Forum

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2

#26 11-04-2020 o 17h51

Straż Cienia
bookprisoner
Straż na szkoleniu
bookprisoner
...
Wiadomości: 194

........................................https://i.ibb.co/f8YZMct/Untitled-3.png

       Jego zdziwienie coraz bardziej objawiało się na jego twarzy z każdym słowem dziewczyny, aż w pewnym momencie patrzył na nią z rozdziawionymi ustami. Jak śmiała tak się do niego odzywać? Jeszcze po tym wszystkim co dla niej zrobił… No dobrze, postanowił podwieźć dziewczynę, bo mu się nudziło, a i tak było po drodze, ale równie mógł tego wcale nie robić, prawda? Dziewczyna jednak zamiast docenić jego gest, postanowiła go wyzwać od najgorszych. Zobaczył spojrzenie Johna w przednim lusterku, spojrzał więc na niego wzrokiem „absolutnie nic nie mów”. Potem znów spojrzał na dziewczynę siedzącą obok niego, ta jednak postanowiła zebrać swoje manatki i ewakuować się z samochodu.
    — Lekkomyślne dziewuszysko — powiedział, bo tak było, kto normalny wysiada na środku drogi i to jeszcze w jej stanie.
    Nie miał pojęcia, co chciałby jeszcze powiedzieć, mielił więc ustami, nie dając słowom wydobyć się z gardła. Jak miał skomentować taką sytuację? Przecież wyszedł teraz na najgorszą osobę we wszechświecie. A na pewno tak nie było. Gorszy od niego był na przykład Albert. Ciekawe, co by powiedziała ta dziewczyna, gdyby go spotkała. No tak, pewnie uznała by go za kulturalnego kolesia, bo ten wiedział, jak zakręcić wokół siebie dziewczyny. Z resztą, o czym w ogóle on myśli. Miał nadzieję, że będzie się musiał o tym przekonywać. Z tą dziewczyną na pewno nie chce mieć już nic wspólnego.
    Wyprostował się, dając Johnowi znak, żeby jechał do domu. Mężczyzna jednak nie zamierzał się ruszyć, nie tylko dlatego, że stali w korku i nie było takiej możliwości, ale przy okazji brunet dostrzegł jego spojrzenie wbite w chłopaka przez przednie lusterko. Kierowca nie musiał nawet nic mówić, wzrok był bowiem na tyle wymowny, że Daniel westchnął i otworzył drzwi samochodu.
    — Dobra, dobra, lekcja pokory numer jeden „jak być człowiekiem” — mruknął pod nosem, wychylając się jeszcze przez otwarte drzwi. — Znam te twoje sztuczki, John. Potem nie dałbyś mi żyć, wiem o tym. Robię to dla ciebie i dla swojego świętego spokoju.
    Następnie zamknął drzwi i ruszył w stronę oddalającej się dziewczyny. Nie musiał iść daleko, ta bowiem nie ruszała się w zawrotnym tempie przez swój stan. Złapał ją za ramię, zmuszając żeby się zatrzymała i odwróciła w jego kierunku.
    — Dobra, przepraszam — mruknął, a to słowo nie chcące przejść mu przez usta, wydawało mu się gumiaste i nieprzyjemne. Nie lubił go używać. — Skoro postanowiłem cię zabrać ze sobą to to zrobię, a teraz chodź. Jeszcze coś sobie zrobisz po drodze i będę miał cię na sumieniu.
    Odwrócił się i upewniając się czy dziewczyna idzie za nim, ruszył w stronę samochodu. Korek akurat się rozjechał, John czekał więc w samochodzie na chodniku. Całe szczęście, pomyślał Daniel. Gdyby mieli wrócić do samochodu tylko dlatego, żeby stać w korku to nie miałoby żadnego sensu i jeszcze by się okazało, że musi dziewczynę odprowadzić na nogach. Wsiadł do samochodu i pokręcił oczami. John, na pewno będzie chciał to później jakoś skomentować. Miał tylko nadzieję, że ten zrobi to dopiero, jak już pozbędą się dziewczyny. Już i tak ta miała o nim kiepskie zdanie.
    — Dobra, osiedle z jakimiś kwiatkami, tak? — spytał i machnął ręką, że mogą już jechać.
    Mężczyzna za kierownicą uśmiechnął się tylko rozbawiony i ruszył. Niedługo potem już byli na miejscu. Daniel poczekał ze złożonymi rękami, jak John pomoże dziewczynie wygramolić się z samochodu. Przy okazji spojrzał też na telefon, nie dostrzegając na nim żadnej nowej wiadomości, przewijał więc jedynie głupie posty na Facebooku. Kiedy w końcu znów ruszyli do domu, John odchrząknął. Brunet od razu go uprzedził.
    — Bez. Żadnego. Komentarza — powiedział wolno, urywając nawet nierozpoczętą dyskusję.
    Mężczyzna wzruszył ramionami i skręcił w ulicę prowadzącą do jego mieszkania.
    — Ciekawa dziewczyna — skomentował jedynie, kiedy chłopak wychodził z samochodu.
    — A ty ciekawski — mruknął, zamykając za sobą drzwi. Zbliżył się jeszcze do wpółotwartej przedniej szyby. — Cześć.
    Sytuacja z dziewczyną zmęczyła go na tyle, że nie miał absolutnie na nic ochoty, chociaż w planach miał jeszcze wieczorne bieganie. Teraz miał jedynie ochotę na leżenie na kanapie i myślenie nad swoim marnym losem i słowami brązowowłosej, które mimo że zdecydowanie były za ostre, to w dodatku sprawiły, że poczuł się jak najgorszy śmieć. Przecież nie był taki, prawda? Czasami pomagał ludziom. Na przykład w sklepie dawał więcej pieniędzy, mówiąc „reszty nie trzeba”. Nie rozumiał dlaczego ta dziewczyna miała takie o nim zdanie, tym bardziej że nawet zdobył się na to, żeby ją podwieźć, a nawet potowarzyszyć w deszczu (a przynajmniej jakąś tam chwilę, dopóki nie postanowił schować się pod dachem). Pokręcił głową, padając na kanapę w salonie. Co w ogóle go obchodziło zdanie jakiejś tam niewychowanej dziewuchy. I tak pewnie nigdy więcej nie będzie z nią rozmawiać. Jutro na zajęciach specjalnie siądzie od niej daleko, żeby nie musieć robić z nią tego głupiego projektu. Może być nawet w parze z Leniwym Teo, z którym nikt nie chce współpracować, bo jest – zaskoczenie – leniwy. O tak, jeszcze sprawi, że dziewczyna będzie go prosić o wybaczenie, żeby tylko wrócił do jej grupy. To ona będzie miała problem, nie on. On coś wymyśli, nie raz i nie dwa razy upiekło mu się w szkole ze względu na jego status. Potarł ręce zadowolony. Wspaniale, pomyślał. To był dobry plan.

Ostatnio zmieniony przez bookprisoner (12-04-2020 o 03h42)

Offline

#27 12-04-2020 o 12h36

Straż Obsydianu
Shivien
Młody rekrut
Shivien
...
Wiadomości: 23

https://i.ibb.co/s34NRZX/2.png

      Kroczyła zamyślona pogrążona myślami o sytuacji sprzed chwili. Emocje już z niej opadły ale gdzieś w głębi trochę źle się z tym czuła. Biła się ze swoimi myślami, że przecież miała rację, że zachowuje się jak napuszony indor ale być może zbyt emocjonalnie podeszła do tego problemu. Wzięła głęboki w dech i szybko wypuściła powietrze. Ale z drugiej strony czuła się bardzo niesprawiedliwie potraktowana przez chłopaka, było jej po prostu przykro. Z tego bicia się z myślami czy przegięła w jedną czy w drugą stronę wybił ją głos chłopaka, bardzo znajomy, głos Daniela.
     Poczuła jak szarpnął ją za rękę. Julia odwróciła się szybko w jego stronę starając się oswobodzić swoją rękę. Zmarszczyła brwi wpatrując się przymrużonymi oczami w twarz chłopaka, który ją przeprosił. Dziewczyna poczuła się wybita kompletnie z rozumu. Nie spodziewała się, że ten wyjdzie specjalnie za nią z samochodu a co dopiero usłyszy słowo „przepraszam” z jego ust. Stała niczym figura woskowa obserwując Daniela, który kazał jej wrócić do samochodu  w dość grzecznym stylu jak na niego.
      Dziewczyna złapała kontakt z otoczeniem odrzucając na bok swoje myśli i zdała sobie sprawę, że stali się we dwójkę w centrum uwagi dla poszczególnych przechodniów. Po chwili zawahania postanowiła nie robić większego zamieszania i postanowiła wrócić z Danielem do samochodu. Wsiadła do środka czym prędzej i usadowiła się wygonie w miarę możliwości. Przez resztę drogi panowała grobowa cisza. Kątem oka zerknęła na bruneta siedzącego obok niej, ale chłopak wyglądał na znudzonego i wpatrywał się w szybę. Julia ułożyła ręce na kolanach i zrobiła to samo odwracając głowę w drugą stronę.
      Dalsza podróż samochodem nie trwała już zbyt długo i nim się spostrzegła kierowca zatrzymał się tuż obok jej domu. Zebrała ponownie swoje rzeczy i ponownie spojrzała w stronę Daniela, ale ten bawił się na swoim telefonie nie zwracając na nią uwagi. Julia stwierdziła, że nie będzie mu przerywać tak pasjonującego zajęcia jak przeglądanie postów na Facebooku. Julia fuknęła pod nosem i otworzyła drzwi. Obok stał już kierowca i pomógł dziewczynie wygrzebać się z samochodu i odprowadził pod drzwi.
     -Dziękuję bardzo Panu za pomoc i podwiezienie do domu- Posłała starszemu mężczyźnie lekki uśmiech. Kierowca bez słowa kiwnął głową i odwzajemnił uśmiech. Chwilę później odjechali.
     Otworzyła drzwi, które lekko zaskrzypiały i weszła do środka. Była wreszcie w domu. Rzuciła torebkę na podłogę w salonie a sama opadła na kanapę. Odrzuciła mokre włosy na bok i zdjęła mokre ubranie, które przyprawiało ją o gęsią skórkę. Wskoczyła pod prysznic czerpiąc przyjemność z ciepła, które rozlewało się po całym jej ciele. Owinęła się ciepłym welurowym szlafrokiem i przeszła do kuchni by zjeść już cokolwiek bo żołądek bardzo jej dokuczał. Uszykowała na szybko kanapki oraz wyciągnęła z zamrażalki kostki lodu i owinęła je w ręcznik. Położyła się na kanapie rozciągając się wygodnie. Obejrzała jeszcze trochę opuchniętą kostkę i położyła na niej zimny kompres a sama zjadła z apatytem kolację.
     Popijając gorące kakao rozmyślała o dzisiejszym mało łaskawym dla niej dniu. Z myśli nie schodził jej obraz Daniela. Była oburzona jego aroganckim i bezczelnym zachowaniem. Pokręciła nerwowo głowo jakby chciała przegonić te myśli od siebie. Wyciągnęła telefon by sprawdzić wiadomości. Na ekranie wyświetlała się tylko jedna od Eve. Julia uśmiechnęła się do siebie. Dotknęła ekran by wyświetlić wiadomość. Hejka, jutro niestety też mnie nie będzie, muszę pomóc mamie w kwiaciarni. Ale co ty na to byś wpadła do mnie po zajęciach na małą kawę wśród kwiatów? . Pomysł przyjaciółki spodobał się dziewczynie. Dawno nie miały czasu by spotkać się poza uczelnią a u jej mamie w sklepie zawsze panowała miła atmosfera. Nie rozmyślając nad tym zbyt długo, odpisała czym prędzej.Super pomysł, wpadnę jutro na pewno. . Ułożyła się wygodnie na kanapie zadowolona z czekającego na nią jutro miłego spotkania. Zamknęła znużone oczy gdyż na jej powiekach zaczął ciążyć sen.

Ostatnio zmieniony przez Shivien (12-04-2020 o 12h46)

Offline

#28 23-04-2020 o 21h08

Straż Cienia
bookprisoner
Straż na szkoleniu
bookprisoner
...
Wiadomości: 194

........................................https://i.ibb.co/f8YZMct/Untitled-3.png

    Następnego dnia był w pewni zdeterminowany. Chciał sprawić, żeby dziewczyna pożałowała swojego zachowania i błagała go o wybaczenie, a żeby tak się stało, musiał mieć jakiś dobry plan. Cóż jednak nie działało na dziewczyny bardziej niż ignorowanie ich całkowicie. Założenie było więc takie, że przez cały czas nie będzie się do niej odzywać, nawet jeśli będzie trzeba zrobić projekt na zajęcia. Niech ona się tym martwi. Daniel nie miał zamiaru się tym przejmować. Wstał więc w bojowym nastroju, a kiedy pojawił się przed gmachem uczelni, wkroczył przez drzwi do środka dziarskim krokiem. Nawet pomachał do siedzących dziewczyn na murku, które się w niego wpatrywały. Odnajdując salę, w której miał mieć zajęcia, wszedł do środka i zajął jego stałe miejsce – z tyłu sali, gdzie mógł się bez obaw obijać. Nie zwracając na siebie uwagi, rozglądał się za obiektem X, żeby wiedzieć, kiedy móc grać swoją rolę. Kiedy dziewczyna pojawiła się w końcu w drzwiach, zniżył się na krześle i pochylając się nad telefonem, zaczął plan, czyli nie zwracanie na niej uwagi.
    Zajęcia minęły całkiem spokojnie, wykładowca przypomniał im o projekcie, który mieli oddać w przyszłym tygodniu, nie kazał im jednak pracować ze sobą, zakładając się studenci zajmują się tym po zajęciach, Daniel nie musiał więc nie musiał tłumaczyć się z niechęci pomocy we wspólnej pracy. Kiedy spojrzał na zegarek, a kobieta na końcu sali oznajmiła koniec, podniósł się z krzesła i ruszył w stronę wyjścia, absolutnie nie patrząc w stronę brązowowłosej. Ktoś jednak zatrzymał go w połowie drogi. Ręka na jego ramieniu zacisnęła się, odwrócił się więc dostrzegając twarz Tylera.
    — Doktor Myers kazał ci przypomnieć o zajęciach z wuefu, bo ostatnio cię nie było — powiedział wysoki blondyn, opuszczając dłoń.
    Nie wyglądał na kogoś, komu zależało na przekazaniu tej informacji. Raczej został do tego zmuszony jako starosta grupy. Oboje szczególnie ze sobą nie rozmawiali, chociaż Daniel widział u Tylera wyraźną niechęć do niego. Nie miał jednak ochoty w żaden sposób tego weryfikować. Podziękował mu z rezerwą w głosie i ruszył znów w stronę wyjścia. Znów jednak coś go zatrzymało. A raczej ktoś, kto wpadł na niego, idąc w tym samym kierunku. Spojrzał na osobę, która rozmasowywała swoje ramię, rozpoznając w jej twarzy dziewczynę z biblioteki – jego obiekt X.
    — Cholera — pomyślał i powiedział jednocześnie, bo tego jego plan nie zakładał.
    Popatrzył na nią spode łba, nie zdążył jednak powiedzieć nic więcej, bo jego telefon zaczął wibrować w kieszeni, skrzywił się więc.
    — Czego znowu? — mruknął pod nosem i ignorując dziewczynę, wyszedł z sali, stając przy ścianie, z dala od wychodzących studentów.
    Wyciągnął telefon, a dostrzegając na nim nieznajomy numer, wahał się, czy go odebrać. Zazwyczaj takie połączenia oznaczały jakieś oferty z banków, które w ogóle go nie obchodziły, albo dzwoniące dziewczyny, które w jakiś niewiadomy sposób zdobywały jego numer telefonu. Tym razem jednak postanowił odebrać, głównie dlatego, żeby jego obiekt X nie postanowił się znów do niego przyczepić.
    — Słucham? — zaczął chłodnym tonem.
    Nie spodziewał się, że po drugiej stronie usłyszy Briana. Właściwie na początku go nie poznał, musiał więc zapytać, kto do niego dzwoni, na co dzwoniący wyraźnie się obruszył.
    — Już dzieciaku nie udawaj, że mnie nie znasz — głos zamienił się w udawane rozbawienie, które Daniela tylko i wyłącznie zirytowało.
    Nie wiedział bowiem, po co Brian miał do niego dzwonić. Na pewno nie była to bezinteresowna rozmowa. Na pewno coś od niego chciał, nie wiedział tylko co dokładnie. Jego znajomy, chociaż to określenie było bardzo na wyrost, na początku zapytał go, co u niego, przez co w głowie Daniela zapaliła się już pierwszą ostrzegawcza lampka. Odpowiedział jednak dosyć zdawkowo, czekając co ten powie dalej.
    — Słuchaj, muszę z tobą porozmawiać. Masz dzisiaj czas? Będę czekać na ciebie pod twoją budą.
    — W sensie pod uczelnią?
    — Taa, to jak? Masz czas?
    Zastanowił się, zanim odpowiedział. Lampka w jego głowie błyskała ostrzegawczo, sam wiedział, że Brian na pewno ma do niego jakąś sprawę. Pytanie, co miał na myśli i czego od niego oczekiwał.
    — A czego chcesz? — spytał w zamian.
    Głos w słuchawce zaśmiał się.
    — Daj spokój, nie takim tonem. Mam po prostu taki problem, a do twojego brata nie mogę się dodzwonić. To jak? Mam przyjść?
    Daniel złapał się za głowę i zamykając oczy, westchnął ciężko. Dzwoniący na pewno to słyszał, brunet jednak nie przejmował się tym wcale. Już raz miał starcie z Brianem i nie skończyło się to dobrze. Nie ukrywał, że miał czym przywalić i skutecznie pokazał mu to, mierząc do niego z pięści. Drugim razem nie miał zamiaru dostać. Tym bardziej, że ostatnio w barze tak właśnie mogło się wydarzyć. Był jednak ciekaw, co takiego ten chciał od Alberta, a czym Daniel też niby miałby się zająć. Wiedział, że może potem swojej decyzji żałować. Kiedy więc rozłączył się, zgadzając się na spotkanie, przeklął jedynie pod nosem i zacisnął rękę w pięści. Podejrzewał jednak, że nawet jeśli odmówiłby Brianowi, ten i tak by na niego czekał. Ruszył dalej, na kolejne zajęcia, zastanawiając się, czy powinien o tym telefonie powiedzieć Albertowi. Zaśmiał się jednak w duchu. „Nie ma szans”, pomyślał, krzywiąc się pod nosem. Musiał sobie z tym poradzić sam.

Ostatnio zmieniony przez bookprisoner (29-05-2020 o 19h44)

Offline

#29 03-05-2020 o 13h59

Straż Obsydianu
Shivien
Młody rekrut
Shivien
...
Wiadomości: 23

https://i.ibb.co/s34NRZX/2.png

     Dziewczyna od samego poranka szykowała się w pośpiechu ponieważ była wczoraj tak zmęczona, że zapomniała z tego wszystkiego ustawić budzik. Wzięła szybki prysznic i ubrała się w czarny dopasowany top oraz dżinsową sukienkę na szelkach, a na wszelki wypadek cienki dzianinowy sweterek wrzuciła do torebki. W kuchni zjadła pospieszne śniadanie przeglądając plan zajęć na dzisiaj. Posmutniała na myśl, że będzie musiała dzisiaj jakoś przetrawić temat tego nieszczęsnego projektu, który robi niestety z Danielem. Wypiła herbatę prawie jednym tchem i wrzuciła do torby potrzebne zeszyty na dzisiaj. Zakładając swoje ulubione różowe trampki zwróciła uwagę na swoja kostkę i zadowoleniem stwierdziła, że już nic jej nie dolega. Dziewczyna była zmuszona dzisiaj jechać samochodem na uczelnie, gdyż jej się przysnęło. Wskoczyła w swoją małą żółtą cytrynę i łamiąc delikatnie przepisy drogowe dojechała na uczelnie.
     Prawie biegnąc przemierzała korytarz poszukując swojej sali. Razem z grupką innych studentów weszła a raczej została porwana przez tłum to środka. Kątem oka zauważyła, że jej ulubiony kolega już siedział na końcu sali i jakby inaczej był zainteresowany tylko swoim telefonem. Postanowiła nie dawać mu tej satysfakcji i usiadła całkowicie w innym miejscu sali. Nie zamierzała się więcej przed nim płaszczyć i sama zrobi projekt pod tylko i wyłącznie swoim nazwiskiem. Zajęcia u boku doktor Berg minęły dość łagodnie. Wyglądała na to, że prowadząca postraszyła tylko na pierwszych zajęcia by jak to z natury bywa leniwi studenci zabrali się do roboty. Zadała na początku tylko parę pytań, czy wszystko w porządku odnośnie wymaganych treści i czy są jakieś pytania. Żadne pytanie oczywiście nie padło. Wydawać by się mogło, że na sali zasiadając sami przyszli profesorowie.
     Dziewczyna postanowiła wykorzystać te dwugodzinne zajęci by nadgonić temat swojego projektu bo dzisiaj po zajęciach miała spędzić miło czas z przyjaciółką w kwiaciarni.  Na samą myśl, że dzisiaj tam się wybiera zrobiło jej się błogo. Kochała tą atmosferę panująca w sklepie, a przy okazji zawsze znalazła tam jakąś nową roślinkę dla siebie po promocyjnej cenie. Zajęcia szybko minęły a Julia wychodziła zadowolona z ćwiczeń, bo dość dużo materiałów sobie ogarnęła. Wychodząc  z sali grzebała w torebce gorączkowo szukając portfela mając nadzieję, że ma w nim parę dyszek na nowego kwiatuszka. Idąc trochę na oślep poczuła jak odbiła się bokiem od kogoś i usłyszała za sobą przekleństwo, obróciła się by przeprosić, ale mina jej momentalnie zrzedła. Obok niej stał z nietęgą miną Daniel. Julia zmarszczyła brwi i zmierzyła go wzrokiem odchodząc jak najdalej czym prędzej. Mówiła sobie w duchu, że musi się przyzwyczaić do jego obecności na uczelni, bo chcąc nie chcąc to są na tym samym roku a co gorsza na tym samym profilu. I tylko jej na zdrowie wyjdzie, jak będzie go ignorować a najlepiej jak zapomni o jego istnieniu.
     Starając się nie psuć sobie samej nawet dość dobrego humoru poszła na solówkę na jakąś dobrą kawę i ciastko. O tak, co jak co ale w kawiarni studenckiej były najlepsze słodkie przekąski. Zamówiła dużą białą kawę i kremówkę. Usadowiła się przy oknie obserwując z podpartą głową na dłoni przechodniów z oddali. Przejrzała później pocztę mając nadzieję, że będzie tam jakaś wiadomość od ojca. A tak jak wczoraj i przed wczoraj i jeszcze parę dni wstecz niczego nie było. Julia posmutniała, bo już od dłuższego czasu nie miała od niego żadnej wieści. Wiedziała, że ma dużo rzeczy na głowie i mnóstwo ważnych spraw rangi państwowej do ogarnięcia. Z drugiej strony nie chciała być nachalna, bo większa ilość wiadomości od niej nie sprawi, że szybciej otrzyma odpowiedź od taty, już przerabiała ten temat w ten sposób. Musiała czekać, jedyne co mogła zrobić.
     Po śmierci matki ojciec zabronił jej przyznawać się jej kogo jest córką. Powtarzał w kółko, że raz popełnił już błąd w swoim życiu i nie pozwoli by coś podobnego stało się w przyszłości. Wiele razy rozmawiała z tatą na temat śmierci swojej mamy. Pomimo tego, że media przedstawiły to jako nieszczęśliwy wypadek to jej ojciec wiedział, że ktoś specjalnie zepchnął samochód jego żony z urwiska. Od tego nieszczęśliwego momentu ich życie bardzo się zmieniło. Ojciec sprzedał ich posiadłość i przeprowadzili się na obrzeże miasta, a tak naprawdę to Julia zamieszkała sama w tym domu a jej ojciec przeprowadził się do stolicy. Tłumaczył się zawsze tym, że ma tam bliżej do pracy i może lepiej nadzorować ludzi, ale tak naprawdę Julia wiedziała, że ojciec dla jej bezpieczeństwa powoli oddalał się od niej. Od tego dnia nie była już córką mężczyzny, który trząsł całymi siłami powietrznymi w kraju, tylko zwykłego kucharza okrętowego. Była to bardzo dobra wymówka wśród jej znajomych czemu go zwykle nie ma w domu. 
      Z głębokiego zamyślenia wyrwał ją dźwięk upadającego talerza z zupą, który rozleciał się na milion kawałków po całej kawiarni. Dziewczyna dojadła ciastko a kawę zabrała na wynos. Kolejne zajęcia minęły szybko a ćwiczenia z WF’u jeszcze bardziej poprawiły Juli nastrój. Wybiła 15:35 i wszyscy studenci zaczęli zbierać do wyjścia do domu. Dziewczyna podskoczyła jeszcze do toalety bo poprawić włosy i trochę się odświeżyć przed spotkaniem z przyjaciółką. Zajrzała na koniec do kawiarni studenckiej i kupiła parę ciastek na wynos. Nie przystoi przychodzić w gości z pustymi rękami zaśmiała się w duchu, bo już widziała minę Eve na widok tych pysznych ciasteczek. Kierując się na parking przemierzała puste korytarze uczelni. Był dzisiaj piątek co oznaczało, że życie prawdziwego studenta właśnie się zaczynało. Schodząc po schodach prowadzących na plac parkingowy przystanęła koło filaru by znaleźć klucze do samochodu. Gdy już odnalazła je dłonią w torebce szczęśliwa miała wychodzić za filaru gdy usłyszała przed sobą czyjś głos, bardzo znajomy ale mało przyjemny.
     -Siema młody. Dobrze że, jesteś. Już myślałem, że się mnie boisz czy co.- Zaśmiał się grubiańsko.
     Julia wychyliła się z ciekawości ostrożnie za filara i ujrzała bardzo znajomą postać. Był to ten sam chłopak, który się ostatnio awanturował z Danielem.

Offline

#30 29-05-2020 o 21h17

Straż Cienia
bookprisoner
Straż na szkoleniu
bookprisoner
...
Wiadomości: 194

...............................https://i.ibb.co/RPPRJ6N/I-hope-you-sleep-thight-tonight-The-lunatics-have-taken-over-the-asylum.jpg
     Spojrzał na zegarek na swojej ręce. Zajęcia dobiegały już powoli końca, a co się z tym łączyło, spotkanie z Brianem było coraz bliżej. W pewnym momencie, zapisując w zeszycie formułki dotyczące ksiąg rachunkowych, pożałował swojego wyboru. Wiedział jednak, że nie miał wyjścia. Nieważne czy by się zgodził, czy odmówił spotkania z kolegą Alberta, wiedział, że i tak prędzej czy później będzie musiał się z nim zmierzyć. A to znaczyło, że lepiej, żeby zrobić to wcześniej i zapomnieć niż później i potem się z nim męczyć.
     Włożył książki do torby, założył ją na ramię i ruszył w stronę wyjścia. Nagle myśli o dziewczynie z biblioteki i o tym, jak bardzo chciał jej dokuczyć, nie miały teraz znaczenia. Najważniejszym było teraz przeżyć starcie z Brianem, które jak się spodziewał, będzie trudne.
     Wciągnął powietrze do płuc i wyszedł z budynku. Rozejrzał się, nie zwalniając, jednak nie widział chłopaka w tłumie wychodzącym wraz z nim. Odetchnął z ulgą, chociaż wiedział, że ten mu tak łatwo nie odpuści. Postanowił iść dzisiaj inną drogą niż zazwyczaj, prowadzącą przez uczelniany parking. Zbiegł szybko po schodkach, wkładając ręce do kieszeni i wyciągając z jeden z nich telefon. Już miał napisać Johnowi, że skończył zajęcia, kiedy ktoś zagrodził mu drogę. Podniósł głowę, spodziewając się kim jest ta osoba.
     — Brian — powiedział, mierząc się z wyższym wzrokiem.
     — Siema, młody — odparł drugi, nic nie robiąc sobie z poważnej miny Daniela. — Dobrze, że jesteś. Już myślałem, że się mnie boisz czy coś.
     Brunet prychnął tylko niezadowolony.
     — Dobra, czego chciałeś? — spytał bez krzty cierpliwości.
     Chciał szybko załatwić sprawę i nie owijać w bawełnę. I tak nie sądził, że uda mu się pomóc Brianowi. Splótł więc ręce na piersi, odchodząc gdzieś w bok i kiwnął głową w stronę chłopaka, oczekując odpowiedzi. Osiłek podszedł do niego, sapiąc. Pochylił się nad nim, nie okazując w żaden sposób wrogiego nastawienia. To zbiło Daniela z tropu.
     — Rozmawiałem z Albertem, ale nie idzie go przekonać. Słuchaj, może ty mi pomożesz. Kończy mi się kasa — zaczął Brian, rozkładając ręce.
     — Nie pożyczę ci pieniędzy, jeśli o to chodzi. Nadal wisisz nam dwa tysiące, dobrze o tym wiesz — odpowiedział szybko brunet, odwracając się.
     Bo i owszem, tak było. Za czasów lepszej znajomości z jego bratem, Brian pozwalał sobie na pożyczanie od nich pieniędzy, bo jak to mówił „przecież im i tak nie zależy”. Uzbierana suma wzrosła do ponad dwóch tysięcy dolarów, a w połączeniu z odsetkami… Aż dziwne, że Albert nie postanowił go za to ścigać.
     — Nie, słuchaj! — obruszył się zaraz wielki, łapiąc go za ramię i zmuszając, żeby się obrócił w jego stronę.
     Daniel, wyginając się, uchronił się od uścisku i spojrzał na niego jeszcze raz.
     — To nie tak. Zupełnie odwrotna sytuacja. Twój braciszek obiecał mi kiedyś, że znajdzie mi robotę u was w firmie. I teraz tego potrzebuję, rozumiesz? — dokończył, marszcząc brwi.
     Najwidoczniej irytowało go to poniżające zachowanie, w którym musi się kajać przed młodszym od siebie chłopakiem.
     — Bujda, na pewno nic takiego nie obiecywał. Akurat Albert wie, że powinien składać obietnice tylko wtedy, kiedy jest w stanie im sprostać. Biznes go tego nauczył — odparł wolno Daniel, patrząc na zegarek na dłoni. — Więc nie pomogę ci.
     Brian podszedł do niego naprawdę blisko. Jego klatka piersiowa niemal stykała się z ciałem Daniela.
     — To nie była prośba — powiedział, całkowicie pokazując już swoje zamiary.
     Jego twarz skierowała w jego stronę nie wyrażała nic więcej poza stanowczością. Musiał dostać, co sobie zażyczył. Wiedział, że może pozwolić sobie na więcej. W przypadku Alberta na pewno ta rozmowa wyglądałaby inaczej. Kto jednak przejmowałby się jego młodszym bratem, o którym właściwie nikt nie pamięta? Nawet prasa nie zwracała szczególnie na niego uwagi. Brian wiedział, że nie musi się kryć ze swoimi intencjami. Daniel nie zamierzał jednak odpuszczać.
     — Powiedziałem już, nie pomogę ci. Poza tym dobrze wiesz, że średnio interesuje mnie firma ojca i mam w niej mały udział. Moje zdanie się tam nie liczy — powiedział zgodnie z prawdą.
     Wątpił, że uda mu się cokolwiek wskórać, gdyby już chciał to zrobić.
     — A ja powiedziałem już, że to nie była prośba. Porozmawiaj ze swoim braciszkiem. Na pewno przemyśli sprawę, co nie? — warknął Brian, jednak odsunął się nieco od bruneta.
     — Nie mam zamiaru — prychnął Daniel i również odsunął się na krok od napastnika.
     Sytuacja zaczynała się pogarszać i najlepiej dla niego było się wycofać, póki będzie za późno. Dobrze wiedział, co czego ten był zdolny.
     — Jeśli to wszystko, nic tu po mnie. Jak zależy ci na pomocy Alberta, porozmawiaj z nim sam. Na pewno bardziej posłucha kolegi niż swojego brata — mruknął, odwracając się i orientując się w swoich słowach, że niestety była to smutna prawda.
     — Na razie… — usłyszał, nie uszedł jednak zbyt daleko, kiedy znikąd nagle uderzyła w niego pięść.
     Najpierw poczuł grzmotnięcie w czaszce, jakby coś nagle w niej się zatrzęsło, a potem rąbnął na ziemię, ścierając dłonie na chropowatym asfalcie. Potem poczuł cios z brzuch, a kiedy nie mógł się ruszyć, żeby uniknąć kolejnego, dostał jeszcze w plecy. Nim w ogóle zorientował się, co się stało, napastnika już dawno nie było.

Ostatnio zmieniony przez bookprisoner (01-06-2020 o 00h57)

Offline

#31 06-07-2020 o 12h36

Straż Obsydianu
Shivien
Młody rekrut
Shivien
...
Wiadomości: 23

https://i.ibb.co/s34NRZX/2.png

      Dziewczyna stała opierając się plecami o betonowy filar przysłuchując się rozmowie chłopaków. Czuła się z tym źle, w końcu mogła przecież przejść do swojego samochodu a nie jak jakiś recydywista chować się przed swoim problemem. Wzięła głęboki wdech bo wiedziała, że jedyne co jej pozostało, by wyjść z tego jakoś z twarzą to przeczekać ich pogaduszki i jak gdyby nic się nie stało czmychnąć do swojego auta. Rzuciła torebkę na ziemię a sama przykucnęła obok rozciągając kości.
       Z zamyślenia wyrwały dziewczynę coraz głośniejszy ton prowadzonej żwawo dyskusji jej dwóch ulubionych klientów z ostatniej dniówki. Z zaciekawieniem wychyliła ukradkiem głowę zbierając włosy do tyły. Pierwszy rzucił jej się ten wulgarny chłopak z baru, który i w tym momencie wyglądał na oburzonego i mocno zdenerwowanego a jego nerwowe gestykulowanie rękami utwierdzało Julię w poczuciu, że to spotkanie może skończyć się podobnie jak ostatnio. Daniel również wyglądał na zdenerwowanego, rzucił na odchodne parę zdań w stronę swojego pulchnego kolegi i zaczął odchodzić w przeciwnym kierunku.
     Dziewczyna uradowana, że będzie mogła wreszcie spokojnie jechać na swoją dzisiaj upragnioną kawę do Eve, szybko się podniosła i zarzuciła na ramię torebkę. Wychyliła się ponownie ukradkiem by skontrolować jak towarzystwo się rozchodzi. Ale to co zobaczyła wcale nie było tym, co miała nadzieję zobaczyć. Brian podbiegał właśnie do Daniela i posłał mu mocne uderzenie pięścią w głowę. Chłopak upadł na ziemię. Julia zakryła automatycznie usta ręką  by nie wydać z siebie okrzyku przerażenia. Śledziła Briana swoim przestraszonym spojrzeniem, ale ten nie wyglądał na usatysfakcjonowanego i dołożył ostrego kopniaka w brzuch i w plecy. Julia patrzyła z przerażeniem na Daniela, który zwijał się z bólu na asfalcie.
      Schowała się ponownie całą za filar. Bała się a wręcz była przerażona, że jak ją ten drugi zobaczy to może skończyć tak samo albo i gorzej. Najchętniej by stąd uciekła nie obracając się za siebie, ale gdy zobaczyła przed oczami ponownie obraz poobijanego Daniela serce jej zamarło. Skuliła się obserwując dalszy rozwój sytuacji. Oprawca Daniela okrążył go leżącego na ziemi i na odchodne spluną w jego stronę a sam szybkim krokiem skierował się do wyjścia z parkingu. Gdy tylko poczuła, że Brian zniknął za bramą uczelni podbiegła do leżącego na ziemi chłopaka. Przykucnęła obok niego i odgarnęła mu włosy z twarzy, którą miał wykrzywioną w bólu. Gdy cofnęła rękę przeraziła się gdy całą dłoń miała we krwi. Dopiero teraz zobaczyła małą strużkę krwi spływającą po skroni chłopaka. Nerwowo otworzyła torebkę poszukując czegokolwiek by opatrzyć ranę. W rękę wpadł jej jedynie sweter, który rano wrzuciła w sumie bez większego zastanowienia do torebki. Widząc, że chłopakowi zaczynała wracać świadomość ujęła jego twarz w dłonie jedną dotykając delikatnie policzka a drugą dociskając do rany.
      - Już wszystko w porządku - Posłała mu delikatny uśmiech, nie wiedziała co mogłaby innego w tej sytuacji zrobić, by choć trochę zmniejszyć jego cierpienie. W środku cała się trzęsła ale nie chciała pokazywać tego chłopakowi, który i tak był w kiepskim stanie. Wzięła głęboki wdech.
      -Musisz wstać i powinniśmy jechać do szpitala by obejrzał cię lekarz - Spojrzała n niego błagalnie, gdyż zdawała sobie sprawę, że łatwiej to powiedzieć niż zrobić w tej sytuacji.

Offline

#32 02-08-2020 o 19h34

Straż Cienia
bookprisoner
Straż na szkoleniu
bookprisoner
...
Wiadomości: 194

...............................https://i.ibb.co/RPPRJ6N/I-hope-you-sleep-thight-tonight-The-lunatics-have-taken-over-the-asylum.jpg

      W jego głowie działy się rzeczy nieziemskie. Najpierw, zaraz gdy uderzył nią o twardy beton, zrobiło się zupełnie ciemno, przez chwilę chyba nawet stracił przytomność. Kiedy odzyskiwał rozumienie, miał wrażenie, że widział światło we wszystkich możliwych barwach. Dopiero gdy powrócił słuch, a spojrzenie wyostrzyło się na tyle, żeby widzieć kształty, zobaczył przed sobą dziewczynę z biblioteki. Zaraz, zaraz, czy on śnił? Czy to był tylko jakiś koszmar? Czy ona naprawdę usiała pojawiać się zawsze w najgorszych momentach?
      Podniósł się na łokciach, mamrocząc coś pod nosem i kręcąc głową energicznie, choć przy jego stłuczeniach i oszołomieniu, gest ten był niezwykle łagodny.
      — Nie c-chcę do szpitala — powiedział słabo, odpychając jej dłonie. — Ojciec mnie zabije.
      Powoli podniósł się do siadu, a potem chwycił się za głowę, czując potworny ból w skroni. Złapał się za czoło, a kiedy poczuł lepką maź, spojrzał na swoją rękę. Była czerwona. Jęknął. Nie mógł pokazać się w takim stanie Johnowi. Nawet jeśli ten już nie raz widział go poobijanego i zmaltretowanego. Wiedział jednak, że im dłużej będzie na widoku publicznym, będąc zakrwawiony i obity, zaraz zajdzie się ktoś, to wykorzysta do mediów albo co gorsza, przekaże to jego ojcu. Ten natomiast nie mógł się o niczym dowiedzieć. I tak był już czarną owcą rodziny. Gdyby miał jeszcze splamić dobre imię rodziny, bo „zachciało mu się urządzać bójek”, miałby do końca życia przerąbane.
      O trudach i przy pomocy dziewczyny, którą starał się odpychać, ale nieskutecznie, w końcu stał na nogi i utykając, przeszli na mały murek przy parkingu, żeby mogli usiąść. Musiał szybko coś wymyślić. Na pewno nie mógł iść do szpitala. Zaraz ktoś z ludzi ojca dowiedziałby się, że się tam znajduje. On miał ich wszędzie. Nawet w tych sprawach nie mógł ufać Johnowi. Jakby nie było ten również dla jego ojca pracował. Spojrzał na siedzącą obok dziewczynę, która mimo ich konfliktu, wyraźnie przejęta była jego stanem.
      — Zabierz mnie gdzieś — powiedział wolno, rozmasowując sobie głowę.
      Widząc, że ta nie wie, co zrobić, machnął ręką, a potem wstał na nogi. Za chwilę pożałował jednak, kiedy zawroty głowy zmusiły go do tego, żeby z powrotem usiąść. Uderzył ze złości dłonią w murowaną ściankę. Próbował sobie przypomnieć, czy pisał do Johnego. Chyba nie, nie musiał więc tłumaczyć się, że jednak nie potrzebuje transportu. Spojrzał po chwili milczenia jeszcze raz na dziewczynę.
      — Gdzie mieszkasz? — spytał.

Offline

#33 03-09-2020 o 17h02

Straż Obsydianu
Shivien
Młody rekrut
Shivien
...
Wiadomości: 23

https://i.ibb.co/s34NRZX/2.png

     Powolnym i chwiejnym krokiem podprowadziła chłopaka na betonowy murek. Spoglądając ukradkiem na niego miała mętlik w głowie od całego tego niefortunnego zajścia. Czuła, że za żadne skarby nie powinna się pakować w dalszą znajomość z tym mężczyzną ale los tak jakby grał jej na nosie. Gdy już chłopak złapał równowagę odsunęła się zwinnie na parę kroków by móc złapać oddech. Usiadła na murku podpierając się dłońmi. Odgarnęła opadające na twarz włosy zerkając na Daniela. Zadawała sobie pytanie co ona właściwie robi. Miała się przecież trzymać z daleka. A oto siedzi obok sprawcy wszystkich swoich kłopotów a na domiar złego to jeszcze mu pomaga z własnej woli. Potrząsnęła głową karcąc się za własną głupotę. Powinna się z tego jak najszybciej wycofać i pozbyć problemu - Daniela. Miała nadzieję, że odstawi go grzecznie do pobliskiego szpitala i dyskretnie się wymknie. To był jej plan, jedyny jaki aktualnie miała.
     Z jakże intensywnego myślenia wyrwały ją nie do końca zrozumiałe słowa Daniela. Przez chwilę zastanawiała się czy to w ogóle do niej mówił, rozejrzała się nerwowo ale żadnego innego potencjalnego rozmówcy nie było. Zdezorientowana skupiła wzrok na chłopaku, który był owładnięty uczuciem wściekłości, która była konsekwencją jego bezradności. Zrobiło jej się go żal. Ona zawsze miała Eve i tatę na których mogła liczyć, a patrząc na niego miała wrażenie, że przez całe życie miał tylko siebie. Przecież będąc w takim marnym stanie, każdy zadzwoniłby po rodziców albo znajomych by pomogli się człowiekowi jakoś ogarnąć, ale nie on. On samotnie walczył już nie tylko z ludźmi wokół ale i z samym sobą. Skarciła siebie za bycie egoistką i mimo że nie przepadała za tym łobuzem stwierdziła, że nie może go tak zostawić. Bo jeżeli ona teraz nie wyciągnie do niego pomocnej dłoni to kto to zrobi?. Podeszła stanowczym krokiem do chłopak i miała już przejąć inicjatywę gdy, ten zbił ją całkowicie z tropu pytając gdzie mieszka. Julia otworzyła usta chcąc dowiedzieć ale jakby nie mogła znaleźć odpowiednich słów. Miała go przecież odwieźć tylko do szpitala, taki miała plan. Najwyraźniej jej nowy znajomy miał inną wizę. Stwierdziła, że chce już jak najszybciej opuścić parking uczelni a jeszcze bardziej znaleźć się w domu. Postanowiła, że zabierze go ze sobą. Wzięła głęboki wdech i tak jak wcześniej zamierzała chwyciła chłopaka pod ramię by lepiej mu było utrzymać równowagę.
     - Dziesięć minut samochodem.-Skwitowała krótko, starając się nie złapać z nim kontaktu wzrokowego. -Choć pomogę ci, nie będziemy tu dłużej podpierać tego murku..
     Powolnym krokiem dotarli do samochodu. Julia pomogła usadowić się w miarę możliwości wygodnie chłopakowi i odjechali. Siedząc w głuchej ciszy dziewczyna zaczęła się denerwować i mimowolnie coraz mocniej zaciskać palce na kierownicy. Gdy dojechali już na miejsce, dziewczyna czuła przypływ adrenaliny do działania. W miarę sprawnie zebrali  się z samochodu i weszli do domu. Julia bez zbędnych komentarzy chwyciła go za rękę i wprowadziła do słonecznego dużego salonu. Usadowiła go na kanapowym narożniku a sama przeszła szybkim krokiem do kuchni. Rzuciła na podłogę wszystkie swoje rzeczy. Otworzyła pospiesznie szafkę w której trzymała różnego rodzaju leki i sprzęt jałowy. Zaczęła wybierać z nich najpotrzebniejsze rzeczy i odkładając na róg stołu, dodatkowo zagotowała wody a po drodze do salonu zabrała mały ręcznik.   
      Usiadła na podłodze obok kanapy na której leżał wyciągnięty wygodnie Daniel. Ten widok sprawił delikatny uśmiech na jej twarzy. Na pierwszy rzut oka wyglądał jakby spał. Julia poczuła dziwne motyle w brzuchu nie wiedząc do końca czy to uczucie powinna zaliczyć do tych przyjemnych. Chłopak po krótkiej chwili ją zauważył i chyba czuł się tak samo niezręcznie jak Julia, w jego oczach dziewczyna ujrzała zmieszanie przez co czuła jak rośnie jej zażenowanie. Daniel próbował usiąść, ale chyba przeliczył swoje możliwości na zamiary. Dziewczyna szybko wstała i oparła swoje dłonie na jego ramionach dając mu delikatny znak, że ma się położyć.
     -Nie wstawaj. -A w jej słowach dało się wyczuć drżenie.
     Wzięła parę poduszek leżących na fotelu obok i podłożyła mu pod plecy i głowę by było mu wygodniej. Przykucnęła obok niego opierając dłonie o zakończenie kanapy. Na początek wodziła wzrokiem po całym mieszkaniu szukając jakiegoś punktu zaczepienia. Nigdy by nie pomyślała, że tak proste czynności spowodują u niej taką blokadę. Być może to nie stresująca sytuacja a raczej osoba powodowała w niej utratę kontroli nas sobą. Przeniosła swoje błądzące spojrzenie  na twarz chłopaka, który wyglądał już na bardzo udręczonego. Nie chcąc wydłużać chłopakowi cierpień wzięła się do roboty. Umoczyła kawałek ręcznika w ciepłej wodzie i podparła się drugą ręką o zagłówek kanapy.
     -Wiem, że będzie cię trochę szczypać ….- urwała czując jak chłopak przenosi na nią swoje spojrzenie.
Serce zaczęło jej walić jak szalone. Czyżby wystarczyło jedno jego spojrzenie by jej serce nagle oszalało?. Mimowolnie cofnęła się lekko do tyłu.
     -… ale musisz wytrzymać i nie wiercić się - Dokończyła starając się by brzmieć twardo i stanowczo.
     Ale miała wrażenie, że skutek tego był całkowicie odwrotny.

Offline

#34 08-10-2020 o 17h05

Straż Cienia
bookprisoner
Straż na szkoleniu
bookprisoner
...
Wiadomości: 194

........................................https://i.ibb.co/f8YZMct/Untitled-3.png

       Widział jej niechęć przez zamglone spojrzenie. Jasne, któż chciałby pomagać komuś takiemu, kim nawet nie przejmuje się Brian i może go zlać na kwaśne jabłko w biały dzień. Splunął śliną z krwią na chodnik, a potem oparł się dłońmi o uda, żeby się podnieść. W tym samym momencie dziewczyna chwyciła go za ramię. Zaskoczony, ruszył za nią, spodziewając się raczej, że będzie musiał poradzić sobie sam. Najwidoczniej ta postanowiła mu jednak pomóc.
       — Byle szybko, nie chcę, żeby ktoś mnie zobaczył — powiedział szybko, rozglądając się dookoła, czy ktoś ich nie zauważyło.
       Wiele osób, zbitych w jedną wielką grupkę, brnąca naprzód jak fala morska, przemierzało chodnik, nie zwrócili jednak na nich uwagi, skupiając się na wspólnej rozmowie. Inni chyba też niespecjalnie interesowali się sytuacją. Miał to szczęście, że w tym mieście, jak nigdzie indziej, panowała wszechobecna znieczulica. Wiedział więc, że mógł tutaj pozwolić sobie na trochę więcej, niż gdzie indziej, a jego rodzina nie musiała się o tym nawet dowiedzieć. Mimo wszystko i tak się pilnował. Wystarczyłyby jedne, niewyparzone usta, żeby miał przesrane do końca życia. Wolał mieć się na baczności.
       Kiedy wsiedli do samochodu, niemal położył się na fotelu, nie zwracając zupełnej uwagi na przemierzaną drogę. W głowie mu szumiało, żebro nadzwyczajnie go uwierało, miał nadzieję, że nie było złamane, i czuł się jak nic nieznacząca ściera, potraktowana źle i zostawiona na pastwę losu. Zastanawiał się, co zrobiłby, gdyby dziewczyna się nim nie zainteresowała. Pewnie ciągle leżałby na tym murku, aż w końcu woźny wygoniłby go podczas wieczornego sprzątania. Zaśmiał się na tę myśl i pokręcił głową. To była jakaś kpina.
       — Jedź ostrożniej, bo zaraz zwymiotuję — mruknął, kiedy ta skręciła i zatrzymała się niedługo potem, gasząc silnik — całe szczęście już dojechaliśmy.
       Kiedy brązowowłosa pomogła mu wygramolić się z samochodu, uśmiechnął się do niej szelmowsko, choć w swoim stanie musiało wyglądać to zupełnie zabawnie. Jej chyba jednak nie było do śmiechu.
       — Kto by pomyślał, że sprowadzisz dzisiaj do swojego domu takiego przystojniaka w nienagannym stanie — powiedział ruszając brwiami, kiedy stanęli przed drzwiami, a dziewczyna zaczęła szukać kluczy.
       Uwolnił się z jej objęcia, a kiedy ta przekroczyła próg, podążył za nią, ciągnięty za rękę. Rozejrzał się dookoła, dostrzegając spory salon z wielkim oknem i zupełny porządek, którego brakowało w jego mieszkaniu. Nie przejmował się bowiem szczególnie, kiedy mieszkał w nim zupełnie sam. Nie pamiętał, kiedy ostatnio w jego miejscu był ktoś poza Johnem.
       Położył się na kanapie, na której kazała mu usiąść dziewczyna, zdjął kurtkę i buty. Rozciągnął się na niej jak długi, czerpiąc niezwykłą przyjemność z możliwości położenia się na tak miękkiej sofie. Miał zamknięte oczy i nie widział, co robiła dziewczyna, więc kiedy poczuł jak ta dotyka go i próbuje mu wepchnąć pod plecy poduszkę, uchylił jedno oko i popatrzył nim na nią.
       — Już przechodzimy do sedna? — spytał, uśmiechając się, za chwilę jednak się skrzywił, czując ból z boku. — Ała!
Zmarszczka na jego czole była tym większa, im większy ból czuł w swoim ciele, kiedy jednak brązowowłosa pozwoliła mu się położyć wygodniej, zmniejszyła się wraz z mrugnięciem powiek. Co prawda ciągle jeszcze był obolały i osowiały, czuł się jednak o tyle lepiej, że nie musiał się martwić o zbędnych oglądaczy. Na nic zdałyby mu się plotki po szkole, że ktoś go pobił. O czym by to świadczyło? Że jest kiepski w bójkach? Że daje się pobić jakiemuś gagatkowi z ulicy?
       Myśli przerwał mokry ręcznik lądujący na jego czole, aż przeszyły go dreszcze. Spojrzał na jego „wybawicielkę”, zaciskając usta. Głównie dlatego, żeby nie wyrwał się z nich bolesny jęk, przez przechodzący przez jego ciało ból. Musiał jednak przyznać, że było to całkiem przyjemne. Mimo, że usłyszał od niej, żeby się nie wiercił, podniósł się na łokciach mimo bólu i uśmiechnął się mrużąc oczy.
       — Przyznaj, nie mogłaś nie ulec mojemu urokowi, nawet w takim stanie prezentuję cię znakomicie — powiedział, bo odnajdował w tej całej sytuacji coś nader zabawnego.
       Chyba naprawdę mocno dostał po głowie. Albo lubił dziewczynie zachodzić za skórę.
       — Nie dziwię ci się — powiedział, patrząc na swoje paznokcie, a potem znów przenosząc wzrok na nią. — Tylko spójrz, ał!, na mnie.
       Po chwili rozejrzał się po mieszkaniu.
       — Całkiem tu przytulnie, ale zbyt porządnie. Dobrze, że moje "ja" zaburza ten idealny porządek — powiedział, a potem opadł z powrotem na kanapę, czując odchodzące siły.
       Westchnął.
       — Pozwól, że sobie trochę odpocznę. Nie wiem czy o tym wiesz, ale miałem dzisiaj całkiem wycieńczający dzień — powiedział i położył na swoim czole dłoń jej wierzchem.
       Niedługo potem, zupełnie się tego nie spodziewając, zasnął.

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2