Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2

#26 11-05-2020 o 03h40

Straż Absyntu
Neyu
Pokonała kurę
Neyu
...
Wiadomości: 795

_________________________https://i.imgur.com/8Fbxreg.png
     Usłyszawszy jego komentarz zachichotała w odpowiedzi. Bardzo dobrze wiedziała, że Ves brzydził się zarazkami, bakteriami, a nawet i ta wiedza nie sprawiła, że ta w jakimkolwiek działaniu postanowiła się powstrzymać. Rzadko miała szansę wrzucić na luz, zapomnieć o ciągłych obowiązkach i po prostu dać się ponieść swobodzie oraz zabawie. Aczkolwiek teraz był idealny moment, aby w pełni mogła skorzystać z tegoż czasu - potańczyć, wypić duże ilości szampana, spędzić miło czas z znajomymi. Wszystko miało swoje plusy i minusy, a więc także i w jego kwestii nie miała zamiaru się ograniczać nawet, jeśli miałoby to skutkować kłótnią i krzykami na środku sali bankietowej. Zaśmiała się dźwięcznie, lawirując między kosmicznymi kreaturami.
     - Tak jest oficerze! Przysięgam, że nigdy nie popełnię podobnego błędu sprzed chwili - odparła teatralnym głosem, przybierając śmiertelnie poważną minę, gdy już znaleźli się w zasięgu holograficznego obrusu.
     Kobieta prędko zainteresowała się mieniącymi kolorami wśród których pływały ryby i żółwie, które niezwykle ją zaskoczyły swoim realizmem. Zahipnotyzowana tymże morskim pięknem, przyłożyła dłoń do obrusu, a ku jej zdziwieniu na jej ręce pojawiło się blade, złote stworzenie na błękitnym tle. Westchnęła wielce zawiedziona. Miała nadzieję, że to cudeńko było faktycznie w jakimś stopniu urzeczywistnione, a w rezultacie okazało się być tylko rozczarowującą iluzją. Yanayinowie na jej rodzimej planecie nie interesowali się technologią, która nie dotyczyła medycyny, biologii czy chemii, co ją niezmiernie dziwiło, gdyż takie bajery nie dość, że przykuwały wzrok ciekawskich, to prezentowały się zniewalająco.
     Wyrwana z transu przez głos swojego towarzysza, odwróciła się do niego z głupim uśmiechem na twarzy. Zaciągnęła go z parkietu aż tutaj w celu zafundowania sobie nowego
szampana, gdyż wcześniejszy został jej brutalnie odebrany, a skończyła na zachwycaniu się holografiką. W tej chwili miała ochotę samej sobie zaklaskać.
     - Nie przyjrzałam się przystawkom i napojom, bo obrus był zdecydowanie bardziej interesujący od zawartości na stole - przyznała się, po czym zrobiła zamyślony wyraz twarzy. - Ale skoro już spytałeś, to z pewnością jakiś szampan, bo wcześniejszy tak prędko mi przepadł... - gniewnie zmrużyła oczy, aczkolwiek nie na długo, gdyż parę sekund później jej kąciki ust uniosły się ku górze w rozbawieniu.
     Chciała już dodać, że gdyby widział swoją minę, to również miałby trudności z powstrzymaniem się od śmiechu, jednakże nie zdołała tego powiedzieć na głos, gdyż do ich towarzystwa dołączyła bardzo znajoma im osoba. Uśmiechnęła się, gdy do jej uszu dotarł kolejny komplement tegoż dnia. Nie kryła się z tym, że tego typu słowa lubiła i z ogromną przyjemnością przyjmowała do swojego serca.
     - Nasza najlepsza pani technik - skwitowała z życzliwym uśmiechem, przyglądając się jej od stóp do głów. - I kto tu mówi o wyjątkowej kreacji? Twoja swym gustownym smakiem przebija co po niektórych mężczyzn - puściła jej oczko, spoglądając na grupkę kosmitów, którzy nie popisali się ze swoim eleganckim strojem.
     Zbliżyła się do stołu, aby jeszcze raz i dokładniej przejrzeć to, co się na nim znajdowało. Starała się zignorować obrus, który ją kusił, aby ta kolejny raz wpadła w jego czarujące ramiona. Po krótkiej obserwacji dostrzegła kieliszek z napojem o kolorze brzoskwiniowym. Sięgnęła po niego, a gdy znalazł się w jej dłoni, to zauważyła, że trunek był obsypany brokatem. W świetle błyszczał się jakby wrzucono do niego krystaliczne diamenciki. Upiła jeden łyk, smakując tenże nieznany, aczkolwiek musujący i rarytasowy smak. Znajome ciepło rozgrzało całe jej ciało, co spowodowało u niej natychmiastowe rozluźnienie się.
     Spojrzała na Vesa i Urice z pogodnym wyrazem twarzy, i gdy miała już zagaić rozmowę pomiędzy tą dwójką, to poczuła na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Obstawiała, że prędzej gest był ze strony kobiety, jednakże myliła się. Powiodła wzrokiem po znajomej ręce aż do twarzy jej jakże uroczego partnera na dzisiejszym bankiecie.
     - Oj nie wiem Veees - odparła, przeciągając samogłoskę w jego imieniu. - Nie znam się na tutejszym jedzeniu. To znaczy nie mam głowy do nazw tych wszystkich kosmicznych potraw. Możesz mi wybrać coś, co prezentuje się dobrze i wydaje ci się pyszne. Zresztą chyba widziałam jakieś kuleczki, ale nie jestem co do tego pewna... - dodała, próbując mniej więcej określić to, co by mogła chcieć z proponowanego tutaj jedzenia.
     Urice odpowiedziała tuż po niej, po czym Ves udał się w swoim kierunku. Viya go odprowadziła wzrokiem, a potem przerzuciła go na twarz pani technik.
     - Nie przepadasz za tańcem? - spytała, upijając kolejny łyk szampana i przy okazji rzucając okiem na parkiet. Wiodąc powoli wzrokiem po otoczeniu, w oddali zauważyła potężną sylwetkę. - Słuchaj, gdy Ves wróci, to powiedz mu, że znajdzie mnie na balkonie - muszę zamienić z kimś słówko, także zmykam, baw się dobrze - dodała po chwili, obdarowując ją serdecznym uśmiechem.
     Nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź, pognała przed siebie nawet nie oglądając się na Urice. Slalomem mijała roztańczone pary oraz osoby, które podpierały ściany lub inne miejsca warte ich uwagi.
     Upiła kolejne dwa łyki szampana nim wyszła na balkon, na którym znajdował się Cankeah. Swobodnym krokiem zbliżyła się do jego postaci, po czym oparła się o balustradę tuż obok niego.
     - Spektakularny widok - zagadnęła, wpatrując się w lekko zachmurzone niebo, na którym odznaczał się pierścień Saturna. - Nie dziwię się, że wybrałeś ten bezludny zacisz od uciążliwego tłoku.
     To powiedziawszy upiła kolejny łyk trunku. Nie zdołała jeszcze zauważyć, że alkoholu nie było już wiele w jej kieliszku - prawie że sięgał dna. Napój alkoholowy nieco przyćmił jej zmysły i rozluźnił do takiego stopnia, że nawet Ves nie zdołałby ją wyprowadzić z równowagi. Całe szczęście jeszcze daleko było jej do tegoż poziomu upojenia, w którym głowna miara Yanayinów smacznie zgonowała, omijając tym najlepsze momenty wieczoru zabaw na Akokanensis.
    Spojrzała kątem oka na Yautję, a na jej usta wkradł się urzekający uśmiech.
    - Jak się bawisz? Obstawiam, że w tym spokojnym sposobie bycia musi być coś ujmującego skoro nawet nie próbujesz tutejszych przystawek czy potraw - oznajmiła, ciągnąc kolejny łyk z kieliszka. - Bo już nie wspominam o alkoholu, gdyż wiadomo - szef ochrony musi być w pełni gotowości na wszelaką sytuację - dodała kręcąc głową i dopijając swój szampana.
     Odstawiła kieliszek na marmurową balustradę, spoglądając tym razem w dół aniżeli w górę.
     - Czy ty na poważnie zamierzasz tu spędzić cały bankiet? - spytała nieco niedowierzając w tę możliwość. - Nieco czasu ze znajomymi ci nie zaszkodzi - dodała z rozbawionym uśmiechem.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (26-05-2020 o 18h57)


https://i.imgur.com/zgPPpzo.gif

Offline

#27 12-05-2020 o 15h52

Straż Obsydianu
Almarien
Szeregowiec
Almarien
...
Wiadomości: 146


https://i.lensdump.com/i/jqtlMq.png


        Słowa Aviyaah sprawiły, że zaśmiała się cicho. Spojrzała na Vespera, jednocześnie przypominając sobie Cankeaha i choć wiedziała, że pani doktor raczej nie miała na myśli tej dwójki i ich mundurów, nie mogła nie poczuć odrobiny satysfakcji wywołanej komplementem.
    — Dziękuję. Miło to słyszeć — odpowiedziała jej, następnie podążając za jej spojrzeniem, by przyjrzeć się nieco dokładniej tym, na których patrzyła, ale nie wyraziła na ich temat swojej opinii, bo zwyczajnie takiej nie miała i nie chciała mieć. Potem głos zabrał Vesper.
    — Codziennie uczymy się o sobie czegoś nowego — odparła zarówno w odniesieniu do powierzonego jej niby-sekretu, jak i do zaserwowanego pochlebstwa. Potem uśmiechnęła się i skinęła głową, gdy odchodził, by znaleźć coś do jedzenia, dziękując jednak i informując, że sama niczego nie potrzebuje.
    — Czy ja wiem? — Urice odezwała się do pani doktor. — Tańczyć lubię, ale nie rozumiem fascynacji tańcem jako hobby.
Zwilżyła usta szampanem, gdy skończyła mówić, a chwilę potem coś innego przykuło uwagę Aviyaah. Urice przytaknęła kobiecie, gdy ta poprosiła o przekazanie informacji, a potem rozstały się bez dalszych dyskusji. Uznała jednak, że Vesper jest ostatecznie dużym chłopcem i jeśli będzie chciał znaleźć którąś z nich, to po prostu znajdzie i jej pomoc nie jest do tego wymagana, więc ruszyła się z miejsca w stronę błysku gdzieś w zasięgu wzroku.
    — Dobry wieczór wszystkim — przywitała Phoenix, Maighstira, Viggo. Potem odezwała się do tego ostatniego.
    — Sto, że mu się uda.
Uniosła brew w niemym pytaniu, zachęcając do przyjęcia zakładu, bo jak dla niej Mai i pani kapitan przykuli więcej spojrzeń podczas swojego tańca, niż tancerki w czasie całego występu, a potem odłożyła pusty kieliszek na brzeg jednego ze stołów, by zaraz wziąć kolejny, pełny tego samego szampana, przyczyniając się do rozbioru niewysokiej piramidki kieliszków zdobiących środek zastawionego blatu. I nie, cała reszta nie runęła nagle z hukiem.


https://i.lensdump.com/i/iY0NgK.gif https://i.lensdump.com/i/iY0P3Z.gif

Offline

#28 14-05-2020 o 21h47

Straż Absyntu
Ilian
Przyjaciółka Jamona
Ilian
...
Wiadomości: 14 679

https://media.discordapp.net/attachments/676414603835736064/703300291319169064/nagowek_dla_ves.png

    -Do zobaczenia, w takim razie.
    Ves pożegnał się z Viyą i Urice i poszedł szukać sobie jedzenia. Był głodny, niewiele jadł przed bankietem. To miała być dla niego mała próba – wiedział, że będzie miał problem, by tak po prostu zjeść jedzenie z talerza. Ufał kucharzom na statku, Velsig na nocnej warcie zawsze mu podawał mięso w rękawiczkach i dbał o to, by Vesowi było wygodnie podczas jedzenia. Jednak za dnia, pierwszy oficer nie był traktowany ulgowo (i bardzo dobrze, bo załoga, by się rozleniwiła).
    Mięsne koreczki znalazł szybko. Były bardzo fantazyjne. Nawet nie widząc kolorów potrafił rozróżnić kilka rodzajów mięsa i jego jakość. Bardzo się postarali na tym Saturnie, aż było mu żal tych wszystkich martwych zwierząt. Smutny los je czekał. Ves zaczął żałować odziedziczenia najgorszej możliwej kombinacji genów po ojcu. A gdy w pobliżu był alkohol i zaczynał o tym myśleć – trudniej przychodziło mu się kontrolować.
    Na mięsnym stole obok pasztecików, wędlin, kiełbas i kości, leżał również alkohol. Ves nie potrafił go zidentyfikować. Nawet się tym nie trudził. Po prostu wziął pierwszą szklankę i wypił całość szybko. Tak samo zrobił z drugą, trzecią i piątą szklanką. Nie zdążył zauważyć jaki alkohol ma smak. Chciał tylko wyrzucić nieodpowiednie myśli. Nie wiedział czy się udało. Odciął się od nich.
    Sięgnął po swój mięsny koreczek. Nie przejmował się tym, że ktoś wcześniej mógł go wypluć, oblizać, pogryźć, napluć na niego, obmacać. W ogóle nie przejął się niczym. Wziął cały talerz z koreczkami i postanowił wrócić do Viyi i Urice. Zgarnął też szampana dla tej pierwszej, ale nim pomyślał, że powinien go jej dać – wypił za nią.
    Na miejsce, w którym opuścił dwie kobiety, wrócił z talerzem pełnym koreczków i pustym kieliszkiem. Niepewnie zmarszczył brwi. Czemu nie było tam ani Urice, ani Viyi? Technik rozumiał, nie musiała dotrzymywać im dwojgu towarzystwa, ale Viya? Jego piękna pani medyk?
    -Ach, Viya, piękna Aviyaah, gdzieś się podziewasz? – zaczął nucić pod nosem, jakby wołać. Jednocześnie zaczął się rozglądać po sali bankietowej. Nigdzie nie potrafił dostrzec swojej pięknej partnerki. Zmieniła swoją skórę i wtopiła się w tłum? Westchnął zawiedziony. Nie wiedział czy sobą czy swoją piękną towarzyszką.
    Postanowił podejść do baru i tam pożalić się innym. Miał wrażenie, że zebrało się tam kilka osób ze statku, jednak gdy tylko zobaczył Phoenix – zrezygnował. Jakkolwiek kusząca byłaby rozmowa z Viggo, Maighistrem czy Y’lyn, tak chwalenie się przy pani kapitan, że wystawiła go dziewczyna było poniżej jego godności. Nie był jeszcze wystarczająco pijany i wolałby nie być.
    Z zepsutym humorem zaczął się chować po kątach. Nie wiedział czego szukał. Chyba po prostu miejsca, w którym mógłby się wygodnie rozłożyć i przeczekać cały bankiet? Może to Viya zacznie szukać jego, jak księcia uwięzionego w wieży? Zarzuciłby jej ogon, by się na nim wspięła… Nie, jeszcze nie jest wystarczająco pijany na ogon. Musiałby być nieprzytomny.
    W pewnym momencie Ves nie jest pewien czy jest tak pusto wokół niego, czy wszyscy się zlali w jedną, bezbarwną masę. Ostatecznie na horyzoncie, w nocnym świetle dostrzega dwójkę mniej znanych, bardziej nieznanych postaci. Zdaje mu się, że nawet dostrzega czerwień sukni nowej asystentki Phoenix. Zapamiętał jej imię. Miała na imię Yuram i bardzo jej współczuł. Zostawiał jej kości, po tym jak zobaczył, że Ilyria je lubi. Ves nie potrafił ich obgryzać. Miał kły tak długie, jak mógł mieć człowiek i ani milimetr więcej. Nie rozumiał czemu odziedziczył po ojcu apetyt na mięso, a uzębienie do jedzenia mięsa już nie…
    Przestań, Ves.
    Jej towarzyszem jest nowy pilot. Pierwszy oficer nie kojarzy go tak dobrze. Nie kręcił się tam, gdzie był niepotrzebny, a nie było tam wystarczająco czysto. Pilot dotykał zbyt wielu rzeczy, by czuł się u niego komfortowo. Przynajmniej ten poprzedni. Jak on miał na imię? Ves chyba z czystej przekory nie zapamiętał jego imienia. Powinien za to dowiedzieć się jak nowy ma na imię. Chyba gdzieś je widział.
    Na pewno gdzieś je widział. Znał to słowo, nie było mu obce. Jerycho? Tel Awiw? Nie, na pewno nie tak. Babilon? Tak! Albo nie… Nie, na pewno nie. Chyba był z Babilonu. Języki pewnie mu się plączą. Palestyna czy Izrael? Jak się zakończył tamten konflikt? Nie pamiętał. Mezopotamia? Tygrys i Eufrat. Żyzny Półksiężyc? Och, jakże tęsknił za tym satelitą Ziemi. Kiedy ostatni raz widział tak dobrze, jak nocą na matczynej planecie?
    Podszedł do dwójki postaci, chociaż wolałby zbliżyć się do księżyca. Nie miał zamiaru narzekać, lubił towarzystwo. Miał nadzieję, że ta dwójka im tego nie zbrzydzi.
    -Co wy tutaj kombinujecie? – spytał, kiedy był już wystarczająco blisko. Chociaż przybrał uśmiech, jego uszy smutno opadały. Nie potrafił tego poprawić. Wyciągnął w ich stronę talerz z mięsnymi koreczkami, by ich poczęstować. Był zdziwiony, że nadal miał go przy sobie. Prawie jak kelner. W ogóle nie zachowuje się jak przystało na swoje stanowisko. Nawet nie wiedział czemu tak młodo i szybko awansował na tak wysokie stanowisko.  Pewnie dlatego, że chciano nacisnąć na odcisk jakiemuś ważnemu reptylowi.
    -Rozumiem, że nie czujecie się dobrze na przyjęciu? – zadał kolejne pytanie. Nie było w nim żadnych wyrzutów, sam Ves wydawał się być dość przygnębiony. – Mnie wystawiła moja dziewczyna – westchnął. Mówił oczywiście o Viyi. Nie wiedział czemu nazwał ją swoją dziewczyną. W ogóle nie pomyślał o tym, że było to nieodpowiednie. Za to coś innego nieodpowiedniego przyszło mi do głowy.
    Nieodpowiednie uważał to, że nie potrafił sobie przypomnieć imienia nowego pilota.
    -Proszę mi wybaczyć, moją niekompetencję, ale nie pamiętam twojego imienia – zwrócił się w stronę bladego chłopaka. Nawet w świetle nocy wydawał się Vesowi dość niekolorowy. -Yuram miałem okazję zapamiętać, ale przy tobie Jerycho wydaje mi się najlepszym trafem. Jednak jakbyś miał na imię Syjam to bym się nie zdziwił – dodaje, chociaż od Tajlandii do Jerycha jest dość długa droga.

Ostatnio zmieniony przez Ilian (14-05-2020 o 21h59)


https://cdn.discordapp.com/attachments/676415353835749396/740887548532097114/1.gif https://media.discordapp.net/attachments/676415353835749396/740887548045295616/2.gif

Offline

#29 15-05-2020 o 19h09

Straż Lśniąca
Lexi
Nemesis
Lexi
...
Wiadomości: 4 986

niechceużywniechceużywaccoooenceużywaccenteranterahttps://i.gifer.com/3Nz1n.gif
niechceużywaniechceużywaccenteraccenterahttps://imgur.com/HfZtQVf.png   
                Chłodne powietrze otuliło jej nagie ramiona i brzuch: wiatr wydawał się ją brać w swoje objęcia, z których pragnęła się wymknąć. Ilyria nie byli specjalnie delikatną rasą – to  oni w większości przypadków byli drapieżnikami, dlatego zimno, które odczuwała nie wywołało u niej gęsiej skórki. Na skrzydła Ilyria, była niemal pewna, że jej ciało nie jest nawet do tego zdolne. Choć ich druga forma – ta, w której obecnie się znajdowała – powstawała na kształt ludzi, to tak naprawdę wiele ich różniło.                                                                                 
                Usłyszawszy pytanie Jerusalem, zaśmiała się delikatnie.
                Tęskniła za nim: wśród tłumu, który dziś mijała i obserwowała, to ten chłopak był dla niej czymś znajomym, nostalgicznym, przyjemnym. Może to ten specyficzny zapach? Przypominał jej czas, który spędziła na Babilonie, wraz z Jerusalemem. Czuła się przy białowłosym naprawdę swobodnie – co jednocześnie było niesamowitym uczuciem, a z drugiej strony trochę niepokojącym. Przy nim wszystkie zmysły drapieżnika nieco się wyciszały, pozwalając jej odpocząć. I biorąc pod uwagę, że jeszcze kilkanaście minut temu intensywnie krzyczały, to Yuram niemal się cieszyła, że może pozwolić sobie odpuścić.
- Bądź pewny – zaczęła, oddając w ręce Jerusalema otrzymaną wcześniej fajkę – że nawet jeśli będziemy szeptać, to niektóre słowa mogą zostać przez niego z łatwością wyłapane – jej oczy skierowały się w stronę wnęki, którą i Jerusalem obrzucił wcześniej wzrokiem. Tak, z pewnością uszy Yautja były warte uwagi, ale na słyszalność wpływało wiele czynników. I każdy kto choć raz miał coś wspólnego z polowaniem, wiedział, że również położenie miało wpływ, a także skąd wiał wiatr i jakie są warunki atmosferyczne .
- Wracając, - skupiła swoją uwagę na białowłosym -  zechcesz sprawdzić pierwszy, Jerusalem? – Wskazała palcem na fajkę – Będę zaraz po tobie – dodała, upijając ostatni łyk z jej kieliszka. Odstawiła pustą szklankę obok filaru, przypominając sobie w myślach, by potem o niej nie zapomniała. Coś jednak zwróciło jej uwagę – ku nim zbliżała się znajoma – przynajmniej w pewnym stopniu - twarz. Niedawno poznany Ves, pierwszy oficer Hyperionu.  Był słodko uroczy, a sam fakt, że żyli razem w symbiozie tylko sprawiał, że szarowłosy był atrakcyjniejszy.
- Okazało się, że ogromne bankiety nie są dla nas najlepszym miejscem na spędzanie wieczoru – potwierdziła, słuszny wniosek Vesa, pozwalając, by na jej twarz wpłynął ciepły uśmiech. – Ktoś cię wystawił? – spytała, chmurząc się trochę. – Możemy się tobą zaopiekować – dodała, zbliżając się trochę do Vesa. Jednakże po usłyszeniu jego prób dopasowania imienia do Jerusalem, nie mogła się powtrzymać i wybuchła krótkim śmiechem, opierając swoje ramię o białowłosego.  – Na skrzydła Ilyria, Jerycho… - uśmiechnęła się zadziornie do swojego znajomego – Może od dziś powinnam tak na ciebie mówić?  - zwróciła swoją twarz w stronę nowoprzybyłego – I Ves, serdecznie zapraszam Cię do naszej wersji imprezy. Mam nadzieję, że zostaniesz z nami dłużej – ponownie wskazała palcami na fajkę, którą zająć miał się Jerycho.



https://i.imgur.com/wpjKsal.gif

Offline

#30 23-05-2020 o 15h20

Straż Obsydianu
Nirent
Szeregowiec
Nirent
...
Wiadomości: 105

xxxx                                       
                              C A N K E A H

         Oddalił się na balkon, bo tylko tutaj ma możliwość przebywania w spokoju i z dala od wszechobecnego zgiełku. Naiwne jednak byłoby liczenie na to, że długo uda mu się pozostać w samotności - niecały kwadrans wystarczył i zaraz słyszy za sobą kobiece kroki. Cankeah lekko obraca głowę, żeby zerknąć na postać, która oparła się o balustradę tuż obok niego, ale w połowie się rozmyśla i wraca do wpatrywania się w niebo Saturna. Postać i tak odzywa się do niego, co pozwala mu zidentyfikować ją jako Viyę.
Łowca wydaje z siebie coś w rodzaju twierdzącego pomruku. Nie jest zwolennikiem takich przyjęć i nawet się z tym nie ukrywa.
          - Alkohol nie działa na mnie tak jak na ciebie, czy innych. Dlatego nie czuję żadnej satysfakcji z jego spożywania - odpowiada, po czym odkręca głowę i obrzuca Viyę taksującym spojrzeniem. - I tobie również przydałoby się go odstawić. Nigdy nie wiesz, kiedy przydadzą się twoje umiejętności.
A nie podejrzewam cię o umiejętność operowania w stanie nietrzeźwości, kończy w myślach.
          Viya odstawia kieliszek na marmurową balustradę i znowu do niego zagaduje. I chociaż Cankeah ma raczej odpychający styl mówienia, to lubi rozmawiać z kobietą. Po prostu teraz czuje się niekomfortowo i najchętniej by już wyruszył na jakąkolwiek misję, niż podejmował żenujące próby dobrej zabawy wśród tak zwanych elit.
          - Cały bakiet może nie, ale--... - Przez chwilę szuka odpowiednich słów w międzygalaktycznej mowie. Maska usłużnie mu w tym pomaga, wyświetlając odpowiedniki yautjańskich wyrazów w standardowym języku. - ...jeszcze minutę. Chwilę. A czas ze znajomymi właśnie spędzam.
Gdyby mógł, to by się uśmiechnął, a tak jedynie może skinąć głową w stronę Viyi, by jakoś to zasygnalizować.
          Ponownie wraca do oglądania otoczenia, ale tym razem już nie nieba, a tego, co się działo na powierzchni. Widoczność była poniżej przeciętnej, dlatego maska automatycznie uruchamia termowizjer. Cankeah przesuwa wzrokiem ze znudzeniem po pojedynczych osobnikach, czy parach, gdy kształt jednej wydaje mu się dziwnie znajomy. Przybliża obraz i przełącza termowizjer na noktowizor, dzięki czemu jest w stanie rozpoznać osoby. Jedna z nich to Jerusalem, a drugą jest Yuram. Najwyraźniej postanowili się trzymać razem. O czymś rozmawiają i Cankeah z ciekawości manipuluje przy ustawieniach głośności tak, że po chwili wychwytuje rozmowę tej dwójki i to bez większych zakłóceń. Choć w pewnym momencie wiatr zawiał mocniej i rozmowa została zagłuszona. Ale Łowca już jej nie potrzebował.
          Bez absolutnie najmniejszego powodu wskakuje zwinnie na marmurową balustradę i spogląda w dół. Z balkonu do ziemi jest około pięciu metrów, co jest praktycznie żadnym dystansem dla Cankeaha; Yautja potrafią skakać nawet do siedmiu metrów we wzwyż bez rozbiegu.
Odwraca się do Viyi i wpatruje się w nią przez chwilę, po czym pochyla głowę, jakby się śmiał i znów unosi.
          - Do zobaczenia na dole.
Po tych słowach odwraca się z powrotem i zeskakuje z balkonu.
          Cankeah lubi skakać. Kiedyś jak był młodszy, chciał latać, ale dość szybko zdał sobie sprawę, że nigdy nie będzie mógł i latanie jest wielce niepraktyczne podczas łowów. Skakanie mu to po części zastępuje. Nie trwa to długo, jakieś kilkanaście sekund, po czym jest na ziemi. Robi zręczny przewrót do przodu, żeby zaraz się podnieść. Dredy wcześniej ładnie ułożone, teraz rozsypały się, każdy w inną stronę. Yautja potrząsnął głową i rusza w kierunku tej niewielkiej grupki, która się utworzyła przy Jerusalemie i Yuram.

Ostatnio zmieniony przez Nirent (31-05-2020 o 10h40)



https://68.media.tumblr.com/02bdd82bc157014ecc7e595633f6ee35/tumblr_omzwriX8wG1qhf4j4o1_500.gif 

Offline

#31 26-05-2020 o 20h48

Straż Absyntu
Sadystyczny
Szeregowiec
Sadystyczny
...
Wiadomości: 140

.                                                                              ▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉   T H E   P I L O T   ▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉
https://i.ibb.co/gSDzrMk/ss.png
      Uprzejmy śmiech Yuram niesie się przez ciemną noc, powoli pożerany przez bezdźwięk milczących nad ich głowami gwiazd.
      — Nie mówię nic czego nie powiedziałbym publicznie. — odpiera spokojnie i dyplomatycznie, a kącik jego ust unosi się mimochodem. — To było pytanie rozpoznawcze.
      Odrywa wzrok od wnęki balkonowej i przechwytuje smukły korpus wodnej fajki. Profilaktycznie przeciera ustnik brzegiem szerokiego, ciemnego rękawa, a następnie, rozwinąwszy węża, obejmuje go wargami. Dym jest gęsty i ciężki, a Jerusalem pozwala zalec mu we własnych płucach przez kilka długich sekund, po których wypuszcza nozdrzami obłoki mlecznej pary. Ma specyficzny posmak, słodkogorzki i nieco cierpkawy, inny od wszystkiego co próbował — ale może to dlatego, że z autopsji zna niewiele rzeczy.
      Yuram odkłada kieliszek i wbija wzrok w punkt gdzieś koło jego głowy, a Jerusalem odwraca się, podążając za jej spojrzeniem. Dopada go zapach mięsa i mocnych przypraw, od którego kręci go w nosie. Tutaj, z dala od świdrujących go oczu rodzinnej planety, aromaty jedzenia są wszędobylskie i zawsze gdzieś obecne, nęcą go bardziej niż mógłby się tego po sobie spodziewać — mimo to, Jerusalem nigdy nie daję się skusić. Egzotyczne wiktuały fascynują go w równym stopniu co przerażają.
      Vesper trzyma w dłoniach tacę z koreczkami, a jego uszy wiszą nieszczęśliwie po obu stronach głowy — pierwszego oficera widuje rzadko, i poza jego imieniem, wie o nim tylko tyle ile udało mu się wyczytać w babilońskich książnicach. Pamięta, że zrodzeni z łuski i futra Drakfeinade pochodzą z tej samej linii rozwojowej co Repitalianie, a ich głowy porastają niekiedy okazałe poroża; niemniej zdają się one nie mieć dość niewiele wspólnego z potężnymi szkieletami Altzairan, takich jak Viggo czy Maighstir. Przynajmniej tyle udaje się wywnioskować Jerusalemowi, wspartemu na wszystkim tym czego doświadczył odkąd po raz pierwszy postawił nogę na pokładzie Hyperiona.
      Chłopak kręci uprzejmie głową i spogląda pytająco na Yuram gdy Vesper wyciąga paterę w ich kierunku: wie, że Ilryia przepadają za mięsem, i że bardziej od niego lubią tylko szkarłatną krew i łamliwe kości. Na wzmiankę o dziewczynie unosi delikatnie jedną brew, ale nie zamierza pytać; relacje międzyludzkie to jeden z nielicznych tematów, których dociekanie i studiowanie niespecjalnie go interesuje.
      — Dla mnie to właściwie bez różnicy. — odpiera na pytanie, wzruszając od niechcenia ramionami. Tłumy nie budzą w nim afektacji, ale puste, wyzbyte z czyjejkolwiek obecności przestrzenie również nie.
      Pierwszy oficer mówi więcej niż Jerusalem by się po nim spodziewał, ale równie dobrze może to być kwestia wypitego alkoholu. Właściwie, Llellweyn jest niemalże pewien, że właśnie tak jest. Słucha go uważnie, tylko co jakiś czas uciekając spojrzeniem do Ilyryjki, a ostatnia wypowiedź Vespera sprawia, że mruga parę razy. Przez jego twarz przebiega grymas różnych emocji, śmiech Yuram eksploduje gdzieś nad jego uchem i Jerusalem musi przygryźć dolną wargę, bo słowa oficera rozbawiają do reszty również i jego. Jerycho.
      — Jerusalem. — kręci głową. Yuram dokazuje uwieszona jego ramieniu, a Babilończyk zerka nań ostrzegawczo, chociaż sam nie do końca potrafi powstrzymać ożywienia, które gnie jego usta w krzywym uśmiechu. — Ale mogę być Syjamem i Jerychem. — wzdycha. Wznosi oczy ku bezdeni kosmicznego oceanu i przymyka powieki na krótką chwilę. — Bez znaczenia. Naprawdę.
      Cichy szelest wkrada się gdzieś między głosy i chichoty; Jerusalem wykręca szyję, żeby spojrzeć gdzieś ponad czubkiem głowy Yuram i dostrzec Caneaha. Yautja jest wyższy od nich o jakąś stopę, tyczkowaty i tak ciemny, że przypomina bardziej cienie rzucane na ściany pawilonu niż prawdziwą postać. Llellewyn ucieka wzrokiem, aż do wznoszącego się w przestrzeni balkonu i szybko wraca z powrotem na ziemię.
      — On tu zeskoczył..? — Pilot marszczy brwi w zastanowieniu wymieszanym z pewnym urzeczeniem i łagodnie postukuje Yuram w ramię, żeby zyskać jej uwagę. Wciąż ściska w dłoni trzon sziszy, którą teraz podaje kobiecie. Co prawda, jest zainteresowany wieloma rasami i wiele z nich chciałby móc przestudiować znacznie bardziej dogłębnie — ale nie potrafi zaprzeczyć temu, że niektóre wydają się być po prostu lepsze niż inne.

Ostatnio zmieniony przez Sadystyczny (27-05-2020 o 12h11)


▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉      A   S         I   F         Y   O   U         W   E   R   E           O   N          F   I   R   E          F   R   O   M           W  I  T  H  I  N       ▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉
https://i.ibb.co/nL3hXfG/SDSD2.gif  https://i.ibb.co/pXpSRzF/SDSD.gif
▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉      T  H  E        M  O  O  N       L  I  V  E  S      I  N        T  H  E       L  I  N  I  N  G       O  F        Y  O  U  R       S  K  I  N       ▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉▉

Offline

#32 26-05-2020 o 21h04

Straż Absyntu
Neyu
Pokonała kurę
Neyu
...
Wiadomości: 795

_________________________https://i.imgur.com/8Fbxreg.png
     Rozbawiony uśmiech, który zdobił jej twarz jedynie się poszerzył w większym roześmianiu. Ma ochotę się zaśmiać, lecz tego nie robi mimo tego, iż była w bardzo leciutkim stanie upojenia, do którego nawet by się nie przyznała. Yanayinowie nie należeli do tych grup ras, które miały nieco uodpornione głowy na działanie alkoholu. Nie mieli jak tego wyrobić, skoro spożywali go raz w calusieńkim roku. I pomimo tego, iż wykazywała się bystrością, tak teraz, nie miała zielonego pojęcia o co mu chodziło. Jakim prawem jej umiejętności w medycynie miałyby się przydać na bankiecie? Sama ta myśl wywoływała u niej głupkowaty uśmieszek. Miałaby niby kogoś poskładać, bo akurat połamał się, gdy zleciał ze stołu? Takie coś już może świadczyć o tym, jak słabe kości posiadał tenże osobnik, że po zwykłym upadku doprowadził do złamania całego układu kostnego. No dobra, może nie całego, aczkolwiek znacznej jego części.
     Uniosła brwi w zdumieniu, gdy Cankeah oznajmił, że nie zamierza spędzić całego bankietu w samotności. Gdyby znajdował się jeszcze trunek w jej kieliszku, to aż by wypiła go na jednym wydechu z tego niedowierzenia. A tak to w ostateczności musiała się ograniczyć do reakcji, które odznaczały się na jej twarzy, jakby ta była namalowana na płótnie, a jej emocje zostały specjalnie ukazane dla publiczności. Yautja oznajmiwszy, że właśnie spędza czas ze znajomymi, wywołał u niej niemałe zaskoczenie. Bo z jakimi znajomymi? Przecież nie było tu wianka jego przyjaciół. Dostrzegłszy jego skinięcie głową w jej stronę, jakby dając jej niemy znak, że to o nią chodziło, a nie o całą grupę koleżków, to Viya w jednej chwili chciała palnąć siebie w czoło. Nie lubiła przyznawać tego przed nikim, a przede wszystkim przed samą sobą, lecz w tym momencie zauważyła, że szampan jej nieco przyćmił trzeźwe myślenie i łączenie faktów. W odpowiedzi posłała mu jedynie życzliwy uśmiech.
     Otaczająca cisza była przyjemna. Pozwalała jej się skupić na tym, na czym i tak nie była wstanie się skoncentrować. Kątem oka przyglądając się Cankeahowi, powiodła wzrokiem mniej więcej tam, gdzie się wpatrywał. Nie miała takich samych możliwości co on, więc jej czerwone ślepia zawisły na cienistych kształtach delikatnie oświetlonych przez pierścień Saturna. Wytężyła swój wzrok chcąc ujrzeć więcej i dokładniej z obiektów, które znajdowały się daleko, daleko od niej.
     Parę sekund później, Viya odepchnęła się od balustrady zszokowana, a jednocześnie roześmiana. Yautja wskoczył na barierkę, jakby przygotowując się do łowów. Tylko na co takiego chciał zapolować? Aviyaah nie rozumiejąc jego działań pokręciła głową.
     - Nie wierzę, czy ty chcesz kogoś zabić? - rzuciła powątpiewająco.
     Nie dostała odpowiedzi zwrotnej. W zamian otrzymała krótkie, pożegnalne słowa świadczące o tym, że Cankeah nie zamierza powstrzymać się od skoku.
     - No definitywnie chcesz kogoś zabić... - mruknęła pod nosem niezadowolona, po czym prędko zbliżyła się do marmurowej balustrady, aby chociaż mieć pewność, że żadnej ofiary na tym dole nie będzie.
     Nie usłyszawszy żadnych krzyków ani dźwięku łamanych kości, odetchnęła z wyraźną ulgą, po czym wzięła opróżniony kieliszek i powróciła do środka.
     I przypomniała sobie. Ves poszedł po przekąski i dalej nie wrócił! Zagryzła dolną wargę i pognała przed siebie. Nie patrzyła, czy potrąca bawiące się pary, czy wytrąca lampki z tac kelnerów. Była pewna, że nie odnalazł Urice, gdyż niemożliwym było to, aby tyle czasu wybierał przekąski. Viya poczuła się okropnie, że zdecydowała się odejść i skierować do samotnego Yautji, który najprawdopodobniej odnalazł nowe towarzystwo do pogawędki. Sam fakt, że pozwoliła mu na siebie tyle czekać sprawił, że odczuła wobec siebie samej zażenowanie wymieszane z niewyobrażalną złością. Skóra Aviyaah zaczęła barwić się na kolor mocnej czerwieni, która powinna być ostrzeżeniem dla każdego wokół, iż w obecnym stanie nie ma ona zamiaru wdawać się w jakiekolwiek dyskusje, dopóki nie odkręci tego, co w jej mniemaniu zrobiła źle.
     Swobodne, pełne gracji ruchy były aktualnie niedokładne, wręcz chaotyczne, co końcowo doprowadziło ją do potrącenia jednego z kelnerów, który następnie wpadł w wywijające tancerki, burząc tym ich układ taneczny wraz z ich przyciągającym wdziękiem. Kieliszek wypadł z jej ręki i rozbił się posadzkę. To samo stało się z lampkami szampana, które wywinęły salto nim roztrzaskały się z hukiem o podłogę. Aviyaah z trudem odzyskała równowagę, aczkolwiek udało się jej nie wywinąć pięknego orła. Nie pogodziłaby się z tym faktem, gdyby również wylądowała na parkiecie.
     Miała wrażenie, że muzyka przez chwilę ucichła, a wszystkie oczy zostały skierowane na leżące kobiety. Viya wzruszyła ramionami i dyskretnie usunęła się z tegoż interesującego widowiska, po czym prędko zagarnęła paręnaście kieliszków od kelnera, który aż wytrzeszczył oczy na ten cały cyrk, który miał tu miejsce dosłownie parę sekund temu. Dokładniej chwyciła z cztery rodzaje alkoholi, a przynajmniej miała taką nadzieję, że tyle. Wypiła jeden duszkiem, drugi również, pogrążając się w frustracji, która zastąpiła jej wszechogarniającej złości.
     Udała się instynktownie do wyjścia, gdy sobie przypomniała o słowach Cankeaha. A co jeśli Ves był na zewnątrz? Wypuściła oba kieliszki z rąk, których spotkał ten sam los, co poprzednie. W tej chwili nawet marnowanie szampana dla niej się nie liczyło. Otworzyła drzwi, które z hukiem się za nią zatrzasnęły. Nie zwracała uwagi na to, że obraz jej nieco wirował przed oczami. Viya widząc rozmazane sylwetki, przyśpieszyła kroku, chcąc jak najszybciej dowiedzieć się, czy może wśród nich nie znajdował się przypadkiem Ves.
     Opuściwszy zaciemnione korytarze, otoczyła ją noc, a jej wzrok zawiesił się na tym, którego tak szukała i dla którego narobiła hałasu oraz zamieszania w sali bankietowej - ale to nic. Ostrożnie położyła na jego ramieniu, a przynajmniej starała się, aby na niego nie wpaść z tego rozpędu.
     - Szukałam cię - wyznała cicho i niepewnie, co nie było podobne do jej charakteru.
     Spojrzała na pozostałą dwójkę - Jerusalema i Yuram. Całe szczęście, że miała w miarę pamięć do imion. Chwilę jej zajęło żeby dostrzec za nimi Cankeaha. Zamrugała kilkukrotnie oczyma, po czym chwyciła Vesa za rękę.
     - Mam nadzieję, że nie przeszkadza wam ta kradzież, aczkolwiek muszę się rozmówić z pierwszym oficerem - dodała pośpiesznie, po czym delikatnie pociągnęła za sobą Vespera.
     Przeszli korytarz w ciszy. Zatrzymała się dopiero przy drzwiach prowadzących na salę bankietową. Zwróciła się do niego z wyraźnie odmalowanym wstydem w oczach, ale nim przyznała się do błędu, to wpierw jej uwaga została przykuta przez jego aktualny stan.
     - Coś ty z sobą zrobił? - spytała, lecz nie oczekiwała żadnej konkretnej odpowiedzi. - Nie było mnie aż tak długo... - mruknęła posępnie.
     Westchnęła głęboko ze zmartwionym wyrazem twarzy.
     - Przepraszam, że tak zniknęłam, ale to nie było przecież aż tak długo - przeprosiła smutnym tonem głosu. - Powiedziałam Urice żeby ci przekazała, że mnie znajdziesz na balkonie, ale... najwyraźniej też gdzieś się zapodziała - dokończyła, po czym pociągnęła go za sobą na salę bankietową, którą wcześniej przeszło tornado w postaci samej Viyi.
     Nie interesowało ją to, czy kelner wraz z tancerkami zdołali się podnieść i wrócić do swoich poprzednich czynności. To samo tyczyło się rozbitego szkła, które walało się po podłodze. Zagryzła dolną wargę, gdy do jej uszu dostrzegł ten znajomy dźwięk kawałków należących do kieliszków.
     - Może faktycznie byłam za mało uważna - mruknęła pod nosem bardziej do siebie niż do Vesa, aczkolwiek Aviyaah była pewna, iż jej partner to usłyszał.
     Pociągnęła go gdzieś w odludniony kąt przy ścianie, po czym odwróciła się ku niemu, puszczając jego rękę.
     - Nie musiałeś się od razu upijać, gdy mnie nie było w pobliżu - splotła ręce pod klatką piersiową ze zmrużonymi oczami - i to nie tak, że ja zrobiłam zupełnie to samo - wyznała z trudem uciekając wzrokiem w przeciwnym kierunku. - Nie wiem ile wypiłeś, ale mam wrażenie, że wystarczająco żeby doprowadzić się do takiego stanu, że parę następnych kieliszków doprowadzi cię do automatycznego zgonu - dodała po chwili ciszy wracając wzrokiem na jego twarz - aczkolwiek teraz będę mieć na ciebie oko żebyś mi po drodze nie umarł - dokończyła z lekkim acz cierpkim uśmiechem.
     Nie była zachwycona, że Ves się doprowadził do takiego fatalnego stanu, jednakże nie potrafiła się na niego za to złościć, bo była zupełnie tego świadoma, że właśnie to ona mogła się do tego rezultatu przyczynić. Miała nadzieję, że pomimo wypicia takiej ilości alkoholu będzie wstanie dotrzymać swojego słowa i że faktycznie go przypilnuje, nawet jeśli sama nie była w ciekawym położeniu ze swoją trzeźwością.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (26-05-2020 o 21h05)


https://i.imgur.com/zgPPpzo.gif

Offline

#33 26-05-2020 o 22h49

Straż Absyntu
Ilian
Przyjaciółka Jamona
Ilian
...
Wiadomości: 14 679

https://media.discordapp.net/attachments/676414603835736064/703300291319169064/nagowek_dla_ves.png

    Ves podniósł uszy i uśmiechnął się widząc reakcję dwójki nowych. Nie miał kompletnie pojęcia co ich tak rozśmieszyło (pewnie jego żałosne zachowanie), ale nie miało to znaczenia. Jerusalem się uśmiechnął, Yuram się śmiała… Och, jakże oni byli piękni, kiedy tak wyglądali.
    Odłożył talerzyk ze swoimi cennymi koreczkami obok nowej asystentki.
    -Nie mam kompletnie pojęcia, co was rozśmieszyło – podszedł do dwójki jeszcze bliżej. Chciał przykucnąć przy nich jak prawdziwy słowiański wojownik z czasów, kiedy rzucano kamieniami w dinozaury, ale nie utrzymał równowagi. Padł przed dwójką na kolana, zupełnie jak książę z bajki, który za chwilę wyciągnie pierścionek z wielkim brylantem dla swojej księżniczki.
    Chwilę patrzył na posadzkę, niepewny czy nadal klęczy, czy może jednak już zdążył się wywrócić i leży jak długi. Klęczał. To dobrze. Spojrzał w górę, by zobaczyć na dwójkę kosmitów. Pewnie gdyby miał obsesję na punkcie swojej męskości, chciałby być wyższy niż inżynier i ochroniarz razem wzięci, ale na szczęście, w tej jednej kwestii, był z siebie dumny i zadowolony.
    -Zapomniałem co chciałem powiedzieć. To chyba miało być coś groźnego – zaśmiał się, przyglądając im się z dołu. Podobali mu się, ale to na pewno nie było to. – O już, wiem! – krzyknął, gdy połączył odpowiednio wątki w swojej głowie. Szło mu to wyjątkowo ciężko.
    -Jerusalem, kochanie – nie ma pojęcia, dlaczego zwrócił się do niego kochanie. -Nie jesteś bez znaczenia – wziął jego dłoń i schował ją pomiędzy swoimi. – Nieskończenie wiele przypadków stanęło na drodze przeznaczenia, byśmy mogli się spotkać. Wszystko ma znaczenie.
    Ves zupełnie nie był świadom jak bardzo odleciał, więc znowu zgubił wątek. Puścił dłoń Jerusalema, niepewny w ogóle o czym mówił. Na dodatek ten wielki bydlak zeskoczył niedaleko nich! Pierwszy oficer był całkowicie rozproszony. Jejku, kto hoduje takie ogromne ochraniacze? To na pewno nie był mutant?
    -Popisuje się przed wami. – Ves odwrócił wzrok od ostrego cienia Cankeaha. – Nie zwracajcie na niego uwagi to was nie zje – dodał uśmiechając się. Chyba żartował, ale nie oddałby za to ogona. Can był miły, ale czasem miał wrażenie, że jest swoim wzrostem, a nie swoją osobą. – Ja bym wolał jakby Yuram się popisywała! Masz taką ogromną szczękę, te wszystkie zęby są super, a z takim długim językiem musisz fantastycznie całować!
    Gdyby był trzeźwy nawet nie przyznałby się do takich myśli, ale gdy był pijany zarumienił się gdy je usłyszał. Uszy znowu mu opadły dość znacznie. Nawet klęczenie przed tym dwojgiem nie było tak kompromitujące! Był ciekawy tych wszystkich pięknych istot, a Yuram z jej szczęką, która teraz ukrywała była wysoko na jego liście. To musiało być cudowne doświadczenie…
    Drgnął, kiedy poczuł nieznany dotyk na swoim ramieniu. Jednak głos był już znany. Dotyk, jak się po chwili okazało – również.
    -Aviyaah! – zawołał, odwracając się do swojej partnerki. Jak on za nią tęsknił! Dał się jej pociągnąć, przyjmując z ulgą to, że nie musiał dalej przebywać w towarzystwie nowych nabytków Hyperionu. -Nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę, słodka Viya – powiedział do niej, dokładnie się jej przyglądając.
    Kompletnie nie zwracał uwagi na to co do niego mówi. Może jednak trochę?
    -Nie wiem co ze sobą zrobiłem – odpowiedział. Trochę wypił. Trochę za dużo, zmieszał, sam do końca nie był pewien co, nic wcześniej nie jadł. -Ale z Tobą coś się stało, masz trochę inny odcień szarości na sobie – zauważył. Nie była już taka biała jak wcześniej – Ktoś Cię zdenerwował? – spytał naprawdę zmartwiony, w ogóle nie biorąc pod uwagę, że to mógł być on.
    Nie słuchał jej do końca uważnie, pozwalał jej się zabierać gdzie mu tylko pozwalała. Ostatecznie wylądowali razem. Ves miał wrażenie, że bardzo daleko od oczu innych. Że nigdy nie byli jeszcze tak blisko, w ten sposób. Nawet jeśli Viya puściła jego dłoń. Ves opadł do tyłu i zaczął podpierać ścianę. Musiał się napić i stąd wydostać, ale…
    -Aviyaah – zawołał ją. Wyciągnął ręce w jej stronę. Chwycił ją i przyciągnął do siebie. -Jesteś piękna, Viya – zniżył swój głos do szeptu. Patrzył jej prosto w oczy. Oderwał się od ściany. Powoli nachylił się nad nią. Pachniała alkoholem. Pani medyk też się trochę napiła. Uśmiechnął się. Najpierw pocałował ją w policzek. Potem przyciągnął ją jeszcze bliżej. Ujął twarz dłońmi i pocałował tak jak powinien.
    Trwało to chwilę, ale Ves oderwał się szybko i niespodziewanie. Tuż obok nich przechodził kelner z alkoholem. Nie mógł przegapić takiej okazji.
    -Wybacz, kochanie – rzucił szybko i wyminął biedną Viyę, zostawiając ją samą w ciemnym kącie sali bankietowej. Szybko dopadł kelnera i ukradł mu kieliszek, szybko przełykając jego zawartość. Wziął do rąk kolejny, ale wtedy zobaczył jeszcze bardziej kuszący widok – całą butelkę ziemskiej wódki, którą niósł wysoki kelner do jakiegoś odległego stołu.
    Ves zapomniał o wstydzie. Wszedł na stół i zaczął pomiędzy nimi przeskakiwać, aż w spokoju sięgnął do ukochanej butelki. Nawet ją przytulił do siebie. Nie mógł pozwolić Viyi mu jej odebrać! Musiał uciekać! Nic nie mogło stanąć na drodze jego chwilowej, największej miłości życia! Powinien tylko mieć swoje mięsne koreczki, wtedy miałby idealny, imprezowy trójkąt!

Ostatnio zmieniony przez Ilian (27-05-2020 o 22h12)


https://cdn.discordapp.com/attachments/676415353835749396/740887548532097114/1.gif https://media.discordapp.net/attachments/676415353835749396/740887548045295616/2.gif

Offline

#34 29-05-2020 o 23h46

Straż Absyntu
Neyu
Pokonała kurę
Neyu
...
Wiadomości: 795

_________________________https://i.imgur.com/8Fbxreg.png
     Westchnęła z trudem. Kolory zdawały się być jaskrawsze i intensywniejsze. Trudno było jej nie patrzeć spod przymrużonych oczu. Przynajmniej świat nie wirował jej jak na karuzeli, a ona w miarę dobrze utrzymywała swoją równowagę, nie to co Ves, który zaniósł się na swych własnych nogach lecąc plecami na ścianę. Wyglądało to tak, jakby pierwszy oficer panicznie chciał podtrzymać mur, który lada moment mógł się roztrzaskać na miliard kawałeczków, doprowadzając do najgorszej z możliwych tragedii.
     W żaden sposób nie zaregowała widząc jego opłakany stan i to, z jakim trudem przychodziło mu ustanie. Viya jedynie zacieśniła swoje ręce wokół talii, a jej wzrok stał się znacznie surowszy; nie przypominał już tego skruszonego i zawstydzonego sprzed chwili. Uniosła jedną brew ku górze, gdy ją zawołał. Jego ton głosu przypominał jej dziwne majaczenie, co spowodowało, że ta nawet nie przejawiła chęci do jakiegokolwiek poruszeia się. Wolała poczekać aż ten powie to, co zamierzał jej właśnie wyznać w stanie tegoż dramatycznego upojenia, gdyż nie istniało inne określenie na ten nastrój. Samo to, że wyciągnął do niej ręce i ją do siebie przyciągnął niezwykle ją zszokowało. Srogie spojrzenie przeistoczyło się w pełne niedowierzania, a ona kurczowo oplotła wokół siebie ręce, jakby były jej ostatnią tarczą przed pijanym Vesem.
     Pomimo tego, iż powiedział te słowa pod wpływem, to i tak jej kąciki ust drgnęły ku górze. Pamiętała, że gdzieś słyszała, iż upite osoby mówią swoje najskrytsze myśli, a przede wszystkim to, co przyniesie im ślina na język. Może Vesper był z nią w tej chwili szczery. Może faktycznie tak ją postrzegał. Aczkolwiek i tak w jej sercu zakiełkowało powątpiewanie, co odmalowało się na jej zniesmaczonym wyrazie twarzy. Totalnie stracił głowę i równie dobrze jego słowa mogły być nic nie znaczącymi, pustymi wyrazami, które niosły się przez alkohol w jego krwi.
     Poczuła się niekomfortowo, gdy tak się wpatrywał w jej oczy. Chciała uciec wzrokiem w bok. W pewnym momencie nawet to zrobiła. Cała ta sytuacja była absurdalna. Zaczęła zadawać samej sobie pytanie; po co go szukałam, skoro teraz najchętniej zapadłabym się pod ziemię? Uważała, że położenie, w którym aktualnie się znalazła było porażająco niewygodne. Wróciła na niego swym wzrokiem, gdy kątem oka dostrzegła, jak się odepchnął od ściany i niebiezpiecznie się zbliżył. Zmarszczyła brwi, gdy się pochylił nad nią, lecz jego uśmiech nieco przyćmił jej instynkt, co sprawiło, że ta kompletnie nie przewidziała tego, że Ves jak gdyby nigdy nic pocałuje ją w policzek.
     Zamrugała kilkukrotnie wyraźnie oszołomiona.
     - Co ty wypr-... - wykrztusiła, jednakże nie dane było jej dokończyć, albowiem prędko ją do siebie jeszcze bliżej przysunął, ujął jej twarz w dłonie i złożył pocałunek - tym razem - na jej ustach.
     Każda z tych czynności nastąpiła tak szybko, że Viya, będąca również lekko podpita, nie zdołała w ogóle na żadną z nich zareagować. Wytrzeszczyła jedynie oczy doznając takiego szoku, że całe jej ciało doświadczyło momentalnego paraliżu. Miała wrażenie, że jej serce także zamarło i jeszcze chwila, i padnie martwa na podłodze. Nie zauważyła, kiedy ten się odsunął, po czym wyminąwszy ją rzucił jej krótkie "wybacz, kochanie". Aviyaah obróciła się powoli, wyraźnie otumaniona, a gdy zauważyła, że Ves jednym żwawym ruchem złapał kieliszek i na równie jednym wydechu go opróżnił, to Viya od razu odzyskała władzę we wszystkich kończynach.
     I w tym samym czasie dotarło do niej, co się właściwie stało. Nieokiełznana i niewyobrażalna fala gniewu ją tak omiotła, że jej skóra natychmiast przybrała barwę szkarłatnej czerwieni. Zagryzła dolną wargę ze złości, po czym ruszyła niczym burza. Jedyną trudnością było to, iż nie była w pełni trzeźwa i tym bardziej nie miała zielonego pojęcia, co robi i czy taranuje wszystkich na swojej drodze. Zresztą i tak się teraz nie liczyło. Pożałowała, że była dla niego miła przez tę parę sekund. Nie powinna być kiedykolwiek, bo potem takie niespodziewane kwiatki wychodzą, które tylko ją denerwują.
     Wpadła na sam środek parkietu. Popchnęła z dwie tańczące pary. Jedna z kobiet wylądowała na podłodze w dosyć niekorzystnej pozycji, zaś jeden z mężczyzn wpadł w inną wirującą parę lądując w ramionach jakiegoś zadziwionego kosmity. Przepychała się bez chwili opętania nie spuszczając swojego wzroku z skaczącego po stołach Vesa. Wpierw musiała go złapać, a potem zastanowi się jak się z nim rozliczy za ten incydent. Długość sukienki nie sprzyjała jej w pogoni za tą małpą, więc chwyciła za materiał nieco unosząc go, by lepiej jej się stawiało kroki i aby przypadkiem nie poślizgnęła się w tej całej złości. Wpadła w kelnera, któremu wytrąciła tacę z rąk, rozbijając kolejne kieliszki z drogim szampanem. Jakaś kołysząca się para potknęła się o jego nogi i wylądowała na posadzce.
     Viya narobiła ponownego zamieszania, jak nie ogólnego chaosu. Znalawszy się przy stołach, gdzie na jednym z nich kucał Ves z kolejną butelką alkoholu, przyśpieszyła kroku wpychając się między rozmawiających spokojnie kosmitów. Wypuścili kieliszki, a nawet oblali się ich wartością. Aviyaah zbliżyła się do stołu łypiąc spode łba na pierwszego oficera.
     - Jesteś debilem, Ves, skoro myślisz, że tak łatwo uciekniesz bez jakichkolwiek konsekwencji! - krzyknęła zwracając na siebie całą uwagę.
     Nie interesowało ją to, że znalazła się w centrum uwagi. Wydawało się jej, że nawet nie było słychać muzyki. Nie sprawdziła nawet, czy tancerki doszły do siebie po tym morderczym domino, które ich spotkało. Viya podeszła do jakiejś kobiety, która zamiast włosów miała węże na głowie.
     - Wybacz, ale potrzebuję tego - mruknęła do meduzy, po czym wyrwała kieliszek z jej rąk. Tamta rzuciła jej gniewnym wzrokiem sycząc coś pod nosem, zaś pani medyk całkowicie ją olała.
     Przeszła kawałek żwawym krokiem, a gdy dostrzegła, że znalazła się dosyć niedaleko Vespera, to rzuciła w niego lampką szampana.
     - Hej! Nawet nie waż się mnie ignorować teraz! - warknęła rozgniewana, a zbliżywszy się do stołu sprawiła, iż całe towarzystwo wokół się automatycznie odsunęła, co było jej znacznie na rękę, gdyż miała łatwiejszy dostęp do pobliskich rzeczy.
     - Złaź z tej lady! Zachowuj się jak na istotę przystało, a nie robisz z siebie małpę! - rzuciła karcącym tonem. - A poza tym - masz mi natychmiast wytłumaczyć, co to miało znaczyć, to wszystko co zrobiłeś jeszcze parę chwil temu! - dodała piorunując go wzrokiem i przy okazji szukając kolejnych naczyń, którymi mogłaby całkiem przypadkiem rzucić.


https://i.imgur.com/zgPPpzo.gif

Offline

#35 31-05-2020 o 14h43

Straż Obsydianu
Almarien
Szeregowiec
Almarien
...
Wiadomości: 146


https://i.lensdump.com/i/jqtlMq.png


Obserwując sytuację Urice zauważyła, że ewentualne rozstrzygnięcie zakładu zostało najwyraźniej trochę odsunięte w czasie, więc po krótkiej rozmowie z panią kapitan postanowiła po raz kolejny zmienić towarzystwo. Plącząc się po sali zaliczyła kilka kolejnych kieliszków szampana i dwa tańce z szacownymi gośćmi, z których jednym był dość przystojny, męsko prezentujący się osobnik o lekko żabim wyglądzie, a drugim kobieta o skórze kolorem i fakturą przypominającej korę ziemskiego drzewa, choć nie aż tak sztywną. We włosach miała kwiaty i, trzymając ją w ramionach, Urice zastanawiała się ciągle, czy to ozdoba, czy raczej jej natura.
Kiedy przez dłuższy czas nic więcej się nie działo, odkryła, że znalazła się w pobliżu innej grupy załogantów, w której odnalazła dwie widziane wcześniej twarze. Najwyraźniej jej przypuszczenia były trafne i Aviyaah odnalazła Vespera. Tudzież na odwrót.  W myślach przybiła sobie piątkę, nim jednak zdołała podejść bliżej zdała sobie sprawę, że być może zbyt wcześnie odtrąbiła tryumf. Skąd mogła jednak wiedzieć, że jej decyzje okażą się tak drastyczne w skutkach?

Ni stąd, ni zowąd, Vesper, nie bacząc na resztę towarzystwa, zabrał się do całowania pani doktor i choć rozumiała powód, bo Aviyaah bez wątpienia była piękna, to Ves z własnej woli inicjujący wymianę płynów był widokiem absolutnie niespotykanym, a wydawało się oczywiste, że pocałunek wyszedł od niego, bo dopóki nie skończył, Viyah stała jak zaczarowana. Potem było tylko gorzej - Urice widziała, jak odchodzi, a pani doktor puszcza się za nim w pogoń, przez co oboje wywołali na sali niemałe poruszenie. Ktoś się przewrócił, ktoś potrzaskał piramidkę kieliszków, tancerki posypały się niczym domek z kart. Urice cmoknęła z rozdrażnieniem, po trochu przez całe to zamieszanie, po trochu dlatego, że w obecnych okolicznościach zawarty wcześniej zakład chyba właśnie został unieważniony. 
Odstwiając kieliszek na najbliższą powierzchnię płaską ruszyła na pomoc poszkodowanym, bo na przykład jeden z gości leżał teraz na pleckach, bezradnie machając rączkami, jak żuczek, który nie może wrócić do pozycji wyjściowej. Choć patrząc na jego rozmiary pomoc Urice mogła tu nie wystarczyć...

Przeszło jej przez myśl, że może przydałaby się też interwencja wobec Vespera i Aviyaah, ale słysząc krzyki kobiety uznała, że chyba lepiej nie pchać się między wódkę, a zakąskę. Szczególnie, że znów przyszło jej stanąć twarzą w twarz z konsekwencjami własnych decyzji, gdy ogromny jegomość, z niemałą pomocą kilku osób, poderwał się w końcu do pionu.
Ciężko było stwierdzić, co dokładnie zaszło, czy była to zamaszystość ruchu, czy impet wywołany rozmiarem jego ciała, a może jegomość po prostu się wściekł z powodu towarzyskiej wpadki i zrobił coś głupiego... w każdym razie gdy tylko wstał dookoła nagle zrobiło się tłoczno, ktoś znów kogoś popchnął i skończyło się tak, że Urice uderzyła plecami w stojącą nieopodal lodową rzeźbę.

Obserwowała ją wcześniej. Była piękna, choć Urice nie miała pojęcia, co sobą przedstawiała. Był to zbiór lodowych macek i zakrętasów wijących się w bardzo unikatowy sposób, ale być może chodziło o prezentację jakiejś formy życia? W każdym razie przestało to mieć znaczenie, gdy dzieło runęło całym ciężarem na pobliski stół, a ona wpadła zadkiem prosto na podest, na którym wcześniej stała.


https://i.lensdump.com/i/iY0NgK.gif https://i.lensdump.com/i/iY0P3Z.gif

Offline

#36 25-06-2020 o 22h33

Straż Absyntu
Neyu
Pokonała kurę
Neyu
...
Wiadomości: 795

_________________________https://i.imgur.com/8Fbxreg.png
     Nim się obejrzała wolny czas imprezowania się zakończył. Jak dobrze pamiętała, to te dwa ostatnie dnie, które spędziła na Wenusie minęły jej w zatrważającym tempie. Ponoć narobiła tyle chaosu na bankiecie, że wiele kosmitów wyraziło swoje oburzenie Phoenix. Mówili coś, że w jej załodze są same dzikusy, które nie potrafią normalnie się zachowywać na takich eleganckich uroczystościach. Cytując jedno z słynnych zdań: "kultura przede wszystkim!".
     Viya na te słowa wzruszyła jedynie ramionami. Totalnie nie przejmowała się tym, że narobiła wstydu. Była jednak tego pewna, że skoro odwaliła taką zakręconą manianę, to znaczy, że miała do tego bardzo poważne powody, których pod żadnym pozorem nie dało się podważyć. A musiała przyznać, że takowe miała, bo to, co odpierniczył Ves, to nawet ona będąc w stanie upojenia zapamiętała aż nazbyt dokładnie! No może nie tak z najdrobniejszymi szczegółami, aczkolwiek pamiętała to, jak się na nią rzucił bez żadnego powodu. Może gdyby nie była przyćmiona promilami alkoholu we krwi, to z pewnością zdołałaby go w porę odepchnąć, lecz stało się na jej złość i musiała się jakoś z tym pogodzić. Nie potrafiła tego puścić w niebyt, ponieważ nie dostała jakichkolwiek wyjaśnień od Vespera, choć na takie w pełni sobie zasłużyła, bo w końcu naruszył jej strefę osobistą (no jak tak można?).
     Tak więc przez ostatnie czterdzieści osiem godzin na Wenusie, nie odezwała się do niego ani słowem, a nawet momentami specjalnie go unikała, gdy ten się napatoczył na jej drodze. Postanowiła, iż będzie omijać go ogromnym łukiem za to wszystko, co narobił na bankiecie. Samo to, że podobno goniła go po całej sali doprowadzało jej skórę do czerwoności, a sama niemalże zgrzytała zębami ze złości. Miała mnóstwo zamglonych wspomnień, które oprócz narobienia niewyobrażalnej siary kapitan Gould, to i także zatańczyła na stole wraz z Jerusalemem, choć nawet nie potrafiła sobie przypomnieć dlaczego w ogóle zgodziła się na to. Sama zresztą była zaskoczona, że w pilocie krył się taki party animal, aczkolwiek nie zamierzała w to wnikać. Miała jednak nadzieję, że nie zrobiła z siebie idiotki i nie palnęła jakich głupot, które zaginęły w czeluści jej upojonego wtedy umysłu. Zdawało się jej, że Urice zniszczyła jeszcze tą lodową rzeźbę, która tak majestatycznie prezentowała się na sali bankietowej. Mnóstwo krzyków było przy incydencie pani technik i wzgard, że zniszczyła tak przepiękną, prestiżową i jedyną w swoim rodzaju ozdobę - czymkowiek to było i jaką rolę tam swoją spełniało. Nie miała zbytnio pojęcia co robił Viggo lub Phoenix i Y'lyn. Tak jakby ta trójka kompletnie gdzieś się zawieruszyła. Był jeszcze Cankeah, który ponoć zawiesił Maighstira na pokaźnym żyrandolu, bo inżynierowi totalnie odbiła kolebka. A resztę w ogóle już nie potrafiła sobie przypomnieć, jakby w którymś momencie urwał jej się film, albo po prostu ucięła sobie drzemkę na podłodze. Była pewna, iż spędziła świetnie czas z innymi, lecz miała jedno "ale", które dotyczyło ciągle tego Vespera i jego dziwnego zamachu względem jej osoby.
     Viya zmrużyła oczy ze złości, a jej dotąd widoczne skupienie przybrało formę niezadowolnego grymasu. Zacisnęła palce na plikach, które trzymała i przemierzając pomieszczenia w skrzydle szpitalnym, wpadła na jednego z medyków. Tym razem zazgrytała zębami chcąc zachować spokój, jednakże jej poddenerwowanie ukazywało się czerwonymi przebarwieniami na skórze.
     - Najmocniej przepraszam! - zawołał przejęty tym niemałym wypadkiem. - Pozwól, że...-
     Przerwała mu uniesięciem dłoni. Medyk ucichł, skinął głową i prędko się zmył z oczu Viyi, która chwilę potem schyliła się, by pozbierać rozsypane na podłodze papiery. Przy okazji dostrzegła znaczący plik kartek dotyczący kapitan Hyperionu. Zamrugała kilkukrotnie oczyma nieco zaskoczona. Wziąwszy kartkę w ręce dokładnie przejrzała jej treść, a zauważywszy datę otworzyła szeroko oczy. To był już czas, aby Gould przyjęła stałe leki. Kiedy to wszystko minęło? Pokręciła głową zniesmaczona, po czym szybko zebrała pozostałe papiery. Powinna również pobrać jej krew i sprawdzić, czy organizm odpowiednio reaguje na dawkę przyjmowanych tabletek.
     Podniosła się, gdzie następnie udała się do swojego gabinetu, w którym odłożyła trzymane w rękach papiery dotyczące ostatnich badań, karty zdrowia i inne akta. Jakiś niekompetentny medyk narobił wszędzie burdelu, więc gdy Viya wróciła, to musiała się wpierw wziąć za dokładne porządki, aby jej miejsce pracy z powrotem wyglądało schludnie. Rzuciła okiem ostatni raz na pomieszczenie, w którym przebywała, po czym opuściła je, by udać się do ku drzwiom wyjściowym ze skrzydła szpitalnego.
     Był to pierwszy dzień ich lotu. Minęło dziesięć godzin od ich startu, choć miała wrażenie, że to było tylko pięć godzin. Z czego było jej wiadome, to lecieli ku bezimiennej planecie. Przydzielono jej jedynie jakieś randomowe literki i cyferki, aby rozróżniać je od pozostałych galaktycznych planetoid. Jeśli dobrze zapamiętała, to nazwa tegoż ciała niebieskiego brzmiało "JP-2137".
     Prędko stawiając kroki, nawet nie zauważyła kiedy dotarła do znajomych wrót prowadzących na mostek. Nikt ją nie zaczepił podczas drogi. Być może wszyscy byli zajęci swoją aktualną pracą, lub po prostu zauważyli w jakim pośpiechu ona była, więc nie zamierzali ją wyrwać z tegoż zamyślenia, co doszczętnie aprobowała. Żwawym ruchem ręki otworzyła ogromne drzwi, przez które przeszła na środek mostka. Wszyscy wydawali się być czymś pogrążeni. Może się zmówili?
     Viya podeszła do Phoenix z poważnym wyrazem twarzy. Gdy znalazła się przy niej nachyliła się do jej ucha.
     - Dziś wypada ten dzień, w którym kapitan musi przyjąć leki - oznajmiła szeptem z obojętnym tonem głosu i nie czekając na jej reakcję, odwróciła się i odeszła ponownie do drzwi, przy których czekała na kobietę.
     - A tak swoją drogą, to reszcie życzę tutaj miłego czasu - powiedziała głośno, lecz tym razem z pogodniejszą nutką w głosie. Posłała Phoenix znaczące spojrzenie. To nie tak, że ją pośpieszała, ale tak jakoś nie miała ochoty tu dłużej przebywać i to nie tak, że to było spowodowane kimś, na kogo tak bardzo się gniewała.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (25-06-2020 o 22h35)


https://i.imgur.com/zgPPpzo.gif

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2