Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1

#1 10-08-2019 o 23h12

Straż Absyntu
Neyu
Pokonała kurę
Neyu
...
Wiadomości: 787

https://i.giphy.com/media/3oEjHO2DG5ecWNgJgs/giphy.webp

I T     W A S     O N L Y     A     G O O D     N I G H T


────────────────────────────────────
Huczna noc, huczna impreza - wiele opowieści kończy się zwykle
w zaciszu ścian toalety, krzaków lub w domu (cudzym bądź własnym).
Tymczasem ta historia zaczyna się pobudką we własnym pokoju
w hotelu
, tuż obok jakiegoś dziwaka śpiącego obok...
ale jak on się tu znalazł?! I co robią tu te obrączki?
Dlaczego jest tyle nieodebranych połączeń
od managera, policji i babci?

────────────────────────────────────


────────────────────────────────────
W ROLACH GŁÓWNYCH:
AVELINE - LEWIS STANLEY
DOC - SONG TAI
MORENN - VALENTINE GABRIELLE LE TONNELIER
NEYU - MARINA CLAIRE LARSEN
────────────────────────────────────

Ostatnio zmieniony przez Neyu (25-12-2019 o 00h07)


https://i.imgur.com/zgPPpzo.gif

Offline

#2 11-08-2019 o 23h45

Straż Obsydianu
Doc
Straż na szkoleniu
Doc
...
Wiadomości: 190

https://d32qys9a6wm9no.cloudfront.net/images/movies/landscape/74/74f23f9e28cbc5ddaae8582f48642a59_700x259.jpg


|| Song Tai || 47 lat || 3.06 || właściciel kilku restauracji, głównie szef w restauracji "Song Tai" || posiada też herbaciarnię || choleryk || beznadziejny akcent ||


Song Tai, będąc Chińczykiem z dziada pradziada, w końcu przeprowadził się do Las Vegas razem ze swoją rodziną (wliczając w to szwagra syna sąsiada, parę rodzinnych kóz i barana oraz zgryźliwą babcię). Jako, że w rodzinie są szeroko rozpowszechnione tradycje związane z akupunkturą czy ziołolecznictwem, raczej nikogo nie dziwi fakt, że Song pachnie jak przenośna apteka, a w ofercie ma chińskie masaże, zapewniane przez babcię, poradę wróżbiarską od ciotki, horoskopy od siostry, zaś brat zapewnia akupunkturę (bądź biegi zdrowotne, zapewnione w cenie zabiegu). Krewni Taia posiadają też rozliczne sklepy i lokale - nie tylko te z chińskim badziewiem, sprowadzanego z aliexpressa, ale też salony masażu 18+ (nazwane, niestety, również "Song Tai" - było to niewybrednym dowcipem kuzyna, z którym Song wówczas się pokłócił). Odtąd nazwisko Taia bywa często mylone - zamiast "właściciel restauracji" często pisze się o nim jako właścicielu salonów do specyficznego masażu, co wzbudza furię samego zainteresowanego, który jest kucharzem z zamiłowania.
A poza tym ktoś musiał pomagać babci przy gotowaniu, gdy nikt inny nie chciał się tym zająć. Po starszej krewnej odziedziczył swój temperament, jak i tendencję do rzucania nożami (na szczęście tamtejszy odpowiednik sanepidu nic nie widział, nic nie słyszał i raczej nawet w lokalach Taia nie był).

Kto jednak wie, czym tak naprawdę zajmuje się Song Tai i jego babcia? To porozumienie międzypokoleniowe jest aż nader niezwykłe, biorąc pod uwagę fakt, że Tai jest na każde skinienie starszej pani...

|| Imprezowicz || najlepsi przyjaciele: scenograf i reżyser filmowy || co zostaje w Vegas, to zostaje w Vegas || poszukiwał PORZĄDNEJ Chinki za żonę... bo jednak już nie poszukuje ||

https://i0.wp.com/silkroadfilmfestival.com/wp-content/uploads/2015/01/e560ec3eb4441b3442c2487eda0980a8.jpg?resize=759%2C463

Ostatnio zmieniony przez Doc (11-08-2019 o 23h56)


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

#3 12-08-2019 o 00h06

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 503

https://fontmeme.com/permalink/190811/75f48778d0fb670a15ca9e66bd2ab4df.png



https://i.ibb.co/88GCZNG/Photo-Grid-1565560728424.jpg


30 lat        liczne piegi        naturalnie rude włosy,

często farbowane na brąz
          169 cm 

55 kilogramów          Urodzona 13 maja

     jej prawdziwe imię to Gabrielle





W górze są ptaki, ptaki,
w dole jest błoto, błoto,
w twojej szklance lśni wino
jak twój wiersz.

...

Ty - promień odbity w szybie,
Ty - pieśń śpiewana zmierzchowi,
Ty - ptak, który zgubił skrzydła
i własny cień.

~ Włodzimierz Swobodnik - Do Verlaine'a






Ekscentryczna właścicielka galerii sztuki "Amaranthe"

Pół Francuzka, pół Amerykanka

Lubi włoską i meksykańską kuchnię

Znana z tego, że pomogła wybić się wielu, obecnie bardzo poważanym twórcom. Ma "nosa" do sztuki i szczyci się tym, że pozna dobrego artystę z kilometra. Wiele znanych osobistości regularnie gości w jej progach, zaopatrując się u niej w dzieła sztuki

Organizowane przez nią wystawy są zawsze wielkim wydarzeniem w artystycznym półświatku i przyciągają miłośników sztuki z całego kontynentu

Uzależniona od papierosów i hazardu

Może pochwalić się tytułem Woman od the Year, przyznanym przez magazyn Glamour oraz sesją zdjęciową i obszernym wywiadem dla Vogue'a

Największą sławę przyniosły jej wystawy "Color Spectrum" oraz "Life in Technicolor". Obecnie jest w trakcie przygotowywania wystawy "Midnight"

Mieszka na ostatnim piętrze w apartamencie w sercu Nowego Jorku

Uwielbia wszystko co przybliża ją do sztuki... I majętnych miłośników tejże. Bywa na premierach teatralnych, operach i koncertach muzyki klasycznej - uwielbia zwłaszcza Fryderyka Chopina i to jego kompozycje można najczęściej usłyszeć podczas przebywania w "Amaranthe"

Utrzymuje, że nie wierzy w miłość. Jej kandydat na męża miał być kimś wpływowym, kto otworzy dla niej nowe perspektywy rozwoju kariery... I broń Boże, żadnych dzieci!

Wierzy w reinkarnację

Jeździ czerwonym Cadillakiem Eldorado z 1959 roku

Uwielbia podróże, zwłaszcza po Europie, chociaż ze względu na swój pedantyczny i nieufny charakter rzadko może sobie na nie pozwolić. Jest zdania, że nikt nie upilnuje galerii pod jej nieobecność tak, jakby sama to zrobiła

Biegle zna angielski i francuski, oraz kilka podstawowych zwrotów w języku włoskim


https://i.pinimg.com/originals/3b/7e/c7/3b7ec7fdade9f7d77d7c8fcef2d7adaa.gif

Ostatnio zmieniony przez Morenn (08-09-2019 o 19h18)

Offline

#4 12-08-2019 o 00h24

Straż Cienia
Aveline
Straż na szkoleniu
Aveline
...
Wiadomości: 200


https://66.media.tumblr.com/addb0a5bab844caeb1d1620a292a16e7/tumblr_inline_psx88qRkN91wbfjuu_540.gif https://66.media.tumblr.com/3b7685865f30f7e608bde9c8b5e47080/tumblr_inline_psx88vaSc01wbfjuu_540.gif
https://66.media.tumblr.com/242e172bfe1df51699a100d3846bb312/tumblr_inline_psx8fcZcoj1wbfjuu_540.gif https://66.media.tumblr.com/a0418e5d46bbb2783c1ebf1c8d21bf32/tumblr_inline_psx8eynpo91wbfjuu_540.gif

L  E  W  I  S    S  T  A  N  L  E  Y

╔═══════════════════════════════════════════════════════╗

MĘŻCZYZNA ● HETEROSEKSUALNY ● 40 LAT ● 01.08 ● LEW ● W ZWIĄZKU MAŁŻEŃSKIM

NIESPEŁNIONY ARTYSTA           ●       AMERYKANIN, LAS VEGAS
CIEMNE, DŁUGIE WŁOSY      ●      WĄSKIE, BRĄZOWE OCZY         ●         OPALONA CERA
STO OSIEMDZIESIĄT PIĘĆ CENTYMETRÓW WZROSTU     ●       SZCZUPŁY        ●         PROSTY NOS      ●      ZAROST

╚═══════════════════════════════════════════════════════╝

Ostatnio zmieniony przez Aveline (13-08-2019 o 23h36)



https://78.media.tumblr.com/91fd9bd6bb3f932db84cf4fa693f5886/tumblr_n8pr37qza61skzoovo7_250.gif https://78.media.tumblr.com/d614b04e1168be57a67b29a08d8315af/tumblr_n8pr37qza61skzoovo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/ceded81a012e5f86dc4a21acffcfa926/tumblr_n8pr37qza61skzoovo2_250.gif

Offline

#5 12-08-2019 o 13h39

Straż Absyntu
Neyu
Pokonała kurę
Neyu
...
Wiadomości: 787



─────────────────────────────────────────


❝   A   S M I L E   I S   T H E   M O S T
B E A U T I F U L   C U R V E   O N   A   W O M A N S   B O D Y .   ❞



─────────────────────────────────────────


vis. Jennifer Lawrence
https://66.media.tumblr.com/3a8c1140e7e748e6beaac1813b51d447/tumblr_inline_phgkuc29cE1uablv8_400.gifv https://66.media.tumblr.com/77568e1ae263d909306754ea1a43e8e9/tumblr_inline_phgktsm79G1uablv8_400.gifv
https://66.media.tumblr.com/9ecf0bb556f5e2f73c13a02be2081324/tumblr_inline_phgkvaFTzq1uablv8_400.gifv https://66.media.tumblr.com/7da542d4ed8032077e724c04d77fe9e8/tumblr_inline_phgku7PGho1uablv8_400.gifv

M A R I N A     C L A I R E     L A R S E N
─────────────────────────────────────────


❝   I   D O N ' T   G O   C R A Z Y .
I   A M   C R A Z Y .
I   J U S T   G O   N O R M A L   F R O M   T I M E   T O   T I M E .   ❞



─────────────────────────────────────────
B A S I C     I N F O R M A T I O N
─────────────────────────────────────────

Marina Claire Larsen  ♡  dla przyjaciół Mana, Rina  ♡  29 lat  ♡  ♀  ♡  biromantyczna  ♡  biseksualna
❥ pochodzi z Odense  ♡  duńskie korzenie  ♡  urodzona 15 sierpnia   ♡ zodiakalny lew  ♡  grupa krwi B RH-
aktorka  ♡  jest bardzo sławną i lubianą osobą na świecie  ♡  wolny czas poświęca na luksus i zabawę
matka: Maria Lea Larsen (53 l.)  ♡  ojciec: Alexander Patrick Larsen (55 l.)  ♡  siostra: Amanda Eva Larsen (16 l.)
❥ optymistka  ♡  sangwinik  ♡  ekstrawertyk  ♡  wegetarianka  ♡  wyznawczyni chrześcijaństwa
altruistka  ♡  dusza towarzystwa  ♡  bezpośrednia i gadatliwa  ♡  energiczna  ♡  kreatywna
❥ brak determinacji  ♡  wesoła i spontaniczna  ♡  zapominalska  ♡  pewna siebie  ♡  inteligentna
❥ jest wybitna i szanowana ze swojego zawodu  ♡  uwielbia być w centrum uwagi  ♡  ma wysokie mniemanie o sobie
nienawidzi rutyny, reguł i schematów  ♡  potrzebuje swobody i emocji  ♡  nie martwi się o przyszłość, ani nie rozpamiętuje przeszłości


─────────────────────────────────────────
A P P E A R A N C E
─────────────────────────────────────────

171 wzrostu  ♡  60 kilogramów  ♡  brak blizn, znamion  ♡  piercing: standard lobe, brak tatuaży  ♡ często mocny lub lekki makijaż
klepsydra, zgrabna, szczupła, chuda  ♡  całkiem wysoka, lekka  ♡  widoczne kości  ♡  gładkie dłonie  ♡  zawsze pomalowane oraz zadbane paznokcie
bardzo jasna, kremowa cera  ♡  naturalnie brunetka  ♡  farbowana na jasny blond  ♡  niebieskie oczy  ♡  wąskie usta  ♡  mały i prosty nos


─────────────────────────────────────────
O T H E R S
─────────────────────────────────────────

❶ imię "Marina" jest pochodzenia łacińskiego i oznacza ono "morska"
❷ posiadaczka pneumatifobii; paniczny lęk przed duchami
❸ ma dokuczliwą alergię na rośliny strączkowe
matka Mariny pracuje w szkole prywatnej, będąc na stanowisku wicedyrektorki, zaś jej ojciec jest zawodowym fotografem
❺ w dzieciństwie czytała mnóstwo książek, dzięki którym miała wybujałą wyobraźnię, co powodowało, iż często podawała się za fikcyjną postać
❻ była pierwszą osobą w rodzinie, którą ciągnęło do aktorstwa
rówieśnicy w szkole nie przepadali za nią; bardzo często dokuczali jej, utrudniali życie, a nawet prześladowali
❽ w wieku nastoletnim miała poważny wypadek samochodowy; lekarze zakładali, że tego nie przeżyje
❾ jest totalnym przeciwieństwem normalności, z czego jest bardzo dumna
zakochana w koniach po same uszy, uważa, że są najpiękniejszymi zwierzętami na ziemii


https://66.media.tumblr.com/ef4185e06a70943de49efd5ecfe94ff7/tumblr_inline_phgkunv61A1uablv8_400.gifv https://66.media.tumblr.com/858e069cc4315a19fa21bd9f6466756a/tumblr_inline_phgku1ajlE1uablv8_400.gifv
https://66.media.tumblr.com/cea4f09e8168aa6d59f00bb69c071edf/tumblr_inline_phgktiyLiL1uablv8_400.gifv https://66.media.tumblr.com/b96f96a4f2d72273a4088773ca2d3021/tumblr_inline_phgktkkVkl1uablv8_400.gifv

...

Ostatnio zmieniony przez Neyu (14-12-2019 o 23h23)


https://i.imgur.com/zgPPpzo.gif

Offline

#6 18-08-2019 o 08h31

Straż Obsydianu
Doc
Straż na szkoleniu
Doc
...
Wiadomości: 190

Co zostaje w Vegas, zostaje w Vegas. Niby te słowa były szczerą prawdą, niekiedy nawet aż nazbyt brutalną - i właśnie teraz Song Tai uświadamiał sobie, jak bardzo brutalne, wierutne było to kłamstwo.
A kłamstwo to miało długie nogi, ciemne włosy i chrapało przez nos, leżąc rozwalone na łóżku tak, jakby należało tylko do niej. Żyła na skroni Songa zapulsowała niebezpiecznie, gdy tylko spojrzał na jej stopy.
Wymagają natychmiastowej interwencji!
Obok niej leżał jeszcze jakiś ultra włochaty facet - prawdę mówiąc, gdyby nie to, że gdzieniegdzie przeblyskiwały prześwity nagiej skóry (ale gdzie, tego już Song nie chciał wiedzieć), pomyślałby, że to jakieś bardzo kręcone futerko. I prawdę mówiąc, na początku pomyślałby, że leży tam pies, ale skąd ten miałby się wziąć w jego własnym hotelowym apartamencie?
I jeszcze była tam zanurzona czyjaś ręka, wtulona w kołderkę włosów.
Jednocześnie, czując pierwsze ukłucia zimna, Tai uświadomił sobie coś jeszcze: spał całą noc na balkonie, owinięty tylko w swój hotelowy szlafrok. Wolał nie wiedzieć, ile jego własnych zdjęć znajdzie się w internecie, w tym te z odkrytą twarzą, i jak wielu krewnych zacznie mu dokuczać z tego powodu. Zwłaszcza babcia.
Ze zrezygnowaniem przesunął dłońmi po oknie, szukając gdzieś jakiejś zapadki, żeby sobie otworzyć i wejść do środka - jednak bezskutecznie. Jednocześnie świat nadal się kołysał, nie aż tak intensywnie jak wczoraj, jednak nadal na tyle przyjemnie, że Song czuł się, jakby był kwiatem lotosu kołysanym przez fale błogiej nieświadomości... tego... 
Zaraz jednak po tym momencie błogości poczuł znowu ukłucie zimna i dostrzegł coś w odbiciu okna. Podziwiając swoją łysą facjatę, przy okazji dostrzegł w odbiciu słońca na glacy kilka ciemnych postaci za swoim ramieniem. Tai aż otworzył usta w niemym zaszokowaniu; natomiast sępy, siedzące na barierce, spojrzały po sobie i zaczęły obserwować go nader głodnym spojrzeniem, i przysuwać się coraz bardziej.
A że Song nie był samobójcą (może tylko troszkę), zaczął tłuc w szybę i krzyczeć w nadziei, że kogokolwiek w środku obudzi.
Jednocześnie co chwilę zerkał na siebie przez ramię i próbował odgonić ptaki chuchnięciami alkoholu i machaniem rękami - choć raczej nie na wiele mu to się zdało, biorąc pod uwagę fakt, że sępy najwyraźniej były bardzo, ale to bardzo głodne... ale co tu robią sępy w Las Vegas!? Uciekły komuś z ZOO?
Blink.
Brzęknięcie telefonu uprzytomniło Taia na tyle, że uświadomił sobie, że po pierwsze: ani nikogo nie obudzi w środku (chyba, bo wszyscy spali jak zabici - a może byli martwi? I co wtedy??), ani nie odgoni sępów (to na pewno), zatem mógłby spróbować sprawdzić, kto do niego napisał. A wiadomość pochodziła od kuzyna, Małego Song Taia, ukazując zarówno Dużego Songa (czyli tego naszego właściwego chińczyka), jak i włochacza, przełażących przez ostro zakończone ogrodzenie i dopingowanych przez dwie bardzo ładne panie.
Ale takie ładne panie. To znaczy nie tylko takie umalowane, ale ładne z natury i w ogóle... szybkie zerknięcie pełne nadziei przez okno pocieszyło Songa nieco - kobiety, śpiące w środku i przytulone do futrzastego dywanika z wygoloną plamą gołej skóry pośrodku (NIE PATRZ TAM), to były właśnie te kobiety z filmu.
To, co było mniej pocieszające, to fakt, że na filmiku Tai zawisł na swoich krótkich spodenkach na tym ogrodzeniu i, próbując się ześlizgnąć niżej, mimowolnie zacieśniał tę swoistą pętlę wokół swoich rodzinnych bogactw, pokazując przy okazji goły tyłek.
Łzy mimowolnie same cisnęły się do oczu na ten widok. A przynajmniej u każdego mężczyzny powinny wywołać taką reakcję.

Blink.
Jesteś teraz gwiazdą internetu, Duży Songu. Czy wiesz, że babcia wysłała za wami rodzinną ekipę filmową?
Może babcia powinna wysłać jakiś zestaw wytrychów, pomyślał zgryźliwie Song, wracając do tłuczenia w szybę. 

i Song zawisł na ogrodzeniu jakoś tak

Ostatnio zmieniony przez Doc (18-08-2019 o 08h31)


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

#7 23-08-2019 o 20h51

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 503

Valentine

           Do jej głębokiego snu zaczęło przebijać się jakieś dudnienie.
Nie odzyskała jeszcze poczucia czasu, przestrzeni ani nawet świadomości posiadania jakiegoś ciała, które zaraz miało zacząć upomnieć się o swoje - z zamkniętymi oczami dryfowała w półśnie, dopiero orientując się mniej więcej w tym, gdzie ma górę, a gdzie dół i w jakiej pozycji się znajduje.
Wspomnienia ubiegłych godzin były szczątkowe, by nie powiedzieć, że w ogóle ich nie było. Ostatnie co kobieta pamiętała, to kasyno, w którym bawiła się zdecydowanie lepiej niż powinna kobieta o jej pozycji. Pamiętała wygrane i przegrane, z czego każde z nich oblewane taką ilością różowego wina i szampana, że na samo wspomnienie było jej jakoś gorzej. Do tego dochodziła przemożna świadomość że coś się wydarzyło... Tylko nie miała pojęcia, co to mogło być. Prawdę mówiąc tych "cosiów" mogło być nawet więcej niż jeden, biorąc pod uwagę, że kompletnie urwał jej się film.

          Dudnienie nie dawało jej spokoju. Wdzierało się do umysłu w sposób, którego Valentine nie rozumiała i jeśli czegoś w tym momencie chciała, to tego, by przestało. Spróbowała uchylić oko by przynajmniej rzucić temu czemuś karcące spojrzenie, ale nic z tego nie wyszło. Za jasno, a światło z jakiegoś powodu nie spodobały się jej organizmowi, który zaprotestował. Zamknęła więc z powrotem oczy i spróbowała się odezwać, ale z jej ust wydobył się jedynie niewyraźny pomruk. Spróbowała poruszyć nogą i prawą ręką, która opierała się na czymś bardzo futrzanym. Jakby... poduszka? Valentine zachichotała, bo w tym samym momencie poduszka poruszyła się pod jej palcami.
- Powinnaś się ogolić, Marina. - charknęła, a przynajmniej taki miała zamiar, w stronę swojej przyjaciółki, która najwyraźniej leżała obok, zawinięta w jakieś futro... Po co spała w futrze? Valentine zacisnęła dłoń na czymś, co mogło być ramieniem kobiety, z którą hucznie świętowała swoje trzydzieste urodziny, z niemądrym uśmieszkiem na ustach, na co przyjaciółka wydała z siebie głęboki, bardzo głęboki warkot. Zaraz...
Warkot się pogłębił, a Valentine, zaalarmowana wybitnie nietypowym, nawet jak na jej przyjaciółkę, dźwiękiem, poderwała głowę z futrzanej poduszki, z włosami osłaniającymi jej trzy czwarte twarzy bardzo nieatrakcyjną szopą, sterczącą z powodu użytej dzień wcześniej olbrzymiej ilości lakieru dla ułożenia fryzury, która aktualnie zdawała się przeczyć prawom grawitacji. Wytrzeszczyła oczy, w pierwszym odruchu sądząc, że patrzy na wyjątkowo owłosionego mężczyznę, ale...
To nie był mężczyzna.
To nie był nawet człowiek.
Spała, wtulona w czarne futro masywnego baribala.
Na twarzy kobiety odbił się szok i czyste przerażenie, gdy zaczęła się powoli wycofywać, by po oddaleniu się od zwierza na jakieś trzydzieści centymetrów rzucić się do tyłu z czymś, co miało być wrzaskiem, a zamiast tego było kolejnym charkotem. Łóżko się skończyło w najmniej spodziewanym momencie, a kobieta - splątana w kołdrę - runęła na ziemię, gdzie jednak się nie poddała i sunąc po wykładzinie  pośladkami, oddała się od zwierzęcia przodem do niego, oniemiała z przerażenia. Przestała dopiero w chwili, gdy jej plecy oparły się o ścianę pokoju, naprzeciwko okna balkonowego, w które - dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę - ciągle ktoś tłukł i to właśnie ten dudniący dźwięk ją wcześniej obudził. Nie miała pojęcia kim jest łysy Chińczyk, jednak próbowała dać mu do zrozumienia wyrazem twarzy, że jakikolwiek ma powód żeby chcieć się dostać do środka, nie jest to warte spotkania oko w oko z niedźwiedziem. Kątem oka wychwyciła jednak ruch i zdała sobie sprawę, że drzwi z pomieszczenia na prawo od niej nagle się uchyliły. Świadoma, że mówienie niewiele pomoże, na migi usiłowała przekazać obcemu mężczyźnie, który stanął w drzwiach i właściwie aparycją niewiele się od zwierza różnił, że na łóżku śpi cholerny niedźwiedź. Dopiero potem zacznie się zastanawiać, skąd właściwie obydwaj się wzięli w pokoju hotelowym, w którym najwyraźniej spędziła noc. Tylko niech ktoś coś z nim zrobi!
Jest jeszcze za młoda, żeby umierać!

Ostatnio zmieniony przez Morenn (23-08-2019 o 21h00)

Offline

#8 24-08-2019 o 22h13

Straż Cienia
Aveline
Straż na szkoleniu
Aveline
...
Wiadomości: 200

-----------------------------------------L  E  W  I  S    S  T  A  N  L  E  Y
--------------------------------------------------------------------------

        Pobudki po imprezach rzadko należały do tych komfortowych, głównie przez ból głowy oraz usilną potrzebę znalezienia czegokolwiek do picia, co towarzyszyło teraz Lewisowi od momentu kiedy otworzył oczy. Przeklął na głos, natychmiast ponownie je zamykając, ale sen całkowicie już go opuścił i nie miał zamiaru nadejść ponownie. Już miał w myślach narzekać na twardość łóżka, w którym wczoraj się znalazł, gdy zdał sobie sprawę, że wcale nie znajdował się w sypialni, a w łazience, goszcząc swoje cztery litery w wannie. Natychmiast gwałtownie usiadł, przez co zawartość jego żołądka powędrowała do góry, a on zdał sobie sprawę, że nie miał pojęcia w jakich okolicznościach się tu położył.
        Od momentu gdy w konkursie w płatkach śniadaniowych wygrał wycieczkę do Vegas, szykował się na nią długo. Doskonale wiedział, że nie dałby rady pozwolić sobie na wyjazd z dochodów z obrazów, za które coś takiego jak herbata stawało się luksusem, więc chciał zapamiętać taką okazję na całe życie. Rzecz jasna, wielcy artyści byli poznawani i doceniani dopiero po swojej śmierci, więc nie spodziewał się, że ten stan rzeczy mógł się wkrótce zmienić. Ostatnie co pamiętał to wypakowanie się w hotelu, a następnie pójście do kasyna, gdzie w ramach wycieczki miał zafundowane kilka drinków.
        Przeciągnął się i szukał wzrokiem w pobliżu swojej koszulki, którą najwidoczniej zgubił. Właśnie wtedy dostrzegł pierwsze zagrożenie, niczym sarenka w filmie przyrodniczym o safari. Czy sarenki żyły na safari? Nie miał pojęcia, równie dobrze mógł zostać antylopą, ale jak najszybciej musiał opuścić to pomieszczenie, chociaż przez pierwsze minuty nie mógł się poruszyć, będąc zbyt skamieniałym ze strachu. Powoli wyszedł z wanny, na palcach mijając śpiącego na kafelkach cholernego lwa, który zajmował trzy czwarte całego pomieszczenia, na szczęście mając twardy sen. Dodatkowo najwidoczniej zrobił sobie poduszkę ze zgubionej koszulki Lewisa, który postanowił z niej rezygnować, nawet jeśli była to jego szczęśliwa i jednocześnie ulubiona.
        Gdy powoli zamknął za sobą drzwi, zorientował się, że był w sypialni z ogromnym łóżkiem. Musiał powstrzymać krzyk, gdy zorientował się, że na pościeli oprócz jednej kobiety leżała również ogromna bestia, wyglądająca jak niedźwiedź. Dostrzegł wtedy również kolejną niewiastę, która zawinięta w kołdrę niczym w naleśnik pokazywała mu jakieś dziwne znaki, przez co Lewis zmarszczył brwi, na chwilę przystając i próbując zrozumieć czy być może nie dostała jakiegoś ataku.
        Co właściwie wydarzyło się wczoraj i czy właśnie z tym towarzystwem postanowił okraść cholerne zoo? Najwidoczniej w końcu udało mu się kogoś poderwać na swoje podobieństwo do takiej gwiazdy jak Keanu Reeves, chociaż jego kuzyn zawsze powtarzał, że to nigdy by nie przeszło i wcale tak nie wygląda. Lewis zawsze był pewien swego, ba, wydawało mu się że wyglądał nawet lepiej od tego aktora, głównie dzięki szczęce. Jednak dość zachwytów nad osiągnięciami jeśli chodziło o kobiety, pora było uciekać i pomyśleć, w przeciwieństwie do wariatki na podłodze.
        Wtedy brunet usłyszał głośne uderzenie i do jego świadomości doszła droga ucieczki, którą w tamtym momencie, ledwie przytomny, uznał za wspaniałą - balkon. Natychmiast podbiegł do szklanych drzwi, otwierając je i pozwalając im się za sobą zatrzasnąć, patrząc na chińczyka, który wcześniej się dobijał.
        - Angielski? Czy tylko sushi? - odezwał się głośno i wyraźnie, by ten na pewno go zrozumiał.
        Już miał się w myślach zachwycać, że może dzięki jemu geniuszowi tamta kobieta również mogła pomyśleć i schować się na balkonie, gdy zauważył sępy. Głośno przełnął ślinę i całkowicie rozumiejąc Azjatę dołączył się do dobijania się do pokoju, zaczynając rozumieć gdzie popełnił błąd.

Ostatnio zmieniony przez Aveline (24-08-2019 o 22h13)



https://78.media.tumblr.com/91fd9bd6bb3f932db84cf4fa693f5886/tumblr_n8pr37qza61skzoovo7_250.gif https://78.media.tumblr.com/d614b04e1168be57a67b29a08d8315af/tumblr_n8pr37qza61skzoovo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/ceded81a012e5f86dc4a21acffcfa926/tumblr_n8pr37qza61skzoovo2_250.gif

Offline

#9 27-08-2019 o 19h21

Straż Obsydianu
Doc
Straż na szkoleniu
Doc
...
Wiadomości: 190

Usta Dużego Songa zaczęły otwierać się już prawie do krzyku - Chińczyk byłby już gotów zacząć wrzeszczeć na widok, jaki zastał za oknem, jednak myśl, że mógłby w ten sposób ośmielić sępy, skutecznie go powstrzymała. Ale może gdyby zaczął śpiewać...?
Myśl o śpiewaniu porzucił szybko na rzecz innej myśli - a mianowicie takiej, że wszystko wyglądało jak jakiś kolejny idiotyczny horror klasy Z, kręcony przez Śmiesznego Songa, jednego z siedemnastu kuzynów Dużego Songa. A może to był jakiś jego kolejny głupi dowcip? Może miał stać się gwiazdą kolejnego głupiego filmu w internecie? Może właśnie po to babcia wysłała za nimi ekipę filmową?
Jeśli tak, to wcale, a wcale mu się to nie podobało, zwłaszcza, że dziewczyna z łóżka była bardzo dobrze ustylizowana na bohaterkę takiego filmu - teraz, kiedy wstała, wcale nie wydawała się być taka ładna. Włosy sterczące na wszystkie strony, leżące na twarzy, wpadające do ust, wytrzeszczone oczy... i co ona, na litość boską, robiła? Spadła z łóżka i turlała się pośladkami?
A, no tak, bo niedźwiedź.
Tai wgapił się w milczeniu w ten spektakl, zanim oprzytomniał i odsunął się od okna. Nie, zdecydowanie nie zamierzał już teraz wracać DO ŚRODKA. Balkon w tej chwili wydawał się najbezpieczniejszym miejscem na świecie...

...ale jednak sępy łypały na niego coraz bardziej niecierpliwie. Miał wrażenie, że zaczęły przestępować z nogi na nogę, jakby zastanawiając się, czy chińszczyzna smakuje równie kusząco, jak w reklamach. W związku z tym ponownie zaczął dobijać się do drzwi w nadziei, że jakimś cudem może jednak w końcu zamek puści.
Jednocześnie wytrzeszczył swoje malutkie oczka, próbując dostrzec, do kogo migała kobieta; chwilę później poznał odpowiedź, gdy Keanu Reeves pobiegł w jego stronę, otworzył sobie drzwi i sam wpakował się na balkon, zostawiając dziewczynę w środku samą, nadal pod ścianą, wciąż naprzeciwko nich.
- Zientelmen z ciebie - stwierdził z przekąsem Tai, słysząc głos Reevesa. - A psi okazji, ścielił ci ktoś kiedyś za jęzikowy rasizm, miśter siushi?
O, co jak co, ale słowo "rasizm" było jednym z pierwszych słów, które Song poznał jako pierwsze po swoim przybyciu do Ameryki. I nauczył się go doskonale używać, jak rzesze pozostałych Amerykanów (nowych lub tych, którzy byli tu już przed jego przybyciem). I przy okazji słowo to stało się całkiem niezłym źródłem biznesu - zwłaszcza biznesu Bogatego Tanga, kolejnego z kuzynów Songa. Bogaty Tang otworzył bowiem kancelarię, zajmującą się wnoszeniem pozwów o rasizm - we wszelakich jego przejawach i objawach, wliczając w to odmowę podania chińszczyzny przez restaurację wegańską, która takich rzeczy nie miała w ofercie.
Ach, w rodzinie siła.
- O, dopiero się domyślił. - dodał gderliwie, widząc wyraz twarzy Keanu, zanim spróbował dać drzwiom z kopa - niestety, zdołał poślizgnąć się na płytkach balkonowych i niemal wywinął salto, prawie wyfruwając za balkon.
A przynajmniej by wyfrunął, gdyby to był kiepski film w stylu Śmiesznego Songa. Jego horrory zakrawały na komedię bądź filmy w stylu Tommy'ego Wiseau - po prawdzie mówiąc, Duży Song podejrzewał, że to kuzyn pisał scenariusz, w dodatku jeszcze po śmiesznej soli z cukrem, wciąganej przez pośladki.
Jednak zamiast wywinąć orła i wylecieć z balkonu, Song klapnął na tyłek, uderzając się boleśnie w kość ogonową. Sępy natomiast zaczęły stroszyć pióra i patrzeć na siebie porozumiewawczo... jednocześnie misiek leniwie się przeciągnął.


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

#10 09-09-2019 o 00h26

Straż Absyntu
Neyu
Pokonała kurę
Neyu
...
Wiadomości: 787

________________________Marina Claire Larsen
      Ostatnia noc nie należała do tych pamiętliwych. Jednego mogła być pewna, iż było nieziemsko, jakby wstąpiła do fantastycznego świata, w którym wszystko odbiega od szarej rzeczywistości. Bawiła się szampańsko i jedynie co pamięta, to latające kucyki pony i jakieś śmieszne ropuchy, co rzygały tęczą. A chyba raczej tego nie trzeba tłumaczyć. Nie zmienia to faktu, że było wyrąbane w kosmos, a Marina czuła się wtedy, jakby była kosmonautką, która zamiast wyjechać w Bieszczady, to wystrzeliła w wszechświat, mając na wszystko i wszystkich wywalone. Piękne uczucie.
     Szkoda, że nie wieczne. Niemiłosierny kac wyrwał ją z błogiego snu, co było największym minusem dzikiego imprezowania. Ale i tak otwarcie przyzna przed każdym, że warto było. Zaspana kobieta otworzyła oczy, a przynajmniej tak jej się zdawało, że je otworzyła, gdyż widok jak był, tak był spowity czernią. Może wciąż dryfowała w krainie snów? Albo może śniła na jawie? Zaśmiała się pod nosem, lecz jej śmiech bardziej przypominał nieogarniający życia rechot. Następnie zachciało się jej wyprostować swe przestarzałe kości, gdzie końcowo przywaliła nogami w jakąś ścianę. Syknęła z bólu, zdając sobie sprawę, że jest to jednak brutalna rzeczywistość, a nie słodkie do wyrzygu sny.
     Dopiero teraz zaczęła się zastanawiać, gdzie ona do cholery się znajdowała. Oczywiście, nie miała pojęcia, bo jej zmysł wzroku był kompletnie wyłączony. Zaczęła się mościć, szukając źródła światła lub czegokolwiek, co rozjaśniłoby te miejsce. Przerażająca cisza sprawiała, że im dłużej tu siedziała, to tym bardziej w jej głowie tworzyły się czarne scenariusze. A co jeśli ktoś ją uprowadził? A potem będzie uwięziona na zawsze? Lub co gorsza - zostanie sprzedana na czarnym rynku. Wzdrygnęła się. Larsen chciała tylko się zabawić i oblać winkiem urodziny Gabrielle, jej najdroższej przyjaciółki. Właśnie... a gdzie ona się zapodziała? A co jeśli one obie zostały uprowadzone? Co jeśli zginą tu i zostaną pożarte żywcem? Albo będą jako interesujące obiekty handlu żywym towarem...? Musiała się stąd jak najszybciej wydostać. Nie chciała umierać! Była zbyt młoda na śmierć! Ona tylko chciała poimprezować jak każda nastolatka! - wróć - jak osoba dorosła z "rozsądnym" umysłem.
     Panika Mariny rosła do niewyobrażalnego poziomu, a adrenalina wręcz otumiała ją swoją siłą. Dłużej nie myśląc, nie zastanawiając się i nie zachowując ciszy, spokoju i pewnej dyskrecji; zaczęła naparzać jak opętana w coś, co było ścianą, zdzierając swój głos, jakby była co najmniej obdzierana ze skóry.
     - POMOCY!!! RATUNKU, NIECH MI KTOŚ POMOŻE!!! - darła się wniebogłosy; później będzie tego żałować, gdy po tym straci głos.
     Zaczęła się rzucać na wszystkie strony, aż w końcu walnęła w odpowiednią stronę i wyleciała z hukiem z szafy, przywalając plecami o twardą podłogę. Kolejny ból tegoż dnia, wspaniale. Powoli otworzyła oczy, niemalże natychmiast je mrużąc przez oślepiające ją światło. Czy właśnie umarła? Czy to były niebiosa? Marina z przerażenia zachłysnęła się powietrzem, przez co zaczęła głośno kaszleć, po czym zerwała się na równe nogi, ignorując swój kac i zawroty głowy, i chęć zwrócenia wczorajszej imprezy; pobiegła przed siebie, co nieco potykając się o własne nogi. Musiała znaleźć Gabrielle. Musiały stąd spierniczać gdzie pieprz rośnie. Rzuciła się do czegoś, co wyglądało jak drzwi i wparowała do jakiegoś pomieszczenia, gdzie odnalazła swoją zgubę.
     - Gabrielle, całe szczęście, że ci nic nie jest. - odetchnęła z ulgą, lecz gdy zauważyła, że jej przyjaciółka z strachem w oczach, patrzy się na coś konkretnego, to Marina postanowiła pójść za nią w ślad i również spojrzeć na to coś, co okazało się chrapiącym miśkiem. To są jakieś jaja, co? Przetarła oczy z niedowierzaniem, modląc się, że to tylko halucynacje, lecz niestety, były one rzeczywiste.
     Larsen pisnęła cicho, pokazując swój perfekcyjny, opóźniony zapłon. I jakby znikąd do jej uszu dotarły jakieś huki, uderzenia, co doprowadzało jej delikatną głowę do piekielnych bóli. Skierowała swój wyczerpany wzrok ku hałasu, który rozgłosił się po drugiej stronie przez dwóch mężczyzn. Marina podskoczyła jak poparzona i zaczęła się drzeć, po czym podbiegła do przyjaciółki, która patrzyła się na nią, jak na jakąś szurniętą wariatkę.
     - TO SĄ CI PORYWACZE, GABRIELLE, MUSIMY SPIERNICZAĆ!!! BYŁAM WCZEŚNIEJ ZAMKNIĘTA W JAKIMŚ PUDLE. PEWNIE JUŻ PLANOWALI, GDZIE I KIEDY MNIE SPRZEDAĆ!! - krzyczała, paplała, tłumaczyła - wszystko na raz.
     Chwyciła Gabrielle za ramię, po czym siłą wytargała ją z tegoż pomieszczenia. Biegła przed siebie, ciągnąc swoją przyjaciółkę, jakby była worem na kartofle. Szukała jedynie wyjścia ewakuacyjnego. Musiały stąd uciekać jak najszybciej!!! Marina znalawszy coś, co przypominało drzwi wyjściowe, gorączkowo je otworzyła i wyleciała z tego upiornego domu niczym strzała, z Gabrielle jako wór.
     Jeszcze nie zarejestrowała, że nie były one na dworze, lecz w korytarzu, a określony dom, okazał się być pokojem w hotelu. Brakowało tylko ochrony hotelu bądź innych osób, które akurat miały okazję znajdować się poza swym pokojem.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (09-09-2019 o 16h31)


https://i.imgur.com/zgPPpzo.gif

Offline

#11 13-09-2019 o 23h28

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 503

___https://fontmeme.com/permalink/190811/75f48778d0fb670a15ca9e66bd2ab4df.png


          Valentine dawała mężczyźnie rozpaczliwe znaki, jednak on najwyraźniej niczego nie rozumiał. Niedźwiedzia zauważył dopiero po dłuższym czasie bezsensownego rozglądania się dookoła, a kiedy w końcu go dostrzegł - wytrzeszczył oczy i w podskokach pognał na balkon, by dołączyć do wciąż próbującego dostać się do środka Chińczyka. Drzwi zatrzasnęły się za nim, zostawiając nieprzyjemnie zszokowaną Valentine na podłodze, która z otwartymi ustami patrzyła na szaleńca, który natychmiast zaczął się dobijać do środka. I że niby miałaby teraz wpuścić tutaj tego palanta, który jak rasowy rycerz zostawił ją w pokoju z niedźwiedziem, a sam zwiał?! No na pewno nie w tym życiu. Kobieta zamknęła usta i ściągnęła gniewnie brwi, posyłając temu obrzydliwemu tchórzowi najbardziej pogardliwe spojrzenie, na jakie było ją stać, gdy coś huknęło gdzieś za ścianą, aż kobieta się skuliła. Czy to znowu jakieś dzikie zwierzę? W przerażeniu dotarło do niej nagle, że opętańczy wrzask należał do jej przyjaciółki, Mariny, zanim zdążyła jednak zareagować, drzwi otworzyły się z hukiem i do środka wparowała ona - na całe szczęście, wreszcie jakaś przyjazna, znajoma i najwyraźniej cała i zdrowa, twarz! Chciała ją błagać, by ją stąd zabrała jak najdalej i żeby mogły zapomnieć o wszystkim, co się tutaj wydarzyło, ale nie odzywała się w obawie, że będzie w stanie znów jedynie charczeć. Słysząc, że kobieta zaczyna się wydzierać i wrzeszczeć coś o porywaczach, przyłożyła w panice palec do ust, robiąc przy tym wielkie oczy i mając nadzieję, że Mana zrozumie - cholerny niedźwiedź spał i lepiej było tego nie zmieniać, zresztą... porywacze? Jeśli ta żenująca dwójka miałaby nimi być, to były bezpieczne.
          Blondynka chyba nie zwróciła na nic uwagi, bo pociągnęła Valentine ku górze. Kobieta aż się zapowietrzyła, bo prześcieradło lekko z niej opadło i nagle zdała sobie sprawę, że jest to aktualnie jej jedyne okrycie. Chwyciła rozpaczliwie materiał mając nadzieję, że nie obsunął się, by ukazać zbyt wiele i pozwoliła się pociągnąć za drzwi, które wyglądały na wyjściowe, z dala od pary palantów na balkonie i miśka, który mógł w każdej chwili się obudzić. Wybiegła w popłochu na korytarz, bosymi stopami zapadając się w czerwony chodnik i starając się nieudolnie poprawić prześcieradło. Mogłaby w tym momencie wyglądać jak grecka bogini, gdyby nie... cóż, wszystko. Pobiegły przed siebie, na parostopniowe schody, aż wylądowały w pomieszczeniu wyglądającym na hotelowe lobby. Valentine w ostatnim momencie pociągnęła Marinę w przeciwnym kierunku, resztką rozsądku konstatując, że cokolwiek się stało, nie powinny - nie one! - wychodzić w tym stanie głównym wejściem, przez recepcję. Kluczyły po korytarzach przez dłuższą chwilę, ale wreszcie je znalazły - przeszklone, otwierające się tylko od środka drzwi na hotelowy ogród. Wypadły nimi na zewnątrz i Valentine już miała odetchnąć, ciesząc się chwilowo odzyskaną wolnością, gdy usłyszała nagle poniekąd znajome dźwięki, rozlegające się gdzieś nad jej głową. Spojrzała w górę i jej oczom ukazała się dwójka palantów z pokoju, wciąż wykrzykująca coś i waląca w drzwi. Kobieta przystanęła, odruchowo łapiąc ramię Many, by zwrócić jej uwagę na parę cudaków, którzy nie zauważyli najwyraźniej, że balkon znajduje się zaledwie jakieś dwa i pół metra nad ziemią.
- Nie wiem co to za jedni, ale dupek zostawił mnie samą z niedźwiedziem. - oznajmiła półgłosem Valentine, wciąż zachrypnięta.
Przyglądały im się przez chwilę i w momencie, kiedy Valentine zebrała się do krzyku, Mana złapała jedną z doniczek, które nieopodal zostawił ogrodnik. Doniczka była ładna, ceramiczna, a zamach jaki wzięła Rina porządny, więc w chwili gdy Valentine krzyknęła, układając dłonie dookoła ust:
- Hej, głąby, to jest parter!
Nastąpił huk i brzdęk tłuczonego szkła.
Kobieta zrobiła minę jak nastolatka, która właśnie zrobiła jakąś głupotę i była rozdarta między podziwianiem efektu w zachwycie, a zwiewaniem gdzie pieprz rośnie. Wreszcie Marina chwyciła ją za dłoń i pociągnęła znów przed siebie, przez ogród, byle dalej od całego zamieszania. Valentine popędziła za nią, ale nie mogła się powstrzymać przed głupawym chichotem.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (10-10-2019 o 14h45)

Offline

#12 14-09-2019 o 13h17

Straż Obsydianu
Doc
Straż na szkoleniu
Doc
...
Wiadomości: 190

Pośladki i dół pleców Songa promieniowały bólem iście piekielnym, jak gdyby ubiczowały go jakieś piekielne demonice. Chińczyk, mamrocząc pod nosem ciche przekleństwa, spróbował się nieco podnieść, ignorując zarówno sępy, jak i Reevesa obok.
Po chwili zmarszczył brwi, próbując zrozumieć, co krzyczała druga kobieta za oknem - a krzyczała tak głośno, że chyba połowa okolicy mogła ją zrozumieć. Jednocześnie sąsiedzi za ścianą zaczynali reagować agresją - okno tuż obok balkonu Songa i Reevesa otworzyło się z głośnym trzaskiem, zanim wyjrzała przez nie czerwona, wąsata twarz jakiegoś znanego reżysera, przypominająca buldoga. Albo wuja Vernona z tego tam, Harry'ego Portiera.
- CISZEJ TAM!! TO NIE HOLLYWOOD!
- A pan to wigląda jakby z menazierii jakiejś wisiedł, nie powinien pan wrócić na ksiak pomidorów? - zapytał z przekąsem Song, odwracając się do niego. - Bo pan chyba się ź niego urwał...
Jednocześnie w tle nadal przewijały się krzyki kobiety.
- ...PEWNIE JUŻ PLANOWALI, GDZIE I KIEDY MNIE SPRZEDAĆ!!
Na twarzy buldoga pojawiło się zrozumienie. Najwyraźniej uwierzył, że kręcili jakiś film, zwłaszcza biorąc pod uwagę gapiów, zbierających się pod oknami.
Oczywiście gdzieś pojawił się Śmieszny Song ze swoją ekipą i kamerą, pamiętającą lata 90 - tego jednak Song Tai nie wiedział, skupiony na swoim rozmówcy.
- Why so serious? Osobiście polecam koktajlowe u Chińczyka na rogu. Pamiętajcie, koktajlowe, u Chińczyka... i pamiętajcie, słonie idą na północ, a wołki zbożowe podążają ich śladem - odparł konspiracyjnym tonem i mrugnął do nich porozumiewawczo, zanim zamknął okno, zostawiając zdziwionego Tanga.
Skąd ten człowiek znał ich hasło do przerzutu nielegalnie hodowanych pomidorów babki!?
Ta kwestia musiała jednak pozostać nierozwiązana, gdyż za oknem coś się znowu zmieniło - otóż błysnęły czyjeś pośladki, tu osunęło się prześcieradło... i obie kobiety wypruły jak strzały, co nie powstrzymało Tanga przed tłuczeniem w drzwi i krzyczeniem, żeby wróciły tutaj i im otworzyły. Jednocześnie ludzie z dołu najwyraźniej znudzili się tym spektaklem, bo gdzieś zniknęli.

I byliby tak tłukli w okno dalej (które, o dziwo, nie stłukło się jeszcze), gdyby nie to, że te dwie wariatki pojawiły się na dole.
- Hej, głąby, to jest parter!
W tym samym momencie Tang odwrócił się i zdążył jedynie otworzyć usta do krzyku, widząc że w ich stronę leci ceramiczna donica. Duża, ceramiczna donica, która z każdą sekundą wydawała się coraz większa... większa... i większa. Prawie jak rakieta kosmiczna albo sonda w stylu Beresheet, lecąca na spotkanie z glebą księżycową.
- Ale dlaciego tak powaźnie... - zapytał bezradnie, nieświadomie naśladując reżysera-buldoga, zanim w ostatniej chwili uskoczył w bok, wpadając na Keanu, i unikając donicy, która trafiła w tym momencie w szybę.
A mogła trafić w głowę. I niechybnie by trafiła, gdyby nie reakcja Songa. Przynajmniej jednak wypłoszyła wygłodniałe sępy.

Huk tłuczonego szkła był głośniejszy jeszcze bardziej, niż krzyki Mariny - tym razem znów wywołały buldoga, który po raz kolejny otworzył okno, gotów do krzyku. Jednocześnie misiek przeciągnął się i mlasnął, po czym zlazł z łóżka, kierując się w stronę Songa i Keanu.
Najwyraźniej miś był bardzo niezadowolony z powodu przedwczesnej pobudki, gdyż stanął na dwóch łapach, obserwując ich oboje; obnażywszy zęby, zaczął warczeć...
Czy niedźwiedzie warczą?
Na ten widok buldog z trzaskiem schował się za swoim oknem, gorączkowo zasuwając żaluzje.
- Panie niedźwiedziu, nic się nie dzieje... - zaczął Song uspokajającym tonem, unosząc ręce w górę, jak gdyby misiek trzymał go na muszce. Po chwili jedną ręką, którą delikatnie odsunął, dyskretnie pociągnął za sobą Keanu, tak żeby obaj wydawali się więksi. W końcu misie miały kiepski wzrok, no nie? Przynajmniej tak mu kiedyś mówiła babcia, tłumacząc, czemu bajka o Czerwonym Kapturku zawierała wilka, a nie niedźwiedzia...
"Bo niedźwiedź nie zauważyłby Czerwonego Kapturka".
- My zaraz sobie pójdziemy, proszę się nie denerwować... - dodał przymilnym tonem, zapominając o tym, że gdzieś zniknął jego starannie wyćwiczony chiński akcent. Tuż po tym poczuł pod plecami barierkę - otóż w istocie swojej wycofywał się powoli do tyłu, zamierzając dramatycznie wypaść z balkonu. Ten zamiar jeszcze bardziej stał się poważnym, gdy na parapet wspiął się lew.

Więc Song wypadł. Dramatycznie. Ciągnąc za sobą Keanu. Wiatr rozwiał malowniczo włosy na klacie Keanu i szlafrok Songa, ukazując hotelowym sąsiadom Taia w pełnej krasie... i lecieli tak dopóty, dopóki nie wpadli w jakieś krzaki pod balkonem.
A dziewczyny już uciekły. Zamiast tego wszędzie zaczęły błyskać jakieś flesze i zaczęły padać niewygodne pytania...
- Jak się panowie czują, będąc gwiazdami najnowszego filmu chińskiego Tommy'ego Wiseau?
- Czy to był panów debiut na ekranie?
- Czy planują panowie dalszą współpracę z reżyserem?
- WNUKU, CO TO MA ZNACZYĆ? - o, to był bez wątpienia głos babki - starszej, dystyngowanej pani, która właśnie rozepchnęła tłumek reporterów i przedarła się do swojego wnuka.
- Dlaczego leżysz z tym rozebranym mężczyzną obok? Co to ma znaczyć? - zapytała, szturchając swoją czarną, elegancką lakierowaną laseczką Keanu po klacie. - Mam nadzieję, że to tylko jakiś twój kolega!

Ostatnio zmieniony przez Doc (14-09-2019 o 13h18)


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

#13 16-09-2019 o 16h44

Straż Cienia
Aveline
Straż na szkoleniu
Aveline
...
Wiadomości: 200

-----------------------------------------L  E  W  I  S    S  T  A  N  L  E  Y
--------------------------------------------------------------------------

        Lewis wytężył słuch i wszystkie swoje trzy szare komórki, próbując zrozumieć Azjatę, który mówił z mocnym akcentem, utrudniającym to zadanie. Właśnie wtedy z szafy wypadła kobieta, krzycząc coś o porywaczach pociągając za sobą koleżanką, jakby miały przed nimi uciec. Dosłownie nie mógł w to uwierzyć i z każdą sekundą stawał się coraz bardziej oburzony - on bohatersko zwrócił na siebie uwagę niedźwiedzia, a ta goła podróbka Afrodyty, o tej porannej porze przypominająca Persefonę, całkowicie ich zignorowała! Aż sapnął ze zdenerwowania, czując jak po karku poleciała mu kropelka potu. Obecność wygłodniałych sępów zdecydowanie nie pomagała w logicznych przemyśleniach.
        - Jak mocno przygrzało ci słońce? Długo tutaj jesteś? - mruknął do mężczyzny, z którym tkwił i który wyglądał, jakby myślał, że to wszystko było jakimś filmem akcji. Osobiście Lewis zawsze był pewny, że umrze w obecności pięknej, młodej i oczywiście zakochanej w nim kobiety, a nie tego zabawnego Chińczyka, którego nie był w stanie sobie przypomnieć z wczorajszej nocy.
        Właśnie ten moment wybrał sobie niedźwiedź, by ponownie się nimi zainteresować. Żywa podróbka Keanu przełknęła głośno ślinę, wykonując razem z nowym kolegą kilka niepewnych kroków. Nie miał pojęcia jak uspokajało się rozwścieczone misie, ponieważ nigdy nie miał przyjemności zostać harcerzem, by zdobyć tak niezmienną do przetrwania w wielkim mieście wiedzę. Pisał się na Kas Vegas, a nie Małe Zoo Lucy.
        - Jeśli umrzemy, to wiedz, że mogłeś być dobrym kolegą - wymamrotał Lewis, zerkając na swojego towarzysza niedoli. Wtedy usłyszał słowa, które miał później wspominać z szerokim, zachwyconym uśmiechem, widząc je jak zbawienie z tej patowej sytuacji.
        - Hej, głąby, to jest parter!
        Nie zdążył wymyślić żadnej błyskotliwej odpowiedzi, bo w tym momencie najwyraźniej nowy znajomy postanowił pokazać jakąś burzę swoich uczuć i rzucił się na Lewisa. Przygwożdżony przez dosyć ciężkiego mężczyznę, brunet jęknął, czując przeszywający ból w żebrach. Skrzywił się, modląc się w duchu, by nie okazały się złamane.
        - Nie chcę być niemiły, ale wolę... - Nie zdążył dopowiedzieć słowa "kobiety", ponieważ dostrzegł rozbitą donicę, przed którą została uchroniona jego głowa. Mimowolnie spojrzał na Azjatę z wdzięcznością. - Dzięki, ale teraz uciekajmy stąd!
        Z gracją godną słonia uciekli z balkonu, wpadając prosto w jakieś krzaki. Lewis przeklinał pod nosem, czując wbijające mu się wszędzie gałązki i nawet nie zwracał uwagi na zbieraninę ludzi, która zaczynała ich otaczać. Był pewien, że w mieście grzechu, do jakich należało Las Vegas, dwójka półnagich mężczyzn rzucających się z balkonu w ucieczce przed sępami nie należała do niczego dziwnego. Gdy już się zorientował, że wszyscy zaczęli zadawać jakieś dziwne pytania, spojrzał na Azjatę z obłędem w oczach, natychmiast wstając na nogi i łapiąc go za rękę.
        - Musimy je znaleźć i dowiedzieć się o co tutaj chodziło! - powiedział dosyć niewyraźnie, aczkolwiek niezwykle pewnie i pociągnął mężczyznę w kierunku, do którego prowadził znak oznaczający wyjście ewakuacyjne. Jeśli Persefona nadal mogła świecić gołym pośladkiem, to raczej nie wybrałyby miejsca z recepcją.



https://78.media.tumblr.com/91fd9bd6bb3f932db84cf4fa693f5886/tumblr_n8pr37qza61skzoovo7_250.gif https://78.media.tumblr.com/d614b04e1168be57a67b29a08d8315af/tumblr_n8pr37qza61skzoovo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/ceded81a012e5f86dc4a21acffcfa926/tumblr_n8pr37qza61skzoovo2_250.gif

Offline

#14 01-10-2019 o 10h28

Straż Absyntu
Neyu
Pokonała kurę
Neyu
...
Wiadomości: 787

________________________Marina Claire Larsen
     Nie rozglądała się, gdzie biegnie. Pragnęła jedynie wydostać się na zewnątrz i wrócić do miejsca, które wciąż pamiętała i była przekonana, że to, co bardzo dokładnie zakodowało się w jej głowie, było jej hotelowym pokojem. A korytarze, które w popłochu przebiegała coraz bardziej ją uświadamiały, że ona wraz ze swoją przyjaciółką zostały porwane! Podświadomość podpowiadała jej, że musi spierniczać tam, gdzie pieprz rośnie i najlepiej, żeby nawet nie przykuwała swojej uwagi do tego, co mija lub jakie osoby mija. Była w takim szale, że nie zastanawiała się nad tym, czy brutalnie ciągnie za sobą przyjaciółkę po podłodze, a ona z braku sił wyciera całym swym ciałem hotelową podłogę. Przynajmniej dziewczyny odwalą nie swoją robotę, ale za to z klasą i wdziękiem, a posadzka będzie wręcz lśnić z czystości! Po tej całej akcji będą musiały pójść po swoją wypłatę, bo w końcu Marina straciła przy tym swoje wszystkie siły, a Gabrelle swoją godność i honor człowieka. Bardzo napracowały się, aby podłoga wyglądała perfekcyjnie. Każdy powinien to docenić, a nie spoglądać z zdumieniem i przerażeniem w oczach, bo jakieś obłąkane wariatki biegają po korytarzach hotelu, a jedna z nich najwyraźniej po drodze zgubiła swoje odzienie, a ta kwestia była już tym bardziej dziwaczna.
     Larsen nie zastanawiając się nad tym, że pobiegnięcie do hotelowego lobby i wybiegnięcie przez główne drzwi - w takim stanie, jakim obie prezentowały się - jest najgorszym i najbardziej nierozsądnym pomysłem na całym świecie. Nie dość, że są znanymi osobistościami w mediach społecznościowych, co równa się z całym światem, to ośmieszenie się w nich, staje się powoli czymś realnym, naprawdę. A potem Marina będzie płakać po nocach, że widnieją wszędzie gdzie popadnie artykuły z tematem: SZOK! Słynna aktorka Marina Larsen postradała zmysły!! [zobacz zdjęcia].
Wolała już nie wiedzieć, jak bardzo Gabrelle ucierpi ze swoją bialusieńką szatą, jako jedyne okrycie jej nagiego ciała. W tym momencie idealnie nadawała się na sesję z grecką tematyką. Może zatytułowaną Onieśmielająca Persefona? Musi to kiedyś zaproponować swojej przyjaciółce.
     I gdyby nie Le Tonnelier, to dziewczyny z pewnością skompromitowałyby się przez nieuwagę Mariny, która w dalszym ciągu pędziła ku hotelowego lobby, gdzie o tej porze dnia, była całkiem sporawa grupa ludzi. A wścibskie osoby ujęłyby je na zdjęciach, a potem uwieczniły w internecie z bardzo interesującymi tematami, które wytworzyłyby bardzo ciekawe plotki - żyć, nie umierać. Gabrelle w ostatnim momencie pociągnęła blondynkę w przeciwnym kierunku, co spowodowało, że dziewczyny zamieniły się swoimi rolami. Przynajmniej przyjaciółka Larsen nie czyściła sobą podłóg, a to było najważniejsze! Bo wątpiła, że Gabrelle tak łatwo przebaczyłaby jej upokarzający incydent, chociaż Marina miała w sobie dużo charyzmy i pewnie znalazłaby sposób, aby tamta wybaczyła jej niemalże od razu, na przykład zaproponowałaby jej lampkę wina, jakiś dobry film, popcorn i wszystko byłoby na swoim miejscu - przyjaźń, której nic nie zniszczy.
     Posłusznie biegła za przyjaciółką, która chwilę potem znalazła boczne oraz wielkie, oszklone drzwi prowadzące na zewnątrz. Całe szczęście, bo Larsen dostawała powoli migreny, że wciąż nie znalazły jakiegokolwiek wyjścia z tegoż przeklętego budynku. A może to był po prostu tylko kac? Nie, raczej nie. To była na pewno migrena. Blondynka rozkoszując się wolnością, pozwoliła sobie na chwilę słabości i zaczęła obkręcać się wokół własnej osi. Kolejny błąd, który może kosztować ją wiele nieprzyjemności na temat jej osoby, ale w tej chwili w ogóle nie zastanawiała się nad tym, co robiła. Być może była wciąż pod wpływem? Jeszcze brakowało artykułów na temat tego, iż panienka Marina Larsen zażywa jakieś śmieszne jagódki lub coś w tym stylu. Nie musi się jednak oto martwić, gdyż z pewnością za niedługo taki zawita w czeluściach internetu o sławnych osobach na świecie, a jedną z nich była Marina Claire Larsen - świetnie się składa! To będzie wtedy chyba topowy temat tygodnia, a nawet miesiąca lub lat!
     Po chwili poczuła, jak ktoś kładzie dłoń na jej ramieniu, a jedyną osobą towarzyszącą w tej chwili, była Gabrielle, więc Mana szybko powróciła do rzeczywistości i spojrzała pytająco na przyjaciółkę, która wskazała jej balkon nad jej głowami, gdzie znajdowali się ci... porywacze!
     - Wy małe przebrzydłe, chochlikowate gnidy! Wpakować kobietę do jakiegoś pudła?! Czy wy macie honor i godność człowieka za przeproszeniem?? - krzyknęła wyraźnie zezłoszczona.
     Wróciła swym wzrokiem na twarz przyjaciółki, która wspomniała o tym, że jeden z tych idiotów zostawił ją samą z niedźwiedziem?! Blondynka zazgrzytała zębami i zacisnęła dłonie w pięści.
     - Skończony cymbał! Zostawiać bezbronną niewiastę na pożarcie potwora?? Powinieneś się wstydzić! - wygarniała tym debilom ile wlezie. Nie myślała nad tym, że ktoś może obserwować całe to zajście i samo to, jak Marina się wydziera na jakiś tam półmóżdżków. - A w sumie na to już za późno... - mruknęła pod nosem z wyraźną zmarszczką na czole, która pojawiła się od tego podirytowania dupko-porywaczami.
     Dziewczyny spojrzały po sobie, jakby wpadły na piekielny plan, po czym wróciły swym wzrokiem na balkon, a następnie Rina, podbiegła po bardzo ładną doniczkę i odpowiednio ustawiła się, by zrobić jak najlepszy zamach. Rzuciła nią w przygłupich kolesi, w tym samym momencie, gdy Gabrelle krzyknęła, iż to jest parter. Partnerki zbrodni były wielce zadowolone ze swojego dzieła sztuki, które stworzyły w tej jednej, krótkiej chwili. Marina prędko chwyciła przyjaciółkę za rękę, po czym pociągnęła ją w głąb ogrodu, jak najdalej od miejsca wypadku.
     Po przebiegnięciu całkich ładnych metrów - zatrzymały się i złapały oddech po tak wycieńczającym sprincie. Schowały się między żywopłotami, krzakami i innymi roślinami, które doszczętnie ukrywały ich obecność w tymże ogrodzie. Larsen usiadła sobie na trawie i jak gdyby nigdy nic - uniosła głowę ku górze, by trochę zachwycić się błękitem nieba.
     - Kim te cymbały są? Bo myślałam, że są porywaczami, ale są na to zbyt ułomni, więc skąd się tu wzięłyśmy? - zaczęła zadawać pytania, nie myśląc nad tym, że Gabrelle z pewnością również nie zna na nie odpowiedzi.
     Blondynka spuściła głowę w dół na swoje dłonie, gdzie... na jednej z nich... znajdowała się obrączka? Gwałtownie wciągnęła powietrze do płuc, co spowodowało to, iż kobieta zachłysnęła się nadmiernością tlenu.
     - OD KIEDY JA MAM OBRĄCZKĘ?! - wykrzyczała nagle. - GABRIELLE, CZY TY TEŻ MASZ?? - nieważnym było to, iż przyjaciółka znajdowała się tuż obok niej, bo Marina i tak musiała wszystko wykrzyczeć, wypiszczeć, żeby wszyscy wokół poznali ich lokalizacje i łatwiej znaleźli, i oskarżyli o cały hałas z donicami i innymi rzeczami.


https://i.imgur.com/zgPPpzo.gif

Offline

#15 13-10-2019 o 22h32

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 503

___https://fontmeme.com/permalink/190811/75f48778d0fb670a15ca9e66bd2ab4df.png


          Po wycieńczającym sprincie, jaki zafundowała jej Marina, Valentine mogła tylko rozpaczliwie łapać oddech gdzieś w krzakach, do których zaciągnęła ją przyjaciółka.  Nerwowo poprawiała prowizoryczne odzienie, dostrzegła już bowiem tłum ludzi za płotem, w których widziała głodnych sensacji paparazzi, czających się na ich kariery. Ach, niedoczekanie! Nie da im powodu do rozpisywania się o skandalu, nawet jeśli ich sytuacja jest gorzej niż fatalna. W najgorszym razie zostaną w krzakach do zmroku i wymkną się pod osłoną nocy. Przecież dziennikarze nie będą tam stali wiecznie! Nie będą, prawda? W końcu muszą się znudzić! Kobieta potarła zdarte do krwi miejsca na łokciach i kolanach, które powstały po tym, jak jej przyjaciółka przeciągnęła ją po wykładzinie. Nie umiała jej mieć tego za złe.
- Dobry rzut. - pochwaliła jeszcze, nawiązując do wybitej szyby i zachichotała po raz ostatni - Nie wiem kto to i nie chcę wiedzieć, chcę zapomnieć. - oznajmiła, praktycznie ignorując fakt, że przecież i tak nic nie pamięta.
Na histeryczną wzmiankę o obrączce najpierw zaśmiała się głupawo, a potem spojrzała na swoją dłoń. Z początkowym niedowierzaniem, przybliżyła tajemniczy pierścionek na swoim palcu do twarzy. I wrzasnęła.
- Jezu!- jęknęła rozpaczliwie - Co to niby jest? Widzisz, co to jest? - pomachała dłonią, jakby miała na niej obrzydliwego robala i chciała się go pozbyć, po czym podetknęła dłoń Rinie pod sam nos. - Przecież to j***** cyrkonia! W j****** srebrze!!!
Nie diament, nawet nie biały topaz, co jeszcze by jakoś zniosła i niestety nie jej ukochany akwamaryn w białym albo chociaż różowym złocie. Na jej palcu lśniła obrączka z wprawioną ordynarną cyrkonią!
- JAKIM CUDEM, MARINA?! - wydarła się ponownie, potrząsając dłonią na granicy historycznego płaczu - DLACZEGO MNIE TO SPOTKAŁO???
Zawyła, pociągając za metal i próbując z całej siły zdjąć go z palca serdecznego lewej ręki, ale widocznie albo był za mały, albo jej palce tak spuchły, bo za nic nie chciał nawet drgnąć. Panika Riny zaczęła jej się nagle udzielać.
- A może to są porywacze... Przecież nikt nie uczy, jak porywać ludzi... Może to ich pierwszy raz? I chcą nas uprowadzić dla okupu? Może w tym paskudztwie jest nadajnik?... - zamilkła raptownie, łapiąc gwałtownie powietrze, w krzakach nieopodal usłyszała wyraźniej jakiś szelest. Znieruchomiała, zbyt przerażona, by się poruszyć, święcie przekonana że lokalizatory w pierścionkach właśnie doprowadziły do nich porywaczy.

Offline

#16 14-10-2019 o 00h44

Straż Obsydianu
Doc
Straż na szkoleniu
Doc
...
Wiadomości: 190

W chwili, gdy naprzeciwko niego i Keanu stał zaciekawiony niedźwiedź, Song Tai przypomniał sobie wszystkie modlitwy, jakie znał - od chińskich modłów do bogów o pomyślny wzrost ryżu na nadchodzący rok, modlitw na Chiński Nowy Rok, modlitw na promocje z Aliexpressa po polskie "Zdrowaś Mario" którego nauczyli go koledzy studenci z akademika podczas studiów w Polsce.
A i tak skończyło się na tym, że otworzył tam chińską restaurację jak 99% jego kolegów Chińczyków.
- Dobra. Chociaź ćię znam tylko pięć minut, umziemy jako kumple na śmierć i życie - zgodził się. W końcu grunt to dobre relacje międzyludzkie przed śmiercią, nie?

Z taką tępą myślą obudził się w gęstwinie krzaków, które otulały go niczym ramiona kobiety - tylko że były trochę bardziej drapiące i nie tak wygodne. I coś dźgało go w żebra. Mając nadzieję, że to nie palce Keanu ani jakiekolwiek inne części jego ciała (choć nie chciał sobie wyobrażać, co by to mogło być), niemrawo się podciągnął, korzystając z użyczonej mu dłoni, nim się powlókł za Keanu, nieco kulejąc.
I mimo kulenia, zostawili za sobą babkę, dziennikarzy i w ogóle wszystkich gapiów, którzy spojrzeli po sobie i zdecydowali się za nimi podążyć - na szczęście Keanu i on, Song Tai, okazali się być ludźmi nader wysportowanymi. Najwyraźniej drzemały w nich obu ukryte talenty, gotowe do pokazania się światu. Gdzieś w tle ktoś krzyczał o jakiejś obrączce - i Song Tai, choć myślenie wyłączył już jakąś chwilę temu, przyjrzał się swoim i Keanu dłoniom.
Bo Keanu dalej go trzymał za rękę.
O nie...
- Mamy obrąćki - zauważył nieco nieprzytomnie Song Tai. - Mam nadzieję, zie to nie nasze. To znaczy, ja nie ziebym coś, ja nic nie mam pzieciwko takim eleganckim panom jak ty - dodał zapobiegawczym tonem - ...ale ja wolę dziewciny. Eleganckie.
Z tymi słowami spróbował puścić jego rękę, gdy jego uwagę zwrócił jakiś szelest w krzakach.
- A mozie wy wzięłyście ślub zie sobą? - zapytał, nachylając się do krzaków. Bo niewątpliwie to były TE krzaki - krzaki Persefony i wyleniałej Afrodyty. - To byłoby takie... zachodnie. - dodał z pewnym niesmakiem. To nic, że sam nie wiedział, z kim wziął ślub - czy z Keanu, czy z jedną z tych dziewczyn, czy nawet z jedną ze swoich rozlicznych kuzynek trzeciego bądź czwartego stopnia.
Główny problem w posiadaniu rozlicznego kuzynostwa jest taki, że prędzej czy później kończą ci się opcje, a babcia nalega na ślub twierdząc, że w razie czego wszystko zostanie w rodzinie, a trzeci i czwarty stopień to nawet nie jak rodzina. Może bym się zgodził, gdyby nie to, że jednak bardziej ufam już promieniowaniu z Czarnobyla niż własnej babce.
- Mozie w hotelowym sejfie będą dokumenty - dodał, drapiąc się po głowie niczym wyliniały szympans. No coś takiego powinno być. Powinni mieć dokumenty, no nie? Gorzej, jeśli małżeństwo zostało skonsumowane, chociaż z drugiej strony, biorąc pod uwagę fakt, że wszyscy wydawali się być równo napruci, szczerze w to wątpił. Chińskie armatki jądrowe nie uchodziły za najlepsze do zadań bojowych, zwłaszcza po alkoholu. I był to fakt znany nie tylko w Chinach, ale też w całym świecie.
- Albo coś bęzie na telefonach, jakieś śmsy, źdjęcia - dodał, przypominając sobie o swojej własnej komórce. No właśnie! Gdzie ją miał? Szybko obmacał swój szlafrok, zanim przypomniał sobie, że nawet go sobie nie zawiązał. Musiał mu się rozwiązać w trakcie lotu.
Co za wstyd.
- Panie wyba... wybaczą - dodał, odwracając się plecami do nich, a bokiem do Keanu i przodem do kamer hotelowych. Bo nadal byli gdzieś na terenie hotelu. Wstyd, wstyd, wstyd. Pewnie jeszcze niedługo wyląduje gdzieś na jakichś stronach, reklamując pigułki na powiększenie wzrostu. Ale z tych wszystkich opcji wolał już zasłaniać się na oczach kamery. Kamera przynajmniej nie będzie mu wypominać, bo co do dziewczyn, to jakoś nie miał pewności.
Zresztą sam Song Tai powtarzał, że dobrze być świadomym swoich wad, ale ich nie eksponować przed innymi - w końcu to samo robiły kobiety. Czyli należało brać przykład z kobiet. Wydłużały sobie nogi, powiększały biusty, robiły makijaż. Co prawda makijażu nie popierał, ale maskowanie mankamentów jak najbardziej. Szlafrok był co prawda prowizoryczny, ale jak się nie ma tego, co się lubi, to się lubi, co się ma.
- Psi okazji, chiba nie mieliśmy okazji śię... poźnać - dodał, marszcząc brwi. - Psinajmniej mam taką nadzieję.
Tuż po tym ponownie poklepał się po kieszeniach szlafroka, szukając telefonu. Wyjął go z jednej kieszeni, pierwszy rzut oka jednak uświadomił mu, że popękany wyświetlacz, który zgiął się pod wpływem upadku na pół, należałoby już spisać na straty.
- Kziwy jak chińskie psiepisy o korupcji - stwierdził ze zrezygnowaniem, próbując go jednak odpalić. A może to jakaś ta wymyślna zachodnia technologia i jednak zadziała?
- Ale tych źdjęć ź siępami to jednak szkoda - mruknął do siebie. - Źnaczy nie mówię o rodzinie...

Ostatnio zmieniony przez Doc (14-10-2019 o 00h46)


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

#17 02-11-2019 o 16h19

Straż Cienia
Aveline
Straż na szkoleniu
Aveline
...
Wiadomości: 200

-----------------------------------------L  E  W  I  S    S  T  A  N  L  E  Y
--------------------------------------------------------------------------

        Nie miał pojęcia, jak do tej pory mógł nie zauważyć srebrnej obrączki, która wyglądała dosyć groteskowo na jego ogromnych dłoniach. Nawet nie chciał myśleć skąd mógł wziąć na coś takiego pieniądze, skoro mógłby jedynie wylosować to w jakiejś maszynie dla dzieci za kilka centów. Ewentualnie ukraść, ale miał siebie samego za osobę jakkolwiek uczciwą i taką, która nie byłaby poszukiwanym przestępcą w Las Vegas. Z drugiej strony, jak mógł wytłumaczyć Małe Zoo Lucy w hotelowym pokoju?
        - Też wolę kobiety - odpowiedział, natychmiast puszczając dłoń Azjaty, jakby miało to być jasne oświadczenie. Uznał, że doszli razem do jakiegoś porozumienia w ten sposób - w końcu najwyraźniej oboje znajdowali się w tym smutnym dole.
        Zwrócił wzrok w kierunku dwóch kobiet, które w tym momencie wyglądały jak jakieś wariatki wyciągnięte z izolatek. Z drugiej strony, zapewne sam w tym momencie nie przypominał modela, ale tu też chodziło o zachowanie! Wydawało się, jakby one wcześniej całe swoje życie spędziły w klatce z tygrysami. Może tak właśnie je poznali?
        - Nie pochlebiaj sobie - mruknął do Szalonej Persefony, która stała jak ją natura stworzyła i mruczała coś o porywaczach. - Gdybym miał kogoś porwać, to prawdziwą damę, a nie taką... Czarownicę!
        Powiedział, co wiedział i chociaż nie było to wiele, to stał dumny niczym mały chłopczyk, który oświadczył właśnie mamie, że nie zje obiadu. W rzeczywistości kobieta wcale czarownicy nie przypominała, ale jego męska duma cierpiała, gdy było jasno sugerowane, że by ją zdobyć to musiałby ją porwać. Mały Lewisek i jego mała duma (na całe szczęście mała była tylko duma) byli zranieni niezwykle.
         Wtedy też coś dotarło do jego skacowanego umysłu - w każdym hotelu w Las Vegas były kapliczki, w których można było zawrzeć po pijaku związek małżeński. Byłaby to rzecz jasna głupota, o którą siebie samego nie podejrzewał, ale mogliby się zapytać i dowiedzieć czegoś więcej. Miał szczerą nadzieję, że nie zrobiłby czegoś takiego, ponieważ obie kobiety wyglądały na takie, które potrafiły porządnie utrudnić życie, a jego samego nie było stać na żonę... Lub męża, jak dodał, patrząc na nowego kolegę.
        - Powrót do pokoju to zły pomysł, jeszcze nas coś tam zje. Chodźmy się zapytać do kaplicy czy przyjęli wczoraj dwóch eleganckich panów i wariatki. Swoją drogą, jestem Lewis, chociaż mam nadzieję, że nie będziemy musieli zapamiętać swoich imion inaczej niż wspomnienie wspólnego porwania zwierząt z zoo. Bo podejrzewam, że żadne z nas nie pamięta z wczoraj za wiele?



https://78.media.tumblr.com/91fd9bd6bb3f932db84cf4fa693f5886/tumblr_n8pr37qza61skzoovo7_250.gif https://78.media.tumblr.com/d614b04e1168be57a67b29a08d8315af/tumblr_n8pr37qza61skzoovo6_250.gif https://78.media.tumblr.com/ceded81a012e5f86dc4a21acffcfa926/tumblr_n8pr37qza61skzoovo2_250.gif

Offline

#18 11-11-2019 o 01h18

Straż Absyntu
Neyu
Pokonała kurę
Neyu
...
Wiadomości: 787

________________________Marina Claire Larsen
     Świdrowała swym wzrokiem po dłoni, na której znajdowała się obrączka. Próbowała sobie z całych sił przypomnieć cokolwiek z poprzedniego wieczoru, lecz nadaremno. Nerwowo zaczęła obgryzać paznokcie u drugiej dłoni. Była przecież zbyt młoda na ślub! Miała całe życie przed sobą!! Planowała podróżować po całym świecie, kupić sobie dom na wyspie, wylegiwać się na plaży, opalać się, pić koktajle z kokosów, flirtować z przystojnymi ratownikami... a jeszcze nie spełniła żadnego z tych marzeń! Wizja domu rodzinnego, dzieci i opłacania czynszu za mieszkanie, to wszystko nie istniało w jej bajce. Nie zauważyła, kiedy jej ręce powędrowały na jej włosy, które ciągnęła ze stresu.
     Nie słuchała swojej przyjaciółki, która była podejrzanie spokojna. Jakieś randomowe słowa dała radę zajestrować, aczkolwiek nie miała ona pojęcia, co one znaczą. Była zbyt skupiona na swoim zrujnowanym życiu. Marina chciała jedynie zabawić się, poimprezować, jak na normalną nastolatkę przystało. Przecież nie była stara... miała piękną figurę, twarz, poruszała się z wdziękiem i gracją, i była w wieku nastoletnim - prezentowała się oszałamiająco. Każdy mężczyzna spojrzałby na taką bogini, jak ona. A teraz? A teraz, gdy ma pierścionek zaręczynowy na palcu, to nici było z emocjonujących imprez i z przystojnych facetów! Jak ona przeżyje to!?
     Obudziła się z transu, gdy Gabrielle zaczęła machać swoją dłonią tuż przed nosem Mariny. Blondynka momentalnie się zapowietrzyła i zaczęła machać rękoma na wszystkie strony świata.
     - MATKO BOSKA!!! CO MY TERAZ ZROBIMY?!?! NIE CHCĘ BYĆ MATKĄ PIĘCIORO DZIECI!! MIAŁAM TYLE PLANÓW I MARZEŃ DO ZREALIZOWANIA, CHCIAŁAM SPĘDZIĆ BEZTROSKIE ŻYCIE U BOKU GORĄCYCH I POCIĄGAJĄCYCH FACETÓW!! - wrzeszczała jak opętana, jakby miała zaraz rozpłakać się od tego, co jej życie właśnie zgotowało. - NIE JESTEM GOTOWA NA ŻYCIE MAŁŻEŃSKIE!! NIE NA TAKĄ BAJKĘ SIĘ PISAŁAM!! - piszczała, nie zdając sobie sprawy, iż paparazzi zdążyli się zbiec i czyhać na dwie kobiety za krzakami, by zrobić piękne i jak najbardziej żenujące zdjęcia do swych pras. A wszystko to za sprawą krzyków Mariny.
     Przyjrzała się dokładniej pierścionkowi przyjaciółki, którym była ona zdegustowana. Larsen wykrzywiła się z obrzydzenia, po czym zamknęła oczy, odwróciła głowę i zaczęła machać rękoma, żeby zabrała jej to sprzed nosa.
     - JAKIE TOTALNE BEZGUŚCIE!!! BOŻE, WSPÓŁCZUJĘ CI, BO PEWNIE TRAFIŁAŚ NA JAKIEGOŚ NIESPEŁNIONEGO DZIADA, KTÓRY NIE WIE JAK ZADOWOLIĆ MŁODĄ KOBIETĘ...! - nadal krzyczała, ale nikt nie wiedział z jakiej racji, bo w końcu Gabrielle znajdowała się tuż obok niej. W takim tempie kobiety zdążą ogłuchnąć przez swoje wrzaski. Może i tym lepiej.
     - NIE MAM POJĘCIA! TEŻ CHCIAŁABYM WIEDZIEĆ, ALE NIC NIE PAMIĘTAM DO CHOLERY JASNEJ!! - odpowiedziała rozemocjonowanym tonem głosu.
     Obserwowała Gabrielle, która próbowała ściągnąć swój pierścionek z palca. Nie mogła uwierzyć swoim oczom, że nie była wstanie tego zrobić. A gdy usłyszała przerażające słowa z ust przyjaciółki, to Larsen poderwała się na równe nogi jak oparzona.
     - BOŻE, GABRIELLE, MUSIMY STĄD UCIEKAĆ I NAJLEPIEJ JAKOŚ SIĘ TEGO POZBYĆ!!! MUSIMY ZNALEŹĆ JAKIEŚ NARZĘDZIE, KTÓRE POZWOLI NAM TO ZDJĄĆ!! SZYBKO!! - darła się i zaczęła ciągnąć przyjaciółkę za rękę, nie zdając sobie sprawy z tego, iż już była wystarczająco poturbowana. Nie było to jednak ważne. Liczyło się ich życie i ich młodość!
     Jednakże w tej samej chwili - znieruchomiała oraz ucichła, gdy usłyszała szelest za swoimi plecami. Przełknęła głośno ślinę, a paraliż nie pozwalał jej się poruszyć na milimetr. Ostrożnie i niepewnie z wyraźnym przerażeniem, odwróciła swoją głowę ku źródle hałasu. Serce jej dudniło niemiłosiernie. Była przekonana, iż Gabrielle słyszała jej łomoczące ze strachu serce.
     I nagle w zaroślach znalazła się twarz jakiegoś skośnookiego dziada, który gadał, jakby nie miał zębów. Marina spięła swoje wszystkie mięśnie i wzięła głęboki wdech nim ryknęła:
     - AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!! - po tej akcji jej struny głosowe uznają, że spierniczają na emeryturę.
     Blondynka niewiele myśląc, schyliła się, chcąc wziąć swojego buta i rzucić nim w okropnego chinola, ale zdała sobie sprawę, że nie miała na stopach żadnych butów. Poratowała się trawą, którą jednym ruchem zerwała, o mało nie wywalając się na twarz, po czym rzuciła nią w twarz porywacza.
     - SZYBKO!! OŚLEPIŁAM GO!! MAMY SZANSĘ NA UCIECZKĘ, GABI!!! - pisnęła, ciągnąc ją za ramię, żeby ta wstała, ale najwyraźniej jej przyjaciółka była w zbyt dużym szoku, aby kiwnąć chociaż palcem.
     Marina nie miała pojęcia o czym ten dziad bredził. Nie potrafiła go zrozumieć, a adrenalina szumiała w jej uszach, przez co tym bardziej jego słowa nie miały jakiegokolwiek znaczenia. Zamrugała kilkukrotnie oczyma, a następnie nachyliła się, nadstawiając ucho.
     - Co ty gadasz?! - zapytała uniesionym tonem głosu, czekając chwilę na odpowiedź, lecz po chwili zrezygnowała i dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że zobaczyła coś, czego nigdy więcej nie odzobaczy.
     Poczerwieniała z zażenowania i wydęła policzki, zapowietrzając się.
     - ZBOCZENIEC!!! NIE DOŚĆ, ŻE PORYWACZ, TO I ZBOCZENIEC!! A MOŻE JESTEŚ GWAŁCICIELEM!? - usłyszawszy te jedno słowo, posłała spanikowane spojrzenie Gabrielle. - A CO JEŚLI ONI NAM... ONI NAM.... COŚ ZROBILI?!?! - ryknęła zrozpaczona.
     Rzuciła okiem na chinola, który znów zaczął coś mówić. Starała się go zrozumieć, ale tak seplenił, że nie ogarniała go kompletnie. Końcowo przyglądała się temu, co robił. Wyciągnął telefon, a raczej resztki telefonu. Marina nie potrafiła powstrzymać się od ataku śmiechu na widok jego miny.
     - Wyglądasz jak pies, któremu zniszczono najukochańszą zabawkę, haha!! - śmiała się wniebogłosy. - A poza tym, co to za model? Jakaś staromodna Nokia? Albo sypiący się IPhone? Haha, bezguście totalne nie znające się na dzisiejszej modzie, co nie, Gabi!? - zwróciła się do swojej przyjaciółki wyraźnie rozbawiona.
     Spojrzała na drugiego porywacza, który w końcu zabrał głos.
     - Ona nie jest czarownicą! Lepiej spójrz na siebie! Wyglądasz jak jakiś uliczny Seba z menelarnii! - zmrużyła oczy, wpatrując się w drugiego dziwnego dziada.
     Larsen aż zagotowała się w sobie, gdy niejaki Lewis nazwał ją oraz jej przyjaciółkę wariatkami. Co za niewychowany szmulec! Jak tak można traktować kobiety? Rodzina go nie nauczyła szacunku do płci pięknej!?
     - Kto by chciał takiego goryla za męża!! - prychnęła poirytowana. - Za grosz szacunku do dam! - dodała po chwili.
     - I tak, nikt nic nie pamięta, to chyba raczej logiczne, w końcu wczorajsza noc była dzika. - oznajmiła, jakby zjadła wszystkie rozumy świata. - A poza tym jestem Marina.
     Westchnęła ze zmęczeniem, po czym odwróciła wzrok.
     - Uważam, że jest to niemożliwe, żeby te obrączki dotyczyły was... - zadrwiła. - Ale jednak wolę dowiedzieć się druzgocącej prawdy...

Ostatnio zmieniony przez Neyu (11-11-2019 o 22h25)


https://i.imgur.com/zgPPpzo.gif

Offline

#19 14-11-2019 o 22h29

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 503

___https://fontmeme.com/permalink/190811/75f48778d0fb670a15ca9e66bd2ab4df.png


          Panika Mariny przez chwilę jej się nawet udzieliła. Nawet? Valentine była przerażona. Tak mocno skoncentrowała się na próbach pozbycia się niechcianej - już nie tylko ze względów estetycznych - biżuterii, że praktycznie nie zwracała uwagi na to, co się dookoła niej dzieje. Dopiero kiedy jej przyjaciółka ryknęła rozdzierająco, tuż przy jej lewym uchu i Gabrielle poczuła, że już nigdy nic z tej strony nie usłyszy, a przed oczyma stanęły jej wspomnienia z wojny w Wietnamie, obejrzała się i dostrzegła skośnookiego jegomościa. Ślub z Mariną? No cóż, Valentine była tak zajęta tym, jak sporną kwestią jest estetyczność jej pierścionka, że praktycznie nie pomyślała o najważniejszym i teraz poczuła, jak z jej twarzy odpływa krew. W sumie, ślub z nią byłby o wiele lepszą opcją niż ślub z kimkolwiek innym na ten moment, a przynajmniej biorąc pod uwagę, że wszyscy czworo byli w jednym pokoju hotelowym. Ewentualnie dopuszczała do siebie myśl, że została poślubiona niedźwiedziowi. Właściwie, jako ekscentrycznej właścicielce galerii sztuki, mogłoby jej to nawet wyjść na dobre. Wyobraziła sobie siebie, niczym współczesnego Salvadora Dali - tylko ładniejszego i bez wąsa, w spodniach z wysokim stanem, białej koszuli, szelkach i papierosem w długiej, szklanej lufce - prowadzącą na smyczy baribala i pozującą z nim do zdjęć. Może to te fotografie byłyby kiedyś dziełami sztuki, które mogłyby być małą fortunę, a kolekcjonerzy licytowaliby się o nie do ostatniego centa...
Pochłonięta pięknymi marzeniami, wręcz rozpromieniona odwróciła się w stronę chińczyka... I szybko odwróciła głowę, przysłaniając ręką twarz, żeby nie kusiło jej ponownie się odwrócić, mamrocząc przy tym pod nosem jakąś modlitwę, której w dzieciństwie nauczyła jej babcia. Starała się nie myśleć o tym, co zauważyła Marina, żeby nie zwariować do reszty. Dopiero komentarz drugiego faceta sprawił, że zapomniała o tym, o czym w sumie wolała zapomnieć i gwałtownie na niego spojrzała, gniewnie mrużąc oczy. Wstała, poprawiając na sobie prześcieradło, pakując w go całą grację, jaką mogła w tym momencie z siebie wyłuskać. Marina zdążyła już stanąć w jej obronie, za co była jej ogromnie wdzięczna, a żeby to udowodnić, chwyciła zaborczo przyjaciółkę za rękę - Dobrze! - warknęła, patrząc prosto na tego obdartusa, który śmiał tak ją znieważyć - Dobrze. Idziemy do lobby, może mają tam sejf. Zwykle zostawiam w nich swoje rzeczy. - patrzyła mu prosto w oczy, ciskając mu w twarz te słowa niczym wyzwanie - Chętnie udowodnię... obie udowodnimy... że nie mamy z wami absolutnie niczego wspólnego i to jakieś jedno wielkie fatalne nieporozumienie! A to! - krzyknęła jeszcze, potrząsając a efektu dłonią z pierścionkiem - Zdejmę, choćbym miała dać sobie uciąć palec, o!
Po czym odwróciła się od niego, wciąż gniewna, zarzucając włosami i odwracając się do przyjaciółki.
- Pomóż mi to jakoś upiąć, żeby wyglądało... W miarę. Błagam.
Podczas gdy prace nad zawiązaniem prześcieradła tak, by nie odsłaniało za dużo posuwały się do przodu, Valentine spojrzała na wciąż grzebiącego w telefonie chińczyka, który próbował ożywić zupełnie zniszczony telefon. Z jakiegoś powodu zrobiło jej się go żal, gdy wspomniał o tych zdjęciach z sępami i przez ułamek sekundy miała ochotę go przytulić i zapewnić, że znajdzie mu najlepsze sępy w okolicy i każe im nawet uśmiechnąć się do zdjęć, grożąc swoim misiem - mężem. Prawdopodobnie było to spowodowane jego akcentem, który w jakiś sposób ją rozczulał.
- Valentine. - mruknęła pod nosem mając nadzieję, że nikt nie usłyszał.
Kiedy wyglądała już na tyle lepiej, na ile było to możliwe, ruszyła w stronę hotelu, ciągnąc za sobą przyjaciółkę. Trochę niepewnie przemykały korytarzami, wychylając się zza rogów w obawie przed obiektywami aparatów, a kiedy dotarli do lobby, Valentine odkryła, że nie ma przy sobie przecież niczego, co mogłoby im ten sejf otworzyć.
- Eee. Masz może cokolwiek? Klucz z pokoju, dowód tożsamości?... Bo ja niestety tylko prześcieradło...
Po dłuższych perypetiach udało im się dostać do sejfu, w którym - ku przerażeniu kobiety - były nie tylko ich rzeczy, ale też dwie teczki z elegancko tłoczonym napisem "Akt ślubu".
Valentine, która była zajęta oglądaniem swojego telefonu, który unurzany był w czymś podejrzanie lepkim i nieapetycznym, mogła tylko patrzeć na teczki bez słowa i powoli klarować sobie w głowie, że tej nocy stało się coś zaiste dziwnego.
- No to... Kto to otworzy? - zapytała niepewnie, odsuwając teczki jak najdalej od siebie i mając jeszcze cień nadziei, że nie stało się najgorsze.

Offline

#20 27-11-2019 o 23h05

Straż Obsydianu
Doc
Straż na szkoleniu
Doc
...
Wiadomości: 190

Porzuciwszy próby uruchomienia telefonu, który w chwili obecnej wyglądał jak sonda po nieudanym wylądowaniu na Księżycu. Tu i ówdzie wystawały z komórki jakieś dziwne elementy...
A mogłem nie kupować tej komórki na aliexpress... - pomyślał z rezygnacją Song Tai, chowając telefon do kieszeni szlafroka. Za dobrze sobie obmyślili te obniżki na Black Friday. No ale co, 50 dolarów kosztował, a za dwa była zniżka, to dla babki też wziąłem...
Przezornie wyłuskał jednak z niego kartę pamięci, odkładając ją do drugiej kieszeni. Tak na wszelki wypadek... pokiwał tylko na słowa Keanu, zanim spojrzał w stronę tych dwóch wyjców.
- Ale chiba nie takie jak te? - zapytał z wyraźnym, nader wyraźnym powątpiewaniem w głosie, nadal im się przyglądając. chwilę po tym zachichotał, słysząc o czarownicy. Zdaniem Song Taia to było idealny epitet, opisujący kobietę w tej chwili.
Obie zachowywały się jak wiedźmy, próbujące krzykami i wrzaskami rzucić na nich jakiś czar. Jednak jeśli miało to skutkować jakimś efektem, to najwyraźniej miało to być zaklęcie natychmiastowej ucieczki napastnika. I, prawdę mówiąc, Song Tai bardzo był do tego w tej chwili skłonny - zaczynały go już boleć uszy.
Już wiem, co zamówię sobie na Aliexpress. Zatyczki do uszu. - pomyślał, odsuwając się od dwóch dziewczyn na bezpieczną odległość słuchową.
- A ja jestem Tai. Song Tai - przedstawił się Song, po wysłuchaniu przemowy Lewisa-Keanu. - Tai to imię - dodał na wszelki wypadek. - Ja nic nie pamiętam. Tylko mój kuzyn napisał mi, że znalazłem się gdzieś w internecie i jestem już podobno od wczoraj bardzo sławny.

Chwilę po tym umilkł, słysząc narastające krzyki obu wariatek z krzaków; rzucił nieco zniecierpliwione spojrzenie tej bardziej wrzeszczącej, która aktualnie wydzierała się o pięciorgu dzieciach.
- Ja nie chcę nic mówić, ale dziś nawet bogatych Chińczyków nie byłoby stać na pięcioro dzieci - zauważył dość trzeźwym, przytomnym tonem. Umilkł jednak chwilę po tym, ogłuszony skutecznie krzykiem pt. "AAAAAAAAAAAAAAAA!!!", który zawierał w sobie tyle wykrzykników, ile znajdowało się zer na mafijnym koncie Song Taia. Chwilę po tym zamrugał dość niemrawo, zdziwiony atakiem ze strony trawy; obie kobiety zachowywały się... dziwnie?
- Z takim zachowaniem jak wasze to chyba szybko nam anulują te akty małżeńskie - dodał nieco zgryźliwym tonem, przecierając twarz z trawy. Machnięciem ręki odgonił paparazzi, którzy znów się zlecieli.
A w oczekiwaniu na to, aż kobiety przestaną się wydzierać, znów wyjął telefon i znów spróbował go uruchomić - na komentarze o starej Nokii albo iPhonie tylko zacisnął usta.
- Nie każdy potrzebuje telefonu, wysadzanego kryształami Svarowskiego lub ajfona najnowszej generacji - skwitował obojętnym tonem, zanim lekko podrzucił zrujnowany telefon na swojej dłoni, wymownie wpatrując się w obie kobiety.
Gdybym zdołał rzucić komórką i ogłuszyć tę głośniejszą, to może z tą mniej wrzeszczącą dałoby się dogadać... z tą, tą... Mariną. Maryną. Czy jak jej tam. Jej imię brzmi w ogóle jak nazwa jakiejś łodzi podwodnej z Rosji.
Czekał.
Czekał.
Czekał.
- Jasne, też chętnie wam udowodnimy, że nie mamy z wami nic wspólnego - odrzekł po chwili, zapominając o utrzymaniu swojego akcentu. Przymrużył swoje małe, skośne oczka do rozmiaru szparek - co nie przeszkadzało mu wyglądać na swój sposób groźnie.
No, przynajmniej CHCIAŁBY groźnie wyglądać. Ale jak złowrogo mógłby prezentować się niewysoki, szczupły, drobniutki wiceszef chińskiej mafii w białym, puchatym, o wiele na niego za dużym hotelowym szlafroku? Raczej zapewne dość słabo, pomimo wewnętrznych nadziei.
- W ogóle jak myślicie, czy z takim wyglądem jak nasz ktoś w ogóle weźmie nas na poważnie? - stwierdził po dłuższej chwili z pewnym powątpiewaniem. - Nie chcię być niemiły ani w ogóle... ale wyglądamy jak banda dźiwaków, którymi jeśteśmy. - dodał, przypomniawszy sobie o akcencie.
- I jakbym pracował w recepcji, to bym śię zaśtanawiał, ci pani sobie zie mnie ziarty robi - zwrócił się do tej drugiej. Nie do Mariny. Miał nadzieję, tak swoją drogą, że tym razem ta druga nie zacznie krzyczeć.
I nadal bawił się mimochodem telefonem. No cóż, nadzieja umiera ostatnia, prawda? Liczył, że jednak aliexpressowe cuda okażą się dosłownie cudami i jednak, mimo wszystko, uda mu się go uruchomić. Niestety, alixpressowe cudo nadal uparcie milczało, przypominając potłuczoną płytę chodnikową po polskich listopadowych przejściach.

W końcu nadszedł ten moment. Recepcjonista co prawda przyglądał im się z pewnym powątpiewaniem, jednak ostatecznie uległ - być może dlatego, że porównanie zarówno Mariny, jak i Valentine ze zdjęciami z googli wypadło nader skutecznie.
- Panie, nie wkulwiaj mnie pan! - zdenerwował się Song Tai, gdy recepcjonista już otwierał usta, by coś powiedzieć w jego stronę. - Daj pan ten kluć i idź sobie!
Tuż po tym sejf stał przed nimi otworem; na dnie leżały dwie teczki.
I każdy tylko się w nie wpatrywał.
A kiedy życie daje ci krótszą zapałkę, to musisz ją wykorzystać,pomyślał smętnie Song Tai, zanim zdecydowanym ruchem sięgnął po obie teczki, otwierając je zamaszyście.
- Świadectwo małżeństwa - wyrecytował uroczystym tonem - Zawarte pomiędzy Valentine Gabrielle Le Tonnelier, zamieszkała przy... no, gdzieś tam... i Lewisem Stanleyem... - bez słowa wepchnął teczkę w objęcia Keanu, zanim zgarnął swoją.
- No, to samo. Świadectwo małżeństwa zawarte pomiędzy Mariną Claire Larsen i Song Taiem... sorry mała. - spojrzał na Marinę z krzywym uśmieszkiem. - W ogóle kim ty jesteś? Właściwie, kto tu kim jeśt w ogóle? Chodźmy o tym poroźmawiać gdzieś na śpokojnie. W ogóle to nie mozie się wydać... no, wiećie... - zamachał swoją teczką. - Zieby to się nie przedostało do mediów, wiecie... i chodźmy mozie do Tłustego Donga, co?


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1