Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1

#1 11-11-2019 o 13h55

Żołnierz Straży
Umbreonna
...
Wiadomości: 478

https://media.discordapp.net/attachments/548955822043168779/643432803706601513/img.png?width=632&height=843

Umbreonna x Dijira

Ostatnio zmieniony przez Umbreonna (11-11-2019 o 15h51)


https://66.media.tumblr.com/f371ca2930f0a07f877822bdf581d251/tumblr_pjg2vyJInL1vv5i8eo1_500.gif

Offline

#2 11-11-2019 o 16h03

Straż Absyntu
Dijira
Akolita Jednorożców
Dijira
...
Wiadomości: 293


voice & character song

https://fontmeme.com/permalink/191111/30bdab794f8b460f50727d615d3ba931.png


https://i.pinimg.com/originals/35/2a/6f/352a6f7fb7257536ea78bd197ce8663e.jpg

Lim Da - Reum               ->>                 14.05.1999, Daegu (albo 14.05.1859, Pyongyang)
biseksualny                 ->>                 singiel
AB Rh -                ->>                 Byk, Królik
Hankuk University of Foreign Studies                 ->>                  Polonistyka (3 rok)
członek zespołu "Star Mist"                ->>                 główny wokal
koreański & angielski & rosyjski & francuski & japoński & mandaryński & włoski & hiszpański                ->>                 nie potrafi gotować - w ogóle, ale kocha jeść
panicznie boi się wysokości, wybuchów i szpitali               ->>                 pewnie spowodu swoich pięciu dość nieciekawych śmierci
jego matka jest fryzjerką, a ojciec ochroniarzem supermarketu              ->>                ma trójkę młodszych braci (identycznych trojaczków)
wiecznie pogrążony w myślach                ->>                 pisze świetne piosenki
generalnie robi co chce                ->>                 wcina pikle bez niczego, a potem wypija wodę prosto ze słoika               
nie znosi sportu                ->>                 poza szermierką, jest naprawdę dobry w szermierce
gra na gitarze, pianinie, skrzypcach, saksofonie i koreańskim flecie               ->>                 nie potrafi dobrze rysować i ma okropny charakter pisma
leniwy jak nie wiem               ->>                 zagonić go do pracy to wyzwanie
boi się horrorów               ->>          kocha za to filmy historyczne                     
ma psa, kundelka o wdzięcznym imieniu Kapsel               ->>                 nie znosi dzieci
172 cm wzrostu                 ->>                 60 kg wagi
ciemne włosy   i oczy             ->>                 niezbyt atletyczna sylwetka
brak piercingu i blizn               ->>       charakterystyczne w znamię w kształcie półksiężyca na prawej łopatce, które pojawia się w każdym wcieleniu         



poprzednie ciało/wcielenie?/whatever


zespół


archnemesis<3

Ostatnio zmieniony przez Dijira (12-11-2019 o 21h35)


https://media.giphy.com/media/4zVFGozstXudG/giphy.gif

Offline

#3 11-11-2019 o 17h00

Żołnierz Straży
Umbreonna
...
Wiadomości: 478

https://media.discordapp.net/attachments/548955822043168779/643867287752802324/imgff.png
https://media.discordapp.net/attachments/548955822043168779/643479923071254558/img.png?width=608&amp;height=811
https://media.discordapp.net/attachments/548955822043168779/643867309894795265/img_12.png

Kim Ha Ra

Ostatnio zmieniony przez Umbreonna (12-11-2019 o 21h38)


https://66.media.tumblr.com/f371ca2930f0a07f877822bdf581d251/tumblr_pjg2vyJInL1vv5i8eo1_500.gif

Offline

#4 13-11-2019 o 18h46

Żołnierz Straży
Umbreonna
...
Wiadomości: 478

KIM HA NA

Młoda kobieta siedzi na ławce i nerwowo ściska w dłoni jakiś przedmiot. Widać, że jest przerażona. Wokół niej latają płatki kwiatów sakury, które już zawsze będą się jej kojarzyć z tym nieszczęsnym dniem. Wtedy jeszcze młoda panna Kim mówiła sobie w duchu, że wszystko się ułoży. Ona go kochała, a on ją, więc nic nie stało im na przeszkodzie, aby poradzić sobie z zaistniałą sytuacją.
W końcu na horyzoncie pojawił się ten na kogo czekała. Wysoki mężczyzna pomachał do niej z daleka, a ta odwzajemniła jego powitanie delikatnym uśmiechem. Nie była w stanie odważyć się na standardowe rzucenie mu się w ramiona krzycząc “ Oppa! Co tak długo?!”. Czuła, że musi zachować powagę, bo tego wymagała sytuacja.
Gdy ten zbliżył się do niej wstała z ławki. Ręce zaczęły drżeć jej jeszcze bardziej. Na pytanie o powód jej zdenerwowania chciała odpowiedzieć szybko, ale nie była w stanie. Była na krawędzi załamania, a przecież nie powinna się denerwować. Ostatecznie udało jej się przełamać strach i wyszeptać tak cicho aby jej słowa usłyszał tylko ukochany:
- Jestem w ciąży…


HaNie nie było dane dowiedzieć się co stało się później, ponieważ jej sen znowu skończył się w tym samym momencie. Wizja z przeszłości jej matki męczyła ją już od paru nocy, ale nigdy nie mogła doczekać się zakończenia. Sprawiało to, że dwudziestolatka budziła się ostatnio cały czas podirytowana i miała ochotę zostać w łóżku do końca dnia. Niestety jej życie toczyło się dalej i musiała w nim uczestniczyć, nawet jeśli niecały tydzień temu wszystko wywróciło się do góry nogami. Starała się nie myśleć o swoim byłym narzeczonym i o tym jakie on ma cudowne poranki u boku seksownej sekretarki, ale wspomnienie zobaczonej w myślał mężczyzny upojnej noc, wracało do niej jak najgorszy koszmar. Dopiero gdy głośno warknęła i jednym ruchem zrzuciła koc na podłogę, jej irytacja zmieniła się w złość będącą motywacją do pokazania temu frajerowi jak cudownie sobie radzi jako singielka.
Gdy opuściła swój pokój do jej nozdrzy od razu dotarł zapach jaśminowych kadzidełek, które matka rozpalała każdego ranka. Podobno miały one nastrajać organizm na sukces i sprawić, że w końcu namaluje obraz wart miliony. Dziewczyna nie wierzyła w te wszystkie duchowe bzdury, ale wiedziała też, że z swoją rodzicielką nie prowadzi się takich dyskusji. Na pożegnanie jeszcze, żeby pokazać jaki cudowny dzień się zapowiada Klakier, ukochane drugie dziecko tego domu, wściekle syknęło.
- Będziesz chciał abym Ci kiedyś pod stołem rzuciła resztki z obiadu. - Postraszyła go Ha Na, wiedząc, że kot ma takie groźby pod ogonem i nie znajdują one nigdy pokrycia w rzeczywistości.
Dziewczynę u progu powitała szarówa i ulewa. Brunetka zbyt leniwa aby wrócić się po parasolkę, ubrała na swoją czapkę z daszkiem kaptur od sportowej kurtki i ruszyła szybkim krokiem w stronę metra. Tak właśnie rozpoczął się dla niej dzień, który miał całkowicie odmienić jej życie.
Po dość męczącej podróży na Hongdae, gdzie znajdował się salon kosmetyczny “Turkus”, przyszedł czas na długi, lecz ostatecznie krótszy niż zwykle dzień w pracy. Jak w metrze dziewczyna mogła bez problemu omijać wzrok innych ludzi, tak w swoim zawodzie było to ciężkie. Na początku gdy do jej zadań należało jedynie elektroniczne umawianie klientów i sprzątanie salonu, nie stanowiło to żadnego problemu. Niestety, albo stety dla młodej wizażystki, przyszedł okres, gdzie pozwolono jej na wykonywanie makijaży. Gdy malowało się cudze oczy ciężko było się w nie nie patrzeć. Ha Na nie była osobą, która bała się kontaktu wzrokowego. Problem polegał na tym, że patrząc w źrenice innych mogła z nich dosłownie czytać jak z książki. Czasami sama to wykorzystywała, aby pomóc sobie w doborze odpowiedniej kolorystyki lub motywów, lecz często bywało tak, że wspomnienia i to nie zawsze przyjemne same pojawiały się przed oczami.
Tak było i przy tej klientce. Kiedy dziewczyna była w trakcie nakładania sztucznych rzęs, nagle obraz zamazała mgła, a po chwili pojawiła się scena przedstawiająca zmokniętego szczeniaka. Biedak cały trząsł się z zimna. Po chwili dopiero Ha Na zauważyła, że maluch przywiązany jest do drzewa.
- Tak będzie lepiej, moje nowe meble nie potrzebują takiego problematycznego kundla jak ty. - Wydobył się głos klientki zza obrazu, a następnie ta zaczęła się oddalać od skomlącego psiaka. Ha Na czuła jak serce jej pęka na pół i chciała aby ta scena szybko się skończyła. Nawet nie zauważyła gdy po jej policzkach zaczęły cieknąć łzy.
- Przepraszam za koleżankę, ma ciężki tydzień… Zaraz ją zastąpię. - Wyjaśniła zszokowanej klientce właścicielka salonu, która akurat wyszła z magazynu.
- Ha Na, mogę Cię prosić do biura. - Następnie zwróciła się do dziewczyny. Wiedząc, że czeka ją kolejna nagana w tym tygodniu, bezradnie odłożyła narzędzia, chociaż po tamtym wspomnieniu, miała ochotę wydłubać tej wrednej babie oczy zalotką. Zamiast tego jak kultura nakazuje, grzecznie ją przeprosiła i ruszyła za szefową.
Jakie było jej zdziwienie gdy zamiast bury, otrzymała od niej miesiąc urlopu. Kobieta okazała się niezwykle wyrozumiała tłumacząc, że wie jak to jest stracić bliską osobą i widzi, że sobie nie radzi z tą sytuacją. Oczywiście nie miała ona świadomości, że dla tamtego kretyna nie wylałaby ani jednej łzy, ale nie chciała jej też wyprowadzać z błędu. Odpoczynek faktycznie się przyda, szczególnie gdy Ci za niego zapłacą. Pożegnała się uprzejmie z kierowniczką i zanim ta zdążyła się rozmyślić pobiegła w stronę metra.
W drodze zaczęła rozmyślać co mogę zrobić z tą całą górą wolnego czasu. Miała chyba do nadrobienia parę wywiadów z Star Mist, mogłaby też wybrać się na ich koncert, który odbywa się za tydzień. Niestety bilety były już wyprzedane, ale ich cena, również zdecydowanie przekraczała jej możliwości finansowe. No cóż, mogła jedynie tego dnia w takim razie wygodnie usiąść przed laptopem i liczyć na dobre fancamy.
W nieco lepszym humorze niż rano weszła do domu i przeraziła ją panująca w nim cisza. Gdy normalnie wracała z pracy, zawsze już od wejścia było słychać mamę, krzątającą się po kuchni i próbojącą ugotować zdrowy obiad. Tym razem dziewczyna wróciła do domu wcześniej, więc może starsza panna Kim zajmowała się swoimi artystycznymi sprawami. Cóż, może to i lepiej. Ha Na nagle zapragnęła wrócić do łóżka i zrobić sobie małą drzemkę. Klakier o dziwo również nie zareagował na jej przybycie, tylko sobie dalej słodko spał. Dziewczyna mając w głowie obraz porzuconego szczeniaka, spojrzała na kocura nieco łaskawszym okiem niż wcześniej, a nawet obiecała sobie, że rzuci mu dzisiaj w czasie obiadu coś ekstra. Najpierw jednak łóżko!
Otworzyła drzwi od pokoju i wtedy zdała sobie sprawę, że jej plany muszą się zmienić… A tak właściwie, wszystko w jej życiu się zmieni… Wtedy jeszcze nie wiedziała, że obraz matki płaczącej do plakatu jej idola, będzie jedynie początkiem kłopotów...


https://66.media.tumblr.com/f371ca2930f0a07f877822bdf581d251/tumblr_pjg2vyJInL1vv5i8eo1_500.gif

Offline

#5 13-11-2019 o 21h41

Straż Absyntu
Dijira
Akolita Jednorożców
Dijira
...
Wiadomości: 293

https://fontmeme.com/permalink/191111/30bdab794f8b460f50727d615d3ba931.png

Lim Da – Reum miał kilka bardzo prostych zasad w życiu. Po pierwsze  - nie przywiązywać się do ludzi. Po drugie – nie wybierać głupot jako zawodu. Po trzecie cieszyć się tymi piętnastoma latami tej krótkiej, przyjemnej nieświadomości… Po czwarte, zaakceptować to, jak wyglądało jego życie i czerpać z niego tyle się da. Po piąte, nigdy, ale to przenigdy się nie zakochiwać.
W ciągu ostatnich pięćdziesięciu sześciu lat złamał wszystkie te zasady, jedna po drugiej. Wystarczyło spojrzeć na ilość przyjaciół, jaką zdobył przez lata – i puff, pierwsza zasada złamana. A ludzie przecież umierali tak szybko! I zanim kolejna wersja Da – Reum’a zyskała świadomość w piętnaste urodziny… Już dawno pogodzili się ze śmiercią tej poprzedniej i o nim zapominali. Jeśli o zawód idzie… Tym razem naprawdę się wkopał. W swoim długim życiu był nauczycielem króla, politykiem, bojownikiem o wolność, bankierem, żołnierzem w wojnie Koreańskiej, lekarzem, prawnikiem, historykiem… I zaoszczędził całkiem niezłą sumę, do której miał dostęp dzięki specjalnej umowie z bankiem, ale tym razem nieziemsko się w kopał. Kiedy w piętnaste urodziny wspomnienia jego pięciu poprzednich wersji zaczęły wracać, on już podpisał kontrakt z jakoś kpop’ową agencją. I pewnie! Mógłby go zerwać, a jakże, ale bądźmy szczerzy… Nigdy nie miał takiego głosu jak w tym wydaniu! Aż szkoda było taki talent marnować. Gdyby tylko nie musiał tak dużo tańczyć, w ogóle byłoby perfekcyjnie. No. Pozostałych dwóch punktów w miarę udawało mu się trzymać, ale ten ostatni…
Da – Reum naprawdę nie lubił myśleć o tym ostatnim. Aigoo… Wo – Dam pewnie będzie miał z niego ubaw po pachy, jak w końcu się spotkają. A znając ich timeline, to miało być nie długo. Szczerze życzył Kang’owi, żeby w tym wypadku był łysy. Bo tak. Może i to była wina Da – Reum’a, że rok starszy mężczyzna, żył dokładnie w taki sam sposób jak Lim i może gdyby Lim a) nie zawarł z nim paktu krwi, b) nie był głupi i nie władował ich w polityczny spisek w późnym Joseon, to nie byłoby problemu i obaj dożyliby starości i to zanim podpisano traktat w Kanghwie i wszystko poszło się… no, ale…
-Ubierasz się jak mój dziadek –dźwięczny męski głos dobiegający gdzieś z salonu, wyrwał Lim’a z rozmyślania. Właśnie wrócił z uniwersytetu i zawzięcie szperał w lodówce… Tym razem studiował polonistykę, bo słyszał,  że to jeden z najtrudniejszych języków na świecie, a wcześniej nie miał okazji się go nauczyć więc… Zawsze starał się spróbować czegoś nowego.
-Twój dziadek ma świetny gust w takim razie. I won z mojej kanapy –odpowiedział. Ugh. Że też zgodził się na współlokatora. W sensie, niekoniecznie się zgodził, po prostu pierwszy wyprowadził się z dorma (nawet nie pytając o zgodę… - Da – Reum robił co chciał, miał sto kilkadziesiąt lat, na miłość boską!) i zanim dobrze zorientował się co się dzieje, Boyoung przeszedł z zostawania od czasu do czasu w pokoju gościnnym, do wprowadzenia się i wyżerania wokaliście żarcia z lodówki . I za przeproszeniem… Ukochane swetry, spodnie khaki i koszule w kratkę, Lim’a były bardzo gustowne.
-Ja też tu mieszkam… Mam takie samo prawo do tej kanapy jak ty.
-Oficjalnie mieszkasz w dormie –yup! Zadebiutowali ledwie dwa lata wcześniej! Oczekiwano od nich, że będą mieszkać całą szóstką… Ale jakkolwiek Lim by nie lubił swojego zespołu, potrzebował przestrzeni prywatnej, ot co! Kapsel, jego spory owczarek niemiecki, czuł się dużo lepiej w niewielkim domku z podwórkiem, po którym mógł biegać. Dom sam w sobie był urokliwy – w tradycyjnym, koreańskim stylu, zbudowany z jasnego drewna, ale z nowoczesnym wnętrzem… Nikt by nie oczekiwał, że zamiast starszawej pary, będzie w nim mieszkać dwójka idoli, ale bądźmy szczerzy, Da – Reum był dość staroświecki i cenił sobie spokój okolicy.
-Ty też –a niech tego Kim’a coś trafi…
-Tylko ja płacę za wynajem!
-Nie moja wina, że została ci kupa forsy po dziadku-o ile dwa wcielenia temu mogą się liczyć jako „dziadek”.
-Ty mały….
-Jestem od ciebie starszy o dwa lata-gdyby tylko Boyoung wiedział, jak bardzo się myli…
Da – Reum w końcu znalazł to czego szukał. Kimchi! Najlepsze na świecie, ze sprawdzonego straganu. Potem resztka ryżu, który ugotował rano, paczka chipsów, bułeczki z czerwoną fasolą i na koniec duży jogurt owocowy… Był głodny jak wilk, a jego umiejętności kulinarne ograniczały się do… ryżu. Tylko i wyłącznie.
-Jak możesz to jeść? Manager Do, chyba by na zawał zszedł –skuszony perspektywą jedzenia Kim podniósł się z kanapy i przydreptał do kuchni, patrząc na posiłek głównego wokalisty Star Mist z czymś pokroju obrzydzenia w oczach.
-Do mnie kocha, po prostu jeszcze o tym nie wie… I gdyby wyciągnął kijek z miejsca gdzie słońce nie zagląda, wszyscy mieliby łatwiejsze życie. Poza tym… Życie jest zbyt krótkie, żeby być na diecie –zwłaszcza, że zostało mu tylko osiem lat! I Do go definitywnie nie kochał. Wręcz przeciwnie. Nienawidził go. Z całego serca. I powtarzał wszem i wobec, że Da – Reum jest najtrudniejszą osobą z jaką przyszło mu pracować kiedykolwiek.
-Nigdy nie zrozumiem, jakim cudem jeszcze cię nie zwolnili –Kim pokręcił głową z niedowierzaniem.
-To przez moją czarującą osobowość… Popracuj trochę nad swoją Boyoung, to zrozumiesz. A teraz suń cztery litery i daj mi przejść. Chcę obejrzeć nowy odcinek The Tale of Nokdu… -nie po to kupił nowy telewizor, żeby przegapić odcinek swojej ulubionej obecnie puszczanej dramy.
-Nie możemy obejrzeć jakiegoś filmu? Jae ma przyjść za godzinę…
-Czy ty myślisz, że zamierzam opuścić odcinek mojej ulubionej serii, tylko dlatego, że twoi kumple przychodzą? Po moim trupie. Zresztą nie mogę pozbawić Kapsla rozrywki… -raczej siebie. Kto nie lubił sappy, sztampowych dram romantycznych?

[…]


-Musicie tak wrzeszczeć?-Lin Ming, leader Star Mist, z wyrazem bólu na twarzy zatkał uszy. Ubrany w granatowy garnitur, z idealnie ułożonymi włosami i mocnym makijażem wyglądał nieziemsko dobrze. Jak zwykle zresztą. Da – Reum nigdy nie widział, żeby Ming wyglądał okropnie… Taki chyba talent.
-Rozgrzewamy gardła –odpowiedział niewinnie Doyoon, zupełnie tak, jakby ledwie sekundę wcześniej nie wydzierali się z Lim’em na jakiś nieziemskich częstotliwościach. W garderobie. Tuż przed koncertem. Wyglądając tak idealnie jak się dało… Nawet Reum wyglądał zupełnie nie jak dziadek w granatowej koszuli w drobniutkie, białe groszki, eleganckich, garniturowych spodniach i idealnie wydozowanym eyelinerze.
-Zaiste –skinął głową, chcąc wspomóc młodszego kolego w rozmowie z leaderem… Tylko że sekundę później się rozproszył. – O! Fan! Fan przyniosła mi kawę… Jesteś najlepsza na świecie! Dokładnie taką jaką lubię… Powiem szefowi, żeby zrobił cię pracownikiem miesiąca! Albo lepiej, dał jakąś premię, albo… -asystenka managera, która właśnie podała mu białą mochę z syropem jeżynowym i obfitą porcją bitej śmietany, tylko się jakoś tak dziwnie zarumieniła i błyskawicznie uciekła w drugi kąt pomiesenia.
-Boże… Po cukrze robisz się jeszcze bardziej nieznośny niż zwykle –to wcale nie tak, że Lim wciągnął ledwie pięć minut wcześniej paczkę ciasteczek maślanych ze swojej kawiarni. W ogóle. Ani trochę. Podzielił się ze staff’em i chłopakami, więc zjadł tylko połowę! Potrzebował energii, żeby tańczyć przez następne trzy godziny no! I zupełnie nie rozumiał dlaczego nie ma abs’ów jak reszta. Ani trochę. To pewnie przez geny (i nie, to wcale nie tak, że jego obecny ojciec był super dobrze zbudowany – w ogóle, ani trochę).
-Ja też cię kocham, hyung –odpowiedział, posyłając Ming’owi „kokieteryjny” uśmiech. A raczej byłby kokieteryjny, gdyby Lim nie wpychał właśnie do ust ostatniego ciastka i nie próbował zniszczyć makijażu bitą śmietaną.
-Ty mnie lepiej nie kochaj, jeszcze plotki się jakie rozejdą.
-But you so handsome! Deul! Isn’t hyung handsome? –rzucił do rapera, który właśnie wszedł do pomieszczenia.
-The most handsome indeed –odpowiedział tamten, ku jawnej satysfakcji Da – Reum’a, któremu niestety odebrano kawę z ręki, bo makijażystka starała się uratować jego twarz i pozbyć się z niej wszystkich okruszków.
-Ja to bym się nie zgodził… -rzucił Jin znad swojego telefonu, którym zajmował się do tej pory, usadzony w fotelu przy lustrze.
-A idź narcyzie!
-Matko w niebiesiach, *insert długą listę chińskich przekleństw* -westchnął leader… Cóż. Jego życie… Definitywnie nie było łatwe. Nie z tą bandą oszołomów. Na jego nieszczęście, ten moment właśnie wybrał manager, żeby wejść do garderoby.
-Ming!
-Przepraszam panie Do…
-Ogarnijcie się na litość boską… Za 2 minuty wchodzicie na scenę –i rzeczywiście, dwie minuty później stali tuż przy wejściu, a ich uszów dobiegały piski i skandowanie licznych fanek.

Ostatnio zmieniony przez Dijira (14-11-2019 o 10h19)


https://media.giphy.com/media/4zVFGozstXudG/giphy.gif

Offline

#6 15-11-2019 o 11h32

Żołnierz Straży
Umbreonna
...
Wiadomości: 478

KIM HA NA

Siedząc w autobusie zmierzającym na Seulski stadion olimpijski cały czas zastanawiałam się nad wydarzeniami ostatnich dni. Aż do tego momentu nie byłam w stanie uwierzyć w to jak jedna informacja może zmienić całe Twoje życie. Co prawda całkiem niedawno przeżyłam rozstanie z człowiekiem, który wkrótce miał się stać partnerem na całe moje życie. Tamto wydarzenie, przez to, że mężczyzna okazał się totalnym gnojkiem nie wywarło na mnie jakiegoś większego wrażenie. Życie toczyło się dalej i jakoś się z tym pogodziłam.
Zupełnie inaczej wszystko wyglądało po tamtym dniu. To nie była kolejna zwykła zmiana. TO BYŁA KATASTROFA. Wystarczyło, że matka cała zapłakana odwróciła się w moją stronę, aby odpowiednie wspomnienie, a raczej cała seria pojawiła się w moim umyśle. Obydwu bohaterów znałam z swojego snu, który non stop się powtarzał i w ten sposób cała zagadka się rozwiązała. Ciężko mi było opisać co czułam w tamtym momencie. Złość na matkę, że całe życie mnie okłamywała. Według wersji, którą powtarzała mi od dzieciństwa ojciec umarł w wypadku samochodowym przed ich ślubem. Był bohaterem tragicznym, gdy w rzeczywistości okazało się, że do herosa wiele mu brakowało. Pojawił się ten smutek, gdy poznałam ciąg dalszy mojego snu. To wspomnienie było jak cios w serce. Czułam się tak jakby ktoś uderzył mnie czymś ciężkim w głowę. Niesamowicie bolało mnie to, że byłam jednym z tych niechcianych dzieci. Powinnam wtedy poczuć ogromną wdzięczność do matki, bo tylko jej upór sprawił, że pojawiłam się na tym świecie, ale zamiast tego w sercu pojawiła się pustka. Przypomniałam sobie jak w ciężkich chwilach zwracałam się do niebios, gdzie miał przebywać mój kochający tatuś. Iluzja się rozmyła. Nikogo tam nie było…
To jednak była tylko kropla w morzu tego całego absurdu. Gdy już uspokoiłam się na tyle aby pozwolić dojść matce do głosu, wtedy czekał na mnie ciąg dalszy tej całej chorej historii i przy okazji odpowiedź na pytanie, dlaczego matka wylewała łzy po tym zgniłym frajerze, przed plakatem mojego biasa. Nie sądziłam, że powód będzie kolejnym ciosem w serce. Właściwie to nadal próbowałam sobie wmówić, że moja rodzicielka po prostu oszalała, postradała zmysły, wpoiła sobie wytłumaczenie na to jak człowiek, któremu zaufała mógł ją tak skrzywdzić. No bo wyjaśnijcie mi jakim cudem mój idol, może okazać się być tak naprawdę moim ojcem?! No jak?! To było po prostu nierealne. Po pierwsze koleś był moim rówieśnikiem, starszym jedynie o parę miesięcy. Po drugie nie mieliśmy żadnych wspólnych cech poza grupą krwi i skośnymi oczami, ale te drugie miała cała populacja na tym kontynencie. Matka wyjaśnienie tego wszystkiego znalazła w jakiejś dziwnej reinkarnacji. Opcja bardzo naciągana, ale mimo wszystko możliwa. W końcu sama byłam jakimś wybrykiem natury niczym z rodu X Manów. Ojciec,który również posiada nadprzyrodzone moce, mógłby się okazać dobrym powodem dla którego ja tak mam, ale… DO JASNEJ CHOLERY, TO NIE MÓGŁ BYĆ ON! No po prostu nie…
Na samą myśl, że historia mojej matki może okazać się prawdziwa prawdziwa, robiło mi się niedobrze. Star Mist śledziłam odkąd zadebiutowali, a Da Reum był moim ulubieńcem od pierwszego dźwięku jaki wydobył się z jego ust. Pamiętam nawet jakie sceny zazdrości robił mi ówczesny narzeczony, ponieważ zachowywałam się jak nastoletnia fanka. Był okres, że na naszych randkach nie potrafiłam rozmawiać o niczym innym niż swoim ulubieńcu, a gdy przechodziliśmy kryzys i brakowało mi czułości to potrafiłam… Fuuuj! Na samą myśl, że ‘pocieszałam’ się myśląc o moim własnym ojcu chciało mi się wymiotować. To po prostu nie mogła być prawda.
Na szczęście dzięki swoim specjalnym zdolnościom miałam możliwość sprawdzenia czy na pewno moje życie wywróciło się do góry nogami. Musiałam jednak wykonać dwie niekoniecznie proste misje: dostać się na koncert Star Mist i złapać kontakt wzrokowy z Da Reumem. Tyle wystarczyło, aby poznać jego wspomnienia i poznać potwierdzenie lub zaprzeczenie wersji matki. To pierwsze okazało się nie takie trudna jak myślałam. Cudem dzień wcześniej udało mi się odkupić bilet w najlepszej strefie od jakiejś niepełnoletniej fanki, która z powodu żałoby po swoim ukochanym chomiku nie mogła przyjść na koncert. Teraz został tylko do realizacji drugi punkt planu.
Wkrótce autobus zatrzymał się przy ogromnym kompleksie, na którym miała odbywać się cała impreza. Szczerze, nigdy w życiu nie uczestniczyłam w czymś tak wielkim. Jako fanka Star Mist powinnam czuć się podekscytowana, lecz zamiast tego w moim sercu gościła mieszanka strachu i niepokoju. Pojawiły się wątpliwości. Czy oby na pewno chciałam sobie psuć moją ostatnią radość w życiu? Może nie wiedza nie była wcale taka zła. Przecież póki jeszcze nie przekroczyłam tych bramek, mogłam wszystko porzucić. To brzmiało jak dobry plan. Odwrócę się na pięcie i wrócę do domu. Gdy spotkam mamę postaram się wymazać z jej pamięci wszystkie wspomnienia związane z tym gnojkiem i w ten sposób nasze życie wróci na stare tory. Ja będę mogła nadal ślinić się do swojego idola, a ona zająć się w spokoju sztuką. Mimo wszystko uświadomiłam sobie, że takie rozwiązanie nie jest zbyt wiele warte. Wątpliwości kiedyś znowu by wróciły, a prawda cały czas domagałaby się odkrycia. Musiałam powiedzieć B jak już pojawiło się A. Wzięłam głęboki oddech i stanęłam w kolejce. Na tym właściwie polegały kolejne dwie godziny mojego życia. Cały czas czekałam i ledwo poruszałam się w tym ogromnym tłumie. Oczywiście atrakcji dla fanów takie jak różne strefy do zdjęć czy sklepy z merchem nie brakowało. Możnaby było pomyśleć, że po porażce jaką Milkyway poniosło z Moonwalkers, w końcu czegoś się nauczyło. Nie byłam jednak zbyt zainteresowana tym co mnie otaczało. Miałam jeden prosty cel. Chciałam dostać się jak najszybciej do środka i zrealizować swój plan. Gdybym miała moc przyśpieszania czasu to z chęcią przeskoczyłabym ten cały okres oczekiwania. Niestety, aż tak los mnie nie rozpieścił.
W końcu jednak udało się przetrwać te dwie godziny i znalazłam się tuż pod sceną. Do wyjścia gwiazd zostało jeszcze trzydzieści minut. Dopiero teraz moje serce zaczęło bić jak szalone. Być może udzieliła mi się atmosfera oczekujących fanów, a może sama stojąc w tym miejscu dopiero uświadomiłam sobie, że to wszystko nie nie jest snem. Naprawdę znajdowałam się w tej ogromnej sali i naprawdę zaraz miałam zobaczyć najlepszy zespół w dziejach kpopu. Najważniejsze jednak było to, że dzieliło mnie tylko parę chwil od poznania być może najważniejszej informacji w moim życiu. Byłam ciekawa co stanie się potem. Czy będe w stanie go znienawidzić, czy będę w stanie żyć tak jak dawniej?
Zaczęło się… Muzyka lecąca z głośników ucichła a na scenie pojawili się oni. Do moich uszu dotarł niesamowity pisk, zmuszający do tego abym sama zaczęła wiwatować z innymi. Zostało mi jeszcze parę chwil błogiej nieświadomości, więc czemu nie miałabym chociaż udawać, że się dobrze bawię. Da Reum póki co stał po drugiej stronie sceny, więc nie miałam co liczyć na szybką realizację planu. Chłopcy najpierw się przedstawili, a następnie zaśpiewali na star jeden z ich największych hitów. Znałam tekst piosenki na pamięć, więc tak jak inni fani dobrze się bawiła. Z tyłu głowy jednak nadal miałam najważniejsze zadanie. I w końcu nadszedł ten moment. Przyszedł czas na ‘pogadankę’ i Da Reum stanął prawie, że tuż obok mnie. Musiałam wykorzystać ten moment i zwrócić na niego swoją uwagę. Trudno, pora zachować się jak typowa koreańska fanka.
- Da Reum! Kocham Cię! - Wykrzyczałam czując jak robię się cała czerwona na twarzy. Dobrze wiedziałam, że przez oświetlenie i tak nie zobaczy mnie dokładnie, ale wystarczy tylko, że odwróci się w tą stronę. UDAŁO SIĘ!
Trwało to zaledwie parę sekund, ale wystarczyło abym spojrzała w jego ciemne oczy i zaraz po tym pochłonęła mnie czerń. Zanim jednak straciłam świadomość, pokonana przez ogromny ból głowy jaki sprawiło mi wdarcie się do jego umysłu zobaczyłam całą serię scen, które na pewno nie pochodziły tylko z jednego życia. Było to jak oglądanie filmu tylko w potrójnym przyśpieszeniu. Obrazy przewijały się zbyt szybko aby ułożyć z nich historię, ale zanim dopadł mnie efekt uboczny i odpłynęłam, zdążyłam parę razy zobaczyć swoją matkę. Czyli jednak mówiła prawdę...


https://66.media.tumblr.com/f371ca2930f0a07f877822bdf581d251/tumblr_pjg2vyJInL1vv5i8eo1_500.gif

Offline

#7 15-11-2019 o 18h35

Straż Absyntu
Dijira
Akolita Jednorożców
Dijira
...
Wiadomości: 293

https://fontmeme.com/permalink/191111/30bdab794f8b460f50727d615d3ba931.png

Da – Reum UWIELBIAŁ koncerty. Wielkimi literami. UWIELBIAŁ. Ten czar świateł, śpiewanie na żywo, entuzjastyczną publiczność, która znała słowa każdej piosenki… Atmosfera była niesamowita i wszyscy członkowie Star Mist nieziemsko dobrze się bawili. Trzeba im było przyznać, że jako grupa kpopowa byli dość niecodzienni. Potem jak Milkyway zaliczył gwałtowny dołek, po licznej liczbie skandali, którą przyniósł ich poprzedni boysband i konfliktach, których targały agencją, Star Mist… stracił praktycznie połowę potencjalnych członków, głównie dlatego, że agencja przeprowadziła czystkę i wyrzuciła każdego kto „miał coś na sumieniu”. Dziewczyna? Out. Skłóceni ze sobą trainee? Out. Problemy zdrowotne, psychiczne? Out. I tak dalej i tak dalej… Tak oto ostał się Star Mist. Grupka dziwnych, sarkastycznych, słuchających mało kogo trainee, której ulubioną czynnością było wchodzenie wszystkim na nerwy. Bo mogli, najzwyczajniej w świecie. Bo agencja nie mogła sobie pozwolić na ich stratę najzwyczajniej w świecie. Tańczyli świetnie, głosy mieli jeszcze lepsze i chociaż trochę brakowało im w rapie (mieli tylko Deul’a), to nadrabiali to silnymi osobowościami, które dobrze się sprawdzały w variety show’ach.  Leader’a wybrali sami, jednogłośnie, bo nie mógł być nim nikt inny tylko Lin, jako jedyny miał odpowiednią osobowość. No i… Był tam Da – Reum. Da – Reum, który jasno oznajmił, że „zbyt duża kontrola organizacji działa detrimental na jednostkę” i z tego tytułu się wyprowadził. A co zrobiło Milkyway? Tylko machnęło ręką, najwyraźniej decydując, że jeśli poluźni odrobinę kontrolę, efekty pracy rzeczywiście będą lepsze.
To był błąd. Lim był typem, który kiedy dano mu palec, brał całą rękę. Także… Jadł coś chciał. Jak jakiś program mu się nie podobał, odmawiał udziału. Trzy razy odrzucił propozycję reklamy, bo firma „traktowała niehumanitarnie zwierzęta”. Ale cóż… Jakimś cudem uchodziło mu to płazem, pewnie dlatego, że publiczność go lubiła…
Wystarczyło usłyszeć jak głośno krzyczała jego imię! Z pełnym wigorem, jak zwykle zresztą wykonywał wszystkie ich układy i w przerwach pomiędzy piosenkami, skupiał się na denerwowaniu Ming’a… To jest dopóki nie obejrzał się w stronę jednej z wrzeszczących w pierwszym rzędzie fanek. Chciał posłać jej taki lekki krzywy uśmiech, bo była naprawdę głośno, ale…
Potknął się. Stracił krok, a to nigdy przenigdy nie zdarzało. Ból w głowie był potężny, a przed oczami przelatywał mu kalejdoskop wspomnień z wszystkich przeszłych lat przelatywały, tak jakby ktoś próbował wyciągnąć je z jego głowy… Stanął jak wryty w miejscu, przyciskając dłoń do skroni, a mikrofon z hukiem uderzył o deski sceny. Jak przez mgłę poczuł, że ktoś łapie go za ramię i lekko nim potrząsa.
-Reum. Reum, wszystko w porządku?-powoli udało mu się skupić wzrok na twarzy zaniepokojonego  Boyoung’a i lekko skinął głowa, przełykając ślinę w nagle zaschniętych ustach. Opanuj się stary mruknął do siebie. Zestresował się… Bo nigdy dotąd coś takiego mu się nie przydarzyło, nie licząc piętnastych urodzin, kiedy wszystkie wspomnienia nagle powracały.
-Ze mną tak… Ale z tą dziewczyną tam chyba nie…-wydusił w końcu, wskazując głową w stronę, w którą wpatrywał się jeszcze przed chwilą. –Możesz zawołać medyków? Ja muszę się odrobinę ogarnąć… Trochę mi niedobrze –przyjaciel tylko lekko skinął głową. Jako, że muzyka i tak ucichła chwilowo, kiedy wszyscy zauważyli, że z Lim’em jest coś nie tak, Kim tylko uspokoił tłum i potem poprosił o przepuszczenie zespołu medycznego.
-Mówiłem ci, że nie powinieneś jeść tych ciastek –westchnął Ming dobrodusznie, kiedy on również upewnił się, że z Lim’em wszystko w porządku, a ten poprawił słuchawkę w uchu i wymienił mikrofon. Po tym wszystkim przeprosili za problem, podziękowali publiczności za współpracę i jak gdyby nigdy nic kontynuowali koncert. Da – Reum tylko zapewnił, że złapała go migrena, ale wziął tabletkę i jest w porządku.
Mniej więcej w połowie koncertu przyszedł czas na jego solówkę i zaśpiewał jedną z piosenek, które miały się znaleźć na jego solowej płycie, która wychodziła w przyszłym miesiącu „Sorry not sorry”.
Usiadł przy pianinie, zaczął grać… I jak zwykle zatopił się w muzyce.
Wierzę, że czas leczy rany
Żałuję, ale dzięki temu jakoś to przetrwam
Spróbuję żyć bez ciebie, nawet jeśli będzie to trudne
Nawet jeśli dni bez ciebie wydają się tak dziwne, nie chcę nawet pamiętać
Szczęśliwego czasu jaki spędziliśmy razem… Mam nadzieję, że nigdy się nie spotkamy
Nawet przez przypadek
Pójdźmy swoimi drogami(…)
To pierwszy raz, kiedy ci to mówię
Wolę, żebyś mnie przeklinała
Nie wiem co próbujesz powiedzieć
Niestety nie mam już powodu, żeby próbować cię zrozumieć
Spróbuję żyć bez ciebie, nawet jeśli będzie to trudne
Zrobiłem wszystko co mogłem i dałem ci moje serce, ale nie żałuję
Teraz mam tylko nadzieję, że nigdy więcej się nie spotkamy
Chciałem ci powiedzieć, że naprawdę przepraszam ”
*tłumaczenie by mła a ja ssę jeśli o tłumaczenia idzie, więc no
Aigoo… Zawsze przy tych wszystkich romantycznych smętach myślał o Ha – Rze. Ha – Rze, która była… nie wiadomo gdzie i robiło nie wiadomo co. Tyle jej powtarzał… Że nie mogą mieć tego dziecka. Nie chciał skazywać go na tą samą torturę, którą on przeżywał… Życie przez dwadzieścia osiem lat, tylko po to, żeby cię kropnęło x razy, nie jest niczym przyjemnym. Ludzie dookoła ciebie umierają. Wszystko co znałeś zmienia się w błyskawicznym tempie i końca nie widać, bo jak na złość, nawet kiedy próbujesz… Nie możesz umrzeć. To wszystko tylko się ciągnie i ciągnie i końca nie widać. Da – Reum nigdy nie miał dożyć starości. Nie jak normalny człowiek. Nie miał bladego pojęcia co zrobiła koniec końców – wszystko jej wytłumaczył, chociaż nie było to łatwe, ale mu nie uwierzyła… Nic w tym dziwnego, kto by mu uwierzył? A potem zniknęła. Próbował jej szukać, ale zanim cokolwiek zdołał zrobić, kropnęło go w wypadku samochodowym, jak zwykle czternastego maja. A potem… Na piętnaście długich lat zapomniał. A po piętnastu latach… Wiecie ile w Korei było kobiet o imieniu Kim Ha – Ra? Zdecydowanie za dużo dlatego koniec końców się poddał  i zdecydował się zapomnieć i  żyć dalej.
Po skończonym koncercie, w całkiem przyjemnej atmosferze się przebrali, jak zwykle z zażyłością dyskutując o dobrze wykonanej pracy i o tym co zjedzą w nagrodę. Da – Reum był jednak wyjątkowo cichy. Nie mógł przestać myśleć o tej dziewczynie na koncercie… Miał dziwne wrażenie, że to ona wywołała tą nagłą falę wspomnień.
-Mmm… Będę musiał zrezygnować z kolacji dzisiaj… Mam coś do załatwienia –mruknął, wciągając przez głową swoją szarą bluzę. Do tego czarne, dżinsowe rurki, szary płaszcz, czapka z daszkiem, maseczka i para czarnych, markowych Nike… I był gotowy.
Jak się okazało tym „czymś do załatwienia”, była wizyta w szpitalu. Naprawdę nie mógł przestać o tym myśleć… Wyciągnął więc od ekipy medycznej informację o tym do którego szpitala ją zabrała karetka i pojechał tam swoim srebrnym Maserati 3200 z lat dziewięćdziesiąty… Kiedy żył jako Cho dostał ten samochód od ojca polityka i się wtedy w nim zakochał, więc kupił go kiedy tylko zrobił prawo jazdy. Cholerny jak nie wiem, ale inwestycje w ziemię w latach pięćdziesiątych w Gangam okazywały się teraz naprawdę opłacalne, także cóż.
Dyskretnie zaparkował przed szpitalem i wypytał recepcjonistkę o pacjentkę z koncertu, twierdząc, że jest jej bratem. Zdobycie informacji poszło mu zaskakująco łatwo i chwilę później już dyskretnie zaglądał do drzwi odpowiedniego pomieszczenia.
Z tą dziewczyną było coś bardzo nie tak. Szósty zmysł Da – Reum’a tak mówił… A jak na jego złość, jego szósty zmysł miał na zwyczaj rację.

song


https://media.giphy.com/media/4zVFGozstXudG/giphy.gif

Offline

#8 19-11-2019 o 18h52

Żołnierz Straży
Umbreonna
...
Wiadomości: 478

KIM HA NA

Obudziłam się parę godzin później w szpitalu. Jako, że byłam pełnoletnią, personel na szczęście nie zawiadomił mojej matki, a ja sama mogłam zdecydować czy chcę zostać na noc, na obserwację. Oczywiście, nie było to potrzebne. Lekarzowi powiedziałam, że moje zasłabnięcie prawdopodobnie było spowodowane dietą i zmęczeniem. Jako, że w naszym kraju stanowiło to normę, nie drążył tematu. Jedyne co na mnie wymusił to pozostanie w łóżku jeszcze na godzinę. Stwierdził, że byłoby niezwykle niezręcznie gdybym w drodze do domu znowu zasłabła. Niechętnie się zgodziłam, chociaż miałam ochotę jak najszybciej wrócić do domu i pozrywać wszystkie plakaty na których znajdowała się jego twarz.
Chwila przerwy jednak zmusiła mnie do trzeźwego myślenia. Gniew spowodowany wspomnieniami jakie widziałam i bolesną prawdą powoli ustępował żalu i smutkowi. Musiałam pamiętać, że w tej sytuacji największą poszkodowaną nie byłam jak, lecz kobieta, która mnie wychowała, mimo iż przez te wszystkie lata musiałam jej przypominać o tym gnojku. Nie dość, że byłam żywym dowodem ich 'miłości' to jeszcze jak na złość obwiesiłam cały swój pokój jego nowym wcieleniem.
Nawet jeśli najlepszym dla mnie rozwiązaniem byłaby zemsta, albo chociaż wykrzyczenie mężczyźnie w twarz swojej nienawiści, wiedziałam, że dla dobra swojej rodzicielki powinnam obrać inną drogę. To był ten moment gdy mogłam zrobić coś dobrego dzięki swojej nadprzyrodzonej mocy. Plan był taki: usunąć z pamięci matki wszystkie ostatnie wydarzenia lub zmienić jej wspomnienia na taką wersję jaką mnie karmiła przez te wszystkie lata. Po Tym wszystkim oczywiście nadal nie byłabym w stanie słuchać muzyki Star Mist. Nie wiem czy w ogóle nadal będę zdolna do siedzenia w Kpopie. Zawsze mogłam się pocieszać, że mój idol nie okazał się być dilerem, gwałcicielem czy zabójcą, ale jednak był moim ojcem… Osobą, która powinna mnie jako jedna z niewielu bezinteresownie kochać, a tak naprawdę nie chciała nawet abym się pojawiła na tym świecie.
Rozmyślanie jednak nad tym wszystkim niewiele mogło pomóc. Ja również powinnam zapomnieć. Spróbować żyć tak, jakby nic w moim życiu się nie zmieniło. Dla dobra swojego i matki muszę trzymać się po prostu jak najdalej od tego wszystkiego.
Jak na ironię, dokładnie w tym momencie drzwi od mojej sali szpitalnej się otworzyły, a w jej progu zobaczyłam osobę, która pochłaniała moje myśli. Automatycznie wpuściłam wzrok i skupiłam się na swoich dłoniach by tylko nie spojrzeć mu w oczy. Nie chciałam powtórki z rozrywki, bo wtedy to już na pewno nie opuszczę tej nocy szpitala. Bałam się też zobaczyć więcej. Chciałam o nim zapomnieć, a te odwiedziny wcale w tym nie pomagały. Musiałam jednak coś zrobić. Nie mogłam się zachowywać tak jakby to ja zrobiła coś złego. Nie miałam też jednak zamiaru wykładać kart na stół. Była jednak możliwość, że on już wiedział. To by tłumaczyło jego obecność. Na bank nie odwiedza każdej fanki, która zemdleję na jego koncercie.
- Nie musiałeś tu przychodzić. Nic mi się nie stało. - Odezwałam się w końcu, ale na usta cisneły się też o wiele bardziej niemiłe uwagi. Miał szczęście, że bałam się spojrzeć na jego twarz, bo nie wiem jaki demon by we mnie wstąpił gdybym zobaczyła jego nieświadomość tego jak bardzo skrzywdził mnie i jego matkę. - Za parę minut będę mogła wrócić do domu. - Dodałam licząc na to, że idol odbierze ten komunikat jako uprzejme wyproszenie.


https://66.media.tumblr.com/f371ca2930f0a07f877822bdf581d251/tumblr_pjg2vyJInL1vv5i8eo1_500.gif

Offline

#9 20-11-2019 o 08h47

Straż Absyntu
Dijira
Akolita Jednorożców
Dijira
...
Wiadomości: 293

https://fontmeme.com/permalink/191111/30bdab794f8b460f50727d615d3ba931.png

Nawet jeśli Lim Da – Reum miał na sobie maskę, czapkę i ciemne okulary, to paradując środkiem szpitalnego korytarza i tak ściągał na siebie spojrzenia… Pewnie dlatego, że cały czas mamrotał coś pod nosem, o życzeniu komuś wyłysienia. Bo owszem. Przez te kilka minut w szpitalu, doszedł do wniosku, że dziewczyna musiała zostać wysłana przez Wo – Dam’a. Nie mógł pomyśleć o nikim innym na świecie, kto chciałby się dostać do jego głowy! Aigoo… Do tej pory zdarzyło mu się to tylko i wyłącznie w pierwszym życiu, ale z niczym by nie pomylił tego uczucia.
W każdym razie, w końcu znalazł salę i wwalcował do środka bez zapowiedzi, obciągając maskę w dół i wkładając ciemne okulary do kieszeni. Przez sekundę przyglądał się dziewczynie, bo ta dziwnie mu kogoś przypominała… Nie był pewien czy chodzi o oczy, czy kształt twarzy, po prostu było w niej coś znajomego…. Ale szybko się poddał, bo nie był w stanie pomyśleć o niczym konkretnym.
-Słońce, czy ja ci wyglądam na kogoś, kto odwiedza w szpitalu każdą dziewczynę, której się zasłabło na koncercie? Życia by mi na to nie starczyło, więc nie rób ze mnie idioty… To ubliża i twojej i mojej inteligencji –rozejrzał się po ciasnym, szpitalnym pokoju i znalazłszy wzrokiem krzesło siegnął po nie i przekręcił je na odwrót, tak żeby oparcie odwróciło się w stronę dziewczyny. Szybciutko na nim usiadł (dość niechlujnie) i… Wygrzebał z kieszeni czekoladowego batonika. Był cholernie głodny po tym całym tańcu, a przez nią właśnie omijała go kolacja… I nawet jeśli czekoladowa słodycz ujmowała mu minus trzydzieści do bycia przerażającym to cóż… Priorytety.  I och! Nieważne jaki przybrała ton, nie zamierzał wychodzić dopóki się nie usłyszy jej wyjaśnienia. I tyle.
-Oboje wiemy dlaczego tu jestem… -wymamrotał, pomiędzy dwoma kęsami Marsa. – I jeśli myślisz, że twój mały wyskok był niewyczuwalny, to och skarbie… Naprawdę musisz popracować nad swoimi umiejętnościami, bo szczerze to jesteś okropna –być może Lim nie spotkał wielu ludzi, którzy umieją czytać myśli w swoim życiu, ale tych paru… Na pewno było delikatniejszymi niż ta tutaj. Tylko totalny idiota (czytaj przeciętny człowiek) by się nie zorientował, że ma kogoś w głowie… A jak pomyśli o tej czarownicy z rodzinnej wioski Wo – Dam’a… Tamta to dopiero była… Ugh, Wo – Dam nigdy nie powinien był się z nią umawiać. Przenigdy!
-Tak dyskretna jak buldożer walący w ścianę… -aż wciąż bolała go głowa! –Aigoo, gdyby nie fakt, że zupełnie się nie spodziewałem, że ktoś będzie mi się próbował włamać do głowy z tą swoją miernotą mogłabyś co najwyżej pooglądać mój „wygaszacz ekranu”. Aktualnie stawiam na Sponge – Bob’a, ale jeśli masz jakieś specjalne życzenia na następny raz kiedy będziesz próbowała włamać mi się do głowy, to daj znać, przypomnę sobie jakieś specjalne rzeczy tylko dla ciebie…-problem z Da – Reum’em był taki, że… Był okropną paplą! Najczęściej mówił celem mówienia i nie potrafił się zamknąć, a z każdym kolejnym wcieleniem było coraz gorzej! W dziewiętnastym wieku to był poważnym i statecznym politykiem, doradcą i nauczycielem, a teraz? Dareum vol.1 pewnie się w grobie przewraca. Po prostu…Coraz mniej rzeczy go obchodziło z biegiem czasu.
-No. A przechodząc do rzeczy… Zgaduję, że Wo – Dam cię przysłał? Czy jakkolwiek się teraz nazywa… To znaczy, że znowu jesteśmy na remisie… - „remisie” w sensie, kto pierwszy kogo rozpoznał… Póki co Da – Reum wygrywał, ale wyglądało na to, że jego wróg/przyjaciel/whoever tym razem go uprzedził… Ale szczerze? To znaczyło, że życie ma się stać teraz bardziej ekscytujące więc nie narzekał.
-W każdym razie, przekaż mu ode mnie, że nie musi zatrudniać wątpliwej jakości… bez urazy, pośredników. I tak wszystko wie! A jak czegoś nie wie, to wystarczy zapytać! W głębi mego kryształowego serca wciąż żywię do niego miłość równie głęboką i szczerą co zawsze –Da – Reum i Wo – Dam nawet jeśli aktualnie byli w stanie wojny i robili wszystko, żeby utrudnić swoje życie… Cóż ciężko było zdefiniować ich relację o ile w ogóle się dało. Przeszli tyle wzlotów i upadków, potrafili się wspierać w jednej chwili, a w drugiej bez mrugnięcia oka zdradzać resztki zaufania jakie  w sobie pokładali… God, Dareum naprawdę za nim tęsknił, ale nie mówcie Wo – Dam’owi, że kiedykolwiek tak pomyślał. Miał swoją reputację do utrzymania, okej?
-Mam nadzieję, że $%^&##% tym razem jest łysy –westchnął cicho, po czym wbił wyczekujące spojrzenie w dziewczynę. Miał szczerą nadzieję, że się pośpieszy i nie będzie udawać, że nie ma bladego pojęcia o czym Kim mówi. Bo mogła. Mogła powiedzieć, że jest wariatem i wykręcać się od odpowiedzi, ale Lim miał w tej chwili mnóstwo czasu i nigdzie nie musiał być, także… To jest musiał wyprowadzić Kapsla, ale zawsze mógł zadzwonić do Jin’a, żeby ten to zrobił, a ona aktualnie była w szpitalnym łóżku, także…


https://media.giphy.com/media/4zVFGozstXudG/giphy.gif

Offline

#10 23-11-2019 o 12h22

Żołnierz Straży
Umbreonna
...
Wiadomości: 478

KIM HA NA

Niestety idol nie zrozumiał mojej uprzejmej prośby. Co gorsze po chwili cała sytuacja obróciła się w takim kierunku, o którym nawet nie byłam w stanie pomyśleć. Przede wszystkim nie sądziłam, że mój towarzysz również coś poczuł w tamtym momencie. Ludzie przeważnie nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, że grzebię im we wspomnieniach. Na początku mojej przygody z tą mocą, faktycznie bałam się, że ktoś może to odkryć. Przecież niemożliwym było wejście do czyjegoś umysłu bez jego wiedzy. Jak można od tak bez większego wysiłku poznać czyjeś największe sekrety. Jak przekonałam się w ciągu najbliższych paru lat z tym nie było żadnego problemu. Odkąd skończyłam piętnaście lat zdążyłam poznać tyle ludzkich wspomnień, że mogłabym spokojnie napisać jakąś kronikę i do tej pory nikt nawet nie mrugnął gdy zagłębiałam się w największe zakamarki jego duszy. Jedyną osobą, która znała mój sekret była matka. Z nią zawsze miałam dobry kontakt, więc nie bałam się jej powiedzieć o mojej wstydliwej wtedy tajemnicy. O dziwo ta na informację, że jej córka ma dziwne zdolności zareagowała dość spokojnie, co powinno już wtedy wzbudzić we mnie pewne podejrzenia.
Słysząc jednak słowa idola, któremu wydawało się, że przejrzał mnie na wylot, początkowo byłam w ogromnym szoku. Odkrycie, że ktoś jednak może wyczuć moją moc wywołało na mojej skórze coś w rodzaju gęsiej skórki. Uświadomiłam sobie jakie miałam szczęście do tej pory i co mogłoby się stać jakbym wcześniej trafiła na kogoś kto odkryłby co robię. Prawdopodobnie skończyłoby się to nie tylko na omdleniu i wizycie w szpitalu. Właściwie to i teraz nie miałam pewności czy wyjdę stąd cała. Nie wiedziałam co chce ze mną dalej Da Reum. Oczywiście nadal nie miałam ochoty zdradzać mu kim jestem. Liczyłam, że uda nam się rozwiązać tą sytuację tak aby rozeszła się po kościach. Cały czas powtarzałam sobie w głowie, że ktoś inny może w tym wypadku ucierpieć gorzej niż ja.
Jednakże im więcej mężczyzna gadał tym większy gniew się we mnie wzbierał, a idol nie potrafił się zamknąć choćby na sekundę. Niestety, ale strasznie mnie drażnił swoimi oskarżeniami. Naprawdę nienawidziłam jak ktoś próbował odwracać kota ogonem. Cały ten monolog automatycznie cofnął mnie do rozmowy z moim eks narzeczonym, który próbował mi wmówić, że to ja jestem winna jego zdradzie. W tamtej chwili też pozwoliłam mu skończyć swoją durną wypowiedź, w trakcie której otwierały się we mnie wszystkie klatki, w których trzymałam najgorsze demony. Tak więc, patrzyłam jak ten gnojek zajda się batonikiem, na którego też miałam ochotę i czekałam aż skończy snuć swoje wnioski, opowiadając o jakimś Wo Damie. Nie wiedziałam co to za koleś i szczerze nawet było mi to obojętne. Mój ojciec mógł sobie mieć konflikty z kimkolwiek chciał, byleby się trzymał z daleka ode mnie i matki. Czasami jego monolog przerywało burczenie mojego brzucha, bo odkąd weszłam na teren obiektu nie miałam nic w ustach. Głód jednak był tu sprawą drugorzędną.
W końcu ten pajac się zamkną. Skończył cisnąć mi kity, o których nawet nie miałam pojęcia. Pewnie liczył, że teraz się przyznam do swoich win i będę błagać o wybaczenie. Cóż, obudził demona i musiał ponieść tego konsekwencje. Zapomniałam o swoim wcześniejszym postanowieniu. Potem pomyślę jak ochronić matkę, ale teraz liczyło się tylko to aby zetrzeć z jego twarzy tą głupiutką pewność siebie. Powoli podniosłam wzrok i gdy upewniłam się, że nie grozi mi żaden atak wspomnień, przemówiłam:
- Proszę mi wybaczyć tą ogromną zniewagę i nieproszone wtargnięcie do Pańskich wspomnień. Nie ma potrzeby aby Pan zabezpieczał się przed ponownym moim wtargnięciem, bo to już się więcej nie powtórzy. Zobaczyłam już wystarczająco, a nawet zdecydowanie za dużo. W tym momencie samo patrzenie na Pana twarz sprawia, że czuję mdłości i wolałabym uniknąć tego nieprzyjemnego uczucia w swojej przyszłości. Pewne rzeczy należy jednak wyjaśnić. Po pierwsze nie mam pojęcia kim jest ten cały Wo Dam i szczerze nie interesują mnie ani trochę wasze prywatne porachunki. Do Pańskiego umysłu wprosiłam się po to tylko aby potwierdzić pewne informacje, które niestety okazały się prawdziwe. Pan pewnie nie ma pojęcia o czym mówię. - Na mojej twarzy pojawił się ironiczny uśmiech. Nie wiedziałam czy w tamtym momencie powinnam do mężczyzny mówić ‘tato’ czy pozostać na ‘Pan’. Postanowiłam jednak wybrać drugą opcję, bo na to pierwsze ten frajer zdecydowanie nie zasługiwał.
- Już śpieszę z wyjaśnieniami. Pewnie kojarzy Pan kim jest panna Kim Ha Ra. Tak, to ta kobieta, którą kiedyś tak Pan zapewniał, że kocha i nigdy nie zostawi, oczywiście do czasu… Do czasu, aż zapomniał Pan iż wszystko ma swoje konsekwencje i zamiast je przyjąć na klatę, wolał Pan zamieść całą sprawę pod dywan. Cóż… Nie udało się. Dowód Pańskiej ‘miłości’ i ‘odpowiedzialności’ leży właśnie tutaj. Niech Pan wybaczy, że nadal zwracam się tak formalnie, ale oprócz tego, że w moich żyłach płynie Pańska krew nic się nie zmieniło. Nadal jest dla mnie Pan obcym człowiekiem i wolałabym aby tak pozostało. Teraz powiem Panu jak rozwiążemy tą sytuację. Pan wyjdzie z sali i uda, że nic tu się nie stało, nic Pan nie usłyszał, wróci do swojego cudownego życia idola i będzie mógł sobie uwieść kolejną naiwną kobietę, która Panu zaufa jak moja matka. Zalecam jednak używanie zabezpieczenia, bo następna pociecha, może nie być taka łaskawa jak ja. Ja natomiast wrócę do domu, wejdę do umysłu matki i sprawię, że zniknie cały ból i krzywda jaką wyrządził jej taki frajer jak Pan. - Aż byłam pod wrażeniem tego, że udało mi się wszystko powiedzieć spokojnym i wyważonym tonem, mimo iż w środku cała się gotowałam i miałam ochotę udusić go gołymi rękoma. Następnym krokiem miało być eleganckie podniesienie się z łóżka i opuszczenie pomieszczenia pozostawiając tym samym idola samego z wyrzutami sumienia (o ile takowe posiadał). Niestety ta część planu nie wypaliła, bo zupełnie zapomniałam o witaminowej kroplówce podłączonej do mojego ramienia. Tak więc moja próba opuszczenia łóżka skończyła się małym potknięciem się o plątającą się rurkę i wpadnięciem na krzesło mojego gościa. Plusem tej całej sytuacji było to, że nie tylko ja zaliczyłam w ten sposób spektakularny upadek. Minus, wylądowałam w objęciach mojego ojca. Jedyne co ratowało tą żałosną sytuację to dzielące nas krzesło, ale mimo to czułam, że trauma po tym wydarzeniu zostanie we mnie do końca życia.


https://66.media.tumblr.com/f371ca2930f0a07f877822bdf581d251/tumblr_pjg2vyJInL1vv5i8eo1_500.gif

Offline

#11 26-11-2019 o 16h46

Straż Absyntu
Dijira
Akolita Jednorożców
Dijira
...
Wiadomości: 293

https://fontmeme.com/permalink/191111/30bdab794f8b460f50727d615d3ba931.png

Jedno trzeba było dziewczynie przyznać. Uzyskała efekt, który udało się uzyskać tylko niektórym – zamknęła Da – Reum’owi usta i sprawiło, że błyskawicznie spoważniał, a bądźmy szczerzy – Lim, nigdy przenigdy nie był poważny. Także… Musiało dziać się coś naprawdę ważnego, żeby zmienił swoje beztroskie podejście do życia (nie był w końcu takim smutasem, jak wiecznie depresyjny Wo – Dam).
W pierwszej chwili chciał zaprzeczyć, zwyzywać ją od idiotek i zapytać czy widziała ile ma lat. W końcu dobijał dwudziestki, jak miał więc mieć dziecko w jej wieku? Jednak zrezygnował, bo w końcu… Wlazła mu do głowy, więc od razu zorientowałaby się, że kłamie…  Skoro wiedziała o Ha – Rze, cóż… Nie wyglądała jakby kłamała więc…Nawet jeśli takie zaprzeczenie byłoby najlepszą opcją dla wszystkich zaangażowanych, było już na to za późno.
- „Konsekwencje” powiadasz? –brew powędrowała mu niebezpiecznie do góry, kiedy ją od siebie odsuwał i usadzał z powrotem na miejsce. Wstał przy tym i zaczął krążyć dość nerwowo po pomieszczeniu.–O konsekwencjach to powinna myśleć twoja matka, kiedy zdecydowała się cię urodzić. Nawet sobie nie wyobrażasz na jak bezużyteczną, bolesną egzystencję potencjalnie cię skazała –tak wciąż był zły na Ha – Rę, za to, że nie zgodziła się na aborcję. Za to, że była tak uparta i… I bezmyślna w swojej decyzji. Wpadli. Zdarza się każdemu. Ale czy w takim wypadku nie powinno myśleć się o dobrze dziecka? Co jeśli to skończyłoby w takiej samej sytuacji co Lim, albo gorzej? Nie było wiadomo co się stanie.
-Ile myślisz, że mam lat, co? –Da – Reum się… nakręcił. I szczerze wątpił, żeby dziewczyna zobaczyła w jego głowie to co ważne, a nawet jeśli… To i tak nie zrozumiała. Ugh. Powinni dawać takie umiejętności komuś, kto przynajmniej ich używając, potrafi je dobrze wykorzystać, a nie zobaczy coś i totalnie tego nie przetworzy. – Sto sześćdziesiąt- i wciąż counting.
- Wiesz ile razy miałem okazję się urodzić? Pięć. Cztery razy za dużo –Da – Reum byłby całkiem zadowolony, gdyby jego życie zakończyło się zgodnie z planem, w 1887. Zanim król Gojong wszystko popisowo spieprzył, a cały świat oszalał. Gdyby ktoś wtedy zapytał Da – Reum’a czy myśli, że jego uczeń, Sunjong, będzie ostatnim władcą Korei z dynastii Lee, to by go wyśmiał. A jednak… Piętnaście lat później nie był taki pewny. A przed swoją drugą „śmiercią” w 1915 było faktem dokonanym.  –Naprawdę nieprzyjemnie jest wiedzieć, kiedy kopniesz w kalendarz wiesz? A ja świetnie zdaję sobie z tego sprawę, bo niezmiennie „umieram” w moje dwudzieste ósme urodziny –powiedział o tym jej matce. Powiedział, że nawet jeśli zatrzyma dziecko, to on nie będzie w stanie nijak jej pomóc, ale mu nie uwierzyła. Kto by uwierzył takiej niesamowitej historii? Wydawała się być wyssaną z palca i szaloną… Ale PRÓBOWAŁ wytłumaczyć. 
-Także nie gadaj mi tu o odpowiedzialności – powiedziałem jej prawdę, mówiąc, że nigdy nie będę w stanie pomóc jej z dzieckiem, kiedy to się urodzi. Szczerą i czystą prawdę, bo Cho Hwi – Seok’owi… Mojemu poprzedniemu wcieleniu zostało wtedy ledwie parę tygodni życia. Jak chcesz możesz się wybrać na jego grób, albo spotkać z jego matką, która nigdy się nie podniosła po tym jak samochód rozjechał mnie na marmoladę.. – Da – Reum… Miał małe problemy z identyfikacją. Zwłaszcza kiedy chodziło o jego dwie ostatnie „wersje” – ludzie, którzy je znali wciąż żyli, więc miał często problem z tym czy to był „on”, czy „ja”.
-Nadążasz? Nie miałaś tatusia, bo żadna metoda antykoncepcji nie jest niezawodna, na litość boską –to nie tak, że nie chciał wziąć odpowiedzialności. – Myślisz, że się nie zabezpieczałem? Nie chciałem dzieci. Nie ma nic gorszego niż w życiu w spokoju przez piętnaście lat, a potem bam! Siedzisz sobie i wcinasz tort, a nagle przez głowę przelatuje ci sto sześćdziesiąt lat wspomnień i zdajesz sobie sprawę, że bam! Masz dzieciaka… być może. Bam! Zostałeś marmoladą miesiąc po tym jak się dowiedziałeś – to nie tak, że ktoś tak… histeryczny jak ta dziewczyna byłby w stanie to zrozumieć. Po pięciu minutach spędzonych w jej obecności… Nie wydawała się najbardziej racjonalna czy logicznie myśląca. Aigoo… Da – Reum naprawdę nie potrafił myśleć o niej jako o swojej córce. Wręcz wydawało mu się to surrealne… Tak samo jak dwadzieścia lat temu.
-Twoja matka jest wyjątkowo skuteczna jeśli idzie o znikanie –westchnął cicho. Próbował je znaleźć, ale wszędzie słyszał, że wyprowadziła się ponad piętnaście lat temu, ale niewiadomo gdzie, o ile w ogóle ktoś ją pamiętał. –Ile myślisz jest w Korei Kim Har, co? Próbowałem was znaleźć, ale nie mogę nic poradzić na to, że natura oszczędza mi życia w ciele niemowlaka i dziecka, więc wszystkie wspomnienia wracają w piętnaste urodziny –szukał. Ale nie mógł znaleźć. Nie utrzymywała kontaktu, ze starymi przyjaciółmi ani z resztkami rodziny… Ci też nie chcieli z nim rozmawiać, bo jako nastolatek nie był najbardziej godny zachowania.
-Nie chciałem tego dziecka, bo nie chciałem, żeby żyło tak jak ja. Żeby nigdy nie było w stanie dożyć starości. Żeby ludzie, których dwie dekady temu uważało za przyjaciół i rodzinę, w ogóle go nie rozpoznawali. Żeby za każdym razem musiało budować życie na nowo i nigdy nie było w stanie mieć niczego na stałe –to było… naprawdę depresyjne, jeśli się nad tym zastanowić. Dlatego Da – Reum wyznawał zasadę Carpe Diem! i się nie zastanawiał.
-Także proszę cię bardzo. Wyjdę i będę udawał, że nic się nie stało –był już w pół kroku do drzwi, kiedy coś mu się przypomniało, zatrzymał się więc i odwrócił w jej kierunku.
-Ale na twoim miejscu nic bym nie zmieniał w jej głowie. Może oszaleć, albo możesz usunąć przez przypadek więcej niż byś chciała… chociażby siebie –z pamięcią nie należy pogrywać. Nigdy nie kończy się dobrze.
-Ach. I poczekaj osiem lat. Wtedy może zrozumiesz, o co mi chodzi. A jeśli nie… To cóż, masz naprawdę duże szczęście.


https://media.giphy.com/media/4zVFGozstXudG/giphy.gif

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1