Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1

#1 06-07-2020 o 18h39

Straż Cienia
Divia
Młody rekrut
Divia
...
Wiadomości: 20

Prolog


   Pamiętam ten dzień jak wczoraj. Słońce, łąka pełna kwiatów i szum lasu w tle.
  -Alice!- zawołałam.- Al, gdzie Ty się znowu ukrywasz??
   Moja starsza siostra, Alice. Ta piękniejsza, mądrzejsza, roztropniejsza i pewniejsza siebie. Jej długie, kruczoczarne włosy przykuwały uwagę wszystkich, śnieżnobiały uśmiech sprawiał, że niejednemu chłopakowi miękły kolana, wysportowana sylwetka zbierała wiele pochwał od nauczycieli wf-u oraz jej znajomych. Słowem- chodzący ideał, marzenie każdego rodzica, chłopaka.. A przy niej ja, ta gorsza, przeciętna, zbuntowana małolata, kończąca podstawówkę. Małe chucherko o
bladej cerze i jasnopopielatych włosach, które nie odznaczało się niczym szczególnym.
   W wakacje przed rozpoczęciem gimnazjum pojechałyśmy z siostrą do leśniczówki, w której mieszkał dawny znajomy naszej zmarłej matki. Ciotka, choć nie powiedziała tego wprost, chciała od nas w końcu odpocząć, więc wysłała nas same na "wakacje życia".
Bawiłyśmy się w chowanego wśród polnych maków i innych kwiatów, których dokładnie nie pamiętam. Przemierzając łąkę doszłam aż na skraj lasu, którego obszar leżał już poza rezerwatem. Miałyśmy kategoryczny zakaz zbliżania się do niego, więc, mimo ogromnej ciekawości, zawróciłam.
  -Al! Gdzie Ty jesteś? Wracajmy już do domu...
   Przeszłam połowę odległości, która dzieliła mnie od leśniczówki. Na werandzie stał Greyson, który przywoływał mnie ruchem ręki. Niechętnie, rozglądając się za Alice, szłam w jego kierunku. Kiedy stanęłam u podnóży schodów, odwróciłam się jeszcze w stronę zakazanego lasu. Wtedy powietrze przeciął przerażający ryk. Chwilę później dało się słyszeć krzyk mojej siostry. Potem nastała już tylko martwa cisza.

Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Divia (29-07-2020 o 17h16)

Offline

#2 07-07-2020 o 21h55

Straż Cienia
Divia
Młody rekrut
Divia
...
Wiadomości: 20

-1-

   Czy ten cholerny dzwonek może wreszcie zadzwonić?, pomyślała nastolatka po raz dziesiąty podczas lekcji historii. Facet tak przynudzał, że nawet oglądanie arcyciekawego życia leniwców było by ciekawszym zajęciem. Już nawet przestała udawać, że słuchała tego,  co nauczyciel usiłował przekazać klasie. Mimowolnie rysowała po marginesach różne zwierzęta w otoczeniu leśnej roślinności. Ostatnio zafascynowały ją psowate, kiedy to dwa tygodnie temu znalazła w przydrożnym rowie półżywego, srebrnego lisa, który, co ciekawe, miał podwójny ogon.  Na oko wyglądał na nie więcej niż dwa miesiące. W dodatku w ogóle nie okazywał strachu co od razu nasunęło jej myśl o wściekliźnie, badania jednak nic nie wykazały. Jeszcze dziwniejsze było to, iż mała wylizała się w ciągu dwóch dni od kiedy u niej zamieszkała. A w zasadzie u Greysona, ciotka nigdy by się na to nie zgodziła. Blondynka uśmiechnęła się pod nosem na myśl o reakcji ciotki gdyby przyniosła ledwo żywe stworzenie, w dodatku całe zakrwawione, do jej małego mieszkanka w środku miasta.
   Pogrążając się w swoich przemyśleniach udało jej się dotrwać do końca zajęć. Gdy tylko rozległ się zbawienny odgłos starego, zardzewiałego dzwonka Lia wrzuciła niedbale rzeczy do plecaka i wyszła z sali. Im bliżej wolności się znajdowała, tym bardziej jej humor ulegał poprawie. Przez drzwi frontowe wyleciała jak na skrzydłach i tanecznym krokiem podeszła do rozklekotanego roweru. Zdjęła łańcuch, którym mocowała go do barierki i zgrabnie na niego wskoczyła. Mimo że od leśniczówki dzielił ją spory kawałek wolała pedałować niż gnieść się z innymi w autobusie. Jazda zajmowała jej około godziny. Kiedy dziewczyna wjechała w znajomy las, mimowolnie się uśmiechnęła i zaczęła nucić pod nosem. Rozkoszowała się zapachem sosen i modrzewi, napawała się muzyką lasu. W pewnym momencie Lia zobaczyła kątem oka jak coś mignęło po jej lewej stronie. Zwolniła nieznacznie spodziewając się, że w każdej chwili coś może jej wyskoczyć na drogę. Przejechała dobre kilkaset metrów, gdy nagle pod kołami wyrosła jej uratowana lisica. Dziewczyna zahamowała ostro i zawołała:
  -Luna, ty mała cholero!- zeskoczyła z roweru i oparła go o pobliski dąb.- Mogłam Cię rozjechać..- dodała czułym tonem, kucając przy samiczce.
   Zwierzak spojrzał na nią wielkimi oczyma i włożył głowę pod dłoń nastolatki, domagając się pieszczot. Lia uśmiechnęła się i podrapała lisa za uchem.
  -Chodź łobuziaro- powiedziała, biorąc Lunę na ręce i wsadzając do koszyka zamontowanego na kierownicy.- Jedziemy do domu.
   Po dwudziestu minutach jazdy dotarła do leśniczówki. Rower, jak zawsze, zostawiła przy werandzie i pobiegła z Luną do domu. Rzuciła słowa przywitania do Greysona i wbiegła na schody. W połowie drogi do pokoju zatrzymał ją spokojny donośny głos opiekuna.
  -Rozumiem, że rower zostawiłaś w szopie?
   Dziewczyna jęknęła i odparła:
  -Schowam go później, nic mu się nie stanie..
   Odpowiedziała jej wymowna cisza, która zmusiła Lię do powrotu. Tupiąc tak mocno jak tylko się dało zeszła na dół, a potem wyszła na podwórze trzaskając przy tym drzwiami. Greyson tylko pokręcił głową. Cała matka, pomyślał i uśmiechnął się sam do siebie. W przeciwieństwie do Alice Azalia była podobna do matki jak dwie krople wody- zbuntowana i impulsywna a jednocześnie zakochana w naturze. Prawdziwe dziecko lasu, mruknął pod nosem. Lia, jakby na potwierdzenie tych słów weszła do domu z włosami pełnymi liści. Greyson spojrzał się na nią pytająco, na co ona odparła:
  -Musiałam ściągać Lunę z drzewa. Nie pytaj się jak ona tam wlazła, bo sama nie mam pojęcia- wzruszyła ramionami.- Od początku było wiadomo, że nie jest normalna, prawda malutka?- dziewczyna z czułością pogładziła srebrny grzbiet.- Idę zgłębiać swoją wiedzę, więc proszę mi nie przeszkadzać.
   Greyson wykręcił oczami i wrócił do gotowania. Doskonale wiedział, że nastolatka zaraz włączy BBC lub Animal Planet i zrobi sobie maraton do jutra rana. Potem oczywiście wstanie grubo po dwunastej i znów zacznie oglądać seriale przyrodnicze. A potem, jak zawsze, spóźni się w poniedziałek do szkoły.
   Mężczyzna westchnął. Miejmy nadzieję, że wszystkie te wiadomości jakoś jej pomogą dopasować się do nowej sytuacji.. Nagle na werandzie pojawił się jakiś cień. Chwilę później dało się słyszeć łomotanie do drzwi. Greyson zmarszczył brwi i rzucił okiem na schody. Na szczęście Lia chyba nic nie usłyszała. Mężczyzna odłożył łyżkę, skręcił gaz pod patelnią i poszedł otworzyć, zamiast jednak wpuścić gościa zaciągnął go za szopę.
  -Mówiłem ci żebyś nie zjawiał się tu dopóki nie uzyskasz mojej zgody- wyszeptał, jego głos zdradzał jednak zdenerwowanie.- Przecież mogła cię zauważyć!
  -Prędzej czy później i tak do tego dojdzie.
  -Wolałbym jednak żebyś się tu nie pokazywał- mruknął.- Zapasy leżą tam gdzie zwykle.
  -Dzięki, Logan. Na ciebie zawsze można liczyć- to mówiąc nieznajomy położył rękę na ramieniu leśniczego.
  -Idź już, idź. Pamiętaj, czas to pieniądz.
  -Nie musisz mi o tym przypominać- odburknął mężczyzna i zniknął w ciemności.
   Greyson wszedł do domu najciszej jak się dało i porządnie zamknął drzwi. Następnie bezszelestnie wszedł na piętro i zajrzał do pokoju Lii. Dziewczyna spała, leżąc na brzuchu ze słuchawkami w uszach, a przed nią leżał laptop z wciąż idącym materiałem. Luna podniosła spojrzenie na opiekuna i z uwagą obserwowała jak ten wyłącza komputer, ściąga nastolatce słuchawki i przykrywa ją kołdrą. Kiedy wyszedł z pokoju lisica wskoczyła na łóżko i wtuliła się w szyję Lii. Mruknęła z zadowoleniem i zamknęła oczy.
  W środku nocy zbudził ją hałas pochodzący z podwórza. Luna podreptała do okna i zobaczyła tą samą postać, która kilka godzin wcześniej spotkała się z Greysonem. W tym momencie mężczyzna wszedł do pokoju i spojrzał na lisicę.
  -Już czas.

Offline

#3 13-07-2020 o 13h52

Straż Cienia
Divia
Młody rekrut
Divia
...
Wiadomości: 20

-2-


   Mokry, zimny nos najpierw dotknął policzka nastolatki na wzór małego buziaka. Nie wywołując jednak żadnej reakcji poza lekkim uśmiechem zaczął bardziej natarczywie szturchać jasną skórę. Lia jednak przekręciła się tak, że jej twarz znalazła się przodem do ściany, więc lisica nie miała już do niej dostępu. Poirytowana wskoczyła na opiekunkę jednak i to nie dało pożądanego efektu.
   Luna westchnęła, chyba nie pozostawiasz mi wyboru... Odsunęła łapką włosy nastolatki po czym z całej siły ugryzła ją w ucho.
  -Luna! Zgłupiałaś?!- Lia podniosła się z impetem zahaczając głową o spadzisty sufit.- Szlag! Co cię napadło?- odwróciła się w stronę zwierzaka, rozmasowując jednocześnie czoło.
   Luna popatrzyła na nią przepraszająco i, chcąc pokazać dziewczynie, że ta ma pójść za nią, złapała delikatnie za nogawkę spodni i pociągnęła w stronę wyjścia. Lia przejechała ręką po twarzy i burknęła:
  -Mogę się chociaż ubrać? Nie chcę zamarznąć..
   Specjalnie ubierała się nad wyraz wolno, aby dopiec lisicy, która całą sobą pokazywała, że chce jak najszybciej znaleźć się na zewnątrz.
  -Swoje potrzeby powinnaś załatwiać za nim położymy się spać- mruczała nastolatka, schodząc po cichu po schodach.- Jak Greyson zobaczy mnie o tej porze na zewnątrz dostanę taki ochrzan, że głowa mała.
   Gdy Lia tylko otworzyła drzwi, Luna wystrzeliła w stronę łąki, która znajdowała się przed leśniczówką. Zdezorientowana dziewczyna pobiegła za nią. Luna, gdzie ty jesteś?, szeptała tak głośno jak było to możliwe. Idąc w ciemności nawet nie zauważyła jak bardzo zbliżyła się do tego lasu. Zorientowała się dopiero, gdy zewsząd otoczyły ją drzewa, przypominające potwory, które usiłują złapać ją w pułapkę.
   Luna siedziała na środku ścieżki. Blask księżyca zdawał się ją otaczać ze wszystkich stron nadając jej magiczny wygląd. Lia zbliżyła się do niej tak, że mogła ją spokojnie złapać i wrócić z tego upiornego miejsca do bezpiecznego domu. Lisica w ostatniej chwili uskoczyła nastolatce, chowając się w dziurze, pod starą sosną. Lia zaklęła pod nosem i zanurkowała za zwierzakiem. Nagle oślepiło ją nieludzkie światło, a wokół dał się słyszeć śpiew ptaków. Dziewczyna poczuła pod sobą dywan miękkiej trawy i straciła przytomność.

   Ocknęła się, czując pod sobą pościel.

   Próbowała otworzyć oczy, ale znów oślepiło ją to dziwne światło. Kiedy poczuła, że nieco zelżało ponownie uniosła powieki. Nad nią stała młoda dziewczyna o srebrnych włosach. Lia usiadła na pościeli i przetarła oczy. Dopiero wtedy zobaczyła, że z głowy nieznajomej wyrasta para małych, szarych uszu. Dziewczyna, widząc że nastolatka się na dobre obudziła machnęła wesoło ogonem. Tego było dla Lii za wiele- wrzasnęła przerażona nakrywając się kołdrą i maksymalnie odsuwając się od stworzenia. Kitsune, nie spodziewawszy się takiej reakcji również odskoczyła z przestrachem.
Lia dysząc ciężko, wpatrywała się przestraszonym wzrokiem w dziewczynę. Dopiero, gdy jej oddech w miarę się uspokoił zdołała wydukać.
  -K-kim ty jesteś? I co to za miejsce? Co ja w ogóle tu robię?
   Kitsune roześmiała się z ulgą i przysiadła na krańcu łóżka.
  -Nie poznajesz mnie? Nie często spotyka się tak wyjątkowe stworzenia w twoim świecie.
   Lia spojrzała na nią szeroko otwartymi oczami, zmarszczyła brwi, po czym parsknęła śmiechem.
  -Pff to, że srebrne lisy to rzadkość nie oznacza, że zmieniają się w jakieś nastolatki.
   Tym razem to kitsune zachmurzyła się i rzuciła.
  -Ale z pewnością żaden do tej pory nie ugryzł cię w ucho.
   Blondynka zbaraniała na te słowa. Chwilę później otwarła usta ze zdumienia i zapytała słabym głosem:
  -Luna…?
  -W zasadzie to Hyagra, ale miło mi, że tak ładnie mnie nazwałaś- dziewczyna wyszczerzyła żeby w uśmiechu.- Jestem kitsune, stąd te uszy i ogon- to mówiąc pogładziła go.- Znajdujemy się w Kwaterze Głównej Eldaryi. To tu znajduje się nasze centrum dowodzenia oraz członkowie poszczególnych straży.
  -C-co, jakich straży? O czym Ty w ogóle mówisz? Jaka Eldarya? Boże, co za kretyński sen... zaraz się obudzę...
  -Co, jaki znowu sen?!- kitsune obruszyła się. Już miała coś dodać, ale w drzwiach stanął Greyson i powstrzymał ją gestem dłoni.
  -Hyagra, daj jej spokój. Podróż przez portal ka niedoświadczonej młodzieży jest bardzo wyczerpująca- powiedział jednocześnie dając jej do zrozumienia żeby wyszła. Gdy zamknęły się za nią drzwi, mężczyzna usiadł na krawędzi łóżka i spojrzał przyjaźnie na nastolatkę.
  -Greyson? Co to za maskarada, o co chodzi? Do Prima Aprillis jeszcze daleko..
  -Lia, posłuchaj. Tak naprawdę nazywam się Gwyne i... To nie jest żart. Zostałaś przetransportowana do krainy zwanej Eldaryą. Zamieszkują ją elfy, ogry, wampiry, syreny i wszystkie inne stworzenia, o których słyszałaś w bajkach bądź legendach. Zostałaś tutaj sprowadzona, bo mamy podstawy sądzić, że jesteś owocem miłości kobiety i elfa, co nota bene mogłoby tłumaczyć twoje zdolności w zakresie przyrządzania ziół. Osiągnęłaś już dostateczny wiek, aby móc zacząć się w pełni rozwijać w swojej profesji. Oczywiście najpierw musimy przeprowadzić test czy na pewno płynie w tobie magiczna- tu wykonał w powietrzu cudzysłów- krew, ale sądzę, że jest to tylko formalność. A teraz, jeśli pozwolisz, zostawię Cię. Kiedy wszystko będzie gotowe ktoś po Ciebie przyjdzie.
   Greyson, a w zasadzie Gwyne, wyszedł Jak gdyby nigdy nic, zostawiając osłupiałą Lię samą. Dziewczyna wpatrywala się tępo w kołdrę, zupełnie nie wiedząc co myśleć. Moja matka z jakimś..elfem? Do tego Greyson okazuje się być jakimś Gwyne'em, czy jak on się tam nazywał.. Skąd on w ogóle znał mamę? I co ja do licha mam z tym wspólnego?! W przypływie emocji wyskoczyła z łóżka, zrzucając pościel na podłogę. Szybkim krokiem podeszła do drzwi i już miała je otworzyć, jednak ubiegł ją chłopak, na oko majacy 18-20 lat. Dziewczyna zmierzyła to wzrokiem i, wciąż czując buzującą w niej adrenalinę, wypaliła:
  -Co, kolejne "kitsune"?- nie ukrywając swojej złości wykonała palcami cudzysłów.
   Chłopak uśmiechnął się lekko i spojrzał na nią z politowaniem.
  -Tak się składa, że jestem dumnym przedstawicielem wilkołaków i nie omieszkam się wspomnieć, że mimo iż nie wyglądam, potrafię przemienić się w krwiożerczą bestię.
   W jego oku można było dostrzec błysk, który sugerował, że młody wilkołak mówiąc brzydko sprowadził nastolatkę do parteru, jednak takiej reakcji się nie spodziewał. Lia w pierwszym odruchu wytrzeszczyła oczy jednak, gdy chłopak skończył mówić zaniosła się takim śmiechem, że pozostali członkowie straży przystawali zdumieni hałasem wydobywającym się z pokoju. W końcu dotarł tu również Gwyne jednak dziewczyna zdążyła się już nieco uspokoić.
  -Co to za hałasy? Nero, miałeś po nią pójść i zabrać ją do laboratorium, aby mogła przejść test. Dlaczego wciąż tu jesteście?
   Za nim wilkołak zdążył odpowiedzieć Lia zabrała głos, wciąż chichocząc.
  -Grey-son, znaczy się Gwyne.. słyszałeś? On może się przemienić w krwiożerczą bestię. On! Z takim milusim futrem!- blondynka przejechała dłonią po głowie chłopaka, nie mogąc się opanować.
   Gwyne mimowolnie uśmiechnął się. Jakby na o nie patrzeć Nero był wyraźnie poirytowany, że ktoś się z niego śmieje i przybrał minę obrażonego szczeniaka. Za nim doszło do rękoczynów otoczył nastolatkę ramieniem i wyprowadził z pokoju.
   Po przejściu korytarza, wzdłuż którego rozmieszczone były pokoje członków straży zdążyła się już uspokoić. Wchodząc do głównego holu na nowo zdenerwować, a stając przed drzwiami laboratorium była gotowa bić się na śmierć i życie, jeśli zaszła by taka potrzeba. Gwyne zastukał do drzwi. Chwilę później stanął w nich młody elf o bladoniebieskich włosach i szarozielonych oczach. Zmierzył dziewczynę wzrokiem i rzucił w stronę mężczyzny:
  -Nie jest elfem- i trząsnął drzwiami.
   Gwyne pokrecił głową i sam zaprosił się do środka. Oczom nastolatki ukazały się regały pełne przeróżnych naczym, znanych z lekcji chemii, starych ksiąg, saszetek i fiolek z nieznanymi jej substancji. Lia rozglądała się zaciekawiona po pomieszczeniu aż jej wzrok zatrzymał się na plecach elfa.
  -Przygotowałeś to, o co cię prosiłem?
   Elf obrócił się, rzucając spojrzenie spode łba na nieproszonych gości. Prawą ręką chwycił małą probówkę z niebieskim płynem i pomachał nią mężczyźnie przed oczami. Gwyne zmarszczył brwi i rzucił w stronę chłopaka.
  -To na co czekasz? Rozpoczynaj test.
   Niebieskowłosy skrzywił się i zapytał przez zaciśnięte zęby:
  -Dlaczego akurat ja? Dlaczego mam się poświęcać dla… niej?- spojrzał z pogardą na nastolatkę, która odpowiedziała mu wściekłym spojrzeniem.- Nie może zrobić to ktoś, hmm, mniej cenny?
  -Xyon, jesteś jedynym elfem, który odpowiada wiekowo tej dziewczynie, poza tym chyba nie muszę ci przypominać, że jesteś mężczyzną.
   Lia zachichotała zgarniając kolejne ponure spojrzenie elfa.
  -Poza tym reszta twoich rówieśników przebywa poza naszym zasięgiem, zostałeś więc tylko ty. A teraz zachowaj się proszę chociaż raz dojrzale i zacznij w końcu ten test.
   Xyon zaklął pod nosem i odwórcił się do wielkiego stołu.
  -Możesz nas zostawić samym- mruknął pod nosem.
   Lia spojrzała lekko zbita z tropu na Gwyne’a, ten jednak praktycznie niezauważalnie kiwnął głową i wyszedł za drzwi. Gdy się za nim zamknęły, elf odwrócił się, trzymając w ręku srebrny sztylet.
  -Miejmy to już za sobą- rzucił, patrząc ponurym wzrokiem na dziewczynę. Za nim ta się zorientowała chwycił jej dłoń i naciął skórę po jej wewnętrznej stronie. Lia krzyknęła, wyrywając rękę. Elf wywrócił oczami i zrobił to samo na swojej dłoni. Potem wylał połowę płynu z probówki na ranę i powiedział do nastolatki.
  -Dawaj.
   Dziewczyna, choć niechętnie, wyciągnęła rękę. Xyon wylał resztę substancji na jej dłoń po czym przyłożył swoją rękę do jej. Lia poczuła lekkie pieczenie, jednak po chwili ich polączone dłonie zapłonęły niebieskim płomieniem. Z początku słabym, który stopniowo zaczął się zwiększać by w końcu wybuchnąć potężnie. Nastolatka krzyknęła, ale Xyon przytrzymał ją w miejscu tak żeby nie mogła się od niego odsunąć. Kilka sekund później płomień zgasł, a po nacięciach na skórze nie było śladu.
   Młodzi spojrzeli na siebie, równie zdziwieni.
  -Kto by pomyślał- mruknął elf i wrócił do swojego stołu.
   Lia stała w tym samym miejscu, nie bardzo wiedząc jak się powinna zachować. Co się właśnie stało? Xyon widząc, żę dziewczyna dalej nie opuściła pomieszczenia westchnął i zawołał Gwyne’a. Mężczyzna po jego minie odgadł, że test okazał się pozytywny. Spojrzał na elfa uśmiechem „a nie mówiłem” i wyprowadził Lię z labolatorium.
   Dopiero pod swoim pokojem dziewczyna zdołała się odezwać.
  -Gwyne, moja ręka płonęła, dosłownie się paliła. Co to oznacza? Ze niby jestem tym elfem?
   Gwyne w odpowiedzi kiwnął głową i połozył rękę na jej ramieniu.
  -Jutro spotkasz się z szefem Lśniącej Straży. Do tego czasu jesteś wolna. Być może ktoś przyjdzie dzisiaj sprawdzić do jakiej straży powinnaś dołączyć. A teraz muszę cię zostawić. Chciałbym abyś nie opuszczała swojego pokoju.
  -Ale Gwyne! Dlaczego ja tu w ogóle jestem?! Przecież gdyby nie ten cały cyrk nigdy bym się nie dowiedziała, że w ogóle mogę mieć w sobie coś z elfa. Przecież to czyste szaleństwo!
  -Jutro dowiesz się wszystkiego, a teraz proszę, zostań tutaj.
  -Gwyne, zaczekaj! Nie możesz mnie tu tak zostawić!
   Mężczyzna jednak nie zwracał uwagi na krzyki dziewczyny. Otworzył drzwi i wymknął się za nim Lia zdążyła do niego doskoczyć. Stojąc na korytarzu wyjął pęk kluczy i jednym z nich zamknął pokój. Ignorując przekleństwa, które wyrzucała z siebie nastolatka poszedł w swoją stronę. Och, Lia. Gdybyś tylko wiedziała…, mężczyzna westchnął i przyspieszył kroku.

Ostatnio zmieniony przez Divia (13-07-2020 o 13h53)

Offline

#4 13-07-2020 o 16h26

Straż Absyntu
Lix
Rekrut
Lix
...
Wiadomości: 62

Przyjemnie mi się to czyta, chociaż twoja historia ma dość sporo nieścisłości.

Zacznę od tego że w ostatnim rozdziale tak szybko zadziało się tak dużo niespodziewanych rzeczy że jestem skołowana

Poza ogólnymi opisami wyglądu postaci nie ma tu praktycznie nic powiedzianego o otaczającym twoją bohaterkę świecie i o ludziach go zamieszkujących

Postacie pojawiają się i znikają bez żadnej przyczyny, dla przykładu nic nie byłam w stanie wyłapać z opisu twojego wilczka, dodatkowo nie wiem nawet czemu się on pojawił (miał zaprowadzić Lię do laboratorium bo pan na g mu kazał? Po co, sam przecież po chwili przyszedł go pośpieszać a w kolejnej scenie był już z nią na miejscu)

Ale muszę przyznać że Ezarelowa akcja z oznajmnieniem że "nie jest elfem" i zamknięciem drzwi przed nosem mi się podobała.

Myślę że masz całkiem ciekawy pomysł na fabułę ale musisz jeszcze popracować nad wyrażeniem i dopieszczeniem tego

Ostatnio zmieniony przez Lix (13-07-2020 o 16h27)

Offline

#5 13-07-2020 o 18h14

Straż Absyntu
brushmysmile
Młody rekrut
brushmysmile
...
Wiadomości: 19

Na początku chciałam napisać, że bardzo podoba mi się ogólny zamysł tego opowiadania. Mam wrażenie, że masz dość konkretny plan na fabułę, co jest ogromnym plusem. Intryguje mnie też tytuł wątku, szczególnie przez zawarte tagi /static/img/forum/smilies/big_smile.png Zobaczymy Eldkę w przyszłości? Jestem strasznie ciekawa, tym bardziej, że uchyliłaś samego rąbka tajemnicy, jeśli chodzi o zarys funkcjonowania tego świata.

Zastanawia mnie, jaki okres czasu mija od prologu do pierwszego rozdziału. Bo zakładam, że akcja dzieje się tam sporo później, skoro główna bohaterka nie wspomina o zaginięciu siostry jako o świeżej sprawie. Tylko jestem ciekawa, czy to kwestia dni, tygodni, czy raczej lat. Stawiam w sumie na to ostatnie, bo Lia już w Eldaryi sprawia wrażenie raczej starszej niż 12-13 lat. Bohaterka ma charakterek i sporą odwagę, to wiem na pewno. Wydaje mi się, że się z nią polubimy, bo jakoś ogólnie wzbudziła moją sympatię.

Fabularnie będę komentować głównie najnowszy wpis, bo on wywołał chyba we mnie najwięcej emocji; dzieje się faktycznie dużo, jak wspomniała Lix. Akcja jest ciekawa, nawet bardzo.

Pierwsze rzuciły mi się w oczy chyba imiona – jak dla mnie są genialne. Trudno mi to ubrać w słowa, ale wszystkie, które się do tej pory pojawiły, brzmią dość naturalnie ze swoją nieprzesadzoną nutką fantastyki :3 Wprowadziłaś przy tym dużo nowych postaci, a ja znowu mam zagwostkę, jak wiele mają  wspólnego z mieszkańcami Eldaryi, jakich znamy z gry.

Elf-alchemik o uszczypliwym charakterku, z niebieskimi włosami i zielonymi oczami? Od razu na myśl nasunął się Ezarel, ale kiedy przeczytałam jego  imię (plus wspomnienie o rówieśniczym wieku do Lii), poczułam się trochę skołowana. Moja teoria brzmi, że twój bohater i oryginalny WS przynajmniej są jakoś spokrewnieni. Jestem ciekawa, czy w ogóle spotkamy którąś z kanonicznych postaci.

W tekście zdarzają się nieścisłości, ale to już zostało dobrze wskazane komentarz wyżej:3 Nie masz większych problemów z ortografią, a opisy są raczej zwięzłe, ale dość plastyczne. Wyłapałam kilka kosmetycznych błędów, najczęściej związanych z pisownią danych cząstek razem czy oddzielnie (np. "za nim" zamiast "zanim", co zmieniło trochę sens zdania).  Takie drobnostki można niekiedy dość dobrze wyłapać automatem typu ortograf.pl, ale przy korzystaniu z tego trzeba trochę uważać. Wiadomo, to bot i nieraz źle odczyta cały kontekst, więc nie zawsze można zaufać jego sugestiom. Ja sama czasami z tego korzystam, kiedy mam wątpliwości przy chociażby postawieniu przecinka.

I mam jeszcze taką poradę odnośnie dialogów – dobrze by było, gdyby po jego rozpoczęciu za pomocą znaku pojawiała się spacja. I odnośnie znaku; zauważyłam, że stosujesz dywizy (-). Myślę, że tekst byłby lepiej czytelny przy zastosowaniu pauzy (—). Możesz zrobić ją na klawiaturze za pomocą lewego Altu i 0151 na bocznej klawiaturze numerycznej. Niestety wiem, że niektóre programy do obróbki tekstu same zmieniają pauzy na krótsze kreski, a skróty klawiszowe nie działają na każdym komputerze :>. Ogólnie to tylko luźniejsza sugestia i zrobisz z nią, co będziesz uważała za rozsądne.
Dla przykładu:
„— Dlaczego akurat ja? Dlaczego mam się poświęcać dla… niej? — spojrzał z pogardą na nastolatkę (...)."

Życzę masy weny i czekam z niecierpliwością na więcej!

Ostatnio zmieniony przez brushmysmile (13-07-2020 o 18h16)


https://s6.ifotos.pl/mini/hhpng_qaewrpn.png

Offline

#6 13-07-2020 o 18h40

Straż Absyntu
Lix
Rekrut
Lix
...
Wiadomości: 62

@up myślę że postacie przedstawione tu będą raczej potomkami znanych nam bohaterów, tak jak sama zauważyłaś niebiesko włosy elf o zielonych oczach jednoznacznie kojarzy nam się z Ezem, charakter w sumie też się zgadza. Biała kitsune może być córką Miiko i Lanca, a wilczek to dziecko Chroma

Oczywiście to tylko moja luźna teoria ale widzę tu zbyt dużo podobieństw do postaci które już znam

Offline

#7 22-07-2020 o 21h37

Straż Cienia
Divia
Młody rekrut
Divia
...
Wiadomości: 20

-3-



   Gwyne przeszedł przez główny korytarz i skierował swoje kroki do podziemi. Na dole czekał na niego Nero, u którego stóp leżał Bakhrahell.
  —Jakieś wieści o Demonie?
   Nero pokrecił głową, drapiąc chowańca za uchem.
  —Khar nic nie znalazł. Tak jakby zapadła się pod ziemię.
   Gwyne zaklął pod nosem.
  —Cholera jasna, nie mogła tak po prostu zniknąć. Wyślę Tacorę i Cevila na zwiady. Poślij Khara jeszcze raz, może towarzyszyć mu Flay. Będą mieli większy zasięg— gestem dłoni przywołał Owletta, który czuwał na jednym z gzymsów. Gdy znalazł się przy nim, mężczyzna gwizdnął i oba chowańce ruszyły na poszukiwania. Nero patrzył ponuro jak jego towarzysz wybiega po schodach i znika za wejściem do piwnic.
  —Nie mogę go tak przeciążać. Od kilku dni non stop tylko szuka tej opętanej dziewczyny. W końcu nie wytrzyma tego fizycznie..
  —Dlatego jest tu Lia. Ale na razie nic o tym nie wie.. I od Ciebie na pewno się nie dowie, jasne?
  —Jak słońce— warknął wilkołak. Gwyne zostawił go u wyszedł na powierzchnię.

   Tymczasem Lia stała przy oknie, po raz kolejny sprawdzając jaka odległość dzieli ją od ziemi. Obróciła się i omiotła wzrokiem pokój. Pościel nie nadawała się na prowizoryczną linę, po której mogłaby spuścić się na dół. Zasłony też nie wydawały się specjalnie trwałe. Szlag by to!, ze złością uderzyła pięścią w parapet. Dlaczego mnie tu trzymają? Dlaczego nie mogę wyjść? Dlaczego, do jasnej, w ogóle mnie tu przywlekli? Przecież w życiu bym się nie dowiedziała, ba nawet by mi do głowy nie przyszło, że mogę być takim dziwadłem. Dziewczyna w zamyśleniu wychyliła się przez okno. Ciekawe co sobie pomyśli moja biolożka, przecież za dwa tygodnie miałam startować w olimpiadzie.. a wtedy miałabym już praktycznie załatwione miejsce na studiach. Cholera, jak ja jej wytłumaczę, że nie było mnie tyle czasu? „Dzień dobry pani, przepraszam, że przegapiłam tyle lekcji, ale miałam niespodziewaną podróż do świata elfów i innych dziwadeł. Przykro mi, że nie powiadomiłam pani wcześniej, ale było to dosyć niespodziewane…” Tja na pewno to kupi, mruczała do siebie pod nosem. Z pewnością stwierdzi, że jestem całkowicie normalna. „Zrobiłam to w celach badawczych. Chciałam sprawdzić czy w ich świecie mają bardziej rozwiniętą medycynę. Niestety nie zostałam dopuszczona do laboratorium z powodu gburowatego elfa, który myśli że pozjadał wszystkie rozumy. Cóż, mówi się trudno, Lia wzruszyła ramionami, a gdy odwróciła się, serce w niej zamarło. Przed nią stał ten gburowaty elf. Patrzył na nią spode łba, nic nie mówiąc. Lia, nie wiedząc co zrobić w tej dość niezręcznej sytuacji, postanowiła zaatakować intruza.
  —Co ty tu robisz? Nikt cię nie nauczył, że nie wchodzi się bez pukania?
   Xyon prychnął pod nosem.
  —Wątpię żeby tak „gburowaty elf” miał jakiekolwiek dobre maniery.
   Lia zaczerwieniła się po cebulki włosów, jednak postanowiła się tak łatwo nie poddawać.
  —Nie odpowiedziałeś na moje pytanie- co tutaj robisz? Chyba mam prawo do odrobiny prywatności.
  —To samo mógłbym powiedzieć o tobie. Nikt cię nie zapraszał do
laboratorium, a już na pewno nie ja!
  —Myślisz, że byłam super zadowolona, kiedy Gwyne zostawił mnie tam nie wiadomo po co?! I to jeszcze z tobą? Żebyś mnie pociął i podpalił mi rękę?
   Elf wywrócił oczami i spojrzał na nią z politowaniem.
  —Jakoś nie widzę żebyś miała choćby draśniętą dłoń— jakby na potwierdzenie swoich słów złapał jej nadgarstek i uważnie obejrzał.
  —Nic, nawet maciupkiej blizny.
   Nastolatka ze złością wyrwała rękę i odruchowo schowała za plecami.
  —Czy będziesz łaskaw mi w końcu powiedzieć dlaczego mi przeszkadzasz?
   Xyon westchnął cierpiętniczo i powiedział:
  —Na polecenie tego…— zrobił pauzę jakby w ostatniej chwili powstrzymał się od powiedzenia czegoś nieprzyzwoitego.— Gwyne’a mam cię zabrać ze sobą abyś po raz kolejny naruszyła moją przestrzeń osobistą i wykonała parę eksperymentów w mojej pracowni.
  —Ale po co?— spytała, unosząc brwi.
  —Po jajco- warknął elf i złapał Lię za ramię.— Przestańmy w końcu marnować mój cenny czas i chodźmy wreszcie!
   Niemalże zawlókł dziewczynę do laboratorium i puścił dopiero, gdy stanęła przed stołem.
  —Proszę bardzo— powiedział, kładąc przed nią grubą, zakurzoną księgę.— Tu masz zaznaczone co masz zrobić. Masz godzinę. Mam nadzieję, że nie wylecimy w powietrze— dodał uśmiechając się złośiwie.
   Lia odwróciła się gwałtownie tak, że uderzyła Xyona swoim warkoczem. Ten zaklął pod nosem, ale więcej się już nie odezwał.
   Dziewczyna przyjrzała się uważnie otwartej stronie. Tekst był w połowie wyblakły, dodatkowo pisany jakiś dziwnym językiem. Nie chcąc dać elfowi satysfakcji szybkim poddaniem się, skupiła całą swoją uwagę na literach. Po kilku chwilach zdołała rozszyfrować pierwszą recepturę. Podeszła to półki z probówkami zawierającymi przeróżne substancje i wybrała kilka z nich. Wzięła zlewkę, włączyła palnik i zaczęła po kolei mieszać składniki. Na koniec dosypała trochę startych liści jałowca i wszystko podgrzewała kilka sekund. Po zakończeniu wzięła się za następny eliksir.
   Dokładnie w momencie, gdy skończyła przygotowywać ostatnią fiolkę zmaterializował się przy niej Xyon. Z powątpiewaniem spojrzał na przygotowane w naczyniach mikstury i wziął do ręki pierwszą zlewkę.
  —Zobaczmy..— mruknął, po czym z całej siły rzucił naczyniem o podłogę.
  —Co ty wyprawiasz?!— Lia rzuciła się w jego kierunku jednak chłopak powstrzymał ją ramieniem. Przez kilka sekund substancja bulgotała na podłodze po czym rozbłysła, oślepiając na chwilę nastolatków. Gdy żar nieco zelżał, Lia spostrzegła jak z ognia wyłania się postać feniksa, krzyczącego przeraźliwie, która znikła tak szybko jak się pojawiła. Po całym doświadczeniu pozostały jedynie popiół i zwęglona podłoga. Xyon mruknął coś do siebie, a następnie rzucił w stronę dziewczyny:
  —Potem to posprzątasz.
   Lia niczego nie rozumiejąc, patrzyła jak wylewa zawartość kolejnego naczynia na drewnianą płytę, która w kilka sekund zamieniła się w popiół pod wpływem kwasu. Trzecią substancję jak gdyby nigdy, nic wypił.
   Nastolatka patrzyła na niego zbaraniała tak długo, że w końcu złamał się i powiedział:
  —To ostatnie to był syrop na odporność. Dość nietypowa receptura, ale bardzo skuteczna.
   Oboje, jak na komendę, obrócili się ku drzwiom usłyszawszy klaskanie.
  —Gratulacje, Lia. Widzę, że nie najgorzej poradziłaś sobie z pierwszym wyzwaniem. Teraz Nero zabierze cię na podwórze na kolejny test.
   Kiedy Lia i wilkołak zniknęli za drzwiami, Gwyne spojrzał rozeźlony na Xyona.
  —Postradałeś zmysły?! Przecież przy pierwszej recepturze, gdyby pomieszała składniki, wysadziła by cały budynek w powietrze!
  —Kontrolowałem sytuację. Przecież nie pozwoliłbym na to żeby wysadziła moją pracownię.
   Gwyne przejechał dłonią po twarzy.
  —Widzę, że wszystkie możliwie najgorsze cechy wyssałeś z mlekiem matki po twoim świętej pamięci dziadku. Do tej pory tolerowałem twoje wątpliwe poczucie humoru, wybryki i ciągłe niezadowolenie z wszystkiego, ale koniec z tym! Najwyższy czas abyś w końcu dojrzał i zadbam o to osobiście.
   Mężczyzna ruszył do wyjścia, jednak w ostatniej chwili przystanął i rzucił przez ramię.
  —Posady dowódcy straży nie dostaje się tylko za wrodzony talent, który potrafi się w doskonały sposób wykorzystać. Warto mieć w sobie trochę empatii i ogłady, a nade wszystko być dojrzałym i rozważnym.

  —Przyszła pora na kolejną próbę: szybkość, zwinność i nieuchwytność— Nero zatarł ręce z zapałem.— W tym właśnie specjalizuje się Straż Cienia.
  —Jak mniemam to do niej należysz?
   Wilkołak w odpowiedzi kiwnął głową.
  —Dokładnie tak. Jestem szybki i nieuchwytny— to mówiąc wykonał kilka uników jakby walczył z niewidzialnym wrogiem.
   Lia zachichotała.
  —Nie będzie ci tak do śmiechu, kiedy zaczniemy— burknął chłopak, udając, że uraziła go reakcja dziewczyny.— Dobra koniec tych pogaduszek, przejdźmy do sedna. Za tymi drzwiami znajduje się nasz, nazwijmy to, ogród treningowy. Twoim zadaniem będzie jak najszybsze przedostanie się na jego drugi koniec z… możliwie najmniejszymi stratami.
   Lia spojrzała na niego pytająco, więc kontynuował wypowiedź:
  —Plac jest usiany całą gamą pułapek jak i ukrytych przejść, które znacznie mogą skrócić twoją trasę. Z każdej pułapki można się wydostać, jeśli odpowiednio się pokombinuje. Ale nie martw się, jeśli do wieczora nie dotrzesz do mety, pójdziemy cię szukać—drocząc się, zmierzwił jej włosy na głowie.— To co, zaczynamy?
  —A mam jakieś inne wyjście?

   Xyon ostatkiem sił powstrzymał się żeby nie zdemolować laboratorium. Co za durna małolata, warczał do siebie chodząc w tę i z powrotem. W głowie przewijały mu się najgorsze określenia jakimi mógłby określić Lię. Nagle zatrzymał się na środku i złapał się za włosy.
  —AAAA, ZA CO?!
   Z rezygnacją popatrzył na popiół, który wciąż znajdował się na podłodze. Jak sądzę panienka nie zjawi się aby posprzątać, mruknął i wyciągnął miotłę zza regału.

   Lia tymczasem wisiała na lianie, nad wielkim bagnem, i powoli zaczynało brakować jej sił. Dobraa, spróbujmy jeszcze raz, pomyślała i podjęła ostatnią próbę rozhuśtania lniany. Gdy zawisła nad drugim brzegiem, kłącze pękło i dziewczyna runęła w dół, prosto w bajoro. Wpadła po pachy, jednak zdołała się złapać korzenia pobliskiego drzewa. ostatkiem sił wygramoliła się na brzeg i, ciężko dysząc, położyła się na plecach. Kiedy oddech się uspokoił, wstała i ruszyła dalej przedzierając się przez dzicz. Dochodząc do mety, ciskała z oczu błyskawicami, ubranie miała całe w błocie, a we włosach mnóstwo gałązek i innego zielska. Gwyne i Nero, czekający na nią uśmiechnęli się nieznacznie, choć było widać, że niewiele dzieli ich od wybuchnięcia śmiechem.
  —Spokojnie, większość istot, która brała udział w tej próbie wyglądała jak ty. Czasem nawet gorzej— dodał mężczyzna, widząc jak
   Lia próbuje zabić go wzrokiem.
  —Cóż.. chyba czas na ostatnią próbę..— powiedział Nero, usilnie unikając jej wzroku.— I chyba nie ma sensu żebyć się myła.
   Nastolatka wzniosła rozpaczliwie oczy ku niebu i wyszeptała:
  —Miejmy to już za sobą..

   Ostatni odbywał się dużym placu, otoczonym kamiennym murem wysokości około dwóch metrów. Lia została tam niedelikatnie wepchnięta i pozostawiona sama sobie. Po chwili na murach pojawił się Gwyne w towarzystwie jakiegoś chłopaka. Lniana koszula bez rękawów odkrywała jego ramiona, pod którymi prężyły się mięśnie. Twarz zakrywały przydługie, kruczoczarne włosy, które nie pozwalały przyjrzeć się dokładnie jego twarzy, coś jednak podpowiadało Lii, że musiał być nieprzyzwoicie przystojny.
   Lia na samą myśl o tym zaczerwieniła się, uświadamiając sobie jak żałośnie musiała wyglądać. Za nim zdążyła pogrążyć się w całkowitej rozpaczy, niski głos chłopaka odbił się w murach.
  —Zaraz zostaniesz poddana próbie siły, chcemy zobaczyć jak sprawujesz się w walce. Do dyspozycji masz topór, miecz i… ech, zwykłe kije treningowe. Użyjesz tego, co będziesz uważała za słuszne. Powodzenia.
   Nastolatka ledwie spojrzała w kierunku broni, kiedy usłyszała dzikie warczenie. Obróciła głowę w tym kierunku i zobaczyła olbrzymiego, srebrnego wilka, który patrzył na nią wściekle. Dziewczyna zamarła i przyjęła pozycję żółwia, zasłaniając rękami kark. Wszyscy, łącznie z bestią, zbaranieli. Wilk podszedł do dziewczyny, obszedł ją dookoła, powąchał i odszedł. Kilka sekund później usłyszała męski głos.
  —Widzę, że dalsze przedstawienie nie ma sensu…
   Lia podniosła głowę i zobaczyła kolejnego mięśniaka, tym razem o jasnych, krótkich włosach. Wyciągał wielką rękę w jej stronę.
   Nastolatka niechętnie przyjęła jego pomoc i podniosła się z ziemi.
  —Pierwszy raz spotkałem się z taką reakcją— po jego twarzy przemknął uśmiech.— Inni przeważnie lecą od razu z toporem, a tu proszę, niespodzianka.
   Lia spojrzała spod oka na rozmówce.
  —Nie widzę powodu, dla którego miałabym krzywdzić niewinne zwierzę- burknęła.— A właśnie, gdzie jest ten wilk?
   Jasnowłosy spojrzał na nią znacząco.
  —A no tak, zapomniałam, że nie jestem u siebie— mruknęła, spoglądając niepewnie na chłopaka, jakby miał się zaraz ponownie przemienić w krwiożerczą bestię.
Patrzyli sobie przez chwilę w oczy, za nim Gwyne przerwał ciszę.
  —Myślę, że możemy ją skonfrontować z jednorożcem.
   Obaj młodzieńcy spojrzeli na niego zdumieni, ale w milczeniu kiwnęli głowami. Lia znowu została sama, z Gwyne'em jako towarzyszem, na wyżynach.
   Po kilku dłużących się niemiłosiernie minutach otwarły się boczne drzwi, przypominające wejście do stajni. Dziewczyna z ciekawością wyciągnęła szyję. Nagle wyskoczył stamtąd potężny, siwy ogier ze srebrnym rogiem na czole. W jego oczach było widać obłęd, gdy pędził w stronę Lii. Nastolatka tym razem ani drgnęła i patrzyła na szarżujące na nią zwierzę z założonymi rękami i złym wzrokiem. Jednorożec nie zwalniał, a dziewczyna uparcie stała w miejscu. Zdumiony ogier zatrzymał się w ostatniej sekundzie, tuż przed jej nosem, ciężko dysząc. Oboje patrzyli na siebie wściekłym wzrokiem. Pierwsza wybuchła Lia.
  —Co wy sobie do cholery myślicie?! Znowu jakiś przebieraniec, który zaraz zmieni się z jakiegoś chłopaczka? Najpierw każecie mi przygotowywać jakieś dziwaczne mikstury, potem o mało nie tracę życia w bagnie na waszym idiotycznym torze przeszkód, a teraz karzecie mi się bić z jakimiś kształto-zmiennymi istotami! Mam tego dość!— dziewczyna krzyczała, wymachując rękami.— Spadaj stąd, nie zamierzam bić się z żadnym koniem ani innym stworzeniem. No już! Pokaż swoje prawdziwe oblicze!
   Jednorożec spojrzał na dziewczynę, z błyszczącymi ze złości oczyma, ale już bez pragnienia mordu. Prychnął jej prosto w twarz i wrócił kłusem do swojej kwatery.
   Lia spojrzała oburzona na Gwyne’a, który stał w tym samym miejscu, blady jak ściana. Wrota za nastolatką się otwarły i na arenę wszedł Nero.
  —Chodź, zaprowadzę cię do pokoju żebyś mogła się umyć.
   Dziewczyna była zbyt wyczerpana żeby żądać jakiś wyjaśnień, więc posłusznie podążyła za wilkołakiem.
Gwyne natomiast wciąż wpatrywał się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stała Lia.

Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Divia (29-07-2020 o 17h15)

Offline

#8 22-07-2020 o 22h51

Straż Absyntu
Lix
Rekrut
Lix
...
Wiadomości: 62

Obstawiam że test jednorożca był czymś czego nikomu nie udało się przejść, ale ona była zbyt wbukwiona by o tym myśleć.
Podoba mi się ten test straży, jest bardziej logiczny niż bezsensowne pytania którą porę dnia lubisz najbardziej.

Co do postaci to zdaje mi się że elfik będzie miał bliźniaczkę podobną do Lein, a wilczek będzie dobrym przyjacielem bochaterki

Rozpoczęty wątek demona mnie zastanawia (czyżby dziedzic zbawcy ziem Eel i Gradki?)

Offline

#9 29-07-2020 o 17h15

Straż Cienia
Divia
Młody rekrut
Divia
...
Wiadomości: 20

-4-



   Lia w starej, ale czystej koszuli szła w kierunku swojej, miała nadzieję, tymczasowej kwatery. Z wciąż wilgotnych włosów spadały kropelki wody, przez co przez ciało dziewczyny przeszedł dreszcz. Nero, będący jej towarzyszem niemalże od samego początku, zarzucił jej swój płaszcz na ramiona.
  —Nie myśl, że dostaniesz go na zawsze— powiedział, mrugając zawadiacko.- Szkoda by było żebyś nam tu wykitowała z wyziębienia nie poznawszy nawet okolicy.
   Lia uśmiechnęła się w odpowiedzi, wdzięczna losowi, że nie musi przebywać w towarzystwie Xyon'a, a miłego wilka. Szli w milczeniu, które nastolatka przerwała pod jej pokojem.
  —Słuchaj, dzisiaj, na arenie, miałam walczyć z ogromnym wilkiem, to znaczy z wilkołakiem. Może to zabrzmi niezwykle naiwnie, ale nie jest tak, że możecie zmieniać się tylko podczas pełni? Byłam w ciężkim szoku, gdy zamiast tej bestii zobaczyłam twojego rówieśnika.
   Nero zaśmiał się serdecznie.
  —W teorii tak, w praktyce jednak wygląda to trochę inaczej. Po pierwsze, jeśli potrafisz odpowiednio kontrolować swoją naturę możesz zmieniać się w dowolnym miejscu i czasie. Wymaga to wiele wysiłku, ale pierwsze skrzypce grają tu przede wszystkim, jak to mówią, dobre geny, jednak potrzeba też dużo praktyki. Drugą opcją jest wypicie specjalnej mieszanki ziół, która działa w dwie strony- może cię przemienić w wilka bądź wręcz przeciwnie- zapobiec przemianie. Nazwijmy to opcją dla leniwych— mrugnął do dziewczyny.— A co to tej bestii, nie musisz się go obawiać. To mój brat, Aaqor, ale wszyscy mówią na niego po prostu Qor. Może i wygląda przerażająco, kiedy ukazuje swoją prawdziwą naturę, jednak w środku jest miękki jak owieczka. Muchy by nie skrzywdził.
  —Dlaczego w takim razie bierze udział w walkach szkoleniowych? Przecież to go naraża na niebezpieczeństwo, w dodatku sam może kogoś skrzywdzić w obronie własnej.
  —Właśnie dlatego został wyznaczony do tego zadania. Walka nie ma polegać na zadaniu obrażeń czy zabiciu przeciwnika, chodzi głównie o umiejętności obrony. Qor nadaje się do tego idealnie, ponieważ jego umiejętności unikania ciosów przy jednoczesnym pokonaniu przeciwnika bez jego uszczerbku na zdrowiu są niemalże doskonałe. Poza tym przy jego wyglądzie sprawdzamy również kto potrafi zachować zimną krew— wyszczerzył żeby w uśmiechu.
   Lia zaśmiała się nerwowo.
  —Faktycznie, macie niebanalne metody..
   Wilk skinąl głową i otworzył drzwi.
  —Zapraszam panienkę. Czegoś ci jeszcze potrzeba?
   Dziewczyna zastanowiło się chwilę, po czym rzekła:
  —Jeśli ci to nie przeszkadza, to mógłbyś jeszcze chwilę ze mną posiedzieć?
   Nero spojrzał na nią zdziwiony jednak szybko się uśmiechnął i kiwnął głową na znak zgody. Nastolatka usadowiła się na łóżku, po czym przesunęła się, aby zrobić miejsce towarzyszowi. Chłopaka speszyło nieco to zachowanie, ale nie chcąc robić zawodu dziewczynie usiadł koło niej. W myślach prosił tylko żeby nie przytuliła się do niego- ku jego uldze Lia zmieniła pozycję i, opatulając się ciaśniej jego płaszczem, usiadła po turecku w nogach łóżka.
  —Możesz mi powiedzieć o co chodziło z tym jednorożcem? Dlaczego Gwyne nazwał to... czymś w stylu ostatecznej próby?
  —Hmm, jakby to powiedzieć.. W zasadzie nie wiem dlaczego od razu rzucił cię na tak głęboką wodę. Test na członka Straży Obsydianiu zazwyczaj przebiega w jednym etapie, to znaczy próbie sił z Aaqor'em. Powiedzmy, że ten jednorożec jest wykorzystywany... Ech, nie wiem jak to powiedzieć..— Nero, wyraźne speszony odwrócił wzrok.
  —Najlepiej wprost— Lia świdrowała to swoimi błękitnymi oczami.
  —Dobra, ale robię to tylko dlatego, że jeszcze się nie zdażylo żeby młodzik walczył z tym.. furiatem- skrzywił się na myśl o ogierze.— Za nim to schwytaliśmy był kimś w rodzaju herszta bandy, która potrafiła bez żadnego powodu zaatakować naszych ludzi. Czy to podczas polowania, czy zwiadów, czy nawet zwykłej przechadzki. Stwarzali zagrożenie nie tylko dla członków straży, których zdawali się szczerze nienawidzić, ale także dla całego społeczeństwa. Od kiedy go złapaliśmy, ataki ustały. Teraz, czasami wypuszczamy go, chcąc sprawdzić umiejętności żołnierzy, a raczej postępy, które powinni poczynić— spojrzał niechętnie w stronę dziewczyny, ale widząc jej oburzenie dodał szybko.— Spokojnie, wszystko odbywa się bez rozlewu krwi.
  —Jak można tak wykorzystywać niewinne stworzenie?! Nie mogliście się z nimi jakoś.. dogadać?
  —Z końmi?! Wybacz, ale żadne z nas nie było w stanie dotrzeć do tego ogiera— odwrócił wzrok w stronę okna.— Wybacz mi proszę, ale chyba powinnaś się położyć. Jutro twój wielki dzień, dowiesz się do jakiej straży się dostałaś. Dobrej nocy życzę.
   Nero wstał i gestem dłoni zachęcił dziewczynę do pójścia spać. Lia posłusznie wykonała polecenie, jednak zatrzymała wilka w drzwiach.
  —Nero, zapomniałeś płaszcza.
   Chłopak odwrócił się i podrapal się po głowie.
  —Możesz go na razie zatrzymać. Jedna kołdra może ci nie wystarczyć, noce są tu bardzo zimne.
   Lia uśmiechnęła się do niego serdecznie, po raz kolejny wprawiając towarzysza w zakłopotanie. Za nim rumieniec na dobre zawitał na jego twarzy, wyszedł i zamknął delikatnie drzwi. Na korytarzu przystanął i wziął kilka głębokich orzechów. Spokojnie, to była tylko niewinna rozmowa. Czemu ja w ogóle tak reaguję?! Powinienem jednak odebrać mój płaszcz..Nero odwrócił się i stanął przodem do drzwi, jednak nie był w stanie ich otworzyć. Co za głupota.., zły na siebie ruszył korytarzem do swojej sypialni. Za nim wszedł spojrzał jeszcze w kierunku, z którego przyszedł, pokręcił głową i wsadził klucz w zamek. Dopiero, gdy zamknął się w swoim schronieniu odetchnął tak, jakby zrzucił z siebie duży ciężar. To był ciężki dzień, mruknął do siebie i z gracją wskoczył na łóżko. Położył się na poduszkach i włożyć lewą rękę pod głowę. Patrząc w sufit analizował wszystko, co wydarzyło się dzisiaj. Uważał, że jak na nowicjuszkę Lia poradziła sobie bardzo dobrze i pokusił się nawet o stwierdzenie, że była uzdolniona na wielu płaszczyznach. Chociaż sam przed sobą musiał przyznać, że do walki to ona się nie nadawała. Chłopak obrócił się na bok. Dzisiaj tak naprawę miała bardzo dużo szczęścia, podczas ostatniej próby, chociaż nie mógł zrozumieć dlaczego Gwyne zdecydował się na tak radykalny krok. Przecież ta bestia mogła ją zabić. Gdyby nie to, że dziewczyna była rozwścieczona do granic możliwości jednorożec zrobił by z niej miazgę. Qor i Nyan nawet nie zdążyli by zareagować. Ale zwiadowcą byłaby nie najgorszym, pomyślał z zadowoleniem, musiałaby się jeszcze wiele nauczyć, ale dobrze prosperuje.
   Nagle, przez nocną ciszę, przebiegł szelest, który postawił młodego wilkołaka na nogi. Odruchowo wyciągnął miniaturowy sztylet spod poduszki i uważnie wpartrywał się w ciemność za oknem. Czuł, że coś się zbliża, jednak nie był to żaden nieznajomy. Co jak co, ale jego wyostrzony węch zwiadowcy nigdy go nie zawiódł. Gotowy w każdej chwili zaatakować wlepił wzrok w szybę. Po kilku dłużących się niemiłosiernie chwilach ujrzał jakieś stworzenie, usiłujące wdrapać się przez okno do środka. Nero pociągnął nosem, po czym rozluźnił się i odłożył broń. -Witaj, Khar, nareszcie jesteś. Chowaniec podszedł do niego nieco chwiejnym krokiem i ciężko opadł na swoje posłanie. Wilkołak podszedł do niego i z czułością to obejrzał. Na szczęście nie miał żadnych obrażeń, był po prostu niewyobrażalnie zmęczony.
  -Biedaku- mruknął gładząc Bakhrahell'a po głowie.- Jutro z samego rana pogadam z Gwyne'em. Niech sobie znajdzie innego naiwnego na posyłki. Siedział przy nim dobry kwadrans, dopóki jego towarzysz nie zasnął. Jeszcze raz uważnie sprawdził, czy na pewno nic mu nie jest i nieco uspokojony poszedł spać.

   Gwyne tej nocy nie zmrużył oka. Owlett nie przyniósł żadnych nowych wieści, a od Cevila i Tacory nie dotarła ani jedna wiadomość. Powoli kończyły mu się pomysły gdzie ta poczwara mogła się podziać. Połowa Kwatery Głównej była postawiona na nogi- nawet elfy zostały wysłane na poszukiwania jakichkolwiek śladów. Ich zaletą było to, że dzięki swoim eliksirom mogli oglądać wszystko z dokładnością mikroskopu bez użycia dodatkowego sprzętu. Musimy wytępić tą zarazę do końca, mruczał pod nosem, przemierzając pokój w te i z powrotem, została tylko ona i nie pozwolę żeby jakimś cudem na nowo się namnożyła! Gwyne że złością uderzył pięścią w stół. Przestraszony chowaniec zerwał się za równe nogi, jednak nie wyczuł żadnego niebezpieczeństwa, więc padł zmęczony na dywan i niemal natychmiast zasnął. Mężczyzna natomiast podniósł wzrok na mapę, rozwieszoną na ścianie i palcem zaczął kreślić trasę, którą do tej pory przybyli jego zwiadowcy. Przeczesaliśmy niemal cały archipelag! Musi gdzieś być, to nie możliwe, że znikła od tak!, pstryknął palcami. Muszę być cierpliwy, westchnął, już nie długo nasza ostatnia nadzieja będzie gotowa, a wtedy.... strzeż się Demonie!

  —Hej, hej, hej! Nie ma co marnować tak pięknego dnia, wstaaaaaawaj!
   Lia otworzyła jedno oko i wrzasnęła z przestrachem.
  —Luna! To znaczy Hya.. Hyagra, przestraszyłaś mnie— powiedziała z wyrzutem, trąc powieki.— Po wczorajszym dniu powinniście mi pozwolić spać do woli.
   Kitsune nie przeszkadzał markotny ton nastolatki. Z charakterystyczną dla siebie werwą rozsunęła wyblakłe zasłony, wypuszczając do pokoju pierwsze promienie słońca. Otworzyła również okno, a chłodne powietrze, które wpadło do środka jeszcze bardziej zniechęciło Lię do porzucenia ciepłego gniazda. Hyagra tanecznym krokiem podeszła do łóżka i szybkim ruchem ściągnęła kołdrę.
  —Ej!— pisnęła dziewczyna.— W tej chwili to oddawaj!
  —Ani mi się śni— lisica mrugnęła do nastolatki.— Na stoliku zostawiłam ci odzienie. Za pięć minut wracam i mam nadzieję, że będziesz gotowa— dodała, wynosząc kołdrę z pokoju.
   Lia westchnęła i opatuliła się peleryną Nero. Rzuciła niechętnie okiem na kupkę ubrań.
  —Widzę, że nie specjalnie dbają tu o wygląd nowicjuszy— powiedziała w pustą przestrzeń i podniosła się. Na stoliku leżała poskładana lniana koszula z trzy-czwartym rękawem, spodnie, przypominające do złudzenia jeździeckie bryczesy, w kolorze nocnego nieba. Obok stały mahoniowe botki, w których schowane były bawełniane skarpety (dzięki Bogu czyste). Kiedy kitsune ponownie weszła do pokoju Lia usiłowała wciągnąć drugiego buta.
  —Pasuje jak ulał! Skoro jesteś gotowa to chodźmy na śniadanie.
   Dziewczyna od razu zapaliła się do tego pomysłu, bowiem od feralnej nocy nic nie miała w ustach. Jednak gdy stanęła w progu jadalni ogarnął ją niepokój dotyczący przygotowywanych tu posiłków. Oby nie były to żadne muchomory podane z żabimi udkami, pomyślała i natychmiast ogarnęły ją mdłości. Hyagra nie zwracając uwagi na wewnętrzne rozterki towarzyszki pociągnęła ją za sobą to wolnego stolika. Chwilę później inna kitsune przyniosła im chleb, miód i dwa kubki mleka.
  —Nie wiedziałam co lubisz, dlatego tak skromnie— Hyagra uśmiechnęła się przepraszająco. Lia posłała jej pokrzepiający uśmiech, którym chciała pokazać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Z zapałem wzięła kromkę chleba i obficie posmarowałam ją miodem. Duży kęs zapiła mlekiem. Kitsune widząc z jakim apetytem je dziewczyna, uspokojona, zajęła się swoim śniadaniem. Kiedy skończyły lisica zaprowadziła ją pod Kryształową Salę.
  —Głowa do góry, nie zagryzą cię— szepneła jej do ucha, za nim wepchnęła ją za drzwi. Niestety wzbudziło to jeszcze większy niepokój, który i tak był już na poziomie zaawansowanym. Lia zaczynała żałować, że zjadła aż pięć kromek na śniadanie i wypiła dwa duże kubki mleka. Znowu dopadały ją mdłości, jednak nie miała już czasu o tym myśleć- jej oczom ukazał się postawny mężczyzna, przewyższający ją co najmniej o dwie głowy. Był ubrany w białą koszulę, bawełniane spodnie, które zostały wsadzone w wysokie, czarne buty. Wokół szyi miał zapiętą długą, podbitą futrem pelerynę. Patrzył z powagą na dziewczynę, która nieśmiało stawiała krok za krokiem. Wreszcie dotarła to giganta. Dopiero wtedy zobaczyła, że obok niego stoją również Gwyne, Nero z Aaqor'em, i tym tajemniczym czarnowłosym chłopakiem. Za nimi stał elf o długich, rozpuszczonych i niemalże śnieżnobiałych włosach, które kontrastowały z jego młodą twarzą. Wraz z nim był Xyon, który całym sobą pokazywał jak bardzo chciałbym znaleźć się gdziekolwiek indziej. Lia postanowiła go zignorować i całą uwagę skupiła na mężczyźnie.
  —Witaj, droga Azalio— huknął.— Jestem Zoreel, przywódca Lśniącej Straży Eel. Zostałaś tu wezwana, ponieważ wszyscy chcieli by poznać wyniki twojego testu. Nie przedłużając zostajesz przydzielona do Straży Absyntu z możliwością wykorzystania cię do misji zwiadowczych.
   Zza dowódcy rozległy się oklaski. Lia zaczerwieniła się po cebulki włosów i zdołała wyjąkać jedynie "dziękuję", za nim została porwana przez Nero.
  —Gratulacje, chociaż sądzę, że dwa, może trzy szkolenia i dostałabyś się do Straży Cienia— poczochrał ją po głowie.— Ale teraz chodźmy zobaczyć zmagania Xyon'a i Ashy. Musimy dowiedzieć się kto zostanie twoim opiekunem.
   Kierowali się za Zoreel'em do areny, na której Lia przechodziła test siły. Tym razem to ona znalazła się na murach i zajęła miejsce przy wilkołaku. Zoreel usiadł mniej więcej po środku placu i dał znak głową, że elfowie mogą zaczynać. Ich zadanie było stosunkowo proste- musieli przygotować eliksir, wg starodawnej receptury, która miała sprawić, że istota, która ją spożyje będzie przez krótki czas niepokonana. Trudność polegała na tym, że mogli użyć jedynie tych składników, które sami zdobyli. Z resztą i tak nie mieli by czego szukać w spiżarniach, bowiem były one tak niezwykłe i trudne do zdobycia, że nikt nie zawracał sobie nimi głowy.
  —Zresztą i tak pierwszy raz w historii Eldaryi doszło do takiej sytuacji— wyszeptał Nero, prosto do ucha dziewczyny.— Tak naprawdę nikt nie wie czy ten eliksir faktycznie działa. Podobno w recepturze można stosować zamienne składniki, ale od tego zależy siła napoju.
  —Skoro ten przepis jest tak niepewny dlaczego oni mają go przyrządzać? Co jeśli okaże się trucizną? Jeśli wymiesza się w nieodpowiedni sposób rośliny, nawet te, które nie są uważane za trujące można skomponować śmiertelną mieszankę.
   Nero uniósł zdumiony brwi i rzucił okiem na elfy.
  —Hmm.. wtedy przynajmniej będziesz miała z głowy Xyon'a.
   Na te słowa żołądek podszedł Lii do gardła. Za nim jednak zdążyła na to zareagować rozległ się gong, a plac został natychmiast uprzątniety. Oba elfy po przewlekłych końcach krótszej ściany. Asha związał swoje włosy, natomiast Xyon nie miał tego problemu. Chociaż teraz, jak na złość, pojedyncze kosmyki zaczęły wychodzić z ciasno związanej, krótkiej kitki. Za nim zdążył się całkiem zdekoncentrować niewspółpracującymi włosami, ta sama brama, z której wcześniej wybiegł jednorożec, otwarła się na oścież. Przez chwilę nic się nie działo, gdy nagle, niczym burza, potoczył się tętent kopyt. Zza węgła wybiegły, tym razem, dwa ogiery; drugi nie co mniejszy od tego, z którym miała do czynienia Lia. Dziewczyna od razu się domyśliła, że ogier był bez wątpienia kimś więcej niż tylko przywódcą bandy atakującej mieszkańców Eel.
   Nikt nie spodziewał się aż tak mocnego ataku ze strony stworzeń. Lia czuła emanujące od nich wściekłość, ból i chęć zemsty. Słońce schowało się za chmurami i dopiero teraz dziewczyna miała okazję przyjrzeć się atakującym. Z przerażeniem stwierdziła, że mniejszy ma na grzbiecie i szyi krwawe rany, jak po linach. Mimo wyraźnej różnicy między nim a jego pobratymcem biegł z taką samą werwą. Ani Xyon ani Asha nie wiedzieli jak mają się bronić, więc, gdy od jednorożców dzieliło ich zaledwie kilka metrów, obaj rzucili się na boki w uniku. Niefortunny upadek białowłosego sprawił, że stracił przytomność. Zwierzęta widząc to całą swoją uwagę skupiły na Xyon'ie. Elf, przyparty do muru, zdjęty strachem, w duchu żegnał się z życiem. Lia patrzyła na wszystko z mieszaniną złości i przerażenia. Nie chciała żeby coś stało się Xyon'owi, mimo iż mu się należało, ale po cichu liczyła na to, że jednorożcom uda się przeciwstawić. Atlas- tak zaczęła nazywać przywódcę stada- rzucił się wściekle jakby chciał zadać ostateczny cios. Elf w akcje desperacji zasłonił się rękoma. Lia kątem oka spojrzała na Zoreel'a. Siedział niewzruszony, jak gdyby nie obchodziło go czy jego ludzie zginą. W momencie zetknięcia się kopyt Atlasa z ramionami Xyon'a wybuchł blask, który oślepił wszystkich na kilka sekund. Chwilę później ogier leżał kilka metrów od elfa, sam chłopak nie został nawet draśnięty. Lia wstrzymała oddech, modląc się żeby jednorożec podniósł się o własnych siłach. Trwało to kilka chwil, ale udało mu się stanąć na nogi. Spojrzał na swojego kompana, który- zdawało by się- kiwnął głową w odpowiedzi i rzucił się na Xyon'a. Za nim ktokolwiek się zorientował zwierzę wbiło róg w jego udo. Elf wrząsnął dziko, lecz ból dodał mu sił- z niewyobrażalną mocą złapał stworzenie za łeb i powalił na ziemię. Atlas, który ruszył z odsieczą, został równie szybko unieruchomiony. Natychmiast na arenie pojawili się członkowie Straży Obsydianiu i zabrali zwierzęta. Inni wynieśli Asha i pomogli dotrzeć Xyon'owi do przychodni.
   Lia siedziała sparaliżowana od emocji, które pulsowały w całym jej ciele. Od tego momentu miała tylko jeden cel. Uwolnić jednorożce.


Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Divia (29-07-2020 o 19h23)

Offline

#10 31-07-2020 o 08h48

Straż Absyntu
Lix
Rekrut
Lix
...
Wiadomości: 62

Możesz być spokojna, moje teorie dalej będą się pojawiały niezależnie od tego jak głupie czy niedorzeczne by były. Oczywiście byłabym w niebo wzięta gdyby się one sprawdziły, albo jeśliby cię zainspirowały

Bardzo podoba mi się że z czasem poznajemy w jakiś sposób twoje postacie, to że mają jakiekolwiek back story. Nawet patatajek (który swoją drogą odnoszę wrażenie że zostanie chowańcem Lii) ma jakąś mroczną przeszłość, chociaż śmiechłam wyobrażając sobie grupę przestępczą prowadzoną przez parzysto kopytnego

Nie mniej czekam na rozdziały i oby nie zabrakło ci weny bo jestem mocno wciągnięta

Offline

#11 31-07-2020 o 20h24

Straż Cienia
Divia
Młody rekrut
Divia
...
Wiadomości: 20

-5-



   Kiedy emocje opadły, ból w nodze stał się nie do zniesienia. Xyon wolał nie patrzeć na dziurę w nodze (a przynajmniej przypuszczał, że tak wyglądała rana- chociażby ze względu na zadany cios), wystarczył mu widok zakrwawionych dłoni.
W przychodni natychmiast podbiegła do niego Rea.
  —Połóżcie go tutaj— zakomenderowała, wskazując pierwsze z brzegu łóżko.- Tael, przynieś proszę opatrunek uciskowy. A najlepiej dwa. Dużo gazy i bandaż.
   Młoda elfka o słomianych włosach kiwnęła głową i pobiegła do składzika na tyłach sali. Rea zaś podeszła do szafki ustawionej w kącie, przy drzwiach, wyjęła kluczyk spod bluzki i otworzyła ją. Wyjęła wyjątkowo śmierdzącą fiolkę i przyjrzała jej się uważnie.
  -Powinno wystarczyć- mruknęła, podchodząc do łóżka rannego.- Mam nadzieję, że nie będziesz miał mi tego za złe, braciszku- dodała głośniej i szybko wylała cuchnącą ciecz na ranę.
Elf zawył z bólu.
  —Rea..— warknął, po czym stracił przytomność.,
  —Hmm.. to nawet lepiej. Przynajmniej nie będę musiała podawać znieczulenia.
   W tym momencie podbiegła do niej mała elfica.
  —Wiesz co, Tael? W zasadzie możesz od razu przynieść igłę i nici. I włóż proszę liście babki do chłodni. Byle nie za długo tam siedziały!
   Gdy Rea przygotowywała swój warsztat, przypomniała sobie o Ashy, którego przynieśli jako pierwszego. Wtedy tylko sprawdziła puls i oddech, a stwierdziwszy, że rana na głowie stanowi niegroźne zadrapanie, zostawiła go i zajęła się Xyon’em. Teraz odwróciła się do Tael, uśmiechając się.
  —Tael, może zajęła byś się Ashą? Sprawdź czy nie ma poważniejszych otarć, siniaków i takich tam. Oczyść mu także ranę na głowie i… w zasadzie mogłabyś mu przyciąć trochę te jego kłaki.
Dziewczynka spojrzała na nią z przerażeniem, więc kobieta dodała na zachętę:
  —Pomyśl, że to będzie twój sprawdzian do awansowania na młodą pielęgniarkę, a nie zwykłą asystentkę— spojrzała na nią poważnie.— Liczę na ciebie.
   Tael zamknęła oczy, wzięła głęboki oddech i krótko skinęła główką. Potem popędziła po niezbędne jej akcesoria.
Rea uśmiechnęła się pod nosem i zajęła się szyciem rany.


   Od czasu zakończenia zmagań o zostanie szefem Straży, Nero nie mógł nigdzie złapać Gwyne’a i szczerze powiedziawszy zaczynało go to irytować. Co chwilę zaczepiał któregoś z członków aby zapytać o mężczyznę, niestety nikt go nie widział. Wilk z każdą sekundą tracił cierpliwość jednak był skazany na samotne łażenie, gdyż chciał maksymalnie oszczędzać Khar’a. W końcu udał się na plażę, aby rozładować emocje. Spokojne, regularne ruchy fal działały na niego kojąco, ale tym razem nie znalazł tam ukojenia, lecz właśnie Gwyne’a mężczyzna stał na skraju morza i wpatrywał się w nie pustym wzrokiem. Nero stanął obok niego i spojrzał z ukosa.
  —Dalej nic— odezwał się Aengel.— Jutro musimy wznowić poszukiwania.
   Wilkołak stłumił westchnięcie i spojrzał prosto w oczy mężczyzny.
  —Właśnie dlatego tu jestem. Nie pozwolę ci po raz kolejny wykorzystywać mojego chowańca jako taniej siły roboczej. nie wystarczy ci, że postawiłeś całą Kwaterę na nogi?
Gwyne spojrzał na chłopaka jak na idiotę i odparł:
  —Nie przesadzaj. Wiesz doskonale, że chowańce nadają się najlepiej do misji poszukiwawczych. Ostatnią nadzieję jaką żywię do członków Straży jest to, że elfy dzięki swoim miksturom znajdą jakieś mikro ślady, ale nic poza tym. Cała horda zwiadowców jest już w drodze powrotnej. Dlatego Khar..
  —Nie!— przerwał.- Nie pozwolę ci zajechać mojego chowańca dla jakiejś twojej chorej fantazji!— Nero podniósł głos.— Khar wybrał mnie jako właściciela i to ja jestem odpowiedzialny za jego zdrowie i samopoczucie.
   Gwyne westchnął i popatrzył na niego z politowaniem.
  —Chłopaku, przestań się tak przejmować. Te stworzenia od wieków służą nam i jeszcze nie słyszałem żeby któryś czuł się ”przemęczony”— przy ostatnim słowie wykonał palcami cudzysłów.
  —Może dlatego, że do tej pory były to sporadyczne misje i nikt nie wysyłał ich na cały dzień by biegały po wszystkich możliwych zakamarkach Eel!
   Gwyne zmarszczył brwi.
  —Po pierwsze to przestań na mnie krzyczeć chociażby przez wzgląd na to, że jestem wyższy stopniem. Po drugie z tego co się orientuję jesteś mi podwładny, więc z łaski swojej przestań się roztkliwiać nad tym Bakharhell’em i rób co do ciebie należy.
  —Nie— powiedział stanowczo.— Możesz sobie być kim chcesz, ale nie dam ci skrzywdzić Khara. Możesz mnie nawet zwolnić ze stanowiska, ale zdania nie zmienię. Rób co chcesz.
   Nero odwrócił się i zaczął iść w stronę Kwatery. Gwyne dogonił go w dwóch krokach i złapał za ramię.
  —Czego?— warknął wilkołak, obnażając przy tym kły. Ostatnimi czasy zaczął dostrzegać oznaki, że jeśli emocje biorą nad nim górę, rozpoczyna on przemianę w wilka. Niezbyt mu się sposobało to odkrycie, a w sytuacji, w której się aktualnie znajdował to nie pomagało.
  —Posłuchaj, może faktycznie trochę przesadziłem. Być może zdążyła się ukryć na tyle, że nie wylezie dopóki nie zaprzestamy poszukiwań. Damy sobie spokój na dwa, trzy tygodnie i uśpimy jej czujność. Wszyscy zasłużyli na odpoczynek. Ty zresztą też.
   Nero popatrzył niechętnie na mężczyznę.
  —I niby jakim cudem zamierzasz tyle czasu wysiedzieć spokojnie na tyłku? Zajmiesz się szydełkowaniem?
   Aengel uśmiechnął się delikatnie, a jego oczy błysnęły, świadcząc o tym, że doskonale wiedział co będzie w tym czasie robić.
  —Szydełkowanie zostaw emerytom. My— specjalnie podkreślił to słowo— zajmiemy się treningiem Lii.


   Dopiero wieczorem, tego samego dnia, Lia odważyła się odwiedzić przychodnię. Bała się spotkania z Xyon’em, a jednocześnie chciała wiedzieć w jakim jest stanie. Cios zadany przez jednorożca wyglądał paskudnie i nawet dziewczynie, mimo że tak paskudnie ją traktował, zrobiło się żal elfa. Teraz postanowiła w drodze do pokoju niezobowiązująco tam zajrzeć. Do tej pory jednak produktywnie wykorzystała czas- obeszła całą arenę dookoła, dokładnie poznając jej wszystkie wejścia. Udało jej się przekonać nawet Qor’a, że należało by opatrzyć jednego z jednorożców. Jej argumenty, że dostała się do Straży Absyntu, świetnie przyrządziła wszystkie eliksiry oraz, co najważniejsze, nie ma pod ręką nikogo kto mógł by to zrobić (a raczej zbliżyć się do zwierząt) została wpuszczona do prowizorycznej stajni. W zasadzie stajnią nie można było tego nazwać, raczej ciemnią i z jednym oknem, które wpuszczało nie wiele światła do środka. Dla bezpieczeństwa Aaqor otworzył drzwi na oścież, a wejście zastawił używaną niegdyś bramą, pod którą dziewczyna mogłaby się w razie potrzeby bez problemu przecisnąć.
Uzbrojona w babkę lancetowatą, gazę, czystą wodę i jabłka, które schowała pod koszulą weszła do jaskini lwa.
   Do rannego ogiera udało jej się podejść niemal od razu. Zwierzę leżało tyłem do wejścia i dostrzegło ją dopiero, gdy zaczęła przemywać mu ranę. Kiedy prychnął ostrzegawczo, nastolatka natychmiast się cofnęła czym zyskała aprobatę zwierzęcia. Opatrując krwawe pręgi, częstowała go jabłkami, tak aby strażnicy nie widzieli. Skończywszy zauważyła, jednorożec patrzył na nią ze spokojem, przez który przebijały się iskierki zaufania. Ucieszona wstała i zrobiła krok w stronę Atlasa, który obserwował wszystkie jej zabiegi z kąta ciemni, ale zaraz odskoczyła, chroniąc się przed kopnięciem. Całe szczęście żaden ze strażników tego nie widział. Odetchnęła głęboko, zrzucając z siebie całe napięcie i poczekała aż ogier się nieco uspokoi. Nie oczekiwała fajerwerków w tak krótkim czasie, ale tego, co stało się chwilę później zupełnie się nie spodziewała.

  Nie ufaj jej! Ona jest taka jak wszyscy!

   Lia zaskoczona odwróciła głowę stronę wyjścia, ale nikogo tam nie było. Pokręciła głową, ale znowu usłyszała, tym razem drugi głos.

  Przecież widzisz, że nic złego mi nie zrobiła, a nawet więcej- pomogła mi!

   Dziewczyna nie wiedziała co się dzieje. Zdezorientowana spojrzała na jednorożce, które teraz mierzyły się wzrokiem.

  Jak się nazywasz?

  Co jest grane?!, pomyślała. Naraz na ramieniu poczuła, że ogier, którego opatrzyła, położył jej łeb na ramieniu.
 
  Ciebie pytałem. Dziękuję za zadbanie o mnie 

  Rany… czy ja.. rozmawiam z wami.. jakby w mojej głowie?

  To się nazywa telepatia, Lia wręcz usłyszała tą pogardę rzuconą w jej stronę przez Atlasa. Zmarszczyła brwi i zaczęła telepatyczną potyczkę z jednorożcem.

  Mnie to bardziej zalatuje schizofrenią.., burknęła. nie zamierzała okazywać uprzejmości, skoro sama jej nie otrzymała.

  W takim razie ja bym się na twoim miejscu zamknął i nie wtrącał się w dyskusję. Poza tym w ogóle nie powinnaś nas słyszeć, więc, jeśli łaska, udawaj, że cię tu nie ma.

  O nie, mój drogi, jak się powiedziało a to trzeba powiedzieć b. Dlaczego się zostaliście złapani? To prawda co powiedział Nero? Że atakowaliście lud Eldaryi?

   Atlas prychnął z pogardą i zwrócił się do towarzysza.

  Słyszałeś coś, Feliavi? Wydawało mi się, że jakaś wyjątkowo irytujący karaluch nam przeszkodził.

   Lia zagotowała się ze złości, jednak nie dała zawładnąć sobą emocjom i z uśmiechem odwróciła się do pierwszego jednorożca.

  Feliavi? Bardzo ładne imię. Ja nazywam się Azalia, jednak wszyscy mówią do mnie Lia, z resztą ja nawet tak wolę. Mógłbyś mi zdradzić jak nazywa się twój gburowaty towarzysz i dlaczego się tu znaleźliście?, dziewczyna mogła przysiąc, że Feliavi uśmiechnął się, słysząc jej pytania, lecz za nim udzielił odpowiedzi spojrzał niepewnie w stronę przywódcy. Gdyby wzrok mógł zabijać, jednorożec leżałby już bez życia.

  Echm, tak, cóż… nasz przywódca, to znaczy w sumie mój brat.. nazywa się ee…

  Feli, odezwała się łagodnie, kładąc rękę na jego szyi, skoro cały czas tu stoję nic ci nie grozi, poza tym na zewnątrz stoją strażnicy, którzy w razie czego natychmiast zainterweniują.

  On nazywa się Atharasal, wypalił, a właściciel imienia spuścił z rezygnacją głowę. Athar znalazł się tu z powodu naszych.. interwencji, ja natomiast chyba tylko po to żeby zrobić widowisko, jego pysk wykrzywił się niby w grymasie obrzydzenia. Za nim zaczniesz nas osądzać musisz wiedzieć, że nasze stado w ciągu ostatnich kilku lat zostało zdziesiątkowane przez mieszkańców Eel, w zasadzie sami nie wiemy dlaczego. Wydaje nam się, że potrzebowali ziemi pod uprawę, jednak i bez naszych terenów mieli wystarczająco dużo przestrzeni. Nie wybijali naszych braci również z powodu rogów, bowiem nigdy nie znaleźliśmy ciała pozbawionego esencji życia.., w tym momencie urwał i uskoczył przed ciosem Athara. Lia weszła między walczące ogiery i zmusiła przywódcę do zaprzestania ataku.

  Pochrzaniło was?! Chcecie pójść od razu do odstrzału?, tak naprawdę nie wiedziała, jak kreowała się przyszłość zwierząt, ale wiedziała, że takim argument zaprowadzi względny porządek. Skoro to, co mówi Feliavi jest dla ciebie tak niewygodne może sam mi wszystko wytłumaczysz?

   Zdawałoby się, że minęła wieczność za nim jednorożec odpowiedział.

  Zostałem pojmany w roli, hmm, zakładnika, bowiem beze mnie stado nie ma racji bytu. Dzięki Wyroczni, zdążyłem ukryć moją rodzinę w miejscu, które tylko nam jest znane. Ponieważ Fel od zawsze miał niewyparzony jęzor, muszę sprostować to, co zdradził. To prawda, że nasze rogi są czymś w rodzaju naszej życiowej esencji (w końcu z jakiegoś powodu je mamy). Mówi się, że ma on moc uzdrawiania, jednak tylko wtedy, gdy jego właściciel zgodzi się dobrowolnie oddać część bądź całą esencję. Jak zapewne domyślasz się, oznacza to dla nas pozbawienie części sił witalnych bądź nawet życia. Nie potrafię zrozumieć dlaczego mieszkańcom tych ziem tak bardzo zależy na pozbyciu się nas, skoro mogli by mieć z nas pożytek. Pomijając pozbawienie nas terenów do zamieszkania odebrali nam również strefy łowieckie.., tu urwał i spojrzał na dziewczynę ze złośliwym błyskiem w oku. Jak się spodziewał, ciało Lii napięło się w gotowości przed tym co zamierzał jej oznajmić. Nie mógł sobie jednak darować podrażnienia jej cierpliwości.
W końcu dziewczyna zapytała: Co to znaczy, że odebrali wam strefy łowieckie? Chyba nie powiesz mi, że wy…, głos uwiąz jej w gardle na widok kłów, które zaprezentował jej Atharasal. Biła od niego złośliwa satysfakcja, a w przypływie dobrego humoru, kłapnął zębami przed nosem nastolatki.

  Ech, no dobrze.., gdy pierwszy szok minął Lia wróciła na właściwy tor, Rozumiem, że zostaliście bardzo skrzywdzeni, ale to chyba nie powód żeby od razu atakować przypadkowe osoby!

  Ty nic nie rozumiesz! Co byś zrobiła na moim miejscu? Przypuśćmy, że jestem królową i w pobliżu twojego królestwa osiedlił się obcy lud. Z początku nie wchodziliście sobie w drogę, każdy robił to, co do niego należało. Lecz w pewnym momencie sielanka ta została przerwana, gdy odkryłaś, że jeden z twoich ludzi został zamordowany. Nie był to motyw rabunkowy, gdyż wszystkie jego dobra zostały przy nim. Nie przekroczył on również granic państwa jak i nie został zabity podczas walki. Ktoś zwyczajnie poderżnął mu gardło, tylko dlatego, że po prostu był. Ale skoro już go nie ma, można zagarnąć kawałek jego ziemi. Powiedzmy, że podciągnęłaś to do ”nieszczęśliwego wypadku” lub ”okropnej pomyłki”, gdzie ktoś pomylił twojego człowieka z rabusiem. Lecz morderstwa trwały nadal, a liczba ofiar stawała się co raz większa. Teraz zaczęłaś się bać wyściubienia nosa z bezpiecznej przystani jaką jest twój dom. Spokój jednak nie trwał długo, ponieważ i do twoich drzwi zapukali prześladowcy. Musiałaś uciekać, chroniąc tylko tobie znanym miejscu, gdzie macki złego nie mogły by cię dosięgnąć. Poczucie pokrzywdzenia i niesprawiedliwości zaczęły kiełkować już na samym początku, ale ty je ignorowałaś. Ciągle szukałaś bezsensownym wymówek i absurdalnych usprawiedliwień dla tego, co się działo. Teraz, gdy sama znalazłaś się w potrzasku to uczucie eskalowało do tego stopnia, że jesteś w stanie zrobić wszystko by bronić swoich przyjaciół. Pałasz niepohamowaną rządzą zemsty, pragniesz sprawiedliwości., w oczach Athara odbijała się moc słów, które wypowiadał. Lia mogła niemalże zajrzeć do jego duszy i zobaczyć jak bardzo został zraniony. Jej oczy szkliły się od łez, kiedy Athar zadał jej pytanie, nie była w stanie odpowiedzieć.

  A więc? Jak ty byś postąpiła?

   Za nim dziewczyna rozpłakała się na dobre zza ogrodzenia zawołał ją Qor.
  —Lia, wszystko w porządu?
   Szybkim ruchem otarła oczy i szepnęła do rogatych istot:
  —Wrócę po was. Obiecuję, że was uwolnię— popatrzyła im prosto w oczy.— Nic mi nie jest, już idę— dodała głośniej i ruszyła w stronę wyjścia.



***



  —No braciszku, dość tego wylegiwania się— Rea delikatnie uścisnęła ramię elfa. Xyon poruszły się nie spokojnie i z wysiłkiem otworzył oczy. Za nim do niego dotarło do kogo należą bladoróżowe włosy, musiało minąć parę minut.
   Rea podeszła do szafki, z której wcześniej wyciągnęła śmierdzącą substancję i zabrała ze sobą małą szkatułkę. Położyła ją na stoliczku, koło łóżka pacjenta i skierowała swoje kroki do prowizorycznego aneksu kuchennego. Z czegoś na wzór lodówki wyjęła nektar pszczeli i włożyła łyżeczkę substancji do szklanki, którą następnie napełniła wodą. Zaniosła naczynie do Xyon’a. Postawiwszy je koło szkatułki, uniosła nieco bezwładnego chłopaka i powiedziała spokojnym głosem:
  —Xyon, musisz to wypić. Pomogę ci, ale musisz się nieco wysilić jeśli nie chcesz się udławić.
   Elf wymruczał coś niezrozumiale, co Rea uznała za przyjęcie jej słów do wiadomości. Wyciągnęła malutką, białą kuleczkę ze szkatułki i podała ją do ust chłopaka. Zaraz podstawiła szklankę i dopilnowała żeby wypił całą jej zawartość. Napój w połączeniu z antybiotykiem zadziałał niemal od razu- Xyon gwałtownie otworzył oczy, jednak osłabienie sprawiło, że opadł na poduszki. Spojrzał na lekarkę stojącą nad nim i uśmiechnął się krzywo.
  —Pożałujesz tego sefrynium wylanego na moją nogę.
   Kobieta roześmiała się serdecznie i poczochrała przyrodniego brata po głowie.
  —Oj Xyoni, dobrze wiesz, że mogę cię załatwić znacznie gorzej— mrugnęła.— Muszę wracać do swoich obowiązków. jak poczujesz się na siłach możesz wrócić do swojego pokoju.
   Elf odprowadził ją złym wzrokiem. Rea doskonale wiedziała, że nie znosił tego zdrobnienia, jednak z szacunku do siostry nie odpowiadał jej w opryskliwy sposób. Wiedział jak wiele jej zawdzięcza i nie chciał psuć relacji między nimi.
   Przesiedział na szpitalnym łóżku kwadrans, testując swoje siły. W końcu stwierdził, że ma dość odoru unoszącego się w przychodni i postanowił wyjść.
  —Rea, idę już.
  —Do zobaczenia— rzuciła nawet się nie odwracając.
  —Też cię kocham— burknął pod nosem, wywracając oczami.
   Za drzwiami przychodni wpadł na Lię. W pierwszym odruchu na jego twarzy pojawiło się zdziwienie, opanował się jednak i przybrał surowy wyraz. Nie zaszczyciwszy dziewczyny nawet jednym słówkiem pokuśtykał schodami na dół. Będąc mniej więcej w połowie drogi, syknął z bólu i omal się nie przewrócił. Lia, choć niechętnie, podbiegła do elfa i złapała go pod ramię. Kiedy go dotknęła, chłopak wzdrygnął się mimo woli.
  —Co ty wyprawiasz?— warknął, ale pozwolił się podtrzymać nastolatce. Chcąc nie chcąc wiedział, że bez pomocy zaliczy glebę szybciej, niż mógłby się tego spodziewać.
   Blondynka spojrzała na niego spode łba.
  —Może zaoszczędźmy ci tego upokorzenia i chodźmy do twojego pokoju— burknęła.— Przykro mi to mówić, ale od teraz będziesz na mnie skazany, w końcu wygrałeś walkę i stałeś się moim opiekunem- ostatni zwrot powiedziała nieco złośliwie.
   A do Xyon’a w tej chwili dotarło, że istotnie będzie musiał spędzać z nią dużo, dużooo czasu. I wcale nie był zadowolony z tego odkrycia. Podczas drogi przez główny korytarz obmyślił plan, którego celem było uprzykrzenie życia małolacie, oczywiście w ”słusznej sprawie”, jak to sobie tłumaczył. Pod drzwiami stanął z nią twarzą w twarz i powiedział z poważną miną.
  —Jutro o piątej rano w laboratorium. Zaczniesz od posprzątania tego syfu, który narobiłaś.



Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Divia (30 minut temu)

Offline

#12 31-07-2020 o 22h20

Straż Absyntu
Lix
Rekrut
Lix
...
Wiadomości: 62

SĄ RODZEŃSTWEM jejku jestem tak szczęśliwa!!!oneoneone111
Patatajek powstał od tego że kiedyś nie potrafiłam zapamiętać zwykłego "koń" i było zwierze które "patataja" (bo robi patataj)
Dziękuję że dodajesz rozdziały tak często, dzięki tobie nie mogę się nudzić

Ostatnio zmieniony przez Lix (31-07-2020 o 22h21)

Offline

#13 02-08-2020 o 19h45

Straż Obsydianu
Sharessa
Szeregowiec
Sharessa
...
Wiadomości: 76

Hej, hej, witam serdecznie.
Na początku - dziękuję za przemiły komentarz pozostawiony u mnie i dla równowagi przyszłam odwdzięczyć się tym samym /static/img/forum/smilies/smile.png
Bardzo podoba mi się Twój pomysł na opowiadanie i powiem Ci szczerze, że im dalej, tym bardziej jest intrygująco. Mogę obiecać, że będę regularnie zaglądać, ponieważ ciekawi mnie, co tam masz w swoim dalszym planie stworzyć.
Maleńka rada ode mnie.
Nie wiem, czy sprawdzasz błędy, zanim wstawisz tekst, ale poradziłabym czasami nawet kilkukrotnie to zrobić, bo czasami zdarzają Ci się niewielkie wpadki słowne. Dla przykładu:
"Biła od niego złośliwa satysfakcja, a w przypływie dobre humoru, kłapnął zębami przed nosem nastolatki." - powinno być dobrego. Inny częsty Twój błąd, to pisownia "za nim", zamiast "zanim". Jest to trochę mylące w tekście i potrafi wybić z rytmu czytania. Przykłady zastosowania:
"Zanim zrobisz sobie przerwę, idź do szefa po nowe instrukcje"
"Szedł wolno ulicą, a za nim ciągnął się cień, który zdawał się go leniwie śledzić".
Mimo tych małych potknięć w tekście, chciałabym jednak, żebyś wiedziała, iż bardzo lubię Twoje opowiadanie i moim zdaniem ma ono wielki potencjał.
Życzę Ci masy zapału i pomysłów, niech wena Cię nie opuszcza i czekam niecierpliwie na dalszy ciąg przygód bohaterki i jednorożców. Pozdrawiam Cię serdecznie i gorąco. <3

Offline

#14 32 minut temu

Straż Cienia
Divia
Młody rekrut
Divia
...
Wiadomości: 20

-6-


   Twardy sen Lii został przerwany przez ciche drapanie do drzwi, które z każdą chwilą robiło się co raz bardziej natarczywe.
   Dziewczyna gniewnie odrzuciła kołdrę i spojrzała za okno. Nero miał przysłać ”swojego posłannika”, jak to określił, aby obudził ją na czas. I faktycznie, świat budził się do życia, a poranne promienie nadawały otoczeniu złoty kolor. Lia zamyśliła się, patrząc na piękno natury, z czego brutalnie wyrwało ją uderzenie w drzwi. Natychmiast zeskoczyła z łóżka i podbiegła do nich. Jej oczy nie przywykły jeszcze do ciemności, która panowała w nieoświetlonej części pokoju i na korytarzu, więc w pierwszej chwili niczego nie zauważyła. Durne żarty, burknęła, spuszczając wzrok.
  —AAA!!— wrzasnęła, kiedy napotkała parę czerwonych oczu, osadzonych na wielkiej, czarnej głowie, która ozdobiona była pokaźnych rozmiarów dwoma parami rogów.
   Prawie natychmiast pojawił się przy niej strażnik.
  —Co się stało? To ty krzyczałaś?— zapytał w ogóle nie zwracając uwagi na Bakhrahell’a. Ten przyglądał się nastolatce z przekrzywioną głową.
  —T-tu stoi jakiś dia-diabeł. Zabierz go stąd!
   Strażnik popatrzył zdumiony na Lię, lecz chwilę później roześmiał się serdecznie.
  —Khar? To nie żaden diabeł tylko Bakhrahell, chowaniec. Z tego co wiem należy do Nero.
  —Aaa no tak.. chowaniec, haha— zaśmiała się nerwowo.— Przepraszam za zamieszanie, łobuz wybudził mnie z koszmaru dlatego miałam takie skojarzenie..- dziewczyna zrobiła minę słodkiej idiotki, mając nadzieję, że strażnik kupi jej historyjkę. Chyba się udało, bo chłopak uśmiechnął się i powiedział:
  —Nie masz za co przepraszać, myślę że też bym się przestraszył gdybym zobaczył te czerwone oczyska w ciemności— poklepał chowańca po głowie, którego mina wskazywała na to, iż nie specjalnie mu się to podobało.— Dobranoc— rzucił na odchodne i zostawił Lię samą z Bakharhell’em.

  —Co dziwaku?— zapytała czule, kucając przy istocie.— Nero wysłał cię żebyś mnie obudził. Hmm, w każdym razie zrobiłeś to skutecznie- dziewczyna ostrożnie wyciągnęła rękę i pogłaskała chowańca po szyi. Ten przyglądał się jej z dystansem, ale i zaciekawieniem.
W końcu wstała i zaczęła zbierać swoje ubrania i kosmetyki, które dostała od Hyagry. Nawet nie zorientowała się, kiedy Khar zniknął.
Przygotowana udała się pod prysznic. Stała pod wodą dobry kwadrans, co chwilę zmieniając jej temperaturę aby całkowicie się rozbudzić. W tym czasie obmyślała plan zemsty na Nero. Mimo że w sumie jej pomógł, mógł ją uprzedzić, że przyjdzie do niej tak.. niezwykła istota. Ciekawe czy takiego zwierzaka można skądś przygarnąć? A może każdy członek Straży takiego dostaje? Chociaż to by w sumie nie miało sensu, do czego one miały by się im przydać? No oczywiście poza tuleniem i mizianiem, ale takiego Bakharhell’a trochę trudno przytulać... W końcu wyłączyła wodę i owinięta ręcznikiem wyszła z kabiny. Nasmarowała się czymś na wzór kremu, uczesała włosy. Skorzystała z okazji, że nikogo nie było i ubrała się na miejscu. Dzięki temu mogła tylko wrzucić saszetkę z kosmetykami do pokoju, nawet do niego nie wchodząc. Nie wiedziała która była godzina, jednak coś jej mówiło, że zdąży przyjść przed elfem.
   Miała rację.
   Weszła do laboratorium, z ”dzień dobry” na ustach, ale nikogo nie zastała. Tak naprawdę było jej to na rękę, bo nie chciała wysłuchiwać marudnego chłopaka ani czuć na sobie jego pogardliwego spojrzenia.
   Pierwszym, co zrobiła, było odsłonięcie zasłon aby wpuścić nieco światła do pomieszczenia. Nie zdziwiło jej, że nie mieli tu prądu, jednak bała się zapalać świeczki- znając swoje szczęście wszystko poszło by z dymem.
   Kiedy promienie słoneczne otuliły swoim blaskiem większą część laboratorium, Lia rozejrzała się dokładnie, zastanawiając się od czego zacząć. Na wielkim stole wciąż stały fiolki, menzurki i zlewki, których używała podczas testu. Poza tym było też mnóstwo brudnych naczyń, dlatego zdecydowała, że zacznie od zmywania. Nie była to przyjemna perspektywa, ale lepsze to niż podpadnięcie przełożonemu.
   W kącie sali znalazła dużą miednicę, kran i mydło. Dziewczyna rozejrzała się za jakąś gąbką lub ścierką. Pod blatem zauważyła fragment jasnego materiału i stwierdziła, że nada się idealnie to czyszczenia naczyń. Niektóre z nich były tak brudne, że nastolatka zaczęła się zastanawiać czy Xyon kiedykolwiek tu sprzątał. W sumie nie jest jednoosobową strażą, więc dlaczego nikt inny nie utrzymuje tu porządku?
   Pogrążona we własnych przemyśleniach wyczyściła wszystko i rozstawiła stole żeby przeschło. W tym celu musiała zdjąć całą górę pergaminów i pokaźnych ksiąg, które razem ważyły chyba tonę. Chcąc je wszystkie uporządkować podeszła do jednego z czterech regałów aby poznać sposób z jakim były one poukładane na półkach. Ku swojej rozpaczy literatura była porozrzucana bez jakiegokolwiek sensu. Wzdychając zaczęła porządkować najpierw to, co ściągnęła z blatu. Były tam głównie przepisy na eliksiry m.in.: zdrowotne, pomagające w walce- Chyba z tej stworzyłam tego feniksa, pomyślała, przeglądając przepastny tom.
   Pochłonięta porządkami nie zauważyła, że w drzwiach stanął elf. Miał na sobie szerokie spodnie, wsadzone w wysokie buty oraz koszulę, która była rozcięta od góry i przewiązana cienkim rzemykiem. Jego granatowe włosy były krótko ostrzyżone, a piwne oczy śledziły uważnie każdy ruch dziewczyny. Kiedy w końcu obróciła się w jego stronę, ze stosem pergaminów w rękach, chłopak uśmiechnął się pod nosem, Lia natomiast z hukiem upuściła zwoje na ziemię. Widząc jej zdumienie, pomieszane ze strachem uśmiechnął się zakłopotany.
  —Wybacz, nie chciałem cię przestraszyć. Jestem Leith, członek Straży Absyntu. Nigdy cię tu nie widziałem… Powiesz mi kim jesteś?
   W trakcie jego wypowiedzi nastolatka zdążyła odzyskać równowagę psychiczną i spoglądając z zaciekawieniem na elfa, odpowiedziała:
  —Nazywam się Lia i jestem tu od.. chyba trzech dni. W zasadzie nie miałam zamiaru się tu zjawiać i tak naprawdę to zostałam tu zwabiona podstępem. Przez Hyagrę i Gwyne’a— zmarszczyła brwi.— Także należę do Straży Absyntu, przedwczoraj zdałam test.
   Leith spojrzał zdziwiony i pokiwał z aprobatą głową.
  —Dlaczego tu sprzątasz? Jeszcze nie widziałem tu nikogo kto by to robił. A tym bardziej porządkował naszą literaturę— po jego twarzy przemknął uśmiech.— Niech zgadnę, Xyon cię do tego zagonił?
   Lia kiwnęła w odpowiedzi.
  —Ech, cały on. Sam palcem nie kiwnie, ale innych goni do roboty.
  —Trochę nie w porządku byłoby nie słuchać swojego przełożonego..
   Leith wybuchł śmiechem.
  —Przełożonego? Kochana, powinnaś przyswoić do wiadomości, że może i Xyon jest najlepszym alchemikiem w całej Eldaryi, ale jeśli raz zobaczy, że jesteś na jego każde skinienie do końca życia będzie cię wykorzystywał.
   Widząc reakcję chłopaka Lia domyśliła się, że musi być to jeden z tych członków straży, którzy wyruszyli na misje przed jej pojawieniem się. Z tego wynikało, że nie wiedział, iż Xyon został Szefem Straży.
  —Ty ostatnio byłeś poza Kwaterą, prawda?
  —Tak, czemu pytasz?— zdziwił się chłopak.
  —Bo widzisz, wczoraj Xyon i ten.. ten białowłosy elf rywalizowali o możliwość zajęcia stanowiska Szefa Straży Absyntu. Wygrał Xyon.
   Reakcja elfa była dość gwałtowna, bowiem najpierw wyprostował się jak struna, patrząc na dziewczynę oczami jak pięć złoty, a potem wybiegł nic nie mówiąc. Lia wzruszyła ramionami i wróciła do porządkowania.
   Z rytmu wyrwało ją głośne burczenie w brzuchu. Mimo że czuła ssanie w żołądku postanowiła skończyć, bo zostały jej zaledwie dwie półki. Głód sprawił, że pracowała dwa razy szybciej.
Prowadzona pragnieniem zjedzenia czegokolwiek szła szybkim krokiem do stołówki, jednak zobaczywszy zatłoczony lokal straciła większość pewności siebie. Przeciskała się między stolikami, kiedy ktoś złapał ją za ramię. To był wilkołak. Siedział przy stoliku ze swoim bratem i czarnowłosym nieznajomym.
  —Witaj, Lia. Co byś zjadła? Właśnie naradzaliśmy się co by dzisiaj pochłonąć- wyszczerzył zęby w uśmiechu.
  —Hmm, cokolwiek byle by było zjadliwe.
   Nero kiwnął głową na czarnego, który wstał i poszedł po posiłek.
   Kilka minut później bezimienny wilkołak przyniósł tacę z kanapkami i zupą mleczną. Trudno opisać zdziwienie dziewczyny, gdy zamiast talerza mleka dostała kanapkę z kurczakiem i warzywami, a ów czarnowłosy położył kluski z mlekiem. Nim wziął do ust pierwszą łyżkę, zapytał:
  —Mam nadzieję, że nie jesteś wegetarianką?
   Jego głos był niski, ale bardzo przyjemny dla ucha. Biło z niego opanowanie i spokój, który sprawił, że Lia, pomimo wcześniejszej obawy co do jedzenia z wilkami, odprężyła się.
  —Nie, nie jestem— odpowiedziała, patrząc wymownie na chłopaka. On jednak nie zareagował na jej spojrzenie i ze spokojem zaczął jeść. Nero postanowił wyręczyć kolegę i udzielił odpowiedzi na nieme pytanie Lii.
  —Shad nie je mięsa.
   Dziewczyna lekko kiwnęła głową i dyskretnie spojrzała na wilkołaka. Jakby się tak zastanowić to Aaqor bardziej by pasował w roli brata Shada niż Nero- obaj niemalże cały czas milczeli, byli skryci i niby zamknięci w sobie. Lia mimo woli zaczerwieniła się, myśląc o siedzących z nią wilkach, więc szybko dokończyła posiłek. Gdy odsunęła krzesło i chciała przeprosić towarzyszy, Nero po raz kolejny tego ranka usadził ją w miejscu.
  —Dokąd to? Już nas zostawiasz?
   Po twarzy nastolatki przemknęła panika. Unikając patrzenia na wilkołaka odparła:
  —Wypadało by jeszcze umyć podłogę i okna w laboratorium, bo chyba nikt od bardzo dawna tego nie robił..
Nero wybuchnął śmiechem, Aaqor zakrztusił się kęsem kanapki, a Shad zamarł z łyżką w ustach. Lia już wystarczająco niezręcznie, mimo że niepokój dotyczący wspólnego posiłku ustąpił. Chcąc wyrwać się z zatłoczonej stołówki wstała na tyle gwałtownie, by wywrócić krzesło. Kiedy je podnosiła, jej twarz przypominała dojrzałego pomidora. Dwójka spokojnych doszła już do siebie, lecz Nero dostał głupawki i chichotał jak głupi. Czarnowłosy poczuł się w obowiązku wyjaśnienia ich reakcji, czuł jednak, że dziewczyna nie czuje się swobodnie. Postanowił odprowadzić ją do pracowni alchemicznej, zostawiając niedojedzone śniadanie.
  —Chodźmy— mruknął jej do ucha tak, że podskoczyła O niczym innym nie marzyła, więc poddała się silnemu ramieniu chłopaka, który wyprowadził ją z sali.
   Dopiero na schodach zdobyła się na głębszy oddech.
  —Hmm, wybacz naszą reakcję, ale, z tego co wiem, laboratorium ostatnim razem było sprzątane dwa pokolenia wstecz.
  —Dało się zauważyć— powiedziała cicho, wilk jednak bez problemu ją usłyszał.
   Pod drzwiami zapytał, można by powiedzieć, z grzeczności:
  —Pomóc czy w czymś?
   Lia, która jedną nogą była już w pracowni przystanęła zdumiona.
  —Nie, dzięki. Wolę pracować sama. Szybciej idzie.
   Shadow zmarszczył brwi.
  —Sądzę, że praca zespołowa jest kluczem do wykonania misji prawidłowo. Im szybciej się tego nauczysz, tym lepiej dla ciebie.
O nic więcej nie pytając wyminął nastolatkę i rozejrzał się po pomieszczeniu. Praktycznie wszystko było wysprzątane, ale okna faktycznie potrzebowały porządnego mycia.
Z kąta wziął jedyną czystą ścierkę i zamoczył ją pod kranem.
Lia przyglądała się mu w milczeniu, zła na swój brak asertywności. Nie chcąc jednak wyjść na gbura jako tako oczyściła wielki kawałek materiału i namoczyła go w mydlinach. Zaczęła szorować marmurową powierzchnię, klęcząc na kolanach.
Shadow zadowolony ze swojej pracy- wypolerowania trzech okien na prawej ścianie- obrócił się by odłożyć ścierkę na miejsce i… runął jak długi, potykając się o klęczącą na podłodze Lię, która nie mogła uporać się w wylanym na podłogę, zaschniętym kwasem.


Aby przybliżyć Wam bardziej to, jakimi proporcjami operuję, zatrzymajcie się na chwilę w tym miejscu. Wyobraźcie sobie pole, najlepiej z krótko przystrzyżonym trawnikiem. Zapewne większość z Was umieściła już na nim Shada i Lię. Tu chcę jednak zaznaczyć, że poza posturą i rodzajem kłaków mój wilczek nie posiada w postaci ludzkiej ani ogona ani uszu, jak w przypadku Nero, który z racji przynależności do Straży Cienia jest drobniejszej budowy niż jego brat i Shad. nie chcę się tu posługiwać konkretnymi miarami, więc jako jakiś odnośnik poda jedynie wzrost dziewczyny- powiedzmy 173cm. Nero jest od niej wyższy o pół głowy.
I tu przechodzę do meritum- Shadow i Lia są jak lew i gazela. On muskularny (ale nie w stylu kulturysty), ona wątła i szczypiorkowata (ale bez przesady).
Podsumowując Shad potknął się o Lię, jak o wystający korzeń.


   Chłopak próbował złapać się czegoś, za nim wyrżnął na posadzkę, jednak na nic nie natrafił. Lia natychmiast wstała i podeszła do głowy wilkołaka. Miał rozwalony łuk brwiowy i prawdopodobnie przygryzł sobie język, bo z ust ciekła mu strużka krwi. Dziewczyna lekko spanikowana zaczęła się rozglądać za czymś do otarcia ran, jednak nic się nie nadawało. Niewiele myśląc rozerwała rękaw swojej koszuli i zmoczyła go pod kranem. Wróciła i otarła delikatnie łuk chłopaka, który wyglądał na lekko oszołomionego. Próbował się podnieść, lecz Lia położyła mu dłoń na ramieniu.
  —Siedź spokojnie— burknęła.— Mówiłam ci, że lepiej pracuje mi się w pojedynkę.
   Wilk zmarszczył brwi, a jego włosy mimowolnie się nastroszyły.
  —I właśnie dlatego powinnaś zacząć pracować w grupie. jak można wpaść na tak idiotyczny pomysł żeby klęczeć na podłodze pod nogami innych!- mimo że mówił tym samym, spokojnym tonem, bez problemu można było wyczuć, że jest zły.
   Lia nabrała oddechu żeby, chcąc się jakoś błyskotliwie odciąć, ale do laboratorium wszedł- a raczej wjechał- Xyon. Chłopak siedział dumnie na wielkiej, białej lwicy, której łapy, ogon i szyja były oplecione cieniutkim pnączem ozdobionym małymi listkami i kwiatuszkami.
   Trudno powiedzieć kto był bardziej zdumiony- Lia czy elf. Pierwszy głos odzyskał Szef Straży i machnąwszy ręką w stronę Shadow’a, zapytał:
  —Co on tu robi? Z tego co wiem Obsydian z daleka omija mój rewir.
   Shad podniósł się z podłogi, nieznacznie opierając się o ścianę i bez słowa wyszedł. Do głowy przyciskał kawałek materiału. Dopiero po jego wyjściu Xyon zauważył, że nastolatka ma poszarpany rękaw. Dodał sobie dwa do dwóch i posłał dziewczynie pełne dezaprobaty spojrzenie.
  —Nie uważasz, że bicie Szefa Straży nie jest lekką przesadą?— lekko zsunął się z grzbietu chowańca i rozejrzał po swoim królestwie.— Hmm, widzę że podłogi dalej nie wyczyściłaś. A gdzie się podziały moje pergaminy? I co ty zrobiłaś z..— popatrzył z przerażeniem na uporządkowane regały i złapał się za głowę.— Coś ty tu zrobiła?! Co to za bałagan?! Kto ci pozwolił ruszać moje cenne zwoje?!
   Lia popatrzyła na niego osłupiała, ale zaraz ogarnął ją gniew.
  —Bałagan? Ty to nazywasz bałaganem?! Spędziłam kilka godzin na porządkowaniu tych wszystkich papierzysk, a ty mi mówisz o bałaganie? Przecież to miejsce wyglądało tak, jakby przeszło przez nie tornado!
  —To był artystyczny nieład!— rzucił, piorunując ją wzrokiem.— Jak ja teraz się tu odnajdę?!
  —Przecież masz wszystko ułożone grupami! Eliksiry, lekarstwa, maści, zaklęcia.. czego jeszcze chcesz?!
  —Wyjdź— powiedział lodowato, stojąc do dziewczyny plecami.— Nie pokazuj mi się na oczy!
   Oczy nastolatki zaszkliły się niebezpiecznie. Lia bez słowa wyszła, wymijając ogromnego lwa i szybkim krokiem skierowała się do swojego pokoju. Nie zwracała uwagi na innych, poruszających się dookoła, mając w głowie tylko to, że chce zostać sama i w spokoju się wypłakać. Po drodze ukradkiem ocierała łzy. Kiedy dotarła do swojego pokoju, szybko otworzyła drzwi i z trzaskiem je zamknęła. Przekręciła zamek od środka i w końcu dała upust swoim emocjom. Rozpłakana skuliła się na łóżku i przycisnęła do siebie poduszkę.
   Nie wiedziała ile czasu spędziła w tej pozycji i tak naprawdę gdyby nie pukanie do drzwi, czekała by tak na swój koniec.
W pierwszej chwili miała ochotę udawać, ze w cale jej tu nie ma, ale usłyszawszy głos Nero postanowiła się ogarnąć.
  —Chwileczkę!
   Wodą z dzbanka przemyła szybko twarz, chcąc pozbyć się reszty łez, a rękawy koszuli podwinęła by uniknął zbędnych pytań.
Odświeżona otworzyła drzwi i wpuściła wilkołaka do środka. Ten od razu się rozgościł, siadając na łóżku.
  —Przyszedłem po swój płaszcz. Wyruszam na misję i wolałbym mieć coś w razie chłodniejszej nocy.
   Lia zamarła. W ramach ”podziękowania” za głupi żart chciała wkręcić chłopaka w uwalnianie jednorożców. Wiedziała, że jest to bardzo ryzykowne posunięcie, ale sama nie zdałaby sobie rady.
  —Kiedy wyruszasz?
  —Pojutrze z samego rana. Będziesz tęsknić, prawda?
   Dziewczyna zignorowała jego pytanie i przeszła do sedna.
  —Mogłeś mnie ostrzec, że ten twój ”budzik” to jakaś koza—burknęła.— Wiesz jakiego strachu mi napędziła?
  —On?— Nero udawał zdziwienie, ale wesołe iskierki w jego oczach mówiły same za siebie.— Coś ty przecież Khar jest łagodny jak baranek.
  —W każdym razie nie zamierzam ci tego puścić płazem- powiedziała, patrząc mu prosto w oczy.— W ramach zadośćuczynienia będziesz musiał mi pomóc w jednej rzeczy.
   Błąkając się po twarzy wilka uśmiech znikł. Chłopak spojrzał podejrzliwie na towarzyszkę.
  —Co ty wymyśliłaś?
  —Nic takiego, chodzi tylko o to abyś na chwilę odciągnął strażników od jednorożców. Chciałam zmienić opatrunki Fe.. to znaczy tego mniejszego, ale strasznie się denerwują, gdy straż jest tak blisko.
  —Wątpię żeby to się udało— powiedział z przekąsem.— Stoją tam ze względów bezpieczeństwa, sama rozumiesz.
  —Czyli wolisz żebym została stratowana?— zapytała Lia, robiąc minę skrzywdzonego szczeniaczka. Nero zmiękł i zapytał:
  —Kiedy chcesz tam pójść?
  —Możemy iść teraz.

Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Offline

Strony : 1