Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1

#1 31-07-2019 o 23h12

Straż Cienia
Layalla
Rekrut
Layalla
...
Wiadomości: 31

https://i.imgur.com/ZZNbytV.png
https://media.discordapp.net/attachments/477970418398003202/606230366503829516/absence.png
https://i.imgur.com/ZZNbytV.png

Poznali się w murach Hogwartu, gdzie po paru wydarzeniach nawiązała się między nimi nić uczucia. Oboje mieli nadzieję na szczęśliwą przyszłość u boku tego drugiego, jednak ścieżki życia potrafią być okrutne.
Gdy Luke postanawia wyjechać do Francji, prawdopodobnie na stałe, żaden z kochanków nie widzi sensu w kontynuowaniu relacji.


A mówią, że stara miłość nie rdzewieje...

https://i.imgur.com/ZZNbytV.png
@Layalla - Luke Chamberlain
@Doc - Cornelius McLaggen
https://i.imgur.com/ZZNbytV.png

Ostatnio zmieniony przez Layalla (31-07-2019 o 23h13)

Offline

#2 31-07-2019 o 23h20

Straż Obsydianu
Doc
Rekrut
Doc
...
Wiadomości: 73

https://live.staticflickr.com/8197/8181415918_e5bdfda231.jpg


Cornelius McLaggen || 19 lat || absolwent Hogwartu || asystent drugiego zastępcy szefa departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów ||

Po zdaniu OWUTEMów Cornelius spotkał się z pierwszymi niepowodzeniami w nowym, dorosłym życiu; nie dostał się do Biura Aurorów ani Departamentu Tajemnic, mimo swoich marzeń i prób, godzin nauki oraz starań. Pozostało mu - przynajmniej na razie - mało prosperujące stanowisko asystenta zastępcy zastępcy dyrektora... pora stać się jednym z wielu trybików w rządowej maszynie i podołanie kolejnym oczekiwaniom swojej rodziny - czyli założyć rodzinę, mieć dzieci, zbudować dom i zasadzić drzewo.

Jednocześnie coś w tym wszystkim się powoli psuje... Luke ma swój własny plan na życie - nadal zamierza zostać magizoologiem, na swoich własnych warunkach, we własnym świecie. Nasuwa się pytanie, czy to wszystko w ogóle ma jakiś sens...

Ostatnio zmieniony przez Doc (31-07-2019 o 23h21)


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

#3 31-07-2019 o 23h23

Straż Cienia
Layalla
Rekrut
Layalla
...
Wiadomości: 31


https://fontmeme.com/permalink/180810/f36346445621ca9bd8e94e196c4f6270.png
https://i.imgur.com/ZZNbytV.png
https://i.pinimg.com/564x/8f/47/f7/8f47f765c40ecd2cfd21bd993c785de0.jpg
https://i.imgur.com/ZZNbytV.png
Godność
||Luke Amadeus Chamberlain||

Wiek
||21 lat||

Płeć, orientacja
||Mężczyzna, Homo||

Krew
||Czysta||

Zawód
||Magizoolog||

Aparycja|znaki szczególne
||184 cm||
||72 kg||
||Platynowe włosy||
||błękitne oczy||
||drobna blizna na przedramieniu po zadrapaniu przez niuchacza||

Charakter
||Optymista, przyjacielski||
||Nie umie się długo gniewać||
||Bardzo zależy mu na niezależności w pracy||
||Towarzyski||
||Trochę beztroski||
||Głośny, dusza towarzystwa||
||Nie lubi brać na siebie dużej odpowiedzialności||
||Pomocny||
||Nie umie być bezpośredni||
||Troskliwy, nadopiekuńczy||

Ciekawostki
||Jego boginem jest śmierć jego siostry||
||Jego patronus to Koń||
||Jego różdżka to Jarzębina, 10 cali, giętka, włókno z włosa z ogona jednorożca||
||Chce założyć hodowlę magicznych zwierząt w Marsylii||
||Ma lęk wysokości, dlatego od czasów szkoły nie latał na miotle||
https://i.imgur.com/ZZNbytV.png

Offline

#4 01-08-2019 o 15h30

Straż Cienia
Layalla
Rekrut
Layalla
...
Wiadomości: 31

Luke pamiętał doskonale wszystkie wybory przed jakimi miał stanąć. Pamiętał gdy siadał na stołku w Wielkiej Sali a tysiące oczu były skierowane na niego a on tylko szeptał tiarze przydziału ciche "Ravencalw, ravenclaw, ravenclaw...", mimo, że ta podstępem odszeptywała mu "Ravenclaw? A mógłbyś być wielkim czarodziejem, wielkim! Dlaczego nie Gryffindor? Masz wybór chłopcze." A on jednak wybrał Ravenclaw.
Pamiętał, gdy przychodziło do wybrania sobie przedmiotów które chciał kontynuować podczas nauki i nawet nie wiedział czemu wybrał Obronę Przed Czarną Magią, mimo że wolał Opiekę nad Magicznymi Stworzeniami. Pamiętał wszystkie większe i drobniejsze wybory, które w jakiś sposób wpływały na jego przyszłość. Pamiętał każdą dziewczynę, czy też chłopaka którego zdecydował się poderwać, każdą znajomość którą zawarł, pamiętał skandale i romanse w czasach szkolnych. No właśnie romanse...
         Nerwowo przygładził włosy co najmniej po raz pięćdziesiąty. Cornelius powinien zjawić się w dziurawym kotle lada chwila, jednak Luke miał przedziwne wrażenie, że ta chwila, jest jednocześnie zbyt krótka by pomieścić jego przemyślenia, a z drugiej strony zbyt długa by ją zniósł. Jednocześnie chciał mieć to już za sobą, a z drugiej strony odkładał nieprzyjemne myśli tak długo jak się dało. Potrząsnął lekko głową, próbując odgonić stres i głupie scenariusze jakie przychodziły mu do głowy za każdym razem gdy zerkał w stronę drzwi, czy przypadkiem nie otwiera ich jego... no właśnie, kto? Przyjaciel? Chłopak? Coś pomiędzy? A może w ogóle coś jeszcze innego? Odkąd skończył szkołę, widywanie się z McLaggenem nie było takie proste, ponieważ on miał przed sobą jeszcze dwa lata nauki, więc polegali jedynie na listach, a to wcale ich relacji nie zacieśniało. Natomiast gdy Puchon opuścił Hogwart mogli przez chwilę nazywać się parą. A przynajmniej do czasu gdy Luke nie zaczął poważniej myśleć o tym wyjeździe do Francji. Na początku po prostu snuł sobie plany i opowiadał Corneliusowi o cudownych francuskich polach, łąkach i lasach idealnych do założenia hodowli hipogryfów. O nich dowiedział się od swojego kuzyna Ormazda, z którym po skończeniu szkoły spędzał co raz więcej czasu. Jednak nigdy wcześniej jego mrzonki nie były tak realne jak teraz. Wcześniej tylko wspominał, że chciałby, że mógłby... . A teraz nagle Veronica skończyła szkołę i miała dostać posadę w FRANCUSKIM ministerstwie magii. A więc on, jako troskliwy brat nie mógł jej tam puścić samej (co z tego, że ona była już dorosła i miała serdecznie dosyć jego nadopiekuńczości).
Tak więc przez ostatnie parę miesięcy między Lukiem a Corneliusem nie było już aż tak kolorowo. A przynajmniej z perspektywy Luka, bo chłopcy, czy też już mężczyźni, dawno nie rozmawiali o swoich własnych uczuciach. A może właśnie powinni.
          Blondyn po raz kolejny niespokojnie zerknął w stronę drzwi, mając z tyłu głowy cel z jakim zaprosił tu Corneliusa - decyzja podjęta, czy mu się to podoba czy nie.

Ostatnio zmieniony przez Layalla (01-08-2019 o 15h31)

Offline

#5 01-08-2019 o 19h11

Straż Obsydianu
Doc
Rekrut
Doc
...
Wiadomości: 73

Kolejny beznadziejny dzień w tej beznadziejnej robocie. A już Cornelius myślał, że ten rok nie może być gorszy - najwyraźniej jednak nieznana siła tam na górze uznała, że to jeszcze nie wszystko.
Teraz jeszcze jego zwierzchnik w Ministerstwie miał wyjeżdżać do głupiej Grecji w ramach rozmów z tamtejszym rządem. Przecież Cornelius nawet nie znał greckiego! Co najwyżej umiał po trollańsku chrząkać i wskazywać na różne rzeczy palcem. Aczkolwiek wątpił, by grecki rząd uznawał trollański u siebie za oficjalny język.
Akurat biegł przed siebie w deszczu, sprintem zmierzając do Dziurawego Kotła - cały Londyn tonął dziś w deszczu. A nawet nie tyle deszczu, co urwaniu chmury.
Nawet nie wiedział, jak powinien przekazać tę... "nowinę" o wyjeździe Luke'owi. Ostatnio niewiele się widzieli - Cornelius jako asystent nie mógł odstępować swojego zwierzchnika na krok, musiał łazić z tym grubasem na wszystkie spotkania, słuchać i notować za niego, przypominać mu o wszystkim... innymi słowy, musiał być jego cieniem.
Na czym cierpiało jego życie prywatne zresztą. Cornelius ciągle łaził niewyspany, drażliwy jak wystrzyżona małpa i w zasadzie ciągle się rozmijał z Lukiem - chcąc nie chcąc, wracał już o tak późnych porach, że... cóż, prawie był poranek i znowu trzeba było iść do pracy, przy okazji jak zwykle budząc nieszczęsnego Luke'a. Cornelius zresztą szczerze żałował, że nie było innej możliwości rozwiązać tych problemów zawodowych, liczył jednak, że to wszystko to tylko przejściowe problemy, które znikną wraz z nastaniem sezonu letniego. Tym bardziej żałował, że nie miał nawet za wiele czasu szczerze z Lukiem pogadać...
Mimo, że jak na razie Luke nie mówił nic...
W ogóle Luke jakby się oddalił, stał bardziej odległy, skupiony na sobie... to wszystko nastrajało złymi przeczuciami, chociaż McLaggen miał nadzieję, że to tylko złudzenie i nadmiernie interpretował pewne fakty.
Mimo to nietrudno było zauważyć kontrast pomiędzy ich relacjami kilka lat temu, a teraz. Kiedyś byli prawie nierozłączni... mieli czas dla siebie i byli, cóż, po prostu - szczęśliwi. A teraz... teraz jakby wracał do cichego, uśpionego grobowca. A mimo jednak wciąż sama świadomość, że Luke był zawsze obok, napawała Corneliusa poczuciem szczęścia i bezpieczeństwa.
Mimo wszystko jakoś cieszyło go, że ktoś był obok, inaczej byłby praktycznie sam. Rachel przeniosła się już na stałe do Francji, do swojego Ormazda (albo on się przeprowadzał do niej? Już nawet nie był pewien), a Lea... cóż, jej prawie nigdy nie było w Anglii - również pracowała we Francji, prowadząc wraz z kolejnym już mężem swoją klinikę magii zaawansowanej i estetycznej.
Inni znajomi po szkole rozpierzchli się jak chmury na wietrze... Max włóczył się tu i ówdzie, Fitzroy gdzieś zniknął, nie mówiąc już o Rozen czy Audrey. Czasami nawet zastanawiał się, gdzie ich wcięło; jak im się powodziło, kim się stali, jak żyli? Póki co nie miał od nich żadnych wieści.
Została jedynie Veronica, ich małe słońce.
A poza Lukiem i Veronicą nikogo już nie było.

No szybciej, pomyślał, obserwując korek samochodów przed nim, blokujący przejście na drugą stronę ulicy. Godzina, o której miał się zjawić, miała wybić tuż tuż, a Cornelius nie znosił spóźnień.
Poza tym nie chciał, żeby Luke jeszcze dłużej czekał. Czekali cały rok, czekali teraz obaj, aż ten drugi wróci z pracy...
Ile jeszcze mam czekać?
Dopiero po dłuższej chwili udało mu się przedrzeć przez korek, odgonić od siebie natarczywą aktywistkę jakiegoś Greenpeace, i wejść do Dziurawego Kotła. Po otwarciu drzwi od razu przymrużył oczy, szukając charakterystycznej blond czupryny - w Kotle jak zwykle było tak ciemno, że wzrok musiał się przyzwyczaić. W ogóle co to za miejsce na pierwszą od bardzo dawna randkę? Luke doprawdy miał coraz dziwniejszy gust...

Tak więc Luke, gdy spojrzał w stronę drzwi, mógł dostrzec wyraźnie oślepionego w ciemności Corneliusa, mokrego jak kura i ponurego jak śmierć nad łożem starego McLaggena...


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

#6 01-08-2019 o 22h34

Straż Cienia
Layalla
Rekrut
Layalla
...
Wiadomości: 31

Serce Luka podskoczyło gdy rozpoznał w drzwiach przemoczonego do suchej nitki Corneliusa. Ucieszył się, jak zawsze na jego widok, a jednocześnie stres ścisnął go jeszcze bardziej. Podszedł niemal od razu do blondyna i od razu go mocno uściskał.
- Corenlius! Myślałem, że się ciebie nie doczekam. Jak ty wyglądasz kochanie?  - Rzucił z uśmiechem na przywitanie i wyjął różczkę, by rzucić delikatne zaklęcie osuszające. - Wybacz za ten Dziurawy Kocioł, miałem nadzieję, że pójdziemy na Pokątną do Madame Cookie, ale tak leje, że nie wiem czy chcemy znowu moknąć.
Luke wyrzucił to wszystko z siebie niemal jednym tchem, starając się ukryć to, że nieco drżą mu ręce. Zawsze drżą mu ręce gdy czeka go coś stresującego. Usiedli oboje przy stoliku skrytym w głębi pomieszczenia. Zdecydowanie nie uśmiechało się Lukowi przekazywać takie informacje w takim miejscu, ale dziś nie miał wyboru. Spojrzał czule na Corneliusa i nagle dostrzegł na jego twarzy to okropne przemęczenie, które utrzymywał się ostatnio zbyt długo. Luke prawdopodobnie nie pamiętał już kiedy ostatni raz widział swojego ukochanego wypoczętego i szczęśliwego, tak jak za czasów Hogwartu. Co dorosłość robi z życiem? Co dorosłość zrobiła z nim? Chamberlain chciał mu jakoś pomóc, ale nic prócz drobnych gestów, takich jak poranne śniadanie do pracy, czy odrobina czułości w domu, nie był w stanie zrobić. W końcu przecież nie mógł wykonać jego pracy za niego.
Odchrząknął nieznacznie, gdy zorientował się, że ze zmartwieniem wpatruje się w twarz Corneliusa i wyprostował się nieco.
- Więc... jak tam ci minął dzień? - Zapytał niezręcznie, nie wiedząc jak zacząć. Przecież tak dawno nie wyszli gdzieś razem, nawet nie mieli porządnej rozmowy...

Offline

#7 01-08-2019 o 23h12

Straż Obsydianu
Doc
Rekrut
Doc
...
Wiadomości: 73

Dopiero po chwili wzrok mu się przyzwyczaił; zamrugał jeszcze, zanim poczuł wokół siebie ciepłe - i co najważniejsze, suche - objęcia. A skorzystał z tego, jeszcze jak - wyjątkowo wtulił się w Luke'a tak mocno, jak tylko mógł.
Poza tym Chamberlain w obecnym stanie zabójczo grzał.
- Wiem, wyglądam paskudnie - odparł z lekkim uśmiechem. Z ulgą przyjął to osuszenie - dokładnie tego potrzebował. Luke jak zawsze doskonale czytał mu w myślach.
- Cieszę się, że nadal masz do mnie cierpliwość. - dodał z uśmiechem, zanim pokiwał głową, zgadzając się z jego słowami. Racja, lało już tak, że nawet najlepszy, nieprzemakalny magiczny parasol by nie zdał egzaminu. Te typy od pogody w Ministerstwie chyba znowu walczyli o podwyżki, bo padało już kolejny tydzień.
- Może zajrzymy do Madame Cookie w ten weekend? - zaproponował, idąc za nim. Gdy tylko zajęli miejsce przy swoim stoliku, od razu złożył zamówienie. Ach, ten Tom. Jak zawsze przymilny i uprzejmy, dziś chyba przeczuwał jakieś kłopoty, bo niewiele się odzywał - tyle co przyjął zamówienie i zniknął.
Czekając na Toma, Cornelius podparł głowę dłonią, przyglądając się Luke'owi w lekkim, rozczulonym uśmiechu. Chamberlain nic się nie zmienił - nadal był wiecznie uśmiechnięty, lekko piegowaty... chociaż czy jednak uśmiechnięty? Miał wrażenie, że dziś wyjątkowo Luke był zdenerwowany.
A może tylko mu się wydawało. Po cichu miał na to nadzieję.
- Patrzysz na mnie tak, jakbyś widział ducha. Chyba jeszcze aż tak bardzo źle nie wyglądam? Bo ty za mnie całkiem nadrabiasz. - zażartował z rozbawieniem Cornelius, przyglądając mu się. Wyciągnął dłoń, lekko muskając policzek Luke'a, gładząc go czule, zanim strzepnął mu z ramienia jakiegoś owada - najwyraźniej nie tylko karaluchy lubiły zamieszkiwać Dziurawy Kocioł.
- A dzień... beznadziejnie. - Cornelius znów się nachmurzył. Jednocześnie przełknął głośno ślinę. Wcale a wcale nie uśmiechało mu się przekazywanie tej nowiny o wyjeździe.
- Oberwało mi się za to, że ten stary tłuk zapomniał o spotkaniu asystentów i zastępców dziś rano, chociaż wysyłałem mu sowę i pytałem żony, gdzie on polazł. A on, uwierzysz, schował się w kiblu i udawał, że właściwie to dopiero teraz przyszedł. Łgał jak stary Fletcher, był w Ministerstwie od dwóch godzin. - dodał z lekką irytacją, przypominając sobie coraz to nowsze szczegóły.
Jednocześnie dłonią zaczął błądzić po stole, jakby podążając za kolejnymi słojami drewna. Stoły w Dziurawym Kotle były wypolerowane do czysta... i wytarte tyloma dłońmi, łokciami... ciekawe ile było tu już takich par, jak oni?
Odległych, oderwanych od siebie, teraz tkwiących na granicy cienkiej linii od "być" i "nie być" razem.
- Później oczywiście wymyślili sobie kolejne idiotyczne spotkanie, gdzie wymyślili, że pora zacieśniać kontakty z innymi Ministerstwami. Tylko nie wiem, dlaczego akurat Grecja? - Cornelius wykonał pokazowego facepalma. Jednocześnie nie wspomniał jeszcze ani słowem o wyjeździe do Grecji - chociaż sama ta świadomość bardzo mu ciążyła na sercu.
Ale jeszcze nie potrafił mu tego powiedzieć. Jakoś jeszcze nie...
Jednocześnie jego dłoń przewędrowała przez stół, gdy napotkała rękę Luke'a; tuż po tym splótł delikatnie ich palce w lekkim uścisku. Dawno nie mieli okazji porozmawiać... ba, nawet się przytulić czy choćby zjeść dłużej śniadanie, nie mówiąc o rozmowie nad kremowym piwem czy potrzymaniu się za rękę. Nawet na minutę, dwie.
Głupie, ale jednak to napawało bezpieczeństwem, jakby w tym momencie hamował i siebie, i Luke'a przed wstaniem i odejściem w swoje strony.
- Ale nie ma co chyba o tym myśleć... o pracy będę myślał później, kiedy będę musiał. - dodał z pogodnym uśmiechem, starając się odgonić od siebie ponure myśli. - Jeszcze pisał ojciec, mówił o kolacji rodzinnej w ten piątek... A jak twój dzień?

Ostatnio zmieniony przez Doc (01-08-2019 o 23h13)


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

#8 03-08-2019 o 21h44

Straż Cienia
Layalla
Rekrut
Layalla
...
Wiadomości: 31

Luke spiął się nieco gdy Cornelius zaproponował wyjście do Madame Cookie. Nerwowo kiwnął głową, nie chcąc rozwiewać jego nadziei. Sam z resztą nie chciał rozwiewać własnych.
- Nie, nie wyglądasz jak duch. Wyglądasz wspaniale, jak zawsze. - Odparł z uśmiechem blondyn i drgnął czując chłodne palce McLaggena na policzku. - Ale za to ręce masz lodowate jak duch. - Dodał żartobliwie.
Właściwie nawet nie słuchał relacji swojego partnera, tylko siedział tam i patrzył na niego, studiował każdy milimetr jego twarzy chcąc go dobrze zapamiętać. Zapisywał sobie w pamięci kolejno jego delikatne, jasne włosy, jego szarozielone oczy, w których jak zwykle się zapadał, delikatne rysy twarzy, nos, te miękkie usta...
Nagle niespodziewany dotyk jaki otoczył jego dłonie sprawił, że nieco wyrwał się z transu. Cornelius delikatnie chwycił jego ręce, a on nagle uświadomił sobie, jak bardzo brakowało mu tego uczucia. Być może było to podkręcone perspektywą wyjazdu jaka go czekała, więc chciał i to zapamiętać jak najlepiej; wiecznie chłodne dłonie. Jednocześnie, zupełnie niespodziewanie, uderzyła go fala tęsknoty, mimo, że nadal razem tu siedzieli.
Wzrok Luka przeszedł z powrotem do tych ukochanych szarozielonych oczu, zmęczonych, wpatrujących się w niego. Nagle Chamberlain uświadomił sobie, że rozmówca zadał mu pytanie, a on siedział w swoich myślach i się gapił.
- Hmm? - Wymruczał głupkowato, wyrwany nagle z fali uczuć. - Ach, mój dzień. Emm... cóż... Raczej też niezbyt przyjemnie. - Powiedział nieco zmieszany, bo tutaj już należałoby przejść do sedna, ale on przeciągał to tak jak potrafił. W końcu jak miał mu powiedzieć, że pół dnia upłynęło mu na załatwianiu najważniejszych spraw co do wyjazdu i... pakowaniu się.
Luke wziął głęboki oddech i otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, ale po chwili potrząsnął głową i zmienił zdanie. Nie, jeszcze nie.
- Wiesz... rozmawiałem dzisiaj z matką o tym pomyśle... no, o wyjeździe... znaczy, o tej, no, Francji. - Wymruczał nie patrząc partnerowi w oczy, a jednocześnie trochę mocniej ścisnął jego dłoń, jakby zaraz coś miało ich rozdzielić, a on za wszelką cenę nie chciał do tego dopuścić.
- Veronica wyjeżdża... niedługo. To już pewne. - Dodał cicho.

Offline

#9 04-08-2019 o 00h07

Straż Obsydianu
Doc
Rekrut
Doc
...
Wiadomości: 73

Och. Tak kiwał głową, że Cornelius mógł to poczytać za entuzjazm - ale coś mu w tym wszystkim nie pasowało. Mimo zmęczenia dostrzegał w tym wszystkim jakąś dziwną nutę - nutę fałszywości?
Chciałbym się mylić...
- Ale mi słodzisz. - zaśmiał się cicho, zanim cofnął dłoń. No tak, racja. Nie powinien go tak straszyć czy coś w tym stylu. Uśmiechnął się do Luke'a przepraszająco.
- Zaraz je ogrzeję, jesteś ciepły. - stwierdził, nie cofając dłoni z jego ręki. Chwilowo chciał się nacieszyć tymi momentami bliskości. Jednocześnie przyglądał mu się ciepło, zaś w oczach pojawiły się drobne błyski uczucia - szczęścia, zadowolenia, nawet miłości.
I chociaż siedzieli w tak obskurnym miejscu jak Dziurawy Kocioł, a nie kawiarnia Madame Cookie czy Madam Puddifoot (o boże, nie, to było koszmarne doświadczenie samo w sobie, ale jednak chodziło o przytulność wystroju), nawet teraz czuł się szczęśliwy. Prawdą było to, co powiadali o miłości: wystarczała obecność, a nie tylko odpowiednie miejsce i czas.
- Luke? - mruknął, lekko marszcząc brwi. Chamberlain był dziś wyjątkowo zamyślony, oderwany od rzeczywistości. Mimowolnie jednocześnie go to nieco bawiło i rozczulało.
Ciekawe, o czym myślał?
Zaraz jednak przyjrzał mu się uważniej. To potrząśnięcie głową, jakby do siebie, ta próba powiedzenia mu czegoś... i te słowa. Miał wrażenie, że cały świat przycichł, gdy Luke to mówił... o tym wyjeździe...
- I... co? - zapytał z nieukrywanym niepokojem, nie spuszczając z niego oczu. Jednocześnie przyjął ten mocniejszy uścisk, zanim delikatnie pogładził go kciukiem po boku dłoni. - A Veronica... ja ją rozumiem. W końcu ma szansę na nowe, dorosłe życie, po swojemu... według swoich zasad. - dodał z lekką goryczą. Trochę jej tego zazdrościł. W jego rodzinie to wszystko wyglądało zgoła inaczej. Nadal traktowano go jak dziecko, które wciąż się nie wyszumiało i wyszalało - jednocześnie przypominano mu, że ten stan rzeczy nie potrwa długo.
Powinieneś niedługo założyć rodzinę, masz już 19 lat! Powinieneś mieć żonę, dzieci, zbudować dom, zasadzić drzewo, osiągnąć coś w Ministerstwie. Dlaczego tego nie robisz? Dlaczego nie pracujesz na nazwisko McLaggenów? Chyba nie chcesz skończyć okryty niesławą jak Octavius? Powinieneś brać przykład z wuja Tyberiusa...
...i razem z nim i szefem Biura Aurorów polować na kołkogonki, pomyślał ponuro, zanim znów przyjrzał się Luke'owi z nieukrywanym zmartwieniem.
- Więc... Veronica wyjeżdża. Ale chyba ty nie...? - zapytał z niepokojem, mocniej zaciskając ich dłonie. Nie chciał, naprawdę nie chciał usłyszeć tej odpowiedzi.

Ostatnio zmieniony przez Doc (04-08-2019 o 22h15)


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

#10 04-08-2019 o 18h22

Straż Cienia
Layalla
Rekrut
Layalla
...
Wiadomości: 31

— Czy ja wiem, czy według swoich? — Odparł Luke z niesmakiem, na temat Veronici. — Matka bardzo nalegała na jej wyjazd, właściwie to ona znalazła tam Veronice posadę. No i ciotka Aimee wyjechała parę miesięcy temu, teraz jeszcze Ormazd się zabiera... — Dodał od niechcenia. Tego, że miał się wybrać ze swoim Kuzynem, nie wspomniał. Była to właściwie idealna okazja do wyjazdu, z niemal idealnym pretekstem. W końcu nie mógł zostawić swojej małej siostry samej w zupełnie obcym kraju. No i wyjeżdżając tam z Ormazdem miałby doskonałe warunki żeby w końcu zacząć tę swoją hodowlę o której marzył od paru lat, miał wybrane miejsce. Gdyby tylko Cornelius mógł pojechać z nim, byłoby wprost perfekcyjnie, wymarzone życie, z wymarzoną osobą.
— Ja? Cóż... — Zaczął niepewnie, ale nie mógł przecież ani zaprzeczyć, ani nie chciał potwierdzać. Miał wrażenie, że jeśli powie w końcu to na co tak się szykował, nie będzie już odwrotu. Klamka zapadnie, wyjedzie, koniec.
Nie miał siły patrzeć na Corneliusa w momencie, kiedy miał mu powiedzieć o rozstaniu. Błądził nerwowo wzrokiem po stole, studiując niezwykle ciekawe słoje i wybrzuszenia. Przecież mógł powiedzieć mu o tym dużo wcześniej, razem mogliby przygotować się na pożegnanie, może mógłby go zabrać ze sobą, może inaczej by się to ułożyło. Ale nie, Luke jak zawsze musiał odkładać wszystkie najważniejsze decyzje na ostatnią chwilę. Jak zwykle musiał unikać odpowiedzialności za te decyzje, a potem zmagać się z bolesnymi konsekwencjami braku dialogu z najbliższymi. A mógł z nim porozmawiać...
A teraz, siedział tam i wszystkie wyrzuty w ułamku sekundy przemykały mu przez umysł i do stresu i żalu dochodziła też złość. Gniew na samego siebie.
Im bardziej szukał słów, by przekazać partnerowi nieprzyjemne informacje, tym większą miał pustkę w głowie i bardziej zaciskało mu się gardło. Wziął w końcu głęboki oddech.
— Wiesz, myślałem nad tym ostatnio poważniej... — Zaczął powoli. — Właściwie Ormazd namawiał mnie od dłuższego czasu, no i skoro Veronica też wyjeżdża... — Krążył tak słowami wokół sedna, nie chcąc się do niego zbliżać. Wiedział, że ani on, ani Cornelius nie chcieli usłyszeć tych paru słów.
Luke nigdy nie potrafił być bezpośredni. Nie lubił i nie zamierzał praktykować kłamstwa, ale całej prawdy też nie był w stanie siebie wrzucić. Podziwiał zawsze swoją matkę, która zawsze była taka bezpośrednia i żałował czasem, że nie odziedziczył tego po niej. A gdyby mógł, może nie siedzieliby tu teraz przy tym głupim stole w tym ohydnym dziurawym kotle, otulony tymi przykrymi uczuciami z perspektywą pożegnania się z ukochanym.
— Miałem nawet oko na jedno miejsce gdzie mógłbym założyć swoją hodowle... — dodał cicho, jakby wstydząc się tego.

Ostatnio zmieniony przez Layalla (04-08-2019 o 21h32)

Offline

#11 04-08-2019 o 22h57

Straż Obsydianu
Doc
Rekrut
Doc
...
Wiadomości: 73

Pokiwał tylko, słysząc pełen niesmaku ton Luke'a, zanim uśmiechnął się krzywo. No tak, rzeczywiście. Zdążył już zapomnieć, że Chamberlainowie bywali równie zasadniczy.
- Każdy u was wyjeżdża... to wszystko jest takie... - nie dokończył, choć znalazł już odpowiednie wyrażenie. "Zaskakujące". Łagodnie mówiąc.
- Wracacie do korzeni, nie? Coś w tym stylu. - dodał w lekkim uśmiechu, zanim spoważniał.
- Ale co ma do nas obu temat Very? - zmarszczył brwi. Nie widział żadnego związku pomiędzy Veronicą a ich sprawami. To były dwa zupełnie różne światy, dwie różne rzeczywistości. Chociaż uwielbiał siostrę Luke'a, mimo wszystko uważał, że powinna mieć jakąś swobodę, miejsce dla siebie. Nadmierne niańczenie zawsze tylko krzywdziło. Zwłaszcza w dorosłości.
A wyjazd z Lukiem Cornelius nawet by rozważał, gdyby nie to, że miał już posadę tutaj; posadę, która przynosiła całkiem niezłe pieniądze, nawet jeśli to była praca, której nienawidził. Z drugiej strony, gdyby wyjechał, nie miałby już po co wracać... i nie znał francuskiego. Poza tym gdzie Francja, a Anglia. To były zupełnie dwa różne światy, dwie różne mentalności. Wystarczyło popatrzeć na Luke'a i Ormazda.
Nadal nie rozumiem, jakim cudem moja siostra zdołała dogadać się z tym dziwakiem.
Chłopak nachmurzył się, widząc jak Luke ucieka przed nim spojrzeniem; Chamberlain wgapiał się w stół, jakby ten miał zaraz stać się świstoklikiem na drugi koniec świata.
Dopiero teraz zaczął powoli jarzyć, o co chodziło, co próbował przekazać mu Luke.
Bum. Bum.
Czy to biło tak mocno i szybko jego serce, czy tak szybko i boleśnie kołatały się w głowie jego myśli?
Wyjeżdża, bo nic już do ciebie nie czuje. Gdyby było inaczej, gdyby to się nie wypaliło, gdybyś o niego dbał, to by się tak nie skończyło. Ale nie dbałeś. Mogłeś wybrać inną pracę, nie w Ministerstwie. No i masz za swoje. Gdybyś okazywał mu więcej uwagi, pewnie byś szybciej to zauważył. Nie zasługiwałeś na niego, nie? A swoją drogą, kto wie, co się działo w czasie, kiedy ty się uczyłeś w Hogwarcie... przecież już raz tak odwalił w Hogwarcie, niby zarywał do ciebie, ale jednocześnie przespał się z Finleyem... rozumiesz, co chcę ci powiedzieć? Skąd mogłeś wiedzieć, co się działo między nim a tym wszystkim przez ten rok?

Bum. Bum.


- Ty... wyjeżdżasz - przerwał mu bezceremonialnie, nie mając już dłużej cierpliwości i serca. Bo tak, serce samo się kroiło, patrząc na tak rozdartego Luke'a.
I chociaż nie chciał znać odpowiedzi, był już pewien, że właśnie o to chodziło.
Idiota z ciebie, Corn, wiesz?
Mimowolnie rozplótł ich palce i cofnął swoją dłoń, zanim odchylił się w krześle, zakładając ręce na piersi, odgradzając się od Chamberlaina murem. Jednocześnie przyjrzał się Luke'owi chłodno, jakby dopiero teraz zobaczył go pierwszy raz na oczy - pierwszy raz, szczerze, od lat, bez zasłony emocji, sympatii i przyjaźni, nie mówiąc o głębszych uczuciach. Patrzył teraz nie jak przyjaciel czy chłopak (choć aktualnie to chyba były chłopak), ale jak przełożony czy nauczyciel. Jak ktoś obcy.
Bo w tej sekundzie Luke stał mu się prawie jak obcy człowiek - człowiek, którego nie znał. A jednocześnie nadal był mu tak bliski...

Bum. Bum. Bum.

I nie jestem pewien, czy chciałem widzieć wcześniej to, co widzę teraz.
- Wyjeżdżasz z powodu Veroniki, czy masz ku temu jakiś inny powód? - zapytał oschle, nadal mu się przypatrując. Chciał go zapamiętać - jego kształt twarzy, kolor oczu, kolor włosów, nawet te piegi i zmartwioną minę, nawet jeśli nie potrafił go w obecnej chwili traktować w bardziej ciepły sposób.
Musiał to przeboleć.
Słysząc o hodowli, zaśmiał się cicho, z lekką goryczą.
- No tak, racja. Nie powinienem był zadawać tamtego pytania, skoro już na nie odpowiedziałeś... właściwie tak teraz myślę, że nie powinienem ci tego wyjazdu zabraniać, czy nawet protestować... - stwierdził, odwracając wzrok. Rozumiał go - chociaż decyzja bolała, jednocześnie był świadom, że Luke postępował dokładnie tak, jak on. Szedł nie tylko za poczuciem obowiązku, ale też za marzeniami.
Mimo to tak bolało... jednocześnie uświadomił sobie jeszcze bardziej bolesną rzecz.
Rozumiał, ale nie chciał rozumieć; słyszał, ale nie chciał słyszeć; widział, ale nie chciał widzieć.
Kiedy zdążyłem stać się takim dupkiem?
- Więc wyjeżdżasz... i tyle? Między nami skończone? - dodał cicho, spuszczając wzrok i wbijając go w stół. I chociaż miał ochotę wstać i wyjść - uciec - jednocześnie nie chciał okazać tej słabości. Mimo wszystko miał nadzieję, że Luke powie coś innego. "Nie, głuptasie, wszystko między nami jest aktualne".
Jaaasne. A gdyby wuj Octavius byłby ulubieńcem rodziny, to by był wujem Tyberiusem.

Ostatnio zmieniony przez Doc (04-08-2019 o 23h00)


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

#12 04-08-2019 o 23h49

Straż Cienia
Layalla
Rekrut
Layalla
...
Wiadomości: 31

- Ty... wyjeżdżasz - powiedział nagle Cornelius. I zapadła cisza. Długa, gęsta, nieprzyjemna, bolesna cisza, która trwała i trwała. Luke zamarł. Tylko siedział tam i patrzył jak McLaggen powoli zabiera swoją dłoń, a jego owiewa chłód. Nie mógł zaprzeczyć. Nie chciał przytaknąć. Po prostu siedział, próbując zmierzyć się z rzeczywistością, zły na samego siebie, zły na to, że ma marzenia. Zastanawiał się już wcześniej, dlaczego wybrał tę ścieżkę, do Francji. Przecież mógł założyć te durną hodowle tutaj. Przecież mogli zostać razem. A jednak, zawsze jakoś podświadomie wybierał to dziwne, zawsze tak odległe marzenie. Być może parę lat wstecz w tej wizji byłby tam razem z Corneliusem, ale gdy zaczął myśleć o tym poważnie,  jego ukochany nagle rozpłyną się. Jakby powoli oddalał się od jego marzeń stając się zupełnie inną ścieżką, tą, która nigdy nie będzie na pierwszym miejscu. Ale dlaczego? Dlatego, że ostatnio tak się oddalili? Dlatego, że znalazł tu pracę? Ze względu na presje obu rodzin? A może to była wszystko jego wina, że był tak zapatrzony na siebie, skupiony tylko na własnych marzeniach, nie biorąc pod uwagę tego, czego chce jego chłopak.
- Więc wyjeżdżasz... i tyle? Między nami skończone? - Usłyszał nagle głos Corneliusa, ale stał się on oschły, obcy. Przecież on nigdy się tak do niego nie zwracał. Luke z wrażenia wyprostował się nieco i podniósł na niego wzrok. Momentalnie tego pożałował. Zobaczył jego szarozielone oczy, ale teraz były zimne, patrzyły na niego z bólem, z wyrzutem.
W ciągu tego związku, tylko jeden raz mieli taką kłótnię, w której widział to samo spojrzenie i wiedział, że drugiej takiej nie zniesie.
Odetchnął znowu głęboko. Nie. Nie może tego tak zostawić, musi walczyć.
- Mam nadzieję, że nie musimy niczego kończyć. - Powiedział, po raz pierwszy tego dnia patrząc Corneliusowi prosto w oczy i choć próbował brzmieć spokojnie, jego głos nieco się trząsł. - Mam nadzieję, że jakoś się to ułoży. Że my to ułożymy.
Patrzył mu przez chwilę w oczy, milcząc, próbując to wszystko na nowo poukładać. Zaczęła jarzyć się w nim mała iskra jakiejś niespodziewanej waleczności. Mała, nagła nadzieja na wspólną przyszłość.
- Przecież mogę do ciebie pisać, możemy się odwiedzać. Z resztą, nie jest powiedziane, że wyjeżdżam na stałe. Może mi ta hodowla tam nie wypali, może wrócę... - Zaczął nagle, dając się tej iskrze rozwinąć. - Cornelius... Nie chcę nic kończyć. Nie z tobą.

Offline

#13 10-08-2019 o 20h36

Straż Obsydianu
Doc
Rekrut
Doc
...
Wiadomości: 73

Długa, gęsta, nieprzyjemna, bolesna cisza, która ciągnęła się jak szczególnie kleisty makaron babki McLaggen. I teraz ta cisza niemal dosłownie stawała mu w przełyku jak ość w gardle. Jednocześnie miał ochotę komuś - albo czemuś - w coś przywalić na to wszystko, tak jakby to miało uśmierzyć lub odegnać jego ból.
Nadal obserwował nieruchomo Luke'a, gdy ten się wyprostował, uniósł wzrok, nadal w tej nieznośnej ciszy. Nadal tak samo wystraszony, markotny, smutny - ale jednocześnie jeszcze bardziej zdeterminowany.
Mimo wszystko poczuł się nieco lepiej, widząc jego zdecydowanie. Wahanie było w tym wszystkim jeszcze gorsze. Wówczas sam nie umiał się na nic zdecydować... nie potrafił zaakceptować decyzji. A sama świadomość, że Luke zadecydował, jednocześnie dawała mu pewien spokój.
Mam nadzieję, że jakoś się to ułoży... że my to ułożymy.
- Wierzysz w to? - zapytał cicho Cornelius, nie odrywając od niego spojrzenia; ciepłe spojrzenie Luke'a jak zawsze sprawiało, że miał ochotę w nim zatonąć. Ale teraz nie mógł sobie pozwolić na mrzonki i marzenia o randce, czy przyjemnym wieczorze - musiał skupić się na tym, co działo się tutaj.
A to wszystko nadal nie nastrajało go optymizmem, wręcz przeciwnie.
- Chciałbym, żeby tak było... żeby wszystko się ułożyło - dodał jeszcze ciszej. Mimo wszystko to jednak go nieco uspokoiło - więc między nimi jeszcze nic nie było skończone... jeszcze było dobrze.
Ale czy marzenia Luke'a są warte tego związku?
- Możemy tak zrobić - dodał spokojniejszym tonem McLaggen; wreszcie lekko się uśmiechnął, słysząc tę determinację Luke'a. Normalnie by go objął, gdyby nie dzielił ich stół - póki co mógł jedynie ograniczyć się do uśmiechu, pogładzenia Chamberlaina po dłoni.
- Chciałbym... mam nadzieję, że to wypali. Zresztą... wiesz... - teraz jego pora coś powiedzieć.
Przeklęta Grecja. Czy udałoby mi się teleportować z Grecji do Francji?
- Ja też nie chcę tego kończyć... ale jednocześnie skoro wyjeżdżasz, to może i tak potrzebujemy takiego miesiąca przerwy? Ty w tym czasie ogarniesz tę hodowlę we Francji, spróbujesz się jakoś urządzić... no a ja... muszę jechać w delegację z Ministerstwa do Grecji... nie będziemy sobie przeszkadzać i przekonamy się, czy to w ogóle będzie działać. Listy albo Fiuu. Bo nie wiem, czy się nie rozszczepię, teleportując się z Grecji do Francji. Ale i tak spróbujemy? - w trakcie tego oparł dłoń na dłoni Luke'a, rzucając mu poważne spojrzenie.
- Zależy mi na tym.
Mimo, że boję się, jak to się może skończyć.
Mimo wszystko nadal czuł, że coś pomiędzy nimi pękło - chociaż wydawało się, że jest wszystko w porządku, miał wrażenie, że wyrosła między nimi niewidoczna, jak gdyby szklana ściana. Jednocześnie przywlókł się w końcu Tom z zamówieniem Corneliusa. Nareszcie. Już by się wydawało, że o tym zapomniał.


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

#14 23-08-2019 o 22h23

Straż Cienia
Layalla
Rekrut
Layalla
...
Wiadomości: 31

Na pytanie Corneliusa Luke zawahał się przez chwilę. Wierzy w to? A może tylko mu się tak wydaje? Może są to tylko złudzenia, każące mu tkwić w przekonaniu, że to się na pewno uda, każące mu okłamywać siebie jak i swojego ukochanego. Czy w to wierzy...? Już na tym pytaniu pojawiło się tyle wątpliwości, które wcześniej od siebie odrzucał, że znów dopadł go ten okropny niepokój o ich relację. Spojrzał na Corneliusa zmartwiony.
- Wierzę Corni... - Wyszeptał, starając się brzmieć pewnie i przekonująco i z powrotem chwycił jego dłoń, delektując się dotykiem jego skóry. - Ułoży się... my to ułożymy.
Naprawdę chciał w to wierzyć, pomyślał teraz. Naprawdę chciał, żeby się ułożyło. Ale z drugiej strony, czy gdyby mieli dzielić wspólną przyszłość, jego decyzje wyglądałyby inaczej? Czemu przedłożył wyjazd do Francji ponad Corneliusa? Ah.. no tak. Veronica...
Drgnął nagle gdy usłyszał o przerwie. Co? Jakiej przerwie? Przecież dopiero co wydawało się, że będzie dobrze, a on mówi o przerwie? Nagle Luka zaatakował chorobliwy niepokój i milion pytań i podniósł tylko wielkie oczy na blondyna.
Otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale zaraz je zamknął, nie wiedząc od czego zacząć. Panicznie szukał w jego oczach odpowiedzi.
- A-ale Grecja? Jak to Grecja? Czemu Grecja? - Wyrzucił w końcu gorączkowo, nachylając się i przypadkiem strącają szklankę z napojem, którą Tom przed chwilą przyniósł. Nawet nie zwrócił na to uwagi. - Nie, nie, nie. Nie zgadzam się! Przecież wtedy zupełnie to... to nasze... wszystko, upadnie!
Luke nagle poczuł jak skacze mu puls. Nie wiedział czy to było przez panikę, jaką wywołała informacja, czy z desperacji i strachu przed rozpadem związku ale nie mógł pozwolić by ta odległość jeszcze się powiększyła. Przecież wystarczy, że on już wyjeżdża daleko, więc dlaczego Cornelius ma to pogarszać?!
- Kiedy jedziesz? Na jak długo?

Offline

#15 27-08-2019 o 18h57

Straż Obsydianu
Doc
Rekrut
Doc
...
Wiadomości: 73

Może to i lepiej, że Cornelius nie znał prawdziwego powodu, dla którego Luke wyjeżdżał; niewątpliwie byłby jeszcze bardziej niezadowolony, niż wcześniej.
Obecnie myślał tylko, że Veronica jest jednym z mniejszych powodów, bardziej wydawało mu się, że chodziło o hodowlę... Jednocześnie nadal obserwował Luke'a, jednocześnie drgnęło mu serce, jakby rozpadając się na małe kawałeczki, kiedy dosłyszał jego pytanie.
"A-ale Grecja? Jak to Grecja? Czemu Grecja?".
- No cóż, w zasadzie równie dobrze mógłbym zapytać, czemu Francja, a nie Portugalia. - odparł z wysiłkiem McLaggen, po czym lekko się uśmiechnął - półgębkiem, nieco ponuro, nieco niechętnie, ale jednak. Na zrzuconą szklankę nie zwrócił uwagi - podobnie jak na niezadowolonego Toma, który tylko machnął różdżką i zniknął, mamrocząc coś pod nosem.
Cóż, raczej na pewno nie staną się jego ulubionymi klientami. Za każdą wizytą w Dziurawym Kotle coś mu tłukli.
- Przecież sam powiedziałeś, że ci zależy i możemy pisać, możemy się odwiedzać... - zauważył nieco spokojniej. Wcześniej panicznie nie przyjmował do siebie tej myśli... że jednak COŚ mogłoby im nie wyjść. Teraz jednak, widząc reakcje Luke'a, jakby coś w nim zastygło. Targały nim sprzeczne uczucia, właściwie miał wrażenie, że sam sobie zaprzeczał - jednocześnie nie ulegał już panice, przynajmniej nie tak łatwo, jak Luke teraz, choć podobne pytania kołatały mu się w głowie.
Ale nie potrafił już tak otwarcie okazać niepokoju. Chociaż prawdę mówiąc, nawet nie potrafiłby teraz powiedzieć, co tak naprawdę czuje. Lęk? Złość? Irytację? Spokój? Chłodną obojętność? A może po prostu zrobił się przez to wszystko głodny.
Proza życia zawsze wdzierała się brutalnie w takich momentach.
I w tym momencie poczuł, że musi pójść do toalety.
Cóż, proza życia działała szybko.
- Uspokój się. - mruknął, opierając obie dłonie na jego dłoniach, trzymając je mocno. Czuł, jak chłopakowi puls mocno skoczył; ba, miał wrażenie, że jego bicie serca słychać było bardzo wyraźnie.
A może to było tylko jego własne serce.
I pęcherz.
- Wyjeżdżam na miesiąc - odparł. - Jaka jest różnica, czy będę w Brytanii, czy we Grecji? I tak obaj będziemy zupełnie gdzieś indziej. Pomyśl o tym w ten sposób, że nie ma różnicy. I tak jest źle, i tak niedobrze. Ale zawsze mogę próbować się rozszczepić lub napisać list. - dodał z lekkim humorem, zanim się podniósł. Zerknął pobieżnie na zegarek - ze wskazówkami, sugerującymi uczucia. Prezent od wuja Tyberiusa - zwykle Cornelius używał go tylko po to, by sprawdzić godzinę, teraz jednak bardzo mu się ten zegarek przydawał.   
Cóż, jego wskazówka znajdowała się właśnie na godzinie "rezygnacja", zaś kierunek wskazywała toaleta. I godzinę siedemnastą.
A siedemnasta trzydzieści była godziną, w której musiał wracać z powrotem do Ministerstwa, na kolejne idiotyczne spotkanie Departamentu. Czyli znowu będzie musiał budzić swojego zaspanego, obślinionego szefa, zaturlać jego tłusty tyłek do sali konferencyjnej i udawać, że wszystko będzie w porządku.
Tylko NIC nie było w porządku!
- Zresztą muszę już iść. - dodał cicho. - Możemy do tego na razie nie wracać? Pomyślimy w domu, co z tym wszystkim zrobimy...
I jeśli będę musiał tu stać jakieś pięć minut dłużej, to chyba tego nie wytrzymam.
- Może przez te kilka godzin wymyślimy coś sensownego - dodał pokrzepiającym tonem. Nie był tylko pewien, kogo chciał w ten sposób pocieszyć - Luke'a, czy siebie. Spojrzał na Chamberlaina w lekkim uśmiechu, nim pociągnął delikatnie jego rękę, by wstał.
- Ale nie znikniesz? - dodał z lekkim niepokojem. Właściwie chyba tego by się w tej chwili bał najbardziej - że wróci po spotkaniu z Ministerstwa do cichego, pustego, wręcz uśpionego domu, w którym nie będzie żywej duszy, a wszędzie zastanie tylko spakowane kartony...


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1