Forum

Dyskusja zamknięta

Strony : 1

#1 28-01-2017 o 23h20

Straż Cienia
Kamilka
Nowo przybyła
Kamilka
...
Wiadomości: 7

Akcja rozpoczyna się kilkanaście lat przed przybyciem Gardienne do Eldaryi. [Imię] należała do Straży Cienia. Nie za bardzo chciała być Cieniem Duchów, jednak nie miała wyboru. Bo była... Jak to mówi ta ludzka bajka? „Za dnia pięknością, w nocy zaś szkaradą". W sumie tak jak każda inna Zmora. Nim nastanie noc, [Imię] musi zamknąć się w swoim pokoju, aby nie zdemolować wszystkiego w okół i nie przyprawić przyjaciół o zawał. Jednak jak każdą inną marę, dziewczynę pociąga krew i skrytość, więc jest idealnym szpiegiem. Jednak, gdy wypuści się ją na nocną misję, czasem nad sobą nie panuje...


Prolog

Na strażnika cienia została nominowana krótko po zmianie przewodniczących. Żyła sobie normalnie, gdy nagle dostała list z powołaniem. Co miała zrobić? Opuściła rodzinę i przeniosła się do kwatery głównej. Czy nie chciała tego robić? Miała co do tej sprawy sprzeczne uczucia. Z jednej strony z nikogo stała się kimś ważnym, a z drugiej strony wiedziała, że właśnie musiała zginąć jakaś Zmora w straży. Padło na nią, bo było tych stworzeń niewiele, a Eel zawsze musiało mieć jednego "berserkera" na stanie. Pierwszego dnia poznała wszystkich szefów - Nevrę, Ezarela, Valkyona i Mikko. Cała czwórka była zadziwiająco młoda. Wręcz za młoda, jednak to na nich wypadło. Co dość zabawne, każdy z nich był inny. Kitsune była typowym szefem - lekko poddenerwowanym, jednak opiekuńczym, do czego przyznać się nie chciała. Hybryda, chociaż był wysokim, muskularnym mężczyzną, to widać w nim było nieśmiałego myśliciela. Elf i Wampir irytowali samą swoją postawą. Jeden - zdolny, zadufany w sobie alchemik, a drugi był zakochany w samym sobie durniem z nad przyrośniętym ego, a [Imię] będzie miała zaszczyt tego debila nazywać przywódcą.   


Historię udostępniam także na wattpadzie, jako Yowa-sama.

Ostatnio zmieniony przez Kamilka (04-02-2017 o 16h30)

Offline

#2 28-01-2017 o 23h49

Straż Cienia
Henrieta
Pokonała Dahu
Henrieta
...
Wiadomości: 2 749

Nie powiem nawet mnie zaciekawiłaś. Czekam na rozwój wydarzeń i życzę dużo weny.  /static/img/forum/smilies/smile.png


https://cdn.discordapp.com/attachments/408266791912079361/450711805170417675/9d698e5797937.png
https://media.discordapp.net/attachments/333714204597157889/407998109550116894/polfa.png
https://i.imgur.com/3ghsZcP.gif
http://orig14.deviantart.net/c5dc/f/2017/184/3/2/krolik_by_mechanicpigeon-dbewwrc.gifkocham wszystkich,których kochać powinnam

Offline

#3 02-02-2017 o 00h22

Straż Cienia
Kamilka
Nowo przybyła
Kamilka
...
Wiadomości: 7

Rozdział 1

Tydzień wystarczył, aby przekonała się, że ich światem rządziły świry. [Imię] nigdy by nie podejrzewała, że będzie tutaj tak... Specyficznie. Ludzi można poznać po tym co robią przy stole, a w Eel już od samego początku na obiadach działy się różne rzeczy. Dziewczyna, wiedziała, że głowy straż siedziały z nią na posiłkach, aby mieć ją pod kontrolą - nie rozumieli chyba do końca, że jej mogło odbić tylko w nocy. Ewentualnie mogli zostać oczarowani. W końcu w trakcie dnia była niezwykle piękną kobietą pod każdym możliwym względem. Nawet zapach Zmór w dzień zniewalał w pozytywnym tego słowa znaczeniu. [Imię] w pełni rozumiała, że wszyscy byli tutaj niezwykle młodzi jak na szefów straż, ale nie mogła zrozumieć, czemu czasem zachowywali się jak zwierzęta albo dzieci. Dlaczego regularnie na twarzy Nevry pojawiało się jakieś jedzenie...? Nie wiedziała, ale wszyscy byli pewni, że to robota elfa. Dziewczyna często mu się przyglądała. Zdecydowanie była najmłodszy. Miał w sobie pewien urok. Zawsze śmiał się w charakterystyczny sposób. Lekko nosowo. Marszczył rozweselony nos i czoło, gdy rozwścieczony wampir mu groził. Niby każdy wiedział, że to sprawka Ezarela, jednak nikt nie miał bezpośredniego dowodu. Dokładnie wtedy przychodziła zabiegana Mikko - zawsze spóźniona i zamyślona. Wtedy momentalnie wszyscy się uspokajają. Może poza Valkyonem, który często dopiero wtedy zaczyna się śmiać, jednak walczy z tym z całych sił za każdym razem.

Chociaż [Imię] w rzeczywistości była w straży Cienia, to pracowała głównie przy eliksirach. Po prostu w dzień kompletnie nie nadawała się do niczego co wymaga zręczności i siły. Gdy słońce świeci była całkowicie bezbronna. Nawet słabsza od człowieka, więc jedyne w czym się przydawała to pomaganie Ezarealowi i jego bratu, który to był książkowym łucznikiem. [Imię] czasami przyglądała się oczom Elruna. Jego źrenice miotały się z niezwykłą szybkością za przedmiotami, które obserwował. To z nim spędzała większość czasu - Ezarel unikał jej jak ognia. Tak samo przy posiłkach. Śmiał się, ale gdy tylko spostrzegał, że [Imię] na niego patrzy od razu milknął. Chociaż jeszcze nigdy ze sobą nie rozmawiali...

Czasem jednak Nevra stwierdzał, że jej potrzebuje i wtedy dziewczyna musiała rzucić to, czym się aktualnie zajmowała - a zwyczaj było to siedzenie z Elrunem w rogu laboratorium, gdzie nie dosięgało ich groźne spojrzenie jego młodszego brata. Tak. To Elrun był starszy, chociaż byli prawie identyczni, poza tym, że jeden miała długie niebieskie włosy, a drugi krótkie i nieco bardziej zielone. [Imię] nie do końca rozumiała, czemu akurat Ezarel stanął na czele straży Absyntu, ale była pewna, że niebawem się przekona, dlaczego jego silniejsza i dojrzalsza wersja była tylko jego pionkiem.

Często Nevra ją irytował. Ich straż miała mało do roboty, jeżeli nie było jakiejś misji, jednak on starał się ją odciążyć, jak tylko mógł. Gdy tylko [Imię] pytała się w czym mogłaby pomóc, słyszała odpowiedź, że "śliczne dziewczynki nie powinny parać się pracą". Miała wtedy ochotę zamachnąć się i z całej siły go uderzyć. Jednak wiedziała, że nie będzie w stanie zrobić mu żadnej krzywdy w dzień, ale za to w nocy przerobiłaby go na wiórki. Był naprawdę szarmancki, ale to wkurzające. Nie była drobną, delikatną istotką. Zmora. Czy on wie co to znaczy? A najgorsze jak...

- Księżniczko! - szła spokojnie korytarzem, ale nagle na horyzoncie pojawił się wampir. Aż podskoczyła. Zastanawiała się, czy może nie powinna mu wyjaśnić, że ten przydomek jej się nie podobał, ale nie wiedziała jak to zrobić. - Jak się czujesz? - przez moment łudziła się, że miał dla niej jakieś sensowne zadanie. Ale jak zwykle. Zaczepił ją, żeby pogadać, kiedy akurat ta miała w ramionach doniczkę z rośliną, którą musiała zanieść do badań.

- Dobrze - odpowiedziała krótko i go wyminęła. Usłyszała śmiech i za chwilę postać po prostu pojawiła się przed nią, jednak nie wywarło na nią to żadnego wrażenia. Przez głowę przemknęło jej sarkastyczne "wow". Potrafiła to samo, a nawet lepiej... Jednak rzadko kiedy to pamiętała.

- Urocza jak zawsze! - zastawił jej drogę, przez to lekko zachwiała się z ciężką donicą, więc ją złapał, aby się nie przewróciła. Roślina wydawała się tym gwałtownym ruchem niezadowolona i jej liście zmieniły groźnie kolor z zielonych na czerwone. Dziewczyna zastanawiała się, czy jej kończyny nie postąpiły podobnie, bo ogarnęła ją wściekłość.

- Przepraszam, ale się śpieszę - warknęła i uderzyła go lekko w brzuch coraz bardziej czerwoną rośliną. Nieco bała się, że kwiatuszek zaraz ją pogryzie, więc bardzo powoli wchodziła po schodach.  Nie do końca wiedziała jak ta roślina zareaguje, bo to był pierwszy raz, gdy ją badali. Stopą otworzyła sobie drzwi z myślą, jak to słabo być zmorą. W pokoju alchemicznym o dziwo nikogo nie było. Pewnie poszli po jakieś odczynniki. Położyła roślinę na biurku. Była świadoma, że raczej Ezarel nie chciał, aby zmieniła swój kolor na czerwony, jednak nie dało się tego ominąć. Drzwi otworzyły się z hukiem i w pomieszczeniu pojawił się niebieski książę ciemności. Zaśmiała się na tę myśl, ale przy drzwiach nie ma żadnej lampy, więc elf wyglądał naprawdę mrocznie. Przeszedł obok niej obojętnie do momentu, gdy zauważył roślinę. Delikatnie posiniał.

- Co żeś odwaliła!? - poza tym przeklął po elficku. Wydawał się przerażony. - Przecież pod wpływem stresu mogła się nieodwracalnie zmienić! - Panikował jak cholera. Nigdy go takiego nie widziała. Chociaż znali się nie wiele ponad tydzień, wykreowało sobie już pewien jego obraz. - Czy ty w ogóle myślisz!? - krzyknął na nią. Był wściekły, jednak bardziej martwił się. W końcu pierwszy raz znaleźli tę roślinę i nie mógł się doczekać, kiedy w końcu będzie mógł ją przebadać. Próbowała wytłumaczyć mu, że to Nevra spowodował, ale nie chciał słuchać. - Jeżeli tylko się okaże, że coś się z jej stało - tu wskazał na doniczkę, a potem podszedł bliżej do [Imię] - to przysięgam, że na tobie przeprowadzę swoje eksperymenty.

Ostatnio zmieniony przez Kamilka (05-02-2017 o 17h02)

Offline

#4 04-02-2017 o 01h36

Straż Cienia
Kamilka
Nowo przybyła
Kamilka
...
Wiadomości: 7

Rozdział 2

Z początkiem nowego miesiąca coś się zmieniło. Podejście Nevry. Chodził poddenerwowany i wszystkich swoich podwładnych posyłał do niewygodnych robót, gdy widział, że się obijają. Nawet [Imię] miała dużo zajęć. Prawdopodobnie dlatego, że w poprzednim miesiącu w klasyfikacji lepiej wypadła straż absyntu, niż cienia. Dziewczyna całkowicie nie miała czasu, aby siedzieć w laboratorium razem z Elrunem i Ezarelem. Chociaż ten drugi ciągle boczył się o tę roślinę. Gdy mijał się z [Imię] na korytarzu, nawet nie zamierzał zaszczycić ją spojrzeniem, a przy posiłkach celowo nie zauważał, kiedy wpatrywała się w niego natarczywie. Irytowało to ją nieco. Wolała już jak odwracał spojrzenie, albo peszył się. Zamyślona szukała dziecka Har, brownie z Lśniącej Straży. Ykhar lubiła panikować i w tym czasie uciekać jak szalona. Była w końcu w okresie dojrzewania, a jej humorki zmieniały się co chwilę. Więc potrafiła zacząć płakać, ponieważ jej ojciec stwierdził, że "jest zajęty". Wtedy [Imię] musiała ją znaleźć i pocieszyć. Jednak tym razem, brownie nie mogła liczyć na pomoc swojej starszej przyjaciółki.

- [Imię] - zawołał ją Nevra, a ta zatrzymała się gwałtownie. - Jakiekolwiek miałaś zadanie, przerwij je i odpocznij. Jutro wyruszasz na misję. Będziesz pod kontrolą Karenn. Wyruszacie w południe - wszystko mówił mechanicznie, a potem odszedł jak najszybciej. Nie miała nawet cienia szansy, aby chociaż zapytać gdzie się mają udać.

Pierwsze o czym pomyślała, to chęć pochwalenia się Elrunowi przy jego bracie. Aby wiedzieli, że miała pierwszą misję. W końcu jej zaufali. Nie będzie musiała spędzać nocy zamknięta w pokoju! Będzie na wolności... uwielbiała to. Oby tylko ta cała Karenn była kompetentna, bo stworzenia w obrębie kilku kilometrów mogłyby dokonać żywota.  Szybko pognała do pokoju alchemicznego. Weszła do niego nieco niepewnie i po cichu. Nie wiadomo w końcu, co akurat przyrządzali elfy. Starszy obserwował fiolkę z syczącą, czerwoną substancją, a młodszy liczył składniki w wysokich do sufitu schowkach i wszystko zapisywał. Powoli zbliżyła się do przysypiającego zielonowłosego. Gdy spostrzegł zmorę podskoczył na krześle. Zaśmiała się. Przecież jeszcze wyglądała normalnie, a zareagował jakby zobaczył ją szpetną, siedzącą na jego klatce piersiowej w środku nocy - ulubiona zabawa młodych zmór. Na dźwięk jej głosu, drabina na kółkach Ezarela przejechała kilka metrów w prawo. Zirytowany elf z impetem odepchnął się, aby wrócić do poprzedniej pozycji, jednak pojechał za daleko... To było tak komiczne, że [Imię] już nie mogła wytrzymać.

- Elrun! - podeszła do swojego przyjaciela nieco bliżej, a ten przetarł pięściami swoje zaspane, zielone oczy. - Wyruszam na swoją pierwszą misję! - zawołała rozradowana. Jednak jej rozmówca nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ usłyszeli jak ktoś zjeżdża po drabinie. Nawet nie bawił się w drążki. Po prostu opierając się o pionowe słupy, zszedł.

- Kto będzie cię kontrolował? - zainteresował się Ezarel, zaczynając oglądać z bliska fiolkę, przy której zasnął jego brat. Brzmiał jakby zapytał od niechcenia, ale nie bez powodu zrezygnował z liczenia składników w połowie. Nie patrzył na dziewczynę, tylko ostukiwał kolbę.

- Karenn - odpowiedziała zdziwiona. Oparła dłonie o biurko i przyglądała się niebieskowłosemu. Ten parsknął cicho pod nosem i odłożył powoli czerwoną substancje, która coraz głośniej zaczynała syczeć.

- Elrun, powinieneś kontrolować Karenn i [Imię] na ich wesołej wycieczce, jeżeli nie chcemy zagłady - rzekł, patrząc na [Imię] i dolewając jakąś żółtą ciecz do wcześniej wspomnianej kolby. W całej izbie pojawił się gęsty, aczkolwiek przyjemnie pachnący dym.

Dalej potoczyło się tak, że rzeczywiście Elrun towarzyszył im w wyprawie. Miiko przyznała rację przywódcy Absyntu, że jedna wampirzyca to może być za mało do opanowania zmory, jeżeli ta się rozszaleje. Ich cel był banalny. "Zbadać opuszczony zamek znaleziony przy ostatniej wyprawie". Dotarli do niego przed zmierzchem. Wszędzie leżało pełno cegieł. Ostała się tylko jedna wieża i kawałek budynku, który oplątywał dziki bluszcz o grubych pędach. Po wejściu do środka okazało się, że tak naprawdę pozostała już tylko wieża, ponieważ pozostała część budowli była już całkowicie pochłonięta przez roślinę. Dopiero po chwili zauważyli malutką  wróżkę, pomieszkującą w tych liściach. Lekko zaniepokojona próbowała się ukryć przed zmorą, wampirzycą i elfem, jednak po chwili podleciała do Elruna zaintrygowana. Wyciągnął dłonie przed siebie, a ta usiadła na nich i zaczęła przyglądać się jego twarzy. Niepewnie dotknęła całą swoją dłonią czubek jego nosa. Łuk miał przewieszony przez ramię. Lśniący strażnik nawiązał kontakt wzrokowy z wróżką, w czasie gdy Karenn zorientowała się, że nie było całkowicie bezpiecznie. [Imię] skóra mocno zbledła. Całkowicie straciła kolor i jakąkolwiek jędrność. Usta ani trochę nie różniły się barwą od tego co je otaczało, jednak były bardziej popękane i szorstkie od jej skóry - o ile to było możliwe. Włosy ściemniały, aby potem nagle osiwieć. Tęczówki zlały się z źrenicą, a białka stały się przekrwione. Uszy lekko się wydłużyły, jednak nadal były krótsze od elfich. Palce u dłoni wydłużyły się, a z nimi paznokcie, a raczej pazury. Z stopami było podobnie. Kości śródstopia się skurczyły, jednak paliczki wydłużyły. Na jej ciele zaczęły być widoczne blizny, zanikające wśród wysuszonej i łuszczącej się skóry. Jednak na ramieniu miała wielki odcisk po mieczu. Rana musiała być bardzo głęboka. Wampirzyca trzymała już w dłoni sztylet i stanęła w pozycji bojowej. Na co [Imię] zaśmiała się, ukazując rząd ostrych, szpiczastych zębów. Nos jakby lekko jej się zmniejszył, a oczy zwiększyły. Obserwowanie tej zmiany było przerażające.

- Nie bój się. To przecież ja~ - jej głos był bardzo syczący. Wtedy to Elrun zwrócił na nią uwagę, a ta ostentacyjnie obróciła się w jego stronę. Pod oczami dziewczyny widniały gigantyczne sińce, a na ustach wykwitł przerażający uśmiech - Zjadłabym coś. - wróżka nagle straciła siedzenie. Spadała, jednak gdy się zorientowała zaczęła machać skrzydełkami. Elf już trzymał w dłoniach łuk i celował w stopy zmory, aby w razie czego ją unieruchomić. Nawet ona nie dałaby rady uciec jego szybkiemu wzrokowi i zjawiskowemu refleksowi. Wiedziała o tym... to jeszcze pamiętała. Chociaż za cholerę nie miała pojęcia, jak sama się nazywa. Była świadoma, że w dzień wyglądała inaczej, jednak to było dla niej jak sen, którego pamiętała tylko niewielkie przebłyski. Rozejrzała się po okolicy i pewnie ruszyła do wieży, ponieważ coś wyczuła. Obecność czegoś, czego nie zna. Chodziła w bardzo charakterystyczny sposób. Bo w końcu jej stopy przypominały trochę bardziej  dłonie. Towarzysze [Imię] spojrzeli po sobie, kiwnęli głowami i powoli, niepewnie ruszyli za nią, mając nadal bronie na wierzchu. Również dlatego, że dziwne dźwięki dochodziły z szczytu wieży.

Offline

#5 05-02-2017 o 18h05

Straż Cienia
Kamilka
Nowo przybyła
Kamilka
...
Wiadomości: 7

Rozdział 3

[Imię] obudziła się dopiero w bazie. Siedziała na podłodze w laboratorium, a obok niej leżała jedna rozbita fiolka i dwie połamane strzały. Nie widziała jeszcze wyraźnie, jednak przed oczami mroczyła jej klatka z młodym Grookhanem. Czyżby to jego matka narobiła tyle szkód w tamtym zamku? Zmorze okropnie kręciło się w głowie. Nie była w stanie się ruszyć. Chyba wiedziała, czemu znajduje się, gdzie się znajduje. Musieli przyciągnąć ją tu po misji i poprosić Ezarela o uśpienie jej. Dlatego było dziewczynie tak nienaturalnie ciężko. Nagle do jej uszu dotarły głosy. Do izby weszli bracia.

- ...naprawdę nic mi się nie stanie - przekonywał Elrun. - Tylko trochę mnie zadrapała. - [Imię] momentalnie gwałtownie zamknęła oczy. Udawała, że dalej śpi. Chciałaby wiedzieć, co się wydarzyło.

- A jeżeli ma wściekliznę? - gdy usłyszała niebieskowłosego elfa, poczuła potrzebę wstania i przydzwonienia mu z pięści. Jednak zrezygnowała z tego. Była zbyt słaba. Starszy przykucnął przy klatce Grookhana, a młodszy na chwilę poszedł do biurka i wrócił z mokrą szmatką. Wtedy dziewczyna otworzyła oczy i zaczęła im się przyglądać. Ezarel przykucnął na przeciwko brata i z opiekuńczą i zmartwioną miną przykładał lekarstwo do dwóch głębokich ran na policzku brata. - Wciąż mi nie powiedziałeś, jak ten potwór cię dopadł - był wściekły. Jego włosy były rozpuszczone i zasłaniały praktycznie całe plecy. Chociaż ubrany był w to co zawsze, widać było, że śpieszył się. Musieli go wyciągnąć z łóżka przed świtem. [Imię] wiedziała, że to o niej mówił. Bolało, ale to była prawda.

- Nie nazywaj jej tak - rzekł z wyrzutem, ale widząc zirytowaną minę brata, postanowił opowiedzieć mu, co się działo. Westchnął. - Gdy zamordowała matkę tego tu - wskazał lewą dłonią na klatkę - która wywoływała te anomalie, pobiegła w kierunku Karenn. Wtedy przestrzeliłem jej prawą stopę - spojrzała na swoją nogę, ale poza dziurą w bucie, nie dostrzegła nic więcej. Oto cudowna regeneracja zmór. - Wkurzyła się i rzuciła się na mnie. Nim naciągnąłem cięciwę zadrapała mnie. Potem strzała przedziurawiła jej ramię na wylot, a Karenn ją obezwładniła... Dalej wiesz co się działo, przyszliśmy i obudziliśmy cię, abyś ją uspokoił.

- Nie wiem po co ona tutaj - warknął Ez i spojrzał na [Imię], która dosłownie sekundę wcześniej zdążyła zamknąć oczy. Chciało jej się płakać, ale przywykła do tego typu tekstów. Towarzyszyły jej od dzieciństwa, a jakiś marny elf nie był w stanie już jej zranić.

- Przestań - westchnął Elrun, gdy Ezarel wstał, podszedł do dziewczyny bardzo blisko i zaczął przyglądać się jej zniesmaczony. - Przyznaj się po prostu, że się jej boisz...

- To nie normalne, żeby być tak odrażającym - czuła jego ciepły oddech na twarzy. Musiał być bardzo blisko. Irytował ją. Nic o niej nie wiedział. Po za jedną jej wadą. Miała ochotę mu wygarnąć.

- Nie ma się czego bać bracie, teraz to tylko nadzwyczajnie śliczna dziewczyna - zaśmiał się Elrun, klepiąc ramię swojego krewniaka. Ten uparcie kucał przed nią i przyglądał się twarzy dziewczyny. Nie mógł uwierzyć, że tak bardzo można się zmienić. Nie bał się jej. Na pewno się jej nie bał...

- Polemizowałbym - warknął, a [Imię] nie wytrzymała. Chciało jej się śmiać. Wszystko można jej zarzucić, ale nie to, że nie była piękna w dzień. Otworzyła gwałtownie oczy, a elf zachwiał się w kucu i szybko wstał, aby odzyskać równowagę. Cofnął się o kilka kroków. Wydawał się wściekły. Widokiem jej rozbawionej i kpiącej miny. Tak jak myślał. Jej niewinna powierzchnia była tylko przykrywką. Podniosła się powoli i bez problemu, aby stanąć naprzeciwko Ezarela. Elrun zaniemówił. Jednak jego brat pozostał wyszczekany. - Podsłuchiwałaś?! - odpowiedział mu drobny chichot. Dziewczyna klasnęła w ręce.

- Przepraszam, ale byłam ciekawa co się wydarzyło - ominęła młodszego z braci, który stał naprzeciwko niej i skierowała się w lewo. Powoli dotknęła policzka Elruna. Rany goiły się już od specyfiku, którym leczył go Ez. Szczerze było jej go tylko trochę żal. W końcu przestrzelił jej ramię. Może i nie miała po tym śladu, ale w jakiś sposób ją to uraziło. - Przepraszam - szepnęła ze skruchą. Jeszcze nie była zła. Jeszcze. Wtedy sama nie wiedziała, że coś ją zmieni w przyszłości.

Ezarela przerażało jedno. Jeżeli naprawdę dziewczyna wszystko słyszała, to jakim cudem kompletnie jej to nie uraziło. Wyglądała, jakby każde jego słowo było jej obojętne. Jak gdyby wcale nie obrażał jej i całego jej gatunku. Nie podobało mu się to, że go w taki sposób zignorowała. Chyba Elrun miał rację. Całkowicie się jej bał. Na początku go irytowała, jednak gdy zobaczył ją... jako pełnoprawną zmorę... to było inne stworzenie. Nie była ładna, tylko straszna. Widział gorsze rzeczy w życiu. Przeżył większe tragedie, a jednak... To raczej szok tak na niego działał. Był świadom jak wyglądają i funkcjonują zmory, ale to pierwszy raz kiedy miał z takową do czynienia. Na co dzień niezdarna i irytująca, a później... Chciał się pozbyć tego obrazu z głowy. Wiedział, że będzie musiał się jakoś uporać z tymi uczuciami. A jego najstarszą sztuczką, wyuczoną w dzieciństwie, była złośliwość.

Offline

#6 12-02-2017 o 00h09

Straż Cienia
Kamilka
Nowo przybyła
Kamilka
...
Wiadomości: 7

Rozdział 4

Po wyjściu z laboratorium skierowała się prosto do pokoju Nevry, aby zdać raport. Nie wiedziała do końca, co myśleć. Niby słowa Ezarela były dla niej normalne i całkiem zrozumiałe, jednak w pewien sposób ją zabolały. Nie wiedziała do końca czemu. Lubiła go. A ludzie, których darzyła sympatią, nigdy o niej tak nie mówili. Mimo wszystko to było dla niej coś nowego. Ale musiała się przyzwyczaić. Tak już miało być najwyraźniej. Nie pewnie spojrzała przez okno. Słońce dopiero wzeszło. To źle. Nevra prawdopodobnie dopiero zasnął. Jako wampir miał oczywiście problemy ze snem w nocy, więc czasem drzemał w dzień, tak aby nikt go nie przyłapał. Był zdecydowanie dziwnym wampirem, bo snu nie potrzebował, ale go bardzo lubił. Nie rozumiała go. Jednak głowy straż to ekscentrycy. Przysiadła się na podłodze i czekała, aż wszyscy wstaną. Do pobudki jednak była jeszcze cała jedna godzina. Czas jak na złość nie chciał ruszyć do przodu. Gdy tak czekała, przez korytarz przeszedł Ezarel. Kiedy ją mijał patrzyli sobie w oczy. Był roztrzepany, zapewne szedł się ogarnąć do swojego pokoju.

- Głupia zmora - warknął z dziwnym uśmiechem. Zszokowana [Imię] zrobiła charakterystyczny ruch głową, na co elf uśmiechnął się szeroko. Chyba go nie rozumiała. To miała być zaczepka słowna? Z nieśmiałego chłopczyka, przez wrednego frajera, aż po rozbawionego zawadiakę? Zdecydowanie to było zbyt skomplikowane jak na nią. Gdy zniknął za rogiem po prostu wstała zażenowana i ogłupiona ruszyła na dwór. Miała ochotę się przewietrzyć. Dzień jeszcze się nie rozpoczął, a już go miała dość. Jeszcze raport do Nevry. Może Karenn go złoży? Ale wampir chciał, aby to właśnie zmora odwiedziła go w jego pokoju. Przeszedł przez nią wstrząs. Nie była pewna czy strachu, wstrętu czy zawstydzenia. Z jednej strony szarmancko pokazywał, że dziewczyna mu się podoba, a z drugiej jednak uganiał się praktycznie za każdą panienką. Albo raczej każda panienka za nim, a Nevra nie miał nic przeciwko. Nim zdążyła dojść do Sali Drzwi, zobaczyła Elruna z niej nadchodzącego. Odwróciła się szybko i zaczęła iść w drugą stronę korytarza. Nie miała ochoty słuchać beznadziejnych tłumaczeń. Tym bardziej, że nie chowała urazy. Taka już była. Wszyscy się jej po prostu bali. Zaakceptowała to już kilka lat po swoich narodzinach. Nie była chciana na tym świecie. Jej gatunek był nie chciany. Zarówno w Eldaryi, na Ziemi jak i w innych krainach. Bycie obrzydliwie strasznymi, a jednocześnie pięknymi mogło nie jednego przerazić. Demony. Potwory. Wszyscy nimi byli. A jak mają czuć się stworzenia, nazywane przez monstra "monstrami"? Dlaczego okrutny człowiek, który potrafił zamordować całą swoją rodzinę bez mrugnięcia okiem, nazywał potworem stworzenie, które tylko w nocy usiadło na jego klatce piersiowej? Czemu? Czy pozbycie się kilku nieznajomych jest takie złe? Gorsze od zabicia swojej żony, matki, dzieci? Nie rozumiała. Chciałaby wyjaśnienia. Dlaczego wilkołaki, które pożarły całą wróżkową wioskę, gdy spotkały jej rodzinę nazwali ich potworami, żądnymi krwi upiorami...

- [Imię]! Czekaj - usłyszała głos Elruna, który wytrącił ją z rozmyślań. Zatrzymała się. Gdy podbiegł do niej, zauważyła, że na jego policzku zostały już tylko dwie blizny, które niebawem miały zniknąć. Nie mogła uwierzyć, że specyfiki Ezarela tak szybko działały. Szczerze była pod wrażeniem. Aż kusiło ją, aby dotknąć policzka elfa. Nigdy w życiu nie będzie miała blizny. Nie ważne jakby się starała. Wszystkie jej skaleczenia były widoczne tylko w nocnym ciele.

- Słucham? - zadała spokojnie pytanie. Wiedziała jaki temat poruszy. Była tego w pełni świadoma. Tak jak Ezarel miał cholernie wielką wiedzę, tak jego brat znał się na życiu. Dopełniali się. Byli podobni, ale różni.

- Proszę wybacz Ezarelowi - westchnęła. Istniała jeszcze szansa, że ją zaskoczy, ale oczywiście było to tylko złudne marzenie. Postanowiła go wysłuchać, chociaż wcale nie gniewała się na rzeczonego. Była ciekawa, co usłyszy. - Ez miał ciężko... bardzo ciężko... - powiedział cicho, jakby nie chciał, aby ktokolwiek go usłyszał. Wzrok skupił na nieznanym punkcie w otchłani korytarza. Podrapał się po karku. Nie powinien tego opowiadać. On nie lubił, gdy ktoś o nim mówił, a tym bardziej opowiadał o TYM. Chwilę się zastanawiał, co powiedzieć, jednak postanowił uogólnić informację. - Oni tu byli... wszyscy, gdy kryształ... - pominął specjalnie szczegóły o swoim bracie. Nie musiała wiedzieć. Wystarczyło jej, że dowiedziała się o ich bólu. - Nevra, Valkyon, Ezarel jako dzieci... ponieśli duże obrażenia - spojrzał w końcu w oczy zmory. Nie wyrażały nic. Ona myślała. - Zyskali też dzięki temu dużą moc... - i wieczne przekleństwo. Dodał w myślach.

[Imię] wiedziała, że kryształ został uszkodzony całkiem niedawno. I też słyszała, że kilka osób odniosło rany, a jedna nawet zmarła... Ale nie wiedziała, że wśród poszkodowanych były dzieci, którym przeznaczone były główne stołki w strażach. Duża moc... czyżby siła kryształu na nich przeszła i dzięki temu byli zdolniejsi od innych przedstawicieli swoich gatunków? Dlatego tak młodo osiągnęli tak wysokie pozycje. Wtedy jeszcze żyła w lesie - gdy to się zdarzyło. Ale co? Kryształ sam z siebie nie mógł pęknąć. Coś... albo ktoś musiał go próbować zniszczyć! Elrun nawet nie wiedział, jak zaostrzył jej apetyt na wiedzę. Zakazaną wiedzę.

Offline

#7 18-02-2017 o 20h41

Straż Cienia
Kamilka
Nowo przybyła
Kamilka
...
Wiadomości: 7

Rozdział 5

Niezaprzeczalnym faktem, było to, że Nevra miał dużo z zboczeńca. Jednak nawet nie podejrzewała, że on będzie ją mniej wkurzać, niż wahania nastrojów Ezarela. Rozmowa z wampirem rozpoczęła się o dziwo całkowicie normalnie. Krótka, formalna wymiana grzeczności, raport, który oparła na rozmowie elfów i... "przyjacielska dyskusja".  Zdecydowanie takie coś musiał już ćwiczyć na innych. Zdecydowanie. Chociaż te zaloty były wyolbrzymione, w pewien sposób ją satysfakcjonowały jako kobietę. Każdy chce, aby inni go pożądali. Niektórzy się do tego nie przyznają, inni nawet ukrywają! Szczerze jednak jej intelektualna część rozpaczała.

- Ilu partnerów miałaś? - zapytał, obejmując [Imię] i zaciągając ją w kierunku spiżarni. Bezpośredniość to zarówno atut jak i wada... W sumie tak samo jak wszystkie inne cechy. Minusem miłych jest to, że są irytujący i często dają się wykorzystywać, a plusem agresywnych jest to, że mają przewagę nad przeciwnikiem, czyli w momencie zagrożenia szybciej zareagują. Tajemniczy Nevra, zadając tak otwarte pytania, staje się idealnym kochankiem. Takim, o którym wiemy nie wiele, a on o nas wszystko. Jednak to bardzo niebezpieczne.

Zaczęła się także zastanawiać nad znaczeniem słowa "partnerów". Chodziło mu o związki, seks czy może zwykłą współpracę? W końcu parę minut wcześniej rozmawiali o misji, z której to niedawno wróciła. Zastanawiała się jak ominąć to pytanie. Także chciałaby być świetnym kochankiem, który nie zdradza tak łatwo swoich tajemnic. [Imię] uśmiechnęła się pod nosem. Ludzie tracą zainteresowanie tym, co znają zbyt dokładnie. Gdy już nie jesteś w stanie zaskoczyć, porzucają cię jak zwykłą zabawkę. Miała inne plany, niż krótkotrwałe bycie laleczką wampira. Nawet jeżeli rzeczony wampir był najprzystojniejszą poruszającą się formą na świecie.

- Coś tam było - odpowiedziała zdawkowo, wpatrując się w twarz swojego rozmówcy. Przez sekundę widziała w jego oku zdziwienie, które momentalnie zmieniło się w czyste zaciekawienie.

- Mówił ci ktoś, że jesteś piękna? - to był zdecydowanie akt desperacji. Nie wiedział, co odpowiedzieć. [Imię] była tak naprawdę żeńską wersją Nevry o trochę mniej perwersyjnym charakterze. Załamała się lekko. Wampir ją po prostu zawiódł. Niektórych tekstów na podryw, nie powinno kierować się do wszystkich gatunków. Zaśmiała się i wyplątała z ramion swojego szefa.

- Codziennie! - weszła po schodach, zostawiając przywódcę straży cienia przed wejściem do spiżarni. - To, że jestem obrzydliwa też mi mówią - dodała, gdy była już pewna, że Nevra nie miał możliwości jej usłyszeć. Nieświadomie nogi zaciągnęły ją w kierunku laboratorium. Nie sądziła, że rozmowa z wampirem wprowadzi ją w taki dobry humor. Nie dowierzała, że kilka godzin wcześniej leżała nieprzytomna na podłodze. To wszystko [Imię] wydawało się, jakby wydarzyło się co najmniej rok wcześniej. Mimo swojego entuzjazmu, zatrzymała się niepewnie przy drzwiach, z wyciągniętą ku nich ręką. Zakazana wiedza. Chciała ją posiąść. Pierwszą jej myślą była biblioteka. Bez zastanowienia zrezygnowała z odwiedzin u elfów i skierowała się do zbioru ksiąg. Wątpiła, że coś tam znajdzie. Skoro wiedza ta była ukrywana, nie istniała możliwość wyczytania czegokolwiek sensownego.

Poza nią w bibliotece siedział jeszcze mały jednorożec, pochłaniający wszystkie dzieła w zastraszającym tempie. Nawet nie zwrócił na nią uwagi. Zastanawiała się, co tu robiło tak małe dziecko, ale domyślała się, że miało zapewnione miejsce w straży, albo specjalne pozwolenie. Wyszukiwała jakiegokolwiek tytułu, jednak albo nazwa na grzbiecie książki nic nie sugerowała, albo jej nie było wcale. Rozumiała, że kryształ odznaczał się dużą mocą i że przywódcy straż byli w pewien sposób radioaktywni. Tylko gdzie mogłaby o tym przeczytać. Nie pewnie zaczęła wybierać książki na "czuja". W pewnym momencie doszła do niej specyficzna myśl. Książka 134 regał, 26 półka od dołu. Zamknęła oczy i zaczęła sobie wyobrażać, że była noc, aby rozbudzić w sobie moce. Gdy poczuła lekki przypływ energii wyskoczyła, aby dosięgnąć półki z pożądaną lekturą. Usiadła się naprzeciwko jednorożca, oczarowana tym co trzymała w dłoniach. Kompletnie zapomniała o wcześniejszych książkach. Teraz tylko liczyła się "Historia o" z wyskrobanym końcem tytułu. Obok stała cieniutka książeczka "Historii o Ziemi", z którą przysięgła się kiedyś zapoznać. Spodziewała się, że tom w jej rękach nazywał się "Historia o Eldaryi", jednak myliła się. Był to spis wszystkich przywódców straż, wraz z ich portretami. Przez dość długą chwilę kartkowała księgę. Na początku ilustracje pokazywały głównie starszych mężczyzn i kilka kobiet. Gdzieś w połowie księgi przywódcami zostali młodsi ludzie, jednak już kilka stron dalej... Znajdowała się piątka dzieci. Miiko, która zdawała się tam być już w wieku dojrzewania. W danych było tylko napisane, że tytuł otrzymała dziedzicznie. Następny był Valkyon wybrany przez dziadka Miiko. Dalej namalowany został młody Nevra, który jako nieślubne dziecko, a jednocześnie jedyne, został przygarnięty przez ojca - głowę straży cienia. Kolejna strona jednak była dużo bardziej szokująca. Narysowany był na niej elf o długich, jak na swój wiek, włosach z szczerym uśmiechem na twarzy. Podpisany był "Elrun, Przyszły Przywódca Absyntu" i przekreślony czerwonym atramentem. Obok niego brakowało przyczyny, czy jakichkolwiek innych danych poza imieniem. Na następnej stronie spodziewała się ujrzeć Ezarela i oczywiście się nie myliła. Zirytowany chłopczyk z lekko smutną miną. Przy nim akurat było coś napisane, ale zostało wydarte.

Offline

#8 25-03-2017 o 01h29

Straż Cienia
Astorka
Młody rekrut
Astorka
...
Wiadomości: 27

Przybyłam skomentować, ponieważ widzę, że od dłuższego czasu nic nie zostało tutaj dodane. Wyznaję, że czytam Twoje opowiadanie cały czas, tylko jakoś nie miałam weny na zostawienie po sobie śladu, ale w rezultacie Twój brak aktywności mnie do tego przekonał. Trudno mi teraz sklecić coś sensownego z racji tego, iż już minęło trochę czasu od kiedy ostatni raz czytałam Twoje dzieło, ale wiedz że bardzo mi się podoba. Cieszę się, że choć historia dzieje się w uniwersum Eldaryi to jednak ma inną fabułę, a główna bohaterka to zupełnie nowa kreacja. Jest bardzo ciekawą postacią, relacja pomiędzy Ezem, a Zmorą intryguje, nie mogę się doczekać jak ich wspólne losy dalej się potoczą. Mam tylko jedno zastrzeżenie, ale nie jest ono związane z jakimiś błędami, tylko moimi osobistymi preferencjami. Nie za bardzo odnajduję się w opowiadaniach, w których czytelnik jest bohaterem. Przejrzałam sobie Twojego wattpada i widzę, że tworzysz w takiej konwencji. Nie czytałam nigdy ff takiego rodzaju, więc nie do końca wiem jak to odbierać. Rozumiem, że mam się utożsamić z postacią, czy może sama ją sobie trochę tworzyć w głowie, ale nie do końca wiem jak się wczuć w postać, która ma już zarysowany charakter i tak bardzo odbiega ode mnie jako czytelnika. Nie wiem czy się dobrze wyraziłam i czy to w ogóle jest zrozumiałe, ale po prostu wolałabym, żeby Zmora miała z góry narzucone imię i była bohaterką kompletną stworzoną przez Ciebie, a ja mogłabym wtedy ją sobie wizualizować w głowie w pełnej krasie.
No cóż, mam nadzieję że nie porzuciłaś tego opowiadanka, czekam z niecierpliwością na dalsze rozdziały i życzę weny ;)

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1