Forum

Strony : 1 2

#1 17-07-2021 o 00h44

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Prolog





Tego jesiennego wieczoru padał deszcz, a ulice były puste, kiedy szłam nie widziałam nic poza wszechogarniającą mgłą i mrokiem, który przyciągał mnie do siebie.
Czułam pustkę, a w głębi siebie wiedziałam że koniec jest już bliski. Jakkolwiek idiotycznie to brzmiało, przepełniała mnie pewność swojej nieuchronnej śmierci.
Wyszłam zza rogu, ulica była tutaj oświetlona mrok rozproszył się, a na środku przejścia stał on.
Mój zabójca. Moja miłość. Moje przeznaczenie.

Nigdy nie wierzyłam w to, że los jest z góry przesądzony. Byłam przekonana o istnieniu wolnej woli, wyborze wielu dróg o tym, że sama byłam panią własnego życia. Widocznie się myliłam.
W dniu moich narodzin boski plan wszedł w życie, moim przeznaczeniem było zginąć z ręki ukochanej osoby, by wypełniło się proroctwo, które miało skazać moją duszę na wieczną tułaczkę wśród żywych jako zagubiona dusza nie umiejąca zaznać spokoju.
Miałam jedenaście lat, kiedy to pierwszy raz się zdarzyło, siedziałam w kuchni patrząc jak mama przygotowuję kolację. Ojca nie było w domu, nigdy go nie było, starszy bart siedział, w swoim pokoju, z którego ciężko było go wyciągnąć nawet na kolację.
Tylko ja go widziałam stał za krzesłem mojej matki, dotykał jej ramienia, czasem jakby od niechcenie przeczesywał palcami jej włosy, a ona…
Jak by w ogóle go nie widziała, nie widziała go czuła tylko dotyk, lekkie muśnięcia na szyi i ramionach, podmuch wiatru, lekkie łaskotanie gdy włosy nie oczekiwanie opadały jej na twarz w prawie nie zauważalnym ruchu nieznajomego.
- Kto to jest? – zapytałam – znasz go mamo?
W jadalni zapanowała głucha cisza, Matthew ‘u upuścił widelec, który z brzdękiem opadł na porcelanowy talerz.
- Mamo, ona świruje – mruknął pod nosem, posyłając mi litościwe spojrzenie
- Jedz dziecko – rzuciła mama, ale trudno było nie zauważyć jak jej twarz nagle pobladła
- Ale on tu jest! – krzyknęłam, stoi za twoim krzesłem
- Trzyma rękę na twoim ramieniu.
- Mamo! – wrzasnęłam kiedy jak by nigdy nic wróciła do jedzenia nie zwracając na mnie uwagi
Czułam ciężkość napięcia które panowało w jadalni, ale teraz również wzrok nieznajomego spoczywał na mnie,.
Jego oczy tak głęboko niebieskie, bezkresne, turkusowy ocean. A kiedy ja spojrzałam na niego czułam dotyk jego dużych dłoni na ramionach i łaskotanie włosów w policzki, za każdym razem gdy przeczesywał palcami włosy mamy, miałam wrażenie jakby to mnie dotykał i był to pierwszy raz kiedy zdałam sobie sprawę że posiadam dar.
Nieznajomy nie opuszczał mamy aż do końca wieczoru, nawet wtedy gdy klęknęła przy łóżku i złożyła ręce do pacierza, modląc się z takim zapałem jakiego nigdy jeszcze nie udało mi się u niej zobaczyć.
Następnego ranka nieznajomego już nie było, a ciało matki leżało bez życia przy łóżku, z rękami mocno zaciśniętymi na perłowym różańcu.
Miałam jedenaście lat kiedy po raz pierwszy w życiu doznałam straty, zmierzyłam się z żałobą, przekonałam się czym jest śmierć, zobaczyłam jak wygląda.
Miałam jedenaście lat kiedy odkryłam dar, swoje przeznaczenie, swoje przekleństwo.





https://thumbs.gfycat.com/GraciousWellwornChamois-size_restricted.gif

Ostatnio zmieniony przez Mystic (24-09-2021 o 13h20)


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#2 17-07-2021 o 14h19

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 1 - Reven




Nie wiedziałam nawet kiedy, a wszystko wymknęło się spod kontroli. Mała impreza tylko dla najbliższej trzydziestki moich przyjaciół, przemieniła się w wielki melanż obejmujący cały dom z ogrodem i podjazdem włącznie.
Ocknęłam się dopiero w połowie czwartego pączu, kiedy wokół nie było już nikogo znajomego, a tłum był zbyt duży jak na kilkoro osób.
- Wuj mnie zabije – warknęłam pod nosem.

Muzyka nadal mocno dudniła, a bas rezonował w piersi i zmiękczał kolana. Była dopiero ósma a większość imprezowiczów zgotowała w każdym możliwym miejscu, wydającym się względnie bezpiecznym i wygodnym.

- Savannah?! – wrzasnęłam, zwracając na siebie uwagę długonogiej blondynki z iście kalifornijską opalenizną.

- Co jest, Rave?! Świetna impreza! – odkrzyknęła, upijając spory łyk jakiegoś słodkiego drinka ze swojego papierowego kubka.

- Kim są ci ludzie? – zapytałam, próbując przekrzyczeć ciągłą wrzawę. Muzyka ani na chwilę nie przestawała grać. Utwory z płyty błyskawicznie przeskakiwały z jednego na drugi nie dając moim bębenkom ani chwili wytchnienia.

- Większość kojarzę ze szkoły… A co nie ty ich zaprosiłaś?! – Pokręciłam przecząco głową, pociągając łyk z butelki.

- Hej, hej, hej! – Kościste ramiona Icciego objęły nas obie za szyję i przyciągnęły do niego. – I jak się bawicie? Odjazd nie?

- Znasz tych ludzi?! – zapytałam, szyjką butelki wskazując wszechogarniający tłum, powoli doprowadzający mój dom do ruiny. Po raz setny w ciągu ostatnich pięciu minut pomyślałam o minie wuja, kiedy przed północą wróci do domu.

- Dana ich zaprosiła – wyjaśnił, na co obie z Sawannah spojrzałyśmy na niego krzywo.
- A kto do diabła zaprosił Dane?!
Dwie godziny, zarzygany dywan i czterdzieści worków pełnych butelek, puszek i śmieci, później. Dom nadal przypominał scenografię z planu filmowego Projektu X.

- Emmm, mam przerąbane – mruknęłam z rezygnacją, siadając na schodach.
Większość osób zmyła się zaraz po wyłączeniu nagłośnienia, części trzeba było pomóc wywlec się na zewnątrz i wsiąść do taksówek, niektórzy nadal zgotowali w pokojach na piętrze. Prawdopodobnie była to ostatnia impreza mojego życia. Z własnej głupoty zafundowałam sobie dożywotni szlaban, a miesięczne kieszonkowe, które wywalczyłam zaraz po zaliczeniu drugiego roku, poszło się jebać.

- Co do… Raven! – krzyknął wujek od progu. Sawannah zastygła w miejscu nerwowo miętosząc worek w ręku. Iccy zbladł jak zawsze gdy mój wuj znajdował się gdzieś w pobliżu.
Zwlekłam się ze schodów wychodząc wujkowi na powitanie.

– Jesteś! Nie spodziewaliśmy się ciebie tak wcześnie – mruknęłam nieco nerwowo.


Nie było sensu nawet się wykłócać. Fakt, że mojej oceny nijak się miały do minimalnej średniej obowiązującej w Akademii J. Crossa, nie był nawet istotny. Wujek miał znajomości, miał też pieniądze, a wieloletnia przyjaźń z samym dyrektorem jedynie przypieczętowała mój los. Lato się skończyło i zamiast buszować z Sawannah po centrum handlowym w poszukiwaniu jakiegoś ekstra ciucha, byłam skazana na czterogodzinną odprawę i trzy razy dłuższy lot samolotem w towarzystwie cierpiącej na lęk wysokości staruszki. 

- Stypendystka? – zapytał z powątpieniem patrząc na mój wyciągnięty sweter i parę przetartych dżinsów. Widocznie mój strój nie współgrał ze standardami angielskiej mody.
Pokręciłam przecząco głową, wracając do podziwiania widoków za oknem.
Wszystko jakby spowite mgłą nadawało dolinie pewnej tajemniczości. Jednak kiedy samochód zatrzymał się przed główną bramą włoski na przedramionach i karku stanęły mi dęba.



https://66.media.tumblr.com/57c7d6e0e069c1297126bc95f972c604/tumblr_oe4643DYBN1vgi6tlo3_500.gif

Ostatnio zmieniony przez Mystic (22-09-2021 o 13h01)


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#3 18-07-2021 o 10h28

Straż Lśniąca
Błękitna
Tsukiyomi
Błękitna
...
Wiadomości: 204

Post pod postem w dziale ff można dodawać w odstępie czasowym 24 godzin, zapoznaj się z regulaminem działu.

Regulamin działu Fan Fictions napisał

kiedy nikt nie wypowiedział się pod Twoim opowiadaniem, a chcesz dodać kolejną część, to masz prawo to zrobić. Jednak odstęp czasowy musi wynosić minimum 24 godziny.


https://zapodaj.net/images/78716b9475769.gif

Offline

#4 18-07-2021 o 21h15

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 2 -Andrea





Przechadzając się po swoim pokoju, sprawdzałam czy wszystko spakowałam i o niczym nie zapomniałam. Przenosząc walizki z pokoju do drzwi frontowych moją uwagę przyciągnęło lustro na korytarzu, odłożyłam walizki i podeszłam do lustra. Przyjrzałam się swojemu odbiciu, brakowało w nim czegoś, a dokładniej moich niebieskich soczewek.

- Ech, znowu o nich zapomniałam. – Mruknęłam pod nosem z niezadowoleniem.

Zła na siebie wspięłam się po schodach, skręcając w prawo do swojego pokoju, podeszłam do toaletki na końcu pokoju. Sięgnęłam po etui z soczewkami i pewną ręką włożyłam je. Sprawdziłam ponownie swoje odbicie w lustrze.

- Od razu lepiej. – Pomyślałam z zadowoleniem z siebie.

Zabrałam etui i włożyłam je do torebki, która leżała na łóżku. Rozejrzałam się ostatni raz po pokoju, chwyciłam torebkę i małą walizeczkę i wyszłam z pokoju, schodząc schodami w dół.

- Taksówka już czeka Andreo. – Poinformował mnie ojciec z grymasem na twarzy czekając przy drzwiach.

- Już idę, bądź tak miły i zacznij powoli zanosić mój bagaż do taksówki.

Bez najmniejszego słowa ojciec zaczął zanosić walizki, było to nie w jego stylu, wcześniej by zaczął wygłaszać jedną ze swoich przemów o tym jak powinnam go traktować i o tym bym sama zatroszczyła się o swoje rzeczy, lecz tym razem było inaczej, coś go trapiło i nie wiedziałam co. Nie będę się tym przejmować, w końcu to jego problem nie mój.

Wyszłam powoli z domu kierując się do taksówki, miałam już wsiadać, gdy ręka ojca lekko spoczęła na moim ramieniu, odwróciłam się nie pewnie i spojrzałam na jego twarz, która nie ukrywała lekkiego nie pokoju.

- O co chodzi? Powinnam już jechać, jeśli mam zdążyć na samolot. – Nie pewna swoich słów cofnęłam się od ojca czekając na odpowiedź.

Przez dłużą chwilę patrzył mi w oczy nie pewny czy powinien mi mówić, o tym co go trapi.

- Andreo proszę Cię zachowuj się w tym roku, nie chce powtórki z rozrywki z tamtego roku, staraj się nie denerwować dyrektora i kolegów. – Powiedział to w taki sposób, że jego słowa zadały ból.

- Wiem co mam robić i obiecuję że będę zważać na swoje słowa jak i czyny, niczym się nie martw tym razem będzie lepiej. – Uśmiechnęłam się lekko do ojca, mając nadzieję że na tym się skończą jego cenne rady.

- Nie dawaj mi powodu bym musiał się za ciebie wstydzić. – Spojrzał na mnie lekko się uśmiechając, lecz jego głos nadal był oschły.

- Nie martw się. Do zobaczenia za dziesięć miesięcy – Odpowiedziałam z kamienną twarzą.

Nie czekając już na odpowiedź ojca wsiadłam do taksówki i ostatni raz spojrzałam na dom jak i na ojca.

- Dokąd mam zawieść panienkę? – Taksówkach zadając pytanie, znudzony już czekaniem.

- Na lotnisko proszę, byle szybko. – Poleciłam taksówkarzowi.

Jadąc na lotnisko wyglądałam przez okno by móc rzucić oko na okolicę, dopiero za dziesięć miesięcy tu wrócę. Samo myślenie o tym, że spędzę dziesięć miesięcy w szkole doprowadzał mnie do szału, wiedziałam że to będzie tortura, z którą będę musiała się po raz kolejny zmierzyć.

Podróż do akademii minęła niezwykle szybko i bez żadnych komplikacji, co zdarza się dość rzadko, wysiadając z taksówki na podjeździe czekał już odźwierny szkoły, który miał zabrać moje bagaże do pokoju. Bez najmniejszego słowa zabrał bagaże i udał się do akademii, idąc tuż za nim rozglądałam się po dobrze znanym mi dziedzińcu wypatrując uczniów, lecz nikogo nie widziałam, jak zwykle byłam jako pierwsza z damskiej części szkoły. Weszłam do starego budynku, w którym znajdowały się pokoje uczniów. Na parterze znajdowała się mała kuchnia, zaopatrzona w przekąski oraz napoje, był tu także salon z dużym telewizorem oraz biblioteka z komputerami. Natomiast na pierwszym piętrze znajdowały się pokoje i łazienki dla chłopców, a na drugim piętrze pokoje dziewczyn. Odźwierny wszedł na drugie piętro kierując się na lewo do opuszczonego skrzydła, które zajmowałam ja oraz moje „najbliższe przyjaciółki” czyli tylko sześć z piętnastu pokoi było zajętych. Odźwierny zatrzymał się na końcu skrzydła przy moich drzwiach czekając ,aż je otworzę. Zdjęłam torebkę z ramienia i wyjęłam z niej klucz do pokoju, szybkim ruchem otworzyłam drzwi pozwalając wejść pierwszemu odźwiernemu, poukładał walizki przy szafie koło drzwi po czym bez słowa wyszedł z pokoju. Usiadłam na skraju łóżka rozglądając się po pokoju, wszystko było na miejscu.

Nie marnując czasu rozpakowałam bagaż, zajęło mi to więcej czasu niż przypuszczałam. Podeszłam do łóżka by wyjąc z torebki telefon. Szybkim krokiem wyszłam z pokoju zamykając drzwi. Powoli kierowałam się do wyjścia prowadzącego na dziedziniec.

Usiadłam na jednej z pobliskich ławek i obserwowałam zachód słońca. Rozglądałam się mając nadzieje, że nikogo nie spotkam, lecz los nie był mi zbyt przychylny i do ławki podszedł Darius.

- Kogo my tu mamy? Dyrektor cię nie wykopał?  – Uśmiechnął się szeroko, a w jego głosie było można wyczuć nutkę kpiny.

-Powiedź mi lepiej czego chcesz i czy Andy już przyjechał?

Darius usiadł koło mnie i ręce skrzyżował sobie za szyją.

- Daj spokój, zero z tobą zabawy ostatnio.. Mniejsza o to przyszedłem Ci tylko powiedzieć że dzisiaj jest ognisko, a jeśli chodzi o Andy’ego to jeszcze go nie ma. A bym zapomniał dyrektor chce cię widzieć. - Darius spojrzał na mnie czekając na moją reakcję.

- Czego on znowu chce, dopiero co przyjechałam. – Westchnęłam poirytowana.

Cross i ja nigdy nie przepadaliśmy za sobą, ale wzywanie mnie pierwszego dnia to już lekka przesada..
Mój wybuchowy temperament jeszcze nie dał się dzisiaj nikomu we znaki, więc lepiej by miał coś ciekawego do przekazania, inaczej dam mu popalić.
Mam lepsze rzeczy do robienia niż marnowanie czasu u dyrektora.

- Dobra, idę do tego nudziarza, a jak spotkasz Andy’ego to powiedź mu by przyszedł do mnie do pokoju.

- Zastanowię się – Darius wstał, z ławki i ruszył w stronę szkoły.



Powoli pozbierałam się z ławki kierując się do gmachu skrzydła dla nauczycieli, nie wiem czego Cross znowu chce, ale na pewno nie będzie to miłe spotkanie przy herbatce.
Odkąd sięgam pamięcią ja i Cross toczymy wojnę międzyrasową.
Wchodząc do budynku skręciłam w korytarzu na lewo kierując się prostko do gabinetu dyrektora Crossa…



https://i.pinimg.com/originals/d3/6b/db/d36bdb98585b8ece4ef7b8ca0e138fb5.gif

Ostatnio zmieniony przez Mystic (22-09-2021 o 13h01)


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#5 19-07-2021 o 22h22

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 3- Reven





Miałam przechlapane, wszystko tutaj krzyczało „jesteśmy tak zacofani że nie wiemy co to bieżąca woda i papier toaletowy”!
Wysiadając z taksówki zobaczyłam przytłaczający gmach szkoły, myślałam że zamki to tylko w Disneylandzie. Nie licząc faktu, że budynek wyglądał jakby opanowała go zła macocha królewny śnieżki to otoczenie wydawało się raczej przyjazne.


Nie wiedzieć czemu na terenie szkoły, nie było nikogo oprócz mnie, po tym jak zaciągnęłam swoje walizki za próg, a ciężkie drzwi zamknęły się za mną z trzaskiem, wiedziałam że mam przekichane.


Znajdując się w gabinecie dyrektora Crossa, czułam się jakbym miała usłyszeć jakąś wyjątkowo przykrą wiadomość. Nie przejmowałam się tym zbytnio, dyrektor Cross był raczej przyjemnym dla oka mężczyzną jedynie długie do pasa włosy nadawały mu lekko zniewieściały wygląd.


- Panienko Sullivan, pani dotychczasowe osiągnięcia nie robią raczej wrażenia, mam nadzieję że zdaję sobie sprawę jak bardzo prestiżową jesteśmy placówką – kiwnęłam głową udając pełne skupienie, podczas gdy moją uwagę rozproszyło nagłe otwarcie się drzwi.

- O panna Black, szalenie miło widzieć panią w tym semestrze. Pozwolę że was sobie przedstawię – wstałam z krzesła napotykając lodowate spojrzenie czerwonowłosej dziewczyny.

Wyglądała na mniej więcej w moim wieku, ale było w niej coś mrocznego jakiś smutek zupełnie jakby jednym spojrzeniem mogła przejrzeć mnie na wylot.
Nie wiedząc czemu w jej obecności czułam się nieswojo.
W co ja się wpakowałam?


- Reven Sullivan poznaj swoją protektorkę Andre’e Black, panno Black liczę że dobrze zaopiekujesz się nową koleżanką na wydziale nocnym – powiedział dyrektor z złowróżbnym błyskiem, w oku.


Dziewczyna na przeciwko mnie jakby zbladła i sztywno wyciągnęła rękę w moją stronę, nagle oblał mnie zimny dreszcz niepokoju.




https://cutewallpaper.org/21/scary-anime-girl-with-red-eyes/gif-anime-hell-darkness-black-hair-red-eyes-Anime-girl-anime-.gif

Ostatnio zmieniony przez Mystic (22-09-2021 o 13h01)


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#6 20-07-2021 o 22h33

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 4 - Andrea





Wchodząc do gabinetu dyrektora spodziewałam się kazania, krzyków, nawet wzmianki o nieszczęsnym zeszłym roku, ale nie dziewczyny..
Która na dodatek od tak, została przyjęta na nocny wydział..

Wyciągnełam rękę w stronę dziewczyny, odpowiedziała tym samym, lecz jej twarz pokazywała nagłe zaniepokojenie. Atmosfera w pokoju zrobiła się ciężka.
Wszystkie nie wypowiedziane słowa zawisły w powietrzu.
„Ona umrze”, mówiło moje spojrzenie które skierowałam w stronek Crossa.
„Każdy kiedyś umrze” odpowiedział zimny wzrok dyrektora.

- Jeśli pozwolisz Reven, musze porozmawiać z Andreą w cztery oczy – Cross dał znak dziewczynie że może odejść.

Po słowach  Crossa dziewczyna odwróciła się na pięcie i wymaszerowała z gabinetu na giętkich nogach mamrocząc coś pod nosem.
Gdy zamknęły się drzwi od gabinetu, spojrzałam na Crossa nie ukrywając swojego gniewu oraz niedowierzenia w zaistniałej sytuacji.

- Co ty sobie myślisz Michael?! – krzyknęłam w twarz dyrektora – Doskonale zdajesz sobie sprawę z tego że ona nie jest niczego świadoma. Czy ona w ogóle jest jedną z nas?. Co to ma znaczyć Cross? – odpowiedział mi milczeniem, poczułam frustracje, miałam ochotę w coś uderzyć, a najchętniej w twarz Crossa..

Kandydatki które trafiają na nocny wydział są odpowiednio wcześniej przygotowywane oraz wybierane z dużą starannością, a tu nagle jakaś dziewucha nie wiadomo skąd zostaje przyjęta od tak sobie, nie mówiąc o tym że nie ma zielonego pojęcia o świecie, który ją otacza.


- Nie wezmę jej pod swoje skrzydła, nie licz na to - spiorunowałam Crossa wzrokiem

- Owszem, weźmiesz i bez dyskusji - odpowiedział mi w tym samym lodowatym spojrzeniem co zawsze

- Cross, oszalałeś? Słyszysz mnie, oszalałeś staruchu! Czy ty się w ogóle słyszysz? Wiesz w co ją pakujesz? - przysięgam nie wytrzymam z nim..

- Black, zważaj na swoje słowa i czynny. Może ci się to nie podoba, ale to twój obowiązek, pamiętasz? Ślubowałaś oddanie tej szkole i naszej społeczności.
Masz ją wprowadzić do tego świata i odpowiednio przygotować i nie obchodzi mnie jak to zrobisz, ale masz to załatwić. Każdy z nas robi swoje, pogódź się z tym w końcu, wszyscy tutaj mamy ustalone jakieś zadania, więc bez dyskusji wykonaj swoją robotę! - Donośny głos Crossa odbił się od ścian gabinetu.

Nie nawiedzę jak ktoś się po mnie wydziera i wytyka zapominalstwo w takich sprawach, ręce mnie świerzbią by przyłożyć Crossowi w twarz. Wiem doskonale po co tu jestem, ale nie zmienia to faktu, że podrzutka nie powinien przyjmować w tym roku.
Skoro ją przyjął musi być jakiś sensowny powód, pieniądze czy inne przywileje nie wchodzą w grę, to jest coś bardziej poważnego, tylko co?

- Michael, skoro mam zająć się małą Raven, czy jest coś co powinnam o niej wiedzieć? - Spojrzałam pytająco na Crossa

Zastanawiał się, wpatrywał się w okno myśląc czy powinien mnie w to wtajemniczyć, sądząc po jego zaciśniętych dłoniach mogłam wywnioskować że sytuacja, w której się znajdujemy nie jest zbyt korzystna. Gdy odwrócił się w moją stronę, jego spojrzenie było inne, nigdy nie widziałam go w takim stanie.
Znam go bardzo długo i na tyle dobrze, by wywnioskować z tego że mamy przechlapane. Kim jest ta cała Raven? Co jest w niej takiego wyjątkowego że sam Jonathan Michael Cross jest zaniepokojony jej obecnością?

-Panienka Sullivan, jest wyjątkową istotą. Miej na nią oko, wszystkie niezbędne informacje o niej dostaniesz jutro, może jej akta pozwolą ci zrozumieć dlaczego to takie ważne byś to ty była jej protektorką. Zdaj się na swój instynkt i przygotuj ją do tego co ją czeka, a teraz możesz odejść, jesteś wolna - Ton jego głosu dał do zrozumienia że dalsza rozmowa nie ma sensu

- Bym zapomniał, dopilnuj by panienka Sullivan odstawiła swoje leki, Seraphine ci w tym pomoże - Rzucił mi na odchodne bez słowa wyjaśnienia

Skinełam głową i pokierowałam się do wyjścia.
No pięknie, mam przekichane i to przez tą nową dziewuchę, czym sobie zasłużyłam na to?
Czy chodź raz nie może być w miarę normalnie? Czy o tak dużo proszę, licząc na jeden spokojny rok w tym wariatkowie?
Niech ten cyrk się szybko skończy bo oszaleje tutaj.



Zaraz po wyjściu natknęłam się na ściągniętą zaniepokojeniem twarz Andy’ego

- Darius przekazał mi że tu będziesz, co się dzieje? – zapytał z lekkim niepokojem w głosie

- Cross przydzielił mi do opieki jakąś cizie którą przyjęli na nocny wydział bez słowa wyjaśnienia. Wyobrażasz to sobie? Ta dziewucha nie da sobie rady – odpowiedziałam ze złością w głosie

- Czekaj, co? Kandydatki były wybrane, więc jak do tego doszło? - Po jego minie stwierdzam że jemu też się to nie podoba

Rozumiem niedowierzenie Andy'ego co do tej sytacji, każdy kto orientuje się w sytuacji tego miejsca doskonale wie że coś tutaj nie gra.
Czuję że rozmowa z Andym o tej sytuacji zajmie nam całą noc, a miałam takie piękne plany co do pierwszego dnia w tym wariatkowie.


- Porozmawiamy o tym jak zostaniemy sami, za dużo wścibskich uszu dookoła, ale teraz muszę zaczerpnąć świeżego powietrza – zanim nawet zdążyłam dokończyć zdanie moją uwagę przykuła sylwetka dziewczyny, która  patrzyła na naszą dwójkę.

- Eh, nieźle – mruknęłam, myśląc jak dalej wybrnąć z tej sytuacji.

– Andy to właśnie Raven, to znaczy ciz.. nowa uczennica, którą mam się opiekować – rzuciłam, wskazując palcem moją podopieczną stojącą za plecami chłopaka.

- Miło poznać – powiedział z lekkim zmieszaniem na twarzy

- Cześć, miło mi, chyba. - sądząc po jej minie stwierdzam że jednak coś słyszała z naszej rozmowy, no ładnie.

Niech ten dzień się skończy, pierwszy dzień a ja już się czuję jakbym tu była z rok albo i dłużej. Jak tak dalej pójdzie to wybuchnę w pięknym stylu, a nie chce tego, jak przypomnę sobie swój zeszłoroczny wybuch złości, to sprzątanie szkód tym razem zajmie więcej czasu niż okres ferii letnich.
Zeszły rok był wystarczająco trudny, ale coś czuję że ten będzie o wiele gorszy zwłaszcza jak trafiła mi się ta dziewucha. Oby jej akta dały przejrzysty obraz tej chorej sytuacji inaczej skopie tyłek Crossowi..
Z moich chaotycznych myśl wyrwał mnie głos Andy'ego.

- Reven, tak? Wybierz sobie któryś z pokoi z lewego skrzydła na drugim piętrze, masz ten luksus że większość pokoi jest jeszcze pusta, idź zaszalej dziewczyno, klucze dostaniesz od odźwiernego, powołaj się na mnie, a na nas już pora, fajnie się gadało – Andy mruknął do dziewczyny, pociągając mnie za rękę w stronę wyjścia z budynku. 

Idąc za Andym w stronę wyjścia, odwróciłam się w stronę stojącej jak kołek Reven.
Też patrzyła w naszą stronę ze zdziwieniem i zmieszaniem na twarzy, które wyrażało że nie ma żadnego pojęcie o czym mówiliśmy.
Dzięki Bogu nie wyglądała na bliską dowiedzenia się w jak głębokie bagno się wpakowała, albo jak bardzo chora jest nasza szkoła, no cóż uświadomienie jej o tym wszystkim co się tutaj wyrabia nie będzie zbyt przyjemnym doświadczeniem. 
Niech zostanie jeszcze trochę w tej nieświadomości, to kupi mi trochę czasu by odkryć co się tu wyrabia.
W końcu szkoła ma swoją mroczną przeszłości, o której wiedzą tylko nie liczni.




https://78.media.tumblr.com/9235fe3ac821986e0c30196bc069fa52/tumblr_onn1l4tOcK1sg8uefo2_500.gif

Ostatnio zmieniony przez Mystic (22-09-2021 o 13h01)


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#7 22-07-2021 o 12h00

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 5- Reven






Okeeej. Nie wiem czy to zmęczenie, stres bądź kawa niewiadomego pochodzenia, którą wypiłam w taksówce w drodze tutaj, albo ta szkoła, dyrektor i uczniowie mieli jakieś poważne problemy psychiczne.
No bo bez jaj, jaki normalny dyrektor ma włosy do pasa i skórzane spodnie obciskające każdy kawałek swojego szczupłego ciała i jaka uczennica ma prawo tak zwracać się do człowieka, który w każdej chwili może ją po prostu odesłać do domu. Serio, która?
Pewnie jest jej rodziną czy czymś takim, no ale na poważnie co się tu wyrabia? Serio jak bym trafiła do jakiegoś mocno pojechanego ośrodka dla psychicznie chorych..

Zielonego pojęcia nie miałam gdzie znajduje się to całe skrzydło dla dziewczyn, no okej może i dupeczkowaty szatyn w jakiś sposób mnie nakierował, ale mój mózg złapał zwarcie w sekundzie kiedy tylko zarejestrowałam jak bardzo przystojny był towarzysz Andrei.
Więc zrobiłam to co każda normalna osoba postanowiłaby zrobić na moim miejscu, wyciągnęłam telefon w poszukiwaniu zasięgu i wybrałam numer wuja.
Nie było mowy żebym pozwoliła mu zostawić się na tym wygwizdowie z bandą czubów i Bóg jeden wie jakich szaleńców, coś z tym miejscem było serio nie tak, czułam tu za każdym razem gdy patrzyłam na groteskowe zasłony, pokryte sporą warstwą kurzu i antyki które wyglądały jakby przeżyły obie wojny i jeszcze trochę.
Jeśli tak wyglądała, tak zwana prestiżowa placówka, to ja serdecznie dziękuję, wolę swojego ogólniaka na przedmieściach, gdzie woda w spółeczkach działał tylko od święta, a wszystkie sale były stylizowane na kolorowe lata sześćdziesiąte.
Wszędzie będzie lepiej, byle z dala od tych psycholi.
Kompletnie tu nie pasowałam, okej może i Andrea nie wyglądała jak typowa uczennica prywatnej szkoły, no z mundurkami, koszulami, krawatami i obszytym logiem szkoły na marynarce, ale jednak ze swoim mrocznym wyglądem ponurego żniwiarza wyglądała znacznie bardziej na miejscu niż ja, ciemnowłosa barbie z Malibu.

- Błagam, odbierz – mruknęłam do słuchawki kiedy po kilku sygnałach połączenie się urwało, a telefon zasygnalizował utratę zasięgu. – No bez jaj!– mruknęłam, gorączkowo trzymając się uchwytu swojej walizki.

Sytuacja kreowała się następująco, byłam zmuszona zacisnąć poślady i znaleźć swój pokój albo sterczeć jak idiota, udając że dobrze wiem co mam robić.
Złapałam cały swój bagaż i kierowałam się na drugie piętro błądząc w poszukiwaniu damskiego skrzydła.

– Mogli by wstawić jakąś tabliczkę, albo na wejściu rozdawać mapki – mruknęłam pod nosem kiedy po wieczności tułania się po korytarzu nadal tkwiłam w punkcie wyjścia, przy schodach, które zdaje się minęłam jakieś milion razy.

- Kiedyś rozdawali, ale kiedy pierwszoroczniaki odkryli wejście do damskich dormitoriów, co zakończyło się serią nieciekawych incydentów, dyrektor postawił na intuicję i umiejętności detektywistyczne nowych uczniów – usłyszałam za sobą głęboki głos nieznajomego.

- Czyli co? Mówisz że mam wywęszyć sobie pokój albo spać na schodach? – rzuciłam z przekąsem, patrząc jak powoli wychodzi z cienia niedaleko przejścia.

- Broń Boże – mruknął prześmiewczo
– Męskie dormitoria są na pierwszym piętrze, jesteś zawsze mile widziana, z rozkoszą cię ugoszczę – dodał z lekkim uśmiechem na ustach.

- Ha, zabawne – chrząknęłam, rozglądając się wokół siebie.

– A ja gdzie jestem teraz dokładnie? – zapytałam
zdezorientowana.

- Jestem w budynku głównym, musisz wejść na drugie piętro i kierować się w lewo do damskiego skrzydła dla pupilów Andrei, pamiętaj że trzecie piętro jest wyłączone z użytku – rzucił z twarzą pozbawioną wyrazu, po dawnym prześmiewczym uśmiechu nie zostało ani śladu.

- Jak to wyłączone z użytku? Problem z robactwem czy jak? – mruknęłam z ironią. Cichy śmiech chłopaka odbił się echem od kamiennych ścian.

- Zaufaj mi jeśli życie ci miłe, po prostu ominiesz trzecie piętro i grzecznie wejdziesz do swojego skrzydła – polecił z przesadnie ugrzecznionym wyrazem twarzy.

Przyjrzałam mu się przez chwile, ciemne, sięgające niemal ramion włosy ułożone miał w tak zwanym artystycznym nieładzie, wygnieciony t-shirt i ciemne przetarte jeansy dopełniały jego wyglądu, zupełnie jakby dopiero skończył drzemkę i wstał z łóżka, dodając do tego wszystkie jeszcze mega wzrost, ładną sylwetkę i ciemne oczka, był raczej całkiem niezłym kawałkiem mięska. Jednak coś podpowiadało mi że to tylko gracz, a jeśli miałam zabawić w tej dziurze na dłużej to nie mogłam sobie pozwolić na zabawę, w damę o lekkich obyczajach.
To była zbyt mała społeczność by zwracać na siebie niepotrzebną uwagę.

- Dzięki – rzuciłam, chwytając rączkę swojej walizki i zarzucając torbę na ramię odwróciłam się by odejść. Nagle poczułam jak moje bagaże dosłownie znikają mi z rąk, szczerze mówiąc nawet tego nie poczułam, po prostu w jednej chwili były, a w następnej nieznajomy stał obok mnie trzymając wszystkie moje rzeczy w takie sposób jakby od początku wszystko za mnie niósł. Zmarszczyłam brwi, zdezorientowana.

- Jestem Darius – przedstawił się nieznajomy, nie dając mi nawet dojść do słowa, po prostu ruszył przed siebie. Nie miałam innego wyjścia jak ruszyć za nim.

- A ja Raven – odpowiedziałam, próbując zrównać z nim krok.
- Wiem – rzucił tylko, z lekkim uśmiechem czającym się w kąciku ust.

Zmarszczyłam brwi ze zdziwienia ale w jakiś dziwny niewytłumaczalnie idiotyczny sposób, ja też miałam wrażenie że skądś go znam, zupełnie jakbyśmy byli starymi znajomymi spotykającymi się po latach, coś w jego spojrzeniu było mi bliskie i nagle tak po prostu nie czułam się już tak całkiem samotnie.

- Skąd wiesz? Etykietka nowej o tym mówi? - rzuciłam żartobliwie

- Pupilki Andrei zawszę są rozpoznawalne, przyzwyczaisz się - z jego ust brzmiało to niemal jak obelga

Co to w ogóle znaczy "pupilki Andrei" określenie niczym w kiepskim filmie o nastolatkach pokroju "Wredne dziewczyny' czy coś w tym rodzaju.
Nie wiem czym ma być ten paskudny przywilej ani jaka jest tego cena, ale chyba wole tego nie wiedzieć, czym mniej będę wiedzieć o tym miejscu to może nie skończę w białym kaftanie przed zachodem słońca..

- A tak serio, dyrektor powiedział że twoją protektorką jest Andrea, więc dodałem dwa do dwóch - idąc przed siebie, co jakiś czas zerkając w moją stronę

Wchodziliśmy na drugie piętro w całkowitej ciszy, korytarz był opustoszały i wyglądał jak wyjęty żywcem z jakiegoś horroru średniej kategorii.
Czy ktoś od ostatnich stuleci robił tu jakiś remont czy coś?
Mówię serio, wszystko tutaj wręcz wrzeszczy o nowy wystrój, albo o dobre sprzątanie, oby pokoje były w lepszym stanie inaczej spadam stąd jeszcze dzisiaj.



https://25.media.tumblr.com/35bbc10ad796b527fcb9d3f63ac785af/tumblr_mgzwl8AUDp1qlcw9co1_500.gif






- Jesteśmy, wybierz pokój - wskazał na pokoje znajdujące się po lewej stronie korytarza.

Nie miałam siły na oglądanie tych pokoi i tak pewnie żadnego bym nie wybrała, postanowiłam zdać się na los.
Wskazałam środkowy pokój, Darius otworzył drzwi i dał sygnał głową że mam iść przodem, więc tak też zrobiłam.
Moim oczom ukazało się pomieszczenie, który nie pasował do całej otoczki tej szkoły.
Na samym środku pokoju znajdowało się piękne duże łoże, na przeciwko kominek i ogromny telewizor, na lewo wielka szafa garderobiana wraz z toaletką a na prawo solidne biurko wraz w biblioteczką, przy łóżku znajdowały się jeszcze dwa fotele z pięknym beżowym podbiciem. Cały pokój był w stonowanych barwach kości słoniowej z lekkimi szarymi dodatkami, nie powiem miła niespodzianka.

- Cały pokój jest mój? - spytałam z lekkim niedowierzeniem
- Zgadza się, to jedna z zalet bycia pupilkiem. Cały pokój twój w raz z własną łazienką - uśmiechnął się z lekkim rozbawieniem w głosie

Darius odłożył bagaże przy wielkiej garderobie, podał mi klucze i kiedy miał już wychodzić, nagle zatrzymał się w progu. Jego wzrok spotkał się z moim, sposób w jaki na mnie patrzał, sprawiał że utwierdzałam się w przekonaniu że go znam.
Jest to dziwne i mega wkurzające uczucie odczuwać tak silną pewność znajomości a nie pamiętając skąd się tego kogoś zna. 

- Jeśli masz ochotę mogę cię oprowadzić czy coś - rzucił, z lekkim uśmiechem, poprawiając swoje włosy by dalej pozostawały w artystycznym nieładzie 

- Brzmi nieźle - idealna okazja by dowiedzieć się co skrywają te mury i spróbować przypomnieć sobie skąd znam Dariusa. 
Wychodząc z pokoju, kierowaliśmy się z powrotem na parter, mijając korytarze dało się zauważyć pojedyncze postacie kierujące się do swoich pokoi czy też uczniów w małych grupkach, nie ukrywam że ten widok lekko podniósł mnie na duchu. Znajome szumy rozmów, które odbijały się od ścian był pocieszające, dawały namiastkę normalności, w tym jakże nie normalnym miejscu.

Wchodząc na dziedziniec szkoły, moją uwagę przykuła pewna drobna dziewczyna biegnąca w naszą stronę, nim zdążyłam odskoczyć dostatecznie szybko, a białowłosa dziewczyna rzuciła się w ramiona Dariusa.
- Roza, puść mnie, dusisz - na jednym tchu rzucił do dziewczyny odwzajemniając jej uścisk

Dziewczyna powoli wypuściła chłopaka ze swojego uścisku i zaserwowała mu najsłodszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałam.
Białowsłosa był drobną osóbką, jej idealnie proste włosy sięgały prawie do pasa, wielkie brązowe oczy aż iskrzyły z radości na widok Dariusa, jej urodę mogło się porównać do porcelanowej lalki, nie wyglądała na naszą rówieśniczkę, pewnie była w młodszych klasach. Dziewczyna spojrzała w moją stronę i jej piękny uśmiech zgasł, zastępując go lekkim uśmiechem zakłopotania.

- Reven, poznaj moją siostrę - chłopak przedstawił nas sobie, czochrając włosy dziewczyny 

Dziewczyna uściskała mnie jak pluszowego misia, a jej uścisk był niewiarygodnie silny, jak w tak drobnej istotce może być tyle siły?
Kiedy mnie w końcu uwolniła ze swojego uścisku, zobaczyłam mroczki przed oczami, muszę zapamiętać by nie pozwalać się jej przytulać.
Gdy w końcu mój wzrok wrócił do normalność, a ciało przestało odczuwać pozostałości uścisku, dziewczyna spoglądała na mnie z lekkim rozbawieniem.

- Wybacz, czasem mnie ponosi, miło cię poznać, znajomi Dariusa są też moimi - mówiąc chichotała niczym mały chochlik

- Spoko, nic mi nie jest, ciebie też miło poznać, nieźle mi idzie. Mam już dwóch znajomych i to  pierwszym dniu, wow.  - wypowiedź z lekką dozą sarkazmu, ale uśmiech dziewczyny nie zniknął wręcz przeciwnie, stał się jeszcze szerszy.

Darius upewnił się że możemy ruszać i powolnym krokiem kroczyliśmy przed siebie, do zwiedzania dołączyła się Roza, która non stop coś trajkotała na zmianę do nas. Zachowanie tej dziewczyny nie było całkiem normalne, miała tyle energii w sobie jak by doznała szoku cukrowego, ktoś powinien jej mocno ograniczy cukier lub energy drinki albo podać coś na wstrzymanie, coś mi mówi że zwiedzanie tego koszmarnego Disneylandu, w obecności dziewczyny będzie nie lada wyzwaniem.



https://data.whicdn.com/images/87274333/original.gif

Ostatnio zmieniony przez Mystic (22-09-2021 o 13h02)


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#8 23-07-2021 o 23h37

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 6 - Andrea






Spacer na uporządkowanie myśli był dobrym pomysłem, w między czasie mogłam opowiedzieć Andy'emu co zaszło w gabinecie Crossa.
Słuchał uważnie i analizował, to w nim uwielbiałam najbardziej, jest dobrym słuchaczem i nie zadaje zbędnych pytań.
Przed powrotem do mojego pokoju zajrzeliśmy jeszcze do Seraphine by przekazać jej wieść odnośnie Reven.
Kochana poczciwa Seraphine obiecała się tym zając sama, kobieta o złotym sercu, a tkwi przy boku tego potwora Crossa. Nidy nie zrozumiem tej kobiety.

Kiedy przekroczyliśmy prób mojego pokoju, zamknęłam drzwi z głośnym trzaskiem, opadłam na łóżko i zamknęłam oczy licząc że odpowiedź same do mnie przyjdą, cóż za głupia nadzieja. Po chwili dołączył do mnie Andy, wziął mnie za rękę dodając mi tym samym otuchy.

- Jaki plan w sprawie tej nowej? - pytanie które padło z jego ust sprowadziło mnie z powrotem na ziemie.

- To co zawsze, zaproszę ją na imprezę przy ognisku i będę obserwować jej reakcje - to pozostaje bez zmian, a co z resztą to się jeszcze okaże. 

Wstałam z łóżka i podreptałam do łazienki, by odświeżyć się przed zbliżającym się ogniskiem.
Szybki gorący prysznic pomógł mi rozluźnić napięte mięśnie spowodowany całym tym stresem, mokre włosy owinełam ręcznikiem i przebrałam się w coś bardziej wygodnego.
Krótki top, czarne szorty, zakolanówki i ukochane botki na obcasie były idealnym wyborem na dzisiejszą imprezę.

Wychodząc z łazienki Andy szykował jakże przepyszny koktajl, który jest wymogiem funkcjonowania tutaj, podał mi go i sam zniknął za drzwiami łazienki.
Usiadłam przy toaletce by zrobić makijaż i wymienić soczewki, w między czasie popijając swój czerwony koktajl.
Kiedy skończyłam się szykować przeczesałam swoje długie czerwone włosy i dopełniłam swój wygląd soczewkami.
Nienawidzę ich nosić, ale bez nich za bardzo rzucam się w oczy innych.

Andy wyłonił się za drzwi łazienki, usiadł na jednej z pluszowych puf i zaczął konsumować swoją porcje koktajlu.
Jego twarz wyrażała intensywne analizowanie naszej sytuacji, pewnie próbuje wybrać najlepsze rozwiązanie dotyczące Reven..

- Zastanawia mnie ta cała sytuacja z nową, nie wyczuwam w niej by była jedną z nas, więc albo zaszła jakaś pomyłka albo jest kimś podobnym do naszego rodzaju - przemyślenie Andy'ego nasuwało nowe pytanie, skoro nie jest taka jak my to czym jest?

- Też o tym myślałam, ale coś ogólnie jest nie tam z tą nową. Nie jestem wstanie zobaczyć jej przeszłości, a przyszłość wskazuje na klęskę tej dziewczyny, ty natomiast nic od niej nie wyczuwasz. To nie jest normalne, jeśli jest inna niż my, to jak do licha mam ją przygotować skoro nie wiem z kim mam do czynienia? - głośne myślenie z reguły pomaga, niestety nie w tym przypadku.

Cała ta sytuacja jest strasznie frustrująca, nawet Cross był tym faktem mocno zaniepokojony. Nigdy nie spotkał osoby, która była by tak odporna na nasze zdolności, lekki upór się zdarza, ale pełny brak dostępu do umysłu jeszcze nigdy.
Niczego nie jestem w stanie wymyślić bez akt tej małej, jedyne co mogę dzisiaj zrobić to iść na ognisko i rozpocząć przedstawienie licząc na to że nie dojdzie do nieplanowanej katastrofy. 

Nie długo myśląc pozbierałam się i wyszłam z pokoju, pora złożyć wizytę tej nowej.
Zapukałam do drzwi i weszłam do środka, chwilę mi zajęło zorientowanie się że Reven nie jest sama w swoim pokoju, oprócz niej był z nią Darius, który stał niebezpiecznie blisko małej owieczki.
Dziewczyna spojrzała na mnie z lekkim zdziwieniem i zawstydzeniem na twarzy, Darius rzucił tylko swój kpiarski uśmieszek, który jest jego wizytówką.

- Przeszkadzam? - spytałam spoglądając na Dariusa.

- Emm, Andrea, nie skąd. Co się sprowadza? - głos dziewczyny wskazywał że jednak w czymś im przeszkodziłam.

- Nic szczególnego, chciałam sprawdzić gdzie się podziewasz – zagaiłam szukając jej wzroku – A bym zapomniała, dzisiaj jest ognisko, czuj się zaproszona – nagle jej wzrok odnalazł mój. 

Wpatrując się w nią szukałam wskazówek lecz na marne.
Nic nie widziałam, nawet jednego marnego wspomnienia, mogę zobaczyć jej przyszłość lecz jej przeszłość jest dla mnie nie widoczna. Frustruje mnie to, patrząc na innych jestem w stanie zobaczyć wszystko, u niej małe okruchy z przyszłości, które i tak mogą się jeszcze zmienić.

- Więc jak? Przyjdziesz? - jej wzrok uciekł w stronę Dariusa, no to mamy słaby punkt u owieczki, urocze.

- Nie martw się, Darius chętnie będzie ci towarzyszyć - iskierki zainteresowania pojawiły się w jej oczach.

Darius zmarszczył brwi i odnalazł mój wzrok i słowa ponownie zawisły w powietrzu:
"Co ty knujesz A?"
"Zobaczysz" - lekki uśmieszek zawitał na mojej twarzy dodając lekkiej dramaturgii owej sytuacji.
Z naszej małej wymiany myśli, wyrwała nas Reven, ponownie spojrzałam w jej stronę, niestety wciąż nie mogłam się dostać do jej wspomnień, to takie wkurzające!
 

- Dzięki za zaproszenie, wpadnę - rzuciła niby od niechcenia, maskując swoją ekscytacje.

- Świetnie, a Darius bym zapomniała. Wprowadź proszę Reven w temat corocznego ogniska - gdyby wzrok mógł zabijać, Darius dokonał by tego..



Pomachałam im na pożegnanie i wyszłam z pokoju zostawiając Dariusa samego z nowym zadaniem. Pewnie później wycedzi mi wykład na temat tego by nie zwalać swoich obowiązków na innych, no cóż, jakoś to przeżyje.
Niech ktoś inny męczy się z tłumaczeniem nowej podstaw.
Mam zbyt wiele na głowie by dokładać sobie kolejnych problemów.

Po powrocie do pokoju nie zastałam w nim Andy'ego, pewnie poszedł sprawdzić czy wszyscy już dotarli i zostali poinformowani o dzisiejszym ognisku.

Impreza jest zawsze organizowana w pierwszy dzień szkoły, w końcu tradycja jest świętością w tej szkole, przygotowania do niej są zawsze żmudne i upierdliwe, a dopracowywanie jej jest po stronie Andy'ego. Nikt nie zdoła zaplanować takiego wydarzenia lepiej niż on sam. 

Telefon zabrzęczał sygnalizując nową wiadomość sms, czyżby Darius?
Nie pomyliłam się..
"A.. Na litość boską, skończ zwalać na mnie swoją robotę! To ty jesteś jej protegowaną nie ja!! Przestaje to być zabawne! - D"

Reakcja szybsza niż myślałam, w końcu mogłam się tego spodziewać.
Darius mimo swego obowiązku wykonywania moich poleceń, nie zawsze ma ochotę ich wykonywać, ale skoro nowa tak bardzo przypadła mu do gustu, to aż się prosił by to wykorzystać.
Aż sam się o to prosił, nikt mu nie kazał za nią łazić..
Odpisałam mu, by nie robił mi spamu wiadomości ze swoimi wyrzutami.

"Tak wiem, nie powinnam.. Mam trochę spraw na głowie, a dziewczyna ewidentnie cię lubi, lepiej zniesie usłyszenie tych sensacji od ciebie. Jeszcze jedna prośba, przed ogniskiem niech Reven odwiedzi Seraphine-to pilne!. Wiszę ci coś lepszego niż koktajl, buziaki - A"

Następna sprawa z głowy. Czym mniej zmartwień tym lepiej, zwłaszcza dzisiaj. Jeden nie właściwy ruch po naszej stronie może przekreślić całe przedsięwzięcie.
Nie pozostało mi już nic lepszego do zrobienia, pora więc rozpocząć tegoroczne show.




https://data.whicdn.com/images/195556665/original.gif

Ostatnio zmieniony przez Mystic (22-09-2021 o 13h02)


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#9 05-08-2021 o 21h31

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 7 - Reven






Spacer po terenie szkoły był dość szybki i nie ukrywając, bardzo przydatny.
Sam budynek szkoły był ogromy, ale teren który otaczał jej mury był jeszcze większy, nie sądziłam że teren szkoły może być tak rozległy. Bez najmniejszej znajomości otoczenie szybko bym się tu zgubiła, czego akurat wolałabym uniknąć.
W połowie naszego zwiedzania, Roza opuściła nas udając się do swoich znajomych, których spotkaliśmy w ogrodzie różanym.
Muszę przyznać że okolica wokół szkoły wygląda bardziej przyjaźnie niż sam jej gmach.
Otaczające mury liczne ogrody, polany i pobliskie lasy swoim wyglądem przypominały baśniowe obrazy.


Po zakończeniu zwiedzania Darius odprowadził mnie do pokoju, gdzie w spokoju mogliśmy kontynuować naszą rozmowę oraz mały niewinny flirt.
W końcu flirt czy niewinne zalotne spojrzenia jeszcze nie zobowiązują do czegoś poważnego. Samo tak wyszło, nie moja wina że w jego obecności traciłam pewne zahamowania, a on sam dawał ewidentne znaki by to kontynuować.


Kiedy zaczęło robić się interesująco, nieoczekiwanie przerwała nam niespodziewana wizyty Andrei w moim pokoju.
Ta to wybrała sobie moment na odwiedziny.. Nie mogła sobie darować tej wizyty? Było tak miło, zanim się pojawiła.
No okej było lekko niezręcznie, świdrujący mnie wzrok dziewczyny nie był zbyt przyjemnym doświadczeniem, rekompensata w postaci zaproszenia na ognisko była miła, lecz jej zachowanie wybiegało po za standardy normalności.

Pamiętacie jak wspominałam że swoim wyglądem przypomina ponurego żniwiarza?
Z każdym nowym spotkaniem z Andreą utwierdzałam się w tym przekonaniu coraz bardziej.
Blada cera, wysoka i szczupła sylwetka, błękitne oczy które próbują was przejrzeć, czerwone lekko falowane włosy sięgające za pasa sprawia że jej cały wygląd jest onieśmielający, lecz brakuje jej kilka klepek. Całkiem serio, jakby uroda bądź pozycja w tej szkole pozbawiła jej zdolności do władz umysłowych.
No bo kto normalny lampi się na was jak na jakąś przekąskę, no kto normalny?

Wracając do rzeczy, kiedy narzuciła Dariusowi bycie moim towarzyszem wieczoru i objaśnienie całego tego zamieszania z ogniskiem, zachowywała się jak jego szefowa, a nie koleżanka ze wspólnych zajęć, co utwierdza mnie w fakcie że dziewczyna ma spore problemy ze swoją osobą.
W dodatku takie narzucanie komuś co ma z kim robić jest lekko poniżające, nie dosyć że mam etykietkę nowej w tym chorym miejscu, to jeszcze decydują za mnie z kim mam się tu kumplować, istny obłęd…
Nie żeby przeszkadzała mi obecność Dariusa, ale wolałabym żeby sam zaproponował mi wspólne wyjście niż żeby zostało to na nas narzucone przez tą wariatkę.

Po opuszczenie Andrei mojego pokoju, Darius poinstruował mnie bym się przygotowała do imprezy i wpadnie do mnie na tyle wcześnie by mógł zdążyć mnie wtajemniczyć w sprawy ogniska.
Kiedy Darius wyszedł, udałam się do łazienki na szybki prysznic.
Z walizek wyciągnełam swoje najlepsze jeansy, top oraz buty na lekkiej koturnie no i oczywiście kosmetyczkę.
Przy toaletce nałożyłam szybki makijaż, by zamaskować oznaki zmęczenia.
Przejrzałam się w lustrze, kiedy makijaż był gotowy przeszłam do prostowania włosów, zawsze się kręcą mimo mojego sprzeciwu, w prostych wyglądałam lepiej, lecz natura wolała mnie ukarać kręconymi włosami.
Przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze wyglądam normalnie, jak każda normalna nastolatka, lecz nie pasowałam wizualnie tutaj.
Wszyscy tutaj byli nieskazitelnie piękni i w specyficzny sposób do siebie podobni, wszystkich ich łączyła blada cera, idealne sylwetki ciała oraz nieodparty urok. Na tle ich wszystkich wyglądałam strasznie przeciętnie. 

Moje rozmyślenia przerwał Darius, który zjawił się znienacka koło mnie, nawet nie usłyszałam kiedy wszedł.

- W mordę! – Wydarłam się niczym pusta damulka – Wystraszyłeś mnie!

Śmiech Dariusa odbijał się echem po moim pokoju, widać że moje przerażenie i doprowadzenie mnie do zawału był dla niego świetną rozrywką..

- Wybacz nie chciałem cię wystraszyć, pukałem do drzwi, nie odpowiadałaś więc pozwoliłem sobie wejść – próbował sklecić wypowiedź między duszeniem się ze śmiechu.

Brawo Reven wyszłaś na paranoiczkę.. Kiedy w końcu serce przestało walić jak oszalałe, odwróciłam się w stronę Dariusa, licząc że przesłał się już ze mnie nabijać.


- Dobra, jak wiesz Andrea prosiła bym ci opowiedział o tradycyjnym ognisku, ale zanim do tego przejdę, zachowaj zimną krew i otwarty umysł – Wpatrywał się we mnie jakby chciał się upewnić że nie ucieknę po tej rozmowie – Kiedy skończę opowiadać, odwiedzisz jeszcze pielęgniarkę zanim udamy się na ognisko.

- Okej.. Tylko nie rozumiem po co mam iść do pielęgniarki? – Czyżby te jakże ważne wieści sprawią że będę potrzebować wizyty u specjalisty?

- Pewnie chodzi o jakieś formalności, wracając jesteś gotowa poznać historię naszego ogniska? – zarzucił z lekkim a zarazem niebezpiecznym uśmieszkiem

Kiwnęłam tylko głową, na znak że jestem gotowa. W sumie nie obchodzi mnie ta historia o corocznym ognisku, ale skoro dla nich to takie ważne, to chyba nie mam innego wyboru jak przemęczyć się i jej wysłuchać..

- Świetnie, zatem od początku, szkoła została założona przez Crossa w 1498 roku.
W murach tej szkoły nie tylko uzyskujemy podstawową wiedzę, ale przede wszystkim uczymy się naszej historii, poznajemy i uczymy się kontrolować swoje zdolności oraz mamy szanse na przedłużenie istnienia naszego gatunku.
Ognisko rozpoczyna nowy rok szkolny oraz jest początkiem  dziesięciu etapów przejścia, dzięki którym kandydatki będą mogły dostąpić zaszczytu przemiany.
W czasie trwania ogniska dobieramy się w pary, lecz dobór nie jest przypadkowy.
O tym z kim będziesz tworzyć parę decyduje pokrewieństwo dusz.
Te właśnie podobieństwo sprawia że po przemianie para staje się jednością i pozostają nierozłączni, nawet zdolności są dopasowane, łączą się ze sobą bądź się uzupełniają.
Dlatego to takie ważne by kandydatki miały swoją protektorkę, to właśnie ona czuwa by pary były odpowiednio dopasowane, a dzięki wyjątkowym zdolnością protektorki, kandydatki są odpowiednio przygotowywane, by mogły dostąpić przemiany.
Męska część nie przechodzi przemiany, rodzimy się już tacy, dziewczęta rodzą się z pewnymi zdolnościami lecz są one uśpione, aby mogły ich używać świadomie i mogły je w pełni kontrolować jest potrzebna przemiana. Bez niej nie będziecie w pełni kompletne, a bez tego nie możemy przedłużyć naszego gatunku.
Skoro tu trafiłaś musiałaś mieć przejaw swoich zdolności.
Podsumowując ognisko jest zwiastunem nowego początku i nowego życia. – Kiedy Darius skończył, spojrzał na mnie z niepewnością w oczach.

Chwila, moment, zaraz. O czym on do licha chrzani?
Jakie dobieranie w pary? Przemiana w co niby?
Niby ten dyrektor Cross założył to wariatkowo? 
Nie wierze, on też jest świrem!   
Przysięgam oni wszyscy są szaleńcami!
Po tym co usłyszałam miałam bardzo wiele pytań, ale nie do końca wiedziałam czy chcę poznać odpowiedzi. Przysięgam zabije wuja, w co on mnie wpakował?!
Wzięłam kilka głębokich wdechów i wydechów by się uspokoić.

- To jakiś żart? Czy ty sądzisz że w to uwierzę? Jeśli sądzisz że uwierzę w te całe brednie to się mylisz! – krzycząc na niego, wstałam i zaczęłam niecierpliwie chodzić po pokoju zastanawiając się jak stąd najszybciej uciec.

- Wiem że tego typu informacja jest szokująca, ale nie sądziłem że nikt ci tego wcześniej nie powiedział, każda z kandydatek tutaj doskonale wie po co tu jest. Rodzice ci nie powiedzieli że jesteś inna? że różnisz się od śmiertelników? – na jego twarzy pojawiło się zdziwienie wynikające z tej sytuacji

Czy ktoś mi o tym mówił? Niby kto? Ojca nie było, nawet go nie znam, matka „odeszła” jak byłam dzieckiem, brat – nie utrzymuje z nim kontaktu od tamtej okropnej nocy, a wuj ani słowa nie powiedział o tym szaleństwie..
Więc nie, nikt mi nie powiedział o tym obłędzie. 
Jakim cudem wpadłam w to bagno? Wiem że jestem utrapieniem wuja, ale nie zasłużyłam sobie by trafić między tych popaprańców.
Teraz rozumiem, po co mam iść do tej pielęgniarki, pewnie po jakieś środki na uspokojenie czy coś w tym stylu.

- Podczas ogniska Andrea wytłumaczy ci wszystko lepiej, dokładniej, więc proszę Reven uspokój się – Głos Dariusa daje mi jasno do zrozumienia, że nie będzie tolerował moich krzyków.

Po ataku złości, paniki, wybuchu gniewu i kilku wulgarnych słowach doszłam do siebie.
Takich sensacji się nie spodziewałam, nie chciałam w to wierzyć. Kiedy Darius zaczął mówić o wyjątkowych zdolnościach, nie byłam w stanie brać tego na poważnie.
Ale jedno pytanie wciąż kotłowało mi się w głowie, wiedziałam że nie będę w stanie podejść do tego bardziej poważnie czy tego bełkotu zrozumieć, jeśli nie poznam odpowiedzi.

- Kiedy mówiłeś o przemianie, co dokładnie miałeś namyśli? To jakaś metafora? – spytałam, opierając się o drzwi.

Kiedy Darius na mnie spojrzał, jego oczy wyrażały ból. Bił się ze swoimi myślami, czy oby na pewno to on powinien mi to powiedzieć. Byłam w stanie uwierzyć w wiele rzeczy, lecz kiedy to powiedział nie dowierzałam.

- Jest to przemiana w wampira - jego oczy wpatrywały się w moje


Po tych słowach zrobiło mi się strasznie zimno, pokój zaczął wirować, poczułam jak osuwam się na podłogę i ostanie co pamiętam to otaczająca mnie ciemność.




https://i.pinimg.com/originals/06/be/34/06be346a1611f5d297ce8624c9db60ac.gif

Ostatnio zmieniony przez Mystic (22-09-2021 o 13h02)


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#10 10-08-2021 o 20h15

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 8 – Andrea






Byłam w połowie drogi do miejsca organizowanego ogniska, kiedy dostałam smsy od Dariusa.
„A, jesteś potrzebna u Seraphine”
„To pilne!”
„Szybko Reven zemdlała”
„Na litość boską rusz się tutaj!”

Po zalewającej moją skrzynkę wiadomościami od Dariusa, wróciłam się do szkoły. Lepiej żeby ta sprawa była faktycznie pilna jak twierdził Darius, bo jeśli się okaże że zawraca mi głowę nadaremno to przysięgam zrobię mu krzywdę.
Mam ważniejsze sprawy na głowie niż użeranie się z tą nową.


Przekraczając gabinet pielęgniarki, moje oczy ujrzały nieprzytomną Reven leżącą na kozetce przy której stała Seraphine, Darius siedział przy biurku nerwowo stukając palcami w blat.
Do licha, myślałam że dziewczyna jest silniejsza psychicznie i lepiej poradzi sobie z nabytą wiedzą.
No cóż przeliczyłam się. 

- Darius co jej zrobiłeś? – nie mogłam się powstrzymać od docinków w jego stronę.

Odwrócił się w moją stronę, minę miał poważną co w jego przypadku to rzadki widok, jego oczy płonęły gniewem, który właśnie miał wylać w moją stronę.

- Co ja zrobiłem?! Raczej czego ty nie zrobiłaś! To był twój obowiązek jej to wszystko wyjaśnić, nie mój! W ogóle jakim cudem ona tu trafiła nie będąc niczego świadoma? Wiedziałaś o tym że dziewczyna jest zielona w temacie? – Krzyki Dariusa, okaleczały mój słuch, wiem że miał racje lecz mógł darować sobie dramaturgie.

Spiorunowałam Dariusa wzrokiem, a słowa między nami ponownie zawisły

„Lepiej wiem co należy do moich obowiązków a co nie!
Po zeszłorocznym incydencie masz u mnie spory dług do spłacenia, a spłata tego nie będzie łatwa.
A skoro ci coś zlecam to masz to załatwić. Rozumiemy się?”

Darius się skrzywił, doskonale wie że spłata długo będzie mało przyjemna, ale wiedział doskonale na co się piszę prosząc mnie o tego typu przysługę.

Nie potrzebuje więcej zmartwień na głowie. Mam ich wystarczająco dużo.
Wystarczy mi świadomość że mam kandydatki do przygotowania, dzisiejsze ognisko i rozpoczęcie etapów, do tego doszła mi nie przytomna dziewczyna, więc mam wystarczająco dużo spraw na głowie. Nie potrzebuje do tego dopisywać wkurzonego Dariusa.

Seraphine, właśnie skończyła badać naszą śpiącą królewnę i lekkim lecz zmęczonym krokiem podreptała do swojego biurka, zasiadła za nim, poprawiła swoje ogromne okulary przeciwsłoneczne, które maskowały jej defekt.

- Reven wyjdzie z tego, szok i spadek cukru sprawił że bidulce się zasłabło, podałam jej kroplówkę i za jakieś dwadzieścia minut będzie jak nowa – na twarzy pani Cross pojawił się ciepły uśmiech.

Pokiwałam jej tylko by wiedziała że dotarła do mnie jej wiadomość.
Przyglądając się nieprzytomnej Reven, zadawałam sobie pytania czy aby na pewno powinna wkraczać w nasz świat, wydaje się być zbyt kruchą istotą by zdołała przejść przemianę.
Nie chce brać odpowiedzialności za kogoś kto nie jest świadomy swego pochodzenia i nie zdaje sobie sprawy z ryzyka jakie tu ją czeka.
Oby wiadomości od Crossa rzuciły jakieś nowe fakty w jej sprawie, inaczej nie wiem co mam z nią zrobić a i tak muszę na ostatnią chwilę zmienić zasady dzisiejszej gry.

Najbardziej irytował mnie fakt że dziewczyna była odporna na moje zdolności, nie mogę za pomocą mojego wzroku jej odczytać, postanowiłam spróbować innej metody, która jest mniej przyjemna lecz w jej przypadku powinna zadziałać.
Podeszłam do niej i wzięłam jej dłoń w moją, zamknęłam oczy by móc lepiej się skupić na przeszukaniu jej umysłu. Kiedy zaczęły pojawiać się mgliste obrazy, moje ciało przeszył niemiłosierny ból który z każdą chwilą stawał się jeszcze mocniejszy, w mojej głowie rozbrzmiał przeraźliwy krzyk. Wypuściłam dłoń dziewczyny jak oparzona i z niespodziewanego bólu osunęłam się na kolana. Przeszywający ból powoli opuszczał moje ciało, a krzyki w głowie zaczęły cichnąć. Nagle koło mnie znalazł się Darius wraz z Serahine, delikatne dłonie kobiety pomogły mi wstać na równe nogi.

- Andreo co się stało? – zaniepokojony głos kobiety sprowadził mnie na ziemie.

Nie spodziewałam się takiej reakcji obronnej ze strony umysłu Reven, lekkie zawrotny lub bóle głowy, mdłości czy opór były normalne, ale tego się nie spodziewałam.   

- Nie jestem pewna, muszę spróbować raz jeszcze – głos mi się załamał z szoku, którego właśnie doświadczyłam.

Seraphine i Darius próbowali mnie powstrzymać, gestem ręki dałam im jasno do zrozumienia żeby nie próbowali mi przeszkodzić, nie odpuszczę tak łatwo.

Chwiejnym krokiem podeszłam do dziewczyny i ponownie wzięłam jej dłoń, reakcja była natychmiastowa, ból i krzyki na powrót wstąpiły w moje ciało, lecz tym razem trzymałam ją pewnie, usiadłam koło niej by nie upaść ponownie na posadzkę.
Kiedy ból stawał się nie do wytrzymania, z całych sił skupiłam się na odczytaniu umysłu dziewczyny, pojawiające się obrazy w mojej głowie były spowite mgłom, lecz nie przestawałam.
Z każdą chwilą widziałam coraz wyraźniej, wizja z jej przeszłości przedstawiała mężczyznę który był ukryty w cieniu jakieś kobiety, nikt go nie widział oprócz samej Reven, Mężczyzna szeptał do ucha kobiety, sprawdzając czy Reven go na pewno obserwuje. W oddali było słychać rozmowę lecz nie byłam wstanie zrozumieć czego dotyczyła, nagle obraz się zmienił, przedstawiał małą Reven która przekraczała teren dużego domu, gdzie w progu drzwi stał mężczyzna oczekujący naszej śpiącej królewny, najgorsze w tym jest to że znam tego, który oczekiwał na przybycie dziewczyny.

Ból sprawił że moim ciałem wstrząsnęła nowa fala bólu, nie mogąc już znieść więcej, puściała dłoń dziewczyny.
Powoli wstałam i bardzo powolnymi ruchami podeszłam do okna by zaczerpnąć świeżego powietrza.
Nie spodziewałam się że kiedyś ponownie zobaczę tą twarz, tą która przypomina o moim śmiertelnym życiu jak o początkach nowego życia. Miałam nadzieje że nigdy więcej go nie zobaczę. Jakże byłam naiwna.

Ciało wciąż odczuwało ból, a krzyki w głowie zaczęły cichnąć. Tym razem Darius pomógł mi bezpiecznie usiąść na krześle, kiedy patrzałam na niego i Seraphine ich twarze zdradzały strach. Nie dziwie się, pewnie wyglądam jak śmierci nie wspominając o tym że nigdy nie widzieli mnie w tak opłakanym stanie. 

- Dobrze się czujesz? Darius zaraz przygotuje ci koktajl, po nim poczujesz się lepiej – kochana, opiekuńcza Seraphine jak zwykle o mnie dbała, samą swoją obecnością była w stanie podnieść człowieka na duchu, przy niej nie dało się źle czuć. 

Darius podał mi świeżo przygotowany koktajl, ręce mi się wciąż trzęsły, niepewnym ruchem wzięłam od niego napój i zaczęłam desperacko go pić, wierząc że czym szybciej go wypiję tym szybciej zacznie działać, a ból opuści moje ciało. 

- A, powiedź, co widziałaś? Co doprowadziło cię do takiego stanu? – jego głos zdradzał że jest zaniepokojony.

- Nie jestem pewna. Zlepka mało konkretnych informacji, ale ból który czułam był obezwładniający, nigdy nie czułam czegoś takiego. Nie sądziłam że śmiertelnik może stawiać taki opór na moje dary, ale od tego bardziej mnie martwi fakt że przysłał ją Benjamin van Allen – nie łatwo było mi to wyznać

Seraphine zesztywniała, a Darius wytrzeszczył oczy ze dziwienia i niedowierzenia tym faktem.
Sama jestem tymi faktami zaniepokojona.
Kim ona jest? Dlaczego została tu przysłana? Co łączy ją z Benjaminem?


Tak wiele pytań a brak odpowiedzi na nie.
Cross będzie musiał mi się gęsto tłumaczyć z tego że przyjął dziewczynę do tej szkoły z polecenia tego potwora.



https://data.whicdn.com/images/214829766/original.gif

Ostatnio zmieniony przez Mystic (22-09-2021 o 13h02)


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#11 22-08-2021 o 04h03

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 9 – Reven






Kiedy otworzyłam oczy, zorientowałam się że nie jestem już w swoim pokoju.
W głowie mi dudniło i miałam mroczki przed oczami.
Powili podniosłam się do pozycji siedzącej, jakaś rurka przyczepiona do mojej ręki ograniczała mi ruchy.
Kiedy już usiadłam, a mroczki zaczęły znikać, rozejrzałam się po pomieszczeniu w którym się znajdowałam.
Pomieszczenie przypominało gabinet lekarski, w pokoju oprócz mnie znajdowały się jeszcze trzy inne osoby.

W pierwszej kolejności dostrzegłam Dariusa który był oparty o ścianę skąd bacznie mi się przyglądał, koło niego siedziała Andrea, która wyglądała jak siedem nieszczęść, ciekawe co jej się stało że tu trafiła?
Za biurkiem siedziała kobieta którą widziałam po raz pierwszy.
Muszę przyznać że jej wygląd jest dość specyficzny.
Kobieta miała przygaszoną oliwkową skórę, kasztanowe włosy były upięte w nieskazitelny kok, na czubku jej nosa znajdowały się ogromne okulary przeciwsłoneczne, które były absurdalne biorąc pod uwagę że znajdowaliśmy się w środku budynku.

Kiedy chciałam poprawić się na kozetce, znowu szarpnęłam za rurkę przypiętą do mojej ręki, szarpnięcie spowodowało lekkie naruszenie skóry i pojawiło się kilka kropli krwi.
Wszystkie osoby w pomieszczeniu w jednej chwili zesztywniały, a ich oczy powędrowały w stronę krwi. 
Andrea odchrząknęła spoglądając na swoich towarzyszy, a mnie posłała szyderczy uśmieszek.

Ich dziwne zachowanie pobudziło moje wspomnienia, przypomniałam sobie słowa które powiedział Darius zanim straciłam kontakt z rzeczywistością.
„Wampiry”
Jak echo odbijało się w moich myślach.
„Wampiry”
Stworzenia uważane za potwory, o których słyszało się w legendach, pisano książki.
„Wampiry”
Potwory o ludzkiej twarzy, które ukrywały się w mroku czyhając na swoją ofiarę by pozbawić ich życia.
„Wampiry”
Monstra żywiących się na ludzkiej krwi.
Na to wspomnienie zrobiło mi się słabo, serce zaczęło bić szybciej.   
Uspokój się Reven, nie popadaj w histerie.
Nie okazuj strachu.
Głęboki wdech i wydech, właśnie tak, powoli się uspokajamy.

Logiczna część mnie była absolutnie pewna że istnienie wampirów jest niedorzeczne.
Baaa jeśli by istniały i biorąc pod uwagę legendy nie dały by rady chodzić w słońcu, a co oni robią? Chodzą za dnia, zażywając kąpieli słonecznych, a słońce nie robi im krzywdy!
Nie zaczynają skwierczeć ani płonąć! 
Więc nie mam czym się martwić.
Jedyne zmartwienie jakie mam w tej chwili to świadomość że trafiłam do miejsca pełnego świrów, którzy mają zaburzenia psychiczne i cholera wie co jeszcze i do czego są zdolni.

Nie dając po sobie poznać że prawie dostałam ataku paniki, postanowiłam udawać że nie widziałam ich dziwnej reakcji, a słowa które krążyły mi w głowie nie istnieją.

- Co się stało? Gdzie jestem? – zadając pytania liczyłam że mój głos nie zdradzi mojego lęku jaki odczuwałam.

Kobieta w wielkich okularach wstała i podeszła do mnie spokojnie, posyłając mi przy tym ciepły uśmiech, który był przepełniony troską.

- Witaj Reven, jestem Seraphine Cross, jesteśmy w gabinecie pielęgniarki. Zemdlałaś skarbie. Podałam ci kroplówkę byś mogła szybciej dojść do siebie. Mam nadzieje że lepiej się czujesz, boli cię coś? – Głos nieznajomej kobiety był jak śpiew ptaków kojący wszelkie zmartwienia.

Kiedy stała już obok mnie odpięła rurkę od mojej ręki i wytarła krew, Darius wycofał się w najdalszy kąt pomieszczenie unikając kontaktu wzrokowego.
Andrea wciąż siedziała w milczeniu popijając jakiś dziwny płyn co jakiś czas zerkając na mnie i Dariusa.
Kiedy moja ręka była uwolniona chciałam wstać, lecz kobieta powstrzymała mnie od tego.

- Reven, nie wstawiaj jeszcze. Nie chce byś znowu zemdlała. Powiedz mi boli cię coś?

Spojrzałam na kobietę i pokręciłam przecząco głową.
Dalej mi dudniło w głowie ale nie chciałam się do tego przyznać, ból nie był najgorszy, gorzej było ze świadomością że wciąż tu tkwiłam nie wierząc co mnie czeka.
Kobieta wróciła na swoje krzesło za biurkiem, a jej spojrzenie powędrowało w stronę Andrei, uśmiech kobiety zgasł, zastępując go smutkiem.

- Skoro królewna się obudziła i nic jej nie ma, to możemy przejść do konkretów?
Sądziłam że lepiej zniesiesz prawdę, niestety przeliczyłam się co do ciebie.
Jak mam być z tobą szczera Reven, to nie wierze że sobie tutaj poradzisz.
Jesteś uśpionym wampirem, ale nic nie wiesz o swoim pochodzeniu. To sprawia że stanowisz problem dla siebie i innych. Każdy z nas wie kim jest i dlaczego tutaj przybył. Ty natomiast jesteś jak dziecko zagubione we mgle, nie masz pojęcia o świecie który cię otacza.
Jeśli masz tu zostać to musisz wiele nadrobić w krótkim czasie i mieć otwarty umysł na to co cię tu czeka, bez tego nie wróże ci długiej przyszłości. – słowa Andrei były okrutne. 

Słowa Andrei brzmią jak bełkot osoby poważnie chorej na głowę.
Hipotetycznie załóżmy że oni mówią prawdę o istnieniu wampirów, i o tym że sama nim jestem.

Jeśli mam im zacząć wierzyć w te brednie, to potrzebuje dowodu, bez niego nie uwierzę w żadne ich słowa. Bez dowodów nie mam podstaw by im uwierzyć..


- Czy jesteście w stanie udowodnić że jesteście wampirami? Nie zrozumcie mnie źle, po prostu wszystko o czym mówicie brzmi jak bełkot szaleńców, jeszcze wczoraj uważałam że wampiry to fikcyjne postaci występujące w literaturze i takich tam. Bez dowodu nie wiem czy będę w stanie wam uwierzyć – miałam nadzieje że mój głos nie zdradzał niepewności którą czułam.

Jeden mały dowód powinien wystarczyć bym przestała ich brać za bandę szaleńców, a zacząć wierzyć w to wszystko i móc się pogodzić z faktem że wuj nie zadał sobie trudu by mnie uświadomić zanim nie tu wysłał i pozostawić na pastwę losu obcych mi ludzi.. 

Wszyscy troje spojrzeli na siebie, jakby rozmawiali ze sobą telepatycznie, Andrea cicho westchnęła, spojrzała na mnie i uniosła szklankę z czerwonym płynem na wysokość moich oczu. Obracała szklane w taki sposób że płyn obijał się o ścianki szkła, po chwili płyn przestał się przelewać, przekształcając się w lód.
Zamieniła ciecz w lód! Ale jak?! Jakim cudem to możliwe?
Andrea przechyliła szklankę do góry nogami by potwierdzić że płyn jest w postaci stałej, po czym odwróciła ją z powrotem, potrząsnęła szkłem i na powrót lód stał się płynem, wzięła łyk płynu i odstawiła szklane na biurko.
Potarłam oczy ze zdumienia.
Raczej spodziewałam się nadludzkiej siły, szybkości czy nawet popisywaniem się kłami, ale to? Tego na pewno bym się nie spodziewała po wampirach.
Andrea jak by wyczuła moje obawy i podeszła do mnie.

- Legendy o wampirach są tylko częściowo zgodne z prawdą. Żywimy się krwią, jesteśmy szybsi, silniejsi i nie starzejemy się, ale wszystko inne to bzdury wymyślone przez ludzi.
Słońce nie sprawia że stajemy w płomieniach, woda święcona, krzyże i inne wymysły nie są prawdziwe.
Wampiry mają swoje unikalne zdolności, jak sama widziałaś.
Wszyscy mamy takie same zdolności jeśli chodzi o siłę czy szybkość, ale każdy z nas ma swoją własną unikalną zdolność, którą dostaje się w dniu narodzin. Jest ona uśpiona, w czasie trwania naszego ludzkiego życia zdarza się że jej użyjemy nieświadomie, nazywamy to manifestacją uśpionych, ale pełnie mocy i kontroli nad nimi mamy dopiero po przemianie. – kiedy Andrea skończyła mówić odwróciła się w stronę Dariusa, a z jej dłoni wystrzelił sopel lodu.

Darius jak maszyna, złapał sopel po czym odrzucił go. Sopel przeleciał obok mojej twarzy po czym wbił się w ścianę za mną.
Zamarłam.
Jego oczy zrobiły się czerwone, na około nich pojawiły się czarne żyły, w jego oczach widziałam gniew i głód, nagle ruszył w moją stronę.
Kiedy niebezpiecznie zbliżał się do mnie, Andrea spojrzała na niego, nie wiem dokładnie co się stało, ale Darius opadł na kolana, trzymając się rękami za głowę. Jego twarz wykrzywiła się w grymas bólu.
Po chwili jakby się ocknął, opamiętał i posłał Andrei puste spojrzenie.
Jego twarz..
Co się z nim stało?
Co ona mu zrobiła?
Wstał nie pewnie na równe nogi.

- Darius lepiej będzie jak już pójdziesz, po drodze wypij koktajl i ochłoń trochę. 
Nie chce byś rzucił się na kogoś z powodu niekontrolowanego głodu czy złości – kobieta w okularach przemówiła do Dariusa nie pasującym do niej surowym tonem..

Chłopak tylko skinął głową i wyszedł pospiesznie z pomieszczenia.
Andrea ciężko weschneła po czym spojrzała na mnie.
Po wyrazie jej twarzy byłam w stanie stwierdzić że była niezadowolona zaistniałą sytuacją.

- Nie przejmuj się nim, głów odbiera mu dobre maniery.
Spacer i koktajl dobrze mu zrobią. Ale wracając..
Powiedź mi, taki dowód na nasze istnienie ci wystarczył byś nam w końcu uwierzyła? – Surowy ton Andrei wyrwał mnie z szoku.

Spojrzałam w jej błękitne oczy i pokiwałam głową na znak że jej wierze.
Nie byłam w stanie wydusić z siebie ani słowa.
Pokaz Andrei był już szokujący, ale to co zrobił Darius mnie przeraziło.
Co by mi zrobił gdyby nie było tu Andrei?
Zostałabym pożarta już pierwszego dnia tutaj?
Nawet nie chce o tym myśleć..
Na samą myśl miałam ciarki.

- Skoro już sobie pewne rzeczy wyjaśniłyśmy, to możemy już iść na ognisko?
Obowiązki nnie wzywają i muszę już lecieć, a przez głodowy epizod Dariusa, muszę cię zaprowadzić bo mi się jeszcze zgubisz i nie wiadomo kogo byś napotkała po drodze. – szyderczy uśmiech wystąpił na jej twarzy 

Sądząc po słowach i minie Andrei mogłam się domyślić co miała na myśli.
Samotna wędrówka nie tylko mogła skończyć się zgubieniem tutaj, ale mogła by też się skończyć w taki sposób że zostałabym czyjąś przekąską.
Wolałam tego nie sprawdzać i nie ryzykować.
Wystarczy mi ekstremalnych wrażeń jak na jeden dzień..

Wstałam ostrożnie z kozetki.
Na szczęście w głowie przestało mi dudnić, a mimo przeżytego szoku nogi mi się nie trzęsły.

- No to ruszajmy, skoro już czas.

Andrea dała znak ręką żebym szła za nią.
Kiedy wychodziłyśmy już z gabinetu Seraphine zatrzymała mnie na chwilę, włożyła w moją dłoń zgiętą karteczkę, przy czym mocno ją ściskając, wyraz jej twarzy był przeraźliwie poważny.
Kiedy mnie puściła uśmiechnęła się jak gdyby nigdy nic, po czym wesoło zawołała:

- Miłej zabawy dziewczęta, aby wieczór był udany, a księżyc wam sprzyjał – pomachała nam na pożegnanie i zniknęła na drzwiami.



https://data.whicdn.com/images/217722635/original.gif

Ostatnio zmieniony przez Mystic (22-09-2021 o 13h04)


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#12 23-08-2021 o 20h03

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 10 – Reven






W drodze na ognisko Andrea milczała, co jakiś czas zerkając na mnie.
Ta niezręczna cisza która panowała między nami doprowadzała mnie do lekkiego szaleństwa, ale z drugie strony o czym miałyśmy rozmawiać?

Wątpię byśmy miały jakieś wspólne tematy do rozmów..
Kiedy przedzierałyśmy się przez las zapadł już zmrok, księżyc w pełni pojawił się na gwieździstym niebie rzucając delikatne światło, które przebijało się przez koronę drzew. 
Postanowiłam zagaić rozmowę by przerwać tą niezręczną ciszę.

- Daleko jeszcze? – mówiąc ciężko sapałam, moja kondycja zostawiała wiele do życzenia

Andrea wciąż szła przed siebie, na początku myślałam że zignorowała moje pytanie lecz nagle przystanęła i pokręciła głową z irytacją.

- Za jakieś 10 minut będziemy na miejscu idąc tym tempem, jak przyśpieszysz to będziemy szybciej – powiedziawszy to ruszyła dalej przed siebie.

Wiem że jestem powolna w porównaniu do niej, ale bez przesady. Nie wiem co ona ma do mnie, ale zaczyna dziewczyna mnie irytować..
Jej huśtawki nastrojów, dziwne spojrzenia i zachowanie mocno działało mi na nerwy.
Nie wiem co jej takiego zrobiłam, ale nie będę dalej znosić jej humorów kierowanych w moją stronę.

- Powiesz mi co ci takiego zrobiłam że od kiedy się tu znalazłam traktujesz mnie jak śmiecia?
Rozumiem że moje pojawienie się tutaj zaburzyło jakieś wasze obrzędy, lecz pragnę przypomnieć że nie wpraszałam się tutaj.
Więc nie rozumiem dlaczego jesteś do mnie tak wrogo nastawiona...  – Mówiłam głośniej niż bym chciałam

Nie chciałam podnosić tonu, irytacja którą czułam sprawiła że samo tak wyszło..
To w jaki sposób zadałam pytanie Andrei mocno ją wkurzyło. 
Momentalnie zatrzymała się w miejscu, odwróciła się do mnie, a jej twarz wyrażała mieszankę gniewu i chęci mordu. 
Podeszła do mnie i jej twarz znajdowała się niebezpiecznie blisko mojej, jej błękitne oczy spoglądały złowrogo w moje..


- Fakt, zaburzyłaś porządek od kiedy się tu zjawiłaś. Zostałaś tu przysłana nie wiedząc kim jesteś i dlaczego tu jesteś. Przykry obowiązek uświadomienia ciebie trafił na mnie i moich ludzi, co jak się domyślasz nie jest zbyt przyjemne. Ogólnie twoja osoba była mi nawet obojętna póki nie dowiedziałam się kto cię tu wysłał, więc albo doskonale wiesz o wszystkim i udajesz biedną nieświadomą dziewczynkę albo Benjamin rozpoczął jedną ze swoich chorych zabaw w którą wplatał ciebie i mnie.. I przysięgam że opcja numer dwa bardzo, ale to bardzo może mnie rozzłościć.. Więc wybacz moje oschłe zachowanie, ale nie ufam ludziom Benjamina, więc w tym tobie... – Andrea wypowiadała słowa bardzo spokojnie, ale każde jej słowo było przepełnione jadem.

Powoli się ode mnie odsunęła wciąż patrząc mi w oczy.
Przeszedł mnie dreszcz niepokoju.
Podejrzewanie mnie o oszukiwanie ich w sprawie mojej niewiedzy o tym świecie było jak uderzenie w policzek..
Nikogo nie oszukiwałam, wolałabym wiedzieć kim jestem, chciałabym żeby ktoś z moich bliskich mnie uświadomił zanim mnie tu wysłano.

A tak, niby kto miał to zrobić? Co?!..
Ale wracając..
Chciałabym bym wiedzieć, naprawdę.
Oszczędziło by to wiele wątpliwości i strachu który odczuwałam po przekroczeniu tego okropnego miejsca.
Chciałabym by wuj mnie wtajemniczył zanim tu trafiłam, mimo że nie mamy dobrych kontaktów nie powinien tego zatajać.
To było okrutne z jego strony, bez słowa wyjaśnień mnie tu odesłać jak bezpańskiego psa..

W ogóle o co jej chodzi z moim wujem?
Co on ma z tym wspólnego?
Czemu kiedy o nim wspomina jej głos jej przepełniony gniewem?
W ogóle skąd oni się znają?
Co on jej zrobił że była tak wrogo do niego nastwiona?
Wzięłam głęboki wdech i wydech by uspokoić swój niepokój i gniew.

- A co wspólnego z tym wszystkim ma mój wujek? – pewnie ryzykowałam, ale musiałam spytać.

Oczy dziewczyny w momencie pociemniały, pojawiły się w okól nich ciemne żyły.
Nie wiem nawet kiedy, ale nagle pojawiła się koło mnie, a jej ręka w mocnym uścisku złapała mnie za krtań.
Uścisk odcinał mi dopływ tlenu..
Ucisk lekko się poluźnił..
Przerażająca twarz Andrei wykrzywiła się bólu.
Nagle jak by otrząsnęła się z morderczego transu i ponownie stała się sobą, uwolniła moją krtań z żelaznego uścisku.
Łapczywie łapałam powietrze, masując obolałą krtań.. 

Oczy dziewczyny wróciły do normy, na twarzy dziewczyny pojawiła się mieszanina emocji.
..Gniew
..Strach
..Skrucha
..Niedowierzenie
..Smutek
Na samy końcu poczucie winny.

Ostatnia z emocji wywołała u mnie dreszcze, nie spodziewałam się po mniej tak ludzkiego odruchu..

- Wybacz, nie chciałam zrobić ci krzywdy. Twoje pokrewieństwo z Benjaminem jest złym omen dla nas wszystkich, dla własnego dobra nie wspominaj o tym nikomu. – ton jej głosu zdradzał żal 

Jej gwałtowna reakcja utwierdziła mnie w przekonaniu że ona i mój wuj znają się bardzo dobrze.
A ta znajomość bardzo ciążyła Andrei.

Co zaszło między nimi, że pałała do niego taką nienawiścią i do osób które mają coś z nim wspólnego?
Nie jestem pewna czy chce poznać odpowiedzi na swoje pytania, choć pewna część mnie jest ciekawa tego co zaszło między nimi.

- Raz jeszcze prze.. przepraszam za swoje zachowanie. Zapomnijmy o tym incydencie, dobrze? Możemy iść dalej? Jak będziemy tak tu stać to się spóźnimy, a nie chce by Andy zwołał grupę poszukiwawczą – Andrea ponownie stała się oschła. 

Pod okrutną skorupą dziewczyny wciąż znajdowała się ludzka postać, która odczuwała ból i miała wyrzutny sumienia.

To sprawiało że Andrea wydawała się bardziej ludzka w moich oczach, lecz mimo wszystko wciąż odczuwałam lęk w jej obecności.   

Czemu tak bardzo ukrywała ludzkie uczucia?
Dlaczego za wszelką cenę chciała tą część siebie ukryć?


Pokiwałam potwierdzająco głową, obawiałam się że jeśli coś powiem to mój głos zdradzi że wciąż odczuwałam niepokój związany z jej gwałtowną reakcją.

Wskazała ręką bym szła koło niej, ruszyłyśmy dalej.
Cisza ponownie zawitała między nami.

Kiedy tak maszerowałyśmy, rozmyślałam o wszystkim co się dzisiaj działo, kiedy..
Przypomniałam sobie o dziwnej kartce którą dostałam od pani Seraphine.
Zwolniłam kroku by iść dwa kroki za Andreą i wyciągnęłam pogiętą kartę z tylnej kieszeni jeansów.

Odwinęłam kartkę, było na niej zapinane zalecenie o odstawieniu leków, które zaczęłam brać po tragicznej nocy. Według kobiety to one powodują brak dostępu do moich zdolności. 
Na samym dole, drobnym drukiem było dopisane:

„Otwórz oczy, otwórz umysł, ujrzyj to co zostało ukryte, dar ci wskaże drogę”
 




https://animesher.com/orig/1/100/1009/10092/animesher.com_eyes-fear-manga-1009228.gif

Ostatnio zmieniony przez Mystic (22-09-2021 o 13h04)


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#13 07-09-2021 o 19h59

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 11 – Andrea






Tyle myśli kłębiło się w mojej głowie.
Pokrewieństwo tej nowej z Benjaminem..
Zagrożenie jakim może się okazać dziewczyna..
To jak byłam blisko by zakończyć jej istnienie..
Jak łatwo dałam ponieść się swoim emocją..

Jeszcze chwila i bym straciła nad sobą kontrolę, nie mogę..
Nie mogę ponownie stracić panowania nad sobą, po ostatnim wybuchu rada Przedwiecznych bacznie mi się przygląda. Czekają tylko aż popełnię jakiś błąd.
Jeden nie właściwy ruch i puff.. Wszystko zostanie stracone..

Nie myśl o tym teraz.
Na rozmyślenia i naukę samokontroli przyjdzie czas później.
Teraz muszę skupić się na tym co jest dzisiaj.
Dziś bowiem jest czas rozpoczęcie etapów przejścia.

Po kilku minutach marszu, byłyśmy już na miejscu.
Byli prawie wszyscy, oprócz naszej dwójki brakowało jednego jegomościa.
Pewnie zawita do nas jak zwykle spóźniony.

- Oto jesteśmy na miejscu. Przywitaj się ze wszystkim, nawiąż kontakty, zabaw się trochę zanim zaczniemy – niech dziewczyna nacieszy się ostatnimi chwilami „normalności”

Reven spojrzała na mnie swoimi wielkimi oczyma, rozejrzała się po okolicy i bez słowa ruszyła przed siebie kierując się w stronę uczniów siedzących przy ognisku.


Rozejrzałam się po zgromadzonych, szybko znalazłam tego kogo szukałam.
Szybkim krokiem pokonałam dystans który dzielił mnie od Andy’ego.
Kiedy znalazłam się dostatecznie blisko niego, poczułam spokój i ukojenie moich szarganych nerwów.
Przy nim mogłam poczuć się sobą, bez ukrywania swoich lęków i niepokojów.
Kiedy mnie ujrzał, szybkim krokiem pokonał dzielący nas dystans i wziął mnie w swoje umięśnione ramiona, które otuliły mnie i wypełniały spokojem którego tak bardzo pragnęłam po ciężkim dniu.
Odsunął się powoli wypuszczając mnie z objęć, jego piękne krystalicznie niebieskie oczy spojrzały na mnie z czułością.
To spojrzenie zdradzało że wie co się stało zanim tu przyszłyśmy.
A niech cię szlak Darius...
Nawet na pięć minut nie potrafi trzymać języka za zębami...

- Wszystko dobrze? Wyglądasz na przemęczoną. Darius powiedział co się stało w gabinecie Seraphine. Nie sądziłem że śmiertelnik jest w stanie coś takiego zrobić. – jego pełen troski głos zamiast dodać mi otuchy jak to często bywało, sprawił że poczułam się jeszcze gorzej.
 
Śmiertelna dziewczyna zdołała mnie skrzywdzić.. Mnie!
To takie upokarzające, nikt przez ostatnie siedemdziesiąt osiem lat nie był w stanie zadać mi bólu, nikt..
Aż do dzisiaj...

Odgoniłam od siebie nieprzyjemne myśli, nie chciałam wracać pamięciom do tamtej chwili.
Ukryłam swoją frustracje, przybierając swoją maskę zanim spojrzałam na piękną twarz Andy’ego.

- Tak jest już lepiej. Mnie też nie jest łatwo w to uwierzyć a jednak to zrobiła, nieświadomie ale jednak. Mimo bólu i oporu udało mi się czegoś dowiedzieć.
Przysłał ją wuj Reven, cholerny Benjamin van Allen ją do nas posłał.
Ze wszystkich osób na świecie, właśnie on ją przysłał, ciekawe co?
Nie wiem jeszcze co on knuje i jakie ma zamiary, lecz jestem pewna że to nie wróży niczego dobrego.. – twarz Andy’ego pochmurniała. 

Tak samo jak ja nienawidził Benjamina.
Potwora który próbował za wszelką cenę nas zniszczyć.
Mimo upływu tylu lat, myśli o tamtym wieczorze wciąż przywołują te okropne wspomnienia które są przepełnione bólem i strachem..
Pomimo że został wyklęty z naszej społeczności to i tak znalazł sposób by ktoś od niego przekroczył mury tej szkoły.


- Jesteś pewna że to on ją do nas przysłał? Wspomnienie które widziałaś mogło być fałszywe, ból który czułaś mógł zaburzyć obraz. Mój wewnętrzy głos podpowiada mi że Cross nie wziął by jego bratanicy pod swoje skrzydła. Chyba że, Cross połączył siły z Benjaminem?
Absurdalny pomysł wiem, ale myślisz że mogą wspólnie spiskować? – wewnętrzny głos Andy’ego był jak kompas który wskazywał dobrą drogę na wielu polach, niestety tym razem zawodził

- Wątpię. Cross jest potworem, zakłamaną i parszywą świnią, ale nawet on by nie ryzykował.
Gdyby faktycznie z nim spiskował to bym wyczytała to z jego wspomnień, lecz on sam był zniesmaczony tym faktem. Nie zaryzykował by istnienia całej swojej akademii i nie naraził by swojej żony na niebezpieczeństwo. Kto spisuje z wyklętymi naraża się Przedwiecznym, a on ma u nich dług do spłaty. 
Tak więc o coś innego musi chodzić, a my się tego dowiemy, ale nie dzisiaj.
Wrócimy do tego jutro, jak zakończy się ten cały dzisiejszy cyrk – dotknęłam jego policzka dodając mu otuchy, której oboje potrzebowaliśmy


Skinął jedynie głową i ucałował mnie w czoło.
Teraz kiedy tu byliśmy musieliśmy zająć się naszymi obowiązkami.
Przechadzając się wśród zebranych zagajaliśmy rozmowy, obserwowaliśmy i ich odczytywaliśmy.
Dzięki temu mogliśmy zacząć dopasowywanie.
Po dłużej chwili rozdzieliśmy się z Andy’m by porozmawiać z każdym na osobności, by lepiej ich poznać.
Jedynie kogo ominęłam była Reven, pora by Andy sam spróbował się czegoś dowiedzieć o dziewczynie.

Podeszłam do małej grupy tegorocznych wybranek zagaić rozmowę.
Po jakiś dziesięciu minutach rozmowy z nimi i „przeglądaniem” ich wspomnień byłam znużona i zmęczona..
Mało znaczące wspomnienia, brak ciekawych informacji.
Wywodziły się z małych klanów wampirów, które są tutaj tylko po to by ocieplić relacje między klanami.
Klasyczne posunięcie..



Zaczęłam rozglądać się za naszą kruszyną, siedziała na pieńsku rozmawiając z nową wybranką, Dianą o ile dobrze zapamiętałam jej imię oraz z dwoma naszymi stałymi bywalcami. Ze starym i poczciwym Enzo oraz utrapieniem wszystkich, Danem..

Nagle odczułam jak słowa zawisły w powietrzu:
„Andreo jesteśmy przy najstarszej sośnie, przyłączycie się?”

Słodki, melodyjny głos Rozy rozbrzmiał w mojej głowie.

„Za moment do was przyjdziemy, dajcie nam chwilę”


Poznałam Roze w zeszłym roku, kiedy tu trafiła jako wybranka. Szybko nawiązałyśmy nić porozumienia. Mimo naszych sprzecznych charakterów stałyśmy się przyjaciółkami.
Niestety incydent jaki miał miejsce podczas jej przemiany i chwile po nim sprawił że oddaliłyśmy się od siebie, przez całe lato nie rozmawiałyśmy ze sobą, pewnie tak było łatwiej pogodzić się z tą całą sytuacją.
Pierwszy kontakt nawiązałyśmy dwa dni przed powrotem w te mury, kontakt który jest częściowo przymusem jaki narzucił na nas Cross..
Może los się do mnie uśmiechnie i sprawi że moje relacje z Rozą wrócą do stanu przed jej przemianą?


Ostatni raz przyjrzałam się wszystkim razem jak i z osobna.
Byłam już pewna swojego wyboru tegorocznych par.
Z wyjątkiem jednej samotnej duszyczki, która pozostawała bez swej pary.

Wyłapałam spojrzenie Andy’ego.
Słowa zawisły między nami:
„Już czas, reszta czeka przy starej sośnie, ruszamy”
„Tak, pora zaczynać”

Kierując się w stronę sosny zrównałam kroku razem z Andy’m, dyskutowaliśmy o tegorocznych parach.
W tym roku byliśmy wyjątkowo zgodni co do doboru par, chociaż ten element dzisiejszego wieczoru idzie jak należy.

Zbliżając się do sosny, widzieliśmy już naszych towarzyszy.
Roza wybiegła nam na spotkanie, jak zawsze pełna energii i dobrego nastawienia.
Jej promienny uśmiech lekko zbladł na mój widok po czym ponownie powrócił na widok Andy’ego.

- No wreszcie, ile można na was czekać? Za moment wybije północ, a to oznacza że macie mało czasu na przemowę – dziewczyna tupała nogą z niecierpliwości

Roza mimo że była bardzo chaotyczna oraz spontaniczna, miała manię punktualności.
Strasznie mnie to w niej wkurzało, nie da się zaplanować życia co do minuty, no chyba że jesteś Rozą  Williams.

- Roza, wyluzuj. Półgodziny to wystarczająca ilość czasu. Lepiej mi powiedz czy nasz rodzynek już przyszedł, czy jak zwykle zrobi wielkie wejście?

- Jest już, ale dołączy do nas na sam koniec. Cross go wezwał do siebie, był zły kiedy po niego przyszedł – widać było że Roza była tym zaniepokojona

Ten który narazi się Crossowi i wywoła u niego jawną złość ma przegwizdane.
Mnie udało się to tylko raz, ale skutki tego były katastrofalne.
Aż mnie korci by się dowiedzieć co takiego zrobił że już pierwszego dnia mu podpadł..

Andrea, skup się. O tym pomyślisz później, skup się teraz na dzisiejszym wieczorze..

Spojrzałam na swoich towarzyszy, którzy czekali tylko na mój znak że pora zaczynać.

- Dobra, wesoła kompanio pora rozpocząć tegoroczne show, każdy wie co ma robić.
Jesteście gotowi? – na twarzach moich towarzyszy pojawił się lekki uśmieszek.

Ich twarze zdradzały że aż nie mogą się doczekać,
zdradzały jak bardzo są głodni..


Wszyscy ruszyli za Andy’m kierując się do ogniska by przygotować zebranych.
Roza jednak stała w miejscu, kiedy nasi towarzysze zniknęli z zasięgu wzroku jej melodyjny głos przerwał ciszę między nami.

- Andreo, Cross chciał bym przekazał ci coś ważnego. Chodzi o Reven.
Dyrektor chciał byś to wiedziała gdyby doszło do niepożądanych wydarzeń.

Reszt wypowiedzi Rozy zwisła między nami.
To była zbyt cenna informacja by wpadła przedwcześnie do nieodpowiednich uszu.


Słyszałam jej słowa, a to co mówiła wyjaśniało dlaczego nasz jegomość zjawi się na sam koniec.
Ciarki ekscytacji zawitały na moim ciele, uśmiech aż sam zawitał na mojej twarzy.
Oh droga Reven ty jeszcze tego nie wiesz, chce zobaczyć jej twarz kiedy się dowie..
Oj będzie się działo, oj będzie… 




https://49.media.tumblr.com/4d4d6c1c41c8ede7e2d1bbb2554fbb8a/tumblr_nxjtrrZklR1soib5bo3_500.gif

Ostatnio zmieniony przez Mystic (22-09-2021 o 13h04)


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#14 17-09-2021 o 08h50

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 12 – Reven




Po dotarciu na miejsce wciąż rozpamiętywałam treść dziwnego liściku od tamtej kobiety..
„Otwórz oczy, otwórz umysł, ujrzyj to co zostało ukryte, dar ci wskaże drogę”   
Co to miało w ogóle oznaczać?

W ciągu jednego dnia przytrafiło mi się tyle dziwnych i niewiarygodnych rzeczy że ten liścik był jak kropla która przelała czarę goryczy.
Przez to wszystko czułam się jak bohaterka z książki fantasy, którą nie chciałam zostać.
Na myśl o całym tym bagnie w którym tkwiłam po uszy miałam ochotę wyć i krzyczeć.
Jednak tego nie robię by nie wyjść na obłąkaną, nawet nie chce wiedzieć co by się ze mną stało gdyby puściły mi hamulce samozachowawcze w tym okropnym miejscu..

Po ognisku spróbuje znowu zadzwonić do wuja, kiedyś w końcu będzie musiał odebrać ten cholerny telefon ode mnie i mi to wszystko wytłumaczyć..
Z moich chaotycznych myśli wyrwał mnie głos Andrei

- Oto jesteśmy na miejscu. Przywitaj się ze wszystkim, nawiąż kontakty, zabaw się trochę zanim zaczniemy – minęła chwila zanim mój mózg ogarnął co mówiła

Nie pewna co mam zrobić postanowiłam się nie narażać dziewczynie i pomaszerowałam w tłum obcych mi ludzi byle jak najdalej od niej.
Pokierowałam się do małej grupki stojącej przy ognisku, wyglądali normalnie w porównaniu z innymi.
Świadomość że mam zagaić rozmowę z kimś kto jest tu dobrowolnie sprawiała że jeszcze bardziej popadałam dołek emocjonalny, mnie oświecono kim jestem i dlaczego tu jestem jakąś godzinę temu ale i tak nie wyobrażam sobie by ktoś chciał tu trafić z własnej nieprzymuszonej woli.
Zanim zdążyłam się odezwać jakaś dziewczyna mnie dostrzegła i sama wykonała pierwszy ruch

- Świeże mięsko dostarczone, wybacz głupi żart. Jestem Drina, ten wysoki to Enzo a pan skryty w sobie to Dan, miło nam cię poznać, a ty to? – Dziewczyna o karmelowej cerze i hollywoodzkim uśmiechu wiedziała jak nawiązywać nowe znajomości

Postawa Driny była nieco dziwna ale zarazem taka normalna, ludzka, dzięki czemu nie czułam presji wykonania pierwszego kroku do zdobywania znajomość w tym jakże pokręconym miejscu.
Możliwe że dzięki znajomość z kimś normalnym będzie mi nieco łatwiej oswoić się z tym całym bajzlem w którym tkwiłam.

Towarzysze Driny muszę przyznać niczego sobie, spokojnie mogę ich określić dupeczkami.
Enzo wyglądał jak światowy sławy model, który właśnie skończył sesje zdjęciową i postanowił uraczyć nas swoją osobą, natomiast Dan nie powiem apetyczny buntowniczy kąsek. Jego złoto blond włosy w połączeniu z luźnym lukiem typowego rockmana sprawiał że był nie tylko niebezpiecznie przystojny ale i niebezpieczny.
Gdyby nie fakt kim są ci „ludzie” mogłabym przyznać że to mały raj dla każdej dziewczyny, tyle apetycznych ciasteczek że nawet nie wierz na kim zawiesić oko. 

Muszę się opamiętać, przez kosmate myśli zaraz dostanę zwarcia w mózgu, jeszcze chwila i zacznę się dosłownie ślinić i bełkotać.
Cóż mogę poradzić?
Nie moja wina że ich śliczne buźki tak na mnie działają.
Dobra, koniec z tymi myślami, wracamy na ziemię.

- Emmm, Reven, miło poznać...

- Dobrze widziałem że przyszłaś z protektorką? Ważna osobowość z ciebie co Reven? Zmusić królową do tego, to nie lada wyczyn. – Enzo rzucił szyderczym uśmiechem poklepując Dana po ramieniu by zwrócić jego uwagę

Czułam się zakłopotana tym, czy trzymanie się blisko z Andreą to jakiś zaszczyt o którym nic mi nie wiadomo? W sumie nic mnie zdziwi co jest z nią powiązane..
Jeśli o mnie chodzi wolę się trzymać od Andrei jak najdalej, jeszcze chwilę temu prawie straciłabym głowę z jej rąk, na samo wspomnienie tego przeszły mnie ciarki.

Chyba to dostrzegli i spojrzeli po sobie jak by ze sobą rozmawiali w myślach..

- Oj spokojnie, taki żart. Chodź posiedzimy przy ognisku i trochę lepiej się poznamy, w końcu spędzić tutaj tyle miesięcy bez znajomych może być dołujący, a tak to będzie przy najmniej z kim spędzać wolny czas – Drina opadła na ziemie klepiąc miejsce obok siebie jako zachęta bym do niej dołączyła.

W nasze ślady ruszył Enzo z Danem.
Przez dłuższy czas rozmowa była przyjemna i o dziwo była na normalne ludzkie tematy.
W między czasie co jakiś czas podchodził ktoś nowy by się przywitać i ruszał dalej.

Kiedy rozmowa szła coraz swobodniej, przeszkodziło nam gwałtowne pojawienie się dupeczkowatego towarzysza Andrei.
Nie ukrywam tak pięknej buźki to w życiu nie widziałam, ale biorąc pod uwagę że jest z kimś takim jak Andrea, obawiam się że on też może mieć pewne problemy ze swoją osobą.

Drina jak oparzona skoczyła na równe nogi, dygając Andy’emu na powitanie.
Okej to było dziwne z jej strony, zwłaszcza że Enzo i Dan przywitali się normalnie, więc nie ogarniam jej zachowania.. No cóż zignoruje to i udam że tego nie widziałam..

- Reven możemy zamienić słówko na osobność? – jego pytanie nieco mnie zdziwiło
Czego on może chcieć ode mnie? Hmm? No cóż, nieważne pewnie zaraz się v dowiem..

Nie wiele myśląc wstałam i otrzepałam spodnie z piasku, kierując się z chłopakiem w kierunku drzew.
Przystanęliśmy na tyle daleko od reszty by zapewne nie mogli słyszeć naszej rozmowy.

- Słyszałem że miałaś ciężki pierwszy dzień tutaj, tyle przykrych wieść w tak krótkim czasie, chciałem sprawdzić czy dobrze się czujesz lub czy potrzebujesz wsparcia – dobra nie tego się spodziewałam

Jego zachowanie różniło się tak diametralnie w porównaniu z zachowaniem Andrei że aż ciężko było mi uwierzyć że oni są razem.
Ona wybuchowa, wulgarna i nie przyjemna, natomiast on był jej zupełnym przeciwieństwem.
Lecz jego zainteresowanie moją osobą nie sprawił że poczułam się lepiej, wręcz przeciwnie..

- Taa, ciężki dzień to mało powiedziane.. Ogólnie fizycznie czuje się świetnie ale psychicznie nieco gorzej, to wszystko jest takie nie realne i chore a świadomość że twoja dziewczyna prawie urwała mi głowę nie sprawia bym pałała miłością do tego miejsca i do was, marze by z stąd prysnąć i nigdy tu nie wracać.. I nie potrzebuje twojego wsparcia ani żadnego innego gówna z twojej strony – wyplułam to z takim jadem, czując ulgę że to z siebie wyrzuciłam

Andy stał wpatrując się we mnie w milczeniu, tylko kiwając głową jakby analizował moją wypowiedź, z jednej strony cieszyłam się że mu to powiedziałam, z drugiej jednak nie byłam pewna czy moje słowa go nie sprowokują w jakiś sposób, jeśli ma podobne zachowania do Andrei to może być mało ciekawie.

- Aa ten incydent, wybacz Andrea jest porywcza. Do ciebie osobiście nic nie ma, ale twój wuj to co innego. Przepraszam za jej zachowanie, wiem że to nie sprawi że poczujesz się lepiej.
Staram się załagodzić tylko pewne mało przyjemne sprawy by reszta roku przebiegła jak w najlepszej atmosferze.
Zobaczysz z każdym nowym dniem będzie ci łatwiej to wszystko przyswoić i zrozumieć, nie liczę że to zaakceptujesz, ale będziesz w stanie zrozumieć nasz wszystkich i dlaczego tu jesteś.
W razie gdyś chciała pogadać czy się czegoś dowiedzieć możesz śmiało przyjść do mnie lub Andrei, mimo wszystko jest ona za ciebie odpowiedzialna, a jak dasz jej szanse i trochę czasu na oswojenie się z tobą to zobaczysz że nie jest taka zła na jaką wygląda.
Daj jej szanse tak jak i my dajemy ją tobie – ciepła dłoń poklepał mnie po ramieniu

Andy uśmiechnął się do mnie ciepło po czym bez słowa wrócił w stronę ogniska.
Miło że przeprosił i się interesuje tym co się tutaj dzieje, ale jego prośba bym dała szanse Andrei to niedorzeczność..

Nie ma mowy, nie będę jej dawać czasu ani niczego innego, wolę trzymać się od wariatki jak najdalej, nie wiadomo kiedy znowu zechce się na mnie rzucić bez powodu.

Wróciłam z powrotem do pozostałych przy ognisku, Drina wpatrywała się we mnie niepokojąco groźnie..
Z jej miłego wyrazu twarzy nic nie pozostało, ciekaw czy to moja winna czy może kogoś innego?
Kto wie, wolę nie wdawać się w szczegóły, mam własne problemy na głowie..

Enzo i Dan wrócili do swojej rozmowy zachęcając mnie bym do nich dołączyła.
Drina nie odezwała się do nas słowem, nawet kiedy Enzo ewidentnie próbował za wszelką cenę zwrócić na siebie jej uwagę.

Nagle Dan przerwał nam rozmowę

- Już czas, zaraz tu przyjdą, pora się przygotować.
Chodźcie, Drina i Reven ustawcie się w kręgu w raz z innymi dziewczętami – kiedy ledwo dokończył zdanie pośpiesznie ruszył przed siebie

W jego ślady poszedł Enzo bez słowa oddalając się ode mnie i Driny.
Drina wzięła mnie za rękę prowadząc do grupy innych dziewcząt.
Wszystkie ustawiły się w dużym kręgu, do którego wszedł Enzo z Danem.
Nagle wszystkie rozmowy i szepty ucichły.



Staliśmy i czekaliśmy w zupełnej ciszy.




https://i.pinimg.com/originals/d9/c2/55/d9c255612640c3b3ef008355038d7022.gif

Ostatnio zmieniony przez Mystic (22-09-2021 o 13h04)


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#15 20-09-2021 o 21h34

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 13 – Andrea






Wieści od Rozy krążyły w moich myślach.
Całą drogę do ogniska wciąż o tym rozmyślałam.
Taka sensacja na chwilę przed rozpoczęciem etapów napawała mnie chorą ekscytacją oraz lękiem.
Ekscytacja reakcją zgromadzonych.
Lękiem tego co się wydarzy dalej.
Zwłaszcza kiedy ona go zobaczy.
Brakowało mi takiego małego szaleństwa. 
Pewnie powinnam znaleźć lepsze hobby, ale po co?
Najlepsza zabawna to reakcje innych na takie właśnie niespodzianki.

Kiedy dotarłyśmy na miejsce wszyscy już czekali.
Wybranki tworzyły krąg, nasi towarzysze stali pośrodku okręgu. 
Zbliżając się do nich dziewczęta zrobiły nam przejście byśmy z Rozą mogły dołączyć do pozostałych.
Twarze wybranek zdradzały mieszaninę emocji, od ekscytacji po przez radość aż do strachu.
Dobrze niech czują się nieswojo, strach działa korzystnie.
Strach motywuje do działania.

Wkraczając do kręgu upewniłam się czy są już wszyscy, brakowało jedynie naszego gościa specjalnego.
Pewnie zawita na sam koniec, chyba że Cross się szybko z nim uwinie.
By dłużej nie przedłużać przeszłam do sedna.


- Witam wszystkich tu zgromadzonym, jak doskonale wiecie co roczne ognisko rozpoczyna nie tylko nowy rok w tych murach, ale również jest początkiem etapów przejścia, które należy zaliczyć by dostąpić zaszczytu przemiany.
Co roku są wytypowane trzy kandydatki do tego zaszczytu, jednak te które będę mogły przejść przemianę będą musiały się wykazać nie tylko zaliczonymi etapami ale również wykraczać po za skale wiedzy czy umiejętności.
Jednak reszta z was, która nie dostąpi tego zaszczytu w tym roku nie musi się martwić, bowiem macie jeszcze dwie szanse by móc ubiegać się o dostąpienia przemiany.
Jak zauważyliście podczas ogniska wraz z Andy’m zagajaliśmy rozmowę z każdym z was razem jak i indywidulnie, dzięki czemu byliśmy w stanie was „przejrzeć” i odpowiednio dopasować was w pary. – po tych słowach wśród kandydatek rozbrzmiały ciche szepty, ich twarze zdradzały lekkie zaniepokojenie. – W tym roku z wyjątkowych względów mamy o jedną niewiastę więcej, z tego też tytułu jedna z was może pozostać bez swego partnera – mówiąc to spoglądałam na Reven, obserwując jej reakcje.


Jej twarz nabrała charakterystycznego wyrazu zmieszania i próby zatuszowania tego, moi towarzysze to również dostrzegli i zaczęli się jej dyskretnie przyglądać, a w ich ślady poszły nasze kandydatki.
Szepty między dziewczętami stawały się coraz głośniejsze.
Wybacz Reven, nie chciałam tego, ale oni powinni znać prawdę..

Szepty dziewcząt uciszyła Roza, mimo jej niepozornego wyglądu lepiej się jej nie narażać.


- Wracając do rzeczy, jeśli któraś z kandydatek pozostanie bez partnera niech się nie martwi, mimo wszystko będziecie mogły ubiegać się o przemianę.

Za moment Andy zacznie wywoływać tegoroczne pary, proszę by kandydaci zaprowadzili swoją partnerkę już na miejsce pierwszego etapu gdzie do was dołączymy i będziemy mogli kontynuować.

Dziewczęta stały bez ruchu, jedynie Drina co jakiś czas szeptała do ucha Reven.
Coś mi mówi że Drina w tym roku również będzie naszym utrapieniem..
Andy zaczął wywoływać pary, przyglądałam się jak nasi kandydaci odchodzili wraz z partnerkami.
Widząc jak razem odchodzili coraz bardziej utwierdzałam się w fakcie że to były bardzo dobre wybory tegorocznych par.


- Następna para Darius i Drina, możecie ruszać – na te słowa odruchowo spojrzałam na Reven.


Biedactwo, widać że jest tym faktem poruszona.
Pierwsze godziny spędziła właśnie z nim i było widać chemię między nimi, muszę przyznać że też byłam zdziwiona że jednak Drina była dla Dariusa a nie nasza Reven.
No cóż, fakty podczas zbierania informacji mówiły same za siebie..

Naglę odczułam jak słowa zawisły w powietrzu:

„ Serio A? Drina? Nie było nikogo innego kto by był do mnie dopasowany? Nasz ogrodnik Harry byłby lepszy nisz ona!”

Wiedziałam że ten wybór mu się nie spodoba, ale co ja poradzę że są kompatybilni?

„ D wierzę że Harry byłby lepszy niż ona, nic nie poradzę że takie są fakty, przy odrobinie szczęścia Drina nie da rady i odpadnie..”


Rzucił mi pogardliwe spojrzenie i ruszył wraz z Driną dalej.
Andy zdążył odczytać ostatnią parę, naszym rodzynkiem została właśnie Reven.
Nie powiem żeby mnie to zdziwiło, ale świadomość że to właśnie ona jako jedyna nie ma partnera ułatwiały pewne dalsze kroki.


Roza podeszła do Reven i jak dobra koleżanka poklepała ją po ramieniu tłumacząc jej że i tak będzie dobrze. Wzięła ją pod ramie i ruszyła z nią na miejsce pierwszego etapu.



- Nieco szkoda tej owieczki, samotna, bez pary, oj szkoda taka ładna buźka – Dan przystanął koło mnie, obserwując oddalającą się sylwetkę Reven.

- Wierz mi mój drogi tak jest lepiej, no cóż tobie szkoda każdej damy w opałach zwłaszcza takiej co ma ładną buzie – w odpowiedzi dostałam krzywe spojrzenie Dana.


Dan wraz z pozostałymi ruszył w ślady za innymi by dotrzeć na miejsce pierwszego etapu.
Wzięłam Andy’ego za dłoń i również zaczęliśmy iść.

Podczas tej krótkiej wyprawy, rozmyślałam co począć z Raven, nie mogę jej wykluczyć chodź bardzo bym chciała..
Nie mogę też jej nikogo dopasować na odczepnego, więc chcąc nie chcąc będę musiała się poradzić Crossa, sama myśl o tym wywoływała u mnie ból głowy..
Skoro on ją przyjął to niech weźmie za to odpowiedzialność i wymyśli co ja mam z nią zrobić..
Już czuje w kościach że ta rozmowa będzie bardzo, bardzo trudna.
Jeśli Michael powie coś głupiego przysięgam rzucę w nim jego ukochanym biurkiem.. 

Kiedy dotarliśmy na miejsce, nasze pary już na nas czekały.


- Pierwszym etapem jest przejście różanego labiryntu.
Wasi partnerzy będą na was czekać przy jego wyjściu, wy natomiast musicie go przejść bez żadnych komplikacji. W labiryncie będą na was czekać moi pomocnicy, ich zadaniem będzie złapaniem was i nieumożliwienie zaliczenia etapu.
By szanse były wyrównane łapacze nie będą używać swoich wrodzonych zdolności, dzięki czemu szanse będą wyrównane.
W tym zadaniu liczy się wasza kreatywność, szybkość i spryt, macie pełne pole manewru do dyspozycji. Na przejście i wydostanie się z labiryntu macie godzinę, kiedy was czas minie zostanie wystrzelona czerwona flara, gdy ją ujrzycie nie ruszajcie się ze swoich miejsc.
Wasi partnerzy was odszukają i odprowadzą do wyjścia.
Czas na zasady, nie wolno wam dać się złapać, nie wolno wam grać zespołowo, jesteście zdane na siebie więc nie możecie współpracować.
Jeśli nakryjemy takie zachowania wylatujecie od razu.
Uważajcie na głębokie skaleczenia, nie chcemy incydentu. Wiecie co mam namyśli..
Te które wydostaną się z labiryntu będą mieć etap zaliczony, jeśli minie wasz czas to będziecie musiały zaliczyć dodatkowe wyzwanie które umożliwi wam przejście etapu, natomiast te które zostaną złapane nie zaliczają tego etapu i nie będą mogły tego nadrobić. – Po minach kandydatek przebiegł lekki dreszcz niepokoju


Kandydatki były wyjątkowo pobudzone, Andy dał znać kandydatom by już zajęli swoje miejsca po drugiej stronie labiryntu.
Miejmy nadzieje że ten etap przejdzie szybko i bez dodatkowych komplikacji.
Jestem zmęczona już niespodziankami dzisiejszego dnia, a czeka nas jeszcze jedna, która może trochę zakłócić przebieg reszty tego wieczoru..
O wilku mowa.
Wraz z powiewem wiatru było można go wyczuć.
Był już blisko.
Nasz rodzynek właśnie wyłonił się z pośród drzew.
Andy i Roza też to wyczuli i jak to nasza kochana Roza od razu wybiegła mu na przywitanie.
Spojrzałam na jeszcze nie świadomą Reven, to będzie dla niej dodatkowy szok, a może jednak miła niespodzianka?
Któż to może wiedzieć?

Ponownie spojrzałam na nowo przybyłego towarzysza.
I to poczułam, tą moc, więź i kompatybilność którą będzie dzielić z naszą owieczką.
Jednak zamiast ekscytacji poczułam obrzydzenie, taka więź między...
Andy też to wiedział nasze spojrzenia się spotkały i wiedzieliśmy że to on jest jej pisany, ale ta więź która ich łączy nie powinna nigdy się zdarzyć.

- Kochane wybranki przedstawiam wam, jak zwykle modnie spóźnionego kolegę, proszę poznajcie Matthew’u – podekscytowana Roza zapoznała wybranki z nowo przybyłym.


Odruchowo spojrzałam na Reven, Andy zrobił to samo.
Twarz dziewczyny wykrzywiła się w grymas niedowierzenia i osłupienia.
Momentalnie pobladła, to musiał być szok.
Po tylu latach w końcu go ujrzała.
Swoje przeznaczenie..
Swego wybranka, swego partnera, swego brata..




https://i.pinimg.com/originals/2c/0d/00/2c0d00377c9626d415a777c62675d1b5.gif

Ostatnio zmieniony przez Mystic (22-09-2021 o 13h05)


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#16 21-09-2021 o 21h56

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 14 – Reven






Z każdą chwilą tkwiąc w tym miejscu, czułam jak moja granica wytrzymałość się zaciera.
Cały ten dzień to jedna wielka katastrofa.
Panna nie wyparzona gęba do tego wszystko utrudniała.
W każdej chwili stara się mi jeszcze bardziej uprzykrzyć życie..
Do czego się jeszcze posunie by dopiec swego?!

W próbie zapanowania nad emocjami przeszkodziła mi Roza, która jak nadpobudliwy chochlik kogoś tam prezentowała, jak by był bóstwem czy coś..
Jedynie imię które wypowiedziała sprawiło że zareagowałam na nowo przybyłego.
Lecz kiedy na niego spojrzałam, zdębiałam.
Mimo upływu czasu, rozpoznałam go od razu.
Był starszy i wyższy, twarz mu zmężniała, czarne jak atrament włosy które zawsze żyły własnym życiem, teraz były krótsze i idealnie ułożone w artystycznym nieładzie, doszło mu parę piegów na nosie.
Zobaczyć go po tak długim czasie było szokiem.
Od tamtego okropnego dnia jedynie kiedy ostatnio go widziałam to pogrzeb matki.
Po policzkach spłynęły ciepłe łzy.
To jakiś chory, nieśmieszny żart.
Tyle pytań kotłowało się w mojej głowie.
Gdzie był? Co rozbił? Co tutaj robi?
Skoro tu jest musi być powód.
A dokładnie jeden.
Na samą myśl serce waliło mocniej, biło tak mocno jak by miało zaraz wyskoczyć z piersi.
Czy on cały ten czas o wszystkim wiedział?
Czyżby mój własny rodzony brat był takim potworem jak ci inni tutaj?
Czy to możliwe że Matthew’u jest jednym z nich?!

Jego oczy spojrzały na mnie, lecz szybko odwrócił wzrok, mimo tej krótkiej chwili dostrzegłam w jego oczach pustkę.

Żadnego wyrazu, jedna wielka obojętność w jego oczach, to było jak sztylet, który wbił mi się w pierś.
Opadłam na kolana, ukrywając twarz w dłoniach.
Nie liczyłam że mnie uściska, czy zachowa jak starszy brat, ale liczyłam na jakiś mały gest z jego strony, cokolwiek.
Cokolwiek innego niż jego zimna obojętność..
A tu nic, zupełnie nic, jedynie chłonne spojrzenie pustych oczu.
Do cholery jasnej minęło sześć lat!
Sześć lat bez jakiegokolwiek słowa, sms’a czy listy, zupełnie nic.
A teraz tu jest i nawet nie zechce zadać sobie trudu głupim „cześć”


Czułam jak ogarnia mnie zimna, nieskończona pustka.
Tego już za wiele, więcej nie dam rady.
Niech Andrea zakończy ten koszmar, niech ten pieprzony koszmar się wreszcie skończy!




https://data.whicdn.com/images/329428485/original.gif





Andrea





Widok pogrążającej się Reven, nie sprawił mi takiej satysfakcji jakieś się spodziewałam.
Po raz pierwszy zrobiło mi się żal dziewczyny.
Może i jestem zimną jak i bezduszną s... za jaką mnie wszyscy biorą, ale tego co ona teraz czuje nie życzę nikomu.
Chyba się starzeje, kto by pomyślał że będzie mi szkoda śmiertelnego?
Kiedy jej uzmysłowię jeszcze jeden dość ważny ale i zarazem paskudny szczegół, obawiam się że dziewczyna załamie się doszczętnie.
Tego gwoździa do trumny jej nie wbije.
Te słowa muszą paść z ust kogoś komu choć trochę ufa.
Nie myśląc nad tym zbyt długo wyciągnęłam telefon pośpiesznie pisząc do Dariusa:
„Potrzebuję twojej pomocy, wróć tu do nas, byle szybko”

- Roza zajmij się resztą dziewczyn, niech zaczną się szykować do przejścia labiryntu, Andy zaprowadź Reven wraz z Mattem w mniej widoczne miejsce, zaraz do was dołączę – skinęli tylko głowami i pospiesznie zabrali się do roboty.


Roza musi kupić nam trochę czasu, zanim Reven się pozbiera chociaż na tyle by móc kontynuować.
To też da jej i Mattowi trochę czasu.
Mnie zostało czekać jedynie na Dariusa.
W międzyczasie kiedy na niego czekałam, napisałam do Seraphine by przygotowała napar ziołowy dla Reven, po całym tym dniu dobrze jej to zrobi.
Wyciszy się i nabierze sił na następne dni..


- Co jest A? W czym tym razem mam cię wyręczyć? – Darius zbliżał się do mnie, nie ukrywając swojego poirytowania


Twarz Dariusa wyrażała istną wściekłość, jak mu powiem co ma zrobić to coś mi mówi że jego cierpliwość się skończy i może zrobić się mało ciekawie.
Jednak tym razem pozwolę mu się wyżyć, ten jeden raz zniosę jego furię.


- Darius proszę cię byś porozmawiał z Reven, to co ona musi usłyszeć może ją dogłębnie załamać, jeśli usłyszy to ode mnie obawiam się że finał dzisiejszego wieczoru będzie nie odwracalny.
Ona cię lubi i możliwe że ufa więc jak dowie się tego od ciebie zniesie to lepiej, dlatego proszę byś ty to zrobił – oczy Dariusa wytrzeszczyły się ze zdumienia
Andrea Black w końcu nigdy nie prosi, tylko rozkazuje czy żąda, więc pewnie moja prośba musiała go wprawić w osłupienie.


- Wow, Sama wielka i potężna Andrea prosi mnie o pomoc! Świat się wali czy jak? Niech ci będzie A, nie wiem po co to całe zamieszanie i co niby jest tak okrutnego w wiadomość dla Reven że mnie o to prosisz? – widać było że go to bawi


By nikt nie mógł nas usłyszeć, przekazałam mu wszystko w zawiśniętych słowach między nami.
Z każdą chwilą twarz Dariusa popadała w skupienie i zdziwienie.
Kiedy doszłam do końca wiadomość, którą ma przekazać Reven, jego twarz zbladła.
W jednym momencie twarz Dariusa wyrażała to samo obrzydzenie które i ja czułam na wieść o tym.
Staliśmy chwilę w kompletnej ciszy, byłabym w stanie przysiąc że słyszałam obracające się trybiki w głowie Dariusa, który właśnie przyswajał i układał sobie to wszystko w głowie.
Po dłużej chwili głośno westchnął kierując swoje oczy na mnie.

- To jakieś szaleństwo A, nie tego słowa chciałem użyć. To chore i obrzydliwe!
Co ty sobie myślałaś kiedy ubzdurałaś sobie ich połączyć co? Wiesz co nie mów mi, nie chce wiedzieć co twój chory i spaczony umysł sobie wymyślił.. – Taa mój spaczony umysł.. To nie ja prosiłam się o ten cholerny dar, który działa jak radar do łączenie swoich drugich połówek..
- Dobra powiem jej, ale nie licz na zbyt wiele, nie ma chyba odpowiednich słów dla takiej sytuacji – Darius pokręcił w dezaprobatą


Ruchem głowy dałam mu znać by szedł za mną.
Nie musiałam pisać do Andy’ego by wiedzieć gdzie na nas czekają.
Więź która nas łączy sprawia że zawsze wiem gdzie się znajduje i co czuje.
Na początku mnie to przerażało, odczuwanie tego samego co on, czy wiedza gdzie się znajduje było bardzo dziwnym doświadczeniem. Teraz gdybym straciła tą więź, to tak jak bym straciła połowę siebie.


Kiedy dotarliśmy na miejsce, Reven siedziała na pieńku, koło niej siedział Andy, a nieopodal stał Matt.
Dziewczyna wyglądała jak by znajdowała się na granicy szaleństwa, twarz jak kamień z dużymi zaczerwienionymi oczyma od płaczu, co jakiś czas drgała jej dolna warga jakby miała zaraz dostać nowego ataku płaczu.
Spojrzałam na twarz Matta, która nie wyrażała żadnego konkretnego wyrazu.
Cały czas siedział z nosem w telefonie ignorując przy tym nas wszystkich, a zwłaszcza Reven.


Między mną a Matthew’u zawisły słowa”

„ Ziemia do Matta, może łaskawie uraczysz nas swoim udziałem w tym wszystkim?”

Jego twarz wyrażała zirytowanie, przewrócił oczyma po czym ponownie wrócił do przeglądania telefonu:

„Co wy chcecie? Jestem tu tak? Co mam niby zrobić? Może mam zacząć koło niej skakać jak inni? Nie jestem twoją marionetką, sama koło niej biegaj bo tylko to potrafisz”


Jak on mnie wkurza..
Nie, nie jest moją marionetką to fakt, ale to nie zmienia faktu że stoi w hierarchii niżej niż ja i to on musi się mnie słuchać.
Trzeba dać mu małą nauczkę by zważał na swoje słowa..
Z moich palców wystrzelił sopel lodu, który wbił się w telefon Matta.


- Co do ku.. Zwariowałaś? – Wściekła twarz Matta łaskawie się odwróciła się w moją stronę – Zniszczyłaś mi telefon wariatko!

- Nie prowokuj mnie, jestem bliska wybuchu wściekłości który powoduje ta chora sytuacja z powodu waszej dwójki, więc łaskawie przestań nas ignorować bo nie ręczę za siebie.
A teraz siadaj koło Reven bo musimy wam coś przekazać, więc zrób mi tą przyjemność i skup się na pięć minut na tym, a nie na czubku swojego własnego nosa! Więc siadaj i słuchaj bo nie mam czasu na użeranie się z tobą! – Skrzywił się, po czym usiadł posłusznie lecz nie chętnie koło Reven


Matthew’u od kiedy tu jest działa mi na nerwy, nie okazując szacunku mnie ani nikomu innemu.
Istny rozwydrzony bachor..
Jedynie komu ten chłopak okazuje szacunek jest on sam.
W zeszłym roku kiedy „odwiedzili” nas Przedwieczni, wkurzył się i kazał im iść do diabła.
To spowodowała ciężkie prace w lecie na rzecz odkupienia winny, jak widać nic go to nie nauczyło.. 
Chłopak długo nie pożyje jeśli nie zacznie słuchać.
Przysięgam zgotuje mu istne piekło, jeśli się nie zmieni spotka go z moich rąk gorsza kara niż sama śmierć
Wdech i wydech Andrea, nie możesz go jeszcze skrzywdzić.
Nie pierwszego dnia..
Do rzeczy, wrócimy do tego co jest ważne teraz..


- Darius możesz zaczynać, oświeć Matta i Reven. – na samą myśl mnie mdliło


Andy spoglądał to na mnie to na nich, wiedział że to co usłyszą ich zszokuje.
Nie ma wyboru, oni też muszą to wiedzieć.
Stanęłam koło Andy’ego i wspólnie słuchaliśmy wypowiedzi Dariusa..


Taka nowina nie jest łatwa, miła ani przyjemna.
To jest obrzydliwe..
Niestety nie potrafię zmienić tego co mówi mi ich przeznaczenie....




https://data.whicdn.com/images/329428485/original.gif





Reven






Siedząc na ziemi, poczułam jak czyjeś ręce pomagają mi wstać, niechętnie spojrzałam na tego który zakłócił mi użalenie się nad sobą.
Ujrzałam ściągniętą twarz Andy’ego, który powoli mnie podnosił z zimnej i już wilgotnej trawy, za nim stał Matthew’u wciąż z obojętnym wyrazem twarzy.
Ponownie zaczęłam szlochać, tracąc przy tym poczucie czasu i otoczenia.

Kiedy powoli się uspokoiłam zobaczyłam że zmieniliśmy miejsce, rozejrzałam się po otoczeniu, znajdowaliśmy się na małej polanie którą pokazał mi Darius podczas naszego porannego zwiedzania.
Zakręciło mi się w głowie, dobrze że siedziałam inaczej pewnie bym znowu zemdlała.

Koło mnie siedział Andy, który co jakiś czas mnie uspokajał bym już nie zanosiła się płaczem.
Wiedziałam że mój brat jest blisko, ale nie miałam siły ani odwagi by na niego spojrzeć.
Ponownie oderwałam się od otaczającej mnie rzeczywistość i zatraciłam we własnych myślach.

Na ziemie sprowadziły mi krzyki, czyżby ktoś się kłócił?
Coś mnie ominęło? W sumie miałam to gdzieś.
Jedyne o czym byłam w stanie myśleć to jak wydostać się z tego horroru.

Moją uwagę przykuł Andy, który mnie szturchnął bym się skupiła. 
Koło mnie usiadł Matthew’u, to sprawiło że zesztywniałam.


- Darius możesz zaczynać, oświeć Matta i Reven

Co przekazać?
Z czym oświecić?


- Więc emm, nie wiem jak zacząć. Dobra. Jak wiecie Andrea i Andy zawsze dobierają uczestników w pary, ze względu na dość nietypową sytuacje mieliśmy o jedną wybrankę więcej co spowodowało że Reven pozostała bez swej drugiej połowy. Jednak kiedy Matthew’u się zjawił Andrea dostrzegła dlaczego akurat Reven została bez pary.
Jak się okazuje, wy dwoje jesteście właśnie kompatybilni, co sprawia że robi się niezłe bagno bo jesteście rodzeństwem, a jak wiemy połączenie was w parę dość mocno komplikuje to wszystko.
Reven rozumiesz co to oznacza? Ty i twój brat nie tylko jesteście rodzeństwem jesteście także swoimi bratnimi duszami co prowadzi do.. – Darius był spięty


Przestałam go słuchać.
Kompatybilni, ja i Matthew’u. To oznacza, ale to niemożliwe..
Jak rodzeństwo może w ten sposób?
Z przerażeniem spojrzałam na brata, jego ta wiadomość też zszokowała.
Czyli jednak dobrze zrozumiałam, ale to oznacza.
Nie!
To niemożliwe!
Przecież to okropne, to nie może być prawda!
Ona się pomyliła!


- Też nie wiem jak mogło do tego dojść, pewnie jest jakieś logiczne wytłumaczenie, ale nie zmienię tego co mówi mi mój dar, Andy też to wyczuł kiedy na was spojrzał, więc nie ma mowy o pomyłce.
Postaram się z Crossem to jakoś wyjaśnić, ale dzisiaj będziecie musieli wziąć udział w etapie przejścia. Reven musi do niego przystąpić, co sprawia że Matthew’u również. – twarz Andrei zdradzała że nie jest jej łatwo o tym mówić.


Czyżby Andrea nam współczuła?
Czyżby ją też to zdezorientowało?
Kiedy sądziłam że gorzej być nie może, okazuje się że może..
To wszystko mnie przytłacza.
Muszę się wziąć w garść.
Może ona ma racje mówiąc że da się to jakoś wytłumaczyć.
Musi tak być..
Otarłam twarz z zaschniętych łez, pewnie wyglądam fatalnie ale mam to w nosie.
Powoli wstałam upewniając się że nogi nie ugną się przy pierwszym kroku.


- Dobra, wezmę udział w tym waszym chorym show, ale dajcie mi słowo że dowiecie się co te wasze czary mary czy inne gówno namieszało i to odkręcicie.
Bo to nasza niby więź nie może być prawdziwa, po prostu nie może.. Więc jak umowa stoi? Naprawicie to? – czułam że znowu zbiera mi się na płacz


Nie chciałam znowu wybuchnąć płaczem.
Dosyć tego użalanie się nad sobą.

Andrea spojrzała porozumiewawczo na Andy’ego.
Darius przyglądał się w milczeniu, a Mathew’u jak to on wolał mnie nas ignorować pozostając niewzruszony.

- Zgoda, postaramy się dowiedzieć co jest grane i może uda nam się to jakoś jak to nazwałaś naprawić. – dziewczyna wyciągnęła rękę w moją stronę.

Uścisnęłam jej dłoń, czyli umowa stoi.
Pora przestać się mazgaić i zacząć działać.
Zrobię wszystko by ich czary mary dało się odkręcić.


- W takim razie prowadź, pora zaczynać – Andrea skinęła głową.


Ruszyła przed siebie w raz z Andy’m na prowadzeniu.
Za nimi poszedł Matt, natomiast ze mną poszedł Darius.
Cieszę się że jest przy mnie.
W tym całym chaosie przyda mi się choć jeden dobry przyjaciel, który będzie mnie trzymać na duchy.




https://images.gr-assets.com/hostedimages/1609120538ra/30597138.gif

Ostatnio zmieniony przez Mystic (04-11-2021 o 08h51)


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#17 25-09-2021 o 01h34

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 15 – Część I





Andrea





https://i.pinimg.com/originals/a5/2d/56/a52d567aae504cc22c5473588ec6ea87.gif





Droga do różanego labiryntu odbyła się w zupełnej ciszy.
Nikt z nas nie miał siły nawet za luźne rozmowy.
Jedyne co robiłam to co jakiś czas spoglądałam na Reven, upewniając się czy zaraz nie dostanie ataku histerii.
Na całe szczęście z każdą minutą wyglądała nieco lepiej, przynajmniej nie ma już przekrwionych oczu.


Po dotarciu na miejsce, kandydatki siedziały na ziemi plotkując.
Na nasz widok szybko się pozbierały i ustawiły przy wejściu labiryntu.
Coś mi mówi że nasza kochana Roza w tym czasie kiedy nas nie było przeprowadziła na dziewczętach szybkie szkolenie.
Oooo, w wilku mowa..
Roza wyszła nam na przeciw, już z daleka było można dostrzec że kipi ze złości, jej porcelanowa twarz nabrała wypieków i pojawił się charakterystyczny tik nerwowy, który sprawiał że jej brwi drgały niespokojnie..
Oj zaraz się nasłuchamy.. 


- No na reszcie! Ileż można na was czekać? Wiecie jakie mamy przez to wasze zamieszanie opóźnienie?! Jeszcze trochę i wyjdę z siebie! – Roza strzelała słowami niczym z broni palnej, przez to jej melodyjny głos brzmiał jak piski wiewiórki – Andreo powiedz że możemy zaczynać, nie każ nam już dłużej czekać – wielkie wściekłe oczy dziewczyny spoglądały prosto na mnie


Spojrzałam na zegarek, Roza nie żartowała z tym opóźnieniem, mamy ponad godzinę w plecy.
Musimy się sprężać jeśli nie chcemy dodatkowego wielkiego zamieszania jakie może spowodować pojawienie się zniecierpliwionego Crossa. Jeszcze tego by dzisiaj brakowało..
Wkurzonego, wrzeszczącego Crossa..
Pora zaczynać i to migiem.


- Dobrze Roza, przypomnij dziewczyną zasady i zabierz Reven do grupy, Darius i Matthew’u zajmijcie swoje miejsca wraz z resztą kandydatów, Darius jeśli Matt zacznie kombinować jak się z tego wykręcić możesz użyć siły by go tam zaciągnąć – Roza wraz Raven pospiesznie poszły do reszty kandydatek, Matt posłał mi nienawistne spojrzenie po czym wraz z Dariusem udali się do labiryntu – Andy upewnij się że nasi łapacze są gotowi, spotkamy się na miejscu – usta Andy’ego ucałowały mój policzek po czym ruszył przed siebie.


Błagam oby nie było więcej komplikacji tego dnia, moja cierpliwość sięga zenitu.
Jeśli będzie trzeba zrobić zadanie dodatkowe to oszaleje, niech chociaż reszta pójdzie zgodnie z planem.
Podeszłam do kandydatek, wszystkie oczekiwały na rozpoczęcie tego cyrku, widać było że też się niecierpliwią, dobra nie ma sensu więcej tego przeciągać.


- Dobrze, mimo małych komplikacji możemy wreszcie zaczynać.
Pamiętajcie macie godzinę. Tak więc pierwszy etap uważam za rozpoczęty, możecie ruszać – na te słowa czekały


Wszystkie dziewczęta ruszyły pośpiesznie w głąb labiryntu.
Wszystkie pędziły przed siebie ile sił w nogach, nie wiem czemu ale zawsze mnie to bawiło..
No to ruszyły, Roza już też się ulotniła by dołączyć do pozostałych.
Mnie jedynie zostało również dołączyć do reszty i oczekiwać na finał.




https://data.whicdn.com/images/314640714/original.gif





Reven





Na słowo „ruszać” we wszystkie dziewczyny wstąpił istny, nieokiełznany szał.
Zaczęły biec ile sił w nogach, nie zważając na przeszkody czy innych.
Pierwsza dwójka dziewczyn wręcz staranowały inne kandydatki.
Ich zachowanie można było porównać do dzikich zwierząt, które ktoś właśnie wypuścił z klatki na wolność. 
Sama ruszyłam na końcu, utrzymując swoje normalne tempo, nie chciałam biec, obawiałam się że kiedy tylko zmuszę swoje nogi do szybszego tempa to się przewrócę jak ostatnia oferma.

Mimo że trzymałam się w jednym kawałku wciąż odczuwałam szok dzisiejszych wydarzeń, to jeden z tego rodzaju szoku, który działa na nas paraliżująco.
Wolałam nie ryzykować i spokojnie wkroczyłam do labiryntu.
Krzewy róż, które tworzyły labirynt były przepiękne, lecz było widać że od dawna nie były przycinane.
Wystające kwiaty z ostrymi kolcami w niektórych miejscach ograniczały możliwość przejścia, było trzeba bardzo uważać by się nie pokaleczyć czy zaplątać w ich pnączach.
Z każdym krokiem który stawiałam w głąb labiryntu robiło się co raz ciemniej ,co sprawiało że moje pole widzenia stawało się ograniczone.

Po omacku odnajdowałam nowe przejścia, jednak częściej błądziłam niż faktycznie udawało mi się sprawnie iść dalej. Nie jestem wstanie zliczyć ile razy natrafiłam na ślepe zaułki.
Z tego wszystkiego zaczęłam bezsensownie błądzić i panikować.

Stop. Muszę się zatrzymać, kilka głębokich wdechów i wydechów.
Stałam nasłuchując, licząc że to mi pomoże znaleźć wyjście.
W mojej głowie rozbrzmiał cichy szept.

„Prawo, prawo, przez ciernie prosto, lewo”

Szepty w głowie znikły równie szybko jak się pojawiły.
Czy to mój zmęczony umysł już wariuje czy może to coś innego? Tak czy inaczej nie miałam pomysłu co zrobić dalej, więc posłuchałam i ruszyłam tak jak podpowiadały mi szepty.

Szłam powoli kierując się jak podpowiadały szepty, lecz przez panującą tu ciemność co rusz potykałam się o własne nogi oraz traciłam poczucie czasu, muszę nieco przyśpieszyć tempa.
Przynajmniej nie błądziłam już w jednym miejscu, powoli udawało mi się iść dalej.

Trafiłam gdzieś w środek labiryntu, tu było nieco więcej miejsca, więc ciernie róż nie ocierały się o moje ramiona. Nie byłam tu też sama, napotkałam dwie dziewczyny, które widziałam jak jako pierwsze wbiegły do labiryntu, mimo dzielącej nas odległość byłam wstanie wyłapać ich szepty.

Chciałam przejść obok nich nie zwracając na siebie ich uwagi. 
Po ciele przeszedł mnie dreszcz, nie wiadomo skąd pojawiła się Roza.
Patrząc na mnie przyłożyła palec do swoich ust na znak bym była cicho.
Powoli i bezszelestnie zakradła się za dziewczyny, poklepując je po plecach, obie kandydatki podskoczyły i zaczęły piszczeć.


- Czyżbyście zapomniały co było mówione o współpracy?! Pozwólcie że odświeżę wam pamięć.
Kategorycznie zabronione! Idziecie ze mną i to już! – krzyk Rozy dźwięczał mi w uszach


- Co?! To nie tak, serio.. Daj wytłumaczyć!- mimo oporu dziewczyn Roza złapała je za nadgarstki


Dziewczyny wciąż krzyczały i protestowały, co rusz próbując się wyrwać z uścisku białowłosej.
Jednak Roza pozostała nie wzruszona, mocniej chwyciła dziewczyny po czym zaczęła je wyprowadzać.
Kiedy zniknęły z pola widzenia wciąż słyszałam echo ich krzyków.
Sądziłam że żartowali kiedy mówili że za pomaganie sobie można wylecieć, no cóż nie żartowali.


Zaczęłam maszerować dalej przed siebie, nie do końca wiedząc którędy powinnam iść teraz, po jakiś może dziesięciu minutach ponownie zaczęłam błądzić.
Brawo Reven, znowu utknęłaś, no brawo.

Powoli stawiałam kroki licząc że może ponownie mnie olśni, jednak nic takiego się nie stało. Skręciłam w lewo, przez to że nie zauważyłam przeszkody runęłam na ziemie, co spowodowało zahaczeniem ramieniem i policzkiem o krzewy róż, poczułam charakterystyczne pieczenie w miejscach zadrapań, oraz jak ciepła krew pojawiła się na skórze. No pięknie! W ramieniu tkwiło kilka kolców róż, szybkim ruchem wyciągnęłam je tworząc przy tym dodatkowe małe rany.

Wstając z ziemi otrzepałam spodnie z brudu i zaczęłam iść dalej. Ponownie trafiłam na ślepy zaułek, świetnie!
Kierując się do miejsca z którego tu przyszłam usłyszałam przeraźliwy krzyk.
Ciało przeszył zimny dreszcz, serce zaczęło bić szybciej. Coś się stało? Kto krzyczał?

W głowie na nowo rozbrzmiał cichy głos:
„Uciekaj”

Dwa razy nie trzeba mi powtarzać!
Puściłam się biegiem, biegłam ile sił w nogach. Szepty wciąż dźwięczały mi w uszach:
„Lewo, prosto, lewo, między cierniami, prawo”
Biegłam w kierunku które podpowiadały mi szepty, za moich pleców rozbrzmiewał głośny szelest.
Hałasy nabierały na sile, ktoś mnie gonił. Czułam to, wszystko we mnie krzyczało że ten ktoś jest blisko.
Biegłam coraz szybciej i szybciej, serce waliło jak oszalałe a płuca paliły żywym ogniem, ponownie się potknęłam co spowodowało poślizgiem na trawie, poharatałam nogę, w jeansach pojawiła się dziura, materiał spodni zaczął robić się ciepły i wilgotny. 
Kiedy hałasy znowu nabrały na sile, szybko się pozbieram i zaczęłam na nowo biec, całe moje ciało protestowało i powoli odmawiało posłuszeństwa, lecz wciąż biegłam, wolniej ale jednak. 




https://c.tenor.com/PEVIJ9LoTMMAAAAC/to-be.gif


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#18 18-10-2021 o 18h31

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 15 – część II





https://3.bp.blogspot.com/-dmLK1k5DKjs/WeAQsZbCO6I/AAAAAAAAEuI/WN7FLI5F5VgTpcmNohio93ubbdAYrpwJwCLcBGAs/s1600/Kanato%2BReaching%2Bfor%2BYui.gif








Niespodziewanie zimne dłonie złapały mnie za ramiona, poczułam silne szarpnięcie do tyłu co zaowocowało silnym bólem w zranionym ramieniu.
Plecami uderzyłam o twardy tors napastnika, próbowałam się wyrwać, jednak silne dłonie odwróciły mnie, a następnie z całej siły odrzuciły mnie prosto w krzewy różane, czułam jak tysiące małych ostrych jak brzytwa kolców zatopiło się w skórze na plecach.
Przeszywający ból rozniósł się po całym ciele, z moich ust wydobył się mimowolny krzyk.
Napastnik przycisnął mnie mocniej do krzewów, zakrywając moje usta swoją dłonią.
Byłam nieuruchomiona.


- Cii, nie chcemy byś sobie zrobiła jeszcze większą krzywdę, prawda? Chwilę mi zajęło by cię znaleźć, wyczułem cię z drugiego końca cukiereczku. Co mówiła protektorka o skaleczeniach? Unikać! A ty mój cukiereczku jesteś calutka podrapana! – mężczyzna wykrzywił usta w przerażający uśmiech – Oh, wyglądasz na smakowity kąsek – szczerząc się oblizywał wargi


Zbliżył swoją twarz do mojej po czym zatopił kły w mojej szyi.
Mieszanka bólu i szoku wstrząsnęły moim ciałem.
Ciepłe łzy zaczęły spływać po moim policzku, dławiłam się, desperacko próbowałam się wyrwać, lecz bezskutecznie, czym mocniej się szamotałam tym uścisk stawał się mocniejszy.
Czyżby tak miał wyglądać mój koniec?


Moje ciało poczuło szarpnięcie, uścisk napastnika zniknął.
Powoli otworzyłam oczy, zamiast mężczyzny ujrzałam kamienną twarz Andrei.
Rozejrzałam się za napastnikiem, leżał na ziemi kawałek dalej od nas.

Zakręciło mi się w głowie, powoli mimowolnie opadłam na zimną ziemię, mimo zaszklonych oczu widziałam jak Andrea obraca się na pięcie kierując się do napastnika.
Nachyliła się nad nim cmokając z niezadowolenia.


- Tommy, oj Tommy, co ja mam z tobą zrobić? Mówiłam ci tyle razy byś nie traktował kandydatek jak przekąski, a ty co właśnie zrobiłeś? Nie mam do ciebie już cierpliwości – złapała za ramie mężczyzny

Jednym szybkim ruchem podniosła go z ziemi rzucając go w różane krzewy. 
Z jego ust wydobył się cichy jęk.


- A ty jak zwykle musisz mi psuć zabawę, dałabyś sobie wreszcie siana – napastnik wygramolił się z krzewów
Andrea kręciła głową z niezadowolenia, jej dłonie zaczęły iskrzyć blado niebieskim światłem, na ten widok napastnik zaczął się wycofywać do tyłu, zwiększając dzielący ich dystans.
Z dłoni dziewczyny wystrzeliło setki lodowych igieł, które wbiło się w jego ciało.
Podeszła do niego, przykładając swoją dłoń do jego policzka, mężczyzna zawył z bólu.
Złapała go za kark, prowadzą go za sobą.
Przystanęła nie wypuszczając go z uścisku i odwróciła się z moją stronę.
Jej twarz była niczym kamień, nie zdradzała żadnych emocji.


- Dasz radę kontynuować? Jeśli nie to to chodź ze mną, odprowadzę cię do wyjścia – przechyliła głowę oczekując odpowiedzi

- Od kiedy cię obchodzi moja osoba? Równie dobrze mogłaś pozwolić mu dokończyć, pewnie taki finał by ci odpowiadał co? Miałabyś mnie z głowy, ale dzięki za troskę. Mogę kontynuować. – co mi strzeliło do głowy? Czemu po prostu się nie podałam?
Andrea parsknęła, kręcąc głową.


- Owieczko to że cię nie trawię nie znaczy że pozwolę ci tak skończyć. Nie na mojej warcie.
Chcąc nie chcąc jestem za ciebie odpowiedzialna. Skoro nie potrzebujesz pomocy to świetnie, zaoszczędzisz mi niepotrzebnego marnowania czasu. No to ruszaj, mało czasu zostało, zegar tyka – ust dziewczyny wykrzywiły się w perfidny uśmieszek.



Ruszyła przed siebie wraz z moim napastnikiem.
Andrea działa mi na nerwy, jak ona mnie wkurza!
Powoli wstałam i niepewnym krokiem ruszyłam dalej.
Byłam cała obolała, zadrapana i kręciło mi się w głowie, ciekawe ile krwi straciłam?
Jedynie czego byłam teraz pewna to tego że muszę iść dalej. 
Nie mogłam tu siedzieć i czekać aż ktoś inny mnie zaatakuje.

Kiedy zaczęłam szukać wyjścia ponownie rozbrzmiały krzyki gdzieś z oddali.
Ponownie poczułam lęk, a adrenalina buzowała na nowo w moim ciele.
Ruszyłam biegiem, mimo bólu nie zwalniałam.
Silny ból, osłabienie i zawrotny głowy nie ułatwiały mi biegu.
Co chwilę musiałam robić sobie przerwę by dość do siebie.
Po czym na nowo ruszałam przed siebie.
Przypomniały mi się ostanie szepty i tym razem poszłam według ich wskazówek.
Nie wiem ile czasu tak truchtałam, ani jakim cudem szepty mnie tu doprowadziły, ale się udało.
Do wyjścia dzieliło mnie już kilka kroków, z oddali widziałam już wyjście.
Na ten widok poczułam ogarniającą mnie ulgę, resztką sił zmusiłam się do biegu.
Wybiegłam z labiryntu, nareszcie!
Na wyjściu czekał Andy wraz innymi.
Poczułam ulgę, udało się.
Mimo zadrapań i ataku byłam z siebie dumna że to przetrwałam.
Z kandydatek widziałam jedynie dwie kandydatki, oczywiście jedną z nich była Drina.
W końcu mogłam pozwolić sobie na odpoczynek, usiadłam na ziemi i starałam się uspokoić.
Przez całe to zmęczenie nie zauważyłam kiedy białowłosa pojawiła się koło mnie.


- Gratulacje jesteś trzecia. Twój czas to czterdzieści osiem minut, brawo – Roza usiadła koło mnie podając mi butelkę wody
Wzięłam od niej wodę i wypiłam ją jednym chlustem. 
Było mi już nieco lepiej, serce powoli się uspokajało, a płuca już mniej paliły.
Koło mnie pojawiła się Drina wraz z inna kandydatką której imienia nie znałam.
Obie usiadły koło mnie, Drina zaczęła trajkotać jak najęta, jedyna pożyteczna informacja jaka padła z jej ust to imię kandydatki która jako druga dotarła na miejsce.
Gabby była w niemal tak samo jak ja w opłakanym stanie, wszędzie było widać przetarcia i brud.
Nie powiem to sprawiło że nie czułam się jak ostania sierota tutaj, natomiast Drina nie miała ani jednego zadrapania ani nawet jednego odstającego kosmyka, jak to możliwe?
Drina wciąż nawijała jak najęta, co rusz powtarzając że wraz z Gabby wyglądamy okropnie.
Byłam tak zmęczona że wyłączyłam się na słuchanie Driny.
Roza wstała i w momencie się ulotniła, po dosłownie chwili wróciła trzymając apteczkę i ubrania.
Wow, jest szybka.. W końcu czego innego mogłam się spodziewać.
W końcu jest wampirem więc to dla nich normalne.
Muszę się do tego przyzwyczaić.


- Chodź Reven, oczyścimy ci rany i się przebierzesz. Wyglądasz strasznie, a nie chce być przy reszcie wieczoru odstraszała innych swoim wyglądem – podała mi rękę i pomogła wstać

Tak się cieszę że jest tu ktoś taki jak ona, mimo jej nadpobudliwości była najmilszą osobą jaką tutaj spotkałam.
Pomaszerowałam za nią w głąb lasu, pośrodku niego stało coś w rodzaju małej chatki.
Otworzyła mi drzwi i puściła przodem do środka.
To co na zewnątrz przypominało chatkę, tak naprawdę było łazienką.
Podeszłam do umywalek, spojrzałam na swoje odbicie w lustrze.
Faktycznie wyglądałam okropnie.
Przemyłam się, pozbywając się brudu i zaschniętej krwi, włosy oporządziłam i związałam je w koński ogon. Roza pomogła mi oczyścić i zabezpieczyć rany.
Kiedy zajmowała się raną na szyi przeszył ją dreszcz, jej wielkie oczy spoglądały na ranę z pewnym obrzydzeniem, po zabezpieczeniu wszystkich otarć dziewczyna podała mi czyste jeansy i sweter, kiedy się temu przyjrzałam zauważyłam że poznaje te rzeczy, spojrzałam na Roze pytająco.


- Wybacz, nie chciałam ci grzebać w twoich rzeczach, ale pomyślałam że było by miło założyć coś własnego a nie kogoś innego – posłała mi przepraszający uśmiech
- Nie, nie jestem zła tylko zdziwiona. Dziękuje, doceniam to – wzięłam swoje ubrania i szybko się przebrałam


Kiedy byłam czysta i w niepodartych ubraniach czułam się nieco lepiej.
Przynajmniej już nie odstraszałam swoim wyglądem.
Jedynie rana po ugryzieniu dość mocno dawała mi się we znaki...
Moje stare ubrania zabrała Roza i wrzuciła do czegoś co przypominało piec.


Kiedy wróciłyśmy do pozostałych, Darius właśnie odpalił flarę, a kandydaci udali się do labiryntu po swe partnerki, nie minęło dziesięć minut kiedy wrócili.
Z labiryntu wróciły trzy kandydatki, każda z nich była w opłakanym stanie.
Muszą jeszcze zaliczyć dodatkowy etap z tego co pamiętam, ciekawi mnie na czym będzie polegać?
Roza przeprosiła mnie po czym ruszyła w kierunku trzech dziewczyn, po chwili szły za nią w głąb lasu, pewnie prowadzi je do łazienki by też mogły doprowadzić się do porządku.


Obserwując co się dzieje wokół mnie niespodziewanie podszedł do mnie Darius wraz z Matthew’u.
Na widok brata zaczęłam się trząść z nerwów.

- Reven, gratulacje. Udało ci się zaliczyć pierwszy etap. – serdeczny uśmiech Dariusa nieco poprawił mi humor.
- Em, dzięki. Drinie też się udało pewnie się cieszysz – na wzmiance o dziewczynie Darius się skrzywił
Matthew’u parsknął śmiechem, po czym go poklepał po plecach.
Wyglądało to jakby mego brata to bawiło a samego Dariusa mocno drażniło..


- Taa, Drina.. Szkoda że nie zaginęła gdzieś po drodze, no ale cóż.. Ale wracając do rzeczy, Matt zostań już z Reven i nie oddalaj się zbytnio.. Muszę lecieć, widzimy się później! – no to tyle z rozmowy..
Kiedy Darius zostawił mnie na pastwę losu wraz z Matthew’u zrobiło się strasznie niezręcznie.
Nie wiedziałam jak się zachować ani jak zagaić rozmowę..
Natomiast on stał niewzruszony pochłonięty wszystkim, byle pamiętać o ignorowaniu mnie..




https://i.pinimg.com/originals/8c/bb/f9/8cbbf91d39febfd43681483a083ead4a.gif







Andrea






Czekałam aż wszystkie kandydatki do nas dotrą, Roza powinna za moment z nimi wrócić.
Dziewczęta miały teraz chwile by odsapnąć.


- Łącznie dostało osiem kandydatek, dwie wyleciały na samym początku, jedna dziewczyna próbowała zatłuc inną uczestniczę więc musieliśmy się jej pozbyć. Do zaliczenia etapu dodatkowego mamy trzy kandydatki, jeśli dobrze pójdzie, to wszystkie go zaliczą – Andy pojawił się koło mnie robiąc ogólne podsumowanie

Osiem kandydatek pozostało z jedenastu to i tak nieźle.
Jeśli są silne psychicznie powinny sobie poradzić z zaliczeniem dodatkowym.

- Załatwiłaś sprawę z Tommym? – kochany, jak zawsze musi się upewnić

- Oczywiście, powiedzmy że nie trzeba sobie nim słowy zawracać – dosłownie nie trzeba zawracać sobie nim głowy

Roza zjawiła się z brakującymi owieczkami.
Na całe szczęście!
W końcu będziemy mogli zakończyć ten cały cyrk.. 
Pomachałam do Rozy by przyprowadziła do mnie nasze dziewczęta.
Andy poprosił kandydatów by wraz z kandydatkami udali się już do szkoły, gdzie Cross wraz z Seraphine czekają z kolacją, która jest uroczystym zakończeniem dzisiejszego wieczoru.

No polanie zostali tylko moi towarzysze oraz trzy kandydatki.
Upewniłam się że reszta już jest daleko i mogłam zaczynać.


- Dobrze dziewczęta, nie zaliczyłyście labiryntu, ale wciąż macie szanse.
Zaliczenie tego etapu jest banalnie proste, wystarczy że...



Kiedy było już po wszystkim wraz z innymi mogliśmy wrócić i dołączyć do pozostałych.
Po przekroczeniu murów szkoły w pierwszej kolejności było trzeba zająć się naszymi kandydatkami.
Andy i Roza zaprowadzili nasze kruszynki do ich pokoi, bidulki musiały troszkę odpocząć.
Zadanie dodatkowe całkowicie je wykończyło.
Będąc już w komplecie mogliśmy już dołączyć do pozostałych.
Wchodząc do sali bankietowej, wszyscy już byli obecni, łącznie z Crossem i Seraphine.
Zajęłam z Andy’m nasze miejsce przy głównym stole wraz z innymi protektorami.

Cross wstał i rytmicznie uderzał o szkło kieliszka.
Wszystkie oczy uczestników wpatrywały się teraz w dyrektora.

- Witam wszystkich, niezmiernie miło mi was tu wszystkich widzieć.
Mam nadzieje że pobyt w tych murach będzie dla was udany i owocny.
Chciałbym też pogratulować naszym ośmiu kandydatką, które zaliczyły pierwszy etap.
Brawo dziewczęta, mam nadzieje że z resztą etapów poradzicie sobie równie dobrze.
Pora na kilka informacji zanim zacznie się najmilsza część dzisiejszej nocy. 
Jak wiecie, jesteście na nocnym wydziale więc wasze zajęcia rozpoczną się w poniedziałek od godziny dwudziestej.
Macie zatem cały weekend by odpocząć, nabrać sił i się przygotować.
Dzisiaj o godzinie dziesiątej rano zaczną przyjeżdżać uczniowie z wydziału dziennego.
Będę wdzięczny jeśli nocy wydział nie będzie się niepotrzebnie kręcił po szkole.
Zabrania się nocnemu wydziałowi jakichkolwiek kontaktów z dziennym wydziałem.
Za złamanie tego zakazu będziemy wyciągać surowe konsekwencje i to tyczy się zarówno uczniów jak protektorów. 
Panna Black w poniedziałek o godzinie szesnastej będzie oczekiwać na wszystkie kandydatki w bibliotece, przedstawi wam resztę protektorów oraz panujące tuta zasady, obecność obowiązkowa. Teraz możemy przejść do milszej części.
Pora na rozpoczęcie wspólnej biesiady. - Cross uniósł kieliszek do góry w geście toastu.


W jego ślady pozostali zgromadzeni również unieśli swoje kieliszki.
Na sali rozpoczęły się ożywione rozmowy i śmiechy.
W pomieszczeniu rozbrzmiał dźwięk dzwonków, pora na zasłużoną kolacje dla wszystkich.
Kelnerzy sprawnie manewrowali między stołami dokładając to nowych potraf.
Nasza kochana Tatia natomiast przystąpiła do napełnienia naszych kieliszków syntetyczną krwią.
W końcu wszystkie wampiry zaspokoją swoje pragnienie.
Muszę przyznać że po dzisiejszym dniu wręcz umieram z głodu.
Opróżniłam swój kieliszek jednym chłystem.
Tatia uzupełniła szkło i ruszyła dalej.

Uczniowie mimo swego zmęczenia chętnie i żywo brali udział w rozmowach.
Ich rozmowy i śmiechy niosły się po całej Sali. 
Jedynie Reven nie brała udziału w rozmowach.
Siedziała i co jakiś czas spoglądała na Matthew’u, który udawał że tego nie widzi.
Jedynie na co dziewczyna reagowała to zaczepki od strony Driny.   


Zabawa trwała w najlepsze, przy naszym stole Darius kłócił się z Enzo kto lepiej spędził tegoroczne wakacje i jakie mieli miłosne podboje.
Dan i Sofia prowokowali ich do dalszych kompromitujących wypowiedzi.
Nawet mnie wciągnęła ich zażarta rywalizacja.
Z fascynujących mnie opowieści wyrwało mnie niespodziewane szturchnięcie w ramię, ku mojemu zaskoczeniu był to Konor.
Cichy chłopak, który za wszelką cenę unikał kontaktu wzrokowego a zwłaszcza mojego.
Szybkim i zwinnym ruchem podał mi kopertę, po czym bez słowa pośpiesznie się oddalił. 

Otworzyłam kopertę i wyciągnęłam z niej kartkę.
Pismo które na niej widniało poznałabym wszędzie.
„Dokumenty Reven i Matta czekają na ciebie w twoim pokoju.
Północ u mnie w gabinecie, musimy porozmawiać o panience Sullivan oraz o Benjaminie.
Pan Williams niech też do nas dołączy” 

Liścik od Crossa mnie nieco zaniepokoił.
Wzmianka o Benjaminie sprawiła że zagotowałam się ze wściekłości.. 
Dłoń w której trzymałam kieliszek, zaczęła mimowolnie się zaciskać, musiałam się uspokoić by nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi.
Pośpiesznie odstawiłam kieliszek na stół by nie narobić bałaganu. 
Uspokój się Andreo, nie rób scen przy wszystkich..
Cała z nerwów dygotałam na wzmiance o Benjaminie..
Andy to wyczuł i wziął moją dłoń w swoją.
Jego dotyk działał kojąco, dzięki temu małemu gestowi udało mi się nieco uspokoić.
Jednak nie na tyle by przestać myśleć o tym co Cross będzie chciał na przekazać. 
Cóż takiego się stało że Michael chce poruszyć temat Benjamina?
Cokolwiek to jest nie wróży niczego dobrego.




https://i.pinimg.com/originals/47/d1/8b/47d18b56a850217a46b517da4325d132.gif


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#19 01-11-2021 o 21h48

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 16 Reven





Jasne promienie słońca wdarły się przez okno do pokoju, przewróciłam się z jękiem na drugi bok sięgając ręką do szafki nocnej, po omacku wymacałam telefon, zegar wyświetlacza wskazywał 12:48, to sobie pospałam.
W nocy budziłam się kilka razy, tej nocy nawiedzały mnie koszmary, z których budziłam się z krzykiem i  zlana zimnym potem.
Podniosłam się jak oparzona, rozejrzałam się po pokoju, jednak wczorajszy dzień nie był jednym z nocnych koszmarów, a nieprzyjemną rzeczywistością do której trafiłam, przeklęłam pod nosem.
Przetarłam zaspane oczy i wygramoliłam się z łóżka, potrzebowałam gorącego prysznica.


Podreptałam ledwie przytomna do łazienki, szybko wślizgując się pod prysznic, gorąca woda działała kojąco na obolałe ciało, cały brud i niesmak wczorajszego dnia spłynął wraz z wodą.
Owinęłam się puchatym ręcznikiem, podeszłam do umywalki gdzie dłonią przejechałam po zaparowanym lustrze, w jego odbiciu ujrzałam siebie, tak bardzo do siebie nie podobną.
Twarz miałam opuchniętą, cera zrobiła się zszarzała, oczy zdobiły wielkie cienie pod oczami, czoło miałam poharatane a szyje zdobiły dwa małe otwory, które zostawił mi na pamiątkę mój oprawca.
Istny obraz nędzy i rozpaczy przedstawiało moje własne odbicie.


Umyłam zęby i zmieniałam opatrunki, kiedy poranną toaletę miałam z głowy pomaszerowałam do pokoju, z niewypakowanej walizki wyciągnęłam pierwsze lepsze jeansy i sweter które na siebie założyłam. 
Usiadłam przy toaletce, nałożyłam makijaż by zatuszować wszelkie oznaki zmęczenia oraz horroru który nie tak dawno przeżyłam.
Wróciłam do łóżka, kiedy już wygodnie leżałam oparta o tonę poduszek sięgnęłam po telefon, miałam mnóstwo nieodczytanych smsów od przyjaciół.
Tęskniłam za nimi, brakowało mi mojej paczki, wiecznie plotkującej Savannah’y oraz wiecznie roześmianego Icciego, który zawsze wiedział jak mnie pocieszyć, na wspomnienie o nich czułam narastającą we mnie frustracje.


Co niby miałam im napisać? Że wszystko u mnie w porządku? A może to że trafiłam do szkoły pełnej świrów i wampirów?
Nie chce ich okłamywać ani tym bardziej im zdradzać tego w jak wielkie gówno wpadłam, pewnie by i tak nie uwierzyli, bo w końcu jak wziąć kogoś na poważnie kiedy zaczyna mówić od czapy o wampirach? Zaraz by uznali że zwariowałam, chwilowo będzie lepiej jak nie będę reagować na ich wiadomości.

Desperacko zaczęłam dzwonić do wuja, musiałam z nim porozmawiać, ale kiedy nie odebrał ani jednego połączenia, a skrzynka głosowa była pełna poddałam się.
Jak długo zamierza unikać moich telefonów, w końcu będzie musiał odebrać i mi to wszystko wyjaśnić.
Odrzuciłam telefon na bok, byłam zmęczona zachowaniem wuja.


Leżałam pogrążona we własnych myślach, rozpamiętywałam wczorajszy horror i starałam to sobie wszystko poukładać lecz czym więcej myślałam tym więcej miałam pytań i obaw.
Nie wiedząc kiedy ponownie usnęłam i tym razem nawiedzały mnie koszmary.
Trafiłam do tamtego dnia kiedy całe moje życie zaczęło się sypać, do momentu kiedy po raz ostatni widziałam matkę i nieznajomego mężczyznę…




Andrea





Zbudził mi zapach świeżo upieczonych gofrów oraz przyjemny aromat świeżo zaparzonej kawy. 
Niechętnie otworzyłam oczy, podniosłam się do pozycji siedzącej, zaspanymi oczami rozejrzałam się po pokoju, na stole znajdowała się taca z jeszcze ciepłym śniadaniem lecz po Andy’m ani śladu.
Niechętnie wygramoliłam się z łóżka i zasiadłam przy stole, obok kubka z kawą widniała karteczka:

„Musiałem pojechać z Enzo do miasta, wrócę niebawem. Mam nadzieje że śniadanie będzie ci smakować, kocham A”


I jak nie kochać takiego faceta?
Jedząc śniadanie świdrowałam wzrokiem akta od Reven, które leżały na stole.
Korciło mnie by jak najszybciej je przeczytać i poznać historie dziewczyny, która w jeden dzień była wstanie zrobić tyle zamieszania wokół swojej osoby, jednak zanim się do tej teczki dobiorę muszę się porządnie obudzić i podejść do tego z neutralnym podejściem.
Po skończonym śniadaniu wskoczyłam pod zimny prysznic by pozbyć się resztek snu, które ciążyły mi na powiekach, po skończonej toalecie szybko się przebrałam w wygodne jeansy i krótki top, przy toaletce nałożyłam delikatny makijaż i założyłam soczewki.
Sięgnęłam po telefon, wysłałam do Dariusa smsa:

„ D potrzebuje duży zapas kawy i syntetycznej krwi bądź tak miły i poproś kogoś z kuchni by mi to dostarczył, dzięki”
Niech się chłopak do czegoś przyda, w końcu co innego miałby do roboty? A tak to ma jakieś zajęcie.

Usiadłam ponownie przy stole i wzięłam w dłonie dokumenty, muszę przyznać że Reven miała konkretnie grubą kartotekę jak na kogoś kto wygląda jakby prowadził zwykłe nudne ludzkie życie.
Powoli zaczęłam czytać historie życia dziewczyny, na pierwszy rzut oka było by można stwierdzić że Reven to typowa nastolatka ze słonecznej Kalifornii która wychowywała się w zamożnej rodzinie, jednak czym dalej brnęłam w jej historie tym więcej wyłapywałam dziwnych i niewytłumaczalnych zdarzeń jakie przeżyła.
Brak ojca w jej życiu, nic nadzwyczajnego biorąc pod uwagę w jakim świecie obecnie żyjemy, jako dziecko wykazywała się bujną wyobraźnią przez co nie raz trafiała na pogadanki ze specjalistą, niewytłumaczalna i nagła śmierć jej matki z rąk niewidzialnego mężczyzny, którego ponoć Reven widziała tamtego wieczoru.
Ponownie wizyty u specjalistów, według decyzji jaką jej wystawiono dla jej dobra zalecono separację od brata by mogła spokojnie i bezboleśnie uporać się ze stratą.
Ona trafiła do Benjamina van Allen w słonecznej Kalifornii, natomiast Matthew’u trafił do ciotki Rose Johnson w małym miasteczku mieszczącym się w Londynie.
Po rozdzieleniu rodzeństwa żadne z nich nie nawiązało żadnego kontaktu przez sześć lat.
Reven trafiła do publicznej szkoły gdzie sądząc po jej ocenach ledwie zdawała no następnej klasy, za to miała mnóstwo uwag za zachowanie, dwa razy ją zawieszona za wagarowanie i przynoszenie podrabianych zwolnień.
Typowa zbuntowana nastolatka, która wolała wiecznie imprezować i omijać szkołę szerokim łukiem.


Od lektury oderwało mnie pukanie do drzwi, za nich wyłonił się Darius z kuchennym wózkiem na którym znajdowało się moje zamówienie.
Widząc Dariusa parsknęłam śmiechem, Darius w odpowiedzi spiorunował mnie wzrokiem.
Wszedł do pokoju zamykając drzwi z trzaskiem.

- Andreo czy teraz mam jeszcze robić jako twój prywatny kelner? Nie możesz sobie odpuścić tego dziecinnego zachowania? – Darius zostawił wózek obok stołu po czym sam opadł na jedno z krzeseł przy stole.

- Z tego co sobie przypominam miałeś jedynie złożyć dla mnie zamówienie a nie mi je przynosić, ale skoro się pofatygowałeś to możesz zostać i się napić – spoglądałam na niego patrząc jak analizuje moją wiadomość jaką mu wysłałam, kiedy do niego dotarło że sam się wrobił w rolę kelnera, na jego twarzy pojawiły się wypieki wściekłości.


Naburmuszona twarz chłopaka była skierowana w moją stronę lecz jego oczy wędrowały po stole na którym rozrzuciłam dokumenty Reven, przeniósł spojrzenie z dokumentów na mnie wpatrując się we mnie intensywnie, jego oczy zdradzały zaciekawienie.
Wstałam od stołu i przy kuchennym wózku nalałam do kubków świeżej kawy, jeden kubek podałam Dariusowi który wziął ode mnie bez słowa, po czym wróciłam na swoje miejsce przy stole gdzie zaczęłam popijać ciepłą kawę.
Patrząc na siedzącego naprzeciwko mnie Dariusa zastanawiałam się czy powinnam go wprowadzić w szczegóły tego co robiłam czy wolałam patrzeć jak zwija się z ciekawości.
Chodź bawiło by mnie obserwowanie jak zżera go ciekawość zdrowy rozsądek podpowiadał mi że lepiej będzie jeśli go oświecę odnośnie Reven.
Jednak Darius mnie wyprzedził swoim pytaniem.

- A, czy to są akta Reven? Czyżby twój spaczony umysł ubzdurał sobie chorą i niezdrową obsesje na punkcie tej dziewczyny? Bo jeśli tak to będę musiał powiedzieć Crossowi że świrujesz jak ostatnio, a wiesz jak to się może skończyć.. – mogłabym potraktować jego słowa jako pustą groźbę, lecz jego twarz zdradzała że to nie groźba a obietnica

Wiem do czego zmierza, w przeszłości miałam kilka nieprzyjemnych epizodów w których posuwałam się za daleko z kandydatkami, zacierałam granice rozsądku i dobrego zachowania co skutkowało wykańczaniem ich przedwcześnie, jednak to przeszłość.
Zmieniłam się i nie powtarzałam tych strasznych błędów z przeszłość, ale rozumiem dlaczego Darius się tym martwi, w końcu żadne z nas nie chce by historia się powtórzyła.
Spojrzałam na Dariusa tym samym zmuszając go by też na mnie spojrzał.

- D, miło że się martwisz lecz to nie chora obsesja na punkcie tej nowej, nazwałabym to raczej środkiem zapobiegawczym. Widzisz Darius Reven Sullivan to pewnego rodzaju jedna wielka niewiadoma.
Trafiła tu nie wiedząc w jakiej rodzinie się urodziła i kim tak naprawdę jest, nie utrzymywała kontaktu z własnym bratem od sześciu lat, nie sądzisz że to nieco dziwne? Reven jest odporna na nasze dary, nie tylko na moje ale też innych, nawet Andy nie był w stanie z niej nic wyczytać, a ta jej odporność mnie martwi, bo to sprawia że nie wiemy co potrafi i jaki jest prawdziwy powód dla którego tu trafiła, a świadomość że jest bratanicą Benjamina van Allena nie sprawia bym pałała do niej miłością czy nawet minimalnym zaufaniem. Muszę wiedzieć co tu robi i dlaczego Benjamin ją tu wysłał. – Twarz Dariusa w momencie pobladła.


Wszyscy wiedzą co oznacza nazwisko Benjamina van Allena, każdy wampir który miał z nim kiedykolwiek do czynienia wie do czego on jest zdolny i jak wiele jest w stanie poświęcić by dotrzeć do swego celu.
Darius wiedział o tym najlepiej z nas wszystkich, Benjamin przyczynił się do zniszczenia jego starszego brata i siostry, to oni zapłacili z najwyższych cen za przestępstwa tego potwora, nie on a niewinne rodzeństwo Dariusa.

- Jesteś absolutnie pewna że Reven jest jego bratanicą? – w odpowiedzi skinęłam głową – Ku..! Czemu nie powiedziałaś wcześniej! To wyjaśnia dlaczego za każdym razem jak ją widzisz masz ochotę ją rozszarpać..
Polubiłem ją i sama nawet chciałaś bym trzymał się jej blisko, cholera Andrea coś ty sobie myślała ukrywając coś takiego? Jesteś s.. wiesz? – w momencie jego twarz poczerwieniała ze złości – Dobra, to czego szukamy? I nie mów mi że mam się nie wtrącać – spojrzenie Dariusa mówiło jedno, nie przyjmuje odmowy

Dawno już nie widziałam takiego zapału w oczach Dariusa, po tym co zrobił van Allen jego rodzinie coś w Dariusie pękło i stał się cieniem własnej osoby, kto wie może ponownie stanie się lepszą wersją siebie?
Chodź nie do końca chciałam analizować z kimś akta Reven, muszę przyznać że przyda mi się pomoc, przy tak wielkiej stercie jej dokument spędzę sama cały dzień a tak to uwinę się szybciej.
Pora wracać do przeglądania, podałam mu jeden z plików dokumentów.

- Przejrzyj to, ja wrócę do tych których nie skończyłam czytać, jeśli coś znajdziesz ciekawego daj znać. – chwyciłam swój plik dokumentów


Oboje przeglądaliśmy dokumenty, robiliśmy to w zupełnej ciszy, jedynym dźwiękiem który nam towarzyszył były dźwięki dolewanej kawy lub otwieranie nowej butelki ze syntetyczną krwią.
Pogłębiając się ponownie w lekturze znalazłam kilka wzmianek o tym że Reven nie tylko widywała tego mężczyznę, zdarzało się jej widywać też inne postaci, które tylko ona widziała lecz najczęściej widywała właśnie jegomościa.
Po przejrzeniu następnej sterty papierów wciąż natrafiałam na wzmianki o tajemniczym mężczyźnie, którego widziała jedynie Reven, pojawiał się na różnych etapach jej życia i zawsze zwiastował nieszczęśliwy wypadek.
Pierwszy raz o nim wspomniała kiedy miała trzy lata, według niej to on zepchnął ją ze schodów, ponownie się pojawił kiedy miała sześć lat, a chwilę później prawie wpadła pod samochód i tak kilka razy, on się pojawia a chwilę później dochodziło do tragedii.
Czyżby zbyt bujna wyobraźnia czy może manifestacja jej zdolność?
Tyle że objawianie się zdolności nigdy nie wyrządza krzywdy użytkownikowi, więc czemu jej dar miałby to robić? Coś mi tu nie pasowało.
Przestała go dopiero widzieć kiedy zamieszkała z Benjaminem i urwała kontakt z bratem, czyżby faktycznie przestał ją nawiedzać czy może ona sama zataiła prawdę, a może był inny powód?


Po kolejnych plikach kartek natrafiłam na akty urodzenia jej i Matthew’u w obu przypadkach w miejscu dane ojca jest wpisane „ojciec nieznany” ale w rubryce dane od matki u Reven jest wpisane „matka nieznana” a u jej brata jest wpisana niejaka Alice Sullivan, spoglądając na to coraz bardziej utwierdzałam się w fakcie że coś tu mocno nie gra, czemu ktoś nie podał imienia matki w akcie urodzenia? Czyżby ktoś starał się chronić Reven? A może trafiła do adopcji po tym jak została porzucona? Cholera wie o co tu już chodzi..
Rzuciłam plikiem dokumentów, pocierając skronie, potrzebowałam chwilę przerwy kiedy miałam wstać zatrzymał mnie Darius.

- A, chyba coś znalazłem, spójrz – w dłoni trzymał fotografie mężczyzny – czy ten facet kogoś ci nie przypomina? – podał mi fotografie


Przyjrzałam się jej i mnie oświeciło, pośpiesznie odszukałam opis mężczyzny którego opisywała Reven, czytając spoglądałam co rusz na fotografie, opis pokrywał się ze zdjęciem, to ten sam facet.
Darius podał mi jeszcze jedną fotografie, na której znajdował się on wraz z kobietą, odwróciłam fotografie na tyle były inicjały J&R Johson 1748r
Czyżby R to była Rose, ciotka Reven i Matta?

Co ich łączyło?
Kim był tajemniczy J Johson?
Czemu jedynie Reven go widziała pod postacią zmory dzieciństwa?
Co z tym wszystkim miała wspólnego ich ciotka?

Zbyt wiele pytań kotłowało się mojej głowie, gorączkowo starałam się poukładać elementy w jedną całość, mimo bycia blisko poznania prawdy wciąż było zbyt wiele niewiadomych czy dziwnych epizodów z jej życia.
Myśl Andrea, myśl!
Odpowiedzi do mnie przyszły i uderzyły we mnie niczym zimny grom, lecz jeśli mam racje to nie tylko Reven stanowiła zagrożenie, ale jej brat również.
Zwłaszcza biorąc pod uwagę ich zdolności.
Boże, Cross coś ty uczynił biorąc ich pod swoje skrzydła? Jego decyzja może nas zbyt wiele kosztować.

- Darius przekaż wszystkim wampirom że o drugiej w nocy mają się zebrać przy księżycowym ołtarzu, ich też musimy wtajemniczyć, następnie znajdź Matta i przekaż mu że ma się zjawić u Crossa kwadrans po północy, jeśli odmówi powiedz mu że jeśli się pojawi jego głowa stanie się nową dekoracją w krwawym lesie – skinął jedynie głową i bez słowa wyszedł z pokoju.


Muszę chwilę odpocząć, sięgnęłam po ostatnią butelkę syntetycznej krwi, popijając ją wciąż przeglądałam dokumenty od Reven, coś mi nie pasowało w tym wszystkim tylko nie widziałam co to dokładnie było.
Nazwisko J Johson nie dawało mi spokoju.
Nagle mnie olśniło, Cross w starym i nieczynnym skrzydle biblioteki przechowywał akta i spisy wszystkich wampirów, jeśli nasz tajemniczy J Johson był wampirem to jego akta pewnie tu są, trzeba jedynie po nie sięgnąć.
Nie ma co tracić czasu, zgarnęłam wszystkie dokumenty odnośnie Reven i bezzwłocznie udałam się do biblioteki.




https://data.whicdn.com/images/190279429/original.gif


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#20 30-11-2021 o 20h42

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 17 -Reven





Ze sennego koszmaru zbudziły mnie wibracje telefonu, przytępiona resztkami sennych obłoków po omacku odszukałam dłonią telefonu i bez namysłu odebrałam przychodzące połącznie, głos który usłyszałam z telefonu zadziałał na mnie niczym zimny prysznic, w momencie resztki snu odeszły w niepamięć, a senny koszmar przemienił się w brutalną rzeczywistość.
Usiadłam na skraju łóżka jak oparzona starając się nie wypuścić telefonu z dłoni.

- Reven jesteś tam? – zimny głos wuja zabrzmiał w moich uszach.

Wreszcie oddzwonił! Będzie musiał się gęsto tłumaczyć z tego bagna, w które mnie wpakował.
 
- Ta, tak jestem. Miło że łaskawie do mnie odzwoniłeś. Wuju musimy poro.. – nie zdążyłam dokończyć zdania, wuj bezczelnie mi przerwał.   

- Posłuchaj Reven, skończ do mnie wydzwaniać jak oszalała. Trafiłaś pod opiekę Crossa i tej plugawej Black, pogódź się z tym. Doskonale wiem co to za miejsce i wiesz mi nie trafiłaś tam przez pomyłkę. Urodziłaś się taka i nic na to nie poradzisz, czym szybciej to zaakceptujesz tym lepiej dla ciebie. Zacznij ufać swoim darom, one wskażą ci właściwą drogę. Pamiętaj tylko Crossowi możesz tam ufać, pod żadnym pozorem nie ufaj Black i jej psom.
Jeśli chcesz poznać prawdę to Cross ci w tym pomoże, a teraz skup się na akademii i sobie. Słysz co do ciebie mówię?! – lodowaty ton głosu wuja zakuł niczym sztylet wbity w serce.

- Tak, słyszę.. Wuju proszę, wytłumacz mi ,muszę….– Reven weź się w garść, jako dziecko widziałaś więcej niż inni nasi pobratymcy, czym szybciej zaakceptujesz to wszystko tym będzie ci łatwiej, a teraz bądź chodź raz posłuszna i zrób co do ciebie należy. I zapamiętaj nie kontaktuj się ze mną, dla dobra ogółu nie dzwoń do mnie. – po tych słowach się rozłączył.


Co do c….?!
To jakiś chory żart ze strony wuja?
Nie wierze, noż k.... w to nie wierze!
Ten samolubny dupek sprzedał mi jakiś dobrze przećwiczony monolog na odczepnego i myśli że to wszystko załatwi sprawę?

- No nie wierze, noż k.... w to nie wierze! – wydarłam się na całe gardło


Mój krzyk odbił się echem po pokoju, po czym na nowo zagościła bolesna cisza.
Cisza, która stawała się nie do zniesienia, a mój mózg na nowo zaczął pracować na przyśpieszonych obrotach, analizował całą rozmowę z wujem na nowo i bez końca..
Zdaje sobie sprawę z tego że wuj jest ciężkim w obyciu człowiek i nie raz jego zimny i zarazem obojętny ton głosu, potrafił zranić tak samo mocno co sztylet wbity w serce, ale takiego czegoś się po nim nie spodziewałam.

Ja pierniczę, świetnie po prostu świetnie..
Nie dość że trafiłam do tego chorego i obrzydliwego wariatkowa bez żadnego słowa wyjaśnienia to jeszcze zbył mnie niczym bezdomnego kundla..
A wraz z tym zniknęła nadzieja że poznam choć okruchy swego pochodzenia czy prawdy odnośnie tego całego gówna, w którym tkwiłam po uszy, właśnie z jego powodu..

Zostałam sama, skazana na życie w tych zimnych i okrutnych murach, otoczona zgrają krwiożerczych wampirów, które w każdej chwili mogą stracić kontrole i potraktować mnie ponownie jak przekąskę..
Czym dłużej tkwię w tych murach pogrążona w niewiedzy, nabieram pewności że mury tego więzienia opuszczę w czarnym worku niż o własnych siłach.


Dość! Wystarczy!
Weź się do cholery w garść Reven, skończ zachowywać się jak rozpuszczony bachor, który zaliczył brutalne zderzenie z otaczająco go rzeczywistością.

Co to było?!
Dziwny głos rozbrzmiał w mojej głowie, tak jak wtedy w labiryncie.
Czy a by na pewno był to głos w mojej głowie? Chyba że..
Jak oparzona wstałam z łóżka i rozejrzałam się spanikowana po pokoju, w amoku zajrzałam pośpiesznie do łazienki i nawet sprawdziłam czy pod łóżkiem nie mam nieproszonego gościa..
Byłam sama, brak jakichkolwiek oznak życia, oprócz mojego własnego.

- Świetnie, odbiło mi! – z gardła wyrwał mi się paranoiczny śmiech, który z każdą chwilą zaczął się zamieniać w szloch.

Starałam się na nad tym zapanować, ale było to trudniejsze niż by się mogło wydawać, od tego powstrzymywania płaczu rozbolał mnie brzuch, a ciepłe łzy zaczęły mimowolnie spływać po policzku.
Po dobrej chwili udało mi się wziąć w garść i zapanować nad niekontrolowanym szlochem, powolnym bez życia krokiem podeszłam do toaletki gdzie zasiadłam przed lustrem, ponownie obserwując obraz nędzy i rozpaczy w obiciu.
Starłam resztki łez, które bezlitośnie zostawiły smugi tuszu do rzęs, trzęsącą się dłonią sięgnęłam po chusteczkę i zmyłam czarne plany z twarzy, lecz to nie sprawiło że wyglądałam lepiej, oczy miałam przekrwione, a twarz stała się dziwnie czerwona i opuchnięta.

Z przyglądaniu się w swoje potworne odbicie, oderwał mnie dźwięk przychodzącego sms’a, a raczej cały spam wiadomości, mimowolnie ruszyłam w stronę łóżka gdzie zostawiłam telefon.
Nie wiem czemu miałam nadzieje że to wuj zmienił zdanie i postanowił mi wyjaśnić co nie co, lecz kiedy spojrzałam na wyświetlacz przeżyłam ponownie rozczarowanie, zamiast wiadomości od wuja ukazał mi się grypowy czat gdzie wiadomości od Icciego i Savannahy były pisane i wysyłane z prędkością światła.
Zamiast odczuć radość, czułam jak serce pęka mi na tysiące kawałków, mimo to weszłam w dymek czatu, czytając ich wiadomości.

- Icciego:Reven czuje się urażony, ani jednej wiadomości od dwóch dni
- Savannah:Daj jej spokój, pewnie się odnajduje w nowym miejscu, nie bądź wredny
- Icciego:A ty nie bądź taką nudziarą, pewnie się już zaaklimatyzowała i podrywa jakiegoś przystojniaka, którego woli przed nami ukryć.
- Savannah:Ha ha możesz mieć rację, Reven musisz nam wysłać fotki dupeczek z nowej szkoły, też chcemy popatrzeć
- Icciego:Jak jest tak umięśniony blondyn i błękitnych oczach to go zaklepuje
- Savannah:To nie fair! XD Reven nawijaj jak tam jest? Czy szkołą wygląda jak te szkoły prywatne, które ociekają na każdym rogu bogactwem, a uczniowie są zarozumiali? I co ważniejsze są tam jakieś ciacha?
- Icciego:No właśnie Reven, nawijaj. I nie oszczędzaj szczegółów o apetycznych kąskach jakie tam chodzą i powalają na kolana samym swoim spojrzeniem.


Tak strasznie za nimi tęsknie, gdyby nie fakt że tkwię w piekle pewnie bym spamowała o wszystkim co się u mnie dzieje i wysyłała setki zrobionych potajemnie zdjęć największych dupeczką jakie tu chodzą, ale nie mogę.
Jeśli wyjawię im prawdę o tym co u mnie i w jakim bagnie siedzę, uznali by mnie za ostatnią wariatkę, która wygaduje niestworzone rzeczy bo źle zniosłam odesłanie do szkoły z internatem i za wszelką cenę chce by zwrócona na mnie uwagę.

Nie chce ich w to mieszać, nie mogę ich narażać na to, nawet nie chce wiedzieć co by się stało gdyby ktoś się stąd dowiedział że wypaplałam komuś o ich istnieniu, nie chce by moi przyjaciele płacili za moją głupotę.
Dlatego też muszę zrobić wszystko by trzymać ich w niewiedzy i zbywać na tyle by sami odpuścili sobie kontakty ze mną.

 
- Reven:Wiem, wiem jestem samolubna, ale tyle się tu dzieje że ledwo ogarniam, nowe miejsce, ludzie i w ogóle wszystko jest jakieś dziwnie nowe. Co rusz zaganiają nas do czegoś, zwiedzanie, poznawanie się jak na koloniach, dramat.. 
Strasznie mnie to męczy, więc dzisiaj odsypiam cały wczorajszy dzień. Dzieciaki z tej szkoły są tak jak to sobie wyobrażaliście samolubne i zadufane sobie bogate dzieciaki, które nie widzą nic po za czubkiem swojego nosa i nie, nie ma tu dupeczek ani jednej.. Odezwę się do was później kiedy uporządkuje sobie nieco życie tutaj.
- Icciego:Taka wielka szkoła i ani pół smakowitego kąska! Co za klapa, łącze się z tobą w bólu.
- Savannah:Dawaj znać co u ciebie, strasznie tęsknie, buziaki




https://c.tenor.com/EFBwy6rvcXEAAAAC/sad-anime.gif





Po policzku spłynęła samotna łza, czułam się fatalnie a będzie tylko gorzej, stopniowo muszę ich od siebie odsunąć, najlepiej gdyby te więzi umarły naturalnym biegiem wydarzeń inaczej będę musiała posunąć się do bardziej drastycznych środków, co sprawi że mnie znienawidzą i co najgorsze sama też się znienawidzę za to..
W środku na nowo zagościła okropnie boląca pustka, która raz za razem ściskała moje serce próbując strzaskać je na miliony małych kawałeczków, których nie będzie się dało na nowo posklejać w jedną całość.
Przez te wszystkie okropieństwa jakie tu przeżyłam czułam się martwa w środku, kotłowało się we mnie tyle emocji że nie byłam w stanie ich od siebie odróżnić, poprawka było jedno takie uczucie, które przebijało wszystkie inne, to był gniew.
Żywy jak by żył własnym życiem, kotłował się we mnie co raz bardziej i bardziej, potrzebował się wydostać na wolność i nie zamierzałam się przed tym powstrzymywać, coś we mnie w końcu pękło i dałam upust swojej złości.
Krzyczałam na całe gardło, rozwalając wszystko co napotkałam na swej drodze, pufy, pościel, walizka i wiele innych rzeczy latała po całym pokoju, coś trafiło w lustro które rozpadło się na tysiące kawałków ostrych jak brzytwa, w amoku wzięłam jeden kawałek w swoje dłonie i rzuciłam nim w stronę drzwi, lecz zamiast odgłosu pękającego szkła usłyszałam skrzypnięcie zawiasów otwierających się drzwi pokoju, w progu stała Roza która w ostatniej chwili złapała ostry odłamek na cal od swej twarzy.

Z amoku otrząsnęłam się na widok przerażonej, białej jak ściana twarzy Rozy, która stała w bezruchu trzymałą odłamek na zmianę patrząc na niego i na mnie.
Powoli weszła do pokoju zamykając za sobą drzwi, odrzuciła odłamek w najdalszy kąt pokoju i rozejrzała się po nim z przerażeniem, zrobiłam to samo.
Co ja zrobiłam?
Zniszczyłam pokój, wszędzie leżało pierze, potargane skrawki materiału i wiele innych rzeczy nie wiadomego dla mnie pochodzenia, stolik był roztrzaskany w drobny mam, a co gorsza nawet nie pamiętam bym go w ogóle dotykała. 
Straciłam kontrole, szał gniewu przyćmił zdrowy rozsądek oraz zahamowania.
Roza powoli się do mnie zbliżała, z wyciągniętymi rękami jakby zbliżała się do dzikiego zwierzęcia a nie do człowieka.
K….! Ma mnie za nieobliczalną wariatkę!
Brawo, po prostu świetnie Reven! Oszalałaś i ona to widzi.. Każdy zobaczy..

Delikatne ręce Rozy otoczyły mnie w uścisku, pod wpływem którego podałam się swej bezradności, osunęłyśmy się obie na kolana gdzie ponownie wybuchłam atakiem niekontrolowanego szlochu, Roza ani na moment nie wypuszczała mnie z objęć.

- Cii, wiem, wiem. Będzie dobrze – kojącym głosem szeptała wprost do mojego ucha


Powtarzała swoje słowa jak mantrę, kiedy szloch nabierał na sile i nie byłam wstanie go kontrolować poczułam bolesne ukłucie w okolicach lewej łopatki.
Próbowałam odepchnąć Roze, lecz jej delikatne ręce nie rozluźniły uścisku, wręcz przeciwnie zaciskały się bardziej i bardziej z każdym moim sprzeciwem.
Pokój zaczął wirować a obraz stawał się coraz bardziej niewyraźny, gdzieś z oddali dobiegał mnie cichy głos Rozy, starałam się bronić przed tym lecz na marne. Powieki stawały się coraz to bardziej ciężkie, traciłam czucie i panowanie nad swym ciałem, nawet me myśli uciekały pospiesznie, podałam się temu uczuciu.
Czemu się poddawałam? Nie wiem, a może zapomniałam?




W końcu zapanowała błoga cisza której towarzyszyła bezdenna ciemność.





https://i.pinimg.com/originals/ff/28/2f/ff282fc9be15259038a84650e7a83487.gif


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#21 02-01-2022 o 01h06

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 18 – Andrea





Dziedziniec o tej porze był niezwykle tłoczny, uczniowie z dziennego wydziału którzy już przybyli kręcili się chaotycznie robiąc przy tym straszne zamieszanie. Zewsząd dobiegały rozmowy, szepty, śmiechy czy dziewczęce piski, które niemiłosiernie działały mi na nerwy.
Rok w rok powtarzałam ten sam cyrk i z każdym nowym rokiem było co raz gorzej..
Czemu ludzie muszą być tacy wkurzająco głośni? Moje wrażliwe na dźwięki uszy przechodziły istną gehennę..


Powoli szłam przez dziedziniec w kierunku biblioteki, która jak na złość mieściła się w odrębnym budynku, więc by się do niej dostać było trzeba wyjść z głównego gmachu szkoły, przejść przez tylni dziedziniec i skierować się w zachodnią część ogrodów.. Architekt który projektował to miejsce miał spaczone poczucie humoru..

Przebywanie między ludźmi było wyjątkowo irytujące, zewsząd ktoś na mnie prawie wpadał bo zapomniał patrzeć jak lezie.. Najgorsze było i tak gapienie się na mnie, gdzie bym nie spojrzała ktoś na mnie zerkał czy rzucał zgryźliwą uwagę na mój temat. Inni z kolei, mniej śmiali jedynie szeptali między sobą za pewne sądząc że ich nie usłyszę.
Starałam się ich ignorować na tyle ile było to możliwe, gdyby nie gówniana sprawa z Reven siedziałabym teraz w pokoju delektując się ostatnimi chwilami ciszy i spokoju lecz ta mała pokrzyżowała mi plany..
Do moich uszu dotarły szepty grupki uczniów, którzy plotkowali w najlepsze na mój temat.


- Dziewczynie pomyliły się miejsca, to szkoła a nie pokaz mody dla ubogich.. 
- Niezła dupa, ciekawe czy jest..?
- A ją to co tu przywiało? Chyba pomyliła miejsca, cyrk dla dziwadeł to nie tu..
- Taka ładna, a szpeci się swoim ubiorem. Moda na punki już przeminęła..
- Kto jej pozwolił się w to ubrać..


Posłałam w ich stronę jedynie piorunujące spojrzenie by byli świadomi że ich mimo wszystko usłyszałam, mimo to nie krępowali się przerywać swoich wywodów..
Jedne komentarze były irytujące inne wręcz śmieszne, głupia paplanina ludzkich nastolatków przestała w jakikolwiek sposób robić na mnie wrażenie. Pozwalam im ile wlezie wyrażać swoją opinie na mój temat, bo kiedy w końcu Cross przedstawiał mnie dziennemu wydziałowi to miałam najlepszy ubaw. Ich zszokowane minki wynagradzają mi wszystkie okropności jakie padły z ich ust wycelowane wprost do mnie, a zabawę mam jeszcze lepszą kiedy ze sceny wyłapią mój szydercy uśmieszek wycelowany prosto w nich. Dzięki temu nawet nie śmią się do mnie zbliżyć czy powiedzieć złego słowa na mój temat i tak oto przez następne dziesięć miesięcy mam święty spokój od otaczających mnie nic nieznaczących osób.


Kiedy miałam już skręcić w stronę ogrodu, na mojej drodze stanęło dwóch osiłków, którzy skutecznie zablokowali mi drogę, starałam się ich wyminąć lecz szli w zaparte i wciąż blokowali mi przejście.
Spojrzałam na nich wymownie lecz z ich strony nie było żadnej reakcji, jedynie stali głupkowato się uśmiechając..
Noż żeby ich c… strzelił..


- Gdzie ci tak śpieszno ślicznotko? Nie chciałabyś się lepiej poznać ze mną i moim kumplem? – Wysoki blondyn wskazał na siebie i bruneta który stał koło niego. – Mów mi Tom a to mój kumpel Jeremy, a tobie jak mówią śliczna? – jego buźka ani na moment nie przestała się szczerzyć.


Dwóch jakże głupich osiłków szczerzyło się do mnie jakby liczyli że ich jakże pożal się bożę urok na mnie zadziała.. Gdyby nie liczni uczniowie, którzy się wszędzie szwendali dałabym tym dwóm osiłkom popalić, ale nie chcę robić zamieszania zwłaszcza że Cross i przedwieczni bacznie mnie obserwują.. To co zrobi Cross najmniej mnie obchodzi, ale jeśli chodzi o przedwiecznych to co innego.
Wyprostowałam się spoglądając bezpośrednio na blondyna, który ani na moment nie przestawał się idiotycznie szczerzyć.


- Nie zainteresowana, a teraz bądźcie łaskaw zejść mi z drogi. – machnęłam na ich dwójkę – No ruszcie się..


Zamiast ustąpić, jedynie parsknęli śmiechem, jak bym opowiedziała im dobry żart.
Nie takiej reakcji się spodziewałam, ale w sumie nie dziwi mnie to..
W końcu to kretyni, którzy mają się za nie wiadomo kogo i jak psy znaczą teren który wedle ich mniemania należy do nich. 
Zrobiłam krok licząc że łaskawie się ruszą, lecz zamiast tego brunet złapał mnie za przedramię i próbował mnie do siebie przyciągnąć.
Spojrzałam pytającą na jego dłoń a następnie na niego, żadnej reakcji jedynie głupi uśmieszek który ani na moment nie zniknął z jego gęby.
Starałam się wyrwać z jego uścisku lecz jego dłoń jeszcze mocniej zacisnęła się na mojej.


- Dobrze ci radzę mnie puścić, inaczej ci w tym pomogę..


Brunet jedynie zaśmiał się kpiarsko, blondyn natomiast położył swoją dłoń na moim barku, zbliżając swoją twarz zbyt blisko mojej, był na tylko blisko że czułam jego oddech na swoim policzku.


- Nie bądź taka, w końcu każdy potrzebuje kumpli w internacie, a sądząc po tym co o tobie mówią powinnaś być wdzięczna że chcemy wziąć cię pod nasze skrzydła. – blondyn szeptał do mojego ucha.


Odsunęłam swoją twarz od niego i spojrzałam na niego z niedowierzeniem.
Za kogo się oni uważali?!


- Cóż za postawa, ale obejdę się bez waszej wspaniałomyślności.. Więc jak zostawicie mnie w spokoju czy mam wam pomóc? – spojrzałam na nich po kolei 


- Uu, nasza nowa koleżanka ma charakterek. A my lubimy takie co nie Jeremy? – Blondyn parsknął śmiechem, przesuwając swoją dłoń z barku na plecy gdzie zatrzymała się dopiero na mojej tali.


Dość tego, moja cierpliwość w tym momencie się skończyła, chrzanić Crossa czy przedwiecznych, pora by ktoś nauczył dych dwóch idiotów dobrych manier nawet jeśli będzie to bolesna lekcja..
Wolną ręką, w której trzymałam teczkę zamachnęłam się i uderzyłam blondyna w głowę, odskoczył w tył jak oparzony, szybkim ruchem wyrwałam się z uścisku bruneta, złapałam go za rękę i wygięłam za jego plecy po czym przycisnęłam do różanego krzewu, gdzie jego buźka zaliczyła bliskie spotkanie z kolcami, wyjąc z bólu. Szarpał się starając się wyrwać z mojego chwytu jednak bezskutecznie, jego kumpel doskoczył do mnie próbując mnie odciągnąć, ponownie się zamachnęłam trafiając go prosto w twarz, zawył z bólu zataczając się do tyłu, złapał się za nos próbując zatamować krwawienie.


- Odbiło ci wariatko?! Puszczaj mnie! – brunet szarpiąc się krzyczał spomiędzy krzaków.


Odciągnęłam go od krzewu ciskając nim na ziemie w stronę jego kumpla, zataczając się upadł u stóp blondyna, gdzie po chwili mizernie pozbierał się z ziemi. Durnowaty uśmiech znikł im z buziek, teraz obaj spoglądali na mnie gniewnie spode łba.
Brunet dotknął swojej twarzy krzywiąc się z bólu, wyciągając kolec z policzka przeklął pod nosem.


- Patrz co zrobiłaś wariatko! Gorzko tego pożałujesz! – brunet swoim krzykiem przyciągnął uwagę innych uczniów.


Powoli koło nas pojawili się wścibscy uczniowie, obserwując naszą trójkę.
Nie proszeni gapie stali w koło, czekając na dalszy ciąg zdarzeń.
Świetnie, tylko tego mi teraz brakowało..
Coś mi mówi że Cross wyciągnie konsekwencje za to że złamałam jego święte prawo odnośnie nietykalność jego ukochanych uczniów.
Chodź w sumie, jeśli dobrze się zastanowić mogę obrócić całą tą sytuacje na moją korzyść i wyjść z tego obronna ręka.
I chyba już wiem jak. 


- Było trzeba odejść kiedy mieliście okazje, nie moja wina że wasze ptasie móżdżki nie załapały.
Wasze zachowanie było nad wyraz nie na miejscu i wierzcie mi że dyrektor Cross nie będzie zadowolony z faktu że wasza dwójka w sposób nie odpowiedni zaczepia innych a w tym protektorkę wydziału nocnego.
Jak myślicie że ujdzie wam takie zachowanie płazem to jesteście w błędzie, więc dobrze wam radzę uważać bo jeszcze dziś obaj możecie wylecieć ze szkoły w trybie natychmiastowym.


Na twarzach osiłków pojawiło się coś w rodzaju mieszanki strachu połączonej z paniką, wymienili się jedynie spojrzeniami przepełnionych strachem. Wśród poruszonych gapiów zaczęły się szepty oraz docinki w stronę spanikowanej dwójki osiłków. 
Właśnie o taką reakcje uczniów mi chodziło.


- No weź to takie żart tylko były, skąd mogliśmy wiedzieć że jesteś protektorką, co? W końcu nie zrobiliśmy nic złego, droczyliśmy się – brunet jąkał się przy każdym wypowiadanym słowie. Jego kumpel kiwał jedynie głową wciąż trzymając się na nos.


- Żarty powiadasz? Osobiście odebrałam wasze zachowanie w inny sposób. Naruszyliście moją strefę osobistego komfortu, bez mojej zgody, więc kiepski ten wasz żart.. A gdybym was nie ustawiła do pionu to co byście zrobili hm? Słucham? - obaj spoglądali na mnie z przerażeniem w oczach – Wasze milczenie mówi wystarczająco wiele. Osobiście zadbam by wasza dwójka poniosła konsekwencje swojego nieodpowiedniego zachowania. Zejdzie mi z oczu i radzę się zachowywać, a co do reszty to rozejść się, przedstawienie skończone!


Najszybciej zmyli się mięśniacy, uciekali tak szybko że aż się za nimi kurzyło.
Reszta uczniów na szczęście posłuchała i poszła w ich ślady.
Tego mi jeszcze brakowało, by zwracać na siebie nie potrzebną uwagę innych.
Muszę jak najlepiej przedstawić swoją wersje wydarzeń przed Michaelem jeśli chce uniknąć narażaniu się przedwiecznym.
Crossowi mogę nabluzgać, skrzywdzić czy przeholować ze swoim zachowanie nie ponosząc za to żadnych konsekwencji, ale jeśli chodzi o jego ukochanych ludzkich uczniów to co innego.
Mimo że Michael jest jednym z najstarszych wampirem to ponad wszystko ceni sobie tylko dwie rzeczy, swoją żonę oraz swych uczniów, co do tego nie ma wątpliwość. Kiedy chodzi właśnie o nich Cross nie powstrzyma się przed niczym by zapewnić im bezpieczeństwo.
Miejmy nadzieje mój plan zadziała i że gapie tego zdarzenia potwierdzą Crossowi moją wersję, która będzie mi najbardziej przychylna bo jeśli nie, to przez tych dwóch kretynów będę musiała się płaszczyć przed Crossem..
Wolałabym zostać wysuszona do cna niż doprowadzić do sytuacji gdzie błagam Crossa o łaskę,
Prędzej piekło zamarznie niż się do tego zniżę.




https://giffiles.alphacoders.com/752/75215.gif





Po mimo pewnych komplikacji w końcu udało mi się dotrzeć do gmachu biblioteki.
Szybkim krokiem pokonałam dystans dzielący mnie od wejścia, wpięłam się po starych betonowych schodach gdzie na ich końcu było tak wyczekiwane wejście, ciągnąc za klamkę stare drzwi dźwięcznie zaskrzypiały sygnalizując wszystkim w budynku pojawienie się nowego gościa.
Weszłam do przestronnego holu biblioteki, gdzie panowała głucha cisza, a przytłumione światło dodawało temu miejscu pewnego tajemniczego uroku. Na wprost wejścia stał masywny kontuar za którym zwykle kryli się bibliotekarze.   


- Kogo mi tu niesie! – krzyk rozbrzmiał echem po pustym holu.


- Przeklętą wybrankę czerwonego księżyca – wykrzyczałam w odpowiedzi.


Za kontuaru wyłonił się wysoki i dobrze zbudowany starszy mężczyzna, który swoim grymasem straszył już od samego wejścia.
Mimo swego groźnego wyglądu czy niewyparzonego języka słynął tutaj za najlepszego przyjaciela każdego z uczniów czy belfrów tej szkoły, bo komu innemu można było powierzyć swoje tajemnice czy życie jak nie staremu poczciwemu panu Kane?
Twarz Kane’a zmieniła się na mój widok, miejsce grymasu zostało zastąpione przez uśmiech który widniał na tej twarzy niezwykle rzadko.


- Panienko Black co za niespodzianka. - pan Kane wyciągnął ręce przed siebie po czym uwięził w niedźwiedzim uścisku


Odwzajemniłam uścisk starego przyjaciela, w końcu Kane wypuścił mnie ze swojego uścisku, poklepał mnie po ramieniu po czym wrócił na swoje miejsce za kontuarem, siadając na krześle przeklął pod nosem narzekając na swoje kolana, które z każdym rokiem zawodziły go coraz bardziej.


- Raczej nie wpadłaś na przyjacielską pogawędkę ze starym bibliotekarzem, więc co cię do mnie sprowadza Black?


- Nie mylisz się przyjacielu, potrzebuje być użyczył mi dostępu do starego archiwum Crossa. – podeszłam bliżej kontuaru.


Kane podrapał się po podbródku, bacznie się przyglądają mnie i teczce którą trzymałam w ręce.
Po chwili namysłu odwrócił się na krześle w stronę wiszącej skrzyneczki, w której przechowywał wszelkie klucze, sięgnął po jedne z nich. 
Podniósł się z krzesła, jego przenikliwe szary oczy spoglądały teraz wprost na mnie, jego twarz zdradzała trapiące go myśli, mimo to podał mi klucze.


- Powiedz Black, chcesz coś tam znaleźć na temat tej o której wszyscy mówią? – jego oczy ani na moment nie przestały mnie obserwować.


- Nic się przed tobą nie ukryje co? Ale tak, chodzi właśnie o nią – Kane ciężko westchnął


- W takim razie cię nie zatrzymuje. – po czym ponownie ukrył się za swoim kontuarem.


Skinęłam głową oddalając się bez słowa. 
Stare archiwa mieściły w piwnicy pod biblioteką, by się tam dostać było trzeba przejść przez całą bibliotekę gdzie na jej tyłach znajdowało się wejście. Idąc wśród regałów niosło się echo moich kroków, podeszłam do starych drewnianych drzwi, przekręcając klucz zamek w drzwiach wydał kliknięcie, weszłam do środka i po omacku wymacałam dłonią włącznik światła, stara żarówka po chwili zaskoczyła oświetlając schody prowadzące wprost do archiwum. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz by mieć pewność że nikt nie wejdzie do środka, zeszłam schodami w dół.




https://data.whicdn.com/images/311674089/original.gif





Pomieszczenie archiwum było spore i utrzymane w nienagannym porządku. Na każdej ze ścian mieściły się wysokie regały sięgające od ziemi po sam sufit, na środku stało masywne dębowe biurko wraz z krzesłem, przy każdym z regałów była przymocowana drabina która ułatwiała dostęp do ksiąg leżących na najwyższych półkach.
Zasiadłam za biurkiem odkładając teczkę, sięgnęłam do prawej szuflady gdzie zawsze był schowany stary i podniszczony spis wszystkich ksiąg rodowych.
Położyłam go przed sobą i zaczęłam wertować karki szukając księgi po którą tu przyszłam.
Z pogrążenia w poszukiwaniach wyrwał mnie dzwoniący telefon, niechętnie sięgnęłam do tylnej kieszeni z której wyciągnęłam telefon, spojrzałam na wyświetlacz, ku memu zdziwieniu dzwoniła panna Seraphine.
Ciekawe czego chce? Niechętnie odebrałam.


- Andreo wybacz że ci zawracam głowę, ale chodzi o Reven – po tonie głosu Seraphine było można wywnioskować że jest spanikowana.


No bo o kogo mogło chodzić, jak nie właśnie o nią?
Dziewucha działa mi niemiłosiernie na nerwy, już pierwszego dnia zalazła mi za skórę jak mało kto i zrobiła swoją osobą zbyt duże zamieszanie.
Widać że w drugiego dnia też musiała coś odwalić, by zwrócono na nią uwagę.
Muszę coś z nią zrobić inaczej puszczą mi hamulce i dziewuchę rozszarpię jeśli będzie dalej robić niepotrzebne zamieszanie wokół swojej osoby.


- Nie mam pretensji, mów co tym razem zrobiła? – jestem pewna że Seraphine wyczuła irytacje w moim głosie.


- Nie wiem jak dokładnie ci to powiedzieć, to pojawiło się tak niespodziewanie, nie byłam pewna..


- Seraphine do rzeczy, poproszę o skróconą wersje – ponagliłam pannę Cross.


- No dobrze, ukazała mi się wizja odnośnie Reven, była chaotyczna i niejasna. Nie dawało mi to spokoju więc poprosiłam Rozę o pomoc, poszła zajrzeć do niej, to co tam zastała potwierdziły moje obawy.
Reven straciła nad sobą kontrole, Roza podała jej środek na uspokojenie ale nie wiem co mam z nią zrobić jak się wybudzi. – wydusiła z siebie na jednym tchu. 


- Pytałaś Crossa co z nią zrobić?


-Oczywiście że pytałam. Prosił byś się tym zajęła osobiście jako jej protektorka.


A żeby to!
Muszę najpierw tu dokończyć jeśli chce wiedzieć jak poradzić sobie z Reven..
Wzięłam kilka głębokich wdechów by się uspokoić.
Pomyślmy, zaraz coś wymyślę jak temu zaradzić.


- Seraphine chwilowo jestem nieco zajęta, proszę miej na nią oko i informuj mnie na bieżąco co się dzieje. Jeśli znowu straci nad sobą kontrole to wiesz co robić, daje ci wolną rękę. Skontaktuj z Andy’m powinien już wrócić, pomoże ci. Pod żadnym pozorem nie pozwól jej opuścić skrzydła medycznego, dołączę do was tak szybko jak to możliwe. Przy okazji mam prośbę, za chwilę prześle ci smsem pewną nazwę sprawdź co to i jakie ma działanie.


- Rozumiem, dobrze tak zrobię. Andreo tylko nie każ nam zbyt długo czekać – po tych słowach się rozłączyła.


Wystukałam szybko na wyświetlaczu wiadomość dla Seraphine.
Odsunęłam na bok incydent z Reven i ponownie wróciłam do mojego zajęcia od którego mnie oderwano.

Wertowałam spis, kartka po kartce, w końcu trafiając na zapis który mnie interesował. 
Czarne litery atramentu były nieco rozmyte ale mimo to udało mi się rozczytać numer.
Wstałam od biurka, spojrzałam na regał który ukrywał intersującą mnie księgę, według oznaczenia powinna być na samej górze.
Wspięłam się po drabinie, by móc do niej sięgnąć.
Chwyciłam za nią, muszę przyznać że była bardzo ciężka.
Księga była wyjątkowo gruba i strasznie zakurzona, oprawa była podniszczona, brzegi postrzępione, widać było że swoje już przeszła.

Ponownie zasiadłam za biurkiem, księgę położyłam przed sobą a dokumenty wyłożyłam wokół by mieć lepszy podgląd na wszystko.
Miejmy nadzieje że znajdę tutaj potrzebne mi informacje i uda mi się wszystko poskładać w całość.
Pogrążając się w lekturę nie byłam jeszcze świadoma tego co w niej znajdę.




https://i.pinimg.com/originals/3c/83/13/3c8313b3850df23354b167024b05b0be.gif


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#22 25-01-2022 o 00h32

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 19 – Andrea





Historia rodów van Allenów i Sullivanów była bardziej pogmatwana i pozbawiona logicznego sensu niż bym mogła przypuszczać.
Im dłużej analizowałam księgę obu rodów i dokumenty Reven tym coraz to więcej dopatrywałam się niezgodności faktów.
Śmiało mogę stwierdzić że historia tych rodów była tak niedorzecznie absurdalna że „Moda na sukces” wydawała się być bardziej spójna czy logiczna od historii dziejów tej rodziny.
W całym swoim długim życiu nie spotkałam się z tak chaotyczną historią rodową, a widziałam i słyszałam o wielu popapranych rodowodach, ale żaden nie był tak pogmatwany jak ten..

Od analizowania tego wszystkiego czułam jak mózg mi się lasował i odmawiał posłuszeństwa.
Jedyne co mi teraz pozostaje to poukładanie wszystkich zebranych informacji w jedną całość, lecz nie mogłam pozbyć się uczucia że coś mi umyka w tym wszystkim.
Na chwilę obecną i tak muszę zakończyć przeprawę przez ten chaotyczny rodowód, co prawda do spotkania z Crossem mam jeszcze nieco czasu lecz przez Reven nie mam go tyle ile bym potrzebowała.
Lepiej żeby sprawa była na tyle poważna jak mówiła Seraphine inaczej Reven może nie doczekać kolejnego wschodu słońca.

Pozbierałam z biurka wszystkie dokumenty wraz z księgą i ruszyłam do wyjścia.
Po opuszczeniu archiwum upewniłam się że zamknęłam drzwi na klucz, lepiej żeby jakiś wścibski dzieciak tam przypadkiem nie zabłądził inaczej marnie bym widziała jego przyszłość.
Biblioteka nadal była opustoszała, idąc przez pustą bibliotekę jedynym dźwiękiem jaki mi towarzyszył było echo moich kroków, które niosło się między wysokimi regałami.
Zbliżając się do kontuaru bibliotekarza do mych uszu dochodził cichutki odgłos pochrapywania Kane’a.
Ten człowiek czasem mnie zadziwia swoją tendencją do ucinania sobie tak częstych drzemek w ciągu pracy. Chodź nie wiem czemu mnie to tak dziwi, w jego wieku to pewnie normalne. 
Weszłam za kontuar gdzie tak jak myślałam zastałam śpiącego na siedząco pana Kane. Budzenie go nie miało sensu, a w dodatku nie miałam czasu ani ochoty na wysłuchiwanie jego okropnego zrzędzenia po zakłóceniu jego drzemki, po cichu odłożyłam klucz na blacie i bezszelestnie opuściłam bibliotekę.



https://33.media.tumblr.com/7002bf47279617c725842b47085cdeb8/tumblr_nccxmrKo6q1rbrys3o1_r1_500.gif





Wychodząc na świeże powietrze uświadomiłam sobie ile czasu spędziłam w archiwum, słońce już zachodziło przybierając różowo-pomarańczową barwę za którą krył się nadchodzący wieczór.
Seraphine nie będzie zadowolona z faktu iż kazałam jej tyle na siebie czekać.
Pośpiesznie przeszłam przez pusty ogród oraz dziedziniec i bezzwłocznie udałam się do głównego gmachu szkoły, idąc przez korytarz mijałam jedynie pojedynczych uczniów, którzy nie zwracali zbytnio na mnie uwagi bądź byli na tyle rozumni by nie wchodzić mi w drogę.

Skrzydło medyczne na całe szczęście było puste, kierując się do odpowiedniego pomieszczenia z impetem wparowałam do gabinetu pielęgniarskiego gdzie czekała na mnie Seraphine wraz z nieprzytomną Reven, po dość głośnym wejściu panna Cross jak oparzona wstała za biurka.


- Na litość boską Andreo nie trzaskaj się tak! – w odpowiedzi zamknęłam drzwi najciszej jak tylko potrafiłam – Dziękuje i proszę zachowuj się ciszej. Powiesz mi czemu tak długo musiałam na ciebie czekać? – ton głosu świadczył o poirytowaniu Seraphine.

- Straciłam poczucie czasu ślęcząc nad tym – podeszłam do biurka rzucając na nie dokumenty – Tak się składa że mam dość sporo na głowie przez o to tu leżącą śpiącą królewnę – dłonią wskazałam na nieprzytomną Reven – Jak sama widzisz miałam dość konkretną lekturę do nadrobienia.
   

Seraphine usiadła za biurkiem gdzie przejrzała księgę która na nim leżała, na widok nagłówka nieco się skrzywiła, westchnęła ciężko po czym zdjęła swoje duże okulary, które maskowały jej defekt.
Panna Cross spojrzała przelotnie na Reven po czym jej oczy spoczęły na mnie.
Uwielbiałam Seraphine lecz za każdym razem kiedy widziałam jej oczy odczuwałam jednocześnie żal i pewnego rodzaju obrzydzenie.
Panna Cross była niegdyś wyjątkowo piękna lecz od przemiany stała się wizualnie odpychająca. Trafił się jej wyjątkowo paskudny defekt, który ją nieodwracalnie oszpecił. Oczy zostały pozbawione tęczówek i źrenic a samo białko oczu nabrało czerwonej barwy, w okolicach oczu i na skroniach pojawiły się czarne żyłki które miarowo pulsowały.
Defekt był zbyt widoczny i za bardzo zwracał na siebie uwagę, więc nie ma co się jej dziwić że woli go ukrywać przed większością, swoją prawdziwą twarz pokazuje tyko nielicznym, tylko tym którzy są przez nią obdarzeni wyjątkowym zaufaniem. Mimo takiego zaszczytu to i tak bardziej komfortowo się czuje jak ma okulary, te oczy za bardzo mnie rozpraszają i napawają lekkim obrzydzeniem.
Jej puste spojrzenie wpatrywało się na moją twarz, jakby na niej mogła znaleźć odpowiedzi na swoje pytania, żyłki wokół jej oczu zapulsowały wywołując tym samym grymas na twarzy Seraphine.
Pora przerwać tą wymianę spojrzeń, jeśli nie mam ochoty zwrócić swojego śniadania.


- Wracając do naszej śpiącej królewny, powiesz mi co dokładnie się stało? – usiadłam na pustym fotelu wpatrując się w pustą ścianę.

- Jak mówiłam miałam wizje, mimo że była mało wyraźna dostrzegłam w niej Reven która straciła nad sobą kontrole. Nie byłam pewna czy jest to prawdziwy obraz wizji lecz mimo to postanowiłam to sprawdzić, kiedy miałam wychodzić zjawiła się u mnie Roza. Postanowiłam ją wysłać do niej, na wszelki wypadek dałam jej środek uspokajający, kiedy wyszła sama tu czekałam. Wizja mnie nie zawiodła, Roza po paru minutach wróciła z nieprzytomną Reven, położyłyśmy ją, a ja sama skonfrontowałam się z Crossem, więc na jego polecenie skontaktowałam się z tobą. Od tego momentu czekam na ciebie. Roza powinna wrócić niebawem, ona powie ci szczegółowo co się stało. – Seraphin mówiła spokojnie, lecz jej dłonie kurczowo zaciskały się na materiale jej swetra.


Intuicja mi podpowiada że Reven Sullivan będzie większym utrapieniem, niż na początku bym mogła przypuszczać. Dziewczyna jest tu dopiero drugi dzień, a zrobiła rabanu jak za dziesięć miesięcy.
Jestem ciekawa w jaki sposób straciła nad sobą kontrole i jak wyglądał przebieg tej utraty świadomości, takie destrukcyjne zachowania w wielu przypadkach świadczą o dużej mocy daru.
Czym większy chaos nas otacza tym większa moc jest do naszej dyspozycji, a za tym idzie duży problem z kontrolowaniem swoich zdolności.


Spojrzałam na nieprzytomną Reven, ponownie próbowałam wtargnąć w jej umysł lecz i tym razem trafiłam na opór z jej strony, czym większy wywierałam nacisk na jej umysł tym większy opór stawiał,
cóż to jest za wkurzająca sytuacja kiedy byle człowiek jest w stanie odeprzeć mój dar.
W sumie nie, to nie jest ani wkurzające, ani irytujące to po prostu mnie strasznie w......!
Przecież człowiek nie może od tak sobie być odporny, musiało coś na to wpłynąć lub wywołać..
Bingo! Nagle sobie coś uświadomiłam, prawie bym zapomniała o pewnym małym szczególe.


-Seraphine, sprawdziłaś to o co cię prosiłam? – moje oczy spoczęły na twarzy kobiety oczekując jej odpowiedzi.


Panna Cross przez moment przyglądała mi się nie wiedząc o co mi chodzi, po chwili zatrybiła przypominając sobie moją ostatnią prośbę. Energicznie podskoczyła na krześle i sięgnęła do szuflady biurka wyjmując z niej książkę. Położyła ją przed sobą, wertując pośpiesznie kartki, zatrzymała się na stronie która ją interesowała, szczupłym palcem przebiegła po kartce odszukując pożądanej przez nią linijki tekstu. 

- Andreo dobrze że o tym wspomniałaś. Sprawdziłam ten lek i nie występuje w spisie leków dla śmiertelnych. Poszperałam trochę i znalazłam. Lek jest podawany wampirom podczas nauki kontroli nad swoimi zdolnościami, w ekstremalnych przypadkach jest on stosowany jako bloker zdolności.

- Jeśli lek jest zażywany powiedzmy trzy razy dziennie można go wtedy traktować jako bloker? – Seraphine skinęła mi jedynie głową. - A czy efektem ubocznym może być odporność na dary innych wampirów?

   
Seraphine ponownie spojrzała do książki, po dłużej chwili potwierdziła moje pytanie.
Teraz rozumiem dlaczego ta mała jest odporna na nasze dary, jeśli stosowała te leki od takiego czasu nic dziwnego że się zrobiła odporna. Co za ulga że to leki mogły wywołać tą odporność, a nie coś typowo powiązane z jej linią krwi lub co gorsza wywołane celowo przez kogoś..
Ciekawi mnie czy leki miały służyć jako tarcza przeciwko darom innych wampirów czy jednak mogło chodzić o stłumienie jej zdolności. Dawka wskazuje na pierwszą teorię, lecz jeśli jej zdolności są wyjątkowo potężne bądź niebezpieczne to dawka mogła być zwiększona celowo.
Nad tym pomyślę nieco później, teraz muszę wiedzieć co innego.


- Seraphine czy jest szansa że ta jej odporność po jakimś czasie zaniknie?

- Jeśli lek zostanie odstawiony i wypłukany z organizmu odporność może tracić na sile, aż w końcu całkowicie zaniknąć. W sumie skąd te zainteresowanie? Pytasz z czystej ciekawości czy raczej chodzi o coś innego? – w głosie Seraphine wyczułam lekkie zaciekawienie.

- W tym przypadku chodzi właśnie o Reven, z jej dokumentów wyczytałam informacje o tym leku, więc mogę śmiało stwierdzić że poznałyśmy tajemnice jej wyjątkowej odporności na nasze dary.
Jeśli dobrze rozumiem by dobrać się jej do umysłu musimy wypłukać z niej to świństwo.
Seraphine jeśli wiesz jak przyśpieszyć proces detoksu to najwyższa pora go zastosować natychmiastowo, póki nasza królewna wciąż jest nie przytomna i nie będzie miała jak nam utrudnić tego procesu.


Twarz panny Cross przybrał wyraz gotowości do działania, pośpiesznie wstała za biurka i popędziła do drugiego pomieszczenia w którym były trzymane wszelkie potrzebne medykamenty.
W pomieszczeniu obok było słychać jak Seraphine chaotycznie się krząta, po paru minutach wyszła stamtąd trzymając w swoich dłoniach wszelkiej maści buteleczki z płynami oraz zestaw do podania kroplówki.
Rozłożyła wszystko na metalowym wózku, z każdej buteleczki pobrała strzykawką odpowiednią ilość preparatu, wszystkie próbki umieściła w jednej probówce, mieszając je ze sobą wyjątkowo ostrożnie.

Wymieszany płyn pobrała do nowej strzykawki. Seraphine podała Reven świeżą kroplówkę do której wprowadziła przygotowaną mieszankę z koktajlem detoksykującym.
Kroplówka powoli zaczęła pracować, kiedy Seraphine upewniła się że wszystko jest w porządku przystąpiła do sprzątania z wózka, zostawiając na nim jedynie drugi koktajl dla Reven.
Panna Cross jeszcze chwilę się krzątała po czym bez słowa zasiadła za biurkiem skąd obserwowała kapiącą kroplówkę.

Jedyne co nam teraz pozostało to czekać aż koktajl zacznie robić swoje, a nasza królewna wybudzi się ze swojego snu.
Sięgnęłam do tylnej kieszeni spodni wyciągając z niej telefon, palcami manewrowałam po ekranie wystukując wiadomość dla Andy’ego i Rozy.


„ Jak jesteście wolni to zapraszam do skrzydła medycznego, po drodze zgarnijcie krew dla mnie i Seraphine, sądząc po jej wyglądanie zapomniała się posilić.”


Schowałam telefon i ułożyłam się wygodnie w fotelu pogrążając się w swoich myślach, mam chwilę na poukładanie wszystkiego w głowie, jeśli dopisze mi szczęście doznam „oświecenia” przed spotkaniem z Crossem, jeśli mój tok myślenia jest prawidłowy to przysięgam będę mieć naprawdę wiele powodów by pokrzyczeń na Crossa, a nawet dopuścić się rękoczynów których nie będę żałować.
Zamknęłam oczy udając się w podróż swych myśli w celu uzyskania „oświecenia”



https://i.pinimg.com/originals/07/1d/f7/071df7d26539618960bcdb77441ccd0e.gif





Reven





Kiedy kończył się jeden koszmar, zaczynał się nowy bardziej przerażający od poprzedniego.
Nie były to zwykłe koszmary stworzone przez umysł, który doznał stresu pourazowego.
Koszmary senne które mnie nawiedzały były fragmentami moich przeżyć z przeszłości.
Umysł nie zniekształcił ani jednego wspomnienia, wręcz przeciwnie wyostrzył wszelkie wspomnienia, które wyparłam bądź zmuszono mnie do zapomnienia o nich.
Koszmar ukazał mi fragment utraconego wspomnienia.

Dziewczynka jest za mała by się kontrolować – szeptał głos nieznajomego.
Reven da sobie radę, jest silna. Poradzi sobie z mocą budzącego się w niej wampira. – czy to głos wuja?
Benjaminie nie bądź naiwny wierząc w to, jest za młoda. Jeśli nie zaczniesz jej kontrolować zjawią się oni i ją zabiorą. Musisz to zrobić!
O czym oni mówią? O mnie?
Wuju co to jest wampir?
Pewnego dnia się dowiesz, teraz jednak pora zapomnieć.
Demoniczne oczy wuja spojrzały na moje.
Gdzie jestem? Co się stało? Znowu śniłam na jawie?

Pora się obudzić Reven.
Coś jest nie tak, to dziwne uczucie..
Odczuwasz to mimo pogrążenia we śnie.
Wiem że to czujesz!
Zbudź się!
No dalej wstawaj!


Wybudziłam się z sennego koszmaru z krzykiem.




https://cdn44.picsart.com/171043610001202.gif?to=min&r=480


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#23 23-02-2022 o 22h18

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 20 – Reven Część I





Ze sennego otępienia zbudził mnie własny krzyk, po otworzeniu oczu zdałam sobie sprawę że ponownie wylądowałam w skrzydle medycznym, podciągając się na łokciach do pozycji siedzącej przeżyłam coś w rodzaju deja vu z ostatniej wizyty tutaj, która jak na ironie była raptem wczoraj.
Zimna dłoń spoczęła na moim ramieniu, otępiona jeszcze resztkami snu odwróciłam się by zobaczyć do kogo ona należała, szok widoku tego co zastałam sprowadził mnie raptownie na ziemie, pierwsze co ujrzałam to czerwone puste oczy wokół których wiły się setki małych żyłek, na ich widok moje ciało mimowolnie zareagowało gwałtownym ruchem który kosztował mnie szybkim i bolesnym upadkiem na twardą podłogę, wraz za mną poleciała przytwierdzona do mnie kroplówka robiąc przy tym wiele metalicznego hałasu. Na wpół leżąc na zimnej podłodze dostrzegłam zbliżające się w moją stronę ręce, które pomogły mi się pozbierać z ziemi, stojąc już na własnych nogach ponownie spojrzałam na twarz która wzbudziła we mnie strach, kiedy się jej przyjrzałam pomijając przerażające oczy zdałam sobie sprawę że na przeciwko mnie stoi panna Seraphine.
Po zobaczeniu jej prawdziwego oblicza zrozumiałam dlaczego nosiła te swoje ogromne okulary przeciwsłoneczne, lepiej jest wyglądać jak kompletne bezguście niż straszyć innych swoim demonicznym obliczem..


- Nic ci nie jest? Bardzo się poobijałaś? – melodyjny głos kobiety zabrzmiał w moich uszach, a jej twarz przybrała stroskany wyraz.


Wpatrywałam się w nią jedynie tępym wzrokiem, po dłużej chwili mój mózg zdał sobie sprawę że do mnie mówiła, po otrząśnięciu się z szoku załapałam o co mnie pytano.
Mimo swojej wcześniejszej reakcji zdobyłam się na odwagę by jej odpowiedzieć w miarę możliwości normalnym głosem.


- Emm, tylko trochę, to nic takiego – odważyłam się spojrzeć jej prosto w oczy – ja, em, te oczy.. To znaczy pani widok zaraz po przebudzeniu jak by to ująć – zaczęłam się jąkać jak ostatnia idiotka.
Panna Seraphine jedynie się nerwowo zaśmiała po czym bez słowa pomogła mi usiąść na kozetce podnosząc i poprawiając od razu kroplówkę.

- Wiem co chcesz powiedzieć, rozumiem i nie winię cię za twoją reakcje. Pamiętam jak sama zareagowałam po raz pierwszy na widok swojej twarzy po przemianie. Wybacz jeśli cię przestraszyłam. Skupmy się na tobie dobrze? Siedź a ja zajmę się resztą.


Panna Seraphine uwolniła mnie od kroplówki po czym bez słowa przeszła do przebadania mnie, by odwrócić swoją uwagę od jej twarzy i skupić się na czymś innym zaczęłam się rozglądać po gabinecie, dopiero teraz dostrzegłam siedzącą Andrea w fotelu która z rozbawieniem na twarzy obserwowała wszystko w milczeniu. Jak to możliwe że nie dostrzegłam jej wcześniej? Jej perfidny uśmieszek był dowodem że miała niezłą radochę z przedstawienia w którym grałam główną rolę...
Za jakie grzechy mnie to spotyka? Nie dość że wychodzę na beksę to w dodatku robię z siebie istną idiotkę na każdym kroku, a ona zawsze jest świadkiem moich upokorzeń..
Kiedy wyłapała moje spojrzenie jej twarz przybrała surowych konturów, świdrujące mnie błękitnie zimne oczy wyrażały tyle gniewu jakiego nigdy wcześniej nie widziałam. Gniew w jej oczach był prawie że namacalny, mimo lęku jaki we mnie wzbudził nie byłam w stanie oderwać od niej spojrzenia.


- Widzę że jesteś nieco pobijana, dam ci coś co pomoże ci dojść do siebie w szybkim czasie – głos panny Seraphine wyrwał mnie z transu.

- Yhym, świetnie – bąknęłam pod nosem


Andrea zbliżała się w naszą stronę, po drodze zgarnęła z biurka okulary panny Seraphine, kiedy już stała niebezpiecznie blisko podała jej okulary szeptając jej do ucha, kobieta spojrzała na mnie niepewnie po czym bez słowa wyszła z gabinetu zostawiając mnie samą z furiatką..
Cichy głos w mojej głowie chciał by wróciła i nie pozwoliła mi zostać sam na sam z czerwono włosom tykającą bombą, która może wybuchnąć w każdej chwili.
Niepewnie spojrzałam w stronę Andrei, jej oczy przepełnione gniewem świdrowały mnie na skroś.
Gniew który od niej bił sprawiał że odczuwałam jak strach we mnie zbierał, a świadomość nieobliczalności Andrei sprawiał że nie czułam się bezpiecznie we własnej skórze..


- Nawet nie wiesz jak bardzo mnie korci by cię rozszarpać na strzępy.. Jesteś tu ledwie dwa dni i w tym jakże krótkim czasie zalazłaś mi aż nadto za skórę. Pozbycie się ciebie rozwiązało by wszelkie problemy, które spowodowałaś. – mówiła wolno i nade wszystko opanowanie – Posłuchaj mnie uważnie Reven bo nie zamierzam się powtarzać, weź się w końcu garść! Pogódź się z faktem że jesteś taka jak my! Robienie z siebie ofiary na nic się nie zda, nie ty jedna tu jesteś wbrew swojej woli, inne dziewczęta mimo że gardzą swoim pochodzeniem nie robią z siebie ofiar i nie niszczą pokoi! Rozumiem że jest ci ciężko i zdaje sobie sprawę że tyle zmian naraz w twoim życiu jest trudne, ale to nie pozwala ci się tak zachowywać..
Masz pytania to znajdź odpowiedzi, jeśli potrzebujesz pomocy to o nią proś ale nie rób wokół siebie takiego zamieszania. Jeszcze jeden taki wybryk i wylądujesz trzy metry pod ziemią, rozumiesz? – spokojny głos przerodził się krzyk, który dudnił w moich uszach. 



Czułam się jakbym miała spięcie w mózgu.
Czy ona właśnie powiedziała że mnie rozumie i jednocześnie przy tym mi groziła?
Wydawało mi się?
Czyżby mnie już za mózg padło?
Mimo fatalnej kondycji umysłowej jestem pewna że dobrze ją zrozumiałam..
Nie jestem w stanie nadążyć za jej sposobem bycia i jej tokiem myślenia.
Te jej huśtawki zachowania są strasznie upierdliwe, a zarazem przerażające..
Z jednej strony stara się być oschło miłą na swój własny sposób, a z drugiej próbuje urwać ci głowę..
Przez nią oszaleje jeszcze bardziej, a na pewno w szybciej niż bym tego chciała..

Pokiwałam jej jedynie głową jako odpowiedź, byłam zbyt przytłoczona stresem i nerwowa żeby wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk.
Andrea ciężko westchnęła widocznie poirytowana, zasiadła ponownie w fotelu skąd mnie obserwowała, cóż za dziwaczne i krępujące uczucie.. Jej lodowate oczy spoglądały na mnie przenikliwie, jakby na mojej twarzy mogła znaleźć odpowiedzi na wszelkie swoje pytania..
Po chwili czułam jak stres, który mną zawładną zaczął powoli odpuszczać, obolałe mięśnie zaczęły dawać o sobie we znaki, a umysł zaczął zwalniać jak po zarwanych kilku nockach.
Starałam się nieco odprężyć lecz bez powodzenia, za każdym razem kiedy zamykałam oczy wciąż widziałam obraz panny Seraphine, przerażające niczym demoniczne oblicze kobiety wyryły się w mojej pamięci, ten obraz powracał raz za razem i za każdym razem wywoływał gęsią skórkę..


W pokoju było niebezpiecznie cicho, starałam się zająć czymś umysł, lecz na próżno.
Pamięciom wciąż wracałam do początku tego koszmaru w którym tkwiłam, do felernego wczorajszego ogniska, do dzisiejszej rozmowy z wujem, do dnia kiedy całe moje życie runęło jak budowla z domino..
Ile bym dała by stać się kimś innym, kimś bez popapranej przeszłości, kimś kto nie należy do tego koszmarnego i tajemniczo mrocznego świata..
Z przygnębiających mnie myśli wyrwał mnie dźwięk otwierających się drzwi, za których wyłoniła się Roza z Dariusem oraz panna Seraphine wraz z dupeczkowatym towarzyszem Andrei którego imienia nie zapamiętałam..
Darius rzucił w stronę Andrei butelkę ze szkarłatnym płynem, Roza na biurku postawiła jeszcze kilka takich butelek, Seraphine zamknęła drzwi przekręcając w nich klucz, charakterystyczne kliknięcie wywołało u mnie niepokój.
W pokoju zrobiło się nieco ciasno, nowo przybyli usadowili się w pobliżu Andrei jakby obawiali się że zbytni bliski kontakt ze mną mógłby przysporzyć im kłopotów.
Świetnie traktują mnie jak niewidzialną, albo trędowatą..
Osobiście sama bym chciała teraz zniknąć...


- Świetnie jesteśmy w komplecie, Roza podaj mi swoją dłoń, chce ujrzeć to co ty – Roza niczym marionetka wykonała polecenie Andrei


Scena która miała miejsce na moich oczach była co najmniej dziwnie przerażająca. Andrea siedziała ze zamkniętymi oczyma trzymając Rozy dłoń w swoich, mimo zamkniętych oczu widziałam jak jej gałki oczne poruszały się szybko i chaotycznie pod powiekami. Wszystkie oczy były skierowane na nią bacznie przyglądając się temu co właśnie robiła, cokolwiek to było musiało być dla nich istotnie ważne. Po dłużej chwili otworzyła oczy które przez krótką chwilę były puste i pozbawione blasku niczym u porcelanowej lalki..
Zamrugała otrząsając się ze swego transu, z jej dłoni wyślizgnęła się dłoń Rozy i bezwiednie niczym szmaciana lalka opadła na oparcie fotela, Roza na miękkich nogach ledwie dotarła do najbliższego krzesła, wyglądała na wyczerpaną trzęsącą się dłonią siegneła po butelkę ze szkarłatnym płynem, zawartość butelki opróżniła zachłannie, kiedy nie została już ani kropla Roza wyglądała znacznie lepiej. 
Ile bym teraz dała by zrozumieć co tu się dzieję, by zrozumieć ten widok, którego właśnie byłam świadkiem..


W gabinecie wciąż panowała grobowa cisza mimo tylu zebranych tu osób, potrzebowałam czymś zająć swoją głowę by nie myśleć o całym tym obłędzie, który mnie otaczał. Rozglądać się po pokoju moje spojrzenie mimowolnie powędrowało w stronę biurka gdzie koło niego podpierając ścianę stał on.
Niepewnie spojrzałam w jego kierunku, odważyłam się by spojrzeć na jego twarz, Darius dostrzegł że mu się przyglądam, a nasze spojrzenia się skrzyżowały, to co ujrzałam w jego oczach było jak bolesny cios w policzek.. Jego piękne ciemne oczy które jeszcze wczoraj były przepełnione ciepłem dziś pałały mieszanką czystego gniewu wraz z obrzydzeniem skierowane i dedykowane mojej osobie..
Na ich widok poczułam ucisk w sercu, nieprzyjemny i bolesny.
W napływie paniki moje myśli gorączkowo krążyły wokół wczorajszego dnia starając się znaleźć choć jedną wskazówkę która mogłaby w jakikolwiek sposób mnie naprowadzić na takie zachowanie Dariusa.
Czy go uraziłam? Zrobiłam coś nie tak?


„Twoje pochodzenie jest wystarczającym powodem by cię nienawidzić – cichy głos rozbrzmiał w mojej głowie. - Jesteś spokrewniona z potworem, cały twój ród jest splamionym krwią niewinnych.”


Głos był tak wyraźny jakby ktoś mówił w tym pomieszczeniu, a nie w mojej głowie.
Spojrzałam po wszystkich sprawdzając czy aby to nie któreś z nich nie rzuciło tą okropną uwagę, zerkałam na każdego po kolei lecz żadne z nich nawet na mnie patrzyło czy zwracało na mnie uwagi w dodatku każde z nich było skupiona na tkwieniu w swoich własnych zadumach.
Skoro to żadne z nich to skąd ten głos?

Czyżbym powoli popadała w obłęd?
Czyżby mój własny umysł płatał mi figle?
Tak, pewnie tak właśnie jest.
Głosy pojawiły się wczoraj po tych wszystkich przykrych i niespodziewanych wydarzeniach które bombardowały mnie raz za razem, aż zdołały się przebić przez mur i naruszyć moją delikatną psychikę.
To pewnie to, tak na pewno.
Bo jeśli nie to co innego?
Muszę wierzyć że to tylko zmęczony i nadszarpnięty stan mojej psychiki płata mi figle, a stres który przeżywam wywołuje omamy.
Muszę w to wierzyć..


https://64.media.tumblr.com/3bbc7b5733d0bb9874b849712ee8029d/tumblr_nednkfdX5L1trzm55o1_500.gifv



Andrea pozbierała się z fotela, jej ruch wywołał jakieś poruszenie u jej towarzyszy, wszystkie twarze były zwrócone w jej stronę, ich zachowanie wyglądało jakby prowadzili ze sobą zaciekłą rozmowę, lecz ich usta pozostawały zamknięte.. Czyżby potrafili komunikować się ze sobą bez słów?
Przyglądałam się im z zaciekawieniem, zastanawiając się czy moja teoria jest słuszna.
Na potwierdzenie moich domysłów nie musiałam długo czekać.
W jednej chwili wszystkie twarze były zwrócone ku mnie bacznie mnie obserwując.
Darius ruszył jako pierwszy, niepewnie zmniejszał dystans między nami, wyminął mnie po czym stanął za mną i bez ostrzeżenia chwycił mnie za tyłów krępując mi przy tym ręce, Roza poszła w ślad brata, stanęła koło niego, a jej dłonie unieruchomiły mi głowę.


    - Co tu się do c.... dzieje?!


Czułam jak zalewa mnie faja paniki, zaczęłam się szarpać licząc że uda mi się wyrwać, niestety mój trud był bezskuteczny, trzymali mnie zbyt mocno bym mogła się im wyrwać.   


- Puszczajcie mnie! – krzyk rozniósł się echem po pokoju


Przez całe moje ciało przeszedł mnie dreszcz, strach który czułam był paraliżujący, ciepłe łzy spłynęły po policzkach mimowolnie, za zaszklonych oczu zobaczyłam zbliżającą się w moją stronę Andreę.
Przepełniony umysł strachem podsuwał mi najgorsze scenariusze, widok zbliżającej się niczym dzikie zwierzę czerwono włosej w moim kierunku budził we mnie najgorsze i najczarniejsze myśli.
Andrea stała już na wprost mnie, kucając zrównała nasze spojrzenia a jej zimne ręce objęły moją twarz.
-    Skończ się mazgaić jak małe przerażone dziecko – lodowaty ton głosu zabrzmiał w moich uszach – Bądź chodź raz posłuszna i się nie opieraj, jeśli nie będziesz stawiać oporu prawie nic nie poczujesz – Andrea objęła moją twarz mocniej, nie umożliwiając mi żadnego ruchu


- Co ty k.... chcesz mi zrobić?! Cze....


W momencie kiedy Andrea zamknęła oczy moje słowa których nie dokończyłam wypowiedzieć ugrzęzły w moim gardle.
Nie mogłam się ruszyć, mówić a wszystkie kotłujące się myśli powoli się rozmywały aż w końcu uleciały.  Tkwiłam w ciemnościach, wszystkie myśli, wspomnienia zostały pochłonięte przez cienie, nic nie czułam oprócz otaczającego mnie chłodu.
W umyśle pojawił się obraz oczu, czerwonych niczym skapanych we krwi ich widok szarpnął moim odrętwiałym ciałem i umysłem.
Zaczęły pojawiać się obrazy z mojego życia wyświetlane niczym pokaz slajdów, wspomnienia które widziałam były moimi najbardziej skrywanymi tajemnicami mojego porąbanego życia.
Obrazy wspomnień pojawiały się, znikały i tak w kółko i w kółko. 
Z sekundy na sekundę obrazy wspomnień robiły się coraz to mniej przyjemne, nabierały na sile i każde nowo ukazujące się wspomnienie było gorsze od poprzedniego..
Czy to? Ten widok, wtedy... Nie, tylko nie to!
Nie! Nie! Nie!
Tylko nie to, błagam tylko nie to!
Jak w transie starałam się powstrzymać to co chciało wyjść z najdalszych zakamarków mojej świadomości. Zaślepiona strachem tamtego wspomnienia próbowałam się wyrwać z otaczającej mnie ciemności, moja własna podświadomość zaczęła stawiać opór, ale coś było nie tak.
Wspomnienie zbliżało się coraz bardziej. 
Ten dziwny nacisk, który czułam był silniejszy.
Ten ból, czym bardziej chciałam się bronić to czułam kolejną falę bólu.
Ból zalewał wszystkie moje nerwy, stawał się nie do wytrzymania.
Błagam niech się to skończy! Błagam!
Niech to ktoś powstrzyma!
Fala bólu zalewała mnie coraz to bardziej i bardzie niczym żywy nieposkromiony ogień który nie ugaśnie póki nie pochłonie wszystkiego wokół..
Błagam niech to się skończy, błagam niech przestanie!
Przeszywający ból zniknął w jednej chwili pozostawiając jedynie po sobie niewyraźne wspomnienie.
Ponownie byłam otoczona ciemnością.
Tkwiłam w zimnej i bezkresnej ciemności.
Czułam jedynie pustkę i zimno.

Czyżbym umarła?
Czy tak to się wszystko skończy?


- Reven ocknij się! - Z ciemności wyrwał mnie przerażony krzyk kobiety.




https://c.tenor.com/PEVIJ9LoTMMAAAAC/to-be.gif


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#24 10-03-2022 o 15h19

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Rozdział 20 - Reven część II





https://i.pinimg.com/originals/2d/92/bc/2d92bc2738ed0ccf0fd3a5b3db260b1b.gif





Nie pewnie zamrugałam, zmysły miałam przytępione, chwilę mi zajęło zanim ogarnęłam że na wprost mnie stała panna Seraphine z wypisanym zatroskaniem na twarzy.
Otumaniona rozejrzałam się po otaczającym mnie pokoju, dostrzegłam na ziemi leżącą Andreę w objęciach swego towarzysza, czerwono włosa wyglądała niepokojąco słabo i przerażająco blado, Darius i Roza nachylali nad nimi.
Na jak długo odleciałam?


- Co się stało? – wyszeptałam na tyle głośno na ile moje zdarte gardło pozwoliło
Na głos mojego głosu wszystkie oczy odwróciły się w moją stronę z wymalowaną mieszanką gniewu i strachu na swoich twarzach.


- Mówiłam żebyś nie stawiała oporu, a co zrobiłaś? Stawiałaś go – słaby ale nade wszystko gniewny głos zabrzmiał w pokoju – Roza podaj mi proszę butelkę, albo i dwie – Andrea wyglądała równie okropnie co brzmiała
Roza bez słowa zrobiła to o co została poproszona, szybkim i pewnym ruchem sięgnęła po butelki z biurka i podała jej Andrei która opróżniała zawartość butelek w zastraszającym tempie.
Z każdą nową butelką wyglądał lepiej i na nowo nabierała kolorów na skórze.
Po jakieś piątej czy szóstej butelce Andrea doszła do siebie na tyle by móc pozbierać się z podłogi, czarno włosy pomógł jej dojść do fotela gdzie opadła na niego bezwiednie.
Darius podszedł do mnie i panny Seraphine podając mi szklankę z dziwnie podejrzaną zielono-brunatną cieczą, na sam widok tego czegoś czułam jak robiło mi się niedobrze, spojrzałam na nich nie pewnie.

- Wypij to Reven, smak ma paskudny ale w parę chwil poczujesz się lepiej fizycznie i psychicznie – posłałam jej pełne nieufności spojrzenie – To mieszanka leczniczych ziół, parę łyczków i będziesz jak nowa. Poczujesz po tym lepiej, obiecuje – niechętnie wzięłam od Dariusa szklankę z podejrzaną cieczą.


Odruchowo powąchałam dziwnie wyglądającą ciecz i od razu bardzo tego pożałowałam, śmierdząca woń zakuła w moje nozdrza, niechętnie, ale to naprawdę niechętnie wypiłam to śmierdzące paskudztwo, smak był jeszcze gorszy od woni smrodu, każdy łyk tego ohydztwa prowokował żołądek do pozbycia się tego co właśnie w niego wlewałam, kubki smakowe przeżywały istne katusze odmawiając posłuszeństwa z każdym nowym łykiem tego paskudztwa.. Szklanka została pusta, ale okropny posmak u ustach wciąż pozostawał, Darius zabrał ode mnie puste szkoło wycofując się do tyłu jakby obawiał się że w każdej chwili mogłam zwrócić na jego buty.


- Lepiej prawda? – Seraphine zmrużyła oczy od szczerego uśmiechu


Poruszyłam napiętymi barkami obserwując przy tym swoje poranione przedramiona, szok i niedowierzenie jakiego odczułam był wręcz nie do opisania. W jednej chwili wszystkie bóle które odczuwałam w zmęczonym ciele odeszły w zapomnienie, ranki po wczorajszej wyprawie po różanym labiryncie goiły się w ekspresowym tempie na moich oczach.
Sama nie wierzyłam swoim oczom, jakim cudem tak szybko się goiłam?
Zafascynowana zerwałam się na równe nogi podbiegając do lustra na przeciwległej ścianie, zebrałam dłonią włosy z ramienia i spojrzałam w swoje odbicie.
Zniknęło!
Ślad po ugryzieniu zniknął nie pozostawiając po sobie nawet najmniejszej blizny.
Spojrzałam na swoją twarz w lustrzanym odbiciu, wszelkie oznaki zmęczenia jak i opuchlizna wraz z cieniami wokół oczu również zniknęła, kolory skóry się wyrównał poprawiając przy tym cerę. 
Wyglądałam jak lepsza wersja siebie, ale jak?


- Zioła które wypiłaś zawierają wielką moc regeneracyjną dla naszego gatunku – odwróciłam się w stronę Andrei, która z rozbawieniem obserwowała moje zdziwienie.


Nieco zażenowana swoim zachowaniem odsunęłam się od lustra, skrepowana panującą tutaj atmosferą usiadłam ponownie za kozetce licząc że znowu stanę się niewidzialna dla innych.
Przelotnie spojrzałam w stronę Andrei, która z ewidentnym rozbawieniem spoglądała na mnie, widać że czuje się lepiej i ma nowy pokład energii do upokorzenia mnie, a jeszcze chwile temu leżała wyczerpana na podłodze.
Moment ten jej wcześniejszy stan coś mi właśnie przypomniał. 


- Wczoraj kiedy się tu ocknęłam byłaś w równie złym stanie co chwilę wcześniej, czy to ma związek z tym co mi zrobiłaś? – brzmiałam mniej pewnie niż bym chciała.


Andrea szyderczo się uśmiechnęła dając mi tym samym potwierdzenie.
Miałam mętlik w głowie, nie byłam do końca pewna co dokładnie mi zrobiła nie licząc okropnego bólu jaki mi zafundowała, ale sama myśl że zrobiła to swoje „coś” kiedy byłam tego nieświadoma napawała mnie dziwnym rodzajem strachu wymieszanym z obrzydzeniem.
Co z nią jest nie tak?


- Jak na beksę jesteś spostrzegawcza – zaśmiała się gorzko – Niech będzie nieco cię oświecę, potraktuj to jako rekompensatę za ból jaki ci zafundowałam. W twoim krwiobiegu była pewne świństwo które nie umożliwiało mi jak i moim towarzyszą używanie na tobie naszych zdolność.
Wypukaliśmy to świństwo którym faszerował cię Benjamin jak leżałaś tu nieprzytomna jak kłoda, dzięki temu mogłam wejść do twojej głowy, ale przez śladowe ilości w twoim organizmie musiałam użyć więc mocy, a co za tym idzie kontakt fizyczny. Udało mi się znaleźć informacje które mnie interesowały, ale w pewnym momencie napotkałam opór z twojej strony który był przyczyną moim stanem, a twoim bólem. Spokojnie nie będę już w ten sposób wchodzić ci do głowy. – parszywy uśmiech ani na moment nie znikał z jej gęby.

Szperała mi w głowie?!
Jak? Dlaczego?
Co było tak ważne że bez pozwolenia szperała w moich wspomnieniach?!
Jak ona śmiała?
Czego tam szukała? Co ona tam zobaczyła?
Gniew który czułam działał na moją niekorzyść, czułam jak robiło mi się słabo.


- Jakim prawem szperałaś mi w głowie?! – krzyk pełen gniewu rozbrzmiał echem po pokoju.


- Spokojnie, wszelkie wstydliwe wspomnienia mnie nie interesują. Zależało mi na poznaniu prawdy o tobie, twojej rodzinie i zdolnościach które tak bardzo Benjamin chciał ukryć, wszystkie inne błahe i nic nie znaczące wspomnienia nie zostały naruszone. Czytam tak wszystkie kandydatki, które tu trafiają więc nie jesteś jedyna. Dla usprawiedliwienia powiem że to moja praca, jeśli chcesz spytaj samego Crossa. – wymowny akcent na nazwisko dyrektora dawał mi dość jasno do zrozumienia że nie kłamała.

- Robi się późno i na mnie już pora, Reven chce cię jutro widzieć w moim pokoju, poślę po ciebie kogoś jutro więc czekaj na mojego posłańca. – coś mi mówi że to nie zaproszenie na herbatę i ciasteczka – Seraphine wiesz co zrobić z Reven.

Andrea pozbierała się z fotela i wraz ze swoim towarzyszem kierowali się do drzwi, stojąc w progu odwróciła się w moją stronę posyłając mi rozbawiony uśmieszek.


- Bym zapomniała, od dziś Darius będzie pełnił funkcję twojego osobistego opiekuna – puściła w jego stronę oczko gorzko się śmiejąc.
Po tych słowach wyszła wraz ze swoim dupeczkowatym towarzyszem, echo jej śmiechu krążyło po pomieszczeniu doprowadzając do gęsiej skórki na całym ciele, zerknęłam na Dariusa który był tak samo jak zdziwiony i nieco zaniepokojony faktem przed którym Andrea nas postawiła.


W pokoju nastała niezręczna cisza, a atmosfera był tak gęsta że było by można ją kroić nożem.
Czy ktoś może mi powiedzieć co tu się właśnie od.........?
Byłam wyczerpana tym wszystkim, miałam zbyt wielki mętlik którego nie potrafiłam uporządkować.
Zbyt wiele przeżyć jak na dzisiaj, mimo że doskonale pamiętam każdy aspekt z dzisiejszego dnia to nic z tego nie rozumiałam, nic a nic.
Potrzebuję odpocząć jeśli nie chce by granica załamania nerwowego nie przerodziła się w czysty obłęd..

Seraphine podeszła do mnie i bez słowa przeszła do szybkiego, ale dokładnego badania, zadawała mi pytania i jak na automacie jej odpowiadałam nie do końca świadoma tego o czym mówiłyśmy.
Po badaniu zniknęła na krótką chwilę po czym wróciła z bloczkiem na którym coś zapisywała, wyrwała z niego zapełnioną kartkę którą mi podała.
Z otępienia wyrwało mnie poruszenie się Rozy, która szybkim krokiem opuściła gabinet, mimowolnie spojrzałam na Dariusa który siedział wkurzony unikając za wszelka cenę nawiązania ze mną kontaktu wzrokowego.
Seraphine dała nam znać że jestem wolna i mogę już iść, niepewnie wstałam z kozetki i ruszyłam przed siebie w stronę drzwi, kiedy miałam już wyjść tknęło mnie sumienie i spojrzałam na pannę Seraphine.


- Dziękuję i przepraszam za wcześniej. Nie chciałam.. no wiesz...


- Rozumiem, nie gniewam się. Cieszę cię że tobie nic nie jest, a teraz idzie już. Pamiętaj Reven żeby odpocząć i daj sobie czas na wszystko, zobaczysz że nie jest tak źle jak myślisz – jej szczery uśmiech podniósł mnie nieco na duchu.


Odwzajemniłam uśmiech i bez słowa wyszłam z gabinetu gdzie w moje ślady poszedł Darius.
Idąc pustymi korytarzami panowała niezręczna cisza między nami, próbowałam kilka razy ją przerwać lecz kiedy miałam już otworzyć usta nie potrafiłam wydobyć z siebie ani słowa i tak o to całą drogę przebyliśmy w zupełnej ciszy.
Po kilku minutach znaleźliśmy się pod moimi drzwiami, Darius otworzył je czekając aż wejdę pierwsza, po wejściu do pokoju nie dowierzałam własnym oczom, spodziewałam się tu zastać istną ruinę, ale nie tego. Cały bałagan którego tu narobiłam podczas swojego mało chwalebnego epizodu zupełnie zniknął. Rozejrzałam się po pokoju, który został dokładnie posprzątany, zniszczone meble zostały zastąpione nowymi, wymieniono rozbite lustro na nowe, nawet moje porozrzucane ubrania zostały poskładane i poukładane na łóżku, na stoliku leżał mój telefon wraz z książkami których sobie nie przypominałam.

-    Cross zadbał by wszystko zostało dokładnie posprzątane, a twój wybryk został zatuszowany przed innymi. – Darius odpowiedział na moje jeszcze nie zadane pytanie jakby wiedział o co zaraz zapytam.

- No nieźle, tylko nie rozumiem dlaczego nie kazał mi samej tego posprzątać skoro to ja narobiłam tutaj istnej demolki. – spojrzałam nie pewnie na Dariusa

- Ooo, konsekwencje zostaną za to wyciągnięte, Andrea osobiście tego dopilnuje, w końcu ona doskonale wie jak karać innych by ich najbardziej to zabolało. – zimny ton jego głosu zabrzmiał w moich uszach – Mnie skazała na ciebie – ostatnie słowa wypowiedział niemal szeptem.

Świetnie, po prostu świetnie!
Nawet nie chce wiedzieć jak bardzo będę mieć p.........!
Tym zacznę się martwić rano, teraz muszę skupić się na innym problemie.
Na początek muszę rozwiązać sprawy z Dariusem, jest wobec mnie oschły i ewidentnie na mnie zły i nie mam zielonego pojęcia dlaczego, jeśli dałam mu powód do tego to przynajmniej chce wiedzieć co takiego zrobiłam że sobie zasłużyłam na takie traktowanie.

- Masz jakiś problem ze mną? Twoje zachowanie wobec mnie bardzo się zmieniło od wczoraj, możesz być łaskaw mi wytłumacz tą nagłą zmianę? Wczoraj byłeś bardziej w przyjaznym nastawieniu, a dzisiaj bije od ciebie taka złość jakbym ci coś zrobiła, jeśli mam znosić twoje wrogie nastawienie to przynajmniej chce wiedzieć czym sobie na nie zasłużyłam. – zbliżyłam się do niego niebezpiecznie blisko patrząc mu prosto w oczy.


- Tak, nie, sam nie wiem! Wydawałaś się taka.., zacząłem cię lubić, ale dowiedzieć się że jesteś spokrewniona z Benjaminem i to zmieniło wszystko. Jak mam zaufać komuś kto jest spokrewniony z takim potworem? Skąd mogę mieć pewność że nie okażesz się taka sama jak i on? – poczułam się jakbym dostała w twarz.


Ponownie mnie to spotkało.
Każdy, ale to dosłownie każdy który pozna moje pokrewieństwo z wujem traktuje mnie jak potwora, którym nie jestem. Darius to właśnie potwierdził, stałam się jego wrogiem mimo że nic złego nie zrobiłam.
Nie, pokrewieństwo z Benjaminem to dla niego jak i innych wystarczający powód by mi nie ufać..
Jestem tu wbrew własnej woli i na dodatek jestem karana za czyny wuja, z którymi nie mam nic wspólnego, nawet nie wiem czym on zawinił na miano potwora.
Mam dość oceniania mnie na podstawie genów, a nie moich własnych słów czy czynów.
Skoro mam być nienawidzona przez wszystkich to przynajmniej niech to robią za moje i tylko moje czyny a nie kogoś innego.
Kotłował się we mnie gniew, który starałam się opanować ze wszelkich sił.
Muszę dać upust temu gniewowi i lepiej żeby nikt nie byś świadkiem tego co zamierzam powiedzieć.

Wyminęłam Dariusa by zamknąć drzwi by nikt nie musiał słyszeć naszej wymiany zdań, która może zakończyć się mało przyjemnie..
Drzwi zamknęły się z trzaskiem pozostawiając po sobie echo w pokoju, odwróciłam się w stronę Dariusa, oparta o zamknięte drzwi starałam się zmusić go do spojrzenia na mnie.
Jego oczy były przepełnione tyloma sprzecznymi emocjami że nie byłam w stanie określić jakiej reakcji mogę się po nim spodziewać.
Staliśmy wpatrzeni w siebie otoczeni bezkresną ciszą, której żadne z nas nie chciało a może nie potrafiło przerwać.
Jak zacząć tą rozmowę by nie przerodziła się w koszmarny finał?
Jak mam go przekonać że nie jestem takim samym potworem jak mój wuj?
Jak mam zdobyć jego zaufanie?




Andrea





https://i.pinimg.com/originals/65/4f/c8/654fc8fa112031ce0ab1d34ecd9dc41b.gif





Po opuszczeniu skrzydła medycznego mieliśmy z Andy’m nie wiele czasu by zdążyć na spotkanie z Crossem.
Cholerna Reven pochłonęła zbyt wiele mojego czasu, w połowie drogi do gabinetu dyrcia zdałam sobie sprawę że u panny Seraphine zostały akta tej przeklętej dziewuchy, sięgnęłam do tylnej kieszeni po telefon, zawrotną prędkością napisałam wiadomość do Rozy.
„Roza akta i rodowód Reven są u panny Seraphine, podrzuć je do mojego pokoju, buźka”
Sytuacja opanowana przynajmniej w tej jednej kwestii.

Między nami a drzwiami do gabinetu Crossa pozostało zaledwie kilka kroków, lecz mimo tak małego dystansu do pokonania, moje nogi odmówiły posłuszeństwa.
Ciało zalała fala zimnych dreszczy, coś nie grało.
Czułam to w kościach, spojrzałam na Andy’ego jego wyraz twarzy zdradzał że czuje dokładnie to samo co ja.
Wytężyłam swoje zmysły, ta energia, którą czułam..
Nie ma mowy o pomyłce, ten rodzaj energii mógł należeć tylko do jednej osoby.


- Dasz radę, cokolwiek nas tam czeka wiedź że będę przy tobie – ciepły głos Andy’ego rozbrzmiał w mojej głowie.


Jego ciepły i przepełniony głos miłością zawsze działał na mnie niezwykle kojąco.
Andy wziął mnie za dłoń, dodając mi w ten sposób otuchy, nie chętnie ruszyliśmy dalej.
Nie pewnie otworzyłam drzwi i oboje wślizgnęliśmy się do gabinetu.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu, był tu czułam to.
Stał przy oknie odwrócony plecami do nas, na dźwięk zamykających się drzwi obrócił się w naszym kierunku.
Ta jego parszywa gęba, nie ma mowy o pomyłce..



Benjamin van Allen we własnej osobie..




https://64.media.tumblr.com/72553e6ddb8e5bfad7660c2476e468e4/tumblr_mesf17NbHt1qbvovho1_500.gifv


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

#25 12-04-2022 o 22h45

Straż Cienia
Mystic
Stażystka
Mystic
...
Wiadomości: 50

Andrea – Rozdział 21





Stojąc twarzą w twarz z Benjaminem van Allenem czułam jak zalewa mnie fala gniewu, zbierająca we mnie moc przechodziła przez każdą komórkę mego ciała, fala niepochamowanej mocy i narastającego we mnie gniewu była jak mieszanka wybuchowa, wystarczyła by jedynie mała iskra bym straciła panowanie nad sobą i dała się ponieść nieokiełzanej mocy, której bez wahania bym się oddała by zmieść tą przeklętą szkołę z powierzchni ziemi..


- Panna Black jak zawsze w towarzystwie swego wiernego psa Kurana, cóż za niemiła niespodzianka. Nie przypominam sobie by ktoś was tu zapraszał, a zwłaszcza ciebie Tricher. – kpiarski uśmieszek pojawił się na jego wstrętnej gębie.


- Zważaj na słowa, przedwieczni nie będą pocieszeni że wyklęty pałęta się po szkole.. – nade wszystko starałam się brzmieć opanowanie.


Moja uwaga rzucona w jego stronę ewidentnie go rozgniewała, kpiarski uśmieszek znikł i wykrzywił swoją twarz ze złości. W pomieszczeniu zrobiła się wyjątkowo gęsta atmosfera, wokół Benjamina poruszyły się cienie gotowe w każdej chwili zaatakować, moje ciało zareagowało automatycznie wytwarzając w całym pokoju ostre jak brzytwa lodowe ostrza gotowe w każdym momencie trafić w mój cel..
Andy położył swoją dłoń na moim ramieniu, ten mały gest zamiast mnie uspokoić jeszcze bardziej mnie rozzłościł, strąciłam jego dłoń w siebie, lepiej żeby mnie teraz nie dotykał jeśli nie chce ucierpieć kiedy puszczą mi wszelkie hamulce.
Nie wiadomo skąd wyłonił się Cross stając między mną a Benjaminem, surowy wyraz twarzy Michaela nie spoglądał na mnie lecz na intruza.


- Dość! – siła głosu Crossa za trzęsła całym pomieszczeniem.


Gotowa na wszystko obserwowałam toczącą się wymianę dwóch gniewnych spojrzeń, żadne z nich nie chciało odpuścić. Cienie Benjamina zafalowały i ruszyły w moją stronę szybkim ruchem odskoczyłam unikając uderzenia, lodowe ostrza ruszyły w stronę Benjamina tnąc wszystko na swojej drodze, trzask tłuczonego szkła zabrzmiał w moich uszach, spojrzałam w stronę okna gdzie jeszcze chwilę temu tam stał, zniknął..
Nie, ażeby to go c... strzelił tchórzliwy drań schował się pod osłoną cieni.. 
Kątem oka dostrzegłam ruch Andy’ego i Crossa zbliżających się w moim kierunku, ruchem ręki uwięziłam ich w lodowej klatce.
Spojrzałam na nich a nasze słowa zawisły w powietrzu.

„Nie wtrącajcie się!”
„Andrea opanuj się, tu są ludzie!”
„Cross przymknij się i choć raz mi zaufaj!”
„Black nakazuje ci się opanować!”
„Wybacz Michael, ale podziękujesz mi później”


Spojrzałam wprost na Crossa, kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały wślizgnęłam się w jego podświadomość fundując mu mało przyjemny ale za to skuteczny ogłuszający ból, Michael zawył niczym dzikie zwierzę i bezwiednie osunął się na ziemie.

„Andrea do cholery jasnej to Cross!”
„Andy pilnuj go i się nie wtrącaj bo wszystko zepsujesz! Wiem co robię!”

Pewna działania potrzebują radykalnych środków, nie będę wstanie skupić się na przeciwniku jeśli będą mi się nie potrzebnie pałętać pod nogami.
Mając chwilową tamtą dwójkę z głowy wytężyłam zmysły by znaleźć tchórza ukrywającego się pod osłoną cieni.
Za mną!
Szybkim ruchem odwróciłam się wymierzając cios w niby pustkę, trzask i jęki bólu Benjamina były jak muzyka dla moich uszu, cienie zafalowały ponownie zrzucając się w moją stronę kąsając zajadle moją skórę, odskoczyłam do tyłu lecz cieniste macki podążały za mną gotowe do ponownego ataku. Falująca macka niebezpiecznie szybko zbliżała się w moim kierunku, odskoczyłam gwałtownie w ostatniej chwili unikając ciosu.

- Pokaż się tchórzu! – echo mego głosu rozbrzmiało w pomieszczeniu.

Czas zakończyć tą zabawę w chowanego, doskoczyłam do klatki w której tkwili moi towarzysze, cienie zafalowały niespokojnie po czym ruszyły do ataku, zbliżały się szybko tnąc wszystko co napotkały na swej drodze.
Lekki ruch moich palców wyrzucił w ich stronę czystą skondensowaną moc, w reakcji cienie przeraźliwie zaświszczały i niczym szkło rozpadły się na setki tysięcy małych drobinek, uderzenie było na tyle silne by zdradzić położenie ich użytkownika.
Lekkie ale nade wszystko wyraźne zakrzywienie ukazało na ułamek sekundy kontur ukrywającego się Benjamina.
Posłałam w jego stronę kolejną fale lodowych ostrzy, które skutecznie naruszyły jego osłonę dzięki czemu jego ruchy stawały się widoczne.   
Szybkim i pewnym ruchem doskoczyłam do niego wymierzając mu cios prosto w jego wstrętną gębę, zatoczył się oszołomiony do tyłu zrzucając z siebie osłonę z cieni, lodowe ostrza atakowały dalej lecz jego cienie sprawnie odpierały kolejne ataki, kiedy miałam zadać kolejny cios uchylił się łapiąc mnie za rękę blokując uderzenie.
Kiedy nasze spojrzenia się zrównały posłałam mu triumfalny uśmieszek, moją skórę zaczął pokrywać lód który szybko zaczął rozprzestrzeniać się na dłoń Benjamina uniemożliwiając mu wyrwania się z moich sideł. 
Jego twarz wykrzywiła się w złowrogi grymas, słuchające się go cienie ponownie zafalowały gotowe bronić swego pana.
Wolną dłonią złapałam go za głowę wywołując fale paraliżującego bólu.
Skowyt Benjamina uniósł się echem i niczym szmaciana lalka osunął się bezwiednie na podłogę, wraz z jego upadkiem pędzące w moją stronę cienie zniknęły.   
Uwolniwszy go spod mojej mocy odsunęłam się od niego, kiedy znajdowałam się na bezpiecznej odległości wytworzyłam wokół niego barierę nie umożliwiając mu następnego ataku z jego strony.

Ruchem ręki pozbyłam się lodowej klatki w której uwięziłam swoich towarzyszy.
Gniewna energia którą wyczuwałam musiała należeć do budzącego się Crossa, oj coś mi mówiło że za to co dzisiaj zrobiłam czeka mnie najbardziej upierdliwe kazanie w dziejach..

Po dłużej chwili Cross wraz z Andy’m stanęli niepewnie koło mnie bacznie mi się przyglądając, nie do końca pewni czy aby na pewno mi nie odbije i nie zrobię czegoś skrajnie głupiego.
Nie ma co się dziwić, ostatnim razem jak mi puściły hamulce Cross miał na głowie całkiem pokaźny remont szkoły i masę ludzkich dzieciaków w kolejce do wymazywania wspomnień..


- Gapicie się, to nieco krępujące. A teraz Michaelu czekam na podziękowania – spojrzałam nieco rozbawiona na Crossa.

- Za jakie grzechy los mnie tobą pokarał? – Michael nie ukrywał swej wielkiej niechęci do mnie.

Słowa ponownie zawisły między mną a Crossem.

„Było trzeba pozwolić mi wtedy skończyć to co zaczęłam, miałbyś mnie z głowy. Pamiętasz co ci wtedy zaprzysięgłam, a jak wiesz dotrzymuje swego słowa”


Cross na wspomnienie tamtego dnia się skrzywił ale nie śmiał brnąć dalej w ten temat, dobrze zrobił.


Benjamin w końcu zaczął dochodzić do siebie, niezgrabnie pozbierał się z podłogi uważając na każdy swój ruch, na jego twarzy malowała się istna furia jego oczy płonęły gniewnie zdradzając jego zamiary do ponownego ataku. Znienawidzę się za to pewnie, ale ktoś musi go oświecić i poskromić jego wielką chęć odwetu..


- Stój jak stoisz i nie wykonuj zbyt gwałtownych ruchów jeśli nie marzy ci się zostanie kupką popiołu. – zrobiłam mały krok w jego stronę posyłając mu szyderczy uśmieszek.
   

- Zawsze byłaś słaba i nieudolna, myślisz że uwierzę w twoje groźby? – parsknął kpiarsko szyderczo się uśmiechając.


Odwróciłam się na pięcie i bez słowa podeszłam do rozbitego okna podnosząc z podłogi sporawych rozmiarów odłamek szkła.
Obróciłam go kilku krotnie w dłoni i bez ostrzeżenia rzuciłam nim wprost w Benjamina, szkło w kontakcie z barierą zaświszczało dźwięcznie rozpadając się w drobny pył.
Jego oczy nie pewnie powędrowały w moją stronę zdradzając kotłujące się w nim sprzeczne emocje. 


- Skoro uprzejmości mamy za sobą to może przejdziemy do konkretów. Cross może zechcesz nas oświecić dlaczego wyklęty zaszczycił nas swoją obecnością? – spojrzałam wymownie na Crossa który był ewidentnie wściekły.
    

- Sam chciałbym wiedzieć, ale skoro odważył się tu przyjść to musi mieć ważny powód, a dokładnie jeden. – Cross wycofał się w głąb gabinetu ciężko opadając na fotel przy swoim masywnym biurku. 


Ten jego jeden powód był dość upierdliwy..
Cholerna dziewucha, która działała mi na nerwy od pierwszej chwili kiedy się tu zjawiła..
Niech Benjamin weźmie ten swój jedyny powód i niech wynoszą się z stąd..
Zrobią nam wszystkim przysługę jeśli znikną z naszego życia raz na zawsze.


- Andreo ktoś się zbliża – zasygnalizował Andy nieufnie spoglądając na Benjamina.


Cholera!
Zapomniałam że Roza miała mi przynieść księgi!
Załatwię to szybko i miejmy nadzieje że nikt się nie dowie przedwcześnie że Benjamin postanowił wpaść z wizytą, której sobie nikt nie życzył. 


- Andy dopilnuj że będzie siedzieć cicho, zaraz wrócę.


Szybkim krokiem przeszłam przez gabinet do drzwi, w momencie kiedy wyściubiłam nos na korytarz stanęłam twarzą w twarz z Rozą, dziewczyna nieco się spłoszyła robiąc gwałtownie krok w tył.
Wyszłam na korytarz zamykając za sobą drzwi by przypadkiem nie zajrzała do środa i nie miała okazji dostrzec oprawcy swojej rodziny.


- Andreo przerażasz mnie, wiem że twoje spotkania z Crossem są poufne, ale żeby popadać w paranoje i wychodzić mi na spotkanie tak niespodziewanie to już lekka przesada nie uważasz? – Roza spojrzała na mnie z dezaprobatą podając mi księgi.


- To nie brak zaufania a raczej ostrożność, ale mniejsza o to. Dziękuję że mi je przyniosłaś. No to ja będę wracać.


- Co jest grane A? Nigdy nie było ci tak śpieszno na pogadankę z Crossem. – przenikliwe oczy Rozy zerkały na mnie wyczekująco.


- Roza odpuść, nie mogę teraz o tym rozmawiać, idź już proszę. – nie chce być nie miła dla niej, ale muszę jej pozbyć.


Roza nieufnie na mnie spojrzała i bez słowa odwróciła się na pięcie idąc przez pusty korytarz, obserwowałam jak  bezpiecznie się oddala, kiedy miałam już wrócić do chaosu który czekał na mnie za drzwiami Roza odwróciła się spoglądając mi prosto w oczy.


- Nie wiem co się dzieje i o co znowu kłócisz się z Crossem ale opanujcie się, wasze wybryki dają we znaki innym i nie da się tego nie zauważyć. – Roza nie ukrywała swego oburzenia.


- A to? Nie przejmuj się, już wszystko gra.. Raz jeszcze dzięki i widzimy się później. – nasze spojrzenia skrzyżowały się na moment.


Idealna okazja by słowa mogły zawisnąć między nami.


„ Roza chętnie bym ci powiedziała co się dzieje, ale chwilowo nie mogę.
Na dzisiejszej naradzie wszystko wam przekaże, obiecuje..”


Nic nie odpowiedziała lecz jej oczy zdradzały jak bardzo mi nie ufa i nie wierzy w moje obietnice.
Nie dziwie się jej, straciła do mnie zaufanie po tym co zrobiłam w zeszłym roku i całkowicie sobie zasłużyłam na chłód z jej strony.
Skinęła jedynie głową i ruszyła przed siebie pustym korytarzem.
Obserwowałam jak drobna postać się oddala i kiedy zniknęła za rogiem odetchnęłam z ulgą.
Wizyta Rozy przypomniała mi o jeszcze jednym ktosiu, który powinien się zaraz tu zjawić..
Odczekałam chwilę i kiedy miałam pewność że nikt się tu nie kręci wróciłam do gabinetu w którym czekał na mnie niezły bałagan..


W gabinecie panowała ciężka atmosfera, Cross siedział za swym biurkiem skąd obserwował w milczeniu Benjamina który o dziwo był nadto spokojny.
Andy wciąż stał blisko bariery gotowy do szybkiej reakcji gdyby jednak nasz nie proszony gość próbował się stawiać..

Podeszłam do biurka podsuwając Crossowi księgi rodów, w milczeniu obserwowałam jak jego twarz czerwona ze złości łagodnieje by przybrać ten jego charakterystyczny grymas niezadowolenia.


- Andy wybacz ale muszę cię prosić być coś dla mnie zrobił, Matt się tu wybiera i potrzebuje byś go czymś zajął kiedy utnę sobie szczerą rozmowę z Crossem i naszym gościem. - Wahał się, czułam to. – Dam ci znać jak będzie po wszystkim. – spojrzałam w jego kierunku puszczając mu oczko. 


Spojrzał nie ufnie na Benjamina wahając się co do mojej prośby.
Powolnym krokiem pomaszerował do drzwi, kiedy jego dłoń spoczęła na klamce spojrzał w moją stronę, a słowa zawisły w powietrzu.


„W razie potrzeby daj znać, a przybędę”
„Wiem, a teraz idź Matt powinien zaraz się pojawić”


Andy wyszedł pozostawiając nasze destrukcyjne trio bez nadzoru.
Wciąż obserwowałam Crossa, który pustym wzrokiem wpatrywał się na księgi leżące przed nim.
Nie sądziłam że doczekam się czasów kiedy wielmożny Michael Cross zaniemówi.
A skoro jest w takim stanie mogę być jedynie pewna że temat który mamy do poruszenia nie należy do łatwych.
Cross w coś ty nas wpakował?


- To co Cross może zaczniesz? – jego oczy powędrowały w moją stronę, lecz jego usta zwęziły się w kreskę.


Świetnie..
Teraz kiedy jak raz potrzebuje by zaczął gadał to on postanawia milczeć..
No nie wierze..
Po prostu wspaniale!


Stojąc nad Crossem za moich pleców dotarł do mnie gorzki śmiech Benjamina.
A tego co tak bawi?
Zirytowana odwróciłam się w jego stronę nie rozumiejąc jego nazbyt wesołego nastroju biorąc pod uwagę jego położenie..
Benjamin siedział na ziemi kuląc się ze śmiechu, który w jego wykonaniu brzmiał jak dławiąca się hiena..


- A tobie co tak do śmiechu? Hmm? – wkurzona podeszłam do niego.


-Tricher, tricher wymagasz od niego niemożliwego. Widzisz tak się składa że szanowny Cross złożył przysięgę milczenia w tej sprawie, a jedyna osoba która może ci cokolwiek zdradzić stoi przed tobą. – spojrzał na mnie uśmiechając się kpiarsko.


A no to świetnie..
Jedyna osoba która może powiedzieć cokolwiek odnośnie rodu Reven musiała się okazać nim..
Wszechświat jej złośliwą s...



- Co powiesz na mały układ? Odpowiem na wszelkie twoje pytania a w zamian coś dla mnie zrobisz. Co ty na to – wymowny uśmiech gościł na jego parszywej gębie.


Nie do końca uśmiecha mi się bratać z wrogiem, a tym bardziej być mu coś winna.
Z drugiej strony wolałabym wiedzieć nieco więcej o nim i jego bratanicy.
Zwłaszcza że zmusił samego Crossa do milczenia, gdzie sam fakt o tym daje już sporo do myślenia.
Musiał mieć powód by zamknąć usta temu który wiedział zbyt wiele i jeszcze lepszy powód by ukrywać przed Reven jej prawdziwe pochodzenie.. 
Benjamin van Allen nie robi niczego bez powodu, zwłaszcza jeśli ma na tym jedynie zyskać..


- Czego chcesz? – spojrzałam na niego nie ukrywając obrzydzenia do niego.


- Poproś swego wielmożnego ojczulka by przywrócił mnie do łask przedwiecznych. To moja cena za informacje których tak bardzo pragniesz.


Gorzki śmiech Benjamina niósł się echem..




https://image.myanimelist.net/ui/cd3zCvFIwXaRE_yplX5DBqtRJOnF55_sr1uN3aMtNFk_Zt7m89_CpDRbZe76iBK5rfr3jhtbIRdSHvqQMacl4qUSGqmJ8KSXF6gz2BS1zl5chHIuGyFhfmCWWlae9IaY


https://thumbs.gfycat.com/BackShamelessCottonmouth-small.gif

Offline

Strony : 1 2