Forum

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3 ... 70

#1 02-02-2017 o 11h28

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 704

https://zapodaj.net/images/65dac98eb1b1c.png


https://zapodaj.net/images/62211222a184c.jpg

Londyn, rok 2024.
Na świecie wybuchła bomba, a w oddali widać chmurę atomową.
Mgła spowiła większość państw.
Przeżyjemy! Projekt "Nowa Ziemia" wybrał przedstawicieli, którzy odbudują świat.
Cel: Bunkier, który został zaprojektowany, abyśmy mogli przeżyć.
Gdy drzwi się zamkną już nikt do niego nie wejdzie ani z niego nie wyjdzie wcześniej niż po dwunastu latach.
Misja: Zaludnić ziemię!

https://zapodaj.net/images/0886cc2528331.jpg

Wcielamy się w grupkę obcych sobie licealistów z różnych szkół, wybranych pod względem uwarunkowań genetycznych, do projektu „Nowa Ziemia”. Ich zadaniem jest przeżyć w bunkrze przez dwanaście lat.
Znajdą tam wszystko, czego potrzeba, żeby zaspokoić podstawowe potrzeby, jak jedzenie, sen, rozrywka. Muszą zadbać o to, by pożywienia nie zabrakło, dbając o specjalistycznie przygotowany ogród, a co najważniejsze połączyć się w pary.

Pomysł zaczerpnięty z filmu „Filozofowie”


https://zapodaj.net/images/516d5fd666d06.jpg

Dziewczyny:
• @Sarahna jako Alice Sulivan >> KP <<
• @Sithonia jako Chloe Beatriz Sincler-Cheney >> KP <<
• @Ghoul jako Alodie Jane Meadowes >> KP <<
• @Labano jako Evelyn Vernile >> KP <<
• @Saraid jako Elis Georgieva >> KP <<


Chłopcy:
• @Okamgnienie jako Leo Wincraft, Walt Robbins oraz śp. Vincent † >> KP <<
• @bookprisoner jako Oliver Howell >> KP <<
• @Sarahna jako Nicolas Levittoux >> KP <<
• @WojtaSenpai jako Philip Paxson >> KP <<
• @Kanada jako Leviatan Jenkins >> KP <<
• @Jane1011 jako Vincent Webb >> KP <<



https://zapodaj.net/images/57d0e8a027c74.jpg



1. Regulamin forum i OG.
2. Wygląd postaci Realny.
3. Pamiętajmy, że jesteśmy w bunkrze. Nie mamy telewizora ani Xboxa. Należy oszczędzać prąd.
4. SZANUJMY SIĘ I NIE BLOKUJMY SWOICH POSTACI. JEŚLI WIESZ, ŻE NIE DASZ RADY NAPISAĆ POSTA W NAJBLIŻSZYM CZASIE, ULOKUJ SWOJĄ POSTAĆ GDZIEŚ, GDZIE NIE BĘDZIE MUSIAŁA BRAĆ UDZIAŁU W AKCJI
5. Nie piszemy tylko w parach, to opowiadanie wieloosobowe, nie dwuosobowe.
6. Uwarunkowanie genetyczne nie polega na tym, że mamy być piękni, zdolni i w ogóle... Chodzi o to, że jesteśmy wolni od chorób genetycznych.
7. Szanujemy się nawzajem i o swoich nieobecnościach informujemy.
8. Czytamy wszystkie posty, żeby nie było sprzeczności.

r e l a c j e



P L A N   B U N K R A

Ostatnio zmieniony przez Sarahna (05-12-2017 o 10h43)



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#2 02-02-2017 o 13h01

Straż Obsydianu
Okamgnienie
Akolita Sylfy
Okamgnienie
...
Wiadomości: 1 209

https://littlefingersbigart.files.wordpress.com/2012/06/line-08.png
http://i65.tinypic.com/255opig.jpg

Link do zewnętrznego obrazka


Leo Wincraft   ◽️◼️◽️   włosy ciemnoblond   ◽️◼️◽️     oczy brązowe  ◽️◼️◽️      heteroseksualny  ◽️◼️◽️   londyńczyk
      ◽️◼️◽️     18 lat     ◽️◼️◽️    186 cm wzrostu   ◽️◼️◽️    80 kg     ◽️◼️◽️      normalna budowa ciała
https://littlefingersbigart.files.wordpress.com/2012/06/line-08.png
https://zapodaj.net/images/d3b3709b42c7c.jpg


https://littlefingersbigart.files.wordpress.com/2012/06/line-08.png



Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Okamgnienie (28-11-2017 o 16h49)

Online

#3 02-02-2017 o 13h24

Żołnierz Straży
Umbreonna
...
Wiadomości: 478

Spoiler (kliknij, aby zobaczyć)

Ostatnio zmieniony przez Umbreonna (26-11-2017 o 18h13)


https://66.media.tumblr.com/f371ca2930f0a07f877822bdf581d251/tumblr_pjg2vyJInL1vv5i8eo1_500.gif

Offline

#4 02-02-2017 o 13h56

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 704

https://zapodaj.net/images/ab297187e7551.png
https://zapodaj.net/images/91b5b8d726f3d.jpg https://zapodaj.net/images/208cfff77e03f.jpg
PERSONALIA
[IMIĘ] alice [NAZWISKO] sulivan
[URODZINY] 6 marca [WIEK] 18 lat
[PŁEĆ] kobieta [ORIENTACJA] hetero
[POCHODZENIE] anglia [MIEJSCE ZAMIESZKANIA] londyn
[ZNAK ZODIAKU] ryby [GRUPA KRIW]
APARYCJA
[WŁOSY] brązowe [OCZY] szare
[WZROST] 163 cm [WAGA] 57 kg
[SYLWETKA] szczupła [CERA] blada
[ZNAKI SZCZEGÓLNE] piegi, pieprzyk na twarzy
RÓŻNE INFORMACJE
[Gdy przebywa w dużym tłumie, zaczyna jej się robić duszno.] [Najbardziej lubi dania z makaronami. Nie przepada jednak za słodyczami.]
[Uczęszcza na kurs samoobrony i trenuje karate.] [Przeraźliwie boi się burzy.] [Gryzie. Siebie, ludzi, kosmyki włosów.]
[Jest dość niezdarna. Zdarza jej się coś upuścić, zgubić, potłuc.]
[Ma problemy z orientacją w terenie.] [Dobrze gotuje. Gdy nadarzy się okazja, bierze udział w kursach kulinarnych.]
[Lubi kolor różowy, ale tylko w dodatkach. Ubrań w danym kolorze nie toleruje.]
[/COLOR]

>>
https://zapodaj.net/images/a1d96c5d04451.png

https://zapodaj.net/images/2ccd64f228a33.jpg https://zapodaj.net/images/4f435910b7404.jpg
P E R S O N A L I A

-N i c o l a s    L e v i t t o u x --N i c o- -2 0  l a t-
-5 p a ź d z i e r n i k- -F r a n c j a  - L e   M a n s-
-M ę ż c z y z n a- -H e t e r o-
-M a t k a - D e n i s e,  O j c i e c - X a v i e r, M ł o d s z a   s i o s t r a - L i l o u-
-N i e   p o s i a d a   s p e c j a l i z a c j i-

A P A R Y C J A

-S z a t y n--N i e b i e s k i e-
-1 8 9 c m--8 8 k g-
-N o r m a l n a – Z d r o w a-
-J a s n a-
-M a ł e,  o k r ą g ł e  b l i z n y  n a  c i e l e-

C I E K A W O S T K I

-Raz bywa zabawny, miły, towarzyski, a raz wybuchowy, wredny, chłodny i arogancki-
-Jest uczulony na koty, orzechy, banany, pyłki i czekoladę-
-Zajmował się nielegalnym handlem towarów, jednak sam z nich nie korzystał-
-Nie znosi czyjegoś dotyku-
-Nie wie co to miłość i szczerze go to nie obchodzi-
-Nie lubi „słodkich idiotek”-
-Uwielbia słodycze, oprócz czekolady-
-Nie pije ani nie pali-
-Prowadzi zdrowy tryb życia-
-Zna się na pracach manualnych. Potrafi naprawić cieknący kran, cieknącą pralkę czy przykręcić gniazdko. Dodatkowo zna się na malowaniu i wszelkich pracach remontowych-
-Do bunkra trafił przypadkiem-

Ostatnio zmieniony przez Sarahna (05-10-2017 o 21h01)



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#5 02-02-2017 o 14h10

Straż Cienia
bookprisoner
Straż na szkoleniu
bookprisoner
...
Wiadomości: 194


Link do zewnętrznego obrazka
Link do zewnętrznego obrazka
Link do zewnętrznego obrazka
Link do zewnętrznego obrazka
Link do zewnętrznego obrazka
IMIĘ: OliverNAZWISKO: HowellWIEK: 19 latURODZINY: 9 stycznia
ZNAK ZODIAKU: koziorożecORIENTACJA: heteroPOCHODZENIE: Stany Zjednoczone
RODZINA: Prawdopodobnie nie żyjeGRUPA KRWI: ABRh+SPECJALIZACJA: stolarz
Link do zewnętrznego obrazka
Link do zewnętrznego obrazka
WZROST: 194 cmWAGA: 95 kgSYLWETKA: szczupły
OCZY: brązoweWŁOSY: czarneCERA: śniada ZNAKI SZCZEGÓLNE: brak

Link do zewnętrznego obrazka
Link do zewnętrznego obrazka
● OKAZJONALNY PALACZ ● INTROWERTYK  ● NIECIERPLIWY ●
● Z NATURY NIEPRZYJAZNY I OSCHŁY ● ale zdarza mu się pomóc (ktoś by mógł powiedzieć, że z litości)
● szkoła średnia matematyczno-informatyczna ● stolarstwa wyuczył się od ojca ●
● whisky ● lepiej nie pytać go o starszego brata ● "a kogo to obchodzi?"


Link do zewnętrznego obrazka


Link do zewnętrznego obrazka

Ostatnio zmieniony przez bookprisoner (25-06-2017 o 12h47)

Offline

#6 02-02-2017 o 15h17

Straż Cienia
Charo
Pokonała kurę
Charo
...
Wiadomości: 833

Link do zewnętrznego obrazka

https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/3b/4b/6e/3b4b6e6a3402976e2672a8545355b48a.jpg

Link do zewnętrznego obrazka

࿊ Przyszła na świat piątego listopada na japońskiej wyspie Okinawa.
࿊ Lat siedemnaście
࿊ Zodiakalny Skorpion
࿊ Jest jedyną córką Aiko i Takeru, którzy zaraz po narodzinach Risy przenieśli się do Anglii. (oboje nie żyją)
࿊ Heteroseksualna kobieta
࿊ Jej grupa krwi, to 0Rh+
࿊ Specjalizuje się w inżynierii elektrycznej


Link do zewnętrznego obrazka

࿊ 166 centymetry wzrostu
࿊ 62 kilogramy
࿊ Kobieca budowa ciała
࿊ Ciemnobrązowe włosy z jaśniejszymi końcówkami
࿊ Piwne oczy
࿊ Jasna cera
࿊ Brak znaków szczególnych


Link do zewnętrznego obrazka

࿊ Nie lubi być w centrum uwagi
࿊ Ukończyła kurs pierwszej pomocy
࿊ Lubi śpiewać i często nuci pod nosem. Ma ładny głos
࿊ Panicznie boi się węży i pająków
࿊ Zna kilka języków obcych
࿊ Uwielbia poezje, zwłaszcza W.Szekspira
࿊ Nie posiada zdolności kulinarnych
࿊ Perfekcjonistka, zawsze ma dopięte wszystko na ostatni guzik
࿊ Niepoprawna romantyczka, która marzy o wielkiej miłości


Link do zewnętrznego obrazka

☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣

https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/00/20/bf/0020bff371cd99107ce92de21b22a5ba.jpg

☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣☣

Link do zewnętrznego obrazka

WIEK - 19 lat
PŁEĆ - Męska
ORIENTACJA - Hetero
POCHODZENIE - USA
RODZINA - Matka Rose ✝ Ojciec Adam ✝
SPECJALIZACJA - Mechanika - Złota Rączka

KOLOR OCZU - Brązowy
KOLOR WŁOSÓW - Brązowy
WZROST - 185 cm
WAGA - 92 kg
BUDOWA CIAŁA - Lekko atletyczna (kaloryfer ma ;p)

***

Zabawny ✓        Towarzyski ✓      Szarmancki ✓
Leniwy ✕         Lojalny ✓         Wrażliwy ✕
Punktualny ✕     Pamiętliwy ✕      Wyniosły ✕
Zazdrosny ✓      Ambitny ✓         Zmysłowy ✓
Agresywny ✕      Arogancki ✕       Skromny ✓
Idealista ✓      Bystry ✓          Roztargniony ✕
Stanowczy ✓      Odpowiedzialny ✓  Próżny ✕

Ostatnio zmieniony przez Charo (26-02-2017 o 19h33)


https://i.pinimg.com/564x/82/82/32/828232d55b87f72e38db38c569b34947.jpg

Offline

#7 02-02-2017 o 18h19

Straż Cienia
Suvani
Akolita Jednorożców
Suvani
...
Wiadomości: 339


Link do zewnętrznego obrazka

***

https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/9f/3c/14/9f3c1469069345da0a7d10d49f0efeab.jpg

***

Dane personalne
imię • Makoto
nazwisko • Lymington
przezwisko • Mac
miejsce zamieszkania • Londyn, Wielka Brytania
miejsce urodzenia • Manchester, Wielka Brytania
pochodzenie • pół-Anglik, pół-Japończyk
rodzina • nie żyją; matka - Yukina Sakamoto, Japonka, (dawniej) tancerka, ojciec - Elvis Lymington, Anglik, (dawniej) skrzypek i kompozytor
data urodzenia • 8 października
wiek • prawie 18 lat
płeć • mężczyzna
orientacja • biseksualny, ale skłania się ku hetero

***

Wygląd
kolor włosów • czarne
kolor oczu • błękitne
cera • jasna
wzrost • 184 centymetry
waga • 79 kilogramów
sylwetka • szczupły
znaki szczególne • azjatycka uroda

***

Pozostałe informacje
Jest raczej spokojny i pewny siebie. • W niektórych sytuacjach potrafi się wściec lub zawstydzić, jednak zdarza się to rzadko.
Jego ojciec umarł na zawał kilka lat przed wybuchem bomby, a matka właśnie z powodu wybuchu. • Po rodzicach odziedziczył zdolności artystyczne.
Uczył się w szkole o profilu matematyczno-fizycznym. • Uczęszczał do popołudniówki muzycznej (grał na klarnecie) i na lekcje tańca.
W wolnych chwilach rysował i czytał mangi. • Jego ulubionym mangaką był Dowman Sayman.
Nie przepada za chłopczycami. • W życiu był w dwóch związkach, raz z dziewczyną, a raz, jeszcze w gimnazjum, z chłopakiem. Oboje teraz nie żyją.
Zdarza mu się zasmucić z błahego powodu. • Nie śmieszą go komedie ani żarty, chyba że są z kreskówek - wtedy śmieje się nawet z tych najgłupszych.
Lubi zwierzęta. Kiedyś hodował węża, jeszcze wcześniej szczura. • Obrzydzają go glony.

Ostatnio zmieniony przez Suvani (14-02-2017 o 16h53)


yaruse is my precious sister
w a t t p a d
https://68.media.tumblr.com/e29e83a69e8df19a5f81d8ce0abce679/tumblr_occh6g0mpp1rqe0rbo1_500.gif

Offline

#8 02-02-2017 o 22h11

Straż Absyntu
Croo
Stokrotka z Dolin
Croo
...
Wiadomości: 3 011

https://68.media.tumblr.com/07b68819806fbd28fcb6f80b74bad8a7/tumblr_okrmu3vxq61vgoxgio1_r1_500.png
https://68.media.tumblr.com/f43f6c653184ef967173b0c8c0868c65/tumblr_okrmu3vxq61vgoxgio4_r1_500.png
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
P E R S O N A L I A
imię   ●   C A R O L I N E   nazwisko   ●   P R I C E   przezwisko   ●   C A R O L
wiek   ●   1 6   urodziny   ●   1 5  L I S T O P A D   pochodzenie   ●   A N G I E L K A
płeć   ●   K O B I E T A   orientacja   ●   H O M O S E K S U A L N A
rodzina   ●   S I O S T R A   szkoła   ●  L I C E U M   P L A S T Y C Z N E

A P A R Y C J A
włosy   ●   B R Ą Z O W E   oczy   ●   P I W N E
wzrost   ●   1 6 5   C E N T Y M E T R Y   waga   ●   5 6   K I L O G R A M Y
sylwetka   ●  S Z C Z U P Ł A   karnacja   ●   O P A L O N A , Z  P I E G A M I
tatuaże   ●  B R A K   znaki szczególne   ●   B R A K

C H A R A K T E R Y S T Y K A
zdecydowanie zbyt wygadana   ●  S Z C Z E R A  I  L O J A L N A   
wegetarianka, kochająca zwierzęta   ●   L E N I W A
niepoprawna romantyczka   ●  B E Z T R O S K A , C I E K A W S K A   
uczulona na kocią sierść i pomidory   ●   I N T E L I G E N T N A
panicznie bojąca się piorunów   ●  N E R W O W A , R O Z T A R G N I O N A   
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
https://68.media.tumblr.com/8f5393c012f7a53e91bd19f81c407441/tumblr_okrmu3vxq61vgoxgio3_r2_500.png
Always gonna steal your thunder, watch me like a dark cloud
On the move collecting numbers, Imma take your girl out

Saw your face, heard your name, gotta get with you
Girls like girls like boys do, nothing new ♥

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -



https://66.media.tumblr.com/f323de976bb8a852cc3548f06bb5eeb4/tumblr_px2736OkDo1wv5lqho2_400.gifv https://66.media.tumblr.com/f323de976bb8a852cc3548f06bb5eeb4/tumblr_px2736OkDo1wv5lqho2_400.gifv

Offline

#9 02-02-2017 o 22h33

Straż Obsydianu
Haiti
Młody rekrut
Haiti
...
Wiadomości: 11

Ostatnio zmieniony przez Haiti (03-02-2017 o 01h09)


i t ' s  a  c i t y  o f  d r e a m s  a n d  I ' m  a  b i g  d r e a m e r
--------------------------------------------
https://i.imgur.com/L89DMuX.gif https://i.imgur.com/3TRghDh.gif https://i.imgur.com/YQQRxLH.gif

Offline

#10 02-02-2017 o 23h20

Straż Absyntu
luce911
Szeregowiec
luce911
...
Wiadomości: 110


https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/b3/d6/5e/b3d65eb7065354000f0021650c921671.jpgLink do zewnętrznego obrazka


|imię| Sebastian
|nazwisko| Wainwright
|wiek| 18 lat
|urodziny| 8 maj
|rodzina| matka Lilianna, ojczym Patrick, młodszy brat Timothy
             Niewiadomo czy żyją



|k.włosów| brązowe
|k.oczu| zielone
|wzrost| 185 cm
|waga| 80 kg


*zabawny  *towarzyski  *czasem arogancki  *roztargniony
   *klasa o profilu ogólnym  *niedoszły student informatyki
   *komputery  *programowanie  *majsterkowanie
   *niezdrowe jedzenie  *niechęć do sportu 
   


Ostatnio zmieniony przez luce911 (06-02-2017 o 16h58)


https://nikilynnkennedy.files.wordpress.com/2015/01/round2.gif

Offline

#11 03-02-2017 o 17h04

Straż Absyntu
Sithonia
Żołnierz Straży
Sithonia
...
Wiadomości: 597

Link do zewnętrznego obrazka
Link do zewnętrznego obrazka
Link do zewnętrznego obrazka
Link do zewnętrznego obrazka
Link do zewnętrznego obrazka
Link do zewnętrznego obrazka
Link do zewnętrznego obrazka

Imię|Chloe
Drugie imię| Beatriz
Nazwisko| Sincler - Cheney
Wiek| Siedemnaście lat
Sata urodzenia| 24 grudnia
Status cywilny| Wolna
Orientacja|Heteroseksualna
Znaki szczególne| Blizna na udzie i prawym boku
Waga| 48 kg
Wzrost| 158 cm
Kolor oczu| Błękitne
Kolor włosów| Brązowe
Sylwetka| Kobieca, szczupła, wysportowana (duży biust xD )
Pochodzenie| Francuzko ( po mamie) - Angielskie ( po tacie)

Link do zewnętrznego obrazka
Link do zewnętrznego obrazka
Link do zewnętrznego obrazka

~ Ma beznadziejną orientacje w terenie i silny instynkt przywódczy. To nie jest dobre połączenie.  ~
~Lubi zajęcia fizyczne. Od małego była raczej żywą osobą i często pakowała się w kłopoty - taki dar. Nienawidzi za to plastyki i fizyki. ~
~Uwielbia koty~
~Nie przepada za słodyczami, ale KOCHA truskawki <3~
~Nienawidzi kwiatów i ma na nie alergię. ~
~ Jej rodzice rozwiedli się gdy dziewczyna miała dwanaście lat. A sprzed tego okresu pamięta i tak jedynie nieustające kłótnie rodziców, dlatego teraz nie wierzy w małżeństwo. Uważa, ze po ślubie wszystko się niszczy. Chloe ma jeszcze trzech starszych braci - Natan 29l, Philip 27l, Aaron 25l. ~
~Nigdy nie ocenia "książki po okładce" i NIENAWIDZI stereotypów. Uważa to za przekleństwo naszego społeczeństwa.~
~Pomimo beztroskiego usposobienia jest dla siebie dosyć surowa. Rzadko bywa w stu procentach zadowolona z siebie czy swojej pracy. Zawsze widzi milion rzeczy, które można poprawić.~
~Po rozwodzie mieszkała z tatą i dwoma braćmi. Najstarszy zamieszkał z matką. ~
~Umie biegle francuski, hiszpański i angielski~
~Mało osób zna jej drugie imię. Chloe wręcz go nienawidzi.
~Trenowała jazdę figurową na łyżwach i strzelectwo~

Link do zewnętrznego obrazka
https://2.bp.blogspot.com/-DJQBHJSefvY/WT7TM8pmtZI/AAAAAAAB1W4/n04Oj52wZdYAJ2EbHLkuFMWV3pxBmE9qgCLcB/s1600/giphy7.gif
Link do zewnętrznego obrazka


Ostatnio zmieniony przez Sithonia (04-12-2017 o 08h47)


https://static.tumblr.com/34899b7c6f42ba3fe66de92e551f6b6f/7cc6nna/ZTeoxvjkg/tumblr_static_filename_640_v2.gif

Offline

#12 04-02-2017 o 12h15

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 704

Zaczynamy! /static/img/forum/smilies/smile.png



https://zapodaj.net/images/ab297187e7551.png


    To dziś. Dziś nadszedł ten dzień, do którego zostaliśmy powołani. My zwykli licealiści mamy utrzymać gatunek ludzki przy życiu.
    Sterczałam przed moim domem, w którym tak niedawno jeszcze razem z rodzicami spożywaliśmy wspólne posiłki, oglądaliśmy wspólnie programy w telewizji, śmiejąc się przy ty na kanapie i zajadając popcorn. Dom, w którym spędziłam najlepsze chwile z ukochanymi mi osobami. Zapach maminego obiadu, smak jej deserów, dowcipy taty. Teraz nie wiem, co się z nimi stało. Przedstawiciele projektu "Nowa Ziemia" obiecali, że będą bezpieczni. Chciałabym w to wierzyć. Ogarnął mnie niepokój, któremu towarzyszyły łzy spływające powolnie po policzku. W oddali było słychać wybuchy, krzyki ludzi, którzy nie mieli szczęścia. W powietrzu dało się wyczuć siarkę, a i samo niebo przybrało odcień brudnej żółci. To była mgła. Mgła atomowa, która powolnie opadała na miasta, niszcząc wszystko, co napotkała po drodze. Miałam jeszcze czas. Musiałam uciec.
    Stałam tak w zadumie, gdy przed moją osobą zatrzymał się samochód pancerny, z którego wysiadło trzech wielkich oprychów w maskach gazowych.
    - Panna Sulivan? - odezwał się najwyższy z nich. Niepewnie potwierdziłam, kiwając lekko głową.
    Natychmiast została mi wręczona maska, a drzwi samochodu rozchyliły się szerzej. Świadoma tego, co mnie czeka, powolnie wsiadłam do pojazdu, a zaraz za mną, mężczyźni.
    Usłyszałam warkot silnika, po czym samochód zaczął się powolnie toczyć, by chwilę później jechać z pełną prędkością w nieznanym mi kierunku. Oparłam głowę o szybę i wzrokiem podążałam za widokami, o ile można było to nazwać widokami. Ludzie uciekający w panice, nie wiadomo dokąd, przecież nigdzie nie jest bezpiecznie. Ludzkość zaczynała pomału wymierać. Poniszczone budynki migały jeden za drugim. Nie chciałam zapamiętywać tego obrazu, nie teraz, kiedy kreowała się dla mnie nowa przyszłość. Zamknęłam oczy.
    Nie wiem, ile czasu minęło ani ile kilometrów od domu jestem. Przez poniszczony krajobraz nie byłam w stanie rozpoznać niczego. Chwyciłam tobołek i wysiadłam z samochodu. Zapewniano mnie, że niczego nie potrzebuje, jednak dla poczucia własnego komfortu zabrałam z domu zdjęcia rodziców. Nawet jeśli przeżyją, to nie wiem, czy mi się to uda.
    Szłam powolnie do miejsca, które miało mi zapewnić przetrwanie. "Bunkier", bo tak nazywali go przedstawiciele, przez dwanaście lat miał utrzymać przy życiu mnie i dziewięcioro innych osób, których w życiu nigdy nie widziałam na oczy. Bałam się, bo kto by się nie bał. Strach był tak ogromny, że bezwarunkowo zaczęły mi się trząść nogi. Musiałam przystanąć na chwilę i złapać się za uda, aby się uspokoić.
    W parku, a przynajmniej tak mi się wydawało, z racji tego, że były tu pozostałości po drzewach. i coś, co przypominało stawek, były ogromne betonowe filary, między którymi odbijały światło ogromne przeszklone, szkłem pancernym drzwi, nad którymi widniał zegar odliczający czas do zamknięcia.

DO ZAMKNIĘCIA, POZOSTAŁO
3 GODZINY 49 MINUT


    Nie wiedziałam, czy ktoś jest już w środku, czy przybyłam pierwsza. Niepewnym krokiem ruszyłam w stronę drzwi, które automatycznie się rozsunęły. Podążałam długim korytarzem oświetlonym przyciemnionymi kinkietami, który prowadził w dół pod ziemię. Był w stanie surowym, a dookoła unosił się ziemisty zapach, dopiero na końcowym odcinku, zobaczyłam drugie drzwi, tym razem białe. Weszłam do środka, drżącą ręką łapiąc za ogromną klamkę.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, było, wielkie pomieszczenie w kolistym kształcie, w którym stał okrągły stolik, a dookoła niego usadowione były trzy czteroosobowe kanapy. Dookoła w ścianach dało się dostrzec, dwanaście pojedynczych drzwi. Wywnioskowałam, że prowadzą do pokoi, każdego członka projektu. Między drzwiami, usadowione były regały z książkami i przeróżnymi planszówkami. Przynależąca do kolistego pomieszczenia, prostokątna kuchnia, wydawała się solidnie wyposażona w najpotrzebniejsze sprzęty.
    Westchnęłam ciężko, przytłoczona całą sytuacją. Dlaczego to właśnie mnie wybrali? Rzuciwszy tobołek na sofę, przechadzałam się między regałami, wertując wzrokiem tytuły książek. Starałam się zabić czas w oczekiwaniu na pozostałych.

Ostatnio zmieniony przez Sarahna (11-02-2017 o 10h58)



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#13 04-02-2017 o 17h19

Straż Obsydianu
Okamgnienie
Akolita Sylfy
Okamgnienie
...
Wiadomości: 1 209



   Chciało mi się śmiać. Wręcz pękać ze śmiechu, widząc tę panikę jaką wywołały te komunikaty, alarmy i inne sygnały wysyłane przez władze, że niby świat się kończy. Jaaasne. Pic na wodę, fotomontaż. Pewnie jakiś dziany reżyser kręci film, bo jak inaczej można nazwać ten cały projekt "Nowa Ziemia"? Pewnie będzie to coś w rodzaju Big Brothera, tylko bardziej ekstremalne, bo pod ziemią i bez możliwości opuszczenia tego "schronu", no chyba że nogami do przodu. Ha, ha, ha.
   Leżąc wygodnie umoszczony na kanapie w moim luksusowym apartamencie, przekładałem między palcami kartkę, która była moją przepustką do tego całego show. Musiałem dobrze wyuczyć się swojej roli, w końcu sporo mnie ona kosztowała. " Po trupach, do celu" - jak to mawiają, a w obliczu tych bajeczek i efektów specjalnych, którymi koloryzują naszą rzeczywistość, brzmiało to dość dosłownie. Ha, ha, ha.
   Nim się obejrzałem, rozdzwonił się mój wideodomofon.
- Zaczyna się! - prawie posikałem się z radości wypowiadając te słowa. Pospiesznie wsunąłem w kieszeń mocno opuszczonych w pasie dżinsów złożoną na czworo kartkę. Gosposia idealnie poskładała moje rzeczy do torby na kółkach, bo ona znała się na tym najlepiej, poza tym za coś jej płaciłem, więc wymagałem, nie? Ha, ha, ha. Ruszyłem więc do drzwi, zatrzymując się jeszcze w przedpokoju i zerkając w lustro. Poprawiłem misternie ułożone na żelu włosy, bo przecież każde ujęcie będzie ważne dla moich przyszłych fanów. Żel do włosów, to było coś, z czym się nie rozstawałem, bo jak to mawiał mój dziadek: "myjcie się dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny". Ha, ha, ha. Dobra. już będę poważny, w końcu te wybuchy atomowe to nie przelewki, nie? Ha, ha, ha.
   Czekali na mnie pod drzwiami. Od razu zaczęli mi wciskać na twarz jakąś maskę.
- Uważajcie na włosy! - wybełkotałem, ale raczej nikt nie zwracał na mnie uwagi, ponieważ wszystkim bardzo gdzieś się spieszyło. Pewnie kamerzysta grzał już swój sprzęt i chciał zrobić jak najlepsze ujęcia, kiedy wyjdę na ulicę.
- To miały być podręczne rzeczy, a nie bagaż jakbyś wybierał się dwutygodniowy rejs po Karaibach! - syknął na mnie jeden z "goryli", którzy mnie eskortowali.
Miałem już mu odpowiedzieć, pewnie nawet rzuciłbym jakimś mięsem, ale wtedy przypomniałem sobie tekst, który powtarzałem od kilku dni, a który musiałem wykuć jak tabliczkę mnożenia: "Vincent, jesteś spokojnym, skromnym chłopakiem". Westchnąłem więc i dałem się ponieść przygodzie, nie protestując i nie wychylając przez całą drogę. Kątem oka poszukiwałem tych oczu kamer zwróconych na nasz pancerny pojazd, ale widocznie dobrze się skubańcy ukryli, bo nie zauważyłem ani jednej. Za to ludzie grali świetnie. Ta panika była tak naturalna, a te sceny śmierci! Mam nadzieję, że twórca tego programu to doceni, gdybym mógł, to już wysłałabym smsa i zagłosował na tą zakrwawioną babeczkę!
   Kiedy dotarliśmy na miejsce odruchowo sięgnąłem do włosów. Guzik mogłem poprawić, bo wciąż miałem na sobie tę "twarzową" maskę. Zegar odmierzał czas do zamknięcia bunkra. "Czyli jeszcze co najmniej trzy godziny muszę być cichy i spokojny" - powiedziałem do siebie w myślach i wszedłem do budynku, ciągnąc za sobą torbę wielkości prawie metr na metr.
Sam już nie wiedziałem, czy nie wolałem być w masce. Po jej zdjęciu poczułem ten smród ziemi, jakiejś takiej specyficznej zgnilizny piwnicznej. Przewróciłem oczami. Naprawdę nie mogli zadbać o odświeżacze powietrza? Zdecydowanie nie było mi do śmiechu. Pamiętałem jednak, żeby mieć dziarską minę, bo pewnie to moje wielkie wejście transmituje teraz kilka znaczących angielskich stacji.
   Dotarłem do pomieszczenia, gdzie były sofy, ale to nie one przykuły moją uwagę, a ta laska, która stała koło regałów. Błyskawicznie poprawiłem fryzurę, zanim dziewczyna się odwróciła.
- Cześć - powiedziałem nonszalancko opierając się o swoją torbę i posyłając jej mój jeden z najlepszych uśmiechów. - Ty też do tego... projektu? - już miałem powiedzieć "show", ale w porę ugryzłem się w język. Uśmiech nie schodził mi z twarzy, kiedy przyglądałem się jej sylwetce, lustrując ją od stóp do głów. "Niczego sobie" - skomentowałem w myślach. "Do tego dobra aktorka, ten smutek na jej licu jest taki autentyczny!"
- Wiesz może, gdzie jest mój pokój? - zapytałem, bo wypadałoby chociaż spojrzeć w lustro i podrasować fryzurę żelem, żeby zrobić jak najlepsze wrażenie.

Online

#14 04-02-2017 o 18h49

Żołnierz Straży
Umbreonna
...
Wiadomości: 478


Nadszedł ten dzień, moje pożegnanie z Ameryką. Dziś miałam stać się częścią przyszłości ziemi. Dumna wyszłam z swojego pokoju w internacie mijając spanikowanych uczniów. Biedni byli skazani na zagładę i zapomnienie, za to ja miałam zostać współczesną Ewą... Dobra, jedną z pięciu współczesnych Ew, ale to i tak zaszczyt, na który nie każdy zasłużył. Ja z pewnością byłam idealną kandydatką na matkę nowego narodu. Miałam nieskazitelne geny, a do tego talent, który mogłam przekazać przyszłym pokoleniom. Już widziałam nowy świat za dwanaście lat: własny teatr, siebie i swoje dzieci tworzące nową kategorię sztuki. O tak, twórcy projektu "Nowa Ziemia" podjęli bardzo dobrą decyzję. Oczywiście podejrzewam, że macali też w tym palce moi rodzice. Pewnie w zamian za poświęcenie swojej córki na tak szczytny cel dostali swój prywatny bunkier, działkę na księżycu lub coś w tym stylu, a przynajmniej miałam taką nadzieję. Szkoda by było gdyby Charlotte też nie miała okazji dorosnąć i zobaczyć mnie w tym nowym świecie. W końcu doszłam do czekającego helikoptera. Bez wahania weszłam do środka. Gdy startowaliśmy ostatni raz rzuciłam oko na swoich kolegów i koleżanki. Było mi przykro z ich powodu, ale cóż takie jest życie. Jedni wygrywają, a drudzy nie. Zresztą może któreś z nich trafi do amerykańskiej wersji tego projektu. Nie dla wszystkich to jest koniec. W czasie lotu jeden z naukowców jeszcze raz wytłumaczył mi na czym będzie polegać nasza rola w odbudowaniu świata. Szczerze prawie w ogóle go nie słuchałam, myślami błądząc zupełnie gdzie indziej. Do rzeczywistości wróciłam dopiero gdy na moich kolanach wylądowała maska przeciwgazowa.
- Musisz to ubrać. Mgła opanowała już prawie cały Londyn.- Poinformował mnie mój towarzysz podróży.
- Oczywiście.- Odparłam zachowując przy tym poważną minę. Gdy wylądowaliśmy, poczułam się jak w tych wszystkich filmach o apokalipsach. Wszystko było żółte, a na ulicach panowała panika. Był to straszny widok. Nie miałam nawet czasu aby się rozejrzeć, bo nakazano mi szybko wejść do bunkra. Pierwsze co zauważyłam to licznik czasu pozostałego do zamknięcia. Za trzy godziny miałam zacząć pisać historię. Wyprostowałam się i przybrałam jak najbardziej dostojną pozę w razie gdyby to wszytko miało być nagrywane. W salonie zauważyłam tylko dwie osoby. Nie powiem, że wolałabym przybyć jako ostatnia jako pewna metafora, ale trudno. Dumnym krokiem ciągnąc za sobą moją walizkę podeszłam do moich przyszłych współlokatorów.
- Cześć, jestem Samantha Black, przyszłość muzyki nowego świata, ale możecie mówić do mnie Sam. A wy? Na czym ma polegać wasza rola w nowym świecie?[/color] - Przedstawiłam się radośnie. Od razu wzięłam się za przeprowadzanie wywiadu. Trzeba jak najlepiej poznać środowisko, w którym mam się obracać.

Ostatnio zmieniony przez Umbreonna (04-02-2017 o 18h51)


https://66.media.tumblr.com/f371ca2930f0a07f877822bdf581d251/tumblr_pjg2vyJInL1vv5i8eo1_500.gif

Offline

#15 04-02-2017 o 20h40

Straż Cienia
Suvani
Akolita Jednorożców
Suvani
...
Wiadomości: 339



Tego dnia siedziałem w piwnicy, owinięty w mój ulubiony granatowy koc i z jednorazową maseczką osłaniającą moje usta i nos. Spędziłem tak już jakiś czas, razem z paroma osobami z mojego bloku, którym udało się skryć w porę. Niestety moja matka nie miała tego szczęścia - wcześnie rano wyszła do pracy, kiedy to się stało. Od tamtej pory nie widziałem jej już i wszystko wskazywało na to, że więcej nie zobaczę, przynajmniej nie na tym świecie... Ale wróćmy do dzisiaj. Siedziałem tak w tej piwnicy, czekając, aż coś się wydarzy, aż coś nadejdzie. Koniec lub wybawienie - prędzej to pierwsze, ale przecież nadzieję zawsze można mieć.
Przyglądałem się twarzom ludzi, którzy tak jak ja wpadli na pomysł zejścia do piwnicy. Jedni byli wciąż zszokowani i przerażeni, inni zaś spokojni, a ich twarze nic nie zdradzały; były też osoby na tyle wyluzowane, że były w stanie zapewniać sobie rozrywkę. Przykładowo, grupka nieco młodszych ode mnie nastolatków grała w kącie pomieszczenia w makao. Ja obecnie nie byłem ani wystraszony, ani radosny, ani nieszczęśliwy. Czułem się prawie całkowicie wyprany z emocji, jakby ten kurz, który spowił niebo i ziemię, był proszkiem do prania i znalazł się również w mojej duszy.
Wtem usłyszeliśmy jakieś kroki. Ktoś zbliżał się, schodził do naszej piwnicy. Kilka osób obróciło się, niektórzy podskoczyli ze strachu.
- Ha, makao! - zawołał głośno jeden z zajętych grą. Pozostali zgromili go wzrokiem.
Duże cienie zatańczyły na ścianie i trzech rosłych mężczyzn znalazło się w naszej piwnicy. Mieli na sobie czarne ubrania i maski gazowe. Mimo że pomieszczenie było sporych rozmiarów, ta trójka zdawała się wypełniać je całkowicie. Nagle zrobiło się ciasno. Sądząc po minach innych, oni także czuli tak samo. Przełknąłem głośno ślinę.
- Czy jest wśród obecnych Makoto Lymington? - zadrżałem na dźwięk mojego imienia wypowiedzianego przez jednego z nich. Chwilowo sparaliżował mnie strach. Czego oni ode mnie chcą? Nie odezwałem się. - Przysłano nas pod ten adres. Czy jest wśród obecnych Makoto Lymington - drab powtórzył pytanie. Niektórzy ludzie, którzy znali mnie z imienia, popatrzyli na mnie groźnie. Powoli uniosłem rękę do góry. Dali mi znak, żebym wstał i poszedł z nimi, więc to zrobiłem. Uprzednio jednak wziąłem torbę z moimi rzeczami, którą miałem przy sobie i spakowałem do niej koc. Ostatni raz spojrzałem na ludzi z piwnicy. Dziwnie było tak wychodzić bez słowa pożegnania, nie wiadomo dokąd.
Na zewnątrz było jeszcze gorzej, niż zapamiętałem. Wbiłem wzrok w ziemię, żeby nie patrzeć na ten obraz nędzy i rozpaczy, jaki prezentował się przed moimi oczami. To nie koszmar, to rzeczywistość.
Poczułem, jak jakiś przedmiot ląduje na moich rękach. Jeden z trzech mężczyzn podał mi maskę gazową. Zdjąłem więc moją małą maskę i schowałem do kieszeni, zastępując ją tym dziwnym "podarunkiem".
- P-przepraszam, ale mógłby mi któryś z panów wytłumaczyć, co tu się w ogóle dzieje? - zadałem pytanie nurtujące mnie już od dłuższego czasu. Trzech mężczyzn przerwało swoje zajęcia i lekko zaskoczeni zaczęli mi wszystko tłumaczyć. Okazało się, że moja matka wcale nie była tamtego dnia w pracy... Od jakiegoś czasu planowała bez mojej wiedzy "wrobić" mnie w pewien projekt związany z tym wręcz apokaliptycznym chaosem, jaki obecnie panował. Nazwa projektu brzmiała "Nowa Ziemia" i zostałem jednym z dziesięciu wybranych przedstawicieli gatunku homo sapiens, którzy... No właśnie, kiedy usłyszałem, co jest celem projektu, zamarłem z zaskoczenia. Jednak postanowiłem się nie odzywać. Skoro zostałem wybrany, to raczej nie ma nic do gadania. Z pewnością wielu mi zazdrości, ale ja ostatni raz miałem styczność z płcią przeciwną chyba dwa lata temu! To dlatego czułem się trochę niepewnie w kwestii "zaludniania Ziemi".
Zaprowadzono mnie do samochodu. Posłusznie wsiadłem do środka, obok siebie kładąc torbę. Jak dobrze, że mam ze sobą trochę swoich rzeczy.
Nie wiem, ile jechaliśmy. Straciłem poczucie czasu, zwłaszcza że głównie wbijałem wzrok we własne buty, aby nie patrzeć na to, co dzieje się poza samochodem. Nie chciałem się tym zbytnio dołować, skoro mam tak ważne zadanie do wykonania. Ale mimo to...
- Jesteśmy na miejscu - powiedział jeden z mężczyzn, ten siedzący na miejscu kierowcy.
Otworzyłem drzwi i opuściłem samochód, nie zapominając o swoim bagażu. Miałem nadzieję, że mogę im zaufać. Ale tak czy inaczej - jaki inny miałbym wybór?
Wejście do miejsca zwanego Bunkrem, w którym miałem, jak się dowiedziałem, spędzić najbliższe dwanaście lat, wyglądało dość porządnie i nowocześnie. To trochę dziwne - prawdopodobnie teraz będę się pławić w większych luksusach, niż kiedykolwiek wcześniej, pomimo sytuacji na świecie. Mieszkałem z rodzicami w małym mieszkaniu w bloku, który był zbudowany jeszcze w poprzednim wieku, a oni mieszkali tam odkąd się pobrali. Nie było źle, bo na swoje pensje nie mogli narzekać, ale byliśmy raczej minimalistami. Im głębiej schodziłem, tym bardziej przeczuwałem, że mimo okoliczności, to miejsce w konkursie na najbardziej minimalistyczne mieszkanie nie wygra z moim domem. I nie omyliłem się - okrągłe pomieszczenie było ładnie urządzone, ale wypełniało je sporo przedmiotów, oczywiście odpowiednio poukładanych. Tyle gier planszowych w jednym miejscu chyba w życiu nie widziałem.
Poza wnętrzem, zwróciłem uwagę na obecnych w nim ludzi. Dwie dziewczyny i chłopak. Przywołałem w myślach obraz zegara, który odliczał czas do zamknięcia Bunkra. Dwie godziny i pięćdziesiąt dziewięć minut. Za niecałe trzy godziny, te osoby i jeszcze parę innych będą musiały wytrzymać ze mną następne dwanaście lat. Chociaż... może to ja ledwo wytrzymam z nimi. Widząc miny i gesty dwójki z nich mogłem podejrzewać, że prędzej zdarzy się właśnie to drugie. Ale zobaczymy, jacy będą inni.
Zrobiłem parę kroków naprzód i postanowiłem się przedstawić. Odchrząknąłem cicho.
- Um, dzień dobry wszystkim. Jestem Makoto Lymington i wygląda na to, że spędzę z wami najbliższe dwanaście lat - powiedziałem na tyle głośno, żeby mnie usłyszeli. Stałem w pewnej odległości, gdyż ci obecni chyba już wcześniej ze sobą rozmawiali i nie chciałem im zbytnio przeszkadzać.

Ostatnio zmieniony przez Suvani (04-02-2017 o 20h42)


yaruse is my precious sister
w a t t p a d
https://68.media.tumblr.com/e29e83a69e8df19a5f81d8ce0abce679/tumblr_occh6g0mpp1rqe0rbo1_500.gif

Offline

#16 04-02-2017 o 20h59

Straż Absyntu
Sithonia
Żołnierz Straży
Sithonia
...
Wiadomości: 597

Link do zewnętrznego obrazka

Kazali pożegnać się z rodziną i upewnić, że dokończy się wszystkie niedokończone sprawy, ale jaki to ma sens? Matki nie widziałam od paru lat. Z braćmi wole pożegnać się jakbym szła do sklepu po bułki, niż to przezywać, a tata? Sam załatwił mi miejsce w tym bunkrze, co pewnie z jego pozycją nie było trudne.
- Generał kazał się upewnić, że wszystko rozumiesz i dotrzesz na miejsce.- poinformował mnie oficjalnym tonem Natan podając mi maseczkę gazową, która założyłam na buzię. Jest najstarszy z rodzeństwa i poszedł w ślady taty, pamiętam jak składał ślubowanie. To było tak dawno temu, a ja dalej nie przywykłam do widoku jego w mundurze i tego oficjalnego, sztywnego tonu. Wsiedliśmy do helikoptera, który miał być moim ostatnim środkiem transportu zanim zamkną mnie na długich dwanaście lat w bunkrze. Powinnam być wdzięczna, prawda? Tylko jakoś tak nie mam ochoty. Będę niczym królik zamknięta w klatce, po to aby, jak to ładnie ujmują - "zaludnić ziemię". Wiem, że gdyby nie to, prawdopodobnie bym zginęła, ale każdy kiedyś umrze. Po za tym dlaczego akurat ja mam przeżyć. Mam trzech braci, dlaczego nie któryś z nich? Śmieszne jest to, ze znam odpowiedź, a mimo to nie przyjmuje jej do wiadomości. Natn jest wojskowym, Philip lekarzem, a Aaron fizykiem, po za tym jestem jedyną dziewczyną w rodzinie i tata zawsze traktował mnie jak jajko.
-Ej, brzydalu, tylko nie wykończ pozostałych od razu. Pamiętaj, że możliwe iż będziecie jedynymi ludźmi na ziemi. Wypadałoby nie doprowadzić jedynej nadziei ludzkości do szaleństwa. Wystarczy, że taki osioł przekaże swoje geny pokoleniom, to już jest wystarczająca porażka dla ludzkości. - zaśmiał się Nat wyrywając mnie z zamyślenia. Spojrzałam na niego nieobecnym wzrokiem, a gdy dotarły do mnie jego słowa uśmiechnęłam się wrednie i trzepnęłam do w ramię. - Pamiętaj, że mamy te same geny, geniuszu.- odparłam sarkastycznie śmiejąc się, chociaż mojej miny nie widział z powodu maseczki na twarzy.
- Nie przypominaj.- powiedziała załamany, jakby to była najgorsza wiadomość na świecie po czym zgodnie wybuchliśmy śmiechem. Tak to właśnie wyglądało. Od zawsze. Ja i Natan droczyliśmy się, z Philipem można było się bić jak z nimi, a Aaron był przedni do wspólnego brojenia. Ale to już za mną i nie zamierzam płakać.
- Tata kazał ci być grzeczną, albo przynajmniej nie bardziej niegrzeczną niż zwykle. - dodał gdy byliśmy na miejscu i przytulił mnie za co byłam mu wdzięczna.
- Sierżancie to z centrali. Musimy lecieć.- oznajmił pilot przerywając nasze pożegnanie.
- Sierżant od siedmiu boleści, lekarz, który sam potrzebuje lekarza, szalony naukowiec i generał co z pistoletu nawet w słonie na trafi. Jak wy beze mnie przeżyjecie? - zaśmiałam się na pożegnanie puszczając go.  Dopiero gdy helikopter zniknął na horyzoncie spojrzałam na bunkier. Czyli co? Teraz powinnam nazywać to miejsce domem? Tam dom mój, gdzie kot mój, a tutaj go nie widzę, więc, nie zamierzam tak nazywać tego przybytku. Spojrzałam na zegar który oznajmiał, że za niecałe trzy godziny bunkier zostanie zamknięty i westchnęłam wchodząc do środka. Pierwsze co zrobiłam po przekroczeniu progu to zerwanie maseczki z twarzy. Gdybym zrobiła to przy Natanie pewnie by mnie ochrzanił. W salonie było już kilka osób, ale o ile moja matematyka mnie na zawodzi, to jeszcze nie wszyscy. Ma być nas dziesięciu, a póki co ja doliczyłam się pięciu osób razem ze mną licząc. W sumie ciekawe z kim przyjdzie mi mieszkać, przez dwanaście lat.
- Cześć.- przywitałam się zostawiając walizkę gdzieś z boku i rzucając się na sofę. Do najwygodniejszych nie należała, ale teraz wszystko mi jedno.- Jestem Chloe.- przedstawiłam się lustrując wzrokiem nie tylko ich, ale całe to pomieszczenie.
- Myślicie, że mamy już przypisane pokoje czy powinniśmy sobie wybierać?- zapytałam jakby nigdy nic wskazując dłonią jedne z drzwi. Nie widzę nigdzie tabliczek z podpisami, ale kto wie?   


Ostatnio zmieniony przez Sithonia (04-02-2017 o 21h01)


https://static.tumblr.com/34899b7c6f42ba3fe66de92e551f6b6f/7cc6nna/ZTeoxvjkg/tumblr_static_filename_640_v2.gif

Offline

#17 04-02-2017 o 21h04

Straż Cienia
SaphiraTrancy
Piechur Straży
SaphiraTrancy
...
Wiadomości: 1 814

https://zapodaj.net/images/4824292da4c6f.png
Link do zewnętrznego obrazka
C a u s e   I   k n o w   I   d o n ' t   u n d e r s t a n d

P E R S O N A L I A
|Christian Hayes|   ✝   |29 grudnia|  ✝   |18 lat|  ✝   |Koziorożec|   ✝   |Bi|   ✝   |Japonia|   ✝   |Mężczyzna|   ✝   |Sierota|   ✝   |Niepoprawny malarz-gitarzysta|

A P A R Y C J A
|Czarne włosy|   ✝   |Turkusowe oczy|   ✝   |183 cm|   ✝   |70 kg|   ✝   |Szczupły/Lekko umięśniony|   ✝   |Blada skóra|   ✝   |Tatuaż czarnego smoka na plecach|   ✝   |Blizny|

C H A R A K T E R Y S T Y K A
|Kilkakrotnie notowany za drobne kradzieże|   ✝   |Często nosi bluzę z kapturem i bandanę na ustach|   ✝   |Nieufny|   ✝   |Uzależniony od słodyczy|   ✝   |Myśli nad kolejnym tatuażem|   ✝   |Romantyczny brutal|   ✝   |Marzyciel|

Ostatnio zmieniony przez SaphiraTrancy (04-02-2017 o 21h05)


https://images90.fotosik.pl/373/6e9caecfdfad2607.gif

Offline

#18 04-02-2017 o 21h33

Straż Cienia
Kagetsu
Akolita Jednorożców
Ragho
...
Wiadomości: 283

https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/0a/1a/ef/0a1aefb393b9ddf05f3ef199206d4de9.jpg

Personalia
Imię Nazwisko: Astryd Risvik    ||    Urodziny: 14 listopad    ||    Wiek: 16lat
Znak zodiaku:  Skorpion    ||    Orientacja: raczej hetero
Pochodzenie: Norwegia    ||    Rodzina: Rodzice rozwiedzeni, mieszkała z ojcem w Anglii

Wygląd:
Włosy: bardzo jasne, niemal białe    ||    Oczy: Szare
Wzrost: ok.metra siedemdziesiąt    ||    Waga: 67kg
Sylwetka: Dobrze zbudowana, kształty kobiece, jednak często ukryte pod luźnymi ciuchami

Charakter itp.:
| Jest uosobieniem spokoju i cierpliwości   ||   Mimo, że tego nie okazuje zbyt mocno jest bardzo uczuciową osobą   ||    Bardzo długo zyskuje się jej zaufanie |
| Lojalna wobec przyjaciół, zawsze dotrzymuje danego komuś słowa   ||   Uwielbia naturę, uczyła się wiedzy o roślinach, bardzo lubi się nimi zajmować, zdarza się ja zobaczyć kiedy z nimi "rozmawia"  |
|  Panicznie boi się gryzoni, za to nie przeszkadzają jej pająki  ||   Bardzo lubi muzykę, nie rozstaje się z mp3 i słuchawkami

Ostatnio zmieniony przez Ragho (04-02-2017 o 22h40)



https://i.imgur.com/VLAlSrz.png

Offline

#19 04-02-2017 o 22h18

Straż Cienia
bookprisoner
Straż na szkoleniu
bookprisoner
...
Wiadomości: 194


    „^*(&($^@%”, to były prawdopodobnie najwłaściwsze słowa, jakich mogłem użyć w tamtym momencie. Szczerze mówiąc jedynie te nasuwały mi się na myśl. Ta cała bieganina, strach i krzyki - to wszystko do mnie nie docierało, jakbym do końca nie był przekonany, czy to rzeczywistość. Jakbym był w samym środku jakieś snu, z którego nie mogę się wybudzić. Dopiero, kiedy na własne oczy zobaczyłem chmurę atomową, wreszcie do mnie dotarło, że naprawdę jesteśmy w $^%(*&.
         Właściwie nie wiedziałem, co w takim wypadku robić. Jednak na pewno nie miałem zamiaru poddawać się tej całej panice, która ogarnęła wszystkich wokół. I tym sposobem po prostu ich obserwowałem – ludzi, którzy za wszelką cenę chcieli uniknąć śmierci. Obserwowałem szerzący się chaos i po prostu czekałem.
Więc kiedy okazało się, że zostałem wybrany, jako jeden z nielicznych, by przeżyć, trochę się zawiodłem. Szczególnie nie zależało mi na przeżyciu i ratowaniu siebie. Równie dobrze mogłem patrzeć na zbliżającą się nieuchronnie śmierć i umrzeć tak, jak reszta ludzi biegająca wokół mnie.
         Należało mi się.
         Spojrzałem na matkę, która jakby z godziny na godzinę robiła się coraz starsza i chudsza. Jakby malała w moich oczach. Starszy brat – Paul stał zwrócony do nas tyłem, wpatrując się w nierówną ścianę przed sobą. Wiedziałem, że ogarnął go wstyd i nie potrafi spojrzeć nam w oczy. Tyle lat udawało mu się nas unikać, aż w końcu przyszedł moment, w którym musiał przed nami stanąć. I co? Stanął do nas tyłem, pokazując dobitnie jak bardzo ma tę rodzinę w $^%(@!.
         To jakiś żart.

         Odpaliłem papierosa odnalezionego w kieszeni kurtki, kiedy usłyszeliśmy kroki. Matka wzdrygnęła się, sprawiając wrażenie, że się tego nie spodziewa, ale wszyscy wiedzieliśmy, kto za chwilę pojawi się na schodach piwnicy. Spodziewałem się tego, więc wiedziałem, co mam robić.
         Kiedy dwójka mężczyzn skrywających twarze za maskami gazowymi skierowała mnie do wyjścia, obejrzałem się ostatni raz na swoją matkę i przyrzekłem jej w duchu, że za dwanaście lat znów się zobaczymy.
       – Niech cię piekło pochłonie, Paul – rzuciłem na odchodne, zakładając na twarz maskę.
         Kątem oka dostrzegłem, że nawet nie drgnął.

         Cały ten świat ogarnięty paniką wydawał mi się zupełnie nierzeczywisty. Miałem wrażenie, jakbym był na haju. Wszystko wokół mnie się po prostu działo, ale mnie jakby to nie dotyczyło, jakbym w tym nie uczestniczył. W gruncie rzeczy tak było. Nie musiałem się przejmować, co się ze mną stanie i jak bardzo bolesna będzie moja śmierć. Ja byłem tym nielicznym, który nie musiał sobie teraz zaprzątać tym myśli.
         Pancerne drzwi otworzyły się przede mną, a ja spojrzałem na zegar odliczający czas do zamknięcia bunkru. Przeszedłem przez korytarz ze wzrokiem wbitym w czubki moich butów. Nie chciałem się rozglądać. Miałem na to całe dwanaście lat. Jak długo nie będę się rozglądać, tak ten $^(@%^& sen może się skończy.
         Wyczułem czyjąś obecność, gdy korytarz się skończył, a ja stanąłem w przestronnym pomieszczeniu. Byłem jednak jakby w transie. Ktokolwiek tam był, minąłem ich bez słowa i odnajdując pomieszczenie, które prawdopodobnie było pokojem, zamknąłem za sobą drzwi.
      To jakiś żart…

Ostatnio zmieniony przez bookprisoner (03-03-2017 o 19h26)

Offline

#20 05-02-2017 o 01h08

Straż Obsydianu
Haiti
Młody rekrut
Haiti
...
Wiadomości: 11

       To nie tak, że nie został uświadomiony na czym polega cały zamysł projektu "Nowa Ziemia" - wiedział, że chodzi o odbudowanie gatunku ludzkiego po katastrofie, że nie przez przypadek padło na niego oraz pozostałych, ale była jedna rzecz, o której nie miał zielonego pojęcia - kiedy konkretnie nastanie TEN dzień... Chciał spędzić popołudnie poza domem, w towarzystwie znajomych, po prostu wyjść coś zjeść lub jak trzy czwarte zwykłych nastolatków poszwendać się po mieście. Właśnie podczas przechadzania się i rozmawiania o codziennych sprawach wraz z trójką szkolnych kumpli oczom Evana ukazał się grzyb. Nie, nie chodziło o zwykły grzybek rosnący w leśnej ściółce, który nagle wyrósł w mieście, mowa oczywiście o malującym się gdzieś daleko na niebie skupisku gruzu, piachu i Bóg wie czego jeszcze. Ludzie wokół zaczęli uciekać w panice, wsiadać do aut i odjeżdżać jak najdalej, trójka chłopaków stojąca za jego plecami również się stąd zmyła, a on tylko stał i patrzył, marnował czas, bo przez jego głowę przeszła myśl, że właśnie w tym momencie miało zginąć ponad siedem miliardów ludzi. Oprócz niego oraz pozostałej szczęśliwej jedenastki.
       Dopiero w momencie, gdy obok niego stuknęły się dwa samochody, a później kolejne dołączając do kraksy, odwrócił się i pędem ruszył w kierunku przedmieść, gdzie mieszkał wraz z ojcem. Można powiedzieć, że jest szczęściarzem nie mając nikogo innego do stracenia poza czterdziestopięcioletnim mężczyzną, ciężej jest znieść utratę bliskich jeśli poza jednym rodzicem jest też drugi albo rodzeństwo... W trakcie biegu zderzył się z kimś barkami, przez co stracił równowagę, ale nie upadł, bo podparł się rękoma o bruk, zdzierając sobie tym samym skórę z dłoni. Przeklął pod nosem nawet nie przepraszając, za bardzo mu się spieszyło do domu, musiał się zebrać zanim zjawi się po niego ktoś z "Nowej Ziemi." Liczył na to, że ojciec na widok nadciągającej żółtej mgły wyrwie się ze szpitala do domu, ale niestety - gdy Evan tylko nacisnął na klamkę nie udało mu się otworzyć drzwi, wciąż były zamknięte. Wyciągnął z kieszeni spodni klucze, przekręcił je w zamku i czym prędzej wszedł po schodach na górę, do swojego pokoju. Chwycił za szkolny plecak, wyrzucił z niego książki i zaczął upychać rzeczy, które przydadzą się w trakcie dwunastu lat życia pod ziemią, w bunkrze. Plecak okazał się jednak zbyt mały, aby wszystko pomieścić, więc chłopak musiał znaleźć w szafie dodatkowo zwykłą torbę podróżną. W pewnym momencie rozbrzmiało pukanie do drzwi, zupełnie jakby ktoś nie baczył na to co się wokół dzieje i przyszedł odwiedzić dom Webbów. Przez moment zastanawiał się kim może być ów szaleniec, aż zdał sobie sprawę, że to nikt inny tylko ludzie od programu ratowania gatunku ludzkiego. Założył torbę na ramię, plecak pochwycił w dłoń, po czym równie szybko jak wbiegł na górę - tak samo zbiegł na dół, żeby otworzyć drzwi. Jego oczom ukazała się dwójka rosłych mężczyzn w maskach przeciwgazowych, ubranych na czarno, ale nie w wojskowych mundurach, bo osobiście przypuszczał, że zaangażuje się do tego wojsko a nie faceci w czerni. Chociaż kto wie, może to żołnierze.
      - Nazywasz się Evan Webb? - odezwał się w końcu ten stojący na przedzie, więc szatyn skinął głową potwierdzając swoją tożsamość. Facet z tyłu podał swojemu towarzyszowi trzecią maskę, dokładnie taką samą, jaką oni mieli na sobie. - Załóż to, daj nam swoje rzeczy i chodź do samochodu, zostaniesz zawieziony tam, gdzie powinieneś się znaleźć. - Evan podał bagaż dwójce mężczyzn, po czym (z początku się motając) założył maskę przeciwgazową i poszedł za nimi do opancerzonego auta. Drzwi były chyba dokładnie takiej samej grubości co te od prezydenckiej limuzyny, fakt, jakieś środki bezpieczeństwa powinny być zastosowane w takiej sytuacji jak ta, ale nie przypuszczał, że aż takie. Usiadł z tyłu, za kierowcą, nie miał pojęcia gdzie dokładnie znajduje się bunkier, ale z pewnością kawał drogi od miasta. Na czas podróży ostatnim co mu pozostało do roboty to czekać aż dotrą na miejsce. Żałował, że nie udało mu się pożegnać z ojcem, musiał przyjąć do świadomości fakt, iż nigdy więcej nie będą przeprowadzać męskich, niedzielnych wieczorów. Teraz priorytetem była reprodukcja.
       Zastanawiał się jak to będzie wyglądało, siedzenie w bunkrze wraz z resztą w świadomości jaki jest cel całego projektu. Inną kwestią jest czy uda im się dogadać na tyle, aby doszło do odnawiania gatunku ludzkiego. Zostaną do tego jakoś przymuszeni? Albo te wszystkie lata, które spędzą razem zadziałają na nich na tyle, aby zacząć się roz... - Jesteśmy na miejscu. Pospiesz się, Evanie, bunkier ma ograniczony czas, niedługo zostanie zamknięty. – wyszedł z samochodu zabierając swoją torbę oraz plecak. Fakt, że obaj goście mieli tak spokojne podejście, chociaż zginą wraz z resztą ludzi, sprawiał, że Evan miał co do „Nowej Ziemi” i wybuchu bomby pewne podejrzenia, lecz postanowił je póki co zachować to wyłącznie dla siebie. W oczy rzucił mu się zegar nad drzwiami odliczający czas do zamknięcia bunkra. Dokładnie dwie godziny i czterdzieści dwie minuty, tyle czasu dzieliło go od odizolowania się od świata na dwanaście długich lat.
       Wchodząc do środka spodziewał się obecności pozostałych członków projektu, więc gdy znalazł się w przestrzennym pomieszczeniu o nietypowych kształtach, a w nim kilkoro nastolatków na twarz wpełzł mu ten jego codzienny uśmieszek. Nie mylił się, w dodatku nie był tym, na którego wszyscy musieli czekać.
       - Cześć – zlustrował wszystkich po kolei podchodząc do okrągłego stołu. Rzucił swoją torbę na jedną z kanap i począł rozglądać się po pomieszczeniu. W oczy rzuciły mu się drzwi, konkretniej z powodu takiego, że odpowiadały swoją ilością ilości uczestników. - Mówcie mi Evan, a to – jak przypuszczam – są drzwi do naszych pokoi?

Ostatnio zmieniony przez Haiti (05-02-2017 o 01h24)


i t ' s  a  c i t y  o f  d r e a m s  a n d  I ' m  a  b i g  d r e a m e r
--------------------------------------------
https://i.imgur.com/L89DMuX.gif https://i.imgur.com/3TRghDh.gif https://i.imgur.com/YQQRxLH.gif

Offline

#21 05-02-2017 o 02h49

Straż Cienia
Kagetsu
Akolita Jednorożców
Ragho
...
Wiadomości: 283




     Kilka dni temu ojciec wyjawił mi dosyć nietypową informację, zapisał mnie do projektu odnowy ludzkości. Nigdy bym nie przypuszczała, że coś takiego jest faktycznie możliwe. Była dla mnie to informacja która brzmiała raczej jak rodem z jakiegoś filmu. Filmu który nigdy nie powinien mieć odbicia w rzeczywistości.
Jednak nie miałam najmniejszego wpływu na to co miało nastąpić później, mogłam się jedynie przygotować. Jednak jak można się przygotować na coś takiego? Jedyne co wiedziałam to tyle, że najprawdopodobniej zostanę zamknięta razem z garstką innych ludzi w bezpiecznym miejscu. Co to było za miejsce i co to byli za ludzie? nic więcej nie wiedziałam. Co tak naprawdę może być potrzebne w razie W? Każdy pewnie miał co do tego inne podejście, ja za równo bałam się tego co może się stać, jak i byłam ciekawa jakie osoby w tym jeszcze uczestniczą, jedna wielka niewiadoma, która wprawiała mnie w zakłopotanie. Ale wracając do przygotowań, pomijając niepokój musiałam zdecydować co ze sobą zabrać kiedy już nadejdzie na to pora, a co będzie trzeba zostawić i pożegnać się z tym... za pewne raz na zawsze. Siedziałam w ogrodzie ze słuchawkami na uszach zbierając nasiona kwiatów... nie byłam pewna czy tam gdzie będzie nam potrzeba spędzić tyle czasu będą rośliny? Na wszelki wypadek zabrałam po kilka nasion ziół i niektórych owoców które lubiłam. Jeśli będzie się dało je zasadzić to zawsze można spróbować prawda? A jeśli nie to kiedyś mieliśmy wyjść z zamknięcia, a i wtedy mogą się przydać nasiona, te mogły przeżyć o wiele dłużej nawet niż ludzie. Spakowałam nasionka do plecaka który zawsze nosiłam przy sobie, do tego parę zdjęć z tatą, jakieś kosmetyki no i przede wszystkim mp3 w kieszeni. Miałam wszystko, choć nadal nie wiedziałam jednego, ile czasu mi zostało by spędzić je jeszcze z swoim ukochanym rodzicem. Tata się uśmiechał cały czas, jakby chciał mnie pocieszyć, jakby nigdy nic miało nie nadejść, choć to on sam załatwił mi miejsce w tym projekcie.
Dni mijały, aż w końcu nieuniknione musiało nadejść. Słuchałam spokojnie muzyki na laptopie siedząc przed oknem i przyglądając się młodemu motylowi który przyleciał odwiedzić kwiaty na parapecie, usiadł na kwiatach lawendy i po chwili zachwiał się niebezpiecznie przy gwałtowniejszym wybuchu. Nie był to naturalny podmuch, a gwałtowny i pełny kurzu. Ze smutkiem patrzyłam jak delikatny owad spada gdzieś w dół niesiony tym podmuchem. Szybko zamknęłam jednak okno jakby w ostatnim odruchu łapiąc niewielką doniczkę z kwiatami lawendy. Zbiegłam po schodach na dół z plecakiem przewieszonym przez ramię. Zdążyłam wejść ledwo do salonu kiedy poczułam mocny uścisk swojego jedynego obecnego tu rodzica
-"Zaczęło się. Posłuchaj Astryd... Wieżę, że sobie poradzisz, dbaj o siebie i bądź silna."
Wiedziałam, ze to było pożegnanie. Choć tak bardzo chciałam w tej chwili aby to nie była prawda, aby tą twarz którą widziałam nadal uśmiechnięta mimo tak koszmarnej sytuacji, by nie był to ostatni raz kiedy go widzę. Jednak nie miałam szans na dalsze przemyślenia, nie było czasu na to, by długo się żegnać. Dostałam do ręki małe zawiniątko od taty, który najwidoczniej też przygotowywał się na ten moment od jakiegoś czasu. Nie byłam jeszcze pewna co dostałam w swoje ręce, nie miałam czasu tego sprawdzać. Tata wyszedł razem ze mną z domu, a pod dom podjechał wóz pancerny do którego po chwili zostałam zapakowana wraz z pakunkiem i biedną roślinką w rękach. Podano mi maskę gazową, więc założyłam ja choć nie było to najprzyjemniejsze co mogło być. Zapakowałam pakunek od taty do plecaka, nie było teraz nawet czasu na przeglądanie jego zawartości, ludzie w wozie byli poddenerwowani i wyraźnie się śpieszyli. lekko skulona na swym miejscu zerknęłam za pancerne okienko i widząc jak jedna z osób na zewnątrz biegnie zakrwawiona obróciłam się z powrotem. To nie było to co chciałabym widzieć w tej chwili, moja wyobraźnia od razu podsuwała mi tysiąc dzikich obrazów na temat tego jak mogą zginąć osoby które do niedawna były mi bliskie. Obrazy nieprzyjemne które powodowały skręt kiszek i uczucie które towarzyszyło próbie nie puszczenia pawia. Na szczęście tego ostatniego dało się uniknąć.
-"Jesteśmy na miejscu. Panno Risvik proszę udać się do bunkra."
Wysiadłam z wozu, by przed nim ujrzeć wejście z pancernej szyby które niknęło gdzieś w głębi ziemi, przez co wyglądało jak wielka paszcza jakiegoś stwora na podobieństwo żaby która chciała połknąć śmiałków którzy się zbliżyli. I ja miałam tam wejść? No cóż nie miałam większego wyboru, zostałam wybrana, nie było mowy by teraz się wycofać.
Ruszyłam więc do wejścia i pomału zagłębiłam się w tunel, nad wejściem wisiał zegar, mówił, że za dwie i pół godziny drzwi zostaną zamknięte, a ja, na szczęście bądź nie, w środku tego stwora będę musiała przeżyć kolejne 12 lat. Tyle lat z ludźmi których dopiero teraz zobaczę pierwszy raz na oczy. Toteż z niepokojem schodziłam coraz głębiej by dotrzeć w końcu do głównego pomieszczenia, gdzie część osób już była. Pomieszczenie było duże i dosyć dobrze wyposażone, mimo to zamiast komfortu wzbudzało we mnie odczucie klaustrofobii, choć na tą na co dzień nie chorowałam, ot wynik stresu. Patrzyłam na stojących tutaj ludzi i przez pierwsze sekundy nie potrafiłam nawet wydobyć z siebie głosu, jedynie ściskałam ową malutką doniczkę z lawendą jakby się dało za nią schować, choć z logiki wynikało, ze jest to niemożliwe.
-H..hej...
Jedyne co udało mi się wydobyć na początku, przez co trochę się jeszcze załamałam, powinnam być odważniejsza, zazwyczaj nie byłam nieśmiała, jednak naprawdę nie wiedziałam w tej chwili co powinnam powiedzieć do ludzi których nie znam. Mając nadzieje, ze nikt nie będzie mi mieć za złe małomówności próbowałam się przyjrzeć osobom które tu były. Zdecydowanie już było widać różnice w podejściu do sytuacji, jeden chłopak się uśmiechał jakby nigdy nic się nie stało, inni stali też dosyć niepewnie. Czy już ktoś się przedstawiał? Astryd na razie z tego zrezygnowała, nie byli jeszcze wszyscy, bez sensu by było się powtarzać. Jeśli przyjdą inni, wtedy będą musieli porozmawiać. Na razie nie bardzo jednak wiedziałam co ze sobą zrobić dlatego usiadłam najbliżej jak to możliwe przy ścianie w rogu i po prostu patrzyłam na to wszystko. Co ja tu właściwie robiłam? W co tak naprawdę zostałam wpakowana?

Ostatnio zmieniony przez Ragho (05-02-2017 o 09h55)



https://i.imgur.com/VLAlSrz.png

Offline

#22 05-02-2017 o 10h34

Straż Cienia
Charo
Pokonała kurę
Charo
...
Wiadomości: 833



  Koniec świata. Kto by pomyślał, że coś takiego kiedykolwiek czeka ludzkość, która podnosiła się po najgorszych tragediach, które od niepamiętnych czasów trawiły ziemie. Większość uważała, że to coś złego i nie powinno się zdarzyć. Byli jednak tacy, których ten fakt cieszył i podchodzili do Apokalipsy z zupełnie innej perspektywy, odnosząc się do jej dosadnego znaczenia - objawienie, usunięcie tego, co zakryte. Wierzyli, że świat dostał drugą szansę i należy ją wykorzystać tak bardzo, jak było to tylko możliwe. Najlepsi z najlepszych naukowcy stworzyli miejsce wolne od promieniowania i innych czynników, które zatrują ziemię po wybuchach. Schronienie w Bunkrze znalazła grupa nastolatków, wybrana po długich, żmudnych badaniach. Jedną z nich była drobna Japonka, której rodzina zginęła podczas zamieszek w centrum. Ludzie dowiedzieli się o nadchodzącym kataklizmie i nie mogli pogodzić się z tym, że umrą i nie ma dla nich nadziei na przetrwanie. Najpierw były protesty, ale z każdą chwilą sytuacja się pogarszała. Państwo Nakamura byli przypadkowymi ofiarami. Dziewczyna rozpaczała, jednak wiedziała, że ma do wykonania ważne zadanie, a jej rodzice byli dumni, że właśnie ona została do niego wybrana.
  Przekroczyła próg Bunkra, gdy została przewieziona z domu do miejsca docelowego, gdzie usytuowany był schron. Niepewnie ciągnęła za sobą małą walizkę z rzeczami osobistymi. Nie wiedziała kogo, ani co zastanie w środku. Przystanęła przed drzwiami, wahając się chwilę nim weszła do środka. Była już tam spora grupka osób, tak jak ona, członków projektu Nowa Ziemia. Uśmiechnęła się lekko, zaczesując jasne kosmyki włosów za ucho.
- Cześć, jestem Risa. - odezwała się, szybko przebiegając wzrokiem po twarzach zebranych. Wydawali się sympatyczni, na pierwszy rzut oka. Rzecz jasna czuła niepokój związany z nadchodzącym kataklizmem i bała się, że nie podoła zadaniu, jakie spoczywało na jego wargach.
- Wybraliście już pokoje? Który jest jeszcze wolny? Chyba jestem ostatnia - powiedziała, rozglądając się z zaciekawieniem po pomieszczeniu. Nie wiedziała ilu członków w sumie liczy projekt i kogo mogą się jeszcze spodziewać. Wiedzieli tylko, że muszą trafić do Bunkra i zająć się rozmnażaniem. Dosłownie. Azjatka mimowolnie zerknęła na męską część towarzystwa, a przez jej głowę przebiegła myśl, który z panów stanie się jej bliższy niż inni.
- Ile jeszcze czasu do zamknięcia? - nagi lekko jej drżały, gdy do uszu docierały pojedyncze dźwięki z zewnątrz. Wybuchające bomby nie były czymś, co chciałaby słyszeć. Taka jednak była rzeczywistość, do której zarówno ona, jak i inni musieli przywyknąć. Nie miała już nikogo, o kogo mogłaby się martwić i była świadoma, że nie może powstrzymać kataklizmu, więc nie zamierzała się tym zadręczać.

Ostatnio zmieniony przez Charo (05-02-2017 o 14h59)


https://i.pinimg.com/564x/82/82/32/828232d55b87f72e38db38c569b34947.jpg

Offline

#23 05-02-2017 o 14h46

Straż Absyntu
Croo
Stokrotka z Dolin
Croo
...
Wiadomości: 3 011

https://68.media.tumblr.com/07b68819806fbd28fcb6f80b74bad8a7/tumblr_okrmu3vxq61vgoxgio1_r1_500.png
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

      Ten dzień już na zawsze miał pozostawić niezmazywalny ślad w jej psychice. Jak zazwyczaj, szykowała drugie śniadanie dla swojej o pięć lat młodszej siostry, która z uśmiechem wymalowanym na twarzy nie mogła doczekać się kolejnej lekcji baletu. Nie spodziewała się, że dzisiejsze popołudnie przejdzie do historii, która dla niemal całej ludzkości miała nie skończyć się zbyt szczęśliwie.
      Państwo Price byli normalną rodziną, która nie wyróżniała się niczym szczególnym wśród innych sąsiadów. Robert był lekarzem, a Margaret nauczycielką biologii, wydali na świat dwie cudowne pociechy o złotych, niczym bursztyn oczach. Nie należeli do najbogatszej części mieszkańców Anglii, ale nigdy też nie narzekali na to jak im się wiodło. Dopóki byli razem wiedzieli, że nic złego nie może ich spotkać.
      Caroline była osobą o dość specyficznej urodzie. Jej twarz w kształcie serca, drobne oczy i pełne wargi według większości osób nie były dobrym połączeniem. Za to oczy, które w świetle słońca mieniły się prawdziwym złotem, zapierały u tych samych osób dech w piersiach. Mimo ciemnej, wiecznie opalonej karnacji, na jej policzkach widoczne były dziesiątki kropek, które tylko dodawały jej uroku i dziecięcego wyrazu.
      Ciemnowłosa pakowała właśnie kanapki, kiedy z ekranu telewizora wydobył się huk, wzmocniony rozemocjonowanym głosem prezenterki wiadomości. Chwilę później niebo zrobiło się szare od dymu, a na ulicach zapanowało istne szaleństwo. Do uszu Carol dochodziły odgłosy płaczu, krzyku, fala odpalających w pośpiechu aut i klaksonów. Zdawało jej się, że wszystko to tylko sen, a ona zaraz obudzi się wtulona w ciepło swojej kołdry.
      Z osłupienia wyrwał ją piskliwy głos swojej siostry, która przerażona tym co zobaczyła w telewizji, nie potrafiła już utrzymać łez. Ciemnowłosa bez słowa chwyciła ją za rękę, ciągnąc w stronę schodów prowadzących do piwnicy.
      — Schowaj się, ja zaraz przyjdę! — Rozkazała, lecz jej głos zniknął gdzieś w eterze. Trzaski, wybuchy i krzyki już na stałe zapanowały nad ulicami. Carol zamknęła drzwi rzucając się w stronę spiżarni, z której zaczęła wyciągać jedzenie długiej daty. Nie bardzo wiedziała co robić w takiej sytuacji, miała tylko szesnaście lat, wiedziała, że filmy, które oglądała w telewizji nijak odzwierciedlały rzeczywistość, w której się teraz znajdywała.
      Gdy poczuła na swoim ramieniu zaciśniętą dłoń, krzyknęła. Przed jej oczami pojawiła się dwójka mężczyzn, ubrana w typowo wojskowy styl, ich twarze przysłonięte były maską gazową, którą i po chwili mimo wyrywań nałożyli też dziewczynie. Sprzeciw Panienki Price nie wniósł dużo do akcji, z powodu drobnego ciała, nieznajomi nie mieli problemu, by siłą wyciągnąć ją z domu.
      Caroline nie pamiętała co się potem działo. Czuła warkot silnika, który gnał przed siebie mimo pędzących wokół ludzi. Płakała, myśląc o siostrze, która została pozostawiona sama sobie w ciemnej piwnicy. Myślała o tym, że ją okłamała, że ją zawiodła. Jechali tak jeszcze przez kilka godzin, lecz przez przyciemnione szyby i buzującą w żyłach adrenalinę, ciemnowłosa zupełnie nie wiedziała gdzie się znajduje. Przy pomocy mężczyzny opuściła samochód, ledwo stając na nogach przytłumiona całymi emocjami. Nie zwracała uwagi na to co wokół się niej dzieje. Duchem nadal błądziła przy przerażonej siostrze, której nigdy nie miała już zobaczyć.
      Kolejne czynności wykonywała już czysto mechanicznie, jakby będąc wypraną z emocji. Posłusznie, według udzielonych jej wskazówek, przeszła przez słabo podświetlony korytarz, który poprowadził ją do o wiele większego i sztucznie nasłonecznionego pomieszczenia, w której jak zauważyła po chwili, nie znajdowała się sama.
      Wszyscy zebrani byli w podobnym wieku do niej, może lekko starsi. Zachowywali się całkowicie normalnie, jakby byli oswojeni z wiadomością o nadchodzącym końcu świata. Caroline zastanawiała się czy aby na pewno jeszcze żyje, czy to co teraz widzi to nie tylko wymysł jej wyobraźni. Uśmiechnięte twarze nieznajomych wydawały się jej sztuczne, użyte wyłącznie na pokaz. Wśród nich wszystkich czuła się obca ze swoim przerażeniem, przez które nie potrafiła nawet normalnie funkcjonować.

nie bijcie za powtórki, błędy itp. nie jestem u siebie.



https://66.media.tumblr.com/f323de976bb8a852cc3548f06bb5eeb4/tumblr_px2736OkDo1wv5lqho2_400.gifv https://66.media.tumblr.com/f323de976bb8a852cc3548f06bb5eeb4/tumblr_px2736OkDo1wv5lqho2_400.gifv

Offline

#24 05-02-2017 o 15h21

Straż Cienia
SaphiraTrancy
Piechur Straży
SaphiraTrancy
...
Wiadomości: 1 814

https://zapodaj.net/images/4824292da4c6f.png

Wierzyliście w spokojny, żywy świat. Wierzyliście w niebo, którego tak naprawdę nigdy nie było. Dla kogo umieraliście niewolnicy starożytnych, co kamień po kamieniu wznosiliście piramidy? Świątynie? Gdzie jest Bóg, który miał ocalić was "wierni" w dniu sądu ostatecznego? Nie spodziewaliście się, że sami staniecie się swoim końcem, prawda? Że sami się nim dla siebie staniemy.
Zamknął zmęczone i mokre od łez powieki. Siedział tu już trzeci dzień z rzędu, wśród różowych płatków z kwiatów wiśni, które mimowolnie, niesione przez wiatr, muskały jego bladą twarz, szyje, ewentualnie osiadały gdzieś na materiale spodni, czy bluzy. Atmosfera śmierci przytłaczała go coraz mocniej, choć sam wiedział, że przebywanie na cmentarzu tak na człowieka działa - zmusza do refleksji, do rozmyślań nad sensem żywota i maleńkością istot ludzkich w stosunku do "wielkich rzeczy". Sam fakt, że musiał zaraz odejść od swojej ostatniej na tym świecie przystani, która zniknęła z jego rąk zaledwie tydzień temu. Natasha Hayes - jego droga i jedyna rodzina, ciotka zajmująca się nim odkąd pamiętał, umarła na i tak długo już postępujący nowotwór. Zanim to się stało, zdołała zapisać go w swej wierzę o zbawieniu świata do projektu "Nowa Ziemia" w którym wraz z innymi osobnikami swego pokroju miał spędzić 12 długich, z pewnością nudnych lat. Nigdy nie był szczęśliwy z tego powodu, ani nie udawał, że nie chciał dołączać do jakiejś sekty, czy czymkolwiek to coś było. Jeszcze mniej wierzył w jakąś apokalipsę - chociaż stan najwyższej gotowości był w całym kraju wszechobecny, to i tak sarkastyczny ton głosu dziennikarzy i innych o III wojnie światowej, wojnie jądrowej, wojnie atomowej był dla niego po prostu śmieszny. On dopiero co przeżył największą apokalipsę w swoim życiu - utratę przyjaciółki, mentorki - matki, która wychowała go od maleńkości i sprawiła, że był taki, jaki był.
Przeczesał palcami kosmyki włosów, wyciągając z nich kilka pojedynczych płatków i spojrzał z utęsknieniem na szare niebo. Nie byłoby mu dane go zobaczyć przez bardzo długi czas, tak samo jak swojego kota Kuro, czy "przyjaciół", których w sumie to nie miał. Uśmiechnął się sarkastycznie, powoli wstając i zerknął jeszcze ostatni raz na grafitowy nagrobek.
- Do zobaczenia, Natasho - wyszeptał cichutko, głębokim i mrocznym głosem, zarzucając na swoją głowę czarny kaptur od bluzy i ruszył w stronę swojego miejsc zamieszkania. Nie odszedł jednak kilku kroków, gdy patrząc w niebo zauważył płynący po nim z prędkością błyskawicy pocisk, zniknający za jego horyzontem. Następstwem tego zjawiska był przeraźliwy wybuch i ogromny grzyb z pyłów i resztek pozostałych po uderzeniu. Serce zaczęło łomotać mu w piersi, a uszy wypełniał przeraźliwy pisk. Nie zauważył nawet, gdy znalazł się obolały, bezbronny niczym dziecko na ziemi. Przy odzyskiwaniu słuchu, dochodziły do niego wrzaski, krzyki, nawoływania o pomoc, czy też klaksony aut, uderzenia. Ze swojego miejsca obserwował to wszystko z szokiem i przerażeniem wypisanym na twarzy, a po chwili poczuł gwałtowny napływ adrenaliny - poderwał się z miejsca i rzucił do ucieczki - szukając w podświadomości schronienia, pomieszczenia, gdzie mógłby przetrwać apokalipsę, co gorsza - widział na horyzontach jeszcze więcej takich grzybów.
A więc zaczęło się, pomyślał. Przeklął swoją ignorancje, ale w duchu dziękował, że jego ciotka nie musiała tego dożyć, nie musiała czuć takiego przerażenia, jak on teraz. Wbiegł na ulice, prawie pod koła ogromnego, wojskowego wozu. Przeskoczył cudem, upadając na stojące na parkingu auto, a kątem oka zauważył, że zatrzymał się. Wybiegło z niego dwóch naszpikowanych bronią mężczyzn z maską gazową, którzy spojrzeli na niego.
- Christian Hayes?! - zawołał jeden z nich.
- T-tak - rzekł kompletnie zszokowany. Nie zapytali o nic więcej, złapali go pod ramiona i zakładając maskę na twarz wciągnęli do środka pancernego potwora. Ostatnim co usłyszał, zanim stracił przytomność był krzyk jego imienia wydobywający się z kobiecych ust.
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~~

Rozejrzał się niepewnie po wejściu do bunkra. To tam właśnie miał spotkać swoich "współlokatorów", a raczej osoby z którym miał się zakolegować, a nawet może i się w kimś zakochać - naprawdę lub wbrew swoim uczuciom. Westchnął głęboko, przeczesując włosy dłońmi i parsknął nerwowym chichotem, ruszając do środka. Dostał zaledwie torbę z jakimiś rzeczami, nie biorąc ze swojego "poprzedniego" życia kompletnie nic prócz małej wielkości breloczka-misia w kształcie kota, który miał przy kluczach. Zrzucił ją w jak sądził jego pokoju (jedynym w którym nie było już rzecz) i wycofał się na spotkanie. Wchodząc do salonu zlustrował wzrokiem najpierw mężczyzn, zastanawiając się, który z nich mógłby być potencjalnym "alfą", po czym przeniósł spojrzenie na kobiety, w pierwszej kolejności zgadując rozmiar miseczki. Westchnął głęboko i postanowił, że się przedstawi, nadal mając na głowie kaptur i plaster na poliku.
- Witam. Jestem Christian Hayes i chyba jesteśmy na siebie skazani - rzucił sarkastycznie, uśmiechając się półgębkiem. Nawet wbrew szerzącej się na powierzchni śmierci, nie potrafił inaczej się zachować jak ironicznie.

Ostatnio zmieniony przez SaphiraTrancy (05-02-2017 o 15h23)


https://images90.fotosik.pl/373/6e9caecfdfad2607.gif

Offline

#25 05-02-2017 o 18h21

Straż Absyntu
luce911
Szeregowiec
luce911
...
Wiadomości: 110



  Nie jestem pewny ile czasu minęło od wybuchu, tydzień, miesiąc, a może zaledwie kilka godzin? Straciłem rozeznanie dnia i nocy, wiem tylko, że długo nie wytrzymam w tej suterenie. Odłożyłem komiks i spojrzałem na zdjęcie mojej rodziny, nie miałem pojęcia gdzie są, czy żyją. Mam cichą nadzieję, że akurat udali się w daleką podróż, do miejsca, w którym to wszystko się nie wydarzyło, o ile w ogóle takie istnieje. Oh, jakże brakuje mi towarzystwa. Jeszcze trochę i zacznę rozmawiać sam ze sobą, albo narysuję twarz na ścianie, do której będę mówić, jak ci wszyscy rozbitkowie na bezludnych wyspach, robią sobie kumpli z kokosów.
Nagle ktoś energicznie zapukał do drzwi. Postanowiłem nie otwierać. Po katastrofie ludzie zdziczeli, po domach krążą obwiesie, którzy kradną wszystko co ma chociażby najmniejszą wartość. Jednak pukanie nie ustawało. Stało się to irytujące. - Panie Wainwright, proszę otworzyć. - usłyszałem donośny głos. Nie powiem, dostałem gęsiej skórki, jeśli to złodzieje to wyważą drzwi, a jeśli ich wpuszczę to może przeżyję. Szybko przerzuciłem sterty papierów z szufladzie Patrica i znalazłem to czego szukałem. Z pistoletem w ręce udałem się do wyjścia i energicznie otworzyłem drzwi i wycelowałem w jegomościa stojącego najbliżej. - To panu nie będzie potrzebne. Proszę udać się z nami.- powiedział mężczyzna. Wyglądali mi na wojskowych, ten strój, byli wysocy i postawni, mieli założone maski. Wiedziałem, że stawianie jakiegokolwiek oporu będzie daremne. Pokiwałem tylko głową. Drugi żołnierz wręczył mi maskę. Bez słowa ją założyłem. Chciałem się spakować, jednak zostałem poinformowany, że nie ma czasu. Odwróciłem się w stronę mieszkania. Czułem, że już do niego nie wrócę. Nie mam nawet nic co mógłbym ze sobą wziąć, zaprowadzą mnie w nieznane. Wiele bym dał, aby móc się pożegnać z mamą, Timothym, albo nawet i ojczymem, irytującym gnojkiem. Ze spuszczoną głową powlokłem się za wojskowymi.
  Podczas podróży helikopterem przyglądałem się apokaliptycznym krajobrazom. Wyglądało to gorzej niż na grach komputerowych. Kto by pomyślał, że dożyję takich czasów. No właśnie, co do przeżycia...
-Panowie, mogę wiedzieć dokąd mnie zabieracie? - zwróciłem się do mężczyzn. -Został pan zakwalifikowany do projektu "Nowa ziemia". Celem przedsięwzięcia jest przedłużenie ciągłości gatunku ludzkiego, poprzez izolację dwunastu osób w bunkrze, bez możliwości wyjścia przez dwanaście lat. Oczywiście w miarę możliwości zostały zapewnione rozrywki. Proszę też się nie martwić o standardowe potrzeby.- odpowiedział jeden z nich. Prychnąłem, to chyba jakiś żart, jednak nikt się nie zaśmiał. Czy oni serio mówią poważnie? Ja -A...ale dlaczego ja? Co z moją rodziną, chcę wiedzieć co się z nimi stało.- głos mi się nieco załamał. Żołnierze spojrzeli po sobie. - Jesteśmy zobligowani tylko do objaśnienia założeń projektu i dostarczenie pana w wyznaczone miejsce. Nic ponadto.- uciął temat pilotujący.
Jakiś czas później zauważyłem, że helikopter podchodzi do lądowania. Moje serce zaczęło szybciej bić. Dopiero teraz dotarło do mnie, że zostanę zamknięty na tak długi czas z tyloma obcymi ludźmi oraz, że mam robić za maszynkę zapładniającą. Co za ironia.
  Wysiadłem ze śmigłowca i poczułem, że mam nogi jak z waty. W gardle czułem wielką gulę. Żołnierze zaprowadzili mnie do owego bunkru. Odwróciłem się, aby zobaczyć ostatni raz naturalne światło.  Drzwi się zamknęły. Szedłem dalej. Wręczono mi pudło z rzeczami codziennego użytku. Nie widziałem potrzeby, aby akurat teraz analizować jego zawartość, mam na to przecież calusieńkie 12 lat. Zdjąłem maskę i lewą ręką przeczesałem nieco spocone włosy. Spojrzałem na napis nad drzwiami:"Do zamknięcia bunkru pozostały 3 minuty." W samą porę. Wszedłem do pomieszczenia, w którym siedziała grupa ludzi. To pewnie moja nowa "rodzina". Jednak pierwsze co rzuciło mi się w oczy to ilość gier planszowych, starannie poukładanych na półkach. A więc to ma być to zapewnienie rozrywki, ale cóż, dobre i to. Wziąłem głęboki wdech. -Cześć, nazywam się Sebastian. - nie miałem humoru na dodawanie żadnych żartobliwych wstawek. Obiegłem wzrokiem pomieszczenie. Raz,dwa...dziesięć, jedenaście, a więc jestem ostatni. Zaraz się zacznie nasze nowe życie.


https://nikilynnkennedy.files.wordpress.com/2015/01/round2.gif

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3 ... 70