Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 ... 3 4 5

#101 25-05-2020 o 00h59

Straż Obsydianu
Nietzsche
Akolita Sargousetów
Nietzsche
...
Wiadomości: 4 730

Potyczka VII scena po tragedii

Słowem wstępu to może to śmieszne, ale mam duży problem ze stosowaniem przecinków, dosłownie muszę je wbijać na siłę w tekst więc dużej ilości pewnie brakuje, przepraszam za to odbiorców- ale uczę się i staram.
Druga sprawa- Wiktor i Gwidon to moje OCki, mieszkają razem odkąd Gwidon sprowadził się jako młody chłopak do miasta w którym dzieje się akcja mojego opowiadania. Myślę, że nie jest to specjalnie istotnie dla treści, ale czemu by nie wspomnieć.


    Było to jedno z tych urokliwych popołudni wczesnego lata, gdy słońce rozpięte wysoko na przejrzystym błękicie łaskawie dzieliło się swoimi promieniami z odsłoniętym karkiem Gwidona- nieuciążliwe, w duecie z orzeźwiającym wiatrem, napełniało jego serce czystą radością chwili.
Starannie przeskakiwał szczeliny w starym bruku, w dziecięcej zabawie licząc ile razu udało mu się trafić stopą idealnie w środek kociego łba. Niemal dumny z siebie jak zręczny i lekki jest w tej nic nie znaczącej konkurencji z samym sobą.
Taniec beztroski zaprowadził go do domu- rozgrzane letnim powietrzem, słodko znajome, stare, brzydkie mury zmurszałym beżem powitały jego spojrzenie. Wzbijające się w górę stado spłoszonych trznadli, odległe szczekanie psa, ledwo słyszalny szmer płatków rdzy które raptowanie osypały się z wiszącej na ostatnim skrawku metalu rynny. Cieszył się, że jest już w tym słodko znajomym, starym, brzydkim domu.

    Wiktor nie przywitał go tego popołudnia jak miał to w zwyczaju, skinięciem chudej dłoni na wskroś korytarza, zanim zniknął na schodach wiodących do piwnicy, ani nikłym uśmiechem rozpinającym na zmęczonej twarzy pajęczynę zmarszczek. Cóż- wzruszył ramionami w swoich myślach Gwidon zrzucając nietypowe zaburzenie codziennej rutyny na karb dość wątłego ostatnio zdrowia swojego gospodarza. Być może nie zdarzało mu się nigdy wcześniej ominąć symbolicznego spotkania na wskroś korytarza, często jedynej formy ich porozumienia przez wiele tygodni, ale po chwilowym rozważaniu wszystkich za i przeciw postanowił nie niepokoić Wiktora tylko dlatego, że ten nie życzył sobie dziś opuścić swojej pracowni dla czegoś tak nieistotnego jak wymiana uśmiechów.
W samotności i myślach kłębiących się wokół spraw nagromadzonych w trakcie dnia zjadł obiad. Obiadem ciężko byłoby rozsądnemu człowiekowi nazwać kilka łyżek zimnej zupy które zbłąkany w swoim umyśle Gwidon przyjął tego dnia, ale ów rozsądek w postaci Wiktora (zwykle jeszcze trzeźwego o tej porze) nie pojawił się tego dnia, aby poruszyć, jak zwykle, drażliwy dla nich obojga temat.

    Kolejne godziny upłynęły równie szybko co bezowocnie. Nawet tłuste, czarne muchy, które zwykle jak szalone kłębiły się pod niskim stropem skromnej sypialni Gwidona przysypiały tego dnia stłoczone w rogu ścian, jakby stłamszone ciszą, która wcześniej niosąca ze sobą miły spokój, z chwili na chwilę stawała się coraz wyraźniej nienaturalna. Nietypowe- pomyślał Gwidon- patrząc jak chylące się na niebie leniwe słońce przeciska się między lnianymi zasłonami. Dawno nieprane, w wieczornym półmroku wydawały się jeszcze brudniejsze.
Pomyślał też jednak, po krótkim rozważaniu możliwych przyczyn takiego stanu rzeczy, że nie będzie niepokoił Wiktora tylko dlatego, że nie generuje on dziś zwyczajnych dla swojego istnienia dźwięków- stłumionych murami rozmów z samym sobą, brzęków szkła, potykania się o własne nogi. Cisza również była miła, a przynajmniej do tego starał się siebie przekonać.

    Gwidon nie zjadł tego dnia kolacji nadal pamiętając o kilku łyżkach zupy, które ciężkim wspomnieniem odbiły się na jego słabym żołądku. Do momentu całkowitego schowania się tarczy słońca za horyzontem zdążył nie tylko stracić cały swój spokój i beztroskę, ale nawet poczuć niemiłe ukłucie zniecierpliwienia. Złości być może, dojmującego poczucia zaniedbania z takiego to powodu, że jego wieloletni współlokator aż do teraz nie wyraził chęci do przelotnego spotkania, tak nieznaczącego w obliczu całego dnia, a jednocześnie tak kluczowego dla osiągnięcia przez Gwidona stanu wewnętrznej równowagi w którym mógłby zmierzyć się z nocą.
Niewiarygodne- tak myślał- z bezwstydnym egoizmem, z bolącym żołądkiem dla którego współczucie byłoby mile widziane i z czającym się gdzieś na dnie brzucha paskudnym strachem, gdy po chwili rozważania konieczności podjęcia działań zmierzał w stronę skrytych w głębi mieszkania schodów do piwnicy.
Wilgoć i stęchlizna uderzyły go w nozdrza zwiększając odczuwalność wszystkiego co negatywne. Wzdrygnął się z obrzydzenia ledwo dotykając myślami bałaganu w którym gdzieś tam , w trzewiach kamienicy, wiedzie życie Wiktor.
Jego wizje nie były do końca sprecyzowane, ale największą pewność a jednocześnie poczucie patologicznej stabilności dawała mu nadzieja, że opatulony w zalane szczurzym moczem koce Wiktor leży pijany za którymś z drewnianych regałów, a jedyną powinnością przyjaciela będzie w tym wypadku przetoczenie go na bok, aby nie spotkał śmierci w postaci własnych wymiocin. Drugą opcją którą Gwidon przyjmował było to, że mężczyzna po prostu za coś się na niego gniewa- w przeciwieństwie do pijackiej fizjologii nie miał pojęcia jak sobie z tym poradzić, stąd myśl o konflikcie bardziej napędzała zimną falę niepokoju która dynamicznie rozlewała mu się w piersi.
Zgodnie z przypuszczeniami jednak pierwsze co poczuł zbliżając się ku głównemu piwnicznemu pomieszczeniu to znajomy, kwaśny odór. Towarzyszyła mu jednak nuta mdlącej słodyczy- co najmniej nietypowa, zastanawiająca, obca. Nie drażniła, ale z chwili na chwilę lepką, natrętną macką głębiej wdzierała się do nozdrzy i gardła narażając zszargany żołądek Gwidona na prawdziwy test wytrzymałości.
Nie wiedział czemu boi się rozejrzeć dookoła wyżej niż nad poziom swoich kolan, ale umożliwiło mu to dostrzeżenie drugiego niecodziennego elementu scenerii- braku szczurów. Biało umaszczone gryzonie zwykle stadami galopujące po kamiennych płytach, tupotem setek małych, nagich stóp wprowadzały wątpliwe złudzenie życia w tym gnieździe zgnilizny, ale teraz pomieszczenie pochłaniała absolutna i niezaprzeczalna cisza. Gwidon ucieszyłby się z tego faktu, gdyby nie wiedział, że wiązałoby się to z jakąś reakcją ze strony Wiktora, który szkodniki traktował jak niezbędny element swojego piwnicznego ekosystemu, co więcej- pałał do nich sympatią. Ich zniknięcie na pewno nie przeszłoby bez echa przez cały boży dzień.
Ostatnią rzeczą którą nieprzyzwyczajony do ciemności wzrok Gwidona wyłowił na tle granitu był talerz. Zwykły, biały talerz przyniesiony z ich kuchni, a na nim obrana, do połowy zjedzona pomarańcza i skorupka jajka- obraz zamiłowania Wiktora do łączenia smaków których łączyć się nie powinno. Obok przyniesionego z kuchni talerza przyniesione z kuchni krzesło. Nad krzesłem dwa blade, obłe kształty które, ponownie, nie łatwo było zidentyfikować w mroku, niepokoju, bólu żołądka wzmożonego wszechobecnym smrodem, ale po chwili bardziej uważnej obserwacji jasnym okazało się, że są to odkryte przez poły czarnej, powłóczystej szaty nagie stopy.
W smudze światła przedostającej się przez uchylone drzwi do mieszkania Gwidon widział, jak złota nitka którą na szacie wyszyte są subtelne gwiazdki połyskuje wraz z delikatnym, ledwo zauważalnym oscylowaniem ciała wokół własnej osi. Widział, jak wraz z widmowymi ruchami krople rozwodnionego kału- źródła słodkawego, organicznego odoru- opadają melancholijnym rytmem odrywając się od stróżki znaczącej białą stopę o fioletowych już paznokciach.
Stan wewnętrznej równowagi wschodził w nim powoli na miejsce lęku niepewności. Ucieszył się, po krótkiej chwili prostych rozważań, że Wiktor nie spotkał śmierci dusząc się własnymi wymiocinami.

komentarino 8/8

Ostatnio zmieniony przez Nietzsche (02-07-2020 o 09h00)



ask me
rozwijający się discord artystyczny- zainteresowanych proszę o kontakt na priv



https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/61125078-6479-48c6-a47f-4ef74fb3e871/ddy6bf1-b36fad12-f12e-4cc1-947a-78c45548c5fe.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOiIsImlzcyI6InVybjphcHA6Iiwib2JqIjpbW3sicGF0aCI6IlwvZlwvNjExMjUwNzgtNjQ3OS00OGM2LWE0N2YtNGVmNzRmYjNlODcxXC9kZHk2YmYxLWIzNmZhZDEyLWYxMmUtNGNjMS05NDdhLTc4YzQ1NTQ4YzVmZS5wbmcifV1dLCJhdWQiOlsidXJuOnNlcnZpY2U6ZmlsZS5kb3dubG9hZCJdfQ.4_N6GwFDeAHuwrrlCwEBy16tsMlXhdiPz4skcvmnTkQ

Offline

#102 25-05-2020 o 21h02

Straż Lśniąca
Hidney
Zbieg Okoliczności
Hidney
...
Wiadomości: 4 825

Zadanie VI
Nie, nie jestem z tego zadowolona. Ale może wrócę do pisania dzięki stworzeniu tego czegoś, to byłby plus.

Wylosowany kolor



To był słoneczny, upalny dzień. Utrwalał się za pomocą plam potu, przyklejonej do ciała warstwy cienkiej, letniej odzieży oraz zaczerwienionych, wiecznie spragnionych twarzy. Wybudzał czysty instynkt przetrwania, motywując do ciągłego rozglądania się za cieniem i chęci jak najszybszego przedostania się do chłodnego pomieszczenia. A żeby tego było mało, trwał wyjątkowo długo, zezwalając słońcu na potęgowanie dokuczliwego skwaru przez wiele godzin.

Wieczoru wypatrywano z utęsknieniem. Wiedziano, że wówczas ukrop choć odrobinę odpuści, pozwoli na choć lekkie przewietrzenie domostw, umożliwi zrobienie najpotrzebniejszych zakupów w osiedlowym sklepie czy brodzenie po jeziorze znajdującym się kawałek poza miastem.

Zaczynało się niepozornie. Gdy spoglądało się w niebo, dało się odnieść wrażenie, jakby coś na nim usiadło, burząc jego dotychczasowy porządek. Jego jednolita, błękitna struktura rozmyła się na tysiące pojedynczych, drgających fal, jak powierzchnia jeziora, na którym na chwilę przysiadł znużony dotychczasową wędrówką owad. Wprawiona w ruch tafla wody lśniła w obliczu zachodzącego słońca. Swoimi drobnymi błyskami sprawiała wręcz wrażenie, jakby próbowała delikatnie muskać sklepienie nieba, motywując je do podjęcia dalszych kroków.

Bezgraniczna rola błękitu usunęła się w cień, kiedy wraz z upływem czasu na niebie zaczęła pojawiać się zupełnie nowa paleta barw. Strumienie burgundu rozlały się po jego krańcach, bez cienia litości pochłaniając ostatnie jasnoniebieskie tony – jakby doskonale wiedziały, że ich zadaniem jest stworzenie tła dla zupełnie nowego, tak długo wyczekiwanego porządku. Zupełnie jak malarz, który w ostatniej chwili decyduje się na zmianę swego dzieła i wykonuje szybkie ruchy pędzlem, zamazując swój dotychczasowy obraz.

Dotychczas lśniąca w słońcu tafla jeziora, zaczęła niemrawo gasnąć. Znużona długością dnia, teraz wyłącznie odbijała rozprzestrzeniającą się po sklepieniu purpurę. Linia horyzontu, która dotychczas skutecznie oddzielała niebo od powierzchni wody, nagle zaniknęła – wszystko połączyło się w jedną, spójną całość. Chaotyczne ścieżki fioletu i różu, które były wyłącznie odbiciem nieba na powierzchni jeziora, równie dobrze mogły odgrywać rolę swoich pierwowzorów. Patrząc na nie, miało się ochotę podążyć w ich kierunku, spodziewając się, że między niebem, a ziemią, nie istnieje już żadna granica.

Powietrze zrobiło się zdecydowanie bardziej rześkie. Niektórzy ludzie dopiero teraz zdecydowali się na wyjście z domów; znaczna większość z nich po prostu brnęła przed siebie, nie zważając na to, co dzieje się nad ich głowami, ale była też część osób, która zatrzymywała się na chwilę i unosiła wzrok, tonąc w zachwycie. A przecież to był tylko kolejny etap ich letniej codzienności.

Spektakl barw i odcieni powoli kończył swój występ. Każdy kolor odegrał w nim swą rolę najlepiej jak potrafił, wiedząc, że to już jego ostatnie sekundy przed nadejściem tej, na którą wszyscy czekali – tej, która oznaczała złapanie oddechu przed kolejnym dniem, tej, która miała pochłonąć wszystko, wraz z piekielnym upałem, wszelkimi zmartwieniami, problemami, codziennym pośpiechem i nudą.

Innymi słowy – czerni.

Komentarze



Odpowiedzi


https://66.media.tumblr.com/b84ae39861a7a91b3dc76c9c8563f2e5/tumblr_o4rvdxdLMa1uumqtpo4_r2_400.gifv https://66.media.tumblr.com/515cc4605e2a69edae468747ce83b28d/tumblr_o4rvdxdLMa1uumqtpo6_r1_400.gifv
„ W E     M A Y     N E V E R     K N O W ,     U T H E R .     I     I N T E N D     T O     L I V E     F O R E V E R . ”

Online

#103 25-05-2020 o 21h44

Straż Cienia
Methrylis
Tester eliksirów
Methrylis
...
Wiadomości: 24 702

Tu kiedyś być może będzie VII zadanie, ale najpierw komentarze do innych prac. Bo nie wiem, czy w końcu się wyrobię, a przeczytać miłe słowo na temat swojego pisania zawsze sympatycznie. No i o to w tym w sumie chodzi.
Możliwe że szarpnę się też za prace z VI zadania.


+ Nie chcę nic mówić, ale czy ta czarna lista serio działa? Bo na moje oko od poprzedniego zadania to już by się kilka osób znalazło XD


Komentarze do zadania V: 9/9 - wszystkie - ostatnia: Sadystyczny



Komentarze do zadania VI: 8/8 - wszystkie - ostatnia: Nanoko



komentarze do zadania VII: 7/7 - wszystkie - ostatnia: Nanoko

Ostatnio zmieniony przez Methrylis (28-05-2020 o 22h56)





https://cdn.discordapp.com/attachments/333714204597157889/730155224378900541/image0.gif











                                                    ►  Instagram  ◄                                                         ► Fanklub Eza  ◄                                               ► FF  "za kurtyną nigredo"  ◄
https://i.imgur.com/ULp2qHo.png



https://i.imgur.com/eFVtyaU.gif

Offline

#104 28-05-2020 o 03h48

Straż Obsydianu
Parrie
Akolita Jednorożców
Parrie
...
Wiadomości: 330

| Z A D A N I E   V I   I   Z U P E Ł N Y M   P R Z Y P A D K I E M   R Ó W N I E Ż   V I I ,   B O   J A K O Ś   T A K   W Y S Z Ł O ,   Ż E   D O S Z Ł O   D O   T R A G E D I I . 
P R Z Y N A J M N I E J   Z   J E D N E J   S T R O N Y . . . |


    Wsłuchiwał się w rozkoszną melodię, którą sam skomponował. Ktoś mógłby powiedzieć, że był próżny, bo przecież jak to tak – rozpływać się nad brzmieniem własnego dzieła? Ale przecież tak długo na to pracował, latami dopracowywał każdy szczegół, aby w końcu wybrzmiała. I teraz ją słyszał. Tak wyraźnie, że każdy dźwięk wprawiał jego ciało w ekstatyczne drżenie. Niemal miał ochotę ułożyć słowa godne swego dzieła. Ależ miał teraz wenę! Mógłby zacząć śpiewać! Ależ by to była pieśń!
    Może nawet zrobiłby to w przypływie podniecenia, którego doświadczał. Jednak jego oddech był ciężki i nierówny. Przypominał, że to nie była noc przychylna tworzeniu pieśni. Przecież nie mógł wydusić z siebie nic poza świszczącym powietrzem, z trudem przeciskającym się przez ściśnięte gardło.
    Melodia jednakże była wyzwolona, nieograniczona. Rozbrzmiewała, przecinając bezlitośnie grobową ciszę, która wydawała się jeszcze dotkliwsza przez mrok bezgwiezdnej nocy.
    Kap. Kap. Kap.
    W końcu uchylił oczy i zerknął spod rzęs na swój instrument. Zimna stal pokryta była w całości barwą, o której śnił – zdawałoby się – wieczność. Jego ciało drżało, ale nie wypuszczał z dłoni niepozornego, kuchennego noża. Jakiż byłby z niego wirtuoz, gdyby z taką łatwością upuścił narzędzie swojej pracy?
    Wsłuchiwał się w coś, co dla innych mogło być drażniącym kapaniem, zaś dla niego było niewymownie piękną muzyką. I patrzył, powoli uświadamiając sobie, że w końcu tego dokonał. Dokonał dzieła swojego życia.
    Na zmarzniętych ustach zamajaczył uśmiech, kiedy przypomniał sobie obraz dręczący go po nocach.
    „Wszystko będzie dobrze. Bądź grzecznym chłopcem, a wszystko będzie dobrze” – mówiły jej usta, gdy wprowadzała go do piekła. Gdy postanowiła go tam zostawić. Raz na zawsze pozbyć się kłopotu. Najwyraźniej pamiętał odcinający się od bladej twarzy kolor jej szminki. Nie tylko usta, ale i suknię nosiła zawsze w tym samym, przejmująco głębokim odcieniu, który tamtego dnia wydał mu się złowrogi. Patrząc na jej znikające plecy, zrozumiał, że musiała go kochać znacznie mocniej niż własnego syna. I dlatego go znienawidził, dlatego śnił o nim koszmary i nie mógł nań patrzeć bez wzbierających mdłości.
    Kiedy podrósł i doświadczył na własnej skórze tego, na co świadomie skazała go ta kobieta, poprzysiągł sobie, że ją odnajdzie. Zemści się. Jednego nauczył się w miejscu, do którego go wrzuciła, niczym zużytą zabawkę. Nauczył się tworzyć muzykę. Teraz mógł zagrać specjalnie dla niej. I zagrał. Melodia brzmiała dalej, a akompaniował jej kojący szum deszczu.
    Owiane nutą szaleństwa oczy przesunęły się, z zabarwionej upiornie kałuży, nieco dalej. Uśmiechnął się szerzej.
    Leżała. W całości niemal pochłonięta przez swój ukochany kolor. Sam również zaczął znajdywać w nim urok. Po tylu latach zrozumiał jej miłość. Zwykła mówić, że kolor ten zawsze przywodził jej na myśl pola makowe, na które lubiła uciekać, gdy była jeszcze małą dziewczynką. Teraz już wiedział, o czym mówiła. On również już na zawsze zapamięta tę noc oraz ten obraz. Głębię koloru, który współistniał nierozłącznie z jego stonowaną, a jednak tak podniosłą i wprawiającą w osłupienie melodią. I chyba sam również się zakochał.

Kolor


Komentarze 6/7



Odpowiedzi 7/7

Ostatnio zmieniony przez Parrie (07-06-2020 o 17h31)


Wattpad   ⚝ F A R   T O O   C L O S E ⚝
https://i.imgur.com/PQsF3Zt.png
♡ made by @Aeriss ♡

Offline

#105 28-05-2020 o 21h29

Straż Obsydianu
Nanoko
Oficer Straży
Nanoko
...
Wiadomości: 1 553

CZARNA LISTA - 3/5 komentarzy

mały komentarz przed


wylosowany kolor


Wyzwanie VI
Weszłam do pokoju, który powinien być dla mnie znajomy, w końcu wyglądał identycznie do tego, w którym spędzałam sporą część mojego dnia, ale coś było nie tak. Rozejrzałam się szukając źródła mojego niepokoju. Pomarańczowe ściany, wyblakłe- zwłaszcza naprzeciw okna z fikuśnym, jednak skromnym wzorkiem. Poducha na środku dywanu w podobnym kolorze oraz łóżko- już nie pomarańczowe, ale wraz z kilkoma meblami ratowało to pomieszczenie od nadmiaru tego koloru.
Nie, to nie to. To dziwne uczucie, które sprawiało, że nie poznawałam własnego pokoju  powoli stawało się coraz bardziej niepokojące. Już miałam zacząć wywracać wszystko do góry nogami w poszukiwaniu odpowiedzi, ale na szczęście się odwróciłam. Niestety mam z zwyczaju pomijania najbardziej oczywistych rzeczy. We wnęce tuż obok drzwi brakowało ściany i ku mojemu zdziwieniu nie widziałam nawet sąsiadującego pomieszczenia, które powinno się za nią znajdować. Tuż przede mną była bardzo gruba sieć z różnokolorowych nitek i koralików. Nie ważne jak się starałam, nie byłam w stanie dostrzec co się za nią kryje. Gdzieś na środku szerokości wplątana była drabinka linowa, która prowadziła na półkę kilka metrów wyżej. Cofnęłam się o kilka kroków by zbadać ją z bezpiecznej odległości. Owa ‘półka’ prowadziła do…tunelu? […]

Siedział z nogami wyłożonymi na stole, jak co dzień obierając pomarańcze. Nie wyglądał na specjalnie zadowolonego. Powtarzał ten rytuał już niezliczoną ilość razy, lecz miał za sobą męczący, nie mniej nudny dzień a na dodatek tak się  składa, że w tym ogromnym zamku- o ironio, nie ma niczego ciekawszego do przekąszenia.
Wszystko do koła było białe od ogromnego stołu oraz krzeseł z kości słoniowej, przez marmurowe kolumny oraz posadzkę aż po futro, w które był ubrany. Przez ogromne okiennice za plecami mężczyzny słońce powoli już zachodziło i barwiło całą biel w komnacie na blady odcień zachodzącego słońca.
Od strony jednych z wejść dochodził dźwięk pospiesznych kroków dwóch, może trzech par stóp. To akurat była nowość. Dni przeważnie mijały mu dość przewidywalnie, wręcz według planu.  Nie spodziewał się niczyjej wizyty, a tym bardziej- jak zgadywał po tempie kroków- żadnej pilnej. Zdjął nogi ze stołu, odgarnął skórki z pomarańczy na bok i nieco się wyprostował. Wypadało by chociaż sprawiać pozór poważnego i zainteresowanego tą nową sytuacją.
Dwóch strażników prowadziło, wręcz ciągnęło za ramiona jakąś postać, prawdopodobnie dziewczynę, chociaż nie miał stuprocentowej pewności. Luźne jeansy i dresowa bluza mogły skutecznie skrywać kobiece kształty, ale równie dobrze mógł to być po prostu drobny, młody chłopak. Wyglądała na zagubioną i bezskutecznie próbowała uwolnić się z uścisku z obu stron. Krótkie rozpuszczone włosy zasłaniały niemal całą twarz.
Strażnicy zatrzymali się w połowie drogi do stołu i stanęli na baczność. Zwrócili się do mężczyzny przy oknie
-    Ktoś znalazł pomarańczowy korytarz.
[…]


Wyzwanie VII:NAPISZ SCENĘ, KTÓRA MA MIEJSCE TUŻ PO TRAGEDII, ALE NIE WSPOMINAJ O NIEJ.
Nadal trochę kręciło mu się w głowie a kurz drażnił oczy i gardło, ale musiał iść dalej, jak najdalej od tego, co się stało. Spełnił swoje zadanie i to było najważniejsze. Teraz wystarczy, że wyjdzie z tego okropnego lasu. Z każdym krokiem powietrze coraz bardziej się oczyszczało a widok stał się wyraźniejszy, jednak nadal panował mrok jak to w środku puszczy tuż przed świtem. Na szczęście miał ze sobą latarkę. Kto wie, czy tym razem wyszedł by stąd żywy, gdyby znowu o niej zapomniał. Dudniło mu w głowie, ale starał się skupić na swoim oddechu, dźwięku odgarnianych przez niego liści oraz łamanych gałęzi pod stopami. Gdy zdołał nieco opanować swoje myśli z ulgą uświadomił sobie, że prawdopodobnie nie ma tu zbyt wiele dzikich zwierząt, jednak wolałby wydostać się stąd najpóźniej o świcie.
Jakieś pół godziny później udało mu się dojść do znajomej ścieżki. W końcu odetchnął z ulgą. Teraz już tylko z górki. Kawałek dalej czekał na niego zaparkowany w ukryciu Jeep. Wsiadł, zapiął pasy i odpalił silnik, jednak był tak zmęczony i skołowany, że nie pamiętał praktycznie nic z drogi do hotelu. Zadowolony, że udało mu się nie zasnąć za kierownicą, doczołgał się do budynku, odburknął coś na powitanie recepcjoniście i wspiął się po schodach na piętro. Na szczęście jego pokój był na początku korytarza. Ledwo otworzył drżącymi rękoma zamek w drzwiach i od razu padł na łóżko.
Rano,  albo raczej w południe obudziła go pokojówka. Najwyraźniej nie była zadowolona faktem, że położył się w brudnych ciuchach na białą pościel. Dla własnego świętego spokoju przeprosił i nadal zaspany poszedł pod prysznic. Siedział tam tak długo, aż kobieta opuściła jego pokój.
Orzeźwiający prysznic i syte śniadanie to coś, czego teraz bardzo potrzebował. Hotel niestety nie oferował śniadań ani bufetu, więc musiał przejść się do najbliższej restauracji. Jedyne co teraz zaprzątało mu głowę to menu na dzisiejszy lunch, bo przecież przespał śniadanie. Ah… piękno prostoty to coś, co kochał, jednak nigdy nie łudził się, że życie w wiecznej sielance zapewni mu szczęście. Jak to było? „Potrzebny jest mrok by można było zobaczyć gwiazdy na niebie” czy inne poetyckie wymysły ciotki Bożeny.

komentarze 3/10

Ostatnio zmieniony przez Nanoko (01-06-2020 o 17h56)


https://i.imgur.com/dquzDj8.png

Offline

#106 31-05-2020 o 16h56

Straż Obsydianu
Aku
Artylerzysta Straży
Aku
...
Wiadomości: 4 323

https://78.media.tumblr.com/tumblr_m7w2n46Pdl1r6o8v2.gif
ZADANIE      SIÓDME
SCENA PO TRAGEDII


            Leżąc na marmurowej posadzce śniła o srebrzystych, bujnych włosach wijących się wokół jego nadgarstków, gdy przypływ okrywał jej bladą twarz.
            Jej oczy odbijały konstelacje gwiazd, gdy rozstąpił się ocean, a on w czułym geście przejeżdżał opuszkami palców po jej pięknej twarzy. Zupełnie jakby chciał dotykiem naznaczyć całą swoją miłość i utkać z niej wspomnienie bliskości, przeczuwając, że zło nie odstępuje ich na krok i zostawia swój mroźny oddech na jego karku.
            Śniła o srebrzystych włosach splatanych w warkocz, które uparcie rozpuszczał swoim trójzębem, w zamian splątując ich ciała w żarliwym uścisku. O tym, jak szeptał jej do ucha czułe słowa i komplementy, a każdy dźwięk z jego ust odbijał się szumem fal uderzającymi o brzeg. Ich wspólne podróże po oceanie, gdy wszystkie wodne stworzenia kłaniając się przed najwyższym, rozstępowały się na ich drodze. Słodkie obietnice wspólnego królestwa, zakochany ujmując w dłonie srebrzyste kosmyki i wykładając nimi splątane nici fal przy brzegu, gdy musieli się ze sobą rozstać.
            Walcząc z szaleństwem, śniła swoje najpiękniejsze chwile cały dzień i  noc zamknięta w zamczysku. Śniła o swoim pięknie i ulotnej miłości, która zakryła jej oczy i sprowadziła ją do swojego więzienia.
            ─ Młodość, ach, młodość! ─ wykrzykiwała rozpaczliwie. ─ Jakże naiwna, jakże ślepa, małostkowa!
            Nie wiedziała wtedy jeszcze, jak wielki gniew była w stanie na siebie sprowadzić. Widziała tylko jego twarz odbijającą się w tafli oceanu i śpiew syren, które pod jego rozkazem nie czyniły nikomu krzywdy, a ona bez strachu, lekkomyślnie tańczyła przy brzegu, pieniąc fale utkane z jej włosów.
            Dziś już nie pozostało nic oprócz słodkich snów, do których gorzko płakała każdej nocy, jednak nikt nie mógłby dostrzec żadnej z łez, bo każda z nich zastygła na jej zimnej twarzy. Po srebrzystych, pięknych włosach, w których się zakochał pozostało tylko kłębowisko węży, które wijąc się muskały swoimi językami łuskowatą twarz właścicielki. Piękną twarz poczęły szpecić grymasy, a w ustach tkwiły dzicze kły, skutecznie odstraszając każdego śmiałka, który chciałby się zbliżyć.
            Wyciągając spiżowe ręce do nieba, rozłożyła swoje złote skrzydła i krzyknęła przeraźliwym głosem, odbijającym się od zastygłych posągów, bo nie wiedziała wtedy jeszcze, jak wielki gniew była w stanie na siebie sprowadzić.
            Bo nie zostało po nim już nic, oprócz zimnego kamienia.

Inspiracja mitologią

Komentarze do zadania VII

Ostatnio zmieniony przez Aku (31-05-2020 o 18h17)


───────────────────────────       W A R S Z T A T      P R O F I L I      I      S Y G N A T U R       ───────────────────────────
https://i.imgur.com/0MFZNDx.gif https://i.imgur.com/j16EZTZ.gif https://i.imgur.com/8JykjeA.gif
JUŻ            PRAWIE            SPALIŁEM            SIĘ           CAŁY            I            PRAWIE           Z           TEGO           JUŻ           POWSTAŁEM,           UROSŁEM           PONAD           TYM




https://images90.fotosik.pl/366/2f7a0467fbe1f6b1.png

Offline

#107 01-06-2020 o 17h48

Straż Lśniąca
Błękitna
Kazekage
Błękitna
...
Wiadomości: 3 420

https://i.imgur.com/fsd58yA.png



Drodzy Użytkownicy,
przychodzę z ósmą już potyczką!


VIII

┌                                                                                                                                     ┐

POPROWADŹ DIALOG MIĘDZY DWIEMA POSTACIAMI -
WYKORZYSTAJ POTENCJAŁ TEJ JEDNEJ ROZMOWY JAK NAJLEPIEJ,
NAKREŚL OSOBOWOŚCI BOHATERÓW, ICH RÓŻNICE CHARAKTERÓW
ORAZ POKAŻ WZAJEMNY STOSUNEK DO SIEBIE.

└                                                                                                                                     ┘


Treść zadania w zasadzie wszystko wyjaśnia -
skupiamy się tu przede wszystkim na dialogu między dwiema postaciami i dopieszczamy go.


Co zrobić, by rozmowa, którą chcemy opisać, była jeszcze lepsza?
Oczywiście, pewnie dla większości z Was te informacje nie będą zaskoczeniem,
ale wstawiam taki dodatek:

Czy dialog to tylko słowa?

Warto przeczytać i oczywiście wykorzystać tę wiedzę w swojej potyczce ;)

Pamiętajcie o pięciu obowiązkowych komentarzach.

Życzymy Wam dobrej zabawy i powodzenia!


.                                                          You said that...                                                                                       I'm sorry. I didn't keep my promise.
https://s7.gifyu.com/images/sygna_jiang1c52f6704e127ab4a.gif https://s7.gifyu.com/images/sygna_jiang2_bez56847d9e9844ea72.gif

Offline

#108 04-06-2020 o 15h00

Straż Absyntu
Ilian
Przyjaciółka Jamona
Ilian
...
Wiadomości: 14 488

chciałabym,         żeby        ta jedyna by    ła trochę          aaa Orationis

    W pustym pomieszczeniu klękam przed Tobą. Patrzę na twoje surowe oblicze. Składam dłonie. Zamykam oczy. Zwracam się do Ciebie.
    -In nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti - witam się z Tobą, codziennie od wielu lat. Nigdy nie zapomniałem, by przywitać Ciebie wraz ze wschodem słońca, ani by pożegnać cię o zachodzie. Jesteś dla mnie najważniejszy, oddałbym za Ciebie moje życie.
    -Pater noster, qui es in caelis, sanctificetur nomen tuum – nadałeś mojemu życiu sens i cel. Żaden ziemski król, ani władca nie jest w stanie Ciebie przyćmić, o Najwyższy! Imię twe jest najsłodsze, a myśl o Twoim domu na Niebiosach pociesza mnie nawet w najtrudniejszych chwilach.
    -Adveniat regnum tuum, fiat voluntas tua sicut in caelo et in terra – marzę o Twym tryumfie. Marzę o aniołach grających na rogach zwycięską pieśń. Marzę o ludziach w radości wykrzykujących Twe imię. Chcę Twojego panowania nade mną i nad wszystkimi innymi. Zlituj się nad tymi, którzy nie chcą cię przyjąć, albowiem nie wiedzą co czynią.
    -Panem nostrum quotidianum da nobis hodie – zlituj się nade mną. Jestem tylko biednym człowiekiem, który chce żyć w Twojej glorii i chwale. Nie odmawiaj posiłku swojemu biednemu słudze. Błagam Cię! Panie wszechmocny i wszechpotężny, przyjmę każdą próbę, na którą mnie wystawisz, ale błagam Cię, najbardziej pokornie jak potrafię, nie rób tego!
    -Et dimitte nobis debita nostra – przebacz mi wszystkie moje grzechy! Wszystkie te myśli, o których wiem i nie wiem. Wybacz mi moją zuchwałość! Mniej dla mnie litość! Jeśli Ty, wielki i potężny, nie będziesz jej miał… Któż inny się nade mną zlituje? Panie, błagam nie odmawiaj mi twojej łaski!
    -Sicut et nos dimittimus debitoribus nostris – wybaczam im wszystkim, dla każdego nadstawię drugi policzek! Nie żywię urazy wobec bliźnich. Mówiłeś, żebym miłował bliźniego swego, jak siebie samego. Słucham twych słów uważnie. Nie mam za złe mojemu synowi, który poskąpił mi dachu nad głową. Nie czynię wyrzutów żonie, która odeszła z innym. Kocham ich najmocniej jak potrafię!
    -Et ne nos inducas in tentationem -proszę! Spraw bym nigdy od Ciebie nie odchodził! Czuwaj, bym zawsze się z Tobą witał i żegnał. Bym więcej nie zaglądał na dno butelki, bym się w nim nigdy nie zatracał! Trzymaj mnie trzeźwym, nie wystawiaj na próby. Panie, podejmę je wszystkie! Przezwyciężę je wszystkie, nawet jeśli nie uda mi się za pierwszym razem. Jednak miej dla mnie litość, Panie. Jestem tak bardzo zmęczony…
    -Sed libera nos a mało – tylko Ty masz taką moc. Wymazać wszelkie zło! Nie pozwolić Ewie sięgnąć po zakazany owoc! Sprawić, by Adam nigdy nie poznał jego smaku! Och, Panie! Czemuś im na to pozwolił? Czemu ich grzech nadal nas dotyka? Czemu nie dajesz nam wyboru? Czemu nas najpierw nie nauczysz, a od razu wrzucasz brudnymi do świata? Panie, proszę wyzwól mnie od wszelkiego zła! Panie, proszę Cię!
    -Amen.



Komentarze 6/5



do @Kace

Ostatnio zmieniony przez Ilian (17-06-2020 o 09h12)


https://66.media.tumblr.com/3b4f366a73e57927d6a9c6c505a0d477/tumblr_pb1m6nV9dB1vzy4yxo9_400.gifv https://66.media.tumblr.com/22af86515c0ca3ba6fc26799c30960b8/tumblr_pb1m6nV9dB1vzy4yxo10_400.gifv

Offline

#109 06-06-2020 o 20h05

Straż Obsydianu
Kace
Żołnierz Straży
Kace
...
Wiadomości: 548

zaległa, V potyczka:
W świecie pełnym pokoi, mężczyzna z kluczem jest królem


VIII potyczka
Poeta i sługa

A wy chcecie gładzić zmarszczki
Na wodzie i w korze drzew
Bo wasze mózgi, tak niegdyś zmięte
Wyprane są do cna


     — Powiedz, rozumiesz coś z tego, co ci właśnie przeczytałem? — Odezwał się Książę Wielki Przełomek, z naciskiem, spoglądając na wychudłego mężczyznę w łachmanach, klękającego u jego stóp.
Biedak burknął coś tylko zdławionym głosem.
     — Język zawiązałem ci w supeł, abyś tak paszczą nie kłapał — przypomniał sobie Książę, zwracając niby to do sługi, a jednak w eter, głosem pełnym flegmatycznej egzaltacji. Sługa przytulił się do jego lśniącego buta, rzężąc przepraszająco, zaś właściciel pantofla — jeszcze piękniejszy i jeszcze bardziej wypomadowany niż jego obuwie, machnął na łachmaniarza ręką. — Odsuń się — ponaglił. W odpowiedzi sługa obślinił mu stopy, dysząc zawzięcie. Książę pomyślał, że nie ma różnicy między nim a prawdziwym kundlem.
Zamaszystym krokiem podszedł do półek, rozlokowanym w całym Sanktuarium. Gdy jego gładkie ręce błądziły pomiędzy wyblakłymi, opasłymi tomami, sługa przytruchtał do pana, stając jednak tym razem w „stosownej” odległości.
     — Poczekaj jeszcze chwilę — polecił mu Książę, zaskakująco łagodnym tonem. Spod jego białych rzęs przezierało rozgorączkowane spojrzenie, gałki oczne latały jak pszczoły nad kwiatami.
     Książki przemawiały do niego nie do końca zrozumiałym językiem. Przechylił głowę okutą złotym włosiem, zaczął w zamyśleniu trzeć podbródek i marszczyć ledwo zarysowane brwi. Kołtun, klęczący jak hobbit po jego prawicy, rzęził i rzęził, nie dając mu się skupić.
     W końcu, zamącanie jego bezkresnego oceanu ciszy zaczęło mu tak bardzo przeszkadzać, tak bardzo być mu nie w smak, że zwyczajnie ścisnął w dłoni pierwszą lepszą księgę i cisnął ją prosto w wychudłego pachołka. Ten oczywiście musiał nie ustać na nogach i rozlać się łachmanami po nowo wypolerowanej posadzce. Książę pomyślał, że dość już ma problemów i z impetem wypadł z sali, nie zwracając uwagi na sługę, który gramolił się jak żółw próbujący podnieść ze skorupy, jaką dla tego osobnika stanowił niewątpliwie wydatny wielbłądzi garb.
     Gdy znalazł się na ozłoconym korytarzu, szepnął coś do gwardzisty, pilnującego lewej strony drzwi.
     Następnego dnia Książę od rana miał ponure oblicze. Sługa próbował go pocieszyć, rzężąc i chodząc za nim jak posłuszny pupil. Książę otaczał go swym blaskiem królewskim na ile był w stanie. Powtarzał sobie nieustannie w myślach, że to już niedługo, nie ma się czym martwić.
     Nazajutrz drugiego dnia Książę wyprowadził sługę na plan zamkowy i go dotknął. Z oczu sługi polały się łzy. Książę znów pomyślał, nie mogąc wydobyć z siebie głosu, jak by to jego język był związany w supeł:
     — Tylko z Tobą naprawdę lubiłem dyskutować.
     Jego wzrok powędrował poza ramię uradowanego biedaka. W oddali majaczył krwawy zachód i łzawy wschód.

tzw. komentarze

odpowiedź-sprostowanie

Ostatnio zmieniony przez Kace (16-06-2020 o 13h39)

Offline

#110 14-06-2020 o 18h34

Straż Obsydianu
CealenaShadow
Pokonała kurę
CealenaShadow
...
Wiadomości: 685

Zadanie VIII

| Z    M  G  Ł  Y    Z  R  O  D  Z  E  N  I |



— Czekałem — przerwał ciszę głosem pozbawionym jakichkolwiek emocji. — Nie przyszłaś.
Kobieta wzruszyła tylko ramionami, nie miała ochoty wdawać się z nim w dyskusję.
Mężczyzna w pierwszym odruchu zmarszczył brwi, jednak zaraz wrócił do kamiennego wyrazu twarzy.
— I co tu niby jest ciekawszego ode mnie?— zapytał, rzucając pogardliwym spojrzeniem na pochłonięte w mroku dachy stolicy.
Kobieta uciekła wzrokiem w kierunku oświetlonych okien zamku, jednak szybko zrozumiała swój błąd i odwróciła głowę w drugą stronę.
Było jednak za późno.
— No tak — prychnął, a na jego twarzy pojawił się arogancki uśmiech. - Jesteś jeszcze głupsza, niż myślałem.
Kobieta nie uraczyła go nawet spojrzeniem. Cały czas wpatrywała się w jeden z dachów poniższych budynków, zupełnie jakby coś zaraz miało się tam stać.
— Dalej bawisz się w wojnę, która ciebie nie dotyczy — zaczął, lekko już zdenerwowany, że kobieta go ignoruje.
— Tak samo, jak ty — odpowiedziała w końcu, rozglądając się uważne po okolicy, chociaż gęsta mgła w tym nie pomagała.
— Znasz moje zdanie na ten temat. Ich świat, to nie nasza sprawa.
— Czyż to nie zabawne, że mówi to lordowski syn?
— Lordowski bękart, zresztą tak samo, jak ty — poprawił ją.
— A to jest jakaś różnica? — udała, że nie wie, o co chodzi.
— Dobrze wiesz, że jest. W przeciwnym razem nie byłoby nas tutaj, w świecie, który nie jest nasz. Słońe, polityka, intrygi, wojny, królowie, nie należymy do tego — mówił, powoli podchodząc coraz bliżej do kobiety. — To nie jesteśmy my. Udajemy, staramy się wpasować w to zepsute społeczeństwo, ale nasz świat nie jest tam — wskazał palcem na zamek swego brata. — Ani tam- dodał, wskazując teraz w kierunku wojsk swojego ojca, które rozbiły swój obóz pod murami miasta.
W jego oczach lśnił jakiś dziwny blask, jakaś pasja, coś na granicy wiary i szaleństwa, ale tego najsłodszego, w swojej czystej postaci, tego widywanego u ludzi, którzy po stracie wszystkiego, potrafią bez mrugnięcia okiem targnąć się na swoje i czyjeś życie.
— Nasz świat jest tu, tu i teraz, pośród nocy i mgły — powiedział, rozkładając ręce. — Świat bez polityki, bez królów, bez państw. Niech paktują, niech snują intrygi, niech się najeżdżają, niech się zabijają, ale niech robią to bez nas.
Kobieta skrzyżowała ręce na piersi.
— Dobrze wiesz, że nam nie wolno. Mamy stać na straży. Chronić ludzi przed czymś znacznie groźniejszym niż oni sami. To nasz obowiązek. Kto, jak kto, ale ty, który słyszysz Jego głos, powinieneś o tym wiedzieć.
—Ty i ten twój idealizm. Mam ci przypomnieć co jeszcze do niedawna robiono z takimi jak my? Pozbywano się nas, mordowano. Mój własny ojciec pozwalał mi przymierać głodem na ulicy, wychowywać się wśród największej zarazy społeczeństwa, tylko temu, bo wiedział, że kiedyś mogę mu się przydać, w czasie gdy twój pan, a mój ukochany braciszek, żył sobie w luksusach. Ty, ja, nasi bracia i siostry, żyliśmy jak szczury, chowając się po rynsztokach, kradnąc pożywienie i modląc się do Mgły, żeby skróciła nasze męki, a to wszystko przez to, że jesteśmy inni, że jesteśmy od nich lepsi. Dlaczego mamy powstrzymać Jego, boga chaosu, przed zniszczeniem przyczyny naszych mąk? Ludzkość nie była uczciwa wobec nas, więc dlaczego my mamy być wobec niej?
Kobieta spojrzała w jego oczy, przypominając sobie, jakie życie jeszcze do niedawna sama prowadziła. Nie ważne, jakie uczucia towarzyszyły jej w tej chwili, przemogła się, żeby odpowiedzieć.
— To prawda, mieliśmy ciężko, ale czasy się zmieniają.
— Właśnie, czasy się zmieniają — podłapał od razu. — Dlatego tym bardziej nikt nie powinien mieć nad nami władzy. Jesteśmy zbyt potężni, żeby zostać pionkami w grze szlachetnie urodzonych. Moglibyśmy ich zniszczyć jednym skinieniem palca, a mimo to stoimy potulnie, czekając na ich kolejny rozkaz. Nie to nam jest pisane. Nam pisane są rzeczy większe, nam pisana jest wolność. Chodź ze mną. Uwolnimy się razem, - powiedział, wyciągając do niej rękę. - Raz na zawsze.
Kobieta spojrzała na niego niepewnie. Przez chwile zdawało się, że się zgodzi, że chwyci jego dłoń i ostatecznie znikną z tamtego świata.
— Jesteś w błędzie — powiedziała, odtrącając jego rękę. — Jestem wolna. Mogę iść, gdzie chcę, ale moje miejsce jest tutaj. Przy ludziach, którzy pokładają we mnie nadzieję i codziennie liczą na moją ochronę.
— Ty ich chcesz ochraniać, czy oni chcą być ochraniani?
— Ja — odpowiedziała po chwili wahania. — Ja chcę ich chronić i ochronię ich przed twoim ojcem i jego armią, choćbym miałam przypłacić to własnym życiem.
Mężczyzna westchnął ciężko. Wiedział, że to przegrana sprawa, przynajmniej na razie.
— No trudno, może innym razem. No to może, chociaż mały trening?
— Z wrogiem?
— Wrogami jesteśmy w ich świecie. W naszym jesteśmy prawie jak rodzina.
Kobieta obrzuciła go sceptycznym spojrzeniem.
— Ty próbujesz swoją zabić.
Mężczyzna uśmiechnął się szeroko, a w jego oczach błysnęło coś na kształt obłędu.
— Dlatego powiedziałem „prawie". Ty nie dajesz się tak łatwo uśmiercić.

Opinie 5/5


Odpowiedź @Kace

Ostatnio zmieniony przez CealenaShadow (18-06-2020 o 22h40)



Meliona napisał

"Widzimy się wkrótce w nowym sezonie Eldaryi: Nowa Era."
Co uczyniliśmy, że nas tak karzecie?

Zapomniani bohaterowie napisał

-Nie różnimy się zbytnio od nich- powiedziałam zmarnowanym głosem.-Również walczymy, tylko że zamiast kolorowych kostiumów nosimy garnitury, a zamiast super mocy mamy dowody i światków...
No i może my mamy mniej siniaków i złamań.








https://66.media.tumblr.com/e7707fc5af52533b31db3d5183f90986/11b152d0f66b1813-06/s540x810/d8cd8d35bfd4c3b096f3437795e8d68d9b46380f.png
♥Sygnaturka♥Wattpad♥

Offline

#111 15-06-2020 o 15h25

Straż Lśniąca
Lexi
Nemesis
Lexi
...
Wiadomości: 4 920

https://i.imgur.com/fsd58yA.png



Drodzy Użytkownicy,
dziś pojawiam się z dziewiątą potyczką!


IX

┌                                                                                                                                     ┐

WYLOSUJ TRZY SŁOWA ZE SPOILERA PONIŻEJ I NAPISZ NA PODSTAWIE ICH OPOWIADANIE

└                                                                                                                                     ┘


Słowa do zadania




Wszystkie słowa zostały wylosowane za pomocą strony: TUTAJ


O zadaniu



Pamiętajcie o pięciu obowiązkowych komentarzach.

Życzymy Wam dobrej zabawy i powodzenia!


PILNIE Poszukuję JEDNEJ osoby do tego og
https://i.imgur.com/wpjKsal.gif

Online

#112 17-06-2020 o 22h54

Straż Cienia
Kin-chan
Straż na szkoleniu
Kin-chan
...
Wiadomości: 155

słowem wstępu



Król Lasu


,,W spokojną, ciepłą letnią noc, wśród akompaniamentu gry świerszczy i pohukiwań sów na dziedzińcu starożytnej świątyni można usłyszeć stukot kopyt niby najdelikatniejsze z najdelikatniejszych srebrnych dzwoneczków.
Drobne kopyta ledwie muskały stary trakt dawniej będący główną arterią prowadząca do największej ze świątyń a obecnie poprzetykany wybijającymi się spomiędzy kamieni efemeryczni kwiatami powoli otwierającymi swe kielichy do miękkich księżycowego blasku. Drobny, śnieżnobiały jednorożec kierował się do porośniętej bluszczem starej fontanny. Nie był on jednak zwykłym jednorożcem. Był on przedwiecznym Królem a zarazem stwórcą lasu. W dawnych czasach jego las zamieszkiwał pud żyjący w zgodnie z naturą otaczając lud swą opieką czuwał nad nim i obserwował kolejne pokolenia. W podzięce za opiekę lud wybudował dla niego świątynię by raz do roku w czasie letniej błękitnej pełni mógł z nimi świętować przybrawszy ludzki kształt. Teraz jednak w całym lesie jedynym śladem po jego ludzkich mieszkańcach jest zapomniana świątynia. Lud obszedł a w raz z nim pamięć o Królu lasu. Został on sam wraz z wiernymi Świetlikami które zawsze mu towarzyszyły gnieżdżąc się pośród długiej grzywy i ogona przechodzących od delikatnego błękitu przez subtelny fiolet po pudrowy róż, spływając falami aż do ziemi, nadając mistycznemu zwierzęciu niezwykłego blasku. Jeden z maleńkich świecących owadów usadowił się na czubku złotego rogu niczym latarnia wskazująca drogę.
Nachyliwszy się nad taflą wody w której odbijał się srebrzysty glob w całej swej okazałości jednorożec zaczerpnął kilka chłodnych łyków. Wtem zapadła wszech obecna cisza, a srebrny strażnik nieba zmieniał swą barwę by stać się błękitny niczym szafir.
- Już czas na świętowanie.- mistyczny koń przemówił, a Świetliki z jego grzywy i ogona rozproszyły się po całym placu.
W jednym rozbłysku błękitnego światła świątynia odzyskała swoją dawno utraconą świetność i znów zapierała dech w piersiach jak w dniu gdy jej budowa została zaskoczona. Świetliki przyjęły postaci pięknych dziewcząt i młodzieńców odzianych w stroje uszyte z kwiatów, liści połączonych pajęczym jedwabnymi nićmi ozdobione rosą i mgiełką, zaś od ich ciał bił delikatny złocisty blask. Głowy dziewcząt zdobiły pęknę kwieciste wianki zaś młodzieńcy nosili wplecione we włosy liściaste gałązki. Były to cieci dawnych mieszkańców lasu dzieci których życia nieszczęśliwe zostały przedwcześnie zakończone przez chorobę nim te zdołały doczekać dorosłości a które tak bardzo pragnęły żyć. Widząc ich nieszczęście i cierpienie Król uczynił ich dusze Świetlikami by dzięki swemu światłu nigdy nie zagubiły się w ciemności i dając im szansę raz do roku w czasie błękitnej pełni letniego księżyca powrócić do ludzkich ciał i bawić się do wschodu słońca dnia następnego.
Nie tracąc czasu, wśród śmiechów i radosnej atmosfery świetliki rozbiegły się to pomniejszych świątynnych budynków by przygotować bankiet dla Króla. Rozpalane były ogniska, ustawiane stoły i szykowana wieczerza, nastrajane instrumenty. Mimo że to była tylko jedna noc Świetliki chciały okazywać swą wdzięczność dla króla za możliwość świętowania tej jedynej w roku wyjątkowej pełni.
Król przycupnąwszy przy fontannie również przybrał człowiecza postać przystojnego młodego mężczyzny odzianego w biel, a jego długie barwne włosy zdobiła złocista korona. U jego boku pozostał jeden Świetlik różniący się od pozostałych. Podczas gdy wszystkie inne Świetliki roztaczały złote światło on jako jedyny był błękitnym Świetlikiem. Król oczywiście kochał wszystkie swoje Świetliki jedna tego jednego darzył wyjątkowym uczuciem. To właśnie Błękitny był tym pierwszym. Tym od którego wszystko się zaczęło. Nie chcąc utracić swego ukochanego jedynym sposobem by zatrzymać go przy sobie było dla króla uczynienie jego duszy Świetlikiem. To właśnie od niego Król zaczął obdarzać umierające dzieci szansą drugiego, wiecznego życia jako Świetliki, cierpiąc na myśl ze tylko jego ukochany mógłby doświadczać tego szczęścia.
- Nie chcesz do nich dołączyć?- spytał Król gładząc jasne włosy swojego ukochanego którego głowa spoczywała na jego kolanach.- Masz tylko jedną taką okazję w roku by bawić się ze wszystkimi.
- Tu jest mi dobrze mój Królu. Właśnie tutaj Z tobą. Niczego więcej mi ie trzeba.- odparł przymykając powieki. Król uśmiechnął się. Jego ukochany zawsze taki był. Wystarczała mu sama bliskość i delikatne czułości.
Błękitny był taki od ich pierwszego spotkania setki lat temu przed dzień błękitnej letniej pełni. Wtedy jeszcze Błękitny był pełnym życia zdrowym małym chłopcem. Gdy po raz pierwszy ujrzał ludzką postać Króla długo nie mógł wyjść z podziwu. Jednak jak każde małe dziecko po pierwszej chwili zachwytu nastąpiła fala radości i chęci do zabawy. Król nie mógł się oprzeć urokowi chłopca i spędził z nim noc spełniając każdą prośbę o zabawę. Później z każdym rokiem gdy Błękitny stawał się coraz starszy ich zabawy stawały się coraz dojrzalsze z czasem zmieniając się w długie wielogodzinne rozmowy. Ich uczucia również się zmieniały i dojrzewały. Aż któregoś lata Błękitny zebrał się na odwagę by oddać Królowi swój pierwszy pocałunek co było dla niego zaskoczeniem jednak nie odrzucił Błękitnego. Odwaga już młodzieńca bardzo go chwyciła i uspokoiła. Była to dla niego odpowiedz na pytanie które go dręczył. Błękitny odwzajemniał jego uczucia. Tamta noc była ich pierwsza i niestety jedyną taką wypełnioną namiętnością. Niedługo po tym Błękitny zachorował i w niezwykle krótkim czasie jego ciało osłabło i po kilku tygodniach odszedł. I wtedy stał się pierwszym Świetlikiem A teraz pomimo upływu setek lat uczucie miedzy Błękitnym a Królem nie osłabło, a wręcz wzmocniło się.
- Wasza wysokość!- jedna ze Świetlików przybiegła mając na twarzy promienny uśmiech.- Już wszystko gotowe!
- Więc pora rozpocząć nasz bankiet.- Król ujął błoń Błękitnego i razem wyszli na środek placu.- Moje drogie dzieci. Moje kochane Świetliki. Nastała kolejna letnia błękitna pełnia. Wasza jedyna w roku wyjątkowa noc i dzień Cieszcie się nimi. Chciałbym dać wam więcej czasu niż tylko jedna doba jednak moje zaklęcie nie może działać tak długo. Może kiedyś będziecie mogli cieszyć się swoimi ludzkimi ciałami dłużej jednak jeszcze nie tera. Wiec postarajmy się by spędzić naszą błękitną letnia pełnię tak byśmy przez cały rok nie żałowali niczego.- wśród Świetlików poniosły się brawa i okrzyki radości jak i zrozumienia.
Tak dawniej czary Króla był słabsze jako że był jeszcze młodym jednorożcem. Moc mistycznych koni wzrasta z ich wiekiem. na samym początku Świetliki mogły stać się ludźmi jedynie na godzinę, a teraz jest to ponad doba. Jednak nawet na początku świetliki były wdzięczne Królowi nawet jeśli ich czas w ludzkich ciałach był tak krótki.
Zgodnie z tym co mówił Król zabawa rozpoczęła się i trwała w najlepsze. Jedni śpiewali i tańczyli, inni rozkoszowali się pysznymi potrawami, część cieszyła się wszelkimi zabawami i grami, ale co niektórzy oddalali się w parach w bardziej ustronne miejsca by mieć trochę czasu tylko dla siebie. Również Błękitny i Król oddalili się by nacieszyć się sobą
- Tak bardzo cię kocham. Nawet nie wiesz jak za tobą tęsknię gdy stajesz się świetlikiem i przez cały rok nie mogę słyszeć twojego głosu, widzieć twojego pięknego uśmiechu anie dotykać twojego delikatnego ciała.- Król mocno obejmował błękitnego.
- Ja też tęsknię chciałbym by ten czas nigdy się nie kończył.- jednak czas jest nieubłagany i każda noc się kończy i nastaje dzień który też w końcu się kończy. Gdy zachód słońca był coraz bliższy Świetliki porządkowały świątynię po bankiecie by wraz z ostatnim promieniem słońca wrócić do postaci Świetlików i ponownie obsiąść grzywę ich Króla znów będącego w postaci majestatycznego jednorożca.
Lato mimo że piękne przeminęło i nastał jesień później zima po której przyszła wiosna i ponownie nastało lato i kolejna błękitna letnia pełnia. I tak z rok na rok tak jak przez poprzednie lata magia Króla jednorożca stawała się coraz silniejsza wydłużając czas Świetlików który mogły spędzać w ludzkich postaciach. Las wielokrotnie zmieniał swoje granice i rozmiar. Raz był mniejszy raz większy. Jednak Król nigdy nie dopuścił by świątynia została zniszczona. Był nawet taki czas że była chroniona i odnawiana przez ludzi opowiadających o jednorożcu którego grzywę i ogon zamieszkiwały piękne złote Świetliki. Jednak pamięć ludzi z czasem przemija by po latach powrócić. I tak świątynia jednorożca była zapominana i przypominana wiele razy. Aż w końcu czas ludzi przeminął Nastał czas magii i bezkresnych lasów. Moc Króla jednorożca był wielka. mogąca zapewnić świetlikom niemal cały rok w ludzkich postaciach.
- Czy to nie wspaniałe? Stajemy się Świetlikami jedynie na dwa miesiące. I to zimą. Całe lato możemy być razem.- Błękitny jak zwykle mościł się na kolanach króla.
- Tak to naprawdę wspaniałe. To wspaniałe mieć ciebie i wszystkich tak długo przy sobie. Letni długie dni są mi o wiele weselsze by mogę obserwować wasze szczęście. Mogąc mieć cię przy sobie. Zasypać i budzić się u twego boku. Znamy się od kiedy byłeś małym dzieckiem jednak już przy naszym pierwszym spotkaniu skradłeś mi serce. Już zawsze będziemy razem- Król objął Błękitnego i trwali tak długie minuty obserwując późny letni zachód słońca..."

- Mech mogło by być lepsze.- skwitowała nastolatka w koszulce z motywem jednorożca, odkładając na bok książkę o mało ambitnym tytule ,,Legendarium Wróżek".
- To po co czytasz jak ci nie pasuje?- odparł jej chłopak mocując się z poskładaniem i upchnięciem namiotu do pokrowca namiotem.
Para wybrała się na biwak korzystając ciepłej letniej pogody. Chcieli zobaczyć Ruiny świetlików będące inspiracją to dopiero co przeczytanej przez dziewczynę historii, choć powodem wycieczki ie była oczywiście wiara w magicznego jednorożca z zaklętymi Świetlikami a faktyczne prawdziwe istniejące świetliki żyjące nad tutejszymi jeziorami. A dla chłopaka kolejnym powodem były nieziemskie widoki które mógł uchwycić na zdjęciach. Fotografowanie starych ruin już samo w sobie jest klimatyczne, a wszędobylski świecące owady nadają zdjęciom ,,magicznego" klimatu.
- Dobra jak nie przyjdzie misiek to będziemy mieć gdzie spać.
- Weź mnie tak nie strasz. Mówiłeś ze tu nie ma niedźwiedzi!
- Bo nie ma. Ale z ciebie strachajło.- dziewczyna wydęła policzki jednak nie chowała długo urazy. Znała swojego chłopaka i wiedziała że ten by jej nie okłamał na taki temat. Upewniając się że wszystko jest zabezpieczone para przygotowała się i wyruszyła zwiedzać okolicę.
Bujny nietknięty ręką współczesnego człowieka las był miłą odskocznią i wytchnieniem od dusznego miasta ze stali i szkła w lecie zmieniające się w gigantyczną patelnię. Las dawał przyjemny cień i chłód a wszelkiego rodzaju leśne ptactwo cieszyło uszy swoim śpiewem.
- Kurczę mamy wakacje. Weźmy następnym razem przyczepę i zostańmy na kilka dni nić tylko na jeden weekend. Tu jest tak pięknie i spokojnie.
- Przyznaj po prostu że chcesz poszukać tego swojego jednorożca.
- Nie prawda! Chcę tu zostać na dłużej bo to miejsce jest bardzo przyjemne. Na serio.
- Serio serio?- posłał jej długie wymowne spojrzenie.
- No dobra może trochę wierzę w tego jednorożca. Oj no daj trochę pomarzyć.- zaczerwieniła się uciekając spojrzeniem na bok.
- Urocza jesteś. Dobra na razie wróćmy do namiotu i ogarnijmy jakiś obiad a potem poszukajmy świątyni tego twojego Króla jednorożca.-zawrócili po drodze ie mogą oprzeć się pokusie w jednym z krystalicznie czystych jeziorek. Woda była przyjemnie chłodna. Wręcz zapraszała by się w niej wykapać w upalny letni dzień.
- Szkoda że świetlików nie za bardzo widać w ciągu dnia.
- A mi to nie przeszkadza. Nawet się z tego cieszę.
- Ach tak?
- No tak. Gdybyśmy się na nie napatrzyli w ciągu dnia to tedy wieczorem już nie były by takie wyjątkowe.- chłopak puścił oczko do swojej dziewczyny.
Po skończonym obiedzie na który przypadły cztery chińskie zupki,  zakochani ruszyli na poszukiwania zapomnianej świątyni. Po godzinnej wędrówce w końcu udało im się dotrzeć do celu podroży. Mocno nadgryziony zębem czasu kompleks robił niezwykłe wrażenia. Natura częściowo już zawładnęła tym miejscem. Drzewa wdzierające się na zawalone mury, pluszcze oplatające ściany, filary i fontannę. Liczne kępki traw i kwiatów wyrastające spomiędzy brukowanych dróg w oprawie letniego ciepła i grania koników polnych tworzyło razem wyjątkowy niemal magiczny pejzaż.
- To miejsce jest niesamowite... Autor opowiadania  prawie ze idealnie oddał atmosferę tego miejsca.
- To teraz musimy zaczekać tylko aż się ściemni.- zwiedzali budynki świątynne jeszcze przez jakiś czas naprawiając się misternymi zdobieniami i starożytnymi szczegółowymi freskami. Pamięć aparatu chłopaka szybko zapełniała się wyjątkowymi zdjęciami. Niektórymi może nawet bardziej niż innymi jednak o tym mieli się przekonać dopiero po powrocie do domu.
Gdy zaczynało się ściemniać para usadowiła się w ukryciu by nie spłoszyć powoli wyłaniających się z kryjówek  świetlików zbierających się w gromadki a następnie całe toje tańcząc swój powietrzny świetlisty taniec.
Była już późna noc gdy zakochani postanowi rozstawić namiot i udać się na spoczynek po pełnym wrażeń dniu.
- Dziś było naprawdę wspaniale.
- Tak musimy tak częściej robić... Zaraz słyszysz to?- pośród koncertu dawanego przez świerszcze i sowy można było usłyszeć nowy dźwięk. Odgłos stukotu kopyt brzmiący jak delikatne srebrne dzwoneczki...

komentarze


Kupię za rozsądna cenę elementy komplety Evil Shadow i dodatki Sweet Shinobi
|Jesteś mój | 13 Z | Zobiakalni rycerze niebios | Venandi et magi |

Offline

#113 19-06-2020 o 18h38

Straż Absyntu
Nonn
Młody rekrut
Nonn
...
Wiadomości: 27

Krótki wstęp



Wśród nigdy niekończących się ciemności, maszt wystrzeliwał w górę niczym iglica nad hełmem kościoła. Dziurawe żagle opadały smętnie, z rzadka tylko poruszane prądem. Bukszpryt wyciągał się w nicość, nie wskazując już statkowi żadnego kierunku.
Kulawy bosman szedł powoli po pokładzie, robiąc conocny obchód. Każdy jego krok wzniecał na chwilę osad i glony porastające zbutwiałe drewno. Latarnia, którą niósł, była dawno wygaszona i zbita, a kij w drugiej ręce nie ułatwiał wędrówki. Mimo to bosman nie rozstawał się z tymi przedmiotami – towarzyszyły mu odkąd pamiętał, nie wiadomo nawet, ile już lat. Mężczyzna przeszedł dookoła cały statek, bez zainteresowania patrząc na olinowanie, które niczego nie trzymało, i ogromne dziury w pokładzie. Cały czas z niezadowoleniem mruczał pod nosem. W końcu pokuśtykał pod pokład.
Skierował się prosto do sali balowej. Kiedyś była przepiękna, zdobiona obrazami w złotych ramach, czerwonymi zasłonami zlewającymi się z dywanami oraz ogromnym, kryształowym żyrandolem. Jego blask zalewał pomieszczenie delikatnym blaskiem, w którym niczym beztroskie owady tańczyły odblaski poszczególnych kamieni. Teraz wszystko to zniknęło, a z kryształów zostały niesione prądem okruchy. W mrokach sali wciąż jednak tańczyli goście. Kręcili się bez końca w rytm muzyki, którą tylko oni słyszeli, przenikając przez rozwalone meble, ściany, siebie nawzajem. Duchy zmuszone, by na wieczność robić to, po co raz się zebrały.
Bosman przysiadł u drzwi, odruchowo przetarł czoło rękawem. Miał prawo do chwili odpoczynku wobec czekającej go nieskończoności. Lubił tu siedzieć i przyglądać się tańczącym. Wydawali się niepomni swojej klątwy, niemal szczęśliwi. Czasem kusiło go, by do nich dołączyć, wiedział jednak, że nie może. To nie było jego miejsce. Jako bosman miał obowiązek pilnować łajby, choćby zostały z niej drzazgi.
Tylko kapitan wiedział, dlaczego okręt został przeklęty i zatonął. To były jego interesy z niewłaściwymi siłami, które sprowadziły na wszystkich zagładę. Teraz statku nic nie mogło już uratować. Żadne wiosła nie podniosą go z dna, żadna ludzka praca nie wydobędzie z powrotem na światło dzienne. Żagle nie wypełnią się wiatrem ani podpokład śpiewem.
Z ciężkim westchnieniem kulawy podniósł się ze swojego miejsca. Rzucił ostatnie spojrzenie na duchy przemykające z gracją wśród ciemności oceanu i ruszył w swoją drogę. Kapitan czekał na raport, a bosman musiał wypełniać swoje obowiązki. Bez końca.


Komentarze

Offline

#114 29-06-2020 o 18h45

Straż Lśniąca
Błękitna
Kazekage
Błękitna
...
Wiadomości: 3 420

https://i.imgur.com/fsd58yA.png



Drodzy Użytkownicy,
czas na dziesiątą potyczkę!


X

┌                                                                                                                                     ┐

NAPISZ SCENĘ, W KTÓREJ OSTATNIMI SŁOWAMI
BOHATERA SĄ: "ZGADNIJ, KTO POWRÓCIŁ?"

└                                                                                                                                     ┘


Tym razem trochę luźniejsze zadanie, dające szerokie pole do popisu wyobraźni.
Jestem ciekawa Waszych wykreowanych historii, tego, jaki nadacie im charakter
oraz jak poprowadzicie swoje fabuły, by ostatnie zadanie było trafnym zwrotem akcji!

Pamiętajcie o pięciu obowiązkowych komentarzach.

Życzymy Wam dobrej zabawy i powodzenia!


.                                                          You said that...                                                                                       I'm sorry. I didn't keep my promise.
https://s7.gifyu.com/images/sygna_jiang1c52f6704e127ab4a.gif https://s7.gifyu.com/images/sygna_jiang2_bez56847d9e9844ea72.gif

Offline

#115 30-06-2020 o 11h08

Straż Absyntu
FoxoczuYT1
Nowo przybyła
FoxoczuYT1
...
Wiadomości: 7

"DWIE OSOBY"

  Pewnego dnia poznały się dwie osoby. Jedna była wysoka ale grubsza, a druga niska ale chuda. Pomimo tylu przeciwieństw i wiedzy że nie powinni się ze sobą przyjaźnić... Robili odwrotnie.
  Jednego dnia jedna z tych osób chciała się spotkać:
- "Musimy porozmawiać... spotkajmy się w parku" - napisał grubszy.

- "Dobra już idę" - odpisał chudszy
  To spotkanie nie było jednym z najlepszych gdyż grubszy miał złą wiadomość:

- "Niestety tutaj muszę się z tobą pożegnać. Mój tata popadł w długi do spłacenia więc jedziemy do innego kraju, w którym zarobimy więcej. Niestety możliwe że już się nie spotkamy nigdy więcej" - Powiedział grubszy ze łzami w oczach.

- "Ja-ja..." - odpowiedział chudszy po czym uciekł z płaczem.
  Mijały lata. Chudszy dostał się do szkoły z wysokim wykrztałceniem zapominając już o swoim BYŁYM PRZYJACIELU.
  Wsród wszystkich chłopców chudszy zobaczył swojego przyjaciela z którym nie widział się latami ostatnimi słowami które do niego powiedział to:

- "Zgadnij, kto powrócił" - powiedział chudy po czym już nigdy się do grubszego nie odezwał.

Mam nadzieje że się spodobało /static/img/forum/smilies/big_smile.png

Ostatnio zmieniony przez FoxoczuYT1 (30-06-2020 o 11h09)

Offline

#116 02-07-2020 o 19h43

Straż Obsydianu
Nietzsche
Akolita Sargousetów
Nietzsche
...
Wiadomości: 4 730

potyczka VI - losowanie koloru

Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)



Derwisz wylądował w sposób tak pozbawiony gracji, że przez trybuny przetoczył się pomruk westchnień i zduszonych okrzyków. Następnie tłum zamarł w oczekiwaniu na to, że jego jeździec, porwany przez siłę wstrząsu, wyleci z siodła ponad giętką szyją zwierzęcia, która balansując na prawo i lewo jak zepsuty metronom rozpaczliwie próbowała utrzymać równowagę reszty ciała. Po kilku chwiejnych krokach i wśród fontanny żwiru rozmiecionego niezdarnymi ruchami skrzydeł w końcu udało mu się stanąć na tyle pewnie, aby umożliwić Gwidonowi bezpieczne ześlizgnięcie się z jego grzbietu.
    Chłopak przez chwilę głęboko oddychał, zgięty wpół, z dłońmi opartymi o drżące kolana – czy to możliwe, że dotarł do końca toru jako pierwszy?
Nie musiał zbyt długo pozostawać w wątpliwości. Gdy wyprostował plecy z bolesnym gruchotem nadwyrężonych podczas twardego lądowania kręgów, w oczy rzuciła mu się szybko zbliżająca się w jego kierunku sylwetka. Oślepiony poświatą bladego poranka początkowo nie był w stanie rozpoznać któż z taką werwą pędzi mu na spotkanie (skłamałby samemu sobie, gdyby wyparł się nadziei, że jest to poruszony jego sukcesem Duftwolke), jednak stało się to jasne, gdy wraz z hukiem obitych metalem podeszw dobiegł go kipiący wściekłością głos. Potrzebował chwili by zrozumieć, że mieszanka śliny i miotanych przez ściśnięte gardło obelg jest skierowana pod jego adresem. Zrozumienie utrudniał mu fakt, że ich nadawcą była ostatnia osoba, którą spośród uczestników dzisiejszego lotu kwalifikującego uznałby za wroga.
Wyprostowany już całkiem, defensywnie splótł ramiona na piersi czekając na najwyraźniej nieuniknioną konfrontację. Drżał, ale trudno było mu się opanować.
Igor wyglądał wprost potwornie.
Gdy cisnął na ziemię maskę która chwilę temu ciasno przywierała do jego twarzy Gwidon nie miał wyboru poza obserwowaniem wykrzywionej nienawistnym ujadaniem fizjognomii. Przekorna była jego natura w kwestii doznań estetycznych – widok był równie przyjemny, co oglądanie rozkładającego się trupa, a jednak ciężko było skierować spojrzenie w innym kierunku.
    - Ty zdradziecka, mała k****, zawszony mały śmieciu, ty...
Białe, odległe słońce nadawało mu wręcz surrealistycznego wyglądu, gdy tak krzyczał bez wytchnienia, bez chwili przerwy, targany najwyraźniej poczuciem porażki bardziej boleśnie, niż Gwidon mógł to zrozumieć. Wydobyte z każdej wypukłości starych blizn ostre, czarne cienie dodatkowo zniekształcały okaleczoną twarz. Przywodziła ona na myśl Gwidonowi kawał zleżałego mięsa- nieforemna, szaroróżowa masa, która straciła całą swoją zdolność do świadczenia o człowieczeństwie swojego właściciela. Gdyby nie wielkie oczy koloru elektryzującego błękitu, dwa razy większe od przeciętnych ludzkich oczu bo odsłonięte przez ściągnięte oparzeliną powieki, właściwie nie byłoby w niej już kompletnie nic ludzkiego. Lśniły w chaosie przekrwionych zrostów i łuszczącego się naskórka jak dwa szafiry wetknięte w zjełczałą wątrobiankę.
Dopadł go szybciej niż w głowie zrodziła się myśl, by zrobić unik. Żylasta, sina od mrozu dłoń chwyciła przód koszuli Gwidona zaciskając się na nim niczym krogulcze szpony i przyciągnęła go jeszcze bliżej nienawistnej masy tkanki. W sekundzie ciszy między kolejnymi obelgami usłyszał trzask pękającego na grzbiecie materiału.
Gwidon mimowolnie zmrużył oczy czując kropelki śliny, która wydobywając się z koślawej, najeżonej zębami szpary ust, ubita w białą pianę przez nieustający potok słów zostawała, obrzydliwa jak one, w ich kąciku. Złapał Igora za przegub ledwo znajdując siłę do zaciśnięcia dłoni. Wiedział, że prawdopodobnie lada moment będzie musiał się fizycznie bronić, ale nie czuł strachu. Dojmujące zmęczenie zmieszane ze współczuciem i wyrzutami sumienia, wszystko co kazało mu znosić odrzucającą osobę Igora od początku ich wspólnych zmagań na torach, dawały o sobie znać teraz mocniej niż kiedykolwiek. Nie pozwalały spuścić wzroku. Dać po sobie poznać jak bardzo się go brzydzi.
    - Czy ty rozumiesz co mi zrobiłeś? - głos, który wyrwał Gwidona z myśli był nieco niższy, ale tylko dlatego, że nadwyrężony wcześniejszym skowytem, nie dawał już rady w pełni rozwinąć swojego potencjału.
    - Myślałem, że lecisz przede mną, nie rozglądałem się po pierwszej pętli. - Gwidon skłamał unosząc nieco podbródek. Nie wypadło to przekonująco w akompaniamencie głosu załamującego się jak niewprawna gra na pile.
Wiedział, że Igor nie uwierzyłby nawet gdyby kłamstwo leżało w jego naturze. Jakkolwiek wiele nie brakowało mu na polu umiejętności socjalnych, jego czułość na najsubtelniejsze niewerbalne sygnały była nie do podważenia.
W zapadłej nagle ciszy kąciki ust wciśnięte w głąb policzków podniosły się ku górze podrygując i wprawiając całą twarz w serię krótkich, groteskowych spazmów. Igor uśmiechał się, ale jego połyskujące bielą rogówki oczy wytrzeszczone jak te, które Gwidon widział nie raz w odartych ze skóry bydlęcych łbach, pozostały zupełnie bez wyrazu. Przez dłuższą chwilę wwiercały się w niego, aż w końcu uchwyt dłoni wciąż zaciśniętej na koszuli nieco zelżał – w fałszywym przypływie ulgi spróbował postąpić krok do tyłu, w stronę zdezorientowanego Derwisza, który zastygł z opuszczoną nisko głową nerwowo furkocząc w powietrzu potrójnie rozdzielonym językiem.
Szarpnięcie tak potężne, że kołnierz przeciął mu skórę na karku, zerwało go z nadal niepewnych od ściskania siodła nóg. Zduszony krzyk wyrwał mu się z gardła mimo woli, gdy ramieniem spróbował zamortyzować upadek na wysypaną granitowym tłuczniem ścieżkę, a impet spotkania z podłożem wytłoczył powietrze z płuc z taką siłą, że ponowne zaczerpnięcie oddechu przez kilka długich sekund było niemożliwe. Ból nadszedł dopiero po pierwszym szoku. Później nawet niż świadomość nienaturalnego wybrzuszenia, które uformował jego obojczyk gdy spróbował podeprzeć się przedramieniem by pomóc sobie wstać.
Coś wilgotnego wylądowało na jego twarzy – odruchowo otarł policzek dłonią, ale nie był to początek ulewy, którą na postawie zachowania gołębi wywróżył Bernard kilka poranków temu. To górujący nad nim Igor splunął w ostatnim geście nowo odkrytych przez przegraną pokładów nienawiści. Nie będąc w stanie sprawnie ewakuować plwociny przez pozbawione czucia i struktury usta, opluł przy okazji sam siebie – błyszcząca jak ślad ślimaka została na jego podbródku, jedynym fragmencie który ocalał od zniekształcenia w płomieniach i kontrastował piegowatą bladością z resztą oblicza.
Próbując odgonić intensywnym mruganiem mroczki tańczące mu przed oczami, obserwował jak Igor odchodzi ku swojej smoczycy, a liczny tłum który zdążył nagromadzić się wokół nich nie wiadomo kiedy ustępuje mu z drogi, wpadając na siebie, potykając się, skrzecząc, jakby w ucieczce przed trędowatym i Gwidon, choć czuł żal, nie mógł ich za to winić. Nie mógł też wiedzieć, że wygrywając pierwszy ważny wyścig tego sezonu zyska sobie nie tylko przychylność półświatka wyścigów, ale również zaprzysięgłego wroga, którego sinoróżowa twarz poparzeńca już wkrótce zacznie nawiedzać go podczas nocnych napadów histerii pośród innych, wbrew pozorom znacznie mniej istotnych zagrożeń, które rzucały się ostatnio długim cieniem na jego nadwątloną już kondycję emocji.

komentarze 5/5

Ostatnio zmieniony przez Nietzsche (04-07-2020 o 08h47)



ask me
rozwijający się discord artystyczny- zainteresowanych proszę o kontakt na priv



https://images-wixmp-ed30a86b8c4ca887773594c2.wixmp.com/f/61125078-6479-48c6-a47f-4ef74fb3e871/ddy6bf1-b36fad12-f12e-4cc1-947a-78c45548c5fe.png?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOiIsImlzcyI6InVybjphcHA6Iiwib2JqIjpbW3sicGF0aCI6IlwvZlwvNjExMjUwNzgtNjQ3OS00OGM2LWE0N2YtNGVmNzRmYjNlODcxXC9kZHk2YmYxLWIzNmZhZDEyLWYxMmUtNGNjMS05NDdhLTc4YzQ1NTQ4YzVmZS5wbmcifV1dLCJhdWQiOlsidXJuOnNlcnZpY2U6ZmlsZS5kb3dubG9hZCJdfQ.4_N6GwFDeAHuwrrlCwEBy16tsMlXhdiPz4skcvmnTkQ

Offline

Strony : 1 ... 3 4 5