Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2 3 ... 10

#1 26-09-2019 o 13h55

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 170

https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/700610010454949908/ezgif.com-crop.gif
https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/700607883200561202/unknown.png https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/700436955338637322/ezgif.com-resize.gif https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/700607883200561202/unknown.png
https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/700610022350258206/ezgif.com-crop1.gif
https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/700631131665727538/unknown.png
https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/700610043866906664/ezgif.com-crop3.gif

https://i.pinimg.com/originals/df/3c/39/df3c39694e2af3598d9f1fe8d869a615.jpg

https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/700610032382771220/ezgif.com-crop2.gif
https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/700622518762995742/unknown.png
https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/700610043866906664/ezgif.com-crop3.gif
https://i.pinimg.com/564x/cc/ad/2c/ccad2c4aa24523ccc71b542350f927bb.jpg
https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/700610022350258206/ezgif.com-crop1.gif
https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/700625265856086036/unknown.png
https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/700610063299117156/ezgif.com-crop4.gif

OKINKOW   -   NATANIEL  &  ZACHARY CIELO
MORENN   -   NEYA EGERTON
ARDENTIA   -   AMAYA SASAKI
GHOUL   -   ANTHONY ERLIGEN
AIRI   -   YENNA XI   &   VANJA HOLMES
SLADKA   -   AGAFIA SMIRNOFF
ROSAVIEL   -   YELIZAVIETA POKHENKO   &   DRACARYS HUNT


https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/700610043866906664/ezgif.com-crop3.gif

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (17-04-2020 o 20h09)


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#2 26-09-2019 o 13h58

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 170

https://cdn.discordapp.com/attachments/564495598900871198/699006259633979462/Kapitan_Oddziau_Gungnir.png
https://cdn.discordapp.com/attachments/564495598900871198/699003889902551150/Krol_jedzenia_z_oddziau_Gungnir.png

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (12-04-2020 o 23h21)


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#3 29-09-2019 o 14h17

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 270


https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8aw-816620ec-3e6b-430d-8b3b-18e7eb86965d.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhhdy04MTY2MjBlYy0zZTZiLTQzMGQtOGIzYi0xOGU3ZWI4Njk2NWQucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.s-XTNdZap4BypIgy2Jwn285Y71O9Ib3xyij-hW7inF0
https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddh6ll9-514ffa14-c36f-4f13-9a6a-c0e9d43ac062.jpg?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoNmxsOS01MTRmZmExNC1jMzZmLTRmMTMtOWE2YS1jMGU5ZDQzYWMwNjIuanBnIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.0AxrbnKXfeiPeF5hf2l-sdMu5dUtXN_2QACS3bTyfj0

C O   P O D S T A W O W E
| Amaya Sasaki | Ame | kobieta | 22 lata | 28.02.2048 |
| Japonka | urodzona w Saitamie | od 3. roku życia w Tokio |
| mówiąca po japońsku i angielsku z lekkim akcentem |
| demiseksualna | demiromantyczna | wolna |


C O   N A   Z E W N Ą T R Z
| szczupła | porcelanowa karnacja | 166cm | 54kg |
| długie nogi | bardzo mały biust | pomalowane paznokcie |
| włosy farbowane z czerni na fiolet | proste | do pasa |
| fiołkowe oczy | szpiczasta broda | wąskie usta |
| piercing: lobe w obu uszach i helix w prawym |


C O   W   Ś R O D K U
| hybryda melancholika i choleryka | optymistka |
| wrażliwa, lecz tego na ogół nie okazuje | intuicyjna |
| bywa  arogancka | na ogół szczera | spontaniczna | energiczna |
| ekstrawertyk | ambitna | dociekliwa | ciekawska |
| uwielbiająca zmiany i rzeczy nieprzewidywalne |


C O   P O T R A F I
| humanistka | wysportowana |
| broń: pistolet laserowy, czasami katana |
| prawo jazdy na motocyklu |

Klonowanie


Historia


Relacje

Ostatnio zmieniony przez Ardentia (28-07-2020 o 15h43)


T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://i.imgur.com/AEYxFyr.gif

Offline

#4 30-09-2019 o 19h14

Straż Cienia
Acerola
Akolita Jednorożców
Acerola
...
Wiadomości: 372

https://cdn.discordapp.com/attachments/377164264760147972/628312956135931955/legion.png

[ музыка ]

Can you even find the one who dyed his red heart to black?
ʜᴇʏ, ᴡʜᴏ ᴄᴏᴜʟᴅ ɪᴛ ʙᴇ?    ʜᴇʏ, sᴏᴍᴇᴏɴᴇ ᴛᴇʟʟ ᴍᴇ!



phos    —     mężczyzna   —    2Eɹɹor lat 
umiejętność :   actiones  secundum  fidei
rosjanin    —    od 10 lat obywatel Japonii
szare włosy   —  czerwone oczy  —  blady
perfekcyjny makijaż  —   blizny na twarzy



mocne strony :   programowanie  —   fart
buła,  łokieć  i  zgon     —    wytrzymałość
walka w zwarciu  —  na wysokim obcasie


słabości :   emocje  —  własna tożsamość
wyższe kobiety    —    ale niżsi mężczyźni
walka na dystans  —  planowanie ruchów


https://cdn.discordapp.com/attachments/377164264760147972/628312958178557963/legion2.png

autor ilustracji: koyoriin

więcej o umiejętności



https://cdn.discordapp.com/attachments/377164264760147972/632824943893282826/unknown.png https://cdn.discordapp.com/attachments/377164264760147972/632825655842570241/unknown.png

[ 音楽 ]

Singing me the sweet songs of seduction, let me be the fool, fool, fool who will live and die for you

Asami Itou     ~     Asa-chan    ~    "poranne piękno kwiatów wisterii"
23 lata   ~   kobieta   ~   cała jej rodzina pochodzi z wyspy Enoshima
umiejętność:  precyzyjny strzał    ~    ekspertyza:  bronie snajperskie
czarne wlosy   ~   złote oczy   ~   ciemna karnacja   ~   dużo piegów

mocne strony:   celność   ~   broń palna  ~  doskonały zmysł węchu
gotowanie, pieczenie ~ majsterkowanie ~ dotrzymywanie obietnic


słabości:  bronie inne niż palne  ~  impulsywność  ~  piękne kobiety
działanie w grupie    ~    słuchanie poleceń    ~     potwornie fałszuje

Ostatnio zmieniony przez Acerola (13-10-2019 o 11h43)


You’re running lemonade at  thirty-six degrees centigrade

- - - - - - - - - - - - -  DOPAMINE_MACHINE  - - - - - - - - - - - - -

Inside your lemon veins and your heart’s a lemon grenade

Offline

#5 01-10-2019 o 16h27

Straż Cienia
Ghoul
Oficer Straży
Ghoul
...
Wiadomości: 1 737


https://zapodaj.net/images/1079b98e45045.jpg



A  N  T  H  O  N  Y    E  R  L  I  N  G  E  N
23 lata,      mężczyzna,      szwedzkiego pochodzenia,      urodził się jednak już w Japonii
nieco przydługie blond włosy,  szaro-niebieskie oczy,   blady,   wysoki,   chudy,   żylasty
jego   dziadek   zbił   majątek   jako   spekulant   w   czasie  pierwszej   magicznej   wojny
jego  umiejętność  magiczna  polega  na  tworzeniu  i  kontroli  fal  dźwiękowych o dużej
mocy  -  najczęstsze  zastosowania  to  rozbijanie przedmiotów  dźwiękiem,  ogłuszanie
lub odrzucanie  przeciwnika na  dużą odległość,  echolokacja,   naśladowanie dźwięków.
po   urodzeniu   otrzymał   imię    Anthonius,    które   legalnie   zmienił   na   uproszczoną
formę       "Anthony",       kiedy      tylko       skończył       wymagane        osiemnaście       lat
do     Akademii    wstąpił     stosunkowo    późno,    dopiero  na    etapie    szkoły    średniej

M  O  C  N  E    S  T  R  O  N  Y
      energiczny   i   przedsiębiorczy  -  zawsze   znajduje  wyjście  z   trudnej    sytuacji
      ambitny  -  poszukuje nowych wyzwań  i  nie uchyla się przed żadnym  zadaniem
      dusza towarzystwa  -  łatwo nawiązuje kontakty  i  zbiera przysługi na przyszłość
     doskonale śpiewa i tańczy - wszystko co ma związek z muzyką jest mu po drodze
      wbrew  krążącym  plotkom,   naprawdę   nigdy,   przenigdy   nie   kopie   szczeniąt


S  Ł  A  B  E    P  U  N  K  T  Y
      uwielbia     się     popisywać    -    choćby     i     z     narażeniem    własnego     życia
      brak  umiejętności  technicznych  -  przerasta   go   nawet  obsługa  mikrofalówki
      niestały - szybko się nudzi, często nie doprowadza rozpoczętych spraw do końca
      jego  moralność  jest  wątpliwa  -  naprawdę  złe  jest głównie  to,  co  mu  szkodzi
      kochliwy   flirciarz   -   wystarczy   para   wielkich   błękitnych   oczu   i   po  chłopie


https://zapodaj.net/images/3cb7856befa7e.jpg

Statystyki

Miyu

Ostatnio zmieniony przez Ghoul (12-04-2020 o 13h20)


TECHNIK HODOWLI POSTÓW
https://i1.wp.com/www.heymunky.co.uk/wp-content/uploads/2016/06/quicksilver.gif?resize=480%2C198

Offline

#6 02-10-2019 o 12h17

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 517


https://fontmeme.com/permalink/191019/6f15cd9df87b9a0c2833a61d982cec0b.png

https://cdn.discordapp.com/attachments/631822868845690884/729118982635782224/PicsArt_07-05-01.37.15.png
Praca stworzona przez @Polonia ❤️


Can  a n y b o d y  fly this thing?



Kobieta     22 lata    3 grudnia     biseksualna    irlandzkie pochodzenie   
rude włosy 
        jasna cera            zielone oczy            magia:  telepatia

umiejętność    szczególna:               pilotowanie    śmigłowca



--------------------------------
Can  a n y b o d y  stop this thing?



          Neya we wczesnym dzieciństwie trafiła do MAAMT razem ze starszą o dwa lata siostrą Anette. Młodsza, słabsza i mniej uzdolniona od wybitnej siostry, często była z nią mylona i do niej porównywana. Dopiero w momencie opuszczenia przez Anette szeregów MAAMT była w stanie w pełni rozwinąć skrzydła.

          Jej babcia i dziadek wraz z córką, matką Neyi i Anette, opuścili rodzinną Irlandię i otrzymali japońskie obywatelstwo. Ojciec dziewczyn jest Japończykiem.

          Dała się poznać jako bardzo obiecujący pilot. Spędziła setki godzin w symulatorach i w terenie, doskonaląc swoje umiejętności. Najlepiej zna używane przez MAAMT śmigłowce Magicopter Mt - 371, ale w kryzysowej sytuacji jest w stanie pilotować kilka innych maszyn. Na uczelni zapoznano ją między innymi z konstrukcjami najczęściej wykorzystywanymi przez magiterrorystów.

          Jej magiczna zdolność obejmuje głównie komunikację głosową, jednak lata rozwijania tej umiejętności pozwalają jej obecnie przekazywać również bardzo wyraźne obrazy bezpośrednio do umysłu innych, ale może to robić wyłącznie wtedy, gdy dana osoba znajduje się w polu jej widzenia. Kontakt telepatyczny jest w stanie nawiązać praktycznie z każdym - przydatne w terenie przy utracie łączności radiowej - choć im dalej, tym mogą pojawiać się większe zakłócenia. Nawiązanie z kimś chociaż raz kontaktu wzrokowego jest dla niej bardzo pomocne w późniejszym odnalezieniu umysłu danej osoby na większą odległość, chociaż dużą rolę tutaj odgrywa też to, jak dobrze kogoś zna i czy jest jej bliski. Sporadycznie wciąż zdarza jej się tracić kontrolę nad swoją umiejętnością i nieświadomie przekazywać myśli innym, często robi to we śnie. Podczas walki jest w stanie zdezorientować lub nawet oślepić przeciwnika, jednak potrzebuje do tego chwili skupienia i może używać swojej zdolności na jednej osobie w tym samym czasie. Ponadto nadużywanie mocy powoduje u niej przewlekłe migreny.

          Przezwisko "Junior" przylgnęło do niej praktycznie od razu po przybyciu na uniwerytet i zostało z nią aż do teraz. Swojego czasu używali go nawet nauczyciele, niepewni jak siostra genialnej Anette ma na imię.

          Panicznie boi się psów.

          Stosunkowo szybko się męczy, zwłaszcza przy biegach na dłuższych dystansach.

          Daleko jej jeszcze do wyborowego strzelca, ale względnie radzi sobie z trafianiem w cel. Używa karabinu maszynowego na magiczne pociski, na podorędziu ma również standardowy pistolet oraz kilka magicznych granatów. Z kolei kompletnie nie radzi sobie z bronią białą i może tylko zazdrościć innym umiejętności posługiwania się kataną. Wyjątkowo niechętnie to przyznaje, ale zasilaną magią broń, którą dla siebie wybrała, zaprojektowała jeszcze jej siostra.

          Cechuje ją niezachwiana moralność, uczciwość granicząca wręcz z naiwnością; do tego z natury jest empatyczna i troskliwa, ale niestety też zamknięta w sobie. Ma potrzebę ciągłego udowadniania swojej wartości - jest bardzo niepewna siebie.




Anette Egerton


Statystyki

Ostatnio zmieniony przez Morenn (05-07-2020 o 12h59)

Offline

#7 05-10-2019 o 17h33

Straż Cienia
Sladka
Szeregowiec
Sladka
...
Wiadomości: 80

https://media.discordapp.net/attachments/628261203109740544/628262095963553802/d0c6f3d6f8e086f94213e1e5c284afd2.jpg?width=366&height=427


Imię i nazwisko: Agafia Smirnoff
Wiek: 22 lata
Narodowość: Rosjanka
Moc: w ręce lewej lód, w prawej prąd (nogi analogicznie)

Wzrost: 165 cm
Kolor włosów: Blond
Kolor oczu: Ciemne

Ciekawostki:
*nie pamięta jak dołączyła, bo urwał jej się film
*ma mocną głowę
*nie należy do najuczciwszych osób - jeśli może zostawić dla siebie lub na sprzedaż coś fajnego to to zrobi
*lubi pić herbatę - twierdzi, że świetnie zapobiega kacowi
*nosi ze sobą nóż, pistolet i granat z gazem łzawiącym, ale rzadko z nich korzysta - czasem też zmienia swój "arsenał"
*ma dobrą kondycję, chyba że za dużo popije; jak przesadzi to ma problem także z prostym chodem
*na wszelki wypadek zawsze ma ze sobą jakiś alkohol... dosłownie zawsze
*nigdy nie farbowała włosów
*słucha starego, dobrego, ruskiego disco
*na kacu bawi się w carycę
*najchętniej nosi luźne bluzy z suwakiem i legendarne dresy w trzy paski

Pierre Croissant

Ostatnio zmieniony przez Sladka (25-02-2020 o 00h14)

Offline

#8 09-10-2019 o 14h01

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 157


https://cdn.discordapp.com/attachments/485218685229727773/631537317982633984/unknown.png

YENNA  "YEN"  XI              dwadzieścia  trzy  lata              urodzony  czwartego  kwietnia  w  Japonii
potrafi   tworzyć   broń   z   krwi                                pracuje   nad   możliwością   wytworzenia   zbroi
zawsze dokładnie wykonuje swoją pracę       jest szybki i zwinny      specjalizuje się w szermierce
ma kiepską orientację w terenie i słabą głowę do alkoholu                         cierpi  na  prozopagnozję
rozpoznaje  ludzi  po  głosie,  charakterystycznych  gestach,  ubiorze,  ewentualnie  po  fryzurze
t r z y m a    n a d    ł ó ż k i e m   w i e l k i    p l a k a t    B r i t n e y    S p e a  r s    z    1 9 9 9    r o k u
lubi  zwierzęta,  zwłaszcza  psy                                              w  jego  norze  panuje  wieczny  bałagan
u b i e r a       s i ę      t y l k o       w      c z e r ń      i      b i e l       j a k      j a k a ś       c z a r o d z i e j k a
czarne  włosy                            ciemnobrązowe  oczy                            jasna,  pokryta  bliznami  skóra
sto osiemdziesiąt osiem centymetrów wzrostu        wysportowana postura ciała        yakuza look


https://cdn.discordapp.com/attachments/485218685229727773/690880676601528320/ezgif.com-resize.jpg
VANJA  HOLMES      dwadzieścia cztery lata     urodzona trzydziestego pierwszego lipca w Anglii
potrafi   przenikać   przez   przedmioty   materialne                    jest   znanym   strzelcem   MAAMT
zaraz  po  ukończeniu   Akademii   z  wyróżnieniem   rozpoczęła  pracę   blisko   Pardona   Corella
"agentka Corella"                często  jest  przydzielana  do  oddziałów   jako  zastępstwo  lub  nadzór
przez  minione  lata  wyrobiła  sobie  opinię  wybrednej kokietki                            uwielbia  p l o t k i
nie  traktuje  równo  kobiet  i  mężczyzn         w  stosunku  do  kobiet  jest  bardziej  wyrozumiała
n i e    z w a ż a j ą c   n a   w s z y s t k o ,     n i e   t o l e r u j e   s p ó ź n i e ń   i   n i e p o r z ą d k u
uwielbia  skąpe  i  przylegające  do  ciała  ubrania                               wiąże  włosy  w  wysoki  kucyk
brązowe włosy                                  niebieskie oczy                                  jasna karnacja i rumiana cera
sto siedemdziesiąt dwa centymetry wzrostu     szczupła, kobieca sylwetka    aura wrednej baby

Ostatnio zmieniony przez Airi (17-04-2020 o 12h38)


https://64.media.tumblr.com/7f661055ba2a00f462ee511771163249/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo8_400.gifv https://64.media.tumblr.com/5a3cbd2b39ab5691ea66d08fbf163f39/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo3_400.gifv

Offline

#9 09-10-2019 o 16h35

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 170

.............................................https://fontmeme.com/permalink/191009/5845e7077a4da42a988ecaa9923eb873.png

   Dzień rozpocząłem około godziny szóstej, godzinę wcześniej niż zwykle, ale też ten dzień nie był tak samo rutynowy jak inne. Co nie zmienia faktu, że części rytuałów nie mogłem pominąć. Wziąłem szybki prysznic i ruszyłem do kuchni, w której zjadłem lekkie śniadanie składające się z owoców i warzyw. 

   Po tym swoje kroki skierowałem do swojego pokoju zająć się administracją, która znów nie wyglądała tak jak każdego innego dnia, opierała się na zupełnie innym schemacie, przglądałem i badałem akta zupełnie innych osób. 

   Punkt dziewiąta opuściłem apartament, aby spokojnie poćwiczyć w sali treningowej, nie było wielu osób, profesjonalne treningi odbywały się zazwyczaj po godzinie dwunastej, jednak ja na dwunastą miałem zupełnie inne plany niż trening. Poza tym nie przepadałem za tłumem na salach treningowych, mogłem pójść “na całość” gdy nie było zbyt wielu osób w pobliżu, skakać po ścianach, robić pełne obroty inne takie. 

   Po treningu jak zwykle ruszyłem do wspólnej łaźni, w niej już były zupełne pustki, a nawet jeśli byli jacyś ludzie to nie było ich widać przez gęstą mgłę unoszącą się w pomieszczeniu. Skierowałem swoje kroki do najbliższej bali z wodą, ściągnąłem ręczniki zanurzyłem się w niej ciesząc się ciepłą wodą i czując jak mięśnie się rozluźniają. Zamknąłem oczy i zacząłem powtarzać po cichu imiona, nazwiska, czasem pseudonimy i umiejętności moich współpracowników. Gdy byłem przy trzeciej osobie usłyszałem prychnięcie. Skupiłem wzrok i przez mgłę dostrzegłem Thomasa McGratha, generała i przewodniczącego oddziału Mjolnir. 

   Mimo dość niekorzystnej sytuacji zerwałem się na równe nogi i zasalutowałem przedstawiając się i podając swój stopień. 

   - “Kapitan” haha, dobre sobie, dzieciak z ulicy, uczeń akademii, zerowe umiejętności przywódcze, tylko trzy misje w terenie. Słuchaj chłopcze, ten Twój ‘oddział’ to fiasko, zabawa Corella i jego największa porażka. Ten drań już do reszty zwariował i podejmuje beznadziejne decyzje. Jeszcze. A Ty - prychnął - jesteś nikim, tak samo każdy z Twojego oddziału, dziś macie pierwszą misję tak? Pamiętaj, że jak przywołasz interfejs w lewym górnym rogu jest ikonka “Wezwij Mjolnir” i nie martw się, my sobie poradzimy. 

   Powiedział te słowa po czym wstał i śmiejąc się opuścił pomieszczenie. A ja czułem rosnącą we mnie frustrację, Gungnir to fiasko? Jesteśmy nikim? Ja ich jeszcze nie spotkałem i nie tworzymy oddziału w pełni, a Ty możesz sobie myśleć że... - Denerwujący jest prawda?  

   Wzdrygnąłem się, bo nie wiedziałem, że jest tu jeszcze jedna osoba. Dopiero po chwili zobaczyłem, że z mgły wyłania się Pardon Corell, szef MAAMT. 

   -Użeram się z nim od paru lat, a wciąż zaskakuje mnie swoją gburowatością, jednak nic nie mogę zrobić, przewodzi najlepszym i najskuteczniejszym oddziałem, jaki, być może, istniał w historii świata, a do tego Rada go uwielbia. Wiesz... powołałem wasz oddział między innymi dlatego, że... tylko nikomu nie mów. - to co mi powiedział wprowadziło w mojej głowie jeszcze większy zamęt niż gdybym miał powtórzyć wszystkie lata akademii w jedną noc. 

   Co nie zmienia faktu, że stanowimy Gungnir, włócznię MAAMT. 

*********************************************************

   Szedłem wąskim korytarzem prowadzącym do mównicy w małej sali briefiengowej. Jak na oddział, który miał być przyszłością i nadzieja organizacji nasz początek wyglądał dość... ubogo? Możliwe, że po prostu ja sobie za dużo wyobrażałem. 

   Mimo iż droga miała maksymalnie pięć metrów z pomieszczenia, do którego zaprowadził mnie Corell, który zresztą szedł teraz za mną, to mi wydawało się to prawdziwą wiecznością. Wziąłem głęboki wdech i wyszedłem do ludzi, którymi miałem od tej pory zarządzać. Całej szóstki najwybitniejszych uczniów Akademii MAAMT. 

   W gruncie rzeczy nie miałem przemowy, przywitania się, na dobrą sprawę nie obchodzili mnie Ci ludzie, nie chciałem nimi zarządzać, nigdy nie widziałem się w roli przywódcy czegokolwiek. Na litość, nawet gdy były wybory klasowe to byłem ostatnim chętnym do zastania gospodarzem, a moja kandydatura i tak była za każdym razem zgłaszana. Podobno byłem w stanie utrzymać ich wszystkich w jakimś stopniu w ryzach, nie wiem czy Corell zdawał sobie sprawę z tego, że tej grupy nie można utrzymać w szeregu po prostu to niemożliwe, ale chyba w końcu o to chodziło... niezachwiana włócznia MAAMT. 

   Już miałem coś powiedzieć, gdy szef MAAAMT się odezwał. 

   -Witajcie moi drodzy! Jak zapewne wiecie, jesteśmy tutaj, bo od dzisiaj będziecie należeć do utworzonego przeze mnie oddziału Gungnir. Ja, a nikt inny będę waszym zwierzchnikiem i nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej. Zapewne wszyscy się choć trochę kojarzycie więc na pewno kojarzycie obecnego przy mnie Nataniela Cielo, który od tej pory będzie waszym kapitanem i przekaże resztę instukcji. A ja lecę, wiecie, obowiązki itd. Ciao~~ - owinął się płaszczem jak Dracula w starych filmach i wyszedł drogą, którą przyszliśmy. 

Westchnąłem. 

       - Więc tak, wszyscy się znamy lub kojarzymy, wy mnie, ja was. Ogólnie ten stary drań dał mi tyle informacji do przekazania, że nawet nie wiem od czego zacząć. Przede wszystkim witajcie i mam nadzieję, że będzie się nam dobrze współpracowało, chcę wypełniać swoje obowiązki najlepiej jak potrafię, ale nie mam zamiaru rozkazywać wam co macie robić, myślę, że jeśli się po prostu nie pali to możemy przedyskutować plany i temu podobne. A po drugie to mamy dzisiaj misję, podobno, żeby sprawdzić nas w boju. Ma nie być jakaś trudna, zwykła baza Morriganów. Wylatujemy po obiedzie. - nie wiedziałem co więcej dodać, myśl o zjedzeniu obiadu dodała mi sił. - Ogólnie nie ma sensu, żebym omawiał wam wszystkie zasady, kogo one do końca obchodzą, wyślę je wam i każdy będzie mógł przejrzeć. Ogólnie... wiedzieliście o tym, że mają utworzyć ten oddział? Ja dowiedziałem się wczoraj wieczorem, a wasze akta dostałem dzisiaj rano... ale i tak wiem, że MAAMT nigdy nie miało i nie będzie mało lepszego oddziału. - rozejrzałem się po znajomych twarzach i przypomniały mi się słowa generała z łaźni. Zacisnąłem pięści. To będzie najlepszy oddział w historii ludzkości, a McGrath może zakuć ten swój stalowy łeb i tylko patrzeć.

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (09-10-2019 o 16h36)


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#10 11-10-2019 o 12h47

Straż Cienia
Acerola
Akolita Jednorożców
Acerola
...
Wiadomości: 372

phos

          Jego ciało jest opkropnie ciężkie, kiedy próbuje wstać z łóżka. W zasadzie najlepsza próba kończy się natychmiastowym runięciem na podłogę z pościelą związaną w przynajmniej kilka supłów marynarskich wokół nieszczęsnych stóp. Leżąc rozwalony na ciepłych panelach podłogowych próbuje sobie usilnie przypomnieć co tak naprawdę doprowadziło go do takiego stanu, ale pulsowanie w okolicach skroni kompletnie uniemożliwia jakąkolwiek formę myślenia. I być może nie stanowiłoby to takiego problemu, gdyby nie spotkanie z nowym szwadronem zaplanowane na godzinę zaraz, jak informował hologram godziny wyświetlający się na suficie. Nie wspominając już o tym, że zaraz po obiedzie czeka ich pierwsza misja, o której Phos wie tak naprawdę tyle, co nic.
          Jeśli wstanie natychmiast, może jeszcze zdąży się pomalować - przekonuje samego siebie do podjęcia akcji, dokładając wszelkich starań, aby tym razem jego ruchy były nieco ostrożniejsze. Kiedy już udaje mu się zebrać z podłogi, reszta procesu okazuje się relatywnie bezproblemowa. Pomijając nieprzerwane dudnienie w głowie, które ze skroni przeniosło się teraz na potylicę, ciało nie daje się już tak we znaki po gorącym prysznicu. Może skutecznie odbywać swoją poranną łazienkową rutynę, chociaż rysując kreskę na oku dostrzega, że ręka wciąż mu się trzęsie. No i oczywiście wciąż nie może sobie przypomnieć co takiego robił uprzedniego wieczoru, że doprowadził się do tego mizernego stanu.
          Pukanie do drzwi zmusza go do bardzo szybkiego i niekoniecznie dokładnego wykończenia makijażu, bo ktokolwiek życzy sobie jego obecności, jest niezwykle zdeterminowany.
- Phos, kurde, mówiłam ci wczoraj, że mamy spotkanie. Zaraz się spóźnimy więc skończ pudrować nos i wyłaź - słyszy przez metalową wartstwę, kiedy już sięga w stronę klamki. Wie już dokładnie kto znajduje się za nią. O ile wcześniej niespodziewany gość go poirytował, teraz Phos nie może powstrzymać szerokiego uśmiechu. Jego kiepski początek dnia robi się nieco lepszy, kiedy w wejściu ukazuje mu się sylwetka najlepszej przyjaciółki. Złej wprawdzie, gotowej przetrzepać mu tyłek tu i teraz, ale przez to wcale nie mniej pięknej. W zasadzie dla zeschniętych oczu oraz obolałej duszy była niczym anioł zesłany z niebios. Światła na korytarzu nawet dawały jej ciemnym włosym i złotym tęczówkom jakiś taki transcendentny blask.
- Ciebie też dobrze wiedzieć.
        Siedzi w sali nieco bardziej przytomny niż wcześniej. Pomieszczenie jest niewielkie, natomiast ilość zebranych w środku ludzi pogłębia uczucie klaustrofobii. Pociesza go, że nikt tutaj nie jest tak naprawdę obcy. O każdej z tych osób słyszał wcześniej podczas swojego czasu w akademii. W końcu nie sposób było spędzić tam jednego dnia bez nawinięcia się na temat najznamienitszych uczniów przebijających wszystkie dotychczasowe rekordy, do których zresztą także szybko dołączył. Po ich głównym przełożonym, mównicę zajmuje jeden z takich byłych uczniów. Tajemnicą nie jest dla nikogo, że Phos czci Nathaniela Cielo. Mienie go jako lidera swojej grupy zabrzmiało więc niczym spełniające się marzenie i ból głowy czy generalne poczucie marazmu nie ma nagle znaczenia.
          Nie może się doczekać pierwszej misji.


You’re running lemonade at  thirty-six degrees centigrade

- - - - - - - - - - - - -  DOPAMINE_MACHINE  - - - - - - - - - - - - -

Inside your lemon veins and your heart’s a lemon grenade

Offline

#11 11-10-2019 o 20h05

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 517

____________________
https://fontmeme.com/permalink/191019/6f15cd9df87b9a0c2833a61d982cec0b.png



There is freedom waiting for you,
On    the    breezes    of   the   sky,
And   you   ask   "What  if   I   fall?"
Oh          but          my          darling,
What          if            you          fly   ?

-   Erin   Hanson


 


          Zbudził mnie jakiś hałas na korytarzu, jakby ktoś upuścił coś ciężkiego i metalowego na ziemię, a potem jeszcze to kopnął tak, że stoczyło się po kilkunastu schodkach w dół i wybiło gdzieś szybę. Przynajmniej tak to sobie wizualizowałam, leżąc na posłaniu po fatalnie spędzonej nocy i starając się nadaremno ponownie zasnąć. Nie było o tym mowy. Stres pożerał mnie od środka i jestem pewna, że gdyby fizycznie miał zęby to wyjadł by już we mnie sporą wyrwę i wyglądałabym jak Helen Sharp w tej starej komedii Ze śmiercią jej do twarzy. Właściwie, wyglądałabym niedorzecznie, to prawda, ale przynajmniej ciężej byłoby mnie trafić, co z pewnością przydałoby mi się w nowej... pracy. Lubię stare komedie, a przynajmniej te, które ocalały po wojnie. Kiedyś filmy były śmieszniejsze, chociaż były filmowane w płaskich dwóch wymiarach, a przed technikolorem nawet w czerni i bieli. Trudno to sobie teraz w ogóle wyobrazić.
           Usiłując powstrzymać mój umysł przed czynieniem dalszych, bezsensownych dygresji i chcąc umożliwić mu powrót w objęcia Morfeusza, z których tak brutalnie zostałam wyrwana, odwróciłam się na brzuch i nakryłam głowę poduszką. Wyrwało mi się stęknięcie. Poleżałam tak chwilę, ale im dłużej byłam przytomna, tym bardziej wracałam myślami do powodu mojej bezsenności, więc stało się dla mnie jasne - dłużej sobie nie pośpię, nic z tego. Z rezygnacją rozkopałam swoje posłanie i najpierw usiadłam, przeciągając się leniwie, a dopiero potem podniosłam się z łóżka. Czujnik ruchu mignął ledwo widocznie i jak na zawołanie stała się magia - rolety w oknach zaczęły odsłaniać wielkie szyby, sunąc do góry z cichym szumem siłowników, włączyło się radio, nastawione na moją ulubioną stację, a ekran zlokalizowany na najszerszej ścianie mojego pokoju rozbłysnął, witając mnie prognozą pogody i listą zadań na dzisiaj, a także brakiem nowych wiadomości w skrzynce. Potrzebowałam kawy i prysznica, niekoniecznie w tej kolejności, więc dość niechlujnie zasłałam łóżko i powłokłam się do łazienki. Nucąc pod nosem jakiś ostatni przebój, który do znudzenia leciał w radiu i doprowadzał mnie powoli do szału, wzięłam prysznic wybierając na panelu opcję "szybki i pobudzający", więc woda była nieprzyjemnie zimna - działało to na mnie lepiej niż mocne espresso - a potem umyłam zęby i wzięłam z półki czysty dres, nie zamierzałam stroić się przed śniadaniem. Mijając okna, całkowicie już odsłonięte, odruchowo wciągnęłam na głowę kaptur. Nad miastem, widocznym z naszego czterdziestego piętra aż nazbyt dobrze, unosiła się mgła, wyraźnie siąpił deszcz. Widoczność była wyjątkowo kiepska. Miałam nadzieję, że albo nie będę musiała dzisiaj pilotować, albo pogoda się poprawi. Jedno z dwojga, albo wywalą mnie z oddziału Gungnir prędzej, niż zdążę wypić tę swoją kawę.

          Z kapturem naciągniętym aż na czoło siedziałam przy stoliku pod samym oknem, przygarbiona nad moim drugim kubkiem kofeinowego ratunku. Kanapka leżała przede mną na talerzyku, nietknięta, nie byłam bowiem w stanie niczego w siebie wcisnąć. Im bliżej było do godziny spotkania tym gorzej się czułam, a pogoda działała na mnie jeszcze bardziej depresyjnie. Kuchnia była o tej porze jeszcze raczej pusta, miałam więc mnóstwo czasu na rozmyślania nad wczorajszą rozmową z panem Corell, który to swoim nieoczekiwanym wezwaniem kompletnie mnie przeraził. Będę szczera - w pierwszym momencie, kiedy zdradził mi swoje plany i zapowiedział, że odtąd będę członkiem elitarnego oddziału, pomyślałam, że się pomylił. Jak wielu przede mną i pewnie jeszcze wielu po nim. Właściwie do tamtej pory nie byłam w pełni świadoma, że należę do "najwybitniejszych absolwentów akademii". Co prawda, dostrzegałam, że się rozwijam i zauważałam swoje wyniki, ale jakoś zawsze miałam wrażenie, że to jedynie echo tego, co byłaby w stanie osiągnąć Anette. Poza tym, zawsze znalazł się ktoś, kto zawołał za mną "Junior", a ja czułam, że nigdy nie będę nikim więcej, jak tylko młodszą, mniej zdolną siostrą kogoś wybitnego i że cień Anette - nawet jeśli nieobecnej - będzie mi towarzyszył do końca życia, a ja nic na to nie poradzę, nawet jeśli nauczę się pilotować z jedną ręką związaną za plecami, wisząc do góry nogami z głową pod wodą i infiltrować ludzkie umysły do trzech pokoleń wstecz.
Jego decyzja przydzielenia mnie do oddziału złożonego z elity była więc dla mnie zaskoczeniem, pomieszanym z niesamowitą ekscytacją i czystym przerażeniem, bo wykraczała dalece poza moje dążenia i ambicje. Od zawsze było dla mnie jasne, że będę pracować dla MAAMT, ale widziałam siebie w zupełnie innej roli. Elitarny oddział dla najlepszych był tym, w czym widziałam moją siostrę, nie siebie i byłam pewna, że gdyby nie opuściła przedwcześnie szeregów Akademii, by poświęcić się życiu rodzinnemu, to ona by była w tym miejscu, nie ja. Jestem pewna, że Corell by ją bez wahania wybrał w miejsce, które przy tym obrocie spraw przypadło mnie.
Uświadomiło mi to między innymi, że mam pierwszą i - być może - jedyną w życiu prawdziwą okazję, by naprawdę udowodnić, że nie jestem tylko siostrą Anette i że sama też coś potrafię. I pragnęłam zrobić wszystko, żeby tej szansy nie zaprzepaścić. A to, w zasadzie, powodowało że denerwowałam się jeszcze bardziej.

          Spotkanie odbywało się w jakiejś niewielkiej salce, do której dotarłam jako jedna z ostatnich osób, ale na szczęście nie spóźniona - byłoby beznadziejnie zaczynać od spóźnienia! - i zajęłam miejsce w pobliżu Ame. Wszystkich tutaj znałam, choćby tylko z widzenia, jednak to obecność wieloletniej koleżanki z tego samego rocznika najbardziej mnie podbudowywała. Przywitałam się z nią cicho.
- Cześć, jak leci? - szepnęłam. W pomieszczeniu było trochę chłodno i pożałowałam, że moje przeciągające się dywagacje nad tym, co powinnam założyć, nie umknęły w stronę czegoś cieplejszego - standardowe, czarne bojówki nie były w tej sytuacji problemem, ale odrobina ekstrawagancji na jaką pozwoliłam sobie, zakładając zielony t-shirt z dowcipnym, w mojej ocenie, napisem I fly shit you can't, nie chroniła przed zimnem. Dostałam go na urodziny w zeszłym roku i uznałam, że przyda się, gdyby ktoś zapomniał, co tam robię. Wciąż miałam wrażenie, że dla większości jestem po prostu Juniorem.
Corell i Nate Cielo wreszcie zjawili się w pomieszczeniu, wpuszczając do środka więcej ziemnego powietrza i skupiając na sobie uwagę. Przysłuchiwałam się temu co mówi Corell zanim swoim zwyczajem po prostu nie ulotnił się z pokoju. Zostaliśmy sami z naszym dowódcą, który wydawał się być chyba równie zagubiony. Spięłam się nieco, kiedy wspomniał o "wylatywaniu", odruchowo poczułam się wywołana do tablicy, ale chyba nikt nie oczekiwał ode mnie reakcji. Miałam ochotę o to zapytać, ale czegoś zabrakło mi śmiałości. Nie chciałam wyjść na największego żółtodzioba już przy pierwszej okazji. Och, nie ma szans, żebym coś przełknęła w trakcie obiadu. Ale co to znaczy, że nawet dowódca dowiedział się na ostatni moment? Czy możliwe jest, że pewnego dnia spełnią się te czcze mrzonki i będziemy najlepszym oddziałem, lepszym nawet niż legendarny Mjolnir? Cóż, chciałabym to wiedzieć.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (19-10-2019 o 16h32)

Offline

#12 12-10-2019 o 16h02

Straż Cienia
Ghoul
Oficer Straży
Ghoul
...
Wiadomości: 1 737

A N T H O N Y    E R L I N G E N


   Docierając do sali, w której miało odbyć się spotkanie jego nowego oddziału, Tony zauważył, że znowu jest już prawie spóźniony... Ale tym razem to naprawdę nie była jego wina! Wpadł do Miyu tylko na chwilę, by przy drugim śniadaniu podzielić się ekscytacją z nieoczekiwanego przydziału, a ona praktycznie siłą zaciągnęła go do sypialni. Potwór nie kobieta. Jakby tego było mało, godzinę później dostała pilne wezwanie i zostawiła go samego w swoim apartamencie, wołając coś na temat karty magnetycznej do zamka zostawionej w kuchni. Kiedy spojrzał na zegarek, z wyraźną irytacją odkrył, że nie może pozwolić sobie już na ani chwilę słodkiego lenistwa. Porwał ze stołu dojrzałe jabłko, a drugą ręką wyłuskał z kieszeni kurtki niewielki odtwarzacz. Przycisnął trójkątny przycisk zdobiący front urządzenia i zanucił początek piosenki, której tytułu nie pamiętał, wybijając rytm palcami o czerwoną skórkę owocu. Błękitna, holograficzna poświata rozjaśniła na chwilę jego małżowinę uszną, tylko po to by przygasnąć w następnej sekundzie. Swingowy utwór jazzowy, którego szukał, rozległ się jakby wewnątrz jego czaszki, wysyłając przyjemne fale ożywczej energii wzdłuż kręgosłupa. O tak, tak to ja mogę pracować.
   Powinien się spieszyć, ale zamiast tego jego ciało ożyło melodią i prędkość ruchów dostosowała się do jej tempa. Na szczęście mieszkanie nie było zbytnio oddalone od jego celu.
   Kiedy w końcu pokonał ostatni z wąskich korytarzy, po raz kolejny wygładzając zmięte ubranie, objął spojrzeniem plejadę nieobcych mu twarzy. To dopiero będzie zabawa. Chciał przywitać się z kilkoma osobami, ale za podium był już Corell i najwyraźniej zaczął przemawiać. Tony beztrosko przepchnął się przez salkę i opadł na krzesło stojące naprzeciwko podestu, tuż obok Phosa.
   - Phosy – mruknął w jego kierunku, lekko kiwnąwszy głową na powitanie.
   Dopiero wtedy wyłączył muzykę. Zarzucił swoje niemożebnie długie nogi na siedzisko w kolejnym rzędzie, tuż obok ramienia Małej Egerton. Szef MAAMT nie zwrócił na to najmniejszej uwagi i właśnie za takie rzeczy Erlingen go lubił. Nie przejmował się pozorami, był totalnym dziwakiem, ale wiedział, jak radzić sobie z ludźmi i czego od nich oczekiwać. No i był zwięzły. Właściwie, już zbierał się do wyjścia, a jego miejsce zajął ich nowy kapitan. Z jego słów Tony wyłapał kluczowe wyrażenia: brak rozkazów, misja, obiad. Wszystkie mu się spodobały. Spojrzał spod oka na Nataniela, z niechętną aprobatą. Jemu też wydawało się, że ten oddział będzie oszałamiającym sukcesem. Jak mogło być inaczej, w końcu był jego częścią.
   - Już jestem podekscytowany na myśl o wszystkich fantastycznych akcjach tego oddziału... - odezwał się, przeciągając się na swoich krzesłach. - Ty pewnie nie możesz doczekać się porywających raportów, które o nich napiszesz, co szefie?
   Zawsze chętnie irytował Nataniela, szczególnie lubił dogryzać mu w sprawie jego wątpliwej rozrywkowości, jednak ta drobna zgryźliwość była podszyta dozą trywialnej zazdrości. Owszem, nie spieszyło mu się do wypełniania papierkowej roboty, a tym bardziej chyba do sprawowania opieki nad oddziałem, ale nie mógł bez lekkiego zgrzytania zębami myśleć o tym, że Cielo będzie górował nad nim rangą. Ich wspólne lata w Akademii wypełnione były delikatną, przyjacielską rywalizacją... tylko, że nigdy nie byli przyjaciółmi. Co prawda nawet Tony dostrzegał, że sam byłby tragicznym kapitanem, ale czy ze wszystkich innych ludzi w MAAMT musieli wybrać akurat tego faceta? Tylko dlatego, że był znakomity w tym co robił? Głupota. Rozdrażniony własnymi rozważaniami Anthony przybrał na kilka sekund nadąsaną minę. Założyłby się, że Nate nie będzie nawet chciał wpuszczać przodem fajerwerków do bazy terrorystów, zanim zrobią na nich nalot. A miał tyle świetnych powiedzonek przygotowanych na taką okazję... Co za sztywniak.
   - Swoją drogą, skoro o obiedzie mowa, to czy moglibyśmy nawiązywać więzi, planować zagładę ludzkości, czy co tam mamy robić, nad jakimś parującym talerzem? Konam z głodu.
   Oczywiście, że konał, ostatecznie zjadł dziś jak na razie tylko dwa ogromne posiłki i to bez deseru. No i jabłko, ale kto liczyłby jabłko jako posiłek?

Ostatnio zmieniony przez Ghoul (12-10-2019 o 16h06)


TECHNIK HODOWLI POSTÓW
https://i1.wp.com/www.heymunky.co.uk/wp-content/uploads/2016/06/quicksilver.gif?resize=480%2C198

Offline

#13 12-10-2019 o 20h43

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 270

–––––––––––---------––https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8aw-816620ec-3e6b-430d-8b3b-18e7eb86965d.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhhdy04MTY2MjBlYy0zZTZiLTQzMGQtOGIzYi0xOGU3ZWI4Njk2NWQucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.s-XTNdZap4BypIgy2Jwn285Y71O9Ib3xyij-hW7inF0
          Nuda.
          Tej nocy włóczyła się po różnych dzielnicach Tokio, wstępując to do dyskoteki, to sklepu, to na karaoke… Mimo że próg większości z tych miejsc przekraczała po raz pierwszy, złudzenie powiewu świeżości utrzymywało się tylko przez chwilę: różnice były naprawdę minimalne. Ot, inny kolor ścian, wystrój, ubiór większości ludzi… To wszystko to było za mało, by nie czuła się z n u d z o n a po godzinie lub dwóch.
          Prawdę mówiąc, nawet nie pamiętała momentu powrotu do mieszkania, ale gdy rano obudziła ją nieco melancholijna, śpiewana głębokim głosem piosenka jednej z jej ulubionych wokalistek, myślała tylko o tym, że zdecydowanie wybrała najgorszy budzik z możliwych, który wręcz zachęcał ją do poleżenia dłużej w łóżku. Swoją drogą, umeblowanie jej mieszkania było niezwykle fascynujące, zważywszy na to, że znajdowały się w nim zarówno elementy typowo „zachodnie”, tradycyjne jak maty tatami, a i tu i ówdzie parę nowinek technologicznych. Doprawdy nietypowa mieszanka.
          Wstała i na wpół śpiąca ubrała czarne dżinsy oraz ciemnofioletową bluzkę z długim rękawem i odsłoniętymi ramionami. Odłączyła naładowany telefon, wrzuciła parę rzeczy do torebki i… znowu się położyła, tępym wzrokiem wpatrując się w paznokcie pomalowane na metaliczny fiolet, jakby starała się z nich coś odczytać.
- Może by tak wysłać po prostu klona, by zrobił zakupy i całe te bzdety?… Nie, jej… mi… też się nie będzie chciało, nie zmuszę jej… mnie… Rety, zdecydowanie się na właściwy zaimek, gdy mowa o niej… mnie… jest niezwykle problematyczne! Dobra, dzień, jaki mamy dzisiaj dzień… – Leniwie przewróciła się na bok, by sprawdzić godzinę i datę na telefonie. Oczy jej się zaświeciły. – Dobra, może jednak wstanę dzisiaj z łóżka… za chwilę.
          Pół godziny później nałożyła ciepłe, czarne buty i bluzę w tym samym kolorze z fioletowymi elementami, upewniła się, że wszystko zabrała, po czym wyszła z domu, jedząc po drodze ryżowego batonika.
          Ku jej zaskoczeniu zdążyła… i to jeszcze przed czasem! Rozsiadła się na krześle tuż po tym, jak uniosła rękę w geście powitania już obecnych. Jakiś czas później usłyszała znajomy głos Junior. Och, zdecydowanie Neya była dla niej ważniejsza od jej starszej siostry, Ame miała jednak pewną słabość do przezwisk wszelkiej maści, a zwracanie się do Irlandki tym przyimkiem traktowała jako nieco żartobliwe przypominanie, że dzieliło je te kilka miesięcy różnicy.
- Tradycyjnie narzekam na nudę. Ale wkrótce się to zmieni. – Zatarła ręce. – Mimo wszystko nigdy nie byłam na żadnej misji, więc to zawsze coś nowego. A ja bardzo potrzebuję czegoś nowego – wyjaśniła szczerze. Nigdy nie ukrywała swojej małej obsesji na punkcie rzeczy ciekawych i nietypowych. – Jakby co, to ja nie mam nic przeciwko paru akrobacjom. – Mrugnęła okiem do koleżanki pilotki.
          Gdy pojawił się Corell w całej krasie – jak zwykle srebrnowłosy, wygadany i nietuzinkowy – słuchała go z uwagą, był bowiem typem osoby, której nie sposób przewidzieć – i właśnie dlatego darzyła go sympatią. Uśmiechnęła się pod nosem, słysząc jego pożegnanie.
          Uniosła brwi, słysząc słowa Nate’a. Wyglądało na to, że MAAMT zdecydowanie musiało popracować nad organizacją, skoro nawet ci najważniejsi dowiadywali się o wszystkim na ostatnią chwilę. Ewentualnie, mimo zapewnień o elitarności tego oddziału, nie brali ich na serio. Cóż, przynajmniej będzie miała większą frajdę, gdy pokaże im, że się mylą.
- Gdyby przydzielili nas do różnych grup, talenty wszystkich tu zebranych by się zmarnowały, więc zebranie najlepszych pod jednym dowódcą jest całkiem rozsądne – stwierdziła.
Nawet jeśli ów dowódca nie trafiłby w drzwi stodoły – dodała w myślach.
- Mamy ich po prostu unieszkodliwić i odprowadzić grzecznie na przesłuchanie? A może też coś przechwycić? – zagadnęła, przekrzywiając lekko głowę i nie ukrywając swojego zainteresowania.
          Odwróciła się do tyłu, w stronę Tony’ego, gdy ten wspomniał o obiedzie. Musiała przyznać, że sama też zbyt długo nie pociągnie na pojedynczym batoniku, który miał jedynie na chwilę zająć czymś jej żołądek.
- Nieprzerwanie zadziwia mnie geniusz w prostocie twoich propozycji, Anthoniusie – powiedziała udawanie poważnym tonem, choć pod koniec ledwo powstrzymała się przed parsknięciem śmiechem. Uważała za komiczne to, jak bardzo dawne imię kolegi nie pasowało do jego charakteru. –  Jestem za – dodała już normalnym głosem.

Ostatnio zmieniony przez Ardentia (19-10-2019 o 18h18)


T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://i.imgur.com/AEYxFyr.gif

Offline

#14 13-10-2019 o 00h15

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 157

_________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/632643169300774952/unknown.png

     Mało brakowało mi do spóźnienia, pomyślał Yenna Xi i uśmiechnął się półgębkiem, kiedy w ciszy zajął miejsce zaraz za rozmawiającymi o ciepłym posiłku. Przywitał się z najbliżej siedzącymi pośpiesznie, jednak już po chwili wzrok jego padł na cyfrowy zegar wiszący tuż nad głową Nataniela Cielo i zorientował się, że ten jego, na pasku obejmującym nadgarstek, stanął jakieś siedem minut wcześniej. Nieco spanikowany wyjściem na ignoranta, co mimowolnie zdarzało mu się zbyt często, przestał się uśmiechać i wbił wzrok w przypominającego vocaloida młodzieńca. Mógł mieć tylko nadzieję na to, że Nate przymknie oko na jego małą wpadkę i postanowi jej nie komentować, pamiętając o tym, że Yen chłodnego zachowania nie lubi i jeżeli będzie trzeba, ucieknie mu z kolejnych treningów i ukryje się gdziekolwiek będzie trzeba, zadając sobie zbyt dużo trudu, byle tylko chłopak go nie znalazł. Nadziei na to, że typ nie będzie puszył się z powodu nowo nadanej rangi, nie miał. A to za sprawą kogoś, kto już wcześniej przydługą mową wyprał mu mózg i wbił go głowy informację o tym, że ludzie i nie-ludzie od władzy głupieją. Na różne sposoby, mówiono, ale Yenna nie był pewny, czy ma ochotę zobaczyć na własne oczy proces któregokolwiek z nich.
     Odchrząknął strategicznie, by zwrócić na siebie uwagę.
     -Plotki na korytarzu mówią, że wyruszamy po obiedzie- uśmiechnął się. –Ale która to jest „po obiedzie”? Niektórzy jedzą nawet po osiemnastej, inni lubią około czternastej, a jak ktoś ominął śniadanie, może zjeść go… ach, przestawił się, działa!- Yen uderzył ręką w swój beznadziejny zegarek, kiedy ten migał wesoło żółtawym, stonowanym światłem, ustawionym specjalnie tak, aby nie razić oczu, a następnie schował się pod czarnym materiałem rękawa płaszcza.
     -Nate, dostaniemy informację z dokładną godziną i miejscem spotkania na komunikatorze? Czy mam mówić „kapitanie”?
     Niski głos Yenny nie brzmiał bezczelnie, choć rzeczywiście mógł nie pytać o coś takiego przy tak wielu obserwatorach- ale już stało się, a Yen nie miał ani Czasowstrzymywacza, ani Zmieniacza Czasu, więc w tamtym momencie siedział na zbyt twardym krześle i starał się nie myśleć o tym, że te w akademikach mają zdecydowanie wygodniejsze siedziska.
     Czekając na jakiekolwiek emocje, okazane przez Nataniela w gestach ciała, a raczej domyślając się, że się ich nie doczeka, rozejrzał się po pomieszczeniu i zgromadzonych. Miał przed sobą pannę Ameyę Egerton, ulubioną do pogaduszek i treningów koleżankę, jak i również kumpla od „śpiewania i chlania”, szanownego Anthony’ego Erlingena. Nie trudno było nie zauważyć również Phosa, którego Yen nauczył się rozpoznawać już po ich pierwszym spotkaniu. Reszta jednak była dnia niego nieco obca, jednak zdążył już wyłapać charakterystyczne elementy, zapamiętać, że koleżanka Ameyi, nosi fryzurę krótką, z kolei ta jasnowłosa kobieta… była jasnowłosa i takiego koloru nikt inny raczej nie posiadał. Nikt w nowo utworzonym oddziale.
     Posłał Cielo delikatny uśmiech, ukazujący odejmujące mu powagi dołki w policzkach. Patrzył na jego twarz, która wyglądała tak samo, jak inne twarze, a zarazem nie wyglądała, twarz, która ukazywała plamę tak samo zawodzącą jak ta, którą Yenna widział podczas patrzenia w lustro. No już, uśmiech, pomyślał Xi naiwnie, ignorując miganie zegarka, który prawdopodobnie zatrzymał się ponownie na aktualnej godzinie, lub wyznaczył swoją własną, ciekawszą. Psujące się urządzenie mogłoby służyć jako przedmiot służący do integracji. Pokazywałby losową datę, a uczestnicy gry próbowaliby odtworzyć w pamięci, co mogli robić określonego dnia i miesiąca, może nawet roku, a gdyby nie pamiętaliby, mogliby opowiedzieć, co robiliby o wyświetlającej się godzinie dnia poprzedniego.
     Poprzedniego dnia o godzinie dwunastej piętnaście, Yenna Xi przechadzał się zatłoczoną ulicą i szukał na niej kogoś, kogo nie znalazł.

Ostatnio zmieniony przez Airi (13-10-2019 o 00h16)


https://64.media.tumblr.com/7f661055ba2a00f462ee511771163249/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo8_400.gifv https://64.media.tumblr.com/5a3cbd2b39ab5691ea66d08fbf163f39/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo3_400.gifv

Offline

#15 13-10-2019 o 20h51

Straż Cienia
Acerola
Akolita Jednorożców
Acerola
...
Wiadomości: 372

zanim zapytacie miałam na to zgodę


phos & asami

          Podnosi głowę, kiedy słyszy swoje imię wypowiadane z boku. Wie, że to nie Asami. Przyjaciółka nie przepada za grzaniem krzeseł i pewnie wtapia się w jedną z tylnych ścian sali, żeby prowadzący spotkania nie zauważyli jak przegląda twittera na telefonie. Zamiast niej, miejsce obok zajmuje Tony, po czym bezpardonowo wywala długie dolne kończyny przed siebie. Dzięki temu Phos dostrzega, że nieopodal nich wystaje także intensywnie czerwona czupryna należąca zapewnie do Aneyi Egerton. Nie zna jej zbyt dobrze, w zasadzie nie zna w ogóle pomijając zasłyszane tu i ówdzie historie. Pomimo tego kobiecy profil wyglądający zza rudej kurtyny wydaje mu się bardzo sympatyczny. Dotychczas dogadywanie się z płcią przeciwną nie sprawiało mu problemu, więc jest jak najbardziej dobrej myśli. Tuż obok niej siada osoba bardziej znajoma, Sasaki-san, której widok wystarczy, aby przypomniał sobie o pulsującym bólu pod czaszką. Wcale nie wspomina jej źle, ale frustrująca zabawa w kotka i myszkę z klonem dziewczyny oraz zażenowanie kiedy odkrył istnienie ich obu jednocześnie, prześladuje go po nocach do teraz.
          Kątem oka dostrzega, jak do sali wmyka się spóźniony o jedno przemówienie Yenna. Przez kilka następnych chwil Phos nie może przestać się niepokoić w jakie tarapaty mężczyzna wpadł po drodze. W końcu już podczas pierwszego spotkania przyszło mu dostrzec, że wyrwany rodem z mang o yakuzach młodzieniec ma jeszcze gorszą orientację w terenie, niż on sam. Na takie zmartwienie nie ma jednak dłużej czasu, gdy Nate kończy oficjalną przemowę, a pomiędzy uczestnikami wywiązuje się luźniejsza sesja pytań. Ewentualnie docinek, bo przecież tylko tym oddycha Tony w obecności swojego rywala.
          - Jeśli zamierzacie teraz dyskutować o detalach, to ja sobie daruję - odzywa się nagle Asami, odpychając leniwie swoją silną posturę od chłodnej ściany. Nigdy nie przepadała za formalności, prawdopodobnie tak jak wszyscy tu zebrani, tyle, że o wiele, wiele bardziej. Takie spotkania do niej nie pasują, choćby nawet miała je prowadzić najpiękniejsza kobieta na świecie. Dlatego właśnie już na drugim roku edukacji w MAAMT zaczęła spisywać dzienniczek z wymówkami, które skutecznie stosowała aż po dziś dzień, aby wymiksować się z nudnych posiedzeń.
- Biorę Phosa i pójdziemy nam zająć jakieś miejsce integracji w stołówce - nie prosi, ani nie pyta. Wie, że może sobie na taką zuchwałość pozwolić, w szczególności jeśli weźmie przyjaciela jako okoliczności łagodzące. W końcu kto mógłby złościć się na tego słodniaka, który właśnie patrzy na nią z przerażoną miną. Ale spokojnie, kochanie, ciocia Asami robi to dla ciebie. I w dużym stopniu dla siebie. Łapie chłopaka pod ramię, przez cały czas uśmiechając się wesoło do bezemocjonalnej dupy, a nie lidera. Phos zdaje się rozpływać w bezkształtną masę w jej rękach, jednak podnosząc go z krzesła nie czuje wcale oporu.
          Na wyjściu Nate mówi coś, że to świetny pomysł i wszyscy powinni się udać na stołówkę, ale japonka nie mogłaby mieć jego słów bardziej gdzieś. W przeciwieństwie, oczywiście, do rosjanina niezwykle ucieszonego na widok mięknącej twarzy senpaia. Jego słabość do towarzyskich obiadów nie stanowi dla niego żadnej tajemnicy, jednak móc zobaczyć tą nagłą zmianę postawy na własne oczy? Bezcenne doświadczenie.
          Początkowo idą w ciszy, nientauralnej dla ich dwójki, a kobieta co jakiś czas wykrzywia kark pod shaftowym kątem, aby spojrzeć przez ramię do tyłu. Coś najwyraźniej ją zastanawia i nie są to wcale nienajżyczliwsze spojrzenia, które rzucają im studenci rozstawieni po kątach korytara.
- Coś się stało? - pyta zaniepokojony Phos, poprawiając swoją koszulę niewygodnie przemieszczoną podczas siłowego wyciągania go z krzesła. Asami nie odpowiada przez dłuższą chwilę, odwraca się jeszcze raz, aż wreszcie na jej ustach przeciągniętych szminką rozkwita szeroki uśmiech łobuziary.
- Wiesz - głos ma nagle nienaturalnie poważny - Blady jesteś jak g**** owsiane.
W pierwszej kolejności ma ochotę wyskoczyć przez okno. Trochę na serio, trochę dla ironii. Niestety świat nie zamierza uwzględniać jego życzenia, bo akurat skręcają w przeszklony łącznik, w którym ze względów bezpieczeństwa - dość uzasadnionego najwyraźniej - absolutnie nic się nie otwiera.
- Nie mogłaś wpaść na nic lepszego, naprawdę?
- Szanuję klasyki - odpowiada rozbawiona do granic możliwości, jej ramiona trzęsą się, kiedy beztrosko zakłada ręce ręce na głowę niczym typowy delikwent z anime - Ale tak serio, co cię dorwało? Bo nie uwierzę, że kac.
- Kac? - Phos rozwasowuje obolałą skroń, czerwone oczy krzywo podkreślone kredką zerkają niepewnie w stronę przyjaciółki. Faktycznie, było coś z alkoholem uprzedniego wieczoru.
- Byliśmy wczoraj w Etherze, pamiętasz? Oblewaliśmy awans? Bo z jakiegoś powodu wiedzieliśmy o tym wcześniej niż nasz dowódca, huh... Dziwne - kiedy Asami zajmuje się rozważaniem sensu życia, mężczyzna powoli składa ze sobą odpowiednie wspomnienia, tworząc klarowny obraz imprezy. I faktycznie, to nie kac morderca bez serca pozostawił go w tym mizernym stanie o poranku - Nie mów mi, że ktoś ci czegoś dosypał!?!?
- Nie, nie, daj spokój. Po prostu nie spałem zbyt dobrze - uspokojenie ciemnowłosej niezwykle wzburzonej swoją teorią okazało się niezby trudne. Wystarczyło jedno zdanie, aby na jej opaloną twarz wrócił banan. Phos nigdy nie rozumiał w jaki sposób potrafiła tak dynamicznie przeskakiwać pomiędzy emocjami, nawet tymi najbardziej skrajnymi na spektrum.
- OHO, czyżbyś... Fantazjował zberezeństwa o pewnym dowódcy całą noc? - aby podkreślić prowokacyjny ton swojego głosu, Asami pchnęła go biodrem, jednocześnie wymownie poruszając gęstymi brwiami. Implikacja jej słów dotarła do zmęczonego mężczyzny dopiero po chwili, a gdy już dotknęła odpowiednie bodźce w mózgu, lico bledsze od śmierci rozbłysło czerwienią wozu strażackiego. Od czubka lekko zadartego ku górze nosa, poprzez smukłe policzki aż do czubków uszu płonie niczym las i ma wrażenie, że podpalacza niezwykle to bawi.
- J-Ja nigdy! Nigdy n-nie myślałbym tak o... A-Ah, to okropne, przecież to takie... Takie z-zwierzęce... A-A--
- Bwahaha patrz na siebie, jaki przeuroczy pomidorek! - oboje zatrzymują się, Phos próbuje ochłodzić twarz, jak również schować się przed całym światem za dłońmi, ale przyjaciółka nie zamierza mu na to pozwolić. Wciąż roześmiana, łapie w palce jego chude policzki i naciąga je lekko, tak, jak robiła to jedna z jej dalszych ciotek - Och, nie mów, że o Tonym marzyłeś! Ten babiarz zapluty! Buźkę to ma śliczną, ale nie zasłużył na takiego skarba. Po moim trupie!
- N-Nie, ja bym w życiu nie--
- W takim razie Xi-san? Dziwak trochę, ale nie można mu odmówić uroku. Spędziliście trochę czasu sam na sam, hmmm? Czyżby twoje serduszko zaczęło robić doki-doki dla yakuzy~?
- Nie mów... N-Nie mów tak o nim! Przecież o takie, ah, nieuprzejme...
- Nie tylko przesadzasz, ale też unikasz odpowiedzi. To jest dopiero-- - Asami milnie w połowie słowa, kiedy ofiara jej kochającego dowcipu wyrywa się z uścisku i robi kilka kroków do przodu. Nagle, ku ogromnemu zdumieniu dwudziestotrzylatki, jasnowłosy odwraca się twarzą do niej w najbardziej dramatyczny sposób, jaki w życiu widziała. Czas na moment zwalnia, a ona jest w stanie patrzeć tylko na jego oczy. Dwa krwistoczerwone punkty pełne determinacji, pełne życia.
- TO SĄ MOI PRZYJACIELE, WIĘC NIE MÓW O NICH, JAKBY BYLI JAKIMIŚ TROFEAMI!!
          Jego wrzask rozchodzi się po, prawdopodobnie, całej szkole, ale mężczyzna jest zbyt zaangażowany w swoje emocje, żeby się tym przejmować. Nie ma znaczenia, że Itou tak naprawdę tylko się z nim droczy. Phos nie może znieść jak pluje na tych porządnych mężczyzn tylko dla jakiegoś własnego chorego sportu.
- Hej... Phos - kobieta zaczyna szeptem, bardzo ostrożnie, a on tymczasem stara się złapać oddech i uspokoić łomoczące w piersi serce wciąż pod wpływem adrenaliny. Nie ma pojęcia co zamierza mu zaraz powiedzieć Asami. Czy obróci to w jeden wielki żart, jak wszystko w swoim życiu. Ale w tej jednej chwili jest w stanie pobić swoją najlepszą przyjaciółkę, swojego anioła i kotwicę.
- Wiesz, że kiedyś byś tego nie powiedział? Jak zaczynaliśmy, wtedy wydukałbyś pewnie jakieś duby smalone jak to "ktoś taki jak ty nie zasługuje na sympatię takich osób". Zmieniłeś się. Dorastasz jako człowiek i, cholera, nie wiesz jak mnie to cieszy.
          Nogi prawie się pod nim załamują. Utrzymuje się w pionie chyba tylko siłą własnej woli. Tam samo zresztą powstrzymuje falę słonych łez zbierającą się pod powiekami - głupio będzie wyglądał, jeśli teraz się rozmaże. Ona natychmiast dostrzega subtelne drżenie jego ramion i wyuczona latami praktyki bierze go w niedźwiedzi uścisk, nie zważając na dziwne spojrzenia uczniów, którzy wyglądają z sąsiednich sal zwabieni donośnym zamieszaniem.
- Ale wiesz - szepcze mu już bezpośrednio na ucho - Jeśli to Sasaki-san albo inna babeczka, to się nie przyznawaj. One są moje.
Schowany w jej szerokim ramieniu, Phos wybucha histerycznym śmiechem rozładowując nadmiar emocji zebranych w jego drobnym, w porównaniu do postawnej kobiety, ciele. Po chwili w obięciach jest już spokojny. Nie ma czasu się mazgaić, obiecali przecież wszystkim, że zajmą stół.
- Chodźmy, nie mogę się doczekać obiadu.
          Po całej tej eskapadzie jakimś cudem zdążyli jeszcze dorwać jedno wolne miejsce. Trzeba się będzie nieco ścisnąć, być może jedna osoba skończy na cudzych kolanach, a ktoś inny na podłodze, ale nikt nie mówił, że będzie doskonale.


You’re running lemonade at  thirty-six degrees centigrade

- - - - - - - - - - - - -  DOPAMINE_MACHINE  - - - - - - - - - - - - -

Inside your lemon veins and your heart’s a lemon grenade

Offline

#16 16-10-2019 o 13h53

Straż Cienia
Sladka
Szeregowiec
Sladka
...
Wiadomości: 80

Agafia Smirnoff


Wstała na niezłym kacu. W sumie to nie od razu, bo po pół godzinie leżenia, kiedy obudził ją dźwięk piosenki "Kanikuły". Nie marnowała tego czasu - próbowała przypomnieć co się stało wczoraj i dlaczego do cholery ma kompletnie inne zadania w swoim dzienniczku na telefonie zegarkowym. Wreszcie uznała "olać to" i ruszyła się z wyra, aby napić się herbatki, zjeść coś i ogólnie zmusić żołądek do pracy na tyle skutecznie, by zapomniał o kacu. Wczoraj zdecydowanie przesadziła, co było do niej niepodobne.
Kiedy jej się polepszyło, zgodnie z zasadą "klin klinem" wypiła łyk wódki, którą prawie zawsze przy sobie miała. Czasami miała coś innego, ale to nie było częste. Potem od niechcenia chwilę potrenowała i ogarnęła się przed zapisanym spotkaniem, na którym głównie siedziała bezczynnie, marzyła o powrocie do łóżka i dalej nie ogarniała co się stało. Zrozumiała tylko, że Nate został dowódcą, co ją ucieszyło, bo ma na kogo zwalić fakt, że nie wie nic o misji. Orientując się, że chyba wszyscy idą na obiad także ruszyła się ze swojego siedziska i zaczęła maszerować do stołówki. Po drodze jednak zaczepiła Nate'a. - Szefuńciu, a ogarniasz czy zwolnienia lekarskie zwalniają z misji? - miała ochotę załatwić jakieś sobie u lekarza i nic dziś nie robić. Głowa jej nie bolała, ale za to żołądek bardzo. I choć chętnie skopałaby komuś tyłek, a dziś był pierwszy dzień tej grupy i pewnie musieli się wykazać, to dziś miała wrażenie, że prędzej na kogoś zwymiotuje niż go pokona.

Ostatnio zmieniony przez Sladka (16-10-2019 o 13h53)

Offline

#17 18-10-2019 o 16h11

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 170

..........................................................https://fontmeme.com/permalink/191009/5845e7077a4da42a988ecaa9923eb873.png

   Im więcej osób się odzywało tym bardziej miałem nadzieję, że zaraz się obudzę i nie będę musiał się niczym zajmować, pisać raportów, uczestniczyć w akcjach jako przewodniczący. Wyznawałem zasadę, że im więcej mądrych osób w jednym pomieszczeniu tym gorzej dojść do jakiegokolwiek porozumienia i temu podobne. Przecież ja nie jestem przywódcą, tylko... dzieciakiem z ulicy, a mój oddział to fiasko, według jednego starego grzyba.
   - Cieszmy się Tony, że to ja będę je pisał, będzie można je przynajmniej rozczytać. - powiedziałem masując skronie. Sam do końca nie wiedziałem, w którym momencie zaczęła się nasza rywalizacja. Chyba wyszło jakoś z natury, po prostu, zderzenie dwóch istot itd. mniejsza.
   Rozejrzałem się po sali, część wyglądała na zniszczonych życiem, chociaż nie, to nie było zniszczenie życiem, jakoś mnie to nie dziwiło. Tylko przeszkadzało w dalszych poczynaniach. Jednak pomysł obiadu odbił się w mojej czaszce jak dzwon zwiastujący odpoczynek w kopalni. Jak melodyjka samochodu lodziarza na osiedlu. Poczułem delikatny skurcz i ciarki gdy pomyślałem o nadchodzącym obiedzie.
   Odchrząknąłem i spojrzałem na Amaye, mogłem się zgodzić z jej słowami w stu procentach, tylko czemu ja? Chciałbym powiedzieć, że już Zach byłby lepszy, ale nikt mu by nie powierzył pilnowania kamienia a co dopiero dowodzenie drużyną. Przeniosłem wzrok na Yenne.
   - Nie, nie musicie mówić do mnie kapitanie, wystarczy Nate, to, że mam wyższy stopień, nie znaczy, że jestem ponad wami. Po prostu mam delikatnie większe obowiązki. Tak, mniej więcej za pół godziny do godziny powinni nam przesłać wszystkie informacje, przestudiujemy je dokładnie w helikopterze, liczę, że Aneya jest w pełni dysponowana. - Skinąłem naszej pilotce. Phos i Asami wyszli na obiad, a ja poczułem jak w mojej głowie powstaje wielki talerz pełen jedzenia. - No dobra, widzę, że to faktycznie czas na obiad, chodźmy na stołówkę skoro tak.
   W drodze do stołówki podeszła do mnie Agafia, od razu uderzyła mnie specyficzna woń otaczająca kobietę. Westchnąłem.
   - Chodź coś zjeść, potem pójdziesz do gabinetu lekarskiego i weźmiesz witaminy na moje polecenie. - zbliżyłem się do niej i powiedziałem ciszej. - Pamiętaj jednak, że jeśli to będzie nagminne, to wylecisz, kontrolują nas cały czas, jeśli podwinie nam się noga, to możemy już nie postawić stopy w MAAMT.
   Nie przejmowałem się spojrzeniami na korytarzu czy szeptaniem. W łaźni Corell uświadomił mi jak wielki ciężar mamy na swoich ramionach, nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy. Może przesadziłem z tym, że nie postawimy nogi w MAAMT, ale jeśli to trochę wpłynie na Agafie, a potem może na innych to jakoś przeżyjemy najbliższe miesiące.
   Na stołówce jak zawsze było tłocznie, gdy weszliśmy przez chwilę była cisza, a potem wszyscy wrócili do swoich zajęć. Czyli tak właściwie jedzenia. Czułem jak ślina wypełnia mi jamę ustną gdy poczułem przysmaki kuchni japońskiej. Dzień japoński był raz w tygodniu, byliśmy w Tokio, więc to wydawało się oczywiste, jest najłatwiejszy dostęp do potrzebnych składników. Jednak ja nie gardzę niczym co nadaje się na obiad, trzeba byłoby być szaleńcem aby się opierać łososiowi, krewetkom w tempurze, ogromnym ilościom róznych onigiri, które bardziej było przekąską, ale kto mówił, że to nie może być obiad?
   - Ogólnie to stolik przy ścianie - wskazałem w jego kierunku brodą. - jest nasz, ale ktoś z tego co widzę go zajął i nie jest to nikt od nas. - poczułem jak wzbiera się we mnie złość. Mieliśmy własny stolik, mieliśmy zjeść spokojnie obiad. OBIAD.
   Nie było przy nim dwójki, która wyszła przed nami, pewnie nie wiedzieli, że jako jeden oddział, do tego niezbyt liczny mamy własny stolik, albo chcieli usiąść sami, nacieszyć się własnym towarzystwem. Otworzyłem komunikator przez chip ukryty w rękawicy i wysłałem Phosowi miejsce naszego stolika. Po chwili westchnąłem i dodałem kilka serduszek, wydawało mi się od zawsze, że mógłby się z tego ucieszyć.
   Podszedłem do stolika pełnego wąsatych magów śmiejących się z dziwnego kształtu kalmara. Jak można tak nie szanować obiadu, jak można zająć komuś stolik w porze obiadu! Kolacja, czy cokolwiek. Trudno. Jednak nie obiad.
   - Ten stolik należy do oddziału Gungnir. - najbliższy wąsacz wstał, był ode mnie wyższy przynajmniej o półtorej głowy.
   - Nie słyszałem o oddziale Gó***ir. - reszta zaśmiała się jakby to był najlepszy żart świata. - s******* karzełku nim zdenerwujesz nas, podwładnych jaśnie oświeconego Conrada Benedicta Alagaes!
   Spojrzałem mu prosto w oczy. Nawet jeśli musiałem zadrzeć mocno głowę. - Sam s********

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (18-10-2019 o 17h41)


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#18 18-10-2019 o 21h18

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 517

_____________________
https://fontmeme.com/permalink/191019/6f15cd9df87b9a0c2833a61d982cec0b.png

     Uśmiechnęłam się na uwagę Amayi. O tak - o ile w terenie nie miałam jeszcze do tego okazji, to na symulatorach potrafiłam zaszaleć. Akrobacje i ryzykowne manewry, do których byłam zachęcana, nie służyły jedynie popisom, a miały mi się przydać w sytuacjach podbramkowych - w przypadku pościgu, uszkodzenia śmigłowca czy awaryjnego lądowania. Miały mi pomóc w pełni kontrolować maszynę. Nie one były jednak moją dumą, a współczynnik bezpieczeństwa, który jasno wykazywał, że w ponad osiemdziesięciu procentach przypadków udawało mi się bezpiecznie posadzić śmigłowiec na ziemi. Biorąc pod uwagę, że musiałam czasem przechodzić przez istne piekło, był to wynik bardzo zadowalający i widocznie nie tylko dla mnie, skoro byłam tam, gdzie byłam. Odpowiedziałam konspiracyjnym uśmiechem na puszczone mi oczko i energicznie pokiwałam głową.
- Ale to nie dzisiaj. Dzisiaj będę miała szczęście, jeśli dobrze chwycę stery. - żartowałam i takim też tonem starałam się wypowiedzieć te słowa, ale trudno mi byłoby ukryć, że jestem naprawdę zdenerwowana.
Nagle brutalnie przerwało nam pojawienie się czyichś buciorów na wysokości mojego lewego ramienia. Oczywiście. Nie musiałam być jasnowidzem, by domyśleć się, do kogo należą, zwłaszcza że wiedziałam, że też tutaj będzie. Z grymasem irytacji zepchnęłam nogi Erlingena z oparcia mojego krzesła, skrzyżowałam odruchowo ręce na piersi i posłałam mu zdegustowane spojrzenie przez ramię.
- Palant. - warknęłam wprost do jego umysłu, nie chcąc przerywać przemowy naszego szefa. Odwracając się w jego stronę przy okazji dostrzegłam, że z tyłu siedzi również Yen, co sprawiło, że poczułam coś dużo milszego... i niezręcznego. Moje serce zabiło bardziej nerwowo i uśmiechnęłam się do niego trochę nieśmiało. Cieszyłam się, naprawdę się cieszyłam, że będziemy w jednym oddziale. Chyba nie mogłabym prosić o więcej.
           Słysząc swoje imię prawie podskoczyłam w miejscu i natychmiast przytaknęłam. Stosunkowo rzadko je słyszałam i nie spodziewałam się, że Nate go użyje. Oczywiście, że byłam dysponowana. Zestresowana, wręcz stremowana, ale nie niedysponowana. Zamierzałam dać z siebie wszystko. Niechże tylko ta pogoda nie będzie tak beznadziejna.
          Kiedy wszyscy zaczęli się zbierać na obiad miałam nawet myśl, by dać sobie spokój i się zerwać, ale nie chciałam przegapić pierwszej integracji w zespole. Odszukałam wzrokiem Yena, chcąc jakoś go zagadać, ale odkryłam, że nie mam pojęcia jak. Nie rozumiałam tego. Zastanawiałam się nad rzeczami, które wcześniej przychodziły mi zupełnie naturalnie i które robiłam odruchowo, analizując je jak nigdy dotąd. Nieoczekiwanie mnie to przytłoczyło. Co za głupia sytuacja. Nie wiem nawet, od czego zacząć. Nagle nie wiem, na jakie temat zwykle rozmawiałam z moim bliskim kolegą, o czym mu mówiłam. Czy to początkowe stadium jakiejś choroby? Posłałam mu jeszcze jeden uśmiech i zrównałam z nim krok, mając nadzieję, że sam zacznie. Może zwykle tak było? Naprawdę nie umiałam stwierdzić.
          Kiedy dotarliśmy do stołówki i przy stoliku wybuchło zamieszanie, od razu zrobiłam dyskretny krok w tył. Ton mężczyzn bardzo mi się nie spodobał, do tego stopnia, że praktycznie zapomniałam, że nie jestem przecież zupełnie bezbronna. Wlepiałam spojrzenie w tego, który naskoczył na Nate'a i wpakowałam mu się do umysłu z obrazem okna stołówki, przez które wypada z brzdękiem tłuczonego szkła i mknie ku ziemi, stopniowo nabierając w locie pędu... Starałam się, by obraz był tak wyraźny i sugestywny jak tylko potrafię, ale mężczyzna mnie zablokował, dość szybko się otrząsnął i odnalazł mnie wzrokiem. Zaśmiał się, choć miałam wrażenie, że jest to śmiech wymuszony i mimowolnie poczuł strach. Kto by nie poczuł, mając w głowie takie widoki?
- Nie wierzę, jest z wami ta mała Egerton? Musicie zgłosić, że dali sam nie tę, co trzeba. Co niby zrobicie, rzucicie nią w kogoś?
Zniewaga jest oczywista, wręcz w pewnym sensie znajoma, miałam ochotę znowu cofnąć się pod naporem szyderczego śmiechu, ale powstrzymałam się i zostałam na miejscu. Kłykcie już pobielały od zaciskania dłoni w pięści. Miałam ochotę kogoś walnąć i bardzo żałowałam, że mam przed sobą wyszkolonych magów, i to również w sztuce opierania się magii umysłu jaką dysponowałam, bo w następny obraz wpakowałabym tyle bólu, ile byłabym w stanie.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (19-10-2019 o 16h38)

Offline

#19 18-10-2019 o 23h35

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 157

_________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/632643169300774952/unknown.png

     Nate przedstawił swoją rolę w zupełnie innym świetle, sprawiając, że Yenna w zastanowieniu zapomniał o sztywnej postawie ciała i wsunął dłonie do kieszeni spodni. Nie miał okularów, które mógłby poprawić, ani krawatu, który mógłby sprawdzić, czy dobrze się układa. Kiwnął głową w kierunku kapitana, nie wysilając się na wyrzucenie z siebie nawet krótkiej wypowiedzi. Sądził, że będą mieli szansę porozmawiać jeszcze niejednokrotnie, zarówno w grupie, jak i we dwójkę. Wolno zaczął przyswajać fakt, że z ludźmi, którzy go otaczali, spędzi w niedalekiej przyszłości wiele czasu. Zaczynał traktować to jako coś oczywistego, zwyczajnego, jako część kolejnych dni, jako „coś”, co kiedyś nazwie monotonną częścią dnia. Wspólny obiad przypadł mu w tamtym momencie do gustu, już nawet nie z powodu jedzenia, a spędzenia z oddziałem trochę czasu. Kiedy wszyscy siedzieli przy stole i mieli swoje stałe miejsca, łatwo było zapamiętać, gdzie kto siedzi, nie mylić ich wszystkich, a zwracanie się do poszczególnych osób wypadało z jego ust naturalnie. Miał wielką nadzieję na stałe miejsca, nawet, jeśli jeszcze, jako nastolatek brzydził się podziałem stołów ze względu na oddziały, a kategoryzowanie go odrzucało. Wyobrażając sobie, że wszyscy codziennie siedzą na ustalonych miejscach, uważał to jako nudę i zbyt ścisłe trzymanie się zasad. Później zaczął widzieć w tym własne korzyści.
     Jako jeden z ostatnich wstał i opuścił miejsce. Idąc bardziej z większością, niż mniejszością grupy, nie rozpoczynał rozmowy z nikim, mimowolnie przysłuchując się tym, które były już toczone. Widząc jednak, że ktoś zrównał z nim krok, przechylił głowę w bok i ciągnąc spojrzenie od ramienia, po szyję, aż po rudawe kosmyki włosów, rozpoznał ulubioną koleżankę. Zmylił go fakt, że nie odezwała się do niego od razu. Odchylił rękę, nie wyjmując jej z kieszeni, i musnął łokciem łokieć Egerton.
     -Coś się stało?- zagaił rozmowę. –Stresik przed pierwszym lotem z nowym oddziałem? Nie, to do ciebie nie pasuje. Ale wiesz, jakby coś, gdyby gdzieś, mnie możesz powiedzieć- uśmiechnął się ciepło, odsuwając od dziewczyny łokieć. Wbił spojrzenie w korytarz przed sobą i plecy osób idących z przodu.
     Milczał przez chwilę, by wybuchnąć nagle stonowanym, nerwowym śmiechem.
     -Ach, cofam to! O jednej rzeczy mi nie mów. Jeżeli czuję od ciebie niezręczność dlatego, że zrobiłem coś dziwnego tydzień temu, na tej imprezie… Wtedy nic nie mów, wymowna cisza będzie mi wystarczającą odpowiedzią zarówno na „coś” i „gdzieś”.- Przystanął na chwilę, by wykonać sztywny ukłon. –Przepraszam za wszystkie moje grzechy, wybacz mi, pani Amayo Egerton.- Ale na słowne wybaczenie nie czekał, wyprostował się i przyśpieszył, aby dogonić grupę. Z twarzy nie schodził mu uśmiech, który tym razem nie był odruchem, a zamaskowaniem niepewności.
     -Następnym razem nie będę proponował wyjścia na czterdzieści minut przed. Miałem powiedzieć wcześniej, ale rozumiesz, to…- wskazał na wiecznie przestawiający się zegarek elektryczny oplatający mu nadgarstek. –Cały czas się przestawia. Chciałem powiedzieć cztery godziny wcześniej, kiedy jeszcze wahałem się, czy w ogóle sam mam ochotę tam iść. Zacząłem czytać książkę, czas minął… Sama rozumiesz. Ale mówiąc, że będę proponował wyjścia wcześniej, mam na myśli, z, przynajmniej dniowym wyprzedzeniem? A może to dalej zbyt mało. Chyba przedstawiam spontaniczność w złym świetle.
     Przekroczyli próg stołówki, na której rozbrzmiewały głosy większości wysoko postawionych szych, którzy swoje pierwsze profesjonalne misje mieli chyba ze sto lat temu- tak pomyślał Yenna, kiedy oplótł zamglonym obrazem sylwetki siedzących przy stołach i przemieszczających się magów. Chciał znaleźć wolne miejsca, ale kiedy okazało się, że ich stolik został zajęty, nie krył zdziwienia. Czy ci panowie, którym czterdzieści lat minęło, szukali zaczepek? Yenna wpadł na inny pomysł. Wyszedł do przodu i niezbyt subtelnie pociągnąwszy świeżo upieczonego kapitana za rękaw, ugiął kolana, aby miał szansę go usłyszeć podczas szeptu.
     -Nate, to pewnie jakiś test.
     Yenna był przekonany, że absurdalne zachowanie dwóch jegomości nie było prawdziwe, a było jedynie mistyfikacją, grą aktorską wykonywaną na potrzeby niezapowiedzianego sprawdzianu. Nie zamierzał dać się sprowokować, chociaż obrażenie Aneyi zadziałało na niego jak kubeł lodowatej wody.
     -Waćpan chyba się zapomina i pomylił to miejsce z dzielnicą dla tych bezwstydnych ludzi, którzy mechanizują innym kończyny bez licencji. Pana zachowanie, toż to skandal i obraza munduru. Czy pan nie wie, że kobietami się nie rzuca? No tak, mości pan chyba żadnej nigdy w ramionach nie trzymał.
     Zmarszczył brwi, przyjmując dumną postawę, nie kryjąc oburzenia i zawodu zachowaniem maga. Przecież był starszy- a jako starszy, powinien świecić dla młodszym najlepszym przykładem, na jaki było go stać.


https://64.media.tumblr.com/7f661055ba2a00f462ee511771163249/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo8_400.gifv https://64.media.tumblr.com/5a3cbd2b39ab5691ea66d08fbf163f39/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo3_400.gifv

Offline

#20 19-10-2019 o 01h18

Straż Cienia
Ghoul
Oficer Straży
Ghoul
...
Wiadomości: 1 737

A N T H O N Y    E R L I N G E N


   Przyglądając się Natanielowi, rozmasowującemu skronie, Tony poczuł się jak dziecko, które zanurkowało dłonią w słoiku z ciastkami i właśnie poczuło pod opuszkami palców kruchą zapowiedź słodyczy. Był z siebie znów niezwykle zadowolony, stąd wiedział, że gniewne słowo „palant”, które odbijało się w jego umyśle, nie mogło być jego osobistą oceną własnego zachowania. Uśmiechnął się do Junior wyjątkowo uroczo. W jej wykonaniu ten „palant” wydawał się prawie pieszczotliwym określeniem. Z pewnością słyszał już od niej gorsze na swój temat.
   Bezceremonialnie zrzuciła jego nogi na ziemię (kto widział, aby tam je trzymać?), poczuł więc natychmiastową potrzebę uniesienia ich z powrotem, tym razem, być może, oparcia ich prosto na jej ramieniu. Z niecelową odsieczą dla Junior pojawiła się jednak Asami. Nie zamierzał blokować tej ostatniej dostępu do Phosa, którego obecnie bez trudu pociągnęła za sobą, wymeldowując ich z tej radosnej imprezy. Chociaż nie przyznałby tego na żadnych torturach, chyba trochę się jej bał.
   Tymczasem, do jego uszu dobiegło słowo, które prześladowało go od wczesnego dzieciństwa. Nic dziwnego, ostatecznie, było jego imieniem. Nie zdążył zapanować nad mimiką i przez kilka sekund jego twarz wykrzywił lekki grymas. Szybko jednak zebrał się w sobie, próbując nie dać po sobie poznać, że poczuł jakiekolwiek ukłucie tej szpilki, na którą już doprawdy powinien być uodporniony.
   - Potrzeba jednego geniusza, by docenić innego, Sasaki-san – odparł z nadmierną uprzejmością, pochylając lekko głowę w jej stronę i składając dłonie jak do modlitwy.
   Kiedy wszyscy zebrali się do wyjścia, Anthony ruszył za tłumem, nie mogąc doczekać się, aż skorzysta z uroków stołówki MAAMT. Czuł, że wciągnąłby nie tylko konia, ale nawet tłustą żyrafę z kopytami. Póki co, mógł jednak co najwyżej dogryzać towarzystwu. Na końcu języka czuł już słodko-kwaśny posmak szczególnie apetycznej złośliwości, którą przygotował dla Junior, ale zatrzymał ją, zanim zdążyła wymknąć się do adresatki. Posiadanie Małej Egerton w zespole otwierało pewne... ścieżki. Ścieżki, o których myślał, że pozostaną na zawsze zablokowane. Skrzyżował ramiona, pozostając nienaturalnie jak dla siebie, z tyłu, samotnie.  Musiał poważnie zastanowić się jak do tego podejść. Oczywiście, z nią pokój nigdy nie był opcją... być może jednak teraz, kiedy razem pracowali, Młoda opuści nieco gardę, jeśli Tony rozegra właściwie swoje karty.
   Nie zdążył namyślić się nad tą sprawą, gdyż na stołówce jego uwagę natychmiast przyciągnął obiecujący zalążek awantury. Oto nieznani mu bliżej magowie zajmowali miejsca, które według słów Nataniela przeznaczone były dla ich świeżo-utworzonej grupy. Kątem oka dostrzegł, że Phos i Asami upolowali stanowisko po drugiej stronie pomieszczenia, ciasne, ale w innej sytuacji zupełnie zadowalające. Szkoda byłoby jednak przegapić tak pięknie zapowiadającą się jatkę. Zbliżył się powoli do kapitana, nadstawiając ucha, a po drodze zgarniając kilka wyglądających szczególnie apetycznie przekąsek.
   Z trudem stłumił parsknięcie słysząc sugestię stolikowego okupanta, dotyczącą rzucaniem Egerton. Według niego była całkiem trafna. Zauważył jednak od razu, jak bardzo podniosła ciśnienie Yenowi, za którym, bądź co bądź, Erlingen zawsze był gotów stanąć murem. Zbliżył się więc do serca sprzeczki, żując kawałek kalmara. Odsuwając na boczny tor nie najgorszy pomysł na wykorzystanie Junior, nie spodobało mu się to, że typ kpił z jego nowego oddziału... Jeszcze mniej podobało mu się to, że ktoś opóźnia jego posiłek... Najbardziej jednak tak naprawdę zirytował go fakt, iż ich nowy kapitan wydaje się być na skraju puszczania dymu z uszu i nie jest to zasługa Tony'ego.
   - Ta zniewaga krwi wymaga – poinformował poważnym szeptem Amayę, która akurat znalazła się w zasięgu, a zazwyczaj stanowiła doskonałego partnera do wszelkiej łobuzerki. W jego oczach igrała już wesoła iskra, która rzadko wróżyła coś dobrego. - Ames, potrzymaj to, w porządku?
   Wręczył jej niewielki talerzyk przysmaków i ciągnąc dziewczynę za sobą, dołączył do grupki bojowników o stolik.
   - Och, daj spokój Yen, nie ma co utrzymywać tej fasady, kolega wyraźnie przejrzał nasze plany taktyczne i stąd wie, co planujemy zrobić z Junior. Niedobry, niedobry... Bezwstydnie skandaliczny i wszystko to, co powiedziałeś. - Łokieć prawej ręki oparł się na ramieniu Nate'a, tworząc poniekąd wspólny front z członkami swojego nowego zespołu. Lewą uniósł zaś, by żartobliwie pogrozić obcemu magowi palcem. - Widzę za to, że w ramach przeprosin pała chęcią, żeby robić za pierwszą tarczę, na której poćwiczymy naszą celność? Hej, kapitanie, to chyba twoja specjalność, prawda? - zwrócił się zaczepnie do Nate'a, po czym kontynuował. - Przypomnij mi, ile punktów dostanę, jeśli trafię w te komiczne wąsy – ruchem głowy wskazał twarz ich adwersarza. - Przynajmniej ekstra pięć za dodane walory estetyczne, co?
   Potem oczywiście stało się to, co stać się musiało. Stało się bardzo szybko, w ciągu zaledwie kilku sekund. Tony obrócił głowę i uśmiechnął się porozumiewawczo do Amayi, w tym samym czasie sięgając po pięknie uformowane, owalne onigiri, które wcześniej jej powierzył. Uniósł je do ust, ale zamiast ugryźć... Rzucił. Jak w zwolnionym tempie obserwował trajektorię lotu pocisku. Usta wąsacza rozchyliły się lekko, zastygając niezdecydowane pomiędzy szokiem a wściekłością, gdy ryżowa kulka z satysfakcjonującym plaśnięciem rozpadła się tuż obok jego lewego nozdrza. Białe ziarna spłynęły  po jego twarzy, by, zgodnie z zapowiedzią rzucającego, spocząć wygodnie na zaroście maga.
   - Jackpot!

Ostatnio zmieniony przez Ghoul (19-10-2019 o 01h27)


TECHNIK HODOWLI POSTÓW
https://i1.wp.com/www.heymunky.co.uk/wp-content/uploads/2016/06/quicksilver.gif?resize=480%2C198

Offline

#21 19-10-2019 o 19h38

Straż Cienia
Sladka
Szeregowiec
Sladka
...
Wiadomości: 80

Agafia Smirnoff


Bardzo ją zmartwił fakt, że nie mogła liczyć na urlop tylko głupie witaminy. Miała wrażenie, że w takich momentach się szprycuje. A każdy wiedział, że kac sam mija, wystarczy dzień lub dwa albo zabijanie go klinem. Obiecała więc sobie, że po dzisiejszej misji przemyci se wódkę i poradzi tym drugim sposobem, a na razie pocierpi.
- Kierowniku, spokojnie, normalnie nie doprowadzam się do takiego stanu! - zapewniła wzruszając rękoma. Po prostu zapomniała, że nawet ona ma jakiś alkoholowy limit. Każdemu może się zdarzyć. Gorzej, że nie pamiętała, z kim wczoraj piła, ale to pewnie się dowie albo okaże się, że ta informacja jest nieważna. - W ogóle co się stało, że plan zajęć i misji nam się zmienił? Zmienili nam przydział? - dopytała Nate'a tkwiąc w porównaniu do reszty w błogiej nieświadomości co się stało. Miała wrażenie, że ci od organizacji nagle zobaczyli, że zawalili i tak z tyłka zmienili im, nieszczęśliwcom, przebieg dnia. Może powinna się zainteresować czy nie napisać im skargi. Gorzej, że dziś nie czuła się na siłach, by pisać innym alfabetem niż cyrylica. No, chyba że komuś będzie mogła podyktować treść skargi.
Phos i Asami gdzieś jej zniknęli z oczu (czy to nie z nimi piła ostatnio? Była ciekawa jakim cudem wróciła do łóżka), ale to nie było ważne w obliczu wąsatych magów ostrzyżonych jak brzuchaci Bawarczycy z poprzedniego wieku, którzy zajęli ich stolik i się naśmiewali. Agafia cierpiała - z głodu, patrząc jak reszta jej dzisiejszej paczki sobie nie radzi, widząc marnowanie jedzenia i taki brak szacunku i ignorancji. Ale nie traciła rezonu. Przepchnęła się, chyba że ją wszyscy poprzepuszczali, do przodu, po czym z uśmiechem oświadczyła: - Dobrze panowie, koniec zabawy, weźcie kolegę do doktora, bo biedaczek z przejedzenia chyba zasłabł - poraziła najbliższego prądem, tak by zemdlał, ale by nie usmażyć mu mózgu. Zaraz też jej spojrzenie zrobiło się mniej przyjazne, kiedy bawiąc się w istną carycę oświadczyła: - I pamiętajcie zmienić nam zastawę. Nie chcecie chyba połamać nóg, gdy atmosfera między nami się ochłodzi i zrobi się ślisko? - nie miała pojęcia jak zareagują, ale nawet jakby ją uderzyli to i tak boli ją żołądek, najwyżej narzyga któremuś na buty. Na wypadek jednak ochłodziła im krzesła w międzyczasie, aby nie czuli się zbyt komfortowo. Rodzice zawsze ją uczyli by gryźć nawet jak się jest słabszym, bo nikt nie lubi obrywać i następnym razem takie bufony mogą unikać konfrontacji z kimś gryzącym.
A potem, nie bacząc czy się na nią jedynie jopili czy chcieli zaatakować zwinęła jednej osobie z talerza kawałek sushi z krewetką w tempurze, zamoczyła w sosie sojowym i zjadła. A potem najwyżej oberwała.

Ostatnio zmieniony przez Sladka (19-10-2019 o 19h41)

Offline

#22 19-10-2019 o 19h59

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 270

–––––––––––---------––https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8aw-816620ec-3e6b-430d-8b3b-18e7eb86965d.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhhdy04MTY2MjBlYy0zZTZiLTQzMGQtOGIzYi0xOGU3ZWI4Njk2NWQucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.s-XTNdZap4BypIgy2Jwn285Y71O9Ib3xyij-hW7inF0
           Zaskakujące, jak bardzo te najprostsze potrzeby potrafiły przysłonić wszystko inne. Amaya nie zwróciła nawet zbyt wielkiej uwagi na to, że użyto jej pospolitego, nudnego nazwiska, bo gdy tylko padła zgoda na pójście na obiad, wstała i ruszyła żwawym krokiem na stołówkę, jakoś tak lądując w pobliżu Tony’ego.
          Gdy dotarli na miejsce, z umiarkowanym zainteresowaniem słuchała potyczki słownej między jej oddziałem a jakimiś przypadkowymi magami o przerośniętym ego. Nie miała większych wątpliwości co do tego, że są to osoby o przeciętnej pozycji i widzące po prostu łatwy cel w świeżakach. Ot, nie mogli zabłysnąć na polu walki, to dowartościowywali się, rzucając prostackimi tekstami w stronę nowych, bo tylko na ich zastraszenie mieli jakiekolwiek szanse.
          Wzięła głęboki wdech. Celowo zrobiła to teatralnie i jak najbardziej przerysowanie.
  -  Uwielbiam zapach chamów o poranku. Potem nawet g**** pachnie jak kwiatowe perfumy, bo nie istnieje odór porównywalny z czymś tak… typowym. Nudnym – dodała lodowato.
          Wtem do jej uszu dotarł głos Tony’ego. Uniosła pytająco brwi, po czym uśmiechnęła się lekko.
- Nudni ludzie nie zasługują na wiele mojej uwagi, ale jeśli masz jakiś ciekawy pomysł…
          Zaintrygowana poszła za nim. Początkowo nie miała pomysłu, co zamierza zrobić jej kolega, ale potem do głowy przyszła jej pewna… możliwość. Możliwość, której spełnienie zapewniłoby Ame trochę wrażeń. A ona była od nich wręcz uzależniona. Czyli rzecz jasna wchodziła w to, nieważne jak głupie i potencjalnie problematyczne by się nie okazało.
          Podała Tony’emu onigiri, by potem cieszyć się cudownym, lecz niezwykle krótkim widowiskiem. Już nie kryła uśmiechu: na jej twarzy jawiła się czysta satysfakcja przemieszana z rozbawieniem.
- Ładnie, ładnie… Choć dla równowagi przydałoby się coś po prawej stronie, nie sądzisz? No, chyba że nasz szanowny kolega po fachu ma odmienną opinię o sztuce, którą tu uprawiasz i postanowi pójść do swojego stolika… Chyba że jesteście gorsi od G******, jak to pięknie określiliście, i nie zasłużyliście nawet na własny kawałek drewna – Założyła ręce na biodrach, patrząc wyzywająco na rosłego, wyższego od siebie mężczyznę.
          Wtem po jej prawej stronie pojawiła się ta żywsza i bardziej bezpośrednia z rosyjskiej części ich składu, która zdecydowanie się nie certoliła w tańcu. To, co zrobiła, było nieprzewidywalne… i dlatego momentalnie zaplusowała u Amayi. Widząc narastającą furię na twarzy magów, pociągnęła Agafię za ramię, chcąc uchronić ją przed lewym sierpowym jednego z nich. Inna kwestia, że wskutek tego na moment straciła równowagę i chwyciła się pierwszej lepszej osoby w pobliżu, nie chcąc zaliczyć kontaktu pierwszego stopnia z podłogą.


T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://i.imgur.com/AEYxFyr.gif

Offline

#23 19-10-2019 o 23h26

Straż Cienia
Acerola
Akolita Jednorożców
Acerola
...
Wiadomości: 372

phos & asami

          Stołówka pęka w szwach i Asami nie może się nie zastanawiać, czy to wina godziny, czy raczej dnia japońskich kulinariów. Jakby nie patrzeć znajdowali się w samym sercu wyspiarskiego kraju, więc nic dziwnego, że uczniowie składający się z dużej ilości tutejszych lgną do stołów zapełnionych ryżem niczym muchy do miodu. Albo czegokolwiek innego w zasadzie. Kiedy ona zajmuje sobie czas wypatrywaniem najlepszych kąsków w bufecie, Phos kontynuuje powolne, metodyczne rozmasowywanie skroni. Cała adrenalina z wcześniej zdążyła rozejść się już po kościach, pozostawiając po sobie nasilający się tępy ból z tyłu głowy, o wiele bardziej dotkliwy niż rudyment nieprzespanej nocy. Biesiadujących dookoła uczniów, w szczególności tych "nietutejszych", nie interesuje jednak jego powolny zgon w męczarniach. Jeden z pobliskich stołów jest zbyt zaangażowany w spór nad zawartością kaloryczną obiadu, inny deliberuje nad rankingiem najładniejszych nauczycieli, a sąsiedzi z prawej robią szemrane biznesy pod blatem. Nie może się uwolnić od ich brzęczących głosów nawet zatykając uszy czy próbując się skupić na Asami relacjonującej niezbyt krzepiący pojedynek przy bemarach. Powoli popada w coraz głębsze szaleństwo i zaczyna tracić nadzieję na ratunek. Wtedy ze stanu letargu wyrywa go nagle dźwięk szklanego naczynia uderzającego o drewniany blat stołu. Przezroczysta zawartość wypełnia się drobnymi bąbelkami, a biała pastelka syczy nieznośnie, dogorywając na jego oczach w stopniowo mętniejącym płynie. Na ramieniu czuje ciepło cudzego dotyku i po skwaszonej minie Asami natychmiast odgaduje kto przybył mu z pomocą.
         Skąpana w aureoli z ostrego światła stołówkowych lamp, piętrzy się przed nim kobieca sylwetka w skąpym, acz niezwykle gustownym stroju. Zza turkusowych końcówek spogląda bystre spojrzenie szarych oczu, przypominających mu burzowe niebo. Uśmiecha się do niego łagodnie ta eteryczna bogini, ale subtelny zarys dołeczków na policzkach, jak również palce przesuwające się z czułością wzdłuż barku przypominają mu, że naprawdę istnieje. Że oboje istnieją w tym samym czasie, tej samej przestrzeni. Niezwykłe uczucie. Podczas kiedy Phos zajęty jest swoimi wzniosłymi, mocno przesadzonymi myślami, w jego dłonie przekazana zostaje niewielka tuba przyjemnie chłodna i śliska w dotyku.
- Wypij to, pomoże - zapewnia go kobieta. Nie ma nawet czasu podziękować za jej wspaniałomyślność, bo z niedbałym machnięciem dłoni, kobieta znika między obcymi twarzami innych uczniów. Jedynym namacalnym dowodem, że w ogóle tu była, jest opakowanie aspiryny oraz oczekująca na niego szklanka.
- Nawet na mnie nie spojrzała, głupia baba - Asami mamrocze pod nosem, wyraźnie niewzruszona boskim objawieniem przyjaciela. To, oczywiście, wcale go nie dziwi.
- Nie możecie się po prostu pogodzić z Emmą? Z tego, co pamiętam, nie poszło o nic bardzo ważnego - odpowiada rzeczowo jasnowłosy, biorąc pokaźny łyk płynnego medykamentu. Rozmówczyni obrusza się na to jawne bagatelizowanie jej problematycznego życia miłosnego. Oralny elaborat na temat tego, jak to nie ona powinna być stroną wyciągającą rękę i, że bycie tą "lepszą" wcale nie naprawi problemów ich skomplikowanego związku, przerywa odgłos pikania.
         - Wiadomość od Nate-- Uhm, Cielo-san - mężczyzna wystawia w jej stronę dłoń, pokazując drobne literki upchnięte na ekranie smartwatcha. Stanowił on tymczasowe zastępstwo telefonu po jednej imprezie, która skończyła się nurkowaniem elektroniki w kiblu, i chociaż nie sprawdzał się w tej roli najlepiej, zrozumieli podstawowy przekaz. Poirytowana, Asami wyciąga łabędzią szyję ku górze, chociaż nawet bez tego góruje ponad głowami innych ze swoimi 187 centymetrami wzrostu. O zdolności już nawet nie wspominając.
- Widzę ich - stwierdza, wskazując w stronę ławy umiejscowionej bliżej okien - Siedzi tam jakaś wąsata ekipa, nieprzyjemne typki, a oni-- Cholera jasna. Czy oni próbują się bić?
Phos wstaje, ale wciąż nie jest w stanie dostrzec zbyt wiele. Gdzieś w oddali majaczą mu charakterystyczne kolory włosów - przede wszystkim piękny fiolet Sasaki-san i gorąca czerwień Egerton-san - ale niczego ponadto nie jest zbyt pewien. Niepokoją go jednak słowa przyjaciółki. Zagrożony obiad mógł oznaczać realne życia w niebezpieczeństwie, kiedy Nathan jest w pobliżu.
- To nie wygląda dobrze, Phos. Ten palant... Czy on właśnie cisnął w tego ważniaka... Nie wierzę--
- Asa-chan, musimy, ah, musimy coś zrobić!
- Chyba jak raz się zgadzam. I mam pomysł. Umiesz włamywać się na rzeczy, nie?
- M-Można tak powiedzieć? Potrzebowałbym czegoś z czego mogę się połączyć, telefon wystarczy. I... Uhh, muszę wiedzieć jaki to model. Reszta jest relatywnie prosta, łączę się przez-- - Asami przerywa mu w pół słowa, machając ręką. Nie ma czasu na omawianie technikaliów, których ona i tak nie zrozumie. Tak więc już bez zbędnych wyjaśnień, rzzuca rosjaniniowi swój telefon, a ten natychmiast zaczyna nerwowo stukać paznokciami po dotykowym ekranie.
- To jest jakiś stary typ Soppy. Powiedziałabym, generacja piąta, może szósta? - nie może być pewna. Z każdego kąta, z jakiego ma możliwość zerknąć, komórka jest bardzo dobrze zasłonięta przez ściskającą ją dłoń. Zupełnie, jakby wiedział co się święci. Nie przewidział tylko, że w te zgadywane hocki klocki Itou jest naprawdę dobra. A nawet gdyby nie, jej braki z pewnością dopełni technologiczny intelekt towarzysza. Wreszcie, Phos wydaje z siebie cichy pisk zadowolenia. Cokolwiek tam robił, udało się.
         Swoje zamiary Asami tłumaczy mu na ucho i już po drodze do źródła zamieszania. Atmosferę wokół tego jednego stołu można by nożem kroić, a ona nie ma wątpliwości, że lada chwila ktoś tego spróbuje. Noża wprawdzie nie ma, ale Agafia - sprawdzona kompanka do wspólnych imprez kończących się w sąsiadujących kabinach żeńskiej toalety - równie dobrze radzi sobie lekkim kopnięciem prądu. Chociaż krzesła robią się chłodne pod tyłkami samozwańczych dygnitarzy, czara wrzącej goryczy lada chwila może wykipieć. Chcąc uniknąć potencjalnego ciosu, Sasaki przeciąga rosyjską znajomą nieco do tyłu, aby ostatecznie samemu skończyć wprost na klatce piersiowej stojącego tuż za nią Phosa. Mężczyzna uśmiecha się blado, jego dłoń zaciśnięta wokół drobnego ramienia ostrożnie pomaga kobiecie w ustabilizowaniu pozycji. Itou, tymczasem, bierze sprawę w swoje doświadczone ręce. Bo kto zna się na awanturach lepiej, niż naczelny awanturnik?
- Zrób coś z tymi zwierzętami, Itou! Hierarchia tu też obowiązuje, dobrze o tym wiesz. My jesteśmy bardziej doświadczeni. My jesteśmy na górze! - domaga się najmłodszy z wąsatych jegomościów, pod którymi z zimna trzęsą się nogi. Akurat tego miała nieprzyjemność poznać przy innej okazji i nie spodziewała się po nim niczego innego, niż pretensjonalnego zrzucania na nią obowiązku, który wcale do niej nie należy. Wie, że awanturować powinien się z Cielo. Ale Cielo, schowany gdzieś między resztą oddziału, wygląda jak tykająca bomba.
- Ojoj, twoja dziewczyna mówiła coś innego, kiedy pakowała mi się do łóżka - Asami nie zamierza być subtelna, a jej obsceniczna uwaga okazuje się warta świńskiego prychnięcia ze strony jednego z przyjemniaczków - Dajcie spokój. Wygonienie bandy dzieciaków jest serio warte obdarcia się z godności?
         Mężczyzna otwiera usta, aby znowu coś odszczeknąć, a jego kolega zaciska nawet łapy w pięści, kiedy drugi raz tego dnia niekomfortową sytuację przerywa dźwięk powiadomienia. Tym razem nie dochodzi jednak z zegarka Phosa. To telefon Soppy, generacja szósta, wibruje nicierpliwie na stole. Miny gentlemanów rzedną. Bez słowa zaczynają zbierać swoje rzeczy, dwóch z nich chwyta sparaliżowanego towarzysza pod ramię. Asami uśmiecha się triumfalnie, ale też nie przesadzając - niech sobie nie myślą. W końcu to przyjaciel wykonał brudną i bardzo dobrą robotę wysyłając im przekonujące powiadomienie o "dywaniku u dyrka". Szarowłosy zdążył schować się wygodnie za jej plecami, z tego bezpiecznego miejsca chłonąc skruszone miny dorosłych mężczyzn niczym najlepsze lekarstwo.
- Wasz przełożony jeszcze o tym usłyszy, zobaczycie - na odchodnym, gadatliwy rzuca jeszcze pogróżką, machając kobiecie przed twarzą krótkim paluchem. Ta uśmiecha się nawet szerzej, niesamowicie zadowolona z ironii jego słów. Bo w istocie, Corell usłyszy. Tyle, że nie koniecznie to, na co liczy magin. Jednym spojrzeniem złotych oczu, w których tli się łobuzerska iskierka, Itou daje Phosowi jasny sygnał. Pora odpalić drugą część ich planu.
          Wystarczy kilka przycisków, naprawdę prosta manipulacja systemem, aby ta awantura zapisała się na kartach żenującej historii akademickich pranków. Zrezygnowani, śmieciowi prominenci próbują przepchnąć się do wyjścia ze stołówki, kiedy telefon jednego z nich odzywa się raz jeszcze. Tym razem, bardzo głośno - wystarczająco, aby przebić się nawet do najgłośniejszych gaduł - i z czymś zdecydowanie mniej profesjonalnym. Kojarzycie te reklamy kiedy próbujecie ściągnąć coś z shady stron? Okropne pop-upy z multum roznegliżowanych kobiet oraz niezwykle donośnym zapewnieniem, że to najgorętsza gra +18 tego roku? Nadal istnieją. A Phos, pod silnym wpływem rubasznego poczucia humoru Asami, upewnił się, aby właśnie jedna z takich rozbrzmiała z rzeczonego wcześniej telefonu.
         - I załatwione - na koniec dobrze wykonanej roboty przybijają sobie żółwika, czując się zupełnie jak za starych dobrych czasów rysowania memów na kartkówkach z matmy.


You’re running lemonade at  thirty-six degrees centigrade

- - - - - - - - - - - - -  DOPAMINE_MACHINE  - - - - - - - - - - - - -

Inside your lemon veins and your heart’s a lemon grenade

Offline

#24 20-10-2019 o 16h12

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 170

...............................................................................Z A C H  &  N A T E
   Pierwsze co zrobiłem, gdy tylko usłyszałem głos mojego młodszego braciszka to zakląłem. Znów chciał mi pewnie prawić morały, już wczoraj dobijał się krzycząc, że będziemy razem w jakimś oddziale, że będę musiał się go słuchać bo jak nie to będzie mnie bił. 
   Nie no, żartuję. 
   Zabrałem mu uczucia, on nie potrafi krzyczeć, chyba, że ktoś odmawia mu obiadu, wtedy nawet Estera się go boi. Eh... tylko ona mnie zrozumie. W każdym razie, gdy tylko usłyszałem jak mój karzełek przeklina uznałem, że ten sen jest zbyt realistyczny, może nie jakiś bardzo, bardzo realistyczny, bo kilka razy Nate nie dostał obiadu, ale stosunkowo realistyczny względem snu który mi się właśnie śnił.
   Do tego moje zaopaskowane magiczne oczko zaczęło pulsować ciepłem więc musiałem zapodać im krople, żeby mnie nie męczyło. Spooky magia jest okrutna w utrzymaniu. Podniosłem więc głowę znad miski ryżu która służyła mi w tym momencie za poduszkę, przy moim stoliku siedziało kilkoro studentów wpatrzonych we mnie, wyglądali na pierwszą klasę szkoły średniej, co się równało z faktem, że byli w wieku podobnym do mojego innego kochanego rodzeństwa, jednak żadne z nich ich nie przypominało. 
   W każdym razie o siódmej rano, gdy przyszedłem na śniadanie składające się z dwunastu onigiri, czterech misek ryżu, pięciu sajgonek, zielonej herbaty i miski ramenu okazało się, że ostatnia miska ryżu była tą zdradziecką, która skusiła mnie perspektywą snu.
Mój szósty braterski zmysł skierował moją głowę dwa stoliki dalej, gdzie Nate i grupka jakichś ludzików stała naprzeciw stolika, który to zajęty był przez grupę wąsaczy. Słuch drapieżnika nocy pozwalał mi z łatwością zdobyć informację o tym, że mój brat jest dręczony przez wielkoludów. 
   - Przecież to potwarz na moim bracie! - powstałem i nie przejmując się znaczną ilością ryżu zgromadzoną  na mojej facjacie i ku zaskoczeniu studentów udałem się po stole w kierunku miejsca akcji. - LEEEROOOOYYYY JEEEEENKiiiiiii... PHOSY 
   Zmieniłem delikatnie trajektorię swoich kroków w kierunku mojej ulubionej przytulanki, jednak nagle w kadr weszła grupa wąsatych typów wydających dziwne dźwięki, nie wiadomo skąd, odgradzając mnie od dzisiejszej dawki czułości. Zatrzymali się, czego ja niestety nie mogłem powiedzieć o sobie, ciało wprawione w ruch porusza się nim cały czas czy coś takiego.
   Zach wpadł na Janusza.
   Nim jakkolwiek zareagowałem, przeprosiłem, czy coś gigant złapał mnie, wydarł jakieś niezbyt sprecyzowane słowa i rzucił w grupkę, w której stał Nate. Poczułem, jak oko zaczyna bardziej pulsować, spojrzałem przed siebie i zobaczyłem jak oczy mego brata płoną.
   - Musisz spróbować ramenu Nate, jest pyszny. - odwrócił się i ruszył w kierunku grupy wąsaczy. 



   Zdziwiło mnie, że właściwie wszyscy stanęli po mojej stronie w tym konflikcie.  Trochę się uspokoiłem na słowa Yena. On mógł mieć trochę racji, a mi po prostu perspektywa obiadu zawładnęła mózgiem. Jednak tak samo jemu jak i mi znów się podniosło, gdy wąsacz wspomniał o ‘złej Egerton’ i rzucaniu nią. 
   - Mamy najlepszą i najwłaściwszą Egerton ze wszystkich możliwych, a jeśli jeszcze raz, zagrozisz komuś z mojego oddziału, to radzę abyś sam skierował swoje kroki do najbliższego okna. - dałem krok do przodu i zrobiłbym kolejne gdyby nie reakcja Tony’ego, Agafii i Sasaki. Teraz nie było już odwrotu. 
   Prawdę mówiąc pozazdrościłem tego rzutu chłopakowi. Ja bym prawie na pewno nie trafił, nawet z takiej odległości.
   - Dostaniesz za to ciastko.
   Agafii pozazdrościłem możliwości zjedzenia krewetki, jednak tylko dzięki Sasaki nie rozpętała się prawdziwa burza, która mogła skutkować poważnymi rozmowami i innymi takimi. Mimo iż to był sam początek służby oddział już się robił zgrany.
   Co nie zmieniało faktu, że za sama próbę ataku na kogoś z mojego oddziału miałem zamiar wyciągnąć konsekwencje. Wokół moich rąk już zaczynały się pojawiać fioletowe iskierki zwiastujące użycie magii. Nie potrafiłem używać jej ofensywnie, jednak na potrzeby chwili coś mógłbym wymyślić, zamknąć ich w czterech ścianach czy coś podobnego. 
I zrobiłbym to, gdyby nie pojawienie się Phosa i Itou. Męczył mnie fakt, że ciągle nie mogłem przejść do działania, załatwić tego w kilka chwil i przejść do obiadu, tak wymarzonego przez wszystkich w oddziale. Jednak to co się stało i rozmowa dziewczyny z wąsaczem sprawiła, że poważnie zastanowiłem się nad zgłoszeniem jej na moje stanowisko. 
   Cała sytuacja poszła stosunkowo... gładko, a nerwy powoli zaczęły ze mnie uchodzić, zwłaszcza gdy Phos i Asami sprawili, że dość nieprzyzwoite dźwięki wydały się z telefonu agresora.  Powoli wracałem do swojego stałego stanu gotowości na obiad. 
   - Wszystko w porządku u wszystkich? Oczywiście poza stanem niektórych. Agafia, Sasaki, Neya? Jest okej? Tony? Yenna? I dziękuję wam wszystkim za interwencję i pomoc z tą całą sytuacją... i przepraszam za moje zachowanie, zrobię wszystko co w mojej mocy, aby więcej się nie powtórzyło. - wtedy usłyszałem do bólu znajomy głos. Odwróciłem się tylko po, to aby zobaczyć jak mój brat wpada na grupę, której przed chwilą się pozbyliśmy. 
   Czołowy wąsacz, ten najbardziej zdenerwowany, złapał go i rzucił prosto pod moje nogi. Wtedy ostatnia linka trzymająca moje nerwy na wodzy pękła. Nawet nie interesował mnie już ramen. Korzystając ze swojej magii przeskoczyłem nad wszystkimi, mimo iż słyszałem za sobą głos Zacha krzyczącego moje imię.
   Chciałem zeskoczyć na faceta, który nie dość, że odważył się podnieść rękę na mój oddział, to jeszcze na moją rodzinę. Jednak nie udało mi się to, ponieważ ktoś złapał mnie za kołnierz i zawisłem w powietrzu. Zacząłem się szarpać, póki nie obróciłem głowy wystarczająco, aby zobaczyć kto śmie mnie powstrzymywać. 
   Przepaska Zachary’ego spłonęła przez ogień otaczający jego oko podczas przyzywania i wchłaniania ducha. Szmaragdowa zieleń patrzyła prosto na mnie spod mocno zmarszczonych brwi. Nie często widziałem ten wyraz twarzy u niego, ale wiedziałem, że oko będzie go piekło przez najbliższe pięć godzin. Obrócił się i postawił mnie pośród reszty oddziału. Ogień zgasł i teraz wpatrywał się w nas wszystkich swoimi dziwnie kolorowymi oczami, które zawsze mnie denerwowały. 
   - No i widzicie co się dzieje jak tylko na chwilę spuszczam go z oczu. Co tam u was? Dawno się nie widzieliśmy! - zrobił krótką przerwę, spojrzał na Phosa i rzucił mu się na szyję. Po krótkim, jak on to nazywał ‘tuleniu’, wrócił na ziemię i wskazał kciukiem na bufet. - Musicie spróbować ramenu, jest niesamowity.
   Tylko czemu on miał ryż na twarzy?

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (20-10-2019 o 16h23)


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#25 20-10-2019 o 22h16

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 517

__________https://fontmeme.com/permalink/191019/6f15cd9df87b9a0c2833a61d982cec0b.png

          Czułam się głupio, idąc obok niego bez słowa. Równie dobrze mógłby mnie po prostu nie rozpoznać, jak często miało to miejsce na początku naszej znajomości, kiedy dopiero zaczynaliśmy spędzać ze sobą więcej czasu. Nie mogłam mieć mu tego za złe, w końcu nie była to jego wina, chociaż miałam problemy z oswojeniem się z tym, że zanim odpowiedział na zwyczajne "cześć", przez dobrą chwilę błądził po mnie spojrzeniem, w poszukiwaniu jakiegoś punktu zaczepienia, który mógłby pomóc mu zorientować się, kim jestem. Po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że bardzo pomaga mu w tym moja fryzura, pilnowałam więc by nie chować jej pod kapturem, gdy się z nim witałam. Czasem, gdy wydawał się szczególnie zagubiony, podsuwałam mu swoje imię bezpośrednio do głowy, a gdy w jego oczach pojawiał się ten błysk, świadczący o tym, że mnie rozpoznał, czułam wręcz satysfakcję.
Kiedy mnie zaczepił, uśmiechnęłam się do niego szczerze, może nawet z pewną ulgą. Możliwe, że wcześniej nie zwracałam aż takiej uwagi na te drobne gesty. Miałam ochotę mu powiedzieć, ale wolałam nie robić tego na głos. Tylko brakowało, żeby podsłuchał ten palant Erlingen i miał kolejny powód do czepiania się mnie.
- Denerwować? Ja? No skądże znowu, jestem świetnie przygotowana i bardzo dobrze wiem, co robię. - odruchowo zawinęłam kosmyk włosów dookoła palca wskazującego, zerknęłam na Yena i dla kontrastu pokazałam katastrofalny obraz siebie, chaotycznie próbującej wcisnąć cokolwiek na panelu kontrolnym śmigłowca, panicznie szarpiącej stery i wydzierającej się przy tym wniebogłosy, próbującej bezskutecznie powstrzymać maszynę przed upadkiem na ziemię z wysokości trzystu metrów.
Bo tylko tym się denerwowałam. Prawda? Przygryzłam dolną wargę, na wspomnienie naszego ostatniego wyjścia sprzed tygodnia i prawie podskoczyłam w miejscu, gdy Yen się roześmiał.
Sama zachichotałam niezręcznie, gdy zaczął z tymi ukłonami.
- Nie ma czego. Nic nie zrobiłeś. - palnęłam, chyba trochę za szybko, by zabrzmiało to wiarygodnie. No, bo przecież nic nie zrobił. Plótł głupstwa po pijaku, niczego już nawet nie pamiętał, więc sprawa rozwiązała się sama. Chyba. Była jeszcze możliwość, że alkohol rozwiązał mu język i był po prostu... szczery. Nie powinnam brać tego pod uwagę i drążyć tematu. - Fajnie było. Musimy robić to częściej. - dorzuciłam neutralnym tonem. - I nic się nie stało, i tak nie miałam nic lepszego do roboty. Fajnie jest czasem, no wiesz, zrobić coś nieplanowanego. To dobra odmiana po sztywnym trzymaniu się reguł i regulaminów przez całe dnie. Ale ten twój zegarek to straszny dziwak.

          I tak oto stałam w stołówce, wbijając sobie paznokcie w dłonie, starając się nie okazać słabości wobec niewybrednego komentarza wąsacza. Uznałam, że jeśli ich zignoruję, dadzą mi spokój - robiłam tak większość życia, kiedy przychodziło do konfrontacji z kimś mi nieznanym i ewidentnie szukającym zaczepki - stałam więc, mierząc ich rozeźlonym spojrzeniem i z opóźnieniem dotarło do mnie, że ktoś wziął mnie w obronę. Yen.
Przeniosłam spojrzenie na jego plecy, które przed sobą miałam. Z moimi nogami stało się coś dziwnego i zamiast się cofnąć, jak jeszcze przed chwilą miałam ochotę, zrobiłam krok naprzód, któremu towarzyszył drugi, a potem trzeci. Nie zamierzałam zostawić go samego na linii frontu, skoro się za mną wstawił. Podeszłam do niego, kładąc mu dłoń na przedramieniu. Jeśli to będzie powód, dla którego wpakuje się w kłopoty, nie będę obojętnie stała i się przyglądała, chociaż w walce wręcz i tak niewiele mogłabym dla niego zrobić. Co nie oznacza, że nie spróbuję.
Chwilę później usłyszałam słowa Nate'a i poczułam, jak wzruszenie ściska mnie w gardle. Odwróciłam się do niego, by mu podziękować choćby skinieniem, ale nie byłam pewna czy to zauważył, zajęty ordynarnym wąsaczem. Byłam tak poruszona ich reakcją, że nawet kretyn Tony nie zrobił na mnie wrażenia, chociaż normalnie pewnie zaczęła bym marudzić mu do ucha jakiś swój popisowy numer - składankę najlepszych obelg, jakie mogłabym na niego wymyślić. Odkrywałam w sobie pokłady kreatywności, gdy przychodziło do Erlingena.
Z zaskoczenia odruchowo zacisnęłam palce na przedramieniu Yena, gdy pierwszy pocisk z jedzenia poleciał w stronę maga; potem sprawy potoczyły się jeszcze szybciej - Agafia ukradła jedzenie i poraziła kogoś prądem, prawie samej przy tym obrywając, nastąpiło większe zamieszanie i dopiero Phos z Asami, zjawiając się nie wiadomo skąd, przegonili od naszego stolika nieproszonych gości. I kiedy już zaśmiałam się z ulgą i mrucząc jakieś przeprosiny puściłam ramię Yena, które przez cały czas ściskałam - na szczęście chyba niezbyt mocno - odpowiadając Nate'owi i skinieniem potwierdzając, że u mnie wszystko w porządku, między nas runął Zachary. Nate zerwał się do pogoni za mężczyznami, ale na szczęście ostatecznie sytuacja nie eskalowała po raz kolejny i mogliśmy zasiąść do obiadu. Jak można się domyślać - uprzednie wydarzenia nie przysporzyły mi apetytu, siedziałam więc przy stole i dla niepoznaki obgryzałam jakąś bułkę, którą zabrałam z koszyka z pieczywem. Nic nie mogłam poradzić na ściskanie w żołądku, chociaż stres, miałam wrażenie, nieco zelżał.
- Brawa za interwencję. - rzuciłam w stronę Phosa i Asami - Jak zrobiliście to z tym jego telefonem? Znam kogoś, kogo zegarek zdziczał i może przydałaby mu się pomoc. - zagadałam z uśmiechem, nie mając w sumie nic lepszego do roboty, bo udawanie że coś jem nie było jakoś szczególnie absorbujące.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (28-10-2019 o 10h45)

Offline

Strony : 1 2 3 ... 10