Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2 3 4 ... 10

#26 21-10-2019 o 01h29

Straż Cienia
Ghoul
Oficer Straży
Ghoul
...
Wiadomości: 1 737

A N T H O N Y    E R L I N G E N


   Szczęka lekko mu opadła, kiedy zobaczył, jak Agafia przechodzi do ciężkiej artylerii i rozprawia się z wąsaczem. Absolutna wariatka. Spodobało mu się to. Pogapił się tak na nią przez chwilę i poklepał sam siebie po policzku, żeby wrócić do w miarę przytomnego postrzegania reszty otoczenia, dopiero kiedy Amaya zmuszona była ratować Rosjankę przed ciosem. Sytuacja eskalowała szybko, jego mięśnie spięły się natychmiast, a usta ponownie rozchyliły delikatnie, tym razem przygotowane do użycia magii... Śledząc jednak poczynania chwiejącej się Sasaki, zauważył, że oto nadeszły posiłki.
   Asami przejęła stery i zręcznie doprowadziła ich poobijaną łajbę do portu. Niczego innego nie mógłby się po niej spodziewać, szczerze mówiąc. To na Phosa spoglądał teraz spod uniesionych brwi, z uznaniem graniczącym ze zgrozą. Jako ktoś, kto telefon umiał co najwyżej włączyć i wyłączyć, a i to w dobry dzień, był pod wrażeniem podobnej zręczności w posługiwaniu się technologią. Jednocześnie, grzmiące powiadomienia o gorących singielkach w najbliższej okolicy wywołały lekki zespół stresu pourazowego, sam bowiem z powodzeniem zawirusowywał swój telefon przynajmniej raz w miesiącu i nękany był podobnymi ofertami, dopóki  znów nie oddał urządzenia do serwisu. Dobrze się składało, że Miyu okazała się na tym froncie wyjątkowo wyrozumiała i zaglądając mu przez ramię, pomagała ocenić domniemaną gorącość samotnych dam w skali od jednego do czternastu. Nigdy do dziesięciu, dziewczyna uznawała, że to o wiele za mały zasięg, by uczciwie sklasyfikować cokolwiek.
   Nawet groszkowa kula do burzenia w postaci Zacha, nie dała rady na dłuższą metę zachwiać odbudowanej równowagi. O dziwo, chłopak sam o to zadbał, powstrzymując Nate'a przed interwencją siłową. Anthony przemilczał ten pokaz braterskiej miłości, jednocześnie domyślając się, że w podobnej sytuacji jego własne rodzeństwo nie zaprezentowałoby podobnej troski.
   - Ramen, doskonale! Oto człowiek, który potrafi skupić się na ważnych sprawach! Dobrze cię widzieć, stary – poklepał starszego z bliźniaków po plecach dostatecznie energicznie, by ryż posypał mu się z twarzy, zanim rzucił się na poszukiwanie potrawy.
   Po chwili wrócił, by zająć miejsce przy stole, który wciąż, choć specjalnie dla nich przeznaczony, wydał mu się nieco ciasnawy. Rozepchnął się mimo to wygodnie, nie żałując sobie przestrzeni i natychmiast włączył się do rozmowy.
   - To, że muszę zgodzić się z Junior sprawia mi fizyczny ból, o, tutaj, w serduszku – popukał dłonią gdzieś w okolicy żołądka – ale to prawda, załatwiliście ich w doskonałym stylu.
   Gdyby zastanowił się nad tym głębiej, pewnie zdziwiłby się, jak wspólny wróg zdołał sprawić, że zespół natychmiast się zintegrował. Może pomyślałby o tym, że z cudem graniczy fakt, że ci obcy i tak różni ludzie, nagle stali się naprawdę drużyną... Może pochyliłby się nawet nad Yennową teorią testu, roztrząsając, czy za wydarzeniami tymi stał wyłącznie przypadek, czy może czyjś geniusz przywódczy... Nie zastanowił się nad tym jednak wcale, zajęty był bowiem pochłanianiem kolejnych dań. Na jego tacy znalazło się dość jedzenia, by wykarmić wielodzietną rodzinę przez cały dzień, znikało ono jednak w zastraszającym tempie. Wyglądało na to, że przez dłuższą chwilę uchowa się tylko kilka kropel sosu teriyaki, którym ubrudził sobie policzek, wcale tego nie zauważając.
   - Z drugiej strony, zniszczyliście tego biednego buraka, naprawdę, okrutnicy... Ja chciałem mu tylko kulturalnie trzasnąć surową rybą w twarz, ale wy... Pomiędzy tymi reklamami, a „Pan chyba żadnej nigdy w ramionach nie trzymał” – powtórzył wcześniejszą kwestię Yena, naśladując jego głos prawie idealnie, co było jednym z plusów jego magicznych zdolności – facet ma nową, wspaniałą reputację w MAAMT, o której ludzie szybko nie zapomną... a gdyby zaczynali zapominać, to na pewno im przypomnę.
   Stopniowo zaspakajając łapczywość, Tony powrócił myślami do problemu, który zajmował go, zanim dotarli do stołówki. Nawet mimo całego przedobiadowego chaosu, udało mu się zauważyć, jak zdecydowanie Xi zareagował na zniewagę rzuconą w stronę młodszej siostry Anette, a także jej palce kurczowo zaciśnięte na ramieniu chłopaka. Być może, cóż... czy to dałoby się wykorzystać? Korzystając z faktu, iż jego ulubiony skrzydłowy siedział właśnie pomiędzy nim, a Junior, Erlingen zdecydował się od razu zbadać sprawę. Kiedy znów się odezwał, konspiracyjnie obniżył głos, zwracając się w stronę przyjaciela.
   - Więęęęęc, ty i mała Egerton? Coś, co? Cóż... - odchylił się do tyłu, żeby przyjrzeć się jej bezwstydnie pod innym kątem. Zmrużył oczy, przygryzł wargę, a potem ze wzruszeniem ramion powrócił do poprzedniej pozycji. - O gustach się nie dyskutuje, zgadza się? Chcesz, żebym mimochodem opowiedział jej, jak w pojedynkę obezwładniłeś dwunastu chłopa w barowej bójce, czy coś w tym stylu? Tematycznie nawet pasuje... Chociaż przy jej krystalicznej czystości może lepiej nada się twoja wolontariacka praca ze szczeniaczkami bez łapek...?


TECHNIK HODOWLI POSTÓW
https://i1.wp.com/www.heymunky.co.uk/wp-content/uploads/2016/06/quicksilver.gif?resize=480%2C198

Offline

#27 22-10-2019 o 23h44

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 157

_________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/632643169300774952/unknown.png

     Zacisnął pięści i fuknął, brzmiąc jak rasowy, obrażony kot. Tupnąłby jeszcze nogą, a później walnął w stół, gdyby nie interwencja reszty oddziału. W momencie, w którym onigiri wylądowało na twarzy wąsacza, Yenna zawiesił się, zupełnie, jak jego własny zegarek. Rozchylił usta, szepcząc ni to z pochwałą, ni to ze skarceniem:
     -Tooony!
     Kiedy jasnowłosa kobieta poraziła najbliżej stojącego maga prądem, Yen niekontrolowanie spiął mięśnie na zniekształcone wyobrażenie tego, jak wygląda ten rodzaj bólu. Panna Sasaki okazała się mieć cięty język, na co młodzieniec zrobił swoją standardową, zdziwioną minę. Nie był pewien, czy powinien interweniować, ale nie ruszał się z miejsca, a jego ramiona i plecy robiły za parawan zasłaniający całą akcję przed częścią gapiów. Dopiero zaciskająca się na jego przedramieniu dłoń odwróciła jego uwagę od głównego widowiska. Spojrzawszy na Neyę, której nie zdążył wcześniej odpowiedzieć poklepał lekko i krótko jej dłoń, nie będąc pewnym, czego w ogóle dziewczyna od niego oczekuje. Dopiero Phos i Asami zadziałali skutecznie, ostatecznie wykurzając wąsaczy ze stolika. Yennie zaświeciły się oczy z zachwytu, kiedy zrozumiał, że to oni włamali się do komunikatora maga. Zawsze fascynowały go wszelkie hakerskie sztuczki, na których on nie znał się całkowicie. Pośpiesznie przywitał się z Zachem, posyłając mu szeroki uśmiech, do Nate’a zasalutował, dając tym znak, że wszystko jest w porządku.
     Egerton zadała pytanie do Phosa i Asami, na które odpowiedzi chętnie by posłuchał, ale po tym, jak wreszcie mógł wziąć sobie z bufetu trochę jedzenia, nic nie liczyło się bardziej od zawartości jego tacy. Miał na niej wiele różnych rzeczy, od polecanego przez Zacha ramenu do smażonych warzyw. Usiadł wygodnie i ciesząc się zapachem obiadu, zastukał końcem jednej pałeczki o drugą. Szybko pochłonął sajgonkę i już miał wpakować sobie do buzi kolejną, kiedy dotarł do niego obniżony głos Anthony’ego. Kątem oka obserwował ruchy blondyna, by po chwili spojrzeć niekontrolowanie na rude włosy przyjaciółki.
     -A obezwładniłem?- parsknął cicho.
     Wrócił spojrzeniem do Erligena i posłał mu zaczepny uśmiech.
     -Fakt, czasem budzę się z siniakami, ale to chyba byłaby lekka przesada. I poszkodowane szczeniaczki, Tony, serio?- Skierował swoje pałeczki w kierunku ust Anthony’ego i wcisnął mu do buzi sajgonkę. -Lepiej spróbuj tego. Nakręciłeś się jak była mojego ojca. Z Neyą się przyjaźnię i trenuję, a poza tym, ona nie lubi psów. Jak jesteś zazdrosny, to powiedz mi prosto z mostu, chętnie znajdę trochę czasu tylko dla ciebie- zaśmiał się serdecznie.
     Nie czekał z powrotem do jedzenia na odpowiedź prawie-że-współlokatora. Pomiędzy przełknięciami skłonny był się odzywać, choć w inicjowaniu tematów nie był oryginalny.
     -Porozmawiajmy lepiej o pracy. A jak nie o pracy, to o terminie pochodnym, czyli, yyy, o tym, co można robić po pracy. Jeżeli będzie czas, jestem za wspólnym uczczeniem udanej misji.- Mówił pewnie, tak, jakby przesądził już wynik zadania przed nimi postawionego.
     -Brak powiadomień- mruknął po szybkim sprawdzeniu, czy nie dostał żadnej istotnej wiadomości. –Chciałbym już wiedzieć, gdzie będziemy musieli polecieć.

Ostatnio zmieniony przez Airi (22-10-2019 o 23h46)


https://64.media.tumblr.com/7f661055ba2a00f462ee511771163249/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo8_400.gifv https://64.media.tumblr.com/5a3cbd2b39ab5691ea66d08fbf163f39/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo3_400.gifv

Offline

#28 27-10-2019 o 20h44

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 170

............................................................................... N A T E
    Każdy w rodzinie wiedział, że obsesja na punkcie wybranych posiłków istnieje przez naszą najstarszą siostrę. Zach uwielbiał stan myślenia tylko o śniadaniu i samo jedzenie, Amos, Lidia i Samuel byli dość obojętni względem tego, jednak dawało się odczuć ich zdenerwowanie, gdy nie dane im było spożycie ukochanego posiłku, ale także gdy zbliżała się ich pora byli lekko poddenerwowani i pobudzeni. 
    Jednak ze mną robiła prawdziwe koszmary, mój... nastrój zupełnie się zmieniał, potrafiłem wybuchnąć śmiechem, płaczem, porządnie się zdenerwować, prawie jak po alkoholu tylko znacznie, znacznie gorzej. Dlatego wypuszczanie mnie do ludzi wiązało się z pewnym ryzykiem, którego konsekwencje musiałem ponosić przepraszając potem wszystkich lub, tak jak przed chwilą, być ogarniętym przez Zacha.
    Dlatego po zjedzeniu miski ramenu i kilku kawałków sushi znów poczułem się neutralnie, jak zwykle i czułem, że jestem w stanie jakoś pokierować tym oddziałem. Pomogłem Zachowi ogarnąć się z resztki ryżu, wpuściłem mu krople do oka, aby go nie bolało i dałem mu nową przepaskę na oko, bo oczywiście on nigdy nie nosił zapasowej. 
    Przy obiedzie starałem się jakoś zagadać do innych, poznać, wiedzieć z kim pracuję, niecierpliwie spoglądając na interfejs w rękawicy, na który Corell miał mi wysłać instrukcje co do misji. Spojrzałem na brata, Zach zdecydowanie wiódł prym w kontaktach międzyludzkich, żartował sobie, dużo się śmiał, zagadywał wszystkich o różne głupoty typu: Powiedz Junior, czy uważasz, że bielizna koloru czarnego zdecydowanie lepiej się nosi niż ta koloru jaskrawo żółtego? I rzucał w Tony’ego jedzeniem, od czasu do czasu klepiąc Phosa po głowie.
    W końcu, gdy jedliśmy deser, poczułem delikatne wibracje przy nadgarstku. Mimo mojej obojętności, serce przez chwilę uderzyło kilka razy szybciej. Pierwsza misja pod moim dowództwem, ani trochę mnie to nie cieszyło. Ruchem ręki otworzyłem hologram ukazujący plany misji. Przestudiowałem go na szybko i już czułem, że to nie jest misja dla początkujących, dlatego zaczęło mnie zastanawiać czy to aby na pewno Corell nam ją wybrał, czy może ktoś maczał w tym palce, ktoś komu zależało na naszej porażce... a jeśli to Corell, to czy tak bardzo pokłada w nas zaufanie?  Czy śmieje nam się w twarz.
    Kolejnym ruchem ręki przesłałem to wszystkim, wstałem od stołu dziękując za posiłek i towarzystwo. 
    - Czas na nas, nasza pierwsza misja, przesłałem wam plik, zapoznamy się z nim dokładnie po drodze, idziemy po swoje uzbrojenie, Junior, przygotuj transport, przy broni każdy z was dostanie komunikator, przez który będzie nam się o wiele łatwiej komunikować jak dojdzie do walki. - ruszyłem prowadząc wszystkich korytarzami prosto do zbrojowni i myśląc nad każdą możliwą taktyką. 
    Czułem, że z charakterami wszystkich zebranych w oddziale absolutnie każda taktyka będzie nieskuteczna. Ta misja wymagała trochę subtelnego działania, zaplanowania i przede wszystkim dokładnego wypełnienia zaleceń, wręcz szaleńczo dokładnego wypełnienia zaleceń. Odbijanie świadków to nie jest dobra misja dla początkujących. Przemyślałem wszystko kilka razy podczas drogi, starając się nie skupiać na podnieconym Zachu zagadującym wszystkich czy są tak samo zaskoczeni misją jak on i czy też czują takie ‘śmieszne ciarki’ na szyi. 
    W zbrojowni, gdy odebraliśmy swoje bronie i byliśmy w trakcie ekwipowania ich stanąłem przed wszystkimi i nacisnąłem guzik na hologramie rękawicy, aby projektor ukryty w suficie wytworzył projekcję obszaru misji, celów. Zacząłem rysować nasze pozycje. 
    - To jest hangar, w którym Heirbingerzy trzymają świadka. Wedle danych może być tam około czterdziestu magiterrorystów, z tego co wiadomo to nie mają żadnych chowańców, jednak są w pełni wyposażeni. My wylądujemy kilka przecznic dalej, żeby nie wzbudzać hałasu i podejrzeń. Będziemy musieli jak najszybciej przedostać się w okolice budynku. Itou, Twoim zdaniem będzie osłanianie nas, zajmiesz pozycje snajperskie na którymś ze wskazanych budynków, lub możesz wejść z nami, jednak ważne abyś mogła oddawać czyste strzały i informować nas, jeśli nastąpi jakaś zmiana, będą mieli zamiar nas otoczyć lub będą się przegrupowywać. Podobnie Sasaki, Twoje umiejętności strzeleckie i klon bardzo przydadzą się nam jako osłona, w razie problemów przejdziesz do walki w zwarciu. Egerton, postaraj się, aby przeciwnicy nie mogli się skupić, byli rozkojarzeni, a jak dasz radę, to niech biją się ze sobą nawzajem. Jeśli komunikacja zawiedzie będziesz przesyłała nasze myśli pomiędzy sobą. Zach, Yen i Phos, wy będziecie stanowić nasz główny trzon uderzeniowy i będziecie musieli zatrzymywać, walczyć i ewentualnie eliminować przeciwników, jeśli Itou i Sasaki nie będą wyrabiać już z odstrzałem. Ja zajmę się ochroną i tarczami, ewentualnie tak jak Sasaki w razie problemów przejdę do walki w zwarciu, przede wszystkim skupię się na ubezpieczaniu strzelców i Ney. Tony i Agafia, waszym zadaniem będzie odnalezienie naszego świadka, nie wiemy, jak wygląda, wiadomo tylko, że jest dziewczyną około dwudziestu lat, postarajcie się jej nie uszkodzić. W razie problemów dawajcie znać. Gdy tylko ją znajdziecie, wydostańcie ją jak najszybciej z hangaru, gdy będzie bezpieczna wycofujemy się z miejsca akcji. Naszym celem, nie jest zniszczenie magiterrorystów tylko zabezpieczenie świadka, dlatego nie ważne co się dzieje, ma on być nienaruszony i cały. Do samego budynku wejdziemy bocznym wejściem, wrzucimy granat dymny, po czym wkroczymy i jak najszybciej zajmiemy bezpieczne pozycje. - chociaż w to szczerzę wątpię. - Mam nadzieję, że wszystko jest jasne. Jakieś propozycje co do misji? 
    Zapiąłem uprząż moich dwóch katan, schowałem projekcję, a zapis tego, co się pojawiało na stole przesłałem każdemu członkowi oddziału. Chyba jako kapitan powinienem wygłosić jakąś przemowę, poprawić morale, przez co wszyscy poczują się lepiej, a skuteczność będzie lepsza.
    - Ekhm. To nasza pierwsza misja, nie jest prosta, zazwyczaj świeżakom przydziela się coś łatwiejszego, a nie to, co nam.  Jednak jesteśmy najwybitniejszymi i najlepszymi uczniami jacy kiedykolwiek uczyli się w MAAMT, zostaliśmy powołani przez samego Dyrektora, więc nawet jeśli nikt w nas nie wierzy, to nikt nie zaprzeczy naszym osiągom, a one jasno pokazują, że jesteśmy nie tylko z******* uczniami, ale też najlepszym oddziałem jaki kiedykolwiek powstał w MAAMT, jesteśmy Gungnir! Uważajcie na siebie. - odwróciłem się do wyjścia i ruszyłem w kierunku windy na dach, na której znajdował się nasz helikopter. 
    Towarzyszyło mi dziwne uczucie, że zrobiłem coś głupiego i krzyk połączony z brawami wydobywające się z mojego brata. Przynajmniej on był w pełni optymistycznie do tego wszystkiego nastawiony, mimo bycia na pierwszej linii frontu, a ja wiedziałem, że dla powodzenia misji być może będę musiał poświęcić nawet jego.



Piętnaście minut później wylecieliśmy, zanotowałem godzinę do raportu, czternastą czterdzieści cztery. Wedle nawigacji, na obrzeża Tokio powinniśmy dotrzeć w około dwadzieścia minut.

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (27-10-2019 o 20h57)


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#29 27-10-2019 o 23h27

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 517

__________https://fontmeme.com/permalink/191019/6f15cd9df87b9a0c2833a61d982cec0b.png


          Atmosfery przy stole nie odczytywałam jako szczególnie luźnej, ale nie dziwiło mnie to - ta dziwna konfrontacja sprzed chwili, fakt, że byliśmy oddziałem utworzonym naprędce i który miał zaraz być wysłany na pierwszą wspólną misję, jakiej szczegółów też nikt jeszcze nie znał - to wszystko nie sprzyjało rozluźnieniu. Chociaż przyznać trzeba, że Zach nie ustawał w wysiłkach i kilka razy nawet się zaśmiałam, chociaż pytaniem o bieliznę trochę zbił mnie z tropu. Po krótkim namyśle musiałam przyznać, że nigdy nie nosiłam jaskrawożółtej, ale jeśli ta kwestia go jakoś bardzo frapuje, to mogę się zgodzić na testy i poinformować go o wynikach eksperymentu. Tony standardowo pajacował, a jego zaczepkę odnośnie bólu serca, który wyglądał mi raczej na ból innej części ciała, w której plecy tracą swą szlachetną nazwę, zbyłam wywróceniem oczami. Co moja siostra widziała w tym przygłupie, tego chyba nigdy nie będzie mi dane się dowiedzieć.
Przy deserze dałam sobie spokój z bułką, której nie zjadłam nawet jednej trzeciej, i wrzuciłam ją do kubła na rzecz drugiej kawy, chociaż nie tak mocnej jak ta z rana. Wzięłam sobie do niej kruche ciasteczko, żeby pokrzepić się odrobiną cukru, ale słabo mi szło jedzenie go i skupiłam się na kofeinie. Gdy unosiłam gorący  kubek do ust, komunikator na moim nadgarstku zawibrował. Od nagłego i niespodziewanego ruchu drgnęła mi ręka, a kilka kropel kawy wylądowało na stoliku i - ku mojemu przerażeniu - na koszulce.
Szlag, szlag, niech to szlag!
Słuchając Nate'a starałam się szybko i dyskretnie poradzić sobie z plamą. Tego brakuje, żebym na pierwszą misję leciała z kawą na bluzce! Potwierdziłam tylko skinieniem, rzucając ciche "Oczywiście", mając nadzieję, że nie muszę robić niczego nietypowego i wystarczy przesłać informację do kontroli lotu z prośbą o podstawienie śmigłowca. Zrobiłam to od razu, jeszcze zanim odeszłam od stołu - podałam nazwę oddziału, godzinę wylotu i kod misji, który wysłał nam Nate. Zwykle tak to wyglądało, miałam nadzieję, że niczego więcej nie trzeba robić. Niepokoiło mnie to, ucisk na moim żołądku sukcesywnie się zwiększał. Wreszcie ruszyłam za wszystkimi w stronę wyjścia ze stołówki, zatrzymując się jeszcze na chwilę przy dystrybutorze gum do żucia i wyciągając z niego dwa opakowania. Nie było moich ulubionych, cytrynowych, wzięłam więc miętowe i wsadziłam do kieszeni. To było, wbrew pozorom, bardzo ważne. Musiałam coś żuć, to pomagało mi się skupić w trakcie lotu. Kiedyś podgryzałam jakieś przekąski, jeszcze za czasów gdy moja siostra uczyła się w Akademii i za którymś razem ze śmiechem mi wytknęła, że jeśli nie przestanę, to pewnego dnia nie zmieszczę się do helikoptera. Obraziłam się śmiertelnie, ale wzięłam sobie radę do serca - od tamtej pory zawsze miałam przy sobie zapas gum. I żadnych paluszków.

          Zeszliśmy do zbrojowni, gdzie sprawnie wydano nam nasz ekwipunek. Podziękowałam skinieniem tęgiemu mężczyźnie, który się tym zajmował i zabrałam swoją broń, a także pokaźną i dosyć ciężką apteczkę, która musiała przed pierwszym lotem znaleźć się w śmigłowcu i już z nami pozostać - oby jak najdłużej w nienaruszonym stanie. Do pasa przytroczyłam granatnik i pistolet w kaburze; karabin umieściłam w zaczepach na plecach, wygodnie, po skosie nad prawym ramieniem - to ułatwiało sięgnięcie po niego. Uważnie obserwowałam Nate'a, prezentującego nam wytyczne i plany; misja na oko rzeczywiście nie wydawała się być tak łatwa, jak zakładano. Wyłapałam, jak miałam nadzieję, wszystko dotyczące mnie bezpośrednio i starałam się zapamiętać. Miałam nadzieję, że jakoś przez to przebrniemy bez większych komplikacji. Dopiero pod koniec instruktażu odebrałam potwierdzenie podstawienia dla nas śmigłowca w sektorze C-4. Czyli zrobiłam co trzeba. Trochę mnie to podbudowało i wyrwało mi się westchnienie ulgi, co zbiegło się w czasie z wybuchem entuzjazmu Zachary'ego - co dość mocno kontrastowało, mimo wszystko, z nastawieniem Nate'a. Podziwiałam go - mnie dosłownie pożerały nerwy, chociaż byłam odpowiedzialna tylko za helikopter, a on musiał upilnować i oddziału, i cywila. W windzie myślałam już tylko o nim, o czekającym na nas Magicopterze i błagałam opatrzność, by pogoda nam sprzyjała. Ta najwyraźniej musiała być mi chociaż trochę przychylna, bo chociaż powietrze nie było jakieś krystaliczne, to znikł gęsty opar, który mogłam podziwiać jeszcze rano z okien mojej kwatery. Odetchnęłam i trochę rozluźniłam uścisk palców na własnym nadgarstku, kierując się w stronę sektoru C-4. Tego dnia na dachu nie stało wiele maszyn i zobaczyłam go już z daleka - nie lśnił może nowością i miał za sobą już kilka - kilkanaście? może i kilkadziesiąt? - wylotów, ale to była dokładnie taki śmigłowiec, jaki najlepiej znałam: Magicopter Mt - 373, różniący się od tego, którym latałam najczęściej tylko większą ilością miejsc. Był przez to nieco dłuższy, ale nie powinnam mieć problemu go wyczuć.
          Jako jedna z ostatnich osób usiadłam na miejscu za sterami śmigłowca, poprawiłam ułożenie w fotelu i odchrząknęłam. Przez jedną potworną sekundę miałam w głowie kompletną pustkę. Nie miałam pojęcia, od czego zacząć, jakbym widziała tę maszynę po raz pierwszy. Zamrugałam, usiłując przywrócić sobie trzeźwość umysłu, wsadziłam do ust gumę do żucia i w skupieniu rozpoczęłam przygotowania do startu, czując się dziwnie obco. Analizowałam każdą czynność, która dotąd była dla mnie tak naturalna, że przychodziła mi odruchowo, jak oddychanie. Teraz, kiedy byłam zmuszona się nad tym zastanawiać, czułam się coraz bardziej sfrustrowana. Na końcu rozejrzałam się po panelu kontrolnym. Silniki działały; nasycony magią pierścień, który zastępował wirniki, migał błękitną poświatą; kryształ na swoim miejscu; zegary sprawne; wszystko w normie. Co teraz? Dopiero po dwóch sekundach ciszy zdałam sobie sprawę, czego mi brakuje - zapomniałam założyć słuchawki i połączyć się z kontrolą lotu. Zawsze robiłam to w pierwszej kolejności.
Zmieszana włożyłam je na głowę, wybierając odpowiednią częstotliwość - im bardziej się denerwowałam, tym było gorzej.
- Mt - 373, sektor C-4 oddział Gungnir, proszę o pozwolenie na wylot. - powiedziałam do mikrofonu lekko drżącym głosem, jednak odpowiedziała mi cisza, chociaż w słuchawkach słyszałam znajomy szum. Na panelu kontrolnym mikrofon jarzył się czerwienią. Zupełnie jak moja twarz, gdy pospiesznie go włączyłam i powtórzyłam prośbę, mając nadzieję, że nikt nie dostrzegł mojej wpadki. Czekając na odpowiedź zrozumiałam, że dokładnie to samo czułam w obecności Yena. Analizowałam oczywistości. Denerwowałam się. Musiałam coś z tym zrobić, zanim zacznę popełniać głupie błędy i zaryzykuję naszą znajomość. Przyjaźń.
- Mt - 373 Gungnir, przesyłam współrzędne destynacji. Macie pozwolenie na start.
Zacisnęłam dłonie na sterze. Były lodowato zimne i spocone.
- Przyjęłam.
Zgodnie z protokołem, czekałam jeszcze na zgodę dowódcy.
- Wszystkie systemy sprawne, mamy pozwolenie na wylot. Kapitanie?
Czułam, że jesteśmy obserwowani. Niech wiedzą, że nie jesteśmy bandą dzieciaków.
Łagodny dźwięk poinformował mnie o tym, że trasa została zaktualizowana, a na panelu wyświetliły się dane przelotu. Zatwierdziłam cel, trasowanie potrwało kilka sekund i GPS podał mi przybliżony czas - dwadzieścia minut. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, tyle zajmie nam dotarcie na miejsce do wyznaczonego lądowiska.
          Wystarczył lekki ruch nadgarstków, by Magicopter łagodnie oderwał się od ziemi. Zaczęliśmy się wznosić i przytrzymałam stery dużo mocniej niż było to konieczne. Kiedy wylecieliśmy ponad bazę i otoczyła nas jasność dnia, wyrównłam lot, sprawdziłam kontrolnie wskaźniki i radar, który potwierdzał czystość nieba w pobliżu. Trzymając się kompasu i wskazań GPS, skierowałam nas na południowy zachód. Wreszcie mogłam odetchnąć i nieco rozluźnić zaciśnięte na sterach palce. Póki co szło nienajgorzej, pierwszy stres minął po oderwaniu się od gruntu.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (13-12-2019 o 08h08)

Offline

#30 31-10-2019 o 19h45

Straż Cienia
Sladka
Szeregowiec
Sladka
...
Wiadomości: 80

Agafia Smirnoff


Na szczęście nie oberwała dzięki pomocy Sasaki. Spojrzała na nią z wdzięcznością. - Jesteś moim bohaterem - stwierdziła z prawie pijackim uśmieszkiem. Z zadowoleniem też zauważyła, że jej kumple od zakrapianych imprez dość szybko i kreatywnie załatwili sprawę wąsatych Bawarczyków. Na ten widok pokazała im kciuka, aby wiedzieli, że także w jej mniemaniu wykonali dobrą robotę. Jednakże nie przepychała się do nich, uznała, że najwyżej potem im jeszcze to osobiście powie.
Zanim zasiadła do stołu poszła na zaplecze kuchni do znajomego, francuskiego pomocnika kucharza po zapas wódki, czegoś lepszego na kaca niż witaminki od piguły i pojemnik, by wziąć sushi na zapas. Nigdy człowiek nie wie kiedy głód go przyciśnie.
Potem dosiadła się z powrotem do swoich towarzyszy. Mało się odzywała, kiedy nagle odczucia z kaca jej powróciły, ale wiedziała że obiad w oczekiwaniu na efekty zapewne nielegalnych tabletek niedługo dadzą rezultat. Zaśmiała się nawet z paru żartów Zacha, a kiedy poczuła, że ma dość, zaczęła pakować sushi i sos sojowy w buteleczkach na drogę. Ramenu wziąć nie mogła, a nich innego jej się za bardzo w oczy obecnie nie rzucało.
Leniwie zerknęła na opis misji. Kac nie męczył jej aż tak jak rano, ale dalej przeszkadzał w normalnym funkcjonowaniu. Znowu upiła więc potajemnie łyk z piersiówki, aby poczuć się choć trochę lepiej. Miała nadzieję, że w terenie będzie się już czuć całkiem dobrze, inaczej marnie to widziała. Tęskniła do szkoły, gdzie zwykłe przeziębienie było wytłumaczeniem dla nieobecności.
W zbrojowni spakowała swój stały zestaw broni, sprawdziła czy jej moce mimo kaca działają jak należy (działały), a także zgarnęła obowiązkowy komunikator. Wyglądało na to, że z ukrytą wódką i trzymanym na wierzchu pojemnikiem na jedzenie jest przygotowana na wyprawę tak bardzo, jak tylko się da.
- Tak jest, kierowniku - zasalutowała ze śmiechem do Nate'a, po czym spojrzała na Tony'ego. Ciekawe co myślał o ich roli prawie że szpiegowskiej? Ona sama coś czuła, że powinna nawalać przeciwników prądem, ale skoro tak to postara się wrócić ze świadkiem do helikoptera mimo, że w swoim stanie wolałaby chyba jednak nie biegać. No, ale skoro już jej przypadła taka rola...
- Jak zgarniemy więcej osób to się wykażemy? - spytała. Może lepiej zgarnąć całą grupę, w lekko pijackim stanie kobiecie wydawało się to bardzo proste.
W helikopterze nie tyle usadziła się, co rozwaliła na swoim miejscu. Miała nadzieję, że nie czuć od niej procentów, bo jeszcze jakiś skarżypyta na nią nada, a nie miała planu B w razie wywalenia jej na zbity pysk z obecnej pracy. Po wylocie postanowiła zagaić jakąś rozmowę. - No więc... Skoro już razem lecimy może skorzystamy z okazji i pogadamy? Jest jakiś rodzaj misji, na którą koniecznie chcielibyście lecieć? Albo wyobrażacie se wręcz szczegóły takiej, w której chcielibyście uczestniczyć?

Offline

#31 31-10-2019 o 21h16

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 270

–––––––––––---------––https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8aw-816620ec-3e6b-430d-8b3b-18e7eb86965d.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhhdy04MTY2MjBlYy0zZTZiLTQzMGQtOGIzYi0xOGU3ZWI4Njk2NWQucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.s-XTNdZap4BypIgy2Jwn285Y71O9Ib3xyij-hW7inF0
          Nie zdążyła cokolwiek pomyśleć. Odruchowo złapała czyjąś rękę, by chwilę po tym oprzeć się o klatkę piersiową tej samej osoby. Wyszczerzyła zęby w stronę Agafii, słysząc o swoim bohaterstwie.
- Do usług!
          Gdy odzyskała równowagę, odsunęła się i spojrzała na swojego wybawcę. Uśmiechnęła się szeroko.
- Dzięki, Phos. – Zasalutowała, z czym zdecydowanie kontrastował jej nonszalancki ton i jednocześnie wykonywany obrót na pięcie, by stanąć naprzeciwko wąsaczy i znów spojrzeć na przedstawienie.
          A to zaczęło przybierać ciekawe kształty. Z rozbawieniem i pewnym podziwem obserwowała rozwój sytuacji. Musiała przyznać, że nie potrafiłaby sobie wyobrazić lepszego rozwiązania sprawy: Asami i Phos nie tylko wywalczyli stolik (którego zdobycie w pewnym momencie stało się kwestią honoru) i pozbyli się tej bandy z zawyżonym ego, ale na dodatek zrobili to pomysłowo i z klasą.
- To zdecydowanie było ciekawe – rzuciła, co w jej ustach stanowiło komplement najwyższej wagi.
           Usiadła na pierwszym lepszym miejscu i w końcu zabrała się za jedzenie – a wyglądało to tak, jakby od tygodnia nie miała nic w ustach. Jednocześnie nie byłaby sobą, gdyby nie słuchała rozmów innych, z czego za najbardziej wartą uwagi uznała wymianę zdań Tony’ego i Yena. Urocza Junior i wyglądający jak następca szefa yakuzy Yenna? Tak, to brzmiało ciekawie… Czyli, jak łatwo się domyślić, momentalnie zyskało aprobatę Amayi. W sumie jeszcze nigdy nie miała okazji pełnić roli swatki, może czas to zmienić?
            Komunikator, jej kochany pistolet, dzięki któremu od razu czuła się jak prawdziwy agent… To chyba wszystko, prawda? Ach, nie, jeszcze katana, na wszelki wypadek, gdyby przyszło jej walczyć w zwarciu… Tak, teraz czuła się świetnie. Przepełniała ją ekscytacja, a w żyłach krążyła adrenalina. Mimo to wysłuchała instrukcji Nate’a z uwagą i, choć skupiała się przede wszystkim na swoich zadaniach, postarała się zapamiętać też role innych. Kto wie, może jej się to przyda? Mimo wszystko nie chciała wielkich problemów.
- Domyślam się, że to, co świadek widział, jest tajne i nie można uchylić rąbka tajemnicy, szefie? – zagadnęła.
          Na statek weszła tanecznym krokiem. Dosłownie. Wszyscy mogli podziwiać, jak zatacza koła, robi piruety i skacze, mieszając ze sobą figury walca i baletowe, by na końcu dygnąć, rozłożyć ręce i wylądować na swoim miejscu na lewo od Itou. Po czym z niechęcią zapięła pasy. Jak mus to mus.
           Słysząc pytanie Agafii skierowane do wszystkich znajdujących się w podrywającej do lotu maszynie, zdecydowała się zacząć:
- Grunt, by coś się działo. Tak długo, jak poszczególne misje będą się różnić, ja nie będę narzekać. Szpiegowanie, pościg, strzelanina… Wszystko brzmi dobrze.


T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://i.imgur.com/AEYxFyr.gif

Offline

#32 03-11-2019 o 15h29

Straż Cienia
Ghoul
Oficer Straży
Ghoul
...
Wiadomości: 1 737

A N T H O N Y    E R L I N G E N


   Gorące protesty Tony'ego przeciwko lekceważeniu poszkodowanych szczeniaczków jako techniki podrywu, zostały stłumione w zarodku, za pomocą smacznego kąska wepchniętego mu do ust. Kiedy tylko przegryzł sajgonkę, przestał się wydawać jakkolwiek zmartwiony takim rozwojem wypadków. Słuchając jednak dalej, zaczął żuć ze zdwojonym entuzjazmem, aby móc jak najszybciej wpaść chłopakowi w słowo.
   - Przyjaźnisz się? - powtórzył, unosząc brwi, a następnie pokręcił głową z dezaprobatą. - Oczywiście, że jestem zazdrosny, Yenna Xi... myślałem, że między nami jest coś wyjątkowego – przyłożył na chwilę dłoń do serca, prezentując swój rozdzierający żal, po czym karnie ukradł mu jeszcze jedną sajgonkę z talerza. - Lepiej, żebyś w ramach skruchy stawiał pierwszą kolejkę – natychmiast podchwycił niezachwianą wiarę w powodzenie misji, jak również pomysł jej oblania. - A może i drugą, jeśli mam w pełni wybaczyć taką zdradę... Przynajmniej pięć, jeśli nie chcesz, żebym żartował cały wieczór o tobie i Pannie Oddaję-Książki-Do-Biblioteki-W-Terminie – wskazał ruchem głowy na Ney, jakby jego kpiący ton nie mówił sam za siebie. - Miyu znów w tym tygodniu pracuje na podwójne zmiany, więc nigdzie nie będzie mi się spieszyć...
   Konwersacja toczyła się wartko, zdawało się, że wielu uczestników ich zgromadzenia dało się ponieść obiadowemu klimatowi i zdołało się rozluźnić. Anthony, wtrącając się do rozmowy, z pasją argumentował na rzecz jaskrawo żółtej bielizny, systematycznie dojadając resztki podrzucane przez Zacha. Był dopiero przy trzecim ciastku mochi i akurat przy końcu tyleż intrygującego, co nieprawdopodobnego wywodu, kiedy zauważył, że Nate ma, o ile to możliwe, minę jeszcze bardziej skwaszoną niż zazwyczaj. Studiował uważnie hologram, który nie mógł być chyba niczym innym, jak tylko planem ich pierwszej misji.
   - I to jest właśnie powód, dla którego nigdy nie powinieneś biec w nocy drogą, nosząc jedynie czarną bieliznę, Zach – zakończył swoją historię Tony, zajęty już pobieżnym badaniem informacji zgromadzonych w przesłanym pliku.
   Ich zadanie było dość zaskakujące, a także nadspodziewanie wymagające. Życie świadka zależało od ich szybkich, ale precyzyjnych działań. Nie wystarczyło tym razem wskoczyć z karabinem i strzelać, w co popadnie, jakbyś odgrywał na żywo szczególnie bezpardonową sesję chicken invaders. Zdaje się, że ktoś w centrali uznał, że nie potrzeba im rozgrzewki. Nie martwiło to jednak zbytnio Erlingena, okazja, aby się wykazać, była mu jak najbardziej na rękę. To była tego rodzaju misja, o której będzie można enigmatycznie napomknąć w barze, udając wahanie i niechęć do zdradzenia jakichkolwiek szczegółów, nabierając na ten hamletyzm dowolnego słuchacza. Ruszył do zbrojowni nadal w dobrym humorze, snując rozważania na temat tego, jak zostaną przywitani, po tym epickim sukcesie.
   Nałożył elementy wyposażenia, które w ciągu lat spędzonych w Akademii stały się praktycznie jego drugą skórą, wprowadzając jedynie lekkie modyfikacje do standardowego zestawu. Jako że zadanie należało do tych delikatniejszych, a jego magiczna umiejętność z powodzeniem wykluczała większość przeciwników, których normalnie musiałby potraktować bronią palną, zrezygnował z takiej dziś całkowicie. Zamiast tego wybrał kilka strategicznie rozmieszczonych, ukrytych krótkich noży taktycznych. Zaopatrzył się też w swoje dwa ulubione, a nawet niezbędne gadżety - wzmacniane stalą rękawice pulsacyjne oraz przypominające kołnierz urządzenie, które pomagało ukierunkowywać wysyłane przez niego fale dźwiękowe.
   Wysłuchał planu misji, odnotowując w pamięci pozycje każdego z członków drużyny. Usatysfakcjonowany rolą, która została mu przydzielona, pospieszył z „uspokojeniem” obaw Nate'a.
   - Niczym się nie martw, szefie... jeśli na jednej rzeczy doskonale się znam, jest nią to, jak odbić komuś dwudziestoletnie dziewczę i obejść się z nim delikatnie... - wypowiedź tę okrasił znaczącym puszczeniem oka. - A przynajmniej żadna nigdy się nie skarżyła – przypiął ostatnie klamry i usztywnił mocowania, zastanawiając się w duchu, czy Nataniel żałuje już powierzenia mu tego odpowiedzialnego zadania.
   Ruszył na dach u boku Agafii. Trudno stwierdzić, czy było to powodowane potrzebą zbliżenia się do osoby, z którą będzie dziś współpracował, czy tylko chęcią dobrania się do jej pojemnika z jedzeniem. Usadowił się również naprzeciwko niej, podobnie zresztą jak ona rozkładając się niedbale na całej dostępnej mu przestrzeni. Pozostali również zbierali się w śmigłowcu. Nagrodził występ Amayi krótką, ale żywiołową owacją, wcale nie tak różną od tej, którą Zach zafundował Nate'owi.
   Choć nie mógł widzieć twarzy Egerton, samo naprężenie jej mięśni zdradzało solidny ładunek stresu, który obecnie dźwigała na napiętych barkach. Więc to było to, naprawdę zaczynali. Uderzyła w niego dziwna mieszanka ekscytacji i niepokoju. Ignorując chwilowo te kontrastujące emocje, przyjął ton pełen patosu i odpowiedział na pytanie Smirnoff.
   - Jeśli musisz wiedzieć, Ładna Szalona Rosjanko, będę szczęśliwy, mogąc uczestniczyć w jakiejkolwiek misji, która przyczyni się do zwiększenia bezpieczeństwa ludzkości, jak również przyniesie chlubę naszej szlachetnej organizacji – w ciszy, która zapadła po tym oświadczeniu, utrzymał kamienną twarz przez kilka sekund, zanim parsknął śmiechem, poklepując się po udach. - Nie, w porządku, nie dam rady... zasadniczo zgadzam się z Ames, nie proszę o wiele. Dajcie mi tylko eksplozje, pościgi, drinki, zdeformowanego przywódcę kultu, rebeliantów walczących z cyborgami i dobrego specjalistę do castingów, który obsadzi jakiegoś obłędnie przystojnego aktora, do zagrania mnie w filmie na podstawie tej historii.
   Wraz z powolnym wznoszeniem się magikoptera, rozpościerał się przed nimi widok na panoramę miasta skąpaną w chłodnym świetle dnia. Tony wiedział, że maszyna w dużym stopniu zawdzięcza swoje działanie magii. Podobało mu się to znaczenie bardziej, niż klasyczne wiroloty opierające się wyłącznie na niemagicznej technologii, którymi MAAMT również dysponowało. Magię mógł zrozumieć, z magią mógł sobie poradzić... silniki, trybiki i inne cykające ustrojstwa, kontrolowane siła tak nieczystą, jak matematyka? To wzbudzało w nim trwogę. Pokrzepiony bladym błyskiem kryształu, umiejscowionego tuż obok Junior, której nie przestawał bacznie obserwować, przechylił się w stronę Zacha, szturchając go zaczepnie łokciem między żebra.
   - Więęęc... myślisz, że ona naprawdę potrafi pilotować to coś, czy po prostu nakłamała w CV, tak jak ja, kiedy pisałem o tym, że potrafię obsługiwać balistę? Iii... jeśli to drugie, to jak dużo czasu dajesz nam, zanim rozbijemy się o wieżowiec, bo mam całkiem sporo złotych myśli do przekazania potomnym... a ty będziesz tak samo martwy jak ja, więc już nie przyzwiesz mnie, żebym je spisał...
   Chociaż Neya z pozorną łatwością przejęła kontrolę nad śmigłowcem i ustabilizowała lot, palec wskazujący Tony'ego rytmicznie postukiwał o podłokietnik, będąc jedyną widoczną oznaką tego, że być może do jego właściciela powoli zaczęła docierać, choć część powagi sytuacji. Zapytany, oczywiście, zaprzeczyłby podobnym pomówieniom, utrzymując z mocą, że, jak zwykle, absolutnie nic do niego nie dociera.

Ostatnio zmieniony przez Ghoul (11-11-2019 o 14h25)


TECHNIK HODOWLI POSTÓW
https://i1.wp.com/www.heymunky.co.uk/wp-content/uploads/2016/06/quicksilver.gif?resize=480%2C198

Offline

#33 11-11-2019 o 16h32

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 170

.................................................................................................. Z A C H


    Argumenty Tony’ego były wręcz szokująco trafne jeśli brać pod uwagę moje doświadczenie z danym kolorem bielizny. Sprawa uciekania, wywołała w mojej głowie swego rodzaju poważną dygresję. Patrząc na stopnień jaskrawości, ułożenie szwów i miękkość podłoża, przy okazji uwzględniając kierunek i temperaturę wiatru, oraz determinację organów ścigania byłem gotów się kłócić. Jednak Tony wspomniał o bieganiu drogą, a nie uciekaniu przez las, wtedy faktycznie całość teorii brała jego stronę idąc logicznymi argumentami. 
    Na szczęście Ney zgłosiła się na ochotniczkę do eksperymentu. Spojrzałem usatysfakcjonowany na Tony’ego widząc oczami wyobraźni jak moja teoria zwycięża nad jego a wszystko dzięki kilku drobnym zabiegom ze strony moich duchowych przyjaciół. Zacierałem ręce pod stołem, gdy moje spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Nataniela, chwilę później otrzymałem wiadomość z wytycznymi misji. Oczywiście od razu poczułem, jak robaki chodzą po całym moim ciele i nie mogłem usiedzieć w miejscu. 
    Do zbrojowni szedłem podskakując i nucąc sobie jakąś zasłyszaną w nieznanym miejscu piosenkę. Możliwe, że na jakimś cmentarzu. Właściwie nie wiedziałem co mam wziąć ze zbrojowni poza zapasem kropel i opasek na oko. Więc w sumie nic nie wziąłem, w tym czasie Nate wygłaszał plan misji, na szczęście wiedział co lubię i postawił mnie w pierwszym rzędzie do walki, a to oznacza, że znów będę mógł trochę się wyszaleć, potestować nowe połączenia i inne takie wesołe sprawy. Trochę smutniej mi się zrobiło, że braciszek chce osłaniać wszystkich a pewnie sam starał się zgrywać bohatera i ani trochę nie pomyśli o sobie. Czasem jest taki nieporadny. 
     Gdy skończył swoje przemówienie biłem mu gorące brawa podziwiając jego umiejętności krasomówcze, nie wiedziałem, że mój braciszek umie tak pięknie zagrzać ludzi do walki, której zazwyczaj unikał, jeśli nie musiał walczyć. A był bardzo, bardzo-super-duper-silny, mógłby pokonać każdego! 
    Spojrzałem na Agafię, myśląc czy ja dostanę jakieś bonusy za bicie przeciwników bez ani jednego zranienia. 
    - Muszą być! W sensie takie są zasady korpo, trzeba nagradzać, owocowe czwartki, przebierz się-piątki, dżemowe poniedziałki, skrzywione niedziele... Nate na pewno o to zadba!  -  w każdym razie ruszyłem za resztą oddziału podchodząc do każdego, wyrażając swoją aprobatę co do misji. Teraz to przybrało na intensywności, bo byliśmy tuż, tuż przed wylotem. 
    Potem stanąłem zachwycony tańcem w wykonani Sasaki, stałem tak z lekko uchylonymi ustami póki, jakiś zaprzyjaźniony byt nie podsunął mi pomysłu, że warto wsiąść jednak do tego magikoptera, który zaraz ma startować. Tak też zrobiłem. Nate, najwyraźniej mając w pamięci pytanie dziewczyny od klonowania postanowił odpowiedzieć teraz, póki lecieli. 
    - Wiem kim jest nasz świadek, jednak nie mogę wam tego zdradzić, póki ona sama nie potwierdzi swojej tożsamości. Nie możemy jej sugerować w żaden sposób tego, co chcemy usłyszeć. Dlatego jak uda nam się ją przejąć, będę nadzorował przesłuchanie, jednak do samego zadawania pytań będę musiał wyznaczyć inna osobę. Dlatego Tony, Agafio, proszę was abyście starali się zapamiętać każde słowo przez nią powiedziane. Najpewniej będziemy musieli jej sprawę doprowadzić do samego końca. - wooooo, Nate brzmiał tak mądrze i dojrzale. 
    Zastanawiałem się jakie mam szanse bycia tym, który będzie przesłuchiwał świadka. Pewnie nikłe, w końcu jestem spokrewniony z Nate’em i to może wydać się podejrzane, że to ja będę. Tak, na pewno o to chodziło. Stawiałem, że wybierze Phosa i Ney, albo Phosa i Asami, dobry glina, zły glina, albo Phosa i Sasaki, Albo Yena i Phosa, albo Yena i Sasaki, albo Yena i Ney, oooo ten duet wydawał się bardzo ciekawy przy przesłuchaniu! A może wręcz przeciwnie, może weśmie Tony’ego i Agafię, w końcu będą mieć z nią najdluższy kontakt i będzie ich znała. Uuuuuuh, zacząłem pocierać skronie, bo nie mogłem nadążyć za tokiem rozumowania swojego brata. 
    Poczułem szturchnięcie w żebra i spojrzałem na swojego sąsiada. 
    - Jak to nie umiesz obsługiwać balisty? Nie dalej jak przedwczoraj po dwóch latach zatruwania mu życia, Corell zgodził się na sprowadzenie jednej... chciałem Ci to powiedzieć jutro przy śniadaniu. - zrobiłem minę smutnego psa, jednak po chwili doszło coś do mnie, podskoczyłbym w siedzeniu, jednak pasy skutecznie mnie trzymały. -Czyli to znaczy, że nauczymy się strzelać z balisty?! - gdybym był postacią z mangi, w tej chwili w moich oczach byłyby gwiazdki. Nate chyba powiedział coś w stylu ‘wykluczone’ ale potwierdzenie Tony’ego przyćmiło wszystko inne. Chciałem wstać z podniecenia, ale znów. Pasy. 
    - A poza tym ufam Ney, skoro my możemy postrzelać to znaczy, że ona umie pilotować, w końcu, przecież to nie jest tak skomplikowane, tylko ludzie są na to za głupi. I nigdy nie umarłem, czemu miałbym to zrobić właśnie teraz?  - wzruszyłem ramionami. W komunikatorze usłyszałem komunikat, że zbliżamy się do miejsca lądowania, a później, że podchodzimy do niego, więc to był czas aby się przygotować. 
    Zamknąłem oczy i położyłem ręce na kolanach, w mojej głowie stałem pośrodku pustej przestrzeni, wokół mnie latały duchy, z którymi nawiązywałem kontakt, poprosiłem trzy z nich, aby mogły mi towarzyszyć w podróży. Po dłuższych negocjacjach, wszak w tym wymiarze czas płynął o wiele szybciej, udało mi się nakłonić je do pomocy. Od każdego 40% mocy, bez ograniczenia czasowego, jedynie za spokój przez najbliższy tydzień. 
    Gdy wylądowaliśmy chciałem się przeciągnąć, jednak Nate od razu ruszył szybkim krokiem w stronę hangaru ze świadkiem. Cały czas powtarzał, aby iść cicho i szybko. Aczkolwiek niezbyt mi się chciało. 
    - Myślicie, że któryś z nich ma urodziny?


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#34 17-11-2019 o 22h50

Straż Cienia
Sladka
Szeregowiec
Sladka
...
Wiadomości: 80

Agafia Smirnoff


Ach ten Anthony, wszędzie dawał aluzje, nawet przy jedzeniu. Choć akurat argumentacja w kwestii koloru bielizny ją rozbawiła.Nie włączała się jednakże w tą dyskusję, bo jeszcze któryś rozmówca, w jej stanie, gdy zabijała klin klinem wykorzystałby ten fakt i podpuścił do pochwalenia się jakie bieliźniane zestawy ona nosi. Wolała nie pokazywać swojej ulubionej w Wilka i Zająca, czyli bajkę, która nigdy się nie zestarzeje. Ale ona ogólnie lubiła taką we wzorki, więc pewnie w ciemnościach latając tylko w staniku i gaciach by zginęła, gdyż większość z nich (ekhem, żadna, ekhem) nie była odblaskowa.
Ale w sumie po co miałaby tak biegać? Biedaczka aż jeszcze z łyka dyskretnie się napiła i od razu poczuła się lepiej. A potem w zbrojowni, na słowa Nate'a zakrzyknęła: - tak szefuńciu! - uznając, że najwyżej przy sprzyjających okolicznościach machina nie odleci przez nadmiar uratowanych ludzi.
Pojemniczek z jedzonkiem leżał obok niej, piersiówkę dobrze ukryła, zestaw noży miała pod ręką, choć również ukryte.. W każdym razie na wyciągnięcie ręki po tym, gdy przestanie wyciągać nogi. Miała nadzieję, że nie zirytuje tym Tony'ego. - Wolę uniknąć żylaków - powiedziała prawie że przepraszająco, tyle że nie i siedziała z wyprostowanymi jak struna nogami. Gdyby mogła oparłaby je tak, by były wyżej od jej leżącej głowy, ale wiedziała, że nie może przesadzać. I tak powinna się cieszyć, że nie ma kłopotów za bycie prawie że niedysponowaną przez kaca na służbie. Na słowa Sasaki pokiwała ze zrozumieniem głową. - Czyli brak rutyny - stwierdziła. Na żart Anthony'a zaśmiała się. Ups, chyba jednak za dużo wódki naraz wypiła, skoro tak łatwo u niej o głupawkę. - Mi się teraz marzy misja szpiegowska. Albo zwykła nawalankowa. Nie nadaje się do niańczenia ludzi raczej - stwierdziła. - O, albo taką, gdzie polecimy w rejon z niedźwiedziami. Zawsze chciałam mieć swojego niedźwiedzia, mogłabym z nim pić, podobno lubią piwo - aż się ożywiła zupełnie ignorując fakt, że podawanie miśkom alkoholu na pewno im szkodzi. - Co myślicie o urządzeniu wnętrza tej maszyny? Wiecie, wspólne zdjęcia, ładne lub motywujące obrazki, zawsze bawiące memy, kalendarze... - zaproponowała mając nadzieję, że ich kochany pilot za szybko propozycji nie usłyszy. Słyszała, że jest bardzo porządną osobą. Za porządną...
Już na miejscu za to zdziwiła się na słowa Zacha. - Co za różnica? A nawet jeśli to nie będę się do tego dokładać. Pewnie już kombinujesz jak z mojego sushi zrobić tort i opędzlować - powiedziała niby oburzona, ale zaraz parsknęła, by pokazać, że to żart. Ale pudełko na wypadek i tak schowała w przepastnych kieszeniach bluzy, w końcu dresy w trzy paski kieszeni nie miały. - Ej, ale to w sumie dobra myśl. Kupimy kilka pizz, bo pewnie są głodni, powiemy, że ktoś zamówił i opłacił je pod ten adres, bo udamy tych dowożących, możemy do nich dać lek na biegunkę, oni się pobiją o tron, a my wejdziemy z niebolącymi brzuchami - zaproponowała, ale widząc miny co niektórych zwątpiła, że na to pójdą.

Offline

#35 22-11-2019 o 00h10

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 157

_________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/632643169300774952/unknown.png

     Yennie było bardzo szkoda Anthony’ego. Nie dostrzegając gestów na jego twarzy i sugerując się jedynie dłonią uniesioną do serca, jego ironię zrozumiał, jako nie do końca żartobliwą. Z Yenną należało rozmawiać konkretnie, bez owijania w bawełnę- chyba, że ktoś miał ochotę oglądać jego śmieszny, zamyślony wyraz twarzy. Wyglądał wtedy jak dziecko, które ze stanu marudzenia przeszło w tryb myślenia intensywnego, a następnie wahało się, czy już sobie odpuścić, czy może jeszcze nie.
     -Skoro Miyu pracuje, zaklepuję cię na wyjście do klubu w piątek- powiedział, zgodziwszy się równocześnie stawiać kolejkę, o której wspomniał przyjaciel.
     Kiedy Nate rozpoczął swoją wyczerpującą i bardzo dokładną wypowiedź, Yen z uwagą słuchał instrukcji, starając się wszystko zapamiętać- zwłaszcza te najważniejsze momenty, plan swojego działania w misji i to, z kim miał współpracować najbliżej i przede wszystkim, czego od niego oczekiwano. Splótł własne dłonie w koszyczek i opierając łokcie o brzeg blatu, wbijając wzrok głównie w Nate’a, ledwie rejestrując ruchy innych. W momencie, w którym Neya ubrudziła się kawą, bezwstydnie zaczął się w tę plamę wpatrywać, myśląc o swojej pozycji zaraz po opuszczeniu helikoptera.
     Po oficjalnym zakończeniu obiadu, powstrzymał chęć tęsknego spojrzenia w stronę bufetu i pożałowanie tego, że oddał Tony’emu swoją sajgonkę, oraz pozwolił mu ukraść kolejną. Pocieszył się faktem, że przynajmniej nie wylądowała w brzuchu jakiegoś wrednego wąsacza.
     W środku znalazł się szybciej, niż myślał, że się znajdzie- zegarek pokazywał, że mieli dobry czas. Sądził, że z takim tempem- i jeżeli nic nie pójdzie nie tak, mają szansę ukończyć zadanie punktualnie lub nawet wcześniej. W każdym razie, nie martwił się o to, że nie zmieszczą się w przewidywalnych godzinach, tak samo, jak nie martwił się o to, że mogliby cokolwiek tego dnia „zawalić”. Wylądował na miejscu za blondynką o naprawdę pięknym odcieniu włosów. Po zapięciu pasów, wychylił się lekko z siedzenia, aby lepiej słyszeć to, o czym kobieta mówiła.
     -Myślałem, że niedźwiedzie występują już tylko w Rosji- wspomniał. –Myślisz, że mogliby puścić nas na misję zagraniczną w ciągu roku od rozpoczęcia służby w tym składzie?- zapytał niewinnym tonem.
     Kiedy usłyszał o zdjęciach, rozpromienił się, naciągając jeszcze bardziej pas bezpieczeństwa.
     -To fajny pomysł! Niech inni wiedzą, że ta maszyna należy do nas, tak samo, jak tamten cholerny stolik, co nie, Nate? – Zakończywszy wypowiedź, zaczął przeglądać swoją skrzynkę elektroniczną i ponownie jeżdżąc wzrokiem po literach danych, które im przesłano.
     Długa katana, obwiązana ściśle czerwoną wstęgą spoczywała u jego boku, jako znak rozpoznawczy. Idealnie wypolerowane ostrze skrywało się w pokrowcu, a szpilki na części uchwytu tradycyjnego miecza, wystawały widocznie, zabezpieczone jedynie małymi elementami, które po każdej intensywniejszej walce musiały zostać powymieniane- gdyż zwyczajnie zgubiły się, zrzucane gdzie popadnie, byle odkryły igły, które przebijały skórę Yenny, dając mu tym możliwość wzmocnienia katany magią- lub stworzenie z krwi choćby chwilowej tarczy.


https://64.media.tumblr.com/7f661055ba2a00f462ee511771163249/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo8_400.gifv https://64.media.tumblr.com/5a3cbd2b39ab5691ea66d08fbf163f39/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo3_400.gifv

Offline

#36 01-12-2019 o 17h04

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 270

–––––––––––--------––https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8aw-816620ec-3e6b-430d-8b3b-18e7eb86965d.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhhdy04MTY2MjBlYy0zZTZiLTQzMGQtOGIzYi0xOGU3ZWI4Njk2NWQucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.s-XTNdZap4BypIgy2Jwn285Y71O9Ib3xyij-hW7inF0
          Amaya zmarszczyła brwi. Spodziewała się odmowy powiedzenia czegoś więcej o świadku, więc ta ją akurat nie zaskoczyła, ale zasygnalizowana przez Nate’a możliwość, że odbijana osoba może mieć informacje niezgadzające się z ich własnymi, ją zaintrygowała. Co więcej, „potwierdzenie tożsamości” dopuszczało nawet scenariusz, że świadek tak naprawdę nim nie był. Nieodpowiednia osoba? Albo może nawet szpieg magiterrorystów jedynie podający się za sojusznika?
- Tyle możliwości. Zapowiada się ciekawie… – mruknęła, uśmiechając się pod nosem. Gdzieś w głębi serca nawet trochę chciała, by nie wszystko poszło po ich myśli. Nie, żeby zamierzała sabotować własną misję, aż tak nie zwariowała!
          Po wzbiciu się w powietrze rozmowa rozgorzała na dobre, a Sasaki chętnie zabierała w niej głos.
- Niedźwiedź na bank zagwarantuje nam miano oddziału z najbardziej oryginalną maskotką drużyny, chcę! – wykazała podejrzanie zbyt wiele entuzjazmu jak na kogoś, kto tylko żartował. Także pomysł z udekorowaniem wnętrza pojazdu przyjęła z głośnym „Tak!” i klaśnięciem w dłonie. W końcu czy istniał lepszy pomysł na wprowadzenie poprawek do tego nudnego, sterylnego wystroju?
          Nawet Ame miała jednak swoje granice: na pomysł z pizzą i tortem zareagowała głośnym śmiechem.
- Gdybyśmy byli bohaterami kreskówki albo absurdalnej, slapstickowej komedii, byłby to najgenialniejszy plan, jaki stworzyły ludzkie umysły. Szkoda, że w naszych realiach raczej nie wypali. Ale kto wie, może w jakimś innym uniwersum… – Rozmarzyła się. Tak. Coś takiego wyglądałoby epicko, nie miała żadnych wątpliwości. Choć zbliżająca się misja też zapowiadała się nieźle… Sasaki wyjrzała przez okno, zniecierpliwiona wyglądając celu podróży. Ku jej satysfakcji wkrotce wylądowali. Pośpiesznie odpięła pasy i ruszyła za innymi.

Ostatnio zmieniony przez Ardentia (01-12-2019 o 20h59)


T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://i.imgur.com/AEYxFyr.gif

Offline

#37 05-12-2019 o 20h05

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 517

__________https://fontmeme.com/permalink/191019/6f15cd9df87b9a0c2833a61d982cec0b.png


          Byłam tak skupiona na pilotowaniu, że docierały do mnie tylko szczątkowe fragmenty rozmów pomiędzy resztą członków oddziału. Starałam się słuchać Nate'a, żeby wiedzieć, co mam robić, z reszty wyławiałam tylko pojedyncze zdania. Tak czy siak, atmosfera wydawała się być raczej swobodna, rozmowa sprowadzała się raczej do dyskutowania na temat jakichś błahostek i żartowania. Miałam wrażenie, że tylko ja czuję się tak potwornie zestresowana. Może niepotrzebnie? Magicopter słuchał mnie bez żadnych obiekcji chociaż wydawało mi się, że lekko ściąga w lewo podczas manewrów. Ale to mogła być też wina większego gabartytu niż ten, do którego byłam przyzwyczajona. Niemniej, lepiej dmuchać na zimne i zgłosić, jak wrócimy do bazy.
Prawie się odprężyłam. Prawie. Chciałam się nawet włączyć do rozmowy, kiedy to zobaczyłam. Migające czerwono światełko. Ktoś miał niezapięte pasy.
Zwyczajnie nie mieściło mi się to w głowie. Nawet nie musiałam się oglądać, by wiedzieć kto mógł być równie bezmyślny. Jeden ostrzejszy manewr - jeden! - i mielibyśmy potencjalną pierwszą ofiarę śmiertelną. Co za bezmózg!
- Erlingen, do ciężkiej cholery, zapnij pas! - krzyknęłam, odwracając się przez ramię. Czułam gorąco na twarzy, z nerwów zaczęły trząść mi się dłonie. I tyle ze spokoju. - Mamy dwie minuty do lądowania, ty amebo bez wyobraźni!
Głos mi zadrżał, tak mnie to wyprowadziło z równowagi, że nie mogłam nad nim zapanować. Odwracając się z powrotem spojrzałam z wyrzutem na konsolę i patrzyłam tak długo, aż czerwień zaczęła mi pulsować pod czaszką. Powinien być sygnał dźwiękowy, że pas jest wypięty. Powinien!  Ta usterka na pewno idzie do zgłoszenia.
Musiałam wziąć dwa głębsze wdechy, żeby wyrzucić z głowy myśl o Tonym rozsmarowanym na szybie helikoptera. Przecież wystarczyło, żeby mocniej zarzuciło, mógłby walnąć się w głowę!
- Czy ktoś może przypiąć tego kretyna?! - zawołałam, bo światełko nie przestawało migać - Za minutę podchodzimy do lądowania!
Zatoczyliśmy trochę większą pętlę, zanim posadziłam maszynę na gruncie. Zrobiłam to zbyt twardo i Magicopter aż się zatrząsł od gwałtownego spotkania z podłożem. Wszystko przez nieukojone nerwy. Potrzebowałam chwili, żeby się uspokoić, zanim byłam w stanie wyjść na zewnątrz za Nate'em.
Hangar wydawał się mniejszy, niż sobie to wyobrażałam. W starciu Nate polegał głównie na moich zdolnościach magicznych, więc dołączyłam do strzelców i przytuliłam plecy do boku hangaru, czekając na sygnał do uderzenia.
Tym razem bardzo starałam się nie patrzeć, co robi Tony. Musiałam mieć czysty umysł, jeśli to miało się udać, zwłaszcza że Nate liczył na dużo. A ja bardzo nie chciałam go zawieść.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (12-12-2019 o 22h34)

Offline

#38 13-12-2019 o 00h14

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 170

...............................................................................N A T E

Nie słuchałem rozmów prowadzonych w magicopterze w głowie analizując wszystko co się stało od mojego obudzenia się aż do chwili przed lądaowaniem. Wiem, że Zach miał bardzo ożywioną rozmowę ze wszystkimi. Coś o zdjęciach, katapultach i niedźwiedziach. 
    Jeśli którekolwiek z nich myślało, że jest jakakolwiek szansa, aby zrealizować cokolwiek z tym związanego to bardzo grubo się mylili. Owszem, byłoby to wykonalne jednak ilość procedur, zabiegów, papierkowej roboty, ćwiczeń, przygotowań była tak duża, że jedna osoba załatwiałaby to około miesiąca, dwie najpewniej dwa razy dłużej, a ja miałem w najbliższym czasie raczej ogrom innej pracy. Nie można od tak powoływać nowego oddziału, nie szkolić go, nie trenować i kazać go prowadzić osobie bez doświadczenia. 
    Teraz, poza tym, że musieliśmy wyjść bez szwanku z najbliższej akcji, to musiałem zacząć załatwiać sale treningowe, briefingowe, biegać za nagraniami, prosić o przepustki i inne takie. Już czułem godziny siedzenia przy biurku i ciągłe pytania Zacha o to czemu nigdzie z nim nie wychodzę. No ale nic nie mogłem na to poradzić, ktoś z naszej dwójki w końcu musiał trochę dorosnąć i włożyć coś do rodziny, z drugiej strony Amos też chyba ostatnio zajął jakieś dość ważne stanowisko, może głównego amanta jakiejś wewnętrznej gazetki, chyba tylko do tego się nadawał. 
    Po chwili patrzyłem tylko jak Zach próbuje przypiąć Tony’ego, przewróciłem oczami i zacząłem się głębiej zastanawiać nad świadkiem i misją. Louise Edgymore była córką jednego z pięciu przywódców organizacji Heirbinger, którego do tej pory nazywaliśmy ‘W’, a dzięki niej wiemy że jego imię to Mikkail. Zgłosiła się do MAAMT, bo chciała współpracować, miała dość poczynań ojca. Ktoś wyżej postawiony się o tym dowiedział i zamknął ją z bandą jakichś tłuków i teraz my mieliśmy ją odebrać. 
    Jako osoba spokrewniona z jednym z naszych głównych wrogów była świadkiem najwyższej wagi, zapewne miała bardzo dużo informacji, które były kluczowe do przewidzenia działań a w ostateczności do unicestwienia tej grupy. Wiadomo o niej tyle, że ma bardzo potężną umiejętność magiczną, niemożliwą do sklasyfikowania, chowańca - coś przypominającego niedźwiedzia, który mógł zmieniać wielkość i ziać ogniem, w celach ochrony dziewczyny, do tego miała być po przesłuchaniu przetransportowana do Ameryki, ale pozostali jeszcze nie mogli o tym wiedzieć. Właściwie jeszcze o niczym nie mogli wiedzieć.
    Gdy dotarliśmy na miejsce już nawet nie chciało mi się komentować tego co Zach powiedział o pizzy, miałem tylko nadzieję, że potraktuje poważnie tę misję i nie zawiedzie, aby gonić za jakimś królikiem czy innym stworzeniem, które najpewniej sobie wymyśli, albo zobaczy jako ducha.
    - Dobra, proszę, teraz się skupcie, nie zauważyli nas ani nie usłyszeli, najpewniej nie mają żadnej czujki, dobra nasza. Uruchomcie komunikatory. - dotknąłem lekko ucha i usłyszałem ciche kliknięcie, spytałem się czy wszyscy mnie dobrze słyszą. Jeszcze raz na budynek i wtedy plan się lekko posypał. Mieliśmy wejść bocznym wejściem, tymczasem zostało ono zablokowane i otwieranie go zajęłoby zbyt dużo czasu i narobiłoby hałasu. Zach chyba też to zauważył, bo zaczął się cicho śmiać i wiercić szepcząc coś Phosowi i Yenowi na uszy w końcu stanowili pierwszą linię ataku.
    Opuściłem głowę próbując wymyślić inny sposób niż ten, którego tak najpewniej pragnęła spora część oddziału. 
    - Dobra, mała zmiana planów. Wchodzimy frontowymi drzwiami. Zach, Yen i Phos, niech każdy z was rzuci granatem dymnym, jeśli nie macie to weźcie moje. Tony i Agafia, odczekacie chwilę aż wejdziemy po czym rozwalacie boczne drzwi i biegniecie szukać świadka. Cała reszta jest niezmieniona. Gotowi? To biegniemy, widzimy się WSZYSCY po akcji pod magicopterem i pamiętajcie, świadek jest najważniejszy.
    Ruszyliśmy biegiem w kierunku drzwi, już po chwili z okien wychylili się strzelcy, wedle planu Itou powinna zaraz ich zastrzelić, póki co osłoniłem nas barierą, przez którą nic nie powinno się dostać, ale moje zapasy energii nie były nieskończone. Zach zaczął się śmiać w taki sposób jakiego nigdy u niego nie lubiłem i zerwał opaskę, teraz nie było ratunku. Wokół niego pojawiła się poświata tworząca bardzo kiepsko widoczny kształt zadziwiająco dużego człowieka, to chyba była jedna z dwóch ulubionych mojego bliźniaka, nazywał ją “Herkulesem”, twierdząc, że to prawdziwy Herkules i że żył naprawdę, w końcu istnieje magia, to czemu nie on? Każdy jakoś to zbywał ruchem ręki, ale w gruncie rzeczy z tym duchem Zach był niesamowicie silny, szybki i bardzo trudno było go zranić, ale to wszystko zależało “na ile procent to wykorzystywał” cokolwiek to znaczyło. 
    Uderzeniem pięści wywalił drzwi do środka od razu rzucając granat dymny, postawiłem tarcze na pozostałych w duchu prosząc każdą siłę jaka nam sprzyjała, aby w środku było mniej magiterrorystów niż przewidywały źródła. Gdy już wbiegliśmy do środka, pierwsze co usłyszałem do skrzek, warczenie i kilka głosów, potem skoczyło w moim kierunku coś podobnego do węża. Odskoczyłem w ostatnim momencie a i to jego szorstka skóra otarła mi ramię, wyciągnąłem katanę i odciąłem mu głowę. 
    Dobra wiadomość - nie było tu wielu magiterrorystów. Zła wiadomość -  było mnóstwo chowańców, dzikich stworzeń z innych wymiarów istniejących tylko aby polować. Kolejna zła wiadomość - Tony i Agafia będą mieć na swojej drodze całkiem sporą ilość przeciwników i to ludzkich, w końcu ktoś musi choć trochę te potwory karmić i utrzymywać przy życiu magią. 
    - Egerton, czy dasz radę choć trochę namieszać w mózgach tym zwierzętom?- krzyknąłem czując wstrząs gdy coś dużego odbiło się od tarcz Yena i Sasaki. Wąż któremu odciąłem głowę syknął i głowa znów połączyła się z ciałem, do tego wyrosły mu skrzydła. -Co za wrzód... - dodałem beznamiętnie i zrobiłem młynek kataną.

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (13-12-2019 o 00h22)


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#39 13-12-2019 o 22h37

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 517

__________https://fontmeme.com/permalink/191019/6f15cd9df87b9a0c2833a61d982cec0b.png


          Wydaje mi się, że dopiero gdy Nate zaczął rozdzielać nas pomiędzy wejściami do hangaru dotarło do mnie, że najgorsze dopiero przed nami. Najgorsze było tam, w środku, gdzie dosłownie mogło się wydarzyć i czekać na nas cokolwiek. I nie wystarczyło zrobić czegoś tak banalnego jak zapięcie pasów, by tego uniknąć.
Poznałam, że w moich żyłach zaczęła krążyć adrenalina, zacisnęłam dłonie na zasilanym magią karabinie w moich dłoniach i uruchomiłam swój komunikator. Kryształ osadzony w środku karabinu jarzył się błękitem, podświetliły się wskaźniki mocy. Moja broń była gotowa - chciałabym móc powiedzieć to samo o sobie.
Zostawiając Tony'ego i Agafię przy bocznym wejściu w głowie wciąż wybrzmiewały mi słowa Nate'a - ...widzimy się WSZYSCY po akcji pod magicopterem... . Może dopiero to mi w pełni uświadomiło, że naprawdę może być inaczej i odruchowo spojrzałam na plecy Yena, którego miałam przed sobą. Nie powinnam w ogóle myśleć o podobnych rzeczach. Nie powinnam. Zanim weszliśmy, posłałam mu tylko jedną, krótką myśl: Uważaj.
Przekazanie mu tego sprawiło, że poczułam się trochę lepiej, jakby to naprawdę miało załatwić sprawę.
Stanęliśmy na pozycjach, krótkie odliczenie od trzech wstecz poprzedziło huk wyważanych przez Zacha drzwi. Praktycznie od razu całe pole widzenia wypełnił dym, gdy wparowaliśmy do środka. Niewiele byłam w stanie przez to dostrzec w pierwszej chwili, moim głównym wyznacznikiem były wiązki światła laserów karabinów Amayi i Itou, które przecinały przestrzeń, co rusz trafiając na coś to w bliższej, to w dalszej odległości. Padły pierwsze strzały, nie byłam w stanie stwierdzić, kto oddał ogień, gdy na Nate'a rzuciło się jakieś stworzenie. Odskoczyłam odruchowo, widząc chowańca przypominającego węża. Nate jednym ruchem katakany go dekapitował, a ja mimowolnie poczułam deszcz. Nie miałam jednak czasu podziwiać jego umiejętności.
- Egerton, czy dasz radę choć trochę namieszać w mózgach tym zwierzętom?
- Nigdy nie próbowałam z chowańcami, ale mogę zrobić to teraz. - odpowiedziałam niezbyt pewnie, odruchowo mierząc do węża, który nagle spróbował zaatakować ponownie i to tym razem z powietrza. Zauważyłam jednak inny cel - prosto na nas, na niskich łapach, pędziło coś przypominającego tygrysa szablozębnego, ale o brunatnym umaszczeniu. Wbiłam w niego wzrok, by łatwiej odszukać umysł bestii. W końcu czym takim może się różnić od umysłu człowieka?
Wczepiłam się w niego, lecz wdzieranie się do środka było tak ohydne, że aż się skrzywiłam. Wręcz fizycznie czułam gęstą, lepką maź, jak gdyby cały umysł zwierzęcia był w niej unurzany. Przełamując obrzydzenie wdarłam się dalej, do środka, by sprowokować potwora do ataku na swoich pobratymców... Ale takiej reakcji nie mogłam się spodziewać.
Kot nagle zatrzymał się, wydał z siebie przeszywający wizg - a może zrobił to tylko w umyśle? - i rzucił się nagle na posadzkę, jakbym zadała mu agonalny ból. Cofnęłam się o krok z jego wypaczonej świadomości krzywiąc się z bólu, ale stało się coś jeszcze gorszego - bestia nagle wystrzeliła z własnego ciała ostre, drewniane kołki, które pomknęły we wszystkie strony. Tarcza Nate'a zatrzymała te, które mogłyby nas sięgnąć, ale gdy całkiem opuściłam jego umysł, stwór zjeżył sierść i skoczył prosto w moim kierunku, wlepiając we mnie jarzące się fioletem ślepia. Jakby dokładnie wiedział, że to byłam ja.
Uniosłam karabin i nacisnęłam spust, mocno, rozpaczliwie, wbijając w stworzenie kilka magicznych pocisków. Cześć chybiła i pomknęła przez hangar, rozpryskując się gdzieś na ścianie. 
Zwierzę opadło ciężko u moich stóp, a ja sapnęłam i zdałam sobie sprawę, że drżę.
- Nie mogę, Nate. Nie... Nie chowańce. Pomogę... Pomogę z ludźmi.
Bałam się, teraz naprawdę czułam strach. Na samą myśl o miejscu w głowie leżącej przede mną bestii miałam ochotę zwracać. Dobrze, że nie zjadłam tego obiadu.
Przemknęło mi przez myśl, patrząc na to gdzie było ustawione boczne wejście, że bardziej przydam się Agafii i Tony'emu, którzy mieli przed sobą grupę magiterrorystów - wiedziałam, że tam są, ale nie miałam swobodnego dostępu do nich przez elementy konstrukcyjne hangaru, za którymi się chowali.
- Mogę pójść do nich... Z nimi. Z Agafią i Tonym. Nate?
Zaatakowało nas kolejne zwierzę, ale nie śmiałam podjąć kolejnej próby. Zamiast tego ścisnęłam pewniej w dłoniach karabin i wystrzeliłam, w oczekiwaniu na decyzję usiłując się pozbyć jak największej ich ilości, jakby to miało mi pomóc zapomnieć o tym wywołującym dreszcze incydencie. Celowałam w kolejne, starając się oczyścić drogę naszej grupie uderzeniowej, w której stronę zmierzało ich obecnie wiele. Zbyt wiele.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (22-12-2019 o 11h59)

Offline

#40 22-12-2019 o 19h53

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 157

_________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/632643169300774952/unknown.png

     Granat leciał zbyt wysoko- zupełnie tak, jakby Yenna nie rzucił nim do celu a tak, jakby chciał pochwalić się, jak daleki rzut jest w stanie oddać. Jednak wcale tak nie było. Tuż po szarpiącym ciało lądowaniu i opuszczeniu magicoptera, jak nakazał im ich młody dowódca, Yen ruszył jako jeden z pierwszych. Nie odsłonił ostrza katany, rączka jednak obnażyła igły, o które Xi mocno otarł prawą dłoń. Krew zaczęła zbierać mu się na ręce, aż w końcu uniosła się i w formie małej kuli, zaczęła krążyć wokół chudych i długich palców, stopniowo zwiększając masę.
     Yenna nie był w stanie stworzyć tarczy w ciągu chwili. Tworzenie jej zajmowało mu trochę czasu, a Nate nie umieścił go w pierwszym szeregu bez instrukcji. Yenna chciał im dać jak najszerszą tarczę, fizyczne poczucie bezpieczeństwa. Zaplanował zranienie własnej skóry w tym celu już jakiś czas temu.
     Patrzył, jak granaty zaczynają wypełniać swoją rolę. Nie musieli długo czekać na przeciwników i choć wszyscy się ich spodziewali, Yenna przeżył chwilowy szok. Szacowanie ich ilości w głowie zdawało się nie mieć z nimi nic wspólnego. Nawet mimo tego, że liczba się zgadzała.
     Jego katana zaczęła parować pierwsze ciosy, kiedy przez głowę przeszła mu szybka i krótka wiadomość. Uważaj, głosiło słowo. Po ciele przeszły mu ciarki, które w innych okolicznościach mogłyby okazać się nawet przyjemne- w tamtym momencie spojrzał tylko, dosyć nierozsądnie, za siebie, by odnaleźć wzrokiem rude włosy Neyi.
     -Ty też!- odkrzyknął, robiąc w tym czasie unik przed wielkim skrzydłem nieproporcjonalnego chowańca, który z hukami wymachiwał ostrymi piórami.
     Było ich więcej, niż sądzili. Kolejne padały lub przeistaczały się w nicość, a część wypełzła z miejsca walki, kierując się w różne, otaczające ich strony. W tym czasie krew Yenny zdążyła uformować się w broń.
     Czerwone, latające ostrza zdawały się walczyć same. Takie mogły sprawiać wrażenie wśród tych, którzy nie wiedzieli, na czym polega moc mężczyzny.
     -Zach!- krzyknął po raz kolejny, tym razem jeszcze głośniej i bardziej stanowczo. Ostrzeżenie miało uchronić towarzysza przed kierującym się w jego stronę skrzydłem największego z potworów, do którego Yenna doskoczył, zasłaniając twarz Zacha krwistymi sztyletami. Metaliczny zapach rozniósł się w pobliżu zdeformowanego ptaszyska, kiedy ostrza rozlały się na posadzkę. Yen przeklął- a klął rzadko, kiedy ogłuszający ryk szarżującego monstrum wymusił na nim zasłonięcie niedostatecznie zabezpieczonych uszu. Zakręciło mu się w głowie i zachwiał się, jakby nogi miał z waty. Chwilę później ponownie zgiął kolana lekko i manipulując rozlaną na posadzce krwią, oddzielił ją od brudu. Na nowo uformowane ostrze posunął prosto w opierzoną szyję.
     Wolno posuwali się na przód. O ile mniejsze chowańce Yen eliminował bez większych problemów, ten duży, przypominający bazyliszka, sprawiał mu coraz większe problemy.
     Czekając, aż Tony i Agafia wysadzą drzwi, walczył dalej, utrzymując mylne wrażenie osoby, której daleko do omdlenia.


https://64.media.tumblr.com/7f661055ba2a00f462ee511771163249/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo8_400.gifv https://64.media.tumblr.com/5a3cbd2b39ab5691ea66d08fbf163f39/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo3_400.gifv

Offline

#41 26-12-2019 o 21h00

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 270

–––––––––––--------––https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8aw-816620ec-3e6b-430d-8b3b-18e7eb86965d.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhhdy04MTY2MjBlYy0zZTZiLTQzMGQtOGIzYi0xOGU3ZWI4Njk2NWQucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.s-XTNdZap4BypIgy2Jwn285Y71O9Ib3xyij-hW7inF0
          Amaya czuła przede wszystkim podekscytowanie. Właśnie dla przeżycia takich chwil zdecydowała się jednak dołączyć do oddziału. Nie pokazywała zdenerwowania, co więcej – na jej twarzy gościł lekki uśmiech. Jednocześnie jednak nie zamierzała pozwolić komukolwiek zginąć czy choćby się poważniej zranić, a już na pewno nie tej części załogi, którą znała dłużej. Zamierzała także pozbyć się jak największej liczby wrogów – odzywała się w niej w tym momencie ambicja zahaczająca o perfekcjonizm.
          Włączyła komunikator i wysłuchała ostatnich rozkazów Nate’a. Chciała czym prędzej rzucić się w wir akcji, ale – choć mogła teraz wyglądać jak nierobiąca sobie nic z zagrożenia wariatka – wiedziała, że nie może sobie na to pozwolić. Odczekała, po czym wbiegła do środka, wyjmując pistolet i strzelając dwukrotnie do pierwszej z brzegu kreatury, nim jeszcze dobrze się jej przyjrzała. Uważała, że teraz liczyła się przede wszystkim szybka reakcja. Nie było czasu na zbyt dużo myślenia.   
- Zapamiętajmy jedynie frajdę ze wzięcia udziału w pierwszej akcji. Żadnych złych wspomnień – rzekła, kierując laserowe, bezgłośne wiązki w stronę przerośniętego kruka z zębiskami w dziobie. Był to jej sposób na powiedzenie „Nie umierajcie”. –  Przepraszam za mało estetyczny widok – mruknęła.
           Chwilę potem obok niej zaczęło kształtować się ciało. Krew, kości, gałki oczne, skóra, włosy, ubrania – wszystko to latało w pozornym chaosie, formując się w klona Amayi. Ta na kilkanaście sekund przerwała ostrzał. Była przez to zła na siebie, ale musiała się skupić, tworząc swoją kopię. Ponadto mogła przyzwyczaić się do tego specyficznego bólu, jaki towarzyszył używaniu jej mocy, ale nie znaczyło to, że przestawała go odczuwać. Wolała nie ryzykować, że w takim stanie kogoś przez przypadek zrani albo klonowanie zakończy się fiaskiem.
           I oto druga Ame była gotowa – od razu wiedząc, co robić, wzięła katanę od tej prawdziwej i pobiegła naprzód, tnąc stwory. Sasaki nie mogła jeszcze tworzyć dużych lub skomplikowanych rzeczy, więc skopiowanie broni nie wchodziło w grę, jednakże znała siebie i wiedziała, że to powinno wystarczyć. Wznowiła ostrzał, klon zaś nadal znajdował się stosunkowo blisko, lecz jednocześnie tak daleko, by przez przypadek nie rzuciły się we dwie na tego samego chowańca – w końcu myślały i hierarchizowały wszystko w identyczny sposób.
           Stworów było zbyt dużo. Chociaż Amaya jeszcze przed chwilą wyglądała na zadowoloną, teraz szczęście zmieniło się w irytację. W końcu szybko się nudziła. Miała dość niekończącej się lawiny tylko pozornie różnych poczwar.
- Parszywe kanalie.
           Gdy jej kopia znowu znalazła się przy niej, Sasaki zmarszczyła brwi, jednak szybko zrozumiała, w czym rzecz – pozwoliła, by chowańce się do niej zbliżyły, a klon po prostu osłaniał właściwe ciało. Gdy tymczasowo pozbył się zagrożenia, nie patrząc nawet na właściwą Amayę, pobiegł w stronę bazyliszka, z którym walczył Yenna.
- Ja z kataną to ta fałszywa. Jeśli zajdzie potrzeba, nie wahajcie się ani chwili użyć jej jako żywej tarczy – wyrecytowała do komunikatora chłodnym, nieznoszącym sprzeciwu głosem.
           Uskoczyła przed kulą energii wystrzeloną przez miniaturowego, szybkiego smoka, która zostawiła w podłodze lekkie wgłębienie. Japonka kilka razy spudłowała, ale w końcu udało jej się trafić w skrzydło gadziny – a tym samym uniemożliwić jej lot. Dobicie jej było już tylko formalnością. Szkoda tylko, że Ame nie mogła nawet zbyt długo cieszyć się pozbyciem natrętnego szkodnika, bo nadal jeszcze wiele stworów czekało na ubicie i, jak na złość, nie ustawiły się grzecznie w kolejce, tylko nacierały razem.


T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://i.imgur.com/AEYxFyr.gif

Offline

#42 10-01-2020 o 18h42

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 170

...................................................................................................... Z A C H

  Kiedyś próbowali wyjaśnić co się działo w mojej głowie, gdy musiałem przechodzić do poważniejszej akcji. W sensie moje nastawienie i charakter często się zmieniały. Jednak ja wiedziałem o co chodzi. Korzystanie z duchów nie tylko dawało mi ich siłę, umiejętności, bóle głowy i pieczenie w oku, ale też część ich charakteru. Herkules był, poza siłą i częściową niezniszczalnością, również strasznie poważny. Aczkolwiek w tej chwili przejmowałem tylko 40% jego charakteru. 
   Wystarczająco, aby czuć jego stratę, stratę rodziny, odpowiedzialność spoczywającą na jego barkach, gdy musiał wypełniać swoją pokutę w postaci dwunastu zadań i niechęć rodziny, z wzajemnością. Szkoda tyko, że nie czułem jego hartu ducha, niezłomności i dumy, gdy wstąpił w poczet bogów Olimpu. Najpewniej najpierw przejmowałem najsilniejsze cechy, później te słabsze. 
   Gdy wszedłem do hangaru, szybko oceniłem sytuację, pewnie dla Nate’a była koszmarem, ale w sumie nie było się czego bać, byliśmy silni, zdolni i wyszkoleni. Przecież Nate powiedział, że wszyscy się spotkamy po akcji, będziemy mieć świadka i będę mógł z Tonym postrzelać z katapulty. 
   Rzuciło się na mnie coś co przypominało żyrafę, tylko o wiele mniejszą z szyją i głową węża, a nie żyrafy. Swoją drogą dobry pytanie, wąż to głowa i ogon czy głowa i szyja? Muszę spytać Esterę po powrocie. Złapałem to coś tuż pod głową i mocno ścisnąłem, zupełnie jakbym zgniatał kartkę papieru, żadnego oporu. Jeszcze mocniej zacząłem czuć, że nam się uda. 
   Jednak, gdy okazało się, że Ney nie da rady zapanować nad tymi stworzeniami, poczułem u mojego brata mały kryzys. Jego przekonanie, że to możliwe, przysłoniło mu delikatnie resztę planu. Jego branie różnych spraw jako pewnik było jedną z tych wad, które nie mogły w tej chwili zawieść. Jednak ja nie miałem czasu, go teraz otrząsnąć.
   Tą chwilę rozkojarzenia prawie przypłaciłem poważną raną, gdyby nie krzyk Yena i jego szybka reakcja. Zobaczyłem tylko jak jego sztylety się rozpadają a później upada. Chciałem go podnieść lub chwilę się zatrzymać, jednak nie było na to czasu, bo bazyliszek znów zaatakował. Zablokowałem kolejny wymach skrzydła i kątem oka dostrzegłem Sasaki, chwilę po jej informacji o klonie, rozległ się głos Nate’a, który pozwolił iść Ney z Agafią i Tonym. 
   Uskoczyłem przed kolejnym atakiem, w momencie gdy odsłonił szyję, a Yen sięgnął tam swoim sztyletem, złapałem potwora za to miejsce i przewróciłem na plecy. Niestety kosztem tego, że jego zęby zahaczyły o moje ramię, które teraz dość obficie krwawiło. Jednak 40% niezniszczalności Herkulesa nie wystarczy, aby zatrzymać bezpośrednie ugryzienie.
   - Sasaki, Yen! Tnijce go, nie jest łatwo to coś utrzymać w takim stanie! - poprawiłem delikatnie uchwyt co poskutkowało promieniującym bólem. W duchu modliłem się tylko aby jak najszybciej to coś, rzucające się na lewo i prawo załatwili nim zwrócę obiad, aczkolwiek może orzyganie przeciwnika to jakiś sposób na zwycięstwo. 
   Coś odbiło się za moimi plecami. Jeden z ludzi strzelił do mnie jakimś zaklęciem najwyraźniej, jednak tarcza Nate’a wszystko zniwelowała, na szczęście. Spojrzałem w jego kierunku i przez cały hangar, aby zyskać jakąś orientację. Nie wyglądało to kolorowo, ale powinniśmy dać radę. Tylko gdzie ten Tony i Agafia? Niech załatwią to szybko i spadamy... 
   Zobaczyłem że mój brat biegnie w naszym kierunku i krzyczy coś, czego nie usłyszałem... to znaczyło, że komunikatory wysiadły. Wedle planu komunikację powinna przejąć teraz Ney, która ma za razem pomóc Tony’emu i Agafii. 
   Próbowałem usłyszeć co krzyczy kapitan, ale przez ryk potworów było to bardzo ciężkie. On tylko wbiegł na brzuch potwora, przebiegł po nim, odbił się od kilku tych swoich platform, zamachał rękoma i zrobił jedną, ogromną za mną. Nie minęły dwie sekundy, gdy rozbiła się w drobny mak. 
   Jak silne musiało być to coś, aby rozbiło taką tarczę? Obróciłem głowę. Potwory, które jeszcze żyły zaczęły się łączyć w wielką masę, którą równie dobrze można by było nazwać Plgbfeh.


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#43 05-02-2020 o 13h14

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 517

__________https://fontmeme.com/permalink/191019/6f15cd9df87b9a0c2833a61d982cec0b.png


          Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. W jednej chwili miałam wrażenie, że udaje się nam zyskać przewagę i spychać potwory coraz głębiej, w następnej pojawiało się ich więcej i więcej, a ja zadawałam sobie pytanie, ile jeszcze to potrwa i czy w ogóle kiedyś się skończy. Wreszcie ponad wrzawę przebił się głos Nate'a, który pozwolił mi iść do Agafii i Tony'ego, kiwnęłam więc do niego głową i zrobiłam to, w czym nie byłam najlepsza - pobiegłam. Po drodze w mojej słuchawce coś zaszumiało i usłyszałam głos Amayi. Skrzywiłam się na samą myśl - ciężko mi było w ogóle wyobrazić sobie uczynienie z klona mojej koleżanki żywej tarczy, nawet jeśli był to tylko klon. Tymczasowa, wierna kopia. Tak czy siak, nie wyobrażałam sobie.
Popędziłam bokiem hangaru, starając się spieszyć najbardziej, jak mogłam. Po kilkunastu metrach zaczął dawać mi się we znaki brak kondycji - ciężko łapałam powietrze, tym bardziej że w dłoniach wciąż miałam ciężki karabin. Starałam się być tak szybka jak było to możliwe, przemknąć niezauważoną pod samą ścianą hangaru i do pewnej chwili nawet mi się to udawało. Kiedy jakieś pół metra ode mnie w ścianę na wysokości mojej twarzy wbił się pocisk odruchowo wyhamowałam, patrząc w kierunku z którego nadleciał. Stał tam jakiś człowiek, byłam w stanie go dostrzec. Byłam w stanie odnaleźć jego umysł. Skupiłam spojrzenie na jego twarzy, mrużąc oczy. Był ode mnie daleko, stał na metalowym rusztowaniu po drugiej stronie hangaru, ale moja magia nie stawiała oporu przy tak stosunkowo małych odległościach. Poczułam ciarki na plecach wchodząc do jego głowy, ale na szczęście jego umysł był zwyczajny. Prosty w obsłudze.
Po chwili mężczyzna przerwał ostrzał, opuścił broń i zapatrzył się w ścianę pustym wzrokiem.
Skocz, nakazałam. Jednocześnie mężczyzna drgnął nerwowo, gdy w jego głowie dookoła niego rozpętał się pożar - w panice puścił rozgrzaną do czerwoności balustradę, cofnął się kilka kroków, widząc otaczające go płomienie. A potem skoczył, runął w dół i więcej go nie widziałam.
Mrugnęłam, przerywając połączenie i już miałam biec dalej, gdy coś mi przeszkodziło - poczułam tylko ciężkie, bolesne uderzenie w splot słoneczny, od którego aż zgięłam się wpół. Kaszlnęłam, próbując złapać oddech i wtłoczyć w płuca chociaż odrobinę powietrza, bo pod wpływem uderzenia całe zostało z nich brutalnie wyciśnięte. Ból na chwilę zupełnie mnie zamroczył. Nie zdążyłabym wycelować w gada, który mnie zaatakował - to chyba był gad, a cios pochodził od masywnego, czarnego ogona - ale kolejny atak nie nastąpił. Przywarłam odruchowo do ściany widząc, jak na moich oczach rozgrywa się upiorny spektakl - chowańce zaczęły pełznąć w swoją stronę, rozlewać i łączyć w jedną, odrażającą masę. Po moich plecach przebiegł dreszcz obrzydzenia, a potem zdałam sobie sprawę, że moi towarzysze tam są, a ja mogłam tylko się pospieszyć, jeśli chciałam im pomóc. Dostrzegłam Yena, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że podświadomie go szukam. Wstałam pewniej na nogi i pobiegłam dalej.
Już nieopodal schodów, na które wpadłam rozglądając się nerwowo zauważyłam, że coś nie gra. Nigdzie nie widziałam moich towarzyszy.
Agafia?! Tony?! Gdzie jesteście?
- Kurczę. Kurczę. - mruknęłam do siebie i pochylona wskoczyłam za jakiś filar, unikając ostrzału. Z góry miałam całkiem niezły widok na potwora. A może...?
Sięgnęłam do paska z granatami.
- Nate, Agafii i Tony'ego nigdzie nie ma. Nie ma ich. Co robić?
Odpowiedziała mi cisza. Sprzęt do komunikacji siadł. Pchnęłam tę samą myśl do głowy Nate'a, jednocześnie skupiając się po kolei na głowach moich towarzyszy, walczących z ohydną masą.
Myśl była jedna, zwięzła.
Rzucam w to granat, padnij!
Odczekałam kilka chwil, żeby dać im czas na reakcję, zanim wyjęłam zza paska jeden z granatów. Odbezpieczyłam, kliknęło, czerwone światełko zaczęło migotać. Trzy sekundy dzieliły mnie od wybuchu.
Doskoczyłam do barierki. Dwie sekundy, zrobiłam zamach i rzuciłam w stwora, a potem wskoczyłam z powrotem za filar. Jakiś pocisk musnął moje ramię, aż się skuliłam słysząc huk eksplozji z dołu, wszystko zadrżało, istota wydała z siebie jakiś potworny ryk. Oddychałam ciężko, chrapliwie.
Wszyscy cali?
Ktoś zaczął wściekle do mnie strzelać, tynk z filaru kruszył się dookoła mnie. Nie śmiałam się wychylić, dopóki nie zauważyłam z powrotem tarczy Nate'a dookoła siebie, od której pociski odbijały się jak piłeczki. Wykorzystałam to - wychyliłam się, znalazłam napastnika i przekonałam, że jestem w innym miejscu, po jego lewej. Zaczął strzelać do swoich.

Offline

#44 13-02-2020 o 21h04

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 157

_________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/632643169300774952/unknown.png

     Mroczki przed oczami sprawiły, że Yenna zachwiał się niebezpiecznie. Gdyby nie podparł się o ścianę, zaliczyłby szybki upadek, wykluczający go z walki. Było trudniej, niż przypuszczał. Odczuwał to z każdym kolejnym machnięciem krwistego ostrza. W końcu coraz mniej bodźców zaczęło do niego docierać- ciął na oślep, sapiąc i usiłując zachować równowagę. Wziął na siebie więcej, niż sądził, że zdoła zrobić. Osłabił sam siebie, nierozważnie szacując proporcje krwi, które powinien zachować. Pobrał jej zbyt wiele. Zapomniał, że aby machać znakomitą bronią, potrzeba do tego również silnej ręki. Jego ręka nie była siła. I kiedy cudem wykonał kolejny unik przed atakiem wroga, po raz pierwszy pomyślał o tym, aby się poddać. Pokusa omdlenia była duża. Myślał o tym, że gdy upadnie na ziemię, przynajmniej przestanie boleć.
     Ojciec nie byłby dumny, gdyby dowiedział się, że Yen zawalił swoją pierwszą misję jako jednostka. Jako jednostka- ponieważ chłopak dalej nie wierzył w to, że misja mogłaby się okazać kompletną klapą i upokorzeniem oddziału. Zaczynał jednak wierzyć w to, że nie jest taki silny, jakim go mianowano, skoro nie może dać sobie rady z chowańcem, który tylko trochę przerastał inne. A co powiedzieliby inni, gdyby Yenna zemdlał? Byłby dla nich ciężarem, utrudnieniem, przeszkodą.
     Słysząc chłodny i stanowczy głos Sasaki kiwnął głową nieświadomie. Przez plamy, które nie odsłaniały obrazu kompletnie nie wiedział, gdzie znajduje się kobieta, choć słyszał, że musi być w pobliżu. Po okrzyku Zacha Yen zamachnął się mocno na potwora, ale poza tym, że ten zdobył kolejną ranę, nic innego się nie stało.
     -Dlaczego nie pada?!- krzyknął z zaciśniętymi zębami.
     Krzyk Neyi okazał się być punktem zapowiadającym koniec. Wieść o granacie przywiała dwie szybkie myśli w głowie Yenny.
     Pierwsza, może wreszcie uda się pokonać to monstrum.
     Druga, czy zdążę dobiec w bezpieczne miejsce i się schować.
     Był zbyt wolny. W przypływie nagłej miłości do swojego życia rzucił się na posadzkę tak, aby przynajmniej zasłonić twarz. Nie widział tego, jak chowaniec pada- kiedy z trudem wyprostował szyję, wielkie cielsko leżało już nieruchomo na ziemi.
     -Cały- powiedział cicho, dzieląc słowo na sylaby tak, jakby wypowiedzenie go w całości było zbyt trudne.
     Wstawaj, wstawaj. Co powiedziałby ojciec? Jak spojrzałaby na ciebie reszta drużyny? Jeżeli umrzesz, nie spędzisz już miło czasu z żadną blondynką.- starał się zmotywować. Ale chwila, czy anioły przypadkiem nie miały jasnych włosów?
     Katana rozlała się, tworząc wokół Xi ciemną plamę. Zemdlał.


https://64.media.tumblr.com/7f661055ba2a00f462ee511771163249/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo8_400.gifv https://64.media.tumblr.com/5a3cbd2b39ab5691ea66d08fbf163f39/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo3_400.gifv

Offline

#45 22-02-2020 o 21h37

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 170

Raport Nataniela Cielo z dnia 24 kwietnia 2070 roku.

   O godzinie czternastej czterdzieści cztery oddział Gungnir wyruszył na swoją pierwszą misję opatrzoną krypronimem “Axis”. 
   
Dwadzieścia minut później oddział znalazł się w okolicy hangaru, w którym zebrane były siły magiterrorystyczne oraz w którym znajdować miał się świadek. Okazało się, że plany hangaru nie były takie jak podczas briefingu więc cały plan musiał być poddany lekkiej korygacji. Następnie każdy obrał zaplanowaną pozycję. 
   
   Wpierw wyważyliśmy głownie drzwi hangaru i użyliśmy granatów dymnych, następnie rozpętała się walka. Okazało się, że siły przeciwnika składały się głównie z chowańców, natomiast ich właściciele znajdowali się na bezpiecznych pozycjach ponad naszymi głowami. 
   
   Pierwszym poważnym kryzysem były komunikatory, które przestały działać. Dlatego pozwoliłem Ney dołączyć do Agafii i Tony’ego, których zadaniem było odbicie świadka, jej zadaniem również było wspomaganie nas w komunikacji. 

   Szczególne problemy całemu oddziałowi sprawił potwór wyglądem przypominający bazyliszka. Dzięki szybkiej i zgranej Sasaki, Zachary’ego i Yenny wspomaganych osłonami zrobionymi przeze mnie uporaliśmy się z problemem, jednak poświęciliśmy to straceniem przytomności przez Yena. Klon Sasaki stracił nogi przez co stracił swoją użyteczność, a sama Sasaki skończyła z kilkoma ranami i otarciami na całym ciele. Zach poza kilkoma otarciami był raniony w szyję jednak nie wykluczyła go ona z walki. 

   W tym czasie Agafia i Tony przedostali się do świadka, po drodze znajdując przyjaźnie nastawione stworzenie, które przypominało niedźwiedzia, do tego potrafiło zmieniać rozmiar i ziać ogniem. Oddział... oddział postanowił nazwać te gatunek ‘Ogniomisiem’ i... przygarnąć je czyniąc maskotką oddziału. 

   Chowańce zaczęły łączyć się w jednolitą masę, która nie miała żadnego kształtu, do tego pochłaniała wszystko czego sięgnęła. Oddział postanowił stawić jej opór bronią palną i każdą dostępną magią jakie była w zasięgu, jednak bez nadziei, że uda nam się go pokonać. 

   Agafia i Tony po dość ryzykownej jednak skutecznej współpracy, wraz z Ogniomisiem był w stanie odbić świadka i opuścić hangar jak najszybciej, udając się do magikoptera. Zachary korzystając ze swojej magii zabrał Yena. Cały czas nie wiedzieliśmy co się dzieje z Itou, przez błąd komunikacji. 

   Gdy byliśmy przy środku transpotu mając właściwie za plecami małą armię magiterrorystów i bezkształtną niszczycielską masę musieliśmy się spieszyć. Itou po chwili wyszła spomiędzy budynków, jednak była w tragicznym stanie. Upadła i nie dawała znaków życia. Po wniesieniu jej do magikoptera i upewnieniu się, że świadek nie ucierpiał zarządziłem natychmiastowy start i wróciliśmy do siedziby. 



   Przeczytałem raport kilka razy, żeby poprawić błędy. Minęły już dwa dni od tej akcji. Nie byłem z niej dumny, nie byłem dumny z raportu, a wszystko przez to, że nie zadziałałem odpowiednio szybko, nie rozplanowałem tego tak szybko jak mogłem. 
   Itou wciąż się nie budziła, mimo iż była podłączona do najlepszej aparatury dostępnej w MAAMT. Zalożyłem wniosek o zbadanie co mogło ją doprowadzić do takiego stanu, jednak zostało chwilowo przełożony w czasie. 
   Do tego Phos został przeniesiony do oddziału Mjolnir ponieważ “Tak obiecujący rekrut mógłby się tylko zmarnować w oddziale kierowanym przez żółtodzioba”. Jak widać Generał Thomas McGrath zawsze dostaje to czego chce. Przedwczoraj wylecieli na misję do Australii podobno tam była komórka jednego z szefów Heirbinger. 
   Przynajmniej to wynikło z przesłuchania świadka. Była nim córka właśnie owego szefa, która wychowując się w tym środowisku miała wiele przydatnych informacji, jednak nie mogła znieść czynów środowiska w jakim się wychowywała. Początkowo nam miała być przydzielona ta rola, jednak po akcji uznano, że “należą się nam wakacje”. 
   Corell stwierdził to właściwie po naszym powrocie, gdy wszyscy opatrywali rany, ja byłem w jego biurze i zdawałem raport ustny. 
   Wysłałem raport pisemny i spojrzałem na zegarek, zbliżała się pora obiadu, jednak nie miałem ochoty jeść wśród ludzi i postanowiłem delikatnie opóźnić porę stawienia się na stołówce i zabrać obiad do swojego pokoju. 
   Zach wysłał mi wiadomość, że na podziemnym poligonie bawi się katapultą. Okazało się, że to nie była taka jak sobie wyobrażał, ale podziemny poligon najwyraźniej wystarczył, aby mógł wykrzesać trochę radości z życia. Wieczny, niepoprawny optymista, jeszcze tego samego wieczoru, gdy wróciliśmy z misji przyszedł do mnie do pokoju i próbował mówić, że początki zawsze są trudne i temu podobne bzdury. 
   Jednak na ekranie lewitującym nad łóżkiem wyświetliła się wiadomość od szefa MAAMT, zapraszał mnie do swojego gabinetu. Pewnie już przeczytał raport i nie spodobał mu się, więc wzywa mnie do poprawki. A skoro osobiście to musi być naprawdę źle. 
   Udałem się wąskim korytarzem do windy, która prowadziła bezpośrednio do gabinetu Corella. Gdy drzwi się otworzyły moim oczom ukazał się przestronny pokój pełen różnych hologramów. Lewitujących statystyk, a w samym centrum nad biurkiem znajdował się otwarty raport, który wyszedł spod mojej ręki. 
   Jednak nie to było najgorsze, po obu stronach pokoju stało moje najstarsze rodzeństwo - Estera i Abraham, a to o wiele gorzej świadczyło o całym tym wezwaniu. Estera oczywiście rzuciła się, aby zacząć mnie tulić, zgrabnie wyminąłem jej ramiona tylko po to, aby złapała mnie za kołnierz i wtuliła w siebie. Abraham tradycyjnie nie mówił nic, właściwie nie widział chyba nic poza raportem. 
   - Oj Nate, tak dawno się nie widzieliśmy a Ty nic nie powiesz konkretnego? Żadnego cześć, dzień dobry ani... 
   - Est, nie spotkaliśmy się w celach rodzinnych - upomniał ją Abr. 
   Przewróciła oczami i wypięła mu język, chciała też użyć jednego z jej dość obraźliwych gestów, jednak chrząknięcie Corella sprawiło, że nawet ona spoważniała. Co było dość ciekawym i niespotykanym zjawiskiem. 
   - Natanielu...
   - On woli, gdy mówi się do niego Nate - wtrąciła Estera. Jednak szef MAAMT nie zwrócił na to uwagi, przynajmniej pozornie, w gruncie rzeczy lekko drgnęła mu powieka. 
   - Twoja ostatnia akcja skończyła się powodzeniem, to oczywiste - chciałem wtrącić, że to nie prawda, ale cała trójka zmierzyła mnie dość niepokojącym wzrokiem. - Dlatego myślę, że nie ma co zwlekać z kolejną, wasz wynik, odbicie świadka i zero ofiar śmiertelnych jest doprawdy dobry jak na pierwszą i to tak trudną akcję. 
   Przy tych słowach Estera się szeroko uśmiechnęła.
   - No, ale nie mam za dużo czasu, ta dwójka truje mi życie od rana chcąc rozmawiać... o czymś. Wy, Cielo zawsze sprawiacie problemy i ciągle wam mało, mam nadzieję, że Ty Nate, będziesz trochę bardziej stabilny. Prześlę Ci szczegóły misji jeszcze dziś, tymczasem jutro o dziewiątej wypływa wasz statek, cieszcie się wakacjami! 
   Nie zdążyłem nic powiedzieć, a w następnej sekundzie zobaczyłem ciemność i znalazłem się w windzie.
   Ugh, Estera i Abraham od zawsze dobrze współpracowali. Wysiadłem na piętrze ze stołówką, wystarczyło coś zjeść i czekać na szczegóły.

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (22-02-2020 o 22h18)


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#46 22-02-2020 o 22h57

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 157

_________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/632643169300774952/unknown.png

     Kiedy otworzył oczy, zapytał siebie: “jak wiele wypiłem i co tym razem Neya i Tony musieli znosić?”. Szybko jednak zorientował się, że to nie alkohol wywołał w nim osłabienie i chwilową amnezję. W ułamek sekundy przypomniał sobie wszystko. Przełknął ślinę i zaczął wiercić się w wąskim, szpitalnym łóżku. Uniósł słabą rękę i zasłonił sobie nią oczy, aby nie patrzeć na biel panującą wokół, sterylność, od której robiło mu się niedobrze. Poddał się. W tamtej chwili, w której stwór padł, a granat zderzył się z posadzką, Yenna Xi stracił przytomność. Aparatura wydawała z siebie cichutkie dźwięki, przypominając mu o tym, że nie jest u siebie. Kabelki przyczepione do jego ciała powodowały dyskomfort. Czuł głód i ból każdego mięśnia, a oczy znowu sprawiały mu figle.
     Wysoka kobieta weszła do pomieszczenia. Jej wysokie, eleganckie buty stukały o posadzkę, a w dłoniach miała teczkę ze spinaczem z logiem skrzydła szpitalnego.
    - Yenn, obudziłeś się.
     Mężczyzna spojrzał kobiecie w twarz i tym razem nie powstrzymał odruchu przymrużenia oczu. Nie panował nad nim, kiedy czuł się słabo. Chwilę zajęło mu skojarzenie, kim może być kobieta o długich nogach, akcentująca jego imię w ten specyficzny sposób. Jej włosy nie miały wyróżniającej się barwy. Miały odcień blondu, który Yenna lubił, a ubrana była w spódnicę i obcisły golf. Nie przypominała pielęgniarki. On za to przypominał pacjenta, który spał zbyt długo. Miał na sobie prostą piżamę z długim rękawem i musiał wyglądać przy swoim gościu jak nieporadne dziecko.
     - Twój tata prosił, żebym do ciebie zajrzała. - Kobieta sama postanowiła podsunąć mu wskazówkę, ale Yen w dalszym ciągu nie kontaktował w pełni dobrze. - Nie sądziłam, że wejdę akurat w momencie, w którym otworzysz oczy.
     Nachyliła się nad nim i odgarnęła mu ciemne włosy z czoła. Pachniała jaśminem.
     - Przesadziłem - powiedział. - Nie powinienem był, ja…
     - Cicho, Yenn. Lekarz powiedział, że jeżeli będziesz o siebie dbał, nie wniesie nic przeciwko temu, abyś brał udział w kolejnej misji. A z tego co wiem, czeka was już niedługo. Będzie dobrze, Yenn, po prostu następnym razem musisz rozsądniej gospodarować krwią.
     Zerwał się do pozycji siedzącej, niemal zrywając kable.
     - Ile dni już minęło? Jak długo tutaj jestem? - Zaczął panikować.
     - Minęły dwa dni.
     - Dwa dni?! - Opadł na poduszkę, a warga mu zadrżała. -Muszę skontaktować się z Nate’m, mój zegarek, gdzie on…
     Zegarek leżał na stoliku nocnym i kiedy Yenna chwycił go w dłonie zorientował się, że jest całkowicie zepsuty.
     - Musiał zniszczyć się przy upadku. Wiem, że to była pamiątka. Przykro mi.
     Yenna pokiwał głową, wpatrując się w zbitą szybkę.
     - Powiedz tacie, że wszystko w porządku. Przepraszam, ale, czy mogłabyś zostawić mnie na chwilę samego?
     Kobieta pokiwała głową.
     - Poproszę lekarza, żeby przyszedł do ciebie za dziesięć minut.
     Po tych słowach wstała i zostawiła Yennę samego sobie, wpatrującego się w zepsuty przedmiot. Choć psuł się już wcześniej, Yenna mimo tego używał go dalej i lubił mieć go przy sobie. W tamtym momencie nie miał już żadnej wymówki, aby sprawić sobie nowy. Świadomość niemożliwości kontaktu z innymi frustrowała go bardzo, a samotność szybko zaczęła dobijać do tego stopnia, że zaczął żałować wyproszenia przyjaciółki swojego ojca. Choć pewnie i tak szybko by wyszła, pomyślał smętnie, przecierając podkrążone oczy. Cieszył się, że swoją pewność siebie przed misją zostawił tylko sobie. W przypadku, gdyby wszystkim na prawo i lewo zaczął rozpowiadać, jak to dobrze im pójdzie, wyszedłby na niezłego błazna.
     I wtedy go olśniło. Nie wiedział nic. Film urwał mu się w momencie, w którym ich oddział nie wszedł nawet do środka budynku. Nie wiedział, jak przebiegła dalsza część misji.
     Chwycił za kable i zaczął je odpinać. Chciał wyjść ze szpitala i dowiedzieć się, czy z resztą oddziału wszystko jest w porządku.

Ostatnio zmieniony przez Airi (23-02-2020 o 12h51)


https://64.media.tumblr.com/7f661055ba2a00f462ee511771163249/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo8_400.gifv https://64.media.tumblr.com/5a3cbd2b39ab5691ea66d08fbf163f39/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo3_400.gifv

Offline

#47 22-02-2020 o 23h51

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 517

__________https://fontmeme.com/permalink/191019/6f15cd9df87b9a0c2833a61d982cec0b.png


          Neya w zupełnej ciszy przemierzała korytarze MAAMT. Przez ostatnie dwa dni pokonywała tę trasę tak często, że wiedziała już dokładnie ile kroków dzieliło ją od skrzydła szpitalnego do jej pokoju, gdzie chodziła tylko się wyspać oraz ze szpitala do stołówki, gdzie szła coś zjeść, choć tak naprawdę kończyła gapiąc się w posiłek, żeby ostatecznie wyrzucić go do kosza na śmieci i wrócić na krzesło u boku Yenny.
Siedząc przy nim czasem do niego mówiła, częściej po prostu wpatrywała się w okno albo w aparaturę wydającą z siebie równomierne piknięcia i ściekającą leniwie kroplówkę. Wsłuchiwała się w szmery, rozpoznawała kroki pielęgniarek, które co jakiś czas zaglądały do środka, jednak Neya w ogóle nie zwracała na nie uwagi. Raz, na początku, próbowała powiedzieć coś do niego bezpośrednio, przesłać mu jakąś myśl, jednak muskając jego umysł - pogrążony w głębokim śnie - poczuła jak coś ściska ją w dołku i nie spróbowała znowu.
To przez nią tutaj był. To była jej wina i nie była w stanie sobie tego wybaczyć.
Fakt, że nie została jej udzielona reprymenda tylko dodatkowo ją dobijał. Popełniła całe mnóstwo błędów, a jednak nikt się nie pokusił by powiedzieć jej wprost, że się nie nadaje. Wszystko było źle. Itou była w śpiączce, Phos został przeniesiony, a Yen...
          Ledwie się obudziła z twardego snu w który zapadła nad ranem - utulona wreszcie własnymi łzami, które wsiąkały w poduszkę i nie chciały przestać płynąć - ubrała się, niedbale uczesała i założyła kaptur, bo nie miała siły myć włosów, po czym ruszyła w znajomą drogę korytarzami MAAMT. Trzysta dwadzieścia osiem kroków. A potem pójdzie coś zjeść. Albo i nie.
Pierwsze białe drzwi z mlecznego szkła wpuściły ją do środka samoczynnie się rozsuwając, kolejne musiała już otworzyć sama. Przed drzwiami do salki w której leżał Yen wpadła na jakąś obcą kobietę. Blondynkę. Zerknęła na nią z niepokojem, ale nie znała jej, więc to raczej nie była pielęgniarka. Ostrożnie zajrzała do środka spodziewając się dokładnie tego, co oglądała przez ostatnie dwa dni - pogrążonego w głębokim śnie chłopaka, bladego pośród szpitalnej bieli. Nie do końca zrozumiała więc na co patrzy i w pierwszej chwili otworzyła szeroko oczy wpatrując się w niego niemądrze. Przytomnego i zapamiętale zabierającego się do odpinania się od aparatury.
- Yen. - chrypnęła niewyraźnie, a ulga jaką poczuła, ślepa radość że się obudził sprawiła, że nie od razu zareagowała na to, co próbował zrobić. Oczy momentalnie zaszły jej mgłą, kiedy w kilku krokach znalazła się przy nim.
- Zostaw, nie możesz... - powiedziała wreszcie, usiłując go powstrzymać przed wyrwaniem z żyły na dłoni igły wenflonu - Zostaw.
Przytrzymała jego dłoń i wreszcie na niego spojrzała. Wszystkie uczucia, jakie zdążyły się w niej nagromadzić przez ten czas - wszystko mieściło się teraz w jego ciemnych oczach. Nie była w stanie powstrzymywać łez.
- Jak dobrze, że się obudziłeś. Ja... Przepraszam. Tak strasznie cię przepraszam. - ścisnęła lekko jego dłoń, drugą ręką ocierając łzy i usiłując zapanować nad szlochem - Czego potrzebujesz? Coś ci przynieść?

Offline

#48 23-02-2020 o 12h50

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 157

_________________________________https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/632643169300774952/unknown.png

     Bose stopy dotykały już zimnej posadzki, kiedy do szpitalnego pomieszczenia weszła kolejna osoba. Słyszał, że ktoś napiera na klamkę, dlatego szarpnięciem zerwał ostatni kabelek i miał zabierać się już za pozbycie się wenflonu, kiedy drobna, kobieca postać stanęła obok łóżka i powstrzymała go. Zareagował instynktownie, odsuwając się od przybyłej osoby.
     Nie wiedział, kim ona jest. Jej głowę przykrywał kaptur, a rozpoznanie po głosie może zadziałałoby wtedy, gdyby w ogóle próbował go słuchać. Zdezorientowany gwałtownym zbliżeniem się, nie wiedział, jak powinien reagować. Dał sobie szansę i wsłuchał się w jej następne słowa.
     Nieporadnie spojrzał na kaptur, próbując dojrzeć wystające spod niego rude kosmyki, ale im dłużej się przyglądał, tym bardziej głupio i beznadziejnie się czuł. Większość rzeczy wskazywała na to, że ma przed sobą pannę Egerton, ale niepewność pozostała obecna. A niepewność rodzi frustrację.
     Neya nie ma takiego zachrypniętego głosu, pomyślał. Nie ma mnie też za co przepraszać.
     Jednak dłoń, która go ścisnęła, z pewnością należała do jego przyjaciółki.
     - Neya - powiedział bezmyślnie, zdradzając tym, że cały ten czas nie wiedział, kto przy nim jest.
     - Niczego nie potrzebuję, chcę wiedzieć tylko, co z naszą misją, gdzie jest reszta, czy wszystko w porządku, czy się udało? Dlaczego tutaj jestem? Straciłem przytomność, tak? Co za wstyd. Nie chciałem rzucać wam kłód pod nogi, wręcz przeciwnie!
     Yenna nigdy nie był bezproblemowym pacjentem. Już będąc małym dzieckiem, w obecności lekarzy zawsze wiercił się i był niespokojny, a kiedy musiał zostawać w szpitalu na obserwacji, nigdy nie krył swojego braku cierpliwości i poczucia nudy, stając się marudnym.
     - Gdzie jest Nate? Czuję się już dobrze, więc mogę stąd wyjść - stwierdził. - Chciałbym z nim porozmawiać o misji. O pierwszej… i o drugiej też.
     Spuścił na chwilę głowę, patrząc na kolorowe kable leżące na jasnoniebieskiej pościeli.
     - Płaczesz? - zapytał głupio. - Nie płacz. Przecież nie zrobiłaś nic złego. Nie rozumiem przeprosin. To raczej ja powinienem przeprosić za swoją nierozsądność.
     Bardzo chciał już opuścić skrzydło szpitalne, ale wiedział, że Neya może próbować mu to uniemożliwić. Dotknął poranioną, zabandażowaną dłonią jej twarzy.
     - Jeżeli martwiłaś się tak o mnie, to nawet mi schlebia - zaśmiał się niezręcznie.


https://64.media.tumblr.com/7f661055ba2a00f462ee511771163249/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo8_400.gifv https://64.media.tumblr.com/5a3cbd2b39ab5691ea66d08fbf163f39/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo3_400.gifv

Offline

#49 23-02-2020 o 15h02

Straż Cienia
Ghoul
Oficer Straży
Ghoul
...
Wiadomości: 1 737

A N T H O N Y    E R L I N G E N


   Chociaż Tony wyszedł z misji w jednym kawałku i nie został poważnie ranny, z kolejnych dwóch dni pamiętał niewiele więcej, niż Yenna.
  Ich „sukces” okazał się słodko-gorzki dla wszystkich członków drużyny, nie wyłączając Erlingena. Oczywiście, młody mężczyzna radził sobie z tym na swój, niezbyt odpowiedzialny, sposób. Choć dotąd nie zdarzało mu się często przesadzać z alkoholem, tym razem był praktycznie przyklejony do butelki.
  Nie stracił zawadiackiego uśmiechu, ani nie zrezygnował z głupich odzywek, a mimo to, sam dobrze wiedział, że jest wrakiem. Wrakiem, rozbitym o ostre skały własnego upośledzenia w dziedzinie budowania relacji międzyludzkich. Nie radził sobie zbyt dobrze w sytuacjach, które wymagały zachowania powagi. Okazywanie uczuć, które przychodziło mu tak łatwo w kontakcie z ludźmi, na których mu tak naprawdę nie zależało, okazywało się niebywale trudne, gdy emocje były prawdziwe. Pozbawiony bezpiecznej bariery docinków czuł się nagi i jakby nie na miejscu, a więc „bieda”, w której poznaje się najlepszych przyjaciół odrzucała go na kilometr.
   Wszystko byłoby więc dobrze, gdyby odległość wystarczyła, by odciąć się od całej sytuacji. Niestety, gdzieś w głębi śledziony, czy też innego organu odpowiedzialnego za uczucia w jego organizmie, cholernie mu zależało. Próbując się więc rozproszyć, czuł nieznośne, świdrujące poczucie winy i jeszcze bardziej dojmującą niepewność. Wolałby tkwić przy łóżku przyjaciela, ale na myśl przychodziło mu tylko to, jak nieskończenie niezręcznie by się zachowywał i to, że przyniósłby więcej szkody niż pożytku. Ostatnim czego potrzebuje chory są dwuznaczne żarciki i ryzykowne podpuszczania, znane również jako Specjalność Szefa Kuchni Anthony'ego Erlingena. W rezultacie krążył jak zwierzę zamknięte w klatce, na zmianę ciągnięty do Yena, to znów do alkoholowego znieczulacza.
   Znacznie lepiej radziła sobie z pewnością mała Egerton, która zapuszczała korzonki w Yennowej sali. Widział ją w pobliżu za każdym razem, kiedy odwiedzał oddział szpitalny, co tylko utwierdzało go w postanowieniu, by trzymać się z daleka i ograniczyć do flirtowania z pielęgniarkami, aby wyżebrać informacje o zmianach w stanie zdrowia przyjaciela. Poza tym trzymał się raczej z dala od członków swojego zespołu. Nie dotarł nawet na pożegnanie z Phosem, którego wyrwano bez ceregieli z ich oddziału tuż po misji.
   - Ech, wygląda na to, że one wszystkie miały rację... totalny z ciebie dupek, Tony – powiadomił swoje odbicie, które spoglądało na niego z lustra zawieszonego nad barową półką. Wpatrywał się w nie przez chwilę pustym wzrokiem, po czym z trudem, etapami, przywołał na twarz filuterny uśmiech. - Ale przynajmniej wciąż jesteś zniewalająco przystojny, ty stary draniu – wykonał gest, jakby chciał sam ze sobą wznieść toast i wypił duszkiem resztę whiskey ze swojej szklanki.
   Zeskoczył z barowego stołka, zostawił na blacie należność za drinki wraz z sutym napiwkiem i rozpoczął wędrówkę, której celem miała być jego sypialnia. Dziś w nocy padła mu bateria w telefonie, więc nikt spoza MAAMT nie mógł się z nim skontaktować, potrzebował też pilnie prysznica i przynajmniej kilku godzin snu. Parę chwil później, zgarbiony i ukryty pod kapturem bluzy oczekiwał na windę, którą miał dostać się na odpowiednie piętro. Ostatnim, na co miał ochotę, były sztucznie wesołe interakcje z przypadkowymi ludźmi, które zazwyczaj były dla niego zupełnie naturalne. Dzisiaj nie miał na nie sił.
   Rozbrzmiało charakterystyczne piknięcie i drzwi windy rozchyliły się, by ukazać zmęczonym oczom Tony'ego nikogo innego, jak jego najukochańszą osobę na całej planecie, Nataniela Cielo. W pierwszym, bezwarunkowym odruchu cofnął się o krok i już był prawie w połowie odwrotu, kiedy zdał sobie sprawę, że niestety, spojrzeli sobie w oczy i nie sposób udawać, że szefa zwyczajnie nie zauważył. Ucieczka z podkulonym ogonem w grę nie wchodziła, duma Tony'ego nie zniosłaby tego ciosu. W związku z tymi smutnymi faktami mężczyzna odetchnął, wyprostował się, gwałtownym ruchem odrzucił kaptur i przywołał bezczelny uśmieszek. Wskoczył rześko do windy i zarzucił Nate'owi rękę na ramiona. Drzwi windy zamknęły się za nim z powrotem.
   - Natanielu, mój przyjacielu. Szefie, druhu, przywódco, mistrzu, wodzireju na weselu mego życia, ty... A myślałem, że mój dzień nie może stać się już lepszy... - zapiał, poklepując go żywiołowo i upewniając się, że możliwie najmocniej ingeruje w przestrzeń prywatną Nate'a. Kątem oka niecierpliwie obserwował błyszczące cyfry, wskazujący powolny postęp mijanych pięter. - Jak leci? - Przygryzł wargę, zanim pozwolił sobie z całą nonszalancją, na jaką było go stać, dołożyć kolejne pytanie. - Jakieś nowiny o naszych nie-całkiem-poległych kamratach?


TECHNIK HODOWLI POSTÓW
https://i1.wp.com/www.heymunky.co.uk/wp-content/uploads/2016/06/quicksilver.gif?resize=480%2C198

Offline

#50 23-02-2020 o 16h00

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 517

__________https://fontmeme.com/permalink/191019/6f15cd9df87b9a0c2833a61d982cec0b.png

     
          Neya nie była przygotowana na to, że Yenna z taką zapalczywością będzie próbował pozbyć się elektroniki, która monitorowała jego funkcje życiowe. Nawet osłabiony wciąż był od niej silniejszy i bardzo uparty. W pierwszym szoku nawet jej nie rozpoznał, chociaż do tego powinna być przyzwyczajona - zwłaszcza że nie spodziewając się że zastanie go przytomnego przykryła włosy kapturem. Neya automatycznie poczuła irytację na jego próby wyplątania się z aparatury - jak zawsze, kiedy ktoś na siebie nie uważał i robił coś nierozsądnego. A już zwłaszcza gdy robił to ktoś, kto był jej przyjacielem. Kimś, na kim jej zależało.
- Nigdzie nie idziesz. - oznajmiła zdecydowanym tonem, lekko marszcząc brwi i jednocześnie pociągając nosem, jakby chciała nadać swojej twarzy groźny wyraz, ale coś poszło nie tak - Misja nie ucieknie. Musisz odpoczywać i Nate powie ci to samo. - zawahała się przez chwilę, nie mogąc zdecydować czy mówić mu od razu całą prawdę - Itou jest szpitalu. Nikomu więcej nic się nie stało. Misja zakończona sukcesem. - to była prawda. Tylko dlaczego to słowo miało w jej ustach tak gorzki smak? - Uparli się nawet zapakować do helikoptera niedźwiedzia. Wyobrażasz sobie? Spodoba ci się, zmienia rozmiar i zieje ogniem. - dodała, jakby chcąc odwrócić jego uwagę od tego, że chciał wstać i wyjść, i cały aż się do tego garnął. Poważnie wątpiła czy byłaby w stanie go powstrzymać siłą. Miała nadzieję, że przekonają go racjonalne argumenty.
- Straciłeś dużo krwi, Yen. Pomożesz odzyskując siły.
Na jego następne słowa aż się spięła cała. Nie miała ochoty do tego wracać, ale nie dziwiło jej wcale, że on niczego nie pamięta. Przełknęła ślinę.
- Straciłeś przytomność przez granat. Rzuciłam go w chowańca z którym walczyliście. - przypomniała sobie szukanie po omacku ich umysłów by się upewnić, że są cali. I tę chwilę, gdy zdała sobie sprawę, że nie może znaleźć jego - Przepraszam. - powtórzyła cicho, kiedy poczuła jego dłoń na policzku. Zaskoczył ją ten czuły gest i trochę odruchowo przykryła jego chłodną, szorstką od strupów i opatrunku dłoń swoją, jakby chciała ją zatrzymać na dłużej przy skórze. Głęboko odetchnęła, zanim była w stanie mówić, bo jego dotyk sprawił, że jeszcze bardziej zachciało jej się płakać. A to nie on ją powinien pocieszać. Przypomniała sobie chwilę, gdy go zobaczyła, przenoszonego do magicoptera i własne, trzęsące się dłonie, które musiały pewnie trzymać stery.
- Oczywiście, że się martwiłam. Wszyscy się martwiliśmy, Yen. Proszę, połóż się. Zawołam Nate'a, jeśli chcesz się z nim zobaczyć, ale na razie nie możesz nigdzie iść. Na pewno się ucieszy, że jesteś przytomny. I Tony, on ciągle do ciebie wpadał. Na pewno planuje już imprezę, jak tylko wydobrzejesz.

Offline

Strony : 1 2 3 4 ... 10