Odkryj magiczny świat Eldaryi!

Poznaj zwyczaje chowańców oraz mieszkańców Eldaryi. W tym fantastycznym świecie czeka na ciebie wiele przygód oraz romantycznych wątków! Bieg historii zależy od twoich wyborów.

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 10 11 12

#276 24-01-2019 o 22h31

Straż Cienia
Katnisis
Akolita Jednorożców
Katnisis
...
Wiadomości: 350




       Idąc do pokoju Elemmírë byłem chyba bardziej zestresowany niż kiedykolwiek wcześniej w całym swoim życiu (pomijając ten dzień, w którym spotkaliśmy moją matkę i Doizara w karczmie i bałem się, że to będzie nasze ostatnie spotkanie). Nie miałem pojęcia, co powinienem powiedzieć. Nie wiedziałem nawet, czemu właściwie on chciał tej rozmowy. Czy aż tak bardzo zraniło go moje ostatnie zachowanie? A może chciał mi wygarnąć? Może chciał mi osobiście powiedzieć, że nie zamierza już więcej mnie trenować i cokolwiek powiedział mu Caranthir na mój temat jest prawdą i żałuje, że w ogóle kiedykolwiek zgodził się spędzać ze mną czas, więc mam mu się już nigdy nie pokazywać na oczy?
       Wiedziałem, że to ja jestem winny w tej całej sytuacji, a i tak wizja tego, że mogłem usłyszeć od niego coś takiego zabolała mnie. Chcąc nie chcąc bardzo się zbliżyłem do Elemmírë pod postacią Lenthira przez te ostatnie dni. Był… po prostu inny niż wszyscy inni. Czułem się przy nim swobodnie, ufałem mu i coraz bardziej doceniałem czas, który spędzaliśmy razem. Lubiłem to, że był w stanie nawiązać ze mną normalną relację nie patrząc na mnie przez pryzmat księcia demonów ani księcia elfów. Oczywiście nie byłem pewien, czy wszystko potoczyłoby się tak samo, gdyby znał prawdę…
       Dlatego w pewien sposób żałowałem, że jednak poznałem prawdę. Wiedziałem, że nie istnieje sposób na powrót do tamtego czasu. Lenthir już dla mnie nie istniał, a początek mojej znajomości z Elemmírë nie wróżył nic dobrego.
       Stojąc przed wejściem do jego pokoju musiałem wziąć głęboki oddech na uspokojenie. Ponadto, zdecydowałem się na jedną rzecz – nie zamierzałem kłamać. Oczywiście nie byłem gotowy na powiedzenie mu prawdy, ale też nie zamierzałem kłamać i wymyślać niestworzone powody i historyjki. Chciałem odpowiadać na jego pytania na tyle szczerze, na ile byłem w stanie to zrobić. Zasługiwał na chociaż tyle w tej całej sytuacji.
       Nie miałem pojęcia, jaki był mój wyraz twarzy kiedy go zobaczyłem. Ale postarałem się jak najszybciej przywołać coś na kształt uśmiechu. Krzywo mi to wyszło, ale chociaż się starałem.
       – Amarie prosiła, żebym ci to przyniósł – oznajmiłem, zerkając wymownie na trzymany w rękach posiłek. – Chciała też, żebym ci przekazał, że masz zjeść do ostatniego ziarenka, bo inaczej się na ciebie pogniewa… czy coś w tym stylu. Na twoim miejscu bym nie ryzykował. Zła Amarie to jedna z najgorszych rzeczy, jakie mogą cię w życiu spotkać. Nawet nie chcę myśleć o tym, jak przerażająca musi być obrażona Amarie…
       Nie wiedząc za bardzo, co robić, usiadłem na skraju łóżka, wręczając mu „prezent” od Amarie, po czym wbiłem wzrok w podłogę. Bałem się tego, co mogę usłyszeć od Elemmírë, więc postanowiłem nawet nie dać mu okazji na dojście do słowa. Wiedziałem, że to tylko odwlekanie spraw w czasie, ale zdenerwowanie zrobiło swoje.
       – Amarie mówiła mi o twojej… naprawie – oznajmiłem, nie do końca pewien, czy „naprawa” to dobre słowo. Może powinienem powiedzieć „zabieg”? Albo „operacja”? – Brzmiało strasznie. Nie sądziłem, że ta noga aż tak ci przeszkadza. Nigdy na to nie narzekałeś… Albo nie robiłeś tego przy mnie. Albo robiłeś, ale nie zwróciłem na to uwagi. Mam na myśli… To nie tak, że ignorowałem to, co mówisz. Po prostu mogłem… nie usłyszeć… akurat tego. Albo zapomnieć. Może uznałem, że to nie aż tak ważne. Mam na myśli, to nie tak, że myślę, że to nie jest ważne. Jeśli z twoją nogą coś jest nie tak i ci to przeszkadza, to na pewno jest… coś ważnego. – Zmarszczyłem brwi, starając się wyłapać sens własnych słów. Zrezygnowałem, wzdychając ciężko i przecierając twarz rękoma. – Wybacz, gadam bez ładu i składu. Po prostu… nie wiem, czemu chciałeś się ze mną widzieć i boję się tego, co chcesz mi powiedzieć. Jeśli chciałeś mi powiedzieć, że Caranthir miał rację i jestem nadętym, demonim bachorem, to proszę, zrób to w miarę subtelnie.
       Nie byłem pewien, czy można powiedzieć komuś coś takiego subtelnie, ale liczyłem na jego wyobraźnię.



走 り 出 せ れ ば ほ ら  掴 め る か ら

https://66.media.tumblr.com/13f8eb41f2b42a8d8e32391b122736f1/tumblr_pi5jwfsS2U1xgp61jo5_400.gif   https://66.media.tumblr.com/2ca1645f69f50a6485549c604da8e957/tumblr_pgpmolWHYV1xgp61jo7_400.gif

Offline

#277 25-01-2019 o 00h39

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 371

http://i64.tinypic.com/2z8vz0i.png

     Słysząc kroki tuż przy wejściu uniosłem się na łokciach, krzywiąc z bólu, gdy poruszyłem złamaną nogą. Może rzeczywiście nie zrobiłem najmądrzejszej rzeczy wychodząc stamtąd tuż po zabiegu, jednak w tamtym momencie duma wzięła górę i nie miałem zamiaru widzieć Gabrielle czy tym bardziej z nią rozmawiać, nawet w obecności kogoś innego.
     Wiedziałem, że po drugiej stronie nie była Amarie, jej kroki były lżejsze i cichsze. A potem zza zasłony wyszedł Elidar, który chyba do samego końca zastanawiał się co tu robi i czy przypadkiem nie uciec. Po chwili jednak przywołał uśmiech na usta, choć wciąż mogłem dostrzec niepewność malującą się na jego twarzy. Za to na mojej pozostał grymas, gdy dostrzegłem, co dziś smacznego przygotowała dla mnie Amarie. Jakby specjalnie to robiła za to, że przysporzyłem jej tyle problemów. Pokiwałem też tylko głową, przyznając rację słowom Elidara. Zdecydowanie nie chciałbym być tą osobą, przeciwko której elfka skieruje swą złość. Chyba już wystarczająco sobie u niej nagrabiłem.
     Zastanawiałem się, jak zacząć rozmowę. Myślałem o tym od momentu, gdy dowiedziałem się prawdy. Układałem sobie słowa w myślach, wymyślając różne scenariusze i reakcje Elidara, znajdując na każdą jakąś odpowiedź, jednak teraz, gdy przyszło co do czego, wszystko się ulotniło, zostawiając pustkę w głowie. Niezręczną chwilę ciszy przerwał dopiero Elidar, plątając swoje słowa i myśli w kilka bezsensownych zdań. Uśmiechnąłem się tylko bardziej rozbawiony, ale zaraz też na nowo przybrałem poważniejszy wyraz twarzy. Dlaczego miałbym mówić mu te przykrości?
     - Caranthir nigdy nie powiedział czegoś takiego... i lepiej, by nawet nie próbował - dopiero teraz spojrzałem na Elidara. Dopiero teraz stwierdziłem, że właściwie to nie potrzebowałem wielu słów. Przysunąłem się bliżej niego, by po chwili wahania wyciągnąć ręce i go objąć. Jedną ułożyłem na jego plecach, drugą zaś na głowie. Początkowo czułem się dziwnie, ale w końcu... w końcu Elidar był moim synem, co więc w tym miało być dziwnego?
     - Przepraszam - powiedziałem cicho, czując jak emocje biorą górę, a z mojej wymyślonej wcześniej przemowy nic nie będzie. - Za wszystko... za to, co powiedziałem, za to, co musiałeś przejść, za to... że mnie nie było przy tobie. Przy was - wzmocniłem na chwilę uścisk, by po chwili puścić Elidara. To mogło być dla niego niezręczne, poza tym nie wiedziałem, co po tym wszystkim o mnie myślał i jakie miał zdanie. - Nie wiedziałem o niczym - kontynuowałem, odwracając wzrok. Nie potrafiłem spojrzeć mu w oczy. - To oczywiście przed niczym mnie nie usprawiedliwia, możesz czuć do mnie niechęć lub wręcz nienawiść, nie mogę mieć ci tego za złe. Ale teraz, kiedy już wiem, nie zamierzam niczego ignorować. Nie chcę też psuć naszych relacji, jednak sam wciąż nie wiem, co dalej. Ty chyba też, dlatego się zgodziłeś na poselstwo, prawda? Amarie mi o wszystkim powiedziała, domyśliłem się, że trudno ci z tym wszystkim. W końcu nie co dzień można się dowiedzieć, że ma się... syna. Albo że martwi wcale nie są tacy martwi - westchnąłem, opuszczając wzrok na swoje dłonie złączone na kolanach. Nie wiedziałem, czego mogłem oczekiwać po Elidarze. Mógł być wściekły, mieć żal, sam bym był, gdyby nagle to mój ojciec się pojawił po tylu latach. Musiałem zaakceptować jego zdanie, jakie by nie było i starać się, aby było z czasem tylko lepsze.

Ostatnio zmieniony przez Evanlynn (25-01-2019 o 00h49)


http://i65.tinypic.com/25rku20.gif http://i64.tinypic.com/xdtt1u.jpg http://i67.tinypic.com/rgxegz.gif

Offline

#278 25-01-2019 o 17h04

Straż Cienia
Katnisis
Akolita Jednorożców
Katnisis
...
Wiadomości: 350




       Rozważałem wiele sposobów, na jakie mogła potoczyć się ta rozmowa, ale zdecydowanie nigdy nie przyszło mi do głowy coś takiego.
       Mimowolnie zesztywniałem, czując, jak Elemmírë przyciąga mnie do siebie. Nie miałem pojęcia, jak się zachować. Miałem w głowie ogromny mętlik, a zarazem jakby kompletną pustkę. Miałem problem z przetworzeniem każdego słowa, jakie do mnie powiedział. Jednocześnie wiedziałem, o czym do mnie mówi, a jednak nie dochodziło to do mnie.
       Pierwszą konkretną myślą, jaką byłem w stanie uformować w głowie, było pytanie, od kogo się dowiedział. Jednak szybko mi na to odpowiedział. Z jednej strony ze wszystkich osób, które mogły mu powiedzieć, cieszyłem się, że to akurat Amarie, ale z drugiej czułem się z tym źle. Po pierwsze dlatego, że Amarie nic mi na ten temat nie powiedziała. Nawet słowem nie zająknęła się o tym, że powiedziała mu prawdę. Co tak właściwie mu powiedziała? Czy wiedziała, że Lenthir to Elemmírë, czy powiedziała mu czyim jestem synem wierząc, że mówi to Lenthirowi? No i po drugie i zdecydowanie ważniejsze, to nie było w porządku w stosunku do Lenthira. Ja miałem ten przywilej dowiedzieć się prawdy bezpośrednio od niego. Źle czułem się z tym, że on dowiadywał się tego od kogoś innego.
       – Ja tylko… – zacząłem. Głos strasznie mi drżał, więc spróbowałem odchrząknąć i zacząłem od. – Całe życie wychowywałem się z przekonaniem, że to Siezhal jest moim ojcem, a potem nagle dowiedziałem się, że nie mam ojca. A potem, że jednak mam i… To wszystko po prostu strasznie namieszało mi w głowie. Czułem się oszukany. Nie wiedziałem, kto był ze mną szczery, a kto nie… – Pokręciłem głową, starając się na tę chwilę odsunąć na bok irytację związaną z babką, Gabrielle, Caranthirem, Rowynn. To nie był czas na narzekanie. Były ważniejsze rzeczy, które musiałem powiedzieć. – Ale to nie tak, że cię nienawidzę. Po prostu nie wiem, co mam robić. Dlatego zdecydowałem się na to poselstwo. Miałem nadzieję, że jeśli na chwilę odsunę się od tego wszystkiego… porozmawiam z matką… ułożę sobie wszystko w głowie… że wtedy jak już wrócę będę mógł porozmawiać z tobą jak należy. Będę wiedział, co robić. Nie sądziłem, że wszystko potoczy się w ten sposób. Nie powinieneś dowiadywać się tego w ten sposób. Ja powinienem ci o tym powiedzieć. To był mój obowiązek…
       I czułem się z tym paskudnie. Zastanawiałem się, jak bym się czuł na miejscu Elemmírë. Gdybym dowiedział się prawdy nie od niego, tylko od kogoś innego. To nie było w porządku. Żałowałem swoje reakcji wtedy, podczas tamtej rozmowy. Żałowałem, że nie potrafiłem utrzymać emocji i rozegrać tego tak, jak należało. Może wtedy nasza obecna sytuacja nie byłaby aż tak niewygodna.
       – Ale to nie tak, że chciałem trzymać to przed tobą w tajemnicy. Nie chciałem być taki, jak… tamci. Przysięgam, że chciałem o tym z tobą porozmawiać. Po prostu… nie miałem pojęcia jak to zrobić. Chciałem ci powiedzieć o tym, kim jestem, po prostu… Na początku w ogóle ci nie ufałem. Nie widziałem powodu, dla którego miałbym ci mówić prawdę. Zwłaszcza, że widziałem, że jesteś do mnie uprzedzony. Bałem się, że jeśli powiedziałbym ci, że nie jestem synem pierwszej lepszej demonicy, tylko samej królowej demonów, skończyłoby się to właśnie jak z Caranthirem. Kłótnią o moją matkę i pogłębieniem naszej niechęci. A tego nie chciałem. Ale potem naprawdę planowałem ci powiedzieć. Tylko… nie zdążyłem. – I to dosłownie. Podjąłem decyzję o powiedzeniu mu tego tuż przed tym, jak powiedział mi prawdę. Gdyby nie powiedział mi wtedy o tym, kim naprawdę jest, pewnie bym to wtedy zrobił. – Ale najważniejsze jest to, że nie musisz za nic przepraszać. Nic nie było twoją winą. Nigdy nie miałem ci niczego za złe. Ani ja, ani moja matka. Mam za złe tym, którzy ukrywali przede mną… przed nami prawdę. Byłem wściekły, bo miałem wrażenie, jakby wszyscy wokół wiedzieli i oglądali nas jak jakieś durne przedstawienie. Te nasze wspólne treningi i poselstwo… to wszystko… nie było w porządku. Byłem w stanie zrozumieć to, że moja matka przez wiele lat ukrywała przede mną to, kto jest moim ojcem. Była pewna, że nie żyjesz. No i wiedziała, że będę chciał tu przyjechać. Pewnie czekała na właściwy moment. Ale babka i Gabrielle, i Caranthir, i Rowynn… i cholera wie kto jeszcze. Nie rozumiem, czemu oni to zrobili.
       I nawet nie miałem ochoty pytać. Swoje rozmowy z babką ograniczałem tylko do formalnych spraw poselstwa, z nikim innym nie rozmawiałem w ogóle. Żaden powód, który by mi podali nie wydawał mi się wystarczająco dobry, żeby usprawiedliwić to, co zrobili.
       Fakt, sam prosiłem o zatrzymanie mojego pochodzenia w sekrecie. Ale chodziło o zachowanie tego w sekrecie przed obcymi dla mnie elfami, które chciałem do siebie przekonać tym, kim jestem. Nie chciałem, żeby patrzyli na mnie jak na syna króla Elemmírë albo syna królowej Asemy. Chciałem im udowodnić swoją wartość bez tych wszystkich książęcych tytułów. Ale trzymanie w tajemnicy przede mną faktu, że mój ojciec żyje, że widzę go każdego dnia i rozmawiam z nim każdego dnia… Trzymanie przed Elemmírë w tajemnicy tego, że ma syna… Stanie nam na drodze do bycia rodziną…To było dla mnie w tamtym momencie niewybaczalne.



走 り 出 せ れ ば ほ ら  掴 め る か ら

https://66.media.tumblr.com/13f8eb41f2b42a8d8e32391b122736f1/tumblr_pi5jwfsS2U1xgp61jo5_400.gif   https://66.media.tumblr.com/2ca1645f69f50a6485549c604da8e957/tumblr_pgpmolWHYV1xgp61jo7_400.gif

Offline

#279 27-01-2019 o 01h24

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 371

http://i64.tinypic.com/2z8vz0i.png


     Słuchałem uważnie, co mówił Elidar i nie ze wszystkim się zgadzałem. Rozumiałem za to jego postępowanie. Sam pewnie zareagowałbym podobnie, gdyby to on pierwszy wyznał mi prawdę. I nie wyobrażałem sobie, abym mógł odpowiedzieć "ale to ja jestem twoim ojcem". Mógłby uznać, że zwariowałem i to samo działało w drugą stronę.
     - Gdybym chwilę poczekał, sytuacja byłaby odwrotna. Ale może to i lepiej, że tak się skończyło. Przynajmniej mogę z tobą porozmawiać zanim jutro wyruszycie - i przynajmniej tyle wyszło dobrego z tej sytuacji. Początkowo żałowałem, że wyznałem Elidarowi prawdę, nie wiedząc co zrobi z tą wiedzą, ale z czasem, gdy zrozumiałem kim jest, poczułem pewnego rodzaju ulgę. Nie pomyliłem się co do niego.
     - Kiedy spotkałem pierwszy raz Gabrielle, również ją prosiłem, aby nikomu nie mówiła kim jestem. Wiedziała tylko ona, Caranthir z Rowynn i oczywiście królowa. Ale nigdy bym nie przypuszczał, że spotkam tu ciebie i nikt mnie nawet nie uświadomi kim jesteś. To... dlatego prosiłem Amarie o pomoc, a nie Gabrielle. Zawsze była mi najbliższą i najdroższą osobą z rodziny, nigdy bym nawet nie pomyślał, że mogłaby mnie w ten sposób okłamać. Dlatego tak łatwo przyjąłem jej tłumaczenie odnośnie twojej obecności. Jak widać powinienem bardziej dociekać kim jesteś.
     I może dlatego czułem się temu taki winny. Wcale nie zainteresowało mnie wtedy nic więcej. Nie sądziłem, że będę mieć do czynienia z Elidarem, nie przyszło mi do głowy, że jest on akurat moim synem. I o ile mogłem się spodziewać czegoś podobnego po matce, tak bolały mnie kłamstwa Gabrielle i Caranthira. Oboje przecież doskonale wiedzieli o wszystkim i teraz tak przed nami to ukryli. Nie byłem gotowy na rozmowę z nimi czy tym bardziej wybaczenie.
     - Żałuję, że nie mogliśmy spędzić tego czasu inaczej. Nie mówię, że dałbym ci jakieś fory na treningach, bo bym ci ich nie dał, ale... jesteś moim synem, a nic o tobie nie wiem. Tobie pewnie Asema coś mówiła, mi nie miał kto. Chociaż mogę się tylko domyślać, że twoje życie z Siezhalem jako ojcem nie było łatwe - wykrzywiłem usta na samo wspomnienie demona. Doskonale wyrył mi się w pamięci wyraz jego wykrzywionej złością gęby i chorego zadowolenia. Aż obawiałem się zapytać, do czego był zdolny się posunąć. - Jak... w ogóle jak to się stało, że przyjął cię jako swego syna i następcę tronu? To wydaje się tak nieprawdopodobne jak to, że jestem tu obok ciebie żywy.


http://i65.tinypic.com/25rku20.gif http://i64.tinypic.com/xdtt1u.jpg http://i67.tinypic.com/rgxegz.gif

Offline

#280 27-01-2019 o 21h18

Straż Cienia
Katnisis
Akolita Jednorożców
Katnisis
...
Wiadomości: 350

http://i64.tinypic.com/2u7yfbd.png


       Zaskoczyło to mnie samego, ale musiałem przyznać, że też cieszyłem się, że jednak mogliśmy porozmawiać przed moim wyjazdem. Zanim przyszedłem do Elemmírë, byłem zestresowany i niepewny. Prawie zawróciłem w połowie drogi. Nie wiedziałem, o czym niby miałbym z nim rozmawiać i dlaczego. Bałem się tego, co mi powie. Ale kiedy już przełamaliśmy pierwsze lody i najciężej zostało już powiedziane, w miarę czasu zacząłem się czuć coraz swobodniej. Oczywiście wciąż było mi daleko do swobody, którą czułem przy nim zanim cała prawda wyszła na jaw, ale zdecydowanie nie czułem się tak niewygodnie jak wcześniej.
       Przeszło mi nawet przez myśl, że może po moim powrocie udałoby nam się to wszystko naprawić. Jakoś. Powoli. Może to postawa Elemmírë jakoś na mnie wpłynęła?
       Słysząc jego pytanie zamyśliłem się na chwilę. Tak, to było dobre pytanie. Chociaż nie byłem pewien, czy byłem odpowiednią osobą na odpowiadanie na nie. Z prostego powodu, nie znałem odpowiedzi. Kiedy już dowiedziałem się prawdy o moim ojcu, nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby zadawać jakiekolwiek pytania odnośnie Siezhala i jego decyzji wobec mnie. Możliwe, że mimo całego tego szoku fakt, że Siezhal jednak nie jest moim ojcem ucieszył mnie na tyle, że postanowiłem nawet o niego więcej nie pytać.
       – Tak, Siezhal nie był idealnym ojcem. „Czemu tata mnie nie kocha?” to chyba było najczęstsze pytanie, jakie zadawałem mojej matce, kiedy byłem mały – westchnąłem, podciągając jedną nogę na łóżko i opierając policzek na kolanie. – Manifestował swoją niechęć do mnie na każdym kroku, a ja nigdy nie wiedziałem, o co mu tak właściwie chodzi. Wszystko stało się jasne, kiedy matka powiedziała mi prawdę… Ale nie powiedziałbym, że „przyjął mnie jako swojego syna i następcę tronu”. Raczej… cały czas szukał sposobu, żeby się mnie pozbyć. W każdym razie tak odebrałem wszystkie te zadania, które mi przydzielał. Były albo tak trudne, że ledwo uchodziłem z życiem, albo tak upokarzające, że wszyscy śmiali się ze mnie po kątach.
       Zmarszczyłem brwi, przypominając sobie niektóre z nich. Sam nie wiedziałem, które były gorsze. Ale wszystkie kończyły się takim samym werdyktem z ust Siezhala – zrobiłeś to źle. Czasami celowo wypełniałem je dłużej, niż to było potrzebne, żeby odwlec w czasie moment, w którym wrócę do zamku, napiszę długi raport, a potem oberwę tym raportem po głowie i będę musiał przepisywać go co najmniej pięć razy, nawet jeśli to zadanie nie miało sensu i w czym nikomu nie pomogło. Nikt nie chciał ze mną nawet jeździć, bo wszyscy wiedzieli, że wyjazd z księciem oznacza przejście przez ogromne trudy tylko po to, żeby na koniec dowiedzieć się, że misja nie miała nic na celu.
       – Myślę, że moja matka powiedziałaby ci więcej na ten temat niż ja jestem w stanie. Mój jedyny kontakt z Siezhalem polegał na „idź zrób to” i na „zrobiłeś to źle, popraw to”. Myślę, że Siezhal po prostu nie miał wyboru. Zakładam, że moje istnienie tak szybko rozeszło się po całym królestwie, że nie mógł ot tak się mnie pozbyć. Innych dzieci z moją matką też mieć nie mógł. Ona nie jest w stanie mieć więcej dzieci. Była zbyt… chora. O ile chorobą można nazwać bycie podtruwanym przez wiele lat... Były momenty, w których nie była w stanie nawet wstać z łóżka, co dopiero mówić o czymkolwiek bardziej męczącym. Niewykluczone, że Siezhal brzydziłby się jej dotknąć. Nie bez powodu ma liczne kochanki w całym królestwie… – Czułem, jak grymas wykrzywia moją twarz. Siezhal myślał, że doskonale potrafi ukrywać się ze swoimi prywatnymi sprawami. Nie, nie potrafił. Jego chęć do manifestacji swojej potęgi znacznie przewyższała chęć do skrywania tajemnic. – Może próbował coś sobie ukręcić na boku, ale mu nie wyszło… Nie wiem. Ale pewnie wciąż planuje, jakby mnie tu pozbawić tronu. Pewnie planuje to odkąd się urodziłem. Nie zdaje sobie sprawy z tego, że moja matka to tak zawzięta kobieta, że jeśli będzie chciała posadzić mnie na tronie, to z pewnością tak się stanie. Przez ponad siedemdziesiąt lat wodzi wszystkich za noc ukrywając to miejsce… o czym niestety wiemy chyba tylko my dwaj, Doizar i ona sama.

Ostatnio zmieniony przez Katnisis (27-01-2019 o 21h22)



走 り 出 せ れ ば ほ ら  掴 め る か ら

https://66.media.tumblr.com/13f8eb41f2b42a8d8e32391b122736f1/tumblr_pi5jwfsS2U1xgp61jo5_400.gif   https://66.media.tumblr.com/2ca1645f69f50a6485549c604da8e957/tumblr_pgpmolWHYV1xgp61jo7_400.gif

Offline

#281 01-02-2019 o 20h49

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 371

http://i64.tinypic.com/2z8vz0i.png


     Trudno było mi powstrzymać wyrzuty i żal spowodowane moją nieobecnością przez tak wiele lat. Słuchając Elidara tylko pogłębiało się we mnie poczucie winy. Przecież mogło to skończyć się zupełnie inaczej. Gdybym tylko miał w sobie więcej charyzmy, gdybym się nie wahał i posiadał więcej zdolności przywódczych, mógłbym ocalić ich wszystkich. Mógłbym wyprowadzić elfy przed atakiem i schronić się w górach. Gdybym tylko był w stanie poprowadzić ich tak dobrze, jak robił to ojciec czy Dairon, dziś wyglądałoby to zupełnie inaczej.
     Ale nieważne w jaki sposób mogłoby się to skończyć, to nigdy nie byłbym w stanie zapomnieć tego, co zrobił Siezhal. Tego co zrobił mi, a przede wszystkim Asemie i Elidarowi. To było całkowicie niewybaczalne. Wiedziałem, że jeśli kiedykolwiek będę mieć jeszcze styczność z tym demonem, to zrobię wszystko, żeby tego nie przeżył, nawet jeśli to miałaby być ostatnia rzecz jaką zrobię zrobię moim życiu. Niestety nie byłem wcześniej w stanie wyrządzić mu nic poważniejszego niż zatopienie sztyletu w ramieniu, ale następnym razem z pewnością nie ujdzie mu to tak łatwo.
     Zacisnąłem tylko usta, słuchając o tym wszystkim. Czułem się tylko gorzej, gdy usłyszałem o chorobie Asemy, podtruwaniu i poniżaniu samego Elidara. Z drugiej strony czego innego mogłem się spodziewać po Siezhalu? Obaj pałaliśmy do siebie nienawiścią, choć on zdecydowanie wykraczał poza wszelkie granice. Nie rozumiałem, dlaczego chciał się pozbyć Asemy. Elidar był moim synem, z pewnością więc chciał posadzić na tronie swojego potomka, ale Asema? Choć skoro nie mogła wydać na świat drugiego dziecka...
     - Jeśli jest tak, jak mówisz, dołożę wszelkich starań, aby jej w tym pomóc i żebyś otrzymał to, co ci się należy - uścisnąłem ramię Elidara, dając mu jasno do zrozumienia, że ma również mnie po swojej stronie. I nieważne, czy komuś podobało się to czy nie. Nie zamierzałem pozostać obojętny względem najbliższych mi osób.
     - Mówiłeś, że Asema jest... była otruwana i chora. A teraz? Co... co z nią się dzieje? Niewiele wiem z tego, co się wydarzyło przez ostatnie lata, ale ty byłeś z nią każdego dnia. Powiedz mi, proszę, co się u niej działo przez ten czas?


http://i65.tinypic.com/25rku20.gif http://i64.tinypic.com/xdtt1u.jpg http://i67.tinypic.com/rgxegz.gif

Offline

#282 05-02-2019 o 19h43

Straż Cienia
Katnisis
Akolita Jednorożców
Katnisis
...
Wiadomości: 350

http://i64.tinypic.com/2u7yfbd.png


       Uśmiechnąłem się tylko słabo, słysząc jego słowa. Po pierwsze, to wcale nie tak, że jakoś specjalnie chciałem być tym królem. Nie czułem potrzeby zasiadania na tronie. Może byłem jeszcze zbyt młody, pewnie zbyt niedoświadczony. Wiedziałem, że gdyby teraz ktoś kazał mi zasiadać na tronie, byłbym załamany. Poza tym… nie byłem też pewien, ile Elemmírë byłby w stanie zdziałać w tej sprawie. Szanowałem moją matkę i podziwiałem ją za wiele rzeczy, ale nie byłem nawet do końca pewien, czy ona byłaby w stanie wsadzić mnie na tron. A nawet jeśli, nie byłem pewien, czy Siezhal pozwoliłby mi się na nim utrzymać. Ba. Nie byłem nawet pewien, czy dziadek by na to pozwolił. Bo o ile moja matka mogła stawić czoła Siezhalowi, mogłaby mieć więcej problemów z własnym ojcem. On był… w moim osobistym odczuciu szalony.
       (Pewnie nie powinienem tak myśleć ani mówić, matka zawsze mnie za to karciła, ale tak już było i nie mogłem tego zmienić.)
       – Powiedziałbym, że niezbyt wiele – westchnąłem, słysząc pytanie na temat matki. Bo niestety, tak właśnie było. – Im starszy byłem, tym mniej opuszczała swój pokój. Nie chodzi o to, że nie chciała. Nie miała siły. Jej stan przeważnie wahał się miedzy poważnie chora a bardzo poważnie chora. Były dni, w których razem z Doizarem rezygnowaliśmy ze wszystkich swoich obowiązków, żeby przy niej czuwać, bo baliśmy się, że nie wyjdzie z tego. Czasami miała trochę lepsze dni. Wtedy przychodziła zobaczyć się z Vulsirem albo szliśmy na bardzo krótki spacer. Czasami nalegała, żebym poszedł z nią do biblioteki albo chociaż przyniósł jej jakieś konkretne książki. Korzystając z tego, że akurat miała trochę siły, opowiadała mi wszystko, co wiedziała o elfach. O tym, czego dowiedziała się od swojej matki, co sama widziała będąc wśród was, co ty jej opowiedziałeś… Nie chciała, żebym był uprzedzony. Powtarzała, że muszę znać prawdziwą historię, a nie to, co mówią wszyscy dokooła. Zawsze mówi, że powinienem oceniać wszystkich na podstawie ich słów i czynów, a nie tego, co inni każą mi o nich myśleć. Pewnie dlatego, że sama zawsze chciała być tak oceniania… nigdy nie była.
       Z tego co słyszałem od Doizara i od niej samej, moja matka zawsze zawzięcie walczyła o uznanie. Wśród demonów, zwłaszcza w oczach swojego ojca, a potem wśród elfów, wyjawiając elfom sekrety, których znać nie powinni, po to, żeby im pomóc. Daremnie. Nigdy nie zdobyła uznania, którego pragnęła. Pewnie stąd jej zawzięte powtarzanie, że nie ocenia się po tym, co słyszymy o kimś, tylko po tym, co słyszymy od kogoś.
       Pewnie dlatego tak bardzo ceniła sobie Elemmírë. Miała wrażenie, że on jako pierwszy był w stanie ocenić ją po jej słowach i gestach, odstawiając na bok negatywne opinie na jej temat.
       – Ostatnio jakimś dziwnym zrządzeniem losu trafiłem na nią w pewnej karczmie, kiedy byłem z Amarie i Inwithielem na wyprawie po zioła. Była wtedy w fatalnej kondycji. Przez chwilę myślałem, że to już naprawdę koniec. – Zacisnąłem mocno dłonie, przypominając sobie tamte chwile. Jedne z najgorszych, jakie kiedykolwiek przeżyłem. – Na szczęście Amarie była w stanie ją uratować, za co będę jej dozgonnie wdzięczny. Nie jestem pewien, w jakim teraz jest stanie, ale jestem dobrej myśli. Mam nadzieję spotkać ją tam ponownie w drodze na poselstwo.



走 り 出 せ れ ば ほ ら  掴 め る か ら

https://66.media.tumblr.com/13f8eb41f2b42a8d8e32391b122736f1/tumblr_pi5jwfsS2U1xgp61jo5_400.gif   https://66.media.tumblr.com/2ca1645f69f50a6485549c604da8e957/tumblr_pgpmolWHYV1xgp61jo7_400.gif

Offline

#283 23-04-2019 o 16h58

Straż Absyntu
Evanlynn
Akolita Jednorożców
Evanlynn
...
Wiadomości: 371

http://i64.tinypic.com/2z8vz0i.png


     Nie potrafiłem odnaleźć odpowiednich słów, aby odpowiedzieć Elidarowi. Oboje musieli przejść zdecydowanie zbyt wiele, a ja w żaden sposób nie mogłem być przy nich i wspierać. I co miałbym w takiej chwili powiedzieć? Teraz było zbyt późno na zrobienie czegokolwiek, wszystko mnie ominęło. Elidar był widocznie zmartwiony, przez co miałem ochotę go jakoś pocieszyć, czy uspokoić, ale dość szybko zrezygnowałem z jakichkolwiek gestów.
     - Myślę, że skoro Amarie zajęła się Asemą, to możemy być spokojni o jej zdrowie. Poza tym zawsze była silną kobietą, zwykła choroba jej nie pokona - uśmiechnąłem się nieznacznie, jednak zaraz przywróciłem poważny wyraz twarzy. Asema może i była silna, jednak to trwało latami i gdyby wraz z Amarie nie zjawił się w odpowiednim momencie, Asemy mogłoby już nie być wśród żywych. Na samą myśl poczułem ból w środku. Tak wiele przeszła, nie mogła zginąć w taki sposób z rąk jednego z przeciwnych jej demonów. Zasłużyła na lepszą przyszłość, na szczęśliwą przyszłość.
     - Jeśli ją spotkasz, powiedz... powiedz, że może tu przyjść kiedy tylko będzie chciała. Ja niestety nie byłbym w stanie przejść niezauważony między demonami, ale jeżeli tylko zechce... prawdopodobnie jak zagoi się noga, to przejmę wartę w strażnicy. Teraz gdy znam już prawdę, nie potrafię znaleźć sobie tu miejsca. Nawet elfy nie są już tymi, jakimi je znałem więc będę wyglądać zarówno jej jak i twojego powrotu, Elidarze - uśmiechnąłem się nieznacznie w jego stronę, wyciągając dłoń w jego kierunku z zamiarem objęcia go, ale wtedy w pomieszczeniu zjawiła się Amarie. Wystarczyło mi jedno jej spojrzenie na szafkę, talerz z nietkniętym obiadem i jej  niezadowolona mina wszystko mi powiedziała.
     - Wiem, wybacz, trochę nam zeszło na rozmowie, ale już... - w moich dłoniach w mgnieniu oka znalazł się talerz, woląc nie narażać się dziewczynie.
     - Poczekam aż skończysz - odparła, przysiadając przy nas i mierząc zarówno mnie jak i Elidara groźnym spojrzeniem. W kompletnej ciszy pochłonąłem posiłek, nie wszystko dokładnie przezuwając, jednak pod czujnym okiem Amarie wolałem zrobić to szybko i nie grymasić. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko dopiero gdy odebrała ode mnie pusty talerz.
     - Teraz możemy iść. Wyjaśniłam już wszystko Gabrielle, wystarczy, że będziesz szczerze mówić o swoim stanie. Bez kłamania i ukrywania dolegliwości, zrozumiałeś?
     - Zrozumiałem, będę grzeczny - przyznałem, choć nie byłem zbyt usatysfakcjonowany takim obrotem spraw. Jednak obiecałem i nie mogłem teraz zmienić zdania, tak więc z pomocą Amarie musiałem udać się do lecznicy.


http://i65.tinypic.com/25rku20.gif http://i64.tinypic.com/xdtt1u.jpg http://i67.tinypic.com/rgxegz.gif

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 ... 10 11 12