Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2

#26 27-09-2019 o 12h42

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 167

.........................................................https://media.discordapp.net/attachments/618024396543623172/629701516797804585/lucas_1.png

    Arthur nie wiedział co się działo wokół niego, tutaj biegali ludzie, tutaj ktoś gadał, inni biegali, wchodzili, wychodzili, nikt nie potrafił wyjaśnić co się dzieje i był praktycznie pewien, że podano mu czopki, co mu się bardzo nie podobało, zdecydowanie nie przepadał za czopkami. To bardzo złe, bardzo złe.
   Do tego woda, która wzięła się znikąd. Ludzie, którzy zwracali się imionami innych i w ogóle ta cała szopka z per Panie, jakimiś dziwnymi nazwami, wydarzeniami i temu podobne. Aczkolwiek olśniło go bardziej gdy wpadła grupa wkurzających dziwaków i porwała domniemaną Lanę. W sensie może nie olśniło go, ale miał pewien przebłysk inteligencji, jak zwykle gdy dzieje się coś, czego tymczasowo nie umie wyjaśnić, jak magia. A przecież magia nie istnieje, istnieje tylko nauka, nie ma czegoś takiego jak cud, opatrzność, szczęśliwy traf i inne takie. Za wszystko odpowiada biologia, fizyka i inne pochodne nauki ścisłe.
   Korzystając z zamieszania i tego, że domniemany Felice wybiegł Swoją drogą ciekawe jaką protezę dostał - mruknął do siebie Arthur wziął jabłko ze stolika nocnego stojącego nieopodal czyjegoś posłania i ukucnął na łóżku domniemanego Ephyra. Ugryzł owoc, przeżuł dokładnie aby mieć pewność, że smak i wszystko inne odczuwa tak samo. Podrzucił je, jednak nie zawisło w powietrzu tak jak tego wymagał.
   Wyciągnął jabłko w kierunku rywala. Jeśli nie powiesz nikomu i będziesz odpowiadał szczerze to jabłko jest Twoje - powiedział i puścił je nie interesując się czy tamten je złapał, czy nie.
   - Nie lewituje, ja nie wysycham tak szybko jak bym chciał. - strzelił kostkami palców i przygryzł kciuka. - To nie sen, nie ma szans aby to był sen, na pewno nie mój, a sny zbiorowe to bujda na resorach. Powiedz mi mój drogi, czy magia istnieje i jak można ją określić? - spojrzał na niego wyczekująco.
   Ale nie pozwolił mu odpowiedzieć.
   - Nie da się jej zmierzyć, bo otóż nie istnieje, nie ma czegoś takiego i nigdy nie będzie. Jednak zastanawia mnie jedna rzecz. Pamiętasz jeszcze ten gniot, który powstał pod delikatną ręką naszej ukochanej Arii? - przy tych słowach spojrzał mu prosto w oczy kciukiem gładząc policzek chłopaka. - Nie pamiętam z niej z wiele bo umówmy się była #$@$%&^, ale była tam pewna grupa, która niesamowicie mnie denerwowała za każdym razem gdy się pojawiali. Gdybym ich spotkał, to każdemu z nich rozkwasiłbym ryło na chodniku niezależnie od płci. - wskazał palcem na otoczenie domniemanej Lany, potem dalej przygryzając kciuk spojrzał na domniemanego Ephyra i pokiwał powoli głową. "Tak, tak Ephy, właśnie to sugeruję."
   - Dokładnie tak, ktoś też czytał te beznadziejną książkę i idealnie oddał każdy jej fragment aby zabawić się naszym kosztem. Znam jakiś tuzin ludzi do tego zdolnych a jakąś czwórkę z nich stać na aktorów i temu podobne. Teraz tylko trzeba wyjść, znaleźć tego kogoś i przetestować na nim nową terapię akupunkturą. - uśmiechnął się jak dziecko na myśl o doskonaleniu techniki.
   Tak się uśmiechając i gryząc palec w końcu przegryzł skórę, zaklął siarczyście i w tym samym momencie zawiał niesamowicie lodowaty wiatr.
   - Za-za-za-za-zaaaaabije ża-rtooowniii-i-sia - ale przynajmniej wyschnął.

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (04-10-2019 o 17h31)


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#27 30-09-2019 o 16h00

Straż Cienia
Acerola
Akolita Jednorożców
Acerola
...
Wiadomości: 372

SIOSTRA MERCEDES

         Boli ją głowa. Stoi pośrodku tego niesamowitego zamieszania, pobłażliwość wymalowana na jej twarzy wbrew temu, że jej palce świeżbią żeby ustawić ich wszystkich jak stworzyciel przykazał. Mercedes nie miała pochlebnej opini o zgrai zebranej w przychodni poza oczywistą sympatią do swojego księcia, ale ich zachowanie w tej chwili przechodziło wszystkie granice zrozumienia, o dobrym smaku już nawet nie mówiąc. Musi jednak zachować spokój ducha. Cokolwiek złego dzieje się w tym pomieszczeniu, jej priorytetem jest zapewnić bezpieczeństwo panicza.
- Znajdujemy się w lecznicy. Akademia została zaatakowana przez bestię, a ty, paniczu, zostałeś ranny w tym ataku. Mości Państwo spoczywający tu z tobą podzielili ten los - robi co może, aby wypowiedzieć te słowa łagodnym głosem, jednocześnie ostrożnie spoczywając dłoń na plecach czerwonowłosego jegomościa. Chce mieć pewność, że jego kruche ciało jest dobrze asekurowane kiedy próbuje wykonać ruchy, zaś czarne linie wyżłobione w skórze - ich umiejscowienie Mercedes zna już na pamięć - pozostaną nieruszone. Tylko co, jeśli książe doznał urazu głowy? Dokumenty przekazane przez dostarczyciela nie mówiły wprawdzie nic o przejawach amnezji, ale młoda mniszka nie może wyzbyć się poczucia, że nic przecież nie powstrzymuje doktora przed ich fałszowaniem. Z drugiej strony... Wtedy zapomniałby o wszystkim, co spotkało go o zamku. Nie musiałby pamiętać tych trudnych chwil, o których opowiadał jej zimowymi wieczorami, kiedy wreszcie dała radę przełamać lód jego chłodnego serca. Może tak byłoby lepiej.
          Skroń z każdą chwilą pulsuje coraz mocniej. Deveroux wyrywa się spod opieki Millie, wylatuje przez drzwi pomieszczenia i znika z oczu obserwującej tą farsę siostry za najbliższym skrętem. Jeśli stworzyciel właśnie takiego losu dla niej pragnie, Mercie jest - oczywiście tylko w żartach - gotowa wypiąć się na jego idiotyczną wolę, a przy okazji całą tą religię. Głęboki wdech. Nie może ryzykować tym, że ogień palący się na lątach świeczek oświetlających lecznicę zacznie wariować w odpowiedzi na jej mieszane emocje.
- Proszę... Proszę przestańcie - szepcze, potrząsając głową z jedną dłonią masującą gorące czoło - Och, Duffy... Widzisz? Widzisz co się tu dzieje? Proszę, po prostu. Po prostu ją zawołaj, doktora też. Ja... - to mówiąc Mercedes z trudem zmusza swoje nogi do poruszenia się, stając na krótką chwilę koło przyjaciółki - Millie, zajmę się nim. Proszę, przypilnuj żeby inni nie uciekli. Przyprowadzę go tu i, och, pomówię też z sir Jeraltem.
          Nie jest w stanie ustać w tym pomieszczeniu z tymi ludźmi ani chwili dłużej. Nawet patrzenie na ukochaną niebieskowłosą nie było w stanie ukoić jej nerwów, a to znaczyło po prostu, że jest z nią już bardzo źle. Rozgorączkowana, wręcz granicząca z załamaniem nerwowym, kobieta snuje się korytarzami, nasłuchując dźwięków sugerujących o miejscu pobyciu uciekiniera. Kilkoro służących, którzy skulili się po kątach ze swoimi miotłami, pomaga jej obrać odpowiedni kierunek i zaledwie kilka chwil później Mercie dostrzega jego długie, czarne kudły na drugim końcu długiego przejścia. Musi go tylko odprowadzić, a potem odpocznie - przekonuje siebie, walcząc tym samym z wszechogarniającym poczuciem zmęczenia. Korytarz dłuży się niemiłosiernie, gdy jest zmuszona stawiać niewielkie kroki. Spogląda w okno, chcąc zerknąć na widoczny stąd ogród. Zamiera. W odbiciu swoich oczu widzi nienaturalny, różowy błysk, a wokół palców bawią się języki ognia. Różowooka Mercedes uśmiecha się do niej z chłodnej powierzchni, chociaż blondynka - ta prawdziwa i namacalna - jest pewna, że nie unosi kącików ust. Odwraca spojrzenie, zimny pot leje się po jej szyi. To tyko majaki gorączkującego umysłu.
          - Panie? - wydusza z zaschniętego gardła, prostując plecy kiedy tylko ma już Deveroux w zasięgu dłoni. Nie chce doprowadzać do rękoczynów, ale jeśli nie będzie mogła liczyć na dobrą wolę mężczyzny, jest gotowa go zmusić - Jeszcze nie wydobrzałeś, Panie, po ataku. Jeśli cokolwiek jest nie tak, cokolwiek cię boli... Wróćmy do lecznicy, tam się zajmą tobą jak trzeba.


You’re running lemonade at  thirty-six degrees centigrade

- - - - - - - - - - - - -  DOPAMINE_MACHINE  - - - - - - - - - - - - -

Inside your lemon veins and your heart’s a lemon grenade

Offline

#28 01-10-2019 o 12h10

Straż Cienia
Czekola
Straż na szkoleniu
Czekola
...
Wiadomości: 198

++++++++++++++++++++++++https://i.imgur.com/c2FbAFe.png
                       Przez chwilę znowu nastąpiło zamieszanie, kiedy tylko dwójka młodych panienek wpadła do pokoju. Ephyrowi przypominały one kury, które gdakały i biegały po podwórku, próbując zmusić w ten sposób ich hodowcę do dania im jedzenia. Platynowowłosa dziewczyna, w której już widział typową Lane,  łagodnie wygoniła je z pomieszczenia.  Ich słowa i zachowanie, pomału zaczęły tworzyć pewną teorię w mózgu czerwonowłosego, którą wołał mimo wszystko uprzednio sprawdzić.
                       Blondynka, o wdzięcznym imieniu Mercedes  dosyć szybko mu wyjaśniła gdzie się znajdują. Jej delikatna dłoń przez chwilę spoczęła na plecach czerwonowłosego; jakby próbując go uspokoić a zarazem pocieszyć.  Wtedy też chłopak uświadomił sobie, że czuję na swojej skórze nieprzyjemne mrowiący ból. Nie był on bardzo silny, ale stanowczo wprawiał w dyskomfort.
Ephyr nie dał po sobie poznać, że coś może być nie tak.  Uśmiechnął się lekko do młodej kobiety, kładąc swoją dłoń na jej wolnej ręce.
- W takim razie wszystko w porządku. Cieszę się, że tu jesteś ze mną. W tym miejscu nie mogę liczyć na nikogo prócz ciebie. - odparł, spuszczając wzrok, jakby ta myśl sprawiała, że jest mu przykro. Oczywiście Ephyr blefował. Nie znał tej dziewczyny, ale wiedział, że posiadanie sojuszników to jedna z najważniejszych rzeczy jaką może zrobić w nieznanym mu miejscu. Czerwonowłosy momentalnie zauważył, że blondynka żywi wobec niego pewien rodzaj sympatii oraz, że czuję względem niego współczucie. A to oznaczało, że miał już jakąś bazę, nad którą mógł pracować.
Pomimo tego, że duża ilość osób o tym zapominała, chłopak był manipulantem. Nie miał problemów z oszukiwaniem ludzi i wykorzystywaniem ich dla własnych celów.                             
                       Niewiele czasu minęło, a zdezorientowały czarnowłosy chłopak, o trochę przydługich włosach, w panice wybiegł z pomieszczenia. Cóż, gdyby Ephyr był w stanie biegać, prawdopodobnie zrobiłby to samo.  Mimo to, niebieskooki był zdziwiony jak bardzo niezauważone zostało to przez jego środowisko. Jedynie Mercedes, jakby będąc zmęczoną całym tym zamieszaniem, udała się za chłopakiem.
                       W pewnym momencie, jakby korzystając z okazji, że Mercedes opuściła czerwonowłosego, zagadał do niego białowłosy Arthur.  Ephyr tylko obserwował jak ten bawi się jabłkiem, próbując przełknąć narastający ból na skórze. Słysząc słowa chłopaka, który najwidoczniej próbował go przekupić, albo zaszantażować, ugryzionym już jabłkiem, czerwonowłosy tylko się uśmiechnął.
- Cóż to za litościwa propozycja z twojej strony. – odparł, obserwując jak towarzysz jego rozmowy, upuszcza jabłko, które zgodnie z zasadą grawitacji, upadło na ziemię i poturlało się po podłodze. W końcu Ephyr nie zamierzał go łapać; zresztą podejrzewał że w tym stanie w jakim jest jego nowe ciało, prawdopodobnie wyszłoby mu to bardzo nieudolnie.
                       Kiedy białowłosy zapytał Ephyra o magię, ten nie odpowiedział. Wiedział, że jego przyjaciel wpadnie teraz w długi monolog, którego nawet alarm pożarowy nie byłby w stanie przerwać.
Mimo to magia byłaby dobrym wytłumaczeniem na wszystkie ich problemy.  Dlaczego się tu pojawili? Za pomocą magii. Skąd pojawiła się woda, która wylądowała na białowłosym? Dzięki magii.
Doprawdy jak wyjątkowo wygodne byłoby to usprawiedliwienie.
                       Gdy chłopak wspomniał o książce, którą ostatnio czytali, czerwono włosy momentalnie się zaśmiał.
- Ciężko byłoby ją zapomnieć. Aż trudno pomyśleć, że napisała to delikatna ręka naszej ukochanej Arii. -  odpowiedział, ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy.
Ephyr delikatnie się wzdrygnął, kiedy Arthur dotknął jego skóry. Ale nie dał tego po sobie poznać, dalej utrzymując idealny uśmiech na swojej twarzy.
                       Słysząc teorię chłopaka, czerwonowłosy nawet nie drgnął. Poprawił się na łóżku, podnosząc przy tym swoje ociężałe ciało. Doprawdy jakie to jest kłopotliwe, pomyślał.
- Nawet jeśli, to chyba nie sądzisz że tak łatwo znajdziesz tę osobę. Jestem pewien, że jest ona bardzo dobrze zakamuflowana; w końcu nie chciałaby żeby jej zabawa skończyła się tak szybko, nie? – odparł czerwono włosy, przecierając bolące oczy.
- Jeśli jest typem tchórza, to pewnie chowa się gdzieś daleko i obserwuje nas, będąc pewna, że nic jej nie przeszkodzi. – stwierdził niedbale, przymykając oczy. - Jeśli natomiast jest trochę bardziej odważna i ekscytuje ją niebezpieczeństwo, to pewnie skrywa się gdzieś pośród nas. W końcu nie ma nic ciekawszego, niż branie udziału we własnej grze i oglądanie wszystkich wydarzeń na żywo. – zaśmiał się lekko, otwierając oczy.
- Oczywiście, ja bym wybrał tą drugą opcję, ale kto ich tam wie. Ludzki mózg jest nieźle pogmatwany, więc motywacja takiej osoby mogłaby być bardziej skomplikowana niż się nam wydaje. – wzruszył ramionami.
                       Gdy niespodziewanie pojawił się wiatr, który przy okazji wysuszył białowłosego, czerwono włosy od razu zauważył pewne podobieństwo do jednej z postaci z książki Arianny.
- Białe włosy, błękitne oczy, magia wody i wiatru.  Dumny szlachcic, który ostatecznie zostaje oskarżony o śmierć własnego ojca. Udaje się w podróż w poszukiwaniu dowodów swojej niewinności. Ostatecznie znika i zostaje odnaleziony martwy. – wyszeptał Ephyr, tak aby tylko Arhur był w stanie go usłyszeć. -  Lucas Oberon. Tą postać odgrywasz ty. – spojrzał prosto w oczy przyjacielowi. – To by przynajmniej wyjaśniało nagłe pojawianie się wody i wiatru oraz twój wygląd. – odparł czerwono włosy, wyciągając jedną z rąk przed siebie, po czym przez chwilę bacznie ją obserwował.
- Jeśli twoja teoria jest prawdziwa i ta osoba czytała książkę Arianny, to zorganizowanie całej tej szopki musiało być wyjątkowo trudne. Te same postacie czy "magia". Nie wiem jak to zrobiła, ale jestem jednego pewien. – tu odwrócił wzrok w stronę okna – Jeśli już spędziła tyle czasu i przy okazji pieniędzy aby zorganizować całą tą scenerię, to musi także używać jakiegoś skryptu. – westchnął, spoglądając ponownie na białowłosego.
Co w skrócie może oznaczać, że chce abyśmy kierowali się fabułą książki. – Czerwonowłosy sięgnął po szklankę z wodą, która znajdowała się na stoliku obok jego łóżka. Trzęsącą się ręką, podniósł ją i powoli napił się z niej. Oczywiście nie wszystko poszło po jego myśli i zakrztusił się płynem. Kaszląc jak szalony, szybko odłożył szklankę na podłogę, przy okazji rozchlapując wodę na ziemię. Z niezadowoleniem przetarł usta rękawem ubrania.
- Doprawdy to ciało jest upierdliwe. Nie jestem nawet w stanie normalnie napić się wody. – zakaszlał ponownie, próbując wyzbyć się wody z płuc.
- Tylko waż się zaśmiać, a przysięgam, że nie ręczę za siebie. – Ephyr spojrzał groźnie na białowłosego, chociaż z jego obecnym stanem, musiało wyglądać to naprawdę mizernie. – W przeciwieństwie do ciebie trafiło mi się ciało księciunia, który przez dużą część historii umierał z powodu klątwy.
Ephyr był już pewien, że to słabe ciało miało naśladować to księcia Anastagio.  Czerwone włosy, niebieskie oczy i same kości ze skórą. Chłopak nie wiedział jak ktokolwiek mógł doprowadzić jego wysportowaną sylwetkę, do takiego stanu. Dodatkowo jego przeprzystojna twarz. Jeśli naprawdę ktoś wykonał na nim operację plastyczną, bez jego wiedzy, to był pewien, że nie wybaczy tej osobie. Znajdzie ją, a później pokaże jej co to znaczy zaczynać z jego osobą.
Jeśli oczywiście, było to jego ciało. Bo Ephyr mimo wszystko nie mógł się wyzbyć tego dziwnego przeczucia z tyłu głowy, że te ręce, te nogi czy ten tułów nie należą do niego.

Ostatnio zmieniony przez Czekola (01-10-2019 o 20h05)


ɢᴏɴɴᴀ ɢᴇᴛ ᴍʏ ꜰᴀᴠᴏᴜʀɪᴛᴇ ᴠɪʟʟᴀɪɴ'ꜱ ʜᴇᴀʀᴛ

https://stat.ameba.jp/user_images/20200503/23/nal2/61/85/g/o1500050014753181681.gif?caw=800

Offline

#29 01-10-2019 o 20h40

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 503

_______________________________https://fontmeme.com/permalink/190825/fa315b787409918af4ba10b55405c75f.png


          Panicz Deveroux zareagował naprawdę dziwnie. Zaczął się niepokoić, przepraszać i naraz zbladł, jakby miał za chwilę zemdleć. Mildred nie przestawała przyglądać mu się podejrzliwie, ostrożnie odprowadzając go w stronę łóżka, gdzie zamierzała szybko go położyć i mieć z głowy tę szopkę, jednak on zrobił coś jeszcze dziwniejszego - znowu przeprosił, wyswobodził ramię z jej uścisku i wypadł za drzwi, zanim dziewczyna zdołała choćby zasugerować, że w jego stanie to wyjątkowo okropny pomysł. Zdążyła jedynie sapnąć z zaskoczenia, odwrócić się, by odprowadzić zdumionym spojrzeniem jego sylwetkę do drzwi i już go nie było. Fantastycznie, jednego pomyleńca mniej. Szkoda tylko, że to im się oberwie, jeśli paniątko zrobi sobie krzywdę. Wymieniła spojrzenie z Mercie, która, prawdę mówiąc, też wyglądała jakby miała za chwilę osunąć się na podłogę bez przytomności i tylko lekko skinęła jej głową, zanim jej przyjaciółka popędziła w ślad za zbiegiem.
- Na moje oko, to im nie trzeba dochtora ino egzorcystę, ot co. - oznajmiła, równie konspiracyjnym co zaczepnym tonem w stronę Daatha - czyli ostatniej osoby w pomieszczeniu, która zdawała się jeszcze być przy zdrowych zmysłach.
          Spięła się odruchowo na wtargnięcie do pomieszczenia wstrętnych pannic, nachylając się nieco w stronę Daatha, zupełnie jakby spodziewała się, że to w niego będzie wymierzony atak, jednak gdy Olympia wywaliła je za drzwi - Millie prawie musiała zebrać szczękę z podłogi. Zmierzyła pannicę spojrzeniem od stóp do głów, marszcząc brwi. Dodatkowo w pomieszczeniu rozgorzała jakaś kompletnie bezsensowna dyskusja, która wzbudziła stanowczo zbyt wiele emocji pośród paniątek. Mildred nie miała pojęcia, co im wszystkim się stało w głowy, ale sytuacja z całkiem zabawnej stawała się irytująca. Nawet świecidełko w gorsecie jakoś nie mogło poprawić jej nastroju. Może ktoś ich otruł? Na tę myśl, mimo wszystko, trochę się uśmiechnęła.
          Podeszła zdecydowanym krokiem do znajdującego się najbliżej paniątka, zdeterminowana by przejść do rękoczynów, gdyby ten się stawiał. Może i była mikrych rozmiarów, ale potrafiła przyłożyć. Skoro i tak wszyscy powariowali, chyba równie dobrze może trochę się na nich wyżyć.
- Paniczu Oberon. - prawie warknęła groźnie, powstrzymując się ostatkiem sił przed ostentacyjnym tupnięciem nogą na widok okruchów jabłka na posłaniu przeklętego paniątka i zdecydowanym ruchem wzięła chłopaka pod rękę - Zechce panicz spocząć w swoim posłaniu i poczekać na egzor... dochtora. Wszystkim dobrze to radzę. - to ostatnie oznajmiła, podnosząc głos i patrząc z wyczekiwaniem na resztę brykających po pomieszczeniu, wyraźnie zbyt podekscytowanych czymś paniątek, gotowa wszystkich zaciągnąć siłą do łóżek, przywiązać, jeśli zajdzie taka potrzeba i podstawić nogę kolejnemu pomyleńcowi, który postanowi stąd uciec - czy to drzwiami, czy oknem.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (10-10-2019 o 13h45)

Offline

#30 08-10-2019 o 21h00

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 136

___________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/617816054466347024/unknown.png

     Najmniejsze zdobienia, przypominające kwiaty pięły się po ścianach i zaokrąglonym sklepieniu, a sufit błyszczał złotymi drobinkami. Felice zacisnął ręce na marmurowym parapecie i zacisnął zęby tak mocno, że aż zazgrzytały. Zamknął oczy na dłuższą chwilę, ale kiedy je otworzył, nic się nie zmieniło- poza kształtami chmur, które formowały się w finezyjne kształty na intensywnie niebieskim, wręcz nierealnym, bajkowym niebie. Poluzował uścisk, uderzył pięścią w marmur, a kiedy miał przerzucić niesamowicie ozdrowioną nogę na drugą stronę, aby pobiec do ogrodu, jasnowłosa kobieta zwróciła jego uwagę.
     Felice spojrzał na nią pełnym zawodu spojrzeniem. Oczy miał przymrużone, jakby za chwilę miał wybuchnąć płaczem jak małe dziecko.
     -Pani nic nie rozumie. Zaszło wielkie nieporozumienie- powiedział cicho.
     Zawahał się. Nie był pewien, czy powinien przedstawiać jej swoje prawdziwe myśli. Lekarka wyglądała na zmęczoną i nie grała w głównej linii fabularnej komedii, w którym miało przyść zagrać jemu. Myślał o tym jako „miało”, jako o czasie przyszłym. Nie potrafił zaakceptować tego, że to już się dzieje, że przedstawienie trwa.
     –Osoby takie jak Dracon von Deveroux płonęły na stosach, a niektórych nabijano na pal. Ja nie jestem złym człowiekiem i nie mam zamiaru patrzeć na krew, która ma przelać się tymi rękoma!- Patrzył na swoje drżące ręce, w swojej opowieści myląc czasy wydarzeń. Mieszał wydarzenia przestawione w książce na przestrzeni trzech lat. -Proszę się mną nie przejmować i wracać do siebie, ja muszę wrócić do domu i odebrać syna od przyjaciół. Nie pozwolę na to, aby mój własny syn wychowywał się bez ojca! Starczy mu już to, że nie ma matki!
     Nie zorientował się, kiedy szept zamienił się w mowę głośną, a w którym momencie zaczął być słyszalny na całym korytarzu. Miał wrażenie, że ostatni raz dostał takiej zadyszki podczas pierwszych zajęć rehabilitacyjnych po wypadku.
     Stracił zimno parapetu pod dłońmi, odpychając się w stronę mniszki. Warga drżała mu widocznie, a wzrok stał się pusty, jakby nic w życiu miało go już nigdy nie zaskoczyć, jakby widział już wszystko i miał tego wszystkiego serdecznie dość.
     -Przepraszam, pani Mercedes. Czy mogłaby pani… uczynić mi tę przysługę i podać mi leki nasenne? Skoro umarłem i to jest teraz moje życie, wolę śnić o tym poprzednim. Ja już z panią grzecznie pójdę, jeżeli pani już po mnie wyszła... A myślałem, że użalanie się nad sobą mam za sobą.
     Starał się pozbyć chęci ponownego porwania się biegiem przed siebie i sprawdzenia, czy może tym razem uda mu się znaleźć wyjście. Zrobił krok ku kierunkowi, z którego myślał, że przyszedł. Nie był pewny odnoście tego, czy jest właściwy i liczył na to, że w razie czego kobieta pokieruje go dalej.

Ostatnio zmieniony przez Airi (08-10-2019 o 21h05)



https://cdn.discordapp.com/attachments/480494527929384974/731619869728178216/airi.gif

Offline

#31 09-10-2019 o 15h40

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 167

.........................................................https://media.discordapp.net/attachments/618024396543623172/629701516797804585/lucas_1.png

    O dziwo Ephyr mówił z sensem, co w oczach i uszach Arthura nie zdarzało się zbyt często. Faktycznie ten ktoś mógł się ukrywać pośród nich i bawić się w najlepsze. Co gorsze, możliwe, że on właśnie się podzielił z tą osobą takimi przemyśleniami i to 'Rhett' jest sprawcą i rozwiewa jego wątpliwości. Poczuł jak się denerwuje z tego powodu, walczył z ochotą strzelenia kostkami palców i zmniejszenia napięcia, ale wtedy mógłby się zdradzić, że ta jedna kwestia jest szczególnie trudna.
   - Fakt, o dziwo masz rację mój obecnie deko niesprawny przyjacielu. Osobiście stawiałbym, że się ukrywa, w końcu wszyscy się dobrze znamy, poznajemy się w innych ciałach, to tym bardziej byśmy poznali kogoś z zewnątrz prawda?
   Uśmiechnął się szaleńczo gdy usłyszał o swojej śmierci. On? Miałby umrzeć? Nie, nie, wróć, wcześniej. Jego ktoś miałby wrobić? Niee, niee, nieee... nieeee, NIEEE - nieee, nie, no, nieeee co Ty, prtffff, ja? Nie ma mowy co Ty. Może i jestem ten.. Lucas Oberon, ale ja nie umrę, nie ma szans, bez przesady. W końcu no wiesz, to tylko przedstawienie jakaś szopka, mnie nie ubiją. Nieeee. - jego kostki strzelały jedna za drugą, nawet jeśli już nie wydawały dźwięku to Arth wyginał palce na różne strony do granic wytrzymałości. - Zwykłe p**********, nikt nie zginie, nie ważne jak, a Ty nie masz klątwy...
   Spojrzał na przyjaciela i zaczął go oglądać. Zastanawiając się jak wyjaśnić problem jego organizmu. Nie było mu do śmiechu gdy napił się wody, do tego poklepał go po plecach i podniósł mu ręce, właściwie po to aby zobaczyć ich zakres ruchów i strukturę mięśni.
   - Pewnie masz rację z tą fabułą, pamiętasz co się działo dalej? W sensie co będzie teraz? - zastanowił się też chwilę - Nie wiem co zrobili z Twoim układem nerwowym, ale faktycznie wygląda to jak jakieś... zło. Jak tylko tamta hałastra wyjdzie dokładnie Cię przebadam pod tym względem, możliwe nawet, że grzebali Ci przy mózgu albo rdzeniu kręgowym.
   Nie mógł podać dalszych przypuszczeń gdy z ziemi wyrósł jakiś konus i zaczął ciągnąć go w kierunku łóżka. - Co do k****, czym Ty jesteś, jaki dochtor, ja jestem doktorem! Konczę neurobiologię i nikt z was raczej nie będzie w stanie mu pomóc w tej chwili, dajcie mi go obejrzeć, no ludzie, babo, skąd Ty masz tyle siły? - pomyślał, że spoko, pozwoli jej posadzić go na łóżku, a gdy pójdzie do reszty będzie przy Ephyrze szybciej niż studenci pierwszego roku kończą imprezy... jeśli wiecie o co chodzi.


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#32 18-10-2019 o 14h47

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 503

_______________________________https://fontmeme.com/permalink/190825/fa315b787409918af4ba10b55405c75f.png


- Oczywiście, że panicz jest dochtorem. - prychnęła Mildred złośliwie, nie przestając wlec wierzgającego paniątka w stronę łóżka - A ja jestem cesarzową Enchii. Żądam tytułów, pałaców i błyskotek. Niby to uczone, a głupie jak but, w dodatku roi sobie dyrdymały, ot co. Myśli panicz, że siedzi w lecznicy dla rozrywki, a te bandaże to dekoracja? Czy ki czort? - Mildred nie przestawała gderać złośliwie pod nosem, umieszczając mężczyznę na posłaniu i okrywając go kołdrą tak dokładnie, jakby zamierzała go w ten sposób unieruchomić - Jak panicz nie przestanie brykać, to panicza przywiążę do łóżka. Dla własnego dobra, ma się rozumieć. - posłała mu ostatnie, ostrzegawcze spojrzenie i zerknęła przeciągle na drzwi. Nerwowo otarła spocone dłonie w fartuch. Mercie powinna już być, gdzie ona się podziewała? Bez niej Mildred czuła się zdana na siebie w obliczu tego chaosu, zwłaszcza że Daath mógł co najwyżej porazić paniątka spokojem ducha. Chciała, żeby już było po wszystkim. Chciała zaszyć się gdzieś ze swoją przyjaciółką i spędzić z nią resztę czasu który pozostał im tego dnia, aż do świtu. No, może z małą przerwą na obowiązki.
Rozejrzała się po przychodni, ale nie bardzo widziała, kogo mogłaby jeszcze odprowadzić do łóżka. Przeklętego księcia nie tykała, nie zamierzała nawet patrzeć na coś, co mogło należeć do niego, ale w geście wielkoduszności pozbyła się okruchów jabłka z jego posłania. Panienka Olympia zachowywała się bardzo podejrzanie, ale Millie wolała nie ryzykować, że kiedy do niej podejdzie, ta wróci do siebie. Nie to, że się jej bała, skądże znowu! Po prostu wolała się trzymać od niej z dala. To nie to samo.
Była jeszcze panienka ze strasznie skomplikowanym mieniem i równie skomplikowanym charakterem, więc Mildred wolała się nie zbliżać. Kto wie, czym by w nią rzuciła.
Jej uwaga spadła na panienkę Rohenwild, niezdrowo bladą i wyglądającą, jakby rzeczywiście potrzebowała pomocy.
- Nie trzeba panience czego? Może wody? Wygląda panienka, jakby zobaczyła ducha. A nie, to swoje odbicie panienka zobaczyła. - zerknęła znacząco na lusterko, spoczywające na jej poduszce. Baaardzo ładne lusterko, Mildred zawiesiła na nim oko na nieco dłużej, rozważając jak je dyskretnie wynieść z pomieszczenia. Te wszystkie zdobienia i śliczny połysk... Mildred dawno nie miała tak wielu okazji do zdobycia tak pięknych przedmiotów i trudno było jej się im oprzeć.

Offline

#33 25-10-2019 o 12h22

Straż Cienia
Czekola
Straż na szkoleniu
Czekola
...
Wiadomości: 198

++++++++++++++++++++++++https://i.imgur.com/c2FbAFe.png
8:47
Tydzień od przebudzenia.


                       Minął już tydzień odkąd Ephyr znalazł się w świecie , który to miał naśladować książkę Arianny. Wbrew pozorom w ciągu całego tego czasu nie udało mu się osiągnąć za wiele.  Jedyną sensowną rzeczą jaką udało im się zrobić było spotkanie ich grupki; jego pierwsza hipoteza, a przynajmniej jej część okazała się prawdziwa. W ciałach bohaterów książkowych znajdowali się jego przyjaciele ze szkolnych lat. Choć wprawdzie nie wszyscy mogliby się za takowych uznawać.
Podczas tego spotkania udało im się tylko uzgodnić kim są. Większość osób była zbyt roztrzepana lub przerażona, aby przyjąć na swoją głowę więcej informacji. Tak więc, ostatecznie postanowili zorganizować swoje kolejne spotkanie dzisiejszego dnia; tydzień od ich obudzenia się w tej przedziwnej rzeczywistości.
                       Początkowo Ephyr planował trzymać się swojej typowej rutyny. Niestety, bardzo szybko się okazało, że jego ciało nie było w stanie tego wszystkiego znieść.
Od razu przypomniała mu się pierwsza noc, kiedy to pojawiły się „skutki” klątwy. Pamiętał strach, który odczuł kiedy ogarnął go tak wielki ból, że przez moment myślał, że zejdzie z tego świata . Tamtą noc, przegorączkował w prawdziwych męczarniach.  Gdyby nie pomoc Mercedes, to już prawdopodobnie umarłby parę razy w ciągu tego tygodnia. Ephyr nie lubił polegać na nikim, ale w tym wypadku nie miał większego wyboru.
                       Czerwonowłosy westchnął kierując się do jednej z sali lekcyjnych. Dzisiaj miał zajęcia o Podstawach Magii, na które normalnie nie byłby w stanie się wybrać, gdyby nie działanie leków przeciwbólowych, które w ostatnim czasie zaczął zażywać.  Doprawdy, chłopak nigdy nie spodziewał się, że kiedyś je tak bardzo doceni.
                       W trakcie swoich przemyśleń, poczuł, że z kimś się zderzył. Zanim zdążył jakkolwiek inaczej zareagować, został pchnięty na ziemię. W pierwszym odruchu, Ephyr planował uskoczyć na bok, niestety jego ciało odmówiło mu posłuszeństwa. Trochę oszołomiony spojrzał groźnie, a przynajmniej tak myślał, na osobę która to zrobiła.
Ową osobą okazał się wysoki mężczyzna o czarnych włosach. Szczerze powiedziawszy niezbyt się on wyróżniał spośród innych studentów, więc Ephyr założył, że nie był on żadną z pierwszoplanowych postaci.
- Jak chodzisz, cherlaku. – usłyszał. Czerwonowłosy planował odpowiedzieć mu z pełną  dla siebie elegancją , używając przy tym swojego słynnego sarkazmu, kiedy zorientował się, że nie może mówić. Ephyr był zdezorientowany. Co do...?, pomyślał. 
- Nie wierzę, że dotknąłem coś tak obrzydliwego. – odparł jego dręczyciel, patrząc na niego z pogardą. Tak, jakby Ephyr był śmieciem leżącym na ziemi. Czymś kompletnie niepotrzebnym, a wręcz raczej przeszkadzającym innym. Jak można było się spodziewać, niebieskookiemu wcale nie podobało się takie traktowanie.
- Słyszysz? Powinieneś mnie teraz przeprosić. Klęcz na kolanach i szczekaj jak pies, to może ci wybaczę. – zaśmiał się chłopak, łapiąc czerwonowłosego za włosy. Rhett dawno temu nie czuł się tak poniżony. Gdyby tylko mógł, pokazałby temu draniowi. Niestety nie mógł, a jedyne co mu pozostawało to czekanie aż odzyska kontrolę nad własnym ciałem. Jeśli w ogóle ją odzyska. Sama myśl, że mógłby na zawsze pozostawać tylko obserwatorem, tracąc całkowicie kontrolę sprawiła, że naprawdę się przeraził.
Nie, nie, nie. Wszystko będzie dobrze. Nie daj się ponieść emocjom. Jeszcze nic nie wiadomo. Poczekamy jeszcze trochę. Przecież to niemożliwe aby zostało tak na zawsze, prawda?
Ephyr próbował się pocieszać w myślach, choć nie było to z najlepszym skutkiem.
Jego wewnętrzną panikę przerwał czarnowłosy mężczyzna, który mocno pociągnął jego włosy, tak że w jego rękach znalazła się ich garść. Mój Boże! Czy ty mi właśnie zrobiłeś łysego placka na głowie?!
- P-przepraszam – wydarło się z jego ust. Niebieskooki był zdezorientowany. To nie było to co chciał powiedzieć. Próbował się podnieść, ale nie był w stanie poruszać rękami.
- Na co mi twoje przeprosiny, kundlu? – Mężczyzna kopnął go w brzuch. Pomimo środków przeciwbólowych, które dzisiaj zażył, ból był niemiłosierny, a jego ciało automatycznie skuliło się.
Do jasnej! Jesteśmy na środku korytarza, prawda? Jak to jest, że wszyscy ignorują to zachowanie?
Jak tylko odzyskam kontrolę nad tym przeklętym ciałem, to przysięgam...

- Hej! Przestańcie! – usłyszał, a Ephyr wewnętrznie westchnął z ulgi. Wreszcie ktoś powstrzymał tego szaleńca, zanim doszłoby do najgorszego.
Jego niebieskie oczy spoczęły na szarowłosej dziewczynie. Jej wygląd był tak charakterystyczny, że chłopak od razu skojarzył kim ona może być.  To przecież... Elizabeth?
- Tch, psujesz nam tylko zabawę. Prawda, kundlu? Powiedz jej, że nie masz z tym żadnych problemów. -  zwrócił się do niego jego dręczyciel.
- Ja... - zaczął czerwono włosy. Nie odzywaj się, ty idioto! Tylko pogarszasz swoją sytuację!, wołał w myślach Ephyr, chociaż doskonale zdawał sobie sprawę, że jego słowa do nikogo nie dotrą.
Srebrno oka dziewczyna położyła tylko ręce na swoich biodrach, nie będąc przekonaną.
- Jeśli nie przestaniesz to wszystko powiem księciu Louis’owi!– powiedziała pewna siebie.
- Haaaa? Naprawdę myślisz, że pomoże on swojemu rąbniętemu bratu? Nie bądź głupia. - odparł czarnowłosy, a na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- W-w takim razie! Co powiesz na to, że powiadomiłam nauczycieli i już tu idą? Jak nie chcesz mieć kłopotów to lepiej znikaj! – zawołała.
- Aleś ty jesteś uparta. – syknął zdenerwowany. – Jeszcze się zobaczymy, kundlu. – Mówiąc to szybko, w sumie niezbyt naturalnie, uciekł.
- Hej? Nic ci nie jest? – Szarowłosa dziewczyna podała mu rękę. Była ona naprawdę piękna; wyglądała niczym anioł, który zstąpił na ziemię. Niezwykle dzielna, urocza, miła... i niesamowicie irytująca. Doprawdy Ephyr nie spodziewał, że sama jej osoba go tak zirytuje. Jak można być tak sztucznie wyidealizowanym?! I jej zachowanie! Ile ona ma lat? Pięć?
Najchętniej zignorowałby ją i już sobie poszedł. Niestety jego ciało nie miało zamiaru go słuchać. Podał rękę dziewczynie, która to pomogła mu wstać. Mimo to nie puściła jej od razu tak jak powinna; zrobiła wręcz odwrotnie, uwiesiła się na niej, nie mając najmniejszego zamiaru jej puszczać.
- Jestem Elizabeth Rohenwild! A ty? – zapytała, a gdyby była to kreskówka, Ephyr był pewien, że mógłby za nią zobaczyć miliony błyszczących kwiatków.
- Puść mnie. – Chłodne słowa wydobyły się z jego ust. Wreszcie! Mój Boże, Anastagio. To chyba jedyna pozytywna rzecz jaką zrobiłeś w przeciągu tych ostatnich 10 minut.
- Ach! – zawołała zaskoczona dziewczyna, puszczając rękę czerwonowłosego. – Przepraszam! Nie lubisz jak cię dotykają inni? – zapytała, pochylając głowę na bok, jakby na siłę starając się być uroczą.
Chodźmy już stąd. Anastagio, bierz nogi za pas i idziemy. Nie zniosę jej dłużej.
Chłopak nie odezwał się i tylko ruszył przed siebie, w bliżej nieokreślonym kierunku.
- Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy! – usłyszał za sobą głos Elizabeth.
                       Kiedy tylko skręcił w dalszą część korytarza, znikając Elizabeth z oczu, zorientował się, że wreszcie odzyskał kontrolę nad swoim ciałem. Będąc trochę oszołomionym, czerwonowłosy oparł się o ścianę. Parę razy zgiął palce swojej dłoni, jakby próbując się upewnić, że wszystko jest już w porządku.
- Co to miało niby być? – zapytał siebie samego. Ta sytuacja kompletnie zmieniła punkt widzenia Ephyra. Nie spodziewał się, że coś takiego może mieć miejsce. Prawdę mówiąc, myślał, że najgorsze już mają za sobą. Najwidoczniej bardzo się mylił.
Zastanawiając się nad tym dłużej, ta sytuacja nadwyraz przypominała pierwsze spotkanie Anastagio z Elizabeth. To książkowe oczywiście.
- Czyli jest tak jak myślałem. Będziemy podążać fabułą książki. – powiedział. Dotknął swojego brzucha, aby później gwałtownie odsunąć od niego swoją rękę.  Delikatnie podniósł koszulkę,a po chwili zobaczył dużego siniaka na swoim brzuchu.
- Świetnie. Po prostu świetnie. – odparł. Najwidoczniej znowu będzie musiał zacząć dzień odwiedzinami w  przychodni.

Ostatnio zmieniony przez Czekola (25-10-2019 o 12h31)


ɢᴏɴɴᴀ ɢᴇᴛ ᴍʏ ꜰᴀᴠᴏᴜʀɪᴛᴇ ᴠɪʟʟᴀɪɴ'ꜱ ʜᴇᴀʀᴛ

https://stat.ameba.jp/user_images/20200503/23/nal2/61/85/g/o1500050014753181681.gif?caw=800

Offline

#34 26-10-2019 o 14h41

Straż Absyntu
Rissie
Porucznik Straży
Rissie
...
Wiadomości: 10 605

________________https://funkyimg.com/i/2WtAd.png

    Spędzenie tygodnia w nieswoim ciele nie było szczytem marzeń Vasco. Gorsza jednak była wizja utknięcia w nim na dobre. Dobę zajęło chłopakowi przypomnienie sobie treści książki zmarłej przyjaciółki i mniej więcej tyle samo opanowanie panicznego strachu, jaki w niego wstąpił. Miał kontrolę nad swoim ciałem i to stanowiło punkt zaczepienia dla tego, by nie czuł się całkowicie przyparty do muru. Starał się ignorować to dziwne uczucie, że dużo przed nim, że przecież książka była napisana z perspektywy Elizabeth i będzie musiał zachowywać się dziwnie kiedy ją spotka. Ciężko było udawać badassową córkę generała, kiedy Vasco był zwykłym przyjaznym gościem z sąsiedztwa. Jej charakter nie został nakreślony w oryginale, więc Hernandez też czuł się nieciekawie, próbując odwzorować to, jak Vesper zachowywała się w tych krótkich chwilach, kiedy spotykała główną bohaterkę.
    Swoją drogą przetrząsnął całą biblioteczkę w pokoju aux Grimmoux i część zwykłej biblioteki, żeby upewnić się, czy to nie jest jakiś żart i czy nigdzie nie ma książki Arianny. Oczywiście nie znalazł jej, ale po tym, jak wyszedł – to znaczy Vesper wyszła – z tamtego pomieszczenia, służba dziwnie na niego patrzyła. Pokojówka kobiety zauważyła też, że chyba udało jej się nieco bardziej zaaklimatyzować w zamku, bo pamiętała pierwsze dni, gdy ta nie chciała dać jej się ubierać. Vasco naprawdę bardzo chciałby zachowywać się jak ta badassowa panienka i gryźć wszystkich, którzy próbowali wrzucić ją do wanny, ale ta pokojówka pojawiała się prędko jak wiatr, chwytała ciało Vesper i ciągnęła ją do komnaty łaziebnej. Wciąż zaspany Vasco nie miał nawet jak zacząć krzyczeć.
    Cieszyło go chociaż, że mógł poużalać się na to swoim starym przyjaciołom ze szkoły. Nie był sam w tym zwariowanym świecie i to liczyło się najbardziej. W końcu jeśli zginie, to nie sam, prawda?
    Za siódmą poranną kąpielą w książce Vasco wymknął się ze swojego pokoju, żeby odnaleźć trochę spokoju, z daleka od tych dziwnych postaci. Liczył, że spotka kogoś ze swoich znajomych i będzie mógł wypłakać się na ramieniu tej osoby. Niestety poszukiwania okazały się jeszcze cięższe, niż się spodziewał. Jeszcze cięższe było zapanowanie nad dziwnymi ubraniami, do których wciąż się nie przyzwyczaił. W istocie tak niekomfortowe, jak zmuszanie do patrzenia na kobiece ciało w lustrze. Vesper była piękną kobietą, oczywiście, ale jej ręce pokrywało tyle szram i były tak suche, że Vasco spał z istnymi rękawiczkami kremu nawilżającego na nich. O jakości cery panienki już nie zamierzał wspominać.
    Ręce doprowadził do stanu używalności i opanował technikę chodzenia tak, by biust mu nie podskakiwał – i to było jego największe osiągnięcie jak do tej pory – ale wciąż nie przywykł do tego, że przechodnie kiwali mu głowami i całowali jego dłonie. To było żenujące i wprawiało go w zakłopotanie. No bo, ludzie, ślinienie czyichś dłoni miało być oznaką szacunku? Uciekł od tych dzikich tłumów do nieznanej sobie części pałacu. Liczył, że znajdzie swoich przyjaciół i będzie mógł wypłakać się w im w ramiona, jednocześnie smarując ciało Vesper kolejnymi olejkami nawilżającymi. Ku uciesze Vasco zobaczył znaną czuprynę i natychmiast podbiegł do kolegi.
    - Ephyr – pisnął damskim głosem i ścisnął mocno ramię czerwonowłosego, nim zrozumiał, że lekko mu przeszkodził. Spojrzał na wielkiego siniaka na brzuchu chłopaka. – Najświętszy Stephenie Kingu, kto ci to zrobił?!
    Chociaż nie powinien, podźwignął Ephyra – a raczej Anastagio – na swoim ramieniu i zabrał go do przychodni. Oby siostry nie zadawały pytań, bo Vasco czuł, że reputacja Vesper ucierpi na tym bardziej, niż przez zachowanie na badaniach rutynowych.
    - Nie przejmuj się, wujek Vasco wszystkim się zajmie. Swoją drogą, czy masz może jakieś kremy nawilżające? Wszystkie mi się pokończy…
    Nagle z jego ust przestał wydobywać się dźwięk i coś dziwnego sprawiło, ze Vasco odsunął się od Ephyra i stanął jak wryty.
    Vesper – nie on, on by nie miał wystarczający dużo siły, by to robić – zdarła ze ściany ciężki gobelin i cisnęła nim w stolik niedaleko, krzycząc:
    - Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, karykaturo człowieka!
    Cholerka, pomyślał Vasco. Biedny Ephyr, muszę go przeprosić za tę wariatkę.
    Jednak kiedy spróbował się odezwać, ogarnęła go panika. Nie mógł się ruszyć, powiedzieć ani słowa, ani nawet mrugnąć z własnej woli. Co się, u licha, działo z tym ciałem?!
    Dokładnie w tamtej chwili usłyszał denerwujący, przelukrowany, dziewczęcy głos, zbliżający się do nich.  Zza zakrętu wyskoczyła szarowłosa dziewczyna, na której widok Vasco zakręciło się w głowie. Pierwszy raz widział Elizabeth na własne – no w sumie nie własne – oczy, a nie wyobrażał jej sobie w głowie. Okropnym było przyznać, że wyglądała na jeszcze bardziej wyidealizowaną, niż kiedy wizualizował ją sobie podczas czytania książki.
    - Czemu robisz mu krzywdę, Vesper? – zapytała piskliwym głosem Elizabeth, wpatrując się w jego twarz.
    Aux Grimmoux spojrzała na swojego narzeczonego i prychnęła. Z koniuszków jej palców wystrzelił ogień.
    - Pilnuj własnego nosa i przestań mieszać się w sprawy innych ludzi, dziewczyneczko. – Ałć, czy Vesper wiedziała, co to dobre wychowanie? – I nie nazywaj mnie po imieniu, żałosna istoto.
    Oblicze Elizabeth natychmiast zbladło i posmutniało.
    - Myślałam, że mogłyśmy zostać przyjaciółkami…
    Vasco chciało się wymiotować od sztuczności tej postaci. Stawiał całą swoją biblioteczkę, że zaprzyjaźnienie się z Vesper wyjdzie w trakcie książki. Chociaż… zakładanie się o to i tak było bezcelowe.
    - Nie w tym życiu.
    Aux Grimmoux chwyciła brutalnie Anastagio za rękę i pociągnęła go za sobą, mrucząc coś, że miała zabrać go do przychodni z polecenia króla. A Vasco skulił się w środku jej ciała, trzęsąc się ze strachu, co będzie musiał oglądać w trakcie fabuły.


https://images92.fotosik.pl/358/7c6dfee3113b9eb0.png

Offline

#35 13-11-2019 o 19h39

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 167

.........................................................https://media.discordapp.net/attachments/618024396543623172/629701516797804585/lucas_1.png

    Wszystko szło właściwie zgodnie z podejrzeniami Arthura. Sporo ćwiczył te “magię” czy jak to nazywali, pamięć mięsniowa chyba zadziałała, bo z łatwością opanował te możliwości, jak widać Lucas Oberon, w którego ciele siedział był mistrzem, zresztą coś takiego było w książce... 
    Po kolei. Arth uznał, że skoro to całe show jest robione za czyjeś pieniądze, to będzie z tego korzystał jak tylko się da, więc wręcz nadużywał magii. O dziwo, jeśli użył jej za dużo, czuł się zmęczony. Musieli rozpylać w powietrzu jakiś gaz, który to powodował. Okazało się, że jest trochę wybrykiem natury, bo tak jak każdy ma jeden rodzaj magii, on miał aż dwa. Wodę i wiatr, co sprawiało mu masę przyjemności, gdy łączył je w lód. Natychmiastowo chłodził drinki i inne takie. Też mógł bez konsekwencji podchodzić do przychodni i sprawdzać czy jego teoria z kriogenicznym leczeniem uszkodzonych nerwów była właściwa. O dziwo była! Jego geniusz go nie przestawał zadziwiać, teraz wystarczyło dostać grant, gdy ta szopka się skończy. Musiał też przyznać, że podwiewanie dziewkom sukienek było tak bardzo nie w stylu Lucasa, że w ciągu tygodnia był kilka razy na dywaniku, a każdy dziwił się skąd ta zmiana. 
    No właśnie, Lucas. Okazał się być zimnym draniem zatopionym w książkach. Nie żeby Arth nie czytał książek, bardzo je lubił, ale Luc zupełnie zapominał o zabawie! A był całkiem niezły, zresztą, w książce było, że jest w kimś zakochany, słabo, bardzo słabo. Kogo to też obchodziło? Arth postanowił zmienić jego życie w świat kobiet i dobrej zabawy. Codziennie też trenował, Oberon nie był jakimś cherlakiem, ale dużo mu brakowało do formy jaką dysponował Arthur. Też to było piękne, z umysłem Arthura oraz zdolnościami i znajomościami Luca w niedługim czasie przejmie tron, a cała rodzinę królewską(czytaj: aktorów) tego świata zamrozi na kilka lat. Te s****** planujące całe przedstawienie na pewno się tego nie spodziewają i nie pozwolą mu zamrozić ludzi tak na amen. Na pewno do tego czasu budżet im się skończy. Do tego najbardziej chciał doprowadzić - do końca budżetu. 
    Teraz natomiast kierował się do przychodni poeksperymentować na ludziach, znaczy wyleczyć ich za pomocą swojej teorii, jednak jego uwage przykuły jakieś okrzyki, potem kolejne, a potem zza roku wyłonił się Ephyr i Vasco, a raczej Vasca, tak jak ją, ale go, nazywał Arth. Chłop w ciele baby, najlepszy żart świata, było o tym kilka filmów, każdy tam samo dobry. Dwójka pobiegła w kierunku przychodni, a że mu nie chciało się biec, to utworzył sobie ścieżkę z lodu, po której, napędzany siłą wiatru, mógł się bardzo szybko poruszać. 
    Jednak, gdy już nabrał rozpędu i wskoczył na tor, nagle się zachwiał, stracił panowanie, a do tego zderzył się z jakąś plamą. Chciał przekląć osobę, która sprawiła mu taki zawód, zwłaszcza, że nie tylko pędził za przyjaciółmi, ale też miał ważniejszą misję. A ta idiotyczna plama nie zdawała sobie sprawy jakie postępy w leczeniu robi. 
    - Uh... czy nie widzisz, gdzie leziesz? Och, panna Elizabeth, śpieszę się do biblioteki, przepraszam. - w tej chwili Arth zbaraniał, to nie były jego słowa, on nigdy nie byłby tak miły! Wróć, on nigdy nie przepraszał szczerze! 
    - Lucas Oberon prawda? Znam pańskiego ojca! Jest naprawdę niesamowitym człowiekiem! - zawołała piskliwym głosem najbardziej wkurzająca istota świata, tylko złapać ją za szyję i przekręcić... no... zrób to... zrób to.... no zróbbbbbbb. Jednak Arth mimo całej swojej siły woli nie mógł ruszyć zimnego i stabilnego jak sopel Lucasa, który zamiast udusić robaka wolał przewrócić oczami. 
    - Czyli zna też panienka mojego brata, niesamowite. Zapewne jest równie świetny co ojciec? Typowe. Do widzenia, nie mam teraz czasu. - wzruszył ramionami i ruszył przed siebie. Wiedział, że to nie jest odpowiedni kierunek, jednak był zbyt pyszny aby się przyznać. Pisk żegnający go wzbudził w nim potrzebę mordu. W Arthurze, a nie Lucasie, jak widać on faktycznie nie miał uczuć, albo jego ego przysłaniało. Tak samo, to jak zrobił ślizgawkę na podłodze, co nie było w jego stylu. 
    Szczęśliwie dla tego normalniejszego z dwójki, Luc szedł w kierunku w którym zniknął Ephy i Vasca. Gdy tylko dziwny urok skończył działać, Arth odgrodził drogę do siebie wielkimi blokami lodu(magia technologii, że robili to natychmiastowo), coby pisk nie wrócił, po czym puścił się biegiem za znajomymi. 
    Zobaczył ich ciągnących się w kierunku przychodni. 
    - Ej k***** oni zainstalowali nam coś w mózgu żeby nas kontrolowało, ale dam radę to zamrozić, tylko kto jest chętny? - zrównał się z nimi, spojrzał na dziwny stan Ephyra i skwaszoną minę Vascy. - Co wam się stało? Pobiliście się?

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (13-11-2019 o 19h40)


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#36 08-12-2019 o 14h06

Straż Cienia
Czekola
Straż na szkoleniu
Czekola
...
Wiadomości: 198

9:24
Miesiąc po obaleniu Rebelii i ukończeniu szkoły przez uczniów  Akademii Magii Eryrith

,,...grze. I tak oto przyjaciele, pomimo swej wiedzy, nie byli w stanie uniknąć przeznaczenia, a każdy z nich umierał śmiercią okrutniejszą od poprzedniej.
      Pierwsza zginęła Olympia, która przez truciznę umierała w cierpieniach przez kilka dni. Cała grupa przyjaciół, spędziła jej ostatnie chwile, przy jej boku. Gdyby tylko udało im się odnaleźć Lucasa, który w tamtym momencie zaginął, może udałoby im się ocalić ich drogą przyjaciółkę. Niestety, nie udało im się powstrzymać losu, który na nią czekał. Jej śmierć, sprawiła że poczuli się naprawdę bezradnie wobec czekającej ich przyszłości. Na pogrzebie Olympi pojawiło się wiele osób. I choć z pozoru wszyscy oni opłakiwali jej tragiczną śmierć, pomiędzy sobą radośnie świętowali to wydarzenie.
      Kolejna była Esmeralda, którą to uznaną za sprawczynię śmierci tej pierwszej. Jakkolwiek przyjaciele starali się uratować ją od oskarżeń, ostatecznie nie byli w stanie zrobić dla niej niczego. Została ona wrzucona do lochu i wkrótce stracona, przed oczami całego królestwa; niczym czarna owca na którą zrzucono wszystkie dotychczasowe problemy. W jej ostatnich momentach, także znajdowali się przy niej jej przyjaciele. Dotrzymujący jej cichego wsparcia, ich bezradność rosła z każdą kolejną śmiercią.
      Następnie odnaleziono martwego Lucasa, który to zaginął, próbując pozbyć się zarzutów zabicia własnego ojca. Zaginął on jeszcze przed śmiercią Olympii; wtedy też nastało paniczne szukanie jego osoby, które ostatecznie spełzło na niczym. Gdy odnaleziono jego ciało, jego przyjaciele nie mogli go poznać. Tak bardzo zniszczyły go tortury, przez które musiał przechodzić.
Jego rodzina odmówiła jego pochówku w rodzinnym cmentarzu, toteż przyjaciele pochowali go blisko drzewa wiśni, na polanie na której rosły ulubione kwiaty jego ukochanej Arii, niezapominajki.
      Niedługo potem Dracon został oskarżony o używanie czarnej magii. Nie odbył się żaden proces, żadne  wskazanie dowodów jego winy. Jego śmierć była najbardziej nieoczekiwana. Bez żadnych ostrzeżeń, bez uprzedzenia; tego samego dnia, którego przedstawiono mu królewski wyrok o używanie czarnej magii, został spalony na stosie. W swoich ostatnich momentach, wykrzykiwał imię swojego syna; jakby pragnąc ujrzeć go po raz ostatni.  Gdy tylko ostatnia dwójka żyjących przyjaciół, dowiedziała się o tym, byli zszokowani. Ich koniec także zbliżał się wielkimi krokami.
      Pod koniec ich nauki w Akademii, książę Anastagio w przypływie zazdrości i wściekłości wywołał rebelię, w której zginęło wiele tysięcy ludzi. Ostatecznie został pojmany i wrzucony do lochów, gdzie jego klątwa sprawiła, że wpadł w czyste szaleństwo. W celi spędził miesiąc, gdzie w cierpieniu i bólu umierał dniami i nocami. Podczas tego czasu udało mu się raz spotkać z Vesper, która to przekupiła strażników, aby tylko się z nim zobaczyć. Ich , jak się później okazało, ostatnie spotkanie nie obyło się bez łez. Wkrótce Anastagio skonał, przez działanie swojej klątwy. Świat przyjął to z radością; urządzając z tego powodu Święto Wolności, które miało zakorzenić się w ich kulturze przez następne stulecia.
      Krótko po Anastagio, umarła Vesper. Zabita z rąk własnego ojca. Choć świat nie znał przyczyny tego wydarzenia, jej najbliżsi doskonale wiedzieli czemu do tego doszło. Jej nieposłuszeństwo i buntowniczość sprawiły, że wdawała się w tamtym okresie dosyć często w kłótnie z własnym ojcem, choć zapewne nie to było katalizatorem jej śmierci. Mówi się, że dziewczyna umarła z uśmiechem na ustach; ciesząc się, że wreszcie będzie mogła opuścić ten koszmar.
      Niedługo po zakończeniu nauki w Akademii Magii Eryrith, książę Louis i Lady Elizabeth, pobrali się i zasiedli razem na tronie jako władcy Królestwa Canverii. Żyli oni długo i szczęśliwie, a ich wspaniałe rządy zostały zapamiętane przez następne stulecia, jako Złote Lata Królestwa.
Koniec.”


Przeczytała na głos dziewczyna, poprawiając  szare kosmyki włosów, które opadły jej na twarz.  Z uśmiechem na twarzy, podniosła książkę ze stolika i włożyła ją do szkatułki.  Pudełko zamknęła na klucz, który to następnie zawiesiła sobie na szyi.  Tam, gdzie będzie on zawsze bezpieczny.
Nie śpiesząc się, podeszła do lustra, które to znajdowało się tuż przy dużym oknie w jej pokoju. Spojrzała w odbicie, ale wbrew wszelkiej logice, nie zauważyła w nim swojej uroczej osoby.
Nie, w lustrze widać było młodą dziewczynę o pięknych czekoladowych włosach i błękitnych oczach.
Płakała ona, a jej ręce trzęsły się, uderzając o lustro. Wyglądało jakby coś mówiła, wręcz krzyczała,  ale ze szklanej tafli nie wydobywał się żaden dźwięk.
Szarowłosa uśmiechnęła się tylko, delikatnie głaszcząc powierzchnię lustra, jakby próbując pogłaskać widniejącą w nim brązowowłosą dziewczynę.
- Nie martw się. Wkrótce i ty dołączysz do swoich przyjaciół. – powiedziała srebrnooka, a jej głos był spokojny i wyrozumiały; jakby mówiła do dziecka.
Dziewczyna w lustrze, zacisnęła mocnej dłonie i gwałtownie zaczęła bić w taflę lustra, lecz niestety nie była w stanie nic zrobić. Jej głos nie docierał do nikogo, a jej ciało nie mogło się wydostać z jej cichego więzienia.
Szarowłosa zaśmiała się na ten widok.  Na widok bezradności i frustracji, jakiej obraz przed sobą miała.
Wtem tę chwilę przerwał głos młodej kobiety, wydobywający się zza drzwi pokoju.
- Wasza wysokość, Król Louis oczekuje Pani w ogrodzie. – Na te słowa, szarowłosa, po raz ostatni uśmiechnęła się do dziewczyny w lustrze, po czym wyszła z pomieszczenia.
W pokoju ponownie zapanowała cisza.
Cisza, której przez następne lata nic nie będzie w stanie przerwać.

+++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++~~~~~~~~~~~~
Jeszcze raz dziękuję wszystkim za wzięcie udziału w tym opowiadaniu. Naprawdę przyjemnie mi się z wami pisało i choć jest mi przykro, że nie będziemy już kontynuować, mam nadzieję, że w przyszłości jeszcze nadarzy się okazja aby razem coś popisać.
Trzymajcie się i miłego dnia!
(ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧


ɢᴏɴɴᴀ ɢᴇᴛ ᴍʏ ꜰᴀᴠᴏᴜʀɪᴛᴇ ᴠɪʟʟᴀɪɴ'ꜱ ʜᴇᴀʀᴛ

https://stat.ameba.jp/user_images/20200503/23/nal2/61/85/g/o1500050014753181681.gif?caw=800

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2