Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2 3 4

#51 17-03-2020 o 13h08

Straż Cienia
Karoty
Nowo przybyła
Karoty
...
Wiadomości: 9

Pamiętam więcej, niż bym chciała.

Kiedy mam zostać sama ze sobą, ogarnia mnie lęk. I nie chodzi o to, że będę siedzieć bez niczyjego towarzystwa, nie nie. Przerażające jest pozostanie z własnymi myślami bez możliwości zagłuszenia ich i nakarmienia od środka. Wtedy wiją się jak piskorz, próbują wydostać poza mury mojej jaźni, gryzą kraty, walą pięścią w mosiężne zamki. A ja... ja boję się rozpaczy. Boję się własnych oczu, w których widać krzykliwe demony przeszłości oraz kołaczące serce. Dlatego, gdy jestem sama, unikam luster.

Gdy zamykam powieki, to staję z myślami oko w oko. One w ciemności nabierają kolorów. Mienią się i trzepoczą barwnymi skrzydłami. Pozornie piękne i ponętne, mają mnie wystawić na pokuszenie.

Każdą negatywną emocję potrafię przekonwertować w smutek. Smutek zbierany latami zmienia się w rozpacz. Rozpacz gęstą, pełną wspomnień, złych i dobrych. Ale nawet te dobre nie są źródłem ukojenia, wręcz przeciwnie - uświadamiają, czego nie ma, czego JUŻ nie ma, a było. Stąd nie ma ucieczki. Jest tylko deszcz, uparte płynięcie w przeciwną stronę niż nurt rzeki.

Po co?
Z powodu dumy, butności. Pycha jest niesamowitym paliwem - gdy człowiek nie ma już nic, albo ma niewiele, pozostaje mu godność. Godności nie można nikomu odebrać, godność możesz oddać tylko sam. To mój największy skarb, bo jedyny, który zostanie ze mną na zawsze, jeśli tylko go do tego zmuszę. I tak oto by zmusić godność, by przy mnie została, zmuszam samą siebie do wielu działań. Wszystko po to, by nie zostać z myślami jeden na jeden. Jeden na milion.

Minęło już dziesięć minut, więc w końcu mogę wyjść z siebie i stanąć obok. Zastanawiam się, ile jeszcze osób żyje jak ja, obok siebie. Takie życie nie jest złe, ale nie jest też dobre. To chyba typowe, bo nic na świecie nie jest tylko czarne i białe. Jednakże jak na ironię ten tekst zakończy kropka, mała i całkowicie czarna, na kompletnie białym tle.

Odpowiedzi


Komentarze

Ostatnio zmieniony przez Karoty (21-03-2020 o 01h33)


https://66.media.tumblr.com/9df97542878b294fc576e88625569164/tumblr_n1c6qje4to1s5r49oo1_250.gif

Offline

#52 17-03-2020 o 19h44

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 511

opinie, na razie puste


poprzednie zadanie



Zwierzęta nocy


         Pamiętam, jak stała w promieniach słońca. Oślepiająca.
         Piękni ludzie stają w słońcu i wyciągają ręce do góry, jakby chcieli je złapać i wtedy brzydcy ludzie, ludzie bez niczego, ludzie jak ja, mogą patrzeć. W tamtym momencie miała nade mną absolutną władzę. Mogła powiedzieć: “Przynieś mi gwiazdy” i zrobiłabym to. Podarowałabym jej je wszystkie, Słońce też.
Ale nigdy mnie o to nie poprosiła.
         Boże, jak ja ją kochałam. Nigdy jej tego nie powiedziałam, bo ludzie jak ja milczą, tchórzą w obliczu próby, kiedy Słońce rzuca na nich swój palący blask, mrużą ślepia i wpełzają z powrotem do swojej zatęchłej, mrocznej nory.
         Ucieczka przed Słońcem jest trudna, ale nie niemożliwa. Po prostu wychodzisz dopiero o zmierzchu i masz twarz bladą i trupią. Słońce cię nie szuka, bo ma na niebie milion gwiazd na każde swoje skinienie. Bez Słońca się słabnie, to prawda. Ale można zostać nocną kreaturą, żywić się światłem księżyca. Nie myśleć o dniu. Nie myśleć o Słońcu, bo ono nie myśli o tobie.
      Ludzie mówią o ćmach i płomieniu świecy.
         Wiem, że gdybym się zbliżyła, gdybym wystawiła twarz do Słońca, spaliłabym się na popiół. Więc żyję spokojnie, dopiero po zmroku, samotnie, tak jak powinnam.


https://i.gifer.com/3O2Tu.gif

T H E   P O E T R Y   I N S I D E   M E   I S   W A R M   L I K E   A   G U N        b   a   b   y      r   e   m   e   m   b   e   r      i  '   m      n   o   t      d   r   i   n   k   i   n   g      w   i   n   e

https://i.gifer.com/3O2Tv.gif

Offline

#53 17-03-2020 o 20h33

Straż Cienia
Methrylis
Tester eliksirów
Methrylis
...
Wiadomości: 24 167

Wyjaśnienie dlaczego tekst jest taki długi nr 45427346:



Pamiętam kolory. To one, ledwie muśnięcia niby doskonale znanych mi barw, były dla mnie obrazem całego świata. To one stanowiły dla mnie odpowiedź na wiele pytań, to w nich odkryłam coś, czego szukałam przez całe lata, choć nie zdawałam sobie z tego sprawy. To te kolory nie tylko pozwoliły, ale wręcz nakazały mi zastanowić się nad rzeczami zbyt wielkimi dla mnie, zbyt poważnymi i porażającymi swym ogromnym znaczeniem. Sprawy dużej wagi nie dotyczyły mnie, maluczkiej i nijakiej, nic nieznaczącej dla nikogo, dlatego nie poświęcałam im ani jednej swej obdartej myśli. Te biegły dotąd innymi torami, zupełnie innymi, mknąc w przeciwną stronę. Dotyczyły rzeczy podstawowych, upokarzająco i ponuro prostych, lecz na tyle zajmujących, że nie śmiałam zająć się czymś tak lekkim, niepotrzebnym i pięknym jak te trzy kolory.

Patrzyłam na niebo, nerwowo oczekując wybuchu. Całe moje ciało drżało, a w oczach, poza tymi trzema barwami, odbijał się strach i słodkogorzki smak czekania na coś, co nieznane. Lecz tamto niebo, które obserwowałam, było absurdalnie znajome. Tak samo wisiało nad moją głową i tak samo nie chciało na nią spaść. Znajdowało się tak samo wysoko, że nie mogłam go sięgnąć i dotknąć miękkiego puchu chmur. Tak samo lśniło najpierw słońcem, potem księżycem i gwiazdami — te jaśniejące cuda też znałam! Więc dlaczego widziałam je także tam? Dlaczego to obce niebo było mi tak znajome? I dlaczego nadal nie wybuchało?

Ale wybuchło. Mieszanką tych trzech kolorów, w których nagle ujrzałam wszystko. Zdziwienie chwytało moje serce, nagle nienaturalnie lekkie, uwolnione ze wszelkich trosk. Niespodziewanie to cudowne uczucie napełniło mnie lękiem, ponieważ nie wiedziałam, jak sobie z takim stanem poradzić; zwykle to właśnie ciężar serca trzymał mnie na ziemi i nie pozwolił wnieść się górę w geście oddania się radości. Sytuacja, w której się znalazłam w tamtym momencie również nie pozwalała mi się oderwać od dręczącego mnie gruntu, który zdawał się spętać moje nogi kolczastymi pędami, jak gdyby tym samym nawołując, że nie mi dano prawo bycia szczęśliwą.

Lecz dlaczego nie? Dlaczego nie ja? Dlaczego ktoś inny mógł marzyć, żartować i się uśmiechać? Nie oczekiwałam odpowiedzi na te pytania, ponieważ już od dawna zdawałam sobie sprawę z tego, że świat po prostu taki jest. Złożony. Skomplikowany. Niektórzy twierdzą, że naszym życiem włada los lub Bóg. Gdyby tak było, wszystko zdawałoby się prostsze i musiałoby mieć jakiś porządek. A przecież nasz żywot nie ma żadnego porządku. Jest chaotyczny, bolesny, przerażająco kruchy i nieznośnie niepewny.

Nawet te trzy kolory kiedyś się rozmyją, zmienią swoje odcienie, zupełnie znikną. A wraz z nim moje myśli, rozterki, wątpliwości. I ta dziwna lekkość rozmyślania wreszcie o czymś innym. Lekkość oraz chwilowa, ulotna, lecz jakże słodka świadomość, że ode mnie nie zależy zupełnie nic na tym świecie, że nie mogę nic zmienić.

Trzy kolory na niebie nadal kreowały cały mój świat. Nadal były przedziwnie realne i podobne do tych, które widziałam jeszcze kilka nocy temu, będąc w domu. W głębi ducha nie wierzyłam, że to ten sam pomarańczowy, ten sam szary i ten sam granatowy. Nie wierzyłam, że tu też chmury mogą mieć ciężkie brzuszyska, że też przeganiać je może wilgotny wiatr, że też mogą przysłaniać pomarańczowe od zachodu słońca niebo. Nie wierzyłam, że tu też zachodziło słonce.

Pamiętam kolory. Pamiętam, że ta ponura mieszanka granatu i szarości doskonale reprezentowała mój stan ducha. Żal. Gniew. Strach. Nienawiść. To one płynęły śmiało po niebie, gnane przeszywającym, wilgotnym wiatrem, niezdolne do tego, by się zatrzymać, a stworzone do tego, by nieść ciemność i strach, chłód i deszcz. Lecz chmury te co jakiś czas urywały się, rozstępowały, ukazując intensywnie pomarańczowe pasy. To tam, pod tymi ciężkimi obłokami, całkiem rozlało się senne słońce, porzucając swe wszystkie barwy, by wreszcie ułożyć się do snu.

I ja byłam wtedy tym słońcem, tymi rozlanymi barwami. Tymi ciemnymi chmurami, wiatrem i mgłą. To ja niosłam nieznane, w nieznane podążając.

Niebo wybuchło, lecz trwało nadal i zdawało się trwać do końca świata: tak samo tego starego, jak i tego nowego. Nowego, z którego nie było powrotu, lecz może tak było lepiej. Nowego, który nie wiązał mych nóg u samych stóp, który być może kiedyś wreszcie pozwoli mi nauczyć się latać.

Nowego świata, który miał trzy kolory.




O zadaniu i opowiadaniu




Opinie o opowiadaniach z Zadania III lecąc po kolei   ///ostatnia: Hayal

Ostatnio zmieniony przez Methrylis (27-03-2020 o 21h42)



        ►  Instagram  ◄                                                ► Fanklub Eza  ◄                                                    ► Symfonia XXXII  ◄                                                   ► FF  "za kurtyną nigredo"  ◄
https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#54 18-03-2020 o 15h41

Straż Cienia
ZakapturzonaLu
Pokonała Dahu
ZakapturzonaLu
...
Wiadomości: 2 513

Pamiętam ten zapach. Metaliczny i ciężki, ale jednak otulający moje zmysły. Pamiętam jak na niego reagowało moje ciało, jak wszystkie mięśnie spinały się i były gotowe do pracy. Pamiętam jak robiłam wszystko byle by tylko poczuć ten zapach od którego wręcz szalała.
     Pamiętam też kolor który towarzyszył zapachowi. Był ciemny, ale jednak nie czarny. Przypominał ciemne, czerwone wino. Jednak ciecz która była tak zabarwiona była o wiele gęstsza i miała zupełnie inny posmak. Jedyne co łączyło ją z tamtym alkoholem to to, że równie ciężko było ją sprać.
     Pamiętam jak dziś ten pierwszy raz gdy zobaczyłam ten kolor, a do moich nozdrzy dotarł ten specyficzny zapach. Było jasno i gorąco, dochodziło południe. Siedziałam na kamieniu niedaleko mojego domu i delektowałam się jego chłodem. Odpoczynek od słońca zapewnił wielki dąb rosnący tuż obok.
     I wtedy to poczułam. Jak zahipnotyzowana podążyłam za tym zapachem, nawet się nie zorientowałam kiedy przeszłam do biegu. Nie obchodziło mnie to, że oddalam się od domu i że moja mama będzie na mnie bardzo zła. Stanęłam w rozkroku, dysząc ciężko wpatrując się w ludzi przede mną. Byli ode mnie młodsi, mieli na oko dziewięć lat. Pochylali się nad czymś, a ja niedługo potem dojrzałam co to jest. Śnieżnobiałe futerko pokrywał ten piękny, idealny wręcz, szkarłatny kolor. Zwierzę już nie oddychało, ale chłopcom to nie przeszkadzało i dalej kopali małego kotka. I wtedy wkroczyłam ja.
     Jedyna rzecz jakiej nie pamiętam to co się potem stało. Zawsze nie pamiętałam. Czułam tylko metaliczny zapach, potem zauważałam szkarłatny kolor, moje ciało się spinało i... Pustka. Jedyna rzecz której nie pamiętała. Chciałam pamiętać. Chciałam wiedzieć co się wtedy dzieje.
     Nie wróciłam do domu, nawet o tym nie pomyślałam. Wędrowałam tylko i sprawiałam, że rzeki zmieniały swój kolor na czerwony.  Domyśliłam się co się wtedy dzieje gdy miałam jakieś szesnaście. Ale dalej nie pamiętałam.
     Więc mój zew krwi trwał dalej.

Opinie

Ostatnio zmieniony przez ZakapturzonaLu (18-03-2020 o 22h14)


Born of Kaer Morhen
Born of no love
The song of The White Wolf
Is cold as driven snow

Offline

#55 18-03-2020 o 22h18

Straż Absyntu
Sadystyczny
Szeregowiec
Sadystyczny
...
Wiadomości: 101


        Pochwalony.
        Żaden ze mnie profesjonalny krytyk, a wszystkie poniższe komentarze będą totalnie subiektywne, oparte wyłącznie na moim guście, moich upodobaniach, moim humorze, moich odczuciach i moim widzimisię. I nie ma w nich nic osobistego. Lex pisała, że mało osób komentuje prace innych więc here i am   rock you like a hurricane
        PS. Połowie z Was nie wierzę, że pisaliście to 10 minut, kłamczuszki.

moje opinie mają cztery razy tyle słów co mój tekst

moje odpowiedzi, możę tym razem nie dłuższe niż teksty




❝ longing comes in waves
   today i drown ❞
W Y Z W A N I E     T R Z E C I E

         Pamiętam, że nadeszły od strony morza.
         Bękarty rozbitych o brzegi fal, nieślubne dzieci przypływu.
         Pamiętam noc, która ustąpiła miejsca dniu, nie doczekawszy się wschodu słońca: rozświetlona blaskiem ich utkanych z księżycowej poświaty srebrnych włosów, którymi wyścieliło się wybrzeże. Wiem, że później dziewiarki wyplewiały je z mokrego piasku, wybrawszy się na milowe spacery wzdłuż linii brzegowej – bo to właśnie z tych alabastrowych nici wyszywały najpiękniejsze ornamenty.
         Widziałem ich oczy: wybite w marmurze, matowe i baryłkowate, ale dziś już wiem, że wszystkie, bez wyjątku, były zupełnie ślepe; stąpały gładko, na pokrytych rybimi łuskami, kościstych nogach, o wykoślawionch, sterczących stawach. Na początku pląsały po nabrzeżu, wybijając ślady na piasku i potykając się. Niektóre z nich rozbijały się na falochronach, tonęły w zaspach albo zapadały się w dołach — odrzucały wtedy głowy do tyłu i wydawały dźwięki niepodobne niczemu co w życiu słyszałem, ani rżeniu ani wyciu, albo pierzchły na wszystkie strony, tratując to co po drodze napotkały.
         Potem nazwano je końmi morskimi, chociaż z czterokopytnymi miały niewiele wspólnego.
         Te które dotarły do miasta pożarły zwierzęta i dzieci; boskie w swojej śmiercionośnej naturze, piękne i niepowstrzymane. Rozwierały ogromne pyski i kłapały szczękami wysztafirowanymi w woskowane zęby, a później — przyodziawszy podarowane im sukno z ludzkiej juchy — pognały na północ. Kłusowały pozdrowione wykrzyczanym w otchłań nieba larum.
         Być może ich szlak skończył się w oceanie — może odnalazły dom w podgniłych korytarzach zatopionych masztowców;  może odeszły po cichu, pochłonięte przez morską pianę.
         Podczas gdy my doczekaliśmy kolejnej zimy, z utęsknieniem wypatrując ich powrotu.

Ostatnio zmieniony przez Sadystyczny (24-03-2020 o 15h39)


▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉      A   S         I   F         Y   O   U         W   E   R   E           O   N          F   I   R   E          F   R   O   M           W  I  T  H  I  N       ▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉
https://i.ibb.co/nL3hXfG/SDSD2.gif  https://i.ibb.co/pXpSRzF/SDSD.gif
▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉      T  H  E        M  O  O  N       L  I  V  E  S      I  N        T  H  E       L  I  N  I  N  G       O  F        Y  O  U  R       S  K  I  N       ▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉

Offline

#56 19-03-2020 o 00h01

Straż Cienia
MagicznaKrysia
Żołnierz Straży
MagicznaKrysia
...
Wiadomości: 554

tu będą komentarze uwu



Pamiętam wodę i słońce iskrzące się na jej tafli. Pamiętam wiatr i zapach lasu. Wszystko pamiętam dokładnie tak jakbym nigdy nie opuściła tego miejsca, jakbym wciąż tam była i odczuwała je każdym możliwym zmysłem. Czekałam wtedy na... Na Sandrę, tak dokładnie. Sandra zawsze lubiła się spóźniać, nieważne czy to do szkoły, urzędu czy na zwykłe spotkanie ze mną. Była taka słodka kiedy próbowała się tłumaczyć, dlaczego, co znowu stanęło jej na drodze. Sen czy korek.
Ale przybyła. Wyglądała jak anioł w tej swojej zwiewnej sukience w róże, moja mama jej ją uszyła. Rude loki podskakiwały radośnie razem z jej sprężystym krokiem, miała ich pełno. Wszystko na nią czekało- Kanapki które jej zrobiłam, z surowym ogórkiem, rzodkiewką i twarożkiem, tak jak lubiła. Sok domowej roboty i pełna łubianka truskawek od dziadka. Oczywiście pierwsze, co zrobiła to wyrzucenie sandałów gdzieś w niebyt, zanim usiadła tuż obok mnie na kocu i ucałowała mnie w policzek. Wcinała tak, jakby nie jadła co najmniej od poprzedniego dnia, zawsze miała wilczy apetyt. To była jedna z cech, którą w niej uwielbiałam, sprawiała, że była wyjątkowa, jedyna i niepowtarzalna. Moja Sandra, moja kochana Sandra.
Leżałyśmy wtedy potem z dłońmi splecionymi ze sobą, nie mogła przestać rozmawiać. Kolejna cecha. Dowiedziałam się, że tam, gdzie ja widziałam bezkształtnego kleksa pary wodnej na niebie, ona widziała Irlandię. Snuła plany i marzenia na temat zamieszkania w Galway, nie mogła przestać. Temat ten powtarzał się coraz częściej, była coraz bardziej zdeterminowana.
Wciąż pamiętam gorzki smak łez, które spływały po mojej twarzy, gdy widziałam ją jak ciągnęła walizkę za sobą i wchodziła do samolotu. Nigdy więcej nie wróciła. Nigdy więcej nie napisała, nigdy więcej się nie odezwała. Pozostało mi tylko mieć nadzieję, ze ułożyła sobie życie i jest szczęśliwa. Oraz, że gdzieś tam w środku nigdy nie zapomniała o swojej Izabeli, z którą niegdyś była bardzo blisko.

Ostatnio zmieniony przez MagicznaKrysia (19-03-2020 o 00h50)


komplement za bycie takimi cudownymi bubulkami dla was wszystkich uwu <3
https://68.media.tumblr.com/256e6abead9898fa8390dc121455ab89/tumblr_ookacpx6vc1w1ml8yo1_500.gif

Offline

#57 19-03-2020 o 00h02

Straż Obsydianu
Nirent
Szeregowiec
Nirent
...
Wiadomości: 101



dzień dobry, skoro wszyscy się bawią, to ja też chcę.

W Y Z W A N I E   T R Z E C I E





          Pamiętam, gdy po raz pierwszy postawiłam stopę na ziemi.
Tego uczucia się nie zapomina.
          Mówili, że to niemożliwe. Nie wierzyłam im i dalej szłam przed siebie. Nie zamierzałam się wycofać, o nie. Na to było zbyt wcześnie.
W ten sposób nigdy niczego nie osiągniesz.
          Gdy potknęłam się po raz pierwszy, zabolało. Widziałam ICH twarze, wykrzywione od szyderczych grymasów. I ten wszechobecny szept, który roznosił się po całej sali.
Nie uda ci się.
          Za drugim razem bolało mniej. A za trzecim po prostu się podniosłam i ruszyłam dalej, nie zwracając na NICH uwagi. Jeśli tym chcieli mnie zatrzymać, to się pomylili.
          Kłody pod nogi rzucali mi nie tylko ONI. Najwięksi wrogowie byli wśród przyjaciół.
          Rywalizujemy o jedno. Wszyscy chcemy się dostać, ale tylko najbardziej wytrwałym to się uda. Mimo że gramy w jednej drużynie, to jednak osobno. Każdy działa dla siebie.
Boleśnie się o tym przekonałam, gdy próbowałam przekonać JĄ do wsparcia mnie. Odmówiła, a następnego dnia dowiedziałam się, jak bardzo mnie zdradziła.
          Nie mogłam jednak dać się tak łatwo zatrzymać. Nie kiedy już wszystko było gotowe, kiedy już mogłam startować w wyścigu.
Nie byłam na wygranej pozycji.
Ale na przegranej też nie.
          Wszystko było do osiągnięcia. Byłam na tyle zdeterminowana, że pracowałam dniami i nocami, by zdobyć to czego pragnęłam. By być bliżej ludzi. Wiedziałam, że w ten sposób mogę im pomóc i teraz nie mogłam ich zawieść, nie kiedy już byłam na końcu.
Ten koniec nadszedł bliżej niż myślałam.
          I gdy wybiła godzina dziewiąta, myślałam, że mi serce eksploduje.

Ostatnio zmieniony przez Nirent (19-03-2020 o 00h03)



https://68.media.tumblr.com/02bdd82bc157014ecc7e595633f6ee35/tumblr_omzwriX8wG1qhf4j4o1_500.gif 

Offline

#58 19-03-2020 o 02h10

Straż Cienia
bookprisoner
Straż na szkoleniu
bookprisoner
...
Wiadomości: 179

WYZWANIE [3]

O K A Z A Ł O ŚĆ    T W O J A


    Pamiętam wzburzone morze, pieniste fale odbijające się od klifów, łódki bujające się na cumach tak, jakby zaraz miały wyrwać się i popłynąć w ciemne głębiny. Pamiętam słońce na wodzie w kolorze soczystej pomarańczy, a wokół niego całą feerię barw, których nazw spamiętać nie byłem w stanie. Zamykam oczy i czuję powiew wiatru smagający lekko ciało. Chłodny i nieprzewidywalny, powodujący gęsią skórkę, wciąż jednak przyjemny. W jednej chwili do moich nozdrzy dociera słony zapach morza i ryb, które rybak postanowił niedaleko wyciągnąć z pokładu łodzi. Słyszę nieustanny szum, skrzeczenie mew, a sygnał zbliżającego się statku odbija się w głowie jak echo. Słyszę twój głos cichy i spokojny, zgrywający się z hałasem fal i tworzący melodię, której słuchać byłbym w stanie całe życie.
    Mogłabyś brzmieć do mnie ciągle.
    Najbardziej pamiętam jednak ciebie w całej kaskadzie dźwięków i kolorów. Włosy niesione wiatrem, policzki spieczone przez letnie słońce, błyszczące się oczy kasztanowe. Nawet twoje smoliste rzęsy, które kładłaś spokojnie, zamykając oczy. Pamiętam wszystko tak wyraźnie. Nie chcę otwierać oczu, tylko tkwić w tym wspomnieniu wiecznie. Wiem jednak, że nie mogę. Otwieram więc oczy senne i ciężkie, jak po długim śnie, a obraz twój znika jak fala z piasku wołana przez morze. Otwieram oczy i nie pamiętam już wzburzonego morza, wód pienistych i łódek bujających się na cumach. Nie pamiętam słońca na wodzie w kolorze pomarańczy. Nie mam już gęsiej skórki przez podmuch wiatru. Nie czuję słoności morza i zapachu ryb, które rybak wyciągnął z wody. Nie słyszę szumu i skrzeczenia mew latających nad nami. Twój głos też znika z mojej pamięci i na końcu próbuję chociaż zatrzymać wspomnienie twoich włosów na wietrze, policzków różowych, oczu wpatrzonych i rzęs ciemnych. Jednak i to wkrótce ulatuje z głowy.
    Otwieram oczy i przestaję już widzieć, przestaję słyszeć i przestaję czuć.
    Otwieram oczy i nie pamiętam już nic.


O zadaniu



Komentarze

Ostatnio zmieniony przez bookprisoner (19-03-2020 o 22h56)

Offline

#59 19-03-2020 o 11h28

Straż Lśniąca
Lexi
Nemesis
Lexi
...
Wiadomości: 4 635

Hej, wszyscy! Skoro już wałkowałam temat komentowania, to jak możecie się domyślić – wpadam wraz z nimi i swoim opowiadaniem. Zajęło mi to równo 12 minut. (SORKI, ZŁAMAŁAM ZASADY!!!)
Pst. Pst. Tekst na sucho: nie poprawiałam żadnych błędów. Boże, nawet tego nie czytałam. Byłabym przerażona, że jest za słabe, by to opublikować. Ale zadanie to zadanie!


Bo najwyraźniej moje utwory nie mają tytułów:

          Pamiętam oczy błękitne jak niebo wwiercające się wprost w moją duszę – przy niej poczułam się zupełnie naga i bezbronna. Ona w obezwładniający sposób mi to pokazała. Nie byłam już szczęśliwą, prostą kobietą, która swoje dnie spędzała w szpitalu, opiekując się nieznajomymi. Nie byłam już radosną siostrą, spełnioną mężatką i tęskniącą matką: czułam chłodny, wręcz trupio zimny powiew na twarzy. Strach chwytał mnie w swoje sidła.
         Istota byłą jednak najpiękniejszą osobą, jaką kiedykolwiek widziałam. Nieskazitelnie porcelanowo biała skóra, jej ciało zdobiła skromna, wlekąca się po ziemi sukienka, podkreślająca jej niesamowicie ludzkie krągłości. Nie przypominała rozkładającego się trupa – jak mówili ludzie, że będzie. Ale to na oczach skupiłam się najdłużej – wyglądały na mnie spod czarnego kaptura. Należały do osoby starej, zmęczonej, doświadczonej życiem. Nigdy wcześniej nie dostrzegłam w nikim tak wiele cierpienia, co w tych oczach. A teraz już zrozumiałam – kobieta codziennie cierpiała: całą swoją duszą i jestestwem.
         Ona dosięgnie każdego i każdy jej się pokłoni. Nie wybiera, bierze wszystkich. Służy jednemu i nie można jej przekupić. Jest najbardziej przerażającą rzeczą, a równocześnie tak piękną i doskonałą.
         Pamiętam, jak na jej twarz wpłynął delikatny, spokojny uśmiech. Jakby chciała podziękować za miłe spotkanie. Za zrozumienie. Nie zabrała mnie, choć przecież nigdy nie robi wyjątków. Dostrzegłam to w jej oczach. Że złamała zasady, ale była gotowa za to odpowiedzieć.
         A ja wtedy zrozumiałam, że właśnie zajrzałam Śmierci w twarz.
         Och, Boże, jaka Ona była piękna.


Opinie. Na razie do Sad/później uzupełnię resztę



https://1.bp.blogspot.com/-PFHDzQ7PskQ/XnZfSo51RgI/AAAAAAAAELA/udhdYCaXpo0WeFEdNctMXBKeKiHpZa-ugCLcBGAsYHQ/s1600/Bez%2Bnazwy.png

Offline

#60 19-03-2020 o 16h05

Straż Obsydianu
Yolyder
Nowo przybyła
Yolyder
...
Wiadomości: 3

Dzień dobry wieczór, co za szczęście w nieszczęściu, że nie zauważyłam wcześniej tego działu i oddawałam się studiowaniu zamiast pisaniu. Jako osóbce, która ponad trzy lata temu prowadziła podobną zabawę na martwym już MFowym forum, istnienie tegoż wątku ogrzewa serducho, a tym bardziej ilość biorących udział. Więc ogromne thank u w stronę moderacji za ideę oraz możliwości.


I WAS THE WORST HOPE OF MY GENERATION
Destroyed by madness, starving, hysterical


     Pamiętam zapach krwi.
     Wrześniowego ranka, gdy wzeszło słońce i rozlało się blaskiem gorejących smutkiem serc, a puste oczy wybałuszyły się upiornie bez resztek oddechu na dźwięk dudniących daleko bębnów wojsk carskich, zmywałem krwią krew w pobliskim potoku. Jego wody skrzące, czyste, spod powiek słonymi łzami wylane toczyły nieustanny bój z nieprzejednanym wrogiem-błotem. Flanka za flanką traciły piękno zamkniętych w kroplach światów, gdy idąc z szumnym okrzykiem wypłukiwały ziemię spod drętwych palców, same zaraz przyjmując zbyt wiele z tego, co poprzysięgły zetrzeć. Drobinki matki Gai zawsze bowiem znajdywały drogę do rozpierzchłych między wymiarami cząstek syna swojego, Posejdona, co buńczucznie odwracał wzrok od matczynego łona gleby.
     - ____! - głos znajomy, bezpieczny, pochwycił mnie w pół ruchu zapachem krwi z krwi i ciasta drożdżowego. - Wróć do domu...
     Ostatni raz zerknąłem na horyzont. Car będzie musiał poczekać, nim otrę mleko znad wąsa.


I am not allowed to think


I saw the best minds of my generation


A N A K I N  Y O U ' R E  B R E A K I N G  M Y  H E A R T.  Y O U ' R E  G O I N G  D O W N  A  P A T H  I  C A N ' T F O L L O W
https://66.media.tumblr.com/8d5dad0a516fd1ee99ced2d7f4fc4926/tumblr_psfbcqjGrK1uuizhko3_540.gif
https://66.media.tumblr.com/063a0d14595000122a4400d169694151/tumblr_psfbcqjGrK1uuizhko1_540.gif
https://66.media.tumblr.com/4540658dfcff55cc191ab3598a4566f4/tumblr_psfbcqjGrK1uuizhko2_540.gif

Offline

#61 19-03-2020 o 17h58

Straż Cienia
Airi
Happy Birthday Miiko!
Airi
...
Wiadomości: 1 008

.   Wstawiam jeszcze raz, zestresowałam się. xD Nie jestem zadowolona z tego tekstu. Kiedy otworzyłam oczy, poprawiłam akapity, przyznaję, bo po prostu nie mogłam na nie patrzeć.

     Zadanie trzecie - "Gonitwa myśli"

     Pamiętam, kiedy Lexi wspominała o powstaniu potyczek literackich. Nie pamiętam, w jaki sposób konkretnie to zrobiła, ale pamiętam, że pomyślałam, że to jest ciekawy pomysł i muszę od razu to zobaczyć. Szukałam tego trochę - bo jestem ciapa i moim pierwszym kliknięciem nie był dział fan fictions.
     Bardzo chciałam brać udział w każdym zadaniu, ale brak czasu i ochoty sprawił, że opuściłam drugie. Wracając do obecnego zadania: z zamkniętymi oczami, pomyślałam. Ale naprawdę, mam zamknąć oczy i pisać przez dziesięć minut? Popłynąć? W zasadzie, kiedy piszę "normalnie", rzadko kiedy patrzę w klawiaturę. Znam ją na pamięć. Jednak, patrzę w ekran. Wyobraziłam sobie, że zamykam oczy i kiedy je otwieram, po tych dziesięciu minutach, widzę tekst nieskładny, napisany capsem, wyglądający tak jak jakiś monolog Molly Bloom lub taki, którego po prostu nie ma. Myślałam, że nie wezmę udziału ponownie, a jednak teraz mam zamknięte oczy, czuję się głupio i płynę.
     Mogłabym napisać o tym, że pamiętam jakiś konkretny okres z przeszłości, mogłabym wczuć się w postać fikcyjną i wymyślać. Tym razem nie chcę wymyślać. Pamiętam cudowne dni i dziecięce zabawy, pamiętam wspaniałe lekcje historii i języka polskiego, pamiętam smak czereśni w lecie, pamiętam dużo sytuacji przyjemnych i nieprzyjemnych. Pamiętam, jak sprzątałam dzisiaj rano po psie i pamiętam speszone spojrzenie kobiety, która po swoim jamniku nie sprząta nigdy. A mogłaby. Albo sprząta, ale nigdy wtedy, kiedy mój owczarek załatwia swoje sprawy sześć metrów dalej od tego jamnika i przypadkiem ją spotykam. Noż cholera. Kiedyś zbiorę się na odwagę i zapytam: "pożyczyć pani worek?"
     Pamiętam, że wymyśliłam sobie zdanie, które chciałam tu wklepać już na tym spacerze, ale samego jego brzmienia już nie pamiętam. Kończy mi się czas
     Żeby się go trzymać, wpisałam sobie na youtube "10 minute song" i jeżeli ktoś lubi pisać przy muzyce i wziąć udział w zadaniu trzecim, to w sumie polecam.

zadanie trzecie - komentarze

Ostatnio zmieniony przez Airi (23-03-2020 o 15h11)


https://66.media.tumblr.com/16ff55deeab7f3433cb2deb335c05e5e/tumblr_pamp4le6nu1vnvqwpo6_400.gifv https://66.media.tumblr.com/35b7221f07be10afcc8f128ae5268468/tumblr_pamorpaw1w1vnvqwpo4_400.gifv

Online

#62 19-03-2020 o 19h56

Straż Lśniąca
Hidney
Zbieg Okoliczności
Hidney
...
Wiadomości: 4 414

Zadanie 3

Pamiętam, jak Tina krążyła łebkiem w rytm ruchu mojej dłoni. Machałam ręką raz w prawo, raz w lewo, obserwując dziki taniec zwierzęcia i parskałam pod nosem. Wszystko tylko i wyłącznie dlatego, że trzymałam plaster szynki, którą uprzednio zwinęłam z lodówki babci.

Tina u niej mieszkała. Była czarnym, nieco otyłym kundlem, miała przyklapnięte uszy, brązowe tęczówki i krótki ogon. Śmiesznie człapała na czterech łapach, zupełnie tak, jakby sama nie do końca potrafiła zapanować nad swoim ciężarem. Nosiła skórzaną obrożę i lubiła jeść. Wszyscy moi koledzy z klasy zawsze mówili, że chcieliby mieć rasowe psy, najlepiej yorki. Taka była wtedy moda. A ja miałam Tinę.

Mam takie zdjęcie, jak obie byłyśmy jeszcze małe i wspólnie pozowałyśmy na tle trzepaka na podwórku. Obejmowałam Tinę z uśmiechem, a moje drobne, blond loczki sterczały mi nad głową – do pary z postawionymi przez Tinę uszami.

Chętnie wychodziłam razem z Tiną do ogrodu. Była zresztą moim jedynym towarzyszem. Inne dzieciaki spędzały czas na placach zabaw umiejscowionych w samych centrach betonowych blokowisk, a w tym samym czasie ja wraz z Tiną stąpałam po zielonej trawie w swoim małym, zielonym, ogrodowym centrum wszechświata, niekiedy urządzając sobie piknik tuż obok wielkiego dębu.

Gdy parę lat później pojechałam do babci, Tiny już nie było. Spytałam, gdzie zniknęła. „Poszła gdzieś na spacer”.

A ja przecież doskonale wiedziałam, gdzie chodziłyśmy z Tiną na spacery.

Poszłam pod dąb. Kucnęłam przy świeżo zakopanej ziemi i położyłam na niej zerwany uprzednio kwiat z ogródka babci. Może nie zauważy.

Tak jak szynki.

Komentarze do innych prac


https://i.imgur.com/qa8IIeK.png
















To  realize  that  all  your  life—you  know,  all  your love, all your hate, all your memories, all your pain—it was all the same
thing.  It  was  all  the   same   dream,   a   dream   that   you   had  inside  a  locked room,  a  dream  about being a person.

https://66.media.tumblr.com/3061b2652328bfaa31c76f8cbe2bc6bb/tumblr_phsjlyp7851s3rdxdo9_r1_400.gifv https://66.media.tumblr.com/e7ecd56648624075f5708730ce1cb60d/tumblr_phsjlyp7851s3rdxdo6_r1_400.gifv

Online

#63 20-03-2020 o 14h58

Straż Obsydianu
Aku
Artylerzysta Straży
Aku
...
Wiadomości: 3 883

https://78.media.tumblr.com/tumblr_m7w2n46Pdl1r6o8v2.gif
HELLO,         MY         NAME         IS          WIND
I'M              FLYING              OVER               YOU
AND    I'M    S E E I N G    THINGS    YOU    DO
HELLO,         MY         NAME         IS          WIND
I'M                        ALWAYS                        COLD
AND     M Y   H E A D     IS   ALWAYS   BLOWN
HELLO,         MY         NAME         IS          WIND
I'M       H E A R I N G      THINGS    YOU    SAY
AND         I         ALWAYS         RUN         AWAY

● ● ●
Z   A   D   A   N   I   E             T   R   Z   E   C   I   E


                Pamiętam światło.
                Pamiętam dzień mojego powrotu.
                Wciąż widzę oczy bliskie memu sercu, błękitne piękno bijące światłem tysiąca gwiazd odbitych na powierzchni oceanu. Uosobienie łagodności twego charakteru; hipnotyzujące odbicie twojej duszy, z którą zwykłem zatracać się w czułym uścisku, namiętnym tańcu w przestworzach naszych uniesień, których nikt inny nie mógł być świadkiem.
                Pamiętam załamanie się dwóch światów. Narodziny eterycznej powłoki, pożegnanie z cielesnością. Eskalacja energii astralnej wybijająca mnie ponad stan, którego kiedykolwiek przypuszczałbym doświadczyć. Wolność i zniewolenie. Ukojenie i brzemię. Byłem wszystkim i niczym jednocześnie. Żałośnie bliskim mi uczuciem, które miast być udręką stało się przyzwyczajeniem; doświadczeniem na tyle mi znanym, bym potrafił się w nim odnaleźć.
                Pamiętam światło.
                Pamiętam dzień mojego powrotu.
                Wspominam twoją twarz ─ trupio bladą, przesuszoną na wiór i zadrapaną z nerwów. Sklejone pasma jasnych włosów, obgryzioną wargę i drżące dłonie, w których dzierżysz ramkę z naszym wspólnym zdjęciem. Zapalone świece rzucające ciepłą poświatę w mroku pomieszczenia, którego zwykłem nazywać swoją ostoją. Twój wybuch rozpaczy, strumienie łez powoli drążące niewidoczne blizny na twoich policzkach. Moją żałość i niemoc, gdy rozpaczliwie szukałem sposobu, by cię otulić i dać namiastkę spokoju. Wtedy po raz pierwszy znienawidziłem swoją niematerialność.
                Pamiętam kosmiczną energię, spirytualne objawienie, które okryło mnie całunem zrozumienia rzeczy pozaziemskich. Pamiętam, że pragnąłem sięgać dalej, wyżej, całkowicie utonąć w łasce Boga, krążyć wokół jego umiłowania i majestatu. Rwałem się niemal ku błogiemu uczuciu rozgrzeszenia i głębokiego spokoju, nieznanemu nam śmiertelnikom w życiu ziemskim. Jednak im mocniej parłem w przestrzeń, tym głośniej rozbrzmiewał twój szloch odbijając się zewsząd echem, ciągnąc mnie w dół ─ z powrotem do ciebie, najdroższa.
                Pamiętam światło.
                Pamiętam dzień mojego powrotu.

KOMENTARZE DO PRAC Z ZADANIA TRZECIEGO - STARAŁAM SIĘ

Ostatnio zmieniony przez Aku (20-03-2020 o 19h47)

Offline

#64 20-03-2020 o 23h33

Straż Cienia
Aryla
Akolita Jednorożców
Aryla
...
Wiadomości: 421

Słowem wstępu



          Pamiętam Twoją ciepłą dłoń na moim policzku. Nieśmiały uśmiech w kąciku ust z cieniem żalu. Czy już wtedy wiedziałeś, że nie wrócisz? Czy Twoim planem było omamienie mnie czułymi słówkami? Zbliżyłeś wargi do mojego czoła i złożyłeś na nim pocałunek. Zwieńczenie obietnicy powrotu. Krótki monolog o tym, że będziesz zawsze pamiętał. Że to tylko na moment. Że to przetrwamy, bo przecież jesteśmy jak dwie połówki jabłka. Możemy żyć osobno, ale wtedy szybciej się zepsujemy. Oddychałam płytko, niespokojnie. Głos grzązł mi w gardle, jakby ono nagle wypełniło się błotem, bagnem nie do pokonania. Nie potrafiłam wypowiedzieć nawet prostego „Żegnaj”, dlatego zamknęłam oczy. Chciałam powstrzymać łzy, nie odkrywać się. Chwyciłeś przygotowaną torbę i wyszedłeś. Tak po prostu. Krojąc mnie na pół, jak to przeklęte jabłko.

          Zaufałam Ci.

          I zgniłam szybciej, niż normalnie planuje to natura. Każdy kąt w mieszkaniu przypominał mi o Tobie. Ręcznik w łazience przesiąknięty ziołowym zapachem Twojego szamponu do włosów. Krzywo powieszone lustro, bo oczywiście nie miałeś ochoty go poprawić. Patrzyłam w nie, czując złość zmieszaną ze wstydem. Teraz już wiem, że kłamałeś i nigdy nie wrócisz. Wybrałeś sałatkę owocową. Może to i lepiej. W końcu z połówki jabłka łatwiej jest wycisnąć słodki sok, niż łączyć go z czymś ponownie, tak na niby.

Komentarze i odpowiedzi

Ostatnio zmieniony przez Aryla (20-03-2020 o 23h40)

Offline

#65 21-03-2020 o 02h41

Straż Cienia
Charo
Pokonała kurę
Charo
...
Wiadomości: 747

Zadanie III

  Pamiętał dokładnie, co miała wtedy na sobie i mógłby przysiąc, że nigdy jeszcze nie wyglądała tak seksownie. Jego ulubiona koszulka, której normalnie przecież nikomu by nie pożyczył, opływała ciało ciemnowłosej kobiety uwydatniając co ciekawsze miejsca. Nie miała bielizny, wiedział to, bo chwilę temu sam ją z niej zdzierał. Myśl ta nie dawała mu spokoju. Chciał jeszcze, więcej i mocniej. Gdyby tylko mógł, to rzuciłby wszystko dla kilku minut, dla sekundy, dla choćby jednego dotyku aksamitnej skóry. Uwielbiał to, w jaki sposób na nią działał, celebrował momenty i odkładał je w pamięci na później. Bywało tak, że długo wpatrywał się w nią zupełnie bez słowa, badając każdą krzywiznę, każde zagięcie nieskazitelnego ciała. Wiedział, w których miejscach ma pieprzyki i blizny, których historie znał tak doskonale, jakby sam je nosił.
  Wzrok powędrował do okna, za którym rozpościerał się widok na panoramę miasta. Blask ulicznych latarni wdzierał się do pokoju tworząc na ścianie cienie o różnych kształtach, które poruszały się nieregularnie za sprawą reflektorów samochodowych. Nigdy wcześniej nie zwracał uwagi na takie szczegóły, ale teraz było inaczej, teraz on był kimś innym i chciał tym kimś pozostać na zawsze. Z nią u boku było to możliwe, jednak wbrew pozorom nie takie łatwe. Nie należał do osób cierpliwych, co wydawało mu się teraz najgorszą wadą, jakby został napiętnowany straszliwym przekleństwem. Ona była warta każdego poświęcenia, a on gotów był dać jej wszystko, nawet jeśli to oznaczało, że będzie musiał walczyć z całym światem. Podjął decyzję. Będzie ją kochał dziś, jutro, zawsze. Miał szczęście, a właściwie to wygrał na loterii dni, w których będzie najszczęśliwszym facetem na tej planecie. Czy zdawała sobie sprawę, co uczyniła, z jego nędznym do tej pory żywotem? Będąc przy niej odkrył nieznane emocje, o których istnieniu nie miał pojęcia. Dostrzegł innych ludzi i zrozumiał, że nie jest sam na ziemskim padole, że można zaufać komuś i wspólnie kroczyć naprzód.
  Nawet teraz, siedząc w starym fotelu, który z pewnością pamiętał lepsze czasy, miał przed oczyma jej twarz i ten ciepły, pogodny uśmiech. Zastanawiał się, czy zawsze był dla niej dobry, czy okazywał uczucie, czy otwierał przed nią drzwi i dziękował za kawę. Chciał powiedzieć jej jeszcze tak wiele ciepłych słów i gdyby wiedział, że są to ich ostatnie minuty, zrobiłby to bez wahania, a nie zakładał z góry głupio, że o tym wszystkim wie. Niby błahostki zwykłych dni, ale jakże istotne w tym właśnie momencie, gdy robił rachunek sumienia. Nie był w stanie przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek sprawił jej przykrość, a jeśli tak było, to już nie mógł przeprosić.
  Opuścił głowę i wbił wzrok we własne dłonie, na których czas mocno zaznaczył upływające lata. Niemal czuł pod palcami ciepło jej skóry, tak jak wtedy, gdy leżeli w zmiętej pościeli, w hotelowym pokoju. Bez zmartwień, ubrań i grosza przy duszy. Życie wydawało się wówczas czymś nieosiągalnym, jakby było odległym snem na drugim końcu Galaktyki. Żadne z nich nie zdawało sobie sprawy, że są tu tylko na ułamek sekundy, tylko na krótką chwilę i zaraz przyjdzie im się rozstać. Żyje się tylko raz, jest tylko jedna szansa by kochać i być kochanym.
   Niemal czuł smak jej ust, tak jak wtedy, gdy byli na plaży w jeden z bardziej słonecznych dni. Włosy rozrzucane raz po raz przez silniejsze podmuchy wiatru łaskotały go w nos, ale nie marudził. Zagarniając je uparcie na bok, składał kolejne pocałunki na spierzchniętych już wargach. Powszechnie wiadomo, że całowanie na wietrze jest tylko dla odważnych, tak jak mieszanie wódki z burbonem. Fale z cichym szumem rozbijały się o piaszczysty brzeg i niemal dosięgały ich stóp. Za każdym razem, gdy się zbliżały, oboje wstrzymywali oddech i oczekiwali w napięciu na rozwój wydarzeń. Przez te wszystkie lata stali się niemal jedną duszą, rozumiejąc się bez słów.
   Nastała cisza. Długa i bardzo nieznośna. Wydawać by się mogło, że trwa wiecznie i nigdy się nie skończy, będzie go prześladować. To była kara za to, że odważył się ją pokochać - samotność rozrywała mu teraz serce na miliony kawałków, wkładała do miksera i mieliła z czystą premedytacją, patrząc, jak się męczy.
Wnętrza domu już nie wypełniał jej śmiech, nie czuć było woni perfum, nikt nie krzątał się po kuchni.
   Pusto, zimno i ciemno.


Słów kilka na wstęp



Komentarze

Ostatnio zmieniony przez Charo (24-03-2020 o 18h21)


https://i.pinimg.com/564x/82/82/32/828232d55b87f72e38db38c569b34947.jpg

Offline

#66 21-03-2020 o 03h55

Straż Cienia
Lashanti
Szeregowiec
Lashanti
...
Wiadomości: 140

O Zadaniu



  WYZWANIE III - „PODCIĘTE SKRZYDŁA”


Pamiętam, lecz jednocześnie chcę o tym zapomnieć. Jeśli jest to możliwe, to chciałabym wymazać wspomnienia, które mogły mnie narazić na niebezpieczeństwo. W nich nadal słyszę brzęczenie łańcuchów, szumiącą wodę i me dłonie trzymające metalowe bary celi. Swymi akcjami sprawiasz, że mam sprzeczne uczucia. Zadajesz mi ból, który zawsze jest zmiksowany z nutką wdzięczności. Dałeś mi posmak wolności, takiej, jakiej nigdy nie miałam od czasu mego dzieciństwa tylko by powrócić do bycia przykutą innym typem łańcuchów.

Czy jesteś wrogiem, czy mym sojusznikiem?

Nieustannie zadaję sobie to pytanie. Twoja lśniąca, czarna zbroja przypominająca mi o rycerzach z opowieści dla dzieci na zawsze pozostanie w mej pamięci. Po chwili wahania zdecydowałam, że jesteś zarówno mym sojusznikiem, jak i wrogiem. Przeklinam cię, pragnę cię zrozumieć... Jednak nigdy nie będę po twojej stronie. Dawanie mi wolności tylko bym ją straciła, jest okrucieństwem, czyż nie?

Nie powinnam wchodzić w ten grzybowy krąg i trafić do tego świata. Podcina mi on skrzydła tak jak mój ojciec.

Może powinnam ci ufać, ale tu nie ufam nikomu. Paranoja i chęć powrotu do domu jest tak wielka, że po prostu nie jestem w stanie tego zrobić. Pytanie, które ciągle mnie nawiedza, powraca przez twe czyny pełne sprzeczności;

Czy naprawdę jesteś mym sojusznikiem, czy może wrogiem?

Ashkore, tak się zwiesz, prawda? Po co mnie uwolniłeś z tego więzienia, żeby zakuć mnie w następnym?

Pamiętam, lecz chcę zapomnieć, o tym, jak dałeś mi nadzieję, by następnie okrutnie podciąć mi skrzydła. Skrzydła, które były już stracone w momencie, kiedy trafiłam do tego świata.

Pamiętam, lecz chcę zapomnieć o uczuciu nadziei, która została mi odebrana.

Kącik Pisarzy/Pisarek - Zadanie III, Do: Hayal/Hidney *zad. 2*

Ostatnio zmieniony przez Lashanti (24-03-2020 o 03h11)

Offline

#67 21-03-2020 o 22h29

Straż Cienia
Cryatal
Rekrut
Cryatal
...
Wiadomości: 39

Wzięłam treść wyzwania dosłownie a dalej samo jakoś poszło.

Pamiętam...
Pamiętam ciemność. Gęstą i kłębiącą się jak budyń. I światło, światło, które mieszało się z ciemnością. Niby jedno i to samo, jednak wciąż można było wskazać je jako dwie odrębne istoty. Pamiętam ciszę w której formował się dźwięk i pustkę. Świadomość bycia w zawieszeniu. Jak płatek śniegu na chwilę przed upadkiem. Światło i ciemność swoim tańcem tworzyły mur. Nieskończony i niezniszczalny, a jednak niedotykalny. Jak horyzont, który widzisz ale którego nie mogę dotknąć. Czy tak wygląda świat na granicy snu i jawy? Na chwilę przed upadkiem w inną rzeczywistość? Czy to co widzę po przekroczeniu granicy naprawdę jest marą? Jak mam odróżnić prawdę od fałszu skoro własne zmysły zaczynają mnie zwodzić?
Przecież we śnie czujemy ból równie dotkliwie co na jawie. Czy sen naprawdę jest tylko snem a nie kolejną historią której jesteśmy świadkami a której nawet nie pamiętamy gdy nadejdzie świt. Czy tym właśnie jesteśmy?
Kolejną nieopowiedzianą historią, kolejnym niepoznanym światem?
Została minuta do północy.
Co dalej?

Offline

#68 21-03-2020 o 22h36

Straż Cienia
Hayal
Pokonała Dahu
Hayal
...
Wiadomości: 2 503

O zadaniach


Zadanie 2



Zadanie 3


- Pamiętam.

Nie wiem, czy zwróciłeś uwagę na moją odpowiedź, głośno śmiejąc się z przywołanego chwilę wcześniej wspomnienia. Słuchanie nigdy nie było twoją mocną stroną, o tym też pamiętałam i akceptowałam to, skupiona na chłonięciu tej specyficznej radości, którą miałeś w sobie.
- Gdybym miała się z tobą związać, to tylko kablem, który przesłałby od ciebie do mnie trochę energii - powiedziałam, bo mogłam, wiedziałam, że nie ma myśli, których nie mogłabym wyrazić na głos. Dziś nadal nie wiem, czy to szczerość naszej relacji, czy podskórne przekonanie, że i tak niczego nie bierzesz na poważnie. Nawet jeżeli, jak teraz, uśmiech znikał z twojej twarzy, a źrenice zwężały się w nagłym skupieniu.
- Gdybym ja miał się z tobą związać, to tylko po to, by cię w końcu wychować.

Były szaroniebieskozielone. Przeczytałam o takim kolorze oczu w jednej z książek, a potem cię poznałam i ucieszyłam się, że ktoś tę nazwę wymyślił za mnie, tak idealnie pasowała.
- Czemu tak na mnie patrzysz? Pytam, bo jeśli chcesz znać przepis na tę cerę kochanie, to zapamiętaj dwie rzeczy, seks i czekolada. Nic więcej nie będzie ci potrzebne.

Tak naprawdę, przez te wszystkie lata zdążyłam już zapomnieć twoją twarz. Pamiętałam jednak głos, szaroniebieskozielone tęczówki, drobne zmarszki i ten znikający nagle uśmiech, który pozostawał przyczajony w dołeczkach, widoczny tylko dla czujnego obserwatora. Nie spodziewałam się, że jeszcze kiedyś go zobaczę.
- Robię to, bo nikt poza mną nie patrzył na ciebie tak uważnie i pomyślałam, że mogłeś za tym tęsknić.

Czytałam o relacjach w wielu książkach, a potem poznałam ciebie.

Odruchowo wyciągnęłam rękę, która kiedyś tak często trafiała w pustkę, bo nie cierpiałeś czułości w publicznych miejscach. Cofając dłoń, niechący trąciłeś swój deser i na nadgarstku zostało ci trochę czekolady - jak wspomnienia; trochę słodkiej, a trochę gorzkiej, uzależniającej bardziej, niż którekolwiek z nas mogłoby wyrazić na głos.


Komentarze


Odpowiedzi

Ostatnio zmieniony przez Hayal (25-03-2020 o 21h57)



https://i.imgur.com/bne8BcV.gif

Offline

#69 23-03-2020 o 17h06

Straż Lśniąca
Hidney
Zbieg Okoliczności
Hidney
...
Wiadomości: 4 414

Zadanie 2

Czujesz mrowienie na twarzy. Jest na tyle intensywne, że wybudza cię z dotychczasowego otępienia. Wysuszone wargi układają się w grymas, a gdy badawczo przejeżdżasz po nich językiem, w twoje zmysły uderza ich chropowatość oraz szorstkość. Ten czyn bynajmniej nie przynosi ukojenia, nie skutkuje choć krótkotrwałą ulgą, bowiem ślina naniesiona na usta momentalnie wyparowuje w obliczu palącego słońca. Twój wysiłek, podyktowany instynktem przetrwania, którym zaczyna kierować się w takich chwilach każdy człowiek, jest próżny.

Choćbyś chciał, nie jesteś w stanie określić, który już dzień bezwładnie dryfujesz po powierzchni morza. Twoja perspektywa czasu zamyka się wyłącznie w ilości fal, uderzających o burtę szalupy.

Jeśli miałbyś komuś scharakteryzować piekło, to z pewnością opisałbyś swoje aktualne położenie. Bezkresną otchłań, którą widzisz zamkniętymi oczami, wciąż starając się chronić wzrok za pomocą powiek spalonych przez słońce w zenicie. Spokojny podmuch wiatru, który skutkuje szelestem mankietów twojej splamionej krwią koszuli. Cichy szum morskich fal. Stać cię jeszcze na ironiczne stwierdzenie, że teraz, po ostatnim sztormie, którego efektem było rozbicie statku, na który się zaciągnąłeś, jest nadzwyczaj spokojne. Zupełnie tak, jakby zadaniem tej bezkresnej, morskiej toni było pozbawienie cię możliwości bezpiecznego dotarcia do celu.

Lewiatan był okazałym żaglowcem przeznaczonym do misji handlowej w Anglii. Prawdę mówiąc, nieszczególnie dbałeś o to, na jaki pokład trafisz – w tamtym momencie bowiem liczyło się dla ciebie wyłącznie natychmiastowe wydostanie się z kraju. Wiedziałeś, że po załatwieniu głównej sprawy nie będziesz miał w nim już czego szukać – wszystko, co dobre, pozostawiłeś za sobą, decydując się na sięgnięcie po siekierę. Smak zemsty jednak był zbyt słodki, by z niego nie skorzystać.

Kapitan żaglowca nie zdawał zbędnych pytań, gdy w zamian za umożliwienie ci dostania się na statek ofiarowałeś mu stosunkowo ciężki mieszek, sam będąc odziany w strój bardziej przypominający łachmany niż faktyczne ubranie. Wymiana kosztowności, jakie splądrowałeś z domu swej ofiary, pochłonęłaby już zbyt wiele czasu – nie zdołałeś poświęcić go nieco więcej, aby wymienić swój strój na nieco mniej podejrzany. 

Gdy wraz z załogą wypłynęliście na pełne morze, po raz pierwszy odczułeś prawdziwą ulgę. Widmo roztrzaskanej przez ciebie twarzy lichwiarza, które dotąd nawiedzało cię w snach każdej nocy, z mili na milę stawało się coraz bardziej zasklepione. W końcu nabrało zupełnie zdrowych kolorów, stało się żywe – a ty napełniłeś swe sumienie przekonaniem, że wszystko, co uczyniłeś, było uzasadnione i konieczne.

Nigdy wcześniej nie płynąłeś statkiem. Z ledwością wiązałeś koniec z końcem, wobec czego nie było nawet mowy o organizowaniu jakichkolwiek dalekich podróży. Z tego też powodu nie od razu zrozumiałeś, co zaczęło się dziać w momencie wybuchu sztormu. Nie wiedziałeś, dlaczego większość załogi zaczynała szeptać modlitwy do boga, w którego nie wierzyłeś, nie próbując nawet walczyć. Gdy już zrozumiałeś, było za późno.

Choćbyś chciał, nie jesteś w stanie określić, który już dzień bezwładnie dryfujesz po powierzchni morza. Jesteś zdany wyłącznie na siebie i małą szalupę, do której udało ci się wślizgnąć, podczas gdy inni znikali w morskiej toni, ucinając swój głośny krzyk.

Nie pamiętasz, kiedy ostatni raz miałeś coś w ustach. Chce ci się rzygać od przeklętego smrodu słonej wody, ale chwilę potem uspokajasz samego siebie, przypominając sobie, że jeszcze jakiś czas temu unosiłeś się nieopodal trucheł swoich towarzyszy podróży, których ciała chętnie rozkładały się pod wpływem palącego słońca. Wiatr wówczas wyjątkowo hojnie roznosił po twej prowizorycznej łódce ich woń.

W końcu sam rozchylasz spierzchnięte wargi i zaczynasz szeptem wypowiadać słowa zasłyszanej na statku modlitwy. Nie prosisz już o nic innego jak tylko o śmierć.

I wtem do twych uszu dociera ciche stąpnięcie. Uwrażliwiony na odgłosy inne niż te, których doznawałeś przez wszystkie ostatnie dni, rozchylasz powieki.

Przed tobą siedzi sęp. Wpatruje się w ciebie i cierpliwie czeka na odpowiedni moment.

Widmo roztrzaskanej głowy lichwiarza ponownie wypełnia twoje myśli.

Komentarze do innych prac


https://i.imgur.com/qa8IIeK.png
















To  realize  that  all  your  life—you  know,  all  your love, all your hate, all your memories, all your pain—it was all the same
thing.  It  was  all  the   same   dream,   a   dream   that   you   had  inside  a  locked room,  a  dream  about being a person.

https://66.media.tumblr.com/3061b2652328bfaa31c76f8cbe2bc6bb/tumblr_phsjlyp7851s3rdxdo9_r1_400.gifv https://66.media.tumblr.com/e7ecd56648624075f5708730ce1cb60d/tumblr_phsjlyp7851s3rdxdo6_r1_400.gifv

Online

#70 24-03-2020 o 18h19

Straż Cienia
Charo
Pokonała kurę
Charo
...
Wiadomości: 747

Zadanie II

  Zmrok zapadł dziś znacznie szybciej niż wczoraj, a może po prostu tylko tak jej się wydawało. Stojąc w otwartym oknie, przyglądała się wrzosowiskom, które powoli zaczęła spowijać gęsta mgła. Blade światło księżyca rzucało nierówne łuny na poszczególne partie terenu, przez co wszystko sprawiało wrażenie, jakby było niedokończonym obrazem. Wieczór był dość ciepły, dlatego nie dziwiło ją, że w ogrodzie kręcą się jeszcze ludzie. Wsparła więc dłonie na parapecie i wychyliła się nieco do przodu, by lepiej widzieć drugą część posiadłości. Orkiestra w szklanym pawilonie grała właśnie popularną, skoczną melodię, za którą przepadała. Na jasnej skórze pojawiły się lekkie rumieńce, gdy przypomniała sobie, jak dwanaście dni temu, w wieczór zupełnie taki, jak ten, tańczyła z Johnem Hamiltonem. Nie minęło aż tak wiele czasu, ale wydawało jej się, że całe wieki. Czy to jego właśnie wyglądała? Czy na niego czekała? Oczywiście, że tak i nawet zaczynała się niepokoić, bo do tej pory nie znikał na tak długo.
   Hrabia był ciemnowłosym, postawnym mężczyzną o śniadej cerze i piwnych oczach. Jego zawadiackiego uśmiechu nie powstydziłby się sam Diabeł i to właśnie ten uśmiech sprawił, że poczuła coś więcej niż tylko przyjaźń. Znali się od zawsze, choć początki ich znajomości bywały ciężkie, a to za sprawą charakteru Johna, gdyż podobnie jak ona, był człowiekiem upartym. Nigdy żadne z nich nie chciało ustąpić, co prowadziło do wielu konfliktów. Nie mogła mu długo wybaczyć, gdy na jednym z przyjęć, w towarzystwie kuzyna, zauważył, że ma zadarty nos i twarz całą w piegach, jakby nabawiła się ospy. Szlochała pół nocy, ale nie pozostała mu dłużna i już przy pierwszej okazji, w elegancki sposób rzecz jasna, utarła mu nosa.
   - Idealny mężczyzna powinien zawsze mówić więcej, niż myśli, i zawsze więcej myśleć, niż mówi- stwierdziła, posyłając mu najsłodszy ze swych uśmiechów. Nikt w towarzystwie, poza nimi, nie wiedział, iż ta mała uszczypliwość jest skierowana właśnie w jego stronę. To wystarczyło, aby wszystko zmienić.

   Zakochał się w niej piętnastego kwietnia, o godzinie dwunastej czternaście.
   Miał nadzieję, że będzie kochał ją równie mocno już zawsze i że ona odwzajemnia jego uczucia i z takim samym zaangażowaniem zechce trwać u jego boku. Dzieciństwo spędzone z Emmą było niczym bajka, która powtarza się raz za razem i zachwyca niezależnie od tego, ile razy została opowiedziana. Ojciec dziewczyny był bliskim przyjacielem rodziny Hamilton, jak również partnerem w interesach związanych z przemysłem naftowym. Mężczyźni często razem podróżowali, nie rzadko zabierając ze sobą żony. Dzieci w tym czasie pozostawały pod opieką Guwernantki, która to sprawowała opiekę również nad całą posiadłością. Ich relację zmieniły się, kiedy ojciec Johna popadł w długi, a większa część majątku została zabezpieczona na poczet spłaty należności. Wszyscy traktowali go jak zło konieczne, tylko nie Emma. Ona zawsze spoglądała na niego z tym samym błyskiem w oczach, z tą samą sympatią.
   Nie był pierwszym wyborem jej ojca i to uruchomiło całą lawinę nieszczęść, jakby drzemiące w nim demony nagle zerwały się z łańcuchów, postanawiając wyrwać się na wolność. Prawdopodobnie sam nie zdawał sobie sprawy z całego żalu, który w sobie nosił od czasów, gdy dobre imię rodziny zostało wystawione na szwank.
   - Nie ma mowy, możesz o tym zapomnieć. Emma nie jest dla ciebie, choć muszę przyznać, że brałem to pod uwagę jakiś czas temu, gdy jeszcze miałeś jej coś do zaoferowania. Jestem już po prośbie z Caringtonem. Kontrakt małżeński jest prawie gotowy.  – oznajmił starszy mężczyzna, sięgając po kryształową szklaneczkę. Hamilton czuł się tak, jakby właśnie otrzymał przysłowiowy policzek, jednak nie zamierzał nadstawiać drugiego. Co to, to nie. Odwrócił się więc na pięcie i żwawym krokiem ruszył w kierunku wyjścia z gabinetu, gdy usłyszał za sobą jeszcze raz głos ojca ukochanej.
   - Byłbym wdzięczny, gdybyś już tutaj nie przychodził...

   Ciało jedynego syna Lorda Caringtona spoczywało na mokradłach, trzy dni drogi od miasta, w miejscu, gdzie nie zapuszcza się prawie nikt, poza dziką zwierzyną. Od jego odejścia minął już tydzień, ale absolutnie nikt nie zamierzał go szukać, bo i po co? W pozostawionym liście jasno dał do zrozumienia, że nie zamierza brać ślubu, a jeśli już miałby to zrobić, to nie z kobietą. Dla rodziny był to cios nie do zniesienia, więc zapomniano o nim równie szybko, jak ulotnił się z rodzinnego domu. Dwa pagórki dalej, w płytkiej mogile leżał Lord Astor, który w dłoń wciśnięty miał kontrakt małżeński. Twarz miał przybrudzoną, wygiętą w brzydkim grymasie i za nic nie przypominał tego dostojnego pana, który kilka dni temu odmówił ręki swej córki i odprawił Johna z kwitkiem. Podobno ciało ludzkie zaczyna rozkładać się już cztery minuty po śmierci, a coś, co było siedliskiem życia zaczyna przechodzić ostatnią metamorfozę, trawi samo siebie. Dla kogoś tak ciekawego świata, jak Hamilton, był to widok zaiste interesujący i nie mógł go przegapić. Nim zakopał obu mężczyzn, długo się im przyglądał, zastanawiając się, czy to, czego się dopuścił, może jakoś usprawiedliwić. Nie był potworem, a może tylko tak o sobie myślał? Stał się ofiarą systemu, który musiał pokonać za wszelką cenę, jeśli chciał być z Emmą, bez względu na poniesione koszta. Niecałe trzy lata temu był w tym samym miejscu, jednak w grobie spoczywał jego własny ojciec, który swoją zachłannością doprowadził rodzinę niemal do upadku. Wtedy również musiał wziąć sprawy w swoje ręce i pozbyć się tego, kto zatruwał jego dom i otoczenie. Udało mu się wyprowadzić wszystko na prostą, nie narzekał na brak pieniędzy, jednak zszarganą reputację bankruta nie tak łatwo naprawić, a już na pewno nie da się jej pogrzebać na bagnach.

Komentarze i nie tylko

Ostatnio zmieniony przez Charo (25-03-2020 o 08h53)


https://i.pinimg.com/564x/82/82/32/828232d55b87f72e38db38c569b34947.jpg

Offline

#71 27-03-2020 o 22h12

Straż Cienia
Methrylis
Tester eliksirów
Methrylis
...
Wiadomości: 24 167

Zadanie II


     Użalanie się starego elfa, część pierwsza. I prawdopodobnie ostatnia

     Pada, psiamać. Leje jak z cebra, przez co przesiąkłem do ostatniej suchej nitki. Teraz śmierdzę nie tylko brudem i potem, ale jeszcze wilgocią, bo ci folkowi idioci nie potrafili nawet wybudować normalnej celi. Pewno zrobili to specjalnie, coby jeszcze przed wyrokiem skazaniec dodatkowo pocierpiał.
     Pada, psiakrew, choć jeszcze niedawno było całkiem przyjemnie. Przez dziury w suficie wyglądałem na granatowe niebo wysypane gwiazdami. Ładny to był widok, bardzo ładny. Nie znam się na konstelacjach, ale kilka kształtów udało mi się wypatrzeć. Ciekawe czy ktoś je odkrył i nazwał. Pewnie tak, tylko ja tego nie wiem. Zresztą, jak się niedawno okazało, nie wiem bardzo wielu rzeczy.
     — Wszystko się zakończy tuż przed wschodem słońca — powtarzali strażnicy z parszywym uśmieszkiem na ustach. — Następne słonko, jakie ujrzysz, będzie już zupełnie inne!
     A jak się te bałwany cieszyły!, jak pyszniły! Jakie te bałwany dumne z siebie były, że mogą dobijać więźnia, stojąc po tej lepszej stronie kraty. Na początku burczałem tylko, by się zamknęli, czasami nawet bąknąłem, że nie boję się wyroku tak, jak ci kretyni sądzą. Kłamałem, co oczywiste, ale nie chciałem im tego pokazać. Zresztą, to idioci. Oni myślą, że boję się podróży, że boję się tej drugiej strony. A co niby może mi się stać? Mało to słychać o podróżnikach, którzy z własnej woli uciekają na Ziemię, ciekawi tego „egzotycznego” wymiaru? Grunt pod stopami mają, niebo nad głową też, czyli podstawowe warunki były spełnione. Tylko diabeł jeden wiedział, czym tam oddychali… no i ponoć ci ludzie zupełnie do siebie podobni, wszyscy, co do jednego. Nie mają żadnych udziwnień, żadnych udoskonaleń: ot, głowa, tułów, ręce i nogi. Nic więcej.
     Mimowolnie dotknąłem swoich pokaleczonych uszu. Kiedyś były ładne, całkiem ładne. Wysokie, jak na elfa czystej krwi przystało, chociaż szerokie i sterczące pod dziwnym kątem. Ale przynajmniej były i wystawały mi dumnie spod tej mojej brązowej czupryny. Ścięto je wczoraj tak, by jak najbardziej przypominały ludzkie, a potem byle jak zabandażowano. Piekły jak cholera, ale już aż tak nie bolały i się nie babrały. Nie rozumiem, dlaczego to zrobili; lądując na Ziemi miałbym problem z zakryciem swojego elfiego atrybutu, zwłaszcza że podobno Ziemianie takich wysokich uszu nie mają. Sam powinienem je ściąć, aby nie ściągać na siebie dziwnych spojrzeń ludzi. Tymczasem oni rozwiązali ten problem za mnie. A to ci objaw miłosierdzi, psiamać.
     — Jak myślisz, jakie słonko jest tam, u ludzi? — dopytywał strażnik z o ryju wysypanym jakimś czerwonym paskudztwem. Cokolwiek to było, niech go zeżre do reszty. — A jaki tam mają księżyc? Pewno się jakoś różnią, w końcu to inne światy. Ale to ty się o tym zaraz dowiesz, nie my.
     Poeta się, psiamać, znalazł, przemknęło mi przez myśl, starając się mniej patrzeć za świat za prętami, a bardziej na tę noc, najpewniej ostatnią w moim tutejszym życiu. A może oni tam nie mają nocy? Może nie sypiają? Może ich dnie zalane są wiecznym słońcem? Może nie byłoby mi tam tak źle?
     Nie byłoby mi tam tak źle?! Jakże mogłoby mi nie być źle?! Jakże mógłbym się czuć gdzieś, dokąd wygnano mnie z mojego domu? Dokąd wygnano mnie za to, że tego domu próbowałem bronić?
     Co to znaczy być złoczyńcą? Jak odróżnić dobro od zła? Da się tak w ogóle? Kto był taki mądry, że wymyślił te dwa przeciwne sobie pojęcia? Czy ktoś pewnego razu zastanowił się, że skoro istnieje dzień i noc, że skoro za dnia jest jasno i bezpiecznie, a nocą ciemno i strasznie, to ten dzień jest znakiem dobra, a noc objawem zła? Czy ktoś pewnego razu ujrzał biały kwiat i kojarzył mu się z niewinnością, a na widok czarnego kwiecia uznał, że nie można go tykać, bo to najpewniej trucizna jakowaś? Kto, psiamać, był tym cholernym mądralą, co to te wszystkie brednie nawymyślał?!
     Ale co ja tu niby miałem robić, za tymi kratami, jak nie rozmyślać? Więc dumałem głupio dalej: co to znaczy być złoczyńcą? Kto ma prawo to osądzać? Co to znaczy być złym, skoro te pojęcia w ogóle nie powinny istnieć? Nie powinno istnieć tylko dobro i tylko zło. Może gdyby te słowa nie istniały, nikt nie patrzyłby na to tak jak teraz? Może zobaczyliby, że na świecie istnieje mnóstwo odcieni szarości jako mieszanki tej „dobrej” bieli i „złej” czerni? Może zrozumieliby, że naturalnym jest czynienie zła w imieniu dobra i dobra w imieniu zła? Może zrozumieliby, że, patrząc na poprzedni przykład, te pojęcia tak potwornie się ze sobą mieszają, że nie sposób ich już rozróżnić?
     Nawet ja, nie rozumiejąc tylu ważnych rzeczy, to dostrzegałem. Ale może zauważyłem to dopiero teraz, buntując się przeciwko kratom, które mnie zniewalały? Może tłumaczyłem sobie, że nie istnieje zło, by podświadomie nie zacząć myśleć o sobie jako o tym złym?
     A może ja wcale nie różnię się od tego psiego syna Folkego?
     A może ja jestem taki jak on?
     A może trafiła kosa na kamień? A może trafił równy na równego, tylko że on wygrał?
     Ale jakim, do diabła, prawem on to wygrał?!


                                                                                   Notatka dot. wydarzeń z 58 dnia Trzeciej Hisli

                                                                                  Oskarżony:
                                                                                  Svanthor Edvarssen

                                                                                  Oskarżyciel:
                                                                                  Anthohn Folke, Pan Pierwszych Wysp Norielath Hari

                                                                                  Zarzuty:
                                                                                  — wszczęcie buntu przeciwko władzy Norielath Hari;
                                                                                  — znieważanie władcy Norielath Hari, czcigodnego
                                                                                      Anthohna Folkego;
                                                                                  — doprowadzenie do zamieszek, w wyniku których życie
                                                                                      straciło 361 [słownie: czterystu sześćdziesięciu jeden]
                                                                                      obywateli Norielath Hari, a 784 obywateli doznało śre-
                                                                                      dniego lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu;
                                                                                  — w wyniku zamieszek spowodowanie strat materialnych
                                                                                      szacowanych na ok. 250 tysięcy nyonów

                                                                                  Wyrok:
                                                                                  Wygnanie oskarżonego do Wymiaru Ziemskiego


     Norielath Hari przez wiele lat uważany był za kraj boskich istot. Wszystko przez alternatywną legendę powstania Eldaryi mówiącą o tym, że nasz świat stworzył Pierwszy Wieszcz. Wprawdzie według tej historii nie był to pozytywny bohater, a na ziemię, którą przerodził w Eldaryę, został wygnany przez Cudowne Dzieci, jednak to właśnie na tych wyspach miał rozpocząć swoją przygodę. To na jego cześć powstały Skapari — trzy mosty łączące trzy wyspy, które tworzą Norielath Hari. W północno-wschodniej części Mikill, największej wyspy, położona jest stolica kraju, Céhennem, licząca sobie ponad trzy i pół miliona mieszkańców, z czego ponad osiemdziesiąt procent to czystokrwiste elfy. Tak przynajmniej było przed wieloma laty, podczas ostatniej kontroli pochodzenia mieszkańców. Z czasem jednak krew naszych przodków zaczęła się mocno plugawić, tworząc przez to półelfów czy wręcz ćwierćelfów. Łatwo jednak było rozróżnić rodowitych mieszańców: natura dbała o swoich i czystokrwistych mieszkańców Norielath Hari obdarzyła fantazyjnymi, pastelowymi kolorami skóry, włosów i oczu. Reszta miała byle jaką, mdłą prezencję, znacznie wyróżniającą się w tym cudownie barwnym tłumie. Pragnąłbym wrócić do tych świetlistych czasów, w których pochodzenie miało tak duże znaczenie. Pragnąłbym, by społeczeństwo, które oddało mi nad sobą opiekę, było tak cudownie jednolite, by łączyły ich więzy czystej krwi.
     Ród Folków włada tymi ziemiami już od przeszło czterech wieków, dlatego doskonale znamy te ziemię, znamy istoty tu mieszkające, znamy ich potrzeby oraz obawy, które staramy się likwidować. Przez dziesiątki lat staraliśmy się utrzymywać nasz kraj w harmonii, uwalniając od trosk wszelakich i napełniając ich serca błogim spokojem. Jednak niedane nam niestety żyć między Bogami i niedane nam jeszcze zaznać rozkoszy nieskończonych, od zła całego uwolnionych. Sam Bogami nie jesteśmy i sami radzić sobie musimy, stąd, a okiełznać tak wiele stworzeń nie jest łatwo. Już od wieków znana jest mądrość, że władza to nie przywilej, a już zwłaszcza nie przyjemność, a obowiązek obciążający boleśnie barki. I nie jest łatwo podejmować decyzje, które — ja, jako mieszkaniec tych ziem doskonale rozumiem — łatwe do zniesienia nie są. Być może nie jestem doskonałym władcą. Być może nie zrobiłem wszystkiego, co zrobić się dało. Lecz kocham ten lud. Kocham ten kraj. I zrobię co w mojej mocy, by był bezpieczny.
     Jakże więc mogłem postąpić inaczej, gdy ulice miast zaczęły spływać krwią? Gdy noc rozświetlił blask płonących budynków, a błogą, senną ciszę przedarł krzyk i płacz niewinnych? Jak mogłem nie zareagować, gdy w imię rzekomej niesprawiedliwości władz życie straciły dziesiątki obywateli? Ten POTWÓR ledwie machnięciem ręki poświęcił życia wielu tylko po to, by udowodnić mi, że koronę powinien nosić ktoś inny. O to mu chodziło. Z jakiego powodu tak postąpił? Z zazdrości? Z gniewu? Lecz cóż tego gniewu przyczyną? Znałem rodzinę Edvarssenów ze słyszenia i jak dotąd byli poważani i szanowani. On słynął ze swojego rzemiosła kowalskiego, jego małżonka zaś opiekowała się dziećmi młodych szlachcianek. Zdawało się, że niczego im nie brakowało, wiodąc spokojne i dostatnie życie.
     Dlaczego więc mąż rodziny targnął się na tak desperacki czyn, by wznieść bunt przeciwko temu, któremu wszystko zawdzięczał? I dlaczego za moją koronę zapłacił życiem swych sąsiadów i krewnych?
     Svanthor Edvarssen był niebezpieczeństwem, które stanowiło realne zagrożenie dla mieszkańców Norielath Hari. Kroki, które podjąłem, są radykalne, lecz słuszne i konieczne. Albowiem jedyne, na czym mi w mym życiu zależy, to bezpieczeństwo mojego ludu. Ludu, który podarował mi ten najcenniejszy w świecie dar: zaufanie.



     Pada, nadal pada. Zimny deszcz ciągle cieknie z tego przeklętego, dziurawego dachu i o ile dotąd było mi wszystko jedno, tak teraz zaczyna mi to przeszkadzać. I wiedziałem, czemu się tak działo, ale przyznać się bałem. To głupie, strasznie głupie, bo jak można w ogóle okłamywać samego siebie? Ano chyba jednak można, skoro żem sam tak robił. A sztywny i drażliwy się robiłem ze strachu. Ta banda c#### w zbrojach zaczęła się ekscytować, co znaczyć musiało, że zaraz mnie wyprowadzą.
     Dlaczego mnie tak po prostu nie zabił? Łatwo zgadnąć — przez swoją chorą mściwość. Chce drań satysfakcję poczuć, że tam, na Ziemi, będzie mi znacznie podlej, bo przecież po Śmierci mógłbym może między bogi trafić — tam Folke zaleźć nie może i tego nie sprawdzi. Ale jak ja na Ziemię trafię, to wiadomo, że mi tam będzie źle. Bo inaczej być nie może i Folke to wie. Dlatego mnie tam wysyła.
     Ponoć Folke wielki bankiet dla mnie stworzył i tylko po to, by się pochwalić, jak wysyła mnie do innego świata. Ciekaw jestem bardzo, ilu tam się zgromadzi takich, co to im Folke rodziny pomordował. Nie bezpośrednio, co to to nie — pan i władca rączek sobie nie brudzi! Tylko że pan i władca to nic innego, jak psychopata i okrutnik! Bo kto inny poluje na ćwierćelfy i — nie, nie zabija ich, bo gdzież tam — nakłania ich swoimi wstrętnymi sposobami, aby Wyspy opuściły, bo mu w statystykach brudzą? No, ale to tam pal licho — niech se czystki rasowe robi, mnie tam to koło nosa lata, jak ja żem czystej krwi elf. Ale były jeszcze inne rzeczy. Straszne rzeczy.
     Przeszło sześćdziesiąt lat minęło pierwszych Płomienin. Przeszło sześćdziesiąt lat minęło od pierwszych pogłosek, jakoby Folke maczał palce w czarnej magii, bo podobnież miał przy sobie alchemika, który umiał panować nad Nigredo — mitycznym składnikiem alchemicznym, który ponoć bardzo dużo złego potrafi narobić. To się elfy wystraszyły i zaczęły plotkować. A on to usłyszał i przyszło mu wtedy do głowy, że może na wyspach jakie inne czarowniki są poza nim jednym. Wtedy zaczął ich ścigać i wmawiać elfom, że nie on tu jest tym złym, ale oni właśnie. Straże mnogie wyciągały ich wszystkich z chałup i bez żadnych sądów na spalenie brały. Akty oskarżenia to im czytali jak ich pierwsze płomienie już lizać zaczęły. Śmieszne jest to, że do dziś niektóre staruchy o spróchniałych mózgach twierdzą, że Folke Pan Zbawiciel dobrze zrobił, bo całe zło z Norielatrów wypalił — i to dosłownie. Ale większość swoje wie i widzi, że Folke to bestia krwiożercza, która wszystko zrobi, byle tylko było wygodnie i cicho pod jego batem.
     Ale to ja tu siedzę i moknę za kratami, nie on. To ja zaraz przelecę na drugi świat, diabli wiedzą czy w jednym kawałku, czy w kilku częściach. I to ja tu jestem tym złym, a nie on. No bo władzy się przecież nie tyka. A ja się głupi na nią szarpnąłem i, na moje nieszczęście, dużo było też takich głupków, co moje zdanie podzielali i razem ze mną poleźli. Wiele się złego w czasie tej rebelii wydarzyło, ale czy żałuję?
     Czy żałuję? Często zadaję sobie to pytanie. A gdybym przecież był pewien odpowiedzi, to bym nie musiał tego robić. Więc coś tu musi być na rzeczy. Więc…
     Więc kto tu jest złoczyńcą?
     Kto jest ofiarą?
     Kto opowiada tę historię?

słowem o zadaniu




Komentarze do zadania II  //  ostatni: Charo /więc chyba wszystkie/



Ilość wyrazów: 1984

Ostatnio zmieniony przez Methrylis (28-03-2020 o 00h05)



        ►  Instagram  ◄                                                ► Fanklub Eza  ◄                                                    ► Symfonia XXXII  ◄                                                   ► FF  "za kurtyną nigredo"  ◄
https://i.imgur.com/41dcyRK.gifhttps://i.imgur.com/XDotSyO.gifhttps://i.imgur.com/VK7IGv1.gif

Offline

#72 30-03-2020 o 19h46

Straż Lśniąca
Błękitna
Przepowiednia
Błękitna
...
Wiadomości: 2 971

https://i.imgur.com/fsd58yA.png



Drodzy Użytkownicy!
Mam nadzieję, że jesteście gotowi na kolejną potyczkę.


IV

┌                                                                                                                                     ┐

  WYBIERZ KRÓTKI FRAGMENT SWOJEGO OPOWIADANIA, W KTÓRYM UKAZAŁEŚ/AŚ
PRZYNAJMNIEJ DWÓCH BOHATERÓW, NAJLEPIEJ O RÓŻNYM USPOSOBIENIU.
NAPISZ TEN FRAGMENT JESZCZE RAZ, JEDNAK TYM RAZEM WCIEL SIĘ
W TĘ DRUGĄ POSTAĆ. POKAŻ JAK JEJ OCZAMI WYGLĄDAŁA SYTUACJA
I CO ONA CZUŁA. JAK RÓŻNE BYŁO POSTRZEGANIE RZECZYWISTOŚCI
PRZEZ TE DWIE JEDNOSTKI?

└                                                                                                                                     ┘


O zadaniu



Pamiętaj, by w spoilerze nad publikowaną potyczką umieścić fragment, który wykorzystałeś/aś do tego zadania.


Pamiętajcie o wzajemnym wspieraniu się w drodze do bycia lepszym -
pisane przez Was opinie i rady na pewno wspomogą niejednego potyczkowego pisarza.
To właśnie wspólna konstruktywna krytyka daje Wam najwięcej korzyści z zadań!



Życzymy Wam dobrej zabawy i powodzenia z czwartą potyczką!


https://i.imgur.com/GFbA3Oy.png

Online

#73 30-03-2020 o 23h56

Straż Cienia
KimHaNa
Obrońca Straży
KimHaNa
...
Wiadomości: 12 791

Dam tutaj fragment książki,którą aktualnie czytam:
Tytuł: Dwór cierni i róż. Tom 1
Autor: Sarah J. Maas
Wydawnictwo Uroboros
Seria Dwór cierni i róż
Rok wydania: 2016   



Nie tak planowałem skończyć żywot tej nikczemnej bestii.Długo na nią polowałem i w końcu mi się udało załatwić ją jednym,ale precyzyjnym machnięciem pazurów. Bogge na ziemiach mojego ojca to znak,że bariery nie ochronią nas dostatecznie długo. Dwór był na wyciągniecie ręki każdej ohydnej istoty. Bogge to dopiero początek. Syknęłam cicho od bólu jaki przeszywał rękę. Lekko kuśtykając udałem się z powrotem do pałacu.Księżyc wisiał wysoko na niebie i jego poświata wskazywała mi drogę.Odetchnąłem ciężko przekraczając próg szklanych ogrodowych drzwi. Człeczyna zaskoczyła mnie swoim widokiem w wielkiej sali.W ciemności dostrzegłem lśniące z przerażenia oczy,które nikogo się nie spodziewały o tej godzinie. Niepewnym krokiem ruszyłem w jej stronie,ani drgnęła wpatrzona w mój wygląd.Tylko raz widziała mnie w tej formie gdy poszedłem po nią do jej chaty. Postać wielkiego wilka, mieszkańca nieskończonych ziem oraz gatunku Fae budził strach przed którym nie zdołałaby się ukryć.Niemniej oszczędziłem jej tego widoku i chwilę później ukazałem ludzką twarz.Krew nieustanie kapała na posadzkę,ona również to dostrzegła.
– Czy udało ci się zabić bogge’a?- Spytała szeptem.
– Tak - Odparłem beznamiętnie słysząc kapanie krwi z ręki.Odbijała się cichym echem od marmurowej podłogi.
– Jesteś ranny – Wyszeptała jeszcze ciszej.Spojrzałem na nią półprzytomny całkiem zapominając o ranie. Zerknąłem na balat stołu.
- Co to jest?.- Wyglądem przypominało mapę.
– Pomyślałam sobie, że powinnam lepiej poznać dom, w którym teraz mieszkam.
– Nie umiesz pisać, czyż nie tak? Nic dziwnego zatem, że tak dobrze opanowałaś inne umiejętności. - Jak na tak młodą osobę,umiejętności polowania zaimponowały mi.Miała wolę przetrwania.
– Gdzie możemy oczyścić twoją dłoń?. - Spojrzałem na nią.
– Mam wydzielone pomieszczenie do tych celów.- Cicho ruszyłem przed siebie a tuż za mną szła Feyra,uważając aby nie wdepnąć w kałuże krwi.Wszedłem pierwszy do pokoju medycznego.Dziewczyna do razu widziała czego szukać.
- Kto nauczył Cię tak dobrze opatrywać rany?.
- Metoda prób i błędów.-Odpowiedziała.- Musiałam sobie radzić aby następnego dnia móc naciągnąć cięciwę.


@Kayo



@CealenaShadow



* Zastosowałaś fragment z książki, powołując się w takim wypadku na prawo cytatu. Informacje odnoszące się do Twojego cytatu muszą zawierać: imię i nazwisko autora/autorów książki, rok i miejsce wydania lub wydawnictwo książki z której zacytowałaś fragment. Proszę o uzupełnienie.

Ponadto, przykro, że usunęłaś swój poprzedni fragment, potyczki polegają między innymi w dużej mierze na opinii innych uczestników zabawy - dzięki niej wiemy na co następnym razem zwrócić uwagę, co robimy fajnie, a co poprawić. Ćwiczenie w oparciu o fragment książki, nie będzie na pewno tak rozwojowe jak to, w którym użyłabyś swojego fragmentu. Każdy autor ma swój wyuczony styl, swoją ulubioną narrację i stylistykę - w zadaniu chodziło o przełamanie tego, o narzuconą zmianę własnego stylu, napisanie inaczej swojego własnego tekstu. Jeśli nie miałaś takiego fragmentu, którego zechciałabyś użyć - wskazane było podzielenie zadania na dwa etapy. Pierwszym, byłoby oczywiście napisanie tego krótkiego fragmentu, a drugim - zadanie docelowe. Następnym razem zachęcamy jednak do trzymania się zasad zabawy. // Błękitna

Ostatnio zmieniony przez KimHaNa (Wczoraj o 19h15)

Offline

#74 31-03-2020 o 12h06

Straż Obsydianu
CealenaShadow
Pokonała kurę
CealenaShadow
...
Wiadomości: 661

Tutaj kiedyś może będzie moja praca


Opinie, zacznę od nich, bo może wtedy będzie mi łatwiej je pisać-ostatnia osoba Methrylis.

Ostatnio zmieniony przez CealenaShadow (Wczoraj o 15h25)

Offline

#75 31-03-2020 o 13h59

Straż Absyntu
Kayo
Nowo przybyła
Kayo
...
Wiadomości: 5

Fragment opowiadania, który należy wcześniej przeczytać




Stanął w progu obserwując resztę artystów stłoczonych przy stolikach, a raczej bydło odziane w wytworne fraki, które postanowiło przekrzykiwać się nawzajem. Żałośni, biedni, ludzie... Czuł chęć wymiotowania słysząc ich pseudointelektualne gderanie. Nie zasługiwali choćby na skrawek jego uwagi; przyszedł tu tylko dla jedynej osoby mogącej zapewnić mu dogodną rozrywkę. Spoglądał właśnie w błękitne oczy przepełnione teraz czystym uwielbieniem i głupiutką naiwnością. Nie musiał być geniuszem, żeby dostrzegać, jak działał na ich właściciela, jakie uczucia w nim wzbudzał. Wystarczyło tylko odgarnąć niesforny, ciemny pukiel włosów z oczu, a patrzący na niego mężczyzna zmieniał się w słup soli niczym żona Lota, zaś jego lodowate źrenice nabierały niespotykanej łagodności. To było takie zabawne! Ach, jak walczył z chęcią wybuchnięcia śmiechem swojemu adoratorowi w twarz! Jedno jest pewne: o nudzie nie ma tu mowy. Pobawi się nim jeszcze trochę; zostanie jego Dafne, a pisarz będzie niczym Apollo biegać za nim, pożądać go całym sobą. Lecz gdy nadejdzie odpowiedni moment - pomyślał - odejdę, zanim ostatnia znośna mi osoba zmieni się w kolejne zwierzę we fraku.
Uniósł więc lekko kąciki ust do góry, po czym zaczął zmierzać w kierunku swojego wielbiciela.

Niech ma nadzieję.

W końcu tylko ona pozostała Andromedzie.

Ostatnio zmieniony przez Kayo (31-03-2020 o 18h10)


https://66.media.tumblr.com/e7c5dd66fd4ced455d4dd7c19ec0cbf7/5acc7676d176f1f5-4a/s500x750/a591885f88ec0e4ca388b2cc020114f45f23e69b.gifv

Offline

Strony : 1 2 3 4