Forum

Strony : 1

#1 21-06-2022 o 21h52

Nowa
EliseNorthwind
...
Wiadomości: 2

~ ★ ~

Beltaine




          Spojrzenie jasnych, lilowych oczu padło na rozświetlone lampionami ogrody kwatery. Malowały się bajkowo, coraz bardziej tonąc w złocie, pomarańczy i czerwieni zachodzącego słońca. Widok ten niezmiennie zapierał jej dech w piersi, chociaż w tym roku towarzyszyła temu nutka bólu, niewielka szpileczka tkwiąca w jej sercu, przypominająca o stracie. Zacisnęła usta, przełknęła gulę w gardle.
          Łagodne ramię, które objęło ją w talii, ściągnęło ją ze świata jej myśli. Podniosła wzrok na górującego nad nią mężczyznę; kosmyki jego blond włosów z czarnymi końcówkami okalały jego twarz i dodawały objętości, odwracając uwagę od pociągłych, ostrych rysów jego wyraźnie smutnej twarzy, pokrytej jedynie maską uśmiechu. Widziała ów smutek, chociaż większości miało się to nigdy nie udać. Przed nią nawet się nie krył; widziała go wtedy, na kolanach, wyjącego z bólu. Nic nie było gorsze od tego. Widząc jej minę, i kryjący się pod nikłym uśmiechem żal i ból, przesunął dłonią nad jej twarzą, jak gdyby chciał oczyścić ją z negatywnych emocji. Ona również tak to odebrała, gdyż wzięła oddech i gdy znów na nią spojrzał, jej urocza buzia promieniała niczym samo słońce.
          -Czas na nas, moja droga - puścił jej talię, by zaoferować jej owe ramię. Chwyciła się go, a on ułożył drugą dłoń na jej dłoni. -Wszystko będzie dobrze - uspokoił, czując jak wszystko w niej drży i poprowadził w dół, ku ogrodom, a następnie, bramie Kwatery Głównej. -Jest szczęśliwa wiedząc, że to ty ją zastępujesz.
          -Wolałabym, żeby sama to zrobiła. Sprzedałabym duszę diabłu, byle tylko powtórzyć tamto Beltaine. Mogłaby na mnie krzyczeć za głupotę jak wtedy, mogłabym tańczyć z Ezarelem jak tamtego dnia. Byle by znów… - urwała, gdyż jej głos zadrżał. Pogładził jej dłoń, spoglądając przed siebie, ponad łąkami, w stronę ciemnego lasu.
          -Dusza ci się przyda, najdroższa - ale mimo chęci, nie powiedział nic więcej, chociaż na jego wargi cisnęło się wiele słów nadziei. Przyszłość była zbyt krucha, a rzucenie paru słów na wiatr mogłoby nieumyślnie zniszczyć mozolnie stawiane fundamenty zaufania, mające ją powoli ugruntować na nowo. Krótko mówiąc: bał się, że może to zapeszyć.
          W momencie, gdy dotarli do stosu ogniskowego, puścił ją, a ona z pięknymi uśmiechem odwróciła się ku zgromadzonym. Ich twarze rozjaśniła nadzieja, która znalazła w końcu odbicie w jej oczach, pozwalając jej brnąć w to dalej. Jej skóra delikatnie lśniła, tak samo jak jej oczy, oddając piękno gwiazdy w pełni; dzieląc się światłem niosącym nadzieję, której wszyscy teraz potrzebowali. Przebywanie wśród tych ludzi cieszyło ją i pozwalało jej odnaleźć spokój, oderwać się od smutku i tęsknoty. Nie próbowała szukać wzrokiem najbliższych przyjaciół, by nie przypominać samej sobie o braku części z nich. Dzwoneczki i błyskotki na jej stroju lśniły z każdym jej ruchem, każdym oddechem, ściągając na siebie uwagę zgromadzonych.
          -Najmilsi! Zebraliśmy się w ten wyjątkowy dzień, by wznieść modlitwy ku Słońcu…
          Nie słuchał jej dalej, spoglądając gdzieś ponad nią. Podczas gdy ona czarowała towarzystwo i błagała słońce o łaskę dla mieszkańców, w końcu wykonując taniec gwiazd wraz z Nevrą, tuż po zachodzie słońca, zielone oczy wpatrywały się wciąż w ten bezkresny mrok lasu.
          Nie zaniósł słońcu żadnej modlitwy dla siebie, nie miał o co prosić - niczego nie chciał. Dlatego oddał ją pewnemu blondynowi, który całkiem stracił poczucie czasu, usiłując uspokoić ich przeszłość i przyszłość w postaci tej przerażonej istoty przed nim. Bogowie dla niego nie mieli znaczenia, bo cały jego świat mógł obrócić się w pył lub pławić się w świetle za sprawą tego jednego stworzenia. Jednego spojrzenia z jej błękitnych oczu. Jakiegokolwiek znaku, że wie, kim jest - to byłoby dla niego wystarczające.
          Leila z kolei miała o co prosić, chociaż jak zawsze - nie dla siebie. Znaczna jej część była błaganiem o pokój dla tych ludzi, a reszta - poświęcona mężczyźnie o niebieskich włosach, który właśnie wniósł ranną elfkę do pomieszczenia. Jego dłonie jak i szaty ubrudzone były błękitną krwią, odznaczając się na białych elementach i ginąc w tle tych niebieskich. I on nie miał głowy do modlitw, zrywając cały pałac na równe nogi, gdy zwoływał medyków, jednocześnie dociskając kobietę do klatki piersiowej, by czuć, że jeszcze żyje a ostatnia iskierka ciepła nie uciekła z jej ciała.
          Zmierzch zamienił się w noc, bawiących się stopniowo ubywało, mieszkańcy Kwatery powoli udawali się na spoczynek, prowadząca dzisiejsze obchody kobieta siedziała na uboczu, wybiegając myślami do ukochanego, stos ogniskowy powoli malał, choć płomienie wciąż tańczyły starając sięgnąć gwiazd, a Leiftan niezmiennie, mimo wymieniania grzecznościowych formułek, zerkał w stronę wołającej go ściany drzew.
          Wszystko poszło nie tak. Gdy myślał o tym teraz, te wielkie plany, które snuła Miko jeszcze nie tak dawno, siedząc z nim na dachu, były odległą wizją, tak nierealną choć wtedy tak bliską.
          Ale to nie szkodzi. To wszystko da się naprawić, prawda? Jeszcze wszystko może być piękne.
          W końcu, życie jest mierzone nie liczbą oddechów, które bierzemy, ale chwilami, które pozbawiają nas tchu - niekoniecznie w dobrym znaczeniu.
          Jeśli teraz, ta krucha gwiazda, siedząca skulona nie mogła zaczerpnąć tchu a wciąż tu siedzi, znaczy, że wciąż żyje. Gdyby tylko oddychała, to tak jakby nie żyła.
          Gdyby tylko oddychała, traciłaby cenny czas dany jej na ziemi.
          Dlatego postanowił zadbać o to, by wbrew wszystkiemu, co się dzieje, mimo kłód jakie życie miało rzucić jej pod nogi, nie zapomniała żyć. By liczyła swój czas w momentach zapierających dech, bo każdy z nich, ten dobry i ten zły, był wart życia i nieustannego biegu do przodu.
          Pora, by uczniowie w tej pełnej ironii szkółce w końcu podeszli do egzaminu końcowego.




"Życie nie jest mierzone liczbą oddechów, które bierzemy, a chwilami, które pozbawiają nas tchu."


~ ★ ~



          Dalszy ciąg przygód bohaterów Ezarelowej Szkółki Sarkazmu - w końcu, na każdego ucznia czeka egzamin końcowy, prawda? W żadnym ze światów nie żyje się długo i szczęśliwie, bo każda zła decyzja z przeszłości w końcu wróci w postaci konsekwencji, którym trzeba stawić czoło.
          Tylko, czy Kwatera jest gotowa na konsekwencje? A Leila? Czy będzie w stanie wytrzymać ilość konsekwencji, z którymi Ezarel próbuje uparcie uporać się samemu, pogarszając ich relacje z każdą podjętą samodzielnie decyzją?


Opowiadanie ukazuje się również na wattpadzie *Klik*[/b]

Offline

#2 23-06-2022 o 22h14

Nowa
EliseNorthwind
...
Wiadomości: 2

~ ★ ~

Prolog







          Jej spojrzenie tkwiło w twarzy, którą kochała ponad wszystko, chociaż teraz wydawało jej się, że widzi go po raz pierwszy. Mężczyzna przed nią w niczym nie przypominał elfa żartownisia i nie była pewna, czy to wciąż ten człowiek, którego pokochała.
          -Przysięgam ci, na własne serce - mówiąc to, ułożył dłoń na klatce piersiowej tam, gdzie tłukł się bezustannie kryształowy zamiennik serca.  -Tylko pozwól mi to dokończyć.
          -Ja… - zaczęła, ale zamknęła oczy i pokręciła głową. -Przecież ci nigdy nie zabroniłam, niczego.
          -Wiem, że…
          -To ty byłeś tym, który mnie zatrzymywał. I zabraniał - przerwała mu, w końcu zbierając się w sobie by odezwać w pełni; światło, które biło od niej teraz zgasło kompletnie. Lilowe, pełne życia oczy, teraz były wręcz puste. Dawny Ezarel czułby ból, widząc jej pozbawione emocji spojrzenie, ale czy ten aktualny również?
          -Leila, to był ciężki czas, myślę…
          Podniosła dłoń, uciszając starego-nowego sojusznika, a on zamilkł. Spojrzał na elfa, a coś w nim sprawiło, że owy elf zapragnął przejść do rękoczynów.
          -Nie chciałam ci nigdy stawać na drodze i teraz też nie zamierzam - dokończyła spokojnie, jakby nagle wszystkie jej emocje wyparowały, i tym razem Leiftan nie miał z tym nic wspólnego. -Nie na tym polega bycie w związku, prawda? Nie na tym polega miłość.
          To słowo. To jedno, jedyne słowo - ostatnie - które wypowiedziała, po raz pierwszy. Po raz pierwszy do niego bezpośrednio, do tego bez cienia emocji. Kiedyś, to kamienne serce zamarłoby na chwilę, pogrążone w bólu.
          Teraz, to kamienne serce, biło bez przerwy tym samym rytmem, jakby jego właściciel był odporny i gotowy.
          Tkwili w tej ciszy przez chwilę, jednak ta cisza nie przyniosła im niczego, żadnej z osób znajdujących się na głównym korytarzu. Serce nie zabiło mocniej, łzy nie popłynęły, żadne słowo nie uciekło spomiędzy kamiennych warg żadnej z postaci, jak gdyby zostali zamknięci w czasie.
          W końcu, kącik ust kobiety drgnął ku górze, formując smutny uśmiech.
          -Oby światło było z tobą, Wasza Wysokość - skinęła głową, kładąc dłoń na sercu i lekko dygając, z pełną gracją, a następnie odwróciła się w stronę schodów, jedną dłonią unosząc rąbek sukni, a drugą gotowa sięgnąć poręczy.
          Wyrwał się do przodu, chwytając za jej nadgarstek.
          I wszystko do nich wróciło.
          Tamto pierwsze spotkanie, jego oskarżenie jej o kradzież. Moment, gdy ścigał się z czasem, niosąc ją do skrzydła szpitalnego. Jej drobna dłoń na jego twarzy, gdy dostał po raz kolejny z liścia za głupie żarty. Karteczka z zabawnym napisem, przez który cała kwatera jeszcze długo po jej zniknięciu raczyła Ezarela kopniakami. Karny taniec gwiazd, na który zapracowali oboje - ona, próbując wyrwać kępkę futra z ogona Miko do rytuału, a on, że wmówił jej istnienie takiego rytuału. Gdy uratował jej życie więcej niż raz. Ich wspólny taniec na ustawionej randce. Wręczenie skrzyni z własnym sercem, które spoczywało teraz zamknięte bezpiecznie w skrytce pod kryształem.
          W końcu, dni spędzonych przy niej, gdy poświęciła się w obronie kryształu, gdy nie opuszczał jej na krok i umierał przy niej, gdy brakowało mu pomysłów na przerwanie tego procesu, podczas którego ją tracił.
          Tych chwil, które spędzili zamknięci we własnym sennym świecie, będąc razem i czekając na rozwiązanie problemów.
          Odwróciła się, spoglądając na niego z góry, podczas gdy on ujął czule jej dłoń i sięgnął drugą do kieszeni płaszcza, by wręczyć jej wysłużony choć wciąż piękny notes, którego strony były pomarszczone od tuszu i, sporadycznie, łez.
          Jedyny w swoim rodzaju list miłosny, napisany w formie pamiętnika.
          Czuł się jak najgorszy zbrodniarz, nie chcąc puścić tej nieskalanej dłoni i zamykając ją w swoich, splamionych krwią, ale nie mógł jej pozwolić odejść, nie teraz. Kiedyś by nie próbował, ciesząc się, że to ona odsuwa go od siebie, ale teraz? Nie był na tyle silny, był słabszy niż mu się wydawało, ale z pewnością mądrzejszy o błędy przeszłości.
          -Obawiam się, Wasza Wysokość, że nasza Szefowa jest zmęczona - oznajmił wciąż obecny towarzysz Leili, podchodząc o krok bliżej, przez co dziewczyna cofnęła swoją dłoń i wspięła się o stopień wyżej, nie zauważając desperackiej próby Ezarela by nie dać jej odejść, ale nie zatrzymywać jej na siłę. Wyciągnął dłoń z książką bardziej. Spojrzała na dziennik, a następnie na niego, jakby wahając się. -Nasz grafik jest bardzo napięty ostatnimi czasy, dlatego byłbym wdzięczny, gdyby Wasza Wysokość…
          -Daruj sobie - warknął w końcu na mężczyznę, nie odrywając wzroku od kobiety. -Proszę, weź. Proszę.
          Spojrzenie jej towarzysza wbite było z pełną pogardą w przedmiot, który przeszedł z rąk do rąk, obserwując jak kobieta trzyma go na dystans od siebie, a następnie, zgodnie z jego oczekiwaniami, Ezarel odsunął się, prostując mimo, że miał ogromną ochotę by porwać ją w swoje objęcia. Musiał jednak uszanować jej wolę, by nie stracić jej całkiem.
          -Szefowo, powinnaś udać się na spoczynek - kobieta skinęła głową i ruszyła po schodach na górę. Ledwie zniknęła im z oczu, obserwowana przez obu mężczyzn, a król elfów chwycił za kołnierz wątpliwego obrońcę swej rozmówczyni i pociągnął w swoją stronę.
          -Nie próbuj więcej wtrącać się między mnie a nią, rozumiesz? - warknął zaborczo elf, a jego głos, tak spokojny i opanowany, jakby bez emocji, teraz kipiał złością. -Może i odkupiłeś swoje winy i zapracowałeś na wybaczenie, ale dla mnie zawsze będziesz…
          -No, powiedz to - rzucił bez emocji, ale z cieniem satysfakcji gdzieś w kącikach oczu. -Nie jesteś jej właścicielem, a ona jest częścią i sercem Kwatery Głównej, moim obowiązkiem jest o nią zadbać - wyrwał się z jego uchwytu i poprawił. -Bo tobie się to nie udaje, Wasza Wysokość - ostatnie słowa dodał z drwiną w głosie.
          -Ezarel, byłbyś tak uprzejmy i poszedł ze mną? - padło zza pleców elfa, a spojrzenie obu zbitych z tropu mężczyzn padło na uśmiechniętą maskę prawej ręki Miko. -Mam do ciebie sprawę.
          -Oczywiście - mówiąc to odwrócił się, ignorując swojego dotychczasowego rozmówcę i ruszył za Leiftanem, zostawiając wątpliwego obrońcę Leili samemu sobie.
          Zaś książka ciążąca w dłoni nowej właścicielki, znalazła się teraz w ciepłym objęciu, ale tą scenę widział jedynie zaglądający przez okno księżyc, gdy dziewczyna zamknęła w końcu drzwi do pokoju, w którym wszystko przypominało jego.





~ ★ ~

Offline

Strony : 1