Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1

#1 28-07-2019 o 21h20

Straż Cienia
Lexi
Artylerzysta Straży
Lexi
...
Wiadomości: 3 795

https://zapodaj.net/images/fefaee775a401.gif


Prolog


          Jej buty wystukują równy rytm, uderzając o beton i wodę, która się na nim zebrała. Próbuje złapać kolejny oddech, ale wydaje się jej, że płuca na to nie pozwalają. Zaciskają się w ostrym, intensywnym bólu, który wyciska z niej resztki sił. Szeptanie kilku sekwencji również przyczynia się do jej problemów z oddechem. Ale dzięki strachowi, który ją napędza, dziewczyna przyspiesza i wreszcie wbiega na teren piętnastej dzielnicy.
          Wściekłe ujadanie psów mających jej zapach i wiedzących, gdzie dokładnie się kieruje, wreszcie milknie. Te koszmarne dźwięki zostają zastąpione licznymi rozmowami oraz śmiechem obijających się o siebie osób. Piętnasta dzielnica z tego słynie, dlatego dziewczyna zawsze omijała ją szerokim łukiem. Zdecydowanie woli ciszę i spokój, którego tu znaleźć nie można. W tym miejscu spotykają się osoby ze wszystkich klas i granice między nimi zacierają się. To niesamowite – tutaj nawet magia jest nieważna. Nie ma sensu chwalić się statusem społecznym, umiejętnościami czy ilością pieniędzy. Tak, na pewno w jakiś sposób jest to doceniane, ale w tej dzielnicy każdy ma prawo przebywać i bawić się. Bo do tego ona służy – do zabawy i marnowania czasu.
          Dziewczyna wreszcie zwalnia kroku, ponieważ czuje, że jeśli tego nie zrobi, to jej płuca niedługo wybuchną. Nie jest teraz zmuszona do szalonego biegu, więc zachłannie chwyta powietrze, jakby nie mogła tego robić przez ostatnie minuty. Ale nie zatrzymuje się nawet na chwilę. Choć domyśla się, że tygrysy nie odpuszczą jej tak łatwo, to myśli, iż na razie to koniec. Nie znajdą jej w tysiącach ludzi. Nie znajdą jej, bo im nie pozwoli.
Ale nie wie, jak bardzo się myli.
          Przy bramach dzielnic nagle wybucha zamieszanie – przez metaforyczne drzwi zaczynają przechodzić dziesiątki mężczyzn w mundurach, którzy raz po raz szepczą magiczne sekwencje. Podnoszą swoje dłonie, które zaczynają mienić się kolorami tęczy i przesuwają je z lewej do prawej, jakby czegoś szukali.
          Dziewczyna wykorzystuje po raz kolejny swoją drobną posturę i chowa się za grupą pijanych, roztańczonych kobiet. One nie zdają sobie jeszcze sprawy, że zaraz zginą. Właściwie, żaden z bywalców piętnastej dzielnicy tego nie wie.
Potem ujadanie psów nasila się, a przez tłum młodych magów przechodzi piąty dowódca i wydaje się kierować swój wzrok wprost na uciekinierkę. I wtedy dziewczyna zdaje sobie sprawę, że zginie.
A przez nią zginą też dziesiątki innych.
          Kiedy dowódca zaczyna coś szeptać, ona nie musi się nawet nad tym zastanawiać. Już wie, co mężczyzna mówi. Widziała to ułożenie ust już dziesiątki razy, a wtedy na ulice spływała czerwona rzeka i tym razem ma być dokładnie tak samo. A mimo to wydaje się jej, że słowa „zastrzelić wszystkich” odbijają się w jej głowie głośniej niż zwykle.
Ale tak jest. Wcześniej była tylko obserwatorem, a teraz jest ofiarą. I wie, że zginie.
          Pierwsze osoby upadają na ziemię – to tancerki znajdujące się przy bramach. One już nigdy nie uwiodą żadnego mężczyzny swoimi ruchami. Potem w kałużach lądują młodzi chłopcy, którzy przyszli w celu oderwania się od poważnej, monotonnej codzienności. Oni też nie zaznają już szalonej miłości i namiętności, której tu szukali.
Tylko nieliczni faktycznie czują ból, gdy uderzają o ziemię – reszta jest martwa, nim zdążą o tym pomyśleć, nim zdadzą sobie sprawę, że nigdy nie zobaczą swoich bliskich ponownie. Dziewczyna też pada na ziemię i czuje pulsujący ból w prawym ramieniu. Zaciska swoją metalową dłoń na ranie i wie, że jej życie niedługo się też skończy. Krew wypływa z niej szybciej niż sądzi i blask w jej oczach powoli blednie.
Zginie. Umiera. Tygrysy wygrały.
         A potem, tuż przed tym jak zamyka całkowicie oczy, w ciemności ponownie dostrzega jaskrawe światło. Tym razem się nie waha nawet przez chwilę – wydaje się jej, że wyciąga w tamtą stronę swoją lewą dłoń i ściska coś, co zbliżyło się do niej.
A gdy już ma zginąć, wie, że przeżyje.
A to wszystko jest dopiero początkiem gry.


Notka

Ostatnio zmieniony przez Lexi (28-07-2019 o 22h40)

Offline

#2 28-07-2019 o 22h35

Straż Cienia
Methrylis
Pokonała Boobrie
Methrylis
...
Wiadomości: 21 421

http://i66.tinypic.com/inv4oj.jpg


Oh, no kogo ja tu widzę! Wspaniale, lecimy czytać.
Nah, narracja w czasie teraźniejszym. Nieeenawidzę, ale to niekoniecznie musi przeszkadzać, bo jak będzie dobrze napisane, to i do tego się przemogę.

„[…]granice między nimi zacierają się.” — taka mała uwaga, by nie kończyć zdań na „się”, bo to raczej kiepsko wygląda i, o ile dobrze pamiętam, ogólnie uznaje się to za drobny błąd.
tutaj nawet magia jest nieważna. Nie ma sensu chwalić się tutaj” — małe powtórzenie
Z góry przepraszam za to moje czepianie się, ale wiem, na jakim poziomie są twoje umiejętności. Gdyby to było byle pisanie, to nie zwracałabym uwagi na takie drobnostki, ale tutaj liczymy się z bardzo dobrą jakością i dlatego łatwiej dostrzec takie bzdurki, które pozostają jedyną rysą.
Nadużywasz też „iż”. Sam spójniczek jest w porządku, ale od czasu do czasu możesz użyć zwykłego „że”, zwłaszcza że „iż” jest nieco przestarzałe i nadaje pewnego specyficznego klimatu zdaniu. Dlatego lepiej obchodzić się z nim odrobinkę ostrożniej.
Ale się czepiam :< Wybacz :<
Strasznie się czepiam. Ale to naprawdę drobnostki.
A potem ujadanie psów nasila się, a przez” — z tego pierwszego „a” bym zrezygnowała. Ogólnie, zwłaszcza pod koniec, mocno nadużywasz tego „a”.

UWAGA!!! Równie dobrze możesz ominąć to, co napisałam wyżej, bo prolog i tak jest napisany świetnie! Te błędy to małe bzdurki i jakbyś ich nie poprawiała, nie stałoby się absolutnie nic złego!

No i mniam! Widzę, że jest dość mocno ponuro, co bardzo mi się podoba. Wprawdzie lubię czytać komedię [bo na pewno nie pisać], ale jednak takie cięższe klimaty to coś, co lubię najbardziej. No i [chyba] klasyczne wydanie magii, tylko tutaj jest ona mniej cukierkowa niż u Tolkiena.
Oczywiście wstawienie fragmentu niemal ze środka jest bardzo dobrym pomysłem z tego względu, że ten prolog postawił nas przed pewną sytuacją, która stwarza setki pytań. To zdecydowanie zachęca do czytania! I jestem ciekawa, co to za tygrysy. Swoją drogą, raczej nie chodzi o zwierzęta, co? :v
No nic, czekam na kolejne części i pozdrawiam! ^^

Offline

#3 13-08-2019 o 20h57

Straż Cienia
Lexi
Artylerzysta Straży
Lexi
...
Wiadomości: 3 795

Inne rzeczy, nie rozdział


mmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmROZDZIAŁ I
mmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmA D A M  I   E V A
- Wszystko będzie dobrze – wyszeptała, wpatrując się w oczy swojego brata. Szukała w nich pewności, której samej jej brakowało. Choć jej głos nie trząsł się, to wiedziała, że nigdy nie czuła się bardziej niepewnie niż obecnie. – Nic nam nie będzie – powtórzyła. Robiła to tak, jakby sama oczekiwała, że w końcu w to uwierzy. Ale wiedziała, że nic tej nocy nie pójdzie tak, jak chciałaby tego.
     Rodzeństwo nie znajdowało się w sytuacji, która pozwoliłaby im na czułości i okazywanie miłości. Oboje doskonale zdawali sobie sprawę, że już dawno powinni ruszyć w dalszą drogę, jednakże Adam wciągnął swoją siostrę w ciasny uścisk. On też wiedział, że to prawdopodobnie ostatni razy, gdy widzą się całkowicie zdrowi i bezpieczni. Eva rozpaczliwie się do niego uśmiechnęła i wreszcie wykonała dwa gesty palcami, wypowiadając słowa zabarwione magią:
- Przez krew i z krwi, we krwi do krwi – energia otaczająca ich wydawała się zatrząsnąć od potęgi, która pojawiła się znikąd. Młodzieniec uśmiechnął się, a jego oczy rozbłysły się delikatną zielenią. Chłopak wyciągnął dłoń w stronę siostry i czekał, aż dziewczyna zaciśnie swoją na niego - dopiero wtedy wypowiedział kolejne sekwencje wyzwalające w nim jeszcze potężniejszą, bardziej spektakularną siłę. A w chwili, w której zaczął nucić pewną melodię, deszcz zawisł nad ich głowami, jakby czas stanął w miejscu.
- Nie powinieneś marnować na to swojej many – Eva zwróciła się do niego z pewną naganą w głosie. Chłopak jednakże nie odczuwał tego ubytku magii tak jak jego siostra. Choć byli rodzeństwem, to właśnie jego mana należała do tych wyjątkowych. Zakon określał go jako ponadprzeciętnego, podczas gdy jego siostra ledwo sięgała poziomu klasy słabej. Dlatego stworzenie niewidzialnego parasola było dla niego zwykłą sztuczką, a dla niej sporym wysiłkiem. Po tym zaklęciu poczuł tylko delikatne łaskotanie w klatce piersiowej i wiedział, że może pozwolić sobie na wiele więcej. Był potężny i nic nie mogło go pokonać.
Dopóki nie spotkał tygrysów.
     Pierwszym dźwiękiem był przeraźliwy krzyk kobiety, który w przeciągu kilku sekund dotarł do ich uszu. Wtedy oboje zdali sobie sprawę, że ich wrogowie również znajdowali się w dzielnicy szóstej – zmarnowali cenne minuty, które prawdopodobnie mogły uratować im życia.
     Drugim dźwiękiem były wściekłe ujadanie psów, które wskazywały, iż Tygrysy dokładnie wiedzą, w którą stronę powinni się kierować. Adam i Eva wielokrotnie słyszeli od Zakonu, iż ich psy są specjalnie zmodyfikowane i nauczone wyczuwania potężniej magii i tak, jak dziewczyna nie musiała się obawiać wykrycia, to chłopak znajdował się teraz w sytuacji pasowej.
     Trzecim dźwiękiem była syrena, która szybko wypełniła ulice dzielnicy. Nikt nie potrzebował tłumaczenia, by wiedzieć, co ona dokładnie oznaczała. Od urodzenia uczono dzieci, żeby nie wychodzić wtedy z domów i kryjówek na zewnątrz – zbiedzy znajdowali się blisko łowców i każdy, kto przeszkodził im w polowaniu, ponosił najwyższe konsekwencje.
     Rodzeństwo puściło się biegiem w dół ulic rozciągających się na południowy zachód.  Nienawidzili uciekać, bo wiedzieli, że w ten sposób stają się ofiarami, których drapieżnicy szukali od lat. Jednakże dziewczyna jako długoletni członek Zakonu wiedziała o swoim przeciwnikach o wiele więcej niż jej brat i rozumiała, dlaczego muszą w ten sposób żyć. Wstępując do organizacji zrzeszającej nielegalnych magów, uczono się trzech prostych zasad. A teraz oni złamali je wszystkie.
     Oboje nagle poczuli ogromny ból, który wydawał się rozsadzać ich od środka. Eva, pomimo natychmiastowej obrony słowami, upadła z głuchym trzaskiem na ziemię – jej krzyk zaginął pośród dźwięku syreny i psów. Płaszcz i spodnie od razu przesiąkły wodą z kałuż i krwią, która pojawiła się zaraz po uderzeniu o betonową kostkę.
– Adamie – zwróciła się do swojego brata, który w przeciwieństwie do niej utrzymał się na nogach. Trząsł się od potęgi, która w nich uderzyła. Jego ochronny czar, w który włożył niemal całą swoją siłę, nie zadziałał. Rozbił się na tysiąc kawałków pod wpływem zaklęcia tygrysów. Ból w jego ciele wzrastał, choć tym razem nie przez przeciwników, a tarczę, którą – pomimo granic narzuconych mu przez własne ciało –  odnawiał. – Adamie – powtórzyła Eva. Jej młodszy brat wreszcie zwrócił swoje błyszczące oczy na nią. Był niesamowicie skupiony na wypowiadaniu kolejnych słów, które powoli stawały się ich ochroną. – Uciekaj. – Jej poranione dłonie oparły się silniej na chodniku, dziewczyna z całej siły próbowała podnieść się z mokrej ulicy. – Zdążysz zniknąć stąd, nim się pojawią, by mnie zabić. – Ogromny żal błysnął w jej oczach, choć ciepło uśmiechnęła się do niego – Nie pozwól, byśmy oboje tutaj zginęli. – Jej ciało wydawało się ważyć o wiele więcej niż w rzeczywistości, ale wreszcie stanęła całkowicie wyprostowana przed swoim młodszym bratem. – Nie zginiesz dzisiaj ze mną. Nie tutaj. – Zacisnęła mocno dłonie, wbijając w istniejące rany paznokcie. – Rozumiesz? – nie szeptała już; wydała z siebie krzyk – wołanie o pomoc, choć wszystkie słowa temu przeczyły.
     Widziała, że Adam wciąż buduje tarczę: zielony błysk jego oczu powoli gasł, a żyły na dłoniach stały się wyraźniejsze niż zwykle. Nie wydawał się zwracać na nią żadnej uwagi, dlatego nie domyślił się tego, co dziewczyna wiedziała, że musi zrobić. Z jej twarzy nawet na sekundę nie zniknął uśmiech, gdy podnosiła swoją dłoń do ust chłopaka. I nagle cała tarcza, która otaczała ich z każdej strony i chroniła przed Tygrysami, rozbiła się ponownie. Eva przerwała zaklęcie, nim jej brat doszedł do jego końca.  Wreszcie spojrzał prosto w jej oczy, z których nieprzerwanie płynęły łzy, a potem poczuł, jak dziewczyna popycha go do tyłu.  - No, idź już! – błagała, choć przeczuwała, że Adam nie poruszy się o centymetr.
- To dopiero wzruszające – Oboje drgnęli zaskoczeni. Nikt z nich nie poczuł zmiany many w pobliskim powietrzu. Żadne z nich nie spodziewało się też tego, jak szybko Tygrysy pojawią się tuż przed nimi. A przede wszystkim, nie sądzili, że ich zabójcą będzie chłopak niewiele starszy od Evy. Znali go doskonale – szczególnie dziewczyna, która spędziła w zakonie ostatnie cztery lata. Zdrajca. – Eva i Adam Grave, jak czujecie się z wiedzą, że dziś zginiecie? – Wreszcie magia wśród nich wydawała się zatrząść. Chłopak bez wysiłku sprawił, iż rodzeństwo znalazło się w sekundę na ziemi. Był potężny – teraz już wiedzieli jak bardzo: nie musiał używać długich sentencji. Wystarczyło tylko krótkie „pokłońcie się”, by magia zmusiła Grave’ów do upadku.
- Przychodzę z ostatnią propozycją. Myślę, że jest opłacalna – Tygrys uśmiechnął się, wyciągając dłoń w stronę rodzeństwa – Dołączacie do nas, porzucając w ten sposób Zakon. Oczywiście przysięgacie nam lojalność i wykonujecie każde nasze polecenie – dodał nonszalancko, jakby było to całkowicie naturalne.
- Przecież wiesz, że nigdy do was nie dołączmy. Nie, gdy wiemy, co zrobiliście Obiektom. – Eva podniosła swoją głowę, zerkając na znajomego jej chłopaka. Nie uśmiechnęła się do niego tak, jak miała to w zwyczaju. Nie przywitali się ze sobą pocałunkiem tak, jak robili to od roku. Nie znała osoby stojącej przed nią tak, jak myślała. Był kimś innym, wrogiem. – Nie, gdy wiem, co chcecie zrobić nielegalnym magom. – Dodała, niemal wypluwając z siebie słowa z nienawiścią. Zerknęła po raz ostatni na swojego brata, który wpatrzony był w kostkę przed nimi. Wyciągnęła, ostatkami sił, rękę ku niemu i złapała jego płaszcz, uśmiechając się delikatnie do niego. 
     A potem zdała sobie sprawę, że umiera, leżąc ponownie na ulicy pełnej krwi. Jej krwi.
     Eva nie myliła się w wielu sprawach: tej nocy nic nie poszło tak, jakby tego chciała, zginęła, została zabita przez Tygrysy. Miała jednak rację w jednej: jej brat żył. Dołączył do wrogów i stał się jednym z nich. Nie zginie tuż przy niej. Nie tego dnia. Nie wśród Zakonu. 
Stawka wzrosła, a gra toczy się dalej.
Game over, Evo.

Ostatnio zmieniony przez Lexi (14-08-2019 o 20h57)

Offline

Strony : 1