Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2

#1 04-07-2019 o 20h18

Straż Cienia
Kiryu
Żołnierz Straży
Kiryu
...
Wiadomości: 595

CAŁE UNIWERSUM BLOODY DEBT NALEŻY DO @Sofja. JA JEDYNIE WYPOŻYCZAM!
https://www.wedgwood.co.uk/media/wysiwyg/Wedgwood/Icons-Dividers/floral-line.gif
https://cache.desktopnexus.com/cropped-wallpapers/273/273692-1366x768-[DesktopNexus.com].jpg?st=kX2duzySQAq874a2O1l6rg&e=1554831620


Na południu Anglii, pośród wyjątkowo gęstego i przerażającego lasu, znajduje się pewne stare i opuszczone zamczysko. Jest to zamek La Valalettów. Krążą o nim różne przerażające historie i legendy, jednak nie ważne od tego jak wielka była fantazja ich twórców, te opowieści są co do jednego zgodne – ten owiany złą sławą zamek ma być nawiedzony przez przerażające upiory, które od wieków czekają na śmiertelniczkę, która odważy się przekroczyć wrota tego budynku. Jaka jest prawda? Cóż, aby ją wyjaśnić musimy cofnąć się w czasie o co najmniej dwieście lat, bowiem to właśnie wtedy zaczęła się historia zamku La Valettów. Podobno dwieście lat temu w tym zamku mieszkał pewien tajemniczy jegomość. Był to człowiek niezwykle towarzyski, jednak ze względu na swój zły stan zdrowia nie mógł opuszczać terenu swego domu. Nie posiadał on żony i dzieci, dlatego też był człowiekiem niezwykle samotnym. Raz w miesięcy ów jegomość wysyłał do oddalonego od zamku miasta swojego zaufanego służącego, który zapraszał wszystkich mieszkańców na zorganizowany przez jego pana wielki bal. Jednak za każdym razem wracał do swego pana z niczym. Żaden z mieszkańców nie chciał przyjść do zamku La Valettów, bowiem przez pewnego zawistnego człowieka wszyscy sądzili, że ów dobry jegomość jest wampirem. Pewnej wyjątkowo burzliwej i deszczowej nocy, do zamku tajemniczego jegomościa przybyła czwórka zgubionych wędrowców szukając schronienia. Pan zamku wyjątkowo ucieszył się z tej niezapowiedzianej wizyty i ugościł wędrowców iście po królewsku. Tej nocy zaproponował im również tajemniczą umowę, zgodnie, z którą każdemu z nich pożyczył dosyć sporą sumę pieniędzy, w zamian za cztery piękne potomkinie ich rodów, które miały przybyć do jego zamku dwieście lat później. Nie myśląc wiele wędrowcy zgodzili się przyjąć ofertę, a dla lepszego efektu podpisali umowę własną krwią. I tak oto następnego dnia bogaci wędrowcy opuścili zamek La Valettów zupełnie nie przejmując się konsekwencjami swoich czynów. O zawartej z panem zamku umowie nie mówili nikomu, aż do czasu gdy pod koniec swego długiego i bogatego życia, znaleźli się na łożu śmierci. Opowiedzieli wtedy wszystko ze szczegółami swoim synom, a ci swoim dzieciom i tak przez następne dwieście lat. Oczywiście nikt w tą historię nie wierzył, jednak z jakiegoś powodu pod koniec swego życia, każdy z członków tych czterech rodów czuł obowiązek przekazania tej tajemnicy następnemu pokoleniu.
I tak oto niespodziewaniu dokładnie po dwustu latach na biurkach czterech spośród potomków tych właśnie wędrowców znalazły się pewne ozdobne koperty zaklejone czerwoną pieczęcią. A w ich środku znajdowały się krótkie listy mówiące, iż czas zapłaty właśnie nadszedł, a nieposłuszeństwo zostanie surowo ukarane. Bojąc się o własne życie potomkowie czterech wędrowców wysłali swe piękne i nastoletnie córki prosto do owego ponoć nawiedzonego zamku La Valettów, gdzie na dziewczyny czekała pewna niekoniecznie miła niespodziana. Bowiem jak się okazało zostały one wybrane, by stać się własnością czwórki mieszkających tam niezwykle przystojnych młodzieńców, którzy byli… Wampirami. A dziewczyny miały za zadanie oddawać im swoją krew. I nie ważne od tego czy chciały czy nie musiały to robić, w końcu były własnością owych wampirów, lub też jak by to oni powiedzieli – ich ofiarami.
Co z tego wszystkiego wyniknie? Miłość? Nienawiść? Decyzja należy tylko do nas.

▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ 

1. Nasze wampirki dwa razy w tygodniu (wtorki i środy) chodzą do pewnej specjalnej szkoły wieczorowej, w której uczą się głownie dla zabicia czasu. Do tej szkoły po przybyciu do zamku La Valettów zostają zapisane również dziewczyny.
2. Przebudzenie jest to moment, w którym wampirza natura daje o sobie znać. Do tego momentu wampirze dziecko jest prawie jak normalny człowiek, jednak od momentu przebudzenia wampir musi pić krew i nie posiada pulsu. Jest też niezwykle zimny. Przebudzenie jest rzeczą normalną i indywidualną dla każdego wampira, co znaczy, że może mieć miejsce w różnym wieku na skutek różnych czynników.
3. Strach przed czosnkiem i krzyżami, zmiana w nietoperza i brak odbicia w lustrze to zupełnie wyssane z palca bajki. Nasze wampiry posiadają za to po jednej niepowtarzalnej, nadprzyrodzonej mocy. Ponadto mają wyostrzone zmysły, a także są szybsze, silniejsze, zwinniejsze i bardziej wytrzymałe od zwykłego człowieka. W dodatku za każdym razem, gdy poczują zapach krwi ich oczy zaczynają świecić szkarłatnym światłem. Jest to odruch, nad którym nie można zapanować i jedna z rzeczy, która towarzyszy każdemu wampirowi od urodzenia (nawet przed przebudzeniem).

▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ ▫ ▪ 

Wampiry (wiek 19-24 wampirzych lat) :

♂ – wiek: _ wampirzych lat, status wampira: nieprzebudzony/przebudzony, moc: ___ @Robespierre | ofiarą jest @Eadlyn03
♂ – wiek: _ wampirzych lat, status wampira: nieprzebudzony/przebudzony, moc: ___ @Taneshja | ofiarą jest @Merry
♂ HECTOR RUFUS DE RAIS – wiek: 24 wampirzych lat, status wampira: przebudzony, moc: wgląd w przeszłość @Camio | ofiarą jest @Neyu
♂ – wiek: _ wampirzych lat, status wampira: nieprzebudzony/przebudzony, moc: ___ @Agami | ofiarą jest @Morgiana
♂ – wiek: _ wampirzych lat, status wampira: nieprzebudzony/przebudzony, moc: ___ @Eowyn | ofiarą jest @Acerola
♂ – wiek: _ wampirzych lat, status wampira: nieprzebudzony/przebudzony, moc: ___ @Ischigo | ofiarą jest @Kiryu


Dziewczyny (wiek 17-19 lat) :

♀ LILYTH LEE – wiek: 18 lat, pochodzi z rodu "Rosé" zadłużonego u pana zamku La Valettów 200 lat temu @Kiryu | należy do @Ischigo
♀ HOTARU AYANAME NAKANO – wiek: 19 lat, pochodzi z rodu "___" zadłużonego u pana zamku La Valettów 200 lat temu @Morgiana | należy do @Agami
♀ RAMOZA CORNICULUS– wiek: 17 lat, pochodzi z rodu "___" zadłużonego u pana zamku La Valettów 200 lat temu @Merry | należy do @Taneshja
♀ CLARISSA MADELEINE-LEA MIDFORD – wiek: 18 lat, pochodzi z rodu "Phantomhive" zadłużonego u pana zamku La Valettów 200 lat temu @Neyu | należy do @Camio
♀ ALIYAH CHAPMAN – wiek: 19 lat, pochodzi z rodu "Cavendish" zadłużonego u pana zamku La Valettów 200 lat temu @Acerola | należy do @Eowyn 
♀ RHOSYN AVALER – wiek: 18 lat, pochodzi z rodu "___" zadłużonego u pana zamku La Valettów 200 lat temu @Eadlyn03 | należy do @Robespierre


Każdy z wampirów może sobie wybrać swoją "partnerkę".  Proszę wtedy mnie poinformować na pw kto jest tą osobą.

istotne informacje . . .



Przestrzegamy regulaminu forum i Eldki.
• Zapisy prowadzę na pw; nie przyjmuję osób "nowych", które grają w tą grę zaledwie parę dni; nie chce tracić czasu na takie osoby, bo później ciężko znaleźć zastępstwo ;-;
• Wygląd postaci - A&M. Schludna karta postaci, zawierająca aparycje i podstawowe informacje, może zawierać ciekawostki, charakter i inne tego typu rzeczy oraz musi być wykonana w ciągu 48H.
• Jeśli będzie miał to miejsce to sceny +18 i krwawe przenosimy na prywatny i proszę mi wtedy znać, że takowe w ogóle mają miejsce, wtedy te osoby się "zawiesi".
• Nie opuszczamy opowiadania bez słowa, wszelakie informacje o wyjazdach, braku czasu, chęci, weny - proszę od razu informować żeby w razie czego szybko znaleźć zastępstwo.
• Długość postów od 20 zdań w górę, mile widziane długie opisy, co do częstotliwości; wystarczy 1-2 na tydzień.
• Ocenzurujemy przekleństwa, unikamy spin między sobą (autorki), dobrze się bawimy! C:
- Ah, i żeby nie było nieporozumień, to, że ktoś jest z kimś w "parze" nie znaczy, że musi się ów konkretnej osoby trzymać; a prościej tłumacząc - nasze postacie mogą zakochać się w zupełnie innej osobie, niż tej do której jest się przypisanym.

https://www.wedgwood.co.uk/media/wysiwyg/Wedgwood/Icons-Dividers/floral-line.gif

Ostatnio zmieniony przez Kiryu (14-07-2019 o 21h42)



https://i.imgur.com/0MpO1u4.pnghttps://i.imgur.com/3qdJ9BU.png

Offline

#2 05-07-2019 o 01h59

Straż Cienia
Kiryu
Żołnierz Straży
Kiryu
...
Wiadomości: 595


https://s6.ifotos.pl/img/kapjejpg_qsnswrn.jpg
voice: 1
jpg: 1

lilyth lee  lil  ród rosé  człowiek  18 letnia kobieta
urodzona drugiego września   zodiakalna panna
grupa krwi Arh-   wywodzi się z majętnej rodziny
heteroseksualna    niestety  zajęta  -  Taehyun  ♥
matka - modelka  ojciec - burmistrz   jedynaczka

białe kosmyki włosów   szkarłatne tęczówki oczu
metr siedemdziesiąt wzrostu  waga 53 kilogramy
blada cera  szczupła oraz lekko kobieca sylwetka
blizna wzdłuż pleców    brak tatuaży i piercingów
znamię na czole - symbol rodu "wieczny płomień"

• podupadły ród "rosé" • szlachetne dziecko •
• charakterystyczne  znamię  -  dziedziczne •
• specjalnie     traktowana  •  złote    dziecię •
• miła aparycja • nieufna • nieco arogancka •
• nie   lubi   gdy   ktoś  wchodzi  jej  na  głowę,
narusza jej przestrzeń osobistą i dotyka ów
rzeczy; lubi mieć wszystko podporządkowa-
ne, pod kontrolą i zapięte na ostatni guzik •
• od dawna wiedziała jaki czeka ją los, o tym
że będzie poświęcona jako ofiara - wampira
nie rozczulała się zbytnio nad swoim losem,
z obojętnością podchodziła do całej sprawy •
• uparta • nie robi niczego wbrew swej woli •
• ma cięty język • nie ukrywa swoich myśli •
• po  bliższym  poznaniu  widać  jej szczere
intencje   oraz   serce   •   jest   wrażliwa •
• ciężko  znosi  ból • zdarza  jej się płakać •
• bardzo inteligenta, ale nie przemądrzała •
• uwielbia wysiłek fizyczny • lubi gotować,
grać  oraz  rysować  •  uwielbia  pływać •
• ma uczulenie  na pyłki, nie przepada za
kokosami i kiwi • zna się na samoobronie •
• straszna z nie rozrabiaka • niecierpliwa •

Ostatnio zmieniony przez Kiryu (15-07-2019 o 23h34)



https://i.imgur.com/0MpO1u4.pnghttps://i.imgur.com/3qdJ9BU.png

Offline

#3 05-07-2019 o 13h17

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 367


art. Yumeko Jabami //DeviantArt: AoiOgataArtist
https://cdn.discordapp.com/attachments/506526075665514507/597199645688463360/yumeko_jabami__kakegurui__by_aoiogataartist_dbg51bv-pre.jpg

C L A R I S S A     M A D E L E I N E - L E A     M I D F O R D
❝   ᴡ ᴀ ʏ   ᴅ ᴏ ᴡ ɴ   ' ᴛ ɪ ʟ   ᴛ ʜ ᴇ   ғ ɪ ʀ ᴇ   ғ ɪ ɴ ᴀ ʟ ʟ ʏ   ᴅ ɪ ᴇ s   ᴏ ᴜ ᴛ
ʏ ᴏ ᴜ ' ᴠ ᴇ   ɢ ᴏ ᴛ ' ᴇ ᴍ   ᴡ ʀ ᴀ ᴘ ᴘ ᴇ ᴅ   ᴀ ʀ ᴏ ᴜ ɴ ᴅ   ʏ ᴏ ᴜ ʀ   ғ ɪ ɴ ɢ ᴇ ʀ
ᴡ ᴀ ᴛ ᴄ ʜ ' ᴇ ᴍ   ғ ᴀ ʟ ʟ   ᴅ ᴏ ᴡ ɴ
ᴛ ʜ ᴇ ʀ ᴇ ' s   s ᴏ ᴍ ᴇ ᴛ ʜ ɪ ɴ ɢ   ʙ ᴇ ᴀ ᴜ ᴛ ɪ ғ ᴜ ʟ   ᴀ ɴ ᴅ   ᴛ ʀ ᴀ ɢ ɪ ᴄ   ɪ ɴ   ᴛ ʜ ᴇ   ғ ᴀ ʟ ʟ   ᴏ ᴜ ᴛ   ❞


✁------------------------------------------------------

ᴅᴀɴᴇ ᴘᴏᴅsᴛᴀᴡᴏᴡᴇ
ᴄʟᴀʀɪssᴀ ᴍᴀᴅᴇʟᴇɪɴᴇ-ʟᴇᴀ ᴍɪᴅғᴏʀᴅ ★ ᴄʟᴀʀʏ 18 ʟᴀᴛ ★ ★ ʜᴇᴛᴇʀᴏsᴇᴋsᴜᴀʟɴᴀ ★ sᴢᴋᴏᴄᴋɪ ʀóᴅ ᴘʜᴀɴᴛᴏᴍʜɪᴠᴇ
ɴᴏᴛᴛɪɴɢʜᴀᴍ ★ sᴢᴋᴏᴄᴋɪᴇ ᴋᴏʀᴢᴇɴɪᴇ 10.01 ᴋᴏᴢɪᴏʀᴏżᴇᴄ 0 ʀʜ-
ᴏᴘᴛʏᴍɪsᴛᴋᴀ/ʀᴇᴀʟɪsᴛᴋᴀ ★ ᴄʜᴏʟᴇʀʏᴋ ★ ᴇᴋsᴛʀᴀᴡᴇʀᴛʏᴋ ★ ᴀᴛᴇɪsᴛᴋᴀ ★ ᴡᴇɢᴇᴛᴀʀɪᴀɴᴋᴀ
sᴢʟᴀᴄʜᴄɪᴀɴᴋᴀ ★ ᴡᴏʟᴏɴᴛᴀʀɪᴜsᴢᴋᴀ ★ ᴀʟᴛʀᴜɪsᴛᴋᴀ ★ ᴇᴋᴏʟᴏɢɪsᴛᴋᴀ ★ ɪɴᴅʏᴡɪᴅᴜᴀʟɪsᴛᴋᴀ ★ ᴘᴇʀғᴇᴋᴄᴊᴏɴɪsᴛᴋᴀ
sᴢᴀʟᴇŃᴄᴢᴀ ᴍɪŁᴏśɴɪᴄᴢᴋᴀ ʜᴀᴢᴀʀᴅᴜ ★ ᴘʀᴢᴇʙɪᴇɢŁʏ ᴏʀᴀᴢ sᴛʀᴀᴛᴇɢɪᴄᴢɴʏ ᴜᴍʏsŁ ★ ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴄɪĘᴛᴀ ᴡ sŁᴏᴡɴɪᴄᴛᴡɪᴇ
ɴᴀᴊᴡᴀżɴɪᴇᴊsᴢᴀ ᴏsᴏʙɪsᴛᴏść ʀᴏᴅᴢɪɴʏ ᴍɪᴅғᴏʀᴅ ★ ᴘɪʟɴᴜᴊᴇ ɪɴᴛᴇʀᴇsóᴡ ʀᴏᴅᴢɪɴʏ ᴊᴀᴋ ᴏᴋᴀ ᴡ ɢŁᴏᴡɪᴇ
ʀóᴅ ᴘʜᴀɴᴛᴏᴍʜɪᴠᴇ ᴊᴇsᴛ ᴏᴅ sᴛᴜʟᴇᴄɪ ᴍᴀᴊĘᴛɴʏᴍ ᴏʀᴀᴢ ʀᴏᴢᴘᴏᴢɴᴀᴡᴀʟɴʏᴍ ᴋʟᴀɴᴇᴍ ɴᴀ śᴡɪᴇᴄɪᴇ

✁------------------------------------------------------

ᴀᴘᴀʀʏᴄᴊᴀ
166 ᴡᴢʀᴏsᴛᴜ ★ 50 ᴋɪʟᴏɢʀᴀᴍóᴡ ★ ᴘɪᴇʀᴄɪɴɢ: sᴛᴀɴᴅᴀʀᴅ ʟᴏʙᴇ
ᴅʀᴏʙɴᴀ ★ ᴄʜᴜᴅᴀ ★ sᴢᴄᴢᴜᴘŁ★ ᴢɢʀᴀʙɴᴀ ★ ʟᴇᴋᴋᴀ ★ ᴋʟᴇᴘsʏᴅʀᴀ
Łᴀsᴋɪ ʙʀᴢᴜᴄʜ ★ ᴅŁᴜɢɪᴇ ɴᴏɢɪ ★ ɢŁᴀᴅᴋɪᴇ ᴅŁᴏɴɪᴇ ★ sᴢᴋᴀʀŁᴀᴛɴᴇ ᴘᴀᴢɴᴏᴋᴄɪᴇ
ɴɪᴇɴᴀᴛᴜʀᴀʟɴɪᴇ ʙʟᴀᴅᴀ ★ ᴄᴢᴀʀɴᴏᴡŁᴏsᴀ ★ ɢʀᴢʏᴡᴋᴀ ★ ᴡŁᴏsʏ ᴅᴏ ʙɪᴏᴅᴇʀ
ʙʀĄᴢᴏᴡᴇ ᴏᴄᴢʏ ᴢ sᴢᴋᴀʀŁᴀᴛɴʏᴍ ʙʟᴀsᴋɪᴇᴍ ★ ᴡĄsᴋɪᴇ ᴏʀᴀᴢ ᴄᴢᴇʀᴡᴏɴᴇ ᴜsᴛᴀ ★ ᴍᴀŁʏ ɪ ᴘʀᴏsᴛʏ ɴᴏs

✁------------------------------------------------------

ɪɴғᴏʀᴍᴀᴄᴊᴇ ᴅᴏᴅᴀᴛᴋᴏᴡᴇ
❶ ɪᴍɪĘ "ᴄʟᴀʀɪssᴀ" ᴊᴇsᴛ ᴘᴏᴄʜᴏᴅᴢᴇɴɪᴀ ᴀᴍᴇʀʏᴋᴀŃsᴋɪᴇɢᴏ ɪ ᴏᴢɴᴀᴄᴢᴀ "ᴘᴏŁʏsᴋ"
❷ ᴘᴏsɪᴀᴅᴀᴄᴢᴋᴀ ᴀᴛʏᴄʜɪғᴏʙɪɪ; ᴘᴀɴɪᴄᴢɴʏ ʟĘᴋ ᴘʀᴢᴇᴅ ᴘᴏʀᴀżᴋĄ
❸ ᴍᴀ ᴅᴏᴋᴜᴄᴢʟɪᴡĄ ᴀʟᴇʀɢɪĘ ɴᴀ ᴋᴏᴄɪĄ sɪᴇʀść
❹ ᴘᴏᴅᴏʙɴɪᴇ ᴊᴀᴋ ᴊᴇᴊ ᴍᴀᴛᴋᴀ, ᴄʜᴏʀᴜᴊᴇ ɴᴀ ᴀsᴛᴍĘ
❺ ᴘᴏsɪᴀᴅᴀ sᴛᴀʀsᴢĄ sɪᴏsᴛʀĘ - ʟᴀʀɪssĘ, ᴋᴛóʀᴀ ᴊᴇsᴛ ᴏʙᴇᴄɴɪᴇ ʜᴏsᴘɪᴛᴀʟɪᴢᴏᴡᴀɴᴀ
❻ ᴄʜᴀʀʏᴢᴍᴀᴛʏᴄᴢɴᴀ ɪ ᴢɪᴍɴᴀ ᴋᴏʙɪᴇᴛᴀ ᴏ ᴢŁᴏᴛʏᴍ sᴇʀᴄᴜ
❼ ᴜᴡɪᴇʟʙɪᴀ ᴅᴇsᴇʀʏ ɪ sŁᴏᴅʏᴄᴢᴇ, ɴɪᴇ ᴘʀᴢᴇᴘᴀᴅᴀ ᴢᴀ ᴛᴏ ᴢᴀ ᴏsᴛʀʏᴍɪ ᴏʀᴀᴢ ᴛŁᴜsᴛʏᴍɪ ᴅᴀɴɪᴀᴍɪ; ᴊᴇᴊ ᴜʟᴜʙɪᴏɴʏᴍ ᴅᴇsᴇʀᴇᴍ ᴊᴇsᴛ ᴄɪᴀsᴛᴏ ᴢᴇ śᴡɪᴇżʏᴍɪ ᴛʀᴜsᴋᴀᴡᴋᴀᴍɪ
❽ ᴊᴇᴊ ᴜʟᴜʙɪᴏɴᴇ ᴋᴡɪᴀᴛʏ ᴛᴏ ʙɪᴀŁᴇ ʀóżᴇ
❾ ᴍᴀ sᴋŁᴏɴɴᴏść ᴅᴏ ᴘᴏᴅᴇᴊᴍᴏᴡᴀɴɪᴀ ʀʏᴢʏᴋᴏᴡɴʏᴄʜ ᴢᴀᴋŁᴀᴅóᴡ ᴡ ɢʀᴢᴇ ʜᴀᴢᴀʀᴅᴏᴡᴇᴊ, ᴋᴛóʀᴇ ᴅᴏᴘʀᴏᴡᴀᴅᴢᴀᴊĄĄ ᴅᴏ ᴡʏɢʀᴀɴᴇᴊ
❿ ᴡ ʜᴀᴢᴀʀᴅᴢɪᴇ ᴢʀᴏʙɪ ᴡsᴢʏsᴛᴋᴏ ʙʏ ᴅᴏsᴛᴀʀᴄᴢʏć sᴏʙɪᴇ śᴡɪᴇᴛɴᴇᴊ ᴢᴀʙᴀᴡʏ ɪ ᴀᴅʀᴇɴᴀʟɪɴʏ; ᴊᴇsᴛ ʙᴇᴢᴡᴢɢʟĘᴅɴᴀ ᴡ sᴛᴏsᴜɴᴋᴜ ᴅᴏ ᴘʀᴢᴇᴄɪᴡɴɪᴋóᴡ, ᴋɪᴇᴅʏ ᴡɪᴇ, żᴇ ɴɪᴇ ɢʀᴀᴊĄ ᴢɢᴏᴅɴɪᴇ ᴢ ᴢᴀsᴀᴅᴀᴍɪ, ʀᴏᴢᴘᴏᴢɴᴀᴊᴇ ᴏsᴢᴜsᴛóᴡ ᴘᴏ ᴋɪʟᴋᴜ ʀᴜɴᴅᴀᴄʜ ɢʀʏ, ɢᴅʏż śᴡɪᴇᴛɴɪᴇ ʀᴏᴢsᴢʏғʀᴏᴡᴜᴊᴇ sᴛʀᴀᴛᴇɢɪᴇ ɪ sᴢᴛᴜᴄᴢᴋɪ, ᴋᴛóʀʏᴄʜ ᴜżʏᴡᴀᴊĄ

https://66.media.tumblr.com/2e9dc87e2d5dc341610bc9f019937547/tumblr_pkxiy0ZcJy1vgzd4so2_r1_400.gif https://66.media.tumblr.com/31a34699bfcf38e81b09180c85869ac0/tumblr_pkxiy0ZcJy1vgzd4so4_r1_400.gif
https://66.media.tumblr.com/fc8e29e5796b2e0adc2a53c9a264fa31/tumblr_pl7mcekE4o1vgzd4so1_r1_400.gif https://66.media.tumblr.com/0f90927ed1217f00397e9bd76ae76bb9/tumblr_pkxiy0ZcJy1vgzd4so3_r1_400.gif

...

Ostatnio zmieniony przez Neyu (01-10-2019 o 09h11)


https://i.imgur.com/9WX7JUV.gif

Online

#4 05-07-2019 o 14h09

Straż Absyntu
Robespierre
Nowo przybyła
Robespierre
...
Wiadomości: 7

◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆
https://i.imgur.com/vJUkVi6.jpg
What       do        you        read,        my     lord?
Words,            words,          words.

https://i.imgur.com/ft66XT8.png
◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆ ◆
Czarny   lew / cicha   woda   rodu   von   Beith. Fizycznie dwudziestojednolatek.
Ród von Beith  pochodzi z Austrii,  lecz swoją  główną gałąź posiadają w Wielkiej Brytanii.
Charakteryzują się tym,  iż nawet  przed  przebudzeniem wydają się bezduszni  i  okrutni.
Sam Gray jest  przebudzony. To  wampir  energetyczny  -  jego mocą jest jej pobieranie.
Wysoki   na   189 cm   wzrostu.  Posiada   szare,  zimne  oczy;  długie   włosy    w   odcieniu
szarości         oraz       bladą      cerę.        W       ubiorze        przeważa     czerń     i    czerwień.
https://i.imgur.com/ykX0f3J.png
>  To   tajemnica   Poliszynela,   że   członkowie    rodu    von    Beith    są    wolnomularzami.
>   Moc,    którą    posiada    polega    na    czerpaniu    energii    istot    żywych.    Gwałtowne
  i/lub            długotrwałe          jej         pobieranie         powoduje        ból            u            dawcy.
>   Nie   waha   się    przed    jej   używaniem.  Poza  tym   może   zgromadzić   ową   energię,
  aby     wykorzystać     ją     w     fizyczny     sposób.    Zajmuje   to    jednak    trochę    czasu.
>   Gray     jest    niemałostkowy   i   przy   pierwszym    spotkaniu    wydaje    się    spokojny.
  Nie            bez            powodu            jednak           nazywają            go            ,,cichą        wodą''.
> Lubi   spędzać   czas   na   grze  w   szachy,   fechtunku   i   czytaniu   lektur  prawniczych.

Bᴏɴᴜs

Ostatnio zmieniony przez Robespierre (07-07-2019 o 21h14)

Offline

#5 05-07-2019 o 18h42

Straż Obsydianu
Eowyn
Młody rekrut
Eowyn
...
Wiadomości: 17

https://i.pinimg.com/564x/ac/fe/f0/acfef0b9934a1df56cf7254b25435622.jpg

https://i.imgur.com/l6rKaSS.png
wywodzi się z finlandzkiego rodu wampirów       ur. 18.04, pod znakiem Barana       wygląda na dwadzieścia lat
heteroseksualny       nigdy nie był w związku       nieczęsto widywany poza otoczeniem zamku
przebudzony wampir     mimo wszystko nad wyraz ubóstwia ludzkie potrawy i nie ma problemu z swoją naturą
obeznany z ludzkimi komunikatorami, preferuje, jednak czytanie książek i samodoskonalenie siebie
zna łacinę, język fiński, angielski, francuski i włoski      pasjonuje się biologią, szczególnie roślinami
szczęśliwy pasjonat    artysta   szarmancki gentleman   ambitny   miły   stara się rozgryźć sztukę komplementu

posiada blond włosy do ramion       srebrny kolor oczu       długie, gęste rzęsy
sto dziewięćdziesiąt centymetrów       siedemdziesiąt pięć kilogramów       wysportowany
miłe rysy twarzy       idealne wyrzeźbione plecy    zarysy mięśni na brzuchu       figlarne, majestatyczne spojrzenie

Ród Laaksonen jest wyjątkowo czysty w swym rodowodzie, w linii rodziny mężczyźni żenili się jedynie z arystokratkami.
Mimo wszystko kwestia państwa, w którym to mieszkali nie pozwoliła im na idący z tego tytułu snobizm. Każdy zajmował się
inną dziedziną i każdy otrzymał odpowiednie wykształcenie. Na Eljasa miejsce to miało wielki wpływ, interesował się życiem mieszkańców,
a jego pasją okazała się być botanika. Od lat znał swoje przeznaczenie, które pchało go do angielskiej posiadłości.
Zwłaszcza, gdy wampirze moce zaczęły dopominać się o swoje.

Ostatnio zmieniony przez Eowyn (07-07-2019 o 19h48)


https://www.gifmania.com.hr/Gif-Animacije-Disney/Gif-Slike-Pixar-Filmove/Animirane-Gif-Gore/Gore-83871.gif https://www.gifmania.com.hr/Gif-Animacije-Disney/Gif-Slike-Pixar-Filmove/Animirane-Gif-Gore/Gore-83872.gif

Offline

#6 05-07-2019 o 19h24

Straż Cienia
Acerola
Akolita Jednorożców
Acerola
...
Wiadomości: 365


https://i.pinimg.com/564x/f4/52/f5/f452f5186401b4f5a45ee80eb9fbcba0.jpg

ᴀʟɪʏᴀʜ ᴄʜᴀᴘᴍᴀɴ
« Oh, what’s the use of escaping the future
When you can mold it into whatever you please? » she sings
And I don’t know if it’s something she really believes


linia rodowa Cavendish      współcześnie dziesiąta woda po kisielu
19 lat      "starsza" siostra bliźniaczki Piper      niezamężna kobieta
ojciec prowadzi lukratywny biznes z Norwegią      matka jest historyczką
173 centymetry wzrostu      czerwone włosy      czekoladowe oczy

   Ród Cavendish słynie w pierwszej kolejności z wyśmienitych historyków oraz biografów pracujących na dworze królewskim Wielkiej Brytanii od niepamiętnych czasów. W drugiej natomiast kojarzeni są z intensywną czerwienią włosów. Ta jednak opuściła drzewo genealogiczne na kilka pokoleń, przejawiając się pierwszy raz od lat w urodzie Aliyah.

autorka + oryginał + cytat

Ostatnio zmieniony przez Acerola (07-07-2019 o 16h15)


https://66.media.tumblr.com/2e9625761e3375eba72887ad5ccfb84f/tumblr_p2q7g4lP8p1qc9mvbo8_400.gifv https://66.media.tumblr.com/bcdfa0358cb12dee198ef9c47ee42fc8/tumblr_p2q7g4lP8p1qc9mvbo5_400.gifv

Offline

#7 05-07-2019 o 21h08

Straż Obsydianu
Morgiana
Szeregowiec
Morgiana
...
Wiadomości: 75


https://static.zerochan.net/GUMI.full.720439.jpg

Godność
Hotaru Ayaname Nakano

Wiek
19lat

Rasa
Człowiek

Data urodzenia
21 marca

Znak zodiaku
Baran

Wygląd
Hotaru posiada zielone do ramion włosy, jak i pasujące do nich takiego samego koloru oczy. Nie można też zapomnieć o często goszczącym na jej twarzy uśmiechu, jak i okularach. Okrągła twarz z drobnym noskiem, wiecznie uśmiechniętymi ustami i rumianymi policzkami.
Jeśli chodzi o jej sylwetkę, jest dość niską osobą, ma tylko 153cm wzrostu, przez co wygląda jak krasnal. Choć nie można zaprzeczyć iż widać po niej iż jest dziewczyną. Ma jawne kobiece krągłości, choć przez to że ubiera się dość luźno, nie zawsze widać to w stu procentach. 
Nosi dosłownie takie ubrania na jakie ma ochotę, nie patrzy aż tak na modę, ponieważ lubi sie czuć swobodnie i to jest dla niej najważniejsze w ubraniach.

Ciekawostki
~Jeszcze ze 2 pokolenia wstecz jej rodzina była dość majętna, jednak głupi pradziadek stracił wszystkie pieniądze~
~Jej matka jest japonką, stąd te imiona~
~Nie znosi butów na obcasie, ubiera je tylko w razie konieczności~
~Okulary nosi zwykle po domu, a poza nim ubiera soczewki~
~Jeśli chodzi o kolor jej włosów, to wziął się on z ... przegranego zakładu~






W razie problemów z moja KP, piszcie, miałam długą przerwę od opowiadań.

Ostatnio zmieniony przez Morgiana (05-07-2019 o 22h01)

Online

#8 06-07-2019 o 12h48

Straż Obsydianu
Merry
Straż na szkoleniu
Merry
...
Wiadomości: 231

https://scontent-frt3-1.xx.fbcdn.net/v/t1.15752-9/65986013_367144473933215_2030415952046194688_n.png?_nc_cat=101&_nc_oc=AQmkzPCt7reA6ncxuGHZpNBy65tgCQpiqD_Oj_0GtIbT6KDYmS7SgQNFIr0H6fFkPoI&_nc_ht=scontent-frt3-1.xx&oh=193a736568495810007a53dcb278034a&oe=5D7E08AF
https://i.pinimg.com/736x/0c/56/1c/0c561c98a07cff75848a769fac5cf588.jpg

https://fontmeme.com/permalink/190707/929bc33a0bc975d74ea3a6867784fba3.png

Personalia

۩ Ramoza Corniculus ۩ 17 wiosen ۩ Heteroseksualna ۩  03.03 ۩ Gr. krwi 0 ۩ Miejsce zamieszkania: Karolina Północna ۩ Pochodzenie rodu: Prefektura Hyōgo z Takasago ۩

Aparycja

۩ Prawe oko niebieskie z fioletowymi refleksami ۩ Sylwetka: Szczupła, oczywiście trochę tłuszczu się znajdzie, w końcu gówna klientka sklepu ze słodkościami nie mogła by sobie na to pozwolić ۩ ۩ 178 cm wzrostu ۩ Naturalny kolor włosów to czerń ۩ Posiada znamię w kształcie przypominające księżyc które znajduje się po prawej stronie na miednicy ۩ Piercing uszu ۩   

Historia


Ciekawostki

https://scontent-frt3-1.xx.fbcdn.net/v/t1.15752-9/66125443_441412576705549_4471895274008084480_n.png?_nc_cat=107&_nc_oc=AQkdIMvThQUV5PP_pRnwOHMsmX3k8u9ymrW-pAK9BmMFkqqODYUEzaH1skIt-hit8wI&_nc_ht=scontent-frt3-1.xx&oh=ec98b79748d5b12a8a7899d4b20a5f15&oe=5DB32226

Ostatnio zmieniony przez Merry (08-07-2019 o 01h38)

Offline

#9 06-07-2019 o 15h52

Straż Cienia
Agami
Akolita Sylfy
Agami
...
Wiadomości: 1 132


https://fontmeme.com/permalink/190708/dabc396143e4becd071bf2e381460ea0.png
---------------------------------------------------------------------------https://i.pinimg.com/564x/18/f1/8b/18f18be876f43a854eb82ee1eaa5f282.jpg
---------------------------------------------------------------------------
B A C K G R O U N D   M U S I C

D A N E   P O D S T A W O W E

Urodzony 29 czerwca, w wampirzej formie przeżył już wiele lat, wciąż jednak wygląda na dwudziestoletniego chłopaczka.
Pochodzi z południowej Polski, a choć jego rodzina nie należała do wyższej szlachty, mogła się poszczycić
niezwykle postępowymi umysłami, otwartymi na zagraniczne nowinki i nauki.
Wielcy myśliciele i wyśmienici lekarze, którzy na dworze prowadzili liczne eksperymenty.

Wciąż nieprzebudzony, Filip spędza dnie na zgłębianiu wiedzy na temat działania ludzkich i wampirzych ciał.
Z pozoru chłopak zdaje się być spokojnym i ułożonym młodzieńcem, wielbiącym naukę, nie należy jednak dać się zwieść,
gdyż eksperymenty, których się podejmuje, niejednokrotnie przybierają oblicze maniakalnych zabaw...

Moc, którą włada, pozwala mu na kontrolowanie cieczy i ich stanu skupienia.
Z przyczyn c z y s t o   n a u k o w y c h, jest bardzo zadowolony z faktu posiadania takiej właśnie umiejętności.

---------------------------------------------------------------------------

A P A R Y C J A

Chłopak posiada delikatne rysy twarzy, przyozdobione mglisto-szarymi oczami o przenikliwym spojrzeniu.
Te zaś skryte są za wiecznie nieułożonymi, choć przez to też urokliwymi, pasmami jasnych włosów.

Mierzy 181 cm, jest przy tym dość szczupły. Ubiera się na pograniczu elegancji i luzu.
Najczęściej nie zwraca po prostu większej uwagi na swój styl.

Sprawia wrażenie lekko znudzonego, choć każdy kto napotka jego wzrok od razu dostrzeże iskierki analitycznej ciekawości.
Trochę jakby każda osoba, którą napotka, była poddawana klasyfikacji...


---------------------------------------------------------------------------

I N F O R M A C J E   D O D A T K O W E

Lubi konkretne osoby, stare księgi, eksperymenty, wysokoprocentowe trunki, marionetki, sekcje.

Nie lubi nieporządku, kiedy ktoś mu przerywa lub gdy go popędza.

xx

Ostatnio zmieniony przez Agami (09-07-2019 o 00h00)


http://oi65.tinypic.com/s5b8mv.jpg

Offline

#10 06-07-2019 o 18h03

Straż Obsydianu
Taneshja
Straż na szkoleniu
Taneshja
...
Wiadomości: 246

https://i.imgur.com/pP4iCW5.gif


http://i64.tinypic.com/10wqihg.png


„Spokojnie, usiądź. Weź głęboki oddech i powiedź mi, czego tak bardzo pragniesz się dowiedzieć?”

https://i.imgur.com/jpAf5tU.gif


Imię: Torolf
Nazwisko: Brak
Pseudonim: Lewis Sabathia
Wiek: 24 lata wampirze
Orientacja: „zależy od czasu i miejsca, lecz zazwyczaj jestem wybredny, biorę tylko to, co najlepsze”
Chiński znak z zodiaku: Wół
Zodiak: Lew

„I teraz jak się czujesz? Zaspokoiłeś żądzę? Nie? To słuchaj dalej...”

https://i.imgur.com/wMYel7o.gif


Kolor oczu: niebiesko–zielony
Kolor włosów: blond
Wzrost: 6'0''
Sylwetka: normalna, lekko umięśniona

„Znów chcesz coś wiedzieć o mnie? Hm… zaczynasz mnie denerwować. Wiesz, że to bardzo, ale to b a r d z o nie dobrze?

https://i.imgur.com/zwwUYnH.gif


Dawniej człowiek, dzisiaj wampir. W ten sposób samego siebie określa Torolf, zgrabnie omijając temat swojej przeszłości, który nie tyle jest dla niego nieprzyjemny, co skomplikowany i brak w nim powodów do dumy. Nie urodził się w rodzinie szlacheckiej o znamienitych przodkach licznych jak kamienie w rzeczy czy o majątku liczonym w setkach dóbr materialnych– zaczynał jako zwykły syn chłopa, nie mając przed sobą żadnych perspektyw. Jako trzeci syn miał zawsze pracować na gospodarstwie, być pomiatanym przez ludzi z wyższej rangi społecznej i nigdy nie odziedziczyć po ojcu gospodarstwa. Jedyne, co go wyróżniało na tle rodziny, a nawet całej wsi była uroda. Piękno nie znaczy wiele, jeżeli posiada się potężnie zaopatrzony portfel, lecz kiedy nie znaczy się nic to diametralnie wpływa na twoje życie.

Jak każdy młody mężczyzna zaliczył parę romansów z bardziej bądź mniej wpływowymi ludźmi. Nie raz, sarkastycznie, mówi, że jednym z jego kochanków był sam król Fryderyk II Wielki, lecz czy aby na pewno można wierzyć słowom wampira? Trzeba ocenić samemu.

„Ha!, zabawne. Tak dużo chciałeś o mnie wiedzieć, więc proszę, te informację są twoje...”

https://i.imgur.com/lwGPW98.gif


Prawdopodobnie ma pochodzenie węgierskie, na co wskazuje subtelny zagraniczny akcent, słyszany, np. podczas wymawiania nazwy „Wiedeń”

Od czasu, kiedy po raz pierwszy spróbował tureckiej kawy, zakochał się w niej. Pije ją codziennie, razem z kawałkiem ciasta i papierosem w ręce

Nie lubi obcisłych, ugniatających go rzeczy. Woli chodzić w luźnych bluzkach i spodniach niż w garniturze, choć nie zmienia to faktu, że w swoim pokoju posiada szafę przeznaczoną tylko na ten typ ubrań
Od czasu do czasu nosi kolczyki

Pomimo starannego ukrywania swojego hobby lubi zajmować się roślinami, a w punkcie jego obsesji znalazły się kaktusy

„… a twój umysł mój”

Ostatnio zmieniony przez Taneshja (06-07-2019 o 21h34)

Offline

#11 07-07-2019 o 13h06

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 901

"Why does it hurt so much?"
https://i.pinimg.com/564x/f0/2c/62/f02c6209ca1cb382ff0c9682a7334930.jpg
"Because it was real..."
|| Orion || Baskerville || 22 wampirze lata || 30 lipca || 
|| Angielska szlachta || Mężczyzna || Wampir || Przebudzony ||
|| 179cm || Czarne włosy || Brązowe oczy || Delikatny kolczyk w prawym uchu ||

|| Jego rodzina słynie z długiej historii pełnej tajemniczych wydarzeń. Swego czasu sam Sherlock Holmes zainteresował się wydarzeniami w Baskerville Hall i "odkrył" jedną z tajemnic. ||
|| Wychowany w dobrobycie i dostatku, uważa się za lepszego od innych. Ludzi sprowadza do roli jedzenia i nie kryje się z tym. ||
|| Pasjonat muzyki klasycznej i grania w rzutki. Uwielbia również jazdę konno. ||
|| Pija jedynie drogą herbatę. Five o'clock to dla niego niemal święty czas, którego absolutnie nikt i nic nie może mu zaburzyć. ||
|| Kochał tylko raz, był zaręczony i szczęśliwy. A potem ona odeszła. Była jedyną osobą, po której utracie uronił łzy. ||
|| Ma osobistego lokaja o imieniu Sebastian. A w każdym razie on myśli, że ma tak na imię. Tak naprawdę jego lokaj nazywa się Aretas Churchill, skończył Harvard i jest bardzo życzliwym mężczyzną, jeśli mu na to pozwolić. ||
|| Jego dar zmusza innych do mówienia prawdy i tylko prawdy. Nie używa go zbyt często. ||

Aretas aka Sebastian

Ostatnio zmieniony przez Ischigo (15-07-2019 o 23h16)


Pomyliłam niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
https://cdn.discordapp.com/attachments/579670931337641997/604051060125859841/picsart-07-25-09-04-25.png

Offline

#12 07-07-2019 o 18h44

Straż Obsydianu
Eadlyn03
Nowo przybyła
Eadlyn03
...
Wiadomości: 7

R H O S Y N   A V A L E R

♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦
https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/454e078e-b2f5-4f38-8db8-61686de98537/dd47cji-c659b471-680a-4fd7-9e8d-1351a9bb8c5e.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzQ1NGUwNzhlLWIyZjUtNGYzOC04ZGI4LTYxNjg2ZGU5ODUzN1wvZGQ0N2NqaS1jNjU5YjQ3MS02ODBhLTRmZDctOWU4ZC0xMzUxYTliYjhjNWUucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.tDm2cG9CN562JWcmIdZQb5r9b6o4bTLUlxaPZTYZZik
♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦


  ●  R H O S Y N                      A V A L E R                          18 lat                               10 grudnia                              heteroseksualna                                wolna  ●
  ●  kobieta                                 bogata                             ojciec Pierre                                matka Katherine                                 zodiakalny strzelec  ●
  ●  172          centymetry                               56         kilogramów                                niebieskie        oczy                                            blond           włosy
  ●  atletyczna       sylwetka                blizny na nogach i rękach    znamię na szyi


♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦


                                        Największą pasją Rhosyn jest sport. Dziewczyna kocha biegać, jeździć konno, a także strzelać z łuku. Od najmłodszych lat była zafascynowana sztukami walki, które zacięcie trenowała. Jej rodzice natomiast od początku woleli by ich jedyna córeczka zajęła się sztuką, tak jak jej matka - artystka. Dziewczyna nigdy nie wykazywała jednak zainteresowania ani talentu w tej dziedzinie. Był to jeden z powodów częstych kłótni w rodzinie Avaler.
                                        Jej starszy o 4 lata brat zmarł w wieku trzech miesięcy przez wrodzoną wadę serca. Pierre i Kathrine niezwykle ciężko znieśli śmierć pierworodnego syna, więc po narodzinach Rhosyn przysięgli sobie za wszelką cenę chronić ją od wszelkiego zła. Ich niepokorna córka nie ułatwiała im tego i miała za złe ciągłą kontrolę. 
                                        Dziewczyna nie należy do najmilszych osób. Bywa opryskliwa i szczera aż do przesady. Jest również bardzo dumna, uparta i pewna siebie, a przy tym równiż butna. Próbuje kreować się na zimną i oschłą, ale w głębi serca skrywa mnóstwo problemów i ran. Nie dopuszcza do siebie zbyt wielu osób. Woli przebywać sama i właśnie wtedy płacze. Nie potrafi i nie lubi wyrażać swoich emocji w obecności innych. Nawet jeśli coś ją zrani, będzie udawała, że wszystko jest w porządku.
                                        Wolność to dla niej najwyższa z wartości. By oderwać się od problemów i rzeczywistości wsiada na swoją klacz, Stellar i jedzie przed siebie. Kocha czuć wiatr we włosach, często mówi, że to jedyne co nadaje jej życiu sens.
                                        Nigdy nie miała zbyt wielu przyjaciół. Boi się obdarzyć ludzi zbyt dużym zaufaniem i pokazać im swoje wnętrzne. Nie lubi mówić o sobie, woli słuchać i doradzać innym. Jej arogancja i często nonszalancja wpędzają ją w problemy.
                                         Dziewczyna kocha zwierzęta, woli ich towarzystwo od towarzystwa ludzi. Posiada konia, dwa koty, psa i papugę, którą nauczyła mówić
                                        Rhosyn dużo czyta, lubi się dokształcać i poszerzać swoją wiedzę w różnych dziedzinach. Jest inteligentną i pojętną uczennicą, choć czasem, a nawet często, lenistwo bierze nad nią górę
                                        Nie przykłada szczególnej wagi do swego wyglądu. Wychodzi z założenia, że ubrania powinny być jak najwygodniejsze, więc na próżno szukać w jej szafie sukienek i butów na obcasie. Nie jest to według niej praktyczne w żadnych okolicznościach.
                                        Symbolem rodu Avaler są dwie jaskółki. Rhosyn ma je wytatuowane na obojczyku. Jedna z nich oznacza dla niej wolność, a druga - odwagę.

Offline

#13 14-07-2019 o 21h04

Straż Cienia
Kiryu
Żołnierz Straży
Kiryu
...
Wiadomości: 595

notka




https://s6.ifotos.pl/img/lopng_qsehere.png


      20.09.21' (poniedziałek - południe, rezydencja Lee)

      Dzisiaj był szczególnie pochmurny dzień. Wiatr wdzierał się do pokoju białowłosej, gdy ta ze stoickim spokojem pochłaniała wiedzę z obecnie czytanej książki. Delikatnie dłonią przesuwała palce wzdłuż słów oraz obrazków, co jakiś czas wertując kartki. Nie dane było jej jednak dokończyć opowieści, gdy wtem do jej uszu dotarł dźwięk pukania w drzwi. Zamknąwszy książkę nakazała cichym 'proszę' o pozwolenie wstępu do pokoju.
       — Przyjechali. — usłyszała jedynie z ust matki, która przyszła ją poinformować i zarazem się pożegnać. Ton jakim to wymówiła był iście przygnębiający i nie trudziła się z ukrywaniem w głosie smutku. Czerwonooka spojrzała na nią jedynie kątem oka, odkładając książkę na swoje miejsce, na półce nad sobą i kierując się w stronę okna, by tam ujrzeć na ich podwórzu czarną limuzynę.
       — ...rozumiem.  — odparła jedynie, odwracając się w stronę rodzicielki i posyłając jej smętny uśmiech. Podeszła do niej pewnym krokiem i otuliła ją ramionami, przyciskając jej ciało do swojego. Czuła jak po jej szyi spływają matczyne łzy, widok ten przeszywał jej serce na wskroś i z trudem powstrzymywała się by i sama zaraz nie wybuchnąć płaczem. Tyle słów cisnęło jej się przez gardło i z trudem przychodziło jej powiedzieć coś spójnego oraz zrozumiałego, ale ostatecznie wszystko potoczyło się w dobrym kierunku, nawet jeśli nie odzywały się do siebie ani słowem, a działały czynami.
      Nim się zorientowała, to ten dzień nadszedł dość szybko i nieoczekiwanie. Nie było mowy o wycofaniu się z obietnicy i nie wypełnieniu woli wyższych. Musiała przejąć na swoje barki ciężar przeszłości, nieść trudy przodków i dokonać tego, czego nikt dotąd nie dokonał. Otwierał się przed nią nowy epizod w życiu, pełen niewiadomych i nieznanych okoliczności. W ciągu ostatnich kilku lat była na to przygotowywana psychicznie i fizycznie, wiedziała dobrze gdzie i po co jedzie. Wiedziała też z kim będzie miała do czynienia, i że nie będzie w tym siedzieć sama. Zastanawiało ją jedynie dlaczego jej przodkowie zgodzili się na taki układ. Dla majątku? Władzy? Dobrobytu? Jak bardzo musieli być zepsuci do szpiku kości, żeby w przyszłości poświęcić własne dziecko by zachować swój tytuł? Białowłosa kompletnie tego nie rozumiała. Zawsze mogli samodzielnie dorobić się pieniędzy, zdobyć przychylność ludzi i jakoś ustatkować się w tym życiu, bez żadnego zawierania paktu z diabłem. Jednak ludzie w tamtejszych czasach musieli być wyjątkowo głupi, skoro woleli wszystko mieć gotowe na wyciągnięcie ręki. Cała ta sytuacja była dla niej anormalna. Jednakże nie mogła się sprzeciwić, ponieważ za lekceważenie rozkazów przewidziana była surowa kara. Nie chciała narażać swojej rodziny na niebezpieczeństwo. Wolała poświęcić się w dobro bliskich, cierpieć w samotności niż znosić cierpienie innych.
         Ciepło bijące od jej matki podtrzymywało ją na duchu, gdy pod posiadłością dziewczyny czekała już na nią czarna limuzyna. Niepewnym wzrokiem spoglądała na swoją rodzicielkę, ściskając kurczowo w jednej z dłoni niewielki bagaż. Oczywiście, wszystko było z góry zaplanowane, więc większość jej rzeczy znajdowała się już na miejscu docelowym. Czuła się niepewnie, nie chciała opuścić miejsca, w którym się wychowywała. Miejsca, w którym miło spędzała czas, zachowała dobre wspomnienia. Bała się, że niemożliwym będzie powrót do starych korzeni. I to była prawda - stamtąd nie było już powrotu. Przytuliła się do matki silnie i stała tak przez dłuższą chwilę, gdyż widziały się po raz ostatni. Ocknęła się, gdy kierowca czarnej limuzyny dał o sobie znać, głośnym sygnałem klaksonu. Matka była jedyną osobą z którą się żegnała, a ojciec ? Tak był zajęty pracą, że nawet nie miał czasu pożegnać się z własną córką. A może nie chodziło w zupełności o to, być może nie mógł się pogodzić z myślą o tym, że... właśnie traci w swoich życiu kolejną ważną osobę? I to wbrew swojej woli.
       Niepewnie wsiadła do wnętrza pojazdu zauważając, iż nie była w niej całkiem sama. Skinęła jedynie głową do reszty dziewczyn, nie chcąc przerwać tej grobowej ciszy, unoszącej się w powietrzu. Być może było to spowodowane niechęcią do konwersacji, albo rozmyślaniem nad własnymi sprawami czy też brakiem śmiałości do nawiązania nowej znajomości.

Ostatnio zmieniony przez Kiryu (14-07-2019 o 22h33)



https://i.imgur.com/0MpO1u4.pnghttps://i.imgur.com/3qdJ9BU.png

Offline

#14 14-07-2019 o 21h32

Straż Absyntu
Camio
Żołnierz Straży
Camio
...
Wiadomości: 560

20.09.21' (zamek la Valalettów) @Taneshja

http://i63.tinypic.com/2j4ooih.jpg

Było krótko po północy. Wdzierający się zza niedbale zasłoniętej zasłony blask księżyca, obnażał swym światłem odartą z kolorów bogatą ornamentykę pokrywającą jedną ze ścian. Wychodzące na północ okna, z jakich zostały zerwane dotychczas mieszczące się w nich purpurowo-szkarłatne kotary, sprawiały iż stojące po środku pokoju popękane, z lekka zakurzone lustro dało się iluminować odbicie nagiej kobiety.

Siedząc u brzegu łóżka, Hector przejechał dłonią po twarzy, zatrzymując ją w miejscu, w którym wymierzony został mu ów policzek. Czując na sobie spojrzenie rudowłosej wampirzycy, z którą spędził ostatnią noc, pogłaskał ją czule po policzku. Z całą pewnością Lucrezia de Medici była jego faworytą. Wywodząca się z rodu o wieloletniej tradycji, podobnie jak Hector była dobrze wykształcona i oczytana. Tak jak mężczyzna, podzielała również jego zamiłowanie do muzyki.
Nachyliwszy się doń, obdarzył ją paroma pocałunkami. Kobieta, tymczasem była już myślami zupełnie gdzie indziej. Lucrezia choć pełna wdzięku, młoda szlachcianka posiadała pewien defekt. Była nią jej osobowość, nosząca znamiona schizoidalnej. Raz obecna, innym razem zupełnie nieprzewidywalna w swoim zachowaniu.
- "Jak sobie życzysz najmilsza." , odparł po czym podszedł do stojącego nieopodal lustra. Ze wetkniętą między usta błękitną wstążką, zebrał siegające za łopatki włosy, przewiązując je ową aksamitką. W tym czasie kobieta, która jak dotąd zdawała się jedynie śledzić wzrokiem poczynania mężczyzny, sięgnęła po leżący obok bogato zdobiony szustokor należący do Hectora i okrwszy nim ramiona podeszła do jednego z okien. Kiedy wampir zdołał już zapanować nad niesfornie opadającymi na oczy pasmami włosów, sięgnął po stojące na toaletce perfumy. Po natarciu swojego ciała, jednym z ulubionych pośród licznych w swojej kolekcji olejków eterycznych; olejkiem z róży bługarskiej, wziął się za zaaplikowanie swojej dziennej dawki opium. Cichą adorację swej kochanki przerwało mu dopiero dochodzące zza drzwi donośne szczekanie psów.

Z salonu, w którego znajdującym się tam kominku nadal tlił się dogasający z wolna ogień, udał się do mieszczącego się za rozsuwanymi, oszklonymi witrażami drzwiach gabinetu. Na jego widok, dwa bliźniaczo podobne sobie dogi arlekiny spuściły po sobie łby. Ignorując obecność czworonogów, Hector uchylił zwały materiału kryjącego za sobą przejście, łączoące jego prywatne apartamenty z biblioteką. Zajmując miejsce za biurkiem, które sam kazał sobie tam wstawić i uprzednim założeniu pary okularów o złotych oprawkach, sięgnął po jedną z leżących na jego blacie książek. - "Jak mniemam, obca ci jest łacina". , odezwał się w końcu, nie odrywając wzroku znad lektury ani przez chwilę. Zamiast tego, wyciągnął doń dłoń pokrytą licznymi sygnetami, by ten podał mu książkę, którą chwilę temu zdawał się być tak zainteresowany. Nie racząc jej nawet otworzyć, spojrzał na blondwłosego mężczyznę. Nie miał potrzeby nawet pytać kim jest ów intruz. Jego zdolność wglądu w przeszłość umożliwiła mu szybkie zidentyfikowanie nieproszonego gościa. Niezręczną ciszę, przerwało ponowne ujadanie dwóch psów i wtórujący mu dźwięk tłuczonego szkła. Hector wstał z dotychczas okupowanego przez siebie miejsca i nachyliwszy się nad mężczyzną, chwycił go za podbródek by lepiej mu się przyjrzeć. - "Czas bez wątpienia ci służy.", podsumował go jednym zdaniem po czym wyjrzał przez okno. Przez chwilę, oczy Hectora nabrały szkarłatnego odcieniu. -"A ty wciąż o tym?", rzucił w stronę wampira mając przed sobą obraz ich pierwszego spotkania. -"Uwierz mi. Pod koniec życia już niczego nie czuła. Odeszła szczęśliwa wiedząc, że była kochana.", wyprzedził jego myśli. -"Pozwolisz?", skinął na Torolf'a, a następnie zniknął za zwisającą za nim kotarą by krótko potem pojawić się z parą kieliszków i na pół opróżnioną butelką wina. - "Oby były tego warte.", mówiąc to opróżnił postawiony przed nim kieliszek.

Ostatnio zmieniony przez Camio (01-08-2019 o 15h00)


https://66.media.tumblr.com/c0a41392744a9dafa847c58f30407513/tumblr_psh8c4n0Sm1w1mwqqo2_400.gifv https://66.media.tumblr.com/3f7a589ac41742ecbdaa78228dcd0ce8/tumblr_psh8c4n0Sm1w1mwqqo1_400.gifvhttps://66.media.tumblr.com/babc4f599e9e6c6e9ac43d7203c458ea/tumblr_psh8c4n0Sm1w1mwqqo4_400.gifv

Offline

#15 15-07-2019 o 20h28

Straż Obsydianu
Taneshja
Straż na szkoleniu
Taneshja
...
Wiadomości: 246

https://i.imgur.com/MeMCf9h.gif

Pisany razem z @Camią ♥



19 lipca 2021 roku– wieczór

    Jak zwykle wyjrzał zza drzwi swojego pokoju, szukając jakiegoś człowieka wartego jego uwagi. Suchość w ustach i ciche pragnienie krwi, jakie zrodziło się w jego umyślę przypomniało mu o nieodłącznym elemencie wampirzego życia. Nie westchnął ciężko, nawet nie wstał z łóżka, po prostu sięgając po najbliższy kieliszek i wypił jednym duszkiem jego zawartość. Krew pomieszana z sokiem jabłkowym smakowała zaskakująco dobrze, mając równie słodki co metaliczny posmak.
    Odstawił od ust pusty kieliszek, przewracając go w palcach. Uśmiechnął się smutno na wspomnienie, które nagle do niego powróciło. Dziwne było to, że w tak małym zamku na jakimś wypierdku Anglii spotkał akurat jego. Wampira równie aroganckiego, co skłonnego do przemyśleń i przyjacielskich zachowań. Powróciło do niego wspomnienie ich wspólnej nocy, gdy zapijali się wspólnie, a potem spierniczali przez głuszę, uciekając przed ludźmi.
    Następnie robiąc z nich miazgę.
    Jeszcze raz obrócił w dłoni szkło i spojrzał na ścianę. Ze spokojem i jakby znudzeniem gapił się w obraz kobiety w białej sukni i z chabrami we włosach. Smutny uśmiech zmienił się. Słyszał wszystkie otaczające go dźwięki; szum liści, kroki odbijające się o korytarz i własne palce, ocierające się o przedmiot. Rozchylił lekko wargi, a jego wzrok zmienił się. Jednym ściśnięciem dłoni zgniótł przedmiot, a resztki rzucił przed siebie. Tak po prostu, bez większych celów.
    Prychnął w głos, widząc jak fragmenty szkła odbijają się od ściany i wstał z łóżka. Przewrócił oczami na samą myśl, o bałaganie jaki zostawił za sobą i wyszedł z pomieszczenia. Jego pokój znudził mu się, a jeżeli pamięć nie przyprawiała go o figle, to niedługo miały przybyć do tego zamku nowe ofiary. Kobiety, nie w pełni świadome tego, jaką rolę będą tutaj pełnić. Tak przynajmniej sądził.
    Idąc korytarzem przez głowę przeszły mu dwie myśli– aby nie spotkać Eljasa, z którym łączyła go dziwna więź i bardzo podobny wygląd oraz innych wampirów. Może był to lęk, a może wstyd przed tym, że jako jedyny nie posiadał znanego nazwiska oraz fakt, bycia człowiekiem przez ledwie chwilę życia. Von Beitha mijał tylko na korytarzach, lecz zawsze rozpościerał wokół siebie aurę powagi i niedostępności, natomiast Filip o trudnym do spamiętania nazwisku wydawał się być wiecznie niedostępny. Chłopak o dziecięcej, zamyślonej twarzy i jakimś celu.
    Od kiedy tylko tutaj trafił spędzanie dni na zamku było dla niego ciężkie. W dzień chodził od jednego krańca monstrualnej budowli do drugiego, a po zmierzchu udawał się na długie spacery po lesie. Tak robił do czasu, aż nie poznał całego zamku; każdej pajęczyny, pęknięcia i zdechłej ryby, leżącej w kuchni. Lecz teraz nadeszła chwila, w której zamczysko przestało stanowić dla niego atrakcję, a stało się znajomym miejscem, dlatego też skierował swojego kroki do biblioteki. Widział to miejsce już parę razy, lecz książki go nie przyciągały. Nie potrafił czytać ani tym bardziej pisać, a przeglądanie pożółkłych stron nie interesowało go wcale. Kiedyś uczył się tych umiejętności, lecz jedyne, co poznał, to cyrylicę, a alfabet łaciński był mu bardziej obcy niż głębie oceanu.
    Otworzył drzwi cicho, wślizgując się środka. Na pierwszy rzut oka pomieszczenie było puste, sufit pokrywały pajęczyny, a na regały kurz. Pierwsze kroki w przód nie sprawiły mu problemów. Czuł się pewnie, lecz do czasu. Omijając trzeci regał od początku zobaczył siedzącego przy biurku wampira, który praktycznie bezgłośnie przerzucał strony księgi. Wąpierz wydawał mu się obcy. Być może dopiero przybył do tego miejsca, więc aby nie zrobić złego, pierwszego wrażenia sięgnął po przypadkową książkę.
    Ledwie zerknął na tytuł, ale jedynie, co rozpoznał to literę „a”, choć może i nawet w tym się pomylił. Siadając niedaleko bruneta otworzył lekturę na pierwszej stronie, przyglądając się starannie wydrukowanym literom. Już chciał zapytać się, co takiego ciekawego czyta wampir naprzeciw, gdy na samą myśl o pytaniu zagryzł usta. Pytanie z jego strony rodziło pytania do niego, a ich wolał uniknąć. Pomimo poczucia dumy o swoim ludzkim pochodzeniu orientował się, że w wampirzym świecie wcale nie oznaczało to dobrzej rzeczy.
    Spojrzał na wampira, tym razem lepiej. Zadbane, ciemne włosy otaczały jego prostą szczękę w kształcie diamentu. Był przystojny. Spokojne, jakby niebieskie, lekko fioletowe oczy, skakały po literach, a twarz nie wyrażała żadnych emocji. Skądś znał tego wampira. Ta myśl trafiła go jak piorun, zmuszając do zmarszczenia brwi i spojrzenia na sąsiada pod innym kątem.
    Wpatrywał się w swojego sąsiada parę bardzo długich chwil, aż jegomość nie uniósł wzroku. Wtedy Torolf spytał:
    – Od dawna jesteś w zamku?– Odłożył lekturę na bok, z trzaskiem zamykając okładkę.
    W czasie swoich obserwacji zdążył wysnuć teorię kim był mężczyzna. Tej twarzy nie dało się zapomnieć. Nawet jeżeli mijały lata to on nie zapominał, a jego głos tylko utwierdził go w przekonaniu, kto przed nim siedział. Rufus de Rais, którego pierwsze imię brzmiało Hector.
    Ścisnął dłonie w pięści. Jasne oczy jakby na chwilę zaszły czerwoną mgłą, lecz parę sekund wystarczyło, aby na nowo wróciła zielono– błękitna barwa tęczówki.
    – Może i łaciny nie znam– prychnął, przewracając oczami.– Ale jedno wiem na pewno– nie podniósł tonu głosu, nawet rozluźnił pięści, patrząc prosto na swojego rozmówcę, który podnosił wyżej jego twarz– przebywanie z tobą zawsze źle się kończy-– warknął. Pomimo tego, że Rufus stał mu się wraz z upływem czasu obojętny to przychodziły chwilę, w których nad wyraz dobrze pamiętał, co wydarzyło się kiedyś. Czarne włosy i czerwień krwi jego kochanki, brudząca deski moskiewskiej rezydencji.
    Potem westchnął ciężko, zrezygnowany. Nawet jeżeli chciał rozgrzebywać stare blizny do krwi, nie opłacało mu się to. Hector z racji urodzenia był zbyt silnym wrogiem dla niego. Był wampirem, którego raz traktował niczym przyjaciela, a innym razem wilka. Miał on liczne wpływy i moc, i takich jak on należało traktować lepiej od innych.
    Mieli przebywać ze sobą jeszcze pewien czas, więc z uśmiechem na ustach przyjął od niego kieliszek. Kolejny trunek tego dnia zdecydowanie by mu nie zaszkodził, a jedynie sprawiłby, że życie stałoby się o parę tonów jaśniejsze. Położył szkło na blacie, zabierając od bruneta butelkę. Z wyuczoną gracją nalał wina najpierw Rufusowi, a potem sobie, zaczynając nowy temat:
    – Niedługo przybędą nowe ofiary do zamku.– Nawet jeżeli miał schować dumę w kieszeń, zrobi to. Dla wyższego dobra. Dla swojego dobra.– Wtedy wszyscy będą mogli zaspokoić swoje rządzę, a ofiary… no cóż, jestem ciekawy jakie kobiety trafią się nam tym razem. Może znów będziemy rywalizować o czyjeś względy? Względy tej samej kobiety?

Ostatnio zmieniony przez Taneshja (15-07-2019 o 22h29)

Offline

#16 15-07-2019 o 21h50

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 901

__________https://cdn.discordapp.com/attachments/579670931337641997/600411677460135956/39290e2252a701641b61a7b318c0b8e8.png
20.09.2021   Zamek La Valletów, bawialnia, potem hall
- Herbatę robisz wyborną, ale w rzutki jesteś beznadziejny, Sebastianie.
           Młody szlachcic rozparty na jednym z wygodnych foteli podrygiwał nerwowo stopą, okazując w ten sposób znudzenie. W jednej dłoni trzymał filiżankę herbaty, drugą podparł podbródek wpatrując się uważnie w ruchy lokaja. Widać było, że mężczyzna nawykły do spełniania wszystkich zachcianek swojego panicza niezbyt często miał okazję do zajęć typu rozrywkowego, jak właśnie zabawa w rzutki.
- Przepraszam, sir – odpowiedział niemal odruchowo, wypuszczając z dłoni jeszcze jedną strzałkę. Ta co prawda dotarła do tarczy, ale wbiła się w najniższą obręcz, oznaczającą minimalną liczbę punktów.
            Z ust Oriona wydobyło się znużone westchnienie. Jego sługa nie stanowił żadnego wyzwania w tej grze. W każdej innej również, ale przy tamtych przynajmniej się starał. Szachy były jego mocną stroną i wtedy naprawdę musiał się skupić, jeśli nie chciał zostać pokonany przez bezlitosną strategię mężczyzny. To nie był jednak dzień na gry wymagające myślenia. Chłopak czuł w ustach suchość niespowodowaną pragnieniem wilgoci. Był głodny. Spróbował sobie przypomnieć, kiedy ostatnio miał okazję zatopić kły w jakimś żywym ciele, ale kiedy tylko zdał sobie sprawę z tego, że zbyt dawno, spochmurniał jeszcze bardziej.
- Przypomnij mi, kiedy miały przyjechać przekąski? – rzucił od niechcenia, spoglądając na dno swojej filiżanki. Delikatna porcelana poznaczona była brązowymi resztkami aromatycznej herbaty, ale zdążyła ostygnąć, przez co straciła w oczach szlachcica swą wartość.
- Ma panicz na myśli zadłużone damy, czy nową służbę? – odpowiedział pytaniem na pytanie lokaj, nie dając po sobie poznać żadnych emocji. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że panicz Baskerville korzystał ze służalczości ludzi i ich niezdolności do sprzeciwu za każdym razem gdy jego pragnienie zbliżało się do krytycznego momentu, a on nie miał przed sobą wizji wyjazdu, czy zwykłego spaceru pośród śmiertelników, których mógłby spróbować. Sam lokaj swego czasu robił wampirowi za jedzenie, do czasu aż panicz nie stwierdził, że jego krew już mu nie smakuje.
- Ah, fakt, to dzisiaj – zamyślony chłopak odstawił filiżankę na spodek eleganckim gestem, uważając by nie wydobyć z naczyń choćby najlżejszego dźwięku. Zerknął na zegar stojący w kącie pokoju. Ocenił, że pora jest odpowiednia.
- Zostaw to, powinniśmy powitać odpowiednio te kobiety – powiedział dostojnie, podnosząc się z fotela. Wampir miał w sobie więcej gracji niż ktoś mógłby się tego po nim spodziewać. I znacznie więcej obłudy niż wskazywałyby na to jego łagodne rysy twarzy. Oczy na chwilę zabłysły mu czerwienią, a usta rozciągnęły w uśmiechu ukazującym ostre kły.
             Kamerdyner odłożył z ulgą rzutki w odpowiednie miejsce, a potem podążył jak cień za swym panem. Orion spokojnym krokiem wyszedł na korytarz, wytężając ponadprzeciętny słuch. Gdzieś po drodze mknęło w ich kierunku auto. Było zbyt daleko, dlatego chłopak nie słyszał, czy w jego wnętrzu jak ptaki w klatce szamoczą się serca dziewcząt, ale poczuł napływ ekscytacji. Nawet jeśli to była tylko służba, one wkrótce też się pokażą. Miały być szlachciankami jak on, ich krew powinna być zatem znacznie słodsza od krwi pokojówek. Baskerville oblizał się mimowolnie. Uwielbiał słodycze.
- Co mam dzisiaj w planach? – zapytał cicho, opierając dłoń na poręczy schodów. Niespiesznie stawiał stopę za stopą na poszczególnych stopniach, pilnując by jego ruchy były spokojne, eleganckie, perfekcyjne w każdym calu.
- Ojciec panicza przysłał papiery, z którymi powinien się panicz zapoznać, poinformował mnie również, iż ciotka panicza, lady Serena obchodzi dzisiaj urodziny. Prosił by nie zapomniał panicz odbyć stosownej rozmowy telefonicznej – oznajmił mężczyzna beznamiętnym tonem, zupełnie ignorując grymas niezadowolenia, który pojawił się na jego twarzy.
- A rzeczy, które nie ucieszyłyby mego ojca za bardzo? – rzucił skwaszony, przystając na chwilę, gdy znaleźli się na pierwszym piętrze.
           Lokaj milczał przez chwilę, a potem jego usta drgnęły układając się w delikatnym uśmieszku.
- Jeśli o to chodzi, dzisiaj rano kurier dostarczył paczkę… - zaczął, ale nie skończył. W oczach wampira zalśniła niezdrowa czerwień podekscytowania.
- Przyszły już moje książki? Gazety? Gry? – dopytał, powstrzymując chęć złapania mężczyzny za rękę. Gdyby to zrobił, mógłby nieopatrznie uszkodzić trwale Aretasa.
- Nie rozpakowałem pudła zgodnie z życzeniem panicza, jednak adres mówi sam za siebie – odpowiedział niewzruszenie lokaj, przyzwyczajony do nagłych zrywów Oriona. Chłopak tylko raz posunął się za daleko i nieopatrznie użył na nim swojej wampirzej siły. Nawet jeśli nie cenił go jako człowieka, potrzebował go i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Tylko to sprawiało, że Aretas mógł liczyć na odrobinę lepsze traktowanie.
- Świetnie. Kiedy się tym zajmę poinformujesz Torolfa, że zapraszam go do mojego pokoju na herbatę i skopanie tyłka w Mortal kombat. Mojego kuzyna też możesz zaprosić, jeśli zobaczysz go gdzieś na korytarzu – dorzucił łaskawie, przypominając sobie, że i Hector przebywa na zamku.
           Orion bardziej zadowolony niż chwilę temu, powrócił do powolnej wędrówki na dół, a kiedy usłyszał z dworu trzask zamykanych drzwi limuzyny, musiał się powstrzymać, by nie przyspieszyć kroku. Dziewczęta zostały wprowadzone do obszernego hallu w momencie, w którym chłopak z lokajem u boku pojawił się na szczycie schodów. Przywdział na twarz uprzejmy uśmiech. Jego dłoń sunęła leniwie po poręczy schodów aż do samego dołu, gdzie przystanął, przyglądając się z udawanym zaciekawieniem zebranym kobietom. Jedyne co go interesowało w tamtym momencie to szum świeżej krwi płynącej w ich żyłach i odgłos obijających się o żebra serc. Przełknął ślinę, ale to wcale nie pomogło ugasić szalejącego w jego gardle pożaru.
- Witamy na zamku La Valletów – ukłonił się dwornie, pilnując skrzętnie by czerwony błysk nie pojawił się jego oczach. – Nazywam się Orion Baskerville i niezwykle miło mi powitać panie w naszych skromnych progach… - dworny ton i nienaganne maniery od zawsze były cechą charakterystyczną mężczyzn wychowanych w rodzie Baskerville. Orion nie był wyjątkiem od reguły i nawet jeśli wzrokiem szukał tej, która od tego momentu należeć miała tylko do niego, wychowanie robiło swoje.

Ostatnio zmieniony przez Ischigo (15-07-2019 o 23h30)


Pomyliłam niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
https://cdn.discordapp.com/attachments/579670931337641997/604051060125859841/picsart-07-25-09-04-25.png

Offline

#17 16-07-2019 o 00h27

Straż Obsydianu
Morgiana
Szeregowiec
Morgiana
...
Wiadomości: 75

Hotaru Ayaname Nakano

20.09.2021 po południe

Dzień zaczął się w sumie jak zawsze, wstałam z rana ogarnęłam się i zjadłam coś. W tej chwili siedziałam w limuzynie, swoją drogą dość wygodnej i eleganckiej.
Mimo porannej rutyny, dzisiejszy dzień był prze cudowny! Oj tak, to sarkazm. Z tego co wiem, przez zadłużenie jakiegoś imbecyla ze mną spokrewnionego czy też coś w tym rodzaju, mam teraz to odpracować. Tak mi to przynajmniej rodzice wyjaśnili, że niby pojadę, popracuje po ogarniam i za jakiś czas będę mogła wrócić. Ponoć. Ile z tego prawdy nie wiem, bo rodzice sami nie byli pewni. Może gdyby moja mama nie zachowywała się czasem jak głupia byłoby inaczej? Ale to wina babci, ehh.
Dobra, wracając do tego co działo się teraz, gdy wsiadałam do tego pojazdu, w środku były już inne dziewczyny, z którymi dość nieśmiało i niechętnie się przywitałam. Nie chciałam nawet z nimi rozmawiać, po prostu wpatrywałam się w okno, zciskając na kolanach moją małą torebkę. Spora część moich rzeczy została zabrana wcześniej do owej posiadłości, czy zamku. Więc teraz miałam przy sobie tylko ten mały bagaż z telefonem, portfelem i kilkoma innymi bzdetami.
W sumie nie wiem ile tak jechałyśmy, ale w końcu limuzyna zatrzymała się po raz kolejny, a do środka wsiadła dość ładna dziewczyna o bardzo jasnych włosach. Przywitałam ją dość oszczędnie, ale miło. Gdy tylko drzwi się za nią zamknęły, samochód po krótkiej chwili znowu ruszył, choć nie wiedziałam czy po kolejną dziewczynę, czy już do miejsca docelowego. Kierowca nie był zbyt rozmowny.

***

Po bliżej nie określonym czasie limuzyna w końcu się zatrzymała, a kierowca oznajmił iż jesteśmy na miejscu. Drzwi się przed nami otworzyły a my zostałyśmy zaproszone. W sumie bez problemu ruszyłam w stronę wielkich drzwi posiadłości, rozglądając się na około. Moje oczy chętnie oglądały wszystko, chcąc zapamiętać jak najwięcej. Nie żeby było prze cudownie i prześlicznie, ale ciekawie. Byłam dość zaskoczona że drzwi zostały przed nami otwarte na oścież, niczym przed cudownymi gośćmi. Zazwyczaj musiałam sama sobie otwierać.
Wnętrze robiło piorunujące wrażenie, piękne zdobienia, zadbane i cudowne. Aż chciałam wleźć na schody i przyjrzeć się pomieszczeniu z wyższej wysokości. Już nawet zacierałam ręce by się rzucić w ich kierunku, mając gdzieś kulturę etykietę czy cokolwiek. Tyle że zauważyłam na samej górze młodego mężczyznę, dodam że nawet przystojnego. Zatrzymałam się wpół kroku, gdy wchodziłam do środka, choć reszta mogła się zmieścić bez problemu, było w końcu pełno miejsca.
Czarnowłosy, schodził z taką gracją, iż pierwszą moją myślą było to, że może jest tancerzem, albo aktorem. W momencie gdy schody się skończyły, przystanął a jego oczy prześlizgnęły się po nas. To było trochę krępujące dla mnie. Nie byłam nawet pewna czy powinnam coś powiedzieć, czy raczej milczeć. Wolałam więc pół na pół.
-Dzień dobry panu.-odparłam kulturalnie, nie dodając nic więcej. Nie chciałam wyjść na chama, a zarazem jawnie było widać, że mam ochotę trochę się schować.

Online

#18 16-07-2019 o 11h55

Straż Obsydianu
Eadlyn03
Nowo przybyła
Eadlyn03
...
Wiadomości: 7

R H O S Y N   A V A L E R

♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦ ♦

20.09.2021 – południe, rezydencja Avaler, potem zamek La Valletów, @Ischigo i @Morgiana

    Można się kłócić, która z wartości jest tą najważniejszą, ale z pewnością jakaś część ludzi powiedziałaby, że jest nią wolność. Do tej właśnie grupy należy Rhosyn, stąd też nic dziwnego, że nie akceptuje myśli o utracie swojej niezależności. Dziewczyna już od kilku dni jest zdruzgotana i choć informacja nie jest dla niej niczym nowym, bowiem rodzice zdecydowali się ją wyjawić już jakiś czas temu, to nie może się z nią pogodzić.
    Kto normalny jest w stanie zawrzeć układ, który skutkuje oddaniem na własność wampirom człowieka, zresztą – swojego potomka. Panna Avaler nie rozumie, czemu ktokolwiek, kiedykolwiek uznał to za dobry pomysł, wie jednak, że nie ma już odwrotu. Jeśli ona nie trafi w dniu dzisiejszym do zamku wampirów, ucierpieć może jej rodzina, a to naprawdę ostatnie, czego chce. Rodzina Avaler, mimo swojego pokaźnego majątku jest całkiem zwyczajna, może z wyjątkiem tragedii, która rozegrała się jeszcze przed przyjściem Rhosyn na świat. Możliwe, że to wspomnienie właśnie sprawia, że cała trójka jest sobie bardzo bliska, a nastolatka nie pozwoliłaby swoim rodzicom cierpieć, przez swój strach przed tym co czeka ją w zamku La Valletów.
    Rhosyn spogląda na zegarek na swoim lewym nadgarstku. Limuzyna, mająca zabrać ją z rodzinnego domu zjawić ma się już bardzo niedługo, co oznacza, że definitywnie nadchodzi czas pożegnań. Wściekłość, chociaż uzasadniona, kłębi się w dziewczynie, ma ochotę rozwalić coś lub chociaż pobiec i zamknąć się w swoim pokoju i zostać tam do końca życia. Niestety, to nie jest żadne rozwiązanie, musi być silna i mimo iż stara się wyglądać na niewzruszoną, towarzyszy jej niepokój, strach, żal. No i wściekłość. Tego właśnie jednego dnia runąć mają wszelkie jej plany, marzenia, a dotychczasowe sukcesy przestają się liczyć. Idzie do stajni, by ostatni raz przytulić i wyczasać swoją klacz, Stellar, którą spokojnie nazwać może swoją najlepszą przyjaciółką. Wszystkie wspomnienia z wycieczek na jej grzbiecie wciąż towarzyszą dziewczynie i podtrzymują na duchu.
    - Może kiedyś uda mi się jeszcze do ciebie wrócić – mówi, całując Stellar w nozdrza, a następnie bierze się za czyszczenie konia. To rozstanie jest dla niej jednym z trudniejszych, chociaż w przypadku innych zwierząt też łatwo nie było. Dziewczyna ma zamiar zabrać ze sobą swoją papugę, o imieniu Dexter, mimo iż nie do końca wie, czy faktycznie może to zrobić.
    Po opuszczeniu stajni Rhosyn wraca do swego pokoju, gdzie wkłada do swojej sportowej torby ostatnie rzeczy. Bagaż jest stusunkowo lekki, znajdują się w nim bowiem jedynie najważniejsze ubrania, kilka książek, podstawowe kosmetyki, szczotka do włosów, a oprócz tego pokarm dla Dexa. Otwiera drzwi klatki towarzysza, a ten wskakuje jej na ramię i przytula do policzka. Przywiązanie papugi do swojej opiekunki jest czymś niezwykły, a Rhosyn nie jest w stanie zostawić go w domu. Z Dexterem wbijającym pazurki w jej czarną, lekko podniszczoną kurtkę, torbą w jednej ręce, a klatką w drugiej, schodzi na dół, gdzie zastaje płaczącą matkę w objęciach równie przejętego ojca. W tej sytuacji trudno jest zachować spokój, ale pannie Avaler nie pozostaje niż innego.
    Podchodzi najpierw do rozżalonej matki, a Dex na chwile odruwa z jej ramienia. Kobieta obejmuje córkę mocno i całuje w czoło. Rhose chce ją w jakiś sposób pocieszyć.
    - Spokojnie, obiecuję ci, jeszcze się zobaczymy, obiecuję – mówi, chociaż nie wie, czy sama wierzy swoim słowom.
    - Wiem kochanie, zawsze byłaś bardzo silna. Wierzę, że sobie poradzisz sobie – odpowiada kobieta, patrząc córce w oczy – Powodzenia i pamiętaj o nas, kocham cię – Rhosyn kiwa głową, ocierając łzę, spływającą jej po policzku. Pożegnanie z ojcem jest szybsze. Mężczyzna jedynie obejmuje dziewczynę, rzucając w jej strnę „Powodzenia, kochamy cię”. Rhose jest mu w pewien sposób wdzięczna za taką lakoniczną wypowiedź. Każde kolejne czułości byłyby w stanie doprowadzić nastolatkę do jeszcze gorszego stanu. Gdy tylko limuzyna podjeżdża, dziewczyna podchodzi do bagażnika i wkłada do niego swoje rzaczy. Dexter siada jej na dłoni, którą szybko chowa pod kurtkę, by ukryć swojego przyjaciela. Wsiadają do pojazdu, który na razie jest pusty. Usadawia się pod oknem i macha rodzicom, gdy z piskiem opon odjeżdżają spod domu. Po pewnym czasie w samochodzie znajdują się już wszystkie dziewczyny. Mieszanka jest dla Rhose doprawdy ciekawa. Patrzy po twarzach swoich towarzyszek, próbując odczytać z nich jakiekolwiek emocje. Ma nadzieję, że będę się wspierać, a nie rzucac kłody pod nogi.
    Bagaże mają pozostawić w limuzynie, skąd trafić powinny one bezpośrednio do pokojów, więc Rhosyn wraz zresztą rusza do głównego hallu, gdzie wita je czarnowłosy mężczyzna. Panna Avaler dokładnie lustruje go wzrokiem i krzywi się lekko. Wydaje się być aż nienaturalnie uprzejmy co sprawia, że dziewczyna czuje się nieswojo. Oczywiście, ją też nauczono etykiety, ale grzeczności nie są jej mocną stroną. Zastanawia się, kiedy pozna wampira, do którego ma należeć. Co to w ogóle z okroślenie – ma należeć, już na samą myśl o tym, Rhose przechodzi dreszcz. Nikt, żaden człowiek, nigdy nie będzie należał do nikogo. Nawet, jeśli tym wampirom wydaje się inaczej, to ona nie zamierza dopuścić, by którakolwiek z obecnych dziewczyn była traktowana jak niewolnica czy przedmiot. Rhosyn podnosi wysoko głowę, pokazując, że się nie boi. Bo nie boi się, prawda? Rękę, na której siedzi Dexter w dalszym ciągu stara się nieco ukrywać pod kurtką. Wie, że prędzej czy później dodatkowy lokator wyjdzie na jaw, nie chce robić z tego tajemnicy, ale póki co woli również zachować dyskrecję. Głaszcze papugę wolnymi palcami nie odrywając wzroku od wampira. Grzywka nieco opada na jej oczy więc szybko odgarnia ją.
    - Tsaa, dzień dobry, rozumiem, że powitanie i te sprawy, ale liczę, że z czasem skończymy z tym psudooficjalnym tonem. W końcu mamy razem mieszkać, nie? - Rhose nie obchodzi czy przez te słowa zabrzmi niemiło i chamsko. Nie chce wcale przypodobać się ani wampirom, ani dziewczynom. Chociaż akurat z nimi lepiej mieć dobre relacje. Wzrusza tylko ramionami i wraca do głaskania Dexa, który zaczepia się pazurkami o jedną ze szluwek w jej spodniach.

Ostatnio zmieniony przez Eadlyn03 (16-07-2019 o 11h59)

Offline

#19 16-07-2019 o 14h40

Straż Cienia
Acerola
Akolita Jednorożców
Acerola
...
Wiadomości: 365

ᴀʟɪʏᴀʜ ᴄʜᴀᴘᴍᴀɴ

20.09.2021 – południe, zamek La Valletów, @Ischigo, @Morgiana, @Ealdyn03
          Wbrew wszystkim popularnym pochlebnym pogłoskom otaczającym następną w lini głowę rodu Cavendish - byłą następną biorąc pod uwagę okoliczności - Aliyah nienawidzi wielu rzeczy i pogoda tego dnia definitywnie jest jedną z nich. Pochmurne niebo zwiastujące deszcz, ale nigdy nie dotrzymujące tej bezgłośnej obietnicy, wprawia ją w niezwykle kwaśny nastrój. Według książek, takie pożegnania powinny być emocjonalne. Pełne łez anielskich topiących ludzką ziemię w rozpaczy nad żałosnym losem niewinnej kobiety, z delikatnym dźwiękiem skrzypiec akompaniującemu zawodzeniu rodziców oraz psów. Ale niczego takiego nie ma, gdy staje przed limuzyną do swojej przyszłości i Aliyah nie może nie zastanawiać się czy los uznał ją po prostu za niewartą poświęcenia czasu. Niestety znużone wpatrywanie się w bezbarwny firmament nie przynosi jej żadnej korzyści. Nie przywoła to ani trąb anielskich, ani rodziców z tych ich wiecznych rozjazdów.
          Piper stoi obok starszej bliźniaczki, niepewnie obserwując jak ta zdaje się wypowiadać wojnę siłom nadludzkim. To wszystko nie powinno być tak. Stary kontrakt dotychczas odrzucany jako starcze bajanie prawdziadków z dnia na dzień okazał się być absolutnie prawdziwy, a od miernych pozostałości po rodzie Cavendish oczekiwano jego natychmiastowej realizacji. Wydawało się, że co do tego która z cór zostanie poświęcona nie było absolutnej wątpliwości. A przynajmniej do tamtego pamiętnego wieczoru, gdy bliźniaczki odpoczywały wspólnie na domowym ganku. Wtedy Aliyah wyjawiła jej całą prawdę o tajemniczym układzie, którą - jak twierdziła - ich dziadek zawarł w książce ukrytej dobrze w starej biblioteczce. Od tego momentu młodsza z sióstr zaczęła mieć wrażenie, że wszystko powoli wymyka się z jej kontroli. Jednego dnia czerwonowłosa podważyła decyzję rodziców, następnego... Cóż, tym "następnym" jest dzisiaj. Stoją obok siebie jak na pogrzebie i obie w zasadzie nie wiedzą co powiedzieć.
- Hej, Ali... To nie jest tak... No wiesz, na zawsze, prawda?
- Pewnie na zawsze. Nie ściągaliby nas na dwór gdyby chodziło tylko o oddawanie krwi cztery razy w roku - Aliyah odpowiada siostrze z łagodnym uśmiechem i chyba nawet sili się na wisielczy humor, ale Paige bez problemu dostrzega, że dziewczyna zdaje się zupełnie oderwana od całego tego zamieszania. Ale o czym myśli? Ciemnowłosa nie mogła nawet zgadywać.
          Panienka Chapman zajmuje jedno ze środkowych miejsc. Ofiar w transporcie na wampirzą ucztę jest więcej, niż się spodziewała, ale kiedy tylko znalajduje odpowiednią stronę niepozornej książki trzymanej na kolanach jak wół stoi tam cyfra sześć. Sześciu wędrowców, sześć kontraktów, sześć dziewcząt i najprawdopodobniej sześć gąb do wykarmienia. Wśród młodych towarzyszek poznaje parę twarzy, choć nie może powiedzieć, żeby się z nimi znała. Ot porcelanowe lalki, które widywała na bankietach, a może nawet nie - wszystkie były do siebie podobne. Pomimo tego obdarza ich ciepłym uśmiechem, kiedy tylko przypadkiem spotyka ich spojrzenia. Należy zadbać o dobre pierwsze wrażenie. Im lepiej o niej myślą, tym łatwiej będzie mogła realizować własną agendę.
          Posiadłość w niczym nie ustępuje rezydencji Chapmanów i Aliyah musi przed samą sobą przyznać, że nie spodziewała się tak dobrze zachowanego budynku. Jego próg przestępuje pewnym krokiem z książką wciśniętą ostrożnie pod pachę. Resztą jej rzeczy może zająć się służba, tą jedną lekturę woli nosić sama. Broń dyskretnie wciśnięta w poły bawełnianego płaszcza uwiera ją przy niektórych ruchach, ale przezorny zawsze ubezpieczony - zwykła mawiać babka. Cokolwiek miało czekać na nią w tym pałacu, czekać będzie na zasadach, które sama podyktuje. Od wejścia słychać tupot męskich obcasów i już po chwili z cienia okrywającego schody wyłania się jegomość na odległość bijący arystokratyczną elegancją. Wita je równie uprzejmie, ale kiedy głos zabierają dwie z dziewcząt, majestatyczna aura pęka niczym bańka dźgnięta igłą. Aliyah z trudem powstrzymuje westchnienie. Jak z dziećmi. Nic dziwnego, że nie może sobie przypomnieć ich imion. Jeśli nawet kiedykolwiek przyszło im się spotkać, przy powitaniu raczej nie raczyły się przedstawić.
- Przyjemność po naszej stronie. Nazywam się Aliyah Chapman i reprezentuję dom Cavendish, ale proszę, nazywajcie mnie po prostu Aliyah - dziewczyna dyga o dokładną ilość centymetrów, nawet jej uśmiech jest dokładnie wymierzony. Widzi po oczach jegomościa, że uwaga blondynki nie została ciepło przyjęta, a spalenie na panewce relacji z ich nowymi towarzyszami brzmiał jak bardzo nierozsądny pomysł.
- Powiedz, czy ktoś mógłby mnie oprowadzić po rezydencji? Widziałam z boku kilka witraży, które wyglądają dokładnie jak dzieła Louisa Tiffaniego i z wielką chęcią obejrzałabym je z bliska!

Ostatnio zmieniony przez Acerola (17-07-2019 o 14h59)


https://66.media.tumblr.com/2e9625761e3375eba72887ad5ccfb84f/tumblr_p2q7g4lP8p1qc9mvbo8_400.gifv https://66.media.tumblr.com/bcdfa0358cb12dee198ef9c47ee42fc8/tumblr_p2q7g4lP8p1qc9mvbo5_400.gifv

Offline

#20 17-07-2019 o 14h16

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 367

_____________________Clarissa Madeleine-Lea Midford
20.09.2021 – południe: rezydencja Midford, zamek La Valletów, hall.

   Czarnowłosa niewiasta podeszła dostojnym krokiem do ogromnego okna. Pustym wzrokiem wodziła po zadbanych ogrodach posiadłości, które znała jak własną kieszeń, jednakże dzisiejszego dnia były tak samo tajemnicze i mroczne, jak niebo zasnute szarymi chmurami. Przyłożyła swoją nienaturalnie bladą dłoń do zimnej szyby. Chłód sprawił, że po jej ciele przeszedł lekki dreszcz. Trudno było określić, czy Clarissa wpatruje się z utęsknieniem w rozciągający się teren, który towarzyszył jej od dzieciństwa. Wyraz jej twarzy był... nijaki. Całkowicie obojętny, że osoby trzecie byłyby wstanie powiedzieć: jesteś strasznie apatyczna.
   Pogodziła się z losem? Pogodziła się z tym, że nigdy więcej nie ujrzy swej rodziny? Pogodziła się z tym, że to nie ona rozporządzi majątkiem i majestatem rodziny Midford z rodu Phantomhive? Oczywiście, że nie. Była bardziej niż pewna, że przyszli głupcy splugawią imię klanu i nie chodziło tu o jej rodzinę, aczkolwiek nie wybielała ich do końca, ponieważ oni również podejmowali wiele bezsensownych decyzji zdaniem czarnowłosej.
To ona - Clarissa Madeleine-Lea Midford - jest najbardziej rozpoznawalną przedstawicielką linii rodu Phantomhive z rodziny Midford. Nie może sobie ot tak zniknąć! Nawet nie zauważyła, kiedy jej dłoń na szybie zacisnęła się tak mocno, formując się w pięść. Miała ochotę uderzyć w szybę z całej siły, tylko po to, żeby zobaczy jak pęka na milion drobnych kawałeczków i kaleczy jej delikatną skórę.
   Bezsilność, którą czuła od jakiegoś dłuższego czasu, przeradzała się w frustrację i gniew. Próbowała wielu sposobów, żeby to nie ona udała się do zamczyska La Valletów, lecz każda kończyła się fiaskiem. Wielokrotnie uciekała z rodzinnej rezydencji, wielokrotnie naruszała święte zasady wpajane od pokoleń dzieciom rodu Phantomhive, a do tego próbowała nawet znaleźć identyczną do niej dziewczynę, by to ją tam wysłać, a samej zostać na stołku i dyrygować wszystkimi na prawo i lewo, doprowadzając miano Midford na szczyt góry sławy oraz sukcesów.
   Osunęła się na własne kolana, po czym położyła na podłodze i zwinąwszy się w kłębek - schowała swoją twarz. Miała marzenia, cele, świetlaną przyszłość i wszystko w mig zostało przekreślone, jakby czarownica machnięciem ręki rzuciła klątwę akurat na jej rodzinę. Niezmiernie irytował ją to, że gdy Larissa miała się dobrze, to wszystko było w należytym porządku i poniekąd nienawidziała siostrę za to, że gdy natrafiła się teraz dosyć delikatna sytuacja, gdzie ona mogła być bardzo użytecznym rozwiązaniem, to leżała nieprzytomna w szpitalu jak kłoda. Nienawidziła ją za to z całego serca, chociaż wiedziała, że to nie była jej wina, że po wypadku samochodowym zapadła w śpiączkę, która grozi jej wiecznym snem. Młodej damie nie przystoi, lecz zaklęła w myślach. To nie był czas na pokazywanie słabości, a ona to zrobiła będąc w samotności. Skarciła samą siebie w myślach. Musiała z ogromną pewnością siebie stawić czoła tej sprawie, nawet ze świadomością, że z znanej Clarissy Midford stanie się workiem krwi dla jakiejś pijawki, która nie wie, co to wstyd, a już nie wspominając o jakichkolwiek granicach rozsądku.
   Nagle drzwi otworzyły się z charakterystycznym odgłosem i kolejny dźwięk, który dotarł do jej uszu, to były pośpieszne kroki w jej stronę.
   - Panienko... czy panienka mnie słyszy? - zapytał z niepokojem w głosie. Mężczyzna, który natychmiastowo zareagował na leżącą Clarissę, to był nikt inny, jak jej osobisty lokaj - Ivan. Dziewczyna westchnęła ociężale, po czym podniosła się do pozycji siedzącej i spojrzała tępym wzrokiem na bruneta.
   - Tak, wszystko w porządku. - oznajmiła chłodno, podnosząc się prędko na nogi.
   - Jest panienka pewna? - dopytał na wszelki wypadek.
   - Powiedziałam, że jest wszystko w porządku, więc nie ma sensu ciągnać dalej tego tematu. - odburknęła wyraźnie urażona dociekliwością lokaja, która była jedynie chęcia pomocy wobec Clarissy. Nie doceniała się tego, bo nie chciała. W obecnej chwili nie chciała niczego od kogokolwiek.
   Podeszła do swojej walizki, która była już doszczętnie spakowana. Były tam resztki jej garderoby, kosmetyków i niezbędnych rzeczy do życia. Natomiast jeśli chodzi o resztę, to już dawno została przeniesiona do posiadłości La Valletów. Skierowała swoje kroki do szafki nocnej z złotymi zdobieniami, z szufladki wyciągnęła karty oraz żetony. Jej oczy zaświeciły się szkarłatnym blaskiem, zaś kąciki ust wygięły się w szaleńczym uśmiechu. Nie mogłaby się z tym rozstać - za nic w świecie. Jeżeli coś ma ją tam trzymać przy życiu, to zacięty charakter i hazard - nic więcej. Schowała zawartość do torebki, która już wcześniej była przygotowana i leżała na jej łóżku.
   Po chwili donośny pisk opon dobiegł z zewnątrz.
   - Panienko, to już pora. - oznajmił.
   - Wiem. - skwitowała zwięźle i krótko, po czym założyła torebkę na ramię, zaś jej lokaj chwycił za walizkę i obaj opuścili pokój Clarissy.
   Czarnowłosa nie miała zbytnio dobrych stosunków ze swoimi rodzicami, więc i obustronne pożegnanie nie było jakoś mocno wylewne. Nie była tak jak ich ukochana Larissa - oczkiem w głowie. Ona była lepsza od Larissy. Starsza siostra nie dorastała jej do pięt. Rodzice tego nie rozumieli i nigdy nie zrozumieją. Clarissa zawsze wiedziała, że prędzej czy później Larissa zginie w otaczającym ją świecie. I poniekąd jej teoria sprawdziła się, bo aktualnie leży na łożu szpitalnym w "błogim" śnie przez ponad 5 lat - dobrze jej tak; ma za swoje ta jędza. Pożegnała się ze swoim lokajem, który w tym czasie zdołał schować jej walizkę do bagażnika limuzyny.
   Wskoczyła do czarnego wozu, gdzie w środku przebywało już kilka dziewcząt. Spojrzała po nich obojętnie, lecz nic nie odezwała się. Nie miała ochoty. Nie lubiła być zbyt nabuzowaną emocjami, a przede wszystkim gorączkowo z każdą po kolei się witać. Wolała być chłodna i apatyczna. Usiadła gdzieś w kącie, mając lepszy dostęp do okna. Spojrzała ostatni raz na rezydencję Midfordów, po czym odwróciła wzrok, czując gorzki smak na ustach. Nadal była wściekła.

   Gdy kierowca oznajmił, że już dotarliśmy do celu, to Clarissa bez chwili zastanowienia wyszła z limuzyny na zewnątrz. Szczerze, to już miała dość pobytu w tym pojeździe. Rozejrzała się, będąc nieco rozczarowaną stanem ogrodu znajdującego się przed wejściem do posiadłości La Valletów. Poszła wraz z nieznajomymi dziewczynami do środka zamczyka. Ogromny hall zachwycał pod każdym, najmniejszym względem, aczkolwiek czarnowłosa nie dała tego po sobie poznać i szczerze mówiąc, to chciała gdzieś się ulotnić i zaszyć w zakamarkach swej samotności. Niestety, ale po chwili zjawił się jakiś wampir, który aż nazbyt był dostojny i sprawiał wrażenie nadmuchanego kapucyna, z wygórowanym ego pijawkę. Zignorowała go. Nie był interesującym obiektem, więc nie przywiązała żadnej uwagi do niego. Parę dziewczyn przedstawiło się i dodało parę groszy do wypowiedzi, zaś Clarissa jedynie uważnie oglądała otaczające ją obrazy, dekoracje i inne zdobienia. Już wystrój był bardziej ciekawszy od gadki z tym kimś. Westchnęła wyraźnie zmęczona tym wszystkim.
   Dosłownie chwilę potem; spojrzała ponownie na schody, na których znalazły się kolejne pijawki i do tego z dwoma psami. Krew zabuzowała w jej żyłach. Clarissa z irytacją chciała mu wygarnąć, że przynajmniej zwierzęta mogliby zostawić w spokoju, a nie je zamęczać, lecz w ostateczności powstrzymała się. Zacisnęła dłonie w pięści i odwróciła swój wzrok najszybciej jak się dało. Chciała już odpocząć, zaszyć się w swoim pokoju i nigdy z niego nie wychodzić. Rozluźniła się prędko, gdy przez dłuższy czas przyglądała się obrazom.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (17-07-2019 o 14h16)


https://i.imgur.com/9WX7JUV.gif

Online

#21 18-07-2019 o 23h46

Straż Obsydianu
Eowyn
Młody rekrut
Eowyn
...
Wiadomości: 17

https://i.imgur.com/l6rKaSS.png

20.09.2021, po południe, najpierw dziedziniec, później biblioteka i hall z @Acerola, @Ischigo, @Morgiana, @Neyu
Eljas od początku tego dnia, aż po samo po południe wyczuwał, że dzień ten wyraźnie odróżniał się na tle innych. W atmosferze zamku czuł nadchodzące zmiany i szczerze mówiąc wytrąciło go to z jego codzienności, choć nie na taką skalę, by rano nie ćwiczył. Gdy słońce schodziło jego skórę pokrywał pot, a wyćwiczone mięśnie powtarzały szermiercze ruchy, których nauczył się w swoim domu, w Finlandii. Nie powracałby tam chętnie po tym, o czym zdążył się po latach dowiedzieć, dlatego nie przeszkadzało mu to, że znajdował się w wampirzej rezydencji. Prawdą było to, że bywało dziwnie, zwłaszcza, gdy konieczne były jego kontakty z Torolfem. Nie były one, jednak w stanie uprzykrzyć mu dnia na tyle, by nie był w stanie tego znieść. Uważał, więc, że spotkało go niebywałe szczęście. Czas, który spędzi w tym miejscu poświęcił na poukładaniu sobie myśli, które żyły własnym życiem oraz samodoskonaleniu i dyscyplinie. Trwonił również dane mu chwile na oznaczanie, otaczających zamek roślin, co sprawiało mu niebywałą przyjemność. Finlandia nie słynie z bujnej roślinności, więc była to dla niego miła odmiana. Anglia podobała mu się, bywało w niej ponuro, zdarzały się, jednak dni słoneczne, z których wampir, wbrew swojej naturze, korzystał. Miała ona swój urok i pozwalała na pewnego rodzaju swobodę. Nie żałował swojego przyjazdu do Londynu i zamierzał jeszcze długo w nim pozostać, zwłaszcza, że dane mu było spędzić czas w tak gościnnym otoczeniu.
Jeśli chodziło o inne wampiry, z którymi dane mu było mieszkać, nie darzył ich nienawiścią czy też obojętnością, lecz traktował miło i przymykał oko na wszelkie przytyki, dotyczące jego osoby. Starał się być z nimi w dobrych kontaktach, co leżało w jego naturze. Nie był typem samotnika, dlatego tak cieszył go przyjazd młodych dam, nawet jeśli odbywało się to w tak nieprzyjemnych okolicznościach. Nie potrafił sobie wyobrazić, co by czuł, gdyby musiał opuścić rodzinne strony. Natomiast jego krew miała stanowić pożywienie istoty, w której egzystencję jeszcze chwilę temu wierzył. Postanowił, więc być wyrozumiały dla przybyłych gąsek i okazać im swoją przychylność. Trudno było mu ocenić na ile zdoła pohamować swoje instynkty w obecności własnej dziewczyny, nie chciał, jednak, by widziała w nim jedynie potwora. Nie był ani awanturnikiem, ani hulaką, lecz spokojnym, dystyngowanym, ale niesztywnym mężczyzną, który z początku wzbudzał zainteresowanie swoją przystojną aparycją, a później pozostawał dobrym druhem z racji swojego usposobienia.
Choć na początku stwierdził, że ten dzień nigdy się nie skończy i zdążył kilkukrotnie wybrać z biblioteki pozycje literatury do przeczytania, wkrótce pod posiadłość zajechała długo wyczekiwana limuzyna. Nie mógł opanować swojej ekscytacji tym wydarzeniem, postarał się, jednak nie wzbudzać u gości lęku, pojawiając się przy nich za szybko. Nie był pierwszy, lecz najważniejsze było to, że usłyszał prezentację obu z arystokratek i miał ten komfort, że od razu mógł pojawić się przy swojej, do czego żywił gorącą nadzieję, zdobyczy. Jego oczy przybrały krwisty kolor, przez ostatnie dni nie pił krwi z żywego człowieka, więc nie mógł powstrzymać tej reakcji. Ubrany był w skromną, elegancką koszulę, na tyle odświętną, by nie wyglądać na wieśniaka, a na tyle swojską, by podkreślała jego atuty, czyli blond włosy i jego męską, wysportowaną sylwetkę. Mankiety zdobiły złote spinki. One oraz zdobiony pasek, spinający czarne, dopasowane spodnie, były jego jedyną ozdobą. Ktokolwiek, jednak go widział, nie mógł nie przyznać, że promieniowała od niego dobroć. Ujawniało się to, jednak po czasie, gdy było się w stanie przebić przez biel i zimno jego skóry oraz piękno drapieżnika, którego celem jest zwabienie swojej ofiary.
       - Nazywam się Eljas Laaksonen, miło mi Cię gościć Aliyah, a także równie serdecznie witam Was, dziewczęta. - po czym ponownie odezwał się do czerwonowłosej, która spowodowałaby u niego szybsze bicie serca, gdyby jeszcze biło. Powodem było to, że nie chciał zrobić na niej złego wrażenia, a jej prezencja mu imponowała, wyglądała na wychowaną i odpowiednią partię do zostania jego serdeczną przyjaciółką. Miał zamiar umilić jej chwilę spędzone w zamku, a przy tym, nie zniósłby gdyby ta odrzuciła jego ofertę. - Z przyjemnością mogę oprowadzić Cię oraz te, które zechcą się przyłączyć, po rezydencji. Mam również bogatą wiedzę o ogrodach, więc mogę przedstawić wszelkie ich cudowności. Z chęcią odpowiem również, na wszelkie pytania, a tymczasem zapraszam za mną.
Nie chciał się wcinać innym towarzyszom w kompetencje, był jednak w stanie służyć w każdym momencie za przewodnika po wampirzych włościach. Panny miały prawo wiedzieć, w jakim otoczeniu dane im będzie mieszkać. Był głęboko poruszony ich losem oraz tym, jak dzielne były. Aliyah dzielnie radziła sobie z położeniem, w którym niemalże pozbawiona była swojej godności. Eljas, co prawda, nie mógłby do tego dopuścić, lecz rudowłosa nie mogła mieć o tym pojęcia.
      - Od czego chciałabyś zacząć? - zapytał. - Interesujących Cię witraży, Twojej komnaty, biblioteki...? Możliwości są nieograniczone, a nie wiem od czego zacząć, by zbytnio Cię nie znużyć.
Odzywał się do niej z szacunkiem, jednak niemalże od razu zaczął się zwracać do niej na "ty", mając nadzieję, że nie uzna tego jako nietakt. Chciał, by czuła się swobodnie i na swoim miejscu. Przy tym zdołała go już zaintrygować na tyle, że chciał poznać ją bliżej, lecz trochę może zająć nim będą sobie ufać na tyle, by rozmawiać otwarcie i szczerze.


https://www.gifmania.com.hr/Gif-Animacije-Disney/Gif-Slike-Pixar-Filmove/Animirane-Gif-Gore/Gore-83871.gif https://www.gifmania.com.hr/Gif-Animacije-Disney/Gif-Slike-Pixar-Filmove/Animirane-Gif-Gore/Gore-83872.gif

Offline

#22 22-07-2019 o 23h57

Straż Cienia
Agami
Akolita Sylfy
Agami
...
Wiadomości: 1 132

https://fontmeme.com/permalink/190708/dabc396143e4becd071bf2e381460ea0.png

19/20.09.2021 środek nocy, sala badań

        Szklaną łyżeczką odmierzył jeszcze odpowiednią ilość osnówki Taxus baccata, która stanowiła jedyną, nietrującą część cisu pospolitego, a następnie wszystkie składniki utarł w moździerzu. Przyjrzał się bliżej powstałej miksturze, oceniając ją wprawnym okiem badacza, po czym wymieszał lepką substancję ze szkarłatną cieczą, kryjącą się w stojącej obok butelce. Uśmiechnął się, widząc z wolna postępujące mętnienie. Ocenił temperaturę, zapach i kilka innych istotnych dla badania aspektów, które pospiesznie zanotował w jednym z rozrzuconych na stole zeszytów. Stukając się w podbródek drogo wyglądającym wiecznym piórem, spojrzał w spowity mrokiem kąt pokoju.
        - Moja droga, czas zająć się twoimi oparzeniami. - gdyby nie przyjrzeć się twarzy chłopaka, można byłoby przypuszczać, że celem jego słów było uspokojenie cierpiącej istoty. Szare oczy pozbawione były jednak jakiegokolwiek ciepłego uczucia i zdecydowanie nie budziły nadziei. Odzwierciedlały jedynie cichą kalkulację i czysto naukowe zainteresowanie.
        Chłopak machnął delikatnie palcami, a ciecz poruszyła się w fiolce, wypluwając na zewnątrz pewną część specyfiku. Po kilku kolejnych ruchach dłonią, zbiła się w wirującą kulkę, która pofrunęła w ślad za wampirzym młodzieńcem.
        Chwilę później kamienny pokój przeszył urwany krzyk. Filip obserwował reakcję rany na miksturę, która w zetknięciu z bąblami powstałymi po oparzeniu, zaczęła wydzielać z siebie wręcz odurzający smród. Zatykając dłonią usta wijącej się z bólu istoty, ruchami drugiej dłoni, zmusił miksturę do pokrycia kolejnej pooparzeniowej pręgi. Jego wzrok rejestrował z dokładnością każdą reakcję poddanego badaniu ciała.
        - Ciekawe czy to kwestia dodania sproszkowanej kory modrzewia, która w reakcji z... - chłopak wiedział, że nie zaśnie dopóki nie wprowadzi do przepisu pewnych drobnych zmian. Dopóki nie przeprowadzi powtórnego badania. Choćby miał go przy tym zastać świt.

20.09.2021 czas przybycia, korytarze

        O przyjeździe gromady dziewcząt przypomniał mu powstały wraz z ich przybyciem harmider. Po prawdzie, dopiero on go obudził. Sen nie był mu niezbędny, ale pozwalał uspokoić umysł, mimo to często dopadał go po prostu w najmniej spodziewanych momentach. To dziwne zmęczenie organizmu musiało się brać z faktu, że nie był jeszcze Przebudzonym. Także mimo posiadania wampirzego ciała, rozsmarował obolały od zaśnięcia przy biurku kark, przetarł zbrudzone dłonie, a następnie zarzucił na plecy brązowy płaszcz, który miał ukryć jego niechlujny, "wczorajszy" wygląd.
        Mimo niekorzystnej prezencji, wychynął z pokoju, a następnie udał się w stronę, skąd dało się słyszeć nieznajome, żeńskie głosiki. Postanowił przyjrzeć się zaszłej scenie z bezpiecznej odległości, licząc na to, że nie zostanie zauważony nie tylko przez przybyłe do rezydencji panny, ale też przez żadnego z jego wampirzych towarzyszy.

Ostatnio zmieniony przez Agami (23-07-2019 o 00h02)


http://oi65.tinypic.com/s5b8mv.jpg

Offline

#23 23-07-2019 o 03h58

Straż Obsydianu
Merry
Straż na szkoleniu
Merry
...
Wiadomości: 231

20.09.21' (poniedziałek - południe, zagajnik)

Ramoza Corniculus
                                   
Pisane razem z @Taneshja


Wakacje, wakacje, a co po nich? Ta sama niekończąca się od dwunastu lat rutyna, szkoła, dom, nauka, chwila wolnego. Szczerze powiedziawszy nie za bardzo widział mi się powrót do placówki zwanej szkołą średnią. Oczywiście był tam Alex i Zoe, moi przyjaciele, lecz pomimo to męczyła mnie ta myśl. Chciałam podróżować, zwiedzać świat, ja, moja muzyka i Clerr.
Owa panna to moja waleczna kotka, mieszanka dachowca z persem. Przygarnęłam ją trzy lata temu, błąkała się po parku miaucząc żałośnie, drobna i wychudzona.
Wracając, nie mogłam jednak podróżować, gdyż moja matka twierdziła że jestem za młoda na samodzielne podróże. Jest mega opiekuńcza, nie raz się o nią martwię. Do tej pory nie wiedziałam co takiego zrobił mój ojciec że moja mama uciekła z rodzinnego domu, zostawiając za sobą wszytko, byle by zapewnić bezpieczeństwo sobie i mi, ale z pewnością musiało być to coś strasznego.

Zmierzałam do domu, drogą przez zagajnik, w czym towarzyszyła mi Clerr, przyjaźnie trącając mnie ogonem, co jakiś czas. Wracałam ze spotkania z Alexem, zaprosił mnie na konną przejażdżkę i było całkiem fajnie, tylko wydawał się być dziwnie spięty, wtedy jeszcze nie wiedziałam jaka była tego przyczyna.
Ledwo co wyszłam z zagajnika, a do moich uszu dotarł pisk opon. Kotka wyraźnie zaskoczona i przestraszona, wskoczyła na mnie uwieszając się mojej bluzy. Przede mną zatrzymało się czarne auto, wyglądające jakby ledwo co wyjechało z salonu. Złapałam kotkę na ręce i przestraszona odskoczyłam do tyłu. Z samochodu wysiadł mężczyzna przypominający lokaja XIX wieku. Otworzył tylne drzwi i powiedział.
- Witam Panno Corniculus, wszyscy już są na miejscu, tylko panienki brakuje. Proszę wsiadać.
- Skąd pan zna moje nazwisko? Nie rozumiem o czym pan mówi, musiała zajść jakaś pomyłka. Przepraszam ale śpieszę się do domu. -
Oznajmiłam i niepewnym krokiem ruszyłam by obejść auto, po czym jak najszybciej pobiec, ku bardziej zaludnionemu miejscu. Gdy już prawie mi się udało, ze strony kierowcy wyszedł wysoki umięśniony mężczyzna i nim zdążyłam cokolwiek zrobić, chwycił mnie w pasie i przerzucił sobie przez ramie.
- CO PAN ROBI?! PROSZĘ MNIE NATYCHMIAST POSTAWIĆ NA ZIEMI! POMOCY!- Wierzgałam się, biłam plecy porywacza, lecz to wszytko było nieskuteczne.
Moja kotka zaczęła syczeć i drapnęła oprawcę w twarz, mężczyzna cicho syknął i cisnął mnie wraz z Clerr na tylne siedzenie. Na moje nieszczęście wylądowałam w ten sposób, że uderzyłam głową o drzwi po drugiej stronie, tracąc przez to przytomność.

***

Pamiętałam krótkie przebłyski. Uczucie lekkości, czarne rękawy garnituru, które kurczowo mnie trzymały bym z nich nie wypadła.
Obudziłam się z dużym bólem głowy i uczuciem suchości w ustach, chwile mi zajęło wrócenie do siebie. Obraz musiał się wyostrzyć, a uczucie ciągnącej mnie w dół głowy, zniknąć. Powoli usiadłam na rogu łóżka, nie, ŁOŻA, było na prawdę wielkie, dostanie się na jego róg było nie lada wyczynem w moim tamtejszym stanie. ~ Gdzie ja jestem? ~ Pomyślałam po czym spróbowałam wstać na równe nogi.
- Cholera - syknęłam - Pamiętam...tych dwóch facetów...no tak...zabrali mnie - Rozejrzałam się dookoła, pokój był na prawdę imponujących rozmiarów jak i z niezwykłym wnętrzem, jednak nie ono stanowiło mój punkt zainteresowań. Drzwi były za mną, ale nie jestem głupia, wiedziałam że to zbyt proste. Okna które znajdowały się przede mną, wydawały się być bardziej logiczną opcją. Podeszłam chwiejnym krokiem do jednego z nich.
Za oknem było jeszcze stosunkowo jasno, lecz niebo leniwie przybierało żółtawo-pomarańczowy kolor. Te okna, jak się okazało, nie miały klamek, były na klucz. Pomimo tego stanęłam na palcach i sprawdziłam co jest na dole i jak wysoko się znajduje. Było to drugie piętro, czyli nie aż tak źle, lecz pod oknem rosły wysokie kolczaste krzewy. ~ A było by tak pięknie... ~ Pomyślałam po czym obróciłam się i ruszyłam ku drzwiom.

******

Nie oczekiwałam że będą otwarte, wręcz przeciwnie, wiedziałam że będą zamknięte. Przecież to było by niedorzeczne gdyby...
- Otwarte... - Mruknęłam pod nosem nie dowierzając, iż to na prawdę zadziałało.
Niepewnie wychyliłam się z pokoju patrząc wpierw w prawo, a następnie w lewo, dopiero potem dostrzegłam srebrną tacę leżącą tuż pod moim nogami. Znajdował się na niej złoty talerz z jabłkiem, kielich z wodą i mały,złoty, zdobiony wazonik z czarną różyczką w środku.
Na ten widok, moje pragnienie wzrosło potrójnie. Już miałam chwytać za kielich wody, gdy zdałam sobie sprawę że jest to nieco podejrzane. ~ Zostałam porwana. Przecież w tej wodzie może coś być...tak samo w jabłku. ~
Jednakże uczucie suchości było nie do zniesienia, dlatego rezygnacja z ulgi którą bym odczuła była równie straszna.
Wtem dostałam olśnienia. ~ Wazon! ~ Przecież nikt nie będzie truł kwiatka, a do takiego wazonika nie dodaje się nawozu. Czarną różyczkę odrzuciłam w bok i czym prędzej się napiłam. Nie było tego za wiele, ale zawsze coś! Przynajmniej nieznośne uczucie zniknęło. Nie pozostało mi nic innego, tylko ruszyć przed siebie. Błądziłam poprzez korytarze już od dobrych paru minut. Czułam się jak w jednym wielkim labiryncie nie mającym końca. ~ Kolejny zakręt...świetnie. ~ Pomyślałam sarkastycznie. Wzrok mój przyciągnął stary obraz prezentujący walkę światła i mroku, który wisiał na ścianie po mojej lewej, tak się na nim skupiłam że nie dostrzegłam przeszkody stojącej na mej drodze, przez co w nią lekko uderzyłam.

*********

Przeszkodą okazała się być osoba, konkretniej wysoki, niebieskooki blondyn. Poczułam jakby ktoś wylał na mnie wiadro zimnej wody. Ociężałość i zawroty głowy zniknęły jak za dotknięciem magicznej różdżki, serce przyspieszyło, a zimny pot oblał całe ciało. Oddech utknął mi w piersi, a nogi jak gdyby same zawróciły i gwałtownie zerwały się do biegu. Moja próba ucieczki przed nieznajomym jeszcze dobrze się nie zaczęła, a już została zakończona przez jego silą rękę. Złapał za nadgarstek czym zatrzymał mnie przez chwile. Spojrzałam na niego z przerażeniem i gdy uścisk nieco się poluźnił, wyrwałam z niego moją rękę jednocześnie krzycząc - Puść mnie! - odsunęłam się do tyłu
- Dlaczego chcesz uciekać? - Zapytał spokojnym, lecz jednocześnie zaintrygowanym tonem.
- A czemu miała bym nie uciekać?! - Mówiąc to zrobiłam jeszcze jeden krok, by być poza zasięgiem nieznajomego. Nastała cisza, jedyne co słyszałam to bicie mojego serca i własny przyspieszony oddech. Mierzyłam mężczyznę podejrzliwym wzrokiem, zaś ten patrzył na mnie jak na wariatkę.
- Kim ty właściwie jesteś? Gadzie JA jestem? i DLACZEGO tutaj jestem? - Zalałam go falą pytań, tym samym przerywając trwającą ciszę.
- Jestem wampirem - Odpowiedział jak gdyby nigdy nic.
Zmarszczyłam brwi, a na moją twarz wpłynął grymas niezrozumienia.
- Że...że..że co kur... - Wydusiłam nie dowierzając w to co słyszę, jakby brakowało mi liter do dokończenia słowa, a co dopiero zdania.
- Jakim cudem ty nie wiesz, że są tutaj wampiry i twoim jedynym zadaniem tutaj, jest usługiwanie nam? - Spytał szczerze zaskoczony.
Z moich ust wydobył się nerwowy śmiech, głowa przechyliła się lekko w lewo, a dłoń powędrowała na lewy policzek. ~ Ten gościu jest walnięty. ~ Podsumowałam w myślach.
- He he.. - Gwałtownym ruchem odwróciłam się do niego plecami, następnie lewą ręką chwyciłam prawy łokieć, zaś prawą dłoń przyłożyłam do ust, a moja prawa stopa zaczęła nerwowo stukać o drewniane panele.
- Jestem w szpitalu psychiatrycznym? Ale czemu ktoś miałby mnie porywać do szpitala psychiatrycznego? A może para pacjentów, uciekła stąd i porwali mnie, po czym wrócili z powrotem do szpitala? - Pomyślałam głośno, robiąc przy tym iście detektywistyczną minę. - *chwilowe milczenie*
- To jedyne logiczne wyjaśnienie na chwilę obecną -
Mężczyzna w tym czasie wyglądał jakby nie dowierzał w to co słyszy i jakbym to ja uciekła z tworek. ~ Mam wariata? Mam. Ciężko stąd uciec? Ciężko. To wszystko to nieporozumienie...to MUSI być nieporozumienie ~
- Nie jesteś w szpitalu psychiatrycznym. Znajdujesz się w Anglii - Oznajmił podnosząc ton głosu. Słysząc to, odwróciłam się twarzą do niego, następnie uśmiechnęłam się z empatią i współczuciem mówiąc ,,Wierzę ci" i poklepawszy go przy tym parę razy. Następnie wróciłam do poprzedniej pozycji.
- Dobrze. A ja udam się teraz do rejestracji wampirzej służby - Powiedziałam z pokrzepiającym uśmiechem. Wariat to wariat, niby nieszkodliwy ale lepiej nie próbować go wyjmować z jego bańki. Wyminęłam jegomościa i ruszyłam dalej przed siebie.
- Co tu się u diabła dzieje? - Burknął skołowany wampir.

************
Odrzucając w niepamięć dziwne spotkanie, skupiłam się na odnalezieniu jakichkolwiek schodów, które prowadziły by do wyjścia, a przynajmniej na niższy poziom posiadłości. Mijałam drugi zakręt, gdy kontem oka zauważyłam coś dziwnego. Jak gdyby jakaś plama przemknęła obok mnie. Mrugnęłam i po raz kolejny uderzyłam całym ciałem o jakąś powierzchnię. Powierzchnia odsunęła mnie od siebie i zrobiła krok w bok.
- Znowu ty?! - Krzyknęłam z niedowierzaniem.
- Jestem zaskoczony że nikt ci o tym nie powiedział, ale do tej posiadłości przybyłaś z konkretnym zadaniem, masz być ofiarą jednego z sześciu wampirów. Skąd ty w ogóle pochodzisz? - Stałam jak ten słup soli i powoli mieliłam informacje.
- Y co? Ale...jak? Kiedy? - Tępo wpatrywałam się w mężczyznę, nie pojmując zaistniałej sytuacji. ~ Przecież nikt nie może się tak szybko przemieszczać! ~
- To nie możliwe... - wyszeptałam
Stałabym tak o wiele dłużej gdyby nie następne wydarzenia. Mężczyzna uniósł nieznacznie dłoń w celu pomachania mi nią przed oczami, lecz gdy tylko dostrzegłam z jego strony ruch, podskoczyłam w miejscu przestraszona. Działając pod wpływem impulsu, odepchnęłam mężczyznę i ruszyłam sprintem przed siebie. ~ O MÓJ BOŻE, CO TU SIĘ DZIEJE?! TO JEST...NIEWYTŁUMACZALNE! ~ Biegłam ile sił w nogach, a myśli kłębiły się w mojej głowie jak szalone. Zobaczyłam kolejny zakręt i wbiegłam nań z przekonaniem że za nim znajdę kolejny korytarz ciągnący się bez końca, jak za każdym razem w tym cholernym labiryncie! Jednak los czasami płata figle...gdyż nie było tam korytarza jak to się spodziewałam...tylko wielkie...monumentalne...pieprz*** SCHODY! Przez to że byłam w biegu z automatu przeskoczyłam z pięć schodków, po czym noga mi się powinęła i gdyby nie poręcz, leżała bym już na dole połamana. Chwycenie się niej nie pomogło jednak, zapobiec dalszemu zsuwaniu się z schodów. W końcu wywróciłam się na tyłek i tym właśnie sposobem wylądowałam z obolałą kością ogonową na takim jakby balkoniku po którego prawej stronie, jak i lewej znajdowała się dalsza część schodów, już o wiele krótsza i prowadząca na, że tak powiem, stały grunt.
- Ajajajajaj... - Syknęłam i niezgrabnie wstałam, pomagając sobie przy tym barierką, która umiejscowiona była przed moją twarzą. Skrzywiona potarłam obtłuczone miejsce i w końcu byłam w stanie skupić się na otaczającej mnie rzeczywistości. Długo się na niej nie poskupiałam, gdyż dosłownie pode mną, naprzeciw wielkich drzwi, stała szóstka osób, patrząca się centralnie na mnie!...świetnie. Summa summarum wolałam jednak jedną przeszkodę, zamiast sześciu. Dlatego też odwróciłam się szybko na pięcie i...przydzwoniłam...nie uwierzycie w co!...w twardą powierzchnię! Tym razem zrobiłam to z taką siłą, że aż odbiło mnie do tyłu, przez co uderzyłam plecami w barierkę i mało co przez nią nie wypadłam. Był to znany mi już blondyn, wyglądający na iście wściekłego. Przełknęłam głośno ślinę i kurczowo chwyciłam się metalu który wzbijał się w mój kręgosłup.

Ostatnio zmieniony przez Merry (23-07-2019 o 14h14)

Offline

#24 29-07-2019 o 17h59

Straż Absyntu
Camio
Żołnierz Straży
Camio
...
Wiadomości: 560

20.09.21' (zamek la Valalettów/główny Hall/biblioteka) @Ischigo / @Neyu


Po powrocie do swoich apartamentów, Hector udał się z powrotem do salonu, a stamtąd do  pozostawionych po sobie szeroko otwartych drzwi sypialni. W ślad za nim podążyły Fobos i Deimos, które wymachując energicznie ogonami, zdawały się  widocznie czymś podekscytowane.  Zatrzymując się u progu, mężczyzna przywołał do siebie dwa psy na co te zaskomlały i posłusznie ułożyły się u jego nóg. Przelotem spojrzał na wpatrującą się w niego parę ślepi.  Wyciągając doń dłoń, szybko ją jednak cofnął. Głód powodował u niego niekontrolowane napady złości. Te przekładały się na wiecznie panujący wewnątrz rozgardiasz - pozrywane tapety, poprzewracane meble czy odłamki tłuczonego szkła na podłodze.

Pogrążony w we własnych myślach, nie spostrzegł  nawet kiedy znalazł się z powrotem we własnym łóżku. Wyciągając doń swą dłoń, Lucrezia sięgnęła za zasłonę niesfornie opadających na jego twarz pasm włosów.  Nie myśląc trzeźwo, Hector chwycił ją za nadgarstek i przyciągając do siebie, utorował sobie drogę ku szyi kobiety, po czym zatopił w niej swe kły. Lucrezia tym czasem,  w pełni rozkoszowała się chwilą kiedy mogła mieć go tylko dla siebie. -”Najmilszy... ”, wyszeptała po tym, jak dostrzegła stojącego w drzwiach lokaja.  Wampir spojrzał na mężczyznę zza opuszczonej tkaniny oddzielającej go od ciekawskich par oczu nieproszonego gościa, jakim był teraz ów człowiek.  -”Mów.”, nakazał. Wsłuchując się w słowa lokaja, Hactor odgarnął swe włosy, a następnie nachylił się ku swojej towarzyszce, tak by ta mogła zakosztować jego krwi. -”Rozumiem. Możesz odejść.”, odparł krótko. Następnie spojrzał kątem oka na leżącą obok wampirzycę. Ta uniosła swą dłoń, chcąc dotknąć jego twarzy na co Hector poderwał się z miejsca i bez słowa opuścił swą alkowę. Na jego widok, dwa dogi arlekiny poderwały się z miejsca i wraz z swoim panem, udały się w kierunku schodów.

Mijając, znajdującego się na nich Torolfa, Hector skierował się na rozdzielające schody półpiętro. -”Panie najwidoczniej nie zainteresowane...”., rzucił do stojącego u schodów Oriona, który jako pierwszy zwrócił jego uwagę. Nie był to przypadek, za co Hector szczerze przeklinał siebie w myślach. Przytrzymując psy, spojrzał w końcu na dopiero co przybyłych gości, którymi okazała się być grupa dziewcząt. Jego uwagę przykuła zwłaszcza jedna z nich, która teraz zdawała się usilnie unikać jego spojrzenia. Puszczając uszczypliwą uwagę Oriona mimo uszu, Hector zbliżył się do dziewczyny i chwytając ją za podbródek zmusił by ta spojrzała na niego. Trwało to dobrą chwilę, zanim w końcu odwrócił się z powrotem ku reszcie zgromadzonych tam dziewcząt i skinąwszy na nie, zwrócił się do Oriona. -”Więcej taktu.” , to mówiąc udał się schodami do góry po czym zatrzymał się w pół drogi, jak gdyby sobie o czymś przypominając . -”Pozwolisz?”, zwrócił się do brunetki. Kiedy dostrzegł, że ta mimo wszystko zdaje się wahać, wyciągnął w jej kierunku dłoń i uśmiechnął się doń zachęcająco. Po tym, jak znaleźli się z powrotem na piętrze, mężczyzna zaprowadził ją do znajdującej się tam biblioteki, gdzie po tym jak zaproponował jej by usiadła, sam rozsiadł się wygodnie w fotelu za biurkiem. -”Niech zgadnę. Clarissa, tak?”, to mówiąc przejechał dłonią po włosach, odgarniając je nieco z twarzy. „Przepraszam, gdzie moje maniery...Clarissa Madeleine-Lea Midford?”, to mówiąc spojrzał na nią parą fioletowawych oczu. -”Nie taka był umowa.”, przechodząc od razu do sedna sprawy, pokazał jej list opatrzony pieczęcią z herbem ich rodziny. Zaraz potem zgniótł go w dłoni. Wstając od biurka, podszedł do dziewczyny i nachylając się nad nią, ujął jej twarz w jednej z dłoni. -”Wcale nie chcesz tu być, prawda?”, to mówiąc pozwolił by jego dłoń powędrował nieco niżej, ku jej szyi. Odpinając pierwsze trzy guziki od jej koszuli. -”Powiedz...”, kontynuował w miarę, jak jego oczy znów pokrył szkarłatny odcień. -”...czy ród Midford ma mnie za idiotę?!”, to powiedziawszy zacisnął swoją dłoń na szyi dziewczyny. Kiedy dziewczyna zaczęła sinieć po twarzy, Hector zabrał od niej swą dłoń i siadając obok, odrzucił głowę do tyłu. -”Wynoś się.”, rzucił.

Ostatnio zmieniony przez Camio (14-09-2019 o 19h59)


https://66.media.tumblr.com/c0a41392744a9dafa847c58f30407513/tumblr_psh8c4n0Sm1w1mwqqo2_400.gifv https://66.media.tumblr.com/3f7a589ac41742ecbdaa78228dcd0ce8/tumblr_psh8c4n0Sm1w1mwqqo1_400.gifvhttps://66.media.tumblr.com/babc4f599e9e6c6e9ac43d7203c458ea/tumblr_psh8c4n0Sm1w1mwqqo4_400.gifv

Offline

#25 01-08-2019 o 13h18

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 367

_____________________Clarissa Madeleine-Lea Midford
20.09.2021 – południe: zamek La Valletów, główny hall, biblioteka, korytarz na zewnątrz biblioteki, drugie piętro. //@Camio.

   Jak ją irytowało te stanie na środku hallu pośród obcych dziewcząt, które naiwnie myślały, że wampiry, to stworzenia przyjazne, posiadające człowieczeństwo. Miała ochotę zaśmiać się gromkim śmiechem każdej w twarz. Czyżby ona, jako jedyna posiadała rozum na odpowiednim miejscu? Zagryzła gniewnie dolną wargę, świdrując wzrokiem po ogromnych obrazach, wystroju wnętrza, wyszczególnionych detalach, byle z dala od oczu tych pijawek, których z każdą chwilą było coraz więcej. Niebywale namnażały się na widok darmowych worków z krwią. Odrażające.
   Nie słuchała nawet, gdy odgrywała się jakaś "niewinna" konwersacja pewnego wampirka, z którąś z lekkomyślnych panienek. Nadal ignorowała obecność nadnaturalnych stworzeń, które odpychały ją na skalę światową. Udawała, że z ogromną ciekawością ogląda te wszystkie dodatki w hallu, a tak naprawdę obmyślała już plan ucieczki. Rodzice byli głupi i naiwni, oddając ją w brudne łapska jakiegoś krwiopijcy, który jeszcze okaże się jakimś psychopatą. Miała gdzieś bezpieczeństwo swej rodziny, tak samo jak oni mieli gdzieś jej bezpieczeństwo. Odpłaca się innym za nadobne i jeszcze państwo Midford zobaczy, z jaką gracją i spokojem Clarissa wróci do jej własnej rezydencji. Mogą sobie zginąć wraz z Larissą, bo w końcu ona jest ich najukochańszym dzieckiem bez żadnej skazy obłudy na ciele i duszy. Szkoda, że w wypadku nie zginęła. Wtedy doceniliby ją, że jest taka inteligentna oraz szlachetna i z pewnością doprowadziłaby ród Phantomhive po same niebo, a nawet poza nie. Byłaby ich oczkiem w głowie, a nie popychadłem, który nic nie znaczy. Każdy zobaczyłby, jaka ona jest wspaniała.
   Czujność jej została uśpiona przez wewnętrzne rozmyślenia o swym losie, przez co Clarissa, absolutnie nie zauważyła, jak ktoś do niej podszedł. I miałaby go totalnie w głębokim poważaniu, jak resztę, do momentu, gdy ten nie ujął jej podbródka nieprzyjemnie chłodną dłonią. Czarnowłosa mimowolnie wzdrygnęła się i zawzięcie się opierała, lecz osoba, a raczej pijawka, nie szczędziła sobie siły wobec niej. Dopiero, gdy ten brutalniej szarpnął jej podbródkiem, zmuszając ją tym do nawiązania z nim bezpośredniego kontaktu wzrokowego, to łaskawie raczyła to zrobić. Wzrok Clarissy nie należał do najprzyjemniejszych i prócz tego, że był cholernie lodowaty, to gdyby mógł, to zamroziłby tego śmiesznego i bezczelnego wampira w kostkę lodu. Dało się zarówno zauważyć niewyobrażalnie gniewne iskierki w jej oczach, a swoją postawą dawała znać wszystkim wokół, że nienawidzi tego miejsca, że gardzi tą żałosną rezydencją wraz z tymi pijawkami na czele i dodatkowo - nie boi się ich. Wiedziała jaką siłą, prędkością, wytrzymałością oraz zmysłami dysponowali, ale to nie sprawiało, że będzie się bać tych zadufanych w sobie pijawek i chować się przed nimi po kątach. Podczas tej chwili, zdołała zarejestrować, iż ów wampir posiadał wyjątkowo wyróżniające się fioletowe tęczówki. Nie miała pojęcia, czy każdy z nich miał dziwnie egzotyczny kolor oczu, aczkolwiek i tak nie zmieniłoby to jej zdania o ich "osobach". Chciała się stąd po prostu jakoś wyrwać. Nie zamierza tu zostawać na całą wieczność, odgrywając żałosną rolę worka z jedzeniem na dostatek.
   Poczuwszy, że ten rozluźnił uścisk na jej podbródku, to bez chwili zastanowienia wyrwała mu się z zasięgu ręki, piorunując go swym wzrokiem pełnej pogardy. Jak on śmiał dotknąć jej osobistości? Jak on śmiał znieważyć jej przestrzeń prywatną? Clarissa zacisnęła pięści z narastającej irytacji, gdy "dostojna" pijawka postanowiła sobie pójść, jak gdyby nigdy nic. Miał naprawdę zbyt wygórowane ego. Panienka Midford zamierzała to wykorzystać przeciwko niemu i mu trochę bardzo naubliżać w przyszłości. Oj, zniszczy te ich egoistyczną pewność siebie z tymi jakże "pięknymi" moralami. Śledziła go rozgniewanymi oczyma, lecz ten zamiast iść dalej, to zatrzymał się na schodach. Niech sobie w końcu pójdzie. Zazgrzytała zębami, gdy odezwał się do niej, wyciągając ku niej nienaturalnie bladą dłoń. Po co miała z nim iść? Zaspokoić jego instynkt zwierzęcy? Dobre sobie. Czy wahała się? Owszem, że tak. Nie ufała mu i nie wiedziała, co ten też planował wobec niej. Postanowiła jednak zaryzykować. Potem będzie żałować swoich wyborów. Nie przyjęła jego wyciągniętej ręki - całkowicie ją zlała.
   - Prowadź. - oznajmiła chłodnym tonem głosu, po czym ruszyła w ślad za nim, zostawiając tę całą szopkę za sobą i chociaż o tyle dobrze, że mogła się z niej wyrwać.
   Wampir zaprowadził ją do biblioteki. Co też mógł chcieć zrobić w tym miejscu? Może po prostu z nią porozmawiać? Niezły żart, Clarissa. Wymusiła na sobie pełną czujność i zwartość w razie jakiegokolwiek zagrożenia, z pewnością będzie wiedziała jak wyjść z opresji. Usiadła naprzeciwko niego. Nie mogła uwierzyć w to, jak niską kulturę miał rozsiadając się na fotelu, w sposób taki, jakby był co najmniej w jakimś miejscowym barze niż sam na sam z tak ważną osobistością, jak ona. Czarnowłosa postanowiła tego jednak nie komentować.
   Odezwał się. Znał jej imię, lecz tylko jedno imię. Zmrużyła oczy z widoczną irytacją. Znowu znieważył jej autorytekt. I jak on śmiał odgarniać te włosy, jakby co najmniej stał przed lustrem, wzdychając do samego siebie, wychwalając tym swoją "zwalającą z nóg urodę"? Ten egoistyczny wampir niezwykle działał jej na nerwy, lecz Clarissa - milczała. Cierpliwie milczała, trzymając swoją złość u wodzy, gdy wtem poprawił się, wypowiadając jej całą godność. Burzliwe odczucie zostało niemalże całkowicie ukojone. Może jednak posiadał jakieś maniery? Wciąż milczała, wpatrując się w niego chłodnym spojrzeniem brązowych oczu.
   Wypowiedział słowa, które przypomniały jej o tym, co przodkowie z jej linii rodu popełnili - zachłanni głupcy. Teraz to ona musiała cierpieć, a nie żaden z nich. Miała ochotę ich osobiście zabić. Zabić własnymi rękoma. Rzuciła okiem na list, który jej pokazał. Był opatrzony pieczęcią z herbem jej rodziny. Nienawidzę ich. Larissy nigdy nie oddaliby, nigdy nie rzuciliby jej na pożarcie krwiopijców. Na pewno ten wypadek był ustawiony. Wszystko po to, by to ona zajęła te miejsce, by jak najłatwiej pozbyć się jej osoby z rodziny. Szkoda, że to ona rozsławiła rodzinę Midford. Szkoda, że to ona była rozpoznawalną osobą pod tym nazwiskiem. Nikt inny, tylko ona. Zgniótł list w swojej ręce, lecz ta dalej milczała. Przepełniała ją niemiłosierna furia, nienawiść, żądza ujrzenia cierpienia jej najbliższych. Clarissa sprawi, że będą płakać z bólu, że stracą wszystko i będą robić wszystko, by ta wróciła do nich i odbudowała majestat rodziny Midford. Wtedy, to ona ich porzuci, tak jak oni porzucili ją. Zemsta jest słodka, naprawdę.
   Ani drgnęła, gdy ten do niej podszedł. Przeczuwała jednak, że najgorsze zbliżało się ogromnymi krokami. Nie miała czego się bać. Nie mógł jej zabić. Nie mógł tego zrobić. A nawet, jeśli zginęłaby tu marnie, to miałaby ułatwione zadanie z zemstą na swojej całej rodzinie, na całym rodzie Phantomhive i być może również na tejże pijawce. Zbliżył się do niej niebezpiecznie, nachylił się nad nią równie niebezpiecznie. Czuła narastające zagrożenie, lecz ani drgnęła. Wyglądała, jakby nawet przestała oddychać. Była nadwyraz spokojna. Nie mogła dać się wyprowadzić z równowagi. Nie mogła dać mu satysfakcji, że się boi. Wyczułby to od razu. Musiała zachować stoicki spokój. Musiała to wytrzymać. Musiała dla własnej godności. Musiała.
   Jego dłoń ujęła jej twarz, zmuszając ją znów do kontaktu wzrokowego. Nienawidziła, gdy ktoś naruszał jej przestrzeń osobistą. Nienawidziła tego miejsca. Nienawidziła go. Nienawidziła swojej siostry. Nienawidziła swojej rodziny. Wszystkich nienawidziła bez żadnych wyjątków. Nienawiść Clarissy zdawała się płonąć w jej żyłach, przez co poczuła uderzającą adrenalinę. I dobrze. Adrenalina uratuje ją. Ręka wampira wędrowała coraz niżej ku jej szyi, a potem ku jej pierwszych trzech guzików, rozpinając je powoli. Oczy zaświeciły się jej od złości, nienawiści oraz sadyzmu. Zboczeniec. Miała ochotę go ukatrupić własnymi rękoma. Zadusić na śmierć. Szkoda, że jednak, to on miał nadnaturalną siłę, a nie ona. Ale jej życie było niesprawiedliwe.
   Coś tam do niej mówił, lecz ona milczała. Nie miała zamiaru zaszczycić go swymi odpowiedziami. Chciała zrobić wszystko na przekór, by ten zezłościł się. Rzucił czymś, rozwalił coś, kazał jej wyjść. Zyskała jednak co innego - brutalnie chwycił ją za szyję, coraz bardziej zacieśniając na niej swój uścisk. Zaczęło jej brakować tchu. Dusiła się. Nie miała kontroli nad swoim organizmem, gdy ten panicznie próbował zaczerpnąć tlenu, lecz ona wewnątrz siebie czuła żądzę mordu. Chciała ich wszystkich zniszczyć. Dlaczego to ona miała cierpieć, a nie ktoś inny? Czuła, że styka się powoli z drugim światem. Na jej twarzy zakwitł psychopatyczny uśmiech. Za chwilę straci życie i będzie mogła na każdym się zemścić, nim odejdzie z tego szkaradnego świata. Oczy Clarissy zabłysły się szkarłatnym blaskiem. Jeszcze chwila.
   I puścił ją. Zaczęła niekontrolowanie kaszleć, próbując zaczerpnąć tchu, który tak bardzo ją ranił. Dlaczego przerwał? Spojrzała na niego wzrokiem pełnym nienawiści i opuściła bibliotekę. Zamknąwszy za sobą drzwi i upewniwszy, że jest sama ze sobą, a na korytarzu nie widać żadnej żywej duszy, pozwoliła sobie delikatnie przejechać po szyi. Bolało. Niemiłosiernie bolało. Oddychało jej się bardzo ciężko. Każda próba spokojnego zaczerpnięcia tlenu była nazbyt bolesna. Musiała udać się do łazienki. Zobaczyć w jak opłakanym stanie jest jej szyja. Ruszyła przed siebie, trzymając się lewą ręką ściany, a prawą masując szyję. Była sama ze sobą, więc mogła sobie na to pozwolić, na chwilę słabości. Nie wiedziała, gdzie się kieruje. Nie znała tej rezydencji, więc błądziła, jakby przebywała w labiryncie. Chyba była na najwyższym piętrze, bo nie znalazła żadnych schodów prowadzących ku górze. Przynajmniej tak jej się zdawało.
   Podeszła do schodów prowadzących na dół. Powoli zaczęła schodzić, lecz nagle zrobiło się jej czarno przed oczami. Kucnęła instynktownie, trzymając się małej komumny, która podtrzymywała poręcz. Nie mogła. Nie mogła teraz zasłabnąć. Schyliła głowę, wpatrując się w swoje kolana. Nie mogła.


https://i.imgur.com/9WX7JUV.gif

Online

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2