrzebny na pokonanie odległości od twojego dotychczasowego miejsca pobytu do wejścia na peron wynosi około minutę i dwadzieścia pięć sekund. Policzyłaś to, gdy za którymś razem ujrzałaś przemykających w tamtą stronę podróżnych. Zatem jako iż znałaś już czas, jaki zajmie ci na dotarcie na peron, nie widziałaś potrzeby udawania się tam biegiem.
Spokojnie dotarłaś na miejsce i ustawiłaś obok siebie walizkę. Pociąg przyjechał punktualnie. Nie chcąc narażać się na przepychanki z innymi ludźmi, poczekałaś na swoją kolej do wejścia.

Obudził cię jeden z konduktorów. Powoli otworzyłaś oczy, a gdy uświadomiłaś sobie, że z twojego nosa spadły okulary, lekko zmarszczyłaś brwi. Poklepałaś okolicę nóg i własnego siedzenia, starając się je namierzyć. Gdy w końcu ci cię udało, założyłaś je z powrotem, wzięłaś ze sobą bagaż i udałaś się w kierunku wyjścia z pociągu.
Gdy wydostałaś się na zewnątrz, w twoje nadzwyczaj blade policzki uderzył powiew chłodnego wiatru. Objęłaś się szczelniej ramionami i chwyciłaś za guziki płaszcza, zapinając je pośpiesznie. Nie byłaś przyzwyczajona do takich temperatur, niemniej jednak decydując się na pozostanie tutaj przez następne lata, doskonale wiedziałaś, na co się piszesz.
Lekko drżąc, udałaś się w stronę bramy prowadzącej do miasta, celowo przyspieszając krok – wiedziałaś, że to pomoże ci się rozgrzać. Minęłaś po drodze stragany, jednakże nie dostrzegłaś w nich nic na tyle interesującego, by zatrzymywać się i przez to narażać się na bezsensowne marznięcie.
Kontrola dotychczas przebiegała nadzwyczaj sprawnie. Już z daleka widziałaś, jak strażnicy rozmawiają z co niektórymi studentami, najwyraźniej udzielając im jakiś porad. Gdy jednak nadeszła twoja kolej, zostałaś jedynie zlustrowana od góry na dół przez pół-wilczych osobników. Ich spojrzenia nie były zbyt przyjazne, a ruchy, którymi sprawdzali twoje odzienie i bagaże, wydały ci się dziwnie gwałtowne. Nie odezwałaś się jednak ani słowem, wychodząc z założenia, że pierwsze potyczki słowne i uszczypliwości w twojej studenckiej karierze nie były ci do niczego potrzebne.
Ruszyłaś przed siebie. Zauważyłaś, że część studentów udała się w stronę przystanku trolejbusowego. Aby jednak mieć pewność, że dostaniesz się nim na teren uniwersytetu, lekko szturchnęłaś palcem pobliskiego chłopaka, a gdy odwrócił się w twoją stronę, zadałaś mu pytanie dotyczące trapiącej cię kwestii. Student kiwnął głową. Podziękowałaś cicho i udałaś się w stronę kas w celu zakupu biletu.
Chwilę później nadjechał trolejbus. Zajęłaś wolne miejsce przy oknie i wbiłaś wzrok w widok, jaki rozpościerał się za niego brudną i porysowaną szybą. Nie musiałaś długo czekać na towarzysza – chłopak, którego chwilę temu pytałaś o dojazd, postanowił usiąść właśnie obok ciebie. Niemal natychmiast spróbował cię zagaić, zadając typowe pytania na temat tego skąd się tu wzięłaś, dlaczego akurat tu i jak prezentują się twoje wrażenia, ale po twoich paru odpowiedziach składających się z wyłącznie jednego słowa postanowił sobie odpuścić.
Gdy w końcu podróż dobiegła końca, zaczęłaś podążać za pozostałymi podróżnymi. Patrzyłaś przed siebie, starając się zapamiętać jak największą ilość szczegółów, utrwalić w głowie obraz okolicy. Tymczasem okazały budynek uniwersytetu powoli zaczynał wyłaniać się spośród drzew. Trudno było odwrócić od niego wzrok – zdawał się wręcz zapraszająco krzyczeć w kierunku studentów.
Stanie w kolejnej kolejce – najpewniej już ostatniej – minęło stosunkowo szybko. Portier zdawał się w ogóle nie patrzeć na twarze ludzi, których obsługiwał, a jedynie zajął się mechanicznym wydawaniem im dokumentów. Gdy dotarł do ciebie, okazało się, że twój pokój znajdował się pod numerem 413 – na czwartym piętrze.
Pokonałaś odległość do swojego nowego lokum schodami, mijając po drodze dwójkę chłopaków, jednego z mokrymi włosami. Gdy dotarłaś do pokoju 413, byłaś już nieco zmęczona. Z satysfakcją jednak stwierdziłaś, że okazałaś się być na miejscu pierwsza, zatem to tobie przypadł zaszczyt wyboru łóżka.
Zajęłaś to znajdujące się nieco bardziej w głębi pomieszczenia, stawiając tuż obok niego swój bagaż. Ściągnęłaś płaszcz, zawiesiłaś go na wieszaku i postanowiłaś wyjść na zewnątrz. Rzuciłaś krótkie spojrzenie na korytarz, obejmując go wzrokiem, a potem wróciłaś na schody i zaczęłaś iść w dół.


https://66.media.tumblr.com/b84ae39861a7a91b3dc76c9c8563f2e5/tumblr_o4rvdxdLMa1uumqtpo4_r2_400.gifv https://66.media.tumblr.com/515cc4605e2a69edae468747ce83b28d/tumblr_o4rvdxdLMa1uumqtpo6_r1_400.gifv
„ W E     M A Y     N E V E R     K N O W ,     U T H E R .     I     I N T E N D     T O     L I V E     F O R E V E R . ”

Offline

#13 16-07-2019 o 23h48

Straż Lśniąca
Lexi
Nemesis
Lexi
...
Wiadomości: 4 909

ssssssssddddddddddddddddddddddddddddddssss V I V I A N E  L A C R O I X
29 września
          Rodzeństwo Lacroix doskonale zdaje sobie sprawę, że pociąg niedługo odjeżdża, dlatego wchodząc na peron, od razu kierują się w stronę pierwszych wagonów. Cała czwórka straciła zdecydowanie za dużo czasu na droczeniu się ze sobą nawzajem, a także upewnianiu się, że najmłodsza z nich wzięła wszystko, co potrzebne będzie jej przez kolejne miesiące w Særhetbourgh.
          Viviane poprawia swój płaszcz, by upewnić się, że leży on odpowiednio na jej ciele. Na razie nie musi się przejmować swoim bagażem – jej uprzejmi, i nieco wytrenowani – podśmiewa się pod nosem, bracia zajmują się jej dwiema walizkami. Jest pewna, że nic nieodpowiedniego z nimi nie zrobią; właściwie, to przewiduje słusznie, że zostaną one nawet wniesione do przedziału, który ma dziewczyna zająć. Uśmiecha się, kiedy dwóch starszych braci zaczyna się przepychać między sobą, by zdecydować się, który pierwszy wejdzie do pociągu. Nie traci jednak wiele czasu na obserwacje, bo wie, że ma go już naprawdę niewiele. Niedługo ma zabrzmieć gwizd, który informuje pasażerów o opuszczeniu stacji, dlatego Ann prędko odwraca się do pozostałego brata i otula go szczelnie ramionami.
          Czuje ciepło jego dużych, umięśnionych ramion na plecach.
- Oni nigdy się nie zmienią – szepcze jej do ucha, rozluźniając w końcu uścisk. Viviane odwraca się w stronę pociągu w chwili, gdy rozbrzmiewa się głośny gwizd ostrzegający ludzi. – Do zobaczenia, Sœur. Będziemy tęsknić. – Dziewczyna w ostatniej chwili chwyta pozostałych dwóch braci za rękawy ich płaszczy tak, jak miała to w zwyczaju robić od dziecka. Uśmiecha się do nich czule i krzyczy ponad całym harmidrem, który powstał: -  Frères, arrivederci! – a po tym, czym prędzej wbiega po małych schodkach i wchodzi do wagonu tuż przed odjazdem.
          Przygląda się jeszcze kilka chwil braciom, których nieprędko zobaczy, przez szybę. Każdy z nich jest przystojny i zadbany, jednakże w swoim towarzystwie zachowują się jak dzieci z pełnym, niewykorzystanym zapasem energii. Każdy z nich głupowato się śmieje i macha jej, dopóki pociąg nie znika ze stacji, a wraz tym znika również szansa na powiedzenie wszystkiego, czego by chciała. Po tym jeszcze tylko chwilę wpatruje się w krajobraz, a gdy mija ją konduktor sprawdzający bilety, cofa się do swojego przedziału i oczekuje już z niecierpliwością końca długiej podróży.
Dziewczyna, na jej nieszczęście, musiała się dwukrotnie przesiadać, by ostatecznie wylądować w kolei transsyberyjskiej prowadzącej do jej ostatecznego celu. Na pewno może powiedzieć, że pierwsza część podróży, choć trochę niewygodna, była łatwiejsza niż będzie pozostała. W dwóch pierwszych pociągach miała do dyspozycji swoich braci, którzy ogromną radością stwierdzili, iż pojadą z nią tak długo, jak tylko będą mogli.
Teraz jednak znajduje się sama jak palec i skazana tylko na siebie. Nie jest jednak tak, iż Viviane nie lubi podróżować sama – właściwie to często mówi o tym, iż brakuje jej wolności i że bracia ją ograniczają. Dlatego korzysta z wszelkich okazji pozwalających jej na chwilę swobody. A ta podróż jest tą jedną chwilą. W takich momentach dziewczyna uwielbia rozsiadać się w swoim przedziale, wyciąga książkę i zanurza się w świat lektury. Naprawdę to kocha.
Jednakże Viviane jest mimo wszystko inteligentną kobietą, która doskonale sobie zdaje sprawę ze swoich wad – jej rodzina zapewnia jej szykowne ubrania, książki i przedmioty, które również zabrała ze sobą w walizkach, a wszystkie te rzeczy swoje ważą. Dlatego jedno jest pewne, mówi sobie w duchu, gdy wyciąga jedną z książek o społeczeństwie wieku XX. z walizki, będę musiała się wyjątkowo pomęczyć, gdy już tam dotrę.
          Podróż jest długa i męcząca, jednakże Ann czuje pewne podekscytowanie, gdy wie, iż powoli zbliża się do Mamuciego miasta. I gdy wreszcie dostrzega je przez szyby pociągu, z pośpiechem wkłada przeczytane książki do bagażu i zaczyna ubierać się z powrotem w płaszcz, szczelnie owijając się nim, by uchronić się przez uderzeniem zimna, jakie ma nadejść.
          Nie jest pierwszą osobą, która podniosła się z miejsca, jednakże w głębi ducha cieszy się. Obiera sobie dwóch chłopaków, którzy swoją blisko niej, za cel i zaczepia ich, pytając o godzinę. Choć zegarek ma na swojej lewej dłoni, to jest on ukryty pod płaszczem i dlatego wykorzystuje go jako wymówkę. Przyszli studenci uprzejmie odpowiadają jej, a po chwili podejmują się dalszej rozmowy. Nie mija kilka chwil, a pociąg wreszcie zatrzymuje się, a jeden z nowopoznanych ludzi proponuje Viviane pomoc w wyniesieniu jej bagażu.
          Dziewczyna niewinnie uśmiecha się i dziękuje entuzjastycznie, co powoduje iż jeden z chłopaków rumieni się. Ann nie robi nic złego, jednakże czuje w środku nieprzyjemne mrowienie wywołane lekkim, ale to naprawdę malutkim, poczuciem winy. Szczególnie, iż młody chłopak nie tylko wynosi jej jedną walizkę z pociągu, ale również proponuje od razu, iż będzie ją niósł przez cały czas, aż nie dotrą do akademika na terenie Uczelni. I tak się też dzieje, choć sprawdzenie bagażu zajmuje dłuższą chwilę, a podróż trolejbusem wydłuża się w czasie.
         Niedługo potem, Viviane wreszcie  otrzymuje do ręki klucz od pokoju z numerem 413. Wzrokiem poszukuje przez chwilę chłopaka z pociągu, a gdy go dostrzega przez chwilę waha się, czy nie poprosić go ponowie o pomoc. Jednakże wspomina w duchu, iż na dziś mogła wykorzystać już limit dobrych uczynków innych osób tak, by nie musiała się im odpłacać, dlatego bierze dwie, ciężkie walizki i chwyta je najpewniej jak potrafi i rusza na czwarte piętro, klnąc w myślach.
- L'effort qu'on fait pour être heureux n'est jamais perdu* – przypomina sobie, gdy dociera przed drzwi pokoju, w którym ma spędzić najbliższe miesiące. Ociera czoło z potu, który pojawia się na jej czole po wysiłku i otwiera drzwi. W jednym momencie zdaje sobie sprawę z dwóch rzeczy – Viviane nie jest pierwszą, która przybyła i niestety, możliwość wyboru łóżka została jej odebrana.
          Ann rozgląda się chwilę po pomieszczeniu i wreszcie stawia dwa ciężkie bagaże przy wolnym łóżku. Potem ściąga swój płaszcz i starannie układa go na krześle. A potem rozgląda się i łapie głęboki oddech, który pozwala się jej całkowicie odprężyć. Cały stres i ekscytacja, którą czuła, powoli zaczyna ją opuszczać, a w jej miejsce pojawia się ciekawość. Dlatego zamiast odpocząć po długiej, męczącej podróży, Viviane obraca się tanecznym krokiem i nucąc, wychodzi z pokoju. Przekręca zamek, klucz chowa w kieszeni i mknie przed siebie – nie wie, skąd bierze faktyczną siłę, ale wymija kolejne osoby z gracją, zupełnie jakby tańczyła.
           Niespodziewanie jednak wpada od tyłu na dziewczynę w dużych oprawkach, a to potknięcie nie jest już tak piękne, jak poprzedzające je ruchy.
- Wybacz, najwyraźniej źle wymierzyłam odległości – tłumaczy dość cicho i nie jest pewna, czy wśród tylu osób zostanie usłyszana, jednakże nie przejmuje się tym w ogromnym stopniu. Jakie jest przecież prawdopodobieństwo, że spotka tę dziewczynę ponowie w Mamucim Uniwersytecie?
A potem okazuje się, że dość duże.

*znane powiedzonko francuskie - Wysiłek, który wykonujemy by być szczęśliwym nigdy nie jest stracony

Ostatnio zmieniony przez Lexi (17-07-2019 o 00h00)



https://i.imgur.com/wpjKsal.gif

Offline

#14 18-07-2019 o 22h56

Straż Obsydianu
DevBelial
Oficer Straży
DevBelial
...
Wiadomości: 1 495

Blondwłosy młodzieniec wiedział, że szybko nie ujrzy ponownie Kilonii. Droga do Særhetbourgh jest bardzo długa i wyczerpująca, nie ma tutaj mowy o powrotach na weekend, czy na tydzień. Z Kilonii musiał przetransportować się do Berlina, gdzie wsiadł w kolejny pociąg do Warszawy, a tam dopiero mógł wsiąść w pociąg transsyberyjski.  Obskurny dworzec w tej chwili nie robił na nim wrażenia. Pomimo obojętnej miny był podekscytowany całą tą sytuacją. Duma rozpierała jego pierś na myśl o tym, że dostał się na uniwersytet jako stypendysta. Z jednej strony miał ochotę śpiewać, skakać i śmiać się, z drugiej zaś był zbyt zmęczony. Ostatni noc wiązała się z ogromnym stresem. Non stop upewniał się czy zabrał wszystko, czy na pewno jest gotowy na tę podróż, dopiero w pojeździe z Berlina do Warszawy udało mu się zmrużyć oko na więcej niż kilka sekund, co może i miało zbawienny wpływ, ale nie aż tak, aby zaczął się nagle dobrze czuć. Po wejściu do pociągu, odnalazł jakąś lukę, gdzie udało mu się wcisnąć własny bagaż. Walizka miała kilka naklejek na rączce. Nie tyle co obawiał się o kradzież, raczej o to, że wśród innych czarnych walizek nie rozpozna swojej czarnej. Naklejki były dobrym zabezpieczeniem. 
Wszedł do przedziału, gdzie udało mu się zająć miejsce pod oknem. właściwie to nie udało, tam po prostu miał rezerwację, co było wielkim błędem, ale dlaczego to o tym później. Obskurne ściany pokryte okleiną imitującą drewno, która w wielu miejscach była popisana lub czymś poobklejana, okna również w nienajlepszym stanie. Nikt raczej nie chciałby spędzać tu zbyt wiele czasu, ale brak wyboru stawiał Gilberta w takiej, a nie innej sytuacji. Jasne, mógłby też zrezygnować, ale nie miał ochoty teraz zastanawiać się nad estetycznymi wadami i walorami tego miejsca. Rozsiadł się na tyle, na ile mógł, choć nogi wysokiego mężczyzny z naprzeciwka  skutecznie mu to uniemożliwiały. Były za długie jak na taki mały przedział, a stykanie się kolanami z kimś obcym wychodziło poza strefę komfortu Gilberta. Z tego powodu skupiał się na papierosach. Jeden papieros, drugi, trzeci, jakiś przystanek, czwarty. Czas leciał, a w końcu zebrani w wagonie studenci zaczęli zasypiać. Na zewnątrz klimat się jeszcze nie zmieniał, ale przekroczyli już granicę Polski dawno  temu. W Wilnie wsiadły kolejne osoby, wtedy tez zapełniło się ostatnie wolne miejsce w tej obskurnej, zadymionej komorze. Jechali dalej, spali już praktycznie wszyscy, a blondyna nawet nie drgnęło. Po raz kolejny dopadała go frustracja, bo próbował, ale pomimo najszczerszych starań, zawsze kończył z otwartymi oczami i wzrokiem w jakimś punkcie. Nawet nie wiedział kiedy to się działo! Zdenerwowany, zirytowany i wszystko co najgorsze, wyszedł z przedziału, budząc przy tym prawie wszystkich, kiedy chciał ominąć ich nogi. Wziął to, co było mu potrzebne. Papierosy, zapalniczka, butelka z wodą, portfel i leki nasenne. Nie były one jakieś szczególnie mocne, więc Gilbert nie bał się, że przedawkuje. Wziął pierwsza tabletkę, zapijając ją wodą, po czym oparł się o okno, obserwując przemykające widoki. Było ciemno, okolicę rozświetlał księżyc, który właśnie zbliżał się ku pełni. I denerwował swoim światłem, uniemożliwiając sen. Młodzieniec kręcił się to tu,  to tam, to zapalił, to usiadł, to się nawet położył gdzieś w korytarzu (serio to zrobił), ale to wszystko było na nic. Leki po raz kolejny nie dawały żadnych efektów, a chrapanie co poniektórych studentów dochodzące z przedziałów niesamowicie drażniło chłopaka. Bo on tak nie mógł. Do tego wszystkiego skończyły mu się papierosy! Zaryzykował, okazało się, że owszem, da się kupić paczkę w wagonie restauracyjnym, ale ich cena uzmysłowiła Niemcowi, że długo to on na takich pieniądzach jakie ma mieć nie pożyje. Czego się nie robi dla przyjemności, prawda? 
Ale nawet najgorsza i najdłuższa podróż kiedyś dotrwa końca! Kiedy dowiedział się, że niebawem będą na miejscu odetchnął, jakby miało to zakończyć całą jego katorgę z bezsennością, chociaż dobrze wiedział, że wcale tak nie będzie. Wyszedł z pociągu, szybko dochodząc do wniosku, że to nie jest pogoda dla niego. Umiarkowany klimat, nawet zimą był znacznie łagodniejszy niż tutejsze, syberyjskie mrozy. Idąc za tłumem dojechał trolejbusem na miejsce, gdzie jakoś przeszedł kontrole bagażu. Jakoś, bo o ile bagaż był w porządku, wilczy strażnik na widok krzyża na jego szyi zaczął zadawać dziwne pytania, jakoby Gilbert chciał zrobić coś, co zagroziłoby nadnaturalnej populacji. A on nawet nie miał siły się wykłócać, odpowiadał jedynie zgodnie z prawdą, że to nie ma z tym nic wspólnego, że dostał to od rodziny przed wyjazdem, że chce to zostawić ze względu na sentyment. Buntowanie się, czy jakiekolwiek inne próby sprzeciwu wobec tutejszych wykładowców i strażników były dla niego na tyle nie do pomyślenia, że biorąc ten krzyżyk nawet przez myśl mu nie przeszło, że może mieć problemy. Ale fakt, logiczne, mógł mieć jakieś dziwne plany, tylko co zrobi im kawałek żelastwa, który nie przeszedł ani poświęcenia, ani żadnego innego rytuału, który rzekomo mógłby byc szkodliwy dla "nich". 
Po jakże długiej rozmowie (a przynajmniej tak jemu się wydawało), dostał książeczkę i podstawowe rzeczy. W tym klucz do pokoju. 212. Ułożenie pomieszczeń w tym budynku było intuicyjne, zauważył to już po wejściu na pierwsze piętro, dlatego na drugim się zatrzymał i dalej nie pełzał. Westchnął pod nosem, zdając sobie sprawę, że ze zmęczenia nie zrobił najważniejszego. Tak się cieszył, że to wszystko zobaczy, chciał cały wolny czas poświęcić na zwiedzenie kampusu, chciał poznać każdy zakamarek, podczas gdy wcześniej nawet nie spojrzał w górę, aby zobaczyć Mamucią Halę. To nie brzmiało jak dobry początek, ale wracanie się teraz nie miało najmniejszego sensu. Odnalazł odpowiedni pokój, wsadził klucz i wszedł do środka. Jakiż on był szczęśliwy, że wszedł pierwszy, ale widok walizki przy jednym z łóżek szybko zniszczył jego radość. Jednak nie był. A jego współlokator w tak krótkim czasie już zdążył gdzieś wywędrować. blondyn powlekł się na wolne łoże, gdzie rzucił torbę. I siebie też, bo choć wiedział, że dzisiaj na pewno za dnia sobie nie pośpi to mógł się łudzić, że cokolwiek mu wyjdzie. Chociaż z godzinkę! Jedną, jedyną! 

Ostatnio zmieniony przez DevBelial (19-07-2019 o 13h01)

Offline

#15 21-07-2019 o 15h31

Straż Cienia
Sladka
Szeregowiec
Sladka
...
Wiadomości: 76

Alida Nagy


Miała prawdziwe szczęście i talent, że udało jej się dostać na Uniwersytet Mamuci. Nie, nie sfałszowała dokumentów, które wysłała, ale pieniądze na opłacenie korepetycji czy pomoce naukowe już tak. Nie chciała ryzykować, że ją skreślą, nim w ogóle przyjedzie.
Jej przybrani rodzice byli z niej strasznie dumni. Chwalili się znajomym, że to "ich krew" i tym podobne, radośnie ignorując fakt, że nie ma między nimi biologicznej więzi. Ale Alidzie to nie przeszkadzało. Nie ważne kto ją zrobił, a jedynie kto wychował i wszystkiego nauczył. Wolałaby się przyznać do korepetytora, który ją czegoś nauczył za pieniądze niż do biologicznego ojca czy matki.
Spakowała dwie walizki i dużą torbę wiedząc, że lepiej mieć wszystko na zapas. Jedzenie na pierwsze dni też sobie wzięła, nie mówiąc o dorobieniu sprytnych schowków na podstawowe przybory fałszerskie. Oczywiście taki tusz miała wrzucony normalnie, razem z piórem, aby nie wzbudzać za wielu podejrzeń. Jeszcze jej rodzice sprawdzali dokładnie bagaże i przyznali, że wykonała dobrą robotę. Prócz materiałów do "pracy" i jedzenia wzięła też sporo książek, uznając, że się przydadzą na wymiany i trochę samych ciepłych ciuchów. Następnie rodzice wsadzili ją w pociąg do Warszawy, poprosili by wysyłała listy, pocztówki, telegramy, cokolwiek, po czym Alida odjechała w siną dal.
Na miejscu nietrudno było trafić na kolej transsyberyjską. Dziewczyna, nie chcąc ryzykować, że będzie musiała stać, usiadła w prawie pełnym przedziale, za to upewniona, że tu nikt nie pali. Nie cierpiała dymu papierosowego, wolała więc uniknąć spędzenia takiej ilości czasu w towarzystwie kogoś, kto nie da rady powstrzymać się od zapalenia choćby w samym przedziale. Upewniając się, że torby są bezpieczne i się nie ześlizgną poszła w kimę, chcąc przespać chociaż większość podróży. Obudziła się trochę przed jej stacją, więc zaczęła czytać "W 80 dni dookoła ziemi" Juliusza Verne'a. Lektura może obecnie nie porywała, ale Alida lubiła ją czytać i wyobrażać sobie, że to ona zwiedza świat.
Na miejscu chwilę rozejrzała się po targowisku przed miastem widząc kolejkę przy bramie. Najchętniej oglądała ozdóbki, często ręcznie wykonywane. Postanowiła sobie kupić tani, drewniany wisiorek w kształcie wilczej łapy. Rozważała też czapkę uszatkę, albo jak niektórzy mówili "czapę kanadyjskiego trapera", ale akurat nie było żadnej, która by pasowała na jej głowę, a szkoda. Potem, gdy kolejka się zmniejszyła ruszyła do bramy i ukrywając stres podała dokumenty i dała bagaże do sprawdzenia. Na szczęście wilkołaki nic nie wykryły, więc poszła dalej, za ich radą kupując bilet na trolejbus, do którego ledwie się wcisnęła. Miała wrażenie, że w środku są sami studenci. Nie zdziwiłoby jej, gdyby dziś miejscowi wiedzieli, co się święci i w pewnych godzinach unikali jazdy transportem publicznym.
Z zainteresowaniem wysłuchała wykładu dawanego przed wejściem do akademika. W kolejce po kluczyk czekała dłużej niż przy bramie i marzyła o tym, by wejść do pokoju, wreszcie się wysikać, umyć, odświeżyć, zjeść coś, odpocząć... Nie w głowie jej były puby, więc kombinowała, by iść na chwilę i zaraz się zmyć. Myśląc o tym nawet nie zauważyła, że kluczyk już dostał się w jej łapki, a ona sama skierowała się do pokoju numer dwieście dwa. Weszła do środka i ucieszyło ją, że współlokatorka, która ją wyprzedziła wybrała łóżko, które wedle Węgierki było gorsze. Po zostawieniu rzeczy poszła załatwić potrzeby fizjologiczne i się odświeżyła, potem rozpakowała rzeczy do szafy i zdrzemnęła. Wyszła z pokoju dopiero, gdy zostało jakieś pół godziny do spotkania "Pod mamutami".

Offline

#16 29-07-2019 o 20h54

Straż Absyntu
Ilian
Przyjaciółka Jamona
Ilian
...
Wiadomości: 14 442

_______________________________ Nilo Kalevi

    Nilo ostatecznie wyszedł z akademika i zwiedził okolicę. Wilkołaki patrolujące teren Uniwersytetu jednak szybko go wygoniły do środka.
-Nawet my nie wychodzimy bez płaszcza – powiedział jeden z nich, z niedowierzaniem patrząc na młodego Fina.
-Co tam bez płaszcza, w wilgotnych włosach! – zawtórował mu drugi, po czym jeden z nich odprowadził go do akademika. W międzyczasie Nilo udało mu się z nim porozmawiać. Dowiedział się, że większość wilkołaków, zwłaszcza Ci ze Strażnic, praktykują zwyczaje ze swoich dawnych ojczyzn. Wilkołaki przy Uniwersytecie ojczyzn nie miały, więc mówiły tylko w języku wspólnym i lokalnym, a świętowały razem z uczelnią. Lub wampirami, ale to mu powiedział cicho, jakby się tego wstydził.
    Na terenie kampusu pożegnał się ze strażnikiem i grzecznie zwrócił do akademika. Jego współlokator spał, więc Nilo zachowywał się cicho. Uważnie odkładał swoje rzeczy, lecz kładł je niedbale. A nim tamten zdążył się obudzić – on sam wyłożył się na łóżku i zasnął.

    W klubie Pod Mamutami pojawia się razem z grupą innych studentów. Trzyma się blisko swojego współlokatora, chociaż niewiele słów z nim wymienił. Zaspane cześć. Nilo nie pamięta czy się przedstawił. W głowie ma wielką debatę – czy to przez wilgotne włosy czy przez brak płaszcza jest mu tak niedobrze. Nie stara się ukryć swojego złego samopoczucia.
    Budynek w którym znajduje się klub jest starą kamienicą. Nilo przypomina sobie fotografie z krakowskiego rynku, które widział w jednej z czytanych przez niego książek. Kamienica przed nim zdecydowanie mu przypomina jedną ze słynnych krakowskich kamienic i stara się zrozumieć dlaczego pośrodku Syberii, ktoś wybudowałby coś w takim stylu. Gdyby nie to, że jest wśród towarzystwie innych studentów  palnąłby się w głowę. Przecież dużą część wampirów, które zamieszkiwały Særhetbourgh, pochodziła z Polski. To było takie proste.
    Przed klubem jest kolejka. Nilo trochę się trzęsie z zimna. Wyjątkowo jest cały opatulony szalem, chociaż tym razem nie ma czapki. Zapomniał jej wziąć i głupio było mu się wracać. Na początku kolejki wykłóca się kilkoro studentów.
-Jesteście na drugim roku – powtarza stojący na bramce chłopak. – Wstęp mają tylko pierwszoroczni i samorząd studencki – tłumaczy im cierpliwie po raz kolejny.
-Widziałem jak wpuszczasz Potockiego! – obruszył się jeden z drugorocznych. – Potocki jest już doktorantem!
-I jako były przewodniczący jest jednym z opiekunów w tym roku – odpowiedział mu zniecierpliwiony student na bramce. – Zjeżdżajcie do Pijalni – dodaje. Studenci są nieprzekonani, ale ostatecznie odpuszczają.
    W końcu nadchodzi ich kolej. Pokazują swoje książeczki i zostają wpuszczeni. W środku jest zdumiewająco czysto. Jakby to był pierwszy raz od miesięcy, kiedy w barze się ktokolwiek pojawił. Zapewne nie było to dalekie od prawdy.
    W centrum znajdowało się coś na kształt amfiteatru. Scena była otoczona stolikami, które zajmowali inni studenci. Większość z nich popijało piwo. Nilo nigdzie nie potrafił zlokalizować braku, ale nie musiał. Nim zdążyli się obrócić, do niego i jego współlokatora podeszła dwójka innych studentów.
    - Cześć! Jesteśmy Edward i Pavel – przedstawiają się. Nilo ściska podaną mu dłoń. – Jesteśmy przedstawicielami samorządu i mamy zamiar was zachęcić do dołączenia do nas – dwójka mężczyzn się uśmiecha.  Wręczają im dwie butelki piwa i znajdują im miejsce do siedzenia. Mówią, że za chwile im znajdą kolejnych, żeby nie czuli się zbyt samotni.
    -Nie pamiętam czy się przedstawialiśmy sobie – Nilo od razu mówi wprost do blondyna o elfiej urodzie. Jest dość bezpośredni i nie lubi niezręcznych sytuacji. – Jestem Nilo Kalevi. Z Finladii – przedstawia się, podając chłopakowi dłoń. – A ty? – pyta. Próbuje również otworzyć piwo, ale nie ma czym. –Masz może otwieracz?


https://66.media.tumblr.com/3b4f366a73e57927d6a9c6c505a0d477/tumblr_pb1m6nV9dB1vzy4yxo9_400.gifv https://66.media.tumblr.com/22af86515c0ca3ba6fc26799c30960b8/tumblr_pb1m6nV9dB1vzy4yxo10_400.gifv

Offline

#17 30-07-2019 o 19h46

Straż Obsydianu
Asame
Pokonała Dahu
Asame
...
Wiadomości: 2 630

https://i.imgur.com/oOkSC6i.png

Zegar wybijający pełną godzinę przebudził Daniela, który zmęczony podróżą położył się na trzydzieści minut. Usiadł na łóżku, przetarł oczy i sennym wzrokiem spojrzał na stronę współlokatora, które wciąż świeciło pustką. Jedynie wzruszył ramionami i sięgnął po ulotkę leżącą  na jego stoliku nocnym. Dzisiaj wieczorem ma odbyć się impreza dla pierwszoroczniaków w klubie "Pod Mamutami". Nietracąc czasu starannie ubrał buty, długi kaszmirowy płaszcz, a szyje starannie owinął grubym szalikiem. Wyszedł na pusty, otoczony mrokiem korytarz i ruszył w kierunku klatki schodowej. Po drodze minął kilku studentów. Jedni zabiegani i z wypiekami na twarzy, drudzy zaś z kubkiem w ręku ospale wspinali się na kolejne schody kierujące na wyższe piętra. Zimna temperatura niemiło atakowała jego twarz, a mrożący wiatr bawił się jego platynowymi włosami. Kilka strażników podejrzliwie spogląda na młodzieńca, który cierpliwie omija każdego z nich kierując się w stronę klubu, otoczonego wieloma iglastymi drzewami. Daniel łapie się za głowę widząc tłumną kolejkę do drzwi klubu. Przez chwilę rozpatruje nawet opcję powrotu do swojego pokoju, ale daje sobie szanse. Szybko okazuje się, że połowa studentów to starsze roczniki desperacko próbujące się dostać do klubu, jednak chłopak przy wejściu jedynie nie ubłagalnie wskazuje palcem na pijalnie znajdującą się mniej więcej sto metrów od klubu. Wśród kolejkowiczów znów dostrzega chłopaka z korytarza, bez płaszcza, rękawiczek i wciąż w wilgotnych włosach. Daniel rozgląda się po sobie, ubranego od stóp do głów, a wciąż umierającego z zimna, a w jego głowie pojawia się jedynie myśl:"Jak to możliwe, że jeszcze nie umarł z zimna?". Ochrypły głos chłopaka pilnującego wejścia wybudza go z myśli. Cierpliwie podaje swoją legitymację studencką, a bileter otwiera drzwi i zapraszająco macha ręka w kierunku wejścia. Daniel przekracza próg klubu, zdejmuje płaszcz, szalik i rękawiczki. Oddaje je w ręce bladej kobiety w portierni, chyba wampirzycy. Wchodzi w głąb klubu, rozgląda się dookoła siebie i wypatruje mały barek, w którym starszy chłopak rozdaję butelki piwa. Daniel bierze jedno i z zaciekawieniem spogląda na etykietę. - A więc Uniwersytet ma nawet swoje piwo? - mówi do siebie pod nosem. Siada przy pustym stoliku i rozgląda się po klubie. Po chwili dosiada się do jego jeden chłopak, który okazał się studentem chemii na uniwersytecie. Mimo początkowej niechęci Daniel szybko nawiązuje z chłopakiem nić porozumienia i razem spędzają kolejne minuty podczas imprezy. Znów dostrzega chłopaka w wilgotnych włosach, który teraz stoi razem z chłopakiem o niezwykle zmęczonym spojrzeniu i długich włosach. Dwójka chłopaków wyraźnie ich zagaduje, choć obydwoje nie wyglądają na osoby zainteresowane rozmową. Daniel wstaje i nieśmiało podchodzi do całej czwórki podając jednemu z nich otwieracz do piwa.
- Chyba tego szukasz, co? - mówi z uśmiechem na ustach. Jestem Daniel Sørensem, miło mi - mówiąc podaje rękę każdemu z czterech chłopaków, którzy zgromadzili się w małym kółeczku w kącie klubu.

Ostatnio zmieniony przez Asame (30-07-2019 o 20h13)


https://i.imgur.com/FNgEneE.png

Offline

#18 31-07-2019 o 19h11

Straż Cienia
Sladka
Szeregowiec
Sladka
...
Wiadomości: 76

Alida Nagy


Cudowna drzemka musiała się kiedyś skończyć i Alida wstała, po czym przetarła oczy. Poszła ochlapać twarz zimną wodą, bo podobno to dobrze robiło na rozbudzenie, po czym zaczęła się szykować do wyjścia. Wiedziała, że nie ma szans zdążyć na pocztę, która z tego co sprawdzała przed wyjazdem była w centrum miasta, więc obiecała sobie ruszyć do niej i wysłać list czy pocztówkę jutro po zajęciach albo przed. Od biedy nawet podczas okienka. Wiedziała, że rodzice będą się martwić, i choć ten dzień lub dwa nie zrobi różnicy, tak wysłanie informacji po tygodniu szaleństw, że bezpiecznie dojechała byłoby okrucieństwem w ich stronę.
Ubrała się w najgrubsze, a zarazem dobrze wyglądające spodnie, jakie miała, miły w dotyku golf i elegancki płaszcz. Po założeniu szalika włosy przerzuciła na lewą stronę i nałożyła czapkę z utęsknieniem myśląc o uszatce, której nie dała rady kupić. Już wcześniej było zimno, co będzie teraz?
Jako osoba unikająca kolejek wyszła piętnaście minut po rozpoczęciu imprezy, kiedy jej współlokatorka na pewno była już na miejscu. Przez sen słyszała, jak się szykuje. Kiedy dotarła, większość osób była w środku, a ona uniknęła opóźniaczy z drugiego roku. Bez problemu weszła, oddała odzież wierzchnią do szatni, po czym ruszyła na pełny parkiet. Nie była imprezowiczką, dlatego przyszła by poznać parę osób, może od razu rozejrzeć się za pracą i wrócić spać, aby się wyspać na pierwsze zajęcia. Kupiła sobie piwo smakowe, po czym - jak się okazało - wszystkie otwieracze zniknęły w tłumie. Widząc chłopaków, którzy sobie jeden podawali (@Ilian, @Asama) podbiła do nich.
- Hej, też mogę skorzystać? - spojrzała na nich z uśmiechem, a potem wskazała na przedmiot pożądania. - Mam na imię Alida - podała ręce wszystkim starając się zapamiętać imiona, po czym zgarnęła otwieracz i otworzyła sobie piwo. Postanowiła chwilę porozmawiać z towarzystwem nim podbije do barmana z pytaniem czy szukają jakiejś pomocy. Słyszała, że sukcesem na studiach jest zdobycie sieci kontaktów, ale po pierwszym dniu, wystarczy, że będą kojarzyć jej twarz. A jutro będzie się martwić, by z jej twarzą związano konkretne imię.

Offline

#19 31-07-2019 o 21h12

Straż Obsydianu
Eowyn
Młody rekrut
Eowyn
...
Wiadomości: 24

https://i.imgur.com/dBLjPsZ.png

        Niewygody podróży, którą odbył były niczym w porównaniu do jego przygód w krajach poza Norwegią. Równy temu trudowi było zachodzenie w głowie Mikkela, jak może się dostać do tak elitarnej placówki, jak Uniwersytet Mamuci. Natomiast myśl o dostaniu się do Mamuciego miasta wydawało mu się odległym marzeniem. Tak też sądziła jego rodzina i sąsiedzi, lecz samozaparcie i upór Bakkera zwyciężyły. Gdy dowiedział się, że studiowanie języka francuskiego mu się opłaciło, nieomal popłakał się ze szczęścia. Specjalnie na tę okazję wydestylował trunek własnej receptury i świętował tę wspaniałą wieść.
         By dostać się na Uniwersytet obrał najbardziej opłacalną drogę, czyli udał się do Polski, a stamtąd bezpośrednio koleją transsyberyjską. Nie wiedział, czy istniał prostszy sposób, lecz zwiedzanie nowych miejsc, choćby przelotem, sprawiało mu przyjemność. Na początku ubrany był w strój podróżny, składający się z płaszcza i wygodnego, prostego ubioru, lecz jakże do niego pasującego. Nie mógł się doczekać, aż znajdzie się u celu całego jego wysiłku. Zastanawiał się, czy na miejscu znajdzie swoich skandynawskich pobratymców. Właściwie wystarczyliby mu również Finowie, gdyż u nich często bywał i wymieniał się wiedzą oraz opowieściami, dotyczącymi jego odkryć. Ale najważniejszą zagadką dla niego była wiedza, czy utrzymująca się tam temperatura mocno da mu się we znaki.
            Na miejscu, choć wszystko, jak dotąd szło po jego myśli, zagubił się, szukając własnego pokoju. Gdy czytał o uniwersytecie, nie było to ani trochę możliwe, a wśród wilkołaków i wampirów mógł szukać pomocy. Zimno na początku w niego uderzyło, lecz był zimnokrwisty i stwierdził, że tak też postara się znieść to nieudogodnienie, rozglądając się jak wyjść z trudnego położenia. Kiedy udało mu się to przedsięwzięcie, z żalem zauważył, że nie zdążył przywitać się z własnym współlokatorem, który musiał już udać się do klubu.
     - Masz ci los - wymamrotał pod nosem i zmienił swój ubiór na coś bardziej imprezowego, lecz nadal dostosowującego się do pogody. Musiał się śpieszyć, gdyż mimo zapewnień, że zaproszenie jest dla wszystkich pierwszoroczniaków, bał się, że nie starczy dla niego miejsca. Nic, więc dziwnego, że gdy wylegitymował się przed wejściem na imprezę był odrobinę zmachany.
                  Nie podobał mu się fakt, że nikogo nie znał, lecz z racji jego spóźnienia zauważył jedną, jedyną, zadziorną studentkę, o, musiał stwierdzić, atrakcyjnej aparycji, która składała się na twarz oraz szczupłą sylwetkę. Hipoteza, czy była ona w jego guście, czy też nie, wymagała dłuższych rozważań. Ostatecznym argumentem na zbliżenie się do niej było to, że zajęta była rozmową z kilkorgiem innych studentów.
    - Witajcie, jestem Asmund Bakker, student chemii stosowanej, miło mi was poznać - niezwłocznie, spontanicznie i pewnie siebie podszedł do nich i za zgodą dziewczyny, która od początku przykuła jego uwagę, otworzył nim swoje piwo. - Kto by pomyślał, że jeden otwieracz może służyć, jako obiekt poznania - stwierdził jedynie.

Ostatnio zmieniony przez Eowyn (31-07-2019 o 21h17)


https://i.pinimg.com/originals/41/d7/e3/41d7e3f2332623a754e236b1193ecf3c.gif

Offline

#20 01-08-2019 o 18h27

Straż Lśniąca
Hidney
Zbieg Okoliczności
Hidney
...
Wiadomości: 4 810

Dźwięki zewsząd. Odgłosy stawianych kroków i małych kółek, które umożliwiały właścicielom walizek łatwe ich przemieszczanie. Liczne rozmowy i śmiechy. Gdzieniegdzie niemrawe chrząknięcia, najpewniej pochodzące od tych studentów, którym stosunkowo trudno było się odnaleźć w całkowicie nowym miejscu. Niektóre z tych hałasów odbijały się echem od ścian klatki schodowej, którą powolnie podążałaś, beznamiętnie przyglądając się tym fragmentom, z których zaczęła odchodzić farba. Pomyślałaś, że gdybyś na co dzień również musiała znosić całą gamę takich rozemocjonowanych dźwięków, będąc dodatkowo świadkiem conocnych, studenckich eskapad, to wkrótce zaczęłabyś przypominać tę nieszczęsną farbę.
Zdołałaś jedynie niemrawo poprawić okulary na swym nosie, zanim z chwilowego zamyślenia wyrwało cię… coś. Coś, co, jak się zaraz okazało, miało ręce, nogi, całkiem ludzkie odruchy i mimo to nie potrafiło poruszać się jak człowiek.
Okulary niebezpiecznie zsunęły się z twej twarzy, co jednak dość szybko opanowałaś, jedną dłonią chwytając za oprawki, a drugą za poręcz. Zachwiałaś się na stopniu, na którym dotychczasowo stałaś, jednakże ostatecznie zdołałaś zachować równowagę. Twoje serce zaczęło bić przyspieszonym rytmem, uprzednio, przy zderzeniu, skutkując wrażeniem, jakoby zamarło na kilka sekund.
Zlustrowałaś swą napastniczkę wzrokiem, ostatecznie zatrzymując się na jej twarzy. Twoją uwagę zwróciła jej cera, idealna, bez żadnych rys, zupełnie tak, jakby należała do porcelanowej lalki. To wrażenie zostało spotęgowane także przez fakt, iż posiadała nienaturalny kolor włosów i do tego ciepłe, brązowe oczy. Zajrzałaś w nie na moment. Nie potrafiłaś wyczytać z nich nic więcej poza tym, czym ich właścicielka sama zdecydowała się podzielić ze światem za pomocą swego cichego, dość niepewnego głosu. Była jak lalka bez swojego marionetkarza, mała, zaplątana w nici kukiełka, miotająca się nieco bezwładnie.
- Nic nie szkodzi – odrzekłaś, przybierając taki wyraz twarzy, jakby szkodziło najbardziej na świecie. Bynajmniej nie świadomie. Mimo że sprawiałaś wrażenie podirytowanej, w rzeczywistości po prostu lustrowałaś wzrokiem swą rozmówczynię, co rusz napotykając na ciekawsze elementy jej wizerunku.
Po chwili odwróciłaś się i, bez najmniejszego słowa wyjaśnienia, powróciłaś do kontynuacji swej wędrówki po uniwersytecie.

Mimo że przed wyjściem do klubu oczywiście na chwilę wróciłaś do swojego pokoju, nadal nie natknęłaś się na swoją współlokatorkę. Wiedziałaś tylko, że z pewnością istniała, skoro jej rzeczy znalazły się nieopodal drugiego łóżka, które przy twoich pierwszych odwiedzinach pozostawało jeszcze wolne.
Prawdę mówiąc, nie miałaś szczególnie dużej ochoty na wieczorne wyjście. Nigdy nie byłaś typem imprezowiczki, a spotkania towarzyskie najczęściej zwyczajnie cię nudziły. Niemniej jednak tym razem kierowała tobą zwyczajna ciekawość. Zarówno uniwersytet, jak i miasto, w którym był ulokowany, zdawało cię w pewien sposób fascynować. Zapragnęłaś zwiedzić różne jego zakamarki, niekoniecznie bacząc na to, czy był to akurat okoliczny klub, czy miejsce, w którym odbywały się comiesięczne spotkania koła wędkarskiego. Mimo nieszczególnej otwartości do innych, byłaś bardzo głodna wiedzy i łakoma nowych doświadczeń. Stąd też zdecydowałaś się udać w to samo miejsce, do którego aktualnie brnęli praktycznie wszyscy studenci pierwszego roku.
Po wejściu do środka, sugerując się poczynaniami pozostałych osób, ufnie oddałaś swoje odzienie wierzchnie osobie zajmującej się szatnią, po czym przekroczyłaś próg głównej sali. Nieco zdziwiłaś się jej wielkością. Nie minęło kilka chwil, jak dorwał się do ciebie chłopak, który szybko wcisnął w twoje ręce butelkę piwa. Skinęłaś mu głową w podziękowaniu, na co on jedynie puścił ci oczko, znikając w tłumie.
Podeszłaś do jednego z wolnych stolików i zajęłaś miejsce na krześle, stawiając butelkę na blacie. Rozejrzałaś się w poszukiwaniu potencjalnego otwieracza, jednak ostatni dostrzegłaś u grupki studentów znajdujących się nieopodal. Stwierdziwszy, że jakoś szczególnie nie zależy ci na szybkim dorwaniu się do trucizny powodującej spowolniony czas reakcji, założyłaś nogę na nogę i oparłaś się o krzesło, starając się choć odrobinę zniwelować narastający ból pleców.


https://66.media.tumblr.com/b84ae39861a7a91b3dc76c9c8563f2e5/tumblr_o4rvdxdLMa1uumqtpo4_r2_400.gifv https://66.media.tumblr.com/515cc4605e2a69edae468747ce83b28d/tumblr_o4rvdxdLMa1uumqtpo6_r1_400.gifv
„ W E     M A Y     N E V E R     K N O W ,     U T H E R .     I     I N T E N D     T O     L I V E     F O R E V E R . ”

Offline

#21 04-08-2019 o 22h38

Straż Lśniąca
Lexi
Nemesis
Lexi
...
Wiadomości: 4 909

ssssssssddddddddddddddddddddddddddddddssss V I V I A N E  L A C R O I X
          „Jak prawdziwa dama” – powtarza sobie co chwilę w głowie – „zachowywać się jak prawdziwa dama” – próbuje się przekonywać, gdy czuje, jak pulsujący ból jej lewego łokcia zdaje się rozrywać jej kości od środka. Gdy wcześniej zdecydowała się na zaniesienie swoich – niezbyt lekkich – walizek do pokoju, całkowicie zapomniała o dokuczającej jej kontuzji. Teraz, siedząc na kanapach znajdujących się w holu akademiku, Viviane wydawałaby się wymyślać co nowe przekleństwa, jakie tylko wpadają jej do głowy.
         Nawet ciekawa lektura, którą zaczęła w pociągu, nie może odciągnąć jej myśli od konsekwencji popisu siły. Wie, że przed imprezą dla pierwszoroczniaków, musi zdecydowanie się przebrać w coś eleganckiego, co mogłoby podkreślić jej atuty, ale jedynie co krąży jej obecnie po głowie to jedno wielkie „cholera”. Nie dziwi się nawet, gdy litery w książce zaczynają się rozmazywać – kilka łez spływa jej po policzkach, co ostatecznie sprawia, iż Ann wykonuje głębokie oddechy. Przypomina sobie sprytną gadkę najstarszego brata – ponoć ten sposób ma pomagać w ukojeniu nagłego, potężnego bólu, ale Viviane nie sądzi, iż to w ogóle zadziała.
         Sięga ręką do kieszeni swoich luźnych spodni i wygrzebuje pojemniczek z silnymi lekami przeciwbólowymi; dziękuje Bogu za to, że nie zapomniała ich z domu rodzinnego, a następnie połyka końską tabletkę, która zawsze przynosiła ulgę już po kilkunastu minutach. Czuje powiększający się ból głowy – studia się nawet nie zaczęły, a Viviane pragnie już stąd uciec. Albo uciec już na imprezę w nadziei, że odciągnie się od negatywnych myśli.
Zerka jeszcze raz na zegarek wiszący naprzeciwko jej i wreszcie wstaje na nogi. Słyszy, jak jej kolana strzelają, więc uśmiecha się delikatnie. Wie, że będzie musiała się trochę rozruszać i ma ogromną nadzieję, że na imprezie będzie miała taką okazję.
        Do pokoju wraca się tylko na chwilę; na szczęście zauważa, iż jej współlokatorki nie ma dłuższej w pomieszczeniu, więc przebiera się w kwiecistą, bufiastą koszulę przy swoim łóżku. Wie, że w ten sposób może wyróżnić się z tłumu – niestety, Ann od zawsze jest osobą o dziwnym, czasem wręcz spektakularnym, guście dotyczącym ubrań, jednakże czuje się z tym całkowicie normalnie i swobodnie. Dlatego przeczesuje jeszcze raz swoje włosy i zakłada na siebie ciepły płaszcz, nim rusza w stronę klubu, w którym ma odbyć się impreza dla pierwszorocznych.
***   
        Środek pomieszczenia zapiera dech w piersiach Ann. Dziewczyna jest przyzwyczajona do luksusowych restauracji, w których jej rodzina często przebywała. Codziennością były dla niej skórzane fotele, eleganckie stoły wraz z idealną zastawą. Wszystko jednakże wydawało się być bardzo puste, bezosobowe i zimne. Z przyjemnością zauważa, że wnętrze klubu znacząco różni się od tego, do czego przywykła. Brak tu jakichkolwiek wymyślnych ozdób czy elegancji, jednakże dziewczyna czuje się tutaj naprawdę dobrze. Jakby wreszcie uwalnia się od świata, w którym dorastała i odkrywa zupełnie nowe, bardzo zwyczajne rzeczy. Stale też powstrzymuje się przed delikatnym kołysaniem do muzyki, która obecnie opanowuje pomieszczenie.
         Viviane odmawia też piwa, które jej proponują – leki przeciwbólowe, które bierze są zdecydowanie za silne i wie, że nie powinna mieszać ich z alkoholem. W ten sposób wydaje się tracić też jedyną szansę na zaczęcie rozmowy – widzi, że wiele osób zaczyna poznawać się podczas pożyczania otwieracza do piwa. Dziewczyna uśmiecha się na samą myśl o tym i prostując się „jak prawdziwa dama”, zdecydowanym krokiem dołącza do tworzącego się kółka. Dostrzega kilku przystojnych mężczyzn, a także dość urodziwą kobietę, która stoi pewnie wśród nich.
- Cześć – zaczyna, gdy wkracza między innych pierwszorocznych – Mam nadzieję, że nie zostanę wykluczona z waszego towarzystwa tylko dlatego, że nie skorzystam z otwieracza – kontynuuje, spoglądając każdemu z obecnych na chwilę w oczy. Jakby w ten sposób chciała się przywitać. – Chyba, że to jakiś rytuał, który pierwszoroczni muszą przejść, co? – znajoma jej melodia zaczyna płynąć z głośników i Viviane ledwo powstrzymuje się przed głośnym nuceniem. Wydaje się odprężać z każdą kolejną sekundą, więc wreszcie dodaje, nie zwracając się do nikogo kontretnego: - Miło mi was poznać, mam nadzieję, że równie dobrze spędzi nam się ten wieczór.



https://i.imgur.com/wpjKsal.gif

Offline

#22 05-08-2019 o 21h55

Straż Obsydianu
DevBelial
Oficer Straży
DevBelial
...
Wiadomości: 1 495

Nie pamiętał ani jakim cudem, ani w którym momencie zasnął, ale udało mu się to. Dostał to, na co tak bardzo wyczekiwał i zasnął. Nawet jeżeli po niespełna godzinie poderwał się z gwałtownym wdechem i rozejrzał dookoła. Zaspał? Spojrzał na zegarek. Na litość boską, miał jeszcze mnóstwo czasu, ale umysł podpowiadał mu co innego. Budził go w najmniej oczekiwanych momentach, szepcąc czułe „zaspałeś”. Miał jeszcze kilka takich pobudek i właściwie sam nie wiedział czy ten sen był przydatny. No niby sobie pospał, ale za jaką cenę? Za którymś razem nie był już w stanie powrócić do spania, po kilkunastu minutach leżenia w miejscu i gapienia się w śpiącego współlokatora i sufit pokoju, zrozumiał, że już nie da rady. Ubrał się i pomimo zimna wyszedł na zewnątrz w celu wypalenia swojej „porannej fajki”. Co prawda nie był poranek, ale był po przebudzeniu, więc tak ją nazywał. Nie przywykł jeszcze do tutejszych temperatur, szybko spostrzegł, że zarzucenie tylko kurtki to nie był najlepszy pomysł. O ile szyję jakoś zasłonił, uszy okrył kapturem, tak palce u dłoni stały się problemem. Papieros wędrował z jednej dłoni do drugiej, a on cały czas poruszał palcami, żeby je ogrzać. To był naprawdę szybki papieros! Wrócił do środka, gdzie dla ogrzania się, biegiem poleciał do pokoju. Ten mróz był nie do zniesienia! Kto w ogóle wymyśla takie pogody!
Otumaniony mrozem, wciąż nie do końca wyspany, sam również nie był pewien czy przywitał się ze współlokatorem tak, jak należy. Szczerze powiedziawszy to bardziej skupił się na tym, aby na wieczorną imprezę wyjść ciepło ubranym. Dlatego przegrzebał swoje bagaże w poszukiwaniu najcieplejszego swetra, jaki udało mu się znaleźć. Czy dobrze wyglądał w tym fioletowym golfie dzierganym przez jego babcię? Kto wie, ale to była ostatnia rzecz, którą się przejął. Ubrał go na koszulkę, a z jego żółwim tempem, nim się obejrzał, już wychodzili. Sam nie wiedział czy prowadził, czy raczej prowadził go wspólokator. Chyba po trochu, chyba trochę na oślep, trochę na czuja, jednak kolejka przed barem mówiła sama za siebie. To tu! To na sto procent, a nawet dwieście tutaj! Gilbert w milczeniu przysłuchiwał się dyskusji pod bramkami, wzdychając pod nosem.
Czy my też będziemy się tak zachowywać po pieszym roku? Pomyślał, ale nie mówił tego na głos. Czy to chęć rozerwania się, poznania nowych osób, a może nostalgia ciągnęły starszych w to miejsce? Albo chrzest. Pomimo prestiżu tej uczelni, blondyn wcale nie zdziwiłby się, gdyby i tutaj odbywało się, sławne w wielu innych placówkach edukacyjnych, kocenie nowych. Czy to mazanie im po skórze, jakiś rytualny drink świadczący o wejściu w społeczność, a może i topienie głowy w kiblu? Coś, co każdy musi przejść, bo bez tego nie będzie tutejszy. Chociaż pierwszaki, bez względu czy to uniwerek, liceum, czy jeszcze wcześniejszy etap edukacji, chcą uniknąć bycia ochrzczonym, zwykle już po roku robią dokładnie to samo nowym, przyjmując tę tradycję. Ale to sprawiedliwe, prawda? Oni też to przeszli, więc dlaczego nowi nie? Właśnie takie rozmyślania wzięły w tej chwili Gilberta, przez co zupełnie się wyłączył i wybudził go dopiero głos starszego studenta proszącego o książeczkę.
- A, jasne – Mruknął, odszukując ją w kieszeniach kurtki, a po okazaniu jej, wszedł wraz z towarzyszem do wnętrza knajpy.
- Szczerze powiedziawszy nie mam pojęci, chyba nie – Pokręcił lekko głową, zaraz jednak ściskając jego dłoń. – Gilbert Schrödinger. Niemcy – Odpowiedział, a na pytanie, od razu zabrał od niego rękę, żeby przemacać swoje kieszenie. Przy swoich kluczach zawsze nosił otwieracz, jednak dopiero w momencie, kiedy nie poczuł ich w kieszeniach, zdał sobie sprawę, że przecież ich nie ma! Nie zabierał nawet ich z domu, wiedząc, że coś tak niewielkiego i zupełnie nieużywanego szybko zgubi. – Nie mam, ale zapalniczka też się nada– Stwierdził, to jej teraz szukając w kieszeniach. Cóż, nim znalazł, przyszedł już wybawiciel, który miał otwieracz. Prawdziwy otwieracz, a nie zapalniczkę
- Siemka – Przywitał się, ale został nieugięty i odnalazł swoją płomienną przyjaciółkę, to własnie nią otwierając piwo. Kapsel wcisnął w kieszeń, nie widząc na razie śmietnika, to samo z reszta uczynił z zapalniczką, widząc, że otwieracz cieszy się większym powodzeniem. Przyciągał tu coraz więcej ludzi i szybko z dwójki zrobiła się już niewielka grupa. Nie miał nic przeciwko nawiązywaniu znajomości, choć czuł, że tak duża ilość obcych studentów w jednym czasie to może być dla niego za wiele. Rzecz jasna, z każdym się witał i się przedstawiał.
- Spokojnie, tez nie wziąłem udziału w tym rytuale, a jeszcze nikt mnie stąd nie wygonił – zapewnił dziewczynę. Z tą różnicą, że on jednak pił. No właśnie, picie!
- Ej, słuchajcie. Co prawda wcale się nie znamy, ale zebrało nas się tutaj trochę. Co powiecie na mały toast? Za udany rok, czy coś takiego – Zasugerował nieco głośniej, co by każdy z zebranej grupy dokładnie go usłyszał. Uniósł lekko butelkę, robiąc pierwszy krok w stronę zapowiedzianego przez siebie toastu i właściwie to czekał na odpowiedź innych. A bezalkoholowa dziewczyna? Kto powiedział, że nie można wznosić toastu sokiem, czy czymkolwiek innym? nie tylko alkohol do tego służy.

Offline

#23 07-08-2019 o 11h55

Straż Absyntu
Ilian
Przyjaciółka Jamona
Ilian
...
Wiadomości: 14 442

Nilo uśmiecha się, kiedy jasnowłosy mu się przedstawia. Jasnowłosy elf ma na imię Gilbert i wcale nie jest elfem, a Niemcem.
-Mam nadzieję, że to się uda – mówi, kiedy chłopak podaje mu zapalniczkę. Nim jednak zaczyna się z tym wszystkim bawić, podchodzi do nich ktoś inny. Piękny chłopiec, o jasnych, pięknych włosach. Nilo patrzy na niego zdumiony. Oddaje zapalniczkę Gilbertowi i przyjmuje otwieracz.
-Nilo Kalevi – odpowiada swoim imieniem, podaje dłoń, ściska ją, a następnie wraca ze swoją uwagą do piwa. Zanim je otworzył, wokół nich gromadzi się kilkoro innych studentów, którzy również chcą się integrować.
    Nawet nie stara się pamiętać ich imion. Zdecydowanie nie ma do tego pamięci. Każdemu z nich po kolei się przedstawia. Słyszy różne akcenty i jest ciekaw.
-Spokojnie, tez nie wziąłem udziału w tym rytuale, a jeszcze nikt mnie stąd nie wygonił – mówi Gilbert. Ma niemiecki akcent.  Wyprostowana dziewczyna ma piękny, pełny francuski akcent. Już po tym mógł stwierdzić skąd pochodzi. Akcentów blondyna i bruneta nie potrafił rozróżnić – germańskie języki brzmiały tak samo. Nie rozpoznaje akcentu Alidy i jest ciekaw czy ktoś rozpoznaje jego. Jednak są rzeczy ważne i ważniejsze, a towarzystwo zdecydowanie było w tym drugim.
-Zapalniczka to poziom wyżej niż otwieracz – mówi w jego stronę, po czym się uśmiecha. Uśmiecha się w stronę nowej koleżanki, która nie zamierza z nimi pić. Jakby na zachętę.
    Po chwili wznoszą toast.
-Za dobry nowy rok – Nilo woła wraz z innymi. Stukają się butelkami. Nilo znowu upija łyk piwa. Nie ma pojęcia co dokładnie pije. Cyrylicę umie czytać, ale rosyjski to już wyższa szkoła jazdy. Jednak zdecydowanie mógłby mieć więcej niż jedną butelkę.
    Jego humor od razu się polepsza. Lubi być w towarzystwie. Fin czuje, że zaczyna czuć ten klimat. Muzyka lecąca w tle jest bez słów, jednak klimatyczna. Jazz miło rozbrzmiewa, jednak większość studentów nie jest przekonana, by była to dobra muzyka do tańczenia.
    Nagle można było usłyszeć ciężkie uderzenie. Tuż ze sceny. Pojawiło się na niej kilkoro ludzi z instrumentami. Gitary, bas, nawet bębny! Nilo zaświeciły się oczy. Po chwili, bez żadnego sotrzeżenia, zaczęli wybijać pierwsze takty swoich piosenek. Fin nie wiedział kim są, ale koncertu rockowego nie miał zamiaru przegapić.
    -Chodźmy tam! –woła wyraźnie ucieszony. Zrywa się z krzesła, zostawia piwo. Bierze za rękę jedną z dziewczyn. Tę która nie piła alkoholu. Przepycha się przez tłum studentów, trzymając dziewczynę za nadgarstek. Zwalnia, by przypadkiem nie ciągnąć jej za mocno. Jednak nim udaje mu się dotrzeć pod scenę, wywraca cudzy stolik.
-Cholera!
Od razu bierze się za podnoszenie wywróconego mebla.
-Przepraszam – mówi w stronę dziewczyny z okularami. – Nic ci nie jest? – pyta. Nie dostrzega, by jednak działo się jej coś niedobrego.  Dla Nilo równało się to z jednym.
    -Chodź z nami pod scenę!


https://66.media.tumblr.com/3b4f366a73e57927d6a9c6c505a0d477/tumblr_pb1m6nV9dB1vzy4yxo9_400.gifv https://66.media.tumblr.com/22af86515c0ca3ba6fc26799c30960b8/tumblr_pb1m6nV9dB1vzy4yxo10_400.gifv

Offline

#24 08-08-2019 o 10h11

Straż Obsydianu
Asame
Pokonała Dahu
Asame
...
Wiadomości: 2 630

Tak duża grupa nowo poznanych pierwszoroczniaków jest zdecydowania zbyt dużą liczbą imion do zapamiętania, nie mówiąc o nazwiskach. Teraz przynajmniej wie, że chłopak o zmęczonym spojrzeniu jest z Niemiec, więc akcent nie będzie dla niego tak uciążliwy w przeciwieństwie do Alidy, dziewczyny, której akcent wydawał się dla Daniela zagadką. Idealna, wyprostowana poza dziewczyny z Francji go zawstydzała, dlatego co jakiś czas sztucznie poprawiał swoją sylwetkę tak, żeby jakoś dorównać niezwykłej elegancji dziewczyny z naprzeciwka. Po wznoszeniu toastu niepewnie przechyla butelkę do ust, a gorzkawy smak piwa rozlega się po jego przełyku. O wiele mocniejsze niż piwo w moim kraju - mówi do samego siebie w myślach, przyglądając się etykiecie w poszukiwaniu wiadomości o procentach. Na marne. 
Rozlega się mocny dźwięk gitary, a potem innych różnorakich instrumentów. Pierwszy raz doświadcza prawdziwej imprezy dla nastolatków. Ze względu na swoje nazwisko i wysoko postawioną rodzinę nie mógł pozwolić sobie na imprezę ze znajomymi, ponieważ ewentualne incydenty mogły niekorzystnie wpłynąć na reputacje jego ojca, który jest prawą ręką obecnego premiera Danii. Mocna muzyka zaczyna drażnić jego uszy, a tłum ludzi, którzy bawiąc się raz po raz trąca go łokciami zaczyna irytować. Nie jest przyzwyczajony do tak mocnej muzyki, owszem, kocha tańczyć, ale jego wieloletnia praktyka dotyczyła tańca towarzyskiego w rytmie z pewnością spokojniejszych melodii. W tym samym momencie słyszy dźwięk spadającego mebla. W odległości około 10 metrów widzi chłopaka, chyba Nilo, choć sam nie jest już pewny kto jak ma na imię. Szybko podnosi stolik, wymienia z dziewczyną kilka zdań, które z tej odległości i szumu są dla chłopaka niezrozumiałe. Zaczyna rozglądać się w poszukiwaniu wolnego stolika przy którym mógłby ochronić się przed tłumem ludzi na parkiecie. Jego wzrok spoczywa na stoliku, który znajduje się niedaleko wyjścia na taras. Nieśmiało do niego podchodzi i niepewny pyta tajemniczą dziewczynę: Można usiąść? - podnosi pytająco brew.
Przecież Ci nie zabronię - odmrukuje, wyraźnie poirytowana. Daniel jedynie wzrusza ramionami i siada. Ukradkiem przypatruje się dziewczynie, a dokładnie jej gęstym blond lokom, które wydają się niewyobrażalnie duże. Dziewczyna siedzi na rogu stolika, a dłońmi obejmuje butelkę piwa. Wyciąga z kieszeni otwieracz i kładzie na środku okrągłego stolika. Chyba Ci się przyda - mówi z lekkim uśmiechem na ustach. Dzięki - odpowiada dziewczyna. Stara się zagaić rozmowę, ale dziewczyna widocznie na kogoś czeka, bo odpowiada jednym słowem i cały czas nerwowo rozgląda się po klubie. Odwraca od niej wzrok i przesuwa go na parkiet. Widzi Nilo i dziewczynę z Francji. Chłopak wydaje się bardzo otwarty i przyjacielski, jego usposobienie -choć poznał go zaledwie kilka minut temu- było zaraźliwe. Daniel jeszcze raz, pustym wzrokiem wpatruje się w butelkę piwa. Nigdy nie miał prawdziwych przyjaciół, przyjazd tutaj miał być wielkim punktem zwrotnym, a jak do tej pory jedyna cecha, która przyciągnęła do niego kilka osób jest fakt posiadania otwieracza do piwa.

Ostatnio zmieniony przez Asame (08-08-2019 o 14h47)


https://i.imgur.com/FNgEneE.png

Offline

#25 08-08-2019 o 16h20

Straż Cienia
Sladka
Szeregowiec
Sladka
...
Wiadomości: 76

Alida Nagy


Uśmiechnęła się do chłopaka, który odebrał od niej otwieracz i przyjrzała mu się dłużej. Będzie z nim na roku, powinna go zapamiętać!
- O, też będę studiować chemię - w jego stronę poleciał żółwik, na znak jakiegoś zjednoczenia umysłów czy coś. Wzięła łyk piwa, a w międzyczasie losy otwieracza stały jej się nieznane, gdyż w dalszym ciągu przechodził z rąk do rąk. Mimo wszystko nie planowała się przecież dziś upijać, więc się absolutnie nie przejęła. - Skąd jesteś, Asmund? - podpytała wyczuwając okazję do zdobycia jednej znajomości z własnego kierunku. Wiadomo, tacy znajomi są cenniejsi niż studenci z innych kierunków. Można się z nimi wymieniać notatkami i w ogóle.
Zauważyła, że niektóre osoby, szczególnie dziewczyny, siadają samotnie przy stolikach i się alienują. Nie rozumiała tego podejścia. Ktoś miał je łaskawie zaczepić? Nie lubiły takich zabaw, ale potraktowały przyjście tu jako obowiązek? Nie rozumiała kompletnie ich motywacji i nie zamierzała. Zamiast tego liczyła, że rozmowa się rozwinie. Ludzie jednak po otwarciu piwa z reguły odchodzili dalej, jakby chcieli zamienić słówko z jak największą liczbą osób.
- Hej, to żaden mus, ale z alko zawsze jest łatwiej. Twoje zdrowie - powiedziała biorąc łyk piwa, nie wiedząc o tabletkach przeciwbólowych Francuzki. A że nie wiedziała to nie żałowała namawiania do złego. Bez wahania również przyłączyła się do toastu, choć swojego piwa trochę wypiła. - Za udany rok.
Kiedy gadają o alkoholowym rytuale, Alida zaczęła odnosić wrażenie, że otaczają ją abstynenci. Niedobrze. Jej opiekunowie zawsze twierdzili, że przy alkoholu ludzie najlepiej się integrują. Może powinna po prostu znaleźć inne towarzystwo, a jak nie to zostało jej liczyć, że w tym mieście da się kupić rozrywkową planszówkę i przyciągać tłumy na wieczorki gierkowe. Zaraz jednak zmieniła zdanie widząc, że po małej ilości alkoholu jeden chłopak zaczął ciągnąć abstynentkę w stronę chyba sceny wywalając stolik.
- Jemu już starczy piwa - zaśmiała się. Nie chciała iść pod scenę. Na Węgrzech była na paru koncertach i nie chciała znowu zrobić się przygłucha na trzy dni przez stanie zbyt blisko źródła muzyki. - Jak coś ja tu zostaję. Nie chcę być stratowana - na wypadek oświadczyła.

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2