Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2

#1 06-07-2020 o 18h39

Straż Cienia
Divia
Rekrut
Divia
...
Wiadomości: 32

Prolog


   Pamiętam ten dzień jak wczoraj. Słońce, łąka pełna kwiatów i szum lasu w tle.
  -Alice!- zawołałam.- Al, gdzie Ty się znowu ukrywasz??
   Moja starsza siostra, Alice. Ta piękniejsza, mądrzejsza, roztropniejsza i pewniejsza siebie. Jej długie, kruczoczarne włosy przykuwały uwagę wszystkich, śnieżnobiały uśmiech sprawiał, że niejednemu chłopakowi miękły kolana, wysportowana sylwetka zbierała wiele pochwał od nauczycieli wf-u oraz jej znajomych. Słowem- chodzący ideał, marzenie każdego rodzica, chłopaka.. A przy niej ja, ta gorsza, przeciętna, zbuntowana małolata, kończąca podstawówkę. Małe chucherko o
bladej cerze i jasnopopielatych włosach, które nie odznaczało się niczym szczególnym.
   W wakacje przed rozpoczęciem gimnazjum pojechałyśmy z siostrą do leśniczówki, w której mieszkał dawny znajomy naszej zmarłej matki. Ciotka, choć nie powiedziała tego wprost, chciała od nas w końcu odpocząć, więc wysłała nas same na "wakacje życia".
Bawiłyśmy się w chowanego wśród polnych maków i innych kwiatów, których dokładnie nie pamiętam. Przemierzając łąkę doszłam aż na skraj lasu, którego obszar leżał już poza rezerwatem. Miałyśmy kategoryczny zakaz zbliżania się do niego, więc, mimo ogromnej ciekawości, zawróciłam.
  -Al! Gdzie Ty jesteś? Wracajmy już do domu...
   Przeszłam połowę odległości, która dzieliła mnie od leśniczówki. Na werandzie stał Greyson, który przywoływał mnie ruchem ręki. Niechętnie, rozglądając się za Alice, szłam w jego kierunku. Kiedy stanęłam u podnóży schodów, odwróciłam się jeszcze w stronę zakazanego lasu. Wtedy powietrze przeciął przerażający ryk. Chwilę później dało się słyszeć krzyk mojej siostry. Potem nastała już tylko martwa cisza.

Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Divia (29-07-2020 o 17h16)

Offline

#2 07-07-2020 o 21h55

Straż Cienia
Divia
Rekrut
Divia
...
Wiadomości: 32

-1-

   Czy ten cholerny dzwonek może wreszcie zadzwonić?, pomyślała nastolatka po raz dziesiąty podczas lekcji historii. Facet tak przynudzał, że nawet oglądanie arcyciekawego życia leniwców było by ciekawszym zajęciem. Już nawet przestała udawać, że słuchała tego,  co nauczyciel usiłował przekazać klasie. Mimowolnie rysowała po marginesach różne zwierzęta w otoczeniu leśnej roślinności. Ostatnio zafascynowały ją psowate, kiedy to dwa tygodnie temu znalazła w przydrożnym rowie półżywego, srebrnego lisa, który, co ciekawe, miał podwójny ogon.  Na oko wyglądał na nie więcej niż dwa miesiące. W dodatku w ogóle nie okazywał strachu co od razu nasunęło jej myśl o wściekliźnie, badania jednak nic nie wykazały. Jeszcze dziwniejsze było to, iż mała wylizała się w ciągu dwóch dni od kiedy u niej zamieszkała. A w zasadzie u Greysona, ciotka nigdy by się na to nie zgodziła. Blondynka uśmiechnęła się pod nosem na myśl o reakcji ciotki gdyby przyniosła ledwo żywe stworzenie, w dodatku całe zakrwawione, do jej małego mieszkanka w środku miasta.
   Pogrążając się w swoich przemyśleniach udało jej się dotrwać do końca zajęć. Gdy tylko rozległ się zbawienny odgłos starego, zardzewiałego dzwonka Lia wrzuciła niedbale rzeczy do plecaka i wyszła z sali. Im bliżej wolności się znajdowała, tym bardziej jej humor ulegał poprawie. Przez drzwi frontowe wyleciała jak na skrzydłach i tanecznym krokiem podeszła do rozklekotanego roweru. Zdjęła łańcuch, którym mocowała go do barierki i zgrabnie na niego wskoczyła. Mimo że od leśniczówki dzielił ją spory kawałek wolała pedałować niż gnieść się z innymi w autobusie. Jazda zajmowała jej około godziny. Kiedy dziewczyna wjechała w znajomy las, mimowolnie się uśmiechnęła i zaczęła nucić pod nosem. Rozkoszowała się zapachem sosen i modrzewi, napawała się muzyką lasu. W pewnym momencie Lia zobaczyła kątem oka jak coś mignęło po jej lewej stronie. Zwolniła nieznacznie spodziewając się, że w każdej chwili coś może jej wyskoczyć na drogę. Przejechała dobre kilkaset metrów, gdy nagle pod kołami wyrosła jej uratowana lisica. Dziewczyna zahamowała ostro i zawołała:
  -Luna, ty mała cholero!- zeskoczyła z roweru i oparła go o pobliski dąb.- Mogłam Cię rozjechać..- dodała czułym tonem, kucając przy samiczce.
   Zwierzak spojrzał na nią wielkimi oczyma i włożył głowę pod dłoń nastolatki, domagając się pieszczot. Lia uśmiechnęła się i podrapała lisa za uchem.
  -Chodź łobuziaro- powiedziała, biorąc Lunę na ręce i wsadzając do koszyka zamontowanego na kierownicy.- Jedziemy do domu.
   Po dwudziestu minutach jazdy dotarła do leśniczówki. Rower, jak zawsze, zostawiła przy werandzie i pobiegła z Luną do domu. Rzuciła słowa przywitania do Greysona i wbiegła na schody. W połowie drogi do pokoju zatrzymał ją spokojny donośny głos opiekuna.
  -Rozumiem, że rower zostawiłaś w szopie?
   Dziewczyna jęknęła i odparła:
  -Schowam go później, nic mu się nie stanie..
   Odpowiedziała jej wymowna cisza, która zmusiła Lię do powrotu. Tupiąc tak mocno jak tylko się dało zeszła na dół, a potem wyszła na podwórze trzaskając przy tym drzwiami. Greyson tylko pokręcił głową. Cała matka, pomyślał i uśmiechnął się sam do siebie. W przeciwieństwie do Alice Azalia była podobna do matki jak dwie krople wody- zbuntowana i impulsywna a jednocześnie zakochana w naturze. Prawdziwe dziecko lasu, mruknął pod nosem. Lia, jakby na potwierdzenie tych słów weszła do domu z włosami pełnymi liści. Greyson spojrzał się na nią pytająco, na co ona odparła:
  -Musiałam ściągać Lunę z drzewa. Nie pytaj się jak ona tam wlazła, bo sama nie mam pojęcia- wzruszyła ramionami.- Od początku było wiadomo, że nie jest normalna, prawda malutka?- dziewczyna z czułością pogładziła srebrny grzbiet.- Idę zgłębiać swoją wiedzę, więc proszę mi nie przeszkadzać.
   Greyson wykręcił oczami i wrócił do gotowania. Doskonale wiedział, że nastolatka zaraz włączy BBC lub Animal Planet i zrobi sobie maraton do jutra rana. Potem oczywiście wstanie grubo po dwunastej i znów zacznie oglądać seriale przyrodnicze. A potem, jak zawsze, spóźni się w poniedziałek do szkoły.
   Mężczyzna westchnął. Miejmy nadzieję, że wszystkie te wiadomości jakoś jej pomogą dopasować się do nowej sytuacji.. Nagle na werandzie pojawił się jakiś cień. Chwilę później dało się słyszeć łomotanie do drzwi. Greyson zmarszczył brwi i rzucił okiem na schody. Na szczęście Lia chyba nic nie usłyszała. Mężczyzna odłożył łyżkę, skręcił gaz pod patelnią i poszedł otworzyć, zamiast jednak wpuścić gościa zaciągnął go za szopę.
  -Mówiłem ci żebyś nie zjawiał się tu dopóki nie uzyskasz mojej zgody- wyszeptał, jego głos zdradzał jednak zdenerwowanie.- Przecież mogła cię zauważyć!
  -Prędzej czy później i tak do tego dojdzie.
  -Wolałbym jednak żebyś się tu nie pokazywał- mruknął.- Zapasy leżą tam gdzie zwykle.
  -Dzięki, Logan. Na ciebie zawsze można liczyć- to mówiąc nieznajomy położył rękę na ramieniu leśniczego.
  -Idź już, idź. Pamiętaj, czas to pieniądz.
  -Nie musisz mi o tym przypominać- odburknął mężczyzna i zniknął w ciemności.
   Greyson wszedł do domu najciszej jak się dało i porządnie zamknął drzwi. Następnie bezszelestnie wszedł na piętro i zajrzał do pokoju Lii. Dziewczyna spała, leżąc na brzuchu ze słuchawkami w uszach, a przed nią leżał laptop z wciąż idącym materiałem. Luna podniosła spojrzenie na opiekuna i z uwagą obserwowała jak ten wyłącza komputer, ściąga nastolatce słuchawki i przykrywa ją kołdrą. Kiedy wyszedł z pokoju lisica wskoczyła na łóżko i wtuliła się w szyję Lii. Mruknęła z zadowoleniem i zamknęła oczy.
  W środku nocy zbudził ją hałas pochodzący z podwórza. Luna podreptała do okna i zobaczyła tą samą postać, która kilka godzin wcześniej spotkała się z Greysonem. W tym momencie mężczyzna wszedł do pokoju i spojrzał na lisicę.
  -Już czas.

Offline

#3 13-07-2020 o 13h52

Straż Cienia
Divia
Rekrut
Divia
...
Wiadomości: 32

-2-


   Mokry, zimny nos najpierw dotknął policzka nastolatki na wzór małego buziaka. Nie wywołując jednak żadnej reakcji poza lekkim uśmiechem zaczął bardziej natarczywie szturchać jasną skórę. Lia jednak przekręciła się tak, że jej twarz znalazła się przodem do ściany, więc lisica nie miała już do niej dostępu. Poirytowana wskoczyła na opiekunkę jednak i to nie dało pożądanego efektu.
   Luna westchnęła, chyba nie pozostawiasz mi wyboru... Odsunęła łapką włosy nastolatki po czym z całej siły ugryzła ją w ucho.
  -Luna! Zgłupiałaś?!- Lia podniosła się z impetem zahaczając głową o spadzisty sufit.- Szlag! Co cię napadło?- odwróciła się w stronę zwierzaka, rozmasowując jednocześnie czoło.
   Luna popatrzyła na nią przepraszająco i, chcąc pokazać dziewczynie, że ta ma pójść za nią, złapała delikatnie za nogawkę spodni i pociągnęła w stronę wyjścia. Lia przejechała ręką po twarzy i burknęła:
  -Mogę się chociaż ubrać? Nie chcę zamarznąć..
   Specjalnie ubierała się nad wyraz wolno, aby dopiec lisicy, która całą sobą pokazywała, że chce jak najszybciej znaleźć się na zewnątrz.
  -Swoje potrzeby powinnaś załatwiać za nim położymy się spać- mruczała nastolatka, schodząc po cichu po schodach.- Jak Greyson zobaczy mnie o tej porze na zewnątrz dostanę taki ochrzan, że głowa mała.
   Gdy Lia tylko otworzyła drzwi, Luna wystrzeliła w stronę łąki, która znajdowała się przed leśniczówką. Zdezorientowana dziewczyna pobiegła za nią. Luna, gdzie ty jesteś?, szeptała tak głośno jak było to możliwe. Idąc w ciemności nawet nie zauważyła jak bardzo zbliżyła się do tego lasu. Zorientowała się dopiero, gdy zewsząd otoczyły ją drzewa, przypominające potwory, które usiłują złapać ją w pułapkę.
   Luna siedziała na środku ścieżki. Blask księżyca zdawał się ją otaczać ze wszystkich stron nadając jej magiczny wygląd. Lia zbliżyła się do niej tak, że mogła ją spokojnie złapać i wrócić z tego upiornego miejsca do bezpiecznego domu. Lisica w ostatniej chwili uskoczyła nastolatce, chowając się w dziurze, pod starą sosną. Lia zaklęła pod nosem i zanurkowała za zwierzakiem. Nagle oślepiło ją nieludzkie światło, a wokół dał się słyszeć śpiew ptaków. Dziewczyna poczuła pod sobą dywan miękkiej trawy i straciła przytomność.

   Ocknęła się, czując pod sobą pościel.

   Próbowała otworzyć oczy, ale znów oślepiło ją to dziwne światło. Kiedy poczuła, że nieco zelżało ponownie uniosła powieki. Nad nią stała młoda dziewczyna o srebrnych włosach. Lia usiadła na pościeli i przetarła oczy. Dopiero wtedy zobaczyła, że z głowy nieznajomej wyrasta para małych, szarych uszu. Dziewczyna, widząc że nastolatka się na dobre obudziła machnęła wesoło ogonem. Tego było dla Lii za wiele- wrzasnęła przerażona nakrywając się kołdrą i maksymalnie odsuwając się od stworzenia. Kitsune, nie spodziewawszy się takiej reakcji również odskoczyła z przestrachem.
Lia dysząc ciężko, wpatrywała się przestraszonym wzrokiem w dziewczynę. Dopiero, gdy jej oddech w miarę się uspokoił zdołała wydukać.
  -K-kim ty jesteś? I co to za miejsce? Co ja w ogóle tu robię?
   Kitsune roześmiała się z ulgą i przysiadła na krańcu łóżka.
  -Nie poznajesz mnie? Nie często spotyka się tak wyjątkowe stworzenia w twoim świecie.
   Lia spojrzała na nią szeroko otwartymi oczami, zmarszczyła brwi, po czym parsknęła śmiechem.
  -Pff to, że srebrne lisy to rzadkość nie oznacza, że zmieniają się w jakieś nastolatki.
   Tym razem to kitsune zachmurzyła się i rzuciła.
  -Ale z pewnością żaden do tej pory nie ugryzł cię w ucho.
   Blondynka zbaraniała na te słowa. Chwilę później otwarła usta ze zdumienia i zapytała słabym głosem:
  -Luna…?
  -W zasadzie to Hyagra, ale miło mi, że tak ładnie mnie nazwałaś- dziewczyna wyszczerzyła żeby w uśmiechu.- Jestem kitsune, stąd te uszy i ogon- to mówiąc pogładziła go.- Znajdujemy się w Kwaterze Głównej Eldaryi. To tu znajduje się nasze centrum dowodzenia oraz członkowie poszczególnych straży.
  -C-co, jakich straży? O czym Ty w ogóle mówisz? Jaka Eldarya? Boże, co za kretyński sen... zaraz się obudzę...
  -Co, jaki znowu sen?!- kitsune obruszyła się. Już miała coś dodać, ale w drzwiach stanął Greyson i powstrzymał ją gestem dłoni.
  -Hyagra, daj jej spokój. Podróż przez portal ka niedoświadczonej młodzieży jest bardzo wyczerpująca- powiedział jednocześnie dając jej do zrozumienia żeby wyszła. Gdy zamknęły się za nią drzwi, mężczyzna usiadł na krawędzi łóżka i spojrzał przyjaźnie na nastolatkę.
  -Greyson? Co to za maskarada, o co chodzi? Do Prima Aprillis jeszcze daleko..
  -Lia, posłuchaj. Tak naprawdę nazywam się Gwyne i... To nie jest żart. Zostałaś przetransportowana do krainy zwanej Eldaryą. Zamieszkują ją elfy, ogry, wampiry, syreny i wszystkie inne stworzenia, o których słyszałaś w bajkach bądź legendach. Zostałaś tutaj sprowadzona, bo mamy podstawy sądzić, że jesteś owocem miłości kobiety i elfa, co nota bene mogłoby tłumaczyć twoje zdolności w zakresie przyrządzania ziół. Osiągnęłaś już dostateczny wiek, aby móc zacząć się w pełni rozwijać w swojej profesji. Oczywiście najpierw musimy przeprowadzić test czy na pewno płynie w tobie magiczna- tu wykonał w powietrzu cudzysłów- krew, ale sądzę, że jest to tylko formalność. A teraz, jeśli pozwolisz, zostawię Cię. Kiedy wszystko będzie gotowe ktoś po Ciebie przyjdzie.
   Greyson, a w zasadzie Gwyne, wyszedł Jak gdyby nigdy nic, zostawiając osłupiałą Lię samą. Dziewczyna wpatrywala się tępo w kołdrę, zupełnie nie wiedząc co myśleć. Moja matka z jakimś..elfem? Do tego Greyson okazuje się być jakimś Gwyne'em, czy jak on się tam nazywał.. Skąd on w ogóle znał mamę? I co ja do licha mam z tym wspólnego?! W przypływie emocji wyskoczyła z łóżka, zrzucając pościel na podłogę. Szybkim krokiem podeszła do drzwi i już miała je otworzyć, jednak ubiegł ją chłopak, na oko majacy 18-20 lat. Dziewczyna zmierzyła to wzrokiem i, wciąż czując buzującą w niej adrenalinę, wypaliła:
  -Co, kolejne "kitsune"?- nie ukrywając swojej złości wykonała palcami cudzysłów.
   Chłopak uśmiechnął się lekko i spojrzał na nią z politowaniem.
  -Tak się składa, że jestem dumnym przedstawicielem wilkołaków i nie omieszkam się wspomnieć, że mimo iż nie wyglądam, potrafię przemienić się w krwiożerczą bestię.
   W jego oku można było dostrzec błysk, który sugerował, że młody wilkołak mówiąc brzydko sprowadził nastolatkę do parteru, jednak takiej reakcji się nie spodziewał. Lia w pierwszym odruchu wytrzeszczyła oczy jednak, gdy chłopak skończył mówić zaniosła się takim śmiechem, że pozostali członkowie straży przystawali zdumieni hałasem wydobywającym się z pokoju. W końcu dotarł tu również Gwyne jednak dziewczyna zdążyła się już nieco uspokoić.
  -Co to za hałasy? Nero, miałeś po nią pójść i zabrać ją do laboratorium, aby mogła przejść test. Dlaczego wciąż tu jesteście?
   Za nim wilkołak zdążył odpowiedzieć Lia zabrała głos, wciąż chichocząc.
  -Grey-son, znaczy się Gwyne.. słyszałeś? On może się przemienić w krwiożerczą bestię. On! Z takim milusim futrem!- blondynka przejechała dłonią po głowie chłopaka, nie mogąc się opanować.
   Gwyne mimowolnie uśmiechnął się. Jakby na o nie patrzeć Nero był wyraźnie poirytowany, że ktoś się z niego śmieje i przybrał minę obrażonego szczeniaka. Za nim doszło do rękoczynów otoczył nastolatkę ramieniem i wyprowadził z pokoju.
   Po przejściu korytarza, wzdłuż którego rozmieszczone były pokoje członków straży zdążyła się już uspokoić. Wchodząc do głównego holu na nowo zdenerwować, a stając przed drzwiami laboratorium była gotowa bić się na śmierć i życie, jeśli zaszła by taka potrzeba. Gwyne zastukał do drzwi. Chwilę później stanął w nich młody elf o bladoniebieskich włosach i szarozielonych oczach. Zmierzył dziewczynę wzrokiem i rzucił w stronę mężczyzny:
  -Nie jest elfem- i trząsnął drzwiami.
   Gwyne pokrecił głową i sam zaprosił się do środka. Oczom nastolatki ukazały się regały pełne przeróżnych naczym, znanych z lekcji chemii, starych ksiąg, saszetek i fiolek z nieznanymi jej substancji. Lia rozglądała się zaciekawiona po pomieszczeniu aż jej wzrok zatrzymał się na plecach elfa.
  -Przygotowałeś to, o co cię prosiłem?
   Elf obrócił się, rzucając spojrzenie spode łba na nieproszonych gości. Prawą ręką chwycił małą probówkę z niebieskim płynem i pomachał nią mężczyźnie przed oczami. Gwyne zmarszczył brwi i rzucił w stronę chłopaka.
  -To na co czekasz? Rozpoczynaj test.
   Niebieskowłosy skrzywił się i zapytał przez zaciśnięte zęby:
  -Dlaczego akurat ja? Dlaczego mam się poświęcać dla… niej?- spojrzał z pogardą na nastolatkę, która odpowiedziała mu wściekłym spojrzeniem.- Nie może zrobić to ktoś, hmm, mniej cenny?
  -Xyon, jesteś jedynym elfem, który odpowiada wiekowo tej dziewczynie, poza tym chyba nie muszę ci przypominać, że jesteś mężczyzną.
   Lia zachichotała zgarniając kolejne ponure spojrzenie elfa.
  -Poza tym reszta twoich rówieśników przebywa poza naszym zasięgiem, zostałeś więc tylko ty. A teraz zachowaj się proszę chociaż raz dojrzale i zacznij w końcu ten test.
   Xyon zaklął pod nosem i odwórcił się do wielkiego stołu.
  -Możesz nas zostawić samym- mruknął pod nosem.
   Lia spojrzała lekko zbita z tropu na Gwyne’a, ten jednak praktycznie niezauważalnie kiwnął głową i wyszedł za drzwi. Gdy się za nim zamknęły, elf odwrócił się, trzymając w ręku srebrny sztylet.
  -Miejmy to już za sobą- rzucił, patrząc ponurym wzrokiem na dziewczynę. Za nim ta się zorientowała chwycił jej dłoń i naciął skórę po jej wewnętrznej stronie. Lia krzyknęła, wyrywając rękę. Elf wywrócił oczami i zrobił to samo na swojej dłoni. Potem wylał połowę płynu z probówki na ranę i powiedział do nastolatki.
  -Dawaj.
   Dziewczyna, choć niechętnie, wyciągnęła rękę. Xyon wylał resztę substancji na jej dłoń po czym przyłożył swoją rękę do jej. Lia poczuła lekkie pieczenie, jednak po chwili ich polączone dłonie zapłonęły niebieskim płomieniem. Z początku słabym, który stopniowo zaczął się zwiększać by w końcu wybuchnąć potężnie. Nastolatka krzyknęła, ale Xyon przytrzymał ją w miejscu tak żeby nie mogła się od niego odsunąć. Kilka sekund później płomień zgasł, a po nacięciach na skórze nie było śladu.
   Młodzi spojrzeli na siebie, równie zdziwieni.
  -Kto by pomyślał- mruknął elf i wrócił do swojego stołu.
   Lia stała w tym samym miejscu, nie bardzo wiedząc jak się powinna zachować. Co się właśnie stało? Xyon widząc, żę dziewczyna dalej nie opuściła pomieszczenia westchnął i zawołał Gwyne’a. Mężczyzna po jego minie odgadł, że test okazał się pozytywny. Spojrzał na elfa uśmiechem „a nie mówiłem” i wyprowadził Lię z labolatorium.
   Dopiero pod swoim pokojem dziewczyna zdołała się odezwać.
  -Gwyne, moja ręka płonęła, dosłownie się paliła. Co to oznacza? Ze niby jestem tym elfem?
   Gwyne w odpowiedzi kiwnął głową i połozył rękę na jej ramieniu.
  -Jutro spotkasz się z szefem Lśniącej Straży. Do tego czasu jesteś wolna. Być może ktoś przyjdzie dzisiaj sprawdzić do jakiej straży powinnaś dołączyć. A teraz muszę cię zostawić. Chciałbym abyś nie opuszczała swojego pokoju.
  -Ale Gwyne! Dlaczego ja tu w ogóle jestem?! Przecież gdyby nie ten cały cyrk nigdy bym się nie dowiedziała, że w ogóle mogę mieć w sobie coś z elfa. Przecież to czyste szaleństwo!
  -Jutro dowiesz się wszystkiego, a teraz proszę, zostań tutaj.
  -Gwyne, zaczekaj! Nie możesz mnie tu tak zostawić!
   Mężczyzna jednak nie zwracał uwagi na krzyki dziewczyny. Otworzył drzwi i wymknął się za nim Lia zdążyła do niego doskoczyć. Stojąc na korytarzu wyjął pęk kluczy i jednym z nich zamknął pokój. Ignorując przekleństwa, które wyrzucała z siebie nastolatka poszedł w swoją stronę. Och, Lia. Gdybyś tylko wiedziała…, mężczyzna westchnął i przyspieszył kroku.

Ostatnio zmieniony przez Divia (13-07-2020 o 13h53)

Offline

#4 13-07-2020 o 16h26

Straż Absyntu
Lix
Straż na szkoleniu
Lix
...
Wiadomości: 185

Przyjemnie mi się to czyta, chociaż twoja historia ma dość sporo nieścisłości.

Zacznę od tego że w ostatnim rozdziale tak szybko zadziało się tak dużo niespodziewanych rzeczy że jestem skołowana

Poza ogólnymi opisami wyglądu postaci nie ma tu praktycznie nic powiedzianego o otaczającym twoją bohaterkę świecie i o ludziach go zamieszkujących

Postacie pojawiają się i znikają bez żadnej przyczyny, dla przykładu nic nie byłam w stanie wyłapać z opisu twojego wilczka, dodatkowo nie wiem nawet czemu się on pojawił (miał zaprowadzić Lię do laboratorium bo pan na g mu kazał? Po co, sam przecież po chwili przyszedł go pośpieszać a w kolejnej scenie był już z nią na miejscu)

Ale muszę przyznać że Ezarelowa akcja z oznajmnieniem że "nie jest elfem" i zamknięciem drzwi przed nosem mi się podobała.

Myślę że masz całkiem ciekawy pomysł na fabułę ale musisz jeszcze popracować nad wyrażeniem i dopieszczeniem tego

Ostatnio zmieniony przez Lix (13-07-2020 o 16h27)

Offline

#5 13-07-2020 o 18h14

Straż Absyntu
brushmysmile
Młody rekrut
brushmysmile
...
Wiadomości: 21

Na początku chciałam napisać, że bardzo podoba mi się ogólny zamysł tego opowiadania. Mam wrażenie, że masz dość konkretny plan na fabułę, co jest ogromnym plusem. Intryguje mnie też tytuł wątku, szczególnie przez zawarte tagi /static/img/forum/smilies/big_smile.png Zobaczymy Eldkę w przyszłości? Jestem strasznie ciekawa, tym bardziej, że uchyliłaś samego rąbka tajemnicy, jeśli chodzi o zarys funkcjonowania tego świata.

Zastanawia mnie, jaki okres czasu mija od prologu do pierwszego rozdziału. Bo zakładam, że akcja dzieje się tam sporo później, skoro główna bohaterka nie wspomina o zaginięciu siostry jako o świeżej sprawie. Tylko jestem ciekawa, czy to kwestia dni, tygodni, czy raczej lat. Stawiam w sumie na to ostatnie, bo Lia już w Eldaryi sprawia wrażenie raczej starszej niż 12-13 lat. Bohaterka ma charakterek i sporą odwagę, to wiem na pewno. Wydaje mi się, że się z nią polubimy, bo jakoś ogólnie wzbudziła moją sympatię.

Fabularnie będę komentować głównie najnowszy wpis, bo on wywołał chyba we mnie najwięcej emocji; dzieje się faktycznie dużo, jak wspomniała Lix. Akcja jest ciekawa, nawet bardzo.

Pierwsze rzuciły mi się w oczy chyba imiona – jak dla mnie są genialne. Trudno mi to ubrać w słowa, ale wszystkie, które się do tej pory pojawiły, brzmią dość naturalnie ze swoją nieprzesadzoną nutką fantastyki :3 Wprowadziłaś przy tym dużo nowych postaci, a ja znowu mam zagwostkę, jak wiele mają  wspólnego z mieszkańcami Eldaryi, jakich znamy z gry.

Elf-alchemik o uszczypliwym charakterku, z niebieskimi włosami i zielonymi oczami? Od razu na myśl nasunął się Ezarel, ale kiedy przeczytałam jego  imię (plus wspomnienie o rówieśniczym wieku do Lii), poczułam się trochę skołowana. Moja teoria brzmi, że twój bohater i oryginalny WS przynajmniej są jakoś spokrewnieni. Jestem ciekawa, czy w ogóle spotkamy którąś z kanonicznych postaci.

W tekście zdarzają się nieścisłości, ale to już zostało dobrze wskazane komentarz wyżej:3 Nie masz większych problemów z ortografią, a opisy są raczej zwięzłe, ale dość plastyczne. Wyłapałam kilka kosmetycznych błędów, najczęściej związanych z pisownią danych cząstek razem czy oddzielnie (np. "za nim" zamiast "zanim", co zmieniło trochę sens zdania).  Takie drobnostki można niekiedy dość dobrze wyłapać automatem typu ortograf.pl, ale przy korzystaniu z tego trzeba trochę uważać. Wiadomo, to bot i nieraz źle odczyta cały kontekst, więc nie zawsze można zaufać jego sugestiom. Ja sama czasami z tego korzystam, kiedy mam wątpliwości przy chociażby postawieniu przecinka.

I mam jeszcze taką poradę odnośnie dialogów – dobrze by było, gdyby po jego rozpoczęciu za pomocą znaku pojawiała się spacja. I odnośnie znaku; zauważyłam, że stosujesz dywizy (-). Myślę, że tekst byłby lepiej czytelny przy zastosowaniu pauzy (—). Możesz zrobić ją na klawiaturze za pomocą lewego Altu i 0151 na bocznej klawiaturze numerycznej. Niestety wiem, że niektóre programy do obróbki tekstu same zmieniają pauzy na krótsze kreski, a skróty klawiszowe nie działają na każdym komputerze :>. Ogólnie to tylko luźniejsza sugestia i zrobisz z nią, co będziesz uważała za rozsądne.
Dla przykładu:
„— Dlaczego akurat ja? Dlaczego mam się poświęcać dla… niej? — spojrzał z pogardą na nastolatkę (...)."

Życzę masy weny i czekam z niecierpliwością na więcej!

Ostatnio zmieniony przez brushmysmile (13-07-2020 o 18h16)


https://s6.ifotos.pl/mini/hhpng_qaewrpn.png

Offline

#6 13-07-2020 o 18h40

Straż Absyntu
Lix
Straż na szkoleniu
Lix
...
Wiadomości: 185

@up myślę że postacie przedstawione tu będą raczej potomkami znanych nam bohaterów, tak jak sama zauważyłaś niebiesko włosy elf o zielonych oczach jednoznacznie kojarzy nam się z Ezem, charakter w sumie też się zgadza. Biała kitsune może być córką Miiko i Lanca, a wilczek to dziecko Chroma

Oczywiście to tylko moja luźna teoria ale widzę tu zbyt dużo podobieństw do postaci które już znam

Offline

#7 22-07-2020 o 21h37

Straż Cienia
Divia
Rekrut
Divia
...
Wiadomości: 32

-3-



   Gwyne przeszedł przez główny korytarz i skierował swoje kroki do podziemi. Na dole czekał na niego Nero, u którego stóp leżał Bakhrahell.
  —Jakieś wieści o Demonie?
   Nero pokrecił głową, drapiąc chowańca za uchem.
  —Khar nic nie znalazł. Tak jakby zapadła się pod ziemię.
   Gwyne zaklął pod nosem.
  —Cholera jasna, nie mogła tak po prostu zniknąć. Wyślę Tacorę i Cevila na zwiady. Poślij Khara jeszcze raz, może towarzyszyć mu Flay. Będą mieli większy zasięg— gestem dłoni przywołał Owletta, który czuwał na jednym z gzymsów. Gdy znalazł się przy nim, mężczyzna gwizdnął i oba chowańce ruszyły na poszukiwania. Nero patrzył ponuro jak jego towarzysz wybiega po schodach i znika za wejściem do piwnic.
  —Nie mogę go tak przeciążać. Od kilku dni non stop tylko szuka tej opętanej dziewczyny. W końcu nie wytrzyma tego fizycznie..
  —Dlatego jest tu Lia. Ale na razie nic o tym nie wie.. I od Ciebie na pewno się nie dowie, jasne?
  —Jak słońce— warknął wilkołak. Gwyne zostawił go u wyszedł na powierzchnię.

   Tymczasem Lia stała przy oknie, po raz kolejny sprawdzając jaka odległość dzieli ją od ziemi. Obróciła się i omiotła wzrokiem pokój. Pościel nie nadawała się na prowizoryczną linę, po której mogłaby spuścić się na dół. Zasłony też nie wydawały się specjalnie trwałe. Szlag by to!, ze złością uderzyła pięścią w parapet. Dlaczego mnie tu trzymają? Dlaczego nie mogę wyjść? Dlaczego, do jasnej, w ogóle mnie tu przywlekli? Przecież w życiu bym się nie dowiedziała, ba nawet by mi do głowy nie przyszło, że mogę być takim dziwadłem. Dziewczyna w zamyśleniu wychyliła się przez okno. Ciekawe co sobie pomyśli moja biolożka, przecież za dwa tygodnie miałam startować w olimpiadzie.. a wtedy miałabym już praktycznie załatwione miejsce na studiach. Cholera, jak ja jej wytłumaczę, że nie było mnie tyle czasu? „Dzień dobry pani, przepraszam, że przegapiłam tyle lekcji, ale miałam niespodziewaną podróż do świata elfów i innych dziwadeł. Przykro mi, że nie powiadomiłam pani wcześniej, ale było to dosyć niespodziewane…” Tja na pewno to kupi, mruczała do siebie pod nosem. Z pewnością stwierdzi, że jestem całkowicie normalna. „Zrobiłam to w celach badawczych. Chciałam sprawdzić czy w ich świecie mają bardziej rozwiniętą medycynę. Niestety nie zostałam dopuszczona do laboratorium z powodu gburowatego elfa, który myśli że pozjadał wszystkie rozumy. Cóż, mówi się trudno, Lia wzruszyła ramionami, a gdy odwróciła się, serce w niej zamarło. Przed nią stał ten gburowaty elf. Patrzył na nią spode łba, nic nie mówiąc. Lia, nie wiedząc co zrobić w tej dość niezręcznej sytuacji, postanowiła zaatakować intruza.
  —Co ty tu robisz? Nikt cię nie nauczył, że nie wchodzi się bez pukania?
   Xyon prychnął pod nosem.
  —Wątpię żeby tak „gburowaty elf” miał jakiekolwiek dobre maniery.
   Lia zaczerwieniła się po cebulki włosów, jednak postanowiła się tak łatwo nie poddawać.
  —Nie odpowiedziałeś na moje pytanie- co tutaj robisz? Chyba mam prawo do odrobiny prywatności.
  —To samo mógłbym powiedzieć o tobie. Nikt cię nie zapraszał do
laboratorium, a już na pewno nie ja!
  —Myślisz, że byłam super zadowolona, kiedy Gwyne zostawił mnie tam nie wiadomo po co?! I to jeszcze z tobą? Żebyś mnie pociął i podpalił mi rękę?
   Elf wywrócił oczami i spojrzał na nią z politowaniem.
  —Jakoś nie widzę żebyś miała choćby draśniętą dłoń— jakby na potwierdzenie swoich słów złapał jej nadgarstek i uważnie obejrzał.
  —Nic, nawet maciupkiej blizny.
   Nastolatka ze złością wyrwała rękę i odruchowo schowała za plecami.
  —Czy będziesz łaskaw mi w końcu powiedzieć dlaczego mi przeszkadzasz?
   Xyon westchnął cierpiętniczo i powiedział:
  —Na polecenie tego…— zrobił pauzę jakby w ostatniej chwili powstrzymał się od powiedzenia czegoś nieprzyzwoitego.— Gwyne’a mam cię zabrać ze sobą abyś po raz kolejny naruszyła moją przestrzeń osobistą i wykonała parę eksperymentów w mojej pracowni.
  —Ale po co?— spytała, unosząc brwi.
  —Po jajco- warknął elf i złapał Lię za ramię.— Przestańmy w końcu marnować mój cenny czas i chodźmy wreszcie!
   Niemalże zawlókł dziewczynę do laboratorium i puścił dopiero, gdy stanęła przed stołem.
  —Proszę bardzo— powiedział, kładąc przed nią grubą, zakurzoną księgę.— Tu masz zaznaczone co masz zrobić. Masz godzinę. Mam nadzieję, że nie wylecimy w powietrze— dodał uśmiechając się złośiwie.
   Lia odwróciła się gwałtownie tak, że uderzyła Xyona swoim warkoczem. Ten zaklął pod nosem, ale więcej się już nie odezwał.
   Dziewczyna przyjrzała się uważnie otwartej stronie. Tekst był w połowie wyblakły, dodatkowo pisany jakiś dziwnym językiem. Nie chcąc dać elfowi satysfakcji szybkim poddaniem się, skupiła całą swoją uwagę na literach. Po kilku chwilach zdołała rozszyfrować pierwszą recepturę. Podeszła to półki z probówkami zawierającymi przeróżne substancje i wybrała kilka z nich. Wzięła zlewkę, włączyła palnik i zaczęła po kolei mieszać składniki. Na koniec dosypała trochę startych liści jałowca i wszystko podgrzewała kilka sekund. Po zakończeniu wzięła się za następny eliksir.
   Dokładnie w momencie, gdy skończyła przygotowywać ostatnią fiolkę zmaterializował się przy niej Xyon. Z powątpiewaniem spojrzał na przygotowane w naczyniach mikstury i wziął do ręki pierwszą zlewkę.
  —Zobaczmy..— mruknął, po czym z całej siły rzucił naczyniem o podłogę.
  —Co ty wyprawiasz?!— Lia rzuciła się w jego kierunku jednak chłopak powstrzymał ją ramieniem. Przez kilka sekund substancja bulgotała na podłodze po czym rozbłysła, oślepiając na chwilę nastolatków. Gdy żar nieco zelżał, Lia spostrzegła jak z ognia wyłania się postać feniksa, krzyczącego przeraźliwie, która znikła tak szybko jak się pojawiła. Po całym doświadczeniu pozostały jedynie popiół i zwęglona podłoga. Xyon mruknął coś do siebie, a następnie rzucił w stronę dziewczyny:
  —Potem to posprzątasz.
   Lia niczego nie rozumiejąc, patrzyła jak wylewa zawartość kolejnego naczynia na drewnianą płytę, która w kilka sekund zamieniła się w popiół pod wpływem kwasu. Trzecią substancję jak gdyby nigdy, nic wypił.
   Nastolatka patrzyła na niego zbaraniała tak długo, że w końcu złamał się i powiedział:
  —To ostatnie to był syrop na odporność. Dość nietypowa receptura, ale bardzo skuteczna.
   Oboje, jak na komendę, obrócili się ku drzwiom usłyszawszy klaskanie.
  —Gratulacje, Lia. Widzę, że nie najgorzej poradziłaś sobie z pierwszym wyzwaniem. Teraz Nero zabierze cię na podwórze na kolejny test.
   Kiedy Lia i wilkołak zniknęli za drzwiami, Gwyne spojrzał rozeźlony na Xyona.
  —Postradałeś zmysły?! Przecież przy pierwszej recepturze, gdyby pomieszała składniki, wysadziła by cały budynek w powietrze!
  —Kontrolowałem sytuację. Przecież nie pozwoliłbym na to żeby wysadziła moją pracownię.
   Gwyne przejechał dłonią po twarzy.
  —Widzę, że wszystkie możliwie najgorsze cechy wyssałeś z mlekiem matki po twoim świętej pamięci dziadku. Do tej pory tolerowałem twoje wątpliwe poczucie humoru, wybryki i ciągłe niezadowolenie z wszystkiego, ale koniec z tym! Najwyższy czas abyś w końcu dojrzał i zadbam o to osobiście.
   Mężczyzna ruszył do wyjścia, jednak w ostatniej chwili przystanął i rzucił przez ramię.
  —Posady dowódcy straży nie dostaje się tylko za wrodzony talent, który potrafi się w doskonały sposób wykorzystać. Warto mieć w sobie trochę empatii i ogłady, a nade wszystko być dojrzałym i rozważnym.

  —Przyszła pora na kolejną próbę: szybkość, zwinność i nieuchwytność— Nero zatarł ręce z zapałem.— W tym właśnie specjalizuje się Straż Cienia.
  —Jak mniemam to do niej należysz?
   Wilkołak w odpowiedzi kiwnął głową.
  —Dokładnie tak. Jestem szybki i nieuchwytny— to mówiąc wykonał kilka uników jakby walczył z niewidzialnym wrogiem.
   Lia zachichotała.
  —Nie będzie ci tak do śmiechu, kiedy zaczniemy— burknął chłopak, udając, że uraziła go reakcja dziewczyny.— Dobra koniec tych pogaduszek, przejdźmy do sedna. Za tymi drzwiami znajduje się nasz, nazwijmy to, ogród treningowy. Twoim zadaniem będzie jak najszybsze przedostanie się na jego drugi koniec z… możliwie najmniejszymi stratami.
   Lia spojrzała na niego pytająco, więc kontynuował wypowiedź:
  —Plac jest usiany całą gamą pułapek jak i ukrytych przejść, które znacznie mogą skrócić twoją trasę. Z każdej pułapki można się wydostać, jeśli odpowiednio się pokombinuje. Ale nie martw się, jeśli do wieczora nie dotrzesz do mety, pójdziemy cię szukać—drocząc się, zmierzwił jej włosy na głowie.— To co, zaczynamy?
  —A mam jakieś inne wyjście?

   Xyon ostatkiem sił powstrzymał się żeby nie zdemolować laboratorium. Co za durna małolata, warczał do siebie chodząc w tę i z powrotem. W głowie przewijały mu się najgorsze określenia jakimi mógłby określić Lię. Nagle zatrzymał się na środku i złapał się za włosy.
  —AAAA, ZA CO?!
   Z rezygnacją popatrzył na popiół, który wciąż znajdował się na podłodze. Jak sądzę panienka nie zjawi się aby posprzątać, mruknął i wyciągnął miotłę zza regału.

   Lia tymczasem wisiała na lianie, nad wielkim bagnem, i powoli zaczynało brakować jej sił. Dobraa, spróbujmy jeszcze raz, pomyślała i podjęła ostatnią próbę rozhuśtania lniany. Gdy zawisła nad drugim brzegiem, kłącze pękło i dziewczyna runęła w dół, prosto w bajoro. Wpadła po pachy, jednak zdołała się złapać korzenia pobliskiego drzewa. ostatkiem sił wygramoliła się na brzeg i, ciężko dysząc, położyła się na plecach. Kiedy oddech się uspokoił, wstała i ruszyła dalej przedzierając się przez dzicz. Dochodząc do mety, ciskała z oczu błyskawicami, ubranie miała całe w błocie, a we włosach mnóstwo gałązek i innego zielska. Gwyne i Nero, czekający na nią uśmiechnęli się nieznacznie, choć było widać, że niewiele dzieli ich od wybuchnięcia śmiechem.
  —Spokojnie, większość istot, która brała udział w tej próbie wyglądała jak ty. Czasem nawet gorzej— dodał mężczyzna, widząc jak
   Lia próbuje zabić go wzrokiem.
  —Cóż.. chyba czas na ostatnią próbę..— powiedział Nero, usilnie unikając jej wzroku.— I chyba nie ma sensu żebyć się myła.
   Nastolatka wzniosła rozpaczliwie oczy ku niebu i wyszeptała:
  —Miejmy to już za sobą..

   Ostatni odbywał się dużym placu, otoczonym kamiennym murem wysokości około dwóch metrów. Lia została tam niedelikatnie wepchnięta i pozostawiona sama sobie. Po chwili na murach pojawił się Gwyne w towarzystwie jakiegoś chłopaka. Lniana koszula bez rękawów odkrywała jego ramiona, pod którymi prężyły się mięśnie. Twarz zakrywały przydługie, kruczoczarne włosy, które nie pozwalały przyjrzeć się dokładnie jego twarzy, coś jednak podpowiadało Lii, że musiał być nieprzyzwoicie przystojny.
   Lia na samą myśl o tym zaczerwieniła się, uświadamiając sobie jak żałośnie musiała wyglądać. Za nim zdążyła pogrążyć się w całkowitej rozpaczy, niski głos chłopaka odbił się w murach.
  —Zaraz zostaniesz poddana próbie siły, chcemy zobaczyć jak sprawujesz się w walce. Do dyspozycji masz topór, miecz i… ech, zwykłe kije treningowe. Użyjesz tego, co będziesz uważała za słuszne. Powodzenia.
   Nastolatka ledwie spojrzała w kierunku broni, kiedy usłyszała dzikie warczenie. Obróciła głowę w tym kierunku i zobaczyła olbrzymiego, srebrnego wilka, który patrzył na nią wściekle. Dziewczyna zamarła i przyjęła pozycję żółwia, zasłaniając rękami kark. Wszyscy, łącznie z bestią, zbaranieli. Wilk podszedł do dziewczyny, obszedł ją dookoła, powąchał i odszedł. Kilka sekund później usłyszała męski głos.
  —Widzę, że dalsze przedstawienie nie ma sensu…
   Lia podniosła głowę i zobaczyła kolejnego mięśniaka, tym razem o jasnych, krótkich włosach. Wyciągał wielką rękę w jej stronę.
   Nastolatka niechętnie przyjęła jego pomoc i podniosła się z ziemi.
  —Pierwszy raz spotkałem się z taką reakcją— po jego twarzy przemknął uśmiech.— Inni przeważnie lecą od razu z toporem, a tu proszę, niespodzianka.
   Lia spojrzała spod oka na rozmówce.
  —Nie widzę powodu, dla którego miałabym krzywdzić niewinne zwierzę- burknęła.— A właśnie, gdzie jest ten wilk?
   Jasnowłosy spojrzał na nią znacząco.
  —A no tak, zapomniałam, że nie jestem u siebie— mruknęła, spoglądając niepewnie na chłopaka, jakby miał się zaraz ponownie przemienić w krwiożerczą bestię.
Patrzyli sobie przez chwilę w oczy, za nim Gwyne przerwał ciszę.
  —Myślę, że możemy ją skonfrontować z jednorożcem.
   Obaj młodzieńcy spojrzeli na niego zdumieni, ale w milczeniu kiwnęli głowami. Lia znowu została sama, z Gwyne'em jako towarzyszem, na wyżynach.
   Po kilku dłużących się niemiłosiernie minutach otwarły się boczne drzwi, przypominające wejście do stajni. Dziewczyna z ciekawością wyciągnęła szyję. Nagle wyskoczył stamtąd potężny, siwy ogier ze srebrnym rogiem na czole. W jego oczach było widać obłęd, gdy pędził w stronę Lii. Nastolatka tym razem ani drgnęła i patrzyła na szarżujące na nią zwierzę z założonymi rękami i złym wzrokiem. Jednorożec nie zwalniał, a dziewczyna uparcie stała w miejscu. Zdumiony ogier zatrzymał się w ostatniej sekundzie, tuż przed jej nosem, ciężko dysząc. Oboje patrzyli na siebie wściekłym wzrokiem. Pierwsza wybuchła Lia.
  —Co wy sobie do cholery myślicie?! Znowu jakiś przebieraniec, który zaraz zmieni się z jakiegoś chłopaczka? Najpierw każecie mi przygotowywać jakieś dziwaczne mikstury, potem o mało nie tracę życia w bagnie na waszym idiotycznym torze przeszkód, a teraz karzecie mi się bić z jakimiś kształto-zmiennymi istotami! Mam tego dość!— dziewczyna krzyczała, wymachując rękami.— Spadaj stąd, nie zamierzam bić się z żadnym koniem ani innym stworzeniem. No już! Pokaż swoje prawdziwe oblicze!
   Jednorożec spojrzał na dziewczynę, z błyszczącymi ze złości oczyma, ale już bez pragnienia mordu. Prychnął jej prosto w twarz i wrócił kłusem do swojej kwatery.
   Lia spojrzała oburzona na Gwyne’a, który stał w tym samym miejscu, blady jak ściana. Wrota za nastolatką się otwarły i na arenę wszedł Nero.
  —Chodź, zaprowadzę cię do pokoju żebyś mogła się umyć.
   Dziewczyna była zbyt wyczerpana żeby żądać jakiś wyjaśnień, więc posłusznie podążyła za wilkołakiem.
Gwyne natomiast wciąż wpatrywał się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stała Lia.

Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Divia (29-07-2020 o 17h15)

Offline

#8 22-07-2020 o 22h51

Straż Absyntu
Lix
Straż na szkoleniu
Lix
...
Wiadomości: 185

Obstawiam że test jednorożca był czymś czego nikomu nie udało się przejść, ale ona była zbyt wbukwiona by o tym myśleć.
Podoba mi się ten test straży, jest bardziej logiczny niż bezsensowne pytania którą porę dnia lubisz najbardziej.

Co do postaci to zdaje mi się że elfik będzie miał bliźniaczkę podobną do Lein, a wilczek będzie dobrym przyjacielem bochaterki

Rozpoczęty wątek demona mnie zastanawia (czyżby dziedzic zbawcy ziem Eel i Gradki?)

Offline

#9 29-07-2020 o 17h15

Straż Cienia
Divia
Rekrut
Divia
...
Wiadomości: 32

-4-



   Lia w starej, ale czystej koszuli szła w kierunku swojej, miała nadzieję, tymczasowej kwatery. Z wciąż wilgotnych włosów spadały kropelki wody, przez co przez ciało dziewczyny przeszedł dreszcz. Nero, będący jej towarzyszem niemalże od samego początku, zarzucił jej swój płaszcz na ramiona.
  —Nie myśl, że dostaniesz go na zawsze— powiedział, mrugając zawadiacko.- Szkoda by było żebyś nam tu wykitowała z wyziębienia nie poznawszy nawet okolicy.
   Lia uśmiechnęła się w odpowiedzi, wdzięczna losowi, że nie musi przebywać w towarzystwie Xyon'a, a miłego wilka. Szli w milczeniu, które nastolatka przerwała pod jej pokojem.
  —Słuchaj, dzisiaj, na arenie, miałam walczyć z ogromnym wilkiem, to znaczy z wilkołakiem. Może to zabrzmi niezwykle naiwnie, ale nie jest tak, że możecie zmieniać się tylko podczas pełni? Byłam w ciężkim szoku, gdy zamiast tej bestii zobaczyłam twojego rówieśnika.
   Nero zaśmiał się serdecznie.
  —W teorii tak, w praktyce jednak wygląda to trochę inaczej. Po pierwsze, jeśli potrafisz odpowiednio kontrolować swoją naturę możesz zmieniać się w dowolnym miejscu i czasie. Wymaga to wiele wysiłku, ale pierwsze skrzypce grają tu przede wszystkim, jak to mówią, dobre geny, jednak potrzeba też dużo praktyki. Drugą opcją jest wypicie specjalnej mieszanki ziół, która działa w dwie strony- może cię przemienić w wilka bądź wręcz przeciwnie- zapobiec przemianie. Nazwijmy to opcją dla leniwych— mrugnął do dziewczyny.— A co to tej bestii, nie musisz się go obawiać. To mój brat, Aaqor, ale wszyscy mówią na niego po prostu Qor. Może i wygląda przerażająco, kiedy ukazuje swoją prawdziwą naturę, jednak w środku jest miękki jak owieczka. Muchy by nie skrzywdził.
  —Dlaczego w takim razie bierze udział w walkach szkoleniowych? Przecież to go naraża na niebezpieczeństwo, w dodatku sam może kogoś skrzywdzić w obronie własnej.
  —Właśnie dlatego został wyznaczony do tego zadania. Walka nie ma polegać na zadaniu obrażeń czy zabiciu przeciwnika, chodzi głównie o umiejętności obrony. Qor nadaje się do tego idealnie, ponieważ jego umiejętności unikania ciosów przy jednoczesnym pokonaniu przeciwnika bez jego uszczerbku na zdrowiu są niemalże doskonałe. Poza tym przy jego wyglądzie sprawdzamy również kto potrafi zachować zimną krew— wyszczerzył żeby w uśmiechu.
   Lia zaśmiała się nerwowo.
  —Faktycznie, macie niebanalne metody..
   Wilk skinąl głową i otworzył drzwi.
  —Zapraszam panienkę. Czegoś ci jeszcze potrzeba?
   Dziewczyna zastanowiło się chwilę, po czym rzekła:
  —Jeśli ci to nie przeszkadza, to mógłbyś jeszcze chwilę ze mną posiedzieć?
   Nero spojrzał na nią zdziwiony jednak szybko się uśmiechnął i kiwnął głową na znak zgody. Nastolatka usadowiła się na łóżku, po czym przesunęła się, aby zrobić miejsce towarzyszowi. Chłopaka speszyło nieco to zachowanie, ale nie chcąc robić zawodu dziewczynie usiadł koło niej. W myślach prosił tylko żeby nie przytuliła się do niego- ku jego uldze Lia zmieniła pozycję i, opatulając się ciaśniej jego płaszczem, usiadła po turecku w nogach łóżka.
  —Możesz mi powiedzieć o co chodziło z tym jednorożcem? Dlaczego Gwyne nazwał to... czymś w stylu ostatecznej próby?
  —Hmm, jakby to powiedzieć.. W zasadzie nie wiem dlaczego od razu rzucił cię na tak głęboką wodę. Test na członka Straży Obsydianiu zazwyczaj przebiega w jednym etapie, to znaczy próbie sił z Aaqor'em. Powiedzmy, że ten jednorożec jest wykorzystywany... Ech, nie wiem jak to powiedzieć..— Nero, wyraźne speszony odwrócił wzrok.
  —Najlepiej wprost— Lia świdrowała to swoimi błękitnymi oczami.
  —Dobra, ale robię to tylko dlatego, że jeszcze się nie zdażylo żeby młodzik walczył z tym.. furiatem- skrzywił się na myśl o ogierze.— Za nim to schwytaliśmy był kimś w rodzaju herszta bandy, która potrafiła bez żadnego powodu zaatakować naszych ludzi. Czy to podczas polowania, czy zwiadów, czy nawet zwykłej przechadzki. Stwarzali zagrożenie nie tylko dla członków straży, których zdawali się szczerze nienawidzić, ale także dla całego społeczeństwa. Od kiedy go złapaliśmy, ataki ustały. Teraz, czasami wypuszczamy go, chcąc sprawdzić umiejętności żołnierzy, a raczej postępy, które powinni poczynić— spojrzał niechętnie w stronę dziewczyny, ale widząc jej oburzenie dodał szybko.— Spokojnie, wszystko odbywa się bez rozlewu krwi.
  —Jak można tak wykorzystywać niewinne stworzenie?! Nie mogliście się z nimi jakoś.. dogadać?
  —Z końmi?! Wybacz, ale żadne z nas nie było w stanie dotrzeć do tego ogiera— odwrócił wzrok w stronę okna.— Wybacz mi proszę, ale chyba powinnaś się położyć. Jutro twój wielki dzień, dowiesz się do jakiej straży się dostałaś. Dobrej nocy życzę.
   Nero wstał i gestem dłoni zachęcił dziewczynę do pójścia spać. Lia posłusznie wykonała polecenie, jednak zatrzymała wilka w drzwiach.
  —Nero, zapomniałeś płaszcza.
   Chłopak odwrócił się i podrapal się po głowie.
  —Możesz go na razie zatrzymać. Jedna kołdra może ci nie wystarczyć, noce są tu bardzo zimne.
   Lia uśmiechnęła się do niego serdecznie, po raz kolejny wprawiając towarzysza w zakłopotanie. Za nim rumieniec na dobre zawitał na jego twarzy, wyszedł i zamknął delikatnie drzwi. Na korytarzu przystanął i wziął kilka głębokich orzechów. Spokojnie, to była tylko niewinna rozmowa. Czemu ja w ogóle tak reaguję?! Powinienem jednak odebrać mój płaszcz..Nero odwrócił się i stanął przodem do drzwi, jednak nie był w stanie ich otworzyć. Co za głupota.., zły na siebie ruszył korytarzem do swojej sypialni. Za nim wszedł spojrzał jeszcze w kierunku, z którego przyszedł, pokręcił głową i wsadził klucz w zamek. Dopiero, gdy zamknął się w swoim schronieniu odetchnął tak, jakby zrzucił z siebie duży ciężar. To był ciężki dzień, mruknął do siebie i z gracją wskoczył na łóżko. Położył się na poduszkach i włożyć lewą rękę pod głowę. Patrząc w sufit analizował wszystko, co wydarzyło się dzisiaj. Uważał, że jak na nowicjuszkę Lia poradziła sobie bardzo dobrze i pokusił się nawet o stwierdzenie, że była uzdolniona na wielu płaszczyznach. Chociaż sam przed sobą musiał przyznać, że do walki to ona się nie nadawała. Chłopak obrócił się na bok. Dzisiaj tak naprawę miała bardzo dużo szczęścia, podczas ostatniej próby, chociaż nie mógł zrozumieć dlaczego Gwyne zdecydował się na tak radykalny krok. Przecież ta bestia mogła ją zabić. Gdyby nie to, że dziewczyna była rozwścieczona do granic możliwości jednorożec zrobił by z niej miazgę. Qor i Nyan nawet nie zdążyli by zareagować. Ale zwiadowcą byłaby nie najgorszym, pomyślał z zadowoleniem, musiałaby się jeszcze wiele nauczyć, ale dobrze prosperuje.
   Nagle, przez nocną ciszę, przebiegł szelest, który postawił młodego wilkołaka na nogi. Odruchowo wyciągnął miniaturowy sztylet spod poduszki i uważnie wpartrywał się w ciemność za oknem. Czuł, że coś się zbliża, jednak nie był to żaden nieznajomy. Co jak co, ale jego wyostrzony węch zwiadowcy nigdy go nie zawiódł. Gotowy w każdej chwili zaatakować wlepił wzrok w szybę. Po kilku dłużących się niemiłosiernie chwilach ujrzał jakieś stworzenie, usiłujące wdrapać się przez okno do środka. Nero pociągnął nosem, po czym rozluźnił się i odłożył broń. -Witaj, Khar, nareszcie jesteś. Chowaniec podszedł do niego nieco chwiejnym krokiem i ciężko opadł na swoje posłanie. Wilkołak podszedł do niego i z czułością to obejrzał. Na szczęście nie miał żadnych obrażeń, był po prostu niewyobrażalnie zmęczony.
  -Biedaku- mruknął gładząc Bakhrahell'a po głowie.- Jutro z samego rana pogadam z Gwyne'em. Niech sobie znajdzie innego naiwnego na posyłki. Siedział przy nim dobry kwadrans, dopóki jego towarzysz nie zasnął. Jeszcze raz uważnie sprawdził, czy na pewno nic mu nie jest i nieco uspokojony poszedł spać.

   Gwyne tej nocy nie zmrużył oka. Owlett nie przyniósł żadnych nowych wieści, a od Cevila i Tacory nie dotarła ani jedna wiadomość. Powoli kończyły mu się pomysły gdzie ta poczwara mogła się podziać. Połowa Kwatery Głównej była postawiona na nogi- nawet elfy zostały wysłane na poszukiwania jakichkolwiek śladów. Ich zaletą było to, że dzięki swoim eliksirom mogli oglądać wszystko z dokładnością mikroskopu bez użycia dodatkowego sprzętu. Musimy wytępić tą zarazę do końca, mruczał pod nosem, przemierzając pokój w te i z powrotem, została tylko ona i nie pozwolę żeby jakimś cudem na nowo się namnożyła! Gwyne że złością uderzył pięścią w stół. Przestraszony chowaniec zerwał się za równe nogi, jednak nie wyczuł żadnego niebezpieczeństwa, więc padł zmęczony na dywan i niemal natychmiast zasnął. Mężczyzna natomiast podniósł wzrok na mapę, rozwieszoną na ścianie i palcem zaczął kreślić trasę, którą do tej pory przybyli jego zwiadowcy. Przeczesaliśmy niemal cały archipelag! Musi gdzieś być, to nie możliwe, że znikła od tak!, pstryknął palcami. Muszę być cierpliwy, westchnął, już nie długo nasza ostatnia nadzieja będzie gotowa, a wtedy.... strzeż się Demonie!

  —Hej, hej, hej! Nie ma co marnować tak pięknego dnia, wstaaaaaawaj!
   Lia otworzyła jedno oko i wrzasnęła z przestrachem.
  —Luna! To znaczy Hya.. Hyagra, przestraszyłaś mnie— powiedziała z wyrzutem, trąc powieki.— Po wczorajszym dniu powinniście mi pozwolić spać do woli.
   Kitsune nie przeszkadzał markotny ton nastolatki. Z charakterystyczną dla siebie werwą rozsunęła wyblakłe zasłony, wypuszczając do pokoju pierwsze promienie słońca. Otworzyła również okno, a chłodne powietrze, które wpadło do środka jeszcze bardziej zniechęciło Lię do porzucenia ciepłego gniazda. Hyagra tanecznym krokiem podeszła do łóżka i szybkim ruchem ściągnęła kołdrę.
  —Ej!— pisnęła dziewczyna.— W tej chwili to oddawaj!
  —Ani mi się śni— lisica mrugnęła do nastolatki.— Na stoliku zostawiłam ci odzienie. Za pięć minut wracam i mam nadzieję, że będziesz gotowa— dodała, wynosząc kołdrę z pokoju.
   Lia westchnęła i opatuliła się peleryną Nero. Rzuciła niechętnie okiem na kupkę ubrań.
  —Widzę, że nie specjalnie dbają tu o wygląd nowicjuszy— powiedziała w pustą przestrzeń i podniosła się. Na stoliku leżała poskładana lniana koszula z trzy-czwartym rękawem, spodnie, przypominające do złudzenia jeździeckie bryczesy, w kolorze nocnego nieba. Obok stały mahoniowe botki, w których schowane były bawełniane skarpety (dzięki Bogu czyste). Kiedy kitsune ponownie weszła do pokoju Lia usiłowała wciągnąć drugiego buta.
  —Pasuje jak ulał! Skoro jesteś gotowa to chodźmy na śniadanie.
   Dziewczyna od razu zapaliła się do tego pomysłu, bowiem od feralnej nocy nic nie miała w ustach. Jednak gdy stanęła w progu jadalni ogarnął ją niepokój dotyczący przygotowywanych tu posiłków. Oby nie były to żadne muchomory podane z żabimi udkami, pomyślała i natychmiast ogarnęły ją mdłości. Hyagra nie zwracając uwagi na wewnętrzne rozterki towarzyszki pociągnęła ją za sobą to wolnego stolika. Chwilę później inna kitsune przyniosła im chleb, miód i dwa kubki mleka.
  —Nie wiedziałam co lubisz, dlatego tak skromnie— Hyagra uśmiechnęła się przepraszająco. Lia posłała jej pokrzepiający uśmiech, którym chciała pokazać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Z zapałem wzięła kromkę chleba i obficie posmarowałam ją miodem. Duży kęs zapiła mlekiem. Kitsune widząc z jakim apetytem je dziewczyna, uspokojona, zajęła się swoim śniadaniem. Kiedy skończyły lisica zaprowadziła ją pod Kryształową Salę.
  —Głowa do góry, nie zagryzą cię— szepneła jej do ucha, za nim wepchnęła ją za drzwi. Niestety wzbudziło to jeszcze większy niepokój, który i tak był już na poziomie zaawansowanym. Lia zaczynała żałować, że zjadła aż pięć kromek na śniadanie i wypiła dwa duże kubki mleka. Znowu dopadały ją mdłości, jednak nie miała już czasu o tym myśleć- jej oczom ukazał się postawny mężczyzna, przewyższający ją co najmniej o dwie głowy. Był ubrany w białą koszulę, bawełniane spodnie, które zostały wsadzone w wysokie, czarne buty. Wokół szyi miał zapiętą długą, podbitą futrem pelerynę. Patrzył z powagą na dziewczynę, która nieśmiało stawiała krok za krokiem. Wreszcie dotarła to giganta. Dopiero wtedy zobaczyła, że obok niego stoją również Gwyne, Nero z Aaqor'em, i tym tajemniczym czarnowłosym chłopakiem. Za nimi stał elf o długich, rozpuszczonych i niemalże śnieżnobiałych włosach, które kontrastowały z jego młodą twarzą. Wraz z nim był Xyon, który całym sobą pokazywał jak bardzo chciałbym znaleźć się gdziekolwiek indziej. Lia postanowiła go zignorować i całą uwagę skupiła na mężczyźnie.
  —Witaj, droga Azalio— huknął.— Jestem Zoreel, przywódca Lśniącej Straży Eel. Zostałaś tu wezwana, ponieważ wszyscy chcieli by poznać wyniki twojego testu. Nie przedłużając zostajesz przydzielona do Straży Absyntu z możliwością wykorzystania cię do misji zwiadowczych.
   Zza dowódcy rozległy się oklaski. Lia zaczerwieniła się po cebulki włosów i zdołała wyjąkać jedynie "dziękuję", za nim została porwana przez Nero.
  —Gratulacje, chociaż sądzę, że dwa, może trzy szkolenia i dostałabyś się do Straży Cienia— poczochrał ją po głowie.— Ale teraz chodźmy zobaczyć zmagania Xyon'a i Ashy. Musimy dowiedzieć się kto zostanie twoim opiekunem.
   Kierowali się za Zoreel'em do areny, na której Lia przechodziła test siły. Tym razem to ona znalazła się na murach i zajęła miejsce przy wilkołaku. Zoreel usiadł mniej więcej po środku placu i dał znak głową, że elfowie mogą zaczynać. Ich zadanie było stosunkowo proste- musieli przygotować eliksir, wg starodawnej receptury, która miała sprawić, że istota, która ją spożyje będzie przez krótki czas niepokonana. Trudność polegała na tym, że mogli użyć jedynie tych składników, które sami zdobyli. Z resztą i tak nie mieli by czego szukać w spiżarniach, bowiem były one tak niezwykłe i trudne do zdobycia, że nikt nie zawracał sobie nimi głowy.
  —Zresztą i tak pierwszy raz w historii Eldaryi doszło do takiej sytuacji— wyszeptał Nero, prosto do ucha dziewczyny.— Tak naprawdę nikt nie wie czy ten eliksir faktycznie działa. Podobno w recepturze można stosować zamienne składniki, ale od tego zależy siła napoju.
  —Skoro ten przepis jest tak niepewny dlaczego oni mają go przyrządzać? Co jeśli okaże się trucizną? Jeśli wymiesza się w nieodpowiedni sposób rośliny, nawet te, które nie są uważane za trujące można skomponować śmiertelną mieszankę.
   Nero uniósł zdumiony brwi i rzucił okiem na elfy.
  —Hmm.. wtedy przynajmniej będziesz miała z głowy Xyon'a.
   Na te słowa żołądek podszedł Lii do gardła. Za nim jednak zdążyła na to zareagować rozległ się gong, a plac został natychmiast uprzątniety. Oba elfy po przewlekłych końcach krótszej ściany. Asha związał swoje włosy, natomiast Xyon nie miał tego problemu. Chociaż teraz, jak na złość, pojedyncze kosmyki zaczęły wychodzić z ciasno związanej, krótkiej kitki. Za nim zdążył się całkiem zdekoncentrować niewspółpracującymi włosami, ta sama brama, z której wcześniej wybiegł jednorożec, otwarła się na oścież. Przez chwilę nic się nie działo, gdy nagle, niczym burza, potoczył się tętent kopyt. Zza węgła wybiegły, tym razem, dwa ogiery; drugi nie co mniejszy od tego, z którym miała do czynienia Lia. Dziewczyna od razu się domyśliła, że ogier był bez wątpienia kimś więcej niż tylko przywódcą bandy atakującej mieszkańców Eel.
   Nikt nie spodziewał się aż tak mocnego ataku ze strony stworzeń. Lia czuła emanujące od nich wściekłość, ból i chęć zemsty. Słońce schowało się za chmurami i dopiero teraz dziewczyna miała okazję przyjrzeć się atakującym. Z przerażeniem stwierdziła, że mniejszy ma na grzbiecie i szyi krwawe rany, jak po linach. Mimo wyraźnej różnicy między nim a jego pobratymcem biegł z taką samą werwą. Ani Xyon ani Asha nie wiedzieli jak mają się bronić, więc, gdy od jednorożców dzieliło ich zaledwie kilka metrów, obaj rzucili się na boki w uniku. Niefortunny upadek białowłosego sprawił, że stracił przytomność. Zwierzęta widząc to całą swoją uwagę skupiły na Xyon'ie. Elf, przyparty do muru, zdjęty strachem, w duchu żegnał się z życiem. Lia patrzyła na wszystko z mieszaniną złości i przerażenia. Nie chciała żeby coś stało się Xyon'owi, mimo iż mu się należało, ale po cichu liczyła na to, że jednorożcom uda się przeciwstawić. Atlas- tak zaczęła nazywać przywódcę stada- rzucił się wściekle jakby chciał zadać ostateczny cios. Elf w akcje desperacji zasłonił się rękoma. Lia kątem oka spojrzała na Zoreel'a. Siedział niewzruszony, jak gdyby nie obchodziło go czy jego ludzie zginą. W momencie zetknięcia się kopyt Atlasa z ramionami Xyon'a wybuchł blask, który oślepił wszystkich na kilka sekund. Chwilę później ogier leżał kilka metrów od elfa, sam chłopak nie został nawet draśnięty. Lia wstrzymała oddech, modląc się żeby jednorożec podniósł się o własnych siłach. Trwało to kilka chwil, ale udało mu się stanąć na nogi. Spojrzał na swojego kompana, który- zdawało by się- kiwnął głową w odpowiedzi i rzucił się na Xyon'a. Za nim ktokolwiek się zorientował zwierzę wbiło róg w jego udo. Elf wrząsnął dziko, lecz ból dodał mu sił- z niewyobrażalną mocą złapał stworzenie za łeb i powalił na ziemię. Atlas, który ruszył z odsieczą, został równie szybko unieruchomiony. Natychmiast na arenie pojawili się członkowie Straży Obsydianiu i zabrali zwierzęta. Inni wynieśli Asha i pomogli dotrzeć Xyon'owi do przychodni.
   Lia siedziała sparaliżowana od emocji, które pulsowały w całym jej ciele. Od tego momentu miała tylko jeden cel. Uwolnić jednorożce.


Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Divia (29-07-2020 o 19h23)

Offline

#10 31-07-2020 o 08h48

Straż Absyntu
Lix
Straż na szkoleniu
Lix
...
Wiadomości: 185

Możesz być spokojna, moje teorie dalej będą się pojawiały niezależnie od tego jak głupie czy niedorzeczne by były. Oczywiście byłabym w niebo wzięta gdyby się one sprawdziły, albo jeśliby cię zainspirowały

Bardzo podoba mi się że z czasem poznajemy w jakiś sposób twoje postacie, to że mają jakiekolwiek back story. Nawet patatajek (który swoją drogą odnoszę wrażenie że zostanie chowańcem Lii) ma jakąś mroczną przeszłość, chociaż śmiechłam wyobrażając sobie grupę przestępczą prowadzoną przez parzysto kopytnego

Nie mniej czekam na rozdziały i oby nie zabrakło ci weny bo jestem mocno wciągnięta

Offline

#11 31-07-2020 o 20h24

Straż Cienia
Divia
Rekrut
Divia
...
Wiadomości: 32

-5-



   Kiedy emocje opadły, ból w nodze stał się nie do zniesienia. Xyon wolał nie patrzeć na dziurę w nodze (a przynajmniej przypuszczał, że tak wyglądała rana- chociażby ze względu na zadany cios), wystarczył mu widok zakrwawionych dłoni.
W przychodni natychmiast podbiegła do niego Rea.
  —Połóżcie go tutaj— zakomenderowała, wskazując pierwsze z brzegu łóżko.- Tael, przynieś proszę opatrunek uciskowy. A najlepiej dwa. Dużo gazy i bandaż.
   Młoda elfka o słomianych włosach kiwnęła głową i pobiegła do składzika na tyłach sali. Rea zaś podeszła do szafki ustawionej w kącie, przy drzwiach, wyjęła kluczyk spod bluzki i otworzyła ją. Wyjęła wyjątkowo śmierdzącą fiolkę i przyjrzała jej się uważnie.
  -Powinno wystarczyć- mruknęła, podchodząc do łóżka rannego.- Mam nadzieję, że nie będziesz miał mi tego za złe, braciszku- dodała głośniej i szybko wylała cuchnącą ciecz na ranę.
Elf zawył z bólu.
  —Rea..— warknął, po czym stracił przytomność.,
  —Hmm.. to nawet lepiej. Przynajmniej nie będę musiała podawać znieczulenia.
   W tym momencie podbiegła do niej mała elfica.
  —Wiesz co, Tael? W zasadzie możesz od razu przynieść igłę i nici. I włóż proszę liście babki do chłodni. Byle nie za długo tam siedziały!
   Gdy Rea przygotowywała swój warsztat, przypomniała sobie o Ashy, którego przynieśli jako pierwszego. Wtedy tylko sprawdziła puls i oddech, a stwierdziwszy, że rana na głowie stanowi niegroźne zadrapanie, zostawiła go i zajęła się Xyon’em. Teraz odwróciła się do Tael, uśmiechając się.
  —Tael, może zajęła byś się Ashą? Sprawdź czy nie ma poważniejszych otarć, siniaków i takich tam. Oczyść mu także ranę na głowie i… w zasadzie mogłabyś mu przyciąć trochę te jego kłaki.
Dziewczynka spojrzała na nią z przerażeniem, więc kobieta dodała na zachętę:
  —Pomyśl, że to będzie twój sprawdzian do awansowania na młodą pielęgniarkę, a nie zwykłą asystentkę— spojrzała na nią poważnie.— Liczę na ciebie.
   Tael zamknęła oczy, wzięła głęboki oddech i krótko skinęła główką. Potem popędziła po niezbędne jej akcesoria.
Rea uśmiechnęła się pod nosem i zajęła się szyciem rany.


   Od czasu zakończenia zmagań o zostanie szefem Straży, Nero nie mógł nigdzie złapać Gwyne’a i szczerze powiedziawszy zaczynało go to irytować. Co chwilę zaczepiał któregoś z członków aby zapytać o mężczyznę, niestety nikt go nie widział. Wilk z każdą sekundą tracił cierpliwość jednak był skazany na samotne łażenie, gdyż chciał maksymalnie oszczędzać Khar’a. W końcu udał się na plażę, aby rozładować emocje. Spokojne, regularne ruchy fal działały na niego kojąco, ale tym razem nie znalazł tam ukojenia, lecz właśnie Gwyne’a mężczyzna stał na skraju morza i wpatrywał się w nie pustym wzrokiem. Nero stanął obok niego i spojrzał z ukosa.
  —Dalej nic— odezwał się Aengel.— Jutro musimy wznowić poszukiwania.
   Wilkołak stłumił westchnięcie i spojrzał prosto w oczy mężczyzny.
  —Właśnie dlatego tu jestem. Nie pozwolę ci po raz kolejny wykorzystywać mojego chowańca jako taniej siły roboczej. nie wystarczy ci, że postawiłeś całą Kwaterę na nogi?
Gwyne spojrzał na chłopaka jak na idiotę i odparł:
  —Nie przesadzaj. Wiesz doskonale, że chowańce nadają się najlepiej do misji poszukiwawczych. Ostatnią nadzieję jaką żywię do członków Straży jest to, że elfy dzięki swoim miksturom znajdą jakieś mikro ślady, ale nic poza tym. Cała horda zwiadowców jest już w drodze powrotnej. Dlatego Khar..
  —Nie!— przerwał.- Nie pozwolę ci zajechać mojego chowańca dla jakiejś twojej chorej fantazji!— Nero podniósł głos.— Khar wybrał mnie jako właściciela i to ja jestem odpowiedzialny za jego zdrowie i samopoczucie.
   Gwyne westchnął i popatrzył na niego z politowaniem.
  —Chłopaku, przestań się tak przejmować. Te stworzenia od wieków służą nam i jeszcze nie słyszałem żeby któryś czuł się ”przemęczony”— przy ostatnim słowie wykonał palcami cudzysłów.
  —Może dlatego, że do tej pory były to sporadyczne misje i nikt nie wysyłał ich na cały dzień by biegały po wszystkich możliwych zakamarkach Eel!
   Gwyne zmarszczył brwi.
  —Po pierwsze to przestań na mnie krzyczeć chociażby przez wzgląd na to, że jestem wyższy stopniem. Po drugie z tego co się orientuję jesteś mi podwładny, więc z łaski swojej przestań się roztkliwiać nad tym Bakharhell’em i rób co do ciebie należy.
  —Nie— powiedział stanowczo.— Możesz sobie być kim chcesz, ale nie dam ci skrzywdzić Khara. Możesz mnie nawet zwolnić ze stanowiska, ale zdania nie zmienię. Rób co chcesz.
   Nero odwrócił się i zaczął iść w stronę Kwatery. Gwyne dogonił go w dwóch krokach i złapał za ramię.
  —Czego?— warknął wilkołak, obnażając przy tym kły. Ostatnimi czasy zaczął dostrzegać oznaki, że jeśli emocje biorą nad nim górę, rozpoczyna on przemianę w wilka. Niezbyt mu się sposobało to odkrycie, a w sytuacji, w której się aktualnie znajdował to nie pomagało.
  —Posłuchaj, może faktycznie trochę przesadziłem. Być może zdążyła się ukryć na tyle, że nie wylezie dopóki nie zaprzestamy poszukiwań. Damy sobie spokój na dwa, trzy tygodnie i uśpimy jej czujność. Wszyscy zasłużyli na odpoczynek. Ty zresztą też.
   Nero popatrzył niechętnie na mężczyznę.
  —I niby jakim cudem zamierzasz tyle czasu wysiedzieć spokojnie na tyłku? Zajmiesz się szydełkowaniem?
   Aengel uśmiechnął się delikatnie, a jego oczy błysnęły, świadcząc o tym, że doskonale wiedział co będzie w tym czasie robić.
  —Szydełkowanie zostaw emerytom. My— specjalnie podkreślił to słowo— zajmiemy się treningiem Lii.


   Dopiero wieczorem, tego samego dnia, Lia odważyła się odwiedzić przychodnię. Bała się spotkania z Xyon’em, a jednocześnie chciała wiedzieć w jakim jest stanie. Cios zadany przez jednorożca wyglądał paskudnie i nawet dziewczynie, mimo że tak paskudnie ją traktował, zrobiło się żal elfa. Teraz postanowiła w drodze do pokoju niezobowiązująco tam zajrzeć. Do tej pory jednak produktywnie wykorzystała czas- obeszła całą arenę dookoła, dokładnie poznając jej wszystkie wejścia. Udało jej się przekonać nawet Qor’a, że należało by opatrzyć jednego z jednorożców. Jej argumenty, że dostała się do Straży Absyntu, świetnie przyrządziła wszystkie eliksiry oraz, co najważniejsze, nie ma pod ręką nikogo kto mógł by to zrobić (a raczej zbliżyć się do zwierząt) została wpuszczona do prowizorycznej stajni. W zasadzie stajnią nie można było tego nazwać, raczej ciemnią i z jednym oknem, które wpuszczało nie wiele światła do środka. Dla bezpieczeństwa Aaqor otworzył drzwi na oścież, a wejście zastawił używaną niegdyś bramą, pod którą dziewczyna mogłaby się w razie potrzeby bez problemu przecisnąć.
Uzbrojona w babkę lancetowatą, gazę, czystą wodę i jabłka, które schowała pod koszulą weszła do jaskini lwa.
   Do rannego ogiera udało jej się podejść niemal od razu. Zwierzę leżało tyłem do wejścia i dostrzegło ją dopiero, gdy zaczęła przemywać mu ranę. Kiedy prychnął ostrzegawczo, nastolatka natychmiast się cofnęła czym zyskała aprobatę zwierzęcia. Opatrując krwawe pręgi, częstowała go jabłkami, tak aby strażnicy nie widzieli. Skończywszy zauważyła, jednorożec patrzył na nią ze spokojem, przez który przebijały się iskierki zaufania. Ucieszona wstała i zrobiła krok w stronę Atlasa, który obserwował wszystkie jej zabiegi z kąta ciemni, ale zaraz odskoczyła, chroniąc się przed kopnięciem. Całe szczęście żaden ze strażników tego nie widział. Odetchnęła głęboko, zrzucając z siebie całe napięcie i poczekała aż ogier się nieco uspokoi. Nie oczekiwała fajerwerków w tak krótkim czasie, ale tego, co stało się chwilę później zupełnie się nie spodziewała.

  Nie ufaj jej! Ona jest taka jak wszyscy!

   Lia zaskoczona odwróciła głowę stronę wyjścia, ale nikogo tam nie było. Pokręciła głową, ale znowu usłyszała, tym razem drugi głos.

  Przecież widzisz, że nic złego mi nie zrobiła, a nawet więcej- pomogła mi!

   Dziewczyna nie wiedziała co się dzieje. Zdezorientowana spojrzała na jednorożce, które teraz mierzyły się wzrokiem.

  Jak się nazywasz?

  Co jest grane?!, pomyślała. Naraz na ramieniu poczuła, że ogier, którego opatrzyła, położył jej łeb na ramieniu.
 
  Ciebie pytałem. Dziękuję za zadbanie o mnie 

  Rany… czy ja.. rozmawiam z wami.. jakby w mojej głowie?

  To się nazywa telepatia, Lia wręcz usłyszała tą pogardę rzuconą w jej stronę przez Atlasa. Zmarszczyła brwi i zaczęła telepatyczną potyczkę z jednorożcem.

  Mnie to bardziej zalatuje schizofrenią.., burknęła. nie zamierzała okazywać uprzejmości, skoro sama jej nie otrzymała.

  W takim razie ja bym się na twoim miejscu zamknął i nie wtrącał się w dyskusję. Poza tym w ogóle nie powinnaś nas słyszeć, więc, jeśli łaska, udawaj, że cię tu nie ma.

  O nie, mój drogi, jak się powiedziało a to trzeba powiedzieć b. Dlaczego się zostaliście złapani? To prawda co powiedział Nero? Że atakowaliście lud Eldaryi?

   Atlas prychnął z pogardą i zwrócił się do towarzysza.

  Słyszałeś coś, Feliavi? Wydawało mi się, że jakaś wyjątkowo irytujący karaluch nam przeszkodził.

   Lia zagotowała się ze złości, jednak nie dała zawładnąć sobą emocjom i z uśmiechem odwróciła się do pierwszego jednorożca.

  Feliavi? Bardzo ładne imię. Ja nazywam się Azalia, jednak wszyscy mówią do mnie Lia, z resztą ja nawet tak wolę. Mógłbyś mi zdradzić jak nazywa się twój gburowaty towarzysz i dlaczego się tu znaleźliście?, dziewczyna mogła przysiąc, że Feliavi uśmiechnął się, słysząc jej pytania, lecz za nim udzielił odpowiedzi spojrzał niepewnie w stronę przywódcy. Gdyby wzrok mógł zabijać, jednorożec leżałby już bez życia.

  Echm, tak, cóż… nasz przywódca, to znaczy w sumie mój brat.. nazywa się ee…

  Feli, odezwała się łagodnie, kładąc rękę na jego szyi, skoro cały czas tu stoję nic ci nie grozi, poza tym na zewnątrz stoją strażnicy, którzy w razie czego natychmiast zainterweniują.

  On nazywa się Atharasal, wypalił, a właściciel imienia spuścił z rezygnacją głowę. Athar znalazł się tu z powodu naszych.. interwencji, ja natomiast chyba tylko po to żeby zrobić widowisko, jego pysk wykrzywił się niby w grymasie obrzydzenia. Za nim zaczniesz nas osądzać musisz wiedzieć, że nasze stado w ciągu ostatnich kilku lat zostało zdziesiątkowane przez mieszkańców Eel, w zasadzie sami nie wiemy dlaczego. Wydaje nam się, że potrzebowali ziemi pod uprawę, jednak i bez naszych terenów mieli wystarczająco dużo przestrzeni. Nie wybijali naszych braci również z powodu rogów, bowiem nigdy nie znaleźliśmy ciała pozbawionego esencji życia.., w tym momencie urwał i uskoczył przed ciosem Athara. Lia weszła między walczące ogiery i zmusiła przywódcę do zaprzestania ataku.

  Pochrzaniło was?! Chcecie pójść od razu do odstrzału?, tak naprawdę nie wiedziała, jak kreowała się przyszłość zwierząt, ale wiedziała, że takim argument zaprowadzi względny porządek. Skoro to, co mówi Feliavi jest dla ciebie tak niewygodne może sam mi wszystko wytłumaczysz?

   Zdawałoby się, że minęła wieczność za nim jednorożec odpowiedział.

  Zostałem pojmany w roli, hmm, zakładnika, bowiem beze mnie stado nie ma racji bytu. Dzięki Wyroczni, zdążyłem ukryć moją rodzinę w miejscu, które tylko nam jest znane. Ponieważ Fel od zawsze miał niewyparzony jęzor, muszę sprostować to, co zdradził. To prawda, że nasze rogi są czymś w rodzaju naszej życiowej esencji (w końcu z jakiegoś powodu je mamy). Mówi się, że ma on moc uzdrawiania, jednak tylko wtedy, gdy jego właściciel zgodzi się dobrowolnie oddać część bądź całą esencję. Jak zapewne domyślasz się, oznacza to dla nas pozbawienie części sił witalnych bądź nawet życia. Nie potrafię zrozumieć dlaczego mieszkańcom tych ziem tak bardzo zależy na pozbyciu się nas, skoro mogli by mieć z nas pożytek. Pomijając pozbawienie nas terenów do zamieszkania odebrali nam również strefy łowieckie.., tu urwał i spojrzał na dziewczynę ze złośliwym błyskiem w oku. Jak się spodziewał, ciało Lii napięło się w gotowości przed tym co zamierzał jej oznajmić. Nie mógł sobie jednak darować podrażnienia jej cierpliwości.
W końcu dziewczyna zapytała: Co to znaczy, że odebrali wam strefy łowieckie? Chyba nie powiesz mi, że wy…, głos uwiąz jej w gardle na widok kłów, które zaprezentował jej Atharasal. Biła od niego złośliwa satysfakcja, a w przypływie dobrego humoru, kłapnął zębami przed nosem nastolatki.

  Ech, no dobrze.., gdy pierwszy szok minął Lia wróciła na właściwy tor, Rozumiem, że zostaliście bardzo skrzywdzeni, ale to chyba nie powód żeby od razu atakować przypadkowe osoby!

  Ty nic nie rozumiesz! Co byś zrobiła na moim miejscu? Przypuśćmy, że jestem królową i w pobliżu twojego królestwa osiedlił się obcy lud. Z początku nie wchodziliście sobie w drogę, każdy robił to, co do niego należało. Lecz w pewnym momencie sielanka ta została przerwana, gdy odkryłaś, że jeden z twoich ludzi został zamordowany. Nie był to motyw rabunkowy, gdyż wszystkie jego dobra zostały przy nim. Nie przekroczył on również granic państwa jak i nie został zabity podczas walki. Ktoś zwyczajnie poderżnął mu gardło, tylko dlatego, że po prostu był. Ale skoro już go nie ma, można zagarnąć kawałek jego ziemi. Powiedzmy, że podciągnęłaś to do ”nieszczęśliwego wypadku” lub ”okropnej pomyłki”, gdzie ktoś pomylił twojego człowieka z rabusiem. Lecz morderstwa trwały nadal, a liczba ofiar stawała się co raz większa. Teraz zaczęłaś się bać wyściubienia nosa z bezpiecznej przystani jaką jest twój dom. Spokój jednak nie trwał długo, ponieważ i do twoich drzwi zapukali prześladowcy. Musiałaś uciekać, chroniąc tylko tobie znanym miejscu, gdzie macki złego nie mogły by cię dosięgnąć. Poczucie pokrzywdzenia i niesprawiedliwości zaczęły kiełkować już na samym początku, ale ty je ignorowałaś. Ciągle szukałaś bezsensownym wymówek i absurdalnych usprawiedliwień dla tego, co się działo. Teraz, gdy sama znalazłaś się w potrzasku to uczucie eskalowało do tego stopnia, że jesteś w stanie zrobić wszystko by bronić swoich przyjaciół. Pałasz niepohamowaną rządzą zemsty, pragniesz sprawiedliwości., w oczach Athara odbijała się moc słów, które wypowiadał. Lia mogła niemalże zajrzeć do jego duszy i zobaczyć jak bardzo został zraniony. Jej oczy szkliły się od łez, kiedy Athar zadał jej pytanie, nie była w stanie odpowiedzieć.

  A więc? Jak ty byś postąpiła?

   Za nim dziewczyna rozpłakała się na dobre zza ogrodzenia zawołał ją Qor.
  —Lia, wszystko w porządu?
   Szybkim ruchem otarła oczy i szepnęła do rogatych istot:
  —Wrócę po was. Obiecuję, że was uwolnię— popatrzyła im prosto w oczy.— Nic mi nie jest, już idę— dodała głośniej i ruszyła w stronę wyjścia.



***



  —No braciszku, dość tego wylegiwania się— Rea delikatnie uścisnęła ramię elfa. Xyon poruszły się nie spokojnie i z wysiłkiem otworzył oczy. Za nim do niego dotarło do kogo należą bladoróżowe włosy, musiało minąć parę minut.
   Rea podeszła do szafki, z której wcześniej wyciągnęła śmierdzącą substancję i zabrała ze sobą małą szkatułkę. Położyła ją na stoliczku, koło łóżka pacjenta i skierowała swoje kroki do prowizorycznego aneksu kuchennego. Z czegoś na wzór lodówki wyjęła nektar pszczeli i włożyła łyżeczkę substancji do szklanki, którą następnie napełniła wodą. Zaniosła naczynie do Xyon’a. Postawiwszy je koło szkatułki, uniosła nieco bezwładnego chłopaka i powiedziała spokojnym głosem:
  —Xyon, musisz to wypić. Pomogę ci, ale musisz się nieco wysilić jeśli nie chcesz się udławić.
   Elf wymruczał coś niezrozumiale, co Rea uznała za przyjęcie jej słów do wiadomości. Wyciągnęła malutką, białą kuleczkę ze szkatułki i podała ją do ust chłopaka. Zaraz podstawiła szklankę i dopilnowała żeby wypił całą jej zawartość. Napój w połączeniu z antybiotykiem zadziałał niemal od razu- Xyon gwałtownie otworzył oczy, jednak osłabienie sprawiło, że opadł na poduszki. Spojrzał na lekarkę stojącą nad nim i uśmiechnął się krzywo.
  —Pożałujesz tego sefrynium wylanego na moją nogę.
   Kobieta roześmiała się serdecznie i poczochrała przyrodniego brata po głowie.
  —Oj Xyoni, dobrze wiesz, że mogę cię załatwić znacznie gorzej— mrugnęła.— Muszę wracać do swoich obowiązków. jak poczujesz się na siłach możesz wrócić do swojego pokoju.
   Elf odprowadził ją złym wzrokiem. Rea doskonale wiedziała, że nie znosił tego zdrobnienia, jednak z szacunku do siostry nie odpowiadał jej w opryskliwy sposób. Wiedział jak wiele jej zawdzięcza i nie chciał psuć relacji między nimi.
   Przesiedział na szpitalnym łóżku kwadrans, testując swoje siły. W końcu stwierdził, że ma dość odoru unoszącego się w przychodni i postanowił wyjść.
  —Rea, idę już.
  —Do zobaczenia— rzuciła nawet się nie odwracając.
  —Też cię kocham— burknął pod nosem, wywracając oczami.
   Za drzwiami przychodni wpadł na Lię. W pierwszym odruchu na jego twarzy pojawiło się zdziwienie, opanował się jednak i przybrał surowy wyraz. Nie zaszczyciwszy dziewczyny nawet jednym słówkiem pokuśtykał schodami na dół. Będąc mniej więcej w połowie drogi, syknął z bólu i omal się nie przewrócił. Lia, choć niechętnie, podbiegła do elfa i złapała go pod ramię. Kiedy go dotknęła, chłopak wzdrygnął się mimo woli.
  —Co ty wyprawiasz?— warknął, ale pozwolił się podtrzymać nastolatce. Chcąc nie chcąc wiedział, że bez pomocy zaliczy glebę szybciej, niż mógłby się tego spodziewać.
   Blondynka spojrzała na niego spode łba.
  —Może zaoszczędźmy ci tego upokorzenia i chodźmy do twojego pokoju— burknęła.— Przykro mi to mówić, ale od teraz będziesz na mnie skazany, w końcu wygrałeś walkę i stałeś się moim opiekunem- ostatni zwrot powiedziała nieco złośliwie.
   A do Xyon’a w tej chwili dotarło, że istotnie będzie musiał spędzać z nią dużo, dużooo czasu. I wcale nie był zadowolony z tego odkrycia. Podczas drogi przez główny korytarz obmyślił plan, którego celem było uprzykrzenie życia małolacie, oczywiście w ”słusznej sprawie”, jak to sobie tłumaczył. Pod drzwiami stanął z nią twarzą w twarz i powiedział z poważną miną.
  —Jutro o piątej rano w laboratorium. Zaczniesz od posprzątania tego syfu, który narobiłaś.



Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Divia (12-08-2020 o 16h26)

Offline

#12 31-07-2020 o 22h20

Straż Absyntu
Lix
Straż na szkoleniu
Lix
...
Wiadomości: 185

SĄ RODZEŃSTWEM jejku jestem tak szczęśliwa!!!oneoneone111
Patatajek powstał od tego że kiedyś nie potrafiłam zapamiętać zwykłego "koń" i było zwierze które "patataja" (bo robi patataj)
Dziękuję że dodajesz rozdziały tak często, dzięki tobie nie mogę się nudzić

Ostatnio zmieniony przez Lix (31-07-2020 o 22h21)

Offline

#13 02-08-2020 o 19h45

Straż Obsydianu
Sharessa
Szeregowiec
Sharessa
...
Wiadomości: 80

Hej, hej, witam serdecznie.
Na początku - dziękuję za przemiły komentarz pozostawiony u mnie i dla równowagi przyszłam odwdzięczyć się tym samym /static/img/forum/smilies/smile.png
Bardzo podoba mi się Twój pomysł na opowiadanie i powiem Ci szczerze, że im dalej, tym bardziej jest intrygująco. Mogę obiecać, że będę regularnie zaglądać, ponieważ ciekawi mnie, co tam masz w swoim dalszym planie stworzyć.
Maleńka rada ode mnie.
Nie wiem, czy sprawdzasz błędy, zanim wstawisz tekst, ale poradziłabym czasami nawet kilkukrotnie to zrobić, bo czasami zdarzają Ci się niewielkie wpadki słowne. Dla przykładu:
"Biła od niego złośliwa satysfakcja, a w przypływie dobre humoru, kłapnął zębami przed nosem nastolatki." - powinno być dobrego. Inny częsty Twój błąd, to pisownia "za nim", zamiast "zanim". Jest to trochę mylące w tekście i potrafi wybić z rytmu czytania. Przykłady zastosowania:
"Zanim zrobisz sobie przerwę, idź do szefa po nowe instrukcje"
"Szedł wolno ulicą, a za nim ciągnął się cień, który zdawał się go leniwie śledzić".
Mimo tych małych potknięć w tekście, chciałabym jednak, żebyś wiedziała, iż bardzo lubię Twoje opowiadanie i moim zdaniem ma ono wielki potencjał.
Życzę Ci masy zapału i pomysłów, niech wena Cię nie opuszcza i czekam niecierpliwie na dalszy ciąg przygód bohaterki i jednorożców. Pozdrawiam Cię serdecznie i gorąco. <3

Offline

#14 12-08-2020 o 16h23

Straż Cienia
Divia
Rekrut
Divia
...
Wiadomości: 32

-6-


   Twardy sen Lii został przerwany przez ciche drapanie do drzwi, które z każdą chwilą robiło się co raz bardziej natarczywe.
   Dziewczyna gniewnie odrzuciła kołdrę i spojrzała za okno. Nero miał przysłać ”swojego posłannika”, jak to określił, aby obudził ją na czas. I faktycznie, świat budził się do życia, a poranne promienie nadawały otoczeniu złoty kolor. Lia zamyśliła się, patrząc na piękno natury, z czego brutalnie wyrwało ją uderzenie w drzwi. Natychmiast zeskoczyła z łóżka i podbiegła do nich. Jej oczy nie przywykły jeszcze do ciemności, która panowała w nieoświetlonej części pokoju i na korytarzu, więc w pierwszej chwili niczego nie zauważyła. Durne żarty, burknęła, spuszczając wzrok.
  —AAA!!— wrzasnęła, kiedy napotkała parę czerwonych oczu, osadzonych na wielkiej, czarnej głowie, która ozdobiona była pokaźnych rozmiarów dwoma parami rogów.
   Prawie natychmiast pojawił się przy niej strażnik.
  —Co się stało? To ty krzyczałaś?— zapytał w ogóle nie zwracając uwagi na Bakhrahell’a. Ten przyglądał się nastolatce z przekrzywioną głową.
  —T-tu stoi jakiś dia-diabeł. Zabierz go stąd!
   Strażnik popatrzył zdumiony na Lię, lecz chwilę później roześmiał się serdecznie.
  —Khar? To nie żaden diabeł tylko Bakhrahell, chowaniec. Z tego co wiem należy do Nero.
  —Aaa no tak.. chowaniec, haha— zaśmiała się nerwowo.— Przepraszam za zamieszanie, łobuz wybudził mnie z koszmaru dlatego miałam takie skojarzenie..- dziewczyna zrobiła minę słodkiej idiotki, mając nadzieję, że strażnik kupi jej historyjkę. Chyba się udało, bo chłopak uśmiechnął się i powiedział:
  —Nie masz za co przepraszać, myślę że też bym się przestraszył gdybym zobaczył te czerwone oczyska w ciemności— poklepał chowańca po głowie, którego mina wskazywała na to, iż nie specjalnie mu się to podobało.— Dobranoc— rzucił na odchodne i zostawił Lię samą z Bakharhell’em.

  —Co dziwaku?— zapytała czule, kucając przy istocie.— Nero wysłał cię żebyś mnie obudził. Hmm, w każdym razie zrobiłeś to skutecznie- dziewczyna ostrożnie wyciągnęła rękę i pogłaskała chowańca po szyi. Ten przyglądał się jej z dystansem, ale i zaciekawieniem.
W końcu wstała i zaczęła zbierać swoje ubrania i kosmetyki, które dostała od Hyagry. Nawet nie zorientowała się, kiedy Khar zniknął.
Przygotowana udała się pod prysznic. Stała pod wodą dobry kwadrans, co chwilę zmieniając jej temperaturę aby całkowicie się rozbudzić. W tym czasie obmyślała plan zemsty na Nero. Mimo że w sumie jej pomógł, mógł ją uprzedzić, że przyjdzie do niej tak.. niezwykła istota. Ciekawe czy takiego zwierzaka można skądś przygarnąć? A może każdy członek Straży takiego dostaje? Chociaż to by w sumie nie miało sensu, do czego one miały by się im przydać? No oczywiście poza tuleniem i mizianiem, ale takiego Bakharhell’a trochę trudno przytulać... W końcu wyłączyła wodę i owinięta ręcznikiem wyszła z kabiny. Nasmarowała się czymś na wzór kremu, uczesała włosy. Skorzystała z okazji, że nikogo nie było i ubrała się na miejscu. Dzięki temu mogła tylko wrzucić saszetkę z kosmetykami do pokoju, nawet do niego nie wchodząc. Nie wiedziała która była godzina, jednak coś jej mówiło, że zdąży przyjść przed elfem.
   Miała rację.
   Weszła do laboratorium, z ”dzień dobry” na ustach, ale nikogo nie zastała. Tak naprawdę było jej to na rękę, bo nie chciała wysłuchiwać marudnego chłopaka ani czuć na sobie jego pogardliwego spojrzenia.
   Pierwszym, co zrobiła, było odsłonięcie zasłon aby wpuścić nieco światła do pomieszczenia. Nie zdziwiło jej, że nie mieli tu prądu, jednak bała się zapalać świeczki- znając swoje szczęście wszystko poszło by z dymem.
   Kiedy promienie słoneczne otuliły swoim blaskiem większą część laboratorium, Lia rozejrzała się dokładnie, zastanawiając się od czego zacząć. Na wielkim stole wciąż stały fiolki, menzurki i zlewki, których używała podczas testu. Poza tym było też mnóstwo brudnych naczyń, dlatego zdecydowała, że zacznie od zmywania. Nie była to przyjemna perspektywa, ale lepsze to niż podpadnięcie przełożonemu.
   W kącie sali znalazła dużą miednicę, kran i mydło. Dziewczyna rozejrzała się za jakąś gąbką lub ścierką. Pod blatem zauważyła fragment jasnego materiału i stwierdziła, że nada się idealnie to czyszczenia naczyń. Niektóre z nich były tak brudne, że nastolatka zaczęła się zastanawiać czy Xyon kiedykolwiek tu sprzątał. W sumie nie jest jednoosobową strażą, więc dlaczego nikt inny nie utrzymuje tu porządku?
   Pogrążona we własnych przemyśleniach wyczyściła wszystko i rozstawiła stole żeby przeschło. W tym celu musiała zdjąć całą górę pergaminów i pokaźnych ksiąg, które razem ważyły chyba tonę. Chcąc je wszystkie uporządkować podeszła do jednego z czterech regałów aby poznać sposób z jakim były one poukładane na półkach. Ku swojej rozpaczy literatura była porozrzucana bez jakiegokolwiek sensu. Wzdychając zaczęła porządkować najpierw to, co ściągnęła z blatu. Były tam głównie przepisy na eliksiry m.in.: zdrowotne, pomagające w walce- Chyba z tej stworzyłam tego feniksa, pomyślała, przeglądając przepastny tom.
   Pochłonięta porządkami nie zauważyła, że w drzwiach stanął elf. Miał na sobie szerokie spodnie, wsadzone w wysokie buty oraz koszulę, która była rozcięta od góry i przewiązana cienkim rzemykiem. Jego granatowe włosy były krótko ostrzyżone, a piwne oczy śledziły uważnie każdy ruch dziewczyny. Kiedy w końcu obróciła się w jego stronę, ze stosem pergaminów w rękach, chłopak uśmiechnął się pod nosem, Lia natomiast z hukiem upuściła zwoje na ziemię. Widząc jej zdumienie, pomieszane ze strachem uśmiechnął się zakłopotany.
  —Wybacz, nie chciałem cię przestraszyć. Jestem Leith, członek Straży Absyntu. Nigdy cię tu nie widziałem… Powiesz mi kim jesteś?
   W trakcie jego wypowiedzi nastolatka zdążyła odzyskać równowagę psychiczną i spoglądając z zaciekawieniem na elfa, odpowiedziała:
  —Nazywam się Lia i jestem tu od.. chyba trzech dni. W zasadzie nie miałam zamiaru się tu zjawiać i tak naprawdę to zostałam tu zwabiona podstępem. Przez Hyagrę i Gwyne’a— zmarszczyła brwi.— Także należę do Straży Absyntu, przedwczoraj zdałam test.
   Leith spojrzał zdziwiony i pokiwał z aprobatą głową.
  —Dlaczego tu sprzątasz? Jeszcze nie widziałem tu nikogo kto by to robił. A tym bardziej porządkował naszą literaturę— po jego twarzy przemknął uśmiech.— Niech zgadnę, Xyon cię do tego zagonił?
   Lia kiwnęła w odpowiedzi.
  —Ech, cały on. Sam palcem nie kiwnie, ale innych goni do roboty.
  —Trochę nie w porządku byłoby nie słuchać swojego przełożonego..
   Leith wybuchł śmiechem.
  —Przełożonego? Kochana, powinnaś przyswoić do wiadomości, że może i Xyon jest najlepszym alchemikiem w całej Eldaryi, ale jeśli raz zobaczy, że jesteś na jego każde skinienie do końca życia będzie cię wykorzystywał.
   Widząc reakcję chłopaka Lia domyśliła się, że musi być to jeden z tych członków straży, którzy wyruszyli na misje przed jej pojawieniem się. Z tego wynikało, że nie wiedział, iż Xyon został Szefem Straży.
  —Ty ostatnio byłeś poza Kwaterą, prawda?
  —Tak, czemu pytasz?— zdziwił się chłopak.
  —Bo widzisz, wczoraj Xyon i ten.. ten białowłosy elf rywalizowali o możliwość zajęcia stanowiska Szefa Straży Absyntu. Wygrał Xyon.
   Reakcja elfa była dość gwałtowna, bowiem najpierw wyprostował się jak struna, patrząc na dziewczynę oczami jak pięć złoty, a potem wybiegł nic nie mówiąc. Lia wzruszyła ramionami i wróciła do porządkowania.
   Z rytmu wyrwało ją głośne burczenie w brzuchu. Mimo że czuła ssanie w żołądku postanowiła skończyć, bo zostały jej zaledwie dwie półki. Głód sprawił, że pracowała dwa razy szybciej.
Prowadzona pragnieniem zjedzenia czegokolwiek szła szybkim krokiem do stołówki, jednak zobaczywszy zatłoczony lokal straciła większość pewności siebie. Przeciskała się między stolikami, kiedy ktoś złapał ją za ramię. To był wilkołak. Siedział przy stoliku ze swoim bratem i czarnowłosym nieznajomym.
  —Witaj, Lia. Co byś zjadła? Właśnie naradzaliśmy się co by dzisiaj pochłonąć- wyszczerzył zęby w uśmiechu.
  —Hmm, cokolwiek byle by było zjadliwe.
   Nero kiwnął głową na czarnego, który wstał i poszedł po posiłek.
   Kilka minut później bezimienny wilkołak przyniósł tacę z kanapkami i zupą mleczną. Trudno opisać zdziwienie dziewczyny, gdy zamiast talerza mleka dostała kanapkę z kurczakiem i warzywami, a ów czarnowłosy położył kluski z mlekiem. Nim wziął do ust pierwszą łyżkę, zapytał:
  —Mam nadzieję, że nie jesteś wegetarianką?
   Jego głos był niski, ale bardzo przyjemny dla ucha. Biło z niego opanowanie i spokój, który sprawił, że Lia, pomimo wcześniejszej obawy co do jedzenia z wilkami, odprężyła się.
  —Nie, nie jestem— odpowiedziała, patrząc wymownie na chłopaka. On jednak nie zareagował na jej spojrzenie i ze spokojem zaczął jeść. Nero postanowił wyręczyć kolegę i udzielił odpowiedzi na nieme pytanie Lii.
  —Shad nie je mięsa.
   Dziewczyna lekko kiwnęła głową i dyskretnie spojrzała na wilkołaka. Jakby się tak zastanowić to Aaqor bardziej by pasował w roli brata Shada niż Nero- obaj niemalże cały czas milczeli, byli skryci i niby zamknięci w sobie. Lia mimo woli zaczerwieniła się, myśląc o siedzących z nią wilkach, więc szybko dokończyła posiłek. Gdy odsunęła krzesło i chciała przeprosić towarzyszy, Nero po raz kolejny tego ranka usadził ją w miejscu.
  —Dokąd to? Już nas zostawiasz?
   Po twarzy nastolatki przemknęła panika. Unikając patrzenia na wilkołaka odparła:
  —Wypadało by jeszcze umyć podłogę i okna w laboratorium, bo chyba nikt od bardzo dawna tego nie robił..
Nero wybuchnął śmiechem, Aaqor zakrztusił się kęsem kanapki, a Shad zamarł z łyżką w ustach. Lia już wystarczająco niezręcznie, mimo że niepokój dotyczący wspólnego posiłku ustąpił. Chcąc wyrwać się z zatłoczonej stołówki wstała na tyle gwałtownie, by wywrócić krzesło. Kiedy je podnosiła, jej twarz przypominała dojrzałego pomidora. Dwójka spokojnych doszła już do siebie, lecz Nero dostał głupawki i chichotał jak głupi. Czarnowłosy poczuł się w obowiązku wyjaśnienia ich reakcji, czuł jednak, że dziewczyna nie czuje się swobodnie. Postanowił odprowadzić ją do pracowni alchemicznej, zostawiając niedojedzone śniadanie.
  —Chodźmy— mruknął jej do ucha tak, że podskoczyła O niczym innym nie marzyła, więc poddała się silnemu ramieniu chłopaka, który wyprowadził ją z sali.
   Dopiero na schodach zdobyła się na głębszy oddech.
  —Hmm, wybacz naszą reakcję, ale, z tego co wiem, laboratorium ostatnim razem było sprzątane dwa pokolenia wstecz.
  —Dało się zauważyć— powiedziała cicho, wilk jednak bez problemu ją usłyszał.
   Pod drzwiami zapytał, można by powiedzieć, z grzeczności:
  —Pomóc czy w czymś?
   Lia, która jedną nogą była już w pracowni przystanęła zdumiona.
  —Nie, dzięki. Wolę pracować sama. Szybciej idzie.
   Shadow zmarszczył brwi.
  —Sądzę, że praca zespołowa jest kluczem do wykonania misji prawidłowo. Im szybciej się tego nauczysz, tym lepiej dla ciebie.
O nic więcej nie pytając wyminął nastolatkę i rozejrzał się po pomieszczeniu. Praktycznie wszystko było wysprzątane, ale okna faktycznie potrzebowały porządnego mycia.
Z kąta wziął jedyną czystą ścierkę i zamoczył ją pod kranem.
Lia przyglądała się mu w milczeniu, zła na swój brak asertywności. Nie chcąc jednak wyjść na gbura jako tako oczyściła wielki kawałek materiału i namoczyła go w mydlinach. Zaczęła szorować marmurową powierzchnię, klęcząc na kolanach.
Shadow zadowolony ze swojej pracy- wypolerowania trzech okien na prawej ścianie- obrócił się by odłożyć ścierkę na miejsce i… runął jak długi, potykając się o klęczącą na podłodze Lię, która nie mogła uporać się w wylanym na podłogę, zaschniętym kwasem.


Aby przybliżyć Wam bardziej to, jakimi proporcjami operuję, zatrzymajcie się na chwilę w tym miejscu. Wyobraźcie sobie pole, najlepiej z krótko przystrzyżonym trawnikiem. Zapewne większość z Was umieściła już na nim Shada i Lię. Tu chcę jednak zaznaczyć, że poza posturą i rodzajem kłaków mój wilczek nie posiada w postaci ludzkiej ani ogona ani uszu, jak w przypadku Nero, który z racji przynależności do Straży Cienia jest drobniejszej budowy niż jego brat i Shad. nie chcę się tu posługiwać konkretnymi miarami, więc jako jakiś odnośnik poda jedynie wzrost dziewczyny- powiedzmy 173cm. Nero jest od niej wyższy o pół głowy.
I tu przechodzę do meritum- Shadow i Lia są jak lew i gazela. On muskularny (ale nie w stylu kulturysty), ona wątła i szczypiorkowata (ale bez przesady).
Podsumowując Shad potknął się o Lię, jak o wystający korzeń.


   Chłopak próbował złapać się czegoś, za nim wyrżnął na posadzkę, jednak na nic nie natrafił. Lia natychmiast wstała i podeszła do głowy wilkołaka. Miał rozwalony łuk brwiowy i prawdopodobnie przygryzł sobie język, bo z ust ciekła mu strużka krwi. Dziewczyna lekko spanikowana zaczęła się rozglądać za czymś do otarcia ran, jednak nic się nie nadawało. Niewiele myśląc rozerwała rękaw swojej koszuli i zmoczyła go pod kranem. Wróciła i otarła delikatnie łuk chłopaka, który wyglądał na lekko oszołomionego. Próbował się podnieść, lecz Lia położyła mu dłoń na ramieniu.
  —Siedź spokojnie— burknęła.— Mówiłam ci, że lepiej pracuje mi się w pojedynkę.
   Wilk zmarszczył brwi, a jego włosy mimowolnie się nastroszyły.
  —I właśnie dlatego powinnaś zacząć pracować w grupie. jak można wpaść na tak idiotyczny pomysł żeby klęczeć na podłodze pod nogami innych!- mimo że mówił tym samym, spokojnym tonem, bez problemu można było wyczuć, że jest zły.
   Lia nabrała oddechu żeby, chcąc się jakoś błyskotliwie odciąć, ale do laboratorium wszedł- a raczej wjechał- Xyon. Chłopak siedział dumnie na wielkiej, białej lwicy, której łapy, ogon i szyja były oplecione cieniutkim pnączem ozdobionym małymi listkami i kwiatuszkami.
   Trudno powiedzieć kto był bardziej zdumiony- Lia czy elf. Pierwszy głos odzyskał Szef Straży i machnąwszy ręką w stronę Shadow’a, zapytał:
  —Co on tu robi? Z tego co wiem Obsydian z daleka omija mój rewir.
   Shad podniósł się z podłogi, nieznacznie opierając się o ścianę i bez słowa wyszedł. Do głowy przyciskał kawałek materiału. Dopiero po jego wyjściu Xyon zauważył, że nastolatka ma poszarpany rękaw. Dodał sobie dwa do dwóch i posłał dziewczynie pełne dezaprobaty spojrzenie.
  —Nie uważasz, że bicie Szefa Straży nie jest lekką przesadą?— lekko zsunął się z grzbietu chowańca i rozejrzał po swoim królestwie.— Hmm, widzę że podłogi dalej nie wyczyściłaś. A gdzie się podziały moje pergaminy? I co ty zrobiłaś z..— popatrzył z przerażeniem na uporządkowane regały i złapał się za głowę.— Coś ty tu zrobiła?! Co to za bałagan?! Kto ci pozwolił ruszać moje cenne zwoje?!
   Lia popatrzyła na niego osłupiała, ale zaraz ogarnął ją gniew.
  —Bałagan? Ty to nazywasz bałaganem?! Spędziłam kilka godzin na porządkowaniu tych wszystkich papierzysk, a ty mi mówisz o bałaganie? Przecież to miejsce wyglądało tak, jakby przeszło przez nie tornado!
  —To był artystyczny nieład!— rzucił, piorunując ją wzrokiem.— Jak ja teraz się tu odnajdę?!
  —Przecież masz wszystko ułożone grupami! Eliksiry, lekarstwa, maści, zaklęcia.. czego jeszcze chcesz?!
  —Wyjdź— powiedział lodowato, stojąc do dziewczyny plecami.— Nie pokazuj mi się na oczy!
   Oczy nastolatki zaszkliły się niebezpiecznie. Lia bez słowa wyszła, wymijając ogromnego lwa i szybkim krokiem skierowała się do swojego pokoju. Nie zwracała uwagi na innych, poruszających się dookoła, mając w głowie tylko to, że chce zostać sama i w spokoju się wypłakać. Po drodze ukradkiem ocierała łzy. Kiedy dotarła do swojego pokoju, szybko otworzyła drzwi i z trzaskiem je zamknęła. Przekręciła zamek od środka i w końcu dała upust swoim emocjom. Rozpłakana skuliła się na łóżku i przycisnęła do siebie poduszkę.
   Nie wiedziała ile czasu spędziła w tej pozycji i tak naprawdę gdyby nie pukanie do drzwi, czekała by tak na swój koniec.
W pierwszej chwili miała ochotę udawać, ze w cale jej tu nie ma, ale usłyszawszy głos Nero postanowiła się ogarnąć.
  —Chwileczkę!
   Wodą z dzbanka przemyła szybko twarz, chcąc pozbyć się reszty łez, a rękawy koszuli podwinęła by uniknął zbędnych pytań.
Odświeżona otworzyła drzwi i wpuściła wilkołaka do środka. Ten od razu się rozgościł, siadając na łóżku.
  —Przyszedłem po swój płaszcz. Wyruszam na misję i wolałbym mieć coś w razie chłodniejszej nocy.
   Lia zamarła. W ramach ”podziękowania” za głupi żart chciała wkręcić chłopaka w uwalnianie jednorożców. Wiedziała, że jest to bardzo ryzykowne posunięcie, ale sama nie zdałaby sobie rady.
  —Kiedy wyruszasz?
  —Pojutrze z samego rana. Będziesz tęsknić, prawda?
   Dziewczyna zignorowała jego pytanie i przeszła do sedna.
  —Mogłeś mnie ostrzec, że ten twój ”budzik” to jakaś koza—burknęła.— Wiesz jakiego strachu mi napędziła?
  —On?— Nero udawał zdziwienie, ale wesołe iskierki w jego oczach mówiły same za siebie.— Coś ty przecież Khar jest łagodny jak baranek.
  —W każdym razie nie zamierzam ci tego puścić płazem- powiedziała, patrząc mu prosto w oczy.— W ramach zadośćuczynienia będziesz musiał mi pomóc w jednej rzeczy.
   Błąkając się po twarzy wilka uśmiech znikł. Chłopak spojrzał podejrzliwie na towarzyszkę.
  —Co ty wymyśliłaś?
  —Nic takiego, chodzi tylko o to abyś na chwilę odciągnął strażników od jednorożców. Chciałam zmienić opatrunki Fe.. to znaczy tego mniejszego, ale strasznie się denerwują, gdy straż jest tak blisko.
  —Wątpię żeby to się udało— powiedział z przekąsem.— Stoją tam ze względów bezpieczeństwa, sama rozumiesz.
  —Czyli wolisz żebym została stratowana?— zapytała Lia, robiąc minę skrzywdzonego szczeniaczka. Nero zmiękł i zapytał:
  —Kiedy chcesz tam pójść?
  —Możemy iść teraz.

Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Offline

#15 12-08-2020 o 17h53

Straż Absyntu
Lix
Straż na szkoleniu
Lix
...
Wiadomości: 185

Porządnie chrumknęłam gdy przeczytałam że Ezarel junior wjechał do alchemicznej na lwie

A tak na poważnie to możesz być spokojna o swoje opowiadanie, nie pozwolę ci go porzucić w połowie (choćbym miała pisać ci prywatne wiadomości po nocach nie odpuszczę)

Offline

#16 13-08-2020 o 20h31

Straż Cienia
Divia
Rekrut
Divia
...
Wiadomości: 32

-7-



   Lia zatrzymała się przed wielkimi drzwiami i, zamiast wyjść na zewnątrz, skierowała swoje kroki to laboratorium alchemii. Nero poszedł za nią kręcąc głową, ale nie zadawał pytań. Na górze dziewczyna zwróciła się do wilkołaka:
  —Za nim udamy się na arenę muszę wziąć jeszcze jedną rzecz z pracowni. Mógłbyś zagadać Xyon’a przez chwilę?
   Chłopak westchnął i wywrócił oczami.
  —Nie za dużo tych próśb jak na jeden dzień?
  —Nero, proszę!- złożyła błagalnie dłonie. Wilk przeciągnął dłonią po twarzy.
  —Dlaczego ja się w to pakuję…?
  —Dziękuję!- nastolatka przytuliła się do jego torsu na krótki moment. Chłopak był zaskoczony jej zachowaniem, ale odwzajemnił uścisk, uśmiechając się pod nosem.
  —Nie za bardzo się spoufalasz?- powiedział ze znaczącym uśmieszkiem, na co twarz dziewczyny oblała się czerwienią.— Spokojnie, żartowałem- roześmiał się szczerze, czochrając jej włosy.— Możesz być spokojna, ten gbur nawet cię nie zauważy.
Pewnym krokiem wszedł do sali alchemicznej, dając jej znak ręką aby chwilę zaczekała. Stanął w progu by móc dać dziewczynie sygnał w odpowiednim momencie.
   Elf nie był zadowolony z tej niespodziewanej wizyty. Siedział w kącie, na podłodze, otoczony górą papierzysk. Gdy zobaczył Nero, posłał mu najbardziej zabójcze spojrzenie, na jakie było go stać.
  —Czego— burknął, biorąc do ręki kolejny arkusz.— Jestem zajęty, nie widać?
  —Wpadłem tylko zobaczyć jak poradziła sobie Lia ze sprzątaniem— powiedział, rozglądając się i jednocześnie dając znak dłonią nastolatce, że może działać.
   Lia wemknęła się cichaczem i od razu udała się do ostatniego regału. Podczas porządków odkryła, że za nim znajduje się ukryta szafka z eliksirami. Doskonale wiedziała czego potrzebuje. Starając się zrobić to jak najciszej, pociągnęła cieniutki sznureczek, który wystawał z pleców regału, i chwyciła trzecią w kolejności malutką fiolkę z niebieskim płynem. Był na niej naklejony plaster z podpisem Ynnesan Kedors, co oznaczało po prostu środek nasenny. Była to nadzwyczajnie mała dawka, ale skoro została tak przygotowana, musiała mieć dużą moc. Nie zdążyła jej jeszcze wypróbować, ale cały plan był jedną wielką improwizacją, więc nie miała nic do stracenia.
   Nero tymczasem zagadywał Xyon’a, który pomału dostawał białej gorączki. Nie chciał się do tego przyznać, ale segregacja całej alchemicznej literatury bardzo ułatwiała szukanie potrzebnych informacji. Stos papierów dookoła niego był niczym innym jak sprawozdaniem z elfiej misji. Członkowie Straży, nie chcąc tworzyć dziesięciu takich samym egzemplarzy, stworzyli jeden, w którym każdy dodał coś od siebie. Wyszedł z tego prawdziwy labirynt nieuporządkowanych informacji, który on, jako dowódca, musiał przejrzeć i nanieść ewentualne poprawki lub uzgodnić nieścisłości. Dopiero nie dawno wprowadzono tą procedurę, jednak wcześniej elf nie musiał sobie zawracać tym głowy. Teraz siedział nad górą papierzysk, które zdawały się być napisane na kolanie. W dodatku ten głupi wilkołak, który nie miał zielonego pojęcia o alchemii, wciąż gadał i gadał!
  —Zamknij się wreszcie!— wybuchł, dokładnie w momencie, gdy Lia wymknęła się nie postrzeżenie z pomieszczenia. Nero zdołał uchwycić jej ucieczkę kątem oka, więc i on postanowił się wycofać.
  —O, widzę że masz sporo papierkowej roboty. Już mnie nie ma.
   Zza zamkniętych drzwi zdołali usłyszeć soczyste przekleństwo, skierowane do całego świata. Lia nie mogła się powstrzymać i wybuchła śmiechem.
  —Należało mu się— powiedziała, kiedy już trochę się uspokoiła.— Nie powiem, wykonałeś swoje zadanie doskonale.
   Nero dygnął przed dziewczyną.
  —Polecam się na przyszłość. Mam nadzieję, że masz już wszystko?
  —Dokładnie tak— powiedziała wskazując na saszetkę zawieszoną na pasku spodni. Jak ostatnio miała tam liście babki, gazę i kawałki jabłek. Lepiej mieć je czym przekupić, pomyślała.
   Chwilę później dotarli na miejsce. Nero od razu przystąpił do działania.
  —Qor, braciszku, jak dzisiejszy trening? Nowi rekruci pewnie odpadli po pięciu minutach. Lia przyszła opatrzyć tą bestię.. a swoją drogą słyszałeś może…
   Nastolatka ledwo się powstrzymała żeby się nie roześmiać. Jeszcze nigdy nie spotkała takiej gaduły. Za nim weszła wzięła głęboki oddech. Miała tylko jedną szansę i nie mogła jej zaprzepaścić.
   Jak się spodziewała, dwóch strażników kręciło się w pobliżu.
   Przechodząc koło nich upuściła kilka kropel niebieskiego płynu, który natychmiast wsiąkł w ziemię. Miała tylko nadzieję, że zadziała tak jak myślała.
   Wchodząc do stajni ogarnęła ją panika, która sprawiła, że prawie się wycofała. Powstrzymał ją pełen radości głos Felilavi.

Witaj, dobrze cię widzieć. Moje rany goją się cudownie. Masz już plan jak nas stąd wyciągniesz?

   Dziewczyna ze świstem wypuściła powietrze.

Zrobimy to teraz, ale musicie mnie bardzo uważnie posłuchać, tu znacząco spojrzała na Atharasala. Wszyscy myślą, że przyszłam tylko po to, by zmienić opatrunek. Jak zapewne widzieliście zamiast zamkniętej bramy została postawiona w wejściu stara brama. Nie będziecie mieli problemu z jej pokonaniem?

Za kogo ty nas masz?, prychnął Athar, ale szybko się opanował. Spokonjnie uda nam się ją pokonać

Super, więc plan jest taki- strażnicy powinni być nieco otumanieni, ponieważ rozlałam kilka kropel środku nasennego w ich pobliżu. Gdy będę cię opatrywać, Feliavi, ty Atharze musisz udawać, że mnie atakujesz. Tu dziewczyna zrobiła krótką pauzę, by wziąć głęboki oddech. Musisz uderzyć mnie kopytami w plecy i.. i straciła przytomność. Inaczej nie uwierzą, że to był wypadek. Musisz zabrać ze sobą jeszcze to, dziewczyna wyciągnęła rękę z fiolką. Ogier posłusznie wziął ją do pyska i schował pod językiem. Dobra, w momencie, gdy upadnę wy musicie natychmiast uciekać. Przeskoczycie bramę i wybiegniecie bocznym wejściem. Mam nadzieję, że wszystko będzie działo się na tyle szybko by nie zdążyli was zatrzymać. Wszystko jasne? Więc zaczynamy.


   Jeśli myślisz, że jesteś przygotowany na ból to grubo się mylisz. Lia przekonała się o tym na własnej skórze. Gdy odkaziła wszystkie rany młodego, Athar wykonał dziki skok i wyrżnął kopytami w jej kręgosłup. Przed oczami zrobiło jej się ciemno, a głos uwiąz w gardle. Nie spodziewała się tak brutalnego ataku ze strony jednorożca. Liczyła na to, że lekko ją poturbuje. Za nim zemdlała zdołała jeszcze usłyszeć:

O Wyrocznio…. co ja zrobiłem?!

   Athar stał jak wmurowany w ziemię i dopiero mocne popchnięcie przez Feliavi przywróciło go do życia. Od razu rzucił się na przód w dzikim pędzie i ogromnym susem pokonał bramę. Fel był tuż za nim. Eliksir zadziałał idealnie, bowiem strażnicy snuli się lekko osowiali i dopiero pęd powietrza wybudził ich z letargu. Jednorożce były już jednak daleko. Przemierzały cwałem obszar Kwatery, niemalże tratując po drodze Aaqor’a i Nero. Obaj ledwo zdążyli uskoczyć przed rozpędzonymi zwierzętami. Tak jak przypuszczała Lia wszystko działo się w takim tempie, że nikt nie zdążył zareagować. Ogiery błyskawicznie znaleźli się za boczną bramą w końcu czując smak wolności. Pozwoliły sobie zwolnić dopiero, gdy dotarli do serca lasu. Przeszli do niespiesznego truchtu i lawirując w labiryncie drzew zmierzali do ich kryjówki. W końcu dotarli do wielkiej wierzby, która rosła przy ogromnym głazie. Atharasal tupnął przednią nogą, a jego róg zabłyszczał. Gałęzie drzewa rozchyliły się ukazując wąskie przejście. Oba konie szybko weszły, a przesmyk natychmiast zniknął.
   Kiedy Qor otrząsnął się z pierwszego szoku było już za późno. Jednorożce zniknęły. Powoli zaczynało do niego docierać co się stało. Krzyk strażników był dla niego jak wiadro zimnej wody. Szybko podniósł się z ziemi, krzycząc do Nero:
  —Lia!
   Młody wilkołak pobiegł zaraz za bratem. Na miejscu panowało duże zamieszanie i nikt nie potrafił powiedzieć co tak naprawdę się stało. Lia leżała twarzą do ziemi, niemalże wgnieciona w jej powierzchnię. Nero natychmiast do niej podbiegł, ale Aaqor powstrzymał go przed ruszaniem dziewczyny.
  —Najprawdopodobniej dostała w kręgosłup. Lepiej zaczekajmy na Reę, ona będzie potrafiła dokładnie określić jej stan.
   Gwizdnął i przed jego twarzą pojawił się koliber o niezwykłym, stalowym umaszczeniu, którego skrzydła były ozdobione złotymi wzorami.
  —Sprowadź Reę. Szybko!
   Koliber machnął skrzydłami i już go nie było. Kilka chwil później, które zdwałały dłużyć się niemiłosiernie, pojawiła się Rea ze swoją torbą lekarską. Od razu przystąpiła do działania.
  —Co się stało?— zapytała, wchodząc do stajni.
  —Najprawdopodobniej została kopnięta w plecy. Woleliśmy jej nie ruszać.
  —I bardzo dobrze— mruknęła, klękając przy nieprzytomnej nastolatce i delikatnie badając jej kręgosłup.- Dzięki ci Wyrocznio, nie jest złamany. Odcinek szyjny też wydaje się być w porządku. Potrzebuję noszy żeby ją przenieść.
   Aaqor bez wahania podszedł do bramy, którą z taką łatwością pokonały jednorożce, i wyłamał z niej dwie grubsze deski. Delikatnie położyli na nich dziewczynę i przenieśli do przychodni.
  —Tael, przygotuj łóżko. Sam materac z prześcieradłem. Poduszki nie będą potrzebne. Połóżcie ją na razie tutaj. Tael, gotowe? Świetnie. kładziemy ją ostrożnie, na brzuchu. Dobrze. Dziękuję za pomoc, chłopaki. A teraz przepraszam was, ale muszę się nią zająć.
   Aaqor musiał siłą wyprowadzić Nero, który był prawdziwie załamany zaistniałą sytuacją. Poczucie winy było tak przytłaczające, że ledwo trzymał się na nogach. Aaqor widząc co się dzieje z bratem zaprowadził go do jego pokoju.
  —Zostań tu— powiedział.— Kiedy będzie coś wiadomo, przyjdę i ci powiem.
   Nero podszedł bezwiednie do łóżka i usiadł na jego krawędzi. Nie mógł by sobie spojrzeć w twarz, gdyby dziewczynie coś się stało.
  —Będzie dobrze— powiedział Qor, kładąc rękę na ramieniu brata.
   Uśmiechnął się w wymuszony sposób i wyszedł z pokoju.

   Rea wraz ze swoją pomocnicą rozebrała Lię do bielizny i zaczęła dokładnie oglądać rany na jej plecach. Wzdłuż kręgosłupa miała dwie krwawe pręgi, najprawdopodobniej po przeciągnięciu kopytami przez jednorożca. Skóra dookoła była cała sina. Dziewczyna wciąż była nie przytomna, ale jej oddech był równomierny i spokojny. Rea poprosiła Tael o sefrynium i wylała trochę substancji na wacik. Delikatnie odkażała rany, centymetr po centymetrze. Na szczęście nie były głębokie i nie wymagały szycia.
   Po dokładnym obmyciu położyła jałowe opatrunki na szramach, a na posiniaczone miejsca schłodzone ręczniki.
  —Teraz trzeba już tylko czekać— powiedziała jakby sama do siebie.— Tael, możesz przy niej posiedzieć? Padam z nóg, wczorajszej nocy nie zmrużyłam oka. Obudź mnie natychmiast jak tylko odzyska przytomność. A najlepiej poślij kogoś i uważaj żeby się nie ruszała.
   Dziewczyna kiwnęła głową i przysunęła sobie stołek do łóżka nastolatki. Rea uśmiechnęła się z wdzięcznością i opuściła przychodnię.
   Tymczasem Nero przeżywał w swoim pokoju prawdziwy dramat. Stres związany z szalonym planem Gwyne’a, który zdawał się mieć także drugie dno, zamartwianie się o chowańca, który od czasu powrotu z misji praktycznie nie wychodził ze swojego posłania, a teraz jeszcze ten wypadek.  Gniew i strach wzięły nad nim górę. Emocje, jakie targały jego ciałem, były tak silnie, że nie był w stanie powstrzymać przemiany i powoli zaczął zamieniać się w wilka. Chcąc się jakoś przed tym obronić objął się ramionami, jednak ku swojemu przerażeniu poczuł, iż całe są porośnięte gęstym futrem. Czuł jak jego twarz wydłuża się, a jego ciało przybiera postawę drapieżnika. W kilka sekund zamienił się w dużego acz smukłego wilka. Sam nie wiedział dlaczego, ale z każdą upływającą chwilą czuł, że traci kontakt z rzeczywistością, jakby stawał się bezmyślną istotą, żądną krwi. Z ostatkiem świadomości zawył w jedyny, charakterystyczny sposób, który mógł rozpoznać jedynie jego brat. Jako malcy wymyślili zawołanie, które tylko dla nich miało szczególne znaczenie. Używali go jedynie w krytycznych sytuacjach.
Nagle przed oczami chłopaka zapanowały egipskie ciemności i w tym momencie całkowicie zatracił się w swojej dzikiej naturze. Niczym dzika bestia zaczął charczeć i warczeć, demolując pokój.

   Aaqor słysząc hałasy dochodzące z pokoju Nero przyspieszył swój sprint i z impetem wpadł do pomieszczenia. Sądził, że brat walczy z czymś, ale nie spodziewał się go zastać w stanie opętania przez jego własną naturę. Nie wahając się ani sekundę również dokonał przemiany i zgodnie ze swoimi zasadami bezkrwawej walki, przywalił wilka wielkimi łapskami. Był znacznie większy i masywniejszy od brata, toteż nie miał problemu z unieruchomieniem go. Nero wydał z siebie ni to pisk ni to wycie, lecz powoli zaczął się uspokajać. W tym czasie do sypialni wilkołaka przybiegli Gwyne z Shadem i kitsune. Aengel, myśląc że doszło do bójki między braćmi, chciał ich rozdzielić, jednak czarnowłosy go powstrzymał.
  —Jedyne, co możesz zrobić to pogorszyć sytuację, dlatego zostań tutaj.
   Gwyne, mimo iż wyżej postawiony, bez mrugnięcia okiem posłuchał polecenia i został na miejscu. Hyagra jednak nie mogła patrzeć bezczynnie na to, co działo się z jej przyjacielem. Zręcznie wyminęła towarzyszy i rzuciła się do wilkołaka. Ruch ten był bardzo gwałtowny i Qor zwrócił na moment swąją uwagę na kitsune. Ta chwila wystarczyła by Nero rzucił się do gardła bratu. Lisica krzyknęła z przerażenia, po raz pierwszy widząc chłopaka w takim szale. Gwyne i Shad, bserwujący całą sytuację, która z każdą chwilą stawała się co raz bardziej kryteczna, nie wachali się dłużej i przystąpili do ataku. Shadow przybrał postać wilka, a zastępca Zoreel’a zabrał w tym czasie Hyagrę i mocno przytrzymał.
Adrenalina sprawiła, że stosunkowo wątły Nero stał się teraz groźnym przeciwnikiem, którego nie było tak łatwo okiełznać. Shad próbował go strącić z jego brata, jednak bestia mocniej zacisnęła swoje szczęki. W końcu czarnowłosy, nie mając innego wyboru, wgryzł się w bok młodego wilkołaka, prowokując tym samym wyzwolenie Aaqor’a. Szary odskoczył dysząc ciężko, jednak gęste futro uniemożliwiło przebicie skóry. W tym czasie Shad rozluźnił swój uścisk i przycisnął łapą łeb wilka do ziemi. Qor, powoli przybierając na powrót ludzką postać, wycharczał:
  —Idź po Xyon’a.
   Gwyne odszedł bez słowa. Biedna Hyagra przyciskała zaciśnięte pięści do ust i ze szklącymi się oczami wpatrywała się w leżącego wilka.
   Gdy pojawił się z elfem, ten od razu przystąpił do działania. Nero, wciąż opętany swoją pierwotną naturą próbował się wyzwolić spod jarzma Shada i warczał wściekle.
  —Musi to wypić— powiedział Xyon, wyciągając z szaszetki, którą miał na pasku, sporą fiolkę. — Spróbujcie mu jakoś unieruchomić głowę, a ja postaram się wlać mu to do gardła.
Shad, dla wygody, przyjął ludzką postać i razem z Qor’em przytrzymali Nero zamykając go w żelaznym uścisku. Gdy tylko rozwarli mu pysk, elf szybkim ruchem wlał płyn do jego paszczy. Wilk szamotał się jak rba wyciągnięta z wody, ale ku uldze pozostałych połknął niemalże cały eliksir. Chwilę później jego ciało napięło się jak struna, by sekundę później lec bezwładnie na podłodze. Oba wilkołaki popatrzyły z niepokojem na elfa, który odpowiedział niemalże niedbale.
  —Nic mu nie jest. Zaraz powinien powrócić do człowieczej postaci.
   I rzeczywiście, po kilku minutach na kafelkach zamiast włochatej bestii leżał nieprzytomny chłopak. Przyjaciele przenieśli go na łóżko, a Qor okrył go kocem, uważając by nie podrażnić rany po ugryzieniu.
  —Niech się teraz prześpi. Jutro powinien być jak nowo narodzony. A i poproście Reę żeby go opatrzyła. Ewentualnie możecie poszukać tej, jak jej tam, Gorai, ale podejrzewam, że ten śmierdzący leń śpi gdzieś w ogrodzie.
   Członkowie Straży Obsydianu puścili złośliwą uwagę mimo uszu. Elf w tym czasie zebrał się do wyjścia.
  —Przejście dla magika- burknął do Gwyne’a i kitsune. Dopiero, gdy zniknął za zakrętem, Hyagra odważyła się odezwać.
  —Nic mu nie będzie, prawda?
   Aaqor uśmiechnął się do niej ciepło i odparł:
  —Nie, to ledwie draśnięcie. Jeśli chcesz mu jakoś pomóc skocz proszę poszukać Gorai.
   Lisica szybko kiwnęła główką i pobiegła szukać drugiej lekarki.
Tymczasem Gwyne zadał pytanie, które od dłuższego czasu wisiało w powietrzu.
  —Co tu się, na Wyrocznię, stało?!
  —Doszło do niekontrolowanej przemiany Nero.  Doskonale wiesz, że nie ma opanowanej transformacji tak jak my.
  —Ale przecież nigdy wcześniej mu się to nie zdarzyło!- mężczyzna był wyraźnie zdenerwowany. — Co mogło spowodować taką sytuację?
  —Myślę, że odpowiedź na to pytanie zna tylko on- powiedział Qor, patrząc na brata. — Musimy poczekać aż się obudzi. A teraz najlepiej zostawić go w spokoju. Ja zaczekam jeszcze na lekarkę. Dziękuję wam za pomoc.
   Aengel wyszedł niemal natychmiast, ale Shad zawahał się na moment.
  —Przykro mi, ale nie miałem wyboru.. on mógł cię zabić..
  —W porządku Shad, doskonale cię rozumiem. Idź odpocznij. Chyba wszystkim przyda się chwila przerwy.

  Qor siedział przy łóżku brata, dopóki nie zjawiła się Gorai. Jej mina wskazywała na to, że nie jest ani trochę zadowolona z tej wieczornej wizyty, jednak oszczędziła sobie robienia wyrzutów. Sprawnie przemyła i opatrzyła ranę, po czym wyszła, nie pisnąwszy nawet słówka. Kiedy kobieta zniknęła, do pokoju nieśmiało zaglądnęła Hyagra.
  —I co z nim?
  —Wszystko w porządku, to nic groźnego.
   Lisica uśmiechnęła się lekko. Po chwili ciszy dodała:
  —Mogę przy nim posiedzieć?
   Zaskoczony Aaqor nie zaprotestował i zwolnił krzesło przy łóżku brata. Czuł się wyczerpany i chciał się już położyć, ale niepokój o Nero był silniejszy od zmęczenia. Świadomość, że jednak ktoś będzie przy nim czuwał uspokoiła go i pozwoliła mu na oddalenie się.
Hyagra usiadła przy łóżku wilkołaka i delikatnie ujęła jego dłoń. Wpatrywała się szklącymi oczami w nieprzytomnego i mimowolnie wyciągnęła dłoń by odgarnąć włosy z jego twarzy. Kiedy drzwi zamknęły się za jasnowłosym, rozpłakała się.  Szlochała w dłoń Nero, aż w końcu zasnęła.
   
   Było już grubo po północy i Tael zaczynała przysypiać. Chcąc powstrzymać się przed zapadnięciem w sen postanowiła zmienić opatrunki na plecach dziewczyny. Poszło jej to bardzo sprawnie i młoda asystentka znów nie miała czym zająć myśli. Wskazówki zegara wydawały się stać w miejscu, a powieki Tael robiły się co raz cięższe. Do przyjścia Rei zostało jeszcze co najmniej pięć godzin. Głowa dziewczyny raz po raz opadała na jej klatkę piersiową. W końcu, nie mogąc dłużej walczyć z mackami, które wyciągał w jej stronę Morfeusz, zasnęła.

   Świat zaczynał powoli budzić się z powrotem do życia. Promienie słońca zaczęły nieśmiało zaglądać w okno przychodni, otulając ciepłym blaskiem ranną nastolatkę i asystentkę lekarki. Nic nie zwiastowało, że ta sielanka zostanie za chwilę brutalnie przerwana…



EDIT: Lix, po przeczytaniu Twojego komentarza doszłam do wniosku, że w sumie masz rację i postanowiłam nieco pozmieniać fabułę. Chcę jeszcze wyjaśnić, że w pierwszej chwili został zawołany Xyon z racji tego, że on jest obeznany z eliksirami- a mówimy tu o przemianie z powrotem w człowieka- a nie pielęgniarka. Od przybycia głównej bohaterki minęły ok. 3 dni, jak sama mówi w poprzednim rozdziale. Dodam, że ten jest kontynuacją poprzedniego dnia- Lia od świtu sprzątała w laboratorium, później udała się na śniadanie, dalej sprawy się toczą swoim torem i według mojego myślenia "akcja ratownicza" wypada w godzinach południowych/ popołudniowych :P
Cieszy mnie, że zwracasz mi uwagę na takie szczegóły, które faktycznie mogą utrudniać odbiór tekstu, więc nie krępuj się.
Mam nadzieję, że teraz rozdział stał się nieco bardziej spójny i przejrzysty :)

Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Divia (13-08-2020 o 23h57)

Offline

#17 13-08-2020 o 22h39

Straż Absyntu
Lix
Straż na szkoleniu
Lix
...
Wiadomości: 185

Wszystko spoko ale widzę w tym kilka nieścisłości fabularnych.

1. Relacje niektórych bochaterów wydają się być zbyt zażyłe względem minionego czasu (w moim odczuciu minęło tam zaledwie kilka dni w porywach do półtorej tygodnia)
2. Znowu postacie pojawiają się i znikają bez większej przyczyny i skutków, oczywiście wilcze wycie zgromadziło by grupę gapiów ale raczej towarzyszyły by jej zdenerwowane szepty niżeli chęć aktywnego uczestniczenia w akcji. Reakcję brata rozumiem i popieram, choć nie do końca rozumiem co on tam robił w tamtym miejscu i czasie. Przechodził obok a może chciał sprawdzić jak trzyma się brat po tym co się stało? (Z góry założyłam że od "wypadku" mogło minąć już kilka godzin) Kolejną rzeczą która mnie zastanawia to czemu do Nero został wezwany Xyon a nie jakaś pielęgniarka (oczywiście ja jako osoba obserwująca wszystko z boku mam świadomość że poszła na dzremkę, ale czy w tej kwaterze jest tylko jedna pielęgniarka?)

Naprawdę nie chcę się czepiać ale te nieścisłości utrudniają mi zrozumienie całości tekstu. Widzę że masz już bardziej lub mniej konkretny pomysł na fabułę i wiedząc co się stanie chcesz już o tym pisać, ale ja nie będąc w twojej głowie nie jestem w stanie wszystkiego zrozumieć.
Nie mniej dziękuję za rozdział i życzę dużo weny

Edit: poprawiona wersja wydaje się być bardziej przejrzysta, teraz też rozumiem czemu to elf został wezwany, a i niekontrolowana przemiana ma więcej sensu

Ostatnio zmieniony przez Lix (14-08-2020 o 17h55)

Offline

#18 15-08-2020 o 17h23

Straż Cienia
Divia
Rekrut
Divia
...
Wiadomości: 32

-8-




  —ALICE!

   Atharasal zerwał się na równe nogi, ciężko dysząc. Od kiedy wrócił do swojego stada, męczyło go dziwne uczucie, jakby coś dusiło go od środka. Potrząsnął łbem i na zdrętwiałych nogach podszedł do niewielkiego źródełka. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w swoje odbicie. Nie potrafił określić tego, co się z nim działo- czuł, że grzbiet pulsował mu tępym bólem, a w dodatku był kompletnie pozbawiony energii. Od ucieczki minęło kilka godzin i zdążył się posilić ”czymś porządnym”, a także przespać.  Ponownie skierował swoje kroki pod zwalone drzewo, które oparte o skały tworzyło idealne schronienie, gdy chciał zostać sam. Jego nastrój nie umknął Feliavi, który wpakował się do samotni Athara, zaraz za nim.
  —Co— burknął dowódca, nie zadowolony z towarzystwa jednorożca. — Chciałbym odpocząć.
   Fel prychnął zirytowany i machnął ogonem.
  —Odpoczywałeś już wystarczająco długo i nie powiesz mi, że twój nastrój i samopoczucie wynikają ze zmęczenia. Myślisz o tej dziewczynie?
  —Phi, skąd ci to przyszło do łba— żachnął się Atharasal. — Tylko tego mi brakuje żeby ta mała siedziała mi teraz na głowie.
  —Nie udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi. Sparaliżowało cię po tym, jak nieomal jej nie zabiłeś. Wyraźnie ci powiedziała, że masz udawać, a nie zrobić jej krzywdę naprawdę!
   Ogier skulił uszy i spojrzał z ukosa na rozmówcę.
  —Przecież zaraz przybiegli jej pomóc. Nie zapominaj, że mimo wszystko jest jedną z nich.
  —Za to ty już zapomniałeś, że to dzięki niej jesteśmy teraz tutaj, a nie w tej śmierdzącej klitce. Gdyby nie jej pomoc gnilibyśmy tam do końca naszych dni!
  —Myślisz, że tego nie wiem?! I co, może mam tam teraz wrócić i błagać o przebaczenie. Wyrazić skruchę, że została ledwo draśnięta?
  —Draśnięta, też coś! — prychnął. — Nie możesz się na niej wyżywać za coś czego nie zrobiła!
  —Nie będziesz mi rozkazywał- wycedził przez zaciśnięte zęby. — I tak jesteś już w beznadziejnym położeniu. Myślisz, że nie wiem, iż złamałeś moje rozkazy? Nikt nie miał prawa opuszczać tej przystani i nie myśl sobie, że jako mój brat masz jakieś specjalne przywileje. A teraz, jeśli nie chcesz wyglądać jeszcze gorzej niż teraz zostaw mnie w spokoju.
   Fel obrócił się na zadzie i wściekły wygalopował z samotni. Kretyn, mruknął pod nosem.

   Lia z krzykiem na ustach poderwała się z łóżka, jednak ból, który niczym impuls elektryczny przeszedł przez jej kręgosłup, powalił ją z powrotem na łóżko. Łzy pociekły z jej oczu, a usta wciąż wypowiadały jedno imię: Alice.
   Tael, widząc co się dzieje, przywołała przychodniowego chowańca- młodego Seryphona- i powiedziała.
  —Leć po Reę!
   Lekarka spała twardym snem i dopiero głośne huknięcie do jej ucha ją obudziło.
  —Hmm, co jest? — wymruczała. Szybko odzyskała ostre widzenie i ujrzawszy Seryphona od razu zerwała się z łóżka. Ubierając się na szybko, zdążyła rzucić jeszcze okiem na zegar słoneczny- dochodziła się trzecia.
   Jako główna dowodząca w przychodni jej pokój znajdował się raptem kilka metrów od miejsca pracy, toteż szybko dotarła na miejsce.
   Fachowym okiem szybko oceniła sytuację i podeszła do szafki z lekami. Z półki pod nią zabrała strzykawkę i naciągnęła kilka mililitrów przeźroczystej, niezwykle rzadkiej substancji.
  —Przytrzymaj ją, Tael, żeby przypadkiem się nie ruszyła— to powiedziawszy zaaplikowała domięśniowo lek. Chwilę później Lia uspokoiła się i rozpaczliwy szloch przeszedł w siąkanie nosem.
  —Lia, to ja, Rea. Jestem lekarzem, uspokój się proszę i powiedz mi czy coś cię boli?
  —P-plecy— wydukała.
  —Rozumiem i wcale się nie dziwię. Mocno oberwałaś, pamiętasz może co się stało?
  —Chyyba tak.. zmieniałam opatrunki u jednego z jednorożców.. a potem był już tylko ten ból..
   Rea skinęła głową na asystentkę, która wyszła z sali. Potem zwróciła się do nastolatki:
  —Wszytsko będzie dobrze, z tego co widzę opuchlizna już zeszła, ale przez jakiś czas będziesz miała jeszcze piękne siniaki na plecach— powiedziała, gładząc ją po głowie. — Tael poszła po leki przeciwbólowe, po nich powinnaś poczuć ulgę.
  Lia kiwnęła głową na tyle na ile pozwalała jej pozycja, w której została położona.
   Tymczasem młoda asystentka pukała nieśmiało do drzwi sypialni Xyon’a. Zapewne nigdy by jej nie usłyszał gdyby nie fakt, że jego lwica polizała go wielkim ozorem, by go obudzić.
  —Na wszystkie zlewki, Solei ile razy mam ci powtarzać żebyś trzymała ten obrzydliwy jęzor przy sobie?!
   Lwica popatrzyła na niego skruszona, podczas gdy elf wycierał sobie twarz.
  —Kogo znowu niesie— warknął, słysząc pukanie.
   Tael, słysząc hałasy dobiegające z pokoju, postanowiła wejść. Xyon obdarzył ją najbardziej morderczym spojrzeniem na jakie było go stać.
  —Co ty tu robisz, w moim pokoju, o trzeciej nad ranem? — zapytał, cedząc każde słowo.
   Tael, której zmęczenie dawało się we znaki i ostatnie, na co miała to wysłuchiwanie obraźliwych przytyków brata jej przełożonej, nabrała powietrze i powiedziała:
  —Rea potrzebuje środki przeciwbólowe. Teraz.
   Twarz elfa zmieniła wyraz z wściekłego na delikatnie zaniepokojony. Jego siostra nigdy nie prosiła o tak silne medykamenty w środku nocy, a z tego co wiedział Asha został już wypisany z kliniki.
   Będąc już w swojej pracowni zebrał potrzebne mu składniki i położył na stole. Tael przyglądała mu się z ciekawością, z bezpiecznej odległości. Po kilku minutach przesypał drobny, brązowo-złoty proszek do moździerza i ucierał go z wodą do uzyskania pożądanej konsystencji.
  —Doustnie w razie tępego, przewlekłego bólu lub miejscowo jeśli chodzi stłuczenie.
   Tael odebrała miseczkę i spojrzała nieśmiało na alchemika.
  —A co jeśli mamy otwartą ranę, której towarzyszy obrzęk, siniaki i przewlekły ból?
   Xyon uniósł brwi słysząc tą rewelację i dosiadł chowańca.
  —Cóż, trzeba sprawdzić co lepiej zadziała.

   Assilem powoli przestawał działać i Lia zaczynała co raz bardziej się kręcić. Całe plecy przeszywał potworny ból, a do tego koszmar, który przyśnił się jej tej nocy, nie dawał spokoju. Nigdy tak naprawdę nie dowiedziała się, co stało się z jej siostrą. Gwyne, znany jej wtedy jako Greyson, powiedział jej, że została zaatakowana przez niedźwiedzia i nie miała najmniejszych szans na przeżycie. Lia nie chciała w to uwierzyć, ale sama nie znalazła lepszego wytłumaczenia. W końcu, aczkolwiek z wielkim trudem, pogodziła się ze stratą siostry. Teraz jednak, przez ten okropny sen, wszystko wróciło ze zdwojoną siłą.


   Szłam przez łąkę, myśląc o niebieskich migdałach i nawet nie zorientowałam się, kiedy otoczył mnie cień drzew. Dopiero wystające w dziwnej kombinacji korzenie uświadomiły mi, że coś jest nie tak. Rozejrzałam się dookoła i z przerażeniem stwierdziłam, że jestem w samym środku tego lasu. Patrząc bezradnie dookoła zastanawiałam się, w którą stronę pójść by jak najszybciej opuścić to miejsce. Rozsądek podpowiadał mi żeby obrócić się o 180o i iść prosto, dopóki nie wyjdę z lasu. Tak też zrobiłam i to okazało się jedyną słuszną decyzją, którą podjęłam w tamtym czasie.
   Widząc przebijające się do mnie promienie słoneczne, uśmiechnęłam się pod nosem i przyspieszyłam kroku. W pewnym momencie jednak poczułam na sobie czyjeś spojrzenie i przystanęłam. Od łąki dzieliło mnie zaledwie kilkanaście metrów, więc postanowiłam zignorować to uczucie i ruszyłam dalej. Nagle coś przebiegło koło mnie z wielką prędkością. Serce zamarło mi w piersi by za chwilę zacząć łomotać jak oszalałe. Dookoła mnie zapanował półmrok, jak gdyby słońce skryło się za chmurami. nie bardzo wiedziałam czy iść dalej czy stać w miejscu. Gdy zdecydowałam się na krok na przód, przede mną wyrosła potężna, włochata bestia, która ryknęła przeraźliwie. Za nim całkowicie odcięłam się od świata zdążyłam jeszcze zawołać o pomoc. Niestety, ona nigdy nie nadeszła…
*


   Lia wydała z siebie krzyk pełen bólu, rozpaczy i rozgoryczenia. Poczucie winy, że nie zaczęła wcześniej szukać siostry, wróciło niczym bumerang. Mimo że bardzo cierpiała, zaczęła się podnosić z łóżka. Rea, która chwilę wcześniej poszła sprawdzić skład zaplecza, teraz wybiegła z pomieszczenia i spróbowała przytrzymać dziewczynę w miejscu.
  —Gorai! — krzyknęła, przeklinając w myślach nieodpowiedzialność swojej pracownicy.
   Zamiast brownie pojawili się Xyon z Tael i od razu przystąpili do działania. Lia, targana wszystkimi możliwymi negatywnymi emocjami, nie chciała pozwolić się usidlić, co utrudniało podanie lekarstw.
  —Xyon, na zapleczu znajduje się jeszcze jedna dawka assilemu, można ją jakoś wzmocnić?
   Elf zacisnął oczy, próbując się skoncentrować, a jednocześnie unieruchomić nastolatkę.
  —Można dodać odrobinę tego paskudztwa na odkażanie ran. Ale naprawdę niewielką ilość, w przeciwnym razie możemy ją zabić.
  —Tael, sefrynium. Nabierz w pipetę kropelkę, nie więcej. Wsyp proszek do ćwiartki wody, wymieszaj i  dodaj tę kroplę. Gotowe? To dawaj!
   W dość brutalny sposób posadzili dziewczynę, a Rea umiejętnie przytrzymała jej głowę. Xyon zacisnął nos Lii by tak otworzyła usta i wtedy Tael wlała jej do buzi lek. Dziewczyna prawie udławiła się medykamentem, ale ostatecznie połknęła większą jego część.
Mieszanka zaczęła działać niemal natychmiast i nastolatka zaczęła osuwać się na poduszki. Lekarka ostrożnie ułożyła ją i spojrzała na pomocników.
  —Zdążyliście w ostatniej chwili. Dziękuję za pomoc.
  —Co jej się tak właściwie stało? — zapytał elf. — Bo chyba nie ból pleców.
  —Tak naprawdę to nie mam pojęcia— Rea rozłożyła bezradnie ręce. —
Tael, może ty coś nam powiesz? Wcześniej była dużo spokojniejsza, mimo że wpadła w panikę.
  —Hmm, jedyne co zauważyłam to przez krótką chwilę wypowiadała jakieś imię.. chyba Alice. Tak, Alice.
   Rodzeństwo spojrzało po sobie zdziwione.
  —Alice? Kto to jest?
  —Może ktoś z jej rodziny? — zastanawiała się elfica.
  —Gwyne mówił, że nie miała nikogo. Matka zmarła przy porodzie, a ciotka się na nią wypięła.
   Lekarka zmarszczyła brwi.
  —A tak w ogóle to dlaczego się ona się tu znalazła?
   Xyon w odpowiedzi wzruszył ramionami.
  —Nie wiem, Gwyne mi się nie zwierzał. Jeśli pozwolicie, pójdę się jeszcze na chwilę położyć.
   Zgodnie z zasadą, że milczenie oznacza zgodę, elf wyszedł. Rea westchnęła i patrząc na Lię powiedziała:
  —Biedna mała, nie miała łatwego życia. Może tutaj będzie ci lepiej.. — kobieta w zamyśleniu pogładziła pościel. — Idź spać Tael, dam sobie radę sama. Jutro możesz wziąć wolne. Dziękuję ci, że zostałaś na dyżurze.
  —Nie ma za co— bąknęła speszona dziewczynka i wyszła z przychodni. Rea tymczasem usiadła za biurkiem i zaczęła porządkować papiery.



  Rano Nero obudził się z bólem głowy, który przywodził mu na myśl zaciskające się imadło. Jego zmysły nie uległy jednak osłabieniu i bez otwierania oczu wiedział, że ktoś przy nim siedzi.
  —Hmm.. Aaqor? — mruknął.
   Kitsune, która czuwając zasnęła przy jego łóżku, otrząsnęła się natychmiast i ścisnęła dłoń chłopaka.
  —Nero to ja, Hyagra— wyszeptała, z wyczekiwaniem wpatrując się w wilka.
  —Hyagra.. o cześć— powiedział, siląc się na uśmiech. — Mogłabyś mi podać trochę wody?
   Lisica podeszła do stolika, stojącego pod oknem, i nalała z dzbanka trochę wody do kubka. Napełniwszy naczynie stanęła przy głowie chłopaka.
  —Nero, musisz się podnieść odrobinę. Nie możesz pić na leżąco, bo możesz się zachłysnąć.
   Chłopak spróbował się unieść na łokciach, ale pulsujący ból głowy skutecznie uniemożliwiał jakiekolwiek ruch.
  —Głowa mnie tak bardzo boli.. — mamrotał niby do siebie. Hyagra podjęła decyzję o zawołaniu którejś z lekarek, ale wpierw zmoczyła czystą, bawełnianą ściereczkę i zwilżyła usta przyjaciela, a  następnie otarła mu czoło i policzki.
  —Zaraz wrócę— szepnęła i po cichu wymknęła się z pokoju.
   Rea kończyła właśnie wypełniać dokumentację leczenia Lii, gdy kitsune weszła do środka.
  —Witaj Hyagro, co cię do mnie sprowadza?- przywitała się, na chwilę przerywając pisanie.
  —Potrzebuję czegoś dla Nero. Mówi, że strasznie boli go głowa.
  —Nie mógł sam przyjść? — kobieta uniosła brwi. — Słowo daję, mógłby się czasem nad sobą zastanowić.
  —To ty nic nie wiesz?! — Hyagra popatrzyła się na lekarkę szeroko otwartymi oczami. — Nero przeszedł wczoraj niekontrolowaną transformację i zaatakował swojego brata. Gorei nic ci nie powiedziała?
  —Nie— elfica rzuciła ze złością. — Szczerze powiedziawszy to ostatnio prawie jej nie widuję.
  —Cóż… ja znalazłam ją wczoraj pod wiśnią.
   Rea prychnęła ze złością, ale szybko się opanowała i spytała:
  —Podawaliście mu coś wczoraj?
  —Dostał jakiś syrop na uspokojenie, ale nie wiem co to dokładnie było. Mogę pójść i zapytać Xyon’a, jeśli chcesz.
  —Zaczekaj momencik, czy po zażyciu tego specyfiku od razu powrócił do swojej codziennej postaci.
Hyagra zawahała się przez sekundę.
  —Tak, wydaje mi się, że tak. Wybacz, ale całe to napięcie jeszcze ze mnie nie zeszło.
  —Zatem najprawdopodobniej był to eliksir transformacji, tyle że o wzmocnionym działaniu. Myślę, że najlepszym rozwiązaniem będzie dla niego piguła z wyciągu z kelzoku i uribmi. Proszę, jak sądzę, jedna wystarczy— to mówiąc podała lisicy pastylkę w papierowej torebce. — Przy okazji, powimien dużo pić. Tabletka powinna zacząć działać w przeciągu kwadransa.
   Hyagra podziękowała elficy, dygając lekko i popędziła ratować przyjaciela.

   Za sprawą zimnego okładu, który wilkołak zrobił sobie z namoczonej ściereczki, zostawionej na pościeli, dyskomfort zmniejszył się na tyle, że chłopak mógł swobodnie usiąść. W oczekiwaniu na przyjaciółkę usiłował przypomnieć sobie wydarzenia z poprzedniego wieczoru, jednak ostatnim, i tak mglistym wspomnieniem, było wezwanie pomocy. Po kilku minutach prężenia wszystkich zwojów mózgowych stwierdził, że jednak nie ma to najmniejszego sensu i będzie musiał poczekać na lisicę.
   Kiedy Hyagra w końcu przyszła (czego nie omieszkał się jej wypomnieć- oczywiście robiąc jedynie przyjacielski wyrzut), dowiedział się wszystkiego po kolei. Przeraził go fakt, że będąc pod wpływem tak silnych emocji nie był wstanie nad sobą zapanować, a co gorsza chciał zabić własnego brata. Lisica szybko go uspokoiła, że z Aaqor’em wszystko w porządku i tak naprawdę poszkodowany został tylko on. W zasadzie to faktycznie było jedynie draśnięcie i Nero nawet go nie poczuł. W końcu zadał pytanie, którego kitsune najbardziej się obawiała.
  —Tak w zasadzie to dlaczego, gdy się obudziłem, siedziałaś przy mnie?
   Niby zwykłe, niezobowiązujące pytanie, ale kiedy w końcu ono wybrzmiało, lisica spięła się, a jej ogon nienaturalnie nastroszył.
  —Haha, wiesz cały dzień sprawdzałam raporty zdane przez zwiadowców, a tak naprawdę tylko wkładałam w odpowiednie koperty i mimo późnej pory byłam pełna energii. Reszta miała za sobą ciężki dzień, dlatego zaproponowałam, że posiedzę przy tobie na wypadek gdyby coś zaczęło się dziać.
   Uff, pomyślała. Nie lubiła kłamać, ale tym razem udało jej się zaspokoić ciekawość wilkołaka jedynie lekko naginając prawdę. Faktycznie cały dzień pomagała Gwyne’owi i to prawda, że jej towarzysze pod wieczór padali na twarz. Ona także, ale poziom adrenaliny, który podniósł się podczas jej udziału w wydarzeniach minionego dnia, całkowicie zmył z niej jakiekolwiek oznaki zmęczenia. Niby nie zaproponowała wprost, że zostanie z przyjacielem, ale zapytała o pozwolenie i udzielono jej zgody. W mniemaniu kitsune było to prawie to samo. Około południa Nero czuł się już na tyle dobrze, a raczej tak długo truł Hyagrze, że jak zaraz nie wyjdzie z łóżka to oszaleje, że lisica odpuściła i pozwoliła mu wyjść. Warunkiem było odwiedzenie Rei w celu sprawdzenia rany.
  —Dobrze, już dobrze— warknął, wyraźnie poirytowani matkowaniem przyjaciółki. Chłopak obawiał się, iż nadgorliwa przyjaciółka będzie chciała go odprowadzić, ale- dzięki ci, Wyrocznio- została wezwana do Sali Kryształu.
   Nareszcie, mruknął pod nosem.  Z początku podobało mu się, że kitsune tak koło niego skacze, ale po kilku godzinach stało się to męczące. Postanowił jednak odwiedzić przychodnie, bowiem był gotowy postawić swoje stanowisko, że lisica pójdzie tam i zapyta lekarki tam był.
   W przychodni nie było nikogo poza Lią, która wpatrywała się pustym wzrokiem w krajobraz za oknem. Miała na sobie tylko szpitalną koszulę, rozciętą z tyłu aby łatwiej było dotrzeć do ran. Dziewczyna była blada jak ściana, a włosy miała ułożone w nieładzie- prawie wszystkie kosmyki wyszły z jej wcześniej zaplecionego warkocza.
   Nero dopiero teraz przypomniał sobie, iż nastolatka została wczoraj zaatakowana przez zbiegów. Podszedł do niej nie pewnie i stanął w nogach łóżka.
  —Jak się czujesz? — zapytał cicho, czując wstyd, że wcześniej nie przyszedł sprawdzić jak się czuje.
   Musiał powtórzyć pytanie drugi raz, do tego głośniej, by Lia w ogóle go zauważyła. Od czasu, kiedy obudziła się po podaniu leków, w jej głowie kotłowała się jedna myśl- że jej siostra nie zginęła, tylko czeka gdzieś na pomoc. Jej pomoc. Myśl ta była tym bardziej absurdalna, że z jej sennej wizji wynikało, iż dziewczyna zniknęła. Słuch po niej zaginął i racjonalnie rzecz biorąc gdyby nawet udało jej się przeżyć to przecież wróciła by do domu. Za dzień, dwa, ale wróciłaby. Gwyne na drugi dzień poszedł jej szukać, podobno przeczesał cały bór, ale po jej siostrze nie pozostał nawet maleńki ślad.
   Nie chcąc jednak z nikim dzielić się swoimi obawami, nastolatka wymusiła na sobie delikatny uśmiech i nieco zachrypniętym głosem odpowiedziała:
  —Nie jest to szczyt moich marzeń, ale zawsze mogło być gorzej.
Wilka usatysfakcjonowała ta odpowiedź, lecz jedna rzecz nie dawała mu spokoju.
  —Dlaczego chciałaś zostać sama z tymi rąbniętymi końmi? Mówiłem ci, że są nieobliczalne i proszę, przekonałaś się o tym na własnej skórze.
   Lia doskonale wiedziała, że gdyby choć jednym, głupim słówkiem wzbudziła by podejrzenia Nero mogłoby się to skończyć fatalnie dla niej i jej nieparzystokopytnych znajomych. Nie chcąc zbyt długo zwlekać z odpowiedzią, niemal na jednym wydechu, odparła:
  —Mówiłam ci, że w otoczeniu takiej liczby strażników stawały się jeszcze bardziej nerwowe. Tak, mam tylko posiniaczone plecy, a jeśli ktoś pojawiłby się w nieodpowiednim momencie to kto wie, może leżałabym już kilka metrów pod ziemią— tu znacząco spuściła wzrok. — Poza tym, strażnicy powinni być chyba skupieni na swojej robocie, a nie myśleć o niebieskich migdałach— dodała zanim ugryzła się w język. Jeśli członkowie Straży zaczną węszyć mogą dowiedzieć się o zniknięciu fiolki ze środkiem nasennym. I wtedy albo podejrzenia padną na mnie albo…., dziewczyna gwałtownie zbladła, zdając sobie sprawę, że jeśli naprawdę zostanie wszczęte śledztwo to Xyon przez jej głupotę może mieć poważne kłopoty. Wątpiła by ktoś jeszcze znał tajny schowek, który był na tyle dobrze ukryty, że normalnie sama by go nie zauważyła. Zapewne dopiero Xyon przekazałby komuś zaufanemu tą wiedzę lub w ostateczności sam zniszczył kryjówkę. Miała nadzieję, że sprawa przycichnie zanim zostanie porządnie rozdmuchana.
   Nero, widząc bladą jak prześcieradło twarz Lii, podszedł do niej i delikatnie złapał za ramiona.
  —Hej, wszystko w porządku? Strasznie zbladłaś.
   W tej chwili do przychodni weszła Rea z Gorai u boku, mocno ją strofując. Brownie wyglądała na prawdziwie skruszoną i grzecznie dreptała obok szefowej. Dopiero po chwili obie kobiety zobaczyły, że nie są same.
  —Och, przepraszam— elfica zakryła usta. — Byłam przekonana, że Lia jeszcze śpi, a ciebie to się w ogóle nie spodziewałam— dodała, patrząc na wilkołaka.
  —Przyszedłem tylko na chwilę, ale już zmykam— powiedział. Za nim wyszedł posłał jeszcze Lii długie, uważne spojrzenie.
   Lekarka podeszła do swojej pacjentki.
  —I jak się teraz czujesz? Musieliśmy podać ci silne leki, ale widzę, że już doszłaś do siebie. Jeśli tej nocy wszystko będzie dobrze, będę mogła cię wypuścić. Dostaniesz jeszcze leki przeciwbólowe— to mówiąc podeszła do przeszklonej szafki i wyjęła jakąś maść. — Zaraz obejrzymy twoje plecy, usiądź proszę tyłem do mnie.
   Lia bez słowa wykonała polecenie i, co jakiś czas sykając z bólu, czekała aż Rea wsmaruje jej dokładnie całą maź. Nie było to przyjemne doznanie, bowiem ta dziwna breja ściągała jej skórę na plecach, a w miejscu szram szczypała nieprzyjemnie. Ale po około kwadransie specyfik całkowicie się wchłonął, a ból magicznie minął. Azalia spojrzała zdziwiona na elficę, która roześmiała się serdecznie.
  —Domyślam się, że to dla ciebie nowość, ale uwierz mi, ta maść jest sto razy lepsza niż jakiekolwiek tabletki czy inne głupstwa.
   Dziewczyna również się uśmiechnęła.
  —Mogłabym się pójść umyć? Nie czuję się dobrze, lepiąc się od własnego potu.
   Rea popatrzyła na dziewczynę z pobłażaniem, ale pozwoliła iść jej pod prysznic.
  —Dobrze, ale Gorai z tobą pójdzie. To moja… pracownica.
   Wspomniana kobieta skuliła się za swoim stolikiem. Po raz pierwszy otrzymała od Rei reprymendę i nie było to ”pierwsze i ostatnie ostrzeżenie”, ale zagrożenie zawaleniem się jej kariery medycznej. Brownie wzięła sobie to do serca i postanowiła chociaż trochę się postarać, bo mimo iż miała duża wiedzę z czarnym biletem nikt nie chciałby jej przyjąć do swojego gabinetu.
   Lia wyszła z Gorai i obie skierowały się do łazienki. Kobieta, ku uldze nastolatki, została przy wejściu. Kiedy pierwsze strumienie ciepłej wody spłynęły po ciele dziewczyny, ta poczuła się tak, jakby razem z wodą odpływały wszystkie jej problemy. Złośliwy elf, zaplanowany wypadek, niepokój czy jednorożcom na pewno udało się uciec, czy są bezpieczne. Jedno zmartwienie uczepiło się jej jak rzep psiego ogona, ale wcale nie miała zamiaru się go pozbywać. Jeśli istniał choć cień szansy, że jej siostra żyje, gotowa była zrobić wszystko by ją odzyskać.



Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Divia (15-08-2020 o 17h23)

Offline

#19 15-08-2020 o 20h01

Straż Absyntu
Lix
Straż na szkoleniu
Lix
...
Wiadomości: 185

Ten rozdział był dla mnie "jaśniejszy" niż poprzedni (przed korektą). Działo się w nim sporo i w pewnym momęcie nie byłam w stanie stwierdzić czy jesteśmy w pokoju czy w przychodni (ale to może dlatego że nie byłam w 100% skupiona podczas czytania), nie mniej musiałam kilka razy przeczytać fragment by dokładnie się w nim połapać

Ależ ta Azalia nie domyślna, przecież istnieje tylko jedno miejsce w którym może być Alicja i jest to kraina czarów (no po prostu Lia to ciapciak, co tu więcej mówić)

Ostatnio zmieniony przez Lix (15-08-2020 o 20h06)

Offline

#20 17-08-2020 o 17h21

Straż Cienia
Divia
Rekrut
Divia
...
Wiadomości: 32

-9-




   Ku radości Lii, dziewczyna wyszła następnego dnia z przychodni i wreszcie mogła zacząć żyć normalnie. Leki bardzo dobrze na nią działały, rany szybko się goiły. Rea ostrzegała ją, że po szramach na jej plecach mogą zostać blizny, ale nastolatka nie specjalnie się tym przejęła- w końcu i tak nie miała zamiaru odsłaniać swoich pleców przed innymi.
   Zadowolona szła do pokoju, odnieść swoje rzeczy, kiedy podbiegła do niej zziajana kitsune. Hyagra z trudem łapała oddech i chwilę zajęło zanim dziewczyny się dogadały.
Okazało się, że Gwyne postanowił wziąć Lię na pierwszy trening, który zakładał naukę ataku i obrony. Dziewczynie wydało się to dość absurdalne posunięcie zważywszy na fakt, że należała do Straży Absyntu, a jej postura na pewno nie kwalifikowała się jako ”atletyczna”.
   Lia dostała od lisicy świeży zestaw ubrań, na który składały się niebotycznie obcisłe spodnie- choć ku zdumieniu dziewczyny okazały się całkiem wygodne, kolejna lniana koszula- tym razem bez rękawów i wiązane buty nad kostki. Jeszcze kiedy mieszkała na Ziemi, Lia wyrobiła sobie nawyk noszenia gumki na prawym nadgarstku i teraz okazało się to zbawieniem dla jej włosowych problemów. Chwilę jej zajęło za nim zdążyła doprowadzić je do porządku, ale dzięki temu później nie miała problemu by związać długie pasma w kucyka nad karkiem.
   Gotowa wyszła do Hyagry, która niecierpliwie przestępowała z nogi na nogę, czekając na korytarzu.
  —Nareszcie! Gwyne nie lubi czekać!
   Ciągnięta przez kitsune pobiegła za nią i tak dotarły na arenę. Lia nie miała bladego pojęcia, co ją czeka, ale wystarczyło jej, iż naoglądała się dziwnych metod szkoleniowych w przeciągu tych kilku dni. Pełna obaw podeszła do swojego wujka i przywitała się z nim.
Mężczyzna powitał ją, jak na jej gust, zbyt wylewnie, ale nie miała czasu się nad tym zastanawiać, gdyż od razu przeszli do działania.
   Jako że podstawową zasadą każdego treningu jest rozgrzewka- chociaż Aengel nigdy nie zawracał sobie tym głowy- Lia musiała wpierw posprzątać wyznaczony dla niej kąt, bowiem po wczorajszych zajęciach młodzików miejsce to wyglądało jakby przeszło przez nie tornado. Wszędzie leżały elementy zbroi, połamane kije i kukły treningowe. Dziewczynie ani trochę się to nie spodobało, bo miała już dość przygód z robieniem porządków i nie miała najmniejszej ochoty na powtórkę z rozmowy, jaką przeprowadziła z Szefem swojej Straży. Gwyne rozwiał jej wątpliwości, mówiąc niedbale, że może to wszystko cisnąć w kąt i nie zawracać sobie tym głowy. Pedantyczna nastolatka nie mogła się jednak powstrzymać przed posegregowaniem sprzętu i wyrzuceniem zepsutych części, więc nim zaczęli minęło dobre pół godziny.
   Wuj Lii był już wyraźnie zirytowany i nie omieszkał się opieprzyć nowych rekrutów za zostawienie takiego bałaganu. Młodzi chłopcy byli wyraźnie zawstydzeni całą sytuacją i woleli jak najszybciej zejść z oczu wściekłemu Aengelowi.
  —Dobra, Lia— powiedział, kiedy w końcu wszystko było gotowe. — Chciałbym abyś nauczyła się kilku najprostszych sekwencji obronnych, które będziesz mogła wykorzystać w przyszłości. Każdy nowy członek Straży musi zdobyć choćby podstawową wiedzę dotyczącą sposobów walki. Zapewnia nam to bezpieczeństwo podczas różnych misji.
   Lia spojrzała na niego sceptycznie.
  —Naprawdę będę musiała brać w tym udział? Przecież najprawdopodobniej całe swoje życie spędzę w laboratorium stojąc nad garnkiem z eliksirami. Poza tym ja kompletnie nie nadaję się do takich zadań— dziewczyna próbowała się jeszcze jakoś wykręcić, ale wuj pozostał nieugięty.
  —Zasady to zasady i jeśli chcemy zachować porządek, to musimy się ich trzymać—powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. — Im szybciej zaczniemy tym szybciej będziesz miała to z głowy, tak więc zaczynamy!
   Za nim Lia zdążyła się zorientować w jej kierunku wystrzeliło coś w rodzaju piłki lekarskiej, mocno grzmocąc ją w brzuch.
   Dziewczyna straciła równowagę i poleciała jak długa na ziemię, obejmując się w talii.
  —Co to miało być?! — wydusiła z siebie, próbując zamordować wzrokiem Gwyne’a. — Mogłeś mnie ostrzec!
  —Nie gadać tylko wstawać i działać dalej!
   Po serdecznym powitaniu nie pozostał nawet ślad, a mężczyzna zmienił się w apodyktycznego tyrana i przez następną godzinę nie oszczędzał nastolatki. Z treningu wyszła z ilością siniaków większą niż kiedykolwiek mogłaby przypuszczać. Aengel sprawiał jednak wrażenie zadowolonego.
  —Nie najgorzej jak na pierwszy raz— mruknął z przebiegłym uśmiechem. — Widzę, że unikanie latających piłek masz w małym palcu.
   Lia zgromiła go wzrokiem, kuśtykając w stronę wyjścia.
  —Widzimy się jutro! — zawołał za nią, szeroko się przy tym uśmiechając.

   Lia marzyła o prysznicu i miękkim łóżku. Czuła się jakby stratowało ją stado wyjątkowo dożartych słoni i nawet jej do głowy nie przyszło, że ktoś może jeszcze dzisiaj czegoś od niej chcieć.
   Wchodząc głównym wejściem do Kwatery Głównej miała tą wątpliwą przyjemność zostać zauważona przez swojego Szefa. Elf wychylał się przez barierkę, wyraźnie zdenerwowany.
  —Można wiedzieć gdzie ty się od rana włóczysz? W tej chwili masz się zjawić w pracowni! Na jednej nodze!
   Nastolatka nie mogła uwierzyć, że ten chłopak mógł być jeszcze bardziej bezczelny niż dotychczas. Postanowiła jednak oszczędzić sobie kolejnych wyzwisk pod swoim adresem i wczołgała się po schodach.
   W laboratorium elf stał za stolikiem porównując ze sobą dwa pergaminy. Jego lwica leżała pod oknem, ucinając sobie małą drzemkę. Ku swojemu zaskoczeniu, pół-elfka odkryła, że w pracowni dalej panował taki porządek, jaki zostawiła.
  —Mogłabyś się pospieszyć z łaski swojej? — burknął Xyon, patrząc na przybyłą spode łba. — Skoro Rea już cię wypuściła to znaczy, że jesteś zdolna do pracy, więc oczekuję, że od rana będziesz dyspozycyjna— dodał, akcentując ostatnie słowo.
  —W takim razie musisz porozmawiać z Gwyne’em, bo to on z samego rana porwał mnie na jakiś szalony trening.
Alchemik popatrzył na nią tak, jakby oszalała i zmierzył wzrokiem od stóp do głów.
  —Ciebie? Chyba po to żeby cię połamać. Chociaż nie było by to takie głupie rozwiązanie.. —spojrzał na nią przeciągle. — Wolę pracować w samotności.
  —Uwierz mi, że pomaganie ci nie jest szczytem moich marzeń— warknęła. — Masz coś jeszcze do dodania czy możemy w końcu zacząc pracę?
   Xyon nie spodziewał się tak agresywnej odpowiedzi, toteż postanowił na ten moment powstrzymać się od złośliwości, biorąc pod uwagę, iż naprawdę potrzebował pomocy drugiej osoby.
  —Zacznijmy od tego, że musisz zapoznać się z tymi zapiskami— w ciągu kilku sekund przyjął postawę chłodnego profesjonalisty, która kompletnie nie pasowała do jego wcześniejszego zachowania. — Są to dwa przepisy, z których korzystaliśmy z Ashem. Problem polega na tym, że receptury są takie same a jednak przepis, z którego korzystał Asha nie zadziałał. Rzuć na nie okiem, może ty znajdziesz jakieś różnice, bo ja powoli tracę nadzieję.
   Dziewczyna z lekka zdumiona nagłą zmianą w zachowaniu elfa, obeszła stół i stanęła koło niego. Sięgała mu nieco ponad ramię, ale nie czuła się przy nim tak malutka, jak przy czarnowłosym wilkołaku.
   Z zaciekawieniem zerknęła na pergaminy, z których ciężko było cokolwiek odczytać. W skupieniu analizowała kolejne linijki, całkiem zapominając o obecności Xyon’a. Dopiero dźwięk jego głosu przywołał ją do rzeczywistości.
  —I co? Znalazłaś coś?
   Lia stuknęła palcem w egzemplarz, z którego koszystał białowłosy, i powiedziała:
   —Jedyne co rzuciło mi się w oczy to ten fragment— zatoczyła kółko wokół jednego składnika. — Jest on bardzo niewyraźny, ale wnioskuję, że skoro na twojej kopii wspominają w tym miejscu o qostivii sądzę, że i tu miała ona być, jednak jeśli się uważnie przyjrzeć..
  —Można pomylić ”i” z ”l”, co daje nam kompletnie inną roślinę— Xyon klepnął się w czoło otwartą dłonią. —To by miało sens! W końcu te dwa kwiaty, mimo że wyglądają niemal identycznie, diametralnie różnią się działaniem. Qostivla osłabia koncentrację i to mogło wpłynąć na opóźnienie jego reakcji— elf mówił z podnieceniem w głosie, krążąc po laboratorium. — Ale dlaczego Asha nie wpadł na to sam? Przecież musiało go to zaniepokoić…
  —Z tego co wiem, qostivla strasznie śmierdzi, może myślał, że będzie wydzielał jakąś woń, która wpłynie nie na niego samego, a na przeciwnika? — Lia zapytała pół żartem pół serio. Xyon popatrzył na nią jak na wariatkę, ale nie skomentował jej rewelacji.
  —Masz— rzucił na stół przed nią grubą, ale wyglądającą na zupełnie nową księgę. — Przepisz prawidłową recepturę do działu z obroną i zaznacz przy qostivii żeby nie mylić niej z jej śmierdzącym bliźniakiem— to powiedziawszy wyszedł z pracowni, nawet nie zawracając sobie głowy pomocą chowańca, który wciąż drzemał w najlepsze.
   Nie ma za co, pomyślała dziewczyna ze złością. Oczywiście sam tego nie znalazł, ale teraz pewnie przypisze sobie wszystkie zasługi, a mnie dalej będzie gnoić. Z racji tego, że nie miała nic innego do roboty zaczęła przepisywanie. Bez trudu odnalazła w spisie treści odpowiednią stronę i zamoczyła pióro w atramencie. Gdy skończyła, z czystej ciekawości zaczęła przeglądać inne receptury. Był tak eliksir na niewidzialność, kilka rodzajów żrących substancji, zasłony dymne, który mogły przybierać dowolne kształty i coś na wzór granatów w fiolkach.
   Xyon’a wciąż nie było, więc dziewczyna sięgnęła po kolejny tom, tym razem w bardzo starej oprawie, która niemal rozlatywała się w rękach. Bardzo ostrożnie położyła go na stole i otworzyła na spisie treści.

1- Eliksiry transformacji i transmutacji* natury ożywionej
38- Płyny, gazy i substancje pół stałe na wszelkiego rodzaju dolegliwości
54- Receptury ochronne dla duszy i ciała
89- Rośliny
115- Chowańce
176- Eliksiry zapomnienia, wspomnień, obserwacji przyszłości, przeszłości oraz kontrola myśli


   W tym miejscu nastolatka zatrzymała się, lecz nie zdązyła przełożyć kartek na odpowiednią stronę, ponieważ w laboratorium pojawił się Xyon.
  —Nikt cię nie nauczył, że nie wolno grzebać po nie swoich rzeczach? — zapytał, zamykając z hukiem księgę.
  —Z tego co pamiętam to sam panoszyłeś mi się po pokoju, więc można powiedzieć, że jesteśmy kwita!
   Lia miała dość traktowania jej z góry i postanowiła ustawić trochę elfa do pionu. Z mimiki jego twarzy wywnioskowała, iż nie specjalnie mu się to podobało, ale i on nie chciał tracić czasu na kłótnie.
  —Jak już skończyłaś myszkować to zabierz się za przepisywanie tych receptur— podał jej mały egzemplarz. — Tu także znajdują się eliksiry obronne, więc musimy je mieć wszystkie w jednym miejscu.
  —Skoro są już zapisane to po co mam robić to po raz kolejny? — wizja spędzenia kilku godzin na pisaniu formułek nie była zbyt zachęcająca. Xyon wzniósł błagalnie oczy ku niebu zapytał z pogardą w głosie:
  —Co tu widzisz?
   Dziewczyna zbaraniała i odparła bez namysłu:
  —Starą książkę.
  —Więc zastanów się teraz nad swoją odpowiedzią i weź się do roboty.
   Nastolatka popatrzyła ze złością na plecy elfa, który zdążył się już obrócić, tyłem do niej, w poszukiwaniu fiolek. Kretyn, burknęła pod nosem, pewna, że jasnowłosy tego nie usłyszy. Serce stanęło jej na krótką chwilę, kiedy usłyszała odpowiedź
  —I kto to mówi..
   Lia poczerwieniała na twarzy i szybkim ruchem otwarła stary egzemplarz. Xyon uśmiechnął się ze złośliwą satysfakcją. Prawda była taka, że z samego rana wypił eliksir edgelwonk, który pozwalał mu przez kolejne dwadzieścia cztery godziny mógł czytać w myślach osoby, której imię wypowiedział przed jego zażyciem. Od dawna nikt go nie używał i mogło by się wydawać, że większość o nim zapomniała. Niegdyś używano go przy przesłuchaniach, ale od dawna nie było takiej potrzeby- w Eldaryi panował pokój. Niepokojące wydawały się co raz częściej powtarzające się misje zwiadowcze, których celu tak naprawdę nikt nie znał; poza wąskim gronem dowódców. Xyon miał nadzieję, że w najbliższym czasie jego ludzie będą mogli w spokoju zająć się alchemią, bowiem odnosił wrażenie, iż mimo wielu dobrze prosperujących talentów sztuka ta zaczynała odchodzić w zapomnienie.
   Azalia w skupieniu przepisywała kolejne receptury, zupełnie tracąc przy tym poczucie czasu. Z rytmu wyrwał ją głos Szefa Straży Absyntu.
  —Krótka przerwa— mruknął, kładąc przed nią  papierową, wypchaną torbę. —Tu masz obiad, ale nie przyzwyczajaj się do takich luksusów.
   Dziewczyna była szczerze zaskoczona, ale od razu pomyślała, że elf chce jej wyciąć jakiś dowcip i dodał czegoś do kanapek.
   Xyon westchnął z irytacją i rzucił lekko podniesionym tonem:
  —Jeśli znajdziesz tam jakiś podejrzany składnik to składaj reklamację do kucharza, a ode mnie się odczep.
   Lia wytrzeszczyła oczy i zapytała:
  —Mogę wiedzieć o co ci chodzi? Czytasz mi w myślach czy jak?
   Elf odpowiedział jej jedynie przebiegłym uśmiechem.
  —W takim razie idę zjeść na dworze— burknęła i wyszła za nim chłopak zdążył zaprotestować.
   Do tej pory nie miała jeszcze okazji zwiedzić okolicy, więc teraz rozglądała się ciekawie, szukając cichego miejsca by w spokoju móc zjeść posiłek. Przechodząc koło wielkiej studni zauważyła wąską ścieżkę, odbijającą w prawo, z której dochodziły ciche odłosy harfy i delikatny, ledwo słyszalny śpiew ptaków. Oczarowana tymi dźwiękami podążyła wyłożoną kamieniami dróżką i dotarła do wielkiego ogrodu,  porośniętego niezliczoną ilością kwiatów, krzewów i drzew, których nigdy wcześniej nie widziała. Ze zdziwieniem odkryła, że jedno z nich, z wyglądu przypominające wierzbę płaczącą, jednak znacznie większe, z drobniejszymi listkami, wydaje delikatne dźwięki przypominające szarpanie strun harfy. Z zachwytem przyglądała się otaczającej ją przyrodzie, zupełnie zapominając, że przyszła tu zjeść lunch. Pogrążoną w bezgranicznym urzeczeniu rozciągającą się wokoło natury zastał ją Xyon.
   W pierwszym odruchu chciał wydrzeć się na dziewczynę, za jej nieodpowiedzialność i głupotę, jednak widok oczarowanej nastolatki poruszył go na tyle, że poprzestał na zwyczajowym:
  —Ykhym, nie przeszkadzam?
   Lia obróciła się z przestrachem, upuszczając torbę z jedzeniem na trawnik. Elf popatrzył na nią z politowaniem i podniósł papierowe opakowanie.
  —Sądziłem, że godzina to wystarczająco dużo czasu na zjedzenie kanapki— mruknął, oddając dziewczynie jedzenie. — Usiadłabyś i zeżarła coś w końcu, bo jeszcze oskarżą mnie o tyraństwo— po jego twarzy przemknął ledwo zauważalny uśmiech.
   Lia, będąca w doskonałym humorze, zupełnie zapominając, iż rozmawia ze złośliwym alchemikiem, odparła wesoło:
  —Z wielką łaską i niechętnie.
   Xyon, nie spodziewając się takiej odpowiedzi, przybrał mało inteligentny wyraz twarzy, który nie umknął dziewczynie. Lia wybuchnęła śmiechem, siadając na jednej z ławek. Wyjęła z torby kanapkę i wzięła duży kęs, krusząc dookoła.
  —Ale świnisz— powiedział z kwaśną miną Xyon. — Ciekawe kto to potem będzie sprzątał.
   Jak na zawołanie pojawiło się stado małych biało-niebieskich ptaszków, które zachłannie rzuciły się na resztki chleba. Lia widząc ich ogromny apetyt skruszyła resztę kromki, by ptaki mogły się posilić. Przyglądała się w milczeniu jak pierzaści przyjaciele pochłaniają resztki chleba, gdy elf chrząknął znacząco.
  —Może jednak wrócimy do pracy? Mogłabyś się pospieszyć i skończyć dzisiaj z pierwszym tomem.
   Czar chwili prysł jak bańka mydlana i Lia powróciła do szarej rzeczywistości. Spojrzała spode łba na elfa i mrucząc pod nosem Jeśli tak ci się spieszy to sam się do tego zabierz, zgniotła papierek i wstała z ławki.
  —Słyszałem— burknął, idący przodem mistrz eliksirów.
   Dziewczyna miała już dość tego dziwnego uczucia, że elf zna każdą jej nawet najbardziej niewinną myśl i rzuciła odważnie:
  —W takim razie chcę żebyś także wiedział, iż wcale nie podoba mi się to jak się do mnie odnosisz. Zachowujesz się tak, jakbyś uważał, że skoro zostałeś wybrany na Szefa Straży możesz wszystkimi pomiatać. A nie czekaj— Lia spojrzała na niego wrogo. — Od początku taki byłeś. Myślisz, że skoro tak dobrze znasz się na alchemii możesz poniżać innych i nabijać się z nich? Jeśli tak to sprowadzę cię na ziemię i powiem, że nie, nie masz do tego prawa. Jestem tu niespełna cztery dni, a ty zachowujesz się tak jakbym nie wiem co ci zrobiła! I wiesz co? Sam sobie przepisuj te tomiska. Ja mam dość!
   Wyrzuciwszy wszystko co leżało jej na wątrobie, wyminęła zdumionego elfa i ruszyła ku głównej bramie. Nabuzowana emocjami wyminęła trenujących Obsydianczyków i energicznym krokiem wyszła poza teren kwatery.
   Tak naprawdę zależało jej jedynie na poczuciu swoistej wolności, wiatru we włosach i braku jakichkolwiek ograniczeń. Po kilkuset metrach zaczęła się uważniej rozglądać po okolicy i zauważyła, iż znajduje się na roztaczającej się na prawo bezkresnej łące. Po lewej jej koniec wyznaczała ściana lasu. Lia jak zaczarowana zaczęła iść w jego stronę, tak jakby jego jestestwo przyciągało ją niczym magnez. Ocknęła się dopiero, gdy stanęła tuż przed wejściem do niego. Nagle ogarnął ją paraliż i uczucie, że ktoś lub coś ją obserwuje. Całą sobą chciała ruszyć się i uciec z powrotem do bezpiecznych murów kwatery, ale jej ciało nie chciało jej słuchać. Stała tam, a rosnąca w niej panika co raz ciaśniej oplatała ją swoimi mackami. Kiedy myślała, że dłużej tego nie wytrzyma, z lasu wyskoczyła ogromna istota, pędząc prosto na nią.

***



   Xyon złorzecząc na bezczelność nowej podopiecznej wrócił do swojego królestwa i w celu rozładowania emocji sam zaczął przepisywać receptury. Jego lwica dopiero co się obudziła i rozespanych wzrokiem przyglądała się swojemu opiekunowi. Zebrawszy nieco sił podniosła się i podeszła do elfa, domagając się pieszczot. Xyon w pierwszym odruchu chciał ją odepchnąć, ale widząc pełne miłości oczy wielkiego kota, pozwolił jej położyć łeb na swoich kolanach i zaczął drapać Solei za uchem.
  —Mówię ci, Solei, ta gówniara ostro przegina— burczał. — Od samego początku się tutaj panoszy, nie chce wykonywać moich poleceń, a teraz jeszcze jak gdyby nigdy nic po prostu wyszła!  To nie do pomyślenia! W życiu nie spotkałem się z takim chamstwem. Ale jeszcze odpłacę jej pięknym za nadobne. Będzie przepisywać wszystkie księgi dopóki jej ręce nie spuchną od pisania! A wtedy nawet palcem nie kiwnę żeby pomóc jej pozbyć się tych wszystkich bąbli. Dostanie to, na co zasłużyła. Nikt nie będzie mnie traktował w ten sposób.
   Solei popatrzyła z wyrzutem na elfa, kiedy ten zbyt mocno przejechał jej dłonią po głowie. Urażona wróciła na swoje miejsce pod oknem i ostentacyjnie odwróciła się do niego tyłem. Chłopak jednak nawet tego nie zauważył, obmyślając już plan w jaki sposób mógłby utrzeć dziewczynie nosa.


***




   Lia stała jak słup soli podczas, gdy istota wyłoniła się z lasu. Zwierzę w ostatniej chwili zdążyło uskoczyć na bok, aby nie stratować dziewczyny. Nastolatka osunęła się na ziemię, gdyż nadmiar emocji kompletnie pozbawił ją sił. Wpierw poczuła na twarz kujące liście trawy, a zaraz czyjś ciepły oddech na policzku.

  Lia, to ty?
 
   Młoda członkini Straży otworzyła oczy i zobaczyła pokryty meszkiem biały pysk.

  Fel? O rany, ale super cię widzieć!, usiadła, wpatrując się błyszczącymi oczami w jednoroga.

  Ciebie także, jak się czujesz? Po tym jak tak upadłaś bez życia myślałem, że to koniec. Wierz mi lub nie, ale Athar bardzo przejął się… uszkodzeniem ciebie

  Ach, to nic takiego. Lekarstwa i maści bardzo mi pomogły. Podobno zostaną mi jakieś blizny, ale nie przejmuję się tym specjalnie. A jak ty się czujesz?, spytała, ukratkiem patrząc na blizny ogiera.

  Jak widzisz ślady pozostały, ale są już wygojone. Przynajmniej nie jestem sam tak ładnie ”ozdobiony” Feliavi uniósł górną wargę, ukazując rząd białych zębów.**

   Lia zaśmiała się.

  Naprawdę cieszę, się że udało wam się uciec.  Z tego co mi wiadomo nie zostało wszczęte żadne śledztwo i chyba uznali to po prostu za nieszczęśliwy wypadek. Atharasal pozbył się skutecznie tej fiolki, którą mu dałam?

  Sądzę, że nawet jeśli porzucił ją gdzieś po drodze to i tak najprawdopodobniej uległa zniszczeniu
Dziewczyna i jednoróg stali przez chwilę w ciszy i napawali się panującym wokoło spokojem.

  Mogłabym tu zostać już na zawsze, mruknęła rozmarzona, wystawiając twarz do zachodzącego już słońca. Fel popatrzył na nią uważnie i zapytał:

  Chcesz zobaczyć najpiękniejszy zachód słońca jaki kiedykolwiek mogłabyś sobie wyobrazić?

Feliavi, z wielką chęcią spędziłabym z tobą jeszcze trochę czasu, ale chyba wolałabym wrócić za mury kwatery za nim się ściemni. Nie znam tej okolicy

  Jasne, rozumiem. W takim razie chociaż cię podrzucę, to mówiąc przyklęknął by dziewczynie łatwiej było wejść na jego grzbiet.

  Jesteś pewnie?, zapytała jeszcze, kiedy jednorożec podnosił się.

  Bądź spokojna. Mam swoje sposoby.. odparł przebiegle i ruszył z kopyta.

   Nastolatka nie miała jeszcze okazji jeździć konno, więc z przestrachem wczepiła się w srebrną grzywę ogiera, równocześnie oplatając ramiona wokół jego szyi. Jego krok, płynny i równy, mogłaby porównać do płynięcia na fali i już po kilkudziesięciu metrach odważyła się rozluźnić chwyt. W końcu poczuła, że żyje naprawdę i chciała by ta chwila mogła trwać wiecznie. Nie miała najmniejszej ochoty wracać do złośliwego przełożonego i absurdalnych metod szkoleniowych jej wuja. Jedyne o czym marzyła to to, by wszyscy dali jej święty spokój.
   Nagle Feliavi wyhamował gwałtownie, przerzucając niemal tym samym dziewczynę przez swój łeb. Lia była zbyt zajęta łapaniem równowagi i nie zauważyła, że drogę zagrodził im wściekły Atharasal.

  Mogę wiedzieć co wasza dwójka tu wyprawia?!

   Lia zsunęła się z grzbietu jednorożca i stanęła na miękkich nogach. Nigdy wcześniej nie doświadczyła takiego poczucia wolności, jakie dostarczył jej Feliavi. Teraz jednak została brutalnie sprowadzona do rzeczywistości, stojąc przed rozjuszonym przywódcą stada, który wydawał się być jeszcze większy niż go zapamiętała.

  Fel, w tej chwili wracaj do domu. Tam się policzymy. A ty, spojrzał na dziewczynę z furią w oczach, ty wracaj do tych swoich przyjaciół i nie pokazuj mi się tu więcej!

   Athar, machając groźnie głową, odpędził brata, który nie chcąc wdawać się w niepotrzebne bójki odszedł kuląc uszy i wściekle zamiatając ogonem. Nastolatka została sama z ogromnym, sfrustrowanym zwierzęciem.

  Dlaczego to robisz? zapytała, patrząc wprost na niego, Przecież nie zrobiłam ci żadnej krzywdy, a wręcz przeciwnie- dzięki mnie odzyskałeś wolność! Mógłbyś z łaski swojej okazać chociaż obojętność względem mnie, a nie obwiniać za wszelkie zło tego świata!

  Nie miałaś przypadkiem sobie pójść?

   Lia miała przemożną ochotę dać mu w pysk, ale nie wiedziała za bardzo czy da się spoliczkować konia.

  Gdybyś pilnował swojego nosa, Fel już dawno odstawił by mnie pod murami. Sam mi to zaproponował!

   Athar wykręcił oczami i spojrzał na nią spode łba.

  I jak mniemam nasza ziemianka nie ma kompletnie pojęcia, gdzie się znajduje… Jaka szkoda, że zaraz zapadnie zmrok.., Athar prowokacyjnie obnażył kły, chcąc w ten sposób przestraszyć dziewczynę.

  Daruj sobie, burknęła. W oddali było widać światła Kwatery, ale odległość jaką miała do pokonania nie wyglądała na specjalnie krótką. W dodatku jednorożec chciał ją podrzucić od innej strony, niż z tej, z której przyszła i dziewczyna nie wiedziała czy droga na wprost byłaby w stu procentach bezpieczna.
Słońce praktycznie całkowicie schowało się za linią horyzontu, pozostawiając jedynie pomarańczowo-czerwony poblask na niebie. Lia postanowiła nie tracić więcej czasu i ruszyła prosto przed siebie. Kilka metrów dalej usłyszała za sobą czyjeś kroki. Rzuciła więc przez ramię:

  Czego?

   Athar patrzył na nią dużo przychylniejszym wzrokiem, choć dystans jaki ich dzielił wskazywał na wciąż żywioną niechęć do nastolatki.

  Fel faktycznie wybrał bezpieczniejszą drogę, ale dla nas. Prowadzi przez bagno, którego sama nie będziesz mogła pokonać.

  Czy ty właśnie próbujesz zaproponować mi swoją pomoc?

   Ogier prychnął w odpowiedzi, można by powiedzieć nieco pogardliwie, ale tak jak wcześniej jego brat, przykląkł by Lia mogła bez problemu wejść na jego grzbiet.

  Tylko się nie przyzwyczajaj, mruknął, ruszając od razu do galopu.

   Chwilę później dotarli pod najbardziej zacienione mury Kwatery.

  Tu muszę cię zostawić, jeśli chcę uniknąć złapania.

   Lia zeskoczyła z grzbietu rumaka i nieśmiało pogładziła go po szyi.

  Dziękuję, powiedziała nie patrząc w jego stronę i oddaliła się biegiem. Jednorożcem miotały mieszane uczucia, ale ostatecznie postanowił dać dziewczynie szansę. Przecież gdyby była taka, jak cała reszta tych barbarzyńców już dawno został by ponownie usidlony w tej zatęchłej szopie. A jednak Lia wydawała się emanować szczerością w swoim zachowaniu. Dodatkową ulgę przyniósł fakt, iż dziewczyna nie wykazywała żadnych dolegliwości bólowych w związku z poturbowaniem podczas ucieczki. Choć trudno było mu się do tego przyznać, poczuł ulgę, że nie stała jej się krzywda. Jednak jedno pytanie nie dawało mu spokoju- co ona tutaj robiła i w jaki sposób trafiła na Feliavi? Czyżby zapuściła się tak daleko w las, czy może to jego nieroztropny brat wypuścił się za daleko? Skoro nie znała okolicy nie została by wypuszczona sama na taką wyprawę, więc może i ona próbowała wyrwać się z macek tych istot?
Athar, usłyszawszy szelest w pobliskich krzakach, zerwał się do biegu zostawiając za sobą wszelkie wątpliwości. Drugi raz nie pozwoli się złapać. Nigdy.

*Na potrzeby własnego opowiadania stworzyłam nową definicję, a więc:
- transformacja dotyczy świadomej przemiany istoty magicznej, za jej zgodą
-transmutacja jest przemianą wszystkiego, co wykazuje czynności życiowe, w tym również roślin, w pożądany obiekt lub stworzenie




**jako ciekawostka- unoszenie górnej wargi przez konie to tzw. ”flehmen” i jest, że tak powiem, prezentowany przez koniowate, gdy te wyczują nowy, nieznany dotąd zapach. Tu uznałam, że będzie idealną wersją ”końskiego uśmiechu” ;)




Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Divia (17-08-2020 o 17h22)

Offline

#21 17-08-2020 o 18h24

Straż Absyntu
Lix
Straż na szkoleniu
Lix
...
Wiadomości: 185

Mam jedno pytanko. Kilka rozdziałów temu powiedziałaś ze Lia była w tym świecie 3 dni (to było podczas wypadku), teraz zaczęła się drzeć na Xyona że jest tu 4 dni. Czyli albo spędziła w przychodni niecały dzień albo Lia liczy tylko "aktywnie przeżyte" dni

A tak na serio poza tym szczegółem nic nie rzuciło mi się w oczy
Edit: swoją drogą to mega słodkie że jestem pewnego rodzaju motywacją. Wzruszyłam się ;3;

Ostatnio zmieniony przez Lix (17-08-2020 o 18h25)

Offline

#22 21-08-2020 o 18h22

Straż Cienia
Divia
Rekrut
Divia
...
Wiadomości: 32

-10-




   Lia przemknęła się niezauważenie przez podwórze i główne wejście Kwatery. Mimo kiepskiego początku dnia była zadowolona ze spotkania jednorożców i niespodziewanej przejażdżki. Z trudem ukrywając uśmiech szła szybkim krokiem przez korytarz, by dojść do swojego pokoju i zabrać potrzebne jej rzeczy do kąpieli. Nie spotykając po drodze nikogo, poza strażnikiem, który jak zwykle robił obchód, dotarła do sypialni, w której czekała ją mało miła niespodzianka.
Gdy weszła do środka, w całym pomieszczeniu unosił się zapach zgniłych jaj. Dziewczyna szybko otworzyła okno, chcąc jak najszybciej pozbyć się zapachu. Na szczęście ubrania znajdujące się w szafie nie zdążyły jeszcze nasiąknąć smrodem, więc szybko pozbierała to, czego potrzebowała i uciekła z sypialni.
   Kąpiel nie ostudziła jej złości, mimo że nastolatka próbowała się jak najbardziej zrelaksować i użyła nawet specjalnego płynu o zapachu kokosa. Wciąż wściekła wracała do swojego lokum, licząc na to, że zapach zdążył już ulecieć. Niestety, ale pokój wciąż śmierdział równie mocno. Zrezygnowana usiadła pod pokojem i postanowiła przeczekać. Dochodziła dziesiąta wieczorem i nie miała zamiaru nikogo budzić tylko dlatego, że w jej pokoju śmierdziało. I tak nikt nie zrobiłby nic poza wywietrzeniem go, a ona sama już na to wpadła.
   Spędziła na korytarzu dwie godziny, złorzecząc na sprawcę tego zamieszania i w końcu koło północy zdecydowała się pójść do ogrodu. Ręcznik przez ten czas zdążył już wyschnąć, a że był z grubego, miękkiego materiału nadawał się idealnie jako prowizoryczny koc.
Lia, starając się nie narobić za dużego zamieszania, wymknęła się na zewnątrz i idąc na palcach, skierowała się w stronę Ogrodu Muzyki. O tej porze jedynym słyszalnym dźwiękiem były koncert świerszczy i szumiąca nieopodal fontanna. Odgłosy te działały na nią kojąco, więc gdy tylko rozłożyła ręcznik na trawie, pod niezwykłą wierzbą, zasnęła.
   Z samego rana, wraz ze wschodem słońca, obudził ją jeden z patrolujących w, powiedzmy, dość mało delikatny sposób.
  —Hej ty! Kim jesteś i co tu robisz?! Tacy jak ty nie mają prawa pałętać się po terenie Kwatery! — mężczyzna złapał Lię za ramię i szarpnięciem postawił na nogi. — Możesz być pewna, że nie ujdzie ci to płazem, ruszaj się!
   Rozespana dziewczyna nie bardzo wiedziała, co się właśnie stało, ale popychanie i krzyki zmusiły ją do ruchu we wskazanym kierunku. Odziana jedynie w koszulę nocną, która nota bene wyglądała jak worek na ziemniaki, z rozczochranymi włosami i worami pod oczami wyglądała jak siedem nieszczęść, więc nic dziwnego, że strażnik uznał ją za jakąś żebraczkę. Dość szybko znaleźli się w budynku, ale zamiast kierować swoje kroki do pokoju, dziewczyna została sprowadzona na dół, do piwnic. Schody były kręte i śliskie, a dookoła panowały egipskie ciemności. Gdyby nie to, że strażnik trzymał mocno jej ramię, na pewno runęła by w dół. Nie miała pojęcia jak mężczyźnie udaje się zobaczyć cokolwiek w tej ciemności, ale nie miała czasu zawracać  sobie tym głowy. Kiedy dotarli na dół, zrobiło się nieco widniej, za sprawą pochodni umiejscowionych w specjalnych uchwytach, przymocowanych do ściany.
   Lia rozglądnęła się z ciekawością dookoła, gdy strażnik przystanął na krótki moment, by uzgodnić coś z wartownikiem. Nastolatka została szybko przekazana ”z rąk do rąk” i zabrana w głąb piwnic. Jedynym pozytywem było to, że nie była już traktowana jak kukła treningowa, bowiem chłopak delikatnie acz stanowczo poprowadził ją dalej. Kiedy weszli do pomieszczenia, do złudzenia przypominającego podziemną grotę, chłopak otworzył pierwsze zbrzegu zakratowane drzwi.
  —Wchodź.
   Lia była zbyt oszołomiona by zaprotestować i dopiero, gdy krata zamknęła się za jej plecami, zrozumiała, że została wtrącona do więzienia. Szok jaki malował się na jej twarzy wprawił w zakłopotanie młodego strażnika, który szybkim krokiem oddalił się, zostawiając dziewczynę samą wśród panujących wokoło chłodu i ciemności.


***


   Jak co dzień, około godziny siódmej, Solei podeszła do łóżka swojego opiekuna i mrucząc przyjaźnie zaczęła ocierać się o jego ręce i twarz. Xyon machnął dłonią w powietrzu, jakby chciał odpędzić natrętną muchę i odwrócił się na drugi bok. Powtarzający się codziennie ten sam schemat nauczył lwicę, że dopóki nie sięgnie po bardziej radykalne środki jej pan nie raczy podnieść się z łóżka.
   Chcąc jak najszybciej wyjść z pokoju, Solei cofnęła się parę kroków i z rozbiegu wskoczyła na elfa. Xyon wydał z siebie zduszony krzyk, gdy wielkie cielsko spadło na jego brzuch i klatkę piersiową.
   Uszczęśliwiona kocica zaczęła z miłością lizać alchemika po twarzy. Minęła dobra chwila za nim elf zrzucił chowańca z łóżka i klnąc pod nosem spojrzał wściekłym wzrokiem na lwicę. Ta natomiast szczęśliwa, że jej pan wreszcie się obudził, skoczyła na drzwi, prosząc o ich otworzenie. Xyon odrzucił kołdrę i otworzył wyjście, zdobywając przy tym kolejnego ”buziaka”.
  —WON! — huknął, a Solei w podskokach wybiegła na korytarz.
   Niebieskowłosy zatrzasnął drzwi i natychmiast wskoczył z powrotem do łóżka. Cierpiał jednak na ten problem, że jeśli raz się obudził nie był wstanie ponownie zasnąć. Złorzecząc na swoją podopieczną wygramolił się ponownie z posłania.
Pogoda za oknem była całkowitym przeciwieństwem pochmurnego nastroju Szefa Straży. Jedyną rzeczą, która była wstanie poprawić mu humor, były kanapki ze świeżego chleba posmarowane obficie miodem lub owocowe gofry- specjalność szefa kuchni; niestety pojawiały się jedynie na wyjątkowe okazje.
   Elf nie zwlekając dłużej przebrał się w codzienny strój, uporządkował sterczące we wszystkie strony włosy i szybko udał się na stołówkę.

   Tymczasem Gwyne, pokonując co trzeci schodek, schodził do podziemi. Był tam umówiony z Nero, aby omówić znalezisko z ostatniej misji zwiadowczej Tacory i Cevili. Mimo że nie byli podwładnymi Nero, by nie wzbudzać podejrzeń jemu pierwszemu składali raporty.
   Aengel zastał wilkołaka jak zawsze w tym samym miejscu- na uboczu, z dala od ciekawskich uszu i oczu, pod schodami.
  —I co? — spytał, nie siląc się na słowa przywitania. — Co znaleźli?
   Nero spojrzał ponad jego ramieniem. Sekundę później dwa wampiry pojawiły się we własnej osobie. Był to chłopak i dziewczyna, którzy- mimo iż nie spokrewnieni- posiadali taką samą historię; rodzice obydwojga zniknęli w niewyjaśnionych okolicznościach, tuż po narodzinach nastolatków. To Gwyne ich odnalazł i stworzył im w Kwaterze drugi dom. Mimo iż był surowym wychowawcą, para krwiopijców była mu niezachwianie oddana.
   Tacora podał mężczyźnie kawałek postrzępionego, ciemnobrązowego materiału.
  —Wyraźnie czuć, że nie należy do jednego z naszych— odezwał się Nero. — Tacora mówił, że udało mu się zerwać kawałek ubrania z podejrzanej istoty, która zaatakowała ich podczas penetracji lasu.
  —Czy chcesz powiedzieć, że w końcu znaleźliśmy tę kreaturę?! — oczy Gwyne’a rozbłysły tak jak dziecku, który dostaje nową zabawkę. — Gdzie to było? Kiedy? Uciekała czy gdzieś się tu osiedliła? — pytał zachłannie. Wampiry jednak bezradnie rozłożyły ręce.
  —Spotkaliśmy młodą kobietę, ubraną w łachmany, która szukała owoców w lesie dwa dni drogi stąd. Nic nie mówiła, ale była wyraźnie przerażona naszym widokiem. Oddaliliśmy się, zostawiając jej nieco naszego prowiantu- w końcu sami możemy sobie coś upolować- i ruszyliśmy w stronę mokradeł. Jakieś trzy kwadranse później usłyszałam szum, który z pewnością nie był skutkiem wiatru błądzącego w koronach drzew.. Zatrzymałam więc Tacorę i zaczęliśmy nasłuchiwać. Kilkanaście metrów przed nami zaczynało się pierwsze bagno, stamtąd również dochodził hałas. Rozdzieliliśmy się, ja poleciałam górą, Tacora pozostał na ziemi, i ruszylismy pomału do przodu. Wtedy zobaczyłam, że z bagna zaczęła wynurzać się nieznana mi do tej pory istota..
  —Kelpie*— wtrącił Tacora.
  —Dokładnie— Cevila zgromiła partnera wzrokiem. — W każdym razie dałam sygnał Tacovii i czekaliśmy na rozwój wydarzeń. Istotnie z bagna wyłonił się koń, w zielono-morskim kolorze. Miał w sobie coś hipnotyzującego…
  —Więc Cevila, jak ta idiotka schowała skrzydła i zaczęła iść w stronę tej poczwary— warknął wampir. — Oczywiście, gdybym nie zareagował odpowiednio szybko, ów ”hipnotyzujące stworzenie” — powiedział z pogardą. — Zeżarło by ją za nim by się zorientowała.
   Cevila prychnęła w odpowiedzi.
  —W każdym razie, gdy odciągnąłem Cev od kelpie, piorun uderzył w bagnisko, odrzucając nas kilka metrów w tył. Wtedy coś przeleciało tuż nad naszymi głowami i jedyne, co udało nam się po tym czymś zdobyć to ten skrawek— wskazał głową na trzymany przez Gwyne’a materiał. — Gdy zerwałem ten kawałek, wszystko natychmiast się rozpogodziło, a po kelpie i tej istocie nie było śladu.
   Gwyne słuchał uważnie opowieści zwiadowców, analizując każdy szczegół. Po chwili milczenia odezwał się.
  —Wyślijcie tam jakieś chowańce— tu znacząco spojrzał na wilkołaka. — Najlepiej z jakąś przynętą. Możecie wziąć mięso ze spiżarni, myślę, że bestia będzie na to łasa.
   Wampiry skinęły głową i wyszły z piwnic. Nero spojrzał na Aengela złym wzrokiem, który jednoznacznie wskazywał na to, że nie ma zamiaru narażać swojego Bakharhell’a na takie ryzyko. Gwyne zdawał się tego nie zauważać, kierując swoje kroki w stronę wyjścia. Nie zdążył postawić stopy na pierwszym stopniu, gdy dobiegły go przytłumione głosy kłótni. Mrucząc pod nosem coś o niekompetencji młodych strażników, poszedł w stronę lochów. Nero szedł tuż za nim.
   Docierając do pierwszej celi, ku swojemu wielkiemu zdumieniu, zobaczyli Lię, stojącą za kratami, która kłóciła się z tym samym chłopakiem, który zamknął ją z samego rana.
   Dziewczyna zobaczywszy wuja i wilkołaka, wykrzyknęła:
  —Gwyne, Nero! W końcu jakaś znajoma twarz! Możecie mnie stąd zabrać? Mam już dość, jest mi zimno i nikt nie chce mi powiedzieć dlaczego mnie tu trzymają!
   Aengel zgromił strażnika wzrokiem, który ugiął się pod jego wściekłym spojrzeniem.
  —Czemu ona tutaj siedzi— wycedził. — Kto ją tutaj przyprowadził?!
Masz ją natychmiast wypuścić!
   Strażnik, trzęsącymi się rękami, otworzył celę i Lia w końcu odzyskała wolność. Miała mokre włosy i koszulę od wilgoci panującej w grocie, trzęsła się z zimna. Nero otoczył ją ramieniem i wyprowadził na powierzchnię. Kiedy Gwyne strofował młodego strażnika, wilkołak zaprowadził dziewczynę do jej pokoju. Dzięki Wyroczni, smród zdążył już wywietrzeć, lecz w pomieszczeniu panował przejmujący chłód, spowodowany całonocnym wietrzeniem. Nero po chwili wahania zdecydował się zabrać dziewczynę do swojego pokoju.
  —Zaczekaj tu chwilę, poszukam Hyagry żeby przyniosła ci świeże ubrania.
   Lia w odpowiedzi skinęła głową i przysiadła na łóżku. Po kilku minutach do pokoju zawitała kitsune z naręczem ubrań.
  —Jeny, co ci się stało? — zapytała szczerze zmartwiona. — Przyniosłam ci ciuchy nie tylko na dzisiaj, ale i na resztę dni. Miałam to zrobić wcześniej, ale Purriry spóźniała się z zamówieniem.. Może najpierw wolałabyś się wykąpać?
   Nastolatka potaknęła i z wdzięcznością przyjęła ubrania i świeży ręcznik. Nie zwlekając udała się do łazienki, gdzie wzięła długi, gorący prysznic. Dochodziła dziesiąta, gdy w końcu dotarła do stołówki na upragnione śniadanie. Towarzyszył jej Nero, który również nie miał wcześniej okazji niczego przekąsić.
   Otrzymawszy posiłek jedli w milczeniu, dopóki nie zaspokoili pierwszego głodu. Wilkołak wytłumaczył jej zaszłe nieporozumienie i w imieniu strażnika przeprosił dziewczynę. Tak jak nastolatka także nie miał pojęcia skąd w jej pokoju mógł się wydobywać taki odór.
   Na śniadanie i pogawędki poświęcili dobre pół godziny i tak naprawdę rozmawiali by znacznie dłużej, gdyby nie wygonił ich zdenerwowany kucharz.
  —Śniadanie o tej porze.. — mruczał zły pod nosem, wycierając stoliki. — Następnym razem nie wpuszczę was na stołówkę! — zagroził, ale Nero zbył jego krzyki pobłażliwym uśmieszkiem.
   Wilkołak odprowadził pół elfkę pod salę alchemii, pożegnał się i poszedł w swoją stronę.
   Lia, zadowolona z wyjaśnienia całego nie porozumienia, weszła do pracowni, lecz nikogo tam nie zastała poza lwicą przełożonego. Solei brakowało pieszczot, więc radośnie podeszła do nastolatki, domagając się głaskania. Lia z chęcią zajęła się chowańcem- w końcu i tak nie miała nic do roboty.
   Nie minął kwadrans, a do pracowni wparował Xyon w towarzystwie ciemnowłosego elfa. Solei na widok właściciela ruszyła w jego kierunku, ale zignorowana wróciła do Lii, powarkując pod nosem. Dziewczyna musiała kilkukrotnie odchrząknąć żeby zostać zauważona.
  —A ty co tu robisz? — rzucił Xyon, jakby zapominając, że należała do jego straży. — Zabierz potrzebne ci eliksiry i idź na pola uprawne. Sądzę, że tym razem efekty nie powiiny nas zawieść— odezwał się do Leith’a.  Lia mimo woli poczuła ukłucie złości, że efl traktuje wyższego stażem znajomego znacznie przyjaźniej niż ją samą. Doświadczenie doświadczeniem, ale jak na jej gust wszyscy powinni być traktowani równo, nie zależnie od umiejętności.
Kiedy Lieth wyszedł, Xyon zajął się sobą, zupełnie nie zwracając uwagi na nastolatkę. Dziewczyna postanowiła się nie narzucać, zważywszy na fakt, iż po kiepsko przespanej nocy i nieprzyjemnym poranku marzyła o dniu wolnego. Niestety dla niej, Xyon czekał jedynie na odpowiedni moment, by wprowadzić w życie dalszą część swojego planu.
  —Co tak śmierdzi? — odezwał się po kilku minutach od przybycia.
   Chłopak obrócił się dookoła własnej osi, pociągając nosem. Zatrzymał swój wzrok na nastolatce, marszcząc brwi.
  —No tak, mogłem się tego spodziewać— mruknął. — Jak się nie dba o higienę to tak się potem kończy— dodał z kwaśną miną. — Solei, chodź tu za nim prześmierdniesz tym zgniłym jajem.
   Lwica posłusznie podeszła, zostawiając osłupiałą nastolatkę. Xyon, zatykając nos, podszedł do okna i otworzył je na oścież.
  —Wyszłabyś wywietrzeć z łaski swojej— powiedział przez zaciśnięty nos. Szybko odwrócił się plecami do podopiecznej, chcąc ukryć uśmiech satysfakcji malujący się na jego na twarzy.
   Lia opanowała pierwszy szok, za nim ten przeobraził się w niewyobrażalną wściekłość, i postanowiła zagrać w grę,  którą elf prowadził od samego początku. Po cichu podeszła do niego od tyłu i, kiedy była dostatecznie blisko, oplotła Xyon’a ramionami w pasie.
   Chłopak wzdrygnął się z powodu nagłego ataku i wydusił zdumionym głosem:
  —Co ty wyprawiasz?!
   Dziewczyna uśmiechnęła się złośliwie.
  —Teraz będziemy śmierdzieć razem. We dwójkę zawsze raźniej! — starała się nadać swojemu głosowi wesolutki ton. Dodatkowo, chcąc podkreślić swoją ‘radość’, uściskała elfa jeszcze mocniej, po czym puściła go i zadowolona z siebie wróciła na miejsce pod oknem. Xyon jakby w zwolnionym tempie zwrócił się w jej stronę i z kamienną twarzą, cedząc każde słowo, powiedział:
  —Nigdy   więcej   mnie   nie   dotykaj.
   Lia uśmiechnęła się niewinnie i zatrzepotała rzęsami.
  —Jak Pan Śmierdziel sobie życzy.
   Xyon odwrócił się i sztywnym krokiem podszedł do jednego z regałów. Blondynka walczyła by nie wybuchnąć śmiechem- elf poruszał się tak jakby był oblepiony substancją, która zaczęła zastygać.
   Po kilkunastu minutach bezczynnego siedzenia dziewczyna odezwała się.
  —Powiedz, to ty rozpyliłeś mi ten smród po pokoju?
   Alchemik, udając, że jest bardzo zajęty układaniem fiolek według wielkości, nie pisnął nawet słówka.
  —Czyli tak— mruknęła, patrząc na niego z ukosa. — Możesz mi tak szczerze powiedzieć, co do mnie masz? Bo od początku zachowujesz się podle i nie uwierzę, że tak odnosisz się do wszystkich. Sama widziałam jak traktowałeś Leith’a dzisiaj rano. Chodzi o to, że nie pochodzę stąd? Albo, że zostałam przydzielona twojej Straży? Jakbyś jeszcze na to nie wpadł to ani na jedno, ani na drugie nie miałam wpływu. Jeszcze kilka dni temu nawet nie wiedziałam o istnieniu tego świata i nawet przez myśl mi nie przeszło, że spotka mnie coś takiego! Gdybym miała wybór to już dawno wróciłabym na ziemię, chociaż w zasadzie i tak nie mam dokąd wracać.
  —Uważaj, bo się wzruszę— burknął przez ramię.
  —Agrhhh, ty jesteś naprawdę nieznośny— rzuciła ze złością. — Powinieneś się zastanowić czy chcesz resztę życia spędzić sam jak palec czy może łaskawie zaczniesz szanować innych. Za nim się zorientujesz może być już za późno— dodała chłodno i wyszła trzaskając drzwiami.

   Teraz nic jej nie powstrzyma przed zakopaniem się w miękkiej kołdrze. Pod pokojem jednak zmieniła zdanie i postanowiła udać się po raz kolejny poza mury Kwatery. Liczyła na to, że znów uda jej się spotkać jednorożce, z którymi jako jedynymi mogła spędzić czas, nie pytając o nic i ponarzekać na sposób z jakim była traktowana w Kwaterze. Za nim wyszła, postanowiła zabrać jeszcze kilka smakołyków, na wszelki wypadek.
   Żwawym krokiem przemierzała kolejne metry i godzinę później doszła do lasu. Tym razem nie czuła żadnej dziwnej energii, która próbowała by ją wciągnąć w jego paszczę, ale niepokój wciąż tlił się w jej sercu. Próbowała to tłumaczyć koszmarem przeżytym w dzieciństwie, jednak nie wiele to pomagało. Nie chcąc wchodzić między drzewa, zaczęła iść wzdłuż nich licząc, że napotka znajome pyski. Po przejściu kilku metrów zauważyła pomiędzy nisko osadzonymi gałęziami srebrną sierść i charakterystyczny róg. Koń wydawał się za duży jak na Feliavi, więc po chwili wahania zapytała:

  Athar, to ty?

   Ogier wyłonił się z lasu, ostrożnie stawiając każdy krok.

  Mówiłem ci, że nie chcę cię tu widzieć, mruknął, więc co tu robisz?

  Uciekam przed ponurą rzeczywistością. I nie przychodzę z pustymi rękami, potrząsnęła zachęcająco torbą pełną jabłek.

  Wybacz, ale to nie moje smaki. Fel uwielbia słodkie, ja bardziej gustuję w wytrawnych daniach.., ponownie obnarzył swoje kły. Lia postawiła torbę na ziemi i splotła ręce na piersi.

  Poważnie? Ty naprawdę polujesz? Na jakieś króliczki i inne takie?

  Ryby, kuropatwy, czasem jakaś wiewiórka

   Lia nie wiedziała czy Athar żartuje, ale postanowiła nie ciągnąć tematu.

  Nie boisz się wypuszczać tak daleko? Podobno Straż Cienia cały czas jest wysyłana na jakieś misje zwiadowcze..

  Ty naprawdę myślisz, że nas tak łatwo złapać?, żachnął się. Gdyby nie to, że zastawili pułapkę w naszych terenach łowieckich i jeden z młodzików w nią nie wpadł wszystko skończyłoby się dobrze. Jako przywódca musiałem zareagować i skończyło się jak się skończyło.

  Czyli ostatecznie dobrze, uśmiechnęła się pod nosem i wgryzła w jedno z owoców. Jak sądzisz, po co tak łażą na te zwiady?

  Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Najlepiej będzie jeśli już pójdziesz, zaraz mogą zacząć cię szukać.

  Nie wydaje mi się.. Xyon’owi jest na rękę, że mnie nie ma, reszta jest zajęta swoimi obowiązkami, a ja się nawet lepiej czuję poza tymi murami. Nie widzę potrzeby tkwienia tam bezczynnie skoro mogę spożytkować czas i energię na spacer.


   Jednorożec milczał, jakby się nad czymś zastanawiał.

  Jak mniemam nikt nie oprowadzał cię po okolicy?

   Lia pokręciła przecząco głową.

  W takim razie chodź, pokażę ci miejsca, w których bez strachu można odpocząć i odetchnąć pełną piersią

   Dziewczyna z radością wdrapała się na grzbiet masywnego ogiera i oboje ruszyli w stronę plaży. Zamiast podążać główną drogą, Athar skierował swoje kroki w las by po kilku minutach stanąć na gigantycznej skarpie i rzucić się w dół.
   Kiedy tak spadali, Lia miała wrażenie, że wszystkie trzewia podchodzą jej do gardła. Przygotowana na mocne zderzenie z twardym gruntem bardzo zdziwiła się, gdy Atharasal miękko wylądował na złotym piasku. Plaża była wyraźnie oddzielona od tej głównej i zdecydowanie nie dla wszystkich dostępna. Żeby do niej dotrzeć trzeba by przepłynąć spory kawałek od głównego brzegu.
  —O wow— wyrwało jej się, kiedy przemierzając kolejne metry, podziwiała roztaczający się dookoła krajobraz. Z jednej strony znajdowała się kamienna ściana, porośnięta gdzieniegdzie mchem, z drugiej zaś roztaczało się morze tak czyste, że dziewczyna bez trudu mogła obserwować jego dno.
   Plaża była stosunkowo krótka i kończyła się  lekkim wzniesieniem, prowadzącym dalej w głąb lasu. Oczy nastolatki błyszczały się od łez wzruszenia, na widok tak cudownego dzieła natury. Athar zdawał się podzielać zdanie ziemianki, gdyż cała niechęć i dystans jaki wytworzył w stosunku do niej zastąpił błogi spokój. Morze zawsze działało na niego kojąco- mógł godzinami podziwiać delikatnie marszczące się fale, które pieszczotliwie obmywały brzeg plaży.
Lia stanęła na piasku i ruszyła brzegiem, brodząc  w wodzie po kostki. Jej powierzchnia była przyjemnie ciepła i napawała dziewczynę wewnętrznym spokojem. Co jakiś czas kopała w wodę, rozbryzgując dookoła tysiące malutkich kropelek. Miała wrażenie, że tutaj czas stanął w miejscu, a pionowa, skalista ściana odgradza ją od wszystkich trosk.
   Chodziła w te w wew tę, śmiejąc się pod nosem. Gdyby tylko miała strój kąpielowy, od razu rzuciłaby się na głębszą wodę. Teraz wolała jednak unikać całkowitego namoczenia by później oszczędzić sobie pytań dotyczących jej przemoczonego stroju.
Zakończywszy dwudziesty obchód plaży postanowiła, że czas się zbierać. Athar odprowadził ją w to samo miejsce, jak poprzedniego dnia.

  Do niezobaczenia, mruknął na odchodne.
Lia uśmiechnęła się pod nosem i idąc wzdłuż murów ruszyła w stronę Bramy Głównej. Wychodząc zza zakrętu myślami błądziła w obłokach, gdy nagle została zatrzymana przez czyjś tors. W życiu by nie pomyślała, że właśnie on wyjdzie jej na powitanie; chociaż mina chłopaka nie zwiastowała niczego dobrego..



* W kulturze celtyckiej nazywano tak wodnego konia, który posiadał umiejętność zmiany postaci. Mówiąc w skrócie zamieszkiwał szkockie akweny wodne; z pozoru wyglądał ”miło i przyjemnie”, lecz gdy ktoś go dosiadł, kelpie porywał go i topił w jeziorze. Taki przyjemniaczek z tego koniura :P


Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Offline

#23 21-08-2020 o 19h27

Straż Absyntu
Lix
Straż na szkoleniu
Lix
...
Wiadomości: 185

"Jak Pan Śmierdziel sobie życzy" Kocham ten tekst! Autentycznie teraz ten elf na zawsze będzie "Panem śmierdzielem"

A tak na poważnie to zauważyłam kolejną nie ścisłość. (ja to nawet dobry rozdział potrafię przesolić ;3; ) Purriry jest w aktualnej eldarii, ale to tylko szczegół

I mam jedno małe pytanko, skoro jednorożce to koniowate, co w takim razie z Kero u którego raczej nie zauważyłam więcej niż 1 pary raciczek?

A na końcu spotkała pana śmierdziela! Kocham go i nienawidzę równocześnie (po prostu płacz przez łzy ;3; )

Ostatnio zmieniony przez Lix (21-08-2020 o 19h28)

Offline

#24 27-08-2020 o 22h10

Straż Cienia
Divia
Rekrut
Divia
...
Wiadomości: 32

-11-




  —Słowo ci daję, jeszcze raz wywiniesz mi taki numer to możesz być pewna, że na śmierdzącym pokoju się nie skończy! — Xyon warknął prosto do ucha nastolatki. Jednocześnie położył jej dłoń na plecach i kazał iść do przodu. — Gwyne cię szukał i musiałem mu wmawiać, że coś ci zaszkodziło, więc resztę dnia spędzisz na klozecie. Dobrze ci radzę nie uciekać więcej, bo może się to dla ciebie nie miło skończyć.
  —Widzę, że mój rzekomy smród ci już nie przeszkadza?— zapytała, gdyż chłopak wciąż obejmował ją ramieniem. Elf natychmiast zabrał rękę i odsunął się na nieznaczną odległość.
  —Nie znasz takiego zjawiska jak leniwienie się nosa, skunksico?
  —W twoim przypadku to raczej nie zadziałało, bo patrząc na sytuację z naszego południowego spotkania, twój zmysł powonienia zdecydowanie cię zawodzi.
  —Pyskata smarkula— warknął. — Zamiast tak filozofować zajęłabyś się robotą, a nie snuła gdzie popadnie.
  —Z wielką chęcią bym to zrobiła gdybyś łaskawie powiedział mi co mam robić!
  —Już ci powiedziałem, że masz przepisywać księgi.
  —Też mi wyzwanie— prychnęła.
  —Idealne na twój poziom— elf wyszczerzył zęby w złośliwym uśmiechu. — A teraz marsz do laboratorium i zajmij się swoimi obowiązkami! — dodał, wskazując ręką drzwi pracowni.
  —A nie miałam przypadkiem reszty dnia spędzić w toalecie?
  —Jeśli zaraz się nie zamkniesz to naprawdę dosypię ci coś do jedzenia i nie wyjdziesz z kibla przez następny tydzień! Do roboty!
   Lia, zgrzytając zębami, weszła do pracowni i zabrała jedno z tomisk z regału. Usiadła jak najdalej od części stołu, przy której stał Xyon i zajęła się przepisywaniem. Kiedy znalazła swój rytm, kopiowanie receptur szło jej o wiele łatwiej. Zapadł już zmierzch, gdy doszła do połowy. Nie potrafiła określić, która dokładnie jest godzina, ale ciemność, która z każdą chwilą otulała podwórze oraz burczenie w żołądku umocniły ją w przekonaniu, że na dziś już starczy. Zaznaczyła kawałkiem kartki stronę, na której skończyła i zamknęła księgę. Potem odłożyła ją na odpowiednią półkę i ruszyła w stronę wyjścia.
  —A ty dokąd? — zapytał elf, podnosząc wzrok znad pergaminu. — Nie wiem jakie zasady panowały w twoim świecie, ale tutaj dzień kończy się dopiero wtedy, gdy wszystko zostanie zrobione.
   Nastolatka popatrzyła na chłopaka spode łba i burknęła w odpowiedzi:
  —Jestem głodna i zmęczona. Nie mam zamiaru dalej tutaj ślęczeć.
  —Było nie szlajać się nie wiadomo gdzie. Za dziesięć minut chcę cię tu widzieć z powrotem.
  —Dobrze, proszę pana— rzuciła ze złością i poszła na stołówkę. Na szczęście nie było tłumów, a jedynie parę osób, których do tej pory nie miała okazji poznać.
   Nie chcąc tracić czasu na zastanawianie się, poprosiła o cokolwiek. Idąc do stołu z miską mało apetycznie wyglądającej zupy, zaczęła się zastanawiać czy to na pewno był dobry pomysł by  poprosić o byle co. Usiadłszy, pełna obaw skosztowała pierwszą łyżkę. Jak się okazało, zupa nie była tragiczna w smaku, ale nie była to najsmaczniejsza rzecz, jaką miała okazję jeść. Nie rozwodząc się nad jej smakiem szybko opróżniła talerz i odniosła na zmywak.
   Ciekawe czy mają tutaj jakieś podręczne zegarki, pomyślała idąc schodami do laboratorium. W Eldaryi całkowicie straciła poczucie czasu i jedynym jej odnośnikiem było słońce, które jednak zaszło jakiś czas temu.
   Do pracowni weszła bez słowa i od razu zajęła się pisaniem, chcąc jak najszybciej położyć się spać. Po kilku minutach zmęczenie zaczęło dawać się we znaki i Lia nie mogła skupić się na zapisanych składnikach.
  —Jeszcze chwila i będziesz musiała wszystko poprawiać— mruknął Xyon, przyglądając się jak nastolatka co rusz przeciera oczy. —
   Jutro masz skończyć ten tom i wziąć się za następny.
Lia z wdzięcznością zamknęła księgę i odsunęła krzesło. Marzyła już tylko o tym by móc się porządnie wyspać na miękkim materacu.
Zamykając drzwi, usłyszała za plecami:
  —Nie zapomnij się umyć, skunksico.
   Dziewczyna pokazała mu język i uciekła do swojego pokoju.
Kiedy odświeżona leżała pod ciepłą kołdrą, wróciła myślami do pobytu na plaży. Chciałaby jeszcze tam wrócić, ale samotna wyprawa była nie możliwa. Nie była wstanie odtworzyć trasy, którą szli z Atharasalem, a nie miała zamiaru gubić się w nieznanym jej lesie. Znajomi z Kwatery odpadali bowiem skoro Athar określił to miejsce jako idealne do spokojnego wypoczynku, członkowie Straży z pewnością o nim nie wiedzieli. Nawet jeśli to zapewne się tam nie zapuszczali.
   Powieki dziewczyny stawały się co raz cięższe i w końcu, pogrążona w swoich przemyśleniach zasnęła.

   Xyon nie zamierzał tkwić w laboratorium całą noc, mimo że kochał swoją pracę. Chciał jedynie zdyscyplinować nastolatkę, ale nie kosztem cennych pism, które jej powierzył. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jeden składnik był wstanie spowodować katastrofę, o czym nawet miał okazję nie dawno przekonać. Skończywszy czytać ostatni z raportów, rzucił go na górę papierów i także udał się na odpoczynek.


***


   Lia z wielkim wysiłkiem otworzyła oczy, słysząc łomotanie do drzwi. Czy wszyscy tutaj wstają o tak nieludzkich porach?, pomyślała rozgoryczona, odrzucając kołdrę. Niemalże doczołgała się do drzwi by je otworzyć.
   W progu zastała swojego wuja, we własnej osobie, który wesoło zatarł ręce widząc dziewczynę na nogach.
  —Wspaniale, że już nie śpisz. Mam nadzieję, że wczorajsze dolegliwości już ci przeszły. Za dziesięć minut widzimy się na arenie. Tylko się nie spóźnij!
   Podczas tego jakże radosnego ogłoszenia Lia miała ochotę zamknąć drzwi przed nosem Gwyne’a i z powrotem zakopać się pod pierzyną. Nie miała zapędów masochistycznych i tych kilka zdobytych siniaków w zupełności jej wystarczyło. Wiedziała jednak, że Gwyne, kiedy jeszcze mieszkała z nim na Ziemi, był dość surowym opiekunem i rzadko jej pobłażał. W sytuacji, w której się znajdowała nie mógłby dać jej szlabanu na telefon czy odłączyć WiFi, ale wolała nie sprawdzać jakie pomysły ma w zanadrzu.
   Nie zastanawiając się długo, postanowiła ubrać się znów w ściśle przylegające spodnie i wiązane buty, gdyż wydawały jej się najwygodniejsze oraz luźniejszą bluzkę wiązaną pod szyją. Patrząc na jej garderobę nie miała zbytniego wyboru jeśli chodzi o kolory, bowiem wszystkie ubrania dostarczone przez Hyagrę były utrzymane w tonacji brązu i beżu.
   Za nim wyszła zahaczyła jeszcze o łazienkę, by przemyć twarz zimną wodą. Czynność ta zawsze zmywała z niej resztki snu, dzięki czemu oprzytomniała do końca.
   Na arenie czekał na nią Gwyne z Shadem. Kruczoczarny wilk miał jak zwykle ponury wyraz twarzy i ledwie rzucił okiem na dziewczynę, kiedy się pojawiła. Aengel za to tryskał entuzjazmem.
  —Dzisiejszy trening będzie polegał na zmaksymalizowaniu twoich umiejętności reakcji na bodźce i szybkości z jakimi na nie reagujesz. Posłuży nam do tego ten oto maluch.
   Shadow gwizdnął i cienia wyłonił się olbrzymi, biały, pokryty pierzem wąż. Jak się chwilę później okazało ów istota potrafiła również latać.
  —Na sygnał Shadow’a wąż rozpocznie.. polowanie. Nie musisz się obawiać, gdyż chodzi tylko o to żebyś w odpowiednio krótkim czasie zdążyła zauważyć, że Warana zaczyna atakować. Musisz nauczyć się być o krok przed nią.
   Gwyne skinął głową na wilkołaka i ten wykonał prawie niezauważalny ruch ręką. Wąż w jednej chwili skrył się ponownie w cieniu murów.
   Lia rozejrzała się dookoła siebie, nie będąc pewna czego ma się spodziewać. Nie przepadała za gadami a wizja, że jeden z jego przedstawicieli, w dodatku nadnaturalnych rozmiarów, ma na nią polować, nie należała do najmilszych.
   Dziewczyna, złapana w pułapkę własnych obaw dosłownie w ostatniej chwili wykonała unik przed chowańcem. Wąż wyskoczył jakby spod ziemi, z rozdziawioną paszczą, tak by wczepić się w jej gardło. Serce w klace piersiowej nastolatki zaczęło dziki maraton w pompowaniu krwi do wszystkich komórek. Biały gad niemalże natychmiast odbił się od podłoża i zaatakował z powrotem. Lia ponownie uchyliła się przed jego kłami, nieźle już podjudzona. Metody szkoleniowe mieszkańców Eldaryi kompletnie nie przypadły jej do gustu- w głowie jej się nie mieściło, że można w ten sposób bawić się ludzkim życiem.
   Przy trzeciej próbie Lia odsunęła się tak, by znaleźć się tuż za ogonem węża i, gdy tylko ten opadł na ziemię, złapała go za ogon. Był to jedyny pomysł jaki przyszedł jej do głowy aby pokonać gada. Warana nie spodziewała się takiego ruchu i chwila jej wahania pozwoliła Lii na złapanie jej za wielki łeb. Całą wiedzę na temat węży uzyskała dzięki oglądaniu Animal Planet i BBC Earth.
   Trzymając ją tak daleko, na ile pozwalała jej ręka, podeszła do lekko zaszokowanych Gwyne’a i Shada, i powiedziała:
  —Proszę bardzo, macie swojego wężo-potwora. Sądzę, że na dzisiaj wystarczy mi już trenowania mojej spostrzegawczości.
   Shadow poprosił ją aby odstawiła Waranę na ziemię. Dziewczyna wykonała polecenie i nic więcej nie dodając wyszła z areny. W brzuchu zaczynało jej już burczeć, więc skierowała swoje kroki do stołówki, licząc na to, że nie będzie tam dużo osób.
   Na jej szczęście posiłek spożywało jedynie kilku strażników w podeszłym wieku i, ku zdziwieniu nastolatki, Xyon. W pierwszej chwili chciała do niego podejść, ale zmieniła zdanie uświadamiając sobie, że lepiej wykorzystać ostatnie chwile spokoju.
   Dziewczyna podeszła do kuchni i dostała owsiankę z suszonymi daktylami. Były to jej ulubione owoce, jednak nie jadła ich za często, gdyż Greyson zawsze skarżył się na ich wysoką cenę.
   Ciesząc się z tak smacznego śniadania podeszła do pierwszego z brzegu stolika i zaczęła jeść z apetytem. W kilka chwil skończyła posiłek. Kiedy podniosła głowę znad miski Xyon’a już nie było.
   Dziewczyna wyjrzała przez okno i wywnioskowała z wysokości słońca, iż musi być coś pomiędzy siódmą a ósmą. Przed zaczęciem kolejnego dnia dręczenia swoich rąk przepisywaniem ksiąg, postanowiła pójść na chwilę do pokoju ”żeby zebrać siły”.
   Gdy tylko weszła do sypialni, rzuciła się na wciąż niepościelone łóżko i westchnęła. Gdybym miała teraz wybierać pomiędzy chodzeniem do szkoły, a życiem na krawędzi w tym pokręconym świecie, to zdecydowanie wolałabym dalej prowadzić swoje poprzednie życie, pomyślała, lecz po chwili zastanowienia zmieniła zdanie. Tutaj mogła naprawdę robić to, co lubi- a przynajmniej w teorii- tak naprawdę miała już stałą pracę i nie musiała martwić się o żadne wydatki, którymi zostałaby obciążona w przyszłości, miała z kim rozmawiać i nie czuła się przez wszystkich odtrącona. Tak naprawdę to nie miała nawet za kim tęsknić.
   Leżąc na łóżku i gapiąc się w sufit doszła do wniosku, że tutaj będzie jej lepiej niż na Ziemi i chyba wyjdzie je to na dobre, że się tu dostała.
   Lia włożyła ręce pod głowę i zaczęła snuć fantazje na temat swojej przyszłości w Eldaryi i kariery alchemika. Jeśli Xyon stałby się choć odrobinkę milszy może odważyłaby się go poprosić żeby przekazał jej chociaż część swojej wiedzy. Swoją drogą to mogłaby sama zdobywać nowe umiejętności gdyby zaczęła skupiać się na tym, co przepisuje…
   Nastolatka podniosła się do gwałtownego siadu, uświadamiając sobie, że trochę się zasiedziała. Niedbale zakryła łóżko kocem i pobiegła do laboratorium. Przed wejściem zaczekała chwilę, chcąc uspokoić oddech i dopiero weszła. Elf przywitał ją mało przychylnym spojrzeniem.
  —Oczywiście spóźniona— mruknął. — I nawet nie próbuj mi wmawiać, że to wina Gwyne’a, bo widziałem, o której jadłaś śniadanie. Dobre czterdzieści minut temu. Sjestę możesz sobie robić po zakończeniu pracy, a nie kiedy ci się żywnie podoba.
   Ton jego głosu nie wskazywał na to, że był specjalnie zły, raczej znudzony. Lia przechodząc koło alchemika rzuciła okiem na papiery, którymi się zajmował- kolejne sprawozdania i inne głupoty. Nic dziwnego, że nie był w dobrym nastroju. Lia nigdy nie lubiła wypełniania rożnego rodzaju formularzy, składania podpisów na milionie kserówek, wypełniania zgód na różne wycieczki, które koniec końców i tak podtykała pod nos Greysonowi…
  —Eldarya do Lii, może w końcu zajmiesz się swoją robotą? — Xyon sprzedał jej pstryczka w ucho. Nastolatka zamyśliwszy się stanęła nieporadnie przed stołem i gapiła się w ścianę. Czerwona niczym dojrzały pomidor zabrała potrzebne jej księgi i przybory pisarskie, i zajęła miejsce za blatem. Tym razem nie przepisywała bezmyślnie receptur, tylko skupiała się na zapisanych słowach. Dookoła składników było porobione mnóstwo notatek dotyczących właściwości roślin, zwiększania lub zmniejszania dawki i wpływu na preparat, używanie roślin trujących(!), w odpowiednich  kombinacjach miały niezwykłe właściwości. Lia oderwała kawałek pergaminu z rolki i zaczęła zapisywać co ważniejsze rzeczy. Praca w końcu zaczęła sprawiać jej przyjemność, więc do wczesnego popołudnia uporała się z tomiskiem.
   Oczywiście Xyon nie był by sobą, gdyby zaraz nie podetknął jej pod nos kolejnej części, równie opasłej co poprzednia.
  —Nie wiem jakie zasady panują w twoim świecie, ale na Ziemi istnieje coś takiego jak ”przerwa na lunch” — powiedziała, przedrzeźniając elfa. Chłopak wzniósł teatralnie oczy i wyszeptał:
  —Daj mi, Wyrocznio, cierpliwości do tego bachora..
  —Bachora?! Chciałam zauważyć, że jesteśmy niemalże rówieśnikami, więc możesz wsadzić sobie te określenia w cztery litery! — rzuciła, by po chwili dodać ze złośliwym uśmiechem. — Ale najpierw radziłabym ci wyjąć fiolkę z dupy.

   Korzystając z osłupienia Xyona wybiegła z pracowni. Przeskakując co parę stopni szybko znalazła się na dole i weszła w korytarz prowadzący do stołówki. Z racji pory obiadowej kręciło się tu sporo osób, ale ku jej uciesze znalazła jeden pusty stolik.
   Stawiając na blacie talerz makaronu z serem, zaczynała żałować swojego niewyparzonego języka. Miała tylko nadzieję, że Szef jej straży nie weźmie tego za bardzo do siebie. Mimo wszystko bała się wrócić do laboratorium. Po skończonym posiłku w żółwim tempie opuszczała jadalnię i pokonywała kolejne metry. Niektórzy spoglądali na nią w dziwny sposób, ale ona myślała tylko o tym by pracownia alchemii była pusta. Nie może cały dzień tam siedzieć. Musi wyjść choć na chwilę…
   Z bijącym sercem nacisnęła klamkę i zajrzała do środka. Elf stał plecami do wejścia i czyścił naczynia. Lia starając się narobić jak najmniej hałasu zamknęła drzwi i zaczęła przesuwać się w stronę stołu. Kiedy myślała, że jej się upiekło i Xyon puścił jej uwagę mimo uszu, elf obrócił się unosząc triumfalnie do góry wyszczerbioną fiolkę.
  —Miałaś rację— zaczął poważnie. — Ostatnio strasznie mnie coś uwierało i idąc za twoją radą postanowiłem zagłębić się w temat. Cóż, choć z trudem przechodzi mi to przez gardło, miałaś rację. W ramach podziękowania chciałbym cię poczęstować naszym rarytasem— uśmiechając się niemalże przyjaźnie podał Lii drugą ręką małą miseczkę z bursztynowymi cukierkami. — Specjalność szefa kuchni- miodowe cukierki, ale możesz mi wierzyć, że smakują zupełnie inaczej niż wasz miód. Śmiało, próbuj. Najlepiej je od razu rozgryźć.
   Dziewczyna nie chętnie sięgnęła po smakołyk i wsadziła do ust. Posłuchawszy elfa przegryzła zewnętrzną warstwę słodyczy i wtedy substancja, która go wypełniała, całkowicie skleiła jej buzię. Lia nie mogła w ogóle otworzyć ust i z oszołomieniem wpatrywała się w swojego Szefa.
  —Przyszła kryska na matyska— powiedział z niewinną minką. — Następnym razem nasza mała dziewczynka będzie wiedziała jak należy odzywać się do starszych— dodał, klepiąc ją po głowie.
   Dziewczyna zagotowała się ze złości, ale jedyne, co mogła zrobić to zmarszczyć brwi. Wzięła jedną z luźno leżących kartek i napisała:

Ile to będzie działać?

Xyon popatrzył na nią z politowaniem i  napisał:

Tyle, ile będzie trzeba. A teraz nie gryzmol mi tu bez sensu tylko zabierz się do roboty!

   Nie było sensu kłócić się na papierze, więc nastolatka szybko zaczęła kopiować przepisy, chcąc jak najszybciej opuścić pomieszczenie. Praca w milczeniu miała swoje plusy, bo przynajmniej nie skupiała się na uwagach Xyona pt. ”krzywo piszesz, nie ta kolejność, dopisz to i tamto”, skoro i tak nie mogła na nie odpowiedzieć. Nawet nie zauważyła, kiedy zapadł zmrok. Zostało jej już naprawdę nie wiele do skończenia, toteż postanowiła zarwać trochę nocy i mieć jutro święty spokój.
   Xyon zaczął zbierać się do wyjścia, jednak Lia wciąż zapisywała kolejne strony.  Z początku elf postanowił jeszcze chwilę zaczekać, później zaczął burczeć coś o tym, iż chciałby pójść spać, w końcu stanął nad podopieczną i powiedział, że ma zakończyć pracę na dzisiaj i się stąd wynosić. Lia nie zareagowała w żaden sposób na te zabiegi ostatecznie wyprowadzając elfa z równowagi.
  —Nie zatkałem ci uszu tylko ten niewyparzony dziób! Możesz w końcu sobie pójść, bo chciałbym zamknąć salę?
   Dziewczyna w mało elegancji sposób pokazała mu żeby się odczepił i wróciła do przepisywania.
  —W takim razie życzę miłej nocy na zimnej posadzce— warknął, wyszedł i przekręcił klucz w drzwiach.
   Kwadrans później, gdy Lia wreszcie skończyła, Xyon postanowił wrócić po nastolatkę.
  —Jeśli tej chwili nie opuścisz mojej pracowni to naprawdę zamknę cię tu na całą noc.
   Nastolatka bez słowa opuściła laboratorium i udała się do łazienki. Stanęła przed lustrem i spróbowała otworzyć usta. Na szczęście lepka substancja puściła i dziewczyna mogła wreszcie wypłukać buzię. Przy okazji napiła się wody z kranu- przez te kilka godzin zdążyło jej porządnie zaschnąć w gardle. Kiedy jako tako ogarnęła swoją jamę ustną, wróciła do pokoju po kosmetyki, ręcznik i piżamę. Umyta, z rozczesanymi włosami wróciła do sypialni i padła na łóżko.


***


   Kolejny tydzień upłynął jej na treningach z Gwyne’em i Nero, Shadem lub Aaqor’em (w zależności od fantazji wuja dziewczyny), które odbywały się co drugi dzień i przepisywaniu kolejnych ksiąg. Xyon postanowił maksymalnie wykorzystać ”niespotykany talent” nastolatki, czyli umiejętność szybkiego i wyraźnego pisania. Sama Lia, mimo iż już zaakceptowała taki stan rzeczy, każdego dnia pytała się czym sobie zasłużyła na takie katorgi. Od pisania porobiły jej się odciski, treningi przynosiły jej same siniaki i nieznaczną satysfakcję. W wolnych chwilach zastanawiała się dlaczego właściwie Gwyne tak naciska na jej szkolenie. Sam doskonale wiedział, że jej konikiem były rośliny, a nie uciekanie przed gradem piłek, opętanymi chowańcami czy czołganie się w błocie i chodzenie po drzewach.

   W końcu nadszedł upragniony dzień, w którym miała wziąć udział, razem z resztą młodych rekrutów ze Straży Cienia, w czymś na wzór podchodów. W dużym uproszczeniu chodziło o to, że mają przejść przez las określoną trasą i przy okazji ”coś” znaleźć. Podobno chodziło o jakieś tropy, ale Lia była sceptycznie do tego nastawiona. Zapewne narysowali na ziemi coś w rodzaju odcisków łap bądź racic , myślała. Taki egzamin był adekwatny do obowiązków Straży Cienia, ale dziewczyna wciąż nie mogła zrozumieć jaki ona miała w tym udział.

   W niedługim czasie miała się jednak o tym przekonać.



Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Divia (27-08-2020 o 22h14)

Offline

#25 28-08-2020 o 07h33

Straż Absyntu
Lix
Straż na szkoleniu
Lix
...
Wiadomości: 185

Zgadzam się, nie ma sensu opisywać każdego powtarzającego się dnia. Było by to po prostu nudne.

W pewnym momencie napisałaś że brak/pomylenie jednego składnika alchemicznego mogłoby wywołać tragedię. Oj jestem w stanie w to uwierzyć, jako naczelny kucharz mojego domu (który na bana na kuchnię ;-; ) jestem w stanie świadomie stwierdzić że prędzej wysadziła bym siebie niż przygotowała poprawną miksturę (na straż absyntu nie patrz)

A pan śmierdziel zyskał nowe przezwisko, "pan od lepkoryjek" (n_n)

Swoją drogą, włączając tryb wróżbity wiem co będzie działo się dalej

porzućcie nadzieję którzy tu zaglądacie

Ostatnio zmieniony przez Lix (28-08-2020 o 21h39)

Offline

Strony : 1 2