Forum

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3 ... 15

#1 07-02-2017 o 11h29

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 704

https://zapodaj.net/images/17cc6828e8c5e.png

https://zapodaj.net/images/48207c6235a14.jpg


• R Y S I E K • @Okamgnienie [/small]

• J U L K A • @Sarahna [/small]

Ostatnio zmieniony przez Sarahna (23-05-2017 o 18h51)



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#2 07-02-2017 o 11h54

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 704

------------------------------------------------------------------------
https://zapodaj.net/images/e3a0726977238.png
------------------------------------------------------------------------
https://zapodaj.net/images/cc82e59c25231.jpg
------------------------------------------------------------------------
I LOVE FREAKS.
I DON’T CARE IF YOU’RE A WILD ONE
------------------------------------------------------------------------
PERSONALIA
• IMIĘ • Julia  • NAZWISKO • Cybulska
------------------------------------------------------------------------
APARYCJA
• KOLOR WŁOSÓW • Blond  • KOLOR OCZU • Zielone
[/SMALL]
[/SMALL]
------------------------------------------------------------------------
[spoiler='
• M • A • O •
']
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/bd/1e/7e/bd1e7ebde4c82e55382c81e9f49e0c6d.jpg
[/SPOILER]
------------------------------------------------------------------------

Ostatnio zmieniony przez Sarahna (23-05-2017 o 18h52)



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#3 07-02-2017 o 11h58

Straż Obsydianu
Okamgnienie
Akolita Sylfy
Okamgnienie
...
Wiadomości: 1 209

------------------------------------------------------------------------------------

https://zapodaj.net/images/063b6f99051c8.jpg

------------------------------------------------------------------------------------


https://zapodaj.net/images/bcb878ae434a4.jpg

------------------------------------------------------------------------------------
PERSONALIA
• IMIĘ • Ryszard • NAZWISKO •  Jaworski
------------------------------------------------------------------------------------
APARYCJA
• KOLOR WŁOSÓW •  brązowe  • KOLOR OCZU •  brązowe
[/SMALL]
------------------------------------------------------------------------------------
INNE
• RODZINA •    matka i babka • ZAWÓD
[/SMALL]
https://68.media.tumblr.com/7666876a68fd49032d2344cb580582c4/tumblr_inline_n7wd93t6Ci1r9whwz.gif
------------------------------------------------------------------------------------

Ostatnio zmieniony przez Okamgnienie (23-05-2017 o 19h00)

Offline

#4 07-02-2017 o 15h57

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 704

------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------


      – Spóźnię się, spóźnię! – Wybiegłam z mieszkania, jedną ręką zamykając drzwi na klucz, a drugą wciągając na stopę drugą baletkę. Była godzina ósma dwadzieścia, co oznaczało, że za dziesięć minut muszę być w pracy gotowa, już na stanowisku.
     Pracuję w małej kawiarence w Warszawie, nieopodal ogromnych drapaczy chmur, w których znajdują się biurowce. Nie zarabiam tam dużo, ale starcza mi na podstawowe potrzeby.
     Zbiegając kilka pięter w dół, wyleciałam na ulicę, gdzie szybko wypatrywałam jakiejś taksówki. Do pracy miałam niespełna trzydzieści minut piechotą, więc aby zaoszczędzić czas i nie ryzykować spóźnieniem, byłam gotowa się poświęcić.
     Dzień zapowiadał się pięknie. Słońce odbijało się od wysokich budynków, co jakiś czas oślepiając przechodniów, którzy w pośpiechu wchodzili do wieżowców.
      – Jasny gwint! Jak na złość żadnej taksówki. – wyraziłam głos sprzeciwu, gdy pod nosem przejechał autobus. Oszacowałam, w jakiej odległości ode mnie znajduje się przystanek i ze zwątpieniem pokręciłam głową. Zrezygnowana ruszyłam piechotą, pełna nadziei, że szefowa wybaczy mi kolejne spóźnienie.
     Nic bardziej mylnego. Po dotarciu na miejsce wzrok szefowej mówił sam za siebie. Jej niebieskie oczy płonęły z wściekłości, a palce nerwowo stukały w blat. Przełknęłam głośno ślinę, dając do zrozumienia, że mam pewne obawy co do jej stanu.
      – Przepraszam? – wydukałam niepewnie w jej stronę.
      – Cybulska! – odezwała się groźnie. Już kolejny raz, twoje spóźnienie działa na szkodę zakładu. Nie mogę sobie pozwolić na taki brak kompetencji! Wyjdź stąd dziecko i więcej nie pokazuj mi się na oczy. – dodała, machając przy tym ręką w sposób, jakby odganiała komara.
     Prychnęłam pod nosem, bo żadna stara baba nie będzie mnie w ten sposób traktować. Jeszcze jej pokażę, że stać mnie na więcej niż praca w jej zapyziałej kawiarence. Odwróciłam się na pięcie i z głową w górze wyszłam na zewnątrz.
      – Okej, wypadałoby znaleźć jakąś pracę. – rozejrzałam się po okolicy i obserwując wysokie budynki. – O, ta nazwa wygląda fajnie „Jaworski Corporation”. Pewnie stary zgrzybiały dziadek, chętnie przyjmie na płatny staż kogoś młodego, ładnego, z ambicjami.
     Kilkoro przechodniów spojrzało na mnie z politowaniem i dopiero wtedy zorientowałam się, że gadałam sama do siebie. Cóż za porażka. Mimo wszystko zdecydowałam się wejść do wysokiego, oszklonego budynku.
     Wnętrze było minimalistyczne, jakaś sofa dla oczekujących oraz recepcja. Cholerka! A gdzie zagospodarowanie przestrzeni? Sam hol był wielkości mojego mieszkania razy osiem.
     Podeszłam do pani, która elegancko prezentowała się na tle grafitowych ścian. Uśmiechnęłam się serdecznie, jednak ta nadal nie zwracała na mnie uwagi. No ludzie, co z wami?
      – Ekhm! – chrząknęłam głośno, po czym brunetka odwróciła się w moją stronę. – Chciałam się zapytać o staż, macie jakieś wolne miejsca?
      – Proszę chwileczkę poczekać. – rzekła z nadzwyczajną uprzejmością, po czym wykonała kilka telefonów i zaczęłam przeglądać kalendarz. – Pan Jaworski, jest w tej chwili na spotkaniu, będzie mógł się spotkać z Panią za trzydzieści minut. Jeśli to Pani nie przeszkadza, proszę udać się na dziewiąte piętro, koleżanka się Panią zajmie. – jej głos był nienaturalnie miły. Jakby znalazła frajerkę do pracy za friko. Przewróciłam oczami i udałam się w kierunku windy.
     Wszystko było takie… ogromne. Czułam się jak robaczek w wiosce Guliwera.
     Usłyszałam charakterystyczne piknięcie, które oznajmiło, że widna przyjechała. Drzwi się otworzyły i wyszło z niej kilku mężczyzn w czarnych gajerkach. Zwinnym susem wskoczyłam do środka i szybkim ruchem ręki wygładziłam legginsy, gdzieniegdzie skubiąc je od psich kłaków. Gdy dojechałam na górę, a drzwi do windy się otworzyły, moim oczom ukazał się rozległy korytarz, w którym umiejscowiona była mini recepcja. W niej również była kobieta, która wyglądała nieskazitelnie. Idealna figura, wzrost. Miała nawet czym oddychać. Mimowolnie spojrzałam w dół. Nic, praktycznie nic nie odstawało. Usiadłam na kanapie i z niecierpliwością czekałam, aż facet skończy zebranie.
     Po mniej więcej dwudziestu minutach drzwi do biura się otworzyły, a kobieta z recepcji gestem ręki zaprosiła mnie do środka. Niestety, to nie był starszy dziadek, wręcz przeciwnie. Koleś robił wrażenie. Uśmiechnęłam się szeroko i ruszyłam w jego kierunku.

Ostatnio zmieniony przez Sarahna (08-02-2017 o 22h17)



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#5 07-02-2017 o 16h54

Straż Obsydianu
Okamgnienie
Akolita Sylfy
Okamgnienie
...
Wiadomości: 1 209



   Od rana nie czułem się najlepiej. Nic nie pomogły sposoby mojej babki, czyli masowanie skroni i przykładanie do nich torebek z lodem, na odpędzenie dudniącego pod czachą rozpędzonego pociągu. A miałem dzisiaj takie urwanie gitary! Trzy zebrania, gdzie omawialiśmy strategię firmy po okresowych raportach o stanie jej funkcjonowania, do tego dwa niezwykle ważne kontrakty. Wszystko rozchodziło się o kilka podpisów, ale nie mogłem tego zrobić u siebie w biurze, tylko musiałem patrzeć na te wdzięczące się przede mną przedstawicielki różnych działów. Dlaczego zatrudniałem tak niewielu facetów?!
   Już miałem wychodzić na pierwsze spotkanie, kiedy zadzwonił telefon na moim biurku. Nacisnąłem przycisk i zapytałem:
- Tak, pani Basiu?
- Panie dyrektorze, mamy dość... dość nietypową sprawę. Przed chwilą na recepcji zgłosiła się kobieta, która chciałaby zabiegać o staż w pańskiej firmie. Obecnie nie prowadzimy naboru... - urwała zakłopotana.
- Nie prowadzimy - odpowiedziałem i już chciałem się rozłączyć, jednak sekretarka kontynuowała.
- ... kilka osób wzięło ostatnio urlop na żądanie, więc może jednak przydałaby nam się stażystka? - zapytała z nadzieją w głosie.
- Niech się tym zajmie Gwardoński - wydałem polecenie i zakończyłem rozmowę. Ponownie pomasowałem skroń. Zawracanie du...szy przed spotkaniem!
   Zebranie było nudne. Jedyną atrakcją był nowy kostium Teresy z księgowości, która już od dłuższego czasu chciała ze mną zjeść kolację. Jak wszystkie w tej firmie. Uśmiechnąłem się pod nosem. Wiedziałem, jak działam na kobiety.
   Nie lubiłem siedzieć w tej sali, bo za dużo było tu skóry, której wręcz nienawidziłem. Krzesła obite skórą, sofy obite skórą, a nawet skórzane ciuchy - OHYDA. Chciałem jak najszybciej opuścić to pomieszczenie, ale wtedy zobaczyłem, że sekretarka prowadzi w moim kierunku jakąś blondynkę. W pierwszym momencie myślałem, że to ktoś z cateringu, ale przecież na obiad było jeszcze za wcześnie.
- Dzień dobry - powitałem zmierzającą ku mnie dziewoję i uśmiechnąłem się. Przeniosłem pytające spojrzenie na panią Basię, która oznajmiła.
- To właśnie kandydatka na stażystkę. Wezwałam już pana Gwardońskiego.
- Ach, pani w sprawie pracy. Proszę za mną, przejdziemy do mojego biura - szarmancko przytrzymałem przed dziewczyną drzwi i pokierowałem ją w stronę miejsca, gdzie urzędowałem. Stało tam biurko, a na nim komputer. Pod ścianą sofa obita ciemnym materiałem, dobranym do tego, który pokrywał mój sporych rozmiarów obrotowy fotel. Przed biurkiem stały dwa elegancko zdobione krzesła, również w ciemnych barwach. Jedno z nich wskazałem dziewczynie, sam zajmując miejsce za biurkiem. Nacisnąłem przycisk i poinformowałem, że osobiście porozmawiam z kandydatką.
- Może czegoś się pani napije? - zaproponowałem. Nie należała do szkarad, więc nie będzie brukać imienia mojej firmy swoim wyglądem, a to już duży plus na początek. Lubiłem otaczać się ładnymi rzeczami. Nogi też miała niczego sobie, chętnie sprawdzę jak szybko biega do pobliskiej Biedronki. Póki co jednak grałem przyjaznego szefa, starając się zrobić na niej dobre wrażenie. Nie musiałem się wysilać, bo pewnie gdyby mogła zaśliniłaby mi biurko, tak czuć było jak na mnie leci.
- Proszę powiedzieć mi coś o sobie. Czym się pani dotychczas zajmowała? Ma pani może jakieś CV? - tego ostatniego pytania nie przemyślałem, bo raczej ciężko byłoby jej ukryć gdzieś teczkę z dokumentami. Niejedna upchnęłaby ją gdzieś w okolicach biustu, ale pierw trzeba było go mieć...

Offline

#6 07-02-2017 o 20h27

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 704

------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------

      Gdy zobaczyłam mojego potencjalnego szefa, a usta cisnęły się same „ochy” i „achy”. Był nieziemsko przystojny, a w dodatku dżentelmen. No lepiej trafić nie mogłam, grunt to owinąć go sobie wokół palca. Wskazał mi ręką zdobione krzesło naprzeciwko biurka, na którym usiadłam z przyjemnością.
      – Chętnie. – odpowiedziałam na propozycję czegoś do picia. W gardle mi zaschło i chyba nie będę w stanie wydusić z siebie żadnego słowa.
     Pociągnęłam spory łyk ze szklanki, która była idealnie wypolerowana, a sama woda smakowała idealnie, jakby nie była stąd. Teraz byłam gotowa odpowiedzieć na wszystkie pytania.
      – Czym się zajmowałam dotychczas? Uhm, jeszcze do niedawna pracowałam w kawiarni, jako baristka. Wcześniej natomiast dorabiałam sobie jako hostessa i na dorywczych pracach w call center. Z pracą w biurze mam tyle wspólnego, że wiem, o której macie przerwę śniadaniową. – to ostatnie wypaliłam bez większego namysłu. Zaczęłam się bawić palcami, u dłoni. To chyba wskutek zdenerwowania. Kurczę! Jeszcze żaden facet, tak na mnie nie działał. Musiał to zauważyć, bo przyglądał mi się dość intensywnie, co mnie lekko peszyło.
      – Jak widać, albo i nie widać, nie mam przy sobie żadnych dokumentów. Jestem w stanie zrozumieć, jeśli nie znajdzie się dla mnie żadne miejsce. Jednak zanim pan mnie skreśli, proszę zastanowić się na aspektach, które mogę wnieść do firmy. Jestem młoda, mój umysł wchłania wszystko jak gąbka. – za dużo gadam, zdecydowanie za dużo gadam. Wzięłam kolejny łyk wody, żeby zamknąć trochę buzię. Pan Jaworski stał do mnie tym razem tyłem. To chyba na znak protestu, że mówiąc do niego, patrzyłam w podłogę. Zauważyłam, że bawił się zegarkiem. Chyba analizował sobie w głowie wszystkie za i przeciw. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Staram się pokazać z jak najlepszej strony. Pewnie, gdyby poznał moją drugą twarz, na wstępie dałby mi kopniaka w cztery litery.
     Zaczęłam stukać palcami w kolano, bo ta cisza stawała się irytująca.

Ostatnio zmieniony przez Sarahna (08-02-2017 o 22h16)



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#7 07-02-2017 o 21h15

Straż Obsydianu
Okamgnienie
Akolita Sylfy
Okamgnienie
...
Wiadomości: 1 209



   Nalałem jej i sobie wody z karafki stojącej na barku w kącie mojego biura. Postawiłem przed nią szklankę, a swoją od razu przyciągnąłem do ust. Nie usiadłem, tylko patrzyłem na nią z góry. Strasznie dużo gadała, nie dziwię się, że wzięli ją do call center! Pewnie jak dzwonił jakiś klient potrafiła trajkotać pół dnia nabijają mu kosmiczny rachunek telefoniczny. Normalnie cud pracownik! Szkoda tylko, że ta jej paplanina działa na moją głowę jak stado rozjuszonych byków z corridy. Odwróciłem się, sprawdzając godzinę na moim złotym zegarku. Całe szczęście mogłem już zażyć kolejną pigułkę, nie chciałem tego jednak robić przy nieznajomej. Wypadałoby ją jak najszybciej spławić i tak zmarnowała mnóstwo mojego cennego czasu.
   Usiadłem więc przy biurku, palcami odgarniając kręcone kosmyki włosów, które często niesfornie błąkały się po mojej twarzy. Uśmiechnąłem się do dziewczyny. W duchu modliłem się, żeby już wyszła, jednak nie dałem tego po sobie poznać.
- Ma pani tę pracę - powiedziałem. - Zawsze poszukiwaliśmy tak... - urwałem na chwilę, żeby dobrać odpowiednie słowo. Na myśl przychodziły mi jednak wyrazy niekoniecznie zadowalające moją nową stażystkę - tak entuzjastycznie nastawionych do pracy osób! - zakończyłem i w gratisie puściłem jej oczko. Od razu wybrałem połączenie z sekretarką.
- Pani Basiu, za chwilę zgłosi się panna... - spojrzałem na dziewczynę pytająco, dopiero teraz uświadamiając sobie, że nawet nie wiem jak ta blondynka ma na imię - proszę zaprowadzić ją do kadr, niech podpisze stosowne dokumenty. Gdyby potrzebny był jakiś mój podpis proszę dostarczyć mi wszystko do biura. Dziękuję - rozłączyłem się. Ponownie wstałem, przygładziłem garnitur i wyciągnąłem dłoń w stronę mojej nowej pracownicy.
- Witamy na pokładzie Jaworski Corporation - lekko uścisnąłem jej dłoń, a po chwili odprowadziłem do wyjścia.

Offline

#8 07-02-2017 o 22h29

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 704

------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------

     Po powrocie do domu, będę musiała przetrzeć baletki, są całe okurzone i wyjść z Mao na spacer, zdecydowanie. Biedak pewnie leży rozwalony pod drzwiami wyjściowymi, po ówczesnym koncercie dla sąsiadów. Nigdy nie lubił zostawać sam, ale co począć. Żreć chciał, więc musiał wytrzymać.
     Moje wewnętrzne rozmyślania zakończył odgłos odsuwanego krzesła. Oto usiadł on „Bóg Rozkoszy”, w całej okazałości, ale bym cię schrupała. Julka skup się, on coś mówi. Moje sumienie, zawsze przeszkodzi w najlepszym momencie.
      – Co? – spojrzałam na niego szeroko otwartymi oczami. – Mam tę pracę? – z radości prawie podskoczyłam na krześle.
     Chwilę jeszcze ugadał szczegóły z panienką z recepcji, po czym wyciągnął do mnie dłoń, witając na pokładzie. Była taka szorstka i duża. Idealnie pasowała do tego faceta.
      – Julia. Julia Cybulska. – wyszczerzyłam zęby z radości, że będę z nim współpracować.
     Pan Ciacho postanowił odprowadzić mnie do wyjścia. Szłam obok niego rozmarzona, na miękkich nogach, a później drzwi się zamknęły i cały czar prysł.
     Podeszłam do recepcjonistki Basi? Beaty? Bożeny? Nie ważne. Miała przygotowane dla mnie dokumenty, które szybko podpisałam. Powinnam je przeczytać, co nie? Nie… na pewno nie było tam nic takiego. Ważne, żeby płacił i za dużo nie wymagał.
      – Zapraszamy jutro o dziewiątej. – powiedziała kobieta, z nienaturalnym uśmiechem na ustach. Co one mają z tymi uśmiechami? Mnie nikt nie zmusi, do chodzenia z wyszczerzoną jadaczką.
     Wyszłam z budynku cała w skowronkach, jeszcze raz rzucając na niego okiem z dołu.
      – Jeszcze tu wrócę, ty przystojny bydlaku. – rzuciłam krótko do wieżowca i ruszyłam w stronę domu.
     Jak myślałam, pogoda była piękna, słońce świeciło pełną parą, a niektóre Warszawianki, postanowiły odkryć nawet trochę ciała. W sumie się nie dziwię, sama pewnie poszłabym gdzieś na Stogi na plażę, albo zwiedziła Jelitkowo. W Warszawie nie miałam takiego luksusu jak morze, ale miałam park. W ramach udanej rozmowy zdecydowałam zabrać psa na długi spacer po parku wśród cieni drzew, bo sierściuch zaraz by się sparzył na słońcu. Mimo że był dopiero czerwiec, pogoda nas rozpieszczała do granic możliwości.
     Stanęłam przed kamienicą i pchnęłam ciężkie dębowe drzwi, które złowieszczo zaskrzypiały. Na ten dźwięk usłyszałam, jak z trzeciego piętra dochodzi niecierpliwe wycie mojego kundla. Jak na Chow Chowa, miał potężny głos. Wbiegłam schodami do góry i delikatnie otworzyłam drzwi. Wiedziałam, że bydlak zaraz na mnie naskoczy, a nie chciałam zjechać na tyłku po schodach w dół.
     Weszłam do środka i machnięciem nogi zrzuciłam balerinki ze stóp. Wnętrze było skromne, ale moje. Był to jeden pokój z aneksem kuchennym i wysepką, plus łazienka. Wnętrze, mimo iż nie było różowe, miało charakter kobiecy. Kolory brązu i kawy z mlekiem, ślicznie komponowały się z waniliowymi dodatkami, a różne bibeloty takie jak świeczki różnych rozmiarów i kształtów uzupełniały wnętrze. Kuchnia natomiast pozostawała w barwach bieli i szarości, żeby nie zlewała się z pokojem.
     Wsypałam psu do miski jedzenie i nacisnęłam pstryczek czajnika. Z górnej szafki wyciągnęłam kawę, którą wsypałam do kubka, odmierzając przy tym idealne miarki.
      – Mao! Pańcia dostała pracę. – pies zamerdał ogonem, bardziej reagując na ton mojego głosu niż na same słowa. – Tak, ty wstrętny bydlaku. Będziesz siedział w domu sam. – pogłaskałam psa pieszczotliwie po łbie.
     Zalałam kawę, dosypałam łyżeczkę cukru i odrobinę mleka. Posadziłam tyłek na blacie i wlepiając się w okno, upiłam spory łyk gorącego napoju. Nie mogłam z głowy wyrzucić obrazu Ryszarda. Matko, co za imię, zostanę przy Ciacho. Pan Ciacho. Westchnęłam ciężko.
      – Nie, Mao. Tacy ludzie jak on, są poza naszym zasięgiem. My będziemy musieli się zadowolić jakimś kolesiem z Biedronki, czy innego dyskontu. – spojrzałam na psa, który kręcił głową na boki, jakby rozumiał, co do niego mówię. – To co? Spacerek? – na to hasło, Mao zaczął skakać jak szalony.
     Chwyciłam smycz z przedpokoju, zapięłam psa i wyszłam z domu.
     Kilka przecznic dalej, było wejście do parku. Popuściłam odrobinę smycz, żeby nie musieć chodzić po trawniku niczym saper, omijając miny przeciwpiechotne. Gdy tak chodziliśmy, zauważyłam kącik dla psów. Tam mogłabym go puścić, a sama usiadłabym na ławce, korzystając ze słoneczka, które przedzierało się między liśćmi. Jako że godzina była młoda, niewiele ludzi jeszcze spacerowało, więc bez większych obaw spuściłam psa ze smyczy, a sama rozłożyłam się na drewnianym siedzisku.

Ostatnio zmieniony przez Sarahna (08-02-2017 o 22h16)



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#9 07-02-2017 o 23h17

Straż Obsydianu
Okamgnienie
Akolita Sylfy
Okamgnienie
...
Wiadomości: 1 209



   Nim tylko zamknąłem drzwi za rozanieloną stażystką, znów zadzwonił telefon. Tym razem była to moja komórka. Dzwoniła Sandra.
- Sandra? - zastanawiałem się, czy znam jakąś Sandrę, ale czy gdybym jej nie znał, to miałbym jej numer zapisany w telefonie?
- Jaworski, słucham - powiedziałem z trudem tłumiąc ziewnięcie. Oj przyda mi się kawa. Szkoda, że ta blondynka już wyszła, mogłaby się wprawiać w bojach.
- Cześć mój słodki misiu-pysiu - usłyszałem lekko skrzeczący, acz próbujący mnie kokietować głos po drugiej stronie. Jak ktoś mnie tak tytułuje, to od razu mam zamiar przycisnąć czerwoną słuchawkę i zerwać połączenie. - Pamiętasz o naszym lunchu? Czekam na ciebie w knajpce koło parku - oczami wyobraźni widziałem, jak obrysowuje sobie teraz usta szminką, a jakby na dokładkę tej porcji wyobraźni usłyszałem ciche cmoknięcie. Tylko która to była? Ta ruda z długimi nogami, czy ta czarna, w kusej mini?
- Nie dam rady - uciąłem szybko i już chciałem się rozłączyć, ale rozmówczyni bardzo paliła się, żeby mi jeszcze coś powiedzieć. Zalał mnie kolejny dzisiejszego dnia potok niezrozumiałych słów, które obchodziły mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg.
- Nie. Nie jestem tobą już więcej zainteresowany - rozłączyłem się. Numer też został usunięty z moich kontaktów. Pewnie kiedy spałem porządziła się moimi rzeczami, łudząc się, że będzie kimś ważnym w moim życiu. Parsknąłem śmiechem. Jasne, skarbie, jutro ślub.
   Usiadłem za biurkiem, zażyłem tabletkę i oparłem się, na chwilę przymykając oczy. Długo jednak nie cieszyłem się samotnością, bo do mojego biura wszedł Gwardoński.
- Ryszard, ta nowa, co ją przyjąłeś... - zaczął, wpatrując się w plik zadrukowanych kartek.
- Jaka nowa? - zapytałem, przekręcając fotel tak, żeby go widzieć. Już nawet nie pamiętałem o świeżo przyjętej stażystce.
- Julia Cybulska.
Patrzyłem na niego czekając na jakieś dalsze wskazówki albo podpowiedzi, bo nic mi nie mówiło to imię i nazwisko.
- Może przejdziesz do rzeczy? - zasugerowałem. Nie chciało mi się bawić w jakieś podchody.
- To jakaś twoja znajoma? - padło z ust Gwardońskiego.
- Słucham? - zapytałem oburzony i uniosłem wysoko brwi.
- Bo przyjąłeś ją... nawet nie czekając na mnie, myślałem, że łączą was stosunki...
- Nic nas nie łączy i nie będzie nas łączyć - powiedziałem lodowato i stanowczo. Czy te proszki w końcu zaczną działać, do jasnej anielki?! - Jeśli nie widzisz dla niej miejsca wśród osób pracujących w biurze, może pomóc sprzątaczce w myciu podłóg. Okna też już nie błyszczą tak jak jeszcze tydzień temu. Dopilnuj tego.
Może byłem dla niego zbyt szorstki, bo podkulił uszy i pospiesznie wycofał się z mojego biura. Dobrze, że miałem już kolejne spotkanie, bo rozmowy dzisiejszego dnia, na tematy inne niż służbowe, strasznie mnie wkurzały.

Ostatnio zmieniony przez Okamgnienie (07-02-2017 o 23h22)

Offline

#10 08-02-2017 o 00h04

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 704

------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------


     Po niecałych czterdziestu minutach złapałam psa ponownie na smycz i udałam się w stronę domu.
     Ciągle zastanawiałam się, na czym będą polegać moje obowiązki. Może będę, jak pani w recepcji, bezpośrednio przed biurem szefa, która raz na jakiś czas zanosi mu kawę.
     Weszłam do mieszkania, rozpięłam psa, a sama usiadłam, żeby dopić zimna kawę. Włączyłam telewizor, zaciekawiona co ciekawego można o tej porze obejrzeć.
      – Szpital, dlaczego ja, trudne sprawy, szpital. Już nic normalnego nie ma w tej telewizji? – wyłączyłam pudło i rzuciłam pilotem na łóżko.
Jeszcze nigdy nie byłam w środku tygodnia o tej godzinie w domu, co ludzie zazwyczaj robią? Wszyscy znajomi pewnie urobieni po łokcie. Sprawdziłam zapasy w lodówce i sprawdziłam, co należy uzupełnić. Zrobiłam sobie malutką listę zakupów i wyszłam do pierwszego lepszego dyskontu.
     Przeszłam koło parku, mijając pobliskie kawiarenki i restauracje. Sądząc po ilości ludzi, wybiła godzina lunchu. Ciekawe co taki ktoś jak pan Ciacho robi o tej porze.
     Pewnie wsiada do swojego mercedesa klasy s, zapada się w wygodny fotel kierowcy i jedzie do jakieś super, wypasionej restauracji. Nie to, co taka szara myszka jak ja. Jedyne restauracje, w których jadam to kebab bar, a fury, jakimi się wożę to solaris, zazwyczaj z zepsutą klimatyzacją.
     W sklepie czas zleciał mi wyjątkowo szybko, chociaż przy końcówce już gorzej. Pani kasjerka, która pokłóciła się z drobnymi, ciągle chodziła rozmieniać pieniądze, przez co produktywność wołała o pomstę do nieba. W końcu nadeszła moja kolej, gdy usłyszałam cenę, starałam się dać jak najdrobniejszymi, żeby znowu nie latała po całym sklepie.
      – Mogę być winna grosik? – zapytała, łypiąc na mnie tymi ślepiami i trzepotała rzęsami, jakbym co najmniej miała paść na kolana błagać ją o wybaczenie, że nie dałam jej dokładnej kwoty.
      – Ta, spoko. Wpadnę jutro odebrać. – rzuciłam krótko. Ha! Trzeba było widzieć jej minę.
     Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę jedenastą. Jeszcze młoda godzina. Postanowiłam przycupnąć w jednej z kawiarenek na świeżym powietrzu i zamówić cappuccino.

Ostatnio zmieniony przez Sarahna (08-02-2017 o 22h16)



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#11 08-02-2017 o 00h51

Straż Obsydianu
Okamgnienie
Akolita Sylfy
Okamgnienie
...
Wiadomości: 1 209



- Wychodzę - poinformowałem sekretarkę rozpinając guziki marynarki, żeby wiatr mógł fruwać między jej połami. - Będę koło czternastej.
   Opuściłem budynek firmy, przeciągnąłem się i poluzowałem guziki w kołnierzyku. Pora lunchu była moim ulubionym momentem dnia, bo wtedy miałem czas tylko dla siebie i bardzo nie lubiłem, żeby ktoś mi go wtedy zajmował. Pani Basia o tym wiedziała, dlatego nie umawiała na lunchowe godziny żadnych spotkań.
   Z parkingu podziemnego wyjechałem moim metalicznym porsche 911 i pomknąłem ulicami Warszawy gdzieś przed siebie. Nigdy nie wybierałem konkretnego miejsca. Przeważnie zatrzymywałem się, kiedy dojrzałem jakąś przyjaźnie wyglądającą knajpkę, gdzie nie było zbyt wielu klientów. Tak było i tym razem. Niewielka restauracyjka z ogródkiem, to było coś, czego mi trzeba. Oczywiście nie było wolnych miejsc parkingowych, więc stanąłem na kopercie. Stać mnie na mandat, jakby coś się komuś nie podobało.
   Nasunąłem na oczy okulary przeciwsłoneczne, bo zamierzałem usiąść w ogródku. Nie rozglądałem się, tylko spokojnie zająłem upatrzone wcześniej miejsce i wyjąłem telefon, żeby szybko sprawdzić maile i inne wiadomości, które spływały do mnie z różnych zakątków świata. Mieliśmy niedługo nawiązać umowę z niemiecką firmą, fińskim koncernem i innymi pomniejszymi filiami rozstrzelonymi po całym globie. Byłem tak zajęty surfowaniem, że dopiero po chwili spostrzegłem kelnera.
- Duża mokka, z podwójnym mleczkiem - wyrecytowałem odruchowo. - I lunch. To, co tam dziś serwujecie.
Mocniej wbiłem się w krzesło i rozprostowałem nogi. Słońce przyjemnie muskało moją twarz swoimi promieniami. Chwilo spokoju trwaj.

Offline

#12 08-02-2017 o 09h04

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 704

------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------

     Zajęłam miejsce przy stoliku, skutecznie chowając siatkę za sobą. Głupio by było, jakby ktoś mnie teraz zobaczył z tymi pakunkami, niczym matka polka idąca na zakupy, kobieta pracująca dwadzieścia cztery godziny na dobę, latająca od sklepu do sklepu, wyszukując coraz to dziwniejszych promocji.
      – Dzień dobry, poproszę cappuccino. – powiedziałam kelnerowi, który chwilę po moim przybyciu stanął koło mojego stolika.
     W oczekiwaniu na napój życia przeglądałam ulotkę, która leżała na stoliku. Beznamiętnie oglądałam ją raz z jednej strony, raz z drugiej, wtem z pobliskiego doszedł do moich uszu znajomy głos.
      – Jasny gwint, tylko nie on. – spojrzałam przed siebie. Siedział, pan gorący w całej okazałości. Na nosie miał okulary przeciwsłoneczne, które tylko dodawały mu tajemniczości. Nie wiedziałam, czy się przywitać, czy nie. Z jednej strony było mi głupio, z drugiej, ta ciekawość.
     Raz się żyje! Wstałam od stolika, w tym samym czasie wpadając na kelnera z kawą, która wylądowała na mnie.
      – Co robisz baranie! – krzyknęłam na kelnera, który zaczął mnie przepraszać, podając mi chusteczki. – To jest gorące! – nie kryłam oburzenia.
     Szybkim ruchem ręki, zaczęłam trzepotać bluzką w okolicach klatki piersiowej, żeby jak najszybciej, pozbyć się parzącego uczucia.
     Pan idealny spojrzał na mnie z zaciekawieniem. Matko! Mam nadzieję, że mnie nie pozna, ale byłby wstyd.
     Starałam się jak najszybciej przejść obok jego stolika, niezauważona, niestety nie udało się, trąciłam delikatnie jego krzesło, na co zwrócił swoją uwagę. Uśmiechnęłam się słodko, jak tylko potrafiłam.
      – Dzień dobry, znowu. – wydukałam zawstydzona, gdyż przez tę plamę, nie prezentowałam się zbyt atrakcyjnie.

Ostatnio zmieniony przez Sarahna (08-02-2017 o 22h16)



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#13 08-02-2017 o 12h54

Straż Obsydianu
Okamgnienie
Akolita Sylfy
Okamgnienie
...
Wiadomości: 1 209




   To miał być spokojny czas na, powiedzmy kolanie natury, bo do jej łona było daleko. Specjalnie wybrałem taką niepozorną restauracyjkę, żeby rozkoszować się ciszą wielkiego miasta. Nie było mi to jednak dane, bo usłyszałem, że prawie koło mojego ucha rozegrała się jakaś szamotanina okraszona "baranem". Zerknąłem w tamtą stronę i w ostatnim momencie dostrzegłem ją! Moją... kawę! Ale pech, że też ta rozwydrzona blondynka nie mogła wziąć na klatę innego napoju, tylko akurat mój. Przewróciłem oczami pod ciemnym szkłem okularów i oparłem głowę o rękę wspartą na stoliku. Będę musiał poczekać, aż zrobią mi nową. Ech...
   Prawie spadła mi głowa, bo ktoś gwałtownie szturchnął moje krzesło. Popatrzyłem gniewnie w stronę winowajczyni, która jakby nigdy nic stała i gapiła się na mnie.
- Znowu? - powtórzyłem jeden wyraz, który utkwił mi z jej dziwnego powitania. Zsunąłem okulary z oczu i zlustrowałem speszoną blondynkę, próbując skojarzyć, gdzie widziałem jej twarz, bo gdzieś ją na pewno widziałem. Zjechałem wzrokiem na jej biust i od razu odrzuciłem kategorię: "łóżkowe podboje". Hmm... Ach! Już wiem! To ta nowa!
- Ula, tak? - próbowałem przypomnieć sobie jej imię. Była jedną z setek kobiet, które dziś zobaczyłem, więc gdybym chciał pamiętać imiona każdej, to moja głowa zdecydowanie miałaby mniej kształtną czaszkę.
   Sam nie wiedziałem, czy chciałem, żeby się do mnie przysiadała. Obciach trochę, bo sporo osób zwróciło przez to na nią uwagę, a przez to zaczęli się przyglądać mnie, zapewne robiąc zakłady w myślach, co nas łączy. Tak niestety działają ludzie.
- Skoro jesteś taką ofermą, to może weź jutro coś na zmianę do firmy. Zdecydowanie nie pochwalam niechlujnego wyglądu - znacząco spojrzałem na blondynkę. Już nie byłem sympatycznym Ryszardem z rozmowy kwalifikacyjnej. Zawsze uważałem, że liczy się pierwsze wrażenie, więc o drugie już nie trzeba dbać. - I z kłakami coś zrób - machnąłem ręką, że mój tekst zabrzmiał jakbym zarówno mówił o jej włosach, jak i o psiej sierści, którą obrane były jej spodnie.
- W ogóle to nie powinnaś jakoś się przygotowywać do pracy? Powtórzyć angielski? Niemiecki? Włoski? Rosyjski? - wymieniłem te języki, których wymagam od moich pracowników. - Prasować białe koszule i spodnie w kant? - dodałem, uściślając moje wymagania.
   W końcu dostarczono mój lunch. Pewnie gdyby nie to, że byłem głodny, dawno zmieniłbym lokal, a nie siedział z tą ślamazarą. Podano mi lekką sałatkę i kilka grzanek, więc odłamałem kawałek i zanurzyłem w jej sosie, żeby wczuć się w nuty smaku, które rozbrzmiały na moim podniebieniu, kiedy tylko ten drobny kęs je musnął. Lubiłem delektować się tym, co jem. Zmrużyłem oczy i powoli oblizałem palec, nie chcąc przerywać tej wielosmakowej symfonii.
   Dopiero po chwili zobaczyłem, że dziewczyna wpatruje się we mnie z lekko otwartymi ustami.
- Mucha ci wleci. Lepiej je zamknij - skomentowałem i zabrałem się do jedzenia. - Właściwie, to czy nie miałaś już iść?

Offline

#14 08-02-2017 o 14h11

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 704

------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------

     Patrzył się na mnie, jakby co najmniej zobaczył ducha. „Ula”? Jaka Ula? Burak! Mega przystojny burak.
     Stałam tak przed nim z wypiekami na twarzy, kiedy ten bombardował mnie informacjami, o językach, o koszuli… Ja ci pokażę. Stałam z otwartą gębą i przyglądałam się jego ustom, z których wylewał się słowotok słów. Całe pierwsze wrażenie o sympatycznym, miłym gościu poszło się… bujać.
     - Właściwie, to czy nie miałaś już iść? – usłyszałam nagle. Jak maszyna, która została zaprogramowana, odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do przodu, rzucając różnymi obelgami w jego osobę. Nawet się nie pożegnałam, taka jestem zła!
     Wróciła do domu i rzuciłam siatki na podłogę w kuchni. Szybko zaczęłam je wypakowywać, a produkty świeże wrzucałam niechlujnie do lodówki.
     Po głowie mi chodziły jeszcze jego słowa „W ogóle to nie powinnaś jakoś się przygotowywać do pracy? Powtórzyć angielski? Niemiecki? Włoski? Rosyjski? Prasować białe koszule i spodnie w kant?”
     Odwróciłam się w stronę pokoju i spojrzałam na szafę. Czy ja mam w ogóle jakieś spodnie na kant? Skończyłam rozpakowywać zakupy i zabrałam się za inwentaryzacje w szafie.
     Niestety, nie znalazłam nic, co mnie interesowało, a bardziej jego. Więc przygotowałam ciemne dżinsy i białą zwykłą koszulkę.
     Z półki ściągnęłam słownik języka rosyjskiego i powaliłam się na łóżku. Tak zleciała mi reszta dnia. Wieczorem wzięłam szybką kąpiel i ubrałam moją piżamę w serduszka. Zanurzyłam się w miękkiej pościeli, nadal powtarzając sobie słówka, których za nic w świecie nie rozumiałam.

Ostatnio zmieniony przez Sarahna (08-02-2017 o 22h16)



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#15 08-02-2017 o 14h42

Straż Obsydianu
Okamgnienie
Akolita Sylfy
Okamgnienie
...
Wiadomości: 1 209



"O, czyli jak chciała, to potrafiła zamknąć buzię i milczeć. Będą z niej jeszcze ludzie" - podsumowałem w duchu, nie zaszczycając jej spojrzeniem, kiedy wypadła z restauracji jak z procy. Kelner właśnie przyniósł jej kawę, więc uznałem, że spróbuję, co też pija "klasa niższa". Wziąłem łyk, który po chwili wyleciał z moich ust w postaci kawowej fontanny.
- Co to za świństwo! - jęknąłem odsuwając filiżankę jak najdalej od siebie. - Nikt kto pije taką kawę nie może być interesującą osobą! - wybąkałem pod nosem i od razu przepłukałem usta moją wyborną mokką.
   Gdy już zjadłem, popiłem, to do pracy wróciłem. Zapachniało rymem. (/static/img/forum/smilies/wink.png) Na szczęście ten dzień nie zaserwował mi już więcej niespodzianek.
   Pod wieczór, po powrocie do luksusowej willi na obrzeżach Warszawy, którą kupiłem już parę lat temu, po tym jak przejąłem firmę po śmierci ojca i stałem się obrzydliwie bogaty, odetchnąłem z ulgą i zgotowałem sobie wreszcie samotny, męski wieczór. Ja, cygaro i whiskey. Dziś już żadnych kobiet, bo ta blondynka wyssała ze mnie energię. Wcale nie zdziwiłbym się, gdyby okazała się wampirem emocjonalnym. Brr.



   Lubiłem wcześnie wstawać, więc już o świcie byłem gotowy do pracy. Czułem się wypoczęty, a wszelkie głowowe dolegliwości ustąpiły jak ręką odjął. Otworzyłem mojego cieniutkiego laptopka, zerkając na poranne wiadomości z giełdy i ze świata. Ubrałem się w czarny garnitur, przed wyjściem strzepując z ramienia niewidzialny pyłek. Włosy miałem coraz dłuższe, będę musiał je skrócić. Chociaż... Przeczesałem niesforne kędziorki i przeglądnąłem się w lustrze. Może jednak wstrzymam się z tą wizytą u fryzjera.
   Odpaliłem mojego porschaka i w okamgnieniu znalazłem się w firmie. Pani Basia była już na posterunku. Bardzo ceniłem ją za punktualność i zorganizowanie. Była świetną sekretarką, do tego była szczęśliwą mężatką i matką dwójki dzieci, więc nie smaliła do mnie cholewek, tylko skupiała się na swojej pracy.
- Jakby co, jestem u siebie - poinformowałem ją i udałem się do biura.

Offline

#16 08-02-2017 o 16h17

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 704

------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------


     Obudziłam się o świcie, pod naciskiem futrzaka, który ewidentnie chciał wyjść na spacer.
      – Zaraz – mruknęłam do psa, od niechcenia zrzucając z siebie kołdrę.
     Weszłam do łazienki, żeby jakoś się ogarnąć. Włosy związałam w gumkę, włożyłam ciemne dżinsy z wysokim stanem, a do tego dobrałam białą koszulę, która idealnie wpasowała się wetknięta w środek spodni. Wsunęłam baletki na nogi i wyszłam z psem na krótki spacer. Po powrocie wypiłam szybką kawę i ruszyłam do nowej pracy.
Ludzie w Warszawie, pośpiesznie kroczyli w stronę swoich zakładów pracy. Ja również postanowiłam wyjść wcześniej, co by nie spóźnić się, ja to miałam w zwyczaju.
     Stanęłam przed budynkiem, wzięłam głęboki wdech i pewnym krokiem weszłam do środka, od razu kierując się w stronę recepcji, gdzie ponownie z uśmiechem na ustach powitała mnie pani Basia? Nie wiem, która z nich, jest która.
     Pokierowała mnie w stronę windy, w której szybko poprawiłam włosy i przetarłam pantofelki. Wjechałam nią, jak poprzednio na dziewiąte piętro, gdzie rozległ się przede mną długi korytarz.
     Podeszłam do drugiej recepcji z nadzieją, że da mi jakieś zadania. Po wczorajszej wpadce w kawiarni nie miałam odwagi spojrzeć Ryśkowi w oczy.
     Ku mojemu nieszczęściu skierowała mnie w stronę biura dyrektora. Zatrzymałam się przed drzwiami i z duszą na ramieniu otworzyłam drzwi.
     Stał tyłem do mnie, a ja mogłam podziwiać jego nienaturalnie perfekcyjne ciało, na którym leżał idealnie dopasowany garnitur. Zmierzyłam go od góry, do dołu, starając się nie zaślinić przy tym podłogi. Za nim rozprzestrzeniał się widok na panoramę całego miasta.
      – Piękny. – powiedziałam, nie koniecznie w myślach. Niestety również nie zbyt cicho, ponieważ mężczyzna odwrócił się i spojrzał na mnie swoim zabójczym wzrokiem. – To znaczy, widok. Piękny widok. – usprawiedliwiłam się.
     Podeszłam bliżej, bo głupio było tak rozmawiać na odległość.
      – Dzień dobry, jestem Julia. Nowa stażystka. – przypomniałam, bo pewnie znowu zapomniał, że w ogóle kiedykolwiek się z nim widziałam.

Ostatnio zmieniony przez Sarahna (08-02-2017 o 22h15)



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#17 08-02-2017 o 16h52

Straż Obsydianu
Okamgnienie
Akolita Sylfy
Okamgnienie
...
Wiadomości: 1 209



   Panie Basie były dwie, żebym nie musiał zaprzątać sobie głowy zapamiętywaniem kolejnych kobiecych imion, których praktycznie co wieczór przybywało. Starsza pani Basia zajmowała się moimi sprawami, jako moja sekretarka i to ona była na 9 piętrze, a młodsza, bardziej biuściasta i reprezentacyjna, zajmowała stanowisko na dole budynku, witając przybyłych doń gości i potencjalnych klientów. To tak dla formalności, proszę przekazać Julce.
   Wpatrywałem się w panoramę miasta, która dziś o dziwo nie była pociągnięta smogiem. Sprawiało mi przyjemność zerkanie z wysoka na ludzi. Czułem się jakbym był władcą świata, który może kontrolować nie tylko firmę, ale całe miasto, Polskę, świat. Niezwykle przyjemne uczucie.
   Moje zamyślenie przerwało wtargnięcie do biura, nie kogo innego, jak panienki od kawowej bluzeczki. Zobaczyłem jej odbicie w szybie, więc powoli się odwróciłem, uśmiechając się z politowaniem słysząc słowo "piękny". Od wejścia czułem jej spojrzenie na swoim karku, plecach i w ogóle wszędzie, a zdecydowanie nikt jeszcze nie nazwał mnie "widokiem".
- Julio - zacząłem tym swoim uwodzicielko głębokim głosem. - Wyjdź. Wyjdź i wróć ponownie, tak jak powinnaś to zrobić - wygłosiłem, ręką wskazując jej drzwi. Moje biuro to nie obora, gdzie każdy może sobie wejść bez pukania, czy jakiejkolwiek informacji, że chciałby się ze mną spotkać. Cóż, najwyraźniej z blondynką muszę pracować od podstaw.
   Zasiadłem na obrotowym fotelu za biurkiem i wpatrywałem się w drzwi, czekając na pukanie.
- Zapraszam - powiedziałem, gdy w końcu usłyszałem pożądany dźwięk. - Witam, pani Julio. W przyszłości proszę mniej gwałtownie uderzać w drzwi, gdyż sądzę, że nie będzie panią stać na ich naprawę - uśmiechnąłem się uroczo i wlepiłem wzrok w ekran monitora.
- Możesz mi zrobić kawę. Duża mokka, z podwójnym mlekiem, posypana wiórkami z mlecznej czekolady. I jeszcze zjadłbym jogurt. Kokosowo-migdałowy Bon Creme. Dziękuję - zakończyłem swoje służbowe polecenie, pozbywając się "paniowania" do tej mało rozgarniętej blondynki. Zresztą, czego innego można spodziewać się po blondynkach...
- I jeszcze jedno - dodałem, zanim zniknęła za drzwiami. Musiałem przydzielić ją do jakieś działu, dlatego grzecznie i kulturalnie zapytałem:
- Czy jest coś co mogłabyś wnieść do mojej firmy, oprócz kudłów swojego psa? - drwiący uśmieszek zabłąkał się na moich ustach.

Ostatnio zmieniony przez Okamgnienie (08-02-2017 o 16h54)

Offline

#18 08-02-2017 o 21h13

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 704

------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------

     „Julio” moje imię w jego ustach brzmiało… Co? Wyjść? No tak, nie zapukałam, ale chyba się mnie spodziewał? Buc!
     Wyszłam przed gabinet, a pani Basia spojrzała na mnie z politowaniem. Pewnie, następna bucowata. Uniosłam rękę i delikatnie zapukałam do drzwi.
     - Zapraszam – usłyszałam w końcu.
     Ponownie nacisnęłam klamkę i weszłam do gabinetu. Tym razem siedział za biurkiem z założonymi rękoma. Nie zwracając na mnie uwagi, zaczął dyktować polecenia, które ledwo zdążyłam notować na kartce z tylnej kieszeni spodni. W myślach powtarzałam sobie słowa, spisując kolejne słowa. Burak, Buc, Baran.
      – T… Tak p… pr… proszę pa… pana – zająknęłam się ze złości. Znalazł sobie panią na posyłki.
     Nim się odwróciłam i poszłam usługiwać królewiczowi, zatrzymał mnie.
      – To chyba Pan… – mówiłam powoli i wyraźnie z naciskiem na pan. – Zatrudnił mnie na staż i to Pan powinien wiedzieć, gdzie macie braki w personelu, proszę Pana. – zakończyłam kąśliwie.
     Skierowałam się w stronę drzwi, wykonując zamaszysty ruch włosami.
      – On zawsze jest takim bucem? – zapytałam się pani Basi, nie czekając na odpowiedź i wsiadłam do windy. Najpierw pójdę po jogurt. Tylko, gdzie tu jest najbliższa Biedronka?
     Wyszłam przed budynek, rozglądając się nerwowo, aż w końcu ruszyłam przed siebie.
     Długo nie musiałam iść, żeby znaleźć wielki żółty budynek z insektem na szyldzie. Weszłam do środka i chwilę później stałam z pożądanym przez buca, jogurtem przy kasie.
     Zapłaciłam za towar i jeszcze w tej samej minucie, byłam w powrotnej drodze do biura.
      – Gdzie jest ekspres? - zapytałam pani Basi, która w odpowiedzi wskazała mi pomieszczenie na końcu korytarza. Udałam się tam natychmiast.
     Okazało się, że pomieszczenie to mała klitka z kilkoma szafkami dolnymi i dwiema górnymi oraz ekspresem do kawy.
     Znalazłam wysoką szklankę, do której wlałam świeżo przygotowane espresso, syrop czekoladowy i mleko. Na górze ładnie przyozdobiłam pianką z bitej śmietany i jak sobie pan Buc życzył, wiórki z mlecznej czekolady. Na szczęście wszystko było na miejscu, więc nie musiałam się wysilać za bardzo.
     Zastanawiałam się nad zadaniami, do jakich może mnie przydzielić, analizowałam swoje mocne i słabe strony. W sumie mam gadane, mogę siedzieć u niego w gabinecie i odbierać jego telefony. Tak, plan idealny.
     Wzięłam kawę oraz jogurt w rękę i pośpiesznie ruszyłam do gabinetu. Tym razem delikatnie zapukałam w drzwi i cierpliwie oczekiwałam zaproszenia od jaśnie pana, a gdy tak się stało, z impetem otworzyłam drzwi i…
      – Przepraszam! – podniosłam głowę z podłogi, na której się znalazłam przez nierówny dywan na progu. Cała kawa wylądowała przede mną, a jogurt poturlał się wprost pod nogi Ryśka. Moja twarz płonęła żywym ogniem, a palący wzrok szefa, potęgował to uczucie.

Ostatnio zmieniony przez Sarahna (08-02-2017 o 22h15)



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#19 08-02-2017 o 21h41

Straż Obsydianu
Okamgnienie
Akolita Sylfy
Okamgnienie
...
Wiadomości: 1 209



   Oj nie spodobał mi się ton tej smarkuli. I ten naciskany w wypowiedziach "pan". Nie byłem jej dłużny, choć nie wiedziałem po co w ogóle wdaję się w dyskusję z pracownikiem niskiego szczebla...
- To chyba PANI przyszła na rozmowę o pracę bez żadnych dokumentów, więc powinna PANI być wdzięczna, że ratuję pani tyłek dając całkiem przyzwoitą pensję, o której zapewne nawet PANI nie wie, bo skoro ma PANI trudności z koordynacją ruchową, to pewnie także czytanie PANI kiepsko wychodzi - wygłosiłem swój monolog i nie zwracając uwagi na pofukiwanie dziewczyny, wybrałem numer do pani Basi. Odebrała, a pierwsze co doleciało do moich uszu, to utytułowanie mnie bucem. Zmarszczyłem brwi.
- Ona za dużo sobie pozwala - mruknąłem pod nosem, po czym przystąpiłem do rozmowy z sekretarką.
   Wkrótce na moim stole wylądował plik ważnych dokumentów, które już od dłuższego czasu trzeba było posortować, zarchiwizować i niepotrzebne zniszczyć. Słowem - roboty na tydzień.
   Przeglądałem te papiery, oczekując na poranną dawkę kofeiny i moje pierwsze śniadanie. Cóż, miałem słabość do tych jogurtów z Biedronki. Lubiłem jeszcze kawowe, ale przecież dzień jest długi...
   Tym razem zapukała. Pojętna dziewczyna. Nie skłamała, chłonie wiedzę jak gąbka.
- Proszę wejść - powiedziałem i już chciałem jej posłać łagodny, zadowolony uśmiech, kiedy zobaczyłem jak moja kawa, robiąc dziwne akrobacje w powietrzu, wraz z klaunem-Julią na czele, ląduje na moim drogim, puchatym dywanie, a jogurt beztrosko toczy się w moją stronę... Coś we mnie zabulgotało. Przecież gdyby wylała ten gorący napój na moje biurko mogłaby pogrzebać rok mojej pracy! Co za nieodpowiedzialne, ślamazarne, beznadziejne dziewuszysko!
- Gdybym był bucem, jak mnie nazwałaś, to kazałbym ci zlizywać tę kawę z dywanu, panno Julio - powiedziałem lodowato i gniewnie zerknąłem na blondynkę, której twarz była czerwona, co na tle dywanu wyglądało jak nos renifera Rudolfa.
- Zmiataj po przyrządy do czyszczenia dywanu! - zagrzmiałem. - Nie! Stój! - w ostatnim momencie ją zatrzymałem. Za bardzo lubiłem ten dywan, żeby oddawać go w tak lewe ręce. - Wezwę ekipę sprzątającą. A ty wreszcie zrób mi kawę!! - rozkazałem i z impetem usiadłem na obrotowym fotelu, aż skrzypnął.

Offline

#20 08-02-2017 o 22h14

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 704

------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------

     Spojrzałam na dywan, który wyglądał paskudnie z wielką brązową plamą. Ton głosu Jaworskiego był oschły. To, że był wściekły, było bardziej, jak pewne. I ta cholerna pani Basia. No jak kobieta, kobiecie może podkładać kłody pod nogi. Ledwo dźwigając się z podłogi, wyszłam po kolejną kawę. Skoro nawet do sprzątania się nie nadaję, to pewnie zaraz wylecę na zbity pysk. Zamykając za sobą drzwi gabinetu, posłałam babie, gniewne spojrzenie i schowałam się w kantynie. Miałam dość! W głowie mi huczało, a oczy zaczęły się robić wilgotne. Nie, nie będę płakać, przez jakiegoś buraka! Szybko przetarłam oczy, jak się okazało za mocno, bo zaczęły mnie piec.
     Powtórzyłam czynności, które wykonałam wcześniej przy parzeniu kawy i ruszyłam w stronę gabinetu. Pani Basia siedziała w tej swojej recepcji i rozwiązywała sudoku, raz po raz łypiąc na mnie spod byka.
     Ponownie zapukałam, a kiedy usłyszałam zrezygnowane „Zapraszam”, delikatnie otworzyłam drzwi. Wsunęłam głowę w szparę i rozeznałam się z otoczeniem. Jaworski siedział na fotelu, przeglądając jakieś papiery, a ekipa sprzątająca jeszcze nie przyjechała. Prawie niesłyszalnie wślizgnęłam się do środka, nie chcąc mu przeszkadzać, pewnie i tak już ma mnie po dziurki w nosie. Cichutko podeszłam do biurka i delikatnie postawiłam kawę.
     Pachniał obłędnie, nie wiem jakich perfum używał, ale mogłabym je wąchać godzinami.
     Stałam tak jeszcze chwilę, koło jego boku rozmarzona, kiedy zaczęłam się zastanawiać czy zamiast cukru nie dodałam soli. W sumie oba wyglądają podobnie, a ja z tego całego roztrzęsienia… było duże prawdopodobieństwo, że je pomyliłam.
     Zaczęło mi się robić gorąco, przez co rozpięłam dwa guziki w bluzce, odchodząc od Ryśka i stając delikatnie z boku.
      – Odnośnie do wcześniejszego, co mogłabym wnieść do firmy… – zaczęłam, ale kiedy zobaczyłam, jak Jaworski bierze kubek z mokką do ręki, szybko zareagowałam.
– Proszę poczekać! – krzyknęłam i w ułamku sekundy zabierałam mu kawę z ręki. Gdyby wzrok mógł zabijać, leżałabym trupem dzisiaj kilka razy. – Ja nie wiem, czy… – nie dokończyłam, mocząc usta w Jego kawie. Uff, nie słona, odetchnęłam, a na mojej twarzy pojawiła się ulga. – Słodka, nie posoliłam. – uśmiechnęłam się, ale chyba jemu nie było do śmiechu. – Przepraszam! Mogę zrobić nową, albo lepiej będzie, jak się pożegnam. Do sprzątania się nie nadaję, do parzenia kawy się nie nadaję, mimo że wcześniej byłam baristką. Nawet do rozmów, przez telefon się nie nadaję, bo palnę zawsze coś głupiego. – odstawiłam filiżankę na spodeczku i na trzęsących nogach udałam się do wyjścia.

Ostatnio zmieniony przez Sarahna (08-02-2017 o 22h15)



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#21 08-02-2017 o 23h29

Straż Obsydianu
Okamgnienie
Akolita Sylfy
Okamgnienie
...
Wiadomości: 1 209



   "Osiwieję przez tę Julkę!" - skwitowałem w myślach, próbując się uspokoić. Miałem bardzo napięty tydzień, a ta jeszcze takimi pierdołami tylko mnie rozdrażnia.
   Nawet nie wiem, kiedy wróciła. Musiałem odpowiedzieć odruchowo, gdy zapukała. Zerknąłem na nią przede wszystkim po to, żeby w razie czego chronić dokumenty, które, gdy tylko się zbliżała do mojego biurka, przesunąłem na drugi jego brzeg. Wolę już dmuchać na zimne.
   Tym razem postawiła kawę, która nawet nieźle się prezentowała. No może brakowało jeszcze kilku wiórek czekolady, bo nie ukrywam, że lubię słodkości, ale to było do wybaczenia. Tylko czemu, do diaska tak przy mnie sterczała i pociągała nosem, jakby próbowała upolować mojego bąka, którego oczywiście nie puściłem. To znaczy... nie w tym momencie.
   Ukradkiem spojrzałem wyżej, dostrzegając ruch przy dekolcie. "Zaczyna się. Zaraz mi siądzie na kolanach i będzie błagać bym ją... " - nie dokończyłem myśli, bo podążając za jej spojrzeniem, zauważyłem, że największym obiektem jej zainteresowania jest moja kawa. "Do kurki nędzy, jak chciała napić się takiej samej, to przecież mogła sobie zrobić! Miała nawet PODWÓJNĄ okazję!" - zbulwersowałem się w myślach, a na zewnątrz cicho westchnąłem, mając nadzieję, że to wypuszczenie powietrza odpompuje ze mnie również choć odrobinę frustracji.
   Otworzyła w końcu tę swoją skruszoną buziuchnę, a ja sięgnąłem po kubek z kawą... Znów nie dane było mi jej wypić. Prawie wyrwała mi go z rąk, o mały włos mnie nie oblewając i bezczelnie zaczęła spijać moją ulubioną piankę!
   Tego było już zdecydowanie za wiele i co to za tekst z soleniem? Próbowałem wziąć kilka głębokich oddechów, policzyć do dziesięciu, ale nawet kiedy doszedłem do dziesiątej potęgi tejże dziesiątki, czułem jak z trudem panuję nad gniewem. A Julka zamiast wyjść bez słowa, zaczęła tę znaną od wieków gadkę-rozmiękczaczkę, która już od wielu lat na mnie nie działała. Nie wzruszały mnie kobiece łzy i lamentowanie jakie to są "beznadziejne, grube, brzydkie i w ogóle do bani". Skoro je wybrałem, to widziałem w nich potencjał, ale skoro wolały go stłamsić czarnowidztwem, to był już ich zakichany problem. Jestem facetem, a nie ich terapeutą.
- Tak. Masz rację. Do widzenia. Dziękuję za współpracę - powiedziałem oschle i nawet nie spojrzałem jak wychodzi, skupiając się na mojej, upitej przez nią, kawie. I co ja mam teraz zrobić?! Tak wielkiego miałem smaka na ten bogaty w kofeinę napój!

Ostatnio zmieniony przez Okamgnienie (08-02-2017 o 23h32)

Offline

#22 08-02-2017 o 23h55

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 704

------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------

     „Dziękuję za współpracę”, aż tyle usłyszałam, wychodząc z gabinetu. Utwierdziłam się w przekonaniu, że maiłam do czynienia z Bucem i innymi tego pochodnymi.
     Podeszłam do recepcji pani Basi i rzuciłam jej na blat, kartę dostępu, którą wczoraj od niej odbierałam, po czym żwawym krokiem udałam się do windy. Chciałam jak najszybciej opuścić budynek Jaworski Corporation.
     Wyszłam na ulicę i zupełnie nie patrząc na to, gdzie idę, ruszyłam do przodu. Szłam dobrą godzinę, więc na pewno zabłądziłam, a może nie. Próbowałam rozeznać się w terenie, krążąc dookoła, ale w efekcie kilka razy mijałam nieszczęsną palmę.
      – No nic! Julka nie przejmuj się – powiedziałam, co wiedziałam i skierowłam swoje kroki na przystanek autobusowy, dzięki czemu po niecałych piętnastu minutach byłam pod kamienicą.
     Wdrapałam się na górę i nawet nie witając się z psem, poczłapałam w stronę kuchni po kieliszek i wino. Usiadłam przy komputerze, żeby przewertować jakieś ogłoszenia o pracę, przedtem nalewając sobie sporą ilość czerwonego płynu do kieliszka i pociągając większy łyk, bezpośrednio z butelki.
      – Sprzątaczka, pani, do sprzątania, pracownik fizyczny na budowę… nic ciekawego. – wypuszczając powietrze nosem, skupiłam swoją uwagę na psie.
      – Spokojnie Mao, pani się nie podda. – powiedziałam pokrzepiające słowa w kierunku futrzaka.
     Dobrą godzinę i półtorej butelki wina później, literki w komputerze zaczęły mi się zlewać w jedną wielką plamę. Chciałam zadzwonić do tego Buca i mu wygarnąć co, nieco, ale w sumie, miał rację. Zaczęłam użalać się sama nad sobą. Przyjaciel wino, zawsze doradzi.
     Zrobiło mi się niewygodnie, więc zrzuciłam z siebie obcisłe spodnie i bluzkę, pozostając w samej bieliźnie, w końcu mieszkam sama, więc mogę.
     Usiadłam na sofie, w jednej ręce trzymając pilot, a w drugiej kolejny kieliszek i skakałam między kanałami w telewizji, w celu znalezienia czegoś sensownego.
     Od dziś nie będę się przejmować. Chociażby nie wiadomo, jaki był przystojny!



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#23 09-02-2017 o 01h22

Straż Obsydianu
Okamgnienie
Akolita Sylfy
Okamgnienie
...
Wiadomości: 1 209



   W końcu wypiłem tę kawę, już po pierwszym łyku uznając, że była lepsza, niż dotychczasowe, które zostały przyrządzone dla mnie w tej firmie. Czy ona nie wspominała, że była baristką? Ach, mniejsza z tym. Poszła, więc pozostaje mi życzyć jej szerokiej drogi, chociaż może bardziej szerokiego chodnika, bo jak przypuszczam posiada jedynie rower i nogi jako jedyne środki lokomocji.
Wróciłem do przerwanego zajęcia, spędzając kilka godzin nad zaległą papierkologią.
   Koło południa doświadczyłem niemiłego uczucia, że może jednak postąpiłem niesłusznie nie dając tej blondynce szansy. Szybko jednak stłumiłem je w sobie.
   Byłem dzielny, aż do godziny szesnastej, kiedy to zbierając się do opuszczenia firmy, podeszła do mojego biura pani Basia, ta z dziewiątego piętra.
- Panie dyrektorze, ja będę się już zbierać... - powiedziała w progu mojego biura. Skinąłem głową i odruchowo spojrzałem na zegarek. Tak, na mnie też już wkrótce pora.
- Wiem, że pan nie lubi, kiedy ktoś się wtrąca... i chce panu udzielać rad... ale... - sekretarka ewidentnie chciała mi coś powiedzieć, więc uniosłem wzrok i wpatrywałem się w nią intensywnie, ciekawy tego, co chce mi przekazać.- Ta dziewczyna, Julia Cybulska. Proszę dać jej jeszcze szansę. Starała się. Może potrzeba wysłać ją na jakieś szkolenie? Dawno nie widziałam tak zaangażowanej osoby w naszym zespole...
O, tego się nie spodziewałem. Przejechałem dłonią po swoim kilkudniowym zaroście i zadumałem się nad słowami kobiety.
- To co według pani powinienem zrobić? Może zadzwoni pani do niej jutro i każe stawić się w następnego dnia w pracy? - nie chciałem maczać palców w tym zadaniu, bo to byłoby jawne przyznanie się do błędu. A ja nie czułem... może nie całkiem czułem, żebym zachował się niewłaściwie.
- Myślę, że powinien pan ją przeprosić. Osobiście. Najlepiej dziś - doradziła mi pani Basia.
- C-co? - zająknąłem się. Ja? Ja, Ryszard Jaworski mam przepraszać jakąś zasmarkaną kozę, która zniszczyła mój dywan i mocno nadszarpnęła moje nerwy? Co to, to nie.
Sekretarka zostawiła mnie samego, widząc jak biję się z myślami.
- Ale upokorzenie - powiedziałem do siebie, chowając głowę w dłoniach. Przetarłem twarz i zebrałem się w sobie. Wychodząc z firmy zerknąłem na dane Julii Cybulskiej, zapisując sobie jej adres i numer telefonu, po czym wsiadłem do auta. Zanim ruszyłem przez chwilę siedziałem z głową opartą o kierownicę i próbowałem ćwiczyć najbardziej neutralne, bezpodtekstowe zdania, którymi ją uraczę, jak w końcu schowam swój honor do kieszeni i stanę pod jej drzwiami.
- Dobra, Rychu. Do dzieła - zmotywowałem siebie, dodając gazu do dechy. Całą drogę pod kamienicę blondynki słuchałem metalu, żeby naładować się porządną, samczą energią.
   Długo krążyłem, żeby znaleźć miejsce parkingowe na tym zapupiu. W końcu mi się udało. Wcisnąłem więc ręce w kieszenie i postanowiłem odwalić ten przykry obowiązek. Sam nie wiedziałem, co mam jej powiedzieć, ale postanowiłem pójść na żywioł. Na szczęście ktoś wychodził z kamienicy, więc nie musiałem dzwonić domofonem, tylko od razu ruszyłem na górę. Ostatnie zawahanie i... zapukałem.

Offline

#24 09-02-2017 o 10h22

Straż Absyntu
Sarahna
Oficer Straży
Sarahna
...
Wiadomości: 1 704

------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------

     Gdy tak siedziałam na kanapie, opróżniając kieliszek za kieliszkiem i popadając w coraz większe upojenie, na sofę wskoczył Mao, łasząc się jak nigdy. Objęłam futrzaka jedną ręką, odstawiając tym samym kieliszek do połowy opróżniony na stole.
      – Zostaniesz moim jedynym mężczyzną w życiu. – powiedziałam do psa, tarmosząc go pieszczotliwie.
     Przytuliłam go do siebie i nim się zorientowałam, zasnęłam.
     Obudziło mnie pukanie do drzwi. Dźwięk odbił się echem po mojej głowie, która sama w sobie prawie eksplodowała.
      – Kaśka, jeśli to ty, mówiłam ci, że nie musisz pukać. – wymamrotałam w stronę, z której dochodził złowieszczy odgłos.
     Powoli usiadłam na sofie, trzymając się za głowę, kiedy zobaczyłam jego. Pan Buc we własnej osobie.
     Spojrzałam na siebie, na niego, a potem jeszcze raz na siebie. Moje oczy przybrały rozmiar dorodnej pięciozłotówki.
      – Cholerka! – rzuciłam zdezorientowana i zaczęłam w panice biegać po mieszkaniu, szukając czegoś, czym mogłabym się okryć. – Przepraszam, ale mógłby się Pan odwrócić. – poczułam skrępowanie zaistniałą sytuacją. Po stole i podłodze walały się butelki po winie, a ja w samej bieliźnie, latałam jak kura, której dopiero odcięli łeb. W końcu z krzesła przy komputerze ściągnęłam jakąś luźną, długą koszulę, którą zarzuciłam i szybko zapięłam.
      – Może Pan usiądzie? – zaproponowałam, wskazując miejsce na sofie, z której wygoniłam psa, na co ten zaprotestował cichym burknięciem. – Kawy? Herbaty? Chociaż nie, zrobię herbaty, kawa zdecydowanie Panu szkodzi. – skwitowałam sucho i udałam się do kuchni. Ciekawe co on tu robi, pewnie przyszedł z rachunkiem za pranie dywanu.
     Wsypałam do filiżanek listki zielonej herbaty, które zalałam ciepłą, ale nie wrzącą wodą. Odczekałam Jeszcze chwile, bacznie obserwując mężczyznę, który rozglądał się po pomieszczeniu. Pewnie jego szafa jest większa niż całe moje mieszkanie. Gdy napój był gotowy, podeszłam do stolika i postawiłam przed nim filiżankę, a sama usadowiłam się obok na sofie. Gdybym mogła, uciekałbym gdzieś dalej, ale przy niecałych czterdziestu metrach kwadratowych, było to niewykonalne.
      – Co Pana do mnie sprowadza? – zapytałam, wyraźnie zainteresowana, tym bezpodstawnym naruszeniem mojej przestrzeni osobistej.



https://i.imgur.com/ZJl4Eos.png

Offline

#25 09-02-2017 o 12h32

Straż Obsydianu
Okamgnienie
Akolita Sylfy
Okamgnienie
...
Wiadomości: 1 209



   Do moich uszu doleciały tylko strzępki słów, a konkretniej końcówka, że nie muszę pukać. W sumie racja, przyda mi się przerwa. Yyy, to znaczy moim dłoniom, które robiły za kołatkę. Pchnąłem więc drzwi i już od progu miałem ochotę zawrócić. Pierwsze co, to uderzył mnie smród, niczym z gorzelni klasy "B", który zmieszany był z tym charakterystycznym, psim. Dziękowałem niebiosom, że dziś "popełniłem" tylko lekki obiad.
- Dzi...- chciałem się przywitać, ale kiedy tylko zostałem dostrzeżony, to COŚ z blond włosami, co siedziało na kanapie, zerwało się na równe nogi i zaczęło biegać po swojej klitce, wymachując na przemian wszystkimi kończynami, kręcąc mi przed nosem prawie że gołym tyłkiem. Przesunąłem się do kąta, po drodze prawie wpadając na jedną z... wielu butelek, które walały się po podłodze. Nie musiała mnie prosić, żebym się odwrócił, bo sam zrobiłem to z wielką ulgą, bo tak naprawdę nie było na kim oka zawiesić. Może i była dość zgrabna, ale na pewno lepiej wyglądała w ubraniu. Chociaż... pewnie gdyby trochę mnie upiła, spojrzałbym na nią przychylniej.
"O czym ja myślę!" - gdybym mógł wymierzyłbym sobie plaskacza w twarz za te dywagacje na temat tej hałaśliwej dziewuchy. Za dużo już miałem kobiet, żeby pierwsza lepsza na mnie zadziałała... w taki, a nie inny sposób.
   Ogarnęła się w końcu, chociaż dalej świeciła roznegliżowanymi nogami. Zaproponowała herbatę, a może raczej chciała mi wcisnąć jakieś zielone coś, co ani zapachem, ani smakiem nie zachęcało, żeby moje wargi w ogóle miały się w tym zamoczyć. Za to ten jej Burek zwrócił moją uwagę. Wydawał się naprawdę sympatyczną kluchą, a tym swoim burknięciem jakoś tak mnie rozczulił. Najwyraźniej zauważył moje spojrzenie, bo przydreptał mnie obwąchać. Kucnąłem i wystawiłem dłonie, żeby ułatwić mu wyczucie spoko gościa. Potarmosiłem go za uchem, a on wywalił język w zadowolonym "uśmiechu". Odwzajemniłem go, to znaczy uśmiech, oczywiście bez wywalania języka.
   Wstałem z kucek i wyprostowałem się, kiedy padło pytanie po co przyszedłem. Byłem tam naszprycowany tym wszechogarniającym mnie chaosem niewielkiego pomieszczenia, które do tego tonęło w oparach alkoholowych, że musiałem chwilę pomyśleć, po co ja właściwie zjawiłem się u tej kobiety. Zacząłem szukać ratunku u psa.
- Przyszedłem...- zacząłem niepewnie - przyszedłem... wziąć go na spacer - palnąłem bezmyślnie. Pies jakby czekał na to magiczne słowo na "s". Od razu zaczął tańczyć przy mojej nodze, co kilka obrotów podskakując i opierając na niej łapy. Znalazłem smycz, więc przypiąłem mu ją i wyszedłem z tej graciarni, ciągnięty przez spragnione spaceru zwierzątko.
   Zarówno on, jak i ja odetchnęliśmy, kiedy uderzyło nas rześkie, wieczorne świeże, ekhm ekhm, powietrze. Na pewno było lepiej niż w mieszkaniu Julii, zapewniam. Zacząłem kręcić się po okolicy, a pies z radością obwąchiwał wszystko po drodze i co rusz załatwiał swoje potrzeby. Co za niewyczerpany pęcherz, żeby tak obsikiwać każdy słupek i znak drogowy!

Ostatnio zmieniony przez Okamgnienie (09-02-2017 o 12h33)

Offline

Dyskusja zamknięta

Strony : 1 2 3 ... 15