Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Strony : 1 2

#26 23-09-2020 o 20h34

Straż Cienia
Divia
Rekrut
Divia
...
Wiadomości: 32

-12-




Mieli wyruszać grupami.

Mieli wyznaczone godziny wymarszu i powrotu.

Mieli ze sobą mapy okolicy i dokładne wskazówki.

Mieli organizowane wszystko, ale, jak to zwykle przy takich imprezach bywa, coś musiało pójść nie tak. Bo przecież było by za nudno…

   Lia wraz z parą wyjątkowo nieokrzesanych wyrostków przekraczała właśnie linię, która oddzielała las od polany. Nie dławiło jej już uczucie strachu przed gąszczem drzew i niespotkaną bestią. Jego miejsce zajęła rosnąca w jej gardle gula irytacji. Jedyne o czym potrafiła teraz myśleć to jak najszybsze zgubienie tej dwójki. Nie potrafiła pojąć jakim cudem te bliźniaki, które dopiero co wyrosły z pieluchy, mogły uzyskać pozwolenie na taką eskapadę. Wilkołaki co rusz powarkiwały, goniły za motylami bądź zwyczajnie sobie dokuczały.
   Zasady mówiły jasno- grupy trzy osobowe, wyruszające co piętnaście minut, w dwóch różnych kierunkach. Zespoły nie powinny się rozdzielać, ale tak naprawdę każdy z każdym rywalizował. Lii zależało jedynie na powrocie do Kwatery w jednym kawałku.
   Dziewczyna odwróciła się w kierunku wilczków, które wszczęły kolejną bójkę. To chyba odpowiedni moment, aby ”zabłądzić”..
Nie zastanawiając się dłużej skręciła w lewo i przyspieszyła kroku. Po chwili namysłu skręciła z powrotem w prawo, nie chcąc za bardzo oddalać się od głównej ścieżki. Nieznośnych dzieciaków nie było już w pobliżu, więc nastolatka pozwoliła sobie trochę się rozluźnić i zaczęła rozglądać się dookoła. Sprawdzała czy na korze drzew nie ma czegoś wyrytego, czy dziuple nie zawierają jakiś ukrytych wskazówek, czy pod kupą liści nie leży to coś, czego szukała.
Ale nic takiego nie było. Za to las robił się co raz gęstszy, a na mapie, która nota bene wyglądała tak, jakby ktoś naszkicował ją pięć minut wcześniej na kolanie, nie było nawet wspomnienia o zagęszczeniu się drzew.
   Próbując wybrnąć z gęstwiny liści i gałęzi jeszcze bardziej się w nią zagłębiała. Zupełnie jak ktoś, kogo pochłaniają ruchome piaski- im bardziej walczysz tym szybciej giniesz.
Lia zaczynała żałować, że pozbyła się tych dwóch kurdupli, chociaż z drugiej strony, gdyby zgubili się we trójkę, maluchy pewnie zaczęły by arię do żałości, a ich wycia na pewno by nie wytrzymała.
W pewnym momencie drzewa dosłownie zaczęły zacieśniać wokół dziewczyny ciasny krąg. Gałęzie niby liny powoli zaczynały ograniczać jej ruchy, a liście wpadały do ust i uszu nastolatki. W ostatniej chwili zauważyła wąski przesmyk i rozpaczliwym skokiem rzuciła się w stronę światła.
   Lia poczuła jak z dużą siłą uderza o kamienne zbocze i bezwładnie stacza się w dół. Trwało to zaledwie kilka sekund lecz boleśnie odznaczyło się plecach i ramionach pół-elfki.
Leżała przez chwilę zwinięta w kłębek, bojąc się poruszyć. Dookoła niej panowała głucha cisza, przerywana co jakiś czas przez szum liści na wietrze.
   Kiedy mózg Lii w końcu wrócił do pełni sprawności po nieoczekiwanym turlaniu się po kamieniach, pierwszą rzeczą jaką zrobiła było zwyzywanie wszystkiego i wszystkich wokół ze szczególnym uwzględnieniem Gwyne’a, który był sprawcą tego, że się tu znalazła.
   Mogłaby mieszkać sama, jakoś by sobie poradziła. Został jej niespełna rok do osiągnięcia pełnoletności, a co za tym idzie, pełnej niezależności. Mieszkała na takim zadupiu, że nikt nie zorientowałby się, iż znajduje się sama w środku lasu. Otaczająca ją ziemska przyroda była na tyle obfita z jadalną roślinność, że spokojnie starczyłaby jej od wczesnego lata do późnej jesieni. Jeżeli wygospodarowałaby odpowiednio te zasoby być może nawet i okres zimowy nie dałby jej się za bardzo we znaki.
   A teraz, zamiast siedzieć w ciepłym łóżeczku, a w najgorszym wypadku na lekcji matematyki, która i tak wydawała jej się w obecnej sytuacji miłym wspomnieniem, leżała na rozmokłym brzegu jakiegoś bajora, poobijana, brudna i zmarznięta. Miała serdecznie dość tych wszystkich chorych procedur panujących w Eldaryi, całej bandy dziwnych stworzeń a nade wszystko pakowania się ciągle w kłopoty. Ziemskie problemy jak zgryźliwi nauczyciele czy odsiadywanie kary po lekcjach za wagarowanie to pikuś przy jej eldaryjskich problemach. 
   Chciało jej się wyć z żalu, ale za żadne skarby świata nie chciała, by ktoś zobaczył ją w takim stanie. Sykając z bólu podniosła się do klęczeć i na czworakach podeszła do brzegu jeziorka. Woda, mimo bagnistego otoczenia, wydawała się nader czysta, więc Lia zdecydowała się trochę obmyć.
   Zmyła ślady ziemistej mazi z buzi i przed ramion. Próbowała także nieco oczyścić swój ubiór, ale z marnym skutkiem.
Zrezygnowana usiadła na starym pniaku, prawie całkowicie wyżartym prze korniki. Oparła łokcie na kolanach, brodę na rękach i przymknęła oczy żeby pomyśleć.
   Bez sensu było by próbować wdrapać się z powrotem na górę, bo mimo że spad nie był wysoki był bardzo stromy. Poza tym nie mam zamiaru zostać pożarta żywcem przez drzewa. Może tutaj mogłabym poszukać drogi powrotnej… chociaż z drugiej strony to miejsce przypomina jakąś ukrytą polanę…., rozejrzała się dookoła.
Rzeczywiście, na środku znajdowało się ogromne jezioro, ciągnące się co najmniej kilkaset metrów w przód, otoczone dookoła murem drzew. Nigdzie nie było widać choćby wspomnienia po jakiejkolwiek ścieżce. Otoczenie zaś aż prosiło wyobraźnię o wytwotrzenie nieistniejących zombie, wyłaniających się zza drzew bądź morskich poczwar, które lada moment wyskoczyłyby z głębin bajorka po to by pożreć bezbronną nastolatkę.
   Uczucie, że ktoś ją obserwuje pojawiło się wraz z pierwszym skojarzeniem scenerii z horroru „W lesie dziś nie zaśnie nikt”. Z każdą sekundą to uczucie przypierało na sile i w końcu Lia była tak sparaliżowana strachem, że z trudem wciągała powietrze nosem.
Siedziała nieruchomo, z zamkniętymi oczami, na spróchniałym konarze. Bała się poruszyć, ale miała nieodparte wrażenie, że ktoś stoi tuż za nią. Niemal czuła oddech tej istoty na karku.
Nic, co znajdowało się w zasięgu jej ręki ni nadawało się do obrony. Przez głowę przemknęła jej absurdalna myśl, że jeśli będzie siedzieć dalej nieruchomo, na bezdechu, to być może ”to coś” pomysli, że nie żyje i da jej spokój. A jeśli to żywi się padliną…?
Nagle dziewczyna zachłysnęła się gwałtownie powietrzem, gdyż każda komórka w jej ciele dosłownie błagała o choć odrobinę tlenu. Lia dyszała ciężko i gwałtownie obróciła się o 180 stopni, jednak nic nie zobaczyła. Lekko uspokojona odwróciła się w kierunku wody i stanęła oko w oko z ciemnozielonym, oślizgłym koniem.


***



   Bliźniaki zakończywszy bójkę tymczasowym rozejmem zorientowały się, iż ich towarzyszka gdzieś zniknęła. Po kilkukrotnym, bezskutecznym nawoływaniu brat i siostra zmarszczyli włochate pyszczki.
  —To wszystko twoja wina! — warknęła wilczyca do brata. — Znowu musiałeś zrobić wszystko po swojemu!
  —Odezwała się święta — prychnął chłopak. — I tak wychodzi na to, że jestem mądrzejszy, bo ostatecznie ci ustąpiłem — wyraźnie zaakcentował ostatnie słowa.
  —Coś ty powiedział?!
  —To co słyszałaś — odparł, pokazując siostrze język. — A teraz udowodnie ci, że lepiej nadaję się do Straży Cienia, znajdując to, po co tu przyśliśmy! — z ”szatańskim” śmiechem skoczył w krzaki i zaczął uciekać przed siostrą. Dziewczynka ruszyła za nim wyjąc ze złości.
   Gonili się dobre kilka minut dopóki nie wpadli na grupę patrolującą poczynania rekrutów. Jednym z nich był Nero, który prawnym ruchem złapał bliźniaki za zjeżone na karku futerka. Doskonale znał ta dwójkę i tylko ze względu na dalekie pokrewieństwo zgodził się wziąć ich pod swoje skrzydła. Sądził, że będąc surowym i wymagającym nauczycielem utemperuje trochę niesforne wilki, ale odniósł taki skutek, że poza jeo zajęciami bliźniaki dawały popalić dosłownie każdemu. Ich matka już zaprzestała prób usprawiedliwiania swoich urwisów, zręszta i tak większość przymykała na nich oko. Dzięki Wyroczni, ta dwójka nie wpadła jeszcze na pomysł buszowania po budynku Kwatery Głównej, a nawet jeśli to ograniczali się jedynie do spiżarnii.
Nero spojrzał na swoich podopiecznych surowym wzrokiem. Maluchy skuliły się nieco i jedno przez drugie zaczęły się tłumaczyć. Jak zwykle powstał niezły harmider, który udało mu się uciszyć dopiero groźnym warknięciem.
   Wilkołaki zamarły i dopiero wtedy ich mentor postawił je na ziemi.
  —Można wiedzieć gdzie jest trzeci członek waszej grupy? — zapytał lodowatym tonem. — Z tego, co pamiętam, wyruszyliście również z Lią, a jakoś jej tu nie widzę.
   Bliźniaki zgodnie milczały. Nero przejechał dłonią po twarzy i rzucił przez zaciśnięte zęby:
  —Gadaj Sofie!
  —Nno więc, my… my prowadziliśmy dyskusję na temat… na temat tego gdzie powinniśmy szukać tego…. tego czegoś i, i nagle ta dziewczyna zniknęła!
  —Tak, tak zniknęła!
  —Nigdzie nie było jej widać, nie odpowiadała na nasze wołanie..
  —Więc postanowiliście pobawić się w berka zamiast kogoś o tym powiadomić — warknął wilkołak. — Wiecie chociaż gdzie ostatni raz ją widzieliście?
  —Tam! — powiedziało rodzeństwo jednocześnie, wskazując dwa różne kierunki.
   Nero popatrzył się na wilczki jak na zjawisko paranormalne, a jego towarzysz, młody wampir, wybuchnął śmiechem.
Sofie i Sean zaczerwienili się po czubki uszu.
  —Zabierz ich do Kwatery — westchnął Nero. — A ja rozejrzę się po okolicy.
   Wampir skinął głową i, niczym owce, zaczął zaganiać dzieciaki do domu. Wilkołak zaś wyjął z sakiewki kawałek papieru, na którym nagryzmolił wiadomość do Gwyne’a. Gwizdnął i przy jego nodze natychmiast zjawił się Bakrahell.
  —Wiesz, co robić.


***



   Zwierzę wyglądało na wpół jak zombie, na wpół jak przemoczony, zwyczajny koń tylko o nieco… niezwykłym kolorze. Miało jakby nieprzytomny wzrok, a jednak intensywnie wpatrywało się wprost w dziewczynę. Lia pierwszy raz widziała taką istotę i kompletnie nie wiedziała jak mogłaby się zachować. Biorąc pod uwagę początkowe zachowanie jednorożców i ich nietypowe nawyki żywieniowe, to coś wcale nie musiało być milusim kucykiem. Z resztą, co tu dużo mówić- wyglądało jakby uciekło z planu horroru.
   Lia stała nieruchomo dobre kilka bardzo, bardzo długich sekund. Była nieco zdezorientowana, ale, co samą ją zdziwiło, nie bała się. Jednak wygląd zwierzęcia skutecznie odsuwał ją od pomysłu wyciągnięcia ręki, by go dotknąć.
   Kelpie przyglądał się intensywnie dziewczynie. Gdzieś już ją widział, ale… wyglądała jakby trochę inaczej… Chociaż jedno by się zgadzało- obie nastolatki były brudne, poobijane i w ogóle się go nie bały. Zwierzę nie wiedziało co o tym myśleć. Po chwili wahania wzięło głęboki wdech aby zapoznać się z zapachem dziewczyny. Jako magiczna istota miała zdolność do rozpoznania zapachu, który miał każdy bez względu na gatunek. Było to jak badanie linii papilarnych tylko w innej wersji.

   Lia poczuła się nieco nieswojo, gdy końskie dziwadło zaczęło ją obwąchiwać. Nagle kelpie jakby wybałuszyła oczy i cofnęła się gwałtownie o krok. Oddychała gwałtownie niemal przysiadając na zadzie.
  —Spokojnie.. — odezwała się dziewczyna, ale ton jej głosu nie był specjalnie uspokajający. Chcąc dać klaczy do zrozumienia, że nie ma złych zamiarów cofnęła się, ale trafiła na na kłodę, na której wcześniej siedziała, i runęła do tyłu. Kelpie wydało z siebie niby wrzask, a niebo zasnuło się chmurami.
   Ni stąd ni z owąd zerwał się porywisty wiatr. Drzewa zaczęły się niemal pokładać na ziemi, ale stwór stał niewzruszony, z paniką w oczach.
   Lia uniosła się na łokciach i osłaniając jedną ręką oczy, próbowała cokolwiek dostrzec. Wszystko jednak zmieniło się w jedną ciemną, niemalże czarną, masę, na której tle odróżniała się jedynie zielona klacz.
   Wraz z upływem sekund wiatr przybierał na sile, a idealnie nad środkiem jeziora zaczął tworzyć się wir. Lia z trudem przesunęła się pod ścianę skał, z której wcześniej spadła, chcąc w ten sposób uniknąć porwania przez wichurę. Kelpie dalej stała niewzruszona, jakby zamieniła się w słup soli.
   Gdy nadszedł moment kulminacji żywiołu niebo rozbłysło białym światłem. Lia skuliła się, próbując ochronić się przed wybuchem.
W ciągu kilku sekund wszystko ucichło i wróciło do niemal takiej samej formy, jak przed spotkaniem kelpie. Z tą różnicą, że niebo wciąż było stalowo szare.
   Nastolatka nasłuchiwała, czy coś dalej się wydarzy, za nim odważyła się podnieść. Ale tego, co zobaczyła nigdy by się nie spodziewała.

   Na środku jeziora, nad wodą unosiła się na ogromnych, niby kruczych skrzydłach postać kobiety, o kruczoczarnych włosach. Z jej głowy wyrastały dwa, rosnące ku górze i lekko zakręcone, mahoniowe rogi. Miała na sobie jedynie płócienną sukienkę, na jednym ramiączku, sięgającą jej ledwo kolan. Jej skóra była blado-sina, a po całym ciele ciągnęły się cienkie, czarne pręgi niby blizny. Oczy kobiety były tak jasne, jakby nie miały źrenic ani tęczówek. Zielona poczwara stała koło monstrum wpatrując się w nią z pełnym zaufaniem.
   Lia nie mogła oderwać oczu od tego niesamowitego zjawiska. Kobieta wpatrywała się w nią uważnie, lecz bez wrogości. Powoli osiadła na wodzie i stanęła na jej powierzchni. Kelpie czule otarła się udo, kobieta bowiem miała prawie trzy metry wysokości. Była przy tym jednak bardzo szczupła, ale i delikatnie umięśniona. Im dłużej patrzyła na Lię tym szerszy uśmiech błąkał się po jej sinych ustach. Chcąc się jakby upewnić, spojrzała na kelpie, a gdy nie zobaczyła w jej oczach strachu, uniosła lekko kąciki ust.

   Nastolatka mimowolnie odwzajemniła uśmiech. Nie czuła żadnych negatywnych emocji w stosunku do kobiety, można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że pałała do niej sympatią.

   Po kilku sekundach kobieta wyciągnęła rękę w stronę dziewczyny.
  —Lia….

   Z góry niczym bomba spadły na kobietę dwa potężnych rozmiarów Owlett’y. Przygniotły swoim ciężarem czarnowłosą i zniknęły razem z nią pod powierzchnią wody. Za nim kelpie zdążyła zareagować została złapana na łańcuchy przez Straż Obsydianiu. W tym momencie Lia została złapana w pół i odciągnięta od tej sceny. W szamotaninie zobaczyła Gwyne’a, który przytknął jej intensywnie pachnącą chusteczkę do ust. Niemal od razu poczuła, że odpływa.
   Tym czasem Demonicy udało się wypłynąć na powierzchnię i siłą swoich skrzydeł odepchnąć jednego z napastników. Pod wodą miała nikłą przewagę, bowiem ostatnie kilka lat swojego życia spędziła na tym bagnisku. Udało jej się ranić jednego z Owlett’ów, chociaż nie lubiła uciekać się do przemocy. Teraz jednak walczyła na śmierć i życie.
   Próbując obezwładnić drugiego chowańca nie zauważyła obławy jaka się za nią utworzyła. W jednej chwili ktoś zarzucił jej łańcuch na skrzydła, które były jej swoistą podporą, i od razu straciła równowagę. Runęła prosto w łapy napastników, którzy uzbrojeni po zęby rzucili się by ją obezwładnić. W akcie desperacji chwyciła się swojej ostatniej deski ratunku.
   Kumulując w sobie całą swoją życiową energię wybuchnęła czarnym ogniem, niemal zabijając stojących najbliżej Obsydianczyków. Ta heroiczna próba obrony wystawiła ją jednak na ogromny wydatek energetyczny i mdlejąc zaczęła opadać na ziemię. Miała jedynie nadzieję, że eldaryjskie wojsko postanowiło się wycofać i będzie miała jeszcze szansę na ucieczkę.



Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Offline

#27 23-09-2020 o 21h19

Straż Absyntu
Lix
Straż na szkoleniu
Lix
...
Wiadomości: 185

Mam jedno drobne pytanie. Kto był tak mądry aby powierzyć małemu człowieczkowi który dopiero co przybył do Eldarii dwoje dzieci które ledwo od ziemi odstają? Tym bardziej że były to bliźniaki!

Jejuśku 3 metry wzrostu °o° ja sama ledwie od ziemi odstaję, chociaż aż tak wysoka nie chciałabym być

A żebyś wiedziała że będę kombinowała, każda moja abstrakcyjna teoria zostanie od razu zgłoszona. A co do bycia zakładnikiem, to czy przypadkiem nie została zabrana do tego świata wbrew swojej woli?

A swoją drogą... Czemu nikt nie lubi matematyki? Przecież to taki fajny przedmiot ;-;

Ostatnio zmieniony przez Lix (23-09-2020 o 21h23)

Offline

#28 25-09-2020 o 17h06

Straż Cienia
Divia
Rekrut
Divia
...
Wiadomości: 32

-13-




   Demonica ocknęła się lecz nie dała po sobie tego poznać. Zbyt dobrze znała jakże ”pieszczotliwe” metody Straży Eel obchodzenia się z wrogami. Całą sobą starała się wyprzeć z głowy okres czasu, w którym była więziona w jednym z najgorszych lochów, jakie posiadali. Zapleśniały, brudny, zamieszkany przez szczury, karaluchy i innego rodzaju robactwo.
   Chociaż ten czas niejako zatarł się w jej pamięci, kobieta doskonale pamiętała pierwszy i ostatni dzień, jaki tam spędziła.


   Zwabiona rozpaczliwym skowytem ruszyła na pomoc, jak myślała, rannemu psu. Im dalej zagłębiała się w las tym głos wydawał się zanikać. W końcu dotarła na nie dużą polankę, pośrodku której spoczywało ciało martwego zwierzęcia. Wyglądało tak, jakby coś przed chwilą rozszarpało mu gardło.
   Czarnowłosa poczuła jak żołądek podchodzi jej do gardła. Szybko odwróciła się na pięcie i ruszyła biegiem w stronę leśniczówki.
   Z daleka udało jej się dostrzec łany zboża, które wyrosły prawdopodobnie z ziaren upuszczonych przez ptaki. Na widok znajomych terenów wydała z siebie westchnienie ulgi. Zrobiła krok w przód, gdy wszystko dookoła okryło się ciemną, niemalże czarną, duszącą mgłą. Dziewczyna zakryła usta rękawem i zaczęła rozglądać się dookoła. Nic już nie przypominało tego, co widziała kilka sekund wcześniej. Drzewa przybrały złowrogi kształt, jakby chciały ją złapać w swoje szpony. Substancja unosząca się w powietrzu całkowicie ją otumaniała i czarnowłosa zaczęła się zataczać. Oparła się o jedno z drzew i osunęła się na ziemię. Ku jej zdumieniu mgła unosiła się tylko na wysokości jej twarzy, kiedy stała i siedząc poniżej jej poziomu mogła znów swobodnie oddychać.
   Dziewczyna przetarła oczy i spróbowała dostrzec coś, ale dym skutecznie to uniemożliwiał. Nagle usłyszała tuż nad uchem złowrogi szept.
  —Wreszcie cię znalazłem, kochanieńka.
   Czarnowłosa odwróciła się gwałtownie, a serce diametralnie przyspieszyło swoją pracę. Nic jednak nie zauważyła, lecz gdy odwróciła się z powrotem stał przed nią mężczyzna, potężnej muskulatury, ubrany w czarne, wysokie, niby rycerskie buty, czarne spodnie, kurtkę, która do złudzenia przypominała zbroję uwaloną gęstą smołą oraz, tego już była pewna, stalowe rękawice, sięgające łokci, w tym samym kolorze. Twarz ukrywał za hełmem z przyłbicą. Stał nad nią w lekkim rozkroku, z rękami zaplecionymi na piersi. Za mężczyzną stało jeszcze kilku innych, nieco mniej aczkolwiek imponująco zbudowanych. Oni również byli odziani w podobne stroje.
   Dziewczyna siedziała skulona pod drzewem.
  —Muszę przyznać, że dobrze się ukrywałaś— wycedził, a dźwięk, jaki wydawał, przywodził na myśl przejeżdżanie ostrym narzędziem po szkle. — Jak na mój gust zbyt dobrze!
   Bez żadnego ostrzeżenia złapał swoją ofiarę za gardło i uniósł na wysokość swojej twarzy. Dziewczyna momentalnie zaczęła się dusić dymem wciąż unoszącym się w powietrzu.
  —Wiedziałem jak cię wywabić z twojej nędznej kryjówki, czekałem tylko na odpowiedni moment. — cedził. Czarnowłosa próbowała wyswobodzić się z jego uścisku, który sprawiał ból tym większy, że żelazna rękawica niemal przebijała jej skórę.
  —Uspokój się, kochanieńka, nie zabiję cię.
   Mogła się założyć, że wyszczerzył zęby w szyderczym uśmiechu, gdy po raz ostatni zacisnął dłoń, za nim ją puścił. Dziewczyna upadła boleśnie na korzenie drzewa i z trudem łapała oddech. Jej oprawca przyglądał jej się z drwiącym uśmieszkiem.
  —Myślałem, że będziesz walczyć, a tu proszę… Co za rozczarowanie.
   Jego towarzysze zarechotali. Dźwięki wydawane przez te istoty doprowadzały ją do mdłości.
   Kiedy jej oddech w miarę się ustabilizował, mężczyzna przyklęknął przy czarnowłosej.
  —Jeszcze nie nadeszła twoja pora— wyszeptał jadowitym tonem prosto do jej ucha. — Nie musisz się nas bać. Jesteś nam potrzebna bardziej niż myślisz….
   W jednej sekundzie mężczyzna jakby rozpłynął się w powietrzu, a przed dziewczyną wyrosła olbrzymia, włochata bestia przypominająca niedźwiedzia grizzly. Czarnowłosa zdążyła jedynie krzyknąć, za nim straciła przytomność od ciosu ciężką, uzbrojoną w ostre jak brzytwa pazury.


   Dzień, w którym postanowiła ostatni raz zawalczyć o siebie, był przełomowy w jej życiu. Zdążyła już opanować przemianę w Demona, wiedziała również, że potrzebuje do tego dużych pokładów energii.
Nie mogła powiedzieć, że zdoła ją uzyskać z pożywienia, jakie jej dostarczano. Jej nie karmiono, ją utrzymywano przy życiu. Odkryła jednak sposób, dzięki któremu mogła zapaść w częściową hibernację. Pierwszy raz wyszło to zupełnie niespodziewanie, kiedy to była już tak wycieńczona, że nie miała siły nawet otworzyć powiek. Przestraszni strażnicy udali się wtedy po medyka, gdyż myśleli, że nie żyje.
   Rozkaz był jasny- ona ma żyć.
   Przybyły na miejsce lekarz stwierdził stan głębokiego snu, z którego tylko ona mogła się wybudzić. Oznaczało to, że jej oprawcy musieli cierpliwie czekać na rozwój wydarzeń. Nie wiedzieli jednak, że dziewczyna wszystko dokładnie słyszała.
   W przeddzień wykonania swojego planu bardzo dokładnie przeżuwała każdy kęs czerstwego chleba, jaki dostała. Dzięki temu mogła pozyskać z niego jak najwięcej składników potrzebnych do realizacji jej pomysłu. W innym wypadku wygłodzona najpewniej połknęłaby go w jednym kawałku.
   Po skończonym posiłku, przymknęła oczy i całą swoją uwagę skupiła na wejściu w trans. Nikt nie zwracał na nią uwagi- strażnicy byli bardziej zajęci rozrywaniem gier hazardowych. Zresztą, co ta mała, nędzna dziewucha miałaby niby zrobić.
   Czarnowłosa pierwszy raz wchodziła w stan hibernacji świadomie i nie wiedziała ile jej to może zająć. Oddała się jednak jej całkowicie i wkrótce odpłynęła.
   Stan hibernacji określiłaby jako częściowe przebudzenie się jej duszy, gdy ciało było niedysponowane. Mogła jedynie słyszeć, co działo się dookoła niej, ale było to wystarczające by móc wprowadzić w życie swój plan.
   Spoczywała tak całą kolejną dobę, bowiem wolała się upewnić, że nie braknie jej sił. Gdyby plan się nie powiódł z pewnością zginęła by na miejscu.
   Wreszcie, czując się niemalże jak nowo narodzona, podjęła decyzję, że już czas. Wpierw jednak nasłuchiwała uważnie, czy nie kręci się w pobliżu zbyt duża ilość straży. Jedynym dźwiękiem, jaki usłyszała, było chrapanie spasionego, już emerytowanego strażnika, który niemal codziennie zaglądał do butelki.
   Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem.
   Chcąc przyoszczędzić odrobinę mocy na czarną godzinę, zaczęła przemianę wciąż będąc w stanie hibernacji. Chwała Wyroczni, że przechodziła ona bez większego zamieszania.
Dziewczyna czuła jak jej kończyny mimowolnie się wydłużają, a palce jej dłoni zaczynają przypominać szpony. Gdy poczuła w plecach tępy ból syknęła, ale pijany strażnik nie zwrócił na to uwagi.
   Gdy była pewna, że przemiana zakończyła się, otworzyła oczy.
   I wtedy rozpętało się piekło na ziemi.


***



   Delikatnie mówiąc, Lia została potraktowana jak worek kartofli. I to takich, które nadają się wyłącznie jako dodatek do obornika.
Xyon bezceremonialnie przerzucił nieprzytomną dziewczynę przez ramię, by następnie niedelikatnie umieścić ją na grzbiecie Solei. Lwica warknęła niezadowolona z brutalności właściciela, elf jednak poklepał ją tylko zawadiacko po głowie i powiedział:
  — Rozkaz z góry kochanieńka. Jak mus to mus.
   Z uśmiechem na twarzy wskoczył na grzbiet chowańca. Lwica pomrukując z niezadowoleniem pod nosem, ruszyła dużymi susami w stronę Kwatery. Jak oczekiwał Xyon, wybrała najkrótszą drogę.
   Szybko znaleźli się na terenie centrum dowodzenia. Elf najchętniej odstawiłby nastolatkę do jej pokoju, ale groźne spojrzenie Gwyne’a, gdy ten udzielał mu wskazówek, było na tyle przekonujące, że alchemik zrezygnował z szybkiego pozbycia się swojego balastu.
   Zatrzymali się z Solei przed przychodnią. Lwica, zmęczona biegiem, położyła się na podłodze skutecznie tamując ruch w obie strony. Xyon wywrócił oczami i bezceremonialnie władował się do lecznicy.
  —Zgadnij kogo przywiozłem— burknął w stronę siostry. Ona w przeciwieństwie do brata wiedziała jedynie, że zorganizowano egzamin dla Straży Cienia. Nic poza tym.
  —Ciebie też miło widzieć, Xyon— odparła, nie podnosząc wzroku znad notatek. — Niech zgadnę, to te szalone bliźniaki, które posłaliście na rychłą śmierć?
  —Gdyby to były te dwa pomioty szatana, nawet nie zawracałbym sobie nimi głowy— warknął. — To moja podopieczna— dodał z teatralnym westchnieniem.
   Rea spojrzała na brata z lekkim zdziwieniem na twarzy.
  —A mogę wiedzieć gdzie ona jest? I dlaczego ten twój kot tarasuje moje wejście?
   Xyon aż zgrzytnął zębami słysząc przezwisko Solei. Mimo że bardzo przypominała jedną z przedstawicieli kotowatych, które można było spotkać na Ziemi, nie była jednym z nich. Elf nie chciał się do tego przyznać, ale był bardzo dumny z posiadania lwicy i nie znosił, gdy ktoś porównywał ją do niedorastających jej do pięt kotów.
  —Leży na korytarzu.
  —Xyon! — oburzyła się lekarka. — Natychmiast ją tu przynieś i połóż na pierwszym łóżku!
   Rzucając pod nosem przekleństwami, elf wyszedł z przychodni i, ponownie przerzuciwszy sobie Lię przez ramię, wniósł ją, a następnie położył na łóżku.
  —Przysięgam ci, że jak przyjdziesz do mnie po leki na swoje wyimaginowane dolegliwości, dostaniesz figę z makiem!
   Za nim wyszedł, alchemik rzucił jeszcze coś pod nosem o niesprawiedliwym traktowaniu i trzasnął drzwiami.

   Rea podeszła do pacjentki i dokładnie przyglądała się jej obrażeniom. Na szczęście było to tylko kilka niegroźnych zadrapań, ale zaniepokoił ją brak świadomości. Gdy pochyliła się nad nią, wyczuła delikatny zapach konwalii.
   Kobieta zmarszczyła brwi. Nie spotkała się z nimi od dawna i z tego, co wiedziała, nie rosły one w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Nie mogły również rozsiać się przy pomocy wiatru czy owadów.
   Dziwne, mruknęła. Poza odkażeniem ran nie mogła nic więcej zrobić. Za góra dwadzieścia cztery godziny dziewczyna sama powinna się obudzić. Jeśli nie, wtedy będzie myśleć co dalej.


   Gdy Demonica ponownie się ocknęła była już w celi, która wyglądała o niebo lepiej i była znacznie bardziej przestronna, przybrała z powrotem swoją prawdziwą, kobiecą postać. Wciąż miała na sobie starą, obtarganą koszulkę i resztki jeansów, które ledwo trzymały się na jej tyłku. Włosy miała całkowicie skołtunione, a stopy poranione jakby poranione od małych kamyczków.
   Kobieta rozejrzała się dookoła. Sporo się tu zmieniło, mruknęła do siebie. Z tego, co zauważyła, znajdowała się na samym dnie lochów- obok jej celi rozciągało się jeziorko, które błyszczało na szmaragdowy kolor, z sufitu zwisały stalaktyty i panowała tu ogólna wilgoć.
   Czarnowłosa wtuliła się w zimną, mokrą ścianę chcąc w ten sposób ograniczyć uciekanie ciepła z ciała. Dodatkowo skuliła się i teraz wyglądała jak mała, umorusana dziewczynka.
   Nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Nie pomyślała, że w ciągu tych kilku lat dalej na nią polowali. Niech ich cholera weźmie! Dlaczego się tak na nią uwzięli? Z tego, co zdążyła się domyśleć, chodziło o doprowadzenie ich do reszty ”takich jak ona”. Tylko jak miała to zrobić, skoro przez dwie trzecie dotychczasowego życia nie miała nawet pojęcia o swojej wyjątkowej naturze?
   Kobieta pomyślała z pogardą o strażnikach, którzy jej pilnowali. Wyjątkowej, śmiechu warte. Oni uważali ją jedynie za poczwarę, którą należy unicestwić. Mieli używanie, nie powiem. Ale odpłaciłam im się pięknym za nadobne.
   W dniu ucieczki rozpętała istny armagedon, w którym duża część z nich straciła swoje życie.
   Demonica nie chciała uciekać się do przemocy. Gardziła nią. Jednak w tej sytuacji nie miała wyjścia. Kierowana chęcią przetrwania, chęcią normalnego życia, po prostu wybuchła unicestwiając tym samym niemal całej podziemie, a co za tym idzie i Kwaterę.
   Nieźle się odbudowali, myślała z goryczą. Teraz to niemalże hotel..
   Z zamyślenia wyrwało ją skrzypnięcie stalowych drzwi. Były jak brama do piekieł, w których ona właśnie się znajdowała.
   Na dźwięk ciężkich kroków zmroziło jej krew w żyłach. Skuliła się bardziej i czekała na rozwój wydarzeń.


   Ku radości lekarki Lia ocknęła się wieczorem tego samego dnia. Nastolatka nie pamiętała nic poza tym, jak czekała na wymarsz z Kwatery. W głowie krew szumiała tak intensywnie jakby rozpętał się sztorm.
  —Rea— wydusiła. — Daj mi proszę coś na ból głowy. Czuję się jakbym miała okropnego kaca.
   Lekarka uśmiechnęła się mimo woli, wolała jednak nie fantazjować, co też wydarzyło się w lesie. Jednego mogła być jednak pewna- krnąbrne wilki, które uważały się super przystojne macho na pewno nie omieszkały by się ”zaszaleć” pod nieobecność opiekunów. Po dziesiątym razie, kiedy to cała ich banda przyszła po ”leki na ból głowy”, przestała liczyć ich wybryki. Ba, przestała je nawet zgłaszać Aaqor’owi, a później nawet Gwyne’owi. Tym bardziej załamała się, gdy usłyszała odpowiedź jednego z panów, że przecież ”młodzież musi się wyszaleć”. Po tym incydencie przestała wydawać leki gówniarzom, ale była zmuszona wznowić działalność charytatywną, kiedy zaczęły dochodzić do niej skargi o bezużyteczności rekrutów podczas treningów, którzy jedyne co byli w stanie zrobić, to pozbawić się zębów bądź oczu poprzez użytkowanie broni ”pod wpływem”.
   Reę opanowywała złość na samą myśl o tych bezmyślnych wilkołakach. Gdyby nie znała Nero byłaby szczerze zdruzgotana ich zachowaniem, jednak patrząc na to, jaki mieli wzór do naśladowanie, ani trochę nie dziwił jej taki rozwój wypadków.
   Zirytowana wcisnęła Lii kubeczek z kroplami i szklankę wody. Nastolatka z trudem panowała nad własnymi kończynami i elfica była zmuszona pomóc jej trafić do ust.
  —Powinien zacząć szybko działać— mruknęła, poprawiając kołdrę. — Prześpij się tutaj, bo i tak nie doszłabyś do swojego pokoju. Jakbyś czegoś potrzebowała, Tael będzie w pobliżu. Ja zostanę tu jeszcze z godzinkę i pójdę do siebie. Dobranoc.
   Lia mruknęła coś w odpowiedzi i schowała się pod pierzynę. Była przyjemnie chłodna i skutecznie tłumiła wszystkie drażniące ją dźwięki. Dzięki temu udało jej się wyjątkowo szybko zasnąć.

   W nocy obudził ją jakby szczęk łańcucha. Zerwała kołdrę z głowy i rozejrzała się rozespanym wzrokiem po pomieszczeniu.
  —Tael? Też to słyszałaś?
   Młoda stażystka podniosła głowę znad książki i pytająco spojrzała na nastolatkę.
  —To było jak szczęk łańcuchów.. — dziewczyna podrapała się po głowie. Zaczynała do niej docierać absurdalność tych słów.
  —Przyśniło ci się— skwitowała Tael i wróciła do lektury.
  —Tak, chyba masz rację— blondyna mruknęła pod nosem.
   Za nim się ponownie położyła, poprawiła poduszkę i odwróciła kołdrę na drugą stronę. Równie szybko, jak wcześniej odpłynęła w objęcia Morfeusza.



   Kroki stawały się co raz bardziej wyraźnie. Im bardziej się zbliżali, tym bardziej kobieta się kuliła. Wiedziała, że w każdej chwili może roznieść ich na kawałki. Przez lata opanowała do perfekcji transformację, jak i władanie żywiołami, wodą i powietrzem. Od ognia wolała się trzymać z daleka, głównie  z powodu spustoszeń jakie potrafił zrobić w niewyobrażalnie krótkim czasie. Ziemia nie była jej nigdy do niczego potrzebna więc i z nią nie była za pan brat.

   Do jaskini weszło kilku mężczyzn, jednak ubranych w codzienne stroje. Nie było żadnych fajerwerków ani innych sztuczek z trującym dymem.
   Z tego, co udało jej się wychwycić, do podziemi weszły cztery osoby, prawie na sto procent mężczyźni. Ich kroki były ciężkie i długie. Obecność strażników była niemal przytłaczająca, zupełnie jakby wciskała Demonicę w ścianę. Ona jednak nie odważyła się spojrzeć na oprawców. W tej chwili zaczęły powracać do niej najgorsze wspomnienia, które przez długie miesiące po ucieczce śniły jej się w ramach koszmarów.
   Z odrętwienia wyrwał ją ten sam, ohydny głos.
  —Znowu się spotykamy.. Kto by pomyślał, że tak dobrze uda ci się zakamuflować z tymi paskudnymi pokrakami koni. Ale możesz być spokojna, już zajęliśmy się twoją koleżanką.
   Demonica z wściekłością poderwała się z miejsca i rzuciła do krat celi. W furią w oczach spojrzała na mężczyznę i w jednej chwili zamarła.
  —Grey-Greyson…?



Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Offline

#29 25-09-2020 o 19h59

Straż Absyntu
Lix
Straż na szkoleniu
Lix
...
Wiadomości: 185

Wow, jestem szczerze zaskoczona że nowy rozdział wpadł tak szybko

A więc demonicą jest Alicja (dam dam dammmmm), cóż Greyson też nim jest więc to dość logiczne że i ona może nim być, w końcu są rodziną (popraw mnie jeśli pomyliłam)

Bliźniaki są słodkie, trochę nie rozgarnięte ale słodkie. Bardzo proszę ich nie obrażać. Mimo wszystko wciąż myślę że gdyby trafiła do innej grupy też by ich zgubiła (a raczej oni ją)

Offline

#30 13-10-2020 o 18h01

Straż Cienia
Divia
Rekrut
Divia
...
Wiadomości: 32

-14-



   Następnego dnia, z samego rana, Lia wparowała do laboratorium.
  —Xyon!
   Elf podniósł ponury wzrok znad owsianki i zlustrował dziewczynę spojrzeniem. Tego dnia wyglądała inaczej niż zwykle, bardziej.. dziewczęco. Miała na sobie lnianą tunikę bez rękawów, obszytą drobną koronką u dołu, która zakrywała krótkie, materiałowe spodenki. Na nogach miała brązowe buty nad kostkę, a jasne włosy związała w luźny warkocz, ozdobiony drobnymi kwiatkami, który swobodnie opadał na jej drobne ramię.
   Chociaż trzeba przyznać, że dzięki treningom nabrała nieco mięśni, co dodatkowo podkreślało jej walory.
  —Ciebie także miło widzieć, Azalio- burknął, przełknąwszy kęs śniadaniowej papki.
   Lia puściła mimo uszu ironię w jego głosie i rzuciła beztrosko:
  —Biorę dzisiaj wolne. Okropnie mnie boli głowa, muszę się przewietrzyć! — dla podkreślenia swoich słów zrobiła zbolałą minę i oparła grzbiet dłoni o czoło.
   Xyon, słysząc tę rewelację, zakrztusił się sokiem z winogron, którego właśnie usiłował się napić. Próbując złapać oddech zaczął gwałtownie kaszleć i charczeć, przez co zaniepokojona Solei zerwała się ze swojego posłania. Lwica, chcąc pomóc opiekunowi, walnęła go łapą w środek pleców. Niestety, nieświadoma swojej siły, wepchnęła elfa prosto w talerz z owsianką. Gdy Xyon powoli podnosił głowę z miski, Lia dusiła się ze śmiechu, wijąc się po kafelkach. Elf z mordem w oczach odesłał chowańca na posłanie, po czym wyjątkowo agresywnie starł owsianą papkę z twarzy. Nastolatka w tym czasie oparła się o ścianę i wierzchem dłoni ocierała łzy z oczu. Xyon, ze względu na swój charakter, chciał być zawsze najlepszy, szanowany i respektowany przez innych. Jednak, od kiedy spotkał Lię jego ego zostało poważnie nadwyrężone, bowiem dziewczyna nie miała oporów by robić sobie z niego żarty, obrażać go czy otwarcie się z niego śmiać. Niemal zawsze waliła prosto między oczy, co dość mocno odbijało się na psychice młodego elfa. Wszyscy, poza nastolatką, mieli odrobinę oleju w głowie by nie mówić wprost, że im się coś nie podoba. Zawsze wykonywali powierzone im zadania z podkulonym ogonem, a czy go później obgadywali- to już nie był jego problem. Xyon z natury był samotnikiem, ale rozkazy z góry zmusiły go do współpracy z knąbrną dziewczyną. Musiał przyznać, że radziła sobie bardzo dobrze i w wielu sprawach mu pomogła lub odciążyła w pracy. Na swój dziwny sposób lubił ją, chociaż starał się tego nie okazywać.
   Teraz, kiedy dziewczyna obwieściła, nie zapytała, nie poprosiła o pozwolenie tylko uświadomiła swojego opiekuna, że dziś nie zamierza kiwnąć palcem, biedny elf doznał szoku na skutek tak absurdalnej wiadomości. Co prawda, gdyby nie Solei, najprawdopodobniej udusił by się, bo ziemianka nie paliła się do pomocy, ale przez heroiczny czyn lwicy skompromitował się przed swoją podopieczną. Wycierając twarz ze swojego śniadania zastanawiał się czy najpierw powinien unieszkodliwić Lię czy chowańca. W końcu z braku laku rzucił w dziewczynę brudną ścierķą. Ta jednak dostała kolejnego ataku śmiechu i uchylając się uniknęła zderzenia resztą owsianki. Tego szczęścia nie miała ściana, która i tak była już w opłakanym stanie po ostatnich eksperymentach.
  —Lia!— warknął przez zaciśnięte zęby.
   Dziewczyna otarła kapiące łzy i spojrzała na elfa z najbardziej poważną miną na jaką było ją w tym momencie stać. Wyglądała trochę, jakby próbowała wstrzymać powietrze, zaciskając usta czerwona z wysiłku. Xyon mimowolnie uśmiechnął się na ten widok, ale zaraz przybrał postawę zatwardziałego ważniaka.
  —Po pierwsze, jeśli powiesz komuś, co tutaj zaszło, to możesz być pewna, że skończysz jako kaleka. Po drugie tu NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO JAK DZIEŃ WOLNY. Z łaski swojej podnieś się z tej podłogi i zabierze do roboty.
   Nastolatka z trudem podniosła się z ziemi.
  —Słuchaj, gburze. Teraz naprawdę zaczęła mnie boleć głowa, wyłącznie z twojej winy, więc i tak byś nie miał że mnie pożytku. Poza tym wczoraj cały dzień tarzałam się w błocie, więc chyba należy mi się chwilą odpoczynku.
  —Powiedział bym raczej, że tarzałaś się owszem, ale w kłopotach— warknął. — Jak zwykle zresztą.
  —Wszystkie żale i pretensje prosimy składać do biura Gwyne i spółka w czwartki i piątki między czternastą a szesnastą. — odparła, naśladując pogardliwy ton opiekuna. — Wrócę wieczorem— dodała i odwróciła się w stronę wyjścia.
   Xyon wzniósł oczu mu niebu, powstrzymując się przed rzuceniem jakiegoś zaklęcia, które uziemiło by dziewczynę w laboratorium.
  —Skoro nie zamierzasz zostać tutaj to przydaj się chociaż na zewnątrz— powiedział, wyrzucając przez drzwi kieszonkowe wydanie ziół i roślin leśnych. — Masz zaznaczone te, których potrzebuję.
   Lia, która stała już na schodach, wróciła się wywracając oczami. Mimo wszystko cieszyła się, że Xyon nie zmusił jej do pracowania w laboratorium, które nie zdążyło jeszcze wywietrzeć po jego szalonych eksperymentach.
   Idąc w stronę bramy przeglądała książeczkę, chcąc zorientować się, czego dokładnie elf potrzebował. Od kilku dni pracował nad czymś w rodzaju eliksiru niewidzialności, z czysto hobbystycznych powodów, jednak jak do tej pory o mały włos nie wysadził w powietrze wschodniej części Kwatery. Lia dowiedziała się o jego eksperymentach przez czysty przypadek, gdy wracając z popołudniowego treningu, zajarzała do laboratorium. Wchodząc, zobaczyła jak Xyon mieszał dwie bulgocące substancje, by następnie wylać je na stojący pod ścianą taboret. Alchemik, skupiony na swoim zadaniu, nie zauważył dziewczyny i przestraszony cieniem, który rzuciła, zbyt gwałtownie ruszył fiolką. Wrzejący płyn wybuchł mu w rękach, osmalając część pomieszczenia. W zasadzie dziewczyna nie ponosiła żadnej odpowiedzialności za wypadek, ale przez kolejne trzy dni Xyon nie odzywał się do niej, śmiertelnie obrażony. Po pierwszym dniu Lia postanowiła w ogóle nie przychodzić do pracowni i znikała poza murami KG na cały dzień. Elf musiał przełknąć swoją dumę i poprosić dziewczynę by z łaski swojej jednak zajęła się robotą. Tak naprawdę dowódca Straży Absyntu sam nie wiedział, kiedy nastolatka przejęła nad nim kontrolę. Tak się po prostu stało. Owszem, wykonywała swoje obowiązki z należytą dokładnością, ale z takim samym zaangażowaniem potrafiła odmówić bądź wprowadzać nienormowany wymiar pracy. Poza tym nie mógł się na niej za bardzo wyżywać, bowiem była oczkiem w głowie Gwyne'a. Przez głupie żarty, które jego szef mógłby opacznie zrozumieć, mógłby stracić ukochaną pracę, wobec tego starał się panować nad emocjami. Sprawa skomplikowała się nieco bardziej, kiedy dziewczyna przyłapała go na eksperymentowaniu z nowymi substancjami. Zamierzał wszystko dokładnie dokumentować- swoje obserwacje, wnioski, rady na przyszłość i wszystko inne, co mogłoby się później przydać w celu ulepszania wynalazku.
   Doskonale wiedział, że powinien otrzymać zgodę na przeprowadzanie badań, gdyż Góra bała się, że coś może pójść bardzo nie tak, jakby tego oczekiwali, a wynalazek stanie się niebezpieczna bronią w niepowołanych rękach. Chociaż, pomyślał, Tak naprawdę chodziło im o tę szaloną kobietę, która tak naprawdę jest jedną z nas. A skoro ta pseudo obława zakończyła się sukcesem nikt niepowołany nie powinien dorwać się do eliksiru. W środku jednak czuł, że nawet gdyby od zeszłego stulecia panował niezmącony niczym spokój Gwyne i tak nie zgodził by się na jego badania. Bardzo sceptycznie podchodził do alchemii, bowiem uważał ją za wytwór Demonów i akceptował ją tylko pod jedną postacią- leków. Xyon’a nie specjalnie interesowało parzenie ziółek, ale od kiedy w okolicy rozpoczęły się masowe ataki prowadzone przez te parodie ziemskich koni, elf uzyskał pozwolenie na testowanie zaklęć ochronnych. W końcu weszły one do powszechnego użytku. Alchemik zdawał sobie sprawę, że gdyby jego zabawy z substancjami wybuchowymi wyszły na jaw, w najlepszym wypadku zostałby wygnany z ziem Eel. Jedyną osobą, która wiedziała o jego nielegalnej działalności była Lia, ale obiecała mu, że nikomu nic nie powie. Xyon nie mógł być stuprocentowo pewny, iż dziewczyna dotrzyma danego słowa, ale udało mu się wmówić, że zna zaklęcia, które wyciągną wszystkie brudne sprawy na światło dzienne osoby, którą wskaże. Oczywiście była to wierutna bzdura, lecz nastolatka wyglądała na lekko zaniepokojoną faktem, iż elf mógłby wiedzieć coś, czego nie chciała zdradzić.
   Niebieskowłosy rozsiadł się zadowolony na zdezelowanym krześle. Dobrze to sobie wymyślił. Korzystając z wolnej chwili zamyślił się nad ostatnimi wydarzeniami. Nie potrafił zrozumieć dlaczego Górze tak zależało na złapaniu tej kobiety, w końcu nikt w ciągu ostatnich kilku lat nie donosił o żadnych napaściach Demonów. No chyba, że coś nie dotarło do jego długich uszu.
  —Ale tak naprawdę to nie mój problem— powiedział, przeciągając się i strzelając palcami.— Nie mogę przemęczać mojego cennego mózgu myśląc o takich dyrdymałach. A skoro o odpoczynku mowa... — elf wstał i zawołał Solei. — Chodź dziewczynko, pora na krótką drzemkę.

   Lia szła w stronę lasu, podskakując co kilka kroków. Miała nadzieję, że Athar będzie kręcił się gdzieś w pobliżu. Całe szczęście na dzień przed cyrkiem, zorganizowanym przez dowództwo KG, zdążyła ostrzec jednorożca, że lada moment po lesie będzie łazić banda obłąkańców szukająca nie wiadomo czego. Oczywiście przewodnikowi się to nie spodobało (delikatnie mówiąc) i gdyby nie to, że Lia uczestniczyła w tej "misji" z chęcią powybijał by wszystkich, którzy stanęli na jego drodze.
   Lia uśmiechnęła się pod nosem. Ten ogier porównywał się do wszechmocnego boga, a jak przyszło co do czego to nie był wstanie sam uciec. Tylko, że względu na jego porywczy charakter i sporej wielkości róg na jego czole odpuściła sobie droczenie się z nim.
   Idąc przez łąkę zaczęła się rozglądać za pierwszymi kwiatkami. Wśród wysokiej trawy nie były specjalnie widoczne, ale ich amarantowe płatki przebijały się wśród zielonych liści trawy.
  -Fajnie, że powiedziałeś ile tego potrzebujesz- burknęła pod nosem, kiedy pochylała się mu roślinkom. W torbie, którą zabrała ze sobą, miała kilka dużych słoików z odrobiną wody i cukru, by jak najdłużej zachować świeżość ziół. Uzbierawszy pokaźny bukiet podniosła się z klęczek i zaczęła grzebać w torbie. Już teraz słoiki ciążyły jej na ramieniu, więc wolała nie myśleć co będzie, gdy wypcha je tym całym zielskiem. Ruszając w dalszą drogę zaczęła nawoływać jednorożca. Zdolność telepatii okazała się bardzo przydatna- nikt poza nią i Atharasalem nie wiedział o czym rozmawiają, ba, że się w ogóle komunikują. Niestety umiejętność tą była ograniczona do pewnej odległości, której do tej pory nie udało się jej określić.
   Dopiero, gdy stanęła przed ścianą drzew odpowiedziało jej ciche rżenie.

No hej, chyba nie zdajesz sobie sprawy ile Cię wolałam, rzuciła nieco obrażona. Ogier spojrzał na nią z błyskiem w oczach.

Wiedziałem, że idziesz, po prostu ostatnio nadwyrężyłem sobie kręgosłup i chciałbym go trochę pooszczędzać.

Nastolatka prychnęła w odpowiedzi i, odwracając się od jednorożca, zaczęła przeglądać notatnik. Ten wepchnął jej pysk prosto w książkę, chcąc zobaczyć, co dziewczyna czyta. Skrzywił się, gdy zobaczył rysunek rośliny.

Eww, na co ci to śmierdzące zielsko?, w jego głosie wyraźnie było słychać obrzydzenie. Do tego nie da się zbliżyć na sto metrów, a co dopiero to zbierać!

Lia spojrzała zaskoczona na towarzysza.

Skąd wiedziałeś, że przyszłam je akurat zbierać, a nie na przykład... robić inwentaryzację?

Jednoróg popatrzył na nią z politowaniem.

Jestem niezwykłą, magiczną istotą, potrafię czytać w myślach, powiedział i machnął nonszalancko ogonem.

Lia zrobiła przerażoną minę.

O Wyrocznio, z kim ja się zadaję, Atharasal westchnął zirytowany. Głupie dziewczę, no przecież to logiczne, że nie przyszłaś tu z notatnikiem i gigantyczną torbą po to, żeby policzyć ile kwiatków tutaj rośnie. Ci idioci chyba nie są aż tak durni żeby zlecać ci takie zadania. Że już nie wspomnę o tobie.., spojrzał na nią z ukosa, a w oku błysnęła złośliwa iskierka.

Spadaj, warknęła i wbiła wzrok w zeszyt. Chwilę później podniosła głowę i ruszyła w głąb lasu. Atharasal tanecznym krokiem ruszył za nią.

Słuchaj, nie masz się co obrażać. Gdybyś była tak głupia, na jaką wyglądasz, na pewno nie wypuściła byś ani mnie ani Feliaviego, pomijając fakt, że pewnie nawet nie wpadłabyś na taki pomysł.

Ty to potrafisz pocieszyć
, prychnęła. Ale jeśli chcesz się zrewanżować to pomóż znaleźć mi Wążywiał, Fetoryn, Quasai oraz Iliję.

Tą śmierdzącą paproć sama znajdziesz, kiedy ją poczujesz i mam szczerą nadzieję, że nie będą musiał ci przy tym towarzyszyć. Trutkę znajdziesz tam
, kiwnął głową w stronę północnego zachodu.

Dziewczyna posłuchała rady i ruszyła we wskazanym kierunku. Szybko znalazła potrzebną jej roślinkę. Kiedy zapełniła cały słoik, udali się dalej w głąb puszczy. Po trzech kwadransach poszukiwań został im tylko Fetoryn.

Musisz iść w stronę mokradeł. Tam rośnie ich najwięcej. Zazwyczaj.

Lia uniosła brew.

Wyrocznio, nie wiem czy jeszcze tam pasożytują, nie zapuszczam się na obcy teren.

Teraz to ja już niczego nie rozumiem. Myślałam, że las jest "twoją własnością".

Na bagnach mieszkają Kelpie, w skrócie konie-zombie. Takie zielone, ohydne, że fuj!
, ogier otrząsnął się z obrzydzeniem. Delikatne to one nie są, więc dobrze ci radzę zebrać to paskudztwo jak najszybciej i stamtąd uciekać.

Bo ty niby jesteś taki delikatny
, rzuciła z przekąsem.

Atharasal spiorunował ją wzrokiem.

Mój ród nie atakuje.. nie atakował, poprawił się, widząc znaczącą spojrzenie dziewczyny, bez powodu. My polowaliśmy po to, by przeżyć. Nie wmówisz mi, że w twoim świecie nie istnieje coś takiego jak łańcuch pokarmowy.

Odpowiedziała mu wymowna cisza, wobec tego kontynuował z zadowoleniem.

Kelpie mogłyby spokojnie zostać wegetarianami i żreć te śmierdzące paprocie... Nie, my nie możemy!, dodał szybko, czując, że nastolatka chce mu przerwać. Ujmę to tak- ty po pewnym czasie też byś się przekręciła, gdybyś jadła samą zieleninę, kapiszi? Urządzając twoje kolejne pytanie, znałem jednego Kelpie, a tak naprawdę to klacz za jej pierwszego życia. Nie do końca wiadomo w jaki sposób zapoczątkowały swoje istnienie, ale najprawdopodobniej powstały w wyniku przeklęcia i przodków. Moja... znajoma stała się jedną z nich po tym, jak została przez jednego zagryziona..

Atharasal urwał i zapatrzył się gdzieś w dal. Lia, chcąc dodać mu otuchy, położyła rękę na jego łopatce.

Mi też odebrano kogoś bliskiego, powiedziała cicho. Moja siostra została najprawdopodobniej zamordowana, ale nigdy nie znaleziono jej ciała. Dokładnie pamiętam ten dzień- usłyszałam jej przeraźliwy krzyk, a potem nastąpił ryk jak nie z tej ziemi. Później nastała grobowa cisza. Greyson, to znaczy w sumie Gwyne nigdy jej nie odnalazł. To było prawie sześć lat temu. Możesz uznać to za głupotę, ale ostatnio poczułam jakby, jakby ona nie umarła tylko dalej żyła. Głupie, nie?, Lia uniosła wzrok i zobaczyła, że ogier wpatruje się w nią świdrującym wzrokiem.

A ty co? Athar? Nie mów mi, że...

Jak ty to nazwałaś? Greyson?

Taaak, tak nazywałam swojego wujka przez połowę swojego życia. Później okazało się...

Musimy iść
, Atharasal przerwał jej w pół słowa. Za mną!.

   Dziewczyna patrzyła osłupiała jak jednorożec wyrwał do przodu i zniknął w gęstwinie drzew.
  —Może byś jednak zaczekał? — rzuciła w przestrzeń.
   Kręcąc głową podniosła z ziemi torbę i ruszyła w kierunku wyznaczonym przez Athara. Nie trudno było odnaleźć ścieżkę, którą podążał, bowiem stratował niemalże wszystko na swojej drodze.
   Po dwudziestu minutach szybkiego marszu zaczęła złorzeczyć na ogiera, który w jej mniemaniu wywinął jej kretyński numer i dosłownie wpuścił ją w maliny. Torba z każdym krokiem zdawała się ciążyć co raz bardziej. Po kolejnych kilkunastu minutach przedzierania się przez połamane chaszcze, dziewczyna ze złością rzuciła tobołek na ziemię i, nie zawracając sobie głowy tym, że ktoś może ją usłyszeć, wydarła się na całe gardło:
  —Atharasal, ty nieparzystkopytny dupku! Gdzie ty, do jasnej cholery, pobiegłeś?!
   Niemal natychmiast odpowiedziało jej ostrzegawcze rżenie.
Lia, zapominając o tobie rzuconej w krzaki, zaczęła przedzierać się przez zarośla. Krzewy, jak się okazało, miały drobne, ale bardzo ostre kolce na końcach gałązek. Jak tylko cię dorwę to ukręcę ci ten wielki łeb, oskalpuję i uszyję sobie nową kieckę!, rzucała wściekła pod nosem, co rusz zahaczając się i dotkliwie raniąc skórę. Gdy w końcu wyszła po drugiej stronie, była cała podrapana, a lniana sukienka miała mnóstwo małych dziurek.
  —Co ci szczeliło do łba?! — ryknęła, w zad ogiera. Chciała coś dodać, ale za nim zdążyła zabrać powietrza jednoróg syknął.

Cicho siedź i nie ruszaj się z miejsca!

   Lia chciała już coś odpyskować, jednak do jej nozdrzy dotarł zapach zgnilizny. Zdezorientowana rozejrzała się wokół i ze zdziwieniem stwierdziła, że znajduje się na brzegu mokradła. Miała nieodparte wrażenie, że widziała już to miejsce. Powietrze zdawało się stać w miejscu, a tuż nad powierzchnią wody unosiła się gęsta, zielonkawa mgła.
   Dziewczyna wychyliła się delikatnie zza wielkiego cielska i nieomal krzyknęła z przerażenia.
   Z wody, idąc w kierunku Athara i nastolatki, wynurzała się koszmarna poczwara. Była to ciemnozielona, pokryta wodnym mułem i wodorostami klacz, która wyglądała jakby stoczyła walkę na śmierć i życie. Jej szyja była naznaczona świeżymi, krwawym bliznami, grzywa i ogon, a raczej ich nędzne resztki, wyglądały jakby ktoś próbował je na siłę wyrwać. Grzbiet nosił ślady pobicia jakimś ciężkim narzędziem. Na głowie, między uszami, widać było zaschniętą krew.

Dawno się nie widzieliśmy, wysyczała.

   Lia zamarła, myśląc, że słowa były skierowane do niej, lecz obserwując mowę ciała jednorożca, zdała sobie sprawę, że Kelpie zwraca się do niego.

Nie przyszedłem tu, Lisbeth, by się z tobą kłócić, powiedział nadwyraz spokojnym głosem.

A więc zego chcesz?!, zaatakowała morska zmora. Przyszedłeś popatrzeć na moją porażkę? Upadek? Upokorzenie? Śmiało, nie krępuj się! Doskonale wiesz, że w tym stanie nie jestem zrobić absolutnie nic! Nim woda uleczy moje rany miną dni, jak nie tygodnie. A i tak to jest najbardziej optymistyczny scenariusz...

   Każde słowo, wypowiedziane przez Kelpie, ociekało nienawiścią i jadem. Lia nie rozumiała dlaczego odnosiła się do Athara w tak nienawistny sposób.
   Ogier spiął się jakby spodziewał się, iż klacz może rzucić mu się w każdej chwili do gardła.

Beth, nie przyszedłem tu dla, jak to ujęłaś, oglądania twojej porażki. Nie wiedziałem nawet, że brałaś udział w tej.. obławie. Wiem za to, że możesz mi pomóc. Kiedyś..

A ty niby mi pomogłeś?!
kuląc uszy, uderzyła wściekle resztkami ogona w taflę wody. Z jakiej racji mam ci oddać przysługę, hę? Może dlatego, że skazałeś mnie na to?!

   Lia miała już dość słuchania tej dyskusji, która zapewne do niczego dobrego by nie doprowadziła. Pod wpływem impulsu wyszła zza jednorożca i stanęła w lekkim rozkroku przed potworem z jeziora.
Oba koniowate były równie zaskoczone pojawieniem się nastolatki. Pierwszy otrząsnął się Atharasal, który kładąc uszy po sobie, starał się odepchnąć Lię na bezpieczną odległość.

Co ty wyprawiasz?, zapytał, ale dziewczyna zwinne go wyminęła i stanęła na brzegu jeziora.

   W oczach Kelpie błysnęły iskierki. Delikatnie mrużąc powieki, przyjrzała się nastolatce.

Proszę, proszę.. Kogo my tu mamy. Po tym wszystkim masz czelność jeszcze tu przychodzić?!

   Naraz z jeziora wypełzy grube, oślizgłe glony, które oplotły się wokół jej kończyn, skutecznie uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Dziewczyna zamarła, podczas gdy Lisbeth zbliżała się do niej powolnym krokiem. Atharasal zrobił kilka kroków w przód, jednak wystające z ziemi korzenie jakby obudziły się do życia i zastąpiły mu drogę do dziewczyny.

Kto by pomyślał, że znajdzie się tak głupia istota by przyjść grugi raz na miejsce zbrodni.., syknęła. Nie wiem co ty sobie myślisz dziewczyno, ale nie licz na to, że wyjdziesz stąd żywa, po tym co zrobiłaś!

O czym ty mówisz?! Nic nie zrobiłam, a już na pewno nie jestem odpowiedzialna za to, w jakim stanie się znajdujesz!


   Lia była autentycznie przerażona. Kelpie stała tak blisko, że bez problemu mogła dostrzec resztki pojedynczych włosków, które niegdyś musiały stanowić bujna grzywę.

   Lisbeth wyszczerzyła ostre kły w szyderczym uśmiechu.

Doprawdy? Moja mała dziewczynka nie wie co zrobiła..

   Stopniowo zaczęła okrążać nastolatkę. Z każdym jej krokiem wodorosty pięły się wyżej po ciele jej ofiary. Lia w panice szarpnęła się, jednak nacisk roślin tylko się zwiększył.

Przez ciebie porwali moją przyjaciółkę!, tuż koło ucha nastolatki wybrzmiał jadowity głos. Sprowadziłaś ich w to miejsce i uśpiłaś naszą czujność. Teraz poniesiesz tego konsekwencje.

   Kelpie skoczyła do wody, pociągając za sobą związaną nastolatkę. Dziewczyna wylądowała twarzą w wodzie, ale zaraz podniosła się do klęczek, krztusząc się mulistą cieczą. Ze zdziwieniem stwierdziła, że glony opadły i była znowu wolna. Uspokoiwszy oddech podniosła głowę i zobaczyła przed sobą półprzeźroczystą postać.

   Kobieta o kruczoczarnych włosach, w podartej, białej sukience, unosiła się nad powierzchnią wody. Wyglądała nie lepiej niż zielona zmora, ale miała w sobie coś znajomego..
Za nim ktokolwiek zdążył zareagować, zjawa odezwała się cichym, przyjaznym głosem.

Droga Lisbeth, nie tak traktuje się naszych gości. To nie wina Azalii, że żołnierze Kwatery ją śledzili. Nie możesz jej winić za coś, na co nie miała wpływu.

   Klacz wydawała się wstrząśnięta tym widokiem, lecz z każdą chwilą rozluźniała się. Po chwili stała już całkowicie spokojna.

Lia, nie pamiętasz mnie?, zjawa wyciągnęła rękę w stronę nastolatki. Ach przepraszam za mój wygląd. To z powodu.. zresztą, to nie ma teraz znaczenia. Cieszę się, że mogę cię w końcu zobaczyć, siostrzyczko.

   Lia wpatrywała się szeroko otwartymi oczami w postać przed sobą. Z uwagą analizowała każdy fragment jej półprzeźroczystego ciała. Gdy jej wzrok spoczął na twarzy kobiety, doznała jakby olśnienia.
  —A-alice? To naprawdę ty?!

   Postać kiwnęła głową, z lekkim uśmiechem na twarzy. W miarę upływu czasu zaczęła rozpływać się w otaczającej bagno mgle.

  —Alice! Alice nie odchodź! Ty żyjesz, ty naprawdę żyjesz? Dlaczego tak nagle zniknęłaś? Co się stało? Co ty w ogóle tutaj robisz?

Lia, kochanie, odpowiedź na twoje pytania jest na wyciągnięcie ręki. Wsłuchaj się w głos swojego serca, ono najlepiej wie, jak doprowadzić cię do prawdy..

   Postać Alice zniknęła.



Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Divia (17-10-2020 o 23h23)

Offline

#31 18-10-2020 o 05h43

Straż Absyntu
Lix
Straż na szkoleniu
Lix
...
Wiadomości: 185

"lecz nastolatka wyglądała na lekko zaniepokojoną faktem, iż elf mógłby wiedzieć coś, czego nie chciała zdradzić" Też byłabym zaniepokojona, usłyszałby już drugi raz co o nim myśli. Jego biedne serce by tego nie zniosło

"Jak tylko cię dorwę to ukręcę ci ten wielki łeb, oskalpuję i uszyję sobie nową kieckę!" To się nazywa mieć konkretny plan. Futro z norki? Nie! Czapka z szopa? Na co to komu?! Kiecka z konia, to jest moje marzenie!

Teraz rozdział czytało mi się wiele przyjemniej, i zrozumiałam zdecydowanie więcej niż wcześniej! ;3;

Offline

Strony : 1 2