Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1

#1 17-12-2019 o 22h36

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 408

https://i.pinimg.com/originals/f0/d8/f9/f0d8f9def687d79a4dd710e380a3dbac.gif https://em.wattpad.com/9b97f6f5aada0821ff0796e1d40997733cc77fd7/68747470733a2f2f73332e616d617a6f6e6177732e636f6d2f776174747061642d6d656469612d736572766963652f53746f7279496d6167652f6575576a4738305f43596b3174513d3d2d3137362e3135303730663232363332336431653937313136353230353031362e676966
https://i.pinimg.com/originals/81/97/4f/81974fa0943a5041f69d825d6232381c.gif https://i.pinimg.com/originals/42/80/ba/4280baa305eeef2cdfddf5a0682064d3.gif

T R I G G E R E D
...czyli prześmiewcza historia o rodzeństwie z piekła rodem.

W ROLACH GŁÓWNYCH:
NEYU - MADELEINE BELLEMARE-LEVASSEUR & DOC - MARSHALL BELLEMARE-LEVASSEUR

Ostatnio zmieniony przez Neyu (23-12-2019 o 00h07)


https://zapodaj.net/images/4a2d2fe51ebf8.png

Offline

#2 17-12-2019 o 22h56

Straż Obsydianu
Doc
Szeregowiec
Doc
...
Wiadomości: 107

https://em.wattpad.com/5c9c2b9e126869eac143e7b6eb02e362af7cdb64/68747470733a2f2f73332e616d617a6f6e6177732e636f6d2f776174747061642d6d656469612d736572766963652f53746f7279496d6167652f6a7250327675484133734f6d66673d3d2d3232383136373631312e313433386461626366333762306238662e6a7067?s=fit&w=720&h=720


Marshall Bellemare-Levasseur || w skrócie: Mars || dla wrogów: Książę, Księciunio, Goguś || 23 lata || 23.03 || Beauxbatons || obecnie: Klinika Urodowa Bellemare-Lacasse we Francji || ??? ||

Marshall, będąc młodszym bratem bliźniakiem Madeleine, idealnie zgrywa się z nią charakterem: oboje są uprzejmi, chłodni i wybitnie złośliwi, okazując swoją wyższość i pogardę całemu otoczeniu. Oboje patrzą na innych z góry, nawet niespecjalnie się z tym kryjąc - w końcu większość ludzi to marne robaczki...

|| kontynuują tradycję rodzinną || eleganccy || posiadają dość rozległe znajomości w świecie mody i urody || miłośnik dobrych alkoholi, eleganckich ubrań, pięknych miejsc || kolekcjoner || często bywa na nielegalnych aukcjach zabronionych przez Ministerstwo towarów ||

Oboje, będąc dziećmi lekarzy, już od lat uchodzą w środowisku za geniuszy, jeśli chodzi o czarodziejską medycynę estetyczną. Biegli w sztuce eliksirów i zaklęć upiększających, są w stanie stworzyć z największego potwora kuszącą, pełną powabu kobietę. Kto powiedział jednak, że potrafią zamaskować jego charakter...? Lampart nie zmienia swoich szortów, podobnie jak oni oboje nie zmienią swojego charakteru.

Często wplata w swój angielski francuskie słówka. Równie często kończy zdania za siostrę i na odwrót.
Jego znajomości wyglądają dość specyficznie - jeśli się znudzi, łatwo zrywa kontakt. Nie odpisuje na sowy, nie rozpoznaje danej osoby na ulicy, bądź jest bardzo obojętny. Nigdy nie daje drugiej szansy - szczerze mówiąc, nie daje nawet pierwszej...

|| nieustępliwy || zdecydowany || stanowczy || bezkompromisowy || pamiętliwy || mściwy || łatwo zrywa relacje i znajomości || narcystyczny || opanowany || złośliwy || nie poddaje się presji i emocjom ||


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

#3 17-12-2019 o 23h14

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 408



─────────────────────────────────────────


❝   C L E V E R   A S   T H E   D E V I L
A N D   T W I C E   A S   P R E T T Y .   ❞



─────────────────────────────────────────


vis. Anna Hopkins
https://66.media.tumblr.com/1f860756f757749d87047fb63a0bb9dc/tumblr_pg3eh8JKX71tyusgdo7_400.gifv https://66.media.tumblr.com/a2c072f7c177bed84fa9e70d8cae20a2/tumblr_pg3eh8JKX71tyusgdo4_400.gifv
https://66.media.tumblr.com/02da169ebb151439655d2e226c140365/tumblr_pg3eh8JKX71tyusgdo6_400.gifv https://66.media.tumblr.com/a4684266cde153e83910c5f9a3daac8c/tumblr_pg3eh8JKX71tyusgdo3_400.gifv

M A D E L E I N E     B E L L E M A R E - L E V A S S E U R
─────────────────────────────────────────


❝   N O   W O M A N   S H O U L D   E V E R
K N E E L   T O   A   M A N .   ❞



─────────────────────────────────────────
B A S I C     I N F O R M A T I O N
─────────────────────────────────────────

Madeleine Bellemare-Levasseur  ♡  dla niegodziwców per Panna Bellemare bądź Królowa  ♡  tylko brat może zwracać się do niej Maddie
21 lat  ♡  ♀  ♡  heteroseksualna  ♡  biromantyczna  ♡  czarownica czystej krwi  ♡  cudowna siostrzenica Corneliusa McLaggena
współwłaściciel-pracownik kliniki urodowej Bellemare-Lacasse  ♡  uczęszczała do Beauxbatons  ♡  dawna Ombrelunka
❥ różdżka sztywna, 14¾ cala, berberys, pióro feniksa  ♡  patronus czarna pantera  ♡  bogin bycie zapomnianą, osamotnioną
❥ miotła Air Wave Diamond  ♡  nie należała do drużyny quidditcha  ♡  uzależniona od papierosów
❥ pochodzi z Paryża  ♡  francuskie korzenie  ♡  urodzona 23 marca  ♡  zodiakalny baran  ♡  grupa krwi AB RH+
❥ realistka  ♡  choleryk  ♡  ekstrawertyk  ♡  ateistka  ♡  perfekcjonistka i indywidualistka  ♡  umysł; artystyczny
❥ manipulatorka  ♡  bardzo pewna siebie  ♡  urodzona liderka  ♡  mściwa  ♡  nieustępliwa  ♡  pamiętliwa  ♡  wybuchowa
❥ działa szybko i dynamicznie  ♡  nie obchodzą ją relacje i ludzie  ♡  wszystko musi mieć pod kontrolą  ♡  woli przewodzić i być ponad wszystkimi


─────────────────────────────────────────
A P P E A R A N C E
─────────────────────────────────────────

166 wzrostu  ♡  54 kilogramów  ♡  brak blizn, znamion  ♡  piercing: standard lobe, brak tatuaży  ♡ często mocny lub lekki makijaż
klepsydra, zgrabna, szczupła  ♡  wysoka, całkiem lekka  ♡  widoczne kości  ♡  gładkie dłonie  ♡  zawsze pomalowane oraz zadbane paznokcie
jasna, kremowa cera  ♡  czarnowłosa  ♡  piwne oczy  ♡  pełne usta  ♡  średni i prosty nos


─────────────────────────────────────────
O T H E R S
─────────────────────────────────────────

❶ imię "Madeleine" jest pochodzenia francuskiego i nie ma konkretnego znaczenia
❷ posiadaczka dwóch fobii; atazagorafobii - paniczny lęk przed byciem zapomnianym, zignorowanym lub strach przed zapomnieniem oraz autofobii - paniczny lęk przed samotnością, byciem odizolowanym lub przed sobą samym
❸ ma dokuczliwą alergię na truskawki
❹ ukochana siostra-bliźniaczka Marshalla, od którego jest starsza o parę godzin
❺ zazwyczaj skupia się na swoich celach oraz osiągnięciach, niżeli na pragnieniach innych
❻ uwielbia uczestniczyć w sytuacjach, gdzie odczuwa nadmiar adrenaliny, a przede wszystkim, gdzie może wykazać się swoimi cechami przywódczymi
ceni sobie ludzi, którzy potrafią walczyć o siebie, jak i o swoje racje
❽ jest bardzo ciężka i nieprzyjemna w obyciu, aczkolwiek osoby, które znajdą się bliżej jej serca, mają szansę poznać jej drugą stronę osobowości,
której nikt nie zna, prócz tych osób, które darzy najszczerszymi, pozytywnymi uczuciami
❾ za czasów szkolnych ubóstwiała eliksiry całą sobą
❿ uważa, że wizerunek człowieka jest jak najbardziej ważny i wiele świadczy o danej osobie; ona sama wręcz szaleńczo dba o swój wygląd


https://66.media.tumblr.com/e83ac1c23621f2e21404f4e4b0f53dbc/tumblr_pg3eh8JKX71tyusgdo2_400.gifv https://66.media.tumblr.com/07798da9ae21de1590d7acb0ff4dfdf9/tumblr_pg3eh8JKX71tyusgdo9_r1_400.gifv
https://66.media.tumblr.com/e42672044b7205c8694f108d5ad88405/tumblr_pg3eh8JKX71tyusgdo8_400.gifv https://66.media.tumblr.com/f8a3a7c428434f0763161352b5e020fe/tumblr_pg3eh8JKX71tyusgdo1_400.gifv

voice



...

Ostatnio zmieniony przez Neyu (17-01-2020 o 23h26)


https://zapodaj.net/images/4a2d2fe51ebf8.png

Offline

#4 25-12-2019 o 22h33

Straż Obsydianu
Doc
Szeregowiec
Doc
...
Wiadomości: 107

BOŻE NARODZENIE 2023 ROKU
KLINIKA BELLEMARE, JAKAŚ CICHA WIOSECZKA W MIEJSCU GDZIE WÓJT ZAWIJA ASFALT NA NOC, FRANCJA
GABINET MARSA I MADDIE


Święta, Święta... w Klinice Bellemare rozpoczynał się wtedy największy ruch, uświadamiając Marsowi, jak bardzo nienawidził swoich klientów. Ale przynajmniej płacili, więc nie narzekał - w końcu świat czarodziejów zawsze mógł wrócić do korzeni, czyli do idei komunistycznego wymieniania się umiejętnościami w zamian za jakieś dobra, prawda? Ja ci wyczaruję dom, a ty mi usuniesz bulwy i brodawki z twarzy...
Gdyby to było tylko takie łatwe. Czasami Mars myślał sobie, że łatwiej byłoby zbudować dom, niż z niektórych ropuch zrobić piękności.
- Słowo daję, te zmarszczki są coraz trudniejsze do usunięcia z każdym rokiem - mruknął do Madeleine, gdy tylko jedna z asystentek podsunęła mu długą listę pacjentek na dziś. Ach, Święta... odmrażanie Celestyny Warbeck nie było już tylko żartem, niestety - stało się niemal ponurą prawdą. W końcu lód pomagał na obrzęki, opuchliznę, ujędrniał cerę i tak dalej, nie? Musieli rzucać na Celestynę chyba z milion zaklęć ujędrniających cerę, pobudzających krążenie i tak dalej... to nic, że pod koniec praktycznie odpadały im już palce.
Chociaż należałoby przyznać, że Marsa niekiedy BARDZO kusiło, by stworzyć w klinice pokój, przypominający gigantyczną zamrażarkę - co głupsza klientka mogłaby tam wejść i już nigdy nie wrócić, nie mówiąc już o Celestynie. Chociaż gdyby ta zaczęła śpiewać swój "Kociołek pełen miłości" to pewnie by roztopiła cały budynek tembrem i ciepłem swojego głosu.
To było w niej przerażające. Celestyna Warbeck przypominała dosłownie kociołek pełen miłości do całego świata. Ciepła jak czekolada, kipiąca energią witalną i świąteczna niczym eggnog. I może właśnie dlatego Mars nie potrafił jej znieść.
I zawsze, ale to zawsze musiała ciągnąć go za policzki jak ciotka Belladonna i pokrzykiwać "NIC SIĘ PAN NIE ZMIENIŁ! JAK ZAWSZE MŁODZIUTKI, NIEWINNY I PRZYSTOJNY, CO TAM U PANA SŁYCHAĆ? ZNALAZŁ PAN WRESZCIE DZIEWCZYNĘ? PEWNIE NIE, BO NADAL PAN WYGLĄDA NIEWINNIE JAK ZAWSZE".
Maddie zasypywała natomiast pytaniami "A PANIENKA TO PEWNIE ZMIENIA CHŁOPAKÓW JAK RĘKAWICZKI? NO TAK, W TYM WIEKU TO NORMALNE, JAK JA BYŁAM W PANIENKI WIEKU TO TEŻ TAK ROBIŁAM, W KOŃCU PIĘKNA I MŁODA TO MA W CZYM WYBIERAĆ, NIE TO CO WSPÓŁCZEŚNI MĘŻCZYŹNI, HIHI. ALE NAWET WE WSPÓŁCZESNYCH MĘŻCZYZNACH JUŻ NIE MA CO WYBIERAĆ, CHUDE TOTO TAKIE, NIEMĘSKIE, NAWET PEWNIE NIE UMIEJĄ ZAMIESZAĆ SWOJĄ RÓŻDŻKĄ".
- A gdybyśmy zatopili ją w węglu czy czymś w tym stylu? To byłoby całkiem niezłe. Nikt by się nie zorientował, że to w ogóle nie działa i Celestyna tak naprawdę wyzionęła ducha. Przynajmniej do następnych Świąt nic by się nie wydało - mruknął, nie odrywając wzroku od listy. - Tak przynajmniej zrobili w takim jednym filmie ci mugole. Chociaż inteligencji mają za grosz, to kreatywność całkiem nieźle rozwinęli.

Tuż po tym przebiegł wzrokiem kolejne nazwiska na liście. Niektóre należały do wybitnych sław muzycznych, inne do znanych polityków... och, nie. Po Celestynie widniało nazwisko francuskiego premiera.
A ów premier był niski, wiecznie się pocił, dyszał jak mops z zapaleniem płuc i jeszcze do tego pachniał jak sierść mokrego psidwaka. Przynajmniej tyle dobrego, że się nie ślinił. Może i był dobrym premierem, Mars się na tym nie znał - natomiast wiedział, że od Celestyny jeszcze bardziej nie znosił pucowania premiera.
Odśmierdzanie. Pucowanie łysiny. Dorabianie włosów na klacie (bowiem premier, chcąc być jeszcze bardziej męski niż zwykle, przed randką z kolejną potencjalną panią premierową, w skrócie PPP, decydował się na uwypuklenie swoich miernych atutów). Psikanie morderczą dawką specjalnie opracowanych perfum, eliksir na delikatne powiększenie tego i owego, ażeby przyszła PPP miała na czym zawiesić oko, gdyby jednak pozostałe atuty nie działały, i... voila. Zamiast mopsa pojawiała się czarująca osobowość yorka. Nawet oczy były mniej wyłupiaste.
- Chcę Celestynę - oświadczył zdecydowanie Mars, zwracając się do Maddie. Czasami się sam dziwił, jakim cudem był w stanie pracować w tym miejscu - jednak gdy tylko na horyzoncie pojawiała się Madeleine, odpowiedź przychodziła razem z nią.
To jej złośliwe poczucie humoru pomagało mu tu zostać i nie wydłubać sobie oczu na widok niektórych urodowo-mugolskich eksperymentów niektórych klientek. Poza tym czasami - jeśli miała WYJĄTKOWO dobry dzień - brała co bardziej opornych, upierdliwych klientów. No i jak na swoje standardy bywała całkiem miła. I zdecydowanie lepiej radziła sobie z klientami niż on.
- Chyba że też chcesz, to w takim razie gramy w kamień, papier, nożyce - dodał, ignorując dobijanie się do drzwi gabinetu z drugiej strony.
- OTWIERAĆ! JA TU PILNĄ SPRAWĘ MAM! - pokrzykiwała zza drzwi klientka. - JA PILNIE POTRZEBUJĘ DO PAŃSTWA!
- PANI ZACZEKA! NIE JEST PANI PIERWSZA ANI OSTATNIA! - ryknął Mars, czując jak powoli bulgocze w nim frustracja i zniechęcenie. O nie, zdecydowanie nie powinien pracować z ludźmi... w chwili obecnej on sam był kociołkiem pełnym nienawiści do świata. Zamiast rzucić jakąś zgryźliwą odzywkę, rzucił jedynie umęczone spojrzenie siostrze. Niestety często wyglądała tak codzienność w klinice Bellemare. Każda klientka twierdziła, że jej sprawa jest bardzo, ale to bardzo pilna, niezwykle nietypowa i "zapewne się jeszcze pan z tym nie spotkał"... a wrodzony takt Marsa nie pozwalał mu powiedzieć, że niestety przypadek brodawek żabich widywał w swoim życiu znacznie częściej.
- No to co? Raz, dwa, trzy...?
- ALE JA PILNIE MUSZĘ!


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

#5 14-01-2020 o 23h19

Straż Absyntu
Neyu
Akolita Jednorożców
Neyu
...
Wiadomości: 408

_____________________Madeleine Bellemare-Levasseur
     Papierkowe sprawy nie należały do jej najulubieńszych czynności, co też większość kartek nawet nie przeglądała, tylko odrzucała gdzieś w kąt biurka, a w przeciągu kolejnych dni zakopywała pod stertą zbierających się arkuszy. Pilne i pracowite osoby uznałyby, że Madeleine nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo ważna może być treść tychże papierów, którymi tak bardzo wzgardza. W rzeczywistości była o tym święcie przekonana, aczkolwiek nie zmieniało to faktu, iż nie miała największej ochoty przyprawiać swojej cudownej głowy o zawroty, czytając wszystkie te bzdety, które według nadawców były istotnie ważne, jak nie najważniejsze na calutkim czarodziejskim i mugolskim świecie, i wszechświecie, i tak dalej, cokolwiek znajdowało się poza galaktyką. A poza tym nie nienawidziwiła się niepotrzebnie przemęczać, a czytając, podpisując, przekładając, skończyłoby się tygodniowym snem. I jeszcze jednym z powodów były jej piękne, gładkie oraz zadbane dłonie, które po zbyt długim kontakcie z szorstkim papierem, stracą na swojej wartości i same zrobią się okropnie szorstkie, co jest niezmiernie obrzydliwe i odpychające, w szczególności u płci pięknej, gdyż kobiety mają lśnieć niczym gwiazda, a nie wyglądać niczym śmierdzący, mugolski menel, a takowych nieraz widziała. Często chciała potem zwrócić swój posiłek, a najlepiej na takiego mugolskiego śmiecia, skoro tak ubóstwiał w brudzie, smrodzie i bagnie, to może chociaż jej wymiociny sprawiłyby, że nabrałby jakiegoś zjawiskowego wyglądu, bo w końcu jej wizerunek zewnętrzny był błyskotliwy, zaś wewnętrzny olśniewający i takie osoby, jak mugolski menel, powinny być zaszczycone, że Madeleine, obdarza ich darem piękności w postaci wymiocin.
     Czasem zdarzały się takie dnie, gdzie Maddie wykazywała się odruchami masochistycznymi i zabierała się za ogromne sterty papierów, aby potem niemiłosiernie żałować jej niemądrej decyzji (a wymiękała już po samym dotknięciu arkusza). Ostatecznie kończyło się to tak, iż całą papierkową robotę zrzucała na głowę Marsa, tłumacząc się, że ona nie ma do tego głowy albo ma gorączkę i nie jest wstanie wykonać tak ciężkiej czynności, jak czytanie, przekładanie, podpisywanie czy odpisywanie nadawcom. A miała tak ukochanego braciszka, że zgadzał się bez zająknięcia i z ogromną przyjemnością odwalał za nią robotę... żart. Tak naprawdę - wredny i uparty jak osioł - Marshall zawsze się spierał i wykłócał z nią, i za każdym razem kończył gadkę swym słynnym stwierdzeniem: "to jest już ostatni raz!". A nigdy nie było ostatniego razu. Pomimo zażarliwych sprzeczek i gróźb, to bliźniak, ani razu nie dotrzymał swego słowa i za każdym razem ogarniał jej niechlujstwo w postaci sterty papierów, które potrafiły wyciągnąć z życia do pięciu godzin. Niechętnie i mocno wzburzony zgadzał się, grożąc jej palcem, ale gdy przychodziło co do czego, to i tak historia zapętlała się, a Mars, jakby nic nie wspominał o ostatnim razie - wykonywał za nią papierkową robotę. Kochała go calutkim sercem za wszystko.
     Obecnie wylegiwała się na swoim obrotowym siedzeniu, malując paznokcie czarnym lakierem, gdyż niczego innego nie miała do roboty, zaś jeśli chodziło o jej wygląd, to zawsze znalazła coś, nad czym mogła popracować, a w tej chwili tak właśnie było. W ciszy oraz z pełnym skupieniem wymalowanym na jej twarzy, nakładała czerń na płytkę paznokciową, z nogami założonymi na jej własne biurko. Jakoś mało ją to interesowało, jak ktoś mógłby zareagować na jej stosunek do zawodu; najprawdopodobniej wzruszyłaby ramionami i rzuciła jakąś oschłą ripostą albo zignorowałaby wcześniejszą uwagę.
     Madeleine nienawidziła świąt. Wszyscy wtedy mieli irytujące uśmiechy na twarzach, które z przerażającym pragnieniem chciała boleśnie im zerwać, aby popamiętali ją do końca życia i żeby już nigdy więcej nie szczerzyli się na widok głupiego "WESOŁYCH ŚWIĄT!!!". Denerwowały ją świąteczne piosenki, kolędy, które sprawiały, że jej uszy aż więdły, a śpiewającym, chciała nasypać kubeł śniegu do gardła, aby zamrozić ich struny głosowe do takiego stopnia, że straciliby głos albo nawet zadusiliby się z zimna czy czegokolwiek innego. Natomiast krew ją zalewała, gdy widziała przeceny, gdyż uświadamiało to ją, iż na tym świecie żyje więcej biedaków i szaraków od bogatszych i sławnych osobistości, przez to często świerzbiły ją palce, aby rzucić to jakimś zaklęciem, które zbezczeszciłoby firmowe - warte miliony - ciuchy. Także Maddie, była w najgorszym stadium swoich humorków, które kiedykolwiek mogła posiadać.
     Westchnęła ze zniecierpliwieniem, gdy do jej uszu dotarło wyraźne niezadowolenie Marsa. Najwyraźniej oboje byli nie w sosie, jak przystało na idealne francuskie rodzeństwo, bliźniaków, szczycących się samymi sukcesami oraz uznaniem wśród wysoko postawionych czarodziejów i czarownic.
     - Dziwisz się? Przecież jest świąteczny szał, a teraz, w tej chwili, wszystkie stare, obleśne i tłuste babsztyle chcą wyglądać jak za pięknych młodych lat, gdzie każdy facet oglądał się za ich kobiecym wdziękiem, zaś te zgniłe precle z wąsem, z zakolami na tym pustym łbie oraz oddechem śledzia, chcą być superciachami czarodziejskiego świata, z nadzieją, iż może tym razem uda im się trafić na okładkę Fashion Wizardly, jako ten najseksowniejszy facet tegoż roku. - skomentowała z przekąsem.
     Po paru minutach zakończyła strojenie czernią swych paznokci, a na perfekcyjny efekt, przyozdobiła je złotym brokatem, gdzie następnie pokryła powierzchnie długotrwałym żelem. Uniosła prawą dłoń na wysokość jej oczu, z zadowoleniem podziwiając swoje dzieło sztuki. Przynajmniej ona trzymała poziom i godnie reprezentowała płeć piękną, której wstydziła się momentami, gdy widziała niektóre poczwary, sraczkowate ropuchy z oddechem spleśniałych skarpetów. Wzdrygnęła się, gdy przypomniała sobie o tej wiedźmie, Amandzie Eileen, która od Madeleine dostałaby koronę za bycie najohydniejszym potworem Francji. A ona jeszcze śmiała nazywać się kobietą, i wypytywać błyskotliwą Bellemare oto, czy ONA jest PIĘKNA? Madeleine bardzo często, a nawet za każdym razem chciała jej powiedzieć, jaką szkaradą, a zarazem bagiennym monstrum jest, ale słowa zatrzymują się na końcu jej języka, żeby ta potem przybrała swój jakże promienny uśmiech i oznajmiła jej, że wygląda niczym miss piękności... kartoflanych wymiocin, a ta baba się szczerzy i płacze ze szczęścia. Bellemare opadają ręce w jej własnej klinice, gdy zauważa, jak niektóre czarownice są tępe.
     Uniosła jedną brew ku górze, i pierwszy raz tegoż dnia, spojrzała się bezpośrednio na Marsalla.
     - Już ci chyba wspominałam, że masz nieziemskie pomysły, prawda? - spytała z błyskiem drapieżności w oku. - Powinniśmy większość naszych stałych klientek oblać takim węglem lub woskiem, a potem zamknąć w pomieszczeniu, w którym temperatura wynosi tak około minus sto stopni. Jestem pewna, że nikt a nikt, nie zauważyłby niczego podejrzanego, a my mielibyśmy święty spokój na najbliższe lata.
     Odwróciła się i spojrzawszy na okno, a potem trochę dalej, na malujący się obraz, skąpany w lodowatym białym puchu, zamyśliła się. Madeleine przypomniała sobie, jak jedna z klientek pytała się, dlaczego ich klinika nie jest przyozdobiona gadżetami świątecznymi; bombkami, światełkami, łańcuchami i innymi bzdetami. Maddie z drgającą powieką, lecz z pełnym spokojem w głosie, oznajmiła, iż nie obchodzą świąt Bożego Narodzenia, zaś czarownica na to, że jak tak można, po czym z ogromnej siaty zaczęła wyciągać te przeklęte łańcuchy i inne świąteczne śmiecie, tłumacząc się, że to najlepszy i najszczęśliwszy czas w roku. Bellemare, o mało co, jej nie wydrapała oczu z furii. Gdyby nie obecność Marshalla, to z pewnością durne babsko wąchałoby kwiaty od spodu. Przynajmniej on grzecznie ją wyprosił i przemówił jej do rozsądku, za co była mu niezmiernie wdzięczna, bo na widok tych wszystkich paskudztw, dostawała niewyobrażalnej alergii w postaci agresji.
     Zaśmiała się na jego nagłe wyznanie.
     - To się z nią umów, skoro jej chcesz. - złapała go złośliwie za słówko. - Jestem pewna, że ta cuchnąca małpa, nawet się nie zawaha przy swojej odpowiedzi, która jest nam obu bardzo dobrze znana. - uśmiechnęła się okrutnie pod nosem, po czym dodała, że tylko żartuje, bo i tak wiedziała, że Mars nie popełni tak niewybaczalnego błędu, jak umówienie się na randkę z Celestyną.
     Splotła ręcę pod klatką piersiową i pierwszy raz tegoż dnia, zdecydowała się podnieść ze swojego siedzenia, by skierować się do biurka bliźniaka.
     - Oboje wiemy, że w dzieciństwie nie miałeś ze mną szans w kamień, papier i nożyce. - odparła z ogromnym triumfem na twarzy, po czym oparła się rękoma o jego biurko i nachyliła się przed nim tak, aby wpatrywał się wprost w jej oczy, a nie na ścianę lub gdziekolwiek indziej.
     - Ale wiesz co? Nie mam humoru na te gierki. - dodała ponurym szeptem, lecz z wyraźnym uśmiechem na ustach. A końcowo na jej ustach został ironiczny uśmiech, by potem z prędkością światła obrócić się i skierować do drzwi z widocznymi tikami nerwowymi, które zapowiadały, że jeszcze chwila, a rozmiecie wszystko wokół w pył wraz z ich kliniką.
     - Jakoś wytrzymam z tym obskurnym premierem. - wycedziła przez zęby z przerażającym uśmiechem. - Postaram się go przypadkiem nie zabić. - dodała pod nosem, lecz na tyle głośno, że Mars, z pewnością zdołał to usłyszeć.
     A gdy znalazła się w obrębie drzwi, odetchnęła głęboko, po czym jednym, zamaszystym ruchem, otworzyła drzwi na oścież. Powitała natretną i głupią babę z ironicznie okropnym uśmiechem, który zapowiadał same najgorsze rzeczy, jeżeli czym prędzej kobitka nie odpuści. A każdy dobrze wiedział, a raczej rodzeństwo Bellemare bardzo dobrze wiedziało, że te wszystkie zrozpaczone pustaki nigdy nie odpuszczają, bo KAŻDA SPRAWA BYŁA WAGI ZŁOTA.
     - Czego? - spytała oschle, że czarownicy, aż zrzędła mina. - Wydaję mi się, że ani ja, ani Marshall Bellemare-Levasseur, nie zareagowaliśmy na pani błagalne krzyki i rozpaczliwe prośby, a to oznacza, że mamy kupę roboty na głowie i nie mamy czasu na zajmowanie się bzdurami, które według pańskiej półmózgownicy są bardzo ważne, a teraz, proszę, zniknąć mi z oczu, bo nie ręcze za siebie, i następnym razem zgotuje pani wyborne piekło na ziemi, a wątpię, że właśnie tego pani wiedźma chciała, chociaż takowe piekło bardzo przydałoby się pańskiej osobistości. - mówiwszy to, uśmiech Madeleine niebezpiecznie się powiększał, a oczy, wręcz błyszczały mrokiem, złem i drapieżnością.
     - Jeśli nic nie masz do dodania, to żegnam ozięble, wiedźmo. - pożegnała się promiennie, po czym zatrzasnęła drzwiami przed jej nosem, nie czekając na jakąkolwiek jej reakcje - zresztą nie musiała. Zauważyła już po pierwszym zapytaniu, że jej kopara opadła. Żałosne.
     - To było tak proste, że aż nudne. Zrobiłabym to jeszcze raz. - skomentowała.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (14-01-2020 o 23h28)


https://zapodaj.net/images/4a2d2fe51ebf8.png

Offline

#6 04-02-2020 o 17h25

Straż Obsydianu
Doc
Szeregowiec
Doc
...
Wiadomości: 107

Jeśli o Marsa chodziło, to zdecydowanie bardziej preferował papierkowe sprawy - i z tego też względu za każdym razem, gdy Maddie prosiła go, by ogarnął kwestie umów, Marshall zasiadał za biurkiem w swoim gabinecie, machnięciem różdżki zamykał się na cztery spusty, drugim machnięciem zasłaniał okna, puszczał mugolskie piosenki reklamowe w języku urdu na swoim starym radiu i zanurzał się w wirze pracy, udając, że wcale a wcale nie lubi tej roboty i tak naprawdę był Bardzo Poważnie Zajęty.
Za każdym razem padało magiczne "TO JEST JUŻ OSTATNI RAZ!", choć tak naprawdę Bellemare rzucał te słowa na wiatr, o czym zarówno on, jak i Maddie wiedzieli. Prawdę mówiąc, gdyby Madeleine poważnie wzięła się za tę pracę, Mars bardzo by się zdziwił - nawet bardziej niż gdyby usłyszał, że żona Corneliusa wreszcie schudła.
Co, swoją drogą, byłoby większym newsem niż dziesiąty ślub pani Zabini, która była skądinąd stałą klientką kliniki Bellemare. Gdyby Bellemare miało karty stałego klienta, ta pani zdobyłaby już 1000 punktów i odkurzacz (bo darmową kawę za 10 punktów wygrała już, metaforycznie rzecz jasna, w 1999 roku).
- Punkt za zgniłe precle - stwierdził, wrzucając do puszki Maddie sykla. Oboje prowadzili między sobą luźny konkurs, polegający na wymyślaniu najbardziej dziwacznych epitetów wobec klientów. Może niejeden powiedziałby, że to nieprofesjonalne, ale skąd, na gacie Merlina, klienci mieliby o swoich przezwiskach wiedzieć?
Tak czy owak brzęk sykla zagłuszył klientkę zza drzwi. Nawiasem mówiąc, łomot w drzwi chyba był już słyszalny we francuskich wsiach jakieś sto kilometrów stąd. Zapewne mugole z tamtych okolic sprawdzali właśnie anomalie pogodowe w postaci odległych grzmotów i gromów w grudniu.
- Prawdę mówiąc, jeśli chodzi o zamrażanie, to w chłodni numer dwa leży pani Lawrence - wyznał Mars, odpowiadając na uwagę siostry. - Wiedziałaś, że tam leży? Ja też nie. A podobno zniknęła dwa lata temu - dodał, odwracając się i zerkając na kalendarz.
Cała ta plaga tajemniczych zniknięć w Anglii zaczynała rozszerzać się coraz bardziej, również na inne kraje - chociaż zniknięcia Francuzów były bardzo sporadyczne i zwykle dotyczyły one niewiernych małżonków. Osobiście Mars podejrzewał, że większość zaginionych Brytyjczyków zwyczajnie nie chciała mieć nic wspólnego z Corneliusem - albo po prostu mu zapłacili za zniknięcie. W końcu najciemniej pod latarnią, no nie?
Mężczyzna bez słowa podszedł do okna, stając obok siostry. Należało przyznać, że Francja w grudniu robiła się wyjątkowo piękna - oczywiście o ile była ośnieżona do stanu, w którym mugolski rząd ogłaszał klęskę żywiołową. Zaraz prychnął, reagując na wzmiankę o umawianiu się.
- Słonko, jedyna osoba, z jaką mógłbym się umawiać, to tylko moje odbicie w lustrze, o ile byłoby oczywiście kobietą. Zaraz po tym przewrócił oczami, odrywając wzrok od oczu Madeleine. No tak, siostra jak zawsze musiała kaprysić i okazywać całemu światu swoje fochy - w sam raz na Boże Narodzenie.
To nic, że Mars już się zdążył przyzwyczaić.
- Dasz radę. Opcjonalnie wepchniesz go na pięć zdrowasiek do chłodni numer trzy. Tam akurat leży... - urwał, widząc jak Maddie kieruje się do drzwi.
A Maddie w bojowym nastroju nie była czymś, a raczej kimś, z kim klient miał ochotę styczność. Mimo, że klientce za drzwiami należało się - zwyczajnie, należało, Mars poczuł się zobowiązany jednak zaopiekować się klientką.
- Maddie. - rzucił siostrze ostrzegawcze spojrzenie. - Poczekaj. Zajrzyj do pani Zabini. Aha, a tu masz jeszcze to... - z tymi słowy wręczył jej podkładkę z notatkami. Klinika Bellemare szczyciła się innowacjami w niemal każdej dziedzinie, jeśli chodziło o urodę - jednak co bardziej skomplikowane kuracje wymagały dłuższego pobytu pacjentek.
Na przykład pani Crumplebottom prawie tu zamieszkała.
- A ja się zajmę panią zza drzwi. Właśnie, wieczorem będzie trzeba zajrzeć do chłodni. Liczę, że pomożesz mi się tym zająć.
O klinice Bellemare mogli mówić wszystko. Że drogo, że warto, że luksusowo - jednak jednego nie mogli mówić: że ich kuracje były zabójcze. Chociaż Mars byłby skłonny przyznać, że pani Lawrence ze swojego roztargnienia najprawdopodobniej pomyliła chłodnię z pokojem bez kaloryferów i zgubiła drzwi (albowiem drzwi, pod naporem otoczenia, samoistnie pojawiały się i znikały), musiał przyznać jeszcze jedno: pod kątem PR trzymanie trupa w szafie (chłodni) niezbyt by się sprawdziło.
I nawet jeśli to nie była ich wina, gazety będą wiedziały lepiej. Nie mógł do tego dopuścić. Pani Lawrence musiała zniknąć.
Albo po prostu trzeba było ją obudzić. Sam już nie pamiętał, czy podawali jej eliksir słodkiego snu, czy też raczej pani Lawrence w sen zapadła już sama.
- Zajrzyj do premiera i reszty pacjentów, bądź MIŁA i zrób standardowy obchód. Jak wrócisz, to pogadamy, chyba że zdążę wpaść na ciebie na dyżurze - dodał, otwierając drzwi i wychodząc.


C'mon, legend.

https://66.media.tumblr.com/2933413d41f5e5a50ca91f8d16762d65/tumblr_ohjguvW4AD1r41iwho5_500.gifv

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1