Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2

#26 09-08-2019 o 00h51

Straż Obsydianu
Taneshja
Straż na szkoleniu
Taneshja
...
Wiadomości: 246

https://i.imgur.com/MeMCf9h.gif


20. 07. 2021 roku– późne popołudnie

    – Zasłoń zasłony, teraz– mruknął, kryjąc się za ścianą oddzielającą korytarz od pokoju służby. Gromił mężczyznę wzrokiem, kiedy ten przechodził obok i swoim charakterystycznym, trochę zbyt eleganckim krokiem podchodził do kotar.
    Kiedy czarny materiał przysłonił jedyne źródło światła w pomieszczeniu, Torolf wszedł do środka, praktycznie od razu trzaskając drzwiami za sobą. Cenił sobie prywatność, choć wiedział, że w zamku było to tylko nieosiągalnym marzeniem, ale i tak próbował zachować jej „zajawki”. Jednym z jego pomniejszych sekretów, których i tak dobrze nie strzegł, było pożywianie się sługami, a dokładniej to jednym– Gottfridem ze Szwecji. Nie wyglądał on jak jeden z typowych przedstawicieli Skandynawii, bo nie posiadał ani jasnych włosów, ani oczu, lecz mowę miał lepszą niż niejeden rodowity Szwed.
    Wampir pchnął człowieka na łóżko, samemu siadając obok. Odsłonił kołnierz jego stroju, bardziej uwidaczniając żywo pulsującą żyłę. Wręcz słyszał przyśpieszone bicie serca chłopaka, gdy powolnie zbliżał się do celu, a potem wbijał się w głąb ciała. Nie wyglądało to w żaden sposób makabrycznie czy nawet niemoralnie. Ciemnowłosy zacisnął usta, zamykając przy tym oczy, a Torolf pił powoli, łagodząc swoje pragnienie. Chciał jak najlepiej przygotować się na przyjazd nowych ofiar. Od dnia wczorajszego, gdy to z Hectorem odbył krótką rozmowę w towarzystwie dobrego alkoholu, myślał o nich. Wyobrażał sobie swoją idealną kobietę, której pewniej i tak nie dostanie. Najlepsze kąski na zamku dostawał zawsze ktoś inny, nigdy nie on.
    Odsunął się od Gottfrida, ocierając wierzchem dłoni usta. Bardziej z przyzwyczajenia niż z konieczności obserwował jak rana na szyi goi się powoli, a potem przerzucił wzrok wyżej. Pragnął, aby jego kolejna ofiara miała ciemne włosy, zupełnie takie jak ten sługa oraz jasne oczy. Kochał te mieszankę kolorów u kobiet, lecz rzadko miał okazję akurat ją spotkać. Przeważnie jego krwiodawczynie były przeciętnej urody, o blond włosach i ciemnych oczach,
    – Pierwszy raz widzę u ciebie te minę– stwierdził swobodnie Gottfrid, poprawiając kołnierz i z rękoma zaplecionymi na karku kładąc się na wąskim łóżku.
    – Zastanawiam się– odparł, wzruszając ramionami. W ustach nadal czuł przyjemny, metaliczno–słodki smak krwi i rozmyślał nad swoją przyszłą ofiarą. Oraz tym, co zauważył wczorajszej nocy w lesie. Nadal niepokoiły go ślady znalezione na pograniczy ich lasu, ale o tej kwestii wolał teraz nie myśleć. Kobiety. Myśl o kobietach i krwi, napomniał siebie w myślach.
    – A nad czym?– drążył dalej Gottfrid, spoglądając z zainteresowaniem na Torolfa. Był on jednym z niewielu wampirów na zamku, przy którym można było poczuć się o jeden ton pewniej i pozwolić sobie na chwilę odpoczynku od sztywnego, wyuczonego zachowania.
    – Nad dzisiejszymi ofiarami– przyznał wymijająco, niechętnie, przeciągając każde słowo. Nie musiał udzielać mu żadnych informacji, ale chociaż taka forma zapłaty za krew mu się należała.– One  mają być wyjątkowe, a ja… jestem po prostu ich ciekawy. Jak się będą zachowywać? Kim te ofiary będą? To… intrygujące.
    Gottfrid już chciał coś dodać, lecz Torolf wstał gwałtownie, ze zmarszczonymi brwiami patrząc na drzwi. Bez słowa wstał, podszedł do drzwi i pewnym ruchem je otworzył.
    – Dziękuję za krew– powiedział na wychodne bardziej z nawyku niż samego aktu wdzięczności.
    Szedł przed siebie, mijając dobrze sobie znane elementy korytarza. Z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy szukał źródła tak obcych dźwięków, a gdy ujrzał dziewczynę, chodzącą z pochyloną głową w dół, stanął na chwilę. W ciągu sekundy spostrzegł jej fioletowe, farbowane włosy i nad wyraz mocny makijaż. Czy była ładna to nie jemu oceniać. Lubił trochę inny typ urody. Jego dalsze przemyślenia na temat jej twarzy przerwało zderzenie. Dziewczyna weszła w niego, zupełnie jakby był ścianą, a nie żywą personą.
    Rozszerzył zaskoczony oczy, gdy fioletowowłosa odskoczyła gwałtownie na ich chwilowe zetknięcie, a potem podjęła próby ucieczki. Wręcz machinalnie złapał ją za nadgarstek, chcąc choć trochę zrozumieć jej motywy. Może nie wyglądał pod każdym światłem i kątem korzystnie, ale jeszcze nikt nie krzyczał na jego widok.
    Im rozmowa między nimi trwała dłużej, tym stawała się bardziej zwariowana. Nie dość, że dziewczyna zachowywała się jakby uciekła ze szpitala psychiatrycznego to jeszcze nie miała żadnej świadomości istnienia „tego” świata. Wampiry były jej obce. Stwierdzenie tego przed samym sobą zajęła Torolfowi zdecydowanie zbyt długo. Gdyby tylko dowiedział się wcześniej, zmieniłby swoje podejście do niej, w delikatniejszy sposób wprowadziłby ją do tych realiów, a nie zrzucił prawdę jak wiadro pomyj na głowę.
    Czuł się winny za jej nagłą reakcję. Uciekła, odpychając go, a on jedynie nadal analizował wydarzenie. Odbicie się plecami o ścianę pobudziło go. Zaciskając zęby i wytężając wzrok, wstał, dokładnie obserwując uciekającą fioletowowłosą. Ruszył za nią od razu, tylko raz zerkając przez okna na zewnątrz. Słońce znajdowało się nisko, to dobrze, bo w razie potrzeby blondyn mógł wybiec za nią na dwór lub ogród. Dalej uciec by nie zdołała.
    Od połowy korytarza słyszał dźwięki rozmów, które mieszały się z przyśpieszonym oddechem dziewczyny. Znajdując się przy schodach, zerknął jedynie przelotnie na grupkę znajdującą się u dołu. Nie zwrócił na nich szczególnej uwagi, wlepiając niebiesko–czerwone oczy w fioletowowłosą. Jeszcze parę kroków i spadnie z tych przeklętych schodów, pomyślał, znów próbując ją złapać.
    Nie wiedział, czy on miał takie szczęście, czy po prostu nowa ofiara tak lubiła jego ciało, ale po raz kolejny uderzyła o jego ciało, z impetem odbijając się od niego. Chciał być dla niej miły, pokazać swoją lepszą stronę, ale powoli trafiał go szlag. Tym razem chwycił dziewczynę za ramię, stawiając do pionu. Nie pozwolił jej się wyrwać ani nawet nie poluźnił uścisku. Miała chociaż przez chwilę stać w jednym miejscu i grzecznie czekać aż on zaprowadziłby ją do swoich komnat i spróbowałby coś wyjaśnić. Najwyżej gdyby go zdenerwowała to dziabnąłby ją raz, aby wiedziała, gdzie jej miejsce, a potem jeszcze raz podjąłby próby wyjaśnienia.
    Na Hectora zwrócił tylko przelotnie uwagę. Gdyby miał oceniać tego wampira z pewnością by powiedział, że ich wczorajsze spotkanie nie wpłynęło na niego w najmniejszym stopniu. Ani alkohol, ani wspomnienie dawnego mordu– jak zwykle wyglądał wręcz idealnie.
    Podążając wzrokiem w dół schodów zauważył wszystkie ofiary i raczej większość wampirów. Laaksonema zauważył od razu. Szybko przeskoczył wzrokiem na inną postać, nie chcą gapić się akurat na niego. Całe szczęście, że Orion również znajdował się w pobliżu. Jego lubił chyba najbardziej spośród wszystkich.
    Każda z ofiar była ładna, stwierdził to z pewną dozą zaskoczenia. Dotychczas wygląd nie stanowił ważnego elementu selekcji, a jakoś i smak krwi. Wiedział o ich inności, ale nie sądził, że aż do tego stopnia będą odbiegać od jego wyobrażenia.
    – Zabieram tę dziewczynę ze sobą.– Złapał za jej drugie ramię, patrząc w dół. Wzrokiem jeszcze raz przeleciał po tłumie, aby potem dodać.– Może nie jest to najlepsza chwila, aby o tym mówić, ale po oprowadzaniu musimy spotkać się w bibliotece.– Gdyby jakikolwiek narząd w jego ciele by funkcjonowało, to zdecydowanie serce zabiłoby mu szybciej.–  Parę ważnych informacji mam wam do przekazania.
    Po tych słowach znikł, porywając dziewczynę. Poza w jakiej ją trzymał nie należała do najwygodniejszych, nawet nie można było jej nazwać „odpowiednią”. Chwycił fioletowowłosą pod pachami, uniósł w górę i przyśpieszonym krokiem przeszedł całą długość zamku. Drzwi do swojej komnaty otworzył barkiem, nie trudząc się kulturalnym otwarcie.
    Złość nadal mu nie przeszła, lecz teraz na jego twarzy malowała się obojętność. Z tą zimną miną zamknął drzwi na klucz, jedna ręką nadal przytrzymując ramię kobiety. Złoty kluczyk obrócił dwukrotnie w dłoni, następnie rzucając w kąt pokoju. Puścił swoją ofiarę, powtórnie na nią zerkając.
    Chwilę zawieszenia na niej wzroku wystarczyło, by jego tęczówki przybrały w całości żywą, czerwoną barwę. Aż sapnął, czując jak głów uderza w niego, prawie powalając na kolana. Pulsujący ból zaczął się od rąk, a skończył na szczęce. Z niewiadomych sobie przyczyn nie raz dostawał takich „ataków” przeraźliwej chęci picia ciepłej posoki. Wtedy już nawet nie było co walczyć z pragnieniem, z góry znajdował się na przegranej pozycji, lecz tym razem chciał spróbować się powstrzymać.
    Z głuchym odgłosem upadł na podłogę, podpierając się jedną dłonią z przodu. Zaciskanie zębów nie zmniejszało odczuwanego bólu nawet odrobinę, pozwalało za to przenieść swoją uwagę na coś innego. Nabrał głośno powietrza. Żyły na szyi miał nabrzmiałe, oddech jeszcze bardziej przyśpieszył, a ból umocnił. Gdyby nadal był człowiekiem najpewniej by zemdlał, lecz wampirze geny nie pozwalały mu na to. Zamiast wrzeszczeć na całe gardło wydawał z siebie ciche, przytłumione odgłosy, przerywane głośnym nabieraniem tlenu.
    Siedział na ziemi w pozycji pół leżącej dobre parę minut, lecz ból nadal nie przechodził. Przewrócił się z pleców na brzuch, warknął wściekle, a potem spojrzał na fioletowowłosą. Naprawdę chciał się powstrzymać przed piciem jej krwi, ale nie potrafił. Chwiejnym krokiem wstał z ziemi, powolnie zmniejszając odległość między nimi.
    – Daj mi swoją rękę.– Nie potrzebował jej zgody i nawet jej nie wyczekiwał. Odczekał parę sekund i gdy zobaczył, że dziewczyna się wycofuje w nagłym przypływie paniki, rzucił się na nią. Dłońmi przytrzymał jej ramiona, a potem zmusił, aby spojrzała w jego oczy. W chwilach tak potężnego napływu głodu potrafił wejść w umysł człowieka bardzo głęboko. Często słyszał wykrzykiwane w gniewie słowa albo przed jego własnymi oczami przewijały się obce obrazy.
    Znaczenie tego wszystkiego było dla niego obce. Słyszał, że wampiry posiadają jakieś wrodzone moce, ale od zawsze zakładał, że on jej nie posiada. Większość rzeczy w życiu go omijało, więc dlaczego ten jeden element wieczności mu pozostał? Nie chciał tego wiedzieć.
    Przekazał jej w myślach obraz łąki, wtłoczył do nozdrzy zapach kwiatów, a potem wgryzł się w jej przedramię. Od razu poczuł metaliczną ciecz na języku. Zaciągnął się nią jak najlepszym alkoholem. Z każdym łykiem ból ustępował, zastępując go przyjemnym ciepłem i uczuciem spełnienia. Błogi uśmiech zatańczył na jego twarzy, gdy odrywał usta od jej skóry. Obserwował jak rana goi się w przyśpieszonym tempie, a krew na nowo chowa się pod skórą.
    Potem przerwał iluzje. Czekał, aż do jego uszu dojdzie krzyk albo dziewczyna zareaguje w jakiś innych sposób na nietypowo sytuację, bo tylko to teraz mógł zrobić jako ten „lepszy” rodzaj wąpierze– posiedzieć, pomyśleć, przeżyć, zasada trzech P, jak to sam określał.

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2