Forum

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 10 11 12

#276 28-11-2020 o 12h54

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 298

Yen

W reakcji na kolejne informacje wypadające z ust doktor Pokhenko, Yenna kiwał głową ze skupieniem, jakby w podziękowaniu za jej wyrozumiałość i cierpliwość. Postanowił jej zaufać i choć informacje dotyczące jego przyjaciół nie były do końca pocieszające, były prawdziwe. Pozytywnym aspektem ich stanu miało być to, że był stabilny i wkrótce mieli wyjść na prostą. Bał się tylko, że zacznie to źle interpretować. W końcu jego stan również był stabilny.
     Przestał kiwać głową, kiedy dotarło do niego, co go czeka – dni wypełnione ćwiczeniami, rehabilitacją i wmawianiem sobie, że świat jest piękny, że warto. Wiedział, co powinien zrobić i jak powinno wyglądać jego nastawienie, ale jakaś część jego wołała, aby po prostu znowu zamknął oczy.
     Uśmiech pani doktor miał w sobie nuty złośliwości i wesołości. Kiedy był jeszcze dzieckiem, bo okazało się, że smarkiem jest nadal, nigdy nie potrafił przejść obok tego uśmiechu obojętnie. Jego wzrok zawsze gdzieś uciekał, rumienił się przez wyrzuty sumienia, czasami sam nie mógł powstrzymać kącików ust od powędrowania w górę. A teraz, pustka. Twarz Yenny nie wyrażała żadnych uczuć.
     - Przeczytam – zapewnił, zerkając na tablet. – Dziękuję, pani Yuliio.
     Kiedy poczochrała go po włosach, poczuł się trochę lepiej. Obserwował, jak rusza w dalszą część obchodu, jak delikatnie zamyka za sobą drzwi.
     Przeniósł wzrok na wózek, który w tamtym momencie znajdował się bliżej łóżka. Kiedy kobieta na nim usiadła, nie odprowadziła go z powrotem pod ścianę, gdzie był, kiedy Yenna się obudził. Yen pomyślał, że zrobiła to specjalnie, by mógł dosięgnąć. I zrobił to. Mięśnie miał osłabione, ale uznał, że jeżeli podtrzyma się najpierw łóżka, a później wózka, zdoła na nim usiąść. W tamtym momencie działał bez myśli o konsekwencjach, o tym, co właściwie robi, że on, Yenna, potrzebuje wózka, aby móc się poruszać. Po prostu zablokował kółka, aby nie odjechały i kiedy już miał się odepchnąć od materaca, ktoś zapukał do drzwi.
     Owa osoba użyła swojej przepustki do wejścia do środka. W pokoju zrobiło się nieco ponuro, szyby się przyciemniły. Yenna wyprostował się, oddalając ręce od wózka.
     Nate przyciął włosy już wtedy, kiedy znajdowali się na plaży, ale Yen miał wrażenie, że mimo tego jakiś fryzjer interweniował w wygląd jego fryzury. Wyglądał dobrze jak na gościa, który spędził kilka dni za kratkami. Kapitan przywitał się z nim stoicko, ale kiedy przyszła kolej na to, aby mu odpowiedzieć, Xi nie wydobył z siebie żadnego dźwięku. Jednak Nate mówił dalej. W skrócie powiedział mu to, czego Yenna dowiedział się już od doktor Pokhenko dodając coś, co już się Yennie nie spodobało. Obserwował, jak Nataniel krąży po pomieszczeniu i czuł, jak narasta w nim złość. Kiedy kapitan kontynuował swoją wypowiedź, Yenna zacisnął pięści.
     - Nie chcę nikogo widzieć – powiedział zimno. – I tak, to takie proste. W tych czasach mechanizowanie ciała pozwala ludziom na nowe możliwości. Protezy są lepsze niż zwykłe kończyny. Dlaczego więc amputowano mi tylko to, co było konieczne? To przecież jasne, że każdy w tym świecie pragnie stać się cholernym cyborgiem – oświadczył sarkastycznie.
     Yenna wiedział co nieco o mechanizowaniu ciała. To nie tak, że był w tym temacie całkowicie zielony. Po prostu nigdy nie wyobrażał sobie, że ten temat kiedyś będzie go dotyczył aż tak bezpośrednio. Dotyczył jego ojca i wielu osób z jego otoczenia, był obecny przy spontanicznych rozmowach. Yen dobrze wiedział, że w slumsach mechanizowano kończyny nielegalnie, czego nie pochwalał. Niektórzy naprawdę, bez ironii, chcieli zmienić się w roboty.
     - Nie zrozum mnie źle. Cieszę się, że wszyscy żyją, ale nie potrzebuję zapewniania mnie o tym, że jestem niezastąpiony. Zostaw to dla kogoś, kto rzeczywiście w to uwierzy. Nie ty jeden masz rodzinę w MAAMT. Znam standardy i gdybyś nie zrozumiał, nie myślę w tym momencie o ekspresie do kawy w kolanie.
     Zdawał sobie sprawę z tego, że jego słowa były ostre i bezuczuciowe, ale całkowite rozklejenie się było ostatnim, na co mógł sobie pozwolić.


https://images92.fotosik.pl/448/6edb271ff666d4f0.png

Offline

#277 29-11-2020 o 21h22

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 296

-------------------------–––––-----------------------–––––---------––https://i.pinimg.com/564x/7f/b3/41/7fb341a90f3024a78ba89eb46acae4ae.jpg


          Czasami zjawiała się w swoim tymczasowym pokoju, by się przespać kilka godzin (choć i tak zazwyczaj zasypiała na ławce i budziła się cała obolała), musiała też co jakiś czas coś zjeść albo udać się za potrzebą. To dosyć irytujące, że tak prozaiczne rzeczy przerywały jej naukę i czuwanie. Amaya uparcie siedziała przy jednym z wejść, ale już straciła nadzieję na to, że ktokolwiek ją wpuści. W sumie co się dziwić, nie miała wystarczających uprawnień. Póki co nie zignorowała wszelkich obostrzeń oraz zaleceń i nie wparowała tam przy użyciu siły tylko dlatego, że mogłaby w ten sposób zaszkodzić Zachowi, Tony’emu, Yenowi i zapewne Nate’owi, a jej poczucie winy nadal było zbyt wielkie. Fakt, że jej obrażenia z powodu spędzenia większości walki w robocie były minimalne, nie pomagał. Minął tydzień i gdyby tylko w końcu porządnie się wyspała, byłaby w perfekcyjnym stanie fizycznym. Świadomość tego nie działała korzystnie na jej zdrowie psychiczne, które jednak – jak praktycznie zawsze – zepchnęła na bardzo, bardzo daleki plan.
          Usłyszała kroki. Podniosła wzrok. Uśmiechnęła się, modląc się w duchu, by sińce pod oczami od niewyspania nie były zbyt widoczne. Może powinna się jednak umalować. W sumie działała teraz podobnie jak po pierwszej misji, która pozbawiła ich dwóch członków. Wtedy też niemal nie pokazywała się ludziom, bo nie mogła udawać szczęścia. Jeśli istniała jakaś różnica, to taka, że tym razem faktycznie robiła coś pożytecznego. Minęły raptem nieco ponad dwa tygodnie od tamtego czasu, ale Amayi wydawało się, że upłynęło znacznie więcej dni, tygodni, może nawet miesięcy.
          - Dziękuję – powiedziała. Wzięła od Neyi kubek. Gdy ta położyła głowę na jej ramieniu, Sasaki wolną ręką ją objęła. – Zobaczysz, będziesz mogła mnie obudzić w środku nocy, a ja ci wyrecytuję jego budowę! Jeśli mogę klonować samą siebie, to inne żywe stworzenia też powinnam. Następnym razem nie zawalę, Junior – dodała ciszej, uświadamiając sobie, że zbyt się rozgadała. Chciała chronić przyjaciółkę, a nie obciążać ją własnymi zmartwieniami. Dość, że obiekt uczuć Neyi stracił dobre kilkadziesiąt centymetrów wzrostu.
          Choć to nieroztropne, ostatnio wyciszyła jakiekolwiek powiadomienia dźwiękowe, ponieważ uznała, że by ją rozpraszały. Poza tym komu byłaby potrzebna? Piknięcie komunikatora panny Egerton wzbudziło jednak czujność Amayi. Przeczytała potknięte pod jej oczy powiadomienie.
          -  Zdecydowanie powinnyśmy iść – przytaknęła.
          Wyłączyła tablet, wstała, dopiła kawę i wyrzuciła kubek do pobliskiego kosza na śmieci.

          Aż do tamtej chwili nie spodziewała się, że Tony w worku na trupy polepszy jej humor.
          Zgięta w pół, drżała, próbując nie wybuchnąć śmiechem. Poległa. Ostatnio nie miała żadnych powodów do śmiechu, więc sposób przetransportowania Erlingena w ten sposób rozbawił ją nawet bardziej niż gdyby była świadkiem czegoś takiego w normalnej sytuacji. Panika Neyi nie pozwoliła jej się uspokoić.
          - Junior… To u… urocze, ale.. ale… on żyje – nadal się śmiała, gdy próbowała wyprowadzić przyjaciółkę z błędu. – Kocham was… Kocham was, durnie…
          Przez minutę lub dwie czuła się równie lekko jak na imprezie czy na statku. Problem w tym, że wkrótce po tych wydarzeniach pojawiły się kłopoty. To chyba był zły znak, że czuła się teraz tak dobrze, ale nie miała siły, by teraz o tym myśleć.
          Otarła łzę wywołaną śmiechem. Gdy odsunęła dłoń od twarzy, przyjrzała jej się z uwagą. Wystawiła ręce do przodu i przyjrzała się zielonym rękawom ze szczerym zdziwieniem. Potem spojrzała w dół, na różowe spodnie. Ostatnio brała cokolwiek ze swojej szafy.
          - W mordę, w sumie to mogę częściej się tak ubierać, to ciekawsze od ograniczania się do kilku kolorów – mruknęła, po czym znowu parsknęła śmiechem. Świat się walił, a jej w końcu puściły hamulce i musiała dać upust emocjom.
          Wreszcie się uspokoiła i spoważniała. Nate. Zebranie. Ratunek. Przechytrzyć.
          - Tony na pewno sobie poradzi – stwierdziła z przekonaniem. – I… jeśli już kogoś trzeba ukarać za ten cholerny magikopter, to powinnam to być ja, nie Nate.
          Nad pytaniem Drake’a zastanowiła się dłuższą chwilę. Poza Tonym było jeszcze pięć osoby z oddziału, które mogły pójść.
          - Neya i Liza na pewno przedstawiłyby logiczne argumenty, Meridiah też pewnie by sobie poradziła, a Agafia jest niezwykle przekonująca w stanie trzeźwości… Przyznaję też, że sama bardzo chciałabym zrobić wszystko, co tylko mogę, bo zawiniłam. Choćby nie wiem co, nie możemy dopuścić do zamknięcia Kija.

Ostatnio zmieniony przez Ardentia (29-11-2020 o 21h34)



T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://media.discordapp.net/attachments/564495598900871198/811647162672218122/dreamteamnai2.png

Offline

#278 04-12-2020 o 18h07

Straż Absyntu
Neyu
Pokonała kurę
Neyu
...
Wiadomości: 895

______________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/768552621757693962/768557192923971584/mrd1.png

    Nie spodziewała się, że Agafia przystanie na jej propozycję i razem z nią uda się na stołówkę. Było to dla niej tak miłym zaskoczeniem, że mogłaby przysiąc, iż popłakałaby się z tego powodu. Przyczyną tak silnej reakcji było to, że rzadko ktokolwiek zgadzał się na jej sugestie, o ile jakakolwiek osoba kiedykolwiek odpowiedziała jej twierdząco. Większa część jej znajomych z amerykańskiego MAAMT zwykle ją zbywała tłumacząc się nakładem pracy, nawet jeśli to był któryś z kolei początek dnia, gdzie każdy rozpoczynał swój poranek od pożywnego śniadania przy kubku kawy. W rezultacie tych wszystkich odrzuceń pewna myśl narodziła się w jej głowie. Przekonanie, że to właśnie ona jest czynnikiem tego, że nikt nie chce z nią spędzić choć grama czasu. Nie winiła ich, bo w końcu może faktycznie mieli dużo roboty, bądź ona któregoś pięknego dnia zalazła im tak za skórę, że nie chcą mieć z nią niczego wspólnego. Przyzwyczaiła się do samotności towarzyszącej jej na każdym kroku, jednakże brakowało jej obecności ludzi, którzy nie są dla niej obcy. I choć nie bardzo znała Agafię, to mimo wszystko jej osoba podniosła ją na duchu, chociaż wciąż jej było bliżej do nieznajomej aniżeli do znajomej. Pomimo tylu sprzeczności, Meridiah, postanowiła samolubnie wykorzystać jej przybycie i wypełnić skumulowaną pustkę w swoim sercu.
    Instynktownie chwyciła w swoje palce klejnot wiszący na srebrnym, drobnym łańcuszku. Naszyjnik zdobił jej szyję każdego jasnego dnia, jak i każdej ciemnej nocy. Nie był tylko jej znakiem szczególnym, ale i również pewnym sygnalizatorem. Zmieniał barwę niczym kalejdoskop. Jego właścicielka pod tym względem była taka sama. Kolor był zależny od przejawianej osobowości, która raz była silna, a za drugim razem słaba. Tak jak ciepłe odcienie czerwieni świadczące o czyimś ognistym temperamencie, jak i także chłodna, błękitna toń morza mówiąca o melancholijnym, spokojnym i niezbyt pewnym siebie uosobieniu.
    Delikatnie uśmiechnęła się do siebie, próbując sobie w ten sposób dodać otuchy i odrobinę odwagi. Kątem oka spojrzała na rozgadaną i uśmiechniętą od ucha do ucha Agafię. Jasnowłosa prędko rzucała słowa, jakby co najmniej raz za razem strzelała pociskami w przeciwnika. Meridiah z jednej strony to podziwiała, zaś z drugiej nie potrafiła zrozumieć dlaczego ona sama nie potrafiła tak umiejętnie operować zdaniami, żeby nadać konwersacji trochę żywiołowości. Zaczynała mieć lekkie obawy, że Agafia pomyśli, iż nie jest ona zainteresowana rozmową. Rożowowłosa nie chciała przerywać dziewczynie, lecz równocześnie nie chciała iść w ciszy, gdyż narastające sumienie coraz bardziej ciążyło na jej barkach i podpowiadało jej, że nie wypada się nie odzywać.
    Humor Agafii wielokrotnie sprawił uśmiech na ustach Meridiah. Blondynka napawiła ją nieco większą pewnością siebie, więc gdy ta już skończyła mówić, to Garcia-Wright bez zbędnego rozmyślania zamierzała się rozgadać podobnie jak ona, o ile w jej przypadku to się uda.
    - Chyba muszę cię zawieść, ponieważ to nie ja odpowiadam za te nagłe pojawienie się na plaży... - oznajmiła z lekkim smutkiem w głosie. - Sama do końca nie wiem co się stało, więc nie będę w stanie ci niczego tu rozjaśnić, ale jedynie co pamiętam to... że ktoś do mnie podszedł i powiedział, że mam robotę do załatwienia i takim sposobem zjawiłam się na plaży - wyjaśniła, mając jednocześnie nadzieję, iż zbyt mocno nie rozczaruje Agafii swoim wyznaniem.
    Meridiah otworzyła drzwi na stołówkę, kierując się razem ze swoją towarzyszką po posiłek. Nigdy nie potrafiła wybrać to, na co miała w danej chwili ochotę, więc po prostu losowała sobie jedzenie, aby nie stać i nie zastanawiać się przez paręnaście godzin co by tu mogła zjeść. Ukradkiem chwyciła dwa ostatnie lizaki, które leżały powoli marnując się w małej miseczce. Ona natomiast uwielbiała lizaki i przy niej nigdy się nie marnowały. Skierowała się z jasnowłosą do wolnego stolika.
    - Twoja magia jest bardzo interesująca, Agafio. Same są z niej korzyści, aczkolwiek najbardziej zainteresowało mnie stwierdzenie "mocna głowa"... - zamyśliła się na dłuższą chwilę. - Czyżby była ze stali lub żelaza skoro jest taka nie do zdarcia? To miałaś na myśli mówiąc "mocna głowa"? - podpytała zupełnie nieświadoma tego, że Agafii mogło całkowicie o co innego chodzić.
    Bez chwili namysłu "zapukała" delikatnie knykciami w głowę blondynki, aby tuż po tym dowiedzieć się druzgocącej prawdy.
    - Wcale... nie jest taka... taka... mocarna... - powiedziała cicho pod nosem, lecz na tyle słyszalnie, aby dziewczyna mogła je usłyszeć. W momencie wypowiedzenia tychże słów, Meridiah, zdała sobie sprawę z tego jaką głupotę popełniła.
    Z prędkością światła odsunęła swoją rękę i schowała ją pod stołem, zaś jej twarz obecnie przypominała pomidora. Nie mogła uwierzyć w to, że kompletnie inaczej zrozumiała znaczenie słów Agafii.
    - N-najmocniej p-p-przepraszam... j-ja nie mam z-zielonego pojęcia... d-dlaczego wpadłam n-na tak i-idiotyczny pomysł... - wyjąkała szybkie przeprosiny, czując niemiłosierne szczypanie na policzkach i uszach.
    W życiu nie wpadłaby na to, że mogło chodzić o... alkohol! Niezbyt często piła ten trunek, więc go odruchowo na samym początku wykreśliła. Czuła się tak zażenowana tym co wypaplała, że nawet nie zauważyła kiedy jej dłoń mimowolnie zacisnęła się na błękitnym klejnocie. Może to właśnie tego typu sytuacje sprawiały, że ludzie zniechęcali się do niej? Zagryzła dolną wargę, po czym skupiła całą swoją uwagę na posiłku, aby zbyt bardzo nie rozmyślać nad niektórymi kwestiami.
    Meridiah wciąż czując się niezręcznie, miała nadzieję, że znajdzie się coś, co ją wybawi z jej krępującego położenia. Ewentualnie ktoś, kto przerwie tą niefortunną serię niepowodzeń, przez które ciężko było jej potem spojrzeć komuś w oczy. I wtedy usłyszała głos Agafii mówiącej o wparowaniu na jakieś zebranie. Zaskoczona, niepewnie uniosła swój wzrok, aby przeczytać treść wiadomości na jej tablecie. Garcia-Wright nie od urazu jej odpowiedziała. Jeszcze na moment zlustrowała jasnowłosą swym speszonym wzrokiem, jednocześnie zauważając, że blondynka w ogóle nie przejęła się jej idiotyczną pomyłką. Meridiah ciesząc się z takiego obrotu spraw, odetchnęła z ulgą i tym razem nieco pewniej na nią spojrzała, aby powiedzieć jej, że raczej powinny się na nim zjawić, bo to w końcu należy do ich obowiązku.

    Meridiah usiadła na jednym z krzeseł niedaleko ściany, będąc nadal w towarzystwie Agafii. Z niemałym szokiem wpatrywała się w metalowy stół na kółkach, na których leżał czarny worek przeznaczony na... zwłoki. Nie potrafiła pojąć dlaczego był im potrzebny nieżywy Tony przy misji ratowania kapitana zza krat. A poza tym widok ten wywował pewien chaos, w którym różowowłosa tym bardziej nie potrafiła się odnaleźć, więc jedynie wodziła wzrokiem po pomieszczeniu, przyglądając się reakcjom zebranych tu wszystkich osób. Neya wylewała rzewne łzy, Amaya wybuchła śmiechem, Liza chłodno obserwowała sytuację, Drake gadał do trupa, który okazał się być najwyraźniej żywym trupem, zaś Vanja poważnie podchodziła do całej tej sprawy. Natomiast Agafia wyglądała na w pełni wyluzowaną. Zdecydowanie na jej oczach odgrywał się pewnego rodzaju cyrk.
    - Wszyscy mają takie zróżnicowane reakcje... - zagadnęła do siedzącej obok Agafii. - Zawsze jest tak u was kolorowo? - spytała widocznie tym zaciekawiona.
    Chwilę potem usłyszała swoje imię, jednakże to dalsze słowa Amayi wyprowadziły ją totalnie z równowagi. Zamrugała kilkukrotnie niedowierzając temu, co właśnie usłyszała.
    - J-ja? - zapytała głupio, będąc wyraźnie oniemiałą.
    W aktualnym usposobieniu była zbyt niepewna siebie, aby uwierzyć w to, że ona sobie poradzi. Gdyby jednak doznała przypływu tych silniejszych cech, które głęboko w niej drzemały, to z pewnością wtedy by dała radę. Aczkolwiek teraz...
    - Uważam, że wszyscy sobie poradzicie niezależnie od roli, którą odegracie - oznajmiła nagle i nieco głośniej wypowiadając te słowa. - Nie jestem tu długo, ale... zdecydowanie mogę powiedzieć, że jesteście zgranym oddziałem. Współpraca jest kluczem do sukcesu, więc wy na pewno dacie sobie radę.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (04-12-2020 o 18h08)


https://i.imgur.com/SkICsaq.png

Offline

#279 07-12-2020 o 23h23

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 197

............................................................................................https://media.discordapp.net/attachments/564495598900871198/771686550789423114/6cb33eb2f83ab25c92e6e179e47fe78f.jpg

    Słowa Yenny nim wstrząsnęły. Nate nigdy nie słynął ze zbytniej subtelności, ale najwyraźniej jego podejście, którym miał nadzieję, trochę rozpędzić chmury krążące w tym pomieszczeniu było gorsze niż bezpośrednia prawda. Zdecydowanie powinien wziąć jakieś korepetycje z odczytywania emocji i nastrojów. Żałował, że w życiu nie można tak jak w grach, w które zagrywał się Zach… po prostu przesunąć suwaka określającego daną statystykę.
    Jednak po tym nadeszło coś w rodzaju złości zacisnął zęby, aby nie wygarnąć Yennie, że faktycznie nikt nie jest niezastąpiony. Zwłaszcza tępy mięśniak o za dużym sercu, który nawet nie potrafi zapanować nad swoją magią na tyle, aby przynajmniej nie zemdleć podczas misji. Albo rozglądać się uważniej i domyslać, się, że sufit wali się prosto na niego. Już otwierał usta, aby wyrzucić w kierunku Yenny całej swojej frustracji w postaci rozkazu mówiącego, że ma być w pełni sprawny w ciągu miesiąca i tak długo jak będzie jego kapitanem, to Xi nie ma nic do gadania, ale wtedy przypomniały mu się słowa Stacera, które powiedział podczas jednego z przesłuchań.
    Jak na tak młodego człowieka i jeszcze młodszego kapitana z zadziwiającą łatwością szafujesz ludzkim życiem Cielo, do tego tak młodym, utalentowanym i nierozwiniętym. Przypominasz mi w tym swojego ojca, tylko on przy tym wszystkim, mimo wysłania wszystkich na samobójczą misję… potrafił ich uratować, a Ty? Co Ty w ogóle potrafisz poza wymaganiem?
    Skierował się więc bez słowa do drzwi i już miał je otwierać gdy do głowy wpadła mu jedna myśl.
    - Naprawdę myślisz, że można od tak wymienić wszystko? - powiedział zgorzkniale i odwrócił się w kierunku Yenny. - Wiesz co się dzieje z bogolami, którzy mają możliwość wymiany wszystkiego? Robią to z myślą o życiu wiecznym, wydają miliardy, aby móc zaznać nieśmiertelności. Najpierw zaczynają eksperymentować, przekonać się czy naprawdę mogą wszystko. I mogą. Potem przesuwają granicę tak długo, aż dopuszczają się do najgorszych czynów aby tylko czuć, że żyją. Ludzkie ciała nie są i nigdy nie były przeszkodą czy słabością. One są ograniczeniem, ograniczeniem przed zabawą w boga.
    Przywołał ekran z przypadkami ludzi, którzy oszaleli z powodów zbytnich cyborgizacji i albo skończyli zezłomowani, albo uwięzieni, albo sami skończyli z tym wszystkim. Stał do tych kilkudziesięciu, jeśli nie kilkuset ekranów plecami wciąż patrząc na Yena i pozwalając przyjrzeć się wszystkim zdjęciom, przypadkom, poczytać opisy zgonów, popełnionych przestępstw.
    - Masz rację, możemy zrobić z kogo chcemy “cholernego cyborga”, Tobie planujemy wstawić protezy nóg, które jakby nie było, stanowią, załóżmy, około trzydziestu pięciu procent ciała. - wyświetlił jeden z projektów, które MAAMT miało do swojej dyspozycji. - Skąd mamy mieć pewność, że skoro multimilionerzy, którzy niekiedy są geniuszami matematycznymi, niedoścignionymi naukowcami czy ludźmi, dla których testy IQ są jak dodawanie do dziesięciu dla przedszkolaka tracą w wyniku cyborgizacji zmysły… to Ty ich nie stracisz?
    Schował wszystkie ekrany i cofnął przyciemnienie. Usiadł na stołku naprzeciwko łóżka Yenny i ukrył twarz w ramionach. Ta cała wizyta była błędem, nie jest psychologiem, nie umie w emocje i ich odczytywanie. Dlatego chciał Tony’ego czy Lizę na vicekapitana, oni potrafili takie rzeczy, umieli rozmawiać z ludźmi i ich rozumieć, przemówić odpowiednim językiem.
    - Wydając zezwolenie na taką cyborgizację ja, doktor Pokhenko czy Twój ojciec podejmujemy ryzyko, że przeszczep się nie przyjmie, a Twój stan się pogorszy i skończysz z załamaniem nerwowym. A może pójdziesz w zupełnie odwrotną stronę i będziesz testował kolejne granice swojej wytrzymałości, albo będziesz chciał więcej i więcej. - zrobił pauzę już czując, że z podejścia, które miało rozluźnić atmosferę bardzo szybko przeszedł do takiej, że napięcie możnaby kroić nożem. - Naprawdę sądzisz, że to wszystko mogłoby się dziać, gdybyśmy chcieli Cię zastąpić? Nie wiem co czujesz, zapewne nikt nie wie. Jednak nie mamy zamiaru Cię zostawić w takim stanie, ani ja, ani reszta oddziału. Poza tym…
    Pociągnął za swój nowy bandaż, odszedł tak łatwo, jak się zakładał. Najwyraźniej podłączony był w jakiś sposób do układu nerwowego i wiedział kiedy Nate chce go zdjąć. Pokazał Yenowi swoją właściwie zwęgloną rękę, od koniuszków palców do prawie łokcia. Gdy zaczął czuć ból, przyłożył bandaż do ręki, a ten szybko oplótł się wokół kończyny.
    - ... gdyby to wszystko było takie proste już cztery dni temu bym tej ręki nie miał. - powiedział z delikatnym uśmiechem, który równie dobrze mógł być odebrany jako grymas bólu.
    Siedzieli tak, gdy nagle znikąd pojawił się ekran, a na nim twarz jednej z pielęgniarek. Jej wyraz wyraźnie mówił, że jest wystraszona i zmartwiona za razem.
    - Kapitanie Cielo! Anthony Erlingen zniknął! Byłam na obchodzie ponad pół godziny temu i wszystko było w porządku! Teraz sprawdzałam i nie ma ani jego, ani łóżka! Najpierw chciałam powiadomić Pana, już wysyłam ekipę poszukiwawczą.
    Nate się zaśmiał, chyba pierwszy raz od tygodnia.
    - Spokojnie, nie musi Pani nikogo wysyłać, ja się tym zajmę. - zakończył połączenie i wstał. - Tony już sprawia kłopoty. Chodź, idziemy do nich. To jest rozkaz. Będę czekał na korytarzu pięć minut, potem pójdę sam.

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (07-12-2020 o 23h24)



https://cdn.discordapp.com/attachments/781154412323405845/781156592959225866/majima2.gif

Offline

#280 14-12-2020 o 19h54

Straż Cienia
Sladka
Szeregowiec
Sladka
...
Wiadomości: 91

-----------------------------------------------------------https://i.pinimg.com/564x/8b/e8/90/8be890d996443f82b5e1ce724d4a490c.jpg

Agafia również bywała nieraz zbywana ze swoimi mniej lub bardziej genialnymi pomysłami, ale nie przejmowała się tym... Zapewne dlatego, że dążąc do swojego niepoważnego celu nieraz po trupach nawet nie zwracała na to zbywanie uwagi. Ciężko więc się czymś takim przejmować, skoro tego nie widzisz, prawda?
Gdyby się zastanowiła nad tym głębiej kiedyś bardziej się przejmowała takimi rzeczami. Od kiedy jednak zaczęła mieć wywalone, a pierwszym krokiem do tego było pójście do szkoły MAAMT to przejmowanie się zostało w dużej mierze usunięte - w odpowiednim do tego wieku pomógł jej też w tym alkohol. Który zresztą też teraz miała ze sobą w ładnie zdobionej w kwiatki piersiówce.
Wysłuchała z nie malejącym uśmiechem Meri i choć w myślach przeklęła na tą trudność to jednak nie zamierzała dać się jej pokonać. Nie takie rzeczy robiła, wystarczyło sobie przypomnieć pożyczkę magikoptera. - Rozumiem. Trochę szkoda, ale może nie znasz jeszcze całego swojego potencjału? W każdym razie ta moc i tak brzmi jak coś, czego mogę ci pozazdrościć - mówiła szczerze. Gdyby mogła w ten sposób unikać ciosów w barowych bójkach byłaby wniebowzięta.
Wzięła sobie do jedzenia rybkę, bowiem rybka lubi pływać, po czym patrzyła zdziwiona na tok rozumowania różowowłosej dziewuszki. Dotknęła się w miejsce, w które została postukana zastanawiając się o co chodziło. Dopiero po chwili załapała i zaczęła się śmiać. - Ty chyba też piłaś przed wyjściem z pokoju, co? - stwierdziła pewnie. - Masz, po tym poczujesz się lepiej - wlała jej trochę wódki do kubeczka, po czym sama łyknęła ze swojej piersiówki. - Najlepsze remedium na wstyd - pewnie stwierdziła. Coś o tym jednak wiedziała. W końcu w odpowiednich ilościach alkohol mógł działać jak eliksir zapomnienia.
Gdy poczuła wibracje zerknęła i odetchnęła widząc wiadomość, że ogólnie wszyscy żyją. Potem przeczytała tą o zebraniu i po krótkiej naradzie ze swoją towarzyszką poszły do sali konferencyjnej.

Nie wiedziała, po co im trup w worku. Nawet jeśli chodziło o trupa Tony'ego. - Zawsze. Ale się przyzwyczaisz. Pozwól mi tylko najpierw uratować sytuację - Agafia wzięła łyk z piersiówki, rozprostowała palce aż chrupnęło jej w kościach po czym nie słuchając dyskusji stanęła nad podobno martwym ciałem Erlingera. - Spokojnie, oglądałam film, w którym ożywiono o wiele bardziej pokiereszowanego człowieczka, dzięki któremu wiem co należy zrobić - chodziło jej oczywiście o Frankensteina. Tamten był pozszywany z różnych części ciała, dlatego Rosjanka doszła do wniosku, że do ożywienia blondyna nie potrzeba całego pioruna. Dlatego nie zważając na resztę tknęła zwłoki palcem przepuszczając przez jego ciało minimalną, naprawdę małą dawkę prądu, mniejszą niż w paralizatorze. Potem patrzyła, czy ciało się ruszy, aby w razie potrzeby dać większą niż we wspomnianym urządzeniu do samoobrony.
Coś czuła, że ożywiając umarłych zostanie ewenementem na skalę światową. Może będzie mogła rzucić MAAMT i zostanie bogatą nekromantką? Mogłaby wtedy napisać pseudonaukową książkę o odkażaniu i konserwowaniu urody alkoholem, a wtedy zostanie jej się pławić w luksusie aż do końca jej dni.

Offline

#281 19-12-2020 o 20h36

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 298

Yen

     Nataniel Cielo mówił zbyt wiele, aby Yenna mógł się wtrącić. Z zaciśniętymi pięściami słuchał jego wywodu, zastanawiając się, czy mężczyzna jest mu kapitanem, czy również rówieśnikiem i towarzyszem. Kłótnia pozornie nie prowadziła do niczego dobrego, jednak sprawiła, że Yenna odzyskał fragment wspomnienia sprzed piętnastu lat.
     Co dzieje się z tymi, którzy przesadzają z mechanizacją ciała?
     Pokręcił gwałtownie głową, zaskoczony nagłą wizją nieznajomych w pomieszczeniu pełnym kabli. Do rzeczywistości przywołał go widok wyświetlanych na monitorze protez i głos Nate’a, który zdecydował się pokazać mu swoją ranną rękę. Yenna patrzył na bandaż, który ponownie oplótł ranę, idealnie dopasowując się do kończyny. Palce i nadgarstek wyglądały przerażająco. Zastanawiał się, w jak złym stanie musiały być jego nogi, że zdecydowano, aby od razu zapakować je do odpowiedniego pojemnika. Widział, że Nataniel po raz kolejny bił się ze swoimi myślami, być może nawet żałował, że w ogóle przyszedł. Yenna nie potrzebował rozmowy z kimś bliskim, a co dopiero kłótni z przełożonym. A przynajmniej tak myślał, będąc szczerym z samym sobą. Postanowił nic nie mówić, ale stąpał po bardzo kruchym lodzie.
     - Och, Nate, po prostu się zamknij. – Powiedział, nawet nie wiedząc, w którym momencie otworzył usta.
     Nie podobało mu się to, że o jego losie decydowali lekarze i kapitan – nadal nie wiedział, co dzieje się z Pardonem Corellem. Dobrze wiedział, że jeżeli odmówi mechanizacji, jego kariera, nawet w straży granicznej, nie będzie miała racji bytu.
     Zacisnął usta, aby nie powiedzieć czegoś, co mogłoby urazić Nate’a bardziej. Nie chciał dokładać nikomu zmartwień, choć miał ochotę wyzywać cały świat – a swojego kapitana od dupków. Coś w nim drgnęło, kiedy usłyszał krótką rozmowę Cielo z pielęgniarką. Dialog dotyczył Tony’ego i niezbyt zaniepokoił Nate’a, w którego wbijały się ciemne oczy Yena.
     A później tak po prostu kazał mu stawić się na zewnątrz.
     Xi patrzył niepewnie na zamykające się drzwi. Nie sądził, że da radę wgramolić się na wózek w tak krótkim czasie, z uwagi na to, że robiłby to pierwszy raz. Jakaś jego część chciała od razu podjąć się tej próby i dołączyć do Cielo – w końcu to nie były zwykłe słowa, to był rozkaz. Druga jego część sprawiała, że Yenna trzymał się łóżka.
     Czuł, że powinien tam być, chociażby dla Tony’ego, ale nadal nie chciał ich widzieć. Nie chciał przede wszystkim, aby oni widzieli jego.
     Pozwalając na to, aby czas płynął nieśledzony, wrócił myślami do chwili, w której miał miejsce wypadek. Widział wszystko jak słaby film, nieco jednak wyraźniejszy od wcześniejszego, o wiele starszego przebłysku. Oba wspomnienia łączyła obecność kabli. Yenna podejrzewał, że w starym laboratorium na wyspie były one nieuniknione, ale i tak kojarzył je ze sobą, jakby z obawy, że zatrze ważną poszlakę.
     Pomyślał o Neyi i o tym, że jest tam gdzieś, w amerykańskim MAAMT, razem z innymi. Miał wrażenie, że przez ból, który ogarniał go w tamtej chwili, mówił do niej rzeczy, które wolałby cofnąć. Musiał majaczyć, przypominał sobie pojedyncze, powtarzające się słowa. Widział, że sufit pęka i wiedział, że oderwanie się jego części jest prawdopodobne. W tamtej chwili nie myślał o wszystkim, bo skupił się tylko na tym, aby odsunąć przyjaciółkę od niebezpiecznego miejsca.
     Spojrzał na płasko leżącą kołdrę na drugim końcu łóżka i uznał, że jeżeli już ktoś musiał ucierpieć w ten sposób, to dobrze, że padło na niego.
     Choć strach przed spotkaniem z innymi zwyciężył, postanowił nie skazywać Gungnir na całkowitą ciszę. Sięgnął po zastępczy komunikator i po zalogowaniu się do aplikacji, otworzył okienko czatu z Neyą Egerton. Nie miał pomysłu jednak, co napisać. Wolno wciągnął powietrze nosem i wypuścił je ustami, po czym włączył nagranie głosowe.
     - Cześć Neya, tu Yen, ja… Nie spotkam się dzisiaj z wami, ale mam nadzieję, że wszystko u was w porządku. Trochę posprzeczałem się z Nate’m i nie chcę, żeby ktoś jeszcze padł ofiarą...– odchrząknął cicho. – Emocji – dokończył.
     Zdał sobie sprawę z tego, że cisza się przedłuża, a mikrofon dalej jest włączony.
     - Przepraszam, że cię wystraszyłem, wtedy, na wyspie. To chyba wszystko. Myślę o tobie, o was wszystkich. Cześć.
     Zakończył nagranie i czym prędzej wyszedł z czatu, aby nie pokusić się o odsłuchanie własnej wiadomości. Zaczął przeglądać artykuły, które ściągnęła dla niego doktor Pokhenko.


https://images92.fotosik.pl/448/6edb271ff666d4f0.png

Offline

#282 29-12-2020 o 17h15

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 197

............................................................................................https://media.discordapp.net/attachments/564495598900871198/771686550789423114/6cb33eb2f83ab25c92e6e179e47fe78f.jpg


    Wiedział, że Yen nie pójdzie z nim, nie trzeba być wybitnie mądrym, aby to zrozumieć. Zwłaszcza po tym co chłopak powiedział ignorując właściwie wszystko co sobą do tej pory reprezentował. Powiedzenie swojemu kapitanowi aby się zamknął zdecydowanie nie było w stylu Xi. Oparł ręce na biodrach i zaśmiał się cicho sam do siebie. Teraz Ty Yen zaczniesz się buntować, nawet mimo tego, że za miesiąc powinieneś być jak nowonarodzony. Jestem najgorszym możliwym kapitanem z możliwych.
    Po upływie pięciu minut ruszył powolnym krokiem korytarzem. Została mu konfrontacja z oddziałem, ale o dziwo jej bał się mniej niż spotkania z Yenem. W końcu gorzej chyba być nie może, a skoro jakimś cudem wykradli Tony’ego, to muszą się świetnie bawić.  Czas do zebrania zbliżał się nieubłaganie, a Nate miał cały tydzień aby ułożyć sobie co wygarnie Corellowi i co dzięki temu może zyskać. Tym razem wiedział, że wygra te rozgrywkę. Odnalazł lokalizację wszystkich z oddziału, Ci który mogli, byli zebrani w jednej sali, niesamowite, zastanawiał się jak długo to planowali, że zebrali się w jednym miejscu w tym samym czasie. Znając swoich podwładnych najpewniej hasło padło dziesięć minut temu, a w następnej chwili wszyscy byli już w jednej sali. Przynajmniej tak to widział oczami wyobraźni.
    Po drodze minął pokój w którym leżała Asami. Minęły dwa tygodnie, z czego połowę spędził w więzieniu, a mimo to czuł jakby od tej nieudanej akcji minął rok. Spytał się przechodzącą pielęgniarkę jaki jest stan dziewczyny, kobieta spuściła wzrok, pokręciła głową i ruszyła dalej. Czyli było gorzej niż się spodziewał. A zespół Amosa, który zajmował się całą sprawą był w kropce, zero śladów, które mogłyby wskazywać na czyjekolwiek dzieło. Jedyne co było wiadome, to fakt, że atak był nagły i niesamowicie skuteczny. Bilans Gungniru po 2 tygodniach: Wszyscy przynajmniej ranni, dwójka w śpiączce, jeden bez nóg, jeden przeniesiony, jeden zbiegły. Nataniel Cielo - przykładowy kapitan.
    Gdy ruszył dalej rozległo się połączenie, gdy odebrał ukazała mu się twarz Mikela Sterna, jednego z ważniejszych osób oddziału Gleipnir, właściwie można powiedzieć, że trzeciej najważniejszej osoby w oddziale.
    - Nate! Gratuluję wyjścia z więzienia! Pewnie powietrze zupełnie inaczej smakuje, bo wcale nie jest tak, że cały budynek jest w pełni klimatyzowany, a okna poza piętrami mieszkalnymi się nie otwierają - zaśmiał się, Nate zaledwie delikatnie uśmiechnął - do rzeczy, znaleźliśmy Miki Oono, powiedziała, że będzie rozmawiała tylko z Amayą Sasaki, mógłbyś ją do mnie podesłać? Jestem w podziemiach, pokój przesłuchań 10D.
    - Idę się właśnie spotkać z oddziałem, więc zaraz jej to przekażę, ale poza nią wyślę też kilka innych osób, powinni się poduczyć przesłuchań i obawiam się, że to nie jest coś, czego możesz mi zabronić.
    Mikel pomyślał chwilę i się zgodził, Natanielowi spadł kamień z serca, reszta nie będzie się nudziła, gdy on pójdzie na spotkanie, a może wyciągnie jakąś praktykę i wesprze mentalnie Ame, bo na tyle na ile kapitan się orientował - spotkanie z rodziną Oono było dla dziewczyny niezbyt przyjemnym uczuciem.
    W końcu po kilku minutach i kilku innych rozmowach w końcu dostał się pod drzwi za którymi powinni być członkowie jego oddziału. Otworzył je najciszej jak mógł i oparł się w progu. Obraz, który zobaczył przerósł nawet jego najśmielsze oczekiwania. Połowa drużyny zwijająca się ze śmiechu, połowa nie zwijająca się i zrozpaczona Neya nad workiem, w którym leżał Tony.
    Musiał się przyznać przed samym sobą, że przez chwilę poczuł ulgę.
    Ale potem przypomniał sobie, że Tony nie umarł, tylko uciekł i wszystko wróciło.
    - Widzę, że całkiem ciekawie rozwijają się sprawy. Mamy dziś rezerwację na kolację, a później stolik w klubie. Przymknę oko jeśli uda wam się stąd wynieść Tony’ego, Yena i Zacha.
    Może był beznadziejnym kapitanem, ale na pewno miał najlepszych ludzi w oddziale.

Koniec Aktu I


Limbowe przedszkole, czy słońce czy deszcz



Europejski oddział MAAMT, Praga
25-08-2070 r. Stołówka, stolik oddziału Gungnir

    Nie wierzył, że dał się w to wciągnąć. Wszyscy opowiadali swoje historie z dzieciństwa i teraz najwyraźniej przyszła jego kolej. Nie wiedział w sumie co ma powiedzieć, nie było nic ciekawego w jego dzieciństwie. Znaczy, dla niego było ciekawe, ale co mogło być ciekawego w tym dla innych, spojrzał na Zacha który językiem migowym przekazał mu ‘Trzej Cielo’, na co Nate, również migowym odpowiedział ‘Trzej muszkieterowie’, Drake, który siedział obok najwyraźniej również przypomniał sobie o czym mowa, ponieważ zaraz po kapitanie oddziału Gungnir pokazał ‘Trzej bogowie zniszczenia’, a po chwili na ekranach lewitujących po stołówce pojawiła się ikonka diabła i gif z ogniem.
    Nate westchnął i poprawił się na miejscu, nie dość, że dyskutowali przy obiedzie, to jeszcze o takich głupotach. Z drugiej strony co innego robić. Wysłali ich tutaj, aby zajęli się sprawą jakiegoś znanego magiterrorysty, ale śledztwo utknęło w martwym punkcie, a ich nie dopuszczano do akt, póki nie wyrobią im dostępu. Zasrana europejska biurokracja.
    - Eh, nie wierzę... ale niech wam będzie… to było bodajże w 3 grupie przedszkolnej…
    … Zach wspiął się na flanki zbudowanej pospiesznie bazy, w ręku miał karabin NERF wyprodukowany przez MAAMT na potrzebny kampanii promocyjnej zachęcającej młodych ludzi to nauki strzelania przez zabawę. <Ktoś na pewno stracił posadę przez ten pomysł, ale Corell musiał mieć przy tym ubaw.>
    - Do ataku!!!! - jednak nie zdążył nic zrobić, bo Nate złapal go za koszulkę i wciągnął z powrotem za bezpieczne mury.
    - Gupcze, nie rozumiesz, że oni mają to samo co my, ale więcej? Musimy przemyśleć naszą strategię. Drake, które z nich to najsłabsze ogniwa?
    Spojrzał na przyjaciela, którego różowa czupryna mogła w tej chwili służyć jako światło do naprowadzania samolotów na pas startowy. Wciąż nie do końca mu przeszła złość, w sumie nic dziwnego. Zach zamiast zdobyć farbę do włosów przyniósł olejną. Na szczęście w tym, że nie do końca potrafił czytać, wybrał nieszkodliwą i prawie bezzapachową, a z drugiej strony to nie było duże pocieszenie, gdy ktoś wylewa Ci cały jej kubeł na głowę.
    - Największymi fajtłapami są Rianne, Abraham, Alastair, Christian, Renata, Aeron, Anna, Castor, Orion i ten grek o za długim nazwisku, ledwo trzymaja swoje NERFy.
    Z tego co zaobserwował Nejt zapas amunicji i jedzenia wystarczył im na wojnę okopową prowadzoną przez maksymalnie trzy godziny, przy ogniu zaporowym, jeśli chcieli walczyć to musieli przeprowadzić jeden skuteczny atak. Tyle musiało wystarczyć, aby tata przyszedł i zaprowadził porządek. Oczywiście Nate prędzej by trafił siebie z pistoletu niż kogoś, więc zostawał w roli obrońcy i stratega. W końcu mógł stworzyć dwie tarcze, które zatrzymają aż trzy pociski.
    - Ej, a słyszeliście to? Przychodzi baba do lekarza, a lekarz też baba? - spojrzał na nich z wyrazem twarzy pełnym ogromnego rozbawienia i szeroko otwartymi oczami jakby odkrył coś nowego.
    Nate spojrzał na brata z wyrazem zmieszania i zażenowania, Drake podobnie, ale z majaczącym uśmiechem, niebieskowłosy nie wiedział, czy żart go rozbawił, czy też przyjaciel śmieje się z brata, koc obok bazy się zaśmiał.
Zach podskoczył jak oparzony i wystrzelił cały magazynek w koc. Następnie Nate doskoczył i zerwał okrycie. Pod spodem leżał dzieciak, który potrafił poruszać się bardzo cicho. Zach przyłożył nadgarstek do ust.
    - Szpieg neutralajzed, szpieg neutralajzed powtarzam.
    Nate, który kucał tuż obok niego spojrzał z miną typu “serio?”, ale jego brat za bardzo wszedł w rolę. Jednak to już było za wiele. Skoro próbowano zinfiltrować ich szeregi, to czas było przejść do ataku. Problem w tym, że Zach wystrzelał dwadzieścia procent ich zapasów, a przecież wystrzelonych kul się nie wykorzystuje. Mieli jeszcze trochę i kilka poduszek, ale nie wiedział czy to wystarczy.
    - Dobra Panowie, czas przejść do ataku, oni właśnie sobie z nas kpią - Zach po cichu spytał co znaczy kpić, ale nikt mu nie odpowiedział. - Pomyśleć, że takie coś tylko dlatego, że Zach obślinił śniadanie Bartka, bezsens. Gotowi?
    Drake i Zach skinęli głowami.
    - Trzej Cielo!
    - Trzej muszkieterowie!
    - Trzej bogowie zniszczenia.
    Zach i Nate rzucili na Drake’a zdziwionymi minami.
    - To był honor, służyć z wami.
    Na trzy wyskoczyli zza osłony z klocków i poduszek. Drejk punktował niemiłosiernie, był niczym John Wick, gdy w piątej części przebito opony w jego samochodzie. Każdy strzał trafiał do celu i eliminował przeciwnika z walki. Praktykował tu zasadę one shot one or two kills. Zach radził sobie gorzej, jednak wciąż całkiem dobrze, marnował dużo amunicji, ale był skuteczny. Za to Nate obserwował otoczenie i osłaniał swoich żołnierzy przed atakami, przy okazji walcząc dwiema poduszkami jak postać z kiedyś znanego anime. Byli zabójczo skuteczni, póki ktoś nie zniszczył osłony chroniącej Zacha. Jednak wtedy zielonowłosy zdążył zrobić unik, sięgnąć po poduszkę przyczepioną do pleców i jedynym uderzeniem posłać przeciwnika dwa metry dalej, wprost w tłum wrogów, którzy przewrócili się jak kręgle.
    Wtedy podniosły się przedszkolanki, ostateczni bossowie, hersztowie tej bandy nacukrowanych agresorów. Nate gwizdnął, Zach ustawil się w pozycji półprzysiadu i wystawił ręce przed siebie. Najpierw podbiegł Drejk, bo był bliżej, również wyposażony teraz w poduszkę, stanął stopą na złączonych dłoniach Zacha, który płonął pierwszy raz w życiu, dziwnym zielonym płomieniem, ale to nie czas na to. Zach wybił różowowłosego, ten prawie uderzył w sufit, ale ostatecznie doleciał do przedszkolanki i robiąc obrót w powietrzu zdzielił ją z całych sił poduszką w głowę. Następnie podobny manewr zrobił Nate, jednak ten wylądował na utworzonej przez siebie ścianie i zaczął okładać dwiema poduszkami drugą kobietę.
    W tym czasie Zach podbiegł do ich głównego nemesis i pierwszego podwładnego przedszkolanek, przewodniczącego grupy - Daniela Romero. Oszołomiony okularnik podnosił się z grupy przewróconych, Zach zaszedł go od tyłu, złapał w pasie i z okrzykiem SUPLEEEEES przewrócił chłopca na ziemię.
    Następnie wszyscy trzej wdrapali się na biurko i stanęli plecami do siebie, gdy zobaczyli, że nikt ich nie powstrzymuje, zaczęli budować wokół siebie kolejną bazę uznając te terytorium za swoje. I trwali w niej, póki godzinę później nie pojawił się ówczesny kapitan oddziału Quernbiter, który przy okazji był ojcem Zacha i Nate’a. Jego pierwszą reakcją był śmiech, drugą podziw, a trzecią ganienie przedszkolanek, że nie potrafią powstrzymać trzech nakoksowanych adrenaliną i śniadaniem pełnym owoców i warzyw pięciolatków.

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (31-12-2020 o 14h09)



https://cdn.discordapp.com/attachments/781154412323405845/781156592959225866/majima2.gif

Offline

#283 08-01-2021 o 19h29

Straż Cienia
Sladka
Szeregowiec
Sladka
...
Wiadomości: 91

------------------------------------------------------------------------https://i.pinimg.com/564x/8b/e8/90/8be890d996443f82b5e1ce724d4a490c.jpg

- Da! Da! DAAAAA! – krzyknęła ucieszona po rosyjsku, gdy ostatecznie okazało się, że Tony żyje. Była jednak zupełnie niepocieszona, kiedy wyszło, że to nie jest jej zasługa. Z smutnego wniosku aż się napiła... I to zdecydowanie nie soczku.

Kolejne pół roku było dość pracowite. Była na przesłuchaniu i choć w tym wszystkim chodziło o patrzenie i słuchanie to jednak ona skupiła się na zmyśle smaku i węchu przemycając sobie przekąski i odpowiedni napój do tego. Regularnie imprezowała z oddziałem, do którego dalej nie zdawała sobie sprawy, że należała. Trochę mniej chętniej, ale dalej brała udział w treningach i misjach. No i oczywiście nawiązywała znajomości z Amerykańskimi członkami MAAMT, licząc że znajdzie kogoś w typie Croissanta. I chodziło o charakter i kwestie pomocowe, nie wygląd, choć podobnym do niego ciasteczkiem by nie pogardziła. Napisała też do rodziny czy wiedzą co się stało z kuzynką, którą widziała na ich własnym Tytanicu, ale nie dostała odpowiedzi.

Urodziła się w lesie, gdy jej ojciec walczył z niedźwiedziem w czasie burzy z piorunami powalającymi drzewa. Po porodzie jej matka również dołączyła do walki, zostawiając ją na ziemi, wiedząc że wyrośnie z niej silna dziewczyna. Dopiero potem pojechali do szpitala wiedząc, że potwierdzenie narodzin to kwestia przyklepania. A Agafia? Ją rodziłam w szpitalu, w ludzkich warunkach i nie mogłam się pochwalić nawet trudnym porodem. Godzina i było po sprawie, nawet nie zdążyłeś porządnie opić jej narodzin. Trochę wstyd w towarzystwie się przyznawać, że odwiedziłeś nas właściwie trzeźwy.

Wspominanie dzieciństwa nie było nigdy rzeczą, którą chciała robić, dlatego słysząc historyjki z przedszkola poczuła, że natychmiast musi się napić. Zresztą kto by ją z tym zatrzymał? Wszyscy się przyzwyczaili, a ona chociaż czuła się wesoła i rozluźniona. Jak sobie przypominała na jakim skraju była na tej całej niby bezludnej wyspie to miała się ochotę załamać. Dawno nie była w takim stanie. A po małym drinku od razu było jej łatwiej, historia braci Cielo zaczęła ją szczerze bawić.

- Czemu nie mogła nam się trafić taka córka jak Olga? - spytał zawiedziony ojciec myśląc, że śpię. Nie spałam. Chciałam dowiedzieć się czegoś więcej o tym niby lepszym przedszkolu dla mnie. Nie spodziewałam się, że rodzice będą na mnie patrzeć trochę jak na porażkę. Mimo wszystko przecież widziałam, że mnie kochali.
- Może po prostu moce pojawią jej się z opóźnieniem. Choć w tym momencie już i tak nici z jej kariery dla Putina. Vladimir będzie na nas patrzeć z góry i się śmiać: a kim zostanie wasza córka? Moja będzie pracować dla prezydenta! Może niech chociaż kosmetyki reklamuje!
- Przestań, dziedziczyć ma co, najwyżej zostanie twarzą jakiejś nowej i szkodliwej dla środowiska linii kosmetyków, ktoś ją zauważy, ożeni się i będziemy się modlić, by nie podpaść Putinowi. Myślę że Mironovie się za nami nie wstawią w razie co.


Dalej nie miała bladego pojęcia czy miała imię po kosmetykach firmy Agafia czy tez kosmetyki nazwano jej imieniem. Wtedy by chociaż mogła się pochwalić historią jak z wymyśleniem nazwy aut Mercedes.
- Nie macie wrażenia, że coś tu się fajczy? – stwierdziła marszcząc nos, a już po chwili mogli zobaczyć kelnera, który od świeczki podpalił sobie fartuch i zarazem dyskretnie i szybko szukał szklanki wody, którą mógłby się oblać bez przeszkadzania klientom. Po chwili uznał, że takiej nie znajdzie, więc z tacą w ręcę z ich zamówieniami wbiegł na zaplecze.

Kiedyś, gdy wróciłam z przedszkola Mironovie nas odwiedzili. Olga wyglądała jak aniołek z blond włosami i ciemnoniebieskimi oczami. Wcale jednak taka grzeczna nie była. Kiedy dorośli kazali nam się pobawić zaczęła być dla mnie wredna.
- Czy w twoim przedszkolu dzieci czarują?
- Nie... - zdziwiłam się skąd to pytanie.
- Frajerzy... - nigdy nie zapomnę tego uśmiechu. Jakby wygrała w jakimś ważnym konkursie.
- Frajerzy? To przedszkole dla bogatych dzieci! Ty nigdy nie widziałaś nawet tylu zabawek!
- Ale będę pracować dla Putina – odrzekła z dumą.
- My mamy czas na zabawę i leżakowanie – próbowałam przekonać samą siebie, że nie mam jej czego zazdrościć.
- Ale będę pracować dla Putina.
- Odziedziczę całe wódczane królestwo i będę też królową kosmetyków, o!
- Ale ja będę pracować dla Putina!
Nie wytrzymałam – pociągnęłam ją za warkocz, a ona utworzyła pode mną lód. Kiedy chciała mi oddać coś się we mnie obudziło – uderzając ją ręką sprawiłam, że zaczęła się szamotać jak ryba poza wodą. Potem wyszło na jaw, że ujawniły się moje moce, ale Mironovie w międzyczasie uznali to za potwarz, gdy ich córka się popłakała. Wmówiła im, że nią potrząsałam jak lalką. Dostałam karę, ale gdy po nowych badaniach wyszło, że mam moc myślałam, że teraz wszysko się ułoży. Ale tak nie było.
I wtedy też zaczęłam wręcz nałogowo wcinać słodycze. Udawały jakieś ukojenie.


- Chodziłam do rosyjskiego przedszkola oczywiście. Pomysł, bym uczyła się, by pracować dla MAAMT przyszedł później. Rodzice chcieli, bym zobaczyła świat – zaczęła wesoło popijając słowa winem i się zastanawiając jaki kit wcisnąć. W sumie jej przedszkole, choć radosne, było nudne. No i od kiedy jej moc wyszła to musiała nosić łańcuszek, który nie pozwalał się ujawniać jej magii. - Ale wcześniej musiałam się nauczyć angielskiego i nie tylko. Poziom nauczania był na wysokim poziomie, ale zachowanie dzieci nie. Ja należałam do jednego z najważniejszych gangów pięciolatków – powiedziała z dumą.

- Jak ona wygląda... - kiedyś spojrzała matka na mnie krytycznie i szepnęła do ojca. Znowu słyszałam to, co nie miało do mnie dotrzeć.
- Schudnie, zobaczysz. Pójdzie do szkoły dla uzdolnionych i...
- Nie pójdzie.
- Ech, masz rację. Nie ma co się łudzić, za późno dla niej by to miało sens. No i zdążyła do siebie zniechęcić sporo dzieci w przedszkolu. Za ileś lat będą jej to wypominać i nic tu nie osiągnie.
W tamtym momencie już było jasne, że nie odziedziczę całego imperium, a najpewniej tylko trochę udziałów, jeśli w ogóle coś, bo doczekałam się brata. A skoro tak, to czemu oddawać majątek w posagu w obce ręce? Tyle dobrze, że miałam moce, mogłam pójść do konkretnej pracy. Choć rodzina po cichu biadoliła, że nie dla Putina.
- Zresztą ona ma tylko moc związaną z prądem i lodem. Olga z lodem i powietrzem może jednak zrobić więcej.
Aż złamałam batonik trzymany w rączce. Ileż można słuchać, że Olga jest lepsza, piękniejsza, bardziej mocarna i będzie pracować dla Putina?
- Córeczko, za rok jedziesz za granicę – w pewnym momencie oświadczył mi ojciec. - Będę szczery. Ci z najlepszymi mocami już mają zaklepane co lepsze stanowiska, a dla ciebie zostały resztki. Ale w MAAMT masz realne szanse na awans. Chyba. Tylko przestań jeść takie ilości czekolady, bo to aż wstyd – oznajmił ojciec i wyszedł z pokoju, a ja nie wiedziałam co myśleć. Coś zrobiłam nie tak, że nie mam co liczyć na stanowisko? Za późno na ideologizowanie sześciolatki? Mironovie zapłacili łapówkę bym nie miała szans na to stanowisko?
Potem zrozumiałam jak zobaczyłam na jakim poziomie są te "genialne dzieci". A nie chciałam dawać satysfakcji Oldze, która pewnie w takim wypadku zostałaby moją szefową ze względu na podobne moce. Pewnie zamiast powtarzać, że ona pracuje dla Putina zaczęłaby gadać, że on bardziej ją docenia.


- W gangu, w którym byłam, byliśmy najmniejsi, ale chyba też najbardziej zawzięci. Inne dzieci czasami chciały wykorzystać swoją fizyczną przewagę, by zabrać zabawkę, pociągnąć za warkocz lub zabrać kakao, ale wtedy do akcji wkraczała reszta grupy i nie mieliśmy litości. Jednego wrzuciliśmy do basenu z piłeczkami i rzuciliśmy się na niego wszyscy, by nie mógł wstać. Innego zamknęliśmy w skrzynce, z której znaleźliśmy zabawki i znaleźliśmy go dopiero rano. Jednego chcieliśmy przerobić na bałwana, ale przedszkolanka za wcześnie się zorientowała i zdążyliśmy oblepić mu śnieg tylko do kolan. Podkradaliśmy też batoniki ze stołówki i wylewaliśmy owsiankę za okno. Piękne czasy – rozmarzyła się. Bezprawie w pewnym sensie było jej klimatem. - W ogóle strasznie długo już jestem z wami wysyłana na misje i w ogóle, ale jestem ciekawa, kiedy przydzielą mnie do kogoś innego. Ale mam nadzieję, że nawet jak trafię gdzie indziej to i tak będziemy się razem spotykać na imprezy – stwierdziła nieświadoma prawdy.

Po trafieniu do MAAMT myślała, że będzie jak zawsze. Ale nie.
Nikt nie mówił o Oldze i Putinie.


***


Kontynuacja na innej stronie. Jeśli ktoś chce śledzić dalsze przygody może napisać do któregokolwiek uczestnika o link :3

Ostatnio zmieniony przez Sladka (17-02-2021 o 17h50)

Offline

#284 17-02-2021 o 18h17

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 197


Hej, hej!

Przenosimy perypetie wesołego oddziału Gungnir w inne, lepsze miejsce <3

Dziękujemy bardzo wszystkim osóbkom, które kiedykolwiek czytały nasze opowiadanie, trzymajcie się cieplutko i zdrowo <3

Papatki!

https://media.discordapp.net/attachments/564495598900871198/811647162672218122/dreamteamnai2.png



https://cdn.discordapp.com/attachments/781154412323405845/781156592959225866/majima2.gif

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 10 11 12