Forum

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2

#26 12-11-2020 o 23h36

Straż Cienia
Aveline
Straż na szkoleniu
Aveline
...
Wiadomości: 226

__________________________________________________K  A  T  H  E  R  I  N  E    M  A  L  L  O  R  Y


        Aktorka nie musiała się długo błąkać po scenie zbrodni, na której z pewnością nie powinna przebywać - pierwszymi osobami, na które się natknęła była dwójka policjantów, których pragnęła zobaczyć, by głośno wyrazić swoje niezadowolenie z faktu bycia traktowaną jak słomiana lalka, przenoszona z miejsca na miejsce. Katherine w końcu stanęła naprzeciwko Hazel i Harrisona, lustrując ich oceniającym i pełnym wyrzutów wzrokiem, mając nadzieję na poruszenie ich do tej pory twardych jak skała i równie zimnych co lodowiec serc. Odgarnęła przy tym wilgotne włosy z twarzy, starając się wyglądać nawet w tych okolicznościach najlepiej jak potrafiła, doskonale wiedząc, że te możliwości nie były małe - zbyt wiele miała w tym praktyki przez ostatnie lata, by dać pokonać się byle mżawce i ponurym okolicznościom.
        Przy okazji zauważyła, że para policjantów, z którymi spędzała ostatnio zdecydowanie zbyt wiele czasu, wyglądała jak z serialu kryminalnego, stojąc ze srogimi minami przy taśmie policyjnej, a zwłaszcza Hazel, która nie wydawała się być zadowolona z przybycia Mallory. Katherine z zaskoczeniem stwierdziła, że jej artystyczne i dramatyczne serce nie rozpoczęło do tej pory wnikliwej analizy znajomości tej dwójki oraz tego, jaka dokładnie relacja ich łączyła. Mimo różnic w charakterach, a być może właśnie dzięki temu, wydawali się być zgranymi partnerami, którzy sobie ufali - w końcu to Hazel przywiozła Mallory według polecenia na komisariat, również ona nieustannie towarzyszyła Byrne'owi, nawet w domu Farfaix. Aktorka nie widziała tu płomiennych i gorących spojrzeń, więc wszystkie swoje karty położyłaby na przyjaźń i wzajemny szacunek, ale też nie wydawali jej się być typem osób wylewnych i epatujących publicznie swoją namiętnością. Chociaż, po przypomnieniu sobie widoku tyłu Harrisona, który miała okazję podziwiać przed przesłuchaniem, Katherine mogła przysiąc, że zgodnie ze społecznym przekonaniem "cicha woda brzegi rwie".
        - Panie Byrne - odpowiedziała, unosząc brwi do góry na to miłe przywitanie połączone z przeprosinami, gdy spodziewała się usłyszeć mocne słowa krytyki i kolejne polecenia, do których wydawania mężczyzna był czasami, zdaniem Mallory, zbytnio przyzwyczajony.
        Dalszy ciąg wypowiedzi komendanta wydawał się nie tylko jeszcze dziwniejszy, ale również niesamowicie podejrzany, co blondynka zamaskowała zaciekawionym uśmiechem, postanawiając skorzystać z okazji podarowanej przez los - jedynej i prawdopodobnie najlepszej na uzyskanie od niego konkretniejszej pomocy oraz współpracy. Kątem oka Katherine zobaczyła zaskoczoną minę Hazel i musiała się powstrzymać od pełnego satysfakcji uśmiechu, gdy policjantka wyraziła swoje wątpliwości, potwierdzające tezę mówiącą, że coś było tu bardzo nie tak, jak powinno być. Dlaczego komendantowi zależało na tym spotkaniu, jaki był w tym jego motyw i cel? Na odkrycie prawdy był tylko jeden sposób.
        - Z przyjemnością z panem wyjdę, wspaniałe zaproszenie. Ale... - Ton młodej kobiety stał się stanowczy i nieznoszący sprzeciwu, jakby teraz to ona wydawała rozkazy. - Pojedziemy taksówką. Nie będę jeździć z tyłu radiowozu niczym jakaś podejrzana. W pomarańczowym mi nie do twarzy i nie zamierzam dawać prasie pretekstów do myślenia, że porzucam swoje dotychczasowe ubrania na więzienny styl.
        Czy to spotkanie było dobrym pomysłem w obecnej sytuacji i w tak napiętym czasie, gdy Katherine już jutro z samego rana miała spotkać się z kimś i opowiedzieć o idealnej wizji ślubu? Rzecz jasna, nie miała to być wizja płynąca z samego serca, a chłodno wykalkulowane, praktyczne i pełne sztucznego przepychu pomysły, które miały spełnić wszystkie wymagania jej przyszłego męża, a do tego potrzebowała przynajmniej kilku godzin z towarzyszącym im zdrowym snem. A jednak Katherine bez wahania przyjęła propozycję, nie zastanawiając się nad nią dłużej niż było potrzebne - wolała uciekać w analizowanie swojej sytuacji dotyczącej czyhającego na nią mordercy niż bogatego, wiecznie niezadowolonego staruszka, który krytykował wszystko czego tak naprawdę pragnęła.
        Mallory wyszła do przodu, zostawiając dwójkę policjantów z tyłu - była pewna, że chcieli przedyskutować tę niespodziewaną decyzję, ale jednocześnie chciała swoją wyprostowaną postawą udowodnić pewne stanowisko, mimo że było jedynie fasadą - była niewinna, odważna, nie drżała w nocy przy każdym większym cieniu i czas najwyższy, by dostrzegł to również świat. Odgrywała tę rolę tak długo, że czasami całkowicie w nią wierzyła, nawet patrząc samotnie w sufit i zastanawiając się nad sensem tego wszystkiego, powtarzając sobie jak ogromny sukces osiągnęła i jak wielką inspiracją mogła być dla młodych ludzi. Życie w domu narzeczonego, gdzie nie miała żadnej przyjaznej duszy u boku nauczyło ją, że wszystkie wątpliwości i każdą pustkę można było zagłuszyć wystarczająco głośnym krzykiem, sprawiając, że stawały się cichym, ale nadal nieustannym szeptem.
        Gdy kobieta wyszła ponownie do zgromadzonych przy scenie zbrodni osób, zauważyła, że była pilnie obserwowana przez dziennikarkę z British News, która zgodnie z jej wcześniejszymi przewidywaniami musiała czekać na jakiekolwiek potknięcie, ślad, że obecność blondynki była czymś więcej niż przypadkiem i okazyjnymi gratulacjami dla pracy policji. Zupełnie się tym nie przejmując Katherine zatrzymała akurat przejeżdżającą taksówkę, wsiadając do niej i czekając na Byrne'a zaledwie kilka sekund, jakby cały czas był tuż za nią. Spojrzała na niego z ciekawością i filuternym uśmiechem na twarzy, czując ciarki ekscytacji na kręgosłupie, podekscytowana nie tylko tym, jak wielką niewiadomą był, ale również gierką, którą prowadzili i której zasady wydawały się zupełnie dla niej niejasne. Jednak uważała samą siebie za specjalistkę od takich sytuacji i jeszcze nie wiedziała jak, ale zamierzała również coś w tym spotkaniu uzyskać, przeważając szalę na swoje zwycięstwo.
        - Gdzie mnie pan zabiera? - zapytała konspiracyjnym szeptem, czekając aż brunet poda kierowcy adres, w tym czasie kierując wzrok na szybę i spływające po niej krople deszczu, będące coraz niżej i niżej, aż w końcu znajdowały się poza zasięgiem jej wzroku.
        Katherine poczuła w tamtym momencie dziwną nostalgię, od tak dawna obcą jej sercu, a będącą na wyciągnięcie dłoni w tym smutnych i ponurym mieście, idealnym dla nieszczęśliwie zakochanych i niespełnionych. W końcu jej pierwszego dnia w Londynie również padał deszcz, może nieco bardziej intensywny, z towarzyszącymi mu gromami i groźnym dudnieniem, ale równie rozmywający świat w szare plamy. Wtedy miała wrażenie, że ona również była taką plamą i w tym momencie nie mogła się powstrzymać od uwagi, że nic się nie zmieniło.

Ostatnio zmieniony przez Aveline (12-11-2020 o 23h36)



https://78.media.tumblr.com/91fd9bd6bb3f932db84cf4fa693f5886/tumblr_n8pr37qza61skzoovo7_250.gif https://78.media.tumblr.com/d614b04e1168be57a67b29a08d8315af/tumblr_n8pr37qza61skzoovo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/ceded81a012e5f86dc4a21acffcfa926/tumblr_n8pr37qza61skzoovo2_250.gif

Offline

#27 12-12-2020 o 13h02

Straż Cienia
Rissie
Porucznik Straży
Rissie
...
Wiadomości: 11 091

czemumuszecenterowacseriohttps://imgur.com/yCMPB85.png

    Harrison rozdarł delikatnie mały woreczek i przechylił go nad filiżanką parującej, czarnej kawy. Zazwyczaj nie słodził – właściwie to nigdy nie słodził – ale był do teog stopnia sfrustrowany ostatnimi wydarzeniami, że nawet nie pomyślał, by odmówić baristce tego trzcinowego cukru, a skoro już go miał, to nie mógł go przecież wyrzucić.
    Zamieszał kilka razy małą łyżeczką, wpatrując się w nią z przygnębieniem. Od kiedy weszli do kafejki i Byrne zamówił im kawy, nawet nie rzucił okiem na Katherine Mallory. Jego myśli wciąż krążyły koło tematów, które skumulowały się już z samego rana, ale… ale właściwie nie wiedział, od czego zacząć.
    Upił łyk jeszcze za gorącego napoju, odstawił go i rozparł się na swoim miejscu, wzdychając.
    - Co znalazła pani w gabinecie pani Farfaix? – przerwał nagle narastającą ciszę.
    Opuścił badawczy wzrok z kobiety na talerzyk z czekoladowym ciastek, oprószonym wiórkami kokosowymi, dotknął białej, porcelanowej krawędzi i zaczął robić nim malutkie kółka na stoliku.
    Nigdy nie zaobserwował u siebie jakichś tików nerwowych, to fakt, ale właściwie się na tym nie skupiał – może chodził w kółko, kiedy był zamyślony, albo gryzł długopis – nie było to dla niego ważne. Policjanci analizowali zachowanie oskarżonych, a nie swoje, toteż nigdy się na tym nie skupiał. Teraz jednak zwrócił na to uwagę – czy Katherine może w jakiś sposób określić, że czuje się rozbity, że ma wrażenie, jakby cofnął się do lat dziecięcych i nie mógł zapanować nad niczym, co dzieje się dookoła.
    Ona nie miała żadnych tików nerwowych. Każdy jej ruch był wyważony i odpowiednio oszacowany, dokładnie tak, jakby śledzono jej każdy ruch. I w sumie dokładnie tak było.
    - No dobrze… - Oparł się przedramionami o stół i zwiesił głowę, by pomyśleć. – Czy ktokolwiek zdaje sobie sprawę z tego, jakie grozi pani niebezpieczeństwo? Czy nawet pani oj… narzeczony nie wie? Jestem pewien, że jest na tyle wpływowym człowiekiem, by móc…
    Nagle jego telefon zaczął dzwonić. Zamierzał to zignorować, ale kiedy spojrzał na imię, które wyświetliło się na ekranie, zamarł. Lilianne nigdy do niego nie dzwoniła, bo choć była najstarsza z ich trójki, była także najbardziej zakręcona na punkcie technologii. Kiedy dostawał wiadomości od niej, nie wiedział, czy będą ruchomym obrazkiem, wiadomością głosową czy inną nowością, o której nawet nie słyszał.
    Mimo to coś mu nie pasowało.
    Wziął telefon i nacisnął czerwoną słuchawkę.
    - Przepraszam, to tylko… rodzina. – Wracając, uważam, że odpowiednim działaniem byłoby zaangażować w całą sprawę jakąś bardziej wpływową personę, żeby zapewnić pani jakiekolwiek bezpieczeństwo i, tak się wyrażę, plecy. Nie wiemy, jak wyglądała sprawa w przypadku Emily, i jak długo nie wiemy, kto znajdował się na fotografii, tak długo też nie będziemy w stanie powiązać jej z całą sprawą. – Westchnął z frustracją, myśląc nad wszystkimi prawdopodobnymi rozwiązaniami. – Być może naprawdę będziemy potrzebowali pomocy. Albo mniej legalnych środków.


https://funkyimg.com/i/38Hou.png

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2