Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2

#1 22-08-2019 o 11h17

Straż Cienia
Czekola
Straż na szkoleniu
Czekola
...
Wiadomości: 198

https://i.imgur.com/W2fD2dx.gif


          Szóstka geniuszy spotyka się po siedmiu latach nad grobem ich przyjaciółki ze szkolnych lat. Po tym jak ich drogi się rozeszły żadne z nich nie spodziewało się, że znajdą się w tym miejscu, zakopując własną przyjaciółkę.  Choć to stwierdzenie byłoby pewnym błędem, gdyż w tym wypadku była to tylko pusta trumna.  Jej ciało nie zostało odnalezione, choć świadkowie stwierdzili, że dziewczyna przypominająca jej osobę skoczyła z urwiska, kończąc tak swoje życie.  Po tym sprawa wyjątkowo szybko ucichła, bez większego śledztwa policji.
Cała szóstka nie mogła pogodzić się z jej śmiercią, uznając okoliczności za wyjątkowo dziwne, a samych „świadków” za nieufnych krętaczy. Co doprowadziło, ze postanowili wziąć tę sprawę w swoje ręce.
          Jednak tydzień po pogrzebie, każdy z nich dostał tajemnicza notkę, proszącą o spotkanie się w ich starym miejscu spotkań. Domek na drzewie, a o nim tutaj mowa, był czymś co wiązało się z ich wspomnieniami – zarówno tymi dobrymi jak i złymi.
          Po dotarciu na miejsce jedyne co znaleźli to pojedynczą książkę zatytułowaną ,, The struggle of Lady Elizabeth” podpisaną przez ich zmarłą przyjaciółkę, która to była wspaniałą pisarką, a której książki z roku na rok zyskiwały coraz większą popularność.
Uznając to za pewnego rodzaju poszlakę, szóstka postanawia przeczytać tajemniczą książkę.
          Ku ich zaskoczeniu okazuje się, że... książka jest okropnym gniotem! Fabuła była prosta: Po szesnastu latach młoda dziewczyna imieniem Elizabeth  dowiaduje się, że jest nieślubną córką barona, który to jest królewskim lekarzem. Po nieoczekiwanym odkryciu swoich magicznych umiejętności trafia do Akademii Magii Eryrith, gdzie poznaje pierwszego księcia. Zakochują się, napotykają trudności, ale ostatecznie i tak kończą razem.
Oczywiście nie byłoby w tej fabule nic złego, gdyby nie to że wszyscy bohaterowie to idioci! Dodatkowo jakim cudem większość postaci kończy jako pionki i umiera w imię miłości bohaterki i księcia?  I to ma być dobre zakończenie?
          Zrezygnowana szóstka postanawia wrócić do domu, uznając że ktoś najwyraźniej robił sobie z nich żarty.
Ale jakim cudem następnego dnia budzą się w obcym miejscu i  w nieswoich ciałach? Na dodatek jako bohaterowie, którzy są z góry skazani na śmierć!

https://i.imgur.com/85O0o3N.jpg


Postacie


Geniusze


++++++++++++++++++++++♂  1 - @Czekola - drugi książę, jedyny syn zmarłej już pierwszej królowej, pierwotnie miał być następcą tronu, ale za dzieciństwa została ++++++++++++++++++++++ na niego rzucona klątwa, która pomału zabija go od środka, narzeczony córki generała (5),choć zakochał się w głównej bohaterce i nawet jej ++++++++++++++++++++++ pomagał, ostatecznie oskarżony o próbę rebelii zostaje skazany na śmierć, choć klątwa zdąża wykończyć go już w lochach.
++++++++++++++++++++++♂  2 - @Airi - przybrany brat narzeczonej pierwszego księcia (4), choć dokładnie mówiąc adoptowany syn markiza z ich dalekiej rodziny, ++++++++++++++++++++++ oskarżony o używanie czarnej magii umiera na stosie.
++++++++++++++++++++++♂  3 - @Okinkow - syn hrabi, jego ojciec jest znanym czarnoksiężnikiem, podkochiwał się w córce królewskiego medyka (6), po tym jak ++++++++++++++++++++++ nieoczekiwanie jego ojciec zostaje zamordowany, zostaje wrobiony w jego śmierć i w poszukiwaniu pomocy znika, zostaje później odnaleziony ++++++++++++++++++++++ martwy.

++++++++++++++++++++++♀  4 - @Ermira- córka markiza, narzeczona pierwszego księcia,chociaż pierwotnie miała być narzeczoną drugiego księcia (1), przyrodnia ++++++++++++++++++++++ siostra (2), jej narodziny przepowiedziała wyrocznia, wybrana przez "Boga" na przyszłą królową kraju, ostatecznie została otruta.
++++++++++++++++++++++♀  5 - @Rissie - córka naczelnego generała armii królestwa, narzeczona drugiego księcia (1), szalenie podkochiwała się w pierwszym księciu, ++++++++++++++++++++++ zabita przez własnego ojca z przyczyn nieznanych.
++++++++++++++++++++++♀  6 - @Jaquelle - legalna córka królewskiego medyka (barona), przyrodnia siostra głównej bohaterki, ginie oskarżona o otrucie narzeczonej ++++++++++++++++++++++ pierwszego księcia(4).


NPC

++++++++++++++++++++++ @Acerola - jako Siostra Mercedes, służąca w Akademii Magii i złote serce
++++++++++++++++++++++ @Ischigo - jako Daath Mendler, niewinna Hybrydzia Mrocznej Bestii
++++++++++++++++++++++ @Morenn - jako Mildred, służąca w Akademii Magii, a zarazem mały złodziejaszek



Regulamin


++++++++++++++++++++++1. Przestrzegamy regulaminu forum.
++++++++++++++++++++++2. Wygląd A&M lub arty.
++++++++++++++++++++++3. Każdy z geniuszy specjalizuje się tylko w jednej dziedzinie np. gotowanie, medycyna, sztuki walki itd.
++++++++++++++++++++++4. Informujemy się o nieobecnościach.
++++++++++++++++++++++5. Jeśli nie chcesz już z nami pisać, daj znać. Nie opuszczaj nas bez słowa. Ja naprawdę nie gryzę. (・´з`・)
++++++++++++++++++++++6. Jeśli przeczytałeś/aś cały ten regulamin, na końcu KP wstaw małe serduszko.
++++++++++++++++++++++7. Proszę o ładne i czytelne KP. Bez jaskrawych kolorów, których nikt nie jest w stanie się doczytać.
++++++++++++++++++++++8. Po zajęciu wszystkich 6 geniuszy można się jeszcze zgłaszać na pisanie jakimś NPC z książki.
++++++++++++++++++++++9. Zgłoszenia przyjmuję tylko na priv.



Inne

Ostatnio zmieniony przez Czekola (01-09-2019 o 16h03)


ɢᴏɴɴᴀ ɢᴇᴛ ᴍʏ ꜰᴀᴠᴏᴜʀɪᴛᴇ ᴠɪʟʟᴀɪɴ'ꜱ ʜᴇᴀʀᴛ

https://stat.ameba.jp/user_images/20200503/23/nal2/61/85/g/o1500050014753181681.gif?caw=800

Offline

#2 22-08-2019 o 11h51

Straż Obsydianu
Ermira
Pokonała kurę
Ermira
...
Wiadomości: 916

─────────────────────────   IS THIS THE REAL LIFE?

O L Y M P I A     V O N     D E V E R O U X

OR IS THIS JUST FANTASY?   ───────────────────────

https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/615600088630296587/olympia6.jpg  https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/615599837626368031/olympia7.jpg

┎                                                                                                                             ┒
P     E     R     S     O     N     A     L     I     A
GODNOŚĆ   olympia von deveroux                NAZYWANA   ollie                ZAJĘCIE   uczennica
WIEK   17 lat        DATA URODZENIA   01.01, canveria          MATKA   perugia, 36 lat, kapłanka
OJCIEC   vincent, 56 lat, markiz              RODZEŃSTWO    przyszywany brat, dracon, 17 lat
ORIENTACJA   hetero          STATUS   zaręczona           NARZECZONY   pierwszy książę, 17 lat
MAGIA   wody                 STAN  MAJĄTKOWY   plecak pełen cash'u wypełniony aż po brzegi

┖                                                                                                                             ┚

┎                                                                                                                             ┒
A       P       A       R       Y       C       J       A
WZROST   sto siedemdziesiąt pięć centymetrów        WAGA    sześćdziesiąt kilogramów
SYLWETKA   smukła i kobieca              WŁOSY   długie, perłowe              OCZY    szare, kocie
CERA   blada, bez skazy        BLIZNY    jedna oparzeniowa na całej długości prawej ręki
CHARAKTERYSTYCZNE   pieprzyk pod okiem, ostre brwi, pełne usta, czerwone paznokcie

┖                                                                                                                             ┚

┎                                                                                                                             ┒
D      O     D     A      T      K      O     W      O
      W WIELU KRĘGACH NAZYWANA CRAZY B****   głównie   ze  względu   na    jej   maniakalne,
wręcz  chorobliwe  uczucia  wobec  pierwszego księcia,  dzięki  którym mogłaby
nawet  zabić.    Nikomu  nie  pozwoli  stanąć  na  drodze  ich   miłości,    brutalnie
usuwając z niej każdą przeszkodę.                                                                                     

      PRZEZ TYTUŁ ``WYBRANEJ PRZEZ BOGA``,    który   najprawdopodobniej   jest  picem  na
wodę spreparowanym przez jej ojca, może zachowywać się bezkarnie. Nieważne
czy  dla  własnej  przyjemności  zrobi  komuś  krzywdę,  wyżyje się na młodszym
dzieciaku, bo miała gorszy dzień, po prostu poznęca się nad kimś... z nudów.       

      BLIZNĘ NA RĘCE    skrzętnie skrywa pod rękawami sukni,  bądź  rękawiczkami.  Ta
daje jej się czasem we znaki, piorunując ją przeokropnym bólem. Podczas zabaw
z   pierwszym   księciem,  kiedy  uczyli   się   jeszcze  kontrolować   swoje   moce,
ten poparzył Olympię dotkliwie,  później obiecując, że wyjdzie  za  nią  i  nigdy  jej
nie   zostawi...    Właśnie   temu   wydarzeniu   książka   przypisuje    nienormalne,
maniakalne zachowanie  panny  von  Deveroux,   w   której   nie  miała   się   tutaj
urodzić tylko miłość wobec księcia, a i chora chęć posiadania go na własność.   

      FAKT, ŻE ZOSTAŁA OTRUTA    nie   był   szczególnie   zadziwiający,  zwłaszcza,  że  po
zerwaniu  zaręczyn  przez  pierwszego  księcia,  który oskarżył  ją  o  pastwienie
się  nad  Elizą,  straciła  łaskę  ojca  oraz  króla, a tym samym swoją bezkarność.
Wiele  osób  zacierało  ręce  na  ten  dzień,    ażeby w końcu móc zemścić się na
dziewczynie.    Ona natomiast straciła jakiekolwiek chęci do życia, popadając w
rozpacz,  że  książę,  mimo  powierzonej  obietnicy,  zostawił  ją.  Ta prędzej czy
później   sama   zakończyłaby   swój   żywot,    trucizna  jedynie    przyspieszyła
ten  proces.   Trudno   jednak   było   sympatyzować   się   z  tą  postacią,   bo  ta
przez    całą    książkę    nie    okazała    nawet    grama    troskliwości,     skruchy,
a  właściwie  jakichkolwiek  normalnych  ludzkich  uczuć.  Dodatkowo jej  opisy
ograniczały się do tego, że była piękna,  a  jej  ból  właściwie cieszył czytelnika,
zamiast powodować w nim współczucie.                                                                       

      DO ŚWITY, KTÓRA NIE ODSTĘPUJE JEJ NA KROK    należeli  Charlotte  Deco,   Li  Moreno,
Pecto oraz Barilla. Kobiety towarzyszyły Olympii na korytarzach  akademii oraz
balach,   natomiast  mężczyźni  wykonywali   za  nią  brudną  robotę,  której  ta
jedynie z satysfakcją się przyglądała.                                                                             

┖                                                                                                                             ┚

https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/615651193825263686/przydupas3.jpg  https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/615651192055529480/przydupas1.jpg  https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/615651238192742456/przydupas_2.jpg  https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/615651197973430316/przydupas4.jpg
┎                               ┒  ┎                               ┒  ┎                               ┒  ┎                               ┒
PECTO             DRILL                  CHARLOTTE  DECO                  LI                 MORENO                  BARILLA  CRIOLLO
Ma lepsze zajęcia, niż              Jest       wyniosła      i              Li  należy  do   bandy              Do      Barilli      trochę
uczęszczanie          na              dosyć    oziębła.      W              Olympii,  z czego jest              ciężko        jest        się
uczelnię.          Często              przeciwieństwie    do              bardzo            dumna.              zbliżyć.   Nie   zawsze
można go spotkać na              swoich      koleżanek,              W        rzeczywistości              wiadomo  o   czym   z
siłowni,  gdzie mocno              zależy jej na dobrych              brakuje                     jej              nim porozmawiać i  o
bije          w         worek              stopniach       i        na              c   h  a  r  a  k  t  e  r  u              czym      myśli,       ale
treningowy. Ponadto,              z a  c  h  o  w  a  n  i u              i        zadowala        się              w         głębi        serca
okoliczni   menele  go              d  y  s   k   r   e  c  j  i  ,              docinaniem     innym.              jest        na       pewno
szanują,      a     nawet              dzięki    czemu     jest                                                                   sympatyczny.      Gdy
się     go     obawiają...              traktowana             na                                                                   się        nie       wkurza
Czyżby coś  ukrywał?              p   o  w   a  ż   n  i  e   .                                                                   można  nawet  z  nim
                                                                                                                                                                  p o  ż  a  r  t  o  w  a ć.

┖                               ┚  ┖                               ┚  ┖                               ┚  ┖                               ┚



──────────────────────────   LIFE  WILL  NOT   GROW

L   A   N   A        N   I   S   T   E   R   O   O   Y

IF  WE  NEVER  CHANGE   ──────────────────────────

https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/615592193654128655/lanus2.jpg  https://cdn.discordapp.com/attachments/541567871948423171/615592221563158529/lanus4.jpg

┎                                                                                                                             ┒
P     E     R     S     O     N     A     L     I     A
GODNOŚĆ   lana nisterooy        ❚        NAZYWANA   barankiem        ❚        ZAWÓD   nauczycielka
WIEK   26 lat       ❚       DATA URODZENIA   17.02,  ameryka       ❚       POCHODZENIE   holenderskie
MATKA   gina (✝)     ❚     OJCIEC   lars, 60 lat, piekarz    ❚    RODZEŃSTWO   daan, 30 lat, doker
ORIENTACJA   hetero    ❚    STATUS   w związku     ❚     CHŁOPAK   finn stuart, 31 lat, policjant
ZDOLNOŚCI   matematyczne, analityczne          ❚          STAN  MAJĄTKOWY   średnio zamożna
┖                                                                                                                             ┚

┎                                                                                                                             ┒
A       P       A       R       Y       C       J       A
WZROST   sto sześćdziesiąt centymetrów         ❚         WAGA   pięćdziesiąt dwa kilogramy
SYLWETKA   wysportowana     ❚     WŁOSY   kręcone, kasztanowe     ❚     OCZY   duże, piwne
CERA   jasna, rumiana      ❚      CIAŁO    pełne rozstępów       ❚       BLIZNY   kilka mniejszych
CHARAKTERYSTYCZNE     perkaty    nos,   pucołowate  policzki,  wada  wzroku  i  wymowy
┖                                                                                                                             ┚

┎                                                                                                                             ┒
D      O     D     A      T      K      O     W      O
      NADWAGA ZA CZASÓW SZKOLNYCH   była spowodowana przez rodzinę, która wyznawała
zasadę, że pulchne dziecko  to  dziecko  szczęśliwe.  Lana  dużo  i  szybko  schudła
dopiero po  śmierci  matki,  która przed trzema laty mocno w nią uderzyła. Zaczęła
niewiele jeść, zagłuszając smutek intensywnymi ćwiczeniami. Ostatecznie weszło
jej to w nawyk.  Fast foodów, słodkiego czy tłustego jedzenia nie ruszy.                     

      KIEDYŚ WYCHILLOWANY LEKKODUCH Z MATCZYNYMI ZAPĘDAMI,   teraz  nauczycielka   w   pod  -
stawówce, od której wręcz bije powołanie do tego zawodu. Uwielbia dzieci, jednak
sama z pewnych przykrych przyczyn nie może ich mieć.  Mimo to nie opuszcza jej
pogoda ducha. Ma dużo cierpliwości. Może się jednak wydawać nazbyt uparta.       

      NIEGDYŚ ZBYT UCZCIWA   do tego stopnia, że nie pozwalała innym uczniakom odpisać
swojego  zadania  domowego  czy  sprawdzianu.  Zawsze  jednak  była  chętna  do
pomocy  w  nauce.  Teraz  jest  zdania,  że  mogła  czasem nagiąć te swoje żelazne
zasady  i,  że  wszystkim  na  lepsze  by  to  wyszło.                                                           

      JĄKANIE SIĘ   towarzyszyło jej od najmłodszych lat.  Rodzina  podejrzewa,  że  jego
pojawienie się mogło mieć związek z atakiem wilczura, kiedy ta miała zaledwie trzy
lata, co również jest wynikiem nielubienia, a raczej bania się zwierząt przez Lanę.   

      DO OSIEMNASTEGO ROKU ŻYCIA   nosiła krótkie, sięgające ramion włosy oraz dość grube
bryle.  Mimo dość dużych kompleksów na temat swojego wyglądu sporo śmiała się
z  siebie  i  starała  się do tego zachowywać dystans. Teraz,  kiedy  jest  już  dorosła
powoli odbudowuje poczucie własnej wartości.                                                                   

┖                                                                                                                             ┚

R E L A C J E

Ostatnio zmieniony przez Ermira (02-09-2019 o 16h03)


vape i w*******

Offline

#3 22-08-2019 o 12h02

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 136


https://cdn.discordapp.com/attachments/485218685229727773/614163919753314342/ezgif.com-resize.gif
D R A C O N   V O N   D E V E R O U X          siedemnaście lat
adoptowany  syn  Vincenta  i  Perugii              magia  wody
biologiczny    syn     Ahne     i     Bonny    z    rodu    Shi'ven
uczeń             w             Akademii             Magii             Eryrith
długie,  czarne  włosy                      mętne,  szare  tęczówki
sto      osiemdziesiąt      osiem     centymetrów      wzrostu
szczupła  postura                             chorobliwie  blada  cera


-



https://cdn.discordapp.com/attachments/485218685229727773/614165333133099028/unknown.png
F  E  L  I  C  E      C  O  L  L  I  N  S           dwadzieścia pięć lat
syn Josepha i Aletei                jedynak                ojciec Beau
właściciel         i         sprzedawca        księgarni         "B & F"
miękkie,  brązowe  włosy                            ciemne  tęczówki
sto      osiemdziesiąt      osiem     centymetrów      wzrostu
szczupła postura                              ciało pokryte tatuażami
blizny na lewej nodze                             proteza prawej nogi


-



Ostatnio zmieniony przez Airi (02-09-2019 o 14h01)



https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/731619869728178216/airi.gif

Offline

#4 22-08-2019 o 12h12

Straż Absyntu
Rissie
Porucznik Straży
Rissie
...
Wiadomości: 10 605


https://funkyimg.com/i/2WtzU.png   
https://funkyimg.com/i/2WtAa.jpg
vesper aux grimmoux   siedemnaście lat   córka naczelnego generała armii królewskiej
i   nieznanej   światu   kobiety             jedynaczka             narzeczona   drugiego   księcia
urodzona  w   stolicy,   ale  wychowana  na  wybrzeżu  kraju  w  jednym  z  garnizonów
uczyła    się    posługiwać    bronią    od    najmłodszych    lat         "waleczna   wilczyca"
uwielbia    jazdę    konno    i    deszczową    pogodę              gardzi    pałacową    etykietą
i wszystkimi rodzajami łyżeczek   wybuchowa realistka o morderczych skłonnościach
włada       mocą       szmaragdowego       płomienia,     co      odziedziczyła      po      ojcu



https://funkyimg.com/i/2WtAd.png
https://funkyimg.com/i/2WtzQ.jpg
vasco hernandez      dwadzieścia pięć lat     amerykanin       syn aptekarza i bibliotekarki
spokojny  i  ułożony  chłopak,  nie  wadzi  nikomu           lubi   uciekać   od   towarzystwa
i  zaszywać  się  gdzieś  z  dobrą  książką             uwielbia  zapach  powietrza  po  burzy
nie przepada za zgiełkiem i ćwiczeniami fizycznymi      za prawdziwą siłę uznaje umysł

tu będą relacje pani badass


a tu będą relacje nerda


zgadnijcie co tu jes

Ostatnio zmieniony przez Rissie (25-08-2019 o 15h24)


https://images92.fotosik.pl/358/7c6dfee3113b9eb0.png

Offline

#5 22-08-2019 o 12h48

Straż Cienia
Czekola
Straż na szkoleniu
Czekola
...
Wiadomości: 198

https://i.imgur.com/c2FbAFe.png
https://i.imgur.com/85O0o3N.jpg
https://i.imgur.com/1s2rgfl.pnghttps://i.imgur.com/uvj5TnD.png
https://i.imgur.com/FBWGVXA.pnghttps://i.imgur.com/1ZXGRgV.png
https://i.imgur.com/85O0o3N.jpg
Anastagio William Albert de Agrigente  |  Stagio / Gio  |  Mężczyzna
14 Luty  |  Wodnik  |   17 lat 
Heteroseksualny  |  Zaręczony  |  A Rh+
| Drugi książę | | Magia Ognia |
https://i.imgur.com/85O0o3N.jpg
Krwawo czerwone włosy z niebieskimi pasmami  |  Niebieskie oczy
182 cm  |  54 kg
Wychudzony  |  Chorobliwie blady  |  Przystojny
| Czarne znaki na ciele, głównie na torsie i rękach, które wyglądem przypominają poparzenie. |

Inne

W życiu realnym



Ostatnio zmieniony przez Czekola (30-08-2019 o 23h39)


ɢᴏɴɴᴀ ɢᴇᴛ ᴍʏ ꜰᴀᴠᴏᴜʀɪᴛᴇ ᴠɪʟʟᴀɪɴ'ꜱ ʜᴇᴀʀᴛ

https://stat.ameba.jp/user_images/20200503/23/nal2/61/85/g/o1500050014753181681.gif?caw=800

Offline

#6 22-08-2019 o 15h31

Straż Absyntu
Jaquelle
Nowo przybyła
Jaquelle
...
Wiadomości: 5

Prace budowlane trwają

s6.ifotos.pl/img/renatkapn_qswqexq.png
fontmeme.com/permalink/190822/11bb447093dcda05d99b1cc69e6415f2.png


Esmeralda Rohenwild   » 17 lat
córka barona     »    przyrodnia siostra Elizabeth
żywioł ziemi  » mistrzyni eliksirów
heteroseksualna  » niezamężna

czarne włosy    »   złote oczy
178cm wzrostu » 64kg wagi
blada karnacja    »     blizna po poparzeniu


Danielle jest skrytą osobą. Całe dnie spędza czytając książki i jeżdząc konno. Ma spore poczucie humoru, którym zawsze rozbawia innych. Dodatkowo jest miła i koleżeńska i jeśli ktoś prosi ją o przysługę, stara się mu pomóc. Nie oznacza to jednak, że daje się wykorzystywać, umie powiedzieć "nie"  W trakcie swojej edukacji miała kilkoro przyjaciół, ale kontakt z nimi urwał się po wstąpieniu w dorosłość. Wychowała się w sierocińcu, została znaleziona w śmietniku krótko po narodzinach. Przeżyła tylko dzięki temu, że ktoś usłyszał jej płacz. Jej rodziny nigdy nie znaleziono, a sama dziewczyna nigdy nie była tym szczególnie zainteresowana. Po skończeniu szkoły zatrudniła się w stadninie, a po dwóch latach została instruktorką jazdy. Obecnie mieszka w domku na wsi, gdzie doskwiera jej samotność. Nigdy nie była w poważniejszym związku, mężczyźni zawsze traktowali ją co najwyżej jako najlepszą przyjaciółkę, której można się wyżalić i zapytać o radę.
Esmeralda zna swoją wartość i jest pewna swoich atutów Zawsze mówi to co myśli, nawet jeśli jest to nie na miejscu. Potrafi być miła i uprzejma, zwłaszcza w gronie przyjaciół, których nigdy by nie zdradziła. Jest wzorową uczennicą, sporą część czasu poświęca samorozwojowi, który jest dla niej kluczową kwestią. Jej największą wadą jest zdecydowanie zazdrość. Urodziła się jako szlachcianka, córka znanego i szanowanego barona. Była córeczką tatusia i zawsze miała to, o czym tylko sobie zamarzyła. Już od dziecka szkoliła się w magii ziemi, która była wrodzonym żywiołem rodziny Rohenwild. Odkryła w sobie też pasję do eliksirów – tworzyła różnorakie mikstury i była w tym naprawdę świetna. Wokół niej od zawsze kręciło się paru adoratorów, ale nigdy nie była nimi zainteresowana. Wierzyła, że jeszcze przyjdzie czas na takie rzeczy jak miłość. Kiedy dowiedziała się, że ma przyrodnią siostrę, była wściekła. Elizabeth wydawała się zbyt wyidealizowana, wydawała się lepsza od niej. 


Najważniejsze różnice pomiędzy Danielle a Esmeraldą

- Danielle rzadko kiedy mówi to co naprawdę myśli. Wychowała się w środowisku, w którym lepiej było zatrzymać swoje zdanie dla siebie. Jest przyzwyczajona do unikania niewygodnych faktów i odpowiadania tego co dana osoba chce usłyszeć. Esmeralda jest zupełnie inna – zawsze prawdomówna, mówi co jej tylko ślina na język przyniesie. Nigdy nie miała z tego powodu żadnych nieprzyjemności, inni  cenili w niej właśnie szczerość.
- Obydwie są pracowite na zupełnie inny sposób. Brązowowłosa przez ciężką prace rozumie zajęcia fizyczne. Sporo ćwiczy, a większość wolnego czasu poświęca na zajmowanie się końmi. Nie leniuchuje, śpi po sześć-siedem godzin i to jej całkowicie wystarczy. Bardzo rzadko zdarza się dzień, w którym nie wróciłaby zmęczona do domu. Dzięki temu, że ciągle coś robi, nie musi myśleć o samotności. Czarnowłosa haruje tylko psychicznie. Godzinami siedzi przy książkach, pochłaniając coraz to więcej informacji. Chce być idealnie wykształcona, żeby baron nie musiał się za nią wstydzić. Nienawidzi wysiłku, ma bardzo słabą kondycję i szybko się męczy. No i nie umie jeździć konno, zwierzęta jej nienawidzą.
- Sierociec w którym mieszkała dwudziestopięciolatka był wyjątkowo nędzny. Obskurne pomieszczenia, wieloosobowe pokoje koedukacyjne, marne porcję i niemiłe opiekunki – to była jej rzeczywistość. Szczerze nienawidziła tego miejsca i wyczekiwała dorosłości, gdy będzie mogła się wynieść. Po osiągnięciu pełnoletności nie było wcale łatwiej – musiała się utrzymać w drogiej stolicy a nie miała żadnej rodziny, która mogłaby ją wesprzeć. Czasami nie miała nawet co do garnka włożyć. Druga nastolatka nigdy nie miała takich problemów. Od zawsze wszystko miała wszystko podawane na tacy. Jadła jedzenie przyrządzone przez najlepszych kucharzy, nosiła drogie sukienki wypełnione diamentami i innymi szlachetnymi kamieniami. Kiedy tylko czegoś chciała, ojciec od razu jej to kupował. Stała się przez to „lekko” rozpuszczona i z pewnością nie poradziłaby sobie w skórze Gabrielle.
- Różni je również podejście do religii. Danielle jest ateistką, nigdy nie wierzyła w istnienie siły wyższej, w to, że ktoś stworzył świat i patrzy na nich z góry. Jest pewna, że gdyby Bóg istniał, nie byłoby chorób, kataklizmów i innych złych rzeczy. W kościele była dwa razy – na ślubie kolegi i pogrzebie Arianny. Czuła się tam strasznie obco, jakby tam nie pasowała. Oczywiście dla niej życie po śmierci nie istniało, trzymała się teorii, że po wszystkim następowała  ciemność. Esmeralda za to jako jedyna z rodziny jest bardzo religijna. W kapliczce po raz pierwszy była w wieku 4 lat i właśnie wtedy pokochała Boga. Niestety nie bardzo ma o kim z tym porozmawiać, ludzie wokoło niej nie wierzyli. W chwilach słabości lubi się pomodlić, to ją uspokaja. Mimo wszystko nie wierzy w niebo czy piekło, uważa, że po śmierci ludzie odradzają się i na nowo zaczynają życie w innym ciele bez świadomości, kim się było wcześniej.

Relacje Danielle


Relacje Esmeraldy


Ostatnio zmieniony przez Jaquelle (01-09-2019 o 21h41)


i.pinimg.com/originals/2f/68/60/2f6860b325dc9a9723766e24bcde57b4.gif

Offline

#7 22-08-2019 o 16h56

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 167

Serduszka dla Czeko <3 <3 <3 <3 <3 <3
https://media.discordapp.net/attachments/564495598900871198/618039785516171274/Lucas_Oberon_2.png?width=431&amp;height=609

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (04-10-2019 o 18h00)


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#8 24-08-2019 o 19h21

Straż Cienia
Acerola
Akolita Jednorożców
Acerola
...
Wiadomości: 372

https://i.pinimg.com/564x/5f/e2/bf/5fe2bf70e7cd32f78e12747824920c30.jpg
✦ I'd give anything to hear you say it one more time, that the universe was made just to be seen by my eyes ✦

Siostra Mercedes   ·   wychowana oraz przyuczona w klasztorze w Beauclair
prawdodobnie szlacheckiego pochodzenia    ·   szczegóły pozostają niejasne
wrodzony potencjał magii ognia     ·   minimalna umiejętność kontroli żywiołu
20 lat?   ·   umie czytać i pisać językiem współczesnym oraz w Starej Mowie*
178 cm wzrostu    ·   blond włosy, długie i gęste   ·    szaroniebieskie tęczówki

· Niezwykle religijna, czego dowodem są uzyskane w młodym wieku święcenia.
· Została sprezentowana akademii przez siostry z Beauclair w podzięce za pomoc.
· Jeśli nie jest zajęta psotami z Mildred, spędza wolny czas na kontemplacji w kaplicy.
· Niekontrolowany, jej ogień może doprowadzić do ogromnych strat oraz krzywdy.
· Mercedes przeżyła taką sytuację raz - i już nigdy więcej, jak obiecała sobie.
· Uwielbia kupować zioła na targu, a następnie tworzyć własne mieszanki herbaciane.
· Pod sam koniec każdej pory roku wraca na kilka dni do klasztoru w Beauclair.

*Stara Mowa, odpowiednik naszej Łaciny - język, który wyszedł z obiegu poza magicznymi/religijnymi obrządkami
(może się nazywać zupełnie inaczej idk po prostu bardzo ładnie zmieściła mi się ta nazwa się w linijce)


materiał źródłowy ilustracji: @guiyuy na Twitterze ♡


Relacje~✧

Więcej Mercie

Ostatnio zmieniony przez Acerola (28-08-2019 o 09h28)


You’re running lemonade at  thirty-six degrees centigrade

- - - - - - - - - - - - -  DOPAMINE_MACHINE  - - - - - - - - - - - - -

Inside your lemon veins and your heart’s a lemon grenade

Offline

#9 25-08-2019 o 01h53

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 907

https://cdn.discordapp.com/attachments/579670931337641997/614969024123764736/6f258f129c30f2ef52d5d993f5f6253e.png
Jeśli to ostatni w życiu dzień
Jeśli jutra nie ma być na pewno

https://i.pinimg.com/564x/7a/0b/ff/7a0bff9f743e140ab63d4dda7e31174a.jpg
Z każdym łykiem żal mi coraz mniej
Jest mi doskonale wszystko jedno.


|| Daath || Mendler || 18 lat || Hybryda Mrocznej Bestii i Człowieka ||
|| 183cm || 79kg || Rude włosy || Zielone oczy || Dziwne ślady na ciele ||

Historia pewnej zimowej nocy


Ciekawostki


<3

Ostatnio zmieniony przez Ischigo (25-08-2019 o 13h55)


https://data.whicdn.com/images/308951332/original.gif

Offline

#10 25-08-2019 o 19h09

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 503

https://fontmeme.com/permalink/190825/fa315b787409918af4ba10b55405c75f.png

https://cdn.discordapp.com/attachments/631822868845690884/631824793645219850/EB0w2ZOU0AI8HsL.jpeg


Kobieta          18 lat          niewykształcona i niemagiczna,

nie potrafi czytać ani pisać, pochodzi z prostej rodziny
   

        piegowata, okrągła twarz         szarobłękitne oczy, włosy w

kolorze brudnego turkusu, chyba po babce
          158 cm

służąca w Akademii Magii Eryrith                  dobrze ukryjcie srebra





Matka Mildred była służącą w Akademii i od najmłodszych lat przyuczała swoją jedyną córkę do tej profesji. Etap edukacji pod tym kątem wykazał dwie rzeczy - pierwsza, pocieszająca: Mildred radzi sobie bardzo dobrze z bałaganem. Druga, mniej pocieszająca: jest kleptomanką.


Buntowniczy, niespokojny duch, nieumiejący przystosować się do zasad, kapryśna, krnąbrna i pyskata. W dzieciństwie często ganiana z miotłą za włażenie na drzewa w książęcych ogrodach i kradzieże jabłek. Czasami nadal to robi, bardziej z przekory, ale siedzenie na drzewach lubi - kojarzą jej się z bezpiecznym miejscem, gdzie nikt jej nie dopadnie.


Brakuje jej górnej trójki. Wstydzi się tego i stara się ukrywać jak może, nigdy nie szczerzy zębów w uśmiechu, chociaż złośliwe uśmieszki rzuca przy byle okazji każdemu, kto się nawinie.


Kiedy się denerwuje, jej twarz przybiera odcień głębokiej czerwieni.


Ma ładny głos, ale rzadko śpiewa.


Jej babka była zielarką, posądzaną o władanie czarną magią. Jej rodzina musiała odciąć się od przeszłości krewnej i udawać, że nie ma z nią nic wspólnego, jednak zanim zamieniła się w żywą pochodnię na środku placu, zdążyła przekazać swojej ulubionej wnuczce tajniki tej sztuki.

❤️

Ostatnio zmieniony przez Morenn (10-10-2019 o 14h31)

Offline

#11 01-09-2019 o 21h45

Straż Cienia
Czekola
Straż na szkoleniu
Czekola
...
Wiadomości: 198

++++++++++++++++++++++++https://i.imgur.com/jT5aSgw.png

1 września 2019
21:34

Dwa tygodnie od pogrzebu Arianny Allerton

                      Kiedy Ephyr otworzył wieczorem drzwi swojego mieszkania, w jego ramiona wpadła mała puchata kulka. Wyjątkowo ruchliwa i szczekliwa kulka. Tuż za nią mógł on usłyszeć znajomy głos.
- Panie Rhett, widzę, że już pan wrócił. Czyżby załatwił Pan wszystko na dzisiaj? – spytał się go brązowowłosy mężczyzna. Był to wysoki młodzieniec o zielonych oczach, na którego nosie znajdowały się eleganckie okulary. Na imię miał Alfred i był on swego rodzaju sekretarzem Ephyra. Pomimo swojego młodego wieku, doskonale radził sobie na tym stanowisku.
- Tak. – odparł krótko blondyn idąc w głąb mieszkania. Dom w którym mieszkał chłopak był miejscem całkiem przytulnym, choć jak można by się spodziewać po statusie majątkowym blondyna, także wyjątkowo bogato wyposażonym. Ktoś mógłby pomyśleć, że takie miejsce dla jednej osoby byłoby zbyt duże. Dla Ephyra to jednak nie był żaden problem, lubił duże przestrzenie, w którym mógł poruszać się jak tylko chciał.
                      Gdy wreszcie znalazł się w swoim biurze, usiadł na krześle, kładąc Lane na swoje kolana. Lana, choć raczej Liliana, była uroczym, białym psem rasy Pomeranian. Pomimo swoich niewielkich kształtów, posiadała w sobie mnóstwo energii. Chłopak pogłaskał ją za uchem, utrzymując swój wzrok na puchatej kulce.
- Nie spodziewałem się ciebie dziś zobaczyć tutaj, Alf. – odparł blondyn. – Co cię tu sprowadza? – spytał, nie przerywając rozpieszczania swojego psa.
- Po pierwsze uważam, że powinien Pan odpocząć. Przez ostatnie dwa tygodnie wygląda Pan na naprawdę wyczerpanego. – stwierdził bez namysłu brązowowłosy, poprawiając swoje okulary.
- Tak zdaję sobie sprawę, że z tego powodu moja uroda mogła trochę osłabnąć. Dlatego też dzisiaj wyjątkowo dla ciebie położę się wcześniej spać. – zaśmiał się białooki. 
                      Nie było się czemu dziwić, że Ephyr wyglądał ostatnio na zmęczonego. Odkąd odbył się pogrzeb Arianny, blondyn był stosunkowo w nienajlepszym humorze. Spotkanie po latach z osobami ze szkoły wyobrażał sobie całkiem inaczej. Być może w jakiejś restauracji czy barze. W radosnej atmosferze. Z całą pewnością nie na pogrzebie ich wspólnej przyjaciółki. Dodatkowo ta sprawa z tą głupią książką. Gdyby wiedział, że ostatecznie okaże się ona bezużyteczna, z całą pewnością nie traciłby na nią czasu.
- W każdym razie – odchrząknął Alfred, przerywając rozmyślania blondyna. – Przyniosłem Panu dokumenty, o jakie mnie Pan prosił kilka dni temu. – odparł podając Ephyrowi czerwoną teczkę. Blondyn szybko ją otworzył, przerywając głaskanie Lany i przejrzał zmęczonym wzrokiem po znajdujących się w niej dokumentach.
- Z naszego śledztwa wynikło, że osoby będące świadkami samobójstwa Panny Allerton, średnio tydzień od złożenia zeznań, dostały nagłego przypływu gotówki. – oznajmił Alfred.
- Kilkoro z nich kupiło drogie produkty, na które z  ich aktualną płacą nie powinno ich stać. – Tu mężczyzna wskazał na zdjęcia. - Dodatkowo część z nich dosyć szybko wyprowadziła się z dotychczasowego miejsca zamieszkania. – dodał brązowowłosy. Ephyr spojrzał ze stoickim spokojem na dokumenty znajdujące się przed nim. Po chwili ciszy przetarł ręką po twarzy.
- Czyli jest tak jak podejrzewałem. Hah. – parsknął blondyn - Doprawdy w coś ty się zamieszała Arianno?- spytał chłopak, chociaż doskonale zdawał sobie sprawę że nikt mu nie odpowie.
- Jakbyś mógł poinformować resztę moich przyjaciół, że chciałbym się z nimi jak najszybciej spotkać. Daj im znać, że chodzi tu o Ariannę, wtedy nie powinni odmówić. – powiedział blondyn, chowając dokumenty z powrotem do teczki.  Wziął Lanę na ręce, po czym ruszył w kierunku sypialni.
- Nie zapomnij kupić mi też nowej paczki zielonej herbaty. Może być ta co ostatnio. -  zawołał jeszcze za siebie, po czym zniknął za drzwiami. Alfred pokiwał tylko głową, w geście dezaprobaty, ale ostatecznie się nie odezwał.

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++~~~~~~~~~~~~

                      Kiedy blondyn się obudził od razu zauważył, że coś jest nie tak. Niemiłosiernie bolała go głowa, a na dodatek czuł się jakby przeżuł go dinozaur i wypluł. Dodatkowo ssący ból w żołądku, sprawiał, że miał ochotę zwymiotować. A co najważniejsze u swojego boku nie czuł ciepła swojej kochanej puchatej kulki.
- Do jasnych spadków walutowych na giełdach cyfrowych, chyba zaraz zwrócę obiad. Ughhh – jęknął chłopak, próbując podnieść się na łóżku. – Lana, skarbie gdzie jesteś? – zawołał po swojego psa. Kiedy odpowiedziała mu cisza, przetarł przekrwione oczy, po czym ospało rozejrzał się po pomieszczaniu w którym się znajdował.
To stanowczo nie było jego mieszkanie. Białe ściany, kamienna podłoga i 6 łóżek, na których znajdowali się nieznani mu ludzie.  Jedni jeszcze w głębokim śnie, inni już przebudzeni.
- Gdzie ja jestem?- spytał. Po chwili jednak wstał z łóżka. – Doprawdy byłby to wyśmienity żart, gdyby nie to, że mam ważniejsze rzeczy na głowie. – odparł rozdrażniony. Niestety najwidoczniej jego umiejętności ruchowe nie były jeszcze w najlepszym stanie, bo po kilku udanych krokach, widowiskowo wywrócił się i upadł na ziemię.
- No przysięgam na Boga, że jak tylko... - Przerwał w jednym momencie. Gdy zobaczył swoje dłonie nie mógł uwierzyć w to co widzi. Jego dobrze zbudowane, eleganckie ręce były chuderlawe. A jego paznokcie były tak obgryzione, że spokojnie mógł zobaczyć na swoich palcach rany. 
- Co do...? – Mimo wszystko jego reakcja była natychmiastowa. Sięgnął po kobiece lusterko, dziewczyny która znajdowała się w łóżku obok niego i naraz w nie spojrzał.
Momentalnie blondwłosy, choć najwyraźniej już czerwono włosy, zaniemówił. Widząc tą obcą, wychudzoną twarz o krwistych włosach i błękitnych oczach, przez chwilę myślał, że ma halucynacje.
Spojrzał na inne, już przytomne osoby w pomieszczeniu.
- Mógłby mi ktoś z was wytłumaczyć co się tu dzieje? Doprawdy lubię sobie pożartować, ale to już jest przegięcie. – odparł. - Ktokolwiek doprowadził do tej sytuacji, przysięgam, że ja, Ephyr Rhett, nie pozostanę mu dłużny. – W tym momencie chłopak był zły. Co była rzadkością znając jego psotny temperament. Gdyby nie to, że czuł się jakby dostał kijem w głowę, to z pewnością jego zachowanie mogłoby stać się trochę bardziej przerażające.

Ostatnio zmieniony przez Czekola (01-09-2019 o 21h50)


ɢᴏɴɴᴀ ɢᴇᴛ ᴍʏ ꜰᴀᴠᴏᴜʀɪᴛᴇ ᴠɪʟʟᴀɪɴ'ꜱ ʜᴇᴀʀᴛ

https://stat.ameba.jp/user_images/20200503/23/nal2/61/85/g/o1500050014753181681.gif?caw=800

Offline

#12 02-09-2019 o 12h51

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 167

.........................................................https://media.discordapp.net/attachments/618024396543623172/629701516797804585/lucas_1.png

- Muszę przyznać, że jak tutaj szedłem nie spodziewałem się, że pierwsza akupunktura wyjdzie mi tak dobrze. - powiedział bujając się na krześle, pijąc tonic, lód i sok z cytryny zmieszane w równych proporcjach. Swoje słowa kierował do mężczyzny leżącego na stole do masażu. - Poza tym, serio? Trzymasz w domu taki stół? Przecież Ty nie umiesz masować, ogółem Twoje ręce nie nadają się do niczego poza wysługiwaniem się nimi, a mózg rozumie tylko najprostsze komendy.
   Dopił "drinka" i otworzył lodówkę. Były w niej tylko konserwy, alkohol, jakiś przesłodzony napój gazowany i sok pomarańczowy. Zdecydował się na to ostatnie, odkręcił go i powąchał.
   - Ugh, ile to tu stoi? - podniósł się i podszedł do Petera, ten unieruchomiony przez swój system nerwowy, a raczej przez igły nie mógł ruszać niczym poza głową, chociaż to też było ryzykowne.
   Wylał mu na nią zawartość kartonu.
   - Chcesz mnie otruć? - spojrzał na zegarek. - Dobra, bo muszę się zbierać. Wiesz kim ona dla mnie była. Wiesz co zrobię, jeśli to co powiedziałeś jest kłamstwem, wiesz też, co się stanie jeśli ktoś się dowie, że tu byłem.
   Nacisnął delikatnie jedną igłę, a potem ją wyciągnął słysząc stęknięcie ulgi.
   - Ufam Ci Pete. A po tym zabiegu obiecuję, że będziesz jak nowo narodzony. Naprawdę. Tylko musisz się sam uwolnić, ja nie mam czasu. - wyciągnął trzy igły z jego ramienia, tak aby mężczzyzna mógł nim poruszać i wyszedł z mieszkania.
   Nie podobało mu się co usłyszał, ale czuł, że to wszystko może być prawdziwe. Ech, Aria, w co Ty się wplątałaś. Wyciągnął portfel aby spojrzeć na jej zdjęcie.
   Do domu wszedł akurat gdy jego lokatorka, Loraine, wychodziła z łazienki. Przypomniała mu, że to on dziś miał robić kolację, a przez przegranie ostatniego zakładu był jej winien masaż. Westchnął tylko.  Nie chciało mu się jeść, tym bardziej masować dziewczyny, która najpewniej miała na jego punkcie obsesję i nie chciała się wyprowadzić, mimo iż musiała dojeżdżać do pracy godzinę, a to jeśli nie było ruchu. No i dał jej wygrać ten zakład.
   Zrobił wszystko tak szybko jak mógł i zamknął się w pokoju. Przekręcił kluczyk w drzwiach a samą klamkę podparł krzesłem, nie ręczyłby za siebie gdyby ktoś mu przeszkodził.
   Porozciągał się trochę i zasnął.
___________________________________________________________________________
   Poczuł pościel, szorstką i nieprzyjemną, jakby szpitalną. Otworzył oczy i zerwał się do pozycji siedzącej. Jego pościel była satynowa i jeszcze czuć od niej było płyn do płukania.
   Rozejrzał się, to zdecydowanie nie był jego zawsze ciemny pokój. To nie było miejsce w którym mógłby przebywać z własnej woli.
   Pete się wygadał. Porwali mnie. Wstał z łóżka, ku jego zaskoczeniu nie był przykuty. Ich pierwszy i ostatni błąd. Rozejrzał się po pokoju szukając czegoś co przydałoby się do vendetty. Było tu więcej łóżek, wszystkie były zajęte przez jakiś dziwnie wyglądających ludzi.
   Najwyraźniej Oni też Im podpadli, jakoś.
   Jeden z właścicieli łóżka był przebudzony i głośno wygłaszał swoje niezadowolenie z panującej sytuacji. Idiota. Podszedł na palcach do jego łózka.
   - Zamknij się, bo jeszcze Ciebie usłyszą, przyjdą tutaj a ja nie jestem jeszcze na nich przygotowany. Chyba że umiesz się bić, aczkolwiek nie wy... - w tym momencie dotarło do niego imię osobnika, ledwo się powstrzymał aby nie wybuchnąć śmiechem. - Ty no sorry gościu, ale jeśli jesteś Ephyrem Rettem, a na pewno nie jesteś, to się nie umiesz bić. Nawet jeśli jesteś to nie umiesz. Zresztą czekaj, udowodnię Ci.
   Potarł dłonie jedna o drugą i ścisnął czerwonowłosemu dziwakowi ramię naciskając na odpowiednie nerwy. Zabrał rękę gdy tylko tamten odskoczył.
   Dokładnie w taki sam sposób jak...
   - Ephy? - cokolwiek tu się działo, było... dziwne. Spojrzał na lusterko, które przed chwilą miał chłopak. Właściwie jego wygląd nie odstawał za bardzo od realnego, ale nie był sobą. - O ja ... co się dzieje?! - złapał Ephyra za ramiona.
   - To Twoja sprawka? Jakiś żart czy coś? Ja wiem, że masz środki, ale nie musiałeś robić jakiegoś dziwnego larpa. Cokolwiek, ta charakteryzacja jest beznadziejna! - złapał się za włosy i szarpnął, żeby zdjąć peruke.
   Krzyknął z bólu. To nie była peruka. A żeby włosy mu urosły musiał być w śpiączce. Ephy nie posunął by się tak daleko. Zaczął strzelać palcami, jak zawsze gdy był zdenerwowany.
   - Co tu sie #@%%(!@!? Jak dorwę tego kto to zrobił, to go utopię, przyrzeeee... - przy słowie "utopię" ktoś wylał na niego kubeł lodowatej wody. W jednej chwili jego system nerwowy zareagował paraliżując go na chwilę, ale przy okazji uspokajając go.
   Obrócił się powoli szukając winnego, ale takowego nie było. Kubła z wodą też nie, był mokry znikąd, a plama na podłodze wzięła się z powietrza.
   - C-c-co...? - wydukał trzęsąc się z zimna.

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (04-10-2019 o 17h33)


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#13 02-09-2019 o 14h40

Straż Obsydianu
Ermira
Pokonała kurę
Ermira
...
Wiadomości: 916

                                                          https://cdn.discordapp.com/attachments/613752957724524546/618043181686063114/ollie.png
         Finn objął ją od tyłu i zatopił twarz w jej miękkich, długich lokach. Widział, że Lanę coś gryzie, że nawet na chwilę nie potrafi się skupić na układaniu planu jutrzejszego dnia dla jej podopiecznych, że bazgroli jedynie na kartce, zapisuje losowe liczby, nawet nie zauważając, że kilka razy wyjechała na mahoniowe biurko.
      – Ta sprawa śmierdzi, Finn – zaczęła, nawet na chwilę nie odrywając długopisu od kartki – Czemu Ari miałaby niby… Sam wiesz, dużo Ci o niej mówiłam, to nie był typ osoby, która zrobiłaby coś takiego, nie był i już – dodała.
      – Mogę to sprawdzić, wiesz, że mogę – pocałował ją w czubek głowy – A tak poza tym, jak było wrócić na stare śmieci? – spróbował zgrabnie zmienić temat, co Lana skwitowała zmarszczeniem brwi.
      – Z Felice i Dan dalej utrzymuje kontakt, nic nowego – uśmiechnęła się nieznacznie – Vasco czy Arthur… Tam to wiele się nie zmieniło, ah, podobnie jak z Ephyrem, nie za duże rozmawialiśmy – wzruszyła ramionami – Skoro już o Felice mowa, co z jego małym, śpi już?
      – Tak, tak, ledwo zacząłem czytać mu bajkę to od razu mu się zaczęły lepić oczy, przeurocze dziecko, chciałbym kiedyś takie... – przerwał, widząc na twarzy Lany ten przykry, niepewny uśmiech.
      – Kocham Cię, wiesz? – rzucił niedbale, zaciskając rękę na małym, czerwonym pudełku, schowanym głęboko w kieszeni spodni. Jeszcze nie teraz, pomyślał. To nie był dobry moment na klęknięcie, złożenie sobie kolejnych obietnic, narzeczeństwo. Dla Finna nigdy był. Bał się bowiem tak dużej odpowiedzialności, odrzucenia ze strony zdystansowanej Lany. Coś gryzło go w środku, że mogłaby jednak odpowiedzieć nie, że układ, który teraz mają jest zdecydowanie wygodniejszy.

                                                              ─────────      W    H    A    T           I    S           R    E    A    L    ?      ─────────

         Usłyszała swoje imię. Wypowiedziane z toną troski i miłości. Nie otworzyła jednak oczu, nie znała tego głosu. To nie był Finn, wołający ją na śniadanie, – serwujący zawsze jajecznicę z tostami – ani jej rodzice czy brat. Mocniej zacisnęła powieki, schowała twarz w poduszce. Ta również pachniała nieznajomo – lawendą, zapewne wrzuconą do szafy, jako topór wojenny wytoczony molom.
         Nie wiedziała, gdzie jest. Nie potrafiła dopasować żadnego z otaczających ją zapachów, szorstkich materiałów czy głosów do jakiegokolwiek znajomego miejsca czy osoby. Jednak czym bardziej przysłuchiwała się rozmowie dwóch mężczyzn – w której jeden podawał się za Ephyra Rhetta – tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że Ci znaleźli się w takiej samej sytuacji, co ona. Zupełnie niewiadomej, budzącej niepokój. Postanowiła powoli się podnieść, ostrożnie mącąc przy tym wzrokiem po pomieszczeniu. Zatrzymała go dopiero na czerwonowłosym, chuderlawym chłopaku oraz jego białowłosym towarzyszu.
         Zmarszczyła delikatnie brwi i chociaż była święcie przekonana, że nigdy w życiu nie widziała tych osób na oczy to te wydały jej się teraz tak bliskie i znajome. Szala jednak zapadła dopiero w momencie przyuważenia tych charakterystycznych tików, z którymi zwykle w stresujących sytuacjach ujawniali się Ephyr i Arthur. Wszędzie by je poznała, w końcu za czasów szkolnych tak intensywnie przyglądała się jednemu z nich.
      ─ Eppy, Arthur?! ─ niemal zeskoczyła z łóżka.
         Teraz dopiero zauważyła bliznę, rozciągającą się na całą długość jej prawej ręki, perłowe włosy kaskadami spływające po ramionach i plecach, białą tunikę, której materiał należał do towarów z wyższej półki ─ czyli takiej, na którą nigdy nie było jej stać. Spanikowana sięgnęła po łyżeczkę, leżącą na małym stoliku wypełnionym bandażami, szklanymi pojemnikami. Dopiero w niej dostrzegła swoje pełne, jednak nieco rozmazane odbicie. Przejechała palcem po prostym, małym nosie, przyglądała się nieskazitelnej cerze oraz pięknym oczom, przyozdobionym długimi rzęsami.
      ─ Co do cho... ─ schowała twarz w rękach, zaczęła ciężko oddychać, próbując przypomnieć sobie, jak mogła znaleźć się w tak popapranej sytuacji.
         Podbiegła ─ bo spokojnym krokiem tego nazwać nie można było ─ do dwóch osób, do których z tą swoją szkolną, dawno zapomnianą naiwnością, od razu przypisała imiona dawnych znajomych. Niemal się wywracając, wsparła się na domniemanym Arthurze - teraz całym mokrym - i uśmiechnęła się słabo. Nawet ta znikąd pojawiająca się woda, nie wyciągnęła jej z tego stanu niepewności. Jej umysł zdawał się ignorować kolejne rzeczy, które odstawały od normy.
      ─ Lana Nisterooy, Lancia, Lanka, baranek, cokolwiek ─ zaczęła gorączkowo wymieniać, mając nadzieję, że nie spotka reakcji w postaci krzywych spojrzeń ─ Proszę, proszę powiedzcie, że wiecie kim jestem ─ przyklęknęła przy łóżku.

Ostatnio zmieniony przez Ermira (02-09-2019 o 15h59)


vape i w*******

Offline

#14 02-09-2019 o 17h39

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 136

___________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/617816054466347024/unknown.png

     Felice Collins lubił czytać. Czytanie wypełniało mu czas, który przed wypadkiem poświęcał na jeżdżenie na motocyklu i majstrowanie przy nim. Ale książka Arianny Allerton była najgorszą, jaką kiedykolwiek trzymał w dłoniach.
     Dobrze było otworzyć serce na ludzi, o których niegdyś chciał zapomnieć. Choć nieświadomie uświadamiali o niesamodzielności, posyłali też uśmiechy, które mężczyzna odbierał jako te szczere i dodające otuchy. Pomogli mu z remontem księgarni, pomogli z układaniem pierwszych książek na półkach. Lana i Finn zajmowali się od czasu do czasu Beau, a mama i tata zaproponowali, że zrobią to samo, kiedy grupa przyjaciół z liceum miała udać się na pogrzeb Arianny. Felice starał się nie zastanawiać nad tym, czy szukałby z kobietą większego kontaktu, gdyby wiedział, co się stanie. Powtarzał sobie, że gdybanie od dawna nie było w jego stylu, choć po tamtej sytuacji zdawało się wrócić. Nie tak wyobrażał sobie spotkanie z resztą znajomych po latach. Właściwie, w ogóle go sobie nie wyobrażał.
     Po ostatniej dostawie najnowszych książek wniósł pudełka do środka i zamknął drzwi na klucz. Układał je wzdłuż lady z kasą fiskalną, wedle gatunków. Z tyłu głowy miał wiadomość, którą chciał wysłać do Finna lub Lany- z pytaniem, czy Beau nie sprawia im problemów. Przez półmrok panujący w sklepie skrzywił się widocznie na bardzo rozjaśniony ekran telefonu. Już od jakiegoś czasu miał ochotę położyć się spać, ale nie mógł zostawić tych wszystkich kartonów na środku pomieszczenia. Był wrzesień i następnego dnia spodziewał się wielu nastolatków, którzy zamówili u niego nowe podręczniki i książki przygodowe. Musiał jeszcze policzyć, czy ma ich odpowiednią ilość, aby następnego dnia nie zaliczyć kłopotliwej sytuacji i zorientować się w tym, jakich lektur powinien jeszcze zamówić. Od trzech dni odkładał skręcenie niskiego stolika w kąciku dla najmłodszych, a rankiem przecież obiecał sobie, że tamtego dnia zrobi to już na pewno. Lodówka była pusta, pranie nierozwieszone, a żarówka w łazience niewymieniona. Nie dał jednak rady ustać zbyt długo. Usiadł z myślą, że robi to tylko na chwilę, jednak już po niecałych kilku minutach zaczął drzemać w wielkim fotelu stojącym w rogu księgarni i nie przeszkadzała mu nawet jedna z zabawek syna, która wbijała mu się w plecy.

     Obudził się nie w fotelu, a w łóżku, nie w księgarni, a w dziwnym pomieszczeniu o wysokich ścianach i witrażach w oknach. Przetarł oczy ospale i odgarnął włosy w twarzy, nie zastanawiając się jeszcze, dlaczego są takie długie. Poduszka była zbyt wygodna i miękka, a w dodatku pachniała przyjemnie. Gdyby nie podniesione głosy, Felice nie otworzyłby oczu jeszcze przez jakiś czas. Poderwał się do siadu niemal gwałtownie i od razu zaczął rozglądać się po okolicy. Zorientowanie się, że ma długie i ciemne włosy nie było takim szokiem, jak brak tatuaży na dziwnie bladych rękach. Nie wierząc w to, co się dzieje, dotknął ręką prawego kolana i momentalnie poczuł ścisk w gardle. Zrzucił pościel na podłogę, aby upewnić się w tym, że naprawdę miał obie nogi. Zerwał się z łóżka i stanął, zaczął zginać nogę, ruszać palcami i kostką, nie przestając się w nią wpatrywać.
     Podniósł głowę, kiedy usłyszał znajome imiona wypowiadane przez nieznajome głosy.
     -Lana?- powtórzył, niemal się krztusząc. Podszedł do nieznajomych, kobiety i dwójki mężczyzn. Odgarnął włosy z jednej strony i zawinął je niedbale za ucho. –Co jest grane? Pani zna Lanę Nisterooy? Och, i dlaczego pan wylał wodę na pana… Przepraszam bardzo, zabrzmi to głupio, ale czy mogą mi państwo powiedzieć, gdzie się znajdujemy?
     Och, to zabrzmiało jeszcze durniej niż kiedy powiedział to sobie w myślach. Żałował, że nie ugryzł się w język.

Ostatnio zmieniony przez Airi (02-09-2019 o 17h40)



https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/731619869728178216/airi.gif

Offline

#15 03-09-2019 o 18h58

Straż Absyntu
Jaquelle
Nowo przybyła
Jaquelle
...
Wiadomości: 5

fontmeme.com/permalink/190822/11bb447093dcda05d99b1cc69e6415f2.png




- Nadal tu jesteś? – Danielle wzdrygnęła się na dźwięk nowego głosu. Od kilku godzin pracowała w zupełnej ciszy i nie spodziewała się towarzystwa. Odwróciła się powoli w kierunku Lloyda, świeżego pracownika stajni. Niedawno przeprowadził się na wieś i udało mu się znaleźć zatrudnienie. Był tutaj od kilku dni i jakoś dawał sobie radę. Był amatorem, ale klienci go lubili. Był całkiem sympatyczny i brak doświadczenia nadrabiał sporą charyzmą
- Czemu nie? Chyba nie jest tak póż…? O kurcze, zupełnie straciłam poczucie czasu! – krzyknęła, spoglądając na zegarek. Nie mogła uwierzyć, że dwie godziny temu skończyła się jej zmiana. Zamierzała tu tylko posprzątać, jak mogło się to przeciągnąć do prawie dziesiątej?! Dopiero teraz odczuła zmęczone mięśnie, przez ten czas w ogóle o nich nie myślała. Chwyciła pospiesznie za kurtkę. Nie miała czasu, musiała się szybko zwijać, jeśli chciała jakoś wstać następnego dnia i nie wyglądać jak zombie.
- Słyszałem co się stało z twoją przyjaciółką. Moje kondolencje. Idź już, ja tu wszystko dokończę– usłyszała. Nie miała siły protestować, pożegnała się i wyszła. Dopiero na zewnątrz z jej gardła wydobyło się ciche westchnięcie. Czasami zapominała, ze mieszkała na wsi i że plotki rozchodziły się tutaj w błyskawicznym tempie. Wszyscy się tu znali i jeśli zwierzyła się jednej osobie, zaraz wiedzieli o tym wszyscy mieszkańcy, wliczając w to mężczyznę, który dopiero co się przeprowadził.
W końcu dotarła do samochodu, na który uzbierała parę lat temu. Obecnie używała go jedynie do wyjazdów do miasta i pracy, ale w przeszłości miał o wiele większe zastosowanie. Zwiedziła w nim większość Ameryki Południowej i nawet zdążyła się do niego przywiązać. Czy głupie? Prawdopodobnie tak, ale człowiek tak samotny jak ona, w ogóle nie myślał tymi kategoriami. Odpaliła silnik, włączyła melancholijną muzykę i ruszyła.
Minęły już dwa tygodnie od pogrzebu Arianny, a ona nadal nie mogła uwierzyć w to, że jej przyjaciółki nie było na tym świecie. W szkole była jej mentalnym wsparciem, pocieszycielem, osobą do której mogła się zwrócić ze wszystkim. A teraz zniknęła - popełniła samobójstwo. Co mogło gryźć ją do tego stopnia, że postanowiła odebrać sobie życie? Miała depresję? Inną chorobę psychiczną? Danielle pamiętała jak pokłóciły się w ostatni dzień szkoły o jakąś głupotę i obie śmiertelnie się na siebie obraziły. Ostatecznie nie pogodziły się, żadna z nich nie odnowiła kontaktu. Czy gdyby wtedy była przy niej, doszłoby do tego wszystkiego…? Chyba nigdy nie przestanie zadawać sobie tego pytania, czuła się wszystkiemu naprawdę winna, nawet jeśli niesłusznie.
Na dodatek ta sprawa z  fatalną książką. Nie mogła uwierzyć, że napisała to Arianna, tak świetna pisarka. Styl był taki sam, ale… ale dlaczego była taka słaba? Czytając ją, nie mogła powstrzymać się od płaczu. Jeśli ona to napisała, musiała być w okropnym stanie. Dlaczego ona nigdy nie zadzwoniła, nie odezwała się? „Nigdy sobie tego nie wybaczę” – pomyślała, w końcu skręcając w swoją uliczkę. Zaparkowała i weszła do pustego jak zwykle domu. Wzięła prysznic, przebrała się w coś wygodniejszego i od razu położyła się spać. Jutro miała przyjechać do nich wycieczka szkolna, musiała się przygotować na to psychicznie. Dzieci potrafiły być naprawdę okrutne dla zwierząt i miała nadzieję, że chociaż ta grupa okaże się spokojna.
***

Otworzyła oczy i niemal od razu je przymrużyła. Białe, rażące światło świeciło prosto na nią. Zaraz, co? Była pewna, że jak szła spać, zasłonęła firany. Nie mogła uwierzyć w swoje zapominalstwo. Przeciągnęła się i dopiero wtedy dotarło do niej, że nie jest w swoim łóżku. Ba, nawet nie w swoim domu. Co to wszystko miało znaczyć? Kim byli ci wszyscy ludzie? Przysłuchiwała się ich wymianie zdań z wielkim mindfu*kiem na twarzy. Nic z tego nie rozumiała. Chciała po prostu wrócić do siebie. Zaraz zaczynała się jej zmiana i szefowa na pewno nie wybaczy jej kolejnego spóźnienia w miesiącu! A nie mogła stracić tej pracy, w tej chwili była dla niej wszystkim co miała. Bez niej czuła się zupełnie bezużyteczna i kto wie czy po czasie nie skończyłaby jak Arianna.
W tych ludziach widziała jednak coś znajomego. Gdyby nie ich zmienione głosy, pomyślałaby, że to jej starzy przyjaciele, którzy po prostu się przebrali, żeby zrobić jej kawał. Ich zachowanie, tiki, były zupełnie identyczne. Jeśli to wszystko było żartem wymyślonym przez Ephyra, to wyjątkowo nieśmiesznym.
- Daj mi natychmiast to lusterko! – zawołała, kierowana złym przeczuciem. Spojrzała w swoje odbicie i prawie zeszła na zawał. Była strasznie blada, miała długie, czarne włosy, ale co najważniejsze… jej oczy nie były normalnego koloru. Były jakby… złote. Barwiące soczewki, kto jeszcze używa takiego kiczu…? Tak czy owak, definitywnie nie była sobą.
- Ludzie, uspokójcie się. Chyba jesteśmy w jakimś ukrytym reality show. Szukajcie kamer, nogą nas teraz oglądać miliony i się z nas śmiać –odparła, siląc się na resztki spokoju. Trochę zakręciło jej się w głowie przy wstawaniu, ale oprócz tego, czuła się dobrze.Zaczęła przeszukiwać pokój, ale poddała się po kilku próbach. Nic nie znalazła.
- Co tu się dzieje?  To ja, Danielle! Nic z tego nie rozumiem– wróciła do siebie, kryjąc głowę w dłoniach. Może to był sen? Może zaraz za oknem zauważy latającego smoka zionącego ogniem?

Ostatnio zmieniony przez Jaquelle (03-09-2019 o 19h22)


i.pinimg.com/originals/2f/68/60/2f6860b325dc9a9723766e24bcde57b4.gif

Offline

#16 05-09-2019 o 11h11

Straż Absyntu
Rissie
Porucznik Straży
Rissie
...
Wiadomości: 10 605

https://funkyimg.com/i/2WtAd.png

          Dni, spędzone na czytaniu po raz dziesiąty książek, kupionych nie wiadomo ile lat wcześniej, były dobrymi dniami. Vasco w całym swoim życiu spędził tylko kilka dni bez przeczytania choć połowy rozdziału jakiegoś dzieła. I to nie z jego winy - zazwyczaj było to spowodowane natłokiem prac domowych w szkole albo innym, idiotyczny i przyziemnym zadaniem. Co prawda samo robienie czegoś do szkoły sprawiało mu przyjemność, ale fakt, że pani matematyczka była w stanie nakazać im rozwiązać dwadzieścia zadań na następny dzień, był ciosem poniżej pasa.
          Głównie dlatego, że Hernandez przepadał za wszystkimi przedmiotami ścisłym i chętnie się z nich uczył, kiedy przyszedł wiek dorosły, zamiast poszukać sobie pracy poniżej narzucone sobie normy za najniższą krajową, chłopak zdecydował się udzielać korepetycji. Wiadomo - na początku nie było łatwo, przychodziły do niego jedynie dzieci znajomych, jednak z czasem się to zmieniło i dzięki dość elastycznej pracy było go stać na czynsz, jedzenie i książki. To ostatnie miało dla niego znacznie większą wartość, niż dwie pierwsze rzeczy, więc, oczywiście, zdarzało się, by przypadkiem odcięli mu prąd albo wodę, albo by musiał jeść czerstwy, rozmrożony chleb.Ale to było w porządku, do czasu, kiedy mógł robić to, co kochał.
          Ten dzień niczym nie różnił się od poprzedniego. Od kończącego się tygodnia, lub nawet i miesiąca. Ta monotonia, spokojne wykonywanie narzuconych samemu sobie prac domowych - jak wyniesienie śmieci, bo znowu coś schrzanił i kubeczek po jogurcie gnił przez dwa tygodnie za wersalką - sprawiały, że czuł się lepiej, niż wcześniej. To było znacznie przyjemniejsze, niż siedzenie od rana do wieczora w szkole, w otoczeniu ludzi, których nigdy nie lubił. A przynajmniej w zdecydowanej większości.
          Włączył muzykę i zaczął coś pichcić, przytupując stopą do rytmu głosu jakiejś piosenkarki. Tym razem, mimo swoich okrojonych funduszy i rezygnacji z trzech książek w empiku, bo były za drogie, miał naprawdę dobry humor. Składniki do zrobienia ciasta kupił w osiedlowym sklepiku, gdzie sprzedawczyni patrzyła na niego podejrzliwie, jak liczył wszystkie groszaki, wypadające ze starego, skórzane go portfela. Ostatnim razem podobne danie jadł, gdy odwiedzał rodziców w sąsiedniej dzielnicy. Mama spakowała mu jeszcze na następne dwa dni, ale zapomniał schować rzeczy do lodówki, więc nie nadawało się tylko do śmietnika.
Niemniej o to konkretne, robione własnymi rękoma z braku odpowiednich łyżek, zamierzał zadbać. Właściwie to mógł udać się do sklepu dwie ulice dalej i kupić gotowy produkt, ale czuł dziwną potrzebę zrobienia czegoś samemu. Kto wie, może mama będzie dumna i odwiedzi go, by jeszcze dać mu kilka banknotów, tak na wszelki wypadek?
          Przelał brązową masę do foremki, a tę wstawił brudnymi dłońmi do piekarnika. Po ustawieniu odpowiedniego czasu i temperatury, spoczął na sofie niedaleko, zagłębiając się w lekturę, którą wyciągnął zza mebla wraz z opakowaniem po jogurcie. Nie pamiętał tego tytułu, ale wszystko - pożal się Boże, naprawdę wszystko - musiało okazać się lepsze od tej książki jego niedawno zmarłej przyjaciółki. Uwielbiał ją, naprawdę, i nie zamierzał krytykować tego, że postanowiła stworzyć tak przewidywalne historię, jednak… Spodziewałby się po niej czegoś innego, zdecydowanie lepszego.
          Co ciekawe, nie zasnął od razu. Sen zmorzył go dopiero przy piętnastym, naprawdę nudnym, rozdziale. Przedtem zdążył opatulić się kocem i sam się nie obejrzał, kiedy w iście literacki sposób udał się do krainy Morfeusza.

          Ciasto.
          Ciasto było w piekarniku.
          Vasco otworzył dziwnie ciężkie oczy i rozejrzał się dookoła.
          Gdzie było jego ciasto? Albo swąd spalenizny? Musiał poszukać gaśnicy, na pewno walała się gdzieś po mieszkaniu. I oby nie była przeterminowana.
          Odgarnął machinalnie coś, czym go przykryte, i z jękiem wylądował na podłodze. Bolało go cale ciało - od małego palca po uszy, zwłaszcza coś w brzuchu, jakby miał coś tam rozerwane. Spojrzał na swoje obwiązane zakrwawionymi bandażami dłonie i odkrył, że… one właściwie nie należały do niego. Były szorstkie, to fakt, ale sam ich wygląd wskazywał raczej na coś delikatniejszego. Kobiece dłonie?
Pomacał się po brzuchu, by odkryć, że pod przesiąkniętym krwią materiałem znajduje się drobne wgłębienie w jego brzuchu. Tuż pod… Tuż pod czymś, na co składa się tłuszcz, tkanka i inne rzeczy, o których nie słuchał na biologii.
          Czy on miał biust?
          Walcząc z wszechogarniającym bólem, Vasco podniósł się do pionu i spojrzał na grupkę, stojącą niedaleko. Krzyczeli na siebie, jakby byli opętani, co nie wróżyło dobrze, ale i tak było to lepsze niż konwersowanie z leżącym obok człowiekiem.
          Opatulając się szczelnie kocem, podszedł do jakiejś dziewczyny, od której usłyszał, że nazywa się Danielle. Czy to była ta Danielle czy jakaś inna? Tego nie miał pojęcia. 
          - Przepraszam, wstawiłem ciasto i zasnąłem. Czy był jakiś pożar? To pewnie moja wina, zapewne dlatego wylądowaliśmy w… tutaj?

Ostatnio zmieniony przez Rissie (05-09-2019 o 15h32)


https://images92.fotosik.pl/358/7c6dfee3113b9eb0.png

Offline

#17 05-09-2019 o 15h01

Straż Cienia
Acerola
Akolita Jednorożców
Acerola
...
Wiadomości: 372

SIOSTRA MERCEDES

          Zacznijmy od tego, że Mercedes nie bywa zła. Jest z natury spokojna i łagodna, a zawierzenie życia większemu boskiemu planowi umocniło stanowczo jej nerwy. Tak więc kiedy wpada do akademii cała zziajana, niewielkie płomyczki gorejące na końcówkach grubych, złotych pukli, jest to dla wszystkich znak nadciągających kłopotów. Młoda kobieta pachnąca kwiatowymi kadzidłami charakterystycznymi dla końcowoletnich obrządków jest niczym huragan, gdy prędkim krokiem przemierza znane na pamięć korytarze akademii. Była w Beauclair zaledwie kilka nocy zanim do masywnych wrót monumentalnego kościoła zastukał posłaniec z wieściami. Siostra pamięta, jak bardzo trzęsły się jej dłonie tamtego wieczoru, ściskając zwitek zapisanego ciurkiem pergaminu niczym ostatnią realną rzecz w tym świecie. Z klasztoru wyruszyła co świt, piewszy raz naprawdę szczęśliwa, że pozwoliła wciągnąć się panience Vesper w nauki jazdy konno. Nie miała ani ochoty fatygować woźnicy poza godzinami jego pracy, ani czasu, aby czekać na przygotowanie zwierząt do długiej oraz górzystej drogi. Inna sprawa, że tego konia będzie musiała mu zwrócić.
          Instynktownie w pierwszej kolejności poszukuje Mildred. Pomimo powrotu blondynki z rocznej posługi na królewskim dworze, zaprzyjaźnione służki nie miały czasu na choćby wymiane słowa zanim Merc musiała znów wyruszyć, tym razem właśnie w rodzinne strony. Dlatego też kobieta musi upewnić się, że jej towarzyszka jest cała i zdrowa. Ku własnej uciesze, odnajduje ciemnowłosą na pierwszym z setek drzew otaczających akademię. Wystarczyło tylko krzyknąć imię, aby burza ciemnych włosów wyjrzała nagle zza żółknijących liści, po czym powoli wyłoniło się całe ciało zwisające w dół z mocnej gałęzi. Millie nie ma nawet pojęcia jak bardzo bardzo kapłanka chce się z nią porządnie przywitać, jakie historie chce opowiedzieć, ale nawet w tej sytuacji Merc nie może sobie pozwolić na nic więcej, jak tylko subtelny uścisk. Wciąż są miejsca do bycia i rzeczy do zrobienia. Czas na czułości jeszcze przyjdzie.
         Nie zastanawiająć się za dużo, Siostra bierze dłoń dziewczyny we własną, po czym znów zaczyna szybko iść. Mercedes próbuje uzasadnić sobie w głowie, że w lecznicy przydadzą się każde ręce. W końcu rannych jest aż sześć i co może dla nich zrobić tylko jedna piguła? A tak naprawdę, Merc nie jest pewna co w szpitalnej części zastanie. Ciepłe palce Mildred splecione z jej własnymi dodają otuchy, jednocześnie pozwalają młodej kobiecie uwierzyć, że wszystko będzie dobrze. I tak złączone ze sobą maszerują po akademickim labiryncie, a po drodze przychodzi im wpaść na znajomą, rudą sylwetkę. Naręcze bandaży karze wierzyć, że praktykant akurat zmierza w stronę lecznicy, tak samo, jak one. Cóż, teraz znajdzie się tam szybciej. Drugą wolną dłonią Mercedes łapie go za szlufkę kitla i chyba chłopak rozumie implikacje jej zachowania, bo nawet nie próbuje się wyrwać. Razem w szybkim tempie narzucanym przez Siostrę docierają do drzwi z wygrawerowanym krzyżem, a kobieta bezwstydnie otwiera je stopą.
          To, co zostaje w środku, przechodzi ludzkie pojęcie. Wszyscy pacjenci są rozwaleni po całej sali. Jedni beztrosko spacerują z minami jakby właśnie dostrzegli ducha, inni leżą u stóp cudzego łóżka, a panicz Oberon...
- Co... C-Co się tu dzieje! Gdzie jest dyżurna, czemu nikt nie... Nie ma oka na pacjentów! Zostawiam was na parę dni, a wy... Ohhh, dobry stworzycielu - Mercedes nerwowo przestępuje z nogi na nogę, przesuwając po nich poirytowanym wzrokiem. Zatrzymuje się na zmokniętym chłopcu i wzdycha, z ciężkim sercem odwiązując supeł utrzymujący żółty sweter wokół jej ramion. Ostrożnie obeszła Olympie niezbyt majestatycznie rozłożona pomiędzy dwoma łóżkami, po czym położyła miękki materiał na jasnych włosach maga.
- Przeziębisz się, panie - szepnęła zrezygnowana, wykonując parę dorbnych, okrężnych ruchów, aby wytrzeć lodowatą wodę, którą czuła nawet przez bawełnianą warstwę - Wszyscy wyglądacie tak marnie... Duffy proszę, zawołaj dyżurną. Musimy podać im coś na uspokojenie, przenieść z powrotem do łóżek... Książę, Giogio, jak się czujesz? Jakie twoje rany? Czy... Czy znaki doskwierają? Tak bardzo, bardzo przepraszam, że nie było mnie przy tobie.

Ostatnio zmieniony przez Acerola (05-09-2019 o 16h30)


You’re running lemonade at  thirty-six degrees centigrade

- - - - - - - - - - - - -  DOPAMINE_MACHINE  - - - - - - - - - - - - -

Inside your lemon veins and your heart’s a lemon grenade

Offline

#18 05-09-2019 o 17h34

Straż Cienia
Ischigo
Pokonała kurę
Ischigo
...
Wiadomości: 907

---------------------https://cdn.discordapp.com/attachments/579670931337641997/614969024123764736/6f258f129c30f2ef52d5d993f5f6253e.png
          Mając pięć lat, nigdy nie zastanawiał się, dlaczego przyszło mu istnieć na tym świecie. Będąc jeszcze dzieckiem, po głowie chodziły mu tylko durne, dziecięce myśli, które kazały mu wierzyć, że wszystko jest po coś, nawet on. Wujek Kelyn mówił, że jego istnienie jest cudem, czymś niezywkłym i niepowtarzalnym, czymś co zrewolucjonizuje naukę i zapewni ludziom szczęście. Wierzył, a przynajmniej próbował sobie wmówić, że wierzy w każde słowo mężczyzny, który go wychował. W momencie, w którym obolały od zastrzyków i tej dziwnej energii, która dnia poprzedniego wydobyła się z jego ciała by zesłać na akademię hordę rozwścieczonych Bestii, maszerował przez pałac, nie wierzył w ani jedno zapewnienie medyka. W końcu jak jego istnienie mogło być czymś dobrym, skoro w tym momencie połowa szkoły znajdowała się nie na zajęciach, a w lecznicy, doglądani przez medyka i dwie pielęgniarki. No i oczywiście - jego od kiedy tylko był w stanie podnieść się z łóżka w swoim pokoiku i narzucić kitel na ramiona, ukrywając pod długimi, białymi rękawami ślady po igłach. Nawet nie chciał sobie wyobrażać ile razy Kelyn musiał się wbić w jego ciało, by instynkt bestii obudzony po niemal trzynastu latach ucichł. Nadal czuł go w sobie. Gdzieś w głębi swojego jestestwa, a było to wyraźniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Bał się tego uczucia i uparcie spychał je w głąb siebie, zmuszając się do zachowania spokoju. Nie mógł się poddać, wiedział, że czająca się w nim bestia tylko śpi i jeśli straci czujność, wszystko co do tej pory udało mu się zbudować wokół siebie, runie niczym domek z kart.
        Wracając do lecznicy z kolejnym naręczem bandaży, nie spodziewał się wpaść na Siostrę Mercedes, czy też raczej, że to kobieta wpadnie na niego. Zamierzał, oczywiście, że zamierzał znów pojawić się w pokoju kolegów z klasy, ale odwlekał ten moment tak długo jak tylko się dało. W końcu nie łatwo mu było zmusić ich wszystkich, zwłaszcza Olympię, by dała się opatrzeć i wypić eliksir, który w zamierzeniu miał złagodzić ból, a w praktyce zmusił krnąbrnych adeptów magii do snu. Daath miał nadzieję, że pośpią jeszcze z dwie godziny zanim znów zaczną wydawać mu rozkazy, jakby był służącym, nie asystentem Kelyna i w jego obowiązku było zapewnienie im przeżycia, nie królewskich wygód. Nie zaprotestował jednak, kiedy blondwłosa mniszka złapała go za jego kiel i pociągnęła za sobą, w końcu nie miał z nią żadnych szans, kiedy przyszło co do czego, a i miał wrażenie, że lepiej jej w aktualnym stanie ducha dodatkowo nie drażnić.
        Armagedon. To jedyne co przyszło mu na myśl, kiedy jedne z dwunastu drzwi prowadzących do izb chorych otwarły się, przedstawiając niesamowity widok całkowitego chaosu. Miał wrażenie, że patrzy na zupełnie inną grupę osób, niż którą opuścił kilka godzin temu, by pomóc przy innych poszkodowanych. Nie przeszkodził Mercedes zająć się z jakiegoś powodu przemoczonym Lucasem. Bardziej interesował go stan Vesper, której stan nie przedstawiał się najlepiej. Nie odnalazłszy dziewczyny na swoim łóżku, przeszukał spojrzeniem ogarniętą chosem salę, by dojrzeć ją na posłaniu Esmeraldy, owiniętą w koc. Powstrzymał cisnące mu się na usta westchnienie, to będzie długi dzień.
- Widzę, że leki, które wam podałem działają lepiej niż sądziłem - stwierdził spokojnie, przyglądając się w skupieniu każdemu z osobna. Nie wyglądali na cierpiących, a przecież każdy z nich przeżył spotkanie z bestią i rany, które te im zadały powinny przykuć ich wszytkich do łóżek na jakiś czas. A przynajmniej do czasu, aż Kalyn przestałby się bawić w eksperymenty z medycyną naturalną i zacząłby w końcu czarować. Daath nie posiadł jego talentu w tej dziedzinie, ale robił co mógł, by nauczyć się medycyny w jak najlepszym stopniu. Chyba, że medyk już tu był, ale nie uznał za istotne poinformować o tym swojego młodego ucznia. Daath nigdy by w to nie uwierzył, ale odkąd dnia poprzedniego jego świat stanął na głowie, jest w stanie przyjąć za prawdę największą głupotę.
- Nie widzę w tym sensu, siostro, w końcu żadne z nich nie wygląda na umierające - odparł na wołanie by zawołać jedną z pielęgniarek, ale nie ma w tym zdaniu krzty złośliwości, w końcu mówi co widzi, a żywe i ruchliwe stadko nastolatków mówi mu, że żadne z nich na ten moment nie potrzebuje doraźnej pomocy medycznej.
        Niemniej bandaże trzeba zmienić, leki rozdać, a stan potwierdzić, dlatego z pełnym spokoju wyrazem twarzy podszedł do przeszklonej szafy na końcu pomieszczenia, gdzie Kalyn trzymał wszystkie medykamenty. Do stosu czystego płótna w swoich ramionach dołożył kilka fiolek wypełnionych różnokolorowymi płynami, po czym podszedł do łóżka gdzie siedziała Esmeralda z Vesper.
- Wszystko w porządku, Esme? - zapytał cicho, z przyzwyczajenia używając zdrobnienia, które nadał jej już w dzieciństwie.
- Mogę spojrzeć? - zwrócił się do drugiej dziewczyny, powstrzymując skrzywienie ust na widok przesiąkniętych krwią bandaży. - Nie powinnaś wstawać, rana mogła się otworzyć - upomniał ją spokojnie, rozkładając na jednej z szafek medykamenty. Widząc stan dziewczyny, nie mógł powstrzymać napływającej fali wyrzutów sumienia. Czuł się winny, a świadomość, że jeszcze nigdy w historii akademii szpital nie był zapełniony, sprawia, że miał ochotę odwrócić wzrok, albo rzucić się na kolana i przepraszać ich wszystkich za wyżądzone krzywdy.


https://data.whicdn.com/images/308951332/original.gif

Offline

#19 07-09-2019 o 22h45

Straż Cienia
Czekola
Straż na szkoleniu
Czekola
...
Wiadomości: 198

++++++++++++++++++++++++https://i.imgur.com/c2FbAFe.png
                       Gdy tylko podszedł do niego nieznany mu białowłosy chłopak, grożąc mu aby ten się przyciszył, czerwonowłosy zagryzł lekko szczękę ze złości. Już miał mu odpowiedzieć, kiedy ten dziwnym ruchem dotknął jego ręki. Niebieskooki odskoczył czując niemiłosierny ból i charakterystycznie dla siebie, przytupnął przy tym nogą.
- Co to niby miało być, King?! – wrzasnął nie zastanawiając się co tak właściwie mówi. Dopiero po momencie dotarło do niego co powiedział. Za czasów szkolnych tylko i wyłącznie King, choć raczej Arthur, molestował go w ten sposób. To pewnie dlatego właśnie on przyszedł mu do głowy gdy tylko poczuł w ręce ból. Niestety, zanim zdążył się porządnie nad tym zastanowić białowłosy chłopak, złapał go za ramiona i znów zaczął na niego wrzeszczeć. Pierwotna złość natychmiast wyparowała, a zastąpiło ją rozbawienie. Jakimś cudem Ephyrowi cała ta sytuacja wydała się komiczna. Rhett nie był głupi. Pomimo początkowego zmieszania i złości, szybko dodał jeden do jednego. I w ten sposób doszedł wniosku. W ciele chłopaka, który znajdował się naprzeciwko niego, znajdował się jego przyjaciel za szkolnych lat, Arthur Kipling.
Uśmiechnął się szeroko, podnosząc ręce w geście kapitulacji.
- Przejrzałeś mnie, King. To wszystko moja sprawka. Kto by pomyślał, że przejrzysz mój żart tak szybkoooo. – zaśmiał się lekko, przeciągając ostatnie słowo. – Albo przynajmniej chciałbym tak powiedzieć. Wtedy wszystko byłoby łatwo wyjaśnić. – Chłopak wzruszył ramionami.
- I raczej nie uważam, żeby targanie się za włosy było dobrym pomysłem. Zobaczysz na starość...- Niebieskooki nie dokończył, kiedy białowłosego nagle zmoczyła woda. Mimowolnie podskoczył zaskoczony, kiedy dosięgnęło go kilka kropel wody. Rozejrzał się wokoło, szukając miejsca z którego mogła się ona pojawić. Gdy owego nie znalazł, spojrzał ponownie na białowłosego. Widząc w jakim był on stanie, mimowolnie wydał z siebie szyderczy śmiech.
- No cóż, przynajmniej nie będziesz mógł narzekać na brak prysznica. – odparł z uśmiechem na ustach.
                       Nie musieli czekać długo, kiedy na trzęsących się nogach, wpadła na nich platynowowłosa dziewczyna. Gorączkowo wypowiedziała imię jego ukochanej z lat szkolnych, po czym spytała się czy ją znają. Czerwonowłosy obdarzył ją badawczym wzrokiem.
- Cóż. Baranek to moja droga przyjaciółka z lat szkolnych. – odparł, pochylając się nad dziewczyną. – Ale niestety, nie mogę powiedzieć, że znam ciebie.  – powiedział, spoglądając jej prosto w oczy.
- No chyba, że za chwilę stwierdzisz, że to ty jesteś Lancią. – mówiąc to, wyprostował się. – W tym momencie nie byłoby to już wcale tak dziwne.
                      W trakcie ich krótkiej wymiany słów, podszedł do nich także inny chłopak. O długich czarnych włosach. Jego zachowanie i sposób w jaki mówił, wydawało się Ephyrowi dziwnie znajome, choć nie mógł być pewien kogo mu on przypomina. Kiedy usłyszał, zarzuty skierowane w jego stronę, mimowolnie się zaśmiał.
- To nie tak jak pan myśli. Nawet jeśli chciałbym wylać na niego wodę – tu wskazał na mokrego białowłosego – to jestem pewien, że w pobliżu nie ma jej na tyle dużo, abym był w stanie to zrobić. – westchnął wzruszając ramionami.
- Co do Lany – W tym momencie złapał platynowowłosą dziewczynę od tyłu, za ramiona i skierował w stronę czarnowłosego - Najprawdopodobniej ma pan ją przed sobą. Czemu nie wygląda ona tak jak zazwyczaj? I gdzie jesteśmy? Podejrzewam, że każdy z nas jest tak samo zdezorientowany.- odparł, puszczając dziewczynę.
To wszystko doprawdy wydawało się bardzo dziwne. Panika ludzi wokół niego sprawiła, że mimowolnie sam czerwonowłosy się uspokoił. Zaczął się zastanawiać nad okolicznościami tej sytuacji.  Zakładając, że osoby, które stały obok niego były jego przyjaciółmi ze szkoły, dlaczego wyglądali oni zupełnie inaczej? Zresztą jego wygląd też znacząco się różnił.
                      Mimowolnie spojrzał w lusterko, przyglądając się swojemu odbiciu. Niestety nie dane było mu było długie wpatrywanie się w własne odbicie, kiedy niespodziewanie lusterko zostało mu wyrwane z rąk. Spojrzał groźnie na dziewczynę ,która dokonała tego czynu. Słysząc co miała do powiedzenia, zmrużył oczy, po czym lekko się zaśmiał.
- Danielle. – powtórzył wcześniej usłyszane imię. - Coś nas coraz więcej. Kto będzie następny? Vasco? – powiedział sam do siebie. Pomimo, że Danielle, a przynajmniej dziewczyna podająca się za nią, zaproponowała im wyjaśnienie tej sytuacji, jakim miało być telewizyjne show, chłopakowi wydawało się ono mało prawdopodobne. Ephyr nie był do końca pewien czy jest wkręcany przez ludzi wokół niego. Postanowił to sprawdzić w dosyć prosty sposób.
- Dobra. Zapytam się was wszystkich tylko jednej rzeczy. Czy każdy z was zna Ariannę Allerton? – spytał , podnosząc głos, tak aby wszyscy w pomieszczeniu mogli usłyszeć jego słowa.
Niestety zanim wychwycił wszystkie odpowiedzi, do pomieszczenia wpadły trzy osoby. Blondynka, niczym prawdziwa matka, zaczęła rozwodzić się nad ich stanem i natychmiast otuliła swetrem mokrego białowłosego. W tym czasie także nowo przybyły chłopak podszedł do siedzących na łóżku dziewczyn.
Czerwonowłosy nie odzywał się przez chwilę, próbując zorientować się w obecnej sytuacji. Gdy usłyszał, że rudowłosy mężczyzna wspomniał o lekach, mimowolnie podniósł własną koszulkę, aby zobaczyć pod nią bandaże. Cóż, to zapewne wyjaśniało dlaczego nic nie czuł. Prawdopodobnie lekarstwa były także przyczyną, dlaczego czerwonowłosy odczuwał, że jego nogi zdrętwiały. Teraz nie było to takie dziwne, że wcześniej zaliczył spotkanie z ziemią.
Imię Giogio, które wypowiedziała blondynka, skądś mu się kojarzyło. Czy to nie tak wołała na tego głupiego księcia z książki Arianny, jego służąca?
Początkowo rozejrzał się wokoło, szukając wzrokiem osoby do której mogła skierować te słowa. Po chwili zrozumiał jednak, że dziewczyna zwracała się do niego.
- Nie, wszystko w porządku. – odparł, posyłając jej uśmiech. Nie był pewien jak powinien się zachować, dlatego też postanowił sprawdzić po jakim gruncie kroczy.
- Chociaż mam wrażenie, że za mocno uderzyłem się w głowę. – Tu złapał się lekko za lewą skroń, po czym usiadł na łóżku, na którym poprzednio się obudził. - Nie mogę sobie przypomnieć niektórych rzeczy. Gdzie my się tak właściwie znajdujemy? – spytał się jej.

Ostatnio zmieniony przez Czekola (07-09-2019 o 23h00)


ɢᴏɴɴᴀ ɢᴇᴛ ᴍʏ ꜰᴀᴠᴏᴜʀɪᴛᴇ ᴠɪʟʟᴀɪɴ'ꜱ ʜᴇᴀʀᴛ

https://stat.ameba.jp/user_images/20200503/23/nal2/61/85/g/o1500050014753181681.gif?caw=800

Offline

#20 07-09-2019 o 23h26

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 167

.........................................................https://media.discordapp.net/attachments/618024396543623172/629701516797804585/lucas_1.png

   Szczękając zębami spojrzał na gościa, który stety lub nie, był jego szkolnym przyjacielem, gdyby mógł okaleczać wzrokiem to właśnie teraz by to zrobił.
   - N-n-na ża-a-arty Ci się zeeeeebrało?! Uważaj ja-ak Cię zaraz... - w tym momencie jakaś kobieta oparła się o mnie, ślizgając się na "mojej kałuży".
   Wyglądała jak... - Typowa zimna czteronożna najlepsza przyjaciółka człowieka w formie żeńskiej, wyglądasz jak typowa s&%@ moja droga. - dotknął zimną ręką jej szyi czując jak gdzieś w piekle diabeł śmieje się z jego tortur - Podoba mi się ten nowy imidż. Szkoda, że nie jesteś wolna, w tej wersji nawet zapomniałbym, że nie dawałaś mi ściągać. O ile jesteś tą za kogo się podajesz, bo jak nie to znam jedno miejsce... - przypomniało mu się, że jest w miejscu niezbyt możliwym do określenia - ... chyba.
   Rozejrzał się po pozostałych osobach. Zbliżył się do nas jakiś czarnowłosy, zadziwiająco grzeczny chłopak o aparycji emo metala. Prychnął na słowa Rhetta i specjalnie akcentując słowo pan spojrzał w oczy zmartwionego obywatela.
   - Kłamie, widzi pan od szkoły próbował mi dorównać, a gdy okazało się, że nie potrafi, rozumie pan postanowił zrobić mi spóźniony Ice Bucket Challenge. - założył na usta najmilszy uśmiech na jaki mógł sobie w pozwolić w sytuacji, w której był.
   Po chwili dołączały do nich nowe osoby. W pewnym momencie poczuł dziwne rwanie w barku, zajrzał pod koszulkę, okazało się, że ma na sobie bandaż, aha, czyli coś mi się stało.
   - Przeszczep mózgu. Jednak to jeszcze kilka lat aby można było samą głowę, a co dopiero mózg. - wymruczał głównie do siebie.
   Gdy Ephy wspomniał o Arianie zaczął szukać portfela, w końcu miał w nim jej zdjęcie. - Znam, nawet bardzo dobrze. - powiedział ponuro.
   Po chwili do sali wpadła jakaś kobieta, która zrobiła wielki raban, nie wiadomo o co. Nic się nie działo, czuł się świetnie, może miał bandaż, ale układ nerwowy albo był otępiony, albo wszystko było w porządku. W każdym razie nic go nie bolało, poza delikatnym rwaniem w barku, nic takiego.
   Jednak nazwała go per Panie, co mu się podobało, jeśli to był sen, to już mu się podobał, nie żeby ludzie tak do niego się nie zwracali, ale stanowczo w innej sytuacji. Uśmiechnął się na wspomnienie ostatniej imprezy integracyjnej, co prawda jakieś sto dwudziestej w ciągu pięciu lat, ale integracja była więcej niż udana. W końcu byli studentami medycyny, wszystko było zdrowo, bezpiecznie i nikt nie cierpiał... za bardzo.
   Pozwolił wytrzeć sobie głowę ładnie pachnącym swetrem przez uroczą blondynkę. Rzadko zdarzały się takie pieszczoty, jeszcze przydałoby się kakao, serial i kocyk... albo chociaż suszarka do włosów, nic więcej.
   - Dzię... dziękuję. - sam się zdziwił, że wciąż potrafi szczerze powiedzieć te słowa, ostatnio robił to zadziwiająco rzadko. W sumie słusznie, nie miał komu dziękować ani za co nie miał. Spojrzał na gościa który zaczął mówić o lekach. - Leki? Jakie? Co nam podałeś? Poza paracetamolem, ale patrząc na to jak mnie owinęliście bardziej przydałaby się morfina, chociaż nie byliśmy do niczego podłączeni... ale coś... o boże, nie... - przerażony spojrzał na gościa od tabletek - Nie daliście mi czopków prawda? PRAWDA?



Ogółem uznałem, że różowego będę używał zawsze przy Arthurze a niebieskiego przy Lucu, niezależnie od ciała ;_;

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (04-10-2019 o 17h29)


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#21 08-09-2019 o 13h40

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 503

_____________________https://fontmeme.com/permalink/190825/fa315b787409918af4ba10b55405c75f.png


          Po tym jak nakrywając do śniadania upuściła na podłogę kilka talerzy z bezcennej, porcelanowej zastawy, a ochmistrzyni przyszła by osobiście ją za to złajać, Mildred wymknęła się z kuchni do ogrodu, a stamtąd wlazła na najwyższe drzewo, chwilowo mając zupełnie w nosie wszystko i wszystkich. To nie była jej wina, że ręce jej się od rana trzęsły, jakby dopadła ją jaka choroba, ale do przyczyny tego stanu w życiu by się nie przyznała.
          Zaszyła się na jednej z najpotężniejszych gałęzi, nucąc pod nosem siedziała, obserwując okolicę i z wyprzedzeniem dostrzegła zmierzającą mniej - więcej w jej stronę sylwetkę Mercedes. Mildred przez chwilę nasłuchiwała, ale gdy upewniła się, że to jej imię woła kobieta, nie mogła się powstrzymać i porzuciła pomysł boczenia się na tamtą za to, że po ponad rocznej przerwie nie znalazła czasu, by się z nią przywitać. Dziewczyna dowiedziała się, że przed wyjazdem do klasztoru Mercedes była przez chwilę na zamku dopiero w momencie, gdy ta już ponownie wyjechała. Nie to, żeby Mildred tęskniła, skądże znowu, po prostu czuła się do głębi urażona i zamierzała dać jej to odczuć.
Z tym, że kiedy ją zobaczyła, natychmiast o tym zapomniała.
Zwiesiła się z konara do góry nogami i w tej pozycji znalazła się twarzą w twarz z jasnowłosą przyjaciółką.
Kobieta wydawała się być zaniepokojona i widok Mildred najwyraźniej ją uspokoił, ale tylko trochę - po tym jak z małpią zwinnością zeskoczyła z drzewa i została zamknięta w pospiesznym uścisku, Mildred natychmiast została pociągnięta za rękę, prosto do zamku. Ciemnowłosa dziewczyna nie zapytała o co szło, urażona do głębi zdawkowym powitaniem, pozbawionym wylewnych przeprosin, że tak długo Mercedes nie było, które to Millie należały się przecież jak psu buda! Truchtała jednak posłusznie w ślad za prowadzącą ją kobietą, nie myśląc zbyt wiele o tym, gdzie w ogóle idą, zajęta utyskiwaniem w myślach, dopóki nie znalazły się przed samą lecznicą, w której to od wczoraj leżały te męczące paniątka. W ostatniej chwili przed wejściem na salę Mercedes złapała jeszcze w locie Daatha, któremu to Mildred nie omieszkała pokazać języka.
Po wejściu na salę, Mercedes puściła wreszcie dłoń swojej przyjaciółki, by w kolejności najpierw wszystkich ochrzanić, a potem przejąć się ich losem. Mildred uśmiechała się złośliwie pod nosem, stojąc w rogu sali i nie rzucając się w oczy, czując się trochę jak piąte koło u wozu, bo paniątka nie wyglądały na chore, wręcz przeciwnie - śmigały po sali i rozmawiały, jakby nic takiego wczoraj nie zaszło. Mildred miała więcej rozumu niż oni wszyscy razem wzięci i gdy tylko zauważyła, że coś jest nie tak - natychmiast wlazła do windy kuchennej i tam siedziała, aż wszystko nie ucichło i po kuchni nie zaczęły latać inne posługaczki, niosąc pomoc rannym. Gdy tylko się stamtąd wygramoliła, natychmiast ktoś ją zagonił do roboty, wysyłając po wodę, bandaże i inne środki dla tych wyniosłych paniątek, które ucierpiały w ataku, jak zwykle bezużyteczne z tymi w swoimi mocami magicznymi gdy przychodziło co do czego. To już Mildred wolała moc włażenia na drzewa, praktyczniejsze chociaż nie takie widowiskowe, ot co.
Korzystając, że nikt niczego od niej nie chce i nie zwraca na nią uwagi, rozejrzała się po pomieszczeniu, a jej wzrok praktycznie od razu dostrzegł jakiś błysk, dokładnie taki, jaki cechuje ładne, błyszczące przedmioty.
Millie lubiła ładne i błyszczące przedmioty, a to że nie należały do niej jej nie przeszkadzało. Mildred bardzo lubiła zmieniać ten stan rzeczy.
Udając, że zamierza poprawić prześcieradło, zbliżyła się do łóżka opuszczonego przez tę jedzowatą Olympię. Wszyscy oni byli nieznośni, ale ta pannica była z nich najgorsza. Millie kompletnie nie rozumiała, czemu ich stan tak niepokoi Mercedes. Ona się o nich bynajmniej nie martwiła.
Dziewczyna złapała prześcieradło i dokładnie je obciągnęła, by nie marszczyło się na środku, po czym poprawiła poduszkę. Kątem oka ciągle widziała kuszący połysk, nie była nawet pewna co dokładnie tam leżało, ale na wszystkie bóstwa - lśniło tak pięknie! Pokusa była nieodparta. Millie odchodząc od łóżka dwoma ruchami zgarnęła świecidełko ze stolika. Udając, że poprawia odzienie, umieściła bransoletkę z jakimś cudnej urody kamieniem, w gorsecie. Była z siebie tak zadowolona, że z rozpędu poprawiła również pościel na innym łóżku. Olympia ślęczała nieopodal i minę miała tak zagubioną, że Mildred prawie zrobiło się jej żal. Prawie - dobre sobie.
Odwróciła się do właściciela łóżka, które właśnie słała, a który również błądził po pomieszczeniu z jakimś dziwnym wyrazem twarzy, coś bredząc pod nosem. Banda pomyleńców. Mildred w przypływie dobrej woli złapała go delikatnie za ramię i z kojącym uśmiechem, jaki posyła się komuś ograniczonemu umysłowo, odezwała się do niego.
- Pan się lepiej położy, paniczu Deveroux. - powiedziała, źle wymawiając nazwisko i lekko ciągnąc go w stronę łóżka - Jak Siostra Mercedes ładnie prosi, lepiej się słuchać. Z nią nie ma żartów. Wiem, co mówię.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (17-09-2019 o 11h59)

Offline

#22 08-09-2019 o 15h36

Straż Obsydianu
Ermira
Pokonała kurę
Ermira
...
Wiadomości: 916

                                                          https://cdn.discordapp.com/attachments/613752957724524546/618043181686063114/ollie.png
         Zanim w ogóle zdążyła odpowiedzieć czy znała się z Ari - jej przyjaciółką ze szkolnych lat - do pomieszczenia wparowały trzy osoby.
         Otrząsnęła się i powoli uniosła z ziemi, czując kłujący ból w okolicach żołądka, nóg oraz rąk - teraz dopiero odezwało się w niej to wszystko, wcześniej nie ujawniając się, ze względu na adrenalinę. Skrzywiła się nieznaczne, uniosła delikatnie podbródek i jedynie kiwnęła głową do domniemanego Ephyra, Arthura, długowłosego chłopaka o mętnych tęczówkach, którego również zdawała się kojarzyć, Danielle oraz ładnej kobiety, która wspomniała coś o cieście.
      -- Trzymaj się... Gio? -- uśmiechnęła się, mierzwiąc mu włosy -- A ty się wypchaj, teraz to zupełnie nie żałuję tych wszystkich klasówek i przysłaniania ręką odpowiedzi na kartce, cobyś ich przypadkiem nie zobaczył -- te słowo skierowała wprost do ucha Arthura, woląc nie ujawniać się z takimi 'wyznaniami' przed resztą. Ostatecznie jednak obdarzyła go krzywym uśmiechem, co ujawniło jej żartobliwie i raczej dość obojętne podejście do jego wcześniejszych słów.
         Usiadła na łóżku, zamyślając się próbując zrozumieć całą tę popapraną sytuację. Stres powoli zaczął z niej schodzić, zastąpiony tą taką matczyną troską o jej dawnych, szkolnych znajomych. Na pierwszą ofiarę wybrała Dan, a właściwie Esme, jak udało jej się podsłuchać, mimo szeptu rudowłosego chłopaka.
      -- Da... Sme -- odkaszlnęła -- Wszystko w porządku? -- odgarnęła dziewczynie kruczoczarne włosy z czoła, zawijając je za ucho.
         Oczywiście, że nie była pewna, czy którakolwiek z tych osób rzeczywiście była tym za kogo się podabawała. Czuła jednak, że nie ufając im, weszłaby na jeszcze bardziej chwiejny i niepewny teren. Wolała więc po prostu uwierzyć w każde ich słowo, żeby później co najwyżej zaśmiewać się z własnej naiwności.
         Nastepnie skierowała wzrok na piękną, ciemnoskórą kobietę, którą właśnie zajmował się rudowłosy chłopak, rozkładający na stoliku jakieś medykamenty.
         Ostatni raz czuła się tak niepewnie dokładnie dziewięć lat temu, zaraz po otrzymaniu swojej pierwszej dochy z matmy. Zaczęła szukać telefonu. Chciała zadzwonić do Finna. Spytać czy coś wie, po prostu usłyszeć jego głos.
      -- Prze-prze-przepraszam... Pana, muszę się skontaktować z kimś... Kto-o-o na pewno teraz umiera z nerwów, znajdę tu gdzieś te-te-telefon? -- jąkanie się wróciło, paradoksalnie u niej pojawiające się w momencie uspokojenia, a nie, jak to miało u innych w zwyczaju, nerwowości.
         Zanim jednak otrzymała odpowiedź drzwi do lecznicy otworzyły się z impetem.
      -- OLLIE! -- zawoła blondyna, o piskliwym głosie, w czym niemal od razu zawtórowała jej brunetka -- JAK ONI ŚMIALI DAĆ CIĘ DO SKRZYDŁA Z... NIMI! -- dodała rozpaczliwie, patrząc na pozostałych w pomieszczeniu, niczym na gumę, przyklejoną do podeszwy buta.
         Lana jedynie rozglądnęła się, jakby w jakimś otumanieniu szukała jakiejkolwiek innej osoby, do której te słowa mogłyby być skierowane.
      -- AH I JESZCZE ZAJMOWAŁ SIĘ TOBĄ TEN KOCMOŁUCH -- dodała z wyuczoną zgryźliwoscią -- Chyba znowu będzie trzeba sprawić mu kilka lekcji, co? -- powiedziała szeptem właściwym dla jej charakteru, który w razie potrzeby mógłby zastąpić telefonowanie na pewną odlegległość.
   -- Lekcji... Czego? -- chwilę zajęło jej, zanim zrozumiała sens słów wypowiedzianych przez blondynę.
         Żyjąc w swojej bańce bezkonfliktowości i jakiegoś wychillowania nigdy nie spotkała się z prawdziwym, wręcz wyrwanym z książki (ah, jakież to teraz ironiczne!) przykładem znęcania się, a raczej marnej próby tyranizowania Bogu ducha winnego ucznia.
         Uniosła delikatnie podbródek, wypięła pierś do przodu - tak jak to miała w zwyczaju robić przy swoich wychowankach, kiedy dopuścili się czegoś wyjątkowo głupiego - i spróbowała przyjąć ten swój mamijny, dawny ton i styl wypowiedzi.
      -- Prze-prze-przezwiska nie są w porządku, powinnyście prze-przeprosić -- skrzyżowała ręce na piersiach, dopiero po chwili zauważając, że dziewczyny patrzą na nią, jakby właśnie z pełną powagę wyrzucała sztućce przez okno w restauracji -- To raczej wam by się przy-przy-przydała lekcja
         Tak właśnie życie Deco i Moreno miało zamienić się w piekło, bowiem wizja Olympii, która nagle zmieniła cel z tego kocmołucha na nie, zdawała się teraz tak jasno migotać na drodze ich przyszłości. Tak jasno, że w myśli nawet nie zdążyły wyśmiać jej jąkania się.
      -- Haha, Olympia jak ty coś powiesz -- nerwowowość można było z tego wyczuć na kilometr.
      -- Ah ciszej, ciszej, przeszkadzacie innym pacjentom -- nastolatki ucichły, wymieniając między sobą  nerwowe spojrzenia. Lana nie wiedziała, co tutaj się dzieje, ale czuła, że poprzedni właściciel tego ciała właśnie tracił ważne dla siebie... Przyjaciółki(?).
      -- Porozmawiamy później, dobrze? -- uśmiechnęła się jak tylko najłagodniej potrafiła i odprowadziła je wzrokiem do drzwi.
         Zaraz jak wyszły westchnęła przeciągle.
      -- Prze-prze-przepraszam za zakłócenie spokoju -- strzepnęła niewidzialny kurz z przydługiej tuniki i zmęczona znowu skierowała wzrok na domniemaną Danielle.
         Była przekonana, że gryzło ją to samo. Co tu się właściwie działo? Kim byli Ci wszyscy ludzie? A przede wszystko - kim oni się stali?
         ``Olympia.`` To był jej jedyny punkt zaczepienia.

Ostatnio zmieniony przez Ermira (11-09-2019 o 07h44)


vape i w*******

Offline

#23 10-09-2019 o 21h46

Straż Absyntu
Jaquelle
Nowo przybyła
Jaquelle
...
Wiadomości: 5

fontmeme.com/permalink/190822/11bb447093dcda05d99b1cc69e6415f2.png



Danielle przebywała w jednym wielkim wariatkowie. Wszyscy krzyczeli, z tego wszystkiego mocno rozbolała ją już głowa. Patrzyła otępiale na tych ludzi, tak dziwnie jej znajomych. Czuła, że mówią prawdę, że wszyscy wylądowali w innych ciałach. Ich zachowania nie dało się podrobić, od razu wiedziała, z kim ma do czynienia. Ale dlaczego wyglądali inaczej? Dlaczego byli inni? Uszczypnęła się, żeby się upewnić czy nie była w jakimś dziwnym śnie, ale to nic nie dało. Nadal tkwiła w tym dziwnym pokoju z dziwnymi osobami. Zaczęła nerwowo bawić się kosmykami włosów. Przez całe życie miała loki, teraz została skazana na długie, sztywne włosy. Ładne, ale stanowczo nie w jej guście. Czuła się w nich strasznie wyobcowana.
Z rozmyślań wyrwał ją nieznany, kobiecy głos.Spojrzała na brązowowłosą dziewczynę, która wydawała się jeszcze bardziej zagubiona niż ona. Jeśli wierzyła teorii, że wszyscy dookoła niej byli jej znajomymi ze starej szkoły, tą piękną nieznajomą musiał(a) być…
- Felice, Vasco? Jesteś jednym z nich, prawda? – zapytała, bo tylko ci dwaj się nie przedstawili. Potem zdała sobie sprawę ze swojego absurdalnego pomysłu – przed nią stała kobieta z krwi i kości, nie jakiś tam mężczyzna. Więc kim mogła być? Na pewno nie Laną – za nią podawała się już inna osoba. W ich paczce nigdy nie było innej dziewczyny.
- Nie wiem co się stało, raczej nie chodzi o żaden pożar. Pamiętam, że zasnęłam i obudziłam się już tutaj – odparła zgodnie z prawdą. Nie miała żadnego powodu, żeby  kłamać. Byli w tym wszystkim wspólnie i musieli razem współpracować jeśli chcieli się stąd wydostać. Oczywiście potwierdziła, że znała Ariannę. Bo jak mogłaby nie znać? Wyglądało na to, że inni też ją kojarzyli. Ale co tu robili i dlaczego znaleźli się w innych ciałach? Nie mogła tego zrozumieć.
Krótko po jej słowach do pokoju weszły trzy osoby. Kompletnie nie miała pojęcia kim mogły być. Czy to możliwe, że to oni byli odpowiedzialni za zesłanie ich tutaj? I te imiona, którymi ich nazywali… wydawały się jej takie dziwnie znajome, jakby gdzieś je już widziała. W książce Arianny kilka postaci właśnie tak się nazywało, ale to nie mogło być przecież nic więcej, jak zwykły, zabawny zbieg okoliczności.
- Leki?– zapytała z podejrzliwością. Faktycznie, wszyscy byli zabandażowani, ale co jeśli to nie były zwykłe tabletki przeciwbólowe, a jakieś psychozy? Co jeśli Ci ludzie prowadzili na nich chore eksperymenty i ich dotychczasowe życie było kłamstwem? Zadrżała na samą myśl. Nie no, bez przesady, aż tak w to nie wierzyła. Po prostu naczytała się za dużo głupich książek i miała bujną wyobraźnie. A może jednak…?
- Jak może być w porządku? Nie wiem nawet gdzie jestem, chcę już wrócić do siebie – odpowiedziała zarówno nieznajomemu jak i  jej przyjaciółce, zanim zdołała ugryźć się w język. Nigdy nie spodziewałaby się po sobie takiego ataku bezpośredniości, czyż nie była osobą, która swoje zdanie zawsze trzymała dla siebie? „To musi być stres” – pomyślała, próbując wziąć kilka głębszych wdechów. Oczywiście, że była przerażona tym, co tu się dzieje, ale odrobina spokoju jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła.
Po chwili do pomieszczenia wparowały kolejne osoby, które swoimi wrzaskami doprowadziły ją do jeszcze większego bólu głowy. Do diaska, mimo wszystko to nie był korytarz, a lecznica. Ludzie tutaj potrzebowali spokoju. Jak można było tak wparować i wrzeszczeć już na samym wejściu? Spojrzała z wyrzutem na grupę dziewczyn, ale te nic z sobie z tego nie robiły. „Och, a więc to ten typ” – pomyślała, wiedząc, że na pewno się nie polubią.  Dalej przekrzykiwały się nawzajem. Wyłapała kolejne imię z książki… Olympia, jak ta su… wredna wybranka Boga. To wszystko brzmiało aż za bardzo podejrzanie. Lana zaczęła się jąkąć, ale ostatecznie udało jej się pozbyć niechcianego towarzystwa.
- Dobrze, że ich już nie ma, nie dało się wytrzymać – odparła, siląc się na słaby uśmiech. Było wiele rzeczy, które chciała teraz powiedzieć, ale nie wiedziała na ile mogła sobie pozwolić przy nieznajomych... medykach? Kim oni właściwie byli?

Ostatnio zmieniony przez Jaquelle (10-09-2019 o 21h48)


i.pinimg.com/originals/2f/68/60/2f6860b325dc9a9723766e24bcde57b4.gif

Offline

#24 12-09-2019 o 00h57

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 136

___________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/617816054466347024/unknown.png

     Felice odwrócił speszony wzrok, zastanawiając się nad użytymi wcześniej formami grzecznościowymi. Mniejszą oficjalnością popisywał się będąc w szkole, mówiąc do ludzi wiele starszych od siebie. Po latach oficjalność była stałą częścią pakietu, który przedstawiał nieznajomym, a te wszystkie twarze, takie właśnie dla niego były. Pomyślał o tym, że jeżeli zechce mu się gadać do siebie, również musi pamiętać o tym, aby zwracać się do siebie na „pan”. Jego własna twarz, nie była jego własną twarzą. Jakkolwiek to brzmi, wydawało mu się w tamtej chwili prawdziwe. Wiedział, że wygląda inaczej, ale nie chciał patrzeć w lustro, bał się odgarnąć z pola widzenia zbyt długie włosy. Nie chciał dotykać tego obcego policzka po raz kolejny. Przyglądał się innym i słuchał ich wypowiedzi, dopóki jedna z kobiet nie przedstawiła się kolejnym, dobrze znanym imieniem.
     -Reality show? Ha! Kto by wpadł na taki pochędożony pomysł?- palnął, jednak ci, których zaczepił wcześniej, skutecznie zwrócili na siebie jego uwagę.
     Nie tylko on był zagubiony. Osoby, które wpadły do wysokiego pomieszczenia nie dały im jakichkolwiek odpowiedzi. Ich obecność wprowadziła więcej zamieszania, więcej pytań. Rozmowa o rozlewaniu wody, pytanie o miejsce, wzmianki brzmiące jak przekomarzanki, to wszystko poszło w zapomnienie. W istocie, Felice przypominały się pewne osoby, kiedy słyszał tony głosu dwóch chłopaków, ale nie chciał jeszcze „pomyśleć tego na głos”. Całą swoją uwagę skupił na pielęgniarce, której nerwowe tiki dało się dostrzec. Jej głos miał coś w sobie. Coś, dzięki czemu Felice cofnął się o krok, w stronę łóżka, w którym się obudził.
     Wtedy też poczuł na swoim ramieniu dłoń. Odwrócił się gwałtownie, a kiedy zobaczył drobną dziewczynę zwracającą się do niego obcym imieniem, nie krył zdziwienia.
     Zorientował się, że nazwisko, które padło w jego kierunku, wcale nie było aż takie obce. Podobnie było z imieniem pielęgniarki- siostra Mercedes. Tę godność też już słyszał.
     -O boże- wydusił jedynie, dając pociągnąć się w stronę łóżka. –Nie, nie wierzę. To jest jak bardzo realistyczny sen. Przepraszam, że zaniepokoję siostrę Mercedes, pani… pielęgniarka z niebieskimi włosami… Mil… Ach nie, nie wiem, jak pani ma na imię, nie, nie powinienem zgadywać, choć na pewno to imię czytałem. Ale niech pani wie, że ja w tej chwili muszę stąd wyjść.
     Gdy tak do niej mówił, na wpół szepcząc, na wpół mówiąc głośno i patrząc jej w oczy, wyswobodził ramię z lekkiego uścisku. Trzymając się linii szpitalnych łóżek, zaczął zmierzać w stronę głównych drzwi, tych, przez które wpadła blond-włosa siostra. Z każdym przebytym metrem przyśpieszał kroku, aż w końcu zaczął biec.
     -Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę- mówił pod nosem.
     Pchnął drzwi i nie obejrzawszy się za siebie, od razu ruszył w głąb korytarza, szukając wyjścia na zewnątrz. Jeżeli ktoś miał go za takie wyjście ukarać, mógł to sobie zrobić, ale później. Felice chciał tylko zobaczyć budynek z zewnątrz. Sądził, że moment, w którym go zobaczy będzie dla niego przełomowy, że to poruszy jeden z trybików, który blokował działanie całej maszyny. Ale już wygląd korytarzy wiele zwiastował. Były długie, drzwi znajdujące się po bokach niewidoczne z daleka, ukryte za zdobieniami framug.
     Przecież na takich właśnie korytarzach niezdarna dziewczyna rozrzucała swoje książki i notatki, na takich się gubiła i potykała się na prostej drodze. Na takich Elizabeth wpadała Louisowi w ramiona.
     Oparł się o ścianę, próbując przypomnieć sobie, ile początkowo widział osób w pomieszczeniu, włącznie ze sobą. Imiona, które padły mógł przypisać tylko do starych znajomych bądź bohaterów książki autorstwa zmarłej przyjaciółki z lat szkolnych. Elementów miał coraz więcej, a jednak dalej nie mógł w to wszystko uwierzyć. Ta sytuacja była dla niego zbyt absurdalna.



https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/731619869728178216/airi.gif

Offline

#25 21-09-2019 o 22h24

Straż Absyntu
Rissie
Porucznik Straży
Rissie
...
Wiadomości: 10 605

________________https://funkyimg.com/i/2WtAd.png

    Lęk o ciasto okazał się być najstraszniejszym, jaki Vasco kiedykolwiek przeżył. Nawet obrona doktoratu nie była tak stresująca jak to jedno pytanie: „czy wszystko z jego wypiekiem w porządku?”.
    Z kolei znalezienie się w jakimś obolałym, niewątpliwie lekko krwawiącym i potłuczonym ciele, było ciekawe. Poza tym, że Vasco w jakiś magiczny sposób dostał jakiejś operacji plastycznej na klatce piersiowej, chyba wciąż był tą samą osobą? Jakby nie patrzeć, jego skóra wciąż była ciemniejsza, niż przeciętnego Europejczyka, więc wszystko było chyba w miarę w porządku.
    A przynajmniej powinno być, przecież nie mógł zwariować i halucynować, prawda? A może jego ciasto naprawdę się spaliło, a pożar wywołał u niego majaki? Mógł równie dobrze już nie żyć, a  to była jakaś pośmiertna wizja! Ale wtedy nie miałby kontroli nad swoim ciałem, z kolei inni ludzie pewnie zachowywaliby się jak zombie, a nie jak myślące, żywe istoty.
    Co się, na stos nieuporządkowanych książek w jego sypialni, działo?
    Ta dziewczyna, do której się odezwał, wyraźnie była mu znana. Nikt nie odezwałby się do niego pytając o jego imię, jednocześnie nie wiedząc, kim jest, prawda? Jednocześnie ucieszył się, że ktoś o nim pamiętał, i prawdopodobnie był jego znajomym – nie był tu sam!
    - Tak, jestem Vasco! – niemalże krzyknął pełnym entuzjazmu głosem, starając się ignorować fakt, że nie brzmiał ani męsko, ani znajomo. – Całe szczęście, że jesteś… eee….
    Przerwał im jakiś mężczyzna, którego Vasco zmierzył podejrzliwym spojrzeniem. Z jakiegoś powodu kojarzył aparycję jegomościa, ale nie był w stanie przypomnieć sobie, skąd? Czy spotkał kogoś takiego w kafejce, kiedy przesiadywał w niej wcześniejszego dnia? Niewykluczone, ale wtedy pewnie kojarzyłby chociaż jak się zachowywał. A teraz? Dziwne. To było naprawdę dziwne.
    I jak zwrócił się do tej dziewczyny, która go znała? „Esme”? Hernandez nie znał żadnej Esme – Esmeraldy? Esmadryny? – więc tym bardziej zbiło go to z tropu, kim była dana panienka. Niemal podskoczył, kiedy nieznajomy odezwał się do niego – i to w formie żeńskiej.
    - Proszę? – zapytał niepewnie. – O co panu chodzi? I czy powinienem spytać, co się tu właściwie dzieje? Czemu moje – w sumie to chyba nie moje, ale o to mniejsza – ciało jest całe we krwi i bandażach? – Vasco rozejrzał się po pomieszczeniu, skupiając w końcu uwagę na otaczających ich ludziach. – I czy jesteśmy w jakimś namiocie szpitalnym? Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek składał papiery do wojska.
    Zerknął na resztę ludzi – niektórych charakterystycznych, innych mniej, i coś zaskoczyło w jego głowie. Pamiętał opis tego pomieszczenia, zupełnie jak tego mężczyznę, który zwrócił się do niego, jakby był kobietą. I wiedział również, dlaczego jego ciało było obolałe i w bandażach.
    I z tymi odpowiedziami, do których doszedł, Hernandez nie czuł się dobrze.
    - Jestem Vesper aux Grimmoux – szepnął. – O cholera. Na skarpetki mojej mamy. Ta kobieta… o Boże. O Boże, to jest Vesper.
    Wspominając fragmenty tej nieciekawej i przewidywalnej książki, Vasco wzdrygnął się mimowolnie. Vesper można było opisać krótko: łamiąca zasady królowa kopania tyłków. I on – spokojny chłopak – znalazł się w jej ciele.
    Czym zasłużył sobie na taki zaszczyt?
    - Otworzyć – odezwał się niespodziewanie, głośniej, niż chwilę temu. Chrząknął. – Rana. Tak. Mogła się otworzyć, tak. Powinieneś sprawdzić, czy rany Ves… w sensie rany moje, moje rany, tak, tak, czy wszystko z nimi okej.


https://images92.fotosik.pl/358/7c6dfee3113b9eb0.png

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2