Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1

#1 16-11-2019 o 18h53

Straż Obsydianu
Valeriane
Żołnierz Straży
Valeriane
...
Wiadomości: 647

.
https://i.imgur.com/xYCDnqk.png

                                                                Kapłanki nigdy dotąd nie były tak potrzebne jak dzisiaj.
                                                                W czasach wojny, która rozszarpała kraj i nakazała walczyć braciom przeciwko sobie, w czasach śmierci, roz-
                                                            paczy  i przerażenia.  A kiedy znikąd nadziei,  ludzkość od zarania wieków kieruje  błagalne spojrzenia na monu-
                                                            mentalne świątynie i zasiadające w nich wyrocznie.
                                                                Niestety tym razem nie tylko wierny lud szuka pomocy w rozczytaniu przeznaczenia. Czciciele nie zawahają
                                                            się przed niczym, żeby posiąść władzę, jakiej nie powinien mieć żaden człowiek.



Sumiko & Val
https://i.imgur.com/OYqlqq8.png


_________. .__T O   L O V E   I S     T O   D E S T R O Y
https://78.media.tumblr.com/dbcc5471449ac9ed4ea835bcf39f5d2d/tumblr_p2m6tbY2zg1we2qvuo5_400.gif https://78.media.tumblr.com/b20a2c8bb697d76ff65f3857bf9c7314/tumblr_p2m6tbY2zg1we2qvuo6_400.gif
                                                                                                  T O   B E   L O V E D   I S   T O   B E   T H E   O N E   D E S T R O Y E D

Offline

#2 17-11-2019 o 13h20

Straż Absyntu
Sumiko
Młody rekrut
Sumiko
...
Wiadomości: 22


T h e   g o d s   w i l l   f a v o r   t h o s e   w h o   d a r e   t o   s e e  , c o u r a g e o u s l y  , f o r   d e s t i n y  ~
https://fontmeme.com/permalink/191119/4f28623bbae835bd031d123cd38be124.png
https://naforum.zapodaj.net/images/e85b2d75f355.jpg

Cerissa, zwana P Y T H I Ą || Kapłanka w świątyni Apollina w Delfach || 20 lat || jedyna córka ateńskiego generała Mythiosa, bliźniaczka Cassiusa ||
167 cm wzrostu || Drobna, krucha sylwetka || Długie, złociste włosy || Brązowe oczy || Jasna cera ||

Przyszła na świat w Atenach, lecz spędziła tam ledwie trzy lata życia, by później trafić do delfickiej świątyni przez wzgląd na słowa, które nagle padały z jej ust; kapłani zgodnie ogłosili, że przez dziewczynkę przemawiają bogowie. Kapłanki wychowały ją za zamkniętymi drzwiami, i gdy skończyła piętnaście lat zaczęła wieszczyć dla ludzi. Jej dar i największe przekleństwo jednocześnie przysporzyło Cerissie wiele cierpienia; najgorszym było zdecydowanie odcięcie od rodziny. Wojna pomiędzy Atenami a Spartą, zwana peloponeska sprawiła, że ojciec i brat od ponad roku przebywają na froncie. Nosi przydomek Pythii z dumą zabarwioną smutkiem, gdyż nigdy nie będzie miała własnej rodziny. Kapłanki bowiem nie mogą kochać; ich egzystencja należy do bogów.

Ostatnio zmieniony przez Sumiko (23-11-2019 o 22h21)



https://66.media.tumblr.com/6719eec3bfd2dc5b9abf928b689a9641/tumblr_p42jq38ZPh1s01gf9o7_250.gifv https://66.media.tumblr.com/7b97b630d6893462fecd09f12e16534a/tumblr_p42jq38ZPh1s01gf9o4_250.gifv https://66.media.tumblr.com/057324a507329d8c73c9120e54f514e9/tumblr_p42jq38ZPh1s01gf9o3_250.gifv

Offline

#3 17-11-2019 o 19h47

Straż Obsydianu
Valeriane
Żołnierz Straży
Valeriane
...
Wiadomości: 647

https://i.imgur.com/jDBmN7w.png

trzydzieści dwa lata    urodzony mroźnej nocy początkiem stycznia    heteroseksualny mężczyzna     od trzech lat wdowiec
Spartański wojownik oraz najemnik, który dla pieniędzy walczy po obu stronach konfliktu             pochodzi z biednej rodziny
ma  siedmioro rodzeństwa,  ale  przez życie  w podróży  w poszukiwaniu  zleceń  praktycznie  nie zna  najmłodszych z  nich
śniada karnacja, opalona skóra          bladoniebieskie tęczówki mocno kontrastujące z resztą twarzy nadają jej groźny wyraz
półdługie, czarne włosy opadające na czoło        zazwyczaj nosi kilkudniowy zarost lub brodę        185 centymetrów wzrostu
85 kilogramów         liczne blizny na całym ciele         mięśnie wyrzeźbione przez lata ćwiczeń, walki i ciężkiej pracy fizycznej

Ostatnio zmieniony przez Valeriane (20-11-2019 o 18h23)


_________. .__T O   L O V E   I S     T O   D E S T R O Y
https://78.media.tumblr.com/dbcc5471449ac9ed4ea835bcf39f5d2d/tumblr_p2m6tbY2zg1we2qvuo5_400.gif https://78.media.tumblr.com/b20a2c8bb697d76ff65f3857bf9c7314/tumblr_p2m6tbY2zg1we2qvuo6_400.gif
                                                                                                  T O   B E   L O V E D   I S   T O   B E   T H E   O N E   D E S T R O Y E D

Offline

#4 21-11-2019 o 00h10

Straż Absyntu
Sumiko
Młody rekrut
Sumiko
...
Wiadomości: 22

..................................................................................https://fontmeme.com/permalink/191119/4f28623bbae835bd031d123cd38be124.png

     Słońce powoli zachodziło, muskając ostatnimi promieniami ciepła całe Delfy. Ludzie szykowali się do snu, zamykając ostatnie otwarte stragany i sprowadzając do zagrody bydło wypasane na okolicznych polach. Można by pomyśleć, że to miasto nigdy nie zostało dotknięte przez toczącą się od lat wojnę między Atenami a Spartą; tylko wnikliwy obserwator zwróciłby uwagę na ateńskich żołnierzy patrolujących wąskie uliczki. Tylko ktoś, kto raz widział wojnę, miał odwagę spojrzeć im w twarz i nie zadrżeć na widok pustych oczu.
     Mówiło się, że bogowie decydowali o wszystkim. Mojry codziennie plotły ścieżki ludzkiego losu, głuche na prośby malutkich na dole. Niekiedy nawet najhojniejsze ofiary składane bogom nie odnosiły skutku; długie modły, wznoszone przez kapłanów, pozostawały bez odpowiedzi. I tylko jedno źródło wiary w całej wielkiej Grecji znane było z głoszenia prawdy, jakkolwiek bolesna by ona nie była. Dzień w dzień setki ludzi zjeżdżało do Delf, by mieć okazję chociaż na chwilę stanąć przed Pythią i zadać jej pytanie. Czekali cierpliwie wiele dni, niekiedy nawet tygodni. Często wracali do domu z pustymi rękami, bo wieszczka nie znała odpowiedzi na każde pytanie.
     Nie mieli pojęcia, jak często nie wiedziała niczego.
      Wizje przychodziły i odchodziły wedle swej własnej woli. Cerissa przywykła do tego stanu rzeczy; była jedynie słomianą laleczką w rękach potężnych sił, nad których pochodzeniem nigdy się nie zastanawiała. Z biernością akceptowała swój los i pozwoliła na to, by ten rządził jej życiem w sobie tylko znany sposób. Spędziła w świątyni Apollina większość swojego życia, z dala od ojca i brata bliźniaka, swej jedynej rodziny. Matka zmarła, wydając dzieci na świat. W chwilach słabości lubiła myśleć, że to rodzicielka czuwa nad poczynaniami córki gdzieś z odległego Elizjum.
     Gdy zapadł zmierzch, młoda kapłanka odmówiła ostatnie modlitwy w swojej komnacie sypialnianej, kłaniając się nisko przed niewielkim ołtarzykiem. I chociaż dzisiejszego dnia wysłuchała już wielu wiernych, pora odpoczynku wciąż była daleko.
     Coś złego, niemal pierwotnego, wisiało w powietrzu.
     Cerissa powolnym, lekkim krokiem udała się do serca świątyni. Odziana w śnieżnobiałą szatę, ze złotymi ozdobami wplecionymi w związane w warkocz włosy, wyglądała czysto i niewinnie, niemal dziecięco. Wygląd - oto kolejna rzecz, na którą nie miała wpływu. Pythia reprezentowała sobą wolę bogów, więc uroda miała bardzo ważne znaczenie dla jej "profesji". Ten drobny szczegół był jednak ważny tylko dla kapłanek, które asystowały jej dzień w dzień, by finalnie osobą dziewczyny jednać sobie wiernych.
     O tej porze w teorii nie powinna już wieszczyć, lecz pewnym osobom nie odmawiało się nigdy. Młoda kapłanka poczuła dreszcz przebiegający po plecach, gdy usiadła na wysokim krześle tuż u stóp ogromnego posągu Apollina. Zapach płatków kwiatów, rozsypanych na zimnej, kamiennej posadzce i tych pływających swobodnie w misach z wodą, na co dzień był słodki i przyjemny; tego wieczoru jednak drażnił nieprzyjemnie nos złotowłosej. Siedziała sztywno wyprostowana i czekała, gestem dłoni odsyłając kręcące się w pobliżu niewolnice. Jedynie Arystia, starsza kapłanka, stanęła tuż obok. Na krótki moment płonące w świątyni pochodnie przygasły jakby za sprawą sił wyższych. Dziewczyna starała się zamaskować strach i udało jej się zachować kamienną twarz, gdy światło rozbłysło ponownie, ukazując dziesięć zamaskowanych postaci w czarnych jak noc szatach.
     Dzisiaj była gotowa na wizytę Czcicieli. Przewidziała to.
     - Jesteś winna wyjaśnienia, kapłanko - odezwał się ten z nich, który mówił zawsze; wysunął się nieco do przodu, pozostawiając towarzyszy w tyle. Nie miała pojęcia z kim miała do czynienia, lecz coś w głosie owego rozmówcy nakazało jej myśleć, że przewodził reszcie. - Wczoraj do waszej świątyni zawitał spartański kapitan. Miałaś nakazać mu niezwłoczny podbój Beocji, a dzisiaj dowiaduję się, że wycofał swe wojska... Zaiste, ciekawe jak do tego doszło.
     Nie pozwoliła, by jawna kpina w głosie Czciciela wytrąciła ją z równowagi. Zacisnęła pełne usta i poczuła dłoń Arystii na swym ramieniu, zupełnie jakby kapłanka próbowała ją ostrzec.
     Zignorowała jej niemą prośbę.
     - Nie będę głosić kłamstwa - głos młodej dziewczyny przeciął wielką salę wyjątkowo ostrą nutą, której sama się po sobie niespodziewała. - Atak na Beocję przypieczętowałby wiele istnień, których czas jeszcze nie nadszedł. Uszanujcie wolę bogów i odejdźcie, nie zakłócając więcej spokoju tego świętego miejsca.
     Mówiła władczo i dziwnie spokojnie, jakby całe życie nie czyniła nic innego tylko zwracała się do ludzi w ten sposób. Poniekąd było to prawdą, ale Cerissa tym razem chciała pokazać, że posiada coś takiego jak wolna wola, że sprzeciw i bunt są możliwe nawet w jej przypadku. Mężczyzna cmoknął niezadowolony i nie skomentował słów brązowookiej; uniósł lekko rękę i dwukrotnie skinął dłonią w niezrozumiałym dla kapłanki geście.
     Gdy z cienia wyłonili się zamaskowani gwardziści w srebrzystych zbrojach, wreszcie pojęła grozę tej chwili.
     - Pamiętaj, że miałaś wybór, dziewczynko. Pamiętaj o tym, gdy odnajdziemy twego ojca i brata, w prezencie przysyłając ci ich głowy. Pamiętaj, ilekroć spojrzysz na tę salę, za moment skąpaną we krwi, ku czci Kosmosa - gdy padły te konkretne słowa, kolejni gwardziści wychodzili z ukrycia; niektórzy ciągnęli za sobą inne kapłanki i służki, zapłakane, z rozerwanymi niemal do końca szatami. Dziewczyna poczuła, jak panika w zastraszającym tempie przejmuje kontrolę nad dotąd nieruchomym ciałem. Zerwała się z miejsca, szybko łapiąc oddech.
     - Ja... nie rozumiem... to nie miało się stać... - wyszeptała do siebie, kompletnie oszołomiona. I nim się obejrzała, przywódca pokonał liczne schody i znalazł się tuż przy niej, wymierzając jej policzek z taką siłą, że wylądowała na posadzce. Kątem oka widziała, jak mieczem przeszywa postać Arystii, obserwowała ze zgrozą, jak stara kapłanka osuwa się na ziemię lekko, jakby we śnie. Krzyknęła w bezsilnej złości i ogromnym żalu, próbując się podnieść. Gdy Czciciel chwycił ją za ramię i dźwignął do pionu, nie protestowała. Z rozciętej wargi płynęła krew, policzek piekł ją żywym ogniem, ale w tym momencie, ze łzami błyszczącymi w brązowych oczach, była absolutnie wręcz spokojna. Znała nadchodzące odczucie osłabienia, które za każdym jednym razem zwiastowało to samo.
     Nowa wizja objawiła się w najmniej niespodziewanym momencie.
      Widzi mężczyznę odzianego w czerń, z twarzą ukrytą za kapturem... Nie chce tu być, lecz los kieruje jego kroki właśnie tutaj... Widzi świątynie jego oczami, czuje niepokój nieznajomego wywołany swoim własnym krzykiem, chwilę temu... Stawia kroki niemal na równi z nim, również sięga dłonią do pasa jak on, by ująć miecz... Jest    n i m.... Skrada się bezszelestnie, omija główne drzwi... Dostrzega zamaskowanych strażników na warcie... Unosi miecz i ....
     Zachwiała się na nogach i upadła ponownie, gdy rozwścieczony napastnik puścił ją gwałtownie. Uniósł zakrwawione ostrze nad głowę, gotów zadać ostateczny cios. Zamknęła oczy, czekając na cud.

Ostatnio zmieniony przez Sumiko (21-11-2019 o 00h11)



https://66.media.tumblr.com/6719eec3bfd2dc5b9abf928b689a9641/tumblr_p42jq38ZPh1s01gf9o7_250.gifv https://66.media.tumblr.com/7b97b630d6893462fecd09f12e16534a/tumblr_p42jq38ZPh1s01gf9o4_250.gifv https://66.media.tumblr.com/057324a507329d8c73c9120e54f514e9/tumblr_p42jq38ZPh1s01gf9o3_250.gifv

Offline

#5 21-11-2019 o 21h06

Straż Obsydianu
Valeriane
Żołnierz Straży
Valeriane
...
Wiadomości: 647

__________________________https://i.imgur.com/MQDNtY9.png

        Darius ściągnął wodze i wstrzymał kasztanowego wierzchowca na szczycie wzniesienia. Koń, choć poruszali się wyłącznie stępa, miał przez tę wspinaczkę mokrą od potu szyję, brzuch i zad, a z pyska ściekała mu piana. Duszny, śródziemnomorski upał przylepił koszulę mężczyzny do pleców i torsu, a mokre włosy do czoła. Darius wybrał względnie łagodne zbocze do podejścia, ale górzysty teren Aten nie pomagał w wędrówce, nawet jeśli słońce już chyliło się ku zachodowi tuż nad horyzontem poprzecinanym górzystym ukształtowaniem terenu. Zabarwiło ono niebo ciepłymi kolorami, wyrysowało krwistoczerwoną łunę gładko przechodzącą w pomarańcze i róże rozlane na całym firmamencie. Świat wyglądał jakby stanął w płomieniach – promienie spływały się na ziemię, odbijając od czerwonych dachówek i pobielonych ścian przyciskających się do siebie budynków tworzących miasto daleko w dole, u podnóża gór. Rozległe zabudowania wyraźnie dzieliły się na bogatą, piękną nawet z tej odległości dzielnicę oraz slumsy rozsypane dookoła niej. A nad wszystkim górowała wzniosła, piękna świątynia – dzieło światowej sławy architektów i chluba budowniczych.
        Oto one. Delfy. Po wielu dniach wyczerpującej podróży wreszcie był u celu i poczuł nieprzyjemny, dobrze sobie znany ucisk w okolicy żołądka.
        Nie zamierzał wracać. Nie chciał wracać do kapłanek i do świątyni, której tyle zawdzięczał, gdzie wiele lat temu – tak dawno, że zdawało się to być w poprzednim wcieleniu, choć od dawna nie był już tamtym człowiekiem – uratowano mu życie. Kapłanki wyrwały go ze szponów śmierci w chwili, w której już się jej poddał. Był młody, ale do dziś pamiętał tamto wrażenie, które wyrysowało swój wzór w świadomości; pragnienie odpoczynku i niemal zasmakowanie go w całości. Ciężar, który przyjemnie osiadał na kończynach w chwili, w której kolejny raz tracił świadomość i kiedy już czuł, że tym razem straci ją na zawsze.
        Tak wiele się zmieniło w jego życiu. Tak wiele. A jednak wciąż pamiętał. Teraz, po latach pragnął odpoczynku nawet bardziej, tak jak tylko mógł pragnąć spotkania z tymi, których ta ziemia od lat nie nosiła i których krew tak łapczywie wypiła.
        Nagle zerwał się lekki podmuch wiatru i choć zakołysał suchymi, pożółkłymi trawami porastającymi gdzieniegdzie zbocze w małych, żałosnych kępkach, to nie przyniósł nawet odrobiny ulgi jeźdźcowi ani zwierzęciu. Darius zmusił się do ruchu. Szturchnął konia piętami, dodatkowo zachęcając cichym cmoknięciem, a ten wyrwał się do przodu. Z większą chęcią i werwą schodził w dół zbocza, prosto do płonącego miasta, gdzie ludzie szukali odpowiedzi na pytania, których nigdy nie powinni byli zadać.
        Zatrzymał się w gospodzie znajdującej się na granicy slumsów i właściwego miasta. Choć było tu niebezpieczniej niż w bogatej dzielnicy, Darius nie wahał się długo – cały swój dobytek zawsze nosił przy sobie. Miecz i nóż myśliwski miał przytroczone do pasa i nigdy się z nimi nie rozstawał, a sakiewkę z pieniędzmi i drobiazgami trzymał w wewnętrznej kieszeni koszuli, bezpiecznej od grasujących wszędzie drobnych złodziejaszków czyhających na naiwnych wędrowców. Rzeczy trzymane w sakwach przy siodle były tym, z czym nie szkoda było mu się rozstać, natomiast bardziej martwił się o samo zwierzę – czy odpowiednio się nim zaopiekują i czy dostanie porcję owsa po ciężkiej wędrówce. Z resztą, nawet gdyby nie wszystko wyżej wymienione, i tak nie zatrzymałby się w jednej z tych drogich gospód, gdzie w cenie pokoju można było wybrać Delficką kurtyzanę, bo zwyczajnie nie miał pieniędzy na nic ponadto.
        — Zajmiemy się, panie, waszym wierzchoooo-
        Właściciel, trzymający konia za uzdę i do tej pory raczej przyglądający się mu spojrzeniem oceniającym, za ile by poszedł u mieszczan niż zmartwionym stanem zwierzęcia, nagle zaciął się i przeciągnął ostatnią sylabę, a następnie po prostu urwał i pozostał tak z otwartymi ustami.
        Darius obrócił się niechętnie przez ramię, nie rozplatając rąk skrzyżowanych na piersiach. Wiedział, kogo tam zobaczy; kto wprowadził gospodarza w taki stan zaskoczenia, że aż się zaciął. Alecto była jedną z wyższych kapłanek w świątyni Apollina w Delfach, osobą, której nie spotykało się tak po prostu na ulicy, a już na pewno nie kimś, kogo można było zobaczyć na tyłach podejrzanej karczmy mieszczącej się w slumsach. I, jak się składało, była również starą znajomą Dariusa oraz osobą, której był winien życie.
        — Witaj — odezwała się melodyjnym głosem, przechylając lekko głowę w ten sposób, że kasztanowe loki opadły z ramienia na pierś skrytą pod jedwabną, powłóczystą suknią.
        Chociaż musiała mieć już ponad czterdzieści lat, urodą biła na głowę niejedną zdrową dwudziestolatkę i Darius wiedział, że brak pracy fizycznej oraz stresu związanego z codzienną potrzebą wykarmienia rodziny jej w tym pomagał. Wystarczyło, że machnęła lekceważąco dłonią w stronę gospodarza – nawet w tym ruchu uczynionym od niechcenia było więcej gracji niż w niejednym zmysłowym tańcu – żeby zmył się wraz z koniem. I żeby w myślach przepraszał wszystkich bogów za knucie o nielegalnej sprzedaży zwierzęcia, a także gorąco przyrzekał, że będzie najlepszym opiekunem, jakiego nosiła ziemia.
        — Alecto — odpowiedział Darius, prostując się i stając z kapłanką twarzą w twarz, kiedy już spojrzeniem odprowadził oszusta. — Nie musiałaś się fatygować tutaj osobiście jeśli chciałaś...
        — Mylisz się. Nic nie rozumiesz — przerwała mu ostro, a później zacisnęła usta w taki sposób, że Darius poczuł ukłucie panicznego przerażenia. Taki grymas na twarzy zwykle panującej nad sobą kapłanki nie mógł zwiastować niczego dobrego. Poza tym przyzwyczaił się, że zwykle wiedziała co on chce powiedzieć i że jednocześnie mówiła w sposób, którego nie rozumiał. — Obietnica została złamana. Krew. Wszędzie krew...
        Pokręciła głową i spuściła wzrok. Zauważył na jej policzku pojedynczą, srebrzystą łzę, kiedy znów podniosła na niego spojrzenie. Tym razem było twarde i ostre niczym miecz, który nosił u boku. Darius poczuł jak materiał, który już zdążył przeschnąć po podróży znów lepi mu się do ciała za sprawą potu występującego na całych plecach od tego jednego spojrzenia.
        — Uratuj złote dziecko — wręcz wycharczała, dopadając do niego i łapiąc za poły koszuli. — Życie za życie. Dług zostanie spłacony, a przewinienie odpuszczone tak długo, jak będzie żyło.   M u s i s z  utrzymać ją przy życiu, słyszysz? Uratuj ją... Idź! — szept raptownie przeszedł w krzyk, a brzmiała w nim chłodna stal i dźwięk tysiąca innych głosów skumulowanych w jedną, paniczną prośbę.
         Pchnęła go tak mocno, że zachwiał się i zrobił kilka kroków do tyłu z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy. Sama kobieta z pewnością nie miała tyle sił, żeby zachwiać równowagę wysokiego, postawnego mężczyzny, na dodatek wojownika. Zdziwienie Dariusa szybko przerodziło się w strach, a strach w niechęć. Pragnął się wycofać, umyć ręce od wszystkiego, co zaszło. Chciał też zapytać o coś więcej, zrozumieć choć słowo z jej pozornie bezsensownej paplaniny – sam nie wierzył w przesądy i wyrocznie, nie od kiedy kapłanki wydarły go z objęć śmierci - ale zrozumiał, że od Alecto niczego się już nie dowie. Kołysała się na boki z niewidzącym spojrzeniem utkwionym w krwistoczerwonym niebie, powtarzając tylko w kółko tylko trzy słowa niczym upiorne zaklęcie: „Uratuj tą dziewczynę.”
        Nie wierzył. Ale nie chodziło o to, w co wierzy. Od lat miał do spłacenia dług, a ten wisiał nad nim, burzył spokój każdego ranka. Alecto nie mogła mówić o niczym innym, nawet w tym chorobliwym, przerażającym stanie. A jeśli mówiła, Darius z irytacją stwierdził, że to nie jego wina jeśli opatrznie ją zrozumiał. Kiedy biegł uliczkami w górę, w stronę świątyni – najpierw przeciskając się przez tłumy, a im bliżej budowli, tym coraz dziwniej opustoszałymi drogami – czuł,  jak w podbrzuszu rodzi się wściekłość. Rzadko miewał ten stan; zazwyczaj nic nie mogło go wyprowadzić ze stabilnej równowagi, z którą przemierzał świat wzdłuż i wszerz. Aż nagle...
        K r z y k .
        Przeszył ciszę, wbił się prosto w czaszkę mężczyzny, który na moment zwolnił bieg – a ten w międzyczasie stał się szaleńczym pędem wyciskającym resztki sił z płuc. Zawahał się. Krok. Jeden, drugi, w górę po schodach świątyni. Wyjął miecz z pochwy z przeraźliwym sykiem stali o stal, ruchem tak wprawnym i pewnym jak nic innego na świecie. Miecz był jego naturalnym przedłużeniem ręki, czymś, co zapewniało uczucie bezpieczeństwa i dodawało otuchy. Zauważył dwóch strażników; zabicie ich bezszelestnie nie było dla niego żadnym wyzwaniem. Wybrał boczną drogę. Nie myślał wcale, w głowie miał kompletną pustkę. Czuł się, jakby ktoś inny pociągał za sznurki umocowane w każdej komórce jego ciała. I po raz pierwszy od lat poddał się temu wrażeniu.
        Przeszedł dobrze znaną z dzieciństwa dróżką prowadzącą do bocznych, tajemnych drzwi do świątyni, których używały wyłącznie kapłanki Apollina i tamtędy wślizgnął się do środka. Obraz, który tam zastał przeszedł jego najśmielsze wyobrażenia. Nie chodziło o krew ani trupy kapłanek – ale o mężczyznę stojącego nad kobietą o lśniących w ciemności, blond włosach, stojącego z mieczem w dłoni i zamachującego się do zadania śmiertelnego ciosu. Darius rzucił się do przodu na oślep, nie słysząc własnego gardłowego wrzasku wydobywającego się z samego dna krtani. Jedno cięcie przez plecy zwaliło okutanego w czarny płaszcz napastnika z nóg. Obrócił się, wykorzystał zamach i przedłużył go w cios, którym rozchlastał brzuch następnego, stojącego najbliżej. Sparował atak i gwałtownie dźgnął na oślep w przód.
        Reszty walki nie pamiętał, owładnięty bitewnym amokiem, kiedy już wychodził z dziewczyną w ramionach tym samym bocznym wejściem do świątyni. Dotarł do najbliższych zabudowań, dysząc głośno, ale i tam nie zwolnił szaleńczego biegu mimo kolejnych potknięć zmęczonych od walki i dodatkowego ciężaru nóg. Nigdzie nie byli bezpieczni. Tylko ta jedna myśl szybowała mu nad innymi myślami niczym sęp o rozłożystych skrzydłach nad porzuconą przez drapieżniki padliną. W końcu dotarł do miejsca, w którym miał się zatrzymać na noc i tam niemal potrącił samego właściciela dobytku.
        — Siodłaj mi dwa konie.
        — Ale, panie...
        — DAWAJ MI KONIE! — ryknął na mężczyznę, czując, jak resztki cierpliwości wymykają mu się spomiędzy palców.
        Oboje cali byli brudni od posoki, Darius był też ranny w kilku miejscach, choć nie na tyle poważnie, aby się tym przejąć. Miał w ramionach nieprzytomną, drobną dziewczynę; kapłankę, można to było ocenić na pierwszy rzut oka. Ale w d**** miał to, jak to wygląda. Jeszcze głębiej miał pozory i zdrowie psychiczne wieśniaka.

Ostatnio zmieniony przez Valeriane (23-11-2019 o 10h46)


_________. .__T O   L O V E   I S     T O   D E S T R O Y
https://78.media.tumblr.com/dbcc5471449ac9ed4ea835bcf39f5d2d/tumblr_p2m6tbY2zg1we2qvuo5_400.gif https://78.media.tumblr.com/b20a2c8bb697d76ff65f3857bf9c7314/tumblr_p2m6tbY2zg1we2qvuo6_400.gif
                                                                                                  T O   B E   L O V E D   I S   T O   B E   T H E   O N E   D E S T R O Y E D

Offline

#6 23-11-2019 o 23h36

Straż Absyntu
Sumiko
Młody rekrut
Sumiko
...
Wiadomości: 22

..................................................................................https://fontmeme.com/permalink/191119/4f28623bbae835bd031d123cd38be124.png

     Sekundy trwały niemal tyle samo, co godziny. Jak długo mogła trwać niepewność i oczekiwanie na koniec? Czy istniała na świecie miara, zdolna zmierzyć te odczucia wzdłuż i wszerz, podać ich wzór, dać logice coś, na czym mogłaby się oprzeć? Cerissa nie znała odpowiedzi na żadne z tych pytań. Chciała tylko, by to wszystko już się zakończyło. Nawet śmierć była lepsza od tej niepewności, która powolnie i systematycznie niemal łamała młodego ducha kapłanki, pozbawiając ją zupełnie sił.
     Koniec nie nastąpił.
     Powietrze rozdarł nagle krzyk, wściekły i wojowniczy; krzyk osoby, która nie ma nic do stracenia. Dziewczyna zadrżała i otworzyła oczy akurat w momencie, w którym ostrze nowoprzybyłego przecięło z precyzją jej oprawcę. Krew trysnęła na bladą twarz kapłanki i jej białą szatę; otworzyła szerzej oczy i zamarła z przerażenia, niezdolna wydobyć głosu z zaciśniętego ze strachu gardła. Wszystko działo się tak szybko, a ona była tak oszołomiona, że ledwo zdążyła przyjrzeć się bohaterowi. Serce zabiło szybciej, gdy zdała sobie sprawę, że to właśnie jego widziała ledwie chwilę temu, ogarnięta wizją.
     Nie miała odwagi, by rozejrzeć się po swoim domu i ujrzeć twarze wszystkich tych, którzy zginęli przez jej własny upór.
     Napięcie powoli opuściło ciało złotowłosej i momentalnie poczuła, że słabnie; przeniosła wzrok w dół, na swoje ubranie, na pokryte krwią dłonie... Widziała czerwoną kałużę, której krawędź dotarła już do jej kolan... Świat momentalnie zawirował, i poczuła, że traci przytomność.
     Odpłynęła w niebyt.
     Miała wrażenie, jakby leciała, szybowała gdzieś wysoko ponad świątynią; z początkowej, przygniatającej ją zewsząd ciemności wyłoniła się wizja... Nie, to nie było to. Wspomnienie. Zatarte i schowane gdzieś w głębi jej świadomości, by w końcu ponownie wytchnąć na wolność.
Widzi siebie jako dziecko, bawi się beztrosko wokół świątyni, powoli zapada wieczór... Słyszy nagle podniesione głosy kapłanek, jakieś zamieszanie, widzi Alecto z dłońmi umazanymi we krwi... Zbliża się do uchylonych przez nieuwagę kobiet drzwi... I widzi jego, leżącego nieruchomo, niemal bez życia na posłaniu...
     Walczyła ze sobą, chcąc się przebudzić. Udało jej się lekko uchylić powieki; na moment spojrzenie brązowych tęczówek Cerissy spotkało się z oczami mężczyzny, porażająco błękitnymi... Zupełnie jak wtedy, gdy...
     ... i wtedy nagle on otwiera oczy, pełne bólu i lęku, oczy o barwie morza i nieba, a coś w jego spojrzeniu nakazuje małej dziewczynce podejść bliżej, niemal bez lęku... Powoli wyciąga w jego stronę bladą rączkę i czuje, chociaż to uczucie jest dla niej niejasne, że tak od początku miało być...
     Powoli wracała do świadomości. Otworzyła ostrożnie oczy, mrugając parokrotnie i odzyskując świadomość własnego ciała. Wtem zdała sobie sprawę, że siedzi w siodle na końskim grzbiecie, plecami oparta o coś twardego. Nagle dostrzegła też silne, męskie ręce pewnie trzymające wodze wierzchowca, który parskał ze zmęczenia i zwolnił do lekkiego kłusu. Zerknęła przez ramię i znów zobaczyła mężczyznę, którego spotkała już przecież na swej drodze wiele lat temu. Trzymał ją w ramionach przez całą podróż, i ta myśl sprawiła, że mimowolnie oblała się rumieńcem.
    - Dziękuję... Ocaliłeś mi życie - głos miała zachrypnięty i cichy. Bardzo chciała zebrać myśli; poczuła się przygnieciona nadmiarem pytań, które pragnęła zadać. Jego postać wydała się dziewczynie tak opanowana, chłodna i odległa, że nie znalazła w sobie dość odwagi. Powoli wracały też do niej wydarzenia ze świątyni. Łzy mimowolnie zabłysnęły w brązowych tęczówkach i w końcu popłynęły po policzkach, a oddech przyspieszył w nagłym ataku paniki. - Zatrzymaj się, proszę! Zatrzymaj, zatrzymaj!
     Sama szarpnęła gwałtownie za wodze i koń stanął nagle, co wykorzystała, zeskakując z siodła. Błędnie oceniła własne siły, po chwili przekonując się o tym dość boleśnie, gdy niezdarnie upadła na ziemię. Szata kleiła się nieprzyjemnie do ciała, a zapach krwi był wszechobecny, zdawał się atakować kapłankę niemal z każdej strony. Podniosła się powoli, dopiero teraz zwracając uwagę na drugiego wierzchowca, najpewniej przyszykowanego właśnie dla niej. I dopiero ten widok uświadomił złotowłosą, że miała opuścić swój jedyny dom.
     Panika pogłębiała się z każdą sekundą, a adrenalina buzowała w jej żyłach niemal nieustannie. Z trudem powstrzymała odruch ucieczki... On jednak nie był wrogiem. Oblizała spierzchnięte usta i spojrzała prosto w te błękitne oczy, od których nie umiała znaleźć ucieczki.
     - Jak... Dlaczego... - widać było, że bardzo się miotała, nie potrafiąc znaleźć odpowiednich słów do ujęcia swych myśli. Otarła niedbale łzy wierzchem dłoni i odetchnęła, nakazując sobie absolutny spokój, którego wcale przecież nie czuła. - To koniec, prawda? Oni nie spoczną, dopóki mnie nie zgładzą. Nie mogę wrócić już do domu... - urwała i oparła się plecami o pobliskie drzewo, przenosząc wzrok na niebo. Noc była wyjątkowo ciepła, a czerń nieboskłonu usiana licznymi gwiazdami.
     - Co teraz ze mną będzie? - jej szept był tak cichy, że sama nie miała pewności, czy to usłyszał. Nie znalazła jednak w sobie na tyle odwagi, by znów spojrzeć na swego wybawiciela. Uratował ją, ale przecież nie był do niej uwiązany; perspektywa dalszego przebywania w towarzystwie osoby poszukiwanej przez Czcicieli przekreśliłaby i jego los. Zacisnęła drżące palce na skrawku szaty, i zaraz przeniosła spojrzenie na zakrwawione dłonie. Fizycznie nie czuła żadnego bólu, i w tej chwili uświadomiła sobie, że przecież nie zrobiła absolutnie nic, co nie dotyczyłoby jej samej... Wstyd ścisnął gardło kapłanki, gdy w końcu podeszła do mężczyzny, który również zeskoczył z siodła.
     - Jesteś ranny - ostrożnie dotknęła prawego ramienia towarzysza, dostrzegając rozcięcie mimo mroku i wszechobecnej czerwieni, której nadal zapach sprawiał, że kręciło się jej w głowie. - Mogę pomóc. Nieopodal powinno być jezioro, tam będzie prościej - kapłanki Apollina słynęły nie tylko z posiadania Pythii, lecz również ze swych umiejętności leczenia. I chociaż Cerissa nie była tak doświadczona jak cała reszta, instynkt podpowiadał, że to właśnie powinna zrobić - odwdzięczyć się. Czuła, że to zajęcie da ukojenie, którego tak szukała w tej właśnie chwili. I być może dostarczy sposobność do dłuższej rozmowy, od której miały zależeć ich losy, w tym momencie splecione w jedność.

Ostatnio zmieniony przez Sumiko (23-11-2019 o 23h38)



https://66.media.tumblr.com/6719eec3bfd2dc5b9abf928b689a9641/tumblr_p42jq38ZPh1s01gf9o7_250.gifv https://66.media.tumblr.com/7b97b630d6893462fecd09f12e16534a/tumblr_p42jq38ZPh1s01gf9o4_250.gifv https://66.media.tumblr.com/057324a507329d8c73c9120e54f514e9/tumblr_p42jq38ZPh1s01gf9o3_250.gifv

Offline

#7 29-11-2019 o 19h10

Straż Obsydianu
Valeriane
Żołnierz Straży
Valeriane
...
Wiadomości: 647

__________________________https://i.imgur.com/MQDNtY9.png

        Mężczyzna nie stawiał oporu, a kiedy w jego dłoniach wylądowała ciężka kabza z monetami brzęczącymi w ciszy nocy niczym dzwon, dodatkowo nawet się więcej nie odezwał i natychmiast zabrał się do roboty. Drachm było w niej zdecydowanie więcej niż wart był chuderlawy wierzchowiec, którego w pośpiechu zaczął oporządzać gospodarz, ale nie chodziło tylko o konia i potrzebny im środek transportu. Milczenie kosztowało.
        Jednocześnie Darius miał z tyłu głowy przykrą świadomość, że żadna kwota nie zamknie jego ust na zawsze, a już na pewno nie to, co właśnie mu zapłacił. Mógł mieć za to pewność, że będą go – ich – szukać.
        Teraz odsunął od siebie tą myśl i cenę, jaką przyjdzie zapłacić. Kobieta, którą trzymał w ramionach – a może raczej jeszcze dziewczyna? – zaczęła mu w nich nagle naprawdę ciążyć. I nie chodziło tylko o jej wagę ani powierzchowne rany, które zadali Dariusowi przeciwnicy podczas walki, a które uszczupliły jego siły. Teraz, kiedy szał bitewny trochę opadł, kiedy ten dziwny szum wypełniający głowę zniknął bez śladu i mężczyzna przestał mieć wrażenie, że coś kieruje jego ruchami, a gorączkowy pośpiech spowodowany przez trans Alecto opadł, na powierzchnię zaczęły wypływać wątpliwości. Ratował ją? Nie miał przecież pojęcia, kim była ta dziewczyna, nie wiedział z jakiego powodu znalazła się w świątyni, jaką miała rolę i czym zasłużyła na śmierć, którą Darius udaremnił. Nic o niej nie wiedział. Tak samo jak o sytuacji, w której się znalazł – nic poza tym, że niczym echo powracały do niego słowa Alecto; wykrzyczane, wyszeptane, wymamrotane, powtarzane. Musisz utrzymać ją przy życiu, powiedziała wtedy.
        Jeśli w ten sposób mam spłacić dług, niech tak będzie, pomyślał. Darius nie był szczególnie wierzący; właściwie nie odwiedzał świątyń, nie oddawał regularnej czci bóstwom ani nie składał ofiar. Ale miał swój honor i kodeks, których kurczowo się trzymał.
        Miał wrażenie, że jeśli odrzuciłby i to, prawdopodobnie straciłby resztki człowieczeństwa. Był płatnym zabójcą, który nie zadawał pytania „dlaczego”, jeśli mu tylko płacono. Najemnikiem zarabiającym na chleb poprzez odbieranie innym ludziom tego, co mieli najcenniejsze.
        — Panie. — Cichy głos wyrwał go z tego stanu. Zdał sobie sprawę, że gapi się bezwiednie na twarz dziewczyny umazaną krwią, że zapamiętuje te wzory, że zapisują mu się na powiekach niczym powidok słońca. Podniósł wolno wzrok na gospodarza. — Wszystko gotowe — ten kontynuował, jakby zachęcony spojrzeniem. — Pozwólcie, że pomogę z panienką, trzeba ją usadzić w...
        — Nie — uciął tonem ostrzejszym niż zamierzał, po czym chrząknął cicho i dodał łagodniej: — Sam sobie z tym poradzę. Dziękuję za wszystko co dla nas zrobiliście, gospodarzu.
        Myśl, że ktoś   o b c y   miałby jej dotknąć była obrzydliwa. Ta dziewczyna była kapłanką w Delfach i Darius wiedział z własnego doświadczenia, jak ważna była dla nich prywatność i intymność. Ale nie chodziło tylko o to; mężczyzna zwyczajnie bał się, że coś jej się stanie. Nie chciał i nie zamierzał powierzać własnego losu – przecież to jego kara i cena za dawną pomoc – w ręce pierwszego lepszego naciągacza z Delf. Dlatego też sam usadził dziewczynę na koniu i upewnił się, że nic jej nie grozi. Przez kilka sekund stał tak przy swoim wierzchowcu bez ruchu, tyłem do swojego dobroczyńcy, z przymkniętymi powiekami i opuszkami palców muskającymi zewnętrzną stronę uda kapłanki.
        A później, w zupełnej ciszy zakłóconej tylko przez cichy syk miecza o pochwę, płynnie odwrócił się z stronę mężczyzny i [fragment na pw] Kiedy mężczyzna upadł – nie wydawszy żadnego dźwięku poza zduszonym jękiem – Darius zrobił krok do przodu i schylił się, aby wyrwać spomiędzy jego palców kabzę wypełnioną drachmami zanim ubroczy się posoką. Następnie, nie oglądając się za siebie, płynnie wskoczył na siodło. Pewnie objął kapłankę w pasie i popędził konie.
        Taka była cena milczenia.

        Zdołali odjechać na odległość zapewniającą jedynie ułudę bezpieczeństwa, kiedy dziewczyna się przebudziła. Darius wyłapał ten moment, mimo że siedziała tyłem do niego i nie mógł dostrzec jej twarzy, ponieważ poczuł jak spinają się jej mięśnie i jak sztywnieje w siodle. Przez chwilę zdawało mu się nawet, że wstrzymuje powietrze w płucach. Nijak nie odpowiedział na podziękowanie, które padło z jej ust jako pierwsze, po części dlatego, że w swojej opinii wcale na nie nie zasługiwał. Zrobił tylko to, co robił od zawsze – czyli co mu kazano.
        Nie powstrzymywał jej, kiedy zaczęła się miotać, ani nawet wtedy, gdy tak brutalnie szarpnęła za wodze bogom ducha winnego wierzchowca Dariusa. Ogier zatańczył w miejscu, wyraźnie niezadowolony z takiego traktowania, ale tego wojownik nie zauważył prawie wcale – skrócił tylko odruchowo i dość stanowczo wodze – bo skupiony był na kapłance. Zeskoczył z konia zaraz po niej, przekładając skórzane paski obu zwierząt do prawej dłoni. W milczeniu patrzył, jak emocje rozszarpują dziewczynę od środka. Nigdy nie był dobrym pocieszycielem.
        — Prawda — odezwał się wreszcie spokojnie, jednocześnie gorączkowo rozmyślając, jak najłagodniej przekazać dziewczynie pewien oczywisty fakt wykraczający poza jej niemożność powrotu do domu. W końcu się poddał, nie znalazłszy żadnych delikatnych słów. — Będą nas szukać, to pewne. Nie chodzi jednak tylko o twój dom... W wielu miejscach już nie będziemy bezpieczni, w wielu innych nie będziemy mogli się pokazać w ogóle. — Jak łatwo przychodziło mu teraz mówić „my”, nawet jeśli od zawsze był tylko „on”; jego zlecenia, jego praca i jego podróż, której z nikim nigdy nie dzielił na dłużej.
        Co teraz z nią będzie?
        I na to pytanie Darius nie miał odpowiedzi. Alecto nie była łaskawa przekazać żadnych istotnych informacji poza tym, że dziewczyna jest w niebezpieczeństwie i to on ma ją z jego objęć wyszarpać. Nie powiedziała natomiast gdzie się spotkają, ba, nawet zostawiła wskazówki, gdzie można będzie jej szukać teraz, kiedy jej przyszłość w Delfickiej świątyni stanęła pod znakiem zapytania. Z resztą, dziewczyna miała rację: i tak nie mogli tam wrócić.
        Wzdrygnął się, gdy kapłanka dotknęła jego skóry, jednocześnie uświadamiając mu okropne pieczenie promieniujące na całą rękę i połowę torsu z rany ciętej po zewnętrznej stronie ramienia. Skrzywił się brzydko i odsunął od niej, wcale się z tym gestem nie kryjąc i nie zważając na jej uczucia. Nie życzył sobie tak bliskiego kontaktu bez żadnej wyraźnej konieczności; jego rana się do tej grupy nie zaliczała.
        — To nic wielkiego, ale masz rację. Znajdźmy jakiś odległy, zaszyty przed wścibskimi spojrzeniami brzeg jeziora, w którym moglibyśmy wypłukać siebie i szaty z krwi. A skoro potrafisz, tam też zszyjesz mi ranę. Nie powinniśmy stać bezczynnie na otwartej przestrzeni i bezsensownie narażać się na nakrycie. Ruszajmy — zarządził cicho i nie czekając na nic więcej, odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę zarośli wraz z dwoma wierzchowcami. Zerkając kątem oka upewnił się, że dziewczyna podąża za nim. Od teraz miała być pierwszą i najważniejszą osobą, którą należało się przejmować; jak cenny ładunek, którego nie można było zgubić ani uszkodzić.
        Po niedługich poszukiwaniach, w końcu znaleźli odpowiedni brzeg, gdzie rzadki lasek prawie wcinał się w brzeg jeziora i zapewniał jako taką ochronę przed znalezieniem. Wtedy Darius uwiązał do jednego z cieńszych pni wierzchowce, wyjął z sakw wszystko, co było potrzebne do polowej operacji i odwrócił się w stronę kapłanki z cichym westchnieniem. Zmęczenie i ból dawały mu się we znaki.
        Zrzucił wierzchnią zbroję i usiadł na zwalonym drzewie tworzącym swego rodzaju siedzisko. Skinął dziewczynie, żeby zrobiła to samo, po czym podciągnął rękaw, sycząc pod nosem, kiedy materiał zahaczył o ranę.
        Ale zanim kapłanka zaczęła cokolwiek robić... Darius musiał wiedzieć.
        — To pytanie może okazać się nie na miejscu — urwał na moment, jakby zastanawiał się nad doborem słów, po czym kontynuował: — i może stawiać mnie w nieodpowiednim świetle jako twojego bohatera. — Uśmiechnął się krzywo. Nie był niczyim bohaterem, wiedział o tym aż zanadto dobrze. — Ale... Kim ty jesteś?
        Miękko zadał to pytanie, spoglądając jej głęboko w oczy. Mrok nocy rozświetlał tylko nikły, srebrnawy blask odległego księżyca i jeszcze dalszych gwiazd, rysując blady zarys jej twarzy umazanej krwią.
        Nie chodziło tylko o imię, którego nie znał. Właściwie ono interesowało go z całej jej historii najmniej.

Ostatnio zmieniony przez Valeriane (29-11-2019 o 19h13)


_________. .__T O   L O V E   I S     T O   D E S T R O Y
https://78.media.tumblr.com/dbcc5471449ac9ed4ea835bcf39f5d2d/tumblr_p2m6tbY2zg1we2qvuo5_400.gif https://78.media.tumblr.com/b20a2c8bb697d76ff65f3857bf9c7314/tumblr_p2m6tbY2zg1we2qvuo6_400.gif
                                                                                                  T O   B E   L O V E D   I S   T O   B E   T H E   O N E   D E S T R O Y E D

Offline

#8 07-12-2019 o 00h16

Straż Absyntu
Sumiko
Młody rekrut
Sumiko
...
Wiadomości: 22

..................................................................................https://fontmeme.com/permalink/191119/4f28623bbae835bd031d123cd38be124.png

     Słowa często niosły ukojenie. Jako kapłanka Cerissa zdawała sobie sprawę z tego faktu lepiej niż inni. Ludzie szukali u niej tylko i wyłącznie pociechy; zadawane pytania niosły ze sobą wątpliwości, które tylko ona potrafiła rozwiać. Aż nazbyt często dochodziło do sytuacji, że bogowie postanowili nie obdarzać jej wizją. Podróżnicy z różnych zakątków wielkiej Grecji wracali do domów z pustymi rękami, uznając to i tak za lepsze niż proroctwo głoszące porażkę lub śmierć. A takich, szczerze mówiąc, miała aż w nadmiarze.
     Nigdy jednak nie skłamała.
     Teraz czuła jedynie wyczerpanie. Pragnęła wrócić do świątyni, do miękkiego łoża i kwiatowego zapachu, do miejsca które od dziecka nazywała domem. Jej własna przyszłość pozostawała pod znakiem zapytania, a bogowie milczeli uparcie, nie chcąc zdradzić dziewczynie jej własnego losu. Nigdy w życiu o to nie prosiła. Tym razem jednak odmówiła w myślach krótką modlitwę skierowaną do Ateny, by ta strzegła losów jej i nieznajomego bohatera; nieznajomego jedynie z imienia. Widziała go w swoich wspomnieniach tak wyraźnie, jak teraz, mając go tuż przed oczyma. Na twarzy mężczyzny dostrzegła drobne, zaschnięte plamki krwi i wyraz świadczący o zmęczeniu. Nie bała się go, chociaż przecież powinna. 
     Słowa, które skierował w kierunku złotowłosej wyrwały ją wreszcie z tego dziwnego stanu odrętwienia, w który zapadła. Otworzyła oczy nieco szerzej i lekko pokręciła głową, jakby nie mogła w to uwierzyć. "W wielu miejscach już nie będziemy bezpieczni, w wielu innych nie będziemy mogli się pokazać w ogóle"... Co to w ogóle miało znaczyć? Czy raz na zawsze odcięto dla niej drogę do Delf? Nie zdążyła o to zapytać. Gardło zacisnęło się nieprzyjemnie, nie pozwalając wydobyć chociażby najcichszego odgłosu. Od razu cofnęła dłonie, wyraźnie speszona faktem, że tak gwałtownie się odsunął. Próbowała jedynie pomóc, a jej intencje pozostawały szczere, aczkolwiek reakcja mężczyzny wyraźnie ją zmartwiła. Dopiero ten gest uświadomił jej jedną rzecz - po raz pierwszy znalazła się w sytuacji sam na sam z mężczyzną. Dotąd Cerissa była skrywana przed światem niczym drogocenny kwiat; zawsze za bezpiecznymi świątynnymi murami, otoczona gronem kapłanek i opiekunek. Ludzie mogli pytać i mogli oglądać, ale dotyk był wszak zakazany. Zarumieniła się i spuściła wzrok, nie wiedząc za bardzo co ze sobą począć. Świadomość, że dzisiaj w przeciągu kilku godzin zmieniło się jej całe życie, była przygniatająca i przygnębiająca zarazem. Czuła się bezradna jak dziecko, nieufna wobec siebie samej i swoich znikomych zdolności i możliwości. Nigdy wcześniej nie była tak bezużyteczna.
       Skinęła jedynie głową, gdy przystał na plan przeniesienia się w bardziej odległy, zakryty przed oczami innych zakątek. Ruszyła za towarzyszem, podchodząc do drugiego konia, w teorii swojego własnego i dotykając szyi zwierzęcia, jakby w ten sposób pragnęła poczuć spokój. Jej czerwona od krwi ręka wyraźnie odcinała się od jasnej sierści wierzchowca. Wbiła wzrok w ziemię, próbując nad sobą zapanować. Drżała nieznacznie.
       W końcu dotarli do brzegu jeziora, otoczonego rzadkim lasem. Obserwowała, jak mężczyzna przywiązuje konie, zabiera z juków potrzebne narzędzia i w końcu siada, zdejmując wierzchnią zbroję. Przysiadła obok, a jej uwagę od razu zwróciły przyrządy, nieróżniące się niczym od tych używanych w świątyni. Nagle poczuła niemal zbawczą ulgę; tym razem doskonale wiedziała, co miała zrobić, a więc nie pozostawała całkowicie głupiutką w oczach wybawcy. Zamoczyła kawałek czystego płótna w przyjemnie chłodnej wodzie i przemyła ranę ostrożnie i z dużym wyczuciem, raz po raz zerkając na towarzysza by ocenić jego reakcję. I gdy upewniła się, że zniesie ów zabieg, zabrała się do działania w absolutnym skupieniu.
      Nie przerwała nawet wtedy, gdy w końcu się odezwał. Blade dłonie kapłanki zamarły na moment, dokładnie wtedy, kiedy ich spojrzenia się spotkały. Nie odwróciła wzroku, chociaż, na bogów! - miała ogromną ochotę to właśnie uczynić. Miała wrażenie, że tonie w tych przepastnych tęczówkach o barwie letniego, czystego nieba. Nigdy wcześniej nie widziała takich oczu. Odetchnęła dość płytko i skupiła na powrót uwagę na zszywaniu rozcięcia, przez dobrą chwilę nie mówiąc nic. Delikatnie zacisnęła pełne usta.
       - Nie wiem - odpowiedziała w końcu cicho, nie zaprzestając pracy nawet na moment. - Jestem atenką, córką generała i siostrą następnego. Jestem kapłanką Apollina, uzdrowicielką i wieszczką. Ludzie nazywają mnie Pythią, głosem bógów, ich ukochaną wybranką... Jestem prawdą, i jestem nadzieją - mówiła bardzo cicho; słowa zdawały się płynąć same, a złotowłosa nie kontrolowała ich w ogóle. Po raz pierwszy ktoś zadał jej to właśnie pytanie. Odłożyła powoli narzędzia i oceniła swoje dzieło, nagle rumieniąc się mocno i uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Nie była pewna, czy cokolwiek z wypowiedzianych zdań miało dla niego jakikolwiek sens. Była pewna jednej rzeczy - smutek, który wybrzmiewał w jej głosie, był więcej niźli prawdziwy.
       - A na imię mi Cerissa - dodała pośpiesznie i zerknęła na towarzysza, zaczynając dość niedbale pakować przyrządy z powrotem do sakwy. - Zdradzisz mi swoje?
       Oczekiwanie na odpowiedź sprawiało, że odczuwała dziwny stres i zdenerwowanie. Wstała i powoli podeszła do jeziora, zdejmując buty i mocząc stopy w chłodnej wodzie. Nabrała jej nieco w dłonie i opłukała twarz, a czerwone kropelki spłynęły w dół po białej szyi, na co zupełnie nie zwróciła uwagi. Sięgnęła do warkocza i zaczęła go rozplatać, zbierając się w końcu na odwagę i przenosząc spojrzenie na czarnowłosego.
       - Nie znam innego domu niż świątynia, ale myślę, że najrozsądniej byłoby wrócić do rodziny - zaczęła ostrożnie, z rozwagą dobierając słowa. Odetchnęła, kontynuując. - Mój ojciec przebywa gdzieś w Sparcie, niestety nie napisał dokładnie gdzie... I sądzę, że gdybyś był skłonny mnie do niego zabrać, wynagrodziłby twój wysiłek... panie - zakończyła dość kulawo, nie bardzo wiedząc jak oficjalnie zaadresować tak wielką prośbę. Ostatecznie musiałby targać ją niemal przez cały kraj ogarnięty szaleństwem wojny, unikając przy tym pościgu Czcicieli.
       Zapadła cisza. Dziewczyna w końcu poradziła sobie z warkoczem i lekko potrząsnęła głową, by rozpuścić włosy; złocista fala, sięgająca do pasa, opadła swobodnie na jej plecy. Zagryzła usta i czekała, wyraźnie spięta i zupełnie nieświadoma tego, jak teraz wyglądała. Młoda kapłanka, stojąca na brzegu wody, w szacie splamionej krwią i urodzie przyciągającej spojrzenie - zapewne niejeden chłop, gdyby tamtędy właśnie przechodził, uznałby ją za ucieleśnienie którejś z bogiń. To jednak nie miało zupełnie żadnego znaczenia. Los Cerissy spoczywał w rękach obcego mężczyzny, a wszelka przyszłość stała pod znakiem zapytania. Miała w tej chwili jeszcze setki innych wątpliwości, które pragnęła rozwiać, lecz nawet jako Pythia nie znała odpowiedzi.



https://66.media.tumblr.com/6719eec3bfd2dc5b9abf928b689a9641/tumblr_p42jq38ZPh1s01gf9o7_250.gifv https://66.media.tumblr.com/7b97b630d6893462fecd09f12e16534a/tumblr_p42jq38ZPh1s01gf9o4_250.gifv https://66.media.tumblr.com/057324a507329d8c73c9120e54f514e9/tumblr_p42jq38ZPh1s01gf9o3_250.gifv

Offline

#9 10-12-2019 o 17h33

Straż Obsydianu
Valeriane
Żołnierz Straży
Valeriane
...
Wiadomości: 647

__________________________https://i.imgur.com/MQDNtY9.png

        Nie wierzył w przeznaczenie. Całe życie się go wypierał, w młodości wręcz otwarcie śmiał się z ludzi przychodzących do świątyń i żebrzących o jakieś bzdurne wypowiedzi, których interpretacji było co najmniej tyle, ile znalazło się odbiorców tych słów. Te proroctwa były dla Dariusa niczym odbicie w nienaruszonej tafli wody – każdy widział w nich obraz zakrzywiony, coś innego w zależności od słuchającego, bo każdy doszukiwał się w nich siebie. Sam sprowokował jedną kapłankę do przepowiedni, tak dawno, że miał wrażenie jakby w zupełnie innym życiu. Nie pamiętał już jej słów ani wrażenia, jakie po sobie zostawiły, choć sam fakt zapadł mu w pamięć.
        Siedząc przed młodą kapłanką umazaną we krwi przez myśl choć na moment nie przebiegła mu absurdalna myśl, że coś ich łączy, że coś nalegało na ich spotkanie, co więcej, nawet nie pomyślał, żeby odszukać w tej pięknej twarzy młodej kobiety coś z dziewczynki, którą spotkał wiele lat temu w Delfach. Był zbyt zatwardziałym realistą, za mocno stąpał po ziemi i kurczowo trzymał się tylko tego, co zdołał zobaczyć, usłyszeć albo zrozumieć. A jednak pytał ją tak otwarcie kim jest, jakby było zupełnie na odwrót.
        Zmęczony, lekko ranny i mający wrażenie, że wszystko to stało się zbyt szybko, że za łatwo splotły się ich ścieżki bez żadnego uprzedzenia, chciał coś zrozumieć. Cokolwiek. I oderwać myśli od bardziej niż przyziemnego bólu, kiedy kapłanka przemywała jego ranę i wbijała raz po raz igłę w podrażnioną, palącą skórę. Mimo zabiegu siedział cicho, bez ruchu i bez zbędnego afiszowania się z cierpieniem jakąkolwiek mimiką – tylko mocno zaciśnięte usta zdradzały ból. Chociaż dziewczyna robiła to zaskakująco sprawnie, a Darius wiele razy natrafił na partaczy, którzy nie mieli nawet ćwierci z jej delikatności przy szyciu ran.
        Nie wiem.
        Ta niespodziewana odpowiedź była odbiciem tego, co sam o sobie sądził Darius. Tak prosta i szczera, taka bezradna i niemogąca się obronić swoją beznadzieją. Pusta, a jednocześnie przepełniona uczuciami, które nagle w nim wybuchły. Dziewczyna nie wiedziała, kim jest – tak jak on od dawna już nie miał pojęcia, kim się stał i jak bardzo rozminęło się to z tym, czym powinien był się stać.
        Nie miał zbyt wiele czasu, bo kilka sekund później padło imię i to ono jako pierwsze naprowadziło go na stare, sprane wspomnienia skąpane we krwi. Była wszędzie; na dłoniach, które dotknęły brzucha, na ręcznikach podawanych sobie nerwowo przez kapłanki i na ich szatach, na podłodze, na ścianach, dużo, zbyt dużo krwi, gęstej i ciemnej. Świadomość przeplatana z jej brakiem, z tym mrokiem, który spływał na umysł i był chwilowym wyzwoleniem, ulgą w cierpieniu. I w tym wszystkim była dziewczynka o złocistych włosach, odziana w nieskazitelnie białą szatę, z bladą rączką wyciągniętą w jego stronę. Sądził wtedy, że to Śmierć po niego przyszła. Żałosne, ale tak właśnie pomyślał; bo dziewczyna tak bardzo nie pasowała do obrazu, smrodu i bólu, który go otaczał.
        Zamrugał i obraz – nagle odżyły pełnią kolorów pod powiekami – zniknął. Mężczyzna powiódł spojrzeniem za dziewczyną.
        Była piękna. Kiedyś prawdopodobnie pożarłby ją samym spojrzeniem, zażartował, a może nawet – znając swoją bezczelność z nastoletnich czasów – próbowałby z nią flirtować, a fakt że jest kapłanką dodawałby temu wyłącznie przyjemnego żaru. Teraz jednak nie miał nic ponad dość smutne, melancholijne spostrzeżenie dotyczące jej urody i odległe, nieobecne spojrzenie wodzące po złotych puklach włosów mieniących się srebrem księżyca w lustrzanym odbiciu powierzchni jeziora. Pasowała do niego. Była z nim niczym jedno. Ona mówiła, a ludzie przeglądali się w jej słowach, rozpaczliwie pragnąc zobaczyć coś więcej; coś ważnego, pięknego, doskonalszego niż spodziewali się zastać. Nawet mimo świadomości wyglądu własnej twarzy. Jak wielu z nich nie było zadowolonych z obrazu, który zastali? Ilu rozczarowała?
        Ostatecznie, to tylko słowa.
        Nagle otrząsnął się z tych myśli i spojrzał na nią bardziej trzeźwym wzrokiem, który nie błąkał się bez celu po jej profilu, włosach i sylwetce. Była piękna, to fakt, ale on już nie szukał w tym świecie piękna.
        — Nie chcę pieniędzy — odezwał się cichym, aczkolwiek stanowczym głosem, przerywając przedłużające się milczenie.
        Już mi za ciebie zapłacono. Wiele, wiele lat temu.
        Tego nie powiedział na głos, rzecz jasna, choć ta myśl stała się dziwnie ciężka w jego świadomości. Miała pozostać żywa. A skąd on miał wziąć siłę i determinację do wypełnienia polecenia, skoro nie wiedział nawet gdzie szukać? Co z nią zrobić? Wizja odstawienia jej do ojca mogłaby być kusząca i Darius rozważał ją chwilę w milczeniu, ale wciąż pozostawał problem owego „gdzieś”, a także drażniąca świadomość myśl o konieczności powrotu do ojczyzny. I do wszystkiego, co w niej zostawił.
        Podniósł się wreszcie ciężko.
        — Zostawię cię na chwilę, żebyś mogła się w spokoju obmyć, ale zostanę w zasięgu słuchu, więc jeśli tylko coś cię zaniepokoi, nie wahaj się wołać. Dokładnie wypierz szatę, krew na ubraniu będzie niepotrzebnie przyciągać uwagę. I zagwiżdż, kiedy skończysz. A moje imię to nie tajemnica, żebym musiał ją zdradzać. — Naprawdę na jego ustach pojawił się cień uśmiechu? — Jestem Darius — dodał, właściwie już odwrócony plecami do kapłanki, po czym ruszył w stronę gęstwiny i zniknął w niskim poszyciu lasku.
        Miał zamiar cały czas mieć czujne oko na kapłance, ale potrzebowała teraz chwili prywatności. Darius z resztą też musiał obmyć się z krwi i wywabić krew z ubrań na tyle, na ile się dało w obecnych niesprzyjających warunkach. Później znajdą jakąś wieś i zaopatrzą się w przedmioty pierwszej potrzeby na podróż. Dotrą do miasta i tam dopiero załatwią wszystko, żeby ruszyć.
        Do Sparty.
        Z tą myślą zanurzył się w chłodnej wodzie, zostawiwszy ubrania na brzegu jeziorka. Cała kąpiel nie zajęła mu więcej niż kilkanaście minut i w tym czasie stał już ubrany wyłącznie w lnianą koszulę i proste spodnie, a z materiału i włosów ciekła na ziemię woda. Zbroja suszyła się tuż przy kulbakach.


_________. .__T O   L O V E   I S     T O   D E S T R O Y
https://78.media.tumblr.com/dbcc5471449ac9ed4ea835bcf39f5d2d/tumblr_p2m6tbY2zg1we2qvuo5_400.gif https://78.media.tumblr.com/b20a2c8bb697d76ff65f3857bf9c7314/tumblr_p2m6tbY2zg1we2qvuo6_400.gif
                                                                                                  T O   B E   L O V E D   I S   T O   B E   T H E   O N E   D E S T R O Y E D

Offline

#10 23-12-2019 o 01h52

Straż Absyntu
Sumiko
Młody rekrut
Sumiko
...
Wiadomości: 22

..................................................................................https://fontmeme.com/permalink/191119/4f28623bbae835bd031d123cd38be124.png

     Niepewnie mnęła w dłoniach materiał szaty, czekając na odpowiedź towarzysza. Niepokój, odczuwalny przecież już dużo wcześniej, teraz zdawał się na nowo rosnąć w piersi dziewczyny i przygniatać swym ciężarem. Odtwarzała w pamięci swoje wcześniejsze słowa niczym modlitwę, próbując wyłapać ewentualne błędy. Pomyślała nagle, że powinna zaproponować jakąś konkretną kwotę, zanim rzuciła w ogóle propozycję zapłaty za ochronę. Pytanie tylko - jaką? Czy była jakaś norma, mówiąca o cenie za ratowanie życia? Jeśli tak, Cerissa nie miała najmniejszego pojęcia na ten temat.
       "Nie chcę pieniędzy."
       Dziewczyna wstrzymała oddech i zamarła na dźwięk tych słów, czując nieprzyjemny dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa. Nie miała do zaoferowania nic innego i zdawała sobie sprawę z tego faktu. Jeśli mężczyzna będzie chciał odejść sam, nie będzie miała szans na przetrwanie, tego również była pewna.
       Nim zdążyła chociażby zebrać myśli i ubrać je w słowa, on odezwał się ponownie. Nakreślił stanowczo działanie, chyba najbardziej rozsądne w danym momencie. Kapłanka jedynie skinęła głową na znak zgody, a na jej ustach zatańczył melancholijny uśmiech, gdy zdradził swe imię. Darius. To miano brzmiało w myślach złotowłosej wyjątkowo miękko, niczym dźwięk dawno zapomnianej piosenki. Przyjęła je z ulgą i chwyciła się go kurczowo niczym tonący brzytwy, bo mimo, iż nie odpowiedział bezpośrednio na prośbę - miała pewność, że nie zostawi jej samej sobie. A to nieme zapewnienie było niczym ugoda między nimi. Oczyma wyobraźni widziała, jak dwie nici ich życia skrupulatnie plecione przez Mojry, złączone już przecież kiedyś - teraz stykają się na nowo, dając początek kolejnej historii. Losu nigdy nie dało się oszukać, nie ważne jak bardzo by się próbowało.
       Odprowadziła mężczyznę wzrokiem i jeszcze krótki moment stała zupełnie nieruchomo, chcąc się upewnić, że na pewno odszedł. Dopiero wtedy ostrożnie zsunęła z siebie szaty i zanurzyła się w przyjemnie chłodnej wodzie, zmywając z siebie brud i zaschniętą krew; blask księżyca odbijał się refleksyjnie w drobinkach czerwieni, ale na to już kompletnie nie zwróciła uwagi.
       Pogrążyła się w zamyśleniu. Emocje powoli schodziły na drugi plan i pojawił się długo oczekiwany spokój. Ponownie odtworzyła w myślach wydarzenia z dzisiejszej nocy, lecz tym razem była to tylko chłodna kalkulacja, na którą mogła sobie pozwolić jedynie w chwilowej samotności. Myśli młodej kapłanki natrętnie zmieniały trajektorię i powracały raz za razem do Dariusa - do wspomnień tego, kim był gdy kapłanki ocaliły mu życie i do tego, jaki był obecnie. Podczas wcześniejszego zabiegu nie umknęły jej uwadze stare blizny zdobiące jego ramię i kolejne, które dostrzegła w obrębie pleców mężczyzny. Była pewna, że te sprzed wielu lat nadal pozostały na jego ciele. Poczuła nagle ogrom żalu, który zdawał się niemal przyciskać ją do twardej ziemi. Jakiż los sprawił, że jego życie potoczyło się tak okrutnie? Dlaczego patrząc na niego miała wrażenie, że widzi tych wszystkich, których życie zakończył?
       Wyszła z wody nieśpiesznie i założyła mokre, nieco już uprane szaty, od razu zaplatając też włosy w warkocz. Przez chwilę stała samotnie na tej polance, ich pierwszym przystanku do domu. To słowo miało bardzo słodko-gorzki wydźwięk w myślach Cerissy. Nie wiedziała, czego się spodziewać gdy dotrą do celu, ale samo jego posiadanie dawało nadzieję na coś lepszego i złudne poczucie bezpieczeństwa, którego tak bardzo potrzebowała. Wykorzystała jeszcze odrobinę czasu na zebranie kilku ziół, które rzuciły się jej w oczy podczas kąpieli. Schowała je do juków i dopiero wtedy zagwizdała cicho, zgodnie z poleceniem.
       Pojawił się niemal natychmiast, chociaż wcale nie słyszała kroków mężczyzny. I chociaż nadal z jego twarzy tchnęło zmęczenie, wyglądał o wiele lepiej niż chwilę wcześniej. Cerissa odetchnęła z ulgą i posłała mu trochę niepewny uśmiech, gdy oboje w milczeniu dosiadali koni. Posłusznie poprowadziła swego wierzchowca na równi z jego, pozwalając na przejęcie steru i nie zadając pytań. A warto dodać, że miała więcej niż jedno.
       Popędzali konie całą noc, lecz w zasięgu wzroku nie było żadnego niebezpieczeństwa. Podróż minęła zadziwiająco, wręcz podejrzanie gładko; kapłanka pozwoliła sobie na rozluźnienie, chłonąc mijane widoki z niesamowitą ciekawością. Dopiero rankiem zatrzymali się w całkiem sporej wiosce, otoczonej zewsząd żyznymi polami. Główny trakt był praktycznie zatarasowany przez kupców, którzy głośno i niemal agresywnie wychwalali swoje towary.
       - Chyba natrafiliśmy na jakieś ważne wydarzenie... Tyle tu ludzi - zagaiła towarzysza, gdy tylko zsiedli z koni, by móc je poprowadzić przez zbiorowisko. Dziewczyna zerknęła na Dariusa, ale jednocześnie nie potrafiła powstrzymać zachwytu nad barwnymi szatami i ozdobami, które sprzedawali kupcy. Nikt kompletnie nie zwracał na nich uwagi. Do czasu.
       - Ej, ty tam! Misthios! Nie szukasz aby zajęcia?!
       Przez tłum niezgrabnie przebił się wyjątkowo niechlujnie wyglądający mężczyzna; długie, brudne włosy opadały mu niedbale na ramiona, na które - mimo wszechobecnego upału - miał zarzuconą wilczą skórę. Odepchnął kapłankę, w ogóle nie bacząc na jej osobę. Złotowłosa cofnęła się odruchowo, nieświadomie zwiększając dystans między sobą a Dariusem i nieznajomym.
       - Nie wypieraj się ino, gębę misthiosa rozpoznam na końcu świata, z was wszystkich takie k******** ponuraki - dodał od razu i sięgnął do pasa po solidnie wypchany mieszek, który zabrzęczał donośnie nawet w samym sercu tłumowiska. - Niedaleko jest obóz spartańskich żołdaków dowodzony przez niejakiego Nicosa, durnego dzieciaka. Głupiec myśli, że może bezkarnie polować w    m o i m   lesie i zabijać moich ludzi. Sam dałbym mu nauczkę, ale reszta żołnierzy nie odstępuje go na krok, a ich tam chyba ze dwudziestu siedzi, jak nic. Przynieś mi jego głowę, a to będzie twoje. - ochoczo potrząsnął monetami, w ogóle nie przejmując się tym, że zlecił zabójstwo w biały dzień, na oczach tylu osób... Chociaż wszyscy nagle przylgnęli do straganów. Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał. - Swoją drogą, możesz mi mówić Titan, jak wszyscy tutaj - wyszczerzył w uśmiechu poniszczone zębiska. - Jak się zaprzyjaźnimy, to za fatygę dorzucę ci jeszcze dziewkę do ogrzania łoża po podróży, możesz sam wybrać.
       Szerokim gestem wskazał na całą wioskę, i w tym momencie Cerissa zrozumiała, że on tutaj rządził. Wiedziała już, dlaczego nikt nie zwrócił uwagi na jego poczynania. Co więcej, w popłochu zdała sobie sprawę, że niemal z każdej strony zjawili się uzbrojeni po zęby mężczyźni, majacząc gdzieś na granicy ich pola widzenia. Drgnęła i zbliżyła się do Dariusa, chwytając za rękaw jego szaty. Dzikie oczy Titana w końcu spoczęły na kapłance. Na jego twarzy wymalował się wyjątkowo paskudny uśmiech.
       Weszli prosto w pułapkę.



https://66.media.tumblr.com/6719eec3bfd2dc5b9abf928b689a9641/tumblr_p42jq38ZPh1s01gf9o7_250.gifv https://66.media.tumblr.com/7b97b630d6893462fecd09f12e16534a/tumblr_p42jq38ZPh1s01gf9o4_250.gifv https://66.media.tumblr.com/057324a507329d8c73c9120e54f514e9/tumblr_p42jq38ZPh1s01gf9o3_250.gifv

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1