Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2

#26 10-07-2020 o 00h28

Straż Cienia
Hayal
Pokonała Dahu
Hayal
...
Wiadomości: 2 523

──────────────
D i v y a   T a l v a r
──────────────

     Są takie dni, gdy jedyne, czego chcesz w życiu, to zjeść karmelowego pączka, choćby i wczorajszego, byle zawartość tłuszczu wielokrotnego użytku oraz białego cukru w środku się zgadzała. Dokonujesz zakupu w miejscu pierwszym z brzegu, bądź przeciwnie, upatrzonym, jednym z tych, o których myśli się cały dzień w szkole lub pracy, a potem nadgryzasz ciasto i w środku, zamiast toffi, znajdujesz nadzienie z róży.
     Stojąca nad smętną kupką ziemi zmieszaną z resztkami donicy Di nie mogła pamiętać tego typu dni zagubionych wśród własnego życiorysu, ale z całą pewnością miała pogląd na to, jak można się wtedy czuć. Absolutnie beznadziejnie, niczym ona aktualnie, nawet, jeżeli celem jej wizyty na dachu nie była konsumpcja, a spokojna eksploracja nowego terenu. Obszar pod kopułą, na pierwszy rzut oka przyjazny, nagle stał się miejscem, w którym miała ochotę zacisnąć powieki i jak najszczelniej zakryć uszy, tak wiele było wszystkiego naraz - huk donicy, obcy człowiek z brwiami, jakieś smutne dziewczę i zdecydowany nadmiar słów.
     Na chwilę, istotnie, zamknęła oczy, bo w zakresie bodźców dźwiękowych i tak wszystko zlewało jej się w nieskoordynowany szum. Kiedy je ponownie otworzyła, ten od brwi kucał przed nią, dłubiąc intensywnie w ziemno-kamionkowej masie, co jakiś czas podnosząc głowę i zerkając z na dziewczynę z dezaprobatą. Obserwując go w niemal bolesnej próbie zrozumienia, Di zauważyła, że rozkłada rozbitą donicę na różne kupki - tworzywo osobno, ziemia osobno, kwiatek osobno - otóż to! Dlatego tak się przejął i teraz patrzył na nią nieprzychylnie, musiał bardzo robić roślinki, ten biedny chłopiec, a może one były jego jedynymi przyjaciółmi w tym ośrodku?
Pomyślała o sukulentach, zgromadzonych na parapecie pokoju niczym milczące minizwierzątka i zrobiło jej się strasznie przykro na myśl, że mogłoby im się coś stać.
-  Nie martw się, uratujemy tego kwiatka - zapowiedziała uroczyście, kucając naprzeciw chłopaka. Delikatnie podniosła roślinę, podkładając dłoń pod jej korzenie. Była przyjemna w dotyku - chłodna, lekko wilgotna, jakby ktoś niedawno podlewał wypełniającą dach zieleń
     Jeszcze zanim zdążyła wstać, a tym bardziej, podjąć decyzję co dalej, znikąd rozległ się głos.
Prosimy o odsunięcie się od miejsca zdarzenia. Za chwilę zjawi się ekipa sprzątająca.
     Głos umilkł, a Di odruchowo przysunęła bliżej siebie obejmujące kwiat dłonie.

Ostatnio zmieniony przez Hayal (10-07-2020 o 00h32)



https://i.imgur.com/bne8BcV.gif

Offline

#27 14-07-2020 o 16h43

Straż Lśniąca
Hidney
Zbieg Okoliczności
Hidney
...
Wiadomości: 5 114

__________________________https://i.imgur.com/QTuRZWW.png
                  Ten chłopak od początku wydał mi się jakiś szemrany. O dziwo miałam pojęcie o znaczeniu tego słowa, mimo że żyłam ze swoją nową „ja” dopiero od tygodnia. Wychodziło jednak na to, że zanim personel zdecydował się nas wszystkich wybudzić, dobrze zadbał o wpojenie nam podstawowych słów i ich znaczeń.
                  Ha. Właściwie skąd mogłam wiedzieć, że słowo „szemrany” miało akurat pejoratywne zabarwienie? Przecież lekarze mogliby zaprogramować mnie w dowolny sposób. Wmówić mi, że „dobry” znaczy „zły”, a „zły” znaczy „dobry”. Myśl o tym była na swój sposób przerażająca i uświadomiła mnie o mojej niezwykle małej pozycji w hierarchii tego ośrodka oraz o tym, jak niewiele miałam tu do powiedzenia.
                  Spojrzałam na dwoje towarzyszących mi ludzi, na to, jak rzucają się na pomoc niewinnej roślinie i zrozumiałam, że to moje własne czyny miały za zadanie wykreować mą osobowość. Przed moimi oczami rozpostarł się szereg różnych scenariuszy. Mogłam kopnąć tego kwiatka, mogłam go zdeptać albo mogłam pomóc go uratować. Zrozumiałam, że w tej chwili powinnam wybrać jedną z opcji, aby następnie pozwolić jej przerodzić się w małą cegiełkę służącą do wybudowania mojego nowego „ja”.
                  Dlatego postanowiłam nie robić nic.
                  Podczas gdy oni zajęci byli swoją misją ratunkową, ja cały czas stałam, jak gdyby nigdy nic spoglądając na nich z góry. W mojej głowie pojawiła się myśl, że takie chwilowe skupisko ludzi mogło całkiem dobrze zasłonić obraz potencjalnym kamerom. Widziałam, że jeden z odłamków doniczki wylądował tuż obok mojego prawego buta. Poruszyłam się bardzo neutralnie, tak, jakbym przerzucała ciężar ciała z jednej nogi na drugą, po czym przygniotłam odłączony kawałek stopą. Delikatnie, na tyle, aby go nie uszkodzić, ale jednocześnie na tyle sprawnie, aby całkowicie go zasłonić. W tym samym momencie usłyszałam czyiś nakaz, dobiegający najprawdopodobniej z jakiegoś głośnika. Nie mogło być lepiej.
                  „Chwila” wskazana przez tajemniczy głos faktycznie okazała się być chwilą – już minutę później bowiem na dachu znalazło się dwóch mężczyzn w średnim wieku, odzianych w jaskrawopomarańczowe stroje z napisem „ekipa porządkowa”. Jak gdyby nigdy nic, powoli oddaliłam się o parę kroków w tył od miejsca zdarzenia, a zawinięty przeze mnie kawałek doniczki uczynił to wraz ze mną.
                  - Oj, coście wy tu zbroili… - mruknął pod nosem jeden z nich. Stwierdziłam, że wyglądał całkiem sympatycznie, a to głównie za sprawą swojego siwego wąsa. Kucnął przed miejscem roślinnej tragedii i spojrzał na kobietę, która właśnie trzymała kwiatka w dłoniach – Młoda panno, dajże mi go – nakazał. W tym samym czasie drugi sprzątacz chwycił miotłę i zaczął zamiatać porozrzucaną wokół ziemię, łypiąc nieco złowrogo na chłopaka.


https://i.imgur.com/aa6ZNOW.png







       i don’t wanna be a pain.                      i don’t wanna be a pain.                      i don’t wanna be a pain.                      i don’t wanna be a pain, but…
https://i.imgur.com/WnQCqcQ.gif https://i.imgur.com/KC10HqW.gif https://i.imgur.com/Y75NdbJ.gif https://i.imgur.com/d6Im1PQ.gif








I ’ M    T H E    P E R S O N    L E A S T    L I K E L Y    T O    B E    F O R G O T T E N .
https://64.media.tumblr.com/5c8699507f09de13ab88fbdce700132c/tumblr_p5aep042dg1qzh21go2_400.gifv https://64.media.tumblr.com/d0f83ff4e399860573b48b102aa084af/tumblr_p5aep042dg1qzh21go3_400.gifv

Offline

#28 16-07-2020 o 22h44

Straż Obsydianu
Chitaru
Pokonała kurę
Chitaru
...
Wiadomości: 776

------------------------------------------------https://cdn.discordapp.com/attachments/574603564404572197/727954509464338493/nagowek.png
     Florence. To imię było dla Zoe obce. Dziewczyna, która je nosiła również. To była nowa znajomość, którą Sanz mogła zacząć tak, jak chciała.
       — A więc, Flo? — spytała niepewnie kobieta.
     Mimo swojego wieku, czuła się jak dziecko, dopiero poznające świat i uczące się funkcjonować w społeczeństwie. Nie wiedziała, co wypada, a czego nie. Przewidzenie jak na jej słowa zareaguje inny człowiek równało się z niemożliwością. W tym momencie na pewno  nie spodziewała się, że Florence odbierze jej słowa jako żart. Dopiero patrząc na roześmianą dziewczynę, Zoe zdała sobie sprawę jak zabrzmiało to, co powiedziała w tej sytuacji. Jednak dzięki temu udało jej się zmienić wydźwięk niepewnej rozmowy w przyjazną pogawędkę. Wystarczyło trochę śmiechu. Sanz nie chciała się go pozbywać, skoro działał tak dobrze, więc nie wyprowadziła Flo z błędu.
       — Moja trwa od dwóch — podjęła grę Zoe. — Jednak od tego czasu udało mi się jeszcze poznać większości pacjentów.
     Jej słowa były nie do końca zgodne z prawdą, a jednocześnie nie można było ich zaliczyć do kłamstwa. To prawda, nie udało jej się, ale na własne życzenie, bo unikała ludzi. A przez „większość pacjentów” miała na myśli wszystkich, oprócz jednej osoby. Nieco więc złagodziła swoje podejście do znajomości i ilości niepoznanych jeszcze pacjentów. Ale jak się przyznać przed kimś młodszym, że boisz się normalnie porozmawiać z ludźmi?
        — Masz niesamowity refleks ¬— stwierdziła, kiedy Flo udało się złapać filiżankę w locie, a Zoe nawet nie spostrzegła momentu jej upadku zajęta oglądaniem zmywarki. — szczególnie jak na niezdarę.
      Podziwiając ilość herbat Zoe była pod wrażeniem. Nie sądziła, że tyle ich w ogóle istnieje. Nie miała pojęcia, na którą powinna się zdecydować. Na szczęście propozycja została jej podsunięta, a ona od razu się jej złapała.
         — Więc poproszę tę. — Do Zoe znów dotarło jak bardzo lubi polegać na innych. Słuchać ich poleceń i dawać sobą kierować. Jeśli była taka przed zabiegiem, na pewno ktoś ją do tego namówił. Coś takiego nie mogło być jej pomysłem, jeśli zawsze była taka strachliwa, a jednocześnie posłuszna.
      Flo zaparzyła obie herbaty, a później, co było nowe dla Zoe, dolała do nich trochę zimnej wody, by móc je od razu wypić. Sanz wcześniej na to nie wpadła. Zawsze korzystała z zimnych napojów, żeby nie musieć czekać, aż wystygną. Kiedy raz chciała wyjść z kuchni z filiżanką kawy usłyszała z głośnika, że nie może wynosić z kuchni naczyń bez pozwolenia.
      Kobiety w milczeniu wypiły herbatę i tym razem odłożyły kubki do zbyt późno odkrytej zmywarki. Nie wiedząc, co zrobić Zoe w końcu zebrała się w sobie.
       — Chciałam dzisiaj pozwiedzać trochę budynek — wyrzuciła z siebie. — Jeśli nie masz żadnych planów, może też miałabyś ochotę?
     Zrobiła to. Udało jej się. To chyba pierwsza inicjatywa z jaką sama wyszła przez te dwa tygodnie.


https://66.media.tumblr.com/b4ac04f6749a0c42a8e08856621e6251/bf341a0123c81b2c-a8/s400x600/c78a5708b4869cf9cb53b0b37afd6669b5dd53a1.gifv   https://66.media.tumblr.com/c678af5ebb7ee97015b4bbf30cb14f72/bf341a0123c81b2c-26/s400x600/3a860303c04b67c6090a385daea33d993adc4bf6.gifv

Offline

#29 16-07-2020 o 23h41

Straż Cienia
Aryla
Akolita Jednorożców
Aryla
...
Wiadomości: 424

● • ●   S u z a n n e     A u t r y   ● • ●


          Zdecydowała się wyciągnąć niepewnie dłoń na powitanie. Wymiana uścisków była czymś nowym, ale i podświadomym odruchem. Nie czuła się jak szalona dzikuska, która nie ma zielonego pojęcia jak się zachować w obecności innych ludzi. Pewne schematy nie zostały całkowicie zatarte. Pozostaje je tylko odnaleźć i odbudować, co oczywiście wymaga czasu. Pobyt w Ośrodku miał to umożliwić, lecz jak długo to zajmie?
          Wodziła wzrokiem po twarzach stojących naprzeciw mężczyzn. Było to dla niej w pewien sposób... Niezręczne? Zauważyła jak Dante na nią ukradkiem zerka, przygląda się jej sylwetce, ale niewiele potrafiła rozszyfrować z tego spojrzenia. I dlaczego się tak szczerzył?
         — Dach? Poważnie? — zapytała z zainteresowaniem. Ucieszyła się w duchu na myśl o otwartej przestrzeni. Może nie do końca otwartej, bo i tak nie mogą jej opuścić, ale liczyła na ładne widoki. Przebywanie w zamknięciu jej nie służyło. Zastanawiała się przez moment w jaki sposób zorganizowali to miejsce, jak je zabezpieczyli. — Nie żartujecie sobie ze mnie, prawda?
          Zadawała im wiele pytań, co tylko potęgowało kłębiące się w Suzanne poczucie wyobcowania. Na pierwszy rzut oka było widać, że ta dwójka zdążyła się dobrze poznać. Porozumiewawcze spojrzenia, gesty. W tym momencie stanowiła niepasujący element układanki i nie wiedziała na ile ich intencje są szczere. Wszyscy trafili do tego miejsca w jednym celu, ale z wielu przyczyn. Czy eksperyment zdołał wymazać wszystko? Miała tylko nadzieję, że nie chcą wykorzystać zagubienia nowej pacjentki dla głupiego kawału. Łatwo przyszło wyobrażenie sobie w tej roli Dante, ale Newton? Chyba był już na to za stary.
          Pokręcili głowami, zapewniając, że jej nie nabierają. Wiedząc, że nie ma innego wyboru, zbliżyła się do windy i cała trójka weszła do środka.
          — A co z książką, którą czytałeś? — zwróciła się do Newtona. — Nie musisz jej nigdzie odnieść?
          Zdziwiła ją przecząca odpowiedź, ale nie dopytywała. Skądś na pewno ją wziął, lecz nie miała siły, by zwiedzać cały budynek w jeden dzień. Może mieli od tego specjalnych ludzi, którzy zbierali ich zagubione na korytarzach rzeczy? Zlustrowała długą listę przycisków i spróbowała nacisnąć jeden z tych, które nie zostały opisane. Zmarszczyła brwi, kiedy podświetlił się na czerwono, a na małym ekranie pojawił się komunikat "Brak karty dostępu". Chciała automatycznie nacisnąć go ponownie, jakby to miało pomóc, ale uznała, że tylko się ośmieszy. Zapyta o to Wooda przy najbliższej okazji.
          Opuścili windę, a po przejściu kilku kroków ich twarze zalały najprawdziwsze promienie słońca. Nie żadna sztuczna projekcja. Suzanne musiała zmrużyć oczy, by móc spojrzeć w górę i dostrzec zarysy kopuły, która rozciągała się aż do krawędzi dachu. Odetchnęła pełną piersią, wiedząc już, że będzie to jedno z jej ulubionych zakątków. Planowała nacieszyć się otaczającą zielenią dopóki nie zauważyła dwóch członków personelu w jasnych, pomarańczowych uniformach. Nieopodal stały trzy osoby, które przypatrywały się ich pracy.
          — Znacie ich? — zapytała.
          Zacisnęła usta, orientując się, że w ich towarzystwie nie potrafi skleić ani jednego zdania twierdzącego. Nie wspominając o dziwnym zawahaniu w głosie, a przecież w rozmowie z lekarzem nie brakowało jej pewności siebie. Na szczęście nie mogli ich usłyszeć z tej odległości. Poprawiła włosy w nerwowym gęście, starając się ukryć zżerający ją stres. Nie wiedziała dokładnie przed czym, jednak czuła narastającą chęć ucieczki do pokoju i zamknięcia drzwi. Tym razem na klucz, aby i Wood nie mógł się do niej dostać. Przynajmniej byłaby tam sama, nie musiałaby udawać przed kolejnymi ludźmi, że brak wspomnień szczególnie jej nie dokucza. Nie rozumiała dlaczego w ogóle chce udawać? Czy to przez brak głośnych protestów pozostałych? Czy zakorzenione w niej przekonanie?

Offline

#30 17-07-2020 o 12h54

Straż Absyntu
Ilian
Przyjaciółka Jamona
Ilian
...
Wiadomości: 14 915

https://media.discordapp.net/attachments/676414603835736064/726764943835398234/phil.png
    Gdyby nie zdenerwowanie, które kłębiło się w nim od kilku dni, Philip zdecydowanie byłby milszy. Może odpowiedziałby coś dziwnej dziewczynie, która zdecydowała pomóc mu. Podziękowałby? Uśmiechnąłby się? Nie był pewien, nawet się nad tym nie zastanawiał, bo ledwo panował nad swoją irytacją.
    Zamarł kiedy usłyszał polecenie z głośnika. Nie oderwał się od razu, nawet się nie ruszył, by sięgnąć po większy kawałek i schować go do kieszeni. Odetchnął głęboko. Każdy ruch, każdy rok – kamery śledziły to wszystko uważnie. Nie było w tym miejscu żadnej prywatności, ani samotności. Izolować się mógł tylko we własnej głowie.
    Powoli wstał -akurat kiedy pojawiła się ekipa porządkowa. Od razu rozpoznał jednego z pracowników, który miał nieszczęście sprzątać jego pokój po tym jak Philip pokłócił się z doktorem Adamsem. Nie zaszczycił go uśmiechem, a brwi ściągnął jeszcze bardziej – ze swoją miną przypomniał bardziej zdziczałego pokemona niż człowieka.
    -Pokaż ręce – zwrócił się do niego, odrywając swoją miotłę od ziemi. -Na pewno nic sobie nie przywłaszczyłeś? – spytał przybliżając się. Philip obruszył się – miał opinię złodzieja, a nawet nic nie ukradł!
    -No entiendo que dices – skłamał bez wachania. Nie zauważył, że mówi inaczej od reszty, ale reakcja starszego mężczyzny wydawała mu się tak naturalna, że nawet się nad tym nie zastanowił. Nie rozumiał jak można było go oskarżać o kradzież, skoro jeszcze nic nie ukradł, a nawet się do tego nie przymierzał. Czy oni wiedzieli kim był, czy po prostu wynik ,,znikomej chęci współpracy”? Philip domyślał się, że szczerej odpowiedzi nie dostanie.
    Wyminął skonsternowanego sprzątacza, uśmiechnął się najsztuczniej jak potrafił do dziewczyny która mu pomogła (inaczej nie potrafił w tamtej chwili) i rzucił szybkie gracias. Nie wyszło, ale to nie była jej wina. To ona zrzuciła doniczkę i chciała pomóc. W przeciwieństwie do tej drugiej. Jej nie zaszczycił spojrzeniem. Wyminął ją bez słowa. Chciał tak samo zrobić z trójką nowoprzybyłych, ale zbyt długo nie dawał upustu swojej irytacji i przepchnął jednego z nich.
    Zanim mógł usłyszeć jakieś głosy sprzeciwu (które i tak miał zamiar zignorować i udawać, że nie ma pojęcia o co chodzi) wsiadł do winy i wcisnął losowy przycisk. Drzwi zamknęły się, metalowa puszka zaczęła miarowo opadać. Philip przyłożył dwa palce do ust, zupełnie jakby miał pomiędzy nimi papierosa. Potrzebował się uspokoić, bo nie potrafił wytrzymać z rosnącym napięciem.
    Wyszedł na losowym piętrze, które okazało się tym kuchennym. Od razu przeszło mu przez myśl, że może gdy zrobi sobie śniadanie to się uspokoi, ale wydawała mu się to tak absurdalne, że się zaśmiał na głos. Nie, nie miał ochoty na jedzenie – nawet jeśli był głodny. Miał ochotę coś r+*^%$%^&*.  Może powinien iść do siłowni? Czy w ogóle była tutaj siłownia? Nawet basen byłby dobry, mógłby się podtopić.
    Ostatecznie wszedł do łazienki, która była obok. Od razu zauważył kamerę i brak luster. Denerwowały go obydwie te rzeczy. Czuł się obdarty z godności, jeśli jakąś kiedykolwiek miał. Nie miał prywatności, nie mógł wyjść poza budynek, nie mógł zapalić papierosa… Czy było w ogóle coś co mógł zrobić?
    Odkręcił wodę i nachylił się nad umywalką. Nie miał pojęcia co ze sobą zrobić. Chciał, żeby go po prostu tam nie było. W tym budynku. Żeby nigdy nie przystąpił do projektu. Żeby nigdy nie został zmuszony do przystąpienia do projektu.
    Odetchnął. Szum wody powoli wkradał się do jego głowy. Uspokajał. Ochlapał twarz wodą, jednak nie zakręcił jej. Potrzebował jeszcze chwili. Kilku chwil. Potrzebował zdecydowanie więcej niż mu się wydawało.


https://images89.fotosik.pl/364/3e04e5e2d5d067a3.png

Offline

#31 19-07-2020 o 00h28

Straż Cienia
Hayal
Pokonała Dahu
Hayal
...
Wiadomości: 2 523

──────────────
D i v y a   T a l v a r
──────────────

-  Grasjas, grasjas - odpowiedziała plecom odchodzącego chłopaka z brwiami, na wszelki wypadek, bo nie miała pewności co właśnie powiedział, jakkolwiek słowo brzmiało znajomo. Czysty obłęd, pewnie teraz na każdym kroku będzie się stykać z takimi sytuacjami, niby znanymi, a jednak nie, trochę rozpoznawalnymi, ale za mało, by mieć sto procent pewności co odpowiedzieć czy uczynić.
     Usłyszała za sobą dziwny dźwięk, coś jakby charczenie, zrobiła zatem gwałtowny półobrót, omal nie wywracając opartej o pobliski kwietnik miotły.
-  A, to pan - to odpływanie uwagi było szalenie upierdliwe, doprawdy. Minęła minuta i zdążyła zapomnieć, że jakiś wąsaty człowiek zażądał od niej zwrotu rośliny.
- Mogłabym w sumie oddać. Ten chłopak, który chyba chciał ją mieć, już sobie poszedł, więc może zmienił zdanie, co jest dla mnie absolutnie zrozumiałe. Widzi pan, odkąd się obudziłam, ciągle gubię wątek, a jeżeli inni też tak mają, to w sumie świetnie, może nie jestem taka z natury, wszyscy odczuwamy skutki uboczne zabiegu, prawda? Na przykład wczoraj rano chciałam się posmarować kremem i nawet pamiętałam, że tych rzeczy trzeba szukać w łazience, idę, a tam stoi butelka i ma napis  h y d r a   g e n i u s. A co to hydra, też akurat wiem, podobnie jak to, że one nie są prawdziwe. Nie mogłam się zdecydować, czy to producent oszukuje, czy jednak takie coś istnieje, a jeśli owszem, to czy takie kremy są w ogóle legalne? Na koniec doszłam do wniosku, że może jednak nie pamiętam, czym jest hydra i chciałam pójść do biblioteki, żeby sprawdzić, doktor powiedział mi, że jest tutaj i dał mi też ładną bluzkę, podobno wyciągnął ją z mojej walizki, to trochę dziwne, po namyśle. No, ale trochę się bałam wyjść z pokoju.
     Di przygasła lekko i spojrzała na trzymaną w prawej dłoni roślinę. Miała okrągłe, ciemnozielone listki i zaledwie kilka rozwiniętych, białych pączków.
- Po prostu mi ją daj, panienko - powiedział cierpliwie pan z wąsami, wyciągając ku dziewczynie rękę.
- Jednak nie chcę - odrzekła bez powodu, cofając się lekko.
- Bardzo proszę. Zobacz, dopiero zaczęła się rozwijać. To azalia, kiedy urośnie, będzie miała mnóstwo kwiatów. Zasadzimy ją w nowej donicy, a ty będziesz mogła przychodzić ją oglądać.
     Przyjął oddany niechętnie kwiat, po czym schylił się po worek z ziemią, którą zaczął następnie napełniać sporą doniczkę. Nic szczególnego w zasadzie nie miało miejsca, ale Di i tak poczuła coś złego, jakiś dziwny smutek, sprawiający, że sięgnęła po rąbek bluzki, po czym zaczęła rolować go dla uspokojenia w dłoniach, nie zwracając kompletnie uwagi na to, że palce ma całe w ziemi. W dodatku na dachu pojawiły się trzy nowe, nieznajome osoby - to było już zbyt wiele, mgła, znana jej doskonale z poprzednich dni wróciła, a umysł zaczęła spowijać pustka.
- Chciałabym wrócić do pokoju - powiedziała w przestrzeń, nie wiedząc, czy ktoś słyszy, a dwie niespodziewane łzy popłynęły jej szybciutko po policzkach.



https://i.imgur.com/bne8BcV.gif

Offline

#32 19-07-2020 o 02h07

Straż Absyntu
Neyu
Pokonała kurę
Neyu
...
Wiadomości: 825

_________________________https://i.imgur.com/jGwJkCt.png
     Nie zastanawiała się ile czasu spędziła w tych czterech ścianach wpatrując się tępo w sufit, jakby ten nie za duży pokój był jej małym światem, na którym swobodnie sobie egzystowała. Wszystkie jej dnie spędzone w tym pomieszczeniu były monotonne i mało produktywne. Raz leżała sztywno w bezruchu, a drugim razem siedziała i wwiercała swój zamglony wzrok w drzwi, które ani trochę nie pasowały do wystroju wnętrza. Tok jej rozumowania był taki, że skoro ściany były oblane nieskazitelną bielą, to pozostała reszta powinna być adekwatna do dominującego tu koloru. Sposób jej patrzenia na kolorystykę był monochromatyczny i choćby nie rozumiała tego, dlaczego wolałaby mieć dosłownie wszystko w jednej barwie, to nigdy nie poświęciła tej kwestii nawet sekundy, aby właśnie zrozumieć czemu tak, a nie inaczej.
     Każdego dnia przychodził do niej doktor Fairchild z gamą przeróżnych pytań. Zwykle dotyczyły one jej samopoczucia, zdrowia fizycznego czy psychicznego, lub jakiś dziwnych dolegliwości po eksperymencie. To jedno słowo choćby niepokojące i mrożące krew w żyłach, nawet nie wywarło na niej żadnego wrażenia, jakby w zupełności znała swoje położenie, choć w rzeczywistości tak nie było. Panosząca się w jej głowie pustka w niczym jej nie pomagała. Nie wykazywała ona jakiegokolwiek zainteresowania tym, gdzie się dokładnie znajduje, dlaczego jest przetrzymywana w czterech ścianach niczym więzień, a przede wszystkim - co się z nią dokładnie stało.
     Niedowierzające spojrzenia doktora mówiły same za siebie, iż był on zaskoczony tym, że Lucrecia nie miała co do niego żadnych pytań. Nie tylko dotyczących jej obecnej sytuacji, ale również tego, czy mango wysmarowane ketchupem i majonezem to dobre połączenie. Mężczyzna natomiast nie patyczkował się i nie szczędził w słowach, lecz Marigold nie zawsze mu odpowiadała. Pierwsze rozmowy z kobietą były niemiłosiernie toporne i ciężkie, jakby się mówiło do żywo wyglądającej lalki, która tak naprawdę była po prostu pusta. Doktor Fairchild wiele razy powtarzał jej, że musi udzielać odpowiedzi, bo inaczej nie dowie się, jak wygląda jej stan zdrowia, jednakże Lucrecia ani trochę się tym nie przejęła. Wszystko, co była w stanie robić, to wpatrywać się zasnutym wzrokiem w próżnię. Mężczyzna w białym kitlu wykazywał się ogromną cierpliwością, gdyż ani razu nie nadszedł taki dzień, aby ten stwierdził, że nie ma co próbować zmuszać blondynkę do podjęcia się konwersacji.
     Następne tygodnie mijały, a doktor Fairchild bezustannie przynosił jej posiłki, które były wyznaczone na poszczególną porę dnia. Kobieta jadła różnie - niewiadomym było to, co się do tego przyczyniało, że ta raz rozgrzebywała jedzenie i zostawiała jego znaczną większość, a za drugim razem pochłaniała niemalże całe danie - być może miewała swoje kaprysy. Doktor standardowo próbował z nią nawiązać kontakt, lecz Lucrecia wciąż milczała. Mężczyzna jedynie powtarzał jej, że jeśli nie zamierza odpowiadać na niezbędne pytania, to nie ma co myśleć o opuszczeniu pokoju. Paręnaście razy powtórzone słowa sprawiły, że Marigold momentami wzruszała ramionami bądź przekrecała oczami, gdy nieco zmęczony mężczyzna rozpoczynał swoje stałe reprymendy, które tak do niej docierały, jak grochem o ścianę.
     Tak więc nie miała ona pojęcia ile czasu przesiedziała w tym pokoju. Czuła się po części oderwana od rzeczywistości, jakby co najmniej dryfowała w przestworzach. Pewna informacja nie dawała jej jednak błogiego spokoju. Coraz częściej przywoływała w swojej pamięci to, jak doktor Fairchild wspomniał, iż zjawiła się tutaj miesiąc temu. Nie była do końca pewna ile było dni w jednym miesiącu, ale wiedziała, że z pewnością dużo. Mężczyzna od pewnego czasu niemalże wypruwał sobie żyły, aby wydobyć z niej jakąkolwiek reakcję, jednakże Marigold była nieskłonna do współpracy. A prócz tego zdarzały się także sytuacje, kiedy kobieta zachowywała się w dosyć dziwny i niespodziewany sposób, jakby przeszła jakąś wewnętrzną metamorfozę.
     Lucrecia z początku była nieufna i czuła się zagrożona w towarzystwie przydzielonego jej doktora, który ot co wparowywał do jej pokoju, kiedy jego dusza sobie zapragnęła. Kobieta reagowała instynktownie i najczęściej chwytała lampkę nocną, by potem nią wymachiwać na lewo i prawo, jednocześnie zmuszając niewzruszonego tym wszystkim mężczyznę do opuszczenia tego pomieszczenia w trybie ekspresowym. Doktor Fairchild miał głęboko w poważaniu jej groźby, więc końcowo Marigold nie wytrzymywała i dopuszczała się do wybuchowych reakcji, które zwykle schodziły do znacznego uniesienia głosu, a czasem nawet krzyku czy niebezpiecznego wzroku. Mężczyzna znając jej przypadłość starał się przede wszystkim zachować spokój, co mu się zresztą udawało, ponieważ jego kamienny wyraz twarzy pozostawał wciąż nienagannie obojętny. Lucrecia prędko to dostrzegła i z czasem przyzwyczajała się do jego osoby, do jego ciągłych wizyt, do jego rutynowej obecności w jej pokoju. Potem zupełnie nie przypominała tej samej kobiety, co parę dni wcześniej. Nie odzywała się, nie reagowała, a przez większość czasu wpatrywała się w martwy punkt.
     Doktor Fairchild wspominał również o innych pacjentach. Powiedział jej, że powinna w końcu opuścić te cztery ściany i zapoznać się z tymi, którzy znajdują się w samym położeniu, co ona. Jednakże Marigold nie potrzebowała kontaktu z drugim człowiekiem, ponieważ samotność jej nie przeszkadzała. Postrzegała ją bardziej jako towarzysza, który zawsze pozostanie u jej boku, nie zważając na to, czy była kimś o anielskim lub diabelskim sercu. Nie mogła mieć tej samej pewności, co do drugiego człowieka.
     - Jak się dzisiaj czujesz, Lucrecio? - zapytał doktor któryś raz z rzędu życzliwym tonem głosu.
     Następny, żmudny i monotonny dzień z jej jakże nudnego, rutynowego życia. Wpatrywała się - jak zawsze - w próżnię. Wzrok jej pusty, zaś facjata nieczytelna, lecz tym razem zadziało się coś nowego. Powiodła swym wzrokiem na siedzącego na krześle doktora, który dokładnie się jej przypatrywał. Ona również zaczęła go obserwować, każdy jego najmniejszy ruch, reakcję.
     - Dobrze - oznajmiła, a to jedno słowo niczym ostrze przedarło głuchą ciszę w pomieszczeniu. Kąciki jej ust drgnęły w lekkim, skromnym półuśmiechu, co wyraźnie przykuło uwagę jej rozmówcy.
     - Czy miewałaś jakiekolwiek dolegliwości? Bóle głowy, kości? Mdłości? Wiotkość mięśni? - pytał dalej chcąc wykorzystać tą niecodzienną szansę.
     - Nie - odparła niemalże od razu.
     - W ciągu całego twojego pobytu, tak? Czy także było w porządku?
     - Tak - uśmiechnęła się nieco bardziej.
     - Dobrze, aczkolwiek martwi mnie twoja małomówność - przyznał zapisując coś w kartotece.
     Lucrecia nie odezwała się, gdyż zwyczajnie w świecie nie wiedziała, co powinna mu oznajmić. Nagła cisza od razu została przez mężczyznę zauważona. Spojrzał na nią z zagadkowym wzrokiem.
     - Może rozmowa z innymi pacjentami ci dobrze zrobi. Myślałaś nad tym, Lucrecio? - zaproponował.
     - Tak... - mruknęła wyraźnie zagubiona, na co doktor posłał jej ciepły uśmiech.
     - Nie masz się czego obawiać - te osoby nic ci nie zrobią. Powinnaś zastanowić się nad tym. Nowe znajomości, a przede wszystkim kontakt z drugim człowiekiem dobrze wpłynie na twój stan psychiczny - podniosł się z krzesła, po czym udał się do drzwi. - Dziękuję, że odpowiedziałaś na pytania. Pamiętaj, jeżeli poczujesz jakiekolwiek dolegliwości, to wciśnij przycisk, aby mnie wezwać. A, no i nalegam abyś spróbowała zapoznać się z terenem oraz przebywającymi tu ludźmi.
     Z tymi słowami doktor Fairchild opuścił pomieszczenie. Lucrecia zaś przez dobrą chwilę siedziała w bezruchu i wlepiała swój wzrok w drzwi, za którymi zniknął mężczyzna. Kobieta po dłuższej chwili podniosła się, po czym udała się ku wyjściu.
     Idąc korytarzem, nie rozglądała się nigdzie. Miała nadzieję, że na nikogo nie wpadnie i nie będzie musiała wdać się w zbędną dyskusje. Droga była krótka, a blondynka dotarłszy do windy, spojrzała po przyciskach i przyklejonych obok nich podpisach. Zauważywszy ten z napisem "stołówka" uznała, iż nie jest w ogóle głodna. "Dach" również ją nie przekonywał. Uniosła machinalnie rękę i bez chwili zastanowienia wcisnęła "biblioteka".
     Winda doprowadziła ją na piętro, gdzie znajdowała się przysłowiowa biblioteka. Pierwsze wrażenie Lucreci na jej widok, to jest ogromna. Niepewnie przekroczyła próg, rozglądając się po potężnych regałach z starymi tomiszczami. Pomieszczenie było słabo oświetlone. Panował w nim półmrok, co dodawało klimatu temu miejscu. Było również niebywale cicho, co podobało się Marigold, która znalazła się w jakimś dziale książek. Blondynka wodząc opuszkami palców po drewnianych półkach, próbowała w ten sposób zapamiętać (a może sobie przypomnieć?) to, czy były przyjemne, czy nieprzyjemne w dotyku. Przypatrywała się grzbietom ksiąg ustawionych alfabetycznie. Powolnie stawiała kroki, mijając następne półki.
     Zatrzymała się w półkroku, gdy jej oczy ujrzały książkę o tytule ,,Pokój motyli". Delikatnie po nią siegnęła, po czym wyciągnęła spomiędzy reszty ksiąg. Przejechała palcami po ślicznej i gładkiej okładce, na której widniał niebieski motyl. Przedstawiony owad był wręcz hipnotyzujący, a tło o niebieskawo złotej poświacie, dodawało tajemniczego efektu. Książka Lucindy Riley prezentowała się fenomenalnie, a piękno i estetyzm oprawy zapierał dech w piersiach Marigold.
     Im dłużej podziwiała, to tym bardziej była już pewna czym się będzie zajmować przez kolejne wieczory.

Ostatnio zmieniony przez Neyu (23-07-2020 o 20h00)


https://i.imgur.com/v2tN8pd.gif

Offline

#33 23-07-2020 o 14h02

Straż Cienia
Airi
Akolita Sylfy
Airi
...
Wiadomości: 1 200

-
----------------------------------------------
https://cdn.discordapp.com/attachments/502195365093572618/727645921675837471/unknown.png

     Piła herbatę wolno, choć miała ochotę pozbyć się jej za jednym uniesieniem filiżanki do ust. Choć wydawało się, że przełamały już pierwsze lody, Florence dalej zerkała na Zoe z pewną dozą niepewności. Powiedziała jej w skrócie swoją historię – że obudziła się kilka dni temu, że po raz pierwszy opuściła swój pokój dnia poprzedniego, ale zdążyła tylko przejść się po bibliotece. Na wzmiankę o niesamowitym refleksie podziękowała niepewnie, nie wiedząc, co powinna zrobić. Spróbowała jeszcze raz się uśmiechnąć. Z czasem zabrakło miejsc, na których mogłaby zatrzymać swój wzrok – żałowała trochę, że zamknęła szafkę skrywającą zestawy herbat; głupio ją było otwierać ponownie tylko po to, aby popatrzeć na kolorowe torebki.
     Kiedy Zoe rzuciła propozycją wspólnego zwiedzania budynku, Flo skierowała na nią spojrzenie jasnych tęczówek. Dopiero, kiedy zorientowała się, że chwila ta się dłuży, pokiwała głową jak piesek samochodowy.
     - Jasne, chodźmy razem – zgodziła się.
     Odłożyły naczynia i żwawym krokiem udały się do wyjścia. Flo zatrzymała się przy drzwiach łazienki – wydawało jej się, że coś słyszała, ale opamiętała się szybko. Co było dziwnego w tym, że ktoś tam przebywał.
     Do windy ruszyły niemal automatycznie. Kobieta zlustrowała połyskujące przyciski i bez namysłu wcisnęła losowy, starając się nie zerkać na listę, aby zrobić sobie niespodziankę. Choć jej śniadanie praktycznie nie istniało, czuła, że ma wiele siły i zapału, aby zobaczyć jednego dnia choć kilka pięter.
     Winda ruszyła w dół.
     Zastanawiała się, czy powinna podziękować za zaproszenie, a może wytłumaczyć wciśnięcie przycisku bez ostrzeżenia. Miała wrażenie, że jakiego tematu się nie podejmie, przerodzi się on w coś poufnego, a to było jeszcze za wcześnie na tym etapie znajomości.
     Kiedy wysiadły i udały się do dużego pomieszczenia wypełnionego torami oraz planszami, moc kolorów uderzyła im w oczy. Na ścianach znajdowały się kolorowe plakaty zabezpieczone ramami oraz karabiny, prawdopodobnie sztuczne. Nieopodal był bar i tor do kręgli, również utrzymany w czerwono-żółtej, pstrokatej wręcz stylistyce.
     „Strzelnica” – głosił napis nad drzwiami. Florence poczuła zachwyt, ale opamiętała się szybko.
     - Wiem, że nie skonsultowałam tego z tobą, więc jeżeli wolałabyś coś innego, możemy wrócić do windy i zatrzymać się w innym miejscu.
     W głębi siebie miała nadzieję, że Zoe też przyciągało to miejsce; że przemawiało do niej „chodź, podejdź bliżej”. Florence chciała zobaczyć, czy rzeczywiście będzie mogła postrzelać do celu, chciała przekonać się, czym zastąpiono prawdziwe naboje – może kulkami z farbą? Czuła, że taka rozrywka mogłaby jej się spodobać. Uświadomiła sobie, że była bardzo głupia, kiedy pomyślała, że codziennie, przez okrągły rok, będzie czytała książki. Jeżeli budynek oferował jej takie miejsca jak „Strzelnica”, na której najwidoczniej mogła nie tylko strzelać, na pewno będzie robiła też inne rzeczy. Po raz pierwszy od pobytu w tym wariatkowie odsunęła obawy na bok i poczuła najprawdziwszy entuzjazm, ciekawość. Oczy musiały jej się aż błyszczeć.
     Przekroczyła próg pomieszczenia bez pośpiechu, z pamięcią o tym, że nie przyszła tam sama. W tamtym momencie światła zapaliły się i obie mogły dostrzec, że to miejsce wydawało ciągnąć się w nieskończoność.
     Z ust Clarke wyrwało się ciche westchnienie zachwytu.
     - Zoe, tutaj jest świetnie.


https://64.media.tumblr.com/7f661055ba2a00f462ee511771163249/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo8_400.gifv https://64.media.tumblr.com/5a3cbd2b39ab5691ea66d08fbf163f39/tumblr_oe7bofxTHQ1uqslyuo3_400.gifv

Offline

#34 24-07-2020 o 00h27

Straż Obsydianu
Pani
Żołnierz Straży
Pani
...
Wiadomości: 536

Lekarz Quentina nosi nazwisko Dupray, ma siwe włosy i srebrny krzyżyk na szyi. Jest powściągliwy i nieco oschły, ale Quentinowi to nie przeszkadza. On również chce, żeby wszystkie badania przebiegały jak najszybciej.
         Poprzedniego dnia był już pewny, że pozwolą mu opuścić pokój rano i tak też się stało — teraz Dupray podaje mu kilka tabletek i wychodzi, jak zawsze sprawiając wrażenie, jakby przypomniało mu się coś ważnego i w tej chwili musiał pobiec to sprawdzić. Quentin liczy na to, że może i jemu coś się przypomni, choć to znaczyłoby, że lekarzom nie poszło zbyt dobrze. Pozostawała też kwestia tego, że sam zdecydował się na usunięcie pamięci — musiał mieć ważny powód, jednak nie był w stanie wysnuć go z treści lapidarnego listu, który sam do siebie napisał.
         Zastanawia się czy nie iść do kuchni, lecz nie jest głodny. Zamiast tego postanawia trochę pokręcić się w kółko, może kogoś spotkać. To byłoby interesujące.
         Quentin wypowiada to słowo na głos. Interesujące. Ma delikatny akcent, zdążył już to zauważyć, jednak nie umie przyporządkować go do żadnego miejsca. Wydaje mu się to jednocześnie śmieszne i nieco przerażające.
         W następnej chwili w jego wizji peryferyjnej migoczą kolorowe światła. Kilka razy były zwiastunem utraty przytomności, więc przezornie się zatrzymuje i opiera lekko o stojący w rogu stolik. Blat jest z marblitu; śliskiego i nieprzezroczystego, tak jasnego, że jego blade palce prawie się z nim zlewają. Opalowe szkło, przemyka mu przez myśl. Powoli przechyla głowę, jakby nasłuchiwał, ale to wszystko, co jego mózg ma mu do zaoferowania. Nie chce wzywać doktora, dlatego z ulgą zauważa, że jego wzrok wraca do normy. Zostaje w tej pozycji jeszcze przez chwilę, a potem podchodzi do windy. Wnętrze przyprawia go o klaustrofobiczne uczucie, o które by się nie podejrzewał, więc naciska pierwszy lepszy przycisk i zamyka oczy. Czuje się głupio, jednak nie może nic na to poradzić.

         Światło w bibliotece bardzo mu odpowiada, podobnie jak cisza. Domyśla się, że pozostali właśnie jedzą śniadanie, więc czuje się dość swobodnie, przechadając się między półkami. Klasyka, kryminały, romanse… Dostojewski, Doyle, Austen. Te nazwiska nic mu nie mówią.
         Sięga  po powieść Turgieniewa (czerwona okładka i duże napisy; na początek tak samo dobre jak wszystko inne, pewnie i tak nie będzie znał połowy słów, bo często mu uciekają; czekają na niego tuż za krawędzią umysłu i wracają dopiero po kilku dniach), kiedy kątem oka dostrzega drobną dziewczynę między regałami. Bierze swoją książkę i idzie w jej stronę prawie bez zastanowienia, co nasuwa mu na myśl, że w poprzednim życiu na pewno nie był nieśmiały.
         — Cześć, mam na imię Quentin. Chciałem się przywitać. Właśnie wyszedłem z pokoju — dodaje, chociaż nie brzmi to zbyt elokwentnie.
          Ma wrażenie, że w przeszłości opierał konwersacje na swoich zainteresowaniach i wiedzy, może z jakiejś szczególnej dziedziny. Teraz ma w głowie jedynie ziejąca pustkę, jednak po prostu uśmiecha się i mówi dalej.
         — To chyba największa zaleta tej sytuacji. — Obraca książkę w dłoniach, po czym patrzy jej w oczy i wyjaśnia. — Możemy odkrywać wiele rzeczy na nowo. Możliwe, że kiedyś czytałem tę powieść i nawet nie mam o tym pojęcia. — Śmieje się i odkłada tom. — Jednak ta chyba nie jest dla mnie.
         Powinien poszukać czegoś łatwiejszego, z prostą historią i jeszcze prostszymi słowami.
         — Mam nadzieję, że nie uznałaś, że ci się narzucam. Jeśli tak, teraz jest dobry moment, żeby mi to uświadomić. — Żartobliwie unosi ręce w geście poddania.
         Naprawdę liczy na to, że nie odebrała tego negatywnie — wygląda jak dziewczyna, z która mógłby się zaprzyjaźnić albo umawiać w poprzednim życiu, jak zwykł określać w myślach czas przed operacją. W tym świetle jej włosy wyglądają jak roztopiony miód albo płynne złoto. Roztopiony. Quentin uśmiecha się do niej promiennie — dzięki niej przypomniał sobie kolejne słowo. Teraz kolekcjonuje je jak motyle.

Ostatnio zmieniony przez Pani (24-07-2020 o 10h24)


boze napisze cos z gwiezdnych wojen wbijajcie na prv

─────────────────────    H E    F E L L    T O    A    F A T E    S O    B L E A K    T H A T    D E A T H    W O U L D ' V E    B E E N    A   G I F T .    ─────────────────────
https://s1.gifyu.com/images/ezgif-4-ff24c2eaf6a3.gif https://s1.gifyu.com/images/ezgif-4-7f2639bf2211.gif https://s1.gifyu.com/images/ezgif-4-04c585b3bafb.gif
WHERE IS PADMÉ? IS SHE SAFE? IS SHE ALRIGHT?  ]     ─────────────────────────────────────────    [  IT SEEMS IN YOUR ANGER...  YOU KILLED HER.  ]

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2