Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2 3 4 5 ... 10

#51 23-02-2020 o 18h25

Straż Obsydianu
Rosaviel
Piechur Straży
Rosaviel
...
Wiadomości: 1 789

https://cdn.discordapp.com/attachments/668825546054041603/681168271227092992/unknown.png
AND  I  DRIVE  MYSELF  CRAZY  THINKING  EVERYTHING'S  ABOUT ME
Yeah, I drive myself crazy;    Cause I can't escape the gravity

https://cdn.discordapp.com/attachments/668825546054041603/681166424240291933/PicsArt_02-23-04.51.57.png

YELIZAVIETA  'LIZA'  POKHENKO

dwudziestodwulatka              urodzona 31 grudnia 2048 roku        zodiakalny  koziorożec
gdy  miała   osiem  lat,      jej  rodzice  wyemigrowali  z Ukrainy   -  tak  trafiła  do Japonii
jej ojciec  powiązał karierę z wojskiem,  matka zaś - medycyną          starsza  siostra  Ilii
kobieta   biseksualna / biromantyczna    obecnie skupiona na pracy, nie romansowaniu

jej mocną stroną        jest   myślenie  taktyczno  -  strategiczne   oraz analiza  pola  walki
dodatkowo  szybko adaptuje się do nowych,    dynamicznie zmieniających się warunków
jej słabą stroną         jest kompletny brak orientacji w terenie - nagminnie gubiła się już w
Akademii, co skutkowało licznymi spóźnieniami  oraz  patologiczny wręcz perfekcjonizm


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

SFERY     jej umiejętność opiera się na tworzeniu sfer oraz kontroli tego, co znajduje się
w ich obrębie - jest w stanie wedle własnej woli przenosić obiekty i ludzi, podmieniać ich
miejsca,  a  także przy dużo większym nakładzie sił w ograniczonym stopniu zmieniać ich
struktury (np sprawić, by drewno stało się kruche i łamliwe);       po zdjęciu sfery z danego
obszaru  wyrządzone w nim szkody pozostają na obiektach;    używanie  sfer  na  dłuższą
metę jest dla niej męczące, dlatego nie korzysta z nich na ,,dużą  skalę”;      do kreacji sfer
musi mieć wolne i nieskrępowane ręce       w innym razie może być z lekka  bezużyteczna

mimo przeszkolenia i wysokiego wyniku na zakończenie Akademii, Liza mocno polega na
swej mocy,  przez co jej tężyzna fizyczna  i  szeroko pojęta walka wręcz zaczynają powoli
pozostawiać sporo do życzenia

♪♪♪

https://cdn.discordapp.com/attachments/668825546054041603/681168271227092992/unknown.png

POKHENKO



http://www.pomniejszacz.pl/files/pasek-do-zmiany-dla-drakea.png
START WITH STARS IN OUR EYES; START BELIEVING THAT WE BELONG
But every sun doesn't rise; And no one tells you where you went wrong

https://i.pinimg.com/originals/10/01/c5/1001c56611933dc008cdbcf6e8d6eb30.jpg

DRACARYS  'DRAKE'  HUNT

dwudziestopięciolatek                 urodzony 27 kwietnia 2045 roku                zodiakalny  byk
nie zna i nie pamięta swoich rodziców   -   jest wychowankiem tokijskiego domu dziecka
mimo tego i kilku początkowych problemów dostał się i ukończył akademię przy MAAMT
mężczyzna  heteroseksualny / heteroromantyczny    w chwili obecnej wolny i niezależny

jego mocną stroną              jest niesamowicie celne oko, co w połączeniu z zamiłowaniem
względem broni palnej wszelkiego rodzaju czyni  z niego strzelca wyborowego, poza tym
cechuje go wielka łatwość w nawiązywaniu kontaktów   -  bardzo przydatna w jego pracy
jego słabą stroną      jest sposób przekazywania informacji  -  robi to niestety nadzwyczaj
chaotycznie,  co dodatkowo przy jego ironicznym uśmiechu sprawia wrażenie jakoby kpił
sobie z rozmówcy;    nie jest też specjalnie dobry w kwestii planowania kolejnych ruchów

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

POLA MAGNETYCZNE        Drake  jest  w  stanie  wytwarzać  wedle  swojej  woli  pola
magnetyczne,        dzięki którym może ingerować we właściwości znajdujących się w ich
władaniu przedmiotów;   najczęściej i najchętniej wykorzystuje swą magię do otwierania
zamków oraz przetwarzania niewielkich metalowych przedmiotów w inne  - np pociski w
klucze i odwrotnie   -  przy dużym nakładzie sił i odpowiednim poziomie skupienia jest w
stanie  także   zatrzymać   samochód   lub  za  sprawą  odpowiedniej  ingerencji  wygasić
systemy,   począwszy  od  prostych  komputerowych,   aż  do  tych  zabezpieczeń            .

mimo  przerwania  nauki  w  akademii  i  powrotu  niemal  dwa  lata później udało mu się
ukończyć akademię przy MAAMT  z  wyróżnieniem oraz  w efekcie dostać się do  agencji
wywiadowczej - obecnie zajmuje posadę informatora Oddziału Nelfar;    nie lubią go tam
stara się nie polegać zbytnio na swojej magii   -    zamiast tego zdecydowanie woli walkę
kontaktową oraz wszelkiego rodzaju strzelaniny

♪♪♪

http://www.pomniejszacz.pl/files/pasek-do-zmiany-dla-drakea.png


statystyki

Ostatnio zmieniony przez Rosaviel (22-04-2020 o 19h12)



https://i.imgur.com/K63JwVO.gif

Offline

#52 23-02-2020 o 18h29

Straż Cienia
Mijaku
Oficer Straży
Mijaku
...
Wiadomości: 1 461

https://i.pinimg.com/564x/53/b2/76/53b276c4ff2621afe3dc50b1868ad6bb.jpg

Dia
Diana Nexees | 23 lata | kobieta | 160 cm
Woli kiedy mówi się do niej Dia
Umiejętność: niesamowita prędkość
Jej ciało przyzwyczajone jest do poruszania
się w zawrotnym tempie.
Średnia prędkość osiągalna: 80 km/h
Dla własnego bezpieczeństwa przy akcjach
wymagających dużego zużycia umiejętności
nosi wspomagacze na stawy i ścięgna.
Szkolona do wytrzymywania nagłego
przeciążenia.
Jej uwaga działa jak jej umiejętność
Ma problem ze skupieniem się na jednej rzeczy.
Lubi tańczyć i czerpać prostą zabawę
z otaczającego świata. Zawsze można z nią
porozmawiać. Mordunia.
Lubi ładnych chłopców i nic już z tym nie zrobi.
Uwielbia muzykę, często nuci, śpiewa.

Ostatnio zmieniony przez Mijaku (24-02-2020 o 21h20)


https://i.imgur.com/1EogxEa.gif

Offline

#53 23-02-2020 o 19h22

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 157

=======================================https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/681229237214380064/unknown.png

     Nie był usatysfakcjonowany faktami, które przedstawiła mu dziewczyna. Yenna chciał wiedzieć wszystko ze szczegółami, ogólne informacje nie były w stanie go zadowolić. Nawet ta o tym, że misja zakończyła się sukcesem nie wywołała większej reakcji na jego twarzy. Co mu było po "raportowo" brzmiącym zdaniu skoro nie wiedział, jak do tego doszło. Dopiero surrealistyczna opowieść o niedźwiedziu sprawiła, że rozluźnił się nieco. Tak, jakby jeszcze przez pewną chwilę planował zachować swoje miejsce.
     - Kiedy byłem nieprzytomny, zapakowaliście do magikoptera niedźwiedzia, który zmienia rozmiar i zieje ogniem - powtórzył, patrząc Neyi prosto w jej rozmazane oczy. - Może dalej śnię - rzucił w przestrzeń.
     Starł się nieco opryskliwy nie tylko z powodu zaistniałej sytuacji. Nie był bezwstydny. Fakt, że Neya patrzyła na niego ubranego w piżamę, nieco go dekoncentrował i dodawał niepewności siebie.
     - Przecież wiem! - podniósł głos. - Taka jest cena, Neya. Niektórzy płacą spadkiem cukru, inni ciśnieniem, ja płacę krwią. To konieczne.
     Podwinął rękawy, pokazując jej stare blizny. Nigdy ich przed nikim nie krył, ale nie pamiętał też sytuacji w której podwinął rękawy po to, aby ktoś mógł im się przyjrzeć. Większość blizn nie była duża, było ich jednak bardzo wiele. Nachodziły na siebie, tworząc na rękach mężczyzny jaśniejsze od skóry kreski. Yenna dawno przestał je liczyć.
     - Po prostu pomyliłem się w obliczeniach i osłabiłem sam siebie. Już do tego nie dojdzie. Jestem pewien, że straciłem przytomność na własne życzenie, chociaż nie pamiętam dokładnie tego momentu.
     Zdenerwowanie nigdy do niego nie pasowało. Choć sprawiał wrażenie groźnego, Yenna z natury był bardzo łagodny, dlatego szybko dopadły go wyrzuty sumienia, że odzywa się w taki sposób do Neyi, która się o niego martwiła.
     Lubił dotykać twarzy innych. Wydawało mu się wtedy, że przez chwilę wie, jak ta wygląda. Mimo to nie śmiał przesunąć palców na szczękę przyjaciółki i trzymał rękę w jednym miejscu. Szturchanie innych, zaczepianie ich i ogólny kontakt fizyczny nigdy nie sprawiał mu problemu, dotykanie twarzy za to wydawało się czymś innym. Przesunął palec, natrafiając na łzę. Wtedy Neya przykryła jego dłoń swoją, a on niemal od razu postanowił wyswobodzić swoją. Nie wiedział, jak powinien ją pocieszyć, dlatego milczał przez moment.
     - Nie, nie zawracaj mu głowy. Na pewno ma jakieś sprawy. Sam go znajdę. Nie mogę wiecznie leżeć. Skoro się obudziłem to chyba jasne, że jest już okej.
     Słowa o Tonym poprawiły mu humor.
     - Pewnie pił i podrywał pielęgniarki! - stwierdził. Z nim też chciał się zobaczyć. - Już słyszę jego żarty. Skoro się mijaliście, to może znowu zapytać “uuu, ty i mała Egerton?”
     Zdecydowanie nie był najdyskretniejszy. Kiedy zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, poczerwieniał na twarzy.
     - O-on lubi sobie tak żartować - burknął. - Znasz go.
     Wykorzystując chwilę nieuwagi, zeskoczył z drugiej strony łóżka.
     - Och, ale widzisz, wszystko jest w porządku. Mogę już iść do sie… - Niecałe sto dziewięćdziesiąt centymetrów runęło na podłogę. Yenna poczuł chwilowe zawroty głowy. Szybko podniósł rękę z wenflonem do góry.
     - Żyję! - oznajmił, ale równie dobrze można było to odebrać jako “nie próbuj pomagać mi wstawać”. Obawiając się tego, chwycił ramę łóżka i podciągnął się.
     Ktoś otworzył drzwi bez pukania. Do pomieszczenia weszło dwóch mężczyzn. Jeden był drobny i miał na sobie kitel, drugi, bardzo postawny i wysoki, ubrany był w zbroję elitarnych oddziałów specjalnych.
     - Tata? Ale co ty tu robisz? - Yenna wydukał cicho, przeczesując szybko ciemne włosy, które sterczały na wszystkie strony świata.
     Fred Xi splótł ręce na klatce piersiowej i westchnął głośno.
     -Cześć, synu. Dzień dobry, panienko. - Na jego twarzy pojawił się ciepły uśmiech. -Yen, dlaczego doprowadzasz kobietę do płaczu zaraz po przebudzeniu się, czyś ty na głowę upadł? - Mężczyzna zbliżył się do Yenny i obejrzał go od stóp do głowy. - Schudłeś. Jakiś taki mizerny jesteś - stwierdził.
     - Um, Neya - Yenna przełknął ślinę. - Poznaj mojego tatę.
     Pan Xi wyciągnął dłoń do Neyi.
     - Fred Xi. Mów mi Freddie. Przyjaciele mojego syna są moimi przyjaciółmi.

Ostatnio zmieniony przez Airi (23-02-2020 o 21h03)


https://64.media.tumblr.com/7f661055ba2a00f462ee511771163249/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo8_400.gifv https://64.media.tumblr.com/5a3cbd2b39ab5691ea66d08fbf163f39/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo3_400.gifv

Offline

#54 23-02-2020 o 20h58

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 170

N A T E 

Nim zdążył na dobre wyjść z windy dostał powiadomienie na komórkę. Okazało się, że to była wiadomość od Corella, zaklął cicho pod nosem. Właśnie od niego wracał, mógł mu powiedzieć, że za kilka minut zjawią się nowi członkowie oddziału, którzy mieli uzupełnić luki powstałe przez odejście Phosa i stan Itou. 
   Wrócił do windy i nacisnął odpowiedni przycisk. Spojrzał w telefon, na którym odpalił się licznik z twarzą Corella, który wypina język. 
   - Niech Cię piekło pochłonie - mruknął pod nosem zastanawiając się jak przywitać dwie dziewczyny, które wyświetlały się na ekranie razem z danymi. 
   Winda się zatrzymała i drzwi się otworzyły z cichym szumem i wtedy rzeczy zaczęły iść naprawdę źle. Za drzwiami stał jego ulubiony członek oddziału, którego na pewno chciał zobaczyć właśnie w tej chwili, zwłaszcza w stanie, który dało się wyczuć nosem. 
   - Tony - poczekał aby chłopak wszedł do windy, jednak gdy zaczął go obmacywać bardzo chętnie chciał się gwałtownie odsunąć, jednak dałby mu wtedy satysfakcję, a do tego dopuścić nie mógł ani trochę. - W porządku, wracam właśnie od Corella, jutro mamy kolejną misję, więc proszę abyś się do jutra... przygotował. Do tego Pardon mówił coś o wakacjach, czekam na szczegóły tego. I mam nadzieję, że byłeś u Ogniomisia. 
   Do tego kolejna minuta wyświetlająca się na ekranie sprawiła, że w głowie Nate’a zakwitła pewna myśl. Skoro Tony mógł go zmacać, to on może go wkręcić w całe przedsięwzięcie. 
   - A wiesz... właśnie idę odebrać nowych członków oddziału, będą tu za pięć minut. Sądzę, że Ci się spodoba. - przez chwilę na jego twarzy pojawił się zarys początku uśmiechu. 
   Po chwili drzwi do windy się otworzyły i przed ich oczami ukazało się lądowisko, na którym jeszcze dwa dni temu wracali z nieudanej misji. 
   W tle majaczył powoli magikopter lecący w ich kierunku przewożący, spojrzał na telefon, Yelizawietę i Dianę. Westchnął, nie miał nic przeciwko, jednak zastanawiał się czy to odpowiedzialne ze strony szefostwa powierzać mu nowych ludzi, gdy jedna osoba została przeniesiona, a dwie leżą pod aparaturą. 
   Próbował jak najbardziej zignorować obecność Tony’ego, powoli zaczynał żałować, że zabrał go ze sobą. Dla pewności, że Erlingen zaraz nie upadnie, zemdleje lub po prostu zwymiotuje, stworzył za nim ścianę gotową przetransportować w jakimkolwiek kierunku i zatrzymać, lub podtrzymać członka drużyny. 
   Kilkanaście sekund później pojazd powoli osiadł na betonowej powierzchni i jego drzwi otworzyły się, a z magikoptera wyszły dwie kobiece postaci. 
   - Chodź - powiedział do Tony’ego. - Jestem kapitan Oddziału Gungnir Nate Cielo, a to nasz bard Anthony Erlingen. Właściwie dopiero pięć minut temu dostałem wiadomość o waszym przeniesieniu, inaczej zapewne od razu przestawiłbym wam wszystkich wchodzących w skład oddziału. No nic, wasze bagaże, o ile je macie będą przeniesione do waszych pokoi, a tymczasem chodźcie z nami, pokaże wam je. Natomiast wieczorem, jeśli będzie możliwość zarezerwowania sali konferencyjnej poznacie całą resztę. 
   Ruszyli do windy, gdy drzwi się zamknęły miał nadzieję, że Tony przejmie umiejętność konwersacji, fakt, faktem posiadał o wiele lepsze umiejętności miękkie niż Nate, a do tego miał o wiele mniej rzeczy na głowie na obecną chwilę. 
   Jego telefon znów zawibrował. Spojrzał na ekran. Mimo całej swojej postawy poczuł gdzieś w głębi ulgę, gdy na ekranie wyświetlało się powiadomienie, że Yen wybudził się i zaczyna sprawiać problemy. 
   Nie powinien myśleć w taki sposób w obliczu tego co się stało, jednak nie mógł Tony’emu odpuścić obmacywania go, a to był dobry moment na jego małą zemstę. 
   - Tony, masz swoją pierwszą poważną misję, musisz oprowadzić Dianę i Yelizavietę do ich pokoi a przy okazji dobrze jakbyś pokazał najważniejsze miejsca, wszystko masz już przesłane na telefon - spojrzał na niego starając się, aby najbliższe słowa zabrzmiały jak najmniej neutralnie, a jak najbardziej pozytywnie. - Ja muszę iść do Yena, obudził się. 
   Drzwi się otworzyły na piętrze szpitalnym, na którym leżała Itou i Yen. 
   - Widzimy się wieczorem, szczegóły jeszcze wam wyślę. A i Tony, jak coś... Zach testuje katapultę w podziemnym poligonie, chyba bardzo mu zależało abyś z nim to zrobił. Diano, Yelizawieto, witam w Oddziale Gungnir - drzwi się zamknęły a on ruszył w kierunku pokoju, w którym był Yen. 
   Przez przezroczysty fragment szyby zobaczył, że w pokoju była Junior i Generał Xi, zapukał. Gdy zauważył, że zwrócił na siebie uwagę wszedł do pokoju. Zasalutował ojcu Yena.
  - Generale, mam nadzieję, że nie męczy pan za bardzo członka mojej drużyny - potem przywitał się z Ney i Yenem. - Cieszę się, że się obudziłeś, mam nadzieję, że już trochę lepiej się czujesz. Pewnie masz wiele pytań, jednak nie musisz się martwić, misja zakończyla się powodzeniem, a gdyby nie ingerencja twoja, Ney i Sasaki najpewniej nie miałbym członka oddziału, brata i mielibyśmy w statystykach jedną ofiarę śmiertelną. 
   - Też wam obojgu mówię, że mamy dwie nowe osoby w oddziale, dziś wieczorem chciałbym się spotkać całą grupą. Pogadam z lekarzem o Twoim stanie, jeśli nie jest zadowalający, to spotkamy się w Twojej sali. Do tego omówimy misję, na którą wyruszamy jutro rano, jeszcze nie mam szczegółów, ale niezależnie od tego co powie lekarz, dołączysz do nas w trakcie, nie mogę ryzykować Twoim zdrowiem. 
   Zastanowił się czy powinien mówić co wynikło z przesłuchania świadka. Póki co ta informacja była utajniona, jednak powinien podzielić się tym z członkami oddziału. Zastanawiało go czy Generał miał te informacje czy też powinien ugryźć się w język. Postanowił, że nie będzie póki co mówił, może uda mu się to zrobić później.

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (23-02-2020 o 21h02)


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#55 23-02-2020 o 22h31

Straż Obsydianu
Rosaviel
Piechur Straży
Rosaviel
...
Wiadomości: 1 789

======================================http://www.pomniejszacz.pl/files/liza-wklejka_1.png

       Odkąd pamięta, ojciec zawsze powtarzał, że zmiany są potrzebne. Że uczą i pozwalają się rozwijać nawet, jeśli w pierwszej chwili nie niosą ze sobą nic ponad strach przed nieznanym, przed rzuceniem w kompletnie nową sytuację. Bo jak - z całym szacunkiem dla masy osób, które od kilku dni mijała codziennie na korytarzach - miałaby móc powiedzieć, że tu, w murach MAAMT odnalazła lub zyskała choćby namiastkę pewności i stałości. No własnie; nie mogła. Yelizavieta od początku była świadoma, że miejsca w obecnym składzie i zespole nie zagrzeje za długo. Być może przeczuwała nieuniknione, może też trochę sama ściągnęła na siebie taki właśnie los natłokiem czarnych myśli i rozlubowaniem się w snuciu coraz to czarniejszych scenariuszy, dopieszczanych po kolejnych analizach.
       Być może i była sama sobie winna. Być może. Nie jej było to oceniać, a i czasu na rozmyślanie o całym tym ,,problemie” nie miała za wiele. Tym bardziej teraz, siedząc już we wnętrzu magikoptera.
       Poza nią siedziała tam jeszcze jedna osoba, także kobieta. Liza nie zwróciła na nią jednak większej uwagi - wiedziała, że jeśli obie przydział dostały do sławetnej grupy Gungnir ich drogi i tak przetną się nie jeden raz, a może wręcz na siebie nałożą. Odchyliła więc głowę do tyłu, i cicho wzdychając naprężyła całe ciało, zmuszając zasiedziałe mięśnie do rozciągnięcia się i choć minimalnej pracy. Mruknęła, czując nieprzyjemne ciągnięcie i marszcząc nos od razu przeniosła rękę do łydki. Zdecydowanie powinna wrócić do ćwiczeń. Brak ruchu - jakkolwiek dotychczas do przemocy w czasie misji uciekać się nie musiała - kompletnie jej nie służył…
       Nie była pewna, ile czasu spędziła w towarzystwie nieznajomej i ile trwała cała ich eskapada. W końcu jednak padła komenda lądowania, a maszyna zaczęła wyczuwalnie obniżać lot; pilot gotował się do jak najbardziej ostrożnego posadzenia stalowego kolosa na lądowisku. Jeszcze nim to zrobił - a ona mogła zerknąć w przestrzeń hangaru - dostrzegła dwie osoby, dwójkę mężczyzn. Różnili się widocznie aparycją i… było w nich coś, co kazało jednoznacznie stwierdzić, że diametralnie różniły ich też charaktery. Liza nie wiedziała, czy to kolejne wysnute na wyrost przypuszczenie, że podpowiedź kobiecej intuicji, jednak tym razem czymkolwiek to nie było, postanowiła zignorować.
       Czas pokaże, z kim ma do czynienia.
       — Powinnyśmy się chyba zbierać. I przy okazji, Liza… Wychodzi na to, że jednak mamy ten sam przydział. — zaczęła spokojnie i z lekkim uśmiechem wystawiła z stronę koniety rękę. — Miło mi poznać.
       Wyszła jako pierwsza, dwoma krokami pokonując odległość, jaka dzieliła ją od ziemi - z pokładu do zawieszonej w połowie platformy i od owej platformy do podłoża - po czym odgarnęła rozwiane wiatrem włosy z twarzy. Zabrała je, rzucając łopatom gniewne spojrzenie, które w jej zamyśle miało chyba początkowo skłonić je to nagłego, całkowitego zatrzymania się. Zmarcia. Gdy jednak to nic nie dało, po prostu ruszyła dalej - przed siebie i do wspomnianej dwójki mężczyzn, uważnie się im przyglądając. A im była bliżej, tym więcej udawało jej się dostrzec. Zwłaszcza, że ci wyszli im na spotkanie.
       Na określenie blondyna mianem barda kącik jej ust drgnął nieznacznie. Bard? W formacji militarnej? W Gungnir? Oh doprawdy, spodziewała się czegoś… więcej po elicie elit, zdecydowanie więcej. Mimo to nie odezwała się, wysłuchując nowego przełożonego do samego końca, a przynajmniej do momentu, aż sam chwilowo urwał.
       — Yelizavieta Pokhenko, ale prościej i szybciej będzie nazywać mnie po prostu Liza. — przedstawiła się, od razu podpowiadając własne preferencje co do nazywania jej. — Niezmiernie miło poznać mi w końcu nowego - kolejnego - przełożonego. I barda. — uśmiechnęła się lekko ironicznie.
       Bez chwili zastanowienia zakodowała sobie nowe imiona, starając się dopasować je do odpowiednich twarzy na tyle silnie, by potem nie musiała martwić się myleniem. Ale kogo ona oszukiwała? I tak będzie ich myliła albo ich imiona zastąpią mniej lub bardziej pasujące przezwiska - wersje robocze które staną się dla niej powszechnie obowiązującymi, a ona nawet nie zorientuje się kiedy to nastąpi. 
       Drzwi windy zamknęły się z aich plecami, ta ruszyła. Początkowo panowała między nimi cisza i choć Liza zastanawiała się nad przerwaniem jej, ostatecznie nie poczuła się do odpowiedzialności za rozpoczęcie i podtrzymywanie potem konwersacji. Stosunkowo jednak szybko coś przykuło jej uwagę, a owym czymś okazała się wibracja telefonu. Spojrzała po niebieskim i uniosła nieznacznie jedną brew, gdy padła kwestia małej zmiany ich przewodnika. Zwyczajowo, to nowy przełożony oprowadzał swoje świeżynki, nowiutkie nabytki. Pożegnała więc uprzejmie - jak się przedstawił - Nate’a i zostali we trójkę.
       Nie czekała długo, by się odezwać - oparła się o ścianę windy i spojrzała na Antony’ego.
       — Ciężka misja za Wami, jak rozumiem? Misja albo ostra impreza i czyjaś szykująca się, ogromna reprymenda... — zagaiła w nawiązaniu do prawie że ostatnich słów kapitana. Bo nie widziała możliwości innej, niż dwie - kontuzja po walce lub też zachlanie mordy. Osobiście skłaniała się raczej ku temu pierwszemu - Gunggnir był nowo utworzonym oddziałem, prędzej więc stawiała by na mocną integrację, niż rzeczywiście karkołomne zadanie zlecone dla żółtodziobów. Z resztą - sam jednym z nich była, wiedziała jakie misje dostają tacy jak ona.
       Spojrzała zaraz znowu na blondyna - jako na jedyną osobę mogącą cokolwiek tak naprawde wiedzieć i rozjaśnić jej sytuację - na nową koleżankę i raz jeszcze na niego, spojrzeniem prześlizgując się gładko po jego twarzy. Zaraz uśmiechnęła się półgębkiem.
       — I tak w sumie z ciekawości. Pan Kapitan serio musiał zmykać, czy ma jakiś problem z kobietami, że zostawił Cię na naszą pastwę?
       Jej rozbawienie dźwięczało nie tylko w głosie. Biło też z roziskrzonym oczu, a i sama Liza nie zamierzała się z nim kryć. Nigdy przecież nie była za dobra w ukrywaniu i tłamszeniu tego, co w niej siedziało…

Ostatnio zmieniony przez Rosaviel (14-03-2020 o 19h27)



https://i.imgur.com/K63JwVO.gif

Offline

#56 23-02-2020 o 23h29

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 517

__________https://fontmeme.com/permalink/191019/6f15cd9df87b9a0c2833a61d982cec0b.png


          Yen był w zdecydowanie złym stanie i to nie tylko fizycznym, a może przede wszystkim nie tylko. Neya rozumiała o czym mówi, kiedy wspomniał o cenie, jaką się płaci. Sama płaciła potwornymi migrenami za nadużywanie swojej mocy - leżała wówczas w łóżku nie będąc w stanie ruszyć nawet jedną kończyną i czuła że umiera. Tym razem ból głowy nie był najgorszy, ale przez pierwszą dobę dawał jej się we znaki. Kiedy podwinął rękawy, poczuła jak skręca ją w żołądku. Wiedziała oczywiście o jego bliznach, trudno z resztą żeby ich nie miał, ale wiedzieć o czymś a widzieć coś - z bliska, na wyciągnięcie ręki - to dwie różne rzeczy. Nie potrafiła znaleźć słów, by go pocieszyć. By go przekonać, że to nie jego wina. Patrzenie na niego, siedzącego tutaj i obwiniającego siebie o wszystko, sprawiało że jej żołądek zaciskał się boleśnie.
A potem ten nieoczekiwany dotyk, równie nagle przerwany. Miała ochotę po prostu podejść i go objąć, ale wiedziała, jakby się to skończyło - całym oceanem łez. Czy Yen na to zasługiwał? Nie. Zdecydowanie nie.
Mimochodem wysłała do Nate'a informację, że Yen wreszcie jest przytomny - wiedziała, że go to bardzo zainteresuje - i zrobiła to trochę wbrew temu, co wcześniej powiedział Yen. Żeby mu nie zawracała głowy. Wiedziała, że to dużo ważniejsze niż się Yenowi wydaje.
Koniec końców to anegdotka o Tonym go rozbawiła i sama Neya wreszcie się uśmiechnęła, gdy zdała sobie sprawę, że owszem, dokładnie tak było, a potem Yen powiedział coś, od czego Neya zupełnie zastygła i raptownie poczuła uderzenie gorąca na twarzy.
- Tony tak żartował? - powiedziała słabo, niepewna właściwie co czuje. Dobry Boże, jak wszystko stało się między nimi przerażająco skomplikowane od tamtej nieszczęsnej imprezy. Neya zaczynała analizować rzeczy, na które wcześniej w ogóle nie zwracała uwagi, zastanawiać się nad jego gestami i rozmyślać o jego intencjach zupełnie inaczej niż w bezpiecznych ramach przyjacielskich żartów.
Nawet nie zauważyła, kiedy mężczyzna bez ostrzeżenia po prostu się podniósł z miejsca.
- Co ty wy... - reszta zdania zaginęła pośród łoskotu, gdy Yen zaliczył bezpośrednie spotkanie z podłożem. Przerażenie szybko ustąpiło jednak miejsca nowej fali irytacji, bo zanim cokolwiek zrobiła już się podnosił wymachując komicznie dłonią.
- Jesteś uparty jak osioł, Yenna Xi! - wygarnęła mu wreszcie, zwracając się do niego pełnym imieniem i nazwiskiem jak zawsze, gdy chciała mu pokazać, że nie żartuje. Ona tutaj peroruje o tym, jak bardzo powinien zostać w łóżku, a on przy pierwszej okazji i tak próbuje, z marnym skutkiem, sobie pójść. Nieprawdopodobne. Być może za dużo czasu spędza w towarzystwie Tony'ego i zaczyna przejmować jego zwyczaje.
Drzwi do pokoju otworzyły się nagle i stanęło w nich dwóch ludzi - najwyraźniej lekarz i wysoki, postawny mężczyzna, przy którym Neya poczuła się nagle bardzo mała. Miał nieustępliwy wyraz twarzy, a blizny które ją przecinały tylko dodawały mu surowości. Miała wrażenie, że w jego obecności Yen cały się spiął. Tato? Próżno było szukać w ich twarzach podobieństw. Gdy się odezwał, Neya nagle zdała sobie sprawę jak wygląda - zapłakana i czerwona jak burak. Ryczenie przy Yenie, a przy jego ojcu, to dwie zupełnie różne sprawy.
- Och, to... Absolutnie nie jego wina. Emocje...
Pospiesznie otarła policzki i osuszyła oczy rękawem bluzy. Mężczyzna przemawiał nieoczekiwanie łagodnie, co gryzło się z jego wyglądem, ale Ney wiedziała jedno na pewno - nigdy w życiu nie chciałaby mieć w nim wroga.
- Bardzo mi miło, panie Xi. Freddie. - poprawiła się szybko i momentalnie zrobiło jej się głupio na to, jak to zabrzmiało. Nastała chwilowa cisza i Neya wiedziała już, co powinna zrobić. Zostawić ich samych. Zanim jednak zdążyła to oznajmić, drzwi otworzyły się ponownie i do środka wszedł Nate. Poczuła się podwójnie głupio patrząc, jak mu salutuje. I to kapitan.
A potem Nate zaczął mówić, a ona czuła coraz bardziej jak piecze ją twarz. Była pewna, że przypomina już bardzo dojrzały w słońcu pomidor i nie śmiała podnieść wzroku. Zdecydowanie nie zasłużyła na pochwały patrząc po tym, ile błędów popełniła. Z nerwów zadrżały jej dłonie, splotła je więc na piersi. Z zainteresowaniem uniosła wzrok dopiero, gdy Nate wspomniał o nowych członkach oddziału, czując ulgę że może się na tym skupić. Była ciekawa, kogo tym razem rzuci im los. I czy będzie łaskawszy. Odnotowała w pamięci wieczorne spotkanie i poczuła, że naprawdę powinna doprowadzić się do porządku. Nagle to w jakim była stanie zaczęło jej coraz bardziej przeszkadzać.
- Zostawię was samych. - zdecydowała wreszcie, miała nadzieję że taktownie - Do widzenia pan... Freddie. Wpadnę później, Yen. Kapitanie.
Dopiero gdy w znalazła się po drugiej stronie drzwi zdała sobie sprawę, że nieświadome wstrzymywała oddech.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (24-02-2020 o 11h10)

Offline

#57 24-02-2020 o 10h43

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 157

=======================================https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/681229237214380064/unknown.png

     Gdyby nie to, że musiał podtrzymywać się łóżka, żeby nie upaść ponownie, zasłoniłby sobie rękami usta i oczy. Nigdy nie był dobrym kłamcą i rzadko kiedy udawało mu się również coś ukryć. Czuł, że coś popsuł i utwierdził się w tym fakcie, kiedy Neya zawołała do niego pełnym imieniem i nazwiskiem. Wielkie wejście ojca utrudniło sytuację. Fred nigdy nawet nie próbował udawać, że nie widzi rzeczy, które czasami pasowałoby przemilczeć.
     Yen schował naderwany wenflon za plecami i nieporadnie patrzył jak Neya wyciera mglistą twarz, a ojciec opiera rękę na biodrze jak zawsze, kiedy był zatroskany. Młodszy Xi stał jak wryty, niepewnie zerkając na milczącego dotąd lekarza.
     Wtedy po raz kolejny ktoś pociągnął klamkę, uprzednio pukając. Nate Cielo, kapitan oddziału we własnej osobie wszedł do środka i był kolejną osobą, która mogła oglądać dopiero co obudzonego Yena w piżamie. Nie zdziwiło go to, że wpierw przywitał się z jego ojcem, który na widok młodego dowódcy roześmiał się serdecznie.
     - Nate, to żadna konferencja, nie musisz być taki grzeczny - powiedział dźwięcznie, jako grzeczność rozumiejąc nazwanie go generałem. Generał Fred Xi często musiał przypominać innym, że woli, jak zwracają się do niego Freddie. Takie drobne rzeczy, jak zdrobnienie imienia, włożenie trochę luzu w stresującą, odpowiedzialną pracę, pomagało mu w nie-zwariowaniu. Był o tym przekonany już od wielu lat i Yenna dobrze pamiętał że mówił już tak wtedy, kiedy oficjalnie dostali dokumenty na to, że są rodziną. Co roku znajdował nowe plusy tego, że niektórzy zdążyli się się przyzwyczaić do imienia Freddie.
     - Trzeba - podkreślił to słowo. - Trzeba go pomęczyć. Nie może być tak, że chłopak nie wie, do czego jest zdolny, a do czego nie. Pomyślnie przeszedł wszystkie egzaminy i osobiście zadbałem o to, żeby utrudniano mu je jak tylko się da. Tymczasem na pierwszej misji, on robi coś takiego. Pewnie nie praca mu, a blondynki w głowie, mało tego...
     - Tato! - Yenna zaczerwienił się aż po same uszy.
     - W każdym razie obudził się, to znaczy, że może już wychodzić! - Freddie klasnął w dłonie. W tej kwestii obaj członkowie rodziny Xi zgadzali się ze sobą.
     Yenna zasalutował Natanielowi szybko.
     - Melduję swoją gotowość do kolejnej misji - oświadczył. Co w zestawieniu z piżamą wyglądało nieco komicznie.
     Informacja o dwóch nowych osobach zmartwiła go. Kiedy miał jednak zapytać o to, co zaczęło siedzieć mu w głowie, lekarz postanowił w końcu się odezwać.
     - Wyniki są w porządku. To niesamowite, że organizm zregenerował się w takim tempie. Będzie mógł pan udać się na misję, sir. Wskazane jest jednak to, aby pokazał się pan przed wyruszeniem w skrzydle szpitalnym. Dzisiejszy dzień koniecznie proszę przeznaczyć na odpoczynek. Nie wolno się panu stresować i proszę pamiętać o witaminach, sir.
     Yenna pokiwał głową.
     Neya nagle przypomniała innym o swojej obecności. Yen wiedział, że nie skończyli jeszcze rozmowy, ale to nie był dobry moment, aby ją kontynuować. Nie zatrzymywał jej.
     - Dziękuję, że przyszłaś - powiedział łagodnie, nim dziewczyna zniknęła za szklanymi drzwiami. Zaraz za nią wyszedł również lekarz.
     Xi szybko wrócił wzrokiem do swojego ojca i kapitana.
     - Wam też dziękuję, za odwiedziny - wychrypiał. - Nate, mimo wszystko przepraszam, że byłem nierozważny. Obiecuję, że następnym razem rozsądnie będę operował mocą. Czy stan Itou jest aż tak poważny, że przysłano zastępstwo? Poza tym, powiedziałeś “dwie”. Za kogo jest druga osoba, Nate?
     Fred milczał już dłuższą chwilę. Yen przeczuwał, że ojciec znał odpowiedź na pytanie.


https://64.media.tumblr.com/7f661055ba2a00f462ee511771163249/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo8_400.gifv https://64.media.tumblr.com/5a3cbd2b39ab5691ea66d08fbf163f39/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo3_400.gifv

Offline

#58 24-02-2020 o 12h35

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 170

N A T E 

   Skinął generałowi w odpowiedzi na jego “upomnienie”, że nie jest to konferencja. 
   - Musi mi pan wybaczyć, jednak w dużej mierze jestem tu też zawodowo. Niemniej dziękuję - rozluźnił mięśnie i obrał wygodniejszą pozycję niż stanie na baczność. Przytaknął też Fredowi na jego słowa o egzaminach i blondynkach. - Dlatego cieszę się, że mam takich ludzi w swoim oddziale, trzeba znać umiar pomiędzy pracą i rozrywkami. Też wystosowałem prośbę o udostępnienie sali treningowej z pełnym wyposażeniem. Zaistniała sytuacja skłoniła mnie do przetestowania możliwości każdego członka oddziału Gungnir, jeśli zechciałby pan osobiście sprawdzić na co nas stać, to zapraszam, jak tylko uzyskam pozwolenie. 
   Zastanawiał się chwilę nad entuzjazmem obu mężczyzn co do gotowości Yena do misji. Póki nie zasięgnie opinii lekarza nie miał zamiaru choćby pozwolić mu po siedzibie bez drugiej osoby. Nie był orłem z medycyny, jednak nawet on wiedział, że taka ilość krwi nie uzupełnia się w dwa dni. 
   Dlatego też poczuł się zignorowany, gdy nie spotkał się ze zgodą co do dopuszczenia Xi do misji. Do tego jak na złość przyszedł też lekarz, który stwierdził, że Yenowi nic nie jest i może wrócić do oddziału. Westchnął. Dobrze, że chłopak miał taką regenerację, jednak wciąż nie był w stanie się zgodzić, ale chyba nie mógł nic zrobić, było jego słowo przeciw trójce. Z czego jeden był generałem, drugi lekarzem, a trzeci był uparty. Chociaż z drugiej strony Ney pewnie by go poparła, gdyby nie fakt, że właśnie wychodziła. Skinął jej na pożegnanie i przerzucił uwagę na już-nie-chorego. 
   - Widzę, że nie mam wyjścia, ale jutro przed wyruszeniem musisz się stawić na badania kontrolne, jeśli cokolwiek będzie poza normą, masz zakaz wyruszania, to rozkaz przełożonego - podrapał się po pobródku zbierając myśli po przeprosinach i pytaniu Yena. - Nie musisz przepraszać, jednak podczas misji nie zawsze może być możliwość zberania Twojego ciała w razie omdlenia. Zrobimy wszystko, aby to zrobić, jednak sam rozumiesz, zdarzają się różne wypadki. 
   Spojrzał na milczącego generała, on też wiedział jaki jest stan Itou i że Phosa właściwie zabrał oddział Mjolnir zapewne tylko dlatego, że Generał McGrath uznał, że miło będzie dopiec Nate’owi a przy okazji zabrać obiecującego żołnierza. 
   - Itou... cóż, przy życiu utrzymuje ją aparatura, lekarze nie wiedzą co się stało. Dochodzenie trwa, jednak w okolicach miejsca, w którym najpewniej została zraniona nie ma wiele poszlak wskazujących winowajcę. Nie dopuścili nas do dochodzenia, ze względu na możliwą stronniczość. Jednak chyba mój brat, Amos, jest oddziale zajmującym się tą sprawą. Jeśli będę miał okazję, to spróbuję go skłonić do mówienia - zrobił krótką przerwę aby Yen mógł przetrawić wszystko. Spojrzał na generała. - A co do drugiej osoby. Phos został przeniesiony do oddziału Mjolnir. Z tego co wiem, obecnie jest na misji gdzieś w Europie, wyruszyli dzień po naszym powrocie.
   Zamilkł czekając na reakcję Yena. Nie miał nic przeciwko nowym osobom, jednak fakt, że zabrano mu podwładnego lekko go irytowało. Miał też podejrzenia, że stan Itou również jest winą kogoś z oddziału Mjolnir. Nie chciał o tym myśleć, ale czuł, że to coś więcej niż zwykły zamach magiterrorystów. 
   - No i oddział uparł się, abyśmy mieli maskotkę w postaci Ogniomisia.


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#59 24-02-2020 o 15h59

Straż Cienia
Ghoul
Oficer Straży
Ghoul
...
Wiadomości: 1 737

A N T H O N Y    E R L I N G E N


   - Zawsze jestem gotowy, szefie – zapewnił. - A Ogniomiś ma się świetnie, chociaż nie podchodzi mu większość przekąsek, które oferujemy... podobno ma ochotę na coś małego, niebieskiego i pozbawionego poczucia humoru... będę musiał się rozejrzeć.
   Właśnie chciał dopytać, jak kierownictwo wyobraża sobie nową misję w ich mocno uszczuplonym składzie, ale i tę wątpliwość Nataniel szybko rozwiał. Nowi członkowie drużyny... Intrygujące. Tony przezwyciężył naturalny odruch przeciwstawiania się Nate'owi, by zaspokoić ciekawość. Zdaje się, że nie mieli już szans na odzyskanie Phosa... Asami była również w zbyt ciężkim stanie, by miała pojawić się na misji... Trzeba się tylko upewnić, że to wszystkie zastępstwa, które planuje zarząd. W duchu Erlingena zaistniało żelazne postanowienie, że jeśli ktokolwiek szykuje się, by wygryźć z roboty Yennę, będzie miał zaraz nieprzyjemnie bliskie spotkanie ze śmigłem magikoptera.
   Udali się na lądowisko i czekali w milczeniu wpatrzeni w horyzont przez krótką chwilę.
   - Nie boisz się, że tych też szybko wykończysz? - zagadnął Anthony tonem przyjacielskiej pogawędki, dopiero kiedy śmigłowiec dotknął ziemi, a Nate ponaglił go krótką komendą. Następnie ruszył raźnym krokiem do przodu, tym samym nie pozostawiając rozmówcy czasu na odpowiedź.
   Z maszyny latającej wynurzyły się dwie młode kobiety. Tylko dwie, to dobrze. Obie z bliska okazały się nieprzeciętnie urodziwe, to gorzej. Tony nagle zaczął być dotkliwie świadom faktu, że nie golił się od trzech dni, a i jego ubraniom przydałoby się odświeżenie. Nie pozwolił jednak tym drobnym niedogodnościom zbić się z pantałyku. Rzucił nowoprzybyłym jeden ze swoich bardziej czarujących uśmiechów, a kiedy Kapitan przedstawił go jako „barda”, nie zaprotestował, co więcej, poparł ten tytuł, grając na niewidzialnej lutni, dopóki nie ruszyli w drogę powrotną. W ciszy, która zapadła po niezwykle wylewnym wstępie Nataniela, Erlingen wyłowił z kieszeni miętówki i wcisnął do ust dwa cukierki.
   Jego brew podskoczyła ku górze, jasno sygnalizując, że jest gotowy, by wygłosić całą litanię żartów o „pokazywaniu najważniejszych miejsc”, jednak zanim zdążył się odezwać, całą jego uwagę pochłonęła kolejna wypowiedź szefa. Yen się obudził! Tony poczuł, jakby ktoś pozbył się kotwicy, przygniatającej jego klatkę piersiową przez ostatnie czterdzieści osiem godzin. Przez kilka sekund ten napływ ulgi powstrzymał go przed wydaniem z siebie jakiegokolwiek zrozumiałego dźwięku, a tę chwilę niemocy Nate sprytnie wykorzystał na odwrót taktyczny. Uniknął w ten sposób jakichkolwiek protestów Anthony'ego, którego pierwszym instynktem było to, aby pobiec z nim do oddziału szpitalnego. Pogodził się jednak ze swoim nowym zadaniem bez większego bólu, przypominając sobie, że przy łożu boleśni Yenny z pewnością natknąłby się nie tylko na ich nieustraszonego lidera, ale także na Małą Egerton. Ta ostatnia z pewnością wzięła już na siebie karmienie rosołkiem, całusy w bubu, czy cokolwiek innego powinno się robić dla chorego. Tony sprawdzi się lepiej, kiedy wpadnie do niego później i będą mogli pogadać bez publiki.
   Odwrócił się z powrotem do swoich tymczasowych podopiecznych, przerzucając przez chwilę spojrzenie z jednej na drugą, jakby próbował coś ocenić, czy podjąć jakąś ważną decyzję. Zaraz potem jednak wskazał oboma kciukami na siebie i przedstawił się właściwie:
   - Po prostu Tony będzie w porządku, chociaż zareaguję też na wszystkie pieszczotliwe przezwiska od „kochanie” po „królu złoty”. - Uścisnął im mocno dłonie, przed przejściem do odpowiedzi na pierwsze pytanie. - Wiecie, w naszym wspaniałym oddziale każda misja jest tak naprawdę jak impreza... czasem trudno je rozróżnić. Najważniejsze punkty ostatniego wydarzenia, cóż... Odbiliśmy ważnego świadka z rąk magiterrorystów. Adoptowaliśmy ognistego niedźwiedzia. O mało wszyscy nie zginęliśmy. Standardowy piątek.
   Mówiąc to, otwierał już na komunikatorze obiecaną przez Nate'a listę miejsc, które powinien pokazać nowym. Ziewnął ostentacyjnie, przewijając ją, a następnie szybko zamknął, nie docierając nawet do połowy instrukcji.
   - Wyglądacie na sprytne dziewczynki, chyba same poradzicie sobie ze znalezieniem stołówki i zbrojowni... mamy znaczki ze strzałkami na ścianach... no i oczywiście, wasze komunikatory są wyposażone w nawigację. Zabiorę was do pokojów, żebyście miały okazję trochę się odświeżyć i wtedy zobaczymy, co dalej.
   Wcisnął odpowiednie przyciski na konsoli, aby wybrać piętro. Parsknął śmiechem, słysząc pytanie nowej towarzyszki broni. Mieszanka dobrych wieści i błyszczących oczu wprawiła go w doskonały nastrój. Zmierzwił niedbale swoje włosy, głęboko zastanawiając się nad odpowiedzią.
   - Nate i problem z kobietami... czy to aż tak oczywiste? - oparł się wygodnie o przeciwległą ściankę windy, tak by móc wygodnie przyglądać się Lizie spod uniesionych brwi. Cała jego postawa wyrażała w tym momencie absolutnie rozluźnienie, niepasujące być może do „ważnej misji”, którą mu powierzono. - Aczkolwiek, żeby naprostować sytuację, muszę zaoferować dodatkowe wyjaśnienia... Nate ma problem nie tylko z kobietami, ale też z mężczyznami, dziećmi, zwierzętami domowymi i gospodarskimi oraz kamieniami, które trochę za bardzo przypominają twarze... - wyliczył, przy każdym punkcie naciągając prawą dłonią kolejne palce lewej. - Jedynymi rzeczami, z którymi Nate nie ma problemu, są regulaminy MAAMT. Wydaje się mieć też dość zażyłą relację z kijem, który ktoś wyraźnie wcisnął mu doo... ooo, jesteśmy na miejscu!
   Wynurzyli się z windy na piętrze czterdziestym czwartym, przed nimi rozciągał się długi, szeroki korytarz z szeregiem drzwi po obu stronach. Minimalistyczny, wręcz bezosobowy wystrój pomieszczenia jasno sugerował, że jest to przestrzeń wspólna, klimat jednak zmieniał się zupełnie, gdy przekroczyło się któryś kolejny próg. W prywatnych pokojach młodych agentów często ponosiła ułańska fantazja dekoratorska. Sam Tony pokusił się o kilka „stylowych ulepszeń” swojej kwatery, oznaczonej lśniącą szóstką. Zwolnił teraz właśnie przy niej i dla emfazy uderzył otwartą dłonią o framugę.
   - Ten jest mój. Mi casa es su casa, wpadajcie, kiedy tylko macie ochotę. A te... - dotarli do końca korytarza, wskazał na dwie pary drzwi znajdujących się naprzeciwko siebie. - Są wasze. - Szarpnął za jedną z klamek i bezceremonialnie wpakował się do środka. - Możecie otwierać i zamykać drzwi za pomocą aplikacji w komunikatorze, kiedy już je skalibrujecie, nikt inny nie będzie miał do nich dostępu.
   Niewielkie, schludne królestwo którejś z panien zostało natychmiast zmącone erlingenowym uderzeniem energii. Równiutko, z wojskową precyzją zaścielone łóżko straciło całą swoją sztywną elegancję, kiedy młody mężczyzna rzucił się na nie wytrenowanym susem. Przewrócił się na plecy, a skrzyżowane ramiona podłożył pod głowę.
   - Jak widzicie macie tu... rzeeeeczyy... iiiii... przedmioootyy... iiiiiiii... meeebleee... - przeciągając sylaby, zastanawiał się nad karierą w branży turystycznej, to całe oprowadzanie wychodziło mu znakomicie. Nagle spoważniał, koncentrując spojrzenie na Lizie i Dianie. Płynnym ruchem wyprostował się do pozycji siedzącej. - Okej, teraz do poważnych spraw, musicie znać podstawowe zasady... - Ostanie ślady rozbawienia zniknęły z jego twarzy, zastąpione przez żelazne skupienie. Pozwolił sobie na efektowną pauzę, stopniującą napięcie. - Jeden: po łóżkach można skakać do woli, nic im nie będzie – w ramach demonstracji uniósł się i opadł kilka razy, zmuszając sprężyny materaca do cichego protestu. - Dwa: od którejś godziny obowiązuje cisza nocna, nie jestem pewien od której... jeśli ktoś przyjdzie się poskarżyć, że ją zakłócacie, trzeba mu powiedzieć, że te dźwięki, które słychać to nagrania odgłosów bitewnych i mają was przygotować do walki pod presją... no i oczywiście, trzy: w dobrym guście jest zostawianie małych podarunków pod drzwiami swoich sąsiadów... na przykład, jeśli macie zepsute jajko, to Nate na pewno je doceni.
   Puścił im oko i przepraszająco wzruszył ramionami. Ostatecznie, obie znały i rozumiały strukturę MAAMT, musiały być przyzwyczajone do jej funkcjonowania. Mógłby zarzucić je tysiącem detali, o których najpewniej zapomniałyby, zanim dotarłby do końca zdania, ale podobne marnowanie czasu wydawało mu się idiotyczne, gdy można było zająć się tyloma ciekawszymi sprawami. Choćby integracją zespołu, korzystając z faktu, że Nate i Neya byli obecnie zbyt zajęli, aby doszczętnie popsuć im zabawę. Zach, Sasaki i Szalona Rosjanka z pewnością chętnie posmakowaliby świeżego mięska... a w drodze powrotnej mogliby podrzucić Yenowi ciasto... albo szczeniaka! Ostatecznie Kapitan kazał im się „przygotować” przed nadchodzącą misją, a jak lepiej to zrobić, niż zgrywając się z zespołem?
   - Oto mój pomysł... skoczę do siebie na piętnaście minut, żeby przypudrować nosek, wy się tutaj rozgościcie, a potem może opowiecie mi trochę o sobie, jak tu trafiłyście i czemu powinienem się was bać. Po drodze do miejsc, które naprawdę warto tutaj znać... Mam na myśli taniec, hazard, ciężką artylerię i flamingi... nie wiem, co się może wydarzyć, ale prawie na pewno będzie to nielegalne, niemoralne albo tuczące. - Podniósł się na równe nogi, zrobił kilka kroków w stronę drzwi, ale przystanął, by spojrzeć przez ramię na dziewczyny, z perfekcyjnie niewinną minką. - Albo no wiecie, możecie iść poszukać Nate'a... i pooglądać z nim międzynarodowe zawody w kaligrafowaniu, czy cokolwiek on tam robi w swoim wolnym czasie...

Ostatnio zmieniony przez Ghoul (24-02-2020 o 16h27)


TECHNIK HODOWLI POSTÓW
https://i1.wp.com/www.heymunky.co.uk/wp-content/uploads/2016/06/quicksilver.gif?resize=480%2C198

Offline

#60 24-02-2020 o 17h45

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 270

–––––––––––---------––https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8aw-816620ec-3e6b-430d-8b3b-18e7eb86965d.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhhdy04MTY2MjBlYy0zZTZiLTQzMGQtOGIzYi0xOGU3ZWI4Njk2NWQucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.s-XTNdZap4BypIgy2Jwn285Y71O9Ib3xyij-hW7inF0
          Popiła tabletkę przeciwbólową. Tak naprawdę nie musiała jej brać, ale wyjątkowo pożądała skutku ubocznego, jakim było lekkie otępienie.
          Przez ostatnie dwa dni nie wytykała nosa poza swój pokój (na drzwiach którego, notabene, przez cały ten czas widniała ręcznie napisana kartka „Strzały ostrzegawcze są dla twojego bezpieczeństwa, nie mojego. Nie właź bez zaproszenia.”) i nie chodziła nawet na stołówkę. Generalnie nie była głodna. A jak jednak zaczynała czuć pustkę w żołądku, to wykorzystywała swoje zapasy puszkowanej żywności, które przygotowała specjalnie na takie okazje.
          Spisała się całkiem nieźle. Co prawda do jej kolekcji wspomnień własnych śmierci dołączyło kolejne, ale poza tym nie mogła sobie nic zarzucić. Poza jedną rzeczą: pragnieniem, które podczas akcji na chwilę pojawiło się w jej głowie.
          Pragnieniem, by coś nie wypaliło.
          Gdy dowiedziała się o stanie Yenny i Itou oraz przeniesieniu Phosa, w pierwszym momencie się… ucieszyła. Przecież uwielbiała, gdy działo się coś nieprzewidywalnego, niezależnie od tego, co to dla niej znaczyło. Tyle że gdy tylko zaczęło do niej docierać, jakie konsekwencje ostatnie wydarzenia ze sobą niosą, poczuła się oszukana. Nie o to jej chodziło.
          Podniosła wzrok. Jej klon właśnie wrócił z balkonu, nadal pachnąc dymem papierosowym. Amaya zawsze tak robiła. Jeśli miała na coś ochotę, a jednocześnie zdawała sobie z sprawę, że może to trwale zaszkodzić jej zdrowiu, to tworzyła swoją kopię, by zrobiła to za nią. A potem, gdy ta się rozpadała, a jej wspomnienia trafiały do pamięci Sasaki, Japonka rozpamiętywała tamten moment. Najświeższe wspomnienia klona były niezwykle szczegółowe, wskutek czego czuła się niemal tak, jakby to ona to robiła: zaciągała się papierosem… albo właśnie zdawała sobie sprawę, że wybuch urwał jej nogi.
           Przyzwyczaiła się do bólu. Zdolność klonowania się i rzeczy z tym związane zakorzeniły w małej dziewczynce traumę. Ta jednak dorosła i zrozumiała, że może nad tym przejść do porządku dziennego. Tak jak nad wszystkim innym. Część problemów rozwiązywała. Inne bagatelizowała. Istnienie tych, które tyczyły się tylko jej, a nie mogła sobie z nimi sama poradzić, negowała. One dla niej nie istniały. A skoro nie istniały… to co tu jeszcze robiła?
- Dosyć użalania się nad sobą. Nikt nie umarł. Trzeba wziąć się w garść.
- Myślałam dokładnie to samo, słowo w słowo, ale lepiej by było, gdyby pozostało jedynie moimi myślami. To brzmiało tak, jakbym pocieszała samą siebie. – Popatrzyła na klona, który jednak powstrzymał się od przytaknięcia czy jakiejkolwiek innej reakcji. – Zdecydowanie za często zapominam, że nie powinnam wdawać się w dyskusje z samą sobą. Ale masz… mam rację. Wstajemy, żyjemy. – Podniosła się z łóżka. – Zostań tu.
           Przebrała się, wymalowała i wyszła z pokoju. Zerwała kartkę z drzwi. Koniec… kwarantanny czy jakkolwiek powinna to nazwać. Dosyć jej użalania się, do życia powracała dobrze wszystkim znana Ame. Tylko… gdzie powinna iść? Gdzie i do kogo?
           Pstryknęła palcami, doznając olśnienia.
- Zach! Miał strzelać na katapulcie. Brzmi jak niezła rozrywka. – Wtem zdała sobie sprawę, że ze znajdującego się niedaleko pokoju dochodzą głosy, wśród których rozpoznała ten Tony’ego. Co więcej, dałaby rękę uciąć swojemu klonowi, że nikt tam nie mieszkał. Zaintrygowana uchyliła drzwi. – Anthoniusie Piękniusie, co powiesz na… – Urwała, patrząc na dwie kobiety. Oczy jej się zaświeciły. – Dia! – Jej wzrok powędrował ku drugiej, której jednak nie potrafiła przypasować odpowiedniego imienia. – Sasaki Amaya, ale mów mi Ame.  – Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że przedstawiła się według japońskiego porządku. Pewnych nawyków nie da się chyba pozbyć. – Co jest grane? – Jej wzrok spoczął wreszcie na Tonym.


T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://i.imgur.com/AEYxFyr.gif

Offline

#61 24-02-2020 o 21h11

Straż Cienia
Mijaku
Oficer Straży
Mijaku
...
Wiadomości: 1 461

Dia


What else should I be?
W magikopterze była jeszcze jedna osoba, kobieta, która miała tak jak Dia dołączyć do nowego oddziału. Troszkę spóźnione, fakt, jednak nie myślała, że będzie to problem. Poznawanie nowych ludzi zdawało się ciemnowłosej przyjemne.
All apologies
Muzyka płynęła do jej wnętrza przez nowiutkie słuchawki. Stary zespół, dobrze się jej kojarzył. Nieco melancholijne, spokojne brzmienia gitary relaksowały ją w obliczu milczącej koleżanki i podróży.
What esle should I say?
Pojazd zatrzymał się ku uciesze Dii, w końcu. Ciekawiło ją całe przedsięwzięcie. Nareszcie urwała się z programu wytrzymałościowego. Co prawda wciąż będzie musiała wykonywać i rejestrować swoje ćwiczenia jednak doza swobody działa motywująco.
Everyone is gay
Zdjęła słuchawki, kobieta, Liza się jej przedstawiała. Uśmiechnęła się i również oznajmiła, jak się nazywa. Zdrobnieniem rzecz jasna.
Na miejscu czekała na nich dwójka chłopaków, fajnie. Chłopacy byli przystojni, lepiej. Scena z bardem była śmieszna, więc uśmiechnęła się, nie kryjąc zabawy, jaką z tego wyciąga. Gdy nadeszła jej kolej na przedstawianie się, uniosła rękę, pomachała, falując palcami i wygięła kąciki różowych ust w pocieszny uśmiech.
- Diana, ale bardzo, ale to bardzo wolę Dia.

W windzie czarnowłosa zachowywała się nieco spokojnie jak na samą siebie. Może to z powodu ślicznej i dosyć onieśmielającej Lizy oraz ślicznego chłopca, więc wsłuchała się w krótką wymianę zdań, nucąc pozostałość piosenki pod nosem.
Gdy dotarli do pokojów, poczuła ulgę, że chociaż jeden z członków (reszty jeszcze nie zdążyła poznać poza dowódcą) był raczej luźny. Zapisała wszystkie ważne uwagi dotyczące łóżka i tak dalej (dobra, może nie tak uważnie zapisywała) w pamięci wnioskując, że będzie fajnie.
- Lizo, bądź tak uprzejma i wybierz, proszę który pokój wolisz- Dia uznała, że będzie uprzejma w stosunku do koleżanki, to, i fakt, że sama nie wiedziała i chciała uniknąć stania w ciszy, aż któraś się odezwie. Nie było jej jednak dane przeżyć niezręcznego momentu.
- Ame! - bez skrupułów wytuliła starą znajomą na śmierć. Prawie, bo jeszcze żyła. - Słuchaj, słuchaj, ja ci wszystko powiem — wyprzedziła odpowiedź Tonego — sama nie do końca wszystko wiem, za to mogę gwarantować, że tu jestem, więc będzie czad — rozłożyła ręce w witającym geście.

Ostatnio zmieniony przez Mijaku (24-02-2020 o 21h12)


https://i.imgur.com/1EogxEa.gif

Offline

#62 25-02-2020 o 00h39

Straż Cienia
Sladka
Szeregowiec
Sladka
...
Wiadomości: 80

Agafia Smirnoff



Nie tylko Amaya cierpiała w kąciku swego pokoju, a Tony pił do lustra. Robiła to także Agafia, która przy okazji płakała za swymi towarzyszami od kielicha, puszczając sobie depresyjną muzykę rosyjską, a w najgorszych momentach swoistej żałoby także hymn ZSRR. Jakoś wtedy jej wpadało do głowy, że naprawdę mogło być gorzej, bo wszyscy żyją, jej wewnętrzny pesymista pytał "co to za życie?", a ona nalewała sobie kolejny kieliszek i wlewała w siebie płacząc jakby ją zmuszali. Ani z Phosem, ani z Itou nie zdążyła zamienić słowa po misji na dobrą sprawę i nawet zjedzenie jej sushi przez Ogniomisia nie wydawało się jakąś straszną zniewagą. Zresztą chyba najbardziej się upierała przy tym, by został, wtulając się w niego miała wrażenie, że mnie odczuwa skutki kaca.
Jednakże czuła, że dłużej tak nie może. Musiała wyjść wreszcie do ludzi, pokazać że żyje, choć pewnie wszyscy o niej zapomnieli, porazić kogoś prądem i podawać oszronioną wódkę. A potem liczyć, że dadzą jej misję jak nie będzie mieć kaca i z ludźmi, których lubi. Ostatni skład bardzo jej odpowiadał, było jej smutno, że pewnie na niego nie trafi, a przynajmniej nie za szybko.
Poszła wpierw do Pierre'a Croissanta, licząc na krótki romans i przemycenie ze znalezioną, chętną grupką do klubu przez drzwi kuchenne, niczym największe gwiazdy początku XXI wieku jak Kinga Rusin. Romansu przystojniak nie chciał, ale zgodził się na przemycenie jeśli da mu popodrywać jakieś młode, nowe członkinie na ogniomisia. Po dogadaniu szczegółów (Agafia miała mieć na nich oko) dogadali się, więc poszła się wymalować. Białe kozaczki raziły w gust estetyczny chyba każdego, tym bardziej, że były w zestawie ze spódnicą w kratę do połowy uda, koszulką z wzorkiem z "Maszy i niedźwiedzia" i czarną bluzą w trzy białe, prawilne paski, ale nie przeszkodziło to jej uczesać się w dwa kucyki, a na twarz prócz podkładu i pudru nałożyć kreskę na oczy, tusz do rzęs i róż na policzki i kawałek nosa, dzięki czemu wyglądała na mniej pijaną niż w rzeczywistości, a zarazem prezentowała się chyba wystarczająco rosyjsko, by nieprzygotowani na to ludzie jej unikali.
A skoro podkład pod imprezę był gotowy poszła szukać chętnych ludzi. I nie, absolutnie nie wiedziała o zbliżającej się misji czy integracji w sali konferencyjnej. I tak, i tak zrobiłaby to samo wiedząc o tym nawet najmniejsze szczegóły. Dość introwertyzmu! Nawet wzięła Ogniomisia pod pachę, coby móc łatwiej interesować sobą towarzystwo, po czym wróciła do siebie, by ostatni raz poprawić makijaż.
Słysząc jakies hałasy po dokonanych poprawkach od razu udała się do pokoju na tym samym piętrze razem z maskotką, gdzie spotkała dwie nieznane twarze, Sasaki i Erlingena. Uśmiechnęła się, szczególnie na widok tych dwóch ostatnich. - Co tam mordy wy moje? – miała nadzieję, że nie czuć od niej alkoholem. Niech nie myślą, że bawiła się bez nich i nagle sobie przypomniała i z łaski swojej zgarnia. Choć wolałaby sie przyznać do tego niż do angstowania w pokoju przez te pare dni. - Witajcie świeżynki – pomachała nieznajomym. - Zbierajcie się, załatwiłam nam wyjście. Idziemy sie zabawić, dość siedzenia w bazie – wypuściła zwierzątko z rąk, aby sobie pohasało, a te zwiększyło rozmiar i zaczęło obwąchiwać nowe kąty. - Napiszę jeszcze na jakiejś grupie, żeby było nas więcej, ale szyfrem, bo jeszcze ten drętwy Cielo się skapnie i nam nie pozwoli – powiedziała i z pomocą komunikatora znalazła jakąś grupę, do której mogła napisać. Dziwne, nie wiedziała, że ma dostęp do dyskusji tego oddziału! Trzeba skorzystać! Agafia szybko napisała: Kupiłam croissant – wyjście kuchenne – drinki i zabawa do białego rana po czym kliknęła wyślij i spojrzała z oczekiwaniem na towarzystwo. Wierzyła, że nie sa tak drętwi, by musiała ich poganiać do zabawy.

Offline

#63 25-02-2020 o 10h19

Straż Obsydianu
Rosaviel
Piechur Straży
Rosaviel
...
Wiadomości: 1 789

==================================POST SPONSOROWANY PRZEZ BANK POCZTOWY S.A
======================================http://www.pomniejszacz.pl/files/liza-wklejka_1.png
       Liza nigdy nie uważała się za osobę o jakkolwiek „ciężkim” charakterze. Ot, lubowała się w szczerości nierzadko opierającej się o bolesne wytykanie błędów, ale jak nie miała problemów z wytykaniem tych innym tak już przyjmowanie krytyki, cóż. Pozostawiało to niestety wiele do życzenia. Jako perfekcjonistka nienawidziła – szczerze i z wzajemnością – gdy ktokolwiek wytykał jej błędy we własnym postępowaniu. Nie ważne, jak rażące by były. Dlatego też teraz mało przejmowała się ewentualnymi, przyszłymi ich efektami. A te mogły być ciekawe. Bardzo ciekawe.
       Byli w windzie, ale już po tym jak opuścił ich Smerf Naczelnik – bo to przecież wcale nie było tak, że Liza nie przykładała za dużej wagi do imion. No… może troszkę. Ale nie jej winą było, że nie umiała się skupić, zakuć i zapamiętać, a zamiast tego częstokroć wolała zastąpić je akurat pasującymi i lgnącymi do konkretnych osób określeniami, przezwiskami, czy zdrobnieniami.
       A gdy te czepiały się jak rzep psiego ogona, tylko ułatwiała sobie sprawę. 
       Cała opowieść, jaką sprzedał jej po prostu Tony była… ciekawa. Bardzo ciekawa i szalenie porywająca. Standardowy piątek? To zaczynała bać się jak wyglądać miałaby tu u nich sobota wieczór. Dopiero odpowiedź na jej pytanie odnośnie smerfa – Nate’a sprawiła, że uśmiechnęła się pod nosem. Zapamięta. To z d e c y d o w a n i e zapamięta.
       Wycieczka zakończyła się na czterdziestym czwartym piętrze i tam nadeszła pora na ciąg dalszy zwiedzania. Punkt pierwszy i najważniejszy – ich kwatery. Liza w tym miejscu i momencie mogłaby zakończyć całość, po prostu zaszyć się u siebie i przygotować do wieczora, gdyby nie… no właśnie. Tony. Uniosła nieznacznie brew, po czym pokręciła głową. Chwilowo – ale tylko chwilowo – poczuła, jakby wróciła do domu rodzinnego i rozwydrzonego braciszka. Chwilowo, by przypadkiem sprawy nie przybrały niekorzystnego obrotu.
       Spojrzała na blondyna, gdy zaczął snuć kolejne zasady.
       — Oh tak, dobre prezenty zawsze są w cenie… Szkoda tylko, że obdarowywani nie zawsze je doceniają… — rzuciła ze smutnym uśmiechem. — Niestety nie wszyscy doceniają gest, pamięć, kreatywność i to, że nie muszą smrodu pozbywać się spod poduszki… — smutny grymas przeszedł w iście lisi, a Ukrainka pokazała w szerokim uśmiechu wszystkie zęby.
       Na kolejną propozycję skinęła tylko głową. Plan brzmiał dobrze, wydawał się dobry, więc i dobry musiał być.
       — Czy ja wiem… Może być i ten. Byle miał łóżko i kawałek koca, reszta bez różnicy. — rzuciła w odpowiedzi na słowa Dii, rozglądając się po pokoju.
       A potem w pomieszczeniu pojawiła się jeszcze jedna osoba. Czarnulka, drobna, niewysoka. Chuda wręcz. Liza przyjrzała się zarówno jej, jak i scenie, która stała się z jej udziałem, gdy dostrzegła ją jej nowa towarzyszka. Uniosła nieznacznie jedną brew, przesuwając rękę najpierw do brody, potem ust i finalnie ułożyła ją na karku.
       — Oho… zapowiada się ciekawiej, niż w poprzednim oddziale… — rzuciła pod nosem, zaraz spoglądając kątem oka raz jeszcze na Tonyego. Z całkowicie poważną miną. — Ale, ale, wracając do tych interesujących propozycji… do punktów w planie dodaj dobre jedzenie i jestem Twoja.
       Na odpowiedź czekać długo nie musiała. Szybko okazało się, że wieści, plotki i innego rodzaju lotne półsłówka rozchodzą się z iście natychmiastowym tempem. Zaraz w pokoju zjawiła się kolejna osoba, a Liza aż uniosła z wrażenia obie brwi. Wysoko. Przyjrzała się jaśniutkiej blondynce, masce na jej twarzy i całości stroju. Nie, nie mogła się mylić. Białe kozaczki, prawilne paski. I to spojrzenie. Głodne zabawy i alkoholu.
       — O ja pierdziele. Słowianka. — rzuciła, podchodząc do kobiety, wystawiła w jej stronę rękę, uśmiechając się przepięknie. — Pokhenko Yelizavieta, ale mówią mi Liza. I gdziekolwiek pójdziesz, jeśli łączy się to z dobrą zabawą, pójdę z Tobą, słowiańska siostro.
       Ponownie się wyszczerzyła. Zabawa i alkohol? Oh, nie musieli jej dwa razy powtarzać. Przynajmniej poza godzinami pracy…

Ostatnio zmieniony przez Rosaviel (14-03-2020 o 19h29)



https://i.imgur.com/K63JwVO.gif

Offline

#64 25-02-2020 o 23h35

Straż Cienia
Ghoul
Oficer Straży
Ghoul
...
Wiadomości: 1 737

A N T H O N Y    E R L I N G E N


  Kobiet w pokoju zaczęło przybywać w postępie geometrycznym i choć Tony daleki był od skarżenia się na taki stan rzeczy, powoli trzeba było znaleźć dla nich większą miejscówkę. Agafia jakby czytała w jego myślach, już gotowa do ucieczki w plener i porwania Świeżynek. Wzruszył ramionami, patrząc na Amayę, tym prostym gestem próbując przekazać, że ich plany wymknęły się spod jego kontroli, ale nie jest mu z tego powodu smutno. Trzeba płynąć z prądem, racja?
  - Każda przyjaciółka mojej przyjaciółki jest moją przyjaciółką, a każda słowiańska siostra mojej Szalonej Rosjanki jest moją szaloną słowianką... - zadeklarował, poklepując po ramionach jednocześnie Dianę i Lizę - Skoro już wszyscy jesteśmy prawie rodziną, to spotkajmy się za piętnaście minut na korytarzu i ruszajmy z tym czadem.
   Pochylił się jeszcze, by pomyziać Ogniomisia po brzuszku, a później bez dalszej zwłoki zniknął za drzwiami i pobiegł do siebie. Zanim wskoczył pod prysznic, podłączył jeszcze telefon do ładowania. Szorując zęby, wybierał z szafy czystą koszulę, koloru paryskiego błękitu. Nie miał czasu się ogolić, ale poza tym, piętnaście minut później, wyłonił się z pokoju świeży niczym młoda, górska sosna. Jeszcze tylko wyprosić od Pierre'a posiłek na drogę i będzie jak nowy.
   Przekraczając próg, włączył komórkę i odczytał na ich grupowym czacie potwierdzenie obecności Yena na szykowanej imprezie. Tony wykonał gest zwycięstwa, sycząc ciche „yesss” i uradowany spojrzał po swoich towarzyszkach. Odkrył tylko jedną skazę na tafli swojego ukontentowania. Naprawdę chciał sprezentować przyjacielowi jakiś podarek z okazji zmartwychwstania, ale w tej sytuacji musiał zdobyć takowy szybko. Chyba naprawdę nie było czasu na szczeniaka... Co uszczęśliwi Yennę... Co on takiego lubi, co Tony mógłby dla niego zdobyć...? Głęboka zmarszczka zamyślenia przecięła czoło mężczyzny, a spojrzenie gorączkowo prześlizgiwało się po otaczających go obiektach w poszukiwaniu inspiracji. Aż jego wzrok zatrzymał się na drzwiach. Drzwiach pokoju Neyi Egerton. Zmarszczka pogłębiła się i dołączyły do niej dwie niewielkie, po obu stronach wygiętych w podkówkę ust.
   - Och, na kapcie Chopena... Yenna Xi, moje poświęcenie dla ciebie nie zna granic – wymruczał pod nosem z ponurą rezygnacją.
   Samo postanowienie jednak nie wystarczyło. Mała Egerton była przecież wysoce uczulona na zabawę, z pewnością dostałaby wysypki na sam widok radosnych ludzi, a na dźwięk słowa „klub” zamknęłoby się jej gardło. Trzeba było użyć podstępu!
   - Ameeeees – zaczął przymilnie, patrząc na nią oczkami szczeniaka, który próbuje od ciebie wyłudzić ostatni kawałek kanapki z szynką. - Potrzebuję twojej nieocenionej pomocy... bo widzisz, Yen wybiera się z nami, więc pomyślałem, że moglibyśmy zabrać też Ju... Neyę... ta dwójka ma się ku sobie, wiesz przecież znam się na tym... ale znasz też ją, ona nigdy by nie poszła na to, żeby nielegalnie wymknąć się z bazy... chyba, że byśmy ją trochę... - zamachał nerwowo rękami - nie per se okłamali, oczywiście... po prostu kreatywnie zakrzywili rzeczywistość w historii, którą jej opowiemy, rozumiesz? Obawiam się jednak, że mnie samemu nie uwierzy i tu wkraczasz ty! Wiesz, że to dla dobrej sprawy... Juni... to jest Neya, Neya jeszcze ci podziękuje! Z twoją pomocą moja magia Kupidyna podziała na nią tak dobrze, że nawet nie będzie musiała oberwać strzałą!
   Ku jego wielkiemu zadowoleniu nie spotkał się z falą gorących protestów ani wykładów o wątpliwej moralności. Na Sasaki zawsze można było liczyć. Niewiarygodne, że naprawdę przyjaźniła się z Małą Egerton! Zanim ruszyli, przebiegł wokół reszty kobiet, upewniając się, że wpasowują się w jego artystyczną wizję.
   - Liza... proszę o twoją najbardziej zniecierpliwioną minę... idealnie! Dia! Ty zagrasz niewinną ofiarę numer trzy, to się przyda, gdy Junior pokapuje się, o co chodzi. Szalona Rosjanko, ty... - pociągnął nosem nieostrożnie blisko blondynki i wciągnął w nozdrza znajomy zapach najczystszego z płynów – eee... stań z tyłu i wyglądaj ładnie. Wszyscy na miejscach? Gotowi? Akcja!
   Odsunął się krok za Amayę, by pozwolić jej czynić honory przy dobijaniu się do drzwi. Punkt pierwszy planu debiutu reżyserskiego Erlingena przebiegł znakomicie, Neya otworzyła im z wyraźnym pośpiechem. Tony już rozchylił usta, kiedy objął wzrokiem jej sylwetkę, by odkryć, że dziewczyna stoi przed nimi owinięta jedynie ręcznikiem. Na dwie długie sekundy zamilkł, uśmiechając się głupkowato. Później jednak jego mózg wyraźnie przeszedł pospieszny reset systemu, bo pokręcił głową jak pies strząsający z siebie wodę i z nowymi siłami przeszedł do ataku. Etap drugi: zagadać ją na tyle, żeby wpadła w popłoch.
   - Bardzo ci do twarzy Egerton, naprawdę, frotte podkreśla twoje... kości... ale nie sądzisz, że to trochę zbyt odważny strój na konferencję? - Spauzował i po chwili przywołał na twarz wyraz pełnego satysfakcji zaskoczenia. Wziął się pod boki. - Och, czyżby Miss Organizacji zaspała? Czy to ten moment? Cała grupa będzie spóźniona przez Pannę Zaznaczam-Każdą-Pierdołę-W-Kalendarzu? - Wskazał dramatycznym gestem na pozostałych członków drużyny, czekających cierpliwie na korytarzu. - Wiesz, że to jest wyjątkowo ważne spotkanie? Prawda, Ames? Jakich Corell użył słów? Konstytutywne? Krytyczne dla działania jednostki? Nawet JA zdecydowałem się zrezygnować z moich zajęć! A przecież dobrze wiemy, że nic, czym ty się zajmujesz, nie jest nawet w połowie tak istotne jak moje zadania – kolejny pobłażliwy uśmiech. - No i cóż tu tak dalej stoisz? Sprężaj się, Junior, czas ucieka, tik tak, tik tak...
   Pozorując zniecierpliwienie, złapał Neyę za ramiona i delikatnie usunął ją sobie z drogi, aby móc bez przeszkód wpakować się do jej pokoju. Był tu, zdaję się, po raz pierwszy, objął więc spojrzeniem rzucające się w oczy detale, jego diaboliczny plan nie przewidywał jednak czasu na zwiedzanie. Dopadł do jej szafy i na chybił-trafił wyciągnął kilka przypadkowych części garderoby, które następnie wpakował Egerton do rąk. Następnie zatrzasnął szafę i oparł się o nią wygodnie plecami, jakby absolutnie nie przyszło m do głowy, by się w najbliższym czasie się stąd ruszyć i dać jej trochę prywatności. Zamiast tego zaserwował biednej, oszukiwanej Neyi wyjątkowo zjadliwy uśmiech. Dwukrotnie klasnął ponaglająco w dłonie.
   - Dalej, dalej, Mała, nie będziemy tu stać cały dzień.


TECHNIK HODOWLI POSTÓW
https://i1.wp.com/www.heymunky.co.uk/wp-content/uploads/2016/06/quicksilver.gif?resize=480%2C198

Offline

#65 26-02-2020 o 20h40

Straż Absyntu
Okinkow
Straż na szkoleniu
Okinkow
...
Wiadomości: 170

Z A C H


Zach otworzył oczy. Kojąca, podgrzewana niby lecznicza woda w łaźni była niesamowita i świetnie koiła jego zmęczone ciało. Bał się pokazać teraz komukolwiek, cały podrapany w wielu miejscach musiał nałożyć bandaż z maścią na oparzenia. Właściwie nie powinien kąpać się w takim stanie, zazwyczaj zwykła, ciepła woda by sprawiała mu dyskomfort, jednak ta w łaźniach leczniczych była zadziwiająco inna, chyba w sumie od tego była.
   A z drugiej strony dryfując sobie miał wrażenie, że coś go omija, nie mógł wiedzieć, że Yen się obudził, że mają Dię i Lizę w drużynie, że Tony zbiera ekipę na imprezę, bo jego mały brat nie przemyślał kilkukrotnie tej decyzji myśląc o wielu innych sprawach. Zach dryfował sobie w łaźni żyjąc swoje najlepsze życie. 
   Wieczorem w dniu, gdy wyruszyli na misję, właściwie po jej powrocie okazało się, że katapulta właśnie zostaje wstawiona do podziemnego hangaru, i będzie do użytku Zacha, póki nie wyruszą na następną misję. Co innego mógł więc zrobić? Na szybko pozwolił aby opatrzono mu rany, po czym krzycząc na całe piętro “Mam katapultę, a wy nie” pobiegł do windy zjeżdżając kilkadziesiąt pięter do poziomu ziemi a potem jeszcze kilka aby wysiąść na poligonie numer cztery i zobaczyć jego marzenie. 
   Oto ona, pełna najnowszych technologii, jednak utrzymana w starym stylu. Piękna, niepowtarzalna, zapierająca dech w piersiach. Katapulta. 
   Pierwszą jego reakcją było przytulenie się do niej, potem skakanie po niej, potem próbował ją podnieść, potem spróbował ją ugryźć. Na końcu zdał sobie sprawę, że ma zaledwie dwa i pół metra wysokości, a nie, tak jak opisywały to podręczniki, ponad dziesięć. No nic, narzekać na to nie mógł. W końcu miał katapultę! 
   Pierwsze co zrobił to napisał do wszystkich znanych mu osób, że ma katapultę i ich zaprasza. Nie był jednak świadomy faktu, że poligon numer cztery służy głównie do testowania broni posługującej się falami radiowymi. Więc wszystkie komunikatory są w nim automatycznie blokowane i jego wiadomość nie dotarła do nikogo. 
   Było mu przykro, ale dopiero bardziej po obiedzie dnia następnego, gdy wpadł na genialny pomysł wykorzystania katapulty i nie mógł się nim podzielić z przyjaciółmi z oddziału, z Tonym, z Phosem. 
   Nie uprzedzając jednak faktów. Całą pierwszą noc Zachary nie spał testując wszystkie możliwe funkcje. Zwykłe kule, kule ogniste, kule wybuchające, kule mrożące, kule odłamkowe, kule elektryczne, kule rozpraszające się na mniejsze kule i kilka innych trybów, które oferowała broń. 
   Nad ranem zjawił się jego braciszek Nate, przyniósł mu śniadanie(musiał je wieźć wózkiem) i zjadł razem z nim. Zach opowiedział mu, wypluwając jedzenie o swoich pomysłach, że można zamontować to w magikopterze, na dachach budynków, że ma dokładność strzału do metra dzięki celownikom optycznym i systemowi kalibracji który można sterować również za pomocą fal mózgowych. 
   A Nate opowiedział mu, że Yen i Itou się nie budzą, a Phosa przenieśli do oddziału Mjolnir. Zacha zasmuciły bardzo wszystkie trzy wiadomości i siedział obrażony na NATANIELA przez najbliższą godzinę. Jednak potem przytulił młodego i zrobił mu czochranie włosów na głowie. 
   Wiedział, że Nate jako kapitan nie uważa ani trochę misji za sukces, w przeciwieństwie do właściwie wszystkich. Nate zawsze chciał więcej, interesowało go głównie dobro misji, ale brak kontroli nad przebiegiem zdarzeń, straty, dane, które okazały się niekompletne. To wszystko było potężną szramą na jego umyśle. Jednak Zach nie pocieszał go, znał brata na tyle dobrze, że był pewien, że teraz wróci silniejszy i pewniejszy siebie w tym wszystkim. Potrzebuje tylko kilku dni na przetrawienie tego. 
   Gdy kapitan odchodził, żeby zabrać naczynia do kuchni Zach wycelował w niego katapultą i w momencie wystrzału krzyknął jego imię. Ten na szybko się odwrócił i ledwo zdążył postawić tarczę, aby się ochronić. Zaczął mieć pretensje do zielonowłosego, za to, że nie ma pięciu lat, że to nieodpowiedzialne itd. Jednak odchodząc w kąciku jego ust zamajaczył uśmiech i Zach już wiedział. Ten “uśmiech” oznaczał jakiś dobry pomysł. A przy okazji nie tylko jeden z bliźniaków Cielo ruszył głową. 
   Dokończył deser do śniadania myśląc o sytuacji w oddziale. Phos przecież żyje i będą go widywać a w Mjolnirze, mimo iż to banda starych dziadków to może rozwinąć bardzo skrzydła. Itou ma zbyt wielką wolę walki by umrzeć. Jednak zostanie pomszczona, gdy tylko Amos zacznie mówić o śledztwie. A Yen, Yen zaledwie omdlał z braku krwi. Do tego miał dla kogo żyć, Zach widział to tak, że jedna niepozorna Junior jest dla Chińczyka więcej warta niż banda blond dziewic w raju.

   Zaletą magii Zacha było to, że gdy już przywoływał jakiegoś ducha, to nadal miał swoje ciało, każdy ruch przez niego wykonany pod wpływem istoty z zaświatów rozwijał jego mięśnie. Dlatego też im częściej używał duchów, które za życia były wielkimi wojownikami tym więcej ruchów uczył się sam a jego ciało je zapamiętywało. 
   Więc mając do dyspozycji katapultę, która miała automat. I absolutnie żadnej kontrolii nad sobą przez jakiś czas, bo Nate musiał pozawłatwiać dużo spraw związanych z przeniesieniem, szpitalem i ogólnie misją, wpadł na pomysł. 
   - Dobra katapultowaty zbawco, ustaw wszystko na random i zobaczymy co z tego wyjdzie. - rozsiadł się na podłodze aby przywołać ducha najlepszego boksera wszechczasów - Muhammada Alego. Wedle danych był niesamowicie szybki. 
   Z początku obrywał dość dużą ilością różnych kul jednak po kilku chwilach był w stanie unikać większości z nich, a po pewnym czasie nawet jedną na dziesięć udawało mu się odbić. 
   Wadą magii Zacha był fakt, że na prawe oko praktycznie nie widział, do tego często bolało i musiał je znieczulać. Gdy nadużywał jej zaczął mieć różne krwotoki, a duchy często za przyzwanie ich oczekiwały, że da im przez jakiś czas spokój. 
   Jednak czym jest życie bez ryzyka. Tak jak Goku przed walką z Cellem utrzymywał się przez kilka dni tak Zach teraz uznał, że wytrzyma kilka dni przełączając się tylko pomiędzy duchami. Cóż... plan okazał się niemożliwy do wykonania, bo musiał chwilami odpoczywać, jednak to była niska cena za to jak miało go to rozwinąć. 
   Międzyczasie odwiedził go każdy Cielo jaki był w oddziale. Samuel i Lidia przesiadywali i zmieniali tryby katapulty w każdej chwili, w której nie byli na zajęciach. Amos też wpadł ze dwa razy, gdy akurat miał przerwę, aby się pobawić nową zabawką sprowadzoną specjalnie na zamówienie(trucie życia Corellowi) Zacha. Nie chciał jednak rozmawiać o niczym w sprawie śledztwa. Estera wpadła kilka razy, aby nakrzyczeć na najmłodszych, że nie skandują jego imienia. Nawet raz był Abraham tylko po to, aby stwierdzić, że to zbędny wydatek nie tylko dla siedziby, ale też dla MAAMT. Chwilę po jego wyjściu przyszedł Nate, żeby się spytać co powiedział Abr, a potem powiedzieć że się zgadza, co tylko utwierdziło Zacha w przekonaniu, ze cały czas jest obserwowany. 
   Nic dziwnego, Nate może zachowywał i dążył do tego, aby być jak ich starszy brat, jednak prawda była taka, że brakowało mu wielu rzeczy. Naprawdę wielu i nie chodziło tu o inteligencję, a bardziej o odrzucenie. Kapitan odziału Gungnir nie był w stanie odrzucić od tak czegoś niepotrzebnego, walczył o to nawet jeśli tego nie okazywał. Pewnie dlatego mówił tyle o Ogniomisiu. 
   Lidia leczyła rany Zacha, gdy ten akurat odpoczywał lub medytował. Jednak pewnego razu, gdy nie patrzył, na jej życzenie Samuel odpalił prosto w nią ognistą kulę rozpryskową. Skończyło się to “zaledwie” złamaną ręką i kilkoma poparzeniami. Tylko dlatego, że w momencie zetknięcia pocisku z ciałem najmłodszej jakaś siła odbiła go. Zach był prawie pewien, że wiedział kto to jest. 
   Od tej pory musiał się obyć bez medyka i Lidia już nie siedziała na poligonie. On sam natomiast bez medyka leciał na ostatku sił. Ze dwa razy omdlał i Samuel musiał go cucić. W końcu, gdy nie mógł już nawet otworzyć powiek, aby jego czaszki nie rozdzierał ból uznał, że czas porzucić ten dwudniowy trening i wypocząć, do kolejnej misji na pewno miał jeszcze trochę czasu, więc katapulta też była jego. 
   Tak oto obolały znalazł się w łaźni ciesząc się życiem. Jednak jego spokój zmąciło coś, co nie do końca mu się podobało. Konkretnie zimne powietrze.

Ostatnio zmieniony przez Okinkow (26-02-2020 o 21h05)


Tańczyłem Koi no Disco Queen w Yakuzie 2,5 godziny nim pokonałem bossa ;_;
https://media.giphy.com/media/LpdlqTkgO2Lwwixwv7/giphy.gif

Offline

#66 26-02-2020 o 23h14

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 157

=======================================https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/681229237214380064/unknown.png

     Fred był zachwycony propozycją Nate’a. Yen widział iskierki w oczach ojca i kącik ust, który czmychnął do góry podczas jednego mrugnięcia. Wiedział też, że generał nie odpuści sobie widowiska i będą mogły powstrzymać go tylko jego obowiązki. W tamtej chwili bardzo prawdopodobne było, że tak właśnie się stanie, ale mogli mieć absolutną pewność, że jeżeli praca go nie powstrzyma- Fred Xi pojawi się i będzie obserwował.
     - Gdyby ktoś miał coś przeciwko wynajęcia wam sali, posłużę odpowiednim argumentem. - Uśmiechnął się szerzej.
     Lekarz stwierdził, że nie jest już potrzebny, dlatego powiedział, że pójdzie sporządzić wypis i przyśle pielęgniarkę, która usunie wenflon. Yennie dzięki temu wróciło nieco humoru.
     -Rozumiem, Nate. Znam procedury. - Powiedział młodszy Xi.
     Nie miał odwagi poradzić Nate’owi, aby lepiej nie wspominał o tym przy reszcie oddziału, a zwłaszcza przy Neyi. Po tym, co pokazała mu tamtego dnia miał wrażenie, że byłaby zdolna narazić dla członka oddziału własne życie. Był pewny, że gdyby usłyszała słowa kapitana i zobaczyła wizję, w której ranni zostają na polu bitwy, mogłaby mieć jeszcze większe wyrzuty sumienia. Mimo tego, że sama doskonale znała zasady, Yen wiedział instynktownie, że to byłaby jedna z tych, do której Neya mogłaby się nie zastosować. Myśl o tym, że nie pozwoliłaby go zostawić sprawiała, że robiło mu się cieplej na sercu, skutecznie ochładzał to tym, że pewny wcale nie mógł być. Nazwał to fantazją - zabrzmiało jednak zbyt intymnie. Będąc małym chłopcem snuł opowieści o rycerzach, którzy ratowali księżniczki przed niebezpieczeństwem. Poczuł się dziwnie, kiedy w wieku dwudziestu trzech lat uznał, że księżniczka, która jest w stanie pomóc rycerzowi, ma bonus do seksapilu. Policzki pokryły mu się rumieńcem, dlatego zamyślenie, które zaczęło dominować na twarzy ojca przywróciło go do porządku dopiero po około minucie. Nie mógł myśleć o Neyi jako o kobiecie. Była jego przyjaciółką, do tego pilotem w tym samym oddziale. Nawet wyluzowany tata nie pochwalał czegoś takiego jak romans w pracy…
     Pokręcił głową gwałtownie. Jego gdybanie zaszło stanowczo za daleko. Gdyby Neya wiedziała o czym myślę, z pewnością obiecałaby sobie, że jeżeli będzie miała okazję zostawić mnie rannego na polu walki, zrobi to. Jestem okropnym przyjacielem - pomyślał. Czując się jak cholerny szowinista, przytakiwał Nate’owi.
     - Mjolnir…- spuścił głowę. - To dobry oddział. - Dodał jedynie, ale w jego głosie czuć było smutek.
     Sprawy Itou nie skomentował. Nie znał jej dobrze. Kiedy ją widział, Phos był obok i Yen przypuszczał, że to jemu przede wszystkim będzie teraz ciężko.
     - Może się chłopak nie zanudzi z tymi wszystkimi starymi dziadami - wtrącił Fred.
     Yenna mimowolnie uśmiechnął się.
     - A więc Ogniomiś. Czy to w ogóle legalne? W końcu to jeden z chowańców, prawda? Jak to możliwe, że dał się zabrać na pokład?
     Do środka weszła pielęgniarka, która przywitała się z mężczyznami grzecznym dygnięciem.
     - Generalne, kapitanie… pacjencie, który podobno w-c-a-l-e nie próbował uciec… - Machnęła ręką na Yena, aby ten usiadł.
     - Dzień dobry! - Pan Xi uśmiechnął się, jego syn zaś, posłusznie zajął miejsce.
     - Pan Yenna zostanie zaraz wypuszczony ze szpitala. Mogą mu panowie już dać spokój i o nic się nie martwić, niedługo dołączy. - Uśmiechnęła się do nich, pokazując śnieżnobiałe zęby.
     - Tak jest, siostro. - Fred zasalutował żartobliwie. Yen pomyślał, że widocznie zna tę dziewczynę. Ale z drugiej strony, kogo nie znał Fred Xi.
     Nim postanowił wyjść, wyciągnął zza marynarki małe pudełeczko.
     - Prezent od taty - cmoknął, wręczając je Yenowi. - To nowy komunikator. Akurat miałem chwilkę. Nie musisz dziękować, młody! W tych czasach bez tego ani rusz! Ale no dobrze, zostawimy cię już w spokoju. Kapitanie Nate, proszę przodem. Jak dobrze pójdzie, zobaczymy się na waszych ćwiczeniach! Dbaj o siebie, Yen!
     Nie dopuszczając Yenny do słowa, zniknął za drzwiami, ciągnąc za sobą Cielo.
     Yen westchnął cicho i skupił się na pielęgniarce, która mimo zapewnienia lekarza o regeneracji pacjenta, postanowiła wykonać podstawowe, rutynowe badania. Dziewczyna była nie tylko sprawna w swoim zawodzie, ale od Yena otrzymała nawet miano czarującej. Po wszystkim wręczyła mu normalne ubrania na zmianę i pokierowała do łazienki. Yen postanowił skorzystać z prysznica na miejscu, więc kiedy opuścił łazienkę zastanawiał się nawet, czy nie powinien od razu udać się na stołówkę. Strasznie burczało mu w brzuchu.
     - Nie musi pan składać pościeli! - Dziewczyna roześmiała się. - Niech pan już zmyka, Yenna! Ach, niech pan nie zapomni prezentu od swojego taty.
     Rzuciła mu pudełko, a kiedy je złapał, zadowolony opuścił szpital.
     O tej porze dnia na stołówce nie było wiele osób, a przy stoliku należącym do jego oddziału był pusty. Yen pałaszował swój obiad w spokoju, majstrując przy nowym zegarku.
     Po zalogowaniu się do wszystkich aplikacji, które zawierał stary zegarek, zalała go fala wiadomości, w tym memy i zdjęcia Ogniomisia. Wyjątkowo szczególną wiadomością okazała się ta na czacie grupowym, od Agafii.
     - Croissant?! - przeczytał na głos, uradowany. - No rogalika to bym zjadł, ta Agafia to jest miła dziewczyna!
     Kilku rekrutów popatrzyło na niego jak na idiotę, ale Xi tego nie zauważył. Odstawił tacę i skierował się prosto w stronę pokoi, aby dołączyć do towarzystwa.

     Generał Fred Xi nie milczał. Zagadywał Kapitana Nataniela Cielo przez całą drogę do drzwi wyjściowych ze skrzydła szpitalnego, uśmiechając się i gestykulując wesoło.
     - Nasz szpital ma niezastąpiony personel, ale zawsze jakoś bardziej ufałem pielęgniarkom, niż lekarzom, są o wiele weselsze! - Podjął się również tematu pogody i jedzenia na stołówce, wspomniał o akademii i zdążył polecić Nate’owi chipsy krewetkowe. Dopiero przy wyjściu zatrzymał się nagle i rozejrzał dyskretnie, jakby chciał sprawdzić, czy nikt ich nie obserwuje.
     - Uważajcie na siebie podczas kolejnych dni, Nate. Wybierajcie rozważnie, komu postanawiacie zaufać. Mam wrażenie, że ktoś z premedytacją podcina wam skrzydła.

Ostatnio zmieniony przez Airi (27-02-2020 o 10h10)


https://64.media.tumblr.com/7f661055ba2a00f462ee511771163249/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo8_400.gifv https://64.media.tumblr.com/5a3cbd2b39ab5691ea66d08fbf163f39/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo3_400.gifv

Offline

#67 01-03-2020 o 22h59

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 270

–––––––––––---------––https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8aw-816620ec-3e6b-430d-8b3b-18e7eb86965d.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhhdy04MTY2MjBlYy0zZTZiLTQzMGQtOGIzYi0xOGU3ZWI4Njk2NWQucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.s-XTNdZap4BypIgy2Jwn285Y71O9Ib3xyij-hW7inF0
          Gdy Dia ją ściskała, Amaya czuła, jak coś jej strzyka. Albo to była tylko jej wyobraźnia? Nieważne, grunt, że  odwzajemniła uścisk, ale wkrótce musiała się od niego uwolnić, by jej płuca nie zostały zmiażdżone. A tak się składało, że akurat je całkiem lubiła. Ale umrzeć od przytulenia... to musiałby być ciekawy zgon. Może następnym razem da Dianie wyściskać swojego klona i sprawdzi na nim skutki uboczne okazywania zażyłości. Tak, czegoś takiego w swojej kolekcji jeszcze nie miała.
          Entuzjazm Dii jej się udzielił, ale jednocześnie starała się zrozumieć, o co chodzi. Gdyby Tony po prostu zapragnął kobiecego towarzystwa, to poszliby do jego pokoju, więc co robili tutaj, gdzie nikt nie mieszkał? Chyba że... Było ich akurat dwie... Phos i Itou to dwójka, do tylu liczyć umiała...
          Uśmiechnęła się szeroko.A potem do pokoju wparowała Agafia w stroju, który niewątpliwie pochodził z jakiejś ekskluzywnej rosyjskiej kolekcji. Nawet domyślała się jej nazwy: Tipicznaja ruskaja po utram. Znaczy, tak zgadywała. Nie znała rosyjskiego, po prostu po dowiedzeniu się, że ma Rosjankę w oddziale, chciała zabłysnąć paroma użytecznymi zwrotami.
- Tak samo spontaniczna jak zawsze i z równie genialnymi pomysłami. Już pierwszego dnia poczułam, że to początek pięknej przyjaźni, Aga... mogę mówić Aga?
           Tak, impreza brzmiała idealnie, zwłaszcza że okazja była idealna.
- Mój klon siedzi w pokoju i zniknie dopiero za parę godzin, może go trochę zająć... Nate'a znaczy – zaproponowała.
           Chwilę po tym, gdy z pokoju ulotnił się Tony, ona też z niego wyszła, by poinformować swoją kopię o zaistniałej sytuacji. Ta w pierwszym momencie też chciała iść, ale zrozumiała, że jej zostanie tutaj to siła wyższa. Amaya szybko jeszcze przebrała się w strój bardziej odpowiadający miejscu, gdzie się wybierali, ale niewzbudzający zbytnich podejrzeń: czarna sukienka z białymi wstawkami po bokach i, również czarne, buty na lekkim obcasie sprawiały wrażenie stroju niemal eleganckiego, nieco kłócącego się z fioletowym cieniem na powiekach. Gdy wyszła ze swojej sypialni, na chwilę zamarła. Drzwi dokładnie naprzeciwko jej małej siedziby prowadziły do pokoju znanej jej osoby, której jednak miała w najbliższym czasie nie zobaczyć. Szybko się jednak otrząsnęła, minęła puste lokum Phosa i wróciła do reszty.
           Wkrótce z powrotem pojawił się też Tony razem ze swoim genialnym pomysłem, który przyjęła bez większych obiekcji.
- Nie męcz się, w moim sercu też Ney to Junior... choć z trochę innych powodów. A sprawa też jest prosta: swatamy twojego przyjaciela i moją przyjaciółkę. To szczytny cel. Nie nasza wina, że oboje mają w tych kwestiach mniej więcej tyle inicjatywy co przeciętna bohaterka szkolnego romansu shoujo. I jak ta bohaterka potrzebuje wszechmocnego imperatywu, by zrozumiała, czemu jej serce robi doki-doki przy pewnym przystojniaku, tak pani pilot i pan nie-yakuza potrzebują nas.
           Wkrótce wylądowali przed pokojem Neyi i zastali ją... w ciekawej sytuacji? Zerknęła na minę Erlingena, ale nie zdążyła go trzepnąć, bo ten już się zreflektował. Powiedzmy. Wysłuchała jego potoku słów, przytakując mu kilka razy. A potem weszła razem z nim do pokoju biednej Egerton. Miała jednak dość empatii, by wiedzieć, że szorty w ananasy, podkoszulek z pewnym rosyjskim przywódcą i misiem u jego boku (zapewne przypałętał się tu tajemniczym sposobem z szafy Agafii) oraz czarny żakiet to nie było coś odpowiedniego. No i Tony. Musiała coś zrobić z Tonym. Dlatego z całą przyjacielską miłością, jaką go darzyła, szturchnęła blondyna i pociągnęła lekko za ucho.
- Anthoniusie, tak poważny człowiek jak ty powinien wiedzieć, kiedy dać damie trochę prywatności. Wypad. A ty, Junior, masz trzydzieści sekund. Wiesz, musimy się pośpieszyć.

Ostatnio zmieniony przez Ardentia (01-03-2020 o 22h59)


T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://i.imgur.com/AEYxFyr.gif

Offline

#68 02-03-2020 o 19h22

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 517

__________https://fontmeme.com/permalink/191019/6f15cd9df87b9a0c2833a61d982cec0b.png


          Neya opuściła skrzydło szpitalne jak kilka ładnych kilogramów lżejsza. Ulżyło jej, że się obudził - to było jak zdjęcie z jej serca olbrzymiego ciężaru, który ściągał ją i trzymał nisko przy ziemi. Teraz, gdy Yenna czuł się już lepiej i wszystko było w porządku, mogła wreszcie zadbać też chociaż trochę o własny, przemęczony organizm. Dopiero teraz, gdy zeszło z niej całe napięcie, poczuła się głodna i senna, ale nade wszystko potrzebowała teraz prysznica. Śmieszna sprawa, ale po głowie wciąż chodziło jej spotkanie z panem Xi - Freddiem - powodując u niej pewien stres, jakby poznanie jego ojca było czymś dziwnie intymnym. A przecież był to zwykły przypadek, nic niezwykłego, poza tym... Nie wiedziała. Pomyśli o tym później, najpierw - kurs na pokój.
Po drodze wstąpiła jeszcze do stołówki i kupiła zbożowy batonik w automacie wendingowym, a potem poszła wreszcie do siebie, pogryzając po drodze przekąskę.
          W pokoju rozebrała się pośpiesznie i od razu weszła pod prysznic. Możliwe, że była tam dość długo, bo kompletnie straciła poczucie czasu - umyła się już dawno, ale było jej tak dobrze, kiedy mogła po prostu stać pod strumieniem wody i pozwalać, żeby ciepłe strugi spływały jej po twarzy i włosach. Dobijanie się do jej drzwi usłyszała z pewnym opóźnieniem - zakręciła wodę, nasłuchiwała chwilę i kiedy dźwięk się powtórzył owinęła się ręcznikiem i ruszyła do drzwi, robiąc po drodze mokre ślady na całej drodze z łazienki.
Nie była pewna, kogo się spodziewała u progu swojego pokoju, ale Tony był na szarym końcu każdej listy, jaką mogłaby sporządzić. Po prostu było to tak abstrakcyjne, że przez dłuższą chwilę nie zarejestrowała, że poza nim w korytarzu stoi jeszcze kilka osób, z czego przeważającą ilość stanowili członkowie oddziału Gungnir. Neya zamrugała, gapiąc się na Erlingena bez cienia zrozumienia na twarzy. Dopiero na jego słowa spojrzała w dół, na wilgotny ręcznik i wodę ściekającą na podłogę, drgnęła wreszcie, momentalnie poczerwieniała na twarzy i cofnęła się, aby chociaż trochę osłonić się drzwiami jak tarczą. Wyraz zaskoczenia i wręcz irytacji szybko ustąpił jednak miejsca najwyższemu przerażeniu.
- Konferencja?... - zapytała słabo, bo potok słów z ust chłopaka nie pozwolił jej nawet zebrać myśli. Odruchowo odwróciła się w stronę swojego łóżka, gdzie rzuciła ubrania, a więc i również spoczywający w kieszeni bluzy telefon. Była pod prysznicem, może przegapiła jakąś istotną wiadomość? Tony nie pozwolił jej jednak tego sprawdzić, bo zaraz skupił na sobie ponownie uwagę Neyi, odsuwając ją sobie z drogi i bez ceregieli ładując się do jej sypialni.
- Co ty wyprawiasz? - pisnęła dziewczyna ze złością, patrząc jak chłopak przemierza jej pokój i zaraz zaczyna przerzucać rzeczy w jej szafie - Czyś ty upadł na głowę? Idź stąd! Sio! Zostaw moje-
Nie dokończyła, bo w następną chwilę w jej stronę poszybowały ubrania. Niewątpliwie należące do niej, chociaż koszulkę to widziała akurat po raz pierwszy na oczy, ale miałaby w tym iść na konferencję? W szortach w ananasy? Czy on zupełnie postradał zmysły?
Ku swojej uldze od zupełnego zapowietrzenia się z powodu bezczelności wrednie uśmiechniętego Tony'ego - niech tylko jeszcze raz spróbuje do niej powiedzieć per Mała! - uratowała ją Amaya. Neya popatrzyła na nią z ulgą, która zaraz zamieniła się w wyrzuty sumienia, że przez ostatnie dni tak ją zaniedbała. Wysłała jej co prawda kilka wiadomości, ale nie zajrzała do niej ani razu, zajęta trwaniem przy Yenie. Nie była z tego powodu dumna.
- Dziękuję! - powiedziała jej telepatycznie, po czym zamknęła za nietypową parą drzwi z pokoju, żeby móc w spokoju się ubrać. Neya wzięła sobie do serca trzydzieści sekund i z ulgą wymieniła plażowe szorty wygrzebane przez Tony'ego z jej szafy na czarne, długie spodnie z wysokim stanem, które podała jej Ame. Koszulkę z kolei zostawiła. Nie przyglądała się je szczególnie i była prawie pewna, że nie widziała jej wcześniej ani razu, ale nie miała czasu szukać innej. A poza tym coś głęboko zakorzenionego w jej podświadomości, niezmienna część składowa jej charakteru, nie chciała zrobić przykrości Tony'emu, że odrzuciła wszystko, co dla niej wybrał. Tak już miała i tyle, nic nie mogła na to poradzić.
Włosów i tak by nie zdążyła wysuszyć, przeczesała je zaledwie niedbale i zamiast żakietu wzięła bluzę. Otworzyła drzwi i już miała wybiegać, kiedy zorientowała się, że jest w samych skarpetkach. Pierwsze buty od drzwi były służbowe, chwyciła dalsze trampki i zakładając je już na korytarzu dołączyła do reszty. Oprócz ewidentnie znajomych twarzy przyuważyła też dwie dużo mniej znajome - brunetkę kojarzyła trochę z otoczenia swojej siostry, ale drugiej, wyglądającej na miłą na pierwszy rzut oka, nie kojarzyła praktycznie w ogóle. Kiedy poszli dalej wpadł na nich też Yen, który najwyraźniej już całkiem dobrze się czuł i został natychmiast zagarnięty przez Tony'ego. Neya nie miała nawet głowy sprawdzać tego telefonu, tak zaaferowała ją konferencja, na którą prawie by nie poszła. Udało jej się dostać do elitarnego oddziału, ale jeśli dalej będzie się tak nieodpowiedzialnie zachowywać, to prędzej czy później po prostu ją wywalą i tyle z tego wszystkiego będzie.
Dopiero po dłuższej chwili zdała sobie sprawę, że nie idą w żadnym kierunku, którego by się spodziewała.
- To gdzie ta konferencja? Nie w sali na dole? - zapytała licząc, że ktoś ją wreszcie oświeci.

Ostatnio zmieniony przez Morenn (03-03-2020 o 12h23)

Offline

#69 02-03-2020 o 21h12

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 157

=======================================https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/681229237214380064/unknown.png

     Zmierzał do pokoju żwawym krokiem. Agafia napisała wiadomość już jakiś czas temu, więc z uwagi na to Yenna bał się, że pójdą bez niego. Dosyć słabo orientował się w kompleksie budynków MAAMT, a poza nimi był już zgubiony kompletnie. Miał bardzo słabą orientację w terenie, a gubienie się, nawet z nawigacją, należało do jednego z jego najstarszych talentów.
     Dlatego też, kiedy zobaczył znaczną część grupy na korytarzu, uśmiechnął się promiennie i zaczął witać się już z daleka. Papierowa torba z piżamą w środku upadła na podłogę, a Yenna zaczął machać wesoło, aby zwrócić na siebie uwagę. Z daleka rozpoznał jasną czuprynę Tony’ego i fioletowe włosy Amayi, ale kiedy rozpoznał Agafię, później było mu coraz trudniej. Nie znał pozostałych dwóch osób lub nie potrafił ich rozpoznać.
     Zamknął Anthony’ego w niedźwiedzim uścisku który poluzował dopiero po chwili, zdając sobie sprawę z tego, że Agafia trzyma Ogniomisia oraz że nie chce udusić przyjaciela.
     - Dobrze was widzieć! - Spojrzał na grupę, ale to Tony’ego, stojącego najbliżej, klepnął w plecy.
     - Agafio, nawet nie wiesz, jak poprawiłaś mi humor! Jaki ten miś mały! - Oświadczył z zapałem. - Bracia Cielo też idą? Bo Nate’a to chyba mój ojciec wziął na pogadankę, ale Zach na pewno byłby chętny… O! - Zwrócił uwagę na dwie nowe osoby w oddziale i zakłopotał się lekko.
     - Mam na imię Yen. Witam w oddziale! - Zasalutował śmiesznie. - Mogę go pogłaskać? - Zapytał Agafii tak, jakby zwierzątko należało do niej.
     Podniósł papierową torbę i wolno zbliżył się do Agafii, aby przyjrzeć się niedźwiedziowi.
     - Nie wierzę, że Nate wam pozwolił - pomyślał na głos. - Wiecie, tylko wrzucę to do pokoju i mogę iść. I tak chyba czekamy na Neyę. - Bo to pod jej pokojem wszyscy stali.
     Jak powiedział, tak zrobił. Szybko otworzył drzwi swojego pokoju i ledwo przekroczył jego próg, już z niego wyszedł, a drzwi wróciły do swojego poprzedniego stanu zamknięcia na cztery spusty. Przez jakiś czas nie odzywał się wcale, stając nieopodal nowych osób.
     Zerkał niepewnie na dwie kobiece sylwetki, kobietę przysłaną w zamian za Phosa oraz w zastępstwie za Itou. Posmutniał nieco - MAAMT potrafiło wymienić człowieka w tak krótkim czasie. Starał się zapamiętać kolory włosów dziewczyn oraz ich postury, ale jak zwykle, bał się tego, że nieświadomie zacznie przyglądać im się wręcz natarczywie. Zastanawiał się, czy mijał je kiedyś w akademii.
     Wtedy Neya opuściła swoją kwaterę i mogli już ruszyć. Yen dał poprowadzić się bez problemu, niczego nie podejrzewając.
     - Jaka konferencja? Przecież idziemy zjeść rogaliki!
     Zaśmiał się pogodnie. Przymykanie przy tym oczu nie było rozsądnym posunięciem. Niemal wpadł na jeden z ich nowych nabytków. Zaczął od razu przepraszać dziewczynę, ale wtedy też zapaliła mu się w głowie żarówka, której światło jaśniało z każdą sekundą. Yenna wstrzymał oddech.
     - Liz! - Krzyknął nagle, łapiąc ją na chwilę za dłoń, jakby chciał sprawdzić, czy nie ma przed sobą ducha. Jego oczy błysnęły, a wzrok utrzymał skupienie na twarzy dziewczyny. - Przepraszam, że nie od razu, ja, sama rozumiesz, to… - Z pewnością wolałby w tamtej chwili być z nią sam na sam, żeby nie obarczać innych niekomfortową sytuacją. Yenna rzadko się jąkał, więc Tony i Neya, którzy spędzali z nim najwięcej czasu z całej drużyny, od razu mogli wyłapać, że coś jest nie tak.
     W jednej chwili wróciły do niego wspomnienia z wczesnych lat akademii, znajomość z Lizą oraz późniejsza rywalizacja.

Ostatnio zmieniony przez Airi (02-03-2020 o 21h12)


https://64.media.tumblr.com/7f661055ba2a00f462ee511771163249/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo8_400.gifv https://64.media.tumblr.com/5a3cbd2b39ab5691ea66d08fbf163f39/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo3_400.gifv

Offline

#70 03-03-2020 o 11h58

Straż Obsydianu
Rosaviel
Piechur Straży
Rosaviel
...
Wiadomości: 1 789

======================================http://www.pomniejszacz.pl/files/liza-wklejka_1.png
       Pozostanie z Tonym okazało się strzałem w samą dziesiątkę. Nie tylko w trybie natychmiastowym odkryte przed nimi zostało umiejscowienie ich kwater - nowych, biorąc pod uwagę to, że ledwie co stały się członkami zespołu - ale szybko stanęły przed faktem bardziej niż dokonanym poznania innych towarzyszy broni, doli i niedoli. I Liza miała niejasne wrażenie, że najczęściej całość zespołu będzie znajdowała się w tym ostatnim. Z różnych przyczyn i powodów; z różnym efektem.
       Z przymrużeniem oka wysłuchała natomiast zarówno całej historii, jaka padła z ust blondyna, jak i mnogości informacji, jakie na nią spadły. Czas i tak zamierzała sobie dać, a wraz z nim możliwość stopniowej aklimatyzacji w zespole. I tak nie znała tu nikogo - ha! jej niedoczekanie - a więc start miała czysty.
       J e s z c z e  nie spalony, mogłaby wręcz rzec.
       Całe towarzystwo szybko i sprawnie zmieniło miejsce bytności, chwilę po tym, jak i ona wykorzystała okazję na krótkie odświeżenie się. Podróżny mundurek - jak zwykł śmiać się jej braciszek w wersji mini - zdecydowanie nie należał do tych części jej garderoby, które ubóstwiała. Ale hej, hej, hej! W chwili obecnej wszystko mogłoby być od niego lepsze. Obmyła twarz, przebrała się i mogła uznać, że była gotowa na podbój tej części budynku. Zwłaszcza, że towarzystwo miała ku temu idealne wręcz; i ciągle się rozrastające. 
       — Liza, nowy nabytek. Miło mi. — przedstawiła się z pięknym uśmiechem na ustach, gdy za drzwiami pojawiła się kolejna postać.
       Rudaska w ręczniku była niewątpliwie ciekawym widokiem, jak na wojskowe standardy, do których przywykła. Uniosła aż chwilowo jedną brew, zaraz odchrząkując znacząco i wracając do swej roli. Zniecierpliwiona mina, ze dwa tupnięcia nóżką i mogła iść na kasting na tą zniecierpliwioną do niskobudżetowej komedyjki.
       Problemy spiętrzyły się jej dopiero wraz z pojawieniem się kolejnej postaci. Nie miała za dużego problemu w rozpoznaniu go, choć świadomość tego, ile lat upłynęło od ich ostatniego spotkania lekko zakuła. Znała Yenne - a przynajmniej tak się jej wydawało - dość dobrze, już od dawna. Był jednym z pierwszych dzieciaków, które poznała niedługo po przeprowadzce, za sprawą jego ojca. Ich ojców. Generał Xi poznał się z panem Pokhenko szybko - dzielili zakres zainteresowań w pionie wojskowości MAAMT, choć w różnych jego obszarach. Ojciec Lizy był naukowcem na usługach wielkiej organizacji, Yena zaś - wojskowym.
       Przyjrzała się mu chwilowo w pierwszej kolejności, szybko jednak straciła zainteresowanie. Zawsze istniała szansa, że ich nadworne słoneczko i oddziałowa dusza towarzystwa skupiała wokół siebie wszystkich, absolutnie i bez względu na przynależność. Tym bardziej, że sprawy zaczęły przybierać… ciekawy obrót. Pojawiły się pierwsze nieścisłości, wraz z nimi kolejne pytania.
       Więcej pytań, więcej kombinowania. A to niekoniecznie musiało skończyć się dobrze.
       — Tak, to nadal konferencja. — powiedziała, całkowicie poważnym tonem, wodząc spojrzeniem od rudaski, po zgromadzonych. Przeszukiwała naprędce własne wspomnienia, jakiś punkt, którego mogłaby się uczepić i wywlec go celem ratowania imprezy. — Nigdy nie mieliście konferencji powitalnej z poczęstunkiem? Wiesz, ciasteczka, rogaliczki, herbatka i kawka. Mój poprzedni dowóca z tego powodu pogonił mnie przed śniadaniem… — poskarżyła się, wyginając usta w smutną podkówkę.
       Tak. Herbatka z prądem, kawka z wkładką, najlepiej typowo irlandzka, bez żałowania alkoholu. Na jedno by wyszło, choć nie wątpiła, że sam szlachetny trunek - w połączeniu z jakąkolwiek zakąską - zrobiłby na zgromadzonych lepsze wrażenie. Dużo lepsze.
       Pierwsze spotkanie przebiegło spokojnie, a Liza nawet zaczęła wierzyć w to, że się pomyliła. Może trafiła po prostu na bardzo podobną osobę, albo wspomnienia okazały się na tyle… nieprzyjemne, że Xi postanowił je wyprzeć? Chciałaby, znowu miałaby szansę na zaczęcie od nowa, z czystą kartą i bez konieczności tłumaczenia, czemu mimo dobrego startu, ich kontakt ot tak się zatarł. Praktycznie z dnia na dzień, bez słowa i wyjaśnienia. Ale ona tak miała i nie umiała nic na to poradzić. Lubiła wygodne życie i znikanie.
       Chichot losu nadszedł jednak szybko. Odbił się między jej uszami po to, by wrócić z głosem Yenny. Zaklęła w duchu, gdy nazwał ją dokładnie tak, jak lata temu, potem - drugi raz - gdy jej dotknął. Wzdrygnęła się mało przyzwyczajona nie dość, że do dotyku, to jeszcze tak niespodziewanego. Skrzywiła się lekko.
       — Dzień dobry, Yen. — przywitała się w końcu, grzecznie, po czym spojrzała na rękę - swoją rękę - którą trzymał. Była świadoma jego przypadłości, wiedziała, że brunet musiał znaleźć sobie inne sposoby na rozpoznawanie. — Tak, masz rację. To jest ręka. Moja ręka, pragnę dodać.
       Przyjrzała się mu chwilowo, próbując przypomnieć sobie okoliczności towarzyszące ich ostatniemu spotkaniu. Z czasów, gdy daleko już było im do kompletnie niewinnych dzieciaków, a ich relacja - choć bezsprzecznie prawdziwie silna - gdzieś się zagubiła, poszła w nieodpowiednim kierunku. Pokręciła delikatnie głową. Nie umiała odnaleźć tych chwil; zupełnie jakby nie rozstali się tak naprawde nigdy i w sumie wiedział, dlaczego.
       Pierdzielony Ilia i jego pierdzielone gadulstwo. - Yen był w jej domu obecny nawet, jeśli nie było go tam fizycznie. Dzięki młodemu, który obrał go sobie lata temu za osobisty wzór i idola, i to do tego stopnia, że Liza czasami bała się wchodzić do pokoju brata. Strach myśleć, co mógł tam trzymać. Plakaty? Oklepane. Figurki z mydła? Wyrósł. Był na etapie odlewów gipsowych…
       — Ale także cieszę się, że mogłam Cię znowu spotkać, Yenna Xi. — rzuciła po chwili, uśmiechając się półgębkiem. Po chwili spojrzała znowu na rudaskę, blondyna, obie ciemnowłose i blond Rosjankę z misiem. — Ale z tym głodem to ja serio mówiłam. Zaraz zrobię się niemiła jak czegoś dobrego nie zjem…
       Powaga w jej oczach szła w parze z chłodem jej wypowiedzi. Niewiele brakowało, by głosu dopominać się zaczął i jej żołądek.

Ostatnio zmieniony przez Rosaviel (14-03-2020 o 19h30)



https://i.imgur.com/K63JwVO.gif

Offline

#71 04-03-2020 o 19h13

Straż Cienia
Sladka
Szeregowiec
Sladka
...
Wiadomości: 80

Agafia Smirnoff


Nie spodziewała się, że wywoła takie poruszenie w umyśle nieznanej jej niewiasty. Ale nie ma co się dziwić – sama też nie spodziewała się spotkać istoty, w której żyłach również płynęły procenty zamiast krwi. Było to niespodziewane i Agafia przez moment rozważała czy przypadkiem nie ma omamów alkoholowych. To było prawdopodobne, w końcu nie wiedziała skąd Pierre brał ten bimber. Ale wyciągnięta ręka, lekko szaleńczy uśmiech i chęć zabawy rozwiały wątpliwości i także Smirnoff się wyszczerzyła, pewnie oddając uścisk dłoni. - Masz to jak w banku. Croissant ma za dużo do stracenia by mnie zawieść – mrugnęła do Lizy. - A dziękuję – dla odmiany uśmiechnęła się do Sasaki. Zaproponowane zdrobnienie powtórzyła parę razy w myślach uznając, że jest całkiem całkiem. - A możesz w sumie – zgodziła się klepiąc koleżankę po ramieniu i pokazując kciuk do góry na jej pomysł z klonem, po czym rozejrzała się, by wyczuć nastroje u reszty towarzystwa. Widząc, że chcą się przyszykować wzięła maskotkę drużynową, która nagle zmalała do rozmiarów pluszaka i poszła z nim poszukać na szybko jakiegoś jedzonka. Nie chciała w końcu żeby biedactwo z głodu próbowało ukraść komuś orzeszki albo całą rękę. Kiedy jednak zebrali się na miejscu, a Sasaki z Erlingenem zaczęli coś kombinować do jej pijanego umysłu zaczęło dochodzić, że Tony nie zna jej imienia. To było dość irytujące bacząc na fakt, że zapamiętał jak się nazywa cała reszta, nawet nowiutkie członkinie (które takie nowiutkie nie były raczej, no bo zmieniły oddział, ale przyznajmy szczerze, Agafia nawet nie wiedziała, że jest w jakimś oddziale) i dziewczyna aż zaczęła rozważać zemstę. Ale to potem. Na razie trzeba było wykraść się z bazy z niebezpiecznym chowańcem i całym stadem ludzi drzwiami kuchennymi tak, aby nikt się nie skapnął. Rosjanka podejrzewała, że to będzie trudniejsze od ich ostatniej misji, ale czego się nie robi dla dobrej zabawy?
Zanim zaczęli iść w stronę światełka w tunelu zwanego wyjściem kuchennym Neya zaczęła zadawać trudne pytania. Smirnoff uznała, że musi zareagować odpowiednio. - Przecież pisałam o croissancie. A croissanty są w okolicach stołówki i kuchni. Wyobraź sobie teraz donosić jedzenie do konferencyjnej. Tragedia, szczególnie jeśli Vlad Borys Maria powiększy swój rozmiar i będzie niuchać talerz z nimi – czemu w ogóle ją brali? Patrząc na jej podejście do zapinania pasów pewnie będzie szukać łamania przepisów BHP w barze. Aż podeszła do wyrzuconego z pokoju Tony'ego, by spytać po cichu tak, by nikt nie słyszał: - Czemu w ogóle ją bierzemy? Zaraz na nas nada.
Nie mogła jednak za długo się skupić na kwestii ewentualnego kreta, bo zaraz dołączył do nich Yen, który niespodziewanie zaczął ją zagadywać. Ten młodzian o przerażającej aparycji chyba wcześniej nie zamienił z nią słowa (chyba że przez kaca nie pamiętała tego faktu), więc się trochę zdziwiła, co postanowiła ukryć. Może niektórzy są w potrzebie wyjścia na miasto bardziej niż ona i stąd ta radość. - Wiem, jest z niego taka maskotka momentami, że najchętniej bym z nim spała – pogilgała znowu zwierzątko po brzuszku, myśląc co powiedzieć o Cielo, tym bardziej, że w pomieszczeniu obok była Pani Pilot, która nie wiadomo co zrobi. Hmm. - Nie dali znać gdzie są i co z nimi, ale mają informację gdzie nas szukać, więc, no, eee, po prostu zobaczymy – podrapała się w tył głowy trochę jakby zawstydzona, zastanawiając się w którym momencie ich genialny plan się zawali, skoro niektórzy nie umieli odczytać jej szyfru i szli w sumie w nieznane. Bardzo nieznane, w końcu nie wiedzą nawet na co. Agafio Igorevno Smirnoff, czemu akurat dziś zamierzasz się przejmować takimi bzdurami?  W sumie nie wiedziała, zawsze jakoś to było. Może po prostu to co spotkało Itou i Phosa... Dość. Idzie się zabawić i nic jej nie powstrzyma!
Możesz go nawet potrzymać. Masz! – z uśmiechem oddała ognistego niedźwiadka uznając, że odwróci trochę uwagę jej rozmówcy. Reszta potoczyła się sama – jej Słowiańska Siostra chyba zapobiegła katastrofie, Yen został zagadany, póki co wszystko szło dobrze.
A wiadomo, że jak coś zbyt gładko idzie to to jest zapowiedź katastrofy. Małej, dużej, średniej – wszystko jedno.

Offline

#72 05-03-2020 o 11h43

Straż Cienia
Ghoul
Oficer Straży
Ghoul
...
Wiadomości: 1 737

A N T H O N Y    E R L I N G E N


   Kiedy Amaya odprawiała go z pokoju Junior, marudził okolicznościowo pod nosem i rozmasowywał ucho, jakby co najmniej potraktowała je rozgrzanymi szczypcami do cukru, ale ewakuował się grzecznie. Prawie zawsze słuchał Ames. Prawie. Wystawiony na korytarz odczekał wraz z resztą grupy, aż Egerton wynurzy się ze swojej nory, a potem mogli już ruszać. Po drodze czekała go jeszcze kolejna miła niespodzianka. Oto Yen zbliżał się w ich kierunku, wyraźnie już na chodzie. Zupełnie nie wyglądał, jakby miał za chwilę paść trupem, czy nawet stracić kończynę. Przeciskając się przez członków oddziału, zawołał do niego z odległości:
   - Yenna Xi! No tak, to do ciebie podobne, stary łotrze, w trakcie misji ucinasz sobie drzemkę, ale kiedy kroi się im... spotkanie, nagle jesteś pełen werwy, co? Chodź tutaj...
   Jak zwykle nie skąpił docinków, a w jego głosie wyraźnie pobrzmiewało rozbawienie i na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że zupełnie beztrosko przyjął pojawienie się przyjaciela wśród żywych. Tylko moc odwzajemnionego uścisku i to jak kurczowo na chwilę jego palce zacisnęły się na ramieniu Yena, sygnalizowały, jak głęboko naprawdę dotknęła go cała sytuacja. Ale nie było sensu się nad tym rozwodzić, prawda?
   Szybko musiał zresztą przekierować swoją uwagę gdzie indziej, bo Neya zaczęła węszyć. Prawie widział, jak trybiki obracają się w tej rudej (i chyba wciąż mokrej?) głowie. Zanim jednak zdążył spróbować ugasić ten pożar, ich nowy nabytek wtrącił się z wyjaśnieniami. Za plecami Egerton, Tony odwrócił się w stronę Lizy, złożył ręce jak do modlitwy i zaoferował lekki ukłon, w przesadnie emfatycznym geście podziękowania.
   - Żwawo, wycieczko, trzymać tempo, nie możemy pozwolić, żeby Liza głodowała! Z takiej strony chcecie zaprezentować jej nasz oddział? A Corell czeka na te specjalne croissanty!
   Szybko wrócił do prowadzenia ich małego zastępu głębiej „w las”, gdyż zdawał sobie sprawę, że im więcej czasu da Neyi, tym bardziej prawdopodobne, że wpadnie ona na kolejny trop. Agafia wydawała się podzielać jego obawy, Anthony zaparł się jednak w swoim postanowieniu, by zrobić dobry uczynek dla Yenny. Zdecydował, że nie ma sensu wtajemniczać dziewczyny w sekretny plan, który ułożyli z Amayą (jeśli można to było nazwać planem czy układaniem takowego), szczególnie nie kiedy obie ich „ofiary” znajdowały się w pobliżu. Wybrał więc okrojoną wersję wyjaśnień, a potrzeba improwizacji nadała koloru, aby nie powiedzieć, że pierwiastka szaleństwa, jego projektom na wieczór.
   - Ponieważ, moja Piękna Szalona Rosjanko – rozpoczął uroczyście, nachylając się do niej konspiracyjnie – kiedy imprezujesz z Tonym Erlingenem, to imprezujesz w wielkim stylu. Niektórzy tani pozerzy zajechaliby pod klub limuzyną, ale my, my moja droga, zabieramy magikopter Międzynarodowej Agencji Antymagiterrorystycznej – jego oczy rozszerzyły się znacząco, a uśmiechał się już prawie drapieżnie. - Wyobrażasz sobie ten prestiż? Każdy będzie chciał postawić nam drinka...! A Junior jest naszym szoferem – ostatnie zdania dodał jakby od niechcenia, w roli wyjaśnień. - Nie martw, zajmę się nią osobiście.
   Tymczasem, dochodziło do nader interesującej interakcji między Świeżym Słowiańskim Mięskiem, a jego najlepszym kumplem. Nawet najbardziej bzdurne banialuki, w które Tony miał zwyczaj go wkręcać w obecności pięknych kobiet, nie wprowadzały go zazwyczaj w stan tak wielkiego zakłopotania, jak zwykłe powitanie z Yelizavietą. Napięcie dało się kroić nożem. Tony uniósł brwi, nie mogąc się zdecydować, co o tym myśleć. Chociaż był pewien, że Yen deklarował teoretyczne zainteresowanie blondynkami, to w praktyce rude kobiety (o zgrozo!) zdawały się absorbować lwią część jego uwagi. Poczuł się w obowiązku wesprzeć jakoś przyjaciela, ale sytuacja wyraźnie już się rozładowała, a w otoczeniu Yenny doszło do zamiany Słowianek. Zamiast tego przypadł więc do boku Sasaki, aby podzielić się z nią wrażeniami.
   - Niezręęęęcznieeee... - zapiał śpiewnie wprost nad uchem Amayi, ukradkiem wskazując jej kolejne osoby dramatu. Następnie przyłożył dłoń do twarzy, jak gdyby używał komunikatora i przemówił suchym tonem, naśladując ich wojskowy żargon — Obawiam się, że jeśli operacja Doki-doki ma zakończyć się powodzeniem, będzie trzeba spacyfikować Świeżą Słowiankę. Powtarzam: spacyfikować Świeżą Słowiankę. Odbiór. - Spojrzał za sylwetką planowanego celu ataku, z nagłymi nowymi pokładami uznania. - Myślę, że mógłbym wziąć tę uciążliwą misję na siebie... - zadeklarował z namysłem, bezwiednie przygładzając włosy. Zawahał się jednak i spojrzał na Ames spod oka – Nooo... chyba że ty masz ochotę?
   Szczęśliwie dotarli w komplecie do kuchni, gdzie apetyczne zapachy przypomniały naszemu bohaterowi o tym, że od dawna nic nie jadł. Natychmiast wpakował sobie do ust losową przekąskę porwaną z gotowego do wydania talerza. Jednak, o apetycznych rzeczach mówiąc, Pierre Croissant wyszedł im na spotkanie, powstrzymując Erlingena od siania dalszego spustoszenia. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Tony wpadł mu w słowo:
   - Jesteśmy tu po... instrukcje dotyczące odebrania tych specjalnych rogalików na konferencję, przypadkowy pomocniku kuchenny – oświadczył, odrobinę nazbyt głośno, tak aby usłyszeli go wszyscy członkowie zespołu, znajdujący się w kuchni.
   Pierre podrapał się po tyle głowy, zerkając niepewnie na Agafię i jej towarzyszy, jakby podejrzewał, że postradali zmysły.
   - Chodzi ci o ciastka z zielonym? Bo jeśli tak, to musiałbym wam... - Tony zagłuszył go nerwowym śmiechem i pospiesznie odciągnął na stronę, zapraszając Smirnoff gestem, aby ruszyła za nimi. Jednocześnie starał się na migi przekazać Amayi, aby zajęła się Junior.
   W krótkiej, acz treściwej pogawędce, przedstawili Francuzowi kluczowe elementy planu, a ten, choć śmiał się pod nosem i kręcił głową z niedowierzaniem, zgodził się dopomóc im również w kwestii magikoptera. Cała rzesza agentów MAAMT była winna blondynowi jakąś przysługę, a ten wymieniał chętnie jedną na kolejną. Tak było i w tym wypadku. Erlingen zobowiązał się „wystawić czek in blanco na dobry uczynek względem Croissanta”, a ten poczarował przy swoim komunikatorze, by chwilę później oznajmić, że wszystko gotowe. Musiał jedynie zbliżyć niewielkie urządzenie do komunikatora każdego z członków oddziału, by mogli swobodnie, niezauważeni, wymknąć się z bazy. Zabrał się za to jak najdyskretniej.
   Świadom faktu, że podpisał właśnie pakt z diabłem, Tony musiał teraz upewnić się, że gra jest warta świeczki i nic nie popsuje ich wieczoru. Pożyczył chwilowo urządzenie od Pierre'a, kiedy ten skończył z osobami niestawiającymi oporu. Czujnie zerknął przez ramię na Junior, wypatrując w jej ekspresji śladów wątpliwości... które odnalazł bez większego trudu. Ponadto jego wzrok przyciągnęła jej kontrowersyjna koszulka oraz fakt, iż woda z mokrych włosów Neyi wciąż od czasu do czasu pokapuje smętnie na kuchenne kafelki. Skrzyżował ramiona na piersi i wywrócił oczami. Przeziębi się, głupia - ocenił zirytowany, jakby to wcale nie była jego wina. Następnie odwrócił wzrok od tego, co w myślach określił mianem „obrazu nędzy i rozpaczy”, by rozejrzeć się ponownie po kuchni. Wiedział, że potrzebował... czegoś. Ostatecznie, wybranym narzędziem zbrodni zostało stygnące na blacie naczynie żaroodporne, zawierające coś, co najpewniej było wyborną zapiekanką. Heroicznym wysiłkiem zwalczył ślinotok i odszukał jeszcze sporych rozmiarów kuchenną ścierkę, która wydawała się akurat nie bardzo poplamiona tajemniczymi substancjami. Porwał oba rekwizyty i podszedł do Egerton.
   - Możesz to na chwilę potrzymać, Junior? - zapytał retorycznie, już wpychając jej zapiekankę w objęcia. Gadżet piknął cicho, dotykając komunikatora Neyi, ale dźwięk zaginął w karcącej uwadze, którą serwował jej Anthony. - Myślisz, że możesz nam po prostu zejść na zapalenie płuc i będziemy wracać do bazy piechotą? - Ruchem głowy wskazał na jej mokre włosy. Jako że obie jej ręce były chwilowo zajęte przytrzymywaniem brytfanki, a przez to nie mogła się bronić, zarzucił jej szmatę na włosy, a rogi związał ciasno pod brodą, ukrywając rudą burzę pod wzorkiem w pstrokatą kratkę.
   - Proszę, w stylu rosyjskiej babuszki, będzie ci pasować do koszulki. Dzięki za asystę – odebrał jej zapiekankę i odłożył z powrotem na blat, razem z ukrytym za nią urządzeniem Croissanta. Potem popchnął dziewczynę delikatnie w stronę wyjścia. - A teraz biegusiem, na lądowisko, mam już wszystkie wytyczne, nie możemy stracić więcej czasu!
   Poprowadził grupę dalej do przodu, nabierając tempa, aby zamęczyć ewentualne sprzeciwy. Jego długie nogi niosły go szybko. Obawiał się jednak, że proces myślowy Neyi wygrywał wyścig...
   - Jakiś problem, Junior? Po prostu poproś o autoryzację wylotu magikoptera, przecież nie dostaniemy zgody, jeśli mijam się gdzieś z prawdą, racja? Chociaż – zacisnął usta w wąską linię, jakby coś poważnie go zmartwiło - samo takie podejrzenie nieco mnie boli, muszę przyznać...


TECHNIK HODOWLI POSTÓW
https://i1.wp.com/www.heymunky.co.uk/wp-content/uploads/2016/06/quicksilver.gif?resize=480%2C198

Offline

#73 09-03-2020 o 22h28

Straż Absyntu
Ardentia
Akolita Jednorożców
Ardentia
...
Wiadomości: 270

–––––––––––---------––https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/7223bc6b-d917-428d-9140-02fd3a0885e6/ddhf8aw-816620ec-3e6b-430d-8b3b-18e7eb86965d.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzcyMjNiYzZiLWQ5MTctNDI4ZC05MTQwLTAyZmQzYTA4ODVlNlwvZGRoZjhhdy04MTY2MjBlYy0zZTZiLTQzMGQtOGIzYi0xOGU3ZWI4Njk2NWQucG5nIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.s-XTNdZap4BypIgy2Jwn285Y71O9Ib3xyij-hW7inF0
          Zignorowała narzekania Tony'ego, choć nie mogła się powstrzymać i jego rozcieranie ucha skwitowała uśmieszkiem. Zdecydowanie częściej powinna przebywać z tym wariatem. Gdy tylko któreś z nich wpadło na jakiś diaboliczny plan, nikt ani nic ich nie mogło zatrzymać. Ani służbista Nate, ani sztywno trzymająca się zasad Neya, ani nawet ogniomiś. Zwłaszcza ogniomiś.
          W odpowiedzi na podziękowania Junior posłała przyjaciółce promienny uśmiech. Po czym wkrótce ona też wylądowała za drzwiami. No cóż.
          Szybko doszła do wniosku, że nie było nad czym rozpaczać, bo na korytarzu bardzo wiele się działo.
- Cześć, Yen. – Pomachała mu energicznie ręką.
Yelizavieta nie tylko miała oryginalne, ciekawe imię, ale jeszcze łapała wszystko w lot i uratowała ich imprezę zgrabnym... nagięciem prawdy. Ame postanowiła wstępnie uznać, że lubi nową Słowiankę.
          Potem wydarzyła się rzecz... dziwna. Interesująca. Liza i Yenna się znali. Ale nie w taki typowy, znajomkowy sposób. Po ich mimice, tonie głosu i ogólnym zachowaniu można było wywnioskować, że łączyła ich jakaś bardziej specyficzna, szczególna relacja. Nie miałaby z tym żadnego problemu, gdyby nie...
          Odchyliła się, słysząc pianie Erlingena. Gdyby trochę poćwiczył, mógłby konkurować z kogutem albo nawet Piotrusiem Panem. Powinna mu to zaproponować... ale teraz co innego miało priorytet.
- Jesteś pewien, że Bozia, Matka Natura, Kami-sama czy kto tam jeszcze nie obdarował cię zbyt hojnie i nie dał też możliwości czytania mi w myślach? A po ludzku: zgadzam się. Zajmij się tym. Potraktuj to jako quest poboczny. Bez odbioru.
          W kuchni sytuacja została stosunkowo szybko opanowana. Sasaki przednio się bawiła jako obserwatorka wydarzeń, ale czuła, że przed ostatnią prostą musiała coś jeszcze zrobić.
- Twarzowo ci w tym, Junior. – Wskazała ruchem głowy na chustę, starając się zachować poważną minę. – Wiesz, Tony może i lubi podkolorowywać, ale sama na niego popatrz: czy te oczy mogą kłamać? Wiesz, też mnie trochę zaskoczyło, że konferencja jest gdzieś dalej, ale MAAMT po prostu ma rozmach, przecież znasz Corella. Poza tym... czy to nie ekscytujące? No dalej, bo się spóźnimy, i tak już średnio stoimy z czasem.


T U           M N I E           Z N A J D Z I E S Z :           W A T T P A D           P I N T E R E S T           M Y A N I M E L I S T           I N S T A G R A M
https://i.imgur.com/AEYxFyr.gif

Offline

#74 10-03-2020 o 00h37

Straż Obsydianu
Morenn
Żołnierz Straży
Morenn
...
Wiadomości: 517

__________https://fontmeme.com/permalink/191019/6f15cd9df87b9a0c2833a61d982cec0b.png


          Neya z całej sytuacji rozumiała niewiele, wszystko działo się o wiele za szybko. Na zadane przez siebie pytanie najpierw odpowiedział Yen, mrużąc przy tym oczy, na co Neya zmarszczyła lekko brwi. Rogaliki? Czy on aby na pewno nie miał gorączki? Zaraz jednak wtrąciła się Agafia - swoją drogą, straszny dobór ubrań na konferencję - i swoją uwagą sprawiła, że Neya sięgnęła do kieszeni, jednak nie znalazła telefonu. Musiał widocznie wypaść i zostać w pokoju, ale wracać się czasu nie miała.
Po chwili całą kwestię wyjaśniła jej nieznajoma, o długich, brązowych włosach, których Neya z miejsca jej pozazdrościła. Kiedyś próbowała zapuścić włosy, ale nie wyglądała szczególnie twarzowo - jej miały tendencje do nieładu i o ile przy krótszych fryzurach było to nawet znośne, o tyle przy dłuższych już niekoniecznie.
Zdała sobie natomiast sprawę, że oto ma przed sobą nową członkinię oddziału Gungnir, co dotarło do niej dopiero kiedy usłyszała wiarygodne wyjaśnienie. Przecież sam Nate wspominał o spotkaniu, poczęstunek nie był wcale czymś nieprawdopodobnym.
- Jestem Neya Egerton. Pilot i telepatka. - uśmiechnęła się trochę nieśmiało, wyciągając dłoń w stronę kobiety - Miło cię poznać.
Zaraz jednak pomiędzy nowo poznaną a Yenem doszło do czegoś dziwnego, Neya poczuła coś na kształt dziwnego ukłucia chłodu w okolicy żołądka. Założyła kosmyk mokrych włosów za ucho i szybko odwróciła wzrok od palców Yenny zaciśniętych na dłoni Lizy, uwieszając wzrok na jakimś punkcie gdzieś obok, nie mającym najmniejszego znaczenia - padło na przeszklone drzwi do siłowni. Bardzo dokładnie przeczytała godziny otwarcia.
Dotarli wreszcie do kuchni, skąd mieli zabrać poczęstunek. Nie dziwiło jej to aż tak, patrząc po ogólnym chaosie otaczającym tę całą konferencję, chociaż z drugiej strony zadawała sobie coraz więcej pytań. Tony zachowywał się dziwnie, w porządku, ale z drugiej strony, to był Tony. Pewnie chciał się popisać przed nowym narybkiem i tyle, jakby jeszcze miał, głupek, czym. Nie zdążyła go nawet zapytać, co właściwie wyprawia, kiedy w jej ręce wciśnięto naczynie żaroodporne z jakąś zapiekanką. Patrzyła na niego z coraz bardziej rozszerzonymi zaskoczeniem oczyma, nie mogąc nawet zainterweniować i nie pozwolić mu zawiązać sobie na głowie cuchnącej zjełczałym masłem ścierki w kratę.  Słuchała go piąte przez dziesiąte, zabierając się za odwiązywanie supła jak tylko miała znowu wolne ręce. Niestety zaciśnięty był nadzwyczaj mocno.
- Nie mam na ciebie słów, Erlingen. - poskarżyła się, kiedy zbliżyła się do niej Ame - Fuj, nie umiem nawet tego zdjąć. Czekaj, poza bazą? - nie miała czasu się zastanawiać, bo wszyscy już byli w drodze do windy na dach, a Tony trzymał rękę gdzieś w okolicach jej łopatki, ponaglająco ją szturchając - Czyli mamy polecieć? Nic nie rozumiem, a Nate? Nie leci z nami? I Zach?
W windzie nadal nie mogła odwiązać ścierki. Z dwojga złego nie było to nawet takie złe, bo gdy tylko wyszli na lądowisko uderzył ją w twarz kwietniowy chłód. Z drugiej strony mogłaby założyć kaptur. Ta ścierka naprawdę śmierdziała. I nic jej się nie zgadzało, ale nie bardzo ktokolwiek się tym przejmował.
Zerknęła z ukosa na stawiającego przy niej długie kroki Tony'ego, wręcz nieprzyzwoicie zadowolonego z siebie. A zaraz potem zmartwionego, jakby jej wątpliwości co do tego, co właściwie się dzieje, go bolały.
- Nie mam współrzędnych celu, kodu misji, nic nie mam, jak ja mam to autoryzować? Tu się nic nie trzyma kupy, a ty coś kombinujesz. Znowu. - poskarżyła się, kiedy zmierzali do magicoptera. Nie była nawet pewna, czy usunięto już usterkę, którą zgłaszała. Patrząc jak jej współzałoganci ładują się na pokład Mt-373 oznaczonego symbolem oddziału Gungnir, przez chwilę przytupywała niepewnie w miejscu, obejmowała się rękoma i rozglądała, jakby oczekiwała, że ktoś ruszy za nimi w pogoń. Najpewniej nie dostaną pozwolenia i nigdzie nie polecą.
- Nic się tu nie zgadza. - powiedziała do siebie, wślizgując się wreszcie na swoje miejsce za sterami. Ścierkę udało jej się zsunąć na szyję, puste miejsce Nate'a podobało jej się najmniej z tego wszystkiego.
Wreszcie westchnęła przeciągle, wsunęła na uszy słuchawki i ożywiła panele helikoptera. Tym razem robiła to już automatycznie, nie myśląc - płynnie i pewnie. Najpewniej że względu na przekonanie, że nigdzie nie polecą. Połączyła się z kontrolą lotu, ostatni raz zerkając z rezygnacją przez ramię na resztę oddziału.
- Tu pilot Mt-373 Gungnir, proszę o pozwolenie na start.
Odmówi. Na pewno.
- Macie pozwolenie na start, Gungnir. - odezwał się znudzony głos po drugiej stronie.
Neya znowu, tym razem z niedowierzaniem obejrzała się przez ramię.
- Przyjęłam. - mruknęła, trochę bezmyślnie wpatrując się to w przednią szybę, to w panele statku, jakby chciała znaleźć jakąś lukę w planie. Jak na złość, wszystko było w porządku. I jednocześnie nic nie było w porządku. Nerwowo zastukała palcami w podłokietnik.
- No dobra. To teraz niech ktoś mi tutaj przyjdzie i powie, gdzie ja mam właściwie lecieć?

Offline

#75 10-03-2020 o 21h31

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 157

=======================================https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/681229237214380064/unknown.png

     Pochłonęła całą jego uwagę. Wpatrywał się w nią niemal natarczywie, prawie bez mrugnięć. W twarz, która nie różniła się od innych, intrygowała jednak, jak żadna inna w tamtym momencie. Jej włosy nie zmieniły swojej brązowo-rudawej barwy, ale stały się dłuższe, podobnie jak ona, stała się wyższa i bardziej kobieca. Liza była dorosła. On, Yen, też był już dorosły. Oboje wkroczyli w dorosłość bez tego drugiego u boku.
     Rozchylił usta, z których wysuwała się już litera “L”, kiedy nagle Agafia wręczyła mu chowańca. Niedźwiadek otworzył pysk i zaczął spać, liżąc Yena po policzku tak, jak robiły to psy, z którymi mężczyzna kiedyś miał do czynienia. Trzymał go stabilnie, bojąc się, że wyślizgnie mu się z rąk. Mógł ważyć nie więcej niż jedzenie, które Zach zjadał na śniadanie
     - Vlad Borys Maria - powtórzył za Rosjanką. Wtedy miś zakasłał, a z jego pyska wyłonił się zapach palonego drewna.
     Xi pozornie przelał całą swoją uwagę z Lizy na Ogniomisia, ale czasami nadal zerkał na przyjaciółkę z dawnych lat. Choć jej twarz się nie zmieniła, wszystko inne już tak i miał wrażenie, że po kolei dostrzega drobne elementy. Jednakże, nie mógł dostrzec tego, co interesowało go najbardziej. Pomiędzy nimi wyrosło napięcie, a kiedy tylko Liza zmieniła temat, Yen miał wrażenie, że odgrodziła się od niego dodatkowo. Myśląc o tym nie był naiwny. Dawno nie usłyszał swojego imienia i nazwiska wypowiedzianego z takim chłodem. Nawet kiedy Neya wykrzyczała je w szpitalu, było w tym więcej, niż powaga i chłód. Liza nie czuła się przy nim dobrze. I jego widok wcale nie sprawił jej przyjemności.
     O Neyę również zaczął się niepokoić, ale nie potrafił myśleć długo o jej podejrzanym wyciszeniu się. Wciąż myślał o Yelizaviecie. Nie potrafił nie myśleć. Uświadomienie sobie, że jest w pobliżu zadziałało na niego jak wstrząsająca wiadomość, po której człowiek szybko się nie otrząsa i żyje nią przez długą chwilę - a później, kiedy już zapomina, owa szybko do niego wraca, od nowa fundując chęci skupiania całej atencji wokół niej.
     Miał wrażenie, że zaczęła go ignorować. Więc on też spróbował, choć wiedział, że długo tak nie wytrzyma.
     Chowając połowę twarzy za futrem niedźwiadka, zerknął na Tony’ego i Amayę, którzy wyglądali razem jak dobrzy przyjaciele.
     Zazdrość i podejrzliwość nie leżały w naturze Yenny, ale nie mógł oprzeć się myślom o tym, czy podczas jego “snu” aby na pewno nie ominęło go więcej, niż myślał.
     Kącik jego ust drgnął do góry, kiedy Tony położył chustkę na głowie Neyi i zawiązał ją z przodu.
     Nie odzywał się aż do wejścia do magicoptera, w którym zaczął mówić cicho do Ogniomisia, żeby był grzeczny i “nie memlał” jego koszuli. Gładził jego gęste futro.
     - Mmm, Agafia? Jak mi się powiększy na kolanach to mnie chyba zgniecie, nie? Chociaż, podobno kiedy pierwszy raz siedział w copterze, był mały, tak? Jak teraz? Może on wie, że wygodniej jest, kiedy jest pomniejszony, a może… Może powinien dostać fotelik… Ej, a szczepiłaś go? Znaczy, nie ważne. - Zarumienił się lekko, kiedy zdał sobie sprawę ze swojego słowotoku.
     Skulił się, wsuwając palce między sierść zwierzaka, ciesząc się jego ciepłem i pociesznymi, czarnymi oczami. Wysłuchał uważnie pytania Neyi, ale nie odezwał się. Wolał tego nie robić jeszcze przez jakiś czas.

Ostatnio zmieniony przez Airi (10-03-2020 o 21h32)


https://64.media.tumblr.com/7f661055ba2a00f462ee511771163249/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo8_400.gifv https://64.media.tumblr.com/5a3cbd2b39ab5691ea66d08fbf163f39/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo3_400.gifv

Offline

Strony : 1 2 3 4 5 ... 10