Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2

#1 17-07-2019 o 22h32

Straż Absyntu
Shadya
Rekrut
Shadya
...
Wiadomości: 47

https://fontmeme.com/permalink/170731/3a516c216da837ef4d6ec13dfb7bad6c.png

https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/8f/c3/d7/8fc3d7198c715ca5709fe5e1ecce4bda.jpg

https://fontmeme.com/permalink/170731/b80107454119716a07fc1d292571b610.png


Zmiany społeczne, jakie zaszły w Wielkiej Brytanii w XVIII wieku, doprowadziły do wzrostu przestępczości spowodowanego skrajną nędzą. By temu przeciwdziałać, władze wprowadziły surowe prawa i dotkliwe kary. Na początku XIX wieku kara śmierci groziła za jakieś 200 wykroczeń. Na początku XVIII wieku uchwalono jednak prawo, które pozwalało zamienić karę śmierci na wysiedlenie do kolonii brytyjskich w Ameryce Północnej, a gdy w roku 1776 kolonie te wywalczyły niepodległość, skazanych zaczęto umieszczać w zamian na statkach zamienionych na więzienia i zakotwiczonych wzdłuż Tamizy. Te pływające więzienia miały jednak ograniczoną pojemność. Problem rozwiązał odkrywca James Cook. Proklamował on Nową Holandię — dzisiejszą Australię — jako posiadłość brytyjską. Krótko potem, w roku 1786, postanowiono utworzyć na wschodnim wybrzeżu Australii kolonie karne. Następnego roku z Anglii wypłynęła „Pierwsza Flota”, a jej śladem podążyły kolejne wyprawy i niebawem w Australii powstało wiele osad skazańców.

   Jednak co ma to wspólnego z ludźmi, którzy posiadają nadprzyrodzone zdolności, czy też przynależą do ras, o jakich się normalnej ludzkości nie śniło, że mogą istnieć? Wszystko ma początek w pierwotnych ludzkich emocjach, takich jak między innymi strach, nienawiść, bezwzględność i okrucieństwo, napędzanych chęcią niemal boskiej władzy, aspiracjami ku wynalezieniu niepokonanej broni i nieco szlachetniejszego celu, związanym z wynalezieniem "lekarstwa" na inność tych, którzy zechcą dostosować się i stać nieszkodliwymi, pospolitymi ludźmi bez nadprzyrodzonych zdolności. Jednak do urzeczywistnienia tego wszystkiego potrzebni byli oni- mutanty/mieszańcy/potwory/dowolna inwektywa. Na różne sposoby schwytani, chwilowo zneutralizowani i umieszczeni nie w Australii, lecz na wyspie o nieznanym nikomu prócz naukowców i rządowi położeniu, odciętej od świata zewnętrznego, otoczonej polem elektryczo-siłowym. Uwięzieni, zostali tam umieszczeni w celu pewnego eksperymentu, aby zbadać ich zachowania i wykorzystać dla wątpliwych dla ludzkości korzyści. Część z nich ma zostać podporządkowana władzy, część poddana eksperymentom, a jednostki sprawiające zbyt wielkie problemy- zlikwidowane.

  Innymi słowy, bohaterami akcji tego opowiadania są ludzie-mutanty, uwięzieni na odizolowanej wyspie, pozostający pod czujnym okiem naukowców i strażników. Wcielamy się w nich i to od nas zależy, czy jakimś cudem uda im się  niej uciec, czy też staną się ofiarami prania mózgu, okrutnych eksperymentów i badań. Połączą siły, czy każdy będzie zdany na siebie? Będą w stanie sobie zaufać? A może wśród nichz najdzie się szpieg naukowców? Czy naukowcy i strażnicy będą tak bezwzględni, jak oczekuje tego rząd? Zdrady, przyjaźnie, romanse, walka, nienawiść, strzykawki, króliczki i stokrotki- co pokieruje "mieszkańcami" wyspy i jak potoczą się ich losy?

https://fontmeme.com/permalink/170731/3345a946888fdfe276f211dd8c4775f7.png


↓ N a u k o w c y ↓



~ ♀ - Layalla jako Shu Cheng
~ ♀ - ... jako ...
~ ♀ - ... jako ...
~ ♀ - ... jako ...

~ ♂ - Ardentia jako Oliver Louis Grant
~ ♂ - Methrylis jako Cedrik von Vetur
~ ♂ - Elmelia jako Larkin George Kent
~ ♂ - amelinie jako Louaen Nourens

↓ S t r a ż n i c y ↓



~ ♀ - Neyu jako Leila Neuland
~ ♀ - ... jako ...

~ ♂ - Shadya jako Sean Hayes
~ ♂ - ... jako ...

↓ M u t a n t y ↓



~ ♀ - Shadya jako Zoey Drew (hydrokineza)
~ ♀ - Ardentia jako Silvia Harper (manipulacja metalami i ich stopami)
~ ♀ - Nieve jako Erika Esyld Cummings (człowiek-wąż)
~ ♀ - Camio jako Tatiana Vasilevsky (neuroportacja)
~ ♀ - Neyu jako Kurumi Aoki-Chino (chronokineza)
~ ♀ - Berrine jako Lillian Sigrid Fantoche (ożywianie struktur)
~ ♀ - Morgiana jako Elizabeth Anna McGarden (nadludzka siła)

~ ♂ - Camio jako Jurij Vasilevsky (zakrzywianie czasoprzestrzeni)
~ ♂ - Aveline jako Jared Redbird (dezintegracja)
~ ♂ - ... jako ... (umiejętność/moc)
~ ♂ - ... jako ... (umiejętność/moc)
~ ♂ - ... jako ... (umiejętność/moc)
~ ♂ - ... jako ... (umiejętność/moc)
~ ♂ - ... jako ... (umiejętność/moc)

↓ P r a c o w n i c y ↓



~ ♀ - @... jako ...

~ ♂ - @... jako ...

*W przypadku braku chętnych na naukowców/strażników/pracowników- będą oni kierowanymi przez nas postaciami drugoplanowymi.*

↓ W y s p a   i   o ś r o d e k ↓



https://fontmeme.com/permalink/170731/216b58d01854dd0b2dc67d5fa4362462.png


▪ W prowadzeniu akcji i wymyślaniu dalszych losów bohaterów ogranicza nas przede wszystkim regulamin forum, którego znajomość jest konieczna do udzielania się tutaj. Nie należy też zapominać o tych moich wypocinach, czyli nie lekceważyć moich próśb i uwag, co powinno działać w dwie strony (też mam was słuchać, a jak nie, to możecie mi napluć do rosołu).
   ▪  Zgłoszenia przyjmuję zarówno w wątku, jak i poprzez wiadomości prywatne, w których prosiłabym również o zgłaszanie wszelkich zastrzeżeń, wątpliwości i pytań i zgłaszanie niekonwencjonalnych, kreatywnych pomysłów i sugestii, które z pewnością urozmaicą nam zabawę.
   ▪ Dołączyć można w dowolnym momencie opowiadania, jednak po jego rozpoczęciu prosiłabym raczej o zgłoszenia w prywatnych wiadomościach.
   ▪ W kartach postaci konieczne jest zamieszczenie danych personalnych naszych postaci, jak i mocy/rasy, którą będą posiadać (raczej nie powinny się powtarzać, zwłaszcza moce- co do ras to już kwestia uzgodnienia ze mną). Obecność wszelkich ciekawostek, upodobań, charakterów i historii to tylko i wyłącznie wasza decyzja. Karty powinny być schludne, zaopatrzone w  graficzne ukazanie wyglądu postaci (raczej arty, jednak może być również anime/manga).
   ▪ Skoro już jesteśmy przy estetyce- postów również się to tyczy. Nie tylko poprawność ortograficzna (oczywiście nikt nikogo nie zje za pojedyncze błędy, ważne, żeby się byki i braki przecinków nie poganiały nawzajem), ale i umiejętność wykrzesania z siebie trochę więcej, niż te 5 linijek. Górnej granicy nie będzie, żeby nie ograniczać niczyjej inwencji, bo w końcu piszemy, żeby się rozwijać, a nie zastanawiać, jak by to skrócić, żeby innych oczy nie rozbolały po (olaboga...) stronie tekstu.
   ▪ Wreszcie- częstotliwość udzielania się w wątku. Starajmy się żyć i dać żyć innym, czyli nie poganiać po każdej godzinie zwłoki, jednak nie przesadzajmy też w drugą stronę. Jest to opowiadanie wieloosobowe,  dlatego też przynajmniej jeden post na góra dwa/trzy dni byłby mile widzany. Wszelkie nieobecności rozumiem i nie wymagam tłumaczenia ich powodu, ale poinformowanie mnie, jak i osób z którymi się obecnie pisze, aby nikogo nie blokować- no, raczej wskazane. Nie zabraniam też przypominania innym o wątku, jednak wszystko w granicach rozsądku. Za opuszczenie również nie zabiję, ba, nawet nic nie zrobię, bo różnie bywa, począwszy od po prostu braku chęci, skończywszy na jakichś życiowych sytuacjach, jednak powiedzenie, że się to robi, to taka moja mała prośba.
   ▪ Nie kierujemy postaciami innych, ani ich nie uśmiercamy bez zgody ich twórców. To samo tyczy się wprowadzania wielkich zmian i nowych postaci, także pobocznych- raczej uzgadniamy to ze mną i osobami, których to będzie dotyczyło. Nie robimy też ze swoich postaci niepokonanych bogów, których zranić może tylko uderzenie meteorytu o kilometrowej średnicy. Pewne limity ograniczają nawet i mutanty, a milion mocy na osobę to raczej nie jest coś, co postawi tego mocarza w dobrym świetle. Uwzględniamy reakcje na ból i tworzenie się oraz obecność trwalszych urazów.
   ▪ Nie zabraniam kłótni, zarówno pomiędzy postaciami, jak i nami, jednak te drugie powinny być załatwiane poza postami, w wiadomościach prywatnych, czy innych komunikatorach.
   ▪ Na Waszą prośbę możemy założyć Discora/inny chat grupowy, jeżeli taki sposób okaże się lepszy w ustalaniu różnych rzeczy.
   ▪ Na koniec życzę tylko dobrej zabawy i proszę o chociażby względne staranie się o przyjazną atmosferę w wątku, aby nikt nie traktował udziału w nim jako obowiązku albo katorgi. Czerpmy z tego przyjemność i spójrzmy na to jako okazję do szlifowania/rozwijania swoich pisarskich umiejętności, czy też po prostu świetną zabawę! C:


https://fontmeme.com/permalink/170731/5fb142b21e65faf0249509cc8998ef4c.png


Źródła: Tekst historyczny + google (grafika) i Font Meme
Opowiadanie jest nieco zmodyfikowaną reaktywacją reaktywacji pewnego starego wątku, a wszystko jest robione za zgodą pierwotnej autorki.

Ostatnio zmieniony przez Shadya (08-08-2019 o 20h40)

Offline

#2 19-07-2019 o 17h25

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 268

https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddd9d7e-c1edc76b-5fe6-434d-8b83-e9c4eb5c2a8c.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRkOWQ3ZS1jMWVkYzc2Yi01ZmU2LTQzNGQtOGI4My1lOWM0ZWI1YzJhOGMucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.RYV1RM6ZZISH8SH7L3htpL41jc8V_1jyOOkBt9k8b8k
https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/dddcghc-ae5b50f5-d366-4653-b5e7-5ef9fdcf611c.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRkY2doYy1hZTViNTBmNS1kMzY2LTQ2NTMtYjVlNy01ZWY5ZmRjZjYxMWMucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.mpgTGs9xnLsu833FsCEG2roz_ySXS6Utb_ycKVsFvoI

Boją się nas, bo wiedzą, że jesteśmy od nich silniejsi.

| Silvia Harper | Silver, Sil, Silv | kobieta | 24 lata | 18.01. |
| pół Francuzka, pół Angielka | urodzona w Paryżu |
| ojciec zaginiony, matka martwa | brak rodzeństwa |
| płynnie mówiąca po angielsku, w stopniu komunikatywnym po francusku |
| brytyjski akcent |
| panseksualna | panromantyczna | wolna |
| mutantka | manipulacja metalami i ich stopami | prywatne nauczanie | bezrobotna |

| szczupła | porcelanowa karnacja | 172cm | 57kg |
| długie nogi | ręce ze stopu metali o złotopodobnym kolorze | mały biust |
| włosy naturalnie czarne | obecnie ufarbowane na granatowo | fryzura "grzybek" |
| heterochromia: prawe oko ciemnoniebieskie, lewe jasnoszare | blade usta | lekko zadarty nos |
| szpiczasta broda | przekłute uszy |

| czuje więź z innymi mutantami |
| do zwykłych ludzi odnosi się z wyższością |

| rozmowna | wytrwała | towarzyska | choleryczka | dumna |
|charyzmatyczna | mająca zdolności przywódcze | pewna siebie |
| dociekliwa | pamiętliwa | ekstrawertyczka | flirciarska |


https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddd9d26-4684b592-3438-4a6c-ba2e-b02c23d3c422.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRkOWQyNi00Njg0YjU5Mi0zNDM4LTRhNmMtYmEyZS1iMDJjMjNkM2M0MjIucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.Wxo04HP5MmoG4iU5XDOu9J22UztoirygMWrjXk4_zUM

Historia


Relacje


♤♤♤



https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddd9d6n-c9403eef-dcd6-44c7-ad61-90c1a03a90e4.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRkOWQ2bi1jOTQwM2VlZi1kY2Q2LTQ0YzctYWQ2MS05MGMxYTAzYTkwZTQucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.lT--wrNKXCII7ZqK1FzUBN67edguvT5otAuhKgPWEho
https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/dddcgoo-28f77475-f599-4fad-a0dd-947ff14acfa4.jpg?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRkY2dvby0yOGY3NzQ3NS1mNTk5LTRmYWQtYTBkZC05NDdmZjE0YWNmYTQuanBnIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.co9arPzw9-shyELoh1ladyu2r03dgAYATraAma3_WB0

Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

| Oliver Louis Grant | Oli | mężczyzna | 32 lata | 27.10. |
| Amerykanin z rosyjskimi korzeniami | urodzony na Florydzie |
| żyjący rodzice | starszy brat i młodsza siostra |
| płynnie mówiący po angielsku i niemiecku, uczący się włoskiego |
| amerykański akcent |
| heteroseksualny | biromantyczny | wolny |
| człowiek | studiował biotechnologię | naukowiec |

| chudy | jasna karnacja | 186cm | 63kg |
| długie palce | pieprzyki na rękach |
| rudokasztanowe włosy | krótko ścięte |
| orzechowe oczy | wąskie, blade usta | prosty nos |
| lekko odstające uszy | brak zarostu |

| mutanty to dla niego obiekty badań, ni mniej, ni więcej |
| zdystansowany co do wątpliwych moralnie działań rządu |

| powściągliwy | spokojny | cichy | flegmatyk | pedant |
| profesjonalny | pracowity | pacyfista | introwertyk |
| unikający konfliktów | ambitny | odpowiedzialny | realista |


https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddd9d5f-43d8363d-337a-4892-9822-273c0f62b155.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRkOWQ1Zi00M2Q4MzYzZC0zMzdhLTQ4OTItOTgyMi0yNzNjMGY2MmIxNTUucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.2a4ZtjZiIEps-a5l5CFSpFgsoYDYecXo2DX6rxLBSRU

Historia


Relacje


◇◇◇


Ostatnio zmieniony przez Ardentia (18-08-2019 o 14h05)


T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://i.imgur.com/AEYxFyr.gif

Offline

#3 19-07-2019 o 21h46

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 390

https://data.whicdn.com/images/332996967/original.jpg

Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)



art by zlynn
quote by e.e.cummings

Ostatnio zmieniony przez Nieve (31-07-2019 o 23h16)

Offline

#4 19-07-2019 o 22h06

Straż Cienia
amelinie
Młody rekrut
amelinie
...
Wiadomości: 26

https://photo.missfashion.pl/pl/1/108/moy/85655.jpg


LOUAEN  || NOURENS || 27 LAT  || NAUKOWIEC

17 LUTY  || 188 CM  || BLONDYN || SZARE OCZY

_____________________________________________________

BLIZNA BIEGNĄCA PRZEZ LEWE OKO I BREW || LICZNE TATUAŻE NA RĘKACH || PRZEKUTE USZY

BLIZNA  BIEGNĄCA  OD  LEWEJ ŁOPATKI  PRZEZ LEWY OBOJCZYK W STRONĘ PRAWEGO SUTKA 

TATUAŻE NA PALCACH PRAWEJ DŁONI || SKOŚNA BLIZNA TUŻ POD OSTATNIM PRAWYM ŻEBREM

BIOLOGICZNY  SYN  LAURENTA I ANNE BLANE || ADOPTOWANY SYN SHARONN ELIS NOURENS

_____________________________________________________


ŚWIEŻAK  ||  NA WYSPIE OD NIEDAWNA  ||  POSADA ZAŁATWIONA PRZEZ MATKĘ
MATKA → NAUKOWIEC || POŚWIĘCIŁA CAŁE ŻYCIE BADANIOM NAD MUTANTAMI

...

Ostatnio zmieniony przez amelinie (22-07-2019 o 16h03)

Offline

#5 19-07-2019 o 23h06

Straż Absyntu
Shadya
Rekrut
Shadya
...
Wiadomości: 47

https://i.imgur.com/VcNmU9L.png

https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/2198082a-5cc5-4e23-9ee2-99898e06f2bd/d4uczlm-be7e7c7d-2439-4a55-bae3-2157b5abf434.jpg/v1/fill/w_900,h_1341,q_75,strp/i_ve_forgotten_how_to_hate_you_by_taranir_d4uczlm-fullview.jpg?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7ImhlaWdodCI6Ijw9MTM0MSIsInBhdGgiOiJcL2ZcLzIxOTgwODJhLTVjYzUtNGUyMy05ZWUyLTk5ODk4ZTA2ZjJiZFwvZDR1Y3psbS1iZTdlN2M3ZC0yNDM5LTRhNTUtYmFlMy0yMTU3YjVhYmY0MzQuanBnIiwid2lkdGgiOiI8PTkwMCJ9XV0sImF1ZCI6WyJ1cm46c2VydmljZTppbWFnZS5vcGVyYXRpb25zIl19.YBAtagn10foGPY4GTVkuap5bQiknCQio4DVSKygikBc


"Sneaking in the pain
Every truth becomes lie
I won't trust myself
Once I hear your call"

Wolf.

Imię:   Z o e y                                                                                                                                  D r e w   :Nazwisko
Wiek: D w a d z i e ś c i a   j e d e n                                                                   1 9   s i e r p n i a   :Data narodzin
Znak zodiaku:   L e w                                                                                         K a n a d y j s k i e   :Pochodzenie
Zdolność:   H y d r o k i n e z a                                                                         P a n s e k s u a l n a   :Orientacja

Wzrost:   1 6 1   [ c m ]                                                                                                                     5 3   [ k g ]   :Waga
Budowa:   D r o b n a                                                                                                P o r c e l a n o w a   :Karnacja
Włosy:   P e r ł o w e                                                                                                                      B ł ę k i t n e   :Oczy
Znaki szczególne:   R ę c e   i   b r z u c h   p o k r y t e   m a ł y m i   b l i z n a m i   p o   o p a r z e n i a c h

https://i.imgur.com/Gd3lyFE.png

https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/04fd85f8-26e8-4c1b-ad91-4015c600383e/db4ii73-0381272c-54a3-4cb8-b225-4d55ee5f9394.jpg?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzA0ZmQ4NWY4LTI2ZTgtNGMxYi1hZDkxLTQwMTVjNjAwMzgzZVwvZGI0aWk3My0wMzgxMjcyYy01NGEzLTRjYjgtYjIyNS00ZDU1ZWU1ZjkzOTQuanBnIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.U7kL11q9RtxMNCZs2bn7ocrX-GVSJohpTywDRjTXjc4


"Now there was a time,
When you loved me so.
I couldn't do wrong,
And now you need to know."

How...?

Imię:   S e a n                                                                                                                              H a y e s   :Nazwisko
Wiek: D w a d z i e ś c i a   s i e d e m                                                               1 1   g r u d n i a   :Data narodzin
Znak zodiaku:   S t r z e l e c                                                                                I r l a n d z k i e   :Pochodzenie
P o s a d a:   S t r a ż n i k                                                                                     B i s e k s u a l n y   :Orientacja

Wzrost:   1 8 7   [ c m ]                                                                                                                8 2   [ k g ]   :Waga
Budowa:   E k to m o r f i c z n a                                                                                        Ś n i a d a   :Karnacja
Włosy:   M i e d z i a n e                                                                                                                   S z a r e   :Oczy
Znaki szczególne:   P i e g i   n a   t w a r z y ;   W y t a t u o w a n a   s z y j a   i   p o ł o w a   p l e c ó w

Ostatnio zmieniony przez Shadya (26-07-2019 o 00h29)

Offline

#6 20-07-2019 o 00h05

Straż Cienia
Elemelia
Akolita Jednorożców
Elemelia
...
Wiadomości: 348

https://data.whicdn.com/images/332968504/original.png


┌ In the spoils of your mercy
In the reverence of your bed
In the cradle of the morning
What was it that you said? ┘


∙∙∙

Larkin George Kent
Urodzony ósmego lutego, obecnie liczy trzydzieści lat.
Pochodzi z Wielkiej Brytanii.
Przedstawiciel płci męskiej, biseksualny i biromantyczny.
Specjalizuje się w inżynierii genetycznej.
Mierzy sto osiemdziesiąt dziewięć centymetrów,
posiadając przy tym zgrabne i zdrowe ciało.
Zielone oczęta spoglądają spod wachlarzu jasnych rzęs.
Ciemne i grube brwi wyróżniają się na tle ciemno blond
włosów, które sięgają mężczyźnie za obojczyk.








fragment piosenki "Can't Deny My Love"- Brandon Flowers

Ostatnio zmieniony przez Elemelia (22-07-2019 o 23h44)


DANCE IS EVERYTHING.
https://66.media.tumblr.com/c6f3891279ebc5791f6d6136c04ce604/tumblr_pdgqh8bAsI1rdhwsvo2_400.gif https://66.media.tumblr.com/85d52a598706e9c49236a8d788f57a86/tumblr_pdgqh8bAsI1rdhwsvo8_400.gif

Offline

#7 20-07-2019 o 10h37

Straż Cienia
Methrylis
Tester eliksirów
Methrylis
...
Wiadomości: 24 724

┌─────────────┐

Cedrik von Vetur

└────────────────────┘


https://i.ibb.co/QfxbwDK/the-last-scientist-by-raintalker-d5m01d9-pre.jpg[/i]


                           
┌─────────────┐



                                                                                                                Imię:   C e d r i k                         Nazwisko:       von   V e t u r   
                                                                                                                Wiek:  43   l a t a                        Stanowisko:   n a u k o w i e c
                                                                                                                Oczy:  z i e l o n e                      Stan cywilny:   w d o w i e c                         
                                                                                                                Włosy:  c z a r n e                      Przeszłość:            ? ? ?
                         


└────────────────────┘




                                                                                Profesor vor Vetur . . . d z i w n a  postać . . .
                                                        . . . z jednej strony profesjonał. C i c h y, wyważony, o s t r o ż n y . . .
                                                                                           . . .  ale   z   d r u g i e j . . .
                                                                                              potwór. sadysta. morderca. dręczyciel. kat. bestia. psychopata.
                                                                                           . . .  ale   z   d r u g i e j . . .

                                                                                Czy się go   b o i s z?

                                                                                On . . .   l u b i  tracić  kontrolę. 
                                                     Z przyjemnością wpada  w   g n i e w,  a   n i e n a w i ś ć   jest jego
                                                                           nieodłączną
towarzyszką. Ma przerażające  oczy . . .   takie . . .
                                                                                           . . . takie   p u s t e . . .
   

                                                                                Czy się go   b o i s z?

                                                                                Nie. Ja mu   w s p ó ł c z u j ę . . .




┌─────────────┐


Jedno wiem   na pewno:
mam  w ą t p l i w o ś c i   co do   życia
ale   ż a d n y c h   co do   śmierci



└────────────────────┘



R E L A C J E

Ostatnio zmieniony przez Methrylis (26-07-2019 o 14h33)





https://cdn.discordapp.com/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif











                                                    ►  Instagram  ◄                                                         ► Fanklub Eza  ◄                                               ► FF  "za kurtyną nigredo"  ◄
https://i.imgur.com/ULp2qHo.png



https://i.imgur.com/eFVtyaU.gif

Offline

#8 20-07-2019 o 16h13

Straż Cienia
Aveline
Straż na szkoleniu
Aveline
...
Wiadomości: 200

https://66.media.tumblr.com/5b70867b6679ea7d1f5ebc9c81b28c07/tumblr_puy25fEmK61xu5a29o1_540.jpg
https://66.media.tumblr.com/261c9adfca8f92e806d1a923314af47c/tumblr_puy25fEmK61xu5a29o2_540.jpg



https://78.media.tumblr.com/91fd9bd6bb3f932db84cf4fa693f5886/tumblr_n8pr37qza61skzoovo7_250.gif https://78.media.tumblr.com/d614b04e1168be57a67b29a08d8315af/tumblr_n8pr37qza61skzoovo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/ceded81a012e5f86dc4a21acffcfa926/tumblr_n8pr37qza61skzoovo2_250.gif

Offline

#9 20-07-2019 o 23h30

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 579

https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596738822079774741/ziel.png

https://fontmeme.com/permalink/190724/2033943ecfdb5ad26bcfb8006660f96a.png

https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596738822079774741/ziel.png
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/603373120207716362/sigridaaaa.jpg
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596738822079774741/ziel.png

imię   ▽   L I L L I A N
drugie imię   ▽   S I G R I D
nazwisko   ▽   F A N T O C H E

wiek   ▽   2 2  L A T A   ▽   1 4   S I E R P N I A
płeć   ▽   K O B I E T A   
orientacja   ▽   B I S E K S U A L N A
umiejętność  ▽   O Ż Y W I A N I E   S T R U K T U R

włosy   ▽   B I A Ł E   oczy   ▽   Z I E L O N E,   Z A M G L O N E
wzrost   ▽   1 6 4   C E N T Y M E T R Y   waga   ▽   Z D R O W A
sylwetka   ▽  S Z C Z U P Ł A   karnacja   ▽   P O R C E L A N O W A

https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596738822079774741/ziel.png
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/603373607556612105/sigrid2aa.jpg
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596738822079774741/ziel.png


▽          ▽

[ 1 ]  Od dziecka szyje i tworzy kukiełki. Pomaga jej to w rozładowywaniu stresu
[ 2 ]  Jej umiejętność pozwala na ożywianie martwych przedmiotów i późniejsze kontrolowanie ich woli.
Nigdy nie próbowała jednak ożywić nic, z czego wcześniej uleciało faktyczne życie

[ 3 ]  Na wyspę została porwana, w drodze do szpitala psychiatrycznego. Załóżono jej worek na głowę i wywieziono
[ 4 ]  Wychowywał ją chory psychicznie ojciec. Nie miała przyjaciół i rozmawiała głównie z kukiełkami
[ 5 ]  Nie umie w kontakty międzyludzkie. Brak jej przy tym doświadczenia, nie rozumie zachowań
[ 6 ]  Kiedy ktoś na nią krzyczy, staje się gwałtowna i paskudna. Nie wie gdzie znajduje się granica dobra i zła...
[ 7 ]  Lubi naturę. Rośliny i zwierzęta ją fascynują



https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/596738822079774741/ziel.png

r e l a c j e

Ostatnio zmieniony przez Berrine (24-07-2019 o 22h17)


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#10 22-07-2019 o 20h22

Straż Obsydianu
Morgiana
Szeregowiec
Morgiana
...
Wiadomości: 75

https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/49ce2ff3-2d12-464c-bb60-7387f20d677e/dd6by0a-d36eee4b-7072-4dc8-9de8-71124705d5c8.png/v1/fill/w_1078,h_741,strp/p5_kawakami_by_miura_n315_dd6by0a-pre.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7ImhlaWdodCI6Ijw9ODgwIiwicGF0aCI6IlwvZlwvNDljZTJmZjMtMmQxMi00NjRjLWJiNjAtNzM4N2YyMGQ2NzdlXC9kZDZieTBhLWQzNmVlZTRiLTcwNzItNGRjOC05ZGU4LTcxMTI0NzA1ZDVjOC5wbmciLCJ3aWR0aCI6Ijw9MTI4MCJ9XV0sImF1ZCI6WyJ1cm46c2VydmljZTppbWFnZS5vcGVyYXRpb25zIl19.uAWccA_dYyXHwl3ajydNbavpsdITKcxICcrXMBscxGk

Godność
Elizabeth Anna McGarden

Wiek
17lat

Data urodzenia
23 Lipca

Moc
Nadludzka siła

Rasa
Mutant

Orientacja
Heteroseksualna

Charakter
Eli bywa dość nieśmiała, choć zdarza jej się zdenerwować. Głównie właśnie w momentach złości, przerażenia lub czegoś w tym stylu niekontrolowanie coś niszczy. Na codzień kontroluje swą moc bez większych problemów. Z tym swoim lekkim uśmiechem biega i zajmuje się swoimi sprawami, ułatwiając to sobie gdy może swą siłą, oczywiście nie na środku ulicy, ale w zaciszu własnego mieszkania owszem.
Można ją też nazwać pseudo odważną, tylko w tedy gdy chodzi o coś dla niej ważnego, jak jej książki czy jedzenie, choć wie gdy podkulić ogon i zwiać gdzie pieprz rośnie, to w sumie jej ulubione zajęcie.

Historia
Elizabeth wychowywała się w małej rodzinie, a jej najbliżsi wiedzieli o jej umiejętności. Mama nie pozwalała jej używać tego poza domem, choć kilka razy się zdarzyło, ale tylko kilka! Wcześniej wstawała rano, robiła sobie jedzenie, ogarniała się i szła do szkoły. Po tych cudownych godzinach wstępowała do sklepu, albo wracała prosto do domu, gdzie odrabiała lekcje, pomagała rodzicom i bratu, po czym szła trochę sie zrelaksować. Wiadomo że w domu pozwalała sobie przesuwać meble jakby były z powietrza, ale to w domu. Podnosiła nawet mamę czy tatę by sięgnęli po coś na szafę.
Zdarzyło się jej iść w nocy do lasu i trochę się wyszaleć, ale dbała by nikt jej nie widział! Starała się, ale najwidoczniej młode to głupie bo ją złapali.

Ciekawostki
~Jej nadludzka siła objawiła się gdy miała jakieś 6lat~
~Nienawidzi grzybów, a do mięs jest dość wybredna~
~Zdarzyło się jej zniszczyć to co akurat miała w rękach gdy ktoś ją przestraszył, lub rozwalić podłogę~
~Nie do końca pamięta jak ją "przyprowadzili"~


Relacje

Ostatnio zmieniony przez Morgiana (08-08-2019 o 23h39)

Offline

#11 24-07-2019 o 18h35

Straż Absyntu
Neyu
Pokonała kurę
Neyu
...
Wiadomości: 787


art. Kurumi Tokisaki
https://steamuserimages-a.akamaihd.net/ugc/937214894512132986/80C795A0384B32ACF2BACA5047A9F6D876360AEB/

K U R U M I     A O K I - C H I N O
❝   ʏ ᴏ ᴜ   ʙ ᴇ ᴛ ᴛ ᴇ ʀ   ʙ ᴏ ᴡ   ᴅ ᴏ ᴡ ɴ   ᴏ ɴ   ʏ ᴏ ᴜ ʀ   ᴋ ɴ ᴇ ᴇ s
ᴄ ᴀ ᴜ s ᴇ   ɪ   ᴀ ᴍ   ʏ ᴏ ᴜ ʀ   ǫ ᴜ ᴇ ᴇ ɴ   ❞


✁------------------------------------------------------

ᴅᴀɴᴇ ᴘᴏᴅsᴛᴀᴡᴏᴡᴇ
ᴋᴜʀᴜᴍɪ ᴀᴏᴋɪ-ᴄʜɪɴᴏ ★ ᴋᴜᴍɪ 20 ʟᴀᴛ ★ ★ ʙɪʀᴏᴍᴀɴᴛʏᴄᴢɴᴀ ★ ʜᴇᴛᴇʀᴏsᴇᴋsᴜᴀʟɴᴀ ★ ᴍᴜᴛᴀɴᴛ ★ ᴄʜʀᴏɴᴏᴋɪɴᴇᴢᴀ
ᴋɪᴏᴛᴏ ★ ᴊᴀᴘᴏŃsᴋɪᴇ ᴋᴏʀᴢᴇɴɪᴇ 25.12 ᴋᴏᴢɪᴏʀᴏżᴇᴄ ★ ᴀʙ ʀʜ+
ᴏᴘᴛʏᴍɪsᴛᴋᴀ/ʀᴇᴀʟɪsᴛᴋᴀ ★ ᴄʜᴏʟᴇʀʏᴋ ★ ᴇᴋsᴛʀᴀᴡᴇʀᴛʏᴋ ★ ᴀᴛᴇɪsᴛᴋᴀ ★ ᴢᴅᴏʟɴᴀ ᴀᴋᴛᴏʀᴋᴀ
ᴀʟᴛʀᴜɪsᴛᴋᴀ ★ ɪᴅᴇᴀʟɪsᴛᴋᴀ ★ ɪɴᴅʏᴡɪᴅᴜᴀʟɪsᴛᴋᴀ ★ ᴘᴇʀғᴇᴋᴄᴊᴏɴɪsᴛᴋᴀ ★ ᴢᴡᴀʀɪᴏᴡᴀɴᴀ ★ sᴀᴅʏsᴛᴋᴀ ᴅᴏ sᴢᴘɪᴋᴜ ᴋᴏśᴄɪ
sᴘʀᴀᴡɪᴇᴅʟɪᴡᴀ ɪ sᴢʟᴀᴄʜᴇᴛɴᴀ ★ ɴɪᴇ ᴡɪᴇ ᴄᴏ ᴛᴏ "ᴇᴍᴘᴀᴛɪᴀ" ★ ɴɪᴇᴘʀᴢᴇᴡɪᴅʏᴡᴀʟɴᴀ ɪ ᴛᴀᴊᴇᴍɴɪᴄᴢᴀ
ᴘʀᴢᴇʙɪᴇɢŁʏ ᴏʀᴀᴢ sᴛʀᴀᴛᴇɢɪᴄᴢɴʏ ᴜᴍʏsŁ ★ ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴄɪĘᴛᴀ ᴡ sŁᴏᴡɴɪᴄᴛᴡɪᴇ ★ sᴢᴀʟᴇŃᴄᴢᴏ ᴘʀᴀɢɴɪᴇ ᴡᴏʟɴᴏśᴄɪ

✁------------------------------------------------------

ᴀᴘᴀʀʏᴄᴊᴀ
157 ᴡᴢʀᴏsᴛᴜ ★ 50 ᴋɪʟᴏɢʀᴀᴍóᴡ ★ ʙʀᴀᴋ ᴘɪᴇʀᴄɪɴɢᴜ
ᴅʀᴏʙɴᴀ ★ ᴄʜᴜᴅᴀ ★ sᴢᴄᴢᴜᴘŁ★ ᴢɢʀᴀʙɴᴀ ★ ʟᴇᴋᴋᴀ ★ ᴡɪᴅᴏᴄᴢɴᴇ ᴋᴏśᴄɪ
Łᴀsᴋɪ ʙʀᴢᴜᴄʜ ★ ᴅŁᴜɢɪᴇ ɴᴏɢɪ ★ ɢŁᴀᴅᴋɪᴇ ᴅŁᴏɴɪᴇ ★ ᴋᴏʟᴏʀᴏᴡᴇ ᴘᴀᴢɴᴏᴋᴄɪᴇ
ʙʟᴀᴅᴀ ★ ᴄᴢᴀʀɴᴏᴡŁᴏsᴀ ★ ɢʀᴢʏᴡᴋᴀ ★ ᴡŁᴏsʏ ᴢᴀ ʙɪᴏᴅʀᴀ
ʜᴇᴛᴇʀᴏᴄʜʀᴏᴍɪᴀ; ᴘʀᴀᴡᴇ ᴏᴋᴏ - ᴄᴢᴇʀᴡᴏɴᴇ, ʟᴇᴡᴇ ᴏᴋᴏ - ᴢŁᴏᴛᴇ ★ ᴡĄsᴋɪᴇ ᴏʀᴀᴢ ᴘᴜᴅʀᴏᴡᴇ ᴜsᴛᴀ ★ ᴍᴀŁʏ ɪ ᴘʀᴏsᴛʏ ɴᴏs

✁------------------------------------------------------

ɪɴғᴏʀᴍᴀᴄᴊᴇ ᴅᴏᴅᴀᴛᴋᴏᴡᴇ
❶ ᴋᴜʀᴜᴍɪ ᴘᴏsɪᴀᴅᴀ ᴢɴᴀᴋ ᴏᴢɴᴀᴄᴢᴀᴊąᴄʏ "ᴛʀᴢʏ" ᴡ sᴡᴏɪᴍ ɪᴍɪᴇɴɪᴜ (三). ᴊᴇsᴛ ᴛᴏ ᴏᴅɴɪᴇsɪᴇɴɪᴇ ᴅᴏ ᴛʀᴢᴇᴄɪᴇᴊ sᴇғɪʀʏᴅʀᴢᴇᴡɪᴇ żʏᴄɪᴀᴋᴀʙᴀʟᴇ, ᴏ ɴᴀᴢᴡɪᴇ "ᴢʀᴏᴢᴜᴍɪᴇɴɪᴇ" (ʙɪɴᴀʜ)
❷ ᴘᴏsɪᴀᴅᴀᴄᴢᴋᴀ ᴀᴍɴᴇsɪғᴏʙɪɪ; ᴘᴀɴɪᴄᴢɴʏ ʟĘᴋ ᴘʀᴢᴇᴅ ᴀᴍɴᴇᴢᴊĄ
❸ ᴍᴀ ᴅᴏᴋᴜᴄᴢʟɪᴡĄ ᴀʟᴇʀɢɪĘ ɴᴀ ᴊᴀᴅ ᴏᴡᴀᴅóᴡ ʙŁᴏɴᴋᴏsᴋʀᴢʏᴅŁʏᴄʜ (ᴘsᴢᴄᴢᴏŁʏ, ᴏsʏ, sᴢᴇʀsᴢᴇɴɪᴇ)
❹ ʟᴇᴡᴀ źʀᴇɴɪᴄᴀ ᴊᴇᴊ ᴏᴋᴀ ᴊᴇsᴛ ᴘᴏᴋʀʏᴛᴀ ᴢᴇɢᴀʀᴇᴍ ᴡsᴋᴀᴢóᴡᴋᴏᴡʏᴍ ᴢᴇ ᴢŁᴏᴛĄ ᴛᴀʀᴄᴢĄ; ᴢᴇɢᴀʀ ᴛᴇɴ ᴘᴏᴋᴀᴢᴜᴊᴇ ɪʟᴇ ᴢᴏsᴛᴀŁᴏ ᴊᴇᴊ "ᴄᴢᴀsᴜ"
❺ ᴜżʏᴡᴀᴊĄᴄ ᴍᴏᴄʏ ᴘᴏᴛʀᴢᴇʙᴜᴊᴇ ᴛᴀᴋ ᴢᴡᴀɴᴇᴊ "ᴍᴀɴʏ", ᴄᴢʏʟɪ ɪɴᴀᴄᴢᴇᴊ "ᴄᴢᴀsᴜ" ᴢ ᴊᴇᴊ żʏᴄɪᴀ, ᴋᴛóʀʏ sᴛᴏᴘɴɪᴏᴡᴏ sᴋʀᴀᴄᴀ ᴊᴇᴊ żʏᴡᴏᴛ ᴏᴅ ɪʟᴏśᴄɪ ᴊᴇɢᴏ ᴢᴜżʏᴄɪᴀ
❻ ᴀʙʏ ᴏᴅᴢʏsᴋᴀć sᴡóᴊ "ᴄᴢᴀs" ᴍᴜsɪ ᴘᴏżʏᴡɪć sɪĘ ᴄᴜᴅᴢʏᴍ "ᴄᴢᴀsᴇᴍ" ᴢ żʏᴄɪᴀ ɪ sᴛᴏsᴜɴᴋᴏᴡᴏ sᴋʀóᴄɪć żʏᴡᴏᴛ ᴛᴇᴊżᴇ ᴏsᴏʙɪᴇ
❼ ᴊᴇᴊ ᴜᴍɪᴇᴊĘᴛɴᴏść ᴡɪĄżᴇ sɪĘ ᴢᴇ śᴡɪᴀᴛᴇᴍ ᴅᴜᴄʜᴏᴡʏᴍ, ᴘʀᴢᴇᴢ ᴄᴏ ᴊᴇsᴛ ɴᴀᴊᴄᴢęśᴄɪᴇᴊ ᴏᴋʀᴇśʟᴀɴᴀ ᴊᴀᴋᴏ "ᴅᴜᴄʜ", ᴀᴄᴢᴋᴏʟᴡɪᴇᴋ ᴊᴇsᴛ ᴏɴᴀ ᴢᴡʏᴋŁʏᴍ ᴄᴢŁᴏᴡɪᴇᴋɪᴇᴍ ɴᴀᴛᴄʜɴɪᴏɴʏᴍ ᴅᴜᴄʜᴏᴡᴏ ɪ ᴍᴀɢɪᴄᴢɴɪᴇ ᴘʀᴢᴇᴢ ᴋʀʏsᴢᴛᴀŁ sᴇғɪʀʏ
❽ ᴊᴇsᴛ ᴊᴜż ᴏᴅ ᴅŁᴜżsᴢᴇɢᴏ ᴄᴢᴀsᴜ ᴏᴅɪᴢᴏʟᴏᴡᴀɴᴀ ᴏᴅ śᴡɪᴀᴛᴀ ɪ ɴᴀᴡᴇᴛ ɴɪᴇ ᴘᴀᴍɪĘᴛᴀ ᴋɪᴇᴅʏ ᴅᴏᴋŁᴀᴅɴɪᴇ ᴛʀᴀғɪŁᴀ ɴᴀ ᴛĘ ᴘʀᴢᴇᴋʟĘĄ ᴡʏsᴘĘ; ᴊᴇsᴛ ᴅᴏᴋŁᴀᴅɴɪᴇ ᴢᴀᴘɪᴇᴄᴢĘᴛᴏᴡᴀɴᴀ, ᴀ ᴊᴇᴊ "ᴅᴜᴄʜᴏᴡᴀ" ᴡɪĘź ᴢ ᴍᴏᴄą ᴊᴇsᴛ ᴢɴɪᴡᴇʟᴏɴᴀ, ᴘʀᴢᴇᴢ ᴄᴏ ʀᴏᴢɢᴀŁĘᴢɪᴇɴɪᴇ ᴄʜʀᴏɴᴏᴋɪɴᴇᴢʏ ᴊᴇsᴛ ᴅᴏsᴢᴄᴢĘᴛɴɪᴇ ᴜśᴘɪᴏɴᴇ, ᴅᴢɪĘᴋɪ ᴄᴢᴇᴍᴜ ɴɪᴇ ᴍᴏżᴇ ᴜżʏᴡᴀć sᴡᴏᴊᴇᴊ ᴘᴇŁɴᴇᴊ ᴢʙʀᴏɪ (ᴊᴇᴅʏɴɪᴇ ᴍᴏżᴇ ᴊᴇᴊ ʟɪᴍɪᴛᴏᴡᴀɴĄ ᴡᴇʀsᴊĘ ᴢ ɴɪᴇᴡɪᴇʟᴋĄ ᴄᴢĘśᴄɪĄ ᴍᴏᴄʏ) ᴡʀᴀᴢ ᴢ ᴘᴏᴛᴇɴᴄᴊᴀʟɴĄŁĄ ᴊᴇᴊ ᴀɴɪᴏŁᴀ (ᴅᴡɪᴇ ʙʀᴏɴɪᴇ ᴏʀᴀᴢ ᴅᴡᴀɴᴀśᴄɪᴇ ᴋᴜʟ); ᴏsᴛᴀᴛᴇᴄᴢɴɪᴇ ᴊᴇsᴛ ᴢᴅᴀɴᴀ ɴᴀ ᴛᴇ ɢŁóᴡɴɪᴇᴊsᴢᴇ ᴍᴏżʟɪᴡᴏśᴄɪ sᴡᴏᴊᴇᴊ ᴜᴍɪᴇᴊĘᴛɴᴏśᴄɪ (ᴏɢóʟɴᴇ ᴢᴀᴛʀᴢʏᴍᴀɴɪᴇ, ᴄᴏғɴɪĘᴄɪᴇ, ᴘʀᴢʏśᴘɪᴇsᴢᴇɴɪᴇ ɪ ᴢᴡᴏʟɴɪᴇɴɪᴇ ᴄᴢᴀsᴜ) ᴏʀᴀᴢ ɴᴀ ᴋʟᴏɴᴏᴡᴀɴɪᴇ sɪĘ sᴡᴏɪᴄʜ ᴄɪᴇɴɪ (ɪ ɴɪᴇsᴛᴇᴛʏ, ᴀʟᴇ ᴡ ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴏɢʀᴀɴɪᴄᴢᴏɴᴇᴊ ɪʟᴏśᴄɪ)
❾ ᴍᴀ ɴɪᴇʙʏᴡᴀŁĄ sŁᴀʙᴏść ᴅᴏ ᴋᴏᴛóᴡ, ʟᴇᴄᴢ ʀᴏʙɪ ᴡsᴢʏsᴛᴋᴏ, ᴀʙʏ ᴛᴇɴ ᴍᴀŁʏ sᴇᴋʀᴇᴛ ɴɪᴇ ᴜᴊʀᴢᴀŁ śᴡɪᴀᴛŁᴀ ᴅᴢɪᴇɴɴᴇɢᴏ ɪ ɴɪᴇ ᴢɴɪsᴢᴄᴢʏŁ ᴊᴇᴊ ʀᴇᴘᴜᴛᴀᴄᴊɪ
❿ sᴋʀʏᴄɪᴇ ᴘʀᴀɢɴɪᴇ ɴᴏʀᴍᴀʟɴᴇɢᴏ żʏᴄɪᴀ ʙᴇᴢ ᴊᴀᴋɪᴄʜᴋᴏʟᴡɪᴇᴋ ᴢᴅᴏʟɴᴏśᴄɪ ᴍᴀɢɪᴄᴢɴʏᴄʜ

https://66.media.tumblr.com/bb1615908fcc21d6efce9e76e56d4bcf/tumblr_otcsyhTwpW1vy2tgqo2_250.jpg https://66.media.tumblr.com/bed263861db146ef322efd15b8e006ed/tumblr_otcsyhTwpW1vy2tgqo7_250.jpg
https://66.media.tumblr.com/14c8c0a3ce234e7fcd751a443a5b829d/tumblr_otcsyhTwpW1vy2tgqo3_250.jpg https://66.media.tumblr.com/efc8e63654c714ec39779d48adf76bff/tumblr_inline_p7gphoNs3k1tpi6el_250.png

...

Chronokineza


✁------------------------------------------------------


deviantart. wlop
https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/6f131d22-7974-4793-9db3-2160376b5c72/dc52wg8-08c6653a-9328-4838-b13d-3ae6fd3af041.jpg/v1/fill/w_1037,h_771,q_70,strp/ceremonial2_by_wlop_dc52wg8-pre.jpg?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7ImhlaWdodCI6Ijw9MTI5MCIsInBhdGgiOiJcL2ZcLzZmMTMxZDIyLTc5NzQtNDc5My05ZGIzLTIxNjAzNzZiNWM3MlwvZGM1MndnOC0wOGM2NjUzYS05MzI4LTQ4MzgtYjEzZC0zYWU2ZmQzYWYwNDEuanBnIiwid2lkdGgiOiI8PTE3MzUifV1dLCJhdWQiOlsidXJuOnNlcnZpY2U6aW1hZ2Uub3BlcmF0aW9ucyJdfQ.iT7c9Soe-gDxxjgCvrt5cdDvFBBZ0QW8eW2cRtqKfa4

L E I L A     N E U L A N D
❝   ᴇ ᴠ ᴇ ʀ ʏ ʙ ᴏ ᴅ ʏ   ᴡ ᴀ ɴ ᴛ s   ᴛ ᴏ   ɢ ᴏ   ᴛ ᴏ   ʜ ᴇ ᴀ ᴠ ᴇ ɴ ,
ʙ ᴜ ᴛ   ɴ ᴏ ʙ ᴏ ᴅ ʏ   ᴡ ᴀ ɴ ᴛ s   ᴛ ᴏ   ᴅ ɪ ᴇ   ❞


✁------------------------------------------------------

ᴅᴀɴᴇ ᴘᴏᴅsᴛᴀᴡᴏᴡᴇ
ʟᴇɪʟᴀ ɴᴇᴜʟᴀɴᴅ ★ ʟᴇɪ 23 ʟᴀᴛ ★ ★ ʙɪʀᴏᴍᴀɴᴛʏᴄᴢɴᴀ ★ ʙɪsᴇᴋsᴜᴀʟɴᴀ ★ sᴛʀᴀżɴɪᴄᴢᴋᴀ ★ ᴘᴏsŁᴜɢᴜᴊᴇ sɪĘ sᴢᴛʏʟᴇᴛᴀᴍɪ
ʟᴏɴᴅʏɴ ★ ʙʀʏᴛʏᴊsᴋɪᴇ ᴋᴏʀᴢᴇɴɪᴇ 10.11 sᴋᴏʀᴘɪᴏɴ ★ ᴀ ʀʜ-
ʀᴇᴀʟɪsᴛᴋᴀ ★ ғʟᴇɢᴍᴀᴛʏᴋ ★ ɪɴᴛʀᴏᴡᴇʀᴛʏᴋ ★ ᴀᴛᴇɪsᴛᴋᴀ ★ ᴡᴇɢᴇᴛᴀʀɪᴀɴᴋᴀ
ᴀʟᴛʀᴜɪsᴛᴋᴀ ★ ɴɪᴇᴢᴀʟᴇżɴᴀ ᴋᴏʙɪᴇᴛᴀ ᴏ ʟᴏᴅᴏᴡᴀᴛʏᴍ sᴘᴏᴊʀᴢᴇɴɪᴜ ★ ᴛʏᴘ ᴏʙsᴇʀᴡᴀᴛᴏʀᴋɪ ★ ᴄʜŁᴏᴅɴᴏ ᴋᴀʟᴋᴜʟᴜᴊᴇ ᴋᴀżᴅĄ sʏᴛᴜᴀᴄᴊᴇ
ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴘᴏsŁᴜsᴢɴᴀ sŁᴜżʙɪᴇ ★ ʙᴇᴢsᴢᴇʟᴇsᴛɴᴀ ɪ ɴɪᴇᴘʀᴢᴇᴡɪᴅʏᴡᴀʟɴᴀ ★ sᴘᴏᴋᴏᴊɴᴀ, ᴢʀóᴡɴᴏᴡᴀżᴏɴᴀ ɪ ᴏᴘᴀɴᴏᴡᴀɴᴀ ★ ɴɪᴇ ʟᴜʙɪ ᴏᴋᴀᴢʏᴡᴀć ᴇᴍᴏᴄᴊɪ
ᴏᴀᴢᴀ sᴘᴏᴋᴏᴊᴜ ɪ sᴛᴀʟᴏᴡᴇ ɴᴇʀᴡʏ ★ ᴡʏśᴍɪᴇɴɪᴄɪᴇ ᴏʙᴇᴢɴᴀɴᴀ ᴡ ᴡᴀʟᴄᴇ ᴡʀĘᴄᴢ ★ ᴘʀᴢʏᴊᴇᴍɴᴀ ᴡ ʀᴏᴢᴍᴏᴡɪᴇ
ɴɪᴇɴᴀᴡɪᴅᴢɪ ᴍᴜᴛᴀɴᴛóᴡ ᴄᴀŁʏᴍ sᴡʏᴍ sᴇʀᴄᴇᴍ ★ ʙᴇᴢᴡɢʟĘᴅɴᴀ, ᴀᴘᴀᴛʏᴄᴢɴᴀ, ᴀ ɴᴀᴡᴇᴛ ᴄᴢᴀsᴇᴍ "sᴀᴅʏsᴛʏᴄᴢɴᴀ" ᴡᴏʙᴇᴄ ᴍᴜᴛᴀɴᴛóᴡ

✁------------------------------------------------------

ᴀᴘᴀʀʏᴄᴊᴀ
170 ᴡᴢʀᴏsᴛᴜ ★ 58 ᴋɪʟᴏɢʀᴀᴍóᴡ ★ ᴘɪᴇʀᴄɪɴɢ: sᴛᴀɴᴅᴀʀᴅ ʟᴏʙᴇ
ᴋʟᴇᴘsʏᴅʀᴀ ★ ᴄʜᴜᴅᴀ ★ sᴢᴄᴢᴜᴘŁ★ ᴢɢʀᴀʙɴᴀ ★ ʟᴇᴋᴋᴀ ★ ᴡɪᴅᴏᴄᴢɴᴇ ᴋᴏśᴄɪ
Łᴀsᴋɪ ʙʀᴢᴜᴄʜ ★ ᴅŁᴜɢɪᴇ ɴᴏɢɪ ★ sᴢᴏʀsᴛᴋɪᴇ ᴅŁᴏɴɪᴇ ★ ᴄᴢᴀʀɴᴇ/ᴢɪᴇʟᴏɴᴇ ᴘᴀᴢɴᴏᴋᴄɪᴇ
ᴊᴀsɴᴀ, ᴋʀᴇᴍᴏᴡᴀ, ᴘɪᴇɢɪ ★ ᴄᴢᴀʀɴᴏᴡŁᴏsᴀ ★ ʙʀᴀᴋ ɢʀᴢʏᴡᴋɪ ★ ᴡŁᴏsʏ ᴢᴀ ʙɪᴏᴅʀᴀ
ᴢɪᴇʟᴏɴᴇ ᴏᴄᴢʏ ★ ᴘᴇŁɴᴇ ᴏʀᴀᴢ ᴍᴏᴄɴᴏ ᴢᴀʀóżᴏᴡɪᴏɴᴇ ᴜsᴛᴀ ★ ᴍᴀŁʏ ɪ ʟᴇᴋᴋᴏ ᴢᴀᴅᴀʀᴛʏ ɴᴏs

✁------------------------------------------------------

ɪɴғᴏʀᴍᴀᴄᴊᴇ ᴅᴏᴅᴀᴛᴋᴏᴡᴇ
❶ ɪᴍɪĘ "ʟᴇɪʟᴀ" ᴊᴇsᴛ ᴘᴏᴄʜᴏᴅᴢᴇɴɪᴀ ᴀʀᴀʙsᴋɪᴇɢᴏ ɪ ᴏᴢɴᴀᴄᴢᴀ "ɴᴏᴄ"; ᴢ ᴄᴢᴀsᴇᴍ ɴᴀʙʀᴀŁᴏ ᴢɴᴀᴄᴢᴇɴɪᴀ "ᴜʀᴏᴅᴢᴏɴʏ ᴡ ɴᴏᴄʏ", "ᴄɪᴇᴍɴᴏᴡŁᴏsᴀ ᴘɪĘᴋɴᴏść" ʟᴜʙ "ᴄɪᴇᴍɴᴀ ᴘɪĘᴋɴᴏść"
❷ ᴘᴏsɪᴀᴅᴀᴄᴢᴋᴀ ᴀɢʀɪᴢᴏᴏғᴏʙɪɪ; ᴘᴀɴɪᴄᴢɴʏ ʟĘᴋ ᴘʀᴢᴇᴅ ᴅᴢɪᴋɪᴍɪ ᴢᴡɪᴇʀᴢĘᴛᴀᴍɪ
❸ ᴍᴀ ᴅᴏᴋᴜᴄᴢʟɪᴡĄ ᴀʟᴇʀɢɪĘ ɴᴀ ᴋᴏɴsᴇʀᴡᴀɴᴛʏ (ᴀᴢᴏᴛᴀɴʏ ɪ ᴀᴢᴏᴛʏɴʏ, ᴋᴡᴀs ʙᴇɴᴢᴏᴇsᴏᴡʏ ᴏʀᴀᴢ ʙᴇɴᴢᴏᴇsᴀɴʏ)
❹ ɴɪᴇɢᴅʏś ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴡᴇsᴏŁᴀ ᴋᴏʙɪᴇᴛᴀ ᴏ ᴏᴘᴛʏᴍɪsᴛʏᴄᴢɴʏᴍ ɴᴀsᴛᴀᴡɪᴇɴɪᴜ ᴅᴏ żʏᴄɪᴀ, ᴋᴛóʀᴀ ᴢ ʙɪᴇɢɪᴇᴍ ᴄᴢᴀsᴜ ᴏʀᴀᴢ ᴘᴏ ᴘᴇᴡɴʏᴄʜ ᴡʏᴅᴀʀᴢᴇɴɪᴀᴄʜ ᴢᴍɪᴇɴɪŁᴀ sɪĘ ɴɪᴇ ᴅᴏ ᴘᴏᴢɴᴀɴɪᴀ
❺ ʙᴀʀᴅᴢᴏ ɴɪᴇsᴘᴏᴛʏᴋᴀɴᴇ ᴢᴊᴀᴡɪsᴋᴏ, ʟᴇᴄᴢ ᴡʏśᴍɪᴇɴɪᴄɪᴇ ᴅᴏɢᴀᴅʏᴡᴀŁᴀ sɪĘ ᴢᴇ sᴡᴏɪᴍɪ ʀᴏᴅᴢɪᴄᴀᴍɪ
❻ ᴏᴅ ᴅᴢɪᴇᴄᴋᴀ ɴɪᴇɴᴀᴡɪᴅᴢɪ ʙʀᴏᴋᴜŁóᴡ
❼ ᴘᴇᴡɴᴇɢᴏ ᴅɴɪᴀ, ɢᴅʏ ᴡʀóᴄɪŁᴀ ᴢᴇ sᴢᴋᴏŁʏ ɪ ᴘʀᴢᴇᴋʀᴏᴄᴢʏŁᴀ ᴘʀóɢ ᴍɪᴇsᴢᴋᴀɴɪᴀ, ᴛᴏ ᴊᴇᴊ ᴏᴄᴢᴏᴍ ᴜᴋᴀᴢᴀŁĘ ᴅʀᴀsᴛʏᴄᴢɴʏ ᴡɪᴅᴏᴋ ᴢᴀᴍᴏʀᴅᴏᴡᴀɴʏᴄʜ ʀᴏᴅᴢɪᴄóᴡ, ᴀ ɴɪᴇᴏᴘᴏᴅᴀʟ ɴɪᴄʜ ᴘsʏᴄʜᴏᴘᴀᴛʏᴄᴢɴᴀ ᴏsᴏʙᴀ, ᴋᴛóʀᴀ ᴢᴀᴋᴏŃᴄᴢʏŁᴀ ɪᴄʜ żʏᴄɪᴀ sᴡʏᴍɪ ɴᴀᴅɴᴀᴛᴜʀᴀʟɴʏᴍɪ ᴢᴅᴏʟɴᴏśᴄɪᴀᴍɪ; ᴏᴅ ᴛᴀᴍᴛᴇᴊ ᴘᴏʀʏ ɴɪᴇɴᴀᴡɪᴅᴢɪ ᴍᴜᴛᴀɴᴛóᴡ ᴢ ᴄᴀŁᴇɢᴏ sᴇʀᴄᴀ ɪ ᴏʙɪᴇᴄᴀŁᴀ sᴏʙɪᴇ, żᴇ ᴋᴛóʀᴇɢᴏś ᴅɴɪᴀ ᴢᴇᴍśᴄɪ sɪĘ ɴᴀ ɴɪᴄʜ ᴢᴀ ᴊᴇᴊ ᴋʀᴢʏᴡᴅʏ
❽ ʀᴢᴜᴄɪŁᴀ sᴢᴋᴏŁĘ, ʙʏ ᴘʀᴢᴇᴊść ᴊᴀᴋ ɴᴀᴊᴡɪęᴄᴇᴊ sᴢᴋᴏʟᴇŃ ᴢ sᴀᴍᴏᴏʙʀᴏɴʏ ɪ sᴢᴛᴜᴋ ᴡᴀʟᴋɪ
❾ ᴡɪᴇʟᴇ ᴏsóʙ ᴛᴡɪᴇʀᴅᴢɪ, żᴇ ᴊᴇᴊ sᴇʀᴄᴇ sᴋᴀᴍɪᴇɴɪᴀŁᴏ, ᴀ ᴏɴᴀ ᴢʀᴏʙɪŁᴀ sɪĘ ɴᴀᴅᴡʏʀᴀᴢ ᴀᴘᴀᴛʏᴄᴢɴᴀ
❿ ᴘᴏᴛʀᴀғɪ ᴍóᴡɪć ᴡ ᴊĘᴢʏᴋᴜ ɴɪᴇᴍɪᴇᴄᴋɪᴍ ᴏʀᴀᴢ ғʀᴀɴᴄᴜsᴋɪᴍ

Ostatnio zmieniony przez Neyu (17-11-2019 o 21h57)


https://i.imgur.com/zgPPpzo.gif

Offline

#12 26-07-2019 o 02h07

Straż Absyntu
Shadya
Rekrut
Shadya
...
Wiadomości: 47

Wstępne informacje



https://i.imgur.com/VcNmU9L.png
&
https://i.imgur.com/Gd3lyFE.png


   "Że co do cholery?"- Te cztery słowa jako pierwsze zrodziły się w głowie białowłosej, kiedy odzyskała świadomość na tyle, aby móc w miarę swobodnie przetwarzać informacje dostarczane do mózgu przez otoczenie. Siedziała kompletnie zbita z tropu na krawędzi łóżka, mrużąc oczy od zbyt silnego światła, dodatkowo wzmacnianego przez czyste, białe kafelki. Całe pomieszczenie było raczej szpitalne i jakby to nie było wystarczająco niepokojące, to w rogu można było bez problemu dostrzec skierowaną wprost na dziewczynę kamerę. Cóż... Jej sypialnia to to nie była, przynajmniej tej rzeczy mogła być pewna. Szpital raczej też nie, chyba, że psychiatryczny. I właśnie siedziałaby w monitorowanej izolatce. Byłoby to dosyć logiczne, zważając na zwisające swobodnie, przyczepione do łóżka pasy i jej otumanienie, któremu akompaniowało dzwonienie w uszach. Z każdą sekundą coraz mniej jej się to podobało i coraz bardziej zaczynała panikować, nerwowo przerzucając spojrzenie z kafelek na kamerę, z kamery na ściany, ze ścian na samą siebie. O dziwo nie była przebrana w żadne szpitalne ubrania, a białą sukienkę i czarne trampki, które miała na sobie zanim... No właśnie. Zanim co? Nieważne jak by się nie starała, tak nie mogła odtworzyć w głowie sytuacji poprzedzającej znalezienie się w tym miejscu. Pamięć urywała się w momencie powrotu z dosyć bezsensownych zakupów, na które wysłał ją Sean. I tu Zoey zapaliła się w głowie kolejna czerwona lampka. No bo gdzie był on? Coraz więcej pytań namnażało się w głowie mutantki i coraz mniej miała ochotę analizować swoją sytuację, bo to w żadnym stopniu nie pomagało, a jedynie wprowadzało do jej głowy większy chaos. Zamiast myśleć bezczynnie o powodach, powinna zacząć szukać sposobów na to, aby przynajmniej wydostać się z tego pomieszczenia, bo dawało stanowczo zbyt małe pole do manewrów.
   Skupiła swój wzrok na czymś, co wyglądało na bardzo solidne, z pewnością nie zwyczajne drzwi. Czyżby pancerne? I zamykane od zewnątrz, bo od środka nie było klamki. Przełknęła nerwowo ślinę, czując, jak niepokój z każdą sekundą narasta w jej wnętrzu, skręcając wnętrzności i powodując drżenie mięśni. No nic, nie pozostało jej jednak nic innego, jak podejść do nich i chociaż spróbować otworzyć. Pożałowała jednak tego pomysłu, kiedy tylko po postawieniu nóg na ziemi i zbyt szybkim wyprostowaniu się, dzwonienie w głowie przybrało na sile, a oczy zaszły mgłą. Złapała za poręcz łóżka i przeklęła w duchu swoją lekkomyślność, czekając, aż świat przestanie wirować. Wolną ręką przetarła ślepia i jak tylko była w stanie, tym razem już mniej gwałtownie, podeszła do wrót ku wolności. No... Może niekoniecznie, ale na pewno czegoś innego niż ten uroczy, przytulny pokoik. Nie wiedziała jednak na co do końca liczyła, kiedy najpierw próbowała pchać, a potem jakoś przesuwać drzwi. Zapewne na cud w postaci ich ustąpienia, jednak zamiast tego mogła jedynie pomacać sobie zimny metal i jeszcze bardziej się zestresować. A potem desperacjo walić w nie rękami, co raczej dało równie marny efekt, co poprzednie próby ich ruszenia.
   - Halo! Ja tu tak trochę nie chcę być! I jestem głodna! Ktokolwiek mnie słyszy?!- Może i miało to tyle sensu, co próbowanie przyciągnięca pilota ze stołu na kanapę siłą umysłu bez bycia telekinetykiem... Chociaż nie, miało trochę więcej zważając na to, że skoro była kamera, to mógł być też mikrofon. Ktokolwiek był po drugiej stronie, musiał mieć chorą rozrywkę z jej bezsilności. Bo użycie umiejętności w stanie ogólnego osłabienia byłoby raczej jendym z bardziej ryzykownych działań, skoro nawet wstanie z łóżka sprawiło tyle trudności. Nawet gdyby udało jej się z jej pomocą utorować sobie drogę na zewnątrz, to z pewnością zabrakłoby sił na zmierzenie się z czymkolwiek tam czychającym. Chociaż jeżeli to faktycznie miał być szpital, nawet psychiatryczny, to mogliby ją przynajmnniej nakarmić.
   Kiedy już wszystkie nadzieje błękitnookiej umarły, w końcu zdarzyło się coś niespodziewanego. Wzdrygnęła się i zrobiła kilka kroków w tył na łoskot, jaki wydały z siebie drzwi i uniosła ręce na wysokość twarzy w geście zarówno obronnym, jak i wyrażającym gotowość do ewentualnego ataku. Bicie serca przyspieszyło jeszcze bardziej, a poziom adrenaliny znacznie podskoczył, kiedy mogła ujrzeć coraz więcej tej przeklętej bieli za powoli przesuwającymi się drzwiami. Dopiero kiedy dostrzegła znajomą, rudą czuprynę odrzuciła zamiar jakiejkolwiek walki i pospiesznie skierowała kroki w stronę jedynej osoby, którą chciała wtedy zobaczyć. Wpierw nie zadając pytań, przytuliła się do mężczyzny i odetchnęła jednocześnie z ulgą, zaraz po tym jednak reflektując się i odsuwając.
   - Sean, tak się bałam! Co ty tu robisz? Co ja tu robię? Nic ci nie jest? Wiesz...- Najpierw zaczęła zasypywać go pytaniami, jednocześnie lustrując wzrokiem od stóp do głów. Przerwała w momencie, kiedy wydało jej się dziwne, że miał na sobie mundur i w dodatku miał przy sobie... Broń? Pokręciła głową i zrobiła kilka kroków w tył, aż zatrzymała się na ścianie. Jego obecność miała dać jej upragnione ukojenie nerwów, a tymczasem czuła się jeszcze bardziej skołowana.
   Ten na początku ucieszył sie z tak entuzjastycznego powitania, jednak widząc jej kolejne reakcje zapomniał o uśmiechu. W końcu kilka sekund temu patrzyła na niego jak na wybawiciela, jednocześnie uradowana i zmartwiona, aby po chwili to wszystko zmieniło sie w nieufne i podejrzliwe spojrzenie. Przełknął ślinę, wiedząc, że to co usłyszy zmieni te emocje we wściekłość i rozpacz.
   - Co ja tu robię... Zabawne, wiesz, jestem tutaj strażnikiem, haha.- Zaśmiał się nerwowo, jednak zaraz przestał, bo raczej nikomu nie powinno być do śmiechu.
   - Jesteśmy na wyspie o tajnej lokalizacji. A konkretniej w ośrodku badawczym na tej wyspie. Ty jesteś... Królikiem doś... Znaczy, bierzesz udział w rządowym projekcie. Brzmi dobrze, nie? Jest tutaj więcej takich jak ty i zostaniecie poddani obserwacji i badaniom.- No, z pewnością nie był profesjonalnym siewcą złych wiadomości, chociaż o dziwo Zoey te słowa i tak przyjęła w miarę dobrze. Może dlatego, że pominął wzmiankę o eksperymentach? Ale raczej dlatego, bo po prostu stała w szoku, przetwarzając co usłyszała i nie do końca rozumiejąc, jak mógł w takiej sytuacji żartować.
   - Jak to rządowym projekcie? Do niczego się nie zgłaszałam i na nic sie nie zgadzałam. Co ty w ogóle pleciesz?- Ogniki złości powoli zaczynały iskrzeć w jej morderczym już spojrzeniu, ale wolała zapytać, żeby się upewnić.
   - Ugh... Można powiedzieć, że ja cię zgłosiłem. Znaczy... Nie wiem jak się o nas, nie, tobie dowiedzieli. Ale skontaktowali się ze mną i ja... Miałem dosyć życia w ukryciu. Ciągłego uciekania. Nie chciałem w ten sposób, ale zaproponowali mi też pracę i- Nie dane mu było dokończyć, kiedy w powietrzu rozległ się odgłos jej dłoni lądującej na twarzy rudzielca. Nie chciała słuchać ani słowa więcej, bo wiedziała już wszystko, żeby stwierdzić oczywiste. Potarł piekący policzek i spuścił wzrok.
   - Zdradziłeś mnie! Wydałeś! Jesteś nikim więcej, jak cholernym zdrajcą! Jak mogłeś?! Nienawidzę cię! Słyszysz?! Nienawidzę!- Z każdym wykrzyczanym słowem uderzała zaciśniętymi pięściami w jego klatkę piersiową, chcąc chociaż w pewnym stopniu wyładować wszystkie emocje, które w niej buzowały. A on nie zamierzał jej przez dłuższą chwilę powstrzymywać, bo wiedział, że do niczego bardziej niebezpiecznego sie nie posunie. Za dobrze ją znał. Nawet w takie sytuacji nie byłaby w stanie go skrzywdzić. Z resztą i tak nie dałaby rady. W końcu złapał ją za nadgarstki i przyciągnął do siebie, jednocześnie schylając się tak, aby mieć usta na wysokości jej ucha.
   - Proszę, uspokój się, przynajmniej na razie, bo inaczej będę musiał cię unieszkodliwić. I naprawdę nie radzę używać twojej umiejętności. Masz w sobie pewne urządzenie, nie sterowane przeze mnie, które może zrobić ci krzywdę, jeżeli staniesz się niebezpieczna. Wiem, że jesteś wściekła, ale nie ja tutaj wydaję rozkazy.- Szepnął do niej w nadziei, że ta szybko przekalkuluje możliwe konsekwencje i nie będzie stwarzała zbyt wielu problemów.
   - Ty podły, wyrachowany draniu. Nie chcę cię znać. Obyś tego pożałował. I nie dotykaj mnie!- Odepchnęła Sean'a mocno od siebie, po czym odwróciła głowę w bok i zamknęła mocno oczy zapełnione łzami. Nie miała zamaru uciekać. Bo i dokąd? Z resztą... Był jedyną osobą w pobliżu, którą znała. I choć właśnie cały świat dosłownie rozpadł jej się na kawałki, nie miała innego wyjścia, jak zdać się na osobę, która właśnie pozbawiła ją jedynej namiastki normalnego życia.
   Strażnik jedynie westchnął cicho i już nic nie powiedział. Jedynie pogorszyłby sytuację, a i tak musiał się zameldować szefostwu i zapytać o dalsze rozkazy. Wybrał odpowiednie nazwisko na zegarku.
   - Tutaj strażnik Hayes. Obiekt numer 7 obudził się i został wypuszczony z celi. Jakie przyjąć dalsze działania?- Swoje słowa kierował do doktora Granta w nadziei na szybką instrukcję. W końcu niewiele słuchając przybiegł do niej jak tylko dowiedział się, że jest przytomna. Niewiele zastanawiał się nad tym, co będzie potem. Nawet nie chciał sobie wyobrażać wyrazu twarzy jasnowłosej, która właśnie dowiedziała się, że jest od teraz tylko rzeczą z przypisanym numerkiem. Jego też to bolało, dlatego nawet nie odważył się spojrzeć na jej reakcję.

Offline

#13 26-07-2019 o 17h58

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 268

----------------------------https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8bk-a0504353-a154-4c16-aaed-239b91a30d77.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhiay1hMDUwNDM1My1hMTU0LTRjMTYtYWFlZC0yMzliOTFhMzBkNzcucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.gV4smiOZcPU93TxjDhlYBBCNzlw5VhejB_FtuivLS2c
          Otwórz oczy.
          Tak, wiem doskonale, że nie pamiętasz tego, co się działo po twoim wyjściu z dyskoteki, ale na bank leżysz sobie wygodnie w swoim łóżku w hotelu. Wszystko jest dobrze. Wszystko jest w najlepszym porządku.
          Rozmawiam w myślach sama ze sobą. To nie jest oznaka wszystkiego w najlepszym porządku.
          Po prostu otwórz te przeklęte oczy!
          W końcu podniosłam powieki. Biały sufit. Oślepiająco biały sufit. Coś tu zdecydowanie nie pasowało. Mój pokój w hotelu miał ściany w brzoskwiniowym kolorze i, gdyby nie to, iż jej nie miałam, dałabym sobie rękę uciąć, że sufit też taki był.
          Podniosłam się szybko. Zbyt szybko. Opadłam z powrotem, czując ból głowy. Za drugim razem wstałam tak wolno, jak to tylko możliwe. Usiadłam i rozejrzałam się. Mały pokoik, w którym jedynym meblem było niepokojąco wyglądające łóżko. Cieszyłam się, że nie mam klaustrofobii. Wszystko wyglądało strasznie realistycznie…
          Zaklęłam głośno. To nie był sen. Jeszcze nie rozumiałam do końca, co się dzieje, ale co do tej jednej rzeczy nie miałam już prawie żadnych wątpliwości. Zaraz… Musiałam wszystko przeanalizować. Czy podczas mojego pobytu w tamtym mieście dostrzegłam coś podejrzanego? Nie, na pewno nie. Inaczej nie poszłabym na dyskotekę, tylko czym prędzej wyjechała. Nie wypiłam nic poza jednym piwem, które cały czas miałam przy sobie. To niemożliwe, by ktoś coś do niego wrzucił. Wyszłam stosunkowo wcześnie, by mieć pewność, że nie będę wracała w towarzystwie mnóstwa pijanych ludzi. Chciałam też jak najbardziej zmniejszyć ryzyko natknięcia się na nieciekawych typów. A potem… Co było potem? Do diaska, co potem? Urwał mi się film.
          Ostrożnie wstałam z łóżka, nie patrząc na zwisające z niego pasy. Podeszłam chwiejnym krokiem do drzwi. Przyjrzałam się im. Żadnej klamki, nie widziałam dziurki od klucza. Uderzyłam w nie pięścią. Z czego były? Jeśli z metalu, może będę mogła je wygiąć, zrobić w nich dziurę? Ale jaką miały grubość? I co potem powinnam zrobić?
          Popatrzyłam na kamerę. Byłam w pułapce. Ktoś zadał sobie trud, by mnie tu uwięzić. Musiałam coś wymyślić.
          Odepchnęłam się delikatnie od drzwi, idąc na środek pokoiku. Zatem co jeszcze wiedziałam?
          Miałam na sobie to, w co ubrałam się na dyskotekę: granatową sukienkę o metalicznym połysku, która sięgała mi do połowy uda oraz białe sandały na koturnie. Gdy dotknęłam palcami ust, zostało na nich trochę granatowej szminki. Czyli ktoś mnie przyniósł, zamknął i zostawił, aż się nie obudzę? A może na dłużej?
          Nie miałam pojęcia, ile spałam. Mogło minąć zarówno kilka dni, jak i parę godzin. W mieście byłam od niedawna, nie zdążyłam nawiązać jakichś głębszych znajomości. Początkowo nikt nie będzie mnie szukał ani nie zgłosi zaginięcia. Moim zniknięciem zainteresują się po pewnym czasie właściciele hotelu, w którym się zatrzymałam, ale wtedy może być już za późno.
          Czułam głód i pragnienie, ale póki co tląca się we mnie złość i chęć uzyskania wyjaśnień dosyć skutecznie je zagłuszały. Usiadłam na wprost kamery, obejmując kolana.
- Dobra. W takim razie popatrzmy na siebie – powiedziałam, wpatrując się w obiektyw.

----------------------------https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8bd-f6ea6052-04f9-4212-b720-d5634cf48f32.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhiZC1mNmVhNjA1Mi0wNGY5LTQyMTItYjcyMC1kNTYzNGNmNDhmMzIucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.lTQz5Dndrlubrd1ZkGH6rzuWqIgcFVGSnf6sq73lPhE
          Od kiedy tu byłem, całe dnie wpatrywałem się w ekrany komputerów. Panował względny spokój, choć zdawałem sobie sprawę, że ten stan rzeczy nie potrwa długo – ostatnio do ośrodka trafiło kilka nowych mutantów i nie trzeba było być psychologiem, by wiedzieć, że wszyscy będą rozkojarzeni, otumanieni, może spanikowani. Zdziwiłbym, gdyby żaden z nich nie zrobił niczego głupiego.
          Przybliżyłem kubek do ust, wypijając łyk kawy. Moją uwagę przykuło jedno z nagrań. Jasnowłosa dziewczyna się obudziła, a po pewnym czasie w jej pokoju pojawił się Sean. Mężczyzna był całkiem ciekawym przypadkiem – każdy trafiał tu z różnych powodów, ale uznałem, że warto zwrócić uwagę na kogoś, kto już wcześniej poznał jednego z mutantów. Nie znałem szczegółów, lecz nawet z mimiki tej dwójki i początkowej bierności Seana, gdy mutantka okładała go pięściami, dało się wyczytać kilka rzeczy.
          Początkowo nie rozumiałem, dlaczego ktoś w rządzie uznał, że postawienie dwóch chociaż trochę bliskich sobie osób po różnych stronach barykady to dobry pomysł, lecz z drugiej strony czy to nowina, że jednego więźnia najlepiej przypilnuje inny więzień? „Ktoś, kto może coś stracić, będzie się bardziej przykładał do pracy” – tak najwidoczniej pomyślał jakiś człowiek na górze i nawet jeśli osobiście potępiałem emocjonalne odnoszenie się do obiektów badań, nie miałem tu nic do gadania.
          Zbyt się zamyśliłem. Uświadomiłem to sobie, gdy usłyszałem pytanie strażnika. Popatrzyłem na komunikator, na którym w tym momencie widniało nazwisko Hayesa.
- Zapewnić obiektowi pożywienie – odparłem niemal natychmiast.
Mutantka prawdopodobnie nadał była oszołomiona nową sytuacją i póki co raczej nie mieliśmy z niej pożytku. Zaspokojenie na razie jej podstawowych potrzeb wydawało mi się najlogiczniejsze.
          Kątem oka zauważyłem też ruch na innym ekranie. Sekunda popatrzenia na charakterystyczne, granatowe włosy wystarczyła, by zidentyfikować obiekt.
- Numer dwadzieścia sześć się obudził – rzuciłem w przestrzeń, po czym, nie poświęcając temu zdarzeniu już ani chwili uwagi, powróciłem do kontrolowania pozostałych kamer.

Ostatnio zmieniony przez Ardentia (02-10-2019 o 18h40)


T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://i.imgur.com/AEYxFyr.gif

Offline

#14 26-07-2019 o 22h46

Straż Cienia
Elemelia
Akolita Jednorożców
Elemelia
...
Wiadomości: 348

------------------------------------------ Larkin George Kent



-----------------------------------"Look your love has drawn red from my hands
-------------------------------------From my hands you know you'll never be
-----------------------------------------More than twist in my sobriety"



     Zapętlająca się piosenka wybudziła delikatnie mężczyznę ze snu. Pierwsze co poczuł, nawet zanim otworzył dokładnie oczy to wielki ból w okolicach szyi oraz kręgosłupa. Po raz kolejny zasnął w zakazanej pozycji przy mikroskopie. Przeglądanie fragmentów skóry lub łusek niektórych mutantów ponownie stało się bardziej pochłaniające i ważne niż dobra dawka snu oraz wygodne łóżko. Ciężko zliczyć, który to już raz Larkin zasnął nad swoją pracą, budząc się jeszcze bardziej zniecierpliwionym, ponieważ przeważnie nie pamiętał, do czego doszedł, będąc ledwo przytomnym, a jego senne pismo nawet najlepszy grafolog by nie rozszyfrował. I tym razem nie było inaczej. Notatki walały się po całym biurku, razem z różnymi próbkami, powodując gwizd frustracji wydany przez nozdrza mężczyzny. Poirytowany własną głupotą, przetarł zaspane oczy i przeciągnął się na nie tak fatalnym krześle, starając się rozciągnąć stwardniałe mięśnie i naprowadzić niesforne kości na właściwy tor. W takich momentach Larkin zawsze żałuje, że czasami pożądanie względem zdobycia odpowiedzi na swoje własne pytania jest większe niż pokłady zdrowego rozsądku. Doprawdy, jego kości przed końcem tego eksperymentu zdeformują się na kształt krzesła, na którym spędza ostatnio tyle nocy. Nie wspomnę nawet o mięśniach, które zmuszone do dziwnych pozycji same opuszczą jego ciało. Niby uczony, a jednak jaki głupi. Co więcej, on każdego poranka sobie obiecuje, że tym razem skończy w łóżku. I wiecie co?, na palcach jednej ręki można policzyć, ile razy mu się to udało. Nawet jeśli znalazł się w swoim łóżku, to nigdy w nim nie zasypiał. Zawalał się masą notatek i jakichś artykułów i tylko mózg parował całą noc. Ktoś by musiał go siłą tam zaprowadzić i zamknąć wszystkie rozpraszacze uwagi, aby ten mężczyzna się według przyjętych norm położył spać i faktycznie zasnął.
      Odprawiając poranną modlitwę oraz klątwę względem samego siebie, Larkin wyłączył ciągle grającego Discmana, który w kółko wygrywał Twist in My Sobriety śpiewane przez Tanitę Tikaram. Coś było w tej piosence, że mężczyzna nie mógł się jej oprzeć i zgrał ją w kilku wersjach na płytkę, która teraz służyła za jego budzik i kołysankę, wirując w odtwarzaczu. Może to po prostu fakt, iż piosenka często leciała w jego życiu w bardzo ciekawych momentach, w większości miło wspominanych, a może po prostu jej prostolinijność w pewnym sensie idealnie nadawała się do towarzyszenia w badaniach przy mikroskopie. Tak czy siak w końcu zdjął słuchawki z głowy, a odtwarzacz wyłączył. Notatki zaczął segregować, a wszystkie szkiełka i inne naturalnego pochodzenia rzeczy, odpowiednio zabezpieczać i chować. Wszystko elegancko trafiło do szuflady z jego nazwiskiem, którą zamknął. Nie żeby nie chciał się dzielić z innymi swoimi odkryciami, ale wpierw wolał coś odkryć. Poza tym nie lubił, jak ktoś mu robił większy bałagan niż on sam.
      Poprawił swój biały fartuch i w sumie już miał się kierować do wyjścia, kiedy poczuł dziwne uczucie w okolicach lewej nogawki spodni. Ba!, zobaczył nawet niewielki ruch w tych okolicach, co od razu wprawiło mężczyznę w stan lekkiej paranoi. Wiedział, że ma się mary senne, jak się człowiek nie wyśpi, ale nie sądził, że jego też spotkają. W sumie to nie sądził, że może czuć takie rzeczy, jeżeli zostały one wymyślone przez jego niewyspany umysł.
      Wykreślić to. On by chciał, aby to były tylko jakieś faty morgany czy inne ściemy, bo kiedy podniósł nogawkę spodni jego dzień własnie nabrał pikanterii. Wokół jego nogi zaczął oplatać się średniej wielkości wąż, który należał do jednej z mutantek, która chyba nigdy nie została nauczona co to znaczą granice osobiste. Doprawdy to ile razy znalazł jej gada w swoim pokoju lub dostawał zbyt osobiste pytania z jej strony, że powoli zaczyna się bać o intymność swoich pryszniców.
      Próbował strząsnąć z siebie tego małego szpiega, oczywiście zaraz po tym, jak jęknął jeszcze bardziej zirytowany zaistniałą sytuacją, ale wąż jakby wydawał się czerpać przyjemność z paniki jasnowłosego, który nie dosyć, że już od otworzenia oczu był sfrustrowany to jeszcze teraz atakowany. To, że jego oddech był przyśpieszony, a serce waliło mocniej to małe niedopowiedzenie. Z kwaśną miną wyparował z małego laboratorium, zaraz znajdując się w głównym miejscu spotykania się naukowców, od razu podbiegając do Granta, który sobie spokojnie siedział i jeszcze nie wiedział, jaki zaszczyt na niego spadnie. Dawno Kent się tak nie cieszył na jego widok. Teraz Grant był jego księciem w śnieżnym kitlu, który miał go uratować od złego smoka.
     - Weź to coś ode mnie odczep. Użyj noża jak trzeba.- mówił lekko spanikowany, przy okazji kładąc swoją nogę na jego nogach. Wolnymi rękoma wystukał kilka kodów i ustawił dźwięk tak, aby jego słowa powędrowały tylko do pokoju osobnika 325. - Umawialiśmy się, że możesz mieć swoje "dzieci" o ile nie będą ingerowały w życie innych. Możesz mi wyjaśnić co on teraz robi? Ma zniknąć z mojego ciała z twoją pomocą albo zniknie z wyspy za pomocą noża.
      I w taki oto sposób rozpoczął się dzień Doktora Kenta. Przemęczony, ubrany w wczorajsze ubranie z potarganymi włosami, trzymał nogę na swoim wspólniku, aby uwolnić się od pupilka ich obiektu badań. Dodajmy jeszcze promil histerii, który krążył w jego krwi na myśl o tym, że ten wąż mu kończynę odbierze i mamy pełen pakiet. I ktoś próbował mu wmówić jeszcze niedawno, że życie na wyspie będzie nudne, ha!

Ostatnio zmieniony przez Elemelia (26-07-2019 o 22h53)


DANCE IS EVERYTHING.
https://66.media.tumblr.com/c6f3891279ebc5791f6d6136c04ce604/tumblr_pdgqh8bAsI1rdhwsvo2_400.gif https://66.media.tumblr.com/85d52a598706e9c49236a8d788f57a86/tumblr_pdgqh8bAsI1rdhwsvo8_400.gif

Offline

#15 29-07-2019 o 19h12

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 268

----------------------------https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8bd-f6ea6052-04f9-4212-b720-d5634cf48f32.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhiZC1mNmVhNjA1Mi0wNGY5LTQyMTItYjcyMC1kNTYzNGNmNDhmMzIucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.lTQz5Dndrlubrd1ZkGH6rzuWqIgcFVGSnf6sq73lPhE
          Nie dane mi było zbyt długo leniwie popijać kawę i patrzeć na mutanty śpiące lub kręcące się po ich… siedzibach. Jakieś wyższe siły najwyraźniej postanowiły ukarać moją bezczynność.
          Najpierw dały się słyszeć szybkie kroki, a potem podenerwowany głos Kenta. Jedno krótkie spojrzenie na jego daleki od świeżości strój wystarczyło, by stwierdzić, że zdrowy, głęboki sen w jakimś wygodnym miejscu znajdował się trochę niżej na jego prywatnej liście priorytetów niż na mojej. Na usta cisnęły mi się słowa dezaprobaty, lecz wykład o tym, jak ważna w naszym zawodzie jest higiena umysłu, ugrzązł mi w gardle. Zaczęło do mnie docierać to, co powiedział Larkin najpierw do mnie, a potem do pewnej mutantki.
          Spojrzałem na swoje kolana, na których w tym momencie znajdowała się noga Kenta przyobleczona w niezwykle ekstrawagancką ozdobę. Nie wyobrażałem sobie jednak tego, że zostanie nowym krzykiem mody – najwyżej pełnym przerażenia wrzaskiem.
- Spokojnie. Szczerze wątpię w to, że w jego menu obok żab, jaszczurek i gryzoni znajdujesz się ty – stwierdziłem, łapiąc gada obiema rękoma.
          Chyba nie był jadowity, prawda? Raczej nie pozwolilibyśmy obiektowi na trzymanie takiego… A przynajmniej chciałem w to wierzyć. W najgorszym wypadku pomiędzy buteleczkami z odtrutkami na szkodliwe substancje wytwarzane przez niektórych z mutantów zapewne znajdowała się surowica.
          Nóż, nóż… Skąd miałem go wziąć? Pewnie jakieś mieli strażnicy, ba! - nie zdziwiłbym się, gdyby von Vetur trzymał w ukryciu całą kolekcję, tak na wszelki wypadek, by sprawdzić, czy mutanty – dziwnym trafem – też odczuwają ból lub coś tego typu... Ale czy jakiś był tutaj? Jedną ręką nadal próbowałem oswobodzić kolegę, drugą zaś wysuwałem kolejne szuflady, których mogłem sięgnąć przy moim mocno ograniczonym zakresie ruchów. Papiery, zdjęcia, dokumenty… W końcu, uzbrojony w ołówek i przygotowany do zamachu, zapytałem Kenta:
- Przypomnisz mi, dlaczego obiekt dostał pozwolenie na trzymanie zwierząt?
          Zaraz potem bezceremonialnie zetknąłem tępą końcówkę ołówka z okiem węża. Liczyłem na to, że podrażnienie tak wrażliwego miejsca będzie wystarczającym powodem, by gadzina zrozumiała, że nikt – może poza trzysta dwadzieścia pięć – jej tu nie chciał. Nie uśmiechało mi się sięgać po argumenty jeszcze cięższego kalibru… takie jak chociażby wyłożone na blat nożyczki, które co prawda zdecydowanie nie wyglądały równie złowieszczo co zaproponowany przez Kenta nóż, ale nadal mogły być skuteczne.

Ostatnio zmieniony przez Ardentia (02-10-2019 o 18h41)


T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://i.imgur.com/AEYxFyr.gif

Offline

#16 29-07-2019 o 23h03

Straż Cienia
Methrylis
Tester eliksirów
Methrylis
...
Wiadomości: 24 724

..........................................................................https://i.imgur.com/MJBNoND.png
     Miała na imię Clarine.
     Clarine. Nijakie imię dla nijakiej osoby. Dla takiej, która łatwo ginęła w tłumie, niczym się nie wyróżniając. Nijakie były jej krótkie, złociste włosy, zielone oczy i szeroki uśmiech. Nijakie były rumiane policzki, drobniutka sylwetka i dołeczki w kącikach ust, kiedy wybuchała śmiechem. Śmiechem równie nijakim.
     Jednak jemu ta nijakość jakoś umknęła. Zagapił się i nie dostrzegł jej wtedy, kiedy powinien, a gdy zrozumiał swój błąd, było już za późno. Bo nagle całkiem przestał wierzyć  tę nijakość, zastanawiając się, jak to możliwe, że nikt wcześniej jej nie zauważył. Że nikt wcześniej nie odarł jej z tej szarej, płytkiej powierzchowności. A jednak jakimś cudem był pierwszy. To on jako pierwszy sprawił, że ta, która dla innych wydawała się nikim, była dla niego wszystkim.
     Zagapił się.
     Teraz już wiedział, że zawsze powinien mieć oczy szeroko otwarte.
     Białawy kawałek ściany, w który wpatrywał się z takim uporem, świecił ponurą pustką. Nie wisiał w tym miejscu żaden obraz, plakat, krzyżyk czy cokolwiek innego. Cedrik od lat planował powiesić w nim zdjęcie tej nijakiej blondynki, która wciąż zawracała mu głowę, wyczuwając najdrobniejszą chwilę rozkojarzenia i przemykająca się do jego myśli. Nadal tego nie zrobił, lecz nie czuł się winny z tego powodu. Wręcz przeciwnie: myśl o tym, że kiedyś będzie musiał powiesić zdjęcie, dawała mu wrażenie, że przyszłość jednak istnieje w jakimś celu. Choćby nawet w celu zawieszenia na ścianie czyjegoś portretu.
     Nie pamiętał, jak długo wpatrywał się w ten nagi kawałek ściany, lecz gdzieś z tyłu głowy narastała coraz bardziej uporczywa myśl, że powinien wyprostować swoje starzejące się kości i wrócić do pracy. Dziś zaczynał swoją zmianę kilka godzin później niż współpracownicy, a to dlatego, że do późnych godzin nocnych przygotowywał odpowiednie izolatki dla ich nowych, zmutowanych gości. I dlatego dziwił się sam sobie. Dziwił się, że ma w sobie tak mało zapału i energii, skoro tak długo czekał na ten dzień. Tak cieszył się na myśl o nowych obiektach, na których mógłby wypróbować swoje eksperymenty.
     Cieszył się na myśl, że znowu będzie mógł pochylić się nad którymś z nich i powiedzieć prosto w oczy, że zamierza zrujnować mu życie.
     Lecz z tej niedawnej radości nie zostało już nic. Cedrik wiedział, dlaczego tak się działo.
     Kiedy myślał o mutantach, Clarine nie odchodziła od niego ani na krok.
     Mimo to musiał się zmusić do wysiłku i wstać z łóżka. Leniwymi, powolnymi ruchami przebrał się w roboczy strój, nawet nie patrząc przy tym w lustro, wziął też ze sobą identyfikator, dokumenty i telefon, po czym wyszedł z sypialni i ruszył w stronę swojego gabinetu.
     Ani myślał iść do laboratoriom głównego. To tam zwykła siedzieć reszta ignorantów, która śmiała się nazywać naukowcami. Banda baranów, tępo wpatrzonych w podręczniki i kodeksy, nie miała pojęcia o prawdziwych eksperymentach. Co więcej, niektórych Cedrik podejrzewał o tak niskie uczucia jak współczucie. Szlag go trafiał, gdy myślał, że musiał pracować z takimi elementami i dlatego właśnie wolał unikać ich towarzystwa, zaszywając się w swoim małym, ciasnym gabineciku.
     Dopiero kiedy ujrzał doskonale znane mu metalowe biurko, nad którym świeciło się dziesiątki monitorów, poczuł się odrobinę swobodniej. Zawiesił biały kitel na krześle, po czym rozsiadł się wygodnie, przelotnie zerkając na podrzucone mu przez kogoś notatki. Zarówno z nich, jak i obrazu na monitorach, wynikało, że kilka obiektów już się wybudziło.
     — Obiekt 26 — mruczał, przyglądając się aktom. Wariatka myśląca, że podludzie tacy jak oni są w stanie przewyższyć ludzi. Uśmiechnął się kpiąco, po czym zakreślił jej nazwisko, obiecując sobie, że zrobi wszystko, żeby tylko jak najokrutniej wybić jej te bzdury z głowy. — Obiekt 1… i Obiekt 3.
     To rodzeństwo akurat kojarzył, ponieważ przebywali tu trochę dłużej. O młodej niewiele wiedział, dlatego uznał, że wypadałoby się jej przyjrzeć, lecz jej starszego brata znał aż za dobrze. Szczeniak jeszcze gorszy od Dwudziestki Szóstki: arogancki, agresywny i bezczelny. Przejawiał wyraźne problemy psychiczne, a dodatkowo, co akurat mocno Cedrika bawiło, najwyraźniej wzbudzał strach w swojej małej siostrzyczce. Uznał, że to może być na tyle ciekawe, że chce się temu przyjrzeć na osobności.
     — Obiekt 1 oraz Obiekt 3 za pół godziny zostaną poddani wstępnym badaniom — wyrecytował, doskonale wiedząc, że dzięki słuchawce, którą mieli obowiązek nosić, wszyscy pracujący w ośrodku naukowcy usłyszeli jego komunikat. — Badanie przeprowadzi profesor Cedrik von Vetur — wyrecytował formułkę, zastanawiając się, ilu idiotów zabroni mu badań albo uczuli, że ma zakaz torturowania obiektów.
     Mimowolnie się uśmiechnął.
     Pierwszy raz od dawna.

Ostatnio zmieniony przez Methrylis (29-07-2019 o 23h04)





https://cdn.discordapp.com/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif











                                                    ►  Instagram  ◄                                                         ► Fanklub Eza  ◄                                               ► FF  "za kurtyną nigredo"  ◄
https://i.imgur.com/ULp2qHo.png



https://i.imgur.com/eFVtyaU.gif

Offline

#17 30-07-2019 o 03h04

Straż Cienia
amelinie
Młody rekrut
amelinie
...
Wiadomości: 26

L O U A E N   N O U R E N S


Dyszał ciężko biegnąc wydeptaną przez siebie ścieżka w stronę ośrodka. Zimne, poranne powietrze pchane wiatrem z nad oceanu przyjemnie owiało mu twarz. Wczesnoporanny bieg pozwalał mu zresetować swoje myśli i przygotować na rozpoczynając się dzień. Zwinnymi ruchami omijał przeróżne, zmutowane łodygi roślin oraz konary drzew. Przedziwna flora wyspy, zmieniona w skutek eksperymentów prowadzonych na przestrzeni lat, dodawała temu miejscu niesamowity, wręcz oniryczny klimat, który z każdym dniem zyskiwał w oczach Lou.
Gdy przybył do ośrodka niespełna dwa tygodnie temu obraz przerośniętych, powykręcanych roślin wydawał mu się niemal makabryczny, dziś, po kilku porannych eskapadach wgłąb zmutowanego gąszczu jest w stanie dostrzec w tym odrealnionym krajobrazie piękno. Jednak nie zmieniało to faktu, że z wielką trudnością przychodziło mu znalezienie swojego miejsca na wyspie. Mimo tego, że jako naukowiec należał na niej do grona najważniejszych osób, to cała ta otoczka: tajne położenie; odizolowanie od reszty świata; przetrzymywani wbrew swojej woli mutanci, sprawiało, że sam czuł się jak więzień.
Zatrzymał się nieopodal wejścia do budynku. Oparł dłonie na kolanach i wziął kilka głębokich wdechów, próbując uspokoić przyspieszone bicie serca. Przeforsowywał się. Codziennie o świcie, przez bitą godzinę pokonywał przewrotny tor przeszkód stworzony przez naturę, po którym kleił się od potu, palił go mięśnia, serce biło mu jak oszalałe, a przednim był jeszcze cały dzień pracy w laboratorium. Nie był małym sadystą. Podczas biegu musiał całkowicie skupić się na omijaniu różnolitych przeszkód, dzięki czemu mógł choć na chwile odpocząć od patosu tego ośrodka.
Gdy doprowadził się do względnego ładu, wyciągnął z kieszeni identyfikator, którym otworzył grube, pancerne drzwi prowadzące w głąb budynku. Długie, szerokie korytarze prowadzące do jego pokoju nie należały do tętniących życiem. Po drodze minął dwóch bezimiennych dla niego strażników, z którymi wymienił się kurtuazyjnymi kiwnięciami głową. Mężczyzną z pewnością nie umknął zgoła nieprofesjonalny wygląd doktora Nourensa. Sportowe spodnie i przepocony, czarny T-shirt wydawały się nie na miejscu w tak poważnym ośrodku naukowym jak ten, nie mówiąc już o zmierzwionych włosach przyklejających się do mokrego od potu czoła oraz o czerwonej od wysiłku twarzy. Zimny prysznic jest czymś co będzie idealny uwieńczeniem jego porannego rytuału.
Jako ten nowy AKA młody alias szczeniak bądź szczyl, każdemu według gustów i upodobań, nie był jeszcze w pełni samodzielny w swoich badaniach, więc w ciągu dnia towarzyszył innym naukowcom obserwując i pomagając im w pracy albo doszkalał się na temat mutantów zgromadzonych na wyspie. Nie przeszkadzało mu to. W ośrodku chciał przede wszystkim się uczyć, a na dokonywanie wielkich odkryć przyjdzie jeszcze czas... Albo i nie. To i tak nigdy nie było jego celem.
Główne laboratorium było miejscem, w którym Louaen zaczynał swój dzień pracy. Brał potrzebny badania bądź dokumenty, pytał czy może się komuś przydać, w przypływie szczęścia udawało mu się nawet przez moment poobserwować mutantów, gdy jeszcze nikogo nie było przed ekranami komputerów, etc. W skrócie mówiąc rozplanowywał swój dzień w pracy. Gdy jednak tym razem elektroniczne drzwi otworzyły się ukazując doktora Kenta trzymającego nogę, wraz z owiniętym wokół niej gadem, na kolanach współpracownika młody Nourens po.czuł się lekko skonsternowany, a fakt, że Grant wtykał zwierzęciu tępy koniec ołówka w oko nie pomagał. Przez chwilę zastanawiał się czy nie lepiej by było pozostawić panów samych z ich wężem, ale zauważony zebrał w sobie odwagę i wszedł do środka.
-I jak, panowie? Dobrze idzie praca?-Szelmowski uśmiech mimowolnie wkradł mu się na usta. Przekrzywił delikatnie głowę, a kosmyki blond włosów opadły na czoła zakrywając górną część blizny, przechodzącej pionowo przez lewą brew i oko. Jasne włosy i szaroniebieskie, stalowe oczy idealnie kontrastowały z ciemną karnacją mężczyzny. Oparł się plecami o ścianę chowając ręce do kieszeni ciemny jeansów.  Ubrany był w granatowa bluzka z długimi,podwiniętymi nieco rękawami, która idealnie komponowała się z jego opaloną skórą,a biały fartuch przerzucił sobie niedbale przez ramię.-To jest pupil obiektu trzysta dwadzieścia pięć? Obiekt nie ma przypadkiem zbyt dużej swobody?
Gdy usłyszał w słuchawce głos należąc do von Vetur, zrozumiał że dzisiaj czeka go dzień pełen wrażeń. Nie trzeba było być Sherlockiem, aby spostrzeż, że profesor należy do ludzi raczej ekscentrycznych, a jego badań metody bywają dość...Alternatywne. Zaciekawiony obserwował reakcje pozostałych naukowców znajdujących się w laboratorium.

Ostatnio zmieniony przez amelinie (30-07-2019 o 08h45)

Offline

#18 30-07-2019 o 13h20

Straż Obsydianu
Morgiana
Szeregowiec
Morgiana
...
Wiadomości: 75

_____________________ Elizabeth Anna McGarden/21


Uhh, co jest? Moje łóżko nie jest tak niewygodne. Położyli mnie na kanapie? Zaburczałam coś pod nosem, marszcząc brwi i podnosząc rękę, by przetrzeć oczy. No ... chciałam je przetrzeć, ale mimo iż próbowałam podnieść rękę, nie do końca szło jak chciałam. Otworzyłam oczy z niechęcią, od razu rozglądając się po pomieszczeniu.
Biało, nieskazitelnie i ... okropnie sztywnie. Jak w szpitalu, albo nawet w kostnicy. Zastękałam zmęczona, znowu próbując się ruszyć. Tylko, że z jakiegoś powodu moje ciało było obolałe, a do tego w dziwny sposób unieruchomione.
Zaskoczona i nagle przestraszona, zadrżałam. Szarpnęłam się od razu, chcąc się jakoś uwolnić, choć jedyne co osiągnęłam to bliskie spotkanie z podłogą. Stęknęłam znowu, czując irytację. Z mojej nowej ... pozycji, postanowiłam rozejrzeć się ponownie. Ten pokój naprawdę był niesamowicie szpitalny, a do tego zauważyłam kamerę. W sumie, nie wiem jak mogłam nie zrobić tego wcześniej. Czyżbym ślepła? Ahh, nie ważne! Chce mieć chociaż wolne ręce!
Zaczęłam niekontrolowanie się szarpać, rzucać i tarzać po podłodze, przy okazji za wszelką cenę próbując uwolnić swoje ciało.
Nie wiem ile czasu mi to zajęło, choć gdy poczułam trochę większy luz, zrozumiałam, że w którymś miejscu zabezpieczenie pękło. Od razu się uśmiechnęłam i szarpnęłam rękoma mocniej. I jeszcze raz, i jeszcze raz i jeszcze. W końcu to paskudztwo pękło, a ja mogłam uwolnić i swoje nogi.
Przez to, że tak mocno mnie krępowało, nie mogłam wziąć zamachu, ani nic w tym stylu. Ktoś jawnie wiedział jak mnie unieruchomić, albo chociaż na chwilę zatrzymać.
Szybko podniosłam się z podłogi, choć to był zły pomysł, prawie od razu runęłam jak długa, znów lądując na podłodze. Jezu, ile ja byłam nieprzytomna? Jestem zdrętwiała, a najgorzej chyba moje nogi. Do tego wszystko mnie boli, jestem głodna i zmęczona. Wolniej, ale równie stanowczo się podniosłam. Rozciągnęłam się, dla własnej przyjemności i dobra.
Zmarszczyłam brwi, zaczynając chodzić po pokoju i próbując ogarnąć co i jak. Ba! Nawet uderzyłam kilka razy pięścią w ścianę czy drzwi. Oczywiście nie tak by coś rozwalić! Oczywiście, że chciałam zwiać bo nie wiedziałam gdzie jestem, ale nie wiedziałam też do czego ci co mi to zrobili są zdolni. Bo co jak zrobią mi krzywdę? Albo coś w tym stylu? Wolałam najpierw zrozumieć co się dzieję.
Zbliżyłam się do drzwi po raz drugi, na nowo w nie uderzając, ograniczając swoją moc jak tylko mogłam.
-Ej! Jest tam ktoś! Halo!-krzyknęłam, nie przestając co chwilę uderzać, żeby zwrócić na siebie uwagę. Do diabła, gdzie ja jestem?!

Ostatnio zmieniony przez Morgiana (09-08-2019 o 13h13)

Offline

#19 30-07-2019 o 13h59

Straż Absyntu
Camio
Żołnierz Straży
Camio
...
Wiadomości: 622

https://i.ibb.co/nQ24ty1/as.jpghttps://i.ibb.co/5KdXpH8/fwsd.jpg


   -"Ju-...". -"Przymknij się, głupia.", warknął. Sadowiąc się nad leżącą na łóżku dziewczyną, Jurij sięgnął dłonią pod koszulę Tatiany, spoglądając przy tym co jakiś czas na zamieszczoną u sufitu kamerę. -"Wystawiają naszą cierpliwość na próbę, siostrzyczko.", parsknął po czym cofnął dłoń, ujmując w nią jej własną. Zamieszczona nad ich głowami lampa ledowa, zamigała parokrotnie białym światłem, na przemian zapalając się i gasnąc. Tatiana spojrzała na chłopaka, gotowa użyć na nim neuroportacji, co nie uszło uwadze Jurij'a, który zacisnął  drugą z dłoni na jej szyi. -"Niewdzięczna d##-...". W tym samym momencie, znajdujące się za nimi drzwi otworzyły się, a do pomieszczenia weszła para strażników gotowa rozdzielić ich dwójkę. -"Rychło w czas.", mówiąc to Jurij pstryknął palcami, a dotychczas otaczająca ich rzeczywistość od tak po prostu zdała się już nie istnieć.

*


   -"Szlag!", syknął z bólu kiedy znaleźli się poza ośrodkiem. Okazało się, że przedramię gdzie wszczepiony był biochip, jak i całe ramię było teraz całkowicie sparaliżowane. -"Nie jestem pewien ile zajmie mi wykonanie kolejnego "skoku"..."., to mówiąc rozejrzał się wokół. Bez wątpienia, nadal znajdowali się na wyspie, którą gdzie wzrokiem nie sięgnąć, oblewały wody bezkresnego oceanu. -"K####!"., warknął i pstryknął palcami po raz drugi. Tym razem, miejscem w jakim wylądowali okazała się być...-"Moskwa?" Jurij spojrzał na stojącą obok Tatianę. -"Zabierz mnie stąd." Dziewczyna spojrzała na niego pytająco, próbując jednocześnie wyrwać się z uścisku chłopaka. -"Nie rozumiem.", skłamała. -"Nie rozumiesz...", odparł drwiąco, zaciskając dłoń wokół jej nadgarstka. -"Nie każ mi się powtarzać. -"Ten s####### Grand...", wymamrotał, na krótko nim wszystko wokół rozpłynęło się w powietrzu. Kiedy otworzył oczy, dostrzegł nad sobą znajomą mu sylwetkę, która szybko jednak została zastąpiona dwoma postaciami w białych, służbowych kitlach. -"Co do cholery...". Jurij zerwał się gwałtownie, po to tylko by zaraz potem znaleźć się z powrotem, sam na sam w pomieszczeniu, jakie dotąd zajmował. Przez ten cały czas zdawał się być kontrolowany. Pytanie tylko brzmi przez kogo.Zanim udało mu się zebrać myśli, drzwi otworzyły się, odsłaniając stojącą za nimi Tatianę w obstawie grupy strażników. -"Tati?", zwrócił się do siostry, spoglądając na nią zza opadającej na oczy ciut przydługiej grzywki. Nie protestując, pozwolił mężczyzną robić swoje. Nie był pewny, czy to co aktualnie ma miejsce rozgrywa się tu i teraz, czy może stanowi kolejny wymysł jego chorej wyobraźni. Czym w ogóle było "tu i teraz"? Tak jak do teraz starał się nie stawiać oporu, tak w ostatniej chwili, jak gdyby rozważywszy wszelkie za i przeciw, zdecydował się,  nie iść z nimi na współpracę. Przykuty do łóżka przez dwóch rosłych mężczyzn, a następnie unieruchomiony przy pomocy umocowanych u łóżka pasów, podana mu została substancja mająca na celu otępić chłopaka na jakiś czas. Kiedy działanie substancji stopniowo dawało o sobie znać, strażnicy wyprowadzili stamtąd Jurij'a, zabierając go wraz z Tatianą na jedną z sesji badań prowadzonych przez ekscentrycznego profesora von Vetur'a.

Ostatnio zmieniony przez Camio (10-09-2019 o 10h13)


https://i.imgur.com/iwkCVKZ.gif

https://images92.fotosik.pl/367/98ddf9c11b2d374a.gif


https://i.imgur.com/AYAvEnA.gif

https://i.imgur.com/iwkCVKZ.gif

https://images92.fotosik.pl/367/98ddf9c11b2d374a.gif

Offline

#20 01-08-2019 o 09h44

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 390

_______________________________ 325 / Erika Cummings

Byłam głodna. To chyba jedyna sensowna konkluzja, do której doszłam w trakcie przekręcania się z boku na bok przez całą noc. Bo niestety, ale nie byłam w stanie spać w swojej ludzkiej formie już od dłuższego czas, a znów bycie wężem przez taki czas miało niestety swoje skutki — co zaczynałam odczuwać coraz bardziej i nie do końca mi się to podobało. Przez to też postanowiłam przeboleć kilka nocy bez snu, a przynajmniej ograniczyć jego ilość, nawet jeśli oznaczało to, że prawdopodobnie w najbliższych dniach miałam być jedynie pół przytomna.
I zdecydowanie jedna noc w ten sposób już się na mnie odbijała, skoro jedynym, na czym potrafiłam się na razie skupić, był fakt, że byłam głodna. Jedzenie również było dobrym tematem, tym bardziej, gdy przypomniałam sobie babcine wypieki i ten cudowny placek rabarbarowy, który każdy dzień umilał swoim zapachem. Od niego z pewnością mogła ślinka cieknąć, bo szczerze fanką samej tej rośliny nie byłam, więc z reguły też tylko objadałam ciasto, zastawiając nadzienie innym. Chociaż nie powiem, bo zaczęło mnie zastanawiać czy teraz, po tych kilku latach odkąd ostatnio widziałam babcine wypieki, polubiłabym rabarbar? Tak, zdecydowanie nie najlepszy temat do przemyśleń w takim stanie.
Delikatny dotyk obcych łusek na skórze wyrwał mnie z otępienia i niemal od razu podniosłam się z pozycji leżącej, by móc lepiej się przyjrzeć dwójce moich pupili. Mogłabym się założyć, że przyszły ze swoich wygodnych miejsc w klatkach tylko z uwagi na moją zmianę emocji, albo raczej ich nietypową pulę. To raczej nie był dla mnie typowy poranek, pod żadnym względem. Normalnie już dawno szykowałabym się, cała w skowronkach, do badań czy zwykłego wyjścia z pokoju, nawet jeśli miałoby to być w towarzystwie strażnika.
Wśród moich maluchów brakowało jedynie Xenopeltis Unicolor, czemu jednak się nie dziwiłam — byłam niemal pewna, że znajduje się gdzieś przy doktorze Kencie. Nie pierwszy i nie ostatni raz.
I jakby na zawołanie z głośników mogłam usłyszeć ten cudowny głos, przez co niemal od razu wyskoczyłam ze swojego łóżka, całkiem nie przejmując się faktem, że omal się przy tym nie wywaliłam. Moja ekscytacja jednak dość szybko opadła, gdy tylko dotarło do mnie, co takiego mówił. Jednak nie całkowicie, oczywiście, chociaż strach o mój mały skarb niejako ją przyćmił.
- Nie, nie, nie, nie… Nie możecie! - wyrwało się mi niemal od razu, końcówkę już niemal wykrzyczałam, a z mojego tonu niemal sączyła się desperacja. Moje maleństwo było na to zbyt niewinne, by przerobić je w tak młodym wieku na jakiś bukłak, czy cokolwiek ludzie robili ze skóry węży aktualnie. Wodę mogli sobie nosić wiaderkami, jak musieli, a od moich dzieci powinni się trzymać z dala. W tym wszystkim nawet sama nie do końca zdawałam sobie sprawę, w którym momencie doskoczyłam bliżej kamery oraz mikrofonu. - On przecież nic nie robił i jest potulny, jak baranek, nie możecie mu zrobić krzywdy. - dodałam jeszcze po chwili, czując tylko narastającą mi w gardle gule.
Cóż, może i byłam niezdrowo przywiązana do tych stworzeń, ale był moją jedyną ostoją w tym okropnym świecie. One i doktor, oczywiście. I jasne, wątpiłam, by kręciła go zoofilia, zresztą, mnie samej to nijak nie zachęcało, ale cóż, czysto ludzkie zainteresowanie jego osobą zdecydowanie posiadałam.
- On nie zasłużył na śmierć, przecież tylko cię pilnował, doktorze! Nie mogę w końcu pozwolić, by coś ci się stało, gdy sama nie jestem w stanie cię doglądać. - rzuciłam, a mój ton był wręcz wypełniony odczuwanym przeze mnie zranieniem. W końcu to było oczywiste, dlaczego Xenopeltis go pilnował, a mój wspaniały doktor nadal nie zdawał sobie z tego sprawy, albo zdawać nie chciał.
Oczywiście, też się nie cieszyłam, że mój mały skarb dał się złapać, jednak… Cóż, nie do końca się dziwiłam, że dosłownie przyczepił się do Kenta, tak było zdecydowanie najłatwiej kogoś pilnować. Nawet jeśli aktualnie miał mnie doprowadzić do osiwienia z nerwów, ale bądźmy szczerzy, raczej ciężko odczuwać radość, gdy grożą twojemu dziecku.
Przeczuwając, że raczej nie jestem w tym momencie szczególnie słuchana — straciłam chwilowo zainteresowanie całą konwersacją. Zamiast tego zaczęłam cicho nucić kołysankę, tak na uspokojenie dla mnie, jak i moich maleństw, które znów znalazły swoją drogę do mnie i zaczęły oplatać moje ciało. A przy okazji byłam niemal pewna, że mogło to też uspokoić i Xenopeltis Unicolor, jeśli naprawdę mu coś robili. Bo może i słuch węży był kwestią sporną, tak te stworzenia zawsze reagowały na moje emocje, i wzajemnie, więc nawet nie będąc obok, byłam pewna, że to mogło chociaż trochę pomóc.
- Hej, doktorze? Zjemy razem śniadanie? - powiedziałam nagle, przerywając ciszę ze swojej strony. I cóż, jeśli początkowa ekscytacja, rozmową z moim ulubionym członkiem personelu w tym budynku, wróciła to naprawdę, ale nie była moja wina. Wolałam myśleć, że moje maleństwo zostawi Kenta i znajdzie swoją drogę do mnie, zawsze dawały radę, więc czemu miałoby być inaczej teraz? Zamartwianie się, gdy nie wiem, co się dzieje po drugiej stronie, zdecydowanie nie miało szans mi w żaden sposób pomóc, a skoro też uspokoiłam się już na tyle to — co innego mi pozostało?

Offline

#21 01-08-2019 o 13h19

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 579

_____________ https://fontmeme.com/permalink/190724/2033943ecfdb5ad26bcfb8006660f96a.png
____________________________________9 2

       Śniła o kwiatach.
       Jej gołe stopy muskały delikatne listki, kiedy biegała między nimi, pogrążona w szczęśliwości. Nie czuła żalu. Nie była samotna. Cieszyła się z widoku motyli, które przestraszone jej nagłymi ruchami, wzbijały się w powietrze, w poszukiwaniu spokojniejszego miejsca. Z połyskującymi oczami przyglądała się niemal bezchmurnemu niebu i śmiała się. Śmiała się jak nigdy dotąd. Nie miała powodów do płaczu. Kiedy znalazła się pod wielkim drzewem o rozłożystych gałęziach, przystanęła. Nie była jedyną osobą w tej pięknej rzeczywistości. W cieniu czekał on. Siedział oparty o ciemnobrązowy pień, trzymając w zębach źdźbło trawy. Wiedziała, że na nią czekał. Zawsze to robił, jednak tym razem było inaczej. Nie witał jej z obłąkańczym uśmiechem. Nie krzyczał, ani nie podrywał się na nogi. Był opanowany. Z lekkim zainteresowaniem podniósł wzrok i uśmiechnął się ciepło na jej widok. Nie wiedziała jak zareagować, dlatego stała w bezruchu, wyczekując, co stanie się potem.
        - Pięknie wyrosłaś - odezwał się w końcu, a jej serce gwałtownie zaczęło bić mocniej, szybciej...
       W kącikach jej oczu, zagościły łzy. Powoli spływały po policzkach. Przesycone dawnym bólem, znalazły dawno wyczekiwane ujście.
       Ojciec podniósł się z ociąganiem i przytulił ją tak, jak robili to ludzie, których widywała na ulicy. Nie znała tego uczucia. Było dla niej obce, jednak miało wyjątkowo kojące działanie. Poddała się jemu.
       W tamtym momencie jednak wszystko się zmieniło. Czarne chmury przykryły dawny błękit jasnego nieba, a roślinność obejmująca jej kostki, zaczęła wić się, jak węże. Uścisk mężczyzny stał się zaborczy i bolesny. Jego dłonie wpijały się w skórę dziewczyny, zostawiając po sobie czerwone, pulsujące bólem ślady. Chciała krzyknąć, jednak z jej ust nie wydobył się żaden dźwięk. Głucho wołała pomocy, wyrywając się z objęć szaleńca.
        - A widziałaś tamte kotkii?! - krzyknął nagle. - Susan lubiła kotki. Zabiłem kotki. Lubiła je bardziej.
       Spokojnie tato, pomyślała błagalnie. W końcu udało jej się wyswobodzić. Zobaczyła wtedy to co zwykle. Puste spojrzenie jego oczu, nieznośny i szatański wyraz twarzy.
        - Ciebie też lubiła bardziej - stwierdził nagle, świdrując ją wzrokiem. - Tak jak kotki. Ty...
       Wiedziała, że to sygnał do ucieczki. Że powinna rzucić się biegiem, byle jak najdalej. Nie zważając na wężowe liście, kłujące i rozcinające jej skórę, jak noże. Przebiegła jednak tylko kawałek i zawahała się. Chciała jeszcze raz... Jeszcze raz zobaczyć te ciepłe oczy. Kiedy odwróciła głowę, czarny worek nakrył jej twarz i ścisnął gardło, wiązany przez nieznaną jej osobę.
       Otworzyła oczy.
       Jaskrawe światło odbijające się od nieskazitelnie białych ścian błyskawicznie doprowadziło je do łzawienia. Nie wiedziała gdzie jest, ani jak się tam znalazła. Przywodziło jej to na myśl jedynie szpital, do którego trafił jej ojciec. Kiedy zorientowała się, że nie może poruszyć rękoma, zastygła przerażona.
        Izolatka.
        Oszalała.
        Poszła w jego ślady i stała się prawdziwym potworem. Zamknęli ją. Będą faszerować lekami, aż w końcu stwierdzą, że nie ma sensu. Jedyne posiłki podawać będą przez dziurę w drzwiach, a lekarze, z szyderczymi uśmiechami, będą przekazywać rodzinie informacje o jej pogarszającym się stanie psychicznym... Nie miała rodziny. Poza ojcem i lalkami nie miała nikogo. Nikt nie zapłacze, ani nie zatęskni...
        Poczuła ulgę.
        Czy pozwolą jej się z nim widywać? Powinni. Był obłąkany. Ale miał serce. Nie kontrolował się. Ale zawsze myślał, że działa słusznie. Nie mogła go obwiniać. Nie odpowiadał za własne zachowanie. Bywali gorsi. Zabijał tylko koty. Nigdy nie tknął człowieka. Miała tylko jego.
        Był dla niej wszystkim.
        Zadrżała z zimna. Z zamglonym spojrzeniem, mozolnie podniosła się do pozycji siedzącej i zdenerwowana rozejrzała się w poszukiwaniu czegoś znajomego. W poszukiwaniu kukiełki. Poruszyła się niespokojnie na twardej ziemi, kiedy nie dostrzegła żadnej jaskrawej laleczki. Nie czuła ich obecności. Nie mogła... Nie mogła oddychać.
         Ze świstem wciągała i wypuszczała powietrze. Te jednak zdawało się nie trafiać do jej płuc. Mechaniczna z natury czynność, nagle stała się terrorem. Krew napłynęła jej do twarzy, a oczy wytrzeszczyły się w panice. Chciała żyć, dlaczego...?!
         Musiała się uspokoić. Skupić myśli na... Była skończona. Czekało ją tylko... Motyle. Lubiła motyle. Kolorowe. Niebieskie. Najbardziej niebieskie. Myśl o motylach! Trzepoczące, delikatne skrzydełka. Poczucie wolności. Jedność z naturą. Tak. Tak dobrze. Niebo. Żółte kwiaty. Zieleń. Róż. Czerwień. Tyle barw...
         Poczuła jak jej oddech powoli wraca do normy.
         Udało ci się!
         Oparła się bezwładnie o stojące za nią łóżko.
         Prawdopodobnie wcześniej z niego spadła. Albo od samego początku spała na podłodze...
         Nie pamiętała.
         Ważne było jedynie to, że mogła oddychać.

Ostatnio zmieniony przez Berrine (05-08-2019 o 21h52)


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#22 01-08-2019 o 13h28

Rekrut
Layalla
...
Wiadomości: 31

https://fontmeme.com/permalink/190801/48e41d0f21f8f50d9bf81d8d9c3c2886.png
https://i.imgur.com/ZZNbytV.png
https://i.pinimg.com/564x/4f/ee/89/4fee892fec4ab4918891a46d9b60419d.jpg
https://i.imgur.com/ZZNbytV.png

I M I Ę: Shu
N A Z W I S K O: Cheng
W I E K: 30
O R I E N T A C J A: Asex
Z A W Ó D: naukowiec
S P E C J A L I Z A C J A: Broń militarna i wykorzystanie alternatywnych środków obrony
P O C H O D Z E N I E: Chiny


W Z R O S T: 162
W A G A: 55
B U D O W A: szczupła
C E R A: blada
K O L O R  O C Z U: ciemny brąz
K O L O R  W Ł O S Ó W: czarne


O S O B O W O  Ś Ć:
opanowana
cicha
chłodna
zaborcza
indywidualistka, samotnik
arogancka
bezwzględna
szczera
bezpośrednia


H I S T O R I A:
Shu urodziła się jako córka wpływowego chińskiego naukowca oraz aktorki. Jak to bywa w typowych chińskich rodzinach, od dziecka musiała być tą najlepszą we wszystkim co robiła. Odbierała lata gry na fortepianie i skrzypcach, trenowała balet jednak nic nie szło jej tak doskonale jak nauka. W wieku 14 lat rodzice pozwolili jej rzucić muzykę na rzecz edukacji oraz z baletu przerzuciła się na sztuki walki.
Miała nadzieję poświęcić swoje życie nauce jednak w wieku 20 lat została zrekrutowana do wojska, gdzie służyła przez kolejne pięć lat. Po wypełnieniu obowiązkowej służby, jej pasja do nauki połączyła się z bronią militarną. I tak od 4 już lat prowadzi badania nad nową bronią, która zrewolucjonizowałaby rynek militarny.
Na wyspę została wysłana w celu przetestowania mutantów jako potencjalnej broni oraz by przeprowadzić badania nad ich umiejętnościami, które w przyszłości mogłyby posłużyć w celach militarnych. Bywała tam już parę razy wcześniej.



C I E K A W O S T K I:
Właściwie już zapomniała jak gra się na instrumentach których uczyła się w dzieciństwie
Nienawidzi baletu i muzyki klasycznej
Ulubiony kolor to czarny
Uważa, że mutanci to nie ludzie, tylko broń
Panicznie boi się niewypełnienia zadania, bycia bezużyteczną lub nieskuteczną
Perfekcjonistka, pedantka
Jej rodzice rozwiedli się gdy miała 17 lat, obecnie nie utrzymuje z nimi żadnego kontaktu

https://i.imgur.com/hKCqiZK.png

Ostatnio zmieniony przez Layalla (01-08-2019 o 19h26)

Offline

#23 01-08-2019 o 18h49

Straż Cienia
Aveline
Straż na szkoleniu
Aveline
...
Wiadomości: 200

-----------------------------------------J  A  R  E  D    R  E  D  B  I  R  D--------------------------------------------------------------------------
            Jared mógł przysiąc, że tej nocy śnił o najpiękniejszej rzeczy na świecie, która była w stanie zmienić pochmurny dzień w wesołą symfonię - o jedzeniu. Na samym początku jedynie wgryzał się w kolejne kawałki pizzy z podwójnym serem, od czasu do czasu sięgając po frytki maczane w lodach lub majonezie, ostatecznie nurkując w basenie pełnym pączusiów. Wypełnionych miłością czy konfiturą o smaku kokosa? Dla tego bruneta nie miało to żadnego znaczenia. 
            Gdy w końcu odzyskał świadomość, to zrozumiał, skąd tego rodzaju marzenia senne. Pierwsze co odczuł, to głośno burczący brzuch, dopominający się o swoją poranną porcję węglowodanów, którą zawsze starał się zapewniać. Następny był okropny ból głowy i nadchodzące mdłości, jakby poprzedniego wieczoru zrobił coś wyjątkowo głupiego. Syknął, nie próbując nawet otwierać oczu, których powieki wyjątkowo mu ciążyły, co sugerowało najgorszą formę kaca i spróbował przeprowadzić małą rekonstrukcję ostatniej nocy. 
            Dał się wyrwać swojej przyjaciółce, Kelly, na wypad do klubu z jej znajomymi, którego pożałował już tuż po wejściu, otoczony przez grupę nieznajomych, będących zbyt blisko ciał i muzyki, która zagłuszała jego myśli. Nie miał pojęcia o czym miał z nimi rozmawiać, więc po wydukaniu kilku przeprosin i wymamrotaniu coś, co mogło przypominać powtarzane w kółko słowo “toaleta”, udał się w przeciwną stronę do pokazaną przez innych, bo w kierunku ładnie oświetlonego baru. Po kupieniu kilku kolejek, które wlał w siebie od razu, jedna po drugiej, był już w stanie udawać w miarę spokojnego i nie wyglądać jakby dostawał ataku paniki. Niestety, prawda była taka, że rzeczywiście go dostawał, krytykując się w głowie za tak głupi pomysł, jak nadzieja na jakiekolwiek umiejętności socjalizacji. 
            Właśnie wtedy barman podał mu wymyślnego drinka, na którego widok brwi Jareda powędrowały w zdziwieniu do góry, prawie znikając z czoła, gdy wyobrażał sobie ile mógł kosztować w takim miejscu. Dowiedział się jedynie, że to prezent od jednego z gości klubu i w duchu stwierdzając, że za darmo to nawet ocet słodki, zwłaszcza wyglądający tak apetycznie, z uśmiechem na ustach wypił alkohol. Czuł się już wtedy wystarczająco dobrze, by odnaleźć Kelly i jej znajomych, przeprosić za zniknięcie i zachowywać się wystarczająco normalnie, by nie zostać nazwanym dziwadłem. Problem w tym, że od tego momentu nie pamiętał już nic, a przecież wcale nie wypił tak dużo. Co mogło stać się wczorajszej nocy? Nie miał pojęcia, ale był gotów to odkryć. 
            Z wysiłkiem, który wydawał mu się w tamtym momencie wielkim, otworzył powoli oczy. Najwyraźniej pomieszczenie, w którym się znajdował, musiało być wyjątkowo jasne, ponieważ natychmiast musiał je ponownie zamknąć, oślepiony. Jared zaczął gwałtownie mrugać, czując napływające mimowolnie łzy, mimo których zmuszał się do zobaczenia pokoju. Ten widok nie podobał mu się ani trochę, sprawiając, że chęć jedzenia  w tym momencie odeszła na dalszy plan, a nawet wręcz przeciwnie, wyjątkowo bardzo miał ochotę zwymiotować, jakby miało go to oczyścić z wszystkich wczorajszych błędów. 
            Pomieszczenie wcale nie było jasną sypialnią w jakimś tanim hotelu lub domu osoby, w której łóżku mógł skończyć, a cholerną izolatką. Mutant, nie zważając na swój osłabiony organizm, podniósł się i próbował wstać, ale nogi się pod nim ugięły i wywalił się na podłogę. Właśnie wtedy zobaczył kamerę, która najwyraźniej obserwowała każdy jego ruch i czując, jak ogarnia go złość, najpierw pomachał w jej stronę, a następnie pokazał środkowy palec. Miał szczerą nadzieję, że nie były to jedynie zapisywane nagrania, a z drugiej strony siedział ktoś prawdziwy, komu mógł chociaż okazać odrobinę złości i ogarniającej paniki. 
            Nie chciał się oszukiwać. Nie był typem osoby, która goniłaby po alkoholu innych w klubie razem z wielką siekierą, nie wiedział nawet gdzie miałby znaleźć tę siekierę. Za to doskonale zdawał sobie sprawę, że mimo chęci skończenia studiów w spokoju, posiadał pewne umiejętności, które odróżniały go od innych. Słyszał też jakiś czas temu od jednego z podobnych sobie, których przecież i tak od dłuższego czasu unikał jak ognia, że wszyscy musieli teraz na siebie uważać. Zignorował to wtedy, bo przecież to było oczywiste - część ludzi ich nienawidziła, część była aż za bardzo zafascynowana. 
            Sam nie wiedząc czy wolałby, by chodziło o jakiegoś wariata z obsesją na punkcie mutantów, czy po prostu staruszka szukającego seks niewolnika, wziął kilka głębokich oddechów. Tak, jak za czasów, gdy był wyjątkowo nieśmiałym dzieckiem i musiał chodzić do psychologa, który uczył go radzić sobie ze stresem. Po dwóch minutach uspokajania samego siebie, powoli, przytrzymując się łóżka, z którego wcześniej spadł, stanął na nogi. Ostrożnie podszedł do drzwi i prawie zaczął się śmiać sam z siebie, gdy oczywiście nie miał jak ich otworzyć, ponieważ nie była to żadna gra komputerowa, w której miał się zemścić na porywaczu, a prawdziwe życie, gdzie czuł się coraz słabszy. 
            Przez chwilę rozważał użycie umiejętności, które wydawały się tak potężne w obliczu sytuacji uwięzienia w jakiejś izolatce. Mógł zamienić te drzwi w pył jedynie siłą zdolności, ale niestety, Jaredowi daleko było do niepokonanego. Używanie dezintegracji wymagało od niego mnóstwa energii życiowej, zwłaszcza jeśli chodziło o tak mocne obiekty, których nie był w stanie przesunąć własnymi rękoma. Prawdopodobnie taka próba w tym momencie zabiłaby młodego mężczyznę, niekoniecznie przynosząc jakiekolwiek rezultaty, a nawet w swoim normalnym stanie wyjątkowo by go wycieńczyła, ponieważ dawno nie trenował. W tym momencie, gdy był tak osłabiony, a ostatni raz używał umiejętności tygodnie temu, mógłby co najwyżej zniszczyć dziecku lizaka. 
            Jared, czując się zrezygnowany i prawie słysząc bicie serca, które zdawało się coraz bardziej przyspieszać, doszedł do łóżka i opadł na nie. Schował twarz w dłoniach, czując się całkowicie odsłonięty przed kamerą, która obserwowała każdy jego ruch i sprawiała tylko, że jego panika rosła razem z kolejnymi sekundami. Gdzie on do cholery był? I czy naprawdę pozostało mu tylko czekać na dalsze wydarzenia?

Ostatnio zmieniony przez Aveline (01-08-2019 o 18h50)



https://78.media.tumblr.com/91fd9bd6bb3f932db84cf4fa693f5886/tumblr_n8pr37qza61skzoovo7_250.gif https://78.media.tumblr.com/d614b04e1168be57a67b29a08d8315af/tumblr_n8pr37qza61skzoovo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/ceded81a012e5f86dc4a21acffcfa926/tumblr_n8pr37qza61skzoovo2_250.gif

Offline

#24 04-08-2019 o 23h42

Straż Cienia
Elemelia
Akolita Jednorożców
Elemelia
...
Wiadomości: 348

------------------------------------------ Larkin George Kent




     Ten dzień naprawdę nie mógł się gorzej zacząć. Nie dosyć, że inni naukowcy też nie wiedzieli, jak sobie poradzić z tym małym szkodnikiem to jeszcze 325 wydawała się mieć z tego wszystkiego wielki ubaw. No może tylko na początku, bo później wpadła w histerię, że jej potworowi miałoby się coś stać i... I w między czasie prawdziwy potwór się odezwał, informując o tym iż zabiera kilka okazów na badania. Sfrustrowany tym wszystkim Larkin, wyjął słuchawkę z ucha i przeklną pod nosem. Potarł zmęczone skronie, zastanawiając się jak tutaj rozwiązać oba problemy. A mógł się zaszyć w jakimś małym laboratorium, na jakiejś Azjatyckiej wyspie i badać rozwijanie się tropikalnych wirusów. To nie, mutantów mu się zachciało i współpracowników.
     Z jednej strony była zaklinaczka węży. Larkin z każdym dniem się zastanawiał co w niej obudziło takie zachowania prześladowcze. Nigdy nie wykazał jakiegoś większego zainteresowania nią, ani jej wcześniej nie znał. Przy wszystkich badaniach był ostrożny, a żadne zresztą nie było aż tak inwazyjne w jej ciało, aby coś tam poprzestawiać. A tutaj z każdym dniem jej węże lądują coraz bliżej doktora, a ona robi się coraz bardziej bezczelna. Jakieś wspólne przechadzki, śniadania, jak tak dalej pójdzie to obydwoje skończą za kratami i to nie dlatego, że Kent by złamał jakieś przysięgi tylko dlatego, że ona by swoimi wężami go za nie zaciągnęła. Jej imię powinno widnieć pod definicją stalkereki z zaburzeniami. Nie było trafniejszego przykładu.
     Z drugiej strony mamy psychodelicznego doktorka, który sam powinien być obiektem badań, a nie badającym. Larkin co słyszy o jego badaniach, zawsze przejmuje jego podopiecznych, aby sprawdzać stan zniszczeń w ich ciele oraz rodzaj okrucieństwa do jakiego się dopuścił Cedrik. Może nie powinien krytykować czyiś metod, ale jest z tych ludzi co może są zafascynowani mutantami, ale nie chcą ich nadto krzywdzić ze względu na własne pobudki. Zwłaszcza, że te "potwory" mogą być odpowiedzią na tak wiele pytań. Po co ich ranić, jeśli mogą się okazać bardziej przydatni, jako żywe i rozumne istoty? Co jeżeli w którymś momencie to właśnie oni przejmą władzę i będą się chcieli odpłacić? Och nie, mężczyzna wolał swojego życia nie ryzykować. Może nie będzie im łóżek słał, ale też nie będzie ich na żywca otwierał i patrzył w jakim tempie im serce bije. A pewien z naukowców chyba własnie to ma na myśli, gdy mówi iż musi sprawdzić ich puls.
      Tak, więc Larkin miał wiele do ogarnięcia, a tak mało siły. W dodatku do pomieszczenia dołączył się Świeżak, na którego też dobrze było mieć oko. Nie żeby był jakiś niebezpieczny, ale lepiej jego umysł pokierować na pokojowe metody badań, a nie na te Cedrika. Każdy zna jego matkę, więc lepiej dmuchać na zimne, przy tym ile po niej odziedziczył zachowań. Nie jest potrzebny na wyspie kolejny psychol z przepustką. Przynajmniej Kent nie ma siły pilnować kolejnego, a ze swoją bardzo wrażliwą osobowością [ha, dobre], na pewno by starał się go upilnować i jakoś do pionu postawić albo odsunąć od niektórych mutantów.
       - Te węże miały jej zapewnić spokój duszy oraz umysłu, przez co miała być łagodniejsza na sesjach, ale zaczynam podważać logikę tego wszystkiego. Jak jeszcze raz, któryś mnie przytuli na dzień dobry to własnoręcznie je odeślę aby szukały wraka Titanica. - odpowiedział sfrustrowany, pozwalając swoim emocjom przejąć kontrolę. Nie był z tego zbyt dumny, ale był zbyt zmęczony, aby całkowicie nad sobą panować. Każdy ma gorsze dni, a przed nim chyba fatalny tydzień, więc... - Ktoś powinien obserwować badania von Vetur, nie mam zamiaru trupów stąd wynosić, nie wiem jak wy. - mówił to na tyle cicho, aby słuchawki pozostałych mężczyzn nie podłapały jego słów i aby wielka burza nienawiści się nie rozpętała.- Pójdę do 325 i tak miałem ją dzisiaj zbadać. Chętnie przyjmę pomoc Nourens, jeśli będziesz miał chwilę. Nie wiem kto kogo by mógł przypiąć do tego fotela...
       Kiedy wąż odpuścił, Larkin chwycił go w dłoń i po wielkim westchnięciu, opuścił główne laboratorium. Gada wrzucił do najbliższego śmietnika, a sam poszedł się odrobinę odświeżyć. Nie dosyć, że chciał zmyć ostatnie cząsteczki tego przeklętego węża z siebie  to jeszcze musiał się do ładu doprowadzić. Jako szanowany doktor powinien chociaż jakieś minimum przyzwoitości swoim stanem reprezentować, a teraz można było tylko nad nim płakać i badać puls.
       Krótki prysznic, świeże ubranie oraz kitel i mógł iść do swojej fanki. Oczywiście uprzednio uzbroił się w kilka strzykawek, których zawartości powinny ją powalić szybciej niż jej węże by do niego dopełzły. Śniadanie już stało na stole w jego małym gabineciuku, a on, lekko przerażony, kierował swoje kroki do obiektu 325.
       -Trzysta dwadzieścia pięć na badania z doktorem Kentem- powiedział przez słuchawkę, w tym samym momencie otwierając jej celę. - Dzień dobry, jak się dzisiaj czujesz?


DANCE IS EVERYTHING.
https://66.media.tumblr.com/c6f3891279ebc5791f6d6136c04ce604/tumblr_pdgqh8bAsI1rdhwsvo2_400.gif https://66.media.tumblr.com/85d52a598706e9c49236a8d788f57a86/tumblr_pdgqh8bAsI1rdhwsvo8_400.gif

Offline

#25 05-08-2019 o 19h39

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 268

----------------------------https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8bd-f6ea6052-04f9-4212-b720-d5634cf48f32.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhiZC1mNmVhNjA1Mi0wNGY5LTQyMTItYjcyMC1kNTYzNGNmNDhmMzIucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.lTQz5Dndrlubrd1ZkGH6rzuWqIgcFVGSnf6sq73lPhE
          Cała ta sytuacja z wężem trzysta dwadzieścia pięć była absurdalna. Gdyby nie działa się w otoczce tajnego, mogącego zaważyć na losach ludzkości projektu, a ja sam byłbym jedynie obserwatorem, być może to wszystko wzbudziłoby mój śmiech. Teraz jednak modliłem się o to, by nikt nie wtargnął do pomieszczenia i nie zobaczył, jak dwaj szanowani, poważni naukowcy zostali obezwładnieni przez głupiego węża.
          Najwyraźniej moja relacja z Bogiem nie prezentowała się najlepiej, bo zaraz potem w drzwiach ujrzałem nikogo innego jak Nourensa. Z jednej strony zawsze mogło być gorzej – nie wiem, co zrobiłbym, gdybym zamiast niego zobaczył któregoś ze strażników, von Vetura czy Shu… Z drugiej zaś nic nie mogło mnie uchronić przed czutym przez siebie zażenowaniem, gdy ktoś, kogo oskarżałem o brak profesjonalizmu i bycie zbytnim lekkoduchem, widział mnie znęcającego się nad oplatającym nogę kolegi wężem należącym do mutantki. Obrazu nędzy i rozpaczy dopełniały krzyki trzysta dwadzieścia pięć i jej końcowa propozycja skierowana w stronę Larkina.
- Jeśli odpowiem twierdząco, nie zabrzmi to zbyt przekonująco – odparłem chłodno na pierwsze pytanie młodszego kolegi po fachu. – Gdzie byłeś, Nourens? – zapytałem. Udało mi się nawet zdobyć na neutralny ton zamiast uszczypliwego – w końcu nie chciałem większych konfliktów ze swoimi współpracownikami. Nie mogłem się jednak powstrzymać od krytycznego spojrzenia na strój blondyna.
          Wygładziłem swoją białą koszulę… i wtem usłyszałem głos mojego ulubionego współpracownika. Naprawdę nie wiedziałem, jak Larkin potrafił nadal się starać go kontrolować – sam, gdy od czasu do czasu decydowałem się zainterweniować, czułem się tak, jakby starszy mężczyzna wysysał ze mnie duszę.
          Spięty szybko przeleciałem w myślach listę obiektów. Numer jeden i trzy… Czyli to rodzeństwo z Rosji, bezkonfliktowa siostra i dużo mniej przyjemny brat.
         Szybko straciłem zainteresowanie. To fakt, że wolałem, gdy von Vetur zabierał się za tych bardziej problematycznych mutantów – traktowałem to jako swoistą karę i ostrzeżenie. Dostawali jasny komunikat: mamy tutaj ludzi, z którymi chcecie mieć do czynienia jak najrzadziej, więc nie dawajcie im dodatkowych powodów. Von Vetur mógł oddać się swojej… pasji, a ja miałem idealne wytłumaczenie dla mojej bierności. Wspaniałe rozwiązanie, czyż nie? Jedynie średnio podobało mi się to, że zabrał też trójkę, która na ogół nie sprawiała kłopotów, ale najwidoczniej taki już był los siostry kogoś pokroju jedynki.
- To niewdzięczne zadanie przypadłoby prawdopodobnie strażnikom – odparłem niewzruszony na słowa podenerwowanego Larkina. – Czy nam się to podoba czy nie, inni naukowcy to jedyne osoby, którym nie możemy rozkazywać. Osobiste preferencje, przekonania czy sympatie nie mają tu nic do rzeczy. Nie możemy go trzymać na smyczy. – Poczochrałem włosy, niszcząc idealny porządek panujący na mojej głowie. Westchnąłem. – Mogę tam potem zajść na chwilę. Jeśli nie wrócę, domagam się, byś na moim pogrzebie wygłosił płomienną przemowę o moim bohaterstwie – spróbowałem zażartować, ale ton głosu miałem śmiertelnie poważny.
Uświadomiłem sobie, że ta wizja nie jest aż tak odrealniona. Już zaczynałem żałować, że nie zwaliłem tego na kogoś innego. Tylko na kogo? Z Shu można było normalnie porozmawiać i zachowywała profesjonalizm, ale nie uważała zabicia jakiegoś kłopotliwego mutanta za ujmę na honorze. Nie chciałem też, mimo naszych chłodnych stosunków, posyłać Nourensa wprost do paszczy lwa – chyba że sam wyraził na to ochotę, w takim razie droga wolna.
          Rzuciłem okiem na ekrany.
- Nowe nabytki się obudziły. Póki są w miarę spokojne, niech strażnicy je wprowadzą w tutejsze realia – zaproponowałem.
          Gdy tylko wąż dał za wygraną (co przyjąłem z ulgą), a Larkin zdjął ze mnie nogę i ruszył w stronę drzwi, wybrałem odpowiednie ustawienia na swoim komunikatorze – tak, by porozumieć się jedynie z naszymi „ochroniarzami” – i, z odzyskanym na nowo spokojem, powiedziałem wypranym z jakichkolwiek emocji tonem:
- Do wszystkich strażników: numery dwadzieścia jeden, dwadzieścia sześć, dziewięćdziesiąt dwa i dwieście osiemdziesiąt siedem obudziły się. Udzielcie im niezbędnych informacji.

Ostatnio zmieniony przez Ardentia (02-10-2019 o 18h47)


T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://i.imgur.com/AEYxFyr.gif

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2