Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 ... 16 17 18 19

#426 10-09-2019 o 19h51

Straż Obsydianu
Nataasia
Pokonała kurę
Nataasia
...
Wiadomości: 692

https://funkyimg.com/i/2VnQd.png


        Dzień ślubu był właśnie tym, na który El czekała już od dłuższego czasu. Jednak kilkanaście dni temu... Dowiedziała się przerażającej prawdy na temat ojca swojego przyszłego męża. Przez to nie była w stanie myśleć jedynie o ślubie. Chcąc nie chcąc, zastanawiała się, co powinna zrobić potem. Nie wiedziała, czy mądrym było puszczać Daireana samego na poszukiwania ojca. Jednak prawda była taka, że prędzej, czy później, sam by go odnalazł. W końcu teraz to na swojego syna polował. I przez to El bała się cholernie. Nie chciała stracić Reana, ale też nie mogła go powstrzymywać. Chciał pomóc ojcu i wierzył, że mu się to uda. Ale prawda była taka, że nie był ją tą samą osobą, co kiedyś. Po zawarciu umowy z Idanem... Nic nie mogło być tak, jak kiedyś. Chłopak z jakiegoś powodu odpuścił El, ale to była kompletnie inna sytuacja. Natomiast ojciec Reana zwyczajnie sprzedał swoją duszę. A teraz dostał rozkaz pozbycia się pirata, którym był jego syn. Mimo to, tego jednego dnia dziewczyna postanowiła skupić się wyłącznie na własnym ślubie. W końcu to był jeden taki dzień w życiu. I ten cały stres uleciał z niej, gdy została zaledwie godzina. Myślami była zupełnie gdzie indziej. Wyobrażała sobie już, jak będzie wyglądać jej przyszłość u boku Reana. Mężczyzna za kilkadziesiąt minut miał stać się jej mężem. Nie mogła uwierzyć w to, że... Ich drogi się ze sobą skrzyżowały.
        El była po prostu szczęśliwa. Szczęśliwa, jak nigdy dotąd. I mimo że w głowie dalej miała te niepokojące myśli, to starała się je zignorować. I wychodziło jej całkiem nieźle, dopóki do pomieszczenia nie wpadł jej narzeczony. Jej serce natychmiast zabiło mocniej, a wzrok skierował się na brązowe tęczówki mężczyzny. Wpatrywał się w nią chwilę, a Raina w tym czasie przeklinała go za wejście do pokoju. Cóż, istniał przesąd, który mówił, że zobaczenie panny młodej w sukni przed ślubem przynosiło pecha. A Rean wparował do pomieszczenia jak gdyby nigdy nic. Do tego wraz z Virke oraz Cartem, który doczłapał się chwilę później, a w jego oczach widać było niepokój. Ale nie to było najistotniejsze. Na moment serce dziewczyny się zatrzymało, gdy dotarły do niej słowa jej przyszłego męża. Przełknęła ciężko ślinę i podeszła nieco bliżej mężczyzny.
        - Jak to...? Teraz? - spytała zaniepokojona. Teraz już nawet przestało mieć znaczenie to, że Rean zobaczył ją w sukni ślubnej, chociaż nie powinien. Jego ojciec... Wiedziała, że był zagrożeniem, ale nie myślała, że przybędzie tak szybko. I to w dniu ich ślubu.
        - Matka mnie ostrzegła i... Jeszcze nie ma go na lądzie, ale to tylko kwestia czasu. A potem... Zaatakuje każdego, kto stanie mu na drodze, El - powiedział cicho. Dziewczyna zacisnęła usta, po czym odwróciła wzrok. Oczywistym było, że nic nie mogło pójść gładko. Nie w ich przypadku. Jednak El nie przypuszczała, że wszystko się zepsuje właśnie tego dnia, gdy miała poślubić swojego ukochanego.
        - Ściga ciebie. Może... Powinniśmy go jakoś odciągnąć, nim zejdzie na ląd i skrzywdzi niewinnych ludzi - powiedziała, jednak te słowa ledwo przeszły jej przez gardło. Oznaczało to, że ich ślub... Mógł nie dojść do skutku. Jednak gdyby El myślała tylko o tym, to byłoby egoistyczne z jej strony. Nie chciała narażać ludzi. Rean zbliżył się do dziewczyny, jedną dłoń kładąc na jej talii, natomiast drugą na policzku.
        - Muszę wypłynąć na pełne morze, El... Tak bardzo ciebie przepraszam, to miał być nasz dzień - szepnął. Maelysa, pomimo że bolało ją to okropnie, uśmiechnęła się blado i pokiwała głową. Zacisnęła usta, nie chcąc tym razem uronić żadnej łzy, jak ostatnio. Położyła dłonie na torsie mężczyzny, przy okazji delikatnie poprawiając jego kubrak.
        - Ślub może zaczekać, są ważniejsze rzeczy - odparła, unosząc wzrok na oczy mężczyzny. - Wypływamy od razu? - spytała jeszcze. Cóż, chciała się chociaż przebrać, aby nie zniszczyć sukienki. To, że teraz nie mogli wziąć ślubu, nie oznaczało, że w ogóle go nie wezmą. A jedną suknię ślubną już zniszczyła. Nie chciała, żeby to samo stało się z tą. Zwłaszcza, że miała dla niej większe znaczenie.
        - Nie możesz ze mną płynąć, El. Ciebie również może skrzywdzić. Będziesz bezpieczniejsza na lądzie - powiedział szybko, zaniepokojony jej słowami. El zmarszczyła brwi i rozchyliła lekko wargi. Przełknęła ciężko ślinę i pokręciła głową. Nie podobało jej się to ani trochę. Jednak nie miała na tę sytuację żadnego wpływu. Nie mogli czekać.
        - Przecież nie puszczę cię samego, Rean. Nie chcę siedzieć i czekać na ciebie, kiedy... Możesz nie wrócić w ogóle. Popłynę z tobą - odparła stanowczo. Nie było nawet mowy, aby została tutaj i zamartwiała się, czekając na jakiekolwiek wieści i powrót swojego narzeczonego.


"Personaly I'm a huge fan of ignoring the
problem until eventualy it just goes away."

https://66.media.tumblr.com/5e0fb9dbe5809e327540196671bea07d/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto8_250.gif   https://66.media.tumblr.com/5d189d7ba852defc66631f185a07b60a/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto2_r1_250.gif   https://66.media.tumblr.com/c280849a420c5478d1a2ad1110ff23db/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto7_250.gif

Offline

#427 10-09-2019 o 21h21

Straż Obsydianu
PonętnyHubert
Żołnierz Straży
PonętnyHubert
...
Wiadomości: 607

https://fontmeme.com/permalink/190709/d25eb2c0d7accc061b6a00b1fe46604c.png

        Bogowie musieli szczerze nienawidzić Daireana oraz El, skoro bez przerwy podkładali im kłody pod nogi. Zalewali problemami i patrzyli, jak ledwo udaje im się wypłynąć na powierzchnię w poszukiwaniu czegoś, co utrzyma ich na wodzie. Bez przerwy okradano ich ze szczęścia i spokoju, a teraz… Wtedy, kiedy myśleli już jedynie o wspólnej przyszłości i o tym, że za chwilę przypieczętują swój związek, wszystko się posypało. Ta cholerna wizja, ostrzeżenie, czy cokolwiek to było, pojawiło się w najgorszym momencie. Kilkadziesiąt minut dzieliło ich od ceremonii, a ojciec Reana podążał w ich kierunku. Dla mężczyzny to było jasne, że powinien odciągnąć go od lądu i wszystkich ludzi. Od przyjaciół, rodziny. Nie mógł pozwolić na to, aby ktokolwiek ucierpiał przez niego. Dlatego postanowił wypłynąć na pełne morze, by to tam za nim podążył ojciec. Wtedy spróbowałby z nim porozmawiać, dowiedzieć się, czy istniał jakikolwiek sposób na pozbycie się tej umowy i przywrócenie duszy. W końcu wszystko było możliwe, prawda?
        Dairean spoglądał na swoją narzeczoną, czując jak serce szybko bije w jego piersi. On sam zaczynał martwić się coraz bardziej, ale na lądzie El mogła być bezpieczniejsza. Zwłaszcza, jeśli pilnowałby ją Virke oraz Cart… Bo kartografa również nie chciał zabierać ze sobą. Zresztą, gdyby tylko mógł nie zabierałby nawet swojej załogi, ale bez nich nie mógłby się nawet ruszyć. Nie chciał nikogo narażać. Jeśli ojciec tak jak w wizji nie zamierzał nikogo oszczędzać, nie chciał ryzykować. Pirat uśmiechnął się blado i zbliżył do ukochanej, by złożyć na jej ustach czuły pocałunek.
        – Zawsze wracam, pamiętaj o tym – powiedział cicho, kciukiem delikatnie gładząc jej policzek. Raina spoglądała na nich zmartwiona, a mała Theia, która do tej pory spała spokojnie na fotelu owinięta w pieluszki i kocyk, zaczęła płakać. Virke natychmiast podszedł do córki i wziął ją w ramiona, lecz na jego twarzy również malował się niepokój. Nie wiedzieli co się działo, zresztą, tak samo jak Cart. Lecz ten powoli zaczynał domyślać się wszystkiego.
        – Rean, pozwól mi też płynąć. Nie zniosę znowu tego czekania na ciebie... – powiedziała, patrząc w oczy mężczyzny. Szatyn natychmiast pokręcił głową. Nie mógł jej na to pozwolić, nawet jeśli rozłąka tak bardzo bolała. Pragnął, aby była bezpieczna. Żeby czekała na niego tak jak zawsze to robiła, a on wróciłby do niej, bo przecież za każdym razem wracał.
        – Jeśli mowa o Rosarrze to… El, naprawdę powinnaś zostać. Ja również ciebie tam nie puszczę – wtrącił się Cart, kładąc rękę na ramieniu dziewczyny. Dairean spojrzał na niego niemal natychmiast i znowuż pokręcił głową. Nie zamierzał narażać przyjaciela po raz kolejny, a poza tym w jego obecności El byłaby bezpieczniejsza.
        – Ty też nie płyniesz, Cart. Nie ma mowy – powiedział szybko, zabierając dłoń z policzka ukochanej. Kartograf spojrzał na niego, a w jego oczach było widać jednocześnie determinację i zmartwienie. Już wtedy wiadomo było, że nie zamierzał puszczać swojego kapitana bez wsparcia.
        – Płynę. Ktoś musi pilnować twoich pleców Dair. Zwłaszcza, jeśli twój ojciec znowu się na ciebie rzuci z nożem. A z tego co słyszałem, jest to prawdopodobne – odparł stanowczo. Na samo to wspomnienie Rean przymknął na chwilę powieki i zamilknął. Chciał zaprzeczyć po raz kolejny, jakoby nie potrzebował przyjaciela na pokładzie… Ale to Cart dziesięć lat temu odciągał swojego dawnego kapitana od Daireana, kiedy ten próbował wyciąć jego serce, żeby wyzwolić go od „demonów”. El odsunęła się trochę od swojego narzeczonego i spojrzała na przybranego ojca.
        – Obiecaj mi, że będziesz go pilnować i powstrzymasz, gdyby chciał zrobić coś głupiego – powiedziała, spoglądając prosząco na mężczyznę. Cart uśmiechnął się blado i pokiwał z wolna głową. Zawsze pilnował Reana i starał się o niego dbać, nieważne jak często jego kapitan wymykał się spod kontroli.
        – Tak jak zawsze – odpowiedział. Dairean spojrzał znowu na ukochaną i przyciągnął ją do siebie, by przytulić, a ona odwzajemniła uścisk… I nieważne jak wielu mogło uznać to za pożegnanie, dla niego nim nie było. Nie musieli się żegnać, bo przecież wkrótce miał do niej wrócić.
        – Poczekaj na mnie. Nie zajmie mi to długo, a jak wrócę… Wtedy weźmiemy ślub i poszukamy domu na wyspie, dobrze? – powiedział, odsuwając się lekko. Posłał jej uśmiech pełen nadziei, bo szczerze wierzył w to, że wszystko się uda. Jak mogło być inaczej? Zawsze mimo problemów znajdywali siebie i trudności znikały na jakiś czas. Nieważne jak bardzo los się starał, wracali do siebie.
        – Ale uważaj na siebie – poprosiła jeszcze. Dairean pokiwał głową i przymknął powieki. Subtelnie musnął wargami jej usta, lecz nie trwało to długo. Posłał jej ostatni uśmiech i oddalił się, by wyjść z pokoju. Cart ruszył tuż za nim. Musieli jak najszybciej dostać się na okręt, by odciągnąć Rosarra.


you always have a choice. you can either roll over
and die or you can keep fighting, no matter what

https://66.media.tumblr.com/deeb61456e42ab64702f3018b009f2f9/tumblr_inline_nuo4jc3LAp1qlt39u_250.gif https://66.media.tumblr.com/9d3997e74ab26ce732af9324d54ef7dd/tumblr_inline_nuo4ittYLO1qlt39u_250.gif

Offline

#428 10-09-2019 o 21h56

Straż Obsydianu
Nataasia
Pokonała kurę
Nataasia
...
Wiadomości: 692

https://funkyimg.com/i/2VnQd.png


        El naprawdę chciała płynąć ze swoim narzeczonym. Nawet jeśli mężczyzna zawsze do niej wracał, to teraz... Czuła niepewność. Bała się. Jego ojciec chciał go zabić i z pewnością nie cofnie się przed niczym. Dziewczyna nie przeżyłaby, gdyby straciła swojego ukochanego. I to na chwilę przed ich ślubem. Bo przecież nie został odwołany, tylko... Przeniesiony. Problem w tym, że żaden ślub się nie odbędzie, jeśli Rean nie wróci. I mimo że mężczyzna był pełen nadziei i pewny tego, że wszystko się skończy dobrze, El sądziła wręcz przeciwnie. Przytaknęła oczywiście na jego słowa, nie chcąc go martwić, ale... Nie zamierzała tym razem siedzieć bezczynnie i czekać na niego. Nie, kiedy na szali stawiane było jego życie. Jednak wewnątrz bolało ją okropnie. Po raz kolejny wszystko zaczynało się walić. I pewnie gdyby nie pojechali wtedy do Sealumy, ojciec Reana urządziłby krwawą rzeź na ich ślubie. A do tego dziewczyna również nie chciała dopuścić. Odwzajemniła ten delikatny pocałunek, sądząc, że jej narzeczony odsunął się zdecydowanie zbyt szybko. Uchyliła lekko powieki i spoglądała, jak wraz z Cartem wychodzi z pomieszczenia. Zacisnęła zęby i spuściła nieco wzrok. Za kilkadziesiąt minut powinna być już mężatką, a teraz... Nawet nie wiedziała, czy odzyska swojego narzeczonego. Nie chciała, aby to było pożegnanie. Nie mogła na to pozwolić.
        Odetchnęła głęboko i odwróciła się, podchodząc do łóżka. Usiadła zrezygnowana na jego krawędzi, wygładzając materiał swojej sukni ślubnej. Tyle miesięcy czekała na ten jeden dzień, który okazał się kompletną porażką. I oczywiście, że było jej przykro, jednak... Były ważniejsze rzeczy.
        - Mam złe przeczucia... Boję się, że już nie wrócą - powiedziała, unosząc wzrok na Rainę. Miała tę swoją intuicję, która zazwyczaj jej nie zawodziła. I cholernie się bała, że i tym razem miała rację. Nie chciała, by coś stało się Daireanowi i komukolwiek z jego załogi.
        - Na pewno wrócą... Nie ma się o co martwić. Poradzą sobie - zaczęła, próbując jakoś uspokoić dziewczynę. El przygryzła wargę, po czym skrzywiła się mocno, a na jej twarzy pojawił się grymas. Dłonią dotknęła brzucha i zacisnęła mocniej usta.
        - Chyba... Źle się czuję - powiedziała nagle, dalej krzywiąc się z bólu. Nie patrzyła ani na Rainę, ani na Virke, aby nie zorientowali się, że kłamała. A trzeba było przyznać, że najlepszym kłamcą nie była. Zapewne po spojrzeniu w jej oczy od razu można się było zorientować, gdy mówiła nieprawdę. Ale teraz nie miała innego wyjścia.
        - Poczekaj tutaj, zaraz pójdę zrobić Ci herbatkę ziołową. To wszystko z nerwów, więc po niej nieco się uspokoisz - powiedziała, po czym posłała jej lekki uśmiech. El odwzajemniła gest i pokiwała tylko głową, odprowadzając kobietę wzrokiem. Virke natomiast zniknął w pokoju swojej córki, chcąc ją położyć spać. I gdy blondynka została sama w pomieszczeniu, wstała nagle, po cichu kierując się do drzwi. Rozejrzała się jeszcze po korytarzu i ruszyła do wyjścia. Opuściła przybudówkę, od razu kierując się na główną ścieżkę. Jej suknia odrobinę szurała po podłożu, więc złapała dłońmi za jej krawędzie, aby unieść ją lekko do góry. Jej włosy również były ładnie ułożone, jednak podczas tego biegu odrobinę się rozczochrały. Jednak przynajmniej nie wpadały na jej twarz. Raina miała talent, jeśli chodziło o fryzury i modę, temu nie można było zaprzeczyć. Jednak teraz to wszystko przestało mieć znaczenie w obliczu niebezpieczeństwa, jakie miało mieć niedługo miejsce.
        El dotarła do portu i dzięki temu, że był okropny tłok, dostała się pod statek swojego narzeczonego. Nie mogła jednak wejść po kładce, bo tej już nie było. Zaklęła cicho pod nosem i zaczęła przyglądać się lepiej statkowi. Wtedy coś przyszło jej do głowy. Wiedziała, że będzie żałować tego, na co właśnie się pisała, ale nie zamierzała też się wycofywać. Stanęła z boku statku, po czym wychyliła się i chwyciła jedną dłonią lin. Złapała się również drugą, uważając, aby nie zahaczyć sukienką o żaden wystający pręt. Dostała się na kadłub, wdrapując tam za pomocą olinowania. Nie było aż tak wysoko, jednak niewygodne buty i strój utrudniały nieco zadanie. Przełożyła jedną nogę przez barierkę, a zaraz drugą i usiadła na niej, zgarniając jeszcze sukienkę. Rozejrzała się po pokładzie i zeskoczyła na deski dziobu. Jej serce momentalnie przyśpieszyło. Wiedziała, że zarówno Rean, jak i Cart będą wściekli. Miała zostać w gospodzie, jednak... Myśl, że mogła więcej nie zobaczyć ukochanego, nie dawała jej spokoju. Nie chciała aż tak ryzykować.

Ostatnio zmieniony przez Nataasia (10-09-2019 o 21h57)


"Personaly I'm a huge fan of ignoring the
problem until eventualy it just goes away."

https://66.media.tumblr.com/5e0fb9dbe5809e327540196671bea07d/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto8_250.gif   https://66.media.tumblr.com/5d189d7ba852defc66631f185a07b60a/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto2_r1_250.gif   https://66.media.tumblr.com/c280849a420c5478d1a2ad1110ff23db/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto7_250.gif

Offline

#429 10-09-2019 o 23h31

Straż Obsydianu
PonętnyHubert
Żołnierz Straży
PonętnyHubert
...
Wiadomości: 607

https://fontmeme.com/permalink/190709/d25eb2c0d7accc061b6a00b1fe46604c.png

        Gdy tylko dotarli na pokład okrętu, cała załoga, która gotowa była już wyruszyć do świątyni na ceremonię, spojrzała zaniepokojona na swojego kapitana. Był nerwowy, tak samo jak Cart i nikt nie wiedział co tak naprawdę miało miejsce. Cały statek był udekorowany na czas wesela, bo to na nim miało się odbyć. Każdy z piratów ubrał się jak najlepiej, żeby kapitanowi i jego wybrance nie zrobić wstydu, a Elda od dawna przesiadywał w kambuzie, żeby przygotować wszystkie potrawy, upiec tort… Lecz wszystko na nic, bo Dairean musiał odciągnąć swojego ojca od lądu i niewinnych niczego ludzi. Cała sytuacja była skomplikowana i nie mógł opowiedzieć załogantom od początku o co się rozchodziło. Wydał proste polecenie zabrania kładki, a piraci z lekkim wahaniem zabrali się za to. Byli zdezorientowani i już w ich głowach pojawiały się czarne scenariusze. W końcu nigdzie nie widzieli El, a ich kapitan był niepokojąco milczący.
        A to głównie dlatego, że myślał. Skupił się na wymyśleniu planu i znalezieniu sposobu na to, jak w ogóle powinien to wszystko rozegrać. Nie wiedział, gdzie był jego ojciec, bo miał jedynie świadomość tego, że blisko. Nie wiedział jak zareaguje, kiedy go zobaczy. Nie wiedział, czy rzeczywiście istniał sposób na przywrócenie jego duszy. Nieważne jak bardzo wierzył, że wszystko się uda, na razie miał w głowie jedynie pustkę. Westchnął w końcu i wyprostował się. Nadszedł czas na odpłynięcie, nawet jak widok udekorowanego pokładu bolał go okropnie. Nigdy nie chciał przekładać daty ślubu… Ale jaki miał wybór? Albo to, albo rzeź w świątyni. Gdy tylko zebrał się w sobie, natychmiast wrócił do roli kapitana. Zaczął przechadzać się po pokładzie i wydawać rozkazy każdemu, mówiąc im dokładnie co powinni robić. Cesir na bocianie gniazdo, Silyo do żagli, Cart do steru, El do węzłów i… Chwila. El?
        – Cholera, El, oszalałaś do reszty? – jęknął spanikowany, widząc swoją narzeczoną na pokładzie. Natychmiast do niej podszedł i położył dłonie na jej policzkach, jakby właśnie w ten sposób lepiej dotarłoby do dziewczyny co najlepszego zrobiła.
        – A ty? Rean, mam wrażenie, że nie skończy się to dobrze i... Nie chciałam widzieć cię po raz ostatni – powiedziała, patrząc swojemu narzeczonemu w oczy. Uniosła jedną dłoń i położyła ją na tej Reana. Mężczyzna jednak nie przestawał panikować. Nie mógł narażać swojej ukochanej, a teraz ona była tu z nim i…
        – Nie widziałabyś mnie ostatni raz. Wróciłbym do ciebie przecież, tak jak zawsze. Zaraz cofniemy się i wrócisz na brzeg, albo jedną z łódek Silyo zabierze cię do portu i… – zaczął, plącząc się w tym co mówił. On sam nie bał się o siebie, tak jak zawsze zresztą. Nie docierało do niego, że z całej załogi i ze wszystkich innych osób, to on był najbardziej zagrożony.
        – Mam złe przeczucia. Nie zostawię ciebie, Carta i reszty załogi. Poza tym... Umiem się bronić. Powinieneś martwić się o swoje życie, bo to ciebie chce zabić twój ojciec – odparła dość spokojnym, ale jednocześnie stanowczym tonem. Dairean przymknął na moment powieki, próbując jakoś uspokoić oddech. Nie chciał się na to zgadzać i ani trochę nie uśmiechało mu się zabierać El ze sobą. Bał się o nią jak o nikogo innego i nie wybaczyłby sobie, gdyby stała jej się krzywda, ale… Westchnął cicho i uchylił powieki.
        – Jesteś zdecydowanie zbyt uparta – wymamrotał w końcu, spoglądając w jej oczy. Była uparta, czasami bardziej od niego. Ale uwielbiał w niej tę cechę, nieważne jak wiele razy musiał ustępować przed swoją ukochaną.
        – Po prostu wolę zginąć razem z tobą, niż czekać nieustannie na twój powrót. Poza tym... – zaczęła, po czym uniosła rękę. – Nadal mam bransoletkę od Idana. Może to jakoś będzie mogło pomóc – powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie. Mężczyzna odwzajemnił gest, a jego oddech był już spokojny. Wciąż martwił się jak cholera, ale… Może faktycznie z pomocą Idana mogli wszyscy coś razem zdziałać. Poza tym nieważne jak pirat nie znosił tego maga, uchroniłby on El, był tego pewien. Nagle obok nich zjawił się wściekły Cart. Dosłownie wściekły. Spoglądał na dziewczynę, ale w jego oczach można także było dostrzec jak bardzo się zmartwił.
        – El, postradałaś zmysły? Przecież może stać ci się krzywda! Ani ja, ani Dair nie pozwoliliśmy ci płynąć, a ty… – zaczął mamrotać, a z każdym słowem unosił się coraz bardziej na swoją córkę, lecz jednocześnie jego twarz z każdą chwilą wyrażała coraz większe zmartwienie. I wtedy Rean na moment spojrzał na pokład i… Wpadł mu do głowy pewien pomysł.
        – Cart, mianuję ciebie kapitanem tego okrętu. Słyszeli wszyscy?! – zawołał nagle, odsuwając się od El na chwilę. Rozejrzał się dookoła, by upewnić się, że każdy z załogi pokiwał głową na znak tego, że rzeczywiście usłyszeli. Kartograf spojrzał na przyjaciela zszokowany, a jego gniew nagle uleciał. Jego mina wyrażała tylko jedno – szczere zdziwienie. Dairean posłał mu lekki uśmiech. – Jako kapitan możesz udzielić nam ślubu. Dalej masz obrączki prawda? – powiedział, a w jego oczach można było dostrzec iskierki radości.


you always have a choice. you can either roll over
and die or you can keep fighting, no matter what

https://66.media.tumblr.com/deeb61456e42ab64702f3018b009f2f9/tumblr_inline_nuo4jc3LAp1qlt39u_250.gif https://66.media.tumblr.com/9d3997e74ab26ce732af9324d54ef7dd/tumblr_inline_nuo4ittYLO1qlt39u_250.gif

Offline

#430 11-09-2019 o 11h01

Straż Obsydianu
Nataasia
Pokonała kurę
Nataasia
...
Wiadomości: 692

https://funkyimg.com/i/2VnQd.png


        Rean wraz z Cartem mieli prawo być wściekli na El. W końcu... Sama wiedziała, jak sytuacja może być niebezpieczna. Nie znała ojca swojego narzeczonego, nie miała pojęcia, do czego był zdolny kiedyś, ale... Wiedziała, że teraz nie cofnie się przed niczym. Ten człowiek stracił swoją duszę, nie był już kochającym rodzicem, czy kapitanem. Był bezduszną i bezwzględną marionetką w rękach bożka mórz. A to oznaczało, że zabije swojego syna, gdy tylko go spotka. Nie było innego wyjścia, nawet jeśli Rean sądził inaczej. Miał tę głupią nadzieję, że może odzyska swojego tatę. Ale to niemożliwe. Umowa, którą mężczyzna zawarł z Idanem, z pewnością miała masę kruczków. Dairean sam przekonał się, jak działają takie umowy zawierane z magiem. Był podstępny i robił wszystko na swoją korzyść, żeby to właśnie jemu było wygodnie. Nie obchodziło go, czy Rean będzie chciał odzyskać ojca, czy nie. A El... Nie mogła puścić go samego. Nie, kiedy miała te okropne przeczucia, że coś się stanie. Nie chciała, aby tamta sytuacja sprzed chwili była pożegnaniem. I szczerze mówiąc, wolała zginąć na morzu wraz ze swoim ukochanym i resztą załogi, niż nigdy nie doczekać jego powrotu. Ta wizja była przerażająca. W końcu... Nie miałaby pojęcia, co się z nim stało. Nie wiedziałaby, czy zginął, czy nie. Nie wiedziałaby nic. A teraz przynajmniej mogła z nim być i zamartwiać się tutaj, a nie samotnie w gospodzie. Już nawet nie obchodził ją ten ślub, bo ważniejsze było dla niej bezpieczeństwo narzeczonego, ale...
        Wtedy Rean powiedział coś, co kompletnie El zbiło z pantałyku. Otworzyła szerzej oczy, a jej usta rozchyliły się lekko, gdy patrzyła na Reana. Z początku nie rozumiała, dlaczego oddał kapitaństwo Cartowi, dopóki... Nie usłyszała reszty. Nadal stała oszołomiona, a te informacje powoli do niej docierały. Zapomniała kompletnie, że przecież okręt dalej przyszykowany był na wesele, które miało się na nim odbyć. Oraz że oboje z Reanem nie zdążyli się nawet przebrać.
        - Chcesz to zrobić tutaj, teraz? - spytała odrobinę zaskoczona. W końcu sytuacja nie była za ciekawa. Nie po to rezygnowali ze ślubu, aby teraz znowu go brać... To było istne szaleństwo. W każdej chwili ojciec Reana mógł się zjawić i go zabić. Jednak... El naprawdę chciała już wyjść za ukochanego.
        - Spójrz na nas, El. Idealnie ubrani, pokład udekorowany, a Cart ma ze sobą obrączki. Nie musimy czekać do powrotu - odparł uśmiechając się lekko. Zwłaszcza, że ten powrót mógł nigdy nie nadejść. Dziewczyna nie chciała myśleć pesymistycznie, ale naprawdę się tego obawiała. Mimo to... Również się lekko uśmiechnęła i zbliżyła do Reana.
        - Właściwie... Ja trochę ubrudziłam sukienkę, jak się tu wspinałam - powiedziała, a jej lekki uśmiech poszerzył się nieco. Natomiast serce przyśpieszyło znacznie na myśl o tym, że jednak ma szansę jeszcze dzisiaj zostać mężatką, pomimo tych wieluj trudności i przeciwności losu. Rean położył dłonie na talii dziewczyny, natomiast jej ręce wylądowały na jego ramionach.
        - Osobiście wyszoruję cały kadłub - zaśmiał się. El przygryzła wargę i przez chwilę patrzyła w oczy swojego narzeczonego, a potem jej wzrok skierował się w stronę Carta. Nie przypuszczała nigdy, że jej zaręczyny i ślub będą aż tak bardzo spontaniczne, ale najwyraźniej z Reanem tylko takie.
        - Cart, udzielisz nam ślubu? - spytała, patrząc na swojego przyszywanego ojca z lekkim uśmiechem. Owszem, miało to wyglądać inaczej, Cart miał ją zaprowadzić do ołtarza i wzruszać się po powiedzeniu słów przysięgi, a nie... Zachować powagę, samodzielnie udzielając ślubu. Mężczyzna dalej stał zszokowany, ale pokiwał w końcu głową. El przeniosła spojrzenie na swojego narzeczonego, spoglądając mu w oczy. W końcu odsunęła się odrobinę, aby stanąć tuż obok niego. Jej serce dalej waliło jak szalone, bo... Przecież miała zaraz wziąć ślub i to z człowiekiem, którego kochała ponad życie.
        - Dobra... Moi drodzy załoganci, zebraliśmy się dzisiaj tutaj, aby przypieczętować związek małżeński między Daireanem...
        - Thale. To moje nazwisko - wtrącił się mężczyzna.
        - Między Daireanem Thale a Maelysą Calayo - kontynuował, a El co jakiś czas zerkała na Reana. Stresowała się, jednak... Chyba nie aż tak bardzo, jakby to było w kaplicy, w której mieli rzeczywiście brać ślub. I to przed kapłanem, który z pewnością nie był aż tak... Cóż, nie był Cartem. Mężczyzna kontynuował, wręcz idealnie odnajdując się w tej roli. I gdy nikt nie wyraził żadnego sprzeciwu, nadeszła pora na rzeczywiste przypieczętowanie tego małżeństwa. I po założeniu obrączek, padły te konkretne słowa, na które właśnie El czekała. - Jako chwilowy kapitan tego okrętu... Ogłaszam was mężem i żoną. Dairean, możesz pocałować pannę młodą - zakończył, a w jego oczach pojawiły się łzy. Zresztą, nie tylko jego, bo El słyszała, jak ktoś tam szlocha wśród załogi. Domyślała się, kto to mógł być, ale teraz skupiła się tylko na jednym. Odwróciła się w stronę swojego... Cóż, już teraz męża, a jej kąciki ust drgnęły lekko ku górze. Dairean położył jedną dłoń na policzku blondynki i pochylił się, aby złożyć na jej ustach delikatny pocałunek. El odwzajemniła go, mając wrażenie, że jej serce zaraz wyskoczy z piersi. Również przyłożyła dłoń do policzka mężczyzny, mając zamknięte oczy. Pocałunek jednak nie był długi, bo jedynie miał być przypieczętowaniem wszystkiego. Więc gdy dziewczyna odsunęła się odrobinę, spojrzała najpierw w oczy Reana, a dopiero potem na wszystkich zebranych. I... Cóż, wiedziała, że Elda uroni parę łez, ale nie sądziła, że to samo zrobi Silyo. Uśmiechnęła się na ten widok, a potem wzrok przeniosła na swojego męża.

Ostatnio zmieniony przez Nataasia (11-09-2019 o 11h01)


"Personaly I'm a huge fan of ignoring the
problem until eventualy it just goes away."

https://66.media.tumblr.com/5e0fb9dbe5809e327540196671bea07d/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto8_250.gif   https://66.media.tumblr.com/5d189d7ba852defc66631f185a07b60a/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto2_r1_250.gif   https://66.media.tumblr.com/c280849a420c5478d1a2ad1110ff23db/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto7_250.gif

Offline

#431 11-09-2019 o 14h12

Straż Obsydianu
PonętnyHubert
Żołnierz Straży
PonętnyHubert
...
Wiadomości: 607

https://fontmeme.com/permalink/190911/fbebd3da71d068e49e7d8e3702f0f1fa.png

        Trudno było nazwać to wszystko czymś zaplanowanym, bo jak zwykle takie nie było w przypadku Daireana. Zaręczyny były czymś kompletnie spontanicznym, a teraz jeszcze ten ślub… Jednak mężczyzna był tego pewien. Cały pokład był gotowy na wesele, więc wszelkie dekoracje były jak najbardziej na miejscu. Nie tylko para młoda była wciąż ubrana w swoje stroje ślubne, lecz także cała załoga miała na sobie swoje najbardziej eleganckie ubrania, które mogli znaleźć. Cart wciąż miał przy sobie obrączki, a gdy Rean przekazał mu tytuł kapitana… Mogli wziąć ślub. Nie był idealny, to prawda. Brakowało kapłana, muzyki, Rainy oraz Virke… Ale przynajmniej mogli dokonać całej uroczystości na pokładzie. Pirat wciąż był święcie przekonany, że wszystko mu się uda i ojciec go nie skrzywdzi, a przez to nie bał się o siebie. Jednak mimo tego nie chciał czekać na powrót na ląd, do Dahon. Czekali już wystarczająco długo, a ten moment wydawał się być niemalże idealny. Przynajmniej w jego głowie.
        Cart idealnie spisał się w swojej roli, a załoga, która porzuciła swoje dotychczasowe zadania, obserwowała całą ceremonię z uśmiechami na twarzach. Arkay jak zwykle sięgnął już po rum i tylko czekał na toasty, a Gilar z uśmiechem wpatrywał się w parę młodą. Oczywiście nie zabrakło łez Eldy, jednak najbardziej wszystkich zdziwił Silyo, który szlochał jak nigdy dotąd. Mimo tego pirat cały czas skupiony był na swojej ukochanej… Na swojej żonie. Wszystko było takie nierealne. Nie potrafił uwierzyć w to, że właśnie teraz przypieczętowali to, co do tej pory ich łączyło… Zbliżył się ponownie i jeszcze raz pocałował ukochaną. Nie mógł się przed tym powstrzymać, bo świadomość tego, że teraz byli małżeństwem… Dairean po prostu był szczęśliwy. Po chwili przytulił jeszcze El, czując, że przecież teraz nic złego nie może się stać.
        – Raina mnie za to zabije, moja kochana żono – zaśmiał się w końcu, przypominając sobie o terrorze kobiety i jej szmatki. Już wcześniej miała ochotę go zamordować za spontaniczne oświadczyny, za wparowanie do pokoju, w którym przebywała panna młoda… Z pewnością chciałaby zagrozić mu po raz kolejny za rujnowanie tak podniosłej chwili. Poza tym El również była nieco zagrożona za ucieczkę za swoim piratem, bo z pewnością Raina nie puściła jej wolno.
        – Zanim wrócimy do pracy, to może spróbujecie tortu? – zapytał nagle Elda, pociągając nosem. Dairean spojrzał na niego z uśmiechem, a potem spojrzenie przeniósł na prowizoryczny stolik zrobiony ze skrzyni, na którego właśnie dwóch załogantów stawiało tort.
        – Zdecydowanie – odparła, zerkając na mężczyznę z lekkim uśmiechem, potem wzrok przeniosła na Eldę. – Z chęcią. Przez ten stres nawet nie zdążyłam zjeść śniadania – powiedziała, po czym odsunęła się od Reana, aby ocenić wizualnie  ciężką pracę Eldy. A on, cóż… Napracował się i to bardzo. Tort miał cztery piętra, niemalże idealne przejście kolorystyczne z niebieskiego w róż… Szatyn nawet nie chciał sobie wyobrazić jak wiele czasu mu to wszystko zajęło. Wziął swoją żonę za rękę i podszedł z nią powoli do tortu. Jeden z piratów przybiegł spod pokładu z nożem do krojenia i sztućców, a zaraz za nim wyłonił się kolejny z talerzami. I już wkrótce pierwszy kawałek, oczywiście z tym różowym kremem, wylądował na talerzyku.
        – Panno Thale, ma może pani ochotę na kawałek tortu? – zapytał Dairean z uśmiechem, spoglądając na swoją ukochaną. To, że jednak miał jakieś nazwisko wciąż nieco go dziwiło, ale… Przyzwyczaił się do niego i jak najbardziej mu pasowało. Tak samo jak El… Maelysa Thale. Podobało mu się. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i wywróciła oczami.
        – Oczywiście, o ile tylko ty mi go podasz – odparła, chcąc brzmieć poważnie. Na ustach Reana pojawił się zadziorny uśmieszek. Podniósł nieco talerzyk z kawałkiem ciasta, chwycił widelczyk, nabrał na niego ciasto i zdecydowanie psując całą atmosferę romantyzmu (o ile takowy w ogóle był), wcisnął swojej ukochanej do buzi zapewne smaczny tort. El zmarszczyła brwi, patrząc zaskoczona na Reana. Uniosła dłoń i zacisnęła ją w pięść, uderzając lekko mężczyznę w ramię. Załoganci obserwowali to wszystko, powstrzymując śmiech. Właśnie tego spodziewali się po tej dwójce. Dairean nigdy nie potrafił zachować takiej powagi, przez co nawet Cart zapomniał o łzach spływających po jego policzkach, żeby spojrzeć na niego z dezaprobatą.
        – Nie w tym sensie podać – mruknęła, gdy już przełknęła ciasto, po czym zabrała Reanowi talerz. – Pójdę się przebrać, nie chcę bardziej narażać sukienki, jak już się pojawi twój ojciec – stwierdziła, wraz z kawałkiem tortu kierując się do kajuty kapitańskiej. Mężczyzna zaśmiał się i pokiwał głową rozbawiony.
        – Idę z tobą! Już uciekasz przed mężem, kochanie? – zawołał rozbawiony, przez co oberwało mu się w ramię od kartografa. Dairean posłał mu lekki uśmiech. – Płyńcie blisko wybrzeża. Na wszelki wypadek, gdybyście musieli się ewakuować. A teraz znikam na momencik, kapitanie – powiedział, po czym poklepał przyjaciela po ramieniu i biegiem ruszył w stronę kajuty za swoją ukochaną.


you always have a choice. you can either roll over
and die or you can keep fighting, no matter what

https://66.media.tumblr.com/deeb61456e42ab64702f3018b009f2f9/tumblr_inline_nuo4jc3LAp1qlt39u_250.gif https://66.media.tumblr.com/9d3997e74ab26ce732af9324d54ef7dd/tumblr_inline_nuo4ittYLO1qlt39u_250.gif

Offline

#432 11-09-2019 o 15h13

Straż Obsydianu
Nataasia
Pokonała kurę
Nataasia
...
Wiadomości: 692

https://fontmeme.com/permalink/190911/dd2560b64436af3a8322c9a7c6454864.png

        Z całą pewnością El oberwie się od Rainy nie tylko za tę ucieczkę, ale również za wzięcie ślubu bez jej udziału, na pokładzie statku, do tego bez żadnego kapłana. Wiedziała, że tym razem nie tylko Rean poniesie konsekwencje. Ale nie to było ważne. W końcu doszło do tego wyczekiwanego przez dziewczynę momentu. Wreszcie stała się żoną swojego pirata. I mimo  że nie zapowiadało się na takie zakończenie, to El niezwykle cieszyła się z faktu, że pobiegła za Daireanem. Nie wiedziała, czy nie widzi go ostatni raz wtedy w karczmie. Nie chciała aż tak ryzykować. Już zbyt wiele złych rzeczy działo się w ich życiu, aby mieli czekać kolejne miesiące. Zasłużyli na chociaż odrobinę spokoju. Nawet jeśli miał on trwać tylko tę godzinę. Ojciec mężczyzny, a tym samym już teść Maelysy... Zbliżał się i było to pewne. Nie byli w stanie uniknąć kolejnych kłopotów. Dziewczyna wiedziała, że mężczyzna nie cofnie się przed niczym, a nawet nie mieli pojęcia, jak walczyć z nim i jego załogą. I mimo że ta myśl nie dawała jej spokoju, teraz była po prostu szczęśliwa.
        Szła do kajuty, w jednej ręce trzymając talerz, a na drugą spoglądając. Uśmiechnęła się lekko na widok obrączki na palcu. Ciężko jej było uwierzyć, że naprawdę to się stało. Że wyszła za mąż. Odwróciła głowę i spojrzała przez ramię na swojego męża, który pędził zaraz za nią, zostawiając w tyle nie do końca zadowolonego Carta. Oczywistym było, że rzuci kolejnym niepokojącym tekstem, ale teraz... Cart miał prawo pomyśleć sobie coś niepokojącego. W końcu byli już małżeństwem, a to oznaczało, ze mogli robić to, na co tylko mieli ochotę.
        - Przestań dokuczać temu biednemu Cartowi. Chyba, że nadal zamierzasz być grzeczny i schować się za kotarą, gdy będę się przebierać - powiedziała, gdy już przekroczyła próg kajuty. Odstawiła ciasto na stolik, zerkając w kierunku Reana. Oczywiście nie było teraz czasu na takie rzeczy, jak noc poślubna. W końcu... Niedaleko czyhało kolejne niebezpieczeństwo.
        - Będę najgrzeczniejszym piratem jakiego znasz i schowam się pięknie. Ale oddaj tort - odparł z uśmiechem, zgarniając ze stolika talerzyk. El zmarszczyła brwi, obserwując, jak mężczyzna rzeczywiście kieruje się za kotarę. Podeszła do szuflady, aby wyciągnąć z niej coś wygodniejszego.
        - Powinnam czuć się zawiedziona, że nawet po ślubie nie czujesz potrzeby patrzenia na mnie, gdy jestem nago? - spytała retorycznie, spoglądając przez ramię na mężczyznę. Oczywiście nie chciała go do niczego namawiać. Ale zadziwiające było, jak silną wolę miał. Nie każdy mężczyzna byłby w stanie wytrzymać aż tyle, zwłaszcza w niektórych sytuacjach, które miały miejsce przez ostatnie miesiące.
        - Ależ skąd, kochanie. Czekam cierpliwie na naszą noc poślubną - odpowiedział wesoło. El uśmiechnęła się lekko, przygryzając wargę. Rean był chyba trochę zbyt pewny tego, że wszystko pójdzie po ich myśli. Oczywiście Maelysa tego właśnie chciała, ale... Nadal miała te dziwne przeczucia. Bała się. Jednak nie chciała dać tego po sobie poznać. Nie w tym wyjątkowym dniu.
        - I tak musisz zostawić ten tort i przyjść tutaj, bo sama nie rozwiążę sznurków - powiedziała, układając na oparciu krzesła rówineż spodnie. Dobrze, że na statku również trzymali parę ubrań, tak na wszelki wypadek. Często zdarzało im się wypływać, więc to było niezwykle wygodną opcją.
        - Już idę, biegnę wręcz - odparł szybko, odstawiając talerz na stolik obok łóżka. El uśmiechnęła się lekko. Mężczyzna podszedł do swojej żony, stając tuż za nią. Wyciągnął ręce i zaczął powoli rozwiązywać sznurki z tyłu jej sukienki. Blondynka odgarnęła swoje włosy, aby mu zbytnio nie przeszkadzały, ale tym samym ułatwiła mu jeszcze jedno zadanie. Rean pochylił się, a jego usta delikatnie musnęły skórę El. Zaczął składać subtelne pocałunki na jej szyi, a serce dziewczyny zabiło mocniej. Przymknęła na moment oczy, a jej oddech stał się odrobinę cięższy.
        - Wiesz co jest najgorsze? - spytała nagle, uchylając powieki. - Mimo tego, że wzięliśmy już ślub, nadal musimy czekać - mruknęła cicho. Jednak nie chciała, aby ten moment był wymuszony, bo tak właśnie wyglądała tradycja. Chciała zaczekać. Skoro już byli małżeństwem, to... Mogli to zrobić w każdej chwili. Ale ta nie była najlepsza.
        - Wytrzymaliśmy tyle czasu, że damy radę jeszcze chwilę - odszepnął. El przełknęła ciężko ślinę i odetchnęła cicho. Miał rację. Tyle miesięcy powstrzymywali się przed tym, że wytrzymają i teraz. Dziewczyna musiała przestać myśleć pesymistycznie, bo... Bo to im wcale nie pomoże. Dairean wreszcie skończył odwiązywać sznurki. Jego dłonie powoli zsunęły się na biodra dziewczyny. Obrócił ją powoli w swoją stronę, uśmiechając się delikatnie. Nachylił się lekko, przymykając powieki, by za chwilę złożyć na jej ustach subtelny pocałunek. W tym samym czasie uniósł dłonie i opuszkami palców zahaczył o ramiączka sukienki ślubnej. Materiał powoli zaczął zsuwać się z ciała El i opadł na podłogę. Blondynka natomiast przymknęła oczy i uniosła dłonie, kładąc je na policzkach mężczyzny. Odwzajemniła pocałunek, jednocześnie odrobinę go pogłębiając. Jej serce znowu zabiło mocniej, a jej jedna dłoń zsunęła się na tors mężczyzny.
        - Nie mamy wyjścia... Nie chciałabym się śpieszyć i martwić tym, że w każdej chwili ktoś może przeszkodzić - powiedziała cicho, spoglądając mężczyźnie w oczy i uśmiechnęła się delikatnie. Ich usta dalej były blisko siebie, natomiast El została jedynie w białej halce, którą miała pod sukienką. Jednak na nic więcej nie mogli sobie pozwolić. Nie teraz.

Ostatnio zmieniony przez Nataasia (11-09-2019 o 15h21)


"Personaly I'm a huge fan of ignoring the
problem until eventualy it just goes away."

https://66.media.tumblr.com/5e0fb9dbe5809e327540196671bea07d/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto8_250.gif   https://66.media.tumblr.com/5d189d7ba852defc66631f185a07b60a/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto2_r1_250.gif   https://66.media.tumblr.com/c280849a420c5478d1a2ad1110ff23db/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto7_250.gif

Offline

#433 11-09-2019 o 16h56

Straż Obsydianu
PonętnyHubert
Żołnierz Straży
PonętnyHubert
...
Wiadomości: 607

https://fontmeme.com/permalink/190911/fbebd3da71d068e49e7d8e3702f0f1fa.png

        Wielu ludziom podejście Daireana pewnie wydałoby się głupie. Cieszył się jak nigdy, a wesołości pozazdrościłaby mu cała załoga. Uśmiechał się, żartował… A to wszystko w obliczu niebezpieczeństwa, które mogło zjawić się dosłownie w każdej chwili. Jednak mężczyzna był pewien tego, że wszystko im się uda. Nie wiedział jeszcze jak powinien to rozegrać i jak rozmawiać ze swoim ojcem… I szczerze powiedziawszy nawet nie bał się tego spotkania. Bardziej zamartwiał się o swoją załogę, przyjaciół oraz przede wszystkim żonę oraz o to, że stanie im się krzywda. Nie brał pod uwagę tego, że ojciec zagrażał jego życiu. Nie przejmował się tym, bo jego myśli zagłuszała głupia nadzieja, że przecież uda mu się wyzwolić ojca. Że będzie zdrowy, taki jak dawniej, a dzięki zwróceniu mu duszy wszystko się ułoży. Przecież nie mogło być to takie skomplikowane, prawda? Poza tym ojciec na pewno nie skrzywdziłby go, tylko wstrzymywałby się jak najdłużej mimo rozkazów… Pirat nie wiedział wtedy jak bardzo mógł się mylić.
        Na jego twarzy bez przerwy tkwił wesoły uśmiech, kiedy spoglądał na osobę, którą kochał najbardziej na świecie. Nigdy nie pomyślałby, że będzie w stanie odczuwać takie szczęście. A właśnie u boku El był najszczęśliwszym mężczyzną chodzącym po tym świecie. Przygryzł lekko dolną wargę, kiedy w jego oczach pojawiły się nieco łobuzerskie iskierki. Oczywiście nie pora była na jakąkolwiek noc poślubną, ale… W tamtej chwili po prostu chciał czuć jej dotyk, bliskość. Dlatego jeszcze raz przymknął powieki i delikatnie musnął jej różane usta, czując jednocześnie, że wszystko będzie dobrze. Póki miał ukochaną u swego boku, nic nie mogło zabrać mu tego szczęścia. Jednak…
        – Okręt na horyzoncie! Szybki jak błyskawica! – Krzyk jednego z piratów natychmiast sprawił, że Dairean oderwał się od El. Spojrzał na nią zaniepokojony, a potem zerknął na drzwi. Dobrze wiedzieli co oznaczała ta wiadomość. Ojciec zbliżał się do nich i pewnie już planował atak. Jednak Rean musiał być szybszy i zareagować wcześniej od niego, by spróbować skontaktować się z nim w jakikolwiek sposób. By porozmawiać i… Pomóc mu, o ile tylko mógł.
        – Masz zostać w kajucie, El. Jasne? – powiedział stanowczo, spoglądając w jej zielone oczy. Nie mogła narażać się w takim momencie, zwłaszcza, kiedy Rean nie miał pewności, czy uda mu się zadziałać tak szybko. El odsunęła się od niego szybko.
        – Wiesz dobrze, że nie zostanę, Rean – powiedziała, zgarniając szybko z krzesła spodnie. Zaczęła je zakładać, a mężczyzna spojrzał na nią zmartwiony. Ta uparta dziewczyna… Mimo tego właśnie takiej odpowiedzi się spodziewał. W końcu to była jego odważna El. Nie zostawiłaby go, gdyby nawet grunt zacząłby walić się pod ich nogami. I za to ją kochał. Posłał jej jeszcze lekki uśmiech i wybiegł z kajuty kapitańskiej.
        Już z tamtego miejsca był w stanie dostrzec spory statek, który dosłownie sunął po wodzie w ich stronę. Zupełnie jakby morze słuchało jego rozkazów, niosło okręt jakby było zaledwie piórkiem. Załogant miał rację. Szybki jak błyskawica. Kwestią zaledwie paru chwil było jego pojawienie się u boku statku Daireana. Mężczyzna szybko wkroczył dalej na pokład i stanął obok Carta. Wszyscy załoganci przerwali swoje zajęcia i już poczęli sięgać po broń. Jednak Rean chciał uniknąć walki. Poza tym nawet nie wiedział, czy byliby w stanie skrzywdzić kogoś bez duszy. El wybiegła z kajuty i wkrótce stanęła u boku swojego męża. Szatyn odruchowo chwycił jej dłoń, ściskając lekko, jakby chcąc ją pocieszyć. Pokazać, że wszystko się ułoży. I wtedy też wrogi okręt zatrzymał nagle, idealnie przy kadłubie. Wroga załoga już sięgała po liny, gotowa do abordażu, a w tłumie na pokładzie można było dostrzec ich kapitana… I wtedy, nim ktokolwiek zdążył zrobić kolejny krok, Dairean krzyknął.
        – Chcę rozmawiać z waszym kapitanem! Ojcze, pozwól mi z tobą porozmawiać! – wrzasnął, czując jak jego serce zaczyna szybciej bić. Spojrzenia wrogiej załogi skierowały się w jego stronę, a na ich twarzach pojawiły się upiorne uśmiechy. Słyszał chichot jednego z nich, lecz zaraz pokiwał głową, jakby słysząc rozkaz. Zamachnął się i przerzucił linę, którą do tej pory trzymał w dłoni. Cesir stał najbliżej i złapał ją, spoglądając zmartwiony na Daireana. Szatyn przełknął ciężko ślinę i spojrzał na swoją żonę, a potem na Carta. – Idę tam sam. Nawet nie próbujcie tam przeskakiwać – powiedział stanowczo, puszczając dłoń dziewczyny.
        Nie oglądając się już za siebie podszedł pewnym krokiem do liny i chwycił ją. Cesir odsunął się o krok, kiedy pirat przeskakiwał na drugą stronę. Gdyby tylko Rean wiedział jak wielki błąd popełnił… Stanął na pokładzie statku ojca, kiedy wroga załoga rozstąpiła się przed nim, szczerząc zęby w uśmiechu.  A wtedy przed szatynem stanął ich kapitan we własnej osobie. Jego ojciec, Rosarr.
        – Reannie… Tak bardzo ciebie przepraszam… – powiedział cicho mężczyzna, spoglądając smutnym wzrokiem na swojego syna. Syna, który poczuł jak jego serce na moment się zatrzymało. To był jego ojciec, bez dwóch zdań. Nie postarzał się przez te dziesięć lat, jakby utknął w jednym wieku, ale… Nie miało to znaczenia. Stał tuż przed nim i wyciągał w jego stronę ręce, by uściskać Daireana.


you always have a choice. you can either roll over
and die or you can keep fighting, no matter what

https://66.media.tumblr.com/deeb61456e42ab64702f3018b009f2f9/tumblr_inline_nuo4jc3LAp1qlt39u_250.gif https://66.media.tumblr.com/9d3997e74ab26ce732af9324d54ef7dd/tumblr_inline_nuo4ittYLO1qlt39u_250.gif

Offline

#434 11-09-2019 o 18h27

Straż Obsydianu
Nataasia
Pokonała kurę
Nataasia
...
Wiadomości: 692

https://fontmeme.com/permalink/190911/dd2560b64436af3a8322c9a7c6454864.png

        El poniekąd nie rozumiała podejścia swojego męża. Znajdowali się na statku, który niedługo miał zostać zaatakowany przez kogoś, kto był na usługach jednego z bożków. Do tego, chciał zabić Reana. Nie liczyło się to, że był jego synem. Nie, kiedy stracił on duszę. Nie był sobą i Dairean powinien zdawać sobie z tego sprawę. I mimo że El chciała, aby ich ślub oraz wesele wyglądały inaczej... Nie miała na to żadnego wpływu. I możliwe, że ta cała sytuacja potoczyłaby się inaczej, gdyby nie to, że ktoś na zewnątrz poinformował o wrogim okręcie. Oczywiście, że Rean wolałby, żeby jego świeżo upieczona żona została w kajucie. Ale wiedział też doskonale, że dziewczyna nigdy nie słuchała go w tej kwestii. Robiła co chciała, narażając również swoje bezpieczeństwo. Bywała uparta i czasem zbyt odważna. Potem ponosiła tego konsekwencje. Jak chociażby w przypadku Daraha, który pokazał, że nie da sobie w kaszę dmuchać. I wtedy też El zrozumiała, że powinna bardziej zważać na to, co mówi oraz nie dać się ponosić emocjom. Inaczej sama nic z tego nie miała, a wręcz pogarszała sytuację. Jednak niekiedy nie potrafiła powstrzymać swojego niewyparzonego języka i po prostu musiała się odezwać, rzucić jakimś sarkazmem, czy ripostą. Nie byłaby sobą.
        Patrzyła, jak okręt z ojcem Reana na czele zbliża się coraz bardziej. Zacisnęła mocniej palce na dłoni swojego męża i trzymała go tak, dopóki sam nie postanowił puścić. Zerknęła na niego i zmarszczyła brwi. Wiedziała, że zabroni jej robić cokolwiek, ale Cartowi? Przełknęła ciężko ślinę i obserwowała, jak przechodzi na pokład wrogiej załogi. Przynajmniej według El wrogiej, bo Rean szedł tam... Po prostu na spotkanie z ojcem. Maelysa zerknęła na kartografa niepewnie i przygryzła wargę.
        - Ja skaczę pierwsza - powiedziała, wiedząc, że Cart również nie posłucha rozkazu Reana. Zwłaszcza, że chwilowo nadal on był kapitanem. Ruszyła w stronę lin, przy okazji nie spuszczając wzroku z pokładu drugiego okrętu. Wzrokiem cały czas szukała swojego męża, o którego bała się okropnie.
        - Będę zaraz za tobą - odparł, choć nie ukrywał zmartwienia. El uśmiechnęła się lekko i przytaknęła ruchem głowy. Przeskoczyła wraz z Cartem na pokład, którego kapitanem był ojciec Reana. Osoba, która chciała go zabić, a on... Tak po prostu tam poszedł. Dziewczyna patrzyła na mężczyznę oraz kapitana, który zmierzał ku niemu, aby go przytulić. Blondynka zmarszczyła brwi i niemal natychmiast znalazła się koło Daireana, po czym objęła go, chcąc odsunąć odrobinę w tył.
        - Rean, to nie jest twój ojciec, nie zapominaj o tym - powiedziała, kątem oka zerkając na człowieka, który sprzedał własną duszę. Nie chciała, aby jej mąż robił jakiekolwiek gwałtowne i nieprzemyślane ruchy. A już na pewno nie chciała, aby się do niego zbliżał i to w tak nieostrożny sposób. Temu człowiekowi nie można było ufać. Rean spojrzał na moment zdezorientowany na blondynkę.
        - Nie, El... Przecież to on. Poznaję go - powiedział cicho, zerkając na swojego ojca. Cart zbliżył się do nich, również wpatrując się w mężczyznę, lecz w jego oczach można było dostrzec strach i zmartwienie.
        - Attavicie! Jak dobrze ciebie widzieć! Tak bardzo przepraszam... Reannie, nie powiesz mi kim jest ta dziewczyna? - zapytał Rosarr, posyłając synowi niepewne spojrzenie. El przełknęła ciężko ślinę, również wbijając spojrzenie w kapitana tego okrętu. Nie ufała mu ani trochę, jednak... Zdaje się, że Dairean był zwyczajnie zagubiony. Dziewczyna zacisnęła usta, nie spuszczając spojrzenia z mężczyzny, który... Rzeczywiście zachowywał się zwyczajnie. Ale nie to nie zmieniało faktu, że wyczuć można było od niego tę złą aurę.
        - "Ta dziewczyna" potrafi się przedstawić sama - odparła z przekąsem, nie siląc się w żadnym stopniu na miły ton. Nie odsuwała się od Reana, ale wyprostowała odrobinę, unosząc głowę. - Nazywam się Maelysa - dodała jeszcze, nie spuszczając wzroku z tęczówek ojca Reana. Z pewnością nie cieszyła się z powodu, że ma okazję poznać teścia. Nie, kiedy... Powinien być martwy, a tymczasem ścigał swoje dziecko, aby następnie wbić nóż w jego serce.
        - Synu... Jestem z ciebie taki dumny. Wiedziałem, że kiedyś pójdziesz w moje ślady... Dlaczego do mnie nie podejdziesz? - zapytał cicho, po czym zrobił krok do przodu, po raz kolejny wyciągając ręce w stronę Daireana. Pirat jednak zmarszczył brwi i cofnął się o krok.
        - Przechyla się na lewą stronę... - mruknął sam do siebie. El zerknęła na swojego męża marszcząc brwi. Nie rozumiała za bardzo, o co mogło mu chodzić, ale... Nie zakładała niczego dobrego. Rean chwycił dziewczynę za rękę, a ona ścisnęła nieco mocniej palce. Jej serce zabiło szybciej.
        - Wiemy doskonale, co chce pan zrobić. Ale niestety, Rean nie jest głupi i wie, że pan nie jest jego ojcem - powiedziała, zerkając z nieufnością w oczach na mężczyznę. Potem jej wzrok skierował się na Daireana. - Nie powinniśmy tu być, Rean - powiedziała i na moment również zerknęła na Carta. Jej przeczucia niemal krzyczały do niej, aby stąd uciekać.


"Personaly I'm a huge fan of ignoring the
problem until eventualy it just goes away."

https://66.media.tumblr.com/5e0fb9dbe5809e327540196671bea07d/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto8_250.gif   https://66.media.tumblr.com/5d189d7ba852defc66631f185a07b60a/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto2_r1_250.gif   https://66.media.tumblr.com/c280849a420c5478d1a2ad1110ff23db/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto7_250.gif

Offline

#435 11-09-2019 o 19h51

Straż Obsydianu
PonętnyHubert
Żołnierz Straży
PonętnyHubert
...
Wiadomości: 607

https://fontmeme.com/permalink/190911/fbebd3da71d068e49e7d8e3702f0f1fa.png

        Jego ojciec wyglądał dokładnie tak jak sprzed dziesięciu lat. Nie postarzał się w ogóle, a on sam nie wyglądał jakby jego istnienie zawisło pomiędzy życiem a śmiercią. Wręcz przeciwnie. Był tu i teraz, żywy. Miał na sobie ulubione czarne buty, ozdobny pas, za którym zawsze trzymał lunetę oraz płaszcz, który Rean tak bardzo uwielbiał mu podkradać, choć był na niego za duży. Jego uśmiech był taki, jak go zapamiętał. Bez wątpienia był to jego ojciec, z duszą czy bez niej – to był Rosarr. Kapitan, ojciec i autorytet swojego syna. Dairean pragnął zbliżyć się do niego i objąć, aby poczuć się jak dawniej, ale przeszkodziła mu w tym El, podczas gdy Cart stał tuż obok. Mężczyzna był na tyle zdezorientowany, że nawet zapomniał o tym, jak kazał im zostać na pokładzie. Chciał podejść do ojca i porozmawiać z nim, znaleźć wspólnie sposób na odzyskanie jego duszy, by mogły wrócić stare czasy jeszcze sprzed choroby…
        Ale wtedy Dairean zauważył coś, co go zaniepokoiło. Gdy jego ojciec zrobił krok na przód, delikatnie przechylił się na lewą stronę. Lewa noga oraz ręka reagowały jakby wolniej, a kiedy stał, za wszelką cenę próbował ukryć to, że ma problemy z równowagą. Kiedy zachorował, właśnie tak wyglądały początkowe objawy i trzymały się kurczowo przez całe dwa lata. Dlatego szatyn cofnął się. Wiedział już, że jego ojciec wcale nie pozbył się choroby. Ona wciąż była, zatrzymana w takim stadium, w którym była w chwili zawarcia umowy. A to oznaczało, że dawne czasy nie mogły wrócić, bo Rosarr dalej… On wciąż był szalony, ale także był jego ojcem. Nawet jeśli napotkaliby kolejne problemy, to mogli zjednoczyć rodzinę, prawda?
        – Nie opowiadaj głupstw, Maelyso. Oczywiście, że jestem jego ojcem. Poza tym chciałem zaprosić was na herbatę do kajuty. Porozmawiać – powiedział spokojnie, zerkając na dziewczynę. Dairean wpatrywał się w swojego ojca, wciąż nieco zdezorientowany. Właśnie tego chciał, porozmawiać. Dowiedzieć się dlaczego zawarł umowę i czy istniał jakiś sposób, żeby ją złamać… El spojrzała niepewnie na Rosarra.
        – O ile nie będzie zatruta, to bardzo chętnie – mruknęła, odwracając wzrok i zerknęła na swojego męża. Cart położył dłoń na jego ramieniu, lecz nie spuszczał wzroku z byłego kapitana. Niegdyś i on go uwielbiał i podziwiał. Lecz tylko przez rok, kiedy był nowy na okręcie. Potem jedynie starał się go odciągać od Daireana i tak jak wtedy, tak i teraz nie zamierzał oddalać się od przyjaciela w obecności jego ojca.
        – Pójdziemy z tobą, ojcze – powiedział Rean, uśmiechając się lekko. Może i nie pozbył się choroby i wciąż mógł być nieprzewidywalny, ale… Pamiętał jak powinien się z nim obchodzić, by wszystko było w porządku. Nie czuł zagrożenia. Przecież ojciec nigdy nie chciał go skrzywdzić, w żadnym z przypadków. To była jedynie choroba, nie on. Rosarr posłał całej trójce wesoły uśmiech i ruszył przez pokład do kajuty kapitańskiej. Jego załoga stała i obserwowała, jakby bez rozkazów nie mogli się ruszyć. Dairean delikatnie ścisnął dłoń żony i ruszył za swoim ojcem. Za nimi ostrożnym krokiem szedł Cart, który milczał odkąd postawił nogę na pokładzie.
        – Usiądźcie proszę. Niedługo przyniosą nam herbatę – poinformował Rosarr, kiedy wkroczyli już do kajuty kapitańskiej. Ojciec Daireana usiadł przy stole i wskazał synowi miejsce obok siebie. Szatyn uśmiechnął się lekko, pełen nadziei, po czym zajął wskazane miejsce. El oraz Cart również usiedli, kartograf po drugiej stronie byłego kapitana. – Synu, Maelyso… Jesteście razem prawda? – zapytał, uśmiechając się wesoło. Rean odwzajemnił gest i pokiwał powoli głową. Być może ojciec był chory, ale to wciąż był on. Niemal taki sam jak go zapamiętał.
        – Dopiero co wzięliśmy ślub – potwierdził, sięgając pod stołem po dłoń ukochanej. Cart bez przerwy obserwował Rosarra, a z jego oczu nie znikał niepokój. Nie podobało mu się to, że był daleko od swojego przyjaciela.
        – Dokładnie kilkanaście minut przed pojawieniem się pana okrętu. Trochę nie najlepszy moment pan wybrał – mruknęła ironicznie, nie kryjąc niezadowolenia. Dairean ścisnął mocniej jej dłoń. Nie rozumiał, dlaczego zwracała się do jego ojca w ten sposób. Przecież był miły, nikomu nie zrobił krzywdy.
        – Ojcze… Dlaczego zawarłeś tę umowę? – zapytał szybko, chcąc odwrócić uwagę od El. Nie mógł pozwolić na to, żeby ojciec się zirytował. Trzeba było rozmawiać z nim spokojnie, a wtedy nie działo się nic złego. Rosarr przeniósł swoje spojrzenie z dziewczyny na swojego syna.
        – Chciałem pozbyć się choroby, Reannie. Żeby być taki jak dawniej. Ale nie pozwolono mi wrócić do rodziny… Musiałem czekać dziesięć lat na to spotkanie – powiedział spokojnie, posyłając Daireanowi smutne spojrzenie.


you always have a choice. you can either roll over
and die or you can keep fighting, no matter what

https://66.media.tumblr.com/deeb61456e42ab64702f3018b009f2f9/tumblr_inline_nuo4jc3LAp1qlt39u_250.gif https://66.media.tumblr.com/9d3997e74ab26ce732af9324d54ef7dd/tumblr_inline_nuo4ittYLO1qlt39u_250.gif

Offline

#436 11-09-2019 o 20h50

Straż Obsydianu
Nataasia
Pokonała kurę
Nataasia
...
Wiadomości: 692

https://fontmeme.com/permalink/190911/dd2560b64436af3a8322c9a7c6454864.png


        El nawet nie starała się być miła dla ojca swojego męża. Nie czuła takiej potrzeby. Nie ufała mu ani trochę i nie chciała, aby pomyślał, że jest inaczej. Miała raczej... Coś innego na celu. Cart natomiast cały czas milczał i przyglądał się byłemu kapitanowi. Gdy zasiedli przy stole, dziewczyna zerknęła na Daireana, który pod stołem chwycił jej dłoń. Robił to bardzo często w sytuacjach takich, jak ta. El sama zaczęła się odrobinę niepokoić, jednak udawała, że miała wszystko pod kontrolą. Nawet jeśli nie miała jej ani trochę, to przynajmniej chciała, aby jej rozmówca tak myślał. Dziewczyna domyśliła się, co Rean robił. Próbował odwrócić uwagę swojego ojca od niej. Ale blondynka nie miała zamiaru siedzieć cicho. Patrzyła na mężczyznę i zacisnęła usta. Wtedy przynieśli herbatę. Ładne filiżanki ze spodeczkami niekoniecznie robiły wrażenie. Nie, kiedy siedzieli w kajucie człowieka, który zamierzał zabić Reana. I mimo że na razie udawał, że wszystko było w porządku, tak jak dawniej, to... Każdy zdawał sobie sprawę z tego, jak jest. Dairean z pewnością również. Jednak zdawało się dziewczynie, że zwyczajnie nie chciał w to wierzyć.
        El sięgnęła po filiżankę, jednocześnie puszczając dłoń swojego męża. Przyłożyła naczynie do ust i upiła malutki łyk parującego napoju. Przy okazji przysłuchiwała się słowom swojego teścia. Odstawiła zaraz filiżankę i przygryzła dolną wargę. Zaraz uśmiechnęła się delikatnie, jednak nie było w tym uśmiechu nic szczerego.
        - Na spotkanie, podczas którego planuje pan zabić własnego syna? - spytała retorycznie, kładąc obie ręce na stole. El czasem była zbyt pewna siebie. Ryzykowała wiele, mówiąc rzeczy, których nie powinna, aby tylko osiągnąć swój cel. W tym momencie była bezpośrednia i nie kryła swojej niechęci wobec ojca swojego męża. Ale nie zamierzała poprzestać na tym. To był dopiero początek... Uśmiech z twarzy Rosarra zniknął niemal od razu.
        - Nie, nie planuję. Nie skrzywdziłbym swojego syna - odparł spokojnie. El uniosła brwi, udając zaskoczoną. Odwróciła zaraz wzrok i ponownie sięgnęła po filiżankę z herbatą. Upiła kolejny mały łyk, jako że napój nadal był gorący. Jednak dziewczyna musiała przyznać, że całkiem dobry.
        - Ach, a więc zjawił się pan tylko po to, aby zobaczyć się z Reanem po tylu latach? A co z rozkazami? - spytała niezwykle zaciekawiona. W końcu wstała i odeszła kawałek od stołu. Trzymała przez cały czas filiżankę w jednej dłoni. Natomiast drugą przejechała opuszkami palców po komodzie.
        - El, proszę... - zaczął Dairean, spoglądając zaniepokojony na żonę. Dziewczyna również zerknęła w jego kierunku, ale zaraz odwróciła wzrok.
        - Nie podążam ślepo za rozkazami Deyosa. On jedynie pozwolił mi w końcu spotkać się z synem. Z własnej, nieprzymuszonej woli przybyłem wam na spotkanie, Maelyso - powiedział poważnie Rosarr. El przytaknęła ruchem głowy, po czym odstawiła filiżankę na komodę i oparła się o nią tyłem.
        - Więc cieszę się, że miałam okazję poznać swojego teścia - powiedziała i posłała mężczyźnie lekki uśmiech. W jej głosie jednak słychać było lekką ironię. - Tyle że swoim przybyciem pozbawił nas pan nocy poślubnej w najbliższym czasie - dodała, a ten lekki, nieszczery uśmiech nie znikał z jej twarzy. Cóż, mówiła szczerze. Miała mężczyźnie odrobinę za złe, że przez jego pojawienie się, nie mogli ostatecznie przypieczętować swojego małżeństwa. Rean natomiast spoglądał to na swoją żonę, to na ojca.
        - El, uspokój się proszę i nie zwracaj się w ten sposób do mojego ojca - powiedział szybko. Dziewczyna spojrzała na niego, odrobinę poważniejąc. Nie chciała traktować w ten sposób ojca swojego męża, jednak... Ten człowiek nim nie był. Mimo że zachowywał się tak, jak ten prawdziwy Rosarr, to... Nie była już ta sama osoba.
        - Nie, Reannie. Jest w porządku. Nie chciałem wam przeszkodzić w tym wyjątkowym dniu - odparł, spoglądając niezwykle współczującym wzrokiem na małżeństwo. El zacisnęła usta i spoglądała na siedzących przy stole mężczyzn. W pewnym momencie opuściła ręce, aby oprzeć się nimi i komodę. Jedną dłoń przesunęła odrobinę i tym samym strąciła filiżankę z herbatą. Napój się wylał a naczynie roztrzaskało w momencie spotkania z twardą podłogą.
        - Och, przepraszam - powiedziała nagle, odsuwając się od komody i uważając, aby przypadkiem nie wdepnąć w plamę na podłodze. Dairean niemal natychmiast wstał, aby pozbierać porcelanę. Cart i Rosarr również się podnieśli, podchodząc bliżej.
        - Nic się nie stało, to tylko filiżanka, prawda? - odparł z uśmiechem, podchodząc do dziewczyny i kładąc jej dłoń na ramieniu. El uniosła głowę i spojrzała mężczyźnie w oczy. Była na tyle blisko, aby móc dostrzec to, co chciała. W jego oczach nie było dosłownie nic. Pustka. Mężczyzna uśmiechał się, ale nie było w tym żadnej głębi. Pozbawiony był duszy, więc to raczej normalne. Ale to tylko potwierdziło, że bez duszy nie mógł mieć również żadnych uczuć, a tym bardziej skrupółów.
        - Zawarł pan umowę, aby pozbyć się choroby... Demony również zniknęły? - spytała, a kąciki jej ust drgnęły lekko ku górze.


"Personaly I'm a huge fan of ignoring the
problem until eventualy it just goes away."

https://66.media.tumblr.com/5e0fb9dbe5809e327540196671bea07d/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto8_250.gif   https://66.media.tumblr.com/5d189d7ba852defc66631f185a07b60a/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto2_r1_250.gif   https://66.media.tumblr.com/c280849a420c5478d1a2ad1110ff23db/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto7_250.gif

Offline

#437 11-09-2019 o 22h29

Straż Obsydianu
PonętnyHubert
Żołnierz Straży
PonętnyHubert
...
Wiadomości: 607

https://fontmeme.com/permalink/190911/fbebd3da71d068e49e7d8e3702f0f1fa.png

        Sytuacja nie wyglądała najlepiej i Dairean dokładnie to widział, nawet jeśli wciąż nie docierało do niego, w jak wielkim niebezpieczeństwie był. Jego matka mówiła dokładnie, że ojciec miał za zadanie pozbyć się kolejnego pirata, którego zabicie zlecił bożek mórz, Deyos. Dla wszystkich jasne było, że za nic w świecie nie powinni ufać Rosarrowi. W końcu pozbawiony był duszy, a to oznaczało także, że nie miałby żadnych skrupułów przed zabiciem pierworodnego i jedynego syna. Wciąż był chory, a tym samym nieprzewidywalny, co tylko wszystko pogarszało. Jednak mimo tego Rean wciąż wierzył, że ojciec nie chciał go skrzywdzić. Że przecież nie zrobiłby tego, bo kochał go. Był jego synem, rodziną i nie potrafiłby z zimną krwią zabić swojego potomka. Mężczyzna dalej miał nadzieję, że wszystko będzie w porządku i uda im się zwrócić ojcu duszę. Byleby było jak dawniej, nawet jeśli musiałby zmagać się z jego chorobą… Wystarczyło tylko, aby byli spokojni i nie atakowali go słowami, tonem głosu i gestami.
        Jednak El robiła to ciągle. Używała ironii i atakowała, próbując sprowokować swojego teścia. Cart cały czas był spięty i czekał tylko, aż będzie musiał zainterweniować. Lecz Dairean nie mógł mu na to pozwolić, nie tym razem. Teraz wszystko miało pójść gładko… Ale wtedy El wspomniała o demonach. Pirat spiął się natychmiast i błyskawicznie wyprostował, by złapać dziewczynę za ramię i przyciągnąć do siebie. Spojrzał przestraszony na swojego ojca. Zawsze, kiedy ktoś mówił o demonach, nawet niechcący, reagował agresją. Rean nawet nie miał pojęcia skąd jego żona miała takie informacje, bo przecież nigdy jej nic nie mówił o ojcu i jego chorobie. Stanął przed nią, ciągle wpatrując się w Rosarra, a Cart stanął u boku swojego przyjaciela.
        – Demony są w każdym z was i nie znikną tak łatwo… Ale umiem z nimi żyć, naprawdę – powiedział mężczyzna, lecz mięśnie na jego twarzy drgnęły nerwowo. Serce Daireana biło szybko, a zaczął jeszcze bardziej denerwować się, kiedy poczuł dłoń żony na swoim ramieniu. El wyszła zza jego pleców i stanęła obok.
        – Tak pan myśli? Ciekawe... Sądzi pan, że ta umowa uwolniła pana od choroby? – spytała retorycznie, patrząc w puste oczy mężczyzny. – Nie wierzę, że jest pan tą samą osobą, co kiedyś... Co panu da zabicie Daireana? Bo coś musi – dodała, dłonią zjeżdżając nieco niżej, aby spleść swoje palce z tymi Reana. Szatyn spojrzał na nią kątem oka i zacisnął mocniej dłoń. Nie rozumiał dlaczego to robiła… Widział po ojcu, że był bliski wybuchu. Musiał wydostać się z kajuty, żeby El miała jak wydostać się na pokład jego okrętu… Wtedy byłaby bezpieczna. Rosarr uśmiechnął się lekko i pokręcił z rozbawieniem głową. Jednak ten uśmiech przypominał bardziej ten upiorny, który widniał na twarzy niemal każdego załoganta tego statku.
        – Dusza za duszę… – szepnął Cart niby do siebie, lecz każdy dobrze go słyszał. Rosarr wyszczerzył zęby w uśmiechu, a w jego źrenicach nie było nic prócz pustki. Oczy Daireana rozszerzyły się, kiedy odruchowo przeciągnął El w ramiona przyjaciela.
        – Zabierz ją stąd, Cart – powiedział szybko. Kartograf niemal od razu chwycił dziewczynę za ramiona i na tyle na ile mógł, popędził w stronę wyjścia z kajuty kapitańskiej. Mogli sobie na to pozwolić, bo Rosarr w pełni skupił się na Reanie, kiedy jego dłoń powoli powędrowała na rękojeść szabli. To samo uczynił Dairean, a w tym samym momencie El zapierała się w objęciach kartografa i spoglądała za siebie na swojego męża.
        – Cart, puść mnie, on nie może... – zaczęła, a jej głos zadrżał nieco. – Rean nie może zostać z nim sam. On nie tylko go zabije, ale też zabierze jego duszę – powiedziała szybko, zaczynając już panikować. Cart jednak nie słuchał jej, a już po chwili znaleźli się za drzwiami. Dairean wyciągnął szablę z pochwy, lecz w tym samym momencie zrobił to jego ojciec, uśmiechając się szeroko.
        – Nie przesadzajmy. Nie ja zabiorę twoją duszę, Reannie – powiedział wesoło, kierując ostrze na swojego syna. To samo zrobił Dairean, który próbował skupić się na swoich ruchach. Nie chciał mu odpowiadać. Nie miał nic do powiedzenia… To co zostało z jego ojca przepadło, a wszystko do tej pory było tylko przedstawieniem. A on jak ostatni idiota wierzył, że mógł go uratować…
        Spokojnym krokiem zaczął okrążać swojego ojca… Wroga, który chciał zabić go dla duszy. Tylko po to, żeby odzyskać swoją. I w tej jednej kwestii Rean miał rację, bo istniał sposób na uratowanie tego człowieka… O ile wciąż można było tak go nazwać. Rosarr w skupieniu obserwował syna, lecz wciąż uśmiechał się szeroko. I wtedy zamachnął się po raz pierwszy. Dairean skutecznie odparował cios, cofając się. Był idealnie przy drzwiach, jeszcze jeden albo dwa kroki i mógłby wydostać się na zewnątrz. Ojciec uderzył ponownie, tym razem nie kończąc na jednym ruchu, lecz dopiero na pięciu, a Rean za każdym razem blokował uderzenia. Ledwo. Zapomniał już, że ojciec zawsze był najlepszy w fechtunku. Nagle poczuł jak opiera się o drzwi. Ręką odnalazł za plecami klamkę i nacisnął, by zaraz znaleźć się na zewnątrz. Wypadł z kajuty, blokując kolejne uderzenia. Rosarr robił to niemalże bezbłędnie i tak szybko, że Dairean nie potrafił nawet sam wykonać ataku. Na chwilę obejrzał się za siebie. El oraz Cart zostali złapani i przetrzymywani przez załogę ojca. Jednak nikt nie ruszył swojemu kapitanowi na pomoc, tylko wpatrywali się z tymi upiornymi uśmiechami w jego ofiarę. Zgrzyt uderzających o siebie ostrzy zagłuszał wszystko inne, kiedy raz za razem szatyn musiał blokować uderzenia. Nagle ojciec jakby zawahał się i szatyn zauważył w tym swoją szansę. Zamachnął się i…
        Rosarr wytrącił z jego ręki szablę, która głośno uderzyła o deski pokładu. Uśmiechnął się szeroko, jakby z ulgą, że nareszcie mógł dokonać wymiany. Dusza za duszę… Krew z krwi. Dairean spojrzał przerażony na swojego ojca, który przecież nigdy nie chciał go skrzywdzić… A potem poczuł, jak ostrze przebija jego serce.


you always have a choice. you can either roll over
and die or you can keep fighting, no matter what

https://66.media.tumblr.com/deeb61456e42ab64702f3018b009f2f9/tumblr_inline_nuo4jc3LAp1qlt39u_250.gif https://66.media.tumblr.com/9d3997e74ab26ce732af9324d54ef7dd/tumblr_inline_nuo4ittYLO1qlt39u_250.gif

Offline

#438 11-09-2019 o 23h20

Straż Obsydianu
Nataasia
Pokonała kurę
Nataasia
...
Wiadomości: 692

https://fontmeme.com/permalink/190911/dd2560b64436af3a8322c9a7c6454864.png


        Sytuacja wymknęła się spod kontroli, kiedy na twarzy ojca Reana pojawił się ten przerażający uśmiech. El już wiedziała, że to wszystko było tylko przedstawieniem. Zresztą, nie tylko ona. Również do jej męża to dotarło. Dla mężczyzny nie było już ratunku i była niemal pewna, że nawet jeśli zabije Reana, to... Nie skończy się to tak, jak mu się wydaje. Umowę zawarł z Idanem. Musiał tu być jakiś kruczek. Zawsze był. El nie chciała zostawiać ukochanego samego ze swoim ojcem, jednak Cart siłą ją wyciągnął z kajuty. A, chcąc, nie chcąc, był on od niej silniejszy.To była zaledwie chwila, kiedy załoganci złapali ich dwójkę. Rean wraz ze swoim ojcem wyszli z pomieszczenia, a dźwięk ścierających się ze sobą ostrzy docierał do uszu każdego na pokładzie. Blondynka próbowała przez cały czas się wyrwać, zrobić coś... Pomóc w jakikolwiek sposób. Ale wtedy Rosarr wytrącił szablę z ręki Daireana, a potem... Czas jakby na moment zwolnił. Dziewczyna patrzyła, jak mężczyzna wbija ostrze prosto w serce jej męża. Otworzyła szerzej oczy, w których niemal natychmiast pojawiły się łzy. Wszystkie dźwięki przestały do niej docierać. Patrzyła, jak Rean upada na ziemię, a Rosarr gwałtownie wyciąga ostrze z jego ciała. Z jej gardła wyrwał się stłumiony krzyk, a serce niemal podeszło do gardła. Nie mogła się wyrwać jeszcze przez chwilę, ale w pewnym momencie dwójka mężczyzn, którzy ją trzymali, poluźnili uścisk. Wtedy właśnie El ruszyła w kierunku swojego męża. Uklęknęła obok niego i położyła dłonie na jego policzkach, chcąc, aby na nią spojrzał.
        - Rean, nie odpływaj, słyszysz? Nie możesz zamykać oczu - mówiła spanikowana, a z jej oczu nieustannie spływały łzy. Z jego razy na klatce piersiowej wypłynęło naprawdę dużo krwi. Jego ubranie... Ubranie, w którym jeszcze kilkadziesiąt minut temu brał ślub... Było całe zakrwawione. El klęczała koło swojego męża, za którego dopiero co wyszła... I patrzyła, jak mężczyzna umiera. Nie mogła zrobić kompletnie nic. Tylko być obok i obserwować, jak z jej ukochanego powoli uchodzi życie. Mężczyzna poruszył ustami, jakby chciał powiedzieć "kocham cię", jednak z jego ust nie wyszło żadne słowo. Uśmiechnął się, po czym uniósł dłoń, chcąc położyć ją na tej El, ale wtedy... Jego oczy zamknęły się. Dziewczyna zacisnęła powieki, kiedy kolejne łzy zaczęły spływać po jej policzkach, a usta zadrżały. - Rean... - wydukała jeszcze cicho łamiącym się głosem, po czym zabrała dłonie, które również zaczęły drżeć. Zacisnęła je, nie mogąc powstrzymać płaczu.
        Cart zaraz znalazł się tuż obok. Padł na kolana tuż przed ciałem swojego przyjaciela, a łzy spływały po jego policzkach. Położył dłoń na ramieniu El, a ta spojrzała na niego, nie potrafiąc się opanować. Wyciągnęła jedną dłoń, aby złapać tę Reana i zacisnęła mocniej palce. Wtedy coś zwróciło jej uwagę. Spojrzała na swój nadgarstek, na którym znajdowała się bransoletka od Idana.
        - Moja dusza... Mam ją z powrotem! Znowu czuję! - zawołał nagle ojciec Reana, szczerząc zęby w uśmiechu, kiedy spoglądał na swoje dłonie. Jednak nagle zmarszczył brwi wtedy skrzywił się, łapiąc jednocześnie za głowę. Padł na kolana, a z jego gardła wydobył się wrzask. Maelysa niemal natychmiast odwróciła głowę w tamtą stronę. Puściła dłoń Reana, aby zaraz wstać i się wyprostować.
        - Odzyskałeś nie tylko duszę, ale też chorobę - powiedziała, a jej głos nadal drżał lekko. Sięgnęła do swojego nadgarstka, aby ściągnąć z niego bransoletkę. - Cart, Idan może pomóc, może... - zaczęła, trzymając w dłoni przedmiot, który miał okazać się ich ostatnią deską ratunku. Jednak na pokładzie zapanował chaos. Każdy z załogantów zaczął panikować, a jeden z nich wpadł na El, popychając ją na burtę. Bransoletka wypadła z jej dłoni, lecąc prosto w morską toń. Dziewczyna patrzyła na to, a jej serce ponownie zabiło szybciej. Zacisnęła mocniej dłonie na krawędzi burty, nie mogąc uwierzyć w to, jak ogromnego pecha mieli. El nawet nie zauważyła, gdy na pokład przedostał się Elda. Była zbyt roztrzęsiona. Nie zwracała uwagi na to, co się działo. Nie docierało do niej, że statek wraz z załogą zaczął powoli znikać. Wszystko działo się jakby poza jej zasięgiem. Nic do niej nie docierało, żadne dźwięki, obraz... Widziała tylko bransoletkę, która powoli zanurza się coraz bardziej, znikając powoli pod błękitną taflą.
        - Cart, zabiorę Daireana! - krzyknął Elda, przedzierając się przez tłum, by dojść do ciała. Kartograf spojrzał zaniepokojony na dziewczynę.
        - El, zaraz ktoś załogi zanurkuje, proszę ciebie, idź na pokład! - błagał, jednak nawet to do niej nie dotarło. Nie myślała w tym momencie racjonalnie. Zacisnęła mocniej dłoń na krawędzi, po czym uniosła jedną nogę. Drugą dłonią złapała się olinowania i wspięła na burtę. Nie czekając ani sekundy dłużej, wskoczyła do wody, znikając w morskiej toni. Zamiast wypłynąć od razu, płynęła głębiej. Słona woda drażniła jej oczy, ale musiała je mieć otwarte, aby zobaczyć cokolwiek. Widziała bransoletkę w oddali. Płynęła w jej kierunku, ale... Była zbyt daleko, a jej zaczynało brakować powietrza. Wyciągnęła rękę w tamtym kierunku i wtedy... Woda wokół biżuterii zaczęła się nagrzewać, powodując powstawanie licznych pęcherzy powietrza. W jednym z nich znalazła się właśnie bransoletka, która zaczęła powoli płynąć ku górze. El zaczęła się zbliżać do niej i gdy była w jej zasięgu, chwyciła ją, zaciskając nieco mocniej, aż poczuła, jak jeden z koralików powoli rozpada się pod jej palcami. Sama natomiast zaczęła się wynurzać, czując, że coraz bardziej zaczynało jej brakować powietrza.


"Personaly I'm a huge fan of ignoring the
problem until eventualy it just goes away."

https://66.media.tumblr.com/5e0fb9dbe5809e327540196671bea07d/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto8_250.gif   https://66.media.tumblr.com/5d189d7ba852defc66631f185a07b60a/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto2_r1_250.gif   https://66.media.tumblr.com/c280849a420c5478d1a2ad1110ff23db/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto7_250.gif

Offline

#439 12-09-2019 o 00h19

Straż Obsydianu
PonętnyHubert
Żołnierz Straży
PonętnyHubert
...
Wiadomości: 607

https://fontmeme.com/permalink/190902/e35e71b004b809c8b1af9ece1a4c4121.png?fbclid=IwAR39mJsc2CJey7yehKD-3x7ikaIUwRqU13tuBYA9kA9EjFVxXqQXIn-sLig

        Przez te kilka miesięcy Idan robił to co zazwyczaj. Skupiał się na myśleniu, obserwacji. Raz na  jakiś czas zdesperowani ludzie przychodzili do niego w poszukiwaniu pomocy. On jak zwykle zgadzał się i zawierał umowy, bo przecież nie było argumentów przeciwko. Dlaczego miałby nie pomagać zagubionym w zamian za to, co było dla nich najważniejsze? Zawsze odbierał im to, co jednocześnie prowadziło do ich szczęścia. Żerował na ich cierpieniu i wcale nie czuł wyrzutów sumienia. Nigdy nie czuł. Lecz nagle jego ciało przeszedł dreszcz, a zmysły wyostrzyły się. Siedział wtedy na jednym z filarów i obserwował słońce na bezchmurnym niebie. Zmarszczył brwi, zastanawiając się cichutko co właśnie miało miejsce. Oczywiście chodziło o jedną z umów, którą zawarł, ale… Ta jedna konkretna przypomniała mu o pewnym  człowieku, którego niestety poznał. Uśmiechnął się lekko do samego siebie i przymknął powieki. Dusza za duszę. Poczuł, jak napływa do niego nowa energia. Dusza kogoś młodszego od poprzedniej. Westchnął cicho i uchylił powieki, myśląc tylko o tym, kiedy ten marny Rosarr, z którym dziesięć lat temu zawarł umowę, zginie przez chorobę. Rozwijała się ona cały czas i tylko czekała, aby zaatakować. Głupi śmiertelnik. Że też myślał, że odzyska życie tak po prostu. Zawsze istniały kruczki, ale niewiele osób je widziało.
        Nagle słońce rozbłysnęło, a jego promienie zaczęły wypalać skórę Idana. Chłopak jednak nie wrzasnął z bólu i to nie tylko dlatego, że go nie czuł. Wiedział co to oznaczało. Zeskoczył z filaru, zamykając oczy, a gdy je otworzył… Wcale nie był w ruinach miasta, lecz na pokładzie okrętu Daireana. Maelysa wezwała go z pomocą bransoletki, którą jej podarował. Do tej pory nie potrafił określić, dlaczego to zrobił. Jednak nie mógł już tego cofnąć, a dziewczyna wezwała go na pomoc. Rozejrzał się dookoła i z satysfakcją zobaczył, jak okręt widmo Rosarra zaczyna znikać. Mężczyzna umierał, to było jasne. Powrót duszy oznaczał powrót choroby, a jej niewiele brakowało do wykończenia jego organizmu. Lecz… Maelysa była w wodzie i brakowało jej powietrza. Idan zmarszczył brwi i podszedł do burty. Załoga nawet nie zwracała na niego uwagi, zbierając się na środku wokół ciała. Chłopak spojrzał w morską toń i wyciągnął rękę. Zebrał w sobie lekkie pokłady mocy i… Nim się obejrzał, chwytał już dziewczynę za dłoń. Bez większego wysiłku wciągnął ją na pokład z pomocą delikatnego podmuchu wiatru, by stanęła tuz obok niego.
        – Maelyso… – powiedział cicho, spoglądając na przemoczoną dziewczynę. Nie puszczał jej dłoni, a dzięki temu był w stanie dowiedzieć się co działo się przez ostatnie miesiące… I co działo się przed chwilą. Oczywiście wiedział doskonale, że Rosarr musiał zabić swojego syna, by odzyskać duszę, ale dopiero teraz zobaczył wszystko z perspektywy dziewczyny. Widział, jak obserwowała swojego męża, z którego powoli uchodziło życie. Maelysa spoglądała na niego z początku zdezorientowana, a potem zbliżyła się, ściskając mocniej jego dłoń.
        – Idan, ja... Proszę cię, zrób coś. Zawarłeś umowę z ojcem Reana, a teraz... On go zabił, żeby odzyskać duszę – powiedziała spanikowana, patrząc w oczy chłopaka. Idan zmarszczył brwi i spojrzał na tłum przerażonych piratów… Byli w żałobie, a jeden z nich, Cart, klęczał nad ciałem Daireana. Mag spojrzał z powrotem na blondynkę.
        – Jeśli jego serce zostało uszkodzone, nie będę w stanie go wskrzesić – powiedział cicho. Bez serca, któremu mogło zostać przywrócone działanie… Nie mógł nikogo wskrzesić. Nieważne jak silna była jego magia i jak potężną posiadał moc, niektórych zasad nie był w stanie złamać.
        – Nie ma... Innego sposobu? – spytała, kiedy kolejne łzy pojawiły się w jej oczach. Idan zmarszczył brwi i po raz kolejny spojrzał na tłum piratów. Kilku z nich miało łzy w oczach, a przygnębienie niemal uderzało w zmysły chłopaka. I wtedy coś mu się przypomniało.
        – Wasze dusze… Są ze sobą zgodne. Mógłbym rozdzielić twoje serce, żeby ożywić Daireana. Byłby wtedy taki sam, ale gdyby ktoś z was zmarł ponownie, druga połówka również by zginęła – powiedział, spoglądając na dziewczynę. Rodzaj magii, o którym mówił, był jak najbardziej ryzykowny. Wiele rzeczy mogło pójść nie tak, a on do tej pory… Zrobił to może raz i to tak dawno temu, że nawet jego pamięć zawodziła. El zacisnęła usta, odwracając na moment wzrok. Pokiwała w końcu głową, wbijając wzrok w oczy Idana.
        – Zrób to... Jeśli to jedyne wyjście – odparła pewnie, a jej oddech powoli się uspokajał. Chłopak pokiwał powoli głową i ściskając nieco mocniej dłoń dziewczyny. Ruszył powoli w stronę tłumu, ciągnąc za sobą Maelysę. Okręt Rosarra rozpływał się w powietrzu, lecz jego krzyk wciąż wisiał w przestrzeni i odbijał się w uszach maga. Irytujący, marny człowiek… Zacisnął wargi i przecisnął się przez tłum. Piraci spoglądali na niego z niemałym szokiem, lecz jednocześnie ulgą. Cart, który płakał nad ciałem przyjaciela, na widok maga powstał i odsunął się wraz z resztą.
        – Maelyso, musisz położyć się obok niego – powiedział spokojnie, prowadząc ją do ciała jej męża. Dairean był cały zakrwawiony… A jego dusza była w Idanie, który pochłonął ją, kiedy umowa z Rosarrem przestała istnieć. Wiedział, że przywracając życie temu piratowi osłabiał siebie samego, ale… Dziewczyna poprosiła go o pomoc, a on obiecał, że to zrobi. – Niech każdy się odwróci. Będę musiał pozbyć się jego serca. Maelyso, ty także nie patrz – poprosił, klękając nad ciałem pirata.


you always have a choice. you can either roll over
and die or you can keep fighting, no matter what

https://66.media.tumblr.com/deeb61456e42ab64702f3018b009f2f9/tumblr_inline_nuo4jc3LAp1qlt39u_250.gif https://66.media.tumblr.com/9d3997e74ab26ce732af9324d54ef7dd/tumblr_inline_nuo4ittYLO1qlt39u_250.gif

Offline

#440 12-09-2019 o 01h08

Straż Obsydianu
Nataasia
Pokonała kurę
Nataasia
...
Wiadomości: 692

https://fontmeme.com/permalink/190911/dd2560b64436af3a8322c9a7c6454864.png


        El zacisnęła powieki, czując, że tlenu ubywa z każdą chwilą. Zaczęła tracić oddech, nie mając nawet siły wypłynąć na powierzchnię. Czuła, jak morska toń wciąga ją coraz głębiej. Jednak wtedy poczuła również coś dużo silniejszego. Coś, co ciągnęło ją w górę, aż nie znalazła się ponad powierzchnią. Uchyliła wtedy powieki, ignorując to szczypanie w oczach. W dłoni przez cały czas ściskała bransoletkę, którą udało jej się jakimś cudem wyłowić. Natomiast... Idan wyłowił ją. Wciągnął ją z powrotem na pokład. Był ostatnią nadzieją dziewczyny, jak i innych, ale... W szczególności Daireana. Mężczyzna zmarł, El zdawała sobie z tego sprawę. Jednak pamiętała słowa Savie. Szamanka mówiła, że Idan jest w stanie przywrócić komuś życie. I chciała, aby uczynił to właśnie teraz. Jednak nie było to takie proste, jak się wcześniej dziewczynie wydawało. Serce Reana zostało uszkodzone, gdy jego ojciec wbił w nie szablę. Ten widok... Nadal bolał Maelysę, jednak starała się wyprzeć to z pamięci. Zamiast tego, skupiła się na słowach Idana. Istniał sposób, aby pomóc jej mężowi, ale... Był on ryzykowny. I uzależniał ich od siebie. El mogła podzielić się swoim sercem, a wtedy Rean wróciłby. Byłby dalej taki sam, nie zmieniłby się, jak jego ojciec.
        Chłopak pociągnął dziewczynę w stronę reszty załogi, która opłakiwała śmierć swojego kapitana i jednocześnie przyjaciela. Dairean dla każdego był kimś więcej. Wszyscy na pokładzie stali się jego rodziną, nie tylko El w momencie, w którym za niego wyszła. Mężczyzna był w sercach każdego tutaj. I nie tylko ją bolała jego śmierć. Ale ona mogła coś zrobić. Mogła go uratować, mimo że było to ryzykowne. Spojrzała na ciało swojego zmarłego męża, a potem wzrok przeniosła na Carta. Przełknęła ciężko ślinę i posłała mu słaby uśmiech. Wykonała polecenie Idana, kładąc się tuż obok Reana. Zagryzła wargę, przez moment spoglądając na niego i czekając, aż mag zacznie... Ten rytuał, czy czymokolwiek to było. Nie przerażał jej ten widok. Z pewnością nie mógł być gorszy od tego, gdy jej ukochany umierał, dźgnięty przez swojego ojca. Chłopak spojrzał na nią i przez chwilę nie ruszał się w ogóle. W końcu westchnął i przymknął na moment powieki. Jego dłoń znalazła się na klatce piersiowej Daireana, a gdy otworzył oczy, nie było widać ani białek, ani błękitnych tęczówek. Widniała w nich jedynie bezkresna czerń. Zacisnął usta i gwałtownym ruchem wbił dłoń w ciało pirata. Minęło kilka sekund nim wyciągnął ją, zaciskając palce na zakrwawionym sercu. Spojrzał na nie i drugą ręką delikatnie machnął w powietrzu. Krew oraz serce zaczęły zmieniać się w mgiełkę, którą powoli porywał wiatr. Dziewczyna obserwowała to przez cały czas i nie odwróciła wzroku nawet na moment. Jednak ten widok... Wprawił ją w pewien niepokój. Serce Daireana rozpłynęło się w powietrzu. Teraz nie było już możliwości, aby się wycofać.
        - Maelyso, to będzie boleć - powiedział cicho, zerkając na nią swoimi czarnymi oczami. El patrzyła na niego przez moment, milcząc. Ostatecznie kiwnęła głową i zacisnęła zęby.
        - To bez znaczenia - odparła pewna swego. Przełknęła ciężko ślinę, po czym odwróciła wzrok i spojrzała w czyste niebo. Nie było na nim niemal żadnej chmurki. A było to aż dziwne, bo w takiej sytuacji powinien rozpętać się sztorm, aby wpasować się idealnie w sytuację.
        - Jeśli jesteś tego pewna... Zrobię to - powiedział cicho, delikatnie kładąc zakrwawioną dłoń na jej klatce piersiowej. El zacisnęła usta i przymknęła oczy, będąc gotowa na ten ból. Nie bała się. Nie to się dla niej liczyło. Liczyło się to, aby uratować Reana. Dziewczyna nie mogła stracić swojego męża w ten sam dzień, w którym odbył się ich ślub. Przecież to... To była jakaś kompletna kpina z ich życia. Los naprawdę uwielbiał sobie z nich drwić. Idan po raz kolejny gwałtownie wbił swoją dłoń w ciało, tym razem El. Dziewczyna poczuła nagły ból i nie była w stanie do końca powstrzymać krzyku. Chłopak zacisnął palce na bijącym sercu dziewczyny i wyrwał je, skupiając się na swoich ruchach. Wyciągnął drugą rękę i nad ciałami małżeństwa ścisnął serce obiema dłońmi, mamrocząc coś pod nosem. Chłopak przymknął powieki i nagłym ruchem rozerwał organ na dwie części. Jednak połówki nagle zaczęły się rozrastać, kiedy słowa, które wypowiadał Idan były coraz głośniejsze i bardziej wyraźne. Maelysa obserwowała to wszystko, będąc świadoma tego, co się działo. Jednak szok był na tyle duży, że ból zniknął. Wkrótce Idan w swoich dłoniach trzymał dwa serca, ociekające krwią. Otworzył oczy i spojrzał na El. Nie wahał się jednak i błyskawicznym ruchem po raz kolejny wbił dłonie w ciała zakochanych, tym razem umieszczając serca na miejsca. Z ust dziewczyny znowu wyrwał się stłumiony krzyk, a po policzku ściekły kolejne łzy. Skrzywiła się i zacisnęła powieki, ale ból powoli ustępował.
        El podparła się na ramionach i uniosła odrobinę. Zerknęła na Reana, po czym wyciągnęła rękę i położyła ją na policzku mężczyzny, aby zaraz potem zjechać na jego klatkę piersiową.
        - I co teraz? Mogło pójść coś nie tak? Nie zadziałać? - spytała zmartwiona, zerkając na Idana.
        - Musimy po prostu poczekać... Od dawna tego nie robiłem. To skomplikowana magia, Maelyso - powiedział, spoglądając na nią, lecz jego oczy wróciły do normalności. El pokiwała głową, po czym znowu wzrok przeniosła na swojego męża. Chwyciła jego dłoń i ścisnęła ją nieco mocniej. Nie patrzyła już na nikogo innego, tylko na twarz Reana, czekając, aż magia Idana zadziała. Ale... Była jeszcze jedna rzecz, którą powinna zrobić.
        - Idan, naprawdę nie rozumiem, dlaczego to wszystko dla mnie robisz, ale... Dziękuję ci za to. Oraz za zwrócenie mi dotyku - powiedziała nagle, zerkając kątem oka na chłopaka. Nie była w stanie słowami wyrazić swojej wdzięczności. Mag zrobił dla niej tyle, nie biorąc nic w zamian. Aż bała się, jaką cenę zapłaci za to po własnej śmierci.


"Personaly I'm a huge fan of ignoring the
problem until eventualy it just goes away."

https://66.media.tumblr.com/5e0fb9dbe5809e327540196671bea07d/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto8_250.gif   https://66.media.tumblr.com/5d189d7ba852defc66631f185a07b60a/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto2_r1_250.gif   https://66.media.tumblr.com/c280849a420c5478d1a2ad1110ff23db/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto7_250.gif

Offline

#441 12-09-2019 o 14h59

Straż Obsydianu
PonętnyHubert
Żołnierz Straży
PonętnyHubert
...
Wiadomości: 607

https://fontmeme.com/permalink/190911/fbebd3da71d068e49e7d8e3702f0f1fa.png

        Los nigdy nie rozpieszczał Daireana, a wręcz przeciwnie. Zdawać by się mogło, że jego życie było nieśmiesznym żartem. Miał swoje wzloty i upadki tak jak każdy inny człowiek, ale… Zawsze coś się psuło, kiedy wydawało się, że było idealnie. Przyszedł na świat dwadzieścia dziewięć lat temu, jednocześnie mordując swoją matkę, która nie była wystarczająco silna, by przetrwać poród. Wychowywał się na pokładzie statku, od małego pracując tak jak reszta, pod okiem swojego ojca, którego zawsze uważał za najlepszego człowieka na świecie. Jednak nadszedł czas choroby, śmierci i osamotnienia. Poznał także kogoś, kto jedynie wykorzystywał go od początku, podczas gdy on uznawał to uczucie za prawdziwe. Potem setki przygód, które niejednokrotnie naraziły jego zdrowie i życie… Aż w końcu stracił wszystko i dwa lata pracował ciężko na powrót do domu. A wtedy spotkał miłość swojego życia, złośliwą El z lilipuciego królestwa. I nawet jeśli od tamtej pory natykali się na problemy… Dairean kochał ją z całego serca i umierając, był szczęśliwy. Był wdzięczny bogom, że mimo wszystko mógł zaznać tej radości i ulgi, którą przynosiła jego ukochana. To właśnie na nią spoglądał chwilę przed tym, jak zamknął oczy na zawsze.
        A przynajmniej tak mu się wydawało. Jego klatka piersiowa poruszyła się delikatnie, kiedy nabrał w płuca powietrza. Serce, które przecież przebił jego ojciec… Zaczęło na nowo bić, a krew krążyła już w jego żyłach. Uchylił delikatnie powieki i ujrzał bezchmurne niebo. Zmarszczył brwi i zamrugał kilkakrotnie, przekręcając nieco głowę na bok. I wtedy zobaczył swoją żonę.
        – El? – wymamrotał, nie będąc nawet pewien co się działo. Tak wyglądały zaświaty? Bo przecież… Zginął, ugodzony w serce przez ojca. Nie było możliwości na jego uratowanie… Dziewczyna położyła dłonie na jego policzkach i uśmiechnęła się, choć miała łzy w oczach.
        – Rean, już wszystko jest w porządku, nic ci nie jest – powiedziała drżącym głosem, spoglądając w brązowe tęczówki mężczyzny. Dairean powoli podniósł się i podparł przedramionami o deski pokładu. Wtedy zauważył również całą swoją załogę, Carta, który spoglądał na niego z niedowierzaniem, a także… Idana, który klęczał obok niego.
        – Przecież… Umarłem, prawda? – powiedział cicho, przenosząc wzrok na swoje zakrwawione ubranie. Jego rana była zasklepiona i nie ciekła już z niej krew, choć kubrak i koszula wciąż były niemalże mokre. Nic nie rozumiał…
        – Tak... Ale Idan przywrócił ci życie – odparła, przenosząc jedną dłoń na ramię mężczyzny. Oczy pirata niemal natychmiast zwróciły się w stronę maga. Wskrzesił go… Użył czarnej magii, a teraz… Przecież nie mógł być taki sam. Czy on w ogóle miał duszę? Zabrano mu ją, prawda? Dairean zaczął panikować. Nie mógł stać się taki jak ojciec, nie mógł… Skrzywdziłby każdego, nie czułby nic… Jednak poczuł nagły spokój, gdy Idan dosłownie na chwilę położył dłoń na jego ramieniu.
        – Nie masz się czego obawiać. Wciąż jesteś sobą i taki pozostaniesz. To dzięki Maelysie. Oddała ci połowę swojego serca… Teraz wasze życia są od siebie zależne. Musicie uważać, bo jeśli jedno zginie, drugie również – powiedział spokojnym głosem, po czym westchnął cicho i powstał, oddalając się nieco, by stanąć u boku Carta. Dairean natomiast… Spojrzał na swoją ukochaną, nie mogąc uwierzyć w to wszystko. El… Oddała mu połowę swojego serca, ryzykując zapewne również i swoim życiem, zdrowiem… Wszystkim. W tamtej chwili poczuł ulgę i jednocześnie szczęście. To co zrobiła dla niego ukochana… Pirat spoglądał w oczy dziewczyny, a w nich nie było widać nic prócz miłości, którą ją darzył.
        – Zakochałem się w wariatce – szepnął, lecz na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech, tak samo jak u El.
        – Wariatce, która nie mogłaby bez ciebie żyć – odparła, spoglądając mężczyźnie w oczy. Zbliżyła się po chwili, aby delikatnie złączyć ich usta. Przymknęła oczy, a jedna z jej dłoni z policzka zjechała na jego szyję. Thale przymknął powieki i odwzajemnił pocałunek, wyciągając dłoń, by delikatnie położyć ją na policzku ukochanej. – Poza tym... Zamierzałeś mnie zostawić godzinę po tym, jak wzięliśmy ślub? – spytała, gdy odsunęła się odrobinę. Dairean uśmiechnął się nieco szerzej i pokręcił głową.
        – Nigdy w życiu. W końcu zawsze do ciebie wracam, pamiętasz? – powiedział cicho, nie mogąc oderwać wzroku od oczu swojej żony. Lecz nie na długo, bo za chwilę Cart ze łzami w oczach padł obok na kolana i przyciągnął do siebie tę dwójkę, by mocno ich uścisnąć.


you always have a choice. you can either roll over
and die or you can keep fighting, no matter what

https://66.media.tumblr.com/deeb61456e42ab64702f3018b009f2f9/tumblr_inline_nuo4jc3LAp1qlt39u_250.gif https://66.media.tumblr.com/9d3997e74ab26ce732af9324d54ef7dd/tumblr_inline_nuo4ittYLO1qlt39u_250.gif

Offline

#442 12-09-2019 o 15h50

Straż Obsydianu
Nataasia
Pokonała kurę
Nataasia
...
Wiadomości: 692

https://fontmeme.com/permalink/190911/dd2560b64436af3a8322c9a7c6454864.png


        El niecierpliwiła się okropnie. Myślała, że coś poszło nie tak. W końcu Idan sam mówił, że bardzo dawno nie używał tej magii. Dziewczyna zaczęła się obawiać, że to kompletnie nic nie dało. Patrzyła na swojego męża, którego poślubiła ponad godzinę temu i... Nie mogła zrozumieć, dlaczego los aż tak bardzo ich nienawidził. Odebrał im praktycznie wszystko, a teraz znowu próbował ze sobą rozdzielić. To było wręcz śmieszne, jak kpił sobie z ich życia. I gdyby nie Idan... Nie byłoby żadnego ratunku. Teraz pozostała jeszcze nadzieja na to, że wszystko poszło dobrze. El wpatrywała się w spokojną twarz swojego męża, czując od niego ten bijący chłód. W końcu był martwy... Do czasu. Zmarszczyła brwi, pod palcami czując nagłe ciepło. Wtedy też powieki mężczyzny lekko drgnęły, aby po chwili uchylić się całkowicie. Serce dziewczyny zabiło mocniej. Rean naprawdę wrócił do życia... El z początku nie mogła uwierzyć w to, że się udało. Że mag wskrzesił człowieka po tym, jak został dźgnięty w serce. Oczywiście... Nic by nie zrobił, gdyby Maelysa nie oddała połowy swojego organu. Ale i tak to była głównie jego zasługa. To, co chłopak dla niej robił... Nie potrafiła słowami opisać swojej wdzięczności i radości. Znowu miała swojego pirata i to się dla niej liczyło.
        Na jej twarzy rozkwitł szeroki uśmiech, mimo że w oczach nadal były widoczne łzy. Dziewczyna przygryzła lekko wargę, nie spuszczając wzroku z brązowych tęczówek swojego męża. Już miała się odezwać, kiedy to obok nich pojawił się Cart. Oczywiście blondynka odwzajemniła uścisk swojego przybranego ojca, czując ogromną ulgę i spokój. Nikomu nic się nie stało, jak i również zrobili to, co mieli. Uwolnili ojca Reana od umowy. Co prawda... Nie wrócił, ale przynajmniej mógł zaznać odrobiny spokoju po tych dziesięciu latach tkwienia pomiędzy. Dziewczyna odsunęła się od obu mężczyzn i wstała powoli.
        - Hej, co tak stoicie? - spytała, spoglądając na resztę załogi. Kiwnęła na nich głową, chcąc zachęcić do tego, aby również przywitali swojego kapitana, który wrócił zza światów. Silyo niemal od razu rzucił się na Daireana, a El odsunęła się odrobinę, aby zrobić im miejsce. Mężczyzna pomógł swojemu kapitanowi (o ile tak mogła go nazwać, bo Cart dalej mu tej funkcji nie zwrócił) wstać, a potem każdy po kolej zaczął zaczął przytulać swojego przyjaciela. El natomiast zbliżyła się do Idana. - Nie wiem... Jak kiedykolwiek odpłacę ci się za pomoc. Tak wiele dla mnie zrobiłeś... Dziękuję. Znowu - powiedziała nagle, spoglądając w oczy maga. Chłopak spojrzał na nią i na moment zmarszczył brwi. Po chwili jednak odwrócił wzrok.
        - Sprytnie użyłaś magii do wydobycia bransoletki - powiedział spokojnie. El uniosła brwi i uśmiechnęła się odrobinę rozbawiona, kręcąc głową. Oczywiście, mogła się właśnie tego spodziewać po Idanie.
        - A ty sprytnie znowu zmieniasz temat - powiedziała, zawzięcie próbując wyłapać spojrzenie chłopaka. Ostatecznie zbliżyła się tylko, aby przytulić go delikatnie.
        - Ludzie czasami są skomplikowani - wymamrotał bardziej do siebie. Wahał się z początku, lecz potem odwzajemnił uścisk. El uśmiechnęła się sama do siebie i odsunęła od maga. Ponownie na niego spojrzała, przygryzając wargę.
        - Za to ty stałeś się dość przewidywalny - odparła odrobinę sarkastycznie, jednak była to bardziej forma żartu. Nie chciała go urazić. Po prostu pamiętała, jak kiedyś ciężko było jej rozgryźć tego maga. Teraz nie widziała w tym wiele trudności. Ale chłopak dalej ją nieco zaskakiwał. - Dziękuję jeszcze raz. Chcesz, żebyśmy odstawili cię na brzeg, czy... Użyjesz swoich magicznych rąk, aby się tam dostać? - spytała i posłała mu lekki, nieco rozbawiony uśmiech.
        - Magicznych rąk? - powtórzył, uśmiechając się lekko. - Nie przejmuj się mną. Idź do męża, zanim go uduszą - dodał po chwili, próbując uryć delikatne rozbawienie. El zaśmiała się cicho kiwnęła głową. Odwróciła się w kierunku załogi, która nie mogła powstrzymać tej radości na widok żywego kapitana. Dziewczyna również cieszyła się niezmiernie. Nie mogłaby wyobrazić swojego przyszłego życia bez Reana u swego boku. Zwyczajnie... Nie potrafiła już żyć bez niego. Stanęła sobie obok, krzyżując ręce na piersi.
        - Mam nadzieję, że potem też zasłużę sobie na uścisk - powiedziała, a ten szczery i radosny uśmiech nie znikał z jej twarzy. Nie chciała się tam pchać, bo czuła, że zostałaby stratowana przez tych wszystkich dwa razy większych od niej samców alfa. Wolała nie ryzykować stratą życia. Zwłaszcza, że wtedy nie tylko ona by je straciła.
        - Nawet na milion uścisków - powiedział z uśmiechem Rean, przeciskając się przez tłum. Podszedł do dziewczyny i przyciągnął ją do siebie, przytulając czule. El uniosła ręce, aby zaraz odwzajemnić uścisk i odetchnęła cicho. Przymknęła na moment oczy, czując nieopisaną ulgę.
        - Plus jakiś bonus - powiedziała i odsunęła się odrobinę, aby zaraz unieść dłoń i położyć ją na policzku mężczyzny. Zbliżyła się i musnęła delikatnie jego usta, nadal mając zamknięte oczy.


"Personaly I'm a huge fan of ignoring the
problem until eventualy it just goes away."

https://66.media.tumblr.com/5e0fb9dbe5809e327540196671bea07d/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto8_250.gif   https://66.media.tumblr.com/5d189d7ba852defc66631f185a07b60a/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto2_r1_250.gif   https://66.media.tumblr.com/c280849a420c5478d1a2ad1110ff23db/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto7_250.gif

Offline

#443 12-09-2019 o 18h45

Straż Obsydianu
PonętnyHubert
Żołnierz Straży
PonętnyHubert
...
Wiadomości: 607

https://fontmeme.com/permalink/190911/fbebd3da71d068e49e7d8e3702f0f1fa.png

        Mimo goryczy, która pozostała w piracie po tym, jak został zaatakowany przez swojego ojca (o ile tak mógł nazwać kogoś bez duszy i tym samym skrupułów), Dairean odczuwał w tamtej chwili przede wszystkim ulgę. Serce, w które został ugodzony, zostało zastąpione nowym. I zdecydowanie lepszym… Wciąż nie mógł uwierzyć w to, że jego ukochana zdecydowała się wykonać taki ruch. Oddała mu połowę swojego serca, aby Idan mógł przywrócić go do życia… I choć obawiał się tego, co mogło stać się później przez ingerencję czarnej magii, ufał El i nawet jeśli brzmiało to jak głupstwo, zaufał również magowi. Dobrze wiedział, że ten chłopak w jakiś pokrętny sposób polubił dziewczynę i zrobił to wszystko tylko dlatego, ze go poprosiła, ale… Być może mylił się co do niego. Może nie był potworem. Nie tak jak ojciec, który dla przywrócenia swojej duszy postanowił zabić jedynego syna. Lecz teraz byli bezpieczni.
        Zapłakany Cart kilka razy próbował coś powiedzieć, jednak za każdym razem poddawał się i po prostu po raz kolejny przytulał swojego przyjaciela, ignorując fakt, że przecież był on cały we krwi. Zresztą, każdy to ignorował. Wszyscy bez wyjątku po kolei zbliżali się do Daireana, a szczęście, które siedziało w każdym z nich, można było niemalże poczuć w powietrzu. W końcu kartograf zebrał się w sobie i najpierw oddał kapitaństwo przyjacielowi, a dopiero potem wyjaśnił co stało się po… Po jego śmierci. I mimo wszystko Rean nie czuł żadnych wyrzutów sumienia ani nie szkoda mu było ojca… Lub tego człowieka, kimkolwiek on był. Odzyskał swoją duszę, lecz tym samym i chorobę, która zaatakowała niemal natychmiast. A wraz ze śmiercią Rosarra statek widmo i jego załoga rozpłynęły się w powietrzu. Pomyśleć, że wszystko wydarzyło się tak szybko…
        Jednak największy spokój czuł dopiero, kiedy trzymał żonę w objęciach. Serce, które od niej dostał… Które teraz mógł nazywać swoim, biło regularnie, spokojnie. A czując dotyk warg El na swoich… Nieopisane szczęście zalało jego umysł. Odwzajemnił pocałunek, słysząc wiwaty załogi za plecami oraz karcącego ich Carta. Odsunął się nieco po chwili i uchylił powieki, spoglądając z uśmiechem w oczy ukochanej.
        – Wiesz, że teraz jesteś cała we krwi? Koniecznie musimy dzisiaj iść do łaźni – powiedział rozbawiony, zerkając na dół, na pobrudzoną koszulę El. Metaliczny zapach krwi wciąż mu towarzyszył i pilnie musiał udać się na porządną kąpiel. Bo kubraka i koszuli z pewnością nie mógł już odratować. Obejrzał się na chwilę za siebie, by zerknął na załogę. – Wracamy do portu. A potem możecie bawić się na pokładzie do samego rana – dodał, posyłając każdemu szeroki uśmiech. Piraci wykrzyknęli z aprobatą, po czym poganiani przez wciąż wzruszonego Carta ruszyli do pracy. Dairean rozejrzał się jeszcze, próbując wzrokiem odnaleźć Idana, bo chciał mu podziękować, ale… Mag zniknął. Wyparował, jakby w ogóle go tutaj nigdy nie było.
        – A my nie będziemy świętować w dniu naszego ślubu? – spytała, unosząc brwi i spoglądając na swojego męża. – Chyba, że wypad do łaźni uważasz za świętowanie – mruknęła jeszcze, dłonią zjeżdżając na ramię mężczyzny. Rean zaśmiał się cicho i pochylił jeszcze raz, by złożyć na ustach żony krótki, aczkolwiek czuły pocałunek.
        – Będziemy świętować o ile Raina nie zatłucze nas szmatką na śmierć – odparł, przypominając sobie o przewrażliwionej kobiecie. Z pewnością zamartwiała się o nich, a już zwłaszcza o El, która wymknęła się przez nieuwagę. Dobrze, że już urodziła, bo inaczej dodatkowe hormony przygniotłyby ją dwa razy bardziej. Zresztą, Virke zapewne również się zamartwiał, nie tylko o przyjaciół, ale i o swoją żonę. Dairean już wyobrażał sobie jak Raina spaceruje po gospodzie, mamrocząc pod nosem przekleństwa i jednocześnie ścierając łzy z policzków…
        I jak najbardziej jego wyobrażenie było trafne. Wkroczyli do gospody, cali zakrwawieni, aczkolwiek uśmiechnięci. Po przeżyciach, ślubie, wielu wylanych łzach… Ale udało im się uniknąć pogrzebu, co naprawdę było sukcesem dnia. Los musiał ich nie znosić, ale przynajmniej byli teraz cali i zdrowi. Jednak zakrwawione ubrania mogły wcale o tym nie świadczyć, zwłaszcza z perspektywy Rainy, która… Spojrzała na nich zapłakana, zrobiła wielkie oczy i po chwili zemdlała. Całe szczęście, że Cart był blisko, bo inaczej upadłaby na podłogę. Co prawda sam kartograf nie stał zbyt stabilnie, ale udało mu się utrzymać kobietę. Po chwili z kuchni wyszedł Virke ze swoją córeczką na ramionach i spojrzał na wszystkich z niemałym szokiem. Może i by poczuł ulgę, gdyby właśnie nie krew.
        – Mam nadzieję, że to nie wasza krew – wymamrotał, odruchowo zasłaniając oczka małej Thei, która jednak uśmiechała się wesoło na widok cioci i wujka. I dopiero wtedy zwrócił uwagę na swoją żonę, która powoli odzyskiwała przytomność w ramionach Carta.
        – No i co ja mam ci powiedzieć, chłopie… Wiele się wydarzyło – powiedział powoli Dairean, zerkając kątem oka na swoją żonę. Cóż, powinni obawiać się teraz o swoje życie, bo Raina z pewnością zacznie wymachiwać szmatką, gdy tylko odzyska w pełni świadomość. A wtedy nie dostałoby im się jedynie za narażanie życia, umieranie i oddawanie serc… Ale przede wszystkim za nieco spontaniczną ceremonię ślubną.


you always have a choice. you can either roll over
and die or you can keep fighting, no matter what

https://66.media.tumblr.com/deeb61456e42ab64702f3018b009f2f9/tumblr_inline_nuo4jc3LAp1qlt39u_250.gif https://66.media.tumblr.com/9d3997e74ab26ce732af9324d54ef7dd/tumblr_inline_nuo4ittYLO1qlt39u_250.gif

Offline

#444 12-09-2019 o 19h50

Straż Obsydianu
Nataasia
Pokonała kurę
Nataasia
...
Wiadomości: 692

https://fontmeme.com/permalink/190911/dd2560b64436af3a8322c9a7c6454864.png


        Szczęście i entuzjazm El nieco opadły, gdy Rean wspomniał o Rainie. No tak, dziewczyna kompletnie zapomniała, że wymknęła się z pokoju kobiety, gdy ta poszła jej zaparzyć herbatki ziołowej. Zaczęła się sama obawiać szmatki kobiety. I słusznie. Brązowowłosa niemal od razu upadła na ziemię, tracąc przytomność. I gdyby nie Cart, z pewnością uderzyłaby głową o twardą podłogę. Mężczyzna w ostatniej chwili uchronił ją przed tym niezbyt miłym spotkaniem. El zacisnęła usta i zbliżyła się odrobinę bardziej do swojego męża, jakby sądziła, że chociaż on ochroni ją przed gniewem wściekłej matki. Jednak również jej mąż był zmartwiony, gdy zobaczył dwójkę swoich przyjaciół całych we krwi. El uśmiechnęła się delikatnie, po czym sięgnęła dłonią po tę Daireana. Ścisnęła ją nieco mocniej i zerknęła na mężczyznę. Cała ta sytuacja... Dzień ich ślubu z pewnością był pełen wrażeń. Nie do końca tak go sobie Maelysa wyobrażała, ale dzięki temu zażegnali niebezpieczeństwo i nie narazili nikogo innego. A oczywistym było, że ojciec Reana skrzywdziłby nie tylko własnego syna. A to oznaczało prawdziwą rzeź na ich weselu.
        - Nie... Nie nasza, Reana - odparła, znowu wbijając wzrok w Virke. Mała Theia, pomimo że ojciec nie chciał, aby patrzyła na ten okropny widok, dalej się uśmiechała i wyciągała rączki w stronę wujka i cioci, którzy jakimś cudem wyszli cało z tego wszystkiego.
        - Tak trochę... Ojciec mnie zabił. Ale żyję! - powiedział szybko, widząc jak jego przyjaciel blednie w oczach. El natomiast szturchnęła swojego męża w ramię za to, że był zbyt bezpośredni. Mógł przekazać to jakoś delikatniej, zamiast... Właściwie nie, nie mógł. Dziewczyna chyba zapomniała, jaki jej ukochany był.
        - Może... Może zrobię herbatę - wymamrotał. Cart posadził Rainę na krześle, a El wraz z Reanem zajęli miejsce obok niej. Kartograf przejął od Virke Theię i zasiadł z nią, natomiast właściciel gospody poszedł do kuchni, aby zrobić tę herbatę, którą obiecał. Cała ta sytuacja... Zabrała im cały dzień. Pewnie gdyby nie ojciec Reana, bawiliby się na okręcie po własnym ślubie, a już całkiem niedługo szliby do sypialni, aby odpowiednio spożytkować noc. W końcu po tylu miesiącach. Jednak wszystko się skomplikowało i chyba ani El, ani Rean nie mieli ochoty na to zbliżenie dzisiaj. Nim El znowu zdążyła się odezwać, Raina zaczęła powoli odzyskiwać świadomość. Dziewczyna wyciągnęła ręce i złapała dłoń kobiety, spoglądając na jej twarz.
        - Raina... Wiem, że będziesz wściekła, ale to była wyjątkowa sytuacja. Musiałam wyjść - oświadczyła, przygryzając wargę. Kobieta była chyba jedyną osobą, której gniewu El się obawiała. Raina była nieobliczalna i każdy zdążył się o tym przekonać niejednokrotnie.
        - Kiedyś... Kiedyś zabiję was wszystkich chociażby moją szmatką i może wtedy nauczycie się, że nie wolno mnie tak zamartwiać - mruknęła, lecz w jej oczach znowu pojawiły się łzy. El ścisnęła mocniej jej dłonie i zacisnęła usta, uśmiechając się nerwowo. Cóż... Jeszcze o jednej rzeczy nie wiedziała.
        - Wiesz... Myślę, że zabijesz nas szybciej, niż myślisz. Wiedzieliśmy, że... Coś się może wydarzyć, gdy spotkamy ojca Reana i... Wzięliśmy ślub na statku - odparła, szykując się już na gniew kobiety. Jednak to była naprawdę wyjatkowa sytuacja! I dobrze zrobili, bo gdyby El nie miała kontaktu z Idanem, taka okazja więcej by się nie powtórzyła. Natomiast oczy Rainy rozszerzyły się niemal od razu, a wtedy gwałtownie zabrała jedną rękę i sięgnęła do kieszonki fartuszka. Wyciągnęła z niej szmatkę i ze złością w oczach uderzyła nią dziewczynę prosto w ramię. El otworzyła szerzej oczy i wpatrywała się zaskoczona w kobietę. Sięgnęła mimowolnie do swojego ramienia, łapiąc się za nie ręką. Cóż... Spodziewała się, że to nastąpi, ale i tak ją to zaskoczyło.
        - Zabić to mało! Musiałabym was po zaświatach ścigać! Dairean, chodź tutaj draniu! - wykrzyknęła, grożąc palcem piratowi. Mężczyzna spojrzał na kobietę przestraszony i pokiwał przecząco głową nie zamierzając się zbliżać do rozwścieczonej Rainy. El odsunęła się trochę na tym krześle, zbliżając jednocześnie do swojego męża. Sama się odrobinę jej obawiała... Zresztą, kto by się nie obawiał.
        - Ale spokojnie, zabawa nadal trwa! Wszyscy dalej bawią się na pokładzie... Powinnaś się lepiej cieszyć, że cię tam nie było, gdy Idan wyciągał nasze serca z... - zaczęła, jednak gdy tylko dotarło do niej, co mówiła, niemal natychmiast zamilkła, przykładając dłoń do ust. Nie powinna o tym wspominać, ale to był odruch. El przyzwyczaiła się do takich rzeczy do tego stopnia, że ani trochę jej to nie ruszało. Nie brzydziła jej krew, czy widok innych organów. Przywykła do walki o przetrwanie.
        - El, wiesz... To chyba zbyt wiele dla Rainy - wyszeptał Dairean, schylając się nieco w stronę żony. Dziewczyna zerknęła w jego kierunku przepraszająco. Nim jednak zdążyła cokolwiek wyjaśnić, Raina znowu zaczęła słabnąć.
        - Niech ktoś mnie przytrzyma... - wymamrotała cała blada. Pojawił się również Virke z herbatą, ale od razu po odstawieniu tacki rzucił się w stronę żony. Natomiast mała Theia uśmiechała się, śmiejąc co jakiś czas i bawiąc włosami Carta. Jako jedyna nie rozumiała powagi sytuacji. Nie martwiła się zupełnie niczym. Czasem El jej tego zazdrościła. W końcu blondynka wyciągnęła rękę i położyła ją na tej Daireana, a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.
        - Ale wiesz, co jest ciekawe? Jednego dnia stałam się twoją żoną i wdową, a potem znowu żoną - stwierdziła, spoglądając w oczy swojego męża. Wyciągnęła drugą rękę i przyłożyła ja do policzka mężczyzny, żeby zaraz subtelnie musnąć jego usta.


"Personaly I'm a huge fan of ignoring the
problem until eventualy it just goes away."

https://66.media.tumblr.com/5e0fb9dbe5809e327540196671bea07d/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto8_250.gif   https://66.media.tumblr.com/5d189d7ba852defc66631f185a07b60a/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto2_r1_250.gif   https://66.media.tumblr.com/c280849a420c5478d1a2ad1110ff23db/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto7_250.gif

Offline

#445 12-09-2019 o 21h54

Straż Obsydianu
PonętnyHubert
Żołnierz Straży
PonętnyHubert
...
Wiadomości: 607

https://fontmeme.com/permalink/190911/fbebd3da71d068e49e7d8e3702f0f1fa.png

        11 dzień I miesiąca Parodh – 194 rok

        Nieważne jak bardzo Rean się starał – i tak nie był w stanie uniknąć gniewu Rainy. Kobieta nie szczędziła sobie komentarzy, które przeplatane były rzewnym płaczem oraz standardowo celnie wymierzonymi uderzeniami. Tak się w to wszystko wkręciła, że nawet Cartowi się oberwało, choć tak naprawdę nic takiego nie zrobił. Jednak mimo wszystko pirat doskonale ją rozumiał. To, co miało miejsce na pokładzie… Dalekie były od wyobrażeń każdego w kwestii idealnej ceremonii ślubnej oraz wesela. Wiele wydarzyło się w ciągu zaledwie jednego dnia, być może nawet zbyt wiele. Przez te wszystkie emocje każdy bez wyjątku był przemęczony. No, może poza Theią, która jak zwykle śmiała się i nie chciała zasnąć. A przynajmniej nie w ramionach każdego innego, poza tymi Daireana. Oczywiście kiedy tylko wrócili czyści z łaźni razem z El. I być może szatyn jeszcze próbowałby protestować przed zmęczonymi rodzicami, ale i on nie miał zbyt wiele siły. Dlatego gdy każdy doprowadził siebie do porządku, a Theia spokojnie spała, świeżo upieczone małżeństwo skierowało się do swojego pokoju. Niemal natychmiast padli do łóżka i nim się obejrzeli, odpłynęli, śpiąc równie spokojnie co małe dziecko.
        Jednak kolejnego dnia byli już wypoczęci. Można rzec, że pełni energii, mimo tego co miało miejsce wczoraj. I właśnie dlatego zdecydowali się na urządzenie jeszcze jednego przyjęcia na pokładzie, tym razem uwzględniając każdego. Nawet małą Theię, choć ta spędziła ten czas w ramionach swojego ojca, rozczulając Eldę do tego stopnia, że aż się popłakał. Jednak nie to miało znaczenie, a czas, który małżeństwo spędziło później. Przed zachodem słońca Dairean chwycił El za rękę i… Tak naprawdę uciekli z przyjęcia, które jeszcze trwało. Pirat miał nieco inny plan. Chciał wraz ze swoją ukochaną odwiedzić plażę. Tą samą, na której siedzieli tak dawno temu. I szczerze powiedziawszy… Chyba po raz pierwszy Reanowi udało się zachować romantyczną atmosferę. Po drodze na plażę zdążył kupić nawet sorbety, a przez cały czas nawet nie pomyślał o rzuceniu zdaniem, które kompletnie zrujnowałoby cały wieczór. No dobrze… To akurat było kłamstwo, ale naprawdę chłop się starał, to trzeba było przyznać. Siedzieli na plaży dopóki słońce zupełnie nie schowało się za horyzontem i dopiero wtedy uznali, że najwyższa pora wracać do gospody.
        I kiedy znaleźli się już na korytarzu, prowadzącym do pokoju… Dairean nie potrafił powstrzymać się przed jedną rzeczą. Już wcześniej robił to kilka razy, ale teraz… Cóż, sytuacja była nieco inna. Schylił się nieco, kiedy stał obok żony i jedną rękę podłożył pod jej plecy, drugą natomiast pod nogi. Podniósł ją bez większych problemów, uśmiechając się szeroko.
        – Kochanie, pozwól, ze przeniosę ciebie przez próg – zaśmiał się, spoglądając na El z radosnym błyskiem w oczach. Ruszył spokojnie przez korytarz i gdy byli już przed drzwiami, otworzył je nogą, wyjątkowo sprawnie. Ostrożnie przeniósł ukochaną przez próg, a kiedy znaleźli się już w pomieszczeniu, plecami zatrzasnął za sobą drzwi.
        – Trochę po czasie, ale powiedzmy, że ci wybaczę – powiedziała, uśmiechając się rozbawiona, obejmując mężczyznę jedną ręką za szyję, a drugą położyła na jego klatce piersiowej. Rean posłał jej wesoły uśmieszek.
        – W zamian mogę nadrobić to przez kolejny rok, nosząc ciebie codziennie – zaproponował, idąc w głąb pokoju. Podszedł do łóżka i delikatnie położył El na pościeli. Jednak nie zamierzał na tym kończyć. On sam również wszedł na łóżko, zapominając zupełnie o butach. Oparł się rękoma po obu stronach dziewczyny i nachylił się nad nią, uśmiechając nieco zadziornie. El odwzajemniła uśmiech, jedną dłonią zahaczając o koszulę szatyna.
        – Możesz nadrobić inaczej – stwierdziła, zaplątując sobie lekko sznurek od koszuli wokół palca. Wzrok jednak ciągle utkwiony miała w oczach męża. Thale spoglądał w jej zielone tęczówki i… Wraz z delikatnie szybszym biciem serca zaczął odczuwać lekki stres. Stres przeplatany z ekscytacją.
        – Na przykład w jaki sposób? – zapytał cicho, przygryzając lekko dolną wargę. Niemal odruchowo bardziej nachylił się nad swoją żoną. Wcześniej miał świadomość tego, że w końcu byli po ślubie. Nie musieli się już powstrzymywać, ani starać się ignorować to pożądanie, które ciągle w nich siedziało. Jednak teraz…
        – Nie wiesz? – spytała, po czym podparła się na przedramieniu i przybliżyła bardziej w stronę Reana. Pomiędzy ich wargami dystans był znikomy. – Bo mi się wydaje, że wiesz aż za dobrze – dodała szeptem, a jej kąciki ust drgnęły lekko. Pirat czuł, jak jego serce przyspiesza swoją pracę, a podekscytowanie zalewa jego ciało.
        – Być może się domyślam – wyszeptał. Przymknął powieki i rozchylił delikatnie wargi, by za chwilę delikatnie musnąć różane usta ukochanej. Jednak doskonale wiedział, że wieczór nie skończy się na subtelnych pocałunkach.


you always have a choice. you can either roll over
and die or you can keep fighting, no matter what

https://66.media.tumblr.com/deeb61456e42ab64702f3018b009f2f9/tumblr_inline_nuo4jc3LAp1qlt39u_250.gif https://66.media.tumblr.com/9d3997e74ab26ce732af9324d54ef7dd/tumblr_inline_nuo4ittYLO1qlt39u_250.gif

Offline

#446 12-09-2019 o 22h55

Straż Obsydianu
Nataasia
Pokonała kurę
Nataasia
...
Wiadomości: 692

https://fontmeme.com/permalink/190911/dd2560b64436af3a8322c9a7c6454864.png

        Całe to przyjęcie, które postanowili przenieść na kolejny dzień, wydawało się być właśnie tym właściwym. Poprzedniego dnia każdy był wyczerpany po spotkaniu z ojcem Reana. Zbyt wiele emocji w ciągu tych kilkunastu godzin sprawiło, że noc poślubna również musiała zaczekać. El zasnęła niemal od razu, gdy tylko położyła głowę na poduszce. Ale dzięki temu miała więcej energii na następny dzień. Zresztą, nie tylko ona, bo i reszta załogi świetnie się bawiła. A złość Rainy odrobinę ustąpiła. Jednak z pewnością nadal miała ochotę zamordować świeżo upieczone małżeństwo po tym, jak to wzięli ślub bez jej obecności. Do tego w takich warunkach. Ale lepszego ślubu El nie mogła sobie wymarzyć. Co prawda... Brakowało paru osób, ale cieszyła się, że wyszło tak. Gdyby miało dojść do tego w kaplicy, z pewnością Maelysa zestresowałaby się dużo bardziej. A tak... Wszystko wyszło tak bardzo spontanicznie, że nawet nie było czasu na nerwy. I chyba to najbardziej odpowiadało dziewczynie. Miała również nadzieję, że póki co los ich oszczędzi i da cieszyć się pierwszymi dniami w małżeństwie.
        Ten wieczór jednak El wraz z Reanem postanowili spędzić w pokoju. Reszta natomiast dalej bawiła się na pokładzie. I może to nawet lepiej. Przynajmniej nie musieli się martwić, że gdzieś obok jest Cart. Co prawda, obiecał, że po ślubie im trochę odpuści, ale... Cóż, być może tak tylko sobie mówił, a jego instynkt okaże się silniejszy. El uśmiechnęła się podczas delikatnego pocałunku, jednak nie pogłębiała go. Odsunęła się odrobinę, a jej powieki były odrobinę uchylone.
        - Mężczyźni to naprawdę słabe jednostki. Wystarczy kilka słów, żeby pozbawić cię kompletnie kontroli - stwierdziła cicho, a dłoń zsunęła odrobinę niżej, czując pod koszulą umięśniony tors swojego męża. Posłała mu nieco złośliwy uśmieszek. Lubiła się z nim droczyć w ten sposób. Wcześniej nie kończyło się to zbyt dobrze, ale teraz... Teraz mieli do tego prawo. Nie musieli się powstrzymywać. Mogli pozwolić sobie na dużo więcej.
        - Mnie? Być może wszystko robię specjalnie. Tylko po to, żebyś straciła czujność - odparł Rean równie cicho, spoglądając na żonę z lekkim uśmiechem. Blondynka przygryzła wargę, a palcami delikatnie zahaczyła o materiał koszuli mężczyzny, odrobinę ją unosząc.
        - Jeśli tak... To wychodzi ci doskonale - powiedziała, po czym puściła jego koszulę i podparła się bardziej na przedramionach. Musnęła lekko usta mężczyzny i naparła nieco na niego, aby się podnieść. Rean pogłębił pocałunek, sprawiając, że stał się dużo bardziej namiętny. Nie odrywając się od dziewczyny, przekręcił się na bok, zasiadając zaraz, żeby przyciągnąć dziewczynę bliżej siebie. El zasiadła na jego kolanach okrakiem, a jej dłonie znalazły się na ramionach mężczyzny. Dopiero gdy zaczynało jej brakować oddechu, oderwała się od jego ust, aby spojrzeć mu w oczy. Jej oddech stał się ciężki i nieregularny, a serce zaczęło bić szybszym tempem. Blondynka zjechała obiema dłońmi, aby ponownie zahaczyć o krawędzie koszuli Reana. Patrzyła mu przez cały czas w oczy, jakby czekając na jego aprobatę. Przygryzła lekko wargę i uniosła w końcu biały materiał, powoli ściągając koszulę z Reana. Rzuciła ją gdzieś na podłogę i spojrzała na tors męża. Nie mogła się oprzeć, aby nie położyć tam dłoni.
        Rean położył dłonie na biodrach El, ponownie zbliżając się do niej. Tym razem jednak jego usta zetknęły się z szyją dziewczyną. Blondynka przymknęła lekko oczy, odchylając lekko głowę do tyłu. Jedna z rąk mężczyzny zaczęła zjeżdżać niżej i sunąc po nodze Maelysy. Dairean wsunął ją pod materiał sukienki, a pod wpływem jego dotyku na swojej nagiej skórze, dziewczynę przeszedł przyjemny dreszcz. Odetchnęła ciężko, kiedy szatyn zaczął dłonią piąć się w górę. El zacisnęła odrobinę mocniej palce na jego ramieniu, czując, jak oblewa ją fala gorąca. W końcu uchyliła powieki, aby spojrzeć na mężczyznę.
        - Mam nadzieję, że... Pamiętasz o swojej obietnicy - szepnęła, a na jej twarzy pojawił się odrobinę złośliwy uśmieszek. Oczywiście wiedziała, do czego to zmierza. Ale jej cały stres gdzieś uleciał, zastąpiony tym pożądaniem, które odczuwała od tylu miesięcy. W końcu nie musieli się powstrzymywać, ograniczać.
        - Moja pamięć jest niezawodna, kochanie. A tę obietnicę z chęcią spełnię - powiedział cicho, lekko przygryzając dolną wargę. Drugą dłonią powędrował do ramienia dziewczyny, aby zsunąć z niego delikatnie rękaw jej sukienki. Jej serce przyśpieszyło ponownie, napędzane tą ekscytacją. El uśmiechnęła się zaraz lekko, po czym przyłożyła jedną dłoń do policzka mężczyzny. Przybliżyła się i spoglądając w jego oczy, niemal stykała się z jego wargami.
        - Na to właśnie liczę... W końcu czekałam cierpliwie - odparła cicho, po czym zamknęła oczy, aby złączyć ich usta w kolejnym namiętnym pocałunku.


To ten... My znikamy sobie na pw ^^

Ostatnio zmieniony przez Nataasia (12-09-2019 o 22h56)


"Personaly I'm a huge fan of ignoring the
problem until eventualy it just goes away."

https://66.media.tumblr.com/5e0fb9dbe5809e327540196671bea07d/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto8_250.gif   https://66.media.tumblr.com/5d189d7ba852defc66631f185a07b60a/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto2_r1_250.gif   https://66.media.tumblr.com/c280849a420c5478d1a2ad1110ff23db/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto7_250.gif

Offline

#447 14-09-2019 o 23h46

Straż Obsydianu
PonętnyHubert
Żołnierz Straży
PonętnyHubert
...
Wiadomości: 607

ogólnie to potem poszli do łaźni, ale tam również byli niegrzeczni, a teraz sobie w niej jeszcze siedzą

https://fontmeme.com/permalink/190911/fbebd3da71d068e49e7d8e3702f0f1fa.png

        Emocje zaczęły opadać, a wraz z nimi uspokajał się oddech Daireana. Mimo tego wciąż odczuwał okropny gorąc, lecz próbował wmówić sobie, że była to jedynie wina parującej wody i ogólnej temperatury w pomieszczeniu. Prawda oczywiście była inna. Mężczyzna obserwował swoją żonę kątem oka i nie umknęło mu to lekkie skrzywienie. Zacisnął usta zanurzając dłonie w wodzie. Uniósł je i powoli zaczął obmywać swoje ciało z potu. Zaczynał odczuwać okropne wyrzuty sumienia. Podczas seksu starał się być jak najdelikatniejszy, lecz i tak wiedział, że El będzie odczuwać ból. Zapędził się teraz i oprócz właśnie bólu, dziewczyna zapewne była wykończona. Do jego umysłu wkradła się szczypta strachu o ukochaną i już wtedy dotarło do niego, że przez kilka następnych dni odruchowo będzie przepraszać za wszystko co możliwe.
        – W drodze powrotnej będę ciebie niósł – powiedział, albo raczej poinformował, bo z pewnością nie była to propozycja. Domyślał się, że ból musiał już powoli narastać, a i zmęczenie musiało zwalać ją z nóg. Koniec końców cztery razy doprowadził ją do orgazmu… I nawet jeśli odczuwał ogromną satysfakcję z tego powodu, to jednak zmartwienie brało górę.
        – Tak już sobie postanowiłeś? Bez pytania mnie? – spytała z lekkim uśmiechem, zerkając na męża. Thale spojrzał na nią i uśmiechnął się lekko. Nim odpowiedział, wziął głęboki wdech i zanurzył się cały w wodzie, by zmoczyć włosy na sam koniec kąpieli.
        – Owszem, więc nie masz nic do gadania, kochanie – odparł, kiedy znowu znalazł się nad powierzchnią wody. Posłał żonie może nieco złośliwy uśmieszek, a po chwili zaczęli wychodzić z brodzika.
        – Drugi dzień małżeństwa, a ty już się mną rządzisz... Chyba będę musiała coś z tym zrobić – mruknęła, zerkając na Reana i jednocześnie z ziemi zbierając swoje ubranie. Szatyn zaśmiał się cicho na te słowa, również sięgając po ubranie. Założył spodnie, kręcąc głową z rozbawieniem.
        – Nie mów tego Rainie, bo w mgnieniu oka załatwi ci śliczną szmatkę, żebyś mogła ustawić mnie do pionu – zażartował, choć na wspomnienie wściekłej kobiety i jej szmatki wzdrygnął się lekko. El założyła na siebie halkę.
        – Nie potrzebuję szmatki, żeby ustawić cię do pionu, kochanie – odparła i posłała mężczyźnie złośliwy uśmiech, przygryzając jednocześnie wargę. Thale odchrząknął cicho na ten widok. Kiedy jego ukochana to robiła, wyglądała naprawdę ponętnie. Zbliżył się do niej  wziął za rękę, powoli prowadząc do wyjścia.
        – W takim razie czego potrzebujesz? – zapytał, uśmiechając się nieco zadziornie. Znaleźli się już na zewnątrz i chłód nocnego powietrza uderzył w Reana. Zignorował go jednak i schylił się, by wziąć El na ręce.
        – A to już pozostanie moją tajemnicą – odparła z lekkim uśmiechem i oparła głowę na ramieniu mężczyzny. Thale pokiwał głową, nieco przytulając do siebie dziewczynę.
        Ruszył powoli przez wydeptaną ścieżką, uważając jak najbardziej na swoje kroki. Nie odzywał się podczas drogi powrotnej, bo usłyszał jak oddech jego żony powoli się uspokaja. Zasnęła w jego ramionach, a on oczywiście nie miał zamiaru jej budzić. Dlatego też starał się ze wszystkich sił, aby poruszać się jak najciszej. Po małej przechadzce trafił do pokoju. Pościel była w nieładzie, a na samo wspomnienie tego co miało miejsce, Rean uśmiechnął się lekko, zerkając kątem oka na śpiącą dziewczynę. Położył ją delikatnie na łóżku i wahał się przez chwilę, czy powinien ją przebrać. W końcu zdecydował się zsunąć z jej ciała halkę i zastąpić ją jedną ze swoich koszul, choć wiele ryzykował. Jednak robił wszystko spokojnie i subtelnie, więc nie obudził ukochanej. Westchnął, spoglądając na nią. Naprawdę nie widział kogoś piękniejszego. Położył się obok niej i nakrył kołdrą, delikatnie opatulając El. Dłonią pogładził jeszcze jej policzek, a potem lekko przytulił do siebie żonę. Zamknął oczy i zasnął z lekkim uśmiechem na ustach.

Ostatnio zmieniony przez PonętnyHubert (14-09-2019 o 23h46)


you always have a choice. you can either roll over
and die or you can keep fighting, no matter what

https://66.media.tumblr.com/deeb61456e42ab64702f3018b009f2f9/tumblr_inline_nuo4jc3LAp1qlt39u_250.gif https://66.media.tumblr.com/9d3997e74ab26ce732af9324d54ef7dd/tumblr_inline_nuo4ittYLO1qlt39u_250.gif

Offline

#448 Wczoraj o 12h29

Straż Obsydianu
Nataasia
Pokonała kurę
Nataasia
...
Wiadomości: 692

https://fontmeme.com/permalink/190911/dd2560b64436af3a8322c9a7c6454864.png
12 dzień I miesiąca Parodh - 194 rok


        El była wyczerpana po tej nocy. Nie dość, że noc poślubna była wyczerpująca i dość intensywna, to jeszcze jej pierwszy raz. Wiedziała, że przecież z tym w łaźni sama sobie zasłużyła. Gdyby nie nakręcała Reana, to grzecznie wzięliby kąpiel i wrócili spać. A tak... Ten wypad odrobinę się przedłużył. Ponadto, dziewczyna już zaczynała odczuwać ból w dolnych partiach ciała. Krzywiła się nieznacznie, gdy wykonała jakiś ruch, a to zapewne nie uszło uwadze jej męża, który stwierdził, że zaniesie ją do gospody. I, cóż, blondynka nawet nie chciała się sprzeciwiać. Naprawdę nie miała siły, a ruchy sprawiały jej lekki ból, tak więc w sumie było jej to na rękę. Podczas drogi jednak jej oczy same zaczęły się zamykać. Nawet nie zauważyła, gdy po prostu odpłynęła. Nie była za bardzo świadoma tego, co się działo potem. Pamiętała jakieś urywki i kojarzyła, że Rean przebierał ją, a ona na dosłownie dwie sekundy otworzyła oczy, gdy mężczyzna ją przytulił. Wtedy też sama wyciągnęła rękę, aby go objąć. I spała tak aż do rana, nie budząc się już ani razu.
        El zbudziła się nad ranem... Albo nie takim ranem, bo słońce zdążyło już dawno wzejść. Jednak była zmęczona, a oboje z Reanem poszli spać dość późno, więc nie dziwiło jej to ani trochę. Uchyliła powieki i spojrzała na twarz Reana. Uśmiechnęła się delikatnie, po czym dłoń zsunęła na jego plecy i przysunęła się, wtulając w jego tors. Uwielbiała być tak blisko niego, zwłaszcza rano i zwłaszcza zimą. Wtedy nie odczuwała aż takiego zimna.
        - Chyba powinnam zrobić coś z tą pościelą, zanim Raina zauważy - powiedziała cicho, przypominając sobie o tej czerwonej plamie na białej pierzynie. Jakoś chyba nie przemyśleli tej kwestii do końca. - Wcześniej nie wydawało się to aż tak żenujące, jak teraz - mruknęła jeszcze, ale na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. W nocy nie czuła jakiegoś wielkiego wstydu, ale teraz... Odrobinę bardziej to wszystko do niej dotarło. W końcu poplamiła pościel, a plama była dość widoczna na białym materiale.
        - Czemu żenujące? Normalne - wymamrotał wciąż nieco zaspany. - Może ja ogarnę pościel, a ty sobie poleżysz? - zaproponował cicho. Objął ją obiema rękami, przytulając do siebie jeszcze bardziej. El przymknęła jeszcze na moment oczy, a jej uśmiech poszerzył się odrobinę.
        - A wiesz, gdzie powinieneś iść po świeżą? - spytała retorycznie. Pracując w gospodzie, dość często przygotowywała pokoje na przybycie nowych gości. A niektórzy zostawiali taki bałagan... I również nauczyła się dzięki temu dość sprawnego zmieniania pościeli na świeżą. - Często to robię, więc chyba sobie poradzę - dodała odrobinę rozbawiona. Nie stanowiło to dla niej problemu, tylko najpierw musiała wstać i się trochę chociaż doprowadzić do porządku.
        - Ale ja nie chcę żebyś się przemęczała - mruknął pod nosem. El zmarszczyła brwi, po czym odsunęła się odrobinę od mężczyzny i podparła na przedramieniu, spoglądając Reanowi w oczy. Patrzyła na niego, a delikatny uśmiech nie schodził jej z twarzy.
        - Chyba nie bardzo rozumiem... Przecież pracuję tak od kilku miesięcy i nie czuję się przemęczona. O co chodzi? - spytała, przygryzając wargę. Zmiana tej pościeli nie stanowiła dla niej żadnego problemu. Przyzwyczaiła się już do pracy i zarabiania pieniędzy. Nie była już tą księżniczką, żyjącą w luksusach, która nie musiała nigdy brudzić sobie rączek. Domyślała się jednak, o co mogło chodzić Reanowi. Ale i tak wolała to usłyszeć, niż zakładać coś, nie mając żadnej pewności.
        - Pewnie jesteś cała obolała - wymamrotał, zerkając na nią z poczuciem winy w oczach. El patrzyła chwilę na Reana, a potem odwróciła wzrok. Jej uśmiech się odrobinę poszerzył, a sama w końcu położyła się na plecach, kładąc jedną dłoń na brzuchu.
        - Nie cała. Tylko w niektórych miejscach. Przestanie, spokojnie. To normalne - odparła i przekręciła głowę w kierunku mężczyzny. Fakt, odczuwała ból, ale nie był on jakiś straszny. Jednak wiedziała, że na następne kilka dni nie nadawała się do współżycia. Jednak nie żałowała nawet przez chwilę. Przeżyła wyciągnięcie z własnej klatki piersiowej serca, więc... To raczej jest niczym. - Poza tym, i tak muszę iść do pracy, nie będę leżeć cały dzień, bo coś tam mnie boli - dodała jeszcze i posłała mężczyźnie łagodny uśmiech.


"Personaly I'm a huge fan of ignoring the
problem until eventualy it just goes away."

https://66.media.tumblr.com/5e0fb9dbe5809e327540196671bea07d/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto8_250.gif   https://66.media.tumblr.com/5d189d7ba852defc66631f185a07b60a/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto2_r1_250.gif   https://66.media.tumblr.com/c280849a420c5478d1a2ad1110ff23db/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto7_250.gif

Offline

#449 Wczoraj o 15h59

Straż Obsydianu
PonętnyHubert
Żołnierz Straży
PonętnyHubert
...
Wiadomości: 607

https://fontmeme.com/permalink/190911/fbebd3da71d068e49e7d8e3702f0f1fa.png

        Tej nocy tak jak każdej innej (z drobnymi wyjątkami) Dairean spał dość płytko. Przebudzał się co jakiś czas, jak zazwyczaj, ale i tym razem nie przeszkadzało mu to za bardzo. Mógł wtedy popatrzeć chwilę na El, która spokojnie spała w jego ramionach. Szczerze uwielbiał ten widok. Uspokajał go i często odruchowo uśmiechał się lekko, później ponownie zasypiając z nim na ustach. Lecz mimo tego miał jeden krótki sen, niesamowicie przyjemny i skrycie dziękował bożkowi snu, że ten jeden raz udało mu się go zapamiętać. W tym śnie oczywiście była El, ale już nieco starsza. Mieli mały domek niedaleko plaży, a w ogrodzie zakwitały właśnie przeróżne czerwone kwiaty. Oprócz szumu morza słyszał także szczekanie psa, który poniekąd był jego marzeniem za dzieciaka, a daleko na horyzoncie można było dostrzec okręt płynący przez spokojne wody. Patrząc na swoją żonę, kiedy leżała tuż obok niego, wciąż w głowie miał ten obraz. Lecz nawet on nie sprawił, że przestanie się nagle martwić o El. Niby chodziło o głupie zmienienie pościeli na nową, ale… Dairean niekiedy był uparty.
        – Może chociaż ci pomogę w pracy? – zapytał, nie spuszczając z niej oczu. Pewnie dalej była zmęczona, a i sam ból wprawiał w dyskomfort… Wolał pomóc jej w niektórych rzeczach i odciążyć nieco, żeby gwałtowne ruchy albo coś podobnego nie wywoływało bólu.
        – Skoro tak bardzo chcesz, to dobrze – powiedziała z lekkim uśmiechem. Przeniosła się w końcu do siadu i odkryła z zamiarem wstania. – Rean, ale chyba nie masz żadnych wyrzutów sumienia, prawda? Bo trochę się tak zachowujesz – powiedziała jeszcze, zerkając na męża. Thale wydął dolną wargę, jakby dziewczyna same bzdury wygadywała… Ale prawda oczywiście była taka, że rzeczywiście miał lekkie wyrzuty sumienia. Westchnął w końcu i również przeniósł się do siadu, zbliżając nieco do El.
        – Wcale nie mam wyrzutów sumienia… Po prostu nie chciałem sprawić ci bólu – wymamrotał. Jako że akurat był za nią, to oplótł ją rękoma w talii żeby przytulić i oparł czoło o jej plecy. Nic nie mógł poradzić na to, że po prostu martwił się o swoją żonę. Dobrze wiedział, że to był jej pierwszy raz i nawet jeśli on sam oczywiście nie znał tego uczucia i bólu, to i tak gdzieś z tyłu głowy siedziało w nim to poczucie winy. Zwłaszcza, że nieco przesadził…
        – Przecież nie sprawiłeś. W sensie... To był raczej ten przyjemny rodzaj bólu – odparła spokojnie, po czym odwróciła się jeszcze w stronę mężczyzny. Położyła mu obie dłonie na policzkach i spojrzała w oczy. – Nawet jeśli teraz rzeczywiście jakiś tam ból czuję, to było warto. Tyle czekałam na tę noc i... Było lepiej, niż sobie wyobrażałam – powiedziała i posłała mężczyźnie lekki uśmiech, zbliżając się jeszcze. Pocałowała go szybko w czoło, odsuwając się ponownie i w końcu schodząc z łóżka. Thale uśmiechnął się delikatnie pod nosem.
        – No dobra… Ale i tak ci pomogę. Albo zniosę ze schodów. Albo jedno i drugie – powiedział nieco rozchmurzony. Czuł tę satysfakcję, zwłaszcza po tym co usłyszał teraz od żony, ale każdy kto znał Reana choć odrobinę, to dobrze wiedział, że i tak będzie zamartwiać się jak głupi. I on sam również to wiedział. El zerknęła na niego przez ramię i posłała mu uśmiech.
        – Możesz też potem skoczyć na swój okręt i trochę tam posprzątać. Znając twoją załogę, zostawili tam spory bałagan, a... Pewnie niedługo będziesz chciał wypłynąć – powiedziała, jeszcze przez chwilę patrząc na mężczyznę. Schyliła się i otworzyła jedną z szuflad, wyciągając z niej białą sukienkę. Natomiast w tej wyżej zaczęła szukać odpowiedniej bielizny. I do Reana oczywiście dotarły jej słowa, ale… Skupił się na moment na czymś innym, a konkretniej na patrzeniu. Koszula, w którą ją przebrał koniec końców nie była tak długa jak sukienka, więc kiedy dziewczyna nieco się wypięła… Cóż, było widać co nieco.
        – Bardzo ładne widoki – powiedział, uśmiechając się zadziornie. Skoro byli już małżeństwem i zasada odwracania się zniknęła… To dlaczego miałby to robić, prawda? El szybko chwyciła bieliznę i wyprostowała się, patrząc zaraz na swojego męża.
        – Nadrabiasz ostatnie miesiące niepatrzenia? – spytała, unosząc brwi. Naciągnęła zaraz bieliznę i zaczęła powoli ściągać koszulę, aby zastąpić ją luźną sukienką. A Thale oczywiście zerkał cały ten czas na swoją piękną żonę. Nie mógł się powstrzymać. Wstał po chwili i kątem oka spojrzał na ubrania, które nocą zostawili na podłodze. Zignorował je jednak, bo najpierw chciał coś na siebie założyć. Później je posprząta.
        – Nie? – mruknął tak jak zwykle, lecz zaraz uśmiechnął się rozbawiony. Podszedł do żony i cmoknął ją szybko w policzek. Po chwili stanął przy szufladzie i jednym ruchem ściągnął z siebie spodnie i dopiero wtedy zaczął przeszukiwać ubrania. Nago, bo dlaczego by nie?


you always have a choice. you can either roll over
and die or you can keep fighting, no matter what

https://66.media.tumblr.com/deeb61456e42ab64702f3018b009f2f9/tumblr_inline_nuo4jc3LAp1qlt39u_250.gif https://66.media.tumblr.com/9d3997e74ab26ce732af9324d54ef7dd/tumblr_inline_nuo4ittYLO1qlt39u_250.gif

Offline

#450 Wczoraj o 16h53

Straż Obsydianu
Nataasia
Pokonała kurę
Nataasia
...
Wiadomości: 692

https://fontmeme.com/permalink/190911/dd2560b64436af3a8322c9a7c6454864.png


        El nie przypuszczała, że Rean może czuć się winny. Przecież ból był normalny po takiej nocy i absolutnie nie miała mu tego za złe. I tak w łaźni sama go podpuściła. A przynajmniej po tym długim śnie, zmęczenie ustąpiło. No i dziewczyna musiała w końcu wracać do pracy. Virke i Raina nie przyjmowali już klientów z zewnątrz, ale nadal byli goście w karczmie. I ich El musiała obsłużyć. Oraz również zająć się pokojami, gdy ktoś się wymeldowywał. Także niekoniecznie potrzebna była jej pomoc, ale jeśli dzięki temu Dairean poczułby się lepiej, to cóż, dziewczyna nie miała nic przeciwko. Ale w żadnym razie nie obwiniała go o ten ból. Rzeczywiście, czuła lekki dyskomfort. Ale był do zniesienia. No i nie chciała, aby ktoś z ich "rodzinki" coś sobie pomyślał. A znając Carta i Rainę, z pewnością by do tego doszło. Zwłaszcza jeśli o mężczyźnie mowa. Z pewnością martwił się o swoją przybraną córkę, która zniknęła w środku przyjęcia wraz ze swoim mężem. Ale cóż... Były w końcu ważniejsze sprawy. A El i Rean musieli wreszcie skorzystać ze swojej nocy poślubnej. Pierwszą z nich zrujnował ojciec Reana, dziewczyna nie chciała dopuścić, aby w drugiej przeszkodził nowy ojciec dziewczyny.
        Dziewczyna spoglądała, jak Rean wstaje z łóżka i zbliża się do niej. Ściągnęła już tę koszulę i przymierzała się do założenia sukienki, kiedy... Jej mąż zdjął spodnie i zaczął nago przeszukiwać szuflady. Blondynka przygrzyła wargę, zerkając odrobinę w dół. Z początku tylko na pośladki mężczyzny, ale potem wzrok przeniosła na coś innego. Prychnęła cicho śmiechem, nie odwracając wzroku.
        - Bezwstydnik z ciebie. A jakby ktoś tu teraz wszedł? - spytała, unosząc wzrok na oczy mężczyzny. Wciągnęła na siebie w końcu tę sukienkę, ale nie odsuwała się nigdzie, przez cały czas obserwując ruchy Reana.
        - To zapewne szybko by wyszedł. A tak to możesz sobie pooglądać - odparł, posyłając jej zadziorny uśmieszek. El wywróciła oczami, mimo wszystko odwzajemniając gest. Mężczyzna założył spodnie, a dziewczyna w tym czasie zbliżyła się do niego. Wyciągnęła rękę i położyła ją najpierw na ramieniu męża, ale zjechała aż do przedramienia. Natomiast jej druga dłoń wylądowała na jego torsie. Przerwała mu odrobinę dalsze ubieranie się. Przyglądała się dokładniej jego bliznom i wśród nich zauważyła parę czerwonych śladów.
        - Wiesz, że Cart zauważy niektóre ślady - spytała cicho, po czym uniosła wzrok, aby spojrzeć mężczyźnie w oczy. Głównie miała na myśli ten na jego szyi. El żadnego z tych śladów nie zrobiła celowo. Nawet nie była świadoma, że takowe powstały. Teraz doskonale widziała wszystko. Zwłaszcza zadrapania na plecach. Były widoczne pomimo blizn mężczyzny. Rean przygryzł wargę, po czym pochylił się do ucha swojej żony.
        - Zawsze mogę mu powiedzieć, że to kot mnie nieco podrapał. I nawet przy tym nie skłamię - odparł szeptem. El uśmiechnęła się delikatnie, po czym dłonią powędrowała właśnie do szyi męża. Opuszkami palców przejechała po czerwonym śladzie po ugryzieniu.
        - Rzeczywiście, to także wygląda na jak zadrapanie - odparła równie cicho, po czym przekręciła odrobinę głowę. Przeniosła dłoń na policzek Reana, aby i on odwrócił twarz w jej kierunku i rozchyliła odrobinę wargi. Mimo że dystans między nimi był niewielki, El nie zmniejszyła go do końca. Zabawne było, jak oboje szybko potrafili sprawić, aby klimat zmienił się diametralnie.
        - Faktycznie, tego jednego ugryzienia nie da się zatuszować pod wymówką "kota". Ale cóż mogę poradzić na to, że moja żona jest niebezpieczna? - powiedział z uśmiechem Rean, po czym dłonie położył na biodrach dziewczyny. El przymknęła odrobinę powieki, kiedy to mężczyzna zmniejszył dystans między ich twarzami. Poczuła dotyk jego warg na swoich ustach i oczywiście odwzajemniła pocałunek. Natomiast jej obie dłonie zaczęły sunąć po jego torsie aż do podbrzusza, a potem jeszcze niżej. Jedna z nich znalazła się na jego kroczu. Uśmiechnęła się lekko przez pocałunek, po czym przejechała odrobinę wyżej i sama zaczęła zapinać spodnie męża. Oderwała się w końcu od jego ust i zabrała również dłonie. Przygryzła wargę, spoglądając na mężczyznę.
        - I tak będzie na ciebie - powiedziała, posyłając mu złośliwy uśmieszek i ruszyła w kierunku drzwi. Owszem, lubiła się z nim droczyć, ale wiedziała, że mężczyzna może się teraz zemścić w dość... Intensywny sposób. Ale jak wcześniej El stwierdziła, nie potrafiła uczyć się na błędach.

Sukienka

Ostatnio zmieniony przez Nataasia (Wczoraj o 19h36)


"Personaly I'm a huge fan of ignoring the
problem until eventualy it just goes away."

https://66.media.tumblr.com/5e0fb9dbe5809e327540196671bea07d/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto8_250.gif   https://66.media.tumblr.com/5d189d7ba852defc66631f185a07b60a/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto2_r1_250.gif   https://66.media.tumblr.com/c280849a420c5478d1a2ad1110ff23db/tumblr_mqmgpipHZX1qablhto7_250.gif

Offline

Strony : 1 ... 16 17 18 19