Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1

#1 05-09-2019 o 18h13

Straż Absyntu
fionazmarsu
Nowo przybyła
fionazmarsu
...
Wiadomości: 3

W młodszym wieku byłam gnębiona za swoją nieśmiałość i, za przewrażliwienie. Byłam jak ten nietknięty kwiat, który nie potrafił sobie poradzić sam na przepięknej łące róż. Nie zauważałam cudzych problemów i widziałam świat w dziecinnych kolorach. Mimo tego zaczęłam się zmieniać i dwie trwające przy moim boku przyjaciółki, zabrały mnie za dłoń, aby ukazać mi nastoletni okres z życia. Tylko przy nich potrafiłam się otworzyć i ukazać jaka ja to byłam odważna. Inni wciąż widzieli mnie za zapłakaną smarkulę, która wyła z byle powodu. Niestety - taka właśnie byłam. Potem poznałam superowego chłopaka przez internet, który był typem fuck boy'a. Zakochana po same uszy, nie potrafiłam dojrzeć jaki z niego był cham. Mimo tego czułam się przy nim wyjątkowa, gdy bardziej lubił mnie od mojej przyjaciółki. Raz ją zobaczył przez kamerkę i od razu uznał, że to zwykła pusta blondynka. Byłam niezmiernie z tego zadowolona, bo chłopak wołał takie dziwadło jak ja, a nie śliczną dziewczynę z twardym charakterkiem i dobrą ripostą.
Moja pierwsza miłość okazała się wielką chlapą, ponieważ moja starsza siostra go zablokowała go po jakimś czasie - oczywiście dopiero, gdy zobaczyła nasze wiadomości. Powiedziała, że nie powinnam dawać się oszustom, którym chodzi wyłącznie o seks. Oburzyłam się i od razu wywaliłam ją z tropu, że chłopak był naprawdę kochany i inne s********** rzeczy.

Patrząc w teraźniejszości na to, to mogłam krótko ująć, że miałam nie po kolei w głowię.

W późniejszym etapie życia, gdy musiałam wyjechać do Niemczech i zacząć wszystko od nowa - moja osobowość diametralnie się zmieniła.

Stałam się bardziej odpowiedzialna, przyjacielska i wpychałam się do różnych dram. Chciałam być lubiana i oczywiście to osiągnęłam. Lecz potem znowu stałam się tą słabą wersją siebie, przez nieważne dzisiaj wydarzenie.

Z każdą wiosną dorastałam i poznawałam własną siebie. Zaczęłam siebie akceptować, a bez tego nigdy nie potrafiłam znaleźć prawdziwych przyjaciół. Przy moim boku był niebieskowłosy gej, który zawsze służył radą i przekonywał do zakupów. Oraz śmiertelnie poważny we wszystkim Lysander... który miał najlepszego przyjaciela, który świetnie grał na gitarze oraz... no cóż. Dokuczał mi i wytykał najmniejsze pomyłki w moim życiu. Nie przepadał za mną i w ogóle się z tym nie krył. A ja niestety byłam w nim zauroczona. Starałam się odpyskować na jego niestworzone odzywki, ale mój poziom nie dorównywał temu Bogu uszczypliwości.
Dzień przed ostatnim rokiem studiów, miałam spotkać się razem z Alex'em i Lysandrem. To miała być również i czwarta rocznica, gdy przestałam przepłakiwać śmierć ojca.
Przechodząc przez pasy, nie zauważyłam zmiany świateł i mogłabym wpaść pod koła.

Wtedy właśnie ukazała mi się przede mną przezroczysta postać, niczym duch, która wyciągała do mnie dłoń.
Ukazała mi się Wyrocznia, która uratowała moje niewyjątkowe życie. Trafiłam do świata zwanego Eldaryą. Po raz kolejny musiałam zacząć wszystko od nowa.

Niegdyś potrafiłam okazywać swoją słabość i smutek, lecz nauczyłam się, że to do niczego nie prowadzi i po prostu wtedy mają cię za smarkulę. Dlatego spędzałam noc, wtulona w swoją poduszkę płacząc.

Z czasem przyzwyczajałam się do tutejszych stworzeń i ich zwyczajów.

Z dnia na dzień stałam się bardziej szczęśliwsza i potrzebna.

A moje serce zabiło mocniej dla kolejnego wrednego osobnika. Na początku nienawidziłam go z całego serca. Przypominał mi te wszystkie osoby, które mnie tak bardzo skrzywdziły. Musiałam zaciskać pięści na każdą jego złośliwość. Potem zaczęło mi się podobać, jak się uśmiecha, jak jest bardzo skupiony przy eliksirach, jak bardzo potrafi być sarkastyczny i przy tym rozśmieszać.

- Ezarel? - Mój głos odbił się od ścian w laboratorium, wytrącając elfa z skupienia.

Moja głowa wychylała się lekko, ponieważ nie miałam odwagi wejść do pomieszczenia, gdzie pracował owy faery. Nienawidził, gdy ktokolwiek mu przeszkadzał.
Mężczyzna odwrócił się do mnie z wyraźną pogardą na twarzy.

- Znowu nędzny człowiek, który nie potrafi poczekać chociażby pięć minutek. - Założył swoją dłoń na biodro, aby potem lekko się odsunąć i ukazać mi garnek z ważnym płynem, jak się domyśliłam. - A gdybym robił właśnie łatwopalną miksturę? Myślisz, że ten pokoik by to przeżył, idiotko? Serio ciężko ci poczekać, aż skończę?

- Uhm... znaczy. - Nieśmiało weszłam do pomieszczenia z listem od Miiko. - Mam tutaj ważną rzecz od szefowej i no akurat to mi się przytrafiło, abym ci to dostarczyła. Wiem, że przeszkodziłam ci w miksturze na kaca, więc nie bałam się tym razem, że coś wybuchnie - odpowiedziałam płynnie, lecz można było usłyszeć lekkie napięcie z mojej strony.

- Daj mi to i możesz spadać. Nie jest mi potrzebne do życia, wykorzystany tlen przez człowieka - odparł wyciągając do mnie dłoń.

Podeszłam do niego i wręczyłam list. Mężczyzna zmarszczył brwi, gdy zauważył, że to wyglądało bardziej na coś oficjalnego. Przez chwilę stałam przed nim, licząc na to, że nie będzie mi kazać się stąd wynosić. I nic takiego nie powiedział, gdy powoli otwierał kopertę.

- Jesteś jakimś księciem? - zapytałam, panikując po chwili.

Elf spojrzał na mnie z skwaszoną miną, ale potem na jego twarzy pojawił się ten ironiczny uśmieszek.

- Dopiero teraz to zauważyłaś? Każdej nocy jestem białym rumakiem, dla każdej napotkanej niewiasty w moim pokoju.

Wywróciłam oczami, na co ten zaśmiał się zapewne z mojej miny.

Już w ciszy wyciągnął srebrny papier i zaczął przemierzać wzrokiem po nim. Nie potrafiłam odczytać żadnej emocji po jego twarzy, więc w skupieniu czekałam, aż zacznie coś może wyjaśniać.

Po chwili schował list do swojej kieszeni, nie mówiąc ani słowa.

Złapałam zębami mój prawy wewnętrzny policzek, odczuwając zawód. Ezarel spojrzał na mnie swoimi pięknymi, szmaragdowymi oczami, opierając się ręką o stół alchemiczny.

- Jak dobrze pamiętam, to miałaś stąd wyjść - powiedział, a ja lekko się zarumieniłam. - Naprawdę wy głupie człowieki jesteście okropnie wścibskie.

- Król Julian mnie tego nauczył - oznajmiłam z śmiertelną powagą, choć w duchu miałam ten śmieszkowaty wyraz twarzy lemura.

- Cieszę się, że miałaś takiego okropnego nauczyciela, ponieważ dzisiaj możesz wyciągać wnioski ze swojej beznadziejności. A teraz żegnam. - Machnął na mnie ręką i powrócił do poprzedniej czynności.

Ezarel na początku naszej znajomości był o wiele gorszy, lecz właściwie teraz - nawet gdy mnie poniżał, to traktował mnie o wiele milej.

Ale mimo tego... Mogłam swoją sytuację porównywać do tych bardziej przegranych. Wciąż pozostałam kwiatkiem, któremu trzeba podlewać na łące przepięknych róż. Byłam najzwyczajniej słaba, a moja łodyga była już wystarczająco pogryziona. Wystarczył silniejszy wietrzyk, aby wypuścić mnie w daleką wędrówkę, aby na końcu niej spotkać ciemność. Już zauważyłam nadciągające ciemne chmury, które nie gwarantowały mi bezpieczeństwa.
Byłam przecież przeciętna, w niczym się odróżniająca i po prostu nikt by nie płakał po moim odejściu.
W głęboko sercu wiedziałam, że nie mogłam dorównać przyszłej partnerce elfowi, ponieważ już na samym starciu zgadywałam, że musiała mieć to coś.

Dlatego nie zdziwiłam się, gdy do pomieszczenia wparowała Ewelein z wielkim uśmiechem i, z tym samym listem. Ezarel również posłał jest ciepły uśmiech i zaakceptował jej mocny uścisk.

- Zgodzili się, zgodzili się! - krzyczała uradowana i nagle połączyła ich usta w głębokim pocałunku. Elfka zarzuciła mu ręce za szyje, a on przyciągnął ją bliżej siebie.

Wiecie, co?

Dopiero w tamtej chwili odczułam, że to nie było zwykłe zauroczenie.

Wszystkie sytuacje, które wydarzyły się z tym okrutnym elfem uderzyły we mnie gwałtownie. To on przecież uratował mnie od utonięcia, pomógł uporać się późniejszym strachem przed wodą, oraz wyciągnął od szpon hamadriady.

Sprawił, że tutaj stałam i żyłam. Że stałam się czymś więcej, niż zwykłym kwiatkiem.

- Chikako? Dlaczego płaczesz? - Usłyszałam niedaki głos białowłosej.

Podniosłam głowę i się szeroko uśmiechnęłam.

- Z waszego szczęścia. Po prostu coś mi się przypomniało przez wasz widok.

Spojrzałam na Ezarela, który przyglądał mi się badawczo.

Jestem kwiatkiem, który wędruję pośród innych róż. Dziękuję, że mi to uświadomiłeś, głupi Elfie.


*takane no hana - Kwiat na wierzchołku, czyli coś poza Twoim zasięgiem, najczęściej bardzo pożądanego i pięknego.

*Chikako - imię znaczące "dziecko rozproszonych kwiatów".


https://eldarya.cupsell.pl/index/image-created?img=https://data4.cupsell.pl/upload/generator/257173/640x420/4113830_print_1.png?resize=max_sizes&key=55f9a22768eed085006592c1174c0235&color=C9C9C9

Offline

Strony : 1