Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1

#1 04-08-2019 o 22h30

Straż Cienia
Aveline
Straż na szkoleniu
Aveline
...
Wiadomości: 188

NABÓR OTWARTY, PÓKI CO BRAK LIMITU
Bardzo dziękuję Elemelii oraz Nieve, które są współautorkami i przypomniały mi o starym, dobrym obozie <3

https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/40/c9/db/40c9db01ba750fe032b4d24a75528580.jpg

WITAMY NA OBOZIE

OBÓZ IM. ZAGUBIONEJ MATYLDY, SŁYNNEJ CZAROWNICY, TAK JAK CO ROKU CZEKA NA MŁODYCH MAGÓW CHĘTNYCH NA SPĘDZENIE DWÓCH MIESIĘCY W TYM DOBOROWYM, ELITARNYM TOWARZYSTWIE. OFERUJEMY WYGODNE ZAKWATEROWANIE, OGROM ZAJĘĆ, MAGICZNY LAS I PIĘKNE JEZIORO.
UWAGA! W TYM ROKU ZABRANIA SIĘ UJEŻDŻANIA TROLLI ZE WZGLĘDU NA NOWĄ WSPÓŁPRACĘ Z OBOZEM MAŁEJ SYRENKI, ZNAJDUJĄCYM SIĘ PO DRUGIEJ STRONIE JEZIORA! NIE CHCEMY BY NASI WYCHOWANKOWIE ZACHOWYWALI SIĘ W TAK RASISTOWSKI SPOSÓB!


O CO CHODZI?

Obóz im. Zagubionej Matyldy od wielu lat skupiał młodych czarodziei, którzy mogli spędzić dwa miesiące swobodnie ucząc się używania własnej magii. Od zawsze kłócili się oni z drugim obozem, znajdującym się po drugiej stronie jeziora, który był zamieszkany przez najróżniejszego rodzaju magiczne stworzenia. Wystarczało kilka minut w wymieszanym towarzystwie, a już wybuchały konflikty o to, kto jest lepszy i silniejszy. Obie strony zawsze były doskonale przekonane o własnej racji.
W tym roku wszystko ma wyglądać zupełnie inaczej - i Zagubiona Matylda, i Mała Syrenka pragną pogodzić swoich wychowanków, organizując im mnóstwo wspólnych zadań i zmuszając do współpracy nie tylko przy wielkim finale na koniec wakacji, ale również na co dzień.

Czy ten pomysł ma jakiekolwiek szanse na szczęśliwe zakończenie? Niechętni nastolatkowie i mnóstwo zaogniających się konfliktów zwiastuje wiele problemów, zamiast panującej przyjaźni i pokoju.

REGULAMIN
1. Ja rozumiem, że czasami paluszek świerzbi nie w tą stronę co powinien, ale ładnie proszę o stosowanie się do regulaminu forum. Dopóki ładnie proszę, a nie wyproszę.
2. Tak samo z wszelkimi kłótniami, które zamiast rozgrywać się między postaciami, szaleją między wami. Ludzie, my jesteśmy w jednym obozie, jak Drużyna Pierścienia, więc lepiej chodźmy wrzucić ładny pierścionek do wulkanu zamiast siać nienawiść, serio.
3. Zapisy w wątku, chyba że ktoś wolałby załatwić to na PW - jak komu wygodniej.
4. Myślę, że ani ja, ani dziewczyny nie będziemy odwalać za karę jakiegoś smyrania biczami, więc jeżeli odechce wam się pisać, to po prostu dajcie znać. W razie czego furtka zawsze zostanie otwarta, a nam nie pozostanie niesympatyczne wrażenie.
5a. Przy klepaniu postaci należy podać obóz do jakiego należy oraz płeć. Miły byłby także wiek (od 15 do 19) oraz informacja, który rok wasza postać przebywa na obozie, ale to możemy załatwić dopiero przy karcie. Wygląd a&m oraz arty.
5b. Osoby z Małej Syrenki muszą wybrać swoją rasę, a z Matyldy magię. O ile rasy jak najbardziej mogą się powtarzać, tak jednak przy czarach prosiłabym o różnorodność.
6. Jeżeli wasz bohater nie jest na obozie pierwszy raz to mile widziane relacje.
7. Dla ułatwienia kontaktu najlepiej mieć mnie i/lub Nieve/Elemelię w znajomych.
8. ZAKAZ POSTACI, KTÓRE SĄ ZBYT OVERPOWER! BĘDĘ TEGO PILNOWAĆ JAK CERBER MISKI, REALLY.


OBÓZ IMIENIA ZAGUBIONEJ MATYLDY

Pani Charlotte Clarke | wiek 17 | na obozie po raz drugi | magia wody | - Aveline
Pan Dolan Clarke | wiek 19 | na obozie po raz trzeci | magia błyskawic | - Aveline
Pani Belladonna Foley | wiek 18 | na obozie po raz czwarty | magia natury | - Nieve
Pan George Larkin Kent  | wiek 19 | na obozie po raz czwarty | magia iluzji | - Elemelia
Pani Evelynn Marshwell | wiek 18 | na obozie po raz pierwszy | magia czasu | - Neyu
Pani Moona Hanavar | wiek 18 | na obozie po raz pierwszy | magia wsparcia | - Dracarys
Pan Devon Aveiro | wiek 19 | na obozie po raz pierwszy | magia ognia | - Meilene
...

OBÓZ IMIENIA MAŁEJ SYRENKI

Pan Torrance MacDara | wiek 19 | na obozie po raz trzeci | rasa driad | - Nieve
Pani Emmaline Magnolia Kent  | wiek 18 | na obozie po raz trzeci | rasa syrena | - Elemelia
Pan Joshua Caraway | wiek 15 | na obozie po raz pierwszy | rasa cyklop | - Astaroth666
Pan Tidal Spark | wiek 18 | na obozie po raz pierwszy | rasa wróżek | - Astaroth666
Pani Natsumi Yuuki | wiek 19 | na obozie po raz trzeci | rasa duch | - Neyu
Pan Elnath Landvættir | wiek 19 | na obozie po raz drugi | rasa asteriot | - Berrine
Pan Roy Cranberry | wiek 18 | na obozie po raz pierwszy | rasa zombie | - Berrine
Pan Nerin | wiek 18 | na obozie po raz pierwszy | rasa syren | - Lunair
Pan Vivian Thompson - Fillanes | wiek 19 | na obozie po raz pierwszy | rasa wilkołak | - Morenn

D  O  M  K  I


Ostatnio zmieniony przez Aveline (07-09-2019 o 19h52)



https://78.media.tumblr.com/91fd9bd6bb3f932db84cf4fa693f5886/tumblr_n8pr37qza61skzoovo7_250.gif https://78.media.tumblr.com/d614b04e1168be57a67b29a08d8315af/tumblr_n8pr37qza61skzoovo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/ceded81a012e5f86dc4a21acffcfa926/tumblr_n8pr37qza61skzoovo2_250.gif

Offline

#2 04-08-2019 o 22h33

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 387


https://data.whicdn.com/images/290760087/large.png



B E L L A D O N N A   F O L E Y

M A G   N A T U R Y

C H A R A C T E R   S O N G


Osiemnaście lat ○ Drugi kwietnia ○ Czwarty raz na obozie

Kobieta ○ Demiseksualna ○ Biromantyczna ○ Wolna

Metr siedemdziesiąt jeden ○ Sześćdziesiąt pięć kilo

Szmaragdowe oczy ○ Czarne włosy sięgające jej do talii

Rumiana cera ○ Nie posiada żadnych piegów i znamion


Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)




.
.
.





https://data.whicdn.com/images/290760027/large.jpg



T O R R A N C E   M A C D A R A

D R I A D

C H A R A C T E R   S O N G


Dziewiętnaście lat ○ Trzeci maja ○ Trzeci raz na obozie

Mężczyzna ○ Demiseksualny ○ Biromantyczny ○ Wolny

Metr osiemdziesiąt ○ Sześćdziesiąt siedem kilo

Szare, szklane oczy ○ Białe włosy sięgające do karku

Opalona cera ○ Skóra nieskalana piegami ani znamionami


Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Nieve (06-08-2019 o 22h26)

Offline

#3 04-08-2019 o 22h50

Straż Cienia
Aveline
Straż na szkoleniu
Aveline
...
Wiadomości: 188


https://66.media.tumblr.com/85f0661ec21d703276c5608fd7eced6c/tumblr_pvtlg158XV1xu5a29o1_500.jpg

D  O  L  A  N    C  L  A  R  K  E

╔═══════════════════════════════════════════════════════╗
MĘŻCZYZNA ● HOMOSEKSUALNY ● 19 LAT ● 21.02 ● RYBY ● TRZECI ROK NA OBOZIE  ● WOLNY

KOCHANY SYN  SPEŁNIAJĄCEJ  SIĘ  PRAWNICZKI,  MARIE I  WESOŁEGO WŁAŚCICIELA  KWIACIARNI, HENRY'EGO
FAN SZKICOWANIA NATURY ● PRZEWAŻNIE SIEDZI ZAMYŚLONY Z BOKU TOWARZYSTWA ● ANGLIK, CAMBRIDGE
W DZIECIŃSTWIE BYŁ BARDZIEJ TOWARZYSKI I CHCIAŁ  WSZYSTKIMI RZĄDZIĆ, ALE COŚ SIĘ STAŁO I ZUPEŁNIE
ZMIENIŁ  SWOJE NASTAWIENIE.  NIKOMU NIE ZDRADZIŁ POWODU, UWAŻA, ŻE KAŻDY UZNAŁBY  TO ZA  GŁUPIE.

WŁOSY KOLORU MIODU      ●      WĄSKIE, SZARE OCZY         ●         CHŁOPIĘCE RYSY TWARZY    ●      JASNA CERA
STO SIEDEMDZIESIĄT PIĘĆ CENTYMETRÓW WZROSTU     ●       SZCZUPŁY        ●         ZADARTY NOS      ●       PIEGI
ZEWNĘTRZNA       OSTOJA    SPOKOJU,    GDY   CAŁY    ŚWIAT   STAJE     NA     GŁOWIE     I     ZACZYNA SIĘ WALIĆ
WYWIERA    SYMPATYCZNE     I     CICHE     WRAŻENIE,  DOPÓKI KTOŚ     NIE  DOPROWADZI    GO    DO    WRZENIA
SAM Z SIEBIE NIE SPRÓBUJE NAWIĄZAĆ KONTAKTU         ●        SŁABY POCIESZYCIEL       ●        NIE LUBI KŁÓTNI
WBREW         POZOROM      STRASZNIE     TRUDNO      GO        ZAWSTYDZIĆ,       CHOĆ         WIELU       PRÓBOWAŁO.

╚═══════════════════════════════════════════════════════╝

DOLAN POSŁUGUJE SIĘ MAGIĄ BŁYSKAWIC, KTÓRA POZWALA MU UDERZYĆ PRZY POMOCY PIORUNA
W DOWOLNIE WYBRANY OBIEKT.             NAUCZYŁ SIĘ RÓWNIEŻ SZTUCZKI, POLEGAJĄCEJ NA LEKKIM
POŁASKOTANIU KOGOŚ PRĄDEM   -   MAGIA ELEKTRYCZNOŚCI I BŁYSKAWIC SĄ ZE SOBĄ POWIĄZANE.



https://66.media.tumblr.com/2405eb44b86e44bab3027d0e166c854a/tumblr_pvtrlqacHW1xu5a29o1_500.jpg

C  H  A  R  L  O  T  T  E    C  L  A  R  K  E

╔═══════════════════════════════════════════════════════╗
KOBIETA ● BISEKSUALNA ● 17 LAT ● 19.07 ● RAK ● DRUGI ROK NA OBOZIE  ● WOLNA

KUZYNKA DOLANA OD STRONY ICH OJCÓW    ●    NAZYWAJĄ SIĘ JEDNAK RODZEŃSTWEM, PONIEWAŻ SĄ BLISKO
UWIELBIA FOTOGRAFIĘ, CZĘSTO MOŻNA JĄ SPOTKAĆ Z APARATEM. STARA SIĘ UCHWYCIĆ EMOCJE ● ANGIELKA
WOLI    BYĆ    NAZYWANA "CHARLIE",         CHARLOTTE    WYDAJE   JEJ SIĘ   BYĆ   ZBYT   OFICJALNYM   IMIENIEM
W      DZIECIŃSTWIE     NAZYWANA     WIEDŹMĄ,       NIE    PRZEZ UMIEJĘTNOŚCI,    A    CHARAKTER   I   PODEJŚCIE

CZARNE, DŁUGIE WŁOSY   ●    PIWNE OCZY   ●   WYGLĄDA NA MŁODSZĄ NIŻ W RZECZYWISTOŚCI  ●  JASNA CERA
NICZEGO NIE   CIERPI  TAK BARDZO  JAK  ŚMIANIA  SIĘ Z JEJ  STU SZEŚĆDZIESIĘCIU  CENTYMETRÓW  WZROSTU
TAK SAMO JAK DOLAN MA ZADARTY NOS I PIEGI      ●     UWIELBIA NOSIĆ ZA DUŻE O KILKA ROZMIARÓW SWETRY
WIĘKSZOŚĆ    LUDZI  SZYBKO  JĄ     NUDZI,     ZWŁASZCZA     GDY  BIORĄ    SOBIE JEJ   ZŁOŚLIWOŚCI DO   SERCA
NIE NALEŻY DO NAJMILSZYCH, CHOCIAŻ CZASAMI SIĘ STARA DLA DOLANA                  ●               BYWA NERWOWA
OPRÓCZ WZROSTU RACZEJ TRUDNO JĄ OBRAZIĆ, MA DYSTANS DO SAMEJ SIEBIE           ●          UWIELBIA IRONIĘ
POCIĄGA  JĄ  INNOŚĆ,  DLATEGO  SZUKA  W INNYCH  WYJĄTKOWYCH  CECH, KTÓRE  PODKREŚLA W  ZDJĘCIACH

╚═══════════════════════════════════════════════════════╝

CHARLIE POSŁUGUJE SIĘ MAGIĄ WODY, KTÓRA POZWALA JEJ ZMIENIAĆ STAN SKUPIENIA CIECZY
ORAZ    OBLAĆ  WYJĄTKOWO  IRYTUJĄCE  OSOBY  JEŚLI  AKURAT  DOLANA NIE   MA  W   POBLIŻU.

Ostatnio zmieniony przez Aveline (08-08-2019 o 13h08)



https://78.media.tumblr.com/91fd9bd6bb3f932db84cf4fa693f5886/tumblr_n8pr37qza61skzoovo7_250.gif https://78.media.tumblr.com/d614b04e1168be57a67b29a08d8315af/tumblr_n8pr37qza61skzoovo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/ceded81a012e5f86dc4a21acffcfa926/tumblr_n8pr37qza61skzoovo2_250.gif

Offline

#4 04-08-2019 o 22h53

Straż Cienia
Elemelia
Akolita Jednorożców
Elemelia
...
Wiadomości: 347

https://4.bp.blogspot.com/-EZtX381ysrc/Vg_bwZCVASI/AAAAAAAACUE/jXW2rMKLJZg/s1600/tumblr_inline_nftelmOj6B1seekmt.gif
https://data.whicdn.com/images/290720246/large.jpg
https://4.bp.blogspot.com/-EZtX381ysrc/Vg_bwZCVASI/AAAAAAAACUE/jXW2rMKLJZg/s1600/tumblr_inline_nftelmOj6B1seekmt.gif



George Larkin Kent
Mężczyzna ~ Biseksualny ~ Mag ~ Iluzja ~ Ósmy luty ~ Wodnik ~ Dziewiętnaście lat
Sto osiemdziesiąt siedem [cm] wzrostu ~ Siedemdziesiąt osiem [kg] ~ Delikatnie umięśniony ~ bardzo delikatnie
Gęste włosy w kolorze miodowego blondu ~ Za dnia piwne oczęta, a nocą złociste ~ Rozstępy na plecach
Drobne blizny, po sytuacjach, jak siostra traciła rozum ~ Brak kolczyków oraz tatuaży



Rodzaj jego magii jest dosyć specyficzny. Może on manipulować wyglądem obiektu, ale nie nim samym. Tak naprawdę manipuluje tobą i twoją percepcją rzeczywistości. Na przykład chwyci jabłko, ale ty będziesz widział/a wielki puchar. Dotkniesz to poczujesz puchar, poliżesz to poczujesz puchar, ale tak naprawdę jest to wciąż jabłko. Można powiedzieć iż manipuluje obrazem oraz sposobem w jaki odbiorca go widzi,czuje. Do cech magii iluzjonistycznej  można dodać iż dobrze wyszkolony czarodziej byłby w stanie wejść do twojej głowy i w niej zasiać iluzję. Zacząć bawić się twoimi wspomnieniami, zniekształcać je, dodawać nowe i ogółem w skrócie doprowadzić cię do szaleństwa. Sam George uwielbia "tworzyć" pająki z sznurowadeł i straszyć nimi niewinne pannice.
Mężczyzna natomiast chce dojść do takiego etapu iż faktycznie będzie mógł wejść komuś do głowy i dać się ponieść. Na razie się uczy i daleka droga go czeka do wymarzonego celu. Na chwilę obecną potyka się na najprostszych iluzjach, gdy coś go rozproszy lub gdy jest po prostu niewyspany. Jednak, gdy się skupi i zacznie bawić się swoim darem to nie będziesz w stanie odróżnić czy to iluzja czy rzeczywistość. W końcu, gdy ugryzie cię wąż to nie ważne czy był on fałszywy czy nie. To tak czy siak boli... On tak dobierze się do środka twojego ciała iż za pomocą iluzji wmówi ci ból. Jednak pamiętaj- nic z tego nie jest prawdziwe. Może nawet on sam nie jest prawdziwy?



https://4.bp.blogspot.com/-EZtX381ysrc/Vg_bwZCVASI/AAAAAAAACUE/jXW2rMKLJZg/s1600/tumblr_inline_nftelmOj6B1seekmt.gif
https://data.whicdn.com/images/290720301/large.jpg
https://4.bp.blogspot.com/-EZtX381ysrc/Vg_bwZCVASI/AAAAAAAACUE/jXW2rMKLJZg/s1600/tumblr_inline_nftelmOj6B1seekmt.gif

Emmaline Magnolia Kent
Kobieta ~ Kto wie jakiej orientacji ~ Stworzenie magiczne ~ Syrenka ~ Dwudziesty szósty stycznia
Wodnik ~ Osiemnaście lat ~ Sto sześćdziesiąt dziewięć [cm] wzrostu ~ Sześćdziesiąt pięć [kg]
Kręcone włosy sięgające do ramion w kolorze miodowego blondu ~ Za dnia piwne oczy, a nocą
złote ~ Brak łusek ~ Brak skrzeli ~ Dziecięce znamiona



Emma jest syrenką. Niestety zasmucę was i nie jest ona taką z ogonem, skrzelami, łuskami oraz umiejętnością dogadywania się z owocami morza. O wiele więcej łączy ją z krewnymi postaciami z Odyseusza. Jej podgatunek [albo inna wersja oryginalnej syreny] również potrafi kogoś nakłonić do okropnych rzeczy. Całe szczęście nie musi przy tym śpiewać, wystarczy iż o pomyśli o tym, co by chciała osiągnąć. Nakłoni cię do pewnych działań, uczuć bez większego wysiłku. Wkurzysz ją i będzie chciała abyś skoczył z klifu do wody- zrobisz to. Zakocha się w tobie i będzie żądała pocałunku- oj kochany, z wielką przyjemnością to zrobisz. Przy większym skupieniu oraz energii jest w stanie kontrolować większą grupę. Na śmiertelnikach jest jej najprościej, gdyż nic ich nie chroni.  Na osobach obdarzonych darem lub po prostu nie będących zwykłymi ludźmi musi się bardziej postarać. Genetycznie uwarunkowane jest również to iż mężczyźni są bardziej podatni na jej pokusy.
Jako iż dalej jest młoda nie przychodzi jej to tak łatwo, jak innym doświadczonym syrenom, które każdy urok, a raczej 'pieśń' wykonają bez większego wysiłku. Ona musi się postarać i być pewna tego czego oczekuje. Jednak jak już czegoś zapragnie to mało rzeczy jest w stanie ją powstrzymać. Dlatego serdecznie przed nią ostrzegam, niech osoby o słabych sercach się do niej nie zbliżają. Wykorzysta każde twoje niestabilne bicie dla własnej przyjemności.
[/spoiler]

Ostatnio zmieniony przez Elemelia (04-08-2019 o 23h27)


DANCE IS EVERYTHING.
https://66.media.tumblr.com/c6f3891279ebc5791f6d6136c04ce604/tumblr_pdgqh8bAsI1rdhwsvo2_400.gif https://66.media.tumblr.com/85d52a598706e9c49236a8d788f57a86/tumblr_pdgqh8bAsI1rdhwsvo8_400.gif

Offline

#5 04-08-2019 o 23h05

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 384


art. anime girl butterfly black
https://data.whicdn.com/images/178003357/large.jpg

E V E L Y N N     M A R S H W E L L
❝   s ʜ ᴇ   ʜ ᴀ ᴅ   ᴍ ᴀ ɢ ɪ ᴄ   ɪ ɴ   ʜ ᴇ ʀ   ᴇ ʏ ᴇ s
ᴇ ᴠ ᴇ ɴ   ᴛ ʜ ᴇ   s ᴛ ᴀ ʀ s   ᴇ ɴ ᴠ ɪ ᴇ ᴅ   ❞

✁------------------------------------------------------

ᴅᴀɴᴇ ᴘᴏᴅsᴛᴀᴡᴏᴡᴇ
ᴇᴠᴇʟʏɴɴ ᴍᴀʀsʜᴡᴇʟʟ ★ ᴇᴠᴇ 18 ʟᴀᴛ ★ ★ ʙɪʀᴏᴍᴀɴᴛʏᴄᴢɴᴀ ★ ʜᴇᴛᴇʀᴏsᴇᴋsᴜᴀʟɴᴀ
ᴄʜʀᴏɴᴏᴋɪɴᴇᴢᴀ (ᴍᴀɢɪᴀ ᴄᴢᴀsᴜ) ★ ᴏʙóᴢ ᴢᴀɢᴜʙɪᴏɴᴇᴊ ᴍᴀᴛʏʟᴅʏ ★ ᴘɪᴇʀᴡsᴢʏ ʀᴀᴢ ɴᴀ ᴏʙᴏᴢɪᴇ
ᴏʙʀᴢᴇżᴀ ʟᴀsᴜ sᴀᴍʙᴇᴛɪɪ ★ ᴘóŁ ᴄᴢŁᴏᴡɪᴇᴋ ᴘóŁ ᴍᴏᴛʏʟᴏᴡᴀ ᴡʀóżᴋᴀ ★ 02.01 ★ ᴋᴏᴢɪᴏʀᴏżᴇᴄ ★ ᴀ ʀʜ-
ʀᴇᴀʟɪsᴛᴋᴀ ★ ᴍᴇʟᴀɴᴄʜᴏʟɪᴋ ★ ɪɴᴛʀᴏᴡᴇʀᴛʏᴋ ★ ᴡɪᴇʀᴢʏ ᴡ ʀᴇɪɴᴋᴀʀɴᴀᴄᴊĘ
ᴀʟᴛʀᴜɪsᴛᴋᴀ ★ ᴛʏᴘ ᴏʙsᴇʀᴡᴀᴛᴏʀᴋɪ ★ ᴍʏśʟɪᴄɪᴇʟᴋᴀ ★ ᴡʀᴀżʟɪᴡᴀ
ᴍᴀʀᴢʏᴄɪᴇʟᴋᴀ ★ ᴛʀᴏsᴋʟɪᴡᴀ ★ ɴɪᴇśᴍɪᴀŁᴀ ★ ɴᴀᴅᴡʏʀᴀᴢ sᴘᴏᴋᴏᴊɴᴀ
ɴɪᴇ ʟᴜʙɪ ʙʏć ᴡ ᴄᴇɴᴛʀᴜᴍ ᴜᴡᴀɢɪ ★ ᴘʀóᴄᴢ ᴛᴇᴊ ᴄᴀŁᴇᴊ ɴɪᴇᴡɪɴɴᴏśᴄɪ ᴊᴇsᴛ ᴅᴏsʏć ᴍśᴄɪᴡᴀ

✁------------------------------------------------------

ᴀᴘᴀʀʏᴄᴊᴀ
160 ᴡᴢʀᴏsᴛᴜ ★ 52 ᴋɪʟᴏɢʀᴀᴍóᴡ ★ ᴘɪᴇʀᴄɪɴɢ: sᴛᴀɴᴅᴀʀᴅ ʟᴏʙᴇ ★ ᴍᴀ 2 ᴛᴀᴛᴜᴀżᴇ
ᴋʟᴇᴘsʏᴅʀᴀ ★ ᴅʀᴏʙɴᴀ ★ ᴄʜᴜᴅᴀ ★ sᴢᴄᴢᴜᴘŁ★ ᴢɢʀᴀʙɴᴀ ★ ʟᴇᴋᴋᴀ ★ ᴡɪᴅᴏᴄᴢɴᴇ ᴋᴏśᴄɪ
Łᴀsᴋɪ ʙʀᴢᴜᴄʜ ★ ᴅŁᴜɢɪᴇ ɴᴏɢɪ ★ ɢŁᴀᴅᴋɪᴇ ᴅŁᴏɴɪᴇ ★ ʀóżᴏᴡᴇ ᴘᴀᴢɴᴏᴋᴄɪᴇ
ʙʟᴀᴅᴀ ★ ʀóżᴏᴡᴏᴡŁᴏsᴀ ★ ɢʀᴢʏᴡᴋᴀ ★ ᴡŁᴏsʏ ᴅᴏ ʀᴀᴍɪᴏɴ ★ ʀóżᴏᴡᴇ ᴏᴄᴢʏ
Ąsᴋɪᴇ ᴏʀᴀᴢ ᴢᴀʀóżᴏᴡɪᴏɴᴇ ᴜsᴛᴀ ★ ᴍᴀŁʏ ɪ ᴘʀᴏsᴛʏ ɴᴏs

✁------------------------------------------------------

ɪɴғᴏʀᴍᴀᴄᴊᴇ ᴅᴏᴅᴀᴛᴋᴏᴡᴇ
❶ ɪᴍɪĘ "ᴇᴠᴇʟʏɴɴ" ᴊᴇsᴛ ᴘᴏᴄʜᴏᴅᴢᴇɴɪᴀ ғʀᴀɴᴄᴜsᴋɪᴇɢᴏ ɪ ᴏᴢɴᴀᴄᴢᴀ "ᴏᴅᴅʏᴄʜᴀɴɪᴇ, ᴅᴀᴡᴀɴɪᴇ żʏᴄɪᴀ"
❷ ᴘᴏsɪᴀᴅᴀᴄᴢᴋᴀ ᴀsᴛʀᴀғᴏʙɪɪ; ᴘᴀɴɪᴄᴢɴʏ ʟĘᴋ ᴘʀᴢᴇᴅ ʙᴜʀᴢᴀᴍɪ, ɢʀᴢᴍᴏᴛᴀᴍɪ ɪ ʙŁʏsᴋᴀᴡɪᴄᴀᴍɪ
❸ ᴍᴀ ᴅᴏᴋᴜᴄᴢʟɪᴡĄ ᴀʟᴇʀɢɪĘ ɴᴀ ɪɴᴛᴇɴsʏᴡɴᴇ ᴘʀᴏᴍɪᴇɴɪᴇ sŁᴏɴᴇᴄᴢɴᴇ, ᴄᴏ ᴘᴏᴡᴏᴅᴜᴊᴇ, żᴇ ᴍᴜsɪ ᴜɴɪᴋᴀć sŁŃᴄᴀ ɴᴀ ᴅᴜżĄ sᴋᴀʟĘ
❹ ᴍᴏᴛʏʟ ᴊᴇsᴛ ᴊᴇᴊ ᴅᴜᴄʜᴏᴡʏᴍ ᴢᴡɪᴇʀᴢĘᴄɪᴇᴍ
❺ ᴄᴇᴄʜᴜᴊᴇ sɪĘ ᴅᴏsᴋᴏɴᴀŁĄ ᴘᴀᴍɪĘᴄɪĄ; ᴋᴀżᴅʏ ɴᴀᴊᴅʀᴏʙɴɪᴇᴊsᴢʏ sᴢᴄᴢᴇɢóŁ ᴊᴇsᴛ ᴡsᴛᴀɴɪᴇ ᴢᴀᴘᴀᴍɪĘᴛᴀć
❻ sᴢᴄᴢʏᴄɪ sɪĘ ᴏɢʀᴏᴍɴĄ ᴡɪᴇᴅᴢĄ, ᴋᴛóʀĄ ᴡ ᴅᴀʟsᴢʏᴍ ᴄɪĄɢᴜ ᴘʀᴀɢɴɪᴇ ᴘᴏsᴢᴇʀᴢᴀć
❼ ᴊᴇsᴛ ɴᴀᴢʙʏᴛ ᴄɪᴇᴋᴀᴡsᴋᴀ, ɢᴅʏż ɪɴᴛᴇʀᴇsᴜᴊᴇ ᴊĄ ᴅᴏsŁᴏᴡɴɪᴇ ᴡsᴢʏsᴛᴋᴏ; ᴋᴀżᴅᴀ ᴢᴅᴏʟɴᴏść, ʀᴀsᴀ, ᴍɪᴛ, ʟᴇɢᴇɴᴅᴀ, ᴄɪᴇᴋᴀᴡᴏsᴛᴋᴀ ɴᴀ śᴡɪᴇᴄɪᴇ
❽ sᴘᴏsóʙ ᴡ ᴊᴀᴋɪ ᴏɴᴀ sɪĘ ᴅᴇɴᴇʀᴡᴜᴊᴇ ᴘʀᴢʏᴘᴏᴍɪɴᴀ ɴᴀʙᴜʀᴍᴜsᴢᴏɴᴇ ᴏʀᴀᴢ ᴏʙʀᴀżᴏɴᴇ ᴅᴢɪᴇᴄᴋᴏ, ᴋᴛóʀᴇ ɴɪᴇ ᴅᴏsᴛᴀŁᴏ ʟɪᴢᴀᴋᴀ
❾ ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴄᴢĘsᴛᴏ ᴍᴀ ᴢᴡɪᴅʏ ᴡ ᴄɪᴇᴍɴᴏśᴄɪᴀᴄʜ, ᴘʀᴢᴇᴢ ᴋᴛóʀᴇ ᴏᴅᴄᴢᴜᴡᴀ ɴɪᴇᴡʏᴏʙʀᴀżᴀʟɴʏ ɴɪᴇᴘᴏᴋóᴊ ᴘʀᴢᴇᴅ ᴛʏᴍ, "ᴄᴏ" ᴍᴏżᴇ ᴛᴀᴍ sɪĘ ᴢɴᴀᴊᴅᴏᴡᴀć, ᴀᴄᴢᴋᴏʟᴡɪᴇᴋ ᴊᴇsᴛ ɴɪᴇʙʏᴡᴀʟᴇ ᴢᴀᴄɪᴇᴋᴀᴡɪᴏɴᴀ ᴛʏᴍ "ᴄᴢʏᴍś", ᴄᴏ ᴍᴏżᴇ sɪĘ ɴᴀ ɴɪĄ ᴄᴢᴀɪć
❿ ᴘᴏᴢᴀ ᴢᴀᴅᴀɴɪᴀᴍɪ ɴɪᴇ ᴜżʏᴡᴀ sᴡᴏᴊᴇᴊ ᴜᴍɪᴇᴊĘᴛɴᴏśᴄɪ, ʟᴇᴄᴢ ɢᴅʏ ɴᴀᴅᴀʀᴢʏ sɪĘ sʏᴛᴜᴀᴄᴊᴀ, ɢᴅᴢɪᴇ ᴊᴇᴊ ᴋᴏɴɪᴇᴄᴢɴᴏść ᴜżʏᴄɪᴀ ʙĘᴅᴢɪᴇ ᴡʀĘᴄᴢ ɴɪᴇᴢʙĘᴅɴᴀ, ᴛᴏ ʙᴇᴢ ᴢᴀᴡᴀʜᴀɴɪᴀ sᴋᴏʀᴢʏsᴛᴀ ᴢ ᴍᴀɢɪɪ ᴄᴢᴀsᴜ

...



✁------------------------------------------------------


art. Natsumi
https://cdn.discordapp.com/attachments/506526075665514507/609085142455025704/witch-Natsumi-Date-A-Live.jpg

N A T S U M I     Y U U K I
❝   ɴ ᴇ ᴠ ᴇ ʀ   ᴘ ᴜ ᴛ   ʏ ᴏ ᴜ ʀ   ғ ᴀ ɪ ᴛ ʜ   ɪ ɴ   ᴀ   ᴘ ʀ ɪ ɴ ᴄ ᴇ
ᴡ ʜ ᴇ ɴ   ʏ ᴏ ᴜ   ʀ ᴇ ǫ ᴜ ɪ ʀ ᴇ   ᴀ   ᴍ ɪ ʀ ᴀ ᴄ ʟ ᴇ
ᴛ ʀ ᴜ s ᴛ   ɪ ɴ   ᴀ   ᴡ ɪ ᴛ ᴄ ʜ   ❞

✁------------------------------------------------------

ᴅᴀɴᴇ ᴘᴏᴅsᴛᴀᴡᴏᴡᴇ
ɴᴀᴛsᴜᴍɪ ʏᴜᴜᴋɪ ★ ɴᴀᴛɪ 19 ʟᴀᴛ ★ ★ ʙɪʀᴏᴍᴀɴᴛʏᴄᴢɴᴀ ★ ʙɪsᴇᴋsᴜᴀʟɴᴀ
ᴅᴜᴄʜ ★ ᴏʙóᴢ ᴍᴀŁᴇᴊ sʏʀᴇɴᴋɪ ★ ᴛʀᴢᴇᴄɪ ʀᴀᴢ ɴᴀ ᴏʙᴏᴢɪᴇ
ɴɪᴇᴢɴᴀɴᴇ ᴘᴏᴄʜᴏᴅᴢᴇɴɪᴇ ★ ᴏᴋʀᴇśʟᴀɴᴀ ᴊᴀᴋᴏ ᴄᴢᴀʀᴏᴡɴɪᴄᴀ ★ 25.12 ★ ᴋᴏᴢɪᴏʀᴏżᴇᴄ ★ ʙ ʀʜ+
ᴏᴘᴛʏᴍɪsᴛᴋᴀ/ᴘᴇsʏᴍɪsᴛᴋᴀ ★ sᴀɴɢᴡɪɴɪᴋ ★ ᴇᴋsᴛʀᴀᴡᴇʀᴛʏᴋ ★ ᴡɪᴇʀᴢʏ ᴡ ʀᴇɪɴᴋᴀʀɴᴀᴄᴊĘ
ᴀʟᴛʀᴜɪsᴛᴋᴀ ★ ᴘsᴏᴛʟɪᴡᴀ ★ ᴇɴᴇʀɢɪᴄᴢɴᴀ ★ ᴡʀᴀżʟɪᴡᴀ
ᴘᴇᴡɴᴀ sɪᴇʙɪᴇ ★ ʙᴀʀᴅᴢᴏ ᴍśᴄɪᴡᴀ ★ ɴɪᴇᴜғɴᴀ ★ ᴜᴅᴀᴊᴇ sɪʟɴĄ ɪ ɴɪᴇᴢᴀʟᴇżɴĄ
ɴɪᴋᴏᴍᴜ ɴɪᴇ ᴍóᴡɪ ᴏ sᴡᴏɪᴄʜ ʀᴏᴢᴛᴇʀᴋᴀᴄʜ ★ ᴍᴀ ɴɪsᴋɪᴇ ᴘᴏᴄᴢᴜᴄɪᴇ ᴡᴀʀᴛᴏśᴄɪ

✁------------------------------------------------------

ᴀᴘᴀʀʏᴄᴊᴀ
170 ᴡᴢʀᴏsᴛᴜ ★ 57 ᴋɪʟᴏɢʀᴀᴍóᴡ ★ ᴘɪᴇʀᴄɪɴɢ: sᴛᴀɴᴅᴀʀᴅ ʟᴏʙᴇ ★ ᴍᴀ 1 ᴛᴀᴛᴜᴀż
ᴋʟᴇᴘsʏᴅʀᴀ ★ ᴅʀᴏʙɴᴀ ★ ᴄʜᴜᴅᴀ ★ sᴢᴄᴢᴜᴘŁ★ ᴢɢʀᴀʙɴᴀ ★ ʟᴇᴋᴋᴀ ★ ᴡɪᴅᴏᴄᴢɴᴇ ᴋᴏśᴄɪ
Łᴀsᴋɪ ʙʀᴢᴜᴄʜ ★ ᴅŁᴜɢɪᴇ ɴᴏɢɪ ★ ɢŁᴀᴅᴋɪᴇ ᴅŁᴏɴɪᴇ ★ ᴢɪᴇʟᴏɴᴇ ᴘᴀᴢɴᴏᴋᴄɪᴇ
ʙʟᴀᴅᴀ ★ ᴢɪᴇʟᴏɴᴏᴡŁᴏsᴀ ★ ɢʀᴢʏᴡᴋᴀ ★ ᴡŁᴏsʏ ᴢᴀ ᴋʟᴀᴛᴋĘ ᴘɪᴇʀsɪᴏᴡĄ ᴢɪᴇʟᴏɴᴇ ᴏᴄᴢʏ
Ąsᴋɪᴇ ᴏʀᴀᴢ ᴢᴀʀóżᴏᴡɪᴏɴᴇ ᴜsᴛᴀ ★ ᴍᴀŁʏ ɪ ᴘʀᴏsᴛʏ ɴᴏs

✁------------------------------------------------------

ɪɴғᴏʀᴍᴀᴄᴊᴇ ᴅᴏᴅᴀᴛᴋᴏᴡᴇ
❶ ɴᴀᴛsᴜᴍɪ ᴘᴏsɪᴀᴅᴀ ᴢɴᴀᴋ ᴏᴢɴᴀᴄᴢᴀᴊąᴄʏ "sɪᴇᴅᴇᴍ" ᴡ sᴡᴏɪᴍ ɪᴍɪᴇɴɪᴜ (七). ᴊᴇsᴛ ᴛᴏ ᴏᴅɴɪᴇsɪᴇɴɪᴇ ᴅᴏ sɪóᴅᴍᴇᴊ sᴇғɪʀʏᴅʀᴢᴇᴡɪᴇ żʏᴄɪᴀᴋᴀʙᴀʟᴇ ᴏ ɴᴀᴢᴡɪᴇ "ᴢᴡʏᴄɪĘsᴛᴡᴏ" ɪ "ᴡɪᴇᴄᴢɴᴏść"
❷ ᴘᴏsɪᴀᴅᴀᴄᴢᴋᴀ ᴀᴛᴇʟᴏғᴏʙɪɪ; ᴘᴀɴɪᴄᴢɴʏ ʟĘᴋ ᴘʀᴢᴇᴅ ɴɪᴇᴅᴏsᴋᴏɴᴀŁᴏśᴄɪĄ
❸ ᴍᴀ ᴅᴏᴋᴜᴄᴢʟɪᴡĄ ᴀʟᴇʀɢɪĘ ɴᴀ ʀʏʙʏ
❹ ɪᴍɪĘ "ɴᴀᴛsᴜᴍɪ" ᴍᴏżɴᴀ ʀóᴢᴡɪᴇż ᴘʀᴢᴇᴄᴢʏᴛᴀć ᴊᴀᴋᴏ "sɪᴇᴅᴇᴍ ɢʀᴢᴇᴄʜóᴡ"
❺ ᴊᴇᴊ ᴀɴɪᴏŁ, ʜᴀɴɪᴇʟ, ᴊᴇsᴛ ᴘᴏᴡɪąᴢᴀɴʏ ᴢ ᴘʟᴀɴᴇᴛĄ ᴡᴇɴᴜs ɪ ʀóᴡɴɪᴇż ᴏᴢɴᴀᴄᴢᴀ "Łᴀsᴋᴀ ʙᴏżᴀ" ʟᴜʙ "ᴛᴇɴ, ᴋᴛóʀʏ ᴡɪᴅᴢɪ ʙᴏɢᴀ"
❻ ᴜʙósᴛᴡɪᴀ ʀᴏʙɪć ɪɴɴʏᴍ ᴘsɪᴋᴜsʏ, żᴀʀᴄɪᴋɪ ʙĄᴅź ʀᴢᴜᴄᴀć ᴋĄśʟɪᴡʏᴍɪ ᴜᴡᴀɢᴀᴍɪ ɪ ᴢᴀᴄᴢᴇᴘᴋᴀᴍɪ
❼ ᴍᴀsᴋᴜᴊᴇ sɪĘ ᴘᴏᴅ ᴘᴏsᴛᴀᴄɪĄ ᴅᴏʀᴏsŁᴇᴊ ᴏsᴏʙʏ, ɢᴅʏż ᴊᴇᴊ sᴀᴍᴏᴏᴄᴇɴᴀ ᴊᴇsᴛ ɴᴀ ᴛʀᴀɢɪᴄᴢɴʏᴍ ᴘᴏᴢɪᴏᴍɪᴇ; ᴜᴡᴀżᴀ, ɪż ᴊᴇsᴛ ʙʀᴢʏᴅᴋᴀ, ᴏᴅᴘʏᴄʜᴀᴊĄᴄᴀ ɪ ᴏᴋʀᴏᴘɴᴀ, ᴀ ᴘʀᴢᴇᴅᴇ ᴡsᴢʏsᴛᴋɪᴍ ᴍʏśʟɪ, żᴇ ɴɪᴋᴛ ᴊᴇᴊ ɴɪᴇ ᴘᴏʟᴜʙɪ ᴀɴɪ ɴɪᴇ ᴢᴀᴜᴡᴀżʏ ᴡ ᴊᴇᴊ ᴘʀᴀᴡᴅᴢɪᴡᴇᴊ ᴘᴏsᴛᴀᴄɪ
❽ sᴛᴡᴏʀᴢᴏɴᴀ ᴘʀᴢᴇᴢ ɴɪĄ "ᴅᴏʀᴏsŁᴀ ᴘᴏsᴛᴀć" ᴏᴅᴢᴡɪᴇʀᴄɪᴇᴅʟᴀ ᴊᴇᴊ ɪᴅᴇᴀʟɴʏ ᴏʙʀᴀᴢ sᴡᴏᴊᴇᴊ ᴏsᴏʙʏ
❾ ɴɪᴇ ᴘᴏᴛʀᴀғɪ ᴘʀᴢʏᴊᴍᴏᴡᴀć ᴋᴏᴍᴘʟᴇᴍᴇɴᴛóᴡ, ᴋᴛóʀᴇ ᴡʏᴄʜᴡᴀʟᴀᴊĄ ᴜʀᴏᴅĘ ᴊᴇᴊ ᴘʀᴀᴡᴅᴢɪᴡᴇᴊ ᴘᴏsᴛᴀᴄɪ, ᴘʀᴢʏ ᴛᴇᴊ ᴋᴡᴇsᴛɪɪ ᴊᴇsᴛ ᴡsᴛᴀɴɪᴇ ᴡʏᴋŁóᴄᴀć sɪĘ ɢᴏᴅᴢɪɴᴀᴍɪ
❿ ɴɪᴇ ᴜᴍɪᴇ ᴅᴏᴘᴜśᴄɪć ᴅᴏ sɪᴇʙɪᴇ żᴀᴅɴᴇɢᴏ ᴄᴢŁᴏᴡɪᴇᴋᴀ, ᴢ ʀᴀᴄᴊɪ ᴛᴇɢᴏ, ɪż ʟᴜᴅᴢɪ ᴛʀᴀᴋᴛᴜᴊᴇ ᴢ ᴏɢʀᴏᴍɴʏᴍ ᴅʏsᴛᴀɴsᴇᴍ, ᴏʙᴄʜᴏᴅᴢĄᴄ sɪĘ ᴢ ɴɪᴍɪ ᴅᴏsʏć ᴄʜŁᴏᴅɴᴏ (ᴀ ɴᴀᴡᴇᴛ ʙᴀʀᴅᴢᴏ); ᴊᴇsᴛ sᴛʀᴀsᴢɴɪᴇ ɴɪᴇᴜғɴᴀ, ɢᴅʏż ʙᴏɪ sɪĘ, żᴇ ɪɴɴɪ ᴢʀᴀɴɪĄĄ ᴛᴀᴋ sᴀᴍᴏ, ᴊᴀᴋ ᴢʀᴏʙɪʟɪ ᴛᴏ ᴡ ᴘʀᴢᴇsᴢŁᴏśᴄɪ

...



R E L A C J E

Ostatnio zmieniony przez Neyu (26-10-2019 o 14h22)


WE'RE  LIGHTWOODS  -  WE  BREAK   N O S E S   AND  ACCEPT  THE   C O N S E Q U E N C E S .
https://66.media.tumblr.com/4aab0b7407ba3e866184acec7a63555a/tumblr_okkjuz08761rpz02to8_250.gifv https://66.media.tumblr.com/473531394ea08c7a1e1d6b9a45a3c8fe/tumblr_okkjuz08761rpz02to4_250.gifv https://66.media.tumblr.com/bc4bece13a3506c56864b6739f6de4ad/tumblr_okkjuz08761rpz02to3_250.gifv https://66.media.tumblr.com/82a7e245047147bc6524eb94d4904d6a/tumblr_okkjuz08761rpz02to10_250.gifv

Offline

#6 04-08-2019 o 23h41

Straż Absyntu
Dracarys
Straż na szkoleniu
Dracarys
...
Wiadomości: 213

https://media.discordapp.net/attachments/321039546752040960/607939837328228362/moona.png
  MOONA        HANAVAR       KOBIETA         OSIEMNAŚCIE LAT  
  HETEROSEKSUALNA      MAGIA WSPARCIA      URODZONA 6 KWIETNIA
    SINGIELKA   OBÓZ MATYLDY    PIERWSZY RAZ 

  KRUCZOCZARNE WŁOSY SIĘGAJĄCE ZA ŁOPATKI    MALACHITOWE OCZY    BLADA CERA  
  161 CM WZROSTU    51 KG WAGI    SZCZUPŁA     PROPORCJONALNA, KOBIECA SYLWETKA  
  NIEDUŻY BIUST     DELIKATNE CIENIE POD OCZAMI     SKÓRA SKŁONNA DO ZACZERWIENIEŃ I SINIAKÓW  

  MA STARSZEGO BRATA I SIOSTRĘ    JEST WŁAŚCICIELKĄ MAŁEGO, RUDEGO DACHOWCA O IMIENIU VEN    
    ODZIEDZICZYŁA MAGIE PO DZIADKU     CAŁA JEJ NAJBLIŻSZA RODZINA WŁADA MAGIĄ NATURY

LUBI
  DESZCZ I BURZE    WSZELKIE ZWIERZĘTA Z NACISKIEM NA KOTY I KONIE    
    LUDZI Z POCZUCIEM HUMORU     IRONIĘ    GRY PLANSZOWE    JEŚĆ    
    CZARNĄ I ZIELONĄ HERBATĘ     SEN    WIOSNE I KOLOROWĄ JESIEŃ     ZAPACH MIĘTY    GDY COŚ SIĘ DZIEJE 
    WIDOK GWIEŹDZISTEGO NIEBA I ZACHODY SŁOŃCA    SZCZEROŚĆ I BEZPOŚREDNIOŚĆ     OKAZJONALNIE ALKOHOL
    WYSOKOŚCI    DUŻE MIASTA NOCĄ     MORZE     SPACERY     WYZWANIA 

NIE LUBI
  UPAŁÓW    ZIMY     KAWY     OWOCÓW MORZA    ZAPACHU I SMAKU IMBIRU    CISZY    
    WIĘKSZOŚCI MIĘS - TOLERUJE KURCZAKA I NIELICZNE PRODUKTY MNIEJ LUB BARDZIEJ ZNANEGO POCHODZENIA 
   OPALAĆ SIĘ    WSTAWAĆ WCZEŚNIE     OSÓB "NIEOMYLNYCH"    KIEDY KTOŚ JĄ POGANIA 
    NIESPODZIANEK    ĆWICZEŃ, WIĘKSZOŚCI SPORTÓW I WIĘKSZEGO WYSIŁKU FIZYCZNEGO     

https://media.discordapp.net/attachments/321039546752040960/608025014452748330/unknown.png
▎MAGIA WSPARCIA      MOONA TWIERDZI, ŻE NIE PASUJE DO JEJ NIEGDYŚ WOJOWNICZEGO CHARAKTERU. ..............
DZIEWCZYNA OD NAJMŁODSZYCH LAT WPATRZONA BYŁA W SWOJE RODZEŃSTWO, KTÓRE PODOBNIE JAK RODZICE,
            WŁADAJĄ MAGIĄ NATURY - PIĘKNĄ ALE I RÓWNIEŻ POTĘŻNĄ MOCĄ, KTÓRA JEST PODWALINĄ ICH RODZINNEGO BIZNESU.
     NAJMŁODSZA W RODZINIE DŁUGO NIE PRZEJAWIAŁA MAGICZNYCH ZDOLNOŚCI PRZEZ CO ZACZYNANO SIĘ MARTWIĆ,
  ŻE URODZIŁA SIĘ BEZ DARU. JAKIEŻ BYŁO WIĘC ZDZIWIENIE WSZYSTKICH, KIEDY MOONA ZROZUMIAŁA, ŻE ZAMIAST
ŁAMAĆ KOŚCI I PODDUSZAĆ PĘDAMI MĘŻCZYZN, KTÓRZY OŚMIELILI SIĘ ZŁAMAĆ JEJ SERCE, BĘDZIE W STANIE ICH
WYŁĄCZNIE LECZYĆ. MAGIA WSPARCIA, DO NIEDAWNA NAZYWANA JESZCZE DAREM UZDRAWIANIA, TO JEDNA ......
     Z NIELICZNYCH MOCY, KTÓRE NIE SĄ W STANIE SKRZYWDZIĆ NIKOGO POZA SAMYM MAGIEM NIĄ WŁADAJĄCYM. JEST
BARDZO ROZLEGŁA W SWOICH MOŻLIWOŚCIACH, JEDNAK UJAWNIA SIĘ DOSYĆ PÓŹNO, A DO JEJ DOBREGO ............
OPANOWANIA POTRZEBA DUŻO WIĘCEJ CZASU I PRACY NIŻ PRZY INNYCH DARACH. MOC WSPARCIA WYMAGA .......
   DUŻYCH POKŁADÓW SIŁY WITALNEJ MAGA, DOBREJ KONDYCJI FIZYCZNEJ I PSYCHICZNEJ. MOŻNA BARDZO ŁATWO
WYPOMPOWAĆ SIĘ MAGICZNIE PODCZAS JEJ UŻYWANIA I POWAŻNIE USZKODZIĆ CIAŁO JEJ WŁAŚCICIELA, ............
SZCZEGÓLNIE KIEDY MAG DZIAŁA POD WPŁYWEM SILNYCH EMOCJI........................................................................................

▎MOONA W CHWILI OBECNEJ POTRAFI      LECZYĆ BEZ WIĘKSZYCH PROBLEMÓW DROBNE SKALECZENIA, SINIAKI,
  ZŁAMANE KOŚCI, STŁUCZENIA, ZERWANE ŚCIĘGNA, TAMOWAĆ KRWOTOKI, UŚMIERZAĆ BÓL ORAZ NEUTRALIZOWAĆ
   UROKI U ZWIERZĄT, LUDZI I MAGÓW. WYZWANIEM SĄ DLA NIEJ INNE MAGICZNE RASY, GŁÓWNIE ZE WZGLĘDU NA TO,
ŻE ICH ORGANIZMY CZĘSTO SĄ DUŻO BARDZIEJ SKOMPLIKOWANE W DZIAŁANIU. NASTOLATKA OCZYWIŚCIE ...........
        PODEJMUJE SIĘ I TAKICH ZADAŃ, BO KTO NIE RYZYKUJE TEN NIE PIJE SZAMPANA, PRAWDA? NIESTETY OD JAKIEGOŚ
       CZASU KRĄŻĄ PO WSI PLOTKI, ŻE GDY KIEDYŚ CHCIAŁA ULECZYĆ SKRZYDŁA PEWNEJ WRÓŻCE, TO CHOĆ UDAŁO JEJ
SIĘ TEGO DOKONAĆ TO PRZEZ PONAD TYDZIEŃ WYDZIELAŁY ONE ODÓR NIE DO ZNIESIENIA. ZAMIAST SZAMPANA.
   ZWYCIĘSTWA I SZCZEREJ WDZIĘCZNOŚCI HANAVAR MIAŁA ZAGWARANTOWANY PRZEZ WRÓŻKĘ NALOT PSOTNYCH
CHOCHLIKÓW. PF, NIEWDZIĘCZNE WRÓŻKI......................................................................................................................................

⚫     ⚫     ⚫
HEAL WHAT HAS BEEN HURT
CHANGE THE FATES' DESIGN
SAVE WHAT HAS BEEN LOST
BRING BACK WHAT ONCE WAS MINE

Ostatnio zmieniony przez Dracarys (16-08-2019 o 21h06)

Offline

#7 05-08-2019 o 20h59

Nowo przybyła
Astaroth666
...
Wiadomości: 1


https://i.imgur.com/orp20UN.jpg
AUTOR NIEZNANY/ POSZUKIWANY

-----------------------⤞⨳⤝-----------------------

JOSHUA x JOJO x CARAWAY
15 LAT x 13 PAŹDZIERNIKA x WAGA
CYKLOP x  MĘŻCZYZNA x PANSEKSUALNY
OBÓZ IMIENIA MAŁEJ SYRENKI x PIERWSZY RAZ

-----------------------⤞⨳⤝-----------------------

NAIWNY x OSTROŻNY x NIEŚMIAŁY x LOJALNY x UPARTY x KŁAMLIWY
DUŻA SIŁA I WYTRZYMAŁOŚĆ x CELNOŚĆ

-----------------------⤞⨳⤝-----------------------

WYSPORTOWANA SYLWETKA x 288 CM x 270 KG
TĘCZÓWKA JASNONIEBIESKA x KOBALTOWE WŁOSY x BŁĘKITNA SKÓRA
BLIZNA NA LEWEJ NODZE, CIĄGNĄCA SIĘ OD UDA DO PALCÓW STOPY

-----------------------⤞⨳⤝-----------------------

x NIE PRZEPADA ZA NOSZENIEM BUTÓW
x JEGO ZWIERZĘCIEM DUCHOWYM JEST WIELORYB
x JEGO ULUBIONĄ ROŚLINĄ JEST NIEZAPOMINAJKA
x LEWORĘCZNY
x ZBIERA KAMIENIE O DZIWNYCH KSZTAŁTACH
x CZASEM RZEŹBI W CZYMKOLWIEK CO WPADNIE MU W RĘCE
x ŚPI NA SIEDZĄCO
x MÓWI ZA CICHO
x NIE PRZYWIĄZUJE UWAGI DO UBRAŃ. ZAKŁADA CO MA POD RĘKĄ

-----------------------⤞⨳⤝-----------------------







https://i.imgur.com/eVYKWhL.png
EZRA / WHEN THE NIGHT COMES

-----------------------⤞ꕺ⤝-----------------------

TIDAL x TITI x SPARK
18 LAT x 6 WRZEŚNIA x PANNA
WRÓŻEK x  MĘŻCZYZNA x PANSEKSUALNY
OBÓZ IMIENIA MAŁEJ SYRENKI x TRZECI RAZ

-----------------------⤞ꕺ⤝-----------------------

WESOŁY x OPIEKUŃCZY x SPONTANICZNY x ŚMIAŁY x FLIRCIARSKI x CIEKAWSKI x DZIECINNY
LATANIE x POWIĘKSZANIE & POMNIEJSZANIE SIĘ

-----------------------⤞ꕺ⤝-----------------------

WYSPORTOWANA, SZCZUPŁA SYLWETKA x 15 CM/ 184 CMx ?? KG/ 70 KG
MIĘTOWE TĘCZÓWKIx CZEKOLADOWE WŁOSY Z BIAŁYM PASMEM x CIEMNOBRĄZOWA SKÓRA
ZŁOTE KOLCZYKI W USZACH x SKRZYDŁA WAŻKI

-----------------------⤞ꕺ⤝-----------------------

x NA PIERWSZYM OBOZIE BAŁ SIĘ WŁASNEGO CIENIA
x NA DRUGIM NAGLE ZMIENIŁ SIĘ O 180 STOPNI
x MA ZWYCZAJ BAWIĆ SIĘ SWOIMI KOLCZYKAMI
x ZERO PAMIĘCI DO TRUDNYCH NAZW. WYMYŚLA ZA TO WŁASNE.
x GUSTUJE W LUŹNYCH I WYGODNYCH UBRANIACH, KTÓRYCH MOŻNA SZYBKO SIĘ POZBYĆ.
ALE LUBI DOBRZE WYGLĄDAĆ, WIĘC TROCHĘ POSIEDZI NAD DOPASOWANIEM
x JEGO ZWIERZĘCIEM DUCHOWYM JEST KRÓLIK
x UWIELBIA HERBATĘ OWOCOWĄ
x OBURĘCZNY
x NIE PRZEPADA ZA OGNIEM
x NIE WPUSZCZAĆ DO KUCHNI!
x JEGO ULUBIONĄ ROŚLINĄ JEST ROSICZKA
x W MNIEJSZEJ POSTACI LUBI SIADAĆ INNYM NA GŁOWACH, LUB RAMIONACH

-----------------------⤞ꕺ⤝-----------------------



Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Astaroth666 (11-08-2019 o 11h01)


https://i.imgur.com/uCyULtg.gif]

Offline

#8 07-08-2019 o 00h26

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 554

https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/609130645507014670/royus2.png
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/609124304403300353/Roy.jpg

imię   ◇   R O Y
nazwisko   ◇   C R A N B E R R Y

rasa   ◇   Z O M B I E
obóz   Δ  M A Ł A   S Y R E N K A   (P I E R W S Z Y)   
wiek   ◇   1 8  L A T   płeć   ◇   M Ę Ż C Z Y Z N A   
orientacja   ◇   D E M I S E K S U A L N Y

włosy   Δ   C I E M N Y  B L O N D  oczy   Δ   M L E C Z N E
wzrost   Δ   1 7 6   C E N T Y M E T R Ó W   
karnacja   Δ   S Z A R A,  W I D O C Z N E   Ż Y Ł Y

https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/609139500391858206/baner_cmy.jpg

Δ     Δ     Δ

[ 1 ]  Regularnie gubi różne części ciała i nawet tego nie czuje. Zdarzyło mu się zostawić gdzieś palec i zorientować się dopiero po kilku dniach...
Miewa wtedy ataki paniki

[ 2 ]  Ma obsesję na punkcie higieny. Robi co może, byle nie przygnić, nie zacząć śmierdzieć.
Nie chce, żeby inni czuli się zniesmaczeni przez jego obecność

[ 3 ]  Kiedy jest mu smutno, to zamyka się w lodówce
[ 4 ]  Nie wiedzieć czemu, przyciąga ćmy. Upodobały sobie jego zapach. Ma jedną wytatuowaną na klatce piersiowej (patrz zdjęcie).
Czasami wstydzi się tych małych towarzyszy, jednak zawsze pociesza go fakt, że nie ma tak jak wujek i to nie muchy...

[ 5 ]  Pomimo przeciwności, uwielbia wylegiwać się w słońcu, na trawie
[ 6 ]  Aaaa
[ 7 ]  Aaaa

Z o m b i e

https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/609146691559620677/idk2.png


https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/609133130888249376/elanka2.png

https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/609125419957878805/Elnath.jpg

imię   Δ    E L N A T H
drugie imię   Δ   U R S A 
nazwisko   Δ   L A N D V Æ T T I R

rasa   Δ   A S T E R I O T   
obóz   Δ  M A Ł A   S Y R E N K A   (D R U G I)   
wiek   Δ   1 9  L A T   płeć   Δ   M Ę Ż C Z Y Z N A   
orientacja   Δ   D E M I S E K S U A L N Y

włosy   Δ   B I A Ł E   oczy   Δ   J A S N O Z Ł O T E
wzrost   Δ   1 8 6   C E N T Y M E T R Ó W   
karnacja   Δ   P O R C E L A N O W A

https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/609140777355837501/baner_dym.jpg

Δ     Δ     Δ

[ 1 ]  Szpieg z powołania. Uwielbia adrenalinę. Stosunkowo regularnie zmienia się w kłębek dymu, nawet jeśli jest to śmiertelnie niebezpieczne
[ 2 ]  Rywalizacja? Oczywiście, że tak. Nie cofnie się przed żadnym wyzwaniem.
[ 3 ]  Nie lubi gdy coś idzie nie po jego myśli. Jest idealistą.
[ 4 ]  Wychodzi z założenia, że faceci powinni być męscy. Silni, waleczni, gotowi do trudnych działań.
Nie lubi komplementów z rodzaju "jesteś uroczy". Nie jest. Kropka.

[ 5 ]  Wszystko robi po swojemu. Rzadko wypełnia polecenia. Regulaminy go nie obchodzą
[ 6 ]  Prawie co noc śnią mu się koszmary. Jeżeli pokazuje swoją słabą stronę, to właśnie, kiedy śpi.
Zdarza mu się nawet płakać.

[ 7 ]  Aaaaa

A s t e r i o c i

r e l a c j e


JESZCZE W EDYCJI

Ostatnio zmieniony przez Berrine (12-08-2019 o 02h12)


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#9 13-08-2019 o 23h34

Straż Cienia
Meilene
Rekrut
Meilene
...
Wiadomości: 45

⚫     ⚫     ⚫

D E V O N  A V E I R O

https://i.imgur.com/s3sQj0j.jpg

...............................................................▎Devon Aveiro 19 lat 12.12 biseksualny singiel pierwszy raz na obozie
...............................................................▎188 cm 79 kg czarne włosy jasnoniebieskie oczy  piercing wysportowany

...............................................................▎Magia o g n i a pozwala go kreować i manipulować nim, a także wytwarzać płomienie, czy same ciepło z ciała użytkownika.
............................................................... Łatwo stracić nad nią kontrolę, a Devon nadal ma problemy, żeby kogoś nie poparzyć przez kontakt fizyczny, czy przypadkiem ............................................................... nie spowodować pożaru.

⚫     ⚫     ⚫

Ostatnio zmieniony przez Meilene (15-08-2019 o 23h50)


https://media.giphy.com/media/ls4tJlWgBetMceqZDD/giphy.gif https://media.giphy.com/media/kD55PFAT72khqeS2vG/giphy.gif https://media.giphy.com/media/XBcJgY6vdc7iFwKj2R/giphy.gif

Offline

#10 14-08-2019 o 14h06

Straż Cienia
Aveline
Straż na szkoleniu
Aveline
...
Wiadomości: 188

---------------------------------------D  O  L  A  N    C  L  A  R  K  E
----------------------------------C  H  A  R  L  O  T  T  E    C  L  A  R  K  E

        Kuzynostwo Clarke było ze sobą na tyle blisko, że gdy ojciec Dolana podjechał pod dom Charlie, ta nawet nie pozwoliła blondynowi do końca wyjść z samochodu i natychmiast się na niego rzuciła. Mag ze śmiechem kilka razy obrócił piszczącą radośnie dziewczynę, prawie się przy tym wywracając i łamiąc swój kręgosłup. Ojcowie tych dzieciaków, chociaż byli rodzonymi braćmi, od lat nie mieli najcieplejszych relacji, przez co witali się jedynie uściskiem dłoni i chłodnym, pełnym rezerwy uśmiechem. Mimowolnie jednak wyrazy ich twarzy się ocieplały, gdy patrzyli na swoje pociechy. Dolan zyskiwał nieco pewności siebie, mając przy sobie zgryźliwą Charlie, ta zaś znacznie łagodniała i nieustannie się uśmiechała kiedy tylko widziała tego pociesznego blondyna.
        Po kilku minutach tego rodzaju przywitania czarnowłosa wpakowała się do samochodu ojca Dolana razem ze swoimi rzeczami, a następnie wyruszyli w kierunku, który niezwykle ekscytował dwójkę tych młodych ludzi. To był już trzeci, a jednocześnie ostatni rok chłopaka na Obozie, dlatego zaczynał czuć, jak w jego brzuchu zawiązuje się swego rodzaju supeł. Wiedział, że później czekały go studia i ta cała chora dorosłość, ale chciał jeszcze zapewnić sobie mnóstwo wspaniałych wspomnień zanim dopadnie go kryzys utraconego dzieciństwa. Nie chciał uwierzyć, że w przyszłym roku nie będzie mógł już pojechać na Obóz Zaginionej Matyldy, miejsce, gdzie naprawdę mógł być sobą.
        Obok niego siedziała Charlie, która była jak na siebie niezwykle radosna i podekscytowana. W zeszłym roku pojechała do Matyldy po raz pierwszy, głównie dzięki namowom Dolana i obietnicami świetnej zabawy, ale kiedy siedziała wtedy w samochodzie, odjeżdżając spod domu, była zestresowana. Nigdy w życiu by się do tego nikomu nie przyznała, nawet kuzynowi, ale nieco bała się ludzi, jakich miała tam spotkać i tego, że przypadkiem mogła narobić sobie wrogów wśród potężnych czarodziei.
        - Tylko nie to - jęknęła Charlie gdy w radiu dało się słyszeć jakiś rosyjski pop, którego wielkim fanem był ojciec Dolana. Blondyn zaczął się śmiać, zaś wujek dziewczyny się obruszył, zaczynając swój wywód na temat wyjątkowości tego typu muzyki i tłumacząc, że ma ona wspaniały wpływ na ograniczone umysły młodzieży. Ta podróż zdecydowanie zapowiadała się wspaniale.
        Do Obozu nie dało się dojechać żadnym autobusem, chyba, że ktoś lubił spacery leśne spod przystanku. Poza tym gdyby pojawiła się w jego miejscu osoba nieobdarzona żadnymi umiejętnościami magicznymi, zobaczyłaby jedynie ogromną polanę z wieloma zakazami wstępu pod groźbą śmierci od niebezpiecznych roślin. Dodatkowo znaczna odległość od jakiejkolwiek cywilizacji oraz plotki rozpuszczane po najbliższej okolicy sprawiały, że nawet fani wędrówek leśnych trzymali się z daleka.
        Gdy jednak pojawiali się w tego typu miejscu najróżniejszego rodzaju czarodzieje lub, jak dla obozu po drugiej stronie jeziora, stworzenia magiczne, widzieli oni żelazne bramy z odpowiadającymi sobie tabliczkami. Dolan oraz Charlie natychmiast się uśmiechnęli, gdy tylko dostrzegli napis OBÓZ IM. ZAGUBIONEJ MATYLDY i natychmiast po zatrzymaniu auta z niego wysiedli, przepychając się po swoje rzeczy. W rzeczywistości za bramą była zrobiona ścieżka, która po kilkunastu metrach prowadziła do szeregu drewnianych domków, tablicy ogłoszeniowej, kolejnej części lasu oraz jeziora.
        - Tylko bądźcie grzeczni! I bawcie się dobrze! - krzyczał za nimi pan Clarke, machając oraz trąbiąc.
                Jednak kuzynostwo już podążyło obładowane swoimi rzeczami leśną ścieżką, zatrzymując się jedynie na wzajemne docinki. Gdy Clarke'owie podeszli do wykonanej z drewna tablicy z ogłoszeniami, by zobaczyć z kim w tym roku dzielili domki, Dolan z ulgą zauważył, że najwidoczniej przybyli przed wszystkimi. Zdecydowanie nie był fanem przepychanek o łatwy dostęp do informacji, a przecież było to pierwsze miejsce, do jakiego należało skierować swoje kroki, by wiedzieć, gdzie iść dalej. Gdy on jeszcze szukał informacji na temat swoich nowych współlokatorów, Charlie zmarszczyła brwi, dostrzegając w końcu białą kartkę umieszczoną przecież na samym środku.

---------------------------------------------OGŁOSZENIE!
        W DNIU ROZPOCZĘCIA, ZAMIAST COROCZNEGO SPOTKANIA CAŁEGO OBOZU, ZAPRASZA SIĘ UCZESTNIKÓW NAD JEZIORO O GODZINIE OSIEMNASTEJ. BĘDZIE TAM MIAŁO MIEJSCE OGNISKO RAZEM Z KAŻDYM CZŁONKIEM MAŁEJ SYRENKI, GDZIE ZARZĄDZAJĄCY ZABIORĄ GŁOS, WITAJĄC WSZYSTKICH.
PROSIMY O ZABRANIE BLUZ I SWETRÓW - MOŻE BYĆ CHŁODNIEJ.

        - Co to za integracja? - zapytała zdziwiona, Dolan jednak jedynie wzruszył na to ramionami. Wiedział przecież tyle samo co ona. - Swoją drogą, będę mieszkała z kimś nowym. Nie mogę się doczekać.
        Podejrzanie milutki ton Charlie nie wskazywał na nic dobrego, więc tym razem to Dolan zmarszczył brwi, obiecując sobie przypilnowanie zachowania kuzynki.
        - Charlotte Clarke, będziesz miła, sympatyczna i kochana dla nowej osoby, żeby mogła poczuć się dobrze - stwierdził tonem nieznoszącym sprzeciwu, na co czarnowłosa jedynie wywróciła oczami, słysząc pełną wersję swojego imienia.

Ostatnio zmieniony przez Aveline (14-08-2019 o 14h09)



https://78.media.tumblr.com/91fd9bd6bb3f932db84cf4fa693f5886/tumblr_n8pr37qza61skzoovo7_250.gif https://78.media.tumblr.com/d614b04e1168be57a67b29a08d8315af/tumblr_n8pr37qza61skzoovo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/ceded81a012e5f86dc4a21acffcfa926/tumblr_n8pr37qza61skzoovo2_250.gif

Offline

#11 14-08-2019 o 19h09

Straż Absyntu
Dracarys
Straż na szkoleniu
Dracarys
...
Wiadomości: 213

https://cdn.discordapp.com/attachments/321039546752040960/608385565662117908/bl.png

        Czarnowłosa od dobrych trzydziestu minut próbowała zabić swoją walizkę wzrokiem. Z precyzją Platona, czy innego Pitagorasa, starała się obliczyć, jak wiele ubrań potrzebuje aby nie zostać w śmierdzących skarpetach i poplamionej koszulce dokładnie po środku wielkiego niczego. Jako największa pesymistka w rodzinie oraz prawdopodobnie całym mieście, wzięła pod uwagę najczarniejsze i najdziwniejsze scenariusze, nawet te pokroju zdziczałych fetyszystów, czy magicznej rasy żywiącej się kobiecą bielizną. Bo w końcu skoro coś co dawno umarło może chodzić i myśleć, a nawet cieszyć się... życiem po życiu, to równie dobrze może istnieć coś, co delektuje się tak niezbędną częścią garderoby jaką są majtki. Dodatkowo Moona poprzedniej nocy zdążyła obejrzeć dziesiątki poradników dla początkujących podróżników. Zaczynając od tytułów "Jak dobrze dobrać kształt i kolor walizki do celu podróży", a kończąc na tysiącu metodach składania ubrań tak, aby się nie pogniotły. Mniej więcej właśnie dlatego wnętrze jej torby wyglądało jak małe dzieło sztuki bardzo nieudolnego, małego artysty. Co tu dużo mówić, Hanavar spędziła godziny na zwijaniu swoich bluzek w wałek, składanie ich w kopertę, różyczkę, a nawet cholerną podobiznę Michaela Jacksona. Wszytko to w akompaniamencie głosu ekspertów od podróży, którym nastolatka co chwilę groziła, że jeśli chociaż jedna rzecz będzie niezdatna do użytku, to zakończy te ich marne, internetowe kariery i zamiast nauczać ludzi, będą mogli spokojnie wrócić do swojej bezsensownej tułaczki po świecie.
        Po takich męczarniach nie pozostało jej już nic innego, jak zamknąć swój dobytek i liczyć na to, że zorganizowała wszystko tak jak należy. Z teatralnym westchnięciem odłożyła walizkę na ziemie i zerknęła jeszcze do plecaka, w którym oprócz paru dokumentów i pieniędzy, miała głównie jedzenie. Ot tak, na wypadek gdyby okazało się, że muszą sobie gotować sami, mając do wykorzystania garść szyszek i kijanki z jeziora. Nie żeby wierzyła w te wszystkie historie o obozach harcerskich, po prostu jak to mówią, "przezorny zawsze ma przy sobie jakąś zupkę chińską".
        Obładowana od stóp do głów nastolatka, niemal stoczyła się ze swojego pokoju prosto do kuchni, w której czekał na nią Cal, jej starszy brat, a także dzisiejszy szofer. Chłopak wisiał nad talerzem tostów z miną zbitego szczeniaka, co było zdecydowanie niecodzienne, jak na kogoś, kto od rana do wieczora tryska energią i wręcz dziecięcym optymizmem. Mag co chwile wydawał z siebie pomruki niezadowolenia i nawet nie uniósł głowy aby spojrzeć na swoją siostrę.
- Caaaal... - Czarnowłosa uśmiechnęła się złośliwie. - Jak miło słuchać twoich rozmarzonych westchnień o poranku braciszku! Co takiego wprawiło cię w ten radosny nastrój? - Nastolatka nie przestawała się szczerzyć, kiedy w odpowiedzi usłyszała jakieś niewyraźne mamrotanie o teatrze cierpienia i spirali nienawiści, po której podobno czarnowłosy teraz kroczył. Poetycko! Bo przecież Hanavar doskonale wiedziała, co jest powodem niezadowolenia jej brata. W końcu to on był najbardziej towarzyską i swawolną osobą, jaką Moonie przyszło w życiu poznać. Od zawsze imał się pracy i obowiązków, uwielbiał imprezy i wieczną zabawę. Cal - weteran wycieczek, klubów, parków rozrywki, wiejskich potańcówek i wszystkiego gdzie można było trochę zaszaleć, miał w tym roku spędzić wakacje na nudnej pracy w kwiaciarni rodziców. A w dodatku miał zająć się tą logistyczną stroną branży. Ah, jak on tryskał radością kiedy dowiedział się, że będzie planował transport, dostawy i inne tego typu nudne badziewia. Swoją drogą, to właśnie młody mag zaproponował młodszej siostrze wyjazd na obóz, który uratował dziewczynę od podzielenia jego marnego losu. Była mu za to wdzięczna i na swój sposób mu współczuła... ale tak bardziej w środeczku. "Zagubiona Matylda" miała być tegoroczną ucieczką od monotonii i swego rodzaju pustki, która zaczęła się tworzyć w momencie, w którym każde z trójki rodzeństwa zaczęło wkraczać w brzydką, szarą dorosłość. Studia, praca - to wszystko wydawało się być jeszcze tak odległe, że Moona czuła, że pomysł obozu pojawił się w dobrym miejscu i w dobrym czasie.
- Umrę tutaj z nudów i smutku, przysięgam. - Wyjęczał Cal i w końcu podniósł wzrok na nastolatkę, która wyglądała jakby co najmniej wyprowadzała się z domu, a nie jechała na wakacyjny obóz.
- Jestem przekonana, że biznesplan ojca, nie pozwoli ci zmrużyć oka. - Odparła mu rozbawiona dziewczyna. - A teraz zabieraj swój tyłek do auta, bo nie będę tak stała wieczność. - Zgarniając swoją jedyną wolną ręką tosta z talerza brata, Moona udała się w kierunku drzwi wyjściowych. Nie czekając na reakcje czarnowłosego ani tym bardziej na jego pomoc, łokciem nacisnęła klamkę, kolanem popchnęła drzwi po to, żeby zaraz znaleźć się przy aucie. Z siłą co najmniej połowy mężczyzny wrzuciła swój bagaż na tylne siedzenie i zagryzając swój przed chwilą skradziony prowiant, tęskno spojrzała w stronę okna, z którego przyglądał się jej Ven. Rzuciła bezdźwięczne "pa kociaku", gdy tylko zobaczyła jak Cal przekręca klucz w drzwiach i zmierza w stronę auta.
        Typowo letnia temperatura, warkot silnika i radiowe hity włączone w głośności nie ograniczającej widoczności, działały na nastolatkę dość usypiająco. Nie przeszkadzał jej nawet Cal, który prawdopodobnie opowiadał jakieś obozowe historie swych młodzieńczych lat, na przemian z podkreślaniem swojego smutku odnośnie pracy, nawet wtedy kiedy Moona ucinała sobie słodką drzemkę. Dzięki temu podróż minęła jej zaskakująco szybko. Niemal tak szybko, że gdyby obudziła się w środku tego szczerego lasu, a za kierownicą nie siedziałby jej brat, a jakiś przypadkowy taksówkarz, to mogłaby zejść na zawał. Naprawdę, im bliżej obozu byli, tym bardziej otoczenie przypominało idealną miejscówkę na drewnianą umieralnie jakiegoś psychopaty w cieniu sosnowych drzew. A jak Cal wiózł ją za kare, za jej ciągłe złośliwości do jakiegoś obozu pracy? Zagłady? Męki i cierpienia?
        Kiedy w końcu oczom nastolatki ukazało się pokaźnych rozmiarów jezioro, i szereg drewnianych domków, Moona przeciągnęła się leniwie i odetchnęła z ulgą. Jak na obóz pracy, wyglądał całkiem przyjemnie.
- No i jesteśmy... - Zakomunikował smutno Cal i z sentymentem rozglądał się po okolicy. Już miał zamiar wysiąść z auta i pomóc z bagażem ale czarnowłosa zdążyła go zatrzymać.
- Dam radę braciszku. Tylko nie zagłodź Vena, bo wskrzeszać nie umiem i to powinna być smutna wiadomość przede wszystkim dla ciebie. Uduszę cie na spaniu, jak rudzielcowi coś się stanie będąc pod twoją opieką. - Pogroziła mu palcem i wróciła do wyciągania rzeczy z auta. Chłopak pokiwał ze zrozumieniem głową, a nawet uśmiechnął się na moment.
- Będę dbał jak o własne dziecko, nawet jeśli ten mały koci pomiot, tak bardzo mnie nie lubi. - Mag przyłożył otwartą dłoń do serca, tak jakby składał właśnie przysięgę na śmierć i życie.
- I obiecuje Cal, że godnie cię tutaj zastąpię i będę bawić się w najlepsze. - Znów posłała mu ten swój zadziorny uśmiech, na co chłopak tylko prychnął zirytowany.
- Uważaj na siebie smarkulo... i nie narób sobie wrogów! - Czarnowłosy zwrócił się do niej opiekuńczym tonem. Chyba sam poczuł się w tym momencie jak starzec, odprowadzający swoje małe dziecko w pierwszy dzień szkoły. Moona uśmiechnęła się na te słowa ale tym razem szczerze i ciepło. - Ty też dziadzie. - Rzuciła na odchodnym, zamykając drzwi auta. - Pracuj ciężko, może jak będziesz grzeczny to ojciec pozwoli ci naprodukować parę paprotek... - Nie sądziła aby chłopak usłyszał to przez zamknięte drzwi, kiedy ta zmierzając w kierunku domków, mówiła to odwrócona do niego plecami ale nie mogła sobie odpuścić tej drobnej złośliwości. Nastolatka nie musiała maszerować długo, bo już po chwili natknęła się na dwie, młode osoby przyglądające się czemuś co było chyba tablicą ogłoszeń. Nie wyglądali ani na organizatorów, ani opiekunów więc prawdopodobnie były to osoby, z którymi dziewczynie przyjdzie spędzić najbliższe dni.
- Cześć - Rzuciła krótko, próbując ściągnąć na siebie ich uwagę. - Jestem Moona, pierwszy raz tutaj. A wy jesteście weteranami, czy też nowi? - Zagadnęła aby dowiedzieć się na czym stoi. I chociaż nie potrzebowała otuchy, to jednak fajnie byłoby nie być tą jedyną   n o w ą  w towarzystwie. Kątem oka spojrzała również na tablice ogłoszeń, na której głównie świeciło pustką. Oczywiście za wyjątkiem dwóch skrawków papieru zawierających informacje o zakwaterowaniu i małej, wieczornej integracji. Wszystko szłoby jak po maśle, gdyby nie znajome nazwisko, wypisane w domku numer dwa, zaraz koło  Hanavar. Chociaż czarnowłosej władczyni rosiczek nie było widać na horyzoncie, to Moona przeczuwała, że będzie miała tę przyjemność, dzielić lokum ze swoją własną kuzynką. Nie żeby było to złe ale też nie koniecznie jakieś dobre, było raczej jak łagodne "mam to gdzieś". Chodziło o zaskoczenie, którego nie lubiła. W końcu z rodziną albo się szczerze przyjaźni albo wygląda się dobrze na zdjęciach, a jako, że Moone nigdy nie łączyła głębsza przyjaźń z Belladonną, to chyba wolałaby zdjęcie. Cóż, przynajmniej jest tu ktoś znajomy. Może nawet siedzi teraz w ich domku i tworzy małą, prywatną dżunglę, w której brakuje już tylko syczącej, zygzakowatej żmii, o dźwięcznym imieniu Moona.

Ostatnio zmieniony przez Dracarys (14-08-2019 o 19h11)

Offline

#12 16-08-2019 o 01h58

Straż Absyntu
Nieve
Akolita Jednorożców
Nieve
...
Wiadomości: 387

_______________________________ Belladonna Foley

Ten dom nigdy nie był chyba aż tak żywy, jak przed naszymi wyjazdami — z prostego powodu, że sama większość czasu spędzałam w ogrodzie, w towarzystwie swojego przyjaciela oczywiście, a reszta rodziny… Cóż, tylko babcię widywałam w domu z reguły, a jakkolwiek na swój wiek i tak była żywiołowa, to jednak nie dawało to tego samego efektu, jak gdyby po domu biegały małe dzieci. Tym samym ten budynek z reguły był raczej spokojnym miejscem, z małą ilością dziwnych zdarzeń.
Gdy tylko jednak nadchodził dzień wyjazdu na obozy, cały ten ład gdzieś uciekał, na rzecz, głównie mojej, paniki. Nigdy, ale to nigdy, nie byłam pewna czy zabrałam już wszystko, nawet gdy poprzedniego dnia spakowałam wszystko, co tylko mogłam zmieścić do naszych bagaży. Bo oczywiście Torry swoje rzeczy też pakował, jednak nie przejmował się aż tak dokładnością w tej kwestii, jak ja, co kończyło się faktem, że zwyczajnie wszystko potem sprawdzałam. I jasne, nie musieliśmy brać na pewno niektórych rzeczy, które nam dokładałam, tym bardziej wiedząc, co jest zapewniane przez organizatorów. ALE.
W tym świecie zawsze jakieś było, jakby nie patrzeć, tak? W tym wypadku zwyczajnie mi chodziło o kosmetyki, które wraz z babcią z reguły robiłyśmy sobie same, czego uczyła mnie od najmłodszych lat. Niby ufałam naszym opiekunom w wielu kwestiach, jednak to nie było jedną z nich. Może i było to lekkie przewrażliwienie, ale zdecydowanie lubiłam wiedzieć, co się znajduje w moim mydle, czy innych takich rzeczach. Odrobina kontroli nad tego typu sprawami nigdy nikomu nie zaszkodziła, prawda?
To, że moje bieganie z jednego końca domu na drugi, mogłoby obudzić nawet trupa, uderzyło mnie, gdy w którymś momencie zauważyłam nawet Torry’ego siedzącego już przy stole w kuchni, wraz z mamą i babcią, popijającego herbatę. Nie był to normalny widok, nie o takiej porze z pewnością. Driad sypiał długimi godzinami z reguły, a jego sen z pewnością można było określić, jako kamienny. Chociaż z drugiej strony — na bank czuł przez naszą więź jakieś echo moich uczuć, co z pewnością mogło mu pomóc się obudzić. Końcowo, to i tak moja wina.
- Przepraszam, nie chciałam wszystkich podnieść z łóżek. - odezwałam się, nawet nie musząc się silić na ten winny ton głosu. Naprawdę nie czułam się dobrze z faktem, że obudziłam Torrence’a, resztą już mniej się przejmowałam, bo i tak tutaj nikt poza nim długo nie sypiał. - Zaraz kończę, to do Was dołączę. - dodałam jeszcze, i nie czekając na odpowiedź, szybko znów wbiegłam na górę, dopakować ostatnie kilka rzeczy.
A jak tylko ubrania, kosmetyki, ziarna i cebulki kwiatów, wraz z resztą mniej istotnych rzeczy, były bezpiecznie upchnięte do naszych bagaży, mogłam w końcu zejść na późne śniadanie. Przynajmniej tak założyłam bez sprawdzania godziny, bo wolałam się już bardziej nie stresować myślami w stylu, że nie zdążymy. Jak nawet nie było konkretnej ramy czasowej na przybycie na miejsce.
Sam posiłek minął w raczej przyjemnej atmosferze, przypominaniu byśmy pamiętali czasem zadzwonić do domu, i żartach. Głównie ze mnie i niestety, musiałam im to oddać, przed jakimkolwiek wyjazdem byłam ciężka do zniesienia z tą swoją paranoją. Nie moja wina, przynajmniej nie do końca, bo od kogoś musiałam to chociaż trochę podłapać, więc zwalałam to na tą brakującą osobę. Jak mama z tym wytrzymywałą to pojęcia nie miałam, ale przynajmniej podłapała wcześniej cierpliwości, co na pewno przydawało jej się ze mną.
Z uwagi na fakt, że nikt przy zdrowych zmysłach nie dałby mi samochodu, po pożegnaniu się z babcią, zapakowaliśmy się jakoś do auta mojej rodzicielki i mogliśmy ruszać w drogę, z tą jedną dorosłą za kierownicą. Nie, żebym nie umiała prowadzić, bo nauczyć się zwyczajnie wypadało, plastik nawet miałam w portfelu, który to potwierdzał, jednak na pewno nie byłam bezpiecznym kierowcą. Już tak pomijając fakt, że raczej na cały czas obozu to i tak by mi tej maszyny nie zostawiła, prędzej by sama nią w drzewo wjechała.
Dopiero gdy po niemal trzech godzinach drogi wjechaliśmy w znajomy las, dotarło do mnie, że znowu będzie trzeba się rozdzielić. Oczywiście, niemal codziennie i tak staraliśmy się widywać, jednak to nie było to samo, a ja — cóż, byłam zwyczajnie trochę zazdrosna o ten czas, który mogli spędzić z nim inni. Mimo to nie mogłam zbytnio nic na ten temat powiedzieć, bo już raz całą sprawę spartoliłam, przywiązując jego duszę do swojej, jednak… Cóż, błędy młodości.
- Wszystko będzie dobrze. - usłyszałam delikatny głos za sobą i naprawdę nie umiałam nic poradzić na to, że odrobinę się rozluźniłam. - Nie wiem, czym znowu się tak przejmujesz, jednak zdecydowanie powinnaś sobie trochę odpuścić i pozwolić na zabawę. - jego głos był w tym momencie tak łagodny, że ciężko było mi uwierzyć, że naprawdę mieliśmy jakieś połączenie emocjonalne. Zupełnie jakby nie ruszały go moje nerwy, stres, nic. I pewno było inaczej, jedynie się przyzwyczaił do tej tykającej bomby, w przeciwieństwie do innych ludzi, którym zwyczajnie większości z tego nie okazywałam. Z nim zaś nie miałam wyboru.
- Dziękuję. - rzuciłam niemal bezgłośnie w odpowiedzi, jednak jego uśmiech, którym zostałam zaraz obdarowana, oznajmił mi, że zrozumiał. I tyle mi wystarczało do szczęścia.
Reszta drogi już była przyjemniejsza, a gdy tylko zatrzymaliśmy się przed Małą Syrenką, wciąż raczej pustą, ucałowałam tylko przyjaciela w policzek, resztę pożegnań zostawiając mojej mamie. W końcu to ona miała go nie widzieć przez cały czas trwania obozu, co chyba doprowadziło do tego, że nie umiała go wypuścić z objęć przez dobre dwie minuty, nim pozwoliła mu zabrać bagaże i pójść na teren Obozu.
Zanim samochód znów ruszyłam, miałam chwilę, by zobaczyć, jak driad podchodzi do tablicy ogłoszeń, z pewnością po rozpiskę domków. Zresztą, sama miałam za chwilę robić to samo. Sprawdzić z kim w tym roku będę się użerać i czy mogło być gorzej niż w zeszłym roku, kiedy to trafiłam jakiegoś maga wody z wygórowanym ego. Mogłam się tylko modlić o to, że dziewczyna już nie wróci, chyba że jako pokarm dla kwiatków.
Kilka minut później i mogłam w końcu wysiąść i zabrać swoje rzeczy z auta — przy okazji doznać o wiele mniej emocjonalnego pożegnania ze strony mojej rodzicielki. Prawie jakby to Torry był jej dzieckiem, a nie ja. Nie, żebym się jej jednak dziwiła, sama w końcu zachowywałam się w podobny sposób.
Przechodząc w końcu przez bramę i kierując się do tablicy, mogłam zauważyć trzy znajome sylwetki, chociaż jednej z nich całkiem się tutaj nie spodziewałam. Ba, nawet nie słyszałam nic o zamiarze mojej kuzynki przyjechania na ten obóz, chociaż — tak, temu też nie mogłam się dziwić, bo na pewno daleko nam było do dobrych relacji. Byłyśmy podobne z wyglądu, w tym samym wieku, urodziny tak blisko siebie i na dobrą sprawę, to było jedynymi rzeczami, które nas łączyły. Reszta zwyczajnie się mijała.
- Dolan, Charlotte, miło was znów zobaczyć… Moona, nie sądziłam, że cię tu spotkam. - odezwałam się, uśmiechając delikatnie przy tym. Chociaż w środku odczuwałam pewne zdenerwowanie, oczywiście przez obecność mojej kuzynki i liczyłam na jakąś rozmowę, bez świadków. Bo pewnych tematów lepiej było nie poruszać przy innych.

Offline

#13 16-08-2019 o 02h26

Straż Cienia
Elemelia
Akolita Jednorożców
Elemelia
...
Wiadomości: 347

------------------------------George Larkin Kent // Emmaline Magnolia Kent





     Pojedyncza kropla potu spłynęła po czole chłopaka, który uporczywie wpatrywał się w swoją siostrę. Ta tylko uśmiechała się delikatnie, starając się zatuszować, ile to mięśni miała napiętych. Obydwoje starali się całą swoją siłę oraz energię życiową przenieść do prawych rąk. Nic nie było ważniejsze niż potęga mięśni, którą sobie wmawiali, że niby posiadają. Nie, żeby którekolwiek, kiedykolwiek zobaczyło wnętrze siłowni lub dotknęło jakiegoś sprzętu do ćwiczeń. Może męczyli te brzuszki, pompki oraz inne proste ćwiczenia, ale nic nie było wykonywane na tyle często, aby teraz ich mięśnie się wielce napięły i świeciły boskim blaskiem. Zaburzenia, idealizacja w swoich własnych oczach była spotykana u nich na porządku dziennym, więc nawet nie próbowali sobie jakoś tłumaczyć w tych pustych głowach, że obydwoje są tak samo słabi i wyglądają idiotycznie w owym momencie.
     - Widzisz, co tutaj się dzieje? Mówiłam ci, że za często nam z kołysek wypadali, to mi nie wierzyłeś. - Isabella Kent weszła do kuchni, gdzie jej dzieci jak zwykle reprezentowały wyżyny swojej inteligencji. Dzisiaj postanowili siłować się o to, które będzie kierowało samochodem na obóz i które będzie puszczało w nim muzykę. Droga nie była aż taka krótka, więc obie rzeczy grały kluczową rolę. Obydwoje prowadzili fatalnie, gdy siedzieli obok siebie. Jedno prowokowało drugie, testowali moc pasów bezpieczeństwa lub asfaltu. Naprawdę, nikomu nie życzę, aby kiedykolwiek znaleźli się na jednej drodze z rodzeństwem Kent. Co do kwestii muzyki to słuchali podobnej muzyki, ale tutaj chodziło o to poczucie władzy, które mogli mieć nad sobą nawzajem. O możliwość zmiany piosenki lub włączenia tak fatalnej, że wszystkie funkcje życiowe w obronie by się wyłączyły. I oczywiście najbardziej dojrzałym rozwiązaniem wszystkich problemów było siłowanie się na rękę. Czy aby scena wyglądała komiczniej, muszę dodawać, że siedzieli już tak godzinę? Nie? To wspaniale.
     - Hej, to twoja córka przekonywała George'a, aby z niej wyskakiwał. - głowa rodziny dołączyła do pięknej sceny rozgrywającej się przy kuchennym stole, obejmując swoją żonę w pasie i spoglądając na swoje potomstwo.
     - To, że nie ma twoich zdolności to nie znaczy nagle, że jest tylko moją córką. To ty jej mówiłeś, jak była mała „Idź za głosem serca, nie bój się.” No i co, i serce jej podpowiadało, aby gówniarz jadł klej na śniadanie przez dwa dni. Czy wasza dwójka może już to skończyć?
     - George, bądź tym starszym, mądrzejszym i się już poddaj.
     - Hej, po czyjej stronie stoisz?- wycedził przez zaciśnięte zęby młody iluzjonista, starając się nie przykuwać większej uwagi do słów rodziców, a skupić się na pokonaniu siostry. Ostatnim razem to ona prowadziła i jakoś chłopakowi się przejadło. Tak zahamowała przy obozie, że wypadł przez przednią szybę, więc tym razem to chodziło o więcej niż władzę, chodziło o bezpieczeństwo. Musiał wygrać!
     - Pogódź się z porażką.- Emma nie była tak zmęczona, jak jej brat. Swobodnie z nim mogła rozmawiać, a dlaczego? Ponieważ nie używała żadnej prawdziwej siły, oszukiwała. Jedyne co robiła, to używała swojej zdolności, aby osłabić George'a. Nie chciała z nim wygrać od razu, gdzie w tym zabawa? Wpierw naprawdę się z nim siłowała, ale kiedy zaczęła przegrywać, założyła najlepszą maskę aktora i zaczęła używać swojego daru, aby osłabić przeciwnika. Chciała zobaczyć, jak długo chłopak wytrzyma w jednej pozycji, napinając wszystkie swoje mięśnie.
     Dzieci były wiernymi kopiami swoich rodziców. Nie wiadomo jakim cudem, ale córka odziedziczyła wszystkie zdolności po matce, a syn po ojcu. Nie jeden lekarz się nad tym zastanawiał, ale jakoś nikt nie doszedł do ciekawszej konkluzji. Miało to swoje plusy, ponieważ chociaż jedno z rodziców wiedziało, z czym się mierzy i czego się może spodziewać, kiedy to drugie miało niekończące się niespodzianki. Dlatego też Isabella od razu wyczuła pulsujący dar od swojej córki, który ta nauczyła się stosować na swoim bracie bez jego świadomości. I co mogła zrobić ta wspaniała matka, jak nie zakłócić jej przepływu zdolności poprzez użycie na niej tego samego. Zamiast osłabiać jej siły, zaczęła osłabiać jej koncentrację, co bardzo szybko skończyło się dłonią Emmaline odchyloną na korzyść jej brata.
     - Wygrałem!- chłopak odskoczył od stołu, podskakując uradowany.
     - To nie sprawiedliwe, mama mnie rozproszyła!
     - Oszukiwałaś?! Wiedziałem, że ten uśmiech nie zwiastuje niczego dobrego. To oznacza wojnę, życzę ci powodzenia na miejscu pasażera. Z wielką chęcią odwiedzę twoją śliczną główkę, ciekawe, jakimi fantazjami tym razem będę mógł się pobawić.
     Jedno obrażone, drugie wielce zadowolone w końcu wpakowało się do samochodu. Obydwoje nad wyraz ostrożnie ze swoimi ruchami, oczekując po drugim z rodzeństwa najgorszego. Byli ze sobą tak blisko, jako rodzeństwo, że używanie swoich darów na sobie nawzajem było nad wyraz proste. Mogli to robić praktycznie bez bycia przyłapanym. I zdecydowanie zbyt często sprawdzali te granice świadomości…
Droga minęła… ciekawie. Emma ugryzła brata kilka razy, gdy ten straszył ją różnymi iluzjami. Krzyki oraz podniesione głosy towarzyszyły każdemu kolejnemu kilometrowi. Muzyka zmieniała się co kilka sekund, ponieważ kobieta nie umiała przegrywać i próbując używać swojej zdolności na bracie, starała się włączyć cokolwiek innego. Ten oczywiście odpowiadał iluzją, aby ją zbyć i tak w kółko. To ile razy biedny samochód wjechał w rów i trzeba było go wypychać przez ich durne gierki, nie da się rady już zliczyć, oni zgubili się przy jakimś czwartym razie.
     Zarys jednego z obozów zaczynał się robić coraz bardziej wyraźny, a ekscytacja tej dwójki coraz większa. Miały to być ich ostatnie wakacje spędzone w tym miejscu, więc nie mogli się doczekać stworzenia wspaniałych i zarazem chorych na swój piękny sposób wspomnień. Już czuli w powietrzu zapach palonych poduszek oraz desperacji młodych obozowiczów na stworzenie bajecznych przyjaźni. Pytanie- skąd palone poduszki? Emmaline jakoś co roku trafia na nie takie współlokatorki jakie by chciała, a one okazując jej brak szacunku bardzo szybko kończą paląc swoje poduszki i męcząc się na twardych materacach do końca turnusu. I tak okazuje im łaskę, jednej przecież kiedyś kazała golić głowę, bo potrąciła zagubionego w swojej głowie Torry’ego. Szkoda, bo owa dziewczyna miała włosy niczym Roszpunka, życie.
     Szybkie buziaczki w policzek, kopniaki w tyłeczki i już każde znajdowało się po swojej stronie. Nie towarzyszyło pożegnaniu jakieś wielkie łzy lub długie przemowy, bo wiedzieli że i tak się spotkają. Nie raz i nie dwa już wymykali się nocą z obozu, aby opowiedzieć jedno drugiemu co się działo. Poza tym zawody w kto szybciej przepłynie jezioro dawały im trochę czasu razem. Co prawda w większości przypadków, gdy sobie robili te małe zawody, ktoś musiał ich ratować na środku jeziora, bo zaczynali się lać, ale to już pomińmy. Liczył się fakt, że obydwoje przekroczyli wejścia na swoje obozy uśmiechnięci i z wspaniałym nastrojem.
     George rzucił walizki dokładnie w momencie, gdy rozpoznał tego głupka Dolana. Dumnego posiadacza najniższego poziomu inteligencji w całym obozie. Oczywiście znali się jak łyse konie i był on jedną z tych osób, których ponownego spotkania nie mógł się doczekać. Dlatego też nie szczędził sobie, ani jednej sekundy na zrobienie show.
     - Żono, wróciłem!- krzyknął najgłośniej, jak potrafił. Z szerokim uśmiechem podbiegł do mężczyzny i zamierzał się na nim zaczepić, jak to zrobiono w pięknej scenie z “Pamiętnika”, ale Clarke również nie słynął z wielkiej masy mięśni, więc runęli na ziemię z wielkim hukiem. Co prawda George wylądował miękko na mężczyźnie, ale i tak odczuł to bliskie spotkanie z ziemią. - Ja wiem, że się stęskniłeś, ale żeby już się na ziemi ze mną kłaść? Mówiłem ci, że szyszki we włosach mnie nie kręcą…
     Zaśmiał się w twarz przyjacielowi, powoli wstając. Jemu oczywiście nawet ręki nie podał, a położył swoją stopę na jego klatce piersiowej, pozując jak jakiś zdobywca. Dopiero wtedy zauważył, że nie byli sami. Ba!, boskie towarzystwo znajdowało się wokoło. Śmietanka towarzyska! Śmietanka z najgłębszej części lodówki, której istnienie każdy próbuje zapomnieć i która swoim czasem przeterminowania przebiłaby wiek babci Kenta. Wspaniała królowa Belladonna znajdowała się tuż obok, nie marnując ani jednej chwili na posłanie mu tych błyskawicznych spojrzeń.
     - Słonko, dla ciebie też mam kilka pocałunków zachowanych. Nie zapominam o stałych klientach.- podszedł do przyjaciółki, przytulając się do niej mocno. Nie ważne, jak na siebie pluli, zawsze się przytulali na przywitanie. Pomińmy już ile razy po przytulasie chłopak obrywał jakimś chwastem po twarzy.  - A Pani nie znam… George Larkin Kent, miło mi poznać. Muszę przyznać, dawno takiej piękności nie gościliśmy w naszych zagrzybionych progach. - pokłonił się nisko dziewczynie, którą widział po raz pierwszy, spoglądając jeszcze kątem oka na kuzynkę Dolana, puszczając jej oczko.
     Syrenka przez ten czas odłożyła swoje bagaże do pokoju i skierowała swoje kroki pod tablicę informacyjną. To stamtąd miała najlepszy widok na obóz, obserwując każdego kto przekroczył jego próg. Nie mogła się już doczekać na przyjazd przyjaciół, których będzie mogła męczyć i dręczyć przez całą dobę. Najbardziej nie mogła się doczekać przyjazdu Elnatha, w ciągu roku nauczyła sie nowych sposobów na utemperowanie jego wyskoków.  W końcu ktoś [prawie] równie kochający wygrywać i walczyć miał się pojawić. Och tak, to będą ciekawe starcia.

Ostatnio zmieniony przez Elemelia (16-08-2019 o 02h28)


DANCE IS EVERYTHING.
https://66.media.tumblr.com/c6f3891279ebc5791f6d6136c04ce604/tumblr_pdgqh8bAsI1rdhwsvo2_400.gif https://66.media.tumblr.com/85d52a598706e9c49236a8d788f57a86/tumblr_pdgqh8bAsI1rdhwsvo8_400.gif

Offline

#14 16-08-2019 o 02h39

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 554

____________________https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/609130645507014670/royus2.png


       Odrobinę zestresowany, pakowałem swoją jedyną walizkę, czując na karku uciążliwe spojrzenie krewnego. Rodzice wyjechali na wakacje, pozostawiając mnie sam na sam z wujkiem Grantem, a to nigdy nie kończyło się dobrze. Ostatnie kilka dni, spędziłem sprzątając po nim bałagan. Musiałem regularnie pozbywać się muszych larw z surowego mięsa, które zostawiał niedojedzone na stole, domykać lodówki, montować lepy na owady, odświeżać pomieszczenia... Wytrzymanie z nim było wyjątkowo problematyczne i czasami zastanawiałem się, kto był czyim opiekunem. Odkąd byłem dzieckiem, zawsze byłem zmuszony z nim zostawać. Gdyby jeszcze ciocia żyła... Nie pozwoliłaby jemu wałęsać się bez leków po ulicy, czy też unikać zażywania leków.
       Był chory, ale bał się lekarzy i strzykawek. Unikał igieł, ostrych narzędzi i dostawał ataków paniki, kiedy miał styczność z ogniem, choć na słońcu smażył się regularnie i z zamiłowaniem. Był dosyć specyficzny, ale miał swoje powody. Ojciec wielokrotnie opowiadał mi jego historię na dobranoc. Podobno kiedyś wygrał zakład z jakimś magiem ognia, a ten wyjątkowo nie lubił przegrywać. Wolał się zemścić i dać marnemu zombiakowi do zrozumienia, że jest jedynie martwym zbitkiem kończyn. Zapędził go do jakiegoś pomieszczenia i potraktował swoją umiejętnością. Frank (mój tata) biegał po leki przez pół roku, zepsuł cztery zamrażalniki i odwiedził masarnię z tysiąc razy, wybłagując o mózgi zwierzęce. Podobno nic nie było w stanie już pomóc. Młody i wciąż przystojny (a przynajmniej tak słyszałem) Grant stracił swój urok. Jego twarz zniekształciła się, a ciało pokryły bąble, wypełnione ropą, które pomimo upływu lat, wciąż na nim widniały. Na dodatek śmierdział nieubłaganie i przyciągał do siebie chmary much w promieniu kilku kilometrów. Tego było tak dużo, że czasami aż trudno było mi uwierzyć, że jest to możliwe. Prawdopodobnie przez niego dostałem obsesji na punkcie higieny. Bałem się, że choć trochę skończę jak on. Zwłaszcza, że teraz, sam maił już to gdzieś. Lubił te swoje przeklęte bzyczące istoty i głupawym wyszczerzem odpowiadał na komentarze o swoim smrodzie. Dla zombie zapach ten nie miał większego znaczenia. Dla reszty natomiast.... Mogłem sobie jedynie wyobrażać, jak źle z nim było.
      - Mhhmmerrrhhh uwrrmmm wrraah - zaśmiał się wujek, wskazując na moje starannie poskładane koszulki.
      - Nie każdy zombie musi... - zacząłem w odpowiedzi, jadnak on szybko mi przerwał:
      - Rrrrramhwra jjjra!
      - Nieprawda! Wcale się nie wstydzę! - skłamałem.
Tak naprawdę bałem się pokazywać innym. Bycie zombie było naprawdę uciążliwe. Nie potrafiłem tak po prostu zignorować tego, że ktoś mógłby zobaczyć mój zgubiony palec,czy poczuć, że śmierdzę. Nie chciałem odstraszać. Chciałem znaleźć sobie w końcu przyjaciół.
        - Frrah kha.
        - Miałbym znajomych, gdybyśmy nie postanowili zamieszkać w lesie! Wszystko byleby nie mieć sąsiadów...
        - Rrrrrh.
        - To nie moja wina. I nie chcę się przyjaźnić ze zwierzętami, skoro nawet nie da się z nimi rozmawiać!
        - Mahr rrrk frrra.
        - Nie chcę.
        - Hhhhhrrr.
        - Przecież mówię, że nie chcę!
       Odgoniłem poirytowany jedną z much, która przelatywała mi tuż przed nosem i pobiegłem szybko do kuchni, zostawiając mężczyznę, siedzącego samotnie na moim krześle obrotowym. Potrzebowałem leków. Mnóstwo leków. Nigdy wcześniej, nie zdarzyło mi się wyjechać w towarzystwo na dłużej niż dwa dni, dlatego dla pewności musiałem zabrać ich jak najwięcej. Maści schładzające, kremy z filtrem UV, preparat przeciwgnilny, tabletki... Chyba potrzebowałem na nie osobnej torby.

        I gotowe! Wszystko na swoim miejscu. Byłem gotowy do wyjazdu. Przystanąłem przy drzwiach i spojrzałem po raz ostatni na znane mi niebieskie ściany. Po raz pierwszy opuszczałem je na tak długo. Byłem jednak zmotywowany. Przyszła pora, żeby tochę odmienić swoje życie. Poznać nowe osoby, zaczerpnąć innej rzeczywistości. Chwyciłem mocno rączkę od walizki i przywiązałem ją jescze do całego ramienia.
          - Ghhhhhiii - pożegnał się ze mną wujek i pomachał dłonią, choć nie byłem pewien czy po to, żeby dodać mi otuchy, czy też sprawić, że jego towarzyszka, która przysiadła mu na policzku, w końcu odleciała. W każdym razie, wolałem uznać to za miły gest z jego strony.
          Trasę przez las, aż do drogi asfaltowej pokonałem, jak zwykle, na pieszo. Zajęło mi to dwa razy więcej czasu niż zazwyczaj, ale przynajmniej miałem pewność, że niczego nie zgubiłem. Na busa natomiast zdążyłem niemalże idealnie na styk.

          Kiedy dotarłem do obozu Małej Syrenki, pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to to, jak bardzo podobna była do mojego miejsca zamieszkania. Wśród drzew czułem się odrobinę pewniej, a kiedykolwiek przeczuwałem kłopoty, zawsze mogłem liczyć na orzeźwiające, świeże powietrze. Tata musiał mieć rację. Dobrze mi to zrobi.
           Po chwili jednak, zacząłem się już stresować. Żeby zorientować się w sytuacji, potrzebowałem podejść do tablicy ogłoszeń. Tam natomiast ktoś już stał. Kontakt był praktycznie nieunikniony.
           No już Roy! Trochę odwagi! Weź się w garść!
           Podszedłem tam spięty i udając, że nie widzę reszty osób, wbiłem wzrok w kartkę z listą i przydziałem domków.
           Co, jeśli mnie zaczepią?! Co jeśli to przez to, że śmierdzę?! Błagam nie!

Ostatnio zmieniony przez Berrine (16-08-2019 o 02h55)


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#15 16-08-2019 o 19h10

Straż Cienia
Lunair
Młody rekrut
Lunair
...
Wiadomości: 24


https://i.imgur.com/pri9Dom.png

┌──────────────────────────────────────────────────────┐

P   E   R   S   O   N   A   L   I   A
imię  ⩯     N E R I N        zwany         R I N
urodziny         1 3   G R U D N I A         wiek         O S I E M N A Ś C I E
rasa         S Y R E N          płeć        M Ę Ż C Z Y Z N A
orientacja         B I S E K S U A L N Y           grupa krwi        A B -
obóz         I M I E N I A   M A Ł E J   S Y R E N K I           rok        P I E R W S Z Y

W   Y   G   L   Ą   D
włosy         B R Ą Z O W E         oczy        L A Z U R O W E
sylwetka         W Y S P O R T O W A N A         cera        Ś N I A D A
wzrost z/ bez ogona         2 6 5 / 1 8 7  C M          waga z/bez ogona        1 5 5 / 7 3  K G

└──────────────────────────────────────────────────────┘

Ostatnio zmieniony przez Lunair (16-08-2019 o 19h10)


https://i.imgur.com/J2dDzcX.gif

Offline

#16 19-08-2019 o 20h34

Straż Cienia
Lunair
Młody rekrut
Lunair
...
Wiadomości: 24


┌────────────┐
N E R I N
OBÓZ  I M I E N I A   
M A Ł E J   S Y R E N K I

└────────────┘

   Oczekiwanie na decyzję rady ciągnęło się tygodniami. Zaczynałem się powoli obawiać, że zwyczajnie mieli mnie już dość i postanowili całkiem olać sprawę, jednak ku mojemu zaskoczeniu na dwa dni przed terminem wyjazdu dostałem pozytywną odpowiedź. Na obóz Małej Syrenki planowałem pojechać od trzech lat, kiedy to powiedział mi o nim znajomy z powierzchni, ale Syreny od lat miały problem z otworzeniem się na stworzenia żyjące na lądzie. Słyszałem wiele dobrych powodów do takiego nastawienia, jednak ja zwyczajnie nie potrafiłem usiedzieć na dnie. Zaczęło się od jednego wymknięcia na plaże, a skończyło na zwiedzaniu portowych miast ze zaznajomionym Tengu. Ale oczywiście to szybko przestało mi wystarczać. Chciałem poznać więcej ciekawych stworzeń i zobaczyć nowe tereny.
   Z dna nie zabrałem niczego, prócz pieniędzy i pary spodni. Wszystko inne musiałem kupić na powierzchni, ale na szczęście obyło się bez większych kłopotów. A moją formą transportu był autostop. Co prawda chciałem uwielbiałem chodzić na dwóch nogach, ale odległość do obozu była zbyt wielka. Odbiłem to sobie wcześniejszą wysiatką, co pozwoliło mi na przyjemny spacer po okolicznych lasach. Oczywiście od razu pozbyłem się obuwia, żeby z każdym krokiem móc w pełni cieszyć się uczuciem świeżej trawy, czy mchu. Osobiście ubrania były mi kompletnie zbędne, ale wiedziałem, że mieszkańcy powierzchni nie przepadali za chodzeniem w negliżu. A przecież nie chciałem od siebie wszystkich odstraszyć. Ba, słyszałem nawet, że mogliby mnie za to zamknąć. Naprawdę żyliśmy w całkowicie różnych światach.
   Po paru godzinnym podążaniu za wskazówkami mapy, w końcu natrafiłem na bramę obozu. I jak nigdy poczułem, że zaczynam się denerwować. A to przyczyniło się do tego, że aż za bardzo skupiłem uwagę na to jak chodzę. Niby uczyłem się tego od trzech lat, ale szło mi naprawdę nieźle. Czego pewnie w tamtym momencie nie można było zobaczyć. Pogorszyło się nawet bardziej, kiedy znalazłem się bliżej ludzi zgromadzonych przy tablicy. W pewnym momencie straciłem równowagę i ze sporym impetem wpadłem na niczego nieświadomego blondyna [@Berrine], który został popchnięty w kierunku dziewczyny o złotych lokach [@Elemelia].
- Sorry.
   Niech mnie ktoś weźmie i usmaży. Przynajmniej jakiś pożytek będzie.


https://i.imgur.com/J2dDzcX.gif

Offline

#17 22-08-2019 o 12h11

Straż Obsydianu
Berrine
Żołnierz Straży
Berrine
...
Wiadomości: 554

____________________https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/609130645507014670/royus2.png


       Unikanie kontaktu szło mi całkiem dobrze. Wystarczyło udawać, że nic nie słyszę, nic nie dostrzegam... Może ta postawa była głupia, jednak wszelkie interakcje społeczne okropnie mnie stresowały. Obawiałem się wszystkiego. Od powiedzenia czegoś głupiego, po kompromitację związaną z moją rasą. Odpadająca ręka, wydzielanie nieprzyjemnego zapachu, czy choćby dotyk... Żadna z tych rzeczy nie pomagała w funkcjonowaniu w społeczeństwie. Nawet nie wyobrażałem sobie, że kiedykolwiek znajdę dziewczynę... Albo chłopaka. Raczej nikt nie lubi przytulać czegoś, co nawet przysłowiowego trzydzieści sześć i sześć nie ma. Miałem inną temperaturę ciała. Może nie lodowatą, jak faktyczne zwłoki, ale optymalnie pokojową? Brakowało mi trochę stopni. Właściwie... Nigdy nawet nie zdarzyło mi się dotknąć istoty innej niż zombie. Moi znajomi (których nie posiadałem) również nie mogli być niczym innym. Skutecznie odizolowany. Od zawsze i prawdopodobnie na zawsze.
        Nerin. To z kimś o tym imieniu, miałem dzielić domek. Byłem ciekawy, kim był. Z tego co się orientowałem, oprócz mnie, na obozie nie miało być żadnych zombie. Nawet nie było to zaskakujące. Rzadko opuszczali swoje bezpieczne strefy.
        Inni nieszczególnie przyjemnie na nas reagowali. Głównie przez odór. Nie każdy miał taką obsesję na punkcie higieny, co ja. Ba! To się praktycznie nie zdarzało. Przez pedantyzm, nawet rówieśnicy z sąsiedniej polany, nie chcieli się ze mną przyjaźnić. Raczej wyśmiewali moją postawę.
         Miałem nadzieję, że tak jak zapewniał ojciec, jakoś się odnajdę. I co najważniejsze, w domku będzie dodatkowa lodówka! Mogli o tym zapomnieć.... Oby nie!
         Nerin. Ważne imię do zapamiętania. Na liście przewijał się jeszcze Elnath, Tidal, Joshua, Natsuni... Może porozmawiam i poznam chociaż jedną z tych osób, zanim skompromitowany, ucieknę.
          Kątem oka spostrzegłem chłopaka o śniadej cerze, który zmierzał w tym kierunku. Poczułem, jak moje mięśnie napinają się z nerwów. Nie zaczepiaj mnie. Nie zaczepiaj mnie. Proszę, nie zaczepiaj... Kiedy powtarzałem w myślach swoją oczywistą mantrę, tamten potknął się nagle i runął prosto na mnie, popychając mnie prosto na jakąś dziewczynę. Instynktownie, próbowałem jakoś ją złapać. Objąłem ją ramieniem, jednak (jak mogłem się z resztą spodziewać) okazało się to wyjątkowo głupim pomysłem. Jesteś zombie, Roy! Jesteś bezużyteczny w takich sytuacjach! . Obserwowałem, jak moje ramię się uwalnia. Mnie samemu dało się utrzymać na nogach, jednak dziewczyna upadła na trawę, a właściwie padła prosto na tyłek. Kończyna wylądowała tuż obok niej. Nie. Nie. Nie! Dlaczego?! Dlaczego to musiało się wydarzyć?! Nie wiedziałem co robić. Jak zareagować? Co robią normalne osoby w takich sytuacjach? Normalne osoby nie miewają takich sytuacji, ty przygłupie!
        - J-ja p-przepraszam. N-nie chciałem. To... To... Naprawdę przepraszam. Gdyby... Moja... Ja podniosę. Już ją... Błagam nie... Przepraszam.
         Układanie zdań szło mi tragicznie. Bałem się. Naprawdę bałem się, jak zareaguje.

Ostatnio zmieniony przez Berrine (22-08-2019 o 12h30)


♡  |  MyDramaList  | SłodkiFlirt  |  ♡   
https://cdn.discordapp.com/attachments/497827664804053023/584164827296038936/chic2.gif

Offline

#18 22-08-2019 o 21h23

Straż Cienia
Aveline
Straż na szkoleniu
Aveline
...
Wiadomości: 188

---------------------------------------D  O  L  A  N    C  L  A  R  K  E
----------------------------------C  H  A  R  L  O  T  T  E    C  L  A  R  K  E


        Kuzynostwo nie musiało długo czekać, by dosyć szybko podeszła do nich dziewczyna, której żadne z nich do tej pory nie kojarzyło. Zagadka jej nieznanej tożsamości szybko rozwiązała się sama - czarnowłosa nazywała się Moona i najwyraźniej był to jej pierwszy rok na obozie. Dolan mimowolnie schował się za plecy znacznie niższej od siebie Charlie, czując że powoli zaczynał ogarniać go stres. Nienawidził tej początkowej części obozu, gdzie każdy się poznawał, a on musiał wychodzić ze swojej strefy komfortu, robić coś tak trudnego jak mówić jak się nazywa, a co gorsze, opowiadać o zainteresowaniach. Często nie był w stanie wydobyć z siebie słów lub nawet nawiązać kontaktu wzrokowego jeśli chodzi o nowo poznane osoby, przez co bał się, że wychodził na zupełnego gbura, co sprawiało, że jeszcze bardziej się denerwował. Przez swoją ukrytą pozycję nie był w stanie zobaczyć, że Charlie zrobiła smutną minkę, najwyraźniej szykując się do odegrania jakiegoś przedstawienia, którego nie zdążył powstrzymać.
        - "My"? Jestem tutaj sama - zaczęła brunetka, wyjątkowo dobrze imitując burzę uczuć na swojej twarzy, miksując smutek ze zdziwieniem. - To mój drugi rok, ale tym razem bez mojego kochanego kuzyna. Skoro jesteś tutaj nowa, to pewnie jeszcze nie słyszałaś o Ceremonii Pożegnalnej. Właśnie na niej straciłam Dolana, gdy został wybrany do poświęcenia kanibalom, jak dzieje się co roku...
        - Czy ty jesteś nienormalna? - przerwał jej Clarke, opierając dłoń na czole i na chwilę zapominając o całym wstydzie wobec nowej osoby. Zdążył już się przyzwyczaić do tego typu zachowań kuzynki, ale jeszcze w żadnej ze swoich przemów go nie zabijała, więc było to coś nowego.
        - Czasami nadal go słyszę, jakby wciąż był obok mnie, a jego wspomnienia są żywe w moim sercu - kontynuowała Charlie, nie robiąc sobie nic z coraz bardziej poirytowanego kuzyna, który trzepnął ją w ramię, przez co nie mogła się już powstrzymać i parsknęła śmiechem. - Jak zawsze musiałeś wszystko mi zepsuć! Jestem Charlie, a ten chowający się za mną to Dolan, akurat naprawdę jest moim kochanym kuzynem. Zobaczysz, szybko poczujesz się jak w domu!
        To krótkie przedstawienie wystarczyło, by do trójki nastolatków dołączyła Belladonna Foley, do której Dolan natychmiast się uśmiechnął, szczerze ciesząc się, że ją widział. Charlie za to ewidentnie się zaczerwieniła, patrząc na dziewczynę jak na wyjątkowo piękny obraz, dodatkowo czując, jak jej zwoje mózgowe przegrzewały się, gdy myślała nad czymś miłym do powiedzenia.
        - O, Bella! Eee, hej! Ymmm... Wyglądasz bardzo... Kwitnąco? - jąkała się Clarke, czując jak z każdym słowem zaczynała przypominać pomidora. Dodatkowo miała ochotę ugryźć się w język, gdy dotarło do niej co właściwie powiedziała i jak bardzo w tym momencie przypominała analfabetkę. Nie była mistrzynią jeśli chodziło o komplementy, ale nawet ona była w stanie ocenić, że w ten sposób mówiło się do starszych kobiet, a nie atrakcyjnych dziewczyn. - Tak, kwitnąco, jak... Majeranek? Nie, bazylia, w końcu każdy lubi bazylię. A przynajmniej ja bardzo lubię! Wręcz uwielbiam!       
        Dolan nie mógł się powstrzymać i zaczął się głośno śmiać. Nie rozumiał o co chodziło Charlie i czy próbowała w ten sposób Bellę obrazić albo wręcz przeciwnie, powiedzieć coś miłego, ale szczerze życzył jej w tym momencie powodzenia. Był co prawda niezwykle zdziwiony tym, że nawet nie zwróciła znajomej z Obozu uwagi na to, że nazwała ją Charlotte, czego nie cierpiała nawet wtedy, gdy używał tego on.
        Blondyn nie zdążył zbyt długo wyśmiewać własną kuzynkę, ponieważ został przygnieciony do ziemi przez coś, a właściwie kogoś na tyle ciężkiego, że zabrakło mu oddechu i był pewien, że skończył uduszony. Gdy tylko usłyszał ten ton, natychmiast ujrzał w wyobraźni kretyński uśmieszek Kenta, tak dobrze znany i wbrew temu co mówił, szczerze przez Dolana lubiany.
        - Sugerujesz, że upiłbyś mnie na tyle, żebym wziął z tobą ślub? Musiałbym utracić całą swoją świadomość - wymamrotał, znajdując się jednak w znacznie niższej niż George pozycji, nadal przygnieciony, tym razem nogą. Gdy ten w końcu odpuścił, Dolan powoli wstał, otrzepując się z kurzu i mamrocząc pod nosem przekleństwa, ignorując zbierających się przy tablicy kolejnych ludzi. - Za to będziesz sam sobie układał majtki, więc nie marudź jeśli będziesz miał bałagan, kochanie!
        Ostatnie słowo zaakcentował, udając szczere oburzenie godne niejednej żony, nie mogąc jednak powstrzymać uśmiechu. George i Dolan byli od siebie niezwykle różni, ale to właśnie on dawał Clarke'owi na tyle śmiałości, że łatwo zapominał o otaczających go dookoła nieznajomych, przestając odczuwać potrzebę chowania się za kuzynką. Przy okazji stawał się nieco złośliwy, przez co Charlie była z kuzyna szczerze dumna.

Ostatnio zmieniony przez Aveline (22-08-2019 o 21h25)



https://78.media.tumblr.com/91fd9bd6bb3f932db84cf4fa693f5886/tumblr_n8pr37qza61skzoovo7_250.gif https://78.media.tumblr.com/d614b04e1168be57a67b29a08d8315af/tumblr_n8pr37qza61skzoovo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/ceded81a012e5f86dc4a21acffcfa926/tumblr_n8pr37qza61skzoovo2_250.gif

Offline

#19 27-08-2019 o 03h24

Straż Cienia
Elemelia
Akolita Jednorożców
Elemelia
...
Wiadomości: 347

------------------------------------------Emmaline Magnolia Kent


      Co chwilę rozglądałam się za znajomymi twarzami, szukając już swojej pierwszej ofiary. Nie widziałam tych cudaków cały rok, więc to chyba logiczne było, że już chciałam kogoś uściskać, podręczyć. Tak dawno nie posługiwałam się jakąś magiczną istotą, że aż oczy mi błysnęły z podekscytowania. Oczywiście mogłabym sobie pożyczyć jakieś przypadkowe stworzonko, jednakże wykorzystywanie swoich przyjaciół było o wiele zabawniejsze. Ta walka w ich oczach oraz wszystkie obelgi, które wtedy leciały w moją stronę aż rozjaśniały dany dzień i nadawały mu sens. Rok temu "poprosiłam" jednego z przyjaciół o zrobienie mi warkocza. Trzeba było widzieć jego płonące frustracją oczy, kiedy chciał mi wyrwać wszystkie kłaki, a nie mógł kiwnąć palcem bez mojego pozwolenia. Dobre było z niego stworzonko, nawet jeżeli goniło mnie później po całym obozie. Szkoda, że jest już za stary aby wrócić i w tym roku, ale jestem pewna, że któryś z mężczyzn z chęcią mnie uczesze i przyjmie kilka nowych obowiązków.
      Moje oczęta dostrzegły Torrence'a, czyli największego słodziaka całego obozowiska. Sama nie wiem jestem pewna czemu aż tak go lubię. Nigdy nie mam sumienia go wykorzystać albo w jakiś sposób doprowadzić do jego krzywdy. Jest taki prosty i prawdziwy. Biada każdemu kto spróbuje jakkolwiek zaburzyć jego spokój, o ile oczywiście nie jestem to ja lub moi znajomi, chociaż oni też by pewnie po tyłku dostali za takie zachowania.
      Wyprawa w stronę chłopaczka została bardzo przykro i boleśnie zakończona. Ba!, ona się ledwo rozpoczęła. Ledwo postanowiłam pójść się przywitać, a kilka sekund później zostałam pozbawiona gruntu pod nogami. Rozumiem, że nie należę do największych potworów, ale nie mam też dwóch centymetrów wzrostu. Powinno być trudniej dwóm mężczyznom się o mnie potknąć, a tutaj proszę.
      - Czy w dziurze z której wypełźliście ucz...- już miałam zamiar zjechać ich od góry do dołu za takie niegrzeczne zachowanie, kiedy to zauważyłam ramię. Ramię - sztuk jeden - leżało tuż obok mnie. Moje spojrzenie było trochę puste. Starałam się zrozumieć jakich kanibali w tym roku przyjęto, że już po terenie walały się kończyny, ale mój tok myślenia bardzo szybko okazał się być błędny. Nie żebym się kiedykolwiek to tego przyznała. Wystarczyło jedno spojrzenie na jąkającą się osobę, aby zrozumieć iż to było jego ramię. Co bądźmy szczerzy, w pierwszych sekundach nie odpowiedziało na wszystkie pytania w mojej głowie. Jak ktoś mógł zgubić ramię i się tak względnie spokojnie zachowywać? - Chyba się nie znamy, jestem Emmaline Kent. To chyba twoje...- z uśmiechem aniołka podałam mężczyźnie jego ramię, wpatrując się w niego jak w obrazek. Pierwszy raz miałam do czynienia z czymś umarło - nie umarłym. Fascynował mnie, co tu więcej powiedzieć. - Potrzebujesz jakiejś taśmy czy kleju? I... to chyba są jakieś kpiny.- moja uwaga bardzo szybko została przeniesiona na drugiego chłopaka, który powinien już się modlić o jakiś ratunek z tego miejsca. Energia tego drugiego była zbyt specyficzna, abym jej nie wyczuła. - Czy ty jesteś tym rodzajem chodzącej ryby?
       Wyjaśnimy sobie coś, syreny są tylko jedne. Może jestem rasistką, czy czymkolwiek wykluczającym inne rasy i stawiające się ponad nie, ale halo! Jak można pochwalać coś czemu jest bliżej do krewetki niż człowieka? Dobra, mniejsza z tym. Niech sobie pływają i śpiewają z gupikami, ale niech nie nazywają siebie syrenami. Lądowy odłam odkąd powstał nie mógł się z powrotem dogadać z tymi pod wodą. Od dziada pradziada byli nastawiani przeciwko sobie, co ja osobiście, jako bardzo wyjątkowa osoba wzięłam bardzo do siebie. Nie żebym miała dużo okazji do spotkania tych wodnych, bo otaczamy się innymi kręgami i szybciej moja matka odgryzłaby sobie język niż doprowadziła do takich spotkań, ale cóż... Po prostu są dla mnie zbyt dziwni. I jak ktoś taki jak on może się wywodzić z tej samej rasy co ja?! Nie.
      - Miło poznać, jestem Emmaline Kent. - przedstawiłam się może mniej uprzejmiej niż zombiakowi, ale lepsze to niż nic, prawda? W końcu wychowano mnie na bardzo grzeczną młodą damę. No, mam swoje momenty. - To jak wy się nazywacie, hm? Pierwszy raz na obozie?

Ostatnio zmieniony przez Elemelia (27-08-2019 o 03h24)


DANCE IS EVERYTHING.
https://66.media.tumblr.com/c6f3891279ebc5791f6d6136c04ce604/tumblr_pdgqh8bAsI1rdhwsvo2_400.gif https://66.media.tumblr.com/85d52a598706e9c49236a8d788f57a86/tumblr_pdgqh8bAsI1rdhwsvo8_400.gif

Offline

#20 01-09-2019 o 15h39

Straż Absyntu
Dracarys
Straż na szkoleniu
Dracarys
...
Wiadomości: 213

https://cdn.discordapp.com/attachments/321039546752040960/608385565662117908/bl.png

       Hanavar nie przepadała za latem. Z kolei ciepłe noce, burze i ulewne deszcze, w które ta pora roku obfitowała, lubiła bardzo. Niestety na żadne z powyższych się nie zapowiadało. Świadczyło o tym nie tylko bezchmurne niebo ale przede wszystkim słońce, które jakby ze szczęścia, że może teraz prażyć ludzi, a nie spoglądać na nich zza sosnowych drzew, jak jeszcze chwile temu, świeciło trzy razy mocniej. Chociaż znajdowała się na zalesionym wygwizdowie, gdzie łatwo było o schron w zacienionym azylu pod jednym z pobliskich drzew, tak "destination piont" każdego starego, czy nowego obozowicza, które nazywało się "tablicą ogłoszeń" (a nomen omen powinno "tablicą ogłoszenia", patrząc na ilość zawartych na niej informacji) nie stal pod żadnym z nich i był narażony na cale to promieniowanie. Najmłodsza córka Hanavarów czując ten nagły atak jasności, zmrużyła mimowolnie oczy, a jej usta wykrzywiły się w dziwnym grymasie, przez co wyglądała jak pucołowata Chinka, próbująca sprzedać podróbki bokserek Calvina Kleina jakimś zagubionym turystom. Stworzyła z dłoni prowizoryczny daszek, jednak mimo wszystko na jej twarzy pozostał ten sam wyraz. Natarczywie wpatrywała się w dwie kartki na drewnianej tablicy, na drewnianym patyku, na zielonej trawie, jakby próbując wyczytać miedzy wierszami informacje pokroju, no nie wiem... imienia opiekuna? Organizatora obozu, czy numerów alarmowych na przykład? Jednak z tego zdążyła już zrezygnować. Teraz studiowała rozpiskę domków aby wstępnie zapamiętać parę imion i upewnić się ile ich grupa będzie liczyła obozowiczów. Robiła to dopóki nie usłyszała odpowiedzi ze strony czarnowłosej dziewczyny, której przed chwila zdołała się przedstawić. Moona odwróciła się z tą samą chińską miną, jakiej nabawiła się od słońca, z taką jednak zmianą, że jej usta ułożyły się bardziej w uśmiechu niż w grymasie.

       -Ahh... a moje serce zdążyło się już przepełnić nadzieją, że posiadam jakieś zdolności, o których nie wiedziałam. - Westchnęła niby smutno, a jednak z tym samym radosnym pyszczkiem, patrząc to na odrobinę niższą od siebie dziewczynę, która przedstawiła się jako Charlie, to na lekko speszonego, aczkolwiek uroczego blondyna. - No wiecie, nekromancja, tudzież autentyczne wskrzeszanie... ale Dolan - przeciągnęła specjalnie jego imię aby się z nim oswoić. Wiedziała, że jeśli nie będzie miała okazji się do niego w najbliższym czasie zwrócić, to zacznie od przekręcania go na Dylan, Denis, blondyn, czy co gorsza "ten on" i "ten tam". - wygląda na całkiem żywego... - skwitowała, widząc wzburzenie chłopaka na mały teatrzyk jego kuzynki.
       - Co z kolei wskazuje na to, że to Ceremonia Pożegnalna jest martwą bujdą... a szkoda, bo mam niezłe szczęście w grach losowych. - Wzruszyła ramionami i po raz kolejny westchnęła bolejąco, tak jakby faktycznie żałowała, że nie dane jej będzie oglądać pościgu wygłodniałych kanibali za popuszczającą w portki, rozwrzeszczaną ofiarą. Wszystko to miało rozgrywać się w akompaniamencie dzikich bębnów i tańca w trawiastych spódniczkach rodem z jakiejś komedyjki kręconej na Hawajach. No cóż, jednak nie można mieć w życiu wszystkiego.
       - W każdym razie, naprawdę miło was poznać. - Wyznała całkiem szczerze, jak na nią przystało. Obiecała bratu, że postara się nie narobić sobie wrogów więc wypadałoby dołożyć wszelkich starań aby zrobić dobre pierwsze wrażenie, które jak wiadomo, można zrobić tylko raz. Szczególnie, że kobiecy, szósty zmysł Moony, w którego istnienie wielu wątpiło, podpowiadał, że brązowooka potrafi być całkiem błyskotliwa i zabawna, co Hanavar bardzo odpowiadało. Dolan z kolei wydał się jej nieco nieśmiały, lekko nieporadny, co nie leżało w standardach czarnowłosej, bo daleko jej było do posiadania tych cech. Potrafiła jednak odnaleźć w tej postawie coś szczerego, co mimo wszystko umiała docenić. Chciała dodać coś jeszcze w stylu "o, skoro to nie jest wasz pierwszy raz, to chętnie wysłucham przy ognisku jakichś zabawnych opowieści" lub "co tam sądzicie o integracji z dziwadłami z obozu obok" do tego dyskusyjnego wiru, jednak przerwał jej warkot silnika, któremu udało się zagarnąć uwagę całej trójki. Na podjeździe zawitało parę aut. Mówiąc parę, na myśl powinna nasunąć się dosłownie para, a konkretnie cyfra dwa.

       Z pierwszego z nich wyłonił się nie kto inny jak wspaniała magini natury - Belladonna kwitnąca Foley. Moona już z daleka rozpoznała te burzę kruczoczarnych włosów i choć z tej odległości nie mogła dostrzec oczy kuzynki, doskonale widziała, że migoczą radośnie na widok tego zielonego centrum niczego, w którym pewnie czuła się jak w domu. Gdy znalazła się wystarczająco blisko, od razu rzuciła się z gorącym powitaniem w stronę Dolana i Charlie z kolei kiedy wypluła imię swojej kuzynki, mina niemal niewidocznie jej zrzedła.
       - Kuzyneczko, gdybym cie nie znała, pomyślałabym, że w twoim głosie można było dosłyszeć jakąś nutkę niezadowolenia. - Moona poczuła się jak na zjeździe rodzinnym, w którym każdy każdego cmokał po policzkach i wzdychał "jak to dobrze znów się spotkać", gdzie tylko najmłodsza z Hanavarów nie pozwalała sobie na sztuczne serdeczności i prychała na widok jakichś dalekich jej ciotek, mamlających się do porzygu, gdzie w głębi serca nie pałały do siebie większą sympatią.
       - Powiem szczerze, że też mnie lekko zaskoczyłaś, bo gdy tworzyłam listę pod tytułem "osoby, które mogę spotkać w Matyldzie" wcale nie plasowałaś się na pierwszym miejscu. A w końcu mogłam wpaść na to, że z ciebie taka harcereczka. - Czarnowłosa omiotła otoczenie wzrokiem. - Drzewa, jezioro, mały jelonek zaglądający o wschodzie słońca w twoje okienko, wróbelek wyśpiewujący ci do uszka, że zła czarownica chce twojej śmierci, bo to ona ma być najpiękniejszą w całym królestwie. - Pokiwała głową z aktorskim uznaniem jakby wyobrażając sobie Belladonne, w kwiecistej sukience, otoczoną gronem leśnych stworzeń, które jakimś cudem mówiły do niej ludzkim głosem.

       Całą bajkę przerwał kolejny obozowicz, który bez zbędnych ceregieli wpadł do ich grona z gorącym powitaniem. I to wpadł dosłownie na Dolana, z którym błyskawicznie runął na ziemie. Wyglądali na dobrze zgranych kumpli i nie tylko oni dwaj, bo nowo przybyły wydał się być znajomym każdego z pozostałej trójki. Gdy tylko jeden blondynowaty zakończył zapasy z tym drugim blondynowatym, wyściskał serdecznie Foley i w końcu skończył na samej Hanavar.
      - Moona Hanavar, to mój pierwszy raz tutaj. - Uśmiechnęła się do chłopaka o imieniu George i kiwnęła mu w odpowiedzi głową, mało oficjalnie. - I... mam nadzieję, że te całe progi są mniej zagrzybione niż je sobie wyobrażałam, bo w zupełności wystarczy mi flora mojej kuzyneczki. - Posłała Foley jeden ze swoich uśmiechów typowego bazarowego chinola, po czym wróciła wzrokiem do chłopaka. Jego zachowanie od razu skojarzyło się nastolatce z jej własnym bratem - Calem. Musiał w końcu być jedną z tych osób, które albo myślą, że wszyscy go znają i lubią, przez co mimowolnie wszyscy wokół zaczęli myśleć tak samo albo faktycznie był facetem, który z każdym potrafił nawiązać nić porozumienia.

       Słońce coraz mocniej piekło czarną łepetynę Hanavar, a koszula w kolorach moro, wsunięta w ciemne szorty, wcale nie okazała się taka przewiewna, na jaką wcześniej dziewczynie wyglądała. Właśnie wtedy Moona stwierdziła, że takie stanie w jednym miejscu jest bezcelowe bo pozostałej dwójki jak nie było, tak nie ma.
      - Okej, to nie tak, że nie chciałabym powitać pozostałych obozowiczów z moim wielkim banerem "witajcie w naszym leśnym zagajniczku", którego przygotowywałam całą wczorajszą noc ale chyba będzie do tego lepsza okazja, na wieczornym ognisku. - Wskazała kciukiem w stronę tablicy, na której mieściła się informacja o integracji. - Poza tym zaraz się stopie, fajnie by było odstawić bagaże, a co najważniejsze... - Obdarzyła swoją kuzynkę milionowym tego dnia uśmiechem, dodatkowo podejrzanie serdecznym. - Zgaduje, że w domku cię jeszcze nie było Belcia, a skoro cię tam nie było, a będę tam ja to przypominam, że mam ten przywilej wybrania sobie najkorzystniejszego dla mnie miejsca do spania. - Czarnowłosa zakończyła swój wywód klaśnięciem dłoni, wiedząc, że dziedziczka magii natury nie zdarzyła się jeszcze oswoić z faktem, że będzie pomieszkiwać z Mooną cały ten czas i zwróciła się w kierunku domków.

Coś mi się tutaj składnia nie podoba ale nie umiałam już tego zmienić, a upraszczać absolutnie nie chciałam no i może się momentami ciężko czytać... so so sorry.

Ostatnio zmieniony przez Dracarys (01-09-2019 o 15h47)

Offline

#21 07-09-2019 o 11h56

Straż Obsydianu
Morenn
Akolita Jednorożców
Morenn
...
Wiadomości: 428





I          wanna           hide           the           truth
I          wanna                   shelter                  you
But          with          the          beast        inside
There's        nowhere        we       can        hide

-----------------------------------------
https://i.ibb.co/JkBcqzL/Pics-Art-09-07-09-28-41.png
-----------------------------------------
Don't                get                too               close
It's                              dark                        inside
It's        where        my        demons        hide
It's        where        my        demons        hide






https://fontmeme.com/permalink/190907/4ee8ee8a3d46046ab909c23437888221.png


19 lat          181/230 cm           dobrze zbudowany

pochodzi z USA,         stan Alaska

wszystko się na nim goi "jak na psie",
posiada stosunkowo niewiele blizn


Półdługie, czarne włosy           czerwone oczy

wilkołak

po raz pierwszy na obozie - obóz małej syrenki


https://i.ibb.co/kQvL0Ck/IMG-20190907-115104.jpg


☾          W bardzo młodym wieku został skierowany na szkolenie wojskowe, które zakończyło się w momencie, gdy Vivian miał zaledwie czternaście lat przeprowadzeniem eksperymentu na jego naturalnych zdolnościach. Celem było głównie spowodowanie, by chłopak był w stanie przemieniać się o dowolnej porze i w każdej potrzebie, niezależnie od fazy księżyca oraz by był w stanie kontrolować zwierzęce instynkty. Eksperyment zakończył się jednak niepowodzeniem.


☽          Sprowadzony do Afganistanu w charakterze sekretnej broni armii, wykorzystywano tam głównie jego ponadprzeciętnie wyczulone zmysły na froncie. Usiłowano również bez skutku zmusić go do współpracy w wilczej formie. Ostatecznie wyjechał stamtąd i wrócił do domu. Nie wiadomo, jak do tego doszło.


☾          Do uczestniczenia w obozie skłoniła go perspektywa poznania podobnych do niego istot, bo nigdy nawet nie zdawał sobie sprawy, że istnieją. Organizatorzy nie takie cuda natury widzieli i przystali na jego uczestnictwo, pod jednym warunkiem - przed każdą pełnią oddelegowani pracownicy "zabezpieczają" go w miejscu z dala od innych, by nie mógł zrobić nikomu krzywdy.


☽          W ogóle nie nosi obuwia, nawet przy bardzo niskich temperaturach.


☾          Większość życia spędził w wojsku. Podczas przemiany w wilkołaka, która następuje każdej pełni, staje się całkowicie nieobliczalny - jest nieludzko szybki, zwinny i silny, a do tego niezwykle agresywny.


☽          Jako człowiek nie posiada żadnych szczególnych zdolności, poza wyczulonymi zmysłami słuchu i węchu oraz bardzo wysoką tolerancją na temperaturę otoczenia. Z tego powodu wyjątkowo nie lubi przebywania wśród hałasu i intensywnych zapachów. Jedyną niespotykaną cechą fizyczną, która odróżnia go od ludzi, są czerwone oczy. Niedawno odkrył, że cisza i przebywanie na łonie natury mają na niego zbawienny wpływ.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (07-09-2019 o 16h11)


https://cdn.discordapp.com/attachments/631822868845690884/662045973547188225/IMG_20200101_223343.jpg

Offline

#22 08-09-2019 o 08h30

Straż Obsydianu
Morenn
Akolita Jednorożców
Morenn
...
Wiadomości: 428

___https://fontmeme.com/permalink/190906/181266e8b56a9ac95c1f3b51c408c110.png


          Każdej nocy, gdy księżyc był w pełni, Vivian umierał.

          Kiedyś ten moment, gdy jego świadomość zostawała zepchnięta gdzieś w najdalsze zakątki umysłu, zastępowana przez instynkty budzącej się do nocnych łowów Bestii, kojarzyła mu się z zapadaniem w sen - jednak im starszy był, tym bardziej rozumiał, że to jednak inne uczucie. Bolesnego odchodzenia. Każdego miesiąca, na jedną noc oddawał swoje ciało w posiadanie wygłodniałemu potworowi. Vivian wiedział dobrze, kiedy to nastąpi i można by sądzić, że będzie na to przygotowany, ale nigdy do końca nie był. Nie mógł być.

Ale i tak najgorsze z tego były poranki. Które ze zmartwychwstaniem nie miały niczego wspólnego.
Chwile, gdy budził się w jakimś obcym miejscu, z ohydnym posmakiem w ustach, liśćmi we włosach, często ranny i obolały, nie mając pojęcia, co właściwie zaszło poprzedniej nocy. Chwile, gdy gdzieś w krzakach opróżniał zawartość żołądka z tego, czego Bestia nie zdążyła strawić, a co dla ludzkiego organizmu stawało się nie do przyjęcia, starając się nie myśleć o tym, co to było.
Chwile, gdy zdawał sobie sprawę, że łańcuch, którym przykuty był do kaloryfera jednak nie wytrzymał, chwile gdy docierało do niego, że kot sąsiadów nie znikł tak po prostu, sam z siebie; chwile rozpaczliwej grozy, gdy odkrywał niedaleko siebie czyjeś roztargane ubranie.

          Chłopak oparł tył głowy o chłodną szybę autobusu, w którym jechał na pierwszy w życiu obóz. Nie wojskowy - obóz dla takich, jak on. W słuchawkach, które miał wsunięte w uszy, grała piosenka Demons Imagine Dragons, Vivian koncentrując się na niej starał się trochę uciec przed spojrzeniami, które na sobie czuł - choć po prawdzie mógł sobie je wmawiać.
Autobus zatrzymał się wreszcie na przystanku opisanym na mapie - w miejscu tak odludnym, że zdającym się być centrum niczego, więc Vivian złapał swój wojskowy, pojemny plecak i jako jedyny opuścił pojazd. Drzwi zamknęły się za nim i autobus odjechał, a on został sam. Rozejrzał się dookoła, poprawił plecak na ramionach i ruszył w kierunku lasu.
          Przez dłuższy czas słyszał wyłącznie własne kroki, bose stopy zapadały się w miękką ziemię, w innych miejscach łamały drobne gałązki, w jeszcze innych ślizgały się po mokrych, rzecznych kamieniach, kiedy musiał pokonać rwący potok.
Marsz był długi, lecz niespecjalnie uciążliwy i sprawił chłopakowi dużo przyjemności. Na kondycję nie narzekał, a do dłuższego spaceru był przygotowany - nogawki militarnych spodni wywinął do jednej trzeciej wysokości łydki, by o nic nie haczyły, czarna koszulka wykonana była z przewiewnego, oddychającego materiału, a długie włosy - które zdążyły mu już odrosnąć do wysokości ramion i których póki co nie zamierzał ścinać - dla wygody spiął w niedbałą kitkę. Nieśmiertelniki, które miał na szyi, podzwaniały o siebie przy każdym ruchu. Przyzwyczaił się do nich, ale na tych tutaj nie było żadnych danych, tylko grawer wilka. Ponury żart.
Wiedział, że zbliża się do celu, gdy na drodze stanęło mu ogrodzenie z drutem kolczastym, obwarowane ostrzeżeniami o braku wstępu, terenie wojskowym, terenie prywatnym i złym psie, a nawet tabliczką informującą, że napięcie w ogrodzeniu jest tak wysokie, że jedno dotknięcie zamieni intruza w skwarkę. Vivian znalazł wyrwę w ogrodzeniu stosunkowo łatwo i przeszedł, schylając się, na drugą stronę. W oddali widać już było bramy, więc skierował się przez polanę w tamtą stronę, czując coraz większe zdenerwowanie na myśl o tym, co zastanie na miejscu.

          Gromadka osób, na pierwszy rzut oka względnie normalnych, stała dookoła tablicy, na której najwyraźniej można było odnaleźć jakieś ważne informacje, więc Vivian również skierował się w tamtą stronę. Nikt nie zwrócił na niego szczególnej uwagi, kiedy podszedł, by sprawdzić jakie wiadomości mają im do przekazania organizatorzy. Jego wzrok prześlizgnął się po mapce, ulotce przypominającej o antykoncepcji i informacji o jakimś ognisku integracyjnym, by wreszcie zatrzymać się na dłużej na rozpisce, gdzie przy numerach poszczególnych domków widniały nazwiska obozowiczów. Odnalazł na liście siebie i nie sprawdzając z kim będzie dzielił kwaterę, ani czy w ogóle ktoś to będzie - w zasadzie nazwisko i tak niczego by mu nie powiedziało - odwrócił się zastanawiając, czy powinien się jakoś przywitać, gdy dostrzegł pewne zamieszanie. Jakiś chłopak - zwrócił na niego uwagę, bo również był bosy - musiał chyba ten zamęt spowodować, bo minę miał bardzo niewyraźną, ale to i tak było nic w porównaniu z innym, który na twarzy dosłownie poszarzał. Vivian wyjął z uszu słuchawki, w których akurat huczał Kasabian, by zorientować się, czy ktoś nie potrzebuje pomocy, ale na pierwszy rzut oka nie wyglądało na to. Chociaż ten szary wyglądał, jakby coś mu zatrzymało krążenie, ale Vivian nie zamierzał się wychylać - został poinstruowany, jakie osobliwości może spotkać na obozie i wiedział, że u niektórych naprawdę tak mogło być i już. Ciekawe czy byłby w stanie rozpoznać jakoś kogoś takiego jak on, innego wilkołaka, po samym zapachu? Na razie intrygował go ten bosy, ale chwilowo był zajęty, a poza tym Vivian nie wyczuwał niczego w żaden sposób... znajomego. Chociaż po prawdzie nie miał przecież pojęcia, czego szukać. Nie, jednak na pewno nie, bo blondwłosa dziewczyna nazwała tamtego "rybą". Cokolwiek to miało właściwie oznaczać.  Wciągnął nosem powietrze i faktycznie wyczuł od niego coś rybnego, ale też morze, sól i wodorosty. Przy okazji poczuł jednak jeszcze inny zapach, od kogoś innego, który sprawił, że odruchowo się skrzywił. Odór śmierci i rozkładu, niezbyt intensywny i prawdopodobnie niewyczuwalny dla kogoś o ludzkim węchu, jednak dla niego wystarczająco nieprzyjemny. Zerknął jeszcze raz na szarego i pomyślał, że ktoś tutaj faktycznie nie żyje, i to już od dłuższego czasu. Dopiero teraz zauważył zgubioną rękę. O, rany. Westchnął cicho, ale zdecydował się podejść.
- Można jakoś pomóc? - zapytał, starając się nawet w najmniejszym stopniu nie skrzywić, kiedy zniwelował odległość między sobą a grupą, kierując swoje pytanie głównie do tego... w pewnym sensie martwego. Taktowanie udawał, że nie zauważa braku kończyny, a pyta jedynie z uprzejmości. Miał wrażenie, że szaremu przyda się zabrać go w ustronne miejsce w tak... niezręcznych... okolicznościach.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (10-10-2019 o 14h47)


https://cdn.discordapp.com/attachments/631822868845690884/662045973547188225/IMG_20200101_223343.jpg

Offline

#23 29-09-2019 o 19h36

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 384

__________________________Evelynn Marshwell
     Syknęła wyraźnie czymś podirytowana. Wyciągnęła rękę ku górze, stając przy tym na palcach. Różowowłosa chciała swemu bratu zafundować pstryczka w czoło. Przynajmniej zamierzała to zrobić, gdyż jej wzrost, był niczym, w porównaniu do wzrostu Denisa. Twarz dziewczyny nabrała purpurowych kolorów, gdy ten zaniósł się głośnym śmiechem na widok jej bezcennej miny przy tych jakże "dostojnych" wygibasach. Niebezpiecznie kołysząc się raz w prawo, a raz w lewo - straciła równowagę w najmniej odpowiednim dla niej momencie. Wymachiwała rękoma na wszystkie strony świata, by jakimś cudem odzyskać panowanie nad balansem ciała. Odruchowo zamknęła oczy, gdy podłoga z niebywałą prędkością światła, była coraz to bliżej i bliżej. Odzyskanie równowagi zeszło na drugi plan, ponieważ w obecnej chwili musiała przygotować się na bardzo bolesny upadek, który... nie nadszedł? Ostrożnie otworzyła jedno oko, a potem drugie, by ujrzeć przed sobą szczerzącego się od ucha do ucha Denisa. Najwyraźniej zachciało mu się zabawić w przystojnego księcia, któremu brakowało białego rumaka, no i oczywiście rozumu. Zazgrzytała zębami, po czym poderwała się niczym poparzona i pacnęła go w głowę - tym razem jej się udało.
     - No nie bądź już taka złośliwa dla swojego ukochanego braciszka. - oznajmił posmutniałym tonem głosu, jednocześnie masując obolałe miejsce po wcześniejszym uderzeniu.
     - Jeszcze czego! - zadrwiła z niego, po czym splotła ręce pod klatką piersiową i na dodatek tupnęła nogą. - Nie będę tolerować takich tekstów!
     - To był tylko żart, Eve! - wytłumaczył kompletnie zrezygnowany dziecinnym zachowaniem siotry. - Połknęłaś kij czy co?
     - Żebyś sam zaraz nie połknął kija! - wycedziła przez zęby i rozpędziła się z rękoma w jego stronę. Zapewni mu za chwileczkę piekło na ziemii. Już sobie wyobrażała, jak będzie się wić na podłodze, błagając ją o litość. Uśmiechnęła się okropnie na tę myśl.
     Denis zauważywszy intencje młodszej siostrzyczki, odskoczył zgrabnie w bok, czego Evelynn w ogóle się nie spodziewała i koniec końców - przydzwoniła całym ciałem w szafę. Przeklęła pod nosem, na co chłopak od razu zareagował i pociągnął za jej różowe kosmyki włosów. Krzyknęła z bólu.
     - Młodej kobiecie nie przystoi mówić takich brzydkich słów. - zwrócił jej uwagę. - A to taka mała kara za bycie niegrzeczną. - pociągnął mocniej za jej włosy, na co Evelynn zareagowała natychmiastowo i zaczęła mu wpychać palce w żebra. Denis prędko ją puścił, aby uchronić się przed kolejnymi atakami, zaś ona zatarła dłonie z wyraźnie wymalowaną dumą na swojej twarzy - wygrała ten mały pojedynek!
     - Dobra, koniec wybryków. - wyznał, po czym podniósł się z podłogi i otrzepał swe ubrania z niewidzialnego kurzu. - Leć po swoje bagaże. Poczekam na ciebie przy aucie. - poinformował, a następnie opuścił pomieszczenie.
     Marshwell spojrzała za siebie, oglądając dokładnie każdy szczegół pokoju. Chciała wyryć sobie to miejsce w pamięci, gdyż czuła się, jakby miała nigdy tu nie wrócić. Dłużej się nie obijając - podniosła się, wzięła swoje walizki i opuściła dom rodzinny. Było jej szkoda, iż rodziców nie było w domu, bo pragnęła z nimi się pożegnać. Nieważne, że zrobili to już wczoraj, gdyż na następny dzień mieli wyjechać zawodowo. Była świadoma, że ci nagle nie teleportują się do domu, by tylko pożegnać swoją córkę. Nie byli wstanie tego zrobić.
     Powłóczyła nogami z ponurym wyrazem twarzy, co nie uszło uwadze Denisa. Spakował jej rzeczy do bagażnika, po czym oboje zajęli swoje miejsca w samochodzie. Starszy brat położył rękę na ramieniu różowowłosej. Spojrzała na niego zaskoczona, lecz jego serdeczny uśmiech sprawił, iż sama uśmiechnęła się.
     - Nie martw się. Nie jedziesz tam na całą wieczność, a poza tym na obozie jest bardzo fajnie. Byłem tam kiedyś, gdy byłem w twoim wieku - nie żaluję. - wiedziała, że Denis próbuje ją pocieszyć. Była mu niezmiernie wdzięczna, aczkolwiek i tak odczuwała swoje. W końcu zostawiała za sobą to, co kocha.
     - Mam nadzieję, że mówisz prawdę. - odparła z minimalnym uśmiechem na twarzy, wpatrując się w okno i malujący się za nim krajobraz.
     - Przecież to oczywiste, że nigdy nie okłamałbym cię, Eve, trochę więcej wiary we mnie! - dodał żartobliwym tonem głosu.
     - Wiem, wiem, dziękuje. - mruknęła.
     Konwersacja pomiędzy rodzeństwem urwała się przy pierwszych rytmach piosenki, która aktualnie leciała z radia. Evelynn za długo nie obserwowała rozmazujący się obraz za szkłem, gdyż po niespełna parunastu minutach - oddała się w objęcia Morfeusza.
     - Hej, Eve... pobudka. - szturchał ją w ramię, na co ta, tylko bardziej odwracała się do niego tyłem. Przekręcił oczyma, po czym zaczął ją łaskotać, przez co Marshwell zaczęła się wić na fotelu we wszystkie strony, śmiejąc się wniebogłosy i błagając, żeby przestał. Uradowany brat, że mógł w jakiś sposób rozweselić swoją siostrzyczkę, oznajmił, że dotarli do celu. Evelynn na tę wiadomość - spochmurniała. Opuściła samochód za Denisem, by odebrać od niego swoje bagaże.
     - Baw się dobrze. Zobaczysz, że będzie fajnie i nie będziesz chciała wracać do domu. - oznajmił rozbawiony.
     - Tak, tak... - mruknęła niechętnie.
     - No nie dąsaj się tak. - westchnął, po czym przytulił ją do siebie i poklepał po głowie. - Obiecaj mi, że będziesz uśmiechnięta, poznasz fajne osoby i spędzisz tu miło czas.
     - Obiecuję.
     - Na paluszek!
     - Na paluszek. - przytaknęła, dopełniając swoją przysięgę gestem.
     Po pożegnaniach, długo wpatrywała się w odjeżdżający samochód, nim całkowicie zniknął z jej pola widzenia. Westchnęła ciężko, po czym odwróciła się na pięcie i pociągnęła swoje walizki za sobą, kierując się ściężką do obozu Zagubionej Matyldy.
     Liczyła na to, że nie będzie musiała na starcie nawiązywać jakichkolwiek znajomości, lecz przeznaczenie zachciało inaczej. Przygryzła dolną wargę, gdy odczuła lekki stres. Nie lubiła poznawać nowych osób. Za bardzo się wstydziła, zbyt bardzo była nieśmiała. Wzięła głęboki oddech i "pewnym" krokiem podeszła do grupki osób, która stała przy tablicy.
     Zatrzymała się. Niepewnie spojrzała po twarzach innych. Zacisnęła dłonie w pięści.
     - H-hej... nazywam się Evelynn Marshwell, miło mi was poznać... i mam nadzieję, że w niczym wam nie przeszkadzam... - przywitała się z wyraźną niepewnością.
     Uciekła swym zmieszanym wzrokiem na tablicę z ogłoszeniami - najprawdopodobnie tym ta rzecz była. Przygryzła kolejny raz dolną wargę. Ile ona dałaby, aby móc zapaść się pod ziemię w trybie ekspresowym.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (29-09-2019 o 19h38)


WE'RE  LIGHTWOODS  -  WE  BREAK   N O S E S   AND  ACCEPT  THE   C O N S E Q U E N C E S .
https://66.media.tumblr.com/4aab0b7407ba3e866184acec7a63555a/tumblr_okkjuz08761rpz02to8_250.gifv https://66.media.tumblr.com/473531394ea08c7a1e1d6b9a45a3c8fe/tumblr_okkjuz08761rpz02to4_250.gifv https://66.media.tumblr.com/bc4bece13a3506c56864b6739f6de4ad/tumblr_okkjuz08761rpz02to3_250.gifv https://66.media.tumblr.com/82a7e245047147bc6524eb94d4904d6a/tumblr_okkjuz08761rpz02to10_250.gifv

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1